zabytki kultury ukrai...

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Znalazłem dostępną on line książkę Andrzeja Saładiaka Pamiątki i zabytki
    kultury ukraińskiej w Polsce
    Wydanae w 1993 roku kompedium wiedzy o mijscowościach zwiąaanych z ogolnie
    rozumianymi Ukraińcami.

    www.tnn.pl/tekst.php?s_keyword=Sa%B3adiak+Andrzej&idt=11
    Publikacja internetowa to niestety wycinek tylko - obejmujący mijscowości
    lubelszczyzny i południowego Podlasia - ale i to dużo.
    Zwłaszcza że dostepna jest również częśc wstępna :

    UKRAIŃCY W POLSCE
    której fragment niże przytaczam

    W granicach państwa polskiego przed 1939 rokiem mieszkało przeszło 6
    milionów Ukraińców. Dokładnej liczby nie da się jednak ustalić; polski rocznik
    statystyczny (1939) nie uwzględniał narodowości, lecz wyznanie, bądź język
    ojczysty. W kategorii wyznań wykazano wówczas 3 336 200 grekokatolików i 3 762
    500 prawosławnych, co daje razem nieco ponad 7 milionów. Zważywszy, iż
    wyznania prawosławnego byli także (nieliczni) emigranci rosyjscy, część
    Białorusinów oraz pewna grupa osób tak zwanych tutejszych, czyli Rusinów nie
    uświadomionych narodowo, wymieniona liczba 6 milionów Ukraińców nie będzie z
    pewnością liczbą przesadzoną. A więc mniej więcej co piąty obywatel
    przedwojennej Polski był Ukraińcem.
    Ogromna większość Ukraińców żyła wówczas na południowo-wschodnich terenach
    państwa, stanowiąc na ogół znaczną, lub przygniatającą większość ludności
    wiejskiej. W miastach większych natomiast dominowała ludność polska, w małych
    – żydowska. Zachodnia granica etnicznego obszaru ukraińskiego sięgała w
    Karpatach prawie do Dunajca, w rejonie Przemyśla i Rzeszowa obejmowała lewy i
    prawy brzeg Sanu, biegnąc dalej ku północy między Zamościem i Lublinem,
    dochodząc wreszcie do Siedlec i Łomży. Nigdzie na ogół granica ta nie miała
    ani ostrego, ani nawet wyraźnego zarysu, w ciągu bowiem tysiącletniego
    sąsiedztwa Polaków i Ukraińców (oraz kilkuset lat współżycia we wspólnym
    państwie) na styku terytoriów etnicznych powstało przemieszanie języków,
    wyznań i poczucia tożsamości. Granice księstw i ziem zmieniały się w ciągu
    dziejów wielokrotnie. Przesuwały się także granice zasięgów językowych.
    Największą trwałość wykazała granica etnograficzna.
    • 20.01.07, 18:54 Odpowiedz
      Szukam tej książki od dłuższego czasu.
      • 21.01.07, 09:04 Odpowiedz
        Darku !!! Oczywiście służę skanem wybranych informacji. Po drugie - nie masz
        kontaktu z panem Saładiakiem - Wiahorem ?? To chyba przemyślanin a i gospodarz
        na posadzie Rybotyckiej ?? Może u niego by coś znalazł??
        A po trzecie - nie wiem czy jeszcze istnieje wydawnictwo Burharda - bo to u nich
        wydano ten katolog - podobny zresztą ukazał się w odniesieniu do pamiątek
        kultury żydowskiej, ??
        Pozdrawiam
        • 22.01.07, 22:08 Odpowiedz
          Dzięki Piotrze za linksmile
          Pewnie wykorzystam informacje przy planowaniu letnich wycieczek po południowym
          Podlasiu.
          Przy lekturze wstępu zwróciłem uwagę na ten fragment
          "dochodząc wreszcie do Siedlec i Łomży"
          W Siedlcach w latach 20-tych XX wieku działała "Proswita" (może ktoś miałby
          więcej informacji na ten temat?), ale nie spodziewałem się że ludność ruska
          mieszkała aż w okolicach Łomży!
          Fragmenty tego tekstu przydałoby się zacytować "dyżurnym ukrainożercom",
          szczegónie te dotyczące międzywojnia
    • 25.01.07, 22:39 Odpowiedz
      " .... Na terenach Ukrainy okupowanych przez Niemców wytworzyła się
      skomplikowana sytuacja. Najliczniejsze były sowieckie jednostki partyzanckie (z
      wyjątkiem dawnej Galicji i Chełmszczyzny oraz Podlasia), na drugim miejscu
      znajdowały się partyzanckie oddziały polskie i ukraińskie. W niektórych rejonach
      dominowali Polacy, w innych – Ukraińcy. Walki toczyły się często na zasadzie
      wszyscy przeciwko wszystkim. W takich okolicznościach doszło do wzajemnych
      napadów na wioski polskie i ukraińskie i mordowania cywilnej ludności. Za każdy
      odwet płacono odwetem jeszcze bardziej krwawym i okrutnym. Nigdy jednak nie da
      się ustalić, jaką rolę w tej eskalacji wzajemnych napadów i masowych morderstw
      odegrało NKWD. Tak np. na Podolu działał dobrze uzbrojony oddział partyzancki
      (dowodzony przez płk. Roberta Satanowskiego) pod wymowną nazwą „Jeszcze Polska
      nie zginęła”. W istocie oddział ten był kierowany bezpośrednio z Moskwy przez
      NKWD. Dokonując napadów i pogromów w wioskach ukraińskich, zostawiał trupy – i
      ulotki w polskim języku. Ukraińcy w odwecie natychmiast dokonywali krwawego
      pogromu sąsiednich wiosek polskich. Niektóre sowieckie oddziały partyzanckie
      zakamuflowane były pod nazwami ukraińskimi. Te oczywiście dokonywały rzezi w
      polskich osadach. W odwecie oddziały AK i NSZ napadały na wioski ukraińskie itd.

      Bilansu ofiar nie da się nigdy ustalić. Szacunkowo przyjmuje się ostatnio,
      że z rąk ukraińskich zginęło około 300 000 Polaków (wliczając w to zmarłych z
      głodu, zimna i chorób podczas ukrywania się w lasach), zaś z rąk polskich –
      około 100 000 Ukraińców. Nie da się oczywiście ustalić, ile wśród tych ofiar
      padło z rąk sowieckich.
      Głównym celem ukraińskiej akcji terrorystycznej w stosunku do ludności
      polskiej było zmuszenie jej do ucieczki na zachód, za Bug. Ukraińcy bowiem,
      podobnie jak część polskiego podziemia, liczyli na III wojnę światową i
      rozgromienie ZSRR. Pragnęli, aby w ostatecznej konferencji pokojowej ziemie na
      wschód od Bugu były wolne od Polaków i tym razem przypadły Ukrainie, nie zaś –
      jak po I wojnie światowej – Polsce...."

      jak cała reszta jest równie...rzeczowo opracowana to ja dziękuje...
      • 07.02.07, 13:55 Odpowiedz
        tem króciutki post chcaiłbym poświęcić jednej z najpieknijszych
        cerkwi "nizinnych" z terenu Galicji na zachód od l.Curzona.
        Tu znadziecie ciekawe zdjęcia wielu cerkwi , w tym tej tytułowej :

        www.instytut.cerkiew.pl/Foto/foto.htm
        www.instytut.cerkiew.pl/Foto/wielkieo.jpg
        A tutaj opis tego niezwykle pieknego, choć w tragicznym stanie, zabytku kultury
        Ukraińców Lubaczowszczyzny :

        wielkieoczy.itgo.com/Monuments/Monuments_
        I jeszcze fragment opisu :
        ""...Wraz z budową cerkwi w roku 1925 wzniesiono w południowo-zachodnim narożu
        placu cerkiewnego dzwonnicę, w miejsce poprzedniej, która spłonęła w roku 1915.
        Dawna dzwonnica miała trzy dzwony, które zostały zajęte przez władze austro-
        węgierskie podczas rekwizycji w okresie I wojny światowej. W roku 1924
        zakupiono dla nowo wznoszonej cerkwi dzwon zwany Symeon, który obecnie znajduje
        się przy kaplicy w Korczowej. W latach międzywojennych plac cerkiewny był
        otoczony drewnianym płotem z główną bramą od strony rynku.

        Po wysiedleniu Ukraińców (w latach 1945-48) cerkiew została zamieniona na
        magazyn, który mieścił się tam do roku 1989. W roku 1990 przeprowadzono drobne
        prace zabezpieczające. W tym samym roku w wielkoockiej cerkwi odbyło się
        pierwsze od dziesiątków lat (i jak dotąd ostatnie) nabożeństwo
        greckokatolickie. Obecnie budowla nie jest użytkowana i nie są znane żadne
        starania o jej odrestaurowanie, pomimo iż jest to jedyna w tej części Polski
        cerkiew o szachulcowej konstrukcji ścian."""

        • 07.02.07, 18:04 Odpowiedz
          Niezwykle urodziwe zdjęcia cekwi - w tym nieistniejącej w Komańczy czy
          niszczejącej w Liskowatem

          www.republika.pl/czerwinski_foto/bieszczady1/pages/43.htm
          a ty skorygowany link do piknej strony poswięconej m.in zabytkom Wielkich Oczów


          www.wielkieoczy.itgo.com
          • 02.04.07, 10:45 Odpowiedz
            "Parafia prawosławna w Komańczy jest za mała, żeby samemu poradzić sobie z
            odbudową. Potrzebne jest m.in. ok. 300 metrów sześciennych drewna. Dlatego jej
            proboszcz ks. Marek Gocko zwrócił się o pomoc do Generalnej Dyrekcji Lasów
            Państwowych.
            Pomogło, leśnicy ofiarowali komitetowi odbudowy 240 metrów sześciennych drewna.
            Prace mają ruszyć już w kwietniu. Swój udział w odbudowie zabytku będą też mieli
            lubelscy leśnicy. Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Lublinie wspomoże
            przedsięwzięcie finansowo"

            www.cerkiew.pl/news.php?id=5742
            www.cerkiew-komancza.pl/
            • 02.04.07, 22:00 Odpowiedz
              Rzeczywiście - słyszałem już o realnych szansach na odbudowę.
              Ale też z Komańczy dobiegają niepokojące wieści o napadach na prawosławnych
              mieszkańców tej miejscowości przez polskie bandy z pobliskiej Rzepedzi . Oto
              lokalny dziennik GCNOwiny doniosły o zorganizowanych bandach napadających na
              chłopcow z rodzin prawosławnych dojeżżających do szkoły w Sanoku.
              Bandyci w kominiarkach wpadali do autobusu /anno domini 2007!!!/ i rabowali.
              A głownym motywem napadów jest prawosławne wyznanie ofiar!!
              • 03.04.07, 07:48 Odpowiedz
                Artykuł o zajściach w Komańczy.
                www.gcnowiny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20070326/AKTUALNOSCI/70326074&SearchID=73276927348883
                W piątkowym wydaniu Nowin był obszerny reportaż na ten temat.
                • 30.05.07, 14:12 Odpowiedz
                  Zaprasza na strony Spuścizny :

                  a tam cerkewki i owa ruska spuścizna karapackiej krainy smile

                  spuscizna.org/spuscizna/galeria-beskid-niski.html
                  • 05.06.07, 08:19 Odpowiedz
                    Nie bedac Ukraincem jestem w stanie wymienic troche wiecej miejscowosci w
                    ktorych znajduja sie cerkwiesmile
                    Zawsze mnie to zastanawia czym kieruja sie ludzie piszac takie ksiazki.
                    Zajrzyj na foto forum Rzeszow tam rzucilem przykladem tylko powiatu
                    lubaczowskiego.
                    Moze dolaczycie wlasne zdjecia?
                    • 05.06.07, 17:38 Odpowiedz
                      biesiadnik1 napisał:

                      > Nie bedac Ukraincem jestem w stanie wymienic troche wiecej miejscowosci w
                      > ktorych znajduja sie cerkwiesmile

                      I co w tym dziwnego - zyjemy na terenie wzajemnego przenikania sie kultur -
                      polskiej i ukraińskiej i zydowskiej.Więdz sąsiedztwo budowli sakralnych tych
                      narodowości na terenie do Bielegostoku po Szczawnicę (idąc oczywiście po
                      "winklu" z naroznikiem w Bieszczadadach) nie powinno nikogo dziwić.
                      I nie trzeba byc Ukraińcem aby tą oczywiśtość zobaczyć.
                      > Zawsze mnie to zastanawia czym kieruja sie ludzie piszac takie ksiazki.

                      Jakie ksiązki ?? smile) Proszę o wyjasnienie smile

                      > Zajrzyj na foto forum Rzeszow tam rzucilem przykladem tylko powiatu
                      > lubaczowskiego.

                      I dobrze zrobiłes smile). Ale przy dzisiejszych mozliwościach aparatów cyfrowych i
                      łatwości dojazdu w dowolny punkt Podkarpacia i nie tylko - powoduje że i na
                      necie i w ksiegarniach i w mym archiwum są setki jak nie tysiące zdjęć ocalałych
                      cerkwi, pieknych poprawnych artystycznie. Ale to żadna rewelacja sad
                      Mnie (nas) mogłoby zainteresować, zaintrygować pokazaznie zbioru starych
                      fotografii i rysunków cerkwi sprzed 60-70 lat. Tak jak mozna to zobaczyc na
                      fotoblogu birczańskim Darina czy sajcie Bratka Wandasa.
                      Pozdrawiam
                    • 05.06.07, 17:43 Odpowiedz
                      Biesiadnik1 napisał:

                      > Nie będąc Ukraińcem jestem w stanie wymienić trochę więcej miejscowości w
                      > których znajdują sie cerkwiesmile

                      I co w tym dziwnego - żyjemy na terenie wzajemnego przenikania się kultur -
                      polskiej i ukraińskiej i żydowskiej. Więc sąsiedztwo budowli sakralnych tych
                      narodowości na terenie od Białegostoku po Szczawnicę (idąc oczywiście po
                      "winklu" z narożnikiem w Bieszczadach) nie powinno nikogo dziwić.
                      I nie trzeba być Ukraińcem aby tą oczywistość zobaczyć.
                      > Zawsze mnie to zastanawia czym kierują się ludzie pisząc takie książki.

                      Jakie książki ?? smile) Proszę o wyjaśnienie smile

                      > Zajrzyj na foto forum Rzeszów tam rzuciłem przykładem tylko powiatu
                      > lubaczowskiego.

                      I dobrze zrobiłeś smile). Ale przy dzisiejszych możliwościach aparatów cyfrowych i
                      łatwości dojazdu w dowolny punkt Podkarpacia i nie tylko - powoduje że i na
                      necie i w księgarniach i w mym archiwum są setki jak nie tysiące zdjęć ocalałych
                      cerkwi, pięknych poprawnych artystycznie. Ale to żadna rewelacja sad
                      Mnie (nas) mogłoby zainteresować, zaintrygować pokazanie zbioru starych
                      fotografii i rysunków cerkwi sprzed 60-70 lat. Tak jak można to zobaczyć na
                      fotoblogu birczańskim Darina czy sajcie Bartka Wandasa.
                      Pozdrawiam
                      • 05.06.07, 18:00 Odpowiedz
                        Ot chociazby takie jak tu -

                        z pieknymi zdjęciami cerwki w Bartnem i Jałowem

                        www.bagnowka.com/media/21/351/

                      • 06.06.07, 08:15 Odpowiedz
                        piotrzr napisał:
                        >Jakie książki ?? smile) Proszę o wyjaśnienie smile

                        Chodzi o link podany w pierwszym poscie.
                        Wyobraz sobie ze przeczytalem nie tylko przedmowe, ktora mnie zbulwersowala
                        brakiem skromnosci.
                        Bo napisac w przedmowie, ze ktos go krytykuje z powodu zazdrosci jest dla mnie
                        nie tylko smieszne...
                        Jesli czepiasz sie porawnosci artystycznej moich zdjec to i ja mam prawo
                        oczekiwac od autora ksiazki iz piszac ja siedzi w temacie.
                        Apropos zdjec forumowych nigdzie nie jest powiedziane, ze w galeriach
                        obowiazuja wypociny artystycznesmile



                        • 06.06.07, 10:09 Odpowiedz
                          Chodzi Ci zapewne oto forum i zamieszczone tam zdjęcia :

                          fotoforum.gazeta.pl/72,2,911,60855469.html
                          Z przykrością muszę Ci powiedzieć, że są one ciekawe z uwagi na odwiedzane
                          obiekty (i Twoje i pozostałych autorów).Ale bardzo kiepskie z punktu
                          widzenia "artyzmu".
                          Twoje - ujdą choć zmarnowałeś okazję fajnych ujęć z ministrantami -
                          rozdmuchujących chociażby kadzielnice.
                          Część zdjęc - choć niekoniecznie Twoje - jest najzwuczajnej w
                          świecie "przekoszonych" - ni "trzymają pionu".Po prostu autor zdjęć zachowywał
                          się nieprofesjonalnie - nie pamiętając o elementarnych zasadach przy robieniu
                          zdjęć.
                          Powtarzam - to nie sztuka pojechać z cyfrówką w fajne miejsce.
                          sztuką jest zrobić fajne ujęcie - których na necie są tysiące smile)
                          Ale życzę Ci dalszego rozwoju na drodze artystycznej smile)
                          Pozdrawiam smile
                          • 06.06.07, 11:06 Odpowiedz
                            O jakie Tobie znowu chodzi kadzielnice?
                          • 06.06.07, 16:08 Odpowiedz
                            Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum .
                          • 06.06.07, 17:04 Odpowiedz
                            Fragment artykułu opublikowanego na "karpacckich" smile) i odnaleziony tam piekny
                            widok darowskiej cerkwi

                            Darowskie lata (Płaj 20)
                            (wstęp)Huber OssadnikDarów to nieistniejąca, mała wieś leżąca po południowej
                            stronie pasma Bukowicy, etnograficznie na terenie Łemkowszczyzny wschodniej. Do
                            1934 roku należał Darów wraz z Moszczańcem do grekokatolickiej parafii Surowica
                            w dekanacie jaśliskim. Z chwilą utworzenia Apostolskiej Administracji
                            Łemkowszczyzny, parafia Surowica, a wraz z nią i Darów weszła do dekanatu
                            rymanowskiego AAŁ. Z racji niedostępności geograficznej jak i małej ilości
                            publikacji historycznych, etnograficznych i turystycznych, grupa wsi (Darów,
                            Surowica, Polany Surowiczne, Puławy, Rudawka Rymanowska, Wisłoczek, Wernejówka),
                            leżących na północ od drogi Komańcza - Jaśliska - Tylawa pozostaje
                            nierozpoznana. Zainteresowanie Łemkowszczyzną zarówno w okresie międzywojennym
                            jak i w chwili obecnej dotyczy głównie większych i bardziej znanych
                            miejscowości oraz Łemkowszczyzny jako całości. Pozostające na uboczu, zagubione
                            w gęstych lasach wsie północnej części Łemkowszczyzny Wschodniej interesowały
                            badaczy w sposób ograniczony. W okresie międzywojennym nie prowadzono na tym
                            terenie żadnych badań. Również z powodu tragicznego rozproszenia ludności
                            autochtonicznej po II wojnie światowej żadnych badań nie można już dzisiaj
                            przeprowadzić. Dużego więc znaczenia nabierają źródła archiwalne, w tym np.
                            pamiętniki. Ich wartość jest zróżnicowana w zależności od czasu i osoby, która
                            je pisała. W przypadku byłych mieszkańców wysiedlonych miejscowości przeważa ton
                            sentymentalno-refleksyjny, traktujący kraj dziecinny jako raj utracony,
                            niezależnie od ówczesnych warunków życia. W przypadku relacji osób z zewnątrz,
                            np. nauczycieli skierowanych do pracy we wsi przeważa obiektywny stosunek do
                            zastanej rzeczywistości, często duma z powodu osiągnięć dydaktycznych, lub
                            poczucie niemożności, porażki.Czesława ze Słuszkiewiczów Szczepkowska
                            (1906-1990) pochodziła ze znanej, inteligenckiej rodziny sanockiej. Na początku
                            lat 30. po zdaniu nauczycielskiej matury seminaryjnej w Przemyślu pragnęła
                            rozpocząć pracę w zawodzie nauczycielskim. Niestety musiała odczekać dwa lata,
                            aby objąć swoją pierwszą posadę. W okresie międzywojennym nie było dużo pracy
                            dla nauczycieli. Przyjmowano każdą pracę, niezależnie od miejsca w którym ona
                            się znajdowała. Czesławie Słuszkiewicz po wspomnianym dwuletnim okresie
                            oczekiwania przypadła praca w małej wsi odległej od najbliższej poczty w
                            Bukowsku o 12 km, a od kolei w Besku o 18.5 km. Wyprawa do Darowa, rozłąka z
                            rodziną była dla młodej kobiety dużym przeżyciem. Warunki jakie zastała na
                            miejscu nie napawały zbytnim optymizmem. Dzięki powołaniu do zawodu
                            nauczycielskiego i miłości do dzieci udało się jej przełamać wszelkie trudności
                            zawodowe i kulturowe (brak płynnej znajomości języka ruskiego, nieufność
                            otoczenia wobec nauczycielki Polki). W ciągu 7 lat jej pracy w Darowie
                            powstała nowa szkoła, zmienił się stosunek rodziców i dzieci do nauki.
                            Dzięki dużemu osobistemu zaangażowaniu w sprawy swoich uczniów i życie wsi,
                            wyrobiła sobie wśród mieszkańców ogromny autorytet. W 1938 roku poślubiła Jana
                            Szczepkowskiego, dzierżawcę majątku w Woli Sękowej. Pracowała w Darowie do 1939
                            roku. Po wojnie nie wróciła już do zawodu nauczycielskiego, zajęła się
                            wychowywaniem własnych dzieci. Pamiętnik prezentowany poniżej spisany został
                            po wojnie i jest wyrazem tęsknoty za Darowem, dziećmi łemkowskimi, za „zielonym
                            Beskidem", które to były obecne we wspomnieniach Czesławy Szczepkowskiej do
                            końca życia. Przewija w nich nuta satysfakcji z dobrze wykonanej pracy i
                            poczucie wypełnionej misji. (...)

                            karpaccy.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=46&Itemid=31
                            karpaccy.pl/images/plaj/darow.JPG

                          • 06.06.07, 17:18 Odpowiedz
                            piotrzr napisał:

                            bardzo kiepskie z punktu
                            > widzenia "artyzmu".
                            >
                            > Część zdjęc - choć niekoniecznie Twoje - jest najzwyczajnej w
                            > świecie "przekoszonych" - ni "trzymają pionu".Po prostu autor zdjęć zachowywał
                            > się nieprofesjonalnie - nie pamiętając o elementarnych zasadach przy robieniu
                            > zdjęć.

                            fotoforum.gazeta.pl/photo/6/hb/ef/vbso/3qHcb8boxCvzECp4kB.jpg
                            smile)
                            > Powtarzam - to nie sztuka pojechać z cyfrówką w fajne miejsce.
                            > sztuką jest zrobić fajne ujęcie - których na necie są tysiące smile)
                            > Ale życzę Ci dalszego rozwoju na drodze artystycznej smile)
                            > Pozdrawiam smile
            • 15.10.08, 16:45 Odpowiedz
              Wiadomość za portalem Cerkiew.pl

              "W Kościele prawosławnym święto Opieki Przenajświętszej Bogarodzicy obchodzone jest bardzo uroczyście, szczególnie w krajach słowiańskich, a w diecezji przemysko –nowosądeckiej jest bardzo rozpowszechnione i popularne. Jest świętem parafialnym w Kłokowicach, Komańczy, Bielance, Wołowcu, Żdyni, Hańczowej i na Świętej Górze Jawor.
              W sposób szczególny tego roku święto obchodziła parafia w Komańczy. Po pożarze 13 września 2006 roku, kiedy niemal w całości spłonęła zabytkowa cerkiew, teraz, dwa lata później - stoi już drewniana bryła nowej cerkwi z dachem i trzema kopułami – wszystko wykonane w bieżącym roku, jeszcze w stanie surowym"

              Cały tekst dostępny pod poniższym linkiem

              www.cerkiew.pl/index.php?id=35&tx_ttnews[tt_news]=9683&tx_ttnews[backPid]=1&cHash=4937b132b2
    • 07.06.07, 20:10 Odpowiedz
      www.pradzieje.pl/Archeologia/Stolpijska-wieza-unikatem-w-tej-czesci-Europy-2.html

      Stołpijska wieża - unikatem w tej części Europy
      PAP  Nauka w Polsce, Adam Lisiecki
      Wieża w Stołpiu koło Chełma, to najpewniej element małego, prywatnego klasztoru
      wybudowanego dla osobistości znaczącej rangi.
      „Najprawdopodobniej, po śmierci męża Romana Halickiego, kontemplacji oddawała
      się tam Wielka Księżna Anna (Maria). Dzięki badaniom interdyscyplinarnym
      ustaliliśmy jak wyglądało całe założenie, dokonaliśmy też jego pełnej
      rekonstrukcji” – mówi kierujący pracami prof. Andrzej Buko, archeolog z
      Instytutu Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego oraz Instytutu Archeologii i
      Etnologii PAN.
      Relikty domniemanego klasztoru to dziś niewielki wzgórek porośnięty trawą oraz
      wysoka na 17 metrów wieża, leżące tuż obok jezdni. Do tej pory interesowano się
      głównie kamienną konstrukcją wieży. Dopiero przeprowadzone w latach 2003-2005
      badania archeologiczne przyniosły odkrycie na skalę europejską. "Częściowo
      tylko dotąd penetrowane przez archeologów wzgórze kryje prostokątny, wysoki
      dziedziniec ułożony z kamieni przekładanych marglem ilastym, czymś w rodzaju
      zaprawy, a także pozostałości drewnianych budynków - belki, kołki, słupy oraz
      fragment pomostu" – wymienia prof. Andrzej Buko.

      "Dzięki badaniom wyjaśniliśmy wiele wątpliwości. Na przykład, do tej pory całe
      założenie rysowano w planie jako owalny gródek; dziś już wiemy, że jest to
      prostokąt o bokach 25 na 12 m., z wieżą w narożniku. Wiemy także, że budowla
      nie mogła mieć znaczenia militarnego – przesądza o tym jej położenie: została
      zbudowana na miejscu, które jest ekstremalnie niedogodne – w dole, w miejscu
      zabagnionym, na źródłach, a nie na wzgórzu, z którego można kontrolować okolicę
      czy jakiś szlak” – opisuje sytuację profesor.

      KSIĘŻNA BIZANTYJSKA I JEJ KLASZTOR

      Według naukowca o umiejscowieniu właśnie w tym miejscu zespołu wieżowego
      zdecydowały względy symboliczne i polityczne.

      Korzystając z danych archeologicznych i wyników innych badań, w tym analiz
      źródeł pisanych, ustalono czas powstania i funkcjonowania obiektu oraz to, z
      jakiego kręgu kulturowego przyszła idea budowy tak oryginalnej
      konstrukcji. "Dzięki analizom C14 wiemy, że obiekt funkcjonował od schyłku XII
      i dużą część XIII w., zatem w okresie, gdy okoliczne ziemie należały do władców
      Rusi Halickiej. W tym zatem kręgu należy szukać możliwych fundatorów obiektu.
      Znalezione w czasie wykopalisk fragmenty szkliwionych naczyń, płytki ceramiczne
      są związane z kręgiem bizantyjskim. Podobne przedmioty upowszechniały się
      stamtąd m.in. w Bułgarii czy na Rusi. Jak wynika z ostatnich moich kwerend w
      greckiej Macedonii - to właśnie tam podobne konstrukcje, zatem prostokątne
      założenia klasztorne z wieżą w narożniku występują w okresie XII-XIV w.
      powszechnie” – wyjaśnia A. Buko.

      "Co ciekawe, gdy byłem ostatnio w Salonikach z wykładem o Chełmie i Stołpiu,
      tamtejsi archeolodzy-bizantyniści określali przedstawiane przez mnie odkrycia
      jako przykład najdalej wysuniętej na północ enklawy kultury bizantyjskiej" –
      dodaje.

      Według profesora stołpijski zespół wieżowy to zapewne mały prywatny klasztor,
      zatem obiekt o sakralnym charakterze. Wskazuje na to jego symboliczne
      położenie – na świętych źródłach, oraz kaplica na planie oktagonu wybudowana na
      ostatnim piętrze wieży. „Idea wież klasztornych od początku średniowiecza była
      szeroko rozpowszechniona w Europie Południowo-Wschodniej” – wyjaśnia.

      W jakim celu powstała budowla w Stołpiu? Żeby wyjaśnić tę zagadkę profesor
      sięga do wyników analiz źródeł pisanych. "Według naszego mediewisty dra
      Dariusza Dąbrowskiego była to prawdopodobnie prywatna fundacja książęca,
      zapewne należąca do żony Romana Halickiego, księżnej Anny (Marii). Wiadomo, że
      po śmierci męża w bitwie pod Zawichostem (1205r.), osiadła ona w jakimś
      klasztorze. Jest zatem wysoce prawdopodobne, że zamieszkała ona z małą grupką
      osób towarzyszących w tym właśnie, tak oryginalnym miejscu. Skoro wielka
      księżna, według jednej z wysoce prawdopodobnych hipotez była Bizantyjką, to
      mogła wraz ze swym otoczeniem przenosić wzorce ze znanego jej kręgu kulturowego
      na północ” – konkluduje.

      "Jeżeli dojdzie do rekonstrukcji stołpijskiego założenia, zgodnie z wynikami
      naszych badań, zyskamy wspaniałą pamiątkę historyczną i wielką atrakcję
      turystyczną. Nie ma bowiem w Polsce i w tej części Europy czegoś podobnego” –
      dodaje.

      Już wkrótce ukaże się monografia kompleksu zabytkowego w Stołpiu,
      przygotowywana przez zespół badaczy, pod kierunkiem prof. A. Buko.

      PAP – Nauka w Polsce, Adam Lisiecki

      tot
      www.naukapolska.pap.pl
      {mos_sb_discuss:7}

      • 07.06.07, 21:14 Odpowiedz
        A ja dzisiaj przebyłem bardzo piekny szlak od Tylawy po Olchowiec. W cudownej
        pogodzie, zapachu stroczyków górskich w dolinie Smerecznego, pieknych widokach
        dotarłem do Olchowca.
        Niestety zabrakło mi czasu na wyjście na Baranie. Na 2.5 godzinnnej trasie (w
        jedna strone_ spotkalismi (tu uwaga!!) jedną parę wędrowców. Nie licząc dwóch
        samochodów przy powrocie "majówkowiczow" koło Tytlawy. Knajpy na krzyzowce w
        stronę Zndramowej - nie polecam - nędznie wypieczony kotlet "z serem owczym i
        oliwkami" najbardziej zasmakował mojemu psu - przywieziony do domu w serwetce a
        la "doggy bag".
        Natomiast polecam informację na temat cerkiewki w Olchowcu :

        www.beskid-niski.pl/index.php?pos=/obiekty&ID=375
        Acha - cerkiew w Tylawie była otwarta - więc zobaczyłem pieknie zlocony
        Ikonostas ( fantastycznie wpasowany w łuk tęczowy prezbiterium), chorągwie
        procesyjen stojące przy ławkach.
        W drodze powrotnej wymoczyłem nogi w Jasiołce przy parkingu w Stasianiach jadąc
        w strone Daliowej i zatłoczonego Rymanowa zdroju smile
        • 14.06.07, 22:33 Odpowiedz
          Co prawda nie wszyscy się zgodzą, że Boćki i okolice to tereny "ukrainomowne",
          ale cóż tamsmile

          "W miejscowości Dubno koło Bociek, trwają badania
          archeologiczno-architektoniczne rezydencji Iwana Sapiehy, pierwszego wojewody
          podlaskiego (1513-1517)"

          www.bialorus.pl/index.php?Rozdzial=Wiadomosci&&wiecej=13783
          • 15.06.07, 16:35 Odpowiedz
            przewodnik.onet.pl/1127,3175,1081468,0,1,artykulr.html
            Cerkiew w Łopieńce

            Balowie lokowali tę górską wieś u podnóża wyniosłego Łopiennika w połowie XVI w.
            Wkrótce potem w koronie starej lipy ukazała się Matka Boska, która
            zmaterializowała się w postaci ikony na desce.

            Jest to bardzo zgodne z duchem prawosławia, gdzie świętość ikony leży nie tyle w
            przedstawionej postaci, ile w samym malowidle. Święta zaś jest nie materia, z
            której obraz wykonano, lecz sposób przedstawienia.

            Cudowna ikona otrzymała natychmiast kapliczkę, do której niebawem, w 1757 r.,
            dobudowano murowaną z dzikiego kamienia cerkiew pw. św. Paraskewii.

            Łopienka stała się najsłynniejszym sanktuarium kultu maryjnego w Bieszczadach.
            Na doroczny odpust 13 lipca przed oblicze Matki Boskiej Łopieńskiej ściągało
            kilkanaście tysięcy pielgrzymów z całych polskich Beskidów, ze Słowacji i
            Węgier. Trwało to od połowy XVIII w. do 1939 r. Po wojnie wysiedlono 300
            mieszkańców, a w 1954 r. zdarto z cerkwi blaszany dach, a ona sama zaczęła z
            wolna rozpadać się. Cudowny obraz znalazł schronienie w ołtarzu głównym kościoła
            w Polańczyku, dzięki tamtejszemu proboszczowi. Wizerunek Matki Bożej z
            Dzieciątkiem ma ujmującą cechę szczególną – z pięknych postaci bardzo wyraźnie
            emanuje zwykła ludzka czułość.

            W październiku 2000 r. do odbudowanej cerkwi w Łopience ponownie wróciła cudowna
            ikona Matki Boskiej, tyle że w postaci wiernej kopii oryginału.

            W latach studenckiego „boomu na Bieszczady” zjawił się tu Olgierd Łotoczko,
            historyk sztuki, poeta, studencki działacz turystyczny i alpinista, i...
            zakochał się w opustoszałej kotlinie. Własnymi siłami zabezpieczył cerkiew przed
            dalszą ruiną i w środowisku studenckim oraz na łamach prasy krajowej propagował
            ideę stworzenia tu studenckiej wioski turystycznej. Nie planowano żadnej drogi
            ani tzw. infrastruktury: „...rzeźba terenu traktowana nie jako zbiór przeszkód
            tektonicznych, ale jako zbiór płaszczyzn, w których bryły chałup będą właśnie
            elementem rzeźby – roślinność traktowana nie jako zbiór używanych i
            bezużytecznych drzew, ale jako stały czynnik kompozycji. Jary i jałowce są
            wartością constans – a więc żadnych niwelacji, karczowań ani dróg. Tarasy pól
            uprawnych zarosły tak jak i ścieżki, a cienie przodków nie mają ani krwi, ani
            kości. Więc ani skansen, ani antykwariat, ale – studencka wioska turystyczna i
            rezerwat krajobrazowy...”

            Olgierd na zawsze pozostał w Himalajach, ale jego idea, w latach 70. wyśmiewana
            przez pismaków i „fachowców” od turystyki, realizuje się w Łopience. I to
            głównie rękami jednego człowieka, Zbyszka Kaszuby. W malutkich Polankach i Buku,
            do których idzie się godzinę, przez las i na skróty, mówią o nim „pop”, „nasz
            Zbyszek”. Nieraz nosząc cement na plecach, doprowadził do tego, że cerkiew ma
            już kryty blachą dach, okna i drzwi, drewniany strop nad nawą, witraże w oknach
            i zaimprowizowany ołtarz. Pachnie świeżym drewnem, a kilka metrów od jej wejścia
            pasą się sarny. Cerkiew na pustkowiu, w wymarłej wsi, jest otwarta całą dobę.
            „To święte miejsce” – mówią w przysiółkach „na dole”. I poważnie dodają: „Gdyby
            znowu chcieli ją okraść, blachę zerwać... daleko nie zajadą, bo choć tam na
            górze nikt nie pilnuje, my tu na dole wszyscy pilnujemy”.

            Z pokrytego zarastającymi polanami szczytu Korbani (na którą wiedzie znakowany
            zielonymi trójkątami szlak z Bukowca, s. 141) doskonale widać jezioro i Otryt, a
            tu i ówdzie również Łopiennik i Połoninę Wetlińską. Jedną ze starych ścieżek
            trzeba zejść trochę na wyczucie na południowy zachód, na łąkową przełęcz Hyrcza
            (695 m), gdzie stoi murowana XVIII-wieczna kapliczka i biegnie stara droga z
            Tyskowej do Łopienki. Tą drogą jeszcze jakieś 20 min i oto las urywa się, a po
            prawej w dole trawiastego stoku sterczą nowe banie starej cerkwi.

            Około 1/4 godz. marszu w górę od cerkwi, na lewym brzegu strumienia latem działa
            studencka baza namiotowa SGGW z Warszawy. Jest tam obszerna, wygodna wiata z
            kominkiem i kuchnią i bardzo tanie noclegi w wojskowych namiotach. Czynna VII-IX.

            W lecie zatem wędrowiec na pewno nie będzie tu sam, ale późną jesienią, gdy urok
            tego miejsca jest po prostu nieprzeparty, może...

            Koniec cytatu.

            Byłem tam niedawno.
            Serdecznie namawiam na wyprawę do Łopieńki.
            Dojazd doskonała drogą z Terki na Dołzycę – po remoncie z kasy UE.
            A nad Solinką można zaparkować i starą drogą wspiąć się do Łopieńki lub dojechać
            samochodem pod samą cerkiew (do czego nie namawiam) – bowiem walory spaceru
            leśną drogą są warte trochę zmęczenia.

            • 15.06.07, 16:40 Odpowiedz
              Drobny ukłon w strone Radka - Wolfa - miłosnika Podlasia smile

              www.dubicze-cerkiewne.pl/galeria5.htm
              Ciekawe zdjęcia z uroczystości religijnych - ale jest i ikonostas i wnętrze
              cerkwi - a i mozliwośc spacerku po galerii dubiczańskiej
              • 25.06.07, 11:31 Odpowiedz
                Za Nowinami rzeszowskimi

                REPORTAŻE
                24 czerwca 2007 - 0:01

                Cerkiewka podparta kołkiem
                200 cerkiewek, w tym 120 drewnianych. Te unikalne świątynie są naszym skarbem.
                Musimy je ratować!


                Nowe Brusno: cerkiew podparta przegniłymi kołkami. (KRZYSZTOF ZIELIŃSKI)
                PRZECZYTAJ WIĘCEJ

                Kto odbuduje cerkiew?
                20-06-2007
                Żyję 116 lat
                29-04-2007
                Chcą odtworzyć zapomnianą wieś
                27-03-2007 Unikalne świątynie z pogranicza dwóch kultur: wschodniej i
                zachodniej. Mogłyby przyciągnąć na Podkarpacie turystów z całej Europy. Ale
                większość z nich rozpada się ze starości.

                W samym tylko powiecie lubaczowskim jest ponad 30 zabytkowych cerkiewek, z tego
                22 drewniane. Prowadzi po nich specjalnie wytyczony szlak turystyczny. Może
                lepiej żeby go nie było! Jeżeli udamy się tym szlakiem, zobaczymy obraz nędzy i
                niegospodarności.

                Po roku 1947 (wysiedlenie Ukraińców w ramach akcji "Wisła”wink przez 60 lat około
                80 procent cerkiewek popada w ruinę. Większość gospodarzy nie ma pomysłu na ich
                zagospodarowanie.

                Wchodzisz na własne ryzyko

                W Cewkowie drewniana cerkiew opatrzono ostrzeżeniem: "Budynek grozi
                zawaleniem”. Zardzewiały blaszany dach jest dziurawy. Nad nawą, gdzie wichura
                zerwała pokrycie, starą blachę zastąpiono folią. Drzwi zamknięto na głucho, ale
                do cerkwi można dostać się przez niezabezpieczone okna. Warto obejrzeć resztki
                ikonostasu oraz zamokłą polichromię na ścianach. Turysta musi jednak uważać, by
                nie potknąć się o połamane resztki kościelnych mebli, butelki i zwały śmieci.



                Murowana cerkiew w Starym Dzikowie już z daleka straszy popękanym tynkiem. W
                cerkwi był kiedyś magazyn Gminnej Spółdzielni, a teraz stoi opuszczona. Przez
                pół wieku nikt nie zdobył się nawet na wprawienie okien do niszczejącego
                zabytku. Zrobiła to dopiero w tym roku ekipa filmowa Andrzeja Wajdy, kiedy
                szykowała się do zdjęć do filmu o Katyniu. Trzeba przyznać, że była to
                znakomita sceneria do ujęć z obozu jenieckiego w Kozielsku, który mieścił się w
                zniszczonym przez Sowietów klasztorze prawosławnym.

                Zróbmy w cerkwi imprezę

                Przez wyważone drzwi cerkiewki w Nowym Brusnie każdy może wejść do środka.
                Butelki po wódce i puszki po piwie wskazują, że przychodzą tu nie tylko
                turyści. Zabytek zwiedza się na własną odpowiedzialność, bo skradziono nawet
                część desek podłogi. O wypadek nietrudno. Nietrudno też o niedopałek papierosa
                przy libacji...

                Tak niedawno spłonęła cerkiew w pobliskiej Opace, gdzie młodzież
                urządziła "imprezę”. W latach 90. ze środków konserwatora zabytków rozpoczęto
                remont prezbiterium. Prace przerwano. Zabrakło pieniędzy i pomysłu, kto miałby
                zostać gospodarzem. Cerkiewka kryta jest dachem z przerdzewiałej blachy i
                podparta przegniłymi kołkami.

                Obok malowniczo ukryty wśród drzew wiejski cmentarzyk. Rzeźbione przez ludowych
                artystów nagrobki (działała tu znana szkoła kamieniarska) są pochylone. Inne
                rozpadły się na drobne kawałki i zostały złożone pod płotem. Opuszczony
                cmentarz porasta zielsko.



                Wielkie Oczy: synagoga i cerkiew - dwie ruiny w centrum miasteczka. Kłopot i
                wstyd dla gminy. (KRZYSZTOF ZIELIŃSKI) Dwie ruiny w centrum

                Cerkiew w Wielkich Oczach to rzadki przykład połączenia architektury drewnianej
                z murowaną (tzw. pruski mur). Zwieńczona jest potężna kopułą posadowioną na
                sześciobocznym bębnie. Widać, że świątynia jest nieużywana od lat: odpadający
                płatami tynk, przegniłe drewno, zmurszały dach.

                Jeszcze gorszy jest stan synagogi w Wielkich Oczach. Zdewastowana w czasie
                okupacji, po wojnie została odremontowana na magazyn mebli miejscowej
                spółdzielni. Na początku lat 90. magazyn zlikwidowano. Od tego czasu synagoga
                popada w ruinę. Przez dziurawy dach woda leje się do środka. Mury nasiąkają
                wilgocią. Za kilka lat będzie nadawała się tylko do rozbiórki.

                - Cerkiew na nic nie przyda się gminie - tłumaczy Zbigniew Połczyński, zastępca
                wójta. - Rok temu chcieliśmy zagospodarować synagogę na bibliotekę, ale
                zwrócono ją gminie żydowskiej. Nie wiemy, czy ją przejęli, bo nie dostaliśmy
                odpisu aktu notarialnego. I tak wszystko stoi i niszczeje. To kłopot i wstyd.
                Dwie ruiny w centrum.

                Z Fundacji Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego w Polsce, która przejmuje synagogę,
                nie uzyskaliśmy na ten temat żadnych konkretnych informacji.

                Zabrakło gospodarza i pomysłu

                Po wojnie opustoszałe cerkiewki przejął Skarb Państwa. Teraz starostwo
                lubaczowskie chce je przekazać pod opiekę gminom. Ministerstwo Kultury i
                Dziedzictwa Narodowego obiecało pokryć połowę kosztów remontu.

                - Na ten cel są pieniądze - zapewnia Tomasz Lorenc z Powiatowego Centrum
                Kultury i Sportu w Lubaczowie.

                Ryszard Urban, wójt gminy Horyniec Zdrój na propozycję przejęcia cerkiewki w
                Brusnie Nowym odpowiada:

                - Po co nam cerkiewka? Druga połowę kosztów musi dołożyć gmina. A nam brakuje
                pieniędzy na drogi. Zaniedbany odcinek Brusno - Horyniec (8 km) to koszt kilku
                mln zł.

                Wójt dodaje, że remont cerkiewki to spory wydatek i nawet nie próbował go
                szacować.

                Dlatego cerkiew stoi opuszczona. Zabrakło gospodarza i pomysłu.



                Stary Dzików: w tej cerkiewce ma powstać muzeum scenografii Andrzeja Wajdy. Czy
                organizatorzy zdążą na premierę filmu o Katyniu we wrześniu br.? (KRZYSZTOF
                ZIELIŃSKI) Będzie muzeum Wajdy

                Inaczej ma być w Starym Dzikowcu. Cerkiew należy do Gminnej Spółdzielni, która
                urządziła w niej magazyn zboża. Później na magazyn znalazła lepsze miejsce,
                więc zabytek opustoszał, niszczejąc z każdym rokiem. W styczniu tego roku
                Andrzej Wajda nakręcił w cerkwi kilka ujęć do swego filmu o Katyniu.

                To był impuls: Muzeum Kresów w Lubaczowie wspólnie z władzami gminy postanowiły
                urządzić w cerkwi muzeum scenografii Andrzeja Wajdy.

                Początek został zrobiony. Przed rozpoczęciem zdjęć ekipa filmowa wykonała
                ekspertyzy techniczne i podstawowe prace remontowe. Teraz należy rozpocząć
                organizację muzeum. GS chce odstąpić cerkiew gminie za symboliczne 10 zł. Za to
                za ziemię pod budynkiem (15 arów) żąda działki zastępczej. Na razie Rada Gminy
                nie podjęła jeszcze uchwały o przejęciu świątyni.

                - Wszyscy radni są za powstaniem Muzeum, ale wcześniej trzeba dopełnić
                formalności z działką - powiedział nam Adam Tracz, przewodniczący Rady Gminy.
                Aniela Hulak, wójt Starego Dzikowca szacuje, że remont cerkwi kosztowałby nawet
                1 mln zł. Gdzie znaleźć pieniądze?

                - Pieniądze są, trzeba tylko ich poszukać - twierdzi Andrzej Klimczak z Biura
                Prasowego Urzędu Marszałkowskiego.

                W tym roku na remont zabytkowych świątyń marszałek przeznaczył 2 mln zł (dwa
                razy więcej niż rok temu). Oprócz tego jesienią rozpocznie się nabór wniosków
                do unijnego programu "Dziedzictwo Kulturowe”. Unia sfinansować może do 85 proc.
                inwestycji.



                Objazd dla dziennikarzy po zabytkowych cerkiewkach pow. lubaczowskiego
                zorganizowała Fundacja PRO CARPATHIA z Rzeszowa w ramach programu "Skarby
                Podkarpackie - śladami trzech kultur”. Program dofinansował Europejski Fundusz
                Rozwoju Regionalnego oraz Program Sąsiedztwa INTERREG.



                Wszystko zależy od ludzi

                W październiku 2003 grupa zapaleńców z Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Dubieckiej
                uzyskała od Skarbu Państwa w dwudziestoletnią dzierżawę cerkiew w Dubiecku.
                Budynek został zdewastowany, gdyż był tu magazyn Gminnej Spółdzielni. Jednak w
                ciągu kilku lat zmienił się nie do poznania. Jest tu dziś Kresowy Dom Sztuki:
                wystawy, koncerty, spotkania przyciągają publiczność.

                - W sumie uzyskaliśmy mniej niż 100 tys. dotacji. Były to kwoty po 5 - 15 tys.
                zł z Urzędu Gminy, różnych fundacji, Urzędu Marszałkowskiego, konserwatora
                zabytków. Nie liczyliśmy własnej robocizny. Roboty nie zostały jeszcze
                zakończone. Potrzebne są nowe tynki oraz wymiana posadzki - opowiada Jacek
                Grzegorzak ze Stowarzyszenia.

                To, jak na razie, unikalny przykład jak uratować opuszczoną cerkiew.
                Niekoniecznie trzeba wydać na remont miliony.
                • 30.06.07, 22:07 Odpowiedz
                  • 01.07.07, 19:59 Odpowiedz
                    Wróciłem właśnie z Nowego Sącza.
                    W tamtejszym pięknym skansenie odbywał się malowniczy odpust przy skansenowym
                    kosciółku pw św Piotra i Pawła (będącym nadal w kulcie).
                    Z m.in straganami z "miodnymi" produktami i wiejskim chlebkem.
                    A przy okazji oglądnąłem cały skansen także z sekcją łemkowską - w tym z piękna
                    cerkiewką rodem z podgorlickiej Czarnej , kilkoma chałupami i
                    kapliczką-krzyżem.W jednej z chałup - ekspozycja poświęcona łemkowskim maziarzom
                    ze wsi łosie.
                    Cerkiew w kulcie - wczoraj odbywał sie tam uroczysty, "realny' ślub z pełnym
                    rytuałem cerkiewnym .
                    A cerkiwne "słuzby boże" co niedzielę o 8.30.
                    W dawnej synagodze na Starówce - ciekawa wystawa "tureczczyzny" ze zborów Muzeum
                    Narodowego z Krakowa też warto oglądu smile
                    Namawiam gorąco na odwiedzenie Sącza ...
                    • 01.07.07, 21:35 Odpowiedz
                      Na wielu cerkwiach Podkarpacia mozna zobaczyć takie tabliczki :

                      fotoforum.gazeta.pl/72,2,864,60132660,62285067.html
                      • 02.07.07, 10:18 Odpowiedz
                        • 14.07.07, 19:18 Odpowiedz
                          Wracając właśnie z urokliwego Roztocza (więcej na ten temat w wątku
                          "Kongresówki" - zahaczyłem m.in o Tarnogród i Józefów (o którym też gdzieś
                          wspomnę potem) - niezwykle ciekawe miasteczko na Zasaniu poleżajskim .

                          A tu poniżej kilka ciekawych linków - z widokami tarnogrodzkich cerkwi
                          (czynnych!!) i dawnej synagogi
                          Acha - jeszcze jedno - dojechać tam łatwo - z Leżajska poprzez piękny most na
                          Sanie - potem Kuryłowkę (z potężną cerkwią) i Kulno (gdzie obecne grzybów masa!!
                          smile - wiem co mówię - bo trwa ich obieranie smile)

                          www.tarnogrod.gminarp.pl/zdj/PICT1566.JPG
                          www.tarnogrod.gminarp.pl/zdj/34.JPG
                          www.tarnogrod.gminarp.pl/zdj/35.JPG

                          www.tarnogrod.gminarp.pl/zdj/32.JPG
                          gs3.republika.pl/zabytki.html
                          pawkop.pa.funpic.de/category.php?cat=29
                          pawkop.pa.funpic.de/picture.php?cat=33&image_id=812
                          • 07.08.07, 15:40 Odpowiedz
                            Opodal cerkwiska z zachowaną dzwonnicą i resztkami nagrobków - ciekawą pamiątką
                            po Rusinach zamieszkujących niegdyś (do wypędzenia w 1946 roku) tą pięknie
                            położoną wioskę - jest kapliczka - na jej frontonie można odczytać tabliczkę
                            wotywną z wykutym cyrylicą napisem "żertwa Emigrantow w Ameriku - 1907".
                            A więc jest to wotum tamtejszych Lemkow niegdyś tak licznie emigrujących ze chlebem.
                            innym pięknymi pamiątkami po dawnych mieszkańcach są kamienne kapliczki - i te
                            przydrożne jak i te "graniczne" rozrzucone po polach.
                            Część opatrzone nazwiskiem fundatorów , w tym Oleksy Piecha.
                            • 23.08.07, 19:50 Odpowiedz
                              Już wkrótce poszerzam galerię foto o zdjęcia zabytków i pamiątek kultury
                              ukraińskiej w Polsce - niezależnie od dopisywanych zdjęć z Ukrainy smile - pierwsze
                              zdjęcia już są w galerii smile
                              • 03.09.07, 21:28 Odpowiedz
                                piotrzr napisał:

                                > Już wkrótce poszerzam galerię foto o zdjęcia zabytków i pamiątek kultury
                                ukraińskiej w Polsce -

                                W "podtytułowej" galerii Podkarpacka u-Kraina

                                fotoforum.gazeta.pl/uk/Podkarpacka,piotrzr.html
                                prezentuję moje zdjęcia mniej znanych zabytków kultury ukraińskiej Podkarpacia -
                                cerkiew w Pielni, kapliczki "miedzowe". cerkwisko w Woli Sekowej z zachowaną
                                dzwonnicą. Oraz dzwonnicę na zbezczeszczonym cerkwisku w Ozannie koło Lezajska.
                                • 13.09.07, 21:32 Odpowiedz
                                  • 29.10.07, 17:00 Odpowiedz
                                    Penetrując swe archiwum znalazłem piękne zdjęcie na łamliwym papierze
                                    fotograficznym, formatu A4 - podpisane na odwrocie cerkiew w Krempnej - foto KAW.
                                    Przedstawia ono cerkiew w Krempnej (obecnie , ponoć, intensywnie remontowanej:

                                    fotoforum.gazeta.pl/3,0,932984,2,1.html
                                    • 04.11.07, 18:32 Odpowiedz
                                      Ze swego archiwum dorzucam kilka ciekawych fotek cerkwi - zdjęcia z października
                                      ub. roku

                                      fotoforum.gazeta.pl/3,0,941218,2,1.html
                                      • 05.11.07, 21:57 Odpowiedz
                                        Cerkiew w Uluczu jak zwykle robi wrażenie. W "jesiennej szacie" jeszcze piękniejsza.
                                        A "z innej beczki", w ostatnim numerze PP jest ciekawy tekst o cerkwiach Przemyśla.

                                        "W latach dwudziestych XVII wieku monaster Zaśnięcia Bogarodzicy przyjął unię,
                                        jego późniejsze losy nie są znane. Wzniesiona na tym miejscu drewniana cerkiew
                                        unicka pod koniec XVIII wieku stała się filią parafii katedralnej.
                                        Obecna, murowana, została wybudowana w 1887 roku. Zamknięta w 1946 roku,
                                        popadała w ruinę. W ścianach powstały luki, wewnątrz świątyni ptaki wiły
                                        gniazda. Przez lata piętrzyło się tu wysypisko śmieci. Cerkiew z powybijanymi
                                        oknami przywodziła na myśl scenerię filmów grozy.
                                        Sąsiedztwo cmentarza zaważyło na wcześniejszym chwilowym przeznaczeniu – kaplicy
                                        cmentarnej rzymskokatolickiej parafii.
                                        Sytuacja uległa zmianie w 1982 roku. Podupadłą cerkiew przekazano Polskiemu
                                        Autokefalicznemu Kościołowi Prawosławnemu, co było związane z restytuowaniem
                                        diecezji przemysko-nowosądeckiej.
                                        – Remont do stanu używalności przeprowadzono staraniem parafian – wyznaje o.
                                        Mokrauz.
                                        W latach 1984-1985 proboszczem w Przemyślu był hieromnich Andrzej Popławski,
                                        obecnie arcybiskup Abel, który bardzo przyczynił się do rozkwitu parafii.
                                        Sprawnie przeprowadzono remont świątyni, zakupiono obecny dom parafialny, a
                                        także pozyskano drugą świątynię – zrujnowaną cerkiew Narodzenia Bogarodzicy na
                                        Błoniu, gdzie mieścił się magazyn materiałów propagandowych. Wewnątrz zalegały
                                        ulotki, butwiejące książki, szturmówki, a dookoła rósł dziki sad. Wspólnymi
                                        siłami parafian obiekt zabezpieczono, drzewa wykarczowano i odzyskana cerkiewka
                                        stała się filią parafii"

                                        www.pporthodoxia.com.pl/artykul.php?id=1622
                                        • 06.11.07, 21:21 Odpowiedz
                                          Dziękuje bardzo za link na ów artykuł obrazujących dzieje i współczesność cerkwi
                                          prawosławnych w Przemyslu - miasta pięknego i pod względem historii i zabytków i
                                          współczesności. Co nie zmienia u mnie fatalnej opinii o Polakach- przemyslakach
                                          zamieszkujących tej pięknie położony gród nad sanem.
                                          A tu link i artykuł na temat położonej na Zasaniu cerkwi Bazyliańskiej i
                                          monastyrze :

                                          www.bazylianie.pl/kbp_pliki/przemysl_osbm.jpg
                                          www.bazylianie.pl/kbp.htm#PRZEMY%8CL
                                          PRZEMYŚL
                                          Klasztor Współcierpienia Najświętszej Bogurodzicy (Matki Boskiej Bolesnej)
                                          Adres: Klasztor Ojców Bazylianów, ul. Salezjańska 2, 37-700 Przemyśl
                                          tel: (0-16) 6707130, fax: (0-16) 679 03 42, e-mail:bazylianieprzemysl@wp.pl
                                          Dom studiów
                                          Przełożony: o. Ihor Harasim, OSBM
                                          Pierwsze wzmianki o mnichach bazyliańskiej tradycji zamieszkujących okolice
                                          Przemyśla, Jarosławia, Przeworska i Starego Sącza sięgają połowy XI w. W samym
                                          Przemyślu pod datą 1292 odnotowuje się istnienie klasztoru pw. Zaśnięcia NMP na
                                          Wilczu. Świadectwa z 1378 r. mówią o dwóch klasztorach: św. Mikołaja i
                                          Przemienienia Pańskiego. W 1540 przy nowo wybudowanej katedrze na Władyczu
                                          istnieje klasztor dla obsługi szpitala i szkoły katedralnej. Dokumenty z 1542 r.
                                          wspominają już o klasztorze na Zasaniu nazywając go „starodawnym”. Z kolei w
                                          dokumentach z roku 1613 wspomniany jest klasztor przy dzisiejszej ul.
                                          Słowackiego. Reformy józefińskie w XVIII wieku spowodowały likwidację
                                          bazyliańskich klasztorów. W 1913 r. staraniem greckokatolickiego biskupa
                                          Konstantyna Czechowicza na Zasaniu powstał dzisiejszy klasztor z kaplicą, do
                                          którego dobudowano cerkiew. Całość została konsekrowana w 1935 r. W klasztorze
                                          zamieszkiwało 10-12 zakonników.
                                          II wojna światowa przyniosła diametralne zmiany. W 1945 r. Urząd Bezpieczeństwa
                                          nakazał, aby bazylianie opuścili klasztor. Ojca Romana Justyna, który wbrew
                                          nakazowi pozostał w klasztorze, aresztowano 6 kwietnia 1947 roku na ulicy i
                                          przekazano władzom sowieckim, które zesłały go na Sybir.
                                          Po roku 1945 bazyliański klasztor przez krótki okres czasu pozostawał w rękach
                                          sióstr zakonnych obrządku łacińskiego, a potem został przejęty przez państwo i
                                          przeznaczony na potrzeby Wojewódzkiego Archiwum Państwowego w Przemyślu. W
                                          klasztorze Archiwum umieściło swoje biura, natomiast cerkiew przeznaczono na
                                          magazyn akt.
                                          Ojcowie Bazylianie praktycznie od samego początku podejmowali próby odzyskania
                                          obiektu. Rząd stale odmawiał tłumacząc, że budynek, zgodnie z obowiązującym
                                          prawem polskim, stał się własnością państwa jako majątek poukraiński.
                                          Jednocześnie wewnątrz cerkwi wprowadzano „modernizacje”. I tak w latach 60-tych
                                          w cerkwi zbudowano masywny strop, natomiast w 80-tych – dwa nowe sklepienia oraz
                                          zbrojone schody i windę. W oficjalnych pismach pojawiło się wówczas
                                          sformułowanie:„obiekt stracił charakter sakralny”.
                                          Mimo trudności bazylianie zakupili w Przemyślu inny dom, przy ul. Krajowej Rady
                                          Narodowej 10 (dzisiaj ul. Ks. J. Federkiewicza) i od 1960 r. podjęli pracę
                                          duszpasterską odprawiając w kościele Serca Jezusowego. Po przekazaniu obowiązków
                                          duszpasterskich w Przemyślu księżom diecezjalnym, pozostał tu tylko jeden
                                          bazylianin, o. Borys Bałyk, który do roku 1989 obsługiwał duszpasterstwo
                                          greckokatolickie w Jarosławiu.
                                          Dopiero dnia 1.10.1991 r. Komisja Majątkowa wydała decyzję o oddaniu cerkwi i
                                          klasztoru Zakonowi Ojców Bazylianów, jednak na mocy ugody między Zakonem a
                                          Wojewódzkim Archiwum w Przemyślu odstąpiono na pięć lat od przejęcia obiektów,
                                          dając Archiwum czas na przygotowanie innego lokalu. 26.10.1996 roku klasztor i
                                          cerkiew zostały ostatecznie przekazane Zakonowi. Po dokonaniu koniecznych
                                          remontów i readaptacji na potrzeby klasztoru, 1.09.1997 zapełnił się on znowu
                                          zakonnikami.
                                          Prace remontowe w cerkwi zostały ukończone pod koniec 1999 roku. Usunięto 3
                                          żelbetonowe stropy, wewnętrzne schody i windę. Całkowicie odnowiono wnętrze
                                          świątyni. Na zewnątrz odbudowano zniszczone schody prowadzące do świątyni,
                                          odnowiono elewację i uporządkowano teren dookoła kompleksu. Cerkiew otrzymała
                                          wspaniałe bizantyjskie malowidła w stylu ukraińskim oraz kamienny ikonostas.
                                          Autorem koncepcji odbudowy oraz wystroju wnętrz jest p. Jacek Mermon, architekt
                                          z Przemysla. Malowidła w cerkwi wykonali artyści lwowscy Andrij Dutka i Andrij
                                          Wynnyczok. W maju 2000 roku uroczyście dokonano rekonsekracji świątyni. Aktu
                                          tego dokonał metropolita przemyski Kościoła Grecko- katolickiego w Polsce Jego
                                          Ekscelencja Ks. Abp Jan Martyniak w towarzystwie księży biskupów Wasyla Medwita,
                                          OSBM, z Kijowa oraz Włodzimierza Juszczaka, OSBM, z Wrocławia. Obaj biskupi,
                                          jako dawni prowincjałowie Zakonu w Polsce, starali się o zwrot kompleksu oraz
                                          prowadzili prace remontowe. Wielki wkład w odbudowę kompleksu wniósł ówczesny
                                          przełożony klasztoru o. Tymoteusz S. Fesz, OSBM.
                                          W klasztorze mieści się dziś wyższe seminarium duchowne ojców bazylianów. W
                                          chwili obecnej (październik 2002) mieszkają tam 3 ojcowie z bazyliańskiej
                                          prowincji w Polsce oraz 26 braci alumnów z prowincji na Ukrainie. Alumni
                                          korzystają z wykładów filozofii i teologii w Wyższym Metropolitalnym Seminarium
                                          Duchownym w Przemyślu.



              • 10.12.07, 09:10 Odpowiedz
                piotrzr napisał:

                > Drobny ukłon w strone Radka - Wolfa - miłosnika Podlasia smile
                >
                > www.dubicze-cerkiewne.pl/galeria5.htm
                > Ciekawe zdjęcia z uroczystości religijnych - ale jest i ikonostas i wnętrze
                > cerkwi - a i mozliwośc spacerku po galerii dubiczańskiej
                Jako ciekawostkę dodam,iż cerkiew zbudowano tuż po wojnie,stara spłonęła w
                czasie działań wojennych,z materiału z zakupionego domu drewnianego w Orli
                • 31.12.07, 16:52 Odpowiedz
                  Pozwalam sobie podciągnąć do góry ten temat wraz z ciekawą relacją z podrózy po
                  cerkwiach Beskidu :

                  www.adamlawnik.pl/podroze/beskid_niski-2003/03.php
                  • 29.01.08, 17:55 Odpowiedz
                    Zapraszam do oglądnięcia moich zimowych zdjęć i grafik z pogranicznego
                    Krościenka pod Ustrzykami Dolnymi z tamtejszą cerkiewką w roli głównej smile

                    fotoforum.gazeta.pl/uk/kro%25B6cienko,piotrzr.html
                    • 13.03.08, 14:05 Odpowiedz
                      Zdecydowałem się wkleić tutaj jako że sprawa dotyczy ukraińskiego
                      dziedzictwa kulturowego.

                      "17 czerwca Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu
                      rozpatrzy skargę Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego
                      przeciw Polsce dotyczącą tytułu własności znacjonalizowanych
                      pounickich świątyń.
                      Poinformowała o tym we wtorek Helsińska Fundacja Praw Człowieka,
                      która jest zaangażowana w sprawę. Według Fundacji, jest to jeden z
                      nielicznych w dzisiejszej Polsce konfliktów międzywyznaniowych"

                      www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20080311/AKTUALNOSCI/712508911
                      • 13.03.08, 20:25 Odpowiedz
                        wolf_wwa napisał:

                        > Zdecydowałem się wkleić tutaj jako że sprawa dotyczy ukraińskiego
                        > dziedzictwa kulturowego.

                        Słusznie - ale lepszy jest link ze strony cerkiew.pl, bo tam z kolei
                        można poczytać "Wiadomości PAKP" w pdf-ie z bardzo obszerną
                        dokumentacją sprawy:

                        cerkiew.pl/news.php?id=7029
                        • 26.03.08, 17:20 Odpowiedz
                          www.pporthodoxia.com.pl/artykul.php?id=1553
                          Szlakiem nieistniejących wsi Anna Rydzanicz

                          Przymusowe przesiedlenia na Ukrainę, potem akcja Wisła” sprawiły, że zniknęło
                          blisko pięćdziesiąt łemkowskich wsi. Przygotowany przez Fundację Wspierania
                          Mniejszości Łemkowskiej „Rutenika” projekt „Szlakiem nieistniejących wsi
                          łemkowskich” ukazać ma wielopłaszczyznowy wymiar tej tragedii.

                          12 lipca 2007 roku, po uroczystościach na Świętej Górze Jawor, Fundacja
                          zaplanowała w Regietowie Wyżnym, wsi która niegdyś tętniła życiem, poświęcenie
                          pamiątkowej kapliczki. Goście, w tym zespoły przybyłe na X Europejskie Spotkania
                          Mniejszości Narodowych i Etnicznych „Pod Kyczerą”, kamienistą drogą wyruszyli z
                          polany, gdzie dawno skończyła się wieś Regietów Niżni – i asfalt. W egzotycznych
                          strojach ludowych goście z Kostaryki, Izraela, Nepalu wyglądali tu zjawiskowo.
                          Regietów był kiedyś długą na osiem kilometrów wsią, ale dzielił się na Niżny,
                          czyli dolny oraz Wyżny – górny. Do Regietowa Wyżnego po 1956 roku nikt nie
                          powrócił. Obecnie opuszczona dolina, jedna z najpiękniejszych w Beskidzie
                          Niskim, jest terenem wypasowym stadniny koni huculskich z Gładyszowa.
                          O tym, że mieszkali tu ludzie, świadczą jedynie zdziczałe sady – ślady po
                          zagrodach. Stoi tu też prawosławna kapliczka. Po 1947 roku nowi osadnicy w
                          grekokatolickiej cerkwi Przeniesienia Relikwii św. Mikołaja z 1856 roku
                          urządzili owczarnię. Świątynia, mimo że uznana za zabytek, przez lata niszczała.
                          W latach 90. udało się uratować i odremontować jedynie prezbiterium, wyświęcone
                          w 2001 roku.
                          Inna cerkiew grekokatolicka, św. Michała Archanioła, nie istnieje.
                          Przeniesiona do Żółkiewki koło Lublina, padła ofiarą pioruna.
                          Nieopodal zaledwie jedna chyżka, a wokół połacie bezkresnej, soczystej
                          zieleni. Na niewielkim wzgórzu widać nową drewnianą kapliczkę z dzwonem,
                          zaprojektowaną przez Margaritę Sandowicz-Bąkowską, grafika i malarkę, której
                          nieobca jest też fotografia, córkę Wiery Sandowicz-Bąkowskiej, prezes Fundacji
                          Wspierania Mniejszości Łemkowskiej „Rutenika”.
                          – Dzwon obwieszczał radosne i smutne wydarzenia z życia wsi. Łemkowie
                          pamiętają, że dzwonił również w trakcie wysiedlenia – wyjaśnia autorka projektu.
                          Górna część kapliczki przypomina dzwonnicę cerkiewną, dolna – chyżę łemkowską
                          z wplecionymi pomiędzy drewniane bale warkoczami. Całość zamyka podwójny krzyż,
                          w którego ramiona zostały wpisane

                          łzy za utraconą ojcowizną,

                          symbolizujące płacz w obliczu krzywdy, obdarcia z tego, co bliskie.
                          W hołdzie mieszkańcom wsi Regietów Wyżny – Fundacja Wspierania Mniejszości
                          Łemkowskiej „Rutenika” 2007 – głosi napis na pamiątkowej tablicy po łemkowsku i
                          polsku.
                          Uroczystość o charakterze nie tylko międzynarodowym, ale i międzyreligijnym
                          rozpoczął kadisz, czytany przez Motiego Alkiza, choreografa zespołu Ayalot
                          Hanegev z izraelskiej Berszeby. Do czasów wojny wspólnie z Polakami i Cyganami
                          większość łemkowskich wsi zamieszkiwali Żydzi. Przed kapliczką modlili się także
                          duchowni grekokatoliccy – o. Jarosław Madzelan z Wysowej i o. Grzegorz Nazar z
                          Gorlic oraz prawosławni – o. Roman Dubec z Gorlic i o. Arkadiusz Barańczuk z
                          Gładyszowa, proboszcz parafii filialnej w Regietowie. Prawosławnym duchownym
                          towarzyszył kilkuosobowy chór pod kierownictwem Piotra Trochanowskiego.
                          – Chciałabym, aby ta kapliczka, upamiętniająca smutną historię, była
                          jednocześnie symbolem prawdziwej wspólnoty, tolerancji między narodami i
                          wyznaniami. Abyśmy nie zapomnieli o własnych korzeniach i jasno patrzyli w
                          przyszłość – powiedziała prezes „Ruteniki” po uroczystości.
                          Następnego dnia w gorlickim Dworze Karwacjanów odbył się wernisaż wystawy
                          fotograficznej „Szlakiem nieistniejących wsi łemkowskich” Margarity
                          Sandowicz-Bąkowskiej i Daniela Tworka. Przybyły, mimo choroby, Paweł
                          Stefanowski, najstarszy łemkowski etnograf, doskonale rozumie wagę
                          przedsięwzięcia „Ruteniki”.
                          – Przydrożne kapliczki były niegdyś nieodzownym elementem łemkowskiego
                          pejzażu – wyjaśnia. – Stało ich kilkaset. Większość zdewastowano i zniszczono.
                          Nowa, w nieistniejącym już Regietowie Wyżnym, przypomina, że i w to miejsce
                          można wracać.
                          Na środku sali wystawowej ustawiono słup z drogowskazami nieistniejących
                          miejscowości – Smereczne, Czertyżne, Radocyna...
                          – To bardzo wymowne. Z jednej strony można było oddać sens naszej duszy, a z
                          drugiej dokumentalnie pokazać, że naprawdę tak było – ocenia Paweł Stefanowski,
                          nie tylko etnograf, ale i poeta.
                          Architektura i pejzaż uwiecznione na fotografiach ukazują odrębność
                          łemkowskiej kultury.
                          Sieć dróg i ścieżek, tarasy pól na zboczach, kapliczki i przydrożne kresty
                          (również te poprzewracane), zarastające fundamenty, cmentarze, cerkwie,
                          zdziczałe drzewa owocowe, ja łowce zwiastujące schodzenie lasu z wierchów na
                          pola uprawne, pokrzywiska, osty – wszystko to dzisiaj, sześćdziesiąt lat od
                          wysiedlenia, nieustannie świadczy, że całkowite zatarcie śladów po tysiącach
                          ludzi wypędzonych z ich odwiecznych siedzib jest zadaniem niewykonalnym. Autorzy
                          Akcji Wisła postawili sobie jasny cel: wyniszczenie Łemków. Otóż nie udało im
                          się tego osiągnąć, tożsamość łemkowska i kultura łemkowska, pozornie zwyczajna i
                          niepozorna, okazała się zdumiewająco silna. Silniejsza od dekretów, karabinów,
                          wywózki i wieloletnich upokorzeń w nowych miejscach osiedlenia – we wstępie do
                          katalogu wystawy napisał wybitny etnograf Antoni Kroh, członek rady programowej
                          fundacji „Rutenika”.
                          Mieszkający w Australii Daniel Tworek, od ponad czterdziestu lat
                          zaprzyjaźniony z rodziną Sandowiczów, na przełomie lat 50. i 60. ubiegłego wieku
                          znalazł się w ekipie Ministerstwa Kultury i Sztuki, dokumentującej popadające w
                          ruinę łemkowskie zabytki sztuki sakralnej. Zabezpieczone, przewożono do muzeów w
                          Sanoku i Łańcucie. Najbardziej zniszczone konserwowano w Warszawie.
                          Margarita Sandowicz-Bąkowska, rocznik 1978, od kwietnia do czerwca tego roku
                          fotografowała dla potrzeb wystawy opuszczone wsie. Na Łemkowszczyznę
                          przyjeżdżała latem z dziadkami, nieżyjącymi od lat, o. Maksymem Sandowiczem i
                          matuszką Tatianą. Największe wrażenie wywarła na niej niszczejąca, bogato
                          zdobiona cerkiew w Króliku Wołoskim. – Serce mi się ściska, kiedy na nią patrzę.
                          Dotąd nie zainteresowała żadnego konserwatora zabytków.
                          Zdjęcia zniszczonych w niej fresków robiła pod światło, stąpając po balach
                          zawalonego chóru. Kiedy pojechała tam po raz pierwszy, ktoś z odwiedzających to
                          miejsce z prostych kijów ułożył prawosławny krzyż i zapalił pod nim znicze.
                          Ruiny innej cerkwi, w Płonnej, porastały krzaki czarnego bzu.
                          (>>>wink
    • 26.05.08, 01:38 Odpowiedz
      zapraszam do "galerii" wink zdjęć cerkwi z terenu dawnej eparchii
      jarek-surowiczny.fotosik.pl/albumy/440106.html
      pozdrawiam

      • 26.05.08, 16:59 Odpowiedz
        surowiczny napisał:

        > zapraszam do "galerii" wink zdjęć cerkwi z terenu dawnej eparchii
        > jarek-surowiczny.fotosik.pl/albumy/440106.html
        > pozdrawiam

        Już wczesnie je podglądałem. Cerkwie, Koscioły, zabytki w krajobrazie to bardzo
        "wdzięczny" temat do fotografowania smile
        • 23.09.08, 15:49 Odpowiedz
          Przypominam o tym wątku - chociażby z powodu nowego dyskutanta (ki) smile - tutaj
          zaglądającego (ej) smile

          Temat cerkiewny jest wdzięczny ale i lepiej tworzyć większe wątki niż mnożyć nowe
          • 23.09.08, 17:10 Odpowiedz
            do dołącz mój do tego, ja jeszcze nie prześledziłam wszystkich
            wątków na forum.
            • 23.09.08, 17:55 Odpowiedz
              fotoforum.gazeta.pl/3,0,1482839,2,6.html
              jeszcze kilka znalazłam
              • 28.09.08, 16:47 Odpowiedz
                Wróciłem właśnie z grzybowej (rydzowej i kaniowej smile) wyprawy w Beskid.
                Przy pięknej pogodzie wstąpiłem i do Komańczy.
                Korpus cerkwi już stoi i roboczo umocowane cebulki-wieże.
                Odremontowano (a raczej zbudowana na nowo ) dzwonnicę.
                Pięknie wyglądają owe wieżyczki z przywróconymi kolorami tak charakterystycznymi
                dla łemkowskich cerkwi.

                Belki ze spalonej cerkwi też pracują na nowo - jako podkłady pod składowany budulec.
                robiłem zdjęcia - być może będą i na mym fotoforum smile
                • 28.09.08, 22:20 Odpowiedz
                  dawaj, dawajsmile
                  ja dzisiaj do Komańczy nie skręciłam, bo chciałam objechać trasę
                  ustrzycko-leską szlaku architektury drewnianej. Z Leska pojechałam
                  na Równię i Hoszów, Rabe, Żłobek, Czarna, Michniowiec, Bystre,
                  Smolnik, Chmiel itd. Wróciłam oczywiście przez Wetlinę i Baligród, a
                  jeszcze zrobiłam zdjęcia w Czerteży(u?) i Jurowcach. Niestety,
                  niemal wszystkie cerkwie na tej trasie użytkowane przez kościół
                  rzymsko-katolicki://
                  wrzucam do galerii kilka zdjęć, tradycyjnie zapomniałam co gdzie,
                  liczę więc na pomoc znawcówsmile
                  • 29.09.08, 17:52 Odpowiedz
                    Gratuluję !! Brawa!! ładne fotki - a owa dzwonnica w imperialno-kijowskim stylu
                    zadziwiająca - doprawdy. Przy drewnianej cerkiewce podsanockiejsmile
                    Tylko ten dach auta w kadrze z cerkwią komańczańską sprzed pożogi - WOłA O
                    POMSTę DO NIEBA smile !!! No i datowniki - z jednej strony - pożyteczne bo wiadomo
                    kiedy robione fotki - z drugiej - psują kadry.
                    A ta nowa cerkiewka to oczywiście w Kulasznem - ale jeszcze sprzed otwarcia. A
                    ja tam byłem po otwarciu - gdzieś są fotki.
                    Moje zdjęcia z wyprawy niedzielnej już załadowałem. Grób i chrzcielnica na
                    zdjęciach to oczywiście nie Komańcza.

                    A i szkoda że nie zahaczyliście na wycieczce o Jałowe pod Ustrzykami Dln,
                    Bandrów czy Hoszowszczyk - bo to na waszej trasie...
                    Namawiam też na wycieczkę do łodyny, brzegów Dolnych i Krościenka.
                    I na trasę Bircza- Kużmina - Krościenko . Tam też jest ze 4 zacne cerkiewki
                    I jeszcze pytanie jaki jest stan szosy od Smolnika w stronę Chmiela ???
                    • 30.09.08, 07:52 Odpowiedz
                      szlag mnie trafia na te daty ale nie umiem zmienic tej funkcji w
                      aparaciesmile
                    • 30.09.08, 07:58 Odpowiedz
                      a ta droga ze smolnika do chmiela - masakra!! Chwilkę droga ładna,
                      kawałek dalej - jak najbardziej słuszne - ostrzeżenie o
                      nieremontowanej drodze i trzeba naprawdę ostro dac po hamulcach
                      jeżeli ma sie cięzkie kopyto, bo można autku zrobić krzywdę.

                      Ja kierowałam się jak pokazywał szlak architektury drewnianej, jedna
                      ręką trzymając kierownicę, a druga co jakiś spoglądając na mapę,
                      chociaż szlak ładnie oznakowany.

                      Natomiast cerkiew w Równi jest tak piękna, że az niesamowita. Duże
                      wrazenie zrobiła na mnie równiez Michniowiec.
                    • 30.09.08, 11:11 Odpowiedz
                      Tylko ten dach auta w kadrze z cerkwią komańczańską sprzed pożogi -
                      WOłA O
                      POMSTę DO NIEBA smile !!!

                      nie narzekaj, to auto też niedługo będzie zabytkiem klasy wpisanym
                      na listę światowego dziedzictwa kulturowego juneskowink))
                      ludziska zjechali do cerkwi na pogrzeb więc skorzystałam z okazji i
                      po chamsku pstrykałam wnętrze cerkwi.
                      • 30.09.08, 11:35 Odpowiedz
                        alexandra74 napisała:

                        >>
                        > nie narzekaj


                        A co - pogderać już sobie nie można??? wink
                        Ja zrobiłem z kolei taką fotkę - vide ostatnie - wejscie na budowę,
                        tablice ostrzegawczo zabraniające a na terenie budowy tłumek
                        turystow ktorzy zwalili sie tam busem i mają w...nosie mozliwości
                        oberwania w głowe deseczką z rusztowan smile
                        • 30.09.08, 13:03 Odpowiedz
                          a kopuły cerkwi prześlicznesmile
                          • 07.10.08, 18:10 Odpowiedz
                            Mam przed sobą album "Drewniana architektura cerkiewna Małopolski Wschodniej -
                            powiat jarosławski" Wojciecha Sobockiego wydany przez Ator TrykV/K. Mazur
                            Sandager Brondy Danmark.Wydany własnym sumptem przez Kazimierza Mazura z Kopenhagi.
                            To połączenie inwentaryzacji i przeglądem zdjęć w większości archiwalnych.
                            Najciekawsze to zdjęcie nieistniejącej cerkwi w Radawie + miejscowości jak sadze
                            dobrze znanej pewnemu jarosławianinowi
                            • 08.10.08, 08:00 Odpowiedz
                              Trzeba ratować cerkiew
                              Anna Gorczyca 2008-10-07, ostatnia aktualizacja 2008-10-07
                              18:24:46.0

                              Cerkiew w Wielkich Oczach może nie przetrzymać zimy. W jedynej na
                              Podkarpaciu i jednej z nielicznych w Polsce cerkwi tzw.
                              szachulcowych, czyli budowanych z tzw. muru pruskiego wali się dach,
                              niszczeje wnętrze. Niestety, nikt nie spieszy jej na ratunek


                              Greckokatolicka cerkiew pw. świętego Mikołaja Cudotwórcy w Wielkich
                              Oczach została wybudowana w latach XX ubiegłego wieku, ale rolę
                              świątyni pełniła tylko kilkadziesiąt lat.

                              - Gdy w latach 1945-48 Ukraińcy zostali wysiedleni z tych terenów,
                              cerkiew została zamieniona na magazyn, który mieścił się tam aż do
                              1989 roku - przypomina Piotr Tyma, prezes Związku Ukraińców w
                              Polsce. Przez te lata nie była remontowana, drobne prace
                              zabezpieczające zostały przeprowadzone w 1990 r.

                              - W tej chwili sytuacja jest taka, że obiekt niszczeje i nie ma go
                              kto wyremontować. Cerkiew jest wpisana do rejestru zabytków. Jej
                              właścicielem jest Skarb Państwa, czyli tak naprawdę jest niczyja -
                              dodaje Tyma.

                              W imieniu Skarbu Państwa budynkiem administruje starostwo powiatowe
                              w Lubaczowie. - Jesteśmy administratorami, ale z tego tytułu żadnych
                              dodatkowych pieniędzy nie mamy. W naszym budżecie nie ma pieniędzy
                              na remont. Nawet na tymczasowe zabezpieczenie nie mamy pieniędzy -
                              mówi Krzysztof Szpyt, wicestarosta lubaczowski. Przyznaje, że
                              cerkiew przegrywa z drogami, które też trzeba remontować.

                              Starostwo nie może liczyć na pieniądze wojewódzkiego konserwatora
                              zabytków, bo... cerkiew jest własnością Skarbu Państwa. Co innego,
                              gdyby została skomunalizowana, czyli przejęta przez gminę. Wtedy
                              wojewódzki konserwator zabytków mógłby pomóc finansowo w remoncie.

                              - Próbowałem przekonać radnych gminy Wielkie Oczy, żeby się
                              zdecydowali na takie działanie, ale nie udało się - mówi Krzysztof
                              Szuwarowski z Państwowej Służby Ochrony Zabytków z Przemyśla.

                              - Ja też próbowałem przekonać radnych, ale jak usłyszeli, że
                              najpierw musimy zrobić analizy, kosztorysy, plany, a potem możemy
                              się starać o pieniądze, których wcale nie musimy dostać, to nie
                              zgodzili się na przejęcie cerkwi. Dlaczego to my mamy się potem
                              tłumaczyć z tego, że budynek się zawalił? - tłumaczy Władysław
                              Strojny, wójt gminy Wielkie Oczy. Jego zdaniem za taki stan cerkwi
                              sporo winy ponoszą także służby konserwatorskie. - Przez całe lata
                              nie kiwnęli palcem. Teraz na remont cerkwi potrzeba około miliona
                              złotych - mówi wójt

                              Szuwarowski przypomina, że konserwator zabytków jest tylko
                              inwestorem zastępczym, nie zajmuje się bezpośrednio remontami. -
                              Mamy sporo przykładów, w których dzięki pomocy finansowej
                              konserwatora udało się uratować podobne obiekty. Wystarczyło, że
                              ktoś chciał i miał pomysł. Gdyby w Wielkich Oczach dach został
                              naprawiony, z remontem wnętrza można by jeszcze poczekać kilka lat.
                              Można by to robić małymi krokami, zdobywając środki. Tak została
                              uratowana cerkiew w Dubiecku. Zaopiekowało się nią Stowarzyszenie
                              Miłośników Dubiecka. Teraz jest to obiekt wystawienniczy i sala
                              koncertowa. Do cerkwi w Dubiecku ściągają artyści z całej Polski. W
                              Cieszanowie cerkiew uratowało miasto, które ją przejęło. Teraz
                              cerkiew służy jako sala koncertowa i obiekt kultury - stwierdza
                              Szuwarowski.

                              - U nas nie ma takich stowarzyszeń, które zajęłyby się ratowaniem
                              cerkwi - przyznaje wójt Strojny.

                              Co dalej będzie z cerkwią w Wielkich Oczach? Sprawą zainteresowany
                              został wojewoda podkarpacki, w jego imieniu zajmuje się tym
                              Włodzimierz Malicki, pełnomocnik ds. kontaktów z mniejszościami
                              narodowymi. - Sprawdzam, jaki jest stan prawny, a potem spróbujemy
                              jakoś pomóc - deklaruje.


                              Anna Gorczyca

                              kc
                              • 20.10.08, 20:44 Odpowiedz
                                rewelacyjne zdjęcia tawnego. a historię cerkwi i wsi można poczytać u sąsiadów

                                forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=49301
                                fotoforum.gazeta.pl/uk/Cerkiew%2520w%2520Chyrzynce,tawnyroberts.html
                                • 22.10.08, 17:17 Odpowiedz
                                  Oto dowiaduję się że jakiś bandyta ukradł rzeźbę autorstwa Grzegorza Kuźniewicza
                                  - anioła z 1919 roku który stał na grobie Wasyla Zukowieca
                                  w Starym Bruśnie.
                                  O autorze rzeźby piszę w wątku "wybitnych postaci".
                                  A rzeźba ?? miała ponoć 100 cm wysokości i ważyła ok 50 kg.
                                  • 04.11.08, 18:24 Odpowiedz
                                    Dotarł do mnie album niezwykły - Kresowe dziedzictwo - Architektura drewniana
                                    ziemi lubaczowskiej. Album Muzeum Kresów w Lubaczowie wydany w 2006 roku. Mail
                                    muzeum : muzeumlubaczow@neostrada.pl
                                    Album o tyle ciekawy , że w całości poświęcony budownictwu cerkiewnemu
                                    lubaczowszczyzny. Pełen pięknych choć demaskatorskich w swej wymowie zdjęć -
                                    obrazujących stan zniszczenia i zachowania wielu spośród nich jak chociażby
                                    cerkwi w Wielkich Oczach czy Bruśnie Nowym - z cerkwią o ścianach podpartych
                                    drągami chroniącymi ją przed rozsypaniem się.
                                    • 07.11.08, 14:36 Odpowiedz
                                      • 07.11.08, 14:50 Odpowiedz
                                        To kolejny przykład cerkwi odrodzonej jak feniks z popiołów.
                                        Jadąc z Lubaczowa w kierunku na południe , na Wielkie Oczy i Korczową - można
                                        zobaczyć jedną z najpiękniejszych cerkiew Ukraińców nizin - w Łukawcu> Równie
                                        piękna jak ta w Radrużu!!

                                        pl.wikipedia.org/wiki/Grafika:Lukawiec_cerkiew1.jpg
                                        Podpalona kilka lat temu przez "nieznanych sprawców" - została odbudowana przez
                                        państwo - pewno ze względu na swój unikatowy charakter.
                                        Byłem przy niej kilka razy. jak odszukam moje fotki to tu wrzucę smile
                                        • 07.11.08, 16:21 Odpowiedz
                                          Spędzam tam sporo czasu i może przywykłem, bo cerkiew nie robi na
                                          mnie już takiego wrażenia. Dodatkowo ciekawsze są dla mnie cerkwie
                                          ukryte w rzadko odwiedzanych miejscach, których nie dotknęła ludzka
                                          ręka. W latach siedemdziesiątych spędzałem sporo czasu w Jarosławiu.
                                          Byłem wtedy w cerkwi i zrobiła na mnie duże wrażenie. Porozrzucane
                                          elementy wystroju, nieład (mam gdzieś nawet zdjęcie) i wrażenie, że
                                          jestem pierwszym, który tu wszedł od czasu zamknięcia i opuszczenia
                                          jej przez Ukraińców. Oczywiście takie opuszczone i nieremontowane
                                          cerkwie przestaną kiedyś istnieć i nie można ich zostawić samym
                                          sobie, ale przeżycie, gdy się taką odwiedza jest duże, ma się
                                          wrażenie, że czas stanął w miejscu. Dzisiaj to już oczywiście
                                          niemożliwe.
                                          Wracając do Łukawca to tak przy okazji jadąc od Lubaczowa mijamy
                                          Opakę w 1945 roku doszło tam do rozmów AK-WiN z OUN-UPA, dalej mamy
                                          Szczutków na jego obrzeżach w 1946 roku doszło do rozmów WiN z OUN-
                                          UPA a dalej to już Łukawiec.
                                          • 07.11.08, 16:34 Odpowiedz
                                            "Opłakiwaliśmy" kiedyś na "Grekokatolikach..." cerkiew w Opace podpaloną , a
                                            jakże, przez nieznanych sprawców sad
                                            Dziś tylko przypomnienie tamtej tragedii

                                            Spłonęła zabytkowa cerkiew w Opace koło Lubaczowa (
                                            W nocy z 6 na 7 sierpnia niemal doszczętnie spłonęła zabytkowa, XVIII-wieczna
                                            cerkiew w Opace na Podkarpaciu. Najprawdopodobniej umyślnie ją podpalono -
                                            poinformował zastępca komendanta powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w
                                            Lubaczowie kpt. Ireneusz Trojnar. Ogień zauważono kilka minut po godzinie 1.00.
                                            Na miejsce udały się dwa zastępy z lubaczowskiej Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej
                                            PSP, a następnie trzy okoliczne jednostki ochotnicze. Wysoka temperatura
                                            utrudniała akcję gaśniczą.

                                            W rezultacie drewniana cerkiew uległa zniszczeniu w 90 procentach. Uratowano
                                            jedynie znajdującą się obok świątyni dzwonnicę. Ze wstępnych ustaleń wynika, że
                                            przyczyną pożaru było umyślne podpalenie. Wskazuje na to także fakt, iż obiekt
                                            ten już dwukrotnie usiłowano podpalić. "Spłonął bardzo cenny zabytek
                                            architektury sakralnej. Cerkiew nie była użytkowana od 1947 r. i nie miała
                                            wyposażenia ruchomego, które zostało umieszczone w muzeach. Ostatnio jej prawnym
                                            właścicielem był samorząd Lubaczowa. W 2000 roku obiekt, który był w złym stanie
                                            technicznym, został zabezpieczony i czyniliśmy starania o znalezienie dla niego
                                            użytkownika" - powiedział PAP podkarpacki konserwator zabytków Mariusz Czuba.
                                            (PAP) Cerkiew p.w. Narodzenia NMP wzniesiona została w 1756 r., zaś gruntownie
                                            przebudowana w 1896 r. Po 1947 r., gdy w ramach akcji "Wisła" wysiedlono
                                            miejscową ludność ukraińską, cerkiew przejęta została przez Skarb Państwa.

                                            W 1998 r. częściowo uszkodzona w wyniku pożaru. Cerkiew w Opace była przykładem
                                            nawarstwiania się na tradycyjne rozwiązanie przestrzenne nowych, typowych dla
                                            XIX w. form cerkiewnej architektury drewnianej. Zespół cerkiewny posiadał
                                            obronne położenie. Od zachodu usytuowana jest drewniana dzwonnica-brama
                                            wzniesiona 1898 roku.
                                            Nad Buhom i Narwoju
                                            №4(68) липень-серпень (lipiec-sierpień ), 2003
                                          • 07.11.08, 20:51 Odpowiedz
                                            mariusz9959 napisał:

                                            > Spędzam tam sporo czasu i może przywykłem, bo cerkiew nie robi na
                                            > mnie już takiego wrażenia.

                                            Widziałem tylko na fotografii i wrażenie zrobiła na mnie sporesmile
                                            • 07.11.08, 21:28 Odpowiedz
                                              cerkiewka jest niewielka ale piękna w proporcjach. Na maleńkie cerkwisko wchodzi
                                              się przez uroczą bramkę. Otoczenie niezbyt ciekawe - bowiem na przyległym
                                              terenie stoją wczesnigierkowskie klocki jednorodzinne.
                                              A Ona stoi przy samej drodze z niewielkim majdanem - ot takim aby autko zatrzymac !!
                                              • 13.11.08, 20:42 Odpowiedz
                                                11 listopada zrobiłem sobie dość spory objazd - zaczynając od niezmiernie
                                                pięknej, odbudowanej cerkwi w łopieńce poprzez wielką obwodnicę bieszczadzką
                                                wokół połonin aż do cerkiewki w Smolniku, Hoszowie, Rabem, Hoszowszczyku i Równi.
                                                Zdjęć robiłem niewiele - ale kilka przy okazji wrzucę na fotoforum.
                                                Dobrze że zachowałó się tych kilka pieknych świadectw odwiecznej, ukraińskiej
                                                bytności w tych stronach
                                                • 14.11.08, 07:59 Odpowiedz
                                                  Zazdroszczęsmile ja tą trasę zrobiłam we wrześniu jeszcze. Cerkiew w
                                                  Równi urodą bije wszystkie na głowę.

                                                  Ja planuję wypad na Podlasie, popatrz na to

                                                  wiadomosci.wp.pl/gid,9070628,galeria.html?ticaid=16f68
                                                  • 14.11.08, 17:38 Odpowiedz
                                                    Alexandro, gorąco zachęcam do odwiedzin Podlasia. Nie tylko podlaskie cerkwie
                                                    mają wiele uroku. Warto też zapoznać się bliżej z podlaską przyrodą.
                                                  • 15.11.08, 12:25 Odpowiedz
                                                    Dziękujęsmile) byłam w lipcu ub. roku przejazdem właściwie, 2 dni w
                                                    Białymstoku, a wracając do Białowieży wstąpiłam i Hajnówki. Szkoda,
                                                    że nie dane mi było skosztować słynnej kiszki w Supraślu. Zamierzam
                                                    nadrobić to w sezonie wakacyjnymsmile
                                                  • 15.11.08, 18:13 Odpowiedz
                                                    kilka postów - i jak się miło robi smile
                                                    chociaż ja - jako podkarpacki szowinista - wolę raczej wyprawy w okolice Gorlic
                                                    i wysoej czy Krynicy albo na cudowny Szarysz słowacki- do owych Rzepedzi,
                                                    Tylicza, Blechnarki, Mochnaczki, Grabia i Ujscia - bo tam i strzeliste,
                                                    klasyczne cerkiewki łemkowskie i górki i cudowne doliny smile
                                                    Ja na północ od Sanu dziwnie się czuję - za płasko, bez owych górek i dolin.
                                                    Chociaż dolinie Bugu - którą ze zdjęć jeno znam - urody nie odmawiam i Drohiczyn
                                                    z okolicami gdzieś tam w planach wieloletnich mam zakodowany.
                                                    Pozdrawiam smile
                                                  • 15.11.08, 23:39 Odpowiedz
                                                    byłam niedawno i w Beskidzie. Niestety - baterię w aparacie dosyc
                                                    szybko szlag trafił, więc wycieczka do powtórki. Może uda mi się
                                                    namówić proboszcza w Pielgrzymce na otworzenie cerkwii (mam do niego
                                                    numer komórkismile
                                                    A w Daliowej spotkałam wracającą z tamtejszego przycerkiewnego
                                                    cmentarza kobietę, gdzie odwiedzała grób męża, bo jak powiedziała:
                                                    my Lemki.

                                                    Ale tych niebieskich czy zielonych cerkwii, co ich na Podlasiu od
                                                    groma to w naszych stronach nie spotkasz raczej.
                                                  • 16.11.08, 05:01 Odpowiedz
                                                    dla ścisłości alexandro, na północnym Podlasiu na południowym zostały tylko
                                                    resztki tego co było smileZapraszam do Orli smile
                                                    --
                                                    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=55571
                                                  • 16.11.08, 08:23 Odpowiedz
                                                    www.beskid-niski.pl/index.php?pos=/galeria&path=archiwalne/cerkwie2&picture=6
                                                    na tym obrazku można zobaczyć cerkiew w oryginalnym otoczeniu sprzed roku 1914.
                                                    Tej już nie ma - spłonęła w 1930 i na jej miejscu powstała nowa. Budynek dworu -
                                                    to oczywiście plebania.

                                                    Dzisiaj oczywiście zmieniło się otocznie - bo i koryto rzeki się odsuneło i zarosło.

                                                    Koło cerkwi jest dobrze zachowany grób jednego z parochów -

                                                    A Podlasie ?? jest niewątpliwie piękne - wierzę na słowo !!!!!
                                                  • 16.11.08, 09:09 Odpowiedz
                                                    "A Podlasie ?? jest niewątpliwie piękne - wierzę na słowo !!!!! "

                                                    mój dom zawsze będzie mile gościł takich gości.
                                                    --
                                                    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=55571
                                                  • 16.11.08, 14:31 Odpowiedz
                                                    markochmeleski.1 napisał:

                                                    > "A Podlasie ?? jest niewątpliwie piękne - wierzę na słowo !!!!! "
                                                    >
                                                    > mój dom zawsze będzie mile gościł takich gości.

                                                    Pogadamy o tym na poczcie - ale bliżej lata smile 2009 smile

                                                    A dzisiaj odwiedziłem łańcuct - z racji niedawno otworzonej tam storczykarni - z
                                                    piękną ekspozycją żywych, przepięknych kilkudziesięciu gatunkom storczyków
                                                    )orchidei) A przy okazji odwiedziłem skromną, biedną wręcz nędzną ekspozycję
                                                    ikon w dawnych stajniach Potockich . I smutni mi się zrobiło oglądając ikony z
                                                    Radruża czy Kotania - byle jak zaprezentowanych, niezakonserwowanych sad
                                                  • 16.11.08, 15:15 Odpowiedz
                                                    Kościół parafialny pod wezwaniem św. Józefa Robotnika



                                                    Dawna cerkiew greckokatolicka, położona w centrum wsi, którą
                                                    zaprojektował wybitny architekt ukraiński Wasilij Nahirnyj. Cerkiew została
                                                    oddana do użytku w 1910 r. i poświęcona przez biskupa Konstantego Czechowicza.
                                                    Ogromny, murowany obiekt wybudowany w neoklasycystycznym stylu z wielką kopułą
                                                    przypomina nieco bazylikę św. Piotra w Rzymie. Świątynia ma wymiary: długość ok.
                                                    33 m, szerokość ok. 24 m, wysokość ok. 30 m, na szczycie świątyni znajduje się
                                                    krzyż o wysokości ponad 2 m. Wewnętrzna średnica kopuły wynosi 11 m.

                                                    W czasie pierwszej wojny światowej obiekt doznał szereg zniszczeń.
                                                    Gruntowna renowacja obiektu została zakończona w 1928 r, tak długi czas remontu
                                                    świątyni sugeruje, że świątynia uległa w znacznym stopniu zniszczeniu na skutek
                                                    działań wojennych. Jest największym takim obiektem sakralnym na terenie polskiej
                                                    części Roztocza Wschodniego. W środku cztery cenne figury z XVIII w.
                                                    przywiezione z Uchnowa, stojące w ołtarzu głównym. W bocznym ołtarzu od strony
                                                    północnej znajduje się obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem, ikona z końca XVII
                                                    wieku. Jeszcze do niedawna w świątyni znajdowały się dwie ikony namiestne z
                                                    końca XVII w. Matki Boskiej z Dzieciątkiem i Jezusa Nauczającego. Zostały one
                                                    wraz z ościeżnicami carskich wrót przeniesione na początku XX w. ze starej
                                                    pochodzącej z 1638 r. drewnianej cerkwi i wstawione do ikonostasu w nowej
                                                    murowanej świątyni. W ten sposób podkreślono ciągłość działania świątyń. Obecnie
                                                    w obiekcie sakralnym znajduje się tylko ikona Matki Boskiej z Dzieciątkiem.
                                                    Została ona odnowiona, jednak przy odnowie dostosowano jej kształt do nowego
                                                    obramowania oraz usunięto liczne wota, m. in. zdobiące ją korale. Druga z ikon
                                                    namiestnych, przedstawiająca Jezusa Nauczającego znajduje się w Muzeum Ikon w
                                                    Łańcucie. Została ona odkupiona od prywatnego właściciela. Wcześniej toczyło się
                                                    wieloletnie śledztwo, które miało wyjaśnić, w jaki sposób ikona opuściła obiekt
                                                    w Werchracie i dostała się w prywatne ręce. Nie jest znany autorom los ościeżnic
                                                    carskich wrót, pochodzących również z II połowy XVII w. W przedsionku znajdują
                                                    się dwie kamienne kropielnice pochodzące z byłego klasztoru Bazylianów. Po
                                                    prawej stronie nawy wmurowana jest tablica upamiętniająca działalność św. Brata
                                                    Alberta. Obok świątyni znajduje się częściowo obrobiony kamień (wykonany w
                                                    dawnym przysiółku Górniki), pozostałość po rozebranej pod koniec lat 40–tych
                                                    dzwonnicy o trzech dzwonach. Pozostałe kamienie, na których posadowiona była
                                                    konstrukcja dzwonnicy, są złożone obok nowo wybudowanego obiektu – Domu
                                                    Oazowego. Na miejscu starej dzwonnicy postawiono nową (dzwon „Brat Albert”wink.
                                                    Obiekt otoczony nowym drewnianym płotem wsparty na starych kamiennych słupach
                                                    wykutych w warsztatach bruśnieńskich. Na placu przykościelnym nagrobek
                                                    proboszcza greckokatolickiego Eugeniusza Chomińskiego (1867 – 1939).



                                                    Na podstawie opracowania "Werchrata - perła Roztocza" - autorzy:
                                                    Grzegorz Chmielowiec, Stanisław Wis, Marek Wiśniewski

                                                    www.parafiawerchrata.iap.pl/?id=33490&location=f&msg=1&lang_id=PL
przejdź do: 1-100 101-200 201-300 301-354
(101-200)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.