• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

1 klasa czy pomagacie dzieciom w pracach domowych?

  • 23.10.11, 15:52
    Pytam z ciekawości, gdyż osobiście wydaje mi się,że z dzieckiem trzeba usiąść, przypilnować, zwłaszcza jak dopieor zaczyna naukę, by wdrożyć do obowiązku i systematyczności. Poza tym zadania domowe w sumie są proste ale przecież dziecko w 1 klasie ich nie odczyta, nie odczyta polecania więc mysle ze kazdy rodzic siedzi z dzieckiem wtedy... A koleżnka mnie zaskoczyla, mowic ze ona nie siedzi, ze jej syn sam odrabia lekcje, tylko wg mnie jak moze odrabiac sam skoro nie potrafi czytac (wiem ze nie umie, nie zna liter, dopiero poznali pare liter), przeciez nie wie jak ma cos pokolorowac (np pisze pokoloruj na zielono kwadraty , latwe, ale jak niby sm robi jak nie odczyta polecenia) wg mnie kolezanka klamie, musi z nim usiasc i mu przeczytac, a jedynie koloruje sam, ale ona na poczatku zaprzeczyla, ze wcale z nim nie siada,,, Jak jest u Was?
    Edytor zaawansowany
    • 23.10.11, 16:11
      Nie pomagam. Ale moje dzieci potrafią czytac i rozumieją polecenia. Odrabiają lekcje same, czasem nawet nie wiem, co mają zadane tongue_out

      --
      Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
      Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
    • 23.10.11, 16:17
      pomagalismy w 1 kl i teraz też(woła jak czegos nie rozumie, czy nie ma pewności co do poprawności pisowni), ale sa rodzice, którzy w ogóle nie pomagają, więc mnie to nie dziwi
    • 23.10.11, 16:23
      Nie pomagam i nie nadzoruje, ale moje dziecko potrafi czytać oraz pamiętać, że coś ma zadane.

      Natomiast wśród znajomych dzieci i rodziców ok. 3/4 rodziców odrabia z dziećmi lekcje, wie co mają zadane, jaki sprawdzian jest kiedy (to w starszych klasach) itd. itp.
      • 23.10.11, 16:25
        Aha, i jeszcze co do twojego postu - może jednak dziecko koleżanki umie czytać, bo to, że w szkole poznali dopiero kilka liter nie znaczy, że nie ma dzieci które czytają same.
    • 23.10.11, 17:16
      Nie siadam. Chciałam, ale córka nie chciała. Już czyta, przeważnie jej się nie chce, to mnie woła, żebym przeczytała polecenie, po czym wyprasza z pokoju (ale uprzejmie wink ) i sama robi dalej.
      --
      Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
      że przylecą piraci bombowcem
      i bogatym zabiorą pieniądze,
      a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
      • 23.10.11, 17:53
        moja czyta sama i sama odrabia(6 latka)
        zawsze jednak sprawdzam czy odrobila dobrze i starannie
        --
        Aniołek (5.X.2009)
        Oleńka
        Antos
    • 23.10.11, 17:58
      zależy od dziecka, starszak jest w 3-ciej klasie i siedzę z nim odrabiam lekcje, mimo że polecenia dawno sam czyta. Młoda jest w pierwszej klasie i jedyne co robię to pytam czy ma zadaną pracę domową. Jak sie nie pochwali co robi to nawet nie mam pojęcia co robi. Ale ona już od dawna sama czyta, więc nie ma problemu ze zrozumieniem poleceń.

      --
      Julia,Maksiu i Tatiankasmile
      "Te książki miały prawdziwą szkołę życia" - moja pociecha o podręcznikach z poprzedniego roku
      • 23.10.11, 18:14
        Wiem,że koleżanki syn nie czyta, bo sama mówiła że nie czyta, więc najpierw mi odpowiedziała,że nie siedzi z nim niby wcale. Dopiero jak zapytałam jak odczytuje polecenia jak ma cos zrobić to odpowiedziała że mu ona lub ktoś (starsza siostra) odczyta, więc na to wychodzi,że jednak też jakąś pomoc ma. Rozumiem,że starsze dziecko czy jak czytać potarfi to samo zrobi, ale właśnie chodziło mi o sytuację, gdy samo nie odczyta, bo wg mnie jak ma zrobić samo jak nie wie co pisze w poleceniu, co ma jak pokolorować, zakreślić jakie elementy itp. Może chodziło jej o to,że sam robi wszystko ale jednak ktoś musi usiaść chwilę i mu odczytać polecenie.
        • 23.10.11, 18:18
          Ale "odczytać dziecku polecenie" to nie jest to samo co "usiąść z dzieckiem i przypilnować" - a tak określiłaś pomoc rodzica w pierwszym poście smile
          Więc koleżanka zapewne nie siedzi - pewnie w locie przeczyta dziecku polecenie na karcie pracy i wraca do swoich zajęć. Co zupełnie rozumiem.


          --
          Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
          Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
          • 23.10.11, 18:27
            pomagam jak poproszą, jak nie- to się nie wtrącam
            synowie- pierwszoklasiści- czytają bardzo dobrze, więc problemu z poleceniami nie ma, czasem jest problem "techniczny"- np. niewyraźnie skserowany czarno- biały obrazek pocięty na kawałki, z którego trzeba zrobić całość i nakleić na kartkę- nawet ja miałam problem, a co dopiero pierwszak
            --
            Prawo Katza - ludzie i narody będą działać racjonalnie wtedy i tylko wtedy, gdy wyczerpią już wszystkie inne możliwości
            • 23.10.11, 18:54
              Jeśli jest potrzeba,czytam i tłumaczę polecenie. Na tym pomoc się kończy.
              • 23.10.11, 19:03
                Mój pierwszoklasista ma 7,5 roku więc polecenia czyta sam. Ja tylko dopilnowuję, żeby odrobił zadane ćwiczenia i sprawdzam, czy jest poprawnie i wystarczająco starannie.
                • 23.10.11, 19:10
                  fogito napisała:

                  > Mój pierwszoklasista ma 7,5 roku więc polecenia czyta sam. Ja tylko dopilnowuję
                  > , żeby odrobił zadane ćwiczenia i sprawdzam, czy jest poprawnie i wystarczająco
                  > starannie.

                  Ja dokładnie tak samo...
                  --
                  ============0=0=0=080=0=0=0==========
    • 23.10.11, 20:16
      moj w 2. ale w 1 nie pomagalam w opisanym przez ciebie sensie. z tym, ze zadania mieli najwidoczniej bardzo wtorne w stos. do lekcji i w zasadzie wszystko bylo jasne. owszem zdarzylo sie, ze Mlody zupelnie przegapil na lekcji ....zapisywanie przy rachunku 8+5 najpierw dopelnienia do 10. i wtedy mu wyjasnilam o co chodzi. albo zywcem nie mogl wpasc na rym do "Kanne", wiec tez mu cos podpowiedzialam.
      ale regularnie nie siadalam i nie organizowalam pracy. po obiedzie, przed zabawa mial miec zrobione zadanie. sprawdzalam, czy nie nagryzmolil i odsylalam.
    • 23.10.11, 22:41
      Ale to, że młody nie umie czytać nie znaczy , że ktoś z nim siedzi. Może po prostu przyłazi z tą książką do rodzicielki czy siostry i pyta się co tam napisane? Poza tym jak jest np. strona literki A do napisania to pewnie na początku strony jest wzór "A"/"a" w ćwiczeniach, więc możliwe, że samo polecenie jest dla dziecka dość oczywiste.
      --
      Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
    • 23.10.11, 23:13
      Po tym wątku można pomyśleć, że w ławkach pierwszych klas zasiadają sami czytające dzieci . Szkoda, że ta forumowa rzeczywistość jakoś nie ma odzwierciedlania w rzeczywistości.
    • 24.10.11, 02:38
      NIe siedze z dzieckiem przy zadaniu. Czytac polecenia umie. Nie sprawdzam, dlatego, ze to zadanie dziecka, nie moje. Jak zrobi z bledami, to pani ma poprawiac, nie ja, zeby widziala jaki jest postep DZIECKA nie moj.

      Wyjatek jest w szkole polskiej, bo z czytaniem gorzej, wiec czytam mu polecenia i siedze przy stole, najczesciej czytajac ksiazke, ale tez nie sprawdzam.
      • 24.10.11, 11:02
        Cytat
        Nie sprawdzam, dlatego, ze to zadanie dziecka, nie moje. Jak zrobi z bledami, to pani ma poprawiac, nie ja, zeby widziala jaki jest postep DZIECKA nie moj.


        O to to. Robię dokładnie tak samo. Ale musiałam to wyjaśnić nauczycielce, po kolejnej uwadze nt. dziecko ma błędy w zadaniu domowym, proszę przypilnować dziecko przy odrabianiu.

        --
        Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
        Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
        • 24.10.11, 11:14
          Tylko kiedyś nadejdzie dzień, że pani nie będzie już poprawiała błędów, tylko wpisywała pałę, że źle zrobione. Ja uważam, że dziecko powinno wiedzieć, że ZAWSZE może zwrócic się do rodzica, gdy ma problem, a jesli nie powie otwarcie to rodzic sam wywnioskuje. A skoro rodzic mówi "rób sobie sam", to dziecko będzie robiło sobie samo - mam na myśli nie tylko lekcje... I gwoli dopowiedzenia - nie chodzi mi o wyręczenie dziecka, tylko o pomoc, naprowadzenie.

          --
          Teoria jest wtedy, kiedy wiemy wszystko, a nic nie działa. Praktyka jest wtedy, kiedy wszystko działa, a nikt nie wie dlaczego.
          • 24.10.11, 11:35
            Cytat
            Tylko kiedyś nadejdzie dzień, że pani nie będzie już poprawiała błędów, tylko wpisywała pałę, że źle zrobione.


            No i?
            Moje dzieci wiedzą, że moga się do mnie zwrócić o pomoc. W każdej sytuacji.
            Wiedzą też, że ponosi się określone konsekwencje za określone rzeczy, i że ocena nie jest powodem do traumy, tylko tadaaam, informacją, wskazówką, whatever. I dla ucznia, i dla nauczyciela. Oraz wiedzą, że ich zadania domowe są ich, a nie moje.

            I tak jak napisała Myelegans - praca domowa ma odzwierciedlać wiedzę i postępy dziecka, a nie pracę rodzica z dzieckiem.

            Potrafią też wnioskować - syn dostał 3 z zadania domowego z kilkoma błędami orto, po tym już błedy sprawdza sam i pilnuje błędów sam. I nie uważa, że to mój obowiązek sprawdzić jego zadanie domowe i wskazać mu błędy.
            Córka również dostała 1 za brak zadania domowego (może nie tyle za brak, ile za niechęć do prezentacji - miała przeczytać głośno wiersz, nie chciała, mimo, że pani umożliwiła jej czytanie w odosobnieniu, bez publiczności), w pierwszej klasie, zgroza, we wrześniu, po kilku tygodniach nauki. Efekt? To była jej ostatnia jedynka jeśli chodzi o czytanie, czegoś dziewczę się dzięki niej nauczyło ;P

            Cytat
            I gwoli dopowiedzenia - nie
            > chodzi mi o wyręczenie dziecka, tylko o pomoc, naprowadzenie.


            Ja mogę naprowadzić, jeśli widzę, że jest w zadaniu coś, co przekracza umiejętności dziecka (czyli np. wyszukanie jakichś informacji) - niemniej nauczycielka moje zdanie doskonale zna na temat zadań typu "wyszukaj wiadomości o...", bo do niej kiedyś długą epistołę wystosowałam w temacie umiejętności wyszukiwania u dzieci siedmioletnich i w temacie prac domowych dla rodziców. Oraz mogę pomóc, jeśli np. ksero jest źle zrobione (za ciemne, nieczytelne). I pomagam, jak trzeba i jak dziecko prosi. Natomiast nie wiem, na czym ma polegać "pomoc" w zadaniach typu "otocz trójkąty niebieską pętlą" - albo dziecko wie, co to trójkąt, rozpoznaje kolor niebieski i wie, co znaczy "otocz pętlą", albo nie wie. Skoro nie wie, to nauczyciel powinien o tym wiedzieć, prawda?

            Natomiast uważam, że sposób rozwiązania zadania przez dziecko jest informacją dla nauczyciela - i jeśli dziecko rozwiązuje zadanie źle, to nauczyciel powinien o tym wiedzieć, ze dziecko ma problem z tym, tym i tym - i się tym zająć. A nie uprawiać spychologię.

            Oraz, oczywiście wszystko zależy od tego, jakie jest dziecko. Ja znam moje dzieci na tyle, że wiem, że z zadaniami z klas 1-3 powinny sobie poradzić z palcem w nosie - i sobie radzą, chyba, że robią zadanie na odwal, na szybko, byle prędko wrócić do zabawy - wtedy owszem, zdarzają się np. błędy w obliczeniach, których nie koryguję, dziecko mi potem przynosi do podpisu kartę pokreśloną na czerwono, podpisuję, przypominam, w jakich okolicznościach zadanie było odrabiane, pytam o wnioski. Wnioski z reguły właściwe.

            Aaa - nie pomagam dziecku w zadaniach, jeśli dziecko wykazuje stosunek jęcząco-olewczy. Tak też było wczoraj, kiedy syn miał wyszukać kilka przysłów na zadany temat. Olał kwestię, przypomniałam raz, drugi raz - reakcja ta sama, więc dałam sobie pełne prawo do nieinteresowania się zadaniem. Dostanie dzisiaj pałę albo minus - następnym razem będzie wykazywał większe chęci. To też ważna lekcja, lekcja ponoszenia konsekwencji.


            --
            Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
            Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
            • 24.10.11, 12:19
              Z TEGO Twojego postu wynika, że jednak interesujesz sie, co Twoje dzieci maja zadane i starasz się( "przypomniałam raz, drugi raz"), by lekcje były odrobione. Natomiast z poprzedniego postu wynikało, że odrobienie lekcji należy do dzieci, więc mnie to kompletnie nie interesuje.

              Natomiast co do niepomagania dziecku, nienaprowadzania go, tylko cedowanie tego na nauczyciela nie zawsze będzie miało pozytywne efekty, ponieważ nauczyciel raz dziecku wytłumaczy, a trzy razy nie (zwyczajny brak czasu na indywidualne korepetycje podczas lekcji, bo każde z uczniów może miec odmienny problem). A potem problem będzie miało dziecko, a nie nauczyciel, bo jedna zaległośc w niezrozumieniu pociągnie za sobą następne. Rodzic ma zdecydowanie więcej czasu dla 1, 2 lub trojga dzieci aniżeli nauczyciel dla dwudziestuparu w ciągu niespełna 40 minut (resztę odliczam na "sprawy organizacyjne typu wejście do klasy, sprawdzenie obecności itp.)

              Olewackie podejscie dzieci "potępiam" i mam podobny pogląd na to jak Ty.

              --
              Teoria jest wtedy, kiedy wiemy wszystko, a nic nie działa. Praktyka jest wtedy, kiedy wszystko działa, a nikt nie wie dlaczego.
              • 24.10.11, 13:38
                Cytat
                Z TEGO Twojego postu wynika, że jednak interesujesz sie, co Twoje dzieci maja zadane i starasz się( "przypomniałam raz, drugi raz"), by lekcje były odrobione. Natomiast z poprzedniego postu wynikało, że odrobienie lekcji należy do dzieci, więc mnie to kompletnie nie interesuje.


                A nie, to źle zrozumiałaś. Akurat wczoraj sytuacja była taka - dziecię wzięło zeszyt, jęknęło "znowu coś trzeba przygotować" (jak już pisałam, przy zadaniach przekraczających umiejętności dziecka pomagam, jak dziecię wyrazi chęć) i poszło się bawić. Ok, po godzinie przypomniałam (bo akurat miałam wolną chwilę), dziecię miało nadal w nosie, po obiedzie przypomniałam kolejny raz, dziecię nadal miało w nosie, więcej nie przypominałam.

                Zapewne wg niektórych powinnam wziąć dziecię posadzić przy stole i razem z nim zajrzeć w zeszyt, zastanowić się, poszukać, pogadać, zachęcić. Ale z drugiej strony, to jemu ma zależeć na zadaniu, a nie mi, prawda?

                Cytat
                Rodzic ma zdecydowanie więcej czasu dla 1, 2 lub trojga dzieci aniżeli nauczyciel dla dwudziestuparu w ciągu niespełna 40 minut


                Uhm, i wyobraź sobie sytuację, że przychodzi do nauczyciela 25 osób z dobrze zrobionym zadaniem. Z czego 20 osobom pomogli rodzice, bo dziecko po lekcji nie kumało nic. Jaki feedback ma nauczyciel? Żaden. Wszystko jest w porządku, dzieci przyswoiły, możemy przejść dalej. Problem w tym, że dzieci nie przyswoiły, bo nauczyciel nie wytłumaczył dobrze, wytłumaczyli rodzice. Często z pomocą forum. I w niektórych przypadkach może być tak, że nauczyciel wyjaśnia kolejne zagadnienie, dzieci znowu nie rozumieją, nie są w stanie same odrobić pracy domowej, rodzice tłumaczą, nauczyciel dostaje feedback "jest ok", przechodzi dalej, koło się kręci, pasuje ci to? że odwalasz pracę za kogoś?

                I teraz po raz kolejny zapytam: od czego jest w szkole nauczyciel? Dlaczego ja mam poświęcać MÓJ wolny czas na uczenie dziecka, które spędza dziennie 7 godzin w szkole z osobą, której pracą jest uczenie tegoż dziecka? Nie mówiąc o tym, że ja nie mam przygotowania pedagogicznego i mogę nie umieć dziecku wyjaśnić np. zadania matematycznego tak, aby zrozumiało (ok, ja umiem, ale mogę teoretycznie nie umieć, nie?).

                --
                Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
                Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
                • 24.10.11, 14:08
                  Popieram twój tok myślenia, ale po spełnieniu pewnych warunków
                  - po pierwsze dziecko potrafi czytać ze zrozumieniem. Jest październik niezależnie czy jest to klasa sześciolatków czy siedmiolatków tą umiejętność opanowało max 10 % uczniów. W klasie córki 1/25 , w klasach równoległych podobnie.
                  - po drugie dziecko musi być wdrożone w obowiązki, jeżeli dziecko wcześniej nie miało żadnych obowiązków to narzucenie ich w pierwszej klasie bez przypilnowania szybciej zaowocuje zniechęceniem i olaniem tematu niż przyłożeniem sie do pracy

                  Tak więc dla mnie metoda dobra, ale nie dla pierwszoklasisty
                  • 24.10.11, 14:21
                    Cytat
                    po pierwsze dziecko potrafi czytać ze zrozumieniem. Jest październik niezależnie czy jest to klasa sześciolatków czy siedmiolatków tą umiejętność opanowało max 10 % uczniów. W klasie córki 1/25 , w klasach równoległych podobnie.


                    Heloł, czytanie ze zrozumieniem jest jedną z umiejętności, którą dziecko ma zdobyć podczas edukacji tzw. zintegrowanej - W SZKOLE.
                    Jeśli dziecko nie rozumie polecenia, to wykonuje zadanie źle. I to, niespodzianka, kolejny feedback dla nauczyciela - że trzeba popracować z uczniem nad nauką czytania poleceń ze zrozumieniem (albo, że polecenie jest sformułowane w sposób niezrozumiały, co tez się często zdarza).

                    Cytat
                    - po drugie dziecko musi być wdrożone w obowiązki, jeżeli dziecko wcześniej nie
                    > miało żadnych obowiązków to narzucenie ich w pierwszej klasie bez przypilnowan
                    > ia szybciej zaowocuje zniechęceniem i olaniem tematu niż przyłożeniem sie do pr
                    > acy
                    >
                    > Tak więc dla mnie metoda dobra, ale nie dla pierwszoklasisty


                    Sugerujesz, że dziecko 7-letnie nie miewa żadnych obowiązków i pierwsze systematyczne obowiązki ma dopiero znienacka z zaskoczenia w szkole?

                    Generalnie wszystko zalezy od dziecka. Są dzieci, z którymi trzeba usiąść i "wdrożyć", są dzieci, z którymi nie trzeba - zadanie domowe to coś, co się robi i tyle, kolejny punkt programu dnia. Natomiast zakładanie defaultowo, że z pierwszoklasistą TRZEBA pracować, bo jest pierwszoklasistą - jest błędne.


                    --
                    http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/h/hrle12pb7.png
                    • 24.10.11, 14:31
                      > Heloł, czytanie ze zrozumieniem jest jedną z umiejętności, którą dziecko ma zdo
                      > być podczas edukacji tzw. zintegrowanej - W SZKOLE.

                      No właśnie zdobyć, a nie posiadać na początku pierwszej klasy. Jeżeli dziecko idzie do pierwszej klasy bez umiejętności czytania trudno aby bez pomocy rodzica wykonało pracę domową.

                      "> Sugerujesz, że dziecko 7-letnie nie miewa żadnych obowiązków i pierwsze systema
                      > tyczne obowiązki ma dopiero znienacka z zaskoczenia w szkole? "

                      Zdziwiłabyś sie jak wiele dzieci z pierwszymi obowiązkami styka się właśnie dopiero w pierwszej klasie.

                      Natomiast zakładanie defaultowo, że z pierws
                      > zoklasistą TRZEBA pracować, bo jest pierwszoklasistą - jest błędne.
                      >

                      Nie, nie uważam, że z pierwszoklasista trzeba pracować , uważam pierwszoklasistę należy wdrożyć i przyzwyczaić do samodzielnego odrabiania pracy, nauczyć systematyczności. Nie uważam jednak, że w przypadku nieradzenia sobie przez dziecko z materiałem, należy temat olać i uznać, że to problem nauczyciela.


                      • 24.10.11, 15:29
                        Cytat
                        No właśnie zdobyć, a nie posiadać na początku pierwszej klasy. Jeżeli dziecko idzie do pierwszej klasy bez umiejętności czytania trudno aby bez pomocy rodzica wykonało pracę domową.


                        A wiesz, co mi się wydaje?
                        Że nauczyciel mógłby taką pracę zadać dzieciom na 5 minut przed końcem lekcji. Pokazać im w książce, przeczytać polecenie, upewnić się, że zrozumiały, w razie czego wyjaśnić - da się, wierz mi, da się, u mojej córki w klasie to działa, pani wyjaśnia dzieciom polecenie z zadania domowego pod koniec lekcji, mimo, że wszystkie dzieci w tej klasie potrafią czytać.
                        I wtedy średnio rozgarnięte dziecko po jednorazowym przeczytaniu polecenia przez rodzica wie, co ma zrobić.

                        Ale łatwiej po prostu zrobić wlepkę do zeszytu, z wydrukowanym "zadanie domowe, książka XXX, ćw 3, strona 4". O której to wlepce dzieci nawet czasem nie wiedzą.

                        Cytat
                        Nie uważam jednak, że w przypadku nieradzenia sobie przez dziecko
                        > z materiałem, należy temat olać i uznać, że to problem nauczyciela.


                        A gdzie ja napisałam, że tak uważam?
                        Ja uważam po prostu, że nauczyciel powinien dostawać informację zwrotną, że dziecko czegoś nie umie. Niezależnie od przyczyny tego nieumienia.

                        W stylu "Kasia nie zrobiła zadania domowego, bo go nie zrozumiała" - na co nauczyciel może odpisać "nic dziwnego skoro przez całą lekcję rysowała kucyponki w zeszycie, zamiast słuchać". Ale może też odpisać "wyjaśnię Kasi zadanie jeszcze raz, zobaczę, z czym konkretnie ma problem". Chodzi o nawiązanie dialogu i ustalenie, DLACZEGO dziecko ma problem z rozumieniem (jak pisałam - może to być dziecko dysfunkcyjne, może gadało na lekcji i nie słuchało, ale może również pani wyjaśniła w taki sposób, że do dzieci to nie trafiło). A potem podjęcie kroków. Natomiast jeśli dziecko przynosi dzień w dzień dobrze rozwiązane zadanie, bo mu mamusia wytłumaczyła, nauczyciel nie ma ŻADNEJ informacji zwrotnej i uznaje, ze wszystko jest ok. Choć nie jest.


                        Moje dziecko przyszło ze szkoły z dyktandem z angielskiego, dostało ocenę niżej, bo zamiast "aeroplane" napisało "airplane". Nie bardzo rozumiał, o co pani chodziło, bo w końcu wg niego "airplane" jest formą poprawną (ano, bo jest). Na początku chciałam dziecku wyjaśniać zawiłości różnic pisowni brytyjskiej i amerykańskiej, ale w koncu napisałam do anglistki maila z prośbą o wyjaśnienie dziecku, dlaczego "airplane" jest formą błędną, bo ogólnie mogę to zrobić ja, ale lepiej będzie, jak zrobi to nauczyciel. Przyznała, że wcześniej tego dzieciom nie miała potrzeby tłumaczyć, bo 99% pierwszoklasistów nie znała ani jednej formy tego nieszczęsnego samolotu przed pójściem do szkoły. Następnego dnia dziecku wytłumaczyła, o co chodzi, sprawa wyjaśniona, dziecko wie, że w szkole obowiązuje pisownia brytyjska, tyle.



                        --
                        http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/h/hrle12pb7.png
                        • 24.10.11, 15:47
                          moje dziecko kończy zajęcia o 12 i jak 90 % dzieci z jej klasy idzie na świetlice lub zajęcia dodatkowe z których jest odbierane o 15.
                          Młoda ma dobrą pamięć, całkiem możliwe że pamiętałaby co ma zrobić z danym ćwiczeniem co nie oznacza że wszystkie dzieci by zapamiętały, zwłaszcza te z problemami w nauce.
                          Szkoła nie jest tylko dla dzieci wybitnych, ale również dla tych przeciętnych i słabych.
                          "> I wtedy średnio rozgarnięte dziecko po jednorazowym przeczytaniu polecenia prze
                          > z rodzica wie, co ma zrobić.'

                          I powracamy do meritum, dzieci nieczytające potrzebują pomocy rodzica przy odrabianiu lekcji.
                • 24.10.11, 14:11
                  Jeszcze jedno pomoc w pierwszej klasie właśnie polega na czytaniu poleceń i upewnieniu sie czy dziecko je zrozumiało. Nie sadzę aby ktoś za dziecko wykonywał szlaczki , czy pracę plastyczną.
                  • 24.10.11, 14:22
                    Cytat
                    Jeszcze jedno pomoc w pierwszej klasie właśnie polega na czytaniu poleceń i upewnieniu sie czy dziecko je zrozumiało.


                    No a jeśli dziecko nie zrozumiało? Raz, drugi, trzeci? Nie informujesz o tym nauczyciela i zakładasz, że TWOIM obowiązkiem jest wyjaśnianie dziecku poleceń?

                    --
                    http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/h/hrle12pb7.png
                    • 24.10.11, 14:42
                      Jeżeli dziecko nie jest w stanie zrozumieć polecenia obrysuj wszystkie trójkąty, czy też je policz albo zaznacz słowa zaczynające sie na literę b. To albo oznacza to, ze dziecko nie zna tematu albo, że ma problemy wymagające leczenia i terapii, albo jest opóźnione w rozwoju.
                      Jeżeli dziecko nie ma poprawnie wykształconego słuchu fonematycznego, to bez ćwiczeń żadne choćby najlepszy nauczyciel nie jest w stanie tu pomóc.
                      I wybacz ale jeżeli moje dziecko mimo przygotowania przedszkolnego czyli rocznego wałkowania figur geometrycznych, wyznaczania pierwszej i ostatniej głoski miałoby z tym gigantyczny problem, to nie byłby to problem nauczycielki tylko mój, a dokładnie udałabym sie do PPP w celu zdiagnozowania problemu.
                      • 24.10.11, 16:46
                        makurokurosek napisała:

                        > Jeżeli dziecko nie ma poprawnie wykształconego słuchu fonematycznego, to bez ćw
                        > iczeń żadne choćby najlepszy nauczyciel nie jest w stanie tu pomóc.
                        Rodzic też bez ćwiczeń nie pomoże. Gorzej - rodzic ma nawet prawo nie wiedzieć co to jest słych fonematyczny. I to rolą nauczyciela jest zasugerowanie choćby wizyty w poradni.


                        --
                        Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                    • 24.10.11, 15:59
                      mama_kotula napisała:

                      >
                      > No a jeśli dziecko nie zrozumiało? Raz, drugi, trzeci? Nie informujesz o tym na
                      > uczyciela i zakładasz, że TWOIM obowiązkiem jest wyjaśnianie dziecku poleceń?
                      >

                      Jak rodzic nie ma czasu i chęci na wytłumaczenie, to jak można pokładać wiarę w to, że nauczyciel będzie miał ten czas i chęci.
                      Ja - pomimo, że dziecko chodzi do naprawdę dobrej szkoły - nie pokładam tyle wiary w to, że cała nauka jest na barkach szkoły.
                      • 24.10.11, 16:06
                        Cytat
                        Jak rodzic nie ma czasu i chęci na wytłumaczenie, to jak można pokładać wiarę w to, że nauczyciel będzie miał ten czas i chęci.


                        Chciałam tylko po cichu wspomnieć, że nauczanie dziecka jest obowiązkiem nauczyciela, który to obowiązek jest w zakresie jego obowiązków zawodowych.
                        Nauczanie dziecka jest moją DOBRĄ WOLĄ, a nauczyciela OBOWIĄZKIEM. I tu jest różnica.

                        Bo, podobnie jak ty, "nie pokładam tyle wiary w to, że cała nauka jest na barkach szkoły", wręcz przeciwnie - natomiast nie zakładam, że proporcje mają być równe, czy że rodzic ma przerabiać z dzieckiem program szkolny w zamian za nauczyciela (bo rly, ja mam naprawdę ciekawsze rzeczy do wspólnej nauki z dzieckiem).
                        I zakładam, że po coś to dziecko do tej szkoły chodzi, nie tylko po to, aby zweryfikować to, czego go nauczył rodzic. Zgadza się?

                        --
                        http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/h/hrle12pb7.png
                        • 24.10.11, 16:13
                          I jeszcze dodam, ze to dobry etap, zeby dziecku zaczac wkladac do glowy, ze uczy sie dla siebie nie na oceny, a ocena jak juz powinna odzwierciedlac wiedze JEGO, nie RODZICA.

                          W swojej karierze szkolnej rodzice nie odrabiali ze mna lekcji nigdy.

                          Co do czytania polecen, w szkole mlodego dzieci pracuja w grupach, i zanim o cokolwiek zapytaja nauczyciela MAJA poszukac odpowiedzi naokolo siebie. W kazdej grupie jest uczen lepiej czytajacy. Prosze bardzo polecenie moglabym przeczytac, ale nie musze. CZytanie ze zrozumieniem sie ksztaltuje, wiec trzeba zaczynac wyrabiac nawyki przeczytac jeszcze raz, pozwalac na zrobienie bledu.
                          • 24.10.11, 16:25
                            myelegans napisała:

                            >
                            > W swojej karierze szkolnej rodzice nie odrabiali ze mna lekcji nigdy.
                            >

                            Ale czy ktoś tu mówi o odrabianiu za dziecko lekcji? Dopilnowywanie to nie odrabianie za dziecko.
                            • 24.10.11, 16:40
                              fogito napisała:

                              [quote] Ale czy ktoś tu mówi o odrabianiu za dziecko lekcji? Dopilnowywanie to nie odra
                              > bianie za dziecko. [quote/]

                              nie dopilnowywali rowniez. Ja pilnuje, zeby dziecko mialo sniadanie, folderyi zagladam do nich codziennie, bo jest to forma korespondencji z rodzicami i plecak. Zadanie wyjmuje w poniedzialek i lezy na stole jak wyrzut sumienia, najczesciej jest odrabiane hurtowo w srode, chociaz juz zaczyna sie myslenie typu "jak odrobie dzisiaj wszystko, to jutro po karate moge robic cos innego", albo zabiera i odrabia w swietlicy i zadania zdarzy mi sie nie widziec wogole.
                              • 24.10.11, 16:44
                                myelegans napisała:


                                > nie dopilnowywali rowniez.

                                Moja mama pilnowała mnie jeszcze w liceum, ale tylko wtedy jak dostałam z matmy 3 zamiast 5. Była nauczycielką matematyki w liceum i nie zdzierżyłaby gdybym z matmy nie miała piątki na świadectwie.
                                • 24.10.11, 16:45
                                  Cytat
                                  Moja mama pilnowała mnie jeszcze w liceum, ale tylko wtedy jak dostałam z matmy 3 zamiast 5. Była nauczycielką matematyki w liceum i nie zdzierżyłaby gdybym z matmy nie miała piątki na świadectwie.


                                  Współczuję.

                                  --
                                  http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/h/hrle12pb7.png
                                  • 24.10.11, 17:28
                                    mama_kotula napisała:

                                    > Cytat
                                    > Moja mama pilnowała mnie jeszcze w liceum, ale tylko wtedy jak dostałam z matmy
                                    > 3 zamiast 5. Była nauczycielką matematyki w liceum i nie zdzierżyłaby gdybym z
                                    > matmy nie miała piątki na świadectwie.
                                    >

                                    >
                                    > Współczuję.
                                    >

                                    Ależ nie ma czego. Miałam w efekcie piątki ze wszystkiego.
                                    • 24.10.11, 17:36
                                      Cytat
                                      Ależ nie ma czego. Miałam w efekcie piątki ze wszystkiego.


                                      O, to tak jak ja. Ale na mnie nikt presji nie musiał wywierać.

                                      --
                                      I am weird but I am not strange.
                                      • 24.10.11, 17:38
                                        mama_kotula napisała:


                                        > O, to tak jak ja. Ale na mnie nikt presji nie musiał wywierać.
                                        >

                                        Dopilnowywanie to nie presja. I jako piątkowa chyba widzisz tę różnicę wink
                                        • 24.10.11, 17:42
                                          fogito napisała:
                                          > Dopilnowywanie to nie presja. I jako piątkowa chyba widzisz tę różnicę wink

                                          Nie, nie widzę. Napisałaś wyżej, że "mama nie pozwoliłaby, abyś nie miała piątki na świadectwie" - to jest dla mnie presja.
                                          Moja mama natomiast zawsze twierdziła, że stać mnie na średnią 6.0, a że nie mam takiej średniej, to jest moja i tylko moja sprawa. I miała rację. Nie miałam średniej 6.0 wyłącznie z mojego własnego wyboru.

                                          --
                                          http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/h/hrle12pb7.png
                                          • 24.10.11, 18:30
                                            mama_kotula napisała:


                                            > Nie, nie widzę. Napisałaś wyżej, że "mama nie pozwoliłaby, abyś nie miała piątk
                                            > i na świadectwie" - to jest dla mnie presja.

                                            A dla mnie dopilnowanie. Presja byłaby wtedy gdyby były kary i nagrody.

                                            > Moja mama natomiast zawsze twierdziła, że stać mnie na średnią 6.0, a że nie ma
                                            > m takiej średniej, to jest moja i tylko moja sprawa. I miała rację. Nie miałam
                                            > średniej 6.0 wyłącznie z mojego własnego wyboru.

                                            Za moich czasów 6 nie było. A ja sama chciałam mieć 5,0 ze wszystkiego i miałam. Mama tylko tłumaczyła matmę w starszych klasach jak widziała, że nauczyciel nie daje rady i oceny się obniżają. Mama to świetny pedagog. Dziwne by było gdyby ignorowała problemy z matmy własnej córki.
                                            >
                                            • 24.10.11, 19:02
                                              Cytat
                                              Mama tylko tłumaczyła matmę w starszych klasach jak widziała, że nauczyciel nie daje rady i oceny się obniżają. Mama to świetny pedagog. Dziwne by było gdyby ignorowała problemy z matmy własnej córki.


                                              No, moja mama w pierwszej kolejności by poszla do nauczyciela i zapytała, z czego wynikają moje problemy, zanim zaczęłaby odwalać pracę za niego. Ale moja mama nie jest świetnym pedagogiem, nieprawdaż.

                                              Oraz, to jest naprawdę zadziwiające. Jak ja nie daję rady w pracy, to nie dostaję wynagrodzenia. Jak nauczyciel nie daje rady w pracy, to rodzice mu pomagają, często własnym kosztem (np. fundując dziecku korepetycje). Cuda, dziwy, panie dzieju. Chyba się przekwalifikuję ;P

                                              --
                                              http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/h/hrle12pb7.png
                                              • 24.10.11, 22:27
                                                mama_kotula napisała:

                                                >
                                                > No, moja mama w pierwszej kolejności by poszla do nauczyciela i zapytała, z cze
                                                > go wynikają moje problemy, zanim zaczęłaby odwalać pracę za niego.

                                                Moja mama świetnie znała owego nauczyciela i wiedziała, że tak dobrze to nigdy on nie wytłumaczy. Zresztą była to żona dyrektora liceum i ona nie musiała się specjalnie starać. Mama własnej córki w szkole nie mogła uczyć i dlatego robiła to w domu. Zresztą to był nauczyciel, który z zawiści wystawiał mi złe oceny za brak daty przy temacie lekcji. Chyba zdajesz sobie sprawę, że wśród nauczycieli 10 % to dobrze uczy a reszta odwala robotę. I nie zmieni się tego zbyt szybko, bo za mało płaca w tym zawodzie.

                                                Ale moja mam
                                                > a nie jest świetnym pedagogiem, nieprawdaż.

                                                Tego nie wiem, bo jej nie znam.


                                                > Oraz, to jest naprawdę zadziwiające. Jak ja nie daję rady w pracy, to nie dosta
                                                > ję wynagrodzenia. Jak nauczyciel nie daje rady w pracy, to rodzice mu pomagają,
                                                > często własnym kosztem (np. fundując dziecku korepetycje)

                                                Nauczanie to troszeczkę inna praca niż każda inna. Bo są w nią zaangażowane dzieci. Podobnie jak w przypadku lekarzy. Jak ci lekarz dobrze dziecka nie leczy, to nie będziesz lekarzowi udowadniać dziesięć razy, że się myli (możesz go pozwać za błąd ewentualnie). Pójdziesz do innego lekarza, bo zdrowie dziecka będzie ważniejsze niż tracenie czasu na konowała. Podobnie z nauczycielem. Jak jest kiepski to należałoby poszukać innej szkoły albo douczyć dziecko w domu. Łatwiej dzieciaka douczyć niż zmieniać szkołę, bo w każdej są kiepscy nauczyciele.
                                                W każdym razie ja wolę trzymać rękę na pulsie niż oczekiwać cudów. Gdyby była niezadowolona z nauczyciela to zmieniłabym dziecku szkołę. Póki co jestem bardzo zadowolona, ale nie widze powodu żeby części mojej wiedzy dziecku codziennie nie przekazywać.

                                                . Cuda, dziwy, panie
                                                > dzieju. Chyba się przekwalifikuję ;P
                                                >

                                                Chyba byś nie chciała. Bo nie ma nic gorszego niż uczenie cudzych dzieci.
                                            • 24.10.11, 22:05
                                              A ja sama chciałam mieć 5,0 ze wszystkiego i miałam.

                                              a możesz napisać, jak wielki wpływ miało to na to, co robisz teraz i jak bardzo przydało się to tobie w życiu?
                                              --
                                              -------------------------------------------------------------
                                              Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                              • 24.10.11, 22:36
                                                morekac napisała:

                                                > A ja sama chciałam mieć 5,0 ze wszystkiego i miałam.
                                                >
                                                > a możesz napisać, jak wielki wpływ miało to na to, co robisz teraz i jak bardzo
                                                > przydało się to tobie w życiu?

                                                Hmmm... No myślę że miało spory. Nie chcę wystawiać sobie laurki, bo wrodzona skromność mi nie pozwala smile Ważne, ze dostałam się na wymarzone studia, a potem miałam dobrze płatną pracę. Podróżowałam sporo i odcinałam kupony.
                                                Teraz maluję, bo to zawsze chciałam robić najbardziej i wychowuję dziecko, które jest równie obowiązkowe i systematyczne jak ja.
                                                Na pewno dobre uczenie się w niczym mi nie przeszkodziłosmile
                                                • 24.10.11, 22:59
                                                  Ale myślisz, że twoje życie wyglądałoby zasadniczo inaczej, gdybyś miała średnią 4,85? Czy nie dostałabyś się wtedy na wymarzone studia, nie skończyłabyś ich, nie miała pracy, nie malowała, nie miała dziecka?
                                                  Tak z czystej ciekawości pytam.
                                                  Poza tym wcale nie byłaś taka obowiązkowa i systematyczna, skoro nie pisałaś dat... wink
                                                  --
                                                  -------------------------------------------------------------
                                                  Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                                  • 25.10.11, 08:44
                                                    morekac napisała:

                                                    > Ale myślisz, że twoje życie wyglądałoby zasadniczo inaczej, gdybyś miała średni
                                                    > ą 4,85? Czy nie dostałabyś się wtedy na wymarzone studia, nie skończyłabyś ich,
                                                    > nie miała pracy, nie malowała, nie miała dziecka?
                                                    > Tak z czystej ciekawości pytam.
                                                    > Poza tym wcale nie byłaś taka obowiązkowa i systematyczna, skoro nie pisałaś da
                                                    > t... wink

                                                    Ale czy rozumiesz, że ja chciałam mieć najwyższą średnią dla własnej satysfakcji? Nie miałam jako dzieciak biznes planu na całe życie. Po prostu chciałam mieć najlepsze oceny i miałam. I nie musiałam się katowac z tego powodu.
                                                    A daty przy temacie nie napisałam raz i o to był ostatni raz, bo obniżono mi ocenę z tego powodu.
                                        • 24.10.11, 17:44
                                          Tutaj zgodzę się z matula_kotula . Nie rozumiem pilnowania nastolatka. Moim zdaniem dziecko należy przypilnować do chwili gdy nie jest w stanie samodzielnie przeczytać polecenia, ale jeżeli umie czytać, nie ma dysfunkcji ani trudności w nauce, ma już wyrobiony nawyk nauki to reszta należy do niego. To jego wiedza, jego życie. Ja mogę pomóc gdy pojawią się problemy ale nie stać jak kat.
                                          Rozumiem wspólną naukę z dzieckiem dysfunkcyjnym, które wymaga więcej czasu na opanowanie materiału ale w innych przypadkach nie.
                                          • 24.10.11, 18:34
                                            makurokurosek napisała:

                                            Ja mogę pomóc gdy pojawią się problemy ale nie stać jak kat.

                                            Bez przesady. Pomoc przy lekcjach to zadne stanie jak kat. I niekoniecznie trzeba czekać na wielkie problemy. Bo często gęsto moja mama robiła z moim bratem skomplikowane zadania matematyczne, które wychodziły poza program. I dlatego kiedy on wyjechał na studia do Stanów to dla niego była to już kompletna łatwizna

                                            > Rozumiem wspólną naukę z dzieckiem dysfunkcyjnym, które wymaga więcej czasu na
                                            > opanowanie materiału ale w innych przypadkach nie.

                                            smile Można wyjść poza program i przerabiać to z dzieckiem czego inni nigdy nie lizną. Tak robi wielu rodziców w szkole syna. I ja też wink
                                        • 25.10.11, 14:04
                                          A ja miałam trochę 4. I jakoś te 4 nie wpłynęły w żaden sposób ani na przebieg moich studiów, ani na moją karierę zawodową.
                                          --
                                          Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                      • 24.10.11, 19:18
                                        [quote] O, to tak jak ja. Ale na mnie nikt presji nie musiał wywierać. [quote/]

                                        Ditto!. Gdybym chciala kariere zakonczyc na zawodowce, nie byloby oporow ze strony rodziny. Zostalo mi tylko pokazane jakie sa alternatywy, wybor nalezal do mnie. Bylo to na poziomie poznej podstawowki
                                • 25.10.11, 15:48
                                  Byłoby mi wstyd że mama w liceum pilnuje czy odrabiam lekcje. Uczyłąm sie dla siebie nie angazując rodziców w zadania. No obciach.
                                  • 25.10.11, 15:51
                                    przeciwcialo napisała:

                                    > Byłoby mi wstyd że mama w liceum pilnuje czy odrabiam lekcje. Uczyłąm sie dla s
                                    > iebie nie angazując rodziców w zadania. No obciach.

                                    Wstyd, że mama matematyczka tłumaczy zadania z matematyki, które nie są wytłumaczone przez kiepskiego nauczyciela na lekcji?
                                    Chyba cię poniosło trochę smile
                                    • 25.10.11, 15:57
                                      Wybacz ale program liceum nie powalał i nie trzeba było geniusza aby je zrozumiec.
                                      • 25.10.11, 19:58
                                        przeciwcialo napisała:

                                        > Wybacz ale program liceum nie powalał i nie trzeba było geniusza aby je zrozumi
                                        > ec.

                                        smile I dlatego tak kiepsko dzieciaki zdają maturę z matematyki, bo taki łatwy materiał w liceum mamy. Już nie wiesz jak mi dokopać... Postaraj się bardziej.
                                        • 25.10.11, 20:04
                                          Cytat
                                          I dlatego tak kiepsko dzieciaki zdają maturę z matematyki, bo taki łatwy materiał w liceum mamy.


                                          Dzieciaki kiepsko zdają maturę z matematyki, bo są tępe. Matura z matematyki na poziomie podstawowym nie jest trudniejsza niż przeciętny sprawdzian 10 lat temu w 2 klasie ogólniaka. Z palcem w tyłku można ją zdać. Jak się ma cokolwiek w głowie i nie jest się tzw. "humanistą".


                                          --
                                          Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
                                          Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
                                          • 25.10.11, 20:13
                                            mama_kotula napisała:


                                            > Dzieciaki kiepsko zdają maturę z matematyki, bo są tępe. Matura z matematyki na
                                            > poziomie podstawowym nie jest trudniejsza niż przeciętny sprawdzian 10 lat tem
                                            > u w 2 klasie ogólniaka. Z palcem w tyłku można ją zdać. Jak się ma cokolwiek w
                                            > głowie i nie jest się tzw. "humanistą".
                                            >
                                            >

                                            To znaczy, że poziom się obniża z roku na rok. Za moich czasów był to jeszcze wysoki poziom. Szkoda, bo to oznacza, że trzeba wkładać więcej pracy w naukę dziecka poza szkołą.
                                            • 25.10.11, 20:18
                                              Cytat
                                              To znaczy, że poziom się obniża z roku na rok. Za moich czasów był to jeszcze wysoki poziom. Szkoda, bo to oznacza, że trzeba wkładać więcej pracy w naukę dziecka poza szkołą.


                                              Poziom swoją drogą, ale głównym powodem jest to, co pisałam niżej: do ogólniaków idą teraz ludzie, którzy 20 lat temu poszliby do szkoły zawodowej.

                                              --
                                              Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
                                              Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
                                            • 26.10.11, 17:44
                                              Za moich czasów był to jeszcze w
                                              > ysoki poziom. Szkoda, bo to oznacza, że trzeba wkładać więcej pracy w naukę dzi
                                              > ecka poza szkołą.
                                              Za moich czasów to nawet trawa była bardziej zielona.
                                              Tak a propos matury: nie wiem, czy piszesz o podstawowej czy rozszerzonej. Podstawowa jest chyba rzeczywiście nietrudna, zwłaszcza dla kogoś, kto wylądował na informatyce.Rozszerzonej nigdy się nie przyglądałam (żeby sobie humoru nie psuć, że kiedyś to wiedziałam, a już zapomniałam), więc nie wiem.
                                              Jest jednak jedno ale: dawniej na rozwiązanie 3 zadań z 5 (to za moich czasów - czyli ponad 20 lat temu) było 5 godzin. A w praktyce wystarczyło napisać jedno porządnie od A do Z, żeby zdać. Czyli - przy pewnej dozie szczęścia - można było mieć opanowany jeden dział i zdać. A czasu było mnóstwo.
                                              Teraz zadań było 33 (podstawowy) w 170 minut i 12 (rozszerzony) - w 180 minut.
                                              Moim zdaniem to teraz trzeba wykazać się szerszą wiedzą (nie twierdzę, że głębszą).
                                              --
                                              -------------------------------------------------------------
                                              Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                              • 27.10.11, 14:24
                                                Ale to 1 zadanie to trzeba było rozpisać dość porządnie na tą 3. Na maturze podstawowej w całkiem sporej części zadań wystarczy umiejętność liczenia, zdrowego rozsądku i wiedza z gimnazjum czy nawet podstawówki. W zadaniach zakniętych najgorszym wypadku można wyeliminować 1,2 odpowiedzi i strzelać z prawdopodobieństwem 1/3 czy 1/2.
                                                --
                                                Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                                • 27.10.11, 14:35
                                                  Cytat
                                                  Ale to 1 zadanie to trzeba było rozpisać dość porządnie na tą 3. Na maturze podstawowej w całkiem sporej części zadań wystarczy umiejętność liczenia, zdrowego rozsądku i wiedza z gimnazjum czy nawet podstawówki.



                                                  Na maturze podstawowej w tym roku zadania za 1-2 punkty wygladały np. tak:
                                                  - Pierwsza rata, która stanowi 9% ceny roweru, jest równa 189 zł. Ile kosztuje rower?
                                                  - Wyrażenie 5a2 −10ab +15a jest równe iloczynowi...
                                                  - Funkcja liniowa określona jest wzorem f (x) = − 2x + 4 . Miejscem zerowym tej funkcji jest liczba...
                                                  - Rozwiąż nierówność 3x2 −10x + 3 ≤ 0 .

                                                  --> są to typowe zadania sprawdzianowe, ze zbioru zadań, rozwiązywane powinny być automatycznie, wg schematów, których jest się w stanie nauczyć choćby i na pamięć średnio inteligentna osoba; bez problemu można z tych prostych zadań wyciągnąć wymagane 30%

                                                  Zadanie najwyżej punktowane - za 5 pkt - wyglądało tak:

                                                  "Pewien turysta pokonał trasę 112 km, przechodząc każdego dnia tę samą liczbę kilometrów. Gdyby mógł przeznaczyć na tę wędrówkę o 3 dni więcej, to w ciągu każdego dnia mógłby przechodzić o 12 km mniej. Oblicz, ile kilometrów dziennie przechodził ten turysta."

                                                  - jest to zadanie na poziomie łamigłówek logicznych z czasopism. Komentarz jak wyżej.

                                                  Na tzw. starej maturze zadania były z reguły przekrojowe, aby je zrobić nie wystarczała wiedza z jednego działu matematyki.

                                                  --
                                                  Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
                                                  Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
                                                  • 27.10.11, 15:03
                                                    Na tzw. starej maturze zadania były z reguły przekrojowe, aby je zrobić nie wys
                                                    > tarczała wiedza z jednego działu matematyki.
                                                    Swoje zadania z matury pamiętam całkiem nieźle: dwie godziny spędziłam na zastanawianiu się, jakby je tu ugryźć. Albowiem zapomniałam kompletnie wszystkich wzorów, łącznie z tabliczką mnożenia na czas jakiś.
                                                    Wstrząsające przeżycie: siedzieć nad zadaniami, o których się wie, że zadania takiego typu rozwala się bez trudności w warunkach niematuralnych.
                                                    W każdym razie zadanie z rachunku prawdopodobieństwa wymagało jedynie zdrowego rozsądku... I znajomości jednego wzoru z rachunku prawdopodobieństwa. smile
                                                    Ale owszem, trzeba było porządnie rozpisać. Ale teraz też trzeba.
                                                    --
                                                    -------------------------------------------------------------
                                                    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                                  • 27.10.11, 15:15
                                                    Cytat
                                                    Ale owszem, trzeba było porządnie rozpisać. Ale teraz też trzeba.


                                                    Morekac, zlituj się, co trzeba?
                                                    Teraz na wymagane 30% wystarczy zrobić zadania testowe, gdzie nikogo nie obchodzi sposób dochodzenia do rozwiązania, wazne aby zakreślić dobrą odpowiedź. Przykładowe podałam wyżej. Jak nie wiesz, masz 25% szansy na to, że dobrze strzelisz, to całkiem spore szanse, jak wyeliminujesz odpowiedzi kompletnie od czapy, masz jeszcze większe szanse.
                                                    Autentycznie, trzeba byc kompletnym tępakiem, aby po 3 latach przygotowywania się do matury z matematyki ją oblać.


                                                    --
                                                    I am weird but I am not strange.
                                                  • 27.10.11, 16:06
                                                    Autentycznie, trzeba byc kompletnym tępakiem, aby po 3 latach przygotowywania s
                                                    > ię do matury z matematyki ją oblać.
                                                    Hehe, ale dawniej też wcale nie było tak trudno jej nie oblać. Zwłaszcza, że maturę z matematyki pisali ludzie po mat-fizach, ewentualnie ochotnicy. Czyli ludzie, którzy teoretycznie przynajmniej czuli się na siłach... A w ciągu 5 godzin to cuda się mogły zdarzyć.
                                                    Poza tym napisałam, że nie twierdzę, że nowa matura wymaga głębszej wiedzy, tylko że chyba szerszej.
                                                    Trudny to był egzamin na studia. Maturę trzeba było przepchnąć, żeby móc podejść do egzaminu na studia.
                                                    --
                                                    -------------------------------------------------------------
                                                    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                                  • 27.10.11, 16:15
                                                    Zrobienie w pamięci tego najbardziej punktowanego zadania o turyście zajęło mi jakąś minutę. Rozpisanie tego (prawdę mówiąc w arkuszach odpowiedzi jest imho nadmiar formy nad treścią) - niech to będzie nawet 20 minut (na 170) - a jest to 10% punktów z całej matury (do zdania potrzeba 30% czyli 15 punktów)
                                                    Tak na oko to mało które zadanie wymaga kombinowania tylko podstawienia do wzorów , które uczeń przez te 12 lat nauki mógłby jednak przyswoić - nie powinno być to trudniejsze niż matura choćby z geografii.
                                                    Takie zadanie:
                                                    Najmniejszą liczbą całkowitą należącą do zbioru rozwiązań nierówności 3/8+x/6<5x/12 jest
                                                    A. 1 B. 2 C. −1 D. − 2

                                                    tak naprawdę wymaga podstawienia i liczenia - nawet jeśli ktoś nie bardzo ma pojęcie o sprowadzaniu ułamków do wspólnego mianownika (to szkoła podstawowa) i rozwiązywaniu nierówności (to chyba gimnazjum) da się to zrobić całkiem szybko.
                                                    W zadaniu 9 z matury 2011 jest do wskazania wykres funkcji - mając minimalną wiedzę można w ciągu 10 sekund odrzucić 2 odpowiedzi i strzelać z prawdopodobieństwem 50%.
                                                    W zadaniu 16, gdzie jest pytanie o miarę kąta - to patrząc z rysunek to zostają ze 2 odpowiedzi do strzelania - bez żadnej dodatkowej wiedzy.
                                                    W zadaniu 17 z wiedzą co to jest romb to spokojnie można odrzucić 2 odpowiedzi, a obstawiając, że w takich wysokościach rombów zwykle wychodzą jakieś durne pierwiastki to można odrzucić i 3-cią - bez żadnej wiedzy nt. "związków miarowych w figurach płaskich" i bez liczenia czegokolwiek. I na dokładkę trafić wink
                                                    Rozpisać trzeba niektóre zadania otwarte - ale też nie wszystkie.
                                                    --
                                                    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                                  • 27.10.11, 16:46
                                                    Zrobienie w pamięci tego najbardziej punktowanego zadania o turyście zajęło mi
                                                    > jakąś minutę

                                                    Fajnie to się rozwiązuje akie rzeczy z perspektywy iluś tam lat. wink
                                                    Natomiast dla 18- czy 19-letniego maturzystę, straszonego od lat, że matury nie zda, bo te obecne roczniki są coraz bardziej tępe i niedouczone, dochodzi jeszcze jeden czynnik: stres.
                                                    Ja tam wczoraj miałam wątpliwości dotyczące zaokrągleń. ;-(

                                                    --
                                                    -------------------------------------------------------------
                                                    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                                  • 27.10.11, 17:45
                                                    Ja wiem, że stres itd. Ale obiektywnie te zadania nie są trudne i nie wymagają jakiejś niesamowitej wiedzy ani zdolności matematycznych. A % niezdawalności matematyki podstawowej na maturze świadczy głównie o poziomie nauczania matematyki od szkoły podstawowej zaczynając, poprzez gimnazjum, na szkole średniej kończąc. Wygląda na to, że część osób przystępujących do matury nie wie co to przekątna ,nie potrafi dodać 3/8 do 5/6 czy obliczyć 9% z jakiejś liczby. To ja się tak zastanawiam jak oni przez te 12 lat przechodzili z klasy do klasy. Nauczyciela żadnego nie było czy jak? Przecież potem taki człowiek nawet PiTa nie będzie w stanie wypełnić, a 1-szy lepszy "doradca finansowy" zrobi go w balona.
                                                    --
                                                    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                                  • 28.10.11, 08:44
                                                    Cóz, dzieci są uczone matematyki w dużej mierze jeszcze przez ludzi ze 'starą, dobrą maturą'. wink
                                                    Sama przyznajesz, ze w dużej mierze jest to wiedza z zakresu szkoły podstawowej (dawnej) - czyli większość ludzi powinna móc to opanować, bez względu na to, czy nadawałaby się do zawodówki czy do Oxfordu. A nie opanowywuje.
                                                    --
                                                    -------------------------------------------------------------
                                                    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                                  • 28.10.11, 19:02
                                                    I tym bardziej mam wrażenie, że jest coś nie tak. Może jest za mało godzin tej matematyki? Może programy są źle ułożone? Może nauczyciele oceniani są głównie pod kątem jak młodzież wypadła na teście 6-klasisty/gimnazjalisty/maturzysty i na lekcjach rozwalają głównie testy zamiast skupić się na zrozumieniu przez nawet najbardziej "opornych" uczniów tych sześcianów czy tego co to jest dziedzina a co zbiór wartości funkcji? (oj, było na tej maturze banalne zadanie o tej funkcji - za 2 punkty)
                                                    --
                                                    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                                  • 28.10.11, 19:11
                                                    jakw napisała:
                                                    > I tym bardziej mam wrażenie, że jest coś nie tak. Może jest za mało godzin tej
                                                    > matematyki? Może programy są źle ułożone? Może nauczyciele oceniani są głównie
                                                    > pod kątem jak młodzież wypadła na teście 6-klasisty/gimnazjalisty/maturzysty i
                                                    > na lekcjach rozwalają głównie testy zamiast skupić się na zrozumieniu


                                                    Jakw, masz tu wypowiedź jak to wygląda - akurat z punktu widzenia polonistki, ale coś w tym jest, co piszesz, można to odnieść do ogólnej "testomanii", więc i do matematyki też.

                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,567,129930958,129949287,Re_Badania_III_klasistow_nie_mysla.html

                                                    --
                                                    Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
                                                    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
                                                  • 27.10.11, 15:39
                                                    Cytat Na maturze podstawowej w tym roku zadania za 1-2 punkty wygladały np. tak: ...
                                                    Kotula, ja Cie bardzo prosze Ty mnie nie zalamuj od rana.
                                                  • 27.10.11, 15:54
                                                    myelegans napisała:
                                                    > Cytat Na maturze podstawowej w tym roku zadania za 1-2 punkty wygladały np. t
                                                    > ak: ...

                                                    > Kotula, ja Cie bardzo prosze Ty mnie nie zalamuj od rana.

                                                    Ja cię nie załamuję. Po 10 latach od ukończenia szkoły (przy okazji - matury nie zdawałam z matematyki, a z łaciny - teoretycznie, bo jako olimpijka byłam zwolniona) poziom podstawowy zrobiłam na 100%. Bez przygotowania.
                                                    Mój syn lat 8 zrobił 2 zadania - zadanie na wyliczanie procentów i zadanie z obliczaniem średniej arytmetycznej.


                                                    --
                                                    Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
                                                    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
                                                  • 27.10.11, 16:03
                                                    Cytat Mój syn lat 8 zrobił 2 zadania - zadanie na wyliczanie procentów i zadanie z obliczaniem średniej arytmetycznej
                                                    to juz wiekszy bylby praktyczny pozytek wymagania na maturze rzeczy typu: statystyka, robienie podatkow, ukladanie i bilansowanie budzetu, podstawy ksiegowosci i finansow, polacznoego z mocnymi podstawami ekonomii... Serio.
                                                  • 27.10.11, 17:03
                                                    typu: statystyka, robienie podatkow, ukladanie i bilansowanie budzetu, podstawy ksiegowosci i finansow, polacznoego z mocnymi podstawami ekonomii... Serio.
                                                    Tak na serio, to na pewno tego nie uczą na matematyce. Może na jakiejś przedsiębiorczości - ale to klasyczna zapchajdziura. Klasyczny absolwent klasycznej polskiej szkoły być może i potrafiłby wymienić 500 dat i nazwisk, które zmieniły historię świata, ze szczególnym uwzględnieniem chwalebnych czynów oręża polskiego, ale jego praktyczne przygotowanie do współczesnego życia czyhającego za progiem szkoły jest znikome. wink
                                                    --
                                                    -------------------------------------------------------------
                                                    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                        • 25.10.11, 20:05
                                          Mowa była o "naszych" czasach a nie obecnym stanie niewiedzy.
                                          • 25.10.11, 20:12
                                            przeciwcialo napisała:

                                            > Mowa była o "naszych" czasach a nie obecnym stanie niewiedzy.

                                            Szczególnie, że w dzisiejszych czasach zarówno edukacja ogólnokształcąca jak i później edukacja wyższa się zdewaluowały - do ogólniaków idzie teraz młodzież, która 15-20 lat temu poszłaby do szkoły zawodowej, ewentualnie do technikum. Na studia idą ludzie, którzy w "naszych" czasach zakończyliby edukację na szkole średniej.

                                            --
                                            http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/h/hrle12pb7.png
                                          • 25.10.11, 20:14
                                            przeciwcialo napisała:

                                            > Mowa była o "naszych" czasach a nie obecnym stanie niewiedzy.

                                            A skąd ja mogę wiedzieć, czy twoje czasy to też moje? Ja chodziłam do bardzo dobrego LO, w którym był wysoki poziom. Już nigdy w życiu tak się nie uczyłam ja przez te cztery lata.
                                            • 25.10.11, 20:22
                                              Nie pograżaj się. Nie masz 15 lat skoro masz dziecko. Podobno skończyłas studia, pracowałaś, od 6 czy 7 lat wychowujesz dziecko. 30 lat skończyłas pewnie więc raczej nasze lata licealne przebiegały w podobnym czasie. Program był ten sam.
                                              • 25.10.11, 21:26
                                                przeciwcialo napisała:

                                                > Nie pograżaj się. Nie masz 15 lat skoro masz dziecko. Podobno skończyłas studia
                                                > , pracowałaś, od 6 czy 7 lat wychowujesz dziecko. 30 lat skończyłas pewnie więc
                                                > raczej nasze lata licealne przebiegały w podobnym czasie. Program był ten sam.

                                                big_grin Ubawiłaś mnie. Ja uważam, że starsza jestem od ciebie i dlatego moje czasy to jednak nie twoje. Ja mam 39 lat smile
                                                • 25.10.11, 21:34
                                                  No to mogłysmy do jednej klasy chodzic.. Jednak nie pomyliłam sie.
                                                  • 25.10.11, 21:36
                                                    przeciwcialo napisała:

                                                    > No to mogłysmy do jednej klasy chodzic.. Jednak nie pomyliłam sie.

                                                    no to super. Mamy jedną rzecz wspólna big_grin
                        • 24.10.11, 16:20
                          mama_kotula napisała:

                          >
                          > Chciałam tylko po cichu wspomnieć, że nauczanie dziecka jest obowiązkiem nauczy
                          > ciela, który to obowiązek jest w zakresie jego obowiązków zawodowych.

                          smile To bardzo wygodna ale jednocześnie bardzo naiwna postawa. A efekty jej mogą być mizerne przede wszystkim dla twojego dziecka.

                          > Nauczanie dziecka jest moją DOBRĄ WOLĄ, a nauczyciela OBOWIĄZKIEM. I tu jest ró
                          > żnica.

                          Jasne, ale to twoje dziecko i obawiam się, że nauczyciel ma głęboko w nosie jak twoje dziecko się będzie uczyć i czy zda na dobre studia czy też skończy na zmywaku wink

                          > Bo, podobnie jak ty, "nie pokładam tyle wiary w to, że cała nauka jest na barka
                          > ch szkoły", wręcz przeciwnie - natomiast nie zakładam, że proporcje mają być ró
                          > wne, czy że rodzic ma przerabiać z dzieckiem program szkolny w zamian za nauczy
                          > ciela (bo rly, ja mam naprawdę ciekawsze rzeczy do wspólnej nauki z dzieckiem).

                          A ja uważam, że to rodzic ma obowiązek włożyć więcej pracy w edukację dziecka niż szkoła. Szkoła prezentuje dziecku minimum tego co powinno się nauczyć. Od rodziców zależy czy dopilnują by dziecko uczyło się więcej niż wymagane minimum. I chodzi mi tu o dopilnowanie pewnych rzeczy a nie odrabianie lekcji za dziecko.

                          m, że po coś to dziecko do tej szkoły chodzi, nie tylko po to, aby zwe
                          > ryfikować to, czego go nauczył rodzic. Zgadza się?

                          Jak wyżej. Szkoła uczy wymaganego minimum. Rzadko kiedy uczy czegoś więcej. Jeśli to wam wystarcza to ok. Bo mnie nie wystarcza.

                          >
                          • 24.10.11, 16:51
                            > Jasne, ale to twoje dziecko i obawiam się, że nauczyciel ma głęboko w nosie jak
                            > twoje dziecko się będzie uczyć i czy zda na dobre studia czy też skończy na zm
                            > ywaku wink
                            Zapominasz jeszcze, że te dobre studia trzeba jeszcze skończyć - też będziesz wtedy pilnowała czy synek wszystko odrobił?

                            --
                            Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                            • 24.10.11, 17:30
                              jakw napisała:

                              > > Jasne, ale to twoje dziecko i obawiam się, że nauczyciel ma głęboko w nos
                              > ie jak
                              > > twoje dziecko się będzie uczyć i czy zda na dobre studia czy też skończy
                              > na zm
                              > > ywaku wink
                              > Zapominasz jeszcze, że te dobre studia trzeba jeszcze skończyć - też będziesz w
                              > tedy pilnowała czy synek wszystko odrobił?
                              >

                              Ale widzisz różnicę między siedmiolatkiem a 18 latkiem? Ja skończyłam dobre studia (w innym mieście) z najlepszym wynikiem, bo od dziecka byłam nauczona systematyczności i obowiązkowości. A mama jeszcze w liceum trzymała ręką na pulsie.
                              • 24.10.11, 17:40
                                Cytat
                                Ja skończyłam dobre studia (w innym mieście) z najlepszym wynikiem, bo od dziecka byłam nauczona systematyczności i obowiązkowości. A mama jeszcze w liceum trzymała ręką na pulsie.


                                A tak, tak, znam takie mróweczki pracowite, co to muszą pracowitością i systematycznością nadrabiac brak zdolności. I co musi je mamusia do liceum za rączkę prowadzić.


                                --
                                Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
                                Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
                                • 24.10.11, 18:36
                                  mama_kotula napisała:

                                  >>
                                  > A tak, tak, znam takie mróweczki pracowite, co to muszą pracowitością i systema
                                  > tycznością nadrabiac brak zdolności. I co musi je mamusia do liceum za rączkę p
                                  > rowadzić.
                                  >

                                  smile Chcesz mnie obrazić? Bez zdolności to nikt całej edukacji szkolnej nie zaliczy na 5,0 bo materiał do opanowania jest gigantyczny i trzeba się uczyć masakrycznie dużo i szybko żeby na tę najwyższą ocenę zaliczyć. Rozmawiamy o czasach bez 6.
                                  • 24.10.11, 19:08
                                    Cytat
                                    Bez zdolności to nikt całej edukacji szkolnej nie zaliczy na 5,0 bo materiał do opanowania jest gigantyczny i trzeba się uczyć masakrycznie dużo i szybko żeby na tę najwyższą ocenę zaliczyć.


                                    Nie wiem, czy trzeba się uczyć "masakrycznie dużo i szybko". Ja się praktycznie uczyłam wyłącznie do olimpiad, czyli rzeczy wykraczających poza program. Programowo uczyć zaczęłam się stricte gdzieś w okolicy studiów. Inni, mniej zdolni, nadrabiali pracowitością i systematycznością, aby osiągnąć dobre wyniki.
                                    Niemniej nie kumam idei zaliczania programu na 5.0 z zasady pt. "bo tak".

                                    --
                                    http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/h/hrle12pb7.png
                                    • 24.10.11, 22:43
                                      mama_kotula napisała:


                                      > Nie wiem, czy trzeba się uczyć "masakrycznie dużo i szybko". Ja się praktycznie
                                      > uczyłam wyłącznie do olimpiad, czyli rzeczy wykraczających poza program

                                      A ja do olimpiad się nie uczyłam, tylko z marszu do nich podchodziłam smile Uczyłam się za to wszystkiego na bieząco - dokładnie i dogłębnie. Taka już jestem.

                                      . Progr
                                      > amowo uczyć zaczęłam się stricte gdzieś w okolicy studiów.

                                      A wtedy to ja zwolniłam z nauką. Bo właściwie była to połowa tego co do nauczenia w liceum, ale może dlatego, że moje liceum było strasznie wymagające. W każdym razie odetchnęłam na studiach, bo skończył się ogrom materiału z dnia na dzień. Było więcej czasu na wszystko. I na balangi oczywiście smile

                                      Inni, mniej zdolni,
                                      > nadrabiali pracowitością i systematycznością, aby osiągnąć dobre wyniki.
                                      > Niemniej nie kumam idei zaliczania programu na 5.0 z zasady pt. "bo tak".

                                      Bo to się ma w genach albo nie. Mój syn też taki jest. Obiecał sobie, ze do końca kadencji w szkole nie przyniesie żadnego entry, czyli uwagi. A zaczął dopiero drugi rok w owej szkole. Ale jest zawzięty po matce więc pewnie mu się uda. I właściwie nie wiem dlaczego nie wrzuci trochę na luz. W każdym razie taka postawa przynosi efekty, bo jest się uczniem lubianym przez nauczycieli a takim łatwiej w szkole.
                              • 25.10.11, 14:14
                                fogito napisałasuspicious
                                > Ale widzisz różnicę między siedmiolatkiem a 18 latkiem?
                                Hm, a ty widzisz, skoro jeszcze w liceum twoja mama rwała włosy z głowy z tego powodu, że nie masz 5 z matematyki? A wogóle ciągle podkreślasz, że skończyłaś dobre studia i miałaś dobrą pracę. Za to teraz nie pracujesz w sensie zawodowym, wychowujesz dziecko i coś tam malujesz - a możesz mi powiedzieć jaki jest związek twojej teraźniejszości z tym, że w okolicach matury miałaś średnią 5.0 zamiast 4.9? I myślisz, że te kupony od tego 5.0 będziesz odcinać do końca życia?
                                --
                                Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                • 25.10.11, 14:26
                                  I myślisz, że te kupony od tego 5.0 będziesz odcinać do końca życia?
                                  To jest podstawowa informacja, którą wpisuje się w CV... wink
                                  --
                                  -------------------------------------------------------------
                                  Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                  • 25.10.11, 14:29
                                    A druga, to o ukończeniu podstawówki z wyróżnieniem...
                                    --
                                    -------------------------------------------------------------
                                    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                  • 25.10.11, 14:33
                                    morekac napisała:

                                    > I myślisz, że te kupony od tego 5.0 będziesz odcinać do końca życia?
                                    > To jest podstawowa informacja, którą wpisuje się w CV... wink
                                    Oraz zapewne we wniosku o emeryturę wink

                                    --
                                    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                    • 25.10.11, 15:28
                                      Oraz zapewne we wniosku o emeryturę wink
                                      Skoro można sobie kazać wyryć na nagrobku 'mgr', to może można też 'absolwentka LO ze średnią 5,0'.
                                      I oby to wyrycie nastąpiło jak najpóźniej.
                                      --
                                      -------------------------------------------------------------
                                      Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                      • 25.10.11, 15:44
                                        morekac napisała:

                                        > Oraz zapewne we wniosku o emeryturę wink
                                        > Skoro można sobie kazać wyryć na nagrobku 'mgr', to może można też 'absolwentka
                                        > LO ze średnią 5,0'.
                                        > I oby to wyrycie nastąpiło jak najpóźniej.

                                        Wszystko można obśmiać jak się chce, ale to najczęściej wynika z kompleksów owego wyśmiewającego.
                                        Mnie nie obchodzi jak inni się uczą i jaką mają pracę po studiach. Moim zadaniem jest dobrze przygotować dziecko do owych studiów i dać mu jak największe możliwości, których teraz jest sporo.
                                        A CV mam bogatsze, ale u was pracy nie szukam, więc prezentować nie będę.
                                        • 25.10.11, 16:12
                                          Fogito, a czy to nie jest tak, że jest po prostu kobietą z charakterem - i stąd twoja średnia 5,0. Tak naprawdę zapewne wynikała z twojego charakteru - i z twojego charakteru wzięły twoje dalsze sukcesy zawodowe, być może również życiowe, a nie z tej średniej 5,0. Podejrzewam, że naprawdę osiągnęłabyś dokładnie to samo, gdybyś nie miała tej 5, a tylko 'nędzne' 4,85. Chyba jednak za dużą wagę przywiązujesz do numerologii...
                                          BTW: osobiście miałam 5 na maturze z matmy, zawiść przeze mnie nie przemawia. wink
                                          --
                                          -------------------------------------------------------------
                                          Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                          • 25.10.11, 20:03
                                            morekac napisała:

                                            > Fogito, a czy to nie jest tak, że jest po prostu kobietą z charakterem - i stąd
                                            > twoja średnia 5,0. Tak naprawdę zapewne wynikała z twojego charakteru - i z tw
                                            > ojego charakteru wzięły twoje dalsze sukcesy zawodowe, być może również życiowe
                                            > , a nie z tej średniej 5,0.

                                            Gdybym nie była taka obowiązkowa do bólu to pewnie byłoby mi trudniej utrzymać średnią 5,0. Może gdyby mi się nie chciało chcieć, to miałabym średnią 3,0. Nie wiem. Cała nasza trójka rodzeństwa miała świadectwa z czerwonym paskiem, a charaktery mamy zdecydowanie różne.

                                            Podejrzewam, że naprawdę osiągnęłabyś dokładnie to
                                            > samo, gdybyś nie miała tej 5, a tylko 'nędzne' 4,85.

                                            Zapewne. Bo nie o samą średnią tu chodzi tylko o systematyczne uczenie się.

                                            Chyba jednak za dużą wagę
                                            > przywiązujesz do numerologii...

                                            Zupełnie nie. To wyszło przez przypadek.

                                            > BTW: osobiście miałam 5 na maturze z matmy, zawiść przeze mnie nie przemawia. ;
                                            > -)

                                            Ja z matmy nie zdawałam. Zdawałam z biologii, bo byłam na biologiczno-chemicznym profilu.
                                • 25.10.11, 15:40
                                  jakw napisała:

                                  > Hm, a ty widzisz, skoro jeszcze w liceum twoja mama rwała włosy z głowy z tego
                                  > powodu, że nie masz 5 z matematyki?

                                  Znowu problem z czytaniem ze zrozumieniem. Pomoc w matematyce to nie rwanie głowy. Mama wiedział, że stać mnie na więcej. Problemem był nauczyciel, który nie umiał tłumaczyć. Mama umiała, więc się za to wzięła.

                                  A wogóle ciągle podkreślasz, że skończyłaś
                                  > dobre studia i miałaś dobrą pracę.

                                  Nie podkreślam, tylko zapytana odpowiedziałam, że dobra nauka pozwoliła mi na zdanie na dobre studia i na dostanie dobrej pracy swego czasu.

                                  Za to teraz nie pracujesz w sensie zawodowy
                                  > m, wychowujesz dziecko i coś tam malujesz

                                  Teraz nie muszę już pracować na etat, tyko robię to co chcę i co lubię.

                                  - a możesz mi powiedzieć jaki jest zw
                                  > iązek twojej teraźniejszości z tym, że w okolicach matury miałaś średnią 5.0 za
                                  > miast 4.9?

                                  Nie wiem jaki jest związek, bo ja miałam średnią 5,0 bez specjalnego wysiłku.

                                  > I myślisz, że te kupony od tego 5.0 będziesz odcinać do końca życia?

                                  Tego nie wiem, ale jestem wystarczająco inteligentna i zabezpieczona finansowo jednocześnie żeby się o to nie martwić.
                                  • 25.10.11, 18:31
                                    Owszem - przyłożenie się do matematyki i paru innych przedmiotów - jak najbardziej ci w tym dostaniu się na studia pomogły. Ale na studia zapewne zdawałaś egzamin, a nie był konkurs świadectw , więc ta średnia 5.0 (a w szczególności 5 np. z rosyjskiego) nic z tym wspólnego nie miały. Równie dobrze mogłabyś mieć średnią 4,85 czy 4,5 i na te studia dostać się tak samo.
                                    Więc wydaje mi się, że po prostu przykładasz za dużą wagę do tej średniej. Co będzie jeśli na którymś etapie edukacji okaże się, że twój syn, owszem , mógłby mieć średnią 6.0, ale kosztem poświęcania dużych ilości czasu na przedmioty, które mu nie leżą (a z których bez większych problemów i nakładów czasowych mógłby mieć 4) i zaniedbując to, co jest jego pasją? Będziesz siedziała nad młodym i "truła", że przecieś stać go na 6 i z biologii, i z historii, i z matematyki?

                                    --
                                    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                    • 25.10.11, 20:11
                                      jakw napisała:

                                      > Owszem - przyłożenie się do matematyki i paru innych przedmiotów - jak najbardz
                                      > iej ci w tym dostaniu się na studia pomogły. Ale na studia zapewne zdawałaś eg
                                      > zamin, a nie był konkurs świadectw , więc ta średnia 5.0 (a w szczególności 5 n
                                      > p. z rosyjskiego) nic z tym wspólnego nie miały. Równie dobrze mogłabyś mieć śr
                                      > ednią 4,85 czy 4,5 i na te studia dostać się tak samo.

                                      Zapewne. Ale średnia to był tylko przykład. I nie wiem czemu ciągle do tego wracamy.

                                      > Więc wydaje mi się, że po prostu przykładasz za dużą wagę do tej średniej.

                                      To nie ja. Ciągle ktoś mnie o to pyta albo dodaje coś złośliwego więc bronie się. To odruch naturalny.

                                      Co b
                                      > ędzie jeśli na którymś etapie edukacji okaże się, że twój syn, owszem , mógłby
                                      > mieć średnią 6.0, ale kosztem poświęcania dużych ilości czasu na przedmioty, kt
                                      > óre mu nie leżą (a z których bez większych problemów i nakładów czasowych mógłb
                                      > y mieć 4) i zaniedbując to, co jest jego pasją? Będziesz siedziała nad młodym i
                                      > "truła", że przecieś stać go na 6 i z biologii, i z historii, i z matematyki?

                                      Nie sądzę. Mój syn w obecnej chwili wie więcej niż ja w jego wieku, więc nie martwię się o jego edukację. Na pewno nie będę go dusić za oceny ale zawsze pomogę, gdy ta pomoc będzie potrzebna. Nawet jak będzie w liceum. No i jest jeszcze babcia matematyczka smile
                                      Zresztą znając go, to będzie się starał o najlepsze oceny. Teraz nie ma żadnych. Dostaje tzw. kredyty i dumny jest z nich jak paw.
                                      • 26.10.11, 15:00
                                        Wracamy do średniej 5.0 bo kilka razy to podkreślałaś. Śmiem za to twierdzić, że gdybyś , zamiast przez kilkanaście lat skupiać się na osiąganiu średniej 5.0, rozwijała pasje, które gdzieś tam w tobie drzemały, to decyzji o studiowaniu historii sztuki nie podejmowałabyś w ostatniej chwili, po 4 latach szykowania się na medycynę. I powiedzmy sobie szczerze - 4-kowa wiedza z dobrego liceum z matematyki wystarczyłaby ci i na medycynie, i na historii sztuki. Chyba, że działem, z którym miałaś problemy, był rachunek prawdopodobieństwa wink
                                        --
                                        Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                        • 26.10.11, 17:48
                                          jakw napisała:

                                          > Wracamy do średniej 5.0 bo kilka razy to podkreślałaś.

                                          Ja powiedziałam to tylko raz. To inni zadają mi wciąż to samo pytanie.

                                          Śmiem za to twierdzić, ż
                                          > e gdybyś , zamiast przez kilkanaście lat skupiać się na osiąganiu średniej 5.0,
                                          > rozwijała pasje, które gdzieś tam w tobie drzemały, to decyzji o studiowaniu h
                                          > istorii sztuki nie podejmowałabyś w ostatniej chwili,

                                          Zapewne. Gdybym była tak mądra jak teraz. Ale jak się ma naście lat to nie zawsze ma się sprecyzowane plany - czyż nie?

                                          po 4 latach szykowania si
                                          > ę na medycynę. I powiedzmy sobie szczerze - 4-kowa wiedza z dobrego liceum z ma
                                          > tematyki wystarczyłaby ci i na medycynie, i na historii sztuki. Chyba, że dział
                                          > em, z którym miałaś problemy, był rachunek prawdopodobieństwa wink

                                          Na medycynę owego czasu potrzebna była dobra chemia. Egzaminy były bardzo trudne. Ale to nie o chemię chodziło tylko o wrażliwość, która nie pozwoliłaby mi przeżyć sekcji zwłok.
                                          Do medycyny trzeba ma mieć odpowiednią psychikę. Chociaż jak teraz patrzę na wielu lekarzy to widzę, że 10% jest dobrych a reszta to porażka całkowita. Niestety.
                                          • 27.10.11, 14:42
                                            fogito napisała:
                                            > Zapewne. Gdybym była tak mądra jak teraz. Ale jak się ma naście lat to nie zaws
                                            > ze ma się sprecyzowane plany - czyż nie?
                                            To fakt - niemniej zmienianie planów studiowania aż tak drastycznie tydzień czy dwa przed egzaminami wskazuje raczej na zupełne nieprzemyślenie tej decyzji ciut wcześniej. Nadmierna wrażliwość na sekcję zwłok zapewnie nie objawiła się tydzień wcześniej.

                                            > Na medycynę owego czasu potrzebna była dobra chemia.
                                            Nadal jest potrzebna. I tym bardziej dziwi mnie skupianie się na 5 z matematyki z powodów "bo źle wygląda". Matematyka na medycynie jest pewnie potrzebna głównie w zakresie statystyki - a sądząc po tym, jakie pojęcie nt statystyki mają potem lekarze - na pewno nie jest to najważniejszy przedmiot.

                                            >Ale to nie o chemię chodziło tylko o wrażliwość, która nie pozwoliłaby mi pr
                                            > zeżyć sekcji zwłok.
                                            Nie możesz tego twierdzić dopóki byś nie padła na tej sekcji.
                                            Problem z prosektorium to mają chyba wszyscy studenci I-go roku. A na III-cim wsuwają w prosektorium 2-gie śniadanie. To tak ze wspomnień lekarzy w rodzinie czy znajomych.



                                            --
                                            Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                            • 27.10.11, 14:59
                                              Bardziej niz sekcje ruszały mnie doswiadczenia na biednych żabach, myszach, szczurach i królikach na II/III roku.
                                            • 27.10.11, 20:00
                                              jakw napisała:


                                              > To fakt - niemniej zmienianie planów studiowania aż tak drastycznie tydzień czy
                                              > dwa przed egzaminami wskazuje raczej na zupełne nieprzemyślenie tej decyzji ci
                                              > ut wcześniej. Nadmierna wrażliwość na sekcję zwłok zapewnie nie objawiła się ty
                                              > dzień wcześniej.

                                              Jak będę chciała pójść do psychologa i pogadać o tym ze specjalistą to zrobię to. ALe tu na forum chyba nie ma o czym gadać.


                                              > Nadal jest potrzebna. I tym bardziej dziwi mnie skupianie się na 5 z matematyk
                                              > i z powodów "bo źle wygląda"

                                              smile Zaczynam się czuć jak ten pastuch co tłumaczy "krowie na rowie". Dla włąasej satysfakcji mi te wszystkie piątki były potrzebne. Tyle i tylko tyle.

                                              • 27.10.11, 21:23
                                                fogito napisała:

                                                > Dla włąasej
                                                > satysfakcji mi te wszystkie piątki były potrzebne.
                                                I chyba nadal podbudowują twoje ego wink

                                                --
                                                Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                                • 27.10.11, 21:38
                                                  jakw napisała:

                                                  > fogito napisała:
                                                  >
                                                  > > Dla włąasej
                                                  > > satysfakcji mi te wszystkie piątki były potrzebne.
                                                  > I chyba nadal podbudowują twoje ego wink
                                                  >

                                                  Chyba bardziej interesują ciebie niż mnie. Bo dla mnie to był standard swego czasu i żadne tam 'halo'.
                              • 25.10.11, 16:00
                                Zdradx jakie to dobre studia skończyłaś. Tak się chwalisz i chwalisz.
                                • 25.10.11, 20:11
                                  przeciwcialo napisała:

                                  > Zdradx jakie to dobre studia skończyłaś. Tak się chwalisz i chwalisz.

                                  Już kiedyś o tym pisałam. Pomęcz się i poszukaj. Ale na pewno nie była to fizyka jądrowa big_grin
                                • 25.10.11, 20:17
                                  przeciwcialo napisała:
                                  > Zdradx jakie to dobre studia skończyłaś. Tak się chwalisz i chwalisz.

                                  Historię sztuki, droga Przeciwciało. Uniwersytecką pamięciówkę dla pracowitych mróweczek, które nie dostały się na wydziały artystyczne ASP wink

                                  Taaaak, od razu napiszę, że to zawiść przeze mnie przemawia.

                                  --
                                  Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
                                  Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
                                  • 25.10.11, 20:28
                                    He, he.... bez komentarza. Ciekawi mnie jakąz to swietną prace po historii sztuki sie dostaje.
                                    Na historię sztuki mogłam iśc bez egzaminów bo miałam swistek z olimpiady big_grin Tak własnie między innymi spedzałam czas w liceum.
                                    • 25.10.11, 21:29
                                      przeciwcialo napisała:

                                      > He, he.... bez komentarza. Ciekawi mnie jakąz to swietną prace po historii sztu
                                      > ki sie dostaje.
                                      > Na historię sztuki mogłam iśc bez egzaminów bo miałam swistek z olimpiady big_grin Ta
                                      > k własnie między innymi spedzałam czas w liceum.

                                      Trzeba było podzielić się świstkiem, to może ktoś by go docenił tongue_out
                                  • 25.10.11, 21:28
                                    mama_kotula napisała:


                                    > Historię sztuki, droga Przeciwciało. Uniwersytecką pamięciówkę dla pracowitych
                                    > mróweczek, które nie dostały się na wydziały artystyczne ASP wink
                                    >
                                    > Taaaak, od razu napiszę, że to zawiść przeze mnie przemawia.
                                    >

                                    Wiem i aż cię skręca, żeby mi dowalić. Jakież to typowo polskie zachowanie smile
                                  • 26.10.11, 07:33
                                    To przepraszam - po cholerę była ci ta piątka z matematyki?
                                    Jak świat światem (nie wiem jak teraz), tam nie potrzebowałaś matematyki na maturze...
                                    --
                                    -------------------------------------------------------------
                                    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                    • 26.10.11, 07:36
                                      morekac napisała:
                                      > To przepraszam - po cholerę była ci ta piątka z matematyki?

                                      Żeby mamę zadowolić.


                                      --
                                      Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
                                      Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
                                      • 26.10.11, 10:39
                                        mama_kotula napisała:

                                        > morekac napisała:
                                        > > To przepraszam - po cholerę była ci ta piątka z matematyki?
                                        >
                                        > Żeby mamę zadowolić.
                                        >

                                        Żeby pomiedzy wszystkimi piątkami czwórki nie było tongue_out bo kiepsko by wyglądała smile
                                    • 26.10.11, 10:38

                                      morekac napisała:

                                      > To przepraszam - po cholerę była ci ta piątka z matematyki?
                                      > Jak świat światem (nie wiem jak teraz), tam nie potrzebowałaś matematyki na ma
                                      > turze...

                                      Nie zdawałam matematyki na maturze tylko biologię. A piątka z matmy była mi potrzebna dla własnej satysfakcji podobnie jak z fizyki czy chemii.
                                      • 26.10.11, 11:18
                                        fogito napisała:
                                        >A piątka z matmy była mi pot
                                        > rzebna dla własnej satysfakcji podobnie jak z fizyki czy chemii.
                                        Albo dla satysfakcji mamy-matematyczki...Dla niej to musiał być jednak niesamowity obciach - córka z 4 z matmy, i to jeszcze w biol-chemie, gdzie program z matematyki jest jednak mniej wymagający niż w mat-fizie.

                                        --
                                        Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                        • 26.10.11, 11:31
                                          jakw napisała:

                                          > fogito napisała:
                                          > >A piątka z matmy była mi pot
                                          > > rzebna dla własnej satysfakcji podobnie jak z fizyki czy chemii.
                                          > Albo dla satysfakcji mamy-matematyczki...Dla niej to musiał być jednak niesamow
                                          > ity obciach - córka z 4 z matmy, i to jeszcze w biol-chemie, gdzie program z ma
                                          > tematyki jest jednak mniej wymagający niż w mat-fizie.
                                          >

                                          Alez ja nigdy 4 nie miałam na świadectwie, więc obciachu nie było. Jeszcze jakieś pytania w kwestii mojej kariery szkolnej...
                                        • 26.10.11, 11:36
                                          Dla niej to musiał być jednak niesamow
                                          > ity obciach - córka z 4 z matmy,
                                          Dla was też byłby. wink
                                          --
                                          -------------------------------------------------------------
                                          Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                          • 26.10.11, 15:05
                                            morekac napisała:

                                            > Dla was też byłby. wink
                                            Na szczęście córka w biol-chemie na razie mi nie grozi, więc i perspektywa 4 z matmy w tymże biol-chemie także wink

                                            --
                                            Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                      • 26.10.11, 11:31
                                        Nie do końca. Skoro szykowałaś się na medycynę to raczej wiedza z chemii i fizyki była niezbędna. W tamtych czasach na medycynie obowiązywał egzamin z biologii, chemii i fizyki.
                                        Wymówka więc kiepska
                                        • 26.10.11, 12:58
                                          A medycyna ma jednak opinię bardziej elitarnej i trudniejszej niż historia sztuki... Na pewno więcej jest tam nauki. Przy czym wcale się nie dziwię, że na studiach ściśle humanistycznych był czas na wszystko - bo niezależnie od ilości wkuwania liczba godzin zajęciowych w okolicach zapewne ok.20-tu to nie jest dużo. Kolejne 20 można przeznaczyć na zapoznawanie się z mniej lub bardziej obowiązkowymi lekturami i człowiek specjalnie przemęczony nie jest.
                                          --
                                          -------------------------------------------------------------
                                          Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                          • 26.10.11, 17:52
                                            morekac napisała:

                                            > A medycyna ma jednak opinię bardziej elitarnej i trudniejszej niż historia sztu
                                            > ki...
                                            Nie wiem, czy to ciągle do mnie, ale jeśli tak to w moim przypadku problemem była perspektywa sekcji zwłok i niemożności babrania się w ludzkim ciele. Bo zanim człowiek sobie zrobi cieplutka specjalizację z pediatrii to niestety musi przez to przejść. Ja bym nie przeszła. Zdałam sobie sprawę z tego jak przygotowania na medycynę weszły w poważniejszą ostatnią fazę.
                                            • 26.10.11, 17:57
                                              Nikt ci nie pisze, że koniecznie miałaś zostać lekarzem. Znam osobę, która dostała się na medycynę i nie podjęła studiów, bo stwierdziła, że ją to przerasta. Niemniej przeskok z medycyny na historię sztuki wydaje się nieco radykalną zmianą zainteresowań, zwłaszcza w ostatniej chwili.
                                              --
                                              -------------------------------------------------------------
                                              Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                              • 26.10.11, 17:58
                                                morekac napisała:

                                                > Nikt ci nie pisze, że koniecznie miałaś zostać lekarzem. Znam osobę, która dost
                                                > ała się na medycynę i nie podjęła studiów, bo stwierdziła, że ją to przerasta.
                                                > Niemniej przeskok z medycyny na historię sztuki wydaje się nieco radykalną zmia
                                                > ną zainteresowań, zwłaszcza w ostatniej chwili.

                                                Ja zawsze interesowałam się sztuką i historią., więc to nie było dalekie od moich zainteresowań. Byłam na profilu biol-chemicznym, bo tam był wyższy poziom z matematyki i chemii.
                                                • 26.10.11, 22:10
                                                  He he, to co piszesz jednak świadczy o tym, że tak naprawdę to, czego w szkole się uczyłaś, nie jest wykorzystywane przez ciebie w dorosłym życiu. Bo naprawdę nie wierzę, że w biol-chemie kiedykolwiek uczono historii sztuki, a i historia bywa traktowana bardziej luźno, nawet w lepszych liceach. Nawet angielskiego uczyłaś się po maturze.
                                                  --
                                                  -------------------------------------------------------------
                                                  Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                                  • 26.10.11, 23:10
                                                    morekac napisała:

                                                    > He he, to co piszesz jednak świadczy o tym, że tak naprawdę to, czego w szkole
                                                    > się uczyłaś, nie jest wykorzystywane przez ciebie w dorosłym życiu

                                                    Oj bardzo się mylisz w tej chwili. Najbadziej w dorosłym życiu przydała mi się właśnie biologia i owe medyczne przygotowania. Dzięki mojej wiedzy byłam w stanie podważyć diagnozę czołowego otolaryngologa (prof Skarżyńskiego) w naszym kraju i dzięki mojemu uporowi i wbrew wszystkim, którzy uważali mnie za paranoiczkę (z mężem na czele) udało mi się potwierdzić ową diagnozę w Stanach. I to właśnie ja prowadzę fachowe rozmowy z amerykańskimi lekarzami mojego syna, a nie mój mąż, który jest nativem, a którego wiedza biologiczna leży po prostu i kwiczy pomimo skończenia dwóch amerykańskich uniwersytetów.


                                                    . Bo naprawdę
                                                    > nie wierzę, że w biol-chemie kiedykolwiek uczono historii sztuki, a i historia
                                                    > bywa traktowana bardziej luźno, nawet w lepszych liceach.

                                                    Historia w moim liceum była traktowana równie poważnie jak inne przedmioty. Wprawdzie biologia stała na piedestale, ale to było wysoko ponad normę.

                                                    Nawet angielskiego u
                                                    > czyłaś się po maturze.

                                                    I tu się kłania kiepskie czytanie ze zrozumieniem. Ja się uczyłam angielskiego jedynie w podstawówce i w liceum. Na studiach już się nie uczyłam, bo jak napisałam poziom był kiepski. Wtedy to juz szlifowałam go w Londynie.
                                                  • 27.10.11, 03:33
                                                    Cytat I to wła śnie ja prowadzę fachowe rozmowy z amerykańskimi lekarzami mojego syna, a nie mój mąż, który jest nativem, a którego wiedza biologiczna leży po prostu i kwiczy pomimo skończenia dwóch amerykańskich uniwersytetów.
                                                    To tylko swiadczy nieszczegolnie o mezu. KAZDY wyksztalcony czlowiek, mowimy o wyzszym wyksztalceniu jest w stanie poszukac, doczytac, zrozumiec i przelozyc na rzeczywistosc powinien potrafic, bo tego (research) na studiach ucza. Moj Jankeski, mocno techiczny maz, ktory biologie mial ostatnio w liceum, nie tylko zdiagnozowal wade rozwojowa syna, nie zauwazona przez pediatre, ale jeszcze sie obczytal i zaznajomil z choroba, tak, ze na konsultacji, chirurg go zapytal, czy ma wyksztalcenie medyczne.
                                                    Zakres materialu biologii w liceum nijak sie nie pokrywa z medycyna. Bylam w biol-chemie, ukonczylam biol.molekularna i biochemie, dopiero w trakcie doktoratu mielismy zajecia np. z pharmakologii. Biologia licealna to sa zaledwie podstawy. BYlas w stanie sie sama doksztalcic, umiejetnosc, ktora kazdy czlowiek po studiach powinien miec. I jeszcze jest intuicja macierzynskwa, na ktorej np. nasz pediatra polega bardziej niz na testach laboratoryjnych.
                                                  • 27.10.11, 08:25
                                                    myelegans napisała:

                                                    >
                                                    > To tylko swiadczy nieszczegolnie o mezu

                                                    Świadczy też nieszczególnie o jego podstawowej wiedzy z biologii zdobytej w Stanach. To, że doczyta to jedno a to, że nie zna podstaw to drugie. No ale nie jest to dyskusja o amerykańskim szkolnictwie, więc nie będę rozwijać tematu.


                                                    >. BYlas w stanie sie sama doksztalcic, umiejetnosc, ktora kazdy czlowiek po s
                                                    > tudiach powinien miec.

                                                    Ale dokształcic się z biologii i medycyny mogłam, bo wiedziałam z czego.

                                                    I jeszcze jest intuicja macierzynskwa, na ktorej np. nas
                                                    > z pediatra polega bardziej niz na testach laboratoryjnych.

                                                    A to święta prawda, w którą niestety nie wierzy 90% polskich lekarzy.
                                                  • 27.10.11, 14:59
                                                    Cytat Świadczy też nieszczególnie o jego podstawowej wiedzy z biologii zdobytej w Stanach. To, że doczyta to jedno a to, że nie zna podstaw to drugie. No ale nie jest to dyskusja o amerykańskim szkolnictwie, więc nie będę rozwijać tematu.

                                                    Idac tym torem, ktos kto ma slaba nauczycielke biologii w LO, albo ma biologie w postaci okrojonej jest skazany przez cala reszte zycia na ignoracje biologiczno-medyczna, ktorej absolutnie nie da cie nadrobic vide: twoj maz.
                                                    Idac moim torem myslenia, mozna w polowie zycia przekwalifikowac sie i zostac eskpertem w czyms, czego podstaw nie mialo sie z liceum bedac samoukiem vide: moj maz, ktory np. jest samoukiem programista, pracujacym jako.... programista, informatyki nie mial ani w liceum, ani na studiach. Podobnie z naukami przyrodniczo-biologicznymi, moge z nim rozmawiac jak z fachowcem, jak czegos nie wie, to sie dowie. Wiec, gdzie tu zaleznosc od systemu, ktora tak usilnie starasz sie udowodnic?
                                                    Ty podalas jeden przyklad, ja kontrprzyklad. Tylko, ze to TY musisz miec ostatnie slowo, wiec Ci go daje.
                                                  • 27.10.11, 20:02
                                                    myelegans napisała:


                                                    > Ty podalas jeden przyklad, ja kontrprzyklad. Tylko, ze to TY musisz miec ostatn
                                                    > ie slowo, wiec Ci go daje.

                                                    Nie muszę. Generalnie mam to w nosie wink
                                                  • 27.10.11, 15:23
                                                    Mi wydaje się dość idiotyczne założenie, że jak się czegoś nie miało w szkole/na studiach to już nigdy nie można zdobyć tej wiedzy. Być może niewiedza twojego męża wynika z nikłego zainteresowania sprawami domowo-dziecięcymi, które w garści trzymasz ty, a nie z amerykańskiego systemu szkolnictwa. Po prostu skoro ty się tym zajęłaś to po co on ma tracić zasoby czasowe na wyważanie otwartych drzwi?
                                                    --
                                                    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                                  • 27.10.11, 20:03
                                                    jakw napisała:

                                                    > Mi wydaje się dość idiotyczne założenie, że jak się czegoś nie miało w szkole/n
                                                    > a studiach to już nigdy nie można zdobyć tej wiedzy


                                                    A ktoś tak założył?


                                                    . Być może niewiedza twojego
                                                    > męża wynika z nikłego zainteresowania sprawami domowo-dziecięcymi, które w gar
                                                    > ści trzymasz ty, a nie z amerykańskiego systemu szkolnictwa.

                                                    smile Moje przemyślenia w tym temacie zostawię dla siebie i wypowiem się w dyskusji o polskim i amerykańskim szkolnictwie smile

                                                    Po prostu skoro ty
                                                    > się tym zajęłaś to po co on ma tracić zasoby czasowe na wyważanie otwartych dr
                                                    > zwi?

                                                    Ale, czyż to ty nie usiłowałaś mi wmówić, ze nie korzystam z wiedzy zdobytej w liceum...?
                                                  • 27.10.11, 21:20
                                                    fogito napisała:

                                                    > jakw napisała:
                                                    >
                                                    > A ktoś tak założył?
                                                    Mam wrażenie że ty wink pisząc o wiedzy swojego męża w niektórych dziedzinach (konkretnie medycznych) po amerykańskiej szkole.

                                                    > Ale, czyż to ty nie usiłowałaś mi wmówić, ze nie korzystam z wiedzy zdobytej w
                                                    > liceum...?
                                                    Mi chodziło o 5-tkową wiedzę z matematyki na twoich ewentualnych studiach - niezależnie czy byłaby to ta medycyna czy historia sztuki - wiedza mało przydatna. Skoro nawet jeszcze po maturze wybierałaś się na medycynę to pilna nauka chemii i biologii jest dla mnie jak najbardziej zrozumiała i tego się nie czepiam.

                                                    --
                                                    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                                  • 27.10.11, 21:40
                                                    jakw napisała:

                                                    >
                                                    > Mam wrażenie że ty wink pisząc o wiedzy swojego męża w niektórych dziedzinach (k
                                                    > onkretnie medycznych) po amerykańskiej szkole.
                                                    >

                                                    No to masz złe wrażenie.

                                                    > > Ale, czyż to ty nie usiłowałaś mi wmówić, ze nie korzystam z wiedzy zdoby
                                                    > tej w
                                                    > > liceum...?
                                                    > Mi chodziło o 5-tkową wiedzę z matematyki na twoich ewentualnych studiach - nie
                                                    > zależnie czy byłaby to ta medycyna czy historia sztuki - wiedza mało przydatna.

                                                    Bo ty nie możesz zrozumieć, że można się uczyć dla czystej satysfakcji...

                                                    > Skoro nawet jeszcze po maturze wybierałaś się na medycynę to pilna nauka chemi
                                                    > i i biologii jest dla mnie jak najbardziej zrozumiała i tego się nie czepiam.

                                                    Czepnij się może WF'u też miałam 5 big_grin
                                                  • 28.10.11, 19:22
                                                    fogito napisała:

                                                    > Bo ty nie możesz zrozumieć, że można się uczyć dla czystej satysfakcji...
                                                    Może i masz rację - mogę zrozumieć, że ktoś uczy się z ciekawości czy w celu przygotowania się do egzaminu na wymarzone studia. Mogę zrozumieć, że ktoś siada i przygotowuje się porządnie do klasówki i nawet dostaje z tego 5 czy 6. Ale nie bardzo mieści mi się w głowie stawanie na głowie tylko dlatego, że 4 z przedmiotu, który kogoś chyba nie aż tak strasznie interesuje, "źle" wygląda na świadectwie. Przecież to jest czysta strata czasu - własnego czasu, który można naprawdę lepiej wykorzystać. Ja tam wolałam porobić hobbystycznie ciekawe zadania z matmy czy poczytać ciekawą książkę niż tracić mnóstwo czasu na doskonalenie wypracowania z polskiego, które i tak pewnie nigdy nie byłoby wystarczająco doskonałe bądź zakuwanie się po raz 2n+1 biologii, gdy zakucie jej n razy było całkiem wystarczające, żeby spokojnie dostać 4.
                                                    --
                                                    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                                  • 28.10.11, 19:55
                                                    jakw napisała:

                                                    > fogito napisała:
                                                    >
                                                    > > Bo ty nie możesz zrozumieć, że można się uczyć dla czystej satysfakcji...
                                                    > Może i masz rację - mogę zrozumieć, że ktoś uczy się z ciekawości czy w celu p
                                                    > rzygotowania się do egzaminu na wymarzone studia. Mogę zrozumieć, że ktoś siada
                                                    > i przygotowuje się porządnie do klasówki i nawet dostaje z tego 5 czy 6. Ale n
                                                    > ie bardzo mieści mi się w głowie stawanie na głowie tylko dlatego, że 4 z prze
                                                    > dmiotu, który kogoś chyba nie aż tak strasznie interesuje, "źle" wygląda na świ
                                                    > adectwie. Przecież to jest czysta strata czasu - własnego czasu, który można na
                                                    > prawdę lepiej wykorzystać. Ja tam wolałam porobić hobbystycznie ciekawe zadania
                                                    > z matmy czy poczytać ciekawą książkę niż tracić mnóstwo czasu na doskonalenie
                                                    > wypracowania z polskiego, które i tak pewnie nigdy nie byłoby wystarczająco dos
                                                    > konałe bądź zakuwanie się po raz 2n+1 biologii, gdy zakucie jej n razy było cał
                                                    > kiem wystarczające, żeby spokojnie dostać 4.

                                                    Ale mnie nauka nie zabierała specjalnie dużo czasu. Ja czytałam książki bez przerwy i malowałam. I jeszcze pomagałam babci w gospodarstwie po lekcjach. Dobre oceny to była wypadkowa. Nie musiałam wcale wiele zakuwać na te piątki. Ja naprawdę byłam wystarczająco zdolna, żeby mi to przyszło z łatwością. Choć wielu próbuje mi wmówić, że nie byłam. A matematyka z mamą przez kilka wieczorów była konieczna, bo nauczycielka była po prostu kiepska i nie do ruszenia.
                                                  • 28.10.11, 20:10
                                                    No cóż, jak dla mnie program matematyki z biol-chemu był do opanowania i bez nauczyciela, więc mam po prostu podejrzenia, że miałaś dobrą pamięć i byłaś pracowita, za to poddawałaś się od razu przy zagadnieniu, którego nie rozumiałaś - i chyba nawet nie próbowałaś go zrozumieć.
                                                    PS
                                                    Miałam kilku kiepskich nauczycieli od matematyki w mat-fizie, więc jestem pewna, że istnieją egzemplarze, które mogły matematykę zrozumieć i bez specjalnego udziału nauczyciela.
                                                    --
                                                    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                                  • 28.10.11, 20:22
                                                    jakw napisała:

                                                    > No cóż, jak dla mnie program matematyki z biol-chemu był do opanowania i bez na
                                                    > uczyciela, więc mam po prostu podejrzenia, że miałaś dobrą pamięć i byłaś praco
                                                    > wita, za to poddawałaś się od razu przy zagadnieniu, którego nie rozumiałaś - i
                                                    > chyba nawet nie próbowałaś go zrozumieć.

                                                    Bo ja byłam leniwa i wolałam zatrudnić mamę do tłumaczenia tongue_out Mogłam sobie na to pozwolić smile

                                                  • 28.10.11, 20:30
                                                    Ale to się kłóci z tą pracowitością i pracą dla samej satysfakcji. Wiesz, jaką miałabyś satysfakcję gdybyś zrozumiała to sama??
                                                    --
                                                    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                                  • 28.10.11, 20:38
                                                    jakw napisała:

                                                    > Ale to się kłóci z tą pracowitością i pracą dla samej satysfakcji. Wiesz, jaką
                                                    > miałabyś satysfakcję gdybyś zrozumiała to sama??

                                                    Zapewne, ale ja miałam w życiu nadmiar satysfakcji.
                        • 24.10.11, 16:26
                          Tylko dziecko nie jest nauczyciela, a nasze i to nam a nie nauczycielowi powinno zależeć na zapewnieniu mu dobrego startu.
                          Natomiast w przypadku dziecka z trudnościami czy deficytami szala odpowiedzialności za naukę przychyla sie na stronę rodzica, i wybacz ale cała klasa nie będzie przez dwa miesiące siedziała bo Krzysiu ma problem z rozpoznawaniem pierwszej głoski i na lekcji trzeba to wyćwiczyć, jeżeli rodzic z nim tego nie wyćwiczy to Jaś tego nie opanuje, nie opanuje więc wielu innych tematów powiązanych z tym pierwszym.

                          "> I zakładam, że po coś to dziecko do tej szkoły chodzi, nie tylko po to, aby zwe
                          > ryfikować to, czego go nauczył rodzic."

                          szkoła ma przekazać wiedzę w tempie i metoda przeznaczoną dla przeciętnego dziecka, dziecko z problemami czy deficytami potrzebuje na opanowanie materiału więcej czasu, często więcej wysiłku i to musi mu zapewnić rodzic.
                          Przeciętne dziecko nie będzie miało problemów z odrobieniem lekcji w klasie pierwszej i ewentualna pomoc rodzica jest potrzebna do przeczytania zadania, dziecko z trudnościami wymaga tej pomocy więcej.
                          Ty masz dzieci czytające nic więc dziwnego, że same odrabiają lekcję , większość dzieci uczy sie jednak czytać w klasie pierwszej

                          • 24.10.11, 16:38
                            Ty piszesz o skrajnościach i dysfunkcjach. Ja piszę o dziecku przeciętnym. Które powinno być w stanie SAMODZIELNIE rozwiązać zadanie domowe. Do znudzenia będe powtarzać: nauczyciel powinien dostawać informację zwrotną.

                            Cytat
                            Ty masz dzieci czytające nic więc dziwnego, że same odrabiają lekcję , większość dzieci uczy sie jednak czytać w klasie pierwszej


                            I w tym momencie pomoc rodzica powinna sprowadzić się do tego, czego dziecko z definicji TECHNICZNIE nie umie, bo brakuje mu wiedzy - czyli do przeczytania polecenia. To, jak dziecko rozumie polecenie, powinno wynikać z lekcji - z tego, czy takie zadania były rozwiązywane, z tego, czy nauczyciel wyjaśnił wcześniej, co oznacza "napisz działanie do obrazka".
                            Bo o ile niektóre polecenia są trywialne, typu "otocz pętlą prostokąty, po prawej narysuj słoneczko, po lewej króliczka", o tyle polecenie "popatrz na obrazek i zapisz odpowiednio działania" (na jednym obrazku koszyk z 2 czerwonymi i 3 zielonymi kłebkami włóczki, na drugim obrazku koszyk z 3 kłębkami i 2 kłębki obok koszyka) - trywialne nie jest - a takie polecenia dostaje moje dziecko na kartach pracy w pierwszej klasie, w październiku. Po niespełna 2 miesiącach nauki. I nie jest moją rolą, aby mu wyjaśniać, że w pierwszym obrazku chodzi o dodawanie, a w drugim o odejmowanie - ono ma to samo wiedzieć po lekcji. Jeśli nie wie, szukamy przyczyny tego, dlaczego nie wie. Po prostu. Ale nauczyciel MUSI wiedzieć, gdzie i z czym dziecko ma problem.

                            Aaa - czym innym jest ćwiczenie tego, z czym dziecko ma powtarzający się problem. Ja mam np. zalecenia od logopedy szkolnego, aby z dzieckiem ćwiczyć również w domu, więc ćwiczę - dostałam zadania, teksty, wierszyki, zestaw ćwiczeń. I zapewne jakbym po np. 3 tygodniach od rozpoczęcia tematu "dodawanie w zakresie 10" dostała od nauczyciela informację, że dziecko nadal ma problemy, mimo kilkukrotnego powtarzania i tłumaczenia na 5 różnych sposóbów i wymaga utrwalenia materiału, to bym się tym zainteresowała (zakładając, że nauczyciel wyczerpał możliwe środki). Natomiast ćwiczenie profilaktyczne i powtarzanie na wszelki wypadek mnie nie kręci, bo nie widzę takiej potrzeby.

                            --
                            I am weird but I am not strange.
                            • 24.10.11, 17:51
                              > Ty piszesz o skrajnościach i dysfunkcjach. Ja piszę o dziecku przeciętnym. Któr
                              > e powinno być w stanie SAMODZIELNIE rozwiązać zadanie domowe.

                              I tu sie zgadzamy. Przeciętne dziecko jest w stanie samodzielnie odrobić pracę domową, jeżeli potrafi przeczytać polecenie, jeżeli nie potrafi potrzebuje do tego pomocy rodzica. Dzieci w klasach pierwszych w większości przypadków nie potrafią czytać.

                              "> I w tym momencie pomoc rodzica powinna sprowadzić się do tego, czego dziecko z
                              > definicji TECHNICZNIE nie umie, bo brakuje mu wiedzy - czyli do przeczytania po
                              > lecenia"

                              I do tego sprowadza się pomoc rodzica. Nie sądzę aby ktokolwiek rysował szlaczki, czy obrysowywał trójkąty za dziecko. Nie sądzę też aby ktoś zajmował się dokładnym tłumaczeniem zadań matematycznych.
                              • 24.10.11, 17:53
                                Cytat
                                Nie sądzę też aby ktoś zajmował się dokładnym tłumaczeniem zadań matematycznych.


                                Przed godziną na fejsie moja koleżanka wywiesiła zadanie swojego czwartoklasisty. Z prośbą o wyjaśnienie. Na tym forum tez się często pojawiają pytania "jak wytłumaczyć dziecku ...". Jeszcze jakieś pytania? smile

                                --
                                I am weird but I am not strange.
                • 24.10.11, 14:22
                  Ale z drugiej st
                  > rony, to jemu ma zależeć na zadaniu, a nie mi, prawda?

                  Teoretycznie tak, tyle że 1-klasiści, bo o takich wątek, dopiero rozpoczynają edukację szkolną i nad co niektórymi trzeba powiesić bat już na początku, bo nawet konsekwencje w szkole nie zrobia na nich absolutnie żadnego wrażenia. A dzieć uczyc się MUSI do 16-go roku zycia, więc przed nim minimum 9 lat. Więc gdy rodzice nie przypilnują, to dziecię "stoczy się" już na wstępie.

                  Wszystko jest w porządku, dzieci
                  > przyswoiły, możemy przejść dalej. Problem w tym, że dzieci nie przyswoiły, bo
                  > nauczyciel nie wytłumaczył dobrze, wytłumaczyli rodzice.

                  Dla nauczyciele "rewizja" jego tłumaczenia ma miejsce na klasówkach. Jesli owe 20/25 dzieci napisze źle, to nauczyciel "do rzeczy" wyciągnie z tego wnioski. A ten "nie do rzeczy" i tak by się niczym i nikim nie przejmował, tylko realizował ciąg dalszy programu.

                  --
                  Teoria jest wtedy, kiedy wiemy wszystko, a nic nie działa. Praktyka jest wtedy, kiedy wszystko działa, a nikt nie wie dlaczego.
                  • 24.10.11, 14:25
                    Cytat
                    Dla nauczyciele "rewizja" jego tłumaczenia ma miejsce na klasówkach. Jesli owe 20/25 dzieci napisze źle, to nauczyciel "do rzeczy" wyciągnie z tego wnioski.


                    Ależ nie napiszą źle, bo w toku nauki im rodzice wszystko pięknie wytłumaczą. Rozumiesz? smile

                    --
                    http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/h/hrle12pb7.png
                    • 24.10.11, 14:39
                      mama_kotula napisała:

                      > Cytat
                      > Dla nauczyciele "rewizja" jego tłumaczenia ma miejsce na klasówkach. Jesli owe
                      > 20/25 dzieci napisze źle, to nauczyciel "do rzeczy" wyciągnie z tego wnioski.
                      >

                      >
                      > Ależ nie napiszą źle, bo w toku nauki im rodzice wszystko pięknie wytłumaczą.

                      Poprzednio pisałaś o nieświadomości nauczyciela, który przeświadczony o swej "prawidłowości" idzie dalej z materiałem. Jesli zaś sytuacja tłumaczenia dzieciom w domu przez rodziców bedzie się notorycznie powtarzać, nie wierzę, że ktoś z rodziców nie poruszy tematu na zebraniu. A wtedy rozgorzeje dyskusjawink

                      --
                      Teoria jest wtedy, kiedy wiemy wszystko, a nic nie działa. Praktyka jest wtedy, kiedy wszystko działa, a nikt nie wie dlaczego.
                      • 24.10.11, 15:20
                        Cytat
                        Poprzednio pisałaś o nieświadomości nauczyciela, który przeświadczony o swej "prawidłowości" idzie dalej z materiałem.


                        Bo tak bywa. Bo to jest zamknięte koło. Dziecko wraca ze szkoły, otwiera kolejne zadanie, mamusia czy tatuś tłumaczy, dziecko wraca do szkoły, nauczyciel sprawdza - jest ok, podejmuje nastepny temat, dziecko wraca ze szkoły, otwiera kolejne zadanie, mamusia tłumaczy... da capo senza fine.


                        Cytat
                        Jesli zaś sytuacja tłumaczenia dzieciom w domu przez rodziców bedzie się notorycznie powtarzać, nie wierzę, że ktoś z rodziców nie poruszy tematu na zebraniu.


                        Ja ostatnio rozmawiałam z panią pedagog szkolną, w toku rozmowy wyszedł znienacka na wierzch temat zadawania prac domowych rodzicom. Wyjasniłam pani spokojnie i rzeczowo, że przez takie zadania traci zarówno dziecko, jak i rodzic. Rodzic traci czas oraz nie ma możliwości planowania czegokolwiek, ale przede wszystkim traci dziecko - traci szanse na rozwijanie umiejętności samodzielnego rozwiązywania problemów. I wiesz co? Pani pedagog miała oczy jak spodki i była autentycznie zaskoczona, bo, jak powiedziała, nigdy nie dostała negatywnego feedbacku od rodziców ani na ten, ani na żaden inny temat. Przyznała mi rację, że zadania domowe w których praca rozkłada się w proporcjach 80% rodzic, 20% uczeń to coś nie halo jest.

                        Dlaczego nie miała innych opinii? Widocznie rodzice uznawali, że to jest norma, że muszą codziennie spędzić z dzieckiem 2-3h na przygotowaniu materiałów do następnej lekcji (jeśli chcą, aby dziecko coś się nauczyło i było zaangażowane), albo że normą jest to, że dziecko lat 7 dostaje zadanie "przygotuj info o zabytkach Krakowa", więc rodzic siada do google, szuka i drukuje.

                        Generalnie rodzice boją się zwracać uwagę nauczycielom. Po prostu. Boją się zwrócić uwagę, że coś jest wg nich nie tak, za to z pełnym zrozumieniem przyjmują wszelkie uwagi od nauczyciela (a - jest jeszcze grupa rodziców, którzy uwielbiają zwracać uwagi, najlepiej w formie dzikiej awantury tongue_outtongue_out - ale o nich akurat nie piszę teraz, piszę o rodzicach przeciętnych). I myślą, że współpraca rodzic-nauczyciel ma wyglądać tak, że nauczyciel jest guru, a rodzic ma wykonywać jego polecenia.

                        A - po rozmowie problem zadań typu "przygotuj" się rozwiązał, zadania tego typu zadawane są z wyprzedzeniem, raz w tygodniu. Czyli nie było to tak, że to moja jedynie fanaberia jest.

                        --
                        I am weird but I am not strange.
                        • 24.10.11, 15:44
                          kotula

                          Cytat albo że normą jest to, że dziecko lat 7 dostaje zadanie "przygotuj info o zabyt kach Krakowa", więc rodzic siada do google, szuka i drukuje.

                          Powiedz, ze to jakis kiepski zart
                          • 24.10.11, 15:54
                            myelegans napisała:

                            > kotula
                            >
                            > Cytat albo że normą jest to, że dziecko lat 7 dostaje zadanie "przygotuj info
                            > o zabyt kach Krakowa", więc rodzic siada do google, szuka i drukuje.


                            > Powiedz, ze to jakis kiepski zart

                            To nie jest kiepski żart. Takie zadania moje dziecko dostawało przez całą pierwszą klasę. Z tego, co mówiła nauczycielka, większość dzieci przynosiła wydruki i zdjęcia z netu, tylko ja, durna frajerka, kazałam dziecku robić lapbook tongue_out

                            Nauczycielka oczywiście przyznała mi rację, jak ją zapytałam, czy ona sobie zdaje sprawę z tego, że takie zadania w 90% wykonuje rodzic, bo przeciętny 7-latek jeśli nawet umie sobie wyguglać cokolwiek, to na bank nie umie odfiltrować treści. Szczególnie jak ma na to np. godzinę. Przyznała mi rację, przytaknęła, zadania były zadawane nadal. Widocznie wszystkim to pasowało - nauczycielowi, który nie musi przygotowywać materiałów na lekcję, jak i rodzicowi, dzięki któremu dziecko bez wysiłku może zarobić dobrą ocenę czy plusa.


                            --
                            Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
                            Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
                            • 24.10.11, 16:00
                              mama_kotula napisała:


                              > Nauczycielka oczywiście przyznała mi rację, jak ją zapytałam, czy ona sobie zda
                              > je sprawę z tego, że takie zadania w 90% wykonuje rodzic, bo przeciętny 7-latek
                              > jeśli nawet umie sobie wyguglać cokolwiek, to na bank nie umie odfiltrować tre
                              > ści. Szczególnie jak ma na to np. godzinę. Przyznała mi rację, przytaknęła, zad
                              > ania były zadawane nadal. Widocznie wszystkim to pasowało - nauczycielowi, któr
                              > y nie musi przygotowywać materiałów na lekcję, jak i rodzicowi, dzięki któremu
                              > dziecko bez wysiłku może zarobić dobrą ocenę czy plusa.

                              Takie prace domowe to jawna głupota nauczyciela.

                              • 24.10.11, 16:12
                                Cytat
                                Takie prace domowe to jawna głupota nauczyciela.


                                Nie tyle głupota, co lenistwo i spychologia. Mi się ulało przy "jutro będziemy rozmawiać o wędrówkach ptaków, proszę o zdjęcia i mapki".
                                Ulało mi się, bo jest to świetny temat do realizacji NA LEKCJI - na podstawie materiałów niech klasa rysuje mapę, zaznacza na dużej mapie, rozmawia o tym!
                                No ale to wymaga wytłumaczenia 8-latkom:
                                - jak się orientować na mapie
                                - jak szukać na mapie
                                - co to jest mapa tongue_out
                                - gdzie są kierunki na mapie
                                - plus ogarnąć cały temat wędrówek ptaków, zastanawiając się, dlaczego ptaki wędrują akurat tam - zahaczyć o klimat i strefy klimatyczne (znowu mapa, ratunku)
                                I tak dalej. Za dużo roboty. Lepiej niech Kasia przyniesie zdjęcia dzikich gęsi, a Tomek mapkę wędrówek bociana, którą mu tata znalazł w necie - powiesimy w klasie i będzie ładnie.


                                Ja też bym chciała, aby pan klient dostarczył mi linki, na których znajde tutoriale z fragmentami kodu. Oraz, aby zrobił mi plan ramowy swojej aplikacji. To by mi ujęło jakieś 70% pracy. No ale on mi za coś płaci, nieprawdaż.

                                --
                                I am weird but I am not strange.
                            • 24.10.11, 16:17
                              [quote] To nie jest kiepski żart. Takie zadania moje dziecko dostawało przez całą pierw
                              szą klasę. Z tego, co mówiła nauczycielka, większość dzieci przynosiła wydruki
                              i zdjęcia z netu, tylko ja, durna frajerka, kazałam dziecku robić lapbook [qoute/]

                              Cos by mi wierzgnelo, gdybym TEGO typu prace musiala odwalac. Nie, to nie jest na poziomie 1-klasisty, moze na poziomie 4-klasisty i nie bardzo rozumiem czego te dzieci tu sie ucza. Pani nie moze przyniesc na lekcje zdjec WAwelu, Samoczej Jamy?
                              Na szczescie nikt nie wpada u nas na TAKIE pomysly. Projekty np. z science, dzieci robia w szkole, nie w domu. My przychodzimy na gotowe, popatrzec i popodziwiac.
                              • 24.10.11, 16:27
                                Cytat
                                Pani nie moze przyniesc na lekcje zdjec WAwelu, Samoczej Jamy?


                                No ja cię proszę. Przeczytaj wyżej: Fogito napisała, że to rodzic ma więcej wkładać w edukację dziecka, a nie nauczyciel. Pani zapewne nie ma czasu w domu szukać, bo - jak ktoś napisał w innym wątku - musi na to poświęcać zycie rodzinne...

                                I tak sobie myślę, prawdę mówiąc, że ja tu wychodze na debilkę jakąś, co spycha edukację na nauczyciela, mimo że - o ironio - tyle, ile nauczyłam dziecko SAMA w ciągu 8 lat jego życia, to większość z tego forum nie nauczy jako "pomoc nauczyciela" w ciągu kilkunastu lat szkolnej edukacji.

                                A mnie chodzi tylko o to, żeby nauczyciel dobrze wykonywał swoją pracę i obowiązki zawodowe. I żebym jednak mogła pokładać wiarę w tym, że jest w stanie czegoś nauczy moje dziecko. Bo w sumie, jeśli przyjąć podejście Fogito - to ja chromolę szkołę i zabieram sie za homeschooling. Z większym pożytkiem dla dziecka.



                                --
                                Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
                                Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
                                • 24.10.11, 16:35
                                  mama_kotula napisała:


                                  > No ja cię proszę. Przeczytaj wyżej: Fogito napisała, że to rodzic ma więcej wkł
                                  > adać w edukację dziecka, a nie nauczyciel.

                                  Ale ja bym po prostu dała dziecku przewodnik po Krakowie. Zresztą mój siedmiolatek już zaliczył zwiedzanie Krakowa i dla niego to byłby pikuś. Ja wykonałam swoją pracę - zabrałam go na Wawel, do Kościoła Mariackiego, do Sukiennic i Wieliczki. Na lekcji mógłby spokojnie o tym podyskutować smile

                                  >
                                  Bo w sumie, jeśli przyjąć podejście Fogito - to ja chrom
                                  > olę szkołę i zabieram sie za homeschooling. Z większym pożytkiem dla dziecka.

                                  Ja praktykuję homeschooling a dziecko wysyłam do szkoły w celach socjalizujących + coby się języka angielskiego pouczyło i żebym miała czas dla siebie smile

                                  • 24.10.11, 16:45
                                    Cytat
                                    Ale ja bym po prostu dała dziecku przewodnik po Krakowie. Zresztą mój siedmiolatek już zaliczył zwiedzanie Krakowa i dla niego to byłby pikuś. Ja wykonałam swoją pracę - zabrałam go na Wawel, do Kościoła Mariackiego, do Sukiennic i Wieliczki. Na lekcji mógłby spokojnie o tym podyskutować smile


                                    Cudownie. Co w przypadku materiałów, których nie jesteś w stanie dziecku dostarczyć w ciągu 2 godzin (zakładamy, że dziecko przychodzi ze szkoły o 16, odpoczywa godzinę, zaczyna odrabiać zadanie)?

                                    I tak, ja też praktykuję homeschooling. Niemniej nie lubię jak się mnie uszczęśliwia tematem na siłę - to raz, oraz nie lubię, jak mam robić coś Szybko Szybko Bo Trzeba Koniecznie Na Jutro - to dwa.
                                    W przypadku tematu "podróże kolejowe" więcej dziecko wyciągnie z sobotniej wycieczki na dworzec, rozmowy z kolejarzem itd., krótkiej przejażdzki pociągiem niż z tego, że mu w poniedziałek rodzic podsunie stronę netową, bo na wtorek trzeba zdjęcia pociągów. I naprawdę, ja bardzo chętnie temat z dzieckiem zrealizuję i pomogę, jak temat nas interesuje - niemniej nie jak mam na to 2 godziny, a dziecko jest zmęczone po 7h w szkole. Mimo, że uważam, że taką wycieczkę powinna zorganizować szkoła, a nie ja.
                                    I co więcej, wiem, że się da, tylko trzeba odrobinę dobrych chęci ze strony nauczyciela, a nie lenistwa i spychania wszystkiego, czego się da, na rodzica, żerując na emocjach rodzica i wmawiając mu, że odwala robotę nauczyciela i szkoły "dla dobra dziecka".



                                    --
                                    Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
                                    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
                                    • 24.10.11, 17:34
                                      mama_kotula napisała:



                                      > Cudownie. Co w przypadku materiałów, których nie jesteś w stanie dziecku dostar
                                      > czyć w ciągu 2 godzin (zakładamy, że dziecko przychodzi ze szkoły o 16, odpoczy
                                      > wa godzinę, zaczyna odrabiać zadanie)?

                                      Wtedy sięgam do biblioteki po przewodnik - jak wyżej. Wiedza na temat historii Polski jest już dziecku w realu przekazana w czasie wakacji, które są przecież długie.

                                      >
                                      > I tak, ja też praktykuję homeschooling. Niemniej nie lubię jak się mnie uszczęś
                                      > liwia tematem na siłę - to raz, oraz nie lubię, jak mam robić coś Szybko Szybko
                                      > Bo Trzeba Koniecznie Na Jutro - to dwa.

                                      To może trzeba dziecku szkołę lepszą poszukać. Bo od jakiegoś czasu czytam, że nie jesteś zadowolona.
                                      >
                                      • 24.10.11, 17:48
                                        Cytat
                                        Wtedy sięgam do biblioteki po przewodnik - jak wyżej.


                                        Otóż to. Czyli: dziecko wraca ze szkoły, jest 17:00, mamusia jedzie po przewodnik do biblioteki. W jednej nie pożyczają do domu, udostepniają jedynie w czytelni, więc szukamy drugiej. Druga czynna do 17:30. Znajdujemy w trzeciej, jesteś w domu o 19.00. Po drodze drugie dziecko wspomina ci, że na jutro ma nazbierać jesiennych liści. Wracasz do domu po latarkę. Z językiem wywieszonym na brodę.

                                        Pytanie kluczowe: gdzie tu zaangażowanie dziecka/dzieci? Bo ja nie widzę. Widze natomiast, że szkoła organizuje czas wolny rodzica i nie pozwala na planowanie niczego. Nie jestem w stanie zaplanować w tygodniu np. wizyty u dentysty we wtorek, bo nie mogę przewidzieć, czy akurat we wtorek pani na środę nie zada przygotowania sterty materiałów na temat x.


                                        Plus, założyliśmy, że dziecko ma po raz pierwszy styczność z tematem. Czy sądzisz, że przeciętny siedmiolatek po lekturze przewodnika jest w stanie wyfiltrować z niego potrzebne informacje w nowym temacie? (tak, wiem, twój jest - pytam o dziecko przeciętne).

                                        --
                                        I am weird but I am not strange.
                                        • 24.10.11, 18:39
                                          mama_kotula napisała:


                                          > Otóż to. Czyli: dziecko wraca ze szkoły, jest 17:00, mamusia jedzie po przewodn
                                          > ik do biblioteki

                                          Ja mam pokaźną bibliotekę w domu...
                                          Ale ta na Pradze Północ też jest niezła.


                                          > Pytanie kluczowe: gdzie tu zaangażowanie dziecka/dzieci? Bo ja nie widzę. Widze
                                          > natomiast, że szkoła organizuje czas wolny rodzica i nie pozwala na planowanie
                                          > niczego. Nie jestem w stanie zaplanować w tygodniu np. wizyty u dentysty we wt
                                          > orek, bo nie mogę przewidzieć, czy akurat we wtorek pani na środę nie zada przy
                                          > gotowania sterty materiałów na temat x.

                                          Ja bym do takiej szkoły dziecka nie posyłała. Tym bardziej, że to nie pańśtwowa, więc stać was na zmianę.

                                          • 24.10.11, 19:14
                                            Cytat
                                            Ja mam pokaźną bibliotekę w domu...
                                            Ale ta na Pradze Północ też jest niezła.


                                            Hint: co w przypadku, kiedy ktoś nie ma pokaźnej biblioteki w domu?
                                            Hint2: nie każdy mieszka w Warszawie.
                                            Hint3: nie każdy ma samochód i dysponuje odpowiednią ilością czasu, aby dojechać do biblioteki przed jej zamknięciem, mając na to np. godzinę

                                            Fogito, my nie piszemy o TOBIE, zauważyłaś?

                                            Ja też mam pokaźną bibliotekę w domu. I nauczycielka jest tego świadoma. Niemniej byłam bardzo nieprzyjemna, kiedy nauczycielka na info, że nie mam w domu książki o zwierzętach łąkowych odburknęła "a co też pani mówi, dziecko takie oczytane, w domu książka na pewno jest". Bo, oczywiście, pani wie lepiej, jakie książki mam na półkach.

                                            Z tematem zadań w szkole sobie poradziliśmy, jestem zadowolona - jak pisałam, po interwencji zadania są zadawane z wyprzedzeniem i raz w tygodniu, a nie codziennie.

                                            --
                                            Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
                                            Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
                                            • 24.10.11, 22:45
                                              mama_kotula napisała:


                                              >
                                              > Fogito, my nie piszemy o TOBIE, zauważyłaś?


                                              Ale piszemy o twojej szkole. I tylko twojej, bo mam nadzieję, że takich głupich prac domowych nie zadają nigdzie indziej.

                                              nauczycielka na info, że nie mam w domu ksi
                                              > ążki o zwierzętach łąkowych odburknęła "a co też pani mówi, dziecko takie oczyt
                                              > ane, w domu książka na pewno jest". Bo, oczywiście, pani wie lepiej, jakie ksią
                                              > żki mam na półkach.

                                              Chyba sama rozumiesz, że trzymanie dzieciaków w tej szkole mija się z celem...

                                              • 25.10.11, 15:31
                                                > Ale piszemy o twojej szkole. I tylko twojej, bo mam nadzieję, że takich głupich
                                                > prac domowych nie zadają nigdzie indziej.
                                                >
                                                Piszemy nie tyle o szkole, ile o klasie i jej wychowawcy. To nauczyciel klas początkowych ma wpływ na to, ile i jakiego rodzaju prace domowe są zadawane. Dyrektor czy Rada Rodziców mogą mieć ewentualnie wpływ na to, czy w szkolnej bibliotece są książki o zwierzętach łąkowych, tak aby nauczyciel mógł prowadzić lekcję na bazie materiałów należących do szkoły.

                                                >
                                                > Chyba sama rozumiesz, że trzymanie dzieciaków w tej szkole mija się z celem...
                                                >

                                                Jesli dobrze pamiętam, Kotula jest zadowolona z wychowawcy klasy drugiego dziecka, odpowiada jej też poziom aktywności pozalekcyjnych i baza lokalowa szkoły.

                                                Wierzę, że poza dużymi metropoliami nie ma sensownego wyboru szkół, nawet jesli rodzic gotów jest zainwestować pieniądze i czas dojazdów w szkołę prywatną/społeczną.
                                                Chyba sama rozumiesz, że trzymanie dzieciaków w tej szkole może być najrozsądniejszą opcją. I nie oznacza to, że z automatu rodzic ma zamknąć oczy na rzeczy, które są głupie lub szkodliwe.
                                                • 25.10.11, 15:48
                                                  taria napisała:

                                                  >
                                                  > > Chyba sama rozumiesz, że trzymanie dzieciaków w tej szkole mija się z cel
                                                  > em...
                                                  > >
                                                  >
                                                  > Jesli dobrze pamiętam, Kotula jest zadowolona z wychowawcy klasy drugiego dziec
                                                  > ka, odpowiada jej też poziom aktywności pozalekcyjnych i baza lokalowa szkoły.

                                                  Ja zaś odniosłam wrażenie po przeczytaniu wielu jej wypowiedzi, że jednak ze szkoły swoich dzieci nie jest zadowolona. Ale w sumie to nie mój problem, więc nie ma co dywagować.



                                          • 25.10.11, 14:32
                                            fogito napisała:
                                            > Ale ta na Pradze Północ też jest niezła.
                                            No cóż, ja na Ochocie mam całą masę bibliotek - ale całkiem sporo z nich ( a właściwie to chyba większość) w pn, wt jest czynna do 15. W związku z tym przygotowanie materiałów z biblioteki z dnia na dzień może być po prostu problematyczne.



                                            > Ja bym do takiej szkoły dziecka nie posyłała.
                                            Ale przed posłaniem dziecka do szkoły do kotula pewnie nie znała tych skłonności pani nauczycielki...
                                            >Tym bardziej, że to nie pańśtwowa
                                            > , więc stać was na zmianę.
                                            Piszesz to z perspektywy Wwy, w której szkół jest wiele...


                                            --
                                            Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                            • 25.10.11, 15:53
                                              jakw napisała:

                                              > - ale całkiem sporo z nich ( a wł
                                              > aściwie to chyba większość) w pn, wt jest czynna do 15. W związku z tym przygot
                                              > owanie materiałów z biblioteki z dnia na dzień może być po prostu problematyczn
                                              > e.


                                              do 15:00?
                                              Nasza jest chyba do 19:00 otwarta.


                                              > > Ja bym do takiej szkoły dziecka nie posyłała.

                                              > Piszesz to z perspektywy Wwy, w której szkół jest wiele...
                                              >
                                              >

                                              Ale Kotula chyba w Bieszczadach nie mieszka....
                                              • 25.10.11, 16:05
                                                Cytat
                                                Ale Kotula chyba w Bieszczadach nie mieszka....


                                                No, to teraz strzelaj Fogito - ile w mojej miejscowości i okolicy załóżmy 30km (wskazówki: dawne miasto wojewódzkie, ok. 100tys mieszkańców) jest podstawowych szkół niepublicznych z dobrą ofertą.

                                                --
                                                http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/h/hrle12pb7.png
                                                • 25.10.11, 16:34
                                                  Ja to jakieś Sudety kojarzę...
                                                  --
                                                  -------------------------------------------------------------
                                                  Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                                  • 25.10.11, 16:40
                                                    morekac napisała:

                                                    > Ja to jakieś Sudety kojarzę...

                                                    Uhm, dobrze kojarzysz. 2 (słownie: dwie) podstawowe zkoły niepubliczne, w tym jedna z dojazdem 27km tongue_out

                                                    --
                                                    Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
                                                    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
                                                  • 25.10.11, 16:44
                                                    Od Bieszczadów aż tak bardzo Sudety się nie różnią... wink
                                                    --
                                                    -------------------------------------------------------------
                                                    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                                • 25.10.11, 19:19
                                                  W Bieszczadach mieszkają? Mogą wymagać czegoś od nauczycieli dzieci czy też nie i mają szkołę z internatem w stolicy znaleźć?

                                                  --
                                                  "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
                                                  • 25.10.11, 20:23
                                                    iwoniaw napisała:

                                                    > W Bieszczadach mieszkają? Mogą wymagać czegoś od nauczycieli dzieci czy też nie
                                                    > i mają szkołę z internatem w stolicy znaleźć?
                                                    >

                                                    W takiej sytuacji, gdy nie ma dobrej szkoły w najbliższej okolicy tym bardziej należałoby poświęcić więcej czasu dziecku i douczyć je z tego co jest kiepsko nauczane w szkole. Bo ja innego wyjścia nie widzę. Nie ma szkoły na ziemi, która w 100% zadowoliłaby każdego. Dlatego ja, pomimo, że dziecko chodzi do super szkoły douczam go z niektórych rzeczy sama.
                                                  • 26.10.11, 07:29
                                                    A dlaczego nie można od szkoły wymagać, żeby uczyła w miarę przyzwoicie wszystkiego? Od tego jest. A Kotula narzeka - zdaje się - głównie nie tyle na poziom nauki, co na podejście do uczniów i obciążanie rodziców pracami domowymi niewykonalnymi dla młodszych dzieci.
                                                    --
                                                    -------------------------------------------------------------
                                                    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                                  • 26.10.11, 10:05
                                                    morekac napisała:

                                                    > A dlaczego nie można od szkoły wymagać, żeby uczyła w miarę przyzwoicie wszystk
                                                    > iego? Od tego jest.

                                                    Zapewne można wymagać, ale co wtedy jak jednak nie uczy...

                                                    A Kotula narzeka - zdaje się - głównie nie tyle na poziom n
                                                    > auki, co na podejście do uczniów i obciążanie rodziców pracami domowymi niewyko
                                                    > nalnymi dla młodszych dzieci.

                                                    smile To powinna byc praca domowa dla dzieci i dlatego trzeba wyprostować ten aspekt szkolny na samym początku.
                                                • 25.10.11, 20:20
                                                  mama_kotula napisała:

                                                  >
                                                  > No, to teraz strzelaj Fogito - ile w mojej miejscowości i okolicy załóżmy 30km
                                                  > (wskazówki: dawne miasto wojewódzkie, ok. 100tys mieszkańców) jest podstawowych
                                                  > szkół niepublicznych z dobrą ofertą.
                                                  >

                                                  Po co mam strzelać. Zapewne jest gdzieś szkoła publiczna i może jest lepsza od tej społecznej, która najwyraźniej najlepsza nie jest.
                                              • 25.10.11, 16:32
                                                Ale Kotula chyba w Bieszczadach nie mieszka..
                                                jesteś pewna, że nie w jakiś innych górach, tudzież innym zadupiu?

                                                do 15:00?
                                                > Nasza jest chyba do 19:00 otwarta.
                                                Akurat w Warszawie to wiele bibliotek jest czynnych w niektóre dni tygodnia do 15-tej czy 16-tej. Na Mokotowie i Ursynowie nieliczne są czynne od pn do pt zawsze do 19-tej. Taki niuans. Na Pradze też tak jest, właśnie sprawdziłam. Już nie mówiąc o tym, że nie w każdej bibliotece jest szukana książka. Pozostaje bohaterskie googlowanie.
                                                --
                                                -------------------------------------------------------------
                                                Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                                • 25.10.11, 20:25
                                                  morekac napisała:

                                                  > Ale Kotula chyba w Bieszczadach nie mieszka..
                                                  > jesteś pewna, że nie w jakiś innych górach, tudzież innym zadupiu?

                                                  To tym bardziej powinna douczać dzieci w domu. A najwyraźniej nie ma takiego zamiaru pomimo posyłania dzieci do kiepskiej szkoły i braku perspektyw na lepszą.

                                                  • 25.10.11, 20:28
                                                    Cytat
                                                    To tym bardziej powinna douczać dzieci w domu. A najwyraźniej nie ma takiego zamiaru


                                                    O ROTFL. Zrobiłaś mi wieczór.
                                                    Idę to wrzucić na fejsbuk, koleżanki się pośmieją big_grinbig_grin

                                                    --
                                                    Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
                                                    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
                                                  • 25.10.11, 20:39
                                                    mama_kotula napisała:


                                                    >
                                                    > O ROTFL. Zrobiłaś mi wieczór.

                                                    W dosłownym tłumaczeniu ten zwrot brzmi idiotycznie tongue_out

                                                    > Idę to wrzucić na fejsbuk, koleżanki się pośmieją big_grinbig_grin

                                                    Wrzuć gdzie chcesz. Twoje dzieci, twoja sprawa.

                                                  • 26.10.11, 11:21
                                                    Ty się nie śmiej , ty powinnaś zająć się homeschoolingiem swoich dzieci... wink
                                                    --
                                                    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                                  • 26.10.11, 11:24
                                                    jakw napisała:
                                                    > Ty się nie śmiej , ty powinnaś zająć się homeschoolingiem swoich dzieci... wink

                                                    Tych moich biednych zaniedbanych edukacyjnie dzieci? Faktycznie, masz rację. Biję się w pierś i idę nadrabiać braki, których się dopuściłam. <spuszcza głowę i oddala się z pokorą>

                                                    --
                                                    http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/h/hrle12pb7.png
                                                  • 26.10.11, 11:26
                                                    Skoro twoje dzieci nie potrafią jeszcze wyrecytować przewodnika po Krakowie...
                                                    --
                                                    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                              • 25.10.11, 18:53
                                                fogito napisała:
                                                > Nasza jest chyba do 19:00 otwarta.
                                                Chyba...- to może lepiej sprawdź, bo na Ochocie kilka m-cy temu wszystkie biblioteki były jakby ciut dłużej czynne codziennie, a nie tylko w wybrane dni tygodnia.

                                                > Ale Kotula chyba w Bieszczadach nie mieszka....
                                                Oprócz miejscowości bieszczadzkich i Warszawy w Polsce są i inne miejscowości, niekoniecznie bardzo duże i z urozmaiconą ofertą edukacyjną...Ja mam wrażenie, że Kotula mieszka raczej w niezbyt wielkiej miejscowości.

                                                --
                                                Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                                • 25.10.11, 20:26
                                                  jakw napisała:

                                                  >
                                                  > > Ale Kotula chyba w Bieszczadach nie mieszka....
                                                  > Oprócz miejscowości bieszczadzkich i Warszawy w Polsce są i inne miejscowości,
                                                  > niekoniecznie bardzo duże i z urozmaiconą ofertą edukacyjną...Ja mam wrażenie,
                                                  > że Kotula mieszka raczej w niezbyt wielkiej miejscowości.

                                                  I jak wyżej napisałam. Tym bardziej powinna trzymac ręką na pulsie i douczać dzieci, bo jak widać na nauczycielkę liczyć nie może. Ale to oczywiście moim skromnym zdaniem wink
                                                  • 26.10.11, 11:25
                                                    Ale czego ma te dzieci douczać? Przewodnika po Krakowie?
                                                    --
                                                    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                                  • 26.10.11, 11:27
                                                    jakw napisała:

                                                    > Ale czego ma te dzieci douczać? Przewodnika po Krakowie?

                                                    To już sama zainteresowana wie najlepiej.
                                  • 24.10.11, 16:58
                                    fogito napisała:

                                    > Ale ja bym po prostu dała dziecku przewodnik po Krakowie.
                                    No i ciekawe co by 7-latek zrobił z tym przewodnikiem? Przeczytał pani kilkadziesiąt stron jak leci?
                                    --
                                    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                    • 24.10.11, 17:30
                                      jakw napisała:

                                      > fogito napisała:
                                      >
                                      > > Ale ja bym po prostu dała dziecku przewodnik po Krakowie.
                                      > No i ciekawe co by 7-latek zrobił z tym przewodnikiem? Przeczytał pani kilkadzi
                                      > esiąt stron jak leci?

                                      No i to jest to, co piszę wyżej - że rodzice wyguglają dziecku temat/przyniosą książkę z biblioteki, dziecko przyniesie na lekcję i dostaje plusa/piątkę. Za pracę rodzica.

                                      Aha - zakładamy, że dziecko temat ogarnia po raz pierwszy, i akurat np. w Krakowie z rodzicami nie było. Wręczenie dziecku przewodnika po Krakowie - mówię o przeciętnym 7-latku, przypominam, nie o szczególnie uzdolnionym dziecku, które umie przeczytać kilkadziesiąt stron ze zrozumieniem i wyfiltrować potrzebne treści - jest pójściem na łatwiznę.

                                      Ja bym jednak wolała, aby moje dziecko w jakikolwiek sposób było zaangażowane w odrabianie tego typu zadań.

                                      --
                                      Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
                                      Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
                                      • 24.10.11, 17:38
                                        mama_kotula napisała:

                                        >>
                                        > No i to jest to, co piszę wyżej - że rodzice wyguglają dziecku temat/przyniosą
                                        > książkę z biblioteki, dziecko przyniesie na lekcję i dostaje plusa/piątkę. Za p
                                        > racę rodzica.

                                        Dostaje plusa za przyniesienie książki?? To jakaś dziwna szkoła. Myślałam, że za wiedzę sie ocenia.


                                        > Ja bym jednak wolała, aby moje dziecko w jakikolwiek sposób było zaangażowane w
                                        > odrabianie tego typu zadań.

                                        No ale przecież może być. Bo przecież może przestudiować mapę Polski. Znaleźć Kraków na mapie. Poczytać chwilę o Krakowie i jego zabytkach. Itp itd...
                                        • 24.10.11, 17:52
                                          Cytat
                                          No ale przecież może być. Bo przecież może przestudiować mapę Polski. Znaleźć Kraków na mapie. Poczytać chwilę o Krakowie i jego zabytkach. Itp itd...


                                          Fogito, mówimy o dzieciach PRZECIĘTNYCH i przeciętnych rodzicach.
                                          Połowa gimnazjalistów zapytana o Kraków będzie go na mapie szukać w okolicach Poznania. O ile zdoła w atlasie wybrać właściwą mapę.
                                          Ja pamiętam ze szkoły średniej, że czytac mapę potrafiło może 5%. Sugerujesz, że przeciętny 7-latek będzie umiał to zrobić bez pomocy rodzica?

                                          Mój będzie umiał, twój też. Co z resztą?




                                          --
                                          Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
                                          Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
                                          • 24.10.11, 18:43
                                            mama_kotula napisała:

                                            >]
                                            >
                                            > Fogito, mówimy o dzieciach PRZECIĘTNYCH i przeciętnych rodzicach.
                                            > Połowa gimnazjalistów zapytana o Kraków będzie go na mapie szukać w okolicach P
                                            > oznania. O ile zdoła w atlasie wybrać właściwą mapę.


                                            Mam nadzieję, ze żartujesz. Nie jest chyba tak źle uncertain

                                            > Ja pamiętam ze szkoły średniej, że czytac mapę potrafiło może 5%. Sugerujesz, ż
                                            > e przeciętny 7-latek będzie umiał to zrobić bez pomocy rodzica?

                                            No wydawało mi się że tak.


                                            > Mój będzie umiał, twój też. Co z resztą?

                                            Reszta musi zmienić rodziców na lepszych, bo nauczycieli tak łatwo w tym kraju nie zmienisz.
                                            • 24.10.11, 19:19
                                              Cytat

                                              Połowa gimnazjalistów zapytana o Kraków będzie go na mapie szukać w okolicach Poznania. O ile zdoła w atlasie wybrać właściwą mapę.

                                              Mam nadzieję, ze żartujesz. Nie jest chyba tak źle uncertain
                                              (...)

                                              Sugerujesz, że przeciętny 7-latek będzie umiał to zrobić bez pomocy rodzica?

                                              > No wydawało mi się że tak.


                                              Nie, nie żartuję. I radzę wyjść czasem poza własne podwórko i się rozejrzeć. Przecierając oczy ze zdumienia.


                                              --
                                              I am weird but I am not strange.
                                              • 24.10.11, 22:47
                                                mama_kotula napisała:



                                                > Nie, nie żartuję. I radzę wyjść czasem poza własne podwórko i się rozejrzeć. Pr
                                                > zecierając oczy ze zdumienia.
                                                >

                                                Ale moje podwórko, to 500 dzieci w szkole. Piekielnie zdolnych dzieci. Plus dzieci znajomych - też piekielnie zdolne dzieciaki.
                                                • 25.10.11, 14:26
                                                  Ale jak kojarzę to twoje dziecko nie chadza do takiej całkiem "normalnej" szkoły...
                                                  --
                                                  Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                                  • 25.10.11, 15:46
                                                    jakw napisała:

                                                    > Ale jak kojarzę to twoje dziecko nie chadza do takiej całkiem "normalnej" szkoły...

                                                    Tak mi jakoś sam się link pod rękę wsunął wink
                                                    wyborcza.pl/1,75480,10513690,Szkola_waznych_ludzi.html
                                                    --
                                                    I am weird but I am not strange.
                                                  • 25.10.11, 15:59
                                                    mama_kotula napisała:

                                                    > jakw napisała:
                                                    >
                                                    > > Ale jak kojarzę to twoje dziecko nie chadza do takiej całkiem "normalnej"
                                                    > szkoły...
                                                    >
                                                    > Tak mi jakoś sam się link pod rękę wsunął wink
                                                    > wyborcza.pl/1,75480,10513690,Szkola_waznych_ludzi.html

                                                    W szkole syna są mundurki - na szczęście tongue_out
                                                  • 25.10.11, 15:55
                                                    jakw napisała:

                                                    > Ale jak kojarzę to twoje dziecko nie chadza do takiej całkiem "normalnej" szkoł
                                                    > y...

                                                    dobrze kojarzysz - chadza do "nienormalnej" brytyjskiej tongue_out
                                                    Ale ja mam za sobą podstawówkę państwową w małej wiosce i tak bzdurnych zadań domowych jak tutaj wymieniane nikt nam nie zadawał.
                                            • 25.10.11, 14:25
                                              fogito napisała:

                                              > Mam nadzieję, ze żartujesz. Nie jest chyba tak źle uncertain
                                              Tak sądząc po wynikach kartkówek na mapach konturowych w V,VI czy I gim starszej córki - nie spodziewałabym się, że jest dobrze...
                                              --
                                              Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                        • 25.10.11, 14:22
                                          fogito napisała:

                                          >
                                          > Dostaje plusa za przyniesienie książki?? To jakaś dziwna szkoła. Myślałam, że z
                                          > a wiedzę sie ocenia.
                                          A myślisz, że twój 7-latek w ciągu 1 popołudnia przefiltrowałby najpierw przewodnik po Krakowie, a potem się go jeszcze wykuł na pamięć ?
                                          > No ale przecież może być. Bo przecież może przestudiować mapę Polski. Znaleźć K
                                          > raków na mapie. Poczytać chwilę o Krakowie i jego zabytkach. Itp itd...
                                          Ale pracą domową nie było znalezienie Krakowa na mapie tylko przyniesienie info nt zabytków Krakowa. Więc za znalezienie Krakowa na mapie uczeń plusa nie dostanie. Za przyniesienie wydruków przygotowanych przez rodziców - dostanie.

                                          --
                                          Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                          • 25.10.11, 15:58
                                            jakw napisała:


                                            > A myślisz, że twój 7-latek w ciągu 1 popołudnia przefiltrowałby najpierw przew
                                            > odnik po Krakowie, a potem się go jeszcze wykuł na pamięć ?

                                            A dlaczego miałby kuć na pamięć? Nikt by tego od niego nie wymagał do dyskusji o Krakowie. Nie popadajmy w przesadę.

                                            >. Więc za znalezienie Krakowa na mapie uczeń plusa nie dost
                                            > anie. Za przyniesienie wydruków przygotowanych przez rodziców - dostanie.
                                            >

                                            Za samo przyniesienie nie powinien. Gdyby umiał powiedzieć coś o Krakowie to wtedy jak najbardziej.
                                    • 24.10.11, 17:35
                                      jakw napisała:

                                      > fogito napisała:
                                      >
                                      > > Ale ja bym po prostu dała dziecku przewodnik po Krakowie.
                                      > No i ciekawe co by 7-latek zrobił z tym przewodnikiem? Przeczytał pani kilkadzi
                                      > esiąt stron jak leci?

                                      Bez przesady. W przewodnikach nowoczesnych są zdjęcia i podpisy. Dziecko może przeczytać akapit i krótki opis. Ja mogę go tylko nakierować co jest ważne.
                                      • 24.10.11, 19:43
                                        Przeciętny siedmiolatek nie potrafi czytać.
                                        • 24.10.11, 22:50

                                          makurokurosek napisała:

                                          > Przeciętny siedmiolatek nie potrafi czytać.

                                          A to już wina rodziców. Ja zaczęłam uczyć dziecko jak miało 4 lata. Teraz mając siedem czyta płynnie w dwóch językach. Angielski załatwia głównie szkoła, ale polski to już jedynie moja zasługa. I na dodatek moje dziecko ma niedosłuch i aparat na uchu (swego czasu nawet dwa).
                                          Powiedziałabym tak - pół godziny dziennie pracy z dzieckiem od 5 roku życia i każdy sześciolatek będzie płynnie czytał. To chyba nie jest za dużo...
                                          • 24.10.11, 23:37
                                            I rozumiem, że przez to twoje dziecko w szkole omija naukę czytania i od razu wskoczyło do przerabiania materiału klasy czwartej.

                                            "> Powiedziałabym tak - pół godziny dziennie pracy z dzieckiem od 5 roku życia i
                                            > każdy sześciolatek będzie płynnie czytał. "

                                            Po pierwsze, tylko po co. Po drugie do tego aby dziecko nie miało problemem z czytaniem musi mieć wykształcony słuch fonematyczny, a nie każdy pięcio i sześciolatek ma go dobrze wykształconego, wielu z nich musi ćwiczyć.
                                            Tak samo mogę powiedzieć, że wystarczy pół godzinny dziennie i każdy po maksymalnie roku nauki bez problemu opanuje czytanie rysunku technicznego.
                                            • 25.10.11, 08:55
                                              makurokurosek napisała:

                                              > I rozumiem, że przez to twoje dziecko w szkole omija naukę czytania i od razu w
                                              > skoczyło do przerabiania materiału klasy czwartej.

                                              Nie. Robi polską pierwszą klasę. Ale jak Pani zadaje lekturę do przeczytania - ostatnio "Nasza mama czarodziejka" to on czyta ją sam bez problemu. Zresztą w jego klasie większość dzieci płynnie czyta w obu językach. Mają zatem czas na omawianie lektury bez dukania przy pierwszym zdaniu.


                                              > Po pierwsze, tylko po co.

                                              ? Po co? Hmmm. Po to, aby w pierwszej klasie było w stanie przeczytać zadaną lekturę i żeby umiało samo czytać polecenia w pracach domowych i żeby samo korzystało z googla wink

                                              Po drugie do tego aby dziecko nie miało problemem z c
                                              > zytaniem musi mieć wykształcony słuch fonematyczny, a nie każdy pięcio i sześci
                                              > olatek ma go dobrze wykształconego, wielu z nich musi ćwiczyć.

                                              Wiesz, dzieci z niedosłuchem uczy się czytać szybciej właśnie po to, aby mówiły wyraźniej, I nie wiem jak się ma to do owego słuchu, ale czyż nie wydaje ci się, że każde dziecko może się szybciej nauczyć czytać jeśli ktoś mu w tym pomoże.


                                              > Tak samo mogę powiedzieć, że wystarczy pół godzinny dziennie i każdy po maksy
                                              > malnie roku nauki bez problemu opanuje czytanie rysunku technicznego.

                                              smile Zapewne, Tylko, czy czytanie rysunku technicznego jest potrzebne pierwszakom? Może niech ktoś ich bez stresu nauczy najpierw czytać w języku ojczystym. Bo z wielu postów wynika jednak, że pierwszakom potrzebna jest ta umiejętność od razu we wrześniu a nauczyciele nie specjalnie się martwią, że ktoś tam jednak nie czyta.

                                              • 25.10.11, 09:43
                                                Nie. Robi polską pierwszą klasę. Ale jak Pani zadaje lekturę do przeczytania -
                                                > ostatnio "Nasza mama czarodziejka" to on czyta ją sam bez problemu.

                                                O mój Boże, dosłownie nieziemsko. W przeciętnej polskiej klasie pierwszej co najmniej do grudnia książki czyta nauczyciel i nie sądzą aby to oznaczało dla tych dzieci degradacje. Córka jest w klasie sześciolatków, nieczytających nie siedzących 45 minut w ławkach, do połowy października przerobili pięć lektur. Oczywiście czytał nauczyciel lub w formie audiobooków.


                                                ". Po to, aby w pierwszej klasie było w stanie przeczytać zadaną le
                                                > kturę i żeby umiało samo czytać polecenia w pracach domowych i żeby samo korzys
                                                > tało z googla wink'

                                                Tylko ty i tak uważasz, ze z dzieckiem należy siedzieć przy odrabianiu lekcji do liceum , więc co z tego że dziecko potrafi przeczytać polecenia skoro i tak nad nim ślęczysz.

                                                ", I nie wiem jak się ma to do owego słuchu, ale czyż nie wydaje ci si
                                                > ę, że każde dziecko może się szybciej nauczyć czytać jeśli ktoś mu w tym pomoże
                                                > ."

                                                Każde dziecko ma swoje tempo rozwoju. Nie każde chodzi na roczek, nie każde jest już wtedy rozgadane czy to oznacza, że rodzice się nie starali, nie wspomagali.

                                                "> > Tak samo mogę powiedzieć, że wystarczy pół godzinny dziennie i każdy po
                                                > maksy
                                                > > malnie roku nauki bez problemu opanuje czytanie rysunku technicznego.
                                                >
                                                > smile Zapewne"

                                                Hahaha. Może spróbuj.

                                                " Tylko, czy czytanie rysunku technicznego jest potrzebne pierwszakom
                                                > ? Może niech ktoś ich bez stresu nauczy najpierw czytać w języku ojczystym. Bo
                                                > z wielu postów wynika jednak, że pierwszakom potrzebna jest ta umiejętność od r
                                                > azu we wrześniu a nauczyciele nie specjalnie się martwią, że ktoś tam jednak ni
                                                > e czyta."

                                                Tylko czy umiejętność czytanie jest potrzebne pierwszakowi we wrześniu?
                                                W kasie córki wszystkie ćwiczenia wykonują w szkole, nie wiem jak to możliwe skoro sa to dzieci nieczytające, do domu mają zadane tylko szlaczki nie jestem więc jej potrzebna do odrabiania lekcji.
                                                Miałam okazję ostatnio rozmawiać z rodzicem o podobnym sposobie rozumowania co twój, jego dziecko mimo ogromnej wiedzy i umiejętności czytania otrzymuje słabe oceny. Powód, dziecko ni jak nie wbija się w podstawę, mimo że wyskakuje poza nią nie rozwiąże poprawnie testu bo nie jest w stanie spać do poziomu pierwszaka


                                                • 25.10.11, 09:53
                                                  makurokurosek napisała:


                                                  > O mój Boże, dosłownie nieziemsko. W przeciętnej polskiej klasie pierwszej co na
                                                  > jmniej do grudnia książki czyta nauczyciel i nie sądzą aby to oznaczało dla tyc
                                                  > h dzieci degradacje.

                                                  Nie. To po prostu strata czasu w szkole. Dzieciak powinien lekturę przeczytać w domu a w klasie dzieci powinny się uczyć opowiadać i dyskutować. Przynajmniej tak było za moich dawnych czasów.


                                                  >

                                                  > Tylko ty i tak uważasz, ze z dzieckiem należy siedzieć przy odrabianiu lekcji d
                                                  > o liceum , więc co z tego że dziecko potrafi przeczytać polecenia skoro i tak n
                                                  > ad nim ślęczysz.

                                                  Sama widzisz, że niby umiesz czytać, ale nie rozumiesz. Nigdzie nie napisałam, że trzeba siedzieć z dzieckiem przy lekcjach do liceum. Pilnowanie odrabiania lekcji nie oznacza ślęczenia. Może naucz się czytać ze zrozumieniem, to będzie łatwiej dyskutować.


                                                  >
                                                  > Każde dziecko ma swoje tempo rozwoju. Nie każde chodzi na roczek, nie każde jes
                                                  > t już wtedy rozgadane czy to oznacza, że rodzice się nie starali, nie wspomagal
                                                  > i.

                                                  Ale my mówimy o 6-7 latkach. Większość z nich jest w stanie czytać płynnie.


                                                  > > smile Zapewne"
                                                  >
                                                  > Hahaha. Może spróbuj.


                                                  Miałam rysunek techniczny na studiach, ale dziecka uczyć nie będę, bo nie widzę potrzeby w tej chwili.



                                                  >
                                                  > Tylko czy umiejętność czytanie jest potrzebne pierwszakowi we wrześniu?
                                                  > W kasie córki wszystkie ćwiczenia wykonują w szkole, nie wiem jak to możliwe sk
                                                  > oro sa to dzieci nieczytające, do domu mają zadane tylko szlaczki nie jestem wi
                                                  > ęc jej potrzebna do odrabiania lekcji.

                                                  Z wielu wątków wynika, że jednak lepiej byłoby gdyby czytały.

                                                  > Miałam okazję ostatnio rozmawiać z rodzicem o podobnym sposobie rozumowania co
                                                  > twój, jego dziecko mimo ogromnej wiedzy i umiejętności czytania otrzymuje słabe
                                                  > oceny.

                                                  Może ma kiepskiego nauczyciela, który ma klapki na oczach jak koń wink

                                                  Powód, dziecko ni jak nie wbija się w podstawę, mimo że wyskakuje poza
                                                  > nią nie rozwiąże poprawnie testu bo nie jest w stanie spać do poziomu pierwszak
                                                  > a

                                                  I dlatego ja wybrałam dla dziecka szkołę brytyjską, bo tam nikt nie oczekuje od dzieci schodzenia poniżej swojego poziomu.
                                                  To co piszesz jest straszne, bo oznacza, że dzieci są w szkole udupiane a nie uczone.
                                                  • 25.10.11, 10:39
                                                    . Dzieciak powinien lekturę przeczytać w
                                                    > domu a w klasie dzieci powinny się uczyć opowiadać i dyskutować. Przynajmniej
                                                    > tak było za moich dawnych czasów.

                                                    Czy jedno wyklucza drugie, nie sądzę. Natomiast do nauki dyskusji i opowiadania umiejętność czytania nie jest potrzebna i spokojnie dziecko może uczyć sie tych umiejętności jednocześnie.
                                                    za moich czasów niesforni uczniowie dostawali książką w głowę, czy należy to dalej kultywować.

                                                    "> Sama widzisz, że niby umiesz czytać, ale nie rozumiesz. Nigdzie nie napisałam,
                                                    > że trzeba siedzieć z dzieckiem przy lekcjach do liceum. Pilnowanie odrabiania l
                                                    > ekcji nie oznacza ślęczenia. Może naucz się czytać ze zrozumieniem, to będzie ł
                                                    > atwiej dyskutować.
                                                    > "

                                                    jeżeli dziecko potrafi czytać, potrafi korzystać ze zbiorów bibliotecznych i potrafi googlować, wie że uczy sie dla siebie to nie rozumiem po co dopilnowywać nastolatka.

                                                    "> Ale my mówimy o 6-7 latkach. Większość z nich jest w stanie czytać płynnie."

                                                    większość z nich jest przygotowana do nauki czytania. Nauki, a nie płynnego czytania. Stare zerówki nie wypuszczały czytających siedmiolatków, w śród nioch był tylko niewielki procent który tą umiejętność opanowało.

                                                    ">
                                                    > Miałam rysunek techniczny na studiach, ale dziecka uczyć nie będę, bo nie widzę
                                                    > potrzeby w tej chwili.
                                                    >

                                                    Może dlatego, ze byłaś w gronie tych którzy projekty kupowało. No cóż mimo tak wysokiej średniej, kończyłaś polibudę no to wysoko nie poleciałaś , jakby nie patrzyć to nie sa tak renomowane kierunki jak prawo czy medycyna, nie mówiąc już o SGH.
                                                  • 25.10.11, 20:37
                                                    makurokurosek napisała:


                                                    > Czy jedno wyklucza drugie, nie sądzę.

                                                    Chodzi o czas tracony na lekcji. Która jest krótka.


                                                    > za moich czasów niesforni uczniowie dostawali książką w głowę, czy należy to da
                                                    > lej kultywować.

                                                    Przydałoby się czasami. Współczesne dzieci nie umieją się wysławiać. Ale dorośli też nie i poza yyyy i eeeee nic więcej nie można się od niektórych dowiedzieć. Umiejętność pięknego wysławiania się zanika i wszyscy teraz dukają a nie mówią.


                                                    > jeżeli dziecko potrafi czytać, potrafi korzystać ze zbiorów bibliotecznych i po
                                                    > trafi googlować, wie że uczy sie dla siebie to nie rozumiem po co dopilnowywać
                                                    > nastolatka.

                                                    A kto mówi o pilnowaniu nastolatka. Rozmawiamy o małych dzieciach. Nastolatkowi to można pomóc z chemii, fizyki lub matmy, jeśli rodzic jest wystarczająco mądry, bo wielu nie dałaby rady.


                                                    > większość z nich jest przygotowana do nauki czytania. Nauki, a nie płynnego czy
                                                    > tania. Stare zerówki nie wypuszczały czytających siedmiolatków, w śród nioch by
                                                    > ł tylko niewielki procent który tą umiejętność opanowało.

                                                    ? No nie załamuj mnie.


                                                    >
                                                    > Może dlatego, ze byłaś w gronie tych którzy projekty kupowało. No cóż mimo tak
                                                    > wysokiej średniej, kończyłaś polibudę no to wysoko nie poleciałaś

                                                    ??? Masz koszmary senne. O czym ty piszesz? Co to znaczy "projekty kupowało"? I jakie projekty? Ja nie kończyłam polibudy. Mój brat kończył wink

                                                    , jakby nie p
                                                    > atrzyć to nie sa tak renomowane kierunki jak prawo czy medycyna, nie mówiąc już
                                                    > o SGH.

                                                    smile Ło matko.
                                                  • 25.10.11, 20:43
                                                    > ??? Masz koszmary senne. O czym ty piszesz? Co to znaczy "projekty kupowało"? I
                                                    > jakie projekty? Ja nie kończyłam polibudy. Mój brat kończył wink

                                                    Tak, już wiem kończyłaś historię sztuki. Kierunek typowy dla kujonów.
                                                    Więc o jakiej renomie piszesz.

                                                  • 25.10.11, 20:53
                                                    makurokurosek napisała:

                                                    >
                                                    > Tak, już wiem kończyłaś historię sztuki. Kierunek typowy dla kujonów.
                                                    > Więc o jakiej renomie piszesz.
                                                    >

                                                    Na pewno nie finansowej. Na historię sztuki ciężko się dostać. To kierunek, który przyjmuje mało osób. A przynajmniej wtedy tak było. I najczęściej są to dzieci historyków sztuki albo laureaci olimpiad historycznych. Ja byłam na biochemii i miałam być lekarzem. Jednak zdecydowałam, ze sztuka to jest to i zmieniłam zdanie dwa tygodnie przed egzaminem na studia. Gdybym nie była takim "kujonem", to nie zdążyłabym się przygotować do egzaminu. A tak zdałam śpiewająco i bez pleców.
                                                    Nie słyszałam, ze toi kierunek dla kujonów, ale na pewno dla ludzi o artystycznych duszach smile
                                                  • 25.10.11, 21:04
                                                    Cytat
                                                    Nie słyszałam, ze toi kierunek dla kujonów, ale na pewno dla ludzi o artystycznych duszach smile


                                                    Tak, dla tych artystycznych dusz, które nie dostali się na wydziały artystyczne ASP, a chcieli mieć coś wspólnego ze "sztuką", chocby w teorii. A przynajmniej kiedyś tak było. Bo w tej chwili jest to kolejny humanistyczny kierunek produkujący wykształconych bezrobotnych, którzy potem płaczą w rozmaitych artykułach, że im państwo nie chce dać tongue_out



                                                    --
                                                    I am weird but I am not strange.
                                                  • 25.10.11, 21:17
                                                    mama_kotula napisała:


                                                    > Tak, dla tych artystycznych dusz, które nie dostali się na wydziały artystyczne
                                                    > ASP, a chcieli mieć coś wspólnego ze "sztuką", chocby w teorii.

                                                    smile Ja nie startowałam na artystyczny kierunek. Wtedy miałam inną wizję. Ale pewnie na to też masz jakąś teorię smile

                                                    A przynajmniej
                                                    > kiedyś tak było. Bo w tej chwili jest to kolejny humanistyczny kierunek produk
                                                    > ujący wykształconych bezrobotnych, którzy potem płaczą w rozmaitych artykułach,
                                                    > że im państwo nie chce dać tongue_out

                                                    Teraz niestety jest za dużo studentów na wielu kierunkach i nie ma co z nimi zrobić.
                                                  • 25.10.11, 21:26
                                                    fogito napisała:
                                                    > Teraz niestety jest za dużo studentów na wielu kierunkach i nie ma co z nimi zrobić.

                                                    Nie dotyczy kierunków technicznych i ścisłych. Tu studenci nie mają problemu ze znalezieniem pracy. Problem przeładowania jest na kierunkach tzw. humanistycznych i hobbystycznych (czyli np. twojej historii sztuki, która jest i zawsze była kierunkiem hobbystycznym).

                                                    --
                                                    I am weird but I am not strange.
                                                  • 25.10.11, 21:30
                                                    mama_kotula napisała:

                                                    (czyli np. twojej historii sztuki, która jest i zawsze był
                                                    > a kierunkiem hobbystycznym).
                                                    >

                                                    Niektórzy nazwaliby go elitarnym, ale to było dawno za moich czasów big_grin
                                                  • 25.10.11, 21:46
                                                    fogito napisała:

                                                    > mama_kotula napisała:
                                                    >
                                                    > (czyli np. twojej historii sztuki, która jest i zawsze był
                                                    > > a kierunkiem hobbystycznym).
                                                    > >
                                                    >
                                                    > Niektórzy nazwaliby go elitarnym, ale to było dawno za moich czasów big_grin

                                                    Pozwól, że rozwinę: kierunek hobbystyczny może być kierunkiem elitarnym, bo mówimy o róznych aspektach w tym momencie. Hobbystyczny oznacza, że nie ma po nim pracy za konkretne pieniądze, albo nie ma pracy wcale (jest to kierunek ciekawy dla konkretnej osoby, zgodny z zainteresowaniami, ale kompletnie bez przyszłości i perspektyw rozwoju).

                                                    Nie przeszkadza to w byciu kierunkiem elitarnym, niemniej studia nadal pozostają hobbystycznymi, co ma jakby nieco wieksze znaczenie w czasach, kiedy elitarnością kierunku można sobie, z przeproszeniem, jedynie pupę podetrzeć.


                                                    --
                                                    Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
                                                    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
                                                  • 26.10.11, 10:09
                                                    mama_kotula napisała:


                                                    > Pozwól, że rozwinę: kierunek hobbystyczny może być kierunkiem elitarnym, bo mów
                                                    > imy o róznych aspektach w tym momencie. Hobbystyczny oznacza, że nie ma po nim
                                                    > pracy za konkretne pieniądze, albo nie ma pracy wcale (jest to kierunek ciekawy
                                                    > dla konkretnej osoby, zgodny z zainteresowaniami, ale kompletnie bez przyszłoś
                                                    > ci i perspektyw rozwoju).

                                                    Nie wszyscy muszą w życiu zarabiać krocie i wielu moim znajomych pracuje w zawodzie z duża satysfakcją. Ja wybrałam inną drogę, ale to był mój wybór.

                                                    , kiedy elitarno
                                                    > ścią kierunku można sobie, z przeproszeniem, jedynie pupę podetrzeć.
                                                    >

                                                    Hmm nie przyszłoby mi do głowy.
                                                  • 26.10.11, 10:13
                                                    Cytat
                                                    Nie wszyscy muszą w życiu zarabiać krocie i wielu moim znajomych pracuje w zawodzie z duża satysfakcją.


                                                    Hm, satysfakcją nie nakarmisz dziecka, ale co ja tam wiem tongue_outtongue_out

                                                    --
                                                    http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/h/hrle12pb7.png
                                                  • 26.10.11, 10:15
                                                    mama_kotula napisała:

                                                    > Cytat
                                                    > Nie wszyscy muszą w życiu zarabiać krocie i wielu moim znajomych pracuje w zawo
                                                    > dzie z duża satysfakcją.
                                                    >

                                                    >
                                                    > Hm, satysfakcją nie nakarmisz dziecka, ale co ja tam wiem tongue_outtongue_out
                                                    >

                                                    Zapewne nie, ale bez satysfakcji zawodowej stajesz się zrzędą, która rzuca się ludziom do gardeł bez powodu. Sporo tu takich, którzy w pracy siedzą na forum i zieją nienawiścią do każdego kto myśli inaczej.
                                                    Poza tym dziecko zawsze ma ojca i matkę więc najczęściej w dwójkę są w stanie owo dziecko nakarmić.
                                                  • 26.10.11, 10:44
                                                    Cytat
                                                    Zapewne nie, ale bez satysfakcji zawodowej stajesz się zrzędą, która rzuca się ludziom do gardeł bez powodu.


                                                    O, to ja mam jeszcze inaczej - jestem zrzędą i rzucam się ludziom do gardeł bez specjalnego powodu, głównie hobbystycznie. Bo satysfakcję zawodową mam ogromną ^_^

                                                    --
                                                    OWLcoding - iOS development
                                                  • 26.10.11, 11:18
                                                    mama_kotula napisała:

                                                    > Cytat
                                                    > Zapewne nie, ale bez satysfakcji zawodowej stajesz się zrzędą, która rzuca się
                                                    > ludziom do gardeł bez powodu.
                                                    >

                                                    >
                                                    > O, to ja mam jeszcze inaczej - jestem zrzędą i rzucam się ludziom do gardeł bez
                                                    > specjalnego powodu, głównie hobbystycznie. Bo satysfakcję zawodową mam ogromną
                                                    > ^_^
                                                    >

                                                    Chyba nie taką jednak ogromną skoro od rana na forum... no chyba, że to praca na drugą zmianę wink
                                                  • 26.10.11, 11:22
                                                    fogito napisała:
                                                    > Chyba nie taką jednak ogromną skoro od rana na forum... no chyba, że to praca n
                                                    > a drugą zmianę wink

                                                    Mam nienormowany czas pracy (czytaj: pracuję, kiedy mi się chce). A moi klienci mają teraz noc, więc nie będę ich budzić i im głowy zawracać smile

                                                    --
                                                    Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
                                                    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
                                                  • 26.10.11, 11:29
                                                    mama_kotula napisała:

                                                    > fogito napisała:
                                                    > > Chyba nie taką jednak ogromną skoro od rana na forum... no chyba, że to p
                                                    > raca n
                                                    > > a drugą zmianę wink
                                                    >
                                                    > Mam nienormowany czas pracy (czytaj: pracuję, kiedy mi się chce). A moi klienci
                                                    > mają teraz noc, więc nie będę ich budzić i im głowy zawracać smile
                                                    >

                                                    No to super. Znaczy, że masz sporo czasu na gromadzenie materiałów z prac domowych big_grin
                                                  • 25.10.11, 22:08
                                                    > Niektórzy nazwaliby go elitarnym, ale to było dawno za moich czasów big_grin

                                                    Raczej w twoich snach. Jak już wyżej zostało zauważone wszystkie jesteśmy w podobnym wieku, więc nie ma co ściemniać. Historia sztuki to typowy kierunek dla kujonów, dla ludzi bez pomysłu na siebie.
                                                    I wybacz o jakim sukcesie mówisz, bo jak sama wyżej zaznaczyłaś nie jest to sukces finansowy, o sukcesie międzynarodowym również nie ma mowy. Czyli jak zauważyła któraś dziewczyna wyżej systematycznością i kujoństwem próbowałaś nadrobić brak zdolności i pasji.

                                                    Do elitarnych kierunków zawsze należało prawo, medycyna z kierunków technicznych architektura i przez krótki czas informa, uczelnie artystyczne ale zdecydowanie nie historia sztuki
                                                  • 26.10.11, 10:13
                                                    makurokurosek napisała:

                                                    > > Niektórzy nazwaliby go elitarnym, ale to było dawno za moich czasów big_grin
                                                    >
                                                    > Raczej w twoich snach. Jak już wyżej zostało zauważone wszystkie jesteśmy w pod
                                                    > obnym wieku, więc nie ma co ściemniać. Historia sztuki to typowy kierunek dla k
                                                    > ujonów, dla ludzi bez pomysłu na siebie.

                                                    Wiesz, cały czas próbujesz zdyskredytować moje osiągnięcia. Przy okazji obrażając całą grupę ludzi kończącą co roku historię sztuki. Poza zwykłą zawiścią i brakiem wychowania nie widzę powodu ku temu.


                                                    > I wybacz o jakim sukcesie mówisz, bo jak sama wyżej zaznaczyłaś nie jest to suk
                                                    > ces finansowy, o sukcesie międzynarodowym również nie ma mowy. Czyli jak zauważ
                                                    > yła któraś dziewczyna wyżej systematycznością i kujoństwem próbowałaś nadrobić
                                                    > brak zdolności i pasji.

                                                    smile Czy powinnam teraz zapytać jak przebiegła twoja ścieżka zawodowa i edukacyjna., Jakoś mnie to nie interesuje, bo z wypowiedzi wynika, że jednak edukacja w twoim wypadku nie przyniosła specjalnych efektów.


                                                    > Do elitarnych kierunków zawsze należało prawo, medycyna z kierunków technicznyc
                                                    > h architektura i przez krótki czas informa, uczelnie artystyczne ale zdecydowa
                                                    > nie nie historia sztuki

                                                    No cóż. Na są ludzie, którzy uważają inaczej, ale zapewne w twoich oczach to głąby, nieuki i nie wiadomo co jeszcze.

                                                  • 26.10.11, 10:37
                                                    >
                                                    > Wiesz, cały czas próbujesz zdyskredytować moje osiągnięcia. Przy okazji obrażaj
                                                    > ąc całą grupę ludzi kończącą co roku historię sztuki. Poza zwykłą zawiścią i br
                                                    > akiem wychowania nie widzę powodu ku temu.
                                                    >


                                                    Nie , nie dyskredytuje tylko sprostuje. Historia sztuki nigdy nie była kierunkiem elitarnym już bardziej elitarna była filozofia.

                                                    ">
                                                    > No cóż. Na są ludzie, którzy uważają inaczej, ale zapewne w twoich oczach to gł
                                                    > ąby, nieuki i nie wiadomo co jeszcze.
                                                    >

                                                    Nie nazywam ludzi studiujących typowo kujoniaste kierunki za głąbów, wręcz odwrotnie uważam ich za wyjątkowo systematycznych i pracowitych, ale pozbawionych pomysłu na siebie i niezdolnych do pracy twórczej. Tacy ludzie mimo swojej wiedzy nadają się tylko do pracy odtwórczej.
                                                  • 26.10.11, 10:42
                                                    makurokurosek napisała:


                                                    > Nie , nie dyskredytuje tylko sprostuje. Historia sztuki nigdy nie była kierunki
                                                    > em elitarnym już bardziej elitarna była filozofia.

                                                    smile Historia sztuki to zawsze był i będzie kierunek elitarny cokolwiek byś tu nie napisała. A o elitarności filozofii nigdy nie słyszałam, ale nie wykluczam, że to prawda.


                                                    > Nie nazywam ludzi studiujących typowo kujoniaste kierunki za głąbów, wręcz odwr
                                                    > otnie uważam ich za wyjątkowo systematycznych i pracowitych, ale pozbawionych p
                                                    > omysłu na siebie i niezdolnych do pracy twórczej. Tacy ludzie mimo swojej wiedz
                                                    > y nadają się tylko do pracy odtwórczej.

                                                    Myślę, że już wystawiłaś sobie niezłą wizytówkę, więc nie musisz się bardziej starać smile
                                                  • 26.10.11, 10:48
                                                    "Historia sztuki to zawsze był i będzie kierunek elitarny cokolwiek byś tu nie napisała. A o elitarności filozofii nigdy nie słyszałam, ale nie wykluczam, że to prawda. "

                                                    Zaprzeczanie rzeczywistości nie spowoduje zmiany rzeczywistości.
                                                  • 26.10.11, 11:17

                                                    makurokurosek napisała:

                                                    > "Historia sztuki to zawsze był i będzie kierunek elitarny cokolwiek byś tu nie
                                                    > napisała. A o elitarności filozofii nigdy nie słyszałam, ale nie wykluczam, że
                                                    > to prawda. "
                                                    >
                                                    > Zaprzeczanie rzeczywistości nie spowoduje zmiany rzeczywistości.

                                                    Zapewne, więc nie trać czasu na zaprzeczanie tongue_out
                                                  • 26.10.11, 11:31
                                                    No cóż, po jednym z takich elitarnych kierunków humanistycznych mój kuzyn pisze teksty do gier komputerowych. Prawdopodobnie mógłby to robić z samą maturą.
                                                    --
                                                    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                                  • 25.10.11, 21:08
                                                    Kurcze, a wyżej pisałaś o dobrze płatnej pracy po tych studiach? W zawodzie pracowałaś?
                                                    Znam jednego historyka sztuki który pracuje w muzeum, kiepsko mu płaca ale jak mówi ma swięty spokój, i dziewczyne po tych studiach która zrobiła też studia nauczycielskie, uczy plastyki, maluje, zyje własciwie z malarstawa i ma wystawy swoich prac w całkiem fajnych galeriach. Inna w galerii w sklepie z ciuchami pracuje. Jestem do bólu praktyczna, dla mnie to studia nie dające zawodu a niekiedy nie dające szansy zarobienia na chleb.
                                                  • 25.10.11, 21:24
                                                    przeciwcialo napisała:

                                                    > Kurcze, a wyżej pisałaś o dobrze płatnej pracy po tych studiach? W zawodzie pra
                                                    > cowałaś?

                                                    Pracowałam przez jakiś czas w zawodzie, ale jak się domyślasz pieniędzy po tym wielkich nie było.
                                                    Poszłam pracować do amerykańskiej firmy, bo jako typowy kujon byłam dobra ze wszystkiego i miałam angielski na wysokim poziomie pomimo, ze maturę zdawałam z rosyjskiego.
                                                    I o to mi w sumie chodzi, żeby łatwo się było komuś przemieszczać na rynku pracy musi byc wielofunkcyjny i elastyczny. W innym razie umarł w butach.

                                                    > Znam jednego historyka sztuki który pracuje w muzeum, kiepsko mu płaca ale jak
                                                    > mówi ma swięty spokój, i dziewczyne po tych studiach która zrobiła też studia n
                                                    > auczycielskie, uczy plastyki, maluje, zyje własciwie z malarstawa i ma wystawy
                                                    > swoich prac w całkiem fajnych galeriach. Inna w galerii w sklepie z ciuchami p
                                                    > racuje. Jestem do bólu praktyczna, dla mnie to studia nie dające zawodu a niek
                                                    > iedy nie dające szansy zarobienia na chleb.

                                                    Zgadza się, ale jak ktoś się pasjonuje sztuką to jest to silniejsze od racjonalnego myślenia. Mnie w znalezieniu pracy po tej wąskiej specjalizacji pomogło dobre wykształcenie licealne i lata nauki angielskiego (wymuszone przez mamę!). Do sztuki wróciłam po osiągnięciu pewnego etapu w życiu, kiedy to już nie muszę się martwić o chleb i o to co na chlebie.
                                                    Ten zawód jest dla pasjonatów albo dla tych, co umieją się przekwalifikować po studiach. Bo same studia to bajka po prostu. Na całym tym padole łez nie mam piękniejszych lat w życiu. Chodzi mi o beztroskę, bo po urodzeniu dziecka życie jest piękne ale zawsze troska o dziecko w tle gdzieś jest.
                                                  • 25.10.11, 21:42
                                                    Znam beztroskich filozofów, teatrologów, filmoznawców... dzieki za taka beztroske. Filologia bułgarska daje duzo wieksze możliwości. Faktycznie przy chobbystycznym kierunku studiów porządnie opanowany jezyk obcy daje możliwości przekwalifikowania i elastycznosci.
                                                  • 25.10.11, 21:43
                                                  • 28.10.11, 00:06
                                                    Faktycznie przy chobbyst
                                                    > ycznym kierunku studiów porządnie opanowany jezyk obcy

                                                    Gorzej, jak ktoś po niehobbystycznym kierunku studiów nie opanował porządnie języka polskiego. Słowo "hobby" pisze się przez "h". Nawiasem mówiąc, słowo to wywodzi się z angielskiego, więc pisanie go przez "ch" dowodzi także złego opanowania języka angielskiego.
                                                    Po "hobbystycznym" kierunku historia sztuki można mieć bardzo dobrze płatną pracę w antykwariacie albo domu aukcyjnym, zarabiać na ekspertyzach, pracować w policji etc.
                                                    No i w moim pojęciu kierunek studiów musi być hobbystycznym, niezależnie od tego, czy jest to informatyka, medycyna, historia sztuki czy filozofia. Zwyczajnie uważam, że wybór kierunku studiów niezgodnego z własnym zainteresowaniami i w konsekwencji wybór nielubianego zawodu dowodzi niedojrzałości życiowej.
                                                  • 28.10.11, 08:43
                                                    No i w moim pojęciu kierunek studiów musi być hobbystycznym, niezależnie od teg
                                                    > o, czy jest to informatyka, medycyna, historia sztuki czy filozofia.
                                                    Bez przesady, ale na pewno ma się więcej zapału do studiowania tego. Dobrze w każdym razie jest mieć wizję, co chciałoby się w życiu robić.
                                                    --
                                                    -------------------------------------------------------------
                                                    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                                  • 28.10.11, 20:08
                                                    Błąd poprawiłam. Nie ma to jak wycieczka osobista, he, he....
                                                  • 28.10.11, 21:42
                                                    Błąd poprawiłam. Nie ma to jak wycieczka osobista, he, he..

                                                    Przepraszam, kiedy odpisywałam, nie zauważyłam poprawki.
                                                  • 26.10.11, 11:40
                                                    Fogito, miałaś farta, że te swoje studia skończyłaś wtedy, tak z 15 lat temu, a nie teraz. Wtedy było b. duże zapotrzebowanie na osoby z jakimkolwiek "papierem" i dobrą znajomością języków. Bo teraz z takimi studiami i nawet dobrą znajomością angielskiego to i tak pewnie trudno byłoby ci znaleźć sensowną pracę - znajomość języka angielskiego jest jednak znacznie większa wśród osób kończących studia teraz niż te 15 lat temu, i na dokładkę mają wykształcenie bardziej pasujące do specyfiki firmy.
                                                    --
                                                    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                                  • 26.10.11, 17:40
                                                    jakw napisała:

                                                    > Fogito, miałaś farta, że te swoje studia skończyłaś wtedy, tak z 15 lat temu, a
                                                    > nie teraz.

                                                    Tylko, że musisz pamiętać iż teraz młodzież ma o wiele więcej możliwości niż kiedys w końcówce lat 80-tych kiedy upadał komunizm.
                                                    Gdybym była teraz studentką to zapewne studiowałabym za granicą.
                                                  • 27.10.11, 14:57
                                                    fogito napisała:

                                                    > Tylko, że musisz pamiętać iż teraz młodzież ma o wiele więcej możliwości
                                                    Wybór wyborem, a młodzież i tak bardziej oblega kierunki modne i "lajtowe" niż te uchodzące za ciężkie i wymagające solidnej pracy jeszcze przed maturą.
                                                    --
                                                    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                                  • 27.10.11, 15:19
                                                    Cytat
                                                    Wybór wyborem, a młodzież i tak bardziej oblega kierunki modne i "lajtowe" niż te uchodzące za ciężkie i wymagające solidnej pracy jeszcze przed maturą.


                                                    Bo istnieje społeczny przymus pójścia na studia. Jak już pisałam wyżej, w tym momencie na studia idą ludzie, którzy 20 lat temu nie pomyśleliby nawet o szkole pomaturalnej.
                                                    Na czym zarabiają i zacierają rączki wszelkie Wyższe Szkoły Lansu i Baunsu, oferujące takie modne i elitarne kierunki jak europeistyka, socjologia (nie mająca zbyt wiele wspólnego z socjologią nauczaną kilkanaście lat temu na uniwersytetach), psychologia (jak wyżej), dziennikarstwo (mwahahahahaha), integracja europejska, stosunki międzynarodowe, filozofia, historia sztuki i inne kierunki dla tzw. humanistów (definicja humanisty w tym przypadku brzmi: nie umiem zbyt wiele, w szczególności jestem tępy z matmy i innych przedmiotów ścisłych, nie mam zainteresowań, czasem coś przeczytam, nie mam pomysłu na życie).

                                                    --
                                                    Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
                                                    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
                                                  • 28.10.11, 00:31
                                                    Kotulo: historii sztuki i filozofii nie wykłada się w szkołach lansu i balansu, bo i wykładowcy musieliby mieć jakąś konkretną wiedzę. Co do reszty - całkowicie się zgadzam.
                                                    Historia sztuki i filozofia to, wbrew temu, co wiele osób twierdzi, są nauki z tradycjami, które maja swój wypracowany warsztat badawczy. Stosunki międzynarodowe i europeistyki to nie są żadne nauki.
                                                    Prawdziwa humanistyka nie polega na braku matematyki.
                                                  • 28.10.11, 19:34
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Kotulo: historii sztuki i filozofii nie wykłada się w szkołach lansu i balansu,
                                                    > bo i wykładowcy musieliby mieć jakąś konkretną wiedzę.
                                                    Jesteś pewna? W tej chwili pewnie można nazwać kierunek całkiem dowolnie i udawać, że to, co się wykłada, to się tak nazywa. Jak maturzysta "słabo uczony" to się nawet nie zorientuje.

                                                    --
                                                    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                                  • 28.10.11, 19:55
                                                    Historię sztuki mozna studiowac nie tylko na renomowanych uniwersytetach.
                                                  • 28.10.11, 21:45
                                                    Sorki, historii sztuki jest w Polsce chyba 5 czy 6. Niektóre przyzwoite uniwersytety jej nie mają, a nie znam żadnej szkoły lansu i balansu, gdzie byłaby wykładana. A interesuję się tym chociażby dlatego, że w zeszłym roku szukałam pracy i przeglądałam kierunki, które są na różnych uczelniach.
                                                  • 28.10.11, 21:41
                                                    Jesteś pewna? W tej chwili pewnie można nazwać kierunek całkiem dowolnie i udaw
                                                    > ać, że to, co się wykłada, to się tak nazywa. Jak maturzysta "słabo uczony" to
                                                    > się nawet nie zorientuje.

                                                    Jestem pewna. Pracuję od 18 lat w szkolnictwie wyższym i śledzę, co się dzieje, także w szkołach lansu i balansu. Po pierwsze z tą dowolnością nie do końca jest tak, wg ustawy obowiązującej dotąd była lista kierunków w ministerstwie, standardy określające wykaz przedmiotów, które muszą być wykładane na danym kierunku, a kierunek musiało firmować kilku dr. hab. lub prof. belw. mających dyplom z danej dziedziny. Prof. i dr hab. historyków sztuki jest w Polsce bardzo mało, a dorabiać mogą ekspertyzami dla muzeów, więc nie było możliwe otwarcie takiej lewej historii sztuki w szkole kształcenia na odległość. Poza tym większość wykładowców tych szkół stanowią zredukowani z wojska oficerowie polityczni, a ci nie miewali dyplomów z historii sztuki, ale z politologii, czasem, o zgrozo, historii, socjologii czy pedagogiki. Dawało się tymi dyplomami obskoczyć politologię, stosunki międzynarodowe, europeistykę, bezpieczeństwo czy zarządzanie, ale historii sztuki nie. Wojskowym, a to oni głównie tworzą te szkoły lansu i balansu, historia sztuki nie jest potrzebna do tłuczenia kasy. Dowolne kierunki teorertycznie będzie można tworzyć wg nowej ustawy, ale też nie będzie tak łatwo, bo zamiast być zgodne z listą w ministerstwie, będą musiały być zgodne z jakimiś krajowymi ramami kwalifikacji, które pewnie będą 5 razy bardziej zbiurokratyzowane, niż dotąd. Więc mam nadzieję, że mimo wszystko raczej tańca na rurze jako kierunku otworzyć się nie da.
                                                  • 28.10.11, 00:26
                                                    młodzież i tak bardziej oblega kierunki modne i "lajtowe" n
                                                    > iż te uchodzące za ciężkie i wymagające solidnej pracy jeszcze przed maturą.

                                                    A historia sztuki wcale nie jest ani kierunkiem modnym, ani lajtowym. Wymaga solidnej pracy i jest wykładana tylko na nielicznych uczelniach, więc na ten kierunek nie ma wielu miejsc. Poza tym na studiach z historii sztuki nie da się zdać egzaminów wodolejstwem, tylko trzeba się konkretnych dzieł sztuki napatrzeć, umieć rozpoznawać i umieć rozpoznawać style czy ich odmiany, ani też - wbrew temu, co piszecie - kuciem na pamięć. Pamięciowe opanowanie szczegółów to dopiero podstawa, potem potrzebna jest umiejętność interpretowania, a to już rzecz poważna i wymaga myślenia.
                                                    Modne są obecnie kierunki lajtowe typu politologia, stosunki międzynarodowe, europeistyka, kulturoznawstwo czy bezpieczeństwo. Są to powierzchowne mieszaniny różnych nauk, co powoduje, że student żadnej z nich nie opanuje gruntownie i w rezultacie niczego nie umie. Standardowa praca mgr z politologii to np. "Polityka zagraniczna Polski po '89 r." - autentyk, co student przepisuje z wikipedii, bo jest to temat na tyle ogólny, że nie można tego zrobić inaczej. Natomiast na historii sztuki praca mgr to będzie gruntowne opracowanie np. jednej rzeźby, wymagające dokładnego opisu, interpretacji, znalezienia analogii, wpływów innych artystów, co wymaga znajomości sztuki w ogóle, i jest to praca wykonana samodzielnie. Wykonanie paru takich analiz (bo przed mgr student pisze jakieś referaty, które nie są odtwarzaniem literatury, tylko właśnie budowaniem własnych interpretacji) uczy myślenia, które potem można wykorzystać zarówno w pracy historyka sztuki, jak i każdej innej.
                                                    Humanistów (historyków sztuki, historyków, filozofów, filologów, archeologów, muzykologów, etnografów) wcale nie jest za dużo. Nie każdy od razu po takich studiach zostaje prezydentem, ale znaczna część ma jednak szanse na pracę w archiwum, bibliotece, muzeum, antykwariacie, księgarni, wydawnictwie, szkole, jako przewodnik turystyczny, w biurze podróży, jako dziennikarz, nauczyciel itp. A to, że praca archiwisty albo muzealnika, który opiekuje się skarbami kultury wartymi miliony, jest tak nisko płatna, to nie jest już wina humanistów, tylko chyba raczej źle świadczy o reszcie społeczeństwa.
                                                    Biura pośrednictwa pracy zapełniają przede wszystkim absolwenci 11 uczelni, na których w Warszawie można studiować politologię, czy europeistyk w wyższych szkołach kształcenia na odległość w Pcimiu Dolnym, nie wiedzieć czemu uznawani za humanistów. Humanistyka nie polega na braku matematyki.
                                                  • 28.10.11, 08:11
                                                    srebrnarybka napisała:


                                                    >
                                                    > A historia sztuki wcale nie jest ani kierunkiem modnym, ani lajtowym. Wymaga so
                                                    > lidnej pracy i jest wykładana tylko na nielicznych uczelniach, więc na ten kier
                                                    > unek nie ma wielu miejsc. Poza tym na studiach z historii sztuki nie da się zda
                                                    > ć egzaminów wodolejstwem, tylko trzeba się konkretnych dzieł sztuki napatrzeć,
                                                    > umieć rozpoznawać i umieć rozpoznawać style czy ich odmiany, ani też - wbrew te
                                                    > mu, co piszecie - kuciem na pamięć. Pamięciowe opanowanie szczegółów to dopiero
                                                    > podstawa, potem potrzebna jest umiejętność interpretowania, a to już rzecz pow
                                                    > ażna i wymaga myślenia.

                                                    smile Kto by pomyślał, że na tym forum przeczytam coś takiego.
                                                  • 28.10.11, 09:56
                                                    A historia sztuki wcale nie jest ani kierunkiem modnym, ani lajtowym. Wym
                                                    > aga so
                                                    > > lidnej pracy i jest wykładana tylko na nielicznych uczelniach, więc na te
                                                    > n kier
                                                    > > unek nie ma wielu miejsc. Poza tym na studiach z historii sztuki nie da s
                                                    > ię zda
                                                    > > ć egzaminów wodolejstwem, tylko trzeba się konkretnych dzieł sztuki napat
                                                    > rzeć,
                                                    > > umieć rozpoznawać i umieć rozpoznawać style czy ich odmiany, ani też - wb
                                                    > rew te
                                                    > > mu, co piszecie - kuciem na pamięć. Pamięciowe opanowanie szczegółów to d
                                                    > opiero
                                                    > > podstawa, potem potrzebna jest umiejętność interpretowania, a to już rze
                                                    > cz pow
                                                    > > ażna i wymaga myślenia.
                                                    >
                                                    > smile Kto by pomyślał, że na tym forum przeczytam coś takiego.

                                                    Na forum rzeczywiście o taką wypowiedź trudno, Ja jestem nietypowa i jestem głosem z przeszłości. Jestem historykiem, ale w ramach tzw. indywidualnego toku studiów chodziłam też na zajęcia z historii sztuki i zdałam z niej 2 egzaminy, a moja praca naukowa wymaga też czytywania prac z historii sztuki, więc wiem, na czym polega uprawianie tej dyscypliny. Jestem 13 lat starsza od Ciebie i nie przypuszczałam, że aż tak szybko się zestarzeję, tzn., że świat zmieni się aż tak szybko, w moim pojęciu na niekorzyść. Zresztą te zmiany w mentalności, priorytetach moralnych i formacji kulturalnej nastąpiły gwałtownie w ciągu ostatnich paru lat, wcześniej tego nie obserwowałam aż na taka skalę, a jako wykładowca akademicki pracujący ze studentami już 19ty rok widzę co nieco. Ale ja funkcjonuję wg innego systemu wartości, w którym sukces finansowy nie jest celem. Pieniądze trzeba zarobić, by spełnić inne cele życiowe, ale same w sobie nie są one dla mnie miarą sukcesu życiowego. A mając takie, a nie inne cele, można świadomie zdecydować się na ubrania z używańców, brak samochodu i działki i paru innych atrakcji. Wszystkim, którzy powołują się na obowiązki wobec dzieci odpowiadam: zawód wybrałam świadoma konsekwencji finansowych tego wyboru. Nigdy w życiu nie żyłam z niczego innego, niż humanistyka. Mój ojciec jest profesorem polonistyki (obecnie emerytowanym, jednym bodaj z trzech najstarszych żyjących polonistów) i od dziecka wiedziałam, że w tym zawodzie kokosów nie będzie. Ale też gratyfikacja, jaką było od dziecka mieszkanie w domu, gdzie toczyły się ważne dysputy intelektualne, gdzie jako 5latkę prowadzano mnie do muzeum i uczono zwiedzać zabytki, co uwielbiałam i uwielbiam do dziś, była dla mnie ważniejsza, niż to, że mając więcej pieniędzy, mogłabym mieć droższe ciuchy albo chodzić do droższych kawiarni (to wtedy, dzisiaj byłaby to np, wypasiona komórka dla szpanu itd.). No i kwestia priorytetów: moich rodziców było stać na kupno telewizora, gdy byłam w V klasie, a mama dostała spadek, ale od II klasy miałam prywatne lekcje angielskiego. Dzisiaj też pracownik muzeum może zrezygnować z wypasionej komórki, tipsów, albo markowych ubrań i zafundować dziecku angielski, skoro w muzeum tak płacą, jak płacą, a po powrocie do domu przy obiedzie w sposób naturalny porozmawiać o freskach z Faras i będzie to z większą korzyścią dla dziecka, niz wtedy, gdy ktoś zainteresowany historią sztuki z poczucia odpowiedzialności za przyszłe dziecko pójdzie na studia typu finanse i bankowość i wyląduje na nudnej dla niego i dobrze płatnej posadzie w banku, po czym wróci do domu sfrustrowany(a) i zły(a) i tylko odpyta, czy dziecko zrobiło lekcje, bo zapewne przy obiedzie nie będzie opowiadać o obligacjach. Chyba, że to bankowiec z zamiłowania (widziałam kiedyś taką urzędniczkę w banku, gdzie miałam konto, przyjemnością było patrzeć na jej pracę, lubiłam wtedy mieć sprawy do banku, bo miałam okazję być przez nią obsłużona) i przy obiedzie też będzie opowiadać o obligacjach - wtedy oczywiście i dziecko o tym się nauczy, co skądinąd też potrzebne w życiu (ja mam niestety blade pojęcie, czego żałuję, ale na tym polega uroda życia, że ludzie są różni, kwadratowi i podłużni, jeden się zna na rękopisach średniowiecznych, drugi na obligacjach).
                                                    I tak dla porządku, żeby mi nie zarzucono, że wmawiam sobie, że lubię historię, bo z matmy byłam za słaba i nie dostałabym się na informatykę albo medycynę: byłam prymuską w klasie matematyczno-fizycznej, na maturze mam 5 z matmy i gdybym chciała się przygotować do egzaminu na medycynę albo na informatykę, to pewnie by mi się to udało. Ale ja NIE CHCIAŁAM, świadomie wybrałam historię i uważam, że bycie historykiem to najlepsza rzecz, jaka mnie w życiu spotkała. Nie przyszłoby mi do głowy uważać, że lekarze enbloc są głupsi od historyków, albo odwrotnie, bo to tak, jakby twierdzić, że Kubica jest lepszy od Małysza. Każdy jest dobry w swojej dyscyplinie. Spotkałam oczywiście w życiu wielu historyków, którzy są głupsi od przeciętnego lekarza i wielu lekarzy głupszych od przeciętnego historyka, ale nie o tym mówimy.
                                                    Co do dyskusji z Tobą - cóż , wątki na forum często zmieniają się w lincz na jednej osobie. Szczerze - podłożyłaś się jednym: pisałaś o tym dopilnowywaniu tak, że można było odnieść wrażenie, że Twoim zdaniem rodzic powinien nad dzieckiem wisieć codziennie i codziennie odrabiać z nim lekcje, a potem zaczęłaś temu zaprzeczać, słusznie zresztą. Ja osobiście uważam, że rodzic powinien się interesować nauką dziecka, tzn. wiedzieć, jaki jest typ prac domowych, mniej więcej, czego dziecko się uczy, czy ma czas na odrabianie lekcji (także miejsce - biurko, cichy kąt, gdzie można się skupić etc.), przyjrzeć się dyskretnie pierwszemu czy drugiemu samodzielnemu odrabianiu, jak sobie dziecko radzi, ale generalnie przyjąć zasadę, że to obowiązek dziecka i pomagać tylko w stanie wyższej konieczności, typu np. te polecenie pisemne dla dziecka nieczytającego. W moim pojęciu to jest właśnie dopilnowywanie.
                                                    Miałam się na forum już nie odzywać, bo parę miesięcy temu urządzono tu ma mnie taki sam lincz za to, że nie skojarzyłam JEDNEGO filmu Tarantino i pozwoliłam sobie na stwierdzenie, że dla mnie osobiście czytanie książek naukowych o średniowieczu, co stanowi zarówno moją pasję, jak i obowiązek zawodowy, jest bardziej wzbogacające intelektualnie. Zarzucono mi umysłowość Nikodema Dyzmy i pouczono, że nie nadaję się na profesora, którym zresztą wg przepisów nowej ustawy nie mam szans zostać (jestem skromnym dr hab. i tzw. profesorem uczelnianym). Czasami podczytywałam, ale wczoraj nie zdzierżyłam, gdy znów ośmieszano to, co dla mnie najświętsze, czyli nauki humanistyczne.
                                                    Na ogół nie zgadzam się z Twoimi wypowiedziami i sama sobie się dziwię, że wytaczam tę filipikę (mam nadzieję, że poza Tobą i mną inne foremki, które zarzuciły mi braki w kulturze na okoliczność Tarantino, doskonale wiedzą, co to są filipiki) akurat w obronie Twoich wypowiedzi. Ale w tej chwili bronisz wartości dla mnie podstawowych czyli sensu istnienie humanistyki. Pozdrawiam ogólnohumanistycznie i ponad podziałami smile
                                                  • 28.10.11, 11:08
                                                    Co to są filipiki, z pewnością wie też Kotula, która zdawała maturę z łaciny i kultury antycznej, za co zarobiła u mnie dużego plusa smile Nie dziwi mnie to zresztą, bo łacina uczy logicznego myślenia i sądzę, że trening łaciński może być bardzo przydatny w pracy informatyka.
                                                    Foremkom, które będą dowodzić, że też wiedzą, odpowiadam: może i wiecie, ale zaprezentowany przez Was stosunek do dyscyplin humanistycznych wskazuje, że uważacie, że jest to wiedza niepotrzebna. A to prawie to samo.
                                                    Ja np. uważam, że na maturze powinna być matematyka obowiązkowa dla wszystkich, mimo, że od dnia matury formalnie z matematyką nie miałam do czynienia. Ale umysł ludzki tak nie działa, trening matematyczny i pewien typ myślenia musiał mi gdzieś w mózgu pozostać i zapewne go wykorzystuję, chociaż nie jestem tego świadoma.
                                                  • 28.10.11, 12:59
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    >> Na forum rzeczywiście o taką wypowiedź trudno, Ja jestem nietypowa i jestem gło
                                                    > sem z przeszłości.

                                                    big_grin

                                                    bie, że lubię historię,
                                                    .
                                                    > Co do dyskusji z Tobą - cóż , wątki na forum często zmieniają się w lincz na je
                                                    > dnej osobie.

                                                    Mam już kilka takich linczów za sobą i wszystkie sprowadzają się do jednego mianownika - krytyki mojego stylu życia. Można się do tego przyzwyczaić.

                                                    Szczerze - podłożyłaś się jednym: pisałaś o tym dopilnowywaniu tak
                                                    > , że można było odnieść wrażenie, że Twoim zdaniem rodzic powinien nad dzieckie
                                                    > m wisieć codziennie i codziennie odrabiać z nim lekcje, a potem zaczęłaś temu z
                                                    > aprzeczać, słusznie zresztą

                                                    No cóż moim zdaniem codziennie powinien z dzieckiem czytać - i tu myślę o małych dzieciach, o których toczy się dyskusja. A w przypadku odrabiania lekcji to chodziło mi o codzienną kontrolę i trzymanie ręki na pulsie co nie oznacza wiszenia nad głową. W tym samym czasie można obiad gotować.

                                                    i sama sobie się dziwię, że wyta
                                                    > czam tę filipikę (mam nadzieję, że poza Tobą i mną inne foremki, które zarzucił
                                                    > y mi braki w kulturze na okoliczność Tarantino, doskonale wiedzą, co to są fili
                                                    > piki) akurat w obronie Twoich wypowiedzi.

                                                    Całkiem niezłą filipikę. Wypada mi jedynie podziękować i cieszę się, że są gdzieś humaniści, którzy znają swoją wartość i czerpią satysfakcję ze swojej pracy.

                                                  • 28.10.11, 13:39
                                                    No cóż moim zdaniem codziennie powinien z dzieckiem czytać - i tu myślę o małyc
                                                    > h dzieciach, o których toczy się dyskusja.

                                                    Czytanie dziecku czy z dzieckiem, zabieranie do zoo, do teatru dla dzieci, do kina na stosowne filmy, a także naturalna rozmowa typu idziemy przez park i rodzic mówi "o jak ładnie wygląda ten klon z żółtymi liśćmi", na co dziecię pyta, a który to klon, - a no widzisz, ten, ma takie liście, które różnią się od liści sąsiedniego dębu, albo mamusia rozmawia z tatusiem o książce, którą akurat przeczytała sama dla siebie, i dziecko słysząc jakieś szczegóły pyta etc. to moim zdaniem normalny sposób spędzania czasu z dziećmi w rodzinach ludzi kulturalnych, czy też nawet "spędzania czasu" w ogóle. Zwyczajnie rozmowa rodziców o książce dla dorosłych, którą oboje przeczytali, mimo, że w ogóle dziecka nie uwzględnia, jest dla dziecka pożyteczna, bo 1. dowiaduje się, że ludzie dorośli czytają z wewnętrznej potrzeby, 2. zapamiętuje coś z problemów poruszanych w książce. Dobrze tylko, by te czynności odbywały się możliwie naturalnie, tzn. niekoniecznie musi to być dokładnie 20 minut każdego dnia, bo tak uchwalono, tylko z potrzeby. Wtedy jednego dnia może być godzina, a drugiego w ogóle. Dobrze pokazuje to znakomite powiedzonko ze sztuki Mrożka "Szczęśliwe wydarzenie", kiedy matka mówi do niemowlęcia: chodź, będziemy cię wychowywać. Rodzice wychowują dziecko także wtedy, gdy np. idą do teatru i zostawiają je pod opieką babci czy sąsiadki, bo dziecko zapoznaje się z nową dla niego sytuacją i ogarnia ją.

                                                    A w przypadku odrabiania lekcji to c
                                                    > hodziło mi o codzienną kontrolę i trzymanie ręki na pulsie co nie oznacza wisze
                                                    > nia nad głową. W tym samym czasie można obiad gotować.

                                                    W pewnych sytuacjach sądzę, że i codzienną kontrolę można odpuścić, choćby po to, by nauczyć dziecko odpowiedzialności. Ale to nie oznacza nietrzymania ręki na pulsie.

                                                    Wypada mi jedynie podziękować i cieszę się, że są gdzi
                                                    > eś humaniści, którzy znają swoją wartość i czerpią satysfakcję ze swojej pracy

                                                    Ja też się cieszę - takich jest co nieco i nie widzę powodu, by ich oceniać jako śmiesznych nieudaczników. Ktoś, kto woli zostać np. profesorem historii niż prezesem wielkiej korporacji nie musi być większym nieudacznikiem od owego prezesa, tylko może mieć zwyczajnie inne priorytety i cele życiowe.I dobrze zresztą, bo jakby jeszcze wszyscy obecni i potencjalni profesorowie próbowali rozdrapać biznes, to wszyscy by się zadławili.
                                                  • 28.10.11, 14:02
                                                    srebrnarybka napisała:


                                                    > Czytanie dziecku czy z dzieckiem, zabieranie do zoo, do teatru dla dzieci, do k
                                                    > ina na stosowne filmy, a także naturalna rozmowa typu idziemy przez park i rodz
                                                    > ic mówi "o jak ładnie wygląda ten klon z żółtymi liśćmi", na co dziecię pyta, a
                                                    > który to klon, - a no widzisz, ten, ma takie liście, które różnią się od liśc
                                                    > i sąsiedniego dębu, albo mamusia rozmawia z tatusiem o książce, którą akurat pr
                                                    > zeczytała sama dla siebie, i dziecko słysząc jakieś szczegóły pyta etc. to moim
                                                    > zdaniem normalny sposób spędzania czasu z dziećmi w rodzinach ludzi kulturalny
                                                    > ch, czy też nawet "spędzania czasu" w ogóle

                                                    Generalnie tak, ale jak sobie przypomnę jak zostałam zlinczowana za zmuszanie dziecka do głośnego czytania i za brak gier komputerowych w domu, to jednak wydaje mi się, że to nie zawsze jest normalny sposób spędzania z dziećmi czasu.


                                                  • 28.10.11, 14:54

                                                    > Generalnie tak, ale jak sobie przypomnę jak zostałam zlinczowana za zmuszanie d
                                                    > ziecka do głośnego czytania i za brak gier komputerowych w domu, to jednak wyda
                                                    > je mi się, że to nie zawsze jest normalny sposób spędzania z dziećmi czasu.

                                                    Są to PRZYKŁADOWE sposoby spędzania czasu z dziećmi przez KULTURALNYCH rodziców. Oczywiście istnieją także inne czynności wykonywane wspólnie z dziećmi, a nawet bez nich i niekoniecznie z celem ich wyedukowania, które temu celowi i tak służą.
                                                    Dyskusję o grach pamiętam - nie jestem ich entuzjastką, ani też wrogiem, wydaje mi się, że odpowiednio dobrane (by uniknąć drastycznych) i limitowane czasowo mogą być pouczającą rozrywką, aczkolwiek nie sądzę, by ich brak był jakimś niesłychanym brakiem w edukacji. Mam wobec nich odczucia jak wobec papierosów: sama nie palę, wiem, że papierosy są szkodliwe, ale im więcej wprowadza się zakazów, tym większą mam ochotę zapalić przez przekorę. Sądzę, że umiar, dystans i zapewnienie dziecku możliwie dużo interesujących zajęć nie spowoduje całkowitego uzależnienia. Ale też nie uważam, że Twoje dziecko, lat 6, będzie specjalnie uboższe intelektualnie, dlatego, że nie gra. Twoje dziecko nie gra, inny 6latek nie był jeszcze nigdy w zoo, inny w cyrku albo w ogrodzie botanicznym. Jeszcze zdąży sie z tym zapoznać.
                                                    Dyskusji o czytaniu nie pamiętam.
                                                  • 28.10.11, 18:37
                                                    Cytat
                                                    le też nie uważam, że Twoje dziecko, lat 6, będzie specjalnie uboższe intelektualnie, dlatego, że nie gra. Twoje dziecko nie gra, inny 6latek nie był jeszcze nigdy w zoo, inny w cyrku albo w ogrodzie botanicznym.


                                                    Rybko, nie wiem, czy pamiętasz, ale święta Fogito nie została "zlinczowana" za to, że nie włącza dziecku komputerowych. Oberwało jej się za pogardliwe wyśmiewanie tych, którzy jednak te gry włączają oraz za zarzuty wobec nich, że zaniedbują w ten sposób dzieci, i że generalnie mają te dzieci w głębokim poważaniu (znaczy, wszyscy oprócz niej zaniedbują dzieci i najlepiej im te dzieci odebrać).
                                                    Jak również za chamskie teksty np. "łatwo przyszło, łatwo poszło" w komentarzu na informację o puszczaniu siedmiolatka samego do sklepu.

                                                    --
                                                    Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
                                                    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
                                                  • 28.10.11, 19:34
                                                    Rybko, nie wiem, czy pamiętasz, ale święta Fogito nie została "zlinczowana" za
                                                    > to, że nie włącza dziecku komputerowych. Oberwało jej się za pogardliwe wyśmiew
                                                    > anie tych, którzy jednak te gry włączają oraz za zarzuty wobec nich, że zaniedb
                                                    > ują w ten sposób dzieci, i że generalnie mają te dzieci w głębokim poważaniu (z
                                                    > naczy, wszyscy oprócz niej zaniedbują dzieci i najlepiej im te dzieci odebrać).
                                                    >
                                                    > Jak również za chamskie teksty np. "łatwo przyszło, łatwo poszło" w komentarzu
                                                    > na informację o puszczaniu siedmiolatka samego do sklepu.

                                                    W istocie nie pamiętam,bo nie sposób pamiętać wszystkich dyskusji na forum. Lojalnie napisałam do fogito, że na ogół się z jej wypowiedziami nie zgadzam. Czasem z nimi osobiście polemizowałam (akurat chyba nie o tych grach, ale zdarzało mi się). Napisałam wręcz, że jest nieco dziwne, że ważny dla mnie tekst napisałam w obronie fogito. Ale mnie chodziło o jeden tylko aspekt sprawy: o niewartościowanie ludzi wg wybranej przez nich dyscypliny nauki jako przedmiotu studiów. Mimo, że uprawianie przez siebie zawodu historyka uważam za bardzo wielką wartość, nie przyszłoby mi do głowy twierdzić, że medycyna, informatyka, politechnika czy prawo to nauki gorsze od historii, bo absolwenci tych nauk nie muszą rozróżniać stylów w architekturze (poza architektami), wiedzieć, od czego pochodzą słowa lesbijka i maraton i kogo zastrzelono w 1914 r. w Sarajewie (prawnicy teoretycznie powinni wiedzieć przynajmniej to ostatnie, ale rok temu na sprawie spadkowej w mojej rodzinie sędzia zdziwiła się, że metryki kogoś urodzonego przed I wojną światową we Lwowie są austriackie, bo sądziła, że Lwów był pod zaborem rosyjskim, bo przecież wiadomo, że Lwów nam "ruscy" zabrali, to i wtedy musiał być u "ruskich"), chociaż oczywiście niektórzy to wiedzą i dobrze. Ja z kolei nie wiem, co to jest język html, nie znam się na medycynie i zawiłościach prawa, chociaż mój matematyk z lo był mile zaskoczony, gdy tydzień temu wyrecytowałam mu prawie całą definicję funkcji 33 lata po maturze i po 33 latach nieużywania tej definicji. Ale ja nie uważam się za mądrzejszą od medyka dlatego, że umiem czytać XIV wieczne rękopisy, ani nie uważam, że medyk jest ode mnie mądrzejszy, bo zna prawidłowy skład moczu. Nie da się porównać Kubicy z Małyszem, a porównywać można tylko Małysza z innymi skoczkami. Żeby opanować porządnie jakąś dyscyplinę, trzeba w to włożyć dużo wysiłku. To nie wyklucza, że można mieć i wiedzę w innych, ale po to są studia i profesjonalizm, by ludzie mogli się specjalizować w jakiejś dziedzinie i opanować ją dogłębnie. Wystąpiłam więc nie tyle w obronie fogito, co w obronie nauk humanistycznych. Bene vale
                                                  • 29.10.11, 09:38
                                                    Nie da się porównać Kubicy z Małyszem, a porównywać można tylko Małysza z innymi skoczkami.

                                                    No nie wiem, czy nie dałoby się ich porównać jako kierowców rajdowych...
                                                    --
                                                    -------------------------------------------------------------
                                                    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                                  • 28.10.11, 19:42
                                                    mama_kotula napisała:


                                                    > Rybko, nie wiem, czy pamiętasz, ale święta Fogito

                                                    Jeszcze nie jestem, ale może kiedyś będę tongue_out

                                                    nie została "zlinczowana" za
                                                    > to, że nie włącza dziecku komputerowych. Oberwało jej się za pogardliwe wyśmiew
                                                    > anie tych, którzy jednak te gry włączają

                                                    Bzdury waćpan piszesz. Ja zawsze podkreślam, ze mnie nie interesuje, czy ktoś dziecku włącza gry czy nie. To ty próbowałaś mi wmówić, że dziecku szansę na rozwój odbieram, bo gier w domu nie ma i tym podobne teksty, coby ich inaczej nie nazwać.

                                                    oraz za zarzuty wobec nich, że zaniedb
                                                    > ują w ten sposób dzieci, i że generalnie mają te dzieci w głębokim poważaniu (z
                                                    > naczy, wszyscy oprócz niej zaniedbują dzieci i najlepiej im te dzieci odebrać).

                                                    Bo w moim mniemaniu wiele osób właśnie z powodu gier zaniedbuje dzieci. I było to w dyskusji o tym, ze dzieciak za dużo gra, czyż nie?
                                                    Sporo sobie dopowiadasz i ubarwiasz. Powinnaś Harlequiny pisać smile


                                                    > Jak również za chamskie teksty np. "łatwo przyszło, łatwo poszło" w komentarzu
                                                    > na informację o puszczaniu siedmiolatka samego do sklepu.
                                                    >

                                                    To nie było w odpowiedzi na ową informację . To było za całokształt uznania mnie za nadgorliwą mamuśkę, która siedmiolatka na Pragę nie puszcza.
                                                  • 28.10.11, 19:54
                                                    A nie, Fogito. Ja nie ubarwiam tego, co czytam i nie wywlekam wniosków z kosmosu - tak, jak ty z informacji o kiepskiej pracy domowej wywlekłaś wnioski o tym, że moje dzieci wymagają dodatkowego douczania (a ja mam te dzieci w tyłku, bo nie zamierzam odwalać roboty za szkołę i odrabiać zadań za dzieci).

                                                    I tak, oberwało ci się nie tyle za niewłączanie dziecku gier, tylko za twierdzenie, że ten, kto włącza, to, w wolnym tłumaczeniu, idiota, który zaniedbuje swoje dzieci. A dorosły grający w gry to patrz wyżej, idiota jak się patrzy. I że całe forum to idioci, tylko ty jedna i twoje światłe towarzystwo postępuje Słusznie. Wyłącznie za to ci się oberwało i tylko za to.

                                                    A "łatwo przyszło, łatwo poszło" było jednym z najbardziej chamskich tekstów, jakie zdarzyło mi sie na tym forum przeczytać. Po raz kolejny przyznałaś sobie, matce idealnej, prawo do sugerowania mi, że mam moje dziecko w odwłoku, ponieważ puszczam je samo do sklepu. Nic nie było w temacie warszawskiej Pragi (temat Pragi pojawił się już PO tym poście), było w temacie ogólnie wypuszczania siedmiolatka samego z domu - i ty ponownie stwierdziłaś, że forum to banda nieodpowiedzialnych debili. Ot tyle.
                                                    Oczywiście, niedosłownie. Twojej klawiatury nie kalają takie brzydkie słowa, nieprawdaż.


                                                    --
                                                    Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
                                                    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
                                                  • 28.10.11, 20:07
                                                    mama_kotula napisała:

                                                    > A nie, Fogito. Ja nie ubarwiam tego, co czytam i nie wywlekam wniosków z kosmos
                                                    > u - tak, jak ty

                                                    Jasne, bo ty jesteś tak mądra jak "wszystkowiedząca wiedźma Ple Ple". Coś mi ta postawa Maksiem zalatuje...

                                                    z informacji o kiepskiej pracy domowej wywlekłaś wnioski o tym,
                                                    > że moje dzieci wymagają dodatkowego douczania (a ja mam te dzieci w tyłku, bo
                                                    > nie zamierzam odwalać roboty za szkołę i odrabiać zadań za dzieci).

                                                    To nie był wniosek na podstawie pracy domowej tylko na podstawie twoich wielokrotnych narzekań na szkołę ostatnimi czasy.


                                                    >
                                                    > I tak, oberwało ci się nie tyle za niewłączanie dziecku gier, tylko za twierdze
                                                    > nie, że ten, kto włącza, to, w wolnym tłumaczeniu, idiota,

                                                    A to już ty powiedziałaś, bo ja nigdy tego nie zrobiłam. Jeśli tak czujesz, to chyba na zasadzie - "uderz w stół a nożyce się odezwą" smile

                                                    który zaniedbuje swo
                                                    > je dzieci. A dorosły grający w gry to patrz wyżej, idiota jak się patrzy.

                                                    W przypadku dorosłych wyraziłam pogląd, że dorosły facet grający w gry jest zdziecinniały. Trzymajmy się faktów i nie konfabulujmy smile

                                                    I że
                                                    > całe forum to idioci, tylko ty jedna i twoje światłe towarzystwo postępuje Słus
                                                    > znie. Wyłącznie za to ci się oberwało i tylko za to.

                                                    No cóż. Przede wszystkim dostało mi się za to, że robię inaczej niż reszta stada. Bo skoro stado włącza gry to czarna owieczka też powinna. Tyle, ze ja nigdy za stadem nie podążam. I nigdy też nie użyłam słowa "idiota". No ale skoro ty tak uważasz, to może masz rację - włączanie gier dzieciom to idiotyzm big_grin Chciałaś to masz big_grin

                                                    >
                                                    > A "łatwo przyszło, łatwo poszło" było jednym z najbardziej chamskich tekstów, j
                                                    > akie zdarzyło mi sie na tym forum przeczytać.

                                                    To chyba nowa jesteś na tym forum. Wydaje mi się, ze ubodło cię to tak bardzo, bo jest w tym szczypta prawdy. A nic tak jak prawda w oczy nie kole.

                                                    Po raz kolejny przyznałaś sobie,
                                                    > matce idealnej

                                                    Tego nigdy nie twierdziłam, ale skoro tak uważasz smile

                                                    , prawo do sugerowania mi, że mam moje dziecko w odwłoku, poniewa
                                                    > ż puszczam je samo do sklepu. Nic nie było w temacie warszawskiej Pragi (temat
                                                    > Pragi pojawił się już PO tym poście)

                                                    Było, ale cytowac nie będę. Poczytaj sobie całą dyskusję to zrozumiesz... może.

                                                    , było w temacie ogólnie wypuszczania siedm
                                                    > iolatka samego z domu - i ty ponownie stwierdziłaś, że forum to banda nieodpowi
                                                    > edzialnych debili. Ot tyle.

                                                    Nie ma czegoś takiego jak jednomyslne forum. Są ludzie piszący na forum, a ci są tak diametralnie różni jak ja i ty. To, że ktoś głośniej krzyczy i używa obelg, a wielu używa, nie oznacza, że ma rację.


                                                    > Oczywiście, niedosłownie. Twojej klawiatury nie kalają takie brzydkie słowa, ni
                                                    > eprawdaż.

                                                    Prawdaż. Bo ja jestem dobrze wychowana i chamstwa unikam jak ognia. A tekst "łatwo przyszło łatwo poszło" to przysłowie. I zabolało cie znaczenie a nie sam tekst.

                                                  • 28.10.11, 20:12
                                                    Cytat
                                                    > A "łatwo przyszło, łatwo poszło" było jednym z najbardziej chamskich tekstów, j
                                                    > akie zdarzyło mi sie na tym forum przeczytać.

                                                    To chyba nowa jesteś na tym forum. Wydaje mi się, ze ubodło cię to tak bardzo, bo jest w tym szczypta prawdy. A nic tak jak prawda w oczy nie kole.


                                                    Jakim do cholery prawem śmiesz takie rzeczy pisać do osoby OBCEJ, której nie znasz? Za kogo ty się, dziewczyno, uważasz, że uzurpujesz sobie prawo do TAKICH ocen?
                                                    Nie trudź się odpowiadaniem, twoje posty od tej chwili mam wygaszone i nie zamierzam ich czytać.


                                                    --
                                                    Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
                                                    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
                                                  • 28.10.11, 20:14
                                                    mama_kotula napisała:

                                                    > Cytat
                                                    > > A "łatwo przyszło, łatwo poszło" było jednym z najbardziej chamskich teks
                                                    > tów, j
                                                    > > akie zdarzyło mi sie na tym forum przeczytać.
                                                    >
                                                    > To chyba nowa jesteś na tym forum. Wydaje mi się, ze ubodło cię to tak bardzo,
                                                    > bo jest w tym szczypta prawdy. A nic tak jak prawda w oczy nie kole.
                                                    >

                                                    >
                                                    > Jakim do cholery prawem śmiesz takie rzeczy pisać do osoby OBCEJ, której nie zn
                                                    > asz? Za kogo ty się, dziewczyno, uważasz, że uzurpujesz sobie prawo do TAKICH o
                                                    > cen?
                                                    > Nie trudź się odpowiadaniem, twoje posty od tej chwili mam wygaszone i nie zami
                                                    > erzam ich czytać.
                                                    >
                                                    >

                                                    No to pozostaje mi się tylko cieszyć.
                                                  • 28.10.11, 20:17

                                                    > > A "łatwo przyszło, łatwo poszło" było jednym z najbardziej chamskich teks
                                                    > tów, j
                                                    > > akie zdarzyło mi sie na tym forum przeczytać.
                                                    >
                                                    > To chyba nowa jesteś na tym forum. Wydaje mi się, ze ubodło cię to tak bardzo,
                                                    > bo jest w tym szczypta prawdy. A nic tak jak prawda w oczy nie kole.
                                                    >
                                                    I ty smiesz pisac o dobrym wychowaniu ponoc z domu wyniesionym.
                                                  • 28.10.11, 20:21
                                                    przeciwcialo napisała:

                                                    >
                                                    > > > A "łatwo przyszło, łatwo poszło" było jednym z najbardziej chamskic
                                                    > h teks
                                                    > > tów, j
                                                    > > > akie zdarzyło mi sie na tym forum przeczytać.
                                                    > >
                                                    > > To chyba nowa jesteś na tym forum. Wydaje mi się, ze ubodło cię to tak ba
                                                    > rdzo,
                                                    > > bo jest w tym szczypta prawdy. A nic tak jak prawda w oczy nie kole.
                                                    > >
                                                    > I ty smiesz pisac o dobrym wychowaniu ponoc z domu wyniesionym.

                                                    A uważasz, że dobre wychowanie polega na nieustannym głaskaniu po główce i nadstawianiu drugiego policzka. Ono polega na tym również, żeby powiedzieć coś ostrego w parlamentarny sposób bez epitetów. Wydaje mi się, że Kotula już nie wie jak mnie obrazić, więc chyba będzie dobrze, że nie będzie odpowiadała na moje posty.
                                                  • 28.10.11, 20:29
                                                    Dobre wychowanie do tez troche dyplomacji i umiejętność ugryzienia się w jezyk albo palce zanim się coś tak bezbrzeznie głupiego powie i napisze.
                                                    Dobre wychowanie to także umiejętnośc przyznania się do błedu i umiejętnośc przeproszenia.
                                                    Żyj nadal w przeswiadczeniu że dobrze cię wychowano, mnie byłoby wstyd gdybym cos takiego chlapnęła a jeszcze bardziej wstyd gdybym to powiedziała z premedytacją.
                                                  • 28.10.11, 20:37
                                                    przeciwcialo napisała:

                                                    > Dobre wychowanie do tez troche dyplomacji i umiejętność ugryzienia się w jezyk
                                                    > albo palce zanim się coś tak bezbrzeznie głupiego powie i napisze.

                                                    Zapewne, ale jako osoba wyśmiewana i obrażana wielokrotnie przez Kotule, nie zamierzam traktować jej lepiej niż ona mnie kiedykolwiek. Jedyne co mogę zrobić, to nie obrzucać jej chamskimi epitetami, od których ona sama się nie powstrzymuje.


                                                    > Dobre wychowanie to także umiejętnośc przyznania się do błedu i umiejętnośc prz
                                                    > eproszenia.

                                                    smile Chyba chcesz, abym jednak została jedyną świętą na tym forum. Zdarzało mi się przepraszać na forum, ale osoby, które na to zasługują.

                                                    > Żyj nadal w przeswiadczeniu że dobrze cię wychowano, mnie byłoby wstyd gdybym c
                                                    > os takiego chlapnęła a jeszcze bardziej wstyd gdybym to powiedziała z premedyta
                                                    > cją.

                                                    Cięta riposta boli, ale czy oznacza, że należy z niej rezygnować w dyskusjach. Nie sądzę.

                                                  • 28.10.11, 20:46
                                                    Nie uzyłas ciętej riposty tylko chamskiej odzywki. To wielka róznica której chyba nie chcesz zauważyć. Nie trzeba uzywac wulgarnych słów aby byc wulgarnym. Stwierdzeniem skierowanym do Kotuli własnie tego dokonałas.
                                                  • 28.10.11, 20:55
                                                    przeciwcialo napisała:

                                                    > Nie uzyłas ciętej riposty tylko chamskiej odzywki.

                                                    Wbrew temu co uważasz, to nie jest chamska odzywka. To jest przysłowie, które funkcjonuje w wielu językach
                                                    www.przyslowia.cba.pl/przyslowia.html
                                                    To wielka róznica której chy
                                                    > ba nie chcesz zauważyć. Nie trzeba uzywac wulgarnych słów aby byc wulgarnym. St
                                                    > wierdzeniem skierowanym do Kotuli własnie tego dokonałas.

                                                    No cóż. Martwisz się, że próbuję jej dorównać? Bawisz się w adwokata diabła w tej chwili?
                                                  • 28.10.11, 21:07
                                                    Do kogokolwiek skierowana byłaby ta chamska odzywka dotycząca dzieci nawet wykorzystująca przysłowie odebrana bylaby przeze mnie tak samo. Zachowałas się chamsko.
                                                    Gdyby padła w twoim kierunku dokładnie tak samo napisałabym autorowi, że zachował się chamsko pod płaszczykiem dobrego wychowania.
                                                  • 28.10.11, 22:23
                                                    przeciwcialo napisała:

                                                    > Do kogokolwiek skierowana byłaby ta chamska odzywka dotycząca dzieci nawet wyko
                                                    > rzystująca przysłowie odebrana bylaby przeze mnie tak samo. Zachowałas się cham
                                                    > sko.

                                                    No cóż nie we wszystkim się musimy zgadzać.

                                                    > Gdyby padła w twoim kierunku dokładnie tak samo napisałabym autorowi, że zachow
                                                    > ał się chamsko pod płaszczykiem dobrego wychowania.

                                                    Pod moim adresem padło już tyle chamskich tekstów, że inteligentna riposta bez używania wulgaryzmów raczej by mnie zachwyciła niż oburzyła.
                                                    Poza tym ja nie jestem zwolenniczką postawy "easy going" w żadnej dziedzinie życia, więc zapewne musiałaby dotyczyć jak zwykle mojej nadgorliwości albo zbytniego trzęsienia się nad dzieckiem wink
                                                  • 28.10.11, 19:31
                                                    fogito napisała:
                                                    > Generalnie tak, ale jak sobie przypomnę jak zostałam zlinczowana za zmuszanie d
                                                    > ziecka do głośnego czytania
                                                    Jeśli zmuszałaś dziecko do głośnego czytania w celu nauki czytania to zdaje się, że wg metodyków nauki czytania nie jest to rewelacyjny pomysł.

                                                    --
                                                    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                                  • 28.10.11, 19:45
                                                    jakw napisała:

                                                    > fogito napisała:
                                                    > > Generalnie tak, ale jak sobie przypomnę jak zostałam zlinczowana za zmusz
                                                    > anie d
                                                    > > ziecka do głośnego czytania
                                                    > Jeśli zmuszałaś dziecko do głośnego czytania w celu nauki czytania to zdaje się
                                                    > , że wg metodyków nauki czytania nie jest to rewelacyjny pomysł.
                                                    >

                                                    Tak, ja wiem. Już to przerobiliśmy przez setki postów. W brytyjskiej szkole syna tak właśnie uczą dzieci czytania. I w tenże sam sposób ja nauczyłam go czytania po polsku. Może metodyków trzeba poduczyć z praktyki...
                                                  • 28.10.11, 19:52
                                                    Sęk w tym, że głośne czytanie podobno wyrabia złe nawyki czytania słowa po słowie i ciężko potem przejść do w miarę szybkiego czytania. A tak z praktyki - nie cierpiałam w szkole czytania na głos. Może dlatego, że nauczyłam czytać się sama bez takiego czytania całych czytanek.
                                                    --
                                                    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                                  • 28.10.11, 20:12
                                                    jakw napisała:

                                                    > Sęk w tym, że głośne czytanie podobno wyrabia złe nawyki czytania słowa po słow
                                                    > ie i ciężko potem przejść do w miarę szybkiego czytania. A tak z praktyki - nie
                                                    > cierpiałam w szkole czytania na głos. Może dlatego, że nauczyłam czytać się s
                                                    > ama bez takiego czytania całych czytanek.

                                                    No cóż. Mój syn ostatnio zarobił wyróżnienie w szkole za przeczytanie na głos dwóch rozdziałów z książki "Nasza mama czarodziejka". Może ta nauczycielka polskiego też nie zna opinii metodyków surprised
                                                  • 28.10.11, 21:49
                                                    fogito napisała:

                                                    > No cóż. Mój syn ostatnio zarobił wyróżnienie w szkole za przeczytanie na głos d
                                                    > wóch rozdziałów z książki "Nasza mama czarodziejka". Może ta nauczycielka polsk
                                                    > iego też nie zna opinii metodyków surprised

                                                    "Na role pewnie" przeczytał wink
                                                  • 28.10.11, 22:26
                                                    mama303 napisała:

                                                    > fogito napisała:
                                                    >
                                                    > > No cóż. Mój syn ostatnio zarobił wyróżnienie w szkole za przeczytanie na
                                                    > głos d
                                                    > > wóch rozdziałów z książki "Nasza mama czarodziejka". Może ta nauczycielka
                                                    > polsk
                                                    > > iego też nie zna opinii metodyków surprised
                                                    >
                                                    > "Na role pewnie" przeczytał wink

                                                    To nie sztuka teatralna wink Przeczytał sam dwa rozdziały na lekcji. Też byłam zdziwiona. Zgłosił się do czytania sam, co mnie dziwi, bo w domu raczej po angielsku woli czytać.
                                                  • 28.10.11, 22:53
                                                    fogito napisała:


                                                    > To nie sztuka teatralna wink Przeczytał sam dwa rozdziały na lekcji. Też byłam zd
                                                    > ziwiona. Zgłosił się do czytania sam, co mnie dziwi, bo w domu raczej po angiel
                                                    > sku woli czytać.

                                                    Która to klasa? Jedne dzieci innym ksiązki czytaja na lekcjach? Dziwne metody jakieś.
                                                  • 29.10.11, 03:55
                                                    mama303 napisała:
                                                    Cytat Która to klasa? Jedne dzieci innym ksiązki czytaja na lekcjach? Dziwne metody jakieś.
                                                    Nie, nie dziwne. w szkole syna w Stanach sa dokladnie takie metody. Dzieci pracuja duzo w grupach i jest "partner reading", jedne dzieci czytaja druigim.
                                                    Ba, do pani przychodza po pomoc jako "last resort" jezeli nie dostana odpowiedzi na pytanie w grupie, albo poza grupa, albo dochodza same....
                                                  • 29.10.11, 08:10
                                                    myelegans napisała:


                                                    > Nie, nie dziwne. w szkole syna w Stanach sa dokladnie takie metody. Dzieci prac
                                                    > uja duzo w grupach i jest "partner reading", jedne dzieci czytaja druigim.

                                                    Zastanawiam się po co? i która to klasa?
                                                    U nas tez dzieci wporo mają zajęć w grupach ale jedne drugim nie czytają.
                                                  • 29.10.11, 08:23
                                                    mama303 napisała:

                                                    > myelegans napisała:
                                                    >
                                                    >
                                                    > > Nie, nie dziwne. w szkole syna w Stanach sa dokladnie takie metody. Dziec
                                                    > i prac
                                                    > > uja duzo w grupach i jest "partner reading", jedne dzieci czytaja druigim
                                                    > .
                                                    >
                                                    > Zastanawiam się po co? i która to klasa?
                                                    > U nas tez dzieci wporo mają zajęć w grupach ale jedne drugim nie czytają.

                                                    Mój syn jest w szkole brytyjskiej więc zapewne metoda jest wzięta z opcji anglosaskiej. Po angielsku też czytaja na głos i to bardzo dużo, co wzbudziło sporo emocji na tym forum.
                                                  • 29.10.11, 19:34
                                                    mama303 napisała:
                                                    Cytat Zastanawiam się po co? i która to klasa? U nas tez dzieci wporo mają zajęć w grupach ale jedne drugim nie czytają.
                                                    Klasa 1, szesciolatkow. Nie wiem po co, takie maja metody, widocznie im pracuja, bo jak widze to jest raczej standard, jak rozmawiam naokolo.
                                                    Czytaja tez opowiadania z podzialem na role w grupach, pozniej sie mieszaja z innymi grupami, a pozniej maja czytanie "ciche" i "reader response" czyli cos do narysowania i cos do napisania na temat.
                                                  • 29.10.11, 08:21
                                                    mama303 napisała:

                                                    >
                                                    >
                                                    > Która to klasa? Jedne dzieci innym ksiązki czytaja na lekcjach? Dziwne metody j
                                                    > akieś.

                                                    Klasa I. Z reguły nie czytają, bo nie ma na to czasu. To chyba był wyjątek ,bo czytało troje dzieci w ciągu całej lekcji. Może w ramach zachecenia pozostałych. Też byłam zdziwiona, bo dwa rozdziały to jednak dużo i przeczytanie na głos zabiera sporo czasu.
                                                  • 29.10.11, 07:52
                                                    Hm, czy to przypadkiem nie ty krytykowałaś nauczyciela za tracenie czasu na czytanie dzieciom na lekcji - bo w końcu dowolnego 5-latka można nauczyć czytać?
                                                    --
                                                    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                                  • 29.10.11, 08:26
                                                    jakw napisała:

                                                    > Hm, czy to przypadkiem nie ty krytykowałaś nauczyciela za tracenie czasu na czy
                                                    > tanie dzieciom na lekcji - bo w końcu dowolnego 5-latka można nauczyć czytać?

                                                    I nadal uważam, że dzieci powinny czytać lekturę w domu. W tym wypadku nie była to nauka tylko prezentacja na koniec semestru. Syn ma polski tylko 3 razy w tygodniu i z reguły nie ma na to czasu. Takie czytanie fragmentów książek jest za to ciagle prowadzone w języku angielskim, ale w ramach specjalnie do tego przeznaczonych godzin.
                                                  • 29.10.11, 10:01
                                                    No widzisz - czasem nie warto oceniać czegoś na podstawie małotypowej szkoły w Polsce , do której chodzi twoje dziecko. Bo zapewniam, że w typowej polskiej szkole do gimnazjum włącznie tych godzin polskiego jest więcej niż te 3. A w klasach I-III to w ramach nauczania zintegrowanego polskiego jest całkiem sporo i prawdopodobnie nauczycielka ma czas , żeby przeczytać uczniom tekst, a potem wdrożyć dyskusję nad tym tekstem.
                                                    --
                                                    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                                  • 29.10.11, 10:31
                                                    jakw napisała:

                                                    > No widzisz - czasem nie warto oceniać czegoś na podstawie małotypowej szkoły w
                                                    > Polsce , do której chodzi twoje dziecko. Bo zapewniam, że w typowej polskiej sz
                                                    > kole do gimnazjum włącznie tych godzin polskiego jest więcej niż te 3.

                                                    To nie są 3 godziny tylko 3 x w tygodniu. Bloki lekcyjne są dłuższe. Nie ma dzwonków co 45 minut.
                                                    Co do polskiej szkoły. Za moich czasów tylko w zerówce pani czytała dzieciom książki. Potem od 1 klasy czytały już same na lekcjach. Może nie całe rozdziały, ale było tzw. odpytywanie z czytania na głos.

                                                    A w klas
                                                    > ach I-III to w ramach nauczania zintegrowanego polskiego jest całkiem sporo i p
                                                    > rawdopodobnie nauczycielka ma czas , żeby przeczytać uczniom tekst, a potem wdr
                                                    > ożyć dyskusję nad tym tekstem.

                                                    Mam nadzieję.
                                                  • 29.10.11, 11:35
                                                    fogito napisała:

                                                    > Za moich czasów tylko w zerówce pani czytała dzieciom ks
                                                    > iążki. Potem od 1 klasy czytały już same na lekcjach.
                                                    Ale zajrzyj może w takim razie do nowej podstawy programowej. Wg niej dzieci uczą się czytać i pisać w I klasie - pod koniec I klasy mają być w stanie przeczytać krótki tekst, więc raczej pani nauczycielka nie będzie zadawała im czytania dłuższej lektury do domu - wg. programu byłoby to zwalenie konieczności zaznajomienia dziecka z jakąś lekturą na rodzica.

                                                    --
                                                    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                                  • 29.10.11, 09:45
                                                    O/T:Głośne czytanie sprawia, że potem trudno jest nauczyć się szybko czytać, bo człowiek artykułuje przeczytane słowa. Ludzki mózg jest w stanie bez problemu czytać dużo szybciej niż człowiek mówi. Przy dzieciach młodszoszkolnych nie ma to specjalnego znaczenia (i tak szybciej mówią niż czytają) - starszym może to przeszkadzać. W dodatku - badania wykazały, że szybsze czytanie poprawia zrozumienie tekstu...
                                                    --
                                                    -------------------------------------------------------------
                                                    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                                  • 29.10.11, 10:33
                                                    morekac napisała:

                                                    > O/T:Głośne czytanie sprawia, że potem trudno jest nauczyć się szybko czytać, bo
                                                    > człowiek artykułuje przeczytane słowa.

                                                    Nie chce mi się wracać do tej dyskusji po raz kolejny, ale ja sporo czytałam na głos i nigdy nie miałam kłopotów z czytaniem w myślach i zrozumieniem tekstu.

                                                  • 29.10.11, 13:53
                                                    fogito napisała:

                                                    > Nie chce mi się wracać do tej dyskusji po raz kolejny, ale ja sporo czytałam na
                                                    > głos i nigdy nie miałam kłopotów z czytaniem w myślach i zrozumieniem tekstu.

                                                    ja pamietam tamtą dyskusję. Kult głosnego czytania jest dla mnie zupełnie niezrozumiały. Może to w języku angielskim ma jakis sens bo w polskim nie bardzo.
                                                  • 01.11.11, 17:39
                                                    mama303 napisała:

                                                    >
                                                    >
                                                    > ja pamietam tamtą dyskusję. Kult głosnego czytania jest dla mnie zupełnie niezr
                                                    > ozumiały.

                                                    Ja kultu nie zauważyłam. Raczej wydaje mi się, że to rzadkie przypadki, kiedy dzieci czytają na głos w szkołach.

                                                    > Może to w języku angielskim ma jakis sens bo w polskim nie bardzo.

                                                    Z tym się nie zgodzę kompletnie. Mały miał zadaną lekturę do przeczytania "Szewczyk Dratewka" Porazińskiej. Czytaliśmy na zamianę strony w ostatni weekend. Gdyby czytał sam po cichu to pewnie nie zrozumiałby wielu słów i tylko by się domyślił ich znaczenia. Ja sama byłam zaskoczona liczbą słów, które już dawno wyszły z użycia w języku polskim. Czytaliśmy więc razem i tłumaczyliśmy sobie znaczenia słów takich jak np. przyszwa, zalotnik, panku, gody, frasunek itp.
                                                  • 01.11.11, 19:36
                                                    fogito napisała:


                                                    > Ja kultu nie zauważyłam. Raczej wydaje mi się, że to rzadkie przypadki, kiedy d
                                                    > zieci czytają na głos w szkołach.

                                                    Chodziło mi o kult głośnego czytanie w szkole Twojego syna. W szkole mojej córki głosnego czytanie w zasadzie nie ma i co? jakims cudem dzieci nauczyły sie czytać w tym moja córka która miała z czytaniem spore problemy. teraz spokojnie śmiga lekturę "Dzieci z Bullerbyn", to juz trzecia lektura w tym roku.

                                                    > Z tym się nie zgodzę kompletnie. Mały miał zadaną lekturę do przeczytania "Szew
                                                    > czyk Dratewka" Porazińskiej. Czytaliśmy na zamianę strony w ostatni weekend. Gd
                                                    > yby czytał sam po cichu to pewnie nie zrozumiałby wielu słów i tylko by się dom
                                                    > yślił ich znaczenia.

                                                    Ale co ma tu do rzeczy głośne czytanie ? Słów nie rozumiał prawdopodobnie także jak je głosno przeczytał. Równie dobrze mógł czytac cicho i pytac Cię o znaczenie tych słów, których nie rozumiał i wyszłoby na to samo.

                                                  • 01.11.11, 20:19
                                                    mama303 napisała:


                                                    > Chodziło mi o kult głośnego czytanie w szkole Twojego syna.

                                                    To nie kult, ale dość powszechna metoda w szkołach anglosaskich.

                                                    W szkole mojej córk
                                                    > i głosnego czytanie w zasadzie nie ma i co?

                                                    No nie wiem... wink

                                                    jakims cudem dzieci nauczyły sie cz
                                                    > ytać w tym moja córka która miała z czytaniem spore problemy.

                                                    No wiesz. Mój nigdy nie miał żadnych problemów z czytaniem.

                                                    teraz spokojnie ś
                                                    > miga lekturę "Dzieci z Bullerbyn", to juz trzecia lektura w tym roku.

                                                    Cieszę się. Ale trudno mi ocenić jak czyta. To można stwierdzić tylko słuchając głośnego czytania. Inaczej sie nie da po prostu.


                                                    > Ale co ma tu do rzeczy głośne czytanie ?

                                                    Jak zadajesz takie pytanie, to faktycznie już nie wiem co napisać wink

                                                    Słów nie rozumiał prawdopodobnie także
                                                    > jak je głosno przeczytał. Równie dobrze mógł czytac cicho i pytac Cię o znacze
                                                    > nie tych słów, których nie rozumiał i wyszłoby na to samo.

                                                    Nie do końca. Bo ja czytam np. po angielsku i często nie znając słów domyślam się z kontekstu i lecę dalej. On pewnie zrobiłby to samo, żeby tylko zaliczyć "nieszczęsnego dratewkę". A podczas czytania dla mamy taka opcja nie przeszła, bo zadałam mu pytania przy każdym dziwnym słowie i zapytałam o znaczenie. A potem wytłumaczyłam kontekst historyczny i razem poszukaliśmy nowoczesnych synonimów owych archaicznych słów. To bezcenna lekcja, której nie dałoby się przeprowadzić podczas samodzielnego cichego czytania. Poza tym, czytanie razem to dla nas olbrzymia przyjemność i "męczyliśmy" Dratewkę trzy wieczory, bo bardzo się synowi historia spodobała.
                                                    >
                                                  • 01.11.11, 20:41
                                                    fogito napisała:


                                                    > To nie kult, ale dość powszechna metoda w szkołach anglosaskich.

                                                    Jak zwał tak zwał, ciekawe że oni tam przenosza to także do czytania polskich tekstów.

                                                    > No wiesz. Mój nigdy nie miał żadnych problemów z czytaniem.

                                                    Wiem, wiem .. tymbardziej sie dziwię, on powinien juz dawno cztac cicho sam ksiązki.
                                                    >
                                                    > Cieszę się. Ale trudno mi ocenić jak czyta. To można stwierdzić tylko słuchając
                                                    > głośnego czytania. Inaczej sie nie da po prostu.

                                                    Ależ da się, własnie sie da. Jesli dziecko czyta szybko i rozumie i pamieta co przeczytało to czego jeszcze oczekiwać? Znaczy umie sprawnie czytać ze zrozumieniem.

                                                    > Jak zadajesz takie pytanie, to faktycznie już nie wiem co napisać wink

                                                    No nie wiesz bo to co piszesz jest bez sensu wink, Jak jakieś słowo jest niezrozumiałe to jest ono niezrozumiałe niezależnie czy czyta się głośno czy cicho. zatem przykład, który podałaś z trudnymi słowami jest od czapy.
                                                    >
                                                    > Nie do końca. Bo ja czytam np. po angielsku i często nie znając słów domyślam s
                                                    > ię z kontekstu i lecę dalej. On pewnie zrobiłby to samo, żeby tylko zaliczyć "n
                                                    > ieszczęsnego dratewkę". podczas czytania dla mamy taka opcja nie przeszła, bo
                                                    > zadałam mu pytania przy każdym dziwnym słowie i zapytałam o znaczenie.

                                                    Ale to zgoła inny problem, to jest problem Twojej kontroli syna i jego samokontroli - poprostu jak on głośno czyta to TY to słyszysz. Masz kontrolę! Równie dobrze mógły sobie przeczytać po cichu a Ty go potem możesz spytac jak to zrozumiał, co zrozumiał itd.
                                                    Poza tym jak sie czyta sporo nawet nie do końca zrozumiałych słów to i tak w całym kontekście tekst sie rozumie. Oczywiscie tu tez wchodzi w grę inteligencja dziecka. Ale tego tez trzeba tez stopniowo uczyć bo na tym tez polega sprawne czytanie a nie na dokładnym wyartykuowaniu poszczególnych słów.
                                                  • 01.11.11, 21:03
                                                    mama303 napisała:


                                                    > > To nie kult, ale dość powszechna metoda w szkołach anglosaskich.
                                                    >
                                                    > Jak zwał tak zwał, ciekawe że oni tam przenosza to także do czytania polskich t
                                                    > ekstów.

                                                    A dlaczego nie? Nie widzę powodu. Myślę również, że dzieci czytałyby lepiej czytając dłużej na głos. Tak aby do pewnego momentu można było korygować owo czytanie.


                                                    > Wiem, wiem .. tymbardziej sie dziwię, on powinien juz dawno cztac cicho sam ksi
                                                    > ązki.

                                                    Czyta jak jedzie samochodem np. Ale to nie zmienia faktu, że książki do szkoły ( w obu językach) czyta na głos rodzicom.
                                                    Poza tym, czyż nie ustalono wcześniej, że pierwszoklasista wcale nie musi czytać wink Zartuję.



                                                    > Ależ da się, własnie sie da. Jesli dziecko czyta szybko i rozumie i pamieta co
                                                    > przeczytało to czego jeszcze oczekiwać?

                                                    Ja bym oczekiwała czegoś więcej. Ja oczekuję płynnego czytania z właściwą intonacją i zwracaniem uwagi na znaki przystankowe. To nie jest takie oczywiste dla początkujących czytaczy.

                                                    Znaczy umie sprawnie czytać ze zrozumi
                                                    > eniem.

                                                    Wiesz. To, to wielu umie, ale czytają niedbale i nie artykułują poprawnie wyrazów. Znam takich delikwentów. Tak mówią jak czytają.



                                                    > No nie wiesz bo to co piszesz jest bez sensu wink

                                                    Jaka ty miła jesteś. Bez sensu to jest kwestionowanie wartości głośnego czytania przez małe dzieci tongue_out

                                                    , Jak jakieś słowo jest niezroz
                                                    > umiałe to jest ono niezrozumiałe niezależnie czy czyta się głośno czy cicho. za
                                                    > tem przykład, który podałaś z trudnymi słowami jest od czapy.

                                                    Zapewne, bo ty uważasz inaczej. Rozbawiłaś mnie a miałam naprawdę ciężki dzień


                                                    > Ale to zgoła inny problem, to jest problem Twojej kontroli syna i jego samokont
                                                    > roli - poprostu jak on głośno czyta to TY to słyszysz. Masz kontrolę!

                                                    Bingo! I dlatego pewnie w szkole nauczyciele chcą, żeby dzieciaki czytały na głos! Wow! Pewnie im na kontroli zależy!

                                                    Równie do
                                                    > brze mógły sobie przeczytać po cichu a Ty go potem możesz spytac jak to zrozumi
                                                    > ał, co zrozumiał itd.

                                                    Na bieżąco łatwiej skorygować błędy.

                                                    > Poza tym jak sie czyta sporo nawet nie do końca zrozumiałych słów to i tak w ca
                                                    > łym kontekście tekst sie rozumie.

                                                    Mnie nie chodzi o rozumienie, bo z tym problemu nie mamy. Mnie chodzi o piękne czytanie w dwóch językach.

                                                    Oczywiscie tu tez wchodzi w grę inteligencja
                                                    > dziecka.

                                                    Zapewne mój inteligentny nie jest twoim zdaniem big_grin

                                                    Ale tego tez trzeba tez stopniowo uczyć bo na tym tez polega sprawne c
                                                    > zytanie a nie na dokładnym wyartykuowaniu poszczególnych słów.

                                                    Jasne i dlatego tylu Polaków nie czyta i nie mówi tylko bełkocze. Z całym szacunkiem wink
                                                  • 02.11.11, 11:00
                                                    Wiesz. To, to wielu umie, ale czytają niedbale i nie artykułują poprawnie wyrazów. Znam takich delikwentów. Tak mówią jak czytają.
                                                    Cóż, jest to istotne w sytuacji , kiedy zamierza zostać się lektorem, ewentualnie damą do towarzystwa i czytania książek.
                                                    Statystyka jednak wskazuje, że za dużo głośnego czytania szkodzi czytaniu szybkiemu. Czytać z odpowiednią intonacją można nauczyć się i później. To nie jest jakoś przeraźliwie trudne. Drugim wyjściem są oczywiście kursy szybkiego czytania. Ale co kto lubi.
                                                    --
                                                    -------------------------------------------------------------
                                                    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                                  • 02.11.11, 13:36
                                                    morekac napisała:

                                                    >
                                                    > Cóż, jest to istotne w sytuacji , kiedy zamierza zostać się lektorem, ewentualn
                                                    > ie damą do towarzystwa i czytania książek.

                                                    Kiedyś to było istotne dla każdego wykształconego człowieka. Teraz to się nawet w telewizji mówi niewyraźnie a czytają dobrze tylko aktorzy starszego pokolenia.

                                                    Statystyka jednak wskazuje, że za dużo głośnego czytania szkodzi czytaniu szybk
                                                    > iemu.

                                                    Ja nigdy takich badań statystycznych na oczy nie widziałam, a słyszę o nich już po raz kolejny. Czyżbym przeoczyła jakiegoś ważnego linka wink

                                                    Czytać z odpowiednią intonacją można nauczyć się i później. To nie jest
                                                    > jakoś przeraźliwie trudne.

                                                    Można, ale czy ktoś się tego później uczy, poza tymi, co chcą zdać na wydział aktorski...

                                                    Drugim wyjściem są oczywiście kursy szybkiego czytan
                                                    > ia. Ale co kto lubi.

                                                    Ja nie lubię szybko czytać we współczesnym rozumieniu tego słowa. Lubię celebrować czytanie i cieszyć się melodią języka polskiego, bo piękny jest. Zdecydowanie jestem zwolenniczką slow reading tak jak slow food wink
                                                  • 02.11.11, 14:41
                                                    Cóż, nie wiem dlaczego większość ludzi uznaje w miarę szybkie czytanie (nie mam na myśli super szybkiego po kursach) za przydatną umiejętność. Nawet na lekturę szkolną można poświęcić wtedy jedno popołudnie, a nie tydzień...
                                                    --
                                                    -------------------------------------------------------------
                                                    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                                  • 02.11.11, 16:45
                                                    morekac napisała:

                                                    > Cóż, nie wiem dlaczego większość ludzi uznaje w miarę szybkie czytanie (nie mam
                                                    > na myśli super szybkiego po kursach) za przydatną umiejętność. Nawet na lektur
                                                    > ę szkolną można poświęcić wtedy jedno popołudnie, a nie tydzień...

                                                    No cóż. Ja wolno czytająca - według niektórych na tym forum - zawsze czytałam lekturę w jeden wieczór. I jakoś głośne czytanie nigdy mi w tym nie przeszkodziło.
                                                  • 02.11.11, 21:47
                                                    morekac napisała:

                                                    > Cóż, nie wiem dlaczego większość ludzi uznaje w miarę szybkie czytanie (nie mam
                                                    > na myśli super szybkiego po kursach) za przydatną umiejętność. Nawet na lektur
                                                    > ę szkolną można poświęcić wtedy jedno popołudnie, a nie tydzień...

                                                    Bo ludzie nie rozumieją że problemem nr jeden jest dobre zrozumienie czytanego tekstu. Niestety wielu nie rozumie lub słabo rozumie czytany tekst. Ludzie nie rozumieją co to jest własciwie nauka czytania albo rozumieja to opacznie jak Fogito wink
                                                  • 03.11.11, 06:32
                                                    mama303 napisała:

                                                    Ludzie nie
                                                    > rozumieją co to jest własciwie nauka czytania albo rozumieja to opacznie jak Fo
                                                    > gito wink

                                                    big_grin Dobry tekst. Myślałam, że to prosta sprawa, ale okazuje się że jest drugie dno.
                                                  • 02.11.11, 21:41
                                                    fogito napisała:

                                                    > A dlaczego nie? Nie widzę powodu. Myślę również, że dzieci czytałyby lepiej czy
                                                    > tając dłużej na głos. Tak aby do pewnego momentu można było korygować owo czyta
                                                    > nie.

                                                    Korygowanie wcale nie musi wpływac na poprawę a wrecz przeciwnie. Niektóre dzieci to zbytnio stresuje. Więc szczególnie dla tych majacych problemy nie zaleca się wcale takiego korygowania.
                                                    Dlatego przenoszenie głośnego czytania ze szkół brytyjskich /gdzie jest to ze wzgledów językowych konieczne/do polskich nie do końca ma sens.


                                                    > Czyta jak jedzie samochodem np. Ale to nie zmienia faktu, że książki do szkoły
                                                    > ( w obu językach) czyta na głos rodzicom.

                                                    I to dla mnie nie ma wiekszego sensu chyba że to Wasz sposób na spędzanie wspólnego czasu. Co kto woli. Odkad moje dziecko nauczyło sie czytać czyta sobie samodzielnie.Ona ma swoje ksiązki, ja swoje.

                                                    > Poza tym, czyż nie ustalono wcześniej, że pierwszoklasista wcale nie musi czyta
                                                    > ć wink Zartuję.

                                                    To chyba nie zalezy od tego w której jest klasie tylko czy juz czytać potrafi. >

                                                    > Ja bym oczekiwała czegoś więcej. Ja oczekuję płynnego czytania z właściwą inton
                                                    > acją i zwracaniem uwagi na znaki przystankowe. To nie jest takie oczywiste dla
                                                    > początkujących czytaczy.

                                                    Ale to chyba na konkurs lektorów....


                                                    > Jaka ty miła jesteś. Bez sensu to jest kwestionowanie wartości głośnego czytani
                                                    > a przez małe dzieci tongue_out

                                                    Ja miła? Pierwsze słyszę wink Piekne głośne czytanie to rzecz wtórna, można to ćwiczyć jak kto lubi ale to wcale nie musi byc w parze z dobrym rozumieniem tekstu. Słyszałas cos o czytaniu szybkim / z dokładnym zrozumieniem tego co sie czyta/? to jest sztuka!


                                                    > Zapewne, bo ty uważasz inaczej. Rozbawiłaś mnie a miałam naprawdę ciężki dzień

                                                    Ciesze się że Cie rozbawiłam ale chyba nie chcesz komus zmówić że jak głosno sie czyta to sie zrozumie słowo niezrozumiałe wink To czysty absurd.
                                                    >
                                                    > Bingo! I dlatego pewnie w szkole nauczyciele chcą, żeby dzieciaki czytały na gł
                                                    > os! Wow! Pewnie im na kontroli zależy!

                                                    W szkole brytyjskiej smile


                                                    > Na bieżąco łatwiej skorygować błędy.

                                                    No własnie o tę kontrole chodzi, o której pisałam.

                                                    > Mnie nie chodzi o rozumienie, bo z tym problemu nie mamy. Mnie chodzi o piękne
                                                    > czytanie w dwóch językach.

                                                    Ale to rzecz wtórna, jak pisałam.

                                                    > Zapewne mój inteligentny nie jest twoim zdaniem big_grin

                                                    Tego to ja nie wiem.


                                                    > Jasne i dlatego tylu Polaków nie czyta i nie mówi tylko bełkocze. Z całym szacu
                                                    > nkiem wink

                                                    a skad Ty to wiesz?
                                                    Bo ja w zasadzie nie mam zbyt wielu okazji do słuchania jak czytaja głośno Polacy. Ciekawa jestem gdzie Ty tak słuchasz czytania głośnego Polaków.....
                                                  • 03.11.11, 06:56
                                                    mama303 napisała:


                                                    > Korygowanie wcale nie musi wpływac na poprawę a wrecz przeciwnie.

                                                    To chyba nigdy z dzieckiem nie czytałaś na głos. Korygowanie polega na tym, że ja daję sygnał, iż jest źle przeczytane, a dziecko poprawia samo swój błąd. Efekty są spektakularne.

                                                    Niektóre dzie
                                                    > ci to zbytnio stresuje. Więc szczególnie dla tych majacych problemy nie zaleca
                                                    > się wcale takiego korygowania.

                                                    surprised Jak się odpowiedni do czytania podejdzie, to dla dziecka to jest czysta przyjemność. Mój uwielbia czytać z rodzicami.
                                                    A co do problemów - ci co je mają tym bardziej powinni czytać z kims, żeby ułatwić im naukę. Ale to moja teoryjka wink


                                                    > Dlatego przenoszenie głośnego czytania ze szkół brytyjskich /gdzie jest to ze w
                                                    > zgledów językowych konieczne/do polskich nie do końca ma sens.

                                                    Wcale nie jest to konieczne ze względów językowych - moim skromnym zdaniem smile. Chodzi o to, żeby dzieci czytały i żeby proces nauki był kontrolowany i żeby się nie okazało, że połowa z nich w gimnazjum nie czyta tylko mamrocze. Tu chodzi raczej o inne podejście do nauczania dzieci w szerokim rozumieniu tego słowa.
                                                    I przypominam, że w mojej polskiej zerówce za głębokiego komunizmu też czytaliśmy na głos.


                                                    >
                                                    > I to dla mnie nie ma wiekszego sensu chyba że to Wasz sposób na spędzanie wspól
                                                    > nego czasu.

                                                    smile To jest syna odrabianie lekcji. I trwa to pół godziny - 45 minut dziennie. On nie dostaje innych prac domowych codziennie. A wolny czas to on na treningach spędza i ma je też codziennie.

                                                    Co kto woli. Odkad moje dziecko nauczyło sie czytać czyta sobie sa
                                                    > modzielnie.Ona ma swoje ksiązki, ja swoje.

                                                    I super. Ja też mam swoje książki i syn swoje. Bo przecież głosne czytanie w tym nie przeszkadza wink
                                                    .

                                                    > Ale to chyba na konkurs lektorów....


                                                    Niekoniecznie. To takie podstawy dobrego wykształcenia.

                                                    >
                                                    > Ja miła? Pierwsze słyszę wink

                                                    Ja też, ale chciałam być miła big_grin

                                                    Piekne głośne czytanie to rzecz wtórna, można to
                                                    > ćwiczyć jak kto lubi ale to wcale nie musi byc w parze z dobrym rozumieniem tek
                                                    > stu.

                                                    Wcale nie jest wtórna jeśli się inaczej bedzie dzieci uczyć. A najwidoczniej jest spora część świata, która tak właśnie dzieci uczy.

                                                    Słyszałas cos o czytaniu szybkim / z dokładnym zrozumieniem tego co sie cz
                                                    > yta/? to jest sztuka!

                                                    Słyszałam, że niektórzy łykają stronę w sekundę. Dla mnie to byłaby strata owej strony wink Ja celebruję czytanie podobnie jak wyjście do restauracji.


                                                    >
                                                    > Ciesze się że Cie rozbawiłam ale chyba nie chcesz komus zmówić że jak głosno si
                                                    > e czyta to sie zrozumie słowo niezrozumiałe wink To czysty absurd.

                                                    Nie. Bo czasami jest tak, że jak coś wypowiesz na głos to lepiej to zrozumiesz. I dlatego ja np. ucząc się przez wiele lat czegoś, czego nie do końca rozumiałam (np. chemia, fizyka) czytałam to na głos, żeby lepiej zrozumieć i zapamiętać.


                                                    > W szkole brytyjskiej smile

                                                    W milionach szkół brytyjskich i amerykańskich smile ps. Syn jest w trzeciej klasie (polska 1) . Już nie ma tyle czasu w klasie na głośne czytanie, więc dzieci mają zadane do domu czytanie rodzicom wink


                                                    >
                                                    > > Na bieżąco łatwiej skorygować błędy.
                                                    >
                                                    > No własnie o tę kontrole chodzi, o której pisałam.

                                                    No bo o naukę chodzi a nauka bez kontroli to jednak trudna jestwink


                                                    > Ale to rzecz wtórna, jak pisałam.

                                                    To dla ciebie smile Dla mnie nie. Dziecko po roku głośnego czytania czyta rewelacyjnie. Po angielsku czyta lepiej ode mnie. A po polsku lepiej od ojca.

                                                    >
                                                    > > Zapewne mój inteligentny nie jest twoim zdaniem big_grin
                                                    >
                                                    > Tego to ja nie wiem.

                                                    smile Tak sugerujesz, ale ja wiem, że on jest piekielnie inteligentny big_grin

                                                    >
                                                    > a skad Ty to wiesz?

                                                    Bo codziennie mam styczność z Polakami mieszkając w Polsce smile

                                                    > Bo ja w zasadzie nie mam zbyt wielu okazji do słuchania jak czytaja głośno Pola
                                                    > cy. Ciekawa jestem gdzie Ty tak słuchasz czytania głośnego Polaków.....

                                                    ? Nie zdarzyło ci się nigdy w żadnym banku czy urzędzie zauważyć, że osoba nie jest w stanie poprawnie wyartykułować zdania czytając jakiś tam druk adresowany do klienta? Mnie się zdarzyło wielokrotnie. Zdarzyło mi się to w szpitalu, na komisariacie i w wielu miejscach. Nie zdarzyło ci się słyszeć, jak ktoś ze znajomych zaczyna coś czytać na głos z gazety? Może po prostu nie zwracasz na to uwagi...
                                                  • 03.11.11, 08:13
                                                    Myśle, że rożnice są głębsze, niż "tylko" językowe. W szkole amerykanskiej, a brytyjskiej zdaje się też, duży nacisk kładzie się na publiczne wystąpienia - przy czym chodzi nie tylko o merytoryczną umiejętność poskładania do kupy argumentów, ale także ich wygłoszenia w sposób zdolny przekonać oponenta.
                                                    W klasach młodszych dzieci na przykład musiały czytać na głos swoje wiersze/teksty specjalnie ściągniętym do klasy rodzicom.
                                                    Głośne, aktorskie czytanie jest jednym z elementów szkolenia do publicznych wystąpień - czy będzie tak szkolone dziecko nauczycielem, związkowcem, kierownikiem dzialu, czy prezydentem, czy kandydatem do pracy - przyda mu się.
                                                    --
                                                    katar1.blox.pl/html
                                                  • 03.11.11, 09:58
                                                    olena.s napisała:

                                                    > Myśle, że rożnice są głębsze, niż "tylko" językowe. W szkole amerykanskiej, a b
                                                    > rytyjskiej zdaje się też, duży nacisk kładzie się na publiczne wystąpienia - pr
                                                    > zy czym chodzi nie tylko o merytoryczną umiejętność poskładania do kupy argumen
                                                    > tów, ale także ich wygłoszenia w sposób zdolny przekonać oponenta.
                                                    > W klasach młodszych dzieci na przykład musiały czytać na głos swoje wiersze/tek
                                                    > sty specjalnie ściągniętym do klasy rodzicom.
                                                    > Głośne, aktorskie czytanie jest jednym z elementów szkolenia do publicznych wys
                                                    > tąpień - czy będzie tak szkolone dziecko nauczycielem, związkowcem, kierownikie
                                                    > m dzialu, czy prezydentem, czy kandydatem do pracy - przyda mu się.

                                                    Podpisuję się pod tym. I niestety odnoszę wrażenie, że polska szkoła odchodzi od nauki pięknego czytania i wysławiania się. A przecież kiedyś tak nie było. Moja mama matematyczka do tej pory recytuje klasyków i robi to pięknie. A teraz dzieciaki lądują przed kompem i nie dość, ze nie czytają to jeszcze mało i niewyraźnie mówią. A szkoła testuje na potęgę i chwali się wynikami testów. Za moich czasów (lata 70/80) duży nacisk kładziony był na głośne czytanie i opowiadanie na środku klasy. Tego już chyba nie ma. A Polacy nie gęsi i swój język mają... tylko, że kiepsko go znają.
                                                  • 03.11.11, 22:22
                                                    olena.s napisała:

                                                    > W klasach młodszych dzieci na przykład musiały czytać na głos swoje wiersze/tek
                                                    > sty specjalnie ściągniętym do klasy rodzicom.

                                                    Ale w polskich szkołach tez dzieci przeciez występują publicznie, recytują, śpiewają, czytają.
                                                  • 03.11.11, 10:38
                                                    Nie. Bo czasami jest tak, że jak coś wypowiesz na głos to lepiej to zrozumiesz. I dlatego ja np. ucząc się przez wiele lat czegoś, czego nie do końca rozumiałam (np. chemia, fizyka) czytałam to na głos, żeby lepiej zrozumieć i zapamiętać.

                                                    Bo być może jesteś po prostu słuchowcem. Są rózne style uczenia się i akurat metoda, która jest dla ciebie rewelacyjna, innym się nie sprawdzi.
                                                    Akurat dla mnie ta metoda jest do kitu: muszę sobie cokolwiek zapisać/narysować, w ostateczności podkreślić. A jeszcze inni muszą trochę poskakać w trakcie nauki. Po prostu tak mają.

                                                    --
                                                    -------------------------------------------------------------
                                                    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                                  • 03.11.11, 11:05
                                                    morekac napisała:

                                                    > Bo być może jesteś po prostu słuchowcem.

                                                    Zawsze mi się wydawało, że wzrokowcem, bo muszę zobaczyć żeby zapamiętać. Ciekawa jestem jak to się przekłada na całą populację wink

                                                    Są rózne style uczenia się i akurat me
                                                    > toda, która jest dla ciebie rewelacyjna, innym się nie sprawdzi.

                                                    Ale może w 50% przypadków się sprawdzi?


                                                  • 03.11.11, 17:51
                                                    Może jesteś egzemplarzem mieszanym? Poza tym pewne rzeczy możesz przyswajać w jeden sposób, a inne - w inny.
                                                    Słuchowców jest podobno ok.30%, najwięcej jest wzrokowców.
                                                    --
                                                    -------------------------------------------------------------
                                                    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                                  • 03.11.11, 17:57
                                                    morekac napisała:

                                                    > Może jesteś egzemplarzem mieszanym? Poza tym pewne rzeczy możesz przyswajać w j
                                                    > eden sposób, a inne - w inny.

                                                    Bo ja przyswajam wszystkimi zmysłami wink

                                                  • 07.11.11, 09:58
                                                    Cóż, ciche czytanie ze zrozumieniem ma jedną niewątpliwą zaletę - nie wyrzucają z czytelni. wink
                                                    --
                                                    -------------------------------------------------------------
                                                    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                                  • 07.11.11, 13:16
                                                    Matko, dysputa jak w Mniemanologii Stosowanej, o wiekszosci Swiat Wielkiej nocy nad Swietami Bozego Narodzenia. Na dluzsza mete to na prawde nie robi roznicy.
                                                    Sa ludzie czytajacy szybko i ze zrozumeinemi i tacy czytajacy wolno i tez ze zrozumieniem. Dopoki maturzysta nie musi sylabowac tylko czyta, niech czyta i wolno i szybko. Roznice osobnicze. Niech sie ucza jak im pasuje, celem jest nauka czytania i zaszczepienie dzieciom milosci do ksiazek....Niech czytaja jak chca i co chca byleby czytaly.

                                                  • 07.11.11, 13:49
                                                    myelegans napisała:

                                                    > Matko, dysputa jak w Mniemanologii Stosowanej, o wiekszosci Swiat Wielkiej noc
                                                    > y nad Swietami Bozego Narodzenia. Na dluzsza mete to na prawde nie robi roznicy

                                                    No jak nie robi! A prezenty pod choinką wink

                                                    > . Niech sie ucza jak im pasuje, celem jest nauka
                                                    > czytania i zaszczepienie dzieciom milosci do ksiazek....Niech czytaja jak chca
                                                    > i co chca byleby czytaly.
                                                    >

                                                    I z tym tez się zgadzam w 100%. Co za dzień.

                                                  • 09.11.11, 20:38
                                                    Nie zrozumiałaś, to nie jest dyskusja na temat wyższości jednego cztania nad drugim tylko czy czytanie głośne rzeczywiście jest niezbędne i jest podstawą edukacji.
                                                  • 09.11.11, 21:13
                                                    mama303 napisała:

                                                    > Nie zrozumiałaś, to nie jest dyskusja na temat wyższości jednego cztania nad dr
                                                    > ugim tylko czy czytanie głośne rzeczywiście jest niezbędne i jest podstawą eduk
                                                    > acji.

                                                    To jak teraz stwierdzimy czy jest niezbędne. Bo według mnie jest wink
                                                  • 09.11.11, 21:47
                                                    fogito napisała:


                                                    > To jak teraz stwierdzimy czy jest niezbędne. Bo według mnie jest wink

                                                    Ja wiem że według Ciebie jest i z tym polemizuję.
                                                  • 10.11.11, 06:35
                                                    mama303 napisała:

                                                    >
                                                    > Ja wiem że według Ciebie jest i z tym polemizuję.

                                                    "daremne żale, próżny trud..."
                                                  • 10.11.11, 18:14
                                                    fogito napisała:

                                                    > "daremne żale, próżny trud..."

                                                    Dlaczego daremne?
                                                    Ja lubie polemizować smile
                                                  • 10.11.11, 20:21
                                                    mama303 napisała:

                                                    > fogito napisała:
                                                    >
                                                    > > "daremne żale, próżny trud..."
                                                    >
                                                    > Dlaczego daremne?
                                                    > Ja lubie polemizować smile

                                                    ja też, ale już kręcimy się wokół własnych ogonów.
                                                  • 07.11.11, 13:46
                                                    morekac napisała:

                                                    > Cóż, ciche czytanie ze zrozumieniem ma jedną niewątpliwą zaletę - nie wyrzucają
                                                    > z czytelni. wink

                                                    z tym się zgodzę w całej rozciągłości big_grin
                                                  • 09.11.11, 20:35
                                                    morekac napisała:

                                                    > Cóż, ciche czytanie ze zrozumieniem ma jedną niewątpliwą zaletę - nie wyrzucają
                                                    > z czytelni. wink

                                                    Ani ze środków lokomocji smile
                                                  • 03.11.11, 10:40
                                                    A co do problemów - ci co je mają tym bardziej powinni czytać z kims, żeby ułat
                                                    > wić im naukę. Ale to moja teoryjka wink
                                                    Akurat ta teoryjka wybitnie nie sprawdziła się w przypadku mojej córki z dysleksją i kłopotami z czytaniem. Tak więc różnie z tym bywa.
                                                    --
                                                    -------------------------------------------------------------
                                                    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                                  • 03.11.11, 11:08
                                                    morekac napisała:

                                                    > A co do problemów - ci co je mają tym bardziej powinni czytać z kims, żeby ułat
                                                    > > wić im naukę. Ale to moja teoryjka wink
                                                    > Akurat ta teoryjka wybitnie nie sprawdziła się w przypadku mojej córki z dyslek
                                                    > sją i kłopotami z czytaniem. Tak więc różnie z tym bywa.

                                                    Dysleksja to ogólnie jest spory problem w przypadku czytania. Na ten temat się nie wypowiem. Ale my mówimy o szeroko pojętym ogóle. I dobrze by było, gdyby ten ogół lepiej czytał i lepiej się wysławiał. I w tym wypadku i szkoła i rodzice mają sporo do zrobienia. Jeśli starczy im siły i chęci.
                                                  • 03.11.11, 21:55
                                                    fogito napisała:

                                                    > To chyba nigdy z dzieckiem nie czytałaś na głos. Korygowanie polega na tym, że
                                                    > ja daję sygnał, iż jest źle przeczytane, a dziecko poprawia samo swój błąd. Efe
                                                    > kty są spektakularne.

                                                    Alez czytałam i ktos madry mi własnie odradził. moje dziecko miało problem z czytaniem i jej głosne czytanie wrecz przeszkadzało a juz najbardziej stresowało ją właśnie korygowanie. Więc przeszliśmy na czytanie ciche w sporych ilosciach i pomogło. Efekty sa spektakularne.



                                                    > surprised Jak się odpowiedni do czytania podejdzie, to dla dziecka to jest czysta przy
                                                    > jemność. Mój uwielbia czytać z rodzicami.

                                                    no wiem, pisałas o tym ale moja córka nigdy tego nie lubiła. Owszem lubiła gdy ja jej czytałam, ona czytać głosno nie lubiła bo czuła że jej nie wychodzi. dlatego korygowanie w jej przypadku wszystko tylko psuło. Każde dziecko ma inną wrażliwość.

                                                    > A co do problemów - ci co je mają tym bardziej powinni czytać z kims, żeby ułat
                                                    > wić im naukę. Ale to moja teoryjka wink

                                                    A no właśnie to jest taka TEORYJKA powszechna, która nie zawsze sie sprawdza.

                                                    > I przypominam, że w mojej polskiej zerówce za głębokiego komunizmu też czytaliś
                                                    > my na głos.

                                                    Ja też /nienawidziłam tego - córka ma to po mnie/ale teraz powoli sie od tego odchodzi i poszukuje sie innych metod. Wiele dzieci ma problemy dyslektyczne. Dla tych dzieci katowanie głośnym publicznym czytaniem jest wręcz szkodliwe.


                                                    > I super. Ja też mam swoje książki i syn swoje. Bo przecież głosne czytanie w ty
                                                    > m nie przeszkadza wink

                                                    No właśnie: co tam kto lubi.

                                                    > Niekoniecznie. To takie podstawy dobrego wykształcenia.

                                                    E tam, można pieknie głosno czytać i nie mysleć nad tym co sie czyta. Ja nie uważam, że to sa podstawy tylko jakiś tam kierunek, metoda nauczania, przeniesiona z języka angielskiego.

                                                    > Wcale nie jest wtórna jeśli się inaczej bedzie dzieci uczyć. A najwidoczniej je
                                                    > st spora część świata, która tak właśnie dzieci uczy.

                                                    No tak, Brytyjczycy uwielbiają swój jezyk, upajają sie nim no i pewnie wszyscy pieknie czytają za to dziedziny wymagajace myślenia szwankują. Moja bratanica właśnie wyjechała do Anglii na studia i jest przerażona niskim poziomem wiedzy swych brytyjskich rówiesników, ale fakt wygadani płynnie są wink

                                                    > Słyszałam, że niektórzy łykają stronę w sekundę. Dla mnie to byłaby strata owej
                                                    > strony wink Ja celebruję czytanie podobnie jak wyjście do restauracji.

                                                    Zauważyłam, ale wielu ludzi traktuje czytanie poprostu jako sposób na pozyskiwanie i analizowanie informacji i ogólnie: poznawanie świata.

                                                    > Nie. Bo czasami jest tak, że jak coś wypowiesz na głos to lepiej to zrozumiesz.

                                                    Ciekawa TEORYJKA wink

                                                    > I dlatego ja np. ucząc się przez wiele lat czegoś, czego nie do końca rozumia
                                                    > łam (np. chemia, fizyka) czytałam to na głos, żeby lepiej zrozumieć i zapamięta
                                                    > ć.

                                                    Serio? Może żeby zapamietać ale w celu zrozuminia ...... chociaz niektórzy faktycznie do sibie gadają. Może i to im jakos pomaga wink

                                                    > Dziecko po roku głośnego czytania czyta rewelacy
                                                    > jnie. Po angielsku czyta lepiej ode mnie. A po polsku lepiej od ojca.

                                                    Mam nadzieje że chociaz rozumie tez tak doskonale jak artykuuje smile bo moim zdaniem to jest najwazniejsze
                                                    Moja córka jak juz wspomniałam zaczęła lepiej czytac jak przestała czytac głośno smile


                                                    > smile Tak sugerujesz, ale ja wiem, że on jest piekielnie inteligentny big_grin

                                                    ja tam nic nie sugeruję a Ty w ocenach syna prawdopodobnie obiektywna nie jesteś.

                                                    > > a skad Ty to wiesz?
                                                    >
                                                    > Bo codziennie mam styczność z Polakami mieszkając w Polsce smile

                                                    Ja tez mam styczność codziennie ale niewiele okazji do słuchania jak czytają głośno.

                                                    > ? Nie zdarzyło ci się nigdy w żadnym banku czy urzędzie zauważyć, że osoba nie
                                                    > jest w stanie poprawnie wyartykułować zdania czytając jakiś tam druk adresowany
                                                    > do klienta? Mnie się zdarzyło wielokrotnie. Zdarzyło mi się to w szpitalu, na
                                                    > komisariacie i w wielu miejscach. Nie zdarzyło ci się słyszeć, jak ktoś ze znaj
                                                    > omych zaczyna coś czytać na głos z gazety? Może po prostu nie zwracasz na to u
                                                    > wagi...

                                                    Fakt nie zwracam uwagi bo wszyscy płynnie czytają. Może nie są zawodowymi lektorami i ich intonacja mogłabyby byc lepsza wink ale jednak płynnie.
                                                  • 04.11.11, 06:51
                                                    mama303 napisała:


                                                    > Alez czytałam i ktos madry mi własnie odradził. moje dziecko miało problem z cz
                                                    > ytaniem i jej głosne czytanie wrecz przeszkadzało a juz najbardziej stresowało
                                                    > ją właśnie korygowanie. Więc przeszliśmy na czytanie ciche w sporych ilosciach
                                                    > i pomogło. Efekty sa spektakularne.

                                                    No i super. Przecież nie chodzi o to, żeby się nad dzieckiem znęcać. Nie wiem jednak dlaczego wszyscy prawiei krytykuja mnie i szkołę za czytanie z dzieckiem na głos.




                                                    > no wiem, pisałas o tym ale moja córka nigdy tego nie lubiła. Owszem lubiła gdy
                                                    > ja jej czytałam, ona czytać głosno nie lubiła bo czuła że jej nie wychodzi. dla
                                                    > tego korygowanie w jej przypadku wszystko tylko psuło. Każde dziecko ma inną wr
                                                    > ażliwość.

                                                    Na pewno. Mój syn też się czasami złości, jak musi coś przeczytać dwa razy, zeby dobrze wyszło. Ale teraz ma przynajmniej ubaw i satysfakcję ze mną kiedy czyta mi po angielsku, bo ja nie znam niektórych wyrazów i nie jestem w stanie ich od razu poprawnie przeczytac.




                                                    > A no właśnie to jest taka TEORYJKA powszechna, która nie zawsze sie sprawdza.

                                                    I dlatego trzeba znać dziecko i wiedzieć od której strony podejść. A to wiedzą najlepiej rodzice. Dlatego krytykowanie mnie za głośne czytanie z synem przez milion postów nie ma sensu.


                                                    > Ja też /nienawidziłam tego - córka ma to po mnie/ale teraz powoli sie od tego o
                                                    > dchodzi i poszukuje sie innych metod. Wiele dzieci ma problemy dyslektyczne. Dl
                                                    > a tych dzieci katowanie głośnym publicznym czytaniem jest wręcz szkodliwe.

                                                    W tym wypadku to już specjaliści się powinni wypowiedzieć.




                                                    > > Niekoniecznie. To takie podstawy dobrego wykształcenia.


                                                    k, metoda nauczania, przeniesion
                                                    > a z języka angielskiego.

                                                    ze starego polskiego nauczania też wink


                                                    >
                                                    > No tak, Brytyjczycy uwielbiają swój jezyk, upajają sie nim no i pewnie wszyscy
                                                    > pieknie czytają za to dziedziny wymagajace myślenia szwankują. Moja bratanica w
                                                    > łaśnie wyjechała do Anglii na studia i jest przerażona niskim poziomem wiedzy s
                                                    > wych brytyjskich rówiesników, ale fakt wygadani płynnie są wink

                                                    Sama widzisz smile Mój amerykański mąż też jest wygadany do bólu. I dlatego nigdy mandatów nie dostaje surprised Przydaje się to w życiu wink



                                                    > > Nie. Bo czasami jest tak, że jak coś wypowiesz na głos to lepiej to zrozu
                                                    > miesz.
                                                    >
                                                    > Ciekawa TEORYJKA wink

                                                    Sprawdzona podczas uczenia się w liceum smile


                                                    >
                                                    > > I dlatego ja np. ucząc się przez wiele lat czegoś, czego nie do końca r

                                                    >
                                                    > Serio? Może żeby zapamietać ale w celu zrozuminia ...... chociaz niektórzy fakt
                                                    > ycznie do sibie gadają. Może i to im jakos pomaga wink

                                                    Serio serio. Jak miałam coś trudnego do zrozumienia lub zapamiętania to zawsze czytałam to sobie na głos. Czyli uruchamiałam pamięć wzrokową i słuchową. Często jest tak, że jak czytam w myślach, to mój mózg udaje się w innym kierunku i zaczyna myśleć o czymś innym.



                                                    > Mam nadzieje że chociaz rozumie tez tak doskonale jak artykuuje smile bo moim zda
                                                    > niem to jest najwazniejsze

                                                    Tak. Rozumie świetnie, bo ja podczas czytania zadaję mu pytania. I o zgrozo każę mu od razu kilkoma zdaniami streścić to co przeczytał. Aktualnie pracuję nad tym, zeby nie zaczynał każdego zdania od "no bo" albo "because".

                                                    > Moja córka jak juz wspomniałam zaczęła lepiej czytac jak przestała czytac głośn
                                                    > o smile

                                                    I z tego się należy cieszyć. Chociaż nie wiem jak możesz to sprawdzić, skoro czyta po cichu.


                                                    >
                                                    > ja tam nic nie sugeruję a Ty w ocenach syna prawdopodobnie obiektywna nie jeste
                                                    > ś.

                                                    Ja nie, ale nauczyciel tak. Dostał ostatnio notę w dzienniczku "excellent reading" smile Nie pierwszą zresztą.


                                                    >
                                                    > Fakt nie zwracam uwagi bo wszyscy płynnie czytają. Może nie są zawodowymi lekto
                                                    > rami i ich intonacja mogłabyby byc lepsza wink ale jednak płynnie.

                                                    No ta ja pewnie jestem po prostu przewrażliwiona na tym punkcie i nawet w TV słyszę jak źle czytają i mówią.
                                                  • 04.11.11, 20:28
                                                    fogito napisała:

                                                    > Nie wiem jednak dlaczego wszyscy prawiei krytykuja mnie i szkołę za czytanie z dzieckiem
                                                    > na głos.
                                                    >

                                                    Ja Ciebie nie krytykuję za czytanie z dzieckiem, natomiast z Twoich wypowiedzi odnieśc można wrażenie, że przywiązujesz do tego głośnego czytania jakąś strasznie wielka wagę, masz głebokie przekonanie że to sa podstawy dobrej edukacji itd.. I tu uważam, że jestes w duzym błędzie. I tyle.


                                                    > Na pewno. Mój syn też się czasami złości, jak musi coś przeczytać dwa razy, zeb
                                                    > y dobrze wyszło.

                                                    A moje dziecko nie złościło się tylko natychmiast się zacinało i zaczynało dukać. To był dla niej poprostu duży stres.


                                                    > W tym wypadku to już specjaliści się powinni wypowiedzieć.

                                                    Tak sie właśnie wypowiadają. Dyslektycy nie powinni wcale publicznie czytać a w metodach pracy z nimi trzeba po pierwsze zminimalizować stres jaki wywołuja problemy z czytaniem.

                                                    > ze starego polskiego nauczania też wink

                                                    No tak, to przestarzałe metody są.

                                                    > Sama widzisz smile Mój amerykański mąż też jest wygadany do bólu. I dlatego nigdy
                                                    > mandatów nie dostaje surprised Przydaje się to w życiu wink

                                                    Będe złośliwa: a nie lepiej skupic się na przestrzeganiu przepisów. Ja też mandatów nie dostaję, ale nigdy w tym celu nie musiałam używać zdolnosci oratorskich.


                                                    > Sprawdzona podczas uczenia się w liceum smile

                                                    U Ciebie sprawdzona co nie oznacza że jest powszechna.


                                                    > Serio serio. Jak miałam coś trudnego do zrozumienia lub zapamiętania to zawsze
                                                    > czytałam to sobie na głos. Czyli uruchamiałam pamięć wzrokową i słuchową. Częst
                                                    > o jest tak, że jak czytam w myślach, to mój mózg udaje się w innym kierunku i z
                                                    > aczyna myśleć o czymś innym.

                                                    Może jest to wynik przeceniania metody głośnego czytania i dlatego ciche czytanie gorzej Ci idzie. Pisze całkiem serio. Teraz sa kursy szybkiego czytania CICHEGO z pełnym zrozumieniem i bez uciekania mózgu w innym kierunku i pełnej koncentracji na tekście.

                                                    > I z tego się należy cieszyć. Chociaż nie wiem jak możesz to sprawdzić, skoro cz
                                                    > yta po cichu.

                                                    Nie pisałam że ona nigdy nic głośno nie przeczyta więc się doskonale orientuję w postępach. Poprsotu odrzuciłam metodę głośnego czytania jako doskonalenie u niej tej umiejetności.


                                                    > Ja nie, ale nauczyciel tak. Dostał ostatnio notę w dzienniczku "excellent readi
                                                    > ng" smile Nie pierwszą zresztą.

                                                    Pisząc o braku obiektywizmu chodziło mi o ocenę jego inteligencji wink.

                                                    > No ta ja pewnie jestem po prostu przewrażliwiona na tym punkcie i nawet w TV sł
                                                    > yszę jak źle czytają i mówią.

                                                    Ja raczej skupiam sie na tym o czym mówią a nie jak mówią ale kiepskiego czytania w telewizji to raczej nie pamiętam, żebym słyszała.
                                                  • 04.11.11, 22:42
                                                    mama303 napisała:

                                                    >
                                                    > Ja Ciebie nie krytykuję za czytanie z dzieckiem

                                                    a to super.

                                                    , natomiast z Twoich wypowiedzi
                                                    > odnieśc można wrażenie, że przywiązujesz do tego głośnego czytania jakąś strasz
                                                    > nie wielka wagę,

                                                    zgadza się

                                                    masz głebokie przekonanie że to sa podstawy dobrej edukacji it
                                                    > d.. I tu uważam, że jestes w duzym błędzie. I tyle.

                                                    A ja uważam,że pierwsze trzy lata edukacji powinny właśnie polegać na nauce dobrego - w tym głośnego czytania, poprawnego wysławiania się i bezbłędnego pisania.


                                                    > A moje dziecko nie złościło się tylko natychmiast się zacinało i zaczynało duka
                                                    > ć. To był dla niej poprostu duży stres.

                                                    Jeśli był tak duży stres podczas czytania z mamą. to jakiż on musiał być podczas czytania w szkole surprised



                                                    > No tak, to przestarzałe metody są.

                                                    To są stare sprawdzone metody smile

                                                    >

                                                    > Będe złośliwa: a nie lepiej skupic się na przestrzeganiu przepisów. Ja też mand
                                                    > atów nie dostaję, ale nigdy w tym celu nie musiałam używać zdolnosci oratorskic
                                                    > h.

                                                    Ależ on się skupia. Jeździ tak wolno, że aż nie mogę tego zdzierżyć. I dlatego chyba jest zatrzymywany gdy jedzie 60 przy ograniczeniu do 50.


                                                    > U Ciebie sprawdzona co nie oznacza że jest powszechna.
                                                    >

                                                    A napisałam, że powszechna?

                                                    >
                                                    > Może jest to wynik przeceniania metody głośnego czytania i dlatego ciche czytan
                                                    > ie gorzej Ci idzie.

                                                    Ciche czytanie idzie mi świetnie o ile nie jest to fizyka lub chemia. Na szczęście od wielu lat już nie jest. Nie mam problemu ze skupieniem się nad czymś co mnie interesuje. Ale swego czasu musiałam uczyć się sporo chemii i głośnie czytanie pomagało mi nie odpływac myślami gdzieś indziej.

                                                    Pisze całkiem serio. Teraz sa kursy szybkiego czytania CICH
                                                    > EGO z pełnym zrozumieniem i bez uciekania mózgu w innym kierunku i pełnej konce
                                                    > ntracji na tekście.

                                                    Dziękuję, ale nie skorzystam.

                                                    >
                                                    > Nie pisałam że ona nigdy nic głośno nie przeczyta więc się doskonale orientuję
                                                    > w postępach. Poprsotu odrzuciłam metodę głośnego czytania jako doskonalenie u n
                                                    > iej tej umiejetności.


                                                    Czyli w szkole też dzieci nie czytają na głos wcale? Jakoś trudno mi w to uwierzyć.



                                                    > Pisząc o braku obiektywizmu chodziło mi o ocenę jego inteligencji wink.

                                                    Aaa... Z tym też nie ma problemu. Nauczyciele komplementują również inteligencję syna.

                                                  • 04.11.11, 23:13
                                                    fogito napisała:

                                                    > A ja uważam,że pierwsze trzy lata edukacji powinny właśnie polegać na nauce dob
                                                    > rego - w tym głośnego czytania, poprawnego wysławiania się i bezbłędnego pisani
                                                    > a.

                                                    Ja uważam, że to nie sa najwazniejsze dziedziny do opanowania przez dziecko we wczesnej edukacji. Dzieci powinny sie uczyć w wiekszym stopniu myślenia, własciwego korzystania z informacji, odkodowywania informacji, odszukiwania informacji, dobrego rozumienia informacji, przekazywania informacji. Czytanie /wcale nie koniecznie głośne/ jest jednym z narzędzi do własciwego odnalezienia sie w życiu. Tymczasem piekne głośne czytanie jest tylko pewnym ozdobnikiem. I zawsze można to wyćwiczyć.

                                                    > Jeśli był tak duży stres podczas czytania z mamą. to jakiż on musiał być podcza
                                                    > s czytania w szkole surprised

                                                    Nauczycielka jest kumata, dzieci nie czytają w zasadzie w ogóle głośno, czytają dużo po cichu i sporo pracuja z tekstami przeczytanymi samodzielnie. Zresztą to ona poradziła mi, żeby dziecko czytało wiecej po cichu. W pierwszej klasie to nawet byłam zdziwiona, bo pani w zasadzie nie zadawała czytanek do nauczenia się w domu.


                                                    > A napisałam, że powszechna?

                                                    A napisałaś że jedynie Twoja? wink

                                                    > Ciche czytanie idzie mi świetnie

                                                    A jednak niedawno napisałas że czasem musisz sie posiłkować głosnym czytaniem, bo dopiero wtedy wszystko dociera.


                                                    > Czyli w szkole też dzieci nie czytają na głos wcale?

                                                    No właśnie nie. O czym pisałam powyżej.

                                                    >Jakoś trudno mi w to uwierzyć.


                                                    Tak mysle że Ci trudno bo w szkole brytyjskiej mają inne metody


                                                    > Aaa... Z tym też nie ma problemu. Nauczyciele komplementują również inteligencj
                                                    > ę syna.


                                                    Gratuluję.
                                                  • 05.11.11, 07:31
                                                    mama303 napisała:


                                                    > Ja uważam, że to nie sa najwazniejsze dziedziny do opanowania przez dziecko we
                                                    > wczesnej edukacji. Dzieci powinny sie uczyć w wiekszym stopniu myślenia, własci
                                                    > wego korzystania z informacji, odkodowywania informacji, odszukiwania informacj
                                                    > i, dobrego rozumienia informacji, przekazywania informacji.

                                                    Brzmi poważnie. I mają do tego sporo lat w podstawówce, gimnazjum i liceum smile

                                                    Czytanie /wcale nie
                                                    > koniecznie głośne/ jest jednym z narzędzi do własciwego odnalezienia sie w życ
                                                    > iu. Tymczasem piekne głośne czytanie jest tylko pewnym ozdobnikiem. I zawsze mo
                                                    > żna to wyćwiczyć.

                                                    Obawiam się, że jak się nie nauczy na samym początku, to potem już się raczej chcieć nie będzie.


                                                    > Nauczycielka jest kumata, dzieci nie czytają w zasadzie w ogóle głośno, czytają
                                                    > dużo po cichu i sporo pracuja z tekstami przeczytanymi samodzielnie. Zresztą t
                                                    > o ona poradziła mi, żeby dziecko czytało wiecej po cichu. W pierwszej klasie to
                                                    > nawet byłam zdziwiona, bo pani w zasadzie nie zadawała czytanek do nauczenia s
                                                    > ię w domu.

                                                    No to przynajmniej tyle. Ale dziwię się nadal.


                                                    > A napisałaś że jedynie Twoja? wink

                                                    A muszę, skoro wypowiadam się za siebie a nie za cały świat wink


                                                    > A jednak niedawno napisałas że czasem musisz sie posiłkować głosnym czytaniem,
                                                    > bo dopiero wtedy wszystko dociera.

                                                    I w tym momencie kłania się czytanie ze zrozumieniem - twoje. Napisałam, że podczas uczenia się przedmiotów dla mnie nudnych np. fizyki i chemii często posiłkowałam się głośnym czytaniem, żeby lepiej zrozumieć.


                                                    > No właśnie nie. O czym pisałam powyżej.

                                                    Dziwne jednak.


                                                    > Tak mysle że Ci trudno bo w szkole brytyjskiej mają inne metody

                                                    To nie tylko w szkole syna mają inne metody. Dzieci znajomych są w montessori i czytają na głos. Mój syn zresztą był tam w wieku 5 lat i tez czytał. Poza tym mamy znajomych z dziećmi w polskich szkołach jakby nie było. I one czytają na głos.


                                                    > Gratuluję.

                                                    Dzięki smile
                                                  • 05.11.11, 09:36
                                                    fogito napisała:

                                                    > Brzmi poważnie. I mają do tego sporo lat w podstawówce, gimnazjum i liceum smile

                                                    O nie w gimnazjum i liceum to juz powinny to umieć żeby w pełni z tego korzystać do pogłebiania wiedzy.


                                                    > Obawiam się, że jak się nie nauczy na samym początku, to potem już się raczej c
                                                    > hcieć nie będzie.

                                                    Jak będzie taka potrzeba to sie zachce ale w codziennym życiu to sie poprostu mało przydaje.


                                                    > No to przynajmniej tyle. Ale dziwię się nadal.

                                                    Ale co przynajmniej tyle? nie zadawała czytanek! gdyż ona ma takie doswiadczenie, że dzieci jej metodami i tak naucza sie czytać. A głosne czytanie na lekcjach jest stresujace dla dzieci gorzej czytajacych i nudne dla słuchajacych.

                                                    > A muszę, skoro wypowiadam się za siebie a nie za cały świat wink

                                                    Ale właśnie podajesz te swoje przykłady jako ogólnie obowiazujące no bo co to ma za znaczenie że Twoim wypadku działa taka a nie inna metoda. Metody uczenia sa rózne, ja np. rysowałam wszystko ale nie podaje tego jako przykładu, że nalezy rysować smile

                                                    >
                                                    > I w tym momencie kłania się czytanie ze zrozumieniem - twoje. Napisałam, że pod
                                                    > czas uczenia się przedmiotów dla mnie nudnych np. fizyki i chemii często posiłk
                                                    > owałam się głośnym czytaniem, żeby lepiej zrozumieć.


                                                    No OK, ja to zrozumiałam doskonale: dekoncentrujesz sie przy cichym czytanie mniej ciekawych tekstów i wtedy posiłkujesz sie głosnym czytaniem. A mozna sie nie dekoncentrowac nawet czytając nieciekawe teksty cicho i to szybko. Właśnie to jest sztuką i mozna to przećwiczyć a przydaje sie właśnie wybitnie w etapie edukacji!

                                                    > To nie tylko w szkole syna mają inne metody. Dzieci znajomych są w montessori i
                                                    > czytają na głos. Mój syn zresztą był tam w wieku 5 lat i tez czytał. Poza tym
                                                    > mamy znajomych z dziećmi w polskich szkołach jakby nie było. I one czytają na g
                                                    > łos.

                                                    Ale jednak świat idzie do przodu w tej kwestii. żyjemy w dobie mnóstwa zakodowanych informacji z szerokim dostępem do tejże. Szuka sie nowych metod uczenia się
                                                    Wygraja Ci, którzy sprawnie i szybko potrafią z nich skorzystać.
                                                  • 06.11.11, 21:42
                                                    mama303 napisała:

                                                    >
                                                    > Ale właśnie podajesz te swoje przykłady jako ogólnie obowiazujące no bo co to m
                                                    > a za znaczenie że Twoim wypadku działa taka a nie inna metoda.

                                                    To jest twoja osobista nadinterpretacja. Kłania się czytanie ze zrozumieniem. Na głos albo cicho wink

                                                    Metody uczenia s
                                                    > a rózne, ja np. rysowałam wszystko ale nie podaje tego jako przykładu, że nalez
                                                    > y rysować smile

                                                    A rysowała cała klasa twojej córki? Albo cała szkoła? Bo w przypadku czytania na głos to w szkole syna powszechna praktyka a nie moje osobiste widzimisię.

                                                    > No OK, ja to zrozumiałam doskonale: dekoncentrujesz sie przy cichym czytanie mn
                                                    > iej ciekawych tekstów i wtedy posiłkujesz sie głosnym czytaniem. A mozna sie n
                                                    > ie dekoncentrowac nawet czytając nieciekawe teksty cicho i to szybko.

                                                    Zapewne. Ale nie wiem jak się ma to szybkie czytanie do poważniejszych zagadnień z chemii albo fizyki. Ja nie jestem Einsteinem, ale niektórzy pewnie są.

                                                    Właśnie t
                                                    > o jest sztuką i mozna to przećwiczyć a przydaje sie właśnie wybitnie w etapie e
                                                    > dukacji!

                                                    Jasne jasne. I dlatego polscy gimnazjaliści nie czytają tylko dukają.



                                                    > Ale jednak świat idzie do przodu w tej kwestii. żyjemy w dobie mnóstwa zakodowa
                                                    > nych informacji z szerokim dostępem do tejże. Szuka sie nowych metod uczenia si
                                                    > ę
                                                    > Wygraja Ci, którzy sprawnie i szybko potrafią z nich skorzystać.

                                                    smile Wiem i dlatego dużo z dzieci opiera wiedzę na googlu albo wikipedii. Szybko i bezboleśnie.

                                                  • 08.11.11, 18:21
                                                    fogito napisała:


                                                    > To jest twoja osobista nadinterpretacja. Kłania się czytanie ze zrozumieniem.

                                                    Dlaczego NADinterpretacja? Piszę jak odbieram Twoje słowa.

                                                    > A rysowała cała klasa twojej córki? Albo cała szkoła? Bo w przypadku czytania n
                                                    > a głos to w szkole syna powszechna praktyka a nie moje osobiste widzimisię.

                                                    A no właśnie! Dlaczego w zasadzie ta jedna metoda jest tak powszechna kiedy nie wszystkim pomaga. O to mi cały czas chodzi!

                                                    > Zapewne. Ale nie wiem jak się ma to szybkie czytanie do poważniejszych zagadnie
                                                    > ń z chemii albo fizyki. Ja nie jestem Einsteinem, ale niektórzy pewnie są.

                                                    Właśnie chodzi o to że ludzie, którzy umieja szybko czytac ze zrozumieniem czytają wszystko szybko!


                                                    >
                                                    > Jasne jasne. I dlatego polscy gimnazjaliści nie czytają tylko dukają.

                                                    > smile Wiem i dlatego dużo z dzieci opiera wiedzę na googlu albo wikipedii. Szybko
                                                    > i bezboleśnie.

                                                    No i OK, szybki dostęp do informacji. Co masz przeciwko? Jak ktos chce poznać zagadnienie bliżej to umie szukac innych źródeł.

                                                  • 08.11.11, 18:36
                                                    mama303 napisała:


                                                    > Dlaczego NADinterpretacja? Piszę jak odbieram Twoje słowa.

                                                    To może źle odbierasz wink


                                                    > A no właśnie! Dlaczego w zasadzie ta jedna metoda jest tak powszechna kiedy nie
                                                    > wszystkim pomaga. O to mi cały czas chodzi!

                                                    Bo w nauczaniu w szkole chodzi o ogół a nie o wyjątki. Wyjątki w górę albo w dół muszą radzić sobie za pomocą dodatkowych lekcji z pedagogiem lub zwolnieniem z czytania na głos np. Jeśli się nie mylę dyslektycy z czegos tam sa zwalniani.



                                                    > Właśnie chodzi o to że ludzie, którzy umieja szybko czytac ze zrozumieniem czyt
                                                    > ają wszystko szybko!

                                                    Tak myślisz? Bo jaj mam szeroko zakrojone wątpliwości. Też potrafię szybko przeczytać ale nie zawsze jestem w stanie przyswoić coś co jest skomplikowane. A chemia dla mnie zawsze była. I wtedy pomaga wolniejsze przeczytanie na głos. Oczywiście mnie pomaga wink


                                                    > No i OK, szybki dostęp do informacji. Co masz przeciwko? Jak ktos chce poznać z
                                                    > agadnienie bliżej to umie szukac innych źródeł.

                                                    Tylko, że gimnazjaliści raczej nie chcą. Im się wydaje, ze wystarczy i gorzej jak im nikt nie powie, że nie wystarczy.

                                                  • 09.11.11, 20:46
                                                    fogito napisała:

                                                    > To może źle odbierasz wink

                                                    Może... a może Ty źle przekazaujesz....

                                                    > Bo w nauczaniu w szkole chodzi o ogół a nie o wyjątki. Wyjątki w górę albo w dó
                                                    > ł muszą radzić sobie za pomocą dodatkowych lekcji z pedagogiem lub zwolnieniem
                                                    > z czytania na głos np. Jeśli się nie mylę dyslektycy z czegos tam sa zwalniani.

                                                    I wracamy do punktu wyjścia... jaki ogół? ja nie jestem dyslektyczką, u mojej córki też nie orzeczono. Ktoś sobie wymyślił taka metodę i narzuca wszystkim, chociaz nie dla wszystkicj jest ona dobra...

                                                    > Tak myślisz? Bo jaj mam szeroko zakrojone wątpliwości.

                                                    Wiem, zdązyłam sie zorientować smile

                                                    > Oczy wiście mnie pomaga wink

                                                    A innym nie!

                                                    > Tylko, że gimnazjaliści raczej nie chcą. Im się wydaje, ze wystarczy i gorzej j
                                                    > ak im nikt nie powie, że nie wystarczy.

                                                    Kiepskie masz zdanie o gimnazjalistach: dukają, sa powierzchowni itd. Skąd to sie bierze?

                                                  • 09.11.11, 21:09
                                                    mama303 napisała:

                                                    >
                                                    > Może... a może Ty źle przekazaujesz....

                                                    Zapewne smile


                                                    > I wracamy do punktu wyjścia... jaki ogół? ja nie jestem dyslektyczką, u mojej c
                                                    > órki też nie orzeczono. Ktoś sobie wymyślił taka metodę i narzuca wszystkim, ch
                                                    > ociaz nie dla wszystkicj jest ona dobra...

                                                    To całkiem naturalna metoda. Sama się narzuca z założenia.

                                                    > > Oczy wiście mnie pomaga wink
                                                    >
                                                    > A innym nie!

                                                    Tobie nie pomaga, ale ty jesteś dyslektyczką i może właśnie dlatego.

                                                    >
                                                    > Kiepskie masz zdanie o gimnazjalistach: dukają, sa powierzchowni itd. Skąd to s
                                                    > ie bierze?

                                                    Z lektury tego forum big_grin


                                                  • 09.11.11, 21:12
                                                    fogito napisała:



                                                    > Tobie nie pomaga, ale ty jesteś dyslektyczką i może właśnie dlatego.
                                                    >

                                                    Oooopps pomyliłam się. NIe jesteś. Sorki. Więc nie wiem, dlaczego ci nie pomaga.

                                                  • 09.11.11, 21:42
                                                    fogito napisała:

                                                    > Oooopps pomyliłam się. NIe jesteś. Sorki. Więc nie wiem, dlaczego ci nie pomaga


                                                    Nie jestem dyslektyczką. A nie pomaga mi bo ludzi sie nie da wszystkich oceniać jedną miarką: jednym pomaga, innym nie pomaga a jeszcze innym przeszkadza.
                                                  • 10.11.11, 06:36
                                                    mama303 napisała:

                                                    > fogito napisała:
                                                    >
                                                    > > Oooopps pomyliłam się. NIe jesteś. Sorki. Więc nie wiem, dlaczego ci nie
                                                    > pomaga
                                                    >
                                                    >
                                                    > Nie jestem dyslektyczką. A nie pomaga mi bo ludzi sie nie da wszystkich oceniać
                                                    > jedną miarką: jednym pomaga, innym nie pomaga a jeszcze innym przeszkadza.

                                                    No zgadza się, ale jak widać szkoła ma gdzies te indywidualności i dzieciaki na głos po prostu muszą czytać.
                                                  • 10.11.11, 18:16
                                                    fogito napisała:

                                                    > No zgadza się, ale jak widać szkoła ma gdzies te indywidualności i dzieciaki na
                                                    > głos po prostu muszą czytać.

                                                    a Ty temu przyklaskujesz tongue_out
                                                    U nas nie muszą.
                                                  • 10.11.11, 20:22
                                                    mama303 napisała:

                                                    > fogito napisała:
                                                    >
                                                    > > No zgadza się, ale jak widać szkoła ma gdzies te indywidualności i dzieci
                                                    > aki na
                                                    > > głos po prostu muszą czytać.
                                                    >
                                                    > a Ty temu przyklaskujesz tongue_out

                                                    Czytaniu na głos jak najbardziej. O indywidualność się nie boję. Mój ma jej w nadmioarze.,

                                                    > U nas nie muszą.

                                                    No i dobrze.
                                                  • 09.11.11, 21:40
                                                    fogito napisała:


                                                    > To całkiem naturalna metoda. Sama się narzuca z założenia.

                                                    A Ty swoje, z jakiego założenia?

                                                    > Tobie nie pomaga, ale ty jesteś dyslektyczką i może właśnie dlatego.

                                                    Nie jestem!

                                                    > Z lektury tego forum big_grin

                                                    Dogłebne źródło informacji tongue_out


                                                  • 10.11.11, 06:38
                                                    mama303 napisała:


                                                    > A Ty swoje, z jakiego założenia?

                                                    A z takiego, że jak chcesz sprawdzić jak ktoś czyta to musisz go usłyszeć. Inaczej się nie da po prostu. I nie chodzi mi o zrozumienie.



                                                    > > Z lektury tego forum big_grin
                                                    >
                                                    > Dogłebne źródło informacji tongue_out

                                                    Może powierzchowne, ale dosyć szerokie, bo obejmuje cały kraj.
                                                  • 10.11.11, 18:20
                                                    fogito napisała:

                                                    > Może powierzchowne, ale dosyć szerokie, bo obejmuje cały kraj.

                                                    Naprawdę forum jest dla Ciebie jakimś wyznacznikiem w tej kwestii? Tu ludzie raczej dzielą sie problemami nietypowymi, o normie nie piszą.
                                                  • 10.11.11, 20:23
                                                    mama303 napisała:

                                                    > fogito napisała:
                                                    >
                                                    > > Może powierzchowne, ale dosyć szerokie, bo obejmuje cały kraj.
                                                    >
                                                    > Naprawdę forum jest dla Ciebie jakimś wyznacznikiem w tej kwestii? Tu ludzie ra
                                                    > czej dzielą sie problemami nietypowymi, o normie nie piszą.

                                                    Nie do końca. Nie żyję przecież na pustyni.
                                                  • 03.11.11, 07:51
                                                    To nie jest tylko kwestia nieznanych słów. Moje dziecko czyta szybko i dobrze, wie co czyta, lubi itd.. ale jak poskrobać (czyli zmusić do głośnego czytania) to się okazuje, że potrafi "zgadnąć" słowo, które tak naprawdę brzmi nieco inaczej. I po prostu uznaje, że, powiedzmy słowo "przemarzać" oznacza spór. Robi tak niestety w obu językach.
                                                    --
                                                    katar1.blox.pl/html
                                                  • 29.10.11, 17:04
                                                    Fogito, jeśli badania, to była do tego jakaś statystyka. Żadna statystyka nie wykaże, że każda osoba czytająca dużo w dzieciństwie na głos ma potem kłopoty z szybkim czytaniem i ze zrozumieniem tekstu. Niemniej wykazano, że osoby się czytania metodą 'głośną' czytają statystycznie wolniej niż osoby uczące się 'po cichu', a wolne czytanie przekłada się też na słabsze rozumienie tekstu.
                                                    Oczywiście - jeśli osoba umiejąca już czytać czyta komuś na głos, nie ma to znaczenia dla jej biegłości w czytaniu. Chodzi o osoby uczące się - gdzieś tak do lat 10-ciu.
                                                    --
                                                    -------------------------------------------------------------
                                                    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                                  • 29.10.11, 17:06
                                                    osoby się czy
                                                    > tania metodą 'głośną'
                                                    miało być
                                                    osoby się uczące czytania metodą 'głośną'
                                                    --
                                                    -------------------------------------------------------------
                                                    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                                  • 01.11.11, 17:47
                                                    morekac napisała:

                                                    . Niemniej wykazano, że osoby się czy
                                                    > tania metodą 'głośną' czytają statystycznie wolniej niż osoby uczące się 'po c
                                                    > ichu', a wolne czytanie przekłada się też na słabsze rozumienie tekstu.
                                                    > Oczywiście - jeśli osoba umiejąca już czytać czyta komuś na głos, nie ma to zna
                                                    > czenia dla jej biegłości w czytaniu. Chodzi o osoby uczące się - gdzieś tak do
                                                    > lat 10-ciu.

                                                    I ja się z tym kompletnie nie zgodzę z całym szacunkiem wink
                                          • 25.10.11, 02:51
                                            [quote] Powiedziałabym tak - pół godziny dziennie pracy z dzieckiem od 5 roku życia i
                                            każdy sześciolatek będzie płynnie czytał. To chyba nie jest za dużo... [quote/]

                                            A jak taki 5-latek nie biedzie sie chcial uczyc sie czytac, to przykuc do krzesla i bacikiem, bacikiem. Zupelnie jak zapieluchowany 2-latek, na pewno lenistwo rodzicow
                                            • 25.10.11, 08:59
                                              myelegans napisała:


                                              > A jak taki 5-latek nie biedzie sie chcial uczyc sie czytac, to przykuc do krze
                                              > sla i bacikiem, bacikiem. Zupelnie jak zapieluchowany 2-latek, na pewno lenist
                                              > wo rodzicow

                                              Gdyby trzeba było je przykuwać do krzeseł to połowa świata nie wysyłałaby pięciolatków do szkół. A przecież w kraju, w którym mieszkasz dzieciaki do szkół chodzą i traumy nie mają. Dzieci w tym wieku mają sporo chęci do nauki i wiele entuzjazmu. I uczą się całkiem mimochodem i przy okazji.
                                              • 25.10.11, 09:46
                                                Pół roku temu mama Poli pokazywała jak to jej córka ( roczna później dwulatka) chętnie sie uczy czytać i jakie ma efekty, dziwne że nikt nie widział tego w ten sam sposób.
                                                • 25.10.11, 09:56
                                                  makurokurosek napisała:

                                                  > Pół roku temu mama Poli pokazywała jak to jej córka ( roczna później dwulatka)
                                                  > chętnie sie uczy czytać i jakie ma efekty, dziwne że nikt nie widział tego w te
                                                  > n sam sposób.

                                                  Ale czyż nie piszemy o pięciolatkach? Podanie ekstremalnego przypadku nic nie wnosi do dyskusji.
                                                  • 25.10.11, 10:40
                                                    Mama Poli udowadniała to co ty wystarczy kilka minut pracy i dziecko samo szybko nauczy się czytać, nie ważne czy jest na to gotowe , nie ważne czy chce ważne że może więc trzeba je uczyć.
                                                    dziecko rozwija się swoim tempem , jedno uczy się czytać w wieku czterech lat inne łapie to w wieku siedmiu lat a inne potrzebuje jeszcze więcej czasu.
                                                  • 25.10.11, 20:41
                                                    makurokurosek napisała:

                                                    > Mama Poli udowadniała to co ty wystarczy kilka minut pracy i dziecko samo szybk
                                                    > o nauczy się czytać, nie ważne czy jest na to gotowe , nie ważne czy chce ważne
                                                    > że może więc trzeba je uczyć.
                                                    > dziecko rozwija się swoim tempem , jedno uczy się czytać w wieku czterech lat i
                                                    > nne łapie to w wieku siedmiu lat a inne potrzebuje jeszcze więcej czasu.

                                                    Obawiam się, ze wszystkie 5-6 latki są w pełni gotowe. Tylko nie ma kto ich uczyć, bo metody są kiepskie. Przez sylabizowanie można i trzylatka nauczyć.
                                              • 25.10.11, 12:39
                                                fogito napisała:

                                                Cytat Gdyby trzeba było je przykuwać do krzeseł to połowa świata nie wysyłałaby pięci
                                                olatków do szkół. A przecież w kraju, w którym mieszkasz dzieciaki do szkół cho
                                                dzą i traumy nie mają. Dzieci w tym wieku mają sporo chęci do nauki i wiele ent
                                                uzjazmu. I uczą się całkiem mimochodem i przy okazji.


                                                No posylla sie, ale nie znaczy, ze te dzieci czytaja wczesniej nic polskie dzieci. do 2 klasy maja pelnie prawo nieczytania, a 1 klasa nazywala sie "reading readiness". Wiekszosc pierwszakow w klasie syna NIE czyta, MAJA czytane, albo przez inne czytajace dzieci, albo przez nauczycielke, ktora czyta rowniez instrukcje do zadan. I nie, nie wszystkie chetnie ucza sie czytac jako 5latki.
                                                Ile jest na forum zatroskanych mam, ktore czytaly dzieciom od zawsze i te jako 6 latki "nie interesuja sie literrkami i nie chca uczyc sie czytac."
                                                • 25.10.11, 20:47
                                                  myelegans napisała:

                                                  , ale nie znaczy, ze te dzieci czytaja wczesniej nic polskie dzie
                                                  > ci

                                                  No cóż. Moim zdaniem jednak czytają.
                                                  Moje dziecko jest w angielskiej szkole a najpierw przedszkolu od momentu jak skończył 3,5 roku. W wieku 5 lat już czytał. Teraz doskonali umiejętności. I nie był wyjątkiem w klasie.
                                                  Znane mi amerykańskie dzieci mieszkające w Ameryce czytają już w kindergarden czyli w wieku 5 lat. Ale może ja samymi geniuszami jestem otoczona surprised

                                                  .
                                                  > Ile jest na forum zatroskanych mam, ktore czytaly dzieciom od zawsze i te jako
                                                  > 6 latki "nie interesuja sie literrkami i nie chca uczyc sie czytac."

                                                  Bo do nauki czytania w języku polskim należy obrać dobrą metodę i jest to tylko uczenie czytania sylabami. Głoskowanie opóźnia tę naukę dramatycznie.
                                                  • 25.10.11, 22:40
                                                    Cytat No cóż. Moim zdaniem jednak czytają.

                                                    moze Twoim zdaniem czytaja, ja rozmawiam ze zrodlem czyli nauczycielami i rozklad jest taki jak byc powinien na 25 dzieci w klasie plynnie czyta mlody9ksiazki rozdzialowe) i jeszcze jeden chlopczyk, reszta jest na etapie "Fox in the box. " "hop on pop" in etc.

                                                    moje dziecko czytalo Dr Suess, eg. "Green eggs and ham" w wieku 4 lat, bo takie mial parcie na czytanie, jego kolega z piaskownicy w tym samym czasie ukladal puzzle i lego dla ;9-12 latkow, a jego kolezanka w tym czasie robila wolty na drazku. Co wcale nie znaczy, ze KAZDE dziecko mozna w TYM wieku do takiego poziomu wycwiczyc. Jest tylko pewny poziom poza ktory, rozwoj i mozg bedzie dyktowal postep nie ambitna matka.
                                                  • 26.10.11, 10:26
                                                    myelegans napisała:


                                                    > moze Twoim zdaniem czytaja, ja rozmawiam ze zrodlem czyli nauczycielami i rozkl
                                                    > ad jest taki jak byc powinien na 25 dzieci w klasie plynnie czyta mlody9ksiazki
                                                    > rozdzialowe) i jeszcze jeden chlopczyk, reszta jest na etapie "Fox in the box
                                                    > . " "hop on pop" in etc.

                                                    A ile twój syn ma lat, bo wydaje mi się, ze 6 i jest w 1st grade.... Mój syn zaczął szkołę brytyjską w wieku 6 lat (2nd grade). Na spotkaniach czytelniczych z rodzicami (październik) czytało juz 100% uczniów mniej lub bardziej płynnie i na różnych poziomach (w brytyjskim tych poziomów jest multum od 1 do 15 chyba). Większość uczyła sie w brytyjskim 1st grade (5 lat) a pozostali przyszli z innych przedszkoli i też czytali (mój np. z montessori).

                                                    . Co wcale nie znaczy, ze KAZDE dziecko mozna w TYM wieku do takiego pozio
                                                    > mu wycwiczyc.

                                                    Każde przeciętne dziecko można nauczyć czytać w wieku 5 lat. Ja jestem otoczona dziećmi dwujęzycznymi. One w tym wieku uczą się czytać w dwóch językach. Do wieku 7 lat czytają mniej lub bardziej płynnie. Bo wszystko zalezy od tego czy czytają codziennie a tego już muszą dopilnować rodzice w domu.

                                                    Jest tylko pewny poziom poza ktory, rozwoj i mozg bedzie dyktowal
                                                    > postep nie ambitna matka.

                                                    Nie sądzę, żeby gdziekolwiek były badania na temat od kiedy mózg nauczy się czytać wink
                                                    I zapewne wszyscy znani mi rodzice, to rodzice ambitni a dzieci wyjątkowo zdolne smile Chociaż zawsze wydawało mi się, ze jednak przeciętni.
                                                  • 26.10.11, 07:50
                                                    Ja w kwestii technicznej: wydaje mi się, że dzieci uczące sie w angielskim mogą faktycznie wcześniej czytać z powodu różnicy w języku: w angielskim jest taka masa jednosylabowym słów, że da się wyłącznie (lub prawie wyłącznie) z nich "ułożyć" całkiem fajne książki dla najmłodszych.
                                                    --
                                                    katar1.blox.pl/html
                                                  • 26.10.11, 08:34
                                                    Cytat
                                                    Ja w kwestii technicznej: wydaje mi się, że dzieci uczące sie w angielskim mogą faktycznie wcześniej czytać z powodu różnicy w języku: w angielskim jest taka masa jednosylabowym słów, że da się wyłącznie (lub prawie wyłącznie) z nich "ułożyć" całkiem fajne książki dla najmłodszych.


                                                    To jedno - plus drugie: angielski jest niefleksyjny, w przeciwieństwie do polskiego. I w angielskim można uczyć się czytać globalnie (i tę metodę się najczęściej stosuje), co też jest szybsza metodą w porównaniu z polską metodą syntezy sylabowej, bo nie potrzeba do niej umiejętności syntezy, analizy itp. - wystarczy dobra pamięć.

                                                    --
                                                    Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
                                                    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
                                                  • 26.10.11, 10:33
                                                    mama_kotula napisała:

                                                    > Cytat
                                                    > Ja w kwestii technicznej: wydaje mi się, że dzieci uczące sie w angielskim mogą
                                                    > faktycznie wcześniej czytać z powodu różnicy w języku: w angielskim jest taka
                                                    > masa jednosylabowym słów, że da się wyłącznie (lub prawie wyłącznie) z nich "uł
                                                    > ożyć" całkiem fajne książki dla najmłodszych.
                                                    >

                                                    >
                                                    > To jedno - plus drugie: angielski jest niefleksyjny, w przeciwieństwie do polsk
                                                    > iego. I w angielskim można uczyć się czytać globalnie (i tę metodę się najczęśc
                                                    > iej stosuje), co też jest szybsza metodą w porównaniu z polską metodą syntezy s
                                                    > ylabowej, bo nie potrzeba do niej umiejętności syntezy, analizy itp. - wystarcz
                                                    > y dobra pamięć.
                                                    >

                                                    I dlatego angielskojęzyczne dzieci czytają szybciej... Ale nie zmienia to faktu, że ucząc czytać po polsku metodą sylabową Cieszyńskiej można dziecko nauczyć czytać bez specjalnego wysiłku i z dużym efektem. Dziecko czyta szybko każdy nowy wyraz dzieląc go na sylaby. Moim zdaniem głoskowanie utrudnia dzieciom naukę czytania a często tak właśnie się uczą.
                                                  • 26.10.11, 10:30
                                                    olena.s napisała:

                                                    > Ja w kwestii technicznej: wydaje mi się, że dzieci uczące sie w angielskim mog
                                                    > ą faktycznie wcześniej czytać z powodu różnicy w języku: w angielskim jest taka
                                                    > masa jednosylabowym słów, że da się wyłącznie (lub prawie wyłącznie) z nich "u
                                                    > łożyć" całkiem fajne książki dla najmłodszych.

                                                    Dokładnie tak jest. Wyrazy są krótsze i dziecko uczy się wymowy na pamięć. Dlatego jak twierdzi mój siedmiolatek po angielsku czyta się szybciej i łatwiej. I książek dla maluchów jest multum. W polskiej literaturze nie ma takich łatwych pozycji do czytania. Są elementarze, ale książek kilkustronicowych, które dziecko czytałoby w 15 minut raczej nie ma. No może tylko wierszyki, ale te z reguły są trudne. Dlatego ja posiłkowałam się w polskim Jagodą Cieszyńską i nieśmiertelnym Falskim wink
                                                  • 26.10.11, 18:01
                                                    fogito napisała:

                                                    Cytat W polskiej literaturze nie ma takich łatwych pozycji do czytania. Są elementarze, ale książek kilkustronicowych, które dziecko czytałoby w 15 minut raczej nie ma. No może tylko wierszyki, ale te z reguły są trudne. Dlatego ja posiłkowałam się w polskim Jagodą Cieszyńską i nieśmier telnym Falskim wink
                                                    I to jest mur, w ktory codziennie wale glowa, bo nie ma ksiazek dla poczatkujacych czytaczy, a te ktore sa, bo sa nawet takie napisane dla polonijnych dzieci, sa przerazliwie nudne, i takie .... edukacyjne, ze mnie na wymioty zbiera. Niech mi ktos wskaze pozycje z serii np. "Magic Tree House" albo "Flat Stanley" albo "Dragon Slayer's Academy" ktore moje dziecko polyka przy sniadaniu i ma parcie na zrozumienie. Ile mozna czytac "Lotte' "Karolka", "Franklina" {z cyklu rzyg edukacyjny), czy innego Emila ze Smalandii, co ciekawe, zadne nie jest polskiego autora. Gdzie i jakie pozycje sa dla 1 klasistow, nie do nauki tylko do relaksujacego czytania? NO gdzie? Chetnie zakupie.
                                                  • 26.10.11, 18:15
                                                    myelegans napisała:

                                                    > Ile mozna czytac "Lotte' "Karolka", "Franklina" {z cyklu rz
                                                    > yg edukacyjny), czy innego Emila ze Smalandii, co ciekawe, zadne nie jest polsk
                                                    > iego autora. Gdzie i jakie pozycje sa dla 1 klasistow, nie do nauki tylko do re
                                                    > laksujacego czytania? NO gdzie? Chetnie zakupie.

                                                    Franklin to może z założenia człowieka wykończyć.
                                                    Jedyne co jest na rynku to
                                                    www.bookhouse.com.pl/index.php?lp=499&r=oferta
                                                  • 26.10.11, 22:13
                                                    Gdzie i jakie pozycje sa dla 1 klasistow, nie do nauki tylko do re
                                                    > laksujacego czytania?
                                                    No nie ma. Można ewentualnie posiłkować się komiksami...
                                                    --
                                                    -------------------------------------------------------------
                                                    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                                  • 26.10.11, 17:55
                                                    olena.s napisała:
                                                    [quote] Ja w kwestii technicznej: wydaje mi się, że dzieci uczące sie w angielskim mogą faktycznie wcześniej czytać z powodu różnicy w języku: w angielskim jest taka masa jednosylabowym słów, że da się wyłącznie (lub prawie wyłącznie) z nich "ułożyć" całkiem fajne książki dla najmłodszych. /[quote]
                                                    Masz zupelna racje. Jest wiele fajnych ksiazek dla dzieci "reader 1" poziom, gdzie cala ksiazka jest napisana jedno-dwusylabowymi wyrazami, ktore wiekszosc dzieci nie musi robierac na czynniki pierwsze tylko wzrokowo zna. pozniej dochodzi poziom "reader 3" gdzie dochodza 3sylabowe proste itd. itp. DLATEGO dzieci ang. jezyczne MOGA nauczyc sie czytac wczesniej, ale nadal daje sie rozwojowo okienko do 3 klasy na PLYNNE czytanie i to jest OK.
                                                    Na koniec 1 klasy maja czytac 60-90 wyrazow na minute i po tym sa oceniane postepy. Czy to juz mozna nazwac czytaniem? NIe wiem, tak samo jak mozna nazwac, ze dziecko jest odpieluchowane, ale wszystkie czynnosci okolotoaletowa wykonuje mama, dziecko tylko sie wyproznia do naczynia.

                                                    Dla mnie czytanie, to jest czytanie to rozumieniem, nie wypowiadanie luznych wyrazow.
                                              • 25.10.11, 13:34
                                                a jakoś znam 5-latki które nie garną sie do nauki czytania, ale inne tematy jak najbardziej je interesują, nie wszystkie dzieci są takie jak twoje dziecko, czy ty sama. Zmuszanie takiego dziecka, którego interesuje np. lepienie, tańczenie czy co tam jeszcze a nie czytanie, zajmowania sie akurat czytanie do niczego dobrego nie doprowadzi.
                                                --
                                                Julia,Maksiu i Tatiankasmile
                                                "Te książki miały prawdziwą szkołę życia" - moja pociecha o podręcznikach z poprzedniego roku
                                                • 25.10.11, 13:58
                                                  yula napisała:

                                                  Cytat a jakoś znam 5-latki które nie garną sie do nauki czytania, ale inne tematy jak
                                                  najbardziej je interesują, nie wszystkie dzieci są takie jak twoje dziecko, czy ty sama. Zmuszanie takiego dziecka, którego interesuje np. lepienie, tańczenie czy co tam jeszcze a nie czytanie, zajmowania sie akurat czytanie do niczego dobrego nie doprowadzi.

                                                  No co ty, wystarczy przeciez przysiasc pol godziny dziennie i KAZDY 5-latek nauczy sie czytac w trymiga (ironia zamierzona)
                                                  • 25.10.11, 20:59
                                                    myelegans napisała:


                                                    > No co ty, wystarczy przeciez przysiasc pol godziny dziennie i KAZDY 5-latek nau
                                                    > czy sie czytac w trymiga (ironia zamierzona)

                                                    Spróbuj z polskim. Zaręczam, że się nauczy w trymiga tongue_out
                                                • 25.10.11, 20:58
                                                  yula napisała:

                                                  > a jakoś znam 5-latki które nie garną sie do nauki czytania, ale inne tematy jak
                                                  > najbardziej je interesują, nie wszystkie dzieci są takie jak twoje dziecko, cz
                                                  > y ty sama.

                                                  Ja jestem otoczona wyłącznie takimi dziećmi.

                                                  czytanie do niczego
                                                  > dobrego nie doprowadzi.

                                                  surprised To dobry tekst!
                                          • 25.10.11, 14:35
                                            Jak się nie pracuje to pół godziny to rzeczywiście pikuś...
                                            --
                                            Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                            • 25.10.11, 21:11
                                              jakw napisała:

                                              > Jak się nie pracuje to pół godziny to rzeczywiście pikuś...

                                              Jak się pracuje to też pikuś. Mój mąż pracuje po 10 godzin dziennie a ma czas na czytanie z dzieckiem pół godziny codziennie. Ja zajmuję się angielskim a mąż polskim. To tylko kwestia priorytetów.
                                              • 26.10.11, 09:46
                                                Jak się pracuje to też pikuś. Mój mąż pracuje po 10 godzin dziennie a ma czas n
                                                > a czytanie z dzieckiem pół godziny codziennie. Ja zajmuję się angielskim a mąż
                                                > polskim. To tylko kwestia priorytetów.
                                                Twój mąż ma zapewne full service w domu, niepracująca pani domu rodem z Wielkopolski nie śmiałaby zapewne inaczej i nie zapędzałaby męża harującego po 10 h do garów czy sprzątania.
                                                BTWtongue_outół godziny na poczytanie dziecku to i ja zawsze znalazłam. Ale już dalszej godziny- dwóch na sterczenie nad dzieciątkami i sprawdzanie, czy aby na pewno każdy ogonek jest w tym miejscu, w którym powinien być, wybacz - nie chce mi się.
                                                --
                                                -------------------------------------------------------------
                                                Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                                • 26.10.11, 10:36
                                                  morekac napisała:


                                                  > Twój mąż ma zapewne full service w domu, niepracująca pani domu rodem z Wielkop
                                                  > olski nie śmiałaby zapewne inaczej i nie zapędzałaby męża harującego po 10 h do
                                                  > garów czy sprzątania.

                                                  A uważasz, że powinnam?


                                                  > BTWtongue_outół godziny na poczytanie dziecku to i ja zawsze znalazłam.

                                                  Sama widzisz, ze jednak można wink

                                                  Ale już dalszej
                                                  > godziny- dwóch na sterczenie nad dzieciątkami i sprawdzanie, czy aby na pewno
                                                  > każdy ogonek jest w tym miejscu, w którym powinien być, wybacz - nie chce mi s
                                                  > ię.

                                                  No i super. A mnie się chce smile Dziecko zwykle ma dwoje rodziców, z których jedno ma więcej czasu niż drugie. I znalezienie czasu dla dziecka to powinien być priorytet. Mój syn odrabia prace domowe w weekend. Angielski sprawdza tata a polski mama.
                                                  • 26.10.11, 13:12
                                                    > A uważasz, że powinnam?
                                                    Cóż, po prostu nie sądzę, że rwałabyś się z równą chęcią do cyzelowania literek pierwszakowi, gdybyś po przyjściu z pracy miała jeszcze do opędzenia swoje prace domowe. Po prostu wasza sytuacja finansowa pozwala na siedzenie jednej osoby w domu i uprawianie przez nią hobby. Ale raczej nie jest to twoja zasługa - chyba żeby uznać za to wyjście za mąż. wink Ale to już - podejrzewam - nie wynika z twojej średniej (chyba że twój przyszły małżonek przeprowadzał casting na żonę na podstawie świadectw maturalnych wink ).

                                                    Dziecko zwykle ma dwoje rodziców, z których jedn
                                                    > o ma więcej czasu niż drugie.
                                                    W świetle statystyk, wg. których rozwodzi się 30% małżeństw, dodatkowo całkiem sporo jest eurosierot - nie jest oczywistą oczywistością, że dziecko ma dostępną dwójkę rodziców na żądanie.
                                                    --
                                                    -------------------------------------------------------------
                                                    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                                  • 26.10.11, 17:29
                                                    morekac napisała:

                                                    > Cóż, po prostu nie sądzę, że rwałabyś się z równą chęcią do cyzelowania literek
                                                    > pierwszakowi, gdybyś po przyjściu z pracy miała jeszcze do opędzenia swoje pra
                                                    > ce domowe.

                                                    No wiesz, to kwestia priorytetów. Moja mama pracowała a dopilnowywała naszych lekcji. A pierwszak sam swoje literki cyzeluje. Ja robię swoje prace domowe w trakcie gdy on robi lekcje. Przecież nie sądzisz, że wiszę nad nim.

                                                    Po prostu wasza sytuacja finansowa pozwala na siedzenie jednej osoby
                                                    > w domu i uprawianie przez nią hobby.

                                                    Widzisz jak mi dobrze smile ALe ja hobby uprawiam poza domem... tak dla ścisłości.

                                                    Ale raczej nie jest to twoja zasługa - ch
                                                    > yba żeby uznać za to wyjście za mąż. wink

                                                    Świetny angielski bardzo się przydał big_grin


                                                    > W świetle statystyk, wg. których rozwodzi się 30% małżeństw, dodatkowo całkiem
                                                    > sporo jest eurosierot - nie jest oczywistą oczywistością, że dziecko ma dostępn
                                                    > ą dwójkę rodziców na żądanie.

                                                    I dlatego trzeba się zastanowić z kimś do łózka chadza albo dobrze się zabezpieczyć. Coby potem dziecko na tym nie cierpiało.
                                                  • 26.10.11, 17:53
                                                    > Świetny angielski bardzo się przydał big_grin
                                                    Ale przecież niewiele miało to wspólnego z twoją nauką w szkole i osiągniętymi tam stopniami. Maturę zdawałaś z rosyjskiego... Nie pisz, proszę, że - gdy już byłaś studentką - mamusia pilnowała, żebyś uczyła się angielskiego. smile

                                                    I dlatego trzeba się zastanowić z kimś do łózka chadza albo dobrze się zabezpie
                                                    > czyć. Coby potem dziecko na tym nie cierpiało
                                                    Nikt nie jest jasnowidzem i nikt nie wie, co go jeszcze czeka. Pewne są tylko dwie rzeczy: śmierć i podatki...
                                                    --
                                                    -------------------------------------------------------------
                                                    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                                  • 26.10.11, 17:56
                                                    morekac napisała:

                                                    > > Świetny angielski bardzo się przydał big_grin
                                                    > Ale przecież niewiele miało to wspólnego z twoją nauką w szkole i osiągniętymi
                                                    > tam stopniami. Maturę zdawałaś z rosyjskiego... Nie pisz, proszę, że - gdy już
                                                    > byłaś studentką - mamusia pilnowała, żebyś uczyła się angielskiego. smile

                                                    Na studiach to ja się wcale angielskiego nie nauczyłam, bo poziom był niziutki. Poza tym studiowałam w W-wie a rodzice byli w Wielkopolsce.


                                                    >
                                                    > I dlatego trzeba się zastanowić z kimś do łózka chadza albo dobrze się zabezpie
                                                    > > czyć. Coby potem dziecko na tym nie cierpiało

                                                    > Nikt nie jest jasnowidzem i nikt nie wie, co go jeszcze czeka. Pewne są tylko d
                                                    > wie rzeczy: śmierć i podatki...

                                                    Zapewne. I dlatego warto zainwestowac w swoje życie w wielu płaszczyznach, żeby potem nie żałować niczego.
                                                  • 27.10.11, 15:00
                                                    morekac napisała:
                                                    > Pewne są tylko dwie rzeczy: śmierć i podatki...
                                                    Ale wysokość podatków już nigdy nie jest pewna. Wiadomo tylko, że zasadniczo idą w górę.

                                                    --
                                                    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                              • 26.10.11, 15:11
                                                Jakbym przychodziła do domu , a tam mąż z wypucowanym mieszkaniem , obiad gotowy , a młoda już wyszalana na placu zabaw, to z przyjemnością przerobiłabym już z młodą program klas I-III, a ze starszą program liceum. Niestety, pracujemy oboje i nie ma nas w domu przynajmniej 9,5 godziny - zakładając, ze młodociana młodsza nie zobaczy na placyku zabaw swojego ukochanego kolegi.
                                                --
                                                Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                                • 26.10.11, 17:38
                                                  jakw napisała:

                                                  > Jakbym przychodziła do domu , a tam mąż z wypucowanym mieszkaniem , obiad gotow
                                                  > y , a młoda już wyszalana na placu zabaw, to z przyjemnością przerobiłabym już
                                                  > z młodą program klas I-III, a ze starszą program liceum. Niestety, pracujemy ob
                                                  > oje i nie ma nas w domu przynajmniej 9,5 godziny - zakładając, ze młodociana mł
                                                  > odsza nie zobaczy na placyku zabaw swojego ukochanego kolegi.

                                                  Moi rodzice też oboje pracowali a jednak mama miała czas na dopilnowanie lekcji całej trójki. Ja wiem, że łatwiej dzieciakowi włączyć komputer albo TV niż zainteresować się co przerabia w szkole i co jest do zrobienia i jak to zostało zrobione.
                                                  • 26.10.11, 17:50
                                                    Fogito, twoja mama była nauczycielką... Jest dosyć prawdopodobne, że spędzała więcej czasu w domu niż przeciętny dzisiejszy rodzic.
                                                    --
                                                    -------------------------------------------------------------
                                                    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                                  • 26.10.11, 17:54
                                                    morekac napisała:

                                                    > Fogito, twoja mama była nauczycielką... Jest dosyć prawdopodobne, że spędzała
                                                    > więcej czasu w domu niż przeciętny dzisiejszy rodzic.

                                                    smile Zapewne. Ale przecież nie sądzisz że każdego dnia w tygodniu wisiała nad naszymi lekcjami. Nie zapominajmy o weekendach. Teraz są one nawet dłuzsze niż kiedyś, bo wtedy sobota była pracująca.
                                                    Ale rozumiem, że złej baletnicy to i rąbek spódnicy...
                                                  • 26.10.11, 18:08
                                                    fogito napisała:
                                                    > smile Zapewne. Ale przecież nie sądzisz że każdego dnia w tygodniu wisiała nad nas
                                                    > zymi lekcjami. Nie zapominajmy o weekendach. Teraz są one nawet dłuzsze niż kie
                                                    > dyś, bo wtedy sobota była pracująca.
                                                    > Ale rozumiem, że złej baletnicy to i rąbek spódnicy...

                                                    Cala sprawa sie zaczela o tego ILE czasu potrzebuje rodzic na pomoc dzieciom w pracach domowych, jezeli rodzicowi(om) pracujacemu na caly etat, majacemu wiecej niz jedno dziecko, nei majacemu gosposi, babci i innej pomocy, majacych dzieic, ktore maja zajecia pozalekcyjne w tygodniu, przyjdzie wyszukiwac w przewodnikach wiadomosci dla pierwszaka, to logiczne jest, kradnie czas, ktory moglby w tym czasie poswiecic, na np. czytanie z dzieckiem, albo inne edukacyjne zajecia, ktorych szkola nie uprawia wiec "you rob Peter to pay Paul". TY masz jedno dziecko i nie pracujesz i nie ma ono zadan domowych codziennie, tylko rozlozone. Teraz postaw sie w sytuacji rodzicow, ktorzy pracuje do 17, pozniej odbieraja dzieci ze swietlicy i zaczynaja sie popoludniowe zajecia, kolacja, lekcje, czytanie, higiena itd. itp. Wyczuwac pogarde i poczucie wyzszosci, ze JAK sie chce to mozna. TY mozesz, nie wiesz jakie kto inny ma zycie, ale najlatwiej oceniac.
                                                    NIe odnosze tego do mnie, ale widze to caly czas naokolo w klasie tzw. sredniej, ludzi z wyzszym wyksztalceniem, ktorzy nie maja luksusu zrezygnowania z jednego etapu. Ty mialas szczescie bogato sie wydac, i wszsytkiego dobrego, ale.....nie kazdy takie szczescie ma.......
                                                  • 26.10.11, 22:59
                                                    myelegans napisała:


                                                    > Cala sprawa sie zaczela o tego ILE czasu potrzebuje rodzic na pomoc dzieciom w
                                                    > pracach domowych, jezeli rodzicowi(om) pracujacemu na caly etat, majacemu wiece
                                                    > j niz jedno dziecko, nei majacemu gosposi, babci i innej pomocy, majacych dziei
                                                    > c, ktore maja zajecia pozalekcyjne w tygodniu, przyjdzie wyszukiwac w przewodni
                                                    > kach wiadomosci dla pierwszaka, to logiczne jest, kradnie czas, ktory moglby w
                                                    > tym czasie poswiecic, na np. czytanie z dzieckiem, albo inne edukacyjne zajecia
                                                    > , ktorych szkola nie uprawia wiec "you rob Peter to pay Paul".

                                                    To w takim razie po co te wiadomości za nauczyciela wyszukuje. Ja bym poszła na rozmowę od razu po pierwszym razie. Chyba wszyscy zgadzamy się co do tego, że praca domowa ma być dla ucznia. Takie projekty do przygotowania powinny być zadawane na następny tydzień, żeby mieć weekend na poszukiwania.

                                                    TY masz jedno dz
                                                    > iecko i nie pracujesz i nie ma ono zadan domowych codziennie, tylko rozlozone.

                                                    smile Leżę i pachnę przez cały dzień.

                                                    > Teraz postaw sie w sytuacji rodzicow, ktorzy pracuje do 17, pozniej odbieraja d
                                                    > zieci ze swietlicy i zaczynaja sie popoludniowe zajecia, kolacja, lekcje, czyta
                                                    > nie, higiena itd. itp.

                                                    Jeśli dziecko jest w świetlicy to powinno tam zrobić pracę domową. Rodzic może ją sprawdzić po kolacji. I mówimy tu o pierwszakach, bo starsze dzieci zapewne nie potrzebują pomocy codziennie.

                                                    Wyczuwac pogarde i poczucie wyzszosci, ze JAK sie chce t
                                                    > o mozna.

                                                    Bez przesady. Jaka pogarda. Ja po prostu jestem zirytowana tym zmasowanym atakiem. I faktem jest że nawet przy trójce dzieci i pracy zawodowej da się znaleźć czas dla dzieci i ich nauki. Ale częściej jest to jednak czas przed TV albo komputerem.

                                                    > TY mozesz, nie wiesz jakie kto inny ma zycie, ale najlatwiej oceniac.

                                                    Póki co to ja jestem non stop oceniana, bo nie samej cudze życie raczej nie interesuje poza osobami z realu.

                                                    Ty mialas szczescie bogato sie wydac, i wszsytkiego dobrego, ale.....
                                                    > nie kazdy takie szczescie ma.......

                                                    big_grin Jak poślubiłam męża to miał długi większe niż stąd do Nowego Yorku. Spłacał je przez 8 lat po naszym ślubie i razem dorabialiśmy się obecnego majątku, który wcale nie jest taki wielki, bo wydajemy krocie na samoloty. Żyjemy skromniej niż wielu Polaków, nie mamy wypasionego sprzętu w domu a nasz TV jest mniejszy niż u większości moich znajomych w małej wiosce.
                                                    Nie jeździmy też BMW, jak większość znanych nam rodziców w W-wie. So, o jakim bogactwie my mówimy... Tu chodzi o priorytety.
                                                  • 27.10.11, 15:17
                                                    fogito napisała:

                                                    > I faktem jest że nawet przy trójce dzieci i pracy zawodowej da się znaleźć
                                                    > czas dla dzieci i ich nauki.
                                                    Czego jesteś doskonałym współczesnym przykładem... wink

                                                    >Ale częściej jest to jednak czas przed TV albo komputerem.
                                                    Fakt, dawniej nie było kompów, internetu, a w tv 2 programy. Ale prawdopodobnie też ludzie pracujący zawodowo poświęcali mniej czasu na pracę jako taką, nawet biorąc pod uwagę pracujące soboty (btw w latach 80-tych soboty były już jednak zasadniczo wolne); podejrzewam też, że dzieci jednak nie chadzały na tyle zajęć dodatkowych (judo/basen/angielski itp) - konieczność zaprowadzenia czy odbioru dziecka z takich zajęć też ma niewątpliwy wpływ na czas (btw mój mąż wspominał jak to na basen ze 3 przystanki dalej łaził sam mając lat 8 czy 9 - dzisiaj chyba też ciężkie do pomyślenia). Raczej więc trudno na podstawie tego, że 20 czy 30 lat temu twoja mama nauczycielka miała dla was czas twierdzić z całą pewnością, że przeciętna pracująca dziś matka bez problemu znajdzie czas na dodatkową edukację kilkorga dzieci. Podejrzewam, że nawet mamy nauczycielki mogą mieć tego czasu mniej - choćby dlatego, że "papierkologia stosowana" od tego czasu wzrosła.
                                                    > a nasz TV jest mniejszy
                                                    > niż u większości moich znajomych w małej wiosce.
                                                    Może oni mają po prostu większy salon? wink

                                                    > Nie jeździmy też BMW, jak większość znanych nam rodziców w W-wie.
                                                    Raczej musisz przyjąć, że znasz dość nietypowych rodziców. Pod przedszkolem to ja raczej zatrzęsienia ww marki nie widuję...

                                                    --
                                                    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                                  • 27.10.11, 15:21
                                                    jakw napisała:


                                                    > > a nasz TV jest mniejszy
                                                    > > niż u większości moich znajomych w małej wiosce.
                                                    > Może oni mają po prostu większy salon? wink

                                                    Ooo, mamy nowe kryterium jakości poświęcania czasu dzieciom - wielkość telewizora big_grin, jak uroczo.
                                                    Czy ja mogę tutaj w zwiazku z tym napisać, że nasz TV w ogóle jest mniejszy, bo go nie ma wcale, czy mam siedzieć cicho, jako że moje dzieci są i tak niedouczone, a ja nie dbam o ich rozwój i już mi nic nie pomoże? ;P

                                                    --
                                                    http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/h/hrle12pb7.png
                                                  • 27.10.11, 16:22
                                                    Ale na pewno masz kompa... wink
                                                    --
                                                    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                                  • 27.10.11, 19:57
                                                    mama_kotula napisała:

                                                    >
                                                    > Ooo, mamy nowe kryterium jakości poświęcania czasu dzieciom - wielkość telewizo
                                                    > ra big_grin, jak uroczo.

                                                    Czytasz bez zrozumienia...? To był komentarz do mojego domniemanego bogactwa.

                                                  • 27.10.11, 19:55
                                                    jakw napisała:

                                                    > fogito napisała:
                                                    >
                                                    > > I faktem jest że nawet przy trójce dzieci i pracy zawodowej da się znaleź
                                                    > ć
                                                    > > czas dla dzieci i ich nauki.
                                                    > Czego jesteś doskonałym współczesnym przykładem... wink

                                                    Ja nie, ale mam koleżanki w szkole syna, które mają po trójkę dzieci. I bardzo są w ich naukę zaangażowane.

                                                    podejrzewam też, że dzieci jednak nie chadzały na tyle zaję
                                                    > ć dodatkowych (judo/basen/angielski itp)

                                                    Ja chadzałam na angielski w latach 70/80 tych i był to dojazd do miasta (20 km bez samochodu, więc zajmowała cała wyprawa ponad 3 godziny.

                                                    . Raczej więc trudno na podstawie tego, że 20 c
                                                    > zy 30 lat temu twoja mama nauczycielka miała dla was czas twierdzić z całą pewn
                                                    > ością, że przeciętna pracująca dziś matka bez problemu znajdzie czas na dodatko
                                                    > wą edukację kilkorga dzieci.

                                                    Tu nie chodzi o dodatkową edukację dzieci tylko o doplinowywanie lekcji na bieżąco. Na to zawsze powinien znaleźć się czas.


                                                    > > a nasz TV jest mniejszy
                                                    > > niż u większości moich znajomych w małej wiosce.
                                                    > Może oni mają po prostu większy salon? wink

                                                    Porównywalny wielkością.

                                                    >
                                                    > > Nie jeździmy też BMW, jak większość znanych nam rodziców w W-wie.
                                                    > Raczej musisz przyjąć, że znasz dość nietypowych rodziców. Pod przedszkolem to
                                                    > ja raczej zatrzęsienia ww marki nie widuję...


                                                    No cóż. Warszawa.
                                                  • 27.10.11, 21:31
                                                    > Ja nie, ale mam koleżanki w szkole syna, które mają po trójkę dzieci.
                                                    wink)) Te twoje koleżanki do szkoły z twoim synem chodzą?
                                                    > Ja chadzałam na angielski w latach 70/80 tych i był to dojazd do miasta (20 km
                                                    > bez samochodu, więc zajmowała cała wyprawa ponad 3 godziny
                                                    A mama jechała z tobą i równocześnie zajmowała się bratem?

                                                    > Tu nie chodzi o dodatkową edukację dzieci tylko o doplinowywanie lekcji na bież
                                                    > ąco. Na to zawsze powinien znaleźć się czas.
                                                    No zobacz, a ja odniosłam wrażenie, że nie tyle jesteś zwolenniczką dopilnowywania lekcji na bieżąco, ile zwolenniczką dodatkowego nauczania dzieci - czego brak, zdaje się, zarzuciłaś kotuli?

                                                    > > > Nie jeździmy też BMW, jak większość znanych nam rodziców w W-wie.
                                                    > > Raczej musisz przyjąć, że znasz dość nietypowych rodziców. Pod przedszkol
                                                    > em to
                                                    > > ja raczej zatrzęsienia ww marki nie widuję...
                                                    >
                                                    >
                                                    > No cóż. Warszawa.
                                                    ? Ja też w Wwie ... Fakt, że na samochodach aż tak się nie znam, ale bmki to podpisane są całkiem wyraźniewink
                                                    --
                                                    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                                  • 27.10.11, 21:36
                                                    jakw napisała:

                                                    > > Ja nie, ale mam koleżanki w szkole syna, które mają po trójkę dzieci.
                                                    > wink)) Te twoje koleżanki do szkoły z twoim synem chodzą?

                                                    Tak tongue_out


                                                    > > Ja chadzałam na angielski w latach 70/80 tych i był to dojazd do miasta (
                                                    > 20 km
                                                    > > bez samochodu, więc zajmowała cała wyprawa ponad 3 godziny
                                                    > A mama jechała z tobą i równocześnie zajmowała się bratem?

                                                    Mama jechała ze mną i z bratem, który tez miał lekcje.


                                                    > No zobacz, a ja odniosłam wrażenie, że nie tyle jesteś zwolenniczką dopilnowywa
                                                    > nia lekcji na bieżąco, ile zwolenniczką dodatkowego nauczania dzieci - czego br
                                                    > ak, zdaje się, zarzuciłaś kotuli?

                                                    Bo ty nie umiesz czytać ze zrozumieniem tongue_out Jak ktoś ma kiepską szkołę, to powinien douczać a jak ma mniej więcej dobrą to wystarczy, że sprawdzi pracę domową. Ja mam dobra szkołe dla syna, ale douczam go ponad program - to trzecia opcja dla tych co mają więcej czasu smile


                                                    > > No cóż. Warszawa.
                                                    > ? Ja też w Wwie ... Fakt, że na samochodach aż tak się nie znam, ale bmki to po
                                                    > dpisane są całkiem wyraźniewink

                                                    I co w związku z tym?
                                                  • 28.10.11, 19:42
                                                    fogito napisała:
                                                    > Bo ty nie umiesz czytać ze zrozumieniem tongue_out
                                                    Bo mnie nie dopilnowano przy odrabianiu prac domowych ;-ppp

                                                    >Jak ktoś ma kiepską szkołę, to powinien douczać
                                                    Na podstawie opisu Kotuli nt pracy domowej o Krakowie, stwierdziłaś
                                                    a) szkoła jej dzieci jest kiepska
                                                    b) ty byś ją zmieniła
                                                    c) a wogóle to powinna douczać
                                                    Zdaje się, ze nawet rozumiesz więcej niż napisane...


                                                    > Ja mam dobra szkołe dla syna, ale douczam go ponad program
                                                    - to trzecia opcja
                                                    > dla tych co mają więcej czasu smile
                                                    Jeszcze jedną opcją jest homeschooling.

                                                    > I co w związku z tym?
                                                    A jaki ma sens "No cóż. Warszawa"?

                                                    --
                                                    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                                  • 28.10.11, 19:51
                                                    jakw napisała:

                                                    > fogito napisała:
                                                    > > Bo ty nie umiesz czytać ze zrozumieniem tongue_out
                                                    > Bo mnie nie dopilnowano przy odrabianiu prac domowych ;-ppp

                                                    Sama widzisz, jakie to ważne smile


                                                    > >Jak ktoś ma kiepską szkołę, to powinien douczać
                                                    > Na podstawie opisu Kotuli nt pracy domowej o Krakowie, stwierdziłaś
                                                    > a) szkoła jej dzieci jest kiepska

                                                    Czytanie ze zrozumieniem! Napisałam, ze na podstawie lektury wypowiedzi Kotuli w wielu wątkach odnoszę wrażenie, ze jest niezadowolona ze szkoły w wielu aspektach. Praca domowa, to jeden z tych mniej ważnych.


                                                    > b) ty byś ją zmieniła

                                                    Na pewno. Ale głównie dlatego, że nauczyciele dzieci (ka) nie respektują zaleceń poradni i samego rodzica w kwestii postępowania z dzieckiem.

                                                    > c) a wogóle to powinna douczać
                                                    > Zdaje się, ze nawet rozumiesz więcej niż napisane...

                                                    Napisałam co ja bym robiła. A ona może robić co chce. Bo jak to się mówi " nie moje pole i nie moje buraki" smile


                                                    > > Ja mam dobra szkołe dla syna, ale douczam go ponad program
                                                    > - to trzecia opcja
                                                    > > dla tych co mają więcej czasu smile
                                                    > Jeszcze jedną opcją jest homeschooling.


                                                    Tak. Ale do tego trzeba mieć anielską cierpliwość, której ja osobiście nie posiadam.
                                                    24/7 z dzieckiem to jednak za dużo jak dla mnie.


                                                    > > I co w związku z tym?
                                                    > A jaki ma sens "No cóż. Warszawa"?

                                                    Taki, że tutaj sporo ludzi BMW pod szkoły podjeżdża. I nic więcej.
                                                  • 28.10.11, 20:01
                                                    fogito napisała:
                                                    >
                                                    > Czytanie ze zrozumieniem! Napisałam, ze na podstawie lektury wypowiedzi Kotuli
                                                    > w wielu wątkach odnoszę wrażenie, ze jest niezadowolona ze szkoły w wielu aspek
                                                    > tach. Praca domowa, to jeden z tych mniej ważnych.
                                                    Ale między niezadowoleniem ze szkoły a kiepską szkołą jest jednak różnica. Zwłaszcza jak w okolicy są same takie sobie szkoły.

                                                    > Taki, że tutaj sporo ludzi BMW pod szkoły podjeżdża. I nic więcej.
                                                    Ale tutaj to znaczy gdzie?
                                                    To może uściślijmy, że sporo ludzi BMW podjeżdża pod szkołę, do której chodzi twoje dziecko,względnie pod szkoły, które masz okazję widywać po drodze czy w okolicy (nie wiem, może taka specyfika Pragi?). Bo ja podobnego zjawiska w innej dzielnicy Wwy nie obserwuję. Za to uogalniając moje obserwacje to mogłabym stwierdzić, że w Wwie to sporo ludzi chadza na piechotę wink .

                                                    --
                                                    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                                                  • 28.10.11, 20:07
                                                    Cytat
                                                    Ale między niezadowoleniem ze szkoły a kiepską szkołą jest jednak różnica. Zwłaszcza jak w okolicy są same takie sobie szkoły.


                                                    O to to. Jedynym rozwiazaniem dopuszczalnym poza tą szkołą, jest homeschooling, na który mnie nie stać - ani finansowo, ani psychicznie (choć finansowo pewnie bardziej). Więc póki co pozostało "mniejsze zło".
                                                    Nie, wróć, zapomnij, poprzedniego zdania nie było. Przecież ja moich dzieci nie zamierzam niczego douczać i nigdy tego nie robiłam, bo i po co wink

                                                    A jeśli chodzi o szkołę, to idzie ku lepszemu, zdecydowanie.

                                                    Oraz sugestia o douczaniu jest kompletnie od czapy - akurat pod względem EDUKACJI nie mogę tej szkole nic zarzucić, poza kiepsko rozwiązywaną do tej pory sprawą zadań domowych (która, jak wspomniałam na początku, została rozwiazana pozytywnie po sugestiach moich, ale niektórym umknęło, nieprawdaż tongue_outtongue_out). Nie mówiąc już o tym, że moje dzieci są raczej przeedukowane aniżeli niedoedukowane wink

                                                    --
                                                    Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
                                                    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
                                                  • 28.10.11, 20:17
                                                    jakw napisała:

                                                    > fogito napisała:
                                                    > >
                                                    > > Czytanie ze zrozumieniem! Napisałam, ze na podstawie lektury wypowiedzi K
                                                    > otuli
                                                    > > w wielu wątkach odnoszę wrażenie, ze jest niezadowolona ze szkoły w wielu
                                                    > aspek
                                                    > > tach. Praca domowa, to jeden z tych mniej ważnych.
                                                    > Ale między niezadowoleniem ze szkoły a kiepską szkołą jest jednak różnica. Zwła
                                                    > szcza jak w okolicy są same takie sobie szkoły.

                                                    I wracając w koło Macieju do tego - w takiej sytuacji dobrze jest mieć rękę na pulsie sprawdzać, czego uczą się dzieci i czy uczą się wystarczająco.

                                                    > > Taki, że tutaj sporo ludzi BMW pod szkoły podjeżdża. I nic więcej.
                                                    > Ale tutaj to znaczy gdzie?

                                                    smile W Warszawie.

                                                    > To może uściślijmy, że sporo ludzi BMW podjeżdża pod szkołę, do której chodzi t
                                                    > woje dziecko,względnie pod szkoły, które masz okazję widywać po drodze czy w ok
                                                    > olicy (nie wiem, może taka specyfika Pragi?). Bo ja podobnego zjawiska w innej
                                                    > dzielnicy Wwy nie obserwuję. Za to uogalniając moje obserwacje to mogłabym stw
                                                    > ierdzić, że w Wwie to sporo ludzi chadza na piechotę wink .

                                                    Ale ja pisałam już, że czerpię ze swoich doświadczeń a nie z TV. Ty możesz wypowiadać się na podstawie własnych i jest ok.

                                      • 03.11.11, 23:35
                                        fogito napisała:
                                        > Bez przesady. W przewodnikach nowoczesnych są zdjęcia i podpisy. Dziecko może p
                                        > rzeczytać akapit i krótki opis. Ja mogę go tylko nakierować co jest ważne.

                                        Mój siedmioletni syn dziś przeczytał płynnie "mama i tata". Zasłużył na brawa od dumnej mamy.

                                        PS. Mój syn jest szczęściarzem, który przed pójsciem do szkoły, zamiast wkuwać czytanie, mógł biegać po podwórku, łazić po drzewach i kopać piłkę. A to dlatego, że mając w pamięci swoją edukacyjna przeszłość (niemal analagiczną, jak twoją, fogito, z identycznym niemal zwieńczeniem)- robię wszystko, żeby choć jemu nie popsuć radości z życiawink
                                        • 04.11.11, 06:57
                                          zawsze_wolna_nilka napisała:

                                          >
                                          >
                                          > Mój siedmioletni syn dziś przeczytał płynnie "mama i tata". Zasłużył na brawa o
                                          > d dumnej mamy.

                                          To super smile

                                          >
                                          > PS. Mój syn jest szczęściarzem, który przed pójsciem do szkoły, zamiast wkuwać
                                          > czytanie, mógł biegać po podwórku, łazić po drzewach i kopać piłkę.

                                          Mój tez. A w piłce jest tak dobry po 5 latach kopania, że właśnie dostał się do Legii. I kopie teraz codziennie na treningach smile

                                          Czytania nie trzeba wkuwać .Czytanie może sprawiać przyjemność. Podobnie jak gra w szachy. Trochę trzeba pomyśleć a jaka satysfakcja smile

                                          A to dlateg
                                          > o, że mając w pamięci swoją edukacyjna przeszłość (niemal analagiczną, jak twoj
                                          > ą, fogito, z identycznym niemal zwieńczeniem)- robię wszystko, żeby choć jemu n
                                          > ie popsuć radości z życiawink

                                          Jedno drugiego nie wyklucza wink Ja sobie radości życia w za czasów szkolnych nie psułam., Miałam mnóstwo czasu na łażenie po drzewach smile
                                          • 04.11.11, 21:17
                                            Ponioslo cię z tymi codziennymi treningami w Legii.
                                            • 04.11.11, 22:46
                                              przeciwcialo napisała:

                                              > Ponioslo cię z tymi codziennymi treningami w Legii.

                                              Piłka na Legii dwa razy w tygodniu. W szkolnej drużynie dwa razy w tygodniu. Hokej na Legii 2 razy w tygodniu.
                                              • 05.11.11, 15:11
                                                No to jak krążek też kopie to współczuje wink Piszesz o codziennych treningach piłkarskich na Legii a potem wtykasz treningi szkolne i hokej. Stąd napisałam że cie ponosi bo żadna szkółka piłkarska nawet Legii nie robi więcej niz 2-3 treningi w tygodniu dla danej grupy.
                                                • 06.11.11, 21:46
                                                  przeciwcialo napisała:

                                                  > No to jak krążek też kopie to współczuje wink Piszesz o codziennych treningach pi
                                                  > łkarskich na Legii

                                                  Ja tego nie napisałam. Czytaj ze zrozumieniem, a dyskusja będzie łatwiejsza. Napisałam jedynie, że odkąd jest na Legii to treningi ma codziennie, bo wcześniej miał dwa dni wolne.

                                                  a potem wtykasz treningi szkolne i hokej.

                                                  Nie wtykam tylko wymieniam, bo z jakiegoś powodu jest to dla ciebie ważne.

                                                  Stąd napisałam że
                                                  > cie ponosi bo żadna szkółka piłkarska nawet Legii nie robi więcej niz 2-3 treni
                                                  > ngi w tygodniu dla danej grupy.


                                                  I dlatego użyłam skrótu, bo myślałam, że będzie to dla wszystkich jasne. Ale jak trzeba "jak pastuch krowie na rowie " to nie ma problemu wink
                                          • 04.11.11, 22:03
                                            fogito napisała:

                                            > Czytania nie trzeba wkuwać .Czytanie może sprawiać przyjemność. Podobnie jak gr
                                            > a w szachy. Trochę trzeba pomyśleć a jaka satysfakcja smile

                                            Protekcjonalizm nie jest potrzebny.
                                            Chcę tylko powiedzieć, jako matka jednego, wyjatkowo zdolnego dziecka i drugiego, przeciętnego, że ludzie są różni. Prawa rozwoju człowieka są jednak niezmienne i wszystkie umiejętności rozkladają się w populacji zgodnie z krzywą Gaussa- biegle i ze zrozumieniem czytające czterolatki to jednak mały procent dzieci, bez względu na ilość czasu poświęconą na stymulację tej umiejętności. Przeciętny siedmiolatek nie jest w stanie przygotować prezentacji opartej na lekturze przewodnika o Krakowie, przeznaczonego dla dorosłego odbiorcy.
                                            Ty wypowiadasz się w oparciu o doświadczenia związane z wychowaniem zdolnego dziecka, któremu wszystko przychodzi bez trudu pod okiem świadomej i wymagajacej matki.
                                            Gdyby trafiło ci się dziecko przeciętne, albo z dysfunkcjami w zakresie uczenia się, skończyłoby się co najwyżej na "bojowej pieśni tygrysicy".
                                            • 04.11.11, 22:53
                                              zawsze_wolna_nilka napisała:

                                              > Ty wypowiadasz się w oparciu o doświadczenia związane z wychowaniem zdolnego dz
                                              > iecka, któremu wszystko przychodzi bez trudu pod okiem świadomej i wymagajacej
                                              > matki.

                                              Nie wiem, czy wszystko mu przychodzi bez trudu. Trochę jednak pracy trzeba w tę naukę włożyć. I faktem jest również, że gdybym mu na to pozwoliła to kopałby piłkę codziennie 12 godzin na dobę.

                                              > Gdyby trafiło ci się dziecko przeciętne, albo z dysfunkcjami w zakresie uczenia
                                              > się, skończyłoby się co najwyżej na "bojowej pieśni tygrysicy".

                                              Moje dziecko ma niedosłuch i wiele przejść za sobą z tym związanych. To co osiągnął na tym etapie jest wypadkową jego wrodzonej pracowitości i zdolności. Oraz mojego skromnego wkładu w pokierowaniu jego energii we właściwym kierunku.
                                              A dzieci "tygrysicy" to skończyły na Harvardzie, więc nie tak źle znowu wink
                • 24.10.11, 15:37
                  Bede nudna i podpisze sie pod kotula, bo mamy mniej wiecej takie samo podejscie. Nie puszczam mlodego samopas, ale.... szkola to nie tylko odrabianie zajec, ale uczenie sie obowiazkowosci, systematycznosci, planowania i wszystkiego innego z tym zwiazane.
                  Z mlodym pracujemy duzo w ramach ogolnego pokazywania swiata, odrozniania zlego od dobrego, nauki umiejetnosci zycia w szeroko rozumianym spoleczenstwie i nabywania umiejetnosci fizycznych itd. itp. Wiedze przyrodniczo-medyczno-biologiczna ma wieksza niz niejeden 4-klasista, ale.... sprawy szkolne to JEGO obowiazek.
                  My przypominamy i pytamy, czy odrobil lekcje, raz, drugi, trzeci, najczesciej tyle wystarczy, jak zapomni, idzie bez odrobionych, po przyjsciu ze szkoly szybko odrabia. U nas jest latwiej, bo pakiet zadaniowy dostajemy w poniedzialek, do oddania w czwartek, wiec dochodzi jeszcze jak sobie rozplanuje ile zrobi kiedy. Poza tym elementem dopingujacym jest to, ze na karate raz w miesiacu musi sie podpisac pani nauczycielka, ze uczen zachowuje sie w szkole jak nalezy, w przeciwnym razie kolejnym pasek mu kolo nosa przejdzie, a karate to jego konik.

                  NIe, nie poprawiam zadania, nad czym mlody musi pracowac to DOKLADNE przeczytanie polecenia ZANIM zacznie odrabiac zadanie, nie leceniu na ZALOZENIACH, ze skoro wczoraj w podobnym zadaniu bylo takie polecenie, to dzisiaj w podobnym zadaniu bedzie takie samo, a nie jest. Problem ten pojawia sie w szkole, bo zanim pani przeczyta polecenie klasie, to on ma juz zadanie rozwiazane, czasami zle, bo przeczytal po lebkach, wiec to nauczycielka musi zobaczyc, czy problem jest skorygowany, czy nie. Nasza rola sprowadza sie do tego, ze przypominamy PO skoczneniu zadania, zeby jeszcze raz przeczytal i sprawdzil, i zeby mu to weszlo w krew. w 6 na 10 przypadkow slyszymy "aaaa, zle" i jest mazanie i poprawianie.
                  To ON sie tego musi nauczyc, nie my

                  OT.
                  Poza tym w szkole pani nie poprawia pisowni JESZCZE, dzieci maja pisac i tyle. Calymi zdaniami, opowiadania, "reader response" itp. Pisza czesto fonetycznie jak slysza, ale pisza, pisanina nie ocieka czerwonym tuszem, dzieci sie nie frustruja, ze nie potrafia, bo potrafia. Korygowanie przychodzi samo i juz widac od zerowki przez rok jak sie poprawilo. Mlody nie napisze "dangerous" napisze "dengeres" , ale juz nie pisze "libary" pisze "library" i nikt go specjalnie.
    • 24.10.11, 08:54
      Mój pierwszak nie potrafi czytać, więc osoba dorosła czyta mu polecenia, a młody wykonuje zadanie sam. Dorosły czeka i patrzy, jak syn to robi, bo i po co ma odchodzić, skoro za chwilę znów trzeba będzie kolejne polecenie przeczytać;-P A gdy dziecko ma wątpliwości, to osoba dorosła próbuje naprowadzić, ale nigdy nie daje gotowych rozwiązań.

      --
      Teoria jest wtedy, kiedy wiemy wszystko, a nic nie działa. Praktyka jest wtedy, kiedy wszystko działa, a nikt nie wie dlaczego.
    • 24.10.11, 09:58
      Tak, pomagam. Młody próbuje czytać polecenia sam, ale nie zawsze mu się to udaje. Po przeczytaniu polecenia, przeze mnie lub przez niego, proszę go żeby powiedział co ma zrobić - sprawdzam czy rozumie. Potem on robi swoje, a ja swoje rzeczy. Sprawdzam. Jeżeli zadanie jest zrobione nieprawidłowo (np literki wybitnie koślawe), to daje mu dodatkowe ćwiczenia, po których robi zadanie jeszcze raz.
    • 24.10.11, 10:06
      Moja 6-latka traktuje zadania domowe jako jej sprawę i nauczyciela. Żyje w przekonaniu, że rodzic nic do tego nie ma - dla mnie to wygodna przy okazji chyba to zdrowy nawyk na przyszłość o ile się jej nie zmieni. Często nie wiem co ma zadane i czy zrobiła.
      Nauczyła się czytać w wieku 5 lat, teraz robi to płynnie i ze zrozumieniem - bardzo ułatwia to życie wszystkim. Z uwagi na powyższe warto uczyć czytać jeszcze przed szkołą.
      • 24.10.11, 10:13
        Zadania wykonuje córka sama, ale pod moim nadzorem. Sprawdzam na koniec odrobione prace i mówię, co ewentualnie do korekcji.
      • 24.10.11, 10:51
        >Z uwagi na powyższe warto uczyć czytać jeszcze
        > przed szkołą.
        Z moich doświadczeń wynika że warto ZACHĘCAĆ dziecko do nauki czytania przed szkołą, w żadnym wypadku nie uczyć. Moja dwójka akurat sama nauczyła sie czytać tuż przed 5-tymi urodzinami, ale dzieci kuzynki za cholerę nie mogły załapać literek i dopiero w wieku ponad 6 lat zaczęła córeczka powoli czytać, mimo że też im dużo w domu czytają i dziecko było zainteresowane, ale nie łapało i tyle. Zmuszaniem do czegoś można tylko zniechęcić.
        --
        Julia,Maksiu i Tatiankasmile
        "Te książki miały prawdziwą szkołę życia" - moja pociecha o podręcznikach z poprzedniego roku
    • 24.10.11, 10:21
      moja 7-latka częśc poleceń rozumie, częśc jej doczytuję i na tym sie kończy moje pilnowanie lekcji. potem sprawdzam, czy zrobione i tyle. dziecko przez niecałe 2 miesiące nauczyło się już, że po przyjściu ze szkoły od razu robi lekcje - innej opcji nie ma. w tej chwili juz nawet nie muszę przypominać - od razu idzie sama do biurka, wyciaga książki, zeszyty i robi.
    • 24.10.11, 12:44
      Pomagam w sensie czytania poleceń. Resztę robi sama.
    • 24.10.11, 14:41
      Czytam ewentualnie polecenia. Zadania odrabia sam, starsze tez robiły same. Ja co najwyżej przez ramie zerknę jak pisze.
      • 24.10.11, 16:11
        Ale dyskusja w moim temacie smile

        Mi właśnie chodziło o to,że wg mnie z dzieckiem trzeba wyrobić nawyk systematyczności, odpowiedzialności za swoje prace. O to,że w 1 klasie na początku jak dziecko nie potrafi czytać to KTOŚ jednak musi odczytać dziecku polecenie, np pokoloruj trójkąty, czy otocz pętlą czerwone koła - bo nie przeczyta samo, ale ma wykonać SAMO, musi samo rozpoznać figury itp. Jeśli nikt mu polecenia nie odczyta a samo też nie potafi czytać to niby jak ma zrobić dobrze samo??? Wtedy przecież może zrobić źle bo pokoloruje np wszystkie figury, czy na inny kolor coś pokoloruje, otoczy pętlą nie czerwone, a wszystkie koła itp. Więc chodziło mi TYLKO o odczytywanie poleceń, a nie wykonywanie, pomaganie w wykonywaniu ćwiczeń, bo uważam,że od początku wdrażać trzeba do samodzielności, nie wykonywać nic za dziecko. Czasem polecenia nie trzeba czytac jak dziecko wie, ze ma np dokonczyc szlaczek czy literke, ale chodzilo mi o odczytywanie polecen, gdzie w sumie jak sie spojrzy to nie wiadomo co zrobić, bez przeczytania polecenia (jak coś pokolorować, czy wszystko czy wybrać trzeba coś do kolorowania itp. ). Więc jednak z tematu wynika,że prawie wszyscy jednak z dzieckiem nie tyle siedzą, co pomagają w sensie odczytywanie poleceń. Mało który 6-7 latek czyta na początku 1 klasy (kiedyś większość czytała, bo w zerowce się tego uczyli, a teraz czytać i pisać to uczą głownie w 1 klasie) więc jak może sam robic te prace, które wymgają jednak odczytania polecenia, a dziecko po usłyszeniu co ma zrobić, powinno samo wykonać, wtedy wiemy czy rozumie...
        • 25.10.11, 08:39
          Odczytuje polecenia, dziecko samo odrabia lekcje, sprawdzam i on ewentualnie poprawia koślawce, pomagam dziecku w nauce wiersza czy piosenki na pamięć jak również słówka z angielskiego i niemieckiego czytam a on zapamiętuje i powtarza, niestety nie jest w stanie sam przeczytać w języku obcym wyrazów i jeszcze je poprawnie powtórzyć.
    • 25.10.11, 14:12
      Dziecko, które nauczy się czytać w wieku 3,4 czy 5 lat nie oznacza, że będzie uzdolnionym dzieckiem, dziecko nauczy się w każdym wieku czytać, jak piesek aportować, ale czy o to chodzi, myślę, że trzeba rozwijać talenty w dziecku, a czytanie samo przyjdzie, chyba, ze dziecko tego chce.
      • 25.10.11, 21:13
        wajasa napisała:

        > Dziecko, które nauczy się czytać w wieku 3,4 czy 5 lat nie oznacza, że będzie u
        > zdolnionym dzieckiem, dziecko nauczy się w każdym wieku czytać, jak piesek apor
        > tować,

        Niezłe porównanie. Czytanie ze zrozumieniem to nie aportowanie surprised

        ale czy o to chodzi, myślę, że trzeba rozwijać talenty w dziecku, a czyt
        > anie samo przyjdzie, chyba, ze dziecko tego chce.

        Czytanie to podstawa i na tej podstawie może budować dalszą wiedzę.
    • 25.10.11, 16:21
      właśnie w ten sposób, o jakim piszesz: czasem pomogłam odczytać polecenie, czasem posłuchałam głośnego czytania tekstu, który był zadany do ćwiczenia, zawsze sprawdzałam, jak te odrobione zadania wyglądają (na wyraźną prośbę dziecka zresztą, upewniającego się "czy tak jest dobrze"). Przez jakiś czas pilnowałam też tempa pracy (minutnik), gdy dziecię miało etap "godzinami rysuję 3 linijki szlaczków robiąc milion innych rzeczy, a potem popadam we frustrację, albowiem jest 18.00, a przede mną jeszcze kolorowanka i tekst do przeczytania".
      Nie ma to nic wspólnego z siedzeniem nad dzieckiem i śledzeniem każdego jego ruchu gałki ocznej/ ręki, a tym bardziej z odrabianiem lekcji za dziecko. Myślę, że koleżanka to właśnie mogła mieć na myśli - dziecko odrabia lekcje samo, co nie znaczy, że matka nie pomaga mu poproszona o to (np. właśnie czytając polecenie) i że nie obchodzi jej, czy i jak te lekcje są odrabiane.

      --
      "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot odechciało"
    • 25.10.11, 19:23
      Moja córka 6letnia jest w 1 klasie. Lekcje odrabia sama, a dokładniej wygląda to tak, że pokazuje mi, co ma zadane, po czym idzie do swojego pokoju, siada, czyta polecenia i wykonuje zadania. W razie wątpliwości prosi mnie o pomoc. Wykonane zadania pokazuje mi do kontroli.
    • 25.10.11, 19:40
      Witam, ciekawa dyskusja, ale mam pytanko, jak długo Waszym pierwszoklasistom trwa odrabianie zadań domowych? Czy nauczyciele dają zwiększoną porcję zadań na weekend lub w przypadku, jeżeli następnego dnia niema zajęć w szkole, ale np. jest wyjście do teatru. Jest różnica w szkolach państwowych, społecznych czy prywatnych?
      • 25.10.11, 20:10
        mamusinka2 napisała:
        > Witam, ciekawa dyskusja, ale mam pytanko, jak długo Waszym pierwszoklasistom tr
        > wa odrabianie zadań domowych? Czy nauczyciele dają zwiększoną porcję zadań na w
        > eekend lub w przypadku, jeżeli następnego dnia niema zajęć w szkole, ale np. je
        > st wyjście do teatru. Jest różnica w szkolach państwowych, społecznych czy pryw
        > atnych?

        Szkoła prywatna, klasa pierwsza.

        Codziennie 1-2 karty pracy z edukacji zintegrowanej, 2 razy w tygodniu zadanie z angielskiego, raz z niemieckiego. Do tego zadania całotygodniowe na dodatkowe oceny - z reguły w zestawie:
        - 2 karty pracy z matematyki
        - 2 karty pracy z "języka polskiego"
        - wiersz/tekst do czytania bądź nauczenia się na pamięć
        - praca plastyczna na zadany temat

        Przeciętny czas odrabiania lekcji mojej córki to jakieś 5-10 minut, dokładnie nie wiem. Więcej czasu poświęca na prace plastyczne, dzisiaj było to ok godziny.

        --
        Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
        Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
      • 25.10.11, 22:17
        Szkoła państwowa, klasa mieszana 6 i 7latków, bardzo liczna 26osobowa. Córka ma przeciętnie 2-4 zadania w książce, kilka linijek cyfr/literek w "brudnopisie" do ćwiczenia pisania. Angielski - zadanie raz, dwa na tydzień, religia - coś do kolorowania też raz, dwa w tygodniu. Przeciętny czas odrabiania lekcji to 30-45 min.
        Jako, że nie pilnuję córki, to nie wiem, ile czasu to efektywna praca, a ile to np temperowanie kredek.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.