• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Judaica podkarpackie i nie tylko

  • 27.01.07, 13:02
    Witam . na początek proponuję rewelacyjne archiwum filmowe Spielberga. A potem
    będzie i o trudnych relacjach polsko-zydowskich, ukraińsko-zydowskich, i
    odnośniki do ciekawych i do strasznych zdjęć z tej historii.
    Kiedyś na forum rzeszów pod nikciem Abel brałem udzial w dyskusji na tematy
    zydowskie. Ona wymarła, ta dyskusja ...ale temat pozostał wraz z masą
    ciekawych materiałow.
    A to archiwum

    www.spielbergfilmarchive.org.il/kv/jewcom1.html
    Edytor zaawansowany
    • 08.02.07, 16:44
      Bardzo dobra strona. Szczególnie filmy nakręcone w Polsce w przeddzień wybuchu
      wojny. Dzięki nim mogłem się sporo dowiedzieć o życiu społeczności żydowskiej w
      przedwrześniowej Polsce.
      Cóż dodać, czekam na ciąg dalszy tego wątku, tematyka ta do dla mnie wciąż
      "terra incognita"
      • 08.02.07, 17:44
        Witam - jak pamietasz judaica pojawialy sie już przed kilku laty na
        "grekokatolikach.."
        Formula tego forum pozwala stwarzać wątki wielotematyczne.
        Będę chcial tu pisać o trudnych sprawa relacji polsko zydowskich i ukraińsko-
        polskich w oparciu o posiadaną bibliografię , opisy i nieraz wstrząsające
        zdjęcia z internetu .
        Nie ukrywam,że ten wątek jest bliskim moim zaiteresowaniom chocaizby z racji i
        filosemityzmu - trochę mniejszego od ukrainofilstwa- ale jednak...
        • 08.02.07, 17:56
          A na początek mocna rzecz - link do wojennej historii Zydów podkarpackich w
          podrzeszowskim Strzyzowie i Rzeszowie

          www.gim20.krakow.pl/publikacje/zydzi/r2/1.htm
          zydzi w strzyżowie

          bór
          www.gim20.krakow.pl/publikacje/zydzi/r2/img6d500.jpg
          www.gim20.krakow.pl/publikacje/zydzi/r2/img6d531.jpg
          www.gim20.krakow.pl/publikacje/zydzi/r2/img6d562.jpg

          polscy junacy nadzorujący żydów przed egzekucją
          www.gim20.krakow.pl/publikacje/zydzi/r2/img6d563.jpg


          www.deathcamps.org/occupation/rzeszow%20ghetto.html
          Przemarsz na stację Staroniwa

          www.deathcamps.org/occupation/pic/bigrzeszow04.jpg
          załadunek

          www.deathcamps.org/occupation/pic/bigrzeszow15.jpg
          Jednym z elementów eksterminacji Zydow rzeszowskich były masowe ich
          rozstrzeliwania w lesie zwanym Bor znajdującym się pomiędzy Rzeszowem i Glogowem.
          Na zdjęciach powyżej linkowanych widać męzczyzn w cywilnych ubraniach, krotkich
          spodenkach z potęznymi lagami we rękach.
          Byli to polscy junacy pełniący sluzbe w niemieckim Baudinście - pomocniczej
          słuzbie budowlano-remontowej.A rola junakow w Borze polegała na kopaniu dołów
          smierci a nastepnie pilnowaniu rozładunków żywych jeszcze Ofiar, pilnowanie ich
          w czasie rozbieranie sie ich do naga i doprowadzanie na kraj dołow smierci,
          gdzie Niemcy dokanczali "procedurę".
          I tu powstają pytania, z dzisiejszego punktu widzenia, czasu moralności i często
          czarnobialego interpretowania historii.
          Jak mozna okreslić rolę owych junaków? pomocnicy katów? ofiary przemocy
          zmuszającej ich do udzialu w potwornosciach?
          Kaci współwinni smierci niewinnych??
          A może jednocześnie i kaci i ofiary takich a nie innych wydarzeń historii.
          Bo przeciez mogli uniknąć udziału w zbrodni?? Uciec??, oddać zycie w imię obrony
          człowiieczeństwa??
          Ciekaw jestem Twojego/waszegoi zdania na ten temat
          Pozdrawiam




          • 10.02.07, 12:20
            Można być jednocześnie katem i ofiarą. Wystarczy spojrzeć na historię żydowskiej
            Ordnungdienst w większych gettach. Z jednej strony ludzie ci byli katami swego
            narodu, pomagali w deportacjach do miejsc zagłady, z drugiej byli ofiarami
            hitlerowskiej machiny zagłady. Sytuacja ludności polskiej była jednak lepsza.
            Nie wiem, czy do Baudienstu ludzie byli wcielani siłą. Jeśli tak, to ocena nie
            jest prosta. Przymus, a na przeciwnej szali wagi poczucie przyzwoitości,
            niełatwa sprawa, szczególnie gdy dochodzi do tego zagrożenie życia.
            Mamy jeszcze granatowych policjantów, z których część pomagała władzom
            okupacyjnym gorliwiej niż była potrzeba. Atmosfera wrogości wobec mniejszości
            narodowych była w Polsce silna, szczególnie w okresie bezpośrednio
            poprzedzającym wojnę. Na pewno miało to wpływ na postawy ludności w czasie
            okupacji. W Warszawie, na początku 1940 roku doszło do dużych wystąpień
            antysemickich, "aryjscy" mieszkańcy Warszawy niszczyli sklepy, bili Żydów. W tym
            przypadku musiały aż interweniować władze okupacyjne. Sytuacja paradoksalna,
            Niemcy chronią Żydów przed Polakami. Posłużyło to zresztą później za dobry
            pretekst do zamknięcia dzielnicy żydowskiej. Oficjalnie Niemcy poinformowali
            Judenrat, że taka izolacja wyjdzie społeczności żydowskiej na dobre, mury będą
            ich chronić przed dzikim polskim antysemityzmem.
            Wystąpienia antyżydowskie, mordy, pobicia miały miejsce w prawie każdym miejscu
            dawnej II RP. Brali w nich udział przedstawiciele wszystkich narodowości.
            Najgorliwsi w tym procederze byli chyba Litwini.
            Może wojna wyzwoliła w ludziach złe instynkty, życie ludzkie w czasie wojny nie
            ma zbyt wysokiej ceny, a może dawali w ten sposób upust emocjom, których nie
            mogli by uzewnętrznić w warunkach pokoju?
            Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że Niemcy patrzyli na nastroje ludności w czasie
            realizowania zagłady. Na terenach Białorusi, po ataku Niemiec na ZSRR miała
            miejsce ciekawa sytuacja. W miasteczku przeprowadzono pierwszą "akcję". Niemcy
            spodziewali się przychylnych reakcji ludności, więc specjalnie się z tym nie
            kryli. Ich zdziwienie musiało być duże, gdy do samorządu miasta wpłynęły
            protesty mieszkańców. Sprawa dotarła aż do szefa Einsatzgruppe działającego w
            tym rejonie. Musiał się tym przejąć, zabijania Żydów oczywiście nie przerwano,
            ale kolejne egzekucje przeprowadzano dużo dyskretniej.
            • 10.02.07, 15:26
              Myslę, że dobrymi ilustracjami do Twoich i moich refleksji mogą być te zdjęcie
              Na pierwszym z nich widac żydowskiego chłopca z ghetta rzeszowskiego w mundurze
              policjanta ze swoją dziewczyną - ktora wkrótce po zrobieniu tego zdjęcia mogla
              się znaleść na leśnym dukcie w porzeszowskim borze, może nawet przez swego
              adoratora wyłapana.

              www.ushmm.org/uia-cgi/uia_doc/query/17?uf=uia_ESQmXz
              www.ushmm.org/photos/67/67243.jpg
              Dwa pozostałe zdjęcia zrobione zostały w rzeszowie przez wybitnego fotografa
              niemieckiego - zdjęcia artystyczne, wręćz piekne. Tyle że zrobione przez
              zaknięciem ghetta a fotografowane "obiekty" - piekne dziwczyny zydowskie /zwroć
              uwagę na opaski, książki pod pachami i jeszcze beztroskie uśmiechy/ i starzy
              Zydzi są jakby obserwowane potencjalne ofiary przez kata upajaćego się swą
              przewagą i doskonałym aparatem fotograficznym.
              Nie wiem czy fotograf-artysta autor "Im Ghetto Rzeszow /Rzeszow, 1940/" Max
              Kirnberger zabił jakiegoś Zyda - dla mnie w tej roli - był i katem i ofiarą -
              gdyż jako artysta musial być na tyle świadomy co losy swych "modeli"



              www.dhm.de/lemo/objekte/pict/ba108221/index.jpg
              www.bh.org.il/Links/images/02653106.JPG
              Często chodzę po ulicy na której zostało zrobione to zdjęcie - ul Mickiewicza
              wiodąca do rzeszowskiego rynku...
    • 12.02.07, 14:53
      Fotografie wykonane w gettach naszej części Europy przez niemieckich fotografów,
      żołnierzy, reporterów to dla mnie wstrząsający zapis czasów. Ktoś zatrzymał w
      kadrze twarze ludzi, którzy niedługi czas później zostali zabici. Jest w tych
      zdjęciach coś, co nie pozwala patrzeć na nie jedynie jak na dokument.
      Linkowane zdjęcia są faktycznie piękne, czy fotograf zdawał sobie sprawę z
      przyszłości fotografowanych osób? Zdjęcia pochodzą z roku 1940, morderstwa na
      skalę masową rozpoczęły się dopiero po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej.
      Może jako artysta, osoba, która siłą rzeczy postrzega świat inaczej, chciał
      wierzyć, że Żydzi zostaną "tylko" wywiezieni do prac przymusowych na Lubelszczyźnie?
      Na pewno swoje zrobiła propaganda antysemicka, chociaż znaleźli się Niemcy,
      którzy nie mogli spokojnie patrzeć na to, co się dzieje.
      Ponad pół roku temu "Polityka" pisała o dwóch oficerach, którzy przeciwstawili
      się SS w Przemyślu i chcieli uniemożliwić wywózkę do Bełżca. Mjr Liedtke i por.
      Battel posunęli się do zablokowania przejazdu przez most formacjom SS, mającym
      przeprowadzić akcję wysiedlenia. Nawet gdy później akcja i tak została
      przeprowadzona Battel wyprowadził część Żydów z getta, posuwając się do groźby
      użycia broni.
      Pocieszającym jest to, że w tak strasznych czasach znaleźli się ludzi gotowi
      zaryzykować w imię człowieczeństwa.
      • 12.02.07, 15:13
        Odchodząc na moment od tragicznych zdjęć i smutnych refleksji chciałbym
        przywołać kilka zdjęć z Niebylca - małego miasteczka na południe od Rzeszowa.
        Na pierwszym zdjęciu widać panoramę miasteczka z synagogą i tuż obok stojącym
        kosciołem katolickim. Pięć kilomterów w lewo za kosciołem była wioska Blizianka
        zamieszkała przez Rusinów, tyleż kilometrów ale w prawo były zamieszkane przez
        Rusinów wioski Gwoździanka i Małówka.
        Kilkadziesiąt kilometrów patrząc w głąb panoramy była już kraina Zamieszańców -
        Rusinów zasiedlających górską wyspę okolic Krosna.
        Wydawać by sie mogło iddyla

        www.shtetlinks.jewishgen.org/Kolbuszowa/Niebylec/niebylecPostCard.jpg
        Na tym zdjęciach widać rodzinę Schaefferów - sklepikarzy niebyleckich- uwagę
        zwraca koslawy napis /po polsku/ nad sklepikiem

        www.shtetlinks.jewishgen.org/Kolbuszowa/Niebylec/Niebylec6.html
        Ot taka galicyjska sielanka
        • 13.02.07, 22:52
          Nie wszystkie linkowane fotorgafie to judaica. Właściwie to tylko jedno zdjęcie,
          ale za to ukazujące wartościowy obiektsmile To siemiatycka synagoga, projektował ją
          S.B. Zug.

          siemiatycze.com/Fot17AAN.html
          By nie naruszyć sielankowej atmosfery post uzupełniam zdjęciem domu typowego nie
          tylko dla Siemiatycz. Bardzo podobny dom (znam go tylko z fotografii) miała moja
          rodzina.

          siemiatycze.com/Fot5AAN.html
          Forum porusza głównie sprawy związane z przeszłością Rusinów mieszkających w
          granicach Polski, więc żeby pozostać "w temacie" fotografia wykonana podczas
          osłonięcia pomnika polskiego bohatera narodowego, który był Rusinemwink

          siemiatycze.com/Fot15AAN.html
          Cerkiew w Siemiatyczach,

          siemiatycze.com/Fot26AAN.html
          a na koniec, żeby było sielankowo, panorama bliskiego memu sercu Drohiczynasmile

          siemiatycze.com/Fot41AAN.html
          • 16.02.07, 10:16
            Temat niżej omówiony jest bardzo smutny ale wydaje mi sie konieczny dla rozwoju
            wątku

            Poniższe zdjęcie przedstawia dwóch (prawdopodobnie - gdyż zastanawiałem się czy
            na zdjęciach nie są Węgrzy lub włosi) shutzmanów ukraińskich w scenie
            „strzyżenia” Żyda na ulicy w Kolbuszowej – to jak gdyby preludium do tego co się
            miało wydarzyć

            www.shtetlinks.jewishgen.org/Kolbuszowa/kolbuszowa2/SalsitzPhoto44.jpg
            Tu następuje ciąg dalszy dramatu – a więc scena znęcania się oprawców
            podtapiających swoje ofiary w rzeczce przepływającej przez Kolbuszową – nota
            bene o nazwie Nil.

            www.shtetlinks.jewishgen.org/Kolbuszowa/kolbuszowa2/SalsitzPhoto42.jpg
            www.shtetlinks.jewishgen.org/Kolbuszowa/kolbuszowa2/SalsitzPhoto41.jpg
            A tu w podobnej scenie – ale prawdopodobnie „granatowi policjanci” sądząc po
            mundurach

            www.shtetlinks.jewishgen.org/Kolbuszowa/kolbuszowa2/SalsitzPhoto43.jpg
            Tematy tragiczne - między innymi poprzez to widoczne na zdjęciach upodobanie
            katów do fotografowania swych ofiar - przerażające świadectwo "czasów pogardy"

            • 19.02.07, 11:46
              Kurt Lewin "Przeżyłem- saga Swiętego jura spisana w 1946 roku przez syna rabina
              Lwowa"
              www.zeszytyliterackie.pl
              Książka przerażająca i piekna zarazem. Są tu opisane i "dni szewczenkowskie" -
              pogrom Zydów lwowskich zoraganizowny po wyparciu "pierwszych sovietów", i
              postacie Szeptyckich i ocalenie w klasztorze unickim, i postacie złych i
              dobrych Polaków, Ukraińców i Niemcow.
              • 19.02.07, 11:52
                Ksiązka dobra "Zydzi w podkarpackiem"

                www.libra.pl

                Cenie Pana red. Potockiego ktorego kilku książeczkom poswięce kilka słów w innym
                miejscu.
                Darina zaciekawi kilka stron poswięconych Birczy.
                Mnie zaciekawiło wszystko - a więc opisy poszczegolnych miejscowości z puktu
                widzenia Judaiców.
                Czyta sie dobrze a jeśli jeszcze to co sie przyczyta uzupelni zdjęciami z
                internetu np nieistniejącej synagogi w Przeworsku, linkowanym już zdjęciami z
                Kolbuszowej, Niebylca, Strzyżowa - powstaje pelniejszy obraz
              • 19.02.07, 11:57
                "Gehinom znaczy piekło - przezyłem getto i dziewięć obozów"
                Książka rzeszowianina, Zyda z ul Kopernika 13 /kamienica oryginalna nie
                zachowala sie/.
                Ksiązka prawdziwa aż do bólu. Ghtetto rzeszowskie, wywozki, cudowne ocalenia.
                Polacy i Ukraińcy - w większości zli- bo takich ich zapamietał nastoletni chłopak.
                Byłem kiedyś na spotkaniu autorskim - mam autograf Autora z podpisem po polsku i
                hebrajsku smile

                www.wuj.pl
                • 20.02.07, 16:11
                  Na stronach żydowskich poświeconych Zydom rzeszowskim znalazłem dwa zdjęcia
                  wykonanie na skarpie nad Wisłokiem , przedstawia młodzież żydowską. I znów
                  idylla i spokój -
                  Widoczny na jednym ze zdjęć domek ze stromo zwieńczonym gankiem stoi do dziś,
                  teren koło niego nie zmienił się aż tak bardzo.
                  A zdjęcia wykonano w pobliżu miejsca gdzie Żydzi rzeszowscy odprawiali
                  tradycyjne , noworoczne modły zwane Taszlich /znane również pod nazwą Święta
                  Trąbek/

                  www.shtetlinks.jewishgen.org/Rzeszow/img/pinkas5.jpg

                  www.shtetlinks.jewishgen.org/Rzeszow/img/pinkas15.jpg

                  A ze stron Wikipedii ściągnąłem opis owych modłów i święta z nimi związanego


                  Taszlich (hebr. תשליך wyrzucisz) - w judaizmie obrzęd symbolicznego oczyszczenia
                  z grzechów wywodzony z Księgi Micheasza 7, 19. Polega na wyrzuceniu w nurt
                  rzeki, strumienia lub do morza drobin wytrząśniętych z kieszeni. Czynności tej
                  towarzyszą stosowne modlitwy. Dokonuje się go w pierwszy dzień Rosz ha-Szana
                  (jeśli jest to szabat to w drugi dzień). Po raz pierwszy wzmiankowany w
                  Niemczech na początku XV w. Spotykał się z opozycją niektórych rabinów którzy
                  widzieli w nim niebezpieczeństwo dla ludu, który mógł rozumieć zwyczaj jako
                  zastępstwo pokuty i porawy. Bywał też wiązany z naleciałościami pogańskimi -
                  jako karmienie bóstw wodnych. Dziś jest jednak powszechnie akceptowany. W
                  miejscach gdzie nie ma strumieni czy morza bywa spełniany przy stawach rybnych
                  czy w mykwach.

                  Rosz ha-Szana, Rosz Haszana, Nowy Rok (hebr. ראש השנה - początek roku) -
                  pierwszy dzień kalendarza żydowskiego. Upamiętnia stworzenia świata i przypomina
                  o sądzie Bożym. Święto to trwa jeden dzień w Izraelu, a dwa dni w diasporze i
                  otwiera ono okres pokuty - Jamim Noraim, trwający do święta Jom Kippur. W tym
                  dniu naród żydowski staje ze skruchą przed Bogiem, oczekując przebaczenia i
                  miłosierdzia, podczas gdy Szatan przedstawia dowody grzechów Izraela. W tym
                  czasie Bóg otwiera księgi, w których zapisane są wszystkie czyny człowieka, by
                  wydać na niego wyrok. Dlatego składa się napotkanym osobom życzenia: "Abyście
                  byli zapisani na dobry rok". Podczas świąt Żydzi odmawiają dodatkowe modlitwy
                  Musaf, dmie się kilkakrotnie w szofar (róg) - stąd niewłaściwa nazwa Święto
                  Trąbek. W niektórych środowiskach obchodzony jest obrządek taszlich -
                  symboliczne strząsanie do wody swoich grzechów. Tradycyjne pokarmy świąteczne
                  to: głowa ryby, owcy lub innego zwierzęcia, chleb i jabłko zanurzone w miodzie.
                  Podczas święta nie wolno wykonywać codziennych prac, natomiast synagogę
                  odwiedzają nawet Żydzi obojętni religijnie.

                  the614thcs.com/index.php?id=26,529,0,0,1,0


                  • 23.03.07, 09:49
                    W archiwum Spielberga zamieszczone są filmy nakręcone w przededniu wybuchu
                    drugiej wojny. Pięć fimów przedstawiających życie społeczności żydowskiej w
                    pięciu miastach. W tym tygodniu były one wyświetlane w warszawskim kinie
                    Iluzjon, projekcje były mocno rekomendowane przez radio Tok FM, jako
                    przezentacja unikalnych materiałów.
                    • 23.03.07, 21:03
                      wolf_wwa napisał:

                      > W archiwum Spielberga zamieszczone są filmy nakręcone w przededniu wybuchu
                      > drugiej wojny. Pięć fimów przedstawiających życie społeczności żydowskiej w
                      > pięciu miastach.

                      Dlatego też od zalinkowania tego archiwum wątek ten zacząlem.
                      A filmy rzeczywiście są rewelacyjne.Załuję tylko że nie ma mozliwości np
                      obróbki tych filmów np poprzez pozyskanie kadrów jako stopklatek i przeróbki na
                      zdjęcia sad
                      • 02.04.07, 17:16
                        Znalazłem interesujący artykuł pasujący do tematu wątku :

                        niniwa2.cba.pl/nie_tylko_jedwabne.htm
                        Tygodnik Powszechny nr 45, 10.11.2002


                        KRZYSZTOF PERSAK
                        Nie tylko Jedwabne

                        IPN przedstawia wyniki badań wokół zbrodni w Białostockiem
                        Latem 1941 roku, po ataku Trzeciej Rzeszy na ZSRR, wzdłuż linii frontu - od
                        Litwy po Besarabię - przetoczyła się fala pogromów Żydów. Brali w nich udział
                        mieszkańcy terytoriów, które po roku 1939 okupowane były przez Sowietów:
                        Litwini, Ukraińcy, Rumuni. W Łomżyńskiem i na Białostoczyźnie aktów przemocy
                        wobec Żydów dopuszczali się także Polacy. Głośne zbrodnie na Żydach w Jedwabnem
                        i pobliskim Radziłowie, choć największe pod względem liczby ofiar, nie były
                        niestety jedyne.
                        Na pograniczu Mazowsza i Podlasia do antyżydowskich wystąpień miejscowej
                        ludności doszło wówczas w ponad 20 miejscowościach - i natężenie tych wypadków
                        każe dostrzec w nich nie odizolowane incydenty, lecz fragment szerszego zjawiska.

                        Historyków, którzy po ukazaniu się "Sąsiadów" Jana T. Grossa podjęli badania nad
                        zbrodnią w Jedwabnem, zaskoczyło odkrycie, że w pierwszych latach po II wojnie
                        światowej w Białymstoku, Łomży i Ełku odbyło się ponad 60 procesów przeciw
                        Polakom, obwinionym o udział w zbrodniach na Żydach popełnionych w pierwszych
                        tygodniach niemieckiej okupacji tych terenów. Jak wynika z badań Andrzeja
                        Żbikowskiego, przed sądami stanęło wtedy ponad sto osób oskarżonych o różne akty
                        agresji wobec Żydów - od rabunku i denuncjacji, przez pobicia i pojedyncze
                        zabójstwa, po udział w masowych mordach. Akta spraw, nieznane naukowcom, przez
                        kilkadziesiąt lat spoczywały w archiwum Głównej Komisji Badania Zbrodni
                        Hitlerowskich w Polsce. Prawdopodobnie inne, nieznane jeszcze historykom
                        dokumenty, czekają na swojego odkrywcę w lokalnych archiwach państwowych.

                        "Fragment niezbadanego problemu"

                        W największym i najlepiej zbadanym procesie z maja 1949 w sprawie Jedwabnego
                        oskarżono 22 mężczyzn, z których 10 zostało prawomocnie skazanych. Sprawcy
                        zbrodni w innych miejscowościach byli najczęściej sądzeni osobno; np. w sprawie
                        zbrodni w Radziłowie odbyło się osiem procesów. Z kolei o uczestnictwo w
                        pogromie w Żydów w Suchowoli oskarżono 15 osób, a za udział w mordzie na Żydach
                        w Goniądzu sądzono dziewięciu mężczyzn. Jednak w większości przypadków do
                        odpowiedzialności pociągano pojedynczych sprawców.

                        Jak wynika z zebranych w tych postępowaniach dowodów, była to jedynie niewielka
                        i zazwyczaj przypadkowo dobrana część uczestników antyżydowskich wystąpień. W
                        dochodzeniu dotyczącym zbrodni w Jedwabnem świadkowie i podejrzani wymienili z
                        nazwiska kilkudziesięciu domniemanych uczestników pogromu, ale nikt z nich nie
                        został nawet przesłuchany. Podobnie było w przypadku innych procesów. Zdarzało
                        się, że niektórzy obwinieni zeznawali na rozprawie jako świadkowie obrony
                        oskarżonych.

                        Charakterystyczna była solidarność miejscowych społeczności w obronie swych
                        członków: w aktach znaleźć można zbiorowe petycje i "zaświadczenia lojalności",
                        podpisane przez kilkadziesiąt osób. O ile jednak przed sądem wykazywano
                        niewinność konkretnych oskarżonych, to nikt nie przeczył, że antyżydowskie
                        wystąpienia z udziałem Polaków w ogóle miały miejsce, i że brali w nich udział
                        inni sprawcy, często wymieniani z nazwiska.

                        Rzadko świadkami na procesach byli natomiast sami pokrzywdzeni Żydzi: ogromną
                        większość pochłonęła hitlerowska machina Zagłady. Nieliczni, którzy przeżyli i
                        złożyli zeznania w postępowaniu przygotowawczym, często zdążyli wyemigrować
                        zanim rozpoczęła się rozprawa i ich świadectwa nie były przez sąd brane pod uwagę.

                        Z dotychczas odnalezionych dokumentów wynika, że za udział w zbrodniach na
                        Żydach w Łomżyńskiem i na Białostocczyźnie latem 1941 prawomocnie skazano 27
                        Polaków. Sądy wymierzały im kary od 2,5 roku do dożywotniego więzienia, często
                        stosując nadzwyczajne złagodzenie kary. W czterech wypadkach orzeczono karę
                        śmierci; jeden taki wyrok - w stosunku do Władysława Grodzkiego, komendanta tzw.
                        straży obywatelskiej i organizatora pogromu w Jasionówce - wykonano.

                        Wszystkie te procesy stanowiły fragment szerszego i niezbadanego dotąd problemu
                        powojennych rozliczeń z kolaborantami. Mało kto wie, że na podstawie dekretu z
                        31 sierpnia 1944 r. - "O wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich
                        zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz
                        dla zdrajców Narodu Polskiego" - przed polskimi sądami odpowiadało kilkadziesiąt
                        tysięcy osób, z których w latach 1944-60 skazano według danych ministerstwa
                        sprawiedliwości około 18 tysięcy.

                        Jedną czwartą z nich stanowili niemieccy zbrodniarze, ale większość - obywatele
                        polscy. Mimo że w okresie stalinowskim "dekretu sierpniowego" nadużywano do
                        walki z podziemiem niepodległościowym - na jego podstawie wydano np. wyrok
                        śmierci na gen. Emila Fieldorfa "Nila" [komendanta Kierownictwa Dywersji AK -
                        red.] - to co najmniej kilka tysięcy skazanych było autentycznymi kolaborantami.

                        Nienawiść, zemsta, grabież

                        Dziś, po 60 latach, trudno rozstrzygać o udziale w antyżydowskich wystąpieniach
                        konkretnych osób. Dokumenty sądowe pozwalają jednak poznać mechanizmy tych
                        wydarzeń. Ważnym źródłem dla historyka są też relacje, składane tuż po wojnie
                        przez ocalonych Żydów na potrzeby Żydowskich Komisji Historycznych. Do
                        najcenniejszych należą świadectwa pochodzące od członków sześcioosobowej rodziny
                        Finkelsztejnów z Radziłowa, która w komplecie cudem przeżyła wojnę. Jak się
                        wydaje, tajemnica ich ocalenia tkwi w tym, że dwa tygodnie po pogromie ochrzcili
                        się oni w miejscowym kościele i jako chrześcijanie mniej byli narażeni na
                        niebezpieczeństwo denuncjacji; przez dalsze lata ukrywali się u polskich
                        gospodarzy we wsiach w pobliżu rodzinnego miasteczka.

                        Do wybuchu antyżydowskiej przemocy ze strony Polaków doszło w szczególnym czasie
                        i miejscu. W próżni władzy, jaka powstała po wycofaniu się Sowietów, we wsiach i
                        miasteczkach zaczęły spontanicznie powstawać tymczasowe polskie władze i tzw.
                        straże obywatelskie, niekiedy uzbrojone. W pierwszych tygodniach nowej okupacji
                        były one tolerowane przez niemiecką administrację wojskową. Właśnie członkowie
                        tych formacji byli często inicjatorami lub sprawcami pogromów. Pretekstem była
                        zwykle zemsta na rzeczywistych i wyimaginowanych sowieckich kolaborantach, za
                        których uważano en bloc Żydów. W wielu przypadkach uczestnikami pogromów byli
                        ludzie świeżo uwolnieni z sowieckich więzień; np. w Goniądzu członkowie straży
                        obywatelskiej aresztowali 40 "komunistów", których po trzech dniach tortur
                        wymordowali na cmentarzu żydowskim, a ich dobytek zrabowali. Wobec protestu
                        sąsiadów obawiających się pożaru zrezygnowano z pomysłu spalenia więźniów w
                        żydowskiej szkole w centrum miasteczka. Co ciekawe, po paru dniach sami Niemcy
                        rozstrzelali kilku rabusiów.

                        Grabież była, jak się zdaje, głównym - obok "zemsty za okupację sowiecką" -
                        motywem agresji wobec Żydów. W wielu relacjach, m.in. z Jedwabnego, Jasionówki,
                        Kolna czy Suchowoli pojawiają się informacje o chłopach, którzy zjeżdżali się z
                        okolicznych wsi, aby rabować dobytek ofiar. Udział mieszkańców wsi był zresztą
                        charakterystyczny dla antyżydowskich zamieszek na tym terenie już przed wojną:
                        podczas pogromu w Radziłowie w marcu 1933 czterech napastników, którzy zginęli
                        od kul Policji Państwowej, pochodziło spoza miasteczka.

                        Bez jednolitego scenariusza

                        To właśnie Łomżyńskie zajmowało szczególne miejsce na mapie antyżydowskich
                        ekscesów w Polsce w II połowie lat 30., co wiąże się z wyjątkowo dużą
                        popularnością na tym terenie Stronnictwa Narodowego i jego ideologii,
                        odwołującej się do antysemityzmu. W 1930 r. w gminach Wąsosz i Jedwabne
                        głosowało na tę partię ponad 70 proc. wyborców; co ciekawe, w oddalonym o
                        kilkanaście kilometrów od Jedwabnego Drozdowie spędził ostatnie lata życia Roman
                        Dmowski.

                        Postawy miejscowej ludności wobec Żydów w
                        • 02.04.07, 20:43
                          Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum .
                        • 10.04.07, 12:50
                          W Rzeszowie powstanie Trasa Żydowska
                          Artur Gernand2007-04-09, ostatnia aktualizacja 2007-04-10 10:50
                          Jedną z atrakcji turystycznych Rzeszowa ma być Trasa Żydowska, którą w tym roku
                          chce utworzyć miasto. Urzędnicy nie ukrywają, że liczną na przyciągnięcie
                          turystów z Izraela.
                          Rokrocznie przez Rzeszów przejeżdża wielu turystów z Izraela, czy też grup
                          Żydów amerykańskich. Jadą do Leżajska by tam czcić pamięć cadyka Elimelecha
                          Weissbluma. Grupy te są bardzo liczne, niestety w Rzeszowie przeważnie się nie
                          zatrzymują. Jeśli już to tylko na nocleg. - Dlatego też chcemy stworzyć tę
                          Trasę Żydowską, która pielgrzymów zachęciłaby do odwiedzenia naszego miasta -
                          mówią miejscy urzędnicy. Głównym jednak jej celem ma być ukazanie śladów
                          czterechsetletniego pobytu w Rzeszowie społeczności żydowskiej, ukazanie miejsc
                          związanych z kulturą, tradycją, dorobkiem intelektualnym rzeszowskich Żydów, a
                          także upamiętnienie zagłady tej społeczności.

                          Pomysłodawcą stworzenia Trasy Żydowskiej jest Marek Czarnota, znawca historii
                          Rzeszowa, pracownik wydziału promocji, kultury i sportu rzeszowskiego urzędu
                          miasta. - Opracował on także szczegółowe założenia tej trasy - mówi Justyna
                          Sokołowska, kierownik referatu promocji urzędu miasta.

                          Na Trasę Żydowską mają złożyć się trzy elementy: Droga życia, Droga Holocaustu
                          i Droga śmierci.

                          Jak pisze Czarnota "Droga Życia poprowadzi od rzeszowskiego Rynku przez tereny
                          najstarszej części Rzeszowa i na Nowe Miasto. Oznakowane zostaną miejsca
                          związane z codziennym życiem społeczności żydowskiej". Będą to m. in. kirkuty,
                          synagogi, chasydzkie domy modlitwy, dom kultury Bet Am, szkoła żeńska, szpital
                          żydowski, siedziba Żydowskiej Gminy Wyznaniowej w Rzeszowie oraz kluby
                          sportowe, w tym najpopularniejszego Bar Kochba.

                          Odcinek nazwany Drogą Holocaustu poprowadzi z dawnego kirkutu, dzisiejszego
                          Placu Ofiar Getta w kierunku dworca kolejowego na Staroniwie, skąd rzeszowscy
                          Żydzi wywożeni byli do obozów koncentracyjnych. Po drodze oznaczone zostaną
                          tablicami informacyjnymi miejsca szczególnego bestialstwa i zbrodni
                          popełnionych przez Niemców na osobach starych, chorych i na dzieciach.

                          Droga Śmierci ma składać się natomiast z dwóch części: pierwszy to trasa z
                          centrum miasta - Plac Ofiar Getta na kirkut przy ulicy Rejtana, gdzie wywożone
                          były zwłoki zamordowanych na terenie miasta Żydów, drugą stanowić będą miejsca,
                          w których zbiorowo rozstrzeliwani byli rzeszowscy Żydzi.

                          Poszczególne obiekty trasy będą oznaczane specjalnymi tabliczkami. - Dodatkowo
                          stworzone zostaną foldery zawierające m. in. mapki i opisy w trzech językach:
                          polskim, angielskim i hebrajskim oraz film dokumentalny ukazujący nieistniejącą
                          społeczność żydowską Rzeszowa. Tymi materiałami chcemy promować rzeszowską
                          Trasę Żydowską m. in. w Izraelu - mówi Sokołowska.

                          Całość przedsięwzięcia ma kosztować 68 tys. zł, które wyłoży miasto. Trasa
                          Żydowska to nie jedyny tego typu pomysł, który chce realizować wydział
                          promocji. W planach jest także oznakowanie Trasy Znanych Rzeszowian.

                          Ptrzr : Od sebie tylko dodam : przydałby się też szlak "śladami Rusinów
                          podrzeszowskich" z punktami przy cerkwiach na Zalesiu, Gwożdziance, Tarnawce,
                          Bliżiance, Rzeszowie z odwiedzeniem starego ruskiego grodu "Povirchna" smile)
                          • 20.04.07, 13:15
                            Chciałbym tu w judaikach polecić wam praktycznie wszystkie do tej pory wydan
                            ksiązki tutułowego autora a szczeglnie "Drohobycz, Drohobycz" "Memorybuch" "Jan
                            i Maria" czy "Wojnę żyodwsko niemiecką", Monológ polsko-żydowski i Uchodżców.
                            Piszę "z pamięci" więc mogłem trochę przekręcić tytuły.
                            Ale wystarczy kierować się nazwiskiem auora.
                            A ziorczy temat wszystkich tych ksiązek - to rozrachunki /niestety nieustanne/
                            z historią stosunków w trójkącie Polacy-Żydzi- Niemcy.
                            Szczeglnie cenne - bo powiązane z losami konretnych ludzi, także autora i jego
                            rodziny.
                            A do tego niezwykle staranna szata graficzna ksiązek ( o części wydawanych w
                            wydawnictwie Czarne z Wołowca smile
                            • 23.04.07, 15:25
                              www.resoviacy.pl/artykulybarkochba.htm
                              Żydowskie Towarzystwo Gimnastyczne Sportowe -Bar Kochba
                              Z okresu przed I wojną światową nie zachowały się szersze informacje, dotyczące
                              działalności sportowej ludności żydowskiej w Rzeszowie. W tym okresie ani
                              prasa, ani też władze nie interesowały się działalnością sportową rzeszowian,
                              traktując ją jako pomysły fanatyków i dziwaków. Wzorem dla prób zorganizowania
                              w Rzeszowie żydowskich towarzystw sportowych była działająca od 1905 roku
                              Resovia. Na funkcjonowaniu Resovii wzorowali się działacze najważniejszego dla
                              żydowskiej części mieszkańców Rzeszowa klubu-jakim było Żydowskie Towarzystwo
                              Gimnastyczne i Sportowe – Bar Kochba.Powstało ono w wyniku zabiegów podjętych
                              przez rzeszowskiego adwokata Marka Pelzinga w roku 1910. (wg. Innych źródeł w
                              1914). Bar Kochba był niewielkim klubem, który już na samym początku istnienia
                              ze względu wybuchu wojny musiał zawiesić swoją działalność. Reaktywował się
                              dopiero w 1920 roku w niepodległej już Polsce. Nazwę przyjęto od Szymona Bar-
                              Kochby; legendarnego przywódcy powstania przeciwko Rzymianom w latach 132-
                              135.Cele członków Bar Kochby były bardzo ambitne i odwzorowane na działalności
                              Resovii. Nie ograniczano się do akcji ściśle sportowych, ale także do pokazów i
                              popisów kulturalnych. Klub prowadził dziewięć sekcji sportowych (piłki nożnej,
                              boksu, tenisa stołowego, szachową, tenisa ziemnego, kolarską, kręglarską,
                              gimnastyczną oraz lekkoatletyczną) oraz kółko teatralne i własną orkiestrę.10
                              lipca 1910 roku w „Głosie Rzeszowskim” odnotowano wzmiankę o meczu piłkarskim
                              między drużynami Bar Kochby i Resovii, w którym to „rzeszowskie championy”
                              rozgromiły Bar Kochbę 6:1. Mecz odbył się w ogrodzie miejskim, a drużyna Bar –
                              Kochby wzmocniona była zawodnikami lwowskiej Hasmoneii. W meczu tym bramki dla
                              Resovii zdobyli: M.Samołyk (2) oraz, Fedorczyk, Filer, Nowak i Pelc. Honorowego
                              gola dla Kochby zdobył Koenig. Resovia początkowo była jedynym piłkarskim
                              partnerem Kochby. W roku 1911 obie drużyny rozegrały kolejne mecze pokazowe, w
                              których to zwyciężali znowu piłkarze „rzeszowskich pasiaków” 3 : 1 i 2 : 1.
                              Po reaktywacji Bar Kochby w roku 1920 żydowscy sportowcy nie mieli swojego
                              stałego boiska. Swoje mecze rozgrywali początkowo na polach nad Wisłokiem lub
                              podnajmowali boiska Resovii. Dopiero zakup terenów pod boisko piłkarskie i
                              korty ziemne pozwolił na rozwój klubu. Pierwsze prawdziwe boisko piłkarskie (50
                              arów pow.) żydowskiej Bar Kochby mieściło się na rzeszowskim Śródmieściu ( róg
                              dzisiejszych ulic Grodzisko i Króla Leszczyńskiego na
                              popularnej „Baldachówce”wink.
                              Pierwszy powojenny skład Bar Kochby reprezentowali: Graber, Wentraub, Mundek,
                              Laub, Klarnet, Tauchman, Herschdorfer, Horowitz, Hawr, Blank, Grunn. 26 czerwca
                              1921 roku rozegrano na nowym boisku pierwszy mecz, a rywalem nie mógł być nikt
                              inny jak Resovia. W meczu tym odnotowano skromne zwycięstwo Resovii 1:0.
                              Kolejne spotkanie odbyło się już w październiku i po raz kolejny zwyciężyła
                              doświadczona drużyna „pasiaków” 8:1. Wszystkie dotychczasowe mecze Bar Kochby z
                              Resovią były spotkaniami pokazowymi.Pierwsze rozgrywki ligowe zorganizowano w
                              Polsce w roku 1922. Obie rzeszowskie drużyny znalazły się w podokręgu jasielsko-
                              rzeszowsko –tarnowskim. 19 marca 1922 odbyły się pierwsze rzeszowskie
                              ligowe „derby”. Mecz został przerwany po 45 minut przy stanie 5:0 dla Resovii.
                              Do drugiej połowy nie wyszli piłkarze Bar Kochby twierdząc, że jest im „za
                              zimno”! (Wg. Innych źródeł {Grzegorczyk,Zaborniak} mecz zakończył się wynikiem
                              10-0 dla Resovii). W składzie Resovii grali w tym czasie: Górski- Małecki,
                              Piątek- Bomer, Walenia, Bobola- Towarnicki, Heublum, Maurer, Drozd,
                              Opolski.Kolejny mecz w tym samym roku o mistrzostwo klasy B Resovia wygrała z
                              Bar – Kochbą 4-1.W roku 1923 Resovia występowała nadal w klasie B w Podokręgu
                              Tarnowskim, natomiast problemy organizacyjne sprawiły, że drużyna Bar Kochby
                              nie wystąpiła w rozgrywkach. Od roku 1924 przez kilka kolejnych lat piłkarze
                              Kochby brali udział w rozgrywkach klasy „B”, tocząc boje z ciągle niepokonaną
                              Resovią. 1:3 i 0:10 w 1924 r.0:7 i 0:4 w 1925 r.2:4 ,2:6, 0:1, 0:2 w 1926
                              r.3:4, 0:0 w 1927 r.W latach 1927-28 zmodyfikowano rozgrywki ligowe. Resovia
                              awansowała do klasy „A”, a Bar Kochba klasie „B okręgu lwowskiego”. Od tego
                              momentu do pojedynków między rzeszowskimi drużynami dochodziło tylko przy
                              okazji spotkań towarzyskich. Taki pokazowy mecz odbył się 15 kwietnia 1929
                              roku. Piłkarze Resovii po 45 minutach przegrywali 0:2, ale na druga połowę
                              żydowscy przeciwnicy kolejny już raz w historii nie wyszli dokończyć meczu
                              motywując to „padającym deszczem” i „grząskim boiskiem”! Podobnie było w meczu
                              rewanżowym, kiedy to przy stanie 2:1 dla Bar- Kochby sędzia zarządził rzut
                              karny dla Resovii. Wynikiem tego drużyna Bar- Kochby kolejny, trzeci już raz w
                              historii zeszła z boiska kończąc derbowy mecz przed czasem.W tym samym- 1929
                              roku piłkarze Kochby pokonali w końcu Resovię, oraz wygrali turniej drużyn
                              żydowskich Krakowie. Pomimo tych sukcesów okres ten był początkiem stagnacji
                              piłkarskiej w Bar- Kochbie. Bar-Kochba była największym, ale nie jedynym klubem
                              żydowskim w Rzeszowie.Osiągnięcia klubu inspirowały żydowskich działaczy do
                              tworzenia w Rzeszowie kolejnych klubów i sekcji sportowych. Wśród nich wymienić
                              należy mało znane: Żydowskie Towarzystwo Gimnastyczno-Sportowe Samson, Nordjach
                              oraz Bnej Syjon. Nie dorównywały one swoimi możliwościami i potencjałem Resovii
                              i Bar Kochbie, a ich sukcesem sportowym była przeważnie „honorowa
                              porażka”.Żydowsko-Robotniczy Klub Sportowy Samson, powstał w 1921 roku i
                              skupiał żydowskich i polskich sportowców głownie z kręgów robotniczych. Swoje
                              mecze sportowcy Samsona rozgrywali na błoniach przy ul. Lwowskiej oraz na
                              terenach Resovii. W barwach Samsona grali m.in. Gajger, Reich, Lasota,
                              Dreiangel, Brondszterte, Pawlak, Szojek, Sapata, Hamek, Wójcik. Pierwszy sezon
                              był dla klubu bardzo udany i zakończył się awansem z klasy „C” do „B”. W 1923
                              roku Samson został pokonany przez Resovię 0:2 i 0:7 i pod koniec sezonu musiał
                              walczyć o utrzymanie w lidze. W 1926 Resovia wygrała także dwukrotnie, tym
                              razem 4:0 i 3:1. Z czasem problemy finansowe i brak boiska stały powodem
                              rozwiązania klubu i piłkarze Samsona zasilili lokalnego rywala Bar- Kochbę. W
                              1930 klub brał jeszcze udział w rozgrywkach klasy „B”, ale już w 1931 nie
                              dokończył udziału w rozgrywkach mistrzowskich. Zaległości i braki organizacyjne
                              spowodowały, że Bar- Kochba krążył w między klasą „B” i „C” rozgrywając mecze z
                              nieliczącymi się drużynami. Sekcja piłkarska istniała dalej, ale chodziło w
                              tym czasie bardziej o kontynuację i utrzymanie sekcji niż o wyniki sportowe.
                              Czas stagnacji musiał trwać do czasu, aż klub uregulował sprawy boiska, na
                              którym piłkarze mogliby rozgrywać swoje mecze. Głównym celem powołanego 1932
                              roku zarządu było pozyskanie terenów pozwalających na prowadzenie normalnej
                              działalności piłkarskiej. W końcu nieopodal dawnego boiska, udało się nabyć od
                              rodziny Elbaum ziemię sąsiadującą z ulicą Dekerta. Planowano wybudować na tym
                              terenie boisko piłkarskie, korty tenisowe, kręgielnie oraz budynek klubowy z
                              prawdziwego zdarzenia. Planów tych nie udało się jednak zrealizować z powodu
                              kryzysu gospodarczego oraz zbliżającej się wojny. Zespół piłkarski uczestniczył
                              w rozgrywkach, ale nie podniósł się już z kryzysu.


                              W 1936 roku drużyna Bar-kochby przystąpiła do wakacyjnego turnieju o Puchar
                              Polskiego Krzyża Białego przegrywając z Resovią 1:6 (Riedenbauer 2, Kalemba 2,
                              Hogendorf, Kot
                              • 17.05.07, 12:40
                                Lubie pisarstwo Grynberga - bezlitosne, surowe i czasami tragiczne ale i
                                kpiarskie.
                                Inaczej o nim myśli radomaryjny i naszodziennikowy felietonista :

                                www.rodaknet.com/rp_art_2306_pregierz_grynberg.htm
                                Jadowity polakożerca
                                Henryk Grynberg należy obok Jana Tomasza Grossa do tych autorów żydowskich,
                                którzy po wyjeździe z Polski poddawali nasz kraj najbardziej jadowitym
                                oszczerstwom i pomówieniom. Od wielu lat stał się jedną ze sztandarowych
                                postaci zagranicznego antypolonizmu. W licznych książkach, artykułach i
                                wywiadach dawał wyraz fanatycznej, zapiekłej nienawiści do Polski i Polaków. Na
                                przykład w książce "Dziedzictwo" ukazał skrajnie zdeformowany obraz wsi
                                polskiej, rzekomo dominującego tam "powszechnego donosicielstwa" na Żydów.
                                Znamienne, że u Grynberga, podobnie jak u Edelmana, z biegiem lat można było
                                zaobserwować ten sam schemat drastycznego pogorszenia ocen zachowania Polaków
                                wobec Żydów.
                                Jeszcze w listopadzie 1968 r. Grynberg pisał na łamach paryskiej "Kultury"
                                o "potrzebie pamiętania również o aktach szlachetności, ofiarności, odwagi i
                                bohaterstwa Polaków w niesieniu pomocy Żydom". Teraz w jego książkach,
                                artykułach i wywiadach wyraźnie dominuje krańcowe przyczernianie obrazu Polski
                                i Polaków. Grynberg kreśli wizje krwiożerczych Polaków, którzy zawsze zdradzali
                                Żydów, rabowali ich i mordowali. W amerykańskim czasopiśmie "Midstream" z
                                kwietnia 1991 r. Grynberg postawił już nawet znak równości między AK a
                                stalinowską bezpieką.
                                Ojciec Grynberga został zamordowany - według jego relacji - przez polskiego
                                chłopa, któremu w swoim czasie zostawił dwie krowy. Stąd źródło ciągłej
                                nienawiści, i to nie tylko do tego chłopa, ale generalnie do Polaków,
                                chrześcijan. Pisał w "Dziedzictwie": "Nie potrafię przebaczyć. Nie chcę. Nie
                                czuję się upoważniony (...). Uważam, że sprawiedliwe jest potępienie. Wieczne,
                                bez przedawnienia". Komentując te słowa Grynberga o wiecznym potępieniu, krytyk
                                Tadeusz Drewnowski pytał w "Polityce" (z 11 grudnia 1993 r.): "Potępienie
                                całego wschodniego Mazowsza? Całego - prócz rodaków - świata?" I opowiedział
                                się za czymś wręcz odmiennym od grynbergowskiego przesłania - "za potrzebą
                                ludzkiego wybaczenia". Dodajmy, że zastygły w nienawiści Grynberg, wciąż tę
                                nienawiść rozpamiętujący, ciągle wypomina Polakom śmierć ojca zabitego przez
                                prymitywnego, pazernego chłopa, a coraz bardziej zapomina o tym, że on sam i
                                jego matka uratowali się właśnie dzięki Polakom. Dzięki człowieczeństwu takich
                                osób, jak Pszczółkowska czy Orlińscy, o których jeszcze pisał w "Twórczości" z
                                1965 r. (nr 6, s. 52-60) w utworze "Wojna żydowska", a o których obecnie
                                wyraźnie już nie chce wspominać. Teraz woli tworzyć antychrześcijańskie
                                uogólnienia: "Dobrzy chrześcijanie chętnie i szczerze współczują żydowskiemu
                                losowi. Nie mogą się tylko pogodzić z równouprawnieniem Żydów" (H. Grynberg,
                                Życie osobiste, wyd. podziemne "Fakt", Łódź 1988, s. 23).
                                Grynbergowska obsesja wiecznej nienawiści bez przedawnienia wydaje się
                                szczególnie szokująca dla narodów takich jak polski, wychowanych w
                                przeciwstawnej tradycji chrześcijańskiej. Tradycji, która stała się źródłem
                                płomiennego apelu polskich biskupów do Niemców z 1965 r.: "Przebaczamy i
                                prosimy o przebaczenie". Dodam, że osobiście nigdy nie przestałem odczuwać tak
                                bolesnej straty ojca zamordowanego przez Niemców, gdy miałem tylko cztery lata.
                                A jednak już jako początkujący publicysta (w wieku 23 lat) zamieściłem
                                w "Polityce" w 1963 r. artykuł apelujący o to, abyśmy - opisując historię
                                stosunków z Niemcami - nie pisali tylko o ciemnych stronach wzajemnych
                                stosunków, ale szukali również innych tradycji, pamiętali o zbliżeniach typu
                                wspaniałego przyjęcia polskich powstańców 1831 r. w Nadrenii. W stosunkach
                                między narodami trzeba zachowywać pamięć, ale też umieć wybaczać.

                                www.rodaknet.com/rp_art_2306_pregierz_grynberg.htm

                                Jak pisał w "Życiu osobistym": "(...) W czasie okupacji zamknięto w małej
                                dzielnicy Warszawy największą w dziejach liczbę zakładników i przez dwa lata,
                                przyciskając głodem, wyciśnięto z nich wszystkie uciułane w ciągu wieków
                                oszczędności pokoleń za mąkę, kartofle i kaszę (...)" (H. Grynberg, Życie
                                osobiste, op.cit., s. 29).(…wink



                                dzięki wyciśnięciu z Żydów oszczędności pokoleń: "Warszawa stała się w tym
                                czasie najbogatszym miastem Europy, prawdziwym Eldorado, gdzie można było kupić
                                za bezcen złoto, futra, złote zegarki, brylanty. Po sierpniowym powstaniu
                                żydowskie złoto powędrowało z warszawskimi wygnańcami na wieś, gdzie z kolei
                                chłopi wyciskali je od nich za kaszę, kartofle, słoninę. Za te pieniądze chłopi
                                wykupili po wojnie liczne w miasteczkach kamienice, jakie przypadały w spadku
                                nielicznym ocalałym Żydom. Kamienic było dużo (...) stoją do dziś, całymi
                                miasteczkami, setkami miasteczek. A i w większych miastach stoją do dziś
                                kamienice, które wymurowano za uciułane w ciągu wieków żydowskie grosze. W
                                dawnych siedzibach kahałów mieszczą się Rady Narodowe i gospody ludowe, w
                                ocalonych przez Jehowę synagogach (...) znajdują się rentowne kina, lub
                                sprzedaje się w nich (w Górze Kalwarii) pożyteczne nawozy sztuczne. W zrównanym
                                z ziemią warszawskim getcie przecież zostały wszystkie żydowskie place. A
                                oprócz warszawskiego były przecież jeszcze wielkie getta: krakowskie,
                                wileńskie, lwowskie i białostockie oraz wiele pomniejszych, złotodajnych gett -
                                więc z pewnością nie przez Żydów Polska jest taka biedna (...)" (H. Grynberg,
                                Życie osobiste, op.cit., Łódź 1988, s. 29). I tak dowiadujemy się, że to
                                warszawiacy przed Powstaniem Warszawskim zdołali przechwycić za bezcen
                                żydowskie dobra. Podobnie jak to zrobili Polacy z okolic innych gett:
                                krakowskiego, białostockiego itd.



                                • 17.05.07, 22:59
                                  Radiomaryjne wynurzenia nie zniechęciły mnie do lekturysmile
                                  Z czystym sumieniem mogę polecić "Memorbuch". Książkę czyta się z przyjemnością,
                                  a część losów bohaterów rozgrywa się we wschodniej Polsce (to tak na
                                  usprawiedliwienie drobnego odejścia od tematuwink.
                                  • 17.05.07, 23:01
                                    Dzięki Piotrze za namiary na te książki. Z tematyką judaistyczną dopiero powoli
                                    się zapoznaje.
                                    • 18.05.07, 19:14
                                      Powtarzam - bardzo lubię tego pisarza również przez jego zadzirność. A z
                                      tematami PuK sie łaczy - poprzez splecione losy Ukraińców /vide jego Drohobycz,
                                      Drochobycz/, Polaków i Zydów.
                                      • 18.05.07, 19:18
                                        Mnie też się pókło za szybko. ...Artykuł radiomaryjnego "histo(e)ryka nalezy
                                        czytać w sposob "na opak" to co go razi - jako pozytyw a to co pochwala "na
                                        abarot" smile)
                                        A z książek Grynberga najbardziej cenię zborcze wydanie "Zycia ideologicznego,
                                        osobisytego, codziennego i artystycznego" - moje w pięknej szacie graficznej z
                                        1998 roku smile)
                                        • 01.06.07, 12:35

                                          rusyn.webpark.pl/los4.html
                                          A teraz chcę napisać o Żydach, ponieważ Żydzi byli wybranym narodem, Pan Jezus
                                          i Panna Maria byli Żydami, a w wojnę spotkała ich zagłada. Ja ubolewam za nimi,
                                          ponieważ oni byli naszymi współmieszkańcami i sąsiadami i dlatego napiszę o
                                          nich dobre wspomnienia.
                                          Opowiadał mi prawosławny ksiądz z Izb, że jechał zimową porą z Gorlic przez
                                          Magurę Małastowską, a były okropne śniegi i mu konie ustały. Jechali jego
                                          parafianie, nikt nie zwrócił uwagi, że księdzu konie ustały, nadjechał Herszko,
                                          Żyd ze Śnietnicy, mówi do księdza: jak wiozę, z księdzem niewesoło. Skoczył do
                                          swoich sań, wyciągnął łańcuch i konie księdza ze sankami przywiązał do swoich
                                          sań, i przywiózł księdza z końmi i saniami do Śnietnicy. Ten ksiądz z Izb
                                          nazywał się Chylak. On to zdarzenie opowiadał mi w Szprotawie, bo na początku
                                          był naszym księdzem.
                                          Następna sprawa. Napiszę o Herszku Herbachu z Grybowa. Herbachowie byli bogaci,
                                          mieli dużo lasu w Ptaszkowej, duży magazyn z nawozami i w Gorlicach piwiarnię.
                                          Jak mego brata zabrali do wojska, to ja zajmowałem się gospodarstwem, miałem
                                          wtedy 17 lat, 10 hektarów i dwoje młodszego rodzeństwa na utrzymaniu, bo były
                                          małoletnie. Brat miał zadłużenie u Herbacha. Przyszedłem do niego i mówię:
                                          panie Herbach, nie posyłaj mi upomnień, jak coś spieniężę, to będę panu spłacał
                                          dług. - Przynoś i 5 złotych, przyjmę. Jak przyniosłem pieniądze, jak mnie
                                          zobaczył, pełna sala była dłużników, mówi: Chomiak chodź tu, bo ty nie masz
                                          czasu, bo ty jesteś sam na gospodarstwie. Napisał mi kwit i napisał ile jeszcze
                                          zostało długu. Masz, ażeby nie było między nami nieporozumień. I też tak
                                          załatwiłem, bo brat nabrał od Finka Żyda z Grybowa cementu i z niego robiłem z
                                          pomocnikiem dachówkę na dach mego rodzinnego domu, a teraz w nim mieszkają obcy
                                          ludzie.
                                          Jeszcze wrócę o panu Herszku Herbachu, Żydzie z Grybowa. Jak jechałem na front,
                                          to przed Grybowem mówię do mego podporucznika: panie poruczniku, za tą górą
                                          jest nasza wioska. A porucznik do mnie: może pan napisać list. - Panie
                                          poruczniku, nie mam ani papieru, ani pióra. Porucznik zerwał torbę z ramienia,
                                          dał mi papier i pióro. Pożegnałem się tym listem z bratem i dwojgiem
                                          rodzeństwa, ale pociąg na stacji stał bardzo krótko, zobaczyłem z mojej wioski
                                          sąsiada Makarego Szufnarowicza, dałem mu ten list, on też miał kartę
                                          mobilizacyjną, poszedł i oddał ten mój list do Żyda Herszka Herbacha. Potem
                                          Herbach trzy targi szukał mego brata Włodzimierza, aby mu list oddać
                                          własnoręcznie. Mój wujek, Konrad Buranycz, jak robił wesele swej córce
                                          Stefanii, to zaprosił braci Herbachów na wesele. Przyjechali, jeden tańczył,
                                          drugi klaskał rękami, śmiał się, tacy bogaci Żydzi przyjechali do Łemka na
                                          wesele. Jak Niemcy wkroczyli do Polski, to ten Herbach mówił: Chomiak,
                                          przyjeżdżaj dwoma furmankami i bierz nawozy, bo wkrótce nam ich Niemcy zabiorą
                                          to nawozów nie będzie. Ale brat nie pojechał, bo nie lubił łatwizny.
                                          Oni przeczuwali swoją zagładę. Jeszcze przed wojną mój wujek mówi: Herszku, ale
                                          wy jesteście bogaci, a Herszko na to: Buranycz, nic mnie nie cieszy, bo idzie
                                          na nas zagłada. A Buranycz na to: Herszku, to nieprawda, nie wierz w to, a
                                          Herszko na to: jest pisane w naszych księgach, chyba by Boga na niebie nie
                                          było. To mi tą rozmowę powiadał Ujek Buranycz. W naszej wiosce Wawrzce była
                                          jedna rodzina żydowska, ale za mojej pamięci była tylko sama kobieta, nazywali
                                          ją Mośkania, była bardzo ładna. Jak brała ślub, podstawili jej innego
                                          mężczyznę, ale jakoś żyli, mieli dzieci, wyjechali do USA. Pamiętam, jak byłem
                                          u niej z mamą, to mnie gościła macą. Miała służącą, na imię Pazia. Ta Żydówka
                                          miała dużo pola, ale trzymały tylko jedną krowę. Służąca poszła po trawę z
                                          płachtą, a że trawa była ciężka, to siadła na ostyrni, znaczy na płocie, miała
                                          głowę do tej płachty, płachta z trawą po jednej strome żerdzi a ona po drugiej
                                          i się dusiła. Ja byłem mały chłopczyk i ją uratowałem od uduszenia, Pazię.
                                          A jeszcze napiszę o Żydach Chochajarów z Powroźnika od Krynicy. Zostali
                                          wysiedleni do Grybowa, jeździłem do nich, woziłem im żywność, a że żyli między
                                          naszymi Łemkami, to rozmawiali czysto naszą mową. Było ich czworo: matka, dwie
                                          bardzo ładne córeczki i syn, przystojny chłopiec. To już były odrosłe dzieci.
                                          Córki rychtowały się do Izraela, ale ich zaskoczyła wojna, syna zabrali Niemcy
                                          i ślad po nim przepadł. Te Żydówki chciały mi dać z brata bardzo ładne ubranie
                                          i zimowy płaszcz. A że matka i siostry bardzo płakały za tym synem i bratem,
                                          nie wziąłem tego ubrania, ponieważ przeżywałem ten ich okropny smutek, a jakbym
                                          włożył to ubranie, to bym zawsze czuł i przeżywał ich rozpacz. On może gdzieś
                                          żyje. Jak drugi raz przyjechałem do tych Chochajarów i przywiozłem żywność,
                                          dały mi na przechowanie swoje osobiste rzeczy i mówiły: jak przeżyjemy, to nam
                                          oddasz, a jak nie, to zostanie tobie. Ja te rzeczy zawiązałem do małego
                                          prześcieradła i powiesiłem na gwoździu w komorze pod sufitem w pustym
                                          pomieszczeniu, aby myszy nie pogryzły. Jak był napad polskiej bandy na naszą
                                          wieś, to jeden rabuś podskoczył i zabrał te rzeczy, co miałem do przechowania.
                                          Po napadzie jak rano przyleciałem, to zobaczyłem kufry zrąbane, wszystko
                                          poprzewracane, brat i siostra leżeli twarzami do podłogi, brata bili i kopali,
                                          złamali mu trzy żebra, które się źle zrosły. Siostrę, jak chciała brata bronić
                                          i strasznie krzyczała, to rabuś przycisnął głowę karabinem do podłogi. Tak ją
                                          przestraszyli, że zniszczyli jej zdrowie na całe życie. To, co piszę, piszę
                                          prawdę, co mi utkwiło w mojej młodej pamięci i proszę nie wziąć mojej
                                          wypowiedzi za złośliwość lub głupotę.
                                          Jak my przyjechali na zachód, to na zebraniu w Szprotawie Żyd z Grybowa tak
                                          mówił do Polaków: żebyście tym ludziom nie dokuczali, nie robili krzywdy, to są
                                          dobrzy ludzie, ja ich znam. Wasyl Kyrda rodem z Brunar, jak poszedł we
                                          Wrocławiu do Żyda z Grybowa, lekarza, a ten lekarz, jak się dowiedział, że on z
                                          Brunar Łemko, to Kyrdę obcałował i było tam u tego lekarza więcej Żydów i
                                          wszyscy Wasyla obcałowali. Widocznie mieli dobre zdanie

                                          • 03.06.07, 21:29
                                            Niewiele zostało po Siemiatyckich Żydach, synagoga, cmentarz

                                            www.kirkuty.xip.pl/siemiatycze.htm
                                            www.bagnowka.com/?m=cm&g=zoom&img=7419&gal=37
                                            i wspomnienia. Z rodzinnych przekazów nie wyniosłem zbyt wielu informacji
                                            dotyczących nadbużańskich Żydów, jedyne co zachowało się w pamięci i przekazie
                                            to bieda, która była nieodłączną towarzyszką Żydów mieszkających w wioskach i
                                            miasteczkach. Ciekawe wspomnienia o siemiatyckich Żydach można przeczytać na
                                            stronie "Głosu Siemiatycz". Nie jest tego niestety zbyt wiele.

                                            "Hersz Belkes, bogaty siemiatycki właściciel fabryki kafli, brzozowych ćwieków
                                            do butów i szewskich kopyt, a prócz tego właściciel domu i składów w Warszawie -
                                            nie zawsze był wielki.
                                            Pamiętam go jeszcze w 1888 roku, jak Żydzi mawiali mizernym łapserdakiem,
                                            kapcanem, który się zgodził u mnie z paroma jeszcze wspólnikami, do malowania w
                                            Słowiczynie drzwi, okien, wytapetowania pokoi itp. robót we dworze.
                                            Własnoręcznie wtedy Herszek pędzlem farbą chlapał i klajstrem paćkał po
                                            tapetach. Obdarł mnie wtenczas, niedoświadczonego młodzika, haniebnie
                                            Bawił się on także w owych czasach i drobniutkimi, lokalnymi dostawami, czego
                                            kto w śpiących wówczas, zapadłych Siemiatyczach potrzebował.
                                            Raz na przykład dostarczył popu Hereminowiczowi trochę owsa i otrzymał od niego
                                            kwit na piętnaście rubli. Lecz, że batiuszka nie wypisał należnej sumy literami,
                                            więc zmyślny Herszek, by go na przyszłość nauczyć rozumu, dopisał do cyfry zero
                                            i z piętnastu urosła należność do stu pięćdziesięciu. Gdy później przy ogólnym
                                            obrachunku batiuszka rozbudowany ten kwit zobaczył, zrobił się z tego zera
                                            wielki harmider i gewałt. Reb Hersz został szpetnie aresztowany, a sąd
                                            przysięgłych w Bielsku uznał go winnym fałszerstwa w celach zysku i artysta
                                            trafił do więzienia.
                                            To stanowiło przełom w jego życiu. Hersz, jakby los wielki wygrał na loterii:
                                            koza stała się dla niego szczęściem. I jak ongi mądry, dobry prałat Faria
                                            kształcił w ponurych podziemiach zamku If więzionego tam hrabiego de Monte
                                            Christo, tak za jakieś łajdactwo skazany kaflarz, towarzysz niedoli przez zły
                                            los prześladowanego Herszka, siedzący z nim w jednej celi, z nudów stał się jego
                                            mistrzem i twórcą późniejszej jego fortuny"

                                            siemiatycze.com/histor_zydzi_w_pamietniku.html
                                            A historia z poprzedniego postu ma w sobie jakąś magię, trudno oprzeć się
                                            wrażeniu, że ma w sobie bardzo duży ładunek emocjonalny.
                                            • 04.06.07, 18:21
                                              Radku - WIELKIE DZIęKI za wzbogacenie kolekcji naszych judaików o "przypowieści
                                              siemiatyckie". Będę je musial rozczytać i spozytkować.
                                              A temat opowieści Starego Mądrego Lemka ?? To piekna opowieść starego człowieka
                                              pogodzonego z życiem, który pomimo strasznych przeżyć potrafil zachować pogodę
                                              ducha i piękną gawędzirska potoczystośc mowy smile)
                                              Pozdrawiam
                                              • 05.06.07, 17:53
                                                To niesamowite - w tej sekcji "bagnówki" znalazłem kilka niznanych mi zdjęć
                                                Zydów rzeszowskich. Tu np zamiatających ulice w okolicach koscioła farnego ,
                                                dzisiejszej ulicy 3 maja - za Niemców - Herrengasse

                                                www.bagnowka.com/media/ww/4/50/165Bozena%20160.jpg

                                                • 05.06.07, 18:12
                                                • 05.06.07, 19:42
                                                  www.bagnowka.com/media/ww/4/50/
                                                  Tu komplet zydowskich zdjęć z Rzeszowa .
                                                  • 06.06.07, 10:53
                                                    Zanim zniknę na kilka dni zalinkuję jeszcze kilka zdjęć.
                                                    Pierwszy link to drohiczyński cmentarz, kolejne to fotografie z Siemiatycz, z
                                                    okresu wojny.

                                                    www.kirkuty.xip.pl/drohiczyn.htm
                                                    box.zetobi.com.pl/glos_siemiatycz/Fot6AAN.html
                                                    box.zetobi.com.pl/glos_siemiatycz/Fot14AAN.html
                                                    box.zetobi.com.pl/glos_siemiatycz/Fot37AAN.html
                                                  • 06.06.07, 17:07
                                                    ja też gdzieś ruszę i jutro i sobote - niedziele smile

                                                    A powracający temat Siemiatycz - bardzo ciekawy i także w wątku judaików smile
                                                  • 20.06.07, 21:42
                                                    Kolejne linki zachęcające do odwiedzenia Podlasia. Co prawda to już tereny
                                                    zupełnie białoruskie, lecz sądzę, że nikt nie będzie miał za złe smile)

                                                    "Z historią miasteczka nierozerwalnie związane są losy zamieszkującej je
                                                    społeczności żydowskiej. Osiedlili się oni tutaj już na początku XVI wieku i
                                                    dzięki otrzymanym od króla polskiego przywilejom dokonali gospodarczego
                                                    ożywienia Krynek. Wtedy głownie zajmowali się handlem.
                                                    (...)
                                                    Przez cały ten czas - od I połowy XVI wieku, przez czas zaborów (kiedy to Krynki
                                                    znalazły się na granicy zaboru rosyjskiego i pruskiego), a także po I wojnie
                                                    światowej - Żydzi stanowili zdecydowaną większość miejscowej społeczności.
                                                    Zagładę przyniosły im dopiero lata II wojny światowej, kiedy to na terenie
                                                    Krynek utworzono getto, które następnie zlikwidowano, a ostatni Żydzi trafili do
                                                    obozu w Treblince. Zniszczone podczas wojny i wyludnione Krynki utraciły w
                                                    ostatecznie prawa miejskie"

                                                    www.krynki.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=44&Itemid=48
                                                    www.kirkuty.xip.pl/krynki.htm
                                                    www.diapozytyw.pl/pl/site/slady_i_judaica/krynki
                                                  • 20.06.07, 21:57
                                                    Witam - widać że siedlismy przy PC w tym samym czasie.
                                                    A ja przytocze tu zdjecie ktore przeraża mni ilekroć go oglądam - gdy mysle że w
                                                    jakimś tam wcieleniu mógłbym się znaleść w owym przerażonym tłumie Zydów
                                                    warszawskich poddawanych selekcji.
                                                    Te przerażające postacie hitlerowskich zołdaków w stalowych chełmach z pałkami w
                                                    ręku i przerażeni LUDZIE !!
                                                    Są takie zdjęcia z czasów Akcji Wisła- gdy miejsce Zydów zajmują Lemkowie a role
                                                    hitlerowskich zołdaków graja inni zołnierze w ...rogatywkach, panowie zycia i
                                                    smierci łemkowskich wygnańców sad
                                                    A tu póki co owo warszawskie zdjęcie

                                                    isurvived.org/Pictures_iSurvived-2/warsaw_ghetto-captured.GIF
                                                  • 20.06.07, 22:19
                                                  • 14.07.07, 19:44
                                                    Namawiam na przeczytanie książki Pani Katarzyny Zimmerer "Zamordowany świat -
                                                    losy Żydów w Krakowie 1939 - 1945" Wydawnictwo Literackie Kraków 2004.
                                                    Książka prawdziwa, przerażająca i jak sądzę wolna od kłamstw, półprawd i zmyśleń
                                                    jakich pełno w pseudohistorycznych "książkach" o tzw zbrodni wołyńskiej
                                                  • 15.07.07, 22:55
                                                    Przejezdnie - odwiedziłem ostatnio małe, piękne miasteczko na Zamojszczyźnie -
                                                    Józefów, z okazała i piękną w proporcjach synagogą stojąca w narożniku rynku i
                                                    ... fajną cukierenką z dobrymi wypiekami w pobliżu ( ach te ciasteczka-babeczki
                                                    z rabarbarem smile)
                                                    To dawne sztetł o którym można poczytać w wielu opowiadaniach I.B. Singera
                                                    A niżej daje link do opisu miasteczka i jego historii :


                                                    www.izrael.badacz.org/zydzi_w_polsce/katalog_lubelskie_jozefow.html
                                                    Miasto Józefów jest siedzibą gminy o tej samej nazwie, położonej w województwie
                                                    lubelskim, powiat Biłgoraj. Miasto liczy 2,7 tys. mieszkańców (1998 r.). Leży na
                                                    południowo-zachodnim skraju Roztocza Środkowego, nad źródłowym odcinkiem
                                                    Niepryszki (dorzecze Tanwi), na skraju Puszczy Solskiej.
                                                    Miasto Józefów zostało lokowane w 1725 roku na terenie wsi Majdan Niepryski.
                                                    Józefów stał się centrum handlowym, usługowym i administracyjnym tej części
                                                    Ordynacji Zamojskiej. Od samego początku osiedlali się tutaj Żydzi, którzy
                                                    stanowili większość mieszkańców. W 1744 roku wybudowano drewnianą synagogę. Od
                                                    1772 roku Józefów znajdował się w zaborze austriackim, od 1809 roku w Księstwie
                                                    Warszawskim, od 1815 roku w Królestwie Polskim. W 1820 roku w Józefowie powstała
                                                    hebrajska drukarnia C. Waxa. Za jej sprawą, Józefów zasłynął w produkcji
                                                    papieru. W latach 30-tych XIX wieku produkcja tej jednej drukarni stanowiła 80%
                                                    produkcji całego województwa lubelskiego. W 1830 roku mieszkało tu 849 Żydów
                                                    (73% ludności). W owym czasie w Józefowie działały dwie drukarnie żydowskie,
                                                    które drukowały książki hebrajskie eksportowane do Rosji, Wołoszczyzny
                                                    (dzisiejsza Rumunia i Mołdawia), a nawet do Turcji. W 1863 r. podczas powstania
                                                    styczniowego, powstańcy polscy stoczyli w pobliżu Józefowa bitwę z wojskami
                                                    carskimi. Po upadku powstania, w 1870 r. władze carskie pozbawiły Józefów praw
                                                    miejskich. W drugiej połowie XIX wieku istniał tutaj silny ośrodek chasydzki
                                                    skupiony wokół rabinów B. Hercensztoka i Szmona Panczewskiego. W 1883 r. pożar
                                                    zniszczył najsłynniejszą żydowską drukarnię C. Waxa. W 1905 r. stanowili 72%.
                                                    W okresie międzywojennym większość domów położonych w centrum oraz sklepy
                                                    należały do Żydów. W 1921 roku w Józefowie mieszkało 1.050 Żydów, stanowiąc 78%
                                                    ogółu mieszkańców.
                                                    Podczas hitlerowskiej okupacji, Niemcy utworzyli tutaj getto, w którym
                                                    skupili wszystkich Żydów z okolicy. W późniejszym czasie przywieziono do
                                                    Józefowa Żydów deportowanych z Konina. W Józefowie znajdowały się dwa obozy
                                                    pracy przymusowej dla Żydów. W getcie dochodziło do częstych egzekucji, między
                                                    innymi w maju 1942 roku trzech gestapowców zastrzeliło stu kilkudziesięciu
                                                    Żydów. W historii getta najtragiczniejszym dniem był 13 lipca 1942 roku, kiedy
                                                    to hitlerowcy rozstrzelali 1.500 Żydów u stóp Góry Winiarczykowej. Pozostałych
                                                    około 400 Żydów wywieziono do obozu pracy przymusowej w Lublinie. Okolice
                                                    Józefowa były rejonem intensywnych działań polskiej partyzantki. W czerwcu 1943
                                                    r. oddziały AK podjęły brawurową akcję i na jeden dzień zajęły miasto. Okolica
                                                    była nazywana Republiką Józefowską. W ramach represji Niemcy dokonywali masowych
                                                    egzekucji cywilnej ludności polskiej. W czerwcu 1944 r. Niemcy stoczyli tutaj
                                                    ciężką bitwę z oddziałami partyzanckimi, które usiłowały wydostać się z okrążenia.
                                                    W 1988 roku Józefów ponownie uzyskał prawa miejskie.
                                                    Z ciekawostek znajdują się tutaj ratusz (1775 r.), kościół (1886 r.) i
                                                    kamieniołomy (wapień i piaskowiec). O turystycznej atrakcyjności miasta świadczy
                                                    fakt, że leży na terenie Roztaczańskiego Parku Narodowego, Parku Krajobrazowego
                                                    Puszczy Solskiej i Krasnobrodzkiego Parku Krajobrazowego. Z racji swego
                                                    położenia Józefów jest idealnym miejscem do rozpoczęcia zwiedzania Roztocza
                                                    Środkowego...............



                                                  • 22.08.07, 15:57
                                                    Wątek o Drohiczynie pojawił się już tutaj. Teraz uzupełnienie.
                                                    Spisy ludności przeprowadzane za czasów Cesarstwa Rosyjskiego mówią, że Żydzi
                                                    stanowili w pewnych okresach drugą co do liczebności grupę ludności, w
                                                    niektórych nawet pierwszą.
                                                    Spis z 1861 roku podaje następujące liczby:
                                                    520 Rusinów
                                                    498 Żydów
                                                    384 Polaków
                                                    W 1897 roku ludność żydowska to już 784 osoby. W okresie II RP Żydzi stanowili
                                                    ponad 41% ludności. W radzie miasta przed II wojną mieli 3 mandaty na ogólną
                                                    liczbę 12.
                                                    Jak we wszystkich miasteczkach kres istnienia społeczności żydowskiej położyła
                                                    II wojna.
                                                    Dzięki forum zacząłem się interesować i tą częścią historii Podlasia. Poniżej
                                                    to, co udało mi się znaleźćsmile

                                                    www.jewishgen.org/yizkor/Drohiczyn/dro900.html
                                                    fotografie z Drohiczyna

                                                    www.jewishgen.org/yizkor/Drohiczyn/Drohiczyn.html
                                                    i do poczytania (tekst angielski)
                                                  • 16.09.07, 16:32
                                                    www.igipz.pan.pl/ksig/monografia5.pdf


                                                    Według ostrożnych szacunków historyków zagładę przeżyło nie więcej niż 300
                                                    tys.polskich Żydów,z tego w Polsce w chwili wyzwolenia 100 tys.i 160 tys.w ZSRR
                                                    (Kersten,1963,s.26).Inną ocenę przedstawiła Teresa Prekerowa
                                                    (1993,s.384)pisząc:„W związku z bardzo fragmentaryczną powojenną ewidencją,oceny
                                                    strat polskich Żydów są rozbieżne i wahają się od 85 do 89%ich
                                                    przedwojennejliczby 3,5 mln osób,co oznacza,że wojnę przeżyło zaledwie 380
                                                    tys.do 500 tys.Żydów.Jeszcze większe różnice występują w ocenie liczby Żydów
                                                    polskich uratowanych w ZSRR (ponad 200 tys.),w obozach niemieckich (20 –40
                                                    tys.),wśród ludności polskiej z jej pomocą lub bez (30 –60 tys.),w partyzantce i
                                                    w lesie (10 –15
                                                    tys.),w wojsku polskim poza Związkiem Radzieckim lub w krajach,do których
                                                    niektórzy zdołali wyemigrować w pierwszych latach wojny ”.
                                                    W listopadzie 1944 r.w Lublinie,na wyzwolonym obszarze kraju,powstał Centralny
                                                    Komitet Żydów w Polsce (CKŻP),którego jednym z zadań było organizowanie pomocy
                                                    ocalałym.Równocześnie,w listopadzie 1944 r.rozpoczęła się repatria-cja z
                                                    Ukrainy,a od kwietnia 1945 r.z Litwy i Białorusi,w ramach której powróciło do
                                                    Polski 54,6 tys.polskich Żydów.W połowie czerwca 1945 r.w ewidencji CKŻP.

                                                    Większa fala powrotów nastąpiła w ramach repatriacji z głębi ZSRR,skąd od lutego
                                                    do lipca 1946 r.powróciło 136,6 tys.polskich Żydów (por.rozdział XI.2).

                                                    Kierowano ich głównie na ziemie zachodnie,przede wszystkim do Szczecina –28,3
                                                    tys.i na Dolny Śląsk –85,6tys..(por.ryc.XI.2.3),gdzie niezniszczone miasta
                                                    stwarzały warunki do normalnej egzystencji i odrodzenia żydowskiego życia
                                                    społecznego,a jednocześnie nowi osadnicy mieli zagospodarować te ziemie.
                                                    Jak wynika z danych źródłowych (Misztal,1992,tab.10 i 11),wśród repatriantów
                                                    zarejestrowanych w komitetach żydowskich przed końcem czerwca 1946 r.
                                                    (tab.VIII.25)dominowała ludność w młodszym wieku produkcyjnym (22 –45 lat)
                                                    stanowiąc 56,3%ogółu.Zdecydowanie odbiegał od normalnego niski udział dzieci w
                                                    wieku 0 –14 lat (20,1%)i przede wszystkim bardzo niski udział ludności w wieku
                                                    56 lat i więcej (6,4%ogółu).Dla porównania:w spisie z 1931 r.udział dzieci w wie-
                                                    ku 0 –14 lat wynosił 33,6%,a ludności w wieku 56 lat i więcej – 10,3%%.
                                                    Żydzi ocaleni z zagłady nie mogli na ogół powrócić do swoich dawnych siedzib,
                                                    gdyż bądź nie istniały bądź były zajęte przez miejscową ludność nie zamierzającą
                                                    ich opuścić w sytuacji ostrego kryzysu mieszkaniowego.Z reguły zatrzymywali się
                                                    w większych miastach,dających poczucie bezpieczeństwa.Na ziemiach dawnych
                                                    większymi skupiskami Żydów były Łódź (16 tys.),Kraków (7,5 tys.),Warszawa (5
                                                    tys.)oraz Katowice (8 tys.).
                                                    Doświadczenia niedawnej przeszłości przywróciły dyskusję co do przyszłości.
                                                    Ścierały się dwie opcje:emigracji do Palestyny,propagowana przez syjonistów,
                                                    oraz pozostania w Polsce i odrodzenia wspólnoty żydowskiej,wspierana przez
                                                    komunistów i socjalistów,odgrywających ważną rolę w nowych władzach.Przeważyły
                                                    tendencje emigracyjne,a silnym bodźcem stało się antysemickie nastawienie
                                                    znacznej części społeczeństwa polskiego,przede wszystkim pogrom w Kielcach,
                                                    gdzie 4 lipca 1946 r.zamordowano 42 Żydów,oraz trwająca w 1946 r.„akcja
                                                    pociągowa ”,w której głównie oddziały Narodowych Sił Zbrojnych zamordowały w
                                                    pociągach około 200 Żydów Adelson,1993,s.393,402)..

                                                    „Wyzwolenie przyniosło wzrost antysemityzmu,jakkolwiek w świadomości większości
                                                    społeczeństwa problem żydowski przestał istnieć.[...] Ale okazało się,,że część
                                                    Żydów przeżyła,że chce wrócić do swoich domostw,które do nich już nie
                                                    należały,do warsztatów przejętych przez Polaków,do miast,gdzie pozostały po nich
                                                    tylko zgliszcza
                                                    gett.[...] Dodatkowym bodźcem,,jednym z najważniejszych (wpływających na
                                                    pogłębienie konfliktu)był nieliczny wprawdzie,ale istotny udział Żydów w
                                                    tworzeniu nowego systemu władzy.Fakt ten często wykorzystywała propaganda
                                                    antysemicka, wzbudzając uczucie szowinizmu wśród części społeczeństwa.Powielano
                                                    schemat Żyda-komunisty,którego zadaniem było zniszczenie narodowopolskiej opozycji.

                                                    Z jaką siłą ta propaganda oddziaływała na świadomość społeczeństwa świadczy
                                                    fakt, że w pewnych kręgach ów schemat pokutuje do dzisiaj ” ((Adelson,1993,s.400).
                                                    Do końca 1947 r.legalnie i nielegalnie wyjechało z Polski co najmniej 170 tys.
                                                    ludności żydowskiej i w końcu 1948 r.mieszkało już tylko około 100 tys.Żydów,
                                                    czyli około 3%przedwojennej społeczności żydowskiej (Tomaszewski i Żbikowski,
                                                    2001,s.170).Tendencjom emigracyjnym sprzyjało utworzenie w dniu 14 maja 1948
                                                    r.państwa żydowskiego – Izraela,,na terytorium Palestyny,zgodnie z rezolu-
                                                    cją Zgromadzenia Ogólnego ONZ z 29 listopada 1947 r.
                                                    Powojenną emigrację ludności żydowskiej szerzej omówiono w rozdziale XI.2, tutaj
                                                    tylko pokrótce przypomnimy,że do końca 1950 r.wyjechało z kraju dalsze 30
                                                    tys.osób i w połowie 1951 r.społeczność żydowska liczyła 60 –80 tys.osób.
                                                    W kolejnej fali emigracyjnej po 1956 r.opuściło Polskę około 27 tys.Żydów,a po
                                                    partyjnej nagonce antysemickiej marca 1968 r.w okresie 1968 –1971 wyjechało 15
                                                    –30 tys.osób,głównie do Europy zachodniej.W kraju pozostało nie więcej niż 5 –10
                                                    tys. ludności żydowskiej (Tomaszewski i Żbikowski,2001,s.170 –171),w znacznym stop-
                                                    niu zasymilowanej.Podane szacunki nie bilansują się z danymi zawartymi w tabeli
                                                    VIII.26,która obejmuje tylko osoby zarejestrowane w Centralnym Komitecie Żydóww
                                                    Polsce,a po 1950 r.w Towarzystwie Społeczno-Kulturalnym Żydów w Polsce.
                                                    Koniec cytatu
                                                  • 25.09.07, 21:28
                                                    Dzięki za interesujący tekst.
                                                    Ze swej strony proponuję, myślę że też ciekawy, tekst z "Dziennika" anonsowany
                                                    przez Bialorus.pl

                                                    "Pochodzący z Białorusi Alex Kurzem jako pięciolatek był świadkiem, jak 21
                                                    października 1941 r. żołnierze Waffen SS zamordowali jego matkę, brata i siostrę
                                                    oraz kilkaset osób z jego rodzinnej miejscowości. Kilka miesięcy później sam
                                                    znalazł się w szeregach SS. Został pupilem łotewskich esesmanów. Teraz opisał
                                                    swoje wstrząsające wspomnienia w książce "The Mascot" (Maskotka) - pisze DZIENNIK"

                                                    www.bialorus.pl/index.php?Rozdzial=Wiadomosci&&wiecej=14185
                                                    Zachęcam do lektury całości.
                                                  • 26.09.07, 16:29
                                                    Witam. Historia owego bohatera - przypomina zastanawiająco wiernie historię
                                                    bohatera filmu Agnieszki Holland...a zresztą proszę to przeczytać :
                                                    Cytuję :

                                                    Życie często tworzy historie, których nie wymyśliłby żaden pisarz ani filmowiec.
                                                    Potwierdza to dobitnie biografia Salomona Perela - kanwa scenariusza "Europy,
                                                    Europy" Agnieszki Holland. Historia zakpiła sobie z żydowskiego nastolatka, nie
                                                    niszcząc go, ale w pewnym sensie wynosząc ponad innych, nie pozwalając mu stać
                                                    się postacią tragiczną. Perel urodził się w żydowskiej rodzinie w Saksonii.
                                                    Wkrótce, uciekając wraz z rodzicami przed faszystowskimi prześladowaniami,
                                                    wyemigrował wraz z rodzicami i rodzeństwem do Polski. Po jej zajęciu przez
                                                    hitlerowców rodzice wysłali go wraz z bratem dalej na Wschód. W Grodnie Sally
                                                    wylądował w sierocińcu. Tu dostał się pod wpływ komunistycznej indoktrynacji.
                                                    Wstąpił do Komsomołu. Niebawem jednak w jego biografii dokonał się gwałtowny
                                                    zwrot. Wpadł w ręce Niemców, którzy nie wiadomo jakim cudem uznali go za typ
                                                    czystego...aryjczyka. Sally, chcąc przetrwać, robi wszystko, żeby ukryć prawdę i
                                                    przeżyć. Mimowolnie zostaje niemieckim bohaterem wojennym, gorliwym wyznawcą
                                                    nazistowskich haseł. Usynowiony przez oficera junkra, zostaje wysłany w nagrodę
                                                    do elitarnej szkoły Hitlerjugend... Krytyka porównywała film Agnieszki Holland
                                                    do filozoficznych przypowiastek Woltera, a jego głównego bohatera do Kandyda.
                                                    Motto "Europy, Europy" mogłoby brzmieć: "Najważniejszym motorem ludzkiego
                                                    działania jest chęć przetrwania. Inne motywacje, takie jak np. poczucie
                                                    tożsamości rasowej lub narodowej czy normy moralne mają znaczenie drugorzędne".
                                                    Instynkt samozachowawczy był tym, co uratowało Perela. Za jaką jednak cenę?
                                                    Reżyserka nie odpowiada na to pytanie. Nie odpowiada też na inne, co mieli jej
                                                    za złe niektórzy recenzenci. Bo kto jest właściwie oskarżonym w "Europie,
                                                    Europie"? "Anonimowe mechanizmy historii? Ułomna ludzka natura? Dekadencka
                                                    kultura Europy, dzięki której mogły narodzić się totalitaryzmy?" - pytał
                                                    branżowy "Film". Czy Sally Perel to geniusz oportunizmu czy zaszczuty,
                                                    zdezorientowany chłopak, rozpaczliwie walczący o życie? Kim jest: Żydem,
                                                    Polakiem, komunistą, nazistą, "Europejczykiem"? Według pierwotnej wersji
                                                    scenariusza film miała kończyć scena, w której Perel spotyka się po latach z
                                                    kolegami - Niemcami i ze wzruszeniem śpiewa hitlerowskie pieśni. Czy gdyby
                                                    producenci nie przestraszyli się żydowskiej publiczności, odpowiedź na pytanie o
                                                    tożsamość Perela byłaby łatwiejsza? W końcowej scenie filmu na ekranie pojawia
                                                    się autentyczny Salomon Perel, który po wojnie dokonał kolejnej mistyfikacji i
                                                    jeszcze raz zmienił sobie życiorys, by móc wyjechać do Izraela. "Europa, Europa"
                                                    spotkała się z bardzo przychylnym przyjęciem po obu stronach Atlantyku. W 1992
                                                    roku uhonorowano ją Złotym Globem dla najlepszego filmu zagranicznego. W USA
                                                    otrzymała ponadto Nagrodę Krytyki Nowojorskiej, Nagrodę Krytyki Bostońskiej i
                                                    kilka pomniejszych wyróżnień. Najsurowiej potraktowano film w Niemczech, skąd
                                                    miał być początkowo zgłoszony jako kandydat do Oscara w kategorii filmu
                                                    zagranicznego i - sądząc po pochwalnych recenzjach w Ameryce - miał duże szanse
                                                    na nagrodę Akademii. Podnoszone w Niemczech liczne protesty tych, którzy "pragną
                                                    zapomnieć o oficjalnej winie", jak reżyserka określiła to w wywiadach, sprawiły,
                                                    że RFN wycofała się z Oscarowych zmagań. "Europa, Europa" musiała zadowolić się
                                                    nominacją do tej nagrody w kategorii "najlepszy scenariusz".

                                                    www.filmpolski.pl/fp/index.php/123298


                                                  • 17.10.07, 16:23
                                                    taki tytuł - "Kosciół katolicki i antysemityzm w Polsce w latach 1933-1939"
                                                    nosi książka Ronalda Modrasa rekomendowana przez Tygodnik Powszechny z 2004
                                                    roku- Wydawnictwo Homini

                                                    http// www.homini.com.pl

                                                    Książka z przedmową osoby dającej gwarancję jakości - Stanisława Obirka -
                                                    jeszcze wtedy jezuity smile i dedykacją "pamięci Jerzego Turowicza redaktora
                                                    naczelnego "Tygodnika Powszechnego" oraz ojca Stanisława Musiała z Towarzystwa
                                                    Jezusowego"
                                                  • 22.10.07, 18:58
                                                    A więc zdobyłem tę pięknie wydaną i dobrze napisaną książkę.

                                                    Cena nominalna 59 zł - szczęśliwie wydobyta z kosza "taniej książki" za jedyne
                                                    19 zł .
                                                    Autorka Anna Bikont - i na tym mógłbym zakończyć cała recenzję .
                                                    Ale nie - polecam masę zdjęć, rysunków "sytuacyjnych" , wspomnienia i polskich i
                                                    żydowskich mieszkańców Jedwabnego i Radziłowa...I jeden rozdział który
                                                    podsumowuje swym tytułem całą zawartość pięknie graficznie i treściowo wydanej
                                                    księgi --Rozdzial 15 "Przyzwoici polscy młodzieńcy i chuliganie czyli o
                                                    mordercach w Jedwabnem, Radziłowie, Wąsoczu i okolicach"
                                                    Ale jest też i o tych "sprawiedliwych" i o krewnych morderców którzy chcieli by
                                                    odkupić grzechy krewnych...
                                                    A jak ktoś chce uzupełnić lekturę o całkiem przyzwoitą recenzję tej księgi to
                                                    polecam "Żydzi, sowieci i my" Krzysztofa Masłonia z zawartą na stronie 47
                                                    recenzją "Tu i teraz, tam i wtedy. O książce "My z Jedwabnego" Anny Bikont"
                                                    Autor recenzji daleki jest od pochwał - jego prawo.
                                                    Na stronie 28 - recenzja "Memorbuch" Henryka Grynberga.
                                                    Acha - to też nabytek z Taniej książki - przecena z 24,9 zł na 9 zł.
                                                    Co to sie dzieje gdy hity można kupować za całkiem przyzwoitą cenę smile
                                                  • 08.01.08, 17:15
                                                    Tak pokrótce można streścić dwa ciekawe artykułu jakie ostatnio ukazały się w
                                                    Gazecie świątecznej i Dużym formacie. Pierwszy to fragment- zapowiedź nowej
                                                    ksiązki Grossa o polskich pogromach Żydów ocalałych z Holocustu.
                                                    Wparwdzie na ten temat opowiadał już znany film Lanzmanna "Shoach" ale u Grossa
                                                    mamy zestawione popełnione w 1945 roku pogromy ludności zydowskiej w Rzeszowie,
                                                    Krakowie i Kielcach.
                                                    A drugi artykuł to opowieść o chłopach spod Treblinki i ..bodaj Bełżca którzy
                                                    jak hieny cmentarne dorabiali się majątków wykopując złote zęby i kamienie
                                                    szlachetne pozostałe wśród szczątków Zydów pomordowanych w miejscach zagłady.

                                                    Oczywiście jak dorwę ksiązkę "Strach" - tu ją też przywołam.
                                                  • 08.01.08, 22:19
                                                    Strach "dorobił" się już takiej sławy, że nawet prokuratorzy chcą się z tą książką zapoznać, czy przypadkiem nie szkaluje narodu polskiego.
                                                    Nie jestem specjalistą od książek p. Grossa, ale miałem okazję przeczytać, że napisał też prace dotyczące deportacji Polaków na Syberię i były to pozycje równie wstrząsające. Szkoda, że "naszodziennikowcy" o tym nie wspominają.
                                                    A swoją drogą muszę tę książkę kupić, ale chyba nie w tym miesiącu, po Świętach dziura w budżecie.
                                                  • 09.01.08, 07:41
                                                    Pamowie!To jest podejście do tematu.Jeszcze wszystkiego nie przeczytałem i nie
                                                    obejrzałem w tym wątku,ale po lekturze tego co już przejrzałem, mogę tak
                                                    powiedzieć.Mimo swego wieku jestem młodym iternautą i nie potrafię się tak
                                                    poruszać w nim jak Wy,poszukując materiałów może spotkaliście sie z materiałami
                                                    o moim miasteczku - Orla.Jak coś by było to dajcie znać.Orla do II wojny to
                                                    około 3 tys.żydów i 1,5tys. rusinów.Została piekna synagoga,zdewastowany kirkut
                                                    oraz trochę domów i kaflarnia
                                                  • 09.01.08, 16:44
                                                    Tematyką żydowską zainteresował mnie Piotr, jeszcze na "grekokatolikach"
                                                    Dla potrzeb rozmów wyszperałem trochę informacji nt. Podlasia. Znalazły się tam również informacje dotyczące Orli.
                                                    Poniżej garść linków i mały cytat na zachętęsmile

                                                    www.kirkuty.xip.pl/orla.html
                                                    www.izrael.badacz.org/zydzi_w_polsce/katalog_podlaskie_orla.html
                                                    www.polin.org.pl/cities/182/takbylo/16/
                                                    "W ORLI

                                                    Z Bielska przeszłam na służbę do Żydów w Orli. Pracowałam u Abla Brzezińskiego, który mieszkał w tym miejscu, gdzie potem było kino, naprzeciw cerkwi. Jego rodzina sprzedawała płótno. Praca tam taka była: nocą szłam pakować towar. Nocowałam u nich, bo bałam się chodzić tak późno - było dużo psów. Cały towar leżał w piwnicy i te bele płótna trzeba było poprzenosić na furę. Żydowi żal było konia szybko pędzić, a więc na rynek do Hajnówki wyjeżdżaliśmy bardzo wcześnie.
                                                    Pamiętam takie zdarzenie. Żyd spojrzał na niebo i pokazał. Spojrzałam na północ i zobaczyłam trzy szerokie łuny od nieba do ziemi. Zapytałam go, co to takiego. „Będzie wojna” - odpowiedział"

                                                    www.bialorus.pl/index.php?pokaz=archiwum&&Rozdzial=archiwum&&strona=432&&wybrane=10069
                                                    Miłej lektury.
                                                  • 09.01.08, 17:47
                                                    Panią Zinę Niedzielską miałem przyjemność poznać osobiście,a wspomnienia spisał
                                                    mój szwagier Michał Mincewicz którego ojciec był Białorusem z Baranowicz.Dzięki
                                                    bardzo.Może umiesz wejśc gdzieś do jakiegoś archiwum żydowskiego w Izraelu,tu
                                                    pewnie coś by się znalazlo.Wiem,że przeżyła rodzina fabrykantów Weisztejnów gdyż
                                                    sowieci wywiezli ich na sybir a potem z armią Andersa trafili do Izraela - może
                                                    coś o nich
                                                  • 09.01.08, 17:55
                                                  • 11.01.08, 19:17
                                                    Więc kupiłem już tę ksiązkę - za jedyne 39 zł.
                                                    Myslę że warto - bo ponoć prokuratura w Krakowie juz bada jej "nieprawomyslność"
                                                    wobec narodu polskiego.
                                                    Nim zaczną konfiskatę smile - poczytajcie fragmenty recenzji z GW

                                                    serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,3462476.html
                                                    "Strach" - książka, która wstrząśnie Polską
                                                    Marcin Gadziński, Waszyngton 2006-07-05, ostatnia aktualizacja 2006-07-05 11:16

                                                    Książka "Strach" Jana Tomasza Grossa ukazała się w Ameryce w 60. rocznicę
                                                    pogromu kieleckiego. W Polsce może wywołać nie mniej kontrowersji, niż jego
                                                    "Sąsiedzi"opowiadający o masakrze w Jedwabnem


                                                    "O rany, to ty żyjesz?". Tak witali powracających do swoich domów Żydów ich
                                                    polscy sąsiedzi, znajomi sprzed wojny. Z nieskrywaną mieszanką zaskoczenia,
                                                    zakłopotania, może wstydu. I niepokoju. Reagowali, jakby ktoś ich na czymś
                                                    przyłapał. Zdaniem Jana Grossa tak było wszędzie - w dużych miastach,
                                                    miasteczkach, wioskach polskiej prowincji, które dopiero co opuścili Niemcy.

                                                    Zaskoczenie było zrozumiałe, bo przecież podczas wojny zginęło ponad 90 proc.
                                                    Żydów mieszkających w Polsce przed rokiem 1939. Polacy raczej nie oczekiwali
                                                    powrotu swoich żydowskich sąsiadów.

                                                    Ale najważniejszy był ten niepokój. Niepokój, który gdy do nich dotarł, gdy go
                                                    przetrawili, zmieniał się w strach.

                                                    (...)

                                                    Pisze Gross: "Przyczyn tej nowej, jadowitej jakości antysemityzmu w powojennej
                                                    Polsce trzeba szukać nie w zbiorowych halucynacjach czy przedwojennych
                                                    stosunkach, ale w rzeczywistych doświadczeniach z lat wojennych. Dopóki ktoś nie
                                                    zaproponuje alternatywnego wyjaśnienia, musimy uznać, że to szeroko
                                                    rozpowszechniona wśród zwykłych Polaków aprobata nazistowskiej eksterminacji
                                                    Żydów mogła wywołać taką bezduszność. Ocaleli Żydzi byli świadectwem wielkiej
                                                    klęski charakteru i moralności ich polskich sąsiadów, i przez samą swoją
                                                    obecność przypominali i grozili, że może trzeba będzie odpowiedzieć za swoje
                                                    czyny. () Żydzi byli tak przerażający i niebezpieczni dla Polaków nie z powodu
                                                    tego, co Polakom zrobili, lecz z powodu tego, co Polacy zrobili Żydom".

                                                    () Wszędzie tam, gdzie Żydzi byli złupieni, wyklęci, zdradzeni albo zabici przez
                                                    swoich sąsiadów, ich pojawienie się po wojnie wywoływało u Polaków mieszankę
                                                    wstydu i pogardy, które można było zastąpić wspólną żałobą. Ale gdy polskie
                                                    społeczeństwo okazało się niezdolne do żałoby po swych zabitych żydowskich
                                                    sąsiadach, mogło albo ich się pozbyć, albo żyć dalej w hańbie".

                                                    (...)
                                                    Gross opisuje zajmowanie pożydowskich mieszkań, domów, majątków, rozkradanie
                                                    wszystkiego, co tylko miało jakąś wartość. Powołując się na wspomnienia,
                                                    pamiętniki i opracowania historyczne, pisze o warszawiakach ściągającym buty z
                                                    nóg Żydów schwytanych przez Niemców, jak i o chłopach z furmankami ustawiających
                                                    się w kolejce czekającej, aż Niemcy wywiozą z miasteczka ostatnich Żydów i
                                                    będzie można zacząć rabować. Przypomina też "gorączkę złota" w Treblince w 1945
                                                    roku - masowe rozkopywanie okolic obozu, gdzie chowano szczątki Żydów, w
                                                    poszukiwaniu ocalałej biżuterii czy złotych zębów.

                                                    Gross opisuje np. przypadek niejakiej "pani Chrapczyńskiej z Ożarowa", która
                                                    przeklinała swego pecha, gdy wróciła "jej Żydówka" i zażądała zwrotu czterech
                                                    poduszek. I wspomina też kobietę, która z tonącego we krwi budynku w Kielcach,
                                                    gdzie w 1946 roku zabito 40 Żydów, wyniosła pudełko macy, a w filmie
                                                    dokumentalnym Marcela Łozińskiego z 1987 roku opowiedziała z zadowoleniem, jaka
                                                    była smaczna

                                                    "Tego, komu wyrządziliśmy krzywdę, nienawidzimy jeszcze bardziej" - przekonuje
                                                    Gross. I dodaje: "Alergiczna reakcja polskiego społeczeństwa na Żydów ocalonych
                                                    z Zagłady byłaby bez sensu, gdyby polscy sąsiedzi nie wyrządzili Żydom krzywdy
                                                    podczas wojny".

                                                    Aprobatę dla zagłady Żydów z czerpaniem z niej ekonomicznych korzyści świetnie
                                                    oddaje zdaniem Grossa przytoczona opowieść niejakiej "pani Klimaszewskiej z
                                                    Goniądza" na Podlasiu, która po zakończeniu wojny pojechała do pobliskiego
                                                    Radziłowa (gdzie Polacy dokonali w 1941 roku pogromu podobnego do tego z
                                                    Jedwabnego), aby starać się o mieszkanie dla swoich dzieci. Wiedziała, że jest
                                                    wiele wolnych domów pożydowskich. Ale czuwający nad nimi mężczyzna odmówił.
                                                    "Jakbyś zabiła 10 Żydów, to dziś należałby ci się dom" - tłumaczył jej.

                                                    Kobiecina broniła się, twierdząc, że rodzina pomagała przecież w pogromie, a
                                                    jeden z wnuków wlazł nawet na stodołę, w której zamknięto Żydów, by oblać dach
                                                    benzyną

                                                    Gross przypomina właśnie takie wydarzenia - małe i duże, ważne, obszernie
                                                    opisywane, i kompletnie zapomniane szczegóły, strzępy rozmów, pojedyncze zdania
                                                    z pamiętników czy oficjalnych dokumentów. Dzięki temu buduje obraz generalnego
                                                    stosunku Polaków do Żydów tuż po zakończeniu wojny.

                                                    Główną osią książki czyni pogromy Żydów w Krakowie w sierpniu 1945 roku (kilka
                                                    ofiar) oraz w Kielcach (lipiec 1946), w którym jego zdaniem zginęło łącznie z
                                                    ofiarami w sąsiednich wioskach oraz w przejeżdżających przez kieleckie pociągach
                                                    w sumie około 80 osób.

                                                    Pogrom kielecki Gross nazywa "najbardziej krwawym aktem antysemityzmu w Europie
                                                    po II wojnie światowej", a jeśli nie liczyć II wojny, to nawet w całym XX wieku.
                                                    (...)
                                                    Dalszy ciąg "Sąsiadów"

                                                    Nie można "Strachu" porównać do "Sąsiadów" (2000), gdzie Gross mozolnie zebrał
                                                    relacje świadków i dotarł do nieznanych wcześniej materiałów.
                                                    (...)

                                                    Nowe refleksje i wnioski Grossa z pewnością znów nie przysporzą mu w Polsce
                                                    sympatii, z czego autor doskonale sobie zdaje sprawę. I nie waha się stawiać
                                                    kolejnych kontrowersyjnych tez czy prowokacyjnych pytań.

                                                    Gross, cytując podziemne wydawnictwa i oficjalne raporty Armii Krajowej, opisuje
                                                    np. atmosferę na polskich ziemiach wschodnich po wkroczeniu na nie Niemców w
                                                    1941 roku. Według tych raportów duża część ludności wiejskiej witała Niemców
                                                    niczym "wyzwolicieli", przynajmniej na szczeblu lokalnej administracji
                                                    kolaborowała z nimi, i sama z siebie atakowała Żydów. Cytuje raport
                                                    podróżującego po tych terenach oficera AK: "Polacy w tym rejonie uważają Niemców
                                                    za swych wybawicieli. Wszędzie przyjęli ich oddziały entuzjastycznie, kwiatami,
                                                    i zgłaszają się dobrowolnie do współpracy. () Wrogość Polaków do Żydów jest tak
                                                    duża, że lokalni mieszkańcy nie wyobrażają sobie, jak będzie można odbudować w
                                                    przyszłości normalne z nimi stosunki".

                                                    Gross komentuje to: "Jestem pewien, że długo pomijana historia polskiej
                                                    kolaboracji z niemieckimi "wyzwolicielami", po ataku Hitlera na Związek
                                                    Radziecki, gdy zostanie w końcu opisana, wywoła w polskim społeczeństwie
                                                    podobnie zażartą debatę [do tej o Jedwabnem]" - pisze Gross. I dalej: "Ciekawe,
                                                    czy utrwalona w zbiorowej pamięci kolaboracja Żydów z wkraczającymi na polskie
                                                    ziemie Sowietami nie funkcjonuje czasem jako próba zatarcia w tej samej pamięci
                                                    kolaboracji polskich chłopów i mieszkańców małych miasteczek z nazistami, co
                                                    jest dużo bardziej kłopotliwe i trudniejsze do pogodzenia z dominującą wersją
                                                    historii tej wojny".

                                                    (...)
                                                    Żydokumuna?

                                                    Z nie mniejszą werwą zabrał się Gross do obalenia mitu "żydokomuny" - kolejnego
                                                    "usprawiedliwienia" antysemityzmu w powojennej Polsce. Do dziś bywa on
                                                    przedstawiany jako naturalna reakcja na to, że Żydzi zajmowali czołowe miejsca w
                                                    strukturach komunistycznego państwa, a szczególnie w znienawidzonym aparacie
                                                    bezpieczeństwa.

                                                    (...)

                                                    Żydzi popierali władzę komunistyczną - pisze Gross - "na tej samej zasadzie, jak
                                                    przed wojną popierali sanację - bo nie mieli innych opcji, bo każda alternatywa
                                                    była dla nich gorsza". A to, że kilka tysięcy Żydów wstąpiło w szeregi partii
                                                    komunistycznej, nie oznacza - argumentuje - że za polityczne wybory ułamka
                                                    jednego procenta przedwojennej mniejszości żydowskiej mają odpowiadać wszyscy Żydzi.

                                                    Cytując badania prof. Paczkowskiego, Gross ocenia, że ok. 30 proc. ważnych
                                                    stanowisk w powojennym aparacie bezpieczeństwa mogli stanowić Żydzi. Ale
                                                    sprzeciwia się obwinianiu za czyny zbrodniarzy
                                                  • 11.01.08, 19:19
                                                    Cytując badania prof. Paczkowskiego, Gross ocenia, że ok. 30 proc. ważnych
                                                    stanowisk w powojennym aparacie bezpieczeństwa mogli stanowić Żydzi. Ale
                                                    sprzeciwia się obwinianiu za czyny zbrodniarzy takich, jak Berman, Różański,
                                                    Humer czy Brystygierowa innych Żydów. Skoro Żydów na kierowniczych stanowiskach
                                                    było np. 27,5 proc., "to oznacza, że 67,5 proc. stanowili tam sami Polacy" -
                                                    odbija piłeczkę Gross. "Funkcjonowanie komunistycznej tajnej policji nie miało
                                                    związku z tym, czy służyli w niej Żydzi, czy Polacy. Bo przecież działała ona
                                                    równie sprawnie i według podobnego wzorca w Albanii, NRD, na Kubie, w Chinach
                                                    czy Korei Północnej".

                                                    Przypominając "czyszczenie" Polski z Żydów w okresie 1945-46 oraz dwie wielkie
                                                    fale masowej emigracji (1956 i 1968), Gross pisze: "To nie Żydzi sprowadzili do
                                                    Polski komunizm, lecz wręcz przeciwnie, po setkach lat obecności na tych
                                                    ziemiach zostali wreszcie wypędzeni z Polski rządzonej przez komunistyczny reżim".

                                                    Kończąc wątek żydokomuny, Gross znów nie powstrzymuje się od publicystycznych
                                                    ciosów: "Trwałość mitu żydokomuny w powszechnej pamięci można by przypisać,
                                                    między innymi, chęci zagłuszenia poczucia winy Polaków z powodu współpracy przy
                                                    budowie komunistycznego systemu".


                                                    (...)

                                                    Za jedną z możliwych odpowiedzi uznaje to, że zjawisko rodziło się podczas wojny
                                                    na styku dwóch najniższych - według przedwojennej hierarchii - warstw
                                                    społecznych - chłopstwa i Żydów. "Ta krótkowzroczność była rezultatem
                                                    archaicznych, quasi-feudalnych pozostałości w strukturze społecznej i mentalnym
                                                    nastawieniu, które przeważały w polskim społeczeństwie w tamtych czasach".

                                                    Znajduje też głębsze wytłumaczenie. "Ponieważ historii zagłady Żydów nie
                                                    przedstawiono w wojennej prasie podziemnej tak, jak rzeczywiście ona wyglądała
                                                    [ignorowano polskie pogromy takie jak w Jedwabnem], w końcu polskie i żydowskie
                                                    ofiary zlały się w jedną narrację. Wydaje mi się, że nie ze złej woli, ale
                                                    raczej z braku odpowiednich słów, by opowiedzieć tę historię tak, jak naprawdę
                                                    ona wyglądała. To dlatego polska inteligencja była tak zaszokowana powojennym
                                                    wybuchem antysemityzmu. Śmierć i gwałt, jakie spotkały Żydów ze strony polskich
                                                    sąsiadów podczas wojny, zostały wtedy przez inteligencję być może odnotowane,
                                                    ale nigdy nie przetrawione".

                                                    Wstyd sprawiedliwych

                                                    Gross konsekwentnie natomiast gasi polską dumę z tego, że właśnie Polacy
                                                    otrzymali najwięcej tytułów "Sprawiedliwy wśród narodów świata", za ratowanie
                                                    Żydów podczas wojny. Po pierwsze, biorąc pod uwagę miliony żyjących w Polsce
                                                    Żydów, setki czy tysiące ocalonych przez swoich polskich sąsiadów
                                                    "statystycznie" nie robią wrażenia. Po drugie, niemal każdy z tych Polaków,
                                                    pisze Gross, czynił to w tajemnicy nie tylko przed Niemcami, ale i przed
                                                    rodakami. I nawet po wojnie robił wszystko, by ukryć ten fakt, by mu nie
                                                    zarzucano, że jest "żydowskim pachołkiem", albo nie posądzano, że ukrywa gdzieś
                                                    żydowskie bogactwa.

                                                    Gross twierdzi, że przez wiele lat nie mógł zrozumieć, jak ktoś mógł po wojnie
                                                    wstydzić się i ukrywać fakt pomagania Żydom. Dopiero napisanie "Strachu"
                                                    pozwoliło mu to zrozumieć.


                                                    Marcin Gadziński, Waszyngton

                                                  • 12.01.08, 03:15
                                                    Jak ciężko przyznać się do swoich win.Nie będę komentował książki Grossa,jedynie
                                                    co mogę powiedzieć to to,że ja też byłem antysemitą i skutecznie się z tego
                                                    wyleczyłem.Urodzony niespełna dwadzieścia lat po wojnie w miasteczku w którym
                                                    przed wojną 75% stanowili żydzi,nigdy takowych na własne oczy z dotknięciem nie
                                                    widziałem.Za to gdy dożyłem przemian ustrojowych w Polsce i można było wreszcie
                                                    mówić co ślina na język przyniesie,zacząłem widzieć wszędzie i winić za wszystko
                                                    w/w.Czasy te można opisać słowami poety który śpiewałsurprised mój Boże co za czasy,by
                                                    prawdziwym być Polakiem,to od świtu aż do zmierzchu,tego muszę mieć na
                                                    wierzchu.To są chyba najbardziej trafne słowa obrazujące poglądy większości
                                                    Polaków w tym czasie.Uleczenie nastąpiło jak za dotknięciem czarodziejskiej
                                                    różdżki,będąc bardzo częstym gościem u przyjaciół w Mińsku,stolicy
                                                    Białorusi,siedziałem tam prawie na okrągło chyba ze cztery lata,zostałem
                                                    poproszony(po tych czterech latach)przez gospodynię tego domu,aby podczas wizyty
                                                    ojca gospodyni nie mówić nic o żydach.Na moje pytanie dlaczego,w odpowiedzi
                                                    powiedziała mi przyjaciółka:bo mój tato jest żydem!O kurde!Jeszcze dziś
                                                    czerwienieje na samo wspomnienie.Dostałem takiego kopa,tak mi było
                                                    wstyd.Szok!Długo myślałem,aż w końcu doszłem do wniosku jaki jest ze mnie
                                                    prostak,cham,świnia,cep,ciemnota itd.Żyjąc wśród nich,tak się popisywałem swoimi
                                                    pyskówkami pod ich kierunkiem,nawet nie wiedziałem,że to są tacy sami ludzie jak
                                                    my.Szkoda gadać.Wstyd mi ale się przyznaję i myślę,że mój przykład równie dobrze
                                                    będzie się tyczył,do większości obywateli tego kraju
                                                  • 12.01.08, 09:29
                                                    Twoje wspomnienie robi wrażenie. Można sobie wyobrazić jakiego
                                                    dostałeś wtedy strzała.
                                                    Interesującymi osobami są też Twoi znajomi, którzy pomimo
                                                    takich „wygłupów” nadal utrzymywali z Tobą znajomość. Musiałeś mieć
                                                    zapewne też sporo cech dodatnich.
                                                  • 12.01.08, 10:48
                                                    No tak u Piotra mogę jeszcze ciągle trafić na coś ciekawego. Nie
                                                    zaglądałem chyba nigdy do wątków dotyczących Żydów, chociaż
                                                    interesowałem się tym tematem już w latach osiemdziesiątych. Powód
                                                    mojego zainteresowania był dosyć specyficzny, posiadam typowe
                                                    żydowskie nazwisko i od tego się zaczęło.
                                                    Muszę spokojnie prześledzić ten temat u Piotra, bo jak to zwykle u
                                                    niego bywa jest tu wiele ciekawych wpisów.
                                                    Przy okazji wspomnę o filmie „Shtetl” (długi, trwa chyba ok. 3
                                                    godzin) który oglądałem ( i nagrałem) parę lat temu. Dotyczył Żydów
                                                    w Brańsku. Zaczyna się od tego, że miejscowy nauczyciel historii
                                                    powoli odkrywa żydowską kartę swego miasta i nawiązuje kontakty z
                                                    byłymi jego mieszkańcami.
                                                    Film ten zainspirował Evę Hoffman do napisania książki o tym samym
                                                    tytule.
                                                    Nie prześledziłem jeszcze całości tematu na forum i przepraszam
                                                    jeżeli się powtarzam.
                                                  • 12.01.08, 11:15
                                                    Czy to nie pan Romaniuk z pomocą Mietka Korzeniowskiego,obaj z Brańska o rzut
                                                    beretem z Orli.Może coś o Orlańskich żydach znajdziesz bądz wiesz,to wrzuć na
                                                    Orlę albo PuK
                                                  • 12.01.08, 11:52
                                                    Tak chodzi właśnie o Pana Zbigniewa Romaniuka, przy okazji, zrobił
                                                    na mnie bardzo sympatyczne wrażenie. Fajny gość. (w filmie,
                                                    osobiście go nie znam). Jeżeli chodzi o Żydów to interesowały mnie
                                                    głównie ich dzieje i losy na Podkarpaciu i trochę w Krakowie.
                                                    Oczywiście, gdybym znalazł coś ciekawego o Orli na pewno wrzucę.
                                                  • 12.01.08, 16:05
                                                    Z góry dziękuję
                                                  • 14.01.08, 17:07
                                                    Okazuje się że przed "Strachem" ukazała się inna równie "demaskatorska" książka
                                                    Pani Aliny Całej "Wizerunek Zyda w polskiej kulturze ludowej".
                                                    Przeglądałem ja własnie w ksiegarni-taniej ksiązki ale z powodu braku gotówki w
                                                    kieszeni jej zakup przełozyłem na jutro - a poniżej opis ze strony internetowej

                                                    Opis:
                                                    Polska historiografia stroni od wgłębiania się w problemy stosunków
                                                    polsko-żydowskich, jest to bowiem temat obarczony emocjami, a zarazem bardzo
                                                    istotny dla tożsamości Polaków. Wraz z poszerzaniem się zakresów badań
                                                    historycznych coraz wyraźniej ujawniają się białe plamy w dziejach mniejszości
                                                    zamieszkujących ziemie polskie. Historia miast nie daje się naświetlić bez
                                                    omówienia aktywności wyznawców judaizmu w dziedzinach zarówno gospodarczych, jak
                                                    i kulturalnych. Byli oni pionierami bankowości i przemysłu, filantropami
                                                    fundującymi szkoły, biblioteki, szpitale i placówki kultury - z niektórych
                                                    korzystamy do dzisiaj. Opis życia politycznego Polski międzywojennej jest
                                                    niepełny, gdy pominie się ważne i aktywne partie żydowskie. Wyjaśnienie zjawiska
                                                    antysemityzmu i jego roli w polskiej polityce oraz praktyce społecznej wydaje
                                                    się kluczowe dla rozumienia tamtej epoki, a także współczesności, jak tego
                                                    dowodzą kolejne dyskusje wybuchające, gdy tylko poruszony zostaje temat postaw
                                                    Polaków w czasie Zagłady albo pogromu w Kielcach w roku 1946 czy mordu w
                                                    Jedwabnem w 1941. Kwestia miejsca Żydów w szeroko pojętej kulturze polskiej jest
                                                    z tymi zagadnieniami ściśle związana.

                                                    Wizerunek Żyda w polskiej kulturze ludowej

                                                    Cała Alina

                                                    wysylkowa.pl/ks516584.html
                                                  • 14.01.08, 17:14
                                                    Dzisiaj wracając z pracy postanowiłem nie zwlekać i kupić tę książkę. Na razie tylko ją przekartkowałem, a już znalazłem informacje dotyczące interesujących mnie terenów. Nie spodziewałem się że mordy odbywały się również w Brześciu, Grodnie, Białymstoku. Autor cytuje też dość ciekawe meldunki mówiące o entuzjazmie dla Niemców ze strony Polaków. Są tam również pewne informacje dotyczące Polaków w jednostkach policji i w administracji. Na razie więcej trudno napisać, sądzę jednak, że po lekturze warto będzie się podzielić przemyśleniami.
                                                  • 18.01.08, 16:39
                                                    czytając tą książkę opadają mnie wielowątkowe refleksje.
                                                    Pierwsza to ta że w wersji opisu historycznego - opisuje znane fakty pogromów
                                                    powojennych a w części dotyczącej komentarzy odautorskich
                                                    trochę przypomina publicystykę niedawno zmarłego Prusa czy Poliszczuka.
                                                    I tak jak tamci nie pozostawiają "suchej nitki" na Ukraińcach i sprzyjających im
                                                    historykach typu dr Motyka - tak Gross w swej ocenie Polaków-antysemitów i tych
                                                    biernych-przyzwalających jest bezwzględny.
                                                    Przy czym ranga publicystyki historycznej Grossa to obiektywnie rzecz biorąc
                                                    doskonałe pióro a tamci...szkoda gadać smile
                                                  • 20.01.08, 21:20
                                                    Polecam Waszej uwadze arcyciekawy wywiad z księdzem-Żydem- bardzo ciekawie
                                                    mówiącym na temat źródeł polskiego i katolickiego antysemityzmu czy wręcz rasizmu :

                                                    www.gazetawyborcza.pl/1,76498,4850742.html?as=2&ias=2&startsz=x
                                                    Nie chciałem być Żydem
                                                    ks. Romuald Jakub Weksler-Waszkinel

                                                    (...)

                                                    Gdzie dostrzega Ksiądz antyjudaizm w Kościele?

                                                    - Chciałbym dożyć czasów, żeby Biblia Tysiąclecia wyszła bez śródtytułów od
                                                    redakcji przesyconych antyjudaizmem, typu "Przewrotni Żydzi", "Jezus odrzucony
                                                    przez swój naród". To niezgodne z samym tekstem Biblii, z soborem, ale jakoś
                                                    nikomu to nie przeszkadza. Mogę to tylko porównać z napisami "Żydzi do gazu". To
                                                    nieprawda, Bóg nie odrzucił ludu, który wybrał przed wiekami. Podobnie jest
                                                    zresztą w mszale, gdzie dzięki złemu tłumaczeniu modlimy się w Wielki Piątek za
                                                    naród, który był n i e g d y ś narodem wybranym. Tam jest "populus priori", a
                                                    więc lud, który został wybrany jako pierwszy, a nie naród, który był niegdyś
                                                    narodem wybranym!

                                                    Biblia Warszawsko-Praska, której tłumaczem i redaktorem jest biskup Romaniuk,
                                                    nie ma ani jednego z tych bezsensownych śródtytułów.

                                                    Odczuł Ksiądz antysemityzm na własnej skórze?

                                                    - W mojej tożsamości żydowskiej zostałem najbardziej poraniony w 1990 r. Raptem
                                                    zastałem ulice Lublina pełne napisów "Żydzi do gazu", zobaczyłem plakat
                                                    Mazowieckiego: głowa zalana atramentem, Gwiazda Dawida i on na niej wisi. Kiedy
                                                    zapytałem jednego z profesorów, którego szanowałem, kto to robi, usłyszałem
                                                    odpowiedź, że to Żydzi. Przeszedłem wtedy na drugą stronę ulicy, wsiadłem w
                                                    trolejbus i do wieczora płakałem na Majdanku. Po raz pierwszy poczułem się w
                                                    Polsce obcy, tak naprawdę Żyd, na którego patrzą z niemym wyrzutem: po co on
                                                    tutaj został, co on tu ma do roboty. Z kolei dzisiaj nie rozumiem, dlaczego jest
                                                    taki wielki wrzask wokół książki Jana Tomasza Grossa "Strach". Trzeba tylko
                                                    trochę empatii, żeby zrozumieć, że Gross ma prawo krzyczeć na ten temat.

                                                    "Strachem" zainteresowała się prokuratura.

                                                    - Uważam, że to jest jakieś wielkie nieporozumienie. Ja też jestem cząstką
                                                    polskiego narodu. Nie rozumiem, co to miałoby znaczyć, że naród został
                                                    zniesławiony. Traktowanie książki, która mówi o trudnych sprawach naszej
                                                    ojczyzny, jako książki, która obraża naród, odbieram tak samo, jakby ktoś mnie
                                                    jeszcze raz uderzył i powiedział: "Cicho siedź, Żydzie, nie masz prawa głosu, tu
                                                    jesteś obcy".

                                                    Otóż nie, my nie jesteśmy tu obcy. Byliśmy tu bardzo, bardzo dawno. W tej chwili
                                                    mówię w głębokiej jedności z narodem żydowskim, chociaż jestem katolickim
                                                    księdzem. Bernard Lecomte w książce "Pasterz" pisze, że na Zachodzie Polska
                                                    uchodzi za kraj bardzo antysemicki. To nieprawda, Polska nie jest krajem
                                                    bardziej antysemickim od innych krajów europejskich. Natomiast u nas dominuje
                                                    opinia, że Polska jest krajem wolnym od antysemityzmu, i to też nieprawda.
                                                    Reakcja na książkę Grossa to najlepszy dowód, że Polska nie jest krajem wolnym
                                                    od antysemityzmu. Proszę bardzo, dyskutujmy, ale prokurator? Może zróbmy stosik,
                                                    na którym spalimy książkę Jana Tomasza Grossa, a na szczycie umieścimy samego
                                                    autora?

                                                    Krytycy Grossa, także biskupi, np. abp Życiński, twierdzą, że określenie
                                                    katoendecja, której autor zarzuca antysemityzm, jest krzywdzące. A kard. Dziwisz
                                                    skrytykował wydawnictwo Znak za to, że wydało tę książkę.

                                                    - Wielki filozof tomista Jacques Maritain na konferencji bodajże w 1947 r.,
                                                    charakteryzując antysemityzm w różnych krajach, ten polski nazywa antysemityzmem
                                                    katolickim. Krytycy "Strachu" podnoszą krzyk, że endecja została nazwana
                                                    antysemicką. Przepraszam bardzo, ale endecja była sztandarową partią
                                                    antysemicką. Przecież jednym z głównych teoretyków antysemityzmu jest Dmowski.
                                                    Endecja całkowicie instrumentalnie potraktowała katolicyzm, wiążąc go z
                                                    polskością. To wielkie nieporozumienie: katolicyzm jest ponadnarodowy, związany
                                                    z osobą ludzką, a nie z żadną polskością. Nie ma ani Żyda, ani Greka, ani
                                                    niewolnika, ani wolnego, ani mężczyzny, ani niewiasty, nie ma ani Polaka, ani
                                                    Białorusina, wszyscy stanowimy jedno w Jezusie Chrystusie. I to jest katolicyzm.

                                                    Jest dużo antysemityzmu w naszych ludowych zwyczajach - palenie kukły Judasza,
                                                    jasełka z hasłem "Gonić żyda".

                                                    - To jest problem naszej tradycji narodowej. Bardzo boli mnie, gdy w Wielkanoc
                                                    śpiewa się taką pieśń: "Otrzyjcie już łzy, płaczący, żale z serca wyrzućcie".
                                                    Druga zwrotka brzmi: "Darmo kamień wagi wielkiej Żydzi na grób wtłoczyli. Darmo
                                                    dla pewności wszelkiej zbrojnej straży użyli".

                                                    Po soborze tego rodzaju zwrotka nie powinna w ogóle być śpiewana w Kościele.

                                                    O. Rydzyk ze swoimi antysemickimi występami przez Episkopat jest traktowany
                                                    pobłażliwie. Abp Michalik mówił o żartach, metaforach po słynnych wykładach, na
                                                    których Rydzyk obrażał Żydów.

                                                    - Różnie rozumiemy słowo "żart", jak się okazuje. Nie rozumiem też argumentacji,
                                                    że czym innym jest strona polityczna Radia, czym innym jest strona religijna.
                                                    Poziom religijny Radia Maryja jest również poziomem chorym, to trzeba wyraźnie
                                                    powiedzieć. Katechez dotyczących Żydów i judaizmu w tym radiu nie ma. Ktoś
                                                    powie: oni się modlą. Owszem, odmawiają na razie jeszcze tę samą modlitwę "Ojcze
                                                    nasz", "Zdrowaś Mario", tylko że to już biskup Krasicki pisał o tej, "co to
                                                    mówiąc różaniec, biła bez litości, uchowaj, panie Boże, takiej pobożności".

                                                    (...)
                                                  • 21.01.08, 22:01
                                                    Zniesławienie narodu, jako paragraf w KK to jakaś kosmiczna bzdura, szczególnie w przypadku tej książki. Idąc tym tropem nie wolno byłoby opisać żadnych wydarzeń z historii Polski, które przedstawiały by Polaków w niekorzystnym świetle. A co w takim razie z wolnością badań naukowych, którą mamy zagwarantowaną?
                                                    Określenie katoendecja to chyba dość trafne. Jakby nie patrzeć endecy uważali, że miejsce w Polsce jest tylko dla Polaków-katolikówsmile
                                                    Dla mnie w "Strachu" przerażająca jest ciemnota sprawców (i nie tylko) oraz cyniczny brak reakcji władz.
                                                  • 23.01.08, 18:06
                                                    wolf_wwa napisał:

                                                    > Zniesławienie narodu, jako paragraf w KK to jakaś kosmiczna bzdura,

                                                    Oczywiście !! a sma ów "paragraf" to wymysł łobuzów spod znaku ligii polskich
                                                    rodzin - formacji która mam nadzieje na dobre zagościła w śmietniku historii smile

                                                    A zniesławienie?? a co mysleć o narodzie któremu wmawia się od "lećii" że jest
                                                    Chrystusem narodów, że walczył o niepodległość a zapomina się o masowej
                                                    współpracy z zaborcami?? o ok 4 milionach członów PZPR - co wraz z rodzinami
                                                    dawało ok 10 milionów Polaków będących beneficjentami ustroju komunistycznego??
                                                    Bo że PZPR była organizacją o cechach zbrodniczych, kolaborującą z sovieckimi
                                                    okupantami - to chyba nikt nie wątpismile
                                                    A nawet jeden z bliźniaków ponoć pisał w swej dysertacji doktorskiej, pisał
                                                    pozytywnie o przewodniej sile narodu i zaletach marksistowskiego podejścia do
                                                    prawa smile)
    • 25.01.08, 09:08
      i jestem zachwycony. Co za inteligencja i dowcip smile)) Zresztą
      współrozmówcy dotrzymywali kroku - pan Michnik kąśliwy jak zwykle i
      pan Edelman - początkowo trochę mało skladny, ale później
      elokwentny, a przy tym konkretny ...

      Pan Michnik powiedział ważną rzecz - antysemityzm w Polsce nie
      zniknie, dopóki kościół rzymskokatolicki nie zabierze się na
      poważnie za jego zwalczanie. Od czasów powojennych trwają działania
      pozoracyjne, ale większość hierarchii w dalszym ciągu jest
      antysemicka. I to pomimo nauk Jana Pawła II.

      PS. Pod Collegium Maximum demonstrowały łyse głupki z NOP, ale
      raczej nie wzbudziły zainteresowania.
      • 26.01.08, 20:36
        Zadroszczę i gratuluję - mam nadzieję ze zdobyłeś autograf autora na książce??

        Napisałeś :


        Pan Michnik powiedział ważną rzecz - antysemityzm w Polsce nie
        > zniknie, dopóki kościół rzymskokatolicki nie zabierze się na
        > poważnie za jego zwalczanie. Od czasów powojennych trwają działania
        > pozoracyjne, ale większość hierarchii w dalszym ciągu jest
        > antysemicka. I to pomimo nauk Jana Pawła II.

        Oto w książce przypominanej wyżej "Obraz żyda w polskiej kulturze ludowej"
        czytam że w okresie miedzywojennym wszystkie, dosłownie wszystkie czasopisma
        katolickie wywadawane w Polsce toczyły nieustanną kampanie antyżydowska,
        pochwalająca represje hitlerowskie.
        A jak jest obecnie - nawet tak wydawać by sie mogło rozsądna postać jak kard.
        Dziwisz pisze irracjonalny list do Znaku, gdy gotów jestem się założyć- nawet
        książki Grossa nie przeczytał.
        A który z biskupów polskich był w Jedwabnym ???.
        Kościół aby mógł walczyć z antysemistyzmem najpierw musialby go zwalczyć we
        własnych szeregach.
        Wojtyła moim zdaniem to był taki "rodzynek" w "ksenofobicznym cieście"
        polskiego KK sad
        • 12.02.08, 17:36
          Oto dowiaduję się że polska prokuratura w działająca w imieniu "narodu tylko i
          wyłącznie wybranego" - orzekła ze jednak Strach Pana Grossa tego "narodu tylko i
          wyłącznie wybranego" jednak nie obraził.
          I chwała Bogu - tylko co teraz zrobią Wielebni Dziwisz i Rydzyk ?
          Wpiszą ową księgę na indeks ksiąg zakazanych czy tez tylko włączą fakt czytanie
          owej księgi do katalogów grzechów ciężkich koniecznych do wyznania w trakcie
          spowiedzi wielkopostnej ???
          No nie wiem ...byłbym za oboma rozwiązaniami..dopiero zacznie sie boom na ową
          książkę smile
          • 12.02.08, 17:49
            Decyzja prokuratury dot. książki Jana T. Grossa pt. 'Strach"
            Prokuratura Rejonowa w Krakowie-Krowodrzy 2008-02-12,

            W dniu dzisiejszym, po przeprowadzeniu postępowania sprawdzajacego związanego z
            publikacją książki Jana T. Grossa pt. "Strach", Prokuratura Rejonowa w Krakowie-
            Krowodrzy wydała postanowienie o odmowie wszczęcia śledztwa



            W postępowaniu sprawdzającym poddano ocenie prawno-karnej treść wymienionej
            publikacji i uznano, że brak jest podstaw do powzięcia uzasadnionego podejrzenia
            popełnienia przestępstwa, które to podejrzenie warunkuje możliwość i celowość
            wszczęcia postępowania przygotowawczego.

            Prokuratura analizowała treść wym. książki w zakresie czynów określonych w
            art.132a kk,133 kk. i 256 kk. Zachowanie sprawcy przestępstwa z art.132 a kk.
            polega na publicznym pomówieniu Narodu Polskiego o udział, organizowanie lub
            odpowiedzialność za zbrodnie komunistyczne lub nazistowskie. Pomówienie polega
            na podniesieniu lub rozgłoszeniu zarzutów. Jan T. Gross przedstawił w swojej
            książce własną wizję powojennych stosunków polsko- żydowskich w nawiązaniu do
            okresu wojny i ich ocenę, dobierając odnotowane w historii fakty i
            przedstawiając własną ich interpretację. Analizując treść przedmiotowej
            publikacji w kontekście znamion występku pomówienia Narodu Polskiego o udział w
            zbrodniach nazistowskich należy dokonać rozróżnienia pomiędzy okolicznościami
            faktycznymi podanymi przez autora, a ocenami i interpretacją opisywanych faktów
            / przytoczone w książce zostały indywidualne przypadki, relacje, oświadczenia
            osób z powołaniem się na źródła historyczne, materiały archiwalne, publikacje.
            Weryfikowanie źródeł, na jakich oparł się autor leży poza kompetencjami
            prokuratury/.

            Ocena zachowań Polaków względem obywateli polskich narodowości żydowskiej i ich
            uwarunkowań, jaką prezentuje autor nie może być przedmiotem postępowania
            karnego, a co za tym idzie postępowania dowodowego zmierzającego do wykazania
            niesłuszności /słuszności/ Jego osądu, który ma charakter ocenny. Poddanie
            poglądu czy ocen kryteriom prawno-karnym mogłoby prowadzić do naruszenia
            wolności wyrażania opinii, która jest częścią praw chronionych przez art. 10
            Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności sporządzonej w
            Rzymie 14.11.1950 roku /Konwencji ratyfikowanej przez Polskę w dniu 19 stycznia
            1993 roku/.

            Przedmiotem pomówienia nie może być dobór faktów i ich interpretacja tylko,
            dlatego, że stawiają one Polaków w negatywnym świetle, a autor pominął przejawy
            pozytywnych zachowań ludności polskiej wobec Żydów podczas okupacji i po wojnie.
            Nie można czynić zarzutu za to, czego autor nie napisał, bowiem ten brak nie
            przesądza o nieprawdziwości tego, co zostało napisane czy wypowiedziane.

            Historia relacji polsko- żydowskich w omawianym okresie nie została
            jednoznacznie ustalona i zbadana. Na tym tle istnieją spory nie tylko w
            społeczeństwie polskim, ale też wśród historyków. W tej sytuacji organy ścigania
            nie są uprawnione do rozstrzygania tego sporu. Podkreślić należy, że w żadnym
            fragmencie swej książki autor nie stwierdził, że wszyscy Polacy mordowali Żydów,
            a napisał, iż większość zachowywała się obojętnie i nie stanęła w ich obronie.
            Jako nieliczne zostały podane przypadki udzielania pomocy przez Polaków ludności
            narodowości żydowskiej i sprzeciwu wobec antysemityzmu. Pojęcie "Naród Polski"
            obejmuje wszystkich obywateli Rzeczypospolitej, czyli tych, którzy zamieszkują
            na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej, jak również mieszkających poza jej granicami.

            Nigdzie w książce nie pojawia się twierdzenie o współodpowiedzialności Narodu
            jako takiego za zbrodnie popełnione na obywatelach polskich narodowości
            żydowskiej w czasie Zagłady i w okresie powojennym. Skoro brak jest podstaw do
            przypisania tego przestępstwa autorowi książki to tym samym nie można wykazać
            wypełnienia znamion czynu z art.132a kk. przez wydawcę.

            Niezależnie od powyższego, nie sposób treści książki oceniać jako znieważająej
            Naród Polski w rozumieniu art.133 kk. Znieważenie oznacza zachowanie mające
            obelżywy, obraźliwy charakter, polegające na uczynieniu sobie z Narodu Polskiego
            pośmiewiska, okazywanie pogardy czy uwłaczaniu szacunkowi oraz czci
            przysługującej Narodowi Polskiemu. Znieważenie należy zawsze oceniać pod
            względem formy, zatem dana wypowiedź musi być obraźliwa. Dla przyjęcia
            pomówienia istotna jest sama treść. Samo wyrażenie opinii, bez elementów
            obraźliwych, nie stanowi przestępstwa znieważenia. Oceniając treści zawarte w
            tej książce, w kontekście znamion czynu z art. 133 kk., należy stwierdzić, że
            książka ta nie zawiera określeń czy słów powszechnie uznanych za obelżywe
            użytych pod adresem Narodu Polskiego. Autor opracowania literackiego ma prawo do
            prezentowania własnych ocen, zdarzeń i ich interpretacji. Prawo to wynika nie
            tylko z prawa krajowego, ale i z powołanego wcześniej art.10 Konwencji o
            Ochronie Praw Człowieka. Przepis ten gwarantujący prawo do swobodnej wypowiedzi,
            jest w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka traktowany jako
            dający swobodę wszelkim rodzajom wypowiedzi wyrażającym opinie i idee lub
            informacje, niezależnie od ich treści oraz podmiotu wypowiadającego się / Wyrok
            SN z 02.06.2003 r., III K 161/03. Z podanych wyżej argumentów autorowi książki,
            jak również wydawcy nie można przypisać realizacji znamion przestępstwa
            publicznego znieważenia Narodu Polskiego.

            Podobne rozstrzygnięcie zawarto w zakresie czynu z art.256 kk.- nawoływanie do
            nienawiści na tle różnic narodowościowych i innych. Przytaczanie przez autora
            określonych negatywnych faktów i ich interpretacje oraz oceny zachowań same w
            sobie nie mogą stanowić nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych
            i innych wskazanych w tym przepisie. Lektura książki pt. "Strach" nie ujawnia
            takiego rodzaju wypowiedzi, które wskazywałyby na zamiar czy to autora czy też
            wydawcy książki, nawoływania do nienawiści do Narodu Polskiego na tle różnic
            narodowościowych. Autor nie użył żadnych sformułowań jednoznacznie wskazujących
            na chęć wywołania uczucia nienawiści wobec Polaków jako Narodu i takich intencji
            tylko, dlatego, że przytoczył opis zdarzeń wstrząsających, szokujących i
            świadczących negatywnie o jego uczestnikach, nie można mu przypisać.
            Przestępstwo z art. 256 kk. ma charakter umyślny i może zostać popełnione w
            zamiarze bezpośrednim o szczególnym, intencjonalnym zabarwieniu. Ustalony w toku
            postępowania sprawdzającego stan faktyczny i jego ocena prawno-karna uprawniła
            do stwierdzenia, że brak jest elementów wskazujących na uzasadnione podejrzenie
            popełnienia przestępstw i aktualnie nic nie uzasadnia angażowania organów
            ścigania do badania treści zawartych w książce Jana T. Grossa pt. "Strach" w
            ramach procesu karnego. Stosownie do treści art.17par.1 pkt.2 kpk, który
            stanowi, że nie wszczyna się postępowania, gdy czyn nie zawiera znamion czynu
            zabronionego i wobec stwierdzenia negatywnej przesłanki procesowej -
            postanowiono odmówić wszczęci śledztwa
            Cytat z Gazety Wyborczej.
            • 14.02.08, 17:21
              Ze strony

              www.kirkuty.xip.pl/index.htm
              i cytat :

              Pierwsi Żydzi na ziemiach polskich pojawili się prawdopodobnie w IX lub X wieku
              i przez tysiąc lat żyli wśród nas. Stosunki z ludnością chrześcijańską układały
              się różnie - raz lepiej, raz gorzej - jednak Polska nie była tu wyjątkiem. Wielu
              Żydów wygnanych z innych krajów właśnie tu znalazło schronienie i zostało na
              stałe, a niektórzy średniowieczni kronikarze określali nasz kraj jako paradis
              Iudeorum. Na początku XX wieku tereny Polski zamieszkiwało trzy i pół miliona
              Żydów, co dziesiąty obywatel Rzeczypospolitej był wyznania mojżeszowego. W wielu
              miastach Żydzi stanowili więcej niż połowę ludności.
              Tysiącletnia obecność Żydów w Polsce została brutalnie przekreślona przez
              hitlerowców. Eksterminacji w gettach i obozach koncentracyjnych uniknęła jedynie
              garstka polskich Żydów. Większość tych, którym dane było przetrwać Holocaust,
              opuściła nasz kraj po II wojnie światowej. Kolejną falę emigracji wymusiły
              wydarzenia marcowe z 1968 roku. Dziś nad Wisłą mieszka zaledwie kilkanaście
              tysięcy Żydów.
              Z wojennej pożogi ocalały nieliczne synagogi, mykwy, domy kahalne i inne budynki
              różnego przeznaczenia. Zachowało się też stosunkowo wiele żydowskich cmentarzy.
              Im właśnie poświęcona jest ta witryna.

              Los dla cmentarzy żydowskich okazał się tragiczny. Były niszczone przez
              okupanta, po wojnie nierzadko wykorzystywane jako źródło budulca, a przez
              komunistyczne władze skazane na zapomnienie. Dziś często też nie wiemy - lub
              taką niewiedzę udajemy - co znajduje się za starym murem lub w pobliskim lesie.

              Kirkuty to miejsca szczególne. Ukryte gdzieś na uboczu, porośnięte wysoką trawą
              intrygują swą atmosferą i zachwycają finezją wykonania hebrajskich inskrypcji,
              pracowicie wykutych w kamieniu przez nieznanych rzemieślników - artystów. Warto
              pamiętać, że kirkuty to nierzadko najstarsze zabytki kultury materialnej w danej
              miejscowości czy rejonie.
              Strona www.kirkuty.xip.pl - założona z inicjatywy osoby o nieżydowskim
              pochodzeniu - jest próbą prezentacji niektórych cmentarzy żydowskich w formie
              fotogalerii, wzbogaconej o podstawowe informacje historyczne. Autorzy mają
              nadzieję, że niniejszy przewodnik zainspiruje do odwiedzenia tych miejsc oraz
              zwróci uwagę na znikające z naszego krajobrazu ślady po przedwojennej
              społeczności Żydów polskich.

              Koniec cytatu.

              piękna inicjatywa. Nalezy przy tym pamiętać, że prawdopodobnie do chwili obecnej
              fragmenty stelli - macew nagrobnych nadal są w fundamentach polskich stodół np w
              okolicach Szczebrzeszyna. Pisał o tym Pan Prof. L.Stomma w jednej z ostatnich
              Polityk. Np o rozmowie z polski chłopem " Tylko na pytanie skąd ten świecznik ,
              skąd ta podmurówka na której widać dziwne hieroglify nie z naszego alfabetu
              rodem albo wreszcie skąd ten dom, odpowiedzi nie było.Głowy spuszczone, wzrok
              gdzieś na stronę ucieka. Zaprawdę ja tych ludzi nie winię. Te uciekające
              spojrzenia - liczę na ich korzyść, gdyż są świadectwem wstydu a więc i sumienia"
              Koniec cytatu - za Polityką nr 5 z 2 lutego 2008.
              • 01.03.08, 20:02
                Mija właśnie 40 lat od haniebnej akcji wypędzenie niedobitków polskich Żydów.
                Ukraińcow plskich w latach 1944 - 1950 wypędzano pod pretekstem walki z UPa.
                A Żydzi ... ci dość wiernie służyli Polsce po wojnie., mordowani, poniżani..
                ale przyszły lata 1967-68 kiedy Izrael dał łupnia Arabom uzbrajanym przez
                socvietów i peerelusów , udowadniając że sowieckie czołgi T-54 czy latające
                trumny typu mig to broń g..wna warta ...i Polacy rządzeni przez Gomułkę -
                prymitywnego chama z Podkarpacia wpadli w panikę przed Żydami smile
                A tu fragment jednego z kilku okolicznościowych artykułów na ten temat


                www.gazetawyborcza.pl/1,88631,4975992.html
                Precz z syjonizmem, górą nasi
                Piotr Osęka 2008-02-29, ostatnia aktualizacja 2008-02-29 11:58:11.0

                Marzec 1968 roku - protest studentów w obronie demokracji - to także potężny
                ruch partyjnych 40-latków, którzy w kampanii antysemickiej dostrzegli szansę, by
                wspiąć się na wysokie stanowiska


                (...)
                Autorzy anonimów mówili wprost to, co "Trybuna Ludu" i "Żołnierz Wolności"
                sugerowały między wierszami: "To jest żydowska robota, Żydzi w Polsce się
                panoszą (...), po 1945 r. napchało się Żydów na najlepsze stanowiska, i to
                wysokie". Usłużnie wskazywano kolejne ofiary. "W Ministerstwie Komunikacji jest
                też sporo pasożytów żydowskich, należy dobrze prześledzić i usunąć Żydów, żeby w
                Polsce rządził Polak. Jest taki żydowski sługus w Ministerstwie Komunikacji,
                naczelnik od telefonów [tu nazwisko], też trzeba mu się przypatrzeć".

                Pod koniec marca, kiedy na uniwersytetach dogasały protesty studenckie,
                rewolucja kadrowa nabierała rozpędu.

                Żydzi, precz!

                (....)
                Prawdziwa nagonka rozpętała się pod koniec marca. Gazety zaczęły się prześcigać
                w demaskowaniu sprawców studenckich wystąpień, odkrywając, że za protestami
                kryje się spisek żydowskich dygnitarzy i profesorów.

                Nawet pełne otwarcie archiwów nie po-zwala dziś na oszacowanie rozmiarów czystki
                z tych kilku miesięcy. Wiadomo, że z urzędów centralnych i instytucji, takich
                jak MSZ, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Instytut Badań Jądrowych, Ministerstwo
                Handlu Zagranicznego czy Urząd Rezerw Państwowych, wyrzucono blisko 500 osób. Do
                tej liczby należy dodać kilkudziesięciu wykładowców usuniętych z wyższych uczelni.

                Rozprawa z domniemanymi syjonistami odbywała się jednak nie tylko w Warszawie.
                Nie mniej gwałtownie przebiegała na prowincji, choć jej ofiary pozostają
                najczęściej anonimowe. Historyk Włodzimierz Suleja sporządził bilans zwolnień na
                terenie Dolnego Śląska. Pod zarzutami takimi jak "zajmowanie stanowiska
                sprzecznego z polityką partii", "sympatie syjonistyczne" lub "nastawienie
                antypolskie" wyrzucono z pracy m.in. dyrektora wrocławskiego Pafawagu, dyrektora
                Zakładów Górniczych "Konrad", kierownika bolesławieckich zakładów elektrycznych,
                dyrektora Państwowego Domu Towarowego w Kłodzku, dyrektora Zakładów Porcelany
                Elektrotechnicznej w Ciechanowie, dyrektora szpitala rejonowego w Brzegu Dolnym,
                wicedyrektora wołowskiego oddziału PKS, kierownika grupy remontowo-budowlanej w
                Brzegu Dolnym, prezesa Spółdzielni Szczeciniarsko-Szczotkarskiej w
                Dzierżoniowie, kierownika restauracji w Zgorzelcu, dyrektora zasadniczej szkoły
                budowlanej w Bolesławcu. W jednym tylko województwie - nie najbardziej
                dotkniętym czystką - zwolniono kilkadziesiąt osób.

                Cechą wyróżniającą nagonkę marcową na tle innych "kampanii nienawiści"
                organizowanych w PRL jest to, iż jej ofiarami padały niemal wyłącznie osoby
                piastujące wysokie stanowiska (choćby tylko lokalne): kierownicy, prezesi,
                szefowie katedr i redaktorzy naczelni; naukowcy, lekarze, prawnicy i
                nauczyciele. Jednym słowem - ludzie powszechnie uważani przez otoczenie za
                członków elity.

                Pluj, Maciek, pluj

                Piętnowanie syjonistów i pozbawianie ich stanowisk wszędzie przebiegało według
                podobnego, niemal rytualnego scenariusza. W instytucjach całego kraju
                organizowano dziesiątki tysięcy zebrań podstawowych organizacji partyjnych,
                najczęściej "w trybie rozszerzonym" - z udziałem pracowników bezpartyjnych.

                Z inicjatywą rozliczania występowali ludzie dotąd pozostający w cieniu. Mało
                zdolni badacze, dziennikarze pozbawieni talentu, mierni urzędnicy dotąd
                unikający wystąpień publicznych naraz zabierali głos, by z pasją ujawnić, kto w
                danej instytucji "wyraża uznanie dla agresji Izraela", kto jest "dwulicowy", kto
                "zajmuje postawę moralną niegodną członka partii". Mówcy umiejętnie
                podchwytywali ton propagandy "antysyjonistycznej", a także wykazywali dogłębną
                znajomość biografii i życia rodzinnego atakowanych kolegów. Wiedzieli, kto ma
                krewnych w Izraelu, kto dostaje paczki z zagranicy, czyje dziecko zostało
                zatrzymane przez milicję podczas protestów studenckich.
                (>>>wink
                " Zdaniem Mellera marcowa czystka pokazała, "co dzieje się ze społeczeństwem,
                gdy władza daje sygnał i przyzwolenie, że można nienawidzić, donosić, osądzać. I
                zachęca, że warto, że to się opłaca. I wprowadza niepisany przymus takiego
                właśnie zachowania".

                Czasem udział w nagonce wynikał jedynie z chęci odwrócenia od siebie podejrzeń.
                Michał Chęciński tak zapamiętał zebranie, na którym wyrzucono go z partii (a
                potem z pracy): "Nie zdziwiłem się, że podszedł do mnie Maciek i powiedział:
                >>Michał, weź pod uwagę, że ja będę musiał na ciebie trochę popluć, bo jestem
                wszak twoim najbliższym kolegą<<. >>Pluj, Maciek, pluj, ja cię rozumię, tylko
                bez przesady, w miarę<< - odpowiedziałem. Wszyscy zasiedli za ogromnym, owalnym
                stołem i [przewodniczący] Borowiecki poprosił zebranych o zabranie głosu. Cisza.
                Borowiecki spojrzał na Maćka i ten pojął, że nadszedł czas plucia".


                Beztalencia na szczyt

                Głosy w obronie atakowanych były rzadkie. Większość pracowników milczała - nie
                przyłączała się do ataku, ale się mu nie przeciwstawiała. Po latach trudno
                rozstrzygnąć, czy byli sparaliżowani strachem, czy też po cichu zadowoleni z
                takiego obrotu sprawy. Wydaje się jednak, że entuzjastów rozliczeń było
                stosunkowo niewielu. Kto chciał się przyłączyć do nagonki, robił to bez oporów.
                Reszta nie zabierała głosu - zapewne w przekonaniu, że protest nikomu nie
                pomoże, a im z pewnością zaszkodzi. Ta logika nakazywała głosować za rezolucjami
                druzgoczącymi życiorysy kolegów.

                Materiały Centralnej Komisji Kontroli Partyjnej pozwalają odtworzyć katalog
                przestępstw, o jakie na zebraniach POP (i w płynących szeroką falą donosach)
                oskarżano "syjonistów": "w stosunku do kolektywu zachowywał się wyniośle"; "do
                ostatniej chwili cechowała go pewność i buta, co potwierdzałoby jego maksymę, że
                nie ma sprawy, której by nie załatwił"; "stosuje metody dyktatorskie"; "w
                zarządzaniu spółdzielnią stosuje taktykę dyskryminacji narodowościowej";
                "faworyzuje osoby narodowości żydowskiej i dyskryminuje pracowników Polaków";
                "potrafił załatwić, że tylko on i kilka innych osób jeździło za granicę". Paliwo
                czystki marcowej stanowiły zawiść i drzemiąca w niejednym potrzeba odwetu za
                niepowodzenia życiowe.

                "Cała ta wrzawa wokół syjonizmu, agresji Izraela itp. stała się okazją dla
                różnych szuj, które załatwiają swoje interesy. Na ogół są to beztalencia, które
                nagle odkryły, że na drodze ich kariery stoją Żydzi" - pisał Rakowski.

                (...)
                Biżuteria inteligentów

                Czystka odbywała się przy akompaniamencie intensywnej kampanii propagandowej
                mającej obudzić w społeczeństwie nienawiść do rzekomo uprzywilejowanej
                inteligencji. O profesorach uczestniczących w strajkach studenckich i literatach
                podpisujących listy protestacyjne pisano, że są "zamknięci w złotych klatkach
                wrogich marzeń, nierozumiejący historii i tradycji narodu, zadufani w swoją
                rzekomą mądrość, moc pieniądza i wrodzony jakoby spryt pogardzający
                >>ciemniakami<<". Intelektualistów nazywano "mafią" i "kliką", oskarżano, że
                "żyją w wysokich Alpach intelektualnych" i "korzą się przed Zachodem".

                Pod adre
                • 06.03.08, 21:03
                  Profanacja grobu cadyka Elimelecha
                  pap 2008-03-06, ostatnia aktualizacja 2008-03-06 15:13:16.0

                  Podkarpacka policja poszukuje sprawców profanacji grobu cadyka Elimelecha
                  Weissbluma w Leżajsku. Na ścianach ohelu wypisano czerwonym kolorem antysemickie
                  hasła.

                  Jak poinformował Bartosz Wilk z zespołu prasowego podkarpackiej policji, do tego
                  aktu wandalizmu doszło w nocy z
                  wtorku na środę. Na ścianach grobu narysowano m.in. swastyki, gwiazdę Dawida
                  powieszoną na szubienicy oraz antysemickie hasła.
                  Właścicielem działki, na której stoi ohel jest, Fundacja Ochrony Dziedzictwa
                  Żydowskiego w Polsce. Monika Krawczyk z Fundacji powiedziała, że napisy wkrótce
                  zostaną zamalowane. Zwrócono się w tej sprawie już do burmistrza miasta.

                  Dla Chasydów Leżajsk wraz z grobem cadyka Elimelecha jest jednym ze świętych
                  miejsc. Co roku z okazji śmierci cadyka do Leżajska przybywa kilka tysięcy Żydów
                  z całego świata, aby modlić się na jego grobie i za jego wstawiennictwem u Boga
                  prosić o uzdrowienia i pomyślność. Chasydzi przybywają tu również z okazji
                  różnych świąt żydowskich oraz w trakcie prywatnych pielgrzymek i wycieczek po
                  Polsce. Elimelech Weissblum był jednym z trzech najbardziej znanych cadyków
                  dawnej Polski. Zasłynął jako uzdrowiciel dusz i ciał oraz jako najbardziej
                  aktywny głosiciel chasydyzmu - buntowniczego nurtu religijno-mistycznego w
                  judaizmie. Ruch ten narodził się w latach trzydziestych XVIII wieku na Ukrainie
                  i obszarach Polski południowo-wschodniej. Głosił, że Bogu można służyć nie tylko
                  poprzez wypełnianie prawa i modlitwę, ale także przez codzienne obowiązki.

                  Święto rocznicy śmierci cadyka Elimelecha jest ruchome (reguluje to kalendarz
                  żydowski) i dlatego przyjazdy pielgrzymów chasydów każdego roku przypadają w
                  innych terminach.

                  pap

                  Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA
                  • 06.03.08, 21:18
                    Całkiem niedawno oglądałem w telewizji uroczystości przy grobie cadyka, przykro
                    czytać takie wiadomości.
                    • 07.03.08, 17:12
                      wolf_wwa napisał:

                      > Całkiem niedawno oglądałem w telewizji uroczystości przy grobie cadyka,
                      przykro czytać takie wiadomości.

                      Nie wiem tak do końca czy ten wybryk to eksces jakiegoś debila - produktu
                      wadliwego systemu edukacji smile
                      • 08.03.08, 08:33
                        W nienajlepszym czasie te wybryki, ostra debata nad ksiazka,
                        srodowiska ma ryjne uwiklane w debilna akcje zaprzeczeniowa, przy
                        uzyciu "infrastruktury" wyznaniowej z ambonami wlacznie, a tu
                        jeszcze dyplomaci staraja sie swiat przekonac, ze antysemityzm w
                        Polsce nie ma.Z pewnoscia miejsce na dobra edukacje. Przekonany
                        bylem, ze model amerykanski ze swoim trabieniem o Holocaust to zbyt
                        wiele, ale widocznie inaczej sie nie da, bo jak tu uczyc kiedy Gross
                        zaatakowal, Wyszynskiego, to tak jak atak na kosciol, a atak na
                        kosciol to atak na Boga i w tri miga zbiera sie krucjata w obronie
                        wiary i Boga. Tak nawiedzonym ludziom ciezko cos wyjasnic.
                        • 08.03.08, 10:20
                          kilka lat temu młoda artystka-fotografik zrobiła całkiem sporą kolekcję
                          współczesnych fotografii ilustrujących antysemickie w swej wymowie napisy i
                          rysunki na murach polskich miast. Uskładało się kilka setek fotografii
                          dowodzących że autorzy malolaty (w wiekszości jak sądzę) są
                          rasistami-antysemitami do szpiku kości ( i nic na to nie pomaga system edukacji,
                          obowiązkowa religia w szkołach i wmawianie tym bydlątkom że są "pokoleniem JPII"
                          • 08.03.08, 10:38
                            Przedstawiam szokujący w swej treści artykuł katolickiego księdza z 1937 roku -
                            raczej tytuł i link do pełnej treści ze strony skrajnych antysemitów
                            reklamujących się razem z niejakim k.Jankowskim jako "Polski Związek
                            Patriotyczny O.R.K.A.N. Katolicko-Narodowy Ruch Oporu kontrjudaizacji i
                            kontrdepolonizacji Pro Patria semper
                            AVE REGINA MARYJA! Najswietsza Maryja Panna, Matka Boza Czestochowska, Pani
                            Jasnogorska - Krolowa Polski BOGURODZICA "

                            I tytuł artykułu "Głosy Katolickie Rocznik XXXII Program walki z żydami Napisał
                            ks. P. Turbak T.J. Lipiec 1937 Wydanie Apost. Modl – Kraków Księża Jezuici I
                            HISTORYCZNY PRĄD ŻYCIA
                            Odżydzić Polskę! Odżydzić!!""


                            www.polonica.net/Program_walki_z_Zydami.htm
                            I niech mi ktoś powie, że Pan prof Gross nie ma racji w swych publikacjach
                            pisząc np o postawie polskiego duchowieństwa wobec polskich zbrodni popełnianych
                            na Zydach sad(


                            • 08.03.08, 16:39
                              Biorac pod uwage takiego prymasa Hlonda to slowaccy Hlinka i Tiso
                              wcale zle nie wypadaja.

                              "Nie zapominajmy na wielkiej madrosci slowa naszego prymasa, ks.,
                              kardynala Hlonda, który tak pisze w sprawie zydowskiej:

                              Problem zydowski istnieje i istniec bedzie, dopóki Zydzi beda
                              Zydami."

                              Nie bede zgadywal kim Zyd mial zostac po zaprzestaniu bycia Zydemwink

                              Czy nawet komentarz Sapiehy po pogromie kieleckim:
                              Zydzi sami na siebie to sciagneli.

                              Wybitnie rasistowskiego podejscie klerykofaszystow polskich do
                              zagadnienia, po dolaczeniu do tego pogladow Dmowskiego, calej tej
                              kalkulacji kogo sie da asymilowac, a kogo nie, daje podstawe do
                              zrozumienia tego co sie potem dzialo.Oczywiscie Hlond byl przeciwny
                              rekoczynom, nawolywal do milosci i omijania sklepow zydowskich.


                              • 08.03.08, 16:50
                                Miałem poważne obawy że ten artykuł to jakaś fałszywka narodowców albo całkiem
                                współczesnych antyklerykałów chcących zohydzić KK ... ale nie ..to autentyczny
                                artykuł z prasy przedwojennej.
                                A Hlond - to przecież mentor i patron Wojtyłły sad
                                Autentyczność tego artykułu potwierdza katolicki pisarz Ronald Modras w pracy
                                "Kosciół katolicki i antysemityzm w Polsce w latach 1933 - 1939" - książce
                                posiadanej przeze mnie.
                                I tak sobie myślę, że czytając takie artykuły w ramach tzw białego wywiadu -
                                hitlerowcy mogli mieć pewność że Polska to kraj wymarzony na miejsce dokonania
                                "ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej" .
                            • 10.03.08, 15:01
                              "Polski Związek
                              > Patriotyczny O.R.K.A.N. Katolicko-Narodowy Ruch Oporu kontrjudaizacji i
                              > kontrdepolonizacji Pro Patria semper
                              > AVE REGINA MARYJA! Najswietsza Maryja Panna, Matka Boza Czestochowska, Pani
                              > Jasnogorska - Krolowa Polski BOGURODZICA "

                              Taka nazwa nie mogła się zrodzić w zdrowym umyśle. I ciekaw jeszcze jestem co
                              oznaczają terminy "kontrjudaizacja" i "kontrdepolonizacja"?
                              • 10.03.08, 15:18
                                Za tego rodzaju opinie odpowiada się przed sądem.
                                A jeśli chcesz się dowiedzieć,dlaczego wybrał,to jedź
                                do Oświęcimia ,tam ci powiedzą.
                                • 10.03.08, 19:09
                                  warszawa17 napisał:

                                  > Za tego rodzaju opinie odpowiada się przed sądem.
                                  > A jeśli chcesz się dowiedzieć,dlaczego wybrał,to jedź
                                  > do Oświęcimia ,tam ci powiedzą.

                                  Napisał ks. P. Turbak T.J.

                                  Jedni mysla, zeby Zydów ograniczyc w ich prawach obywatelskich, drudzy marza o
                                  tym, zeby z granic polskich wyszli jak najpredzej, inni zadaja, zeby ograniczyc
                                  udzial Zydów w handlu i w wolnych zawodach wedle procentu ludnosciowego. Zyczyc
                                  sobie wszyscy mozemy, zeby Zydzi co do jednego z Polski wyszli i juz do niej
                                  wiecej nie wracali. Lecz od zyczenia do rzeczywistosci bardzo daleka droga.

                                  Nasza dzisiejsza rzeczywistosc (1936 rok), której i sami Zydzi nie przecza, jest
                                  taka, ze czesc Zydów z Polski wyjsc musi i to bezapelacyjnie. Niemozliwa bowiem
                                  staje sie juz rzecza, zeby przy takiej ilosci, w jakiej u nas sa, i nam i im
                                  bylo dobrze. Jezeli zas sami dobrowolnie wyjsc nie zechca, to sama zyciowa sila
                                  wkrótce ich z Polski wyrzuci. Gdzie zas maja isc, to nie tylko nasza sprawa, ale
                                  jeszcze wiecej ich samych i miedzynarodowej polityki na która maja przeciez
                                  bardzo wielkie wplywy.

                                  Jednak i w najlepszych dla nas warunkach, jezeli tylko nie zechcemy sie ludzic,
                                  lecz bedziemy tez liczyc sie z rzeczywistoscia, to Zydzi w tej czy innej liczbie
                                  jeszcze dlugo miedzy nami pozostana.
                                  Mimo to musimy przeprowadzic to wielkie dzielo, które sie dzis zowie odzydzaniem.

                                  Tak pisał polski ksiądz w przeddzień Wielkiej Zagłady !!!
                                  To słowa wstrętne i niegodne sad

    • 10.03.08, 15:49
      • 10.03.08, 21:23
        W tekście można też znaleźć treści, które potwierdzają antysemityzm występujący w Polsce:

        "Przed II wojną w Częstochowie żyje prawie 30 tys. Żydów. Większość zajmuje się handlem i rzemiosłem. Mieszkają na obrzeżach miasta, z trudem wiążą koniec z końcem.
        Polacy ich nie lubią. W kwietniu 1919 r. tłum w Częstochowie zabił siedem osób, a kilkadziesiąt ranił. Tylko dlatego, że komuś zdawało się, iż młody Żyd w ubraniu marynarza postrzelił w ramię polskiego żołnierza - hallerczyka"

        serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,4978434.html?as=3&ias=7&startsz=x
        Nie mam na myśli, że wszyscy Polacy to antysemici, na pewno byłaby to generalizacja, ale...
        Pomijać milczeniem takich faktów nie można. A postać ks. Kubiny faktycznie godna wspomnienia.
        Przypomnę też, tak dla porządku, że w UB i innych "organach" większość stanowili jednak nie Żydzi, a Polacy (ale to już chyba temat na wątek o kolaboracjiwink
    • 10.03.08, 15:53
      W Markowej koło Łańcuta, uczczono pamięć rodziny Ulmów rozstrzelanej
      64 lata temu za ukrywanie Żydów. 24 marca 1944 roku hitlerowcy
      zamordowali Józefa i Wiktorię Ulmów oraz ich 7-ioro dzieci, w tym
      jedno nienarodzone. Zabili również ośmioro Żydów z rodziny Szallów i
      Goldmanów, którymi zaopiekowali się Ulmowie.

      Markowa staje się symbolem przełamywania lansowanego na świecie
      stereotypu polskiego antysemityzmu - powiedział podczas mszy świętej
      przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, arcybiskup Józef
      Michalik. Dodał, że Markowa staje się także symbolem równowagi
      przeciwko oskarżeniom, jakimi ludzie złej woli próbują obrażać naród
      polski i Kościół katolicki, jakoby uczył nienawiści do narodu
      żydowskiego.




      REKLAMA Czytaj dalej





      Metropolita przemyski przypomniał, że dzięki mieszkańcom Markowej,
      wojnę przeżyło przynajmniej 16 Żydów.

      Doktor Mateusz Szpytma z Instytutu Pamięci Narodowej powiedział, że
      trwają badania nad losem miejscowej społeczności żydowskiej i
      niewykluczone, że byli jeszcze inni, którzy przetrwali okupację.
      Prawdopodobnie w jeszcze jednej rodzinie w Markowej ukrywało się
      czworo Żydów, ale informacja wymaga jeszcze potwierdzenia. Relację o
      tym znaleziono w Żydowskim Instytucie Historycznym.

      Ulmowie należą do grona "Sprawiedliwych wśród narodów świata". Trwa
      rzymski etap procesu beatyfikacyjnego tej rodziny.

      Władze Markowej zamierzają wybudować centrum historyczne poświęcone
      wydarzeniom z czasów wojny. Od chwili odsłonięcia przed czterema
      laty pomnika Ulmów - do Markowej często przyjeżdżają wycieczki
      młodzieży z Izraela. (mg)

      wiadomosci.wp.pl/kat,1342,wid,9738234,wiadomosc.html?ticaid=15818
      • 10.03.08, 18:20
        Złosliwi mowili, że conajmniej kilka rodzin ukrywało Żydów w Markowej - ale
        tylko Ulmowie robili to ZA DARMO ( i ponoć psuli przez to "rynek".
        To oczywiście tylko mój wstrętny żart wstrętnego ukraińskiego nacjonalisty sad
        Obecnie przyszywanie się do tematu ratowania Żydów przez KK a biskupa
        przemyskiego (ksenofoba i nacjonalistę co to mówił "niech Polak głosuje na
        Polaka a Zyd na Zyda") to dla mnie zabieg żałosny, próba przyszywania się i
        Michalika i organizacji przez niego reprezentowanej do szczytnej historii tej
        rodziny.
        A Ulmowie?? - dobrze o nich świadczy nie nie słuchali propagandy antysemickiej
        uprawianej do 1939 roku przez wiadomą polsko-katolicką prasę, że gotowi byli
        poświęcić życie za ratowanie Zydów - od których polskich kościół RK tak bardzo
        chciał Polskę "oczyścić".
        Ale myślę że to robili na własny "rachunek", w dobrze rozumianym sumieniu - i
        Panie Michalik - ich ofiara w niczym nie umniejsza win całej reszty opisywanych
        przez Grossa
        • 11.03.08, 16:00
          Pomimo tych cytowanych okropieństw
          Żydzi drugą RP wspominają jak raj
          utracony.
          Poczytaj pamiętniki.I zajrzyj w Bibl.Jag.
          do narodowych gazet ukraińskich sprzed 1939r.
          To co w jakimś proc.Polaków było antysemickie
          ma dokładnie te same korzenie co antypolonizm
          Ukraińców.
          ps.W Markowej ukrywało się dwóch Ukraińców,
          których chciało sprzątnąć UPA.

          • 11.03.08, 16:08
            po części masz rację - nacjonalizm, antysemityzm jak i wszelkie izmy...były
            wspólną chorobą wielu narodów europejskich i ani Ukraińcy ani Polacy ani
            Rosjanie czy Niemcy nie byli w tym odosobnieni.
            Inna sprawa to świadomość historyczna i nie popełnianie tych samych błędów.
            A raz po raz pokazujące sie publikacje (vide linkowana przeze mnie wyżej strona
            narodowej partyjki) czy antysemickie wypowiedzi wiadomego radryja - to tylko
            powtórki z błędów historii.
            Mówiąc to mam w oczach reguralne marsze skinheadów - gówniarzy rzeszowskich
            maszerujących po ulicach Rzeszowa po kolejnych obchodach 3 -maja z wrzaskiem na
            ryjach "Precz z żydami" "chrystus królem" równocześnie smile
          • 11.03.08, 16:44
            warszawa17 napisał:


            > ps.W Markowej ukrywało się dwóch Ukraińców,
            > których chciało sprzątnąć UPA.

            Pierwsze słyszę !! Zwłaszcza że Markowa - wieś podłańcucka leżała daleko od
            "terenów operacyjnych" UPA.
            A Ukraińcy na terenach GG raczej ukrywać sie nie musieli...chyba że
            "komunizowali" albo byli jeńcami radzieckimi zbiegłymi ze stallagów czy kacetów.
            • 11.03.08, 19:45
              Ukrywali się przed swoimi, komunistami i
              ubowcami.Ukrywali ich miejscowi AK-owcy,którzy
              działali w oddziale chroniącym ludność polską.....

              • 11.03.08, 22:31
                warszawa17 napisał:
                a ja stwierdzam...
                oj !! chyba konfabulujesz drogi poeto
                proszę o źródło informacji albo...kopnę w d....
        • 12.03.08, 21:27
          piotrzr napisał:

          > Złosliwi mowili, że conajmniej kilka rodzin ukrywało Żydów w
          Markowej - ale
          > tylko Ulmowie robili to ZA DARMO ( i ponoć psuli przez to "rynek".

          ile trzeba złej woli, żeby bez dowodów opluć ludzi którzy z
          narażeniem życia ratowali innych... Ty nawet nie masz cywilnej
          odwagi, zeby w czasie pokoju podpisać się pod własnymi tekstami
          imieniem i nazwiskiem, zza ekranu monitora obrażasz ludzi, i na
          mozliwosc ujawnienia swoich danych reagujesz histerycznie, wot
          bohater...
          Reszty nawet nie da się komentować... bo co znaczy zdanie " w dobrze
          pojetym sumieniu ? " to sumienie moze być źle pojete ?

          • 13.03.08, 09:37
            nie rozumiem co jest złego w tym, że wspomniałem iż Ulmowie ukrywali Żydów za
            darmo??.
            A że byli inni którzy robili to odplatanie?? Ano byli tacy -
            niekonieczniecznie w Markowej smile
            Wspominają o tym świadkowie epoki jak np Henryk Grynberg.
            A byli tez tacy co brali pieniądze za to że Zyda nie wydali w ręce Niemców - w
            ramach tzw szmalcownictwa.
            Zarzuca mi internauta, że występuję tu anonimowo, sam podpisująca sie
            "ciekawy344". Co za finezja wypowiedzi i ...źle pojętego sumienia smile
            Mnie włazi na ambicje i sumienie a sam ...bluzga na lewo i prawo pod "ciekawym"
            nickiem smile)
            • 13.03.08, 10:03
              > Złosliwi mowili, że conajmniej kilka rodzin ukrywało Żydów w
              Markowej - ale
              > tylko Ulmowie robili to ZA DARMO ( i ponoć psuli przez to "rynek".

              napisałeś w wolnym tłumaczeniu dość konkretnie o mieszkańcach Markowej :

              Niektórzy (conajmniej kilka rodzin ) mieszkańcy Markowej ukrywali Żydów za
              pieniądze, mając Ulmom za złe, że robią to za darmo i psują rynek.


              • 13.03.08, 13:34
                Kilka lat temu lokalna prasa zamieściła taką historie z Markowej rodem :

                Wstrząsająca historia Abrahama Segala, uratowanego przez Polaków
                – Wiedzieli, że jest Żydem

                – Wiesz, kiedy mama się domyśliła, że jesteś Żydem? – zwraca się Cesia do
                Abrahama. - Zobaczyła cię przez okno, jak szedłeś do kościoła i trzymałeś
                książeczkę pod lewa pachą, jakbyś Torę niósł. Powiedziała wtedy na głos: "Nasz
                Romek to Żyd". Nigdy potem nie słyszałam, by mówiła coś podobnego.

                Na myśl przychodzą jej inne sytuacje, kiedy Romek mógł się zdradzić: – Raz przy
                księdzu przeżegnał się lewą ręką, nigdy nie klękał, jak ksiądz chodził z olejami
                do chorego, nie brał do ręki różańca. Kiedyś, na Boże Narodzenie, kuzyn, który
                się czegoś domyślał, naskoczył na Romka. Chciał mu zdjąć spodnie.
                Jak ta chłopczyna się broniła, jak chowała. Dopiero matka rozpędziła
                towarzystwo – wspomina córka Cwynarowej.


                – Sam Abraham pamięta coś innego: – To była Wielkanoc. Gospodarz Cwynar siedział
                z sąsiadem przy kieliszku i coś do siebie szeptali. Wreszcie Cwynar krzyknął na
                mnie: "Romek, ściągaj spodnie!" I ten anioł, pani Janina Cwynarowa, złapała mnie
                za ramię i wepchnęła do izby z pierzynami. Pilnowała potem drzwi tak długo, aż
                gospodarz się uspokoi.

                We wsi ktoś musiał się jednak domyślić, że Romek to Żyd. Na Cwynarów napisano
                donos do żandarmów w Łańcucie. Cudem udało się uniknąć najgorszego. Pracownik
                poczty zauważył podejrzaną kopertę i specjalnie przyniósł ją z Łańcuta do
                Markowej, żeby pokazać rodzinie.

                Abraham Segal mieszkał w Markowej do końca okupacji. Wyjechał z sowieckim
                wojskiem, nie uprzedzając swej dobrodziejki, że odchodzi. Czy jednak po tym, co
                przeżył, można mu się było dziwić? ""

                Koniec cytatu - nie mogę niestety podać linka - bo jest juz "martwy" smile
                • 13.03.08, 17:39
                  rozumiem, że to ma byc dowód na ukrywanie w Markowej Żydów
                  za pieniądze ? smile)
                  • 13.03.08, 18:25
                    ciekawy344 napisał:

                    > rozumiem, że to ma byc dowód na ukrywanie w Markowej Żydów
                    > za pieniądze ? smile)

                    Otóż nie! w tych zachowanych wspomnieniach żydowskiego chłopca, który musiał
                    udawać przed wieśniakami z Markowej polskiego sierotę są inne ciekawe elementy.
                    Prymitywne, wręcz zwierzęco prymitywne chłopstwo, pozytywna postać gospodyni i
                    donosiciel - być może ten sam który doniósł na Ulmów.
                    I zapewniam cię - to nie był Ukrainiec.
                    List z donosem z Markowej był przechwycony przez uczciwego poczciarza z Łańcuta
                    - inne pewno doszły do adresata sad
                  • 13.03.08, 18:46
                    ciekawy344 napisał:

                    > rozumiem, że to ma być dowód na ukrywanie w Markowej Żydów
                    > za pieniądze ? smile)

                    Oczywiście że nie!!
                    A co powiesz na taki cytat :

                    miasta.gazeta.pl/rzeszow/1,34962,5009289.html

                    Okazało się, że we wsi schroniło się co najmniej 25 Żydów, z których przeżyło
                    17. Godne podkreślenia jest to, że po śmierci Ulmów wieś nie wydała ukrywających
                    się tam Żydów. - W trakcie przygotowywania tej książki jednym z zaskoczeń było
                    >>>>>odkrycie anonimowego listu, który do Józefa Ulmy napisał ktoś ze wsi.
                    Znalazło się w nim żądanie, żeby wyrzucił Żydów, bo zagrażają wsi.<<<<<
                    To pokazuje, że ludzie się bali, zdawali sobie sprawę z zagrożenia - mówi autor
                    albumu.

                    koniec cytatu.

                    Ten list do Ulmów - zapewne wyprzedzał donos do żandarmerii niemieckiej sad

                • 13.03.08, 17:47
                  Ta historia z Ukraińcami byłaby
                  sensacyjna.Jeśli uda się zebrać co
                  trzeba,napiszę o tym.
                  Markowa stałaby się .....
                  • 13.03.08, 18:19
                    warszawa17 napisał:

                    > Ta historia z Ukraińcami byłaby

                    może i byłaby...na początek spokojnie popatrz na mapę gdzie ta Markowa leży,
                    potem dobrze obmyśl fabułę, wymyśl postacie i imiona dla nich, obmyśl dobre
                    zdanie na początek opowieści ( na przykład "Był chłodny poranek gdy Mykoła
                    wypełzał ze stogu siana trwożliwie rozglądając sie wokół...."i...dawaj produkt
                    swej bogatej wyobraźni smile)Powodzenie
                • 13.03.08, 18:36
                  Znalazłem też inna wersję relacji Abramka - sam nie wiem ktora jest prawdziwa :

                  www.polish-jewish-heritage.org/Pol/05_04_historia_ocalonego_segala.htm
                  HISTORIA OCALONEGO ABRAHAMA SEGALA
                  Parciane portki Michała
                  Rzeczpospolita, marzec 25, 2005
                  Ostatni raz widzieli się w lipcu 1944 roku. Od tamtej pory Michał Skrobacz,
                  rocznik 1929, wielokrotnie wracał myślami do czasów wojny i zadawał sobie
                  pytanie - co też stało się z tym żydowskim chłopcem, jego rówieśnikiem, któremu
                  pomógł przetrwać okupację? We wspomnieniach pozostała mu scena, jak daje mu na
                  drogę parciane spodnie i buty.
                  (....)
                  Pogawędka z krajanem spod Łańcuta
                  Z początkiem lutego tego roku postanowił, że złoży do IPN wniosek o swoją
                  teczkę. - Nie dawało mi spokoju, kto nas wówczas wsypał - dodaje emerytowany
                  inżynier budownictwa, rodem z Krzemienicy pod Łańcutem, od lat osiadły w Krakowie.
                  (...)
                  - Od lat szukam mojego rówieśnika, żydowskiego chłopca, którego podczas okupacji
                  przygarnęli rodzice i ukrywali na strychu domu, a ja nosiłem mu jedzenie -
                  zagaił Skrobacz. Nie znał jednak jego imienia i nazwiska. Wiedział tylko, że
                  dziadkowie chłopca nazywali się Doerflowie, mieli w Łańcucie sklep i przyjaźnili
                  się z jego rodzicami, którzy też prowadzili sklep w pobliskiej Krzemienicy.
                  Pokazał pisma, które wysyłał do Izraela. Mateusz Szpytma słuchał z coraz
                  większym niedowierzaniem, aż w końcu wydusił z siebie: - Ja znam tego człowieka
                  i poszukuję rodziny, która go ukrywała podczas okupacji. On żyje i nazywa się
                  Abraham Segal, a w czasie okupacji nazywał się Romek Kaliszewski.
                  Michał Skrobacz zaniemówił z wrażenia. Wszystkie szczegóły zapamiętane przez
                  niego zgadzały się z tymi, które Abraham przekazał wcześniej Matuszowi Szpytmie.
                  Jeszcze tego samego dnia wysłali faks do Izraela. Mieszkający pod Hajfą Abraham
                  oddzwonił natychmiast. - Myślałem, że nie zdołam wykręcić numeru telefonu, bo
                  tak waliło mi serce - mówi. Ucięli sobie długą pogawędkę. - Wymieniliśmy
                  wspomnienia i nie mam najmniejszej wątpliwości, że człowiek, którego szukałem
                  przez tyle lat, to jest ten właśnie Abraham vel Romek - przekonuje Skrobacz.
                  Jedno życie, cały świat
                  Abrahama Segala poznałem równo rok temu w Łańcucie. W hoteliku Pałacyk, tuż obok
                  łańcuckiej synagogi, przegadaliśmy wiele godzin o jego wojennych losach,
                  tułaczce przez Europę do Izraela. O tym, jak mu się powodzi w ziemi przodków.
                  Przyjechał z żoną na odsłonięcie w Markowej pomnika rodziny Ulmów wymordowanej
                  przez Niemców za ukrywanie Żydów. W ten sposób chciał oddać hołd tym wszystkim
                  Polakom, którzy mu pomogli i podziękować Bogu, że żyje. Był dumny, że podczas
                  uroczystości w Markowej mógł przemówić w imieniu tych wszystkich Żydów, którzy
                  swe życie zawdzięczają Polakom. Dziwił się, że Polacy tak szybko zapomnieli, a
                  niekiedy wstydzą się przypominać o bohaterstwie polskich ofiar Holokaustu. - To
                  Markowa powinna stać się symbolem zachowań Polaków wobec Żydów. Ja jestem żywym
                  przykładem, że tragedia w Jedwabnem stanowiła margines zachowań Polaków w czasie
                  okupacji - mówił nad grobem rodziny Ulmów.
                  W marcu 1944 roku Niemcy rozstrzelali w Markowej rodzinę Goldmanów i Szellów, a
                  następnie ukrywających ich Wiktorę i Józefa Ulmów oraz ich szóstkę dzieci.
                  Wiktoria była w ciąży z siódmym dzieckiem. Na ich grobie widnieje napis: "Kto
                  ratuje jedno życie, jakby świat cały ratował". Dwa lata temu rozpoczął się ich
                  proces beatyfikacyjny.
                  Abraham Segal swoje życie też zawdzięcza takim rodzinom jak Ulmowie, którzy
                  doskonale wiedzieli, że ukrywanie Żydów karane jest śmiercią, a mimo to
                  zachowali ludzki odruch miłości do drugiego człowieka. Pamiętał rodzinę Cwynarów
                  z Markowej, która przygarnęła go do domu, ale byli też inni nieznani mu z
                  imienia i nazwiska Sprawiedliwi wśród Narodów, którzy zlitowali się nad losem
                  małego Abrahamka. Był wówczas kilkunastoletnim chłopcem i nazwiska zatarły mu
                  się w pamięci. Zależało mu szczególnie na odnalezieniu rodziny, która pierwsza
                  go przygarnęła. Pamiętał, że później odwiedził tę rodzinę po wyzwoleniu, przed
                  wyruszeniem w długą tułaczkę z Polski do Izraela. Zapamiętał, że był tam młody
                  chłopak w jego wieku, który dał mu na drogę parciane portki i buty. - Chciałbym
                  jeszcze spotkać tych ludzi, by im chociaż powiedzieć "dziękuję" - mówił rok temu.
                  Dał ogłoszenie do lokalnej gazety. Ktoś mu powiedział, że ta rodzina nazywała
                  się Szpunar i pod takim szukał nazwiskiem.
                  Przeżył tylko Abraham
                  Benzion i Chara Doerflowie, dziadkowie Abrahama, prowadzili w Łańcucie hurtownię
                  Towary Mieszane. Zaopatrywali się tam sklepikarze z całej okolicy, Polacy i
                  Żydzi. Wśród nich był Antoni Skrobacz, ojciec Michała. Skrobaczowie z Doerflami
                  byli zaprzyjaźnieni. - Zawsze gdy zbliżały się święta Bożego Narodzenia,
                  Doerflowa przygotowywała dla nas specjalne paczki. Latem w odwiedziny
                  przyjeżdżali do nas ich synowie - wspomina Michał Skrobacz.
                  Doerflowie zdążyli wrosnąć w galicyjską mieszankę wielonarodowościową. W domu
                  rozmawiali po polsku i hebrajsku. Mieli trzech synów: Leona, Jakuba i Hersza,
                  który jeszcze przed wojną wyjechał do Palestyny. Najstarsza była córka Perla,
                  która na początku lat trzydziestych wyszła za mąż za Ozjasza Segala i
                  wyprowadzili się daleko na Kresy do Brzeżan, 150 kilometrów na wschód od Lwowa.
                  Prowadzili tam fabryczkę powrozów i sznurów. Mieli dwóch synów: Abrahama,
                  rocznik 1930 i sześć lat młodszego Michała. W lipcu 1941 roku roku Niemcy zajęli
                  Brzeżany, a wkrótce Segalowie trafili do miejscowego getta, jak wszyscy Żydzi z
                  miasteczka. Byli dość majętni i ojciec Abrahama wykupił całą rodzinę z getta.
                  - Pamiętam, że w sylwestra 1941 roku wraz z mamą, bratem i ciotką wsiedliśmy w
                  pociąg w Brzeżanach, udając się do Łańcuta - wspomina Abraham. Zawitali w domu
                  dziadka, tuż obok niemieckiej komendantury. Po kilku dniach ktoś ich wydał.
                  Żandarmi aresztowali matkę i ciotkę. Wuja Jakuba zastrzelił szef miejscowej
                  żandarmerii Josef Kokott (W 1958 roku skazany został przez sąd rzeszowski na
                  karę śmierci, którą Rada Państwa zamieniła na 25 lat więzienia. Zmarł w
                  więzieniu w 1981 roku - przyp. J. M.).
                  - Mama pisała do nas listy z więzienia, a babka codziennie przekupywała
                  strażników i zanosiła aresztowanym jedzenie. Po kilku miesiącach wykupiła ich.
                  Matka postanowiła wracać z synami na Kresy, do Brzeżan. - Z Łańcuta wywiózł nas
                  koniem jakiś znajomy dziadka. Teraz już wiem, że był to Antoni Skrobacz z
                  Krzemienicy, ojciec Michała - opowiada Abraham. Po drodze przebrał ich w
                  chłopskie ubranie i odwiózł na dworzec. W Brzeżanach matka musiała dać kolejną
                  łapówkę, by tym razem dostać się do getta, do ojca. Przebywali tam przez rok, do
                  czerwca 1943 roku. Nagle ojciec przyniósł wiadomość, że Niemcy rozpoczęli
                  likwidację getta. - Wtedy ostatni raz widziałem ojca.
                  Matka z synami znaleźli schronienie u znajomego Ukraińca, ale tylko na chwilę.
                  Musieli uciekać. Abraham niósł ze sobą srebrną zastawę. Nagle zauważył ich
                  żandarm. - Miał opaskę żółto-niebieską, czyli musiał być Ukraińcem - zapamiętał
                  Abraham. Złapał go za rękę i mocno wbił paznokcie. Chłopiec puścił zastawę,
                  rozsypały się srebrne naczynia i sztućce. To odwróciło uwagę żandarma, a Abraham
                  rzucił się do ucieczki. Ukryty w zaroślach widział, jak żandarm prowadził matkę
                  i siedmioletniego brata w stronę starego pałacu, gdzie zwykle rozstrzeliwano
                  Żydów. - Oddalali się, a ja nic nie mogłem zrobić. Nigdy już ich nie zobaczyłem
                  - wspomina. Brudny, obszarpany szukał schronienia. Przepędzano go z domu do
                  domu, aż trafił do Ukraińca, znajomego ojca, który dał mu schronienie na jedną
                  noc, a rano kupił bilet do Lwowa.
                  Pastuch Romek Kaliszewski
                  Pamięta, że był upalny czerwcowy dzień, gdy dotarł do Łańcuta. Nie zastał już
                  dziadków, którzy trafili do obozu w Pełkiniach pod Jarosławiem i
                  najprawdopodobniej tam zginęli. Został tylko wujek Leon, który zaprowadził go do
                  rodziny Skrobaczów w Krzemienicy, prosząc o rat
                  • 13.03.08, 18:37
                    Pastuch Romek Kaliszewski
                    Pamięta, że był upalny czerwcowy dzień, gdy dotarł do Łańcuta. Nie zastał już
                    dziadków, którzy trafili do obozu w Pełkiniach pod Jarosławiem i
                    najprawdopodobniej tam zginęli. Został tylko wujek Leon, który zaprowadził go do
                    rodziny Skrobaczów w Krzemienicy, prosząc o ratunek dla chłopca (Leon został
                    wywieziony na roboty do Mielca i zaginął bez wieści - przyp. J. M.). - Ojciec
                    ukrył go na strychu domu. Siedział tam całymi dniami. Zanosiłem mu jedzenie, a
                    ojciec uczył go pacierza - wspomina Michał Skrobacz. Nie pamięta, jak długo ten
                    żydowski chłopiec był w ich domu. Nie znał nawet jego imienia. Ojciec zakazał mu
                    rozmów, bo na dole był sklep i ktoś mógł donieść, że ukrywają żydowskie dziecko.
                    Skrobaczowie mieszkali w centrum Krzemienicy, przychodziło tam wiele osób i po
                    jakimś czasie gospodarz postanowił znaleźć bezpieczniejszą kryjówkę dla chłopca.
                    Wywiózł go do znajomych w pobliskiej Markowej. Przygarnęła go zamożna wiejska
                    rodzina Janiny i Jana Cwynarów. Był pastuchem - Romkiem Kaliszewskim.
                    - Żeby mnie nie rozpoznano, że jestem żydowskim chłopcem, Janina uczyła mnie
                    modlić się po polsku, kazała czytać Mickiewicza i Słowackiego - wspomina. W
                    marcu 1944 roku, gdy Niemcy rozstrzelali w Markowej rodzinę Ulmów, na Polaków,
                    którzy przechowywali Żydów, padł strach, że w każdej chwili może ich taki sam
                    los spotkać. Cwynarowie przechowali go do końca wojny. Dopiero po wojnie
                    dowiedział się, że Jan Cwynar działał w partyzantce, a w Markowej było
                    kilkadziesiąt rodzin, które przechowywały Żydów (W Markowej Polacy ukrywali 25
                    Żydów, z czego 17 przeżyło - przyp. J. M.). W lipcu 1944 Rosjanie wkroczyli do
                    Łańcuta. - Pamiętam, że był koniec lipca, gdy ten żydowski chłopiec odwiedził
                    nas w domu w Krzemienicy. Przyszedł się pożegnać i od tamtej pory nigdy go nie
                    widziałem - wspomina Michał Skrobacz.
                    Pakuję walizki i jadę do Polski
                    Z jego rodziny nikt nie przeżył. Abraham posłuchał lekarki, znajomej mamy i
                    przez Duklę przedostał się do czeskiej Pragi. Tam trafił do sierocińca. Nawiązał
                    kontakt z wujkiem Herszem z Palestyny i pod koniec 1946 roku otrzymał zgodę na
                    wyjazd. Pociągiem przez Szwajcarię dojechał do Marsylii, a stamtąd statkiem do
                    Hajfy.
                    - Inni byli mądrzejsi i wyjechali do Ameryki, Australii i teraz są bardzo
                    bogaci, a ja dalej wyglądam jak ten socjalista żydowski - mówi z żalem. Wujek
                    nie miał pieniędzy na jego utrzymanie, więc trafił do kibucu. Do południa praca,
                    a po obiedzie nauka. - Myślałem - co ja robię w tym Izraelu? Dlaczego nie
                    zostałem w Łańcucie? Zamieniłem raj na gehennę. U Skrobaczów w Krzemienicy i
                    Cwynarów w Markowej traktowali mnie jak rodzinę, a w kibucu byłem niewolnikiem -
                    opowiada.
                    Czuł się Polakiem i tęsknił za polskimi świętami. Tradycja żydowska była mu
                    obca, bo przez te lata tułaczki nie miał nawet okazji jej poznać. Ma w pamięci
                    katolickie święta w Markowej, gdy śpiewał polskie kolędy. Pierwszy raz odwiedził
                    Polskę w 1995 roku. Był przed poważną operacją. - Ruszyło mnie sumienie, że mogę
                    umrzeć i nie zdążę podziękować ludziom, którzy uratowali mi życie - opowiada.
                    Kilka lat temu złożył świadectwo prawdy w Instytucie Yad Vashem w Jerozolimie,
                    by Janinę Cwynar dołączono do grona Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Teraz
                    podobne świadectwo chce dać rodzinie Skrobaczów, ale wpierw postanowił zobaczyć
                    Michała.
                    - To cud, że odnalazłem kolejnego człowieka w tym łańcuchu ludzi dobrej woli,
                    którzy ratowali mi życie. W Brzeżanach straciłem brata Michała i teraz
                    odnalazłem innego Michała. To tak, jakbym odnalazł brata. Pakuję walizki i jadę
                    do Polski. Powiedziałem Michałowi, że jak się spotkamy, to oddam mu te parciane
                    portki, które dał mi na drogę - żartuje.
                    JÓZEF MATUSZ

                    www.polish-jewish-heritage.org/Pol/05_04_historia_ocalonego_segala.htm
                  • 14.03.08, 05:54
                    Błaszczak i Pańkiw z Markowej. Tali będzie tytuł.
                    • 15.03.08, 11:46
                      czytam na Onecie :

                      "Radio Maryja jest jawnie antysemickie"
                      "Gazeta Wyborcza": Radio Maryja, konserwatywna katolicka rozgłośnia z Polski
                      jest jedną z najbardziej ewidentnie antysemickich rozgłośni w Europie - twierdzi
                      raport Departamentu Stanu USA.
                      Upubliczniono raport "Globalny antysemityzm".

                      - W ciągu ostatniej dekady ambasady i konsulaty amerykańskie na całym świecie
                      zanotowały wzrost antysemityzmu. Nowoczesne formy antysemityzmu, w radiu,
                      telewizji czy internecie, są powszechne na Bliskim Wschodzie i wśród
                      społeczności muzułmańskiej w Europie - twierdzą autorzy. Podają przykład filmów
                      dla dzieci rozpowszechnianych przez Hamas, w których myszka Farfour nawołuje do
                      zamachów.

                      Wśród państw na cenzurowanym znalazły się m.in. Iran, Syria, Białoruś. Problem z
                      antysemitami jest też obecny w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Francji.

                      W raporcie sporo miejsca poświęcono Polsce. Amerykanie zaznaczyli, że "pomimo
                      oficjalnego potępienia tego zjawiska i wysiłków, by go zwalczyć, konserwatywna
                      katolicka rozgłośnia Radio Maryja jest jedną z najbardziej ewidentnie
                      antysemickich rozgłośni w Europie".

                      Raport "Globalny antysemityzm" przygotowało biuro specjalnego sprawozdawcy ds.
                      walki z antysemityzmem przy Departamencie Stanu USA.

                      Koniec cytatu. I co sie zmieniło w polskim kosciele rzymokatolickiem od lat
                      trzydziestych?? Pomimo doświadczenie holocaustu, pomimo dzialalności JPII??
                      Faszyzujący Nasz dziennik będzie Polaków straszył jakimiś "banderowcami", Grosem
                      i Zydami ??
                      Głupie żarty katolo-faszystów smile)
                      • 10.04.08, 17:58
                        Oto czytam w GW ;
                        Reprywatyzacja

                        Jednym z wielu tematów, jakie Donald Tusk poruszył na spotkaniach, była kwestia
                        reprywatyzacji mienia, które Żydzi pozostawili w Polsce bądź podczas wojny, bądź
                        w latach następnych - zmuszani do tego przez władze PRL. - To będzie ustawa,
                        która będzie obejmowała byłych lub obecnych obywateli polskich, którzy utracili
                        swoje mienie - podkreślał Tusk, zapewniając, że jego rząd bardzo dużą uwagę
                        przykłada do tej kwestii.

                        - Rząd polski i polski parlament chce naprawdę oddać swoim obywatelom to, co
                        (obywatele) utracili nieprawnie, ale oczywiście w tym wymiarze, jaki będzie do
                        zrealizowania. Chcę być powściągliwy i bardzo uczciwy w tej deklaracji -
                        powiedział Tusk. Dodał, że rząd podjął taką decyzję, bo - jak podkreślił - tego
                        wymaga poczucie sprawiedliwości i przyzwoitości.

                        Nie sposób było w tym kontekście nie poruszyć kwestii samego antysemityzmu,
                        toteż premier Tusk podkreślił wielokrotnie, że nie jest i nigdy nie będzie on w
                        Polsce tolerowany. - dla zjawisk, które są hańbą ludzkości, nie ma i nie będzie
                        tolerancji w moim kraju. Dla antysemityzmu i terroryzmu nie ma miejsca wśród
                        ludzi uczciwych i przyzwoitych. Przeciwdziałanie takim sprawom uznaje za nasz
                        wspólny obowiązek - deklarował Tusk, stojąc na konferencji obok Ehuda Olmerta.

                        Koniec cytatu
                        • 10.04.08, 20:51
                          Nie słucham wprawdzie Radio Maryja ani nie ogladam TV Trawm ale ciagle słysząc o
                          jego "ewidentnie antysemickim " charakterze, przeszukałem internet, żeby sobie
                          jakieś pikantne antysemickie wypowiedzi wyszukać i co i nic... jakieś wypowiedzi
                          na antenie ludzi bez składu i ładu. Natomiast wyszło mi że najbardziej
                          "antysemickim " opiniotwórczym nośnikiem jest " Gazeta Wyborcza" tak właśnie smile)
                          nie tyle ona, a jej fora, spróbujcie kiedyś tak dla sportu zaprzągnąć google do
                          roboty, nie chce Wam psuć zabawy to nie dam linków smile) i co i nic smile) cały tzw.
                          "postępowy świat" milczy smile)
                          • 11.04.08, 16:43
                            ciekawy344 napisał:


                            Natomiast wyszło mi że najbardziej
                            > "antysemickim " opiniotwórczym nośnikiem jest " Gazeta Wyborcza" tak właśnie
                            nie tyle ona, a jej fora, spróbujcie kiedyś tak dla sportu zaprzągnąć google do
                            > roboty,

                            Oczywiscie masz rację - bo na tych forach za rzadko stosuje sie sekatorek dla
                            wypowiedzi takich jak twoje i tobie podobni smile
                            • 11.04.08, 19:51
                              > Oczywiscie masz rację - bo na tych forach za rzadko stosuje sie
                              sekatorek dla
                              > wypowiedzi takich jak twoje i tobie podobni smile

                              rozumiem, że do kwestii wolności i prawa podchodzisz wybiórczo i
                              popierasz jedynie te wolnosci, które Ci pasuja. Bo jak Ci wiadomo
                              mamy wolny kraj i swobodę opinii i wypowiedzi.
                              • 12.04.08, 07:52
                                ciekawy344 napisał:


                                > rozumiem, że do kwestii wolności i prawa podchodzisz wybiórczo i
                                > popierasz jedynie te wolnosci, które Ci pasuja. Bo jak Ci wiadomo
                                > mamy wolny kraj i swobodę opinii i wypowiedzi.

                                Oczywiście , że tak = antysemityzmu , ksenofobii i zakłamania nienawidzę - i
                                uważam że tu wolność ich szerzenia powinna być wyeliminowana smile Metodami
                                prawnymi i sekatorkami forumnowymi smile
                                Natomiast np relacje Polacy - inne narody, historia (podawana w sposób
                                wiarygodny i oparta na faktach z oczywistą możliwością ich interpretowania -
                                oczywiście tak - ze szczególnym pietyzmem.
                                Ale bez epitetów, przypinania łatek, kłamstw i nadinterpretacji czyli bez
                                "wianków" i tego typu wybryków pseudohistoryków smile

                                • 12.04.08, 14:31
                                  Ależ oczywiście, należy walczyć z przejawami antysemityzmu czy ksenofobii, nie o
                                  to mi chodziło. Chodziło mi o pewien paradoks... a mianowicie gdy w mediach
                                  Rydzola jakiś słuchacz czy inny telewidz wyskoczy z rasistowskim tekstem to
                                  obciąza on bezposrednio media Rydzola. Natomiast gdy fora Gazety WYBIÓRCZEJ
                                  pełne są takich treści... to nikt wybiórczej nie oskarża. Rozumiem, że w
                                  państwie demokratycznym, nawet reprezentujac rózne poglądy gramy według
                                  określonych reguł tak dla Gazety Wyborczej jak i radia Rydzyka.

                                  • 12.04.08, 15:21
                                    Koncept forum jest troche inny niz programu radiowego,
                                    telewizyjnego, gazety czy ksiazki. Sa programy radiowe, ktore tzw
                                    rozmowy "na zywo" nadaja z opozniaczem aby miec czas na przerwanie
                                    transmisji tresci niestosownych wedlug redakcje jakiegos programu.
                                    Rydzykowa rozgosnia z tego nie korzysta, jednoczesnie bierze na
                                    siebie odpowiedzialnosc za takie wypowiedzi.
                                    GW tylko udostepnia przestrzeni, ingeruje chyba tlko gdy o to
                                    proszona, za niestosowne wypowiedzi odpowiaja autor wypowiedzi i
                                    zalozyciel o ile postanowi takowj nie skasowac.
                                    • 12.04.08, 18:42
                                      no dobra jest to wyjaśnie... tylko czy w myśl obowiązujacego prawa
                                      Rydzol nie moze umówić się sam ze sobą, że wypowiedzi słuchaczy lecą
                                      na żywo ? i czy wypowiedzi bądź co badź dorosłych ludzi jego radyjo
                                      obciążają ? bo skoro może a wychodzi na to że moze ( o żadnym pozwie
                                      w tak drażliwej sprawie nie słyszałem ). To skąd ostarżenia jego
                                      radyja skoro legalnie udostepnia słuchaczom czas antenowy. a[
                                      Wybiórcza zaś serwery i fora internautom. Taka moralność Kalego ?
                                      • 12.04.08, 19:37
                                        Oczywiście Ciekawy masz racje - bardzo trudno znaleźć jego (Rydzyka - nie pisze
                                        księdza - bo go za takiego nie uważam, nie pisze ojca - bo i za zakonnika też go
                                        nie uważam) - antysemickie wypowiedzi . Tu masz rację. Ale - on pozwala na
                                        szerzenie antysemityzmu, nie próbuje go poskramiać. Ale też aluzjami go wspiera.
                                        Daje głos na żywo takim ludziom jak niejaki Nowak (ponoc z profesorskim tytułem)
                                        - który pluje sie na Zydow .
                                        Ja - ukrainofil "zaprzysięzony" smile - nie neguję krzywd wyrządzonych Żydom w
                                        historii przez Ukraińców . mało - gdzieś tu wyżej umieściłem link do zdjęć
                                        ukraińskich shutzmanów znęcających się nad Zydami w porzeszowkiej miejscowości.
                                        Znam dokładnie przebieg "dnia Petlury" we lwowie - gdy motłoch ukraiński (porzy
                                        udziale i Polaków i Niemców) urządził potworny wprost pogrom Zydom lwowskim).
                                        Ale też - nie pisałem tu jeszcze o tym (ale napiszę) o lwowskim pogromie 1919
                                        roku - gdy "niebieska armia" - hallerczycy którzy przybyli w odsieczy Lwowa
                                        urządzili krwawy pogrom tychże Zydów.

                                        • 12.04.08, 20:09
                                          > nie uważam) - antysemickie wypowiedzi . Tu masz rację. Ale - on
                                          pozwala na
                                          > szerzenie antysemityzmu, nie próbuje go poskramiać. Ale też
                                          aluzjami go wspiera
                                          > .

                                          o kurka Adaś Michnik to samo robi i nikt go nie poskramia... ciągle
                                          jątrzy, mało tego uważa się za jedyne słuszne oświecone medium,
                                          które ma prawo dyktować, decydować, rozliczać i oceniać czymże wiec
                                          rózni się plugawa Rydzolowa propadanda od Michnikowego
                                          " mesjanizmu "?
                                          Nowak ? to ten co smie Żydom NKWD wypominać ? faktycznie facet ma
                                          obseje i fobię, ale prawdą jest że Stalin Polakom nie ufał i w
                                          wierchuszcze utrwalaczy nowego ustroju sporo było Żydów żeby daleko
                                          nie szukać brat Michnika, niejaka Wolińska czy inny Morel.
                                          Nie bardzo też wiem w czym szkodliwsza jest propaganda Nowaka, od
                                          propagandy Grossa... bo oczywiscie obaj pisza o faktach tyle że
                                          zarówno interpretacja owych faktów przez jednego lub drugiego dla
                                          myslacego człowieka jest nie do przyjecia.
                                          • 12.04.08, 20:23
                                            Na miły bóg nie porównuj red. Michnika - osoby ktora jak mało kto tak wiele
                                            zrobił dla Polski, dla wolnej prasy - z twórcą sekty medialnej
                                            (telewizyjno-radiowo-prasowej) i pomysłodawcy (i beneficjenta) dojenia starych
                                            ludzi z kasy (począwszy od pamiętnych pomysłów świadectw udziałowych, tzw
                                            składek na ratowanie stoczni Gd-skiej czy obecnych "darów serca").
                                            To jest szalbierz - a Michnik i jego współpracownicy - to "nauczyciele" milionów
                                            Polaków i "lekarze" leczący ich z ksenofobii i żaściankowości.!! ( ksenofobii i
                                            żasciankowości i ciemnoty - którą Rydzyk i jego ludzie chcą utrwalać w Polakach
                                            dla własnych potrzeb!!!
                                            Gotów jestem twierdzić że i Michnik i ś.p. Kuroń to przed 1989 roku - notoryczni
                                            "lokatorzy" komunistycznych więzień - a po 1989 roku - swoiśći "mojżesze"
                                            wprowadzający mentalność Polaków do nowej rzeczywistości.
                                            Wiem że to co napisałem może być trudne do zrozumienia smile))

                                            A ze na forum Gazety częśto szwankuje "cenzura" w zakresie politycznej
                                            poprawości?? to prawda - ale Ty Ciekawy skarżysz się na brak cenzury??? Nie
                                            wierzę smile))))
                                            • 12.04.08, 20:37
                                              nic nie napisałeś sad Nie porównuje Rydzola z Michnikiem... a media
                                              jedne do drugich to zacz zgoła coś innego...
                                              • 12.04.08, 21:51
                                                ciekawy344 napisał:

                                                > nic nie napisałeś sad Nie porównuje Rydzola z Michnikiem... a media
                                                > jedne do drugich to zacz zgoła coś innego...

                                                Sorki ale widzę nie rozumiesz nawet tego co sam napisałeś. smile
                                                Więc też i nie dziwi mnie to że nie rozumiesz tego co ja napisałem.
                                                Zaraz zaraz - w której to teraz klasie przerabia sie czytanie ze zrozumieniem ???
                                          • 12.04.08, 20:50
                                            Nie chcesz powiedziec, ze Stalin ufal Zydom?
                                            O ile sobie przypominam mialy miejsce transporty Zydow za Ural, i
                                            chyba nie najlepiej to wygladalo, a i Polakow w PKWN nie brakowalo.
                                            Zreszta wracajac do mediow rydzolowa szczekaczka od zbankrutowanych
                                            dzialaczy ery PRL-u nie stroni, dziwna zbieznosc? Chyba nie.
                                            • 13.04.08, 18:29
                                              wianuszek_kresowy napisał:


                                              > O ile sobie przypominam mialy miejsce transporty Zydow za Ural, i
                                              > chyba nie najlepiej to wygladalo, a i Polakow w PKWN nie brakowalo.

                                              Zydzi podlegali takim samym represjom stalinowskim jak np Polacy - przykład -
                                              ot choćby wspaniały Osip Mandelsztam - wielki i miezwykły poeta czy Izzak Babel
                                              - którego książki- reportaże, opowiadania i te z wojny bolszewickiej i te
                                              dotyczące Odessy - zajmują poczesne miejsce w mej biblioteczce.
                                              A Zydzi - sklepikarze, fabrykanci, kamienicznicy, posiadacze ziemscy podlegali
                                              szczególnym represjom czasów stalionowskich.

                                              > Zreszta wracajac do mediow rydzolowa szczekaczka od zbankrutowanych
                                              > dzialaczy ery PRL-u nie stroni, dziwna zbieznosc? Chyba nie.

                                              Oto włąsnie u Rydzyka najważniejsze jest nie tylko to co mówi - ale to czego
                                              nie mówi. Oto nie mówi swoim pretorianom że antysemityzm to w gruncie rzeczy
                                              antyMarynizm i antyJezusizm. A nie mówi bo najważniejsza jest dla niego kasa i
                                              posiadanie - kasa płynąca z każdego źródła. A że sięga po pseudo-profesorków
                                              (czy raczej potworków_ z komunistycznym rodowodem - mnie to nie dziwi - przecież
                                              nie popiera go żadna elita intelektualna - a jedynie owe pojedyncze potworki smile
                                      • 12.04.08, 20:59
                                        Oczywiscie, ze moze mowic co mu zywnie na mysl przychodzi, ale nie
                                        znaczy, ze nie jest za to odpowiedzialny, bo to redaktorzy jego
                                        rozglosni decyduja kogo zaprosic i o tych to polgodzinnych wywiadach
                                        mowa, bo nie o chodzi o sluchaczke, ktora wsciekla jest na Zydow za
                                        to co z Jezusem (Krolem Polski) zrobiliwinkZdaje sie, ze bylo sporo
                                        narzekan na Michalkiewicz, Nowaka i innych, ktorzy sa
                                        przedstawicielami tej "publicystyki".
                                • 12.04.08, 15:27
                                  Boguslaw Wolniewicz i jego kompleksowa (wydawaloby sie) ocena wizyty
                                  uska w Izraelu.

                                  www.radiomaryja.pl/dzwieki/2008/04/2008.04.11.akt02.mp3
                                  • 12.04.08, 22:33
                                    wianuszek_kresowy napisał:

                                    > Boguslaw Wolniewicz i jego kompleksowa (wydawaloby sie) ocena wizyty
                                    > Tuska w Izraelu.

                                    Niektórych powinno się hospitalizować i nie mam na myśli tylko tej wypowiedzisad
                                    • 12.04.08, 22:42
                                      Ciekawe czy p. profesor prowadzi w dalszym ciągu pracę dydaktyczną? Jeśli tak,
                                      to jest to smutne.
                                      • 12.04.08, 23:43
                                        www.youtube.com/watch?v=ZGDikatgC00
                                        Chociaż może lepiej byłoby dać do przerywnika...

                                        • 13.04.08, 00:12
                                          Debiliadawink
                                          Pretensje do Szypowskiego bo wystepuje przeciw Lojczyznie, nie
                                          dlatego, ze z Zydami, nie, niewink)
                                          Marksizm krytykuje juz od 90-tych lat, czli zabralo ponad
                                          szescdziesiat lat zycia zeby do tego dojsc, teraz ten, ze tak powiem
                                          neofita pseudoprawicowy chce byc autorytetem, ba, a nawet takim byc
                                          moze jak inni jemu podobni, maryjnie trwajacywink
                                          • 19.04.08, 14:24
                                            Muszę tu przypomnieć ową smutną rocznicę !!
                                            No bo była to piękna obrona honoru i godności w obliczu nieuniknionej zagłady.
                                            Bez politykierstwa, bez politycznego kunktatorstwa, wyrachowania i gry na
                                            "szachownicy". Piękny i idealny wręcz przykład straceńczego bohaterstwa polskich
                                            Żydów.
                                            A tym którzy już kombinują co by "podkopać" - odpowiadam - wiem że w dławieniu
                                            oporu powstańców i mordowaniu Żydów brali też udział Ukraińcy w służbie
                                            niemieckiej sad
    • 10.05.08, 22:00
      Spacerem po mieście
      Co zostało w mieście po dawnej żydowskiej społeczności?. Co może
      jeszcze przypominać przyjeżdżającym żydowskim pielgrzymom tamte
      lata?. Nic lub bardzo niewiele.
      Resztki ocalałych judaików skupił i wywiózł mieszkający w mieście, w
      latach 60 ostatni Żyd Baruch Safier. Nie zachowały się też z tamtych
      czasów dokumenty i fotografie.Stojące w Rynku i na sąsiednich
      ulicach domy niby te same, ale jakieś inne. Przebudowy, różne
      adaptacje i nowe elewacje zmieniły ich wygląd. W oknach firanki,
      kwiaty, a w nich tylko aryjskie twarze. Z dawnych mrocznych sieni,
      zamykanymi topornymi bramami, nie zieje stęchlizną, nie cuchnie
      uryną i nie słychać wiecznego typowego "rejwachu".
      Dziś, latem, cały rynek tonie w kwiatach i zieleni i jest stale
      otoczony sznurami wszelkich marek samochodów. Strażnicy miejscy nie
      karzą mieszkańców mandatami za wylewanie nocników i pomyj na rynek i
      ulice. W pogodne, letnie szabasowe dni, nie stoją na chodnikach
      krzesła i ławki. Nie siedzą na nich Żydzi, "napowietrzniki" z nogami
      wyciągniętymi w poprzek chodnika, sięgając prawie do rynsztoków.
      Nieaktualne stało się powiedzenie "wasze ulice-nasze kamienice". Nie
      ma ustawicznych sporów, czasem kłótni, nie trzeba szukać
      umiejętności współżycia. Nie ma na Rynku jednej z miejskich
      kołowrotowych studni, która była miejscem sąsiednich pogaduszek i
      stojących przy niej "wodziarzy". To oni zaopatrywali większość
      żydowskiej społeczności w wodę, a szczególnie pobliskie piekarnie.
      Zniknęły z Rynku budki-kramy i oryginalna, w kształcie sześciokątna
      budka Pesli Safier z lodami, wodą sodową (na życzenie z sokiem) i
      ciastkami. Pesla-ruda jak wiewiórka, trochę piegowata, zupełnie
      podobna była do dziewczynyna opakowaniu sprzedawanych ciastek z
      czekoladą. Ta studnia i budka Pesli były tłem dekoracyjnym w latach
      trzydziestych podczas uroczystości powitania na leżajskim Rynku
      Prezydenta Mościckiego.
      Nie ma piekarni Gołdy Tanzman (ul. Rzeszowska 17), gdzie
      pieczono zawsze smaczne i chrupiące "kajzerki" z makiem. Mój ojciec
      nie jadał tych "kajzerek" od czasu kiedy przez otwarte okno w
      piekarni widział jak kot obsikiwał worek z makiem.
      Nie ma sklepu kolonialnego Salomona Weinsteina (ul. Mickiewicza
      8), gdzie tuż przed szabasem, okazyjnie, za grosze można było kupić
      przejrzałe kiście bananów i pomarańcze. Tam młodzież kupowała na
      randki chleb świętojański, wianki fig i na wagę chałwę o różnych
      niepowtarzalnych smakach.
      Nie ma koszernego wyrębu mięsa Abrahama Renhentala (ul.
      Rzeszowska), gdzie "nieczyste" mięso -tylne części wołowiny kupowali
      katolicy.
      Nie ma "łokciowych sklepów bławatnych" Altera Anfanga (ul.
      Mickiewicza), gdzie za ladami, ze stosami najlepszych nawet
      bielskich materiałów, można było zawsze spotkać wielu
      młodych "subiektów", ze skręconymi w korkociąg pejsami. Tutaj każdy
      mógł coś kupić dla siebie, bo oni umieli zachwalać towar. Pięknie
      opakowany w firmowy papier zawsze przewiązywali sznurkiem koloru
      sukienki klientki.
      Nie ma sklepu Chaji Gruber (ul. Górna 7), w którym bocznym
      wejściem przez sień, nawet w "szabas' można było kupić
      najpotrzebniejsze artykuły spożywcze. Obowiązywała tylko dziwna
      forma sprzedaży. Na ladzie leżały odważone po "funcie" papierowe
      torebki tzw. "rożki" z różnymi towarami jak: cukier, sól, mąka
      kluskowa, kasza jaglana itp., a obok, na szklanych spodkach leżał
      posegregowany bilon. Kupujący sam osobiście musiał wziąć odpowiedni
      towar i sam dokonać zapłaty wkładając lub wybierając odpowiednie
      wartości bilonu. Chaja, tylko bacznie obserwowała czy wszystkie
      operacje kupna wykonane zostały prawidłowo. Na wszystko mieli jakiś
      sposób.
      Nie kursuje z Rynku przez Żołynię i Łańcut do Rzeszowa autobus
      Izraela, wyłącznie z katolicką obsługą, zawsze pełen pejsato-
      brodatych pasażerów i słodkiego zapachu cebuli.
      Nie krąży między szkołami a gimnazjum Szymon Sztendig, jedyny
      nauczyciel religii mojżeszowej.
      Nie widać, szczególnie na murowanych domach, uchylanych i
      podnoszonych części dachów, gdzie biesiadowali Żydzi w święto
      Kuczek. Tam nie przeszkadzali im miejscowi "szajgece" (urwise,
      łobuzy).
      Nie gra na weselach żydowska kapela Mozesa Adera z basistką
      Polką Heleną Jurzyniec. Charakterystyczne, piękne melodie wpadały w
      ucho i podrywały nogi do tańca. Znana była przygoda z tamtych lat
      pani Heleny, kiedy to z konieczności płynęła przez San ze swoimi
      basami.
      Nie sprowadza Hanna Grűnberg "narajonych służących",
      szukających pracy młodych dziewcząt pochodzących z sąsiednich
      wiosek. Nie roznosi w wigilijne poranki karpii i sandaczy i dla
      reklamy "swoim gojom"-macy.
      Nie wydrukuje drukarnia Izaka Kűhla (ul. Mickiewicza
      3) "kantyczek" z różnymi pieśniami odpustowymi (maryjnymi i
      okolicznościowymi), które w latach 1937-1939 śpiewane na placu
      przyklasztornym przez żebrzących dziadów były mini festiwalem
      odpustowej pieśni dziadowskiej.
      Nie aresztuje policja państwowa przed świętami narodowymi Żydów,
      członków organizacji robotniczych i komunistycznych.
      Nie chodzi po Rynku, szczególnie w upalne dni, "myszygine" Leib
      Katz (ul. Kącik 2) cierpiący na bóle głowy i śpiewający
      charakterystyczne piosenki żydowskie, narażając się na kpiny
      okolicznościowej gawiedzi.
      Nie ma kogo poszarpać za pejsy, straszyć święconą wodą,
      posmarować plasterkiem słoniny lub kiełbasy.
      A kto pamięta piekarza Joela Profusa, który podobno sam nie
      wiedział, ile ma dzieci.
      Nie ma "szabes gojek", które świadczyły w szabasy drobne posługi jak
      podpalanie ułożonego wcześniej w piecu drzewa, otwieranie okien itp.
      Nie chodzą chyłkiem do mikwy okutane szalami żydowskie niewiasty.
      Nikt nie poczęstuje macą (paschalnym plackiem z niekwaszonego
      ciasta), makagigą z makiem i miodem, kuglem (leguminą szabasową) lub
      wódką "pejsakówką" podawaną zawsze w maleńkim, srebrnym kieliszku.
      Nie człapie po ulicach koń i nie terkocze "kariolka" Hersza
      Laksa (ul. Górna) wiożąca na modlitwy do bożnicy bogatszych Żydów. W
      każdą niedzielę i święta kościelne, nawet w deszcz, woził pod "budą"
      do klasztoru nauczycielkę Stefanię Czechowicz, przygodnych
      podróżnych ze stacji kolejowej i czasami wracającego ze spotkań
      towarzyskich ks. Czesława Brodę, co w owym czasie zawsze było
      sensacją, bo probostwo miało bryczkę z parą pięknych koni.
      Nie siedzi na przyzbie domu przy ul. Rzeszowskiej "Chabka"-
      niemowa Chobik, który całe życie mieszkał w izbie wspólnie z kurami
      i gołębiami, a w zimie dodatkowo ze szczygłami, czyzami i
      makolągwami. Wygnany z miasta przez okupanta wziął ze sobą tylko 3
      białe gołębie.
      Nie uczy w "chederach"-podstawowych szkołach
      żydowskich "małamed"-Josł Krauz.
      Nie bawi na frontonie sklepu reklama "Tu sie kupuje szmyr,
      mydło, powidło i inne delikatesy, batogi", lub napis witający
      klientów "Pierwy wytrzeć dobrze nogi, po tym witaj gościu drogi".
      Nawet wiele lat po wojnie takimi sloganami bawił klientów w
      zakładzie fryzjerskim Piotr Pajewski.
      Dziś wszystkie sklepy są z wystawami i drzwiami bez blaszanych
      żaluzji lub drewnianych okiennic zamykanych na przedziwne kłódki.
      Nie ma restauracji Hollendra Greissmana (ul. Mickiewicza),
      gdzie "wpadali" na "kielonek" lub piwo z cebulaczkiem pisarze sądowi
      w urzędowej porze. kiedy prezes w tym czasie z pękiem gazet
      wychodził za fizjologiczną potrzebą. Trwało to minimum 45 minut.
      Nie ma Etnera i "rzezalni drobiu", gdzie na specjalnych hakach
      wokół betonowego basenu wieszano za nogi powiązany i piszczący drób.
      Nie wiem od czego zależało użycie do zarżnięcia drobiu jednego z
      wielu noży, noszonych przez niego w specjalnym, szmacianym futerale.
      • 10.05.08, 22:04
        Nie ma składu opałowego Abrahama Sandbanka (Plac Szkolny), gdzie
        dla wygody miejscowej biedoty sprzedawano węgiel nawet po 10 kg.
        Nie ma "trafiki" starej Nusymowej (ul. Rzeszowska), gdzie można było
        kupić np. dwa papierosy "Machorkowe", ćwiartkę 25g paczki
        tytoniu "Obywatelskiego", wiśniowa "fifkę", bibułki "Solali"
        lub "Her-Be-Wo", a przed samą wojną "gilzy" tj. "tutki" do domowego
        wyrobu papierosów i specjalną "maszynkę". Całą "trafiką" była
        wisząca na ścianie wielkości połowy "nakastlika", skrzynka i takiej
        wielkości szyld Polskiego Monopolu Tytoniowego. Tam też można było
        kupić i sprzedać "Waszyngtony" (dolary).
        Nie struże już też "biczysk" z trzciny i nie wyplata trzepaczek
        i koszyków Motł Reiss.
        nie ma sklepu z kapeluszami, parasolami i drobna konfekcją braci
        Zeibli (ul. Mickiewicza). Tak niewiele brakowało, aby przeżyli
        wojnę, gdyż zupełnie przypadkowo zostali zauważeni w kryjówce-
        schowku znajdującym się w opuszczonym domu przy ul. Rzeszowskiej.
        Nie wiszą w poprzek ulic "ejrufy" np. między domem Brodta i
        Szozdy (ul. Rzeszowska) lub Holloschitza i Podgórskiego (ul.
        Furgalskiego) tj. przeciągnięte na znacznej wysokości druty, będące
        symbolicznym odgrodzeniem, pozwalające Żydom w szabas na większa
        swobodę poruszania się między domostwami.
        Nie płynie też maleńka struga ze źródełek spod "Ciukowej Górki"
        zaopatrująca w wodę "mikwę" w łaźni, która dalej sączyła się wąwozem
        wzdłuż kirkutu, ulicą Dolną, aż do "Księżego Stawu". To nad nią w
        miesiącu wrześniu, w dniach pokuty, stawali Żydzi i wytrząsali
        grzechy ze wszystkich kieszeni recytując wersety Michaeszowe.
        Nie wracają przed szabasem żydowscy handlarze-domokrążcy niosący
        kury, jajka, biały ser i mleko w butelkach, które wymieniali w
        sąsiednich wioskach za nici, wstążki, podpinki do włosów, agrafki,
        grzebienie i "cyganki" tj. bardzo ostre, lecz tanie składane
        scyzoryki używane przez pastuchów itp.
        Nie ma fotograficznego zakładu "Sztuka" Natana Rosenblűtha
        (Rynek), gdzie "Wykonywa o każdej porze wszelkiego rodzaju zdjęcia
        fotograficzne w Zakładzie i poza obrębem zakładu". mam taką pamiątkę
        od Pana Natana wykonaną "pobożnie" tj. przy stoliku ze świecą i
        książeczką do nabożeństwa w ręku.
        Nie ma leżajskich bożnic spalonych 15 września 1939 r. Pozostałe
        po nich mury rozebrano, a cegłami wybrukowano Rynek. Wiele lat
        później, podczas jego modernizacji ceglane bruki rozebrano i
        wywieziono na miejskie śmietnisko.
        Dziś na miejscu spalonych synagog stoją nowe domy. Widocznie nic nie
        przeszkadzało, aby w jednym z nich urządzić restaurację. Pierwotnie
        nazywała się "Targowa", a obecnie "Helena". Być może, że zabrakło
        znajomości historii, wyobraźni lub fantazji, bo przecież można ją
        było nazwać "Ryfka" lub "Gołda". Na pewno brzmiałoby to bardziej
        swojsko i być może prędzej korzystaliby z niej przyjezdni żydowscy
        pielgrzymi, a szczególnie z wydzielonych na ten czas sal na
        konsumpcję "koszernych" posiłków.
        Kto z obecnych leżajszczan wskaże gdzie mieszkał Chaim Metzger na
        ulicy Łaziennej lub innych mieszkańców z ulic Bożnic, Kącik czy
        Proroka. Takie nazwy mogłyby pozostać w pamięci poprzednich
        mieszkańców miasta.
        Obecnie nie ma już niczego, co mogłoby chociaż w skąpym wymiarze
        przypominać tamte czasy i tamtych ludzi. Być może, w naszym mieście
        już chyba nigdy nie będzie żydowskiego święta Kuczek...

        PS.
        Ale był w Leżajsku Polak, który coś takiego napisał.
        • 11.05.08, 16:12
          chociaż są...Nie ma żydowskiego Tarnowa - zdjęcia ostatnich żydów tarnowskich,
          niemieckie karty inwentarzowe mienia żydowskiego można zobaczyć a tarnowskim
          muzeum na starym mieście.
          Nie ma tamtego Dynowa, Głogowa, Kolbuszowej, Strzyżowa, Reishy (czy Rzeszowa)
          Choć w tym ostatnim dwie monumentalne synagogi, stara dzielnica żydowska
          zaczynająca się od planu Wolności (dawniej zwanego rynkiem Nowego Miasta)
          poprzez ul.Gałęzowskiego, Joselewicza, Baldachówkę czy Okrzei - dalej są, i
          ślady dawnych mieszkańców na zdjęciach - choziażby na sthetl links
          • 14.05.08, 20:05
            pl.wikipedia.org/wiki/Irena_Sendlerowa
            W tym wątku - choć z założenia galicyjskim - nie mogę przemilczeć śmierci tej
            zacnej osoby - Polki, niegalicjanki i nieukrainki (niestety smile Ale skoro pisałem
            o książkach Grossa (pozytywnie) to gwoli sprawiedliwości muszę powiedzie
            "Wieczne odpoczywanie..." tej Wielkiej Sprawiedliwej... [*].
            • 15.08.08, 14:14
              Rymanów. Pogrzeb po 66 latach
              Anna Gorczyca 2008-08-13, ostatnia aktualizacja 2008-08-13 19:36:50.0

              13 sierpnia 1942 r. kilkuset Żydów z Rymanowa wyruszyło z Rynku na stację
              kolejową we Wróbliku Szlacheckim. Wtedy czekał tam na nich pociąg z wagonami
              towarowymi, który wywiózł ich na śmierć. W środę tę samą drogę pokonali
              potomkowie tych, którzy ocaleli

              Mendel Chulev nie był w Rymanowie od 69 lat. W 1939 roku został wywieziony przez
              Rosjan na wschód. Malka Shacham Doron urodziła się już po wojnie w Izraelu. Ale
              Rymanów to było miasto dzieciństwa jej matki Friedy Fogel z domu Stary. Matka
              Vardy Stieglitz też pochodziła z Rymanowa. Varda była tu z matką kilka lat po
              wojnie i po tym pobycie nie pozostały jej dobre wspomnienia. Mimo że bali się
              kolejnego spotkania z Rymanowem, mimo że wspomnienia mogły przynieść tylko ból,
              przyjechali razem z rodzinami na obchody 66. rocznicy likwidacji getta. 13
              sierpnia 1942 roku zginęli ich krewni: wujkowie, ciotki, babcie i dziadkowie.

              W środę na kirkucie mogli wreszcie odmówić modlitwę za swoich zmarłych. Kirkut w
              Rymanowie to jeden z najstarszych w Polsce. Tu pochowani są dwaj słynni
              cadykowie: Menachem Mendel i jego uczeń Cwi Hersz. Modlitwę odprawiał rabin
              Menachem Reich, potomek Menachema Mendla. - Kiedy Bóg stwarzał świat, nie zrobił
              tego w jeden dzień. On stwarzał świat przez sześć dni. Dlaczego? Dlaczego
              oddzielił dzień od nocy, niebo od ziemi? Po to, żeby pokazać nam, czym się różni
              światłość od jasności, prawda od kłamstwa, dobro od zła. Gdy człowiek przestaje
              to rozróżniać, gdy czuje się Bogiem i uważa, że może zabijać i krzywdzić ludzi,
              to robi tak, jak robili naziści. Człowiek nie jest Bogiem! Nie może zabijać! -
              mówił głosem pełnym emocji rabin Reich, którego przodkowie są pochowani na
              rymanowskim kirkucie. - Ci, którzy tu przyszli, chcą pokazać, że są po stronie
              prawdy, dobra i światła. Jesteśmy tu po to, żeby tamte czasy nigdy się nie
              powtórzyły - powiedział.

              Gdy głos zabrał ks. Mieczysław Szostak, proboszcz parafii w Rymanowie,
              zabrzmiały słowa modlitwy za męczenników, za synów Izraela, którzy cierpieli w
              męczarniach. Odczytał także psalm 91. w tłumaczeniu Jana Kochanowskiego. -
              Prawdopodobnie wtedy, kiedy Kochanowski tłumaczył ten psalm, pierwsi Żydzi
              osiedlali się w Rymanowie. To psalm o ufności wobec Boga. Ci, którzy 66 lat temu
              szli na śmierć, nie złorzeczyli Bogu, oni modlili się z ufnością do Boga -
              powiedział kapłan.

              W modlitwie na kirkucie uczestniczyło ponad 100 osób. Jeszcze więcej osób wzięło
              udział w uroczystościach na Rynku. Oprócz Żydów z Izraela i USA, mieszkańców
              Rymanowa byli także przedstawiciele ambasady Izraela, konsul generalny USA w
              Krakowie, przedstawiciel kancelarii prezydenta RP, samorządowcy.

              Tadeusz Bolanowski z Rymanowa bardzo dobrze pamięta wydarzenia sprzed 66 lat. -
              Wtedy też było tak bardzo gorąco jak dziś. Spędzili ich wszystkich na Rynek.
              Przez cały dzień siedzieli w tym słońcu, a potem ich Ukraińcy i Niemcy popędzili
              do Wróblika. W moje klasie było 18 Żydów, wojnę przeżyło tylko dwóch. To ci,
              których w 1939 roku wypędzono na wschód - wspomina.

              Gdy Malka Shacham Doron odegrała na skrzypcach hymn Izraela, pan Tadeusz się
              wzruszył. - Znałem wiele piosenek żydowskich, pamiętam je do dziś.

              Z Rynku kilkadziesiąt osób wyruszyła pieszo do Wróblika. Wśród nich byli m.in.
              Żydzi, ksiądz Szostak, władze i mieszkańcy Rymanowa. - Wiem , że to ponad 5 km w
              jedną stronę, ale pójdę, choćbym miała paść po drodze. Pójdę - zapowiadała Malka.

              Na końcu tej drogi stał wagon kolejowy liczący ponad 70 lat. Być może takim
              zostali wywiezieni rymanowscy Żydzi do Bełżca. - Do środka złożono kwiaty,
              zapalono znicze. A potem, podobnie jak na Rynku, zostały odegrane i odśpiewane
              hymny Polski i Izraela. Myślę, że dla wszystkich był to bardzo poruszający
              moment - mówi Michał Lorenc, organizator uroczystości. Na stację przyszło bardzo
              wielu mieszkańców Wróblika i okolicznych wsi. - Goście z Izraela i USA byli
              bardzo wzruszeni tym, że tak wiele osób uczestniczyło w uroczystościach. Wszyscy
              potraktowaliśmy je jak pogrzeb po 66 latach, pogrzeb, którego ci zamordowani
              nigdy nie mieli - dodaje Lorenc.

              Anna Gorczyca

              Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA
              • 15.08.08, 14:28
                www.jewishgen.org/Yizkor/rzeszow/rzeszow.html
                i bardzo ciekawa zawartość owej historii :

                The History of the Jews of Rzeszow Dr. N. M. Gelber
                Note from translator
                Chapter 1: The Development of the Town 17 - 24
                Chapter 2: The Beginning of Jewish Settlement in Rzeszow Until 1772 25 - 31
                Chapter 3: Occupations and Livelihood of the Jews 31 - 36
                Chapter 4: The Community 36 - 42
                Charper 5: The Rabbis of the City 42 - 45
                Chapter 6: The Cemetery 45 - 47
                Chapter 7: The Period of Austrian Rule, 1772-1848 47 - 54
                Chapter 8: Rzeszow from 1849-1919 55 - 63
                Chapter 9: Rzeszow from 1919-1939 63 - 64
                The Goldsmiths of Reisha Dr. Moshe Yaari Wald 65
                Pages of History Dr. Henry Y. Wachtel of New York 66 - 67
                Jewish Reisha Zvi Simha Leder 68
                • 18.08.08, 15:59
                  "Polacy, Niemcy i Białorusini odnowili żydowski cmentarz

                  Dzięki nim teren jest uporządkowany, a przede wszystkim odnowiony jest żydowski cmentarz. Zrobiło to kilkunastu młodych Polaków, Niemców i Białorusinów, którzy przyjechali na obóz Stowarzyszenia "Anawoj" do Michałowa, a zajęli się macewami w lesie w Jałówce"

                  www.bialorus.pl/index.php?Rozdzial=Wiadomosci&&wiecej=15114
                  I trochę o miejscowości:

                  "W drugiej połowie XIX wieku miasteczko, oddalone od nowych szlaków komunikacyjnych i linii kolejowych, przestało się rozwijać. Najprawdopodobniej po powstaniu styczniowym zostało pozbawione praw miejskich. W 1878 Jałówka liczyła 1091 mieszkańców, których większość stanowili Żydzi, parający się handlem i drobnym rzemiosłem - przeważnie ciesielstwem i kotlarstwem. Reszta utrzymywała się z rolnictwa lub pracowała w niewielkiej fabryczce. W 1921 roku mieszkańców było 1211, istniała cerkiew, kościół i dwie synagogi"

                  miasta.gazeta.pl/bialystok/1,35252,911957.html?as=1&startsz=x
                  siemianowka.pl/jalowka/jalowka.html
                  • 18.08.08, 17:40
                    www.jewish.org.pl/index.php?option=com_content&task=blogcategory&id=41&Itemid=72

                    Oto okazuje się że poświęcona pamięci Zydów strona internetowa - czuwa i
                    piętnuje przejawy antysemityzmu we współczesnej Polsce.
                    Myślę że dobrze jest, ktoś czuwa i patrzy na ręce "nowemu narodowi wybranemu" smile
                    • 20.08.08, 21:33
                      Synagoga w łancucie wraca na własność gminy żydowskiej - dowiaduję się z
                      wiadomości lokalnych. Więcej na ten temat potem smile
                      • 10.09.08, 12:27
                        "Pierwszego dnia miesiąca elul niemieccy żołnierze przywiezieni siedmioma ciężarówkami otoczyli o poranku miasteczko. Większość mieszkańców od pięciuset lat stanowili Żydzi. Wrzaskiem, biciem pięści i kolb, kopniakami podkutych skórzanych butów spędzili wszystkich na rozległy brukowany rynek.
                        (...)
                        Wszystko, co pozostało po osiemnastu pokoleniach tykocińskich Żydów, to trzy niewielkie mogiły w sosnowym lesie otoczone metalowymi barierkami. Pamięć po nich w głowach sąsiadów i tych dwudziestu, co różnymi zrządzeniami losu przeżyli wojnę. I samo miasto, przez pięćset lat współtworzone przez Żydów"

                        miasta.gazeta.pl/bialystok/1,84879,5623927,Zaglada_Tiktin__zydowskiej_perly_Podlasia.html
                        za portalem Gazeta.pl
                        • 11.09.08, 18:16
                          a dokładniej "Adama Czerniakowa dziennik getta warszawskiego". Ksiązka straszna
                          i pouczająca zarazem. Kim był autor wpisów to chyba nie muszę pisac.
                          Ksiązka z pewnością podwójnie interesująca dla Warszawianina uncertain
                          Moj egzemplarz PWN z 1983 roku.
                          Przeglądając to tomisko (nabytek z taniej książki za jedyne 19 zł) otwarło mi
                          się np na stronie 227 i czytam wpis "10.XI.41 Rano Gmina. Dowiedziałem się o
                          uchwale, że przekraczający granicę ghetta Żydzi będą rozstrzeliwani w żydowskim
                          areszcie przez polskich policjantów.Nominowałem przewodniczącego Wydziału
                          Pogrzebowego Ekermana i Horowicza"."
                          Koniec cytatu.
                          • 11.09.08, 20:53
                            Dzięki Piotrze za namiary na książkę, na początek wybiorę się do okolicznych
                            bibliotek. Mam nadzieję, że będę miał co czytać na weekendsmile
                            • 15.09.08, 12:28
                              Temat Adama Czerniakowa - jest sam w sobie bardzo ciekawy i pasujący także do
                              wątku "zbrodniarz czy bohater" . W szerszym znaczeniu pozwala na rozważenie tu w
                              judaikach tematu przewodniczących Judenratów w ghettach tworzonych przez
                              Niemców. Czy byli kolaborantami czy ludźmi uwikłanymi w historię ?? według mnie
                              w większości przypadków tymi drugimi a w odniesieniu do Czerniakowa - wręcz
                              tragicznymi bohaterami.

                              wolf_wwa napisał:

                              > Dzięki Piotrze za namiary na książkę, na początek wybiorę się do okolicznych
                              bibliotek. Mam nadzieję, że będę miał co czytać na weekendsmile

                              Mam nadzieję Radku, że udało Ci się zdobyć tę arcyciekawą książkę i oddać się
                              lekturze smile

                              Pozdrawiam
                              • 16.09.08, 16:40
                                Z książką udało się i jestem w trakcie lektury, pewnie po przeczytaniu postaram
                                się podzielić refleksjami.
                                • 17.09.08, 10:40
                                  wolf_wwa napisał:

                                  > Z książką udało się i jestem w trakcie lektury, pewnie po przeczytaniu
                                  postaram się podzielić refleksjami.

                                  ja już jestem po lekturze. Wspaniała niesamowita przerażająca ...ale tematów nie
                                  braknie.

                                  A co do Pani Felicji...czytam na wiki

                                  Felicja Czerniaków (ur. ?, zm. 24 lutego 1950 w Warszawie) - polska pedagog i
                                  doktor filozofii żydowskiego pochodzenia, żona Adama Czerniakówa.
                                  Biografia [edytuj]

                                  Przed II wojną światową wraz z Eugenią Zweibaumową prowadziła szkołę średnią
                                  przy ulicy Marszałkowskiej. Była aktywistką Centosu. Wraz z mężem pomagali w
                                  akcjach pomocy dzieciom. Podczas wojny została przesiedlona do getta
                                  warszawskiego. Po śmierci męża, 2 sierpnia 1942 roku przy pomocy przyjaciół
                                  opuściła getto i ukrywała się przez krótki czas u Anny Blum, swej przedwojennej
                                  pomocy domowej, potem przez 10 miesięcy u koleżanki ze studiów doktor
                                  Grabowskiej, a następnie u profesora Apolinarego Rudnickiego, dyrektora I
                                  Gimnazjum Związku Zawodowego Nauczycielstwa Polskich Szkół Srednich.

                                  Po zakończeniu wojny pozostała w Warszawie i podjęła pracę w księgarni "Książka"
                                  na Pradze. W 1947 roku zgłosiła się do Żydowskiego Instytutu Historycznego z
                                  propozycją odpłatnego przekazania Dziennika Czerniakowa. ŻIH jednak odmówił, co
                                  spowodowało, że przekazała dziennik znajomemu, który wywiózł je do Kanandy.
                                  Felicja Czerniaków po zakończeniu wojny żyła w bardzo złych warunkach
                                  materialnych. Zmarła w 1950 roku. Została pochowana na cmentarzu żydowskim przy
                                  ulicy Okopowej w Warszawie (kwatera 10, rząd 2).

                                  koniec cytatu i uzupełniam

                                  Felicja Czerniakow
                                  z domu Zwayer , córka Edwarda i Salomei z Gościnnych
                                  ur. 1.VI.1883 w Warszawie...
                                  wznania mojżeszowego
                                  narodowości i przynależności państwowej - polska!!!
                                  Ostatnie miejsce zamieszkania W-wa Grochów ul. Grenadierów 46a/7

                                  Może by ktoś to wrzucił do wiki...???
                                  Postać równie piękna jak Jej Mąż .
                      • 25.09.08, 20:38
                        Synagoga w Łańcucie zmienia właściciela
                        Agata Kulczycka 2008-03-09, ostatnia aktualizacja 2008-03-09 17:52

                        Wszystko wskazuje na to, że za kilka dni łańcucką synagogę przejmie Gmina
                        Żydowska. O odzyskanie świątyni ubiegała się od 2002 roku.



                        Synagoga łańcucka to jeden z cenniejszych zabytków barokowej sztuki sakralnej w
                        Polsce, przede wszystkim ze względu na bogate polichromie i sztukaterie wewnątrz
                        budynku. W wybudowanym przez Stanisława Lubomirskiego w 1761 roku budynku dziś
                        mieści się muzeum judaistyczne, którym zarządza Muzeum-Zamek w Łańcucie.
                        Synagoga zniszczona podczas II wojny światowej odzyskała swój dawny blask dzieki
                        gruntownemu remontowi, jaki przeszła w latach 1983-1990. Ale wymaga kolejnych
                        remontów, a koszt jej utrzymania to spory wydatek dla łańcuckiego muzeum, m.in.
                        dlatego samorząd wojewódzki nie ma nic przeciwko zwrotowi tego majątku Żydom. -
                        Stanowisko samorządu województwa podkarpackiego uzgodnione z dyrektorem Muzeum
                        Zamku w Łańcucie od początku uznawało roszczenie Gminy Żydowskiej. Dysponuje ona
                        wszelkimi niezbędnymi dokumentami uprawniającymi ją do starań o zwrot tego
                        obiektu. Przygotowała szczegółową dokumentację dowodzącą, że do 1939 r. synagoga
                        była własnością Gminy Żydowskiej - informuje Aleksandra Gorzelak-Nieduży,
                        rzecznik marszałka.

                        Postępowanie w tej sprawie trwa od 2002 roku. Ale wszystko wskazuje na to, że
                        jego zasadniczą część uda się zakończyć 19 marca w Warszawie podpisaniem ugody
                        między zainteresowanymi stronami. Nie zakończy to sprawy definitywnie, bo nie
                        zostanie wtedy rozstrzygnięta wysokość ewentualnego odszkodowania dla
                        Muzeum-Zamku. Na tę kwestię obie strony mają różne zdania.

                        - Łańcucka synagoga odzyskała dawna świetność dzięki kosztownym i długotrwałym
                        pracom konserwatorskim. Jest częścią Muzeum-Zamku i to właśnie na tej instytucji
                        spoczywały koszty wieloletnich remontów oraz całego utrzymania synagogi.
                        Instytucja ta przez cały czas obciążona była i jest ogromnymi kosztami
                        związanymi z utrzymaniem budynku oraz znajdujących się tam zbiorów w należytym
                        stanie - podreśla Aleksandra Gorzelak-Nieduży i dodaje, że te roszczenia zostaną
                        rozstrzygnięte w odrębnym postępowaniu sądowym.

                        - Przez 60 lat, ktoś korzystał z tego majątku, więc dla swoich potrzeb go
                        remontował - mówi natomiast Monika Krawczyk z Fundacji Ochrony Dziedzictwa
                        Żydowskiego. - Gmina żydowska nigdy nie dochodziła odszkodowań, gdy
                        przejmowaliśmy bardzo zdewastowany majątek, jak choćby w przypadku synagogi w
                        Rymanowie. Mamy więc nadzieję, że w tym przypadku Skarb Państwa nie będzie od
                        nas żądał odszkodowania.

                        Przypomina, że w związku z obowiązującymi w Polsce przepisami zarządzający
                        budynkami, które są zabytkami zobowiązani są do utrzymania ich w należytym stanie.

                        Która z Gmin Żydowskich będzie zarządzać przejętym majątkiem (najbliższe są w
                        Lublinie i Krakowie) na razie jeszcze nie wiadomo. Bez względu jednak na to, jak
                        zapowiada jednak Fundacji Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego synagoga nadal będzie
                        udostępniana do zwiedzania i to już od maja. - Nie będzie to tylko miejsce, do
                        którego wchodzi się na dwie minuty. Będziemy chcieli przekazywać tam informacje
                        o innych obiektach związanych z kulturą żydowską w okolicy. Chcemy także by
                        synagoga pełniła funkcję placówki kulturalnej. Mogłyby się odbywać tam
                        spotkania, odczyty, wykłady, czy koncerty - mówi Monika Krawczyk.

                        Agata Kulczycka

                        koniec cytatu. Przekazanie obiektu trwało nie kilka dni jak pisała GW ale kilka
                        miesięcy. Dziś usłyszałem komunikat o dokończeniu przekazania..we wrześniu 2008 !!
                        • 29.09.08, 15:20
                          Chasydzi w Dynowie


                          Chasydzi chcą budować centrum pielgrzymkowe
                          Związany rodzinnie z Dynowem rabin Pinchas chce, aby w tym mieście
                          powstało centrum pielgrzymkowe chasydów z całego świata.



                          fot. G.Sz.
                          Podziękowanie dla burmistrza składa przywódca grupy chasydów rabin
                          Dawid.
                          W niedzielę do Dynowa zjechała blisko stuosobowa grupa chasydów,
                          pochodząca z różnych zakątków świata. Specjalnie dla nich zamówiony
                          został potężny namiot, mogący pomieścić wszystkich przybyłych gości.
                          Tegoroczne uroczystości były szczególne, bowiem właśnie w tym roku
                          przypada rocznica śmierci wielkiego cadyka Cwi Elimelecha Szapira z
                          Dynowa, zwanego również Bnei Isachar - od wielkiego dzieła, jakie
                          napisał. W uroczystościach udział wziął rabin Dawid, przywódca
                          chasydzkiej grupy Toldot Aharon.
                          Głównym pomysłodawcą i inspiratorem przedsięwzięcia zorganizowania w
                          Dynowie uroczystości i wybudowania domu pielgrzyma dla chasydów jest
                          rabin Pinchas. Pomaga mu w tym również Fundacja Ochrony Dziedzictwa
                          Żydowskiego. Nie bez znaczenia podczas niedzielnych uroczystości
                          była pomoc władz miejskich, które udostępniły chasydom teren i
                          pomogły w zorganizowaniu imprezy. Podczas jej trwania burmistrz
                          Dynowa Zygmunt Frańczak otrzymał pamiątkową statuetkę. Aby
                          zrealizować swoje cele, chasydzi nabyli już odpowiednią działkę,
                          która usytuowana jest poniżej dynowskiego cmentarza żydowskiego.
                          Właśnie tam w niedzielę odbyło się wmurowanie kamienia węgielnego
                          pod przyszłe centrum (plan budynku jest już gotowy - przyp. GSz).
                          Rabin Pinchas chciał, by Dynów stał się centrum pielgrzymkowym,
                          takim jak Leżajsk czy Lelów.

                          • 21.11.08, 17:16
                            liberal1.blox.pl/2006/09/wpis.html
                            Pierwszym zjawiskiem, z którym mamy w Polsce do czynienia, i które moim
                            zdaniem w definitywny sposób potwierdza moją tezę o tym, iż polskie
                            społeczeństwo nie jest zbyt tolerancyjne jest fakt występowanie zjawiska
                            antysemityzmu. Antysemityzm ( definicja własna na podst. „Słownika
                            Socjologicznego” K. Olechnickiego i K. Załęckiego), jest to specyficzny rodzaj
                            rasizmu polegający na prześladowaniu, dyskryminowaniu, a także głoszenia
                            nienawiści i uprzedzeń wobec Żydów. Jego powodów upatrywać należy w rzekomym
                            przekonaniu o niższość rasowej Żydów, czynnikach ekonomicznych, a także w ich
                            niechęci do asymilacji.
                            Antysemityzm we współczesnej Polsce swoje źródło ma, w głównej mierze, w dość
                            powszechnie głoszonej przez Polaków tzw. spiskowej teorii dziejów. Teoria ta
                            jest głoszona w sposób nadreprezentatywny w polskim życiu publicznym, a w
                            szczególności przez polityków dużej części prawicy, którzy próbują tłumaczyć nią
                            niepowodzenia transformacji po 1989 roku. Przekonanie o tym, iż Żydzi rządzą
                            światem, czy to, iż Unia Europejska jest spiskiem Żydo-masońskim jest intubowana
                            społeczeństwu od wielu lat. W chwili obecnej część środowiska skupionego wokół
                            „Radia Maryja” jest głównym ośrodkiem promowania tych przekonań. W oczywisty
                            sposób są one błędne i nie poparte empirycznie, aczkolwiek dla części
                            społeczeństwa, szczególnie tego biedniejszego, mogą to być to atrakcyjne teorie
                            tłumaczące ich niskie położenie w układzie drabiny społecznej.
                            Drugim istotnym powodem występowania w Polsce antysemityzmu, podobnie jak w
                            czasach II RP, są czynniki ekonomiczne. Większość Żydów to ludzie bogaci i
                            dobrze wykształceni, a wiadomo, iż wyższa pozycja społeczna budzi zazdrość, a
                            dodatkowo połączona z czynnikiem antropologicznym w prosty sposób może prowadzić
                            i prowadzi do nienawiści.
                            Trzeci powodem występowania w Polsce opisywanego tu zjawiska jest niechęć do
                            asymilacji Żydów z resztą społeczeństwa. Coś, czego nie znamy może wydawać nam
                            się zagrożeniem dla nas samych. W tym wypadku właśnie tak się dzieje. Z jednej
                            strony Żydzi są sami sobie tego winni, gdyż zamykają się, w większości, w sposób
                            widoczny przed społeczeństwem – tworząc własne sklepy, czy szkoły jak na Twardej
                            w Warszawie, a z drugiej strony my Polacy jako naród, który przez 123 lata nie
                            miał własnego państwa nie powinniśmy się z tego powodu Żydom dziwić. My też nie
                            chcieliśmy się asymilować z Rosjanami, Austriakami czy Prusakami – w zależność
                            od zaboru. Tak samo jak oni dziś, my wtedy też walczyliśmy o zachowanie naszej
                            kultury. Nie powinniśmy się wobec tego dziwić, iż wspólnoty żydowskie także się
                            o to troszczą.
                            Czwartym i w moje opinii ostatnim czynnikiem wpływającym na obecność w Polsce
                            antysemityzmu, jest przedstawianie polityki państwa Izrael na Bliskim Wschodzie
                            przez polskie „lewicowe” media. Media te dokonują oczywistej manipulacji faktami
                            dotyczącymi bliskowschodniego konfliktu. Śmierć bojownika Hamasu czy Hezbollahu
                            dla tych mediów to ogromna tragedia człowieka z „ruchu narodowowyzwoleńczego”,
                            gdy w rzeczywistości są to organizacje terrorystyczne, a śmierć Żyda „to tylko”
                            kolejna ofiara konfliktu. W czasie ostatniej wojny izraelsko-libańskiej poziom
                            manipulacji „przekroczył Rubikon”, był po prostu nie do zniesienia. Wszyscy
                            mówili o izraelskich bombardowaniach libańskiej infrastruktury, zapominając o
                            prawie 200 rakietach wystrzelonych na Hajfę przez Hezbollah. Ta tendencyjność
                            przekazu konfliktu w tamtym regionie ma, w mojej opinii, istotny wpływ na
                            narastanie nastrojów antysemickich nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie.
                            Trzeba jednak stwierdzić ponad wszelką wątpliwość, iż pomimo tego, iż czynniki
                            te wpływają na wzrost nastrojów antysemickich w naszym społeczeństwie, nie mogą
                            one być dla niego żadnym usprawiedliwieniem. Nic nie może usprawiedliwiać
                            przejawów nietolerancji i nienawiści takich jak ostatni napad na naczelnego
                            rabina Polski Martina Schudrich’a. To, że zjawisko antysemityzmu istnieje w
                            Polsce po tragicznych doświadczeniach Holocaustu, jest powodem do wstydu dla nas
                            wszystkich. Razem mamy siłę, aby to zmienić, ale aby tego dokonać musimy zacząć
                            pracę od zaraz. Za kilka lat może być już za późno ….
                            • 22.11.08, 13:31
                              przypomina o tym temacie opis ostatnich incydentów w Zytomierzu

                              www.znak.org.pl/print.php?t=wydarzenia&id=5140&l=pl
                              Skonfiskowana Tora
                              ________________________________________20.02.2007/AP

                              Żydowska wspólnota w Żytomierzu na Ukrainie została zmuszona do zwrotu do
                              archiwum państwowego zwojów Tory, nad którymi od dwóch lat sprawowała pieczę –
                              podaje agencja JTA.
                              Zwoje te należały przed wojną do miejscowej gminy żydowskiej. Zagrabione przez
                              nazistów, przeszły po wojnie na własność żytomierskiego archiwum państwowego,
                              które wobec braku ustawy restytucyjnej, wypożyczyło je gminie żydowskiej, na
                              bardzo jednak niepewnych warunkach.
                              14 lutego gmina została zmuszona do zwrotu dziesięciu zwojów do archiwum.
                              Pracownicy archiwum wynieśli je ze szkoły żydowskiej, gdzie były przechowywane.
                              „To koszmar, jak w średniowieczu” – mówi Oleg Rostowcew, rzecznik Federacji Gmin
                              Żydowskich na Ukrainie.
                              Konfiskata była rezultatem kontrowersji, które zaczęły się kilka miesięcy temu,
                              gdy władze archiwum zażądały zwrotu zwojów powołując się na względy bezpieczeństwa.
                              W 2004 r. archiwa przekazały 17 spośród 290 zwojów, będących w ich posiadaniu w
                              użytkowanie lokalnej gminy żydowskiej, prowadzonej przez organizację Chabad.
                              Zwoje wcześniej stanowiły własność synagog, a także prywatnych posiadaczy w
                              Żytomierzu i zostały odebrane przez władze komunistyczne w czasie
                              antyreligijnych akcji, lub też później, za okupacji niemieckiej. Od dwóch i pół
                              roku 17 zwojów przechowywano w specjalnie zaprojektowanym pomieszczeniu w szkole
                              żydowskiej Ohra Avnera.
                              W sytuacji, kiedy nie istnieje na Ukrainie żadna ustawa regulująca sprawę
                              restytucji mienia żydowskiego, wiele wspólnot uzyskiwało zezwolenia na czasowe
                              użytkowanie zwojów Tory. Większość jednak znajduje się w posiadaniu państwowych
                              muzeów i archiwów. Tego rodzaju „pożyczki” nie zawsze są satysfakcjonujące dla
                              gmin żydowskich.
                              Gmina w Żytomierzu uprzednio wyrażała swoje zastrzeżenia, zaznaczając między
                              innymi, że nie może wykonywać prac konserwatorskich zgodnie z prawem żydowskim,
                              ponieważ zwoje nie są jej własnością. Poza tym przedstawiciele gminy musieli co
                              trzy miesiące składać podanie o możliwość dalszego wypożyczenia Tory.
                              W październiku pracownicy archiwum przeprowadzili kontrolę w szkole żydowskiej w
                              Żytomierzu i zażądali zwrotu zwojów, twierdząc, że co najmniej siedem zwojów
                              będących w depozycie gminy uległo uszkodzeniom.
                              Zastępca dyrektora archiwum Natalia Szymczenko powiedziała, że nie zgadza się
                              też liczba przechowywanych zwojów.
                              Liderzy lokalnej wspólnoty żydowskiej odrzucają oskarżenia o niewłaściwą opiekę
                              nad zwojami, z których część dotarła do gminy we fragmentach i z licznymi
                              uszkodzeniami, zaś niezgodność ich liczby przypisują błędom w katalogach
                              archiwów. Ostatecznie jednak zdecydowano, by siedem zwojów zostało zwróconych do
                              archiwum. Wtedy dyrekcja archiwum nie przedłużyła umowy depozytowej na pozostałe
                              10 zwojów i w ubiegłym tygodniu doszło do ich konfiskaty, mimo protestów gminy,
                              wspieranej przez władze samorządowe.
                              „Jesteśmy praworządnymi obywatelami Ukrainy i nie będziemy łamać prawa” – mówi
                              przewodniczący gminy żydowskiej Władimir Rozengurten, dodając, że posądzenia o
                              zniszczenia zwojów są oszczerstwami. Podobnie uważa rabin Żytomierza Szlomo
                              Wilhelm.
                              Torę musieli jednak zwrócić, w obawie, by pracownicy archiwum nie użyli siły.
                              Lokalni liderzy żydowscy maja jednak nadzieję, że w niedługim czasie dojdzie na
                              Ukrainie do uchwalenia ustawy o restytucji mienia, która pozwoliłaby gminom
                              odzyskać zwoje zabrane przez bolszewików i hitlerowców. (Za JTA)

                              koniec cytatu
                            • 25.11.08, 05:09
                              • 25.11.08, 17:51
                                Marku!!! Chłopie!!! ja materiałów na ten temat szukam pewno od kilku lat - a ty
                                PYK link z Repy i jest. WIELKIE DZIĘKI !!!

                                Cytuję artykuł w całości


                                rp.pl » Opinie » Plus Minus
                                Lwów 1918: pogrom i śledztwo
                                Leszek Kania 21-11-2008, ostatnia aktualizacja 22-11-2008 08:05

                                Wrogie wobec Żydów nastroje podczas listopadowych walk we Lwowie spowodowane
                                były nie tylko postawą milicji żydowskiej w polsko-ukraińskim konflikcie, ale
                                także nieprawdziwymi informacjami o jej udziale w zamordowaniu polskich jeńców.
                                Spalona synagoga przy ul. Bożniczej, przy której miały miejsce starcia polskich
                                żołnierzy z żydowskimi milicjantami. Zdjęcie z listopada 1918 r.
                                źródło: ŻIH
                                Spalona synagoga przy ul. Bożniczej, przy której miały miejsce starcia polskich
                                żołnierzy z żydowskimi milicjantami. Zdjęcie z listopada 1918 r.
                                Generał Bernard Mond, w listopadzie 1918 r. obrońca Lwowa
                                źródło: NAC
                                Generał Bernard Mond, w listopadzie 1918 r. obrońca Lwowa
                                +zobacz więcej

                                W naszej świadomości historycznej obrona Lwowa w listopadzie 1918 roku kojarzy
                                się z niebywałym heroizmem dzieci, młodzieży i lwowskich batiarów, którzy nie
                                szczędzili życia dla polskości swego miasta. Jednak po wyparciu oddziałów
                                ukraińskich za rogatki Lwowa doszło do krwawych wypadków w dzielnicy żydowskiej.
                                Czy był to klasyczny antysemicki pogrom? Zaplanowany odwet? Czy tylko kolejny
                                przejaw okrucieństwa wojny i rezultat łańcucha przypadkowych zdarzeń?

                                W trzecim dniu walk o miasto Polski Komitet Narodowy we Lwowie przyjął do
                                wiadomości deklarację o utworzeniu milicji żydowskiej „w celu utrzymania
                                porządku i bezpieczeństwa w dzielnicy przez ludność żydowską zamieszkanej”.
                                Dokument mówił o „absolutnej neutralności” milicji żydowskiej w konflikcie
                                polsko-ukraińskim. Jednak neutralność ta przez Polaków została źle przyjęta. We
                                wspomnieniach polskich obrońców Lwowa, bez względu na prezentowane opcje
                                polityczne i światopogląd, dominowała nieskrywana niechęć do Żydów za jawne
                                sprzyjanie Ukraińcom. Z utarczek pomiędzy polskimi żołnierzami wyprawiającymi
                                się po żywność a patrolami milicji żydowskiej na obrzeżach dzielnicy żydowskiej
                                wyciągano wniosek, że Żydzi gremialne opowiedzieli się po stronie Ukraińców.
                                Nawet przypadki brutalności żołnierzy ukraińskich przypisywano właśnie milicji
                                żydowskiej.

                                Po obu stronach barykady

                                Wrogie nastroje wobec Żydów narastały z każdym dniem listopadowej obrony, a
                                proendecka Komenda Naczelna Wojsk Polskich we Lwowie nie starała się im
                                zdecydowanie przeciwdziałać. Trudno jednak przypisywać jej kreowanie nastrojów
                                antyżydowskich. 13 listopada 1918 r. Komenda Naczelna wydała rozkaz, w którym
                                stwierdzano: „Żydów zgłaszających się dobrowolnie do wojska polskiego należy
                                bezwarunkowo przyjmować i traktować jako zupełnie równoprawnych Polaków”.
                                Komendantem placu podczas trzech tygodni obrony Lwowa był Żyd, płk Józef Misch.
                                Jednym z bohaterów walk o miasto był oficer żydowskiego pochodzenia por. Bernard
                                Mond (późniejszy generał WP), który zasłynął jako odważny komendant odcinka
                                „Cytadela”. Równie dzielnie po stronie polskiej stawał przeciwko Ukraińcom
                                oddział żydowski, a śmiercią bohatera za polskość Lwowa poległo co najmniej
                                kilku Żydów. Oficerowie narodowości żydowskiej zgłaszali się ochotniczo do
                                Wojska Polskiego we Lwowie i byli przyjmowani z otwartymi rękoma także po
                                krwawych wydarzeniach w dzielnicy żydowskiej.

                                Obecność Żydów w polskich szeregach nie osłabiła jednak rosnącej wrogości wobec
                                milicji żydowskiej. Kpt. Baczyński, oficer polskiego dowództwa, tak wspominał
                                przybycie parlamentariuszy milicji żydowskiej do szkoły Sienkiewicza:
                                „Wiedzieliśmy od ochotników i kobiet, którym udało się przedostać na naszą
                                stronę, że Żydzi biorą udział w walce po stronie Ukraińców, i to całymi
                                oddziałami, że patrole żydowskie są najbezwzględniejsze wobec Polaków. Dlatego
                                oburzenie na Żydów było tak wielkie między żołnierzami, że ledwie udało mi się
                                uchronić ich od zlinczowania”.

                                Na odcinku „Góra Stracenia” żołnierze por. Romana Abrahama ujęli w kontrataku na
                                pozycje ukraińskie sześciu uzbrojonych milicjantów żydowskich. Po zakończeniu
                                walk o miasto sąd polowy we Lwowie poszukiwał żydowskich milicjantów: Bernarda
                                Apfelbauma, Joela Hutterea, Wiktora Tanza, Henryka Horowitza i Michała Steila,
                                którzy zbiegli z lwowskich aresztów, a byli objęci śledztwami pod zarzutem
                                strzelania do polskich żołnierzy w dniach obrony Lwowa. Niektórzy milicjanci
                                żydowscy byli po zakończeniu walk w mieście rozpoznawani przez polskich sąsiadów
                                i wydawani sądom wojskowym. Nie można wykluczyć i tego, że młodzi Żydzi padali
                                ofiarą mordów ze strony polskich sąsiadów w akcie zemsty za współdziałanie z
                                wojskiem ukraińskim. Taki los spotkał Chaima Donnera, którego rozpoznano jako
                                milicjanta żydowskiego i w drodze na posterunek wojskowy zastrzelono.

                                Mord na polskich jeńcach

                                W śledztwie prowadzonym przez audytorów Referatu Sprawiedliwości Naczelnego
                                Dowództwa WP na Galicję Wschodnią w sprawie zamordowania jeńców polskich między
                                14 a 17 listopada 1918 r. na Podzamczu liczni polscy świadkowie mówili o tym, że
                                kozacka sotnia atamana Dołuda została na Zamarstynowie powitana przez ludność
                                żydowską z radością i entuzjazmem. Świadek Stefania Mańczurówna zeznała, że w
                                południe 16 lub 17 listopada 1918 r. spostrzegła oddział wojskowy bez emblematów
                                ułatwiających jego identyfikację, który wszedł na ulicę Świętego Marcina na
                                Zamarstynowie od strony pozycji ukraińskich.

                                Dowódca polskiej placówki Ludwik Drozd omyłkowo zidentyfikował oddział jako
                                długo spodziewaną pomoc i wyszedł mu naprzeciw. Byli to kozacy Dołuda.
                                Mańczurówna widziała z okna kamienicy, jak ciężko pobili Drozda kolbami
                                karabinów, po czym zawiesili mu na piersi kartkę, na której napisano, że
                                przeznaczony został do rozstrzelania.

                                Świadek Władysław Tykielak został zatrzymany przez kozaków na ulicy niemalże w
                                tym samym czasie. Kozacy spędzali kolbami i nahajkami mężczyzn z okolicznych
                                kamienic. Poszukiwali obrońców Zamarstynowa, polskich „legionierów”. Wokół
                                schwytanych Polaków zebrał się spory tłum ukraińskich i żydowskich gapiów,
                                mieszkańców dzielnicy. Szczególnie młodzi Żydzi naigrywali się z Polaków. Kozacy
                                indagowali ich na temat każdego z zatrzymanych Polaków, by wyłuskać spośród nich
                                żołnierzy. Tychowski podał również, że był świadkiem wskazania na ulicy
                                polskiego „legionisty” żołnierzom ukraińskim przez patrol milicji żydowskiej.
                                Młody mężczyzna w cywilnym ubraniu został ciężko pobity przez żołnierzy
                                ukraińskich, po czym odprowadzono go w kierunku dworca na Podzamczu. Najpewniej
                                podzielił los Ludwika Drozda, który z grupą polskich jeńców został zamordowany
                                jeszcze tego samego dnia na terenie dworca.

                                Mord na kilkunastu polskich jeńcach decydująco wpłynął na eskalację nastrojów
                                antyżydowskich. Jako sprawców zbrodni postrzegano bowiem obok Ukraińców także
                                milicję żydowską, choć ukraińskie relacje jej obecności w miejscu mordu nie
                                potwierdzają.

                                O mord na polskich jeńcach nigdy nie oskarżono atamana Dołuda, który zresztą
                                podczas wojny polsko-bolszewickiej był, wraz ze swymi kozakami, wiernym
                                sojusznikiem Wojska Polskiego. Gwoli prawdy historycznej trzeba dodać, że
                                porucznik Starck, w odwecie za rozstrzelanie Polaków na Zamarstynowie, 18
                                listopada nakazał rozstrzelać grupę wziętych do niewoli żołnierzy ukraińskich.

                                Zbrojny opór milicji żydowskiej

                                W dniu polskiego triumfu nad uchodzącymi z miasta Ukraińcami milicjanci
                                żydowscy, nieświadomi potęgowania się antyżydowskich nastrojów, po przybyciu
                                odsieczy do Lwowa stawili zbrojny opór polskim oddziałom przejmującym kontrolę
                                nad miastem. Żołnierze ukraińscy, uchodząc w nocy z 21 na 22 listopada z miasta,
                                nie powiadomili o swoim wycofaniu się milicjantów w dzielnicy żydowskiej. Przez
                                kilka godzin młodzi syjoniści bronili się w gmachu hr. Skarbka, a strzały do
                                polskich patroli padały gęsto przez kil
                                • 25.11.08, 17:52
                                  Zbrojny opór milicji żydowskiej

                                  W dniu polskiego triumfu nad uchodzącymi z miasta Ukraińcami milicjanci
                                  żydowscy, nieświadomi potęgowania się antyżydowskich nastrojów, po przybyciu
                                  odsieczy do Lwowa stawili zbrojny opór polskim oddziałom przejmującym kontrolę
                                  nad miastem. Żołnierze ukraińscy, uchodząc w nocy z 21 na 22 listopada z miasta,
                                  nie powiadomili o swoim wycofaniu się milicjantów w dzielnicy żydowskiej. Przez
                                  kilka godzin młodzi syjoniści bronili się w gmachu hr. Skarbka, a strzały do
                                  polskich patroli padały gęsto przez kilka godzin z okien żydowskich kamienic i
                                  dachu bożnicy. Świadkowie wypadków w dzielnicy żydowskiej zeznawali potem, że
                                  Żydzi polewali z okien kamienic polskich żołnierzy ukropem na ul. Źródlanej.
                                  Nigdy nie ustalono, czy był to rozpaczliwy akt samoobrony mordowanych i
                                  rabowanych Żydów, czy też sposób walki z oddziałami Wojska Polskiego.Po
                                  przełamaniu pozycji obronnych milicji żydowskiej doszło do mordów i rabunków w
                                  żydowskiej dzielnicy. Jak zwykle w takich sytuacjach do głosu doszły elementy
                                  kryminalne. Był też ewidentny brak zdecydowania ze strony dowódców wojskowych.
                                  Bez wątpienia oficerowie stracili częściowo kontrolę nad podwładnymi albo też
                                  nie uczynili wszystkiego, aby ich powstrzymać. Przynajmniej nie wszyscy. Wróciła
                                  bolesna pamięć tego, że milicjanci żydowscy w zorganizowany sposób walczyli z
                                  oddziałami polskimi już wcześniej. Komunikat Naczelnego Dowództwa Ukraińskiej
                                  Halickiej Armii z 16 listopada 1918 r. podaje: „W rejonie ul. Kleparowskiej siły
                                  wroga atakowały przez całe popołudnie, głównie na ul. Gazowej i Pod Dębem,
                                  napotykając zawzięty opór żydowskiej milicji. Przy pomocy naszych oddziałów
                                  zepchnięto wroga na dawne pozycje”.

                                  Ukraiński historyk Oleksa Kuźma przytoczył w swojej monografii poświęconej
                                  walkom o Lwów relację ukraińskiego sotennego o tym, że wojsko ukraińskie
                                  wyposażyło milicję żydowską w broń i umundurowanie. Milicja żydowska była zatem
                                  uzbrojoną formacją wspierającą oddziały ukraińskie.

                                  Śledztwo sędziego Rymowicza

                                  Względny spokój i porządek w dzielnicy żydowskiej przywróciły dopiero nad ranem
                                  24 listopada 1918 r. silne patrole oficerskie i elitarne oddziały wojskowe.
                                  Niemal nazajutrz po krwawych wydarzeniach przystąpiono do szacowania ofiar i
                                  strat materialnych. Śmierć poniosło co najmniej 76 osób wyznania mojżeszowego,
                                  choć Żydowski Komitet Ratunkowy początkowo zgłaszał nawet tysiąc ofiar.

                                  Rozporządzeniem Rady Ministrów z 9 grudnia 1918 r. powołano Nadzwyczajną Rządową
                                  Komisję Śledczą do zbadania wydarzeń lwowskich. Na jej przewodniczącego został
                                  wyznaczony Zygmunt Rymowicz, sędzia Sądu Najwyższego. W ostatnich dniach grudnia
                                  1918 r. Rymowicz przedostał się do Lwowa i przystąpił do wielkiego śledztwa. W
                                  krótkim czasie przesłuchano ponad 1000 świadków z dzielnicy żydowskiej.

                                  Uwagę śledczych zwrócił fakt niezidentyfikowania spalonych zwłok trzech osób
                                  znalezionych nad ranem 24 listopada przy synagodze na ul. Bożniczej. Po żmudnych
                                  czynnościach ustalono, że spalony trup znaleziony na progu synagogi to zwłoki
                                  Solomona Gotlieba. Jednak w rzeczywistości Gotlieb uszedł śmierci z płonącej
                                  synagogi, której bronił jako milicjant żydowski, stawił się przed obliczem
                                  Rymowicza i dokonał identyfikacji zwłok młodych Żydów. Byli to dwaj jego koledzy
                                  – czeladnicy rzeźniccy Israel Fejgenbaum i Dawid Ruebenfeld.

                                  Ponadto w obronie synagogi na ul. Bożniczej zginął w wyniku postrzału 19-letni
                                  milicjant żydowski Mendel Hochberg. Nie wiadomo też, w jakich okolicznościach
                                  zginęli obrońcy synagogi przy ul. Bożniczej – Mendel Hochberg, Israel Fejgenbaum
                                  i Dawid Ruebenfeld. Wedle źródeł żydowskich dwaj ostatni byli ledwie chłopcami i
                                  zostali zastrzeleni, próbując uratować z płonącej synagogi zwoje Tory. Natomiast
                                  według polskich źródeł zginęli z bronią w ręku, strzelając do polskich żołnierzy
                                  z dachu świątyni. Jak zakwalifikować milicjantów żydowskich, którzy zginęli w
                                  dniach 22 – 23 listopada 1918 roku? Jako poległych w walce z oddziałami Wojska
                                  Polskiego czy też jako ofiary pogromu?

                                  "Jak zakwalifikować milicjantów żydowskich, którzy zginęli 22 i 23 listopada
                                  1918 roku? Jako poległych w walce z oddziałami Wojska Polskiego czy też jako
                                  ofiary pogromu?"

                                  Sędzia Zygmunt Rymowicz weryfikował każdy przypadek zgłoszonego przez Żydów
                                  zgonu, utrzymując m.in. stały kontakt z izraelickim Urzędem Metrykalnym i
                                  lwowską Dyrekcją Policji. Wbrew opiniom kręgów wojskowych związanych z Komendą
                                  Naczelną Obrony Lwowa okazało się nieprawdą, że Żydzi lwowscy korzystali z
                                  każdej okazji, aby przedstawić naturalny lub niezawiniony przez Polaków zgon
                                  swojego współwyznawcy jako ofiarę listopadowego mordu. Do siedziby NRKŚ zgłosiła
                                  się w końcu lutego 1919 r. Rachela Liber wraz z mężem Israelem Liberem. Zeznali,
                                  że w ich mieszkaniu przy ul. Gródeckiej 31 zginęła trafiona zabłąkanym pociskiem
                                  karabinowym przyjaciółka Lea Roth, kiedy nieostrożnie zbliżyła się do okna.

                                  Ale bywały też sprawy problematyczne. Moritz Bud doniósł sędziemu Rymowiczowi o
                                  zamordowaniu podczas wypadków listopadowych jego żony Toni Bud. Dyrekcja Policji
                                  we Lwowie zakwestionowała zakwalifikowanie Toni Bud jako ofiary pogromu, gdyż z
                                  niezrozumiałych powodów Moritz Bud nie zgłosił władzom faktu zabójstwa swojej
                                  żony przez kilka tygodni. Sędzia Rymowicz i jego pomocnicy drobiazgowo
                                  przesłuchali świadków śmierci Toni Bud, po czym wpisali ją na listę ofiar
                                  listopadowego pogromu. W śledztwie sędziego Rymowicza znajdujemy także fałszywe
                                  doniesienia o rabunkach dokonywanych na szkodę Żydów połączone z roszczeniami
                                  odszkodowawczymi pod adresem władz polskich.

                                  Bandyci w mundurach

                                  Powszechność używania mundurów wojskowych w piątym roku militaryzacji życia
                                  codziennego czyniła w oczach mieszkańców dzielnicy żydowskiej każdego
                                  umundurowanego bandytę polskim żołnierzem. Sala Poch, właścicielka kamienicy ul.
                                  Jachowicza 8, została napadnięta 23 listopada 1918 r. przez uzbrojonych ludzi w
                                  mundurach Wojska Polskiego. Zdołała jedynie zapamiętać, że jeden ze sprawców był
                                  inwalidą bez prawej nogi poruszającym się dość sprawnie o kuli. W czasie napadu
                                  kaleka miał na głowie wojskową czapkę, ale nie był przepisowo umundurowany,
                                  Kilka miesięcy później, w czerwcu 1919 r., policja lwowska ustaliła, że
                                  napastnikiem był Ukrainiec, znany kryminalista lwowski Wawrzyniec Nahorski. W
                                  marcu 1919 r. Nahorski został wraz z bandą rzezimieszków złożoną z Polaków,
                                  Żydów i Ukraińców aresztowany za kolejny napad rabunkowy i skazany wyrokiem z
                                  dnia 24 marca 1919 r. na karę czterech lat więzienia.

                                  Rezultaty pracy lwowskich organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości redukowały
                                  udział żołnierzy Wojska Polskiego w zbrodniach i przestępstwach dokonanych na
                                  lwowskich Żydach w dniach 22 – 23 listopada 1918 r. Wyjaśniono m.in. sprawę
                                  obrabowania 22 listopada 1918 r. kupca Jakuba Katza, właściciela posesji przy
                                  placu Krakowskim 7. Umundurowani żołnierze podjechali autem pod jego sklep,
                                  ogołocili go z towarów, które załadowano na ciężarówkę, po czym przed odjazdem
                                  podpalili kamienicę. Podczas policyjnego śledztwa okazało się, że Katz,
                                  składając zeznania w Dyrekcji Policji, przemilczał to, że rozpoznał w grupie
                                  napastników niejakiego Dydyka. Śledztwo przyniosło efekt w postaci
                                  zidentyfikowania rzekomych żołnierzy jako bandy Igora Dydyka, ukraińskiego
                                  bandyty, który zbiegł przed lwowską Temidą za linię frontu wiosną 1919 r. W
                                  materiałach komisji sędziego Rymowicza znajdują się dowody na omyłkowe lub
                                  złośliwe obarczanie polskich żołnierzy odpowiedzialnością za przestępstwa
                                  popełnione na szkodę Żydów lwowskich.

                                  Komenda Naczelna Obrony Lwowa jako najwyższy wówczas organ władzy wojskowej
                                  porażona wydarzeniami lwowskimi starała się zrzucić całą odpowiedzialność za
                                  krwawe wydarzenia w dzielnicy żydowskiej na kryminalistów, różnej zresztą
                                  narodowości. Obwiniano batiarów lwowskich, żołnierzy ukraińskich, maruderów c.
                                  k. armii, a w jednostkowych przypadkach nawet samych Żydó
                                  • 25.11.08, 17:53
                                    Komenda Naczelna Obrony Lwowa jako najwyższy wówczas organ władzy wojskowej
                                    porażona wydarzeniami lwowskimi starała się zrzucić całą odpowiedzialność za
                                    krwawe wydarzenia w dzielnicy żydowskiej na kryminalistów, różnej zresztą
                                    narodowości. Obwiniano batiarów lwowskich, żołnierzy ukraińskich, maruderów c.
                                    k. armii, a w jednostkowych przypadkach nawet samych Żydów, co było już
                                    pomówieniem wielce obrzydliwym. Ale policja lwowska i sędzia Rymowicz
                                    stwierdzili liczny udział w krwawych zajściach w dzielnicy żydowskiej także
                                    polskich żołnierzy. Potwierdzały to również relacje urzędowe, choć niektóre były
                                    chyba sformułowane pochopnie. Z raportu ppłk. Michała
                                    Karaszewicza-Tokarzewskiego wynikało, że w rozruchach antyżydowskich brały
                                    udział oddziały broniące odcinka na ul. Bema. Raportował on, że „… wieczorem 21
                                    listopada 1918 r. zaczęły »Bemy« rozbijać sklepy żydowskie, twierdząc, że gen.
                                    Roja pozwolił im przez 24 godziny robić we Lwowie, co zechcą”. W rzeczywistości
                                    generał Bolesław Roja nie wydawał oddziałom wojskowym takiego zezwolenia.

                                    Ustalono między innymi, że kupca Wilhelma Finnera obrabowali z pieniędzy obrońcy
                                    Lwowa, w tym 16-letni gimnazjalista. W innej sprawie jeden z podoficerów
                                    przyznał się do współsprawstwa w dokonaniu tego rabunku. Wśród aresztowanych
                                    podejrzanych o uczestnictwo w pogromie byli także żołnierze przybyłej do Lwowa
                                    odsieczy, którzy mieli własne porachunki z bojówkami żydowskimi zbrojnie
                                    wspomagającymi oddziały ukraińskie w czasie listopadowych walk o Przemyśl.

                                    Audytoriat lwowski ścigał sprawców przestępstw dokonanych na Żydach przez
                                    umundurowanych bandytów. W wielu przypadkach okazywali się polskimi żołnierzami.
                                    Przykładowo, listem gończym ścigano Piotra Czerniaka z Detachementu, rtm. R.
                                    Abrahama oraz szer. Pawła Pełecha alias Antoniego Dawidowskiego z 1. pułku
                                    Strzelców Lwowskich podejrzanych o popełnienie szeregu rabunków i morderstw w
                                    listopadzie 1918 r. Wymienieni żołnierze zbiegli w nocy z 17 na 18 marca 1919 r.
                                    z oddziału psychiatrycznego Zakładu św. Marii Magdaleny we Lwowie, gdzie jako
                                    „zamknięci pod śledztwem” byli na obserwacji sądowo-psychiatrycznej. Sam
                                    wystawca listu gończego – sąd polowy we Lwowie – z niejakim wstydem dodał po
                                    podaniu szczegółowych danych personalnych obu poszukiwanych żołnierzy, że „…byli
                                    oni zresztą znanymi bandytami”.

                                    Bez winy i kary

                                    Wiedza uzyskana dziś dzięki dokumentom odnalezionym w archiwach lwowskich
                                    upoważnia do sformułowania nieodkrywczej tezy, że gdy tylko zawierucha wojenna
                                    choćby przejściowo eliminuje działalność służb policyjnych, to ludzie marginesu
                                    społecznego korzystają z okazji, aby się wzbogacić kosztem bogatszych od siebie.
                                    I każdy pretekst będzie wygodnym uzasadnieniem do popełnienia niegodziwości,
                                    zbrodni i przemocy. Listopadowy pogrom lwowskich Żydów z pewnością nie był na
                                    zimno zaplanowanym mordem przez polskie ośrodki władzy politycznej i wojskowej.
                                    Nie był także przeprowadzony gremialnie przez polską ludność cywilną i wojsko.

                                    Śledztwo w sprawie pogromu stanowiło porażkę polskiego wymiaru sprawiedliwości.
                                    Lwowski sąd polowy skazał na śmierć za mord w dzielnicy żydowskiej ledwie trzech
                                    sprawców, którzy zostali rozstrzelani. Bezwzględną większość spraw karnych
                                    umorzono wobec braku dowodów winy. Wprawdzie warunki wojenne nie sprzyjały
                                    zbieraniu tych dowodów, ale też sprawców mordów na Żydach i rabunków w dzielnicy
                                    żydowskiej nie szukano zbyt gorliwie, być może także z powodu pogłosek o udziale
                                    Żydów w mordzie na Polakach na Podzamczu.

                                    Dr Leszek Kania jest historykiem prawa, adiunktem w Instytucie Politologii
                                    Uniwersytetu Zielonogórskiego. Autor książki „Od Orląt lwowskich do Ostrej
                                    Bramy. Szkice z dziejów wojskowego wymiaru sprawiedliwości i posłuszeństwa
                                    rozkazowi w dawnym Wojsku Polskim”. Przygotowuje do druku książkę. „W cieniu
                                    Orląt lwowskich. Polskie sądy wojskowe, kontrwywiad i służby policyjne w bitwie
                                    o Lwów 1918 – 1919”.
                                    Rzeczpospolita
                                    • 26.11.08, 02:16
                                      • 26.11.08, 17:48
                                        markochmeleski.1 napisał:

                                        > ja niechcący smile

                                        strach mysleć co to będzie jak Ty coś chcący zalinkujesz smile)

                                        A tymczasem proszę poczytać jak to polskie wojaki chełpili się udziałem w pogromach

                                        Bić, mordować --. nic nowego,
                                        Dla ułanów Jaworskiego.

                                        Dziewiętnasty nie jest głupi,
                                        Swoich bije, żydów łupi.

                                        Wiąże żydom kamień młyński,
                                        Dziewiętnast pułk wołyński.

                                        A kto Żydów poniewiera?
                                        To Pułk piąty od Hallera.

                                        Koniec cytatu.
                                        • 26.11.08, 20:42
                                          Film od Spielberga
                                          Magdalena Mach 2008-11-26, ostatnia aktualizacja 2008-11-26 19:49:20.0

                                          Telewizja Rzeszów uzyskała prawa do emisji filmu "A Pictorial View Of
                                          Kolbuszowa" nakręconego w 1929 roku w Rzeszowie i okolicznych miejscowościach.
                                          Ten niezwykły dokument można obejrzeć już w czwartek o godz. 19

                                          Na ulicach Rzeszowa panuje ogromny ruch: tłumy przechodniów spieszą w różne
                                          strony, jeżdżą dorożki, inne stoją wzdłuż ulic, czekając na klientów. Ul. 3 Maja
                                          wydaje się dużo węższa. Być może dlatego, że wzdłuż niej rosną drzewa. Amatorski
                                          film nakręcony w latach 20. minionego wieku przez żydowskiego emigranta, który
                                          odwiedził rodzinne strony, działa jak wehikuł czasu. Wiele się zmieniło:
                                          dzisiejszy pl. Ofiar Getta, synagogi otoczone malutkimi budynkami, których już
                                          dzisiaj nie ma, wreszcie rzeszowski Rynek. Przekupki na swoich straganach
                                          rozkładają płótno i pieczywo, ziemniaki i ogórki, machają do kamery. Kwiaciarka
                                          zachęca przechodniów do zakupów. Widać też budynek dzisiejszego Muzeum
                                          Okręgowego, Rynek i wieżę farną, które wyglądają tak samo jak dziś. - Nie
                                          zmieniła się także reakcja ludzi na kamerę - śmieje się Jerzy Oleszkowicz,
                                          dyrektor Telewizji Rzeszów.

                                          Cały rok trwały jego negocjacje z Steven Spielberg Jewish Film Archive
                                          znajdującym się na Hebrajskim Uniwersytecie w Jerozolimie, które jest
                                          właścicielem filmu. Archiwum powstałe z funduszy słynnego hollywoodzkiego
                                          reżysera gromadzi filmy związane z żydowskim dziedzictwem. - Cena wyjściowa była
                                          dla nas zaporowa, chodziło o 30 tys. dol. Ostatecznie udało się wynegocjować
                                          wymianę: my dostaliśmy prawa do filmu na 10 lat z możliwością przedłużenia, w
                                          zamian przekażemy do archiwum Spielberga dwa współczesne dokumenty, które
                                          powstały w naszej telewizji: o grobie cadyka Elimelecha w Leżajsku i o
                                          galicyjskich judaikach - opowiada dyrektor Oleszkowicz. Film jest niemy.
                                          Specjalnie na potrzeby telewizyjnej emisji powstała więc muzyka ilustrująca obraz.

                                          Bezcenny zapis życia codziennego w czterech miastach Podkarpacia: Kolbuszowej,
                                          Sokołowie, Raniżowie i Rzeszowie został nakręcony w 1928 lub 1929 roku. Trwa
                                          prawie pół godziny. To prawdopodobnie najstarszy filmowy dokument pokazujący te
                                          miejscowości.

                                          Historię tego obrazu zna Jacek Bardan, dyrektor Muzeum Kultury Ludowej w
                                          Kolbuszowej, które od kilku lat ma jego kopię. - Miałem okazję rozmawiać z
                                          nieżyjącym już mieszkańcem Kolbuszowej, który pamiętał dzień, kiedy film był
                                          kręcony. Wzbudzało to niezwykłą sensację w miasteczku. Film kręcił
                                          kolbuszowianin, Żyd, Pejsach Zukerman, który wyjechał do USA, ale wybrał się
                                          znowu w rodzinne strony w sentymentalną podróż. Przywiózł ze sobą
                                          profesjonalnego operatora, świadczą o tym nieprzypadkowe, ale głęboko
                                          przemyślane kadry. Najwyraźniej na życzenie innych emigrantów mieszkających w
                                          Stanach kręcił też w Rzeszowie i okolicznych miasteczkach. Potem film był
                                          prawdopodobnie odtwarzany na prywatnych spotkaniach w środowiskach żydowskich w
                                          USA - opowiada Bardan.

                                          Świadczy o tym napis w języku angielskim, od którego zaczyna się film: "Chociaż
                                          uczyniliśmy ten wspaniały kraj naszym drugim domem, żyjemy w o wiele lepszych
                                          warunkach i cieszymy się większą wolnością pod amerykańską flagą - wciąż jednak
                                          powracamy w naszych sercach do ojczystych miast z ich blaskami i cieniami, bo są
                                          słonecznymi wspomnieniami naszego dzieciństwa (...)".

                                          Film ponownie wypłynął dopiero w latach 90. ubiegłego wieku, gdy jeden z
                                          kolbuszowskich Żydów użył jego kadrów do ilustracji wydanej w Stanach własnej
                                          publikacji. - Informacje o filmie docierały do nas od dawna, byłem go bardzo
                                          ciekaw i zacząłem poszukiwania. Z USA dostałem kopię zarejestrowaną kamerą z
                                          telewizora, ale była bardzo słaba. Potem trafiła do mnie lepsza kopia, jest ich
                                          już wiele w prywatnych rękach - opowiada dyrektor Bardan. Dziś już wiadomo, że
                                          oryginał jest w posiadaniu fundacji Spielberga, film ma także jeden z żydowskich
                                          instytutów w USA, fragmenty są także w Muzeum Holocaustu w Izraelu.

                                          Sceny z obrazu kolbuszowianina wykorzystała Jolanta Dylewska w głośnym,
                                          powstałym w tym roku dokumencie "Po-Lin. Okruchy pamięci", w którym znalazło się
                                          wiele materiałów kręconych przez filmowców amatorów, którzy niegdyś wyemigrowali
                                          do Ameryki i odnieśli sukces finansowy pozwalający im na powrót do Polski, by
                                          odwiedzić krewnych. Niektórzy z nich przyjeżdżali z kamerami filmowymi 16 mm, a
                                          potem wracali z tym, co nagrali, do Stanów - dokładnie tak jak autor "A
                                          Pictorial View Of Kolbuszowa".

                                          Telewizja Rzeszów wyemituje archiwalny dokument w czwartek o godz. 19 w ramach
                                          programu "Linia czasu - 1928 - przywrócone wspomnienia". Emisję wzbogaci rozmowa
                                          z ekspertami. Gośćmi w studiu będą Władysław Hennig, architekt, Grzegorz
                                          Zamoyski z Archiwum Państwowego oraz Jacek Bardan z Muzeum Kultury Ludowej w
                                          Kolbuszowej. - Mam nadzieję, że emisja "A Pictorial View Of Kolbuszowa" otworzy
                                          cykl przedwojennych filmów z naszego regionu - mówi szef rzeszowskiej telewizji.

                                          Magdalena Mach

                                          koniec cytatu.

                                          Link do tego filmu on line - znajduje sie w pierwszym moim postcie otwierającym
                                          ten wątek smile
                                          • 28.11.08, 17:12
                                            www.radiomaryja.pl/artykuly.php?id=93716

                                            dobry adres smile jw ale tekst poniższy dobry !!

                                            Pogrom, którego nie było
                                            Nasz Dziennik, 2008-06-27
                                            Autor "Strachu" poświęcił wydarzeniom w Rzeszowie w czerwcu 1945 r. rozdział
                                            "Pogrom, którego nie było". Tytuł przewrotny, gdyż Jan Tomasz Gross próbuje
                                            wykazać, że pogrom Żydów w Rzeszowie miał w istocie miejsce, podobnie jak w
                                            Krakowie czy Kielcach. Chcąc także na tym przykładzie udowodnić tezę o
                                            rozpasanym polskim antysemityzmie, traktuje materiał źródłowy w sposób wybitnie
                                            tendencyjny, ignorując przy tym ustalenia innych badaczy, m.in. Krystyny
                                            Kersten. Nazwała ona wydarzenia w Rzeszowie "próbą wywołania zajść pogromowych,
                                            której mechanizm uderzająco przypomina mechanizm późniejszego pogromu
                                            kieleckiego", konstatując, że do pogromu jednak nie doszło1. Poniższa
                                            rekonstrukcja wydarzeń sprzed 63 lat ma na celu zbliżenie się do prawdy o tym
                                            wciąż tajemniczym, słabo rozpoznanym epizodzie w powojennej historii Polski.

                                            Społeczność żydowska w Rzeszowie w latach 1944-1945
                                            Przed wybuchem wojny na terenie Rzeszowa mieszkało 14-15 tys. Żydów, co
                                            stanowiło ok. 35 proc. ogółu mieszkańców miasta. Holokaust przeżyło zaledwie
                                            700-800 rzeszowskich Żydów. Stopniowo powracali oni do Rzeszowa. Już w sierpniu
                                            1944 r. utworzyli Komitet Żydowski, zajmujący się akcją pomocową, a wkrótce
                                            potem przystąpili do odbudowy swojej gminy wyznaniowej. Od września 1944 r.
                                            tymczasowym zarządem gminy kierowali dr Abraham Thaler i Mojżesz Reich. Zarząd
                                            gminy w pełnym składzie wybrano 5 XI 1944 roku. Przewodniczącym został Thaler,
                                            jego zastępcami - Reich i dr Szymon Mahler. Obowiązki rabina gminy pełnił do
                                            przełomu 1944 i 1945 r. dr Leib (Leon) Thorn. W drugiej połowie grudnia wznowił
                                            również działalność Izraelicki Urząd Metrykalny, którym kierował Michał
                                            Schneeweiss. Zgodnie z okólnikiem Ministerstwa Administracji Publicznej Rządu
                                            Tymczasowego z 6 II 1945 r. w miejsce Izraelickich Gmin Wyznaniowych miały być
                                            powołane Żydowskie Zrzeszenia Religijne. W Rzeszowie zostało ono formalnie
                                            utworzone 29 marca. Na przewodniczącego zarządu wybrany został Mojżesz Reich,
                                            jego zastępcami ogłoszono Izraela Atlasa i Meszulima Neumarka. W tym czasie,
                                            według danych starostwa, na terenie powiatu rzeszowskiego mieszkało 413 Żydów. W
                                            ciągu dwóch kolejnych miesięcy - do połowy maja - ich liczba zmalała do 317. Nie
                                            wiadomo, czy ta tendencja spadkowa utrzymała się i ilu Żydów mieszkało w
                                            Rzeszowie miesiąc później, w czasie zajść. W większości pochodzili oni spoza
                                            Rzeszowa, traktowali to miasto tylko jako jeden z etapów powojennej wędrówki.
                                            Rzeszów był wówczas - obok Lublina, Krakowa i Tarnowa - jednym z ośrodków
                                            "brichy". Tym hebrajskim słowem zwykło się określać masowy ruch nielegalnej
                                            emigracji do Palestyny Żydów ocalałych z holokaustu, jak również struktury
                                            organizacyjne, które zostały w tym celu utworzone. Miejscem, w którym
                                            przybywający do Rzeszowa Żydzi bardzo często się zatrzymywali, była kamienica
                                            przy ul. Tannenbauma 12 (obecnie Okrzei), położona naprzeciw budynku żydowskiego
                                            Domu Ludowego Fundacji im. Adolfa Tannenbauma (obecnie budynek Wojewódzkiego
                                            Domu Kultury). Na drugim piętrze kamienicy znajdowały się dwa kilkupokojowe
                                            mieszkania, w których zazwyczaj bez zameldowania mieszkało kilkunastu Żydów.
                                            Jedno z tych mieszkań należało do wspomnianego rabina Leiba (Leona) Thorna,
                                            który pełnił od lutego do lipca 1945 r. - jako rabin polowy - posługę
                                            duszpasterską wśród żołnierzy wyznania mojżeszowego w "ludowym" Wojsku Polskim.

                                            Przebieg wydarzeń 11-12 czerwca 1945 r.
                                            7 VI 1945 r. zaginęła Bronisława Mendoń, córka Stanisława i Zofii, mieszkająca
                                            wraz z rodzicami przy ul. Batorego 12. Dziewięcioletnia dziewczynka ostatni raz
                                            była widziana w tym dniu około godz. 14.00 nieopodal wspomnianej kamienicy przy
                                            ul. Tannenbauma 12, gdy szła na korepetycje do mieszkającej tam Otylii Aksamit.
                                            Na lekcję jednak nie dotarła. Nie było jej również w szkole podstawowej przy ul.
                                            Grunwaldzkiej, do której miała się udać bezpośrednio po korepetycjach. Podjęte
                                            przez rodziców próby odnalezienia córki nie przyniosły rezultatu. 11 VI 1945 r.
                                            wieczorem Kazimierz Woźniak, kilkunastoletni chłopiec zamieszkały w kamienicy
                                            przy ul. Tannenbauma 12, znalazł w piwnicy koszyk z książkami, zeszytami i
                                            przyborami szkolnymi. Na zeszytach widniał podpis: Bronisława Mendoń. Woźniak
                                            wiedział, iż nazwisko takie nosiła zaginiona przed kilkoma dniami dziewczynka,
                                            gdyż jego matka również udzielała jej korepetycji. Natychmiast więc poinformował
                                            o tym milicję. Po otrzymaniu zgłoszenia ppor. Jan Grzeszek, komendant powiatowy
                                            MO, udał się wraz z siedmioma milicjantami pod wskazany przez Woźniaka adres. Po
                                            przybyciu na miejsce, około godz. 21.00, milicjanci znaleźli dziecinny płaszcz.
                                            Towarzyszący im Stanisław Mendoń, ojciec Bronisławy, stwierdził, że to płaszcz
                                            jego córki. Chwilę później w piwnicy pod wiórami drzewa milicjanci odkryli
                                            obnażone i niesamowicie zmasakrowane zwłoki dziewczynki - odarte ze skóry na
                                            twarzy, z wyciętymi mięśniami na rękach i nogach. Zrozpaczony Mendoń
                                            zidentyfikował je jako zwłoki swojej córki. Zostały one zabezpieczone, a do
                                            pomocy wezwano Kompanię Operacyjną KW MO. Dalsze czynności operacyjne
                                            przeprowadzili milicjanci z tej kompanii oraz komisariatu w Rzeszowie pod
                                            kierownictwem ppor. Grzeszka i ppor. Marii Bzury, dowódcy Kompanii Operacyjnej.
                                            Niestety, nie wiemy dokładnie, jak one wyglądały, gdyż nie wspominają o nich
                                            zachowane materiały milicyjne. Przebieg wydarzeń, które rozegrały się w ciągu
                                            kolejnych kilkunastu godzin, możemy jednak odtworzyć w oparciu o - miejscami
                                            rozbieżne - źródła żydowskie. Są to relacje Leiba Kapłana i Jonasa Landesmana
                                            oraz sprawozdania Komitetu Żydowskiego w Krakowie i Żydowskiego Zrzeszenia
                                            Religijnego w Rzeszowie. Bardzo istotnymi dokumentami, pozwalającymi
                                            zweryfikować owe żydowskie relacje, są także materiały rzeszowskich Brygad
                                            Wywiadowczych z lata 1945 roku. Przebieg zajść odnotowano również w niezwykle
                                            lakonicznej formie w sprawozdaniu Komitetu Wojewódzkiego PPR do KC PPR za
                                            pierwszą połowę czerwca 1945 roku. Według Sprawozdania Komitetu Żydowskiego w
                                            Krakowie w nocy z 11 na 12 czerwca "pewna grupa" milicjantów próbowała
                                            przeprowadzić rewizję w mieszkaniach żydowskich przy ul. Tannenbauma 12 i
                                            sąsiedniej ul. Sobieskiego 4. W jednym z tych mieszkań miał spać jakiś kapitan
                                            WP, Żyd z pochodzenia, który "przeczuwając coś złego, nie dopuścił do rewizji, a
                                            ponieważ milicjanci nie ustąpili, dał na postrach kilka strzałów i po wzajemnych
                                            wymianach zdań milicjanci odstąpili od zamiaru dokonania rewizji"2. Miała się
                                            ona rozpocząć dopiero następnego dnia rano. Jednak z relacji Kapłana i
                                            Landesmana oraz sprawozdania zarządu Żydowskiego Zrzeszenia Religijnego w
                                            Rzeszowie jednoznacznie wynika, że w nocy z 11 na 12 czerwca dowodzeni przez
                                            ppor. Grzeszka milicjanci przeprowadzili rewizję w owych dwóch mieszkaniach
                                            znajdujących się na drugim piętrze kamienicy przy ul. Tannenbauma 12 i
                                            zatrzymali 14 mieszkających tam Żydów. Byli wśród nich m.in. 37-letni kupiec
                                            Jonas Landesman, 37-letni rzezak rytualny (szojchet) Juda Moses i 40-letni
                                            kupiec Schaja Geminder. Według Landesmana, podczas rewizji milicjanci mieli się
                                            zachowywać brutalnie, obrzucając Żydów wyzwiskami. Jeden z milicjantów miał
                                            nawet oddać "10 strzałów dookoła siebie". Landesman oraz dwaj inni Żydzi zostali
                                            zaprowadzeni do piwnicy, gdzie pokazano im zmasakrowane zwłoki dziewczynki.
                                            "Skóra z głowy dziecka była ściągnięta, wzdłuż nóg była przecięta i żyły
                                            powyciągane. Milicjanci twierdzili - relacjonował dalej Landesman - że krew
                                            została wyciągnięta do celów rytualnych i że poprzedni właściciel tego
                                            mieszkania rabin Leib Thorn, obecnie kapitan rabin polowy w Warszawie, jest
                                            wmieszany w tę sprawę"3. Podobnie przebieg rewizji przedstawiono w sprawozdaniu
                                            zarządu Żydowskiego Zrzeszenia Religijnego w Rzeszowie - milicjanci miel
                                            • 28.11.08, 17:15
                                              Milicjanci twierdzili - relacjonował dalej Landesman - że krew została
                                              wyciągnięta do celów rytualnych i że poprzedni właściciel tego mieszkania rabin
                                              Leib Thorn, obecnie kapitan rabin polowy w Warszawie, jest wmieszany w tę
                                              sprawę"3. Podobnie przebieg rewizji przedstawiono w sprawozdaniu zarządu
                                              Żydowskiego Zrzeszenia Religijnego w Rzeszowie - milicjanci mieli "rzucić się na
                                              mieszkających tam Żydów mężczyzn" i pobić dotkliwie jednego z nich. Dowody
                                              rzeczowe znalezione w mieszkaniu rabina Thorna skłoniły milicjantów do
                                              zatrzymania w pierwszej kolejności owych 14 Żydów z drugiego piętra. Wśród
                                              zabezpieczonych dowodów rzeczowych znajdowały się m.in.: "1. dwa zdjęcia
                                              sporządzone przez organa Wydziału Służby Śledczej zwłok zamordowanej Mendoń
                                              Bronisławy w miejscu znalezienia zwłok; 2. kartka wyrwana z zeszytu zamordowanej
                                              znaleziona na łóżku Jonasa Landesmana w mieszkaniu rabina [Leiba] Thorna; 3.
                                              koszyczek łykowy z rączkami rzemiennymi zawierający przybory szkolne jak: 1
                                              książkę szkolną pod tyt[ułem] elementarz, 7 zeszytów i 2 okładki puste z
                                              zeszytów, jak również 1 piórnik blaszany zawierający jedną obsadkę z piórem,
                                              jeden ołówek zwykły koloru czerwonego z czarnymi pasami, jedną stalówkę i 2
                                              banknoty 5-cio złotowe (...); 4. jeden kawałek zwęglonej szmaty koloru stalowego
                                              z włosami ludzkimi (...); 5. jeden nóż (rzezak) o ostrzu długim 25 cm oprawiony
                                              w drewniane okładki; 6. dwa kawałki szmat z kalesonów białe okrwawione; 7. jeden
                                              kawałek szmaty podobnej do sukienki zamordowanej znalezionej w mieszkaniu
                                              Thorna; 8. dwa wycinki z ubrania Mozesa Judy ze śladami krwi; 9. cztery skrzepy
                                              krwi zeskrobane ze ścian w mieszkaniu Thorna; 10. jedna karteczka z napisem w
                                              języku hebrajskim oraz wióra okrwawione z piwnicy, w której leżał trup
                                              zamordowanej; 11. jedna koszula męska biała ze śladami krwi (...)"4. Około
                                              północy tych czternastu Żydów odprowadzono do budynku komendy powiatowej MO przy
                                              ul. 3 Maja 13, gdzie "w jednym z pokojów ulokowano ich pod strażą". Nie wiadomo,
                                              dlaczego kilka godzin później zdecydowano się zatrzymać innych mieszkających w
                                              pobliżu Żydów (z ul. Tannenbauma i ul. Sobieskiego oraz przebywających w okolicy
                                              dworca kolejowego) ani kto podjął tę decyzję. Przypuszczalnie byli to kierujący
                                              akcją ppor. Grzeszek lub ppor. Bzura. Być może decyzja ta wynikała z przyjęcia -
                                              w oparciu o zabezpieczone dowody rzeczowe - założenia, że sprawcą zbrodni był
                                              prawdopodobnie Żyd, a zważywszy na ówczesną dużą ruchliwość ludności żydowskiej,
                                              milicjanci mogli przypuszczać, iż ewentualny sprawca popełnionego przed kilkoma
                                              dniami zabójstwa niekoniecznie musiał jeszcze mieszkać w kamienicy przy ul.
                                              Tannenbauma 12. Mógł aktualnie przebywać w którymś z sąsiednich domów, a nawet
                                              próbować wyjechać już z Rzeszowa. Stąd zapewne decyzja o zatrzymaniu Żydów
                                              przebywających w okolicy dworca kolejowego. Około godz. 5.00-6.00 rano - gdy na
                                              ulice Tannenbauma i Sobieskiego przybyły już dodatkowe oddziały milicji (w tym
                                              zapewne Kompania Operacyjna KW MO) - rozpoczęła się rewizja w domach
                                              sąsiadujących z kamienicą, w której znaleziono zwłoki dziewczynki. Domy te
                                              zostały szczelnie otoczone przez milicjantów. Zatrzymywali oni również Żydów
                                              napotkanych na ulicy oraz na dworcu kolejowym. Tymczasem pod kamienicą przy ul.
                                              Tannenbauma 12 zaczęli gromadzić się Polacy, wśród których rozeszła się już
                                              informacja o odkryciu zmasakrowanych zwłok dziewczynki. Niektórzy wznosili
                                              nieprzyjazne wobec Żydów okrzyki. Przybył tam również zaalarmowany
                                              przewodniczący Żydowskiego Zrzeszenia Religijnego Mojżesz Reich wraz z innymi
                                              członkami zarządu, żądając wyjaśnienia powodu rewizji. Pod milicyjną eskortą
                                              odprowadzono zatrzymanych Żydów do budynku komendy powiatowej MO. Milicjanci
                                              mieli przy tym zachowywać "bojową postawę", a przechodnie - wyzywać Żydów,
                                              obrzucać ich kamieniami i bić. Mieszkania wielu zatrzymanych Żydów - pod ich
                                              nieobecność - zastały splądrowane. Według sprawozdania Żydowskiego Zrzeszenia
                                              Religijnego "ograbionych zostało doszczętnie" 22 mieszkania i 57 rodzin, a
                                              poniesione przez Żydów straty zostały oszacowane na około pół miliona złotych w
                                              przedmiotach materialnych i kilkadziesiąt tysięcy złotych w gotówce. Z
                                              materiałów Brygad Wywiadowczych wynika, że w biciu Żydów, oprócz milicjantów i
                                              ludności cywilnej, uczestniczyli "częściowo" również funkcjonariusze UB i
                                              żołnierze "ludowego" Wojska Polskiego. Z kolei w sprawozdaniu KW PPR wydarzenia
                                              z 12 czerwca zupełnie bagatelizowano, określając je mianem "małych [podkreślenie
                                              K.K.] wystąpień antyżydowskich" i pisząc, że "pobito kilkunastu Żydów. Usiłowano
                                              splądrować mieszkania żydowskie. Milicja nie stanęła na wysokości zadania. Ale
                                              jednak opamiętanie się nastąpiło i nazajutrz był już spokój w mieście"5. Jeden z
                                              zatrzymanych wówczas Żydów relacjonował, że w blisko czterdziestoosobowej grupie
                                              został odprowadzony na komendę powiatową "przez ulicę gęsto obstawioną
                                              szpalerami ludności". Owe tłumy rekrutować się miały "po części z
                                              drobnomieszczaństwa, motłochu i półinteligentów" i obrzucały Żydów "stekiem
                                              wyzwisk". Milicjanci nie tylko nie bronili konwojowanych Żydów, ale także mieli
                                              zachęcać tłum do ich bicia. Po doprowadzeniu do budynku komendy powiatowej
                                              umieszczono tę grupę Żydów w świetlicy, w której od nocy przetrzymywani byli już
                                              mieszkańcy kamienicy z ul. Tannenbauma 12. Inaczej te wydarzenia zapamiętał
                                              Mieczysław Skotnicki, żołnierz AK, który był świadkiem prowadzenia przez miasto
                                              dwóch kilkunastoosobowych grup osób narodowości żydowskiej, w tym jednej na ul.
                                              3 Maja. "Żydzi byli najwyraźniej wzburzeni i zaniepokojeni - napisał w swoim
                                              oświadczeniu Skotnicki. - Nieśli ze sobą walizki, względnie tobołki. Konwojowani
                                              byli przez liczną grupę uzbrojonych milicjantów i strażników kolejowych.
                                              Konwojenci nie udzielali żadnych wyjaśnień na padające zapytania. Ludzie
                                              gromadzili się na chodnikach, obserwując konwoje. Nie padały żadne okrzyki, ani
                                              głośne uwagi. W drugiej grupie zwróciłem specjalną uwagę na bardzo przystojną
                                              panią, ubraną w futro i niosącą piękną walizkę. (...) Nie zauważyłem też
                                              manifestacji nastrojów antysemickich"6. Nie wiadomo dokładnie, ilu Żydów zostało
                                              wtedy zatrzymanych. Według relacji żydowskich mieli to być "wszyscy" lub "prawie
                                              wszyscy" Żydzi przebywający wówczas w Rzeszowie, w tym także Żydzi powracający z
                                              niemieckich obozów koncentracyjnych. Wydaje się jednak, iż informacje te są
                                              przesadzone. Najprawdopodobniej zatrzymani zostali tylko Żydzi mieszkający na
                                              ulicy Tannenbauma i sąsiadującej z nią ulicy Sobieskiego oraz przebywający w
                                              okolicach dworca kolejowego. Mogło to być 100-130 osób. Nie sposób również
                                              ustalić, ilu milicjantów brało udział w tej akcji. Źródła żydowskie mówią o
                                              milicjantach "prawdopodobnie" z Komendy Powiatowej i o "milicjantach
                                              kolejowych", tzn. milicjantach z posterunku na stacji kolejowej, który podlegał
                                              KP, oraz o funkcjonariuszach Straży Ochrony Kolei. Zakładając, iż w rewizji i
                                              zatrzymaniu Żydów uczestniczyli milicjanci z Kompanii Operacyjnej oraz
                                              komisariatu MO w Rzeszowie, a także - najprawdopodobniej - z posterunku
                                              kolejowego i plutonu operacyjnego komendy powiatowej, można szacować całość sił
                                              milicyjnych użytych w akcji 11-12 czerwca maksymalnie na 120 ludzi. Do tej
                                              liczby należałoby dodać kilkunastu funkcjonariuszy SOK. Bezdyskusyjna pozostaje
                                              wysoce naganna ocena działań milicji w czasie rozruchów. We wczesnych godzinach
                                              popołudniowych zatrzymanych Żydów zaczęto zwalniać. Zapewne w sprawie tej
                                              interweniował przewodniczący Żydowskiego Zrzeszenia Religijnego Mojżesz Reich
                                              oraz inni członkowie zarządu. Najprawdopodobniej interwencję tę ułatwił fakt, iż
                                              - jak wynika z raportu AK z końca października 1944 r. - "Żyd, adwokat Reich z
                                              Rzeszowa, został prawnym doradcą urzędu śledczego" [tj. sekcji śledczej WUBP].
                                              Według innego dokumentu polskiego podziemia z 1945 r. Reich miał być w czasie
                                              okupacji niemieckiej policjantem żydowskim w getcie, który "po wkroczeniu
                                              Sowietów wypłynął jako główny agent NKWD i
    • 09.01.09, 03:29
      byłem dzisiaj na wspominanym w poście o spielbergu filmie. to trzeba zobaczyć! Z
      podkarpackich stron to Kolbuszowa, Sokołów Małopolski, niezidentyfikowane
      miasteczko galicyjskie, Borysław....
      • 09.01.09, 17:30
        surowiczny napisał:

        > byłem dzisiaj na wspominanym w poście o spielbergu filmie. to trzeba zobaczyć!
        Z podkarpackich stron to Kolbuszowa, Sokołów Małopolski, niezidentyfikowane
        miasteczko galicyjskie, Borysław....

        To niezidentyfikowane miasteczko to zapewne Raniżów - przy czym zaznaczam , że
        to mój domysł - bowiem na filmie linkowanym na początku tego wątku - jest
        właśnie Kolbuszowa, Raniżów, Sokołów Młp i Rzeszów. A z kolei fragmenty tego
        filmu stanowił podstawę do filmu Po-lin
        • 12.01.09, 20:17
          To część tytułu niezwykle ciekawej ksiązki "Biłgoraj czyli Raj . Rodzina
          Singerów i świat którego już nie ma" .
          Wydawnictwo UMCS. Lublin 2005. TO zbiór esejów na tematu związane z pochodzenie
          żydowsko-polsko-amerykańskiego noblisty, Biłogorajem - miastem z pogranicza
          kilku kultur.
          Zastanawiałem się gdzie tę książkę zarekomendować - i padło na "judaiki...."
    • 14.02.09, 21:39
      Przed laty otrzymałem zupełnie przypadkowo obszerny list, bo napisany na 11
      kartach od Żydówki, która przed wojną mieszkała w Leżajsku. Jej wspomnienia są
      bardzo charakterystyczne i godne uwagi. Warto je przeczytać. Pisownia oryginalna.
      „Ja wyszłam za mąż do Giedlarowy koło Leżajska, mieszkaliśmy w Giedlarowie,
      później myśmy się osiadły w Leżajsku powiat Łańcut. Tam mieliśmy 3 morgi pola na
      Gilershofie, mieliśmy dom w Leżajsku na ulicy Ruskiej, wielki ogród od Ruskiej
      do drugiej ulicy i duży dom już był starszy dom i piękny ogród. Jaja zasadziłam
      owocowe jabłonie i gruszki „ Gdule "i tak dalej. Później myśmy i Jankiel
      Kirschenblat zaprowadziły sklep materialny na ulicy Rzeszowskiej. Jankiel
      Kirschenblat wybudował śliczną kamienicę i jego siostra i szwagier drugą
      kamienicę jedna przy drugiej, to były kuzyny mojego męża Getza Kraut. Ogród
      ciągnął się od jednej ulicy do drugiej, nie pamiętam jego imię i nazwisko tej
      ulicy. Kto z Gilershofu to pole i dom kupił na Gilershofie i jego famieli to w
      Ameryce kupiły od nas za grosze, teraz ja bym chciała wiedzieć nasze rodzice
      moje i mojego męża wywieźli za miasto Leżajsk, był malutki lasek, kszaki
      niedaleko od wioski Wierzawice. Może ktoś może mi opisać albo opowiedzieć gdzie
      i jak to się znajduje, przyjechali ludzie z wozami, kilkanaście wozy i tam ich
      zaszczeliły hitlerowce, czy ich gdzie wywiezły bo te wozy się wróciły, może
      wzięte jedną godzinę to ony już były z powrotem. Ja i my chcielibyśmy wiedzieć
      czy oni byli zaszczelone w tym lasku pod Wierzawicami, czy one znaczy ich gdzie
      wywieźli- Jeden człowiek z Ruskiej ulicy co przyjechał nazad co ich tam odwiózł
      do tego lasku, ja się jego zapytałam co się z niemi stało to on mie odpowiedział
      że tam stały autobusy i ich zabrali Niemcy na małe autobusy.
      Teraz wracam nazad do Giedlarowej bo myśmy przeżyły Getzel i Tobka Kraut w
      Giedlarowie. Był jeden anioł co nam ratował życie, my chcemy się dowiedzieć o
      jego famieli jego imię, jego święte imię było Marcin Krówka. On był ożeniony u
      Czerwonki na „Dworczynie "jego żony imię było Marja Czerwonka wyszła zamąż za
      Marcina Krówki. Myśmy tam przeżyły. Anielcia była 5 lat, ona nas dużo razy
      widziała, była bardzo mądra. Marcin miał syna Franek i córkę Janka ich imię jest
      Krówka. Ta Anielcia Baran mieszka w Giedlarowie pod tym samym numerem gdzieśmy
      były przechowywane. Ja bym chciała mieć adres Franciszka Krówki. Teraz ja bym
      chciała i prosiła ato aby ktoś poszedł i pokazał w Leżajsku cmentarz żydowski i
      te pomniki co były i są opisane w historii o nich myśmy słyszały, że ktoś się
      zajmuje i trzyma te groby w porządku mojej matki. Mama to była moja babka jej
      imię było Tauba Kizelstein Z Wólki Niedzwieckiej. Pierwsze imię jej to samo jak
      moje Tauba, nie wołali jej Tobka. Nigdy, nigdy nie zapomnę co te Hitlery -
      niemcy do nas uczyniły. Jeden człowiek mieszkał koło Gallera co sprzedawał
      rowery, ja i Galler myśmy wylazły na „górę " co Beryl Lauf miał i ten człowiek
      nas widział laść na tą „górę" i przyszedł do blisko tej styni i powiedział -
      „zliście, zliście z tej „góry "ja nie chcę mieć na mojem sumieniu i myśmy zlazły
      i uciekły na nasz cmentarz i dalej i dalej i dzięki Bogu myśmy znaczy żeśmy
      przeżyły. Ale dużo nie przeżyło. Kto będzie taki wdzięczny i kokaże rynek, w
      rynku co był wybrukowany pomnikami ze cmentarza my będziemy bardzo wdzięczne,
      kto tylko pokaże te miejsca gdzie były bóżnice, ja pamiętam jak się bóżnice
      paliły to ksiądz Broda tam stał i łzy się padały z jego oczu i mówił do polskich
      ludzi „ nie śmiej się bo to jest święte miejsce ". Ja tylko mogę powiedzieć i
      prosić Boga za tych niewinnych ludzi co tam zginęły niewinnie".

      • 14.02.09, 21:44
        Treść tego listu bardzo mnie poruszyła. Poszedłem jego tropem, przeprowadziłem
        wiele rozmów, dokonałem szeregu konfrontacji i wyjaśnień. Poczuwałem się też do
        moralnego obowiązku udzielenia odpowiedzi, którą poniżej przedstawiam z pewnymi
        skrótami.


        Leżajsk, 26 czerwca I985r.

        Czcigodna Pani Taubo!


        Nie wiem do kogo napisała Pani swój list, o kim Pani myślała. Wydaje mi
        się, że jego odbiorcą miał być ktoś ze starszego pokolenia mieszkańców Leżajska
        lub Giedlarowej, którzy mogli was znać i pamiętać opisane zdarzenia lub znać
        ludzi o podanych nazwiskach. Dziwnym zbiegiem okoliczności stałem się adresatem
        Pani listu ale szczegóły opowiedział Pani zapewne jego Doręczyciel. Mnie w
        obowiązku pozostało zgodnie z przyjętym zwyczajem odpisać co czynię z wielką
        przyjemnością. Zdecydowałem się na spotkanie i rozmowę, która w moim odczuciu
        satysfakcjonuje wszystkich. Cieszę się, że mogłem być komuś potrzebny, że ktoś
        mógł mi towarzyszyć w moich zainteresowaniach i choć przez krótki czas mogliśmy
        żyć wśród wspomnień wpisanych już w karty historii.
        Wasz dom kiedy mieszkaliście w Giedlarowej stał „na piątym kilometrze, na
        zakręcie" - dziś w tym miejscu nowe domostwa, które niczym nie przypominają
        tamtych czasów.
        Wasz dom w Leżajsku przy ulicy Ruskiej (ulica Ruska od 1937 r. nazywała się
        ulicą Bronisława Pierackiego a obecnie ulicą 1 Maja) kupiliście od Pani
        Mroczkowskiej chyba w 1936 r. zaś pole od Pani Pomianowskiej. Dom został
        przebudowany przez obecnych właścicieli wg ich potrzeb. Na ogrodzie o którym
        Pani wspomina nie ma już ani jabłoni, ani grusz „ Gdulek ". Tył ogrodu nadal
        dotyka do ulicy Stawowej (obecnie Świerczewskiego) a na miejscu sąsiedniego
        proboszczańskie go stawu jest dzisiaj plac zabaw dla dzieci. Dom kupiła od was w
        USA Pani Dziedzińska dla rodziny w Leżajsku i trudno mi oceniać czy to w tym
        czasie byty „grosze ". Do dzisiejszego dnia jest „malutki lasek i krzaki koło
        wioski Wierzawice " a w nim zbiorowe mogiły rozstrzelanych przez hitlerowców
        Izraelitów. Mogiły zapomniane, porosłe drzewami i krzewami jak wiele nieznanych
        mogił w Polsce przez którą przetoczyła się straszna wojna którą mieliście
        szczęście przeżyć wśród Polaków.
        Pisze Pani o „jednym człowieku z Ruskiej ulicy co opowiadał o małych autobusach
        ". W czasie wojny tylko czterech mieszkańców ulicy Ruskiej miało konie i mogli w
        tym czasie jako „forszpani" (obowiązek świadczenia usług koniem i wozem na rzecz
        policji i wojska przez cywilów w czasie okupacji) przewozić Pani Rodziców i
        Teściów. Szkoda, że nie podała Pani jego nazwiska, może jeszcze żyje i
        poznalibyśmy wiele szczegółów. W moich poszukiwaniach spotkałem relacje byłego
        „forszpana " ale nie z ulicy Ruskiej, który był świadkiem rozstrzeliwań właśnie
        w tamtym lasku. Trudno uwierzyć Że tak mogli postępować ludzie z ludźmi. Jeśli
        ów „forszpan " opowiedział Pani historyjkę z autobusami, które miały zabrać
        nieszczęśników w nieznanym kierunku, to może kazali mu tak mówić gestapowcy, a
        może myślał, że ustrzeże Panią przed tą straszliwą wiadomością, którą łatwiej
        przyjąć po jakimś czasie kiedy istnieje w człowieku nadzieja, że może żyją- W
        tym przypadku nie ma jakichkolwiek złudzeń, wszyscy wywiezieni z miasta zostali
        w tym „malutkim lasku " zastrzeleni i prawdopodobnie nikt się nie uratował.
        Istnieje niepotwierdzona wersja, że w czasie rozstrzeliwań miał uciec żandarmom
        chłopiec w wieku 17-tu lat.

        Byłem w Giedlarowej. Nie ma już zagrody Marcina Krówki, który po wojnie osiedlił
        się w Rzuchowie. W tym miejscu gdzie mieszkał Marcin nowe zabudowania i mieszka
        w nich Aniela, którą Pani pamięta kiedy miała 5 lat. Wyszła zamąż i, nazywa się
        Aniela Grabowy. Są skromnymi ludźmi i podziwiają rodziców, ie udzielili Wam
        schronienia. Pamięta wiele szczegółów i Was i Lejbę Strucha. Ich dzieci Z
        wielkim zainteresowaniem słuchały jak wspomina¬liśmy tamte czasy.
        Zgodnie z Pani życzeniem byliśmy na miejscu spalonych leżajskich bożnic i na
        Waszym cmentarzu. Oglądaliśmy ocalałe resztki grobów i ohel cadyka Elimelecha a
        wokół wgłębienia po masowych grobach rozstrzelanych, w których oprócz Izraelitów
        znaleźli się podobno i Polacy i jeńcy radzieccy. Ze starej świetności cmentarza
        pozostało zaledwie kilka starych lip, ohel cadyka Elimelecha jest budynkiem
        wybudowanym w latach sześćdziesiątych, ale jest w nim też oryginalna maceba z
        jego grobu znaleziona gdzieś w chodniku miasta. Byliśmy na ulicy Ruskiej i na
        ulicy Rzeszowskiej gdzie miała Pani sklep z Kirschenblűtem „Jańcią", na ulicy
        Gilershof, w Giedlarowej i w „małym lasku i krzakach pod Wierzawicami".
        Ja też pamiętam jak paliły się leżajskie bożnice, olbrzymie kłęby czarnego dymu
        nad miastem i ulice pokryte popiołem ze spalonych ksiąg modlitewnych.
        Ksiądz Broda zginął zamordowany w Dachau.
        Chcę Pani przypomnieć kilka zdarzeń z tamtego okresu o których może Pani zapomniała:

        Czy pamięta Pani zagrodę i dom Marcina Krówki tuż pod samym lasem. Mały
        drewniany dom stał na dużych polnych kamieniach a pod podłogą komory widać było
        z jednej strony na drugą. W tej komorze, w podłodze była przecięta deska, którą
        można było unieść i wejść do kryjówki w której kryliście się w razie potrzeby.
        Czy pamięta Pani ludzi napotkanych w lesie kiedy zbieraliście jagody.
        Czy pamięta Pani jak doiła Pani krowę i w pewnej chwili w drzwiach do obory
        zobaczyła Pani stojącą Anielcię wołającą „mamo! - mamo! żołnierze przyjechali" a
        za nią niemieckiego żandarma. Schowała Pani głowę między udo a brzuch krowy,
        żandarm odszedł nie szukając w oborze. To wołanie Anielci uratowało Pani życie.
        Czy pamięta Pani jak za wysłaną Marią Krówka po pieniądze pożyczone sąsiadce
        jeszcze przed wojną przyjechali żandarmi.
        Czy zna Pani przeżycia Męża kiedy wywieziono Go z leżajskiego „getta". Przy
        ruinach po spalonych bożnicach stały furmanki „forszpanów". Na wozie Stanisława
        Śliża usiadł Mąż z zamiarem jechania z nim obojętnie „gdzie". W pewnej chwili
        został zgoniony przez gestapowca na zbiórkę wraz z innymi. W ostatniej chwili
        wsadził mu do kieszeni „coś" owiniętego w szmatę. Po zbiórce przydzielono męża
        na inną furmankę. Jechali w stronę Jarosławia. Cieszyli się kiedy minęli
        Wierzawice a później Pełkinie myśląc, że wiozą ich do pracy. W Jarosławiu na
        stacji kolejowej załadowali ich do stojących wagonów. W kilka dni później Mąż
        wieczorem zapukał do okna Pana Śliża. Otworzono, zjadł kolację jaką jedli
        domownicy, poprosił o zwrot „ zawiniątka ". Był bardzo zdziwiony gdy zwrócono mu
        go w nienaruszonym stanie. Chciał zostawić część znajdujących się w nim
        pieniędzy „za przechowanie ".

        Czy pamięta Pani słowa Pana Śliża - „Gätz co ciebie spotkało to Ty wiesz, co
        mnie spotka to ja nie wiem. Zabierz sobie wszystkie pieniądze ". Na drogę wziął
        mąż bochen gospodarskiego chleba i życzenia przeżycia wojny. Wiedzieli sąsiedzi,
        że był mąż u Krokoszowej (pierwszy dom po prawej stronie na Gilershofie) -
        wiedzieli sąsiedzi, że byliście u Krówki. Taki był łańcuch ludzi „dobrej woli"
        choć czasem rwany przez niegodnych mianem człowieka.
        Krówkowie i wielu innych Polaków nie posadziło oliwnego drzewka w Alei
        Sprawiedliwych na wzgórzu Yad Vashem w Jerozolimie. Zamiast drzewka oliwnego
        rośnie w Polsce, w Giedlarowej, w chłopskiej zagrodzie lipa, piękna
        czterdziestolatka oblatywana rokrocznie rojem pszczół, posadzona Pani rękoma w
        tamtych tragicznych latach, która miała być symbolem Waszego życia w przypadku
        Waszej śmierci.
        W najbliższych latach odbędą się prawdopodobnie w Leżajsku uroczystości związane
        z dwusetną rocznicą śmierci cadyka Elimelecha. Wśród uczestników uroczystości
        może zjawią się byli mieszkańcy choć czas mocno wykruszył ich szeregi.
        Trudno ale najprościej przy wzajemnej nieznajomości rozstać się z byłymi
        Leżajszczaninami formalnie i ozięble i nic nie zmusza do czułości, ale nie można
        zapomnieć, że przeszło 300 lat w h
        • 14.02.09, 21:48
          W najbliższych latach odbędą się prawdopodobnie w Leżajsku uroczystości związane
          z dwusetną rocznicą śmierci cadyka Elimelecha. Wśród uczestników uroczystości
          może zjawią się byli mieszkańcy choć czas mocno wykruszył ich szeregi.
          Trudno ale najprościej przy wzajemnej nieznajomości rozstać się z byłymi
          Leżajszczaninami formalnie i ozięble i nic nie zmusza do czułości, ale nie można
          zapomnieć, że przeszło 300 lat w historię Leżajska wpisywały się wspólnie nasze
          narody.

          PS
          Nie jestem autorem tego tekstu. Mariusz 9959
          • 15.02.09, 12:31
            Mariuszu!! W ciągu kilku lat forumnowej aktywności w tematach ruteników i
            judaików przezywałem kilka chwil zaskoczeń (pozytywnych) .
            W tematach judaicznych - to było oglądnięcie filmu o dawnym Rzeszowie oraz
            wystawienie kamienia pamiątkowego na terenie dawnego kirkutu - no i publikacja
            książki śp doc. Kotuli o okupacyjnych dziejach żydów rzeszowskich. Z racji
            pomieszkiwania na obrzeżach dawnego getta rzeszowskiego ten temat jest mi bliski
            i ciekawy.
            Ale cytowana przez Ciebie korespondencja z ową byłą mieszkanką Leżajska - jest
            dla mnie bardzo cenną - takim żywym dotknięciem historii - dzięki.

            Dzisiejszy Leżajsk - jest pięknym miasteczkiem, fajnie zagospodarowanym.
            Pieszczony przez obecnych gospodarzy - także z powodu regularnych
            wizyt-pielgrzymek Zydów z całego świata.

            Bo o przeżytych miłych zaskoczeniach w tematach rutenicznych - może innym razem
            , w innym miejscu smile
            • 15.02.09, 18:27
              W miejscu gdzie mordowano Żydów (lasek na pograniczu Leżajska i Wierzawic)
              wybudowano skromną mogiłę, którą opiekuje się ( od lat dziewięćdziesiątych)
              młodzież ze szkoły w Wierzawicach.
              W Giedlarowej było kilka rodzin które przechowywały Żydów, jedna z takich osób
              był nieżyjący już wujek mojego kolegi.
              Kiedyś w wątku „Nadsannie, Zakierzonie....” pisałem o bandycie mordującym
              Ukraińców Józefie Owsiku, oto jeszcze jeden jego wyczyn:

              „Do roku 1940 nic nie wskazywało, że cmentarz leżajski ulegnie dewastacji. Na
              nim to, w drewnianej szopie krytej gontem, znajdował się grób cadyka Elimelecha.
              Wiosną tegoż roku, na polecenie władz okupacyjnych, "miejscowi" - Józef Owsik i
              Józef Żaba pod nadzorem Johana Keipra, Stanisława Wernera i Michała Nabrzeżnego
              rozebrali drewnianą szopę i rozkopali grób. Szukali rzekomo "złotego cielca". Z
              olbrzymiego wykopu 300x250x250 cm wyrzucono resztki ludzkich kości: głowy, rąk,
              nóg, miednicy i żeber, resztki blaszanych i glinianych garnków. Kości te leżały
              kilka dni pod rosnącą obok lipą.”

              Tak było naprawdę, lecz w przekazach zachował się tez inny opis, który
              przytoczyła Hanna Krall w swojej książce „Dowody na istnienie”:
              „Podczas wojny Niemcy kazali otworzyć grób (rozkopać) i znaleźć złoto. Kopali
              polscy robotnicy, uderzenia słychać było na całej ulicy Górnej. Potem rozległ
              się krzyk i z cmentarza wybiegli ludzie. Cadyk ukazuje się, leżał w białym
              całunie jakby go wczoraj pochowano i miał oczy. Mecenas Z. wzruszył ramionami na
              tą opowieść, ale córka Marguszki zaperzyła się. Ojciec widział, jak uciekali to
              przed czym? Wystraszyli się kości? Cadyk leżał i patrzy na nich prawdziwymi
              oczami…"
            • 15.02.09, 18:31
              Dla mnie również ta korespondencja to bardzo ciekawy tekst, który czytałem z
              dużym zainteresowaniem i przyjemnością, a że znam opisywane miejsca podążałem
              wraz z tekstem od uliczki do uliczki z miejsca na miejsce.
              By nie burzyć nastroju jaki stwarza ten świetny tekst swoją ingerencję
              ograniczyłem jedynie do małego wyjaśnienia na końcu.
            • 15.02.09, 20:17
              Zdjęcia mogiły w Wierzawicach

              fotoforum.gazeta.pl/a/29637.html
              • 15.02.09, 20:57
                Oto w anonasowanej na mym forum książce Grossa "W czterdziestym nas matko na
                sybir wywieźli..." znajduje się arcyciekawa relacja ZeewaF. ur. w 1929 roku o
                losach zydów lerżajskich którym udało sie przejść linie demarkacyjną pomiędzy
                Niemcami i sovietami pod Sieniawą . W mym egzemplarzu - to str. od 222 do 226 -
                relacja nr 128.
                Autor relacji był wnukiem rabina okręgowego z Leżajska Jacheskiela Landaua i
                zarazem synem jego następcy. W relacji jest mowa m.in o pierwszych dniach
                niemieckiej w leżajsku, , spaleniu dużej synagogi Bet-Hamidrasz i planach
                spalenia drugiej, mniejszej. No i o wywózce na Syberię i Kazachstanu
                • 15.02.09, 21:33
                  Tak to wspaniała książka. Miałem przyjemność zajmować się jej kolportażem w
                  latach osiemdziesiątych, takie było zapotrzebowanie, że każda ilość by się
                  sprzedała. Kilka plecaków tej pozycji przywiozłem do Krakowa.
                  Jeżeli chodzi o losy leżajskich Żydów w pierwszych tygodniach wojny i między
                  innymi wypędzeniu ich przez Niemców na drugą stronę Sanu to mam na ten temat
                  fajne wspomnienia, ale w języku angielskim. Jak znajdę trochę czasu to
                  zamieszczę tłumaczenie, bo naprawdę warto.
                  • 16.02.09, 10:05
                    mariusz9959 napisał:

                    > Tak to wspaniała książka. Miałem przyjemność zajmować się jej
                    kolportażem w latach osiemdziesiątych, takie było zapotrzebowanie,
                    że każda ilość by się sprzedała. Kilka plecaków tej pozycji
                    przywiozłem do Krakowa.

                    Mój egzemplarz jest właśnie z wersji drugoobiegowej. Kupiony
                    w "taniej książce" za jedyne 7 złotych - a jest "białym krukiem".
                    Podobnie jak "drugoobiegowy" egzemplarz "Rodzimej Europy" Miłosza.
                    Mam ze trzy wersje tej ostatniej, piekna, ładna - tym ostatnia
                    wydana w kolekcji Gazety Wyborczej
    • 15.02.09, 19:17
      PRACE EKSHUMACYJNE W BRZÓZIE KRÓLEWSKIEJ
      Na terenie prywatnej nieruchomości w Brzózie Królewskiej, 30 lipca 2008 r. zakończyły sie prace ekshumacyjne. Zorganizowała je gmina Leżajsk, która w ten sposób odpowiedziała na prośbę właścicielki posesji Józefy Siuzdak. Niepozorna posesja była niemym świadkiem tragicznych wydarzeń w 1942 r. Niemcy rozstrzelali trójkę Żydów oraz, ukrywających ich, małżeństwo Kazaków. Córce Kazaków, Józefie Siuzdak cudem udało sie ujść z życiem. Żydów zakopano na miejscu egzekucji pod płotem, Kazaków pochowano na miejscowym cmentarzu.
      Odnalezienie szczątek pomordowanych było możliwe nie tylko za sprawą pamięci 85-letniej dziś pani Józefy, ale także dzięki udziałowi eksperta Eugeniusza Taradajki, członka zespołu badawczego do spraw zbrodni w Katyniu, Charkowie i Miednoje, a jednocześnie dyrektora Podkarpackiego Zarządu Okręgowego PCK w Rzeszowie.
      Prochy zamordowanych spoczęły w zbiorowej mogile ofiar II wojny światowej koło Wierzawic.

      Tyle sucha notatka z prasy.
      Wydarzenie to miało miejsce 25.03.1943 r. rodzice Józefy Siuzdak Katarzyna i Sebastian Kazakowie przechowywali troje Żydów. Chanę Stiler i dwóch mężczyzn których nazwisk nie udało się ustalić. Prawdopodobnie z czyjegoś donosu 25.03.1945 r. na podwórze Kazaków przyjechali Niemcy w poszukiwaniu Żydów, których następnie zabito a za ich przechowywanie rozstrzelano na miejscu również małżeństwo Kazaków. Dwie córki Kazaków Józefa i Agnieszka poszukiwane przez Niemców ukrywały się a następnie wyjechały do Krakowa, gdzie zgłosiły się na wyjazd do Niemiec. Do domu w Brzózie Królewskiej wróciły jesienią 1945 r.
      Zabitych Żydów po ekshumacji w 2008 roku pochowano w lasku koło Wierzawic, gdzie w okresie wojny Niemcy mordowali Żydów.
      • 16.02.09, 17:27


        aordycz.com/biogramy/landau.htm
        Joel Mojżesz Landau [*1898- †?]

        Rabbi Yoel Moshe Landau- wybitny rabin leżajski, kontynuator dzieła Elimelecha
        Weissbluma.

        Jego ojciec Hester Landau był w Leżajsku rabinem przez 29 lat. Mieszkał w domu
        przy Rynku. Zmarł w 1938 roku. Pochowany na leżajskim kirkucie. Następnym i
        ostatnim rabinem w Leżajsku został jego syn Joel Mojżesz Landau. W roku 1870
        prowadził izraelicki chader. Był rabinem do 1939 roku. Kiedy w połowie września
        1939 roku weszli do miasta hitlerowcy od razu spalili synagogę, a 3 tygodnie
        później, w Święto Kuczek nakazali Żydom zbiórkę na placu. Mogli mieć ze sobą
        tylko bagaż podręczny Jakub Landau wraz z rodziną uciec z Leżajska i dotarł z
        obwodu swieradłowskiego do Jangi-Jul, gdzie w 1942 roku stacjonowały oddziały
        armii gen. Andersa. Długiej tułaczki nie przeżył jego ostatni syn. Córka Landaua
        wyszła za mąż za Hertza Frankla.

        Rabbi Hertz Frankel Mieszkali jej rodzinnym domu w Leżajsku przy Placu
        Jaszowskiego (w narożniku placu na tyłach Zajazdu, na dołku. Hertz Frankel,
        podobnie jak jego dwaj bracia chodził do chederu. Sześcioletni Hertz Frankel
        wraz z ojcem, matką i dwoma braćmi oraz z innymi mieszkańcami Leżajska w asyście
        hitlerowskich żołnierzy zostali wyprowadzeni z miasta. Szli w kierunku Sanu. Na
        rzece nie było wówczas mostu. W kolumnie marszowej rozeszła się wówczas
        pogłoska, że zostaną utopieni. Nad brzegiem rzeki żołnierze kazali im oddać
        wszystkie kosztowności. Jednak przeprowadzono ich przez prowizoryczny most na
        Sanie. Doszli do Sieniawy. Kiedy wojna się skończyła, chcieli wrócić z Ukrainy w
        rodzinne strony. Na dworcu w Jarosławiu, spotkali znajomą, która odradziła im
        powrót do Leżajska. Wyjechali do Austrii, a potem do Ameryki, gdzie zamieszkali
        na stałe.

        Rabbi Hertz Frankel Hertz Frankel jest rabinem Stanów Zjednoczonych,
        wiceprezydentem Światowej Rady Ortodoksyjnych Gmin Żydowskich oraz dyrektorem
        szkoły dla 8 tysięcy dziewcząt w Nowym Jorku. Dziadek i ojciec byli rabinami
        naczelnymi nie tylko gminy żydowskiej w Leżajsku, zajmowali się problemami
        Żydów z 29 wsi wokół Leżajska. Dziadek jego dziadka 150 lat temu żył również w
        Leżajsku.

        Rabin Hertz Frankel odwiedził Leżajsk w 2005 roku.

        Koniec cytatu. I mamy tu dwie sprawy - tak enigmatycznie opisana wywózka Landaów
        na Syberię oraz ten ciekawy cytat " Kiedy wojna się skończyła, chcieli wrócić z
        Ukrainy w rodzinne strony. Na dworcu w Jarosławiu, spotkali znajomą, która
        odradziła im powrót do Leżajska."

        Ciekawe - dlaczego im odradziła ???
        • 17.02.09, 19:17
          Zapytałeś Piotrze : „Ciekawe - dlaczego im odradziła ???”

          Jestem przekonany, że jest to retoryczne pytanie, bo zapewne podobnie jak i ja
          dobrze wiesz co często spotykało Żydów, gdy jakoś udało im się przeżyć wojnę i
          powrócili do „swojej” miejscowości.
          Jeżeli byli biedakami mieli jeszcze jakieś szanse, ale gdy przed wojną posiadali
          mieszkanie lub nie daj Boże kamienicę, los ich był przesądzony. Jedyną szansa na
          przeżycie była szybka ucieczka z tej miejscowości.
          Nie inaczej było w Leżajsku, we wspomnieniach leżajskich Żydów o których
          pisałem wcześniej jest opis tego co spotkało Żydów, którzy mieli czelność wrócić
          tam po wojnie.
          Znana też jest historia kilku lub kilkunastu Żydów, których zabito po wojnie w
          Przeworsku lub Kańczudze (chyba raczej Kańczudze). Spotkałem nawet kiedyś na ten
          temat artykuł w gazecie, chyba w Wyborczej.

          Opowiadał mi kiedyś znajomy takie wydarzenie. W Grodzisku Dolnym (część zwana
          Miasteczko) po przejściu frontu zamieszkała w jednym pokoju pewnego domu (może
          stoi do dzisiaj, dwa lata temu robiłem zdjęcia, stał ale był już opuszczony)
          grupa Żydów. Pewnej nocy wpadła grupa Polaków i wszystkich zabiła poza jedną
          dziewczynką, która schowała się za piecem. W pokoju obok mieszkali Polacy,
          którzy zaopiekowali się tym dzieckiem. Po jakimś czasie pojawili się jacyś Żydzi
          (krewni?) i zabrali to dziecko. Człowiek który mi to opowiadał mieszkał w tym
          drugim pokoju i był w nim kiedy mordowano obok tych sąsiadów Żydów.
          • 17.02.09, 19:46
            mariusz9959 napisał:

            > Jestem przekonany, że jest to retoryczne pytanie, bo zapewne podobnie jak i ja
            dobrze wiesz co często spotykało Żydów, gdy jakoś udało im się przeżyć wojnę i
            powrócili do „swojej” miejscowości.

            dziękuję za dopowiedzenie . Skoro większe miasto powiatowe jakim wtedy był
            Rzeszów miało swój pogrom roku 1945 - to co dopiero działo się w takich
            okolicach Leżajska - gdzieś tam za lasami położonymi??
            Jak widać bezkarne mordowanie Ukraińców leżajskich w tamtym okresie przez np
            oddział Wołyniaka "szło w parze" z zabijaniem ocalałych Żydów którzy próbowali
            wracać w swoje strony sad
            • 17.02.09, 19:52
              Uwaga uwaga !! ostatnio będąc w Rymanowie i okolicach zauważyłem pięknie
              odbudowaną z ruin synagogę rymanowską . W ten sposób niejako odtworzono
              charakter sztetł. Małe domki na zboczu góry, na której położony jest rynek
              rymanowski, opadające uliczki i pomiędzy nimi bielące się ściany synagogi. To
              niesamowite. A idąc w górę , za kościół parafialny w stronę cmentarza
              katolickiego i tamtejszego kirkutu wychodzi się na górę - z której na południe
              widać niesamowicie piękną dolinę Taboru z Posadą i Rymanowem Zdrojem, i na
              północ - właśnie panoramę centrum miasteczka !!!
              • 13.03.09, 07:36
                Według mnie cała sprawa kompromituje Watykan i obecnego papieża -
                ale warto przyczytać ;

                Benedykt XVI przyznaje, że przy decyzji o zdjęciu ekskomuniki z
                Bractwa św. Piusa X popełniono błędy, i dziękuje Żydom, że go
                wsparli, gdy okazało się, że lefebrystyczny bp Williamson jest
                kłamcą oświęcimskim

                Papież pisze o tym w liście do biskupów, który ogłoszono wczoraj w
                Watykanie.

                Przyznaje, że przy cofnięciu 21 stycznia ekskomuniki z czterech
                biskupów, którzy w 1988 r. otrzymali sakrę biskupią z rąk
                arcybiskupa Marcela Lefebvre'a bez zgody Watykanu, popełniono dwa
                błędy.

                Pierwszy to niewiedza, że bp Richard Williamson jest kłamcą
                oświęcimskim. ,,Nieszczęściem, którego nie przewidywałem, okazało
                się to, że sprawa Williamsona nałożyła się na cofnięcie ekskomuniki.
                Łagodny gest miłosierdzia (...) okazał się nagle czymś zupełnie
                innym: zaprzeczeniem pojednania między chrześcijanami a Żydami".

                Papież odnosi się też do zarzutów, że ustalenie poglądów bp.
                Williamsona na temat Holocaustu było bardzo proste - wystarczyło
                sprawdzić internet. I przyznaje: "Powiedziano mi, że śledzenie
                wiadomości dostępnych w internecie pozwoliłoby na szybkie zapoznanie
                się z problemem. W przyszłości musimy w Stolicy Apostolskiej zwracać
                większą uwagę na to źródło informacji".

                W tym kontekście Benedykt XVI wyraża wdzięczność ,,przyjaciołom
                Żydom, którzy pomogli usunąć natychmiast nieporozumienie i
                przywrócić klimat przyjaźni i zaufania".

                Drugi błąd to nie dość jasne przedstawienie powodów cofnięcia
                ekskomuniki. Papież tłumaczy, że skoro ,,ekskomunika uderza w osoby,
                nie w instytucje", to również jej cofnięcie dotyczyło ,,dyscypliny
                kościelnej", a nie doktryny.

                "Bractwo Piusa X nie posiada statusu kanonicznego w Kościele. I jak
                długo problemy dotyczące doktryny nie zostaną wyjaśnione, tak długo
                Bractwo nie będzie miało statusu kanonicznego w Kościele, a jego
                duchowni - choć zostali zwolnieni z kary kościelnej - nie pełnią
                żadnej posługi w Kościele" - pisze papież.

                Benedykt XVI przypomina, że cofnięcie ekskomuniki wywołało w
                Kościele i poza nim gwałtowną dyskusję, a niektórzy oskarżyli
                papieża o chęć zrobienia kroku wstecz, do czasów przed Soborem
                Watykańskim II: ,,Nawet katolicy, którzy powinni wiedzieć lepiej,
                jak sprawa się przedstawia, uznali za stosowne ugodzić mnie gotową
                do ciosu wrogością". I zauważa, iż "czasem ma się wrażenie, że nasze
                społeczeństwo potrzebuje grupy, wobec której nie musi zachowywać
                żadnej tolerancji, na którą może spokojnie rzucić się z
                nienawiścią". Dodaje: "Jeśli ktoś odważy się do nich zbliżyć, w tym
                przypadku papież, także on traci prawo do tolerancji i również on
                może być traktowany z nienawiścią, bez obaw i umiarkowania".

                Tłumacząc powody swej decyzji, pisze: "Prawdziwym problemem obecnej
                chwili jest to, że Bóg znika z horyzontu ludzi i że wraz z
                gaśnięciem światła płynącego od Boga ludzkość traci orientację".
                Stąd właśnie wynika waga starań o "jedność wierzących" obejmująca
                także lefebrystów. "Czy może być nam zupełnie obojętna wspólnota, w
                której jest 491 kapłanów, 215 seminarzystów, sześć seminariów, 88
                szkół, dwie instytucje akademickie, 117 braci, 164 siostry oraz
                tysiące wiernych?" - pyta retorycznie Benedykt XVI.

                Na koniec przyznaje, że Kościół usłyszał od lefebrystów wiele rzeczy
                niestosownych - pycha i zarozumialstwo, obsesja na punkcie
                jednostronności itd. Jednakże ,,wielki Kościół powinien móc sobie
                pozwolić na wielkoduszność", tym bardziej że także w środowisku
                kościelnym pojawiła się niejedna niestosowność - podkreśla papież.

                - Odnoszę wrażenie, że Ojciec Święty w ostatnich tygodniach bardzo
                cierpiał - komentował list przewodniczący konferencji biskupów
                Niemiec abp Robert Zollitsch i przypomniał, że zdjęcie ekskomuniki z
                lefebrystów ściągnęło na papieża wielką falę krytyki. List, jak
                stwierdził, jest także odpowiedzią na zastrzeżenia niemieckiego
                episkopatu wobec Bractwa św. Piusa X.

                List papieża z zadowoleniem przyjął sekretarz generalny Centralnej
                Rady Żydów w Niemczech Stephan Kramer, zastrzegając, że nadal
                istnieje dysonans wokół zniesienia ekskomuniki z biskupów
                lefebrystów, bo "grupa ta w swej całości jest nadal
                antydemokratyczna i skrajna".


                Źródło: Gazeta Wyborcza
                • 26.03.09, 19:50
                  www.fodz.pl/PP/?d=8&id=559&l=pl
                  "Lewek"

                  Lewek miał kilkanaście lat
                  uciekł z żydowskiego miasteczka
                  gdzie czekała go zagłada
                  w pola

                  Chodził po gospodarzach
                  a to sieczki urżnął
                  a to drewno porąbał
                  Dostawał za to jedzenie

                  Nocami sypiał
                  w dworskiej stodole
                  Przeżył tak kilka lat

                  I jacyś bandyci w 1944
                  czy już nawet może w 1945 roku
                  utopili go w studni

                  W studni koło plebanii
                  na Wapiennej Górze
                  w Pełczyskach

                  Chodziłem tam z ojcem
                  kręciłem kołowrotem
                  patrzyłem w dół

                  Tam na samym dnie
                  świeciło drugie światło
                  Tam wzleciał Lewek


                  (...)


                  Wiersze te zostały opublikowane w Świętokrzyskim Miesięczniku Kulturalnym
                  "TERAZ" w styczniu 2008 roku. W obecnych czasach jest niewielu takich ludzi,
                  którzy potrafią zauważyć i pochylić się nad ludzkim cierpieniem.
                  (...)
                  Abe
                  miał na imię
                  przynajmniej tak za nim wołali
                  tutejsi
                  biegał między wioskami
                  w trójkącie - wojenny trójkąt przeżycia
                  Koryto Topola Kamyszów
                  ścigali go jak zająca
                  spał też jak zając
                  na roli pod miedzą
                  pomagał w gospodarstwach za strawę
                  okolicznym
                  aż ktoś po żniwach
                  pewnie litościowy wszak zbliżała się zima
                  doniósł do Czarnocina
                  przyjechali policjanci granatowi
                  i Niemcy
                  zabili i zakopali
                  na miejscu

                  po dziś użyżnia glebę
                  wspaniały tutejszy less
                  dający nam chleb
                  och Abe Abe

                  • 19.04.09, 19:43
                    Dorwałem z głębin biblioteczki książkę niezwykłą tegoż autora "O sytuacji
                    pisarza polskiego pochodzenia żydowskiego w XX wieku".
                    Sporo tu i o polskim antysemityzmie, i o żydowskich korzeniach wielu pisarzy -
                    począwszy od Mickiewicza poprzez Tuwima, Schulza i Słonimskiego a nawet
                    Różewicza czy Woroszylskiego.
                    Widać w tej książce oczywiście lewicowe skrzywienie autora - perelowskiego
                    notabla ale też i próbę wytłumaczenie przyczyn "komunizowania" polskich Zydów i
                    procesu ich asymilacji.
                    • 22.05.09, 07:37
                      cytuję za gazetą wyborczą

                      Lunapark na świętym miejscu Żydów
                      Magdalena Mach 2009-05-21, ostatnia aktualizacja 2009-05-21 18:34:02.0

                      Lunapark rozłożył karuzele na parkingu przy synagodze. "Zabawa na cmentarzu - to
                      wysoce nieprzyzwoite" - napisał do prezydenta Rzeszowa Wiesław Walat, prezes
                      Stowarzyszenia Opieki nad Starym Cmentarzem w Rzeszowie

                      Walat pisze, że po północnej stronie synagogi mieściła się najstarsza część
                      cmentarza żydowskiego w Rzeszowie. - Czy zmarli nie zasługują na spokój i
                      elementarny szacunek? - pyta retorycznie.

                      Na co dzień na placu przy synagodze jest parking, w czwartek lunapark, który
                      przyjechał z Czech, ustawił tu swoje sprzęty: samochodziki i karuzele.
                      Zdemontuje je w poniedziałek.

                      - To skandaliczne. Poinformowałem o tym Fundację Ochrony Dziedzictwa
                      Żydowskiego, która ma wystosować w tej sprawie oficjalny list do miasta. Jeśli
                      nie będziemy protestować, to następnym razem ktoś znowu wpadnie na pomysł, żeby
                      tu zorganizować kolejną zabawę - mówi Mirosław Kędzior, jeden z pomysłodawców
                      upamiętnienia starego żydowskiego cmentarza.

                      Przyznaje, że nie można już dziś jednoznacznie wytyczyć granicy, gdzie kończył
                      się żydowski cmentarz. - Przy synagodze mogły stać najstarsze nagrobki. Jest to
                      teren święty i miasto powinno otoczyć go specjalną opieką. Stawianie tu
                      lunaparku to hańba dla Rzeszowa. W innych miastach takie miejsca są szanowane -
                      denerwuje się Kędzior.

                      Miejsca dla lunaparku, który zainstalował się także na ul. Mickiewicza i na
                      parkingu przy Ratuszu, wskazali organizatorzy odbywającego się właśnie w
                      Rzeszowie Carpathia Festivalu. To nie przypadek, że festiwalowi piosenki
                      towarzyszy wesołe miasteczko. - Lunapark jest sponsorem festiwalu, dzięki nim
                      mogliśmy zorganizować cały jeden dzień koncertowy. Dlatego starałem się znaleźć
                      dla nich miejsce jak najbliżej imprezy, która odbywa się na Rynku. Po prostu
                      wybrałem dwa miejskie parkingi położone najbliżej Rynku. Miasto wyraziło na to
                      zgodę - tłumaczy Waldemar Wywrocki, szef biura festiwalu.

                      - Lunapark oprócz sponsorowania festiwalu dodatkowo przekazał 400 darmowych
                      wejściówek dla wychowanków rzeszowskiego domu dziecka, którzy mogą korzystać z
                      zabawy, ile tylko chcą - dodaje.

                      Na lokalizacje wskazane przez biuro festiwalu zgodę wyraził miejski zarząd dróg
                      i zieleni. Miasto nie czuje niezręczności sytuacji. - Według naszej wiedzy
                      żydowski cmentarz był tylko do ulicy Bożniczej. W miejscu, gdzie teraz jest
                      parking, już go nie było - tłumaczy Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta Rzeszowa.

                      - Fundacja Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego ma prawo protestować, ale przecież
                      impreza trwa tylko trzy dni i wiadomo, że ten parking nie jest miejscem, które
                      zawsze służy organizowaniu imprez, stało się to wyjątkowo, tylko przy okazji
                      tego festiwalu - dodaje.

                      Dla "Gazety"

                      Monika Krawczyk, dyrektorka Fundacji Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego w Warszawie

                      Wierzymy, że ta niefortunna lokalizacja lunaparku nie wynikała ze złej woli:
                      organizator wskazał pusty parking, który mu najbardziej odpowiadał, miasto
                      stwierdziło, że w tym miejscu lunapark nie będzie nikomu przeszkadzał i zgodziło
                      się. Nie chcemy protestować w gwałtowny sposób, zamierzamy jedynie wystosować
                      list do prezydenta Rzeszowa z uprzejmą prośbą, by w przyszłości miasto dawało
                      bardziej przemyślane lokalizacje dla imprez służących zabawie i nie zezwalało
                      więcej na takie na tym parkingu. Jeśli już, to widzielibyśmy w tym miejscu
                      imprezy skłaniające do refleksji. Oczywiście, nie jest do końca jasne, czy były
                      tu groby, czy nie. Nie mamy precyzyjnych map, ten cmentarz był bardzo stary.
                      Możemy jedynie przypuszczać, poprzez analogię z podobnymi synagogami w Krakowie
                      czy Pradze, że groby mogły być przy samych budynkach. Dlatego ten teren przy
                      rzeszowskiej synagodze także jest objęty naszą troską. Dla Żydów cmentarze są
                      wieczne i podlegają wiecznej ochronie - stąd być może wynika różnica we
                      wrażliwości w podchodzeniu do tego tematu między żydami a chrześcijanami.



                      *KOMENTARZ

                      Karuzela już się kręci, pikiety nie będzie, ale niesmak pozostanie. Szkoda, bo
                      Carpathia Festival zasługuje na to, by coraz więcej i głośniej o nim mówić -
                      tylko że nie w kontekście nieprzyjemnych zgrzytów, ale artystycznego rozwoju
                      imprezy i szans na to, by w przyszłości stała się międzynarodową wizytówką
                      miasta. Przedstawiciele społeczności żydowskiej nie chcą awantury, apelują tylko
                      o większą wrażliwość i szacunek dla ważnego dla nich miejsca. Mają takie prawo.
                      Miasto zresztą wcale nie musi ich słuchać, może nie uwzględniać historycznych
                      zaszłości i spierać się, gdzie cmentarz się kończył, a gdzie zaczynał, tylko czy
                      przy organizowaniu imprezy kulturalnej nie należałoby się wykazać przede
                      wszystkim... kulturą?

                      Magdalena Mach



                      • 24.05.09, 22:29
                        cytuję za netem

                        Kto pomagał Hitlerowi mordować Żydów

                        Marek Beylin

                        Publikujemy w "Świątecznej" głośny tekst "Niemieccy zbrodniarze i ich pomocnicy.
                        Ciemny kontynent" z niemieckiego tygodnika "Der Spiegel". Publikację tę ostro
                        skrytykowali Jarosław Kaczyński oraz Jan Żaryn i Antoni Dudek z IPN.

                        Oburzeniem zapałały także "Rzeczpospolita" i "Dziennik". Zarzuty są jednomyślne:
                        teza "Spiegla", że bez pomocników w okupowanych europejskich społeczeństwach
                        Niemcy zamordowaliby mniej Żydów, oraz pytanie, czy Holocaust miał również
                        europejski charakter - to relatywizacja niemieckiej winy. Żadna z gazet
                        atakujących "Spiegla" nie uznała za stosowne przedrukować tekstu, który uważały
                        za tak gorszący i ważny. Wypełniamy tę lukę, żeby każdy mógł sobie wyrobić
                        opinię na bardziej wiarygodnej podstawie niż serwowany nam festiwal potępień.

                        Wśród pomocników Hitlera "Spiegel" wymienia: Ukraińców, Litwinów, Holendrów,
                        Rumunów, Francuzów, Włochów. Polscy szmalcownicy i sprawcy pogromów są
                        pobocznymi bohaterami tekstu. Skąd więc to zbiorowe tupanie polskich polemistów?
                        Jakby przespali 20 lat i nie słyszeli o Jedwabnem ani o Polakach, którzy Żydów
                        wydawali. Ale to nie jest sen ignorantów, to strach ludzi zaczadzonych przed
                        rozrachunkiem i debatą. Polska ma być tylko ofiarą, Niemcy muszą być jedynymi
                        zbrodniarzami - w tym kamiennym obrazie przeszłości kryje się wizja współczesnej
                        polityki i Europy. Jaka? W odwiecznym konflikcie z Niemcami Polacy zawsze mają
                        rację i mogą sobie pozwolić na dowolne żądania. A Europa powinna dojrzeć do
                        tego, by Polsce w tym kibicować.

                        W tym myśleniu najbardziej groźna i przerażająca jest sugestia - zgoda, wprost
                        niewypowiadana - że od wojny w stosunkach z Niemcami więcej jest ciągłości niż
                        nowego. Więcej wojny niż pokoju. Szczęśliwie to są głosy nieliczne, pochodzące
                        ze zrujnowanej już piaskownicy.
                        • 24.05.09, 22:32
                          Wasi przodkowie szykanowali żydów, pomagali ich mordować, rabowali i zabijali
                          Ukraińców, wypędzając ich z rodzinnych ziem, paląc ich cerkwie i dewastując
                          cmentarze.
                          Czy to powód Waszych lęków ??
                          • 25.05.09, 21:08
                            Myślę, że trochę gra rolę lęk przed historią, a z drugiej strony pewnie ma znaczenie wtłaczany do głów od najmłodszych lat mit narodu bez skazy. Dla uzupełnienia dyskusji jeszcze mały cytat z "Wyborczej"

                            "- Wyznawcy polskiego antysemityzmu uaktywnili się w zupełnie inny sposób. Promują wizję polskości opartą na tradycji narodowo-katolickiej. Jeżeli słucha się Radia Maryja, to widać, że tam treści antysemickie zawsze pojawiają się wtedy, gdy opisuje się przeszłość kraju i gdy zagrożony jest obraz Polski w świecie. Na przykład wytknięcie polskich zbrodni na Żydach. Bo antysemityzm jest połączony z wizją własnego narodu, z jego powołaniem w dziejach, a także z bezwzględną lojalnością, która zabrania krytykować własny naród, przynajmniej otwarcie. W innych sytuacjach aktywnego antysemityzmu nie widać
                            (...)
                            »Miłość do wszystkiego co polskie « - to częsta formuła narodowej, »patriotycznej « głupoty. Bo »polskie « były przecież i ONR, i pogromy we Lwowie, Przytyku i Kielcach, i getto ławkowe, i pacyfikacje wsi ukraińskich, i Brześć, i Bereza, i obóz w Jabłonnie w 1920 r. - by poprzestać na 20 zaledwie latach naszej historii. Patriotyzm - to nie tylko szacunek i miłość do tradycji, lecz również nieubłagana selekcja elementów tej tradycji, obowiązek intelektualnej pracy w tym zakresie. Wina za fałszywą ocenę przeszłości, za utrwalanie fałszywych moralnie mitów narodowych, za służące megalomanii narodowej przemilczanie ciemnych plam własnej historii - jest zapewne mniejsza z moralnego punktu widzenia niż praktykowanie zła wobec bliźnich, lecz przecież jest przesłanką aktualnego zła i drogą do przyszłego”.
                            Wynika z tego bardzo ważny wniosek: tę złą tradycję nie wystarczy tylko potępić i zanegować, trzeba z nią jakoś wejść w dyskusję, na ile to możliwe, i mocno sformułować argumenty, dlaczego jest zła i do jakich złych skutków prowadzi"

                            wyborcza.pl/1,75515,6644329,Biedny_Polak_patrzy_na_obcych.html?as=2&ias=2&startsz=x
                            • 29.06.09, 17:14
                              Zastanawiałem się gdzie zarekomendować nową książkę tegoż autora pt "Ciąg
                              dalszy" Autor jest "polskim" Żydem więc wstawiam anons tu smile Książka ta
                              nawiązuje do wcześniejszych książek tegoż autora ( Uchodźcy, Memorbuch,Prawda
                              nieartystyczna itd)
                              Wydana przez świat książki, nabyta w empiku za dość wygórowaną cenę 32,90 zł.
                              Ale warto było - jest m.in obszerny rozdział poświęcony współpracy autora z SB
                              oraz znanym metodom działania obecnego IPN-u wokół ujawnianych akt smile
                              • 06.07.09, 08:29
                                Rocznica likwidacji getta rzeszowskiego
                                lucy 2009-07-05, ostatnia aktualizacja 2009-07-05 17:11:01.0

                                Kilkadziesiąt osób przeszło w niedzielę ulicami Rzeszowa w marszu
                                upamiętniającym likwidację żydowskiego getta. Wyruszył on w południe z dworca
                                Staroniwa, miejsca, z którego w 1942 roku Żydzi opuszczali Rzeszów.

                                Stąd w bydlęcych wagonach wywiezieni zostali do obozu zagłady w Bełżcu. - To dla
                                mnie bardzo ważne, że mogłam przyjechać i zobaczyć was wszystkich - mówiła
                                wzruszona Judith Elkin z USA (na zdjęciu) do uczestników marszu. - Przyrzekłam
                                moim kolegom, że w swoim i ich imieniu będę tu przyjeżdżać dopóki tylko będę
                                mogła - dodaje.

                                Trasa siódmego już marszu tradycyjnie wiodła ulicami Pułaskiego, Cieplińskiego,
                                Moniuszki, Matejki, Grunwaldzką, Kopernika pod kamień pamięci na placu Ofiar
                                Getta, gdzie, jak co roku zabrzmiała pieśń żałobna. W uroczystościach udział
                                wzięli goście z Izraela i Stanów Zjednoczonych, a także Piotr Kadleik
                                przewodniczący Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie.

                                lucy
                                • 09.08.09, 20:46

                                  Rymanów uczci Żydów i Polaków, którzy im pomagali
                                  Anna Gorczyca
                                  2009-08-09, ostatnia aktualizacja 2009-08-09 18:22

                                  12 i 13 sierpnia w Rymanowie odbędą się II Dni Pamięci o żydowskiej społeczności
                                  Rymanowa. Podobnie jak przed rokiem odbędzie się marsz pamięci, modlitwy na
                                  kirkucie. W tym roku Dni Pamięci poświęcone będą ludziom, którzy zginęli ratując
                                  Żydów.


                                  W tym roku do Rymanowa znów przyjadą Żydzi z całego świata. I tak jak w ubiegłym
                                  roku przejdą na stację we Wróbliku. To tam w 1942 roku dokonał się los blisko
                                  dwóch tysięcy żydowskich obywateli Rymanowa. Pamięć tych ludzi przywraca
                                  Stowarzyszenie Spotkanie Rymanów, które w ubiegłym roku zorganizowało I Dni
                                  Pamięci o Żydowskiej Społeczności Rymanowa. Rok temu na uroczystości przyjechało
                                  25 Żydów - większości potomków rymanowskich Żydów. Rymanów znali z opowieści
                                  swoich bliskich. Uroczystość, która się wtedy odbyła, potraktowali jak pogrzeb
                                  po 66 latach, którego zamordowani nie mieli. Na kirkucie wspólnie modlił się
                                  rabin Reich potomek słynnego rymanowskiego cadyka Menachema Mendla i ksiądz
                                  Mieczysław Szostak, proboszcz parafii w Rymanowie.

                                  REKLAMY GOOGLE

                                  * Test IQ dla Polaków
                                  Rozwiąż test na iloraz inteligencji Sprawdź jak wypadniesz!
                                  www.protestiq.pl
                                  * Praca u Szerloka Rzeszów
                                  Setki lokalnych ogłoszeń o pracy. Daj się znaleźć - dodaj ogłoszenie!
                                  Rzeszow.Szerlok.pl
                                  * Restauracja IKEA Gdańsk
                                  Najtaniej Zjesz w Restauracji IKEA Pyszny Obiad. Sprawdź Nasze Menu !
                                  IKEA.com/Gdansk

                                  Gdy rok temu Żydzi przyjechali do Rymanowa, i oni i mieszkańcy miasteczka mieli
                                  sporo obaw. Obydwie strony bały się wspomnień. Przed wojną w Rymanowie mieszkało
                                  prawie dwa tysiące Żydów, stanowili blisko połowę miejscowej społeczności.
                                  Miasto było znaczącym ośrodkiem chasydyzmu. 13 lipca 1942 roku Niemcy
                                  zlikwidowali tamtejsze getto. Zgonili rymanowskich Żydów wczesnym rankiem na
                                  rynek. W ogromnym upale, bez wody, ubrani w zimową odzież, spędzili na rynku
                                  kilkanaście godzin. Potem przeszli 5,5 km do stacji we Wróbliku Szlacheckim.
                                  Niemcy, likwidując rymanowskie getto, zrobili selekcję. Kobiety i dzieci zostały
                                  rozstrzelane koło Dukli, mężczyzn wywieziono do Bełżca. Z blisko dwutysięcznej
                                  społeczności ocalało niewiele ponad 300 osób. Przeżyli ci, którzy wcześniej
                                  zostali wywiezieni do Związku Radzieckiego, getto przeżyło zaledwie kilka osób.
                                  Po wojnie nikt z nich nie wrócił do Rymanowa. W pamięci tych, którzy ocaleli
                                  pozostały złe wspomnienia: okupacji i antysemityzmu jakiego doświadczali przed
                                  wojną. Mieszkańcy Rymanowa obawiali się tego, że dawni właściciele kamienic
                                  zaczną się upominać o swoją własność. Spotkali się z mieszkańcami Rymanowa.
                                  Okazało się, że wielu z nich pamięta swoich żydowskich sąsiadów. W marszu na
                                  stację kolejową we Wróbliku Szlacheckim obok siebie szli obecni mieszkańcy
                                  Rymanowa i Żydzi - potomkowie dawnych mieszkańców.

                                  Tegoroczne, II Dni Pamięci przypomną ludzi, którzy pomagali swoim żydowskim
                                  sąsiadom. W Rymanowie co najmniej siedem osób zostało zabitych przez Niemców za
                                  pomoc Żydom. - Chcemy przypomnieć postać wyjątkową, postać ks. Jana Zawrzyckiego
                                  - mówi Michał Lorenc ze stowarzyszenia.

                                  Ks. Zawrzycki został w ubiegłym roku wyróżniony tytułem Sprawiedliwy wśród
                                  Narodów Świata. Uratował życiu wielu Żydom, pomagając w ich przerzucie na
                                  południe. W dzwonnicy przy kościele ukrywał wiele żydowskich dzieci, które potem
                                  umieszczał w ochronkach i klasztorach. Po wojnie trafił do więzienia za
                                  działalność w WiN i został skazany na śmierć. Żydzi żyjący w Izraelu napisali
                                  list w jego obronie, przypominając o jego humanitarnej działalności w czasie
                                  wojny. To pomogło w jego uwolnieniu. - Ta dzwonnica nadal istnieje, miejsca w
                                  którym ukrywane były dzieci można oglądać. Zastanawiamy się wspólnie z księdzem
                                  Szostakiem nad tablicą pamiątkową, poświęconą księdzu Zawrzyckiemu - dodają
                                  przedstawiciele stowarzyszenia. W rymanowskim kościele odbędzie się msza za
                                  ofiary II wojny światowej a w szczególności za tych, którzy pomagali Żydom -
                                  mówią przedstawiciele Spotkania Rymanów.

                                  Stowarzyszenie bardzo usilnie namawia do przyjazdu kilka osób, które ocalały
                                  przechowane przez Polaków z Rymanowa. - Mimo upływu lat, wspomnienia z tamtego
                                  czasu są nadal tak dramatyczne, że mają ogromne obawy przed przyjazdem. Liczymy,
                                  że uda się je przekonać i będzie okazja żeby z nimi porozmawiać - mówią
                                  organizatorzy.

                                  W trakcie sierpniowych uroczystości będzie okazja dowiedzieć co oznaczają
                                  symbole na żydowskich nagrobkach.12 sierpnia warsztaty na kirkucie poprowadzą
                                  m.in. Katarzyna Pabiś UJ i Marcin Dudek, pełnomocnik Komisji Rabinicznej. Będzie
                                  można zwiedzać synagogę a o godz. 16 w zajeździe Jaś Wędrowniczek -zostanie
                                  pokazany film Menachema Dauma "Zabawy w chowanego - Wiara i Tolerancja po
                                  Holokauście. Pierwszy dzień uroczystości zakończy koncert zespołu klezmerskiego
                                  KROKE w dużej sali zajazdu Jaś Wędrowniczek 13 sierpnia po mszy w kościele
                                  odbędzie się wspólna modlitwa na cmentarzu żydowskim za żydowskie i polskie
                                  ofiary II Wojny Światowej. Marsz pamięci z Rymanowa do Wróblika rozpocznie się o
                                  godzinie 10 15. - Uroczystości zakończymy o 15. spotkaniem ku czci
                                  Sprawiedliwych i tych, którzy oddali życie pomagając Żydom w czasie II Wojny
                                  Światowej w zajeździe Jaś Wędrowniczek.

                                  Źródło: Gazeta Wyborcza Rzeszów
                                  • 18.08.09, 08:33
                                    Kontrofensywa Watykanu
                                    Piotr Zychowicz 18-08-2009, ostatnia aktualizacja 18-08-2009 07:55

                                    Stolica Apostolska ma dość oskarżeń o obojętność wobec Zagłady. Alianci nie
                                    kiwnęli palcem w obronie Żydów – podkreśla
                                    Watykan wielokrotnie podkreślał, że Pius XII robił co mógł, by uratować Żydów
                                    (zdjęcie z 1943 r.)
                                    źródło: AP


                                    Media na Zachodzie coraz silniej forsują „czarną legendę” Piusa XII. Według niej
                                    papież czasów wojny milczał w sprawie Holokaustu i nie zrobił nic, aby pomóc
                                    Żydom. Watykan najwyraźniej zdecydował się przejść do kontrataku – na łamach
                                    „L’Osservatore Romano” przypomina, że jeżeli ktoś pozostał obojętny wobec
                                    Zagłady, to byli to Brytyjczycy i Amerykanie. "Więźniowie Auschwitz modlili się,
                                    żeby alianci zrzucili bomby na komory gazowe"

                                    Gazeta uznawana za organ prasowy Stolicy Apostolskiej, powołując się na
                                    dokumenty i relacje uczestników wydarzeń, dowodzi, że Anglosasi już w sierpniu
                                    1942 roku wiedzieli o zbrodniczych planach Trzeciej Rzeszy. Mimo to nie zrobili
                                    nic, żeby im przeciwdziałać. Amerykanie starali się nawet zablokować przepływ
                                    informacji na ten temat do prasy.

                                    W ten sposób chcieli uniknąć presji ze strony społeczeństwa, które mogłoby
                                    zażądać bardziej zdecydowanych działań. Na łamach gazety wydrukowano fotokopię
                                    telegramu przekazanego Departamentowi Stanu

                                    24 sierpnia 1942. Napisano w nim, że narodowi socjaliści zamierzają wymordować
                                    od 3,5 do 4 milionów Żydów przy użyciu roztworu cyjanku.

                                    Dziennikarze „L’Osservatore Romano” powołują się także na dziennik ówczesnego
                                    sekretarza skarbu USA Henry’ego Morgenthaua Jr. Polityk ten w następujący sposób
                                    pisał o obojętności Londynu na los Żydów: „To szatańska kombinacja brytyjskiego
                                    chłodu i dyplomatycznego zakłamania, która przyczyniła się do wyroku śmierci”.

                                    Jako dowód przytoczył depeszę Foreign Office, które przestrzegało przed
                                    „trudnościami, na jakie natrafiłaby próba uratowania większej liczby Żydów z
                                    terytorium wroga”. Co za tym idzie, resort odradzał finansowanie podobnych
                                    projektów.

                                    Czy rzeczywiście Żydom nie można było pomóc? – Wprost przeciwnie. Alianci mogli
                                    zbombardować komory gazowe. Doświadczenia drugiej wojny światowej pokazują, że
                                    już wówczas można było przeprowadzać punktowe naloty na określone budynki, bez
                                    niszczenia całej okolicy. W ten sposób nie ucierpiałoby zbyt wielu więźniów –
                                    powiedział „Rz” dyrektor muzeum Auschwitz Piotr Cywiński.

                                    Według niego można było również zbombardować tory, magistrale i mosty, którymi
                                    Niemcy przewozili do obozów transporty z Żydami. Wszystko to zdezorganizowałoby
                                    machinę Zagłady. – Niestety, nie zrobiono nic. A przecież w ostatniej fazie
                                    wojny nad Auschwitz przelatywały setki alianckich bombowców – dodał Cywiński.

                                    W sierpniu i wrześniu 1944 roku dokonano zmasowanych nalotów na pobliską fabrykę.

                                    – Doskonale to pamiętam. Modliliśmy się wówczas, żeby Anglicy i Amerykanie
                                    zbombardowali komory gazowe. Niestety, nie znalazła się na to ani jedna bomba –
                                    mówi „Rz” pochodzący z Łodzi Zew Factor, który wówczas był więźniem Auschwitz.

                                    – Już po wojnie dowiedziałem się, że Anglosasi mieli dokładne zdjęcia lotnicze,
                                    na których widać było kolumny ludzi prowadzone z rampy kolejowej do komór
                                    gazowych. Jednak nie zrobili nic. Pozostali obojętni – dodał Factor, który
                                    mieszka obecnie w Izraelu.

                                    Cynicznej obojętności Anglosasów „L’Osservatore Romano” przeciwstawia postawę
                                    Piusa XII. Według gazety papież starał się ratować Żydów za pomocą „potajemnego
                                    wsparcia”, co miało być jedyną możliwą formą ich obrony. Ukrywał Żydów w
                                    rozmaitych instytucjach kościelnych – klasztorach, zakonach i sierocińcach.
                                    Według gazety w ten sposób tylko w samym Rzymie udało się ocalić 10 tysięcy osób.
                                    • 18.08.09, 23:25
                                      No coz... syjonizm tez ponikad wynalazek rodem z wysp, byl to
                                      niejako sposob na wyprowadzynie biedoty zydowskiej , kilku
                                      rodowitych anglosasow bardzo aktywnie dzialalo w tym ruchu.
                                      • 28.08.09, 07:14
                                        Leżajsk - do wojny lokalny ośrodek żydowskiego kultu religijnego, siedziba
                                        katolickiego klasztoru z cudownym obrazem maryjnym oraz lokalne centrum życia
                                        religijno-kulturalnego Ukraińców dolnego nadsannia ... a teraz - prosze co mozna
                                        przeczytać :

                                        Chasydzi chcą wybudować centrum w Leżajsku
                                        Magdalena Mach 2009-08-26, ostatnia aktualizacja 2009-08-25 18:55:11.0

                                        Chasydzi chcą wybudować w Leżajsku Europejskie Centrum Chasydyzmu za 10 mln
                                        dolarów. Nie wiadomo jednak, czy inwestycja dojdzie do skutku - w czwartek mają
                                        o tym zadecydować leżajscy radni. Zdania są podzielone

                                        Co roku do leżajskiego grobu jednego z najważniejszych chasydzkich cadyków -
                                        Elimelecha - przybywa z całego świata tysiące chasydów. Co roku ich wizycie
                                        towarzyszy chaos. Mają kłopoty z zakwaterowaniem, dotkliwie brakuje toalet.
                                        Zdecydowali więc, że wybudują centrum chasydzkie, w którym będą mogli mieszkać,
                                        jeść i modlić się w zgodzie z regułą swojej wiary. Są gotowi zainwestować 10 mln
                                        dolarów.

                                        Wydawałoby się, że sprawa budowy jest oczywista, ale nie w Leżajsku. Radni nie
                                        są zgodni co do tego, czy w mieście powinno powstać takie centrum. Sprawa
                                        wałkuje się już kilka miesięcy. Decyzja ma wreszcie zapaść na sesji rady miasta
                                        w czwartek.

                                        - Widziałem projekt, Leżajsk zyskałby piękny obiekt. Byłoby głupstwem z tego nie
                                        skorzystać, ale zdania wśród radnych są podzielone. Co gorsze - ci, którzy są
                                        przeciw, nie mają żadnych argumentów: mówią nie, bo nie. Mam jednak nadzieję, że
                                        rada ostatecznie zgodzi się na tę inwestycję - mówi Tadeusz Trębacz, burmistrz
                                        Leżajska. - Do tej pory miasto nie miało nic z wizyt chasydów. Gdy powstanie
                                        centrum, mieszkańcy mogą na tym skorzystać - podkreśla.

                                        Miasto chce podyktować chasydom warunek, aby w zamian za zgodę na budowę
                                        centrum, na parkingu dla autokarów urządzili targowisko o powierzchni 800 m kw.,
                                        które działałoby przez cały rok, z wyjątkiem tych dni, kiedy do Leżajska
                                        przybywają chasydzkie pielgrzymki.

                                        Chasydzi chcą w ramach centrum urządzić ogólnodostępne muzeum poświęcone
                                        tradycji chasydzkiej w Polsce, które przybliżałoby postać rabina Elimelecha
                                        Weisbluma, a także życie ludności żydowskiej w Leżajsku oraz salę do projekcji
                                        filmowych.

                                        W obiekcie, oprócz synagogi i mykwy, mieściłyby się także hotel i duża
                                        restauracja, a także 40 toalet. W sumie obiekt liczyłby 6,5 tys. m kw.

                                        Centrum miałoby powstać na bazie istniejących budynków, które są własnością
                                        Fundacji Chasydów. Jednak inwestycja wymaga dokupienia kilku sąsiednich działek
                                        należących do miasta i skarbu państwa.

                                        - Czy centrum powstanie, czy nie, chasydzi i tak będą przyjeżdżać tłumnie do
                                        Leżajska, bo tu leży jeden z najwybitniejszych przedstawicieli chasydyzmu. Jak
                                        na razie panuje przy tym okropny bałagan. Ruch pielgrzymkowy wymaga
                                        uregulowania. To konieczność. Miasto powinno więc zgodzić się na tę budowę i
                                        przy okazji wynegocjować jak najwięcej korzyści dla siebie - mówi mieszkaniec
                                        Leżajska, który woli jednak zachować anonimowość. - W przyszłości takie centrum
                                        może przyciągać także osoby, które są zainteresowane kabałą - nauką, która jest
                                        coraz bardziej popularna na Zachodzie Europy i w USA. A wyznawcy kabały, w
                                        przeciwieństwie do chasydów, mogą wchodzić w interakcje z miejscową ludnością,
                                        kupować, stołować się w miejscowych restauracjach - dodaje. Obawia się, że jeśli
                                        radni nie wyrażą zgody na budowę, jego rodzinne miasto będzie postrzegane
                                        negatywnie, jako "centrum antysemityzmu".

                                        Magdalena Mach ,
                                        • 23.10.09, 10:14
                                          Ostatnio TVP Historia przypomniała film Obowiązek - nakręcony z udziałem
                                          polsko-żydowskiego pisarza Henryka Grynberga. Na początku lat 90-tych Grynberg
                                          przyjechał do Polski aby nakręcić film dokumentalny o poszukiwaniu grobu swego
                                          ojca zamordowanego w czasie wojny przez polskich chłopów. Którzy bali się że
                                          oddane im na przechowanie przez tego zydowskiego mleczarza krowy - będą musieli
                                          Mu po wojnie oddać.
                                          A grynberg rozmawia w trakcie filmu z chłopami ze wsi
                                          Dobre. Rozmawia też ze starcem - jednym z morderców swego ojca.
                                          Oto co sam Grynberg pisze na ten temat :

                                          odra.okis.pl/article.php/109
                                          Film pokazywano w telewizji w Europie, Australii, Kanadzie, a w Ameryce na
                                          uniwersytetach i w najstarszych klasach szkół. Uczniowie zadawali wiele pytań,
                                          wszystko chcieli zrozumieć, tylko w żydowskiej szkole opuścili głowy i ani
                                          słowa. Również niemieccy studenci nie zadali mi ani jednego pytania, ale nie
                                          opuścili głów, tylko odwrócili twarze. Aron wyszedł z pokoju w połowie, gdy
                                          pokazywałem mu w Tel Awiwie wideo.
                                          Ja w ogóle nie mogę patrzeć na ten film, na pokazach wchodzę dopiero po seansie,
                                          ale obowiązek wykonałem. Mordercy, którzy się cieszyli doczesną bezkarnością,
                                          stoją przed sądem na wszystkich kontynentach. Twarz, którą zdążyliśmy ująć
                                          jeszcze za życia, utrwalono w największej hebrajskiej gazecie, w powiększeniu na
                                          całą stronicę i wszystko widać jak pod mikroskopem. Nie znalazłem nikogo prócz
                                          ojca, ale ma grób pośród ludzi. Dwie płyty czarnego marmuru jak tablice
                                          Dziesięciorga Przykazań, ale nierówne i rozdzielone szparą, jak przełamane. Na
                                          każdej jakby odcisk rozchylonych palców kohena. Jedna tablica jest hebrajska:
                                          Awraham ben Jehoszua ha-Kohen z datą z czterech liter oznaczających 5704, a
                                          druga polska: Abram Grynberg z Radoszyny, urodzony 1907, zamordowany 1944,
                                          ekshumowany 1992. Znakomita robota warszawskich artystów z „Polish sense of design”.
                                          No i mam w sejfie butelkę, której dotykał. Jedyną rzecz, jakiej mu nie
                                          skradziono. Jest ręcznie robiona, nie całkiem gładka, widać pręgi gołym okiem,
                                          dziś już takich nie ma. Wymyłem ją, wszystko wtedy usiłowałem wymyć, a teraz
                                          żałuję. Trzeba było zostawić w środku ślad tamtego mleka. Była zatkana gliną i
                                          uchowała się w niej biedronka, trochę przyczerniała lecz poza tym jak żywa,
                                          ostatnia towarzyszka aż po grób i naoczny świadek. Włożyłem ją z powrotem do
                                          butelki i zatkałem tym samym korkiem z gliny. To był drugi błąd, bo glina
                                          wyschła i rozsypała się podczas transoceanicznej podróży i biedronki nie ma.

                                          (...)

                                          i jeszcze fragment opisu rozmowy z mordercą :

                                          W części rozmowy, która się nie zmieściła w filmie, Wojtyński z jednej strony
                                          zapewniał mnie, że był wtedy niepełnoletni – „gówniarz, no co ja miałem,
                                          piętnaście lat” – a z drugiej podkreślał, że ojciec „podobno przyszedł do dworu
                                          z Ruskami”. Bywało, że Żydzi przychodzili z bronią i brali żywność i odzież
                                          (często pożydowską) jak partyzanci pod rozkazami generała, ale partyzanci mieli
                                          prawo, bo walczyli o Polskę, a Żydzi nie, bo walczyli o życie. Rzeczywiście,
                                          pewnej nocy przyszli do dworu Aron i Słoń z dwoma Rosjanami i obezwładnili
                                          młodego brata dziedziczki, pana Czesława, który próbował wywołać alarm, ale ojca
                                          z nimi nie było. Przeciwnie, zerwał wtedy z nimi (jak zapisałem w „Żydowskiej
                                          wojnie”wink, ale czy wszyscy chcieli wierzyć, że nie miał z tym najściem nic
                                          wspólnego? Dlatego Wojtyński próbował skierować moje podejrzenie na dwór: „Takie
                                          plotki były, że tej dziedziczki Dziurewiczowej brat... że [ojciec] miał, panie,
                                          przyjść do dziedzica z Ruskami, a on, panie, miał stać w obronie dworu i że on
                                          miał go sprzątnąć”. I dalej: „Bo jak się ta ludowa Polska tworzyła, to on nawet
                                          z bronią był ten dziedziczki brat, był jakemś starszem, miał dwie czy trzy
                                          gwiazdki...” Również Aron i Słoń, których musiało męczyć sumienie, mówili matce,
                                          że ojciec „za bardzo wierzył swojemu dziedzicowi”, ale myśmy nigdy tych sugestii
                                          nie dopuszczali.

                                          • 23.10.09, 10:28
                                            Kiedyśmy zaczęli kopać, podszedł do mnie z boku taki lepiej ubrany wiejski
                                            kawaler z papierosem w zębach, że chce mi coś powiedzieć, ale z drugiej strony
                                            lasu, bo ludzie patrzą. Reinhardt mówi, że nie, bo za mało mu filmu zostało,
                                            więc idę sam, ale zaraz się zaniepokoili i podjechali, jeszcze zanim młody
                                            człowiek powiedział mi to, czego nikt inny nie chciał powiedzieć. W Polsce się
                                            tej sceny nie pokazuje – bo „ludzie patrzą” – tylko napis, który wyjaśnia, że w
                                            tym miejscu, ktoś mi mówi, kto zabił. Również do Wojtyńskiego Łoziński kazał mi
                                            iść przodem i nie odezwał się ani razu spoza kamery.
                                            Kopaliśmy cały dzień i nic, bo zimą, kiedy nic nie rośnie, nie ma żadnej różnicy
                                            między jednym metrem kwadratowym a drugim i jak się zacznie pół metra dalej, to
                                            można do wiosny kopać. Przyszli ludzie z Radoszyny, Dropia, Jaczewka i pomagali.
                                            Pytałem o syna jednego z naszych najbliższych sąsiadów, do których ojciec
                                            regularnie przychodził, ale się nie pokazał, pojechał gdzieś za interesami.
                                            Byłem załamany. Już dawno się o nic dla siebie nie modlę, już nic nie
                                            potrzebuję, ale tamtej nocy się ukorzyłem. No i na drugi dzień przyszedł
                                            nieogolony człowiek w moim wieku, który widział, jak ojciec leżał zabity, a przy
                                            nim litrówka po mleku, i pamiętał, że jak go zakopywali, to na niego ją rzucili.
                                            Znajdziecie butelkę, mówi, to w tym miejscu musi być. I znaleźliśmy butelkę z
                                            białą smugą po mleku.
                                            Czaszka była wgnieciona z lewej strony, a kości mokre, lepkie od gliny, ciężkie.
                                            Bardzo się męczyłem, myjąc je na stole z blaszanym blatem, na którym myje się
                                            zmarłych. Ręce mi od tego mdlały, uginały się nogi, jak we śnie. Myję, myję, ale
                                            gliny nie ubywa. Po co – dziwi się kierownik cmentarza – co to szkodzi, że
                                            glina? Rzeczywiście. Nagle rozumiem, co to znaczy, że jesteśmy z gliny. Układam
                                            więc oblepione gliną kręgi, żebra, piszczele. Po co – dziwi się znów kierownik –
                                            przecież i tak się wymiesza. Jak to – dziwię się ja. A tak, mówi, podsuwając
                                            skrzynkę nie dłuższą niż trzy czwarte metra. Zaskoczyło mnie to, bo myślałem, że
                                            będzie leżał jak człowiek. A całun? – pytam. Kierownik wyciągnął skądś kawałek
                                            prześcieradła utytłanego ziemią. Nie ma czyściejszego? Po co – dziwi się – do
                                            ziemi? Nie mogę doliczyć się palców u rąk ani nóg. Tam czekają, niecierpliwi się
                                            kierownik, przykrywa skrzynkę gałganem i wynosi pod pachą.
                                            – To tylko tyle zostaje z człowieka – dziwią się emeryci, których zwołał
                                            kierownik. Przesuń w prawo, mówi do grabarza, zostaw miejsce jeszcze dla kogoś.
                                            Prowadzę modlitwę, po raz pierwszy w życiu, najstarszy z emerytów mi podpowiada.
                                            Miejsce jest bardzo dobre, przy ustronnej dróżce, w najstarszej części
                                            cmentarza, wśród czcigodnych Żydów Warszawy, nikt z Dobrego nie mógł o takim
                                            marzyć. Uzyskałem je dzięki protekcji szefa kongregacji, który myślał, że to dla
                                            mnie. Pewno to miał na myśli kierownik, gdy powiedział, zostaw miejsce jeszcze
                                            dla kogoś. Wypróżniam kieszenie i rozdaję dziesięć zielonych banknotów.
                                            Przyjmują je z zadowoleniem i polecają się pamięci.

                                            odra.okis.pl/article.php/109
                                            • 23.10.09, 20:23
                                              Niestety nie mam TVP Historia i filmu nie miałem okazji obejrzeć. W sumie
                                              głównie dzięki forum poznałem lepiej postać i twórczość Henryka Grynberga, a
                                              dziś mogłem zapoznać się z wojenną tragedią jego ojca. Nie miałem pojęcia o tym
                                              wydarzeniu.
                                              • 26.10.09, 07:42
                                                wolf_wwa napisał:

                                                > Niestety nie mam TVP Historia i filmu nie miałem okazji obejrzeć. W sumie
                                                > głównie dzięki forum poznałem lepiej postać i twórczość Henryka Grynberga, a
                                                > dziś mogłem zapoznać się z wojenną tragedią jego ojca. Nie miałem pojęcia o tym
                                                > wydarzeniu.

                                                Cieszę się, że choć ku temu te forumowe pogaduchy się przydały. smile
                                                Mam większość Jego książek wydanych w Polsce - polecam szczególnie Uchodżców i
                                                wydany ostatnio "Ciąg dalszy". Znasz zapewne "Memorbuch".

                                                Z jego książek mam :

                                                * Żydowska wojna (1965)
                                                * Zwycięstwo (1969)

                                                * Życie codzienne i artystyczne (1980, 1998 wyd. łączne: Życie ideologiczne,
                                                osobiste, codzienne i artystyczne)
                                                * Prawda nieartystyczna (1984)
                                                * Kadisz (1987, 2005 wyd. pod tytułem Kalifornijski kadisz)

                                                * Dziedzictwo (1993, 2005 wyd. łącznie z Kalifornijskim kadiszem)

                                                * Drohobycz, Drohobycz (1997)
                                                * Memorbuch (2000)

                                                * Monolog polsko-żydowski (2003)
                                                * Uchodźcy (2004)
                                                * Janek i Maria, wraz z Janem Kostańskim (2006)
                                                * Ciąg dalszy (2008)


                                                • 28.12.09, 12:58
                                                  www.pc-feliks.net/material/Grynberg-Plestyna.htm
                                                  W nienawisci i fanatyzmie nie ma logiki, totez nie ma (i nie moze byc)
                                                  logicznego rozwiazania.

                                                  Nie protestuje sie, kiedy Zydzi gina (nigdy nie protestowano), tylko kiedy
                                                  zwyciezaja. Zydom nie wolno zwyciezac. Nie wolno im "ponizac" Arabów. Ciekawe,
                                                  kto by protestowal, gdyby zwyciezali Arabowie? I mozna sobie wyobrazic
                                                  "ponizenie", jakie czekaloby wtedy Zydów - nie tylko w Palestynie.

                                                  Wies sie nazywala Nadzieja, ale mówilo sie Palestyna, bo piach i Zydzi tam
                                                  gospodarzyli, jedna ale liczna rodzina, Zabokliccy sie nazywali. Jakies piec
                                                  kilometrów od Nowej Wsi, gdzie urodzil sie mój ojciec, i Zabokliccy byli
                                                  spokrewnieni lub spowinowaceni z moja babka - juz nigdy sie nie dowiem, jak. Na
                                                  modlitwy przychodzili do Czarnych Glów, gdzie tez mieszkali Zydzi, i tez
                                                  Zabokliccy. To nie byla bóznica, w tylnej izbie sie zbierali. Pewno stad Czarne
                                                  Glowy. Nadzieja to tez zydowska nazwa, po hebrajsku ha-tikwa, piesn pod takim
                                                  tytulem stala sie zydowskim hymnem narodowym: "Jeszcze nie porzucilismy
                                                  nadziei..." to to samo co "Jeszcze Polska nie zginela", pomimo róznicy wieku.

                                                  Zydowska nadzieja jest klinem pomiedzy Europa, Afryka i Azja, ostrym jak nóz,
                                                  koscia odwiecznej niezgody. Miejscem szczególnym, tratowanym przez wszystkie
                                                  mocarstwa, jakie pojawialy sie w historii i znikaly, od Babilonii do Wielkiej
                                                  Brytanii. Wszystkim tu bylo po drodze. Napoleon i Rommel byli o krok, Amerykanie
                                                  pewno tez predzej czy pózniej wyladuja. Szczególny los rzucil - wielokrotnie
                                                  rzucal - w to szczególne miejsce naród szczególnie wybrany.

                                                  Palestyne proklamowali Rzymianie po zdobyciu Betaru, ostatniej twierdzy Zydów,
                                                  azeby zatrzec po nich slad i obwiescic ostateczne zwyciestwo Filistynów. Bylo to
                                                  w sto lat po ukrzyzowaniu Jezusa z Nazaretu, którego nazywano Galilejczykiem,
                                                  jesli wiec sie slyszy w kosciele - a slyszy sie coraz czesciej - ze przyszedl na
                                                  swiat w Palestynie, to jest to anachronizm, jeszcze jeden antyzydowski nonsens i
                                                  filistynizm. W ciagu siedemdziesieciu lat wojen z Zydami (66-135) Rzymianie
                                                  wycieli wiekszosc drzew owocowych i gaje balsamu, któremu nie bylo równego, a i
                                                  rebelianci niszczyli wszystko, co moglo wyzywic legie nieprzyjaciela. To samo
                                                  robili kolejni najezdzcy i okupanci, ostatnie lasy wycieli Turcy na podklady
                                                  kolejowe.

                                                  Od poczatku XX wieku po zydowskich ulicach Europy i Ameryki biegaly dzieci z
                                                  bialo-niebieskimi puszkami. Do 1947 wykupiono za te pieniadze 234 tysiecy akrów
                                                  i zasadzono piec i cwierc miliona drzew, budowano za nie Tel-Awiw i nawadniano
                                                  pustynie. Widzialem te puszki w Lodzi jeszcze w 1948, w kazda niedziele. Mialem
                                                  dwanascie lat i wypatrywalem wzmianek o Palestynczykach. Ilu padlo, ile
                                                  kilometrów na pólnoc, poludnie, zachód od Jerozolimy. Podawano je w kilku
                                                  wierszach, na dalszych stronicach, u dolu. Palestynczykami byli wtedy Zydzi.
                                                  "Zydzi do Palestyny!" - wolano, kiedy szlismy ze szkoly. Ich bylo wiecej, wiec
                                                  wbiegalismy do bram, a potem odwracalismy sie i na nich. W ciasnej bramie
                                                  przewaga liczebna nie miala takiego znaczenia. Gorzej bylo na Radogoszczu, gdzie
                                                  uczyli sie starsi chlopcy, tam sie chodzilo przez pola. Wracali posiniaczeni i
                                                  dumni: "Bilismy sie z Polakami". Wiedzieli, ze trzeba sie bic. Wrócil do zycia
                                                  przedwojenny zydowski klub sportowy "Gwiazda" i trenowalismy boks. Po treningu
                                                  szlo sie calym chodnikiem i glosno mówilo po zydowsku. Ja nie, bo nie bardzo
                                                  umialem. Bylem najmlodszy i najmniejszy, kazali mi isc z przodu i niech mnie
                                                  ktos tylko zaczepi! Wiekszosc chlopców przezyla w Rosji, gdzie przeszli
                                                  najlepszy trening. Bracia Manes i Luzer nienawidzili jeden drugiego i bili sie
                                                  miedzy soba o byle co, ale niech tylko któregos zaczepil ktos obcy! Szedlem z
                                                  Manesem przez park, prowadzil rower. Minal nas rosly junak ze Sluzby Polsce i
                                                  mruknal cos pod nosem o Palestynie. "Potrzymaj rower" - powiedzial spokojnie
                                                  Manes. Trzask, trzask i idziemy dalej.

                                                  Wcale nie mielismy nic przeciwko temu, zeby "Zydzi do Palestyny". Przeciwnie, co
                                                  pare nocy którys z chlopców uciekal z Domu Dziecka, a po miesiacach dostawalismy
                                                  list z Palestyny: "Eto nie strana, a skazka!" Uciekali z kibucami, które
                                                  przekradaly sie przez granice, sama mlodziez. Mnie mama tez zapisala, do Szomer
                                                  Hacair, który byl najpopularniejszy, lewica, ale musialem czekac az podrosne.
                                                  Chodzilismy do zydowskiej szkoly i uczylismy sie zawziecie hebrajskiego, a na
                                                  przerwach tanczylismy hore, wykrzykujac: "Dawid, melech Israel, chaj, chaj
                                                  ve-kajam" ("Dawid, król Izraela zyje, zyje na wieki") i "Am Israel chaj" ("naród
                                                  zydowski zyje"), a takze po polsku: "Jedziem do Erec, jedziem do Erec, jedziem
                                                  do Palestyny!" - zeby wszyscy wiedzieli.

                                                  Najwieksza radosc w moim zyciu widzialem, kiedy wiekszosc narodów o nieczystym
                                                  sumieniu (Arabowie glosowali przeciw, a Wielka Brytania i 10 innych panstw
                                                  wstrzymalo sie) przyznala wreszcie Zydom pól cwierci (21 tys. kilometrów
                                                  kwadratowych) Ziemi Obiecanej. Nareszcie, bo trzy cwierci oddano jeszcze w 1922
                                                  Arabom (Transjordania-Jordania). Nareszcie, bo dopiero po holocauscie. Po
                                                  najdluzszym wygnaniu, najdluzszej niewoli, mece, pogardzie, modlitwie, nadziei,
                                                  po najglebszej rozpaczy. To byl powrót rozpaczliwszy od ucieczki z Egiptu. Nawet
                                                  porównac sie nie da. Smierc i zmartwychwstanie. Nowa Biblie trzeba napisac.

                                                  Po 1948 fundusze z bialo-niebieskich puszek szly na odkamienianie ugorów,
                                                  niwelowanie tarasów pod uprawe, osuszanie bagien. Do 1967 odzyskano w ten sposób
                                                  jeszcze 250 tysiecy akrów, zasadzono 90 milionów drzew, zbudowano dwa tysiace
                                                  kilometrów dróg, zapewniajac prace tysiacom imigrantów. W uwolnionej od malarii
                                                  Dolinie Hula (Górna Galilea) zbierano zboza, trawy pastewne i kwiaty - pod
                                                  ostrzalem syryjskich armat i czolgów z Wyzyny Golan. Na trzystu hektarach
                                                  mokradel, które specjalnie pozostawiono, laduje trzysta gatunków ptaków z
                                                  wszystkich trzech kontynentów - zimorodki, krogulce i dzierzby z Europy i
                                                  Kazachstanu, afrykanskie pelikany. Skladaja jaja w moszawach, pozywiaja sie
                                                  koszerna ryba z kibucowych stawów. Widzialem tam równiez potomstwo bialych
                                                  bocianów, które swego czasu przyniosly mnie do Radoszyny i dogladaly z wysokiego
                                                  dachu folwarcznego spichrza. Samoloty odrzutowe i media maca powietrze,
                                                  zmuszajac je do zmiany szlaku, ale wciaz trafiaja do tej wybranej ziemi i wody.
                                                  Te, co w pore nie trafia, gina. Nastawialem budzik na godzine przed switem i
                                                  stawalem nad urwiskiem w rzeskim, marcowym chlodzie. Budzily sie jak symfonia,
                                                  ogromna, która nie miesci sie w ludzkich uszach ani magnetofonie, a co dopiero
                                                  na papierze. Co rano sluchalem, jak zaczyna sie swiat. Co rano od nowa. Z
                                                  ciemnosci, zanim staje sie swiatlo. Jak ten pierwszy. Jak wtedy, kiedy pierwszy
                                                  raz zbudzil sie czlowiek.

                                                  • 18.01.10, 08:39
                                                    www.dialog.org/hist_pl/pogromy-zydow.html
                                                    Pogromy Żydów w Galicji Wschodniej latem 1941 roku
                                                    ,,Haniebne czyny będą pomszczone"
                                                    Gabriele Lesser

                                                    Gdy 22 czerwca 1941 r. Niemcy zaatakowały ZSRR, w Galicji Wschodniej żyło około
                                                    540 tys. Żydów. Na pomoc ze strony chrześcijańskich sąsiadów - z nielicznymi
                                                    wyjątkami - wschodniogalicyjscy Żydzi nie mogli liczyć.

                                                    Wręcz przeciwnie: bezpośrednio po wkroczeniu wojsk niemieckich, a czasem jeszcze
                                                    przed ich przybyciem, zarówno Polacy, jak i Ukraińcy dopuszczali się aktów
                                                    agresji wobec Żydów. Tylko w czerwcu i lipcu 1941 doszło w Galicji Wschodniej do
                                                    35 pogromów - największego we Lwowie, 20 w miasteczkach, a 14 we wsiach. Na
                                                    terenie całej wschodniej Polski doszło do co najmniej 58 pogromów. W dwóch
                                                    pierwszych miesiącach okupacji Polski wschodniej co najmniej 10 tys. Żydów
                                                    straciło życie w pogromach.
                                                    TRUDNA RECEPCJA
                                                    W historycznej pamięci Polaków i Ukraińców ten fakt kolaboracji z Niemcami
                                                    zatarł się prawie całkowicie. Zaraz po wojnie przeprowadzono wprawdzie liczne
                                                    procesy o kolaborację, jednak wykorzystywano je głównie do likwidacji
                                                    przeciwników politycznych, zyskały więc one reputację stalinowskich. Powrót z
                                                    ZSRR ocalałych Żydów po 1945 r. wzmocnił jeszcze stereotyp "żydokomuny". W 1941
                                                    r. zbrodnie popełnione w Galicji Wschodniej przez NKWD stały się pretekstem do
                                                    pogromów. Po wojnie zaś kolejne zbrodnie NKWD - np. wymienione już "procesy
                                                    stalinowskie" - zostały w wyniku dziwnej żonglerki liczbowej uznane za
                                                    "żydowskie". W ten sposób Polacy i Ukraińcy poczuli się zwolnieni z obowiązku
                                                    rozliczenia się z własnych win.
                                                    Dopiero w połowie 2000 r., wraz z publikacją książki Jana Tomasza Grossa
                                                    ,,Sąsiedzi", rozpoczęła się intensywna debata o uwikłaniu Polaków w zbrodnie
                                                    hitlerowskie. O ile jednak w Polsce temat stosunków polsko-żydowskich obecny
                                                    jest na forum publicznym od początku lat 80. (co zaowocowało m. in. zmianą
                                                    treści tablic pamiątkowych w Oświęcimiu: figurują dziś na nich Żydzi, a nie
                                                    tylko "obywatele Polski i innych państw"), o tyle na Ukrainie dyskusję taką
                                                    podjęto dopiero na początku lat 90. A napisów na pomnikach nie zmieniono do
                                                    dziś; przykładem kijowski pomnik ofiar z Babiego Jaru, gdzie niemieckie
                                                    Einsatzkommando rozstrzelało w 1941 r. 34 tys. Żydów. Tablica informuje tylko o
                                                    "obywatelach Kijowa i jeńcach wojennych", którzy w tym miejscu "zostali
                                                    rozstrzelani przez niemiecko-faszystowskich najeźdźców". Drugi pomnik - mniejszy
                                                    i niełatwy do znalezienia, zbudowany w formie menory - opatrzony jest tabliczką
                                                    z brązu z napisem: "50 rocznica zdarzeń w Babim Jarze". O tym, ku czyjej pamięci
                                                    został postawiony, wie jedynie ten, komu nieobca jest historia tego miejsca.
                                                    Źródłem konfrontacji Ukraińców z czarnymi kartami ich historii była do tej pory
                                                    przede wszystkim historiografia zachodnioeuropejska. Na Ukrainie odrzucano ją
                                                    jednak ze względu na jej "antyukraiński" charakter. Z podobną reakcją spotykamy
                                                    się również ze strony ukraińskiej historiografii na wychodźstwie, w której
                                                    często ignoruje się problematykę udziału ludności ukraińskiej w Holocauście.
                                                    "AKCJA WIĘZIENNA"
                                                    I "DNI PETLURY"
                                                    Od 22 czerwca Armia Czerwona w panice uciekała z okupowanych od 1939 r. terenów
                                                    Polski. Z powodu braku środków transportu do ewakuacji więźniów politycznych,
                                                    NKWD rozstrzeliwała ich. W piwnicach i podwórzach więzień, w okolicznych lasach
                                                    i na cmentarzach pozostały tysiące ofiar, częściowo prowizorycznie tylko
                                                    zagrzebanych w zbiorowych mogiłach, częściowo porozrywanych seriami karabinów
                                                    maszynowych lub okaleczonych w wyniku tortur. W co najmniej 22 miejscowościach
                                                    Galicji Wschodniej wkraczające oddziały Wehrmachtu odkryły zwłoki byłych
                                                    więźniów NKWD.
                                                    Ukraińcy, którzy witali Niemców jako wyzwolicieli od radzieckich ciemięzców,
                                                    przepełnieni byli bólem i złością. Właściwi sprawcy dawno uciekli, więc
                                                    rozwścieczony tłum mścił się na Żydach. Zarzucano im, że są współwinni mordów,
                                                    bo współpracowali z Sowietami w czasie okupacji.
                                                    We Lwowie, gdzie w czterech więzieniach znaleziono liczne zwłoki, w tym kobiet i
                                                    dzieci, ludność dokonała największego pogromu w Galicji Wschodniej. Jednostki
                                                    propagandowe Wehrmachtu filmowały nie tylko pozostałe po Sowietach góry zwłok,
                                                    żałobę bliskich czy powszechną radość z przybycia wojsk niemieckich, ale również
                                                    nieopisaną wściekłość Ukraińców i Polaków w stosunku do Żydów. Ujęcia krwawych
                                                    pogromów na "bolszewickich Żydach" ukazały się w niemieckich kronikach
                                                    filmowych, także w Generalnym Gubernatorstwie.
                                                    Zanim oddziały Wehrmachtu dotarły 30 czerwca 1941 r. do Lwowa, członkowie
                                                    Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) utworzyli oddziały milicji i podjęli
                                                    walkę z uciekającą Armią Czerwoną. Według niektórych relacji 26 czerwca doszło
                                                    we Lwowie do pierwszych ekscesów skierowanych przeciw Żydom i komunistom. 30
                                                    czerwca rozpoczął się, już w obecności wojsk niemieckich, właściwy pogrom.
                                                    Milicja ukraińska aresztowała żydowskich mężczyzn i maltretując prowadziła do
                                                    sowieckich więzień. Tam zmuszano ich do wydobywania rozkładających się zwłok
                                                    ofiar NKWD.
                                                    Wielu Żydów zostało przy okazji tej "akcji karnej" pobitych na śmierć lub
                                                    zastrzelonych. Pierwsze jednostki Wehrmachtu we Lwowie donosiły: "Wśród
                                                    społeczeństwa panuje szalone rozgoryczenie haniebnymi czynami bolszewików, które
                                                    zwraca się przeciwko Żydom, którzy współpracowali z bolszewikami". Żołnierze
                                                    fotografowali i filmowali pogrom. Następnego dnia pojedynczy żołnierze dołączyli
                                                    do motłochu na ulicach, a rozruchy osiągnęły punkt kulminacyjny. Wreszcie 2
                                                    lipca płk Wintergerst, komendant Lwowa, wprowadził "spokój i porządek".
                                                    W czasie "akcji więziennej" - jak nazwali ten pogrom żydowscy mieszkańcy Lwowa -
                                                    straciło życie co najmniej 4 tys. Żydów, a może nawet 7 tys. W tej kwestii
                                                    zeznania świadków są sprzeczne.
                                                  • 27.01.10, 07:54

                                                    (27 stycznia)

                                                    1 listopada 2005 r. Zgromadzenie Ogólne ogłosiło dzień 27 stycznia corocznym
                                                    Międzynarodowym Dniem Pamięci o Ofiarach Holokaustu, dokonanego podczas Drugiej
                                                    Wojny Światowej przez reżim nazistowski (rezolucja 60/7). W ten sposób
                                                    Zgromadzenie odrzuciło nieuznawanie Holokaustu jako wydarzenia historycznego.

                                                    Zgromadzenie zaleciło również państwom członkowskim opracowanie programów
                                                    edukacyjnych, aby uwrażliwić na problem Holokaustu przyszłe pokolenia i zapobiec
                                                    w ten sposób aktom ludobójstwa w przyszłości. Zgromadzenie Ogólne z uznaniem
                                                    odniosło się do działań krajów, które aktywnie zaangażowały się w ochronę miejsc
                                                    będących podczas Holokaustu nazistowskimi obozami śmierci, obozami
                                                    koncentracyjnymi, obozami pracy i więzieniami. Wystąpiono z prośbą do Sekretarza
                                                    Generalnego o ustanowienie szeroko zakrojonego programu na temat "Holokaust i
                                                    Narody Zjednoczone", a także o powzięcie środków mobilizujących społeczeństwo
                                                    obywatelskie, by podtrzymywać pamięć i edukację na temat Holokaustu.
                                                  • 14.02.10, 16:37
                                                    Przemyśl rozlicza się z gminą żydowską
                                                    Anna Gorczyca 2010-02-12, ostatnia aktualizacja 2010-02-12 17:44:38.0

                                                    Przemyśl porządkuje sprawy związane ze zwrotem mienia gminie żydowskiej. Dzięki
                                                    zawartym niedawno ugodom miasto będzie mogło planować nowe inwestycje, m.in. na
                                                    pl. Rybim

                                                    - Przez wiele lat mieliśmy związane ręce. Nie mogliśmy remontować budynków,
                                                    inwestować ani sprzedać nieruchomości, o które upomniał się Związek Gmin
                                                    Wyznaniowych Żydowskich. Nie wolno tego robić, gdy toczy się postępowanie przed
                                                    Komisją Regulacyjną - mówi Wiesław Jurkiewicz, wiceprezydent Przemyśla.

                                                    Związek Gmin Żydowskich złożył do komisji 62 wnioski o zwrot kilkudziesięciu
                                                    nieruchomości w mieście. Większość tych wniosków została złożona w latach
                                                    2001-02 i dotyczyła nieruchomości, na których 1 września 1939 roku znajdowały
                                                    się cmentarze żydowskie, synagogi lub budynki byłych szkół, ochronek, placówki
                                                    kultury.

                                                    - Niestety, najbardziej bulwersujące było to, że procedury trwały bardzo długo.
                                                    Wiele razy zgłaszałem komisji, że blokuje to nam inwestycje w dużej część
                                                    miasta. Usłyszałem, że najlepiej, gdybyśmy sami próbowali się dogadać z gminą. I
                                                    tak zrobiliśmy - dodaje wiceprezydent.

                                                    W 2006 roku miasto zawarło ugodę w sprawie budynku dawnej synagogi przy ul.
                                                    Słowackiego. Tu obecnie mieści się biblioteka publiczna. Budynek został zwrócony
                                                    gminie żydowskiej, ale ta zgodziła się na wynajmowanie go dalej bibliotece. -
                                                    Związek gmin żydowskich uznał nasze dotychczasowe nakłady i na tej podstawie
                                                    płacimy tylko 40 procent czynszu. Umowę mamy zawartą do 2026 roku, do tego czasu
                                                    powinniśmy znaleźć nową siedzibę dla biblioteki - wyjaśnia Wiesław Jurkiewicz.

                                                    W ubiegłym roku miasto znów podjęło negocjacje z gminą i kilka dni temu
                                                    osiągnięto kolejny kompromis w sprawie placu Rybiego.

                                                    - To plac w centrum miasta. Planowaliśmy wybudowanie tam centrum
                                                    handlowo-administracyjnego z parkingiem, ale dopóki trwała procedura przed
                                                    komisją, inwestycja została wstrzymana. Porozumienie ze związkiem gmin polega na
                                                    tym, że oni zrzekli się praw do dwóch parceli w centrum tego placu w zamian za
                                                    10-arową działkę w innej części miasta. My mamy jeszcze dopłacić 12 tys. -
                                                    informuje wiceprezydent.

                                                    Jurkiewicz przyznaje, że mając te dwie parcele, miasto mogłoby rozpocząć prace
                                                    inwestycyjne. - Ale ponieważ na placu jest jeszcze kilka działek, o które
                                                    ubiegają się Żydzi, liczę, że uda nam się porozumieć zanim zajmie się tym
                                                    komisja i będziemy dysponować całym placem i nie będzie żadnych ograniczeń dla
                                                    nowej inwestycji - stwierdza Jurkiewicz.

                                                    Miasto osiągnęło także kompromis w sprawie dwóch cmentarzy i kilku kamienic. W
                                                    Przemyślu są dwa cmentarze żydowskie, obydwa zostaną zwrócone Żydom. Związek
                                                    gmin uznał wieloletnie nakłady na utrzymanie cmentarza przy ul. Słowackiego i
                                                    zrzekł się prawa do jednej z działek stanowiących kiedyś część tego cmentarza.
                                                    Na tej działce znajduje się Przemyska Gospodarka Komunalna, dzięki tej ugodzie
                                                    miasto nie będzie musiało przenosić firmy w inne miejsce.

                                                    - Udało nam się porozumieć także w sprawie dwóch kamienic. Związek gmin otrzyma
                                                    je. W zamian za nakłady poniesione przez miasto na utrzymanie tych budynków nie
                                                    będzie się domagał odszkodowania za cztery mieszkania, które zostały wcześniej
                                                    sprzedane - tłumaczy wiceprezydent.

                                                    Związek gmin żydowskich otrzyma nieruchomości za kilka miesięcy. - A potem znów
                                                    siądziemy do stołu i zaczniemy rozmawiać o kolejnych kamienicach - dodaje
                                                    Jurkiewicz.

                                                    Anna Gorczyca
                                                    --
                                                    Nie ma jednej prawdy - bo co to jest prawda ??
                                                  • 16.03.10, 11:58

                                                    --
                                                    Kraków. Antysemickie napisy usunięte

                                                    2010-03-14 09:01, aktualizacja: 2010-03-14 09:01:14



                                                    Jeszcze wczoraj antysemickie hasła i swastyki znajdowały się pomniku
                                                    upamiętniającym ofiary holokaustu w krakowskim obozie Płaszów Na pomniku
                                                    widniały napisy "Jude raus", "Hitler good". Były też rysunki gwiazdy Dawida na
                                                    szubienicy.
                                                    / Fot. Jacek Bednarczyk /PAPNa pomniku upamiętniającym ofiary holokaustu w
                                                    krakowskim obozie Płaszów widniały napisy "Jude raus", "Hitler good". Były też
                                                    rysunki gwiazdy Dawida na szubienicy. Usunięciem napisów zajęli się pracownicy
                                                    Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu w Krakowie.

                                                    Co roku w rocznicę likwidacji krakowskiego getta utworzonego w 1941 r. przez
                                                    hitlerowców, przechodzi tędy Marsz Pamięci. Tak będzie i dzisiaj w południe.

                                                    W Płaszowie mieszkało około 17 tys. osób. Podczas likwidacji getta w nocy z 13
                                                    na 14 marca 1943 roku na ulicach zginęło około tysiąca osób, a wszyscy
                                                    mieszkańcy zdolni do pracy zostali przeniesieni do obozu. W nocy z 13. na 14.
                                                    marca 1943-go roku hitlerowcy zlikwidowali getto, a jego mieszkańców popędzili z
                                                    ówczesnego Placu Zgody w Podgórzu do Płaszowa.

                                                    Źródło. Gazeta Wyborcza
                                                  • 08.06.10, 10:15
                                                    Polecam Waszej uwadze bardzo ładne zdjęcia macew na przemyskim
                                                    kirkucie

                                                    wampir-wampir.fotosik.pl/albumy/765852.html
                                                    Uwaga - można oglądać w trybie przeglądu slajdów !!!!
                                                    --
                                                    Nie ma jednej prawdy - bo co to jest prawda ??
                                                  • 10.06.10, 21:51
                                                    Ta galeria przypomniała mi, nie tak w sumie dawną, wizytę na cmentarzu żydowskim
                                                    w Warszawie. Aleje główne, blisko wejścia są zadbane. Im dalej, tym bardziej
                                                    widać zarośla i wystające z nich nagrobki. Te dalsze kwatery sprawiają
                                                    przygnębiające wrażenie.
                                                  • 11.06.10, 00:02
                                                    wolf_wwa napisał:

                                                    Im dalej, tym bardziej
                                                    > widać zarośla i wystające z nich nagrobki. Te dalsze kwatery
                                                    sprawiają przygnębiające wrażenie.

                                                    A wiesz - przypomniała mi się taka scena filmowa z filmu Zawrócony -
                                                    mistrza Kazia Kutza jako reżysera.
                                                    Tam bohater grany wspaniale przez Zamachowskiego - ucieka przed Zomo
                                                    i pokonując liczne mury - wpada na zarośnięty cmentarz żydowski.
                                                    I tam ukrywa się przed prześladowcami pod gęstym płaszczem bluszczu,
                                                    pokrywającym cmentarz.
                                                    Film wspaniały, z niezwykłymi kreacjami - choćby Kondrata w roli
                                                    oficera MO przesłuchującego, biednego "zawróconego" Zamachowskiego.
                                                    Są filmy które mogę wciąż i wciąż oglądać, wspominać smile

                                                    --
                                                    Nie ma jednej prawdy - bo co to jest prawda ??
                                                  • 12.08.10, 13:37
                                                    Ciekawa inicjatywa z Podlasia, za "Głosem Siemiatycz":

                                                    "w Milejczycach i Nurcu Stacji realizowany jest program edukacyjny „Instrukcja Powrotu Macewy”. To szczególna akcja informacyjna, której celem jest zainicjowanie powrotu macew (płyt nagrobnych) na cmentarz żydowski w Milejczycach.

                                                    Podczas II Wojny Światowej oraz jakiś czas po jej zakończeniu wiele nagrobków żydowskich zostało użytych jako budulec dróg, chodników, schodów, murów itd. Część z nich została w ten sposób bezpowrotnie zniszczona. Są jednak takie, które mogłyby wrócić tam, gdzie ich miejsce, czyli na cmentarz.
                                                    Temu służyć ma właśnie program edukacyjny „Instrukcja Powrotu Macewy”, stworzony i realizowany przez Towarzystwo Inicjatyw Twórczych „ę” wspólnie z Fundacją Uptown.
                                                    - Dotarliśmy do 10 miejscowości w całej Polsce, w których istnieją jeszcze ślady obecności żydowskich sąsiadów. To miejsca, w których aktywnie działają „maniacy” lokalnej historii. Odnajdują stare zdjęcia, upamiętniają dawnych mieszkańców, dbają o to, by ich sąsiedzi poznawali wielokulturową przeszłość swojego otoczenia. Tak trafiliśmy do Ryk, Nurca Stacji i Milejczyc - mówi Dorota Borodaj, koordynatorka programu"

                                                    Całość pod poniższym linkiem.

                                                    www.siemiatycze.com.pl/glos.php?name=News&file=article&sid=1819
                                                  • 21.10.10, 12:15
                                                    cytuję za prasą

                                                    Profesor uniwersytetu zawieszona za słowa "Ty Żydówo!" 2010-10-20 (13:35)

                                                    Rektor Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej prof. Andrzej Dąbrowski zawiesił z pełnieniu obowiązków nauczyciela akademickiego prof. Barbarę Jedynak. Rzecznik dyscyplinarny rozpoczął postępowanie wyjaśniające dotyczące słów: "Ty Żydówo", jakich miała ona użyć wobec innej wykładowczyni.

                                                    Jak poinformowała rzeczniczka prasowa UMCS Katarzyna Mieczkowska-Czerniak, wszczęcie takiej procedury daje prawo rektorowi do zawieszenia nauczyciela akademickiego w pełnieniu obowiązków. - Sprawa wciąż budzi zainteresowanie mediów, dlatego rektor dla zapewnienia warunków do spokojnego jej wyjaśnienia zdecydował się skorzystać z tego uprawnienia - powiedziała rzeczniczka.

                                                    Sprawa trafiła do rzecznika dyscyplinarnego prof. Krzysztofa Amielańczyka na wniosek rektora, po tym jak nagłośniły ją media. Jak tłumaczyła Mieczkowska-Czerniak postępowanie wyjaśniające nie jest jednoznaczne z wszczęciem postępowania dyscyplinarnego przeciwko komukolwiek. - O tym, czy takie postępowanie zostanie wszczęte, czy nie, zdecyduje właśnie rzecznik po zapoznaniu się ze sprawą, wysłuchaniu stron i przesłuchaniu świadków - zaznaczyła.

                                                    Postępowanie dotyczy incydentu, do którego miało dojść w ubiegłym tygodniu na wydziale humanistycznym UMCS. Pismo w tej sprawie złożyło do władz wydziału kilku studentów. Opisali oni w nim, że do konfliktu doszło, kiedy prof. Barbara Jedynak z Instytutu Kulturoznawstwa przedłużała nieco zajęcia ze swoimi studentami. Do sali weszła dr Marzena Zawanowska z tego samego instytutu, która miała właśnie w tej sali rozpoczynać zajęcia z judaistyki ze studentami. Między wykładowczyniami doszło wtedy do nieprzyjemnej wymiany zdań, w której prof. Jedynak miała powiedzieć do dr Zawanowskiej: "Ty Żydówo".

                                                    Sprawę opisał "Kurier Lubelski", a potem też inne lokalne media. Rzeczniczka UMCS powiedziała, że prof. Jedynak złożyła wyjaśnienia w tej sprawie i zaprzeczyła w nich jakoby używała sformułowania: "Ty Żydówo" wobec swojej koleżanki.

                                                    Prof. Jedynak przebywa obecnie na zwolnieniu lekarskim, a dr Zawanowska nie chce rozmawiać o incydencie z mediami.

                                                    Gdyby rzecznik dyscyplinarny zdecydował o wszczęciu postępowania dyscyplinarnego, toczyłoby się ono przed uczelnianą Komisją Dyscyplinarną. Ma ona szeroki wachlarz możliwości decydowania - od umorzenia sprawy, poprzez ukaranie pracownika np. naganą, aż do wydalenia go z uczelni.
                                                    (PAP)
                                                    --
                                                    Nie ma jednej prawdy - bo co to jest prawda ??
                                                  • 21.10.10, 14:57
                                                    No własnie, co powiedziala pani doktor Zawanowska?
                                                    Bo mogla nawet nie powiedziec nic, co jest formalnie obrazliwego, ale powiedziala to z ironia, zlosliwym grymasem albo na tysiac innych sposobow doskonale znanych tzw yntelygentom z wielkich miast.
                                                    Przykladowo:
                                                    niejaki nowak z kancelarii zaprasza Kaczynskiego, ale jednoczesnie mowi, ze ma nadzieje, ze ta reka do zgody nie bedzie odepchnieta. A moze tak by bez zadnych warunkow wstepnych i sugestii, ze jak ktos nie zdecyduje sie przyjsc, to odpycha reke.
                                                  • 21.10.10, 19:22
                                                    W sumie nawet jeśli p. doktor zapytała w sposób prowokujący bądź niegrzeczny, to raczej pani profesor nie przystoi tak emocjonalna reakcja. Od profesora uniwersytetu powinniśmy wymagać więcej niż od przysłowiowego pana spod budki z piwem.
                                                  • 22.10.10, 07:25
                                                    Lublyn to nie az takie znowu wielkie miasto, co by nie powiedziala, czym by nie sprowokowala… w lepetynie jakby nie bylo humanistki powinien byc jakis instynkt zamozachowawczy, teraz bedzie miala przyklejona etykiete antysemitki i zasluzenie niestety. Moze sie juz pomalu do Torunia przenosicwink
                                                  • 24.11.10, 17:33

                                                    "Śmierć garbatym nosom". Łagodniejsze zarzuty dla kiboli
                                                    ...

                                                    Marcin Kobiałka 2010-11-24, ostatnia aktualizacja 2010-11-24 16:55:59.0

                                                    Rzeszowska prokuratura zaczęła zmieniać zarzuty kibolom Resovii Rzeszów, którzy na majowych derbach piłkarskich rozwiesili antysemickie transparenty. Zarzuty są łagodniejsze.
                                                    Już zmieniono zarzuty dwóm podejrzanym: 18-letniemu Mateuszowi S. i 19-letniemu Mirosławowi H. W kolejce jest jeszcze jeden 19-latek i trzech 26-latków. Łukasz Harpula, wiceszef Prokuratury Rejonowej dla miasta Rzeszów, mówi "Gazecie", że do wtorku śledztwo powinno być zakończone i tego dnia przeciwko pseudokibicom zostanie skierowany do sądu akt oskarżenia.

                                                    O tym, że prokuratura przymierza się do zmiany zarzutów kibolom, jako pierwsi, pisaliśmy, już w sierpniu. Początkowo śledczy zarzucili im popełnienie przestępstwa z art. 119 Kodeksu Karnego, czyli "stosowania przemocy lub groźby bezprawnej wobec grupy osób lub poszczególnej osoby z powodu jej przynależności narodowej". To przestępstwo zagrożone karą do 5 lat więzienia.

                                                    Przypomnijmy: 8 maja na stadionie Stali Rzeszów kibole Resovii rozwiesili dwa ogromne transparenty. Na jednym był napis "Śmierć garbatym nosom", a nad głowami chuliganów wędrował jeszcze większy - karykatura przekreślonego Żyda w jarmułce. Prokuratura wszczęła śledztwo po publikacji "Rzeczpospolitej", która jako pierwsza napisała o antysemickich transparentach.

                                                    Antysemityzm potępił Związek Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP. Jego prezes Piotr Kadlcik pisał do Grzegorza Laty, prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej, że "nie jest to już wybryk pojedynczych wyrostków, ale zorganizowana akcja dużej grupy osób - kibiców, dla których słowo "Żyd" jest jednoznaczne z obelgą"

                                                    Z kolei wojewoda podkarpacki Mirosław Karapyta oświadczył, że "pożałowania godny incydent o rasistowskim podłożu zniweczyć może wieloletnie zabiegi o wypromowanie regionu jako miejsca przyjaznego wobec przybyszów".

                                                    Od antysemickich transparentów odcięły się również władze klubu i Stowarzyszenie Przyjaciół Piłki Nożnej CWKS Resovia. Ci drudzy stwierdzili, że wywiesiła je "niewielka grupka kibiców".

                                                    Teraz prokuratura doszła do wniosku, że zarzutów, które początkowo postawiła pseudokibicom może nie obronić w sądzie i zmieniła je na łagodniejsze, czyli na znieważenie narodowości żydowskiej. Nie ma już mowy o stosowaniu przemocy, czy groźbach karalnych. - Bo taki zarzut może być wtedy, jeżeli konkretne osoby są adresatem takich gróźb - twierdzi prokurator Harpula.

                                                    Po zmianie zarzutów kibolom grożą co najwyżej 3 lata więzienia. Antyfaszystowskie stowarzyszenie "Nigdy Więcej", które od 10 lat rejestruje rasistowskie wybryki na polskich stadionach, dziwi się, dlaczego w ogóle tylko sześć osób ma zarzuty, skoro sektor Resovii zajmowało wtedy kilkuset szalikowców, a stadion jest monitorowany. Do dzisiaj policji nie udało się zabezpieczyć transparentów, która prawdopodobnie zostały spalone.

                                                    Co o zmianie zarzutów kibolom sądzi Związek Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP? - Jesteśmy zadowoleni, że tym razem prokuratura stawia zarzuty, a nie umarza postępowanie pod błahymi pozorami. Jeżeli chodzi o kwalifikację czynu, poczekajmy na decyzję sądu. Ważne, że postawiono jakiekolwiek zarzuty - uważa prezes Związku Piotr Kadlcik.
                                                  • 24.11.10, 18:18
                                                    Dlatego, mimo że bardzo lubię futbol, mecze Jagiellonii wolę obejrzeć w TV. Ekscesy na stadionach -antysemickie, czy też rasistowskie, są niestety dość częste. Ostatnio podczas meczu z Cracovią pilkarze Jagiellonii, mimo zwycięstwa, nie podbiegli do trybuny podziękować, kibicom swojej drużyny, za doping,ponieważ ze strony części wlasnych kiboli wciąż lecialy wulgarne okrzyki wobec czarnoskórego pilkarza Jagiellonii rodem z Kamerunu - Franka Essomby. Do tego dochodzą różnego rodzaju nazistowskie symbole wywieszane przez kiboli na stadionie.
                                                  • 25.11.10, 20:20
                                                    Futbolem się nie interesuję, słyszałem jednak że kibice "Jagi" należą do tych "lepszych" w ekstraklasie. Zresztą często można poczytać o rasistowskich wyskokach kibiców różnych drużynsad
                                                  • 25.11.10, 22:12
                                                    Uwielbiam Kaczmarskiego - może dlatego , że to moje pokolenie ??
                                                    Na płycie "kosmopolak" można znaleźć takie 'judaikum" ;

                                                    Opowieść pewnego emigranta

                                                    - Nie bój się, nie zabraknie. To krajowa czysta.
                                                    Ja, widzisz, przed wojną byłem komunista,

                                                    Bo ja chciałem być kimś, bo ja byłem Żyd,
                                                    A jak Żyd nie był kimś, to ten Żyd był nikt.

                                                    Może stąd dla świata tyle z nas pożytku,
                                                    Że bankierom i skrzypkom nie mówią - ty żydku!

                                                    Ja bankierem nie byłem, ani wirtuozem,
                                                    Wojnę w Rosji przeżyłem, oswoiłem się z mrozem

                                                    I na własnych nogach przekroczyłem Bug
                                                    Razem z Armią Czerwoną, jako Politruk.

                                                    Ja byłem jak Mojżesz, niosłem Prawa Nowe,
                                                    Na których się miało oprzeć Odbudowę.

                                                    A potem mnie - lojalnego komunistę
                                                    Przekwalifikowali na manikiurzystę.

                                                    Ja kocham Mozarta, Bóg - to dla mnie Bach,
                                                    A tam, gdzie pracowałem - tylko krew i strach.

                                                    Spałem dobrze - przez ścianę słysząc ludzkie krzyki
                                                    A usnąć nie mogłem przy dźwiękach muzyki.

                                                    W następstwie Października tak zwanych "wydarzeń"
                                                    Już nie byłem w Urzędzie, byłem dziennikarzem.

                                                    Ja znałem języki, nie mnie uczyć jak
                                                    Pisać wprost, to, co łatwiej można pisać wspak.

                                                    Wtedy myśl się zrodziła - niechcący być może,
                                                    Żem się z krajem tym związał - jak mogłem najgorzej.

                                                    Za tę hańbę zasługi - Warszawa czy Kraków -
                                                    Gomułka nam powiedział - Polska dla Polaków.

                                                    Już nie dla przybłędów Pospolita Rzecz -
                                                    Wiesław, jak Faraon, popędził nas precz.

                                                    I szli profesorowie, uczeni, pisarze,
                                                    Pracownicy Urzędu, szli i dziennikarze.

                                                    W Tel-Awiwie właśnie, zza rogu, z rozpędu
                                                    Wpadłem na byłego kolegę z Urzędu,

                                                    I pod Ścianę Płaczu iść mi było wstyd -
                                                    Czy ja komunista, czy Polak, czy Żyd?

                                                    Nie umiałem jak on, chwały czerpać teraz,
                                                    Z tego, że się z bankruta robi bohatera.

                                                    Wyjechałem. Przeniosłem się tutaj, do Stanów.
                                                    Mówią - czym jest komunizm - ucz Amerykanów.

                                                    Powiedz im co wiesz, co na sumieniu masz,
                                                    A odkupisz grzechy i odzyskasz twarz.

                                                    A ja przecież nie umiem nawet ująć w słowa
                                                    Jak wygląda to, com - niszcząc - budował.

                                                    I tak sam sobie zgotowałem zgubę:
                                                    Meloman - nie skrzypek, nie bankier - a ubek,

                                                    Oficer polityczny - nie russkij gieroj.
                                                    Ani Syjonista, ani też i goj!

                                                    Jak ja powiem Jehowie - Za mną, Jahwe stań
                                                    Z tą Polską związanym pępowiną hańb!
                                                    Jacek Kaczmarski
                                                    5.4.1987
                                                    --
                                                    Nie ma jednej prawdy - bo co to jest prawda ??
                                                  • 26.11.10, 23:04
                                                    Za portalem Gazeta.pl

                                                    "Tablica poświęcona społeczności żydowskiej Bielska Podlaskiego zostanie odsłonięta mimo jej zniszczenia przez wandali - zapowiadają organizatorzy uroczystości. Odsłonięcie upamiętniającej bielskich Żydów tablicy już jutro.
                                                    - Nie mogę uwierzyć, że to jest zwykły wandalizm - mówi szef Muzeum Małej Ojczyzny w Studziwodach Doroteusz Fionik. - To jest akt nacechowany nienawiścią, nietolerancją, a Bielsk Podlaski, jako miasto wielokulturowe, jest i powinien być swego rodzaju wzorem współżycia - podkreślił inicjator upamiętnienia bielskich Żydów. Według szefa Muzeum Małej Ojczyzny zniszczenie tablicy świadczy o tym, że edukacja dotycząca tolerancji, historii, współżycia różnych nacji jest wciąż potrzebna.

                                                    Tablica zostanie odsłonięta mimo zniszczeń

                                                    Fionik podkreślił, że pomimo tego aktu wandalizmu, tablica zostanie jutro odsłonięta. - Ustawiając w centrum miasta tablicę poświęconą społeczności żydowskiej, która zrobiła bardzo wiele dobrego w historii Bielska, chcieliśmy przypomnieć starszym mieszkańcom, a młodym pokazać historię - podkreślił. Według szefa Muzeum Małej Ojczyzny wmurowanie tablicy ma też nauczyć szacunku dla innego, a w szczególności dla tych, którzy cierpieli w bielskim getcie, a także wyrazić szacunek dla tych, którzy przeżyli Holocaust, a teraz mieszkają w różnych krajach świata i dobrze świadczą o Bielsku Podlaskim.
                                                    Do czerwca 1941 roku Żydzi stanowili prawie 50 procent mieszkańców sześciotysięcznego miasta. Holokaust przeżyło tylko kilkanaście osób. Jutro, u zbiegu ulic Kazimierzowskiej i Kazanowskiego, naprzeciwko bramy dawnego getta w Bielsku Podlaskim, nastąpi oficjalne odsłonięcie poświęconej bielskim Żydom tablicy"

                                                    wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,8721603,Wandale_niszczyli_tablice_ku_czci_Zydow__Ale_jutro.html
                                                  • 05.12.10, 21:21

                                                    --
                                                    Gniewczyna jak Jedwabne

                                                    W podkarpackiej Gniewczynie 68 lat temu Polacy torturowali, gwałcili, a w końcu wydali Niemcom 18 miejscowych Żydów. Los Trinczerów, Semków, Majerów, Jankielów, Kielmonów, Fajbów, Lejzorów, Lejbów i Majerków ocalił od zapomnienia Tadeusz Markiel, naoczny świadek tamtych wydarzeń. Teraz ich tragedię opisał tygodnik "Polityka". IPN zapowiada, że przyjrzy się sprawie.





                                                    Tadeusz Markiel, urodzony w 1929 r. w Gniewczynie, absolwent Wojskowej Akademii Technicznej, inżynier, emerytowany podpułkownik WP, czekał kilkadziesiąt lat, by opowiedzieć to, co wydarzyło się w maju 1942 r. Swoją historię z czasów wojny w Gniewczynie spisał na 125 stronach. Dwa lata temu fragment wspomnień Markiela opublikował katolicki miesięcznik "Znak". Dziś tygodnik "Polityka" w najnowszym numerze, w reportażu "Letnisko w domu śmierci" dokładnie opisuję tamte wydarzenia.

                                                    Miejscowa elita, jak nazywa ich autor wspomnień, czyli szef Ochotniczej Straży Pożarnej, aktywiści straży, sołtysi i ich pomocnicy, zwani pachołkami, z obu części wsi - Łańcuckiej i Trynieckiej - oraz bezideowe skrzydło ruchu oporu urządzili obławę na miejscowe rodziny żydowskie, wyłapując większość dorosłych i dzieci. Najmłodsze miały rok.

                                                    Zapadł wyrok na 18 Żydów

                                                    Osiemnaście osób wsadzono na wozy i przewieziono do domu Lejby i Szangli Trinczerów, w samym środku wsi.

                                                    "Wszyscy zostali uwięzieni w ciemnej komorze, bez okna, tylko z lufcikiem wentylacyjnym. Pozbawienie ich wolności wróżyło najgorsze. Podobnie jak esesmani w Oświęcimiu, strażnicy zastosowali kamuflaż, łudzili więźniów, że pozostawią ich przy życiu, jeśli ci oddadzą pieniądze, złoto i powierzone zaufanym ludziom ubrania, buty i inne rzeczy i jeśli dzieci nie będą płakać, a dorośli nie będą stawiać oporu. To sprawiło, że nieszczęśliwcy przeszli od szoku po obławie i uwięzieniu do nadziei, że Wszechmogący odmieni ich los. Nie wiedzieli, że wyrok na nich już zapadł, że po gwałtach i torturach będą patrzeć na śmierć swoich dzieci" - napisał we wspomnieniu tamtych wydarzeń Tadeusz Markiel.

                                                    Gdy Żydzi oddali wszystko, co miało jakąkolwiek wartość, Polacy wezwali niemieckich żandarmów, którzy rozstrzelali uwięzionych.

                                                    Rozstrzelani na środku wioski

                                                    "Kiedy po domach poszła wieść, że miejscowi uwięzili żydowskie rodziny w domu Lejby Trinczera, natychmiast tam pobiegłem. Z ciekawości i ze współczucia. Miałem dwanaście lat."

                                                    Markiel zapamiętał sąsiadów, którzy wypychali przed dom Lejby, jego żonę Szanglę i trójkę ich dzieci. Lejba Trinczer próbował własną piersią zasłonić je przed lufami żandarmów wezwanych przez strażaków z Jarosławia. Wtedy Niemiec najpierw wskazał na niego, by ten położył się twarzą do ziemi, lecz po chwili zmienił zdanie. Tym razem wskazał na syna Trinczera. Chłopiec wykonał polecenie. Po chwili słychać było stłumiony wystrzał. W ten sam sposób rozstrzelano pozostałe dzieci Lejby oraz resztę uwięzionych Żydów - czytamy w reportażu "Polityki".

                                                    Ofiary spoczęły w anonimowym grobie, wykopanym przez oprawców nieopodal miejsca zbrodni.

                                                    Nikt za ten mord nie odpowiedział, mieszkańcy wsi nie chcieli mówić o tym, co się stało. Wyjątkiem był tylko Tadeusz Markiel.

                                                    Z wyjątkiem liczby ofiar, wydarzenia z maja 1942 r. niewiele różnią się od tych, które niespełna rok wcześniej miały miejsce w Jedwabnem, gdzie z rąk polskich i niemieckich oprawców zginęło kilkuset żydowskich mieszkańców miasteczka.

                                                    Sprawa mordu w Gniewczynie wyszła na jaw przy okazji politycznych procesów, które wytaczano po wojnie członkom ruchu oporu z Podkarpacia. "Polityka" przypomina, że zarzuty współpracy z okupantem usłyszało wtedy tylko dwóch strażaków - oprawców.

                                                    Zapis potwierdzający słowa Tadeusza Markiela znalazł się w "Rejestrze miejsc i faktów zbrodni dokonanych przez okupanta hitlerowskiego na ziemiach polskich w latach 1939-1945" wydanym przez Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce. Odnotowano tutaj, iż w Gniewczynie Trynieckiej w 1942 roku żandarmi z Jarosławia zamordowali w domu Lejba Trinczera 16, a nie 18, jak twierdził Markiel, Żydów.

                                                    Andrzej Arseniuk, rzecznik Instytutu Pamięci Narodowej w rozmowie z portalem Gazeta.pl powiedział, że prokurator z Rzeszowa przygląda się sprawie opisanej przez tygodnik "Polityka". - Najwcześniej za miesiąc można spodziewać się jakiś decyzji - wyjaśnił rzecznik.

                                                    Tadeusz Markiel zmarł 19 listopada tego roku.

                                                    Źródło: GW, Polityka
                                                    Foto: Google Maps
                                                  • 06.12.10, 16:44
                                                    Obawiam się, że niejedna jeszcze taka tragedia ujrzy światło dzienne.
                                                    Możemy też jednak przeczytać o innych postawach. Z tego co pamiętam to chyba właśnie na Podkarpaciu cała rodzina zapłaciła życiem za pomoc udzielaną Żydom.
                                                  • 20.12.10, 21:43
                                                    Dorwałem w "taniej książce" księgę niezwykłą - Radku. Kronika getta warszawskiego Emanuela Ringelbluma. Zapiski - ponad 600 stron odzyskanych po wojnie. Dla Ciebie -Warszawianina - lektura zapewne byłaby pasjonująca. Wydawnictwo Czytelnik 1988 rok.
                                                    Zaczynam czytać !!!!
                                                    --
                                                  • 21.12.10, 20:37
                                                    Zaraziłeś mnie Piotrze tematyką żydowską, w sumie dzięki forum zacząłem się judaicami interesować. Na początek poszperam w bibliotece, bo z zakupem może być ciężko biorąc pod uwagę rok wydania.
                                                  • 09.01.11, 08:10
                                                    czytam oto :

                                                    Przychodzili chłopi i kopali, szukali skarbów, kosztowności po Żydach - mówi Samuel Willenberg, uciekinier z obozu w Treblince, komentując dyskusję wobec najnowszej książki Jana Tomasza Grossa "Złote żniwa". Wraz ze swoją żoną Adą twierdzą jednak, że "bronią Polaków przed nieuzasadnionymi oskarżeniami o antysemityzm".
                                                    Najnowsza książka Jana T. Grossa - "Złote żniwa" - ma ukazać się w marcu nakładem wydawnictwa Znak. Zawarte w niej tezy i przytaczane historie, m.in. o masowym rabowaniu przez miejscową ludność terenów obozu w Treblince, wzbudziły już w Polsce gorącą dyskusję.

                                                    "Chłopi szukali kosztowności po Żydach"

                                                    - To, o czym pisze Gross jest prawdą. Przychodzili chłopi i kopali. Szukali skarbów, kosztowności po Żydach - mówi w wywiadzie udzielonym PAP Samuel Willenberg, uciekinier z Treblinki.

                                                    - Tego nie można podważyć. Jest przecież zdjęcie, które przedstawia grupę Polaków zatrzymanych przy przekopywaniu miejsc, w których byli pochowani Żydzi zamordowani przez hitlerowców. To zdjęcie jest prawdziwe. Dlaczego Treblinka została cała zabetonowana? Bo okoliczni chłopi chodzili tam i latami szukali złota, szlachetnych kamieni - dodaje jego żona Ada.

                                                    Willenberg wspomina, że w czasie funkcjonowania obozu więźniowie dawali ukraińskim strażnikom złoto i kosztowności, "a pod obóz przychodzili do nich chłopi z wódką" i prostytutki, którym płacono złotem.

                                                    Polacy pomogli Samuelowi i Adzie Willenberg

                                                    - Muszę panu powiedzieć, że nie jestem zachwycony tym, co pisze Gross - mówi jednak Willenberg - Ale nie chcę mówić o nim. Ja mogę mówić o tym, co sam przeżyłem - dodaje i przytacza własną historię, opisaną w książce "Bunt w Treblince".

                                                    Willenberg podczas ucieczki z obozu został ranny. Z kulą w nodze udało mu się dobrnąć do Wólki Nadbużnej, gdzie pomogli mu miejscowi. - Mieli ukrytą łódkę, bo trudnili się przerzucaniem ludzi przez rzekę - mówi. Wspomina też jak w sklepie spożywczym został poratowany przez dziewczynkę, która dała mu 20 zł i 15 papierosów.

                                                    "Byli tacy i tacy. Gross pisze tylko o jednych"

                                                    Także żona Willenberga ocalała z Holokaustu dzięki pomocy Polaków - Pani Helena Majewska, która mnie uratowała i wyciągnęła z getta kilkanaścioro dzieci, ma swoje drzewko w Yad Vashem. Posadzono je dla niej, Sprawiedliwej Wśród Narodów Świata, podobnie jak dla wielu innych Polaków, którzy podczas okupacji ratowali Żydów. A Gross pisze tylko o jednych - zaznacza Ada Willenberg.

                                                    Przypomina jednak, że wielu Polaków wydawało ukrywających się Żydów. - Pani Majewska, która narażała życie żeby mnie ratować, prosiła mnie, żebym z nikim nie rozmawiała. Nawet najbliżsi sąsiedzi nie mogli nic o mnie wiedzieć. Także byli tacy i tacy - stwierdza.

                                                    Ada Willenberg otwarcie przyznaje, że gdyby miała narażać swoje życie i rodzinę dla obcej osoby, to "chyba by się nie odważyła". - Z drugiej strony jestem pewna, że nie wydawałabym nikogo. (...) Nie można mieć żalu o to, że ludzie bali się ukrywać Żydów, bo groziła za to kara śmierci, ale że wydawali ich, a to już jest inna sprawa - uważa.

                                                    Świat nie jest czarno-biały

                                                    Zdaniem Willenberga Gross nie jest w swoich książkach obiektywny. - Książki nie mogą być jednostronne. Znajduje się coś nieprzyjemnego i tylko o tym się pisze - mówi. Przypomina też, że sam w swojej książce "Bunt w Treblince" nie opisał tego, czego nie mógł udowodnić. - Historia powinna być prawdziwa. Nie można wyciągać tylko jednych faktów. Nie można pisać tylko w kolorze czarnym, albo białym. Nie ma tylko białego albo czarnego. Połączenie czarnego z białym daje szare i takie jest życie - uważa.

                                                    Wiele kontrowersji wzbudza podważanie przez Grossa powszechnie przyjętego twierdzenia, że za ratowanie Żydów groziła Polakom kara śmierci. - On chyba zapomniał o historyku Emanuelu Ringelblumie. Jak go Niemcy znaleźli, to cała rodzina, która go ukrywała, (na śmierć - przyp.red.) poszła. Wcześniej ich męczyli. A takich przypadków było więcej - komentuje to Willenberg.

                                                    Willenbergowie są "pro-polscy"

                                                    - My jesteśmy pro-polscy. Bronimy Polaków przed nieuzasadnionymi oskarżeniami o antysemityzm, bo cały świat jest antysemicki, nikt nie lubi Żydów. Niestety tak jest - mówi Ada Willenberg - Ale co mamy powiedzieć, jak słyszymy, że po wojnie Polacy mordowali Żydów, którzy przeżyli i chcieli wrócić do swoich domów, że zabijali po to, by nie oddać im mieszkania. To jest okropne. I na to niestety nie ma jak odpowiedzieć. Ale nie można udawać, że tego nie było. Trzeba o tym także mówić - kończy.

                                                    Samuel Willenberg - więzień hitlerowskiego obozu zagłady w Treblince. Uczestnik buntu więźniów, uciekinier. Żołnierz Armii Krajowej i Polskiej Armii Ludowej w powstaniu warszawskim. Artysta rzeźbiarz. Mieszka w Izraelu. Odznaczony orderem Virtuti Militari. Autor książki "Bunt w Treblince".

                                                    Ada Lubelczyk Willenberg - żona Samuela Willenberga. Była w warszawskim getcie, uratowana przez Helenę Majewską. Po powstaniu warszawskim wywieziona przez Niemców jako Polka na roboty przymusowe. Mieszka w Izraelu. Autorka książki "Skok do życia".

                                                    Koniec cytatu



                                                    --
                                                    Nie ma jednej prawdy - bo co to jest prawda ??
                                                  • 10.01.11, 17:33
                                                    Ciekawe są słowa p. Willenberga, wyważone wypowiedzi. Szczególnie ta mówiąca, że nic nie jest czarno-białe. Na pewno były wśród ludzi szuje, byli też ludzie dobrzy i tak jest w każdym narodzie.
                                                  • 21.01.11, 13:37
                                                    Czytając Historię Żydów w Europie Środkowej i Wschodniej autorstwa Heiko Haumanna znalazłem interesujący fragment mówiący o antysemityzmie w Galicji.

                                                    "Gdy w 1898 roku w kraju wybuchły niepokoje, niektórzy polscy politycy galicyjscy podgrzewali je, rozniecając antysemicką propagandę. Procesy w sprawach o mord rytualny lat osiemdziesiątych i kongres katolicki 1893 roku stworzyły ku temu odpowiednią atmosferę.
                                                    Żydowscy karczmarze - twierdzono na dawno już wypróbowaną modłę - skłaniali chłopów do pijaństwa, a żydowscy lichwiarze doprowadzali ich do bankructwa. Odpowiedzialny za to miał być rzekomo rząd w Wiedniu, sprzyjający Żydom"

                                                    Co ciekawe książka mówi o zaufaniu jakim darzyli Żydów ukraińscy chłopi.

                                                    "Znamienna jest uwaga pewnego austriackiego oficera z Galicji o tym, że ruski chłop nastawiony był wrogo do wszystkiego spoza wioski, co nie nosiło żydowskiego chałata. Ufa on mu [Żydowi] bardziej niż cesarskiemu urzędnikowi, a nawet oficerskiemu mundurowi"

                                                    Książka wydana 12 lat temu przez wydawnictwo Adamantan. Wyszukałem ją jakiś czas temu na "taniej książce" i nie żałuję ponieważ obok historii Żydów pokazuje też w ciekawy sposób historię terenów nas interesujących.

                                                  • 21.01.11, 16:55
                                                    O - półce z judaikami w "taniej książce" to ja zawdzięczam wiele ciekawych książek - a tu daję wspomnienia Zyda - Pana Stanislawa Sharoty urodzonego w Rzeszowie

                                                    STANISŁAW SZAROTA (STRASSER)

                                                    Powrót



                                                    Wspomnienia Stanisława Szaroty, rzeszowskiego Żyda, uzupełnione krótkim dodatkiem spisanym przez jego żonę, Henrykę (Hankę), stanowią cenne świadectwo zewnętrznego obserwatora rzuconego przez historię do Wielkich Oczu w latach 1940-1942. Pomimo rzeczowej narracji, dość krytycznej zresztą i nieraz wyniosłej wobec biednych „miałomiasteczkowych” Żydów, należy zachować pewną rezerwę co do obiektywności niektórych wypowiedzi i ocen, gdyż doktor Szarota „zapomniał” dodać w swych wspomnieniach, że on sam też był członkiem wielkoockiego Judenratu.



                                                    Nazywam się Stanisław Henryk Szarota, poprzednio Strasser. Urodziłem się 21 lutego 1911 roku w Rzeszowie. Wojna zastała mnie w Przemyślu. Szkołę podstawową, a potem gimnazjum, ukończyłem w Rzeszowie. W roku 1930 wyjechałem do Krakowa i rozpocząłem studia medyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Studia ukończyłem z opóźnieniem, bo dopiero w roku 1939.

                                                    Dnia 2 kwietnia 1939 roku ożeniłem się w Krakowie. Moja żona nazywa się Henryka Szarota z domu Feiner i pochodzi z Krakowa. Razem z nią przeżyłem wojnę.

                                                    Mój ojciec, dr Fryderyk Strasser, z zawodu lekarz, umarł w Rzeszowie dnia 10 lutego 1920 roku. Moja matka, Dorota z domu Stern, zginęła podczas wojny przy likwidacji getta w Rzeszowie w roku 1942.

                                                    Z rodzeństwa miałem jedyną siostrę, która nazywała się Irena, po mężu Czarniecka. Irena zginęła podczas wojny, zastrzelona przy likwidacji getta w Rzeszowie. Nie chciała ona oddać swego jedynego dziecka i razem z nim została zastrzelona. Jej mąż, Leon Czarniecki, zginął podczas wojny w Sosnowcu.


                                                    . . . . . . . . . .



                                                    Wybuch wojny, tułaczka i praca w charakterze lekarza w szpitalu wojskowym w Stanisławowie


                                                    W sierpniu roku 1939 zostałem powołany, jako plutonowy chorąży, na drugie ćwiczenia rezerwy do 39 pułku piechoty - Przemyśl. Tutaj przebywałem do dnia 1 września, to jest do wybuchu wojny. Stąd przeniesiono mnie do kadry zapasowej 10 szpitala - Przemyśl. Było to w pierwszych dniach września, już po wybuchu wojny. Do czasu otrzymania przydziału skierowano mnie, jako oficera łącznikowego kadry, na stację kolejową Przemyśl, gdzie miałem informować dowództwo kadry, jak wygląda ładowanie pociągu i co potrzeba do załadowania pociągu. Byłem tam 5 do 6 dni, a gdy Niemcy zbliżali się, cała kadra udała się na wschód. Tymczasem pod Zimną Wodą grupa niemiecka uderzająca od Karpat odcięła nas i każdy uciekał na własną rękę gdzie mógł. Ja dostałem się do Lwowa i ze Lwowa przyłączyłem się do grupy uciekającej w jakimś dużym autobusie i udałem się na wschód.

                                                    Wysiadłem w Stanisławowie, gdzie zgłosiłem się do szpitala zapasowego. Był to szpital wojenny, którego numeru nie pamiętam. Mieścił się on na ulicy Trynitarskiej. Zostałem w tym szpitalu jako lekarz. Przyszedłem tu w pierwszych dniach września. Po pewnym czasie szpital ten przejęła armia rosyjska i zatrzymała cały personel, jako jeńców wojennych, wojennoplennych, do czasu dopóki ich personel przyjdzie do tego szpitala. Mieliśmy do czynienia przeważnie z rannymi albo z chorymi rosyjskimi żołnierzami. Pełniliśmy pełną funkcję lekarzy na izbach chorych albo w salach operacyjnych - gdziekolwiek była potrzeba. W tym szpitalu w Stanisławowie przebywałem i pracowałem jako lekarz przez półtora miesiąca. Po tym czasie nadeszła już odpowiednia ilość lekarzy rosyjskich i nas zwolniono.


                                                  • 21.01.11, 16:59
                                                    Przybycie do Lwowa - okres nędzy i dezorientacji


                                                    Udałem się wtedy do Lwowa, gdzie wiedziałem, że mam jakichś krewnych. Miałem tam ciotkę. Odszukałem tę ciotkę i pozostałem u niej z myślą, że jednak chcę przejść San i wrócić do domu. I rzeczywiście, w tym celu udałem się do Przemyśla, gdzie była granica, i gdzie ludzie przechodzili ze strony niemieckiej na rosyjską i z rosyjskiej na niemiecką. I kiedy już uzyskałem przepustkę i miałem przejść na drugą stronę, ktoś doniósł mi karteczkę od Hanki (żony). Okazało się, że Hanka jest w drodze i przechodzi na stronę rosyjską. Wobec tego ja wróciłem z powrotem do Lwowa i rzeczywiście po kilku dniach przyszła Hanka. Było to z końcem listopada 1939 roku. Okres we Lwowie to okres nędzy, wiecznej dezorientacji, czekania na pomoc państw zachodnich, ciągłej wiary, że już się kończy, że już widziano Murzynów po drugiej stronie Karpat, najprawdopodobniej Senegalczyków - okres ciągłych i nowych opowieści. Ludzie chodzili od jednej kawiarni do drugiej albo spotykali się u znajomych. Jest to okres grania w karty, słuchania plotek, okres gdzie właściwie nikt nic nie wiedział i okres, gdzie byliśmy właściwie niczym, powiedzmy - bandą. Każdy próbował gdzieś na własną rękę … Handel … Ja także próbowałem handlować. Dwa razy nie udało mi się. Raz powiedziano mi, że potrzebne są kiełbasy i pojechałem do Stanisławowa, właśnie tam, gdzie byłem w szpitalu. Przywiozłem całą walizkę tej kiełbasy, z narażeniem własnej skóry, i okazało się, że już wszędzie jest pełno kiełbasy. Wtedy ja moją kiełbasę musiałem sprzedawać za darmo, bo już zaczynała „pachnąć”. Tak samo było z papierosami. Także przywiozłem jakąś walizkę papierosów i akurat przyszedł transport papierosów z Rosji.

                                                    W mieszkaniu razem z nami mieszkał major rosyjski, który pochodził z Kijowa albo z Kierskiego, bardzo sympatyczny starszy pan, który starał się nam przedstawić nam Rosję, jak ona wygląda doprawdy i co nam daje i jaka to jest potęga - a myśmy się z tej potęgi śmiali … Tak bowiem wyglądała w tym czasie ta cała rosyjska potęga … Stawiano piękne pomniki z papieru …, a myśmy ich znienawidzili.

                                                    Ale po pewnym czasie wszystko to zaczęło się trochę organizować. Nie można było tak bezczynnie chodzić i nic nie robić. Każdy, mniej więcej, starał się o jakąś posadę. Ja zgłosiłem się do Urzędu Zdrowia i przesłano mnie do takiego małego miasteczka, które było oddalone o jakie 10 km od Sanu i nazywało się Krakowiec. Kierownikiem tego rajzdorobdziełu (okręgowy wydział zdrowia) był tamtejszy lekarz, dr Berger. Dr Berger skierował mnie do jeszcze mniejszego miasteczka, oddalonego 8 km od Krakowca, z piękną nazwą - Wielkie Oczy (nazwa spotykana jedynie w „Potopie”wink. Tak więc dr Berger proponuje mi wyjazd do małego miasteczka, Wielkie Oczy, gdzie miało być jednoosobowe ambulatorium, jeden lekarz, jedna siostra i jeden sanitariusz. I ja rzeczywiście natychmiast to objąłem. W międzyczasie Hanka pracowała we Lwowie i zapisała się na specjalny kurs aptekarski.

                                                    wielkieoczy.itgo.com/Memories/SH.htm
                                                    --
                                                    Nie ma jednej prawdy - bo co to jest prawda ??
                                                  • 11.03.11, 09:10
                                                    Ukazała się już w księgarniach owa książka - "zlote żniwa". A teraz przybywa....odważnych potwierdzających porażające fakty - że Polacy mordowali żydów, urządzali sobie wykopaliska trupiego zlota, szabrowali cmentarzyska...
                                                    W najnowszym tygodniku powszechnym można o tym przeczytać -

                                                    tygodnik.onet.pl/35,0,60459,3,artykul.html
                                                    Tygodnik o rabowaniu trupów pisał już w 1947 roku !!!!
                                                    --
                                                    Nie ma jednej prawdy - bo co to jest prawda ??
                                                  • 11.03.11, 16:27
                                                    Temat zupełnie nie istniał dotychczas w świadomości, a przecież takie rzeczy robiły nie pojedyncze osoby. Ktoś to organizował, ktoś o tym wiedział... Nawet wojsko ludowe brało udział w obławach na hieny. A później zapadła 60-letnia cisza. Myślę, że pewne zasługi położyła tutaj i władza ludowa. Wyciszenie takich wydarzeń było im na rękę chociażby dla utrzymania mitu bohaterskiej wsi lat okupacji.
                                                  • 14.03.11, 10:42
                                                    Gross: ludzie błagali, żeby nie ujawniać prawdy

                                                    Mówiąc o Polakach, którzy pomagali Żydom podczas II wojny światowej Jan Tomasz Gross stwierdził, że "błagali oni (swoich) sąsiadów o to, żeby nie ujawniali nikomu" prawdy o tej pomocy. - Rezultat był taki, że Polacy ukrywający Żydów mieli kłopoty. To, co było straszną groźbą, to obserwacja sąsiada. Po prostu norma w społeczeństwie była taka, że Żydom nie należy pomagać - powiedział autor kontrowersyjnej książki "Złote żniwa" na antenie RMF FM.

                                                    Gross zgodził się ze stwierdzeniem, że więcej Polaków przeszkadzało Żydom, niż im pomagało. - Tak było. To nie jest teza, tylko konkluzja - powiedział.

                                                    - Zjawiskiem powszechnym na całym terenie okupacji niemieckiej było traktowanie Żydów przez ludność autochtoniczną w sposób nieprzyjazny. Jeśli chodzi o pomaganie Żydom, to było to marginalne zjawisko - ocenił Gross.

                                                    Gorączka złota w Oświęcimu - przeczytaj artykuł z "Tygodnika Powszechnego"

                                                    Jednocześnie autor "Złotych żniw" przyznał, że "główny nurt zagłady wymyślili naziści". - Udział ludności z krajów okupowanych (w zagładzie Żydów), to jest zjawisko marginesowe - powiedział.

                                                    "Nie można stawiać się w roli sędziego" - rozmowa o zagładzie Żydów w Polsce.

                                                    Sposób napisania książki oceniła jej współautorka. - Styl książki jest gorący, żeby przebić się do czytelnika, który unika tego tematu, odwraca od niego wzrok - powiedziała Irena Grudzińska-Gross na antenie radia TOK FM. Przyznała też, że "temat jest bardzo dobrze znany". - Ale był zawarty w książkach, które były bardzo wyważone. Są inne sposoby pisania historii, w szczególności jeśli ta historia jest historia negowaną i jeśli się jej zaprzecza - powiedziała współautorka "Złotych żniw".

                                                    "Na obrzeżach Zagłady" - dowiedz się więcej o "Złotych żniwach"

                                                    - To jest tematyka niesłychanie bulwersująca. I opowieść o tych zdarzeniach, która nie angażuje emocji pisarza byłaby nieprawdziwa - dodał Jan Tomasz Gross.

                                                    (MK)
                                                    --
                                                    Nie ma jednej prawdy - bo co to jest prawda ??
                                                  • 16.03.11, 22:18
                                                    cytuję :

                                                    Użycie przez autorów "Złotych żniw" słowa "norma" w odniesieniu do zjawisk grabienia i prześladowania Żydów przez Polaków podczas okupacji niemieckiej wzbudziło najwięcej kontrowersji podczas dyskusji o książce z udziałem jej autorów, historyków oraz socjologów.

                                                    (...)

                                                    "Książka porusza sumienia"

                                                    Historyk Paweł Machcewicz postrzega "Złote żniwa" jako książkę "poruszającą sumienia", niosącą prawdę na temat stosunków polsko-żydowskich, z którą współczesnym Polakom trudno się zmierzyć. - Wkomponowanie tej prawdy w świadomość Polaków wymaga ogromnego wysiłku, książka pokazuje, że prześladowania Żydów przez Polaków odbywały się na o wiele większą skalę, niż się nam dotychczas wydawało - powiedział Machcewicz.

                                                    Historyk uważa jednak, że autorzy "Złotych żniw" potraktowali dostępne źródła w sposób bardzo selektywny, co powoduje, że obraz wyłaniający się po lekturze książki jest zniekształcony. Machcewicz podał przykład: Grossowie powołują się na Emanuela Ringelbluma, który opisywał "tabuny szmalcowników" kłębiące się pod murami warszawskiego getta, ale pomijają szacunki tego żydowskiego historyka o tym, że w samej Warszawie w pomoc ukrywającym się Żydom zaangażowanych było 40-60 tys. Polaków.

                                                    - Uwzględnienie takich informacji nie pozwoliłoby autorom na użycie słowa "norma" wobec bandyckich zachowań niektórych Polaków wobec Żydów podczas okupacji. Takie stwierdzenie nie broni się w świetle naszej wiedzy o Holokauście - mówił Machcewicz. W podobnym duchu wypowiadał się Marcin Zaremba, który podkreślał, że autorzy "Złotych żniw" nie przedstawili źródeł, których analiza uprawniałaby uznanie grabienia i mordowania Żydów przez Polaków za normę społeczną.

                                                    - Jak więc inaczej, jeżeli nie słowem "norma", określić zachowania powszechne, dokonywane często jawnie, nie przez margines, ale przez ważnych członków danej społeczności, które nie pociągały za sobą ostracyzmu społecznego? - pytała Irena Grudzińska-Gross. Jan Gross zgodził się, że potrzebna jest nam wszystkim praca o stosunkach polsko-żydowskich podczas okupacji, która obejmowałaby całość zjawisk tamtej rzeczywistości i podkreślił, że "Złote żniwa" nie mają takich ambicji. Także dotychczasowe polskie publikacje na temat Holokaustu nie ujmowały tego zagadnienia całościowo akcentując wypadki ratowania Żydów przez Polaków, pomagania im i całkowicie pomijając mroczny aspekt tych stosunków.

                                                    Książka "Złote żniwa" ukazała się nakładem wydawnictwa Znak.

                                                    --
                                                    Nie ma jednej prawdy - bo co to jest prawda ??
                                                  • 04.08.11, 14:53
                                                    risu.org.ua/ua/index/exclusive/photogallery/risu_video/43470
                                                  • 01.09.11, 09:42
                                                    Było już o niszczonych pomnikach ukraińskich w Polsce, obalaniu ukraińskich krzyży nagrobnych.
                                                    Dzisiaj dowiadujemy się - zniszczono neofaszystowskimi, antysemickimi malunkami cały, dosłownie cały pomnik w Jedwabnym. Po zmasowanej akcji na Podlasiu - tam atakowano pamiątki żydowskie i litewskie - teraz Jedwabne. Jaka będzie reakcja Państwa polskiego ? Czy policja wykryje sprawców. My Ukrainofile - wk...denerwowaliśmy się po akcji na Chruszczatej ? Jak widać to nie chodzi o Ukraińców - to chodzi w ogóle o inne nacje - w nacjonalistyczno-polskokatolickim państwie - aspirującym do miana królestwa chrystusowego.
                                                    Liberalno-demokratyczny rząd swoje a nacjonalistyczne doły swoje......
                                                    --
                                                    Nie ma jednej prawdy - bo co to jest prawda ??
                                                  • 01.09.11, 20:28
                                                    Tamte okolice, gdzie Jedwabne to przed wojną bastion endecji, może do dziś im w genach zostało.
                                                    Coraz bardziej wygląda na to, że takie akcje mogą nie być tylko wygłupami gówniarzy, a działaniami jakichś zorganizowanych kretynów. Sprawcy takich zniszczeń powinni oprócz kary, ponieść jeszcze odpowiedzialność finansową za zniszczenia i o ile kara może nie być zbyt straszna to koszt usuwania "malunków" z kamienia czy ściany może być znaczący.
                                                  • 08.12.11, 09:53
                                                    Dowiaduję się, że znana książka Anny Bikont "My z Jedwabnego" została ogłoszona Europejską Książką Roku (European Book Prize). To jedna z tych książek która stopuje tak popularne w Polsce "bicie się w cudze piersi" lub "dostrzeganie belki w cudzym oku..."
                                                    Piękne , polskie wydanie tej książki mam od dawna, często wskakuję z czytaniem wybranych fragmentów....Kiedyś pewno siądę i przeczytam kompleksowo, od deski do deski
                                                    --
                                                    Nie ma jednej prawdy - bo co to jest prawda ??
                                                  • 09.12.11, 14:36
                                                    Przyznam Piotrze, że tej książki nie czytałem.
                                                    Może czas nadrobić zaległości?
                                                  • 09.12.11, 21:27
                                                    wolf_wwa napisał:

                                                    > Przyznam Piotrze, że tej książki nie czytałem.
                                                    > Może czas nadrobić zaległości?


                                                    No cóż - jako zaprzysiężony bibliofil - raz po raz to sobie mówię "czas nadrobić zaległości" -a kolejka rośnie. W odniesieniu do tej książki - gorąco namawiam !
                                                    --
                                                    Nie ma jednej prawdy - bo co to jest prawda ??
    • 14.01.12, 08:13
      kehilalinks.jewishgen.org/orla/Home.html
      --
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=55571
      • 17.01.12, 15:00
        Dzięki za link, na zdjęciach wnętrza synagogi widać chyba resztki polichromii?
        • 20.01.12, 19:03
          A konkretnie - artykuł na ukraińskiej stronie zaxid.ne o polskich kontrowersjach wokół Grossa i tzw sprawie Jedwabnego. Namawiam i linkuję

          zaxid.net/home/showSingleNews.do?yedvabne_i_ne_tilki_pro_polski_diskusiyi_dovkola_knizhok_yana_rossa&objectId=1245806

          Tytuł jednego z podrozdziałów Жертва чи кат? jakby żywcem "zerznięty" z jednego z naszych wątków. Forumowiczów "cyrylicznych" namawiam na lekturę smile
          --
          Nie ma jednej prawdy - bo co to jest prawda ??
          • 06.03.12, 18:51
            Polacy zabili pałkami 20 Żydówek w Bzurach. IPN prowadzi śledztwo
            ...

            Agnieszka Domanowska 2012-03-06, ostatnia aktualizacja 2012-03-06 12:41:28.0

            Miały od 15 do 30 lat. Były Żydówkami z getta w Szczuczynie. W sierpniu 1941 roku miejscowi "wypożyczyli" je do prac ogrodniczych. A potem w bestialski sposób zamordowali. Po 71 latach od mordu białostocki IPN wszczyna śledztwo.
            Niewiele w tej sprawie wiadomo, choć zachowały się akta sądowe z czasów powojennych. Niewykluczone, że świadkowie zbrodni jeszcze żyją, być może opowiadali o niej potomkom, może oni pamiętają.

            - Najbardziej zależy nam na tym, by ustalić wszystkich sprawców tamtych wydarzeń. I zweryfikować, kto za zbrodnię został już osądzony, a kto nie. Niektórzy bowiem stanęli przed wymiarem sprawiedliwości, a inni nie - mówi prokurator Radosław Ignatiew z białostockiego oddziału IPN.

            To on przez długi czas prowadził śledztwo w sprawie mordu w Jedwabnem - dochodzenie zakończyło się w 2003 r. i potwierdziło, że w miasteczku zamordowano obywateli polskich narodowości żydowskiej, a sprawcami mordu byli Polacy.

            Powtórka z Jedwabnego

            Zdaniem prokuratora Ignatiewa zbrodnia w Bzurach jest podobna do tej, która wydarzyła się w Jedwabnem, tylko jej skala jest mniejsza.

            - Tutaj mamy do czynienia z 20 kobietami, tam ofiar było znacznie więcej. Do dzisiaj nikt nie upomniał się o te młode kobiety, są anonimowe. Ale skoro przy sprawie Jedwabnego udało się nam ustalić nazwiska ponad 300 ofiar, to w tej sprawie też to jest możliwe - twierdzi Ignatiew.

            Zamordowane kobiety pochodziły z getta w Szczuczynie. Właściciele majątku w Bzurach wypożyczyli je do prac w ogrodach i na polach - taka była wówczas powszechna praktyka. Żydzi stanowili darmową siłę roboczą.

            Kobiety z getta w Szczuczynie miały zajmować się uprawą warzyw w majątku. Ale do getta nie wróciły.

            Co się stało? Barbara Engelking, która od lat zajmuje się badaniem historii gett na terenie Polski, przekopała akta sądowe tej sprawy, dotarła do zeznań świadków z 1948 r. Jest ich kilkanaście.

            - W aktach mowa jest o co najmniej sześciu mężczyznach, którzy zabili te kobiety. Tylko jeden z nich - Stanisław Zalewski - stanął przed sądem. Najpierw został skazany na więzienie, później na karę śmierci, a potem kara została zamieniona na więzienie. Mężczyzna zmarł w 1957 r. - mówi Engelking.

            Ten mord był wyjątkowo okrutny. - Kobiety były bite metalowymi, okutymi wcześniej w kuźni pałkami, kilka z nich na pewno zostało zgwałconych. Wszystko działo się nad jamą, którą wcześniej wykopali sprawcy. Po wszystkim ofiary zostały zasypane ziemią - opisuje Ignatiew.

            Prokurator twierdzi, że z dokumentów wynika, że była to zbrodnia wcześniej zaplanowana.

            - Oczywiście, że mieli zamiar je zabić. Dlatego nie odwieźli kobiet do getta, dlatego wcześniej wykopali dół w lesie, dlatego poszli do kuźni i okuli te drewniane pałki metalem, by uderzenia były mocne. Bili je po całym ciele, więc nie ma mowy o przypadku - mówi Ignatiew. - Nie wiadomo, czy chcieli je okraść, czy może chodziło o czyny lubieżne. Jednak można przypuszczać, że na pewno nie zrobiliby tego wobec kobiet narodowości polskiej. W przypadku kobiet żydowskich byli bezkarni, w tamtym czasie Żydów mordowało się za przynależność rasową. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że oprawcami byli Polacy.

            Zabiłem Żydówkę

            Potwierdzają to zeznania Stanisława Zalewskiego pochodzące ze śledztwa w 1950 r. Zeznanie jest jednym z wielu złożonych w czasie procesów sądowych, tzw. sierpniówek (nazwa pochodzi od wydanego w sierpniu 1944 r. dekretu PKWN).

            "Podjechaliśmy tam na rowerach. Wcześniej poszliśmy do majątkowej kuźni i okuliśmy pałki na końcu żelazem, aby lepiej było zabijać. Po godzinie czasu przyjechały z majątku Bzury dwie furmanki drabiniaste, na jednej furmance jechał Krygiel, a na drugiej Modzelewski Henryk. Gdy furmanki przyjechały pod dom, wypędziliśmy Żydówki z piwnicy i kazaliśmy im powsiadać na wóz. Zawieźliśmy je do boczkowskiego lasu, gdzie był wykopany okop. Tam kazaliśmy wszystkim Żydówkom porozbierać się do koszul i majtek. Zaczęliśmy prowadzać po jednej nad okop i tam zabijaliśmy pałkami. Tkacz zabił cztery Żydówki. Jeszcze przed zabiciem pięciu zgwałcili jedną Żydówkę. Po zgwałceniu Żydówki ja wziąłem pałkę drewnianą od Tkacza i sam osobiście zabiłem Żydówkę, uderzając ją pałką trzy razy w głowę, i wpadła do okopu. Z pomordowanych Żydówek otrzymałem pantofle i jedną sukienkę. Trzy dni później do sołtysa przyjechała niemiecka żandarmeria i na jej polecenie pokazałem miejsce mordu. Jeden żandarm zapytał mnie, czym my ich zabijali, ja powiedziałem, że pałkami. Po wypowiedzeniu moich słów zostałem uderzony przez żandarma niemieckiego gumą i powiedział mi, czemu z powrotem nie przyprowadziliście ich do getta. Następnie kazali lepiej zasypać... Myśmy wszyscy należeli do endecji".

            Czy to wiarygodne zeznanie? Może złożone pod przymusem? Engelking: - Nie jestem w stanie tego ocenić. Przez większość procesu Zalewski się nie przyznawał. Ale obciążyły go zeznania świadków.

            Według prokuratora Ignatiewa opisana przez Zalewskiego wizyta niemieckiej żandarmerii spowodowała, że ludzie z okolic zaczęli wierzyć i powtarzać, że żydowskie kobiety zabili Niemcy.

            Śledztwa IPN

            Białostocki IPN prowadzi też jeszcze inne sprawy dotyczące pogromu Żydów w Polsce przez Polaków. Jednym z głośniejszych śledztw jest to dotyczące mordu w Radziłowie. 7 lipca 1941 r. w godzinach rannych do miasteczka przyjechali Niemcy, którzy mieli wydać rozkaz przedstawicielom miasteczka, by oczyścili je z Żydów.

            Grupa składająca się z co najmniej kilkunastu mieszkańców Radziłowa zgromadziła Żydów na rynku, a następnie zagnała do pustej stodoły, którą po oblaniu benzyną podpalono. Osoby uciekające z ognia zabijano przy użyciu broni palnej lub przemocą wrzucano do środka. Liczby ofiar nie można dokładnie ustalić, ale w przybliżeniu szacuje się, że pozbawiono życia od 100 do 1000 osób.

            Prowadzone jest też śledztwo w sprawie pogromu Żydów w Wąsoszu w lipcu 1941 r. Wedle relacji świadków, podobnie jak w Jedwabnem i Radziłowie, mordowali miejscowi inspirowani przez Niemców. W nocy 5 lipca zginęło stu kilkudziesięciu Żydów. Prawdopodobnie w tej sprawie będzie przeprowadzona ekshumacja.
            --
            Nie ma jednej prawdy - bo co to jest prawda ??
            Racja jest jak dupa, każdy ma swoją (za J. Piłsudskim)
            • 06.03.12, 18:52
              bialystok.gazeta.pl/bialystok/1,35235,11290059,Polacy_zabili_palkami_20_Zydowek_w_Bzurach__IPN_prowadzi.html?fb_ref=su&fb_source=home_multiline
              --
              Nie ma jednej prawdy - bo co to jest prawda ??
              Racja jest jak dupa, każdy ma swoją (za J. Piłsudskim)
              • 07.03.12, 18:17
                Kolejne tragiczne wydarzenie z tamtych okolic. I znów wraca przynależność sprawców do endecji.
                • 10.03.12, 15:23
                  Problem w tym kiedy kto zeznał,że należał do endecji.No i kto przesłuchiwał.
                  • 10.03.12, 20:36
                    Andrzeju, niedaleko są okolice będące przed II wojną bastionem endecji. Może być więc w takim przyznaniu się sporo prawdy.
                    • 15.06.12, 13:23
                      Nie zauważyłem Twojego postu i z opóźnieniem komentuję.

                      Kto przesłuchiwał - ubecy.

                      Kogo - faszystów,czyli akowców,karłów reakcji,sanacyjnych bandytów i nacjonalistycznych....

                      To czy gdzieś było więcej endeków czy piłsudczyków,to dla tych sowieckich bandytów nie miało znaczenia.

                      Sławny Bodo myślał,że jako obywatel Szwajcarii uratuje życie,a nie jako Polaczek - niestety znaleźli bandyci na niego pretekst - iz Zapada,nawierno szpion,wsio rawno,polskij ili drugoj.
            • 10.03.12, 14:52
              cytat taki mi pasuje ;

              "autor tego cytowanego tekstu - musi być kryptobanderowcem !! sądzę to po wyraźym
              jego podziwie dla sprawnej organizacji upa.
              A poza tym - ....pornografia zbrodni smile) siekierki, toporki, saperki i głowy
              fruwające w powietrzu....smile)) "
              • 15.06.12, 11:14
                czytam w dzisiejszej Wyborczej artykuł pt "Zydówki przyszły pracować w polu. Zabili je motykami i kosami". Artykuł opowiada o kolejnych ujawnianych przypadkach z czasów wojny - "wynajmowanie" przez Polaków żydowskich kobiet z getta do niewolniczej pracy (okolice Szczuczyna). Za wynajem oczywiście płacono Niemcom. Potem by się nie trudzić ze "zwrotem' - kobiet były przez Polaków mordowane, tym co owi Polacy mieli pod ręką . I tu dziwne sprawa - w latach 60.tych władze kazały czyścić archiwa z dokumentów świadczących o polskiej współpracy w zbrodniach hitlerowskich., w tym o mordowaniu Żydów.Niektórzy kierownicy archiwów róznymi zabiegami - dokumenty chowali, nie niszczyli. No i teraz IPN ma pole do badań.

                ps a są tacy co tylko Wołyń, Wołyń. Nim zaczniesz szukać słomki w cudzym oku - najpierw słup telegraficzny wyciągnij z oka swego.
                --
                Nie ma jednej prawdy - bo co to jest prawda ??
                Racja jest jak dupa, każdy ma swoją (za J. Piłsudskim)
                • 15.06.12, 14:55
                  piotrzr napisał:

                  > I tu dziwne sprawa - w latach 60.tych władze ka
                  > zały czyścić archiwa z dokumentów świadczących o polskiej współpracy w zbrodnia
                  > ch hitlerowskich.,

                  Myślę, że chciano w ten sposób jeszcze bardziej podtrzymać mit o tym, że nie znalazły się żadne jednostki podłe w narodzie polskim. Zwróć uwagę na to, czego nas o II wojnie uczono. Historii zupełnie czarno-białej. Nikomu na myśl nie przyszło, że nie ma narodów bez skazy (oczywiście poza podlaskimi Rusinamiwink
                  • 15.06.12, 17:40
                    To było mniej więcej tak - zabory - bo byli zaborcy, potem powstania narodowe, potem rewolucja październikowa która dała Polsce wolność, potem wojna - a tam powstanie PPR-u, bohaterska walka GL i AL , AK stojąca z bronią u nogi, Monte Cassino (bez wnikania szczegółowo kto tam walczył), zdradzieckie wyjście Andersa z cccp, potem to już Polska Ludowa która dała wszystko wszystkim według potrzeb smile
                    Pamiętam nawet nauczycielkę z liceum, która nas tych głupot uczyła - ale teraz to pewno zgrzebna starucha z uchem przy radiomaryja - więc jej przebaczam smile
                    --
                    Nie ma jednej prawdy - bo co to jest prawda ??
                    Racja jest jak dupa, każdy ma swoją (za J. Piłsudskim)
                  • 15.06.12, 19:41
                    Niestety w tej czarnobiałej historii bohaterem był np.moczar,nowotko....
                • 17.06.12, 14:53
                  piotrzr napisał:

                  > czytam w dzisiejszej Wyborczej artykuł pt "Zydówki przyszły pracować w polu. Za
                  > bili je motykami i kosami". Artykuł opowiada o kolejnych ujawnianych przypadkac
                  > h z czasów wojny - "wynajmowanie" przez Polaków żydowskich kobiet z getta do ni
                  > ewolniczej pracy (okolice Szczuczyna). Za wynajem oczywiście płacono Niemcom. P
                  > otem by się nie trudzić ze "zwrotem' - kobiet były przez Polaków mordowane, tym
                  > co owi Polacy mieli pod ręką . I tu dziwne sprawa - w latach 60.tych władze ka
                  > zały czyścić archiwa z dokumentów świadczących o polskiej współpracy w zbrodnia
                  > ch hitlerowskich., w tym o mordowaniu Żydów.Niektórzy kierownicy archiwów rózny
                  > mi zabiegami - dokumenty chowali, nie niszczyli. No i teraz IPN ma pole do bada
                  > ń.
                  >
                  > ps a są tacy co tylko Wołyń, Wołyń. Nim zaczniesz szukać słomki w cudzym oku -
                  > najpierw słup telegraficzny wyciągnij z oka swego.


                  Tragedia, bez dwoch zdan …
                  Ale z drugiej strony fakt znany od wielu lat, czemu powtarzany wlasnie teraz, na tej samej (BBC) fali co rasizm i kibolstwo? Szczerze mowiac nie wiem, czy akceptuje tak instrumentalnne uzywanie tragedii. Perfidia oprawcow zamordowanych Zydowek, z drugiej jezeli nie perfidia to powiedzmy wyrachowanie mediow, obie przyprawiaja mnie o niesmak.
                  • 17.06.12, 21:53
                    Oczywiście że tak - prasa, prywatne telewizje, publiczna (jak dom) TVP - one prowadzą swoje polityki. Z radoscią oglądałem poranny program "sniadaniowy" TVN-u z głupimi minami Rusinowej i towarzyszącego jej grubaska (wsławionego kiedyś kretyńską wypowiedzią o Ukrainkach). Z pewnością mieli w planach i reportaż z porannego treningu biało-czerw. i być może chciali na kanapie posadzić smudę - a tu pupa zbita i trzeba było łatać program pobocznymi bzdetami smile
                    --
                    Nie ma jednej prawdy - bo co to jest prawda ??
                    Racja jest jak dupa, każdy ma swoją (za J. Piłsudskim)
                    • 18.06.12, 10:55
                      Kiedyś /za komuny/ mówiło się środki masowego przekłamu.No i zmieniło się,ale jedno nie zmieniło się.Kiedyś pismak wyrabiał wierszówkę,a teraz to samo.Niewielu ma poczucie misji,którą pełnią /teoretycznie/.Degrengolada w poczuciu pełnienia służby publicznej,misji publicznej jest niemal kompletna.
                      • 19.06.12, 01:57
                        Przeciez to nie tylko przeklamamnia, oprocz klamstw jest tam i prawda, ale chodzilo mi o skoordynowanie tego calego najazdu medialnego z ME. Najpierw pomowienia o rasizm z elementami antysemityzmu, na koniec juz tylko historia i antysemityzm. Media to swego rodzaju ambona, niby idealy, ale jak to jest kazdy z nas ma swoje zdanie na ten temat. Teraz akurat BBC zwalcza antysemityzm i rasizm u nas, a Niemcy niedawno za zaglade Zydow sadzili Ukraincawink
                        • 20.06.12, 16:41
                          Na Cerkiew.net.pl zamieszczono interesującą informację. Myślę, że może pasować tutaj, bo jest to stanowisko Ukraińskiego Komitetu Żydowskiego.

                          "Ukraiński Komitet Żydowski (ukr. Український єврейський комітетwink z zadowoleniem przyjął informację o nadaniu jednej z ulic Lwowa (dawnej ul. Winnycja) imienia Bł. ks. Emiliana Kowcza.
                          Wg. przewodniczącego UKŻ Ołeksandra Feldmana, osoba ks. Emiliana Kowcza jest prawdziwym przykładem wielkiego Ukraińca, wzorem miłości człowieka i ofiary złożonej z siebie w imię wyznawanej wiary"

                          Całość można przeczytać tu:

                          www.cerkiew.net.pl/Wiadomosci/wiadomoscjedna.php?polaczenie=wiad_1340191838&cerkiew=cerkiew
                          • 20.06.12, 18:14
                            Wprawdzie pasowałby i w Lublinie ( sorki - chyba tam jest !!) We Lwowie - też pięknie - poszukam na planie.
                            --
                            Nie ma jednej prawdy - bo co to jest prawda ??
                            Racja jest jak dupa, każdy ma swoją (za J. Piłsudskim)
                            • 21.06.12, 21:10
                              Podejrzewam, że chodzi o probostwo koło Lwowa, a może o beatyfikację we Lwowie?
                              • 14.05.13, 09:50
                                www.nowiny24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20130303/LEZAJSK/130309881§ioncat=photostory2
                                --
                                Nie ma jednej prawdy - bo co to jest prawda ??
                                Racja jest jak dupa, każdy ma swoją (za J. Piłsudskim)
                                • 15.05.13, 18:39
                                  Jak się patrzy na niektóre z tych zdjęć, to można mieć wrażenie że czas się zatrzymał.
                                  • 02.09.13, 15:43
                                    Niestety pozostają jeszcze tu i ówdzie żydowskie nagrobki wykorzystane jako budulec dróg.
                                    Cieszy, że mieszkańcy widzą niestosowność tego, gorzej że władza zobaczyła to dopiero po interwencji.

                                    "Mieszkańcy Nowodworców nie mogą patrzeć spokojnie na to, że w biegnącej przez środek wsi przebudowanej drodze pozostały szczątki nagrobków z cmentarza żydowskiego w Białymstoku. Władze gminy nie widzą problemu. – Dla mnie nagrobek nie jest rzeczą świętą – mówi burmistrz Wasilkowa. Przedstawiciele społeczności żydowskiej chcą, by macewy jak najszybciej trafiły na cmentarz"

                                    Cały tekst pod linkiem

                                    www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20130829/REGION07/130829584
                                    • 10.03.14, 23:27
                                      Ks. I-Z trąbił jakiś czas temu o antysemitach na Majdanie, nawet jakieś fałszywki wklejał. A tu proszę, można przeczytać inne informacje i to z pierwszej ręki.

                                      "Szef rady stowarzyszeń żydowskich na Ukrainie Josyf Zisels ocenił, że wśród ukraińskich nacjonalistów biorących udział w protestach na Majdanie - wbrew propagandzie uprawianej przez poprzednią władzę - nie było nazistów i faszystów
                                      Prof. Josyf Zisels, który jest przewodniczącym Koordynacyjnej Rady Żydowskich Stowarzyszeń Organizacji i Wspólnot, był gościem debaty zorganizowanej w środę przez Fundację Batorego.
                                      "Jako lider społeczności żydowskiej na Ukrainie mogę powiedzieć, że w tym kraju nie ma nazizmu ani faszyzmu. Dochodziło do oczerniania Ukrainy jako państwa nazistowskiego" - podkreślił"

                                      Informacja z końca lutego. Całość pod linkiem:

                                      fzp.net.pl/wiadomosci/swiat/szef-rady-stowarzyszen-zydowskich-na-ukrainie-na-majdanie-nie-ma-faszystow
                                      --
                                      Staram się nie wypowiadać na bieżące tematy polityczne...
                                      Nie wypada używać publicznie słów uważanych za obraźliwesmile
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.