Dodaj do ulubionych

1 klasa czy pomagacie dzieciom w pracach domowych?

23.10.11, 15:52
Pytam z ciekawości, gdyż osobiście wydaje mi się,że z dzieckiem trzeba usiąść, przypilnować, zwłaszcza jak dopieor zaczyna naukę, by wdrożyć do obowiązku i systematyczności. Poza tym zadania domowe w sumie są proste ale przecież dziecko w 1 klasie ich nie odczyta, nie odczyta polecania więc mysle ze kazdy rodzic siedzi z dzieckiem wtedy... A koleżnka mnie zaskoczyla, mowic ze ona nie siedzi, ze jej syn sam odrabia lekcje, tylko wg mnie jak moze odrabiac sam skoro nie potrafi czytac (wiem ze nie umie, nie zna liter, dopiero poznali pare liter), przeciez nie wie jak ma cos pokolorowac (np pisze pokoloruj na zielono kwadraty , latwe, ale jak niby sm robi jak nie odczyta polecenia) wg mnie kolezanka klamie, musi z nim usiasc i mu przeczytac, a jedynie koloruje sam, ale ona na poczatku zaprzeczyla, ze wcale z nim nie siada,,, Jak jest u Was?
Edytor zaawansowany
  • 23.10.11, 16:11
    Nie pomagam. Ale moje dzieci potrafią czytac i rozumieją polecenia. Odrabiają lekcje same, czasem nawet nie wiem, co mają zadane tongue_out

    --
    Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
  • 23.10.11, 16:17
    pomagalismy w 1 kl i teraz też(woła jak czegos nie rozumie, czy nie ma pewności co do poprawności pisowni), ale sa rodzice, którzy w ogóle nie pomagają, więc mnie to nie dziwi
  • 23.10.11, 16:23
    Nie pomagam i nie nadzoruje, ale moje dziecko potrafi czytać oraz pamiętać, że coś ma zadane.

    Natomiast wśród znajomych dzieci i rodziców ok. 3/4 rodziców odrabia z dziećmi lekcje, wie co mają zadane, jaki sprawdzian jest kiedy (to w starszych klasach) itd. itp.
  • 23.10.11, 16:25
    Aha, i jeszcze co do twojego postu - może jednak dziecko koleżanki umie czytać, bo to, że w szkole poznali dopiero kilka liter nie znaczy, że nie ma dzieci które czytają same.
  • 23.10.11, 17:16
    Nie siadam. Chciałam, ale córka nie chciała. Już czyta, przeważnie jej się nie chce, to mnie woła, żebym przeczytała polecenie, po czym wyprasza z pokoju (ale uprzejmie wink ) i sama robi dalej.
    --
    Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
    że przylecą piraci bombowcem
    i bogatym zabiorą pieniądze,
    a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
  • 23.10.11, 17:53
    moja czyta sama i sama odrabia(6 latka)
    zawsze jednak sprawdzam czy odrobila dobrze i starannie
    --
    Aniołek (5.X.2009)
    Oleńka
    Antos
  • 23.10.11, 17:58
    zależy od dziecka, starszak jest w 3-ciej klasie i siedzę z nim odrabiam lekcje, mimo że polecenia dawno sam czyta. Młoda jest w pierwszej klasie i jedyne co robię to pytam czy ma zadaną pracę domową. Jak sie nie pochwali co robi to nawet nie mam pojęcia co robi. Ale ona już od dawna sama czyta, więc nie ma problemu ze zrozumieniem poleceń.

    --
    Julia,Maksiu i Tatiankasmile
    "Te książki miały prawdziwą szkołę życia" - moja pociecha o podręcznikach z poprzedniego roku
  • 23.10.11, 18:14
    Wiem,że koleżanki syn nie czyta, bo sama mówiła że nie czyta, więc najpierw mi odpowiedziała,że nie siedzi z nim niby wcale. Dopiero jak zapytałam jak odczytuje polecenia jak ma cos zrobić to odpowiedziała że mu ona lub ktoś (starsza siostra) odczyta, więc na to wychodzi,że jednak też jakąś pomoc ma. Rozumiem,że starsze dziecko czy jak czytać potarfi to samo zrobi, ale właśnie chodziło mi o sytuację, gdy samo nie odczyta, bo wg mnie jak ma zrobić samo jak nie wie co pisze w poleceniu, co ma jak pokolorować, zakreślić jakie elementy itp. Może chodziło jej o to,że sam robi wszystko ale jednak ktoś musi usiaść chwilę i mu odczytać polecenie.
  • 23.10.11, 18:18
    Ale "odczytać dziecku polecenie" to nie jest to samo co "usiąść z dzieckiem i przypilnować" - a tak określiłaś pomoc rodzica w pierwszym poście smile
    Więc koleżanka zapewne nie siedzi - pewnie w locie przeczyta dziecku polecenie na karcie pracy i wraca do swoich zajęć. Co zupełnie rozumiem.


    --
    Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
  • 23.10.11, 18:27
    pomagam jak poproszą, jak nie- to się nie wtrącam
    synowie- pierwszoklasiści- czytają bardzo dobrze, więc problemu z poleceniami nie ma, czasem jest problem "techniczny"- np. niewyraźnie skserowany czarno- biały obrazek pocięty na kawałki, z którego trzeba zrobić całość i nakleić na kartkę- nawet ja miałam problem, a co dopiero pierwszak
    --
    Prawo Katza - ludzie i narody będą działać racjonalnie wtedy i tylko wtedy, gdy wyczerpią już wszystkie inne możliwości
  • 23.10.11, 18:54
    Jeśli jest potrzeba,czytam i tłumaczę polecenie. Na tym pomoc się kończy.
  • 23.10.11, 19:03
    Mój pierwszoklasista ma 7,5 roku więc polecenia czyta sam. Ja tylko dopilnowuję, żeby odrobił zadane ćwiczenia i sprawdzam, czy jest poprawnie i wystarczająco starannie.
  • 23.10.11, 19:10
    fogito napisała:

    > Mój pierwszoklasista ma 7,5 roku więc polecenia czyta sam. Ja tylko dopilnowuję
    > , żeby odrobił zadane ćwiczenia i sprawdzam, czy jest poprawnie i wystarczająco
    > starannie.

    Ja dokładnie tak samo...
    --
    ============0=0=0=080=0=0=0==========
  • 23.10.11, 20:16
    moj w 2. ale w 1 nie pomagalam w opisanym przez ciebie sensie. z tym, ze zadania mieli najwidoczniej bardzo wtorne w stos. do lekcji i w zasadzie wszystko bylo jasne. owszem zdarzylo sie, ze Mlody zupelnie przegapil na lekcji ....zapisywanie przy rachunku 8+5 najpierw dopelnienia do 10. i wtedy mu wyjasnilam o co chodzi. albo zywcem nie mogl wpasc na rym do "Kanne", wiec tez mu cos podpowiedzialam.
    ale regularnie nie siadalam i nie organizowalam pracy. po obiedzie, przed zabawa mial miec zrobione zadanie. sprawdzalam, czy nie nagryzmolil i odsylalam.
  • 23.10.11, 22:41
    Ale to, że młody nie umie czytać nie znaczy , że ktoś z nim siedzi. Może po prostu przyłazi z tą książką do rodzicielki czy siostry i pyta się co tam napisane? Poza tym jak jest np. strona literki A do napisania to pewnie na początku strony jest wzór "A"/"a" w ćwiczeniach, więc możliwe, że samo polecenie jest dla dziecka dość oczywiste.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 23.10.11, 23:13
    Po tym wątku można pomyśleć, że w ławkach pierwszych klas zasiadają sami czytające dzieci . Szkoda, że ta forumowa rzeczywistość jakoś nie ma odzwierciedlania w rzeczywistości.
  • 24.10.11, 02:38
    NIe siedze z dzieckiem przy zadaniu. Czytac polecenia umie. Nie sprawdzam, dlatego, ze to zadanie dziecka, nie moje. Jak zrobi z bledami, to pani ma poprawiac, nie ja, zeby widziala jaki jest postep DZIECKA nie moj.

    Wyjatek jest w szkole polskiej, bo z czytaniem gorzej, wiec czytam mu polecenia i siedze przy stole, najczesciej czytajac ksiazke, ale tez nie sprawdzam.
  • 24.10.11, 11:02
    Cytat
    Nie sprawdzam, dlatego, ze to zadanie dziecka, nie moje. Jak zrobi z bledami, to pani ma poprawiac, nie ja, zeby widziala jaki jest postep DZIECKA nie moj.


    O to to. Robię dokładnie tak samo. Ale musiałam to wyjaśnić nauczycielce, po kolejnej uwadze nt. dziecko ma błędy w zadaniu domowym, proszę przypilnować dziecko przy odrabianiu.

    --
    Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
  • 24.10.11, 11:14
    Tylko kiedyś nadejdzie dzień, że pani nie będzie już poprawiała błędów, tylko wpisywała pałę, że źle zrobione. Ja uważam, że dziecko powinno wiedzieć, że ZAWSZE może zwrócic się do rodzica, gdy ma problem, a jesli nie powie otwarcie to rodzic sam wywnioskuje. A skoro rodzic mówi "rób sobie sam", to dziecko będzie robiło sobie samo - mam na myśli nie tylko lekcje... I gwoli dopowiedzenia - nie chodzi mi o wyręczenie dziecka, tylko o pomoc, naprowadzenie.

    --
    Teoria jest wtedy, kiedy wiemy wszystko, a nic nie działa. Praktyka jest wtedy, kiedy wszystko działa, a nikt nie wie dlaczego.
  • 24.10.11, 11:35
    Cytat
    Tylko kiedyś nadejdzie dzień, że pani nie będzie już poprawiała błędów, tylko wpisywała pałę, że źle zrobione.


    No i?
    Moje dzieci wiedzą, że moga się do mnie zwrócić o pomoc. W każdej sytuacji.
    Wiedzą też, że ponosi się określone konsekwencje za określone rzeczy, i że ocena nie jest powodem do traumy, tylko tadaaam, informacją, wskazówką, whatever. I dla ucznia, i dla nauczyciela. Oraz wiedzą, że ich zadania domowe są ich, a nie moje.

    I tak jak napisała Myelegans - praca domowa ma odzwierciedlać wiedzę i postępy dziecka, a nie pracę rodzica z dzieckiem.

    Potrafią też wnioskować - syn dostał 3 z zadania domowego z kilkoma błędami orto, po tym już błedy sprawdza sam i pilnuje błędów sam. I nie uważa, że to mój obowiązek sprawdzić jego zadanie domowe i wskazać mu błędy.
    Córka również dostała 1 za brak zadania domowego (może nie tyle za brak, ile za niechęć do prezentacji - miała przeczytać głośno wiersz, nie chciała, mimo, że pani umożliwiła jej czytanie w odosobnieniu, bez publiczności), w pierwszej klasie, zgroza, we wrześniu, po kilku tygodniach nauki. Efekt? To była jej ostatnia jedynka jeśli chodzi o czytanie, czegoś dziewczę się dzięki niej nauczyło ;P

    Cytat
    I gwoli dopowiedzenia - nie
    > chodzi mi o wyręczenie dziecka, tylko o pomoc, naprowadzenie.


    Ja mogę naprowadzić, jeśli widzę, że jest w zadaniu coś, co przekracza umiejętności dziecka (czyli np. wyszukanie jakichś informacji) - niemniej nauczycielka moje zdanie doskonale zna na temat zadań typu "wyszukaj wiadomości o...", bo do niej kiedyś długą epistołę wystosowałam w temacie umiejętności wyszukiwania u dzieci siedmioletnich i w temacie prac domowych dla rodziców. Oraz mogę pomóc, jeśli np. ksero jest źle zrobione (za ciemne, nieczytelne). I pomagam, jak trzeba i jak dziecko prosi. Natomiast nie wiem, na czym ma polegać "pomoc" w zadaniach typu "otocz trójkąty niebieską pętlą" - albo dziecko wie, co to trójkąt, rozpoznaje kolor niebieski i wie, co znaczy "otocz pętlą", albo nie wie. Skoro nie wie, to nauczyciel powinien o tym wiedzieć, prawda?

    Natomiast uważam, że sposób rozwiązania zadania przez dziecko jest informacją dla nauczyciela - i jeśli dziecko rozwiązuje zadanie źle, to nauczyciel powinien o tym wiedzieć, ze dziecko ma problem z tym, tym i tym - i się tym zająć. A nie uprawiać spychologię.

    Oraz, oczywiście wszystko zależy od tego, jakie jest dziecko. Ja znam moje dzieci na tyle, że wiem, że z zadaniami z klas 1-3 powinny sobie poradzić z palcem w nosie - i sobie radzą, chyba, że robią zadanie na odwal, na szybko, byle prędko wrócić do zabawy - wtedy owszem, zdarzają się np. błędy w obliczeniach, których nie koryguję, dziecko mi potem przynosi do podpisu kartę pokreśloną na czerwono, podpisuję, przypominam, w jakich okolicznościach zadanie było odrabiane, pytam o wnioski. Wnioski z reguły właściwe.

    Aaa - nie pomagam dziecku w zadaniach, jeśli dziecko wykazuje stosunek jęcząco-olewczy. Tak też było wczoraj, kiedy syn miał wyszukać kilka przysłów na zadany temat. Olał kwestię, przypomniałam raz, drugi raz - reakcja ta sama, więc dałam sobie pełne prawo do nieinteresowania się zadaniem. Dostanie dzisiaj pałę albo minus - następnym razem będzie wykazywał większe chęci. To też ważna lekcja, lekcja ponoszenia konsekwencji.


    --
    Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
  • 24.10.11, 12:19
    Z TEGO Twojego postu wynika, że jednak interesujesz sie, co Twoje dzieci maja zadane i starasz się( "przypomniałam raz, drugi raz"), by lekcje były odrobione. Natomiast z poprzedniego postu wynikało, że odrobienie lekcji należy do dzieci, więc mnie to kompletnie nie interesuje.

    Natomiast co do niepomagania dziecku, nienaprowadzania go, tylko cedowanie tego na nauczyciela nie zawsze będzie miało pozytywne efekty, ponieważ nauczyciel raz dziecku wytłumaczy, a trzy razy nie (zwyczajny brak czasu na indywidualne korepetycje podczas lekcji, bo każde z uczniów może miec odmienny problem). A potem problem będzie miało dziecko, a nie nauczyciel, bo jedna zaległośc w niezrozumieniu pociągnie za sobą następne. Rodzic ma zdecydowanie więcej czasu dla 1, 2 lub trojga dzieci aniżeli nauczyciel dla dwudziestuparu w ciągu niespełna 40 minut (resztę odliczam na "sprawy organizacyjne typu wejście do klasy, sprawdzenie obecności itp.)

    Olewackie podejscie dzieci "potępiam" i mam podobny pogląd na to jak Ty.

    --
    Teoria jest wtedy, kiedy wiemy wszystko, a nic nie działa. Praktyka jest wtedy, kiedy wszystko działa, a nikt nie wie dlaczego.
  • 24.10.11, 13:38
    Cytat
    Z TEGO Twojego postu wynika, że jednak interesujesz sie, co Twoje dzieci maja zadane i starasz się( "przypomniałam raz, drugi raz"), by lekcje były odrobione. Natomiast z poprzedniego postu wynikało, że odrobienie lekcji należy do dzieci, więc mnie to kompletnie nie interesuje.


    A nie, to źle zrozumiałaś. Akurat wczoraj sytuacja była taka - dziecię wzięło zeszyt, jęknęło "znowu coś trzeba przygotować" (jak już pisałam, przy zadaniach przekraczających umiejętności dziecka pomagam, jak dziecię wyrazi chęć) i poszło się bawić. Ok, po godzinie przypomniałam (bo akurat miałam wolną chwilę), dziecię miało nadal w nosie, po obiedzie przypomniałam kolejny raz, dziecię nadal miało w nosie, więcej nie przypominałam.

    Zapewne wg niektórych powinnam wziąć dziecię posadzić przy stole i razem z nim zajrzeć w zeszyt, zastanowić się, poszukać, pogadać, zachęcić. Ale z drugiej strony, to jemu ma zależeć na zadaniu, a nie mi, prawda?

    Cytat
    Rodzic ma zdecydowanie więcej czasu dla 1, 2 lub trojga dzieci aniżeli nauczyciel dla dwudziestuparu w ciągu niespełna 40 minut


    Uhm, i wyobraź sobie sytuację, że przychodzi do nauczyciela 25 osób z dobrze zrobionym zadaniem. Z czego 20 osobom pomogli rodzice, bo dziecko po lekcji nie kumało nic. Jaki feedback ma nauczyciel? Żaden. Wszystko jest w porządku, dzieci przyswoiły, możemy przejść dalej. Problem w tym, że dzieci nie przyswoiły, bo nauczyciel nie wytłumaczył dobrze, wytłumaczyli rodzice. Często z pomocą forum. I w niektórych przypadkach może być tak, że nauczyciel wyjaśnia kolejne zagadnienie, dzieci znowu nie rozumieją, nie są w stanie same odrobić pracy domowej, rodzice tłumaczą, nauczyciel dostaje feedback "jest ok", przechodzi dalej, koło się kręci, pasuje ci to? że odwalasz pracę za kogoś?

    I teraz po raz kolejny zapytam: od czego jest w szkole nauczyciel? Dlaczego ja mam poświęcać MÓJ wolny czas na uczenie dziecka, które spędza dziennie 7 godzin w szkole z osobą, której pracą jest uczenie tegoż dziecka? Nie mówiąc o tym, że ja nie mam przygotowania pedagogicznego i mogę nie umieć dziecku wyjaśnić np. zadania matematycznego tak, aby zrozumiało (ok, ja umiem, ale mogę teoretycznie nie umieć, nie?).

    --
    Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
  • 24.10.11, 14:08
    Popieram twój tok myślenia, ale po spełnieniu pewnych warunków
    - po pierwsze dziecko potrafi czytać ze zrozumieniem. Jest październik niezależnie czy jest to klasa sześciolatków czy siedmiolatków tą umiejętność opanowało max 10 % uczniów. W klasie córki 1/25 , w klasach równoległych podobnie.
    - po drugie dziecko musi być wdrożone w obowiązki, jeżeli dziecko wcześniej nie miało żadnych obowiązków to narzucenie ich w pierwszej klasie bez przypilnowania szybciej zaowocuje zniechęceniem i olaniem tematu niż przyłożeniem sie do pracy

    Tak więc dla mnie metoda dobra, ale nie dla pierwszoklasisty
  • 24.10.11, 14:21
    Cytat
    po pierwsze dziecko potrafi czytać ze zrozumieniem. Jest październik niezależnie czy jest to klasa sześciolatków czy siedmiolatków tą umiejętność opanowało max 10 % uczniów. W klasie córki 1/25 , w klasach równoległych podobnie.


    Heloł, czytanie ze zrozumieniem jest jedną z umiejętności, którą dziecko ma zdobyć podczas edukacji tzw. zintegrowanej - W SZKOLE.
    Jeśli dziecko nie rozumie polecenia, to wykonuje zadanie źle. I to, niespodzianka, kolejny feedback dla nauczyciela - że trzeba popracować z uczniem nad nauką czytania poleceń ze zrozumieniem (albo, że polecenie jest sformułowane w sposób niezrozumiały, co tez się często zdarza).

    Cytat
    - po drugie dziecko musi być wdrożone w obowiązki, jeżeli dziecko wcześniej nie
    > miało żadnych obowiązków to narzucenie ich w pierwszej klasie bez przypilnowan
    > ia szybciej zaowocuje zniechęceniem i olaniem tematu niż przyłożeniem sie do pr
    > acy
    >
    > Tak więc dla mnie metoda dobra, ale nie dla pierwszoklasisty


    Sugerujesz, że dziecko 7-letnie nie miewa żadnych obowiązków i pierwsze systematyczne obowiązki ma dopiero znienacka z zaskoczenia w szkole?

    Generalnie wszystko zalezy od dziecka. Są dzieci, z którymi trzeba usiąść i "wdrożyć", są dzieci, z którymi nie trzeba - zadanie domowe to coś, co się robi i tyle, kolejny punkt programu dnia. Natomiast zakładanie defaultowo, że z pierwszoklasistą TRZEBA pracować, bo jest pierwszoklasistą - jest błędne.


    --
    http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/h/hrle12pb7.png
  • 24.10.11, 14:31
    > Heloł, czytanie ze zrozumieniem jest jedną z umiejętności, którą dziecko ma zdo
    > być podczas edukacji tzw. zintegrowanej - W SZKOLE.

    No właśnie zdobyć, a nie posiadać na początku pierwszej klasy. Jeżeli dziecko idzie do pierwszej klasy bez umiejętności czytania trudno aby bez pomocy rodzica wykonało pracę domową.

    "> Sugerujesz, że dziecko 7-letnie nie miewa żadnych obowiązków i pierwsze systema
    > tyczne obowiązki ma dopiero znienacka z zaskoczenia w szkole? "

    Zdziwiłabyś sie jak wiele dzieci z pierwszymi obowiązkami styka się właśnie dopiero w pierwszej klasie.

    Natomiast zakładanie defaultowo, że z pierws
    > zoklasistą TRZEBA pracować, bo jest pierwszoklasistą - jest błędne.
    >

    Nie, nie uważam, że z pierwszoklasista trzeba pracować , uważam pierwszoklasistę należy wdrożyć i przyzwyczaić do samodzielnego odrabiania pracy, nauczyć systematyczności. Nie uważam jednak, że w przypadku nieradzenia sobie przez dziecko z materiałem, należy temat olać i uznać, że to problem nauczyciela.


  • 24.10.11, 15:29
    Cytat
    No właśnie zdobyć, a nie posiadać na początku pierwszej klasy. Jeżeli dziecko idzie do pierwszej klasy bez umiejętności czytania trudno aby bez pomocy rodzica wykonało pracę domową.


    A wiesz, co mi się wydaje?
    Że nauczyciel mógłby taką pracę zadać dzieciom na 5 minut przed końcem lekcji. Pokazać im w książce, przeczytać polecenie, upewnić się, że zrozumiały, w razie czego wyjaśnić - da się, wierz mi, da się, u mojej córki w klasie to działa, pani wyjaśnia dzieciom polecenie z zadania domowego pod koniec lekcji, mimo, że wszystkie dzieci w tej klasie potrafią czytać.
    I wtedy średnio rozgarnięte dziecko po jednorazowym przeczytaniu polecenia przez rodzica wie, co ma zrobić.

    Ale łatwiej po prostu zrobić wlepkę do zeszytu, z wydrukowanym "zadanie domowe, książka XXX, ćw 3, strona 4". O której to wlepce dzieci nawet czasem nie wiedzą.

    Cytat
    Nie uważam jednak, że w przypadku nieradzenia sobie przez dziecko
    > z materiałem, należy temat olać i uznać, że to problem nauczyciela.


    A gdzie ja napisałam, że tak uważam?
    Ja uważam po prostu, że nauczyciel powinien dostawać informację zwrotną, że dziecko czegoś nie umie. Niezależnie od przyczyny tego nieumienia.

    W stylu "Kasia nie zrobiła zadania domowego, bo go nie zrozumiała" - na co nauczyciel może odpisać "nic dziwnego skoro przez całą lekcję rysowała kucyponki w zeszycie, zamiast słuchać". Ale może też odpisać "wyjaśnię Kasi zadanie jeszcze raz, zobaczę, z czym konkretnie ma problem". Chodzi o nawiązanie dialogu i ustalenie, DLACZEGO dziecko ma problem z rozumieniem (jak pisałam - może to być dziecko dysfunkcyjne, może gadało na lekcji i nie słuchało, ale może również pani wyjaśniła w taki sposób, że do dzieci to nie trafiło). A potem podjęcie kroków. Natomiast jeśli dziecko przynosi dzień w dzień dobrze rozwiązane zadanie, bo mu mamusia wytłumaczyła, nauczyciel nie ma ŻADNEJ informacji zwrotnej i uznaje, ze wszystko jest ok. Choć nie jest.


    Moje dziecko przyszło ze szkoły z dyktandem z angielskiego, dostało ocenę niżej, bo zamiast "aeroplane" napisało "airplane". Nie bardzo rozumiał, o co pani chodziło, bo w końcu wg niego "airplane" jest formą poprawną (ano, bo jest). Na początku chciałam dziecku wyjaśniać zawiłości różnic pisowni brytyjskiej i amerykańskiej, ale w koncu napisałam do anglistki maila z prośbą o wyjaśnienie dziecku, dlaczego "airplane" jest formą błędną, bo ogólnie mogę to zrobić ja, ale lepiej będzie, jak zrobi to nauczyciel. Przyznała, że wcześniej tego dzieciom nie miała potrzeby tłumaczyć, bo 99% pierwszoklasistów nie znała ani jednej formy tego nieszczęsnego samolotu przed pójściem do szkoły. Następnego dnia dziecku wytłumaczyła, o co chodzi, sprawa wyjaśniona, dziecko wie, że w szkole obowiązuje pisownia brytyjska, tyle.



    --
    http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/h/hrle12pb7.png
  • 24.10.11, 15:47
    moje dziecko kończy zajęcia o 12 i jak 90 % dzieci z jej klasy idzie na świetlice lub zajęcia dodatkowe z których jest odbierane o 15.
    Młoda ma dobrą pamięć, całkiem możliwe że pamiętałaby co ma zrobić z danym ćwiczeniem co nie oznacza że wszystkie dzieci by zapamiętały, zwłaszcza te z problemami w nauce.
    Szkoła nie jest tylko dla dzieci wybitnych, ale również dla tych przeciętnych i słabych.
    "> I wtedy średnio rozgarnięte dziecko po jednorazowym przeczytaniu polecenia prze
    > z rodzica wie, co ma zrobić.'

    I powracamy do meritum, dzieci nieczytające potrzebują pomocy rodzica przy odrabianiu lekcji.
  • 24.10.11, 14:11
    Jeszcze jedno pomoc w pierwszej klasie właśnie polega na czytaniu poleceń i upewnieniu sie czy dziecko je zrozumiało. Nie sadzę aby ktoś za dziecko wykonywał szlaczki , czy pracę plastyczną.
  • 24.10.11, 14:22
    Cytat
    Jeszcze jedno pomoc w pierwszej klasie właśnie polega na czytaniu poleceń i upewnieniu sie czy dziecko je zrozumiało.


    No a jeśli dziecko nie zrozumiało? Raz, drugi, trzeci? Nie informujesz o tym nauczyciela i zakładasz, że TWOIM obowiązkiem jest wyjaśnianie dziecku poleceń?

    --
    http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/h/hrle12pb7.png
  • 24.10.11, 14:42
    Jeżeli dziecko nie jest w stanie zrozumieć polecenia obrysuj wszystkie trójkąty, czy też je policz albo zaznacz słowa zaczynające sie na literę b. To albo oznacza to, ze dziecko nie zna tematu albo, że ma problemy wymagające leczenia i terapii, albo jest opóźnione w rozwoju.
    Jeżeli dziecko nie ma poprawnie wykształconego słuchu fonematycznego, to bez ćwiczeń żadne choćby najlepszy nauczyciel nie jest w stanie tu pomóc.
    I wybacz ale jeżeli moje dziecko mimo przygotowania przedszkolnego czyli rocznego wałkowania figur geometrycznych, wyznaczania pierwszej i ostatniej głoski miałoby z tym gigantyczny problem, to nie byłby to problem nauczycielki tylko mój, a dokładnie udałabym sie do PPP w celu zdiagnozowania problemu.
  • 24.10.11, 16:46
    makurokurosek napisała:

    > Jeżeli dziecko nie ma poprawnie wykształconego słuchu fonematycznego, to bez ćw
    > iczeń żadne choćby najlepszy nauczyciel nie jest w stanie tu pomóc.
    Rodzic też bez ćwiczeń nie pomoże. Gorzej - rodzic ma nawet prawo nie wiedzieć co to jest słych fonematyczny. I to rolą nauczyciela jest zasugerowanie choćby wizyty w poradni.


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 24.10.11, 15:59
    mama_kotula napisała:

    >
    > No a jeśli dziecko nie zrozumiało? Raz, drugi, trzeci? Nie informujesz o tym na
    > uczyciela i zakładasz, że TWOIM obowiązkiem jest wyjaśnianie dziecku poleceń?
    >

    Jak rodzic nie ma czasu i chęci na wytłumaczenie, to jak można pokładać wiarę w to, że nauczyciel będzie miał ten czas i chęci.
    Ja - pomimo, że dziecko chodzi do naprawdę dobrej szkoły - nie pokładam tyle wiary w to, że cała nauka jest na barkach szkoły.
  • 24.10.11, 16:06
    Cytat
    Jak rodzic nie ma czasu i chęci na wytłumaczenie, to jak można pokładać wiarę w to, że nauczyciel będzie miał ten czas i chęci.


    Chciałam tylko po cichu wspomnieć, że nauczanie dziecka jest obowiązkiem nauczyciela, który to obowiązek jest w zakresie jego obowiązków zawodowych.
    Nauczanie dziecka jest moją DOBRĄ WOLĄ, a nauczyciela OBOWIĄZKIEM. I tu jest różnica.

    Bo, podobnie jak ty, "nie pokładam tyle wiary w to, że cała nauka jest na barkach szkoły", wręcz przeciwnie - natomiast nie zakładam, że proporcje mają być równe, czy że rodzic ma przerabiać z dzieckiem program szkolny w zamian za nauczyciela (bo rly, ja mam naprawdę ciekawsze rzeczy do wspólnej nauki z dzieckiem).
    I zakładam, że po coś to dziecko do tej szkoły chodzi, nie tylko po to, aby zweryfikować to, czego go nauczył rodzic. Zgadza się?

    --
    http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/h/hrle12pb7.png
  • 24.10.11, 16:13
    I jeszcze dodam, ze to dobry etap, zeby dziecku zaczac wkladac do glowy, ze uczy sie dla siebie nie na oceny, a ocena jak juz powinna odzwierciedlac wiedze JEGO, nie RODZICA.

    W swojej karierze szkolnej rodzice nie odrabiali ze mna lekcji nigdy.

    Co do czytania polecen, w szkole mlodego dzieci pracuja w grupach, i zanim o cokolwiek zapytaja nauczyciela MAJA poszukac odpowiedzi naokolo siebie. W kazdej grupie jest uczen lepiej czytajacy. Prosze bardzo polecenie moglabym przeczytac, ale nie musze. CZytanie ze zrozumieniem sie ksztaltuje, wiec trzeba zaczynac wyrabiac nawyki przeczytac jeszcze raz, pozwalac na zrobienie bledu.
  • 24.10.11, 16:25
    myelegans napisała:

    >
    > W swojej karierze szkolnej rodzice nie odrabiali ze mna lekcji nigdy.
    >

    Ale czy ktoś tu mówi o odrabianiu za dziecko lekcji? Dopilnowywanie to nie odrabianie za dziecko.
  • 24.10.11, 16:40
    fogito napisała:

    [quote] Ale czy ktoś tu mówi o odrabianiu za dziecko lekcji? Dopilnowywanie to nie odra
    > bianie za dziecko. [quote/]

    nie dopilnowywali rowniez. Ja pilnuje, zeby dziecko mialo sniadanie, folderyi zagladam do nich codziennie, bo jest to forma korespondencji z rodzicami i plecak. Zadanie wyjmuje w poniedzialek i lezy na stole jak wyrzut sumienia, najczesciej jest odrabiane hurtowo w srode, chociaz juz zaczyna sie myslenie typu "jak odrobie dzisiaj wszystko, to jutro po karate moge robic cos innego", albo zabiera i odrabia w swietlicy i zadania zdarzy mi sie nie widziec wogole.
  • 24.10.11, 16:44
    myelegans napisała:


    > nie dopilnowywali rowniez.

    Moja mama pilnowała mnie jeszcze w liceum, ale tylko wtedy jak dostałam z matmy 3 zamiast 5. Była nauczycielką matematyki w liceum i nie zdzierżyłaby gdybym z matmy nie miała piątki na świadectwie.
  • 24.10.11, 16:45
    Cytat
    Moja mama pilnowała mnie jeszcze w liceum, ale tylko wtedy jak dostałam z matmy 3 zamiast 5. Była nauczycielką matematyki w liceum i nie zdzierżyłaby gdybym z matmy nie miała piątki na świadectwie.


    Współczuję.

    --
    http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/h/hrle12pb7.png
  • 24.10.11, 17:28
    mama_kotula napisała:

    > Cytat
    > Moja mama pilnowała mnie jeszcze w liceum, ale tylko wtedy jak dostałam z matmy
    > 3 zamiast 5. Była nauczycielką matematyki w liceum i nie zdzierżyłaby gdybym z
    > matmy nie miała piątki na świadectwie.
    >

    >
    > Współczuję.
    >

    Ależ nie ma czego. Miałam w efekcie piątki ze wszystkiego.
  • 24.10.11, 17:36
    Cytat
    Ależ nie ma czego. Miałam w efekcie piątki ze wszystkiego.


    O, to tak jak ja. Ale na mnie nikt presji nie musiał wywierać.

    --
    I am weird but I am not strange.
  • 24.10.11, 17:38
    mama_kotula napisała:


    > O, to tak jak ja. Ale na mnie nikt presji nie musiał wywierać.
    >

    Dopilnowywanie to nie presja. I jako piątkowa chyba widzisz tę różnicę wink
  • 24.10.11, 17:42
    fogito napisała:
    > Dopilnowywanie to nie presja. I jako piątkowa chyba widzisz tę różnicę wink

    Nie, nie widzę. Napisałaś wyżej, że "mama nie pozwoliłaby, abyś nie miała piątki na świadectwie" - to jest dla mnie presja.
    Moja mama natomiast zawsze twierdziła, że stać mnie na średnią 6.0, a że nie mam takiej średniej, to jest moja i tylko moja sprawa. I miała rację. Nie miałam średniej 6.0 wyłącznie z mojego własnego wyboru.

    --
    http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/h/hrle12pb7.png
  • 24.10.11, 18:30
    mama_kotula napisała:


    > Nie, nie widzę. Napisałaś wyżej, że "mama nie pozwoliłaby, abyś nie miała piątk
    > i na świadectwie" - to jest dla mnie presja.

    A dla mnie dopilnowanie. Presja byłaby wtedy gdyby były kary i nagrody.

    > Moja mama natomiast zawsze twierdziła, że stać mnie na średnią 6.0, a że nie ma
    > m takiej średniej, to jest moja i tylko moja sprawa. I miała rację. Nie miałam
    > średniej 6.0 wyłącznie z mojego własnego wyboru.

    Za moich czasów 6 nie było. A ja sama chciałam mieć 5,0 ze wszystkiego i miałam. Mama tylko tłumaczyła matmę w starszych klasach jak widziała, że nauczyciel nie daje rady i oceny się obniżają. Mama to świetny pedagog. Dziwne by było gdyby ignorowała problemy z matmy własnej córki.
    >
  • 24.10.11, 19:02
    Cytat
    Mama tylko tłumaczyła matmę w starszych klasach jak widziała, że nauczyciel nie daje rady i oceny się obniżają. Mama to świetny pedagog. Dziwne by było gdyby ignorowała problemy z matmy własnej córki.


    No, moja mama w pierwszej kolejności by poszla do nauczyciela i zapytała, z czego wynikają moje problemy, zanim zaczęłaby odwalać pracę za niego. Ale moja mama nie jest świetnym pedagogiem, nieprawdaż.

    Oraz, to jest naprawdę zadziwiające. Jak ja nie daję rady w pracy, to nie dostaję wynagrodzenia. Jak nauczyciel nie daje rady w pracy, to rodzice mu pomagają, często własnym kosztem (np. fundując dziecku korepetycje). Cuda, dziwy, panie dzieju. Chyba się przekwalifikuję ;P

    --
    http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/h/hrle12pb7.png
  • 24.10.11, 22:27
    mama_kotula napisała:

    >
    > No, moja mama w pierwszej kolejności by poszla do nauczyciela i zapytała, z cze
    > go wynikają moje problemy, zanim zaczęłaby odwalać pracę za niego.

    Moja mama świetnie znała owego nauczyciela i wiedziała, że tak dobrze to nigdy on nie wytłumaczy. Zresztą była to żona dyrektora liceum i ona nie musiała się specjalnie starać. Mama własnej córki w szkole nie mogła uczyć i dlatego robiła to w domu. Zresztą to był nauczyciel, który z zawiści wystawiał mi złe oceny za brak daty przy temacie lekcji. Chyba zdajesz sobie sprawę, że wśród nauczycieli 10 % to dobrze uczy a reszta odwala robotę. I nie zmieni się tego zbyt szybko, bo za mało płaca w tym zawodzie.

    Ale moja mam
    > a nie jest świetnym pedagogiem, nieprawdaż.

    Tego nie wiem, bo jej nie znam.


    > Oraz, to jest naprawdę zadziwiające. Jak ja nie daję rady w pracy, to nie dosta
    > ję wynagrodzenia. Jak nauczyciel nie daje rady w pracy, to rodzice mu pomagają,
    > często własnym kosztem (np. fundując dziecku korepetycje)

    Nauczanie to troszeczkę inna praca niż każda inna. Bo są w nią zaangażowane dzieci. Podobnie jak w przypadku lekarzy. Jak ci lekarz dobrze dziecka nie leczy, to nie będziesz lekarzowi udowadniać dziesięć razy, że się myli (możesz go pozwać za błąd ewentualnie). Pójdziesz do innego lekarza, bo zdrowie dziecka będzie ważniejsze niż tracenie czasu na konowała. Podobnie z nauczycielem. Jak jest kiepski to należałoby poszukać innej szkoły albo douczyć dziecko w domu. Łatwiej dzieciaka douczyć niż zmieniać szkołę, bo w każdej są kiepscy nauczyciele.
    W każdym razie ja wolę trzymać rękę na pulsie niż oczekiwać cudów. Gdyby była niezadowolona z nauczyciela to zmieniłabym dziecku szkołę. Póki co jestem bardzo zadowolona, ale nie widze powodu żeby części mojej wiedzy dziecku codziennie nie przekazywać.

    . Cuda, dziwy, panie
    > dzieju. Chyba się przekwalifikuję ;P
    >

    Chyba byś nie chciała. Bo nie ma nic gorszego niż uczenie cudzych dzieci.
  • 24.10.11, 22:05
    A ja sama chciałam mieć 5,0 ze wszystkiego i miałam.

    a możesz napisać, jak wielki wpływ miało to na to, co robisz teraz i jak bardzo przydało się to tobie w życiu?
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • 24.10.11, 22:36
    morekac napisała:

    > A ja sama chciałam mieć 5,0 ze wszystkiego i miałam.
    >
    > a możesz napisać, jak wielki wpływ miało to na to, co robisz teraz i jak bardzo
    > przydało się to tobie w życiu?

    Hmmm... No myślę że miało spory. Nie chcę wystawiać sobie laurki, bo wrodzona skromność mi nie pozwala smile Ważne, ze dostałam się na wymarzone studia, a potem miałam dobrze płatną pracę. Podróżowałam sporo i odcinałam kupony.
    Teraz maluję, bo to zawsze chciałam robić najbardziej i wychowuję dziecko, które jest równie obowiązkowe i systematyczne jak ja.
    Na pewno dobre uczenie się w niczym mi nie przeszkodziłosmile
  • 24.10.11, 22:59
    Ale myślisz, że twoje życie wyglądałoby zasadniczo inaczej, gdybyś miała średnią 4,85? Czy nie dostałabyś się wtedy na wymarzone studia, nie skończyłabyś ich, nie miała pracy, nie malowała, nie miała dziecka?
    Tak z czystej ciekawości pytam.
    Poza tym wcale nie byłaś taka obowiązkowa i systematyczna, skoro nie pisałaś dat... wink
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • 25.10.11, 08:44
    morekac napisała:

    > Ale myślisz, że twoje życie wyglądałoby zasadniczo inaczej, gdybyś miała średni
    > ą 4,85? Czy nie dostałabyś się wtedy na wymarzone studia, nie skończyłabyś ich,
    > nie miała pracy, nie malowała, nie miała dziecka?
    > Tak z czystej ciekawości pytam.
    > Poza tym wcale nie byłaś taka obowiązkowa i systematyczna, skoro nie pisałaś da
    > t... wink

    Ale czy rozumiesz, że ja chciałam mieć najwyższą średnią dla własnej satysfakcji? Nie miałam jako dzieciak biznes planu na całe życie. Po prostu chciałam mieć najlepsze oceny i miałam. I nie musiałam się katowac z tego powodu.
    A daty przy temacie nie napisałam raz i o to był ostatni raz, bo obniżono mi ocenę z tego powodu.
  • 24.10.11, 17:44
    Tutaj zgodzę się z matula_kotula . Nie rozumiem pilnowania nastolatka. Moim zdaniem dziecko należy przypilnować do chwili gdy nie jest w stanie samodzielnie przeczytać polecenia, ale jeżeli umie czytać, nie ma dysfunkcji ani trudności w nauce, ma już wyrobiony nawyk nauki to reszta należy do niego. To jego wiedza, jego życie. Ja mogę pomóc gdy pojawią się problemy ale nie stać jak kat.
    Rozumiem wspólną naukę z dzieckiem dysfunkcyjnym, które wymaga więcej czasu na opanowanie materiału ale w innych przypadkach nie.
  • 24.10.11, 18:34
    makurokurosek napisała:

    Ja mogę pomóc gdy pojawią się problemy ale nie stać jak kat.

    Bez przesady. Pomoc przy lekcjach to zadne stanie jak kat. I niekoniecznie trzeba czekać na wielkie problemy. Bo często gęsto moja mama robiła z moim bratem skomplikowane zadania matematyczne, które wychodziły poza program. I dlatego kiedy on wyjechał na studia do Stanów to dla niego była to już kompletna łatwizna

    > Rozumiem wspólną naukę z dzieckiem dysfunkcyjnym, które wymaga więcej czasu na
    > opanowanie materiału ale w innych przypadkach nie.

    smile Można wyjść poza program i przerabiać to z dzieckiem czego inni nigdy nie lizną. Tak robi wielu rodziców w szkole syna. I ja też wink
  • 25.10.11, 14:04
    A ja miałam trochę 4. I jakoś te 4 nie wpłynęły w żaden sposób ani na przebieg moich studiów, ani na moją karierę zawodową.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 24.10.11, 19:18
    [quote] O, to tak jak ja. Ale na mnie nikt presji nie musiał wywierać. [quote/]

    Ditto!. Gdybym chciala kariere zakonczyc na zawodowce, nie byloby oporow ze strony rodziny. Zostalo mi tylko pokazane jakie sa alternatywy, wybor nalezal do mnie. Bylo to na poziomie poznej podstawowki
  • 25.10.11, 15:48
    Byłoby mi wstyd że mama w liceum pilnuje czy odrabiam lekcje. Uczyłąm sie dla siebie nie angazując rodziców w zadania. No obciach.
  • 25.10.11, 15:51
    przeciwcialo napisała:

    > Byłoby mi wstyd że mama w liceum pilnuje czy odrabiam lekcje. Uczyłąm sie dla s
    > iebie nie angazując rodziców w zadania. No obciach.

    Wstyd, że mama matematyczka tłumaczy zadania z matematyki, które nie są wytłumaczone przez kiepskiego nauczyciela na lekcji?
    Chyba cię poniosło trochę smile
  • 25.10.11, 15:57
    Wybacz ale program liceum nie powalał i nie trzeba było geniusza aby je zrozumiec.
  • 25.10.11, 19:58
    przeciwcialo napisała:

    > Wybacz ale program liceum nie powalał i nie trzeba było geniusza aby je zrozumi
    > ec.

    smile I dlatego tak kiepsko dzieciaki zdają maturę z matematyki, bo taki łatwy materiał w liceum mamy. Już nie wiesz jak mi dokopać... Postaraj się bardziej.
  • 25.10.11, 20:04
    Cytat
    I dlatego tak kiepsko dzieciaki zdają maturę z matematyki, bo taki łatwy materiał w liceum mamy.


    Dzieciaki kiepsko zdają maturę z matematyki, bo są tępe. Matura z matematyki na poziomie podstawowym nie jest trudniejsza niż przeciętny sprawdzian 10 lat temu w 2 klasie ogólniaka. Z palcem w tyłku można ją zdać. Jak się ma cokolwiek w głowie i nie jest się tzw. "humanistą".


    --
    Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
  • 25.10.11, 20:13
    mama_kotula napisała:


    > Dzieciaki kiepsko zdają maturę z matematyki, bo są tępe. Matura z matematyki na
    > poziomie podstawowym nie jest trudniejsza niż przeciętny sprawdzian 10 lat tem
    > u w 2 klasie ogólniaka. Z palcem w tyłku można ją zdać. Jak się ma cokolwiek w
    > głowie i nie jest się tzw. "humanistą".
    >
    >

    To znaczy, że poziom się obniża z roku na rok. Za moich czasów był to jeszcze wysoki poziom. Szkoda, bo to oznacza, że trzeba wkładać więcej pracy w naukę dziecka poza szkołą.
  • 25.10.11, 20:18
    Cytat
    To znaczy, że poziom się obniża z roku na rok. Za moich czasów był to jeszcze wysoki poziom. Szkoda, bo to oznacza, że trzeba wkładać więcej pracy w naukę dziecka poza szkołą.


    Poziom swoją drogą, ale głównym powodem jest to, co pisałam niżej: do ogólniaków idą teraz ludzie, którzy 20 lat temu poszliby do szkoły zawodowej.

    --
    Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
  • 26.10.11, 17:44
    Za moich czasów był to jeszcze w
    > ysoki poziom. Szkoda, bo to oznacza, że trzeba wkładać więcej pracy w naukę dzi
    > ecka poza szkołą.
    Za moich czasów to nawet trawa była bardziej zielona.
    Tak a propos matury: nie wiem, czy piszesz o podstawowej czy rozszerzonej. Podstawowa jest chyba rzeczywiście nietrudna, zwłaszcza dla kogoś, kto wylądował na informatyce.Rozszerzonej nigdy się nie przyglądałam (żeby sobie humoru nie psuć, że kiedyś to wiedziałam, a już zapomniałam), więc nie wiem.
    Jest jednak jedno ale: dawniej na rozwiązanie 3 zadań z 5 (to za moich czasów - czyli ponad 20 lat temu) było 5 godzin. A w praktyce wystarczyło napisać jedno porządnie od A do Z, żeby zdać. Czyli - przy pewnej dozie szczęścia - można było mieć opanowany jeden dział i zdać. A czasu było mnóstwo.
    Teraz zadań było 33 (podstawowy) w 170 minut i 12 (rozszerzony) - w 180 minut.
    Moim zdaniem to teraz trzeba wykazać się szerszą wiedzą (nie twierdzę, że głębszą).
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • 27.10.11, 14:24
    Ale to 1 zadanie to trzeba było rozpisać dość porządnie na tą 3. Na maturze podstawowej w całkiem sporej części zadań wystarczy umiejętność liczenia, zdrowego rozsądku i wiedza z gimnazjum czy nawet podstawówki. W zadaniach zakniętych najgorszym wypadku można wyeliminować 1,2 odpowiedzi i strzelać z prawdopodobieństwem 1/3 czy 1/2.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 27.10.11, 14:35
    Cytat
    Ale to 1 zadanie to trzeba było rozpisać dość porządnie na tą 3. Na maturze podstawowej w całkiem sporej części zadań wystarczy umiejętność liczenia, zdrowego rozsądku i wiedza z gimnazjum czy nawet podstawówki.



    Na maturze podstawowej w tym roku zadania za 1-2 punkty wygladały np. tak:
    - Pierwsza rata, która stanowi 9% ceny roweru, jest równa 189 zł. Ile kosztuje rower?
    - Wyrażenie 5a2 −10ab +15a jest równe iloczynowi...
    - Funkcja liniowa określona jest wzorem f (x) = − 2x + 4 . Miejscem zerowym tej funkcji jest liczba...
    - Rozwiąż nierówność 3x2 −10x + 3 ≤ 0 .

    --> są to typowe zadania sprawdzianowe, ze zbioru zadań, rozwiązywane powinny być automatycznie, wg schematów, których jest się w stanie nauczyć choćby i na pamięć średnio inteligentna osoba; bez problemu można z tych prostych zadań wyciągnąć wymagane 30%

    Zadanie najwyżej punktowane - za 5 pkt - wyglądało tak:

    "Pewien turysta pokonał trasę 112 km, przechodząc każdego dnia tę samą liczbę kilometrów. Gdyby mógł przeznaczyć na tę wędrówkę o 3 dni więcej, to w ciągu każdego dnia mógłby przechodzić o 12 km mniej. Oblicz, ile kilometrów dziennie przechodził ten turysta."

    - jest to zadanie na poziomie łamigłówek logicznych z czasopism. Komentarz jak wyżej.

    Na tzw. starej maturze zadania były z reguły przekrojowe, aby je zrobić nie wystarczała wiedza z jednego działu matematyki.

    --
    Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
  • 27.10.11, 15:03
    Na tzw. starej maturze zadania były z reguły przekrojowe, aby je zrobić nie wys
    > tarczała wiedza z jednego działu matematyki.
    Swoje zadania z matury pamiętam całkiem nieźle: dwie godziny spędziłam na zastanawianiu się, jakby je tu ugryźć. Albowiem zapomniałam kompletnie wszystkich wzorów, łącznie z tabliczką mnożenia na czas jakiś.
    Wstrząsające przeżycie: siedzieć nad zadaniami, o których się wie, że zadania takiego typu rozwala się bez trudności w warunkach niematuralnych.
    W każdym razie zadanie z rachunku prawdopodobieństwa wymagało jedynie zdrowego rozsądku... I znajomości jednego wzoru z rachunku prawdopodobieństwa. smile
    Ale owszem, trzeba było porządnie rozpisać. Ale teraz też trzeba.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • 27.10.11, 15:15
    Cytat
    Ale owszem, trzeba było porządnie rozpisać. Ale teraz też trzeba.


    Morekac, zlituj się, co trzeba?
    Teraz na wymagane 30% wystarczy zrobić zadania testowe, gdzie nikogo nie obchodzi sposób dochodzenia do rozwiązania, wazne aby zakreślić dobrą odpowiedź. Przykładowe podałam wyżej. Jak nie wiesz, masz 25% szansy na to, że dobrze strzelisz, to całkiem spore szanse, jak wyeliminujesz odpowiedzi kompletnie od czapy, masz jeszcze większe szanse.
    Autentycznie, trzeba byc kompletnym tępakiem, aby po 3 latach przygotowywania się do matury z matematyki ją oblać.


    --
    I am weird but I am not strange.
  • 27.10.11, 16:06
    Autentycznie, trzeba byc kompletnym tępakiem, aby po 3 latach przygotowywania s
    > ię do matury z matematyki ją oblać.
    Hehe, ale dawniej też wcale nie było tak trudno jej nie oblać. Zwłaszcza, że maturę z matematyki pisali ludzie po mat-fizach, ewentualnie ochotnicy. Czyli ludzie, którzy teoretycznie przynajmniej czuli się na siłach... A w ciągu 5 godzin to cuda się mogły zdarzyć.
    Poza tym napisałam, że nie twierdzę, że nowa matura wymaga głębszej wiedzy, tylko że chyba szerszej.
    Trudny to był egzamin na studia. Maturę trzeba było przepchnąć, żeby móc podejść do egzaminu na studia.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • 27.10.11, 16:15
    Zrobienie w pamięci tego najbardziej punktowanego zadania o turyście zajęło mi jakąś minutę. Rozpisanie tego (prawdę mówiąc w arkuszach odpowiedzi jest imho nadmiar formy nad treścią) - niech to będzie nawet 20 minut (na 170) - a jest to 10% punktów z całej matury (do zdania potrzeba 30% czyli 15 punktów)
    Tak na oko to mało które zadanie wymaga kombinowania tylko podstawienia do wzorów , które uczeń przez te 12 lat nauki mógłby jednak przyswoić - nie powinno być to trudniejsze niż matura choćby z geografii.
    Takie zadanie:
    Najmniejszą liczbą całkowitą należącą do zbioru rozwiązań nierówności 3/8+x/6<5x/12 jest
    A. 1 B. 2 C. −1 D. − 2

    tak naprawdę wymaga podstawienia i liczenia - nawet jeśli ktoś nie bardzo ma pojęcie o sprowadzaniu ułamków do wspólnego mianownika (to szkoła podstawowa) i rozwiązywaniu nierówności (to chyba gimnazjum) da się to zrobić całkiem szybko.
    W zadaniu 9 z matury 2011 jest do wskazania wykres funkcji - mając minimalną wiedzę można w ciągu 10 sekund odrzucić 2 odpowiedzi i strzelać z prawdopodobieństwem 50%.
    W zadaniu 16, gdzie jest pytanie o miarę kąta - to patrząc z rysunek to zostają ze 2 odpowiedzi do strzelania - bez żadnej dodatkowej wiedzy.
    W zadaniu 17 z wiedzą co to jest romb to spokojnie można odrzucić 2 odpowiedzi, a obstawiając, że w takich wysokościach rombów zwykle wychodzą jakieś durne pierwiastki to można odrzucić i 3-cią - bez żadnej wiedzy nt. "związków miarowych w figurach płaskich" i bez liczenia czegokolwiek. I na dokładkę trafić wink
    Rozpisać trzeba niektóre zadania otwarte - ale też nie wszystkie.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 27.10.11, 16:46
    Zrobienie w pamięci tego najbardziej punktowanego zadania o turyście zajęło mi
    > jakąś minutę

    Fajnie to się rozwiązuje akie rzeczy z perspektywy iluś tam lat. wink
    Natomiast dla 18- czy 19-letniego maturzystę, straszonego od lat, że matury nie zda, bo te obecne roczniki są coraz bardziej tępe i niedouczone, dochodzi jeszcze jeden czynnik: stres.
    Ja tam wczoraj miałam wątpliwości dotyczące zaokrągleń. ;-(

    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • 27.10.11, 17:45
    Ja wiem, że stres itd. Ale obiektywnie te zadania nie są trudne i nie wymagają jakiejś niesamowitej wiedzy ani zdolności matematycznych. A % niezdawalności matematyki podstawowej na maturze świadczy głównie o poziomie nauczania matematyki od szkoły podstawowej zaczynając, poprzez gimnazjum, na szkole średniej kończąc. Wygląda na to, że część osób przystępujących do matury nie wie co to przekątna ,nie potrafi dodać 3/8 do 5/6 czy obliczyć 9% z jakiejś liczby. To ja się tak zastanawiam jak oni przez te 12 lat przechodzili z klasy do klasy. Nauczyciela żadnego nie było czy jak? Przecież potem taki człowiek nawet PiTa nie będzie w stanie wypełnić, a 1-szy lepszy "doradca finansowy" zrobi go w balona.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 28.10.11, 08:44
    Cóz, dzieci są uczone matematyki w dużej mierze jeszcze przez ludzi ze 'starą, dobrą maturą'. wink
    Sama przyznajesz, ze w dużej mierze jest to wiedza z zakresu szkoły podstawowej (dawnej) - czyli większość ludzi powinna móc to opanować, bez względu na to, czy nadawałaby się do zawodówki czy do Oxfordu. A nie opanowywuje.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • 28.10.11, 19:02
    I tym bardziej mam wrażenie, że jest coś nie tak. Może jest za mało godzin tej matematyki? Może programy są źle ułożone? Może nauczyciele oceniani są głównie pod kątem jak młodzież wypadła na teście 6-klasisty/gimnazjalisty/maturzysty i na lekcjach rozwalają głównie testy zamiast skupić się na zrozumieniu przez nawet najbardziej "opornych" uczniów tych sześcianów czy tego co to jest dziedzina a co zbiór wartości funkcji? (oj, było na tej maturze banalne zadanie o tej funkcji - za 2 punkty)
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 28.10.11, 19:11
    jakw napisała:
    > I tym bardziej mam wrażenie, że jest coś nie tak. Może jest za mało godzin tej
    > matematyki? Może programy są źle ułożone? Może nauczyciele oceniani są głównie
    > pod kątem jak młodzież wypadła na teście 6-klasisty/gimnazjalisty/maturzysty i
    > na lekcjach rozwalają głównie testy zamiast skupić się na zrozumieniu


    Jakw, masz tu wypowiedź jak to wygląda - akurat z punktu widzenia polonistki, ale coś w tym jest, co piszesz, można to odnieść do ogólnej "testomanii", więc i do matematyki też.

    forum.gazeta.pl/forum/w,567,129930958,129949287,Re_Badania_III_klasistow_nie_mysla.html

    --
    Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
  • 27.10.11, 15:39
    Cytat Na maturze podstawowej w tym roku zadania za 1-2 punkty wygladały np. tak: ...
    Kotula, ja Cie bardzo prosze Ty mnie nie zalamuj od rana.
  • 27.10.11, 15:54
    myelegans napisała:
    > Cytat Na maturze podstawowej w tym roku zadania za 1-2 punkty wygladały np. t
    > ak: ...

    > Kotula, ja Cie bardzo prosze Ty mnie nie zalamuj od rana.

    Ja cię nie załamuję. Po 10 latach od ukończenia szkoły (przy okazji - matury nie zdawałam z matematyki, a z łaciny - teoretycznie, bo jako olimpijka byłam zwolniona) poziom podstawowy zrobiłam na 100%. Bez przygotowania.
    Mój syn lat 8 zrobił 2 zadania - zadanie na wyliczanie procentów i zadanie z obliczaniem średniej arytmetycznej.


    --
    Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
  • 27.10.11, 16:03
    Cytat Mój syn lat 8 zrobił 2 zadania - zadanie na wyliczanie procentów i zadanie z obliczaniem średniej arytmetycznej
    to juz wiekszy bylby praktyczny pozytek wymagania na maturze rzeczy typu: statystyka, robienie podatkow, ukladanie i bilansowanie budzetu, podstawy ksiegowosci i finansow, polacznoego z mocnymi podstawami ekonomii... Serio.
  • 27.10.11, 17:03
    typu: statystyka, robienie podatkow, ukladanie i bilansowanie budzetu, podstawy ksiegowosci i finansow, polacznoego z mocnymi podstawami ekonomii... Serio.
    Tak na serio, to na pewno tego nie uczą na matematyce. Może na jakiejś przedsiębiorczości - ale to klasyczna zapchajdziura. Klasyczny absolwent klasycznej polskiej szkoły być może i potrafiłby wymienić 500 dat i nazwisk, które zmieniły historię świata, ze szczególnym uwzględnieniem chwalebnych czynów oręża polskiego, ale jego praktyczne przygotowanie do współczesnego życia czyhającego za progiem szkoły jest znikome. wink
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • 25.10.11, 20:05
    Mowa była o "naszych" czasach a nie obecnym stanie niewiedzy.
  • 25.10.11, 20:12
    przeciwcialo napisała:

    > Mowa była o "naszych" czasach a nie obecnym stanie niewiedzy.

    Szczególnie, że w dzisiejszych czasach zarówno edukacja ogólnokształcąca jak i później edukacja wyższa się zdewaluowały - do ogólniaków idzie teraz młodzież, która 15-20 lat temu poszłaby do szkoły zawodowej, ewentualnie do technikum. Na studia idą ludzie, którzy w "naszych" czasach zakończyliby edukację na szkole średniej.

    --
    http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/h/hrle12pb7.png
  • 25.10.11, 20:14
    przeciwcialo napisała:

    > Mowa była o "naszych" czasach a nie obecnym stanie niewiedzy.

    A skąd ja mogę wiedzieć, czy twoje czasy to też moje? Ja chodziłam do bardzo dobrego LO, w którym był wysoki poziom. Już nigdy w życiu tak się nie uczyłam ja przez te cztery lata.
  • 25.10.11, 20:22
    Nie pograżaj się. Nie masz 15 lat skoro masz dziecko. Podobno skończyłas studia, pracowałaś, od 6 czy 7 lat wychowujesz dziecko. 30 lat skończyłas pewnie więc raczej nasze lata licealne przebiegały w podobnym czasie. Program był ten sam.
  • 25.10.11, 21:26
    przeciwcialo napisała:

    > Nie pograżaj się. Nie masz 15 lat skoro masz dziecko. Podobno skończyłas studia
    > , pracowałaś, od 6 czy 7 lat wychowujesz dziecko. 30 lat skończyłas pewnie więc
    > raczej nasze lata licealne przebiegały w podobnym czasie. Program był ten sam.

    big_grin Ubawiłaś mnie. Ja uważam, że starsza jestem od ciebie i dlatego moje czasy to jednak nie twoje. Ja mam 39 lat smile
  • 25.10.11, 21:34
    No to mogłysmy do jednej klasy chodzic.. Jednak nie pomyliłam sie.
  • 25.10.11, 21:36
    przeciwcialo napisała:

    > No to mogłysmy do jednej klasy chodzic.. Jednak nie pomyliłam sie.

    no to super. Mamy jedną rzecz wspólna big_grin
  • 24.10.11, 16:20
    mama_kotula napisała:

    >
    > Chciałam tylko po cichu wspomnieć, że nauczanie dziecka jest obowiązkiem nauczy
    > ciela, który to obowiązek jest w zakresie jego obowiązków zawodowych.

    smile To bardzo wygodna ale jednocześnie bardzo naiwna postawa. A efekty jej mogą być mizerne przede wszystkim dla twojego dziecka.

    > Nauczanie dziecka jest moją DOBRĄ WOLĄ, a nauczyciela OBOWIĄZKIEM. I tu jest ró
    > żnica.

    Jasne, ale to twoje dziecko i obawiam się, że nauczyciel ma głęboko w nosie jak twoje dziecko się będzie uczyć i czy zda na dobre studia czy też skończy na zmywaku wink

    > Bo, podobnie jak ty, "nie pokładam tyle wiary w to, że cała nauka jest na barka
    > ch szkoły", wręcz przeciwnie - natomiast nie zakładam, że proporcje mają być ró
    > wne, czy że rodzic ma przerabiać z dzieckiem program szkolny w zamian za nauczy
    > ciela (bo rly, ja mam naprawdę ciekawsze rzeczy do wspólnej nauki z dzieckiem).

    A ja uważam, że to rodzic ma obowiązek włożyć więcej pracy w edukację dziecka niż szkoła. Szkoła prezentuje dziecku minimum tego co powinno się nauczyć. Od rodziców zależy czy dopilnują by dziecko uczyło się więcej niż wymagane minimum. I chodzi mi tu o dopilnowanie pewnych rzeczy a nie odrabianie lekcji za dziecko.

    m, że po coś to dziecko do tej szkoły chodzi, nie tylko po to, aby zwe
    > ryfikować to, czego go nauczył rodzic. Zgadza się?

    Jak wyżej. Szkoła uczy wymaganego minimum. Rzadko kiedy uczy czegoś więcej. Jeśli to wam wystarcza to ok. Bo mnie nie wystarcza.

    >
  • 24.10.11, 16:51
    > Jasne, ale to twoje dziecko i obawiam się, że nauczyciel ma głęboko w nosie jak
    > twoje dziecko się będzie uczyć i czy zda na dobre studia czy też skończy na zm
    > ywaku wink
    Zapominasz jeszcze, że te dobre studia trzeba jeszcze skończyć - też będziesz wtedy pilnowała czy synek wszystko odrobił?

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 24.10.11, 17:30
    jakw napisała:

    > > Jasne, ale to twoje dziecko i obawiam się, że nauczyciel ma głęboko w nos
    > ie jak
    > > twoje dziecko się będzie uczyć i czy zda na dobre studia czy też skończy
    > na zm
    > > ywaku wink
    > Zapominasz jeszcze, że te dobre studia trzeba jeszcze skończyć - też będziesz w
    > tedy pilnowała czy synek wszystko odrobił?
    >

    Ale widzisz różnicę między siedmiolatkiem a 18 latkiem? Ja skończyłam dobre studia (w innym mieście) z najlepszym wynikiem, bo od dziecka byłam nauczona systematyczności i obowiązkowości. A mama jeszcze w liceum trzymała ręką na pulsie.
  • 24.10.11, 17:40
    Cytat
    Ja skończyłam dobre studia (w innym mieście) z najlepszym wynikiem, bo od dziecka byłam nauczona systematyczności i obowiązkowości. A mama jeszcze w liceum trzymała ręką na pulsie.


    A tak, tak, znam takie mróweczki pracowite, co to muszą pracowitością i systematycznością nadrabiac brak zdolności. I co musi je mamusia do liceum za rączkę prowadzić.


    --
    Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
  • 24.10.11, 18:36
    mama_kotula napisała:

    >>
    > A tak, tak, znam takie mróweczki pracowite, co to muszą pracowitością i systema
    > tycznością nadrabiac brak zdolności. I co musi je mamusia do liceum za rączkę p
    > rowadzić.
    >

    smile Chcesz mnie obrazić? Bez zdolności to nikt całej edukacji szkolnej nie zaliczy na 5,0 bo materiał do opanowania jest gigantyczny i trzeba się uczyć masakrycznie dużo i szybko żeby na tę najwyższą ocenę zaliczyć. Rozmawiamy o czasach bez 6.
  • 24.10.11, 19:08
    Cytat
    Bez zdolności to nikt całej edukacji szkolnej nie zaliczy na 5,0 bo materiał do opanowania jest gigantyczny i trzeba się uczyć masakrycznie dużo i szybko żeby na tę najwyższą ocenę zaliczyć.


    Nie wiem, czy trzeba się uczyć "masakrycznie dużo i szybko". Ja się praktycznie uczyłam wyłącznie do olimpiad, czyli rzeczy wykraczających poza program. Programowo uczyć zaczęłam się stricte gdzieś w okolicy studiów. Inni, mniej zdolni, nadrabiali pracowitością i systematycznością, aby osiągnąć dobre wyniki.
    Niemniej nie kumam idei zaliczania programu na 5.0 z zasady pt. "bo tak".

    --
    http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/h/hrle12pb7.png
  • 24.10.11, 22:43
    mama_kotula napisała:


    > Nie wiem, czy trzeba się uczyć "masakrycznie dużo i szybko". Ja się praktycznie
    > uczyłam wyłącznie do olimpiad, czyli rzeczy wykraczających poza program

    A ja do olimpiad się nie uczyłam, tylko z marszu do nich podchodziłam smile Uczyłam się za to wszystkiego na bieząco - dokładnie i dogłębnie. Taka już jestem.

    . Progr
    > amowo uczyć zaczęłam się stricte gdzieś w okolicy studiów.

    A wtedy to ja zwolniłam z nauką. Bo właściwie była to połowa tego co do nauczenia w liceum, ale może dlatego, że moje liceum było strasznie wymagające. W każdym razie odetchnęłam na studiach, bo skończył się ogrom materiału z dnia na dzień. Było więcej czasu na wszystko. I na balangi oczywiście smile

    Inni, mniej zdolni,
    > nadrabiali pracowitością i systematycznością, aby osiągnąć dobre wyniki.
    > Niemniej nie kumam idei zaliczania programu na 5.0 z zasady pt. "bo tak".

    Bo to się ma w genach albo nie. Mój syn też taki jest. Obiecał sobie, ze do końca kadencji w szkole nie przyniesie żadnego entry, czyli uwagi. A zaczął dopiero drugi rok w owej szkole. Ale jest zawzięty po matce więc pewnie mu się uda. I właściwie nie wiem dlaczego nie wrzuci trochę na luz. W każdym razie taka postawa przynosi efekty, bo jest się uczniem lubianym przez nauczycieli a takim łatwiej w szkole.
  • 25.10.11, 14:14
    fogito napisałasuspicious
    > Ale widzisz różnicę między siedmiolatkiem a 18 latkiem?
    Hm, a ty widzisz, skoro jeszcze w liceum twoja mama rwała włosy z głowy z tego powodu, że nie masz 5 z matematyki? A wogóle ciągle podkreślasz, że skończyłaś dobre studia i miałaś dobrą pracę. Za to teraz nie pracujesz w sensie zawodowym, wychowujesz dziecko i coś tam malujesz - a możesz mi powiedzieć jaki jest związek twojej teraźniejszości z tym, że w okolicach matury miałaś średnią 5.0 zamiast 4.9? I myślisz, że te kupony od tego 5.0 będziesz odcinać do końca życia?
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 25.10.11, 14:26
    I myślisz, że te kupony od tego 5.0 będziesz odcinać do końca życia?
    To jest podstawowa informacja, którą wpisuje się w CV... wink
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • 25.10.11, 14:29
    A druga, to o ukończeniu podstawówki z wyróżnieniem...
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • 25.10.11, 14:33
    morekac napisała:

    > I myślisz, że te kupony od tego 5.0 będziesz odcinać do końca życia?
    > To jest podstawowa informacja, którą wpisuje się w CV... wink
    Oraz zapewne we wniosku o emeryturę wink

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 25.10.11, 15:28
    Oraz zapewne we wniosku o emeryturę wink
    Skoro można sobie kazać wyryć na nagrobku 'mgr', to może można też 'absolwentka LO ze średnią 5,0'.
    I oby to wyrycie nastąpiło jak najpóźniej.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • 25.10.11, 15:44
    morekac napisała:

    > Oraz zapewne we wniosku o emeryturę wink
    > Skoro można sobie kazać wyryć na nagrobku 'mgr', to może można też 'absolwentka
    > LO ze średnią 5,0'.
    > I oby to wyrycie nastąpiło jak najpóźniej.

    Wszystko można obśmiać jak się chce, ale to najczęściej wynika z kompleksów owego wyśmiewającego.
    Mnie nie obchodzi jak inni się uczą i jaką mają pracę po studiach. Moim zadaniem jest dobrze przygotować dziecko do owych studiów i dać mu jak największe możliwości, których teraz jest sporo.
    A CV mam bogatsze, ale u was pracy nie szukam, więc prezentować nie będę.
  • 25.10.11, 16:12
    Fogito, a czy to nie jest tak, że jest po prostu kobietą z charakterem - i stąd twoja średnia 5,0. Tak naprawdę zapewne wynikała z twojego charakteru - i z twojego charakteru wzięły twoje dalsze sukcesy zawodowe, być może również życiowe, a nie z tej średniej 5,0. Podejrzewam, że naprawdę osiągnęłabyś dokładnie to samo, gdybyś nie miała tej 5, a tylko 'nędzne' 4,85. Chyba jednak za dużą wagę przywiązujesz do numerologii...
    BTW: osobiście miałam 5 na maturze z matmy, zawiść przeze mnie nie przemawia. wink
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • 25.10.11, 20:03
    morekac napisała:

    > Fogito, a czy to nie jest tak, że jest po prostu kobietą z charakterem - i stąd
    > twoja średnia 5,0. Tak naprawdę zapewne wynikała z twojego charakteru - i z tw
    > ojego charakteru wzięły twoje dalsze sukcesy zawodowe, być może również życiowe
    > , a nie z tej średniej 5,0.

    Gdybym nie była taka obowiązkowa do bólu to pewnie byłoby mi trudniej utrzymać średnią 5,0. Może gdyby mi się nie chciało chcieć, to miałabym średnią 3,0. Nie wiem. Cała nasza trójka rodzeństwa miała świadectwa z czerwonym paskiem, a charaktery mamy zdecydowanie różne.

    Podejrzewam, że naprawdę osiągnęłabyś dokładnie to
    > samo, gdybyś nie miała tej 5, a tylko 'nędzne' 4,85.

    Zapewne. Bo nie o samą średnią tu chodzi tylko o systematyczne uczenie się.

    Chyba jednak za dużą wagę
    > przywiązujesz do numerologii...

    Zupełnie nie. To wyszło przez przypadek.

    > BTW: osobiście miałam 5 na maturze z matmy, zawiść przeze mnie nie przemawia. ;
    > -)

    Ja z matmy nie zdawałam. Zdawałam z biologii, bo byłam na biologiczno-chemicznym profilu.
  • 25.10.11, 15:40
    jakw napisała:

    > Hm, a ty widzisz, skoro jeszcze w liceum twoja mama rwała włosy z głowy z tego
    > powodu, że nie masz 5 z matematyki?

    Znowu problem z czytaniem ze zrozumieniem. Pomoc w matematyce to nie rwanie głowy. Mama wiedział, że stać mnie na więcej. Problemem był nauczyciel, który nie umiał tłumaczyć. Mama umiała, więc się za to wzięła.

    A wogóle ciągle podkreślasz, że skończyłaś
    > dobre studia i miałaś dobrą pracę.

    Nie podkreślam, tylko zapytana odpowiedziałam, że dobra nauka pozwoliła mi na zdanie na dobre studia i na dostanie dobrej pracy swego czasu.

    Za to teraz nie pracujesz w sensie zawodowy
    > m, wychowujesz dziecko i coś tam malujesz

    Teraz nie muszę już pracować na etat, tyko robię to co chcę i co lubię.

    - a możesz mi powiedzieć jaki jest zw
    > iązek twojej teraźniejszości z tym, że w okolicach matury miałaś średnią 5.0 za
    > miast 4.9?

    Nie wiem jaki jest związek, bo ja miałam średnią 5,0 bez specjalnego wysiłku.

    > I myślisz, że te kupony od tego 5.0 będziesz odcinać do końca życia?

    Tego nie wiem, ale jestem wystarczająco inteligentna i zabezpieczona finansowo jednocześnie żeby się o to nie martwić.
  • 25.10.11, 18:31
    Owszem - przyłożenie się do matematyki i paru innych przedmiotów - jak najbardziej ci w tym dostaniu się na studia pomogły. Ale na studia zapewne zdawałaś egzamin, a nie był konkurs świadectw , więc ta średnia 5.0 (a w szczególności 5 np. z rosyjskiego) nic z tym wspólnego nie miały. Równie dobrze mogłabyś mieć średnią 4,85 czy 4,5 i na te studia dostać się tak samo.
    Więc wydaje mi się, że po prostu przykładasz za dużą wagę do tej średniej. Co będzie jeśli na którymś etapie edukacji okaże się, że twój syn, owszem , mógłby mieć średnią 6.0, ale kosztem poświęcania dużych ilości czasu na przedmioty, które mu nie leżą (a z których bez większych problemów i nakładów czasowych mógłby mieć 4) i zaniedbując to, co jest jego pasją? Będziesz siedziała nad młodym i "truła", że przecieś stać go na 6 i z biologii, i z historii, i z matematyki?

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 25.10.11, 20:11
    jakw napisała:

    > Owszem - przyłożenie się do matematyki i paru innych przedmiotów - jak najbardz
    > iej ci w tym dostaniu się na studia pomogły. Ale na studia zapewne zdawałaś eg
    > zamin, a nie był konkurs świadectw , więc ta średnia 5.0 (a w szczególności 5 n
    > p. z rosyjskiego) nic z tym wspólnego nie miały. Równie dobrze mogłabyś mieć śr
    > ednią 4,85 czy 4,5 i na te studia dostać się tak samo.

    Zapewne. Ale średnia to był tylko przykład. I nie wiem czemu ciągle do tego wracamy.

    > Więc wydaje mi się, że po prostu przykładasz za dużą wagę do tej średniej.

    To nie ja. Ciągle ktoś mnie o to pyta albo dodaje coś złośliwego więc bronie się. To odruch naturalny.

    Co b
    > ędzie jeśli na którymś etapie edukacji okaże się, że twój syn, owszem , mógłby
    > mieć średnią 6.0, ale kosztem poświęcania dużych ilości czasu na przedmioty, kt
    > óre mu nie leżą (a z których bez większych problemów i nakładów czasowych mógłb
    > y mieć 4) i zaniedbując to, co jest jego pasją? Będziesz siedziała nad młodym i
    > "truła", że przecieś stać go na 6 i z biologii, i z historii, i z matematyki?

    Nie sądzę. Mój syn w obecnej chwili wie więcej niż ja w jego wieku, więc nie martwię się o jego edukację. Na pewno nie będę go dusić za oceny ale zawsze pomogę, gdy ta pomoc będzie potrzebna. Nawet jak będzie w liceum. No i jest jeszcze babcia matematyczka smile
    Zresztą znając go, to będzie się starał o najlepsze oceny. Teraz nie ma żadnych. Dostaje tzw. kredyty i dumny jest z nich jak paw.
  • 26.10.11, 15:00
    Wracamy do średniej 5.0 bo kilka razy to podkreślałaś. Śmiem za to twierdzić, że gdybyś , zamiast przez kilkanaście lat skupiać się na osiąganiu średniej 5.0, rozwijała pasje, które gdzieś tam w tobie drzemały, to decyzji o studiowaniu historii sztuki nie podejmowałabyś w ostatniej chwili, po 4 latach szykowania się na medycynę. I powiedzmy sobie szczerze - 4-kowa wiedza z dobrego liceum z matematyki wystarczyłaby ci i na medycynie, i na historii sztuki. Chyba, że działem, z którym miałaś problemy, był rachunek prawdopodobieństwa wink
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 26.10.11, 17:48
    jakw napisała:

    > Wracamy do średniej 5.0 bo kilka razy to podkreślałaś.

    Ja powiedziałam to tylko raz. To inni zadają mi wciąż to samo pytanie.

    Śmiem za to twierdzić, ż
    > e gdybyś , zamiast przez kilkanaście lat skupiać się na osiąganiu średniej 5.0,
    > rozwijała pasje, które gdzieś tam w tobie drzemały, to decyzji o studiowaniu h
    > istorii sztuki nie podejmowałabyś w ostatniej chwili,

    Zapewne. Gdybym była tak mądra jak teraz. Ale jak się ma naście lat to nie zawsze ma się sprecyzowane plany - czyż nie?

    po 4 latach szykowania si
    > ę na medycynę. I powiedzmy sobie szczerze - 4-kowa wiedza z dobrego liceum z ma
    > tematyki wystarczyłaby ci i na medycynie, i na historii sztuki. Chyba, że dział
    > em, z którym miałaś problemy, był rachunek prawdopodobieństwa wink

    Na medycynę owego czasu potrzebna była dobra chemia. Egzaminy były bardzo trudne. Ale to nie o chemię chodziło tylko o wrażliwość, która nie pozwoliłaby mi przeżyć sekcji zwłok.
    Do medycyny trzeba ma mieć odpowiednią psychikę. Chociaż jak teraz patrzę na wielu lekarzy to widzę, że 10% jest dobrych a reszta to porażka całkowita. Niestety.
  • 27.10.11, 14:42
    fogito napisała:
    > Zapewne. Gdybym była tak mądra jak teraz. Ale jak się ma naście lat to nie zaws
    > ze ma się sprecyzowane plany - czyż nie?
    To fakt - niemniej zmienianie planów studiowania aż tak drastycznie tydzień czy dwa przed egzaminami wskazuje raczej na zupełne nieprzemyślenie tej decyzji ciut wcześniej. Nadmierna wrażliwość na sekcję zwłok zapewnie nie objawiła się tydzień wcześniej.

    > Na medycynę owego czasu potrzebna była dobra chemia.
    Nadal jest potrzebna. I tym bardziej dziwi mnie skupianie się na 5 z matematyki z powodów "bo źle wygląda". Matematyka na medycynie jest pewnie potrzebna głównie w zakresie statystyki - a sądząc po tym, jakie pojęcie nt statystyki mają potem lekarze - na pewno nie jest to najważniejszy przedmiot.

    >Ale to nie o chemię chodziło tylko o wrażliwość, która nie pozwoliłaby mi pr
    > zeżyć sekcji zwłok.
    Nie możesz tego twierdzić dopóki byś nie padła na tej sekcji.
    Problem z prosektorium to mają chyba wszyscy studenci I-go roku. A na III-cim wsuwają w prosektorium 2-gie śniadanie. To tak ze wspomnień lekarzy w rodzinie czy znajomych.



    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 27.10.11, 14:59
    Bardziej niz sekcje ruszały mnie doswiadczenia na biednych żabach, myszach, szczurach i królikach na II/III roku.
  • 27.10.11, 20:00
    jakw napisała:


    > To fakt - niemniej zmienianie planów studiowania aż tak drastycznie tydzień czy
    > dwa przed egzaminami wskazuje raczej na zupełne nieprzemyślenie tej decyzji ci
    > ut wcześniej. Nadmierna wrażliwość na sekcję zwłok zapewnie nie objawiła się ty
    > dzień wcześniej.

    Jak będę chciała pójść do psychologa i pogadać o tym ze specjalistą to zrobię to. ALe tu na forum chyba nie ma o czym gadać.


    > Nadal jest potrzebna. I tym bardziej dziwi mnie skupianie się na 5 z matematyk
    > i z powodów "bo źle wygląda"

    smile Zaczynam się czuć jak ten pastuch co tłumaczy "krowie na rowie". Dla włąasej satysfakcji mi te wszystkie piątki były potrzebne. Tyle i tylko tyle.

  • 27.10.11, 21:23
    fogito napisała:

    > Dla włąasej
    > satysfakcji mi te wszystkie piątki były potrzebne.
    I chyba nadal podbudowują twoje ego wink

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 27.10.11, 21:38
    jakw napisała:

    > fogito napisała:
    >
    > > Dla włąasej
    > > satysfakcji mi te wszystkie piątki były potrzebne.
    > I chyba nadal podbudowują twoje ego wink
    >

    Chyba bardziej interesują ciebie niż mnie. Bo dla mnie to był standard swego czasu i żadne tam 'halo'.
  • 25.10.11, 16:00
    Zdradx jakie to dobre studia skończyłaś. Tak się chwalisz i chwalisz.
  • 25.10.11, 20:11
    przeciwcialo napisała:

    > Zdradx jakie to dobre studia skończyłaś. Tak się chwalisz i chwalisz.

    Już kiedyś o tym pisałam. Pomęcz się i poszukaj. Ale na pewno nie była to fizyka jądrowa big_grin
  • 25.10.11, 20:17
    przeciwcialo napisała:
    > Zdradx jakie to dobre studia skończyłaś. Tak się chwalisz i chwalisz.

    Historię sztuki, droga Przeciwciało. Uniwersytecką pamięciówkę dla pracowitych mróweczek, które nie dostały się na wydziały artystyczne ASP wink

    Taaaak, od razu napiszę, że to zawiść przeze mnie przemawia.

    --
    Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
  • 25.10.11, 20:28
    He, he.... bez komentarza. Ciekawi mnie jakąz to swietną prace po historii sztuki sie dostaje.
    Na historię sztuki mogłam iśc bez egzaminów bo miałam swistek z olimpiady big_grin Tak własnie między innymi spedzałam czas w liceum.
  • 25.10.11, 21:29
    przeciwcialo napisała:

    > He, he.... bez komentarza. Ciekawi mnie jakąz to swietną prace po historii sztu
    > ki sie dostaje.
    > Na historię sztuki mogłam iśc bez egzaminów bo miałam swistek z olimpiady big_grin Ta
    > k własnie między innymi spedzałam czas w liceum.

    Trzeba było podzielić się świstkiem, to może ktoś by go docenił tongue_out
  • 25.10.11, 21:28
    mama_kotula napisała:


    > Historię sztuki, droga Przeciwciało. Uniwersytecką pamięciówkę dla pracowitych
    > mróweczek, które nie dostały się na wydziały artystyczne ASP wink
    >
    > Taaaak, od razu napiszę, że to zawiść przeze mnie przemawia.
    >

    Wiem i aż cię skręca, żeby mi dowalić. Jakież to typowo polskie zachowanie smile
  • 26.10.11, 07:33
    To przepraszam - po cholerę była ci ta piątka z matematyki?
    Jak świat światem (nie wiem jak teraz), tam nie potrzebowałaś matematyki na maturze...
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • 26.10.11, 07:36
    morekac napisała:
    > To przepraszam - po cholerę była ci ta piątka z matematyki?

    Żeby mamę zadowolić.


    --
    Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
  • 26.10.11, 10:39
    mama_kotula napisała:

    > morekac napisała:
    > > To przepraszam - po cholerę była ci ta piątka z matematyki?
    >
    > Żeby mamę zadowolić.
    >

    Żeby pomiedzy wszystkimi piątkami czwórki nie było tongue_out bo kiepsko by wyglądała smile
  • 26.10.11, 10:38

    morekac napisała:

    > To przepraszam - po cholerę była ci ta piątka z matematyki?
    > Jak świat światem (nie wiem jak teraz), tam nie potrzebowałaś matematyki na ma
    > turze...

    Nie zdawałam matematyki na maturze tylko biologię. A piątka z matmy była mi potrzebna dla własnej satysfakcji podobnie jak z fizyki czy chemii.
  • 26.10.11, 11:18
    fogito napisała:
    >A piątka z matmy była mi pot
    > rzebna dla własnej satysfakcji podobnie jak z fizyki czy chemii.
    Albo dla satysfakcji mamy-matematyczki...Dla niej to musiał być jednak niesamowity obciach - córka z 4 z matmy, i to jeszcze w biol-chemie, gdzie program z matematyki jest jednak mniej wymagający niż w mat-fizie.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 26.10.11, 11:31
    jakw napisała:

    > fogito napisała:
    > >A piątka z matmy była mi pot
    > > rzebna dla własnej satysfakcji podobnie jak z fizyki czy chemii.
    > Albo dla satysfakcji mamy-matematyczki...Dla niej to musiał być jednak niesamow
    > ity obciach - córka z 4 z matmy, i to jeszcze w biol-chemie, gdzie program z ma
    > tematyki jest jednak mniej wymagający niż w mat-fizie.
    >

    Alez ja nigdy 4 nie miałam na świadectwie, więc obciachu nie było. Jeszcze jakieś pytania w kwestii mojej kariery szkolnej...
  • 26.10.11, 11:36
    Dla niej to musiał być jednak niesamow
    > ity obciach - córka z 4 z matmy,
    Dla was też byłby. wink
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • 26.10.11, 15:05
    morekac napisała:

    > Dla was też byłby. wink
    Na szczęście córka w biol-chemie na razie mi nie grozi, więc i perspektywa 4 z matmy w tymże biol-chemie także wink

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 26.10.11, 11:31
    Nie do końca. Skoro szykowałaś się na medycynę to raczej wiedza z chemii i fizyki była niezbędna. W tamtych czasach na medycynie obowiązywał egzamin z biologii, chemii i fizyki.
    Wymówka więc kiepska
  • 26.10.11, 12:58
    A medycyna ma jednak opinię bardziej elitarnej i trudniejszej niż historia sztuki... Na pewno więcej jest tam nauki. Przy czym wcale się nie dziwię, że na studiach ściśle humanistycznych był czas na wszystko - bo niezależnie od ilości wkuwania liczba godzin zajęciowych w okolicach zapewne ok.20-tu to nie jest dużo. Kolejne 20 można przeznaczyć na zapoznawanie się z mniej lub bardziej obowiązkowymi lekturami i człowiek specjalnie przemęczony nie jest.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • 26.10.11, 17:52
    morekac napisała:

    > A medycyna ma jednak opinię bardziej elitarnej i trudniejszej niż historia sztu
    > ki...
    Nie wiem, czy to ciągle do mnie, ale jeśli tak to w moim przypadku problemem była perspektywa sekcji zwłok i niemożności babrania się w ludzkim ciele. Bo zanim człowiek sobie zrobi cieplutka specjalizację z pediatrii to niestety musi przez to przejść. Ja bym nie przeszła. Zdałam sobie sprawę z tego jak przygotowania na medycynę weszły w poważniejszą ostatnią fazę.
  • 26.10.11, 17:57
    Nikt ci nie pisze, że koniecznie miałaś zostać lekarzem. Znam osobę, która dostała się na medycynę i nie podjęła studiów, bo stwierdziła, że ją to przerasta. Niemniej przeskok z medycyny na historię sztuki wydaje się nieco radykalną zmianą zainteresowań, zwłaszcza w ostatniej chwili.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • 26.10.11, 17:58
    morekac napisała:

    > Nikt ci nie pisze, że koniecznie miałaś zostać lekarzem. Znam osobę, która dost
    > ała się na medycynę i nie podjęła studiów, bo stwierdziła, że ją to przerasta.
    > Niemniej przeskok z medycyny na historię sztuki wydaje się nieco radykalną zmia
    > ną zainteresowań, zwłaszcza w ostatniej chwili.

    Ja zawsze interesowałam się sztuką i historią., więc to nie było dalekie od moich zainteresowań. Byłam na profilu biol-chemicznym, bo tam był wyższy poziom z matematyki i chemii.
  • 26.10.11, 22:10
    He he, to co piszesz jednak świadczy o tym, że tak naprawdę to, czego w szkole się uczyłaś, nie jest wykorzystywane przez ciebie w dorosłym życiu. Bo naprawdę nie wierzę, że w biol-chemie kiedykolwiek uczono historii sztuki, a i historia bywa traktowana bardziej luźno, nawet w lepszych liceach. Nawet angielskiego uczyłaś się po maturze.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • 26.10.11, 23:10
    morekac napisała:

    > He he, to co piszesz jednak świadczy o tym, że tak naprawdę to, czego w szkole
    > się uczyłaś, nie jest wykorzystywane przez ciebie w dorosłym życiu

    Oj bardzo się mylisz w tej chwili. Najbadziej w dorosłym życiu przydała mi się właśnie biologia i owe medyczne przygotowania. Dzięki mojej wiedzy byłam w stanie podważyć diagnozę czołowego otolaryngologa (prof Skarżyńskiego) w naszym kraju i dzięki mojemu uporowi i wbrew wszystkim, którzy uważali mnie za paranoiczkę (z mężem na czele) udało mi się potwierdzić ową diagnozę w Stanach. I to właśnie ja prowadzę fachowe rozmowy z amerykańskimi lekarzami mojego syna, a nie mój mąż, który jest nativem, a którego wiedza biologiczna leży po prostu i kwiczy pomimo skończenia dwóch amerykańskich uniwersytetów.


    . Bo naprawdę
    > nie wierzę, że w biol-chemie kiedykolwiek uczono historii sztuki, a i historia
    > bywa traktowana bardziej luźno, nawet w lepszych liceach.

    Historia w moim liceum była traktowana równie poważnie jak inne przedmioty. Wprawdzie biologia stała na piedestale, ale to było wysoko ponad normę.

    Nawet angielskiego u
    > czyłaś się po maturze.

    I tu się kłania kiepskie czytanie ze zrozumieniem. Ja się uczyłam angielskiego jedynie w podstawówce i w liceum. Na studiach już się nie uczyłam, bo jak napisałam poziom był kiepski. Wtedy to juz szlifowałam go w Londynie.
  • 27.10.11, 03:33
    Cytat I to wła śnie ja prowadzę fachowe rozmowy z amerykańskimi lekarzami mojego syna, a nie mój mąż, który jest nativem, a którego wiedza biologiczna leży po prostu i kwiczy pomimo skończenia dwóch amerykańskich uniwersytetów.
    To tylko swiadczy nieszczegolnie o mezu. KAZDY wyksztalcony czlowiek, mowimy o wyzszym wyksztalceniu jest w stanie poszukac, doczytac, zrozumiec i przelozyc na rzeczywistosc powinien potrafic, bo tego (research) na studiach ucza. Moj Jankeski, mocno techiczny maz, ktory biologie mial ostatnio w liceum, nie tylko zdiagnozowal wade rozwojowa syna, nie zauwazona przez pediatre, ale jeszcze sie obczytal i zaznajomil z choroba, tak, ze na konsultacji, chirurg go zapytal, czy ma wyksztalcenie medyczne.
    Zakres materialu biologii w liceum nijak sie nie pokrywa z medycyna. Bylam w biol-chemie, ukonczylam biol.molekularna i biochemie, dopiero w trakcie doktoratu mielismy zajecia np. z pharmakologii. Biologia licealna to sa zaledwie podstawy. BYlas w stanie sie sama doksztalcic, umiejetnosc, ktora kazdy czlowiek po studiach powinien miec. I jeszcze jest intuicja macierzynskwa, na ktorej np. nasz pediatra polega bardziej niz na testach laboratoryjnych.
  • 27.10.11, 08:25
    myelegans napisała:

    >
    > To tylko swiadczy nieszczegolnie o mezu

    Świadczy też nieszczególnie o jego podstawowej wiedzy z biologii zdobytej w Stanach. To, że doczyta to jedno a to, że nie zna podstaw to drugie. No ale nie jest to dyskusja o amerykańskim szkolnictwie, więc nie będę rozwijać tematu.


    >. BYlas w stanie sie sama doksztalcic, umiejetnosc, ktora kazdy czlowiek po s
    > tudiach powinien miec.

    Ale dokształcic się z biologii i medycyny mogłam, bo wiedziałam z czego.

    I jeszcze jest intuicja macierzynskwa, na ktorej np. nas
    > z pediatra polega bardziej niz na testach laboratoryjnych.

    A to święta prawda, w którą niestety nie wierzy 90% polskich lekarzy.
  • 27.10.11, 14:59
    Cytat Świadczy też nieszczególnie o jego podstawowej wiedzy z biologii zdobytej w Stanach. To, że doczyta to jedno a to, że nie zna podstaw to drugie. No ale nie jest to dyskusja o amerykańskim szkolnictwie, więc nie będę rozwijać tematu.

    Idac tym torem, ktos kto ma slaba nauczycielke biologii w LO, albo ma biologie w postaci okrojonej jest skazany przez cala reszte zycia na ignoracje biologiczno-medyczna, ktorej absolutnie nie da cie nadrobic vide: twoj maz.
    Idac moim torem myslenia, mozna w polowie zycia przekwalifikowac sie i zostac eskpertem w czyms, czego podstaw nie mialo sie z liceum bedac samoukiem vide: moj maz, ktory np. jest samoukiem programista, pracujacym jako.... programista, informatyki nie mial ani w liceum, ani na studiach. Podobnie z naukami przyrodniczo-biologicznymi, moge z nim rozmawiac jak z fachowcem, jak czegos nie wie, to sie dowie. Wiec, gdzie tu zaleznosc od systemu, ktora tak usilnie starasz sie udowodnic?
    Ty podalas jeden przyklad, ja kontrprzyklad. Tylko, ze to TY musisz miec ostatnie slowo, wiec Ci go daje.
  • 27.10.11, 20:02
    myelegans napisała:


    > Ty podalas jeden przyklad, ja kontrprzyklad. Tylko, ze to TY musisz miec ostatn
    > ie slowo, wiec Ci go daje.

    Nie muszę. Generalnie mam to w nosie wink
  • 27.10.11, 15:23
    Mi wydaje się dość idiotyczne założenie, że jak się czegoś nie miało w szkole/na studiach to już nigdy nie można zdobyć tej wiedzy. Być może niewiedza twojego męża wynika z nikłego zainteresowania sprawami domowo-dziecięcymi, które w garści trzymasz ty, a nie z amerykańskiego systemu szkolnictwa. Po prostu skoro ty się tym zajęłaś to po co on ma tracić zasoby czasowe na wyważanie otwartych drzwi?
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 27.10.11, 20:03
    jakw napisała:

    > Mi wydaje się dość idiotyczne założenie, że jak się czegoś nie miało w szkole/n
    > a studiach to już nigdy nie można zdobyć tej wiedzy


    A ktoś tak założył?


    . Być może niewiedza twojego
    > męża wynika z nikłego zainteresowania sprawami domowo-dziecięcymi, które w gar
    > ści trzymasz ty, a nie z amerykańskiego systemu szkolnictwa.

    smile Moje przemyślenia w tym temacie zostawię dla siebie i wypowiem się w dyskusji o polskim i amerykańskim szkolnictwie smile

    Po prostu skoro ty
    > się tym zajęłaś to po co on ma tracić zasoby czasowe na wyważanie otwartych dr
    > zwi?

    Ale, czyż to ty nie usiłowałaś mi wmówić, ze nie korzystam z wiedzy zdobytej w liceum...?
  • 27.10.11, 21:20
    fogito napisała:

    > jakw napisała:
    >
    > A ktoś tak założył?
    Mam wrażenie że ty wink pisząc o wiedzy swojego męża w niektórych dziedzinach (konkretnie medycznych) po amerykańskiej szkole.

    > Ale, czyż to ty nie usiłowałaś mi wmówić, ze nie korzystam z wiedzy zdobytej w
    > liceum...?
    Mi chodziło o 5-tkową wiedzę z matematyki na twoich ewentualnych studiach - niezależnie czy byłaby to ta medycyna czy historia sztuki - wiedza mało przydatna. Skoro nawet jeszcze po maturze wybierałaś się na medycynę to pilna nauka chemii i biologii jest dla mnie jak najbardziej zrozumiała i tego się nie czepiam.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 27.10.11, 21:40
    jakw napisała:

    >
    > Mam wrażenie że ty wink pisząc o wiedzy swojego męża w niektórych dziedzinach (k
    > onkretnie medycznych) po amerykańskiej szkole.
    >

    No to masz złe wrażenie.

    > > Ale, czyż to ty nie usiłowałaś mi wmówić, ze nie korzystam z wiedzy zdoby
    > tej w
    > > liceum...?
    > Mi chodziło o 5-tkową wiedzę z matematyki na twoich ewentualnych studiach - nie
    > zależnie czy byłaby to ta medycyna czy historia sztuki - wiedza mało przydatna.

    Bo ty nie możesz zrozumieć, że można się uczyć dla czystej satysfakcji...

    > Skoro nawet jeszcze po maturze wybierałaś się na medycynę to pilna nauka chemi
    > i i biologii jest dla mnie jak najbardziej zrozumiała i tego się nie czepiam.

    Czepnij się może WF'u też miałam 5 big_grin
  • 28.10.11, 19:22
    fogito napisała:

    > Bo ty nie możesz zrozumieć, że można się uczyć dla czystej satysfakcji...
    Może i masz rację - mogę zrozumieć, że ktoś uczy się z ciekawości czy w celu przygotowania się do egzaminu na wymarzone studia. Mogę zrozumieć, że ktoś siada i przygotowuje się porządnie do klasówki i nawet dostaje z tego 5 czy 6. Ale nie bardzo mieści mi się w głowie stawanie na głowie tylko dlatego, że 4 z przedmiotu, który kogoś chyba nie aż tak strasznie interesuje, "źle" wygląda na świadectwie. Przecież to jest czysta strata czasu - własnego czasu, który można naprawdę lepiej wykorzystać. Ja tam wolałam porobić hobbystycznie ciekawe zadania z matmy czy poczytać ciekawą książkę niż tracić mnóstwo czasu na doskonalenie wypracowania z polskiego, które i tak pewnie nigdy nie byłoby wystarczająco doskonałe bądź zakuwanie się po raz 2n+1 biologii, gdy zakucie jej n razy było całkiem wystarczające, żeby spokojnie dostać 4.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 28.10.11, 19:55
    jakw napisała:

    > fogito napisała:
    >
    > > Bo ty nie możesz zrozumieć, że można się uczyć dla czystej satysfakcji...
    > Może i masz rację - mogę zrozumieć, że ktoś uczy się z ciekawości czy w celu p
    > rzygotowania się do egzaminu na wymarzone studia. Mogę zrozumieć, że ktoś siada
    > i przygotowuje się porządnie do klasówki i nawet dostaje z tego 5 czy 6. Ale n
    > ie bardzo mieści mi się w głowie stawanie na głowie tylko dlatego, że 4 z prze
    > dmiotu, który kogoś chyba nie aż tak strasznie interesuje, "źle" wygląda na świ
    > adectwie. Przecież to jest czysta strata czasu - własnego czasu, który można na
    > prawdę lepiej wykorzystać. Ja tam wolałam porobić hobbystycznie ciekawe zadania
    > z matmy czy poczytać ciekawą książkę niż tracić mnóstwo czasu na doskonalenie
    > wypracowania z polskiego, które i tak pewnie nigdy nie byłoby wystarczająco dos
    > konałe bądź zakuwanie się po raz 2n+1 biologii, gdy zakucie jej n razy było cał
    > kiem wystarczające, żeby spokojnie dostać 4.

    Ale mnie nauka nie zabierała specjalnie dużo czasu. Ja czytałam książki bez przerwy i malowałam. I jeszcze pomagałam babci w gospodarstwie po lekcjach. Dobre oceny to była wypadkowa. Nie musiałam wcale wiele zakuwać na te piątki. Ja naprawdę byłam wystarczająco zdolna, żeby mi to przyszło z łatwością. Choć wielu próbuje mi wmówić, że nie byłam. A matematyka z mamą przez kilka wieczorów była konieczna, bo nauczycielka była po prostu kiepska i nie do ruszenia.
  • 28.10.11, 20:10
    No cóż, jak dla mnie program matematyki z biol-chemu był do opanowania i bez nauczyciela, więc mam po prostu podejrzenia, że miałaś dobrą pamięć i byłaś pracowita, za to poddawałaś się od razu przy zagadnieniu, którego nie rozumiałaś - i chyba nawet nie próbowałaś go zrozumieć.
    PS
    Miałam kilku kiepskich nauczycieli od matematyki w mat-fizie, więc jestem pewna, że istnieją egzemplarze, które mogły matematykę zrozumieć i bez specjalnego udziału nauczyciela.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 28.10.11, 20:22
    jakw napisała:

    > No cóż, jak dla mnie program matematyki z biol-chemu był do opanowania i bez na
    > uczyciela, więc mam po prostu podejrzenia, że miałaś dobrą pamięć i byłaś praco
    > wita, za to poddawałaś się od razu przy zagadnieniu, którego nie rozumiałaś - i
    > chyba nawet nie próbowałaś go zrozumieć.

    Bo ja byłam leniwa i wolałam zatrudnić mamę do tłumaczenia tongue_out Mogłam sobie na to pozwolić smile

  • 28.10.11, 20:30
    Ale to się kłóci z tą pracowitością i pracą dla samej satysfakcji. Wiesz, jaką miałabyś satysfakcję gdybyś zrozumiała to sama??
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 28.10.11, 20:38
    jakw napisała:

    > Ale to się kłóci z tą pracowitością i pracą dla samej satysfakcji. Wiesz, jaką
    > miałabyś satysfakcję gdybyś zrozumiała to sama??

    Zapewne, ale ja miałam w życiu nadmiar satysfakcji.
  • 24.10.11, 16:26
    Tylko dziecko nie jest nauczyciela, a nasze i to nam a nie nauczycielowi powinno zależeć na zapewnieniu mu dobrego startu.
    Natomiast w przypadku dziecka z trudnościami czy deficytami szala odpowiedzialności za naukę przychyla sie na stronę rodzica, i wybacz ale cała klasa nie będzie przez dwa miesiące siedziała bo Krzysiu ma problem z rozpoznawaniem pierwszej głoski i na lekcji trzeba to wyćwiczyć, jeżeli rodzic z nim tego nie wyćwiczy to Jaś tego nie opanuje, nie opanuje więc wielu innych tematów powiązanych z tym pierwszym.

    "> I zakładam, że po coś to dziecko do tej szkoły chodzi, nie tylko po to, aby zwe
    > ryfikować to, czego go nauczył rodzic."

    szkoła ma przekazać wiedzę w tempie i metoda przeznaczoną dla przeciętnego dziecka, dziecko z problemami czy deficytami potrzebuje na opanowanie materiału więcej czasu, często więcej wysiłku i to musi mu zapewnić rodzic.
    Przeciętne dziecko nie będzie miało problemów z odrobieniem lekcji w klasie pierwszej i ewentualna pomoc rodzica jest potrzebna do przeczytania zadania, dziecko z trudnościami wymaga tej pomocy więcej.
    Ty masz dzieci czytające nic więc dziwnego, że same odrabiają lekcję , większość dzieci uczy sie jednak czytać w klasie pierwszej

  • 24.10.11, 16:38
    Ty piszesz o skrajnościach i dysfunkcjach. Ja piszę o dziecku przeciętnym. Które powinno być w stanie SAMODZIELNIE rozwiązać zadanie domowe. Do znudzenia będe powtarzać: nauczyciel powinien dostawać informację zwrotną.

    Cytat
    Ty masz dzieci czytające nic więc dziwnego, że same odrabiają lekcję , większość dzieci uczy sie jednak czytać w klasie pierwszej


    I w tym momencie pomoc rodzica powinna sprowadzić się do tego, czego dziecko z definicji TECHNICZNIE nie umie, bo brakuje mu wiedzy - czyli do przeczytania polecenia. To, jak dziecko rozumie polecenie, powinno wynikać z lekcji - z tego, czy takie zadania były rozwiązywane, z tego, czy nauczyciel wyjaśnił wcześniej, co oznacza "napisz działanie do obrazka".
    Bo o ile niektóre polecenia są trywialne, typu "otocz pętlą prostokąty, po prawej narysuj słoneczko, po lewej króliczka", o tyle polecenie "popatrz na obrazek i zapisz odpowiednio działania" (na jednym obrazku koszyk z 2 czerwonymi i 3 zielonymi kłebkami włóczki, na drugim obrazku koszyk z 3 kłębkami i 2 kłębki obok koszyka) - trywialne nie jest - a takie polecenia dostaje moje dziecko na kartach pracy w pierwszej klasie, w październiku. Po niespełna 2 miesiącach nauki. I nie jest moją rolą, aby mu wyjaśniać, że w pierwszym obrazku chodzi o dodawanie, a w drugim o odejmowanie - ono ma to samo wiedzieć po lekcji. Jeśli nie wie, szukamy przyczyny tego, dlaczego nie wie. Po prostu. Ale nauczyciel MUSI wiedzieć, gdzie i z czym dziecko ma problem.

    Aaa - czym innym jest ćwiczenie tego, z czym dziecko ma powtarzający się problem. Ja mam np. zalecenia od logopedy szkolnego, aby z dzieckiem ćwiczyć również w domu, więc ćwiczę - dostałam zadania, teksty, wierszyki, zestaw ćwiczeń. I zapewne jakbym po np. 3 tygodniach od rozpoczęcia tematu "dodawanie w zakresie 10" dostała od nauczyciela informację, że dziecko nadal ma problemy, mimo kilkukrotnego powtarzania i tłumaczenia na 5 różnych sposóbów i wymaga utrwalenia materiału, to bym się tym zainteresowała (zakładając, że nauczyciel wyczerpał możliwe środki). Natomiast ćwiczenie profilaktyczne i powtarzanie na wszelki wypadek mnie nie kręci, bo nie widzę takiej potrzeby.

    --
    I am weird but I am not strange.
  • 24.10.11, 17:51
    > Ty piszesz o skrajnościach i dysfunkcjach. Ja piszę o dziecku przeciętnym. Któr
    > e powinno być w stanie SAMODZIELNIE rozwiązać zadanie domowe.

    I tu sie zgadzamy. Przeciętne dziecko jest w stanie samodzielnie odrobić pracę domową, jeżeli potrafi przeczytać polecenie, jeżeli nie potrafi potrzebuje do tego pomocy rodzica. Dzieci w klasach pierwszych w większości przypadków nie potrafią czytać.

    "> I w tym momencie pomoc rodzica powinna sprowadzić się do tego, czego dziecko z
    > definicji TECHNICZNIE nie umie, bo brakuje mu wiedzy - czyli do przeczytania po
    > lecenia"

    I do tego sprowadza się pomoc rodzica. Nie sądzę aby ktokolwiek rysował szlaczki, czy obrysowywał trójkąty za dziecko. Nie sądzę też aby ktoś zajmował się dokładnym tłumaczeniem zadań matematycznych.
  • 24.10.11, 17:53
    Cytat
    Nie sądzę też aby ktoś zajmował się dokładnym tłumaczeniem zadań matematycznych.


    Przed godziną na fejsie moja koleżanka wywiesiła zadanie swojego czwartoklasisty. Z prośbą o wyjaśnienie. Na tym forum tez się często pojawiają pytania "jak wytłumaczyć dziecku ...". Jeszcze jakieś pytania? smile

    --
    I am weird but I am not strange.
  • 24.10.11, 14:22
    Ale z drugiej st
    > rony, to jemu ma zależeć na zadaniu, a nie mi, prawda?

    Teoretycznie tak, tyle że 1-klasiści, bo o takich wątek, dopiero rozpoczynają edukację szkolną i nad co niektórymi trzeba powiesić bat już na początku, bo nawet konsekwencje w szkole nie zrobia na nich absolutnie żadnego wrażenia. A dzieć uczyc się MUSI do 16-go roku zycia, więc przed nim minimum 9 lat. Więc gdy rodzice nie przypilnują, to dziecię "stoczy się" już na wstępie.

    Wszystko jest w porządku, dzieci
    > przyswoiły, możemy przejść dalej. Problem w tym, że dzieci nie przyswoiły, bo
    > nauczyciel nie wytłumaczył dobrze, wytłumaczyli rodzice.

    Dla nauczyciele "rewizja" jego tłumaczenia ma miejsce na klasówkach. Jesli owe 20/25 dzieci napisze źle, to nauczyciel "do rzeczy" wyciągnie z tego wnioski. A ten "nie do rzeczy" i tak by się niczym i nikim nie przejmował, tylko realizował ciąg dalszy programu.

    --
    Teoria jest wtedy, kiedy wiemy wszystko, a nic nie działa. Praktyka jest wtedy, kiedy wszystko działa, a nikt nie wie dlaczego.
  • 24.10.11, 14:25
    Cytat
    Dla nauczyciele "rewizja" jego tłumaczenia ma miejsce na klasówkach. Jesli owe 20/25 dzieci napisze źle, to nauczyciel "do rzeczy" wyciągnie z tego wnioski.


    Ależ nie napiszą źle, bo w toku nauki im rodzice wszystko pięknie wytłumaczą. Rozumiesz? smile

    --
    http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/h/hrle12pb7.png
  • 24.10.11, 14:39
    mama_kotula napisała:

    > Cytat
    > Dla nauczyciele "rewizja" jego tłumaczenia ma miejsce na klasówkach. Jesli owe
    > 20/25 dzieci napisze źle, to nauczyciel "do rzeczy" wyciągnie z tego wnioski.
    >

    >
    > Ależ nie napiszą źle, bo w toku nauki im rodzice wszystko pięknie wytłumaczą.

    Poprzednio pisałaś o nieświadomości nauczyciela, który przeświadczony o swej "prawidłowości" idzie dalej z materiałem. Jesli zaś sytuacja tłumaczenia dzieciom w domu przez rodziców bedzie się notorycznie powtarzać, nie wierzę, że ktoś z rodziców nie poruszy tematu na zebraniu. A wtedy rozgorzeje dyskusjawink

    --
    Teoria jest wtedy, kiedy wiemy wszystko, a nic nie działa. Praktyka jest wtedy, kiedy wszystko działa, a nikt nie wie dlaczego.
  • 24.10.11, 15:20
    Cytat
    Poprzednio pisałaś o nieświadomości nauczyciela, który przeświadczony o swej "prawidłowości" idzie dalej z materiałem.


    Bo tak bywa. Bo to jest zamknięte koło. Dziecko wraca ze szkoły, otwiera kolejne zadanie, mamusia czy tatuś tłumaczy, dziecko wraca do szkoły, nauczyciel sprawdza - jest ok, podejmuje nastepny temat, dziecko wraca ze szkoły, otwiera kolejne zadanie, mamusia tłumaczy... da capo senza fine.


    Cytat
    Jesli zaś sytuacja tłumaczenia dzieciom w domu przez rodziców bedzie się notorycznie powtarzać, nie wierzę, że ktoś z rodziców nie poruszy tematu na zebraniu.


    Ja ostatnio rozmawiałam z panią pedagog szkolną, w toku rozmowy wyszedł znienacka na wierzch temat zadawania prac domowych rodzicom. Wyjasniłam pani spokojnie i rzeczowo, że przez takie zadania traci zarówno dziecko, jak i rodzic. Rodzic traci czas oraz nie ma możliwości planowania czegokolwiek, ale przede wszystkim traci dziecko - traci szanse na rozwijanie umiejętności samodzielnego rozwiązywania problemów. I wiesz co? Pani pedagog miała oczy jak spodki i była autentycznie zaskoczona, bo, jak powiedziała, nigdy nie dostała negatywnego feedbacku od rodziców ani na ten, ani na żaden inny temat. Przyznała mi rację, że zadania domowe w których praca rozkłada się w proporcjach 80% rodzic, 20% uczeń to coś nie halo jest.

    Dlaczego nie miała innych opinii? Widocznie rodzice uznawali, że to jest norma, że muszą codziennie spędzić z dzieckiem 2-3h na przygotowaniu materiałów do następnej lekcji (jeśli chcą, aby dziecko coś się nauczyło i było zaangażowane), albo że normą jest to, że dziecko lat 7 dostaje zadanie "przygotuj info o zabytkach Krakowa", więc rodzic siada do google, szuka i drukuje.

    Generalnie rodzice boją się zwracać uwagę nauczycielom. Po prostu. Boją się zwrócić uwagę, że coś jest wg nich nie tak, za to z pełnym zrozumieniem przyjmują wszelkie uwagi od nauczyciela (a - jest jeszcze grupa rodziców, którzy uwielbiają zwracać uwagi, najlepiej w formie dzikiej awantury tongue_outtongue_out - ale o nich akurat nie piszę teraz, piszę o rodzicach przeciętnych). I myślą, że współpraca rodzic-nauczyciel ma wyglądać tak, że nauczyciel jest guru, a rodzic ma wykonywać jego polecenia.

    A - po rozmowie problem zadań typu "przygotuj" się rozwiązał, zadania tego typu zadawane są z wyprzedzeniem, raz w tygodniu. Czyli nie było to tak, że to moja jedynie fanaberia jest.

    --
    I am weird but I am not strange.
  • 24.10.11, 15:44
    kotula

    Cytat albo że normą jest to, że dziecko lat 7 dostaje zadanie "przygotuj info o zabyt kach Krakowa", więc rodzic siada do google, szuka i drukuje.

    Powiedz, ze to jakis kiepski zart
  • 24.10.11, 15:54
    myelegans napisała:

    > kotula
    >
    > Cytat albo że normą jest to, że dziecko lat 7 dostaje zadanie "przygotuj info
    > o zabyt kach Krakowa", więc rodzic siada do google, szuka i drukuje.


    > Powiedz, ze to jakis kiepski zart

    To nie jest kiepski żart. Takie zadania moje dziecko dostawało przez całą pierwszą klasę. Z tego, co mówiła nauczycielka, większość dzieci przynosiła wydruki i zdjęcia z netu, tylko ja, durna frajerka, kazałam dziecku robić lapbook tongue_out

    Nauczycielka oczywiście przyznała mi rację, jak ją zapytałam, czy ona sobie zdaje sprawę z tego, że takie zadania w 90% wykonuje rodzic, bo przeciętny 7-latek jeśli nawet umie sobie wyguglać cokolwiek, to na bank nie umie odfiltrować treści. Szczególnie jak ma na to np. godzinę. Przyznała mi rację, przytaknęła, zadania były zadawane nadal. Widocznie wszystkim to pasowało - nauczycielowi, który nie musi przygotowywać materiałów na lekcję, jak i rodzicowi, dzięki któremu dziecko bez wysiłku może zarobić dobrą ocenę czy plusa.


    --
    Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
  • 24.10.11, 16:00
    mama_kotula napisała:


    > Nauczycielka oczywiście przyznała mi rację, jak ją zapytałam, czy ona sobie zda
    > je sprawę z tego, że takie zadania w 90% wykonuje rodzic, bo przeciętny 7-latek
    > jeśli nawet umie sobie wyguglać cokolwiek, to na bank nie umie odfiltrować tre
    > ści. Szczególnie jak ma na to np. godzinę. Przyznała mi rację, przytaknęła, zad
    > ania były zadawane nadal. Widocznie wszystkim to pasowało - nauczycielowi, któr
    > y nie musi przygotowywać materiałów na lekcję, jak i rodzicowi, dzięki któremu
    > dziecko bez wysiłku może zarobić dobrą ocenę czy plusa.

    Takie prace domowe to jawna głupota nauczyciela.

  • 24.10.11, 16:12
    Cytat
    Takie prace domowe to jawna głupota nauczyciela.


    Nie tyle głupota, co lenistwo i spychologia. Mi się ulało przy "jutro będziemy rozmawiać o wędrówkach ptaków, proszę o zdjęcia i mapki".
    Ulało mi się, bo jest to świetny temat do realizacji NA LEKCJI - na podstawie materiałów niech klasa rysuje mapę, zaznacza na dużej mapie, rozmawia o tym!
    No ale to wymaga wytłumaczenia 8-latkom:
    - jak się orientować na mapie
    - jak szukać na mapie
    - co to jest mapa tongue_out
    - gdzie są kierunki na mapie
    - plus ogarnąć cały temat wędrówek ptaków, zastanawiając się, dlaczego ptaki wędrują akurat tam - zahaczyć o klimat i strefy klimatyczne (znowu mapa, ratunku)
    I tak dalej. Za dużo roboty. Lepiej niech Kasia przyniesie zdjęcia dzikich gęsi, a Tomek mapkę wędrówek bociana, którą mu tata znalazł w necie - powiesimy w klasie i będzie ładnie.


    Ja też bym chciała, aby pan klient dostarczył mi linki, na których znajde tutoriale z fragmentami kodu. Oraz, aby zrobił mi plan ramowy swojej aplikacji. To by mi ujęło jakieś 70% pracy. No ale on mi za coś płaci, nieprawdaż.

    --
    I am weird but I am not strange.
  • 24.10.11, 16:17
    [quote] To nie jest kiepski żart. Takie zadania moje dziecko dostawało przez całą pierw
    szą klasę. Z tego, co mówiła nauczycielka, większość dzieci przynosiła wydruki
    i zdjęcia z netu, tylko ja, durna frajerka, kazałam dziecku robić lapbook [qoute/]

    Cos by mi wierzgnelo, gdybym TEGO typu prace musiala odwalac. Nie, to nie jest na poziomie 1-klasisty, moze na poziomie 4-klasisty i nie bardzo rozumiem czego te dzieci tu sie ucza. Pani nie moze przyniesc na lekcje zdjec WAwelu, Samoczej Jamy?
    Na szczescie nikt nie wpada u nas na TAKIE pomysly. Projekty np. z science, dzieci robia w szkole, nie w domu. My przychodzimy na gotowe, popatrzec i popodziwiac.
  • 24.10.11, 16:27
    Cytat
    Pani nie moze przyniesc na lekcje zdjec WAwelu, Samoczej Jamy?


    No ja cię proszę. Przeczytaj wyżej: Fogito napisała, że to rodzic ma więcej wkładać w edukację dziecka, a nie nauczyciel. Pani zapewne nie ma czasu w domu szukać, bo - jak ktoś napisał w innym wątku - musi na to poświęcać zycie rodzinne...

    I tak sobie myślę, prawdę mówiąc, że ja tu wychodze na debilkę jakąś, co spycha edukację na nauczyciela, mimo że - o ironio - tyle, ile nauczyłam dziecko SAMA w ciągu 8 lat jego życia, to większość z tego forum nie nauczy jako "pomoc nauczyciela" w ciągu kilkunastu lat szkolnej edukacji.

    A mnie chodzi tylko o to, żeby nauczyciel dobrze wykonywał swoją pracę i obowiązki zawodowe. I żebym jednak mogła pokładać wiarę w tym, że jest w stanie czegoś nauczy moje dziecko. Bo w sumie, jeśli przyjąć podejście Fogito - to ja chromolę szkołę i zabieram sie za homeschooling. Z większym pożytkiem dla dziecka.



    --
    Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
  • 24.10.11, 16:35
    mama_kotula napisała:


    > No ja cię proszę. Przeczytaj wyżej: Fogito napisała, że to rodzic ma więcej wkł
    > adać w edukację dziecka, a nie nauczyciel.

    Ale ja bym po prostu dała dziecku przewodnik po Krakowie. Zresztą mój siedmiolatek już zaliczył zwiedzanie Krakowa i dla niego to byłby pikuś. Ja wykonałam swoją pracę - zabrałam go na Wawel, do Kościoła Mariackiego, do Sukiennic i Wieliczki. Na lekcji mógłby spokojnie o tym podyskutować smile

    >
    Bo w sumie, jeśli przyjąć podejście Fogito - to ja chrom
    > olę szkołę i zabieram sie za homeschooling. Z większym pożytkiem dla dziecka.

    Ja praktykuję homeschooling a dziecko wysyłam do szkoły w celach socjalizujących + coby się języka angielskiego pouczyło i żebym miała czas dla siebie smile

  • 24.10.11, 16:45
    Cytat
    Ale ja bym po prostu dała dziecku przewodnik po Krakowie. Zresztą mój siedmiolatek już zaliczył zwiedzanie Krakowa i dla niego to byłby pikuś. Ja wykonałam swoją pracę - zabrałam go na Wawel, do Kościoła Mariackiego, do Sukiennic i Wieliczki. Na lekcji mógłby spokojnie o tym podyskutować smile


    Cudownie. Co w przypadku materiałów, których nie jesteś w stanie dziecku dostarczyć w ciągu 2 godzin (zakładamy, że dziecko przychodzi ze szkoły o 16, odpoczywa godzinę, zaczyna odrabiać zadanie)?

    I tak, ja też praktykuję homeschooling. Niemniej nie lubię jak się mnie uszczęśliwia tematem na siłę - to raz, oraz nie lubię, jak mam robić coś Szybko Szybko Bo Trzeba Koniecznie Na Jutro - to dwa.
    W przypadku tematu "podróże kolejowe" więcej dziecko wyciągnie z sobotniej wycieczki na dworzec, rozmowy z kolejarzem itd., krótkiej przejażdzki pociągiem niż z tego, że mu w poniedziałek rodzic podsunie stronę netową, bo na wtorek trzeba zdjęcia pociągów. I naprawdę, ja bardzo chętnie temat z dzieckiem zrealizuję i pomogę, jak temat nas interesuje - niemniej nie jak mam na to 2 godziny, a dziecko jest zmęczone po 7h w szkole. Mimo, że uważam, że taką wycieczkę powinna zorganizować szkoła, a nie ja.
    I co więcej, wiem, że się da, tylko trzeba odrobinę dobrych chęci ze strony nauczyciela, a nie lenistwa i spychania wszystkiego, czego się da, na rodzica, żerując na emocjach rodzica i wmawiając mu, że odwala robotę nauczyciela i szkoły "dla dobra dziecka".



    --
    Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
  • 24.10.11, 17:34
    mama_kotula napisała:



    > Cudownie. Co w przypadku materiałów, których nie jesteś w stanie dziecku dostar
    > czyć w ciągu 2 godzin (zakładamy, że dziecko przychodzi ze szkoły o 16, odpoczy
    > wa godzinę, zaczyna odrabiać zadanie)?

    Wtedy sięgam do biblioteki po przewodnik - jak wyżej. Wiedza na temat historii Polski jest już dziecku w realu przekazana w czasie wakacji, które są przecież długie.

    >
    > I tak, ja też praktykuję homeschooling. Niemniej nie lubię jak się mnie uszczęś
    > liwia tematem na siłę - to raz, oraz nie lubię, jak mam robić coś Szybko Szybko
    > Bo Trzeba Koniecznie Na Jutro - to dwa.

    To może trzeba dziecku szkołę lepszą poszukać. Bo od jakiegoś czasu czytam, że nie jesteś zadowolona.
    >
  • 24.10.11, 17:48
    Cytat
    Wtedy sięgam do biblioteki po przewodnik - jak wyżej.


    Otóż to. Czyli: dziecko wraca ze szkoły, jest 17:00, mamusia jedzie po przewodnik do biblioteki. W jednej nie pożyczają do domu, udostepniają jedynie w czytelni, więc szukamy drugiej. Druga czynna do 17:30. Znajdujemy w trzeciej, jesteś w domu o 19.00. Po drodze drugie dziecko wspomina ci, że na jutro ma nazbierać jesiennych liści. Wracasz do domu po latarkę. Z językiem wywieszonym na brodę.

    Pytanie kluczowe: gdzie tu zaangażowanie dziecka/dzieci? Bo ja nie widzę. Widze natomiast, że szkoła organizuje czas wolny rodzica i nie pozwala na planowanie niczego. Nie jestem w stanie zaplanować w tygodniu np. wizyty u dentysty we wtorek, bo nie mogę przewidzieć, czy akurat we wtorek pani na środę nie zada przygotowania sterty materiałów na temat x.


    Plus, założyliśmy, że dziecko ma po raz pierwszy styczność z tematem. Czy sądzisz, że przeciętny siedmiolatek po lekturze przewodnika jest w stanie wyfiltrować z niego potrzebne informacje w nowym temacie? (tak, wiem, twój jest - pytam o dziecko przeciętne).

    --
    I am weird but I am not strange.
  • 24.10.11, 18:39
    mama_kotula napisała:


    > Otóż to. Czyli: dziecko wraca ze szkoły, jest 17:00, mamusia jedzie po przewodn
    > ik do biblioteki

    Ja mam pokaźną bibliotekę w domu...
    Ale ta na Pradze Północ też jest niezła.


    > Pytanie kluczowe: gdzie tu zaangażowanie dziecka/dzieci? Bo ja nie widzę. Widze
    > natomiast, że szkoła organizuje czas wolny rodzica i nie pozwala na planowanie
    > niczego. Nie jestem w stanie zaplanować w tygodniu np. wizyty u dentysty we wt
    > orek, bo nie mogę przewidzieć, czy akurat we wtorek pani na środę nie zada przy
    > gotowania sterty materiałów na temat x.

    Ja bym do takiej szkoły dziecka nie posyłała. Tym bardziej, że to nie pańśtwowa, więc stać was na zmianę.

  • 24.10.11, 19:14
    Cytat
    Ja mam pokaźną bibliotekę w domu...
    Ale ta na Pradze Północ też jest niezła.


    Hint: co w przypadku, kiedy ktoś nie ma pokaźnej biblioteki w domu?
    Hint2: nie każdy mieszka w Warszawie.
    Hint3: nie każdy ma samochód i dysponuje odpowiednią ilością czasu, aby dojechać do biblioteki przed jej zamknięciem, mając na to np. godzinę

    Fogito, my nie piszemy o TOBIE, zauważyłaś?

    Ja też mam pokaźną bibliotekę w domu. I nauczycielka jest tego świadoma. Niemniej byłam bardzo nieprzyjemna, kiedy nauczycielka na info, że nie mam w domu książki o zwierzętach łąkowych odburknęła "a co też pani mówi, dziecko takie oczytane, w domu książka na pewno jest". Bo, oczywiście, pani wie lepiej, jakie książki mam na półkach.

    Z tematem zadań w szkole sobie poradziliśmy, jestem zadowolona - jak pisałam, po interwencji zadania są zadawane z wyprzedzeniem i raz w tygodniu, a nie codziennie.

    --
    Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
  • 24.10.11, 22:45
    mama_kotula napisała:


    >
    > Fogito, my nie piszemy o TOBIE, zauważyłaś?


    Ale piszemy o twojej szkole. I tylko twojej, bo mam nadzieję, że takich głupich prac domowych nie zadają nigdzie indziej.

    nauczycielka na info, że nie mam w domu ksi
    > ążki o zwierzętach łąkowych odburknęła "a co też pani mówi, dziecko takie oczyt
    > ane, w domu książka na pewno jest". Bo, oczywiście, pani wie lepiej, jakie ksią
    > żki mam na półkach.

    Chyba sama rozumiesz, że trzymanie dzieciaków w tej szkole mija się z celem...

  • 25.10.11, 15:31
    > Ale piszemy o twojej szkole. I tylko twojej, bo mam nadzieję, że takich głupich
    > prac domowych nie zadają nigdzie indziej.
    >
    Piszemy nie tyle o szkole, ile o klasie i jej wychowawcy. To nauczyciel klas początkowych ma wpływ na to, ile i jakiego rodzaju prace domowe są zadawane. Dyrektor czy Rada Rodziców mogą mieć ewentualnie wpływ na to, czy w szkolnej bibliotece są książki o zwierzętach łąkowych, tak aby nauczyciel mógł prowadzić lekcję na bazie materiałów należących do szkoły.

    >
    > Chyba sama rozumiesz, że trzymanie dzieciaków w tej szkole mija się z celem...
    >

    Jesli dobrze pamiętam, Kotula jest zadowolona z wychowawcy klasy drugiego dziecka, odpowiada jej też poziom aktywności pozalekcyjnych i baza lokalowa szkoły.

    Wierzę, że poza dużymi metropoliami nie ma sensownego wyboru szkół, nawet jesli rodzic gotów jest zainwestować pieniądze i czas dojazdów w szkołę prywatną/społeczną.
    Chyba sama rozumiesz, że trzymanie dzieciaków w tej szkole może być najrozsądniejszą opcją. I nie oznacza to, że z automatu rodzic ma zamknąć oczy na rzeczy, które są głupie lub szkodliwe.
  • 25.10.11, 15:48
    taria napisała:

    >
    > > Chyba sama rozumiesz, że trzymanie dzieciaków w tej szkole mija się z cel
    > em...
    > >
    >
    > Jesli dobrze pamiętam, Kotula jest zadowolona z wychowawcy klasy drugiego dziec
    > ka, odpowiada jej też poziom aktywności pozalekcyjnych i baza lokalowa szkoły.

    Ja zaś odniosłam wrażenie po przeczytaniu wielu jej wypowiedzi, że jednak ze szkoły swoich dzieci nie jest zadowolona. Ale w sumie to nie mój problem, więc nie ma co dywagować.



  • 25.10.11, 14:32
    fogito napisała:
    > Ale ta na Pradze Północ też jest niezła.
    No cóż, ja na Ochocie mam całą masę bibliotek - ale całkiem sporo z nich ( a właściwie to chyba większość) w pn, wt jest czynna do 15. W związku z tym przygotowanie materiałów z biblioteki z dnia na dzień może być po prostu problematyczne.



    > Ja bym do takiej szkoły dziecka nie posyłała.
    Ale przed posłaniem dziecka do szkoły do kotula pewnie nie znała tych skłonności pani nauczycielki...
    >Tym bardziej, że to nie pańśtwowa
    > , więc stać was na zmianę.
    Piszesz to z perspektywy Wwy, w której szkół jest wiele...


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 25.10.11, 15:53
    jakw napisała:

    > - ale całkiem sporo z nich ( a wł
    > aściwie to chyba większość) w pn, wt jest czynna do 15. W związku z tym przygot
    > owanie materiałów z biblioteki z dnia na dzień może być po prostu problematyczn
    > e.


    do 15:00?
    Nasza jest chyba do 19:00 otwarta.


    > > Ja bym do takiej szkoły dziecka nie posyłała.

    > Piszesz to z perspektywy Wwy, w której szkół jest wiele...
    >
    >

    Ale Kotula chyba w Bieszczadach nie mieszka....
  • 25.10.11, 16:05
    Cytat
    Ale Kotula chyba w Bieszczadach nie mieszka....


    No, to teraz strzelaj Fogito - ile w mojej miejscowości i okolicy załóżmy 30km (wskazówki: dawne miasto wojewódzkie, ok. 100tys mieszkańców) jest podstawowych szkół niepublicznych z dobrą ofertą.

    --
    http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/h/hrle12pb7.png
  • 25.10.11, 16:34
    Ja to jakieś Sudety kojarzę...
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • 25.10.11, 16:40
    morekac napisała:

    > Ja to jakieś Sudety kojarzę...

    Uhm, dobrze kojarzysz. 2 (słownie: dwie) podstawowe zkoły niepubliczne, w tym jedna z dojazdem 27km tongue_out

    --
    Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
  • 25.10.11, 16:44
    Od Bieszczadów aż tak bardzo Sudety się nie różnią... wink
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • 25.10.11, 19:19
    W Bieszczadach mieszkają? Mogą wymagać czegoś od nauczycieli dzieci czy też nie i mają szkołę z internatem w stolicy znaleźć?

    --
    "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
  • 25.10.11, 20:23
    iwoniaw napisała:

    > W Bieszczadach mieszkają? Mogą wymagać czegoś od nauczycieli dzieci czy też nie
    > i mają szkołę z internatem w stolicy znaleźć?
    >

    W takiej sytuacji, gdy nie ma dobrej szkoły w najbliższej okolicy tym bardziej należałoby poświęcić więcej czasu dziecku i douczyć je z tego co jest kiepsko nauczane w szkole. Bo ja innego wyjścia nie widzę. Nie ma szkoły na ziemi, która w 100% zadowoliłaby każdego. Dlatego ja, pomimo, że dziecko chodzi do super szkoły douczam go z niektórych rzeczy sama.
  • 26.10.11, 07:29
    A dlaczego nie można od szkoły wymagać, żeby uczyła w miarę przyzwoicie wszystkiego? Od tego jest. A Kotula narzeka - zdaje się - głównie nie tyle na poziom nauki, co na podejście do uczniów i obciążanie rodziców pracami domowymi niewykonalnymi dla młodszych dzieci.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • 26.10.11, 10:05
    morekac napisała:

    > A dlaczego nie można od szkoły wymagać, żeby uczyła w miarę przyzwoicie wszystk
    > iego? Od tego jest.

    Zapewne można wymagać, ale co wtedy jak jednak nie uczy...

    A Kotula narzeka - zdaje się - głównie nie tyle na poziom n
    > auki, co na podejście do uczniów i obciążanie rodziców pracami domowymi niewyko
    > nalnymi dla młodszych dzieci.

    smile To powinna byc praca domowa dla dzieci i dlatego trzeba wyprostować ten aspekt szkolny na samym początku.
  • 25.10.11, 20:20
    mama_kotula napisała:

    >
    > No, to teraz strzelaj Fogito - ile w mojej miejscowości i okolicy załóżmy 30km
    > (wskazówki: dawne miasto wojewódzkie, ok. 100tys mieszkańców) jest podstawowych
    > szkół niepublicznych z dobrą ofertą.
    >

    Po co mam strzelać. Zapewne jest gdzieś szkoła publiczna i może jest lepsza od tej społecznej, która najwyraźniej najlepsza nie jest.
  • 25.10.11, 16:32
    Ale Kotula chyba w Bieszczadach nie mieszka..
    jesteś pewna, że nie w jakiś innych górach, tudzież innym zadupiu?

    do 15:00?
    > Nasza jest chyba do 19:00 otwarta.
    Akurat w Warszawie to wiele bibliotek jest czynnych w niektóre dni tygodnia do 15-tej czy 16-tej. Na Mokotowie i Ursynowie nieliczne są czynne od pn do pt zawsze do 19-tej. Taki niuans. Na Pradze też tak jest, właśnie sprawdziłam. Już nie mówiąc o tym, że nie w każdej bibliotece jest szukana książka. Pozostaje bohaterskie googlowanie.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • 25.10.11, 20:25
    morekac napisała:

    > Ale Kotula chyba w Bieszczadach nie mieszka..
    > jesteś pewna, że nie w jakiś innych górach, tudzież innym zadupiu?

    To tym bardziej powinna douczać dzieci w domu. A najwyraźniej nie ma takiego zamiaru pomimo posyłania dzieci do kiepskiej szkoły i braku perspektyw na lepszą.

  • 25.10.11, 20:28
    Cytat
    To tym bardziej powinna douczać dzieci w domu. A najwyraźniej nie ma takiego zamiaru


    O ROTFL. Zrobiłaś mi wieczór.
    Idę to wrzucić na fejsbuk, koleżanki się pośmieją big_grinbig_grin

    --
    Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
  • 25.10.11, 20:39
    mama_kotula napisała:


    >
    > O ROTFL. Zrobiłaś mi wieczór.

    W dosłownym tłumaczeniu ten zwrot brzmi idiotycznie tongue_out

    > Idę to wrzucić na fejsbuk, koleżanki się pośmieją big_grinbig_grin

    Wrzuć gdzie chcesz. Twoje dzieci, twoja sprawa.

  • 26.10.11, 11:21
    Ty się nie śmiej , ty powinnaś zająć się homeschoolingiem swoich dzieci... wink
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 26.10.11, 11:24
    jakw napisała:
    > Ty się nie śmiej , ty powinnaś zająć się homeschoolingiem swoich dzieci... wink

    Tych moich biednych zaniedbanych edukacyjnie dzieci? Faktycznie, masz rację. Biję się w pierś i idę nadrabiać braki, których się dopuściłam. <spuszcza głowę i oddala się z pokorą>

    --
    http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/h/hrle12pb7.png
  • 26.10.11, 11:26
    Skoro twoje dzieci nie potrafią jeszcze wyrecytować przewodnika po Krakowie...
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 25.10.11, 18:53
    fogito napisała:
    > Nasza jest chyba do 19:00 otwarta.
    Chyba...- to może lepiej sprawdź, bo na Ochocie kilka m-cy temu wszystkie biblioteki były jakby ciut dłużej czynne codziennie, a nie tylko w wybrane dni tygodnia.

    > Ale Kotula chyba w Bieszczadach nie mieszka....
    Oprócz miejscowości bieszczadzkich i Warszawy w Polsce są i inne miejscowości, niekoniecznie bardzo duże i z urozmaiconą ofertą edukacyjną...Ja mam wrażenie, że Kotula mieszka raczej w niezbyt wielkiej miejscowości.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 25.10.11, 20:26
    jakw napisała:

    >
    > > Ale Kotula chyba w Bieszczadach nie mieszka....
    > Oprócz miejscowości bieszczadzkich i Warszawy w Polsce są i inne miejscowości,
    > niekoniecznie bardzo duże i z urozmaiconą ofertą edukacyjną...Ja mam wrażenie,
    > że Kotula mieszka raczej w niezbyt wielkiej miejscowości.

    I jak wyżej napisałam. Tym bardziej powinna trzymac ręką na pulsie i douczać dzieci, bo jak widać na nauczycielkę liczyć nie może. Ale to oczywiście moim skromnym zdaniem wink
  • 26.10.11, 11:25
    Ale czego ma te dzieci douczać? Przewodnika po Krakowie?
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 26.10.11, 11:27
    jakw napisała:

    > Ale czego ma te dzieci douczać? Przewodnika po Krakowie?

    To już sama zainteresowana wie najlepiej.
  • 24.10.11, 16:58
    fogito napisała:

    > Ale ja bym po prostu dała dziecku przewodnik po Krakowie.
    No i ciekawe co by 7-latek zrobił z tym przewodnikiem? Przeczytał pani kilkadziesiąt stron jak leci?
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 24.10.11, 17:30
    jakw napisała:

    > fogito napisała:
    >
    > > Ale ja bym po prostu dała dziecku przewodnik po Krakowie.
    > No i ciekawe co by 7-latek zrobił z tym przewodnikiem? Przeczytał pani kilkadzi
    > esiąt stron jak leci?

    No i to jest to, co piszę wyżej - że rodzice wyguglają dziecku temat/przyniosą książkę z biblioteki, dziecko przyniesie na lekcję i dostaje plusa/piątkę. Za pracę rodzica.

    Aha - zakładamy, że dziecko temat ogarnia po raz pierwszy, i akurat np. w Krakowie z rodzicami nie było. Wręczenie dziecku przewodnika po Krakowie - mówię o przeciętnym 7-latku, przypominam, nie o szczególnie uzdolnionym dziecku, które umie przeczytać kilkadziesiąt stron ze zrozumieniem i wyfiltrować potrzebne treści - jest pójściem na łatwiznę.

    Ja bym jednak wolała, aby moje dziecko w jakikolwiek sposób było zaangażowane w odrabianie tego typu zadań.

    --
    Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
  • 24.10.11, 17:38
    mama_kotula napisała:

    >>
    > No i to jest to, co piszę wyżej - że rodzice wyguglają dziecku temat/przyniosą
    > książkę z biblioteki, dziecko przyniesie na lekcję i dostaje plusa/piątkę. Za p
    > racę rodzica.

    Dostaje plusa za przyniesienie książki?? To jakaś dziwna szkoła. Myślałam, że za wiedzę sie ocenia.


    > Ja bym jednak wolała, aby moje dziecko w jakikolwiek sposób było zaangażowane w
    > odrabianie tego typu zadań.

    No ale przecież może być. Bo przecież może przestudiować mapę Polski. Znaleźć Kraków na mapie. Poczytać chwilę o Krakowie i jego zabytkach. Itp itd...
  • 24.10.11, 17:52
    Cytat
    No ale przecież może być. Bo przecież może przestudiować mapę Polski. Znaleźć Kraków na mapie. Poczytać chwilę o Krakowie i jego zabytkach. Itp itd...


    Fogito, mówimy o dzieciach PRZECIĘTNYCH i przeciętnych rodzicach.
    Połowa gimnazjalistów zapytana o Kraków będzie go na mapie szukać w okolicach Poznania. O ile zdoła w atlasie wybrać właściwą mapę.
    Ja pamiętam ze szkoły średniej, że czytac mapę potrafiło może 5%. Sugerujesz, że przeciętny 7-latek będzie umiał to zrobić bez pomocy rodzica?

    Mój będzie umiał, twój też. Co z resztą?




    --
    Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
  • 24.10.11, 18:43
    mama_kotula napisała:

    >]
    >
    > Fogito, mówimy o dzieciach PRZECIĘTNYCH i przeciętnych rodzicach.
    > Połowa gimnazjalistów zapytana o Kraków będzie go na mapie szukać w okolicach P
    > oznania. O ile zdoła w atlasie wybrać właściwą mapę.


    Mam nadzieję, ze żartujesz. Nie jest chyba tak źle uncertain

    > Ja pamiętam ze szkoły średniej, że czytac mapę potrafiło może 5%. Sugerujesz, ż
    > e przeciętny 7-latek będzie umiał to zrobić bez pomocy rodzica?

    No wydawało mi się że tak.


    > Mój będzie umiał, twój też. Co z resztą?

    Reszta musi zmienić rodziców na lepszych, bo nauczycieli tak łatwo w tym kraju nie zmienisz.
  • 24.10.11, 19:19
    Cytat

    Połowa gimnazjalistów zapytana o Kraków będzie go na mapie szukać w okolicach Poznania. O ile zdoła w atlasie wybrać właściwą mapę.

    Mam nadzieję, ze żartujesz. Nie jest chyba tak źle uncertain
    (...)

    Sugerujesz, że przeciętny 7-latek będzie umiał to zrobić bez pomocy rodzica?

    > No wydawało mi się że tak.


    Nie, nie żartuję. I radzę wyjść czasem poza własne podwórko i się rozejrzeć. Przecierając oczy ze zdumienia.


    --
    I am weird but I am not strange.
  • 24.10.11, 22:47
    mama_kotula napisała:



    > Nie, nie żartuję. I radzę wyjść czasem poza własne podwórko i się rozejrzeć. Pr
    > zecierając oczy ze zdumienia.
    >

    Ale moje podwórko, to 500 dzieci w szkole. Piekielnie zdolnych dzieci. Plus dzieci znajomych - też piekielnie zdolne dzieciaki.
  • 25.10.11, 14:26
    Ale jak kojarzę to twoje dziecko nie chadza do takiej całkiem "normalnej" szkoły...
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 25.10.11, 15:46
    jakw napisała:

    > Ale jak kojarzę to twoje dziecko nie chadza do takiej całkiem "normalnej" szkoły...

    Tak mi jakoś sam się link pod rękę wsunął wink
    wyborcza.pl/1,75480,10513690,Szkola_waznych_ludzi.html
    --
    I am weird but I am not strange.
  • 25.10.11, 15:59
    mama_kotula napisała:

    > jakw napisała:
    >
    > > Ale jak kojarzę to twoje dziecko nie chadza do takiej całkiem "normalnej"
    > szkoły...
    >
    > Tak mi jakoś sam się link pod rękę wsunął wink
    > wyborcza.pl/1,75480,10513690,Szkola_waznych_ludzi.html

    W szkole syna są mundurki - na szczęście tongue_out
  • 25.10.11, 15:55
    jakw napisała:

    > Ale jak kojarzę to twoje dziecko nie chadza do takiej całkiem "normalnej" szkoł
    > y...

    dobrze kojarzysz - chadza do "nienormalnej" brytyjskiej tongue_out
    Ale ja mam za sobą podstawówkę państwową w małej wiosce i tak bzdurnych zadań domowych jak tutaj wymieniane nikt nam nie zadawał.
  • 25.10.11, 14:25
    fogito napisała:

    > Mam nadzieję, ze żartujesz. Nie jest chyba tak źle uncertain
    Tak sądząc po wynikach kartkówek na mapach konturowych w V,VI czy I gim starszej córki - nie spodziewałabym się, że jest dobrze...
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 25.10.11, 14:22
    fogito napisała:

    >
    > Dostaje plusa za przyniesienie książki?? To jakaś dziwna szkoła. Myślałam, że z
    > a wiedzę sie ocenia.
    A myślisz, że twój 7-latek w ciągu 1 popołudnia przefiltrowałby najpierw przewodnik po Krakowie, a potem się go jeszcze wykuł na pamięć ?
    > No ale przecież może być. Bo przecież może przestudiować mapę Polski. Znaleźć K
    > raków na mapie. Poczytać chwilę o Krakowie i jego zabytkach. Itp itd...
    Ale pracą domową nie było znalezienie Krakowa na mapie tylko przyniesienie info nt zabytków Krakowa. Więc za znalezienie Krakowa na mapie uczeń plusa nie dostanie. Za przyniesienie wydruków przygotowanych przez rodziców - dostanie.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 25.10.11, 15:58
    jakw napisała:


    > A myślisz, że twój 7-latek w ciągu 1 popołudnia przefiltrowałby najpierw przew
    > odnik po Krakowie, a potem się go jeszcze wykuł na pamięć ?

    A dlaczego miałby kuć na pamięć? Nikt by tego od niego nie wymagał do dyskusji o Krakowie. Nie popadajmy w przesadę.

    >. Więc za znalezienie Krakowa na mapie uczeń plusa nie dost
    > anie. Za przyniesienie wydruków przygotowanych przez rodziców - dostanie.
    >

    Za samo przyniesienie nie powinien. Gdyby umiał powiedzieć coś o Krakowie to wtedy jak najbardziej.
  • 24.10.11, 17:35
    jakw napisała:

    > fogito napisała:
    >
    > > Ale ja bym po prostu dała dziecku przewodnik po Krakowie.
    > No i ciekawe co by 7-latek zrobił z tym przewodnikiem? Przeczytał pani kilkadzi
    > esiąt stron jak leci?

    Bez przesady. W przewodnikach nowoczesnych są zdjęcia i podpisy. Dziecko może przeczytać akapit i krótki opis. Ja mogę go tylko nakierować co jest ważne.
  • 24.10.11, 19:43
    Przeciętny siedmiolatek nie potrafi czytać.
  • 24.10.11, 22:50

    makurokurosek napisała:

    > Przeciętny siedmiolatek nie potrafi czytać.

    A to już wina rodziców. Ja zaczęłam uczyć dziecko jak miało 4 lata. Teraz mając siedem czyta płynnie w dwóch językach. Angielski załatwia głównie szkoła, ale polski to już jedynie moja zasługa. I na dodatek moje dziecko ma niedosłuch i aparat na uchu (swego czasu nawet dwa).
    Powiedziałabym tak - pół godziny dziennie pracy z dzieckiem od 5 roku życia i każdy sześciolatek będzie płynnie czytał. To chyba nie jest za dużo...
  • 24.10.11, 23:37
    I rozumiem, że przez to twoje dziecko w szkole omija naukę czytania i od razu wskoczyło do przerabiania materiału klasy czwartej.

    "> Powiedziałabym tak - pół godziny dziennie pracy z dzieckiem od 5 roku życia i
    > każdy sześciolatek będzie płynnie czytał. "

    Po pierwsze, tylko po co. Po drugie do tego aby dziecko nie miało problemem z czytaniem musi mieć wykształcony słuch fonematyczny, a nie każdy pięcio i sześciolatek ma go dobrze wykształconego, wielu z nich musi ćwiczyć.
    Tak samo mogę powiedzieć, że wystarczy pół godzinny dziennie i każdy po maksymalnie roku nauki bez problemu opanuje czytanie rysunku technicznego.
  • 25.10.11, 08:55
    makurokurosek napisała:

    > I rozumiem, że przez to twoje dziecko w szkole omija naukę czytania i od razu w
    > skoczyło do przerabiania materiału klasy czwartej.

    Nie. Robi polską pierwszą klasę. Ale jak Pani zadaje lekturę do przeczytania - ostatnio "Nasza mama czarodziejka" to on czyta ją sam bez problemu. Zresztą w jego klasie większość dzieci płynnie czyta w obu językach. Mają zatem czas na omawianie lektury bez dukania przy pierwszym zdaniu.


    > Po pierwsze, tylko po co.

    ? Po co? Hmmm. Po to, aby w pierwszej klasie było w stanie przeczytać zadaną lekturę i żeby umiało samo czytać polecenia w pracach domowych i żeby samo korzystało z googla wink

    Po drugie do tego aby dziecko nie miało problemem z c
    > zytaniem musi mieć wykształcony słuch fonematyczny, a nie każdy pięcio i sześci
    > olatek ma go dobrze wykształconego, wielu z nich musi ćwiczyć.

    Wiesz, dzieci z niedosłuchem uczy się czytać szybciej właśnie po to, aby mówiły wyraźniej, I nie wiem jak się ma to do owego słuchu, ale czyż nie wydaje ci się, że każde dziecko może się szybciej nauczyć czytać jeśli ktoś mu w tym pomoże.


    > Tak samo mogę powiedzieć, że wystarczy pół godzinny dziennie i każdy po maksy
    > malnie roku nauki bez problemu opanuje czytanie rysunku technicznego.

    smile Zapewne, Tylko, czy czytanie rysunku technicznego jest potrzebne pierwszakom? Może niech ktoś ich bez stresu nauczy najpierw czytać w języku ojczystym. Bo z wielu postów wynika jednak, że pierwszakom potrzebna jest ta umiejętność od razu we wrześniu a nauczyciele nie specjalnie się martwią, że ktoś tam jednak nie czyta.

  • 25.10.11, 09:43
    Nie. Robi polską pierwszą klasę. Ale jak Pani zadaje lekturę do przeczytania -
    > ostatnio "Nasza mama czarodziejka" to on czyta ją sam bez problemu.

    O mój Boże, dosłownie nieziemsko. W przeciętnej polskiej klasie pierwszej co najmniej do grudnia książki czyta nauczyciel i nie sądzą aby to oznaczało dla tych dzieci degradacje. Córka jest w klasie sześciolatków, nieczytających nie siedzących 45 minut w ławkach, do połowy października przerobili pięć lektur. Oczywiście czytał nauczyciel lub w formie audiobooków.


    ". Po to, aby w pierwszej klasie było w stanie przeczytać zadaną le
    > kturę i żeby umiało samo czytać polecenia w pracach domowych i żeby samo korzys
    > tało z googla wink'

    Tylko ty i tak uważasz, ze z dzieckiem należy siedzieć przy odrabianiu lekcji do liceum , więc co z tego że dziecko potrafi przeczytać polecenia skoro i tak nad nim ślęczysz.

    ", I nie wiem jak się ma to do owego słuchu, ale czyż nie wydaje ci si
    > ę, że każde dziecko może się szybciej nauczyć czytać jeśli ktoś mu w tym pomoże
    > ."

    Każde dziecko ma swoje tempo rozwoju. Nie każde chodzi na roczek, nie każde jest już wtedy rozgadane czy to oznacza, że rodzice się nie starali, nie wspomagali.

    "> > Tak samo mogę powiedzieć, że wystarczy pół godzinny dziennie i każdy po
    > maksy
    > > malnie roku nauki bez problemu opanuje czytanie rysunku technicznego.
    >
    > smile Zapewne"

    Hahaha. Może spróbuj.

    " Tylko, czy czytanie rysunku technicznego jest potrzebne pierwszakom
    > ? Może niech ktoś ich bez stresu nauczy najpierw czytać w języku ojczystym. Bo
    > z wielu postów wynika jednak, że pierwszakom potrzebna jest ta umiejętność od r
    > azu we wrześniu a nauczyciele nie specjalnie się martwią, że ktoś tam jednak ni
    > e czyta."

    Tylko czy umiejętność czytanie jest potrzebne pierwszakowi we wrześniu?
    W kasie córki wszystkie ćwiczenia wykonują w szkole, nie wiem jak to możliwe skoro sa to dzieci nieczytające, do domu mają zadane tylko szlaczki nie jestem więc jej potrzebna do odrabiania lekcji.
    Miałam okazję ostatnio rozmawiać z rodzicem o podobnym sposobie rozumowania co twój, jego dziecko mimo ogromnej wiedzy i umiejętności czytania otrzymuje słabe oceny. Powód, dziecko ni jak nie wbija się w podstawę, mimo że wyskakuje poza nią nie rozwiąże poprawnie testu bo nie jest w stanie spać do poziomu pierwszaka


  • 25.10.11, 09:53
    makurokurosek napisała:


    > O mój Boże, dosłownie nieziemsko. W przeciętnej polskiej klasie pierwszej co na
    > jmniej do grudnia książki czyta nauczyciel i nie sądzą aby to oznaczało dla tyc
    > h dzieci degradacje.

    Nie. To po prostu strata czasu w szkole. Dzieciak powinien lekturę przeczytać w domu a w klasie dzieci powinny się uczyć opowiadać i dyskutować. Przynajmniej tak było za moich dawnych czasów.


    >

    > Tylko ty i tak uważasz, ze z dzieckiem należy siedzieć przy odrabianiu lekcji d
    > o liceum , więc co z tego że dziecko potrafi przeczytać polecenia skoro i tak n
    > ad nim ślęczysz.

    Sama widzisz, że niby umiesz czytać, ale nie rozumiesz. Nigdzie nie napisałam, że trzeba siedzieć z dzieckiem przy lekcjach do liceum. Pilnowanie odrabiania lekcji nie oznacza ślęczenia. Może naucz się czytać ze zrozumieniem, to będzie łatwiej dyskutować.


    >
    > Każde dziecko ma swoje tempo rozwoju. Nie każde chodzi na roczek, nie każde jes
    > t już wtedy rozgadane czy to oznacza, że rodzice się nie starali, nie wspomagal
    > i.

    Ale my mówimy o 6-7 latkach. Większość z nich jest w stanie czytać płynnie.


    > > smile Zapewne"
    >
    > Hahaha. Może spróbuj.


    Miałam rysunek techniczny na studiach, ale dziecka uczyć nie będę, bo nie widzę potrzeby w tej chwili.



    >
    > Tylko czy umiejętność czytanie jest potrzebne pierwszakowi we wrześniu?
    > W kasie córki wszystkie ćwiczenia wykonują w szkole, nie wiem jak to możliwe sk
    > oro sa to dzieci nieczytające, do domu mają zadane tylko szlaczki nie jestem wi
    > ęc jej potrzebna do odrabiania lekcji.

    Z wielu wątków wynika, że jednak lepiej byłoby gdyby czytały.

    > Miałam okazję ostatnio rozmawiać z rodzicem o podobnym sposobie rozumowania co
    > twój, jego dziecko mimo ogromnej wiedzy i umiejętności czytania otrzymuje słabe
    > oceny.

    Może ma kiepskiego nauczyciela, który ma klapki na oczach jak koń wink

    Powód, dziecko ni jak nie wbija się w podstawę, mimo że wyskakuje poza
    > nią nie rozwiąże poprawnie testu bo nie jest w stanie spać do poziomu pierwszak
    > a

    I dlatego ja wybrałam dla dziecka szkołę brytyjską, bo tam nikt nie oczekuje od dzieci schodzenia poniżej swojego poziomu.
    To co piszesz jest straszne, bo oznacza, że dzieci są w szkole udupiane a nie uczone.
  • 25.10.11, 10:39
    . Dzieciak powinien lekturę przeczytać w
    > domu a w klasie dzieci powinny się uczyć opowiadać i dyskutować. Przynajmniej
    > tak było za moich dawnych czasów.

    Czy jedno wyklucza drugie, nie sądzę. Natomiast do nauki dyskusji i opowiadania umiejętność czytania nie jest potrzebna i spokojnie dziecko może uczyć sie tych umiejętności jednocześnie.
    za moich czasów niesforni uczniowie dostawali książką w głowę, czy należy to dalej kultywować.

    "> Sama widzisz, że niby umiesz czytać, ale nie rozumiesz. Nigdzie nie napisałam,
    > że trzeba siedzieć z dzieckiem przy lekcjach do liceum. Pilnowanie odrabiania l
    > ekcji nie oznacza ślęczenia. Może naucz się czytać ze zrozumieniem, to będzie ł
    > atwiej dyskutować.
    > "

    jeżeli dziecko potrafi czytać, potrafi korzystać ze zbiorów bibliotecznych i potrafi googlować, wie że uczy sie dla siebie to nie rozumiem po co dopilnowywać nastolatka.

    "> Ale my mówimy o 6-7 latkach. Większość z nich jest w stanie czytać płynnie."

    większość z nich jest przygotowana do nauki czytania. Nauki, a nie płynnego czytania. Stare zerówki nie wypuszczały czytających siedmiolatków, w śród nioch był tylko niewielki procent który tą umiejętność opanowało.

    ">
    > Miałam rysunek techniczny na studiach, ale dziecka uczyć nie będę, bo nie widzę
    > potrzeby w tej chwili.
    >

    Może dlatego, ze byłaś w gronie tych którzy projekty kupowało. No cóż mimo tak wysokiej średniej, kończyłaś polibudę no to wysoko nie poleciałaś , jakby nie patrzyć to nie sa tak renomowane kierunki jak prawo czy medycyna, nie mówiąc już o SGH.
  • 25.10.11, 20:37
    makurokurosek napisała:


    > Czy jedno wyklucza drugie, nie sądzę.

    Chodzi o czas tracony na lekcji. Która jest krótka.


    > za moich czasów niesforni uczniowie dostawali książką w głowę, czy należy to da
    > lej kultywować.

    Przydałoby się czasami. Współczesne dzieci nie umieją się wysławiać. Ale dorośli też nie i poza yyyy i eeeee nic więcej nie można się od niektórych dowiedzieć. Umiejętność pięknego wysławiania się zanika i wszyscy teraz dukają a nie mówią.


    > jeżeli dziecko potrafi czytać, potrafi korzystać ze zbiorów bibliotecznych i po
    > trafi googlować, wie że uczy sie dla siebie to nie rozumiem po co dopilnowywać
    > nastolatka.

    A kto mówi o pilnowaniu nastolatka. Rozmawiamy o małych dzieciach. Nastolatkowi to można pomóc z chemii, fizyki lub matmy, jeśli rodzic jest wystarczająco mądry, bo wielu nie dałaby rady.


    > większość z nich jest przygotowana do nauki czytania. Nauki, a nie płynnego czy
    > tania. Stare zerówki nie wypuszczały czytających siedmiolatków, w śród nioch by
    > ł tylko niewielki procent który tą umiejętność opanowało.

    ? No nie załamuj mnie.


    >
    > Może dlatego, ze byłaś w gronie tych którzy projekty kupowało. No cóż mimo tak
    > wysokiej średniej, kończyłaś polibudę no to wysoko nie poleciałaś

    ??? Masz koszmary senne. O czym ty piszesz? Co to znaczy "projekty kupowało"? I jakie projekty? Ja nie kończyłam polibudy. Mój brat kończył wink

    , jakby nie p
    > atrzyć to nie sa tak renomowane kierunki jak prawo czy medycyna, nie mówiąc już
    > o SGH.

    smile Ło matko.
  • 25.10.11, 20:43
    > ??? Masz koszmary senne. O czym ty piszesz? Co to znaczy "projekty kupowało"? I
    > jakie projekty? Ja nie kończyłam polibudy. Mój brat kończył wink

    Tak, już wiem kończyłaś historię sztuki. Kierunek typowy dla kujonów.
    Więc o jakiej renomie piszesz.

  • 25.10.11, 20:53
    makurokurosek napisała:

    >
    > Tak, już wiem kończyłaś historię sztuki. Kierunek typowy dla kujonów.
    > Więc o jakiej renomie piszesz.
    >

    Na pewno nie finansowej. Na historię sztuki ciężko się dostać. To kierunek, który przyjmuje mało osób. A przynajmniej wtedy tak było. I najczęściej są to dzieci historyków sztuki albo laureaci olimpiad historycznych. Ja byłam na biochemii i miałam być lekarzem. Jednak zdecydowałam, ze sztuka to jest to i zmieniłam zdanie dwa tygodnie przed egzaminem na studia. Gdybym nie była takim "kujonem", to nie zdążyłabym się przygotować do egzaminu. A tak zdałam śpiewająco i bez pleców.
    Nie słyszałam, ze toi kierunek dla kujonów, ale na pewno dla ludzi o artystycznych duszach smile
  • 25.10.11, 21:04
    Cytat
    Nie słyszałam, ze toi kierunek dla kujonów, ale na pewno dla ludzi o artystycznych duszach smile


    Tak, dla tych artystycznych dusz, które nie dostali się na wydziały artystyczne ASP, a chcieli mieć coś wspólnego ze "sztuką", chocby w teorii. A przynajmniej kiedyś tak było. Bo w tej chwili jest to kolejny humanistyczny kierunek produkujący wykształconych bezrobotnych, którzy potem płaczą w rozmaitych artykułach, że im państwo nie chce dać tongue_out



    --
    I am weird but I am not strange.
  • 25.10.11, 21:17
    mama_kotula napisała:


    > Tak, dla tych artystycznych dusz, które nie dostali się na wydziały artystyczne
    > ASP, a chcieli mieć coś wspólnego ze "sztuką", chocby w teorii.

    smile Ja nie startowałam na artystyczny kierunek. Wtedy miałam inną wizję. Ale pewnie na to też masz jakąś teorię smile

    A przynajmniej
    > kiedyś tak było. Bo w tej chwili jest to kolejny humanistyczny kierunek produk
    > ujący wykształconych bezrobotnych, którzy potem płaczą w rozmaitych artykułach,
    > że im państwo nie chce dać tongue_out

    Teraz niestety jest za dużo studentów na wielu kierunkach i nie ma co z nimi zrobić.
  • 25.10.11, 21:26
    fogito napisała:
    > Teraz niestety jest za dużo studentów na wielu kierunkach i nie ma co z nimi zrobić.

    Nie dotyczy kierunków technicznych i ścisłych. Tu studenci nie mają problemu ze znalezieniem pracy. Problem przeładowania jest na kierunkach tzw. humanistycznych i hobbystycznych (czyli np. twojej historii sztuki, która jest i zawsze była kierunkiem hobbystycznym).

    --
    I am weird but I am not strange.
  • 25.10.11, 21:30
    mama_kotula napisała:

    (czyli np. twojej historii sztuki, która jest i zawsze był
    > a kierunkiem hobbystycznym).
    >

    Niektórzy nazwaliby go elitarnym, ale to było dawno za moich czasów big_grin
  • 25.10.11, 21:46
    fogito napisała:

    > mama_kotula napisała:
    >
    > (czyli np. twojej historii sztuki, która jest i zawsze był
    > > a kierunkiem hobbystycznym).
    > >
    >
    > Niektórzy nazwaliby go elitarnym, ale to było dawno za moich czasów big_grin

    Pozwól, że rozwinę: kierunek hobbystyczny może być kierunkiem elitarnym, bo mówimy o róznych aspektach w tym momencie. Hobbystyczny oznacza, że nie ma po nim pracy za konkretne pieniądze, albo nie ma pracy wcale (jest to kierunek ciekawy dla konkretnej osoby, zgodny z zainteresowaniami, ale kompletnie bez przyszłości i perspektyw rozwoju).

    Nie przeszkadza to w byciu kierunkiem elitarnym, niemniej studia nadal pozostają hobbystycznymi, co ma jakby nieco wieksze znaczenie w czasach, kiedy elitarnością kierunku można sobie, z przeproszeniem, jedynie pupę podetrzeć.


    --
    Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
  • 26.10.11, 10:09
    mama_kotula napisała:


    > Pozwól, że rozwinę: kierunek hobbystyczny może być kierunkiem elitarnym, bo mów
    > imy o róznych aspektach w tym momencie. Hobbystyczny oznacza, że nie ma po nim
    > pracy za konkretne pieniądze, albo nie ma pracy wcale (jest to kierunek ciekawy
    > dla konkretnej osoby, zgodny z zainteresowaniami, ale kompletnie bez przyszłoś
    > ci i perspektyw rozwoju).

    Nie wszyscy muszą w życiu zarabiać krocie i wielu moim znajomych pracuje w zawodzie z duża satysfakcją. Ja wybrałam inną drogę, ale to był mój wybór.

    , kiedy elitarno
    > ścią kierunku można sobie, z przeproszeniem, jedynie pupę podetrzeć.
    >

    Hmm nie przyszłoby mi do głowy.
  • 26.10.11, 10:13
    Cytat
    Nie wszyscy muszą w życiu zarabiać krocie i wielu moim znajomych pracuje w zawodzie z duża satysfakcją.


    Hm, satysfakcją nie nakarmisz dziecka, ale co ja tam wiem tongue_outtongue_out

    --
    http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/h/hrle12pb7.png
  • 26.10.11, 10:15
    mama_kotula napisała:

    > Cytat
    > Nie wszyscy muszą w życiu zarabiać krocie i wielu moim znajomych pracuje w zawo
    > dzie z duża satysfakcją.
    >

    >
    > Hm, satysfakcją nie nakarmisz dziecka, ale co ja tam wiem tongue_outtongue_out
    >

    Zapewne nie, ale bez satysfakcji zawodowej stajesz się zrzędą, która rzuca się ludziom do gardeł bez powodu. Sporo tu takich, którzy w pracy siedzą na forum i zieją nienawiścią do każdego kto myśli inaczej.
    Poza tym dziecko zawsze ma ojca i matkę więc najczęściej w dwójkę są w stanie owo dziecko nakarmić.
  • 26.10.11, 10:44
    Cytat
    Zapewne nie, ale bez satysfakcji zawodowej stajesz się zrzędą, która rzuca się ludziom do gardeł bez powodu.


    O, to ja mam jeszcze inaczej - jestem zrzędą i rzucam się ludziom do gardeł bez specjalnego powodu, głównie hobbystycznie. Bo satysfakcję zawodową mam ogromną ^_^

    --
    OWLcoding - iOS development
  • 26.10.11, 11:18
    mama_kotula napisała:

    > Cytat
    > Zapewne nie, ale bez satysfakcji zawodowej stajesz się zrzędą, która rzuca się
    > ludziom do gardeł bez powodu.
    >

    >
    > O, to ja mam jeszcze inaczej - jestem zrzędą i rzucam się ludziom do gardeł bez
    > specjalnego powodu, głównie hobbystycznie. Bo satysfakcję zawodową mam ogromną
    > ^_^
    >

    Chyba nie taką jednak ogromną skoro od rana na forum... no chyba, że to praca na drugą zmianę wink
  • 26.10.11, 11:22
    fogito napisała:
    > Chyba nie taką jednak ogromną skoro od rana na forum... no chyba, że to praca n
    > a drugą zmianę wink

    Mam nienormowany czas pracy (czytaj: pracuję, kiedy mi się chce). A moi klienci mają teraz noc, więc nie będę ich budzić i im głowy zawracać smile

    --
    Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
  • 26.10.11, 11:29
    mama_kotula napisała:

    > fogito napisała:
    > > Chyba nie taką jednak ogromną skoro od rana na forum... no chyba, że to p
    > raca n
    > > a drugą zmianę wink
    >
    > Mam nienormowany czas pracy (czytaj: pracuję, kiedy mi się chce). A moi klienci
    > mają teraz noc, więc nie będę ich budzić i im głowy zawracać smile
    >

    No to super. Znaczy, że masz sporo czasu na gromadzenie materiałów z prac domowych big_grin
  • 25.10.11, 22:08
    > Niektórzy nazwaliby go elitarnym, ale to było dawno za moich czasów big_grin

    Raczej w twoich snach. Jak już wyżej zostało zauważone wszystkie jesteśmy w podobnym wieku, więc nie ma co ściemniać. Historia sztuki to typowy kierunek dla kujonów, dla ludzi bez pomysłu na siebie.
    I wybacz o jakim sukcesie mówisz, bo jak sama wyżej zaznaczyłaś nie jest to sukces finansowy, o sukcesie międzynarodowym również nie ma mowy. Czyli jak zauważyła któraś dziewczyna wyżej systematycznością i kujoństwem próbowałaś nadrobić brak zdolności i pasji.

    Do elitarnych kierunków zawsze należało prawo, medycyna z kierunków technicznych architektura i przez krótki czas informa, uczelnie artystyczne ale zdecydowanie nie historia sztuki
  • 26.10.11, 10:13
    makurokurosek napisała:

    > > Niektórzy nazwaliby go elitarnym, ale to było dawno za moich czasów big_grin
    >
    > Raczej w twoich snach. Jak już wyżej zostało zauważone wszystkie jesteśmy w pod
    > obnym wieku, więc nie ma co ściemniać. Historia sztuki to typowy kierunek dla k
    > ujonów, dla ludzi bez pomysłu na siebie.

    Wiesz, cały czas próbujesz zdyskredytować moje osiągnięcia. Przy okazji obrażając całą grupę ludzi kończącą co roku historię sztuki. Poza zwykłą zawiścią i brakiem wychowania nie widzę powodu ku temu.


    > I wybacz o jakim sukcesie mówisz, bo jak sama wyżej zaznaczyłaś nie jest to suk
    > ces finansowy, o sukcesie międzynarodowym również nie ma mowy. Czyli jak zauważ
    > yła któraś dziewczyna wyżej systematycznością i kujoństwem próbowałaś nadrobić
    > brak zdolności i pasji.

    smile Czy powinnam teraz zapytać jak przebiegła twoja ścieżka zawodowa i edukacyjna., Jakoś mnie to nie interesuje, bo z wypowiedzi wynika, że jednak edukacja w twoim wypadku nie przyniosła specjalnych efektów.


    > Do elitarnych kierunków zawsze należało prawo, medycyna z kierunków technicznyc
    > h architektura i przez krótki czas informa, uczelnie artystyczne ale zdecydowa
    > nie nie historia sztuki

    No cóż. Na są ludzie, którzy uważają inaczej, ale zapewne w twoich oczach to głąby, nieuki i nie wiadomo co jeszcze.

  • 26.10.11, 10:37
    >
    > Wiesz, cały czas próbujesz zdyskredytować moje osiągnięcia. Przy okazji obrażaj
    > ąc całą grupę ludzi kończącą co roku historię sztuki. Poza zwykłą zawiścią i br
    > akiem wychowania nie widzę powodu ku temu.
    >


    Nie , nie dyskredytuje tylko sprostuje. Historia sztuki nigdy nie była kierunkiem elitarnym już bardziej elitarna była filozofia.

    ">
    > No cóż. Na są ludzie, którzy uważają inaczej, ale zapewne w twoich oczach to gł
    > ąby, nieuki i nie wiadomo co jeszcze.
    >

    Nie nazywam ludzi studiujących typowo kujoniaste kierunki za głąbów, wręcz odwrotnie uważam ich za wyjątkowo systematycznych i pracowitych, ale pozbawionych pomysłu na siebie i niezdolnych do pracy twórczej. Tacy ludzie mimo swojej wiedzy nadają się tylko do pracy odtwórczej.
  • 26.10.11, 10:42
    makurokurosek napisała:


    > Nie , nie dyskredytuje tylko sprostuje. Historia sztuki nigdy nie była kierunki
    > em elitarnym już bardziej elitarna była filozofia.

    smile Historia sztuki to zawsze był i będzie kierunek elitarny cokolwiek byś tu nie napisała. A o elitarności filozofii nigdy nie słyszałam, ale nie wykluczam, że to prawda.


    > Nie nazywam ludzi studiujących typowo kujoniaste kierunki za głąbów, wręcz odwr
    > otnie uważam ich za wyjątkowo systematycznych i pracowitych, ale pozbawionych p
    > omysłu na siebie i niezdolnych do pracy twórczej. Tacy ludzie mimo swojej wiedz
    > y nadają się tylko do pracy odtwórczej.

    Myślę, że już wystawiłaś sobie niezłą wizytówkę, więc nie musisz się bardziej starać smile
  • 26.10.11, 10:48
    "Historia sztuki to zawsze był i będzie kierunek elitarny cokolwiek byś tu nie napisała. A o elitarności filozofii nigdy nie słyszałam, ale nie wykluczam, że to prawda. "

    Zaprzeczanie rzeczywistości nie spowoduje zmiany rzeczywistości.
  • 26.10.11, 11:17

    makurokurosek napisała:

    > "Historia sztuki to zawsze był i będzie kierunek elitarny cokolwiek byś tu nie
    > napisała. A o elitarności filozofii nigdy nie słyszałam, ale nie wykluczam, że
    > to prawda. "
    >
    > Zaprzeczanie rzeczywistości nie spowoduje zmiany rzeczywistości.

    Zapewne, więc nie trać czasu na zaprzeczanie tongue_out
  • 26.10.11, 11:31
    No cóż, po jednym z takich elitarnych kierunków humanistycznych mój kuzyn pisze teksty do gier komputerowych. Prawdopodobnie mógłby to robić z samą maturą.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 25.10.11, 21:08
    Kurcze, a wyżej pisałaś o dobrze płatnej pracy po tych studiach? W zawodzie pracowałaś?
    Znam jednego historyka sztuki który pracuje w muzeum, kiepsko mu płaca ale jak mówi ma swięty spokój, i dziewczyne po tych studiach która zrobiła też studia nauczycielskie, uczy plastyki, maluje, zyje własciwie z malarstawa i ma wystawy swoich prac w całkiem fajnych galeriach. Inna w galerii w sklepie z ciuchami pracuje. Jestem do bólu praktyczna, dla mnie to studia nie dające zawodu a niekiedy nie dające szansy zarobienia na chleb.
  • 25.10.11, 21:24
    przeciwcialo napisała:

    > Kurcze, a wyżej pisałaś o dobrze płatnej pracy po tych studiach? W zawodzie pra
    > cowałaś?

    Pracowałam przez jakiś czas w zawodzie, ale jak się domyślasz pieniędzy po tym wielkich nie było.
    Poszłam pracować do amerykańskiej firmy, bo jako typowy kujon byłam dobra ze wszystkiego i miałam angielski na wysokim poziomie pomimo, ze maturę zdawałam z rosyjskiego.
    I o to mi w sumie chodzi, żeby łatwo się było komuś przemieszczać na rynku pracy musi byc wielofunkcyjny i elastyczny. W innym razie umarł w butach.

    > Znam jednego historyka sztuki który pracuje w muzeum, kiepsko mu płaca ale jak
    > mówi ma swięty spokój, i dziewczyne po tych studiach która zrobiła też studia n
    > auczycielskie, uczy plastyki, maluje, zyje własciwie z malarstawa i ma wystawy
    > swoich prac w całkiem fajnych galeriach. Inna w galerii w sklepie z ciuchami p
    > racuje. Jestem do bólu praktyczna, dla mnie to studia nie dające zawodu a niek
    > iedy nie dające szansy zarobienia na chleb.

    Zgadza się, ale jak ktoś się pasjonuje sztuką to jest to silniejsze od racjonalnego myślenia. Mnie w znalezieniu pracy po tej wąskiej specjalizacji pomogło dobre wykształcenie licealne i lata nauki angielskiego (wymuszone przez mamę!). Do sztuki wróciłam po osiągnięciu pewnego etapu w życiu, kiedy to już nie muszę się martwić o chleb i o to co na chlebie.
    Ten zawód jest dla pasjonatów albo dla tych, co umieją się przekwalifikować po studiach. Bo same studia to bajka po prostu. Na całym tym padole łez nie mam piękniejszych lat w życiu. Chodzi mi o beztroskę, bo po urodzeniu dziecka życie jest piękne ale zawsze troska o dziecko w tle gdzieś jest.
  • 25.10.11, 21:42
    Znam beztroskich filozofów, teatrologów, filmoznawców... dzieki za taka beztroske. Filologia bułgarska daje duzo wieksze możliwości. Faktycznie przy chobbystycznym kierunku studiów porządnie opanowany jezyk obcy daje możliwości przekwalifikowania i elastycznosci.
  • 25.10.11, 21:43
  • 28.10.11, 00:06
    Faktycznie przy chobbyst
    > ycznym kierunku studiów porządnie opanowany jezyk obcy

    Gorzej, jak ktoś po niehobbystycznym kierunku studiów nie opanował porządnie języka polskiego. Słowo "hobby" pisze się przez "h". Nawiasem mówiąc, słowo to wywodzi się z angielskiego, więc pisanie go przez "ch" dowodzi także złego opanowania języka angielskiego.
    Po "hobbystycznym" kierunku historia sztuki można mieć bardzo dobrze płatną pracę w antykwariacie albo domu aukcyjnym, zarabiać na ekspertyzach, pracować w policji etc.
    No i w moim pojęciu kierunek studiów musi być hobbystycznym, niezależnie od tego, czy jest to informatyka, medycyna, historia sztuki czy filozofia. Zwyczajnie uważam, że wybór kierunku studiów niezgodnego z własnym zainteresowaniami i w konsekwencji wybór nielubianego zawodu dowodzi niedojrzałości życiowej.
  • 28.10.11, 08:43
    No i w moim pojęciu kierunek studiów musi być hobbystycznym, niezależnie od teg
    > o, czy jest to informatyka, medycyna, historia sztuki czy filozofia.
    Bez przesady, ale na pewno ma się więcej zapału do studiowania tego. Dobrze w każdym razie jest mieć wizję, co chciałoby się w życiu robić.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • 28.10.11, 20:08
    Błąd poprawiłam. Nie ma to jak wycieczka osobista, he, he....
  • 28.10.11, 21:42
    Błąd poprawiłam. Nie ma to jak wycieczka osobista, he, he..

    Przepraszam, kiedy odpisywałam, nie zauważyłam poprawki.
  • 26.10.11, 11:40
    Fogito, miałaś farta, że te swoje studia skończyłaś wtedy, tak z 15 lat temu, a nie teraz. Wtedy było b. duże zapotrzebowanie na osoby z jakimkolwiek "papierem" i dobrą znajomością języków. Bo teraz z takimi studiami i nawet dobrą znajomością angielskiego to i tak pewnie trudno byłoby ci znaleźć sensowną pracę - znajomość języka angielskiego jest jednak znacznie większa wśród osób kończących studia teraz niż te 15 lat temu, i na dokładkę mają wykształcenie bardziej pasujące do specyfiki firmy.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 26.10.11, 17:40
    jakw napisała:

    > Fogito, miałaś farta, że te swoje studia skończyłaś wtedy, tak z 15 lat temu, a
    > nie teraz.

    Tylko, że musisz pamiętać iż teraz młodzież ma o wiele więcej możliwości niż kiedys w końcówce lat 80-tych kiedy upadał komunizm.
    Gdybym była teraz studentką to zapewne studiowałabym za granicą.
  • 27.10.11, 14:57
    fogito napisała:

    > Tylko, że musisz pamiętać iż teraz młodzież ma o wiele więcej możliwości
    Wybór wyborem, a młodzież i tak bardziej oblega kierunki modne i "lajtowe" niż te uchodzące za ciężkie i wymagające solidnej pracy jeszcze przed maturą.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 27.10.11, 15:19
    Cytat
    Wybór wyborem, a młodzież i tak bardziej oblega kierunki modne i "lajtowe" niż te uchodzące za ciężkie i wymagające solidnej pracy jeszcze przed maturą.


    Bo istnieje społeczny przymus pójścia na studia. Jak już pisałam wyżej, w tym momencie na studia idą ludzie, którzy 20 lat temu nie pomyśleliby nawet o szkole pomaturalnej.
    Na czym zarabiają i zacierają rączki wszelkie Wyższe Szkoły Lansu i Baunsu, oferujące takie modne i elitarne kierunki jak europeistyka, socjologia (nie mająca zbyt wiele wspólnego z socjologią nauczaną kilkanaście lat temu na uniwersytetach), psychologia (jak wyżej), dziennikarstwo (mwahahahahaha), integracja europejska, stosunki międzynarodowe, filozofia, historia sztuki i inne kierunki dla tzw. humanistów (definicja humanisty w tym przypadku brzmi: nie umiem zbyt wiele, w szczególności jestem tępy z matmy i innych przedmiotów ścisłych, nie mam zainteresowań, czasem coś przeczytam, nie mam pomysłu na życie).

    --
    Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
  • 28.10.11, 00:31
    Kotulo: historii sztuki i filozofii nie wykłada się w szkołach lansu i balansu, bo i wykładowcy musieliby mieć jakąś konkretną wiedzę. Co do reszty - całkowicie się zgadzam.
    Historia sztuki i filozofia to, wbrew temu, co wiele osób twierdzi, są nauki z tradycjami, które maja swój wypracowany warsztat badawczy. Stosunki międzynarodowe i europeistyki to nie są żadne nauki.
    Prawdziwa humanistyka nie polega na braku matematyki.
  • 28.10.11, 19:34
    srebrnarybka napisała:

    > Kotulo: historii sztuki i filozofii nie wykłada się w szkołach lansu i balansu,
    > bo i wykładowcy musieliby mieć jakąś konkretną wiedzę.
    Jesteś pewna? W tej chwili pewnie można nazwać kierunek całkiem dowolnie i udawać, że to, co się wykłada, to się tak nazywa. Jak maturzysta "słabo uczony" to się nawet nie zorientuje.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 28.10.11, 19:55
    Historię sztuki mozna studiowac nie tylko na renomowanych uniwersytetach.
  • 28.10.11, 21:45
    Sorki, historii sztuki jest w Polsce chyba 5 czy 6. Niektóre przyzwoite uniwersytety jej nie mają, a nie znam żadnej szkoły lansu i balansu, gdzie byłaby wykładana. A interesuję się tym chociażby dlatego, że w zeszłym roku szukałam pracy i przeglądałam kierunki, które są na różnych uczelniach.
  • 28.10.11, 21:41
    Jesteś pewna? W tej chwili pewnie można nazwać kierunek całkiem dowolnie i udaw
    > ać, że to, co się wykłada, to się tak nazywa. Jak maturzysta "słabo uczony" to
    > się nawet nie zorientuje.

    Jestem pewna. Pracuję od 18 lat w szkolnictwie wyższym i śledzę, co się dzieje, także w szkołach lansu i balansu. Po pierwsze z tą dowolnością nie do końca jest tak, wg ustawy obowiązującej dotąd była lista kierunków w ministerstwie, standardy określające wykaz przedmiotów, które muszą być wykładane na danym kierunku, a kierunek musiało firmować kilku dr. hab. lub prof. belw. mających dyplom z danej dziedziny. Prof. i dr hab. historyków sztuki jest w Polsce bardzo mało, a dorabiać mogą ekspertyzami dla muzeów, więc nie było możliwe otwarcie takiej lewej historii sztuki w szkole kształcenia na odległość. Poza tym większość wykładowców tych szkół stanowią zredukowani z wojska oficerowie polityczni, a ci nie miewali dyplomów z historii sztuki, ale z politologii, czasem, o zgrozo, historii, socjologii czy pedagogiki. Dawało się tymi dyplomami obskoczyć politologię, stosunki międzynarodowe, europeistykę, bezpieczeństwo czy zarządzanie, ale historii sztuki nie. Wojskowym, a to oni głównie tworzą te szkoły lansu i balansu, historia sztuki nie jest potrzebna do tłuczenia kasy. Dowolne kierunki teorertycznie będzie można tworzyć wg nowej ustawy, ale też nie będzie tak łatwo, bo zamiast być zgodne z listą w ministerstwie, będą musiały być zgodne z jakimiś krajowymi ramami kwalifikacji, które pewnie będą 5 razy bardziej zbiurokratyzowane, niż dotąd. Więc mam nadzieję, że mimo wszystko raczej tańca na rurze jako kierunku otworzyć się nie da.
  • 28.10.11, 00:26
    młodzież i tak bardziej oblega kierunki modne i "lajtowe" n
    > iż te uchodzące za ciężkie i wymagające solidnej pracy jeszcze przed maturą.

    A historia sztuki wcale nie jest ani kierunkiem modnym, ani lajtowym. Wymaga solidnej pracy i jest wykładana tylko na nielicznych uczelniach, więc na ten kierunek nie ma wielu miejsc. Poza tym na studiach z historii sztuki nie da się zdać egzaminów wodolejstwem, tylko trzeba się konkretnych dzieł sztuki napatrzeć, umieć rozpoznawać i umieć rozpoznawać style czy ich odmiany, ani też - wbrew temu, co piszecie - kuciem na pamięć. Pamięciowe opanowanie szczegółów to dopiero podstawa, potem potrzebna jest umiejętność interpretowania, a to już rzecz poważna i wymaga myślenia.
    Modne są obecnie kierunki lajtowe typu politologia, stosunki międzynarodowe, europeistyka, kulturoznawstwo czy bezpieczeństwo. Są to powierzchowne mieszaniny różnych nauk, co powoduje, że student żadnej z nich nie opanuje gruntownie i w rezultacie niczego nie umie. Standardowa praca mgr z politologii to np. "Polityka zagraniczna Polski po '89 r." - autentyk, co student przepisuje z wikipedii, bo jest to temat na tyle ogólny, że nie można tego zrobić inaczej. Natomiast na historii sztuki praca mgr to będzie gruntowne opracowanie np. jednej rzeźby, wymagające dokładnego opisu, interpretacji, znalezienia analogii, wpływów innych artystów, co wymaga znajomości sztuki w ogóle, i jest to praca wykonana samodzielnie. Wykonanie paru takich analiz (bo przed mgr student pisze jakieś referaty, które nie są odtwarzaniem literatury, tylko właśnie budowaniem własnych interpretacji) uczy myślenia, które potem można wykorzystać zarówno w pracy historyka sztuki, jak i każdej innej.
    Humanistów (historyków sztuki, historyków, filozofów, filologów, archeologów, muzykologów, etnografów) wcale nie jest za dużo. Nie każdy od razu po takich studiach zostaje prezydentem, ale znaczna część ma jednak szanse na pracę w archiwum, bibliotece, muzeum, antykwariacie, księgarni, wydawnictwie, szkole, jako przewodnik turystyczny, w biurze podróży, jako dziennikarz, nauczyciel itp. A to, że praca archiwisty albo muzealnika, który opiekuje się skarbami kultury wartymi miliony, jest tak nisko płatna, to nie jest już wina humanistów, tylko chyba raczej źle świadczy o reszcie społeczeństwa.
    Biura pośrednictwa pracy zapełniają przede wszystkim absolwenci 11 uczelni, na których w Warszawie można studiować politologię, czy europeistyk w wyższych szkołach kształcenia na odległość w Pcimiu Dolnym, nie wiedzieć czemu uznawani za humanistów. Humanistyka nie polega na braku matematyki.
  • 28.10.11, 08:11
    srebrnarybka napisała:


    >
    > A historia sztuki wcale nie jest ani kierunkiem modnym, ani lajtowym. Wymaga so
    > lidnej pracy i jest wykładana tylko na nielicznych uczelniach, więc na ten kier
    > unek nie ma wielu miejsc. Poza tym na studiach z historii sztuki nie da się zda
    > ć egzaminów wodolejstwem, tylko trzeba się konkretnych dzieł sztuki napatrzeć,
    > umieć rozpoznawać i umieć rozpoznawać style czy ich odmiany, ani też - wbrew te
    > mu, co piszecie - kuciem na pamięć. Pamięciowe opanowanie szczegółów to dopiero
    > podstawa, potem potrzebna jest umiejętność interpretowania, a to już rzecz pow
    > ażna i wymaga myślenia.

    smile Kto by pomyślał, że na tym forum przeczytam coś takiego.
  • 28.10.11, 09:56
    A historia sztuki wcale nie jest ani kierunkiem modnym, ani lajtowym. Wym
    > aga so
    > > lidnej pracy i jest wykładana tylko na nielicznych uczelniach, więc na te
    > n kier
    > > unek nie ma wielu miejsc. Poza tym na studiach z historii sztuki nie da s
    > ię zda
    > > ć egzaminów wodolejstwem, tylko trzeba się konkretnych dzieł sztuki napat
    > rzeć,
    > > umieć rozpoznawać i umieć rozpoznawać style czy ich odmiany, ani też - wb
    > rew te
    > > mu, co piszecie - kuciem na pamięć. Pamięciowe opanowanie szczegółów to d
    > opiero
    > > podstawa, potem potrzebna jest umiejętność interpretowania, a to już rze
    > cz pow
    > > ażna i wymaga myślenia.
    >
    > smile Kto by pomyślał, że na tym forum przeczytam coś takiego.

    Na forum rzeczywiście o taką wypowiedź trudno, Ja jestem nietypowa i jestem głosem z przeszłości. Jestem historykiem, ale w ramach tzw. indywidualnego toku studiów chodziłam też na zajęcia z historii sztuki i zdałam z niej 2 egzaminy, a moja praca naukowa wymaga też czytywania prac z historii sztuki, więc wiem, na czym polega uprawianie tej dyscypliny. Jestem 13 lat starsza od Ciebie i nie przypuszczałam, że aż tak szybko się zestarzeję, tzn., że świat zmieni się aż tak szybko, w moim pojęciu na niekorzyść. Zresztą te zmiany w mentalności, priorytetach moralnych i formacji kulturalnej nastąpiły gwałtownie w ciągu ostatnich paru lat, wcześniej tego nie obserwowałam aż na taka skalę, a jako wykładowca akademicki pracujący ze studentami już 19ty rok widzę co nieco. Ale ja funkcjonuję wg innego systemu wartości, w którym sukces finansowy nie jest celem. Pieniądze trzeba zarobić, by spełnić inne cele życiowe, ale same w sobie nie są one dla mnie miarą sukcesu życiowego. A mając takie, a nie inne cele, można świadomie zdecydować się na ubrania z używańców, brak samochodu i działki i paru innych atrakcji. Wszystkim, którzy powołują się na obowiązki wobec dzieci odpowiadam: zawód wybrałam świadoma konsekwencji finansowych tego wyboru. Nigdy w życiu nie żyłam z niczego innego, niż humanistyka. Mój ojciec jest profesorem polonistyki (obecnie emerytowanym, jednym bodaj z trzech najstarszych żyjących polonistów) i od dziecka wiedziałam, że w tym zawodzie kokosów nie będzie. Ale też gratyfikacja, jaką było od dziecka mieszkanie w domu, gdzie toczyły się ważne dysputy intelektualne, gdzie jako 5latkę prowadzano mnie do muzeum i uczono zwiedzać zabytki, co uwielbiałam i uwielbiam do dziś, była dla mnie ważniejsza, niż to, że mając więcej pieniędzy, mogłabym mieć droższe ciuchy albo chodzić do droższych kawiarni (to wtedy, dzisiaj byłaby to np, wypasiona komórka dla szpanu itd.). No i kwestia priorytetów: moich rodziców było stać na kupno telewizora, gdy byłam w V klasie, a mama dostała spadek, ale od II klasy miałam prywatne lekcje angielskiego. Dzisiaj też pracownik muzeum może zrezygnować z wypasionej komórki, tipsów, albo markowych ubrań i zafundować dziecku angielski, skoro w muzeum tak płacą, jak płacą, a po powrocie do domu przy obiedzie w sposób naturalny porozmawiać o freskach z Faras i będzie to z większą korzyścią dla dziecka, niz wtedy, gdy ktoś zainteresowany historią sztuki z poczucia odpowiedzialności za przyszłe dziecko pójdzie na studia typu finanse i bankowość i wyląduje na nudnej dla niego i dobrze płatnej posadzie w banku, po czym wróci do domu sfrustrowany(a) i zły(a) i tylko odpyta, czy dziecko zrobiło lekcje, bo zapewne przy obiedzie nie będzie opowiadać o obligacjach. Chyba, że to bankowiec z zamiłowania (widziałam kiedyś taką urzędniczkę w banku, gdzie miałam konto, przyjemnością było patrzeć na jej pracę, lubiłam wtedy mieć sprawy do banku, bo miałam okazję być przez nią obsłużona) i przy obiedzie też będzie opowiadać o obligacjach - wtedy oczywiście i dziecko o tym się nauczy, co skądinąd też potrzebne w życiu (ja mam niestety blade pojęcie, czego żałuję, ale na tym polega uroda życia, że ludzie są różni, kwadratowi i podłużni, jeden się zna na rękopisach średniowiecznych, drugi na obligacjach).
    I tak dla porządku, żeby mi nie zarzucono, że wmawiam sobie, że lubię historię, bo z matmy byłam za słaba i nie dostałabym się na informatykę albo medycynę: byłam prymuską w klasie matematyczno-fizycznej, na maturze mam 5 z matmy i gdybym chciała się przygotować do egzaminu na medycynę albo na informatykę, to pewnie by mi się to udało. Ale ja NIE CHCIAŁAM, świadomie wybrałam historię i uważam, że bycie historykiem to najlepsza rzecz, jaka mnie w życiu spotkała. Nie przyszłoby mi do głowy uważać, że lekarze enbloc są głupsi od historyków, albo odwrotnie, bo to tak, jakby twierdzić, że Kubica jest lepszy od Małysza. Każdy jest dobry w swojej dyscyplinie. Spotkałam oczywiście w życiu wielu historyków, którzy są głupsi od przeciętnego lekarza i wielu lekarzy głupszych od przeciętnego historyka, ale nie o tym mówimy.
    Co do dyskusji z Tobą - cóż , wątki na forum często zmieniają się w lincz na jednej osobie. Szczerze - podłożyłaś się jednym: pisałaś o tym dopilnowywaniu tak, że można było odnieść wrażenie, że Twoim zdaniem rodzic powinien nad dzieckiem wisieć codziennie i codziennie odrabiać z nim lekcje, a potem zaczęłaś temu zaprzeczać, słusznie zresztą. Ja osobiście uważam, że rodzic powinien się interesować nauką dziecka, tzn. wiedzieć, jaki jest typ prac domowych, mniej więcej, czego dziecko się uczy, czy ma czas na odrabianie lekcji (także miejsce - biurko, cichy kąt, gdzie można się skupić etc.), przyjrzeć się dyskretnie pierwszemu czy drugiemu samodzielnemu odrabianiu, jak sobie dziecko radzi, ale generalnie przyjąć zasadę, że to obowiązek dziecka i pomagać tylko w stanie wyższej konieczności, typu np. te polecenie pisemne dla dziecka nieczytającego. W moim pojęciu to jest właśnie dopilnowywanie.
    Miałam się na forum już nie odzywać, bo parę miesięcy temu urządzono tu ma mnie taki sam lincz za to, że nie skojarzyłam JEDNEGO filmu Tarantino i pozwoliłam sobie na stwierdzenie, że dla mnie osobiście czytanie książek naukowych o średniowieczu, co stanowi zarówno moją pasję, jak i obowiązek zawodowy, jest bardziej wzbogacające intelektualnie. Zarzucono mi umysłowość Nikodema Dyzmy i pouczono, że nie nadaję się na profesora, którym zresztą wg przepisów nowej ustawy nie mam szans zostać (jestem skromnym dr hab. i tzw. profesorem uczelnianym). Czasami podczytywałam, ale wczoraj nie zdzierżyłam, gdy znów ośmieszano to, co dla mnie najświętsze, czyli nauki humanistyczne.
    Na ogół nie zgadzam się z Twoimi wypowiedziami i sama sobie się dziwię, że wytaczam tę filipikę (mam nadzieję, że poza Tobą i mną inne foremki, które zarzuciły mi braki w kulturze na okoliczność Tarantino, doskonale wiedzą, co to są filipiki) akurat w obronie Twoich wypowiedzi. Ale w tej chwili bronisz wartości dla mnie podstawowych czyli sensu istnienie humanistyki. Pozdrawiam ogólnohumanistycznie i ponad podziałami smile
  • 28.10.11, 11:08
    Co to są filipiki, z pewnością wie też Kotula, która zdawała maturę z łaciny i kultury antycznej, za co zarobiła u mnie dużego plusa smile Nie dziwi mnie to zresztą, bo łacina uczy logicznego myślenia i sądzę, że trening łaciński może być bardzo przydatny w pracy informatyka.
    Foremkom, które będą dowodzić, że też wiedzą, odpowiadam: może i wiecie, ale zaprezentowany przez Was stosunek do dyscyplin humanistycznych wskazuje, że uważacie, że jest to wiedza niepotrzebna. A to prawie to samo.
    Ja np. uważam, że na maturze powinna być matematyka obowiązkowa dla wszystkich, mimo, że od dnia matury formalnie z matematyką nie miałam do czynienia. Ale umysł ludzki tak nie działa, trening matematyczny i pewien typ myślenia musiał mi gdzieś w mózgu pozostać i zapewne go wykorzystuję, chociaż nie jestem tego świadoma.
  • 28.10.11, 12:59
    srebrnarybka napisała:

    >> Na forum rzeczywiście o taką wypowiedź trudno, Ja jestem nietypowa i jestem gło
    > sem z przeszłości.

    big_grin

    bie, że lubię historię,
    .
    > Co do dyskusji z Tobą - cóż , wątki na forum często zmieniają się w lincz na je
    > dnej osobie.

    Mam już kilka takich linczów za sobą i wszystkie sprowadzają się do jednego mianownika - krytyki mojego stylu życia. Można się do tego przyzwyczaić.

    Szczerze - podłożyłaś się jednym: pisałaś o tym dopilnowywaniu tak
    > , że można było odnieść wrażenie, że Twoim zdaniem rodzic powinien nad dzieckie
    > m wisieć codziennie i codziennie odrabiać z nim lekcje, a potem zaczęłaś temu z
    > aprzeczać, słusznie zresztą

    No cóż moim zdaniem codziennie powinien z dzieckiem czytać - i tu myślę o małych dzieciach, o których toczy się dyskusja. A w przypadku odrabiania lekcji to chodziło mi o codzienną kontrolę i trzymanie ręki na pulsie co nie oznacza wiszenia nad głową. W tym samym czasie można obiad gotować.

    i sama sobie się dziwię, że wyta
    > czam tę filipikę (mam nadzieję, że poza Tobą i mną inne foremki, które zarzucił
    > y mi braki w kulturze na okoliczność Tarantino, doskonale wiedzą, co to są fili
    > piki) akurat w obronie Twoich wypowiedzi.

    Całkiem niezłą filipikę. Wypada mi jedynie podziękować i cieszę się, że są gdzieś humaniści, którzy znają swoją wartość i czerpią satysfakcję ze swojej pracy.

  • 28.10.11, 13:39
    No cóż moim zdaniem codziennie powinien z dzieckiem czytać - i tu myślę o małyc
    > h dzieciach, o których toczy się dyskusja.

    Czytanie dziecku czy z dzieckiem, zabieranie do zoo, do teatru dla dzieci, do kina na stosowne filmy, a także naturalna rozmowa typu idziemy przez park i rodzic mówi "o jak ładnie wygląda ten klon z żółtymi liśćmi", na co dziecię pyta, a który to klon, - a no widzisz, ten, ma takie liście, które różnią się od liści sąsiedniego dębu, albo mamusia rozmawia z tatusiem o książce, którą akurat przeczytała sama dla siebie, i dziecko słysząc jakieś szczegóły pyta etc. to moim zdaniem normalny sposób spędzania czasu z dziećmi w rodzinach ludzi kulturalnych, czy też nawet "spędzania czasu" w ogóle. Zwyczajnie rozmowa rodziców o książce dla dorosłych, którą oboje przeczytali, mimo, że w ogóle dziecka nie uwzględnia, jest dla dziecka pożyteczna, bo 1. dowiaduje się, że ludzie dorośli czytają z wewnętrznej potrzeby, 2. zapamiętuje coś z problemów poruszanych w książce. Dobrze tylko, by te czynności odbywały się możliwie naturalnie, tzn. niekoniecznie musi to być dokładnie 20 minut każdego dnia, bo tak uchwalono, tylko z potrzeby. Wtedy jednego dnia może być godzina, a drugiego w ogóle. Dobrze pokazuje to znakomite powiedzonko ze sztuki Mrożka "Szczęśliwe wydarzenie", kiedy matka mówi do niemowlęcia: chodź, będziemy cię wychowywać. Rodzice wychowują dziecko także wtedy, gdy np. idą do teatru i zostawiają je pod opieką babci czy sąsiadki, bo dziecko zapoznaje się z nową dla niego sytuacją i ogarnia ją.

    A w przypadku odrabiania lekcji to c
    > hodziło mi o codzienną kontrolę i trzymanie ręki na pulsie co nie oznacza wisze
    > nia nad głową. W tym samym czasie można obiad gotować.

    W pewnych sytuacjach sądzę, że i codzienną kontrolę można odpuścić, choćby po to, by nauczyć dziecko odpowiedzialności. Ale to nie oznacza nietrzymania ręki na pulsie.

    Wypada mi jedynie podziękować i cieszę się, że są gdzi
    > eś humaniści, którzy znają swoją wartość i czerpią satysfakcję ze swojej pracy

    Ja też się cieszę - takich jest co nieco i nie widzę powodu, by ich oceniać jako śmiesznych nieudaczników. Ktoś, kto woli zostać np. profesorem historii niż prezesem wielkiej korporacji nie musi być większym nieudacznikiem od owego prezesa, tylko może mieć zwyczajnie inne priorytety i cele życiowe.I dobrze zresztą, bo jakby jeszcze wszyscy obecni i potencjalni profesorowie próbowali rozdrapać biznes, to wszyscy by się zadławili.
  • 28.10.11, 14:02
    srebrnarybka napisała:


    > Czytanie dziecku czy z dzieckiem, zabieranie do zoo, do teatru dla dzieci, do k
    > ina na stosowne filmy, a także naturalna rozmowa typu idziemy przez park i rodz
    > ic mówi "o jak ładnie wygląda ten klon z żółtymi liśćmi", na co dziecię pyta, a
    > który to klon, - a no widzisz, ten, ma takie liście, które różnią się od liśc
    > i sąsiedniego dębu, albo mamusia rozmawia z tatusiem o książce, którą akurat pr
    > zeczytała sama dla siebie, i dziecko słysząc jakieś szczegóły pyta etc. to moim
    > zdaniem normalny sposób spędzania czasu z dziećmi w rodzinach ludzi kulturalny
    > ch, czy też nawet "spędzania czasu" w ogóle

    Generalnie tak, ale jak sobie przypomnę jak zostałam zlinczowana za zmuszanie dziecka do głośnego czytania i za brak gier komputerowych w domu, to jednak wydaje mi się, że to nie zawsze jest normalny sposób spędzania z dziećmi czasu.


  • 28.10.11, 14:54

    > Generalnie tak, ale jak sobie przypomnę jak zostałam zlinczowana za zmuszanie d
    > ziecka do głośnego czytania i za brak gier komputerowych w domu, to jednak wyda
    > je mi się, że to nie zawsze jest normalny sposób spędzania z dziećmi czasu.

    Są to PRZYKŁADOWE sposoby spędzania czasu z dziećmi przez KULTURALNYCH rodziców. Oczywiście istnieją także inne czynności wykonywane wspólnie z dziećmi, a nawet bez nich i niekoniecznie z celem ich wyedukowania, które temu celowi i tak służą.
    Dyskusję o grach pamiętam - nie jestem ich entuzjastką, ani też wrogiem, wydaje mi się, że odpowiednio dobrane (by uniknąć drastycznych) i limitowane czasowo mogą być pouczającą rozrywką, aczkolwiek nie sądzę, by ich brak był jakimś niesłychanym brakiem w edukacji. Mam wobec nich odczucia jak wobec papierosów: sama nie palę, wiem, że papierosy są szkodliwe, ale im więcej wprowadza się zakazów, tym większą mam ochotę zapalić przez przekorę. Sądzę, że umiar, dystans i zapewnienie dziecku możliwie dużo interesujących zajęć nie spowoduje całkowitego uzależnienia. Ale też nie uważam, że Twoje dziecko, lat 6, będzie specjalnie uboższe intelektualnie, dlatego, że nie gra. Twoje dziecko nie gra, inny 6latek nie był jeszcze nigdy w zoo, inny w cyrku albo w ogrodzie botanicznym. Jeszcze zdąży sie z tym zapoznać.
    Dyskusji o czytaniu nie pamiętam.
  • 28.10.11, 18:37
    Cytat
    le też nie uważam, że Twoje dziecko, lat 6, będzie specjalnie uboższe intelektualnie, dlatego, że nie gra. Twoje dziecko nie gra, inny 6latek nie był jeszcze nigdy w zoo, inny w cyrku albo w ogrodzie botanicznym.


    Rybko, nie wiem, czy pamiętasz, ale święta Fogito nie została "zlinczowana" za to, że nie włącza dziecku komputerowych. Oberwało jej się za pogardliwe wyśmiewanie tych, którzy jednak te gry włączają oraz za zarzuty wobec nich, że zaniedbują w ten sposób dzieci, i że generalnie mają te dzieci w głębokim poważaniu (znaczy, wszyscy oprócz niej zaniedbują dzieci i najlepiej im te dzieci odebrać).
    Jak również za chamskie teksty np. "łatwo przyszło, łatwo poszło" w komentarzu na informację o puszczaniu siedmiolatka samego do sklepu.

    --
    Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
  • 28.10.11, 19:34
    Rybko, nie wiem, czy pamiętasz, ale święta Fogito nie została "zlinczowana" za
    > to, że nie włącza dziecku komputerowych. Oberwało jej się za pogardliwe wyśmiew
    > anie tych, którzy jednak te gry włączają oraz za zarzuty wobec nich, że zaniedb
    > ują w ten sposób dzieci, i że generalnie mają te dzieci w głębokim poważaniu (z
    > naczy, wszyscy oprócz niej zaniedbują dzieci i najlepiej im te dzieci odebrać).
    >
    > Jak również za chamskie teksty np. "łatwo przyszło, łatwo poszło" w komentarzu
    > na informację o puszczaniu siedmiolatka samego do sklepu.

    W istocie nie pamiętam,bo nie sposób pamiętać wszystkich dyskusji na forum. Lojalnie napisałam do fogito, że na ogół się z jej wypowiedziami nie zgadzam. Czasem z nimi osobiście polemizowałam (akurat chyba nie o tych grach, ale zdarzało mi się). Napisałam wręcz, że jest nieco dziwne, że ważny dla mnie tekst napisałam w obronie fogito. Ale mnie chodziło o jeden tylko aspekt sprawy: o niewartościowanie ludzi wg wybranej przez nich dyscypliny nauki jako przedmiotu studiów. Mimo, że uprawianie przez siebie zawodu historyka uważam za bardzo wielką wartość, nie przyszłoby mi do głowy twierdzić, że medycyna, informatyka, politechnika czy prawo to nauki gorsze od historii, bo absolwenci tych nauk nie muszą rozróżniać stylów w architekturze (poza architektami), wiedzieć, od czego pochodzą słowa lesbijka i maraton i kogo zastrzelono w 1914 r. w Sarajewie (prawnicy teoretycznie powinni wiedzieć przynajmniej to ostatnie, ale rok temu na sprawie spadkowej w mojej rodzinie sędzia zdziwiła się, że metryki kogoś urodzonego przed I wojną światową we Lwowie są austriackie, bo sądziła, że Lwów był pod zaborem rosyjskim, bo przecież wiadomo, że Lwów nam "ruscy" zabrali, to i wtedy musiał być u "ruskich"), chociaż oczywiście niektórzy to wiedzą i dobrze. Ja z kolei nie wiem, co to jest język html, nie znam się na medycynie i zawiłościach prawa, chociaż mój matematyk z lo był mile zaskoczony, gdy tydzień temu wyrecytowałam mu prawie całą definicję funkcji 33 lata po maturze i po 33 latach nieużywania tej definicji. Ale ja nie uważam się za mądrzejszą od medyka dlatego, że umiem czytać XIV wieczne rękopisy, ani nie uważam, że medyk jest ode mnie mądrzejszy, bo zna prawidłowy skład moczu. Nie da się porównać Kubicy z Małyszem, a porównywać można tylko Małysza z innymi skoczkami. Żeby opanować porządnie jakąś dyscyplinę, trzeba w to włożyć dużo wysiłku. To nie wyklucza, że można mieć i wiedzę w innych, ale po to są studia i profesjonalizm, by ludzie mogli się specjalizować w jakiejś dziedzinie i opanować ją dogłębnie. Wystąpiłam więc nie tyle w obronie fogito, co w obronie nauk humanistycznych. Bene vale
  • 29.10.11, 09:38
    Nie da się porównać Kubicy z Małyszem, a porównywać można tylko Małysza z innymi skoczkami.

    No nie wiem, czy nie dałoby się ich porównać jako kierowców rajdowych...
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • 28.10.11, 19:42
    mama_kotula napisała:


    > Rybko, nie wiem, czy pamiętasz, ale święta Fogito

    Jeszcze nie jestem, ale może kiedyś będę tongue_out

    nie została "zlinczowana" za
    > to, że nie włącza dziecku komputerowych. Oberwało jej się za pogardliwe wyśmiew
    > anie tych, którzy jednak te gry włączają

    Bzdury waćpan piszesz. Ja zawsze podkreślam, ze mnie nie interesuje, czy ktoś dziecku włącza gry czy nie. To ty próbowałaś mi wmówić, że dziecku szansę na rozwój odbieram, bo gier w domu nie ma i tym podobne teksty, coby ich inaczej nie nazwać.

    oraz za zarzuty wobec nich, że zaniedb
    > ują w ten sposób dzieci, i że generalnie mają te dzieci w głębokim poważaniu (z
    > naczy, wszyscy oprócz niej zaniedbują dzieci i najlepiej im te dzieci odebrać).

    Bo w moim mniemaniu wiele osób właśnie z powodu gier zaniedbuje dzieci. I było to w dyskusji o tym, ze dzieciak za dużo gra, czyż nie?
    Sporo sobie dopowiadasz i ubarwiasz. Powinnaś Harlequiny pisać smile


    > Jak również za chamskie teksty np. "łatwo przyszło, łatwo poszło" w komentarzu
    > na informację o puszczaniu siedmiolatka samego do sklepu.
    >

    To nie było w odpowiedzi na ową informację . To było za całokształt uznania mnie za nadgorliwą mamuśkę, która siedmiolatka na Pragę nie puszcza.
  • 28.10.11, 19:54
    A nie, Fogito. Ja nie ubarwiam tego, co czytam i nie wywlekam wniosków z kosmosu - tak, jak ty z informacji o kiepskiej pracy domowej wywlekłaś wnioski o tym, że moje dzieci wymagają dodatkowego douczania (a ja mam te dzieci w tyłku, bo nie zamierzam odwalać roboty za szkołę i odrabiać zadań za dzieci).

    I tak, oberwało ci się nie tyle za niewłączanie dziecku gier, tylko za twierdzenie, że ten, kto włącza, to, w wolnym tłumaczeniu, idiota, który zaniedbuje swoje dzieci. A dorosły grający w gry to patrz wyżej, idiota jak się patrzy. I że całe forum to idioci, tylko ty jedna i twoje światłe towarzystwo postępuje Słusznie. Wyłącznie za to ci się oberwało i tylko za to.

    A "łatwo przyszło, łatwo poszło" było jednym z najbardziej chamskich tekstów, jakie zdarzyło mi sie na tym forum przeczytać. Po raz kolejny przyznałaś sobie, matce idealnej, prawo do sugerowania mi, że mam moje dziecko w odwłoku, ponieważ puszczam je samo do sklepu. Nic nie było w temacie warszawskiej Pragi (temat Pragi pojawił się już PO tym poście), było w temacie ogólnie wypuszczania siedmiolatka samego z domu - i ty ponownie stwierdziłaś, że forum to banda nieodpowiedzialnych debili. Ot tyle.
    Oczywiście, niedosłownie. Twojej klawiatury nie kalają takie brzydkie słowa, nieprawdaż.


    --
    Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
  • 28.10.11, 20:07
    mama_kotula napisała:

    > A nie, Fogito. Ja nie ubarwiam tego, co czytam i nie wywlekam wniosków z kosmos
    > u - tak, jak ty

    Jasne, bo ty jesteś tak mądra jak "wszystkowiedząca wiedźma Ple Ple". Coś mi ta postawa Maksiem zalatuje...

    z informacji o kiepskiej pracy domowej wywlekłaś wnioski o tym,
    > że moje dzieci wymagają dodatkowego douczania (a ja mam te dzieci w tyłku, bo
    > nie zamierzam odwalać roboty za szkołę i odrabiać zadań za dzieci).

    To nie był wniosek na podstawie pracy domowej tylko na podstawie twoich wielokrotnych narzekań na szkołę ostatnimi czasy.


    >
    > I tak, oberwało ci się nie tyle za niewłączanie dziecku gier, tylko za twierdze
    > nie, że ten, kto włącza, to, w wolnym tłumaczeniu, idiota,

    A to już ty powiedziałaś, bo ja nigdy tego nie zrobiłam. Jeśli tak czujesz, to chyba na zasadzie - "uderz w stół a nożyce się odezwą" smile

    który zaniedbuje swo
    > je dzieci. A dorosły grający w gry to patrz wyżej, idiota jak się patrzy.

    W przypadku dorosłych wyraziłam pogląd, że dorosły facet grający w gry jest zdziecinniały. Trzymajmy się faktów i nie konfabulujmy smile

    I że
    > całe forum to idioci, tylko ty jedna i twoje światłe towarzystwo postępuje Słus
    > znie. Wyłącznie za to ci się oberwało i tylko za to.

    No cóż. Przede wszystkim dostało mi się za to, że robię inaczej niż reszta stada. Bo skoro stado włącza gry to czarna owieczka też powinna. Tyle, ze ja nigdy za stadem nie podążam. I nigdy też nie użyłam słowa "idiota". No ale skoro ty tak uważasz, to może masz rację - włączanie gier dzieciom to idiotyzm big_grin Chciałaś to masz big_grin

    >
    > A "łatwo przyszło, łatwo poszło" było jednym z najbardziej chamskich tekstów, j
    > akie zdarzyło mi sie na tym forum przeczytać.

    To chyba nowa jesteś na tym forum. Wydaje mi się, ze ubodło cię to tak bardzo, bo jest w tym szczypta prawdy. A nic tak jak prawda w oczy nie kole.

    Po raz kolejny przyznałaś sobie,
    > matce idealnej

    Tego nigdy nie twierdziłam, ale skoro tak uważasz smile

    , prawo do sugerowania mi, że mam moje dziecko w odwłoku, poniewa
    > ż puszczam je samo do sklepu. Nic nie było w temacie warszawskiej Pragi (temat
    > Pragi pojawił się już PO tym poście)

    Było, ale cytowac nie będę. Poczytaj sobie całą dyskusję to zrozumiesz... może.

    , było w temacie ogólnie wypuszczania siedm
    > iolatka samego z domu - i ty ponownie stwierdziłaś, że forum to banda nieodpowi
    > edzialnych debili. Ot tyle.

    Nie ma czegoś takiego jak jednomyslne forum. Są ludzie piszący na forum, a ci są tak diametralnie różni jak ja i ty. To, że ktoś głośniej krzyczy i używa obelg, a wielu używa, nie oznacza, że ma rację.


    > Oczywiście, niedosłownie. Twojej klawiatury nie kalają takie brzydkie słowa, ni
    > eprawdaż.

    Prawdaż. Bo ja jestem dobrze wychowana i chamstwa unikam jak ognia. A tekst "łatwo przyszło łatwo poszło" to przysłowie. I zabolało cie znaczenie a nie sam tekst.

  • 28.10.11, 20:12
    Cytat
    > A "łatwo przyszło, łatwo poszło" było jednym z najbardziej chamskich tekstów, j
    > akie zdarzyło mi sie na tym forum przeczytać.

    To chyba nowa jesteś na tym forum. Wydaje mi się, ze ubodło cię to tak bardzo, bo jest w tym szczypta prawdy. A nic tak jak prawda w oczy nie kole.


    Jakim do cholery prawem śmiesz takie rzeczy pisać do osoby OBCEJ, której nie znasz? Za kogo ty się, dziewczyno, uważasz, że uzurpujesz sobie prawo do TAKICH ocen?
    Nie trudź się odpowiadaniem, twoje posty od tej chwili mam wygaszone i nie zamierzam ich czytać.


    --
    Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
  • 28.10.11, 20:14
    mama_kotula napisała:

    > Cytat
    > > A "łatwo przyszło, łatwo poszło" było jednym z najbardziej chamskich teks
    > tów, j
    > > akie zdarzyło mi sie na tym forum przeczytać.
    >
    > To chyba nowa jesteś na tym forum. Wydaje mi się, ze ubodło cię to tak bardzo,
    > bo jest w tym szczypta prawdy. A nic tak jak prawda w oczy nie kole.
    >

    >
    > Jakim do cholery prawem śmiesz takie rzeczy pisać do osoby OBCEJ, której nie zn
    > asz? Za kogo ty się, dziewczyno, uważasz, że uzurpujesz sobie prawo do TAKICH o
    > cen?
    > Nie trudź się odpowiadaniem, twoje posty od tej chwili mam wygaszone i nie zami
    > erzam ich czytać.
    >
    >

    No to pozostaje mi się tylko cieszyć.
  • 28.10.11, 20:17

    > > A "łatwo przyszło, łatwo poszło" było jednym z najbardziej chamskich teks
    > tów, j
    > > akie zdarzyło mi sie na tym forum przeczytać.
    >
    > To chyba nowa jesteś na tym forum. Wydaje mi się, ze ubodło cię to tak bardzo,
    > bo jest w tym szczypta prawdy. A nic tak jak prawda w oczy nie kole.
    >
    I ty smiesz pisac o dobrym wychowaniu ponoc z domu wyniesionym.
  • 28.10.11, 20:21
    przeciwcialo napisała:

    >
    > > > A "łatwo przyszło, łatwo poszło" było jednym z najbardziej chamskic
    > h teks
    > > tów, j
    > > > akie zdarzyło mi sie na tym forum przeczytać.
    > >
    > > To chyba nowa jesteś na tym forum. Wydaje mi się, ze ubodło cię to tak ba
    > rdzo,
    > > bo jest w tym szczypta prawdy. A nic tak jak prawda w oczy nie kole.
    > >
    > I ty smiesz pisac o dobrym wychowaniu ponoc z domu wyniesionym.

    A uważasz, że dobre wychowanie polega na nieustannym głaskaniu po główce i nadstawianiu drugiego policzka. Ono polega na tym również, żeby powiedzieć coś ostrego w parlamentarny sposób bez epitetów. Wydaje mi się, że Kotula już nie wie jak mnie obrazić, więc chyba będzie dobrze, że nie będzie odpowiadała na moje posty.
  • 28.10.11, 20:29
    Dobre wychowanie do tez troche dyplomacji i umiejętność ugryzienia się w jezyk albo palce zanim się coś tak bezbrzeznie głupiego powie i napisze.
    Dobre wychowanie to także umiejętnośc przyznania się do błedu i umiejętnośc przeproszenia.
    Żyj nadal w przeswiadczeniu że dobrze cię wychowano, mnie byłoby wstyd gdybym cos takiego chlapnęła a jeszcze bardziej wstyd gdybym to powiedziała z premedytacją.
  • 28.10.11, 20:37
    przeciwcialo napisała:

    > Dobre wychowanie do tez troche dyplomacji i umiejętność ugryzienia się w jezyk
    > albo palce zanim się coś tak bezbrzeznie głupiego powie i napisze.

    Zapewne, ale jako osoba wyśmiewana i obrażana wielokrotnie przez Kotule, nie zamierzam traktować jej lepiej niż ona mnie kiedykolwiek. Jedyne co mogę zrobić, to nie obrzucać jej chamskimi epitetami, od których ona sama się nie powstrzymuje.


    > Dobre wychowanie to także umiejętnośc przyznania się do błedu i umiejętnośc prz
    > eproszenia.

    smile Chyba chcesz, abym jednak została jedyną świętą na tym forum. Zdarzało mi się przepraszać na forum, ale osoby, które na to zasługują.

    > Żyj nadal w przeswiadczeniu że dobrze cię wychowano, mnie byłoby wstyd gdybym c
    > os takiego chlapnęła a jeszcze bardziej wstyd gdybym to powiedziała z premedyta
    > cją.

    Cięta riposta boli, ale czy oznacza, że należy z niej rezygnować w dyskusjach. Nie sądzę.

  • 28.10.11, 20:46
    Nie uzyłas ciętej riposty tylko chamskiej odzywki. To wielka róznica której chyba nie chcesz zauważyć. Nie trzeba uzywac wulgarnych słów aby byc wulgarnym. Stwierdzeniem skierowanym do Kotuli własnie tego dokonałas.
  • 28.10.11, 20:55
    przeciwcialo napisała:

    > Nie uzyłas ciętej riposty tylko chamskiej odzywki.

    Wbrew temu co uważasz, to nie jest chamska odzywka. To jest przysłowie, które funkcjonuje w wielu językach
    www.przyslowia.cba.pl/przyslowia.html
    To wielka róznica której chy
    > ba nie chcesz zauważyć. Nie trzeba uzywac wulgarnych słów aby byc wulgarnym. St
    > wierdzeniem skierowanym do Kotuli własnie tego dokonałas.

    No cóż. Martwisz się, że próbuję jej dorównać? Bawisz się w adwokata diabła w tej chwili?
  • 28.10.11, 21:07
    Do kogokolwiek skierowana byłaby ta chamska odzywka dotycząca dzieci nawet wykorzystująca przysłowie odebrana bylaby przeze mnie tak samo. Zachowałas się chamsko.
    Gdyby padła w twoim kierunku dokładnie tak samo napisałabym autorowi, że zachował się chamsko pod płaszczykiem dobrego wychowania.
  • 28.10.11, 22:23
    przeciwcialo napisała:

    > Do kogokolwiek skierowana byłaby ta chamska odzywka dotycząca dzieci nawet wyko
    > rzystująca przysłowie odebrana bylaby przeze mnie tak samo. Zachowałas się cham
    > sko.

    No cóż nie we wszystkim się musimy zgadzać.

    > Gdyby padła w twoim kierunku dokładnie tak samo napisałabym autorowi, że zachow
    > ał się chamsko pod płaszczykiem dobrego wychowania.

    Pod moim adresem padło już tyle chamskich tekstów, że inteligentna riposta bez używania wulgaryzmów raczej by mnie zachwyciła niż oburzyła.
    Poza tym ja nie jestem zwolenniczką postawy "easy going" w żadnej dziedzinie życia, więc zapewne musiałaby dotyczyć jak zwykle mojej nadgorliwości albo zbytniego trzęsienia się nad dzieckiem wink
  • 28.10.11, 19:31
    fogito napisała:
    > Generalnie tak, ale jak sobie przypomnę jak zostałam zlinczowana za zmuszanie d
    > ziecka do głośnego czytania
    Jeśli zmuszałaś dziecko do głośnego czytania w celu nauki czytania to zdaje się, że wg metodyków nauki czytania nie jest to rewelacyjny pomysł.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 28.10.11, 19:45
    jakw napisała:

    > fogito napisała:
    > > Generalnie tak, ale jak sobie przypomnę jak zostałam zlinczowana za zmusz
    > anie d
    > > ziecka do głośnego czytania
    > Jeśli zmuszałaś dziecko do głośnego czytania w celu nauki czytania to zdaje się
    > , że wg metodyków nauki czytania nie jest to rewelacyjny pomysł.
    >

    Tak, ja wiem. Już to przerobiliśmy przez setki postów. W brytyjskiej szkole syna tak właśnie uczą dzieci czytania. I w tenże sam sposób ja nauczyłam go czytania po polsku. Może metodyków trzeba poduczyć z praktyki...