Dodaj do ulubionych

absurdalne forum

02.07.09, 09:42
Istnieje sobie absurdalne forum na gazecie,,porod na wesolo czy cos
w tym stylu. Weszlam tam sobie kiedys, w trakcie poszukiwania jakis
fajnym wlasnie for (?), forów (?) - nie wiem jak odmienic ten wyraz
smile Weszlam i wlosy dęba mi stanely. Kobietki opowiadają sobie
"śmieszne" historyjki, jak to lekarz rzucal sie po brzuchu,
żartowal że "zaszyje cipkę" albo jak to mąż nie chcial dac na
znieczulenie i tak dalej. Przedstawilam tam swoj punkt widzenia - że
to pzeciez nie jest smieszne,,, najwazniejsza chwila w życiu,,, a
kobiety przez niedoinformowanie fundują sobie i swojemu dziecku
takie atrakcje. Nie mialam na celu propagandy zadnej, ale po prostu,
chcialam by zajrzaly wgląb siebie i zapytaly sie same siebie - czy
traumatyczne przezycia to naprawde jest powod do smiechu i co mozna
zrobic by tego uniknąc w przyszlosci. Uwazam ze takie fora jeszcze
glebiej kodują te wszystkie niepotrzebne szpitalne zabiegi i
procedury w psychice polskich kobiet. "Po prostu jak jest i już, i
skoro robimy z tego żarty - no to wszystko oko jest, no nie?"
Oczywiscie zostalam tam zmieszana z blotem i moja noga wiecej tam
nie stanie. forum.gazeta.pl/forum/w,585,51401962,97140497,Re_Iluzyt_green
_naraja_i_inne.html
Edytor zaawansowany
  • kropkaa 03.07.09, 01:32
    To nie jest żaden poród na wesoło, tylko Ciąża i poród, czyli słynny
    CiP. Na CiPie dużo się dzieje, dyskusje zażarte, kłótnie i bluzgi.
    Są takie sztandarowe tematy jak np. cc na życzenie, l4 w ciąży -
    wiadomo, że w takich wątkach będzie się działowink Generalnie CiP
    służy do tego, by się wyżyć, gdy hormony buzują. Po porodzie trafia
    się na nie mniej słynne Niemowlę. Na Niemowlu (nie pamiętam, kto tą
    fajną odmianę wymyślił) też od awanturki do awanturki. Jeszcze z
    tego typu - emama; tam ostatnio toczy się żenująca dyskusja, w
    której obwieszczono, że karmienie piersią niemowlaka starszego niż 6-
    8 mcy jest obrzydliwe, a wg niektórych arcymądrych to wręcz
    pedofilia i kazirodztwo.
    Jak ktoś zalinkuje na dko, to czytam, sama się tam nie błąkam, bo
    szkoda czasu i atłasu nawet na czytanie.
  • nunia01 03.07.09, 10:02
    Zanim trafiłam na poród domowy czytywałam w tym temacie głownie CiP i Szpitale.
    Efekty był taki, że w głowie zbudowała mi się niezła trauma okołoporodowa i to
    pomimo tego, że wtedy jeszcze ani ciąży ani porodu nie planowałam na najbliższy
    czas.
    Wspomniany wątek dotyczący z tytułu wesołych zdarzeń okołoporodowych czytałam w
    celu odstresowania. I w efekcie zestresowałam się jeszcze bardziej, żarty robimy
    sobie z poniżania i przedmiotowego traktowania. Wydawało mi się, że to taki
    śmiech przez zły, próba przedstawienia rzeczywistości w innym świetle żeby nie
    zwariować. Okropne.
    Dopiero mój mąż kazał mi smile zacząć czytać w końcu coś pozytywnego i tak trafiłam
    na poród domowy!
    Co prawda chyba niedługo będę musiała przenieść się na jakieś forum o
    niepłodności. Ale nie zamierzam już nigdy więcej czytać o pseudo wesołych
    zdarzeniach okołoporodowych.
  • monicus 03.07.09, 11:10
    tak to prawda, ze czytanie porodu domowego daje spokoj i duzo sily takze na
    wersje szpitalna. jakos mozna sie do tego pozytwnie nastawic. wszystkie inne
    fora doprowadzaly mnie do placzu. dobrym odstresowywaczem jest tez unnassisted
    birth na mothering.com
    tam dopiero mozna nabrac luzu i wiary we wlazne mozliwosci. wczoraj czytalam
    watek o fazie spoczynku przed parciem, gdzie kobita pisze ze trwalo to u niej
    ponad 4 h. no i mozna jeszcze poogladac cala mase filmow na youtube z porodow
    domowych i samodzielnych. az sie czlowiek unosi nad ziemia
  • iluzyt 03.07.09, 11:59
    zgadzam sie z Tobą monicus, w 100%. Te nasze forum przynioslo mi
    spokoj jakis taki i pozytywne podejscie..po tych wszystkich historiach
    przeczytanych w innych miejscach. Mysle ze to jak to bedzie wyglądac
    naprawde duzo zalezy od tego co my kobiety mamy w glowach, jakie wizje
    porodu, i ile wiemy o tym, o calym procesie. Niby teoria jedno a
    praktyka drugie ale trzeba byc swiadomym...
  • monicus 03.07.09, 12:04
    tak chociaz jest druga strona medalu - po zderzeniu ze szpitalem mozna sie
    powiesic sad
  • iluzyt 04.07.09, 12:52
    bede sie bronic recami i nogami przed takimi szpitalami... a problem
    mam o tyle wiekszy ze w hiszpanii sytuacja wygląda podobnie jak w
    polsce a nawet gorzej. Cale szczescie na costa de sol sporo jest
    polożnych z Wielkiej Brytanii,,, z troche innym podejsciem niz takie
    patriachalno-medyczne jakiemu hołduje sie we wszystkich szpitalach i
    prywatnych klinikach. No i jest cudne miejsce - dom narodzin przy
    szpitalu na costa brava.. diabelnie drogie niestety ale też rozsądne
    wyjscie. Trza szukac, szpiegowac, inwigilowac smile
  • ph78 09.11.09, 21:32
    Dzięki za link do mothering.com! Na razie zwiedzam portal, bardzo mi
    się podoba!
    A historii o 4-godzinnym spoczynku przed parciem szkoda, że nie znałam
    przed swoim porodem... Może bym się mniej denerwowała wizją szpitala
    po 2 godzinach.
  • kropkaa 03.07.09, 11:37
    Zanim zaczniesz czytać o niepłodności, idź na Naturalne Planowanie
    Rodziny.
    Czasem podczytuje i jestem zdumiona ile można wyczytać z "głupiej
    temperaturki". Tak jak naszym ekspertem jest Kaakaa, tak tam też są
    niesamowite dziewczyny z wiedzą dla mnie tajemną. Pamiętam jak
    jakiejś dziewczynie "zdiagnozowała" zespół policystycznych jajników
    z opisów i wykresów. Niestety jest to też rzecz dołująca, że
    dziewczyny leczą się latami, latają od lekarza do lekarza i nic z
    tego nie wynika, a czasem rozwiązanie jest na wyciągnięcie ręki.
    Dziewczyny piszą też w jaikim okresie jest sens brać leki/robić
    różne medyczne rzeczy, a kiedy mija się to z celem. Lekarzom nie
    zawsze gębę chce się otwierać...
  • szczur.w.sosie 03.07.09, 12:43
    CiP i Niemowlę nie czytam, bo bym miała cały dzień popsuty...
    Za to czasem czytam Dobry poród i porady pani Kasi. Niestety poród domowy to
    mogę sobie czytać "ku pokrzepieniu serc", bo mi nie było i nie będzie to danesad
    Ale naprawdę ile wiedzy można stąd wynieść, choćby poród zakończył się
    nieciekawie, szpitalnie czy niemal tragicznie jak u mnie...
    Jest jeszcze forum z dr Kurczuk-Powolny. Zajrzałam parę razy i jakoś się
    zniechęciłam. Nie wiem, ale o porodach to powinna pisać położna a lekarz to o
    komplikacjach. Ale ile można o powikłaniach ginekologiczno - położniczych czytać
    będąc w ciąży... Poza tym, takie medyczne spojrzenie na poród...
  • nunia01 03.07.09, 13:05
    Dziękuję, ale forum NPR już znam a z termometrem jestem zaprzyjaźniona od ponad
    roku. Cykle prawidłowe od jakiegoś czasu, badania podstawowe wykonywane w
    odpowiednim momencie cyklu - w normie, a ciąży nietsad
    Tak, że czas zacząć się dokształcać niestety.
  • kaakaa 03.07.09, 15:27
    ... jako psycholog wink
    Niunia01, wyłącz głowę! I najlepiej przestań planować ciążę a weź się za jakieś
    "ważne i absorbujące zadanie". Budowa domu jest świetna. Albo jakieś zajmujące
    bez reszty studia. Na przykład położnictwo... wink
  • oldzinka 03.07.09, 15:43
    Hej nunia. Też tak miałam. Wyniki wszystkie dobre a ciąży niet.
    Dopiero jak głowa "puściła" udało mi się zajść. Czego i tobie
    życzę smile
    --
    Rzeczywistość skrzeczy.
    Nogi w bagnie a głowa w chmurach.
  • tamilnadu 03.07.09, 23:59
    Dziewczyny Kochane, tak jak Wy macie tu okreslony stosunek do
    upokarzających tekstów w rodzaju "tak ci zaszyję cipke, że mąż mi
    jeszcze podziękuje" (autentyk- uznany za świadectwo fenomenalnego
    poczucia humoru lekarza) tak my- tzn. ludzie niepłodni dzialający na
    roznych forach w sieci- mamy okreslony stosunek do "wyluzowania"
    i "puszczania głowy" ordynowanych przez życzliwe osoby, ktore jednak
    nie zostały dotknięte niepłodnością.

    Sama leczylam się cztery lata, a teraz aktywnie działam na rzecz
    wzrostu świadomości społecznej w zakresie leczenia niepłodności-
    wspominam o tym nie celem autopromocji czy wykazywania
    zaangażowania, a dlatego, bo chcę powiedziec, że problem
    niepłodności istnieje realnie, dotyczy trzech milionów Polaków i
    kluczem do problemu, jesli problem istnieje, naprawdę nie jest
    psychika (poza szczególnymi przypadkami, bo nie podważam doniosłości
    psychosomatyki jako działu).
    NIe jest tym rozwiązaniem takze naprotechnologia, bo niedrożnych
    jajowodów czy złego nasienia nie wyleczy się obserwacją śluzu.

    To świetnie, że Nunia chce się diagnozować i wspaniale, że chce
    zdobywać wiedzę w tym zakresie. Należy Ją w tym wyłącznie wspierać i
    cieszyć się, że podchodzi do tematu w sposób tak odpowiedzialny, bo
    ta postawa jest niestety wciąz w Polsce rzadkością- i tu bym
    widziała analogię do niniejszego forum:
    tak jak wciąz pokutuje przekonanie, że "jakoś to na porodówce
    będzie" i "dzieciak się w końcu urodzi, nieważne jak", tak wciąż
    pokutuje inne przekonanie: pijmy ziółka, luzujmy, prośmy o dziecko,
    a w końcu zajdziemy w ciąże, bo kuzynka po ośmiu latach zaciążyła
    gdy wyjechala do Chorwacji.
    Skuteczność obu nastawień jest porównywalna.

    Mam nadzieję, że nikogo nie uraziłam, ale ten temat jest mi bliski i
    nie mogłam się nie wypowiedzieć.
    Nunia, trzymam za Ciebie kciuki i mam nadzieję, ze już niedługo
    zjawisz się na tym forum jako mama spodziewająca się dzieckasmile

    pozdrawiam
    a.
  • oldzinka 04.07.09, 08:17
    Oj sorry. Nie miałam pojęcia, że tekst o "puszczaniu" głowy jest
    porównywalny z "humorem" lekarza. Ja też długo starałam się o
    dziecko, ale nie leczyłam, bo nie było czego leczyć. Nikt nie
    potrafił wskazać żadnej przyczyny mojej niepłodności, dlatego myślę,
    że w moim przypadku chodziło o psychikę. Ale rozumiem, że dla długo
    starających się teksty o wyluzowaniu mogą być frustrujące.
    --
    Rzeczywistość skrzeczy.
    Nogi w bagnie a głowa w chmurach.
  • nunia01 07.07.09, 09:15
    Obawiam się, że w moim przypadku teksty o głowie mogą być uzasadnione - ja w
    ogóle jestem typ o silnych powiązaniach między tym co się w głowie dzieje a
    stanem zdrowia i samopoczuciem.
    Nie jestem jeszcze na takim etapie, żeby mnie te teksty dołowały strasznie, ale
    jestem w stanie sobie wyobrazić, że za jakiś czas mogę reagować warczeniem.
    Natomiast z całą pewnością łatwiej powiedzieć niż zrobić.
    Niestety mam za sobą przeszłość, która mogła mi na ciążę zaszkodzić - nadżerka i
    zapalenia przydatków. W dodatku mam nadwagę. Więc czynników ryzyka lata koło
    mnie stadko.
    Tamilnadu czy mogę do Ciebie napisać na jakiś adres maila i poprosić o wskazówki
    jak się do tego diagnozowania zabrać i na co uważać?
    Dziękuję za wsparcie!
  • kaakaa 07.07.09, 10:33
    tamilnadu napisała:

    > Dziewczyny Kochane, tak jak Wy macie tu okreslony stosunek do
    > upokarzających tekstów w rodzaju "tak ci zaszyję cipke, że mąż mi
    > jeszcze podziękuje" (autentyk- uznany za świadectwo fenomenalnego
    > poczucia humoru lekarza) tak my- tzn. ludzie niepłodni dzialający
    na
    > roznych forach w sieci- mamy okreslony stosunek do "wyluzowania"
    > i "puszczania głowy" ordynowanych przez życzliwe osoby, ktore
    jednak
    > nie zostały dotknięte niepłodnością.

    Poczułam, że to trochę do mnie, więc zacznę od pytania:
    A jeśli te "życzliwe osoby" jednak zostały dotknięte niepłodnością,
    to mają prawo udzielać rad dotyczących "wyluzowania" i "puszczania
    głowy"?
    Chętnie pociągnę dyskusję, ale chciałabym zacząć od tego punktu smile

    Oczywiście, nie było moją intencją nikogo urazić tą radą o
    wyluzowaniu (jeśli jednak kogokolwiek to dotknęło, to bardzo
    przepraszam) ale w szczegóły teraz nie mam czasu się wdawać. Chęteni
    wrócę do tematu, bo jest bardzo interesujący. I jednak dwa podane
    powyżej teksty wydają mi się nieporównywalne. Choć pewni mam
    nieobiektywne spojrzenie wink
  • monicus 07.07.09, 11:57
    ja sie nie wdawalam, ale mam takie same odczucia jak kaakaa. i znam osobiscie
    przypadki kiedy juz w zasadzie diagnozowano i policystyczne jajniki, i
    straszliwe problemy hormonalne i w ogole bezplodnosc, juz monitorowano kazdy
    dzien cyklu a wystarczylo zaczac kupowac mieszkanie i zalatwiac kredyty, tudziez
    zajac sie meblowaniem domu. i nagle niespodzianka... a czasami to nie pasuje
    druga osoba. i przede wszystkim zapomina sie, ze jest 50% szans, ze przyczyna
    problemow jest u faceta. w ogole sie o tym ie slyszy. zawsze to kobieta dzwiga
    "swoj" problem.
  • tamilnadu 07.07.09, 15:47
    dobrze więc, wycofuję się z opinii, iż wspomniane dwa teksty można
    ze sobą porównać i przepraszam, jesli kogoś takie porownanie
    dotknęło. Istotnie było niefortunne.
    Nie zmienia to faktu, iz opinia dotycząca wyluzowania się potrafi
    być szalenie frustrująca dla osób nieplodnych.

    Ani PCO ani problemy hormonalne nie zaliczają się do cięzkich
    przypadkow niepłodności (za wyjątkiem jakichś ekstremow), więc to
    nie jest dobry przykład.
    Jednak już niepłodność męska jest nieleczalna (za wyjątkiem zylaków
    powrózka i częsci schorzeń o podłożu hormonalnym) i tu niestety nie
    będzie innej terapii niż IUI lub IVF.
    Oczywiście, że może się zdarzyć, że para z asthenoteratozoospermią
    pocznie naturalnie, pozostają pytania, jak często dochodzi do takiej
    sytuacji i ile czasu zajmuje naturalne poczęcie w takiej sytuacji.

    A jeszcze inną kwestią jest ta, że nikt z nas nie ma RTG w oczach i
    nie jest w stanie stwierdzić, czy osoba pisząca z drugiego końca
    Polski nie jest własnie partnerką faceta, którego spermatogeneza
    jest na wykończeniu, a dzięki naszym uspokajającym słowom odsuną
    sobie w czasie poznanie diagnozy o kolejne miesiąca/lata.
    Kiedy to w jądrach nie będzie już plemników.

    Nie będę również poruszać tematu psychosomatyki. W swojej pracy
    społecznej stykam się codziennie z inną stroną nieplodności, gdzie o
    luzowaniu i kredytach się nie rozmawia, bo wszyscy mamy diagnozy i
    dawno zarzuciliśmy walkę głową tam, gdzie problem lezy w uszkodzonym
    nabłonku plemnikotwórczym.
    A nie znam przypadku, w ktorym niedrożnośc jajników zostala
    wyleczona psychoterapią.

    To nie znaczy, że neguję donioslośc nastawienia psychicznego itd.
    Oczywiście, że nie.
    Hiperprolaktynemie- proszę bardzo, to niebywale wdzięczna dzialka
    dla psychosomatyki. POdobnie niepłodność idiopatyczna. Pojawiają się
    też badania, które dowodzą związku między nastawieniem pary a
    problemem wrogości śluzu.

    Jednak zaprotestowałam, kiedy recepta na "wyluzowanie" pojawiła się
    w tym wątku jako odpowiedź na post, ktorego autorka oznajmiała, iż
    planuje rozpoczęcie diagnostyki pod okiem lekarzy.
    Psychosomatyka i diagnostyka konwencjonalna to nie są konkurentki.

    a.
  • tamilnadu 07.07.09, 15:51
    monitoring cyklu to w ogóle fundament- od tego się zaczyna: poziom
    hormonów, monitoring, badanie nasienia.
    Jest to poziom wstępny diagnostyki, wiec pisanie o tym, że "JUŻ
    doszło do monitoringu, a tu bach! ciąża" nie jest niczym
    niezwykłym wink
    Własnie na tym etapie część par zachodzi w ciążę, co nie ma związku
    ani z nieplodnością ani tym bardziej bezpłodnością wink

    a.
  • monicus 07.07.09, 16:02
    dobra. no moze i moja znajomosc tematu bezplodnosci jest raczej na poziomie
    podstawowym i nie napisalam wszystkich szczegolow z zycia zaciazonych kolezanek.
    jednak nie napadajmy od razu na siebie smile akurat na tym forum jest mnostwo osob
    ktore moga sie czuc dotkniete tekstami typu wyluzuj - np ja i sugar w temacie
    rodzenia i cc, czy oldzinka w temacie ze przesadza z tym co bylo w szpitalu.
    nasze forum mozna podsumowac jako bardzo pokojowe, humanitarne i kulturalne.
    malo gdzie jest tyle zrozumienia.
    btw. ja mialam zdiagnozowana endometrioze i "niech sobie pani nie robi nadziei
    na dzieci, ma pani juz jedno..." i perspektywe operacji, sztucznej menopauzy do
    50tki, wąsów, brody i nie wiem czego jeszcze. wiem ze takei teksty wkurzaja. no
    ale czasami trzeba zlewac i pamietac o tym, ze sami mowimy tak do innych i ich
    to tez denerwuje.
    nie wiem czy nie nabredzilam, ale sie staram. nie umiem ladnie sie wyslawiac smile
  • oldzinka 08.07.09, 18:12
    Tamilnadu chciałabym cię prosić abyś jednak poruszyła sprawę
    psychosomatyki w świetle niepłodności. Jestem żywo tematem
    zainteresowana. Czy mogłabyś podsunąć gdzie (najlepiej w necie)
    szukać wiarygodnych informacji o tym?
    --
    Rzeczywistość skrzeczy.
  • kaakaa 08.07.09, 20:09
    Jak się ładnie uśmiechniesz wink to mogę przesłać rozdział dot. niepłodności
    zeskanowany z angielskiej książki o psychologi w ginekologii i położnictwie. Na
    początek sporo tam informacji. Ale w lengłidżu, oczywiście...
  • oldzinka 08.07.09, 20:35
    Dzięki bardzo, ale po angielsku to raczej nie dam rady.
    --
    Rzeczywistość skrzeczy.
  • tamilnadu 09.07.09, 01:30
    Oldzinko, myslę, że wiedza Kaaki bylaby tu na pewno bardziej pomocna
    niż moja.
    Psychologiczny aspekt niepłodności nigdy mnie szczególnie nie
    interesowal (tzn. rozumiany jako skuteczna terapia niepłodności, bo
    nie mowię tu u psychologii [bleczenia[/b] nieplodności czyli o tym,
    jak zmieniają się relacje, jak niepłodność wpływa na dynamikę
    związku, podatnośc na depresje, jakie są etapy godzenia się z
    diagnozą itd), siłę ciężkości zdecydowanie stawiam po stronie
    medycyny, a te rzadkie przypadki, które szkicowo naświetla dr Preeti
    Agrawal mnie, owszem, przekonują, tyle że to są promile (w skrócie
    chodzi o teorię, że kobieta czasem sie podświadomie zamyka na
    poczęcie wskutek traumatycznych doświadczeń).

    To, co mogę od siebie powiedziec to to, co już napisalam: sens
    psychoterapii widziałabym przy hiperprolaktynemii, bo to hormon
    stresu i tu korelacja jest po prostu udowodniona.
    Druga taka sytuacja to ciąża po udanej procedurze adopcyjnej, z tym
    że tutaj warto tez pamiętać, iż takie ciąże najczęściej dotyczą
    idiopatów lub par z czynnikiem żeńskim, co potwierdza moją intuicję,
    iż psychika może w okreslonych przypadkach czasowo zablokować
    potencjal rozrodczy, ale na pewno nie ubezpładnia. Tak samo jak nie
    upłodni w przypadku schorzeń somatycznych.

    Z drugiej jednak strony czytałam badania dotyczace wpływu stresu na
    niepłodność (czyli ten słynny argument "wyluzuj, jedź na urlop, a na
    pewno się uda") i wyniki nie potwierdziły, że istnieje jakikolwiek
    związek między jednym i drugim. Ale siła autosugestii przecież
    istnieje, a w sumie wszystko co jest skuteczne wymaga rozważenia
    jako niegłupie wink

    Podsumowując: moim zdaniem jesli wykonana jest diagnostyka szczebla
    podstawowego (hormony, monitoring, badanie nasienia) oraz średniego
    (hsg, test PCT) i medycyna nie znalazła żadnych problemów, to
    własnie wtedy jest czas na hipnozę, pracę z ciałem, psychoterapię i
    wizualizacje, o ile ktoś się na to decyduje ZAMIAST metod ART. Albo
    nawet od początku jest ten czas pod warunkiem, że metody
    niekonwencjonalne są wspierane przez diagnostykę konwencjonalną, a
    nie stanowią dla nich konkurencję.

    ogólnie to nie jest moj konik w temacie nieplodności (konikami są
    zdecydowanie czynnik męski, naprotechnologia i metody ART), więc
    specjalnie wiedzą sobie nie pobłyskam wink Mogę za to polecić Naszego
    Bociana, tam są lepsi specjaliści-praktycy jesli idzie o
    psychosomatykę niż ja.

    Monicus- zgadzam się we wnioskach w pelni smile

    pozdrawiam
    a.
  • kaakaa 09.07.09, 09:52
    No, to ja pociągnę trochę wątek niepłodności ze swojego, psychologicznego podwórka.
    Czynniki psychologiczne w etiologii niepłodności mogą działać na różnych poziomach.

    Żeńskie można podzielić na trzy poziomy:
    1. Powierzchniowy – prosty skutek organiczny – np. zatrzymanie owulacji związane
    z anoreksją lub żałobą po bliskiej osobie, czy innym silnym stresem
    2. Poziom głębszy, czynniki nieuświadomione:
    a. Stłumione poczucie winy lub wstydu
    b. Dramatyczne zdarzenia z przeszłości powiązane z rodzicielstwem– np. śmierć
    bliskiej osoby przy porodzie
    c. Traumatyczne historie porodowe – realne lub fabularne
    d. Poczucie lęku lub winy związane z potencjalnym wpływem ciąży i macierzyństwa
    na przyszłe życie i karierę
    e. Zaburzone relacje z matką – często powodują wyidealizowany obraz własnego
    przyszłego macierzyństwa i nadmierną motywację do rodzicielstwa na poziomie
    świadomym a na poziomie nieświadomym różne negatywne emocje zaburzające płodność
    3. Poziom głęboki – rozwój psychologiczny. Wg teorii Eriksona osoba, które nie
    osiągnęła właściwego poziomu rozwoju psychologicznego może nie być gotowa do
    rodzicielstwa.

    Męskie można podzielić na dwa poziomy:
    1. Bezpośredni – zapotrzebowanie na seks w okolicach owulacji może powodować
    czasową impotencję, choć w innych okresach cyklu potencja jest normalna.
    2. Pośredni – psychika może wpływać na jakość nasienia. Wprawdzie nie ma tu
    jakiś bardzo dokładnych badań i problem wymaga dalszych dociekań, jednak daje
    się zauważyć, że przewlekły stres obniża wartość nasienia; obserwowano także
    występowanie azoospermii u skazańców oczekujących egzekucji oraz pogorszenie się
    parametrów nasienia u mężczyzn, przygotowujących się do IVF.

    Czynniki psychologiczne działające na różnych poziomach mają wpływ na
    funkcjonowanie neurohormonalne (nie tylko na poziom hormonów stresu) oraz
    immunologiczne. To może powodować nie tylko niepłodność idiopatyczną ale także
    przyjmować „maski” różnych chorób – PCO, hiperprolaktymemia, choroby
    autoimmunologiczne, zatrzymanie owulacji, zwiększona podatność na infekcje itp.

    Przechodząc „oczko wyżej” – jak wspomniała Tamilnadu – problemy z poczęciem
    dziecka (niezależnie od tego, czym są wywołane) powodują całą kaskadę problemów
    psychologicznych. Można więc uznać, że powstaje pewne dodatnie sprzężenie
    zwrotne. Na przykład – kobieta bardzo chce zajść w ciążę ale nieświadomie są u
    niej obecne pewne czynniki, które mogą to utrudniać, jeśli nie uda jej się od
    pierwszego razu, to do tych czynników, które były na początku dołączyć się mogą
    kolejne – obniżone poczucie własnej wartości, lęk, wstyd, żałoba – każde kolejne
    niepowodzenie powoduje narastanie problemów. Diagnostyka i próby leczenia,
    niestety, też wywołują dodatkowy stres. Jak dołożyć do tego jeszcze „poziom
    etyczny” wielu naszych lekarzy, którzy są gotowi przewlekle „leczyć” zdrową
    osobę, bo przynosi im to zysk, to wyłania się z tego obraz zgoła niewesoły.

    To było tak ogólnie.

    Trudno mi się zgodzić z Tamilnadu, że problemy z płodnością spowodowane
    czynnikami psychologicznymi to margines. A dlaczego? Bo uważam, że większość
    problemów zdrowotnych ma podłoże psychologiczne. Więc niezależnie od tego, że u
    większości osób, które mają problemy z płodnością daje się wykryć jakieś
    problemy somatyczne, uważam, że rzadko mamy do czynienia z sytuacją, gdy z
    niepłodnością nie ma związku czynnik psychologiczny. Takie przypadki, to np.
    wrodzone poważne wady narządów rozrodczych uniemożliwiające prokreację, czy
    stany pooperacyjne.

    Żeby nie było, że lekceważę problemy ludzi borykających się z niepłodnością –
    broń Boże! Uważam, że podłoże psychologiczne różnych problemów zdrowotnych, jest
    równie poważną kwestią, co podłoże somatyczne. Proszę więc mojej rady z
    kategorii „wyluzuj” nie traktować jak lekceważenia problemu a raczej jak
    wskazanie rozwiązania, które w wielu przypadkach ma szanse być skuteczne.

    Przez analogię podam taki przykład:
    Gdyby ktoś pożalił mi się, że ostatnio bardzo boli go głowa, to poradziłabym mu
    na początek, żeby więcej czasu poświęcił na ruch na świeżym powietrzu i zadbał o
    właściwą dietę i mniej stresu w swoim życiu. Nie wysyłałabym zaraz takiej osoby
    na tomografię mózgu. Nie dlatego, że lekceważę problem bólu głowy. Ani
    dlatego, że neguję fakt, że ból głowy może mieć przyczyny organiczne. Tylko
    dlatego, że uważam, że taka diagnostyka może przynieść więcej szkody (duża dawka
    promieni RTG, stres) niż pożytku. Oczywiście, może być tak, że ból głowy tej
    osoby wiąże się np. z podwyższonym ciśnieniem krwi. Ktoś mógłby mi wiec
    zarzucić, że należałby taką osobę skierować na diagnostykę i szybko zacząć
    leczyć, a ja tymczasem narażam ją na stratę cennego czasu na przebywanie na
    świeżym powietrzu. Niby tak. Tyle, że jestem zdania, że ograniczenie stresu i
    ruch na świeżym powietrzu będzie mieć zbawienny wpływ na poziom ciśnienia krwi a
    przez to ma szanse rozwiązać również problem bólu głowy.

    Oczywiście, każdy powinien sam decydować o swoim życiu. Nikomu nie odradzam
    diagnostyki, czy leczenia, jeśli uważa, że w jego przypadku, to potrzebne.
    Jednak ja, wolę różne problemy załatwiać "własnym sumptem" a do lekarza zgłaszam
    się tylko wtedy, gdy mam poczucie, że w danej kwestii nie potrafię się sama
    dogadać ze swoim organizmem. Z takiego podejścia wynika, między innymi, moja
    fascynacja porodem domowym.
  • monicus 09.07.09, 10:55
    łaaa kaakaa... w samo sedno. sama jestem przykladem takich chorób z głowy. i
    poprostu srednio wierze w diagnozy lekarzy. mam wrazenie, ze diagnozuja z
    "rozdzielnika" - wiem, ze sa tylko ludzmi i to wcale nie jest latwe ale po
    swoich doswiadczeniach widze, ze poprostu nie sluchaja, a jak nie sluchaja to
    duzo nie wiedza. a druga sprawa, ze ida najostrzejszymi metodami. czyli nie
    probowac lzejszych terapii tylko od razu z grubej rury.
    a juz tak zupelnie prywatnie to sama wiem, ze ciezko sie pogodzic z
    nieplodnoscia, czy tez z jej wizja, ale ja jestem gotowa na adopcje. uwazam, ze
    skoro nie moglabym miec dzieci to moge zaopiekowac sie tymi,ktore juz sa i
    potrzebuja opieki. taka sama ruletka - nie wiadomo kto wyrosnie.
  • oldzinka 09.07.09, 11:29
    No dobra, Kaakaa. Podsyciłaś bardzo mój głód wiedzy i teraz mam
    zamiar pisać doktorat o psychosomatycznych zaburzeniach płodności smile
    Uśmiecham się do Cię najpiękniej jak umiem i poproszę o wszystko co
    masz na ten temat, we wszystkich językach w jakich masz smile Mój mail:
    ol.ia@wp.pl

    --
    Rzeczywistość skrzeczy.
  • tamilnadu 10.07.09, 00:29
    Myślę, że zawsze istnieje niebezpieczeństwo wpadania w
    jednowymiarowość hipotez.
    Jako osoba czynnie zajmująca się problemem niepłodnosci własciwie
    cały czas spotykam się z próbami zawłaszczenia etiologii
    niepłodności i leczenia niepłodności przez rozmaite środowiska.
    Głowne starcia występują na linii środowiska katolickiego
    (naprotechnologia) i środowiska klinicznego (kliniki ART).
    Dlatego też bardzo nie lubię ideologii w medycynie czegokolwiek by
    nie dotyczyła, a samą siebie uwazam za reprezentantkę środowiska, a
    nie okreslonej metody.

    W mojej prywatnej opinii niepłodnośc jest po prostu zjawiskiem
    złożonym i wielowymiarowym, a jakiekolwiek próby rozgryzania jej z
    jednej tylko strony będą najczęściej zwyczajnie nierzetelne wobec
    chorych.
    Uważam, że albo holistyka, albo nic: gryźć nalezy wszystkie strony
    jabłka, aż dojdziemy do gniazda nasiennego.

    Czynnik sprzężenia zwrotnego uruchamia się szybko, szczególnie
    dotyczy to Polski, gdzie leczenie po pierwsze jest pełnopłatne, po
    drugie niepłodność nadal jest chorobą wstydliwą społecznie.
    A kiedy już się sprzężenie uruchomi nie sposób oddzielić przyczyny
    od skutku, zwłaszcza kiedy zaczną się na siebie nakładac, co
    następuje błyskawicznie.
    Wtedy zaś proby ustalania, co jest 'napięciem prokreacyjnym', co
    rozpaczą, co uczuciem presji, co niedelikatnością i węszeniem
    sensacji przez otoczenie, co blokadą, a co niedrożnym jajowodem nie
    mają już większego znaczenia z punktu widzenia samej kobiety, ktora
    chce być matką i ktora ma na to ograniczony (niestety) czas
    biologiczny.

    Porównałabym ten klincz psychologiczno- spoleczny (proszę jednak
    wziąc poprawkę na to, iż porównuję mechanizm, a nie przedmiot) do
    syndromu postaborcyjnego: w Polsce zdarza się on stosunkowo często,
    w Holandii jednak bardzo rzadko.
    Jak zatem widać pies nie jest pogrzebany w przyczynie- nazwijmy to-
    obiektywnej typu "kobieta po aborcji doświadcza obiektywnego
    poczucia winy" czy też "lęk przed niepłodnością jest obiektywnie tak
    duży, iż faktycznie może wywołać niepłodność", a w przyczynie ściśle
    jednak kulturowej i związanej z indywidualną wrażliwością.
    To zaś powoduje, iż w przypadku leczenia czynnika psychologicznego
    trudno ustalic jakiekolwiek standardowe procedury.

    Dwa słowa odnosnie niepłodności męskiej i psychologii:

    1. seks na komendę jest absolutnie stresogenny, tu się chyba wszyscy
    zgodzimy, jednak potencja ma wbrew pozorom niewiele wspolnego z
    płodnością. Męzczyzna posiadający zaburzenia erekcji może być
    doskonale płodny, wtedy trafia do seksuologa, a nie do kliniki
    leczenia niepłodności. Zaburzona jest funkcja, a nie potencjal
    prokreacyjny.
    Ja wiem, ze z punktu widzenia osoby zdrowej ta rożnica może nie być
    istotna czy nawet zgoła być niewidoczną, ale dla leczenia
    niepłodności ma ona znaczenie zasadnicze.

    2. Nasienie ma prawo podlegac i podlega wahaniom jakościowym na
    przestrzeni roku. To powoduje, iż pojawia sie pierwsze pytanie: w
    jaki sposób ustalamy kryteria grupy kontrolnej dla męzczyzn
    przygotowujących sie do IVF? Tu nadmienię, iż cykl spermatogenezy
    trwa 72 dni, co powinno oznaczać przynajmniej trzykrotny pomiar w
    trakcie badań, a więc minimum półroczne badania. A to oznacza, iż
    wtedy zmienna czasowa winduje nam margines błędu na poziom, który w
    zasadzie nie jest już interesujący naukowo.
    Druga sprawa: współczesna medycyna rozrodu prezentuje zdecydowane
    stanowisko w kwestii nieplodności męskiej- jest to czynnik
    niekorygowalny i niewykazujący podatności na działania zewnętrzne
    (farmakologia, suplementacja, terapia).
    Co więcej jest to czynnik ulegający postępującej degeneracji pod
    wpływem zmian środowiskowych (najniższy współczynnik pogarszania sie
    parametrow nasienia występuje w Skandynawii, najwyższy- w krajach
    wysoko uprzemysłowionych. To NIE MA związku z psychologią przy całej
    dobrej woli badacza).
    Najważniejsze jest jednak to, iż sednem niepłodności jest tykający
    zegar, a to bardzo ogranicza pole manewru psychologii (o ile chce
    mieć wyłącznośc w leczeniu i faktycznie mialaby polegac na
    dogadywaniu się z organizmem).

    Wyjaśnię, dlaczego napisałam, że uwazam czynnik psychologiczny za
    margines, co nie powinno być odbierane jako umniejszanie znaczenia
    psychosomatyki, a jako konstatacja ściśle matematyczna. Oczywiście
    zgadzam się z wypowiedzią Kaaki:

    "uważam, że większość problemów zdrowotnych ma podłoże
    psychologiczne. Więc niezależnie od tego, że u większości osób,
    które mają problemy z płodnością daje się wykryć jakieś problemy
    somatyczne, uważam, że rzadko mamy do czynienia z sytuacją, gdy z
    niepłodnością nie ma związku czynnik psychologiczny"


    Nie sposób tego zanegować i nawet nie mam takiego zamiaru smile
    Pytanie jednak brzmi: w ilu przypadkach para odzyska płodnośc po
    wyeliminowaniu dodatkowej przyczyny natury psychologicznej? Tzn. w
    ilu przypadkach psychika jest kluczem, a nie elementem klucza?
    I tu własnie pojawia się dla mnie okreslenie "margines".

    Jesli przyjmiemy, iż 55% przypadkow niepłodności to niepłodnośc
    męska- a tyle obecnie wynoszą statystyki dla Polski- ( i nie mówię o
    zaburzeniach czynności seksualnych, a o uszkodzeniu nabłonka, które
    jest nieodwracalne i postępujące, tu nie ma juz drogi wstecz), zaś
    kolejne procenty będą przypadać na:

    - endometriozę III stopnia, ktora również nie podlega leczeniu;
    - czynnik jajowodowy (uszkodzenie rzęsek lub niedrożność)
    niepodlegający leczeniu;
    - niepękające osłonki komorek jajowych (czynnik omijany mechanicznie
    wyłącznie przy IVF z wykonaniem metody AH) niepodlegające leczeniu;
    - przyczyny natury genetycznej, anatomicznej i fizjologicznej
    (trwałe);

    to zostanie nam własnie... margines przypadków.
    To nie jest nieistotny margines, bo jeśli w Polsce nieplodnych jest
    ok. 3 milionów osób, a nasz "margines" wynosi 20%, to nadal jest to
    olbrzymia rzesza pacjentow, dla ktorych wsparcie psychologiczne
    byłoby albo kluczowe albo przynajmniej pomocne.
    Na szczęście komercyjne kliniki zaczęły to rozumiec i zatrudniac
    psychologow na etat, ośrodki publiczne tradycyjnie nie zajmują się
    tą sprawą, nad czym bardzo ubolewam.
    Natomiast nie zmienia to faktu, iz proporcja 80:20 pozostaje
    proporcją miażdżącą dla dwudziestu.


    I na sam koniec kamyk do mojego ogródka:
    Największy odsetek niepowodzeń inseminacyjnych przypada na
    inseminacje heterologiczne (nasienie dawcy), co wydaje mi się
    wyjątkowo wdzięczne do interpretacji psychologicznej.
    Podrzucam ten kamyk, bo uwazam zjawisko za bezstronnie fascynujące


    soł: clue tematu leży moim skromnym zdaniem we współpracy między
    rozmaitymi dziedzinami smile


    a.
  • yovenna 23.06.15, 12:35
    Przeczytałam cały wątek (razem z pozytywnym rozwojem sprawy po 5 latach) i wiem, że nigdy nie powiem żadnej kobiecie, by "puściła głowę" i "wyluzowała" gdy nie będzie mogła zajść w ciążę. To może tylko zaszkodzić (bo kobieta może zacząć budować dom zamiast się diagnozować o obwinianiu siebie nie wspomnę).

    @kaakaa, @oldzinka nie oskarżam, wiem że tak się przyjęło mówić, ale ten wątek może otworzyć oczy. Mnie otworzył.

    --
    68/90
  • sarniaczek7 04.09.09, 17:04
    Trafiłam na to forum przypadkowo, zaskoczona że jest tyle odważnych
    (dla mnie szalonych) kobiet, które chcą rodzić w domu. Jak
    zobaczyłam tytuł posta, pomyślałam, że ktoś krytykuje to forum, ale
    niestety...

    Wątek dot. porodu na wesoło czytałam przed swoim - tak, szpitalnym! -
    porodem i szczerze śmiałam się do łez. Jeżeli jesteście tak zażarte
    w swoim przekonaniu co do "wyższości" porodów domowych nad
    szpitalnymi, to może zafundujecie jakieś fajne anegdotki z waszych
    porodów - zobaczymy czy będą śmiechu warte.
  • 987ania 04.09.09, 22:03
    Tu nikt nikogo nie przekonuje o wyższości porodów domowych nad szpitalnymi, to
    po pierwsze. A po drugie, gdybyś poświęciła kilka chwil na "nasze" porodowe
    opowieści, to wiedziałabyś, że nie o fajne anegdotki o szyciu krocza na wąsko
    dla męża chodzi w porodzie ale o bardzo wzruszający moment w życiu rodziny.
    Zapraszam do lekturysmile
  • kropkaa 05.09.09, 01:49
    Wybacz, ale dla mnie nie jest śmiechu warte tak popularne: "taką ci
    małą dziurkę zrobię, że mąż będzie wniebowzięty". Jest to dla mnie
    żenujące. Tak samo jak "a teraz robimy dużą kupę" czy "o matko,
    niech się pani tak nie drze, bo inne pani wystraszy".
    A naszych anegdotek mnóstwo - zapraszamy do lektury forumsmile
  • nunia01 09.11.09, 15:31
    Nie chcę śmiecić nowym wątkiem, a tutaj już się przewinęła dyskusja związana z
    przyczynami niepłodności i koniecznością diagnozowania.
    Miało być bez problemu, a jest jak w temacie.
    Konkretnie miało być usunięcie torbieli i badanie drożności jajowodów a było
    wycięcie guza razem z jajnikiem i stwierdzenie, że resztę zostawili mi na
    wypadek gdyby jednak miało być dobrze, chociaż głownie nastawiają mnie na
    konieczność wycięcia wszystkiego. Wyników histopatologii jeszcze nie mam.
    Ale na wszelki wypadek już szukam:
    - ginekologa onkologa,
    - generalnie jestem w Warszawie ale nie wykluczam żadnej opcji z zagraniczną
    włącznie,
    - kogoś kto widzi możliwość starania się o dziecko, czyli możliwość odsunięcia
    konieczności wycięcia wszystkiego do czasu urodzenia dziecka.
    Oczywiście drożności już nie sprawdzili, więc nie wiem czy ten pozostały jajnik
    ma jakiekolwiek naturalne szanse. Rozważam wszystkie metody i szukam lekarzy,
    którzy widzą coś więcej niż tylko skalpelsmile
  • sugarxxx 09.11.09, 17:09
    Nunia, strasznie mi przykro, że Cię coś takiego spotkało.
    Niestety nie znam żadnego onkologa.
    Jedno przyszło mi do głowy:
    Skoro rozważasz wszelkie możliwe opcje, to słyszałam że jest możliwość, żeby na
    czas chemioterapii wyciąć jajnik i zamrozić, a potem replantować. Przynajmniej o
    jednej kobiecie słyszałam, która donosiła ciążę po tym.
    Oczywiście nie wiem jak to w Polsce i co na to NFZ, ale może już teraz zrób
    jakieś rozeznanie, zanim jeszcze poznasz wyniki hist-pat.
  • ph78 09.11.09, 21:48
    A ja trzymam kciuki za pomyślne wyniki badania histopatologicznego i
    drożność drugiego jajnika. Sama mam wycięte 1/2 jednego z jajników,
    więc rozumiem Twój ból i stres w oczekiwaniu na wyniki badań.
    Ale wysyłam dobre myśli, bo wierzę.
  • kaakaa 09.11.09, 22:10
    Nunia, bardzo chciałabym pomóc... Nie wiem tylko, czy będę w stanie.
    Jeśli możesz, daj znać, gdzie (u kogo) się dotychczas leczysz. Jeśli
    zechciałabyś napisać na priv coś bliżej na temat Twojej diagnozy, rokowań i
    Twoich oczekiwań, to postaram się uruchomić wszelkie moje kontakty w warszawskim
    świecie ginekologiczno-położniczym, by znaleźć kogoś mądrego, kto mógłby służyć
    Ci pomocą.
    Wierzę, że wynik h-p będzie pomyślny.
  • nunia01 10.11.09, 12:24
    Dziękuję dziewczyny!
    O możliwości wycięcia i zamrożenia jajnika nie wiedziałam, wiec to zawsze nowa
    informacja do sprawdzenia. W dodatku optymistyczna.
    Kaakaa napisałam na priv, dziękuję za zaangażowanie!
  • nunia01 15.11.09, 19:30

    Wynik histopatologii - nowotwór złośliwy.
    Z opisu operacji wynika, że mam jeszcze mały guz na drugim jajniku, zmianę na
    macicy i jednokomórkowe świństwa w wymazach.
    Mam nadzieję, że jutro zobaczę się pierwszy raz z onkologiem.
    Szpital zachował się przyzwoicie. Umówili mi wizytę w centrum onkologii na 24
    listopada, dali list polecający i prosili centrum onkologii żeby stosować
    leczenie oszczędzające. Co w sumie daje nadzieję, bo jest szansa, że będziemy
    walczyć o zdolność prokreacji a nie o życie.
    Przynajmniej na razie.
    Pochrzaniło się
  • monicus 15.11.09, 20:46
    oj przykre to. sciskam na odleglosc. czlowiek sie nad soba roczlula, a ludzie
    maja takie problemy jak TY. pomodle sie tu o twoje zdrowie i potomstwo. i chyba
    faktycznie jest to jakoś obiecujące. trzymaj się.
  • kaakaa 15.11.09, 21:21
    Tak mi przykro... sad
    Daj znać, jeśli można coś dla Ciebie zrobić.
  • mala_ika 15.11.09, 22:48


    > Tak mi przykro... sad
    > Daj znać, jeśli można coś dla Ciebie zrobić.

    Podpisuję się i ja
  • 987ania 16.11.09, 17:48
    Bardzo mi przykro sad
    Jeśli mogę coś poradzić, to zabierz ze sobą preparat histo, bo oni tam często
    chcą sami sobie badać. Zdarzają się pomyłki. Kolega tam pracował i zawsze kazali
    przywozić, to zaoszczędzi czas.
  • kropkaa 16.11.09, 19:53
    Bardzo mi przykro...
  • laulalama 16.11.09, 21:20
    nunia bardzo mi przykro, trzymaj się. jesli jest cos w czym moglabym pomoc daj znac.
  • ph78 16.11.09, 23:42
    Tak mi przykro! sad
    Ale nadal wysyłam pozytywną energię - walczcie, na pewno wyracie!
    Ściskam mocno.
  • nunia01 02.01.15, 21:57
    W pięć lat po pierwszej diagnozie donoszę co następuje:
    - po 3 operacjach i dwóch wynikach his-patu nowotwór złośliwy jajnika;
    - po nieoczekiwanej ciąży między operacjami i jej poronieniu;
    - po jednym haśle wznowa;
    - po ponad 4 latach starań (w tym metodami wspomagania rozrodu);
    - z kawałkiem jednego jajnika, strasznymi zrostami i siatką zabezpieczającą przepuklinę;
    jestem w ciąży.
    W 13 tygodniu, chociaż małe gabarytem jest na 12 tydzień.
    Oczywiście boję się czy wszystko jest ok i czy będzie ok. Na poród domowy nie mam żadnych szanssmile Na poród 'siłami' natury raczej również nie.
    Ale chciałam Wam powiedzieć, że chyba wszystko jest możliwe.
  • oldzinka 04.01.15, 20:20
    Gratulacje. Trzymam kciuki z całej siły aby wszystko było dobrze. Dużo przeszłaś przez te 5 lat. Z całego serca życzę abyś a wiosnę mogła tulić w ramionach swoje maleństwo.
    --
    You're living, you occupy space and you have mass. Do you know what that means? You matter!
  • kropkaa 06.01.15, 23:22
    Czekamy razem z Tobą!

    --
    a może by tak urodzić w domu?
  • marianna0077 07.01.15, 23:03
    Jak dobrze że jesteś smile
    A raczej: jesteście.
  • juleg 08.01.15, 13:06
    Cudownie!!! Cieszę się bardzosmile
    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/gb/vi/9j1z/hfoUegJNDq0PhE0sxA.jpg
    www.pomoz-amelce.pl/
  • hortensjaaaa 02.02.15, 20:35
    trzymam kciuki!
    --
    następny poród domowy! A jakże!!
  • nunia01 13.02.15, 12:19
    Dziękuję za dobre słowa!

    Już 19 tydzień. Wszystko w porządku. Szyjka trzyma. Mała (wiemy już, że to dziewczynka) bryka. Ja czuję się bardzo dobrze.
  • oldzinka 13.02.15, 20:28
    Oby tak dalej! Dawaj znać czasem.
    --
    You're living, you occupy space and you have mass. Do you know what that means? You matter!
  • hortensjaaaa 13.02.15, 22:20
    Takich informacji wiecej nam trzeba! Trzymaj się ciepło! A malenkaniech rośnie...smile
    --
    następny poród domowy! A jakże!!
  • nunia01 22.04.15, 12:20
    28 tydzień.
    Mamy troszkę kłopotów, ale wygląda na to, że póki co nie rzutują.
    Mała rozwija się dobrze. Ja czuję się świetnie.
    Mamy niestety pępowinę dwu-naczyniową, ale wygląda na to, że to wada izolowana. Czyli tylko ciut większy monitoring i ryzyko niewydolności łożyska pod koniec. No i od tygodnia walczę z cukrzycą ciążową. Poranne cukry niestety złe pomimo diety.
    Poza tym czuję się świetnie, tylko trochę wkurzona, że pomimo zaleceń cukry nie są dobre.
  • kaakaa 22.04.15, 20:51
    Może zalecenia nie bardzo są? Np. zalecane przez wielu lekarzy grahamki bardzo podnoszą cukier.
    Może warto rozważyć pomiary w nocy, jeśli za wysokie są cukry na czczo?
  • nunia01 28.04.15, 09:56
    Z pieczywa czasami przechodzi 'czysty' żytni razowiec. Z grahamką nawet nie próbowałam. Cukier podnosi mi nawet pieczywo chrupkie z pełnego przemiału, zjedzone do sałatki, w ilości jednej tekturki. W miarę dobrze funkcjonuję z ryżem i kaszą, trochę gorzej z makaronem. Mo i przechodzi mąka pszenna razowa. I to nawet w placku z jabłkiemsmile Jak mi coś za bardzo cukier podnosi to próbuję drugi raz w innej konfiguracji i wykluczam.

    Mi w ogóle lepiej robią na cukier posiłki z tłuszczem, a tłuszcz jest niewskazany. Jakby mi pozwoli Montignakiem 'jechać' to by było łatwiej, ale widzę, że mam tendencję do jedzenia za mało węglowodanów.

    I tak sobie walczymy z cukrzycą. Ja jestem górą w dzień, ona wygrywa w nocy i rano. Pomiar nocny niestety powyżej 110.

    Od dzisiaj pewnie już pojadę na nocnej insulinie.
  • monicus 28.04.15, 21:22
    Ja nie mam cukrzyc, za to mam hipoglikemie. Zwlaszcza w pierwszym trymestrze. Najlepiej mi robi nie jesc w ogole glutenowych produktow. Gryka rulez. Chleb gryczany, kasza z maslem, cebulka itp. Jajo z majonezem. Duzo orzechow, ziaren lnu, maslo sezamowe na pieczywie bg... I dawalam rade. Wszystko co mialo gluten i cukier po kilkunastu, kilkudziesieciu minutach powodowalo taki zjazd, ze mozg mi przestawal pracowac.
    A poniewaz dieta w hippglikemii jest taka sama jak w cukrzycy, warto sprawdzic czy wywalenie glutenu, a zwlaszcza pszenicy nie poprawi syt. A na gryce to mozna prawie wszystko zmajstrowac. Nawet drozdzowke smile
  • nunia01 12.06.15, 14:10
    Pomimo cukrzycy ciążowej i walki z cukrami rannymi przy pomocy insuliny mała ma się dobrze. USG pokazało okolice 60 centyla, 2,5 kg, żadnych dysproporcji między głową a brzuszkiem. Cięcie planujemy na pierwszy tydzień lipca, ale mała w końcu się przekręciła, więc jakby jej się spieszyło, to można próbowaćsmile
  • yovenna 23.06.15, 12:37
    Dziękuję, że przyszłaś tutaj po 5 latach i podzieliłaś się swoją historią! Powodzenia smile

    --
    68/90
  • nunia01 09.07.15, 08:34
    30 czerwca wieczorem przywitaliśmy Hanię. 53 cm, 3190, 10 punktów. Było nerwowo, bo na stół trafiłam po rutynowym badaniu KTG - małej zanikało tętno. Na szczęście zdążyliśmy.

    Mała jest cudowna, ale to mówi na pewno każda mama. Dla mnie i dla kilku innych osób jest cudem.

    Trochę nas trzymali w szpitalu, bo straciła za dużo na wadze i nie chciała przybierać. Później jeszcze przypętała się żółtaczka.

    doradca laktacyjny na wizytę domowa w Warszawie, jeśli możecie polecić, mile widziany.
  • oldzinka 10.07.15, 22:11
    Gratulacje ogromne! Trzymałam cały czas kciuki za was. Cieszę się, że wszystko poszło dobrze. Życzę wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia smile
    --
    You're living, you occupy space and you have mass. Do you know what that means? You matter!
  • hortensjaaaa 22.07.15, 21:48
    Cudownie! Myślałam o Tobie i maluszku!
    Zdrowia dla małej! a Hania piękne imię smile

    --
    następny poród domowy! A jakże!!
  • juleg 01.08.15, 09:31
    Wasz mały wielki cud, cieszę się bardzo i zdrowia życzę moc smile gratulacje!!!
    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/gb/vi/9j1z/hfoUegJNDq0PhE0sxA.jpg
    www.pomoz-amelce.pl/

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.