Dodaj do ulubionych

Kryzys matki dzieci w szkole muzycznej. :(

05.11.11, 12:16
Kryzys mam. Czuję się zniechęcona i wypalona, a do tego mam poczucie ciągłej walki z wiatrakami. Po prawie 9-ciu latach "uczęszczania" do szkoły muzycznej z kolejnymi dziećmi dochodzę do wniosku, że szkoła muzyczna:
- zniechęca dzieci do grania
- nie dba o ich harmonijny rozwój
- zabija wszelką inicjatywę
- stawia wyłącznie na jednostki wybitne, a inne dzieci spycha do roli Kopciuszka
- niemiarodajnie ocenia
- nie traktuje rodziców jako równoprawnych partnerów, którym zależy na dobru dziecka
- "produkuje" wyłącznie wirtuozów nie ucząc miłości do muzyki
- dzieci nie występują praktycznie poza egzaminami przez co zamiast oswajać się ze stresem i publicznymi wystąpieniami, każde granie traktują jako egzamin
- a w wersji ogólnokształcącej dokłada do tego zaległości z przedmiotów ogólnych

Dobra, wylałam to z siebie. Mam poważny dylemat co zrobić dalej, czyli z Julkiem w klasie 6, Antkiem w klasie 3 i potencjalnym następnym czyli Maksem w klasie 0.
Czy tylko ja mam takie przemyślenia?? Czy tylko nas prześladuje taki pech?? Jak Wy to widzicie??

--
Katarzyna
Edytor zaawansowany
  • aa_k 05.11.11, 13:16
    Też miewam kryzysy - jeśli Cię to pocieszy. I nie mam najlepszego zdania o szkole muzycznej jako instytucji (podobnie zresztą jak o urzędzie nie tylko skarbowym, przychodni, szpitalu, poczcie, itd wink) I tak jak Ty nie zauważam, żeby szkoła uczyła dzieci słuchać i kochać muzykę - smutne. Jako matka nie mam jeszcze długich doświadczeń, jako była uczennica spore, jako koleżanka innych matek też spore.
    Nie wiem, czy to Ci pomoże, ale staram się w trudnych chwilach zadać sobie pytanie - co mogę zmienić, na co mam wpływ? i co chcę 'wziąć' z tego co jest dla siebie i dziecka. W odwrotnej kolejności smile Jaką mam alternatywę? Jak o sobie będę myśleć jeśli wytrwam? Co pomyślę, jeśli zrezygnuję? Co pomyśli o moich decyzjach dziecko?
    I pocieszam się, że nigdy nie jest idealnie. I że tak na prawdę to każda decyzja będzie dobra.
    Wylałam filozofię dnia codziennego wink
    Pozdrawiam
    Aneta

    Trzymaj się
  • jajko54 06.11.11, 13:28
    odnośnie dyskusji - może my mamy niesamowite szczęście ale syn w SM ma zarówno wspaniałą nauczycielkę instrumentu, umiejącą motywować pozytywnie, jak i uwielbia zajęcia teoretyczne. często też ma występy i w ogole się nie boi. natomiast Suzuki zazdroszczę tych grupowych lekcji, myślę że to musi być bardzo fajne dla dzieciaków. a wychowanie muzyczne w naszym kraju to dno i mogiła, rzeczywiście ale chyba SM nie są temu winne. generalnie muzykę traktuje się jako coś dla wybrańców mimo wiekowej tradycji wiejskiego muzykowania, śpiewania.
    tu cos a propos berkeleyrv.posterous.com/innovation-4
    --

    Nie wystarczy kochać ludzkość, trzeba jeszcze umieć wytrzymać z ludźmi.
  • kas-m 12.05.18, 16:17
    Skończyłam Akademię Muzyczną, mam słuch absolutny, więc edukacja muzyczna była dla mnie przyjemnością. Jako dziecko uwielbiałam grać całymi dniami, w sobotę 2 godziny ćwiczyłam program szkolny, następnie kilka godzin grałam to co mnie bardziej odpowiadało. Dwa razy w miesiącu chodziłam z rodzicami na koncerty muzyki klasycznej, jazzowej, do teatru. Dajcie coś z siebie, bo szkołą jest od realizowania podstawy programowej. Może problem w tym, że dzieci mają predyspozycje, ale nie mają pasji. Mówi się, że talent nie jest tak istotny jak praca. Niestety jeśli ktoś się nie wyróżnia, to niech szuka innej alternatywy, aby znaleźć kierunek w którym będzie błyszczał. A nauczyciel realizuje podstawę programową, która dąży do przygotowania wykwalifikowanego muzyka. Jeśli chce Pani, aby dziecko było chwalone za każdy występ proszę zapisać na zajęcia do domu kultury. Widać ewidentnie, że niestety dzieci nie są na tyle utalentowane aby pobierać naukę w takiej szkole, dlatego przychodzi im to z trudem. I nie ma w tym nic złego.
  • tijgertje 20.05.18, 23:18
    Zauważyłaś, ze to wątek sprzed 7 lat?
  • aniucha333 05.11.11, 13:23
    Dodam cos od siebie - mimo ze mam jeszcze dosc male dziecko i to takie ktore uczy sie prywatnie wg metody Suzuki. Mam pare kolezanek ze szkoly muzycznej - 3 zawodowych muzykow - 2 pracuja w filharmonii a jedna uczy w panstwowej szkole muzycznej. Zadna z nich nie poslala swoich dzieci do szkoly muzycznej mimo ze znaja caly nasz lokalny swiatek muzyczny. Jedna mi powiedziala kiedys ze dwojka jej starszych dzieci chodzila do szkoly muzycznej i w polowie szkoly sredniej dzieci podjely decyzje o rezygnacji z dalszej nauki - zadnie obecnie nie gra bo skonczyly studia na zupelnie innych kierunkach. Najmlodsze powiedziala mi ze nie pozwoli 'zniszczyc przez ten chory system' (cytuje jej slowa) i poslala na prywatne lekcje muzyki wg metody Suzuki. Najmlodsze gra rewelacyjnie, uwielbia wystepowac publicznie, nie ma tremy etc. Ale tak maja wszystkie dzieci uczone w naszej szkole - i te rodzicow zawodowych muzykow i te kompletnych 'analfabetow' muzycznych. Dowiedzialam sie tez zupelnei niedawno ze na Akademie Muzyczna w PL a zagranica juz wogole nie trzeba miec ukonczonej szkoly muzycznej I czy II stopnia, ale zdac egzaminy wstepne z gry na instrumencie. Wiec tak naprawde czy w dzisiejszych czasach PSMy az tak sa niezbedne zeby grac na instrumencie? Rozumiem aspekt finansowy dla wielu z nas jest sporym argumentem za PSM. Ale z drugiej strony jak tak sobie o tym mysle i biore wszystkie za i przeciw to wole metode Suzuki, bo widze jak tam dzieci kochaja grac i czerpia naprawde dzika satysfakcje z grania - i tez mamy momenty zwatpienia i zalaman ale u nas kazde dziecko idzie swoim wlasnym tempem - jak chce zrobic pol ksiazki przez caly rok to niech robi a jak 3 ksiazki Suzuki i co tydzien opracowac nowy utwor to tez moze. Dziecko samo decydyje jak szybko cos chce robic a nie z gory narzucona rama programowa. I to buduje poczucie wartosci dzieci i widze jak sprawia ze one coraz bardziej z roku na rok czerpia radosc z grania. U nas na przyklad Mloda chcialaby z lekcji na lekcje grac cos nowego ale nauczyciel ja powstrzymuje bo musi cos tam poprawic - ona naprawde kocha te skrzypce i wystepy i wiem ze to dzieki metodzie Suzuki i zupelnie innemu podejsciu niz w PSM.

    to takie moje spojrzenie na PSM i wiem ze nie do konca jest obiektywne smile
    pozdrawiam
  • werbena11 05.11.11, 18:54
    Mam trojke dzieci uczaca sie met. Suzuki na skrzypcach - corka 8 lat uczy sie juz 2 lata, corka 5,5 uczy sie 1,5 roku, syn 3,5 uczy sie od marca.
    Od wrzesnia najstarsza corka zaczela uczyc sie na gitarze w popoludniowej SM, z wlasnej woli. Tzn gitara z wlasnej woli a pomysl na SM jest moj.
    I ona juz nie lubi ksztalcenia sluchu i rytmiki - mowi, ze to bardzo nudne zajecia sa, na rytmice pani stawia paly za brak zadania domowego (a niektore z tych dzieciakow to pierwszaki, moja jest w III klasie; pomyslalam sobie - fajny sposob na zachecenie dzieci do rytmiki).

    Najwazniejsze jednak, ze trafil na sie bardzo przyjacielski, spokojny i otwarty nauczyciel gry na gitarze. Moja corka chce tylko do niego chodzic, a nie na dodatkowe zajecia. Ja jej tlumacze, ze to taki pakiet, najwazniejsze, zeby uczyla sie grac, a reszta jej sie przyda kiedys, i tak latwo jej idzie. I do tego mamy to za darmo smile
    Ale generalnie mam stosunek do szkoly taki - jak sie uda to zawsze jakis plus, dodatkowe bodzce w glowie, cos sie lyknie, ale nie za wszelka cene.
    Niestety zgadzam sie z wieloma minusami SM - mnostwo ludzi, gdy mowie o nauczaniu na skrzypcach moich dzieci robi zbrzydzona mine, bo mieli, albo ktos z ich otoczenia mial kontakt z muzyka, w olbrzymiej wiekszosci ze strony szkoly muzycznej, i zrezygnowali, bo bylo to bolesne nieprzyjemne bardzo doswiadczenie.
    Ja sie ciesze, ze Suzuki nie daje tego bolu, tylko radosc z kontaktu z muzyka, przyjemnosc w odkrywaniu nowego, przezwyciezaniu trudnosci, oprocz tego chodzimy na koncerty, sluchamy plyt i otaczamy sie muzyka na codzien. Wystepy sa czesto, corki nie maja z tym zadnych problemow, to tez ogromny zysk z met. Suzuki. Kiedy patrzylam na dzieci grajace w SM widzialam jak sie im rece trzesly szkoda mi ich bardzo bylo.
    Bylam na warsztatach na Litwie i tam spotkalam nauczyciela wiolonczeli, ktory uczyl te metoda w SM.
    Nie podoba mi sie tez to cale nastawienie na talent, jakies takie wywyzszanie tych co moga i sa obdarzeni obok tych co sie nie nadaja i pewnie trzeba usunac z elity w SM, to nastawienie w ogole zniecheca zwyklych ludzi do muzykowania, bo moze bedzie falszywie i skucha, lepiej zamilknac na wieki. W Suzuki nie ma zadnej preselekcji i kazdy sie moze nauczyc grac, tak jak kazdy nauczy sie swojego jezyka ojczystego.
  • mama_mak 05.11.11, 19:18
    Nie chcialabym byc wredna, bo nie mam nic przeciw metodzie Suzuki, ale preselekcja jest i to niebanalna - finansowa !
    Jak wielu z nas na to po prpostu nie stac? A chcemy cos dzieciom zapewnic, obdarzyc jakims kapitalem na przyszlosc?
    Wszystko jest bardzo wzgledne, jakkolwiek wyobrazam sobie, iz dobrze platni (przy tym zalezni od rodzicow) i majacy malo zajec nauczyciele suzuki (sorry, ale pracowalam rownolegle kieyds w liceum i w miedzynarodowej szkola nauczania fr Alliance Française i wiem, o czym mowie), do tego z odpowiednio opracowana pedagogika, maja wiecej motywacji i atutow, zeby byc milszymi wykladowcami i miec wiecej inwencji tworczej oraz cierpliwosci. Nie chce bronic, po prostu troche widzialam swiat nauki od drugiej strony. Na tej zasadzie zabic mozna wszystko wszedzie.

    Natomiast, co do rytmu ucznia, to sie zgadzam, ze jest to kluczowe w kazdym nauczaniu. Nie uczeszczalam do SM (tyko do ogniska muzycznego), wiec nie wiem, jak to jest z programem, czy tez im tak kaza gonic, jak w szkolach itd.

    Zdziwiona jestem za to szczerze ta "wylegarnia" talentow w panstwowce sad Tego bym sie nie spodziewala, bo to jakby sie kloci z ta tasmowoscia, przeciez takim uczniem trzeba sie bardziej zajac (chyba, co ?) ? Skad to sie bierze ?

    A na pocieszenie przeczytajcie sobie, jaka jest rzeczywistosc, ktora czeka np. moje francuskie dziecko :
    pianoart.republika.pl/ranska.html
    I wiecie co ?Moj maz juz planuje przeprowadzke do Polski, w ktorej ponoc... znacznie lepiej uczy sie dzieci i mlodziew muzyki, niz tutaj. Co potwierdzaja francuscy i nie tylko nauczyciele chorem. A wiec, glowa do gory, polskie mamusie ! wink

  • aniucha333 05.11.11, 19:32
    Mama_mak:

    Oto ta preselekcja finansowa: w naszej szkole koszt miesieczny nauki na skrzpcach (1 raz w tyg lekcja indywidualna + 1 lekcja grupowa, 1 lekcja rytmiki/ksztalcenia sluchu, 1 lekcja spiewu) wraz z wypozyczeniem instrumentu to koszt 270 PLN miesiecznie. Jesli uczy sie wiecej niz 1 dziecko to kazde kolejne ma 20% znizki.

    Nie jest mega tanio, ale nie jest az tak drogo by narzekac na aspekt finansowy. Wole odmowic sobie wakacji w Grecji czy Egipcie albo w HIszpanii a miec dziecko w naszej szkole. Ot moj wybor smile
  • aniucha333 05.11.11, 19:38
    A tak a propos, niedawno z kolezankami myslalysmy o letnich warsztatach muzycznych Suzuki we Francji - koszt to ponad 1,200 euro (pobyt + oplata za warsztaty). W PL, za 6 dniowe warsztaty z wyzwynieiem dla mnie i Mlodej place 1,700 PLN - i mamy nauczycieli z calej Europy. I tak a propos, cos musi byc z tymi cenami bo co roku zjezdzaja rodzice z dziecmi na te nasze warsztaty z Danii, Belgii, Francjii, Irlandii, Anglii, Niemiec, Szwecji - chyba w PL jednak duuuzo taniej smile
  • tijgertje 06.11.11, 09:01
    Pewnie, ze jest taniej. W Wiatrakowie za godzine zegarowa lekcji w szkole muzycznej placi sie w granicach 60€. Jak dziecko mieszka na terenie gminy, w ktorej jest szkola, to czesto dostaje dofinansowanie z gminy i wychodzi taniej. za godzine lekcji prywatnej place 30€. Za 2-dniowy kurs placilam w ubieglym roku bodajze 240 czy 280€. Bilet na koncert filharmoniczny kosztuje od 20€ w gore, na balet czy opere w wiekszym teatrze 60-200€ , tak,z e w Polsce na pewno jest taniejsmile
    --
    autystyczne-tygryskowo.blogspot.com/
  • kasiask 06.11.11, 09:05
    Ania, no coś Ty! To jak nie muszę płacić to mam się cieszyć, że dziecko mi się marnuje?? To co? To znaczy, że nauczyciel jest zwolniony z odpowiedzialności??? Co jest? Nikt nie rozumie moich frustracji? Alien jestem jakiś?? Czy może się w końcu w tym wątku wypowiedzieć ktoś, kto ma dziecko w normalnej, polskiej szkole muzycznej?? A jak nie to proszę Administratora tego forumi o skasowanie tego wątku!! Bardzo proszę!
    --
    Katarzyna
  • tijgertje 06.11.11, 09:43
    Kasiu, ja doskonale rozumiem twoje rozterki. szkola muzyczna ma tyle samo zalet co i wad i nie da sie tego ukryc. Choc niektore maja wiecej wad niz zalet, z tego co od dawna u ciebie czytam, wnioskuje, ze trafiliscie raczej na to drugie. A ze PSM jest nastawione na hodowle przyszlych profesjonalistow, to wiadomo nie od dzisiaj, niestetysad Na festiwalu Chopinowskim w Dusznikach kiedys mielismy zaszczyt poznac niesamowitego pianieste, Jindica. eugene Jindic byl kiedys nawet drugi na Konkursie Chopinowskim, gra niewiarygodni, uczy w konserwatorium paryskim, koncertuje i prowadzi kursy mistrzowskie. Gra niesamowicie, a poza tym jest cudonym, pogodnym starszym panem, ktory robi ogromne wraznie sama swoja obecnoscia. Mlody go uwielbial (z wzajemnoscia zreszta). Kiedys spytal, czy sama tez gram. przyznalam sie, ze uczylam sie grac na fortepianie, ale ze pierwszego nauczyciela mialam do niczego, to nie jestem w stanie wyprostowac wielu beldow. Wiesz co stwierdzil? Jego najgorsi uczniowie z konserwatorium trafiaja wlasnie do szkol mozycznych na nizszych poziomach i morduja talenty. Taka niestety jest prawda. W szkolach muzycznych nie ma wielu nauczycieli z powolania. sa ludzie, ktorzy albo nie byli zbyt dobrzy, aby profesjonalnie muzykowac i moc sie z tego utrzymac i szkole muzyczna traktuja jako sposob na stala pensje, albo mieli talent, ktorego z jakichkolwiek powodow nie byli w stanie przetlumaczyc na sukces artystyczny i frustracje przelewaja na uczniowuncertain Jak juz ktos wspomnial, szkoly muzyczne trwaja w jakims dziwnym marazmie, tak, jakby przez ostatnie 50 lat nic sie w muzyce nie wydarzylo. programy wciskaja uczniow w ramki, nie daja ani satysfakcji, ani radosci z muzykowania. Ja np nie cierpie grac gam i pasazy. nie chce, to nie musze, dostaje takie utwory, w ktorych nie ma sily, trzeba to samo, tylko w przyjemniejszy sposob i tak wycwiczycsmile pewnie, ze latwiej byloby mi grac sonate, majac gamy i pasaze w palcach, ale jesli wole sie uczyc na sonacie i mam z tego frajde, to dlaczego nie? Bo rogram przewiduje inaczej? Na pewno nigdy nie bede miec takich nawykow, jak dobrze "wytresowany" uczen polskiej szkoly, ale profesjonalnym muzykiem juz nie zostane, a na dobrego amatora wystarczy to, co sie naucze grajac z przyjemnoscia.
    a tak przy okazji, Kasiu, Jak Julek bedzie sie uczyc grac pozycje kciukowa, to daj znac, bo mam kapitalna ksiazeczkesmile
    --
    autystyczne-tygryskowo.blogspot.com/
  • mama_mak 06.11.11, 11:32
    >Ja np nie cierpie grac gam i pasazy.
    Ka tez nie. I mam taka mala w domu, co tez nie smile))

    > nie chce, to nie musze, dostaje takie utwory, w ktorych nie ma sily, trzeba to samo, tylko w
    > przyjemniejszy sposob
    Takie podjescie ma tez nauczyciel mojej Uli, ale ni ludze sie, ze jak pojdzie do PSM, to bedzie inaczej. Chocby dlatego, ze trudno kazdemu ucznowi wymyslac cos, co akurat jemu odpowiada , jak masz ich po kilkunastu czy wiecej. Po prostu jest to po ludzku nie mozliwe (sprawdzilam na sobie), nie mowiac o tym, ze pewnie potem troche trudno im cos razem wytulumaczyc, jak kazdy ma cos innego. Moze w sumie, to jest plus PSM, bo jest jakas spojnosc ???
  • mama_mak 06.11.11, 11:26
    Tijgertie, zmiluj sie, przeliczajac na zlotowki, to jest taniej ale w Pl nie kupisz biletu na koncert za 20 zlotych nawet w zwyz, a za 20 euro, jak piszesz, kupisz, przyrownaj do pensji.

    Jasne, potem jest jeszcze sila nabywcza pieniadza, kupisz wiecej za 20 euro niz za 20 zl, to fakt, ale to juz troche inna para kaloszy
    --
    Rodziecielstwo Bliskosci juz wychodzi !
    cycusialka.bloog.pl/kat,715934,index.html
  • tijgertje 06.11.11, 15:03
    mama_mak, ja wiem, ze przeliczanie nie ma sensu, podalam przyklady potwierdzajace, dlaczego na kursy do Polski przyjezdzaja ludzie z innych krajow, nawet jak maja kursy u siebie. Z przejazedem i przyzwoitym noclegiem i tak taniej wyjdzie.
    --
    autystyczne-tygryskowo.blogspot.com/
  • mama_mak 06.11.11, 15:35
    A, to napewno. Dlatego sami planumey powrot do kraju za kilka lat smile
  • tijgertje 06.11.11, 19:59
    mama_mak napisała:

    > A, to napewno. Dlatego sami planumey powrot do kraju za kilka lat smile

    My wprost przeciwniewink Ostanio maz wyjechal z pomyslem, zeby na kilka lat do Warszawy czy w okolice sie przeniesc, bo moga go wydelegowac z firmy, z tutejsza placa oczywiscie plus jakies dodatki. ale warszawa? taaakie wielkie miasto? Ja sie w nim udusze. Przegladnelam strony szkol miedzynarodowych i uznalam, ze mlody nawet w najlepszych nie bedzie miec tak dobrze jak tutaj. we wszystkich ofertach za duzo jest MUSI, a nie MOZE. Mam wrazenie, ze obowiazek szkolny w Polsce musi byc nieprzyjemnym obowiazkiem. Jako,z e dziecko mam takie, a nie inne, to wole tutaj zacisnac pasa i siedziec w dziurze zabitej dechami majac swiadomosc, ze moje dziecko dostaje to, czego potrzebuje. Moze sie na emeryturze przeprowadzimy, ale nie sadze, zebysmy zmieniali miejsce zamieszkania zanim mlody sie usamodzielni, chyba, ze bedziemy musieli sie w inny rejon albo do mniejszego domu przeprowadzic.

    --
    autystyczne-tygryskowo.blogspot.com/
  • ricorda 04.01.12, 15:49
    Witam,
    w jakim mieście i szkole uczy się Pani dziecko?
    Proszę o namiar:
    ricorda@wp.pl

    Dziękuję.
  • werbena11 05.11.11, 19:43
    mowiac preselekcja mialam na mysli: nie ma egzaminow wstepnych, jesli chodzi o tzw talent czy brak
    do szkoly muzycznej egzaminy sa wstepne
    moja najstarsza corka zdawala jako niespelna 6-latka - okazalo sie, ze nie ma predyspozycji i sie nie dostala
    pozniej zdawala po 1,5 roku nauki Suzuki i co za odmiana - talent sie objawil smile

    jesli chodzi o koszt ty mysle, ze koszty Suzuki w Pl nie sa wyjatkowo wysokie, porownywalne do innych zajec dodatkowych, korepetycji
  • aniucha333 05.11.11, 20:02
    > moja najstarsza corka zdawala jako niespelna 6-latka - okazalo sie, ze nie ma p
    > redyspozycji i sie nie dostala
    > pozniej zdawala po 1,5 roku nauki Suzuki i co za odmiana - talent sie objawil :
    > )
    hahaha - o matko, oplulam komputer ze smiechu smile no wlasnie - kurcze blade - co to jest ten talent albo jego brak?

    > jesli chodzi o koszt ty mysle, ze koszty Suzuki w Pl nie sa wyjatkowo wysokie,
    > porownywalne do innych zajec dodatkowych, korepetycji

    Dokladnie. Tak a propos - niskiego poziomu z ogolnoksztalcacych w PSM tak jak zalozycielka watku wspomniala. Nikt nie wie czy dziecko po PSM bedzie chcialo sie ksztlacic dalej w kierunku muzycznym na studiach i co jesli zdecyduje ze nie? Mam kolezanke ktora po dziennej PSM I i II stopnia nie chciala isc na AM i musiala sobie rok przerwy zrobic po maturze zeby nadrobic zaleglosci z matematyki i jezykow. Brala caly rok korepetycje z matmy i jakies tam kursy prywatnie z ang i niemieckiego. Potem dostala sie na ekonomie na uniwersytecie. Do dzis mowi ile pracy musiala wlozyc zeby nadgonic. Ale studia skonczyla z wyroznieniem a to ja jestem pewna zasluga wczesniejszej nauki gry na instrumencie i pracy jaka od najmlodszych lat w wkladala smile
  • werbena11 05.11.11, 20:14
    moja chrzesniaczka zmienila PSM na szkole zwykla w 5. klasie, bo poziom ogolny byl za niski, zeby sie dostala do dobrego ogolnego gimnazjum

    ja czesto mysle skad sie bierze ta skostnialosc szkol muzycznych. kazdy ma jakiegos znajomego, ktory mial te negatywne doswiadczenia z nauka muzyki, ale nic sie nie zmienia,
    szkoly w ogole nie ida w kierunku popularyzowania muzyki, bycia centrami szerzenia kultury muzycznej nie tylko wsrod uczniow tych szkol, ale takze innych, rodzicow, rodzin, zachecania do probowania brania instrumentu do reki, sluchania koncertow, spiewania przy roznych okazjach.
    mam wrazenie, ze glownym celem jest wyksztalcenie zawodowcow i wyniki konkursow.

  • aniucha333 05.11.11, 20:44
    ja czesto mysle skad sie bierze ta skostnialosc szkol muzycznych. kazdy ma jaki
    > egos znajomego, ktory mial te negatywne doswiadczenia z nauka muzyki, ale nic s
    > ie nie zmienia,
    > szkoly w ogole nie ida w kierunku popularyzowania muzyki, bycia centrami szerze
    > nia kultury muzycznej nie tylko wsrod uczniow tych szkol, ale takze innych, rod
    > zicow, rodzin, zachecania do probowania brania instrumentu do reki, sluchania k
    > oncertow, spiewania przy roznych okazjach.

    moze powiem cos malo popularnego ale jakby zamknac z polowe takich szkol a ich nauczycieli przerzucic do zwyklych szkol podstawowoych, gimnazjow i srednich to moze wreszcie szerzeniem takiej nauki muzyki sie zajeli. W USA w kazdej szkole panstwowej jest orkiestra i dzieci tam sie ucza naprawde grac. Oczywiscie z roznymi wynikami, ale graja smile Takie orkietry czy chory w tych zwyklych szkolach sa prowadzone przez zawodowych muzykow.

  • mama_mak 05.11.11, 20:50
    Doa mysl, z tym przezrzuceniem ! wink
  • aniucha333 05.11.11, 19:44
    Dziewczyny - przypomnialo mi sie ze duzo nauczycieli w PL uczacych w PSMach robi uprawnienia wg metody Suzuki i potem to wykorzystuje w uczeniu dzieci w PSMach. Przyklad i to bardzo znany to p. Obijalska. Jesli chcecie sprawdzic wjedzcie na strone CRUMS - polskiej metody Suzuki tam sie wyswietla nazwisko nauczyciela i miasto oraz instrument na ktorym uczy. Potem mozna w googlach wyszukac gdzie taki nauczyciel uczy.
  • aniucha333 05.11.11, 19:27
    werbena11

    a propos talentu - im dluzej moje dziecko uczy sie metoda Suzuki to coraz mniej wierze w talent. Nie ma tego ale jest codzienna praca, codzienne obcowanie z muzyka ktore zwieksza wrazliwosc a to wszystko zaczac jak najwczesniej - wtedy bedzie ten 'talent'. I tak jak mowisz kazdy z nas opanuje jezyk ojczysty tak jak gre na instrumencie ale tylko paru bedzie pisarzami albo zawodowymi muzykami. Mam w rodzinie ex-baletnice ktora zawsze mi mowila ze talentem bez pracy i codziennego cwiczenia to moza co najwyzej sie tylko dobrze zapowiadac smile
  • linusia_75 05.11.11, 20:07
    Myślę, że kluczową sprawą jest nauczyciel instrumentu głównego. Nie ważne Suzuki, czy PSM - ważne kto.
    Szkoła muzyczna to po prostu szkoła, a nie prywatne lekcje gdy na instrumencie - trzeba zawsze o tym pamiętać.
    Nie znam za bardzo ani metod suzuki ani muzyków tą metodę kształconych.
    Znam za to nauczycielkę PSM mojej córki - wspaniała, cierpliwa, życzliwa i kompetentna osoba. W życiu nie słyszałam, żeby głos podniosła. Młoda miała niesamowite szczęście.
    Prawdą jest, że córka jest bardzo dobrą uczennicą, pewnie z takimi uczniami chętniej i łatwiej się pracuje. Ale to przecież nie bierze się znikąd, to 90% pracy i 10% talentu, jestem pewna, że na tym etapie / 4 klasa/ proporcje są dokładnie takie.
    Żadna szkoła nie stawia indywidualności ponad wtłoczenie w schemat. Żadna polska państwowa szkoła - oczywiste. Tak jest łatwiej, z uczniami wybitnymi jest chyyba jeszcze większy problem niz z tymi najgorszymi.
    To smutne, że mechanizm ten dotyczy też szkół artystycznych, ale te też mają swoje programy i ktoś ich z tego rozlicza.
    A szkoła jak to szkoła, ma lepszych i gorszych uczniów, a najważniejsze są wyniki

    Głowa do góry - życie do górki i doliny, w szkole, w pracy, w rodzinie. Życzę tylko szybkiej górki, jutro będzie lepiej smile.
  • aniucha333 05.11.11, 20:15
    Nie znam za bardzo ani metod suzuki ani muzyków tą metodę kształconych.

    Duzo nauczycieli w PSM czy na AM w PL ma spore wyniki uzywajac tej metody (jest juz od ponad 10 lat w PL) tylko na pewno nic o tym nie mowia bo w PL to jeszcze jest herezja wink

    I tak jak wspomnialas, najwazniejszy jest nauczciel instrumentu glownego.

    przesylam filmik z youtube od paru dzieci grajacych ta metoda.
    www.youtube.com/watch?v=QFFHYGxOz_8
    www.youtube.com/watch?v=W6H3MMisyWA
  • mama_mak 05.11.11, 20:53

    >Żadna szkoła nie stawia indywidualności ponad wtłoczenie w schemat. Żadna polska >państwowa szkoła - oczywiste. Tak jest łatwiej, z uczniami wybitnymi jest chyyba jeszcze >większy problem niz z tymi najgorszymi.
    >To smutne, że mechanizm ten dotyczy też szkół artystycznych, ale te też mają swoje< programy i ktoś ich z tego rozlicza.

    Zadna szkola nie jest tez w stanie dzialac tak, zeby dziecko i przyjemnosc wielka mialo i sukcesy. Codzienne chodzenie to nie jest przyjemnosc jak suzuki czy inna prywatna raz czy 2 w tyogdniu, mozna szybko miec dosc, to normalne ! I przyjemnosc szlag trafia.
    Arpzy takim przerobie tez trudno wyksztalcic, tak jak i jezyka nauczyc, 90%uczniow ma prywatne szkoly czy korki z jezykow.

  • aniucha333 05.11.11, 21:05
    > Zadna szkola nie jest tez w stanie dzialac tak, zeby dziecko i przyjemnosc wiel
    > ka mialo i sukcesy. Codzienne chodzenie to nie jest przyjemnosc jak suzuki czy
    > inna prywatna raz czy 2 w tyogdniu, mozna szybko miec dosc, to normalne ! I prz
    > yjemnosc szlag trafia.

    Zgadza sie, ale majac super fajnego nauczyciela ktorego sie uwielbia to nawet tak obowiazek nie wydaje sie taki najgorszy smile

    powiem tak - jakbym mieszkala w Warszawie to moje dziecko by uczylo sie grac na fortepianie i to u pani Jasinskiej w PSM, ktora jest propagatorem metody Suzuki w PL. Jakbym mieszkala w Olsztynie to bym poslala Mala na skrzypce do p. Obijalskiej tez w PSM, ale ze jestem w inny miescie i mamy fantastycznego nauczyciela skrzypiec o naprawde swiatowej renomie to posylam moje dziecko na prywatne lekcje do niego bo niestety nasz nauczyciel nie uczy w PSM sad
  • werbena11 05.11.11, 21:09
    ale w Holandii nikt korkow nie ma, a wszyscy po angielsku mowia, czy znakomita wiekszosc.
    po co marnowac w szkole czas, tam duzo mozna przeprowadzic.

    szkola muzyczna tez nie jest codziennie, lekcja z nauczycielem instrumentu SM jest 2 razy w tygodniu, w Suzuki raz, a dwa jesli jest lekcja grupowa w tym tygodniu.
    wiec to takze moze byc przyjemne, niezwykle spotkanie; a u niektorych to jest, wszystko od nauczyciela zalezy, nam sie udalo.
  • tijgertje 06.11.11, 09:28
    werbena11 napisała:

    > ale w Holandii nikt korkow nie ma, a wszyscy po angielsku mowia, czy znakomita
    > wiekszosc

    korki dla szkol srednich sa, w dodatku nie tanie. tyle, ze szkoly srednie wybiera sie przede wszystkim w oparciu o ogolnokrajowe testy i zalecenia z podstawowki, wiec zawyczaj nie ma problemow z tym, ze ktos mocno w dol odstaje. A angielski w Holandii to niemal drugi jezyk tubylcow. Wystarczy wlaczyc telewizjesmile wszystkie filmy, rowniez sporo dla dzieci sa w oryginalnej wersji jezykowej z napisami po tubylczemu. szkoly pracuja innymi metodami niz w Polsce, stawia sie na umiejetnosci praktyczne i radosc ucznia ze zdonywania wiedzy. dzieciaki nie musza znac mnostwa teorii, jak lubia sie uczyc, to samo do glowy wchodzi, musza wiedziec jak znalezc potrzebne informacje i jak je zastosowac praktycznie.
    mlody ostatnio chorowal i opuscil 3 dni w szkole. Zadzwonilam do pani i poprosilam o jakies zadania do domu, zeby nie mial w szkole zaleglosci. Pani byla oburzona! stwierdzila, ze nadrobi w szkole to co konieczne i bedzie robic dalej wszystko z kolegami, a nauka nie ma byc dla niego kara, zwlaszcza za chorobewink Mielsismy fajny teleturniej dla 12-latkow. Bylam w szoku, jaka dzieciaki maja wiedze. Dla mnie zadania teoretyczne to nie problem i dzieciaki z Polski zrobilyby je bez mrugniecia okiem, ale zaskoczyla mnie szeroka wiedza o wspolczesnym swiecie, wspolczesnej sztuce. oczywiscie w teleturnieju brali udzial najlepsi, ale mimo wszystko wlasnie fakt, ze szkola to tylko baza sluzaca do zaszczepienia umiejetnosci i checi zdobywania wiedzy robi na mnie ogromne wrazenie. To samo z nauczaniem muzyki. w szkolach ogolnoksztalcacych jest to niestety koszmar, ale dzieciaki uczace sie gry na instrumencie nie tylko wkuwaja to, co musza wedlug programu, ale cwicza np gre ze sluchu, improwizacje czy gre akompaniamentow. bardzo popularne sa regionalne dni dla poszczeglnych instrumentow, przez caly dzien (sobote najczesciej) grajacy na roznych poziomach (od uczniow grajacych od pol roku) graja wspolnie w grupach i koncza dzien wspolnym koncertem. Nie dosc, ze maja frajde, to w ciekawy sposob zdobywaja nowe umiejetnosci. U jednej znajomej nauczycielki fletu podstawowym materialem do nauki gry sa wydawnictwa Diisneya z tematami z filmow i akompaniamentem na CD. Ja na swoich lekcjach gralam np "wladce pierscieni" , co okazalo sie calkiem sporym wyzwaniem. Frajde mialam nie tylko ja, ale i moj mazwink
    --
    autystyczne-tygryskowo.blogspot.com/
  • mama_mak 06.11.11, 11:37
    >szkoly pracuja innymi metodami niz w Polsce, stawia sie na umiejetnosci praktyczne i radosc >ucznia ze zdonywania wiedzy. dzieciaki nie musza znac mnostwa teorii, jak lubia sie uczyc, >to samo do glowy wchodzi, musza wiedziec jak znalezc potrzebne informacje i jak je >zastosowac praktycznie.

    To fakt, ze mamy zupelnie inne podjescie do szkolnictwa, niz na zachodzie - znacznie za malo praktyczne i samodzielne !
    Natomiast ta radosc szkolna i td - ile ich jest w klasie ? Pozwole sobie porownac liczebnosc ludzka w Holandii i w Polsce, chyba u nas jest troche wiecej dzieciarni, co?
    Do tego dochodzi, ze my nie umiemy pracowac w grupie, niestety ! Ani mali, ani duzi.

    --
    Rodziecielstwo Bliskosci juz wychodzi !
    cycusialka.bloog.pl/kat,715934,index.html
  • tijgertje 06.11.11, 15:12
    liczebnosc w klasach? W zwyklych podstawowkach srednio 25-36 dzieci w klasie. Wiem, ze np w Polsce klasy integracyjne i specjalne sa mniejsze niz u nas. Np w szkolach dla dzieci z autyzmem jest po 16 osob, 1 nauczyciel i jeden asystent, a kazde jedno dziecko ma zaburzenia w spektrum. Dla dzieci z najciezszymi zaburzeniami autystycznymi sa klasy z bardzo indywidualnym podejsciem, mlody chodzi wlasnie do takiej szkoly. teoretycznie moze byc max. 12 dzieci, u niego jest 13, bo dla jednego chlopca nigdzie nie bylo miejsca i go warunkowo przyjeli. W klasie 1 nauczyciel i 1 asystent. najgorsze, ze strasznie wszedzie teraz tna i oszczedzaja na czym sie da i szkoly specjalne zupelnie chca zlikwidowac, a "specjalne" dzieci poupychac w tych przepelnionych klasach. W ogole sobie tego nie wyobrazamsad
    --
    autystyczne-tygryskowo.blogspot.com/
  • werbena11 06.11.11, 12:12
    mialam na myslo to, ze w NL da sie w szkolle nauczyc jezyka bez korkow - mm Holender mowi plynnie po angielsku i niemiecku tylko dzieki szkole, bez zadnych lekcji dodatkowych; tak samo wiekszosc Holendrow, ktorych poznalam - rodzina, znajomi
  • mama_mak 05.11.11, 20:09

    Nie, no jasne, ze sam talent to se do kieszeni mozna schowac wink albo na polce postawic i podziwiac.

    Co do cen, to 270 zl nie wydaje mi sie niska cena. Prownaj do to przecietnej pensji, niech bedzie nawt 2000 zl, a tutaj szkola Suzuki kosztuje pk 100 miesiecznie za 1/2 lekcji i jedna w tyg zbiorowke. Nie wiem, jak z wypozyczeniem. Wiec pomnozone przez 10 mcy szkoly to 1000 euro, a nie 2700 sad

    Natomiast mam wrazenie, ze posylajac dziecko do SM przeznacza sie je na kariere muzyka, albo sie w duchu chociaz o tym mysli, natomiast suzuki nie koniecznie - to przyjemnosc i kapital na przyszlosc, wiec praca jest rozna i kryteria nie te same.

    Ale historia z talentem w 1,5 roku jest dobra ! wink
  • aniucha333 05.11.11, 20:24
    Mama_mak

    Wiesz co - powiem ci ze dzieci w szkolach artystycznych nawet tych panstwowych kosztuja pieniadze i to nie male. Wspominajac ta nasza rodzinna baletnice - uczyla sie jeszcze za komuny i wspomina i to byla szkola panstwowa. Do dzis wspomina ile ja to kosztowalo i jej rodzicow, mimo ze szkola byla za darmo. Wyjazdy na konkursy, cala wyprawka, jakies dodatkowe lekcje prywatne, etc - to wszystko kosztowalo fortune.

    Wez tez drugi aspekt jaki mi ekonomistce wpadl do glowy; ) W Suzuki - to ja dostosowuje chociazby godziny zajec mojego dziecka do mojego grafiku pracy. W PSM jest na odwrot - najczesciej to my matki musimy zrezygnowac z czegos tam zeby nasze dzieci braly udzial w takich zajeciach, wiec njaczescie rezygnujemy z dodatkowego dochodu czy wyzszego stanowiska w pracy albo zmnijeszamy etat - to tez musisz wziasc pod uwage - bo to jest tez koszt o jaki zubazasz swoj domowy budzet. Wiec tak naprawde czy PSM az tak do konca jest taaki tani?...
  • mama_mak 05.11.11, 21:36

    No dobra, ale jak tak lkiczysz, to Ty bedziesz miec te wyjazdy, konkursy itd + jeszcze prywatna szkole, wiec o szkole wiecej wink

    Masz farta, ze dostosowujesz zajecia corki do grafiku, bo w szkole, gdzie chodzi moja Ula (sama nie metoda Suzuki ale smyczkowcy tak) nie ma takich mozliwosci. Sa negocjacje i ustawianie ale nie uwierze w to, ze kazda szkola prywatna muzyki, jeyzka czy czegokolwiek, suzuki czy inna daje mozliwosc dowolnego wyboru godzin.

  • aniucha333 05.11.11, 21:59
    No dobra, ale jak tak lkiczysz, to Ty bedziesz miec te wyjazdy, konkursy itd +
    > jeszcze prywatna szkole, wiec o szkole wiecej wink
    >

    To tez sie zgadza ale stac mnie (czasowo) na zmiane pracy gdzie wiecej zarabiam. Jak slucham innych mam ile czasu poswiecaja PSM i jak musza dostosowac swoj grafik i zmieniac godziny pracy zeby dziecko moglo ksztalcic sie w PSM to mam nieodparte wrazenie ile sie finansowo traci na takich szkolach - w sensie straconego dochodu smile

    Ale juz do szkoly ogolnoksztalcacej to Mala idzie zwyklej podstawowej - bo prywatne szkoly ogolnoksztalcace w PL nie sa niestety najlepsze w przeciwnienstwie zagranica.

    Wiec finansowo - wydaje kase tylko na metode Suzuki i jesli to jest moj jedyny wydatek na nauke na Mala to jest to calkiem malo. A korzysci jakie Mala ma z nauki ta metoda nie da sie przeliczyc na zadne pieniadze smile
  • mama_mak 06.11.11, 11:39
    Dzieci w PSM maja wiecej roznorodnych zajec codziennie, wiec, sila rzeczy, rodzice poswiecaja wiecej czasu, tak bym to wytlumaczyla. i chwala im za to, a ich watpliwosci jak Kasi, sa po prostu na miejscu i trzba walczyc o zmiany w systemie !

    --
    Rodziecielstwo Bliskosci juz wychodzi !
    cycusialka.bloog.pl/kat,715934,index.html
  • aniucha333 05.11.11, 20:38
    > Natomiast mam wrazenie, ze posylajac dziecko do SM przeznacza sie je na kariere
    > muzyka, albo sie w duchu chociaz o tym mysli, natomiast suzuki nie koniecznie
    > - to przyjemnosc i kapital na przyszlosc, wiec praca jest rozna i kryteria nie
    > te same.

    hmm, tu bym polemizowala bo osobiscie znam wiecej ludzi po PSM ktorzy kompletnie nic z tym zwiazanego nie robia. I tu mi sie wydaje jest tez podejscie w danym kraju do nauki muzyki. W USA czy Kanadzie czy UK - mozna zdobywac nauke gry na instrumencie tylko prywatnie, bo tam nie ma PSMow. Potem wczesniej czy pozniej mozna zdawac do konserwatorium. Znam ludzi ktorzy dostali sie do konserwatorium juz w wieku 16 czy 17 lat zagranica. W PL nie slyszalam o przypadkach ludzi ktorzy sie dostali do AM w tak mlodym wieku. I to jest chyba tez dylemat PL, ze z jednej strony robi sie afere ze dzieci pojda wczesniej do szkoly i potem studiuja az do 24 lat a z drugiej strony chce zeby tacy mlodzi juz po studiach mieli doswiadczenie. Potem tak do 35 lat to jeszcze moga znalezc prace bo starych sie w PL juz nie zatrudnia. I dalej tak mysle ze czesto mowimy ze ludzie z Europy Wschodniej lepsi sa w sporcie, muzyce, etc. Ale kto poza Blechaczem czy Kulka czy Wilkomirska naprawde zrobil w PL i poza jego granicami jakas oszalamiajaca kariere? W Rosji ludzie koncza studia nieco po 20 roku zycia, np w konserwatorium z tego co slyszalam, bo tam maja naprawde inny system ksztalcenia - nie wiem czy lepszy ale chyba skuteczniejszy skoro tylu znanych Rosjan robia oszalamiajace swiatowe kariery. Przypomniala mi sie nasza mega zdolna spiewaczka operowa - pani Aleksandra Kurzak. Jesli sie nie myle ma 32 lata a kariere juz taka ze moglaby obdarzyc paru. Sama w jednym z wywiadow stwierdzila ze to co sie nauczyczyla na AM to od swojej mamy tez spiewaczki operowej. Aha, na scenie zadebiutowala w wieku 22 lat w roli glownej w Mozarta "Wesele Figara" (jesli sie nie myle). Szczerze watpie czy udaloby sie jej to gdyby ktos inny ja prowadzil.
  • mama_mak 05.11.11, 21:33
    >hmm, tu bym polemizowala bo osobiscie znam wiecej ludzi po PSM ktorzy kompletnie nic z >tym zwiazanego nie robia.
    To juz jest pozniejszy wybor, czy efekt zniechecenia, pisze o wyobrze rodzicow (dziecko nie koniecznie swiadome, co robi, idac tam wink ) i w konsekwencji, ich oczekiwaniach.

    Systemy sa niezwykle rozne w roznych krajach i mysle, ze nieprownywalne. Majac ogolne wiadomosci z praktyki (wlasnej lub rodzinnej) polskiego i francuskiego, oraz obserwujac rezulatay i sluchajac komentarzy, wierzcie mi - polskie SM nie maja sie czego wstydzic !
  • mala_mi03 05.11.11, 21:40
    Witam,

    kasiaks, to wszystko co wymieniłaś, to były moje punkty, z którymi długo dyskutowałam przed podjęciem decyzji o wysłaniu dziecka do SM. Dokładnie taką szkołę pamiętam. Szkołę, po której sprzedałam swój instrument i nigdy więcej po niego nie sięgnęłam (teraz baaardzo żałuję), ale to był taki bunt przeciwko temu systemowi narzucania młodej osobie jedynej słusznej drogi, interpretacji, tłamszeniu młodego człowieka,zabijaniu w nim miłości do muzyki, niestety...

    Wszem i wobec wyraźnie mówiłam, że nigdy nie wyślę mojego dziecka do szkoły muzycznej (teraz sporo ludzi mi to przypomina -)Z drugiej strony, bardzo chciałam, żeby moje dziecko grało, czerpało z tego radość. Pierwsze kroki skierowałam do domu kultury, gdzie organizowano zajęcia gry na instrumentach. Nauczyciel wprost zakomunikował, że tutaj uczą się grania piosenek obozowych, wpadających w ucho, znanych i lubianych i czy o to mi chodzi.
    Nie do końca o to mi chodziło, aczkolwiek nie wysłałam dziecka do szkoły muzycznej z myślą,że to jego przyszłość i przeznaczeniewink

    Postawiłam jednak na SM, przy czym wybrałam szkołę, która nie ma opinii kuźni talentów, jest mała, kameralna.

    Niemniej jednak, na każdym kroku wyziera ta skostniałość, o której piszecie, taka już chyba specyfika naszych polskich szkół. Dochodzi tu, jak dla mnie, czynnik najważniejszy, patrząc z mojej, subiektywnej perspektywy, a mianowicie nauczyciel.
    Po dwóch miesiącach współpracy (jestem na każdej lekcji) nieśmiało stwierdzam, że nam się poszczęściłosmile Pani jest serdeczna, wyrozumiała, potrafi motywować, jednocześnie jest wymagająca i stanowcza. Widać też ciągoty do upatrywania sobie dzieciaka, który pociągnie wszystkie konkursy, występy itd.

    dzisiaj mieliśmy pierwszy występ i widać, że pani upewniła się w tym, że słusznie wytypowała mojego młodego.

    Wszystkie kryzysy dopiero przed nami....

    pozdrawiam serdecznie
    trzymaj się ciepło



  • kasiask 05.11.11, 21:07
    Tu nie chodzi o metodę, tylko o całokształt.
    Po pierwsze metoda Suzuki poza tym, że jest za droga ( gdybym chciała w ten sposób uczyć całą 4 moich dzieci to pomimo zniżki wykiwałabym miesięcznie z jakiegoś okrągłego 1000 zł.) to jeszcze do tego nie jest uznawana przez naszych nauczycieli. Nie udało mi się do tej pory ustalić dlaczego.
    Jednak ten wątek nie miał być na temat różnić między tymi metodami nauczania, tylko o tym jak działa nasza, polska współczesna szkoła muzyczna i czy to, co mnie załamuje jest normą, czy też naszym swoistym "szczęście". Dlatego bardzo dziękuję za dalsze wysławianie pod niebiosa metody Suzuki.
    Problemem naszej szkoły nie jest uczenie jako takie, tylko podejście do ucznia. Oczywiście to zależy od szkoły i nauczyciela, ale generalnie rzecz biorąc nie różni się aż tak bardzo. Przerobiliśmy już kilku nauczycieli ( 4 dzieci w końcu, nie?) , niektórzy byli bardzo mili, a niektórzy są naprawdę dobrymi pedagogami, ale nie zmienia to faktu że:
    - Mateusz po 7 i pół latach nauki gry na gitarze, jak ją postawił w koncie, to od lutego br. nie dotknął
    - Julek walczy z brakami technicznymi, których nabawił się w ciągu pierwszych 3 lat nauki, zanim zmieniliśmy nauczyciela
    - Antek, który był entuzjastą akordeonu i chciał grać każdemu, kto się nawinął obecnie nie chce występować za Boga
    - żadne z moich dzieci nie było na żadnym konkursie, a nie są złe, bo z egzaminów dostają bardzo dobre oceny - przy czym od razu nadmienię, że nie oczekuję , że na tych konkursach będą zdobyć pierwsze miejsca, tylko uważam, że jest to dodatkowa motywacja do pracy oraz
    możliwość zdobycia doświadczenia
    - nie grają na żadnych popisach i audycjach, bo takowych nie ma. Jedyne ich występy to egzaminy
    - już takie "drobiazgi" jak fakt, że program jest dobierany pod kontem ambicji nauczyciela, a nie umiejętności dziecka pominę milczeniem
    - nie będę się też czepiać tego, ze to dziecko ma się dopasować do metody nauczyciela, a nie odwrotnie

    I co?? Mało tego???
    --
    Katarzyna
  • aniucha333 05.11.11, 21:23
    Kasiask - nie wychwalam pod niebiosa metody Suzuki ale podejscie jakie tam maja do dzieci. Mialam okazje widziec dzieci uczace sie ta metody ktore maja frajde z grania ale graja tragicznie zle technicznie. Znam tez pare dzieci uczacych sie metoda Suzuki ktore graja tak rewelacyjnie ze zadne dziecko nawet z 6tkami im nie dorowna bo tu juz nie chodzi o prawie ze doskonalosc techniczna ale latwosc grania, radosc z grania, kompletny brak tremy, pewnosc siebie, opanowanie, etc.

    - Mateusz po 7 i pół latach nauki gry na gitarze, jak ją postawił w koncie, to
    > od lutego br. nie dotknął
    > - Julek walczy z brakami technicznymi, których nabawił się w ciągu pierwszych 3
    > lat nauki, zanim zmieniliśmy nauczyciela
    > - Antek, który był entuzjastą akordeonu i chciał grać każdemu, kto się nawinął
    > obecnie nie chce występować za Boga
    > - żadne z moich dzieci nie było na żadnym konkursie, a nie są złe, bo z egzamin
    > ów dostają bardzo dobre oceny - przy czym od razu nadmienię, że nie oczekuję ,
    > że na tych konkursach będą zdobyć pierwsze miejsca, tylko uważam, że jest to do
    > datkowa motywacja do pracy oraz
    > możliwość zdobycia doświadczeniarotnie
    >

    jak dla mnie bardzo duzo - i sama widze ze jest bardzo zle. Sorry za szczerosc, ale jak mieszkasz niedaleko nauczyciela metoda Suzuki ktory uczy w PSM to idz i zobacz i przekonasz sie na wlasne oczy dlaczego tak slawimy ta metode. A nauczyciele w PSM jej nie slawia bo nie maja zielonego pojecia o tej metodzie i sa tak skostniali w tych swoich pogladach ze nic i nikt tego nie zmieni. I tak jeszcze dalej zapytam - co z tego ze dzieci z PSM wygrywaja te konkursy - prosze wskaz mi jednego absolwenta z PSM ktory ma podpisany kontrakt z Decca oprocz Blechacz i Kurzak.
  • werbena11 05.11.11, 21:25
    tu wlasnie chodzi o metode, chodzi o to, ze jednak metodologia w szkolach panstwowych jest slaba
    te rzeczy, ktore wymienilas sa rozwiazane w suzuki (wystepowanie, nacisk na umiejetnosci techniczne najpierw, dopasowanie repertuaru do mozliwosci technicznych - wystep z najlepiej granym utworem, a nie najbardziej zaawansowanym, dopasowanie metody uczenia do dziecka)
    dlatego mnie ciezko o tym nie mowic - to dla mnie wielkie odkrycie jak moze cos wygladac dobrze i jak wyglada w rzeczywistosci
    moja corka uczy sie obiema metodami, ja nie jestem z gory krytyczna, tylko zawsze optymistycznie wszystko oceniam na poczatku - ale widze te dodatkowe pietrzace sie trudnosci, ktorych nie musialo by byc.
    Te 1000 to zdecydowanie za duzo, rodzenstwa sa preferowane.
  • aniucha333 05.11.11, 21:30
    I tak jeszcze jedno - zgadza sie ze przy 3 dzieci Suzuki jest drogie, ale z drugiej strony wyglada na to ze jedno juz ci wogole nie gra a pozostala dwojka jest na dobrej drodze zeby przestac wkrotce. I tu po raz kolejny w zyciu nalezaloby dokonac wyboru - czy chce zeby dzieci graly i to dobrze albo czegos tam sie nauczyly i rzucily muzyke w diably po doswiadczeniach w PSM. Poszukaj na crums metoda Suzuki polska nauczyciela ktory uczy w okolicy w PSMie - bedziesz to miec za darmo a wreszcie zobaczysz co to znaczy jak dziecko jest prowadzone przez kogos kto naprawde kocha dzieci i chce je nauczyc.
  • werbena11 05.11.11, 21:34
    I jeszcze cos o ekonomicznej stronie - sm to nie do konca tak, ze to jest bezplatna szkola
    ona jest kosztem wielu wyrzeczen
    i jesli dziecko zniechecone po latach wyrzeczen rzuca wszystko w diably, to ja bym wolala jednak wiecej zainwestowac i miec jakis efekt koncowy, zadowolenie, a nie taka zbrzydzona mine, jak, wielu, ktorzy sie z sm zetkneli
  • aniucha333 05.11.11, 21:46
    Dokladnie - to jest to o czym mowilam wczesniej. W ekonomii to nazywa sie 'opportunity cost' - koszt tego ze zamiast isc do przodu z graniem dziecko musi naprawiac bledy zlego prowadzenia na poczatku, ze zamiast uczyc sie jezykow i przedmiotow scislych - poswieca czas na wileogodzinne cwiczenia z ktorego i tam nic nie wyniknie bo juz ma dosyc; albo twoja frustracja i rozgoryczenie bo zamiast cieszyc sie z sukcesow dzieci i sama rozwijac - tracisz czas i energie na te wszystkie rzeczy ktore wogole w ksztalcenie muzycznym nie powinny sie pojawiac.

    Wiesz jaka ja dylemat mam z moja 5.5 latka? Dostaje histerii i placze po lekcji ze pan jej wiecej nie daje do domu i ze za wolno idzie z nowym materialem do przodu (to sa jej slowa). Kurcze ja jej matka wymiekam z tym jej apetytem na granie, ale uwazam ze to jest wlasnie dzieki tej metodzie ze ona tak uwielbia grac.
  • kasiask 05.11.11, 22:14
    Abstrahując od kosztów, to w Krakowie nie ma nauczyciela Suzuki na wiolonczelę. Skrzypiec nie chcę, bo nie lubię. W kontekście Maksa mogę ewentualnie pomyśleć o fortepianie.
    --
    Katarzyna
  • linusia_75 05.11.11, 22:17
    Poprawcie mnie jeśli się mylę, ale czy metoda suzuki nie jest przeznaczona dla dzieci? Małych dzieci? A co potem, jeśli dziecko rośnie i chce grać dalej?
    Znużenie to nie kwestia metody, ale głownie czasu. Po latach ten dziecięcy entuzjazm albo znika albo przeradza się w świadomą chęć grania. Czasem pasję.

    Nie można w życiu mieć wszystkiego, na coś trzeb się zdecydować, kosztem wyrzeczeń takich czy innych.
    A szkolna wiedza ogólnokształcąca jest w przerażającej części zbędna w dorosłym życiu i ulatuje z czasem. Jedyne języki wydają się być potrzebne, tylko kto nauczył się ich w państwowej szkole?

    Wspomnianą tu pani Obijalską widuję co lato przy pracy z dziećmi. Tylko kątem oka, bo nie ten instrument. Jest naprawdę świetna. Nie miałam natomiast pojęcia, że to co robi, to metoda suzuki, wydawała się być po prostu pedagogiem z pasją i zwyczajnie przesympatycznym człowiekiem.
  • aniucha333 05.11.11, 22:27
    Jedyne języki wydają się być potrzebne, tylko kto na
    > uczył się ich w państwowej szkole?
    Ja smile Autentycznie i to tak dobrze ze dostalam sie potem na studia zagranica z wykaldowym angielskim. Mielismy fantastyczna nauczycielke w szkole sredniej og angielskiego - 3h tygodniowa ale co nas nauczyla to nasze smile

    > Wspomnianą tu pani Obijalską widuję co lato przy pracy z dziećmi. Tylko kątem o
    > ka, bo nie ten instrument. Jest naprawdę świetna. Nie miałam natomiast pojęcia,
    > że to co robi, to metoda suzuki, wydawała się być po prostu pedagogiem z pasją
    > i zwyczajnie przesympatycznym człowiekiem.
    Tak uczy metoda Suzuki i z tego co wiem to ma jakis tam juz dosc wysoki stopien wtajmeniczneia w Suzuki.

    > Poprawcie mnie jeśli się mylę, ale czy metoda suzuki nie jest przeznaczona dla
    > dzieci? Małych dzieci?

    Ogolnie do 8 lat ale wiele jest dzieci duzo starszych uczonych ta metoda z powodzeniem. U nas w szkole jest pare dzieci duzo powyzej tego wieku, ktore przerobily juz wszystkie ksiazki wg metody Suzuki (jest ich chyba 7) i graja juz i cwicza cale koncerty. Paru z nich (mowie o 11 latku i 12 latku) mialo juz koncerty z paroma filharmoniami. Autentycznie te dzieci graja cale koncerty a nie tylko ich czesci.
  • linusia_75 06.11.11, 10:07
    To te od pani Obijalskiej miały zdecydowanie więcej niż 8 lat wink.
    I na codzień uczą się w PSM, tam były na kursie letnim, więc nie wiem jak z tą metodyką było.
    Ale tak czy tak, warsztaty super.
  • aniucha333 06.11.11, 11:13
    Musialy miec wiecej bo p. Obijalska uczy w I i II stopnia smile Ale, metoda Suzuki z tym usmiechem na ustach, cierpliwoscia, widzeniem pozytywow a nie samych negatywow wg mnie sluzy i tym malym i tym duzym. Ja powiem cie jestem stara baba ale jak mi ktos w pracy non stop kolki na glowie ciosa i krytykuje kazda rzecz jaka robie to mam ochote to rzucic w diably. Jedno dobre slowo wiecej zdziala u dziecka i doroslego niz ustawiczna krytyka czy wytykanie wszystkich bledow...

    Z metodyka to nie znam tej z PSM znam tylko to co robimy w Suzuki - tu jedno wynika z drugiego. NAsz nauczyciel mowi ze to jest jak budowac domek z klockow Lego - wczesniejsze utwory sa baza do dalszych, na koncertach gramy utwory z broda ktore dziecko zna jak amen w pacierzu, zawsze sie chwali dziecko a potem zwraca co mozna poprawic pokazujac to samemu, etc.
  • mama_mak 06.11.11, 11:50

    >zawsze sie chwali dziecko a potem zwraca co mozna poprawic pokazujac to samemu, etc.
    To jest super metoda, ktorej nie wymysli ani Suzuki, ani pewnie nikt inny, tylko od stuleci kazdy pozadny naucyzciel to wie, odsylam do ksiazek Faber i Malish - "jak mowic, zeby dzieci nas sluchaly, jak sluchac, zeby dzieci do nas mowily. W domu i w szkole"

    Zgadam sie, ze problem jest za razemi w metodzie (ogolnopolskiej, ministerskiej), jak i w ludziach. A ludzie to skupisko spotkan, z jednej strony nauczyciele, z drugiej uczniowie, zmeczenie, zniechecenie, nielubienie pewnych przedmiotow, brak mijesca na indywidualizm (dlatego porownywanie z prywatnymi szkolami jest bez sensu, moim zdaniem). Do tego rodzice, kotrzy maja swoje oczekiwania za razem wobec dzieci, jak i nauczycieli.

    Dlatego dobrze Aneta napisala, chyba jako jedyna - trzeba przede wszystkim przemyslec, czego sie oczekuje i zdecydowac na rozmolwienie tego z kazdym z aktorow tego dramatu - wlasnymi dziecmi, nauczycielami, nawet mezem itd. Moze dzieci maja za malo czasu dla siebie, moze maja problemy zw. z dorasteniem ? Jest moc przyczyn takich zalaman z kazdej strony.

    A swoja droga, znam kilka osob po PSM, ktorzy muzykami zostali - wlasny brat cioteczny zalicza juz 3cia zachodnia opere, bo sie przenosi, jak ma ochote, dobry kolega z podstawowki jest palkarzem w znanym polskim zespole i ma swoje miejsce w Wikipedii - nie jest zle ! smile
  • werbena11 06.11.11, 12:14
    hehe, ten Suzuki to jednak wczesniej zaczal niz Mazlich i Faber razem wziete smile
  • mama_mak 06.11.11, 12:56
    One sa jednak znacznie bardziej dostepne dla zwyklego smiertelnika, ktory nie mial wielkiej zyciowej szansy trafic na Suzukiego.

    I tez same tego nie wymyslily. Zreszta nic w tym takiego najzwyczajnego - i Maria Montessori tedy szla i Korczak wielu innych, to tylko logiczne dla dobrego pedagoga.
  • aniucha333 06.11.11, 14:19
    OK - z ta iloscia uczniow i zmeczeniem materialu u nauczycieli to dla mnie jedna wielka wymowka. Nie znam zadnej innej grupy pracujacej ktora ma tyle wakacji i wolnego. I ustawiczne biadolenie ze sie tak malo zarabia, ale nauczyciele na calym sweicei nie zarabiaja duzo. Chce sie miec wiecej pieniedzy to niestety trzeba wymyslec cos co je da - na posadzie czy to w korporacji czy PSM nikt jeszcze sie nie dorobil wielkiej kasy, co najwyzej mial wygodne zycie.

    Nasz nauczyciel ma ponad 70 uczniow - i to zaczynajac od 2.5 latkow do 17 latkow niedlugo idacych do konserwatrioum. Wyksztalcil dziesiatki zawodowych muzykow ktorzy pracuja w orkeistrach na calym swiecie. I ma sile i czas i cierpliwosc aby sie starac na kazdej lekcji podejsc indywidualnie do kazdego dziecka. To jest kwestia checi. I mowienie ze robi to za pieniadze bo uczy prywatnie nie jest argumentem, bo nauczyciel w PSM tez to robi za pieniadze tylko z naszych podatkow. Nikt w PSM za darmo nie pracuje - co wiecej jeszcze dorabiaja sobei na boku koncertami czy lekcjami prywatnymi. I nie mam nic przeciwko, ale nie bede nigdy usprawiedliwiac leni i arogantow pracujacych w szkolach panstwowych ktorym przeszkadzaja dzieci. Oni tam od tego sa - moze przypominanie im tego od czasu do czasu przydaloby sie a jak sie nie podoba to szukac innej pracy.

    I ja nie krytykuje PSM bo na pewno ucza w nich tez super nauczyciele z powolania ale zdecydowana wiekszosc to tacy jak napisala Tigertije.

    I a propos sprzeciwiania sie systemowi to powiem tyle - 3 lata temu jak wrocilam do PL ludzilam sie ze wiele ulego zmianie. I tak czesciowo tak, ale wiele rzeczy nie zmienilo sie wogole. Przyklad - w zeszlym roku rzucilam haslo na zebraniu rodzicow w przedszkolu panstwowym Malej o szachach. Wszyscy rodzice - o super to prosze znalezc nauczyciela to my wtedy poslemy nasze pociechy. Oczywiscie, pelna werwy i naladowna energia znalazlam jedna z najlepszych nauczycielek jakie sa na Pomorzu - kobieta ma juz wyniki z Malym dziecmi. Zajelo mi 3 tyg ja znalezc i namowic na nauke w naszym przedszkolu bo mieszka w innej czesci miasta i jest niezmotoryzowana. Pani dyrektor w naszym przedszkolu ktora pelni ta funkcje od 25 lat poprosila ta szachistke o referencje. Dostala je, szachistka pojechala z nia porzomwiac. Pani dyrektor wtedy wymyslila by Rada Rodzicow na to sie zgodzila. No i RAda sie nie zgodzila - do dzis nie wiem czemu. Rozmawialam z ta trojka rodzicow ktrorzy sa w naszej grupie co sie stalo? Wzruszyli ramionami i poweidzieli ze to pani dyrektor nie chciala mimo ze oni chcieli. I co - udalo mi sie ruszyc cos z tym zasiedzialym systemem? Nic! Nikt mi nawet nie podziekowal ze znalazlam ta kobeite tylko paru rodzicow jeszcze do mnie z pretensjami ze jak ja moglam tego nie zalatwic. I powiem wiecej - tak jest w kazdej dziedzinei zycia w PL. Kazdy by chcial zeby za nich cos zrobic a juz nic od siebie. W pracy chca by ich uczyc - nikt nawet nie podziekuje. Ale jak ja cos od nich chce - och jaki placz, jakie zgrzytanie zebow, jakie donosy do dyrektora ze ja nic nie wiem ze ich wykorzystuje. Nie chce juz nawet roztrzasac tego bo jesli dalej cos nie ulegnie zmianom spolecznym w tym kraju to czarno widze przyszlosc naszego spoleczenstwa.
  • mama_mak 06.11.11, 15:33
    > ta iloscia uczniow i zmeczeniem materialu u nauczycieli to dla mnie jedn
    > a wielka wymowka. Nie znam zadnej innej grupy pracujacej ktora ma tyle wakacji
    > i wolnego. I ustawiczne biadolenie ze sie tak malo zarabia, ale nauczyciele na
    > calym sweicei nie zarabiaja duzo. Chce sie miec wiecej pieniedzy to niestety tr
    > zeba wymyslec cos co je da - na posadzie czy to w korporacji czy PSM nikt jeszc
    > ze sie nie dorobil wielkiej kasy, co najwyzej mial wygodne zycie.

    Pogadamy, jak bedziesz miala chociaz tyle doswiadczenia w tej dziedzinie co ja. Na dodatek moja mama byla nauczycielka przez 40 lat i ma 1800 zl emerytury, raczej na szkole suzuki by ja stac nie bylo ;-(
    Jest to okropnie ciezka praca, nie prawda, ze jest tyle wakcaji ile wam sie wydaje, bo naczyciel ma ich znacznie mniej niz uczen (juz w sierpniu ma rady i zajecia w szkole, np.), nie mowiac o takim poloniscie ze srednio 200 wypracowaniami na miesiac. Do poprawienia w dmu, bo system na to pieniazkow i godzin nie daje.

    I nie prawda, ze gdzie indziej jest tak samo; We francji tez jest zle, ale przynajmniej nauczyciele sa "funkcjonariuszami" i maja kilka przywilei socjalnych, jak tansze wakacje itd.

    A dorabianie korkami, moja mila, to jest koniecznosc, zeby przezyc, nei przyjemnosc, z tymi uczniami i rodzicami ,ktorzy uwazaja, ze jestem dla ich dyspozycji.

    Kazdy zawod ma swoje czarne strony, tylko trzeba je znac, zanim sie zacznie i nich mowic smile
  • aniucha333 06.11.11, 19:09
    Pogadamy, jak bedziesz miala chociaz tyle doswiadczenia w tej dziedzinie co ja.
    > Na dodatek moja mama byla nauczycielka przez 40 lat i ma 1800 zl emerytury, ra
    > czej na szkole suzuki by ja stac nie bylo ;-(

    Nie mam, ale zawsze mi bylo szkoda nauczycieli ze maja taki niewdzieczny kawalek chleba. Potem studiujac w Stanach dzielilam mieszkanie z nauczycielka 1-3 klasy - ona ledwo miala kasy na zycie. Byla tak z 10 lat po studiach i to podypomowych, splacala kredyt za studia, za samochod, na kredyt na dom nie bylo jej stac, jadla jakies dziadowskie jedzenie i non stop sie doksztalcala. Aha, jeszcze czekala okolo 4 lat zanim ja stan zrobil pelnoetatowa nauczycielka bo wczesniej byla taka na chyba zlecenie czy jakies tam mnieszy etat. Jak zrobilysmy imprezy pare razy to poznalam tam jej kolezanki i kolegow - wszyscy klepali biede. Teraz w PL wiele mam w naszej szkole to nauczycielki. Zawsze maja czas na wszystko a od jednej doweidzialam sie ze pracuje na pol etatu w szkole a to jest raptem 12h. Geez, w normalnej pracy to jest 20 h tygodniowo ten pol etat.

    I ja pracuej juz nie wiem w ktorej korporacji i powiem ci tyle - nie ma tygodnia ze nie biore pracy do domu. Jak mamy zamkniecie miesiaca to przez 1.5 tygodnia siedze w pracy po 12 - 14 h i nikt mi nie place za nadgodziny. Nie mam 2 m-cy wakacji ale max 2 tyg moge wziasc w wakacje bo jakbym wziela 3 tyg to bym nie miala do czego wracac. Jak tak sobie czasami rozmawiam z ludzmi w pracy to jakby przeliczyc ile my godzin w pracy spedzamy to by wyszlo ponizej sredniej krajowej. I wtedy jak slysze opowiesci mam z naszej szkoly (tych nauczycielek) jak to one sa zatyrane przez te dzieci w szkole to smiac mi sie chce bo sorry wiem ze praca lekko nie jest ale wierz mi sa duzo gorsze i to bardziej stresujace zawody - chociazby praca w korporacji gdzie nie znasz dnia ani godziny...
  • aniucha333 06.11.11, 19:14
    aha - a propos emerytury. Moj ojciec harowal w duzej firmie produkcyjnej byl kierownikiem czegos tam przez ponad 30 lat, nigdy go nie bylo w domu bo non stop pracowal, na wakacje z nami to moze tak wyjechal z 3 razy w trakcie naszego dziecinstwa, ma obnizony zoladek, jest po wylewie przez stres jaki mial w pracy a emertytury z dodatkiem inwalidzkim ma 1650 PLN. ot, w takim kraju przyszlo nam i naszym rodzicom zyc.
  • mama_mak 06.11.11, 19:23

    no, temat sie zmienil ale kurcze, tragedia ten kraj pod pewnymi wzgledami, co wyszlo przy temacie muzycznym wink
  • mama_mak 06.11.11, 19:22
    > I ja pracuej juz nie wiem w ktorej korporacji i powiem ci tyle - nie ma tygodnia ze nie biore pracy do domu. Jak mamy zamkniecie miesiaca to przez 1.5 tygodnia siedze w pracy po 12 - 14 h i nikt mi nie place za nadgodziny. Nie mam 2 m-cy wakacji ale max 2 tyg moge wziasc w wakacje bo jakbym wziela 3 tyg to bym nie miala do czego wracac

    to jest kurde okropne i charakterystyczne dla panstw o malej stabilnosci socjalnej .We Francji jest lepiej, choc nie idealnie ale takie sytuacje sa o niebo rzadsze
  • aniucha333 06.11.11, 19:42
    > to jest kurde okropne i charakterystyczne dla panstw o malej stabilnosci socja
    > lnej .We Francji jest lepiej, choc nie idealnie ale takie sytuacje sa o niebo r
    > zadsze

    W Stanach jeszcze wiecej sie pracuje jesli nei tak samo. Ja czasami sie tak zastanawiam po co ludzie w Stanach tak bardzo chca miec rodziny skoro nigdy nei maja czasu dla tych swoich dzieci czy partnerow. Z drugiej strony autentycznie tam jeszcze wiekszy kapitalizm niz w PL smile W zeszlym roku a sumie i do dzis nie jarze ich calej dyskuji i zalow ze wprowadzono system panstwowej opieki spolecznej. Wiesz co moi znajomi mowili - ze to jest poczatek komunizmu ta darmowa opeika zdrowotna. Bo oni uwazali ze jak ktos pracuje i zarabia to stac go na prywatna opieke medyczna. Nie rozumiem tego i drapie sie po glowie o co im chodzi.
  • aniucha333 06.11.11, 14:28
    czy Faber to ten ktory kaze niemowlaki klasc spac do wlasnego pokoju z dala od matki i siedziec na zewnatrz by sprawdzac czy sie nie dusza od wlasnego placzu? Jesli to ten sam - to powiem tyle ze ta jego metoda powoduje trwale uszkodzenia w mozgu dziecka - kolezanka pare lat temu mi o tym wspominala. I nikt mnie nie nigdy do kogos kto wymysla takie rzeczy nie przekona. To zwykle okrucienstwo.
  • tijgertje 06.11.11, 15:17
    aniucha333 napisała:

    > czy Faber to ten ktory kaze niemowlaki klasc spac do wlasnego pokoju z dala od
    > matki i siedziec na zewnatrz by sprawdzac czy sie nie dusza od wlasnego placzu?
    > Jesli to ten sam - to powiem tyle ze ta jego metoda powoduje trwale uszkodzeni
    > a w mozgu dziecka - kolezanka pare lat temu mi o tym wspominala. I nikt mnie ni
    > e nigdy do kogos kto wymysla takie rzeczy nie przekona. To zwykle okrucienstwo.

    Chodzi o Faber i Mazlich, autorki ksiazek m.in" Jak mowic, zeby dzieci nas sluchaly, jak sluchac, zeby dzieci do nas mowily" Czy "rodzenstwo bez rywalizacji". Dla mnie podstawa wspolczesnego wychawania w szacunku dla dziecka i jego uczuc. Jak nie znasz, to poszukaj, ksiazki naprawde rewelacyjne i z okrucienstwem nie maja absolutnie nic wspolnego, wprost przeciwniewink
    --
    autystyczne-tygryskowo.blogspot.com/
  • mama_mak 06.11.11, 15:34

    To byl FERBER, nic wspolnego, Faber to kobieta, popularyzatorka lagodnych i cieplych metod wychowania. smile
  • aniucha333 06.11.11, 18:57
    Aha - dzieki bo juz myslalam ze mama_mak ktora ma zawsze fajne pomysly az takich okrutnikow mi tu poleca wink Ale teraz wiem ze jeden to Farber a drugi Faber smile Merci moje drogie smile
  • linusia_75 06.11.11, 14:14
    Oczywista oczywistość, że trzeba też chwalić i nagradzać, a nie uważać, że jak jest dobrze to norma i nie ma o czym mówić, a jak źle to w łeb się zawsze należy.
    Ale to powinien wiedzieć każdy pedagog, a nie tylko ten od suzuki.

    Na szczęście nasza nauczycielka to wie, chociaż uczy tradycyjnie w tradycyjnej szkole. Po prostu jest dobrym pedagogiem, a jako człowiek ma nieograniczone pokłady cierpliwości. Ona chyba po prostu taka się urodziła wink.
  • aniucha333 06.11.11, 14:32
    Linusia_75

    > Oczywista oczywistość, że trzeba też chwalić i nagradzać, a nie uważać, że jak
    > jest dobrze to norma i nie ma o czym mówić, a jak źle to w łeb się zawsze należ
    > y.

    Jesli to taka oczywista oczywistosc - to po co nasza zalozycielka watku go zalozyla? wink Przeciez wszyscy na swiecie to niby wiedza a tak malo nauczycieli to robi.. wink
  • linusia_75 06.11.11, 15:21
    Oczywiste jest, że tak być powinno.
    A że teoria sobie, a życie sobie...
    To i wątek mamy, jak widać bardzo ciekawy dla nas wszystkich smile.
  • djpa 06.11.11, 21:45
    A zwykłe najzwyklejsze szkoły rejonowe? Dzieci zwykle bardzo chętnie idą do 1 klasy podstawówki. A co się dzieje z nimi np. w gimnazjum?

    Chodziłam do ogromnej podstawówki, z 16 i więcej klasami jednego rocznika po około 32 uczniów w każdej. Lekcje od 7:15 do 18:30.

    Mogę napisać, że moim zdaniem takie szkoły (i pewnie część innych też):
    - nie dbają o harmonijny rozwój
    - oceny są niemiarodajne
    - przekazywane treści są mało życiowe i mało praktyczne
    - tłumią własną inicjatywę, ucząc rozwiązywania testów i pisania egzaminów "pod klucz"
    - za dużo jest nauki pamięciowej
    - w klasie 32 osobowej nie da rady postawić na jednostki wybitne
    - ba, jednostki wybitne były skutecznie wyzywane od kujonów i prześladowane, co zniechęcało tym bardziej do nauki
    - w mojej klasie 90% chodziło na korepetycje z matematyki, bo mieliśmy ogromne zaległości dzięki nauczycielce
    - angielskiego nie było, tylko rosyjski
    - na w-f-ie było nas w grupie 39 dziewczyn, miałyśmy do dyspozycji 1 nauczycielkę i 1/8 sali gimnastycznej
    - taka zmianowość pracy szkoły powodowała, że nie było szans na jakiekolwiek systematyczne zajęcia popołudniowe (np. PSM)
    - nie brałam udziału w żadnych wystąpieniach publicznych
    - trudno mi powiedzieć, kogo ta szkoła produkowała, ale na pewno nie miłośników biologii, historii czy czegokolwiek.

    Nie muszę dodawać, że po ukończeniu owej szkoły, moja noga tam więcej nie stanęła.

    Bardzo bym chciała, aby moje dzieci do takiej szkoły chodzić nie musiały...
  • anatewka11 07.11.11, 09:10
    Jak tak czytam wasze wypowiedzi, to się czuję jakbym była z innego kraju smile A różnica polega na tym że mieszkamy w małym (20 tys mieszkańców) miasteczku. Trudno mi się wypowiedzieć o szkole muzycznej bo chodzimy od września, ale na razie widzę, że jest tam raczej rodzinna atmosfera, nauczyciele głównych przedmiotów znają wszystkie dzieci ze szkoły. Mój 8-latek na razie bardzo chętnie chodzi na wszystkie zajęcia, pokazuje nam co robili na rytmice i kształceniu słuchu. Zdaję sobie sprawę z tego, że ta sielanka może się skończyć. Jeśli chodzi o występy to jutro mają pierwszy popis i będą się one odbywały co 2 m-ce. Grają wszyscy akordeoniści i pianiści ze szkoły (akordeonistów jest siedmiu w całej szkole pianistów więcej).
    Podobnie jest z podstawówką: po 2-3 klasy ok 25 osobowe w roczniku. Nauczyciele wszystkich znają. Poza tym dzieciaki mają bardzo dużo propozycji zajęć dodatkowych (duży wybór darmowych).
    Nie wiem co się dzieje z naszymi dzieciakami po muzycznej ale widzę, że sporo młodzieży wstępuje dobrowolnie wink do orkiestry dętej i choć granie jest dodatkiem do nauki/pracy to sprawia im frajdę. Mamy też czwórkę chłopaków, którzy skończyli PSM (teraz są w LO) i założyli zespół. Chłopacy sami piszą teksty i muzykę, są puszczani w Trójce, zapraszani na Openera itp. bo są naprawdę dobrzy. Widziałam ich na koncercie i podobało mi się, że z taką łatwością przechodzili od jednego instrumentu do innego (jakoś tak się wymieniali przy tych instrumentach) i takie wykorzystanie nauki w SM to też sukces szkoły smile
    Chciałam troszkę optymizmu wlać do tego wątkusmile Może za kilka lat mi się podejście zmieni ale na razie jesteśmy zadowoleni z tego jak jest.



  • mama_dorota 07.11.11, 14:15
    Nie jestem w stanie śledzić tego wątku, ruch niesamowity, nie obserwowany jeszcze nigdy przeze mnie na tym forum.

    Rozumiem jak najbardziej kryzys Kasi, sama przechodziłam swój pół roku temu, Kasia o tym trochę wie. Z tym że u nas to dotyczyło naprawdę jednego nauczyciela (instrumentu). Mamy innego nauczyciela i kryzys minął. Ja jestem na lekcji wyluzowana, córka jest w stanie osiągnąć to, czego nauczyciel wymaga. Być może inni pójdą przed nią bardziej do przodu, ale wolę tak, niż to co było dotąd. W końcu ktoś uważa moje dziecko za normalne, organizuje regularnie koncerty i nie każe grac przez pół roku jednego utworu 9-latce.

    Drugi kryzys pojawił się ostatnio z powodu zbytniego przeciążenia syna i naszej obawy czy aby na pewno pozwolić mu zdawać do II stopnia (on chce). To też już jakoś przycichło. Wymagania szkolne chwilowo się uspokoiły, a on chce bardzo mocno, więc jeśli się dostanie, to pójdzie.

    Ja wiem jedno. Moje dzieci same chciały pójść do muzyka i są tam szczęśliwe. Tak jak nie miałabym sumienia nie pozwolić im tam pójść, tak teraz nie miałabym sumienia ich zabrać. Uspokajająco na mnie działa to, że poziom naszej szkoły jest naprawdę przyzwoity. Jak wiele już razy tu wspominałam alternatywna podstawówka pod nosem jest okropnym molochem (miasto 25 tys.), w którym dziecko mało kogo interesuje, a agresja między uczniami nie jest wystarczająco kontrolowana. Poziom angielskiego jest na pewno wyższy w muzyku, z polskiego w naszym przypadku też. Z matematyki niższy, ale nie alarmująco niski. W razie potrzeby sama pilnuję tematu.

    Szkoły Suzuki, mimo pełnego przekonania o jej wartości musiałam sobie odmówić z powodów logistycznych i finansowych. W naszym przypadku (w momencie podejmowania decyzji) w grę wchodziła jedna jedyna szkoła i póki co nie żałuję wyboru i chyba nie żałowałam dotąd ani razu.

    Wśród rodziców u nas panuje przekonanie, że pozwolić dziecku pójść do gimnazjum w muzyku to jeszcze nie jest wielkie ryzyko. Niektórzy dzieci zabierają w II klasie, bo dzieci stwierdzają, że jednak nie kręci ich to aż tak bardzo więc po co ciągnąć, inni pozwalają dokończyć i wtedy zmienić szkołę. Mnie już nadrabianie zaległości nie przeraża, bo syn musiał je nadrabiać przechodząc do muzycznej, więc wiem, że potrafimy sobie z tym poradzić, a nadrabianie zaległości jest raczej nieodłącznie związane ze zmianą szkoły po prostu, a nie tylko z przejściem z muzyka do zwykłej.

    Małego synka można na próbę posłać do zwykłej podstawówki i zorganizować prywatne lekcje, a jeśli dojdziecie do wniosku, że jednak muzyk, to szkoła może go przecież przyjąć. Ogólnokształcące raczej chętnie przyjmują dzieci wg rocznika, w PSM o to trudniej. U nas kilkoro dzieci doszło w II i III klasie, wcale nie po PSM, tylko po ognisku (nawet na skrzypce) albo bez żadnego przygotowania.

    Ja generalnie stawiam na wybór dziecka, tylko że moje dzieci takie są, że dość dobrze wiedzą, czego chcą.

    Powodzenia smile
    --
    www.inteligentny-projekt.pl/
  • lilu.m 07.11.11, 11:48
    Kasiask, zgadzam się z każdym Twoim słowem (niestetysad).

    Mam wrażenie, że szkoła generalnie (a już muzyczna w szczególności) jest dla nauczycieli. Dzieci tylko przeszkadzają.

    Nie wiem niestety jak to zmienić. Bo nauczyciele są z siebie bardzo zadowoleni. Rodzice też, bo w większości cieszą się, że dziecko się dostało do muzycznej i żadne wady im nie przeszkadzają. Tym bardziej, że b. często też szkoły muzyczne kończyli i za ich czasów było tak samo (a nawet gorzej w niektórych sprawach). Czyli są przyzwyczajeni sad
    O dyrekcji lepiej nie wspominać - żyje w innym świecie, gdzieś pomiędzy patronowaniem konkursom a bankietami dla sobie podobnych oficjeli.

    Tylko dzieci żal.
    Mam wrażenie, że SM "produkują" takich samych muzyków jak obecni nauczyciele sad
    I kółko się zamyka.
  • mmaja1 08.11.11, 21:55
    ja tez chyba-dzis dziecko mialo koncert zamiast przyjemnosci ochrzan od pani, bo błędysad dodam ze nam się bardzo podobało, ale pani słyszy lepiej
    --
    imiona, edziecko, dolośląskie, rówieśnicy
  • linusia_75 09.11.11, 10:26
    He he...
    Jak po koncercie dziecko mnie pyta jak było, to zawsze jej mówię, żeby najpierw poszła do Pani smile, zanim sama skomentuję.
    Mnie się za zwyczaj bardzo podoba, pani słyszy błędy, które dla mnie są niewidoczne.
  • jarkotowa1 05.01.12, 12:47
    To ja może też coś pozytywnego napiszęsmile
    Mieszkamy w bardzo dużym mieście. Syn chodzi do PSM popołudniowej, na skrzypce.
    I po doświadczeniach (choć krótkich, raptem jeden semestr) nie zauważyłam żeby nasza szkoła była dla nauczycieli, oficjeli i dyrekcji a nie dla uczniów.
    My mamy bardzo młodą nauczycielkę i to jest ogromna zaleta. Musi oczywiście jakiś tam program zrealizować, ale jest elastyczna. Syn uwielbia muzykę więc w domu robił więcej niż pani zadawała. Próbuje sam grać ze słuchu, improwizuje. Pani to dostrzegła i przyspiesza z materiałem bo warsztat nie sprawia mu problemów. To samo z KS. Nauczycielka zauważyła, że syn jest b. zdolny więc wprowadziła zadania "dla chętnych".
    Co do ludzi po PMS. Znam sporo. Jedni zakończyli edukację na I st, inni na II st, jeszcze inni poszli na AM. I żaden z nich nie ma traumy i nie żałuje edukacji w PSM. Nie mówią, że wyrzeczenia, mordęga, zmarnowane lata. Owszem, mówią, że na nic innego nie mieli czasu. Nie wszyscy pracują z muzyką (syn kompozytora też rzucił szkołę II st przed końcem bo go wkurzył nauczyciel), ale większość i bardzo sobie chwalą to, że zdobyli wiedzę i umiejętności, z których będą korzystać do końca życia.
    Dodam, że wszystkie te osoby same chciały chodzić do PSM a nie ich rodzice.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka