Dodaj do ulubionych

A może naprawdę dobre pomysły z wywiadówek

08.09.11, 13:06
Jest wątek prześmiewczy, ale może podzielicie się pomysłami, które funkcjonują u was, a podejrzewacie, że są oryginalne, nowatorskie i na dodatek sprawdzają się w klasie/szkole waszego dziecka

Może kogoś zainspirujecie...
Edytor zaawansowany
  • olena.s 09.09.11, 11:54
    Wcięło mi post, a niech to.
    Tu pomysły zaczerpnięte z systemu mojej szkoły: warunki inne, towarzystwo międzynarodowe, nie wszyscy biegli w języku wiodącym, ale poniższe można spokojnie realizować w PL.
    1. Kontakt.
    Dobrze jest zrobić listę kontaktów tel/mail do rodziców z całej klasy - bardzo ułatwia życia, pozwala też wysunąć i uzgodnić jakąś propozycję przed zebraniem. Zwłaszcza polecam maila, albowiem:
    2. Woluntariusze
    Z mojego doświadczenia o wiele lepiej reaguję na sugestie pomocy, jeżeli dostaję z góry mailem szczegółowe informacje (co, kiedy, jak długo), a nie czuję się przymuszana na zebraniu, z którego chcę natychmiast wyjść.
    3. Książki.
    Szkoła ma popieranego przeze mnie fisia na punkcie skłaniania dzieci do czytania: wśród innych pomysłów jest akcja "rzuć wszystko i czytaj". Trwa tydzień, i codziennie - czasem więcej niz raz - rozlega się dzwonek, na który ustają zajęcia, przerywane są klasówki i dzieciaki wyciągają książki i zaczynają czytać. Jakaś polska szkoła robiła noc z książką - dzieciaki nocowały na materacach/spiworach w sali gimnastycznej, wieczorem były zabawy, głośne lektury, jakiś film.
    --
    katar1.blox.pl/html
  • lena99 09.09.11, 12:14
    1. wspomniana już lista mejlowa klasy
    2. tzw. "nocowanki" - dzieci nocują w szkole na materacach, wieczorem jakieś zabawy, gry. Bardzo fajna sprawa, ale musi się chcieć i nauczycielom i rodzicom.
  • mamusia1999 09.09.11, 13:38
    u nasw podstawowce swietnie dziala " system" na wywiadowki.
    nie mylic z zebraniem rodzicow - raz na semestr omawia sie sprawy organizacyjne, wycieczki lub problemy natury ogolnej.
    wywiadowka dziala tak:
    2 tyg. wczesniej pani rozsyla wici w postaci listu do rodzicow, z kuponem do odciecia i zwrotu na ktorym rodzice zaznaczaja jedno z 2godzinnych okien czasowych: 14-16, 16-18, 18-20 w ktorym chca przyjsc, wpisuje sie tez nauczycieli poza wychowawca (bo ten jest niejako z definicji wpisany), z ktorymi chce sie pogadac. po zebraniu kuponow wychowawczyni uklada konkrteny grafik i rozsyla do rodzicow konkretne terminy. nie ma tlumow pod klasami, jak sie zdarzy poslizg to gora dwojka rodzicow gdzies czeka.

    w gimnazjum Starszej przed wywiadowka kazdy nauczyciel ma swoja liste terminow (nie korzystam, bo nie musze, wiec tylko gdybam, ze 15min) i mlodziez sie wpisuje w imieniu rodzicow. tez nie ma tlumow i czekania. i tez jest to osobno od zebrania rodzicow. tutaj wychowawca na zebraniach zawsze prosi: nie przychodzic na wywiadowke z obowiazku tylko jak jest potrzeba, oceny sa rodzicom znane i z 4 nie ma po co sie fatygowac na rozmowe.
  • olena.s 09.09.11, 14:08
    O, tak, tak, tak.
    My tez to mamy, tylko u nas zapisywanie odbywa się na jakiejś platformie internetowej (podobnie zresztą jak zapisywanie dziecka do kółek zainteresowań).
    Działa świetnie, nie ma marnowania czasu na wywiadówkach na sluchanie o kwestiach kompletnie nieistotnych z pkt widzenia rodziców konkretnego dziecka.
    --
    katar1.blox.pl/html
  • jagoda2 09.09.11, 14:21
    W szkole mojej córki funkcjonuje coś takiego jak "konsultacje" - są na to przeznaczone dwa tygodnie w każdym semestrze. Polega to na tym, że rodzic umawia się do konkretnego nauczyciela na dzień i godzinę i dany nauczyciel jest do dyspozycji rodzica tak długo, jak jest to potrzebne. Nie czuje się oddechu innych rodziców na plecach, bo ten czas jest zarezerwowany wyłącznie dla Ciebie.
  • mamusia1999 10.09.11, 12:02
    u nas kazdy nauczyciel niezaleznie od semestralnej wywiadowki ma raz w tygodniu dyzur i mozna przychodzic po uprzednim telefonie.
  • jagoda2 10.09.11, 13:47
    Rozumiem, ale na tym dyżurze może być już 5-ciu innych rodziców chcących porozmawiać o swoich dzieciach, a chodzi o to, żeby nauczyciel był w danym momencie tylko dla tego jednego rodzica i nie denerwował się (również rodzic), że 5-ciu następnych rodziców czeka w kolejce, a dyżur zaraz się skończy i nauczyciel się spieszy do domu lub na kolejną lekcję. Chodzi o komfort rozmowy dla obu stron, bo czasem problem może być poważny i nie da się go omówić w 10 minut.
  • mamusia1999 11.09.11, 10:33
    dlatego sie dzwoni uprzedzajac, ze sie przyjdzie na dyzur i dlaczego. przy cotygodniowych 1,5h dyzurach tloku nie ma, dzwoni sie chyba raczej, zeby nauczyciel zniechecony pustka nie poszedl jednak do domu wink bo dyzur jest po ostatnim dzwonku. na ogromne problemy jest osobny system konsultacji. a caly czas jest kontakt telefoniczny.
  • jagabaga92 09.09.11, 14:36
    Zaczerpnięte z rozmowy ze znajomym (tatusiem):
    - zbieranie od początku roku co miesiąc 1/którejś tam opłaty za zieloną szkołę, na która wyjazd ma mieć miejsce wiosną. Co miesiąc zebrana od klasy kwota lokowana w banku na lokatę. To bardzo dobre rozwiązanie dla niezbyt bogatych rodziców.

    --
    Teoria jest wtedy, kiedy wiemy wszystko, a nic nie działa. Praktyka jest wtedy, kiedy wszystko działa, a nikt nie wie dlaczego.
  • azjaodkuchni 09.09.11, 20:01
    A u nas nie ma wywiadówek serio serio...
    Ważne info dostajemy mailem ( pozostali rodzice na liście mailingowej) są też na stronie kod to numer klasy i dziecka z dziennika . Administracja wie kto zobaczył info jak jest potrzeba to dzwonią. Dodatkowo dziecko dostaje do ręki z kuponem do odcięcia i podpisania.
    Sprawy dziecka omawiane są co term ( 10 tygodni) z wychowawcą który przedstawia plan pracy na następny term. Proponuje kółka zainteresowań, zajęcia wyrównawcze itp.
    Rodzice zapisują się do pomocy w konkretnych przedsięwzięciach szkoły na początku roku my doszliśmy miesiąc po rozpoczęciu. Ja nie byłam biegła w języku, ale za to nie pracuję więc dzwonią do mnie gdy jest taka potrzeba.
    Rodzice są bibliotekarzami i pomagają jednej pani bibliotekarce ( szkoła na 2000 dzieci biblioteka czynna codziennie od rana do wieczora).
    Rodzice szykują jedzenie na różne festyny i o dziwo nikt się nie miga.
    Szkoła państwowa Singapur.
    --
    azjaodkuchni.blogspot.com/
  • azjaodkuchni 09.09.11, 20:06
    No i coś czego polskie szkoły mogą tylko pozazościc:
    wszystkie wycieczki są sponsorowane przez rząd, który dopłaca do jedzenia w szkole ( obiad kosztuje równowartośc 3 zł) no , ale bogaci są stac ich.
    --
    azjaodkuchni.blogspot.com/
  • ga-ti 09.09.11, 22:37
    Tylko pozazdrościć!
  • atena12345 14.09.11, 09:15
    azjaodkuchni napisała:

    > No i coś czego polskie szkoły mogą tylko pozazościc:
    > wszystkie wycieczki są sponsorowane przez rząd, który dopłaca do jedzenia w sz
    > kole ( obiad kosztuje równowartośc 3 zł) no , ale bogaci są stac ich.

    Tez mi sensacja z tymi obiadami, w Polsce tez są dofinansowywane, u nas 3,5 za dwa dania i kompot, czasem do tego jogurt lub jakiś "kubuś"


  • mamusia1999 10.09.11, 12:10
    dobrym patentem jest tez podpisana "skrzyneczka" na plastyke. z.....pudelka po butach przewaznie. w pudelku jest: kitel malarski (swietnie sie nadaja stare meskie koszule, zapinane na plecach i z podcietymi rekawami), farbki+kubeczek, zestaw pedzli, kolorowy papier, w starszych klasach tusz i pioro do niego - co tam sobie plastyk wymysli. zapobiega to dezorganizacji lekcji przez zapominalskich, a wszytskim oszczedza tachania sprzetu w tornistrze.
  • super-teacherka 10.09.11, 14:43
    Dobrym pomysłem - tak trochę pół żartem - jest chwalenie dzieci i mówienie pozytywów o postępach dziecka (piszę przez pryzmat moich trochę już odległych doświadczeń jako uczeń - nauczyciele mieli tendencje do 'najeżdżania' i podkreślania wszystkich grzeszków i przewinień). Mam nadzieję, że to się zmieniło smile

    Ponadto nauczyciel daje rodzicom 'plan działania' czyli zadania, w których dzieckoo potrzebuje pomocy, dodatkowej praktyki np: liczenie wstecz dziesiątkami lub ćwiczenie czytania wyrazów ze zbitkami spółgłoskowymi (zadania są konkretne, ale jednocześnie niezbyt obciążające - wystarczy po 10-15 min. dziennie).

    Inny fajny pomysł - nie tylko na wywiadówki, ale na jakieś większe szkolne imprezy np. przedstawienia: mamy się organizują między sobą i robią 'żłobek polowy' - gdzie, w sali obok można zostawić młodsze dzieci na czas potrzebny do porozmawiania z nauczycielem, obejrzenia przedstawienia itp. (czasami młodsze dzieci niestety potrafią totalnie zaburzyć występy niewiele starszych - a więc mało odpornych na stres aktorów smile)

    Poza tym na wywiadówki rodzice mogą (a nawet są zachęcani) chodzić z dziećmi. Wszystko omawia się przy dziecku, wszystko jest jawne - chyba, że jest jakaś delikatna sprawa, którą lepiej omówić bez dzieci. Podczas, gdy rodzice czekają na swoją kolejkę (też jest u nas system zapisywania się na daną godzinę) mogą obejrzeć zeszyty dziecka, jego prace itp. (które na co dzień nie są zabierane do domu).
    ________________________________

    angielska szkoła okiem polskiej belferki
  • azjaodkuchni 10.09.11, 15:52
    Chwalenie to nie w azjatyckiej szkole. Wręcz przeciwnie dzieci chwali się tylko gdy na to zasłużyły i zawsze widzi się rzeczy nad którymi człowiek może pracowac.
    Nasze dziecko miało z matmy ponad 90 % punktów z angielskiego ponad 75 % punktów a i tak nauczycielka pokazała słabe punkty dziecka mimo tego, że to był bardzo wysoki wynik w skali kasy i szkoły. Działa to jednak w dwie strony i ze szczerym uśmiechem wychowczyni córki zapytała co ona może dla nas zrobic ? Jakie są nasze oczekiwania?
    --
    azjaodkuchni.blogspot.com/
  • super-teacherka 10.09.11, 17:53
    Mnie to chwalenie też na początku bardzo denerwowało - bo też nie lubię chwalenia na wyrost, ale mam wrażenie, że w polskich szkołach jest go za mało.
    Ja, jako rodzic, czuję się dużo bardziej chętna do współpracy, niż jak mi ktoś by tylko wytykał błędy i krytykował. A i moje dzieci są bardziej zmotywowane, jak usłyszą coś pozytywnego.
    To nie znaczy, że unikam konstruktywnej krytyki, ale nie myślisz, że takie podejście, o jakim piszesz, może pchać dzieci w kierunku niezdrowego perfekcjonizmu?
    ______________________________

    angielska szkoła okiem polskiej belferki
  • azjaodkuchni 10.09.11, 18:08
    Może tak byc... pracujemy nad pewnymi rzeczami w domu, ale jak się popatrzy na to z jakiej biedy wyszedł wyszedł Singapur, jak żyje się teraz ludziom i to, że jest to kraj bez systemu emerytalnego - dzieci utrzymują rodziców gdy ci się zestarzeją to łatwiej jest zrozumiec singapurczyków i ich parcie na naukę. Szkoła to jedno najwięcej od dzieci wymagają rodzice i potrafią zmienic dziecku klasę gdy uważają , że nauczyciel zbyt mało zadaje. Chińczycy wogóle mało dzieci chwalą a oni stanowią ponad 70 % społeczeństa Singapuru.
    --
    azjaodkuchni.blogspot.com/
  • mama_kotula 11.09.11, 10:47
    Cytat
    Mnie to chwalenie też na początku bardzo denerwowało - bo też nie lubię chwalenia na wyrost, ale mam wrażenie, że w polskich szkołach jest go za mało.


    Ponieważ polska szkoła jest nastawiona na motywację negatywną, na zasadzie "mamy w dupie, że jesteś dobry z matematyki, i tak robisz błędy ortograficzne".

    Może to się sprawdza w kulturze, gdzie żyje Azjaodkuchni, ja po własnych dzieciach widzę, że motywacja negatywna nie przynosi żadnych efektów, dziecko przestaje się starać również w tym, w czym jest dobre, bo wie, że i tak usłyszy "fajnie, ALE...".

    --
    http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/h/hrle12pb7.png
  • super-teacherka 11.09.11, 20:27
    Otóż to.
    Wiem, że podejście do edukacji (i wielu innych rzeczy w życiu smile) jest zgoła różne u ludzi Wschodu smile
    Podobne zjawisko występuje np. wśród Hindusów.
    Nie mówię, że jest to jakieś skrajnie złe - jak działa, to dobrze. Wielu Hindusów, Chińczyków robi naprawdę zawrotne kariery i osiąga wiele swoją nieprzeciętną pracowitością (i może trochę większą pokorą wobec życia ??)

    Ja wciąż mam mieszane uczucia do chwalenia ZA WSZYSTKO (niestety w wielu angielskich szkołach jest to właściwie automatyczne, więc robi się tak naprawdę mało znaczące smile)

    Tym niemniej, moja mama, pamiętająca 'drogę przez mękę' ze mną smile) , wciąż nie może się nadziwić, że moje dzieci - niektóre już ponad 8 lat w mackach angielskiego systemu oświaty smile) - wciąż lubią szkołę.
    Tak po prostu ją lubią.
    Nie stresują się nią.
    Codziennie przychodzą ze szkoły opowiadając, co robiły i co będą robiły następnego dnia, wyczekują kolejnych zajęć i ... kolekcjonują dyplomy i wyróżnienia.

    ________________________________

    angielska szkoła okiem polskiej belferki
  • mama_kotula 11.09.11, 20:41
    Cytat
    Ja wciąż mam mieszane uczucia do chwalenia ZA WSZYSTKO (niestety w wielu angielskich szkołach jest to właściwie automatyczne, więc robi się tak naprawdę mało znaczące smile)


    Chwalenie za wszystko jest o tyle złe, że się dewaluuje i potem po dziecku spływa. Podobnie zresztą z ganieniem za każdy błąd. Kiedy mój syn dostawał codziennie 3,4,5 minusów za każde, za przeproszeniem, pierdnięcie niezgodne z regulaminem, w ogóle te minusy po pewnym czasie nie robiły na nim żadnego wrażenia.

    Ja optuję za systemem, w którym zachowania pożądane są wzmacniane - własnie poprzez chwalenie, a zachowania niepożądane są tłumione. W odpowiednich proporcjach. W polskiej szkole jest głównie tłumienie zachowań niepożądanych za pomocą złych ocen, minusów i uwag, co za przeproszeniem, wielkie guano daje.

    Po długich mękach wymogłam eksperymentalnie taki system w szkole, w kwestii mojego syna. I pamiętam jak dzisiaj, jak syn wysiadł z busa szkolnego pierwszego dnia wdrażania systemu, widziałam dosłownie, że urósł w oczach. Zakomunikował "mamo, dzisiaj pani od angielskiego kazała mi zostać po lekcji, a potem powiedziała, że gratuluje mi, że przez całą lekcję zachowywałem się kulturalnie i nie krzyczałem, ty sobie to wyobrażasz????!!! tylko mi tak powiedziała!!!". I to podziałało na tyle, że po kilku takich pochwałach za zachowanie w sumie normalne (u każdego innego dziecka normalne), syn przestał sprawiać problemy na lekcjach angielskiego. Niestety, wychowawczyni nadal uważa że chwalenie za to, iż nikogo nie zabił danego dnia, jest bez sensu, co skutkuje jedynie tym, że na lekcjach u wychowawczyni dziecię nadal zachowuje się jak maupa wink

    --
    Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
  • mama303 10.09.11, 18:44
    Ale dzieci na zebraniu rodziców to nie sa potrzebne wg mnie.
  • super-teacherka 10.09.11, 19:29
    Dzieci nie są na zebraniu dla rodziców, ale są na spotkaniu Z JEGO rodzicami, którzy omawiają JEGO sprawy, dotyczące JEGO szkoły, postępów i edukacji.
    Ja chcę, żeby moje dziecko wiedziało, co jego nauczycielka na na jego temat do powiedzenia (nie muszę potem zdawać relacji w domu smile). W tej kwestii nie mam przed nim żadnych tajemnic (pomijam jakieś drażliwe kwestie np. traumatyczne dla dziecka - ale mi osobiście się taka sytuacja nie zdarzyła).
    ________________________________

    angielska szkoła okiem polskiej belferki
  • olena.s 11.09.11, 13:14
    Tak, u nas te z tak jest.
    Mamy w roku dwa spotkania z nauczycielem - tzw. parent - teacher conference. Jedno jest w tet'a tet, a drugie z dzieckiem. Dziecko prowadzi wówczas konferencję, poakzując swoje dokonania, mówiąc z czego jest zadowolone, a co chce zmienić.

    --
    katar1.blox.pl/html
  • mama303 11.09.11, 14:46
    super-teacherka napisała:

    > Dzieci nie są na zebraniu dla rodziców, ale są na spotkaniu Z JEGO rodzi
    > cami, którzy omawiają JEGO sprawy, dotyczące JEGO szkoły, postępów i edukacji.

    No i lepiej jak rodzice omawiaja te sprawy w dorosłym gronie. U nas dzieci jak jakies są idą na świetlicę, specjalnie po to otwartą. Moje dziecko to chyba by sie nawet nudziło niemiłosiernie smile
    > ________________________________
    >
    > angielska szkoła okiem polskiej belferki
  • super-teacherka 11.09.11, 20:14
    > No i lepiej jak rodzice omawiaja te sprawy w dorosłym gronie.

    Bo?
    Nie rozumiem tego argumentu - sprawa dotyczy edukacji DZIECKA. Cóż takiego niesamowitego, niezrozumiałego lub utajnionego miałabym omawiać sam na sam z nauczycielem?

    Nauczyciel ma w klasie ok. 30 dzieci. Szkoła kończy się o 15:30, 'wywiadówka' (co za idiotyczna nazwa - idealnie oddaje naturę tych spotkań w Polsce smile), nauczyciel zaczyna przyjmować rodziców o 15:45, żeby 'obskoczyć' wszystkich do 19 i pójść o jakiejś sensownej godzinie do domu nauczyciel ma średnio ... 6,5 minuty na dziecko. Myślę, że tyle by twoje dziecko wytrzymało spokojnie smile)

    Oczywiście, czasami się to przedłuża, w przypadku dociekliwych i gadatliwych (patrz wyżej podpisana smile) rodziców, ale najczęściej jest to wymiana najistotniejszych informacji.

    Nauczyciel ma przygotowane w punktach najważniejsze rzeczy typu: to jest dobrze, to jest źle, proszę się nie spóźniać (np. 3 spóźnienia w miesiącu), dziecko nie miało 2 razy w-fu, prosze przynosić pracę domową na czas, śliczny projekt, wybitnie uzdolnione w rysowaniu, najlepszy skok w dal w czasie dnia sportu, proszę więcej ćwiczyć spelling, tu a tu szukać informacji, itp.

    Wszystkie inne 'dorosłe' czyt. organizacyjne sprawy są wysyłane do rodziców w newsletterach lub 'łańcuszkiem' mailowym przez przedstawicieli klasowych i nikomu by nawet nie przyszło do głowy, żeby marnować swój cenny czas na wysłuchiwanie tego w czasie 'wywiadówek' (jak to już ktoś wcześniej napisał, wiele spraw dotyczy tylko poszczególnych/ grupy dzieci i nie ma sensu angażować w to wszystkich rodziców).
    ________________________________

    angielska szkoła okiem polskiej belferki
  • mamusia1999 12.09.11, 09:25
    ja tez zabieram Mlodych na ich indywidualne wywiadowki. w koncu aukrat w temacie ich rozwoju trudno miec przed nimi tajemnice.
    nie mam tego problemu ale rowniez z traumy nie robilabym tajemnicy-tabu, dzeicko i tak swoje wie i "tabu" tylko nakreca jego ew. leki.
    tyle tylko, ze nauczyciel musi sie ustawic na komunikacje zrozumiala dla dziecka, ale w koncu praktykuje ja calymi dniami.
  • dorek3 14.09.11, 09:58
    Nie wiem czy nowatorskie, ale fajne się sprawdzają:
    - lista mailingowa; mamy założone konto na yagoogroups i komunikujemy się zarówno my między sobą jak i wychowawczyni z nami;
    - pisemne podsumowanie ustaleń z zebrania; to po raz pierwszy w tym roku
    - skarbnik, raz na jakiś czas wpłacamy określoną kwotę i z tego idą pieniądze na wszystkie drobne lub grubsze wydatki klasowe; przede wszystkim ułatwienie dla wychowawczyni, która nie ma problemów z egzekucją, ale wymaga dyscypliny od wszystkich (nie ma z tym problemów);
    - jak trzeba coś kupić dla całej klasy to zajmuje się tym jeden z rodziców; sprawdziło się przy podręcznikach jak i drobiazgach plastycznych czy wodzie na wycieczkę, chętni wychodzą jakoś naturalnie;
    - zawsze na bieżąco i ja i dziecko wiemy na jakich umiejętnościach skupia się w danym okresie nauczyciel, później z tego zakresu jest sprawdzian i też wiadomo co i jak; dzieciaki co 2-3 tygodnie dostają tzw NACOBEZU (Na Co Będę Zwracać Uwagę), wklejają do zeszytu, przed sprawdzianem dokonują samooceny
    - co miesiąc dostajemy szczegółowo rozpisany przerobiony zakres wiedzy umiejętności i poziom dziecka w tych umiejętnościach;
    --
    pozdrawiam
    Dorota i Kuba&Bartek
  • mamusia1999 14.09.11, 14:35
    to nie z wywiadowki ale wlasnie przyszlo mi do glowy: to co u mnie (Niemcy) jest panstwowe w PL mogloby byc samorzadowe. a mianowicie wypozyczanie, a nie zakup podrecznikow. na pierwszy rzut kazdy rodzic musialby zaplacic wartosc aktualnego kompletu, potem juz dziecko dostawaloby podreczniki z 2 reki do uzytku przez rok. najwiecej zaoszczedza pierwszaki, nic 6klasisci. ale szczgeoly juz sobie wymyslcie sami.
    u nas srednio kazdy podrecznik ma 5 uzytkownikow. nauczyciel robi adnotacje o stanie podrecznika, zniszczenie uzywanego ale "sprawnego" zobowiazuje do kupna nowego.
  • dorek3 14.09.11, 14:48
    To jeszcze podręczniki musiałyby być użytkowane dłużej niż rok. Nie do zrobienia w klasach I-III przy obecnej formule gdzie w boksie masz 1 podręcznik i 5 ćwiczeń do wypełniania.
    Ale idea słuszna ze wszech miar.
    --
    pozdrawiam
    Dorota i Kuba&Bartek
  • mamusia1999 14.09.11, 17:17
    u nas podreczniki sa wypozyczane bo sa uzywalne przez kilka lat, a dokupic trzeba cwiczenia do wypelniania. tylko w 1kl. matematyka byla "w kupie". ale nawet start po nauczaniu poczatkowym to bylaby spora oszczednosc dla rodzicow.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka