• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

czytanie- sześciolatek w pierwszej klasie Dodaj do ulubionych

  • 02.12.11, 10:50
    witam,
    Moje dziecko chodzi do 1 klasy na Ursynowie w państwowej szkole. Klasa składa się z samych sześciolatków.

    Dzieci uczą się z podręcznika Juka. Po 2,5 miesiąca dzieci miały przerobiony 1 zeszyt ćwiczeń podręcznika. Od początku było nadane ostre tempo nauki, literki itd
    Na zebraniu jeden rodzic powiedział że to może za duże tempo, na to inni rodzice ale ich zdolne dzieci nie będą się nudzić itd, itp.

    Szybko pani zadawała teksty do czytania do domu. Te teksty dzieci uczyły się na pamięć bo były krótkie. Nie zauważyłam, żeby dzieci były jakimś systemem uczone czytać, na początku jakieś dzielenie na sylaby wyrazów i wio do czytania. Byłam na rozmowie z panią, moje dziecko nie czyta tak szybko itd..pani na to że no niektóre dzieci czytają naturalnie no a inne nie. Moje dziecko zaczęło płakać przy czytaniu już pół stronnicowych tekstów po miesiącu.
    Pani powiedziała że niech czyta połowę z tego.
    Wychowawczyni dodatkowo debiutuje w roli nauczyciela 6 latków, wcześniej nie uczyła w szkolesad(((

    Po rozmowie z rodzicami, niektórych czytających dzieci dowiedziałam się, że ich dzieci czytały już "naturalnie" od 1 września, gdyż albowiem "naturalnie" już były uczone jako 5 latki w prywatnym przedszkolu (sic!)
    Moje dziecko po państwowym przedszkolu gdzie było chyba programowo zabronione uczenie czytać, przyszło do państwowej szkoły z zamiarem nauczenia się czytać.
    W tej chwili ona nie chce czytać, bo widzi że czytanki coraz dłuższe, tempo większe i dziecko wpada w kompleksy, bo nie umie.
    Dziecko przez panią zostało zapisane na reedukację, bo 1 września nie czytało!!! W każdym razie odstaje.
    Mimo że uważam ją za zdolną i rozwiniętą ponad poziom, bo jest większa, ma większy zasób słów itd itp to w tej chwili dziecko już jest zniechęcone.
    Dodatkowo ostatnio dziecko zmoczyło się w nocy, co nie miało miejsca przez kilka ostatnich lat.
    Co robić? Idę na zebranie w przyszłym tygodniu.
    Niemniej jednak nie robię sobie wiele nadziei, postrzegam szkołę jak betonowy schron, gdzie nauczyciele realizują swoje wizje, swoje cele i dzieci są na końcu. Miało nie być ocen a są literki i są oceniane. Problemy się przyklepuje. Boję się że problemy psychologiczne mogą się pojawić z zaburzeniami neurologicznymi . Jak postępować?
    Nadmienię że byłam entuzjastką 1 klasy a teraz uważam że w wykonaniu naszych szkól i nauczycieli to farsa! Klasy 26 uczniów i nieprzygotowani nauczyciele. W razie co etykietka dziecka mało zdolnego a rodzic problemowy! Pomocy!


    Edytor zaawansowany
    • 02.12.11, 10:58
      Mam tylko dwie rady - zmienić szkołę albo zacząć uczyć dziecko czytać w domu. Najlepiej metodą sylabową Cieszyńskiej. Nie liczyłabym w tej kwestii na w/w nauczyciela. Przykre, ale prawdą jest, że nauczyciele oczekują iż dzieci przyjdą do szkoły już czytające. Podstawa programowa to jedno a życie to drugie.
      • 02.12.11, 11:19
        Chcesz mi powiedzieć, że dziecko 6 ściolenie powinno już umieć czytać?
        Innym słowy w przedszkolu 5 latki powinny się uczyć czytać?Tak na oko mojemu dziecku brakuje jakieś pól roku edukacji, po prostu na swobodne uczenie się nauki czytania. To jakiś absurd reformy że sześciolatek po reformie powinien umieć czytać już idąc do szkoły??
        Wiesz ja mogę zacząć uczyć w domu ale i tak ma sporo odrabiania lekcji i dodatkowo jeszcze wprowadzę czytanie ale czy tak powinno być? Co na to ministerstwo ciekawe?
        • 02.12.11, 12:11
          aniazavonlea napisała:

          > Chcesz mi powiedzieć, że dziecko 6 ściolenie powinno już umieć czytać?
          Po prostu zdaniem całkiem sporej części nauczycieli dziecko idące do I klasy powinno umieć czytać - a to czy ma lat 6 czy 7 do dla nich wogóle nie jest istotne.
          >Co na to ministerstwo ciekawe?
          Ministerstwo na to: "Ależ nie jest naszą sprawą to, co dzieje się w szkołach. Wszak szkoły są prowadzone przez samorządy".

          --
          Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
          • 03.12.11, 13:49
            Przepraszam ze sie wtrace..Ale im wiecej czytam forum odnosnie 6latkow w pierwszej klasie i wymagan nauczycieli i niektorych rodzicow co do swoich pociech to mam wrazenie ze nauczyciele wymagaja by 6letnie dzieci do szkoly przychodzily umiejac czytac pisac i liczyc do 100 min.I od 1 wrzesnia pani nauczycielka moze zabrac sie z kopyta za tabliczke mnozenia a juz od pazdziernika wprowadzac im calki by sie dzieciarnia nie nudzila.Ludzie.A dlaczego nie podzielic sobie tej klasy na tych uczniow bardziej zdolnych bo sa tacy i tych mniej zdolnych ktorym nauka czytania idzie troche oporniej i nie gonic tych slabszych bo potem wlasnie takie kwiatki.Tylko ze to wymaga wiekszego zaangazowania i wiecej pracy dla takiego nauczyciela.
            Walczylabym o dziecko .Poszlabym do Kuratorium i poprosila o wytyczne programowe jakie jest minimum czy usredniony program a nie wywindowany i walczyla.A rodzice ktorzy focha strzelaja ze ich dzieci sie beda nudzic - niech im pani zada wiecej zadan, dluzsza czytanke - to nie problem zeby popracowaly sobie an lekcji jak slabszy uczen bedzie pracowal nad swoim zadaniem wiedzac ze nie musi gonic reszty.A jak jednak nie uda ci sie nic zdzialac bo to przeciez Polska to pracuj w domu nad Corka ze nie przeskoczy i niech robi swoje swoim tempem i niech sie nie stresuje.pokaz jej ze nie rwiesz wlosow z glowy ze cos jej nie wychodzi.Jak przychodzi sfrustrowana ze czytanka dluga - polec jej przeczytanie polowy i niech owa polowe opanuje do perfekcji.jak to jej zacznie wychodzic to niech potem wydluza tekst.W swoim czasie wszystko nadrobi.Nie musi byc prymuska byle robila to z ochota i uczyla sie chetnie a to ze dostanie inna literka niech to cznia .Wazne ze uczenie sie jej sprawia przyjemnosc.To jej staraj sie przekazac.
            • 06.12.11, 21:35
              Ewidentnie nauczyciele nie są przygotowani do pracy z dziećmi nieczytającymi/niepiszącymi. W szkole moich synów na nauczaniu zintegrowanym nie było problemów choć tempo było bardzo duże (podręczniki Juki właśnie), dzieci przyszły ze zróżnicowanym poziomem (jedne czytające biegle inne sylabizujące). Teraz w II klasie poziom jest już całkiem wyrównany. ale wciąż pamiętam nieomal aferę anglistki po pierwszym zebraniu w I klasie , która kompletnie nie wiedział (i nawet się do tego przyznała) jak pracować z dzieciakami niepiszącymi. W II semestrze już był łatwiej bo dzieciaki zaczęły lepiej pisać. A ja ostatnio zagadnęłam wychowawczynie chłopaków o jej opinie nt tej reformy i przyznała że nie jest jej entuzjastką i na pewno będzie musiała zrezygnować z podręczników Juku mając klasę złożoną z samych 6-latków które nie czytają i nie piszą. Dobrze jak są nauczyciele umiejący to ocenić krytycznie i wybrać jakiś złoty środek, gorzej jak to wszystko odbywa się kosztem dzieci.
              Walczyłabym o dziecko, ale obawiam się że na reformę nauczyciela nie ma już czasu. I wątpliwe czy to się uda. Jeżeli problem tkwi tylko w czytaniu to chyba rzeczywiście warto popracować trochę w domu, ale bez ciśnienia. U nas jeden rok edukacji naprawdę bardzo ostro popchnął do przodu te umiejętności. Chłopcy rozpoczęli pierwszą klasę sylabizując, obecnie w II czytania praktycznie płynnie zacinając się tylko na trudniejszych słowach.
              Trzeba dać dzieciom czas!
              --
              pozdrawiam
              Dorota i Kuba&Bartek
        • 02.12.11, 13:03
          To absurd wynikający z rozciągania reformy na Bóg wie ile lat oraz blokowania jej przez nauczycieli przedszkolnych, w efekcie do szkół trafiają sześciolatki które w grupie pięciolatków uczyły się czytać jak i te które przyszły się tego nauczyć.
          U nas co prawda nauczycielka podąża za tymi nie czytającymi, ale przez nacisk na naukę głoskowania młoda całkowicie przeszła na czytanie tą metodą, co mnie dosłownie dobija.
          • 02.12.11, 13:43
            przez nacisk na naukę głoskowania młoda całkowicie przeszła na czytanie tą metodą, co mnie dosłownie dobija
            Ale ten nacisk jest programowo... W szkołach nie uczą metodą sylabową z zasady.
            --
            -------------------------------------------------------------
            Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
        • 02.12.11, 19:10
          aniazavonlea napisała:

          > Chcesz mi powiedzieć, że dziecko 6 ściolenie powinno już umieć czytać?


          Niewątpliwie powinno się uczyć.

          > Innym słowy w przedszkolu 5 latki powinny się uczyć czytać?

          Powinny poznawać litery przynajmniej i czytać pierwsze proste słowa.

          Tak na oko mojemu dz
          > iecku brakuje jakieś pól roku edukacji, po prostu na swobodne uczenie się nauki
          > czytania. To jakiś absurd reformy że sześciolatek po reformie powinien umieć c
          > zytać już idąc do szkoły??

          Tak. To absurd, ale co poradzisz.

          > Wiesz ja mogę zacząć uczyć w domu ale i tak ma sporo odrabiania lekcji i dodatk
          > owo jeszcze wprowadzę czytanie ale czy tak powinno być?

          Wystarczy, że poświęcicie pół godziny dziennie na czytanie metodą sylabową a będzie z tego spory pożytek.

          Co na to ministerstwo c
          > iekawe?

          Pewnie nic jak zwykle.
    • 02.12.11, 11:42
      Nie wiem, co Ci radzić. Mogłaś obejrzeć podręcznik na początku, kiedy jeszcze była możliwosć cofnąć dziecko do zerówki (taka możliwość była bodajże do 10tego września). Znasz córke, znasz jej umiejętności, mozna było zweryfikowac zakres podręcznika z umiejętnościami córki. Równiez jeśli wtedy wystapiły "kłopoty" to wychowawczyni powinna była z Toba o takiej możliwości porozmawiać (bo piszesz, że córka została zakwalifikowana do reedukacji na poczatku wrzesnia).
      Nie wiem, czy jest sens reedukowac dziecko w tej chwili, bo córka poczuje sie najgorsza z klasy. A nie wiem, czy sześciolatkowi teraz jest to potrzebne, na samym poczatku drogi edukacyjnej. Tym bardziej, ze faktycznie dziecko idące do pierwszej klasy nie ma obowiązku umieć czytać.
      Umiejętności czytania w przedszkolu nie wiązałabym z prywatnym / publicznym. Wydaje mi się wątpliwe, aby wszystkie pozostałe 25 dzieci przyszły do szkoły po przedszkolu prywatnym a tylko Twoja córka z publicznego. Tak samo w publicznym przedszkolu nie ma zakazu nauki czytania. To, ze nie ma tego w podstawie programowej nie znaczy, że jest zakaz, jeśli dzieci są gotowe. U mojego syna w przedszkolu publicznym prowadzona była nauka liter i czytania przez cały ostatni rok przedszkola (5latki, przed zerówką). Zresztą mój syn też jakoś szybko nauczył się liter a i nauka czytania przyszła mu łatwo, na początku roku jako pięciolatek według opinii wychowawczyni był gotowy do pierwszej klasy smile Zaznaczam - nie uczyłam go czytania, tylko odpowiadałam na pytania "jaka to litera". Teraz w zerówce (6 latki w prywatnej szkole) dostaje teksty na pół strony i nie ma kłopotów z czytaniem. W jego klasie połowa dzieci jest po przedszkolu prywatnym (tej szkoły), gdzie nie uczono liter i czytania. Idą podręcznikiem Juka "Mój kuferek", pierwszą część skończyli z końcem października. Wiem, że część dzieci dostaje łatwiejsze teksty do czytania niż mój syn, ale dostają chyba wszystkie.
      --
      Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
      • 02.12.11, 12:07
        Podstawowa rada - nie wierzyć we wszystko co mówią inni rodzice!
        Jeśli do tej pory Twoje dziecko nie odstawało od rówieśników to i teraz pewnie tak nie jest. Niestety, jak to stwierdziła moja mama ostatnio, teraz oceny innych dzieci są równie tajne jak nasze zarobki. A rodzice opowiadają tylko o swoich sukcesach, tzn. sukcesach swoich dzieci.
        Jak bardzo się chcesz przekonać jaka jest prawda (tzn. uspokoić) to jak kiedyś z jakiejś okazji zaprosisz do córki jakąś koleżankę to poproś ją, żeby ci coś przeczytała!
        Dodatkowo wyluzować - są te oceny, kropki czy co tam i co z tego. Nic - no może kilkoro najlepszych na ich podstawie dzieci dostanie jakieś wyróżnienia, jeśli Twoje nie będzie w tej grupie to w podobnej sytuacji będzie jeszcze 20 innych dzieci.
        Na podstawie własnych doświadczeń na 100% mogę powiedzieć, ze stres dziecka jest pochodną twojego stresu. Z tego co piszesz nauczycielka nie robi afer, nie wysmiewa i nie stresuje dziecka; to Ty po prostu się boisz.
        Moja podstawowa strategia pomagania dziecku ze stresem, poczuciem własnej wartości jest następująca - zajęcia wyrównawcze? - nie ty jedna tam chodzisz; słaba ocena - czy najsłabsza? plus a czy inne dzieci umieją jeździć konno, na nartach, pływać? A nawet czy mają takiego fajnego brata, mamę, itp.
        Jak Ty nie będziesz się stresować to ona nie zauważy, że to taki problem...
        czyli dajcie sobie czas...

        A mówi Ci to mama siedmiolatki w drugiej klasie, która teraz już w miarę dobrze czyta, ale bez rewelacjismile
      • 02.12.11, 13:59
        Mogłaś obejrzeć podręcznik na początku, kiedy jeszcze b
        > yła możliwosć cofnąć dziecko do zerówki (taka możliwość była bodajże do 10tego
        > września). Znasz córke, znasz jej umiejętności, mozna było zweryfikowac zakres
        > podręcznika z umiejętnościami córki

        Osobiście wydaje mi się, że:
        1.rodzicom może być trudno ocenić, czy dziecko poradzi sobie z tym materiałem i z tą panią - kurcze, nie są specjalistami od nauczania literek i wybierania podręczników.
        2. zwłaszcza , że w teorii podręczniki są przystosowane do 6-latków, które to 'ni czytaty, ni pisaty'.

        To, ze nie ma tego w podstawie program
        > owej nie znaczy, że jest zakaz, jeśli dzieci są gotowe
        Ale córka autorki wątku nie była uczona. I nie umie. Wcale nie musi umieć. Co proponujesz z tym fantem zrobić?

        Być może podręcznik jest trudny, być może pani pędzi (albo jedno i drugie), być może dziecko ma jakiś problem, który sprawia, że nie daje rady.
        osobiście przeczytałabym założenia podstawy programowej, radosne wypociny MENu n.t 6-latków w szkole, spróbowała na spokojnie wypunktować miejsca, w których pani nauczycielka przesadza - i poszła do niej na rozmowę. Gdybym nadal była nieprzekonana, że problem nie jest w pani, tylko w dziecku, poszłabym do dyrektorki na rozmowę.
        Nauczycielka ma się trzymać przepisów i programów nauczania, a nie układać program wg. życzeń rodziców. Co z tego, że większa część czyta i pisze - każda nauczycielka w każdej szkole rejonowej czy niepublicznej bez egzaminów powinna się liczyć z tym, że w klasie pierwszej trafią się jej dzieci, które nie umieją ani czytać, ani pisać, ani liczyć.
        Ostatecznie gdyby umiały, nie musiałyby w tym celu chodzić do szkoły, tylko mogłyby zaczynać od razu od klasy III...

        --
        -------------------------------------------------------------
        Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
      • 02.12.11, 16:15
        Moje dziecko nie jest jedyne które nie umie czytać, reedukacją jest objęta połowa klasy. Moje dziecko znalo literki idąc do szkoły ale nie składało. Podkreślałam to że jest zdolnym dzieckiem, nie ma sensu panny rozrożniającej literki i wyraźnie mowiacej cofac do zerówki, ona pisze i sprawnie trzyma ołówek inne maluchy nawet z tym sobie nie radzą.
        Nei wiem dokladnie ile dzieci czytało 1 września ale gros z tych które były w prywatnych przedszkolach Ciuchcia itd
        • 02.12.11, 17:16
          reedukacją jest objęta poło
          > wa klasy.
          Wiesz, moim zdaniem to jest jednak problem z panią. Statystycznie reedukacja powinna dotyczyć kilku osób z klasy.
          --
          -------------------------------------------------------------
          Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
        • 05.12.11, 09:04
          Zwracam honor, zrozumiałam ze Twoje jest jedyne skierowane na reedukację i to tak wcześnie. Mój błąd. No to nie daj sobie wmówić, że dziecko sobie nie radzi. Połowa klasy chodzi na reedukację? No to dobrze, dodatkowe zajęcia zawsze się przydadzą. Chociaż możnaby się zastanowic, czy to pani nie popełnia błędu i nie pędzi z programem niezrozumiałym dla połowy klasy. Dzieci w pierwszej klasie nie muszą umieć czytać i pisać, mają własnie ten pierwszy rok na opanowanie umiejętności.
          W szkole mojego syna, gdzie program jest po staremu (sześciolatki, uczą się czytać i pisać w zerówce), dziś własnie miałam spotkanie z wychowawczynią mojego syna. On z kolei odwrotnie, czyta świetnie i ma ogromny zasób wiedzy, ale ma kłopoty z pisaniem - pisze nierówno i niektóre litery odwzorowuje lustrzanie. Też traktuję to z przymrużeniem oka, bo wychodzę z założenia, ze ma ten rok własnie na naukę pisania. Więc trzymajmy się, nie dajmy sie, dzieci mamy zdolne a to, czego nie umieją, nauczą się smile

          --
          Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
    • 02.12.11, 12:11
      Bardzo Ci współczuję tej sytuacji. To jak jakiś wyścig szczurów sad
      Jedyne, co mogę doradzić, to wspieranie córki, zapewnianie jej, że jest bardzo mądrą dziewczynką. Spróbujcie się uczyć w domu w miłej atmosferze.
      --
      Mama A. (6,5) i M. (2,5)
      Trójmiasto dla 30+
      • 02.12.11, 15:12
        wiesz co az poszlam zobaczyc ten 1 zeszt cwiczen - my mamy razem w szkole ,juki kupilam jako zestaw dodatkowy
        ksiazeczka ma stron 64,pierwsza litera wprowadzona na 10 wiec nie jakis kosmos
        do konca wprowadzone jest 13 liter
        moim zdaniem tempo jest normalne,nasza klasa tez samych 6 latkow ma przerobione 14 liter
        pisza juz krotkie dyktanda ze sluchu,dostaja kartki do czytania z czytankami z poznanych juz liter
        cala klasa czyta gorzej lub lepiej
        nie ma innej metody na nauczenie sie jak systematyczna praca w szkole i w domu
        mozesz poprosic Pania o wskazowki jak masz uczyc czytac
        no i cwiczyc,cwiczyc,cwiczyc smile
        aha Ola bardzo lubila czytac Martynke,jest napiana duzymi literami,seria "juz czytam"
        moze tak sprobujecie smile

        --
        Aniołek (5.X.2009)
        Oleńka
        Antos
    • 02.12.11, 12:27
      aniazavonlea napisała:

      > Wychowawczyni dodatkowo debiutuje w roli nauczyciela 6 latków, wcześniej nie u
      > czyła w szkolesad(((
      już myslałam że mamy dzieci w tej samej klasie ale po tym zdaniu widzę że nie wink debiutujący nauczyciel to nic złego, u starszego dziecka mieliśmy taką panią i była super.
      co do tematu: Juka faktycznie strasznie pędzi w 1 semestrze, potem tempo jest wolniejsze. czytanki to nie pół strony, tylko kilka zdań dużymi literami-też już jesteśmy w 2 części ćwiczeń. zgadzam się że dla dziecka które idąc do szkoły nie umiało zupełnie czytać takie tempo może być trudne. ale nie dajcie się zastraszyć i zestresować. do końca roku na pewno różnice między dziećmi się zmniejszą. grunt to nie wpędzić dziecka w kompleksy. najważniejsze jest podejście nauczyciela, takie aby zachęcało dziecko do wysiłku a nie zniechęcało. jeśli tego brakuje, porozmawiaj jeszcze z pedagogiem szkolnym.
    • 02.12.11, 12:45
      Przede wszystkim - nie traktuj dodatkowych zajęć jako jakiegoś stygmatu; bardzo dobrze, że takie zajęcia wyrównawcze dla dzieci, którym czytanie (czy cokolwiek innego) nie przychodzi "samo", są prowadzone w szkole.
      Mam dziecko w II klasie - poszedł do szkoły jako 6-latek i też uczyli się czytać na krótkich tekstach, sylabach, potem oczywiście coraz dłuższe i trudniejsze teksty (podręczniki "Nowe już w szkole"). Kilkoro dzieci, z tego, co wiem, chodziło na zajęcia dodatkowe, bo odstawały od reszty. WSZYSTKIE w ciągu roku zrobiły znaczne postępy, niektóre w II klasie już reedukacji nie potrzebują, inne owszem, chodzą nadal. Nie nazwałabym tego "przyklepywaniem problemu", wręcz przeciwnie.
      Pewnie, że każdy by chciał (i rodzic i dziecko - ja też), żeby wszystko przychodziło samo i szybko. No ale tak nie zawsze się da. Czasem jest trudno, a czasem bardzo trudno. Super, jeśli w takiej sytuacji szkoła oferuje zajęcia wyrównawcze, a nie mówi "radź sobie rodzicu ze swym odstającym dzieckiem". Potraktuj tę reedukację jako pomoc i szczególne wsparcie dla dziecka, a nie jako etykietkę "mała jest głupsza" - bo tak nie jest (sądzę tak na podstawie słów pani, jakie przytaczasz - żeby dziecka nie zamęczać, lecz dać połowę tekstu i że z dziećmi po prostu różnie jest. Nie rozumiem, dlaczego nazywasz ją "nieprzygotowaną", IMO zachowała się modelowo).
      Jeśli dziecko płacze, to może za nerwową atmosferę wprowadzasz przy odrabianiu lekcji? Mała na pewno chciałaby być pochwalona za postępy i - tak jak pani zaleca - czytać tyle, ile daje radę. I pani ma rację - z dziećmi różnie bywa, a w tym wieku postęp w czytaniu często następuje skokowo (tzn. z dziecka sylabizującego nagle mamy dziecko samodzielnie czytające książeczki), więc najważniejsze, to nie rezygnować z systematycznego, codziennego, ale w umiarkowanych dawkach, treningu. Najlepiej na czymś, co dziecko ciekawi (książeczki o ulubionej tematyce, jakieś katalogi z opisami zabawek itd.)

      Moja rada: więcej entuzjazmu dla rozwiązań proponowanych (jednak!) przez panią i sama nie wpadaj w kompleksy wobec innych rodziców. Ci, którzy czytają płynnie i kaligrafują w wieku lat 6 często są rzeczywiście wybitni, częściej jednak to ich pierwsze i ostatnie spektakularne sukcesy - daj im się nacieszyć, jeśli Twoja córka bystra, to jej czas dopiero nadejdzie.

      --
      "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot odechciało"
    • 02.12.11, 12:59
      1. czy córka głoskuje- tzn dzieli wyrazy na głoski i sylaby?
      2. czy potrafi słysząc głoskowany wyraz powiedzieć go w całości?
      3. czy rozpoznaje wszystkie wprowadzone do chwili obecnej litery?
      4. czy czyta otwarte sylaby typu- ma. da, la, ka itp.?
      5. czy potrafi odczytać wyrazy 1, 2 sylabowe?
      • 02.12.11, 14:02
        czy córka głoskuje- tzn dzieli wyrazy na głoski i sylaby?
        czy potrafi słysząc głoskowany wyraz powiedzieć go w całości

        Akurat głoskowanie było wielokrotnie wałkowane na forum. Znaczna część dzieci uczy się głoskować dopiero wtedy, kiedy nauczą się czytać. Tylko akurat wtedy nie jest im to już do niczego potrzebne.
        --
        -------------------------------------------------------------
        Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
        • 02.12.11, 14:08
          ale mnie niezbyt interesuje co było wałkowane a co nie na forum. interesuje mnie konkretnie- jako nauczyciela-stopień opanowania tej umiejetnosci u córki autorki watku. od odpowiedzi na to i pozostałe pytania zalezy moja rada odnosnie opisanych wyzej problemów.
          • 02.12.11, 16:26
            Głoskuje i rozróżnia litery. Umie przeczytać zdania. Ma problem ze zmiękczanie w stylu "mie"
            Przy czytance 12 zdań, zniechęca się po pierwszym zdaniu, mówiąc nie umiem czytać, ja widze problem właśnie w tym że widzi że inne dzieci ot tak czytają a ona twierdzi że nie umie.
            Widzę że jest w stanie przeczytać proste zdania i wyrazy w stylu Adam ma kota itd dłuższe czytanki i trudniejsze, dłuższe wyrazy hipopotam itd nie potrafi skleić.
            Serdecznie dziękuje za wszystkie rady, w każdym wpisie znalazłam coś cennego.
            Widzę sprawę teraz w jaśniejszym optymistycznym świetle. Rzeczywiście nauczycielka nie robi z tego problemu. Ja po prostu zastanawiam się jak pomóc wobec takich objawów, jak płacz córki i niechęć do szkoły. Owszem będę z nią pracować, natomiast nie chcę przeciążać jej.
            • 02.12.11, 17:21
              Czytajcie czasami relaksacyjnie - tzn. ty jej czytasz, ona widzi tekst, czyta po kawałeczku/wyrazie/zdaniu.
              Polecam komiksy. Mało tekstu, przeczytanie strony nie jest aż taką traumą.
              Satysfakcja - bezcenna. wink
              --
              -------------------------------------------------------------
              Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
            • 02.12.11, 17:26
              napisze tak- twoje dziecko systematycznie nabywa biegłości w czytaniu. w zasadzie na wszystkie moje pytania odpoweidziałas tak- wiec bądźcie spokojne. jedyny problem jaki widze to zbytnie cisnienie na córkę- twoje? pani? jedno na pewno bedzie trudno przeskoczyć- porównywanie sie przez córkę do innych lepiej czytających dzieci w klasie. zatem nalezy wzmacniać wszelkimi mozliwymi sposobami jej poczucie wartości.
        • 02.12.11, 14:16
          morekac napisała:

          > czy córka głoskuje- tzn dzieli wyrazy na głoski i sylaby?
          > czy potrafi słysząc głoskowany wyraz powiedzieć go w całości
          >
          > Akurat głoskowanie było wielokrotnie wałkowane na forum. Znaczna część dzieci u
          > czy się głoskować dopiero wtedy, kiedy nauczą się czytać. Tylko akurat wtedy ni
          > e jest im to już do niczego potrzebne.

          Umiejętność głoskowania pokazuje, czy dziecko potrafi już "w głowie" przeprowadzić proces syntezy i analizy- obydwie operacje niezbędne w nauce czytania. Nie chodzi o to, czy dziecko czyta wyraz łącząc głoski, czy sylaby: chodzi o to, czy w ogóle potrafi ŁĄCZYĆ I DZIELIĆ w głowie. Analiza jest łatwiejsza, synteza trudna. Umiejętność przeprowadzenia analizy pojawia się wcześniej, poznać to po tym, że dziecko potrafi wygłoskować wyraz ( czy powiedzieć go sylabami) np -d-o-m-e-k, natomiast nie potrafi jeszcze przeprowadzić syntezy i na pytanie: co tu jest napisane( przegłoskowało d-o-m-e-k ) mówi inny wyraz, np:mama.
          Po prostu operacja syntezy jest trudniejsza do przeprowadzenia, pojawia się później i dlatego siętak dzieje. Myślę, że pytanie o umiejętność głoskowania, czy sylabizowania i o umiejętność połączenia go potem w całość jest jak najbardziej trafne.
          • 02.12.11, 14:32
            Kurcze, anie moje starsze dziecko (z dysleksją) ani młodsze nie potrzebowało umiejętności wygłoskowania wyrazu do nauki czytania. Jedna w końcu nauczyła się biegle czytać po wykopaniu podręczników opierających się na głoskowaniu za drzwi, a druga wróciła sobie z wakacji jako czytający przedszkolak, ale też miała w klasach pierwszych problemy z rozkładaniem wyrazu na głoski - na szczęście nauczycielka widząc, że dziecko dobrze czyta, przestała ją tym dręczyć. Być może po prostu nauczyła czytać się metodą globalną.
            --
            -------------------------------------------------------------
            Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
            • 02.12.11, 14:57
              widzisz- ja jako nauczyciel I-III w najmniejszym stopniu nie upieram się, aby dziecko uczyło sie czytac metoda głoskowania. ani zadna inna zresztą- to zalezy od wielu czynników.
              w przypadku autorki wątku (w przeciwieństwie do twoich dzieci) problem tkwi w tym ze dziecko nie czyta jakakolwiek metodą .
              co do samego zas sensu głoskowania- przydaje sie bardzo nieco póxniej- kiedy np. dzieci piszą ze słuchu dyktanda, czy nawet z pamieci- kiedy tracą juz wzór sprzed oczu a napisac trzeba.

              • 02.12.11, 16:07
                komyszka napisała:

                > co do samego zas sensu głoskowania- przydaje sie bardzo nieco póxniej- kiedy np
                > . dzieci piszą ze słuchu dyktanda, czy nawet z pamieci- kiedy tracą juz wzór sp
                > rzed oczu a napisac trzeba.
                >
                Dokładnie tak. Umiejętność "rozebrania w głowie" zasłyszanego wyrazu na pojedyncze głoski warunkuje niemal umiejętność poprawnego zapisania tego wyrazu.( przełożenie w głowie głoski na znak pisany-literkę) Dzieci, które doskonale głoskują lepiej piszą, popełniają mniej błędów, nie opuszczają liter itd ( szczególnie w wyrazach dłuższych)
              • 02.12.11, 17:00
                co do samego zas sensu głoskowania- przydaje sie bardzo nieco później- kiedy np. dzieci piszą ze słuchu dyktanda, czy nawet z pamięci- kiedy tracą już wzór sprzed oczu a napisac trzeba.
                E tam, głoskując to można co najwyżej więcej błędów zrobić - starszy egzemplarz tak miał. Za to drugie dziecko, które też nigdy nie zawracało sobie głowy głoskowaniem , zawsze pisało dyktanda bezbłędnie.
                --
                -------------------------------------------------------------
                Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                • 02.12.11, 17:22
                  nie zamierzam polemizować.
                  natomiast jako nauczyciel z kilkunastoletnim stażem mam doswiadczenia całkiem inne.
                  poza tym- starszy syn jak sama napisalas- to dyslektyk. jego nie mozna mierzyc "zwykłą miarą" o której tu rozmawiamy.
                  • 02.12.11, 17:31
                    Córka, nie syn. I wiem, że to inny przypadek, niż dziecko niedyslektyczne - dla dyslektyków głoskowanie bywa zabójcze.
                    Natomiast cały czas twierdzę, że umiejętność biegłego głoskowania nie jest warunkiem ani koniecznym, ani wystarczającym do bezbłędnego pisania.
                    --
                    -------------------------------------------------------------
                    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                    • 02.12.11, 17:53
                      CytatNatomiast cały czas twierdzę, że umiejętność biegłego głoskowania nie jest waru
                      > nkiem ani koniecznym, ani wystarczającym do bezbłędnego pisania.


                      A ktoś tak napisał? Bo ja widzę tylko opinię, że głoskowanie _pomaga_ nauczyć się pisać bez błędów _większości_ dzieci, co jest akurat prawdą.

                      --
                      'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
                      'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
                      • 05.12.11, 09:54
                        A widziałaś gdzieś zdanie "Większości dzieci (ale być może nie wszystkim) głoskowanie pomaga w czytaniu i w pisaniu". Za to mnóstwo porad, że koniecznie należy z dzieckiem ćwiczyć to nieszczęsne głoskowanie, nawet jeśli zaczyna czytać sylabami.
                        Równie dobrze dziecko może sobie odpuścić głoskowanie (które sprawia jej sporą trudność), a nauczyć czytać się sylabami (co zaczyna robić). A jak będzie umiało czytać, to myślisz, że nie będzie umiało 'pisać bez wzoru' i bez rozebrania wyrazu na głoski?
                        --
                        -------------------------------------------------------------
                        Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                        • 05.12.11, 13:43
                          a możecie podać jakieś myki na to żeby dziecko przestawić z głoskowania na sylabizowanie? moj syn głoskuje świetnie od przedszkola, pisał wczesniej niż czytał, zapewne z tego powodu. teraz czyta coraz lepiej ale wciąż 'po literce' mimo że podpowiadam mu wydłużanie sylab.
                          --
                          nie odpowiadam na posty zawierające słowo "mega"
                          • 05.12.11, 18:23
                            Do nauki czytania sylabami polecane są (podobno) książki J. Cieszyńskiej.
                            --
                            -------------------------------------------------------------
                            Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                        • 07.12.11, 15:19
                          "natomiast jako nauczyciel z kilkunastoletnim stażem mam doswiadczenia całkiem inne"- to jest zdanie odnoszace sie do twierdzenia iwoni, ze głoskowanie pomaga. twierdze tak jako nauczyciel praktyk z kilkunastoletnim stazem pracy z dziećmi przedszkolnymi i szkolnymi, z rozmaitych srodowisk, prezentujacych zróżnocowany poziom intelektualny i emocjonalny.
                          ty natomiast- jak widze- nie potrafisz przyjac faktu, ze to mozliwe. skoro zatem tak sie upierasz- podeprzyj sie konkretami, nim jakaś emama zdecyduje się zaniechać nauki głoskowania nie zważając na mozliwości i potrzeby swego dziecka.
    • 02.12.11, 13:02
      Nie zauważyłam, żeby dzieci były jakimś systemem uczon
      > e czytać, na początku jakieś dzielenie na sylaby wyrazów i wio do czytania.
      To jest sylabowa metoda czytania, która jest łatwiejsza niż głoskowo - literowa. Myślę, że problem leży po Twojej stronie, bo wprowadzasz stres przy odrabianiu lekcji, wiem co mówię bo czasami jak słucham moją 6 latkę uczącą się czytać sad
      Czytajcie sylabami, najlepiej niech wydłuża samogłoskę wtedy łatwiej się czyta. Moja córka poszła do szkoły nie czytająca, część klasy czyta i pani stopniuje czytanie do domu, jedni więcej inni mniej. Ona się złości ze ma mniej, ale z drugiej strony tą ją motywuje do chętnego czytania tekstów. Wieczorem czytając w łóżku ja czytam długie słowa, ona 2-3-4 literowa, widać różnicę.
      Zajęcia reedukacyjne - czy aby tylko ze względu na braki czytania zapisana, może ma problemy z głoskowaniem , sylabizowaniem a to jest potrzebne przy czytaniu. Popatrz obiektywnie na dziecko, podnieś swoją głowę do góry i powiedz sobie i córce ze jest dobrze, że są słabsze dzieci w np. malowaniu, śpiewaniu, liczeniu. Bawiąc się sylabizujcie, a później czytajcie proste słowa a na końcu trudne.
      Myśle, że nasze córki - są w tym samy wieku- w czerwcu obie będą czytać - lepiej lub gorzej ale będą.
      --
      Pozdrawiam
      Joanna, Edytka (23.02)
      • 02.12.11, 13:52
        U mojego syna, I klasa, same szesciolatki, tylko troje dzieci, w tym moj syn, umie czytac dobrze/biegle ale przyszli juz do szkoly z ta umiejetnoscia. Moj syn nauczyl sie sam, mial taka faze ze zameczal nas pytaniami o literki i jakos sam doszedl do tego jak je skladac. Nigdy nie czytal metoda sylabowa, ponoc latwiejsza.. Chodzil do przedszkola panstwowego, nie uczyli sie czytac, ale sporo dzieci w grupie czytalo lepiej lub gorzej. W szkole korzystaj w podrecznika "Nowe juz w szkole" i sa mniej wiecej w polowie pierwszej czesci.. Tempo jest dostosowane do dzieci ktore dopiero ucza sie czytac, te ktore umieja dostaja trudniejsze teksty kserowane przez pania z innych zrodel. Sa, jak mawia moj syn, " o 2 literki w tyle" od innych pierwszych klas w ktorych sa same siedmiolatki, ida wiec troche wolniej ale pani wychodzi z zalozenia ze nie ma sensu przyspieszac na sile. Oprocz nauki literek i cyferek maja tez duzo zajec plastycznych, zabaw i wycieczek. Syn jest zachwycony szkola, my tez, to byl bardzo dobry wybor.
    • 02.12.11, 14:29
      Jakbym o klasie syna czytala... podrecznik Juki, szybkie tempo, 2-3 litery w tygodniu, mloda wychowawczyni, dosc surowe oceny (SP 323). Na razie mi to nie przeszkadza, malemu tez nie. Czytac poduczyl sie wczesniej, ale nie w przedszkolu, bo tez do panstwowego chodzil. Pare miesiecy temu zaczal wykazywac zainteresowanie literami i wykorzystalam to, czesto tez bawilismy sie w gloskowanie, lubil takie zabawy, zwlaszcza podczas podrozy samochodem czy w innych chwilach, gdy byl "unieruchomiony". Niestety zainteresowanie mu minelo, zanim doszlismy do konca, wiec dwuznaki i miekkie typu ś, ć, musza poczekac na swoja kolej. czyli, patrzac na tempo w klasie, juz niedlugo...
      Pamietam, ze na poczatku bylo ciezko i chociaz dobrze gloskowal wyraz, za nic nie umial go skleic w calosc. ale po jakims czasu cos zaskoczylo i go olsnilo. teraz nie czyta plynnie, ale daje sobie jakos rade.
      Pewnie musisz w domu popracowac z corka i ja wspierac cierpliwie. zajecia wyrownawcze tez jej na pewno pomoga, zwlaszcza jesli jest tam niewiele dzieci: wtedy pani wiecej czasu moze poswiecic dziecku niz podczas lekcji z 26 sztukami.
      Glowa do gory, bedzie dobrze!
      f.
    • 02.12.11, 18:13
      Zachowaj zimna krew, to po pierwsze. To normalne: Twoje dziecko dopiero co zaczęło przygodę z czytaniem. Ma na to kupę czasu! Nie ma siły, żeby tej sztuki nie opanowała. I co z tego że inne dzieci juz dobrze czytają?????
      Moje dziecko też bardzo słabo czytało i nie pisało. Pani nawet radziła przesuwać ja do zerówki bo taki nieczytajacy i niepiszący szesciolatek zaburzał jej plany edukacji.
      Na szczęście nauczycielka nie katowała dzieci słabo czytajacych koniecznoscią publicznego głośnego czytania. To dla tych dzieci katorga jest a także dla słuchajacych smile
      Sporo natomiast czytały cicho. Moja córka tez miała straszne opory przed głosnym czytaniem, nawet przed mamą. Widziałam że ja to męczy. Więc zaczęłyśmy doskonalić czytanie ciche, ona czytała, ja sprawdzałam czy rozumie.
      Teraz jest w III klasie i czyta grube lektury.

      Nie daj sobie wmówić, że masz dziecko które nie nauczy sie czytać albo sie do I klasy nie nadaje!
    • 02.12.11, 18:52
      U nas na pierwszym zebraniu pani oświadczyła że czytające dzieci będa musiały poczekac na te nieczytające gdyz to dla nich jest stworzony program. Czytały siedmiolatki i ze dwa sześciolatki. Rszta nieczytająca. Rodzice siedmiolatków głównie burzyli się że ich dzieci będa sie nudzic, no lae cóz....
      Mój nie czytał teraz czyta.
    • 02.12.11, 19:01
      Uważam, że powinnaś uczyć córkę czytać w domu. Koniecznie metodą sylabową.
      U nas sprawdziła się ona doskonale. Moja 6-letnia córka trafiła w marcu do zerówki, w której wszystkie dzieci lepiej lub gorzej czytały. Pani poświęciła jej dużo uwagi ucząc czytać głoskowo. Wyłapałam to po kilku dniach i wdrożyłam w domu metodę sylabową. Pani wychwyciła to błyskawicznie i wspólnie ustaliłyśmy, że skoro tak super jej idzie, to głoskowanie omijamy. Efekt był taki, że po kilu tygodniach nauki w domu (kilka minut dziennie) córka czytała lepiej od reszty grupy. W tej chwili czyta w zasadzie płynnie, widzi od razu kilkusylabowe wyrazy. Długie i trudne czyta ślizgając się po sylabach. Wg mnie to dużo łatwiejsza metoda czytania.
    • 02.12.11, 19:19
      sześciolatek w pierwszej klasie nie musi umieć czytac. ma się w tej pierwszej klasie nauczyc tej trudnej sztuki. i nie sama mama ma to robić, tylko wspomagać to, czego się w szkole nauczyła.
      mój syn, sześciolatek, poszedł do szkoły, do klasy mieszanej. dziś czyta proste zdania w zakresie poznanych liter. nie przyszło mu to łatwo i wciąz sie myli, plącze i przy głoskowaniu robi błąd za błedem. kupiłąm mu elementarz do czytania metoda sylabową i codziennie wieczorem mi czytał. początkowo tylko kilka sylab, potem krótkie wyrazy i krótkie zdania. dalej trudnością jest czytanie wyrazów gdzie dwie spółgłoski stoja obok siebie, ale czyta. pani go wspiera, i nie wymaga by czytał płynnie jak siedmiolatki niektóre. chwali za postępy, i sama widzi, że dziecko zdecydowanie bardziej matematyczne.
      pracuja na podręczniku razem w szkole, wprowadzanie liter jest tam rozłozone na 8 miesięcy

      --
      KUBA UR. 22 MARCA 2005r. godz 9:10
      mamy swoje skarby, mamy coś czego nie zabiorą namsmile
      owczarnia
      • 04.12.11, 16:46
        kubona napisała:

        > sześciolatek w pierwszej klasie nie musi umieć czytac. ma się w tej pierwszej k
        > lasie nauczyc tej trudnej sztuki. i nie sama mama ma to robić, tylko wspomagać
        > to, czego się w szkole nauczyła.
        > mój syn, sześciolatek, poszedł do szkoły, do klasy mieszanej. dziś czyta proste
        > zdania w zakresie poznanych liter. nie przyszło mu to łatwo i wciąz sie myli,
        > plącze i przy głoskowaniu robi błąd za błedem. kupiłąm mu elementarz do czytani
        > a metoda sylabową i codziennie wieczorem mi czytał. początkowo tylko kilka syla
        > b, potem krótkie wyrazy i krótkie zdania. dalej trudnością jest czytanie wyrazó
        > w gdzie dwie spółgłoski stoja obok siebie, ale czyta. pani go wspiera, i nie wy
        > maga by czytał płynnie jak siedmiolatki niektóre. chwali za postępy, i sama wid
        > zi, że dziecko zdecydowanie bardziej matematyczne.
        > pracuja na podręczniku razem w szkole, wprowadzanie liter jest tam rozłozone na
        > 8 miesięcy
        >

        U nas bardzo podobnie. Syn ma "Grę w kolory". Codziennie czyta mi to, co robili w szkole - nowa literka to nowa czytanka. A jak tego dnia nie było nowej literki, to czyta z elementarza do czytania sylabowego. Tu trochę trudniej, bo w innej kolejności są wprowadzane litery. Tego czytania to na 5-10 minut dziennie, ale widać postępy. Jak w wyrazie jest dużo spółgłosek, albo wyraz bardzo długi, to jest mu trudniej. Wtedy nawet w zwykłej książce odsłaniam mu kolejne sylaby i w końcu udaje mu się przeczytać słowo. Ale z głoskowaniem i sylabizowaniem nie było problemów już w przedszkolu.
    • 04.12.11, 17:54
      Pisalam w watku ponizej o moim mlodym. Zajrzyj. Mial 6 lat jak zaczal nauke czytania i pisania, tak jak WSZYSTKIE dzieci u nas (Holandia). Przez pierwsze polrocze w ogole nie wyrabial. Codziennie z nim cwiczylam, a przelom nastapil jak zaczal czytac na koniu, potem sie okazalo,z e nie musi to byc koniecznie kon, byle dziecko bylo w ruchu. W tej chwili, w kolejnej klasie nie tylko nadrobil, ale przegonil kolegow, rowniez tych niezle czytajacych przy rozpoczeciu nauki o jakies 2-3 lata. Mamy w futrynie haki, wieszam prosta ogrodowa hustawke i mlody czyta na niej. Zawsze bierze tez ksiazke do samochodu (i wbrew oczekiwaniom niektorych wcale go nie mdli!). Posadz go za to sztywno przy stole, to prostego zdania nie potrafi sklecicuncertain No a poza tym to tylko cwiczyc, cwiczyc i cwiczyc... Chocby po 1-2 zdaniu, byle czesto. Potraktowac to jako zabawe, mozesz dziecku lisciki zostawiac itp. U mojego sprawdza sie tez przekupstwo: tak dlugo jak czyta w domu, moze potem grac na nintendo DS. sam siega po ksiazki i pilnuje czasu, zeby sobie "zarobic" wink
      --
      autystyczne-tygryskowo.blogspot.com/
    • 06.12.11, 10:18
      Dowiedziałam się od pani że program dla sześciolatków nie różni się od programu 1 klasy 7 latków.
      Czyli 6 latki bez przygotowania zerówkowego ruszają z kopyta jak dzieci z czytaniem i pisaniem jak te starsze o rok. Mimo zapewnień że dzieci nie będą oceniane, maja oceny i tempo nauczania nie uwzględnia wieku dzieci.
      Dodatkowo podobno nie ma podręcznika do 1 klasy dla dzieci sześcioletnich. Wspomniana Juka narzuca szybkie, szaleńcze tempo zniechęcając na wstępie dzieci do szkoły.
      Jestem za sześciolatkami w pierwszej klasie ale uważam że ta reforma jest kompletnie nieprzygotowana.
      W żaden sposób nie rekompensuje się brak zerówki i tego że jeśli dziecko przychodzi z przedszkola gdzie respektowano zakaz nauki liter to musi gonić 2 lata w jeden rok.
      Powinno być systemowe rozwiązanie albo wprowadzające czytanie dla 5 latków w przedszkolach, jak niegdyś w zerówkach albo zwolnione tempo nauki w 1 klasach dla sześciolatków,albo najlepiej to i to, inaczej to jest jakiś poroniony pomysł ze szkodą dla dzieci.
      • 06.12.11, 10:23
        >Dowiedziałam się od pani że program dla sześciolatków nie różni się od programu 1 klasy 7 latków. Czyli 6 latki bez przygotowania zerówkowego ruszają z kopyta jak dzieci z czytaniem i pisaniem jak te starsze o rok. <

        Raczej powiedziałabym, że 7latki po przygotowaniu zerówkowym w szkole robią to samo, czyli wloką się w tempie 6latków.

        Można wiele, naprawdę wiele zarzucić reformie, ale akurat program jest przygotowany dla 6 latków. Podręczniki też. Razem w szkole mnie się podoba.
      • 06.12.11, 17:46
        CytatDowiedziałam się od pani że program dla sześciolatków nie różni się od progra
        > mu 1 klasy 7 latków


        Odwrotnie: nie ma już programu I klasy dla 7-latków. Wszystkie dostępne na rynku podręczniki są przystosowane do 6-latków. Oczywiście, wśród dzieci w każdym wieku są łapiące szybciej i wolniej i nauczyciel powinien wybrać podręcznik kierując się dostępnymi przesłankami (np. ile dzieci jest po przedszkolnym przygotowaniu, ile jest starszych itd.)
        Na opanowanie swobodnego czytania dziecko tak czy owak ma całe 3 lata i bez względu na "oceny" - czy to numeryczne czy "słoneczka/kwiatuszki/chmurki" cząstkowe ocenę semestralną i końcową na świadectwie musi mieć _wyłącznie_ opisową.

        Natomiast przedszkola to inna bajka i ilekroć czytam o "zakazach" nauki czytania, to mnie trzęsie. Bowiem żadnego takiego zakazu NIE MA; mało tego - w podstawie programowej jest wyraźnie napisane, iż dzieci w przedszkolu powinny być do nauki czytania PRZYGOTOWYWANE, a jeśli są chętne i dają radę, nie ma żadnych przeciwwskazań, by wyjść poza MINIMUM programowe i zacząć je uczyć czytania.

        Co do zwolnionego tempa nauki w I klasach dla 6-latków - w praktyce tak to się właśnie odbywa; ostatecznie nauczyciel nie jest ślepy i głuchy i jeśli widzi, że grupa pracuje wolniej, to sam też zwalnia tempo, bo to jedyne sensowne wyjście. Podstawa programowa jest na tyle okrojona, że zdąży ze wszystkim tak czy owak; inna rzecz, że nauczyciel z klasą starszą i łatwiejszą do prowadzenia może w tym czasie zrobić dużo więcej niż podstawa i przepaść jest wówczas spora, ale na tym etapie dość szybko ona zanika, jeśli dzieci młodsze w końcu opanują sprawne czytanie i liczenie - bo przyswajanie wiadomości z dziedzin dowolnych to zupełnie inna bajka i tu już więcej ważą cechy osobnicze i środowisko domowe niż jakikolwiek podręcznik czy program.

        --
        "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
        • 06.12.11, 18:44
          iwoniaw napisała:

          > Odwrotnie: nie ma już programu I klasy dla 7-latków. Wszystkie dostępne na rynk
          > u podręczniki są przystosowane do 6-latków.

          Niby tak, ale jednak niektóre sa zalecane dla dzieci umiejacych czytać np. Nowe juz w szkole.
          • 06.12.11, 19:05
            W "Nowe już w szkole" są przez całą I klasę teksty podzielone na 2 kolory - część czarna (dla wszystkich) i niebieska (dla czytających/czytających lepiej). Uczący się czytać na początku ćwiczą proste słowa, czytanie sylabami i głoskowanie.
            Moim zdaniem ta książka jest b. dobra do pracy z klasą albo dość zaawansowaną w czytaniu albo właśnie na nierównym poziomie.

            --
            Insanity: doing the same thing over and over again and expecting different results. ~ Albert Einstein
            • 06.12.11, 20:22
              iwoniaw napisała:

              > W "Nowe już w szkole" są przez całą I klasę teksty podzielone na 2 kolory - czę
              > ść czarna (dla wszystkich) i niebieska (dla czytających/czytających lepiej). Uc
              > zący się czytać na początku ćwiczą proste słowa, czytanie sylabami i głoskowani
              > e.
              > Moim zdaniem ta książka jest b. dobra do pracy z klasą albo dość zaawansowaną w
              > czytaniu albo właśnie na nierównym poziomie.

              To jest w ogóle bardzo dobra ksiązka ale polecana dla "bardziej zaawansowanych" pierwszoklasistów /ma niewielkie zmiany w stosunku do starego "Juz w szkole"/, ma dosc czybkie tempo nauki liter no i np. nauczycielka mojej córki nie dzieliła tekstów na łatwiejsze i trudniejsze. Prawda jest taka, że najwiecej zalezy od nauczyciela smile

              • 06.12.11, 20:53
                A tu się zgodzę całkowicie - dobry nauczyciel potrafiący kierować konkretną klasą to skarb, kiepskiemu nie pomoże najgenialniejsza podstawa i podręcznik. smile

                --
                "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
      • 07.12.11, 10:12
        Dokładnie, ta reforma to bajzel totalny. Moze i pierwotne założenia były nienajgorsze, ale efekt praktycznie kiepski. Z jednej strony - dlaczego dzieci, które są gotowe do nauki w przedszkolu (jak np. grupa mojego syna) mają nie być uczone czytania, pisania i liczenia?
        Z drugiej strony - spotykają się w pierwszej klasie dzieci z różnymi umiejętnościami a nauczycieli zdolnych pracować na kilku poziomach w ramach jednej klasy - niewielu. Mój syn i syn kolezanki (rok młodszy) obaj w zerówce idą chyba tym samym programem (np. obaj w zeszłym tygodniu poznawali literę T, czytają i piszą litery). Syn drugiej kolezanki (rówieśnik mojego) też w zerówce, nie uczy się ani czytania ani pisania. I załóżmy teraz, że trafiają za rok do tej samej klasy. Przy dobrym nauczycielu rozwiną się wszyscy trzej. Przy takim, który uczy "od linijki do linijki" (jakich jest większość) któryś będzie poszkodowany. Albo będzie sie nudził, albo będzie miał trudności z opanowaniem materiału.
        --
        Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
        • 07.12.11, 13:55
          CytatZ drugiej strony - spotykają się w pierwszej klasie dzieci z różnymi umiejętnoś
          > ciami a nauczycieli zdolnych pracować na kilku poziomach w ramach jednej klasy
          > - niewielu.


          Odkąd pamiętam, do I klasy ZAWSZE trafiały dzieci zarówno płynnie czytające, sprawnie liczące, potrafiące wykonywać proste prace manualne (szydełkowanie, precyzyjne kolorowanie, wyklejanie, krojenie składników spożywczych), jak i takie, które nie rozpoznawały nawet pojedynczych liter, nie umiejące liczyć do 10 na palcach i nie potrafiące trzymać nożyczek i ołówka. Także wtedy, gdy miały lat 7 i obowiązkową zerówkę za sobą.

          --
          'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
          'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
          • 07.12.11, 15:01
            Nie wiem, czy było lepiej. Wiem tylko, ze do zawodu nauczyciela trafiały panie po 6 letniej szkole nauczycielskiej, w czasie której miały przynajmniej rok praktyk. Oraz mnóstwo nauki praktycznej.
            --
            Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
            • 07.12.11, 15:33
              chrzanisz.- co to jest szkoła nauczycielska? trafiały panie po studiach pedagogicznych- 5 letnich.
              i po 3 miesiącach praktyk- 3x po 1 msc, zdaje się. a nauki praktycznej miały, zdaje się- dokładnie tyle samo.
              • 08.12.11, 11:09
                A może tak trochę więcej szacunku? Nie chrzanię, sama po szkole podstawowej zastanaiwałam się nad pójściem do szkoły nauczycielskiej. Nie pamietam czy nazywało się to kolegium nauczycielskie, studium nauczycielskie czy jakoś inaczej (wybacz, po 25 latach mam prawo nie pamiętać), było to 6 lat nauki (w tym 4 do matury i 2 po), w tym był przynajmniej rok praktyki, nauka wszystkich umiejętności pozwalających na prowadzenie w przedszkolu zajęc z rytmiki, muzyki itp. 2 letnie SNy tez były. Owszem, były i 5 letnie pedagogiczne, nie zaprzeczam.
                --
                Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
            • 07.12.11, 16:25
              Bo studia magisterskie na uczelniach pedagogicznych są nadal 5-letnie, w tym owszem, praktyki również się odbywają. I nikt bez skończonych studiów i zaliczonych praktyk dziś do pracy w szkole przyjęty nie będzie.
              Kiedyś tymczasem nauczały także osoby, które po maturze skończyły dwuletnie Studium Nauczycielskie, więc co jak co, ale twierdzenie, że teraz nauczyciele mają gorsze wykształcenie formalne, jest nie powiem skąd wzięte.

              --
              "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
              • 08.12.11, 11:13
                A gdzie pisałam o gorszym wykształceniu formalnym dzisiejszych nauczycieli? Owszem, formalne mają lepsze. Ale formalne a praktyvczne to różnica. To tak jak porównać pielęgniarkę po dawnym "medyku" a absolwentkę studiów pielęgniarskich dziś. Jeśli nie widzisz różnicy, to Ci nie bedę tłumaczyc. Nie mam ochoty na pyskówke.
                To jest moje zdanie, może być inne niż Twoje, ale jest tyle samo warte.
                --
                Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
              • 08.12.11, 11:19
                Do szkół trafiają również fizycy, matematycy, chemicy, przyrodnicy po polibudach czy rolniczej. Tak więc wystarczy ukończenie jakiejkolwiek uczelni i przejście rocznego kursu- 1h na tydzień ( który z przygotowaniem do zawodu nauczyciela raczej nie ma za dużo wspólnego ).
                • 08.12.11, 11:57
                  No ale ci to akurat nie w nauczaniu początkowym, prawda? A o tym tu mowa.

                  --
                  Niedźwiedź polarny to niedźwiedź kartezjański po transformacji
                  • 08.12.11, 12:26
                    Sądzisz, że w klasach 4 i wzwyż nie ma już znaczenia odpowiednie przygotowanie pedagogiczne?
                    • 08.12.11, 14:21
                      Tego nie napisałam, po prostu w tym wątku rozmawiamy, zdaje się, o najmłodszych i przygotowaniu nauczycieli do ich nauczania (także 6-latków w trakcie reformy).

                      --
                      "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
        • 07.12.11, 22:23
          ewa_mama_jasia napisała:

          > Dokładnie, ta reforma to bajzel totalny. Moze i pierwotne założenia były nienaj
          > gorsze, ale efekt praktycznie kiepski. Z jednej strony - dlaczego dzieci, które
          > są gotowe do nauki w przedszkolu (jak np. grupa mojego syna) mają nie być uczo
          > ne czytania, pisania i liczenia?

          Bo założenia sa takie że wszystkie sześciolatki powinny sie zacząć uczyć czytać i pisać w I klasie. Póki co jest jednak burdel wynikajacy także z tego że rodzice ciagle mają wybór czy posłać siedmiolatka czy szesciolatka do I klasy.
    • 09.12.11, 00:50
      biedne dzieciaki w wieku 6 lat po 2-3 miesiach nauki oczekuje sie ze beda biegle czytac i pisac? Jak rozumiem czesc rodzicow wyegzekwowala opanowanie tej umiejetnosci juz w przedszkolu? Zastanawiam sie ile w tym troski o dobro dziecko a ile checi udowadnienia ze ma sie wyjatkowo zdolnego dzieciaka?
      Przede wszystkim nie wpadaj w panike, kazde dziecko predzej czy pozniej opanowuje umiejetnosc pisania i czytania, jak szybko to zrobi zalezy glownie od tego jak dobra ma pamiec, nie ma to nic wspolnego ze 'zdolnosciami'. Pani nauczycielce moze nalezy zwrocic delikatnie uwage ze nauka w tym wieku powinna odbywac sie glownie w szkole, kilkulatek nie jest w stanie pracowac wydajnie i w szkole i w domu. Opowiedz dziecku kilka historyjek ze i ty i tata, a nawet babcia i dziadek tez nie zawsze mieliscie same sukcesy w szkole (napewno jakies przyklady znajdziesz wink) i ze poczatki tez bywaly bardzo trudne ( z doswiadczenia wiem ze baaardzo pomaga taka swiadomosc, ze nie jest sie jedynym nieudacznikiem w okolicy i ze nieudacznik tez na ludzi wychodzi wink. Jezelie chcesz cwiczyc czytanie w domu ok, ale nie przesadzaj i raczej zrob to bawiac sie z dzieckiem w jakies ukladanki zdan, niz walkujac czytanki, pomaga tez czytanie roznych napisow na banerach, sklepach po prostu w drodze ze szkoly (dobrze jest postawic na ambicje dziecka 'mama niedowidzi ale ty masz wzrok sokoli'). Gry komputerowe, takie w ktorych trzeba czytac, zawsze dzieciaki bawia (moje w ten sposob zupelnie bezbolesnie opanowalo angielski). I pocieszaj, ze za jakis czas bedzie lepiej.
      Ps Moze zastosuj metode Wankowicza, ktory mimo protestow zony, corkom fundowal nagrode za kazda zla ocene, bo szkolna edukacje uwazal za strate czasu i pranie mozgu? Podobno corkom bardzo ten system odpowiadal.wink
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.