Re: Leżajsk na starym...

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Wątek ten proponuję bynamniej nie w zamiarze wszczynania jakiś roszczeń
    terytorialnych.
    Po prostu - w języku ukrańskim funkcjonują takie pojęcia, będące moim zdaniem
    jakimś przeciwstawieniem dla pojęć "kresow wschodnich", "polskich kresow
    wschodnich". Coś jak "ukraińskie kresy zachodnie"
    Co do definicji Nadsannia, Zakierzońskiego Kraju odsyłam do polskiej i
    ukraińskiej Wikipedii.
    A co do tematyki - w pojęciach tych mieszczą sie i Bieszczady z
    Bojkowszczyzną, i Krolewskie Miasto Sanok, i Przemyśl z wybitnymi postaciami
    ukraińskiego zycia kulturalnego i politycznego, i przepiekny Jaroslaw i
    Dynowszczyzna z Dubieckiem .
    A i setki wymarłych wsi i ocalone cudem cerkiewki...
    Więc i mowić jest o czym.
    • 12.02.07, 19:56 Odpowiedz
      Mam skromne pytanie....ile setek było tych wsi ?
      • 12.02.07, 22:52 Odpowiedz
        ciekawy344 napisał:

        > Mam skromne pytanie....ile setek było tych wsi ?

        Dziekuję za to pytanie. Noi własnie - ile było wsi zakierzonia w których zamarło
        ukraińskie zycie??

        W numerze 49 Karty z 2006 roku /cena12 zł (w tym 0%vat)na stronie 55 została
        opublikowana mapa wraz z diagramami, z których wynika m.in. liczba miejscowosci
        z ktorych wysiedlono ludność pochodzenia ukraińskiego, według stopnia tego
        wysiedlenia. I oto cyfry:

        100% - 224
        80-100% - 115
        50-80% - 126
        0-50% - 330

        Razem = 785

        Sam mogę wymienić /uwaga tu trudne słowo/ad hoc po kilkanaście miejscowości
        Pogórza Przemyskiego,Bieszczad, Beskidu Niskiego, Parku czarnorzeckiego i Pienin
        gdzie puste miejsca /lub wtórnie zasiedlone przez Polaków/ na mapie znaczą owe
        niegdzisiejsze wsie Rusinów Zakierzonia
        • 13.02.07, 08:20 Odpowiedz
          A ile było wiosek w których zamarło jakiekolwiek życie, nie tylko ukraińskie?
          Wiosek, które dzisiaj są tylko miejscami na mapie. Mogę wymienić kilka, co do
          których jestem pewien, bo byłem i widziałem. A więc:
          1. Hroszówka k. Ulucza (jedyną pamiątką po dawnych mieszkańcach jest kaplica
          Św. Jana, poza tym resztki zdziczałych sadów).
          2. Wola Wołodzka (wieś porośnięta lasem, resztki fundamentów m. in. po szkole).
          3. Krajna k. Birczy (cerkwisko i resztki cmentarza, wszystko porośnięte
          pięćdziesięcioletnim lasem).
          4. Lachawa k. Tyrawy Wołoskiej (ruiny szkoły, fragmenty podmurówek po chatach,
          miejsce trudno dostępne, zarośnięte lasem).
          5. Jamna Dolna i Górna k. Arłamowa (wspaniałe łąki, resztki sadów, cerkwiska).
          Do Woli Wołodzkiej, Krajnej i Lachawy nie sposób dojechać nawet rowerem,
          pozostaje przedzieranie się na piechotę przez leśną głuszę. Być może
          niekorzystne położenie było przyczyną tego, że wioski te nie zostały ponownie
          zasiedlone. Jeśli chodzi o Jamnę Dolną i Górną (a także Trójcę i Łomną) to
          weszły one w skład tzw. państwa arłamowskiego i dzisiaj są niezamieszkałe.
          Oczywiście we wszystkich tych miejscach aktualnie liczba mieszkańców wynosi
          zero.
          • 13.02.07, 09:00 Odpowiedz
            Mam i ja znanych z autopsji kilka miejsc, gdzie tylko resztki cmentarzy
            świadczą że tu kiedyś kwitło zycie - w Bieszczadach - Caryńskie, Berehy Górne,
            Łopieńka, w Beskidzie Niskim - w okolicach Rymanowa :Wołtuszowa, Wulka /tak
            własnie pisana smile/,Królik Wołoski, Szklary /tu co prawda wegetują pracownicy
            dawnego PGR/,Surowica, Polany Surowiczne,Wernejówka /choć tu wspólczesna
            stadnina koni ozywia trochę pustą dolina Wisłoka/.
            A w "panstwie arłamowskim" oprócz wymienionych przez przedmówcę Jamn,Trójcy i
            łomnej - trzeba dodać przecież dolinę wsi Kwaszenina - z wegetującymi w
            resztach po wojskowym pegeeerze kilkoma mieszkańcami czy piekną , rozległą
            dolinę ciągnącą się wzdłuz obecnej granicy polsko-ukraińskiej - dawnej wsi
            Arłamów!
            • 13.02.07, 11:08 Odpowiedz
              Co do Kwaszeniny, to zauważyłem w sobotę, że dawne pegerowskie czworaki
              znacznie wypiękniały w stosunku do ich stanu sprzed ponad roku i w niedalekiej
              przyszłości pewnie zostaną całe zasiedlone. A w zabudowaniach po drugiej
              stronie drogi, za zakrętem, funkcjonuje tartak. Może nie wszystko jeszcze
              stracone...
              • 11.05.08, 19:30 Odpowiedz
                tawnyroberts napisał:

                > Co do Kwaszeniny, to zauważyłem w sobotę, że dawne pegerowskie czworaki
                znacznie wypiękniały w stosunku do ich stanu sprzed ponad roku i w niedalekiej
                przyszłości pewnie zostaną całe zasiedlone. A w zabudowaniach po drugiej
                stronie drogi, za zakrętem, funkcjonuje tartak. Może nie wszystko jeszcze
                stracone...

                Byłem tam dzisiaj w rmach objazdu Pogórza przemyskiego. Dawne domki "kadry
                kołchozowej" sprawiają wrażenie nawpółopuszonych - tylko jeden ma wymienione
                okna i zawieszone anteny sat.
                Za mostkiem - stoi opuszczony, zrujnowany dworek mieszczący kiedyś "sztab
                nadwislańskiej jednostki wojskowej MSW". Gdzietam z boku dymiły ustawione
                pomiędzy dawnymi oborami retorty wypalania węgla drzewnego. ale już nie w tym
                miejscu :

                upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/e/e2/Kwaszenina1.jpg/800px-Kwaszenina1.jpg
                a objawy cywilizacji?? To chyba tylko samochody przemykające przez zakręt koło
                dawnego spichrza i rowerzyści "górscy" z Arłamowa kręcący się po okolicy smile

    • 13.02.07, 14:17 Odpowiedz
      za takie pisanie i nie tylko, że Sanok to Zakierzoński Kraj można dostać w
      Sanoku po r..u i to wcale nie są żarty
      • 13.02.07, 19:23 Odpowiedz
        walarczyk napisał:

        > za takie pisanie i nie tylko, że Sanok to Zakierzoński Kraj można dostać w
        > Sanoku po r..u i to wcale nie są żarty

        EE tam..ta co ty. żebyś ty synku tyle bajury zacnej wypył co ja w Sanoku na
        Cegielnianej to byś takich głupot nie wypisywał.
        A Sanok - mial w 1939 roku - 56 % Polaków, 32,5 % Zydów i 11,5 % Ukraińców.
        razem coś ponad 15 tys. mieszkańcow. I miał ukraiński miuzeii "łemkiwszczyna" -
        z ktorego ikony zostały przejęte przez obecne muzeum zamkowe.
        I uwaga w latach 1668 - 1775 urzędowal tu przemyski biskup prawosławny Antoni
        Winnickij - od czasów ktorego "peremiskie episkopy" używają przy swoich tytułach
        przymiotnik "sanocki".
        A wlatach 1936-1944 był siedzibą Apostolskiej Administracji łemkowszczyzny!!
        Nie wiem czy dalej w Sanoku produkuje sie autobusy. Ale na pewno mozna tam
        oglądną dwie galerie zabytkowych Ikon - świadectw ukraińskiej kultury
        materialnej Ziemi Sanckiej. No i odwiedzić skansen z trzema pieknymi cerkwiami -
        skansen ktoremu mam nadzieję nadal dowodzi Pan Jurek Ginalski - odkrywca
        staroruskich grodów w Trepczy "fajce" - materialnych dowodów na ruskie korzenie
        Sianoczcziny smile
        No i jeszcze zacna prawoslawna Cerkiew katedralna !!!
        I jeszcze dzieła Mistrza Beksińskiego.
        I dobra knajpa "Pod Szwejkiem" i jeszcze lepsza karczma w Rynku - z kuchnią
        ukraińsko-polską!!!!


        • 13.02.07, 22:02 Odpowiedz
          na ul. Cegielnianej nie ma ani jednej knajpy, są tylko dwa kontenery na
          śmieci ... w roku 1940 Sanok miał ponad 35% ludności ukraińskiej po tym jak
          miejsce po Żydach zajęli sprowadzeni Ukraińcy, ... do cerkwi chodzi co
          niedziela może z 20 starszych ludzi, ... nie staroruskich tylko lędziańskich
          horodyszczy w Trepczy, Bęksiński nie był ruskim tylko Mazurem po pradziadkach,
          knajpa "Pod Szwejkiem" ? niczego takiego nie ma, jest restauracja "U Szwejka"
          bo pod Szwejkiem mogą być tylko szczyny, "Karczma" ukraińska ? nigdzie nie ma
          takiej informacji, a Sianki są po drugiej stronie granicy.
          • 14.02.07, 07:46 Odpowiedz
            walarczyk napisał:

            > na ul. Cegielnianej nie ma ani jednej knajpy, są tylko dwa kontenery na
            > śmieci ...
            To ty chiba nie z Sanoka a? Bo z tego co wiem jest tam po jij lewij storonie
            cała masa bloków gdzi miszkają moji znajomi Ukraińcy sannocy smile

            w roku 1940 Sanok miał ponad 35% ludności ukraińskiej po tym jak
            > miejsce po Żydach zajęli sprowadzeni Ukraińcy, ...
            Zgoda smile

            do cerkwi chodzi co
            > niedziela może z 20 starszych ludzi, ...
            To żle czy dobrze - nie wiem sam ??

            nie staroruskich tylko lędziańskich
            UJ widze że wierzysz w te bajeczki o Lędzianach???

            Bęksiński nie był ruskim tylko Mazurem po pradziadkach,
            A czy ja mówie że był Ukraińcem?? Autosany też nie były "ruskimi" tylko
            autobusami smile
            > knajpa "Pod Szwejkiem" ? niczego takiego nie ma, jest restauracja "U Szwejka"
            > bo pod Szwejkiem mogą być tylko szczyny,
            Jak zwal tak zwał smile - a co do szczyn to ludzkie czy pieskie - tak w ścisłosci co??
            Knajpka w rynku jest - chuba że przez pół roku zlikwidowali a ??

            , a Sianki są po drugiej stronie granicy.

            a czy ja o siankach pisła czy o :

            Сянік
            [ред.]
            Матеріал з Вікіпедії — вільної енциклопедії.

            Сянок, Сянік, (пол. Sanok), місто в Низькому Бескиді, на сході краю
            Горлицько-Сяніцької улоговини, над рікою Сян; осередок східної Лемківщини, тепер
            повітове місто Кроснянського воєводства в Польщі. 31000 меш. (1974). Положений
            на перехресті шляхів з Перемишля через Лупківський перевал на Закарпаття й
            Угорщину та на захід через Коросно до Польщі, Сянок був княжим городом і боронив
            шлях на Угорщину. Входив до складу Перемиського, згодом Галицького князівства.
            Перша згадка з 1150 (в Іпатському літописіwink, (>>wink

            uk.wikipedia.org/wiki/%D0%A1%D1%8F%D0%BD%D0%BE%D0%BA
            • 14.02.07, 16:14 Odpowiedz
              A właściwie dlaczego mówimy "Sanok" a nie "Sanek"? Mogło być podobnie
              przełożone jak w "Sanoczek" a nie "Sanoczok". Analogia do Santok - miasto w
              zach. Polsce nie jest odpowiednia bo nie chodzi tam o zdrobnienia: San (duży),
              Sanek/Sanok (mniejszy), Sanoczek (jescze mniejszy). Ale i sam przyrostek
              "-oczek" też wydaje się mieć ruskie zabarwienie tak jak w "lis" - "lisoczok" w
              przeciwieństwie do "las" - "laseczek". Dla mnie te wpływy są ani złe ani dobre.
              Myślę, że biorąc bez emocji, dodaje to piękna i egzotyki temu zakątkowi kraju.
              Inteligentni ludzie już od dawna tę egzotykę wykorzystują dla rozwoju nauki i
              turystyki: muzeum, skansen i inne wymienione przez Piotra.

              Mam nadzieje, że nie nikomu nie przyjdzie do głowy powtórka potwornego pomysłu
              pana premiera Jaroszewicza (z lat 70-tych ubiegłego wieku) zmiany nazw
              miejscowości o ruskim brzmieniu. Na szczęście tamte zmiany zostały anulowane.
              Powrót do poprzednich nazw wywalczyli najbardziej światli ludzie w czasach
              zrywu "Solidarności". Ale to już inny temat.

              Jeśli chodzi o "Sianik" to wydaje mi się hiperpoprawny. Bardziej wolę "Sianok".
              • 14.02.07, 16:53 Odpowiedz
                Niech już te nazwy pozostaną takie jakie są - napisałem tylko w tytule postu
                sanok w wersji fonetycznej smile

                A poniżej o tych Horodyszczach :

                www.bractwo.sanok.com.pl/na_zachodnich.htm
                Na zachodnich rubieżach Rusi Kijowskiej
                Aktualne granice Państwa Polskiego obejmują również tereny, które w okresie
                wczesnego średniowiecza wchodziły w skład państwowości ruskiej. Początkowo
                znalazły się w orbicie wpływów Rusi Kijowskiej, a następnie jej sukcesorów: Rusi
                Halickiej i Halicko-Włodzimierskiej. Ziemie te stanowią aktualnie cześć
                dzisiejszych województw: lubelskiego i podkarpackiego, wchodzących w skład
                szeroko pojętej Małopolski. Okres ruski w Polsce, datowany jest od wzmiankowanej
                w kronice Nestora ("Powieść minionych lat"), pod rokiem 981, słynnej wyprawy
                księcia kijowskiego Włodzimierza Wielkiego na Lachów (Lędzian), podczas której
                zajął Przemyśl, Czerwień i inne grody. Kończy się zaś ze śmiercią ostatniego z
                książąt halickich, Jerzego Bolesława Trojdenowicza i włączeniem tych ziem do
                Państwa Piastów przez króla polskiego Kazimierza Wielkiego, w latach 1340- 1349.
                Epizod ten stanowi bodaj najciekawszy okres dziejów historycznych wschodniej
                części Małopolski, pełen burzliwych wydarzeń politycznych i kulturalnych. Do
                najważniejszych z nich zaliczyć należy rywalizację polsko-rusko-węgierską o te
                tereny, trwającą cały XI wiek, oraz wyniszczające najazdy tatarskie w połowie
                XIII wieku, powodujące upadek i zniszczenie wielu prężnie dotąd działających
                ośrodków grodowych.
                Ogromną większość zabytków archeologicznych o proweniencji ruskiej
                zarejestrowano w czasie badań grodzisk wczesnośredniowiecznych. Do sztandarowych
                stanowisk z tego okresu należą niewątpliwie, wymieniane wielokrotnie w
                latopisach: Przemyśl (woj. podkarpackie), Czerwień (obecnie Czermno (?) koło
                Tyszowiec, woj. lubelskie), Wołyń (obecnie Gródek nad Bugiem (?), woj.
                lubelskie), Sutiejsk (wieś Sąsiadka, woj. lubelskie), a także niepublikowane
                jeszcze grodzisko "Fajka/Horodyszcze" w Trepczy pod Sanokiem (woj. podkarpackie).
                Wśród wymienionych stanowisk główną rolę odgrywał niewątpliwie Przemyśl, centrum
                kultury ruskiej na zachodnich rubieżach państwa kijowskiego. Znane są liczne
                dokumenty poświadczające funkcjonowanie grodu przemyskiego. Najstarszy,
                wspomniany już wcześniej, pochodzi z 981 roku, a wiele innych z XI i XII wieku.
                Od 1087 roku, gród był stolicą udzielnego księstwa ruskiego - tzw.: Księstwa
                Przemyskiego.
                Podczas badań archeologicznych odkryto duże ilości zabytków, które można wiązać
                z oddziaływaniami ruskimi. W latach 1961- 1964, we wschodniej części Wzgórza
                Zamkowego odsłonięto relikty budowli kamiennej, z której zachowały się znaczne
                połacie posadzki mozaikowej, kamienne detale architektoniczne i ceramiczne
                płytki posadzkowe. Budowlę tę zinterpretowano jako trójnawową cerkiew
                katedralną, wykonaną z ciosów kamiennych, spajanych zaprawą wapienną. Wedle
                ustaleń archeologów i historyków została ona wzniesiona z początkiem XII wieku,
                przez panującego w Przemyślu, w latach 1092- 1124, księcia Wołodara
                Rościsławowicza i nosiła nazwę św. Jana i Najświętszej Marii Panny. Budowla ta
                wykazuje podobieństwa do obiektów jakie wznoszono na Rusi w XI- XIII wieku.
                Cerkiew otaczał cmentarz z grobami zawierającymi trumny dębowe, w których
                pochowano prawdopodobnie dostojników duchownych i świeckich z otoczenia księcia.
                Odkryto na nim do tej pory około 70 szkieletów: mężczyzn, kobiet i dzieci.
                Wśród archeologicznych zabytków ruchomych, których znaczną ilość odkryto w
                grodzie przemyskim, na szczególną uwagę zasługują pieczęcie ołowiane: księcia
                Dawida Igorewicza oraz bizantyjska z Nikomedii, obie datowane na przełom XI i
                XII wieku. Do najbardziej charakterystycznych należą jednak znaleziska
                składanych, napierśnych krzyży brązowych, tzw.: enkolpionów, datowanych na
                XI-XIV stulecie, a głównie na XII-XIII wiek, z których aż jedenaście odkryto w
                Przemyślu. Enkolpiony powszechne na Rusi, znane są z terenu Polski w liczbie
                ponad 40 sztuk. Były odlewane zazwyczaj z brązu, w dwuczęściowych składanych
                formach kamiennych (z łupku, rzadziej z wapienia). Powszechnie w literaturze
                przedmiotu wyróżnia się dwa rodzaje enkolpionów: palestyński i kijowski.
                Znaleziska z Przemyśla należą do typu kijowskiego, o którym wiemy, iż był
                wykonywany w Kijowie, czego dowodzi odkrycie kamiennych form odlewniczych na
                terenie grodu kijowskiego. Na enkolpionach wyobrażano najczęściej motyw
                Ukrzyżowania, Matkę Boską Hodegetrię (z dzieciątkiem na ręku), które umieszczano
                centralnie, oraz wyobrażenia archaniołów, apostołów lub świętych, na
                zakończeniach ramion.
                Na grodzie przemyskim odkryto również fragmenty glinianych amfor dwuuchych -
                tzw. korczag, a także ułamki naczyń pokrytych barwnymi polewami. Są to typowe
                wyroby ruskie z XI wieku, ściśle wzorowane na bizantyjskich. Analogiczne
                pochodzenie charakteryzuje ozdoby szklane, zwłaszcza bransolety, których sporą
                liczbę odkryto w Przemyślu. Ruską proweniencję mają również przęśliki z różowego
                łupku, występującego na Wołyniu (Ukraina) w okolicy Owrucza.
                Drugim niezwykle istotnym stanowiskiem związanym z kulturą staroruską, jest
                zespół osadniczy w Czermnie, identyfikowany z enigmatycznym, latopisowym
                Czerwieniem, "stolicą" tzw. "Grodów Czerwieńskich". Gród, z którego zachowały
                się jedynie potężne, sześciometrowej wysokości wały, był rozłożony w widłach
                rzek Huczwy i Siniuchy, otoczony zewsząd podmokłymi łąkami, rozlewiskami i
                mokradłami. Zespół osadniczy w Czermnie badany w latach 50-tych i 70-tych,
                składał się z grodu centralnego i podgrodzia otoczonego osadami, na których
                znajdowały się cmentarzyska szkieletowe. Osady oraz podgrodzie były połączone z
                grodem systemem pomostów i grobli, zbudowanych z bali dębowych wbijanych w
                bagniste dno. Najdłuższy z tych pomostów liczył 750 metrów długości !!! Gród
                został wybudowany w X wieku, a zniszczony prawdopodobnie około roku 1240, w
                wyniku najazdu tatarskiego.
                W młodszych warstwach użytkowania grodu stwierdzono zabytki charakterystyczne
                dla kultury materialnej Rusi, np. ceramikę białą, tzw.: "ruską", ceramikę
                polewaną, oraz kilkadziesiąt fragmentów korczag, koloru ceglastego - dowód
                handlu Czerwienia (?) z Rusią Kijowską, oraz cztery fragmenty pisanek
                kijowskich. Znaleziono również liczne fragmenty bransolet, oraz znaczne ilości
                szlaki (żużla) szklanej, co sugeruje, iż istniał tutaj prężnie działający
                warsztat szklarski. W zespole czerwieńskim istniało być może miejscowe hutnictwo
                i warsztat odlewniczy na co wskazywałyby znaleziska dużej ilości żużla oraz
                kamiennej formy odlewniczej.
                Podobnie jak w Przemyślu występują tutaj przęśliki z różowego łupku owruckiego.
                Na grodzisku i podgrodziu zaobserwowano także pozostałości drewnianej zabudowy
                oraz, być może murowanej cerkwi (?). Znaleziska czterech enkolpionów oraz
                kamiennej, miniaturowej ikonki wykonanej w formie płaskorzeźby wyobrażającej
                Chrystusa, poświadczają ścisły związek Czerwienia (?) z prawosławnym Wschodem.
                Na grodzisku znaleziono także typowe wschodnie elementy uzbrojenia - metalowy
                karwasz, ochraniający przedramię, oraz rogowy kiścień. Nagromadzenie zabytków
                ruskich mogłoby wskazywać, iż utożsamianie grodziska w Czermnie z latopisowym
                Czerwieniem, jest słuszne, aczkolwiek w literaturze przedmiotu nie ustają na ten
                temat spory.

                • 14.02.07, 16:55 Odpowiedz
                  pressmedia.com.pl/2003/2003.09.02/B.htm
                  Sensacyjne znaleziska archeologiczne Ślady Celtów w okolicach Sanoka SANOK,
                  TREPCZA. Grupa archeologiczna pracująca na grodzisku "Horodyszcze" w Trepczy
                  odnalazła przedmioty i obiekty pochodzące z czasów celtyckich. Jeżeli potwierdzi
                  się ich wiek, będzie to przełomowe odkrycie, gdyż byłby to pierwszy taki gród
                  zbudowany przez Celtów w Polsce. W Trepczy odkryty został niepowtarzalny,
                  wczesnośredniowieczny kompleks osadniczy, w skład którego wchodzą dwa grodziska:
                  "Horodyszcze - Fajka" i "Horodna" oraz cmentarzysko kurhanowe. Na szczycie
                  zalesionego wzgórza odsłonięto relikty dwóch obiektów sakralnych: XII-wiecznej
                  drewnianej cerkwi i późniejszej, zapewne XIII-wiecznej "kaplicy". Tę najstarszą
                  na Podkarpaciu świątynię otaczało rozległe cmentarzysko liczące kilkaset
                  pochówków. Udało się również wydobyć prawdziwe archeologiczne rarytasy - cały
                  zestaw krzyżyków - relikwiarzy, najstarszych na tym terenie przedmiotów kultu.
                  Jeden z nich zawierał w swym wnętrzu prawdziwie kosmiczne znalezisko - za
                  relikwię posłużył fragment meteorytu. - W tym roku skoncentrowaliśmy się na
                  badaniach otoczenia studni - opowiada Jerzy Ginalski, dyrektor Muzeum
                  Budownictwa Ludowego w Sanoku. - Okazało się, że pomiędzy studnią a wałem
                  obronnym natrafiliśmy na warstwę kulturową, która była pozostałością po
                  osadnictwie celtyckim. W warstwie tej znaleźliśmy ceramikę toczoną na kole i
                  tzw. ceramikę grafitową - charakterystyczną właśnie dla Celtów. Wcześniejsze
                  ekspedycje natrafiły tutaj na fragment szklanej bransolety celtyckiej, która być
                  może jest jednym z najstarszych wyrobów szklanych, gdyż pochodzi z przełomu III
                  i II wieku przed naszą erą. Jeżeli dodać do tego znalezioną kilkanaście lat
                  wcześniej złotą monetę, to na pewno mamy tu do czynienia ze zwartym osadnictwem
                  celtyckim. Do tej pory znane były jedynie osady otwarte, czyli bez konstrukcji
                  fortyfikacyjnych. Dotychczas nie znaleziono obronnej osady celtyckiej.
                  Znalezisko w Trepczy byłoby pierwszym takim miejscem w Polsce. Wstępne
                  rozpoznanie fortyfikacji grodziska dowiodło, że miało ono aż trzy fazy budowy:
                  najstarszą sprzed ok. 3500 lat, późniejszą, najprawdopodobniej związaną z
                  Celtami, oraz najmłodszą, średniowieczną - z X - XIII wieku. - Jeżeli potwierdzi
                  się datowanie konstrukcji fortyfikacyjnych grodziska na ostatnie stulecia przed
                  narodzeniem Chrystusa, to trepczańskie odkrycie okaże się sensacją - mówi
                  prowadząca badania Barbara Chudzińska z Instytutu Archeologii UJ. Elżbieta Boroń
                  Super Nowości z dnia: 02_09_2003

                  Wczesnośredniowieczne ślady kultu chrześcijańskiego obrzędu wschodniego na
                  grodzisku „Horodyszcze” w Trepczy koło Sanoka,

                  bazy.opi.org.pl/raporty/opisy/synaba/92000/sn92494.htm
                  Celem projektu badawczego było rozpoznanie wczesnośredniowiecznego zespołu
                  osadniczego w Trepczy koło Sanoka, w skład którego wchodzą 2 grodziska:
                  "Horodyszcze-Fajka" i "Horodna" oraz ciałopalne cmentarzysko kurhanowe. Zakres
                  prac obejmował przeprowadzenie interdyscyplinarnych badań wykopaliskowych na
                  grodzisku "Horodyszcze-Fajka", które odgrywało w tym kompleksie rolę szczególną.
                  Badania prowadzono zarówno na majdanie grodziska, jak i w obrębie jego umocnień,
                  stosując metodę stratygraficzną. W ich wyniku, na szczycie tego wzgórza
                  odsłonięto relikty dwóch obiektów sakralnych: XII-wiecznej drewnianej cerkwi i
                  XIII-wiecznej "kaplicy". Te najstarsze na Podkarpaciu świątynie otaczało
                  rozległe cmentarzysko (przebadano 105 grobów). Odkryciom tym towarzyszył
                  niezwykle bogaty inwentarz zabytków ruchomych - były to m.in. przedmioty kultu
                  (w tym 7 enkolpionów) oraz setki innych przedmiotów metalowych: brązowych,
                  srebrnych i złotych (XII - 1 połowa XIII w.). Na obszarze grodziska odkryto
                  również ślady osadnictwa z okresu VIII-XI w., a także z czasów pradziejowych:
                  okresu lateńskiego oraz wczesnej epoki brązu. Dokonane odkrycia wniosły ogromną
                  ilość nowych danych do odtworzenia najstarszych dziejów Sanoka i okolic.
                  • 14.02.07, 17:01 Odpowiedz
                    Przyjedz do Trepczy i powiedz przed kościolem że przyjechales na ukraińskie
                    ziemie ,tylko sie nie zdziw jak dostaniesz po py....u
                  • 14.02.07, 20:25 Odpowiedz
                    Zanim pojwiły się teorie o legendarnych Lędzianach mających żyć w tych
                    stronach, role tę pełnili Wschodni Chorwaci znani z latopisu Nestora.

                    Trudząc się nieco w internecie znajdziemy pewne przesłanki wskazujące na
                    językowe powiązania chorwackie. Np. istnieje miejscowość Trepča w centralnej
                    Serbii i inna w Kosowie. Występują tam też imiona Nenad i nazwisko Nenadov
                    znajdujące się w korzeniu nazwy wsi Niednadowa. W okolicach Radymna występuje
                    typ grzybów zwanych "gliwy". W języku serbo-chorwackim "gliwy" oznaczają
                    "grzyby" w znaczeniu ogólnym. Mają oni też słowo "kucza" na oznaczenie
                    domu, "selo", itd...

                    Nomen-omen rzeczka Sanoczek wpada do Sanu właśnie w Trepczy. Możliwe, że potok
                    przepływający przez dzisiejsze miasto Sanok nazywał się własnie Sanok. Możliwe,
                    że gród obronny Trepcza przeniósł się nad ten potok po zniszczeniu tatarskim w
                    XIII w. i został nazwany imieniem hipotetycznej nazwy potoku. Ale może już
                    wówczas równolegle istniały dwa grody bo w roku 1150 w Latopisie hipackim
                    pojawia się pierwsza wzmianka o Sanoku „...król węgierski Gejza II [...]
                    zajął gród Sanok, wziął posadnika jego Jaszę i następnie zajął wiele wsi koło
                    Przemyśla” (Fastnacht A., 1990, s. 22). Wiadomość ta wskazuje na rangę Sanoka –
                    ówczesnej rezydencji posadnika, czyli urzędnika „...sprawującego na Rusi władzę
                    administracyjną nad grodem i należącym doń obszarem”.

                    Możliwe, że Gejza Trepczy, większego wówczas grodu, nie zdobył i pośpieszył
                    łupić wsie pod Przemyślem mając zabezpieczony odwrót w obsadzonym przez siebie
                    Sanoku. Pamiamy, ze Sanok ma o mniejsze ślady archeologiczne niż Trepcza.

                    Na marginesie: podany cytat podaje błędnie imię posadnika Jasza (Jaszę).
                    Niewprawny tłumacz wziął słowo "jasza" za imię zamiast wziąć go za
                    słowo "ujął".

                    Cytat powyżej pochodzi z www.biblioteka.sanok.pl/www/pdf/przyczynek.pd


                    Więcej detali zwiazanych z napadem Gejzy:

                    www.eunet.lv/library/lat/LITRA/KARAMZIN/karamz02.txt_Piece40.08
                    [1151 g.] Men'shij ego brat, Vladimir Mstislavich, poehal v Vengriyu i
                    sklonil Korolya obyavit' vojnu opasnejshemu iz nepriyatelej Izyaslavovyh,
                    Vladimirku Galickomu, predstavlyaya, chto sej Knyaz' otvazhnyj,
                    chestolyubivyj, est' obshchij vrag derzhav sosedstvennyh. V glubokuyu
                    osen', chrez gory Karpatskie, Gejza voshel v Galiciyu, zavoeval Sanok,
                    dumal osadit' Peremyshl'. ZHelaya bez krovoprolitiya izbavit'sya ot vraga
                    sil'nogo, hitryj Vladimirko kupil zolotom druzhbu Vengerskogo Arhiepiskopa,
                    imenem Kuknisha, i znatnejshih chinovnikov Gejzinyh, kotorye ubedili svoego
                    legkovernogo Monarha otlozhit' vojnu do zimy. No svyaz' Gejzy s Velikim
                    Knyazem eshche bolee utverdilas':
                    Vladimir Mstislavich zhenilsya na docheri Bana, rodstvennika Korolevskogo, i,
                    vtorichno poslannyj bratom v Vengriyu, privel k nemu 10000 otbornyh voinov.
                    • 14.02.07, 21:25 Odpowiedz
                      Myslę że "kluczem" do zagadnienia wczesnośredniowiecznego osadnictwa okolic
                      Sanoka i Przemysla jest własnie San i jego dopływy - szczegolnie Osława.Wszak
                      oprocz wspomnianych grodzisk - jest jeszcze Biała Góra z grodziskiem leżącym
                      /jeśli się nie mylę/ vis a vis Trepczy. No i nie wiem na ile zbadane wzgórze
                      noszące na sobie młody bo osiemnastowieczny klasztor /a raczej jego ruiny/ w
                      Zagórzu.
                      Musze zresztą zaglądnąc do nieocenionego Fastnachta - co od okolic sanoka ale i
                      grodzisk Pogorza Bieszczadzkiego i samych Bieszczad.
                      Przyznaje że temat bardzo ciekawy - nawet dla takiego dyletanta w tej dziedzinie
                      jak ja.
                      Dzieki za ciekawe informacje
                      • 15.02.07, 17:10 Odpowiedz
                        Jakże róznie opisane jest hasło Przemysl na Wikipedii w polskiej i ukraińskiej
                        wersji - inne osobistosci jako duma miasta, inne wydarzenia inne akcenty.
                        A poczarek dwa krotkie cytaty "ukraińskom izykie" z wersji ukraińskiej :

                        У період діяльності греко-католицьких єпископів
                        Інокентія та Георгія Винницьких,
                        Єроніма Устрицького (1715-1762),
                        Атанасія Шептицького (1762-1779),
                        Максиміліана Рилла (1779-1793),
                        Антона Ангеловича (1796-1808),
                        Михайла Левицького (1813-1818),
                        Івана Снігурського (1818-1848),
                        Григорія Яхимовича (1848-1860),
                        Томи Полянського (1860-1869)
                        та інших Перемишль став важливим осередком галицького національного відродження,
                        який називали "Атенами над Сяном".
                        (...)
                        З Перемишлем була пов'язана діяльність таких діячів просвіти, науки та духовного
                        життя, як
                        Івана Могильницького,
                        Йосифа Левицького,
                        Йосифа Лозинського,
                        Івана Лаврівського,
                        Івана Мишковського,
                        Михайла Вербицького,
                        Анатоля Вахнянина,
                        Степана Шаха,
                        Уляни Кравченко...

                        Czy znacie te postacie?? Czy potraficie coś na ich temat powiedzieć ??-
                        oczywiscie oprócz Wachnianina i Wierbickoho - bo o nich juz coś niecoś sie
                        pisałem na Grekokatolikach.. smile

            • 15.02.07, 08:06 Odpowiedz
              co ty wikipedię wierzysz ?
            • 15.02.07, 08:08 Odpowiedz
              >To ty chiba nie z Sanoka a? Bo z tego co wiem jest tam po jij lewij storonie
              cała masa bloków gdzi miszkają moji znajomi Ukraińcy sannocy smile

              a może bloki są jeszcze oflagowane żółto-sinymi barwami smile
              • 08.11.07, 20:37 Odpowiedz
                O pradawnym grodzie ruskim w Peremyślu i związanych z nim śladami materialnymi
                ładnie piszą w Przeglądzie Prawosławnym (dDZIęKI WIELKIE za namiar "Wolfie" wink

                www.pporthodoxia.com.pl/artykul.php?id=1622
                Preromańska rotunda z palatium na Wzgórzu Zamkowym

                budzi wiele kontrowersji do dziś. Chrystianizacja tych ziem związana jest z
                działalnością misji cyrylo-metodiańskiej. W 886 roku, po śmierci Metodego,
                papież Stefan VI zlikwidował biskupstwo obrządku słowiańskiego w Państwie
                Wielkomorawskim. Większość uczniów schroniła się na południu, głównie w
                Bułgarii. Jednak niektórzy przywędrowali na północ.
                – Początki słowiańskiego biskupstwa przemyskiego ściśle wiążą się z
                restytuowaniem metropolii słowiańskiej przez papieża Jana IX – mówi o. Jerzy.
                Źródła historyczne podają, że między 898 a 900 rokiem Jan IX, dostrzegając
                zagrożenie płynące z ambicji politycznych biskupów niemieckich, wyświęcił
                Słowianom arcybiskupa i trzech biskupów pomocniczych. Arcybiskupem został
                następca Metodego – Gorazd, zaś biskupów wysłano z misją do Nitry, Krakowa i
                Przemyśla. Restytuowana metropolia przetrwała zaledwie do 907 roku,
                pamiętającego najazd Madziarów na Morawy.
                Materialnym dowodem istnienia obrządku cyrylo-metodiańskiego w Przemyślu są
                dokonane w latach 60. ubiegłego stulecia wykopaliska na Wzgórzu Zamkowym.
                Odsłonięte wówczas mury zaskoczyły archeologów. Do dziś nie są zgodni w kwestii
                genezy znaleziska.
                Rotundę Przenajświętszej Bogarodzicy z palatium profesor Jerzy Hawrot datuje
                na przełom IX i X wieku. Dobudowany do rotundy od strony północnej pałac zdaje
                się potwierdzać rezydowanie w wczesnośredniowiecznym grodzie, przed 966 rokiem,
                biskupa.
                W tamtym czasie nieopodal – u stóp Wzgórza Zamkowego – znajdowała się jeszcze
                jedna rotunda, św. Mikołaja, a jej fundamenty znajdują się pod prezbiterium
                wzniesionej na tym miejscu katedry rzymskokatolickiej. Obydwie pod względem
                architektonicznym stanowiły formę rozwojową rotund obrządku słowiańskiego, jakie
                wznoszono na Morawach. Zachowaną rotundę przemyską określa się jako jednoosiową,
                dwuczłonową budowlę, orientowaną. Podobnych rotund odkryto na terenie Polski w
                sumie jedenaście, m.in. na Wawelu, w Wiślicy, czy na Ostrowie Lednickim.
                Dobudowany do niej pałac o wymiarach 34 na 15 metrów musiał być siedzibą
                największej rangi dostojnika na ziemi przemyskiej.
                Stolicą udzielnego księcia ruskiego Ruryka Rościsławowicza stał się Przemyśl
                w roku 1087. Wcześniej ważniejszy mógł być tylko biskup, do czego przychyla się
                wielu badaczy.
                W 1069 roku Przemyśl zajął książę Bolesław Śmiały, zatrzymując się tutaj wraz
                z wojskiem na okres zimowy podczas wyprawy na Kijów, aby ponownie osadzić na
                tronie wygnanego wuja Izjasława. Książę prawdopodobnie zamieszkał w pałacu, zaś
                biskup prawosławny był zmuszony przenieść swoją siedzibę do Starego Sambora.
                Inne świadectwo dowodzące starodawnej genezy prawosławnego biskupstwa
                przemyskiego pochodzi z kroniki zmarłego w 1116 roku Nestora. W „Spisie
                Politikowskim i Sofijskim” umieścił on biskupa przemyskiego na dziewiątym
                miejscu wśród biskupów ruskich. „Powieść doroczna” obejmowała wydarzenia sprzed
                1110 roku. Opuszczając kamienne znalezisko na Górze Zamkowej czytamy tablicę
                informacyjną: W końcu X wieku na dzisiejszym Wzgórzu Zamkowym wznosił się
                potężny gród otoczony wałami, wśród których w południowej najwyższej części
                znajdowała się kamienna świątynia w kształcie rotundy z absydą. Budowle te wiążą
                się z architekturą zachodnioeuropejską pośrednio, a bezpośrednio z Polską
                pierwszych Piastów...
                Wychodząc z bramy Zamku Kazimierzowskiego po lewej stronie mijamy miejsce,
                gdzie przed wiekami stała cerkiew katedralna św. Jana Chrzciciela i Bogarodzicy,
                zbudowana przez księcia Wołodara Rościsławowicza. Drugie patrocinium świątyni
                związane jest z patronką wcześniej rotundy.

                Cerkiew katedralna św. Jana Chrzciciela,

                z mozaikowymi posadzkami, należała do pereł architektonicznych. Biskupom
                prawosławnym dane było służyć w niej do 1412 roku.
                Dwa lata po bitwie pod Grunwaldem i na dwa lata przed pamiętnym soborem w
                Konstancji Władysław Jagiełło, zawdzięczający swój sukces męstwu rycerstwa
                halickiego, bawił w Medyce, gdzie posłowie króla węgierskiego Zygmunta –
                arcybiskup ostrzyhomski Jan z Krzyżakami i towarzyszącą im szlachtą niemiecką,
                zarzucili królowi niewłaściwe traktowanie biskupa łacińskiego, rezydującego w
                mniejszej katedrze, przy murach zamkowych, podczas gdy prawosławni z wyżyn
                wzgórza zamkowego mieli sprawować władzę.
                Chcąc przekonać poselstwo, że nie jest w duszy schizmatykiem, Jagiełło
                odebrał dużą katedrę prawosławnym i osadził na niej biskupa rzymskokatolickiego.
                Król Władysław (...) w obecności biskupów kościół katedralny na Zamku
                Przemyskim wspaniale z kamienia ciosowego zbudowany, w którym sprawowano
                dotychczas obrządek grecki pod zarządem biskupa ruskiego, kazał poświęcić na
                katolicki i na łaciński obrządek przemienić, usunąwszy najpierw z grobów kości i
                prochy Rusinów. Kapłani ruscy i lud uważając to wydarzenie za szczególną hańbę i
                zniewagę dla swego obrządku , opłakiwali je wśród gorzkich westchnień i głośnych
                narzekań – pisze w swojej kronice Jan Długosz.
                Cmentarz przykatedralny, gdzie pochowano około siedemdziesięciu
                znaczniejszych wiernych, został zlikwidowany.
                Prezbiterium rzymskokatolickiej katedry Wniebowzięcia Najświętszej Marii
                Panny i św. Jana Chrzciciela jest częścią dawnej katedry prawosławnej. Biskupi
                łacińscy służyli w niej do 1468 roku. Kroniki podają, że została rozebrana na
                polecenie biskupa łacińskiego Mikołaja Błażejowskiego, a jej kamienie wykąpano w
                Sanie, by spłukać z nich schizmę. Stały się elementem składowym prezbiterium
                przemyskiej archikatedry. Przeprowadzone w 60. latach XX wieku badania
                archeologiczne odsłoniły jedynie część murów i mozaikową posadzkę dawnej katedry
                prawosławnej.
                Prawosławny biskup Atanazy w 1412 roku został zmuszony do osiedlenia się poza
                murami miasta.
                Na siedzibę wybrał monaster Zaśnięcia Bogarodzicy na Wilczu, gdzie dziś
                znajduje się cerkiew parafialna.
                O monasterze dokumenty po raz pierwszy wspominają w 1292 roku, w dokumencie
                księcia Lwa Daniłowicza.
                – Na pewno jego początki sięgają wcześniejszego okresu – mówi z przekonaniem
                o. Jerzy.

                • 08.11.07, 20:45 Odpowiedz
                  O tym dawnym okresie Przemysla traktuje także ukraińska wersja historii "toho
                  mista" z Wikipedii

                  Ще у Х ст. Перемишль був центром князівства племені білих хорватів та осідком
                  найдавнішого на галицьких землях єпископства. Від 980-х років був приєднаний
                  Володимиром Великим до Київської Русі. Потім став центром удільного князівства
                  Рюрика та Володаря Ростиславовичів й одним із значних міст Галицько-Волинського
                  королівства.
                  В ХІ-ХІІІ ст. за Перемишль точилася безперервна боротьба між руськими,
                  польськими, угорськими володарями. Битва під Ярославом 17 серпня 1245 р.
                  закінчила довгий період боротьби Данила Галицького з угорсько-польською
                  коаліцією і чернігівськими князями за галицький престол. Після спустошення
                  околиць Львова та Галича татарами князь Лев Данилович мав намір саме Перемишль
                  зробити головним центром своєї держави.
                  У XIV ст. Перемишль увійшов до складу Польщі, а в 1389 році король Володислав ІІ
                  Ягайло надав місту маґдебурзьке право.
                  • 08.11.07, 20:59 Odpowiedz
                    Z wikipedii ukrainskiej :


                    Матеріал з Вікіпедії — вільної енциклопедії.
                    Перейти до: навігація, пошук

                    Ярослав, пов. м. на лівому березі р. Сяну, тепер у Підкарпатському воєводстві
                    Польщі. 32900 меш. (1977). У 1930-их pp. було у Я. 14% українців, 52% поляків,
                    34% євреїв (у пов.-відповідно: 37%, 45,3% і 8,8%. Княжий город, заснований 1031
                    кн. Ярославом Мудрим, у літописах згадується 1152, 1231 (Іпатіївський літописwink.
                    Під Я. відбулася 1245 Ярославська битва. З 14 ст. у складі Польщі, з 1772
                    Австрії. Міські права Я. дістав 1323, а маґдебурзьке право 1375. 1625 пожежа
                    спричинила великі спустошення м. В 16 — 17 вв. у Я. відбувалися міжнар. ярмарки.
                    Походи козаків (1649), шведів і угорців (1656 — 57) не сприяли розвиткові м. При
                    кін. 16 ст. у Я. діяло при церкві св. Успіння братство св. Онуфрія, яке
                    утримувало школу (проіснувало до 19 ст.); гол. між двома світовими війнами, в Я.
                    була низка укр. культ.-осв. і кооп. установ та товариств: товариство для міщан і
                    ремісників «Родина» (з 1905), філія «Просвіти» (1910), Бурса ім. св. Онуфрія (з
                    1904, 1940 — 44 також дівочий інтернатwink, ряд кооператив: «Нар. Дім» (1924 — 32),
                    кредитова кооператива «Укр. Нар. Дім» (1931-;-40), Пов. Союз Кооператив (1929)
                    та ін.

                    Визначні діячі Я. — довголітній бурмістр і меценат І. Вапинський († 1777),
                    сусп.-літ. діячі поч. 20 ст. о. К. Хотинецький, о. О. Погорецький. У Я. нар. С.
                    Людкевич. В єзуїтській колегії в Я. ймовірно навчався Б. Хмельницький.

                    Я. багатий на архітектурні пам'ятки і старовинні церкви й костьоли. До 20 ст.
                    зберігалися городища там, де тепер монастир Домініканів. 16 — 17 вв. датуються
                    ренесанс&
                    • 08.03.08, 17:57 Odpowiedz
                      Lecą cegły z Narodnego Domu
                      Anna Gorczyca 2008-03-07, ostatnia aktualizacja 2008-03-07 19:01:54.0

                      Z siedziby Domu Ludowego (Narodnego Domu) w Przemyślu odpada gzyms. W czwartek
                      spadające cegłówki zniszczyły auto. Zdaniem Ukraińców to kolejny dowód na
                      pogłębiającą się dewastację kamienicy.



                      Ostatnie tygodnie przysporzyły sporo zmartwienia Związkowi Ukraińców w Polsce,
                      który jest obecnie jednym z najemców kamienicy przy ul. Kościuszki 5 w
                      Przemyślu. W budynku był już pożar i "potop"- po awarii bojlera woda zalała
                      archiwum związku. W czwartek z budynku zaczął odpadać gzyms . - Około południa
                      usłyszałam huk. Okazało się, że z wysokości około 15 metrów oderwały się cegły
                      tworzące ozdobny gzyms przy dachu budynku - mówi Anna Drozd szefowa przemyskiego
                      koła ZUwP. Większość cegłówek spadła od strony ul. Wojaka Szwejka. Kilka spadło
                      na parkujący tam samochód. - Na szczęście cegłówki nie spadły na żadnego z
                      przechodniów. Strażacy, którzy zabezpieczali pozostałości gzymsu mówili, że
                      trzyma się na "słowo honoru" - dodaje Anna Drozd. O wypadku powiadomiono
                      administrator budynku. - Miasto przygotowało wstępny kosztorys remontu dachu
                      oraz renowację sali widowiskowej. Koszt tych prac to około 350 tys. zł.
                      Złożyliśmy wniosek do konserwatora zabytków o dofinansowanie. Jeśli uda się
                      zdobyć pieniądze przeprowadzimy generalny remont. I to niezależnie od tego czy
                      ten budynek zostanie oddany Ukraińcom - mówi Dariusz Iwaneczko, wiceprezydent
                      Przemysla. Związek Ukraińców od kilku lat ubiega się o zwrot budynku, który
                      został wybudowany na początku ubiegłego wieku przez społeczność ukrainską.
                      Władze miasta nie remontują go tłumacząc m.in. że w mieście są kamienice, które
                      wymagają większych nakładów. Nadzór budowlany wyłączył z użytkowania część
                      pomieszczeń. Ukraińcy mówią: - Budynek nie ma prawdziwego gospodarza. Każdy może
                      tam wejść, załatwić się lub podpalić podłogę. Czy to wkrótce zmieni? Sprawą
                      Narodnego Domu zajęła się wicewojewoda Małgorzata Chomycz. W kwietniu w
                      Przemyślu mają odbyć się rozmowy na temat przekazania władzom Przemyśla
                      nieruchomości należącej do Skarbu Państwa w zamian za Narodny Dom.

                      Anna Gorczyca

                      koniec cytatu - bo polaki peremyslaki jak psy ogrodnika...z tym ze to co
                      niszczej to w gruncie rzeczy budynek zagrabiony Ukraińcom 60 lat temu
                    • 20.04.08, 16:17 Odpowiedz
                      nadbuhom.free.ngo.pl/art_0148.html
                      Jarosławowy gród nad Sanem (str. 25)
                      Jerzy HAWRYLUK
                      Gdy spojrzymy na historyczną mapę Rusi Halicko-Wołyńskiej, znajdziemy na niej
                      szereg miast obecnego wschodniego pogranicza Polski. Na Podlasiu będą to m.in.
                      Drohiczyn, Bielsk, Mielnik i Włodawa. Należy do nich też Jarosław, gród o
                      książęcym imieniu, położony na szlaku pomiędzy dwoma stolicami ruskich księstw -
                      Chełmem i Przemyślem. Właśnie to piękne miasto nad Sanem stało się kolejnym
                      punktem naszych wędrówek w poszukiwaniu ukraińskich akcentów w jego krajobrazie.
                      Niestety, dzisiaj z ukraińskości w Jarosławiu pozostały już głównie ślady,
                      zresztą nie tak znowu liczne. Jak przyznał pan Wołodymyr Bożyk, będący naszym
                      przewodnikiem po nadsańskim grodzie aktywny członek miejscowego koła Związku
                      Ukraińców w Polsce, liczbę znanych mu mieszkańców Jarosławia, którzy z całym
                      przekonaniem "przyznają się" do ukraińskości można oszacować na około 40 osób.
                      Dla porównania, w końcu lat 30. Ukraińców w mieście mieszkało 3,5 tys. (14%
                      ogółu mieszkańców), zaś w powiecie jarosławskim stanowili oni 37% ludności,
                      zamieszkując przede wszystkim wsie na wschodnim brzegu Sanu.
                      W latach 1945-1946 większość z ukraińskich mieszkańców powiatu jarosławskiego
                      wysiedlono do Ukraińskiej SRR (36,7 tys.), głównie w okolice Stanisławowa
                      (obecnie Iwano-Frankiwsk), zaś pozostałych w 1947 roku wywieziono podczas Akcji
                      "Wisła" na teren woj. olsztyńskiego.
                      Najbardziej widocznym śladem ukraińskiej obecności w Jarosławiu jest imponująca
                      rozmiarami neobizantyńskiej fasady cerkiew Spasa (Przemienienia Pańskiego),
                      usytuowana przy jednej z ulic wychodzących z Rynku. Jednak pierwotny Jarosław
                      powstał poza terenem obecnej Starówki, na wzgórzu św. Mikołaja (zwanego też
                      Benedyktyńskim od znajdującego się tam w chwili obecnej klasztoru benedektynek).
                      Właśnie tam, podczas wyprawy wojennej w 1031 roku, której celem było odzyskanie
                      ziem utraconych po śmierci Włodzimierza Wielkiego i umocnienie zachodnich granic
                      Rusi, wielki książę kijowski Jarosław Mądry miał założyć warowny gród, który
                      nazwał swoim imieniem.
                      Ustalona w pierwszej połowie XI w. granica Rusi i Polski, przebiegająca na
                      wschód od Sanoka, Jarosławia, Chełma i Drohiczyna pozostawała niezmienna przez
                      trzy kolejne wieki. Nie zawsze był to jednak czas pokoju, o czym świadczy
                      chociażby mająca znaczący wpływ na dzieje Rusi Halicko-Wołyńskiej bitwa pod
                      jarosławskim grodem. Otóż latem 1245 roku węgierski król Bela IV, który rościł
                      pretensje do zwierzchnictwa nad księstwem halickim, razem ze swoimi polskimi
                      sojusznikami i nie chcącymi uznać władzy księcia Daniela Romanowicza bojarami
                      halickimi, rozpoczął wyprawę wojenną i obległ Jarosław. Gród bronił się
                      skutecznie aż do przybycia z Chełma odsieczy pod wodzą Daniela, który w zaciętej
                      bitwie na brzegach Sanu rozbił siły przeciwników i zmusił ich do ucieczki.
                      Zwycięstwo to zakończyło długoletnią walkę księcia Daniela o odzyskanie
                      halickiej części jego "ojcowizny".

                      Przed wiekiem XIX, gdy w należącej wówczas do Austrii wschodniej części Galicji
                      zaczęły powstawać świeckie instytucje narodowe, aktywność ludności ukraińskiej
                      koncentrowała się wokół cerkwi, przy których często działały bractwa. Tak też
                      było w Jarosławiu, gdzie w XVIII wieku czynne były 4 cerkwie. Najokazalszą z
                      nich była nowa cerkiew Spasa, którą z inicjatywy wspomnianego już bractwa
                      cerkiewnego, zbudowano w latach 1717-1747 na fundamentach zrujnowanego zamku
                      dawnych właścicieli miasta - Kostków i Ostrogskich. W latach 1910-1912 została
                      ona rozbudowana i w tej formie przetrwała do chwili obecnej, nadal pełniąc swoją
                      liturgiczną funkcję. Do dzisiaj przetrwał też fragment murowanej cerkwi Uspinnia
                      (Zaśnięcia Najświętszej Bogurodzicy), wzniesionej w XVII w. na dawnym Ruskim
                      Przedmieściu. Większość świątyni została rozebrana w latach 60. i pozostało z
                      niej tylko prezbiterium, zaś otaczający ją niegdyś cmentarz zamieniono na park.
                      Z kolei cerkiew w 1580 r. przeniesiona na przedmieście Garbarze została po
                      pewnym czasie rozebrana i na jej miejscu w 1634 r. zbudowano nową drewnianą
                      cerkiew Chrestowozdwyżeńską (Podniesienia Krzyża Pańskiego), do której
                      dobudowano jeszcze kaplicę św. Onufrija. Przed I wojną światową cerkiew tę
                      rozebrano, aby dokonać gruntownego remontu - nie doczekała się go jednak, gdyż
                      budulec spłonął w polowych kuchniach wojsk rosyjskich okupujących Jarosław na
                      przełomie lat 1914/1915. Czwartą cerkwią jarosławską była cerkiew Bohojawleńska
                      (Objawienia Pańskiego), zbudowana w końcu XVII w. - została rozebrana
                      prawdopodobnie jeszcze w drugiej połowie XVIII w. Pozostał po niej dzwon w
                      miejscowym muzeum.
                      Narodowe odrodzenie ukraińskie w Galicji na początku XX w. zaowocowało
                      powstaniem w Jarosławiu całego szeregu instytucji kulturalnych, społecznych i
                      oświatowych. W 1904 r. powstała tu Bursa im. Św. Onufrego, rok później założono
                      Towarzystwo Mieszczan i Rzemieślników "Rodyna", zaś w 1910 roku zaczęła
                      działalność filia "Proswity", największej ukraińskiej organizacji oświatowej w
                      Galicji. W okresie międzywojennym rozwijały się dynamicznie organizacje
                      spółdzielcze: "Narodnyj Dim" (1924-1932), Spółdzielnia Kredytowa "Ukrajinśkyj
                      Narodnyj Dim" (1931-1940) i Powiatowy Związek Spółdzielni, założony w 1929 roku,
                      który miał swoje przedstawicielstwa w prawie każdej zamieszkanej przez Ukraińców
                      wsi powiatu jarosławskiego.
                      Wołodymyr Bożyk, który przed wysiedleniem w czasie Akcji "Wisła" mieszkał w
                      Hrebennem, gdzie w chwili obecnej funkcjonuje przejście graniczne pomiędzy
                      Polską a Ukrainą, mieszka w Jarosławiu od 1971 roku. Przez cały czas stara się
                      aktywnie uczestniczyć w życiu ukraińskiej społeczności miasta i regionu. Pełnił
                      m.in. funkcję przewodniczącego miejscowego koła ZUwP, zastępcy przewodniczącego
                      oddziału przemyskiego, obecnie zaś jest wiceprzewodniczącym Głównej Komisji
                      Rewizyjnej tej organizacji. Będąc emerytem zajmuje się m.in. metaloplastyką,
                      wykonując m.in. ukraińską symbolikę narodową i religijną. Stale też śledzi
                      wydarzenia polityczne w Ukrainie, którą stara się odwiedzać jak najczęściej.
                      Zresztą, w położonym niecałe 30 km od granicy Jarosławiu cały czas jest niemało
                      gości z Ukrainy, a niektórzy z nich osiadają tu na dłużej, wzmacniając kurczącą
                      się miejscową społeczność ukraińską.
                      - Jest nas coraz mniej, - przyznaje pan Wołodymyr. - Część się zasymilowała,
                      część po prostu umarła, inni wyjechali, zwłaszcza młodzi, bo bardzo tu trudno
                      znaleźć pracę. W samym mieście osób, które poczuwają się do ukraińskości,
                      zebrałbym gdzieś tak 35 do 40. Do naszego koła ZUwP należy około 20 osób, jego
                      przewodniczącym jest teraz Zenyk Skuratko. W zeszłym roku wznowiliśmy naukę
                      języka ukraińskiego w jednej ze szkół podstawowych, na którą chodziło 12 dzieci.
                      Jest też trochę ludzi z Ukrainy, którzy tu pracują, niektórzy tu założyli
                      rodziny. Mamy z nimi pewien kontakt poprzez imprezy organizowane przez nasze
                      koło lub poprzez cerkiew.
                      Kiedy na całą okolicę była tylko jedna parafia w Jarosławiu, to w cerkwi było
                      dużo ludzi. Przychodzili oni do naszej świetlicy, byli członkami koła, które
                      liczyło nawet 70 osób. Ale później powstały parafie w Wetlinie, Kobylnicy i
                      Chotyńcu, więc do Jarosławia przyjeżdża już mniej ludzi, w cerkwi jest
                      najczęściej koło 25 osób, w tym kilka z Ukrainy. W tych wszystkich
                      miejscowościach działają też koła Związku Ukraińców w Polsce, bo chcieliśmy,
                      żeby były one jak najbliżej ludzi. Najliczniejsze jest koło w Chotyńcu, bo ta
                      wieś jest w bardzo znacznej części znowu ukraińska, jest tam prowadzona nauka
                      języka ukraińskiego.
                      Tak więc Ukraińcy w Jarosławiu, a właściwie u Jarosławi, bo tak po ukraińsku
                      odmienia się nazwa miasta, są już niewielką gromadą. Mają jednak moralne oparcie
                      w historii, zapoczątkowanej przez wielkiego księcia Jarosława Mądrego, a nuty
                      jarosławskiej duszy stale brzmią w Ukrainie - w muzyce Stanisława Ludkewycza.
                      Miejmy jednak nadzieję, że ta historia
                      • 27.06.08, 20:18 Odpowiedz
                        Do tych Pańskich wspomnień z podróży do Jarosławia wkradło się kilka
                        nieścisłości.Jarosław leży 35 km. od granicy z Ukrainą,jadąc przez
                        Radymno,do przejścia w Korczowej.Pan pisze,że niecałe 30km.Pisze
                        Pan:"Kiedy na całą okolicę była tylko 1 parafia w Jarosławiu".W
                        Jarosławiu nie byłó parafi grecko-katolickiej.Za komuny ksiądz
                        grecko-katolicki,przyjeżdżał z Przemyśla i msza św.była odprawiana w
                        Kolegiacie w kaplicy pod chórem{główne wejście na wprost}.A cerkiew
                        była ruiną.Dlaczego nie wspomina Pan o cmentarzu ukraińskim?.Bo go
                        po prostu nie ma!.Był kiedyś pomiędzy ulicami Kraszewskiego i
                        Lubelską.Teraz jest tam pomnik B.Puzon i ławki do siedzenia.Została
                        tylko kaplica cmentarna.Obecnie to miejsce nazywa się
                        popularnie "sztywniakiem".
                        • 28.06.08, 08:37 Odpowiedz
                          bastion44 napisał:

                          .Została
                          > tylko kaplica cmentarna.Obecnie to miejsce nazywa się
                          > popularnie "sztywniakiem".

                          dodam jeszcze, że ta budowla to pozostałość po cerkwi, dużej cerkwi która
                          została wyburzona i pozostała po niej tylko ta częśc, która w budowlach
                          rzymokatolickich nazywana jest prezbiterium.
                          Czyli w miejscu drzwi do zrujnowanego i potwornie zaniedbanego budynku był
                          pierwotnie ikonostas.
                          Pozdrawiam - oby więcej takich rzeczowych postów bastiona jak ten komendtowany
                          przeze mnie smile

                          A sam Jarosław to piekne miejsce, z cudownymi kościołami rzymo-kat - np ulubione
                          przeze mnie Dominikaniue i Opactwo, fara z niezwykłej urody placem i potężnym
                          wnętrzem oraz cerkiem - monumentalne, piekna, dostojna smile
                    • 04.07.08, 14:29 Odpowiedz
        • 11.03.08, 01:33 Odpowiedz
          piotrzr napisał:



          > z ktorego ikony zostały przejęte przez obecne muzeum zamkowe.
          > I uwaga w latach 1668 - 1775 urzędowal tu przemyski biskup
          > prawosławny Antoni
          > Winnickij -

          Wiedziałem, że w górskich okolicach zdrowe powietrze, ale żeby
          dawało siły do urzędowania w charakterze biskupa przez 107 lat, w
          życiu bym nie przypuścił. wink


          > od czasów ktorego "peremiskie episkopy" używają przy
          > swoich tytułach
          > przymiotnik "sanocki".

          Już nie używają - od 1996 r. (utworzenie metropolii przemysko-
          warszawskiej; Abp Adam z PAKP od zawsze był "przemysko-NOWOSĄDECKI",
          acz nie rezydował w żadnym z tych grodów - nb. władza ludowa już w
          latach 60-ych planowała utworzenie biskupstwa PAKP w Przemyślu, w b.
          katedrze gr.kat.).

          > No i jeszcze zacna prawoslawna Cerkiew katedralna !!!

          Uwielbiam (!!!) sanocką cerkiewkę gr.kat. na Dąbrówce. smile
        • 19.03.09, 06:42 Odpowiedz
          piotrzr napisał:
          > karczma w Rynku - z kuchnią
          > ukraińsko-polską!!!!

          Raczej karpacką, ukraińska kuchnia staje tam w przełyku.
    • 20.04.08, 18:22 Odpowiedz
      a może trzeba jeszcze dodać ostatni bastion ukraiński na zakerzoniu czyli
      Leżajsk!!!!!!!!!!!
      • 20.04.08, 19:10 Odpowiedz
        grzesiaczek1983 napisał:

        > a może trzeba jeszcze dodać ostatni bastion ukraiński na zakerzoniu czyli >
        Leżajsk!!!!!!!!!!!

        A proszę bardzo - cytuję za Wikipedią - z hasła "Dębno"

        Wieś lokowana na prawie niemieckim przez sołtysa z Łukowej Stefana w 1397 r. u
        ujścia Wisłoku do Sanu. Najprawdopodobniej lokacja Dębna nastąpiła w pobliżu
        istniejącej tu już od dłuższego czasu osady o charakterze obronnym nad ujściem
        Wisłoku. Wzniesiona osada na wysokim brzegu Wisłoku – Stróża, do dziś będąca
        przysiółkiem Dębna, oddalona około 1,5 km na południowy wschód, pełniła
        prawdopodobnie rolę punktu obronnego na terenach granicznych między Polską a
        Rusią w okresie o wiele wcześniejszym. Od czasu powstania wsi nazwa jej była
        pisana przez 'm' (Dembno). Taki wpis jest jeszcze na mapie wydanej w 1894 r.
        Dopiero w okresie II RP zmieniono pisownię na dzisiaj obowiązującą.
        Na przełomie XV i XVI w. (w 1589 r.) istniała już w Dębnie cerkiew. W połowie
        XVIII w cerkiew posiadała ziemi 3 ćwierci, nadane przez Władysława IV w 1634 r.
        Wizytacja greckokatolickiego dekanatu z Jarosławia w 1777 r. stwierdziła
        istnienie w Dębnie cerkwi drewnianej pod wezwaniem Świętego Jerzego Męczennika,
        parochem był Jan Jaroszewicz. Cerkiew murowaną wzniesiono z fundacji Alfreda
        Potockiego i jego żony Marii z Sanguszków w roku 1864. Była to druga po Leżajsku
        murowana cerkiew w okolicy.


        Oświadczenie Powiatowego Oddziału PUR w Łańcucie dla Starostwa Powiatowego o
        stanie własności majątku pocerkiewnego.
        Oświadczenie z dnia 13.09.1947 r.
        Po szczegółowym zbadaniu wszystkich aktów dotyczących referatu osadnictwa
        PUR Oddział w Łańcucie nie stwierdził śladów nadania w administrację
        nikomu byłych majątków pocerkiewnych, z wyjątkiem gospodarstwa
        po parafii grecko-kat. w Dębnie ks. Janowi Ramockiemu, proboszczowi parafii
        rzymsko-katolickiej w Leżajsku.

        Prośba starosty łańcuckiego do Wydziału Społeczno-Politycznego UW
        w Rzeszowie o instrukcje odnośnie postępowania z mieniem pocerkiewnym
        z dnia 16.09.1947r.

        W związku z poleceniem UW Wydz. Społeczno -Polityczny z dnia 3.04.1947 r.-
        donoszę, że wszystkie grunta i zabudowania pocerkiewne opuszczone zostały z
        wiosną 1945 r. /w miesiącu lutym/.
        ...
        W związku z powyższym proszę o wyjaśnienią:
        ... jak traktować należy użytkowników majątku pocerkiewnego w Starym Mieście
        oraz Dębnie, w szczególności, czy odnośne decyzje PUR-u należy unieważnić,
        powierzając administrację będących w umowie obiektów innym osobom...


      • 20.04.08, 19:10 Odpowiedz
        Dodac do czego?
        • 20.04.08, 19:17 Odpowiedz
          www.lezajsk.um.gov.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=68
          Kościół filialny pod wezwaniem Pana Jezusa Miłosiernego to dawna cerkiew pod
          wezwaniem Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny zbudowana w latach 1828 - 32. Po
          spaleniu w 1874 roku została odbudowana w 1875 r., a następnie gruntownie
          restaurowana w 1900r., kiedy to otrzymała obecny wygląd i nowy wystrój wnętrza.
          Obecny kościół to nieduża jednonawowa budowla z węższym prezbiterium, utrzymana
          w typie eklektycznym. Fasada z pozornym ryzalitem środkowym, zakończona murem
          attykowym z trzema szczytami. W środkowym znajduje się wnęka z ikoną Matki
          Boskiej z Dzieciątkiem.

          www.lezajsk.um.gov.pl/jpegi/04fara.jpg
          • 09.05.08, 19:06 Odpowiedz
            www.s-can.pl/ksiazki/nehrybka_fragm.pdf
            Ciekawie napisany nibyprzewodnik parafialny - oczywiście rzymskokatolicki - ale
            moim zdaniem warty zapoznania, To oczywiście okolice Przemysla - sam jak
            poczytam - nie omieszkam zrecenzoweać
          • 09.05.08, 20:03 Odpowiedz
            W Leżajsku naprzeciw cerkwi ( po drugiej stronie ulicy ) znajduje
            się „Narodnyj Dim” niegdyś budynek Towarzystwa „Proświta”. Ukraińcy
            w początkach XX w. mieli problemy z uzyskaniem zgody na zakup
            działki pod ten budynek, kupił ją więc szewc leżajski Michał
            Komarnicki a następnie przekazał towarzystwu, które wybudowało
            budynek. Ten szewc był oczywiście Ukraińcem a budowę ukończono w
            1913 roku.

            PS. Pamiętam czas, gdy w cerkwi GS prowadził swój magazyn. Ostatni
            raz byłem w środku jakieś pięć lat temu, wystrój bardziej niż ubogi.
            • 09.05.08, 20:22 Odpowiedz
              O losie Ukraińców leżajskich pisze bardzo dużo Siwicki - wspomina tam o Ukraince
              o nazwisku Komarnicka zamordowanej przez Polaków w 1945 r. przez żłoczyńców
              związanych z Wołyniakiem.
              A Komarniccy herbu Sas to stara ruska szlachta - jeden z Komarnickich tegoż
              herbu był fundatorem sławnej niegdyś Bohomaterii z Sambora - czczonej tam po
              dziś dzień. Na dole ikony widniej właśnie herb Sas (półksiężyc rogami do góry,
              rogi zakończone gwiazdami, a ze środka łuku wychodzi w górę strzała) wraz z
              wizerunkami fundatorów po bokau klęcząco adorujących Bohometeriję (wizerunek
              ikony fundowanej przez Komarnickich można znaleźć na moim fotoforumie)
              • 09.05.08, 21:12 Odpowiedz
                Jednym z działających w okolicach Leżajska bandziorów był Józef
                Owsik. Przedwojenny nożownik, w czasie wojny pomagał Niemcom grzebać
                Żydów i nie raz zdarzyło mu się dobijać ich łopatą. Miał bez
                wątpienia na sumieniu wielu Ukraińców, bo rabowanie i mordowanie ich
                w tych czasach i na tamtym terenie raczej uchodziło płazem. Dosięgła
                go jednak sprawiedliwość i gdy pokłócił się z kompanami z Grodziska
                o łupy ( dwa konie) ci go zabili i zakopali. Historia miała jeszcze
                dalszy ciąg, bo oto inny bandzior z Giedlarowej o nazwisku Dziob
                popijał w domu z kolegami po fachu i jeden z nich powiedział, że
                Owsik został zabity. Dziob miał z Owsikiem pewne problemy jak to
                między bandziorami i bardzo go ucieszyła ta informacja.
                Zadeklarował, że jeżeli ktoś z biesiadników przyniesie mu głowę
                Owsika to stawia 3 litry wódki. Pomimo nocy, któryś zadał sobie trud
                poszedł w okolice Grodziska wykopał Owsika i przyniósł jego głowę .
                Postawiono ją następnie na stole i przepijano do głowy Józia pijąc
                te trzy litry postawione przez Dzioba.
                • 09.05.08, 22:22 Odpowiedz
                  Ci to wiedzieli jak sie bawicwink
                  • 10.05.08, 13:08 Odpowiedz
                    Cóż u Siwickiego , tak w 'czambuł potępianego" przez poniktórych - jest cała
                    masa nazwisk zabójców grasujących w okolicach Leżajska( Grodziska, Kuryłówki,
                    Piskorowic , Dębna) napadających na wsie ukraińskie, pociągi i podróżnych na
                    drogach, gwałcących i mordujących w poczuciu bezkarności. Cóż - UPa tu nie było
                    aby uczyło "moresu" i dawało rewanż.

                    A ukraińska samoobrona w Debnie (jedynej większej placówce ukraińskiej) to było
                    zamało.
                    • 15.05.08, 23:00 Odpowiedz
                      W 1946 roku syn gajowego Władysław Bochno, młody 17-letni chłopak,
                      wybrał się z Terebnia do swojej ciotki do Radawy (powiat
                      jarosławski). Po drodze złapali go żołnierze Wojska Polskiego
                      (walczyli w tym czasie z UPA). Przypuszczali, że jest upowcem.
                      Chłopak kategorycznie zaprzeczał, więc zapytali go, gdzie mieszka.
                      Wskazał na swój dom ( stał na początku Terebnia od strony Radawy).
                      Żołnierze nie pokazując chłopca, weszli do domu i zapytali matki,
                      czy ma syna. Kobieta nie wiedząc o co chodzi, przestraszyła się i
                      zaprzeczyła. Żołnierze uznali, że chłopak kłamie i rozstrzelali go w
                      szkole w Zaradawie
                      • 16.05.08, 17:14 Odpowiedz
                        Takich strasznych epizodów z różnymi narodowościami i po stronie ofiar i po
                        stronie katów było zapewne dużo.
                        W tym epizodzie mamy normalne terrorystyczne działanie Polaków i nieudolna próbe
                        bronienia swego dziecka przez Ukrainkę.Ciekawe gdzie ten epizod został opisany??
                        Dobry temat chociażby na sztukę teatralną w tonacji greckiej tragedii. I pisze
                        to całkowicie poważnie!
                        • 16.05.08, 20:40 Odpowiedz
                          Wydarzenie to jest opisane w książce: Jan Kuca – Opowieści
                          jarosławskiego Zasania.

                          Zgadzam się z Tobą Piotrze, że opis tego wydarzenia jest
                          poruszający, zawiera w sobie sedno tego co w okresie wojny i
                          bezpośrednio po niej przeżyli mieszkańcy tych terenów.
                          Czekałem na wydanie tej książki, bo miałem wcześniej możliwość
                          zapoznania się z częścią materiałów będących w posiadaniu autora,
                          lecz po jej przejrzeniu ( mam ją od kilku dni) uważam, że J.Kuca za
                          mało miejsca poświęcił stosunkom polsko-ukraińskim a posiada na ten
                          temat odpowiednią wiedzę i w dodatku pochodzącą z relacji nigdzie
                          dotychczas nie publikowanych

                          Wydawca książki:
                          instytutksiazki.rzeszow.pl/pl/instytut/sklep/.html?grupa=nowosci

                          Wieś Terebnia z której pochodził ten zamordowany chłopak już nie
                          istnieje, a oto opis jej zniszczenia wiążący się z wydarzeniami w
                          Piskorowicach i Wiązownicy.

                          Spalenie Terebnia związane jest bezpośrednio z napadem UPA na
                          Wiązownicę 17.04.1945 roku. Polskie ugrupowania podziemne uważały,
                          że Terebień jest siedliskiem UPA i w następnym dniu dokonały
                          odwetowego napadu na wieś (a niektórzy twierdza, że napad Wołyniaka
                          na Piskorowice był odwetem za Wiazownicę). Część mieszkańców wsi
                          nocowała w lesie, a pozostali, gdy zobaczyli pierwsze płonące
                          zabudowania rzucili się do ucieczki, to zdecydowało o niewielkich
                          ofiarach. Zginęły cztery osoby: dwie starsze osoby spłonęły żywcem (
                          niejaki Romaniak napisałby zostały żywcem wrzucone do płonącego
                          domu, ale nie jestem maniakiem i nie będę zmyślał) a dwie zostały
                          zastrzelone. W budynku spłonęli Aleksander Skuratko i Anna
                          Naspińska. Zastrzeleni zostali Dymitr Terebieniec i Ewa Kubach,
                          która była w ósmym miesiącu ciąży i nie mogła uciekać do lasu wraz z
                          innymi. Przysiadła koło płotu Franciszka Piekusia. Tam dostrzegli ją
                          bandyci i pozbawili życia oddając do niej kilkanaście
                          strzałów. „Partyzanci” podkładali kolejno ogień pod zabudowania z
                          całej wsi ocalały tylko cztery.
                          • 17.05.08, 16:06 Odpowiedz
                            Mam problemy z odszukaniem danych o tej wsi>>> Milczy o niej szematyzm
                            Błazejowskiego, nie ma nic u Saładiaka...
                            Byc może był to jakiś przysiółek wieklszej wsi...
                            A dzieje jarosławskiego Nadsania - ...wypełniałyby wspaniale opis historii tych
                            okolic. Nazwy Radawa czy Ożanna znane są wszak współczesnym z wakacyjnych
                            wypadów czy weekendowych wycieczek - a nie z ukraińskiej historii tej części
                            Nadsannia
                            • 17.05.08, 17:38 Odpowiedz
                              Tak, był to przysiółek Radawy, leżący ok. 3 km na południowy zachód
                              od niej. Przed wojną używano nazwy Terebnie a począwszy od 1946 r.
                              Terebień. Przed wojną było tam 46 gospodarstw mieszkali Ukraińcy,
                              Polacy i dwie rodziny żydowskie. Co ciekawe właśnie dzięki staraniom
                              Żyda Hersztka Diamenta wybudowano w 1926 roku szkołę. Wystarał się
                              on o fundusze na ten cel u księcia W.Czartoryskiego oraz jeździł po
                              okolicznych wsiach i zbierał pieniądze. Szkołę budowali wszyscy tak
                              dorośli jak i dzieci, wybudowano ją w ciągu jednego roku. Nauka
                              odbywała się w języku polskim a dwa razy w tygodniu w języku
                              ukraińskim. Jak wspomina była mieszkanka Terebnia dzieci Hersztka
                              miały wybitne zdolności. Obie rodziny żydowskie zostały zamordowane
                              przez Niemców.

                              PS.
                              Za tydzień będę na Podkarpaciu i postaram się odwiedzić miejsce,
                              gdzie kiedyś był Terebień. Jeżeli tam będę to zrobię zdjęcia i
                              wrzucę na jakiś portal.

                              Pod tym linkiem jest mapa na której są Terebnie:
                              www.mapywig.org/m/WIG100_300DPI/P48_S35_JAROSLAW_300dpi.jpg
                              • 20.05.08, 20:53 Odpowiedz
                                ano kiedyś tu pisałem o zbezczeszczonym cerkwisku .
                                Kilka dni temu odwiedziłem znowu to miejsce.
                                Zrujnowana dzwonnica dawnej cerkwi stoi dalej. U jej podnóża leży sobie kilka
                                kamieni jako siedziska ogniskowe - leżą śmieci, butelki po piwie. Dzwonnicę
                                wieńczy kowalskiej roboty krzyż. W trzech arkadach widać pogięte jarzma
                                nieistniejących dzwonów. W jednej z arkad jakiś "samochwała" postawił puste
                                butelki po dwulitrowym Smirnoffie.
                                Obok dzwonnicy stojące domki kempingowe jeszcze zamknięte - śpią przed sezonem.
                                Ot taki przykład typowo polskiej wrażliwości.
                                Kilkaset metrów dalej stoi nowy kościół katolicki z niebiesko pomalowanym
                                dachem. Tak pewno i przyjezdni i miejscowi modlą się się wspólnego
                                polsko-ruskiego Boga....
                                • 21.05.08, 13:13 Odpowiedz
                                  Za to obijanie blachą dachów pięknych cerkwi na Ukrainie jest
                                  przykładem wrażliwości... chyba eskimoskiej, no bo przecież nie
                                  ukraińskiej...
                                  • 21.05.08, 14:06 Odpowiedz
                                    Może to nie jest najlepsza metoda, ale przynajmniej ktoś dba o te
                                    cerkwie. Być może jeśli Ukraińcom zacznie powodzić sie lepiej, to
                                    zmienią dachy z powrotem na gontowe. Zresztą jak widzę, w Polsce
                                    kościół rzymskokatolicki też przejęte cerkwie obił blachą ?

                                    Natomiast co do wyrzucania smieci na cerkwisku, i organizowania tam
                                    pijatyk, to świadczy to o zdziczeniu nie tylko właściciela terenu,
                                    ale i władz gminnych i powiatowych godzących się na ten proceder.
                                    • 21.05.08, 15:34 Odpowiedz
                                      Internauta Seba ma chyba problemy z czytaniem ze zrozumieniem.
                                      Ja nie miałem pretensji o taki czy inny kolor kościelnego dachu w
                                      Ożannie smile Mnie raczej szło o to co się dalej dzieje
                                      na "zdesakretalizowanym" cerwkisku w Ozannie. Darek to trafnie
                                      odczytal.
                              • 29.05.08, 18:50 Odpowiedz
                                Byłem na Podkarpaciu tylko jeden dzień i nie zdążyłem pojechać w
                                miejsce gdzie kiedyś był Terebień. Wybrałem się z ojcem do
                                miejscowości gdzie mieszkał do 1943 roku i dlatego na Podkarpaciu
                                byłem tak krótko. Zdążyłem jednak przeprowadzić dwie ciekawe rozmowy
                                jedna z osób opisała mi, co się działo w Piskorowicach bezpośrednio
                                po napadzie „Wołyniaka” (była tam dzień lub dwa po napadzie).
                                Grabież odbywała się na masową skalę, prom na Sanie w Rzuchowie był
                                w obie strony tak obciążony, że do zalania brakowało ok. 10 cm
                                zanurzenia, nie był nawet w stanie dopłynąć do brzegów, bo zaczepiał
                                o dno rzeki. I tak bez przerwy w obie strony, kradziono wszystko.
                                • 30.05.08, 17:28 Odpowiedz
                                  ciekawy wycinek ze wspomnien...ale myslę że żerowanie na tragedii ludzkiej w
                                  postaci rabunku majątku to nie była jakaś tam polska specjalnośc z patentem na
                                  wyłącznośc smile. Wysiedlenia, eksterminacja żydów, wygnanie Niemców,Ukraińców to
                                  oczywiście dawało powód do rabunku - szczególnie w tradycyjnie biednej i
                                  wyniszczonej wojnami Galicji czy terenami obecnej Polski południowej i tzw ziem
                                  odzyskanych .
                                  • 31.05.08, 22:25 Odpowiedz
                                    To juz chyba chlopska zapobiegawczosc,czy po prostu realia, z
                                    pewnoscia cos takiego mialo miejsce na Ukrainie,tam tez mienie
                                    popolskie nie musialo sie marnowac.
                                    • 01.06.08, 12:51 Odpowiedz
                                      wianuszek_kresowy napisał:

                                      > To juz chyba chlopska zapobiegawczosc,czy po prostu realia, z
                                      > pewnoscia cos takiego mialo miejsce na Ukrainie,tam tez mienie
                                      > popolskie nie musialo sie marnowac.

                                      Oczywiście - najczęściej - nie ten co mordował - rabował mienie. Wojna stępiała
                                      ludzką wrażliwość, bieda - dawała powód do rabunki mienia "niczyjego".
                                      Pamiętnikarze wspominają czasy powstania styczniowego- gdy chłopi wychodzili na
                                      pobojowiska powstańczych bitew by rabować bitewne trupy z butów, pasów i
                                      "bezcennych" dla nich rzemieni.
                                      A w przypadku szabry - narodowość rabusiów nie musi być jednoznacznie określana
                                      • 01.06.08, 17:55 Odpowiedz
                                        Ostatnio chyba zdjecia z Iraku pokazaly jak to wyglada, obladowane
                                        furgonetki, ludzie taszczacy meble, pudla z telewizorami. Ja sie tam
                                        na psychologii tlumu nie znam, ale cos mnie tu podszeptuje, ze to
                                        zachowanie jest z nia zwiazane.
    • 01.07.08, 11:08 Odpowiedz
      Oficjalnie nazwa "Zakierzoński Kraj",lub,"Zacurzonia",nie istnieje i
      nigdy nie istniała.Weszła ona do antypolskiego słownictwa
      stworzonego przez nacjonalistów ukraińskich z pod znaku OUN-
      UPA."Zakierzoński Kraj" jest uważany przez nich za zachodnią granicę
      tzw.Zachodniej Ukrainy.Termin pochodzi od nazwiska brytyjskiego
      ministra spraw zagranicznych George Curzona.W 1920r.był on
      przekonany,że wojna polsko-sowiecka skończy się klęską państwa
      polskiego.Zaproponował on utworzenie tymczasowej lini demarkacyjnej
      rozdzielającej obie strony.Przy wytaczaniu tej strefy Curzon musiał
      pomylić 2 rzeki o tej samej nazwie:Bug-północnyi południowy-
      Boh.Nacjonaliści z OUN,przyjęli tę nazwę dla własnych
      celów.Poszerzyli je o etniczne ziemie polskie.Oznaczało to,i nadal
      oznacza,że nie uznają oni wschodniej granicy Polski.
      • 01.07.08, 13:32 Odpowiedz
        Закерзоння — науково-публіцистична назва українських етнічних
        територій, які знаходяться на захід від лінії Керзона і входять до
        складу Польщі.

        До цих земель належать Лемківщина, Підляшшя, Посяння, Сокальщина,
        Равщина і Холмщина. Загальна площа Закерзоння становить бл. 19,5
        тис. км2, на якій проживало 1,5 млн українців. За умовами радянсько-
        польського договору від 16.08.1945 (незначно змінені радянсько-
        польським договором 1951) ці споконвічні українські землі відійшли
        до Польщі.

        В 1947 польський комуністичний режим вчинив один з своїх
        найкривавіших злочинів проти українського населення З., провівши
        операцію "Вісла", внаслідок якої бл. 150 тис. українців були
        насильно вивезені з батьківських земель на терени пн. і зх. Польщі.
        З антиукраїнським терором польського уряду рішуче боролося
        українське націоналістичне підпілля і Українська Повстанська Армія,
        яка вела бойові операції проти польських каральних частин у
        Закерзонні до кінця 1947.

        • 01.07.08, 17:30 Odpowiedz
          nie wiem czy dobrze rozumiem ( nie znam j.ukraińskiego ) znam rosyjski i polski
          to jakoś próbuje czytać i po ukraińsku, proszę mnie poprawić jeśli źle
          przeczytałem przytoczony powyżej tekst.

          w moim rozumieniu stoi tam :

          " polski reżim komunistyczny prowadził politykę antyukraińską przed którą to
          polityką Ukraińców broniła UPA " to tak wyjaśnienie jakby od doopy strony.

          • 01.07.08, 17:35 Odpowiedz
            ciekawy344 napisał:


            > " polski reżim komunistyczny prowadził politykę antyukraińską przed którą to
            polityką Ukraińców broniła UPA "

            no nie - piątka z plusem - dobrze sobie przetłumaczyłeś. A co - ten cytat jakoś
            kłoci się z tym co ci dziadziu - ormowiec opowiadał ??? smile)
            • 01.07.08, 18:52 Odpowiedz
              To chamstwo masz wrodzone czy wynika z braku wychowania ?

              Na wszelki wypadek jabyś nie zrozumiał obrażając rodzinę rozmówcy
              sam sobie swiadectwo wystawiasz, gówno wiesz o moich dziadkach i nie
              masz prawa ich obrażać.



              • 01.07.08, 19:53 Odpowiedz
                ciekawy344 napisał:

                > To chamstwo masz wrodzone czy wynika z braku wychowania ?
                >
                > Na wszelki wypadek jabyś nie zrozumiał obrażając rodzinę rozmówcy
                > sam sobie swiadectwo wystawiasz, gówno wiesz o moich dziadkach i nie
                > masz prawa ich obrażać.

                Przepraszam . Chamstwo nabyte..w kontaktach w forumnowych z tobie podobnymi smile
                Nie gniewajsia smile
                >
                >
                >
                • 01.07.08, 20:42 Odpowiedz
                  kontaktach forumowych ze mną ? a kiedy ja pisałem, że czyjś dziadek
                  to ormowiec czy inny upowiec, chyba że uczysz się od Darina czy
                  innego Wianuszka - to nastepny etap oni mają w zwyczaju drwić nie
                  tak z żywych ale często też z pomordowanych.

                  Wracając do tematu, z tego co mi wiadomo to chronologia wydarzeń
                  była inna :

                  1. UPA wzorem innych ziem próbowała na Zakierzoniu przepędzić
                  ludność polską odezwami, czasem siłą tyle że złapał Kozak Tatarzyna
                  Polaków było tyle samo czasami wiecej i rugować za San nie
                  specjalnie się dało, a i Łemki nie bardzo do owego dzieła rwały, co
                  towarzysze nacjonaliści okrutnie im za złe mieli.
                  2. Ze wschodu z frontem przyszła "nowa władza " i owa władza nie
                  potrzebowała ciernia w dupie, albo jak to się w rzeszowskim gada
                  " tarki w dupie " i wpadła na pomysł, zeby owych nacjonalistów
                  odciąć od koryta, rekruta czy kryjówek.
                  Wysiedlajac sprzyjacą im ludność ukraińską i na wszelki wypadek lub
                  z braku rozeznania Bogu ducha winnych Łemków.
                  3. Dopiero wtedy UPA z braku papu i perspektyw w oczekiwaniu na III
                  wojnę zaczeła zaplecza bronić.
                  • 01.07.08, 20:58 Odpowiedz
                    Ciekawy kiedy to ja przejawialem jakiekolwiek zanteresowanie
                    przeszloscia twojej rodziny? Se jakos przypomniec nie moge.
                    • 01.07.08, 21:29 Odpowiedz
                      a gdzie ja takie coś napisałem ?
                      • 01.07.08, 23:22 Odpowiedz

                        ciekawy344 napisał:

                        > a gdzie ja takie coś napisałem ?


                        No a jak.....

                        ciekawy344 napisał:

                        > kontaktach forumowych ze mną ? a kiedy ja pisałem, że czyjś
                        dziadek
                        > to ormowiec czy inny upowiec, chyba że uczysz się od Darina czy
                        > innego Wianuszka

                        jak ja mam to zrozumiec?
                        • 01.07.08, 23:45 Odpowiedz
                          no nie - nasz ciekawy kreuje się na obrońcę utrwalaczy władzy ludowej - czy
                          renegatów namaszczonych przez sovietów na władców polski lubelskiej smile
                          wygląda na to że jednak z tym jego dziadkiem ormowcem mogłem byc bliski prawdy smile

                          a na poważnie - ciekawy ty nie rozumiesz co było istotą powojennej Polski??
                          przemoc i zamordyzm wobec wszystkich - w tym także mniejszości narodowościowych
                          - które psuły obraz sztucznej jedności narodu smile
                          • 02.07.08, 00:25 Odpowiedz
                            piotrzr napisał:

                            > no nie - nasz ciekawy kreuje się na obrońcę utrwalaczy władzy
                            ludowej - czy
                            > renegatów namaszczonych przez sovietów na władców polski
                            lubelskiej smile
                            > wygląda na to że jednak z tym jego dziadkiem ormowcem mogłem byc
                            bliski prawdy
                            > smile
                            >

                            Ale czase nie te, dzisiaj sie juz nikt ormo nie chwali, teraz
                            wszyscy to byla reakcjasmile

                            > a na poważnie - ciekawy ty nie rozumiesz co było istotą powojennej
                            Polski??
                            > przemoc i zamordyzm wobec wszystkich - w tym także mniejszości
                            narodowościowych
                            > - które psuły obraz sztucznej jedności narodu smile


                            Chyba tamte czasy dobrze obrazuje opis akcji pod Mrzyglodem, wojsko
                            w starciu z Zubrydem traci 8 poleglych, czyli podobnie do Zawadki
                            Morochowskiej, ale tam nikt nie myslal o odwecie na cywilnych
                            mieszkancach Mrzyglodu, ukrainska Zawadka mniej szczescia miala.
                          • 02.07.08, 11:04 Odpowiedz
                            widzisz każdy czyta i widzi co chce zobaczyć, daleki jestem od obrony tzw.
                            utrwalaczy władzy z reguły była to banda prymitywnych debili którym sodówka do
                            głowy uderzyła, jednakże nie widzę powodu żeby UPA kreować na obrońców narodu
                            ukraińskiego, oni twz. czerń w dupie czemu dawali często wyraz. Zarzut
                            zamordyzmu w kontekście UPA jest tak śmieszny że aż straszny pewnie od MO byś
                            trochę " buków" dostał, to od UPA za pochodzenie ( ojciec Polak zadyndał byś na
                            drzewie ), czytałeś może Motykę ? rzecz o SB UPA ? tam pare rzeczy w kwestii
                            zamordyzmu jest wyjaśnionych.

                            wracając do moich dziadków uspokoje Cię żaden nie był Ormowcem żaden też po
                            wsiach nie chodził w celu rabowania kogokolwiek czy przekonywania do
                            jakiejkolwiek ideologii czy to faszyzmu-nacjonalizmu , czy komunizmu byli to
                            porządni ludzie wiec wyluzuj.
                            • 02.07.08, 11:35 Odpowiedz
                              ciekawy344 napisał:

                              > utrwalaczy władzy z reguły była to banda prymitywnych debili
                              którym sodówka do głowy uderzyła, jednakże nie widzę powodu żeby
                              UPA kreować na obrońców narodu > ukraińskiego,

                              nie moge wyluzować gdy ty swych bohaterów speców od gnębienie
                              Ukraińców nazywasz bandą prymitywnych debili.
                              Gdy tak było to ich władza nie dotrwałaby do 1989 roku - nawet
                              wspierana ruskimi bagnetami i czołgami.
                              Chcąc nadrobic swoje przegięcie z chwaleniem utrwalaczy "dajesz
                              wajchę w drugą stronę".
                              Boje sie że to nie ty będziesz Ukraincom wybieral kandydatów na
                              bohaterów narodowych i w tym wzgledziesz nie masz i nie będziesz
                              miał nic do gadania.
                              A Ukraińcy powód mają taki sam jak Polacy do swoich bohaterów
                              narodowych - tych indywidualnych i tych zbiorowych.
                              • 02.07.08, 12:12 Odpowiedz
                                > Boje sie że to nie ty będziesz Ukraincom wybieral kandydatów na
                                > bohaterów narodowych i w tym wzgledziesz nie masz i nie będziesz
                                > miał nic do gadania.
                                > A Ukraińcy powód mają taki sam jak Polacy do swoich bohaterów
                                > narodowych - tych indywidualnych i tych zbiorowych.

                                ani mysle, póki co rozmawiam na polskim forum w domenie " pl " jak mi się zdaje
                                z Polakiem i nie widzę powodu żeby przemilczać czy zaciemniać owo wątpliwe "
                                bohaterstwo " bojców UPA.
                                Oni zdaje się nawet 10 % rosyjskich, polskich żołnierzy czy innych partyzantów
                                nie pokonali w walce w stosunku do bezbronnych których wymordowali na progach
                                chałup taka to i armia i takie bohaterstwo.
                                Zresztą moi znajomi Ukraińcy mają wyrobione zdanie o tej formacji, podobne do
                                mojego. No może z jednym wyjątkiem ale on wogóle jest jakiś " inny " i bije łebm
                                przed wizerunkami Tymoszenko i Juszczenki bardziej jak przed ikonami w cerkwi.
                                • 02.07.08, 15:06 Odpowiedz
                                  na naszym terenie - UPa walczyła głownie z komunistami i tu
                                  ukraińskie hasło z wiki ma rację.
                                  nie wiem skąd masz dane o tych relacjach % - ja po pierwsze nie wiem
                                  ile tak naprawde cywili UPA zabiła. No i wołynskie oddzialy UPA to
                                  nie to samo co na podkarpaciu czy lwowszczznie.Nie wolno przy ocenie
                                  jakiejkolwiek zbiorowosci poslugiwac sie zasadą zbiorowej
                                  od;powidzialności - także w odniesieniu do tej formacji.
                                  Timoszenko i Juszczenko to mądrzy, "nowozytni" politycy ukrainscy
                                  więc pewno nie wymagają kultu ikonowego wobec siebie smile - ja ich
                                  lubie chociaż dostrzegam ich błedy (ale widzę że się szybko uczą).
                                  • 03.07.08, 14:05 Odpowiedz
                                    > jakiejkolwiek zbiorowosci poslugiwac sie zasadą zbiorowej
                                    > od;powidzialności - także w odniesieniu do tej formacji.

                                    to jest racja oczywiście gdy mamy do czynienia ze zbiorowością typu kierowcy
                                    czerwonych aut, właściciele ogródków działkowych, przy organizacjach
                                    militarnych, mafijnych czy terrorystycznych nic podobnego.
                                    • 03.07.08, 16:38 Odpowiedz
                                      ciekawy344 napisał:

                                      > > jakiejkolwiek zbiorowosci poslugiwac sie zasadą zbiorowej
                                      > > od;powidzialności - także w odniesieniu do tej formacji.
                                      >
                                      > to jest racja oczywiście gdy mamy do czynienia ze zbiorowością typu kierowcy
                                      > czerwonych aut, właściciele ogródków działkowych, przy organizacjach

                                      no nie tylko - pierwszym przykładem odpowiedzialnoąści zbiorowej jest pewno
                                      pojęcie "grzechu pierworodnego" - gdzie za zjedzenie jabłka przez Ewą i
                                      dogryzienie przez Adama - odpowiada cała późniejsza ludzkość i musi się obmywać
                                      chrzestem . No a potem ..a potem za poparciem Jahwe Izraelici wyrzynali całe
                                      podbijane miasta, Krzyzowcy mordowali całą ludność zdobywanej Jerozlolimy a
                                      potem miasta Katarów francuskich (wraz z katolikami) - w myśl wmawianej owym
                                      krzyżowcom zasady - "zabijajcie wszystkich - Bóg w niebie swoich rozpozna"
      • 01.07.08, 20:14 Odpowiedz
        No, no, niezły apetycik ...
        • 02.07.08, 17:11 Odpowiedz
          A może to tylko w kresowiackiej wyobraźni owo pojecie znaczy chęć zaanektowania
          części obecnej Polski.
          Mnie o wiele bardzij drażni gdy np w polskim kościele ogłaszają zapisy na
          pielgrzymko-wycieczkę na "polskie kresy wschodnie".
          Na podobnej zasadzie dla której Polskę okresleno "przedmurzem chrześcijaństwa"

          A z innej beczki - czy kogoś drażni określenie Podkarpacie, Zasanie, mienie
          zabużańskie itd podobnie w gruncie rzeczy i w określeniu i ideologii jak owe
          Zakierzonie. No jest czy była umowna linia Curzona - to i były czy są tereny
          leżące za nią czy przed nią - zależnie skąd się patrzy smile
          • 02.07.08, 18:52 Odpowiedz
            Wyjątkowo się z Panem zgadzam co do tych pojęć.U nas się często
            mówi"nasze ziemie wschodnie",lub,"kresy".A komu to potrzebne w XX
            wieku?.
          • 02.07.08, 19:10 Odpowiedz
            Dla mnie nazwa Podkarpacie ma znaczenie geologiczne jako zapadlisko
            przedkarpackie. Tak więc województwo podkarpackie tylko w połowie (a
            może mniej) lezy w Podkarpaciu.
            Zasanie to dzielnica Przemyśla - to że jest "za Sanem", na lewym
            brzegu, wyznacza jej znaczenie smile))
            Mienie zabużańskie wiąże mi się z aferami związanymi z przetagami i
            odstępowaniem od nich.
            A Zakierzonia to termin służący do prowokowania kresowiaków, poza
            tym nie ma dla mnie żadnego realnego znaczenia smile))
            • 02.07.08, 21:57 Odpowiedz
              darino napisał:

              > Dla mnie nazwa Podkarpacie ma znaczenie geologiczne jako zapadlisko
              > przedkarpackie.

              O to ciekawe - bo muszę się pochwalić np kilkoma pięknymi "gałami"
              trawertynowymi które lubię wyszukiwać w górskim biegu m.in Wisłoka.
              Charakterystyczne kamienne gały podziurawione niczym ser żółty , z widocznymi
              szczątkami roślinnymi "oblanymi" kalcytem. Podobnie jak szare płytki fliszu z
              wtopionymi białymi żyłkami układającymi sie w monogramy liter np A lub znaki X
              lub + , a do tego żółte kamyczki związków siarki i rude - rud żelaza występujące
              w osuwiskach skalnych
              Wisłoka
          • 02.07.08, 20:43 Odpowiedz
            piotrzr napisał:


            > A z innej beczki - czy kogoś drażni określenie Podkarpacie, Zasanie, mienie
            > zabużańskie

            Można by dodać jeszcze miejscowość Zabuże, która znajduje się prawie naprzeciw
            Mielnikasmile Dla mieszkańców Kongresówki leży przecież "przed" Bugiem, a tu nazwa
            Zabużewink
            Mówiąc poważnie, to tylko nazwy geograficzne, nie ma chyba głębszego sensu
            nadawać im znaczenia ideologicznego.
            • 02.07.08, 21:59 Odpowiedz
              Z tym że Zakerzonie w ujęciu ukraińskim jest pewno tak samo używane ja "kresy
              wschodnie" w ujęciu polskim.
              A pretensje terytorialne ?? - to nonsens smile
              • 02.07.08, 23:59 Odpowiedz
                W czasie gdy zamieszkiwaly go w znacznej czesci ludnosc ukrainska z
                pewnoscia bylo to wyrazenie pretensji, obecnie ma znaczenie tylko
                historyczne. Przynajmniej dla mnie, chociaz dzieki Darino postaram
                sie go uzywac czesciej.
                • 03.07.08, 15:06 Odpowiedz
                  zakierzonie jako granica - pojawiło się pewno po 1944r. A od kiedy
                  było uzywane w publicystyce i mowie potocznej wśrod Ukraińcow??
                  Tego nie wiem smile
                  Naistotniejsze to sformułowanie to miało agresywny charakter pewno
                  tylko w epoce walk UPA a więc przedział lat 1944 - 1947
                  • 19.01.09, 18:36 Odpowiedz
                    Znalazłem arcyciekawą stronę o historii podsanockich wsi - gdzie niegdyś
                    mieszała się kultura polska, ukraińska a nawet niemiecka (z racji dawnego
                    osadnictwa). Tu fragment traktujący o Ukraińcach z tego terenu

                    Strachocina przez wieki leżała na krańcach zwartego etnicznie polskiego obszaru
                    językowego. Na zachód i północ od niej rozciągało się polskie „morze”, wsie
                    okolic Jaćmierza, Zarszyna, Rymanowa, Haczowa i Brzozowa. Na wschód i południe
                    rozpoczynał się obszar etnicznie mieszany, polsko-ukraiński. W dolinie Potoku
                    Różowego wszystkie wsie, z wyjątkiem Strachociny, były zamieszkałe w większości
                    przez ludność wyznania grecko-katolickiego (dzisiaj kościół grecko-katolicki
                    nazywany jest bizantyjsko-ukraińskim). Ludność wyznania rzymsko-katolickiego
                    była w mniejszości. Podział wyznaniowy był zarazem podziałem na Polaków i
                    Rusinów (Ukraińców). Według spisu z 1938 r. skład etniczny okolicznych wsi
                    przedstawiał się następująco: Kostarowce - 1040 Ukraińców i 220 Polaków,
                    Pakoszówka - 346 U. i 150 P., Jurowce - 250 U. i 110 P., Srogów Dln. - 458 U.,
                    Srogów Gn. - 456 U., Popiele - 162 U., Trepcza - 880 U. i 40 P., Czerteż - 500
                    U. i 30 P., Nowosielce - 908 U. i 728 P. Ukraińcy podawali w wątpliwość ten
                    spis, uważając że dane dotyczące liczebności ludności ukraińskiej są zaniżone.
                    Włodzimierz Marczak z Pakoszówki, lokalny działacz ukraiński, w swoich
                    wspomnieniach zawartych w ciekawej książce „Ukrainiec w Polsce” (Sanok 1994)
                    podaje np. że w latach 20-tych w Pakoszówce zaledwie w 12 domach, na 135,
                    rozmawiano po polsku, a w 14 domach starzy ludzie w ogóle nie znali polskiego.
                    Kościoły grecko-katolickie (cerkwie) istniały w Kostarowcach, Jurowcach,
                    Czerteżu i Nowosielcach. Pakoszówka należała do parafii grecko-katolickiej w
                    Lalinie (miejscowość na północ od Pakoszówki, już w dolinie Stobnicy). Ukraińcy
                    byli potocznie nazywani Rusinami (oczywiście, sami też tak się nazywali), nazwę
                    „Ukrainiec” stosowano powszechnie (jeszcze do czasów II wojny światowej) dla
                    aktywistów nacjonalistycznych, którzy przyjeżdżali na wieś ze Lwowa i innych
                    miast. Mieszkańcy wsi okolic Strachociny na co dzień używali ukraińskiego
                    dialektu, mocno spolszczonego. Etnografowie tę grupę etniczną nazywali Bojkami
                    Zachodnimi (nie wszyscy, niektórzy uważali że to wschodni odłam Łemków, w tej
                    okolicy przebiegała granica dwu grup etnicznych rusińskich, Bojków i Łemków).
                    Należy tu podkreślić, że podział na Polaków i Rusinów (późniejszych Ukraińców),
                    jak już wspomniano, oparty był w tej okolicy przede wszystkim na kryterium
                    wyznaniowym, prawie wszyscy Ukraińcy dobrze znali język polski, wielu z nich
                    posługiwało się nim także na co dzień, w domu. Ze znajomością języka
                    ukraińskiego wśród Polaków było trochę gorzej, ale wielu znało go także dobrze,
                    a prawie wszyscy potrafili się w nim dogadać. Sprawę ułatwiał fakt, że dialekt
                    ukraiński używany w okolicy Strachociny był mocno zbliżony do podkarpackiej
                    odmiany języka polskiego, pełen polonizmów i zapożyczeń. Było to wynikiem
                    bliskiego współżycia ze sobą tych dwu narodów na tym terenie od ponad sześciu
                    wieków. Dużo było małżeństw mieszanych, małżonkowie pozostawali przy swoim
                    wyznaniu, w wielu rodzinach zgodnie żyli ze sobą Rusini i Polacy (obowiązywała
                    niepisana zasada, że synowie brali wiarę po ojcu a córki po matce). Dopiero
                    czasy najnowsze zdecydowanie zmieniły tę sytuację.
                    Po wojnie, po Akcji „Wisła”, część ludności ukraińskiej z wiosek doliny
                    Różowego została wysiedlona na Ukrainę, część na ziemie zachodnie i północne
                    (kryteria były różne, często zależało to od widzimisię władz wojskowych),
                    większość po prostu zmieniła wyznanie. Proboszcz strachocki ks. Lisowicz (w
                    innym wcieleniu kapelan oddziału AK) miał mnóstwo roboty z wystawianiem
                    rzymsko-katolickich metryk chrztu (bardzo krytycznie oceniają to po latach
                    działacze ukraińscy). Obecnie ludność tych wsi jest dokładnie wymieszana,
                    spolonizowana, pamięć o dawnych podziałach jest coraz słabsza. O pochodzeniu
                    przodków mogą świadczyć jedynie nazwiska, często bardzo wschodnie w formie, ale
                    nie zawsze. Cerkwie w Kostarowcach, Jurowcach i Czerteżu zamieniono na kościoły
                    rzymsko-katolickie (cerkiew w Nowosielcach została spalona podczas walk w 1946 r.)

                    koniec cytatu i link żródłowy

                    www.strachocina.przemysl.opoka.org.pl/historia/opis.html
                    • 14.02.09, 20:00 Odpowiedz
                      www.youtube.com/watch?v=gJuqlBgn2PA
                      ciekawy zestaw dwóch filmików z 1966 roku o Leżajsku. Niestety nie zobaczymy tam
                      ani cerkwi leżajskiej ani domu Proświty.

                      Niemniej jednak warto pooglądać !!!
                      • 18.02.09, 23:17 Odpowiedz
                        Z przyjemnością obejrzałem. Urokliwe miasto (trochę tylko szkoda że o mieście za krótko), a i obejrzenie archiwalnego filmu też jest dla mnie swojego rodzaju ucztąsmile
                        Niestety nie miałem jeszcze okazji odwiedzić.
                        • 19.02.09, 07:54 Odpowiedz
                          wolf_wwa napisał:

                          > Niestety nie miałem jeszcze okazji odwiedzić.

                          film daje mały niedosyt. A wnętrze bazyliki otoczonej klasztorem,
                          murami obronnymi z basztami - daje niezapomniane wrażenie.
                          Kościół wypełerką, frskami, ołtarzami z figursami świętych "co to
                          każdy ma swoje wykręty" z racji barokowych póz.
                          Miasteczko bardzo zadbane z małym hotelikiem w rynku i zajazdami
                          przydroznymi, lokalnym muzeum, bliskim sąsiedztwie i dawnej cerwki i
                          kościoła farnego i placu pozostałego po synagodze i kirkutu i domu
                          Proświty. Czyli typowy dawny galicyjski przekładaniec.
                          A za poblskim, szeroko rozlanym Sanem urokliwie wioseczki jak np
                          Kuryłowka z ładną cerkiewką, Ożanna z zalewem i grzybnymi lasami.

                          Blisko też Sieniawa z pieknym pałacem i cerkwią gdzie kiedyś jeden z
                          moich pra pra słuzbę bożą odprawiał i grób mojej pra pra babki
                          Karoliny (niedość że jejmościny to do tego Czeszki z pochodzenia) z
                          pieknym zdjęciem nagrobkowym .

                          Już dawno Radku namawiałem Cię na wycieczkę w Galicję !!!

                          Jak by Cię kiedyś podkusiło - to służę i za kuczera-przewoźnika i
                          przewodnika. Daj tylko znać, namuary na privie i ...jazda smile
                          • 19.02.09, 15:20 Odpowiedz
                            napisałem poprzedni post trochę z literówkami. Bowiem jedno ze
                            zdań miało brzmieć :

                            . A wnętrze bazyliki otoczonej klasztorem,
                            > murami obronnymi z basztami - daje niezapomniane wrażenie.
                            > Kościół wypełniony freskami, ołtarzami z figurami świętych "co to
                            > każdy ma swoje wykręty" z racji barokowych póz...itd
                            sorki smile
                            • 10.03.09, 19:07 Odpowiedz
                              Cieszę sie, ze w Krynicy, tej pieknej choć trochę zaniedbanej Krynicy tak mocno
                              akcentowany jest kult tego łemkowskiego malarza. No bo tak ...jest i hotel
                              Nikifor (powyżej szpitala wojskowego) z karczmą lemkowską, jest i
                              pomniczek-ławeczka Nikifora na krynickim deptaku,
                              ( a i drugi pomniczek-rzeźba w wielkiej Pijalni), i zadbany grób Mistrza na
                              krynickim cmentarzu tuż za kaplicą cmentarną (przy wejściu na cmentarzu lekko w
                              prawo) a i tablica pamiątkowa na krynickiej cerkwi unickiej. No i oczywiście
                              muzeum Nikifora w niebieskij willi Romanówka przy deptaku nad wartko płynącym
                              potoku .
                              A wiem co mówię - bo dreptałem po tych miejscach w trackie dziś ( niestety
                              )zakończonego pobytu w Krynicy
                              • 16.03.09, 14:16 Odpowiedz
                                czytam sobie i nic nie rozumiem - nie chcieć docenić genialnego
                                artysty ??

                                Nie docenili Beksińskiego
                                Anna Gorczyca2009-03-15, ostatnia aktualizacja 2009-03-15 17:51

                                Pomnik Zdzisława Beksińskiego, czyli nowe skrzydło w sanockim Muzeum
                                Historycznym, jeszcze nie powstanie. Ministerstwo Kultury nie
                                dofinansuje budowy galerii, bo ktoś uznał, że prace Beksińskiego nie
                                są dobrem ogólnonarodowym
                                - Nasz projekt przegrał - mówi z żalem Wiesław Banach, dyrektor
                                Muzeum Historycznego w Sanoku. Muzeum starało się o środki unijne na
                                budowę Galerii Beksińskiego. Złożyło wniosek o dofinansowanie z
                                Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko w Ministerstwie
                                Kultury, ale nie zdobyło wystarczającej liczby punktów.

                                Na liście projektów do dofinansowania znalazł się natomiast projekt
                                budowy tzw. rynku galicyjskiego w sanockim skansenie. - Być może
                                ktoś uznał, że w tym samym mieście nie można dofinansowywać dwóch
                                dużych projektów. Ale najbardziej boli nas to, że niesprawiedliwie
                                zabrano nam siedem punktów z ogólnej punktacji - uznano m.in., że
                                nasz projekt nie ma charakteru ogólnonarodowego, a prace artysty o
                                światowej renomie nie są dobrem ogólnonarodowym. Straciliśmy punkty
                                za to, że nasze muzeum utrzymuje powiat i samorząd wojewódzki. To,
                                co powinno zostać docenione, obróciło się przeciwko nam - wyjaśnia
                                Banach. Muzeum odwołało się od decyzji ministerstwa, ale na
                                pieniądze z tego programu raczej nie liczy.


                                Sanockie muzeum chce wybudować nowy pawilon i stworzyć w nim galerię
                                prac Zdzisława Beksińskiego. Pochodzący z Sanoka artysta przekazał
                                placówce kilkaset swoich prac: obrazów, grafik, zapisów
                                multimedialnych. Niestety, na pokazanie całego zbioru muzeum nie ma
                                miejsca. Część prac Beksińskiego można oglądać na poddaszu muzeum.

                                Ale artysta zapisał muzeum także cały swój majątek - mieszkanie w
                                Warszawie, sprzęt komputerowy, lokaty bankowe. Muzeum przejęło ten
                                spadek po śmierci artysty. - Projekt, z którym wystąpiliśmy do
                                ministerstwa, miał wartość 20 mln zł. Wymagany wkład własny do tego
                                projektu mieliśmy zabezpieczony z majątku artysty. Nie musieliśmy
                                już prosić samorządu o pieniądze. Beksiński sfinansował częściowo
                                budowę pawilonu - dodaje Banach.

                                Co będzie dalej z galerią, która miała być pomnikiem Zdzisława
                                Beksińskiego? - Będziemy się dalej starać o pieniądze na budowę.
                                Teraz złożymy nasz projekt do Regionalnego Programu Operacyjnego. Z
                                tego programu możemy dostać mniejsze środki, dlatego inwestycję
                                podzielimy na trzy etapy. Jeśli przed jesienią nastąpi
                                rozstrzygnięcie konkursu, to rozpoczniemy budowę w tym roku. Sądzę,
                                że pawilon mógłby powstać w ciągu dwóch lat i moglibyśmy tam
                                przenieść prace. Kolejne etapy projektu, związane m.in. z
                                prezentacjami multimedialnymi, będziemy realizować później - planuje
                                dyrektor.

                                Muzeum zależy na jak najszybszym rozpoczęciu budowy, bo jest obawa,
                                że spadek może stracić wartość.


                                Źródło: Gazeta Wyborcza Rzeszów
                              • 17.03.09, 08:02 Odpowiedz
                                Na swoim fotoforum pomieściłem kilka zdjęć (mego autorstwa oczywiście)
                                ilustrujących wypowiedź o Krynicy

                                fotoforum.gazeta.pl/u/piotrzr.html
                                • 17.03.09, 16:34 Odpowiedz
                                  Miło przypomnieć sobie Krynicę. Jedną z niewielu miejscowości na południu
                                  znanych mi z odwiedzinsmile
                                  • 18.03.09, 17:38 Odpowiedz
                                    Dla mnie Krynica - to tylko 150 km od Rzeszowa. Z cudowną trasą karpacką. Z już
                                    funkcjonująca obwodnicą Biecza, odremontowaną drogą- skrótem z Grybowa na
                                    Florynkę i Mochnaczką Górną (z pięknymi cerkiewkami po drodze). A sama Krynica ?
                                    To doroczne narciarskie szaleństwo na Słotwinach - wyciągu krzesełkowym Azoty i
                                    Jaworzynie - pięknej górze zniszczonej ekologicznie - ale oferującej cudowne
                                    trasy zjazdowe. No i wieczorne spacery po deptaku, smakowite dańka w licznych
                                    lokalikach, grzane piwo i herbata z rumem. w ostatni wieczór przed powrotem
                                    spacerowaliśmy sobie alejkami na górze parkowej - i wtem podeszliśmy całkiem
                                    blisko do dwóch saren wyjadających coś spod śniegu. A zdarzenie miało miejsce
                                    powyżej deptaka i rożświetlonego światłami luksusu hoteli "prezydenckiego". My
                                    zadawaliśmy się oczywiście tańszą kwaterą - za jedyne 35 zet od głowy smile
                                    • 29.03.09, 17:46 Odpowiedz
                                      W ślad za bardzo ciekawym portalem

                                      www.szukamypolski.com/sasiedzi/lemkowie.php
                                      przypominam ciekawy epizod z życia Łemków :

                                      Łemkowska republika
                                      Po I wojnie światowej na dawnym terytorium Austro-Węgier tworzyły sią nowe
                                      państwa. Każdy naród starał sią zabezpieczyć swoją jedność i niezależność
                                      terytorialną. W tym też czasie w wysokiej mierze uaktywnili sią Karpatorusini.
                                      Ośrodkiem tego ruchu był Preszów, gdzie powołano tzw. Karpatoruską Radą Narodową
                                      na czele z doktorem A. Beskydem. Rusini galicyjscy (Łemkowie), którym groziło
                                      oddzielenie granicą polską-słowacką od rodaków na południu, a tym samym i
                                      konsekwencje ekonomiczne (brak możliwości wędrowania na sezonowe prace, zakupu
                                      wołów na Wągrzech, itp.), rozpocząli działania skierowane ku zjednoczeniu
                                      Łemkowszczyzny północnej i południowej. W grudniu 1918 r. we Florynce w efekcie
                                      ustaleń zwołanych wcześniej wieców utworzona została Ruska Narodowa Republika
                                      Łemków, która działała do marca 1920 r. Powołano władze Republiki - premiera i
                                      ministrów: spraw wewnętrznych, zagranicznych oraz rolnictwa. Utworzono Ruską
                                      Radą, w której skład wchodzili przedstawiciele wsi. Działacze łemkowscy aktywni
                                      w tym czasie nie mieli jednorodnego poglądu na sprawą łemkowską. Wspólne było
                                      dążenie do stworzenia nie podzielonej Łemkowszczyzny albo jako autonomicznego
                                      organizmu społeczno-politycznego, albo jako całości w granicach jednego państwa,
                                      najlepiej Czechosłowacji. Drugi, słabiej określony kierunek zmierzał do
                                      połączenia Łemkowszczyzny ze Związkiem Radzieckim. Nie powiodła sią jednak ani
                                      próba nawiązania kontaktów z władzami Czechosłowacji, ani z rządem Związku
                                      Radzieckiego. Nie udzieliła też pomocy Republice Łemków Karpato-Ruska Rada z
                                      Preszowa.
                                      Po szesnastomiesiącznej działalności Republiki, władze polskie aresztowały jej
                                      przywódców, ale sąd uniewinnił uwięzionych jako "nie mających złej woli".
                                      Pomimo krótkiego istnienia Republika łemkowską we Florynce była dobitnym
                                      przejawem dążenia Łemków do decydowania o swoim losie, o bycie narodowym, była
                                      manifestacją rodzących sią wśród Łemków tendencji do narodowej niezależności.
                                      • 29.03.09, 18:51 Odpowiedz
                                        piotrzr napisał:

                                        W grudniu 1918 r. we Florynce w efekcie
                                        > ustaleń zwołanych wcześniej wieców utworzona została Ruska
                                        Narodowa Republika
                                        > Łemków, która działała do marca 1920 r. Powołano władze Republiki -
                                        premiera i
                                        > ministrów: spraw wewnętrznych, zagranicznych oraz rolnictwa.
                                        > Pomimo krótkiego istnienia Republika łemkowską we Florynce była
                                        dobitnym
                                        > przejawem dążenia Łemków do decydowania o swoim losie, o bycie
                                        narodowym, była
                                        > manifestacją rodzących sią wśród Łemków tendencji do narodowej
                                        niezależności.

                                        Z tym dobitnym przejawem to roznie bywalo, z pewnoscia byla to
                                        moskwofilia w calej krasie, co tam bylo z narodu karpatoruskiego czy
                                        lemkowskiego do lat osiemdziesiatych nikt nie wiedzial, wtedy to
                                        wlasnie karpatorosjanie polnocno amerykanscy zaczeli swoja
                                        propagande karpatorusinska.Narod lemkowski... najlepiej patrzec na
                                        to zjawisko poprzez dokumenty z lat trzydziestych.
                                        Oczywiscie nie znaczy to, ze obecnie brakuje zwolennikow jednej czy
                                        drugiej tozsamosci, ale historyczne podstawy ku tem raczej nijakie.
    • 21.04.11, 13:57 Odpowiedz
      up

      --
      Nie ma jednej prawdy - bo co to jest prawda ??
    • 20.01.12, 19:23 Odpowiedz
      upuję smile
      --
      Nie ma jednej prawdy - bo co to jest prawda ??
    • 30.04.13, 12:57 Odpowiedz
      upuje
      --
      Nie ma jednej prawdy - bo co to jest prawda ??
      Racja jest jak dupa, każdy ma swoją (za J. Piłsudskim)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj



Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.