Dodaj do ulubionych

Do kogo - fortepian - Miodowa, Krasińskiego w-wa?

07.03.11, 21:22
Witam, mam pytanie niestandardowe skierowane do rodziców, których dzieci uczęszcząją do tych szkół - który z nauczycieli fortepianu jest uznawany za najlepszego w tych szkołach? Do kogo trzeba się starać dostać, jeżeli chodzi o przygotowanie do egzaminów wstępnych, no i dalszą naukę.... Chodzi oczywiście raczej o umiejętności pedagogiczne, podejście do dzieci, a nie osobiste sukcesy jako pianisty... Czy ktoś może polecić? Może być na priv 9-x-2@gazeta.pl
Edytor zaawansowany
  • zabzib 28.10.17, 00:20
    Trudno powiedzieć, naprawdę. I tak w większości przypadków trzeba płacić za dodatkowe lekcje prywatne. I wtedy znajduje się podejście, umiejętności pedagogiczne, lekcje nie są skracane...
  • soj-mmk 29.10.17, 14:32
    Łał... poważnie mówisz? Pierwszy raz słyszę o czymś takim. Mówisz konkretnie o tamtych szkołach, czy ogólnie o szkołach muzycznych?
  • mysiaapysia 29.10.17, 14:42
    Obawiam się, że dodatkowe płatności nie są czymś wyjątkowym. Ostatnio oglądałam program o pewnej fundacji i jej stypendystach. Jeden z nich powiedział, że część pieniędzy ze stypendium przeznacza na opłacanie dodatkowych lekcji u swojego nauczyciela. I był to uczeń publicznej szkoły muzycznej I stopnia. No cóż - gdybym ja miała zapłacić za wszystkie dłuższe i dodatkowe lekcje, zwłaszcza nauczycielce młodszego dziecka, to uzbierałaby się niezła kwota...
  • soj-mmk 30.10.17, 07:20
    Jestem zaskoczony. Spróbuję przypatrzeć się czy takie coś ma miejsce u mnie w szkole. Jeżeli tak, to oczywiście zapłacę smile Ale jeżeli ta kwota uzbiera się spora, to wolę w całości dać córkę na prywatne lekcje i przestać tyle jeździć do szkoły.
  • mysiaapysia 30.10.17, 09:27
    To nie jest rozwiązanie. Chodzi o to, aby dziecko uczyło się w szkole muzycznej, reprezentowało ją na konkursach, miało jednego z najlepszych nauczycieli instrumentu w tej szkole, a jednocześnie zyskało jego szczególne zainteresowanie (dłuższe i dodatkowe lekcje, typowanie do konkursów) poprzez dodatkową zachętę finansową. Do tego trzeba dodać kursy muzyczne (np. letnie, żeby pokazać się przyszłym jurorom różnych konkursów) finansowane przez rodzica nie tylko sobie i dziecku, ale również nauczycielowi (on musi poświęcić swój czas w wakacje dla słownie jednego ucznia, a czemu miałby sam płacić za nocleg i wyżywienie?). To wszystko w skali roku są niemałe pieniądze.
    Jeśli ktoś koniecznie chce, żeby jego dziecko zostało zawodowym muzykiem, a jednocześnie godzi się ze sporymi wydatkami (bez gwarancji sukcesu) - to wybiera taką drogę.
    Na szczęście moim dzieciom trafiły się zaangażowane nauczycielki, które nie biorą od nas ani grosza (kwestia ta została przeze mnie wyjaśniona na pierwszych dodatkowych lekcjach zaproponowanych przez jedną i drugą nauczycielkę, nie lubię niedomówień). Nie jeździmy jednak na letnie kursy. Co najwyżej jednodniowe kursy albo w naszej szkole, albo w szkołach w regionie. Nauczycielki są starsze wiekiem, bardzo doświadczone i tak naprawdę same wiedzą jak prowadzić ucznia. Ich uczniowie bez problemu dostają się do szkół muzycznych II stopnia (nawet po 4 klasie I stopnia - to dotyczyło ucznia, który tak zdecydował ze względu na wiek i chęć wyrównania klas w obu szkołach, ale jednak miał za sobą tylko 4 klasy I stopnia muzycznej). Oczywiście wymagają bardzo dużo, nie da rady pominąć długiego ćwiczenia w domu, bo natychmiast to wychwytują. One są zaangażowane i tego samego wymagają od ucznia.
    To u nas. Tym niemniej obserwuję, co się dzieje dookoła, podczas konkursów toczą się rozmowy między rodzicami, stąd wiem, że dodatkowe płacenie nauczycielom nie jest czymś wyjątkowym.
  • soj-mmk 30.10.17, 13:31
    Ja mam głęboką nadzieję, że moje dzieci nie będą zawodowymi muzykami. Chcę, aby potrafiły sobie pomuzykować, to wszystko. Nie sądzę żeby poszły na drugi stopień. No ciekawe to co mówisz. Przypatrzę się. Jeżeli zaś chodzi o samą atmosferę i środowisko to jest śmieszne smile Tacy wszyscy przejęci tymi wybitnie uzdolnionymi dzieźmi, jakby to właśnie ich dziecko miało wygrać konkurs chopinowski za kilka lat. Niby mili, a jednak fałszywi. Śmieszne to jest smile
  • karola2122 11.01.18, 07:26
    Jacy fałszywi? Znam trochę to środowisko i się nie dziwię. W szkołach muzycznych zarabia się niewiele, lekcje są krótkie, zwłaszcza w kl. 1-3. Żeby dziecko dobrze grało, na poziomie konkursowym itd. trzeba dodatkowego zaangażowania. Kto to będzie robić gratis? Jak słusznie napisała pysiaapysia, nauczyciel musi w takich przypadkach poświęcać swój wolny czas - po co? On zarobi tyle samo z niekonkursowym dzieckiem, które spokojnie zaliczy sobie egzaminy, wystąpi może gdzieś publicznie i pojedzie na wakacje. Jeżeli ktoś chce mieć więcej, niż mu się należy, musi za to zapłacić, czyż to nie jest oczywiste? Ja tam z kolei słyszałam o korepetycjach udzielanych przez studentów i młodszych nauczycieli, i podobno sporo rodziców płaci za takie prywatnie lekcje, niekoniecznie własnemu nauczycielowi. I z instrumentu głównego, i nawet z kształcenia słuchu. A jeżeli ktoś myśli o karierze muzyka, to pogratulować. Wielkich pianistów, skrzypków, wiolonczelistów jest niewiele, dla całej reszty nie ma nawet gwarancji pracy w publicznych szkołach muzycznych, a w niepublicznych nauczyciele masowo zatrudniani są na umowach śmieciowych, nawet dzieci nauczycieli publicznych szkół muzycznych (a są rodzice oczekujący dodatkowego darmowego zaangażowania nawet w takich szkołach, słyszałam o różnych przypadkach).
    Jak dziecko chce chodzić do SM, to OK, to zawsze jest lepsze, niż lekcje prywatne, ale oczekiwać, że nauczyciele będą angażować się bardziej, niż trzeba.. skąd takie myśli? Zresztą, na początku może i tak, bo jest ta początkowa gorliwość, jest awans nauczycielski, a potem.. Czy każda z Was w pracy z własnej woli będzie robić gratis więcej, niż powinna?
    Itd.
  • 7wiola35 11.01.18, 08:42
    My mamy nauczyciela zaangażowanego bezinteresownie. Robi z dzieckiem więcej niż w programie,a nie stara się o dyplomy i awanse zawodowe....Poświęca swój wolny czas, robił dłuższe lekcje ( obecnie córka ma wydłużone z ramienia pani dyrektor ).Mogę do niego zadzwonić o każdej porze i w każdej sprawie... Nauczyciel z powołania i wspaniały człowiek.Zycze wszystkim tak zaangażowanych pedagogów.
  • karola2122 11.01.18, 10:11
    Tacy też z pewnością są, ale nie wolno tego oczekiwać od każdego smile
  • skarolina 05.03.18, 10:55
    Co Ty za bzdury piszesz - znam mnóstwo nauczycieli jeżdżących z dziećmi na konkursy i żaden nie bierze pieniędzy za dodatkowe lekcje od swoich uczniów. A czasu dodatkowego poświęcają sporo.

    --
    "To jest tylko smutne miasteczko, ono sobie kiedyś pojedzie" - W.Młynarski
  • joanna.anna.na 13.01.18, 14:04
    Nauczyciel z dzieckiem na warsztatach letnich ? A w jakim celu ? To jest spora chyba nadinterpretacja. Moje dzieci jeżdżą od lat i nigdy ani ja ani tym bardziej nauczyciel z nimi nie spędzał tak wakacji smile Są warsztaty, gdzie wymagany jest opiekun z racji wieku dziecka, ale można to ominąć oświadczeniem podpisanym pzez rodzica. Poza tym, są też letnie warsztaty z dodatkową opieką dla dzieci. Na takie jeździ moje młodsze dziecko. A jeździ od ukończenia pierwszej klasy.
  • mysiaapysia 13.01.18, 15:49
    No wiesz - nie każdy nauczyciel życzy sobie, aby ktoś inny "mieszał" w jego/jej interpretacji utworu.
    Mam na myśli warsztaty, gdzie jedzie się z wcześniej przygotowanym utworem/utworami.
  • joanna.anna.na 13.01.18, 17:44
    Hm, nigdy nie słyszałam o takim przypadku aby nauczyciel jechał na letnie warsztaty. Przepraszam, ale znasz dokładnie taki przypadek ? Konkretnie ? I co, nauczyciel siedzi na lekcji ze swoim uczniem u innego nauczyciela ? I pilnuje czy ten inny nauczyciel, zazwyczaj uznany specjalista, uczy jego ucznia wg jego założeń ? Warsztaty letnie raczej analizuje się z nauczycielem prowadzącym ucznia w szkole, do kogo ewentualnie pojechać. Moi znajomi nauczyciele raczej przychylnie patrzą na pracę z innymi pedagogami, jeżeli wiedzą do kogo dziecko jedzie. W zgłoszeniach wpisuje się utwór czy utwory, nad którymi się pracuje, ale nie to jest najważniejsze. Takie 10-dniowe warsztaty to nie tylko 4-5 lekcji z profesorem, ale warsztaty zespołowe , orkiestrowe. To także normalny, wakacyjny czas, jak kolonie. Po prostu nie wierzę, że jakiś nauczyciel ze szkoły decyduje się na taki wyjazd ze swoim uczniem. Mam już jedno dziecko dorosłe, na studiach, które jeździło na warsztaty, jego koleżanki i koledzy również i mam młodsze, które jeździ i nigdy nie spotakałam się z takim przypadkiem. A przyjeżdżają dzieci z całej Polski. Myślę, że to jest jakiś jeszcze jeden mit, jak wiele innych krążących o szkołach muzycznych, nauczycielach, konkursach itd. Jeżdżą rodzice, jeżeli wymagana bezwzględnie jest obecność opiekuna, ale wiem, że już od gimnazjum można nawet w takim przypadku ominąć to oświadczeniem i pisemną zgodą rodzica. Jeżeli trafił się przypadek jeżdżącego nauczyciela to jest jakiś nadgorliwy wyjątek. Warsztaty są właśnie po to, zeby zdobywać nowe doświadczenia. Zdarza się, ze uczniowie jeżdżą na warsztaty do swoich nauczycieli albo profesorów już raczej z akademii, będąc na studiach lub ucząc się w szkołach drugiego stopnia, ale to jest zupełnie inna kwestia.
  • mysiaapysia 13.01.18, 22:14
    Kobieto - to, że Ty nie znasz takich przypadków, to wcale nie znaczy, że tak się nie dzieje. Wyobraź sobie, że są tacy nauczyciele w szkołach I stopnia, którzy poświęcają mnóstwo swojego prywatnego czasu na dodatkowe zajęcia dla ucznia konkursowego, angażują się w dużym stopniu. A jednocześnie chcą wiedzieć jak będzie ten uczeń prowadzony podczas warsztatów. Żeby to zapewnić, rodzic musiałby zapłacić za dojazd i pobyt tego nauczyciela. Tak, bardzo cenię nauczycielki moich dzieci, mają ogromną wiedzę i doświadczenie.
    A tak w ogóle, to niestety mam sygnały, że te warsztaty, szczególnie dla pianistów, to raptem 2-3 indywidualne lekcje na cały turnus. I być może jedyną korzyścią jest pokazanie się przyszłym jurorom.
  • mysiaapysia 13.01.18, 22:59
    Zresztą podam przykład - akurat z fortepianu - w naszej szkole były warsztaty któregoś dnia, przyjechał jakiś profesor z AM. Nauczycielka przyszła z 10-letnim uczniem. Utwór - wariacje na podstawie arii. Pan profesor dziwi się czemu dziecko gra jego zdaniem zbyt wolno. Nauczycielka tłumaczy, że to przecież wariacje na podstawie utworu śpiewanego, powinna być długa fraza, czas na oddech itd. Rozwinęła się dyskusja - między dorosłymi. Ciekawe jak taki 10-latek poradziłby sobie sam na wakacyjnych warsztatach? Nie ma jeszcze wiedzy muzycznej, aby dyskutować z profesorem.
  • joanna.anna.na.a 14.01.18, 01:37
    Ten wątek raczej służył innemu celowi, ale żeby nie było niedomówień, dopiszę jeszcze istotne kwestie i zakończę mój udział w tej dyskusji. Nie rozumiem tej agresji smile. Z tego co zauważyłam, na tym forum jest wielu rodziców, którzy albo dopiero zaczynają swoje życie ze szkołą muzyczną albo mają krótki staż. Czasami po prostu szukają rady. To co ty napisałaś w tym konkretnym temacie jest dezinformacją i piszę to z pełnym przekonaniem, z myślą o tych rodzicach, bo mi niczego udowadniać nie musisz. Jestem rodzicem z 13-ietnim stażem w szkole muzycznej, na różnych instrumentach. Moje młodsze dziecko jest dzieckiem, jak to nazywasz konkursowym. Napisałaś, że twoje dzieci na letnie warsztaty nie jeżdżą, moje tak, wielokrotnie już na takich były. Znam więc temat z doświadczenia , nie ze słyszenia. Dla tych rodziców więc, którzy chcieliby wiedzieć coś więcej na ten temat. Warsztaty letnie trwają około 10 dni. Zazwyczaj jest w ich trakcie 4-5 lekcji indywidualnych. Można o tym przeczytać w regulaminie i umowie, którą rodzic podpisuje. Nie zdażyło mi się aby, któreś z moich dzieci wróciło z informacją, że było ich mniej. W zależności od instrumentu są zajęcia orkiestrowe, zespołowe, kompozycja, improwizacja, kształcenie słuchu. To też jest zawarte w ofercie danych warsztatów. Nigdy nie spotkałam się z przypadkiem, aby dziecko na takie zajęcia jechało ze swoim nauczycielem ze szkoły i nawet jeżeli jak mi zrzuciłaś czegoś nie widziałam, to nie znaczy, że tego nie ma, to muszą to być tak sporadyczne wypadki, że pisanie o nich jako o normie jest przekłamaniem. I są to w wielu przypadkach właśnie te konkursowe dzieci. Poza tym, mówiąc szczerze, jakoś nie wierzę, żeby profesor prowadzący warsztaty,( są to zazwyczaj uznani, cenieni, a przynajmniej znani muzycy) godził się, żeby na jego lekcji siedział inny nauczyciel i z nim dyskutował na temat jego metod pracy smile. Na warsztatch poradzi sobie 8-latek, 9-latek i 10-latek ponieważ nie jedzie tam aby dyskutować o tym jak zagrany ma być dany utwór, bo narzędzi do tego nie ma i długo nie będzie miał, ale jedzie po to,żeby dowiedzieć się czegoś nowego, poznać inne spojrzenie na muzykę, nauczyć się innych sposobów na rozwijanie swoich umiejętności. Utwór, który ze sobą bierze jest tylko pretekstem do pracy. Nawet jeżeli nauczycielowi w szkole nie spodoba się odczytanie jakegoś fragmentu to to sobie poprawi tak jak będzie chciał. Warto jednak uzgadniać z nauczycielem prowadzącym do kogo dziecko jedzie, wtedy raczej takie nieporozumienia się nie zdarzają. Przez te lata poznałam naprawdę zdolne dzieci, które dużo albo już osiągnęły albo zaczynają odnosić sukcesy. Wszystkie biorą udział w różnych szkoleniach i kursach u wielu pedagogów bo to ich rozwija, oczywiscie w porozumieniu ze swoim nauczycielem. I żadne na te kursy nie jeździło ze swoim nauczycielem smile. Co do sytuacji dyskutowania dorosłych przy dziecku jest to po prostu kiepskie i tyle. Ktoś się poczuł urażony i konfrontacja gotowa, a niepotrzebna, bo niczego to raczej w edukacji tego dziecka nie zmieniło. Mam nadzieję, że niektórym rodzicom pomogłam. Dodam tylko, że moje dzieci również towarzysko bardzo dobrze spędzają czas na takich wyjazdach.
  • mysiaapysia 14.01.18, 22:14
    No cóż - najwidoczniej gdy ktoś się z Tobą nie zgadza od razu zarzucać musisz mu agresję...
    Zapoznawałam się z wieloma ofertami kursów i wyraźnie była tam mowa o opłacie za uczestnictwo nauczyciela.
    Jak tam jest wiem akurat od części rodziców, którzy zdecydowali się pojechać, z nauczycielem (fortepian). Jakoś nie wrócili super hiper zadowoleni. Owszem, atmosfera itd. Ale indywidualnie dziecko jakoś za wiele nie zyskało. Ledwo kilka lekcji.
    9-10 latek raczej samodzielnie nie podyskutuje z profesorem, bo nie ma takiej wiedzy. Zatem na kilku lekcjach grzecznie zagra jak mu każą, a po wakacjach i tak wróci do wersji swojego nauczyciela. O ile w ogóle wróci do tego utworu, bo po wakacjach to raczej wchodzi do nauki nowy repertuar.
    Mam dzieci konkursowe, bo udało nam się trafić na doświadczone i zaangażowane nauczycielki. Tak jak one prowadzą ucznia, jak wszystko tłumaczą, a jednocześnie umiejętnie zachęcają do wytężonej pracy, to naprawdę nic tylko podziwiać. Wszyscy ich uczniowie, którzy zdecydowali się zdawać na II stopień, dostawali się bez problemu. Bez jeżdżenia na warsztaty. Owszem, biorą udział w warsztatach organizowanych przez szkołę, 1-dniowych. I nie tylko te nauczycielki są obecne podczas tych warsztatów. Kilkakrotnie miałam okazję przysłuchiwać się dyskusji. Nikt nie widział w takiej dyskusji niczego złego. Z reguły uczniowi zadawano wtedy pytanie czy rozumie tą dyskusję i co by wybrał, co mu bardziej pasuje, co lepiej czuje.
    Piszę o I stopniu.
    II stopień to już zupełnie inna sytuacja. Uczeń z doświadczeniem, dość ukształtowany muzycznie i życiowo.
  • joanna.anna.na.a 14.01.18, 23:03
    No cóż nie będę dyskutowała z wiedzą teoretyczną, mając wiedzę praktyczną smile Pozdrawiam
  • 7wiola35 15.01.18, 08:04
    Pewnie bywa tak, że nauczyciel pojedzie na takie warsztaty,ale to są jednostkowe przypadki. Z reguły koszta samych kursów są tak wysokie, że opłacanie uczestnictwa nauczyciela jest ,, ekstrawagancją,,. Po za tym, większość nauczycieli ma swoje życie prywatne i wyjazd kilka dni z uczniem, to nie lada poświęcenie. Zresztą bez celowe. Po to jedzie się na warsztaty, żeby zdobyć nowe doświadczenie,a nie żeby pracować z własnym pedagogiem. Nawet jeśli repertuar jest grany inaczej, to przecież chodzi o sam fakt grania; paluszki chodzą, główka pracuje...Osobiście nigdy nie słyszałam o tym,aby nauczyciel jechał na taki kurs z uczniem ( co nie znaczy,że tak nie bywa ) i osobiście nie widzę celowości takiego wyjazdu.
  • gandziabandzia 06.02.18, 21:32
    Podaj jeden przyklad takich warsztatow,gdzie nauczyciel ze szkoly jedzie z uczniem?Warszawskie Warsztaty Pianistyczne?Nie,Od rzemiosla do mistrzostwa w Krynicy czy w Łancucie?Nie,AkademiaLisztowska we Wroclawiu?Nie,Forum Pianistyczne w Sanoku?Nie,w Kielcach-Nie.W Szczecinku?Nie.No to gdzie????Nie masz o tym zielonego pojęcia-nigdy jeszcze nie spotkalam sie z przypadkiem,zeby nauczyciel ze szkoly podstawowej chcial jechac na warsztaty z uczniem i zeby ktos mu za to placil.Nigdy ,mam w rodzinie dwoch pianistow -jeden juz na Akademii ,a drugi w II stopniu.NIE MA CZEGOŚ TAKIEGO,żeby za fryko nauczycielka jechala sobie na warsztaty i kazala sobie za to placic rodzicom uczniow.Na warsztatach są lekcje mistrzowskie 4 albo 5 i to wystarczy bo od profesora dziecko dostaje tyle roznych informacji przez godzine,ze i tak tego nie obrobi w miesiac.O jakiej arii z wariacjami mowisz???Czy wiesz,że czy grasz szybko czy wolno fraza i narracja musi być ZAWSZE?Jak chcesz,wyjasnie CI pare rzeczy .Czy Twoje panie nauczycielki sa grajacymi pianistkami?Czy sa profesorami?Po to sa warsztaty,ze przyjezdzaja pianiscic i pedagodzy koncerujacy z Akademii-jedni lepsi drudzy gorsi,ale maja oglad z zewnatrz i na pewno wychwytuja mnostwo bledow.To tyle,chetnie odpowiem na wszystkie pytania.
  • pianoismylife 27.02.18, 00:20
    Nie ma Pani racji i w bardzo emocjonalnym tonie odpisuje pani mysiaapysia. Otóż ja wiem, że w Krynicy i w Sanoku można pojechać na warsztaty muzyczne razem z nauczycielem i jest to praktykowane przez nauczycieli różnych szkół muzycznych. O ile wiem, podczas kursów Towarzystwa Lisztowskiego we Wrocławiu również miał miejsce przypadek towarzyszenia nieletniemu uczniowi przez jego nauczyciela. Ja bym chciała mieć nauczyciela, który zechciałby się w ten sposób poświęcić dziecku i inwestować/doskonalić swoją wiedzę i umiejętności.
  • karola2122 27.02.18, 10:25
    Co do ostatniego zdania: każdy chciałby mieć takiego nauczyciela, ale... dlaczego musi poświęcać się właśnie temu dziecku, podczas gdy nauczyciel ma np. kilkanaście? Jaki jest sens w takim "inwestowaniu" w swoją wiedzę i umiejętności, jeśli za to nikt dodatkowo nie zapłaci, ani teraz, ani w przyszłości? Przecież rozmawiamy o szkole I stopnia...

    To jakby powiedzieć: niech dentysta gratis wyleczy moje zęby - przecież w tym czasie się doskonali, niech prawnik gratis poprowadzi moją sprawę - przecież jw., niech mechanik gratis naprawi mój samochód.. Chciałabyś mieć takiego dentystę, prawnika, mechanika.. Kto by nie chciał? Ale za usługi trzeba płacić. I tyle.
  • geve 10.02.18, 19:48
    Mysiuapysiu. Ponieważ nigdy nie uczestniczyłaś w letnich czy zimowych kursach muzycznych, pozwól, że wytłumaczymy Tobie ich formułę.
    Dla dzieci młodszych organizowana jest forma kolonii muzycznych, podczas których oprócz wspólnych zajęć i wycieczek mają indywidualne lekcje z nauczycielem, ćwiczą grę na instrumentach oraz grają wspólne grają w zespołach.
    Starsze jeżdżą do wybranych nauczycieli/profesorów, aby poprawić aparat gry, poćwiczyć repertuar, czasem popracować nad programem konkursowym, albo po prostu spędzić letni czy zimowy czas ze znajomymi i przy okazji pograć, wedle życzenia. Zawsze towarzyszą zajęcia wspólne – orkiestra, zespoły kameralne, liczne, często codzienne koncerty zarówno uczniów jak i profesorów oraz unikalna, muzyczna i jednak wakacyjna atmosfera. Dzieci mogą jechać pod opieką rodziców (często warsztaty połączone są z rodzinnymi wakacjami) albo samodzielnie (zazwyczaj od 12. roku życia). Dzieci stają się bardziej samodzielne, nawiązują się długofalowe znajomości i przyjaźnie, maja duży fun z wyjazdów.
    Koszt wyjazdu dziecka na kolonie czy kursy muzyczne jest taki sam jak na tradycyjne kolonie czy obozy (często są dofinansowywane przez instytucje i sponsorów), sposób rozliczenia jasny i klarowny (koszt kursu – lekcje indywidualne, zespołowe, koncerty, opieka pedagogiczna, plus koszt zakwaterowanie i wyżywienia dla zainteresowanych). Pierwsze słyszę, aby letni kurs muzyczny był wyjazdem dziecka z rodzicami i nauczycielem. Musiałaś coś źle zrozumiećsmile
    Nie ma absolutnie żadnego obowiązku uczestniczenia w warsztatach czy kurach muzycznych. Moje dziecko nie jeździło w szkole I stopnia.Po pierwszym letnim wyjeździe zachwycone stwierdziło, iż nie wyobraża sobie wakacji bez kursów, w tym roku chce jechać na dwa (u różnych profesorów). Ze względu na wartość muzyczną jak i towarzyską.
    Natomiast rzeczywiście wiele dzieci korzysta z lekcji dodatkowych. Nie wszystkie trafiają do dobrych nauczycieli (nie ma co ukrywać, że niektórzy nie powinni w ogóle uczyć, do najlepszych nie dostają się ad hoc dzieci z rekrutacji, a niektóre szkoły wraz z "układami" wciąż tkwią w poprzedniej epoce) lub są zdolne, ale niezbyt wybitne i potrzebują wsparcia. Inne – konkursowe i w szkołach II stopnia, gdzie repertuar jest zaawansowany, korzystają z lekcji dodatkowych często (ale też nie wszystkie), bowiem podczas godziny lekcyjnej czy zegarowej nie sposób omówić wszystkich szczegółów utworu oraz jego właściwej interpretacji. Jeśli brak jest czasu w ciągu roku szkolnego, młodzież często wybiera właśni kursy, aby na luzie popracować nad repertuarem.
  • niki040 26.01.18, 12:20
    Myślałam ,ze na warsztaty to dzieci starsze,a gdzie polecacie zamiast kolonii wysłała bym dziecię
  • joanna.anna.na.a 26.01.18, 19:23
    To zależy od instrumentu.
  • niki040 14.02.18, 22:57
    skrzypce
  • joanna.anna.na.a 15.02.18, 13:21
    www.stowarzyszeniekaliszewskiej.pl/?miedzynarodowy-kurs-mistrzowski-baloszyce-11-18022018
    www.kursymuzyczne.pl/home/
    www.kursymuzyczne.com.pl/
    www.kurs.opole.pl/
    www.promocjatalentow.pl/index.php

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka