Dodaj do ulubionych

pierwszak na "dywaniku" u dyrektora

20.10.11, 08:38
Odbieram syna wczoraj ze świetlicy i widze, że zapłakany i smutny - pytam co się stało. Mówi, że był u Dyrektora z panią i opowiada zdarzenie: pora obiadowa, dzieci chodza po zupe do okienka i wracaja do stolików z talerzem zupy!!, młody idzie po ta zupę, ale mówi, że ktoś go klepnął w tyłek, odwrócił sie zeby zobaczyc kto, no ale idzie dalej i wszedł w dziewczynkę, która z ta zupą szła (na szczescie mała wykazała sie refleksem i tylko troche zupy sie wylało na podłogę).
Nie chciało mi sie wierzyc, że to prawda, że nie było czegos jeszcze więc poszłam do pani świetliczanki.
No i słyszę,że syn się dziwnie wygłupiał....pyatm jak?!...no krzyczał!, ok, co dalej - jakas Zuzia sie zdenerowala i go klepneła żeby był cicho no i on dalej szedł tyłem i wszedł na tą z zupą.
Czekam co będzie dalej, ale to było wszystko!!
Mówię więc pani, że może i nie jestem na czasie, ale kiedy ja chodziłam do szkoły, dywanik dyrektora był jedna z najgorszych form kary (potem tylko nagana lub wyczytanie na apelu....wiem wiem-stara jestem smile ). No ale rozumie pani, musialam jakos zareagowac!!!
Noz kurcze felek.
Pytam młodego czy wytłumaczył dyr. jak było - mówi ze chciał, ale pani ciagle mu przerywała, az w koncu Dyr (chwała mu za to ), poprosił pania, żeby dała mu wyjaśnic.

Jest mi przykro (bo widziałam jak bardzo to przeżywał), uważam, że gruba przesadą było ładowanie pierwszaka w drugim miesiacu szkoly do gabinetu dyr. za taka głupotę. Tym bardziej, że przed drzwiami swietlicy wisi regulamin, w którym to jest wymieniony cały szereg mozliwosci karania złego zachowania, gdzie wizyta w gabinecie jest na przedostatnim miejscu-czyli rozumiem, że dla ciezkich przewinien.
Owszem-mogło sie stac cos bardziej niebezpiecznego......ale ja to zdarzenie rozpatrywałabym w kategoriach nieszczesliwego wypadku a nie celowego działania.
Przesadzam czy moze jednak pani miala racje?
Obserwuj wątek
    • andaba Re: pierwszak na "dywaniku" u dyrektora 20.10.11, 08:46
      Jeżeli sprawa wyglądała tak jak opisujesz - wygłpiał się, szedł tyłem, wlazł na kogoś, to jednak "dywanik" jest przegięciem. Owszem i pierwszaki tu trafiają, ale w przypadku, gdyby wziął talerz zupy i celowo na kogoś wylał (przykładowo).
        • marcin.slawski Re: pierwszak na "dywaniku" u dyrektora 20.10.11, 09:43
          Totalna nieporadność wychowawcza. Skoro świetliczanka prowadzi do Dyrektora malca z taką "pierdołą", to co zrobi, gdy któryś rzeczywiście wyleje jej celowo talerz zupy na głowę. Chyba szafot wink
          Ponadto jestem wrogiem takich rozwiązań, gdy maluchy niosą talerz gorącej zupy. Dużo bezpieczniejsze są wazy, choć i z tych przy nalewaniu, maluchy powinny mieć pomoc.
          Dobrze, że nikt nie został poparzony. Zapytałbym się Pani świetliczanki, kto poniesie winę w sytuacji, gdy ("odpukać") jakieś dziecko zostanie poparzone w taki właśnie sposób.
        • maderta Re: pierwszak na "dywaniku" u dyrektora 20.10.11, 22:28
          > Co w takim razie za tego typu przewinienie pani świetliczanka zapoda?

          Może zapoda wniosek o przeniesienie do innej klasy.
          Paranoja, widać, że pani nie bardzo potrafi zareagować adekwatnie do sytuacji, powinna się doszkolić, takie moje zdanie.
      • annes67 Re: pierwszak na "dywaniku" u dyrektora 20.10.11, 10:01
        Moj tez pierwszak ,wiec sie wczuwam.

        Mysle ze to przesada była i teraz ty wyladuj na tym dywaniku wyjasniajac zajscie by oszczedzili dzieciak a takimi stresami w przyszłości.
        Dzieci i tak maja malo powodów by kochac szkołe wiec po co tak zniechecac na samym starcie.

        Mialam podobny przypadek-( ....)
        Napisalam najpierw, potem pani napisala, potem prosila na rozmowe.Rozmowa była mila i cos wyjasniła. trzeba rozmawiac,

        W twoim przypadku pewnie nerwy tam kogos poniosły i ktos sie zagalopował odsyłajac na szczebel dyrektorski.

        Pojaw sie w szkole i porozmawiaj-, bedzie to objawem troski o syna i o to co dzieje sie w szkole
        .Dzieki temu w przyszłosci beda unikac takich sytuacji.
        --
        ============0=0=0=080=0=0=0==========
    • stypkaa Re: pierwszak na "dywaniku" u dyrektora 20.10.11, 09:54
      Ło matko! Wspólczuję tak nieporadnej Pani w świetlicy! Żeby za takie coś do Dyrektora dziecko zaprowadzać?
      Miejmy nadzieję, że chociaż Dyrektor ma trochę zdrowego rozsądku i wyjaśnił Pani potem na osobności, żeby sobie sama radziła z takimi sprawami.

      A co do zupy - to się zgadzam z Marcinem(bodajże), uważam że to nie jest bezpieczne jak dzieciaki (a zwłaszcza pierwszaki, które dopiero co się uczą tego) noszą sobie same talerze z zupą. U nas na szczęście są wazy na stołach i dzieci sobie jedynie nalewają.
      Ja bym chyba o tym pogadała z kimś kto ma na to wpływ.
      • bu-zia Re: pierwszak na "dywaniku" u dyrektora 20.10.11, 10:16
        o tych spacerach z zupą dowiedziałam się wczoraj. Nie wiem czy rodzice mają swiadomość, że tak to się odbywa-ja nie miałam! Jakoś chyba w swojej naiwności widziałam jednak wazy na stołach, a tymczasem.... Mysle, że przydałby się jakiś wniosek w tej sprawie, bo nie wierze w cuda, że moje pierwsze wlazło na niosącego zupę....czasem nawet nie trzeba nieuwagi, wystarczy ze sie potkniesz i zupa na podłodze plus potłuczony talerz gotowe.

        Sprawę z pania swietliczanka wyjaśniałam od razu i swoje powiedziałam (tzn ze wg. mnie przesadziła, bo dywanik to zawsze byl za grubsze przewinienia) i mam nadzieje, że Dyr. spojrzał na to podobnie.
          • kolina01 Re: pierwszak na "dywaniku" u dyrektora 20.10.11, 13:12
            Niestety niepordaność nauczycieli w napominaniu/karaniu dzieci mnie przeraża , w naszej szkole teżsad Takie przesadne "batalie" o głupoty, z którymi nauczyciel powinien radzic sobie sam, powodują, że wiekszość szkolnych kar staje się dzieciom powszednie i przestaje działaćsad NIe mogę zliczyć uwag w dzienniczku o każdą głupotę - ostatnio było "otworzył na lekcji szafkę kolegi". Pytam o co chodzi, a dziecię mówi, że nie rozumie, bo poprostu się pomylił z rozpędu i myślał, że to jego (jego była obok). Żeby nie było - w szafkach w klasie zostawiają ksiązki, zeszyty, farbki itp...
            Pamiętam w 1 klasie, na zebraniu - straszne pouczenie mnie, na temat "agresji" mojego syna. Na co ja zdziwiona, bo owszem ruchliwy, ale nigdy by nikt nie powiedział, że "agresywny, więc pytam o co chodzi? : "No ścierali we dwóch tablicę na przerwie i chlapali wodą z gąbki najpierw na tablicę , a potem zaczęli na siebie "smile Pytam, czy wylał to wiadro wody ? Na to, że : "Nie ale pochlapał kolegę wodą z kredą" (sam zresztą ochlapany też przyszedł). KOlega od "zabawy" dostał też reprymendę o tę "agresję". Pouczyłam w domu, jak należy się zachowywać. Ale wierzę, że pirewszaki ,po 45minutach siedzenia, każdą nadarzającą się okazję traktują jak zabawę i okazję do wygłupów -a gąbka i wiaderko wody to najgorsza pokusa do takiej zabawysmile Niestety ton w jakim skarżono mi się na zachowanie syna i bezradność baardzoo młodego nauczyciela w wytłumaczeniu pierwszakom, że "ścieranie tablicy nie na tym polega" - mnie powaliła. NIe dziwię się, że nie radzą sobie, w przypadkach faktycznie niebezpicznych i agresywnych sad
        • rolly_mo Re: pierwszak na "dywaniku" u dyrektora 20.10.11, 13:05
          Ja to bym do dyrekcji wystosowała pismo rodziców odnośnie praktyk na stołówce, kto za to odpowiada. Co to za praktyka żeby pierwszak (zerówkowicze też noszą?) niósł talerz z zupą przez całą stołówkę. Dzieci nie mają odpowiedniej opieki na stołówce, na to wygląda. Oj chyba te dziewne praktyki (z tym dywanikiem) obrócą się przeciwko szkole.
          • bu-zia Re: pierwszak na "dywaniku" u dyrektora 20.10.11, 13:26
            zerowka jest u nas w przedszkolu i tam panie nalewały dzieciom zupe.
            W szkolenej swietlicy jedzą dzieci z klas I-IV. Jest pani, która "pilnuje porządku" i pani wydająca posiłki. Naraz w swietlicy jest około 30-40 dzieciaków i ta jedna pani, no nie ma zmiłuj, żeby sie nie zdarzaly wypadki (sama pamietam jak niedawno syn opowiadal ze ktoś tam potłukł kubek z kompotem i polał wszystkich dookoła. wtedy nie zwróciłam na to uwagi, ale teraz rozumiem jak mogło do tego dojsc.
            Dziś mąż odprowadzał dziecko do szkoły, natknął sie na Dyr., ale cisza....nic nie powiedział, chyba uznał że nie było problemu?!

            Co wiecej, przez wczorajszy incydent młody nie dostał serduszka za zachowanie w swietlicy(najwiecej serduszek to wyjazd do FUJFUJDonalda...nie popieram, ale skoro ma to dzieci motywowac do bycia grzecznymi to niech bedzie) i rozpacz wielka, ze on sie tak starał i teraz mu tego jednego serduszka zabraknie. Wyjazd jest za zebranie tylu serduszek ile jest tygodni w m-cu....hehe, jeszcze nie widzialam zeby ktos zarobil max.ilosc za cały m-c smile (serduszka sa wklejane na tablicy przy drzwiach swietlicy, tak ze od razu wiadomo co i jak).
            • annes67 Re: pierwszak na "dywaniku" u dyrektora 20.10.11, 14:48
              bu-zia napisała:



              (serduszka sa wklejane na tabl
              > icy przy drzwiach swietlicy, tak ze od razu wiadomo co i jak).

              takie publiczne..!? .wiesz ze tak ni e wolno wg kuratorium. do tego powinna byc ni e tablica na scianie.tylko np. zeszyt.


              --
              ============0=0=0=080=0=0=0==========
          • jakw Re: pierwszak na "dywaniku" u dyrektora 20.10.11, 21:56
            rolly_mo napisała:

            > Ja to bym do dyrekcji wystosowała pismo rodziców odnośnie praktyk na stołówce,
            > kto za to odpowiada. Co to za praktyka żeby pierwszak (zerówkowicze też noszą?)
            > niósł talerz z zupą przez całą stołówkę.
            Obawiam się, że to całkiem powszechna praktyka...
            --
            Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
    • canuck_eh Re: pierwszak na "dywaniku" u dyrektora 20.10.11, 22:06
      eee przesadzasz.Moj pierwszy tydzien, pierwsza klasa , corka wyleciala jak nigdy jedna z pierwszych ze szkoly by mi doniesc ze braciszek byl na dywaniku u dyrektora bo sie wydurnial i malpowal.I nie chodzi ze jakies nie wiadomo co tylko poszedl na rozmowe.I tu tez przeciez nie bylo niewiadomo czego i dyrektor tez sie wykazal zrozumieniem i poprosil o wyjasnienie.I najnormalniejsza sprawa - dziecku trzeba wyjasnic ze na stolowce sie nie chodzi tylem bo wlasnie moze dojsc do tego typu wypadkow.Proste.I nie robic wiekszej afery niz byla.A ze dziecko przezywa to jasne.moje tez przezylo.Tak samo jak przezylo ostatnia wizyte u dyrektora bo myslal ze sobie zrobil fajny dowcipasek w klasie i sie zdziwil bo go dodatkowo objechalam bo nauczycielka mimo ze jej nie lubie i dre z nia koty miala racje jak i dyrektor.Na szczescie nic sie nikomu wielkiego nie stalo, ale OPR w domu dostal i mu nakreslilam jakie moga byc konsekwencje takiego glupawego zachowania.
      • myelegans Re: pierwszak na "dywaniku" u dyrektora 21.10.11, 02:58
        Zdarzenie z dzisiaj. Zagladam do plecaka syna, widze kartke na ktorej jest napisane "Drogi M. Przepraszam, ze Cie klepnalem. Nigdy juz tego nie zrobie. X"
        Pytam skad. "Bylem u dyrektora". Od slowa do slowa wyszlo, ze byly zaczepki slowne, nie wiadomo ktory zaczal, pozniej chlopak go klepnal, obaj wyladowali na dywaniku u dyrektora i musieli napisac te przeprosinowe listy do siebie. Nie powiem, list przeprosinowy do syna byl wykaligrafowany, bylam pod wrazeniem. Mlody napisal taki sam. Gdyby nie karka, nigdy nie dowiedzielibysmy sie o incydencie. Element wychowawczy szkoly.
        Klasa 1, 6-latki.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka