Problemy z 10-latką, zapominanie, opieszałość Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Witam wszystkich serdecznie. Jestem tutaj po raz pierwszy, postanowiłam się zalogować na tym forum ponieważ jest to moja ostatnia nadzieja na pomoc w sprawie mojej córki. Jestem mamą 13 letniej Oliwki i 10 letniej Adrianki. Córeczki są cudowne i kochane jednak jak to w życiu bywa bez problemów się nie obywa. Ze starszą córką nie mam większych problemów (może wszystko przede mną w końcu wchodzi w wiek dojrzewania ale na razie jest ok.) świetnie się uczy, jest sumienna, obowiązkowa, odnosi sukcesy w sporcie, bardzo zorganizowana. Natomiast Adrianka jest zupełnie innym dzieckiem. Oczywiście, nie próbuję ich porównywać bo wiem że to ostatnie co mogłabym zrobić. Przyjmuję do wiadomości, że Adusia jest inna jednak jej zachowanie budzi we mnie duży niepokój. Byłam z nią dwukrotnie u psychologów gdzie po wszystkich testach stwierdzono, że wszystko jest z nią w porządku, ma tylko taki styl bycia tzn. powolny, opieszały. Poprosiłam też szkołę o wykonanie badania urządzeniem Biofeedback, które bada dzieci z brakiem koncentracji lub z nadpobudliwością i również stwierdzono że nie zauważa się u niej żadnych problemów. Jednak w domu już sobie nie radzimy z mężem. Na czym polega problem? - przede wszystkim zauważyliśmy, że Adrianka ma negatywny stosunek do wszystkiego co jest obowiązkiem, czyli do nauki, utrzymywania porządku w swoim pokoju i wykonywania obowiązków domowych, których ma naprawdę niewiele ze względu na to że musi poświęcać sporo czasu na naukę. Natomiast do zabawy, spotkań z koleżankami i wszelkiego typu przyjemności jest pierwsza. Wydawałoby się że to norma, bo żadne dziecko niespecjalnie lubi robić coś co musi. W przypadku Ady jednak jest to już na niebezpiecznej granicy ponieważ zaczynają się problemy z tym, że jej się nie chce wykonywać podstawowych zadań czyli odrobić lekcji, nauczyć się na sprawdzian, nawet uzupełnić wiadomości ze szkoły z dni które opuściła. Sprawia wrażenie jakby miała wszystko "w nosie", nie wzruszają ją nasze prośby, nasze wspólne rozmowy, jest bardzo obojętna na to że jest nam przykro z powodu jej zachowania. Zapomina zabierać do szkoły ważnych rzeczy, stroju na wf, kluczyka do szafki, w ostatnich dwóch zgubiła trzy mundurki szkolne, nie wie kompletnie gdzie je zostawiła. Mało tego, próbuje nam wmawiać, że np. nam przekazywała kluczyk lub mundurek co jest nieprawdą. Ona sprawia wrażenie jakby cały czas bujała w obłokach. Jestem teraz w ciąży, staram się jak mogę żeby być spokojną, nie denerwować się , jedna Adrianka nie pozwala mi na to. Bardzo przejmuję się tym jej zachowaniem, bo przecież niedługo pójdzie do czwartej klasy, gdzie natłok obowiązków jest dużo większy, więcej nauki, inne wymagania. Boję się że ona sobie po prostu nie poradzi. Bardzo proszę, jeżeli są na tym forum eksperci, którzy mogą cokolwiek poradzić albo rodzice, którzy mają podobne problemy i już znaleźli na nie sposób - o pomoc. Bardzo chcę pomóc swojemu dziecku bo wiem że dużo zależy od nas jako rodziców, jednak nie potrafimy już poradzić sobie z tą sytuacją. Będę wdzięczna za każde słowo.
    • poczytaj sobie watek "walki z dzieckiem o nauke".
    • Hm, mam wrażenie, że jednak porównujesz. I dziecko się samo porównuje... latając z nią po psychologach non-stop i na siłę szukając problemu (i nie znalazłaś), dajesz jej komunikat "nie akceptuję ciebie, jesteś niedoskonała". Może zaakceptuj, że jest z lekka roztrzepana i z lekka rozbałaganiona. Taka jej uroda i taki jej urok, ostatecznie nie każdy musi robić wszystko pod linijkę.
      Większość znanych mi 10-latek była straszliwie roztargniona w tym wieku - i z czasem z tego wyrosły. Najbardziej rotrzepana 10-latka, jaką znałam (nawet moje córki nie są w stanie jej przebić), w okolicach 20-roku życia została pedantką i miłośniczką obowiązków domowych i studyjnych. A swoją Adę - prawdopodobnie dziecko całkowicie w normie pod względem roztrzepania., bałaganienia i skłonności do unikania obowiązków porównujesz z niewłaściwą grupą - czyli waszą rodziną, prawdopodobnie uporządkowaną i obowiązkową powyżej przeciętnej. wink
      moja już 12-latka też zapomina o stroju na wf, flecie i kluczykach do szafki. Czasami. A jak coś już zgubi, to ma oczywiście 500 teorii, gdzie by to mogło być (żadna się nie sprawdza- bo zostałoby to znalezione wink ). Mundurka nie zgubiła zapewne tylko dlatego, że bez niego chodziałby goła. A zawsze była bardziej uporządkowana i mniej roztrzepana od starszej siostry. Z doswiadczenia wiem, że nawet wielogodzinne przemowy umoralniające nic nie dają - dziecię się skutecznie wyłącza i buja w obłokach. Myślę, że to możecie sobie darować...
      Co do lekcji - zajrzyj na wątek 'walki z dzieckiem o odrabianie lekcji' i poczytaj, może coś cię zainspiruje.
      --
      - Kwadrat z jednym kątem zaokrąglonym, trójkąt niedorysowany do końca, dwa końce koła schodzą się jak w spirali. Najmniejszy kłopot dzieci miały z krzyżem, ale to już nawet trzylatek potrafi
    • Będzie jeszcze gorzej. Piszesz, że spodziewasz się dziecka. Mam wrażenie, że Ada po prostu woła o pomoc. Swoim zachowaniem mówi "Kochaj mnie!". Średnie dzieci są najbardziej nieszczęśliwe, zawsze czują się pokrzywdzone. Idealna starsza siostra, a z drugiej strony słodkie maleństwo...
      Też mam trójkę. Moja średnia moją trzecią ciążę przypłaciła bielactwem - zdaniem lekarza na skutek stresu. Do tej pory jest najbardziej zbuntowana, najoryginalniejsza. I oczywiście twierdzi, że ma najgorzej z całej trójki smile
      • Niemalże mi się to nie zdarza ale zgdzam sie z Verdana. To raczej twoja starsza córka jest niezwykła. Pewnie słyszy pochwały ciągle, wie że jestescie z niej dumni. No a młodsza cóz... oczywiscie na pewno też ją chwalicie ale dziecko doskonale odbiera przekaz pozawerbalny i wie że chwalicie ją na przymus, z trudem znajdujac cos co sie nadaje do pochwalenia... ona czuje że wasze pochwaly są nieszczere. Mysle że dziewczynki mają zupłenie inne temperamenty a wy chcielibyscie aby były jednakowe? Może starsza ma same piątki i szóstki ale żadnych konkretnych uzdolnien a młodsza uczy sie słabiej ale za to zdradza juz pasje?
        Nie piszesz jakie oceny dostaje młodsza?
        Bo roztrzepanie, życie z głową w chmurach, zapominanie i powolnosc to jest cecha 9/10 dzieci w wieku 7-11 lat.


        --
        Serdecznie pozdrawiam moją bratową!

        Szukamy śpiewających dzieci w wieku 6-12 lat - Warszawa i okolice
        • pewnie macie trochę racji, że starsza córka jest chwalona bo daje nam do tego powody. Uczy się bardzo dobrze, odnosi sukcesy w pływaniu, zdobywa czołowe miejsca w konkursach szkolnych. Oczywiście, że przy każdej okazji chwalimy również Adriankę bo wiem jakie to jest ważne, ma też osiągnięcia w sporcie, w szkole z ocenami nie jest źle bo ma raczej (przenosząc na normalne oceny a nie buźki uśmiechnięte) czwórki a z przedmiotów typu wf, plastyka piątki i szóstki bo do zabaw to ona jest pierwsza. Jednak nie skupia się na podstawowych przedmiotach. Wczoraj np. przyniosła sprawdzian z oceną 3+ tylko dlatego że nie zauważyła (jako jedna z dwójki dzieci w klasie) jednego polecenia. Ćwiczymy ortografię w domu, zna wszystkie reguły i zasady, piszemy sobie dyktanda - a kiedy idzie do szkoły na sprawdzian to ma mnóstwo błędów (takich których pisowni się uczyłyśmy) i wczoraj również przyniosła z tego 3 a wcześniej naprawdę z nią siedziałam i powtarzałam. Więc tylko o to mi chodzi - że ona nie skupia uwagi na rzeczach jednak ważnych bo kto będzie brał pod uwagę argumenty (w starszych klasach) że niekoniecznie lubi się uczyć i że ma taki styl bycia? Pewne rzeczy są po prostu konieczne do opanowania jak ortografia, tabliczka mnożenia umiejętność napisania zwykłego opowiadania czy chociażby umiejętność rozwiązywania testów. Absolutnie nie wymagam od niej znajomości w trzeciej klasie wyższych zasad matematyki czy pisania rozprawek z polskiego. Ja wiem że takie dzieci są kreatywne, mają swoje zdanie, są niezależne i to widzę po Adusi. Ona załatwi sprawy takie jakich Oliwka nie załatwi (bo się wstydzi) i to jest u niej bardzo fajne, czasami Oliwka jest przez nią totalnie zdominowana w sensie takim że mała sobie robi z nią co chce a Oliwia się denerwuje i płacze (a Ada ma satysfakcję). Więc wiem że to taki typ dziecka. Ale poza tymi wszystkimi frywolnymi zachowaniami chyba nie można dopuścić do tego żeby się nie musiała uczyć jak nie chce, żeby nie sprzątała jak jej się nie chce, nie wypełniała niektórych swoich obowiązków jak jej się nie chce itd. Najczęściej wszyscy właśnie tak na nią reagują: ona tak ma i już.
          • Ale naprawdę 10-latki tak mają: chodzą do szkoły przede wszystkim z powodów towarzyskich, a nie celem czerpania ze źródła wiedzy, unikają sprzątania pokoju i po sobie, za to bałaganią na potęgę, gubią co popadnie wink. Po prostu nie ma się czym martwić - nikt ci nie pisze, że ma po sobie nie sprzątać czy nie odrabiac lekcji (na gubienie nie masz chyba większego wpływu - ale z tego raczej po prostu wyrośnie) i że to ty masz to robić. Są całe wątki n/t jak skłonić dziecko do samodzielnego odrabiania lekcji.
            Niezauważanie poleceń się zdarza, a 3+ nie jest jakąś tragiczną oceną. Jest szansa, że na przyszłość będzie uważniejsza na sprawdzianach.
            Rozumiem, że skoro była badana przez psychologów, wykluczyli dysortografię? Trzecioklasista może mieć zresztą problemy z ortografią, grunt, żeby był postęp. Może zresztą macie złą metodę nauki - tzn, niedostosowaną do córki? Jak wygląda nauka ortografii czy tabliczki mnożenia?
            Ogólnie mam wrażenie, że jednak cały czas porównujesz jej wyniki w nauce do wyników starszej, idealnej pod tym względem córki. A twoja mlodsza córka i tak może czuć, że do starszej nie doskoczy - takiej starszej i mądrej, obowiązkowej i bez wad. No to po co się napinać?
            --
            - Kwadrat z jednym kątem zaokrąglonym, trójkąt niedorysowany do końca, dwa końce koła schodzą się jak w spirali. Najmniejszy kłopot dzieci miały z krzyżem, ale to już nawet trzylatek potrafi
            • Bardzo Ci dziękuję za te słowa, przynajmniej nie czuję się atakowana jako zła matka. Adrianka nie ma stwierdzonej dysortografii, ba! ona nawet czasami zajmuje czołowe miejsca w konkursach ortograficznych! I co ja znowu od niej chcę?! po prostu nie wiem dlaczego są takie dysproporcje, że raz napisze prawie bezbłędnie a innym razem błąd na błędzie i to w wyrazach dobrze znanych, uczymy się ortografii w taki sposób, że najpierw poznaje zasady pisowni a potem mamy sporo kolorowych książeczek z dyktandami dla kl. 2 i 3 i ona je rozwiązuje. Kiedy sprawdzam i ma jakieś błędy wtedy je wypisuje i pisze po kilka razy dla utrwalenia. Tabliczki mnożenia uczy się najpierw sama a potem ją pytam na wyrywki.
              Może masz też dużo racji że podświadomie jednak porównuję dziewczynki, nie chcę się zarzekać że tak nie jest do końca. Nie chcę jej skrzywdzić w ten sposób, widzę że ona ma swoje zdanie, jest asertywna, potrafi sobie poradzić w grupie i może na to powinnam bardziej zwrócić uwagę. Jest to bardzo trudne bo może faktycznie chciałabym żeby było może nie idealnie ale mniej problemowo - wiem że tak się jednak nie da. Bardzo dziękuję za dobre słowa.
              • Ale nie każde dziecko nauczy się w ten sposób. Nie wszystkim odpowiadają takie 'statyczne' metody: moja starsza córka tabliczki mnożenia i słówek w językach obcych uczyła się (i czasami uczy nadal) w grach typu memo, zaś ortografii uczyła się wymyślając i zapisując historyjki z podanymi wyrazami - przy czym nie wiem do końca, czy ta metoda jest aby na pewno skuteczna, bo w tej chwili ilość robionych przez nią błędów jest zależna przede wszystkim od jej samopoczucia. Młodsza raczej zasad nie potrafi podać, słownika nie używa, a błędów nie robi - więc nie stosowałyśmy.
                Są też dzieci, które muszą sobie poskakać. Poczytaj może o stylach uczenia się?
                Zmień trochę tej nauki w zabawę (nawet jeśli twój autorytet nieco podupadnie po przegranej grze), a nie tylko - nudny obowiązek.
                Co do odrabiania lekcji - moim zdaniem nic nie działa tak dobrze, jak przerzucenie odpowiedzialności na dziecko.
                Radzenie sobie w grupie, pewność i asertywność jest bardzo istotnym elementem dorosłego życia.
                Co do bałaganienia,niewypełaniania obowiązków - to tylko objawy powszechnych chorób tego wieku, takich jak niedosłuch wybiórczy i zarazica. wink Raczej norma rozwojowa jak wyjątek, nie ma się czym martwić i ciągać dziecka po psychologach.

                było może nie idealnie ale mniej problemowo - wiem że tak
                > się jednak nie da. Bardzo dziękuję za dobre słowa.

                Wiesz co kiedyś powiedziała moja koleżanka perfekcjonistka? Że brak luzu i bardzo ścisłe podejście do planowania, do obowiązków itd. bez wątpienia częściowo ułatwia jej życie zawodowe. Ale jednocześnie bardzo utrudnia normalne życie rodzinne, a czasami i zawodowe - bo każda nieprzewidziana sytuacja, każde odejście od planu (chociażby to bzdura była) powoduje stress. Czasami na pograniczu paniki.

                --
                - Kwadrat z jednym kątem zaokrąglonym, trójkąt niedorysowany do końca, dwa końce koła schodzą się jak w spirali. Najmniejszy kłopot dzieci miały z krzyżem, ale to już nawet trzylatek potrafi
          • Wiesz co mnie sie zdaje że to twoja córka starsza ma problemy które wymagają pomocy psychologa, nie młodsza.
            W zyciu nie liczą sie przede wszystkim oceny (zwłaszcza szkoły podstawowej) i zajete miejsca w konkursach. Liczy sie asertywnosc, odwaga, własne zdanie, dojrzałośc psychiczna, dążenie do zycia według własnych zasad (oczywiscie w ramach pewnych zasad zycia spolecznego) a nie dążenie do tego zeby wszystkich wokół zadowolić. Zdrowy psychicznie człowiek jest w pewnym stopniu egoista bo dązy przede wszystkim aby samemu byc szczesliwym a nie zeby zadowalac innych. Dopiero człowiek szczesliwy moze dawac innym szczęście.
            I teraz zastanów sie które z tych cech pasuja do twojej mlodszej a ktore do starszej córki?
            Jesli młodsza córka jest w stanie zdominowac 13-latkę tak, że tamta płacze i jest bezradna to ty nie powinnas sie niepokoić zachowaniem młodszej ("acha jak wredne z niej dziecko, co z niej wyrosnie") ale raczej przyjrzec sie uwaznie starszej ze prawdopodobnie ma kłopoty i to spore z asertywnoscia, jest niesmiala, zahukana i sądze ze niezbyt lubiana w szkole (popraw mnie jesli sie myle). To wlasnie takie dziewczynki w gimnazjum staja sie obiektem doskonalym do znecania sie nad nimi.

            Masz racje że mlodsza nie moze zyc wedlug "nie chce mi sie to nie robie" , oczywiscie ze wasza rola to nauczyć ją pewnych nawyków. Ale wy szukacie dziury w calym, ciagacie ją po psychologach i lekarzach wyłaczne dlatego że nie jest tak doskonala jak starsza siostra! To bardzo niewłasciwe.

            Z tego co piszesz młodsza jest typowym, przecietnym dzieckiem, dośc dobrze się uczącym, mającym typowe trudnosci dla wieku. Starsza jest typem prymuski nieasertywnej i chcacej zadowolic wszystkich wokół. I nadal bedziesz uwazac ze przyszlosc młodszej jawi sie w czarnych barwach a nie starszej?

            Ja mialam duzo kolezanek prymusek w szkole. Żadna - majac piątki i szóstki - nie miala zadnych sprecyzowanych zainteresowan, byly dobre "ze wszystkiego" nie wykazujac zdolnosci wybitnych w zadnym kierunku. Były nudne smile.

            Niepokoi mnie też to że tak pogardliwie sie wyrażasz o szóstkach i piątkach młodszej z przedmiotów artstycznych. Moja droga mamo - chyba nie doceniasz kreatywnosci i bezpodstawnie nazywasz to "do zabawy ona pierwsza". Kreatywnosc to zabawa, to cos glupiego nie wartego zużywania szarych komórek? Wiekszosc dzieci nie znosi plastyki, muzyki czy wf-u wlasnie dlatego ze nie mozna tu zginac w anonimowym tlumie, wykuc, napisac klasowke, dostac piatke i zapomniec. trzeba sie wykazac pomyslem, twórczym podejsciem, cierpliwoscia i talentem. I ty tego nie doceniasz u młodszej córki

            Mysle ze gdybys poszla do psychologa ze soba samą a nie z córka to prędko bys usłyszała rady identyczne z tymi tu na forum. Problem masz ty a nie twoje młodsze dziecko.
            --
            Serdecznie pozdrawiam moją bratową!

            Szukamy śpiewających dzieci w wieku 6-12 lat - Warszawa i okolice
          • mamaoliada napisała:

            > Ćwiczymy ortografię w domu,
            > zna wszystkie reguły i zasady, piszemy sobie dyktanda - a kiedy idzie do szkoł
            > y na sprawdzian to ma mnóstwo błędów (takich których pisowni się uczyłyśmy)
            To, skoro już tak ją ciągasz po psychologachm, to może jednak przebadaj ją pod kątem dysortografii albo jakiejś odmiany ADHD - może to problem z koncentracją?

            > i wczoraj również przyniosła z tego 3 a wcześniej naprawdę z nią siedziałam i powt
            > arzałam.
            Wniosek: nie warto było tracić czasu na siedzenie i powtarzanie - skutek byłby pewnie taki sam.

            >Więc tylko o to mi chodzi - że ona nie skupia uwagi na rzeczach jednak
            > ważnych
            Ważnych dla ciebie, nie dla niej, prawda? Jej wystarczy czwórkowa buźka, tobie marzy się więcej.

            > Pewne rzeczy są po prostu konie
            > czne do opanowania jak ortografia, tabliczka mnożenia umiejętność napisania zwy
            > kłego opowiadania czy chociażby umiejętność rozwiązywania testów.
            Ale niekoniecznie trzeba to wszystko opanować w ciągu 3 lat...

            >Absolutnie ni
            > e wymagam od niej znajomości w trzeciej klasie wyższych zasad matematyki
            tego to nawet w III klasie LO zasadniczo nie wymagają, więc twoje zasługi są tu znikome wink

            > Ona załatwi sprawy takie jakich Oliwk
            > a nie załatwi (bo się wstydzi) i to jest u niej bardzo fajne, czasami Oliwka je
            > st przez nią totalnie zdominowana w sensie takim że mała sobie robi z nią co ch
            > ce a Oliwia się denerwuje i płacze (a Ada ma satysfakcję).
            Myślałaś o pójściu do psychologa z ... Oliwką? Starsza ma wyraźny problem.


            > chyba nie można
            > dopuścić do tego żeby się nie musiała uczyć jak nie chce, żeby nie sprzątała ja
            > k jej się nie chce, nie wypełniała niektórych swoich obowiązków jak jej się nie
            > chce itd.
            Ale jeśli nie będzie chciała się czegoś nauczyć to jej do tego nie zmusisz...Może przecież siedzieć nad książką i zeszytem 3 godziny i bujać w obłokach albo wymyślać historyjki. Oczywiście możesz też zastosować represje typu " nie będzie kompa/tv dopóki nie sprzątniesz", ale młoda może mieć też wtedy w nosie oglądanie tv i nic na to nie poradzisz.
            --
            Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
    • Ze st
      > arszą córką nie mam większych problemów (może wszystko przede mną w końcu wchod
      > zi w wiek dojrzewania ale na razie jest ok.) świetnie się uczy, jest sumienna,
      > obowiązkowa, odnosi sukcesy w sporcie, bardzo zorganizowana. Natomiast Adrianka
      > jest zupełnie innym dzieckiem. Oczywiście, nie próbuję ich porównywać bo wiem
      > że to ostatnie co mogłabym zrobić.

      big_grin big_grin big_grin

      Jestem teraz w ciąży, staram się jak mogę żeby być spokoj
      > ną, nie denerwować się , jedna Adrianka nie pozwala mi na to.

      A Adrianka nie miała przypadkiem byc Adriankiem?

      No naprawdę współczuję, ze masz tak nieudane dziecko, które zakłóca twój spokój. Błogosławiony.



      --
      - Ja dla ciebie wszystko. Córkę ci oddałem, a jak chcesz, to i żonę odstąpię.
      - Nnnniekoniecznie. Potrzebny jest nam kant w piersi i spokojne niebo nad głową. Takie prawo - przypomniał sobie Benedikt.

      Tatiana Tołstoj, Kyś
      • Przykro mi ale naprawdę nie rozumiem twojego przytyku. Weszłam na to forum żeby znaleźć dobre rady i opinie innych rodziców ale widzę że niestety nie wszyscy podchodzą do tematu wychowania dzieci poważnie.
        Co to znaczy " trafiło ci się nieudane dziecko?????". To ma być jakiś żart? Adrianka jest moim dzieckiem które kocham nad życie a ty śmiesz mnie tak oceniać???. Czy to jest zbrodnia że dzielę się swoimi spostrzeżeniami z innymi aby uzyskać opinie na ten temat? Jestem bardzo wdzięczna za każdą radę nawet jeżeli wskazuje ona na to że to ja popełniam jakiś błąd, bo wtedy mogę sama lepiej przyjrzeć się naszym relacjom z dzieckiem, ale wyśmiewanie się, sugerowanie że Adrianka miała być Adriankiem itd. jest co najmniej opinią lekceważącą mój problem.
        • Ale obawiam się, zę to Ty masz problem, nie dziecko.
          Myslałam, ze problem ze szkołą jest powazny. Tymczasem Tobie nie wystarczy dobra uczennica - musi być uczennica doskonała. czwórki i piatki w ogole nie dają podstaw do tego postu. Przyniesienie tróki nie jest kataklizmem, tylko czymś normalnym i naturalnym. A już to, ze wiesz, ile dzieci w klasie zrobilo taki sam błąd jak Twoja córka - wydaje mi sie wrecz niepokojace - bo oznacza to, ze przywiązujesz do ocen ogromną wagę.
          Bywają dzieci roztargnione. Wiekszość z tego wyrasta, niektórym zostaje to na całe zycie.
          A teraz zastanów się, jaki zawód wiązany jest najsilniej z roztargnieniemm.
          --
          Mops i kot

          img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
        • Jęśli kochasz córkę, to przestań ją porównywac ze starszą siostrą - bo wbrew deklaracjom robisz to bez ustanku, przynajmniej w tym wątku.
          W pierwszym poście nie powiedziałaś o Adzie ani jednego dobrego słowa - za to, że przez nią nie możesz miec tak potrzebnego w ciąży spokoju.
          Chcesz spokojnej rady, to idź do psychologa - on w pracy musi trzymac emocje na wodzy. A ja w domu nie muszę.
          --
          - Ja dla ciebie wszystko. Córkę ci oddałem, a jak chcesz, to i żonę odstąpię.
          - Nnnniekoniecznie. Potrzebny jest nam kant w piersi i spokojne niebo nad głową. Takie prawo - przypomniał sobie Benedikt.

          Tatiana Tołstoj, Kyś
    • W ogóle nie rozumiem dlaczego rodzice oczekują od dziesięciolatki, żeby była idealnie zorganizowana, szybka, skoncentrowana i funkcjonowała jak szwajcarski zegarek. Nikt poza garstką perfekcjonistów tak nie funkcjonuje. Czego oczekujesz od tej dziewczyny? Że będzie z takim samym entuzjazmem podchodziła do obowiązków jak i do przyjemności? Czy sama tak podchodzisz? Nie ma sensu oczekiwać od niej że będzie taka jak Ty byś chciała. Nie każdy jest w stanie dostosować się do szaleńczego tempa współczesnego życia. Ja się nie dostosowałem i jakoś żyję w swoim tempie i nie spinam się bez potrzeby. Zdarzyło się, że pojechałem gdzieś samochodem, a wróciłem tramwajem, bo zapomniałem że przyjechałem samochodem. Córka zorientowała się, że zapomniała założyć majtek jak po zdjęciu spodni została z gołą pipą w przebieralni przed WFem. Jej mama notorycznie myli numery telefonów i gubi drobiazgi. Dziś kupiłem jej kolejnego pendrive'a. Kupuję już najtańsze na wyprzedażach, bo i tak zgubi. Nikt nie jest doskonały i nie oczekuj tego od córki, bo uprzykrzysz życie i jej i sobie.
      • Bardzo Ci dziękuję za te słowa bo naprawdę poprawiły mi dzisiaj humor. Wnioskuję z twojego tonu pisania że luzak z ciebie i pewnie dobrze ci się z tym żyje. Zazdroszczę ci tego bo ja nie potrafię tak podchodzić do życia. Po waszych wszystkich postach zastanawiam się czy faktycznie nie macie racji. Może Adrianka ma taką naturę i nie powinnam na siłę jej zmieniać. Może faktycznie podświadomie porównuję ją z Oliwką i może ją przez to krzywdzę..... Mam sporo do myślenia. Dziękuję!
        • Ja mam co prawda tylko jedną córkę, ale też często mam podobne dylematy jak Ty. Niestety, jestem perfekcjonistką i siłą rzeczy oczekują tego od córki. Ileż to razy zżymałam się, że jest bałaganiarą, roztrzepaną, zdekoncentrowaną dziewczynką! Ale coraz częściej staram się wyluzować i tłumaczę sobie, że w sumie to fajnie, że córka jest żywiołowa, ma dużo energii, jakieś swoje pomysły, sposoby na życie i widać, że jest zdrowym, normalnym dzieckiem. Oczywiście, ta jej normalność powoduje różnego rodzaju perturbacje i zawirowania, które niejednokrotnie doprowadzają mnie do szału, ale - mimo wszystko - wolę chyba to niż żeby była takim "pokornym cielęciem, co dwie matki ssie". Ty masz porównanie do starszej córki, a ja do okresu wczesnego dzieciństwa mojej córki - tak mniej więcej do 5-6 lat (teraz ma 8 lat) - moje dziecko to był anioł - dosłownie - zero sprzeciwu, asertywności, pełna spolegliwość i posłuszeństwo. Nie powiem - było to bardzo wygodne i przyjemne mieć takie grzeczne dziecko. Jednakże - jak zawsze - są dwie strony medalu - moje dziecko poddawało się totalnie innym dzieciom, wpływom wszelakim, było w zasadzie bezwolne, totalnie zdominowane, w konsekwencji często wyalienowane, zupełnie bezbronne i bez siły przebicia, cichutkie, niezauważalne, grzeczne, miłe - w konsekwencji - ofiara losu. Dla mnie super - żadnych problemów wychowawczych, ale wiedziałam, że dla niej to w gruncie rzeczy katastrofa w sferze społecznej. Trochę okrzepła przez ostanie półtora roku, szkoła ją ustawiła, ja ją wciąż ustawiam (buntuję, podburzam, podpowiadam rozwiązania), żeby nie była sierotą społeczną, pozwalam jej "trenować" na sobie różne zachowania - chociaż w gruncie rzeczy mi się to nie podoba, ale wiem, że w ten sposób uczy się walczyć o swoje, że uczy się wreszcie głośno mówić, protestować, krzyczeć, domagać czegoś, etc. Często mnie to boli, ale wiem, że to dla jej dobra (bo takie jest życie). Podobnie z tym roztrzepaniem, roztargnieniem, zapominaniem, brakiem obowiązkowości - wkurza mnie to, ale chyba wolę, że jest najzupełniej normalnym dzieckiem, niż miałaby zostać w przyszłości uporządkowanym, pedantycznym, sfrustrowanym, młodym człowiekiem, żyjącym wiecznie w poczuciu obowiązku lub - nie daj boże - z jakimś poczuciem winy. Czasem jest mi ciężko i jestem zła na córkę, ale staram się na to spojrzeć właśnie z tej drugiej strony - że jest zdrowa, normalna i wszystko z nią w porządku. Prawdopodobnie 100% jej normy wiekowej. I Tobie radzę podobnie spojrzeć na córeczkę, chociaż zdaję sobie sprawę, że porównania do starszej cóki są nieuniknione, a każdy chciałby mieć idealnie uporządkowane dzieci. Ale tych idealnie uporządkowanych, to naprawdę trzeba ze świecą szukać smile. Prawdopodobnie Twojej młodszej córce będzie w przyszłości łatwiej w życiu niż tej starszej - spróbuj tak na to spojrzeć.
        • Jak będziesz podchodzić do życia na sztywno, to albo wpadniesz w nerwicę, albo odwalisz kitę sporo przed czasem, że się nawet wnuków nie doczekasz. Tylko pomyśl - jesteś zorganizowana, ale inni nie są i już Twój zorganizowany plan bierze w łeb, bo ktoś raczył zaspać i spóźnił się o pół godziny. I masz stresa, a stres to cichy zabójca. Ja podchodzę na luzie, bo po co mam się spinać? Po co mam się spieszyć? Trumna mi nie ucieknie smile I staram się uczyć tego innych, bo niektórzy po prostu przeginają. Na przykład taka sytuacja ze znajomymi. Są wakacje, oni są pod namiotami na Mazurach i ja miałem z ekipą przyjechać na trzy dni. I pierwsze ich pytanie to o której będziemy, żebyśmy się określili. No to pytam, czy gdzieś się wybierają, coś planują, a oni że nie, że siedzą na miejscu. I po co ja mam w takim razie mówić, że będziemy o 12, czy o 15, czy o którejkolwiek? Jak przyjedziemy, to będziemy. Skąd mam wiedzieć do której będę spał za 3 dni? Nawet w wakacje podczas urlopu, kiedy całe dnie mogą tyłkami do góry przeleżeć, albo taplać się w wodzie, albo pić piwo w barze, ci ludzie nie potrafią funkcjonować bez zegarka. I to jest dopiero problem, a nie to, że Twoja córka jest powolna. To nie Ada jest powolna, tylko świat zapierdziela smile Uważam, że bez sensu jest wbijać dzieciaka w to szalone tempo. To musi zwolnić. Ludzie się wykańczają. W Warszawie jest kilka takich miejsc, gdzie panuje totalny obłęd - metro Centrum, metro Ratusz Arsenał, Wileniak, skrzyżowanie al. Solidarności z al. Jana Pawła II. Ludzie tam pędzą jak szaleni, na oślep, wszystkim gdzieś się spieszy, samochody lawirują między przechodzącymi przez jezdnię ludźmi, jakakolwiek próba zwolnienia tam oznacza ryzyko stratowania przez pędzący tłum. I to już nie jest zabawne.
    • w temacie skutecznosci nagabywania, przemawiania, informownia, ze ci przykro
      (np. z powodu gubienia) taka oto anekdota z zycia doroslych ludzi czyli mojego malzenstwa:

      moj maz chce miec wyprasowane WSZYSTKIE koszule, ja mu prasowalam kilka
      sto tysiecy razy o tym bylo GADANE: on ze lubi miec 100% wyboru, a ja zeby sie cieszyl z 50%
      wiec sie wzial na sposob, i zaczal prasowac sobie sam, ALE w czasie kiedy normalnie czytal Mlodemu przed zasnieciem
      bylo mi szkoda w sumie ich obojga, schowalam oszczednosc do kieszeni i zanioslam koszule do pralni. teraz ja prasuje jak zwykle kilka, a on reszte jednak w sobote wink
      nawet najbardziej sensowne rozmowy czasem zawodza i trzeba zadzialac.
      • Ja bym raczej zaniosła pozew do sądusmile
        Facet nie czyta , bo jego koszule ważniejsze, a zona nie wykonuje swoich podstawowych zadań - to niech dziecko cierpi.
        Slowo daję, zadko czytam o czymś tak obrzydliwym.
        --
        Mops i kot

        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
        • IMO normalne malzenskie pertraktacje. faktem jest, ze malzonek ma nienormowany czas pracy, jest w domu dopiero na kolacje i dopiero potem ma czas na te chrzanione koszule. i potrzebowal zdecydowanego impulsu, zeby sobie ten job lepiej zorganizowac. musi ich nienawidzic tak jak ja wink bo juz tematu gotowania, prania i sprzatania nie ma.
          • A ja uważam, że świetnie wybrnęłas z tej sytuacji. Małżonek znalazł rozwiązanie swoich problemów "właściwie sam" smile), w sposób, który już nie koliduje z jego ojcowskimi obowiązkami, przyzwyczajeniami... Bardzo mądre posunięcie. Na większośc mężczyzn nic tak dobrze nie działa, jak odpowiednia motywacja smile)) Ja swojemu mężowi nie prasuję koszul wcale, robi to od lat samodzielnie i robi to świetniesmile)) Wystarczy, że muszę prasowac rzeczy swoje i dzieci, przy czym zdarza się również, że w wolnej chwili mąż prasuje czasem nasze rzeczy tj. moje i dzieci. I nie robi z tego powodu problemu. Oduczyłam go podziału, który wyniósł ze swojego domu rodzinnego, na sprawy/obowiązki czysto kobiece i męskie...Teraz każdy robi to co lubi, umie najlepiej, lub zwyczajnie ma czas, żeby daną rzecz zrobic. Ja koszul nie prasuję wcale, ponieważ nienawidzę tego robic. Wolę posprzątac lub wrzucic zmywarkę.
    • Mam podobna sytuację, choć nieco odwrotną. Moi dwaj synowie to kompletne przeciwieństwa charakterologiczne - nie przypuszczałam, że dzieci tych samych rodziców mogą się aż tak różnić między sobą.
      Starszy syn był w czasach szkoły podstawowej międzynarodowym wzorem roztrzepania. Zdecydowanie jego brak koncentracji, rozkojarzenie, zapominalstwo i bałaganiarstwo przekraczało jakiekolwiek normy. Młodszego jeszcze na świecie nie było, więc grupą kontrolną byli jego koledzy ze szkoły. Dodatkowo zawsze wyglądał na starszego niż wynikałoby to z metryki a zachowywał się, jakby był sporo młodszy. Dodam, że wszelkie testy nie wykazywały nieprawidłowości a wręcz inteligencję powyżej przeciętnej. A odrabianie lekcji w I klasie SP zajmowało mu kilka godzin! O ile pamiętał, co było zadane, bo nie zapisywał tego nigdzie. Czarna rozpacz!
      Wyprowadzenie go na prostą wymagało zarówno ode mnie jak i od jego nauczycieli ogromnej pracy, stanowczości i konsekwencji. Trochę pomogły kursy szybkiego czytania - w ramach tych zajęć dzieciaki uczyły się żonglować, co znakomicie poprawiło zdolność koncentracji.
      Młodszy syn urodził się, gdy starszy miał 8 lat. Rodzeństwo było "zamówione", więc problem zazdrości praktycznie nie występował. Cały czas starałam się poświęcać starszemu synowi dużo czasu - nie tylko na pilnowanie go przy obowiązkach ale i na przyjemności: wypady do kina, gra w mini-golfa, rozmowy o jego zainteresowaniach. Zawsze go zapewniałam, że nie jestem jego wrogiem, nie zabraniałam niczego na zasadzie "nie, bo nie", opowiadałam o moich szkolnych latach (a w moim przypadku też różnie bywało).
      Teraz starszy skończył 17 lat i wyrósł na bardzo sympatycznego młodzieńca. Nadal bywa rozkojarzony. Taką ma naturę i nie pozostaje nic innego, jak ją zaakceptować. Potrafi się zmobilizować w ważnych chwilach. Swoje minimum obowiązków wypełnia, raz lepiej raz gorzej...
      Natomiast młodszy syn jest nieprzeciętnie pilnym, porządnym, poukładanym i systematycznym dzieckiem. ZAWSZE ma zapisaną pracę domową (którą odrabia w kilka minut), NIGDY nic nie zgubił ani w szkole ani na kolonii. Uczy się samodzielnie, ma doskonałą pamięć. Po prostu ideał! Gdyby urodził się jako moje pierwsze dziecko, to drugie miałoby przekichane wink
      Co u mnie w przypadku starszego syna zadziałało (kolejność przypadkowa):
      * społeczna szkoła podstawowa z klasami 12-osobowymi - bardzo dobra współpraca z nauczycielami; gimnazjum i liceum już państwowe;
      * kurs szybkiego czytania;
      * sport - Aikido, pływanie;
      * żelazna konsekwencja (mój syn nienawidzi tego słowa) z wytłumaczeniem związków przyczynowo-skutkowych;
      * częste rozmowy o wszystkim - przede wszystkim kluczowe jest przekonanie dziecka, że rodzina jest grupa, która sobie wzajemnie pomaga i może na siebie liczyć w każdej sytuacji.
      Polecam książki:
      merlin.pl/Jak-mowic-zeby-dzieci-nas-sluchaly-jak-sluchac-zeby-dzieci-do-nas-mowily_Elaine/browse/product/1,836466.html
      merlin.pl/Jak-mowic-zeby-dzieci-sie-uczyly-w-domu-i-w-szkole_Elaine-Mazlish-Adele-Faber/browse/product/1,47059.html
      Bardzo mi pomogły smile

      I jeszcze jedno - obu synów traktuje indywidualnie. Dla obu znajduje czas "tylko dla ciebie". Z każdym rozmawiam o tym, jak mu minął dzień. Z chęcią słucham o wszystkim, o czym chcą mi opowiedzieć.

      Pozdrawiam,
      Dagmara
    • A ja Cię rozumiem. Mam to samo z moja 11 latką. Tyle, że ona nigdy nie miała problemów z nauką. Ostatnio zaś jedynie zdrowotne miała. Jest okropnie niezorganizowana, powolna do bólu, rozkojarzona, roztrzepana. Najgorzej, że np coś leży przed nią, a ona tego nie widzi. I jest to powszechne. Tak jakby mózg nie rejestrował pewnych przedmiotów. To wszystko irytuje także jej koleżanki. Czyli nie jest to norma wiekowa. Idziemy do poradni w kwietniu.
      --
      http://www.dziecionline.pl/grafika/animowane/zabka.gif
      • Najgorzej, że np coś leży p
        > rzed nią, a ona tego nie widzi
        Samo zjawisko potwierdzam, ale mam wątpliwości, czy da się z tym cokolwiek zrobić.
        Mój tata tak ma , jak czegoś szuka na podstawie słownego opisu rzucanego z drugiego pomieszczenia. Mama twierdzi, że on w życiu niczego nie znalazł. wink
        --
        - Kwadrat z jednym kątem zaokrąglonym, trójkąt niedorysowany do końca, dwa końce koła schodzą się jak w spirali. Najmniejszy kłopot dzieci miały z krzyżem, ale to już nawet trzylatek potrafi
    • Mamo-Oli-i-Ady, zaluje, ze nie pisze, zeby Ci doradzic, ale jedynie powiedziec, ze mam podobny problem... mam tylko jednego synka, tez 10-latka, ale widze ze zachowuje sie identycznie jak Twoja Ada... Jest niesamowicie opieszaly w wykonywaniu obowiazkow, chwilami mam wrazenie ze robi nam na zlosc, ale na haslo zabawa nie ma szybszego dziecka. Z zewnatrz wyglada to tak, jakbys stali z kijem nad nim i gonili do nauki i zabraniali mu zabawy...
      Tez ma problemy z ortografia, chociaz swietnie zna zasady. Ma wspaniala wychowawczynie, jest doswiadczona, bardzo cierpliwa i rozumie jego gorsze dni (a takich jest ok. 40 %). Niestety, obawia sie, ze bedzie mial stwierdzona dysgrafie i dysortografie. Jest dobrym uczniem, trojka zdarzyla mu sie raz czy dwa (bo przez pospiech nie wyliczyl kilku zadan albo 4 x 1 = dla niego rownalo sie 1), ale boje sie co bedzie w IV klasie, kiedy przybedzie obowiazkow, a moj synek nie poczuwa sie aby pamietac o odrobieniu lekcji, zaleglosci, przygotowania do zajec, samodzielnej nauki w domu. Przyznam ze jest lepiej niz 2 lata temu, ale mam wrazenie ze niewiele lepiej. Zrobilam mu grafik, w ktorym zdobywa punkty (lub traci) za wykonywanie podstawowych obowiazkow - troche to pomoglo. Punkty moze wymieniac na zabawe u nas z jego kolegami w wiekszym gronie (4 chlopcow) lub na zabawki. Za niewywiaznie sie - traci punkty. Mimo tego wciaz zdarza mu sie zapomniec o obowiazkach (mimo ze mu przypominam o nich), a jest ich naprawde niewiele (lekcje, wyniesc smieci, ulozyc sztucce, posprzatac swoj pokoj raz w tygodniu, przypomniec sobie angielski 2 x tygodniu, nosic aparat ortodontyczny, czytanie przed snem). Co najdziwniejsze czesto zapomina wpisac te punkty, tak jakby mu nie zalezalo na nich, a przeciez wiem jak lubi spotkania z kolegami czy dostac nowa malutka zabawke.
      Jest bardzo wrazliwym chlopcem, czesto sie wzrusza, gdy czyta/widzi krzywde innych lub slyszy muzyke powazne. Jest uwielbiany przez dzieci, nawet te starsze 2-3 lata. A mimo to nie umiem rozgryzc wlasnego dziecka, widze jak pomoc innym matkom z ich problemami z dziecmi a mojego dziecka nie moge zrozumiec. Jego opieszalstwo w ubieraniu, niechec do nauki, lekcewazace podejscie przeraza mnie. Niestety czasem musze na niego krzyczec i podniesionym glosem zmuszac do wykonania obowiazkow. Robie to nader czesto, kosztem nerwow. Wbrew wszelkim przypuszczoniem - to dziala, maly od razu bierze sie do roboty i nagle przestaje marudzic i potrafi sie skoncentrowac po chwili. Prosby po dobroci rzadziej skutkuja. To naprawde przykre i frustrujace.
      Nie pomagaja tez powazne rozmowy, moze pomagaja, ale zaledwie na jeden dzien. Nie mozemy przeprowadzac ich za czesto, bo boimy sie z mezem, ze straca na znaczeniu.

      Przyznam z zalem, ze moj humor w 90% zalezy od mojego dziecka... Jesli on ma humor, z checia wykonuje zadania domowe, a potem pozwoli mi sprawdzic to (przewaznie awanturuje sie i nie pozwala) i opowiada jak minal dzien w szkole, to i ja jestem szczesliwa, po prostu chce mi sie zyc, ze mam tak wspaniala rodzine. A gdy widze jego mine i slysze marudzenie pt. "ojeju! Znow te lekcje, nie chce, ale po co mam ci pokazywac zeszyty" odechciewa mi sie ... i nie umiem sie tym nie przejmowac....
      Psycholog szkolny, calkiem dobry nota bene, mowi, ze powinnam czekac, ze mu minie i byc bardzo konsekwentną. No to jestem jeszcze bardziej, ale jakim kosztem... Jak jest gorszy okres to awantury sa prawie co dzien, no bo mam byc konsekwenta. Ja tez mam swoje granice wytrzymalosci... Czasem placze z bezsilnosci, wtedy maly przychodzi i mnie przeprasza, ja przepraszam jego, obiecujemy sobie poprawe... Ale to znow starcza na ledwo 1-2 dni i wszystko wraca do "normy." Moze ktos cos podobnego przezyl i powie mi, ze to minie?
      Czasem sie boje, ze nie kocham go bezwarunkowo, czuje sie z tym podle, nie rozumiem wlasnego dziecka. Nie wiem nawet czy jest szczesliwe. Marze, zeby ktos obcy go przepytal jak u SuperNiani, co naprawde mysli moje dziecko o mnie? czy czuje sie kochane? szczesliwe? czego mu brakuje? czego oczekuje od swojej mamy? bo ja tego nie wiem...
      • nimaga napisała:
        > Tez ma problemy z ortografia, chociaz swietnie zna zasady. Ma wspaniala wychowa
        > wczynie, jest doswiadczona, bardzo cierpliwa i rozumie jego gorsze dni (a takic
        > h jest ok. 40 %). Niestety, obawia sie, ze bedzie mial stwierdzona dysgrafie i
        > dysortografie.
        Diagnoza to nie jest koniec świata. To początek drogi, pozwalający zrozumieć dlaczego dziecko ma problemy (i dziecku dlaczego mimo godzin nad książkami efekty są marne) i pomóc mu. To nie jest wyrok, ba opinii z poradni można nigdzie nie pokazywać jeżeli nie chcesz żeby nauczyciel wiedział. W dobie komputerów, programów sprawdzających ortografię dysgrafia i dysortografia nie są wielkim problemem. U mnie pismo stało się czytelne w okolicach 15-16 roku życia, wcześniej bazgrałam jak kura pazurem. Nie trać więc nadziei. wink
        >Co najdziwniejsze czesto zapomina wpisac te punkty, tak jakby mu
        > nie zalezalo na nich, a przeciez wiem jak lubi spotkania z kolegami czy dostac
        > nowa malutka zabawke.
        Bo może już mu nie zależy? Bo musi zebrać za dużo punktów? Bo wie że i tak nie osiągnie odpowiedniej ilości wtedy, kiedy chce? Dom to nie wojsko, Ciebie mąż czy partner rozlicza z umytych garów, czy zrobionego obiadu, zdobywasz punkty i możesz je wymienić na spotkanie ze znajomymi lub nowe kolczyki?
        > Ni
        > estety czasem musze na niego krzyczec i podniesionym glosem zmuszac do wykonani
        > a obowiazkow
        Nie musisz. I uwierz że krzyk nie pomaga. Zrobi coś dla świętego spokoju i tyle.

        Usiądź z dzieckiem, ustalcie wspólnie zasady, prace domowe niech zapisuje w kalendarzu/osobnym zeszycie. Płacz i krzyki nie pomagają. Każdy czasami potrzebuje odpoczynku, spotkania ze znajomymi nawet (albo przede wszystkim) wtedy kiedy nie ma czasu i powinien pracować.
        • Berde, dziekuje za slowa otuchy, zwlaszcza te odnosnie dysgrafii i dysortgrafii. Ogolnie oswajam sie z ta mysla, ostateczne wyniki bede miec dopiero za pol roku.
          Co do ilosci zdobywanych punktow, to faktycznie, na poczatku przesadzilam, ale szybko to zmienilam, bo synek widzial, ze za dlugo pracuje na nie i zaczal sie buntowac, wiec wspolnie zmienilismy zasady. Teraz jest ok. Nie chcialam zeby wszystko przeliczal na materialne rzeczy, wiec za rada psychologa dalam do wyboru: prezenty (10 pkt -15zl), spotkanie z kolegami w wiekszym gronie (w mniejszym gronie spotyka sie do woli na boisku, po prostu mieszkamy na wsi przy ruchliwej drodze i nie ma mowy, zebym zostawila czworo dzieci bez nadzoru, dlatego wieksze spotkania u nas musza byc zaplanowane, zeby mial sie kto nimi zajac), stad ten rodzaj nagrody. Zgadzam sie tez, ze spotkania towarzyskie powinny byc norma, zwlaszcza ze moj syn uwielbia sie bawic z innymi dziecmi. Niestety na wsi dzieci mieszkaja daleko od siebie, do tego bardzo ruchliwe drogi, brak chodnikow ogranicza to. Pozwalam mu zostawac po lekcjach na szkolnym boisku, gdzie gra z dziecmi.
          Czasem jest mi przykro, bo majac do wyboru kolegow lub/i wyjazd na loda (za smieszne punkty) on wybiera zabawke. Ogolnie zabawki kupujemy mu tylko od swieta. Ma ich naprawde sporo, bo nawet dba o nie i kupujemy porzadne zabawki, ktore sie nie psuja. A mimo to potrafi szalec z radosci np. z malego bakugana czy malutkiego klocka LEGO.

          Co do krzyku.... wydaje mi sie, ze juz naprawde probowalam wszystkiego... nie wiem co moglabym jeszcze zrobic, owszem - pomaga jeszcze proszenie ze lzami w oczach, ale to znow kosztuje mnie sporo, a ja tez nie chce sie wykonczyc psychicznie.

          Sprobuje wprowadzic tez konsewencje w proszeniu o wypelnianie jego obowiazkow (bez krzyku). Trzymaj kciuki za mnie. Jesli osiwieje po proszeniu przez 15 min, wysle do Ciebie reklamacjesmile
          • Nimaga nie przejmuj się, mojej siostrze dyslektyczce (z orzeczeniem, przebadanej w PPP, robiącej 3 błędy w wyrazie wujek i piszącej sfói w latach szkolnychwink) pogodzenie się z tym że jej syn może mieć dysleksję zajęło jakieś cztery lata. wink
            Bakugany i lego to zabawki którymi pewnie bawi się z kolegami/może się nimi pochwalić? Może stąd ich wysoka wartość?
            Przy problemach z czytaniem można wykorzystywać audiobooki (są wypożyczalnie), do tego książka i śledzenie tekstu. Można spróbować technik szybkiego czytania - ginie wtedy głoskowanie, proces czytania robi się automatyczny a im szybciej czytamy tym lepiej rozumiemy tekst. Do nauki można wykorzystać różne techniki pamięci, może metodę haków, mapy myśli. Trochę na oślep podrzucam pomysły bo nie wiem jak Twój syn lubi się uczyć. Przy słówkach można rzucać piłeczką o ścianę, nadać temu rytm lub np. podskakiwać. Do książki/opowieści można dopisać dalsze losy, pofantazjować o tym co zrobił by np. Włóczykij czy inny bohater, tak aby pozostał kanoniczny i wykazał zachowanie typowe dla niego. Spróbuj też wyrabiać nawyk korzystania ze słownika - niech szuka słów, przy okazji zobaczy synonimy danego słowa, odmianę, pisownie itd.
            Na bazgranie może też pomóc zmiana środka do pisania - może pióro? Założenie gumki pomagającej ułożyć odpowiednio palce na długopisie? Piankowy uchwyt? Pisanie ołówkiem?

            Żadnego proszenia ze łzami w oczach, bo to szantażowanie dziecka swoimi emocjami. Żadnego krzyku bo to nigdy nie pomaga- tak z ręką na sercu, chciałabyś robić coś tylko dlatego, że ktoś na Ciebie krzyczy?wink Bez gderania, ewentualne przypomnienie neutralne. Bo jak ktoś gdera, to się go nie słucha tylko bezmyślnie przytakuje.

            Trzymam kciuki. smile Tylko spokój może uratować.
            • Moja starsza przetestowała szybkie czytanie z bardzo pozytywnym skutkiem, audiobooki też przerabiała (aczkolwiek kilka lat temu mniej było tytułów). Poza piłeczką itp (niezłe sposoby dla tych, co to muszą nieco się poruszać w trakcie nauki) do nauki słówek (i inie tylko) warto zrobić sobie memo.
              Natomiast uważam, że ze słownikami moja przegina, bo wozi ze sobą wszędzie (w tym na wakacje) chyba 6 słowników... wink
              A gderanie i łzy w oczach nic nie dają.
              --
              -------------------------------------------------------------
              Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
      • Dla mnie z lekka dziwne jest to przeliczanie punktów na zabawę z kolegami. Kontakty towarzyskie z rówieśnikami powinny być dla 10-latka normą, a nie nagrodą. Szlaban na spotkania z kolegami może być karą, odwołanie spotkania może być konsekwencją nieodrobienia lekcji... ale dlaczego samo spotkanie ma być nagrodą?
        Poza tym nie sądzę, aby codzienna ocena za wszystko była dobra...
        Punktowałabym za najwyżej jedną rzecz - taką, na której tobie najbardziej zależy. Czyli albo skupiasz się na układaniu sztućców albo na odrabianiu lekcji - ty wybierasz. wink Jak opanujecie jedną czynność, przechodzicie do następnej.
        Tych rzeczy do pamiętania jak na 10-latka jest sporo, wierz mi. To już chyba lepiej zrobić wielką rozpiskę i przypominać, przypominać i przypominać - zwłaszcza o aparacie, śmieciach, sztućcach, sprzątaniu pokoju. To mało istotne czynności. Z punktu widzenia 10-latka.

        A czytanie to powinno być przyjemnością - a nie obowiązkiem. 10-latek po całym dniu ma prawo być zmęczony i tego unikać, zwłaszcza 10-latek z jakimiś dys... Jeśli powinien czytać, bo nie za bardzo mu to wychodzi - polecałabym jednak wizytę w poradni, bo dzieci z dysleksją ciężko jest nauczyć płynnego czytania standardowymi metodami stosowanymi w szkołach i być może zmianę pory czytania. Jeśli nie ma takiej potrzeby -to czytajcie jemu, niech poznaje literaturę, niech wybiera książki. Kiedyś sam zacznie czytać.
        Co do odrabiania lekcji - czy syn zapisuje prace domowe? Bo często problem tkwi nie w lekceważeniu tego obowiązku, co w niemożności zapamiętania tego, co było zadane. Jeśli dziecko ma kłopoty z szybkim pisaniem czy skupieniem się - może mieć też kłopoty z zapisaniem. Bywa, trzeba poszukać skutecznej metody pamiętania o lekcjach.
        I za bardzo skupiasz się na jego wadach (głównie szkolnych), a nie doceniasz jego zalet (pewnie są z dziedziny nieocenianych przez nauczycieli).

        --
        -------------------------------------------------------------
        Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
        • I jeszcze - w tabelkach z punktami wpisywać tylko punkty dodatnie, a nie ujemne.
          --
          -------------------------------------------------------------
          Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
        • Dzieki Morekac za opinie. Odnosnie spotkan z kolegami (w wiekszym gronie) napisalam wyzej. Chodzi o specyfike mieszkania na wsi, gdzie dzieci nie moga sobie pojsc spacerkiem czy rowerem dojechac do siebie.
          Zastanawiam, czy faktycznie to tak duzo obowiazkow jak dla 10-latka, tym bardziej ze jedyne co musi pamietac, co zerknac na liste i sprawdzic czy wszystko zrobil i wpisac punkty... Smieci przewaznie wynosi co dwa dni, sztuce raz dziennie i bardzo to lubi, sprzatanie tylko raz w tygodniu (a teraz sprzata nawet na biezaco sam nieproszony), a czyta od 4 lat i weszlo mu to w krew, nie chcialabym tego zmieniac, czyta tylko to, co chce i co sam wybierze i jesli nie jest zbyt zmeczony po treningu (Biblia dla dzieci, Opowiesci z Narnii, Gwiezdne Wojny itp), a wspolnie czytamy trudniejsze ksiazki.
          WIelkie rozpiski z obowiazkami juz nie raz wisialy, ale bez skutku, teraz dzialanie punktow jest widoczne i przynosi efekt.
          Martwi mnie to czytanie, bo widze ze czyta, pyta mnie o wyrazy, ktorych nie rozumie, ale nigdy nie chce opowiadac co przeczytal.... uncertain To moze wynikac z tego, ze nie rozumie czego przeczytal albo z tego, ze nie jest dobry/nie cierpi opowiadac przeczytanego tekstu, o czym wspomniala mi tez nauczycielka. A przeciez w IV klasie bedzie sporo czytania i nikogo nie bedzie obchodzilo czy lubi czytac czy nie... Bedzie musial przeczytac i wybrac najwazniejsze fakty do zapamietania.
          i masz racje - trzeba poszukac skutecznej metody pamietania o pracach domowach, to nasza zmora.
          • Ależ nie twierdzę, że ma za dużo obowiązków, tylko że za dużo do pamiętania... wink No i są lista priorytetów jest inna niż twoja. Po prostu przypominaj, najlepiej jednym zdaniem: Synu, śmieci czekają na wyniesienie.
            Jeśli jeszcze obowiązek nie jest codzienny, tylko zależy od stanu napełnienia kosza, tym bardziej trzeba przypomnieć. Bo pewnie sam nie ma nawyku zaglądania do kosza i oceniania jego wypełnienia?

            Nie rozumiem, dlaczego upierasz się, żeby ci opowiadał o tym, co czyta. Jeśli ma kłopoty z czytaniem ze zrozumieniem, to nie tyle pomoże mu przeczytanie lektury 5 razy, ile nauczenie czytania ze zrozumieniem. A to lepiej zaczynać od krótszych tekstów i na nich ćwiczyć, a nie od razu porywać się na Biblię (dużo bohaterów, wątków jeszcze więcej i akcja zagmatwana i same przypowieści, już nie wspomnę o stylu, w jakim Biblia dla dzieci jest pisana - wybitna literatura to to nie jest). Zaś czytanie w tym celu "Opowieści z Narni" to pierwszy krok do znielubienia tychże. Drugi będzie, jeśli będzie to jego lektura szkolna.

            Jeśli tylko nie cierpi opowiadać przeczytanego tekstu - cóż, nie jest to umiejętność konieczna do przeżycia. Też tak mam i jakoś nie zrujnowało to mojej kariery szkolnej. wink
            Nadrobi czym innym. Nie musi być we wszystkim doskonały.
            Nie wiesz, jakie ma deficyty (i czy ma), i jak nad nimi pracować - a dzieci dyslektyczne uczą się często innymi metodami, a nie tymi jedynie słusznymi, poznawanymi w szkole. Już nie mówiąc o tym, że są osobniki, które zapytane znienacka, potrzebują chwili na zebranie myśli. To nie znaczy, że czegoś nie umieją, chociaż czasami to tak wygląda. Poza tym część 10-latków dopiero doskonali sobie technikę i płynność czytania, stąd mniejsze zrozumienie tekstu - za dużo pracy jest z samym czytaniem.

            A przeciez w
            > IV klasie bedzie sporo czytania i nikogo nie bedzie obchodzilo czy lubi czytac
            > czy nie... Bedzie musial przeczytac i wybrac najwazniejsze fakty do zapamietan
            > ia.
            hm, córce czytałam lektury do połowy V klasy. Bo ze swoją dysleksją czytała tak wolno, że nie była się w stanie wyrobić się z żadną.
            Co do zapamiętania faktów: doświadczenie wskazuje,że nie ma jak dobry bryk, żeby zapamiętać: miejscowości odwiedzane przez psa od kolei, ilość więźniów w więźniarce czy inne duperele, pojawiające się na kartkówkach.
            Co do odrabiania lekcji - nie nastawiaj się na szybkie sukcesy, najczęściej trzeba wypróbować kilka metod - i jeszcze nie ma gwarancji, że o niczym nie zapomni.
            --
            -------------------------------------------------------------
            Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
      • > chwilami mam wrazenie ze robi nam na zlosc
        On ma inne priorytety. Z jego punktu widzenia może to ty robisz na złość każąc mu układać sztućce gdy on się bawi.



        > nie poczuwa sie aby pamietac o odrobieniu lekcji, zaleglosci, przygotowania do zajec,
        > samodzielnej nauki w domu.
        I tak mu pewnie przypomnisz, więc po co on ma pamiętać?

        > Punkty moze wymieniac na zabawe u nas z jego kolegami w wiekszym gronie
        Pomysł, że spotkania z kolegami to nagroda to imho nie jest dobry. Może w tej chwili takie spotkanie wymaga zabiegów logistycznych z twojej strony i młody powinien to z tobą uzgadniać, ale tak nie będzie zawsze. I to "nie zawsze" może nastąpić już całkiem niedługo.


        Mimo tego wciaz zdarza mu sie zapomn
        > iec o obowiazkach (mimo ze mu przypominam o nich), a jest ich naprawde niewiele
        > (lekcje, wyniesc smieci, ulozyc sztucce, posprzatac swoj pokoj raz w tygodniu,
        > przypomniec sobie angielski 2 x tygodniu, nosic aparat ortodontyczny, czytanie
        > przed snem).
        Tak długiej listy obowiązków to nie byłaby w stanie zapamiętać bez przypominania ani moja starsza (I gimnazjum, wzorzec cnót szkolnych i zero dysleksji), ani mój mąż. Owszem, panna lekcje odrabia sama z siebie, ale ze sprzątaniem to już trzeba trochę poprzypominać. A z faktu,że nie ma już gdzie śmieci wrzucić to jakoś żadne z nich nie jest w stanie samodzielnie wyciągnąć właśiwych wniosków wink
        --
        Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.