Dodaj do ulubionych

zaczepki w szkole jak reagować?

23.09.09, 16:37
witam
dziś po raz kolejny syn poskarżył mi się że jest zaczepiany przez
kolegę, w sposób jaki mu nie odpowiada, np szarpanie za włosy, po
pierwszym razie poprosiłam pania wychowawczynię żeby rozsadziła
mojego syna z owym kolegą jak się okazuje niewiele to pomogło
zaczepki są nadal, stąd moje pytanie czy sprawę mam załatwić sama
tzn iść i rzeczowo pogadać z kolegą, że jeśli się to nie skończy to
na zasadzie, że mu pokażę, czy wciągnąć w to panią, a może macie
inny sposób bardziej wychowawczy? jutro muszę coś zrobić bo syn
zniechęci się do szkoły nadmieniam, że jest to klasa pierwsza
podstawówki
Edytor zaawansowany
  • 23.09.09, 18:10
    Czasem niestety trzeba wprost i niezbyt grzecznie - Odczep/odwal się ode
    mnie, nie życzę sobie, jak nie rozumiesz to zaraz ja Cię
    pociągnę/szturchnę/walnę etc.
    Jak nie poskutkuje - zgłosić znów do
    wychowawczyni, do tzw. wyrzygania smile Może w końcu dotrze.
    --
    Marcowe_mamy_2010
  • 23.09.09, 18:55
    NIech ojciec idzie i pogada po męsku z gowniarzem. Jeśli teraz nie
    zareagujecie stanowczo, to później może być problem. Mój syn był też
    bardzo nieśmiały i sobie go "upatrzył" kolega. NIe zrobiliśmy cięcia
    stanowczego, tylko prosiliśy Panią, żeby nie zaogniać. Mały też nauczony,
    żeby nie bić i nie oddawać. No cóż, skończyło się zmianą szkoły.
    Drugi chowany już inaczej, bo tak w dzisiejszych czasach to trudno jest
    tym spokojniejszym.
  • 23.09.09, 19:17
    Pamiętam taką sytuację z doświadczenia mojego młodszego brata, kiedy był w
    szkole podstawowej. Jeden chłopiec coś tam drugiemu zrobił, więc ten - zamiast
    zgłosić lub przygadać zaczepiającemu - poskarżył się ojcu, a ten przyszedł do
    szkoły. Ale zamiast do wychowawczyni, jak każdy normalny, dorosły człowiek,
    podszedł w szatni do chłopaka i w baaardzo nieprzyjemnych, wulgarnych słowach
    groził mu i na dodatek jeszcze go szturchnął. Sprawa skończyła się u
    dyrekcji z groźbą ze strony rodziców zaatakowanego ucznia, że zgłoszą sprawę do
    prokuratury. Wszyscy byli bardzo wzburzeni zachowaniem tego człowieka i ja też -
    dorosły człowiek nie załatwia porachunków (w dodatku nie swoich) z dziećmi. Od
    tego jest wychowawca i rodzice. Ja na miejscu rodziców atakowanego przez innego
    rodzica dziecka zrobiłabym taki raban, że tatuś porządnie by się nad sobą
    zastanowił. Szkoda tylko, że ucierpiałyby na tym dzieci. Nie rób z dziecka
    kaleki, bo nigdy nie nauczy się rozwiązywać problemów. Wszelkie problemy
    rozwiązuje się słownie, a nie agresją ze strony starszej i silniejszej osoby.
    --
    Marcowe_mamy_2010
  • 23.09.09, 21:32
    chcialabym dodać że syn na tyle ile potrafi się stara bronić podobno
    problem nie dotyczy tylko jego ale więcej dzieci jest przez
    owego "kolegę" zaczepianych, syn dodał jeszcze że kolega chce coś od
    niego dostać to wówczas przestanie go zaczepiać, ręce opadają bo
    dalej nie specjalnie wiem jak to rozwiązać, może na zebraniu
    rodziców poruszyć ten temat personalnie?
  • 23.09.09, 21:52
    Ja bym porozmawiała z panią jeszcze raz wyjaśniając całą sytuację i
    przedstawiając swoje niepokoje. Możesz powiedzieć, że liczysz na to że
    pani z takim doświadczeniem zasugeruje jakieś dobre rozwiązanie
    sytuacji. I sama możesz zaproponować kilka propozycji npp. rozmowa z
    rodzicami czy dyskusja na zebraniu. Pani powinna się zebrać i wymyśleć
    coś mądrego.
  • 23.09.09, 22:31
    pogadaj z pania, podkreslajac, ze zalezy ci na rozwiazaniu problemu.
    pomysl z pogadaniem z dzieckiem- do bani, nie masz prawa z dzieckiem gadac,
    mozesz ew. z rodzicami. ale po co??? dzieje sie cos??? ze sie zaczepiaja? jakas
    przemoc fizyczna lub slowna, szczegolnie intensywan?
    ty sie lepiej przyzwyczaj do tego, ze dzieci BEDA sie zaczepiac, beda dla
    twojego i innych dzieciaków czasami nieprzyjemne, chamskie, niesprawiedliwe. bo
    po prostu takie sa dzieci, nigdy syna przed tym nie obronisz.
    co mozesz zrobic? naucz go bronic sie, i fizycznie i slownie, odpowiednio
    reagowac, naucz go, zeby nie byl potulnym barankiem, ale asertywnym facetem.
    zastanów sie nad budowaniem jego poczucia pewnosci siebie.
    jak dla mnie- dzieci (poza sytuacjami patologiogicznymi!! oczywiscie) zajmuja
    sie swoimi sprawami. ja sie nie wtracam.
    z opisu nie widze, zeby byla to sytuacja jakas szczególna, taka normalna
    szkolna. z ktorymi twoj syn bedzie musial sie zmierzyc jeszcze wiele wiele razy.
    lepiej go nauczyc, a nie sterowac recznie.
    --
    Nothing is ever easy in the world of men...
  • 23.09.09, 22:47
    Zdecydowanie się zgadzam. Uczmy dzieci rozwiązywać problemy. Świat już taki
    jest, że bez wiary w siebie i asertywności daleko nie zajdziemy.
    --
    mila-85.blogspot.com
  • 23.09.09, 23:36
    Ja bym pogadała i z panią, i z rodzicami chłopca.
  • 24.09.09, 18:09
    hugollina napisała:

    ty sie lepiej przyzwyczaj do tego, ze dzieci BEDA sie zaczepiac,
    beda dla
    > twojego i innych dzieciaków czasami nieprzyjemne, chamskie,
    niesprawiedliwe. bo
    > po prostu takie sa dzieci, nigdy syna przed tym nie obronisz.

    ??? Powaznie??? Ciekawa jestem, jak sie chamstwo wsrod malolatow
    jako normalne traktuje, jak bedzie wygladac spoleczenstwo za lat
    kilkanascie??? Pewnie, ze dzieciaki sa rozne, brutalne i
    bezposrednie, nieraz chamskie, ale ich wiek nie jest zadna wymowka,
    chamstwo powinno byc tepione bezwzglednie w kazdym wieku! Moj mlody
    (5,5 roku) chodzi do szkoly holenderskiej w systemie Daltona. Szkola
    nieduza, ale super zgrana. Wszelkie przejawy agresji (bo popychanie,
    wyzywanie czy ciagniecie za wlosy niczym innym nie jest!) sa od razu
    przez nauczycieli i inne dzieci tepione. Zasada nr 1 u nas to : Nie
    musisz byc przyjacielem kazdego, ale kazdego traktuj "po
    przyjacielsku". Wszkole sa rozne imprezy, np na corocznym wspolnym
    sniadaniu najmlodsze dzieci (4-5 lat) dostaja do pary kolegow z klas
    5-6, ktorzy prowadza na wyznaczone miejsce do stolu i pomagaja przy
    posilku. Wzajemny szacunek jest nie tylko wyrazany przez
    nauczycieli ale rowniez uczony i az sie serce raduje widzac, jak
    maluchy sa traktowane przez starszych uczniow. Nie daj Bo0ze jakis
    maluch zacznie plakac na przerwie, zaraz jest otoczony przez grupe 7-
    8-klasistow usilujacych dociec co sie stalo i jak pomoc, a nie jak
    dokopac.
  • 24.09.09, 22:01
    sluchaj, ja tam nie wiem, moze holendrzy sa inni wink choc na sczescie wiem, ze
    nie, opisujessz wyidealizowana sytuacje jednej szkoly, i to tylko zachowania "na
    pokaz".

    w szkole polskiej jest inaczej, podobnie jak w szkole w dwoch innych baaardzo
    cywilizowanych krajach, do ktorych mialam "przyjemnosc" chodzic.

    to "zaczepianie" to takie zwykle przepychanki, zdarzaja sie czesto i wszedzie.
    taka walka o wplywy. budowanie swojej pozycji w grupie, hierarchii. i nie
    demonizuj- dzieci z tego wyrastaja. u doroslych przybiera to inne formy. i nie
    gadaj, ze chamstwo powinno byc tepione- sorki, ale ja nie jestem od tego zeby
    wychowywac caly swiat, zajmuje sie tylko swoimi dziecmi. oczywiscie nie mowie tu
    o sytuacjach patologicznych. wystarczy podsluchac rozmow dzieci kiedy nie sa
    nadzorowane- oj radze to zrobic, zupelnie inny obraz waszych dzieci i ich
    kolegow wam sie pojawi. ja slucham takich rozmow nagminnie, w klubie gdzie
    trenuje mój 8 latek i 4 latka. te tarcia zaczynaja sie juz w wieku 3 lat- nawet
    nie wiecie jak te dziewczynki ubrane w rozowe stroje sobie dopiekaja! a o
    starszych juz nie wspomne. i po prostu trzeba sie nauczyc w takim swiecie zyc-
    pokazac dziecku, ze dzieci sa rozne, ze trzeba zareagowac na kazda sytuacje,
    zarowno ta negatywna i pozytywna, nie tracac twarzy i wiary w siebie.
    umiejetnosc asertywnego zachowanaia jest baaardzo wa zna, szczegolnie w
    pozniejszym wieku. vide nastolatek odmawiajacy travki (ale to nie u ciebie...smile

    niestety nie kazdy ma mozliwosc wyslac dziecko do szkoly malekj zgranej i metoda
    daltona. a sytuacje, ktore opisujesz (typu sniadanie) suuuper fajne na pokaz,
    ale podsluchaj co te dzieciaki mowia miedzy soba, nienadzorowane jakie sa relacje.

    a


    --
    Nothing is ever easy in the world of men...
  • 26.09.09, 09:22
    hugollina napisała:
    sytuacje, ktore opisujesz (typu sniadanie) suuuper fajne na pokaz,
    > ale podsluchaj co te dzieciaki mowia miedzy soba, nienadzorowane
    jakie sa relac
    > je.

    Sluchalam nie raz i nie dwa, czesc dzieci znam spoza szkoly i
    pewnie, zdarzaja sie wyjatki z roznymi odzywkami, ale nikt nie
    traktuje tego, jako cos normalnego. jedne dzieci sie lubia, inne
    mniej, ale bardzo duzo zalezy od postawy przede wszystkim rodzicow,
    potem szkoly. Z mamami mlodszych dzieci rozmawiam regularnie i
    wlasnie "typowe" dla wieku zachowania to najwiekszy problem
    wychowawczy, nikt sie na to nie godzi, bo "wyrosnie", dzieci od
    malego sa uczone wzajemnego szacunku. To co opisalam, to wcale nie
    zachowania na pokaz. U nas to norma, ale masz racje, to kwestia
    mentalnosci. W innych rejonach Holandii sa szkoly, w ktorych
    sytuacje dokuczania, zaczepek itp sa nagminne, ale tez nie w kazdym
    rejonie mozna wyjsc na ulice ze swiadomoscia, ze ludzie bez
    pistoletow chodzauncertain Faktycznie szczesciara ze mnie, ale wolalabym
    sie przeprowadzic, niz akceptowac agresje wsrod dzieci. Czyz to nie
    dziwne, ze NIE WSZYSTKIE dzieci zaczepiaja i szarpia za wlosy inne?
    W kazdej klasie trafia sie i tacy i tacy, ale jesli dorosli na tro
    nie reaguja i daja ciche przyzwolenie, to nawet spokojnie dziecko ma
    szanse zaczac "sie dostosowywac" do grupy huliganow, zeby nie zostac
    ofiara i nie wyrozniac sie z grupy, przejawiajacej "normalne dla
    wieku" zachowania. Dziecko trzeba nauczyc obrony przed
    zaczepialskimi, ale nie akceptowac zaczepialskich jako "normalnych".
    Zawsze tak myslalam i widze na szczescie, ze nie jestem wyjatkiem.
  • 26.09.09, 10:24
    Dziecko trzeba nauczyc obrony przed
    zaczepialskimi, ale nie akceptowac zaczepialskich jako "normalnych".

    no i tu w 100% sie zgadzam!!! o to wlasnie chodzi w calej tej dyskusji!

    ale biec do pani, bo jakis kretyn pociagnal dzieciaka za wlosy to przesada. i
    jestem pewna, ze dziecko tego wcale nie oczekiwalo. nauczyc dziecko radzic
    sobie, to znaczy odpwowiedziec w sposob asertywny, czy tez bronic sie przed
    przemoca fizyczna powinno byc priorytetem kazdego rodzica. i nie nalezy tego
    porownywac do akceptacji.
    jezeli chodzi o jakies lokalne sprawy- pewnie sa rejony lepsze i gorsze. sama
    mieszkam w krakowie, w baaardzo dobrej dzielnicy, moj syn chodzi do baaardzo
    dobrej szkoly w jeszcze lepszej dzielnicy. w klasie w 95 % wszystko jest dobrze.
    i co z tego? 2 razy w tamtym roku zdazyla sie sytuacja, kiedy musial sie bronic.
    ot, po prostu jakies niesnaski, tarcia, nowe ustalanie pozycji w grupie. taki
    standard. o obu sytuacjach wiedzialam, maly mial moje moralne wsparcie, bylam
    gotowa zareagowac, jesli by sytuacja wymknela sie spod kontroli. ale wszystko
    bylo wg planu, malego poczul sie silniejszy, mial wrazenie, ze w kazdej sytuacji
    moze sobie poradzic. a to juz polowa sukcesu? jaki przkaz dostaje dziecko,
    ktorego mamusia biegnie do szkoly? jestes maly niezdara, w niczym sobie nie
    poradzisz, i ja cie wyciagam z klopotow.

    inna sprawa jest taka: jak dlugo bedziesz syna w cieplarni wybieranych przez
    ciebie dzielnic trzymac? i chyba ci nie podziekuje, jak sobie nie bedzie w
    stanie poradzic z kolegami z, np pracy z dzielnic gorszych/niechodzacych do
    szkoly daltona. ja chodze z dziecmi do miejsc, gdzie moga spotkac rowiesnikow z
    "gorszych domow", pozwalam im sprobowac sil w takim kontrolowanym srodowisku,
    jednak bez wtracania sie. ot, po prostu przygotowuje dzieci do tego, zeby
    wiedzialy, ze ludzie sa rozni, i pokazuje im, ze maja sile sobie radzic, nie
    musza sie wycofywac czy im ulegac.

    jezeli chodzi o sytuacj enienadzorowane: ja sie pierwszy raz przerazilam jak syn
    mial 6 latsmile tak, ze jako mama malucha masz tez jeszcze troche czasusmile dziwne
    dla mnie jest, ze dziwwczynki sa jakby bardziej agresywne, a wyzywanie (glupia
    jestes, ja jestem ladniejsza, nie lubie cie etc) pojawiaja sie u nich duzo
    wczesniej.
    --
    Nothing is ever easy in the world of men...
  • 25.09.09, 10:34
    Zgadzam się. Dzieci trzeba uczyć rozwiązywania problemów, choć dużo
    trudniejsze i czasochłonne niż załatwienie sprawy za dziecko
  • 24.09.09, 09:28
    .. z rówieśnikami, chyba że mamy do czynienia z kompletną patologią
    typu bieganie z nożem, grożenie śmiercią. Szarpanie za włosy jest
    zachowaniem całkiem standardowym, jeśli chodzi o siemiolatka, choć
    oczywiście niepożądanym. Powiedz synowi, że jak kolega będzie chciał
    go szarpnąć to ma go złapać za rękę i stanowczo powiedzieć "Nie
    będziesz mnie szarpać, rozumiesz??!!" Tylko nie pisz, że syn sobie z
    tym nie poradzi. Myślę, że jako Matka wierzysz we własne dziecko...
    Jak chłopiec coś będzie od niego chciał, niech syn powie, że jak
    będzie się ładnie zachowywał przez trzy dni to dostanie, owszem. I
    uświadom sobie, że już za 6 lat Twoje dziecko będzie w gimnazjum.
    Jeśli teraz nie nauczysz dziecka radzenia sobie w kontaktach z
    rówieśnikami, w przyszłości nie powie nie, gdy usłyszy
    propozycję "Napijmy się piwa, zapalmy papierosa, obejrzyjmy
    pornografię".
    Pisze to wszystko jako praktyk, nie teoretyk: mam dwie córki, 2 i 3
    klasa. Trochę było płaczu w pierwszych klasach, że ktos bije,
    dokucza, wyśmiewa. Ale nie zraziły się do szkoły, uwielbiaja ją.
    Klasy są integracyjne, maja kolegów z ADHD, którzy z byle powodu
    rzucaja się z pięściami i córki radzą sobie.
    Aha, pomysł nasyłania na siedmioletnie dziecko, które uczy się
    funkcjonować w nowej grupie i reaguje agresją, dorosłego faceta jest
    po prostu okrutny. Jak Wam w ogóle coś takiego mogło przyjść do
    głowy??!!
  • 24.09.09, 10:11
    > .. z rówieśnikami, chyba że mamy do czynienia z kompletną
    patologią
    > typu bieganie z nożem, grożenie śmiercią. Szarpanie za włosy jest
    > zachowaniem całkiem standardowym, jeśli chodzi o siemiolatka, choć
    > oczywiście niepożądanym.

    Ewra, rzadko który 7-latek biega z nożem i grozi śmiercią. Niemniej
    jeśli dzieciak nie będzie miał jasnego sygnału - od dziecka,
    nauczycieli i innych dorosłych, że "tak się nie robi" - to za kilka
    lat może z tym nożem biegać. Zaś dziecko, które poszło do rodziców i
    nie otrzymało żadnej pomocy, na przyszłość będzie radziło sobie
    samo - tylko czy aby na pewno skutecznie? Będą się nad nim znęcali -
    ale przecież nie może pójść do dorosłych i powiedzieć o tym - bo już
    raz usłyszało, że ma radzić sobie samo. A funkcjonowania w grupie
    uczy się tak samo chłopiec ciągnący za włosy, jak i ciągany. To co -
    jemu ma być gorzej?
  • 24.09.09, 11:17
    Alez ja nigdzie nie sugerowałam, że należy zostawić dziecko samo
    sobie z problemem. Pisałam, że należy dziecko zachecić do radzenia
    sobie z agresywnym kolegą, podając mu przykłady konkretnych
    zachowań. Za parę dni wskazane jest zapytać się syna, jak wygląda
    relacja z szarpiącym. Jeśli kolega mimo jasnego sygnału od dziecka,
    że nie życzy sobie szarpania nadal szarpie, należy zachęcić syna by
    pożalił sie pani. Jeśli i to nie pomoże to faktycznie w szkole
    powinna pojawić się mama. Ale zasadniczą większość konfliktów dzieci
    powinny rozwiązywać między sobą. A odnośnie tego, komu ma być gorzej-
    oczywiście szarpiącemu. Szarpanany nauczy się radzić sobie w
    trudnej sytuacji, nabierze pewności siebie, a szarpiacy z bólem
    będzie musiał się nauczyć pokojowych metod.
  • 24.09.09, 11:27
    ewra77 napisała:

    Jak chłopiec coś będzie od niego chciał, niech syn powie, że jak
    > będzie się ładnie zachowywał przez trzy dni to dostanie

    Popraw mnie jesli się mylę, napisałaś to ironicznie?
    Jeśli tak to ok.Jeśli nie to idąc tym tokiem myślenia,dajesz małemu
    agresorowi ciche przyzwolenie na wymuszanie "prezentów" w zamian za
    darowanie spokoju,miłe i sympatyczne odnoszenie się do
    kolegów.Innymi słowy jak mu nie dadzą czegoś to będzi tłukł kogo
    popadnie.Przecież to pierwszy krok do tego aby ten chłopak stał się
    książkowym typem wymuszającym i maltretujący innych kolegów czy
    koleżanki.Za parę lat jak podrośnie,będzie trząsł całą szkołą wraz
    jemu podobnymi kolesiami,a kto się nie podporządkuję takiemu to
    wpie...al.Mam nadzieję,że nie napisałas tego poważnie.
    Autorka bardzo dobrze zareagowała.Też bym udała się na rozmowę z
    panią nauczycielką i rodzicami,skoro moje dziecko zgłosiłoby mi
    problem.Nie wyobrażam sobie zostawić w takim momencie dziecko samemu
    sobie,w imię zasady,że musi sobie sam poradzić.Na samosiowanie w
    takich sytuacjach to ma jeszcze czas,w tym wieku pomagają
    rodzice.Raczej nie podejrzewam autorki wątku aby interweniowała w
    podobnej sprawie u nauczyciela ,jak jej syn będzie w liceum.

  • 24.09.09, 11:43
    Nie zrozumiałeś. Nie pisałam "dam Ci wszystko, tylko mnie nie bij",
    tylko" "nie bij mnie, to wtedy Ci dam". Niekoniecznie w sensie
    czegoś materialnego, ogólnie: mogę się z Tobą kolegować, ale
    najpierw musisz przestać mnie bić.
    Wg mnie na samosiowanie człowiek ma czas odkąd skończy roczek i
    samodzielnie drepta do piaskownicy. Wtedy zaczyna nawiązywać
    kontakty z rówieśnikami, ale mama jest bardzo blisko. Z czasem coraz
    dalej, lecz wciąż trzyma rekę na pulsie i zachęca do saodzielnego
    radzenia sobie.
    Mam wrażenie, że moje podejście jest bardzo niepopularne, ehhh...
  • 24.09.09, 09:57
    dziś rozmawialam z matka owego dziecka, zobaczymy co będzie dalej,
    nie skorzystalam z rad typu to normalne(dla mnie nie bardzo), sam
    sobie musi radzić, owszem radził, ale na wiele się to nie zdało,
    zgłosił mi problem, a ja jako rodzic poczuwam się do obowiązku
    zareagowania, dlatego też w miarę swoich możliwości staram się
    pomóc, a czy to dobrze czy źle czas pokaże
    dziękuję za wszelkie sugestie
  • 24.09.09, 13:44
    oki, zareagowalas jak zareagowalas, a czy wyciagnelas jakies wnioski na
    przyszlosc? jakas rozmowa z dzieciakiem o poczuciu wlasnej sily, lekcja radzenia
    sobie w takich sytuacjach? jakies sposoby na poprawe asertywnosci czy do
    nastepnego razu i nastepnego "agresora" bo niestety z opisu twojego nie wynika
    zeby mozna ominac cudzsłów.
    bo wiesz, gwarantuje ci, ze nastepne razy beda. i maluszek bedzie do mamy z
    placzem zawsze przylatywal? to jest krzywdzenie dzieciaka!
    --
    Nothing is ever easy in the world of men...
  • 24.09.09, 14:10
    Uff, ktoś ma podobne poglądy jak ja smile A już myślałam, że jestem
    totalnym ufolem wink...
  • 24.09.09, 16:23
    syn jest świadomy tego, że pierwsze starcia należą do niego, ale
    wychodzę z zalożenia, że jeśli nie daje rady, a mogę pomóc to robie
    to co do mnie jako rodzica należy, syn dziś ze szkoły wrócił
    zadowolony bo w końcu był spokój, ale innych dalej owy kolega
    zaczepia,sama bylam świadkiem starcia 2 chłopakow z innej klasy,
    mnniejszy i większy, jeden z nich syn znajomej, jako zdecydowanie
    mniejszy żadnych szans w tym starciu nie miał, tylko prosił aby
    tamten nie bił za mocno, podejście jego matki jest takie jak wielu z
    was prezentuje jakoś musi sobie radzić, poinformowałam ją o tym
    zdarzeniu ale tylko wruszyla ramionami, ja tak nie potrafię, załóżmy
    że ten rok będzie tak co dzień, dla mnie SZOK i chyba znieczulica
    rodziców bo nastepnym razem, gdy rodzic zawodzi dzieciak przestaje
    rozmawiać, zostaje zostawiony sam sobie,
    takie jest moje zdanie
  • 24.09.09, 17:29
    chyba znieczulica
    > rodziców bo nastepnym razem, gdy rodzic zawodzi dzieciak przestaje
    > rozmawiać, zostaje zostawiony sam sobie,
    > takie jest moje zdanie
    Zgadzam się.Potem się rodzice dziwią,że dzieci samobójstwa
    popełniają,z domu uciekają.A skąd to się bierze?No właśnie z tej
    znieczulicy rodzicielskiej bo dziecko wg. rodziców MUSI nauczyć się
    same sobie radzić,a jak już nie poradzi,to na rodzica nie ma co
    liczyć.W najlepszym wypadku zamknie się w sobie,ucieknie w świat
    koleżanek i kolegów,w najgorszym doprowadzone do
    ostateczności,zaszczute,nie mogące od nikogo doczekać się pomocy
    popełnia samobójstwo.
    Na szczęście autorka wątku normalna kobieta i trzeźwo myśląca matka.
  • 24.09.09, 17:44
    Na niewłaściwe zachowanie dzieci musimy reagować. Od tego jesteśmy my,
    dorośli. A już szczególnie na krzywdę naszych dzieci.
  • 24.09.09, 20:18
    I dobrze zrobiłaś - im wcześniej się zareaguje, tym lepiej.
  • 24.09.09, 21:48
    oki, znieczulica big_grin big_grin a moze znajomosc realiów??

    wg mnie z pania bym porozmawiala, tak jak napisalam, moze ze szkolnym
    psychologiem/pedagogiem. z rodzicem na tym etapie nie, a pomysl porozmawiania z
    dzieckiem osoby to juz jakis horror!!

    ale przyjrzlabym sie relacjom mojego dziecka, jego reakcjom na sytuacje
    konfliktowe- co nie znaczy, ze jest to apoteoza przemocy! i poprawilabym jego
    asertywnosc. podpowiedziala, jak reagowac- bo inaczej po prostu zaniedbujesz cos
    bardzo waznego- i to jest wlasnie popmoc, dlugofalowa, to swiadczy, ze rodzic
    sie mna interesuje i mi pomaga. jaki szok- szokiem jest nianczenie 7 latka!

    a co wlasciwie sie stalo? bo ja tylko tyle przeczytalam, ze syn sie poskarzyl,
    ze go kolega za wlosy pociagnal i jeszcze gadal cos o jakims dawaniu. czy cos
    wiecej??? cos co usprawiedliwialoby reakcje typu mamuska w szkole?
    --
    Nothing is ever easy in the world of men...
  • 24.09.09, 21:56
    Trudna sprawa, bo z jednej strony serce Ci pęka, że ktoś Twój skarb szturcha, z
    drugiej, a co będzie za kilka lat, też mu pomożesz interweniując ?
    Dobrze, że interweniujesz, utrzymując zaufanie malucha, jednak tkwi tu
    niebezpieczeństwo. Bo jeśli raz, drugi rozwiążesz konflikt, może okazać się, że
    nawet tzw. "krzywe spojrzenie", przezwisko, itp. stanowić będzie dla Twojego
    synka powód, aby prosić Cię o interwencję, a to już początek innych problemów.
    Równorzędnie proponuję Ci regularne ćwiczenie scenek z synkiem. Niech sam pokaże
    Ci jak te zaczepki wyglądają w praktyce, pozwól mu samemu znaleźć rozwiązanie w
    takiej sprawie (jak się zachować), a jeśli jest od tego daleki naprowadź go w
    taki sposób, aby poczuł, że sam je znalazł i chwal jak takowe znajdzie. W ten
    sposób mocno wzmocnisz jego wiarę w siebie, jednocześnie wprowadzając go w świat
    z którym prędzej czy później będzie musiał się zmierzyć.
    Pobaw się z synkiem w "A co jeśli...". Wymyślaj mu problemy z jakimi się może
    spotkać w szkole i pomagaj znaleźć mu ich rozwiązanie (pomagaj, nie znajduj
    takowych).
    Proces dłuższy, ale gwarantuję, że bardzo skuteczny smile
    Powodzenia !

    W ferie organizujemy zimowisko podczas którego podobne scenki będziemy
    przerabiać w formie zabawy. Szczegóły znajdziesz na stronie Dziecięcej Akademii
    Przygody z ul. Lazurowej w Warszawie.
  • 24.09.09, 22:17
    Bo jeśli raz, drugi rozwiążesz konflikt, może okazać się, że
    > nawet tzw. "krzywe spojrzenie", przezwisko, itp. stanowić będzie
    dla Twojego
    > synka powód, aby prosić Cię o interwencję, a to już początek
    innych problemów.

    jakoś interweniowałam, jak moja córka miała problemy z
    kolegami/koleżankami w IV klasie. Nie uważałam tego za nadmierne
    niańczenie. Wymienione przez Ciebie zachowania przeszkadzały jej to
    na tyle, że narzekała na szkołę. Po pół roku było już bardzo ok - po
    3 latach młoda gładko - jak dotąd - zaaklimatyzowała się w
    gimnazjum. Ale masz rację, że podstawą jest wiara w siebie i dobra
    samoocena.
  • 25.09.09, 10:05
    Jak już wyczerpiesz wszystkie niżej opisane sposoby pozostaje już
    tylko jeden, tak zwana "wizyta starszego brata". Jak nie masz -
    możesz pożyczyć kuzyna.
    Jeśli ty lub wychowawczyni pogrozicie łobuzowi paluszkiem, to będzie
    miał to gdzieś. Jeśli paluszkiem pogrozi "starszy brat" to już inna
    para kaloszy. W mojej rodzinie to podziałało - młodszy brat był
    zaczepiany w podstawówce, sprowadził na rozmowę swojego brata
    gimnazjalistę i zaczepki się skończyły.
    --
    Alabama8
  • 25.09.09, 11:08
  • 25.09.09, 11:10
    Załatwiłaś sprawę za syna i zadziałało (przynajmniej na razie). Syn
    nauczył się, że mama pomoże mu w problemach, będzie wiedział, że
    zawsze może liczyć na jej pomoc i w przyszłości nie popełni
    samobójstwa, bo mama go kocha (sorki, to już ironia, ale ktoś wyżej
    wyciągnął ten temat). Po kolejnych takich sytuacjach, dostanie
    ksywkę Mamisynek albo Skarżypyta i odpowiednią pozycję w grupie.
    Zresztą nieważne. Ja tylko nie mogę zrozumieć czemu ludziom tak
    trudno powiedzieć na głos, że życie to nie bajka, a trudności to
    codzienność. Zaczepiamy się, dogryzamy sobie i walczymy ze sobą
    przez całe życie. Najpierw jest to proste szarpnięcie za włosy,
    szturchnięcie, potem dzieciaki podrastają i są to różne zaczepki
    słowne, obrażenie itp., potem ewoluuje to w bardziej perfidne formy
    stosowane przez dorosłych. Niestety nigdy to nie znika zupełnie z
    naszego życia, dlatego musimy potrafić radzić sobie z trudnymi
    sytuacjami. Naukę tę najlepiej zacząć w piaskownicy, bo jest to
    najłatwiejsze i najmniej przykre dla wszystkich. Łzy po zabranej
    zabawce czy siniak po zderzeniu z łopatką przeciwnika giną szybko,
    zostają nowe doświadczenia. Potem jest coraz trudniej. Dlatego
    uważam, że należy pomagać dzieciakom w rozwiązywaniu problemów,
    pomagać znaleźć rozwiązanie, wspierać, ale nie wchodzić z butami w
    relacje rówieśnicze. Taka ingerencja powinna być ostatecznością i
    powinna być zarezerwowana dla naprawdę poważnych spraw.
  • 26.09.09, 01:11
    życie to nie bajka, a trudności to
    > codzienność
    Life is brutal and full of zasadzkas... I zawsze się źle kończy.
    Tylko dlaczego żyć w tym piekle od najmłodszych lat, skoro można
    zacząć trochę później?
    Tolerujesz, jeśli ktoś szarpie cię za włosy w pracy? Jeśli w pracy
    ci źle -w ostateczności możesz iść do sądu albo ją zmienić, dziecko
    nie ma takiej możliwości. Słyszy tylko od dorosłych "Radź sobie
    sam", "Co z ciebie za frajer, że cię biją", "W szkole się nie
    skarży".
    A poważne sprawy zaczynają się często od takich głupot jak
    ciągnięcie za włosy. Skoro jest oprawca i jest ofiara, to czemu nie
    skopać ofierze tyłka?
  • 26.09.09, 08:07
    W życiu spotyka nas mnóstwo trudnych sytuacji i nie wszyscy zawsze
    są mili (jak wolisz to rzeczywiście life is...). Pisałam o tym, że
    dzieci szarpią się za włosy, a dorośli zaczepiają się w
    bardziej "cywilizowany" sposób.
    > Tylko dlaczego żyć w tym piekle od najmłodszych lat, skoro można
    > zacząć trochę później?
    Bo wtedy mamy więcej czasu na naukę adekwatnych zachowań i budowanie
    poczucia kontroli nad sytuacją, asertywności itd.
    Kłopot polega na tym, że człowiek, który nie nauczy się radzić sobie
    ze szkolną codziennością inaczej niż przez posłanie do szkoły
    mamusi, nie będzie umiał sobie radzić z bardziej wyrafinowanymi
    przekajawami chamstwa. Mama powinna pomóc wymyśleć sposób na
    rozwiązanie problemu, ale wykonanie należy do chłopaka.
  • 26.09.09, 10:30
    Kłopot polega na tym, że człowiek, który nie nauczy się radzić sobie
    > ze szkolną codziennością inaczej niż przez posłanie do szkoły
    > mamusi, nie będzie umiał sobie radzić z bardziej wyrafinowanymi
    > przekajawami chamstwa. Mama powinna pomóc wymyśleć sposób na
    > rozwiązanie problemu, ale wykonanie należy do chłopaka.

    I tu się z Tobą nie zgodzę. W IV klasie dziecko zaczęło narzekać, że jej dokuczają w szkole/przezywają/nikt się z nią nie bawi itp. Nikt nie bił, nie szarpał - czyli dla większości z was to pewnie była jakaś bzdura, z którą nie warto iść do kogokolwiek. Też się zastanawiałam, czy warto z tym iść, że to jakaś bzdura. Przeważyło to, że kiedy ja chodziłam do szkoły - nikt mi nie dokuczał.
    Porozmawiałam z wychowawczynią - ona zaś po prostu zaczęła przesadzać dzieci, zrobiła lekcja wychowawcza, robić zajęcia w mniejszych grupkach, na następnym spotkaniu miała kilka uwag dla mnie - po pół roku sytuacja była ok i następne 2,5 roku dziecię chodziło do szkoły niemal z radością (ze względów towarzyskich, a nie naukowych). Faktycznie poradziła sobie sama, nawet nie korzystała z warsztatów, które jej zaproponowano. Kilka osób, które jej wcześniej dokuczały, zostało jej dobrymi koleżankami/przyjaciółmi.
    Córka poszła teraz do gimnazjum - i na razie jest ok, dobrze weszła w zupełnie nową grupę. Wiem też, że jeśli będzie coś nie tak, przyjdzie do mnie i powie.
    Rozmowa z rodzicami - jeśli są to sensowni rodzice - też sporo daje. Bo czasem nie wiemy, jak nasze dzieci funkcjonują w szkolnej "dżungli."
    Tylko czasem zastanawiam się, co by było, gdybym wtedy nie poszła do szkoły... Miałabym w domu przerażoną, zamkniętą w sobie istotę zamiast pewnej siebie trzynastolatki?
  • 26.09.09, 11:04
    hej, ale to inna sytacja- ty zwrocilas sie o fachowa pomoc do wychowawczyni,
    rozumiem, a nie poszkals poskarżyc sie rodzicom etc. wasza wychowawczyni
    zareagowala bardzo profesjonalnie. moja rada dla autorki watku bylo to samo,
    zeby i pogadala z wychowaczynia. ta, poza wysylaniem wyrostka do rodziny, nie
    chciala takiej pomocy. poza tym, niestety rodzice bywaja baardzo zaslepieni: w
    klasie mojego syna jest taki chloptas, matka twierdzi, ze on jest ofiara, a tak
    naprawde to on jest agresorem, ktory zaczyna i podjudza, a w koncu dostaje... a
    ona placze: moj biedny synek...
    z opisanej sytuacji: uderzylo mnie jedno- czy wiesz jaki byl po wod zachowania
    dzieci, dlaczego corka byla nielubiana? wiesz, nie chce krakac, ale to sie moze
    powtorzyc...
    --
    Nothing is ever easy in the world of men.
  • 26.09.09, 11:53
    z opisanej sytuacji: uderzylo mnie jedno- czy wiesz jaki byl po wod zachowania
    > dzieci, dlaczego corka byla nielubiana?

    Tak, wiemy. Nie jest to już problem.
  • 26.09.09, 12:35
    niestety rodzice bywaja baardzo zaslepieni: w
    > klasie mojego syna jest taki chloptas, matka twierdzi, ze on jest ofiara, a tak
    > naprawde to on jest agresorem, ktory zaczyna i podjudza, a w koncu dostaje... a
    > ona placze: moj biedny synek...

    To prawda, to jak dzieci funkcjonują w szkole - może zaskoczyć. Moja była m.in.
    strasznie wycofana w tym czasie - o co nigdy bym jej nie podejrzewała.
    Też pamiętam zdziwienie jednej z mam (towarzyska rozmowa po zebraniu): "Ale żeby
    moja córka X kopała tą Y, to w to nie wierzę..." Ja "Akurat o tym to słyszałam
    od mojej córki, więc może wychowawczyni sobie nie zmyśliła...". Dzieciom
    -agresorom też trzeba udzielić pomocy - żeby cokolwiek zrobić, muszą o tym
    wiedzieć również rodzice - tylko być może w tym przypadku ich reakcja nie była
    odpowiednia, skoro młody nadal szarpie innych za włosy?
  • 26.09.09, 11:27
    Widzisz, każdy ma inne doświadczeniasmile
    Ja cierpiałam, kiedy moje dziecko musiało samo zadbać o siebie w
    najmłodszych latach. Dla matki nie jest to łatwe, kiedy widzi, że
    mogłaby zainterweniować i nawet jednym słowem czy spojrzeniem
    sprawić, że jej dziecku będzie łatwiej (mówimy o bardzo wczesnym
    dzieciństwie). Tyle tylko, że właśnie wtedy dziecko uczy się ważnych
    zasad życia społecznego, których znajomość zostaje i procentuje na
    długo. Dlatego warto pocierpieć. Dzięki tamtym doświadczeniom teraz
    sama rozwiązuje swoje szkolne problemy jeśli takowe się pojawiają (a
    na szczęscie to się w zdarza bardzo sporadycznie). Jest lubiana
    przez rówieśników i nauczycieli. Problemem jest raczej to, że pada
    ofiarą metod wychowawczych z gatunku posadźmy dziecko lubiane z
    izolowanym (zwykle jest to takie, któremu zbyt dużo pomagali
    rodzice) i może wprowadzi je jakoś do grupy. Tu w zasadzie też
    mogłabym iść i spytać się pani dlaczego moje dziecko jest
    unieszczęśliwiane rozsadzeniem z koleżanką z którą lubi siedzieć w
    celu uspołeczniania kogoś innego, ale oczywiście uważam, że to też
    jest sprawa z którą moje dziecko powinno poradzić sobie samo,
    chociaż zawsze służę jej wsparciem i radą.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.