Dodaj do ulubionych

domowe położne z "Zośki" i kilka wątpliwości

25.05.09, 20:10
Witam
to moj pierwszy post na forum, jestem w 20 tc. drugiej ciąży,
rozwazamy z męzem poród domowy.
Dzis własnie wrocilam z wizyty u lekarza, ktory na wieść o naszych
planach domowych wyrazil zyczliwe zainteresowanie, podtrzymal chęć
prowadzenia ciąży, nazwal mnie "doświadczoną wieloródką, której
intuicję warto uszanować" (sic!) i powiedział, że niestety nie
poleci mi żadnej konkretnej "domowej" położnej ze św. Zofii, bo
wszystkie trzy uwaza za doświadczone i wspaniałe profesjonalistki,
więc nie fair byloby którąkolwiek z nich promować kosztem
pozostałych.

No nie powiem, poczułam się bardzo przyjemnie zaskoczona.
Pytanie do Was jest wiec takie: obecnie mamy do wyboru p. Romanowską
i p. Dzierżak Postek. Pani Witkiewicz jest póki co na urlopie
wychowawczym.
Nie bierzemy pod uwagę żadnej położnej spoza szpitala, bo to
pierwsze dziecko mojego męża i on zażyczył sobie własnie takich
gwarancji bezpieczeństwa: położna ma współpracować z danym
szpitalem, aby "w razie czego" mieć pewność miękkiego lądowania.

Ja jednak jestem cielę i kompletnie nie wiem, jak się za to wziąć.
Co pozwoli mi odpowiedzieć sobie na pytanie, z ktorą położną mam
rodzić? Tak po prostu zadzwonić? surprised I podjąć decyzję? surprised

Może się to Wam wydac śmieszne, ale mimo nieźle opracowanego
backgroundu teoretycznego po prostu nie wiem, o co się powinnam
pytac.
Bo nie tyle mnie interesuje odpowiedź na pytanie "co pani zrobi w
sytuacji, gdy....", a to, jaką jest osobą, czy będziemy razem umiały
współpracować, czy stworzymy wspólnie dobrą, konstruktywną
atmosferę...
Mam jednak kilka precyzyjnych oczekiwań, ktorych jednak chyba nie
będę umiała zwerbalizować wprost w rozmowie z położną. Napiszę je
mimo to Wam liczac na to, że może odezwą się pomocne dusze, którym
zechce się skreślić kilka zdań na temat bądź to p. Romanowskiej,
bądź p. Dzierżak Postek i własnych odczuć nt. kontaktów z nimi.

Otóż warunkiem progowym dla męza i dla mnie jest umiarkowanie
światopoglądowe położnej.
Z calym szacunkiem dla pani Ireny Chołuj nie znieślibyśmy żadnych
odniesień religijnych mówiąc już całkiem wprost.

Poza warunkiem progowym specjalnych oczekiwań nie mamy poza
oczekiwaniami spokoju, doświadczenia, kompetencji i otwartości. I
żeby nie krzyczała wink (pierwsza położna komenderowala mną rowno i
odmówiłam po prostu wewnętrznie współpracy z nią)

A teraz się na koniec zupełnie ośmieszę: widziałam kiedyś p.
Romanowską w "DD TVN" i zrobiła na mnie wrażenie osoby dość, hm...
no mocno ekspresyjnej, że tak to ujmę. I młodej.
Raczej średnio jestem w stanie sobie wyobrazić, ze dzwonię do Niej i
kretyńsko pytam "przepraszam, ale pani nie jest przypadkiem
egzaltowana, prawda?".
Czy ktoś mógłby spróbować rozstrzygnąć tę moją dość niemądrą obawę?
Albo napisać cokolwiek na temat odbioru p. Romanowskiej?
Za wszelkie sugestie i odpowiedzi dziękuję

a.



Edytor zaawansowany
  • kaakaa 25.05.09, 20:51
    O p. Romanowskiej mogę napisać tyle, że jest w istocie ekspresyjna, ale chyba
    nie egzaltowana (ja w każdym razie tak jej nie odbieram). Wcale nie jest taka
    młoda - trzy krzyżyki już jej jakiś czas temu stuknęły i ma odchowaną córkę.
    Światopogląd ma chyba raczej umiarkowany (w każdym razie w porównaniu z Ireną
    Ch.). Na moje wyczucie, jest dość dyrektywna.
    P. Dzierżak nie znam osobiście, więc się nie wypowiem.
    Sugerowałabym Ci spotkać się z każdą z nich. Przecież nie musisz się decydować
    na współpracę po rozmowie telefonicznej. Jak pogadasz sobie z każdą z nich, to
    sama stwierdzisz, czy "czujesz chemię", czy nie.
  • juleg 25.05.09, 21:00

    -- Chmmmmm, ja uwielbiam Marię Romanowskąwink miałam z nią kiedyś zajęcia w
    szkole rodzenia, jest fajna i wyluzowana, bardzo pozytywna i otwarta na świat.
    Być może faktycznie do niej nie "pasujecie" z mężem, Magdalena na urlopie fakt a
    Pani Postek nie znam, może się z nią umówicie na spotkanie i zobaczycie czy
    podobnie myślicie?

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/gb/vi/9j1z/ErWFzMzBQIx2LxNknX.jpg

    www.pomoz-amelce.pl/
  • kropkaa 25.05.09, 21:28
    Nie znam nikogo z Zofii, ale o M. Romanowskiej czytałam, że była
    tłumaczem jęz. francuskiego, a po tym, jak urodziła córkę w domu,
    zafascynowała się tym tematem i sama została położną. Także młódką w
    okolicach dwudziestki być nie możewink
    Co do Ireny Chołuj - z książki faktycznie wynika, że jest bardzo
    religijna, ale w spotkaniu na żywo wcale tego tak nie widać. Nie
    obnosi się ze swą religijnością, nikomu nic nie narzuca. Nie robi
    wykładów ni kazań na tematy religijne. Ona po prostu tak żyje i ja
    to odbieram tak: praca, jaką wykonuje, jest naprawdę ciężka, a
    odpowiedzialność, jaką na siebie bierze przez wszystkie te lata, w
    połączeniu z ostacyzmem środowiska, byłyby nie do udźwignięcia,
    gdyby nie pokładała wiary i nadziei w Kimś wyższym.
  • anionka 26.05.09, 01:11
    no oczywiście, że nic nie zastąpi rozmowy 'oko w oko' - nawet, jeśli każda z pań merytorycznie odpowie to samo na każde z 'technicznych' pytań, to zrobi to w sobie właściwy sposób, co da Tobie rozeznanie, z kim nadajesz na podobnych falach...

    nieodmiennie zazdroszczę Warszawiankom tak szerokiego wyboru!
  • hyris 26.05.09, 10:53
    jedna praktyczna rada
    zadzwoń sprawdzić, czy mają wolne terminy
    ja się z Marysią Romanowską umawiałam z trzecim miesiącu ciaży i już
    jej sie terminy na mój i następny miesiąc kończyły

    znam tylko Marysię i nie jest egzaltowana
    w czasie porodu bardzo konkretna
    ma swoją osobowość, która nam odpowiadała, ale nie wiem czy Tobie
    podpasuje
  • tamilnadu 26.05.09, 14:41
    Tak, telefon do położnych był zdecydowanie dobrym pomysłem i bardzo
    żałuję, że tak długo z nim zwlekałam.
    Jestem w szoku, więc proszę wybaczyć, jeśli dalsza część postu
    będzie nadmiernie nacechowana emocjonalnie.
    Rozmawialam z panią Dzierżak Postek, nota bene przemiłą i nic nie
    mogę absolutnie tu Jej zarzucić. Tym niemniej... nie urodzę w domu.
    Dlaczego?
    Moja ciąża jest ciążą z in vitro i- jak się okazalo- stanowi to
    absolutne przeciwskazanie do porodów domowych.

    Nie jestem w stanie tego zrozumieć ani emocjonalnie ani
    intelektualnie. Po czterech latach walki o dziecko okazuje się, że
    piętno niepłodności nadal się za nami wlecze.

    Ciąża jest fizjologiczna, wyniki idealne, nie dzieje się nic
    niepokojącego, a jednak te 24 godziny, ktore moje dziecko w formie
    czterokomórkowej spędziło poza moją macicą, determinują mój poród.
    Urodziłam swoje pierwsze dziecko siłami natury- ciesząc się jak
    głupia, że nie zamyka mi to żadnych szans na przyszłość.
    Rodziłam bez znieczulenia, co też wydawalo się zwiększać moje szanse
    tym razem choćby z tego powodu, iż ból porodowy nie jest dla mnie
    abstrakcją.
    Nic z tego.
    Kurczę, dlaczego?!
    Tajemniczo brzmiąca wypowiedź położnej "dzieci z in vitro potrafią
    sie zachowywać podczas porodu dziwnie".

    Bo? Bo zostały siłą wtłoczone w macice swoich matek? Bo
    są "nienaturalne"? Bo cóż się z tymi dziećmi takiego stało na
    początku ciązy, że w trakcie porodu zachowają się nieprzewidywalnie?
    I ileż invitrówek rodzi siłami natury, aby można było pokusić się o
    uśrednienia? Bo ja, będąc aktywnie działającą w środowisku ludzi
    niepłodnych, mogę na palcach jednej ręki policzyć przypadki
    rozwiązywania ciąż z IVF naturalnie.
    Wiekszość jak jeden mąż korzysta z przysługującego im prawa do CC z
    przyczyn psychologicznych i od początku wyklucza możliwośc rodzenia
    sn.

    Przeszliśmy z męzem teksty bpa Pieronka na temat tego, ze nasze
    dziecko jest Frankensteinem. Przełknęliśmy idiotyzmy księdza Piotra
    o tym, iż produkujemy dzieci. Wystąpiliśmy w sejmie w obronie ludzi
    chorych na nieplodność i w obronie godności naszych dzieci.
    Nie, nie jestem w stanie odbierać informacji o tym, iż IVF stanowi
    przeciwskazanie do porodu domowego obojętnie, z dystansem wobec
    tego, co dzieje się wokół tego tematu, nie widząc zalezności. Widzę
    te zależności i czuję się po raz kolejny piętnowana. I niestety, ale
    odbieram to jako kolejną niesprawiedliwość biorącą się z faktu, iz
    dla większości społeczeństwa jesteśmy w jakimś sensie inni, dziwni,
    nienaturalni.

    Rozumiem dyskwalifikację, bo dziecko jest źle ułożone, bo matka jest
    chora, bo poprzednio było łyżeczkowanie macicy, bo wystąpił krwotok,
    bo jest niewspółmierność. Wszystko, co jest logicznie uzasadnione,
    gdzie występuje przyczyna i może wystapić prawdopodobny skutek.
    Nie rozumiem dyskwalifikacji z powodu zapłodnienia pozaustrojowego,
    które miało miejsce na początku ciąży i ktore nie zdeterminowało
    przebiegu tejże ciąży.

    Od poczatku ciązy walczyłam o to, aby być traktowaną normalnie. Bez
    przywilejów i bez zadęcia, bo jestem normalną kobietą, moje dziecko
    jest normalnym dzieckiem. Ale okazuje się, ze to się będzie za mną
    ciągnęło - i teraz, i w przypadku następnych ciąż.

    To, co mnie teraz interesuje to kwestia, czy i zagranicą ciąże po
    IVF są z koniecznosci rozwiązywane CC i sn w szpitalu? Choć to i tak
    nie ma znaczenia, bo nie jest moją intencją wszczynać wojen na
    argumenty z kimkolwiek. Położna sama musi być wewnętrznie
    przekonana, aby taki poród miał sens.
    Jednak jest mi bardzo źle.

    a.
  • juleg 26.05.09, 16:57
    W życiu bym nie wpadła, że to może być przeciwskazaniem do domowegouncertain na Twoim
    miejscu zadzwoniłabym jeszcze po opinię do Marii i Ireny.
    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/gb/vi/9j1z/ErWFzMzBQIx2LxNknX.jpg

    www.pomoz-amelce.pl/
  • tamilnadu 26.05.09, 17:17
    Umówiłam się z Marią na telefon dziś po osiemnastej, ale zwyczajnie
    się boję zadzwonić.
    Po rozmowie z p. Edytą przepłakałam godzinę i na fali żalu
    zadzwoniłam do męża pytając retorycznie "kiedy to się skończy? Czy i
    w przedszkolu dowiem się, ze adhd, nieśmiałość czy agresja mojego
    dziecka są skutkiem in vitro? Bedę oświecana podczas wizyt w
    przychodni? Kto jeszcze powiąże metodę poczęcia z domniemanymi
    skutkami w postaci określonego temperamentu, osobowości czy
    niebieskich tęczówek?".

    a.
  • kropkaa 26.05.09, 18:15
    Ciąża z in vitro jest ciążą wysokiego ryzyka i faktycznie jest
    wskazaniem do cc. Też znam przypadek, że matka "walczyła" o poród sn.
    A musisz o tym wspominać położnej? Tyle, że jest adnotacja w karcie
    ciąży...
    Wytłumacznie, że "dzieci z in vitro potrafią sie zachowywać podczas
    porodu dziwnie" jest dla mnie trochę dziwne.

    Ja Ci tylko powiem, że mnie osobiście wypowiedzi księży co do in
    vitro bardzo do kościoła jako instytucji zniechęciły. W parze z
    zamiataniem pod dywan molestowania seksualnego, z współpracą książy-
    agentów i poźniejszym zachowaniem w tym temacie. A ten tekst o tym,
    że dzieci powstają kosztem życia swoich braci i sióstr...
    Intelektualne nie powiem co.
  • tamilnadu 26.05.09, 20:34
    Wskazania do cc przy ciązy z in vitro uwzględniają czynnik
    psychologiczny, natomiast nie ma czegoś takiego jak obiektywne
    wskazanie medyczne. Zaleca się brac pod uwagę indywidualną sytuację
    zdrowotną ciężarnej.
    Specjalnie się dziś wczytywalam w oficjalne stanowisko Polskiego
    Towarzystwa Ginekologicznego wink
    Jest to więc przywilej, z którego mogę skorzystac, jeśli chcę i
    jesli nie czuję się na siłach rodzić sn.

    Ale ja niestety czuję się rodzić na siłach sn, mam nieobciązony
    wywiad, jestem w preferencyjnym (że się tak wyrażę) przedziale
    wiekowym, moja ciąża jest nieobciążona farmakologicznie, dodatkowo
    nie wystąpil u mnie żaden czynnik ryzyka od hiperstymulacji jajników
    począwszy po nieprawidłowosci hormonalne.
    Co gorsza jestem po jednym porodzie sn bez powikłań.
    Napisałam "niestety" i "co gorsza", bo wychodzi na to, że powinnam
    być utyskującą ciężarną traktującą siebie w kategoriach specjalnej
    troski i szczegolnego ryzyka.
    Wtedy wszyscy byliby szczęsliwi, a najbardziej polski rząd, który w
    każdych okolicznościach utyskuje na dziury budżetowe, ale chętnie
    sponsoruje jak widac CC na życzenie, choć nie refunduje ani in
    vitro, ani porodów domowych.
    Ale próżno tu szukać logiki.

    Nie ma we mnie zgody na automatyczne klasyfikowanie mnie do grupy
    wysokiego ryzyka bez przejrzenia choćby mojej historii medycznej,
    która jest akurat moim atutem, tyle że nikogo to nie interesuje.
    Szczerze mówiąc nie wiem, co mam zrobić. Wygląda na to, że będę
    musiała rodzić w szpitalu, ponieważ wszelkie argumenty
    zdroworozsądkowe i mające oparcie w wynikach badań ustępują przed
    najzwyczajniejszym lękiem wynikającym z małych lub żadnych
    doświadczeń w zakresie prowadzenia ciąż po IVF.

    a.
  • juleg 26.05.09, 20:59

    --
    Przykro mi, że tak to wszystko wyglądauncertain ale Wiesz co, naprawdę prześpij się z
    tym i spróbuj jednak jeszcze porozmawiać z inną położną, być może inaczej na to
    spojrzy. Trzymam kciuki!

    www.pomoz-amelce.pl/
  • juleg 27.05.09, 15:11
    child_in_us napisała:

    > tutaj pisała mama, która urodziła dziecko w domu. Dziecko było poczęte metodą i
    > n
    > vitro.
    >

    No i super! Tak też mi się wydawało, że jednak możnasmile

    Mam pytanie do autorki, co to był za temat rozmowy, kiedy zaproszona była Maria R?

    >
    www.pomoz-amelce.pl/
  • tamilnadu 27.05.09, 16:15
    'Porod w domu"- na 100% występowała tam Silije, bo to z Jej powodu
    oglądalam ten program wink

    a.
  • juleg 27.05.09, 17:03

    -- Sprawdzę, niby oglądałam Silije, ale nie pamiętam M.wink

    Spróbuj jednak jeszcze zadzwonić do Marii i powiedzieć jej na początku, jaka
    jest sprawa, albo nic nie mówić i umówić się na spotkanie, Twój przypadek jest
    naprawdę wyjątkowy.



    www.pomoz-amelce.pl/
  • monicus 27.05.09, 18:08
    wydaje mi sie ze wtedy byla jaenette anie mr
  • abiela 26.05.09, 22:31
    tamilnadu napisała:


    > To, co mnie teraz interesuje to kwestia, czy i zagranicą ciąże po
    > IVF są z koniecznosci rozwiązywane CC i sn w szpitalu? Choć to i tak
    > nie ma znaczenia, bo nie jest moją intencją wszczynać wojen na
    > argumenty z kimkolwiek. Położna sama musi być wewnętrznie
    > przekonana, aby taki poród miał sens.
    > Jednak jest mi bardzo źle.
    >

    Równieź jestem zaskoczona i przerażona.
    Co do Niemiec, to na forum, na którym się udzielam jest sporo dziewczyn po ICSI
    (Intracytoplasmic sperm injection - niestey nie wiem jak to po polsku) i
    większość z nich mimo ciąxy bliźniaczej planuje normalny spontaniczny poród.

    --
    O książkach.
  • imbirka 27.05.09, 15:19
    Rozumiem, że jesteś bardzo rozczarowana. Myślę, że mogłabyś zapytać położną o konkretne dane i powody jej decyzji.
    Sama od 6 lat staram się o dziecko i rozumiem Twoje emocje. Choć jestem ogromną zwolenniczką porodów pozaszpitalnych wiem, że z tak długim czasem oczekiwania na ciążę, moje szanse na poród domowy maleją. Dlaczego? Nie chodzi tutaj o dyskryminację niepłodnych i doszukiwanie się patologii tam, gdzie jej nie ma. Chodzi o to, że położna podejmująca decyzję o porodzie w domu musi wziąć pod uwagę całokształt życia kobiety. Pewne sytuacje już z góry, także na podstawie wyników badań naukowych, zostały uznane z czynnik zwiększający ryzyko. Do takich sytuacji należą m.in. długie oczekiwanie na ciążę, leczenie niepłodności, in vitro. Po prostu sam fakt niezachodzenia w ciążę coś oznacza - co dokładnie, nie wiemy. Ale nie możemy z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że powód niepłodności nie wpłynie na przebieg porodu. Podobnie z odległymi skutkami terapii hormonalnych. No i bardzo ważnym czynnikiem jest stan emocjonalny kobiety. Jej napięcie, także nieświadome, związane z wcześniejszymi niepowodzeniami macierzyńskimi, może zaburzyć przebieg porodu. Z mojego punktu widzenia, choć to w przyszłości może zadziałać na moją niekorzyść, bo i mnie trudno będzie urodzić w domu, taka decyzja położnej raczej wynika z poczucia odpowiedzialności. Choć oczywiście mogła ona dokładniej wyjaśnić Ci powody odmowy.
    Mam nadzieję, że wszystko dobrze się potoczy, dobry poród można także odbyć w szpitalu. Pozdrawiam serdecznie

    Imbirka
  • tamilnadu 27.05.09, 16:14
    Owszem, ale w tym konkretnym przypadku nikt nie brał pod uwagę
    całokształtu naszej sytuacji.

    U nas występującym czynnikiem jest akurat czynnik męski, jak
    pisałam: mam już jedno dziecko poczęte naturalnie, urodzone sn i bez
    powikłań.

    Nigdy nie przechodziłam terapii hormonalnej (do IVF podchodziłam na
    krótkim protokole, bo wywoływanie sztucznej menopauzy bylo u mnie
    zbędne, podobnie wszystkie inseminacje poza jedną były na cyklu
    naturalnym), nie miałam wykonywanej laparoskopii ani histeroskopii,
    czyli żadnego zabiegu, ktory mógłby spowodować np. ewentualne zrosty
    wewnątrzmaciczne, co mogłoby się przełożyć realnie na ryzyko
    przedwczesnego porodu lub w jakikolwiek sposób osłabić szyjkę macicy
    lub macicę.
    Duphaston i luteinę brałam przez pierwsze 12 tygodni bardziej z
    powodu standardowych wytycznych aniżeli wyników hormonów ciązowych,
    których poziom od początku ciązy był prawidłowy.
    Nie miałam (odpukać) żadnych plamień, skurczów ani stanów
    nietypowych dla ciąży fizjologicznej, nie przeszłam też żadnego
    poronienia.

    Piszę o tym dlatego, bo to istotne w wywiadzie, o ktory nikt się
    mnie nie zapytał.
    Argumentacja, na ktorą się powołujesz, jest najzupelniej słuszna.
    Jednak nie ma zastosowania w przypadku męża i moim.
    Jestem osobą stapającą twardo po ziemi, ponadto zbyt wiele
    kosztowała mnie walka o dziecko, abym miała teraz stawiać
    nierealistyczne oczekiwania ponad bezpieczeństwem dziecka i własnym.
    Przyjmę każdy argument, o ile będzie miec oparcie w faktach.
    Argument "dzieci z in vitro zachowują się podczas porodu dziwnie"
    nie jest argumentem poważnym i jako takiego nie jestem w stanie brac
    go pod uwagę. Po prostu.
    A że się nie dopytałam i nie poprosiłam o więcej...- masz rację,
    powinnam.

    Od wczoraj na fali calej tej sytuacji siedze w kolejnych artykułach
    medycznych, które rozmaicie się ustosunkowują do kwestii porodów po
    IVF i kondycji dzieci.
    Udało mi się tez rozwikłać tajemnicę frazy "ciąża specjalnej troski"-
    otóż ciąża z IVF jest ciażą specjalnej troski tylko w niektorych
    sytuacjach. Głównie chodzi tu o ciąże zagrożone ginekologicznie.
    Są one jednak zagrożone nie z powodu poddania się metodzie IVF a z
    powodu przyczyn, ktore w konsekwencji doprowadziły do niemożności
    poczęcia naturalnego.
    Tak więc in vitro jest tutaj jednym ze skutków przyczyny pierwotnej,
    jaką są np. uszkodzenia wewnętrzne, niedobory hormonalne, wady
    anatomiczne, a nie bezpośrednią przyczyną niskiej wagi urodzeniowej
    czy porodu wcześniaczego.
    Osobiście czuję głęboki sprzeciw na mysl, iż z powodu czyjejś
    niewiedzy mam zostać arbitralnie wrzucona do worka "ciąż specjalnej
    troski" z ciążą najzupełniej do tej pory fizjologiczną.
    Tak właśnie się stało wczoraj i dlatego mam poczucie krzywdy. Nie
    walczę o poród domowy za wszelką cenę.
    Uważam, że mam prawo do ceny UCZCIWEJ- czyli standardowej
    kwalifikacji, przejścia przez wszystkie oka sita i potraktowania
    mnie jak każdej innej pacjentki.
    Jesli odpadnę z powodu gestozy, złej krzepliwości krwi,
    niewspółmierności, whatever- nie ma problemu, probowałam, nie
    wyszło, finalnie liczy się bezpieczeństwo zycia i zdrowia.

    Jednak skreślanie mnie na początku procedury, bo fakt poczęcia
    mojego dziecka stanowi rzekomo czynnik trwale wykluczający, ma
    istotnie dla mojej psychiki skutek katastrofalny. I to bynajmniej
    nie dlatego, bo starałam się długo o dziecko i doświadczyłam napięć
    z powodu niepowodzeń macierzyńskich.
    Dlatego, ponieważ dyskryminacja jest zawsze jednakowo
    niesprawiedliwa i dlatego, bo u źródeł dyskryminacji lezy
    ignorancja, z ktorą nie mam obowiązku się godzić.
    Godzić się nalezy z faktami, a nie z domniemaniami, ktorych nawet
    nie poddaje się weryfikacji. Taka jest moja opinia.


    pozdrawiam

    a.



  • jola-kropek 27.05.09, 18:49
    well, do opinii masz prawo, jak kazdy, niemniej polozna domowa to
    polozna domowa, to tzw low profile midwife, czyli niekoniecznie musi
    sie znac na specyficznych sytuacjach ktore Ty opisujesz, a jesli
    chcesz zeby je znala, to Twoja w tym rola, zeby ja oswiecic. Nikt
    nie jest wszytskowiedzacy i czlowiek cale zycie sie uczy, wiec moze
    napisz jej list, maila i wytlumacz jaka jest sytuacja. rozumiem, ze
    rodzic z nia juz nie bedziesz, ale moze kobiecie przyda sie nowa
    informacja. ja jestem bardzo mile zaskoczona iloscia szczegolow i
    precyzja Twojej wypowiedzi.
    i jeszcze jeden czynnik...
    w Polsce polozna moze prowadzic tylko i wylacznie ciaze
    fizjologiczna, a Twoja nia nie jest, jakby na to nie patrzec. juz
    nie chodzi o sam fakt zaplodnienia (choc on tez ma znaczenie), ale
    raczej przyjmowania lekow na podtrzymanie. moze o to jej chodzilo?
    ze bala sie konsekwencji prawnych?
  • kaakaa 27.05.09, 20:39
    Prowadzenie ciąży i przyjęcie porodu, to dwie osobne kwestie. Jak rozumiem w tym
    przypadku ciążę prowadzi lekarz.
  • imbirka 28.05.09, 11:55
    Talminadu, dzięki za dodatkowe wyjaśnienia. Porozmawiaj z położną. Pozdrawiam, Imbirka
  • ph78 27.05.09, 19:51
    Tamilnadu,

    nie jestem położnikiem ani położną, nie znam się na IVF, ani nie mam
    doświadczenia w rodzeniu, bo sama jestem dopiero w pierwszej ciąży.
    Ale ten wątek bardzo mnie poruszył, a Twoja argumentacja i
    determinacja napełniają mnie podziwem.
    Mam nadzieję, że uda Ci się urodzić tak, jak chcesz i będzie dla
    Ciebie i dziecka najlepiej. I że nie będziecie się spotykać z
    niezasłużoną dyskryminacją!
  • silije.amj 27.05.09, 18:33
    Świetnie nam tu wszystko opisałaś i podałaś twarde argumenty - ale
    czy już to samo usłyszały od Ciebie położne?
    Zdziwiłabym się, gdyby żadnej z nich nie przekonała dokładna analiza
    sytuacji - że Twoja ciąża nie jest taką samą ciążą wysokiego ryzyka
    jak dziewczyny po poronieniu, po zabiegach, bezdzietnej, z
    zaburzeniami hormonalnymi i tym wszystkim co może się czaić w tle!
    Proszę cię, tylko nie bój się dyskutować w realu, wyjaśnij położnym
    to wszystko.
  • 987ania 27.05.09, 21:24
    a może położnej włączyła się lampka ostrzegawcza nie z powodu metody
    zapłodnienia ale z powodu bardziej prozaicznego. Skoro zdecydowaliście się na in
    vitro, to znaczy że mieliście problemy z zajściem w ciąże. I teraz
    najważniejsze, gdyby się "coś" stało dziecku, które poczęło się takim nakładem
    pracy psychicznej i fizycznej oraz finansowej, to może obawia się tym bardziej
    Waszej reakcji w razie problemów. Może ona uważa, że pary po iv są bardziej
    zdeterminowane w posiadaniu dziecka i gdyby coś nie poszło, to będą bardziej
    obarczać ją winą.
    Czy ktoś zrozumiał co napisałam? nieskładnie i niegramatycznie ale może sens został.
  • oldzinka 27.05.09, 21:44
    Mi po raz kolejny narzuca się fakt, że położne domowe są
    ekstremalnie ostrożne w doborze klientek. Z jednej strony jest to
    zrozumiałe, jeden błąd i cała idea porodów domowych w Polsce może
    się zachwiać. Ale przez tą ostrożność wiele kobiet zostaje
    zdyskwalifikowanych, podczas gdy w innych krajach( albo z inną
    położną) mogłyby bez problemu rodzić w domu.
    Rozumiem reakcje autorki wątku, sama czułam podobnie, gdy okazało
    się, że nie urodzę w domu, bo położna z mojego rejonu przyjmie poród
    tylko do 10 dni po terminie. I nie pomagały logiczne argumenty, że
    to położna decyduje, że musi mieć całkowitą pewność,itp.
    Warszawianki przynajmniej mogą wybierać, bo mają kilka położnych, a
    my? Jak jedna odmówi, to koniec. Zostaje szpital (albo unassisted).

    Trzeba nam więcej położnych domowych, trzeba też czasu, aby było tak
    jak np. w duńskich szpitalach (wątek o krześle porodowym).

    Pozdrawiam i trzymam kciuki by znalazł się ktoś, kto pomoże wam
    urodzić w domu.
  • child_in_us 28.05.09, 11:24
    nie lubię przekazywać złych wieści ale na stronie dobrzeurodzeni.pl jest:

    "Przeciwwskazania do odbycia porodu w domu:

    1. obciążony wywiad położniczy (liczne poronienia, porody przedwczesne
    zakończone urodzeniem martwego dziecka, śmierć dziecka w okresie okołoporodowym,
    długoletnia niepłodność, operacje ginekologiczne)
    2. w aktualnej ciąży: nadciśnienie indukowane ciążą, cukrzyca, ułożenie
    pośladkowe, poprzeczne dziecka, ciąża mnoga, dodatni odczyn Coombsa, łożysko
    przodujące, ciąża powstała w skutek długoletniego leczenia niepłodności
    3. choroby kardiologiczne
    4. choroby genetyczne
    5. inne choroby współistniejące"
  • child_in_us 28.05.09, 11:26
    Jest o długoletniej niepłodności i leczeniu niepłodności ale jeszcze nie
    doczytałam czy problem dotyczył Ciebie czy męża. Także z góry przepraszam.
  • jola-kropek 28.05.09, 12:43
    w usa ulozenie posladkowe nie jest przeciwskazaniem do porodu
    domowego. z tego co czytam to w pl wykonuje sie zazwyczaj cesarskie
    ciecie przy tego typu ulozeniu. a szkoda. dziecko, ktore uklada sie
    posladkowo, ma najwyrazniej jakis ku temu powod.
    --
    www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/wsldaenc5fqo0tp9.html


    b3.lilypie.com/3F1zm6.png""
    target="_blank">b3.lilypie.com/3F1zm6.png"</a> alt="Lilypie 3rd
    Birthday Ticker" border="0" /></a>
  • imbirka 28.05.09, 11:53
    oldzinka napisała:
    > Mi po raz kolejny narzuca się fakt, że położne domowe są
    > ekstremalnie ostrożne w doborze klientek. Z jednej strony jest to
    > zrozumiałe, jeden błąd i cała idea porodów domowych w Polsce może
    > się zachwiać. Ale przez tą ostrożność wiele kobiet zostaje
    > zdyskwalifikowanych, podczas gdy w innych krajach( albo z inną
    > położną) mogłyby bez problemu rodzić w domu.

    Masz rację, że położne w Polsce są bardzo ostrożne. Kryteria są być może wyśrubowane, ale trzeba wziąć pod uwagę, że w innych krajach położną domową wspiera cały system organizacji opieki. W razie powikłań może ona liczyć na szybką pomoc, przyjęcie do szpitala etc. W Polsce tego nie ma, taka sytuacja jak w Warszawie, że położne mają wsparcie szpitala, jest wyjątkowa. Położna, która przyjmuje porody w domu naprawdę ryzykuje bardzo wiele, przeciwstawia się systemowi, który dla większości jest oczywisty i nie do podważenia. To często przekłada się na ostracyzm w środowisku, nękanie, wytykanie palcami...
  • ekomama 28.05.09, 13:06
    My rodzilismy z Marysią. Kobieta jest fantastyczna. Konkretna jak potrzeba i
    empatyczna jak potrzeba, z poczuciem humoru.

    Świetnie wspominam każdą z rozmów z nią, jak i sam poród i opiekę później. Polecam!

    Edytę znam z jednego spotkania, ale wywarła na mnie również dobre wrażenie.
    Spokój. (Marysia to zaś prędkość smile




    --
    Mama Joachima i Laetiti
    www.ekodzieciak.pl - książka o noszeniu w chuście "Noś swoje dziecko"

    Stowarzyszenie Nośmy Dzieci
  • juleg 28.05.09, 17:30

    -- No i co tam słychać? Działasz jeszcze jakośsmile?




    www.pomoz-amelce.pl/
  • tamilnadu 28.05.09, 18:10
    Tak.
    Wczoraj za poradą Silije napisałam do Marii maila. Był tak dlugi, iż
    nie sądziłam, ze ktokolwiek bedzie w stanie doczytać go do końca wink
    Jednak dziś otrzymałam rzeczową i empatyczną odpowiedź oraz prośbę o
    telefon, a przed chwilą zakończyłam czterdziestominutową rozmowę z
    Marią.

    (aha, i ja nigdy nie podejrzewałam Jej o egzaltację, pamiętajcie! A
    jesli nawet to chyba miałam jakieś zaćmienie umysłu big_grin )

    Sprawa została od razu postawiona jasno: ani Maria, ani Edyta ani
    (przypuszczalnie, bo pracują w zespole) p. Witkiewicz nie podejmą
    się przyjmowania w domu porodu po IVF. Jednak nie z powodu
    dyskryminacji, a z powodu doświadczeń praktycznych i to własnie
    miała na myśli Edyta mówiąc o "dziwnym zachowaniu dzieci po IVF"-
    skrót niezręczny, ale po wyjasnieniach stał się dla mnie zrozumiały.

    Nie sposób z tym polemizować: rozumiem, że posiadają okreslone
    doswiadczenia, być może nie są to doświadczenia do konca obiektywne
    (wszak nie ma badań naukowych na ten temat), ale jednak są to ich
    własne doświadczenia, do ktorych formułowaia mają do nich prawo. W
    końcu to one przejmują odpowiedzialność za przebieg porodu i
    ewentualne komplikacje.

    Chodzi mi o to, że tak naprawdę nie jest istotne czy ja się z tym
    zgadzam czy nie (np. nie przekonuje mnie teza, ze część dzieci po
    IVF, które przyjmowały polożne ze św. Zofii, miała niewytłumaczalne
    problemy z oddychaniem po urodzeniu- nikt przecież nie robił tu
    żadnych randomizowanych badań i nie sprawdzał, jak to się ma
    procentowo do częstotliwości zaburzeń oddechowych u dzieci poczętych
    naturalnie).
    Bo przecież jeśli ktoś nie ma do czegoś przekonania i wewnętrznie
    uwaza, iż może być to potencjalnie ryzykowne- a jednocześnie jest
    osobą, na ktorej w dużej mierze opiera się atmosfera porodu i
    bezpieczeństwa rodzącej- to przymuszanie go do zmiany zdania nie
    miałoby zupełnie sensu.
    Myślę, ze przy porodzie domowym poczucie bezpieczeństwa i
    przekonanie o słuszności wyboru powinny miec wszystkie uczestniczące
    strony.

    Natomiast z argumentow, które faktycznie do mnie przemowiły, mogę
    wymienić ten, ktory przydarzył się niedawno w Zofii, i gdzie rodzaca
    po IVF, po pieknym porodzie fizjologicznym i urodzeniu kompletnego
    łożyska, dostała nagle krwotoku wewnętrznego.
    Okazało się, iż miala transferowane do macicy dwa zarodki, ale
    utrzymała się ciąża pojedyncza. Przy łyżeczkowaniu okazalo się, iż
    do ściany macicy przykleił się szczątek drugiego łożyska pozostalego
    po obumarłym na początku ciązy bliźniaku i to on dał własnie krwotok.

    jasne, być może to przykład z gatunku "a u mojej cioci w Pomiechówku
    urodziło się cielę z dwiema glowami" czyli opis pewnego kuriozum,
    wyjątku absolutnego, ktory zapewne długo się nie powtorzy.
    Tym niemniej potrafię teraz zrozumieć ostrożność i dmuchanie na
    zimne.
    Poza tym wszystkie wiemy, że porody domowe w Polsce są nadal przez
    wielu traktowane jako ekstremum lekkomyślności, więc tym większe
    wysiłki położnych i Fundacji Dobrze Urodzonych, aby stwarzać wokół
    tego tematu dobrą atmosferę i stosować gęste sito zabezpieczające
    zarowno zdrowie kobiet i ich dzieci, ale też dobre imię położnych.
    No niestety- takie dziwadła medyczne jak ja za to płacą wink i myślę,
    ze moje rozgoryczenie jest tu zrozumiałe.
    Jednak jestem w stanie zrozumieć ten mechanizm i zaakceptować, że
    zawsze ktoś ucierpi na wyśrubowaniu standardów. Ale ucierpi po to,
    aby ktoś inny mógł bezpiecznie urodzić w domu.
    Taki lajf.

    Stanęło więc na tym, ze zostaję przy Marii i rozważamy poród
    ambulatoryjny. A jesli coś się zmieni (bo nadzieję trzeba mieć
    zawsze wink big_grin) to oczywiście dam znać.

    a.
  • anionka 29.05.09, 09:04
    ... bo przecież, jeśli wiemy, że cały proces odbędzie się w asyście osób świetnie przygotowanych medycznie, a jednocześnie uważnie wsłuchanych w i pełnych szacunku wobec matki, dziecka i cudu narodzin, to kwestia tego czy na ścianach pomieszczenia w którym to się dokona będzie wisiał portret dziadka czy reklama pampersów staje się drugo-, a może nawet i czwartorzędną, prawda? smile
  • juleg 29.05.09, 11:23
    Cieszę sięsmile na pewno będzie to świetny poródsmile



    www.pomoz-amelce.pl/
  • imbirka 29.05.09, 12:10
    Bardzo się cieszę, że się sytuacja wyjaśniła, i trzymam kciuki za fantastyczny poród!
  • ph78 29.05.09, 13:31
    Hej, cieszę się ogromnie, żw udało Wam się wypracować jakieś
    rozwiązanie satysfakcjonujące dla wszystkich stron. Rozumiem też Twoje
    rozgoryczenie, bo nie tak to sobie wyobrażałaś. Ale dobry poród to nie
    jedynie poród domowy - aktywny i świadomy z Twojej strony, przy
    wsparciu odpowiadającej Ci, doświadczonej położnej też przecież może
    być pięknym przeżyciem, nawet w szpitalu.

    Życzę Ci powodzenia w szczęśliwym porodzie i pozdrawiam.
  • kropkaa 30.05.09, 10:44
    to była Jeanette i Alina z Piły.
    Jeśli chodzi o ten program z Silije.
  • juleg 30.05.09, 14:51
    No właśnie! Ja też nie pamiętam Mariisad
    --

    www.pomoz-amelce.pl/
  • kropkaa 31.05.09, 12:02
    No i reszta też się zgadza - Alina wygląda bardzo młodo, dość żywo
    gestykulowała. Także masz rozgrzeszenia - nie mogłaś nic o Marii
    myśleć, bo jej nawet nie widziałaśwink
  • mamamada 02.06.09, 07:39
    Witaj,

    troche poniewczasie ten mój post (rzadko ostatnio zaglądam na
    forum), ale może będzie dla Ciebie jakimś wsparciem.

    Rodziłam trzy razy: najstarszego syna 7 lat temu w domu (czyli
    najlepiej, jak można smile ), średniego w Zośce po pobycie na patologii
    ciąży (totalnie zmedykalizowany, koszmarny poród) a najmłodszego też
    w Zośce, dwa i pół roku temu, sn, z Edytą. Nie znałam jej wcześniej,
    trafiłam na jej dyżur i to był szczęśliwy traf.

    Moje doświadczenie jest takie, że z dobrą położną, rozumiejącą
    wartość naturalnego porodu i szanującą intuicje i potrzeby rodzącej,
    da się w tym szpitalu urodzić naturalnie, bez żadnych interwencji
    med.
    Jedyny dyskomfort, który odczuwałam, był związany z faktem, że Edyta
    kończyła o określonej godzinie dyżur. Wiedziałam, że jeśli chcę
    urodzić pod jej opieką (a bardzo chciałam, bo świetnie pasowała do
    moich wyobrażeń o tym, z jaką położną chciałabym rodzić) to muszę
    się "wyrobić" w tym czasie i rodziłam bardzo aktywnie.

    Ale takiej sytuacji można uniknąć zawierając dodatkową umowę z
    położną (w Zośce kiedyś tak było można, nie wiem jak teraz?).

    Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że to był poród PRAWIE jak w
    domu (oczywiście, "prawie robi różnicę" ale jak się rodziło w domu,
    to potem żaden poród "poza" nie jest już idealny wink )

    Pozdrawiam serdecznie i życzę Ci takiego porodu, jakiego pragniesz

    --
    Magda - mama Michała (12.12.01) Mateusza (06.11.03) i Stasia (23.11.06)
    ************************************************************
    Czas to wredne bydlę. Nie potrafię go obłaskawić...
  • juleg 03.06.09, 23:02
    Nieźle Ci się ułożyło z porodami, pierwszy domowy to nietypowo a z kim rodziłaś
    pierworodnego?



    www.pomoz-amelce.pl/
  • mamamada 04.06.09, 09:26
    Bo ja w ogóle chyba mało typowa jestem wink Michała rodziłam z Ireną
    Ch. i jestem Jej wielką fanką smile

    A ponieważ była gdzieś w tym wątku taka wątpliwość, to dodam że z
    mojego doświadczenia wynika, że ateistki, agnostyczki, wyznawczynie
    wiar innych niż powszechnie obowiązująca wink - tudzież pary żyjące w
    tzw. związkach niesakramentalnych - spokojnie mogą decydować się na
    rodzenie z Ireną nie obawiając się żadnych religijnych "wycieczek" z
    jej strony.
    Kiedy 7 lat temu spotykałam się z nią, szukając "swojej" położnej,
    powiedziała mi wprost, że jest wierząca i że wiara jest dla niej
    źródłem siły i oparciem, ale że nie oczekuje, że będę podzielać jej
    poglądy. Irena szanuje światopogląd innych i nie obnosi się ze
    swoim "w pracy". Jeśli modliła się w czasie, gdy była u mnie, to ja
    tego nie widziałam.

    Widziałam natomiast zaangażowaną profesjonalistkę, pełną
    nienarzucającego się ciepła i życzliwości, osobę otwartą i
    potrafiącą wsłuchać się w innych, umiejącą też jasno stawiać granice
    i uczciwie przedstawiającą sprawy związane z rodzeniem.

    W pewnym stopniu to, że mam trójkę dzieci, zawdzięczam także
    Irenie wink

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka