14.01.13, 20:27
Czy jesteście ze swoimi dziećmi na lekcji i czy potem w domu pilnujecie jak dzieci ćwiczą?Zastanawiam się jak długo rodzic aktywnie uczestniczy w nauce dziecka.Ja jestem na lekcji bo i tak muszę dziecko zaprowadzić i przyprowadzić.W domu staram się pilnować czasami coś co jej nie wychodzi woli próbować sama ,ale potrzebuje dużo akceptacji
Edytor zaawansowany
  • kocianna 15.01.13, 08:43
    Ja nie jestem, bo lekcje są w godzinach mojej pracy. Wszystko mam dokładnie opisane w dzienniczku, co dwa tygodnie udaje mi się spotkać z nauczycielką. Teraz będzie wyjątkowo trudny materiał, więc pani poprosiła, żebym co jakiś czas się pojawiała, bo Młodej trudno będzie zapamiętać, co ma robić, a nie da się tego opisać (zupełnie inne zadęcie i takie tam). Pani mówi, że to kwestia 2-3 miesięcy, więc dogadam się z szefem (SM jest blisko mojej pracy) albo wezwę babcię na pomoc.
    --
    On nie jest winny, on jest inny

    Z dzieckiem w Moskwie
  • kocianna 15.01.13, 08:44
    Aha, pilnuję, żeby ćwiczyła, więc staram się też pilnować, jak ćwiczy, chociaż ona nie zawsze pozwala. Babcię regularnie wywala z pokoju na czas ćwiczeń, a babcia potem z kuchni krzyczy: cis miało być! cis!
    --
    On nie jest winny, on jest inny

    Z dzieckiem w Moskwie
  • ciapek7 15.01.13, 09:13
    moja córka jest w 1 klasie , chodzę na każdą lekcję , kiedy ćwiczy w domu , też słucham , poprawiam , wydaje mi się , że na skrzypcach jest to wskazane , przynajmniej na początku nauki
  • beatulek 15.01.13, 13:05
    Nie ma mnie na lekcji. Powiedziałam nauczycielowi, że dziecko dowożę więc w trakcie lekcji jestem w szkole i jak będzie potrzeba to dzieć wie gdzie mnie znaleźć. Mam wrażenie, że zarówno nauczyciel jak i moja córka swobodniej czują się bez matki w sali. W domu dziecko ćwiczy samo ja sprawdzam efekty. Jak już w miarę płynnie opanuje utwór - jestem jej akompaniatorem.
    Moje dziecko jest uzdolnione oraz uczone grać zanim poszło do SM - gdyby miało problemy kontrolowałabym je bardziej.
  • 4nana 15.01.13, 14:28
    beatulek a w jakim wieku jest twoje dziecko i na czym gra?
  • 4nana 15.01.13, 14:38
    Zakładam że wszystkie dzieci które dostały się do szkoły muzycznej zwłaszcza na skrzypce czy wiolonczelę są uzdolnione albo inaczej maj.ą predyspozycje słuch i poczucie rytmu .Nie wyobrażam sobie żeby bez tego dziecko w ogóle mogło się uczyć w takiej szkole.
  • beatulek 15.01.13, 14:58
    > Zakładam że wszystkie dzieci które dostały się do szkoły muzycznej zwłaszcza na
    > skrzypce czy wiolonczelę są uzdolnione

    Oczywiście, ze tak ale wśród tych uzdolnionych są takie które grają chętnie i dużo oraz takie, które trzeba pilnować by się nauczyły choćby minimum programowego.
    Mój dzieć z tej pierwszej grupy co jak mówię w domu - teraz odrabiamy lekcje - przygotuj zeszyty zawsze w pierwszej kolejności bierze instrument. Ciężko jest ją od niego oderwać a oderwać trzeba bo szkoła podstawowa też lekcje jakieś do domu zadaje. Córka ma 9 lat,gra na flecie poprzecznym - jest jej o tyle łatwiej, ze wcześniej ukończyła w szkle Yamahy program "Szkraby i Muzyka" oraz "Dzwiękoludki". Sama uczyłam ją gry na pianinie. Teraz w SM mimo iż jest dopiero w 1 klasie ćwiczy raczej technikę niż rozczytywanie utworów.
  • mama_mak 15.01.13, 17:50
    Ja tez mysle, ze sa swobodniejszy sami. Ale albo mi mowi, albo pisze dokladnie (?), bo tego zarzadalam, o on myslal, ze 5 i oletnie dziecko czy nawet teraz 6 i pol mi wszystko powtorzy !

    W domu gramy razem. Choc od powiedzmy 2 miesiecy, czyli po 1,5 roku nauki zostawiam ja sama z jakims fragmentem, ktory ma przecwiczyc, raz, bo wtedy musi sie sama skupic i lepiej zapamietuje, dwa, ze wkurzamy sie wzajemnie, wiec nauczylam sie odpuszczac smile
  • beatulek 16.01.13, 09:22
    o on myslal, ze 5 i oletnie dziecko czy nawet teraz 6
    > i pol mi wszystko powtorzy !

    No to jest właściwie inna sytuacja. Moje dziecko w tym wieku uczyło się w szkole yamahy i tam na lekcjach byli rodzice. Ja sobie nie wyobrażam pilnowania dziecka 5-6 letniego zwłaszcza w sytuacji gdy sama nie umiałabym grać. Moje dziecko gra na flecie poprzecznym - ja nigdy na nim nie grałam i do tej pory nie potrafię z niego wydobyć dźwięków z 3 i 4 oktawy. Dziecko umie -dlatego często jak widzę nuty i słyszę błąd to jej pokazuję gdzie, ewentualnie zagram na pianinie a ona sama musi dojść do tego jak to wydobyć z fletu. Innym razem jej powiedziałam, że dobrze zagrała etiudę a ona mi na to, że nie bo nie w tym miejscu oddech wzięła. Tylko, że moja 9-cilatka coś z lekcji zapamiętuje sama. Dziecku 5-6 letniemu trzeba przypominać - w tym wieku chyba lepiej jak rodzice albo są na lekcjach albo po każdej lekcji - odbierając dziecko dostają wskazówki od nauczyciela co, jak ćwiczyć.
  • mama_mak 16.01.13, 15:48
    No tak, u nas jest pianino, obie umiemy grac, choc ja czasem wysiadam przy jej stylu wink Ma juz tak sprawne palce, ze uczy sie rzeczy, ktore ja umialam jako nastolatka, wiec tez zaczyna byc pod gorke z poprawianiem. Zalezy jaki material. Natomiast siedzenie na lekcji jest niefajne, bo to zalezy od charkteru naucyzciela i jego wizji, moj nigdy nie mial wizji scislej wspolpracy z rodzicem, do takiej niescislej nawet musialam dorpowadzic awantura sad
  • kasiask 16.01.13, 09:15
    W młodszych klasach zawsze chodziłam na lekcje z dzieckiem - Mateusz gitara, Julek wiolonczela, Antek akordeon - ale mówiąc szczerze bez wykształcenia muzycznego niewiele z tego wiedziałam i moja pomoc w domu ograniczała do pilnowania, żeby ćwiczyli to, co trzeba.
    Teraz jest inaczej - Maks jest w 1 klasie i gra wiolonczeli. Ma świetnego, młodego nauczyciela, który tak dobrze wszystko tłumaczy, że w końcu ja też wszystko rozumiem. W związku z tym ćwiczę z Maksem inaczej niż ze starszymi, bo nie tylko pilnuję, żeby ćwiczył regularnie, ale też pilnuję techniki, ułożenia ręki i wszystkich tych drobiazgów, których dawniej nie byłam w stanie wypatrzeć.
    --
    Katarzyna
  • mama_dorota 16.01.13, 10:43
    Dużo zależy od nauczyciela. Jeden oczekuje, że rodzic dopilnuje tego, jak on każe ćwiczyć, inny nie lubi rodzica na lekcji, innemu znów wszystko jedno, ale tłumaczyć nie potrafi. Wiele razy tak było, że nauczyciel nie potrafił czegoś wyegzekwować, ale jak byłam na lekcji i usłyszałam "znów to samo", przyjrzałam się w czym rzecz (np. jeden palec musiał popychać drugi, a zamiar nauczyciela był tak, żeby ten drugi skakał po strunie samodzielnie), to w domu przypilnowałam, zachęciłam i można było iść do przodu.
    Jak nie jesteś na lekcji lub nie masz dokładnych wskazówek od nauczyciela, to możesz nawet nie wiedzieć, że dziecko ćwiczy zupełnie inne utwory, niż należy. Nauczycielka mojego syna od fortepianu zapisywała na każdej 30-minutowej lekcji tyle wskazówek, że dokładnie wiedziałam co i jak ma być grane np. "lewa ręka skacze jak piłka".
    --
    www.inteligentny-projekt.pl/
  • jajko54 16.01.13, 11:42
    mój mąż jest na każdej lekcji i tak od 4 lat (skrzypce). tzn teraz u starszego jest raz w tygodniu bo tylko tyle może a u młodszego na każdej. ćwiczy też z nimi codziennie. rzadko, jak go nie ma, starszy ćwiczy sam i jest to dużo mniej efektywne ćwiczenie, byle jakie, bez poprawy techniki. na 100% syn nie miałby takich osiągnięć jakby ćwiczył sam. raz brał udział w konkursie a mąż wyjechał na tydzień i tak się pogorszyło granie syna że pani chciała go wycofać z konkursu. sama jestem ciekawa jak długo jeszcze bo to ogromne obciążenie dla męża (ok 2h dziennie). ale na razie nie zanosi się na usamodzielnienie syna w tej kwestii - mowa o starszym.
    --
    Nie wystarczy kochać ludzkość, trzeba jeszcze umieć wytrzymać z ludźmi.
  • 4nana 16.01.13, 14:34
    U nas pani nigdy nie powiedziała czy powinnam być na lekcji czy nie.Córka na razie chce żebym z nią była chociaż dużo zapamiętuje sama z lekcji.Wiadomo że jak z nią siedzę to jestem na bieżąco i wiem co ma robić.Jeśli czegoś nie wiem czy coś jej sprawia trudność to złości się na mnie.Zastanawiam się kiedy jest ten moment żeby odpuścić sobie to siedzenie na lekcji.Nie do końca czuję się konfortowo na tych lekcjach z drugiej strony nie chcę żeby córka żle się czuła że mnie nie ma czy żeby myślała że się nie interesuje jej szkołą bo kiedyś mi to wykrzyczała jak nie byłam kilka razy.
  • mama_mak 16.01.13, 15:52
    > na 100% syn nie miałby takich osiągnięć jakby ćwiczył sam
    To rozumiem w 100% i nawet moje dziecko to przyznaje. Mnie nie pomagano (uczylam sie miedzy 6 a 10 ), a mogla mama bo umie grac, tata grywal choc nie na pianinie. No i mama uwaza, ze tak powinno byc i z moja, tyle, ze ja sie nigdy porzadnie nie nauczylam grac, a moja corka tak. Inny talent, to tez jasne ale bez pracy i ukierunkowania, zachety (zabawy!) to talent mozna w ogrodku zakopac i czekac az wyrosnie. Nie mam ogrodka, wiec wybralam opcje pomagania corce, cwiczenia, pilnowania, zachecania, nagradzania i bawienia sie z nia. Choc czasem jest ciezko
  • mamamuz 21.01.13, 15:14
    Wychowałam dwie skrzypaczki, obecnie to już dorosłe dziewczyny. Starsza jest na czwartym roku akademii muzycznej w Poznaniu, młodsza w tym roku kończy liceum muzyczne i będzie zdawała do konserwatorium muz. w Wiedniu. Piszę ponieważ przez wiele lat uczestniczę w edukacji i rozwoju artystycznym moich dzieci, oraz przy okazji obserwuję jak inni rodzice podchodzą do kwestii uczestnictwa w lekcjach, pomagania w ćwiczeniu itd. Z mojego doświadczenia i obserwacji wynika, że wszystkie dzieci których rodzice aktywnie uczestniczą w nauce gry na instrumencie tzn są na lekcjach i poświęcają dużo czasu na ćwiczenie z dzieckiem w domu (nie tylko pilnowanie aby COŚ TAM grało) odnoszą sukcesy i wyróżniają się dużo wyższym poziomem spośród innych. Dzieci zajmujące wysokie miejsca na konkursach - to zwykle talent dziecka + mądry nauczyciel + ciężka praca w domu dziecka i JEGO RODZICA. Ja ćwiczyłam z moimi córkami aż do końca I stopnia.
  • mama_dorota 21.01.13, 17:06
    Ja też się zgadzam, tylko czasem się zastanawiam dlaczego to tylko dzieci i nauczyciele dostają dyplomy, a rodzice nie. Przygotowałam dziecko już do kilku konkursów (mam teraz na myśli te niemuzyczne), a dyplomy za przygotowanie dostali nauczyciele wink.
    --
    www.inteligentny-projekt.pl/
  • kasiask 21.01.13, 19:31
    Bardzo trafna uwaga!!! smile
    --
    Katarzyna
  • mama_mak 22.01.13, 17:30
    Pochwale sie. Ja dostalam dyplom. Od meza. Tego wiecznie narzekajacego, ze sie z corka przy pianinie kloce. Dostalam pierscionek w uznaniu za "zaslugi polozone na polu edukacji muzycznej naszej corki" wink Przyznal, ze beze mnie nic by sie nie stalo. smile
  • kalimar76 21.01.13, 22:36
    Napisz proszę jak Tobie się to udało wink. Jak udało Ci się zmotywować córki do pracy? Wiadomo, że występy mobilizują, ale tych znowu nie ma tak często. Poza tym, zaraz po nich trzeba zabrać się za coś nowego, z reguły trudniejszego i satysfakcja z czegoś co się już umie gdzieś się chowa.
    Co jakiś czas podczas wspólnych ćwiczeń, dochodzi do wzajemnych spięć a nawet buntu, o czym wielokrotnie pisały dziewczyny na forum (w tym wątku także). Mam wrażenie, że nie do końca są spowodowane samym ćwiczeniami, ale też ogólnym rozwojem dziecka. Ja także próbowałam zostawić córkę samą z ćwiczeniami (omawiałyśmy przed, ona potem sama ćwiczyła, a na końcu grała przede mną). Ale to nie zdało w ogóle egzaminu sad. Gdy pytałam się jak siebie ocenia, to ona mówiła, że na piątkę. Jak radziłaś sobie w sytuacji gdy zaczynało Tobie albo córkom brakować cierpliwości albo pojawiało się zniechęcenie.
    Zastanawiam się jakich sformułowań używać w stosunku do dziecka i jak zachęcić do tego aby wypracowało dany utwór na odpowiednim poziomie. Brakuje mi wsparcia ze strony szkoły, jak postępować podczas codziennych ćwiczeń. Jak nie demotywować, czasami całkiem niechcący, ale aby dziecko odczuwało radość z codziennego grania.

  • mamamuz 21.01.13, 16:27
    jajko54 napisała:

    > mój mąż jest na każdej lekcji i tak od 4 lat (skrzypce). tzn teraz u starszego
    > jest raz w tygodniu bo tylko tyle może a u młodszego na każdej. ćwiczy też z ni
    > mi codziennie. rzadko, jak go nie ma, starszy ćwiczy sam i jest to dużo mniej e
    > fektywne ćwiczenie, byle jakie, bez poprawy techniki. na 100% syn nie miałby ta
    > kich osiągnięć jakby ćwiczył sam.
    zgadzam się w 100%
  • myszka1976 16.01.13, 15:56
    U nas ( córka 9 lat, skrzypce 3 klasa) jest tak, że w lekcjach uczestniczę, żeby być w miarę na bieżąco. Dziecko chodzi do popołudniowej muzycznej więc i tak muszę zawieźć, przywieźć. Zamiast siedzieć w świetlicy idziemy na lekcję razem. Córka preferuje moją obecność, nauczyciel również zachęca. W domu natomiast w tym roku / 3 rok/ przestałam z nią ćwiczyć, bo za bardzo razem się denerwujemy. Ja coś każę powtórzyć, zagrać wolniej- ona się wścieka. Oczywiście ćwiczenie jest o wiele mniej efektywne ale nasze dobre relacje są ważniejsze i ja muszę odpuścić. Ponadto uważam, że już czas najwyższy, aby sama umiała sobie zorganizować plan ćwiczenia. Przed ćwiczeniem zawsze proszę ją o ustalenie celu- żeby to nie było przegrywanie utworów od początku do końca, które jest czasochłonne a tak naprawdę mało wnosi. Stąd też mówi bądź wypisuje to nad czym będzie pracować podczas sesji ćwiczeniowej. Czasem mnie wiła, żeby pokazać co udało się zrobić.
    Utwory sa już bardzo trudne, wymagają ogromu czasu, rozpracowania problemów.

    --
    www.youtube.com/user/mgoplana1?feature=mheeviolinist❤
    ♫*¨*.¸¸
  • sylwik30 21.01.13, 20:12
    Staram się być na wszystkich zajęciach synka. Czasem zdarza się, że ktoś inny z nim jedzie, ale nie wchodzi na zajęcia.
    Nie wyobrażam sobie nie wchodzić w ogóle na zajęcia. W domu syn sam ćwiczy, ja tylko podaje czas ćwiczeń i słucham czy gra prawidłowo.
    --
    Muzyka jest wszędzie, czy ją słyszysz?
    youtu.be/pkJWGvdIQbA
  • sylwik30 21.01.13, 20:12
    Dopisze jeszcze, że syn uczy się drugi rok.
    --
    Muzyka jest wszędzie, czy ją słyszysz?
    youtu.be/pkJWGvdIQbA
  • mama_mak 22.01.13, 17:32
    Znalazlam ten artykul b. dawno temu, teraz mi sie przyomnial. Tytul "Rola rodziny w pracy z dzieckiem uzdolnionym muzycznie"

    www.awans.net/strony/muzyka/wolczek/wolczek1.html
    Naprawde wart przeczytania
  • kasiask 22.01.13, 19:18
    "wszyscy byli dziećmi niepracujących matek niezależnie od kraju pochodzenia..."
    jednym słowem albo rzucę pracę, albo nie mam co marzyć o konkursach smile)
    --
    Katarzyna
  • mama_mak 22.01.13, 21:31
    No dobra, wiadomo, ze nie wszedzie i nie w kazdej epoce jest ak samo, ale chodzi o to, ze podreslona jest rola tego, co MY robimy, co niewaptliwie pomaga w zniecheceniu smile
  • jajko54 24.01.13, 10:37
    to u nas z pewnoscią działa mocny efekt kompensacyjny - mąż jest pianistą-amatorem wink
    jeśli chodzi o dzieci niepracujących matek to dzieci urodzone przed rokiem 1940 zapewne w większości były dziećmi niepracujących matek, nie tylko laureaci konkursow chopinowskich. świat się zmienił do dziś.
    --
    Nie wystarczy kochać ludzkość, trzeba jeszcze umieć wytrzymać z ludźmi.
  • mama_dorota 24.01.13, 11:29
    No i ta "niepracująca matka" w tamtym czasie nie miała pralki, zmywarki, czasem bieżącej wody, kuchenki elektrycznej czy gazowej, więc chyba miała całkiem sporo pracy. Dzieci za to miały dość ograniczone możliwości pozaszkolnej nauki, jeśli nie pochodziły z zamożnych rodzin.

    Ale wiem, że gdybym pracowała na pełen etat w mojej sytuacji, gdzie codziennie dojeżdżam do pracy 20 km (1 godzina w każdą stronę), to nie dałabym rady.
    --
    www.inteligentny-projekt.pl/
  • jarkotowa1 24.01.13, 13:16
    Ja jestem z synem na każdej lekcji. Nauczyciel woli jednak, aby była współpraca z rodzicem, żeby wiedział czego należy w domu przypilnować, jak NIE pozwolić grać.
    Generalnie syn woli ze mną ćwiczyć bo jest efektywniej. Ale zdarza się, że ćwiczy sam, potem woła mnie na "podsumowanie". I czasem jest super a czasem poświęcamy drugie tyle czasu na dopracowanie tego i owego. Zdecydowanie gdyby ćwiczył sam nie byłoby takich efektów.
    Ale koleżanka nie chodzi na lekcje z synem (nauczycielka sobie tego nie życzy). Zaleca, żeby chłopak w domu też sam ćwiczył. No i coś tam ćwiczy, rodzice nie gonią, nie naciskają. Postępy niewielkie.
  • sylwik30 24.01.13, 17:57
    Ja jestem w sytuacji takiej, jak część rodziców. Niemuzykalna... Kiedyś grałam na pianinie, ale to lata świetlne wink {Już nigdy nie będę grać tak dobrze jak kiedyś (umiarkowanie dobrze)} Tylko dzięki uczestniczeniu na zajęciach i po osłuchaniu się z jakimś utworem , wiem, gdy synek gdzieś robi błędy. Teraz na szczęście moja pomoc w domu to przypominanie i zachęcianiu do ćwiczeniach i słuchanie z drugiego pokoju, czy gra prawidłowo. Z córką muszę siedzieć, pokazywać jej nutki, wciąż poprawiać lewą rączkę, która i tak ucieka.
    Nie wyobrażam sobie, jak miałabym wszystko ogarnąć pracując. Jak tylko wyjadę z domu na kilka dni to po powrocie widać, że mało ćwiczyli.
    Zgodzę się - rodzice powinni dostawać dyplomy, zwłaszcza ci pracujący smile
    --
    Muzyka jest wszędzie, czy ją słyszysz?
    youtu.be/pkJWGvdIQbA
  • olga727 24.01.13, 19:12
    Witam.Czy wszyscy posyłają dzieci do Szkoły Muzycznej,czy jest może ktoś,kto kształci dziecko prywatnie w domu nauczyciela ?
  • olga727 24.01.13, 19:12
    Witam.Czy wszyscy tu obecni posyłają dzieci do Szkoły Muzycznej,czy jest może ktoś,kto kształci dziecko prywatnie w domu nauczyciela ?
  • olga727 24.01.13, 19:42
    klawiarura mi szwankuje coś i dlatego te dwa identyczne wpisy. Przepraszam za błąd.
  • mama_dorota 24.01.13, 20:35
    Jest tu kilka osób, których dzieci uczą się bądź uczyły prywatnie. Mój syn uczył się przez pierwszy rok grać na trąbce prywatnie, ale lekcje odbywały się w SM. Córka miała lekcje prywatne w czasie, gdy zapadła decyzja, że pójdzie do Sm jeśli ją przyjmą. Chodziło o spróbowanie gry na skrzypcach i ocenę, czy naprawdę tego chce. Inne mamy to np. beatulek (teraz córka jest już w SM) i kulju. Jak chcesz więcej o tym się dowiedzieć załóż własny wątek albo poszukaj w starych postach. I witamy na forum. Napisz więcej w wątku "Parę słów o nas".
    --
    www.inteligentny-projekt.pl/
  • olga727 25.01.13, 11:08
    Dziękuję za odpowiedź.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka