Dodaj do ulubionych

rozlaka z dziecmi sposobem na stabilizacje?

24.08.18, 20:50
Witajcie.
Nurtuje mnie wlasnie ta droga. Wszystko oczywiscie nie bez powodu bo w okolicznosciach, jakze popularnych ostatnio, zawzietej albo raczej zazartej w swojej walce zony, ktora rozpoczela uzywac nasze dzieci jako jej przedmiotowa wlasnosc. Oprocz celow majatkowych prawdopodobnie robi to z powodow wlasnej zaborczosci gdyz to ja poswiecilem tym chlopakom wiecej serca i energii. Poza praca (ok.50h/tydzien) mlode 6 i 4 lata, chlopaki staly sie moimi jedynymi kompanami co bardzo dobrze im sluzylo. To do mnie przychodzili do lozka kazdej nocy, najpozniej ranka, ja z nimi figlowalem, ubieralem, bralem do lazienki i do kuchni na sniadanie. Potem przedszkole bo zona miala duzo do czytania. Wtedy dopiero lecialem do pracy. Rozrywka i wszystkie wakacje tez byly ze mna albo tylko ze mna.
Teraz kiedy ona odeszla bo ze mna nie sie nie rozwinie i nie zrealizuje swoich planow, zabrala dzieci. Poniewaz rzeczywistosc bardzo zweryfikowala jej wyobrazenia o szczesciu i zamoznosci beze mnie zapanowal u Niej tzw. Efekt Samicy. Samica kiedy nie czuje sie dobrze to w zaborczy sposob troszczy sie o swoje potomstwo.
W tym przypadku to ja stalem sie jej celem i glownym powodem calego zla jakie ja otacza. Uznala tez ze moje zlo odnosi sie rowniez do dzieci mimo ze regularnie prosza one mame by mogly spac u mnie choc jedna noc. Z tego powodu, przy pomocy organizacji rodzinnych stworzyla mi legende kata przez ktorego dzieci sie mocza. Wszystko zostalo bardzo solidnie i taktycznie przeprowadzone. Tak ze Sad moze sie tylko przygladac i czekac./

Moje pytanie jest o poddanie sie w tej walce. Obserwujac po innych ojcach dostrzegam u nich oplakane skutki takiej slepej i dlugiej walki o dziecko. To jeszcze bardziej motywuje matke do walki. W moim przypadku jest to cala i jedyna zyciowa motywacja mojej zony. Bez tego, walki dziecmi przeciwko mnie to ona nie miala by zadnego celu w zyciu bo nic innego dotad nie osiagnela. Zawsze zaczynala i odpuszczala.
Takie kontakty 6 i 4 latka ze mna, ograniczonym tata ktory juz nie spedzi z nimi swobodnie czasu w domu tylko moze jedynie pogadac z nimi w domu opieki lub pojsc do McDonalda napewno wprawiac beda ich w zaklopotanie. Juz pewnie cierpia bo zniknalem z ich zycia w ciagu jednego dnia bez pozegnania - mam zakaz kontaktu z dziecmi do czasu wyjasnienia mojego zlego wplywu na ich zdrowie psychiczne.

CO MYSLICIE O TAKIEJ DRODZE? URWANIU KONTAKTOW. Jak to zadziala na dzieci, jak na ich ojca w dalszym zyciu. Czy One i On odnajda spokoj i jakas harmonie w swoim przyszlym zyciu. Dzieci na pewna beda miec dobrego ojczyma. Czy mnie nie beda meczyc przyslowiowe demony spowodu poddania sie?
Jednego jestem pewien. Moja zona nigdy nie spocznie i bedzie mnie prowokowac na wszelkie uczuciowe sposoby poprzez dzieci bo bedzie to jej jedyny punkt zaczepienia. Ja jestem jej jedyna motywacja w zyciu oraz powodem jej wszystkich przeszlych i przyszlych porazek w zyciu badz slabosci w swoim charakterze.
Edytor zaawansowany
  • autoteliczna 25.08.18, 10:26
    Nie rozumiem: po co urywać kontakty całkowicie?
    Jeśli nieograniczone spotykanie się z dziećmi jest teraz niemożliwe, to wyznaczcie kontakty sądownie i tyle. Nic nie piszesz, jakie postulaty w tej kwestii zgłosiła żona. Czy chce całkowitego zakazu kontaktu z dziećmi dla Ciebie, ograniczenia lub odebrania praw rodzicielskich?
    Wiem, że wyznaczone kontakty to nie jest rozwiązanie satysfakcjonujące, ale czasem w zyciu nie wszystko można mieć co się chce. Walka jest wyczerpująca i obciążająca, czasami warto odpuścić i wybrać mniejsze zło. Zgłoś na piśmie swoją propozycję, określ z jaką częstotliwością chcesz spotykać się z dziećmi i w jakim miejscu. To nie jest idealna sytuacja dla dzieci, ale trudno - trzeba im to będzie jakoś wytłumaczyć, taki lajf. Będą coraz więksi, będą coraz więcej rozumieć, przyzwyczają się.
    Na pewno to lepsze niż zerwanie kontaktu całkowicie. Bo niby co takie zerwanie miałoby dać korzystnego? Chwilowy spokój, a przez resztę życia co?
  • dor1977 26.08.18, 00:38
    autotelicxna to wszystko juz sie dzieje w sadzie. Cala sprawa zostala tak dobrze “uszyta” ze zona oficjalnie chce by jej dzieci mialy kontakt z ojcem a jedynie sluzby spoleczne zakazaly kontaktu do czasu wyjasnienia (m. in. dzieci sie mocza na wiesc kontaktu ze mna, teraz sie juz podobno przestaja moczyc by mnie nie ma, a piniewaz sa teraz wakacje nikt tego nie widzi) Jakies kontakty bede mial napewno tylko ze pewnie bardziej w formie widzen niz normalnych relacji (dotychczas bylem dla nich jak tata i mama w jednym). Teraz w ich oczach bede jako ten co ich idstawil na bok, brde mogl byc dla nich co najwyzej wujkiem do Mc Donald i prezentow. Nawet na tych forach rowniez pisza ze to niezdrowe relacje dla dzieci. Poza tym dla mnie to bedzie jeszcze trudniejsze przezycie szczegolnie ze na podst. powszechnych zjaeisk w takich sytuacjach musze sie liczyc z regularnymi zaczepkami mojej zony przy uzyciu dzieci. Tym bardziej moja zona ktora ma duzo wlasnych konfliktow w samej sobie a ja jestem jej jedynym ujsciem dla zlych emocji.

    Natomiast celem mojego wpisu jest wlasnie Twoje ostatnie zdanie
    “Bo niby co takie zerwanie miałoby dać korzystnego? Chwilowy spokój, a przez resztę życia co?”
    Wszedzie mowia i pisza ze trzeba trzymac kontakt z dzieckiem ale nigdzie nie moge dostac powodow a przede wszystkim konsekwencji w przyszlosci, zarowno u mnie jak i u dzieci.

    PS. kobiet, matki drogie - nie czulybyscie sie zalosnie jakby wam dzieci zabrano i pokazywano tylko na widzenia? Bo ja dla swoich bylem jak matka oaz ojciec

  • grzegorz-achern 26.08.18, 10:04
    Ja też byłem i jestem dla dzieci matką i ojcem. Pozostałem z dziećmi sam najpierw jak był jeden syn i miał 1,5 roku, potem na chwilkę matka wróciła, później urodził się drugi. Jak młodszy miał 11 miesięcy matka opuściła dzieci dla drugiego w Grecji. Teraz chłopcy mają 12 i 14 lat. Matka nie chciała kontaktów z dziećmi, co wcale nie oznacza że nie próbuje ciągle atakować. Odbywa się to w ten sposób że próbuje mnie ciągać po sądach. Ostatnio wniosła sprawę o zniesienie klauzuli wykonalności na wyroku alimentacyjnym. Sprawa toczy się już 18 miesięcy, w między czasie złożyła wniosek o zabezpieczenie, sąd go oddalił, zrobiła apelację do Sądu okręgowego, apelację Sąd oddalił, teraz w tej samej sprawie wnioskuje o kolejne dowody etc. Wszystko wyglądałoby pięknie gdyby nie fakt że ja jestem wzywany do Polskiego Sądu - stawiennictwo obowiązkowe. Ja mieszkam w Niemczech tuż przy granicy w Francją, Ona mieszka gdzieś w Niemczech, nie wiem gdzie, znam tylko adres jej polskiego Adwokata. Ja jestem sam, nie mogę pozostawić samych dzieci w obcym kraju, po to by stawić się w Sądzie w Polsce, Dzieci mają obowiązek szkolny i nie mogę ich zabierać ze sobą w czasie kiedy nie mają wakacji. A terminy są takie jakie są. Jeśli się nie stawię, sprawa może przybrać inny obrót, lub mogę być ukarany za niestawiennictwo. Jeśli stawię się z dziećmi, będzie powód do denuncjacji do Niemieckiego urzędu do spraw młodzieży, że zrywam dzieciom zajęcia w szkole wyjeżdżając z nimi do Polski. Każde pismo wysyłane do Polskiego Sądu musi być za potwierdzeniem odbioru, to koszt około 8 Euro. Wszystko to jest dlatego że matka za wszelką cenę chce, by dzieci trafiły do Domu dziecka. Notabene na sprawie o ograniczenie władzy matka wypowiedziała się w taki sposób że najlepiej jak Sąd umieści dzieci w domu dziecka. Mam potwierdzony pieczęciami protokół z tej sprawy, kto co mówił i na jakie pytania odpowiadał. Ja oczekuję od życia odrobiny spokoju. Chcę normalnie zajmować się dziećmi, pracować i mieć w czasie Ferii dzieci i swojego urlopu czas na wypoczynek i spokojną głowę. Niestety ciągle jestem atakowany jakimiś pismami z Sądu z Polski. Reasumują to i wykazując związek z tematem wcześniejszego postu napiszę tak. Czasami całkowite zerwanie więzi jest dla dzieci o wiele korzystniejsze niż ciągła szarpanina, dzieci to widzą, dzieci to czują, i nie chcą żyć w niepewności. Jakoś do tej pory nie udało mi się znaleźć odpowiedniej partnerki dla siebie i jak by analogie matki dla dzieci.

    Tobie radziłbym jedno. Wiem że sytuację masz odwrotną niż u mnie. Odsuń się od tematu, od dzieci, kiedyś dzieciom to wytłumaczysz , na pewno zrozumieją. Będziesz miał spokojną głowę, zajmiesz się sobą, może założysz drugą rodzinę. Matka dzieci jeśli dzieci nie kocha, a tylko walczy z Tobą, a dzieci są kartą przetargową, jak nie będzie Ciebie na widoku, odpuści sobie i mniemam zrobi wszystko by się ich pozbyć. Najlepiej jak nic nie będziesz robić , poza bardzo dyskretną obserwacją. Ja wiem że będzie Ci bardzo trudno pogodzić się z tym że jesteś bez dzieci, że nie masz z nimi kontaktu. Jednak jeśli chcesz je odzyskać ta droga wydaje mi się najprostsza i najszybsza, bez szkody dla dzieci.
  • grzegorz-achern 26.08.18, 10:14
    I jeszcze mała dygresja. Matka ma zasądzone alimenty od 2012 roku w kwocie po 200 PLN na każde dziecko. Mieszka w Niemczech z nowym mężem, sama zarabia około 1300 Euro - (minimalne wynagrodzenie w Niemczech to 1000 Euro 9,50 Euro na godzinę) i z powodu 400 złoty, czyli równowartości 100 Euro wytacza armatnie działa, płacąc adwokatowi miesięcznie wielokrotność tej kwoty. Ja nie wiem czy są to moje dzieci, ja je uznałem w USC jako swoje, choć partnerów u niej było sporo, nie chciałem nigdy robić badań DNA, bo jest mi to nie potrzebne, kocham chłopaków i to dla mnie jest wystarczające. Ona te dzieci urodziła, więc nie wiem jak ją nazywać skoro instynktu macierzyńskiego u niej nie stwierdziłem. Szkoda że zawsze o wszystkim dowiadujemy się o wiele za późno.
  • dor1977 26.08.18, 12:16
    grzegorz, to niekoniecznie jest to ze za pozno. Od kobiet z doswiadczeniem w sprawach rodzinnych ale bez certifikatu i oboeiazkow etyki psychologa dowiedzialem sie ze kobieta bardzo sie zmienia po staniu sie matka. Czesto wychodza na wierzch ukryte potrzeby/zdolnosci//kompleksy/ slabosci ktore tkwily gleboko gdzies w podswiadomosci.
    To jest bardzo trudne zadanie dla mezczyzny w dzisiejszych czasach propagandy sukcesu kobiety. Trzeba byc czlowiekiem o wyjatkowej osobowosci madrosci wyczuciu i sprycie zeby to wszystko pozytywnie ogarnac e domu
  • autoteliczna 26.08.18, 15:36
    grzegorz-achern napisał:

    Tobie radziłbym jedno. Wiem że sytuację masz odwrotną niż u mnie. Odsuń się od tematu, od dzieci, kiedyś dzieciom to wytłumaczysz , na pewno zrozumieją. Będziesz miał spokojną głowę, zajmiesz się sobą, może założysz drugą rodzinę.


    Weź nawet tego nie słuchaj. Jak tak zrobisz, to możesz nie mieć okazji, żeby tłumaczyć dzieciom cokolwiek. Jak odejdziesz, więź między wami się osłabi, kontakty zanikną, zaniknie relacja - serio to jest takie trudne do przewidzenia? Przecież to jest proste jak drut. Nie ma obecności, nie ma relacji.

    I nie wiem, skąd pewność Grzegorza, że jak odpuścisz, to matka zrobi wszystko, żeby się pozbyć dzieci i Ty je wtedy odzyskasz? Bo u niego była taka sytuacja?
    Poczytaj lepiej o konsekwencjach zaniechania kontaktów - w necie jest sporo rzetelnych publikacji popartych badaniami naukowymi. Nie opieraj się na opinii jednego człowieka, który miał pecha zetknąć się z patologią.

  • grzegorz-achern 26.08.18, 15:50
    Tak autoteliczna, masz rację, trzeba za wszelką cenę walczyć a dzieci będą rozgrywane to przez jedną stronę to przez drugą. Jakie spustoszenie w ich mózgach zasieje ta walka, w życiu rodzinnym nie da się odizolować dzieci od problemów rodziny, one to wszystko widzą, słyszą i obserwują. Ta walka ukształtuje ich charakter na przyszłość. Rzetelne publikacje psychologów, którzy nigdy nie mieli swoich dzieci, ba nawet nie mieli kontaktów z dziećmi, bo nie mieli na to czasu, byli zajęci robieniem kariery, czyli nabijaniem swoich głów sloganami. Polecam odrobinę realności.
  • dor1977 26.08.18, 16:13
    Ciesze sie ze trafilem na to forum. Zeby dostac taka polemike ja niedawno udalem sie do psycholozki. Wlasnie tylko po to. Jednak nie dostalem nawet polowy tego co od Was dwoje moge przeczytac. Tam Pani uznala ze ja juz decyzje o rozlace mam podjeta a ja zas uznalem ja za osobe bezwarunkowo przeciwna takiemu rozwiazaniu tylko ze bez fachowych argumentow poza jednym ze dziecko moze dla ulatwienia wymazac mnie z pamieci.
    Jednak ja naprawde, szczegolnie w ostatnich latach kiedy juz odkrywaja swiat zewnetrzny bylem ich glownym przewodnikiem poznawczym i emocjonalnym.
    Mam idwrotna sytuacje co Grzegorz, szczerze pierwszy raz o takiej slysze, bo matka moich dzieci jest troskliwa o swoje dzieci. Problem w tym ze to “jej dxieci” a ja jestem jej zyciowym misiem do wyzyeania sie kiedy jest zla. Zle to prognozuje przysxlosc.

    autoteliczna a co sadzisz (Twoj niestandardiwy nick utrudnia mi troche pisanie) o moim starszym 6,5 rocznym synu dla ktorego zawsze bylem ridzicem nr1 a chlopak charakteryzuje sie jescze dobra pamiecia.
  • autoteliczna 26.08.18, 18:27
    Grzegorz, ikt nie mówi, że trzeba walczyć do upadłego, a dzieci mają obserwować tę walkę i ponosić jej konsekwencje.
    Dostrzegam u Ciebie myślenie zerojedynkowe: albo walka albo zaniechanie kontaktów. I do tego jeszcze nastawienie na cel: "jak ja odpuszczę, to ona się wycofa i dzieci będą moje". Takie nastawienie nie różni się niczym od nastawienia: "jak ja nie odpuszczę, to on odpuści, a dzieci pójdą do domu dziecka." Tu walka i tam walka. Z tym, że Twoja z myślą o dzieciach, a jej - z myślą o niej samej. Co nie zmienia faktu, że to nadal walka. Czynność wyczerpująca, o czym świadczą Twoje wpisy, w których wypisujesz swoje żale. Sorry, ale tak to wygląda.

    Dor, to co Ci radzę, to rezygnacja z walki. Z nastawienia: jak ja tak, to ona tak.
    Ty po prostu rób swoje - kontaktuj się z dziećmi na tyle, ile możesz w danym momencie. Nie myśl zerojedynkowo: alb wszystko, albo nic. To tak nie działa, bo po obu stronach straty i koszta są duże.
    Możesz, oczywiście, że możesz zrobić wszystko, co chcesz. Możesz walczyć, możesz odejść. Twój jest wybór, ale patrz na konsekwencje.
    Co jest konsekwencją odejścia, zaniechania kontaktów? To proste: brak obecności, brak relacji, niknący kontakt, dobre wspomnienie i nic poza tym. A przecież nie żyje się wspomnieniami. Żyje się tu i teraz. Życie się dzieje. Jak Ciebie nie będzie w życiu Twoich dzieci, to jaka będzie ich teraźniejszość? Życie bez ojca. To jest proste jak kij od szczotki. Już prostsze być nie może.
    Możesz robić, co chcesz, ale zastanów się: jeśli odejdziesz, skażesz swoje dzieci na życie wspomnieniami o ojcu. Tyle dostaną od Ciebie. Sam zdecyduj, czy to dużo czy mało. Sam zdecyduj, ile chcesz dać.
    Twój starszy już pamięta, ile mu dałeś. Ma wspomnienia. I teraz: możesz go z tymi wspomnieniami zostawić i nie dać więcej. Jak utniesz kontakt, będzie się zastanawiał dlaczego tak zrobiłeś. Jak podrośnie, może będziesz chciał tłumaczyć dlaczego. Tylko, że nie mając relacji, on nie będzie chciał słuchać obcego człowieka. Zafiksuje się na własnych domniemaniach, na tym co mu matka powie czy inni ludzie. Nie będzie znał Ciebie, nie będzie widział Twoich czynów, które mogłyby mu pokazać, że jesteś kimś innym niż mu nagadali.

    Obserwacja? (proponowana przez Grzegorza) Cóż daje obserwacja? - tyle, że patrzysz jak Ci dzieci rosną i oddalają się od Ciebie? Co będziesz miał z obserwacji? Konkrety proszę.
    Liczy się relacja, a nie obserwacja. Życie z rodziną, z kochanymi osobami nie polega na obserwacji. Obserwować to możemy obcych. A z rodziną to się rozmawia, spędza czas, pyta się o to, co ich obchodzi, czego chcą, czego potrzebują. Daje się im swój czas i bierze się od nich też to samo.

    Myśl i decyduj.

    Na koniec jeszcze chciałabym Ci powiedzieć, że widzę, iż skupiasz się na tym, co Twoja żona myśli o Tobie, kim dla niej jesteś. Doradzam Ci, abyś nie koncentrował się na tym. To, co ona myśli o Tobie jest jej sprawą. Niech myśli. Tylko dlaczego to ma wpływać na Twoje życie? Niech Cię interesuje to, kim Ty jesteś dla siebie i dla swoich dzieci. Zdefiniuj siebie sam, a nie poprzez pryzmat tego, kim Twoja żona myśli, że jesteś.
    Dor1977 - przyczyna porażek żony, jedyna motywacja w życiu żony.
    Sorry, ale tak piszesz o sobie.
    Czy to nie brzmi absurdalnie?
    Rozważ to.

    Powodzenia :-)


  • dor1977 26.08.18, 19:15
    wiekszosc historii porwiersza ten fakt, m.in. historia Grzegorza gdzie zona zamiast zajac sie swoim zyciem to zyje po to by zaszkodzix swojemu Ex. Nie zdziwilbym sie gdyby jeszcze kreowala sie na meczennice bo jej porazki i brak sukcesow w zyciu to nie jej wna tylko wina jej ciezkiego losu namaszczonego prze jej Ex.
    Dzieki za konkretne argumenty w sprawie dzieci. Tu jeszcze bedzie kwestia ich ohczyma w jakiejs tam przyszlosci.
    Natomiast jaki wzorzec silnego rodzica/mezczyzny moze dac gosc ktory bezwarunkowo podporzadkuje sie czesto absurdalnym i krzywdzacyn dzieci decyzjom zony? Bo to jest podstawowy warunek tego “unikania walki” i kontaktowania sie na ile zona pozwoli. A przeciez dla takiej kobiety co nie oaiagnela pelnego sukcesu po rozwodzie to wrecz podstawowa karma
  • autoteliczna 26.08.18, 21:28
    "Natomiast jaki wzorzec silnego rodzica/mezczyzny moze dac gosc ktory bezwarunkowo podporzadkuje sie czesto absurdalnym i krzywdzacyn dzieci decyzjom zony? Bo to jest podstawowy warunek tego “unikania walki” i kontaktowania sie na ile zona pozwoli."

    Nie musisz zgadzać się na wszystko. Możesz mieć swoje propozycje, będące kompromisem, a przynajmniej wyrazem odstąpienia od bezwzgędnej walki. Złożyłeś taką propozycję?

    To raz. A dwa - cały czas kręcisz się w przeręblu myśli Twojej żony o Tobie. Pytasz: Jakim ja jestem facetem, skoro podporządkuję się żonie... Lepiej zapytaj: Na co ja mogę się zgodzić, żeby było to dobre dla mnie i dla dzieci?
    Czego TY chcesz? Jak TY siebie przedstawiasz dzieciom? Jak TY siebie opisujesz? Jak TY o sobie myślisz? Jak TY o sobie im mówisz?
  • dor1977 27.08.18, 19:38
    np. zabrac dzieci na wakacje. krotki lub dlugie tam gdzie lubia przebywac. Tylko ja im to zawsze organizuje, nawet do ich rowiesnikow w rodzinie od strony zony.
    Dzieci pytaja mnie, ja obiecuje, planuje a potem cieszymy sie razem zblizajacym sie wyjazdem. W tym roku dwa razy juz takie wakacje zostalu zablokowane w ostatniej chwili mimo Jej wczesniejszej akceptacji. Moi znajomi tez doswiadczali takich wydarzen w podobnych sytuacjach rozwodow. Jeden nawet zostal oskarzony o oodejrzenie znecania sie nad dzieckiem kiedy przyjechal je zabrac na umowione spotkanie rodzinne z jego strony. Inny przychodzil po sziecko z kamera na szyji bo jego zona prowokowala go i wzywala policje argumentujac im ze jest agresywny. .
    Stad taki dystans u mnie do tych powszechnych rad by starac sie o dziecko. W w/w sytuacjach nie ma przeciez zadnego wyjscia, a juz napewno kompromisu by szieci nie zostaly skrzywdzone.
    Jednak mimo tego szeregi moich watpliwosci lub czasem nawet zaprzeczen cenie sobie te porady autoteliczna (nawet nauczylem sie ju Twojego nicka).
    Dostaje tu duzo bardzijej wymiwne argumenty ni od paychiloga do ktorego specjalnie udalem sie z wizyta w tej speawie
  • autoteliczna 27.08.18, 19:45
    Bardzo dobrze, że to dzieciom organizujesz.
    Powinieneś mieć to ustalone sądownie. Masz wszystko na gębę czy spisane porozumienie rodzicielskie? Czy widzenia wyznaczone sądownie? (w sensie dat, dni tygodnia itp.)
  • dor1977 28.08.18, 13:47
    Sprawa jest dluga, bo w bardzo dynamicznym rozwoju stad skomplikowana. Nie zamierzalem sie tu uzalac nad soba i dziecmi i szukac pociechy. Antydepresyjne zabiegi organizuje sobie sam i nawet w miare skutecznie. Cieszy mnie jednak Twoje zainteresowanie. W skrocie to zamiast rozstania w zgodzie pare miesiecy temu jako dwojka szanujacych sie nawzajem wspanialych rodzicow. Wszystko sie zaczelo jednak zmieniac bo obiecany raj zony polegajacy na wiecej czasu pieniedzy oraz mniej zmartwien okazal sie byc utopia (wg mnie to bylo logiczne ze zyjac samemu jest trudniej niz w dwojke). Teraz mam sadowy zakaz jakiegokolwiek kontaktu z dziecmi do wyjasnienia sprawy. Wszystko jest tak ukrecone ze to nie zona a opieka spoleczna czy przedszkolny pedagog stwierdzila ze dzieci zaczely sie moczyc w wyniku kontaktu ze mna. Nawet przy udokumentowanej historii swiadczacej ze to ja przyprowadzalem ich do przedszkola odbieralem przez wiekszosc ich zycia, kiedy bylo z nimi dobrze.
    Wg. mnie to jest gra przeciwko moim oficjalnym propozycjom na przebywanie dzieci ze mna. Propozycje coraz mniejszych kontaktow z mojej strony choc jeszcze 4 miesiace temu zona bylismy totalnie zgodni ze dzieci beda przekazywane w przedszkolu, ja bede mial 2 dni a Ona 5 w tygodniu.
    Teraz sprawa idzie totalnie w kierunku zakonczenia mojej roli Taty jakim bylem ograniczajac ta role do sporadycznego wujka od prezentow i kolacji w Mc Donaldzie
  • autoteliczna 28.08.18, 17:16
    Mysle, ze bardzo wazne w tym wszystkim jest to, zebys zachowywal spokoj. Spokoj w tym, co dzieje sie wokol Ciebie, ale i spokoj w tym, co sie dzieje w Tobie. To drugie wazniejsze :-) Bo jesli spokoj bedziesz mial w sobie, to i okolicznosci bedziesz znosil lepiej, i beda Ci sie wydawaly bardziej do przejscia :-)
    Domyslam sie, ze to nie jest latwe dla Ciebie utrzymywac tak ograniczony kontakt z dziecmi. Niemniej jednak byloby pozyteczne dla Ciebie abys nawet w obliczu sytuacji trudnych zachowywal spokoj i nie dawal sie sprowokowac i ponosic emocjom.
    Koncentrowanie sie na swoich emocjach i na swoim zachowaniu jest tu bardzo wazne. Na pewno nie koncentruj sie na zonie i na tym co ona robi, bo nie odpowiadasz za jej emocje i zachowanie, nie odpowiadasz za jej mysli i czyny. Mysl i rob tak, zebys sam byl z siebie zadowolony i zeby dzieci dobrze Ciebie postrzegaly. Masz wplyw na siebie i dzieci (na zone nie, choc moze wydaje Ci sie inaczej), dzialaj tak, by zachowac twarz przed nimi i przed soba. Pewnie nie jest to latwe, ale pomysl sobie, ze jako mezczyzna jestes przez nature dobrze przygotowany do sytuacji trudnych i kryzysowych ;-) Typowo meska zadaniowosc i mniejsza emocjonalnosc (w porownaniu z kobieca) moga Ci w tym pomoc. :-)
    Odwagi i powodzenia!

    Ps
    Co do spraw sadowych to nie mam doswiadczenia ani ambicji zeby Tobie radzic. Masz prawnika?
  • dor1977 28.08.18, 20:21
    Fachowe slowa otuchy od Ciebie. Mam prawnika choc z uwagi na finanse moge go miec co najwyzej do polowy tej calej drogi. Nad samym soba rowniez pracuje - chyba dobrze.
    Naprawde nie napotkalas gdzies wokol siebie wielu historii odbywajacych sie w niezwykle podobny sposob jak moja?
    Z moich obserwacji, wiedzy, a nawet kiedys od zony wiem ze to jest najbardziej popularna droga kobiet. Pojsc w przemoc domowa by dostac wylacznnosc na dzieci. Jest to przez nie okreslane tak potocznie, rutynowo i niewinnie jak u hitlerowcow w Oswiecimiu co zapraszali Zydow pod prysznic
    A do rzeczy. Wydaje sie to byc ciagłą walką, ciagla bo ta druga strona nie pozwoli by obylo sie bez emocji. Chyba ze zona znajdzie w swoim zyciu prawdziwa milosc i dostatek zarazem. Dopiero kiedy dzieci stana sie chlopakami u progu doroslosci doczekam sie moze normalnosci. Ale jakim wrakiem po taak dluugiej walce wtedy bede? Czy bede jeszcze w stanie cieszyc sie tym?
  • autoteliczna 28.08.18, 20:42
    dor1977 napisał(a):

    > Naprawde nie napotkalas gdzies wokol siebie wielu historii odbywajacych sie w n
    > iezwykle podobny sposob jak moja?

    Tak, nieraz słyszałam. Tak, wiem, że kobiety tak robią. Ale jakie to ma znaczenie dla Ciebie, że jest taki proceder? Jest zjawisko, owszem, i w dyskusji społecznej trzeba to dostrzec, ale ja się pytam: po co się w tym gmerasz? Po co sobie dowalasz przez rozkminianie jak to Twoja żona nieładnie i na przekór Tobie wpisuje się w ten niecny porceder...?


    >Wydaje sie to byc ciagłą walką, ciagla bo ta druga strona nie pozw
    > oli by obylo sie bez emocji.

    Ale co to znaczy: nie pozwoli? Nie pozwoli komu? Ona sobie - może i tak. Ale czy Tobie nie pozwoli? Co ona ma do pozwalania Tobie w sprawie TWOICH emocji? Uodparniaj się na to, co ona robi. Jej emocje są jej, a Twoje są Twoje. Nie kumasz??? Oddziel się od emocji swojej żony!


    Chyba ze zona znajdzie w swoim zyciu prawdziwa mil
    > osc i dostatek zarazem.

    No i patrz, co tu piszesz.
    Czy Twój spokój jest zależny od tego, jak żona ułoży sobie życie? Twoje emocje są zależne od tego, czy ona ma miłość w życiu i dostatek? Jeśli tak jest, to do roboty chłopie nad sobą.

    Ale jakim wrakiem po taak dluugiej walce w
    > tedy bede? Czy bede jeszcze w stanie cieszyc sie tym?

    No i znowu swoje... Kogo Ty się pytasz, czy się bedziesz cieszył? Kto to wie oprócz Ciebie?
    Ty się JUŻ możesz cieszyc w każdej chwili, ale marnujesz czas na myślenie o żonie i jej nienawiści do Ciebie. Czy chwile z dziećmi są dla Ciebie miłe? Jeśli tak, to ciesz się nimi, a o żonie ne myśl.

    Nie byłam zbyt miła, wiem. Zostawiam z przemyśleniami.
    Powodzenia :-)
  • dor1977 03.09.18, 19:04
    "Poczytaj lepiej o konsekwencjach zaniechania kontaktów - w necie jest sporo rzetelnych publikacji popartych badaniami naukowymi"

    Ciezko znalezc jakiekolwiek publikacje w necie ma temat zaniecjania kontaktow z dxiecmi w trosce o unoknieciu walki uzywajac dzieci jako przedmiotu/pretekstu.
    Wszedzie tylko prawne aspekty. Na innych stronach tylko uparte porady do walki o dzieci za eszelja cene
  • grzegorz-achern 03.09.18, 23:19
    Nadal twierdzę że lepiej jak dziecko jakiś czas wychowuje się z jednym rodzicem, bez względu jakim ii kto ma rację, niż jest uwikłane w walkę i służy jako karta przetargowa. Na psychice dziecka odbije się to w taki sposób że będzie miał złamane całe życie. Publikacje na necie nie zawsze są rzetelne, a często podparte niedouczonymi psychologami, którzy dzieci nie mają, ba, nie mają kontaktów z dziećmi, a zjedli wszystkie rozumy świata. Ja wspólnie z żoną wychowałem czworo dzieci, teraz po latach wychowuję drugie pokolenie - 2 dzieci sam. Różnica między najstarszym dzieckiem a najmłodszym to 30 lat.
  • dor1977 06.09.18, 11:07
    Grzegorz to doswiadczony gosc z Ciebie. Teraz to mnie bardzo ciekawi co sadzisz w kwestii, ze tak to nazwe, powtirnego ojcostwa, czyli zalozyc rodzine od nowa z urodzeniem dziecka grubo po 40-stce, u ojca. Czlowiek juz wredy nie jest juz jedrnym zrebakiem pelnym wigoru do zycia a co dopiero kiedy taki dzieciak dojrzrwa a Ty juz masz wtedy 60-tke na karku.
    Spodxiewam sie pocieszen da sie ze fajnie ale Tobie jednak cos w tym nie wyszlo
  • grzegorz-achern 06.09.18, 20:26
    Rozpocznę od samego końca. Wyszło nie wyszło. Oczywiście wszystko wyszło i jest super. Dlaczego super o tym za chwilkę. Teraz w skrócie moja historia. Jak byłem młody miałem jakieś 20 lat, poznałem w pociągu kobietę, potem okazało się że ma 2,5 letnią córkę. Wszystko było normalnie do momentu jak zobaczyłem tę dziewczynkę, zakochałem się miłością ojcowską w dziecku, pomyślałem że jak się ożenię z tą kobietą to od razu będę ojcem, bez czasu wyczekiwania. To złożona historia nie da się jej ująć w kilku słowach. Byłem w tym czasie w wojsku , zasadnicza służba wojskowa, ożeniłem się z tą kobietą, uznałem dziewczynkę w USC jako swoje dziecko choć miałem pewne informacje o jej pochodzeniu. Później było różnie, spłodziłem jeszcze dwóch synów i jedną córkę. Jak dzieci dorastały to stwierdziliśmy wspólnie że nie jest nam po jednej drodze, do tego związku nie dojrzeliśmy i rozstaliśmy się. Oczywiście kontakty z dorosłymi dziećmi mam do dzisiaj wspaniałe. Jakiś czas byłem sam , prowadziłem firmę Byłem tak zajęty pracą, że nie zwracałem uwagi na otoczenie. Oczywiście czas dla dzieci i wnuków zawsze miałem. Nie wiem kiedy zakręciła się koło mnie młoda dziewczyna, zakochała się po uszy, ja natomiast zachorowałem. Widząc jej troskę o moje zdrowie postanowiłem ją akceptować. Urodziła mi syna,później opuściła mnie, myślałem że młodość ma swoje prawa. Po jakimś czasie wróciła, kilka miesięcy później urodziła drugiego syna. Jeszcze kilka miesięcy później puściłem ją na wypoczynek za granicę, konkretnie Grecja, i to był koniec naszej nowej rodziny. Po dwóch tygodniach pobytu w Grecji zakomunikowała mi że poznała nowego faceta i zakłada nową rodzinę. De facto trzy lata później wyszła za Albańczyka. Wiedząc że nie mam powodów do tego by walczyć o jej powrót wystąpiłem do sądu rodzinnego o uregulowanie statusu dzieci, chciałem ograniczyć jej prawa w taki sposób bym mógł sam decydować o sposobie leczenia w razie nagłej choroby dzieci, bym mógł swobodnie przemieszczać się z dziećmi bez potrzeby szukania jej w celu uzyskania zgody na jakikolwiek wyjazd. Ku mojemu zaskoczeniu matka stawiła się w sądzie i na pytanie Sądu co uważa za stosowne w temacie dzieci, odpowiedziała że najlepszym wyjściem jest umieszczenie dzieci w domu dziecka. Oczywiście posiadam potwierdzony pieczęciami odpis protokołu z posiedzenia Sadu. I wszystko było by różowe w tym momencie gdyby nie to że: pomimo tego że Sąd Rodzinny pozbawił matkę całkowicie praw do dzieci, ona nadal walczy ze mną. Ona chce za wszelką cenę by dzieci trafiły do domu dziecka, sama w sobie nie jet zainteresowana nimi. .
    Jeszcze mała dygresja, do dzisiaj nie wiem czy to moi synowie czy też nie. Nie byłem w związku małżeńskim z Tą kobietą. Dzieci uznałem jako swoje. Z informacji które uzyskałem ostatni ja byłem n jednym z wielu których w tym samym czasie ona kochała i uprawiała z nimi sex. Nie robię badan DNA, nie są mi potrzebne. Kocham synów i myślę że oni mnie kochają. Wspólnie przebyliśmy drogę bez mała 12 lat, w tym 3 różnych krajów. Było i fajnie i miło było i strasznie i tragicznie, jednak w nas troje jest taka siła że razem jesteśmy w stanie przezwyciężyć wszystkie trudności. Tak szukałem na portalach potencjalnej partnerki kogoś na wzór mamy dla dzieci, jednak albo dzieci za małe , albo za duże a już mój wiek to totalna porażka w takich kontaktach. Ja mogę czuć się młodo, ja mogę być energiczny, wysportowany jednak data urodzenia mówi za wszystko. Mam 60 lat.
    I teraz odpowiem na drugą część pytania.
    Wszystko mi wyszło. Mam kochających synów, wprawdzie nie mam kobiety, ale kiedyś się to zmieni. Kobiety szukają młodych , atrakcyjnych bez dzieci bez zobowiązań. Pomimo swojej 60-tki jeszcze rok temu byłem skłonny akceptować nowy związek i ewentualne urodzenie dziecka przez nową partnerkę. Nie było z kim. Z drugiej strony zawsze należy liczyć swoje zamiary na siły a nie na odwrót. Ja pochodzę z rodziny w której mężczyźni żyją nie mniej jak 91 lat. Dlatego mają tę świadomość mogłem sobie pozwolić na drugie pokolenie, drugą generację i pewnie trzecia by mnie nie zaskoczyła i dałbym radę. Nie każdy zdaje sobie sprawę jak trudno być samemu bez wsparcia moralnego drugiej osoby. Jednak stwierdzam że mi wszystko wyszło, mam wspaniałych mądrych inteligentnych synów, którzy mnie kochają a ja kocham ich. Co mi może brakować, chyba nic. Jestem na swój sposób szczęśliwy.
  • grzegorz-achern 06.09.18, 20:37
    14 lat temu miałem lat 46, i jeszcze jedno znam wiele związków partnerskich, małżeństw, gdzie jeden z rodziców ma ponad 60 a dzieci po kilka lat I jest dobrze i jest fajnie. Życie zawsze będzie piękne i ciekawe jeśli ustrzeżemy się szablonów i stałych reguł. W przyszłości zapytajcie moje i inne dzieci jak im było w przeszłości. Myślę że każde takie dziecko doceni wartość dorosłego i dojrzałego rodzica w swoim wychowaniu. Śmiem twierdzić że dziecko z takim rodzicem, pomimo obecnej mentalności drugich i otoczenia, ma większą stabilność i przewidywalność w swoim życiu, harmonię, zero stresu i wyrozumiałość. A co najważniejsze bezterminową i bezwarunkową miłość rodzica.
  • dor1977 06.09.18, 22:24
    no I ile miales lat kiedy syn lub corka dojrzewali - chodzi mi o te ostatnie dzieci. Ja nie wyobrazam sobie by za 18 lat pojsc z synem na boisko i zagrac z jego rowiesnikami albo odebrac corke o 3ej w nocy z imprezy pelnej pijanych i napalonych na Nia 19-latkow. Za 17 lat ja bede mial 57 lat.

    Grzegorz po Twojej historii coraz bardziej ciekawi mnie Twoja rada o lepszym zle w postaci zerwania kontaktow ze swoimi dziecmi (6 i 4l.) po to by odstapic od tej rozkrecajacej sie w szalonym tempie wojny miedzy zona a mna przy wykorzystywaniu dzieciakow. Obecnie mam zakaz kontaktow ustajnowiony na wszelki wypadek po oskarzeniach mojej zony o znecanie psychiczne nad Nia co powoduje strach u dzieci a przede wszystkim moczenie sie w dni kiedy sa/byli u mnie. Po pierwszych sprawach juz definitywnie widac ze sad, organ badajacy kwestie dzieci dla sadu oraz opieka spoleczna sa przeciwko mnie. W ich raportach celowo omijane sa fakty przeczace wersji o tym znecaniu oraz zlego kontaktu z dziecmi. Wypuklone sa natomiast podejrzenia lub same sugestie swiadczace przeciwko mnie. Nawet Sad w raporcie ostatniej sprawy wpisal jeden punkt mowiacy ze "uzgodnione jest ze ja nie bede pil alkoholu podczas kontaktow z dziecmi).NIby pozytywne zdanie sugerujace jakis moj kontakt z alkoholem, a o alkohol to nawet moja zla zona mnie nie podejrzewa. Skad to zdanie sie wzielo???
  • grzegorz-achern 07.09.18, 01:42
    Teraz mam skończone 60, syn skończył 14 drugi 12. Zdarza się często że zawożę ich na boisko i razem z nimi i ich kolegami gramy w piłkę. Teraz w kwestii dyskotek. Mam o wiele młodszych znajomych, najczęściej są to znajomi mojego starszego syna więc są w wieku 25 do 35 lat. Jako że nie piję wódki a jedynie piwo, często byłem proszony o przysługę odwieźć na i z dyskoteki. By nie siedzieć samemu w aucie i bezczynnie czekać, zdarzyło mi się kilka razy dobrze się pobawić razem z nimi. Oczywiście moi chłopcy byli w tym czasie pod opieką żony kolegi. Mieszkam w Niemczech, może tutaj jest troszkę inaczej, jednak wcale nie jest normalniej, jest stabilniej, przewidywalniej i bezpieczniej. Powiem Ci jeszcze jedno, miałem wiele sytuacji styczności z pijanymi małolatami i nie tylko, zawsze potrafiłem spokojną rozmową uspokoić emocje, nigdy nie musiałem uciekać i nigdy nie doszło do bijatyki po mojej interwencji. A jestem osobą szczupłą waga 62kg. Na dalsze pytania mogę odpowiedzieć e-mailem. Nie chcę by wszyscy znali jakimi prawami kieruje się RODK i Sąd Rodzinny pisz do mnie na georg@korpol.de

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka