Dodaj do ulubionych

Rozważania porodowe

25.05.09, 15:40
Czytam forum od dawna, czasem wpychałam swoje trzy grosze ale
jeszcze nigdy nie zakładałam wątku.
Teraz jestem w drugiej ciąży i mam wiele rozterek porodowych.

Do pierwszego porodu czułam się bardzo pryzgotowana psychicznie,
fizycznie, wiedzowo. Mieszkam w Niemczech, rodziłam w szpitalu - w
warunkach, którym niewiel mogłam zarzucić. Opiszę w skrócie (mam
wprawdzie opis porodu ale b. długi): pojechaliśmy przy skurczach co
5-4 min, rozwarcie było na jakieś 2 cm, poszłam do wanny na jakieś 2
godziny, z której wyszłam z 8 cm i uczuciem wyrażnego ucisku w dół.
Połoźna szybciutko przygotowala na podłodze maty, łóźko do opierania
się i podjęła szybką deczyję, źe przełuży zmianę, bo dziecko tuż tuż
(było chyba ok 13, może trochę póżniej, nie wiemy dokładnie). Ja
większość czasu klęczałam oparta o łóżku - położna z mężem masowali
mnie, padło też pytanie o zzo ale zdecydowanie nie chciałam.
Niestety maluch nie potrafił wstawić się główką w kanał rodny. Ponad
godzinę uprawiałam wszelką gimanstykę - kilka lub może kilkanaście
róźnych pozycji (od stołka po wiszenie na chuście), dostawałam
homeopatię ale nic się nie zmieniało. Połoźna wraz z lekarką podjęły
decyzję o rozerwaniu pęcherza w nadziei, że dziecko wtedy znajdzie
drogę. Niestety, bez skutku. Poszłam znów do wanny - było coraz
gorzej, z bólu traciłam swiadomość, postęp źaden. Było tak źle, że
wyszłam z wanny (właściwie mnie wyciągnięto, bo nie miałam przerw
między skurczami) i próbowałam już przejśc, bo rozwarcie w sumie
pełne. Niestety po każdym skurczu dziecko się cofało - położna
dwoiła się i troiła ale bez skutku. Mąż podjął za mnie decyzję o
zzo, w elu głónie rozluźnienia miednicy. Skutków w sensie ulgi nie
czułam żadnych, wsparcia zzo również nie. Po pobraniu krwi z główki
małej okazało się, że wartości robią się graniczne i podjęto decyzję
o próźnociągu. Mała urodziła się zdrowa, ja nienacinana, nie pękłam -
nie moge na nic narzekać. Po porodzie połóźna przepraszała mnie za
to, że nie wyszło tak jak obie chciałyśmy. BTW urodziłam tuż przed
20.

W obliczu tych doświadczeń, mąż na domowy nie chce się zgodzić, co
poniekąd rozumie (moja położna przyjmuje domowe i pewnie by się
zgodziła), ja próbuję go przekonać do domu porodwego ale praktycznie
nie mam też kontrargumentów w kwestii szpitala - bo mogę urodzić
praktycznie naturalnie i zaraz pójśc do domu.

I jest jeszcze jedna kwestia - w pierwszej ciąży od 23 tygodnia
rozeszła mi się kość łonowa. Ponad miarę, nawet bardzo ponad miarę.
Ból straszny, no i zrobić nic nie mozna. Lekarze, mówiąc szczerze
wielkiego pojęcia na ten temat nie mają i generalnie jeśli już coś
mówią, to radzą cesarkę. Znalazłam instutyt wielkiej klinki, który
miał grupę zajmującą się tym problemem ale też niewiele poradzili,
poza tym, że przpadek niezmernie rzadki (rzędu 1:10000 lub jeszcze
rzadziej) i poród wyjątkowo bolesny. W czasie pierwszego porodu
czułam koszmarny ból kości i pachwin - wręcz miałam uczucie
rozerwania. Na szczęście nic się nie stało.

W tej ciąży spojenie rozeszło się w 11 tygodniu i od tego czasu
cierpię bardzo. I sama już nie wiem co z porodem. Istnieje ryzyko
pęknięcia kości (składanie operacyjne), ale nikt mi tego nie powie -
praktycznie to moja decyzja. Ale ja w ogóle o cesarce nie myślę,
skoro chciałabym rodzić w domu. Myślę o domu narodzin jako o
alterntywie do szpitala - mój wybrany jest nawet na terenie
szpitala, gdzie rodziłam.


Nie stawiam konkretnych pytań, bo i konkretnych odpowiedzi nie ma.
Słucham siebie i swojej intuicji. I mam nadzieję na wasze mądre
myśli.
Dziękuję!
--
O książkach.
Edytor zaawansowany
  • juleg 25.05.09, 17:52
    Pierwsza rzecz jaka mi przyszła do głowy, to, że mimo wszystko miałaś
    niesamowity poród szpitalnysmile rozumiem Twojego męża i rozumiem Twoich 1000
    myśli, ale masz rację musisz wsłuchać się w siebie, na bank będziesz wiedziała
    gdzie rodzić zanim się zacznie poródsmile ja też miałam przy pierwszym porodzie
    niemiłe doświadczenia, jakaś infekcja okołoporodowa, prawdopodobnie szpitalna
    bakteria, także tylko w domu czułam się bezpiecznie, no i tak też było dla nas
    najlepiejsmile Życzę Wam mądrych decyzji a swoją drogą, dlaczego dzieci czasem źle
    się wstawiają w kanał, czy to od czegoś zależy?





    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/gb/vi/9j1z/ErWFzMzBQIx2LxNknX.jpg

    www.pomoz-amelce.pl/
  • abiela 25.05.09, 22:34
    juleg napisała:

    > Pierwsza rzecz jaka mi przyszła do głowy, to, że mimo wszystko miałaś
    > niesamowity poród szpitalnysmile rozumiem Twojego męża i rozumiem Twoich 1000
    > myśli, ale masz rację musisz wsłuchać się w siebie, na bank będziesz wiedziała
    > gdzie rodzić zanim się zacznie poródsmile ja też miałam przy pierwszym porodzie
    > niemiłe doświadczenia, jakaś infekcja okołoporodowa, prawdopodobnie szpitalna
    > bakteria, także tylko w domu czułam się bezpiecznie, no i tak też było dla nas
    > najlepiejsmile Życzę Wam mądrych decyzji a swoją drogą, dlaczego dzieci czasem źl
    > e
    > się wstawiają w kanał, czy to od czegoś zależy?
    >

    Też bym chciała to wiedzieć.
    Intucija mi podpowiada, że będzie dobrze. Ale przed pierwszym porodem też tak
    sądziłam - w sumie dobrze się skończyło ale dużo czasu upłynęlo zanim byłam w
    stanie o porodzie mówić (teraz trochę skróciłam wszystko i pominęłam te bolesne
    szczególy). Tak więc rozterki są. Spróbuję na pewno z tym domem porodowym ale
    chciałabym usłyszeć opinię na temat spojenie łonowego od kogoś, kto z tak
    ciężkim przypadkiem miał do czynienia.


    --
    O książkach.
  • anionka 26.05.09, 01:50
    nasuwa mi się tylko jedna refleksja - naszym nadrzędnym celem nie jest przecież "urodzić w domu", tylko "urodzić dobrze", czyli w sposób najlepszy dla dobrostanu dziecka i mamy...

    więc ja na Twoim miejscu, póki co skupiłabym się na dotarciu do kogoś, kto się zna na tym rozchodzącym się spojeniu, kto potrafiłby też określić, czy problemy ze wstawieniem się córeczki mogły z tego wynikać, jakie są przewidywania odnośnie tego porodu, co można zrobić już teraz, dla poprawy Twojego komfortu, abyś nie musiała cierpieć przez kolejne 30 tyg. itp.
  • abiela 26.05.09, 10:40
    anionka napisała:

    > nasuwa mi się tylko jedna refleksja - naszym nadrzędnym celem nie
    jest przecież
    > "urodzić w domu", tylko "urodzić dobrze", czyli w sposób
    najlepszy dla dobrost
    > anu dziecka i mamy...

    No właśnie świetnie to ujęłaś. Brak mi argumentów za porodem
    domowym, bo przecież mogę dobrze i godnie urodzić w domu narodzin
    czy w szpitalu. Na tym zawsze pada dyskusja z mężem.

    >
    > więc ja na Twoim miejscu, póki co skupiłabym się na dotarciu do
    kogoś, kto się
    > zna na tym rozchodzącym się spojeniu, kto potrafiłby też określić,
    czy problemy
    > ze wstawieniem się córeczki mogły z tego wynikać, jakie są
    przewidywania odnoś
    > nie tego porodu, co można zrobić już teraz, dla poprawy Twojego
    komfortu, abyś
    > nie musiała cierpieć przez kolejne 30 tyg. itp.


    Problem w tym, źe nie sposób znależć kogoś takiego - pytałam wielu
    połoźnych, lekarzy, nawet w szpiatlu (klinika), w którym rodziłam
    niewiele na ten temat mogli powiedzieć. Ortopedzi też dogłębnej
    wiedzy nie mają. To probelm praktycznie przejściowy, na czas ciąży
    więc wiele osób ma podejście, że nie opłaca się niczego robić. Jakoś
    te tygodnie da się przetrzymać. Przetrzymałam w poprzedniej ciąźy 17
    tygodnie, w tej juź 7 i jakoś żyje w końcusmile
    Dlatego czuję, źe wszystko opiera się na mojej intuicji, na ryzyku i
    trochę mnie to przerasta.

    Zdaję sobie sprawę, że nie ma jednej dobrej rady w tej kwestii. Ale
    może akurat ktoś tu trafi, kto ten problem dobrze zna?
    --
    O książkach.
  • mamamada 08.06.09, 21:49
    A może spróbuj jeszcze zapytać na forum "Dobry poród"? Ekspertem
    jest tam p. Katarzyna Oleś, doświadczona położna, która przyjmuje
    porody domowe - w moim odczuciu osoba bardzo rozważna, łącząca
    doświadczenie z intuicją, podchodząca bardzo serio do
    problemów/wątpliwości zgłaszanych przez forumowiczki.
  • kropkaa 08.06.09, 23:12
    Wiecie co, chyba pani Kasia straci na "popularności"... Skoro jest forum z
    lekarką, to pewnie tam będą uderzać, no bo wiadomo - lekarz. Swoją drogą nie
    wiem po dublowanie forów tematycznych - p. Oleś w moim odczuciu świetnie sobie
    radziła, no i nie jest taka zmedykalizowana.
  • abiela 08.06.09, 23:56
    Dziękuję za radę, spróbuję jej zapytać. Wybieram się z początkiem lipca do domu
    porodwego i tam też spróbuję się czegoś dowiedzieć. Trochę mam właśnie dół, bo
    musiałam parę kroków przejść szybiej i podbiec i straszliwie cierpię. Właśnie
    zaczęłam 20tc. Wyobraziłam sobie ten ból plus porodowe i naprawdę nie wiem jak
    dam radę.
    --
    O książkach.
  • abiela 21.07.09, 11:06
    Obejrzeliśmy z początkiem lipca dom narodzin. BTW najstarszy dom
    narodzin Niemiec, funkcjonuje od 22 lat.
    15 lipca byłam na rozmowie indywidualnej. Dowiedziałam się, że
    zostałabym zakwalifikowana do porodu w DN mimo owej przypadłości.
    Trudno powiedzieć czy problemy przy pierwszym porodzie były
    spowodowane rozejściem czy nie. Ale położna, z którą rozmawiałam
    jednak twierdzi, że na pewno byłoby lżej teraz choć bardzo boleśnie.
    W trakcie rozmowy jednak doszłyśmy do wniosku, że może najlepszym
    rozwiązaniem dla nas byłby poród w szpitalu (tam gdzie rodziłam i na
    terenie którego jest DN) z położną, którą znam. A to ze względu na
    stres i niewiedzę rozejściową oraz sceptyzm męża.
    Obdzowniłam 4 z 9 położnych, które można sobie na poród w tym
    szpitalu zamówić i mają terminy na luty. Pozostałe z pewnością teź.
    Po prostu za póżno wpadłam na ten pomysł, trzeba było się
    interesowac ok. 12 tc.
    Więc rozmawiałam kolejny raz z DN, bo jakoś mi świtało, że gdy przed
    porodem okaże się, że jednak poród w DN jest niemożliwy to
    przechodzi się do szpitala (mojego). To prawda, ale bez położnej z
    DN, one tylko "załatwiają" miejsce. (W szpitalu przyjmują tylko 150
    rodzących miesięcznie, trzeba się zgłaszać do maks. 20 tc).
    Czyli mam takie opcje:
    - decyduje się na DN, koszt 200 euro jednorazowo i rodzę tam,
    - zaklepuję miejsce w DN, płacę ale daję nam czas na decyzję i
    wychodzę z założenia, źe stracę 200 euro,
    - idę do szpitala w nadziei, że znów trafi mi się taka położna jak
    przy pierwszym porodzie (generlanie szanse są duże).

    Dodam, że mąż już nie blokuje dezycji, jest za, ale czuję, że nie w
    100%. Ja wcześniej byłam przekonana w 100% teraz cały temat mnie
    zaczął męczyć, zaczęłam się wahać, nie umiem podjąć dezycji (w ogóle
    ta ciąża mi utrudnia wszelkie decyzje) i sama nie wiem, co robić a
    decyzję muszę podjąć w tym tygodniu, bo mi miejsce w DN ucieknie.
    Poza tym powinnam jak najwcześniej, by poznać wszystkie położne z
    grupy, do której jestem przydzielona - jest ich 6, i dwie z nich
    będa przy porodzie.

    Wiem, że żadna z was za mnie nie podjemie decyzji. Specjlanie nie
    oglądam żadnych filmów z porodów ani nie czytam nic, żeby się w
    żadną stronę nie nakręcać.
    Ale może jakieś wasze słowo mi pomoże podjąć decyzję....Dziękuję.
    --
    O książkach.
    O świecie.
  • kaakaa 21.07.09, 12:38
    Hmmm, chyba nic mądrego nie doradzę... Nie pozostaje Ci nic innego, jak wejrzeć
    w siebie i poszukać rozwiązania.
    Pomyśl, czym różni się poród w DN od szpitala. Może wypisz sobie te różnice na
    kartce. Popatrz na to krytycznie. Zaznacz wady i zalety. Poklasyfikuj, co dla
    Ciebie (tudzież i męża) ważne, a co mniej. Może takie uporządkowanie "czarno na
    białym" pomoże Ci podjąć decyzję?
  • abiela 23.07.09, 09:42
    Kaakoo za szpitalem przemawia tylko jedno: bezpieczeństwo, bo nie wiem
    jak się zachowa moja miednica podczas porodu.
    I chyba zostanie przy szpitalu, jest mi przykro i smutno ale przerasta
    mnie ta decyzja.
    --
    O książkach.
    O świecie.
  • kaakaa 23.07.09, 12:58
    Rozumiem, że trudno jest rezygnować ze swoich marzeń, ale, z drugiej strony,
    właśnie po to powinna istnieć możliwość porodu w szpitalu, żeby zapewnić
    bezpieczeństwo kobietom, których poród może przebiegać nieprawidłowo. Skoro
    obawiasz się nieprawidłowości, to pewnie lepiej będzie zdecydować się na
    szpital. Szczególnie jeśli masz doświadczenie, że opieka tam jest na odpowiednim
    poziomie.
  • abiela 23.07.09, 13:39
    kaakaa napisała:

    > Rozumiem, że trudno jest rezygnować ze swoich marzeń, ale, z
    drugiej strony,
    > właśnie po to powinna istnieć możliwość porodu w szpitalu, żeby
    zapewnić
    > bezpieczeństwo kobietom, których poród może przebiegać
    nieprawidłowo. Skoro
    > obawiasz się nieprawidłowości, to pewnie lepiej będzie zdecydować
    się na
    > szpital.

    Wychodzę z założenia, że nic się nie stanie. Ale musze się liczyć
    jednak z pęknięciem spojenia albo cesarką na szybkosad

    Szczególnie jeśli masz doświadczenie, że opieka tam jest na
    odpowiedni
    > m
    > poziomie.

    To tak. Mam możliwość ustalenia wszystkich oczekiwań wobec porodu
    wcześniej. Ordynator stale podkreśla wagę strony psychologicznej
    porody i naturalnego jego przebiegu. Pewnie i tak wszystko zależy od
    rodzącej i położnej.
    --
    O książkach.
    O świecie.
  • abiela 10.11.09, 10:18
    3 listopada o 1:24, synka o wadze 4190 g, dł. 56 cm i obwód głowy
    37,5 cm.
    Opis porodu chyba się tu nie nadaje, bo urodziłam w szpitalu.
    Napisze tylko krótko, że bardzo długo byłam w domu, przyjechałam po
    pęknięciu pęcherza i ze skurczami co 1-2 m. Na wejściiu okazało się,
    że rozwarcie tylko 4 cm ale za 40 min miałam już synka w ramionach.
    Nie zdążyłam się nawet rozebrać, urodziłam na siedząco, bo nie
    miałam nawet czasu się przekręcić na klęczki -- przy moim problemie
    każdy ruch wymaga czasu. Byłam tak zaskoczona prędkością porodu, że
    dotąd nie mogę wyjść z szoku.
    Spojenie podaczas porody jednak bardzo dokuczało, a i dotąd niestety
    nie jest dobrze.
    Aha i same narodziny przebiegły w moim odczuciu po domowemu - w
    domowej sali, bez sprzętów medycznych, bez Pambuka, przy ciemnym,
    ledwie widocznym świetle, bez nacięcia, z niewielkim pęknięciem,
    pępowina miała możliwość wypulsować. Synuś był ponad 1,5 h u mnie
    zanim go mąż zważył i zmierzył. Myślę, że zrobiliśmy dobrze i bardzo
    się cieszę, że uniknęliśmy cc. No i mały figiel byłby domowy.
    --
    O książkach.
    O świecie.
  • kaakaa 10.11.09, 10:46
    Cieszę się, że udał Wam się piękny poród! Nie ważne, czy w domu, czy nie -
    grunt, że masz pozytywne doświadczenie!
    A synuś - nie ułomek! smile
    Pomyślności życzę!
  • abiela 10.11.09, 11:19
    Dziękujęsmile Zapomniałam dodać, że byliśmy w domu zaraz rano i to była
    najlepsza decyzja ze wszystkichsmile
    --
    O książkach.
    O świecie.
  • monjan 10.11.09, 11:21
    gratulacje1!!udany poród!!żeby kazdy szpitalny taki był, to nie byłoby tego forum
    --
    moje Słonko
    Synek
    73/93 65FF
  • bonga_dax1 10.11.09, 11:43
    Serdeczne gratulacje.
  • laulalama 10.11.09, 18:16

    Wielkie gratulacje!!!
  • annairam 10.11.09, 20:21
    Gratulacje!
  • kropkaa 10.11.09, 23:12
    Gratulacje!

    > Opis porodu chyba się tu nie nadaje, bo urodziłam w szpitalu.
    W szpialu nie w szpitalu, jak na warunki polskie to prawie domowywink
  • abiela 11.11.09, 08:54
    kropkaa napisała:

    > Gratulacje!
    >
    > > Opis porodu chyba się tu nie nadaje, bo urodziłam w szpitalu.
    > W szpialu nie w szpitalu, jak na warunki polskie to prawie
    domowywink

    smile))

    --
    O książkach.
    O świecie.
  • donkaczka 11.11.09, 20:42
    abiela, gratulacje, syn dorodny, porod fajny
    zycze, zebys teraz w miare szybko stanela na nogi i spojenie przestalo dokuczac
    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
    prababcia Luśki
  • fizula 12.11.09, 00:17
    Piękny poród! Niech Ci się zdrowo chowa synek! I dla Ciebie zdrówka życzę!
    Gdyby w szpitalu, w którym rodziłam była taka opieka okołoporodowa, to być może
    w ogóle bym nie myślała o porodzie domowym.
    --
    Dzieci piękniewyrastają ze ssania piersi
    abcrodzica
  • kwiecienka1 10.11.09, 11:48
    Gratuluje! smile

    pozdrawiam
    Kwiecienka z Gratulacjami

    --
    Wszystko w końcu skończy się dobrze, więc jeśli nie jest dobrze, to
    znaczy, że to nie koniec...
  • oldzinka 10.11.09, 17:05
    Gratulacje! Dobry poród nie jest zły wink Zazdroszczę Wam, że mogliście w szpitalu
    urodzić tak po domowemu. Moja latorośl też w listopadzie urodzona i bardzo
    podobne wymiary urodzinowe miała. Pozdrawiam.
  • 987ania 10.11.09, 18:15
    Gratulujemy!! Świetnie, że udało Ci się tak pięknie urodzić.
  • ph78 11.11.09, 22:42
    Świetny poród i dziecię na schwał! smile
  • joannapoznan 12.11.09, 10:10
    Gratulacje, super że wszystko się tak błyskawicznie potoczyło.

    --
    Ernest, 27.12.2007, 3770g, 54 cm, 10 pkt.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.