Dodaj do ulubionych

rezygnacja z SM

03.10.14, 11:12
w jakiej sytuacji zrezygnowalibyście/pozwolili dziecku zrezygnować z SM?
pytam tutaj, bo są tu rodzice którzy wiedzą jakiego rodzaju korzyści dziecko wynosi z SM ale też jaki to wysiłek i wyrzeczenia.
cały czas się biję z myślami co do młodszego syna. mimo świetnego słuchu muzyka nie jest jego pasją. grać gra, bez dramatu ale i bez przekonania.
jednak zarówno mąż jak i ja żałujemy, że nie chodziliśmy do SM w dzieciństwie, uważam że to otwiera pewne furtki, które potem trudno samemu nadrobić i nie myślę tu wcale o zawodzie muzyka.
poza tym rezygnacja z SM i 'nadmiar' wolnego czasu oznaczałby pewnie więcej godzin przy komputerze a nie zajęcie się innymi pasjami...
--
Nie wystarczy kochać ludzkość, trzeba jeszcze umieć wytrzymać z ludźmi.
Edytor zaawansowany
  • jarkotowa1 03.10.14, 15:52
    Ja bym pozwoliła dziecku zrezygnować ze szkoły wtedy, gdyby się tam męczyło i wysyłało wyraźny sygnał, wręcz prośbę "mamo, nie chcę, nie lubię...". Pogadałabym z młodym o plusach i minusach kształcenia w SM. U was to chyba 3 klasa? Z tego co pamiętam młody ma sporo zainteresowań i chęci na inne zajęcia. Może faktycznie skrzypce nie są dla niego i odnajdzie się w czymś innym co go pochłonie.
    Trudna decyzja....
  • jajko54 06.10.14, 10:23
    nie męczy się w SM, tylko w domu ćwicząc wink
    to fakt że ma inne pasje (z tym że ta najbardziej pochłaniająca to komputer). w tym roku ma 2 popołudnia zajęte SM, jedno zajęciami w centrum na które chciał chodzić i jedno basenem - choć powinien 2 razy chodzić. boję się że w przyszłym roku gdy dojdzie orkiestra to zabraknie czasu na inne rzeczy.
    --
    Nie wystarczy kochać ludzkość, trzeba jeszcze umieć wytrzymać z ludźmi.
  • tijgertje 03.10.14, 16:27
    Na pewno nie wysylalabym dziecka do muzycznej tylko dlatego, ze rodzic nie mial takiej szansy. Jesli dziecko jest szkola zmeczone, nie ma na nia ochoty, to ciagniecie nauki w SM jest bardzo duzym obciazeniem. Wg mnie polska szkola muzyczna jest zbyt teoretyczna, jest zbyt wiele zajec, ktore moglyby sie odbywac w inny, mniej meczacy i bardziej skuteczny sposob. Czasem lepiej zrezygnowac i pozwolic dziecku na kontynuowanie nauki na lekcjach prywatnych lub w ognisku muzycznym. Zyska troche czasu chocby na odpoczynek, a moze i bardziej polubi granie. szkola muzyczna ma oczywiscie ogrom zalet, ale tez nic tak nie niszczy kreatywnosci i talentu niektorych dzieci jak wlasnie wszystkie ograniczenia programowe szkoly muzycznej (zwlaszcza, jak sie trafi na wyjatkowo "urzedowych" nauczycieli). rezygnacja ze szkoly muzycznej nie musi oznaczac rezygnacji z muzyki i gry na instrumencie.
  • jajko54 06.10.14, 10:20
    widzisz Tigerje, często piszesz o tym jaki system nauki w PL jest kiepski ale my trafiliśmy wyjątkowo dobrze. nauczyciele są z pasją i umiejętnościami pedagogicznymi/ syn uwielbia teorię i prawdę mówiąc głównie dlatego to ciągniemy. imo poszerza to horyzonty bardzo, ja różnych rzeczy nauczyłam się samodzielnie ale -jakby porównać z czytaniem - zawsze będę tylko 'dukać' w porównaniu do absolwenta SM który 'czyta' płynnie. natomiast syn nie lubi grać, ćwiczyć. ale jest już na etapie grania ładnych utworów, wszystko zagra ze słuchu.
    --
    Nie wystarczy kochać ludzkość, trzeba jeszcze umieć wytrzymać z ludźmi.
  • tijgertje 06.10.14, 13:20
    Alez ja nie twierdze, ze w Polsce jej kiepski system nauczania! Jest zupelnie inny i nastawiony na zpelnie inne cele. I jako, ze mi zalezy na tym, zeby dziecko gralo dla przyjemnosci, to zdaje sobie sprawe, ze akurat dla niego oznaczalby katastrofe. Sama pamietam, jak lubilam utworki na fortepian ze zbiorow "w krainie melodii". Zalezalo mi, zeby sie kiedys nauczyc "pozegnanie ojczyzny", bo mamy siostra miala w odwiedziny po latach zza oceanu przyjechac i bardzo chciala wlasnie ten utwor uslyszec. Blagalam nauczycielke, zeby mi pomogla, bo sama sie w paru miejscach nie wyrabialam, ale dluuugo musialam prosic i marudzic, zanim szybciutko, w wielkiej tajemnicy mi raczyla pare palcow podpisac, zeby przypadkiem ktos sie nie dowiedzial, bo to opracowanie i ona nie ma prawa go na lekcji uczyc. Dzieci w polskich szkolach ucza sie znacznie wiecej, u nas maja znacznie wieksza frajde z grania. Nie wiem, czy oczekiwania rodzicow bardzo sie zmienily. Chyba zalezy od szkoly. Dzieki szkolom Suzuki i Yamaha chyba czesc odkryla, ze jest inna droga. Jest tez duzo wiekszy dostep do wszelkich zajec dodatkowych. Za moich czasow mialo sie wybor w zasadzie zaden. Byly jakies zajecia plastyczne, odrobinka sportowych (z baaaardzo ograniczona oferta), byl jeden zespol tanca, w ktorym faktycznie tanca uczono i szkola muzyczna. Na dosc spory rejon bylo to zdecydowanie za malo i wiele dzieciakow chodzilo do muzycznej nie dlatego, ze rodzice chcieli zrobic z nich wirtuozow, ale dlatego, ze rodzicom zalezalo, zeby dziecko mialo JAKIEKOLWIEK zajecie. Duzo dzieciakow wlasnie przez takie podejscie w trakcie rezygnowalo, z mojego rocznika z ok 40 osobowej grupy zaczynajacej nauke, IV klase (mlodziezowa popoludniowka) skonczylo tylko kilkanascie osob. W sumie cos 4 czy 5 osob mialo potem jakis aktywny kontakt z muzyka. Wydaje mi sie, ze teraz wybor jest po prostu bardziej swiadomy, zarowno pod wzgledem wyrzeczen, jakich SM wymaga, jak i pod wzgledem dostepnosci innych mozliwosci. Kiedys na najblizszy basem mielismy prawie 40km, teraz w promieniu 10km sa 3smile Nauka jezyka mozliwa byla tylko prywatnie, teraz jezykow, szkol i sposobow nauczania jest od groma i troche. To samo z oferta zajec sportowych, plastycznych, kolek naukowych itp. Jak rodzice chca dziecko zajac czyms pozytecznym, to mozliwosci maja multum, wybierajac szkole muzyczna zazwyczaj zdaja sobie sprawe, jak duze i na jak dlugo jest to zobowiazanie.

    Z cwiczeniem u nas tez bywa problem, ale tu umowa jest jasna: jak syn chce grac w orkiestrze, to ma cwiczyc o stalych porach bez marudzenia, inaczej tata za lekcje nie bedzie placic tongue_out Orkiestra to najlepsza motywacja pod sloncem smile W sobote yl koncert i malo nie padlam, jak widzialam, jaka mlody ma niesamowita radoche. Gra calym soba, sekundy sztywno na krzesle nie usiedzi, a pomiedzy utworami buzia mu sie smieje niemal dookola glowy smile
  • 9-x-2 19.02.15, 22:11
    W pełni zgadzam się z tijgertje sad
  • kocianna 06.10.14, 09:29
    No właśnie, a co w sytuacji, kiedy dzieciak chce chodzić, ale kompletnie olewa grę? Wybłagała fortepian od 4 klasy, pianino w domu się kurzy, a kupione ze sporym wysiłkiem w wakacje. Flet nie ruszony praktycznie od czerwca, gra tylko i wyłącznie na lekcjach - to już bardzo słychać sad
    --
    On nie jest winny, on jest inny
    W 1882 roku odbył się w Warszawie spis powszechny. Wyniki pokazały, że blisko połowa mieszkańców to ludność napływowa.
  • jajko54 06.10.14, 10:23
    a co na to nauczyciel? u nas by to nie przeszło.
    --
    Nie wystarczy kochać ludzkość, trzeba jeszcze umieć wytrzymać z ludźmi.
  • tijgertje 06.10.14, 13:33
    jeszcze cie nikt na dywanik nie wezwal? U nas by to nie przeszlo z tego prostego powodu, ze za lekcje placimy majatek. Mlody zaczynal wczesniej juz grac na innym instrumencie, ale zrezygnowalismy wlasnie dlatego, ze systematyczne cwiczenie po prostu nie przechodzilo. Ja sie nie cackam, bo i mnie nigdy nikt nie pilnowal. Syn doskonale wie, ze przypomnimy, owszem, ale jak sam nie pokaze, ze mu zalezy (i nie mam tu na mysli slownych argumentow), to mowy nie ma, zeby mogl nauke kontynuowac. Rozmwialismy przed rozpoczeciem roku szkolnego, kazdy podjal pewne zobowiazania i ma sie ich trzymac. Umowa to umowa, a jak nie to koniec kropka i tyle.
    Pamietam, jak twojej corce strasznie zalezalo na flecie. Mysle, ze na twoim miejscu postawilabym jej ultimatum do konca semestru : albo cwiczy (np min 4 razy w tygodniu po pol godziny), albo po egzaminie kategorycznie i definitywnie zegna sie ze szkola i instrumentem. Do konca semestru bedzie miec jeszcze troche czasu na zastanowienie. warto z gory ustalic konkretne godziny cwiczenia i niech gra chocby 10-15minut, ale niech gra w miare codziennie. Przypominasz raz i tyle (mozesz jej budzik ustawiac), potem tylko zaznaczasz w kalendarzu czy grala czy nie, ewentualnie jak dlugo (masz pozniej argumet nie do pobicia). mozliwe, ze po przeprowadzce zmian jest dla niej tak duzo, ze chcialaby wszystkie nowosci wyprobowac i instrument poszedl w odstawke. Sprobowalabym tez pogadac z nauczycielem. Twoja corka jest zdolna i bardzo mozliwe, ze nauczyciel nawet nie zdaje sobie sprawy, jak sytuacja z cwiczeniem wyglada. Ty slyszysz roznice, nauczyciel nie, bo wczesniej dziecka nie znal, a z gra na lekcji roznie bywa. To nie skrzypce, na flecie latwo oszukac co nieco (tez mi sie takie myki udawaly, ze jak cwiczylam ile wlezie, to na lekcji bylam tak zdenerwowana, ze nic mi nie wychodzilo, a jak caly tydzien nie gralam i poszlam "na odczep" to jeszcze uslyszalam, jakie ogrooomne postepy zrobilamwink ).
  • mama_dorota 07.10.14, 12:36
    Ja wypisałabym dziecko z SM, gdyby o to prosiło i widziałabym, że nie jest to chwilowe. Aby sprawdzić, wymagałabym dokończenia roku szkolnego, w ostateczności semestru.

    Znam sytuację, gdy chłopiec zdolny dość wszechstronnie, zaangażowany w muzykę i szachy, kilkakrotnie chciał odejść z muzycznej, ale mama zachęcała go, aby przetrwał do egzaminu półrocznego, żeby nie robić problemu nauczycielce, którą zresztą bardzo lubił, a po egzaminie już sam chciał dokończyć klasę ... i tak przetrwał całą szkołę, choć zmęczenie materiału powracało nie raz, potem dostał się do II stopnia, ale nadal się wahał, czy nie zrezygnować. Jakoś tak w II stopniu mu się to wyklarowało i teraz już jest na akademii.
    --
    inteligentny-projekt.pl

    kazdystudent.pl
  • kocianna 07.10.14, 14:40
    Prosi, bo ma dużo zajęć. I te nowe są ciekawsze od SM.
    A mnie po prostu szkoda trzech lat cholernie ciężkiej pracy (w tym mojej) i dużych pieniędzy, które poszły na instrumenty i idą teraz na szkołę.
    Wczoraj pomogło na "wypisz mnie", kiedy pozwoliłam urwać się z kształcenia słuchu. Ale przecież nie pozwolę co tydzień się urywać... Na dywanik nas nie wzywają, raczej ja apeluję o surowsze podejście - Młodej pani jest przemiłą kobietą do rany przyłóż, która rozumie... a nie wymaga. Zupełnie tak jak ja sad
    --
    On nie jest winny, on jest inny
    W 1882 roku odbył się w Warszawie spis powszechny. Wyniki pokazały, że blisko połowa mieszkańców to ludność napływowa.
  • anatewka11 08.10.14, 08:47
    U nas jest dokładnie odwrotny problem: syn za nic nie chce zrezygnować (4 klasa c. 6 letniego) a ciężko mu idzie gra. Ma wyjątkowo upierdliwy instrument (akordeon) zważywszy na jego problemy z koordynacją i koncentracją (ma dyspraksję). Zeszły rok zakończył z trójką. Nie chce słyszeć o rezygnacji. Gra codziennie (z małymi wyjątkami) minimum pół godziny. Na wakacje dostał 4 utwory do rozczytania to grał codziennie przez cały sierpień. A i tak cały czas jest problem, co dziwne lepiej sobie radzi z trudnymi utworami/fragmentami niż z bardzo prostymi. Mamy też bardzo wymagającego nauczyciela, każdy utwór musi być zaliczony na pamięć. Mogą być max 2 błędy (włączając w to np. dobry dźwięk ale zły palec), jak za długo robią jakiś utwór (ok 1 m-ca) to jest ostateczny termin na zaliczenie, jak się nie uda utwór jest dokładany do egzaminu. Czas do opanowania gamy to 2 lekcje.
    Syn nie lubi ćwiczyć ale ćwiczy. Czasem nie chce mu się iść na lekcje ale chodzi. Jakakolwiek próba rozmowy o rezygnacji to awantura wink Bardzo dużo mu daje nauka gry więc wg mnie niech sobie chodzi, chociaż wymaga to też dużo wysiłku z mojej strony (ćwiczę z nim, bo samodzielne ćwiczenie mija się z celem- nie poprawia błędów).
    Żal mi biedaka, bo dla odmiany córka ćwiczy bardzo mało, zdarza się , że z lekcji na lekcje idzie bez wyciągania instrumentu z futerału a przychodzi jej bardzo łatwo i jest chwalona za systematyczną pracę i za zdolności! Nie ma sprawiedliwości na tym świecie.
    Przepraszam, ze się tak podczepiłam pod wątek.

    --
    www.szukajacboga.pl
  • mama_dorota 08.10.14, 09:55
    Anatewka11, chyba dobrze, że się podczepiłaś, bo twoja wypowiedź sporo wnosi. Każda sytuacja jest inna. Dla dzieci z problemami z koncentracją, a szczególnie koordynacją nauka gry na instrumencie jest dobrą terapią. Ja widziałam wyraźne efekty u córki. Dopóki szkoła nie czyni nacisków, a dziecko chce grać, to szkoda rezygnować i każdy rok ma wartość, nawet jeśli nie wytrwa się do dyplomu. Warto by było jednak trochę go zmotywować, żeby ćwiczy więcej, skoro chce grać.
    --
    inteligentny-projekt.pl

    kazdystudent.pl
  • jarkotowa1 08.10.14, 15:46
    Przykład koleżanki.
    Syn w naszej szkole, skrzypce, bardzo uzdolniony, ale...nie chciał ćwiczyć, bo to przecież mozolne i nudne. Na teorii się męczył. W wakacje nie ćwiczył. W 5 klasie chciał rzucić szkołę bo miał dosyć wstawania rano w sobotę na orkiestrę. Mówił mamie, że dzieciństwo ma zmarnowane. Mama mu weszła na ambicję, skończył 1 stopień, zdał do 2...bo jednak mu się zachciało. Po semestrze rzucił...z tych samych powodów, które pojawiły się w 5 klasie. I tak czas płynął. A chłopak wsiąkł w pianino. Pochłonęło go do reszty. Nikt mu niczego nie kazał, nic nie musiał, grał kiedy chciał i co chciał. Będąc w liceum uznał, że wraca do 2 stopnia. Zdał egzamin, chodzi do szkoły. Nadal ćwiczy od święta na smyczkowym, egzaminy dobrze zalicza, ciągnie go do pianina, komponuje. Jakby nie było....bez muzyki nie może żyć.
  • anatewka11 19.10.14, 15:44
    Dzięki, mama_dorotasmile Wiem, że można i powinno się więcej, ale nie bardzo wiem kiedy? Muzyczną ma codziennie, jeszcze jakieś inne dodatkowe z których nie chce zrezygnować a odrobić lekcje, pouczyć się też musi. Nie wspominając o chwili odpoczynku. Do tego nie możemy grać wieczorami, bo u sąsiadów małe dziecko zasypia więc ciężko upchnąć gdzieś więcej ćwiczenia. Wiem, że pół godziny to żaden szał, ale jak słyszę, że dzieci nie grają w domu prawie wcale a mają piątki, to mi żal syna wink
    Ostatnio mam wrażenie, że coś drgnęło... Zdecydowanie mu lepiej idzie, chociaż ma teraz trudniejsze utwory polifoniczne, no ale u niego zawsze było na odwrót. Może ta 3 klasa to był jakiś kryzys, a nie równia pochyła w dół wink

    --
    www.szukajacboga.pl
  • mama_dorota 19.10.14, 21:04
    Wiesz, w tym narodzie to za jakąś chlubę się uważa coś typu "nie uczyłem się, a fuksnęło mi się". Osobiście nie wierzę w takie bajki, że ktoś nie ćwiczył i ma piątkę. Gosia w 3. klasie miała piątkę, ale już musiała ćwiczyć tę godzinę dziennie, a i to czasem nie starczało.
    --
    inteligentny-projekt.pl

    kazdystudent.pl
  • lily-evans01 30.12.14, 22:13
    OMG, straszne jest to, co piszesz - moja córka też gra na akordeonie, ale pan na szczęście nie gnębi jej w nieskończoność jednym utworem, żeby było idealnie. Wyjątek stanowią te wybrane na przesłuchania. I mimo to widzę, że taka metoda ma jakąś skuteczność, bo sporo dziewucha już potrafi zrobić tymi swoimi palcami, między I i II klasą niepostrzeżenie zaliczyła pozytywny przeskok, który mnie zadziwia.
    Może spróbujcie spotkać się z jakimś innym nauczycielem?
    U nas jedna mama zrobiła tak ze skrzypcami, pani z fochami potrafiła walić dziecko smyczkiem po rękach - matka zapisała córkę dodatkowo na kilka zajęć płatnych z upatrzoną nauczycielką, pani i dziewczynka przypadły sobie do gustu, od tego roku jest załatwiona zmiana nauczyciela, dziecko robi postępy i odnajduje się w grze.

    --
    www.youtube.com/watch?vshockktB-qEOiXA
  • morsk2 26.01.15, 20:59
    Anatewka11, o moich dzieciach mogłabym napisać prawie to samo.
    Moje 2 córki są w 2 kl. SM. Starsza gra na klarnecie, ma super nauczycielkę, która ją motywuje. Dostaje dobre oceny, mimo niedociągnięć technicznych i tego, że nie ćwiczy każdego dnia (a jak ćwiczy, to sama, bez nadzoru). Nauczycielka twierdzi, że wszystko jest do skorygowania i na tym etapie ma na to jeszcze czas.
    Młodsza gra na pianinie. Nauczyciel wymagający i nie wspierający. Dziecko ćwiczy codziennie, jest na każdej lekcji, a ja z nią. Teorię lubi i chodzi chętnie. Nie osiąga oczekiwanych rezultatów i zapewne najdalej w 3 kl. ją wyrzucą, co będzie dla niej dużym ciosem. Niestety, ja się na muzyce nie znam i nie umiem jej pomóc. Przy tym jest jej ciężej, bo od urodzenia ma problemy logopedyczne i z motoryką małą. Dla mnie jest niesamowite, że i tak osiągnęła tak dużo...
    --
    nie ma sygnaturki!
  • anatewka11 28.01.15, 22:16
    morsk2, dzięki za Twój wpis smile Zastanawiam się, czy na innym instrumencie (np. dętym dmuchanym) byłoby mu łatwiej... Co ciekawe, klarnet też nie należy do prostych instrumentów ale przynajmniej ma jedną linię melodyczną wink Na pocieszenie powiem, że ja w 3 klasie też myślałam, że nam podziękują, rozmawiałam nawet o tym z panem. Pan mówił, że może sobie nie poradzić w czwartej, gdy dojdą utwory polifoniczne bo to jest duży skok. O dziwo, syn sobie w tej czwartej klasie lepiej radzi a utwory polifoniczne opanowuje całkiem sprawnie a tu oprócz tej nieszczęsnej koordynacji dochodzi śledzenie dwóch różnych linii melodycznych w dwóch kluczach. Dla mnie to niepojęte, że daje z tym radę! Na ostatnim egzaminie poszło mu zdecydowanie lepiej niż w 3kl. Zaczęłam myśleć, że może jednak skończy tę szkołę smile Moim zdaniem gra na tym instrumencie bardzo dużo mu daje!
    Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia obu córciom!

    --
    www.szukajacboga.pl
  • m_sl 19.02.15, 19:09
    Moi dwaj synowie zaczynali szkołę muzyczną. Obaj dotrwali do trzeciej klasy, a potem przerwali. Kontynuują grę prywatnie. Dla przyjemności. Grają inne utwory, nie mają tej okropnej presji i rywalizacji. I dopiero po wyjściu ze SM pokochali muzykę.
  • mama_dorota 20.02.15, 09:06
    m_sl napisała:

    > I dopiero po wyjściu ze SM pokocha
    > li muzykę.

    Napisz więcej na ten temat, proszę.
    --
    inteligentny-projekt.pl

    kazdystudent.pl
  • kocianna 22.10.14, 09:29
    Młoda ma w poniedziałki 6 lekcji + 3 w muzycznej.
    We wtorki 6 lekcji, dodatkowy polski (po powrocie z Rosji), kółko teatralne i fortepian, a potem judo.
    W środy 2 godziny rosyjskiego.
    W czwartki flet i judo.
    I tylko piątek w miarę wolny.

    Nie mogę odpuścić sportu (tendencja do nadwagi) i rosyjskiego. Szkołę odpuszczamy ile się da, ale nie da się do końca. Rezygnować z muzycznej? Dzieciak ledwo zipie.
    --
    On nie jest winny, on jest inny
    W 1882 roku odbył się w Warszawie spis powszechny. Wyniki pokazały, że blisko połowa mieszkańców to ludność napływowa.
  • mama_dorota 22.10.14, 10:16
    Nie jestem pewna, ale jeśli mała nie ma jakiejś wielkiej pasji do fletu, to chyba lepiej zrezygnować. Grać już umie, ze słuchu pewnie zagra. Zapytaj ją, czy jej tyle wystarczy, czy chciałaby umieć więcej.
    --
    inteligentny-projekt.pl

    kazdystudent.pl
  • pepperann 22.10.14, 11:06
    A ona sama? Chce zrezygnować?

    Czy musi grać też na fortepianie? Szkoła wymaga? NIe można napisać podania, że w związku z szokiem kulturowym i zmianą języka w szkole mogłaby zacząć za rok? wink

    Rozumiem, że kółko teatralne to pasja i nie do ruszenia.

    Moim zdaniem macie bardzo nierówno zajecia ułożone. Taki wtorek może zabić. Ja ostatnio układałam plan dla dwójki dzieci i część sportowych zajęć przerzuciłam na weekend, bo w tygodniu się nie dawało, albo wszyscy byli rozdrażnieni - a nie o to chodzi. Jeśli macie( jak policzyłam) 11 godzin zajęć pozaszkolnych w tygodniu, to można ułożyć po dwie godziny codziennie i jedną w sobotę, zamiast czterech we wtorek? Wtedy też trochę czasu na ćwiczenie zostanie.
    --
    Marianna 27 sierpnia 2007
    Helena 16 marca 2009

    cosłychaćudziewczynek
  • lily-evans01 30.12.14, 22:18
    Jesssuuu, ale ona musi też się chyba kiedyś uczyć, spotkać z koleżankami, odpocząć?
    Musisz obiektywnie rozpatrzeć wszystkie za i przeciw.
    U nas też momentami nie ma lekko, ale poszło raczej w stronę rezygnacji z innych zajęć pozaszkolnych, nowa podstawówka daleko, a szkoła muzyczna w remoncie - jeździmy do jakiegoś smętnego liceum w takiej lokalizacji, że trudno po południu wydostać się z tej dzielnicy, zwłaszcza komunikacją miejską (daleko od centrum, wokół ulice przelotowe i zapchane w godzinach szczytu). Pocieszam się tylko tym, że w przyszłym roku wejdziemy do naszej kochanej, klimatycznej i całkowicie odnowionej szkoły wink.

    --
    www.youtube.com/watch?vshockktB-qEOiXA
  • 9-x-2 19.02.15, 22:21
    Jak nie chce - zrezygnować
  • iwwik 03.12.14, 09:21
    Ja się zmierzyłam ostatnio z tematem rezygnacji, wprawdzie nie z SM, tylko z metody Suzuki. W przypadku młodszej córki ostatnie tygodnie były męką, zresztą wcześniej też nie było łatwo. Zresztą jakiś rok temu pisałam o tym na forum. W ostatnim czasie mieliśmy i bunt w trakcie ćwiczenia, i bunt na lekcji. Foch, siadanie na podłodze, ostentacyjne granie na leżąco i co tam jeszcze… To ja podjęłam decyzję o przerwie, bo na ten moment tak do tego podchodzę. Córka twierdziła, że grać chce, ale zachowanie świadczyło o zupełnie czymś odwrotnym, przez co ja traciłam cierpliwość, dochodziły nerwy i nasze granie generalnie źle wpływało na stosunki rodzinne. Nie wiem, co będzie dalej, gdzieś w skrytości ducha mam jednak nadzieję, będzie miała nadal chęć na muzykowanie, bo generalnie nie szło jej źle. Co więcej, chętnie grała z nut, co na tym etapie w metodzie Suzuki jeszcze nie jest wymagane, zresztą teraz już po ogłoszeniu „przerwy” sama dopytuje o nuty do kolęd, próbuje grać na dzwonkach i twierdzi jednocześnie, że na Święta zagra kolędy na skrzypcach wink Od tygodnia nie chodzi na lekcje, nie gra w domu, ja nie przypominam i będę obserwować, dokąd nas to zaprowadzi. Albo zrezygnujemy w ogóle, albo za parę miesięcy pojawi się jednak motywacja. Nie chciałabym natomiast wrócić do tego co było, bo więcej szkody w naszym życiu rodzinnym to przynosiło niż pożytku.

    Mam świadomość, że w przypadku SM nie jest to takie proste, kilkumiesięczna przerwa nie wchodzi w grę. Jeżeli więc dziecko chce grać i odbywa się to bez jakiejś większej szkody dla życia rodzinnego, a nauczyciel też nie zgłasza jakiś problemów, ja chyba pozwoliłabym grać. Jeżeli jednak męczy się syn i męczycie się Wy, pytanie o rezygnację jest zasadne, zwłaszcza, że chyba przed Wami ten trudniejszy etap 4-6?
  • kurczak1 11.12.14, 14:33
    Witajcie, jak trwoga to do Boga, szukając tego tematu w necie, trafilam na wasze forum. Mój syn skończyl I stopień - akordeon. Sam wybral szkolę i bez jęków zdał na 5. Po czym oświadczył, że żegna sie z PSM. Ponieważ na egzaminie zagrał kapitalnie, namówiłam go na egzamin na II stopień. Zdał. Przechodzil zeszły rok. Pierwszy stopień mial połączony z ogolnokształcącą. Od II zaczęły sie zajęcia wieczorne. Do obu szkół ma blisko. Ale zaczęło sie jojczenie, że nie ma czasu na swoje pasje: harcerstwo i film. Udowadnialam mu, że ma czas, tylko nie potrafi sie zorganizować. Udowadnialam mu, zeby siebie uspokoić. Przestał ćwiczyć. Chyba kilka razy poszedł na wagary z muzycznej. Semestru już raczej nie zaliczy. Ale szkole bardzo zależy - dają mu szansę, byle przyszedł na egzamin. Może go nawet oblać. Chce rzucic szkołę muzyczną, twierdzi, ze stres powoduje, ze on nie śpi po nocach, że ma dość. Ja sama widzę, ze chodzi przybity. Ale też zdaję sobie sprawę, ze to mogą być inne rzeczy, jakieś kłopoty, a muzyczna to tylko objaw. Jest jeszcze jeden argument - jest dobry w teorii, zna sie na tym, lubi tez plumpanie na pianinie, choc nigdy przesadnie nie cwiczyl. Ponadto kiedyś przez moment pomyślał o reżyserii dźwięku, a PSM byłąby tu bardzo przydatna. No i ostatnia sprawa z tym zwiazana: nauczyciel powiedzial mi, ze powinnam go zmusić do chodzenia. Obawiam sie tylko, czy mam aż taką władzę i czy unieszczęśliwianie dziecka jest właściwą drogą. I jeszcze co może zrobić nastolatek (prawie 15) doprowadzony do rozpaczy...
    --
    Jeśli nie wolno, a musisz, to trzeba
  • mama_dorota 11.12.14, 16:46
    Wielu nauczycielom trudno wypuścić z rąk zdolne dziecko, dlatego ja bym nie zmuszała, a juz do 2 stopnia to definitywnie. Można mobilizować, czasem zmusić dziecko, które chce grać, ale brakuje mu dyscypliny. Trudno ją znaleźć u wielu nastolatków, ale jak już postanowił zrezygnować, czuje sie tym udreczony, a nawet wagaruje, choć do szkoly ma blisko, to naprawdę szkoda relacji rodzica z dzieckiem.
    --
    inteligentny-projekt.pl

    kazdystudent.pl
  • kalimar76 11.12.14, 17:29
    Myślę, że Twoja intuicja dobrze podpowiada. Wybadaj, czy problem leży po stronie muzyki czy innych spraw (kolegów, dziewczyny etc.) Z tego co piszesz, to zmienił szkołę. Tam dzieci mają inne zainteresowania, a gra na instrumencie niekoniecznie jest trendy. Kryzysy i bunty przychodzą falami, trzeba je przeczekać i różnymi sposobami - prośbą, groźbą, namawiać do grania. Może jakaś wzajemna umowa typu on gra, a w zamian coś otrzymuje na koniec roku.
    Każdy czasami czuje się zmęczony tym co robi, nawet jeśli to pasja. Weź pod uwagę również i to, że popołudniowa, nawet jeśli blisko, to duże obciążenie.
    Najgorsza w tym wszystkim jest nasza świadomość, że coś bezpowrotnie dziecko straci i dlatego tak ciężko jest z tego zrezygnować.
  • tijgertje 11.12.14, 17:55
    Wiesz, normalnie mnie w zoladku scisnelo, jak przeczytalam ten opis. Szkoda chlopaka. Idz za rada nauczycielki, ZMUSZAJ do szkoly muzycznej, a gwarantuje, ze nie tylko calkowicie stracisz zaufanie dziecka (ktore powinnas z zalozenia wspierac), a i skutecznie obrzydzisz mu muzyke. Popoludniowa muzyczna jest bardzo onbciazajaca i choc ty uwazasz, ze dziecko ma czas, on faktycznie moze go nie miec, bo w czasie, gdy koledzy ze szkoly ida do kina czy kopac pilke, twoj syn siedzi w szkole albo musi cwiczyc. Uwazam, ze juz i tak wystarczajaco dlugo pokazywal, ze ma dosc. Popoludniowej jest latwiej zrezygnowac, jak lubi grac, poszukaj mu raz w tygodniu prywatnego nauczyciela, zeby wszystkiego nie zapomnial. Moze i jest dobry z przedmiotow teoretycznych, ale czy on w ogole widzi sens ich uczenia sie? Wiekszosc i tak nie jest potrzebna. Sama bylam na studiach muzycznych, na ktore przyjnowano ludzi zarowno po I jak i II stopniu. Niektore przedmioty dla mnie (po I stopniu) byly nowoscia, dla innych tylko powtorzeniem, ale wierz mi, na egzaminach wcale nie bylo widac kto jaka szkole konczyl, bo ci po krotszej edukacji nieraz radzili sobie duzo lepiej. Tak, ze brak dyplomu ze sredniej nie przekresla kazdej drogi (na instrumentalistyke tak, ale rezyserie dzwieku? ). Moze i moglby sie lepiej zorganizowac, ale wez pod uwage, ze to 15-latek, ma prawo sie buntowac, ma prawo byc zmeczony, ma prawo sie czasem po prostu ponudzic. Dzieciaki ze szkol muzycznych pracuja baaaardzo ciezko, ale jesli chlopak ma inne pasje, na pewno nie naciskalabym na kontynuacje nauki. W popoludniowej zawsze za rok czy 2 moze do szkoly wrocic, o ile sie ostatnie swiadectwo "nie przeterminowalo" i zaliczy program na danym etapie, tak, ze mysle, ze w obecnej sytuacji warto zrezygnowac do konca roku i zobaczyc, jak sie sytuacja rozwinie.
  • pepperann 11.12.14, 18:22
    Jeśli szkole na nim zależy, to porozmawiaj o możliwości urlopu, może poczekają na niego np.rok, gdyby jednak zmienił zdanie? Łatwiej wrócić, jeśli miejsce czeka, niż zdawać od nowa.

    Piętnastolatka nie zmusisz. A jeśli nawet zmusisz, to znienawidzi szkołę i muzykę. W dodatku przed nim jeszcze 6 lat szkoły...

    Trzeba go potraktować dorośle, że liczysz się z jego zdaniem, ale masz obawy, że będzie żałował, że ma talent... że na świecie jest wielu ludzi, którzy mają żal do rodziców, że ich przymuszali do grania. I wielu ludzi, którzy mają żal, że ich w jakimś momencie nie przymusili, więc to jest bardzo trudne uncertain W którymś momencie dzieciaki muszą same podejmować decyzje o własnym życiu.
    --
    Marianna 27 sierpnia 2007
    Helena 16 marca 2009

    cosłychaćudziewczynek
  • skarolina 11.12.14, 19:21
    Absolutnie nie zmuszaj, bo to nie ma sensu. Jeśli ma grać dla siebie, to już umie, ile potrzebuje, jeśli miałby zostać muzykiem, to on musi chcieć chodzić do tej szkoły. Ewentualnie faktycznie, spytaj o możliwość urlopu, żeby się nie okazało, że jednak żałuje rezygnacji, a nie ma powrotu.

    --
    Dzieciaki ze szkół muzycznych
  • jarkotowa1 25.02.15, 12:28
    Też mam nastolatka w domu i nie ma opcji, żebym zmusiła go do czegoś czego robić nie chce (nie mówimy oczywiście o sprzątaniu swojego pokoju). Należy pozwolić mu podjąć decyzję tym bardziej, że to on poświęca na to swój czas. Jeżeli zdolny to szkole szkoda. Powiem ci z doświadczenia przyjaciółki. Była w takiej samej sytuacji. Chłopak po zostawieniu II stopnia w tym samym czasie zrobił sobie przerwę 3 lata. W tym czasie wsiąkł w pianino, mówił o reżyserii dźwięku. Po 3 latach wrócił do II stopnia - oczywiście zaczynając od 1 klasy. Oczywiście nauka w szkole muzycznej rozjechała się z nauką w liceum. Jedno skończy wcześniej, drugie będzie trwało. Ale powiedział, że on nie może żyć bez muzyki.
    Daj swojemu czas. Może też musi pożyć bez ćwiczeń, bez muzyki....żeby potem do niej wrócić z własnej woli, z chęcią.
  • koza_w_rajtuzach 31.03.15, 09:30
    > w jakiej sytuacji zrezygnowalibyście/pozwolili dziecku zrezygnować z SM?

    Pozwoliłabym zrezygnować gdyby dziecko nie chciało do takiej szkoły uczęszczać.
    Wg mnie zajęcia dodatkowe, pozaszkolne powinny stanowić przyjemność, nie powinny być przykrą koniecznością.
    Całkowicie nie rozumiem i nie uznaję zmuszania. Z tym, że gdyby to była starsza niż 1-sza klasa i wtedy dziecku by się odwidziało, to raczej nakłaniałabym, aby jeszcze nie rezygnowało, ale gdyby ta niechęć była od początku, to nie wahałabym się.
    Może mam takie podejście, bo jestem z niemuzycznej rodziny, nie mam też jakichś szczególnie dużych oczekiwań.
    Moja córka poszła, bo o to poprosiła. W sumie wychowawczyni w 1 klasie podstawówki ją przekonała. Chyba z pół roku ją namawiała zanim jej się to udało, ale od początku brałam pod uwagę, że córka jeśli nie będzie chciała uczęszczać na te zajęcia, to zrezygnuje.
    Córka do szkoły muzycznej idzie z uśmiechem na ustach. Uwielbia zarówno zajęcia teoretyczne jak i grę na instrumencie. Czasami mam trudności z dostarczeniem jej tam, czasowo jest ciężko się wyrobić, w zimie ciężej tam dotrzeć (jeździmy skuterem), do tego bardzo często jest tak, że syn musi zostawać w tym czasie sam (ma 6 lat), a zdarza się, że mąż musi się z pracy zwolnić, żeby ją tam zawieźć, ale to, że tak bardzo chce tam chodzić, że uwielbia te zajęcia rekompensuje te wszystkie trudności.
    Słyszałam jak rozmawiała babcia z jedną z matek "moja wnuczka już nie płacze, że musi chodzić do szkoły muzycznej. Przyzwyczaiła się", na co matka "a mój syn nadal się buntuje, przed zajęciami boli go brzuch. Ale niech chodzi, trzeba mieć jakieś pasje".
    Moim zdaniem pasja jest wtedy kiedy robi się coś dla przyjemności.
  • pepperann 31.03.15, 09:40
    Jednak dość często zdarzają się sytuacje nie tak oczywiste jak te, które opisujesz.

    Wyobraź sobie np. swoją córkę, która przez 5 lat uczęszcza z uśmiechem na ustach, widzisz w niej ogień i pasję. Poczym np. nie lubi nowej pani od chóru. Albo zmienia się nauczyciel prowadzący. Albo w podstawówce trafia na nowe towarzystwo, które jej mówi, że szkoła muzyczna jest głupia. I nagle słyszysz "mamo, wypisz mnie".

    Nie zawsze najlepszym wyjściem jest proste "nie chcesz, to nie". Trzeba zważyć różne argumenty i przede wszystkim starać się przewidzieć, czy to nie jest chwilowe zniechęcenie.

    Jest wielu ludzi, którzy mają żal do rodziców, że przymuszali ich do nauki muzyki. I wielu, którzy mają żal, że nie pomogli przezwyciężyć kryzysu na jakimś etapie. Obyś nie zetknęła się z takimi dylematami! smile
    --
    Marianna 27 sierpnia 2007
    Helena 16 marca 2009

    cosłychaćudziewczynek
  • koza_w_rajtuzach 31.03.15, 10:09
    Oczywiście masz rację.
    Dlatego gdyby mi dziecko w 3-ej klasie oznajmiło, że nie chce chodzić do tej szkoły, a wcześniej nie dawałoby takich sygnałów, to wypisanie nie byłoby taką oczywistą sprawą.
    Nie chciałabym sytuacji gdzie dziecko żałowałoby, że się wypisało. Tak samo nie chciałabym gdyby było nieszczęśliwe chodząc przez 6 lat do szkoły muzycznej pomimo braku takiej chęci i zamiłowania.
    Każdy przypadek jest inny. Nie twierdzę też, że mojej córce się nie może odechcieć, szczególnie, że dopiero pierwszy rok się uczy. Wiem tylko, że nie zapierałabym się rękami i nogami, bo nie mam takich ambicji.

    > Albo w podstawówce trafia na nowe towarzystw
    > o, które jej mówi, że szkoła muzyczna jest głupia.

    Na szczęście nie jest podatna na wpływy, ale rozumiem, że dla niektórych dzieci mógłby to być problem wink.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka