zaczepki w szkole jak reagować? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • witam
    dziś po raz kolejny syn poskarżył mi się że jest zaczepiany przez
    kolegę, w sposób jaki mu nie odpowiada, np szarpanie za włosy, po
    pierwszym razie poprosiłam pania wychowawczynię żeby rozsadziła
    mojego syna z owym kolegą jak się okazuje niewiele to pomogło
    zaczepki są nadal, stąd moje pytanie czy sprawę mam załatwić sama
    tzn iść i rzeczowo pogadać z kolegą, że jeśli się to nie skończy to
    na zasadzie, że mu pokażę, czy wciągnąć w to panią, a może macie
    inny sposób bardziej wychowawczy? jutro muszę coś zrobić bo syn
    zniechęci się do szkoły nadmieniam, że jest to klasa pierwsza
    podstawówki
    • Czasem niestety trzeba wprost i niezbyt grzecznie - Odczep/odwal się ode
      mnie, nie życzę sobie, jak nie rozumiesz to zaraz ja Cię
      pociągnę/szturchnę/walnę etc.
      Jak nie poskutkuje - zgłosić znów do
      wychowawczyni, do tzw. wyrzygania smile Może w końcu dotrze.
      --
      Marcowe_mamy_2010
      • NIech ojciec idzie i pogada po męsku z gowniarzem. Jeśli teraz nie
        zareagujecie stanowczo, to później może być problem. Mój syn był też
        bardzo nieśmiały i sobie go "upatrzył" kolega. NIe zrobiliśmy cięcia
        stanowczego, tylko prosiliśy Panią, żeby nie zaogniać. Mały też nauczony,
        żeby nie bić i nie oddawać. No cóż, skończyło się zmianą szkoły.
        Drugi chowany już inaczej, bo tak w dzisiejszych czasach to trudno jest
        tym spokojniejszym.
        • Pamiętam taką sytuację z doświadczenia mojego młodszego brata, kiedy był w
          szkole podstawowej. Jeden chłopiec coś tam drugiemu zrobił, więc ten - zamiast
          zgłosić lub przygadać zaczepiającemu - poskarżył się ojcu, a ten przyszedł do
          szkoły. Ale zamiast do wychowawczyni, jak każdy normalny, dorosły człowiek,
          podszedł w szatni do chłopaka i w baaardzo nieprzyjemnych, wulgarnych słowach
          groził mu i na dodatek jeszcze go szturchnął. Sprawa skończyła się u
          dyrekcji z groźbą ze strony rodziców zaatakowanego ucznia, że zgłoszą sprawę do
          prokuratury. Wszyscy byli bardzo wzburzeni zachowaniem tego człowieka i ja też -
          dorosły człowiek nie załatwia porachunków (w dodatku nie swoich) z dziećmi. Od
          tego jest wychowawca i rodzice. Ja na miejscu rodziców atakowanego przez innego
          rodzica dziecka zrobiłabym taki raban, że tatuś porządnie by się nad sobą
          zastanowił. Szkoda tylko, że ucierpiałyby na tym dzieci. Nie rób z dziecka
          kaleki, bo nigdy nie nauczy się rozwiązywać problemów. Wszelkie problemy
          rozwiązuje się słownie, a nie agresją ze strony starszej i silniejszej osoby.
          --
          Marcowe_mamy_2010
    • chcialabym dodać że syn na tyle ile potrafi się stara bronić podobno
      problem nie dotyczy tylko jego ale więcej dzieci jest przez
      owego "kolegę" zaczepianych, syn dodał jeszcze że kolega chce coś od
      niego dostać to wówczas przestanie go zaczepiać, ręce opadają bo
      dalej nie specjalnie wiem jak to rozwiązać, może na zebraniu
      rodziców poruszyć ten temat personalnie?
      • Ja bym porozmawiała z panią jeszcze raz wyjaśniając całą sytuację i
        przedstawiając swoje niepokoje. Możesz powiedzieć, że liczysz na to że
        pani z takim doświadczeniem zasugeruje jakieś dobre rozwiązanie
        sytuacji. I sama możesz zaproponować kilka propozycji npp. rozmowa z
        rodzicami czy dyskusja na zebraniu. Pani powinna się zebrać i wymyśleć
        coś mądrego.
    • pogadaj z pania, podkreslajac, ze zalezy ci na rozwiazaniu problemu.
      pomysl z pogadaniem z dzieckiem- do bani, nie masz prawa z dzieckiem gadac,
      mozesz ew. z rodzicami. ale po co??? dzieje sie cos??? ze sie zaczepiaja? jakas
      przemoc fizyczna lub slowna, szczegolnie intensywan?
      ty sie lepiej przyzwyczaj do tego, ze dzieci BEDA sie zaczepiac, beda dla
      twojego i innych dzieciaków czasami nieprzyjemne, chamskie, niesprawiedliwe. bo
      po prostu takie sa dzieci, nigdy syna przed tym nie obronisz.
      co mozesz zrobic? naucz go bronic sie, i fizycznie i slownie, odpowiednio
      reagowac, naucz go, zeby nie byl potulnym barankiem, ale asertywnym facetem.
      zastanów sie nad budowaniem jego poczucia pewnosci siebie.
      jak dla mnie- dzieci (poza sytuacjami patologiogicznymi!! oczywiscie) zajmuja
      sie swoimi sprawami. ja sie nie wtracam.
      z opisu nie widze, zeby byla to sytuacja jakas szczególna, taka normalna
      szkolna. z ktorymi twoj syn bedzie musial sie zmierzyc jeszcze wiele wiele razy.
      lepiej go nauczyc, a nie sterowac recznie.
      --
      Nothing is ever easy in the world of men...
      • Zdecydowanie się zgadzam. Uczmy dzieci rozwiązywać problemy. Świat już taki
        jest, że bez wiary w siebie i asertywności daleko nie zajdziemy.
        --
        mila-85.blogspot.com
      • Ja bym pogadała i z panią, i z rodzicami chłopca.
      • hugollina napisała:

        ty sie lepiej przyzwyczaj do tego, ze dzieci BEDA sie zaczepiac,
        beda dla
        > twojego i innych dzieciaków czasami nieprzyjemne, chamskie,
        niesprawiedliwe. bo
        > po prostu takie sa dzieci, nigdy syna przed tym nie obronisz.

        ??? Powaznie??? Ciekawa jestem, jak sie chamstwo wsrod malolatow
        jako normalne traktuje, jak bedzie wygladac spoleczenstwo za lat
        kilkanascie??? Pewnie, ze dzieciaki sa rozne, brutalne i
        bezposrednie, nieraz chamskie, ale ich wiek nie jest zadna wymowka,
        chamstwo powinno byc tepione bezwzglednie w kazdym wieku! Moj mlody
        (5,5 roku) chodzi do szkoly holenderskiej w systemie Daltona. Szkola
        nieduza, ale super zgrana. Wszelkie przejawy agresji (bo popychanie,
        wyzywanie czy ciagniecie za wlosy niczym innym nie jest!) sa od razu
        przez nauczycieli i inne dzieci tepione. Zasada nr 1 u nas to : Nie
        musisz byc przyjacielem kazdego, ale kazdego traktuj "po
        przyjacielsku". Wszkole sa rozne imprezy, np na corocznym wspolnym
        sniadaniu najmlodsze dzieci (4-5 lat) dostaja do pary kolegow z klas
        5-6, ktorzy prowadza na wyznaczone miejsce do stolu i pomagaja przy
        posilku. Wzajemny szacunek jest nie tylko wyrazany przez
        nauczycieli ale rowniez uczony i az sie serce raduje widzac, jak
        maluchy sa traktowane przez starszych uczniow. Nie daj Bo0ze jakis
        maluch zacznie plakac na przerwie, zaraz jest otoczony przez grupe 7-
        8-klasistow usilujacych dociec co sie stalo i jak pomoc, a nie jak
        dokopac.
        • sluchaj, ja tam nie wiem, moze holendrzy sa inni wink choc na sczescie wiem, ze
          nie, opisujessz wyidealizowana sytuacje jednej szkoly, i to tylko zachowania "na
          pokaz".

          w szkole polskiej jest inaczej, podobnie jak w szkole w dwoch innych baaardzo
          cywilizowanych krajach, do ktorych mialam "przyjemnosc" chodzic.

          to "zaczepianie" to takie zwykle przepychanki, zdarzaja sie czesto i wszedzie.
          taka walka o wplywy. budowanie swojej pozycji w grupie, hierarchii. i nie
          demonizuj- dzieci z tego wyrastaja. u doroslych przybiera to inne formy. i nie
          gadaj, ze chamstwo powinno byc tepione- sorki, ale ja nie jestem od tego zeby
          wychowywac caly swiat, zajmuje sie tylko swoimi dziecmi. oczywiscie nie mowie tu
          o sytuacjach patologicznych. wystarczy podsluchac rozmow dzieci kiedy nie sa
          nadzorowane- oj radze to zrobic, zupelnie inny obraz waszych dzieci i ich
          kolegow wam sie pojawi. ja slucham takich rozmow nagminnie, w klubie gdzie
          trenuje mój 8 latek i 4 latka. te tarcia zaczynaja sie juz w wieku 3 lat- nawet
          nie wiecie jak te dziewczynki ubrane w rozowe stroje sobie dopiekaja! a o
          starszych juz nie wspomne. i po prostu trzeba sie nauczyc w takim swiecie zyc-
          pokazac dziecku, ze dzieci sa rozne, ze trzeba zareagowac na kazda sytuacje,
          zarowno ta negatywna i pozytywna, nie tracac twarzy i wiary w siebie.
          umiejetnosc asertywnego zachowanaia jest baaardzo wa zna, szczegolnie w
          pozniejszym wieku. vide nastolatek odmawiajacy travki (ale to nie u ciebie...smile

          niestety nie kazdy ma mozliwosc wyslac dziecko do szkoly malekj zgranej i metoda
          daltona. a sytuacje, ktore opisujesz (typu sniadanie) suuuper fajne na pokaz,
          ale podsluchaj co te dzieciaki mowia miedzy soba, nienadzorowane jakie sa relacje.

          a


          --
          Nothing is ever easy in the world of men...
          • hugollina napisała:
            sytuacje, ktore opisujesz (typu sniadanie) suuuper fajne na pokaz,
            > ale podsluchaj co te dzieciaki mowia miedzy soba, nienadzorowane
            jakie sa relac
            > je.

            Sluchalam nie raz i nie dwa, czesc dzieci znam spoza szkoly i
            pewnie, zdarzaja sie wyjatki z roznymi odzywkami, ale nikt nie
            traktuje tego, jako cos normalnego. jedne dzieci sie lubia, inne
            mniej, ale bardzo duzo zalezy od postawy przede wszystkim rodzicow,
            potem szkoly. Z mamami mlodszych dzieci rozmawiam regularnie i
            wlasnie "typowe" dla wieku zachowania to najwiekszy problem
            wychowawczy, nikt sie na to nie godzi, bo "wyrosnie", dzieci od
            malego sa uczone wzajemnego szacunku. To co opisalam, to wcale nie
            zachowania na pokaz. U nas to norma, ale masz racje, to kwestia
            mentalnosci. W innych rejonach Holandii sa szkoly, w ktorych
            sytuacje dokuczania, zaczepek itp sa nagminne, ale tez nie w kazdym
            rejonie mozna wyjsc na ulice ze swiadomoscia, ze ludzie bez
            pistoletow chodzauncertain Faktycznie szczesciara ze mnie, ale wolalabym
            sie przeprowadzic, niz akceptowac agresje wsrod dzieci. Czyz to nie
            dziwne, ze NIE WSZYSTKIE dzieci zaczepiaja i szarpia za wlosy inne?
            W kazdej klasie trafia sie i tacy i tacy, ale jesli dorosli na tro
            nie reaguja i daja ciche przyzwolenie, to nawet spokojnie dziecko ma
            szanse zaczac "sie dostosowywac" do grupy huliganow, zeby nie zostac
            ofiara i nie wyrozniac sie z grupy, przejawiajacej "normalne dla
            wieku" zachowania. Dziecko trzeba nauczyc obrony przed
            zaczepialskimi, ale nie akceptowac zaczepialskich jako "normalnych".
            Zawsze tak myslalam i widze na szczescie, ze nie jestem wyjatkiem.
            • Dziecko trzeba nauczyc obrony przed
              zaczepialskimi, ale nie akceptowac zaczepialskich jako "normalnych".

              no i tu w 100% sie zgadzam!!! o to wlasnie chodzi w calej tej dyskusji!

              ale biec do pani, bo jakis kretyn pociagnal dzieciaka za wlosy to przesada. i
              jestem pewna, ze dziecko tego wcale nie oczekiwalo. nauczyc dziecko radzic
              sobie, to znaczy odpwowiedziec w sposob asertywny, czy tez bronic sie przed
              przemoca fizyczna powinno byc priorytetem kazdego rodzica. i nie nalezy tego
              porownywac do akceptacji.
              jezeli chodzi o jakies lokalne sprawy- pewnie sa rejony lepsze i gorsze. sama
              mieszkam w krakowie, w baaardzo dobrej dzielnicy, moj syn chodzi do baaardzo
              dobrej szkoly w jeszcze lepszej dzielnicy. w klasie w 95 % wszystko jest dobrze.
              i co z tego? 2 razy w tamtym roku zdazyla sie sytuacja, kiedy musial sie bronic.
              ot, po prostu jakies niesnaski, tarcia, nowe ustalanie pozycji w grupie. taki
              standard. o obu sytuacjach wiedzialam, maly mial moje moralne wsparcie, bylam
              gotowa zareagowac, jesli by sytuacja wymknela sie spod kontroli. ale wszystko
              bylo wg planu, malego poczul sie silniejszy, mial wrazenie, ze w kazdej sytuacji
              moze sobie poradzic. a to juz polowa sukcesu? jaki przkaz dostaje dziecko,
              ktorego mamusia biegnie do szkoly? jestes maly niezdara, w niczym sobie nie
              poradzisz, i ja cie wyciagam z klopotow.

              inna sprawa jest taka: jak dlugo bedziesz syna w cieplarni wybieranych przez
              ciebie dzielnic trzymac? i chyba ci nie podziekuje, jak sobie nie bedzie w
              stanie poradzic z kolegami z, np pracy z dzielnic gorszych/niechodzacych do
              szkoly daltona. ja chodze z dziecmi do miejsc, gdzie moga spotkac rowiesnikow z
              "gorszych domow", pozwalam im sprobowac sil w takim kontrolowanym srodowisku,
              jednak bez wtracania sie. ot, po prostu przygotowuje dzieci do tego, zeby
              wiedzialy, ze ludzie sa rozni, i pokazuje im, ze maja sile sobie radzic, nie
              musza sie wycofywac czy im ulegac.

              jezeli chodzi o sytuacj enienadzorowane: ja sie pierwszy raz przerazilam jak syn
              mial 6 latsmile tak, ze jako mama malucha masz tez jeszcze troche czasusmile dziwne
              dla mnie jest, ze dziwwczynki sa jakby bardziej agresywne, a wyzywanie (glupia
              jestes, ja jestem ladniejsza, nie lubie cie etc) pojawiaja sie u nich duzo
              wczesniej.
              --
              Nothing is ever easy in the world of men...
      • Zgadzam się. Dzieci trzeba uczyć rozwiązywania problemów, choć dużo
        trudniejsze i czasochłonne niż załatwienie sprawy za dziecko
    • .. z rówieśnikami, chyba że mamy do czynienia z kompletną patologią
      typu bieganie z nożem, grożenie śmiercią. Szarpanie za włosy jest
      zachowaniem całkiem standardowym, jeśli chodzi o siemiolatka, choć
      oczywiście niepożądanym. Powiedz synowi, że jak kolega będzie chciał
      go szarpnąć to ma go złapać za rękę i stanowczo powiedzieć "Nie
      będziesz mnie szarpać, rozumiesz??!!" Tylko nie pisz, że syn sobie z
      tym nie poradzi. Myślę, że jako Matka wierzysz we własne dziecko...
      Jak chłopiec coś będzie od niego chciał, niech syn powie, że jak
      będzie się ładnie zachowywał przez trzy dni to dostanie, owszem. I
      uświadom sobie, że już za 6 lat Twoje dziecko będzie w gimnazjum.
      Jeśli teraz nie nauczysz dziecka radzenia sobie w kontaktach z
      rówieśnikami, w przyszłości nie powie nie, gdy usłyszy
      propozycję "Napijmy się piwa, zapalmy papierosa, obejrzyjmy
      pornografię".
      Pisze to wszystko jako praktyk, nie teoretyk: mam dwie córki, 2 i 3
      klasa. Trochę było płaczu w pierwszych klasach, że ktos bije,
      dokucza, wyśmiewa. Ale nie zraziły się do szkoły, uwielbiaja ją.
      Klasy są integracyjne, maja kolegów z ADHD, którzy z byle powodu
      rzucaja się z pięściami i córki radzą sobie.
      Aha, pomysł nasyłania na siedmioletnie dziecko, które uczy się
      funkcjonować w nowej grupie i reaguje agresją, dorosłego faceta jest
      po prostu okrutny. Jak Wam w ogóle coś takiego mogło przyjść do
      głowy??!!
      • > .. z rówieśnikami, chyba że mamy do czynienia z kompletną
        patologią
        > typu bieganie z nożem, grożenie śmiercią. Szarpanie za włosy jest
        > zachowaniem całkiem standardowym, jeśli chodzi o siemiolatka, choć
        > oczywiście niepożądanym.

        Ewra, rzadko który 7-latek biega z nożem i grozi śmiercią. Niemniej
        jeśli dzieciak nie będzie miał jasnego sygnału - od dziecka,
        nauczycieli i innych dorosłych, że "tak się nie robi" - to za kilka
        lat może z tym nożem biegać. Zaś dziecko, które poszło do rodziców i
        nie otrzymało żadnej pomocy, na przyszłość będzie radziło sobie
        samo - tylko czy aby na pewno skutecznie? Będą się nad nim znęcali -
        ale przecież nie może pójść do dorosłych i powiedzieć o tym - bo już
        raz usłyszało, że ma radzić sobie samo. A funkcjonowania w grupie
        uczy się tak samo chłopiec ciągnący za włosy, jak i ciągany. To co -
        jemu ma być gorzej?
        • Alez ja nigdzie nie sugerowałam, że należy zostawić dziecko samo
          sobie z problemem. Pisałam, że należy dziecko zachecić do radzenia
          sobie z agresywnym kolegą, podając mu przykłady konkretnych
          zachowań. Za parę dni wskazane jest zapytać się syna, jak wygląda
          relacja z szarpiącym. Jeśli kolega mimo jasnego sygnału od dziecka,
          że nie życzy sobie szarpania nadal szarpie, należy zachęcić syna by
          pożalił sie pani. Jeśli i to nie pomoże to faktycznie w szkole
          powinna pojawić się mama. Ale zasadniczą większość konfliktów dzieci
          powinny rozwiązywać między sobą. A odnośnie tego, komu ma być gorzej-
          oczywiście szarpiącemu. Szarpanany nauczy się radzić sobie w
          trudnej sytuacji, nabierze pewności siebie, a szarpiacy z bólem
          będzie musiał się nauczyć pokojowych metod.
      • ewra77 napisała:

        Jak chłopiec coś będzie od niego chciał, niech syn powie, że jak
        > będzie się ładnie zachowywał przez trzy dni to dostanie

        Popraw mnie jesli się mylę, napisałaś to ironicznie?
        Jeśli tak to ok.Jeśli nie to idąc tym tokiem myślenia,dajesz małemu
        agresorowi ciche przyzwolenie na wymuszanie "prezentów" w zamian za
        darowanie spokoju,miłe i sympatyczne odnoszenie się do
        kolegów.Innymi słowy jak mu nie dadzą czegoś to będzi tłukł kogo
        popadnie.Przecież to pierwszy krok do tego aby ten chłopak stał się
        książkowym typem wymuszającym i maltretujący innych kolegów czy
        koleżanki.Za parę lat jak podrośnie,będzie trząsł całą szkołą wraz
        jemu podobnymi kolesiami,a kto się nie podporządkuję takiemu to
        wpie...al.Mam nadzieję,że nie napisałas tego poważnie.
        Autorka bardzo dobrze zareagowała.Też bym udała się na rozmowę z
        panią nauczycielką i rodzicami,skoro moje dziecko zgłosiłoby mi
        problem.Nie wyobrażam sobie zostawić w takim momencie dziecko samemu
        sobie,w imię zasady,że musi sobie sam poradzić.Na samosiowanie w
        takich sytuacjach to ma jeszcze czas,w tym wieku pomagają
        rodzice.Raczej nie podejrzewam autorki wątku aby interweniowała w
        podobnej sprawie u nauczyciela ,jak jej syn będzie w liceum.

        • Nie zrozumiałeś. Nie pisałam "dam Ci wszystko, tylko mnie nie bij",
          tylko" "nie bij mnie, to wtedy Ci dam". Niekoniecznie w sensie
          czegoś materialnego, ogólnie: mogę się z Tobą kolegować, ale
          najpierw musisz przestać mnie bić.
          Wg mnie na samosiowanie człowiek ma czas odkąd skończy roczek i
          samodzielnie drepta do piaskownicy. Wtedy zaczyna nawiązywać
          kontakty z rówieśnikami, ale mama jest bardzo blisko. Z czasem coraz
          dalej, lecz wciąż trzyma rekę na pulsie i zachęca do saodzielnego
          radzenia sobie.
          Mam wrażenie, że moje podejście jest bardzo niepopularne, ehhh...
    • dziś rozmawialam z matka owego dziecka, zobaczymy co będzie dalej,
      nie skorzystalam z rad typu to normalne(dla mnie nie bardzo), sam
      sobie musi radzić, owszem radził, ale na wiele się to nie zdało,
      zgłosił mi problem, a ja jako rodzic poczuwam się do obowiązku
      zareagowania, dlatego też w miarę swoich możliwości staram się
      pomóc, a czy to dobrze czy źle czas pokaże
      dziękuję za wszelkie sugestie
      • oki, zareagowalas jak zareagowalas, a czy wyciagnelas jakies wnioski na
        przyszlosc? jakas rozmowa z dzieciakiem o poczuciu wlasnej sily, lekcja radzenia
        sobie w takich sytuacjach? jakies sposoby na poprawe asertywnosci czy do
        nastepnego razu i nastepnego "agresora" bo niestety z opisu twojego nie wynika
        zeby mozna ominac cudzsłów.
        bo wiesz, gwarantuje ci, ze nastepne razy beda. i maluszek bedzie do mamy z
        placzem zawsze przylatywal? to jest krzywdzenie dzieciaka!
        --
        Nothing is ever easy in the world of men...
    • syn jest świadomy tego, że pierwsze starcia należą do niego, ale
      wychodzę z zalożenia, że jeśli nie daje rady, a mogę pomóc to robie
      to co do mnie jako rodzica należy, syn dziś ze szkoły wrócił
      zadowolony bo w końcu był spokój, ale innych dalej owy kolega
      zaczepia,sama bylam świadkiem starcia 2 chłopakow z innej klasy,
      mnniejszy i większy, jeden z nich syn znajomej, jako zdecydowanie
      mniejszy żadnych szans w tym starciu nie miał, tylko prosił aby
      tamten nie bił za mocno, podejście jego matki jest takie jak wielu z
      was prezentuje jakoś musi sobie radzić, poinformowałam ją o tym
      zdarzeniu ale tylko wruszyla ramionami, ja tak nie potrafię, załóżmy
      że ten rok będzie tak co dzień, dla mnie SZOK i chyba znieczulica
      rodziców bo nastepnym razem, gdy rodzic zawodzi dzieciak przestaje
      rozmawiać, zostaje zostawiony sam sobie,
      takie jest moje zdanie
      • chyba znieczulica
        > rodziców bo nastepnym razem, gdy rodzic zawodzi dzieciak przestaje
        > rozmawiać, zostaje zostawiony sam sobie,
        > takie jest moje zdanie
        Zgadzam się.Potem się rodzice dziwią,że dzieci samobójstwa
        popełniają,z domu uciekają.A skąd to się bierze?No właśnie z tej
        znieczulicy rodzicielskiej bo dziecko wg. rodziców MUSI nauczyć się
        same sobie radzić,a jak już nie poradzi,to na rodzica nie ma co
        liczyć.W najlepszym wypadku zamknie się w sobie,ucieknie w świat
        koleżanek i kolegów,w najgorszym doprowadzone do
        ostateczności,zaszczute,nie mogące od nikogo doczekać się pomocy
        popełnia samobójstwo.
        Na szczęście autorka wątku normalna kobieta i trzeźwo myśląca matka.
      • I dobrze zrobiłaś - im wcześniej się zareaguje, tym lepiej.
      • oki, znieczulica big_grin big_grin a moze znajomosc realiów??

        wg mnie z pania bym porozmawiala, tak jak napisalam, moze ze szkolnym
        psychologiem/pedagogiem. z rodzicem na tym etapie nie, a pomysl porozmawiania z
        dzieckiem osoby to juz jakis horror!!

        ale przyjrzlabym sie relacjom mojego dziecka, jego reakcjom na sytuacje
        konfliktowe- co nie znaczy, ze jest to apoteoza przemocy! i poprawilabym jego
        asertywnosc. podpowiedziala, jak reagowac- bo inaczej po prostu zaniedbujesz cos
        bardzo waznego- i to jest wlasnie popmoc, dlugofalowa, to swiadczy, ze rodzic
        sie mna interesuje i mi pomaga. jaki szok- szokiem jest nianczenie 7 latka!

        a co wlasciwie sie stalo? bo ja tylko tyle przeczytalam, ze syn sie poskarzyl,
        ze go kolega za wlosy pociagnal i jeszcze gadal cos o jakims dawaniu. czy cos
        wiecej??? cos co usprawiedliwialoby reakcje typu mamuska w szkole?
        --
        Nothing is ever easy in the world of men...
      • Trudna sprawa, bo z jednej strony serce Ci pęka, że ktoś Twój skarb szturcha, z
        drugiej, a co będzie za kilka lat, też mu pomożesz interweniując ?
        Dobrze, że interweniujesz, utrzymując zaufanie malucha, jednak tkwi tu
        niebezpieczeństwo. Bo jeśli raz, drugi rozwiążesz konflikt, może okazać się, że
        nawet tzw. "krzywe spojrzenie", przezwisko, itp. stanowić będzie dla Twojego
        synka powód, aby prosić Cię o interwencję, a to już początek innych problemów.
        Równorzędnie proponuję Ci regularne ćwiczenie scenek z synkiem. Niech sam pokaże
        Ci jak te zaczepki wyglądają w praktyce, pozwól mu samemu znaleźć rozwiązanie w
        takiej sprawie (jak się zachować), a jeśli jest od tego daleki naprowadź go w
        taki sposób, aby poczuł, że sam je znalazł i chwal jak takowe znajdzie. W ten
        sposób mocno wzmocnisz jego wiarę w siebie, jednocześnie wprowadzając go w świat
        z którym prędzej czy później będzie musiał się zmierzyć.
        Pobaw się z synkiem w "A co jeśli...". Wymyślaj mu problemy z jakimi się może
        spotkać w szkole i pomagaj znaleźć mu ich rozwiązanie (pomagaj, nie znajduj
        takowych).
        Proces dłuższy, ale gwarantuję, że bardzo skuteczny smile
        Powodzenia !

        W ferie organizujemy zimowisko podczas którego podobne scenki będziemy
        przerabiać w formie zabawy. Szczegóły znajdziesz na stronie Dziecięcej Akademii
        Przygody z ul. Lazurowej w Warszawie.
        • Bo jeśli raz, drugi rozwiążesz konflikt, może okazać się, że
          > nawet tzw. "krzywe spojrzenie", przezwisko, itp. stanowić będzie
          dla Twojego
          > synka powód, aby prosić Cię o interwencję, a to już początek
          innych problemów.

          jakoś interweniowałam, jak moja córka miała problemy z
          kolegami/koleżankami w IV klasie. Nie uważałam tego za nadmierne
          niańczenie. Wymienione przez Ciebie zachowania przeszkadzały jej to
          na tyle, że narzekała na szkołę. Po pół roku było już bardzo ok - po
          3 latach młoda gładko - jak dotąd - zaaklimatyzowała się w
          gimnazjum. Ale masz rację, że podstawą jest wiara w siebie i dobra
          samoocena.
    • Jak już wyczerpiesz wszystkie niżej opisane sposoby pozostaje już
      tylko jeden, tak zwana "wizyta starszego brata". Jak nie masz -
      możesz pożyczyć kuzyna.
      Jeśli ty lub wychowawczyni pogrozicie łobuzowi paluszkiem, to będzie
      miał to gdzieś. Jeśli paluszkiem pogrozi "starszy brat" to już inna
      para kaloszy. W mojej rodzinie to podziałało - młodszy brat był
      zaczepiany w podstawówce, sprowadził na rozmowę swojego brata
      gimnazjalistę i zaczepki się skończyły.
      --
      Alabama8

    • Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

      Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

      lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
  • Kategorie tematyczne
  • Najnowsze wątki
  • Więcej forów
  • Więcej wątków na ten temat
  • Tagi
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.