Dodaj do ulubionych

Proszę o poradę - szkoła czy przedszkole?

07.02.12, 12:45
Biję się z myslami co robc, a mam czas do poniedziałku.
Czy cóka ma zostac w przedszkolu czy isc do szkoły????
Atuty za:
jest ze stycznia 2006
ma starszą siostrę w szkole
chętna do nauki
ładnie rysuje
pracuje samodzielnie
do przedszkola poszła jako 2 latek
kontaktowa.
Argumenty na NIE:
mało samodzielna (ubieranie, jedzenie) a w grę wchodzi świetlica
nikt z jej grupy nie idzie, wszystkie 6 latki zostają w przedszkolu
Mąż jest za szkołą (łatwiej - obie razem itp)
Je waham się - raczej za przedszkolem.
W obu rocznikach miłe panie - w tym łagodniejsza,wyrozumiała, za rok wymagająca, z zasadami i konsekwentna( najpopularniejsza).
Sama córka - raz chce do szkoły, raz woli zostać z koleżankami.
Ma w grupie przyjaciółkę, my się przyjaźnimy z rodzicami, p. wzajemnie odbieramy itp. Czy ta przyjaźń przetrwa???
Wiele mam nie daje do szkoły, bo inni nie dają, niech będą razem, chcą zapisać do 1 klasy.
I teraz nie wiem, co dla mojego dziecka będzie lepsze, a chcę jak najlepiej. Jak postapiły inne mamy, dorażcie coś, dzięki.
Edytor zaawansowany
  • makurokurosek 07.02.12, 12:51
    Jeżeli myślisz nad pozostawieniem w przedszkolu, dowiedz się czy w przyszłym roku dziecko będzie uczyło się czytać. Wszystkie klasy pierwsze siedmiolatków które znam idą szybszym tempem zakładającym, że dziecko w zerówce uczyło się czytać.
    W naszej szkole nawet nauka języka wygląda troszkę inaczej dla tych dwóch roczników, od siedmiolatków wymagane jest już podpisywanie rysunków.
  • epaw31 07.02.12, 13:03
    W szkole nie uczą się czytać. Idą "Razem w szkole" - powolutku i bez czytania. Niestety klasy mieszane, przewga 7 latków = 2 - 3 młodszych. W przedszkolu też program okrojony.
  • aniaurszula 07.02.12, 16:12
    nie wszystkie dzieci w zerowce ucza sie czytac, niestety nasza szkola chyba jedyna w miescie nie uczy czytania w zerowce, syn kuzynki przerobil juz caly alfabet, majac taka wiedze zabieram sie z nauke corki
  • ada828 07.02.12, 13:51
    Jestem w podobnej sytuacji: syn już w szkole, sześciolatka związana z dziećmi z przedszkola, zainteresowana nauką, ale "księżniczka" jeśli chodzi o obsługę siebie. Bardzo dobrze się odnalazła w szkole, ma nowe koleżanki, świetnie się uczy,jest samodzielna (bo dumna, że jest taka duża). Kontakt z przyjaciółka z przedszkola się rozluźnił, ale na pewno wiosną zaprosimy ją do domu na spotkanie.
    Szczerze, nie wyobrażam sobie co córka mogłaby zyskać zostając jeszcze jeden rok w przedszkolu.
  • joanna_poz 07.02.12, 14:29
    na resztę grupy przedszkolnej nie ogladałam się i to samo sobie radzę.

    > Ma w grupie przyjaciółkę, my się przyjaźnimy z rodzicami, p. wzajemnie odbieram
    > y itp. Czy ta przyjaźń przetrwa???

    namów może rodziców przyjaciólki, żeby dziewczynki poszły razem do I klasy.
    nam sie tak udało wspolnie zadecydowac z rodzicami najlepszego kumpla syna.
  • monikaps 07.02.12, 15:02
    A ja mam w domu pierwszoklasistkę, która do szkoły poszła w wieku 7 lat razem z większością dzieci ze swojej grupy przedszkolnej. Jest w klasie ze swoimi najlepszymi koleżankami. Jestem bardzo zadowolona z takiej decyzji - córka bardzo lubi szkołę, bardzo jej się tam podoba, chodzi chętnie, nie ma żadnych problemów, chętnie zostaje na świetlicy, ba - sama chce. Jestem przekonana, że gdybyśmy posłali ja do tej samej szkoły rok wcześniej nie byłoby tak różowo. Jeden chłopiec z jej przedszkolnej grupy został do szkoły posłany wcześniej, od stycznia rodzice zdecydowali o jego powrocie do szkoły. Problem to właśnie mieszane klasy, gdzie młodsze dzieci mają problemy z nadążaniem za starszymi, nie potrafią skupić się na dostatecznie długi czas. Gdyby klasa miała być samych 6-latków - dziecku byłoby łatwiej, bo inne dzieci byłyby na tym samym poziomie. Zresztą - jaki to zysk dla dziecka?
    --
    Monika z Ewunią i Wojtkiem
    Ewunia ma dziś:
    Wojtuś ma dziś:
  • joanna_poz 07.02.12, 15:22
    córka bardzo l
    > ubi szkołę, bardzo jej się tam podoba, chodzi chętnie, nie ma żadnych problemów
    > , chętnie zostaje na świetlicy, ba - sama chce.

    tylko, ze ja to samo mogę napisać o swoim synu, który NIE POSZEDŁ do szkoły z grupa przedszkolną, cała klasa to "zlepek" grupek 2-3 znajomych dzieci, nie są to dzieci idące z tego samego przedszkola.
    i też się mają dobrze, lubią szkolę, chodzą chetnie.
    szkoła to nowe przyjaźnie.
  • joanna_poz 07.02.12, 15:30
    Zresztą - ja
    > ki to zysk dla dziecka?

    jak porównałam znajomych 7-latków po I klasie i znajomych 7-latków dopiero idących do I klasy to widziałam u tych pierwszych same zyski, a u tych drugich - stracony rok w przedszkolu.
  • twarz2 07.02.12, 16:02
    joanna_poz napisała:

    >
    > jak porównałam znajomych 7-latków po I klasie i znajomych 7-latków dopiero idąc
    > ych do I klasy to widziałam u tych pierwszych same zyski, a u tych drugich - st
    > racony rok w przedszkolu.

    A co zyskuje dziecko idąc wcześniej do szkoły? Ja stanę przed wyborem za rok (córka styczeń 2007) i jedynym argumentem, który w chwili obecnej znajduję, za wysłaniem jej do szkoły jako 6 latki, jest pójście ze swoją grupą przedszkolną (o ile ta grupa pójdzie wink).
  • slonko1335 07.02.12, 16:30
    to zależy i od przedszkola i od szkoły i od dziecka..
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • mama303 07.02.12, 20:37
    twarz2 napisała:

    > A co zyskuje dziecko idąc wcześniej do szkoły?

    No np. moja córka zrobiła ogromny postep w rozwoju, w samodzielności, tego by jej przedszkole nie dało bo tam dzieci sie traktuje bardziej jak dzidzie. No i zawsze jest rok w zapasie smile
  • jakw 07.02.12, 22:55
    mama303 napisała:

    > twarz2 napisała:
    >
    > > A co zyskuje dziecko idąc wcześniej do szkoły?
    >
    > No np. moja córka zrobiła ogromny postep w rozwoju, w samodzielności, tego by
    > jej przedszkole nie dało bo tam dzieci sie traktuje bardziej jak dzidzie.
    Założę się, że gdyby poszła do szkoły rok później to w wieku lat 9-10 nie zauważyłabyś różnicy w jej samodzielności. Tak naprawdę to nie tyle zyskało dziecko ile ty.

    >No i zawsze jest rok w zapasie smile
    A jak nie wykorzysta tego zapasu to będzie rok dłużej harowała na ZUS. I całkiem możliwe, że na tym nic nie zyska.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 08.02.12, 20:58
    jakw napisała:

    > Tak naprawdę to nie tyle zyskało dzieck
    > o ile ty.

    Ja? Ja to napewno nie, wygodniej jest potrzymac dziecko w przedszkolu dłużej, nie ma lekcji, prac domowych, nie ma problemów.

    > A jak nie wykorzysta tego zapasu to będzie rok dłużej harowała na ZUS. I całkie
    > m możliwe, że na tym nic nie zyska.

    A zmusza ją ktos do roboty? A może nie będzie w ogóle pracować.

  • slonko1335 08.02.12, 22:55
    > Ja? Ja to napewno nie, wygodniej jest potrzymac dziecko w przedszkolu dłużej,
    ano właśnie zawsze mnie ten dość częsty tutaj argument o niesłychanej wygodzie posiadania dziecka w szkole zadziwia, bo jakbym nie patrzyła to tylko sobie życie utrudnię. No za diabła nie widzę w czym mi będzie prościej jak pójdzie do szkoły zamiast chodzić do przedszkola...
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • jakw 08.02.12, 23:12
    slonko1335 napisała:

    > No za diabła nie widzę w czym mi będzie prościej jak pójdzie do sz
    > koły zamiast chodzić do przedszkola...
    Np ja nie będę musiała ciągle pamiętać o podpisywaniu list przyprowadzenia i odbioru dziecka z dokładnością co do minuty i koniecznie codziennie.
    A znajomy stwierdził, że wychodzi taniej , świetlica dłużej czynna niż przedszkole i na dokładkę nie czepiają się, że starsza małoletnia odbiera młodsze rodzeństwo ze szkoły.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • makurokurosek 08.02.12, 23:27
    No fakt zapewnianie opieki dziecku w ferie,święta i wakacje, kontrolowanie odrabiania prac domowych, wspólne ćwiczenie czytania i nauka rzeczy które sprawiają dziecku problemy, pilnowanie by dziecko nie spóźniło sie do szkoły to faktycznie zabawniejsze niż czas poświęcony na beztroską zabawę.
    W chwili gdy dziecko idzie do pierwszej klasy dodatkowe obowiązki spadają zarówno na dziecko jak i na rodzica.
    Plusem wcześniejszego posłania do szkoły jest wcześniejsze rozpoczęcie nauki systematyczność, a jak każdy nawyk im wcześniej będzie wprowadzony tym trwalsze efekty. Mimo, że program pierwszej klasy i klas zerowych dla sześciolatków ( nie dla pięciolatków ) jest zbliżony to jednak szkoła stawia bardziej na usamodzielnienie dzieci i wyrobienie nawyku systematyczności.
  • jakw 10.02.12, 18:39
    makurokurosek napisała:

    > No fakt zapewnianie opieki dziecku w ferie,święta i wakacje,
    Z mojego punktu widzenia zasadnicza różnica to jest w ferie okołoświąteczne. W ferie zimowe i w lecie są akcje typu "Lato/zima w mieście", zresztą w lecie młoda i tak nie chadza przez 2 m-ce do przedszkola.

    >kontrolowanie odrabiania prac domowych, wspólne ćwiczenie czytania i nauka rzeczy które sprawiają
    > dziecku problemy,
    Czyli odwalanie większości roboty (i to trudniejszej) za szkołę. W takim razie - po co wogóle szkoła, która i tak nie uczy?


    >pilnowanie by dziecko nie spóźniło sie do szkoły to faktycznie zabawniejsze niż czas poświęcony na beztroską zabawę.
    Ja i tak muszę codziennie zdążyć do pracy, a i śniadanie w przedszkolu jest o określonej godzinie. Jak dla mnie żadna różnica.

    > Plusem wcześniejszego posłania do szkoły jest wcześniejsze rozpoczęcie nauki sy
    > stematyczność, a jak każdy nawyk im wcześniej będzie wprowadzony tym trwalsze e
    > fekty.
    Tzn jak zaczniemy wdrażać systematycznośc w wieku lat 6 to efekty utrzymają się do 40-tki, a jak w wieku lat 7 to do 30-tki? Dość głupawy argument, zwłaszcza że systematyczność można ćwiczyć niekoniecznie przy odrabianiu lekcji, a na dokładkę nie wszyscy nauczyciele zadają w I klasie codziennie prace domowe.

    >to jednak szkoła stawia bardziej na usamodzielnienie dzieci i wyrobienie nawyku systematyczności.
    Ale tak czy siak dziecko będzie chodziło do szkoły przez przynajmniej 9 lat - myślisz, ze w wieku lat 12-13 czy 15-16 będzie widać jakąkolwiek różnicę w tym wyrabianiu nawyku samodzielności i systematyczności?

    PS
    Rozumiem, że można wysłać 6-latka do I klasy z wielu różnych powodów (pieniądze/ wredna pani w przedszkolu/dziecko już biegle czyta i w przedszkolu się zanudzi/logistyka itp). Ale argumenty nt wcześniejszego wdrażania samodzielności czy systematyczności są mocno naciągane - wygląda to raczej na brak innych argumentów.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • makurokurosek 10.02.12, 18:59
    > Ja i tak muszę codziennie zdążyć do pracy, a i śniadanie w przedszkolu jest o o
    > kreślonej godzinie. Jak dla mnie żadna różnica.

    Owszem jest różnica bo w przedszkolu masz widełki, w szkole tych widełek nie masz. W przedszkolu nawet jak co drugi dzień będziesz przyprowadzała dziecko po śniadaniu nic się nie stanie, w szkole nie ma takiej opcji.

    "> Tzn jak zaczniemy wdrażać systematycznośc w wieku lat 6 to efekty utrzymają się
    > do 40-tki, a jak w wieku lat 7 to do 30-tki? "

    Im wcześniej zapoznasz dziecko z koniecznością mycia zębów i wyrobisz w nim ten nawyk tym większe prawdopodobieństwo, że ten nawyk utrzyma się na stałe.

    "? Dość głupawy argument, zwłaszcza
    > że systematyczność można ćwiczyć niekoniecznie przy odrabianiu lekcji, a na dok
    > ładkę nie wszyscy nauczyciele zadają w I klasie codziennie prace domowe.

    Oczywiście możesz go ćwiczyć w domu, tylko skoro zerówka dla sześciolatków programowo jest taka sama jak 1 klasa dla sześciolatków lecz pozbawiona właśnie tych prac domowych przez które dziecko uczy sie systematyczności to jaki jest cel posłania do zerówki i w domu samodzielnemu wyrabiania u dziecka nawyku systematyczności.

    " m
    > yślisz, ze w wieku lat 12-13 czy 15-16 będzie widać jakąkolwiek różnicę w tym w
    > yrabianiu nawyku samodzielności i systematyczności?"

    Czy widzisz różnicę miedzy dorosłą osobą która przez całe dzieciństwo myła sie raz w tygodniu a osobę która ma nawyk codziennego dbania o higienę. W sumie widać może nie widać, ale czuć na pewno.

    " Ale argumenty nt wcześniejszego wdrażania samodzielności cz
    > y systematyczności są mocno naciągane - wygląda to raczej na brak innych argum
    > entów.
    >

    Tak samo jak argumenty o zabieraniu dzieciństwa
  • jakw 10.02.12, 21:04
    makurokurosek napisała:
    >
    > Owszem jest różnica bo w przedszkolu masz widełki, w szkole tych widełek nie ma
    > sz. W przedszkolu nawet jak co drugi dzień będziesz przyprowadzała dziecko po
    > śniadaniu nic się nie stanie, w szkole nie ma takiej opcji.
    Nic się nie stanie jak masz dowolny czas pracy, a dziecko zje przed wyjściem normalne śniadanie. W innym przypadku różnica jest.


    > Im wcześniej zapoznasz dziecko z koniecznością mycia zębów i wyrobisz w nim ten
    > nawyk tym większe prawdopodobieństwo, że ten nawyk utrzyma się na stałe.
    W jakim wieku należy wdrożyć mycie zębów, żeby była pewność, że nawyk ten utrzyma się do końca zębów lub ich właściciela? Masz na to jakiś wzór czy to tylko takie gdybanie?

    > Oczywiście możesz go ćwiczyć w domu, tylko skoro zerówka dla sześciolatków prog
    > ramowo jest taka sama jak 1 klasa dla sześciolatków
    Otóż ja mam realne podstawy sądzić, że programowo nie jest to to samo. Jeśli jesteś w stanie przytoczyć dokumenty MEN - to poproszę. Śmiem nawet twierdzić, że programowo obecna I klasa to jest więcej niż "stara" zerówka

    > przez które dziecko uczy sie systematyczności to jaki jest cel posłania do zerówki
    Jeśli dziecko ma pójść do I klasy wyłącznie w celu nabycia systematyczności to rzeczywiście zerówka w tym momencie mija się z celem

    >i w domu samodzielnemu wyrabiania u dziecka nawyku systematyczności.
    np. w celu mycia zębów, uszu , sprzątnięcia pokoju i dawaniu psu jeść?
    >

    > Czy widzisz różnicę miedzy dorosłą osobą która przez całe dzieciństwo myła sie
    > raz w tygodniu a osobę która ma nawyk codziennego dbania o higienę. W sumie wid
    > ać może nie widać, ale czuć na pewno.
    Obie osoby myły się systematycznie - tylko 1 raz w tygodniu, a 2-ga codziennie. Ma to jakiś związek z wiekiem? Przy czym 1-sza mogła zostać wdrożona do tygodniowej systematyczności wcześniej niż ta 2-ga do codziennej.


    > " Ale argumenty nt wcześniejszego wdrażania samodzielności cz
    > > y systematyczności są mocno naciągane - wygląda to raczej na brak innych
    > argum
    > > entów.
    >
    >Tak samo jak argumenty o zabieraniu dzieciństwa
    Zależy jak się to dzieciństwo definiuje.
    Btw używam gdzieś takiego argumentu?


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • makurokurosek 10.02.12, 22:56
    Otóż ja mam realne podstawy sądzić, że programowo nie jest to to samo. Jeśli je
    > steś w stanie przytoczyć dokumenty MEN - to poproszę. Śmiem nawet twierdzić, że
    > programowo obecna I klasa to jest więcej niż "stara" zerówka

    Mam dziecko w klasie pierwszej. Pod względem matematyki program jest taki sam jak w starej zerówce, pod względem polskiego program jest rozszerzony w kwestii pisania i dwuznaków.

    Mówiąc o zerówkach nie mówiłam o starych zerówkach ale tych obecnych. W Poznaniu i z tego co wiem nie tylko tu jest rozdzielenie grup pięciolatków i sześciolatków i to rozdzielenie nie polega tylko na innych salach ale przede wszystkim na różnym programie. W efekcie grupy sześciolatków idą tym samym programem co klasy pierwsze sześciolatków mają tak samo naukę pisania i czytania.

    Po pierwszym półroczu nie jestem juz taką entuzjastką pierwszych klas jaką byłam jeszcze rok temu, nie wiąże sie to jednak z wiekiem dziecka a z obowiązkami które spadły na mnie jako rodzica. Mimo iż szkoła jest dostosowana do przyjęcia sześciolatków, jest świetnie rozwiązania kwestia komunikacji i informacji rodziców, to jednak nadal pierwsza klasa wymaga pracy z rodzicem i to niezależnie czy dziecko ma sześć czy siedem lat. Podczas gdy w przedszkolu nie przywiązywałam uwagi do efektów nauki angielskiego tu już jest to ode mnie jako rodzica wymagane i to ja jako rodzic w przypadku gdy dziecko ma problem z nauką tego języka muszę mu zapewnić pomoc albo poprzez dodatkowe lekcje albo naukę razem z dzieckiem.
    Jestem więc zaskoczona obowiązkami jakie na mnie spadły natomiast nie ma to nic wspólnego z dojrzałością dziecka do podjęcia nauki czy też programem
  • jakw 11.02.12, 09:39
    makurokurosek napisała:
    > pod względem polskiego program jest rozszerzony w kwestii pisania i dwuznaków.
    Taa, taka "drobna" różnica. Oprócz tego pewnie jeszcze obowiązkowo angielski.
    6-latki w zerówce w przedszkolu córki uczą się liter, ale trudno powiedzieć, żeby uczyły się czytania, o pisaniu nie wspominając. Cyfry przerabiają - ale trudno to nazwać nauką matematyki.
    Myślisz, że w "starej" I klasie dla 7-latków naukę zaczynali od całek? wink

    > Po pierwszym półroczu nie jestem juz taką entuzjastką pierwszych klas jaką była
    > m jeszcze rok temu, nie wiąże sie to jednak z wiekiem dziecka a z obowiązkami
    > które spadły na mnie jako rodzica.
    No cóż, ja z I klasy starszej córki pamiętam głównie to, że jęczała, że lekcje trzeba odrabiać i trzeba ją było głównie sprawdzać czy te lekcje odrobiła. Często lekcje odrabiała przebywając w świetlicy, więc w domu problemu już nie było. Fakt, że starsza jest ogólnie zdolną uczennicą i biorę pod uwagę możliwość, że inne dzieci wymagały wsparcia rodziców. Ale z drugiej strony z twoich postów odnoszę wrażenie, że twoje dziecko też jakieś niezdolne nie jest więc dziwi mnie ta ilość obowiązków na które narzekasz.Więc może jednak ten program nie jest aż tak dostosowany do 6-latków? A może jednak szkoła coś szwanuje?

    >Podczas gdy w przedszkolu nie przywiązywałam uwagi do efektów nauki angielskiego tu już jest to ode mnie jako rodzica wyma
    > gane i to ja jako rodzic w przypadku gdy dziecko ma problem z nauką tego języka
    > muszę mu zapewnić pomoc albo poprzez dodatkowe lekcje albo naukę razem z dziec
    > kiem.
    Efekty nauki angielskiego to powinny być przede wszystkim wymagane od szkoły. Choćby z tego względu, że nie każdy rodzic czuje się kompetentny jeśli chodzi o naukę angielskiego (o babci czy dziadku nie wspominając) i nie każdego stać na dodatkowe lekcje. I niestety, póki to się nie zmieni, to nie będzie mowy o żadnym tzw "wyrównywaniu szans". Biorąc zaś pod uwagę nowe zasady przyjmowania do szkół pogimnazjalnych i egzamin z języka obcego po gimnazjum - będzie dokładnie na odwrót.


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 11.02.12, 09:51
    jakw napisała:

    > Taa, taka "drobna" różnica. Oprócz tego pewnie jeszcze obowiązkowo angielski.
    > 6-latki w zerówce w przedszkolu córki uczą się liter, ale trudno powiedzieć, że
    > by uczyły się czytania, o pisaniu nie wspominając. Cyfry przerabiają - ale trud
    > no to nazwać nauką matematyki.

    W starej zerówce dzieci uczyły sie czytać, pisac miały sie nie uczyć. Jednak nie było to dobre bo dzieci rozpoczynając nauke czytania maja naturalna potrzebe napisania tego czego sie nauczyły. I tu klops, dzieci zaczynaja pisać ale literami drukowanymi, bo nie ucza się pisać przecież. Więc, albo nauczycielki uczyły pisać dzieci poza programem, albo dzieci pisały pismem drukowanym a potem w I klasie trzeba było sie przestawiać na litery pisane. Ktos to w końcu połaczył w jedno /czytanie i pisanie/ i słusznie.
    Angielski w I klasie? jest na baaaardzo niskim poziomie. W klasie mojej córki dzieci przerobiły prawie cały podrecznik w połowie roku! i pani znacznie poszerzała program. w III klawsie dopiero coś piszą.

  • jakw 11.02.12, 17:06
    mama303 napisała:
    > W starej zerówce dzieci uczyły sie czytać, pisac miały sie nie uczyć. Jednak ni
    > e było to dobre bo dzieci rozpoczynając nauke czytania maja naturalna potrzebe
    > napisania tego czego sie nauczyły. I tu klops, dzieci zaczynaja pisać ale liter
    > ami drukowanymi, bo nie ucza się pisać przecież. Więc, albo nauczycielki uczyły
    > pisać dzieci poza programem, albo dzieci pisały pismem drukowanym a potem w I
    > klasie trzeba było sie przestawiać na litery pisane. Ktos to w końcu połaczył w
    > jedno /czytanie i pisanie/ i słusznie.
    Może i słusznie, niemniej twierdzenie makurokurosek "zerówka dla sześciolatków programowo jest taka sama jak 1 klasa dla sześciolatków lecz pozbawiona właśnie tych prac domowych" jest po prostu nieprawdziwe.

    > Angielski w I klasie? jest na baaaardzo niskim poziomie.
    Powiedz to makurokurosek - ona musi dodatkowo z angielskiego dziecko douczać.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • makurokurosek 11.02.12, 18:59
    > Może i słusznie, niemniej twierdzenie makurokurosek "zerówka dla sześciolatków
    > programowo jest taka sama jak 1 klasa dla sześciolatków lecz pozbawiona właśnie
    > tych prac domowych" jest po prostu nieprawdziwe.

    Chaos edukacyjny związany z przesuwaniem reformy spowodował jedno nie ma ścisłych wymogów co dziecko kończące przedszkole/zerówkę powinno umieć i na bazie jakiej wiedzy rozpoczyna się nauka w klasie pierwszej.
    Mam kontakt z rodzicami dzieci w wieku córki które poszły do zerówek szkolnych, uczą się dokładnie tego samego co młoda w pierwszej klasie.
  • bluestarfish 13.02.12, 20:06
    W szkole młodej jest szkolna zerówka, przerabiają "Razem w przedszkolu". I klasy są oddzielne dla 7 i 6-latków, ale wszystkie pierwsze klasy uczą się z "Razem w szkole". Tak więc zerówkowicze i 6-letnie pierwszaki robią zupełnie co innego i zupełnie czego innego się od nich wymaga.
  • mama303 11.02.12, 20:09
    Nowa I klasa niewiele odbiega od starej zerówki. Oczywiscie wszystko i tak zalezy od nauczyciela. Nauczycielka mojego dziecka ma tendencje do rozszerzania programu dlatego np. moje dziecko nie umiejace pisac i słabo czytające miało sporo do nadrobienia w I klasie. Ale nie było jedyne, w zasadzie wiecej niz połowa dzieci niezaleznie czy to sześcio czy siedmiolatków musiała w domu popracować. za to II klasa nie stanowiła dla mojego dziecka żadnych problemów a III to w ogóle luz.
    Przy czym moje dziecko nie jest jakies wybitnie zdolne, ma problemy z koncentracją, z motoryką. Grzebie sie niemiłosiernie. Natomiast nadrabia społecznie i towarzysko i to bardzo.
  • agni71 13.02.12, 10:43
    jakw napisała:

    > > Angielski w I klasie? jest na baaaardzo niskim poziomie.

    > Powiedz to makurokurosek - ona musi dodatkowo z angielskiego dziecko douczać.

    Zwróćcie uwagę, że makurokurosek napisała:

    "Angielski w I klasie? jest na baaaardzo niskim poziomie. W klasie mojej córki dzieci przerobiły prawie cały podrecznik w połowie roku! i pani znacznie poszerzała program. w III klawsie dopiero coś piszą."

    No a nie wszędzie tak jest, np. u nas od pierwszej klasy dzieci na ang. piszą, i nawet była zmiana nauczyciela (a co za tym idzie - podręcznika), bo od dzieci teoretycznie uczących sie dopiero czytać i pisać wymagano już posiadania tych umiejętności, i to w obcym języku....

  • bluestarfish 13.02.12, 20:31
    O "baaardzo niskim poziomie" angielskiego w I kl. to akurat mama303 pisała, nie makurokurosek. U mojej młodej również piszą po angielsku już w I klasie, w tej chwili całe nowe słownictwo wprowadzane jest zarówno w mowie jak i w piśmie (we wszystkich I klasach, 7 i 6-latków, bez różnicy). Zresztą znane mi oficjalnie zatwierdzone podręczniki do angielskiego dla klasy I chyba wszystkie wprowadzają pisanie najpóźniej w połowie I kl. i żadnego z nich nie dałoby się przerobic w pół roku (przy 2 godz. lekcyjnych tygodniowo)! Pytanie więc, z jakiego podręcznika korzystała owa pani... Dopiero w III klasie coś piszą??? Kosmos. To co w takim razie robili w I i II klasie?
  • mama303 14.02.12, 07:03
    Jest pisanie i "pisanie" po angielsku. Ja za pisanie nie uważam wstawienia wyrazu /który jest obok/ w podane miejsce, bądź wyszukanie wyrazu w jakiejś wykreslanki itp itd. Pisanie w sensie: zeszyt i wypowiedź po angielsku nauczycielka wprowadziła w III klasie /a i tak jest to poza programem/. Podręcznik Bugs World.
  • bluestarfish 14.02.12, 12:36
    To według Ciebie "wysoki poziom" angielskiego w I kl. byłby wtedy, jak pierwszaki samodzielnie wypowiadałyby się (rozumiem, że pełnymi zdaniami) w zeszycie pisemnie po angielsku?? Przecież tego pierwszaki nawet jeszcze po polsku nie robią! smile Moim zdaniem podstawa programowa angielskiego w kl. I jest odpowiednia dla przeciętnego 6-latka, zwłaszcza pamiętając, że standardowo są jedynie 2 godziny lekcyjne angielskiego w tygodniu. Żeby tak można choć jedną (bezpłatną) godzinę religii zastąpić dodatkową (bezpłatną) godziną angielskiego... Ale to już zupełnie inny temat.
  • mama303 14.02.12, 17:35
    bluestarfish napisała:

    > To według Ciebie "wysoki poziom" angielskiego w I kl. byłby wtedy, jak pierwsza
    > ki samodzielnie wypowiadałyby się (rozumiem, że pełnymi zdaniami) w zeszycie pi
    > semnie po angielsku??

    Nic takiego nie pisałam. Chodzi mi raczej o to, że jez. angielski jest bardzo łatwy w I klasie i że 6 latek sobie poradzi, bo padały tu argumenty że ten angielski jest za trudny dla sześciolatka. Jak dla mnie słownictwa jest zdecydowanie za mało nawet jak na 2 godziny tygodniowo.
  • bluestarfish 14.02.12, 22:07
    No to zgadzamy się co do tego, że "przeciętny" 6-latek z podstawą programową angielskiego w kl. I powinien sobie bez problemu poradzić. Zresztą nie zauważyłam, żeby ktoś pisał, że angielski w I kl. jest za trudny dla 6-latków - makurokurosek pisała jedynie, że jej córka akurat wydaje się nie mieć drygu do języków, w takim wypadku faktycznie trzeba bardziej do tego przysiąść. Zgoda, słownictwo również mogło by być bardziej rozszerzone i pewnie większość dzieciaków przyswoiła by je sobie bez większych problemów, ale dla tej mniej językowo uzdolnionej mniejszości mógłby to znów być poważny problem.
  • makurokurosek 15.02.12, 11:31
    Dokładnie . Ja nie napisałam , ze program j angielskiego w I klasie jest wysoki czy trudny , a jedynie ze moja córa nie ma zdolności językowych i bardzo trudno zapamietyje piosenki czy słówka . Jest to po prostu jej defekt , defekt który już w przedszkolu był dla nas znany
  • mama303 15.02.12, 20:11
    bluestarfish napisała:

    > No to zgadzamy się co do tego, że "przeciętny" 6-latek z podstawą programową an
    > gielskiego w kl. I powinien sobie bez problemu poradzić. Zresztą nie zauważyłam
    > , żeby ktoś pisał, że angielski w I kl. jest za trudny dla 6-latków

    Ja odpowiadałam na argument afrikany jakoby ten angielski szkolny był ponad możliwości 6 latka.
  • afrikana 15.02.12, 23:07
    > Ja odpowiadałam na argument afrikany jakoby ten angielski szkolny był ponad moż
    > liwości 6 latka.
    ??????????? SŁuuuucham ?????
    no to już jest jakas paranoja...to naprawdę przechodzi ludzkie pojęcie. Ja tutaj nawet jednym słowem o angielskim nie pisałam dziewczyno, ogarnij się i nie wkurzaj ludzi !!!
    poproszę cytat !!!

    No ja nie mogę.....co za....
  • mama303 16.02.12, 18:00
    afrikana napisała:

    > no to już jest jakas paranoja...to naprawdę przechodzi ludzkie pojęcie. Ja tuta
    > j nawet jednym słowem o angielskim nie pisałam dziewczyno, ogarnij się i nie wk
    > urzaj ludzi !!!
    > poproszę cytat !!!
    >
    > No ja nie mogę.....co za....

    Melisy sie napij albo co smile rzeczywiscie to nie Ty tylko jakw. Już sie ogarniam
  • afrikana 17.02.12, 00:15
    > Melisy sie napij albo co smile rzeczywiscie to nie Ty tylko jakw. Już sie ogarnia
    > m
    a ty wesprzyj swoją pamięć Bilobilemsmile
    bardzo dziękuję za ogarnięcie.
  • makurokurosek 11.02.12, 10:26
    6-latki w zerówce w przedszkolu córki uczą się liter, ale trudno powiedzieć, że
    > by uczyły się czytania, o pisaniu nie wspominając.

    No widzisz , a u nas idą normalnymi podręcznikami , mają w związku z tym czytanki, z pisaniem to samo.

    " Cyfry przerabiają - ale trud
    > no to nazwać nauką matematyki."

    Opanowanie arytmetyki w zakresie do 10 jest wymagana od dziecka kończącego grupę pięciolatków. Tak więc może zwróć uwagę na przedszkole córki bo wynika, iż ich program nie spełnia wymagań podstawy.

    "Więc może jednak ten program nie jest
    > aż tak dostosowany do 6-latków? A może jednak szkoła coś szwanuje?"

    Program nie szwankuje, według mnie jest ok i młoda sobie z nim dobrze radzi. Idac do pierwszej klasy nie umiała czytać i nie znała większości liter. Jej klasa pod względem umiejętności czytania jest bardzo zróżnicowana. Połowa klasy czyta płynnie , druga połowa sylabizuje- córka jest w drugiej połowie. Na ten przedział wiekowy jak to określiła nauczycielka druga połowa i tak czyta dobrze i większość z tych dzieci i tak przekracza normę w szybkości czytania, co jednak nie zmienia faktu, że w domu można to czytanie olać.
    Tak więc moja praca w domu z młodą nie wynika z nieradzeniem sobie z programem ale z wyrównaniem poziomu klasy. Oczywiście mogłabym pozostawić sprawę tak jak jest, oceny i tak byłby bardzo dobre, ale sądzę że samoocena córki już nie koniecznie.
    Dodatkowo jestem w ciązy, wiem że za rok nie będę młodej mogła poświęcić tyle czasu dlatego tez tym bardziej zależy mi na tym aby już w tym roku zdobyła jak najwięcej umiejętności umożliwiające jej samodzielną pracę za rok.
    Jeszcze jedno moje dziecko nie jest ani zdolne ani niezdolne jest całkowicie przeciętną 6,5 latką.

    "> Efekty nauki angielskiego to powinny być przede wszystkim wymagane od szkoły.

    Córka nie ma zdolności językowych. Trudno wiec abym wymagała od szkoły aby cały swój czas nauczyciel poświęciła na moja córkę.



  • jakw 11.02.12, 16:52
    makurokurosek napisała:

    > Opanowanie arytmetyki w zakresie do 10 jest wymagana od dziecka kończącego grup
    > ę pięciolatków. Tak więc może zwróć uwagę na przedszkole córki bo wynika, iż ic
    > h program nie spełnia wymagań podstawy.
    Zwróć uwagę na niuanse. Liczenie 1..10 to nie to samo co pisanie cyfr, dodawanie i odejmowanie.


    > Połowa klasy czyt
    > a płynnie , druga połowa sylabizuje- córka jest w drugiej połowie. Na ten przed
    > ział wiekowy jak to określiła nauczycielka druga połowa i tak czyta dobrze i wi
    > ększość z tych dzieci i tak przekracza normę w szybkości czytania,
    No to teraz wyobraź sobie klasę 6-latków ,takich przeciętnych 6-latków, trzymających się tej normy w szybkości czytania. Jesteś pewna, że wszyscy nauczyciele dadzą radę?

    >co jednak nie zmienia faktu, że w domu można to czytanie olać.
    To ile jest tego czytania, że aż tak narzekasz?? wink

    > Oczywiście mogłabym pozostawić sprawę tak jak
    > jest, oceny i tak byłby bardzo dobre, ale sądzę że samoocena córki już nie koniecznie.
    Ale dlaczego tak uważasz? Czy gdy któreś dziecko robi coś gorzej to inne się z niego śmieją?
    I równocześnie jest to też argument za nieposyłaniem nawet całkiem zdolnego 6-latka do klasy 7-latków. Bo ten 6-latek musiałby być chyba wybitnie zdolny żeby nie popadać w jakieś kompleksy na tle kolegów i koleżanek z klasy.

    > Jeszcze jedno moje dziecko nie jest ani zdolne ani niezdolne jest całkowicie pr
    > zeciętną 6,5 latką.
    Ale imho program szkolny z zakresie podstawówki i gimnazjum powinien być dostosowany do całkiem przeciętnych dzieci. Jeśli uważasz, ze twoja córka jakoś odstaje w dół to masz do wyboru (niekoniecznie jedną) możliwości:
    a) klasa jest mocno ponadprzeciętna (może i ta klasa taka jest , ale wtedy nie jest to żaden dowód, że przeciętne 6-latki bez problemów sobie poradzą)
    b) nauczycielka strasznie pędzi do przodu
    c)program jednak nie jest skrojony dla przeciętnych dzieci
    d)twoja córka jest "podprzeciętna"
    Co wybierasz?

    > Córka nie ma zdolności językowych. Trudno wiec abym wymagała od szkoły aby cały
    > swój czas nauczyciel poświęciła na moja córkę.
    Acha, więc nauczyciele języków obcych są od uczenia tylko tych zdolnych? Moim zdaniem należałoby dążyć do tego, żeby uczeń o całkiem przeciętnych zdolnościach (ani jakiś super zdolny, ani jakiś niezdolny) był w stanie opanować program szkolny będąc aktywnym ,uważając na lekcji i odrabiając prace domowe. Jeśli jest inaczej to nauka języka obcego (czy czegokolwiek innego) w szkole to jest pomyłka.



    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • makurokurosek 11.02.12, 18:35
    Zwróć uwagę na niuanse. Liczenie 1..10 to nie to samo co pisanie cyfr, dodawani
    > e i odejmowanie.

    Dziecko kończące grupę pięciolatków zgodnie zobowiązującą podstawą ma mieć opanowanie dodawanie i odejmowanie w zakresie do dziesięciu i jest to sprawdzane w testach dojrzałości szkolnej przeznaczonych dla dzieci sześcioletnich.

    "> No to teraz wyobraź sobie klasę 6-latków ,takich przeciętnych 6-latków, trzymaj
    > ących się tej normy w szybkości czytania. Jesteś pewna, że wszyscy nauczyciele
    > dadzą radę?
    >

    W każdej klasie pierwszej były rozbieżności w tym temacie, największe rozbieżności są jednak w klasach złożonych z samych siedmiolatków. Zgodnie z tym co ty piszesz twoje dziecko w zerówce nie uczy się czytać, trafi jednak do klasy w której część dzieci tej umiejętności uczyło się przez rok. Zastanowiłaś się jak duże różnice pojawią się w jej klasie.

    "> >co jednak nie zmienia faktu, że w domu można to czytanie olać.
    > To ile jest tego czytania, że aż tak narzekasz?? wink"

    Zazwyczaj czytamy dwie czytanki dziennie z elementarza Falskiego.
    I jak pisałam jest to bardziej męczące dla mnie, zwłaszcza że nie czuję się najlepiej wiec wolałabym w tym czasie odpocząć i całkiem możliwe, że moje odczucia są subiektywne z tego powodu.

    " > Ale dlaczego tak uważasz? Czy gdy któreś dziecko robi coś gorzej to inne się z
    > niego śmieją?"

    Nie, nie śmieją się. Jestem dyslektykiem i na pewne sytuacje patrze przez swój pryzmat, osoby która nie potrafiła czytać płynnie na głos nawet w szkole średniej i było to dla mnie bardzo wstydliwe.

    " Bo ten 6-latek musiałby być chyba wybitnie zdolny żeby
    > nie popadać w jakieś kompleksy na tle kolegów i koleżanek z klasy.
    > "

    Ilość miejsc na bycie najlepszym jest dość ograniczona, niezależnie czy w klasie sześciolatków czy siedmiolatków. Większość dzieci zawsze w czymś jest gorsza czy to znaczy, że należy ograniczyć im kontakty z rówieśnikami do zera aby czasem ta wiedza nie wpłynęła na ich samoocenę?


    " Ale imho program szkolny z zakresie podstawówki i gimnazjum powinien być dostos
    > owany do całkiem przeciętnych dzieci."

    I zdecydowanie jest dostosowany do możliwości całkowicie przeciętnego sześciolatka.

    "
    > a) klasa jest mocno ponadprzeciętna (może i ta klasa taka jest , ale wtedy nie
    > jest to żaden dowód, że przeciętne 6-latki bez problemów sobie poradzą)
    > b) nauczycielka strasznie pędzi do przodu
    > c)program jednak nie jest skrojony dla przeciętnych dzieci
    > d)twoja córka jest "podprzeciętna"
    > Co wybierasz?
    >

    Odpowiedz e) . Czyli różnice programowe grup pięcio/sześciolatków , w efekcie w klasie pierwszej spotykają sie dzieci które w grupach pięcio/sześciolatków uczyły sie czytać i w mniejszym lub większym stopniu tą umiejętność opanowały oraz dzieci pięcio/sześcioletnie które nie uczyły się tego w przedszkolach/zerówkach więc tej umiejętności nie posiadają.


    " Acha, więc nauczyciele języków obcych są od uczenia tylko tych zdolnych? Moim z
    > daniem należałoby dążyć do tego, żeby uczeń o całkiem przeciętnych zdolnościach
    > (ani jakiś super zdolny, ani jakiś niezdolny)"

    Tak samo jak uważam iż tempo pracy nie powinno być dostosowane do dzieci dysfunkcyjnych, a do tempa pracy dzieci przeciętnych, tak samo w przypadku jezyków uważam że tempo pracy należy dostosować do dzieci przeciętnych. Moja córka w temacie języków obcych jest po prostu zablokowana , kompletnie jej to nie wchodzi do głowy czy mam wiec wymagać aby cała klasa czekała i pracowała w jej tempie.

  • przeciwcialo 11.02.12, 18:41
    W klasie syna jest chyba 5 siedmiolatków reszta sześciolatków. Wiekszośc sześciolatków ledwie znała trochę liter, po semestrze nauki czytaja wszystkie. Siedmiolatka z tej klasy wygrała konkurs ;pieknego czytania, pobiła trzecioklasistów. Te czytające siedmiolatki nie zawyzyły poziomu. Byc może się nudza ale nie przeszkadzaja.
  • slonko1335 09.02.12, 10:21
    Żadnych list nie podpisuję-mamy czytniki elektroniczne, nie muszę przyprowadzać ani odbierać co do minuty bo nie są przyprowadzani na samo otwarcie ani zabierani minutę przed zamknięciem-spokojnie więc mam zapas w obie strony. Nie wiem czemu do przedszkola musisz przyprowadzać koniecznie codziennie, do szkoły nie natomiast-mnie w każdym razie nikt nie rozlicza z tego jak dziecka nie przyprowadzę-a przepraszam rozlicza-dostaję zwrot za ten czas za godziny i jedzenie-więc w sumie rozlicza ale mają gdzieś czy dziecko nie przyszło bo nie miało ochoty czy ja nie miałam ochoty przyprowadzić, czy był inny powód. Nie ma żadnych planów lekcji do których muszę dostosować siebie, dziecko i zajęcia dodatkowe na jakie chce chodzić.
    Mam młodszego w przedszkolu wiec logicznym jest, że prościej mi mieć dzieci w jednym miejscu. Dziecko ma 5 posiłków, idzie prosto na śniadanie, nie muszę więc sobie tym głowy zawracać, żadne kanapki, owoce, soczki, mnie nie interesują do śniadaniówki bo to wszystko dostaje na miejscu, obiad mogę spokojnie zjeść na mieście, na stołówce, w pracy i nie zawracać sobie tym głowy w domu, bo dziecko zje w przedszkolu. Nie ma żadnych tornistrów, noszenia czegokolwiek bo wszystko jest w przedszkolu, nie ma żadnych ferii, w wakacje bez problemu przedszkola zastępcze jak potrzeba. Świetlica szkolna czynną 15 minut dłużej niż przedszkole co akurat dla mnie nie ma najmniejszego znaczenia bo i tak są odbierani wcześniej, za to przedszkole otwierane jest półtorej godziny wcześniej co z kolei może mieć kolosalne gdy rodzic pracuje od 7.
    No ni cholery w szkole prościej mi nie będzie...
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • afrikana 10.02.12, 01:32
    O proszę, nigdy nie spodziewałam się, że będę mogła sie kiedykolwiek w czymś z wami w 100% zgodzićbig_grin Ale fakt, przedszkolna zerówka jest duuuuużo wygodniejsza i mniej kłopotliwa niż szkołasmile
  • mama303 10.02.12, 06:59
    Oczywiscie że wygodniejsza!
  • afrikana 12.02.12, 16:05
    > Oczywiscie że wygodniejsza!

    Kwestie organizacyjne i logistyczne są bardzo ważne, dlatego też jest to dla mnie kolejny argument za zostawieniem dziecka w przedszkolenj zerówce jeszcze jeden rok, tym bardziej, ze będa przerabiac trudniejszy materiał na innych książkach, a na nude nie ma czasu. Szybciej o rok skończyłaby ścieżkę edukacyjną - ale tak naprawdę co takiego fantastycznego w związku z tym ? Nie potrafię wyciągnąć z tego plusów. Co za różnica czy będzie to powiedzmy w wieku 24 czy 25 lat ? Ktoś pomoże ?smile)) Przyznam się szczerze, że nie zamknęłam się tak całkowicie na opcję szkoły i biorę ją pod uwagę, ale nie potrafie znaleźć argumentów na tak.
  • mama303 12.02.12, 17:39
    afrikana napisała:

    > Kwestie organizacyjne i logistyczne są bardzo ważne, dlatego też jest to dla mn
    > ie kolejny argument za zostawieniem dziecka w przedszkolenj zerówce

    Ja ten argument rozumiem i ponadto mysle że jest to główna przyczyna zostawiania dzieci w przedszkolu przez rodziców.

    >Szybciej o rok skończyłaby ścieżkę edukacyjną - ale
    > tak naprawdę co takiego fantastycznego w związku z tym ? Nie potrafię wyciągną
    > ć z tego plusów. Co za różnica czy będzie to powiedzmy w wieku 24 czy 25 lat ?

    jesli chodzi o zakończenie edukacji to róznica pewnie żadna więc powtarzam: po co opóźniać dziecku edukacje jesli jest ono gotowe?
  • afrikana 13.02.12, 00:34
    > jesli chodzi o zakończenie edukacji to róznica pewnie żadna więc powtarzam: po
    > co opóźniać dziecku edukacje jesli jest ono gotowe?

    No właśnie ze względów logistycznych i organizacyjnych. Chociażby rok wcześniej będzie mogło chodzic samo(zgodnie z prawem), a szkoła na zmiany i dowozic na róźne godziny cięzko, a siedzenie na świetlicy od rana i potem lekcje np. do 17 to nic fajnego.
    No i co do szkoły wychodzi mi tak:
    - logistycznie, organizacyjnie - trudniej i gorzej.
    - wiek, w którym skończy edukację - bez znaczenia.
    - w przedszkolu super opieka, atrakcje, dużo się uczy, w miejscu nie stoi i patrząc po podręcznikach stac nie będzie, a w gruncie rzeczy(biorąc całość pod uwagę) przerabia taki sam materiał, tylko rok dłużej mając rok więcej na opanowanie podstaw, co dla mnie minusem nie jest(moje dziecko nie czyta i nie pisze). Dzieci, które idą rok wcześniej, nie uczą się niczego więcej, po prostu skraca im się ścieżka, więc do przodu w efekcie finalnym nie są. Jedyna różnica to wiek - a dla mnie jest bez znaczenia(bo gdyby pójście do szkoły wczesniej nie skutkowało skróceniem ścieżki - to byłby dla mnie ogromny plus, byłby rok dłuzej w szkole).
    - za rok do szkoły pójdzie z przyjaciółmi, teraz sama.
    - nie zależy mi na jak najszybszym "usamodzielnianiu" cokolwiek to znaczy w tym wieku, bo uważam, ze córka jest wystarczająco samodzielna jak na swój wiek.
    Jakie są plusy, które stanowiłyby przeciwwagę dla tych minusów ?
    Co w takim przypadku poinno do mnie przemówić ZA posłaniem do szkoły ?
  • mama303 13.02.12, 07:16
    Ja Twoje argumenty rozumiem jak najbardziej. Ale napewno nie jest tak, że dzieci nie sa gotowe w wieku 6 lat do rozpoczęcia obowiązku szkolnego!
  • afrikana 13.02.12, 13:48
    Ale napewno nie jest tak, że dziec
    > i nie sa gotowe w wieku 6 lat do rozpoczęcia obowiązku szkolnego!

    Ja uważam, że sporo dzieci jest gotowych. Ale niestety duża część jest jeszcze zbyt mało dojrzała emocjonalnie aby ruszyć w mury srednio lub kiepsko zorganizowanego molocha. Gdyby szkoły wygladały jak na zachodzie, to by była inna bajka.... Ja niestety nie mam tego szczęścia, a takie szkoły sa nielicznesad
  • mama303 13.02.12, 20:14
    afrikana napisała:

    > Ja uważam, że sporo dzieci jest gotowych. Ale niestety duża część jest jeszcze
    > zbyt mało dojrzała emocjonalnie aby ruszyć w mury srednio lub kiepsko zorganizo
    > wanego molocha.

    Ja w przeciwieństwie do ciebie uważam, że niewiele dzieci jest niegotowych a niedojrzałośc emocjonalne to taki ostatnio oklepany slogan. Co to znaczy? W tym wieku /6, 7, 8 lat/ to jest mało dzieci emocjonalnie stabilnych.
  • afrikana 14.02.12, 00:33
    W wielkim skrócie to przede wszystkim gotowość do podjęcia nauki, zainteresowanie nauką i chęć jej podejmowania oraz taki sam poziom rozwoju fizycznego, intelektualnego i społecznego, który pozwoli podołać szkolnym obowiązkom, odnaleźć się w grupie rówieśniczej i osiągnąć sukces w szkole. Gotowość szkolna jest wynikiem procesu dojrzewania i uczenia się. Sorki, znam całe stado dzieci w grupie mojej córki, które zainteresowane nauką jeszcze nie są za bardzo...
  • mama303 14.02.12, 07:07
    afrikana napisała:

    > W wielkim skrócie to przede wszystkim gotowość do podjęcia nauki, zaintereso
    > wanie nauką
    i chęć jej podejmowania oraz taki sam poziom rozwoju fizycznego
    > , intelektualnego i społecznego, który pozwoli podołać szkolnym obowiązkom, odn
    > aleźć się w grupie rówieśniczej i osiągnąć sukces w szkole. Gotowość szkolna je
    > st wynikiem procesu dojrzewania i uczenia się. Sorki, znam całe stado dzieci w
    > grupie mojej córki, które zainteresowane nauką jeszcze nie są za bardzo...

    Całe stado dzieci niezainteresowanych nauką to i w II, III klasie znajdziesz wink. Sukces w sensie b. dobrych ocen tez niewiele dzieci osiąga.
    BTW: co maj do tej Twojej "gotowosci" organizacja szkoły?
  • afrikana 14.02.12, 13:08
    co maj do tej Twojej "gotowosci" organizacja szkoły?

    moim zdaniem oba aspekty sa bardzo ważne. Gotowość to tez samodzielnoość, a na to w jak dużym stopniu musi być ona rozwinięta, wpływają warunki organizacyjne w placówce. W mojej rejonówce dziecko musi być baaardzo samodzielnewink A wiadomo - im starsze, tym mu łatwiej, chociazby fizycznie. Sklepik szkolny jest jeden i nadal rządzi reguła łokciawink
  • mama303 14.02.12, 17:40
    afrikana napisała:

    > Sklepik szkolny jest jeden
    > i nadal rządzi reguła łokciawink

    a musza koniecznie korzystac ze sklepiku?
  • afrikana 14.02.12, 22:59
    > a musza koniecznie korzystac ze sklepiku?

    to tylko przykładsmile
  • mama303 15.02.12, 20:12
    afrikana napisała:

    > to tylko przykładsmile
    nietrafiony niestety
  • afrikana 15.02.12, 23:20
    > nietrafiony niestety
    A niby dlaczego ? I w imię czego ?
    bo można spokojnie każdemu 6-latkowi wytłumaczyć, że albo musi się obejść smakiem albo nauczyć wpychac na siłę ? A jak mu się skończy woda, to ma siedzieć o suchym pysku albo kranówę pić ? A jak zgłodnieje, bo już dawno po obiedzie i po kanapce to trudno ? Tymbardziej, że w szkole niejednokrotnie zmuszony jest spędzić nawet do 10 godzin zakładając, że rano świetlica, a potem zajęcia do 18 ?
    Zastanawiam się dlaczego ludziom czasami brak wyobraźni....

    Zaraz pewnie dostanę odpowiedź, że mam dawać dziecku do plecaka 2 litry wody i stos kanapek, a w sklepikach to tylko same chipsy i gumy sprzedają hehehsmile I że każde dziecko powinno zrozumieć, że albo ma nie korzystać ze sklepiku albo musi nauczyć się walki o ogień big_grin No...faktycznie to są świetne warunki - tymbardziej, ze w przedszkolu takie problemy dla 6-latka nie występują, bo są zapewnione posiłki i wszyscy jedzą to samo....
  • mama303 16.02.12, 18:02
    afrikana napisała:

    > A niby dlaczego ? I w imię czego ?

    Bo sklepiki szkolne są zupełnie niepotrzebne ani dla szescio ani dla dwunastolatka.
  • afrikana 17.02.12, 00:34
    Dodaj, ze twoim zdaniem.
  • agni71 15.02.12, 08:54
    Sklepik szkolny jest jeden
    > i nadal rządzi reguła łokciawink

    A jest obowiązek korzystania ze sklepiku? U nas sklepiku nie ma, pojawił sie za to, niestety, automat. Ja byłabym zadowolona gdyby nie było ani sklepiku ani automatu.
  • afrikana 15.02.12, 23:29
    Wiesz co ? a mnie nie interesuje z czego ty byłabyś zadowolona.
    Widocznie mieliście kiepski sklepik. Akurat tutaj ze względu na długie pobyty dzieci w szkole jest świetnie wyposażony również w normalne jedzenie i zdrowe produkty. Problemem jest to, że jest bardzo oblegany i najsłabsi mają niewielkie szanse. Przykro gdy ma sie pieniążek na picie czy jedzenie, ale jednak się nie uda, a przerwa nie trwa wiecznie.
    Ale wy jesteście tak zajadłe w tych swoich wojenkach na NIE, że tego nie zrozumiecie.

    Automat to porażka. Kolejna "świetna" rzecz...to możliwe tylko w szkole.
    U nas nie ma - na szczęście.

  • agni71 16.02.12, 10:11
    afrikana napisała:

    > Wiesz co ? a mnie nie interesuje z czego ty byłabyś zadowolona.

    No skoro ty tak uprzejmie, to ja ci powiem,że mnie nie interesują twoje gorzkie żale nt twoich szkół.

    > Widocznie mieliście kiepski sklepik.

    Czy ja pisałam, że mieliśmy sklepik? Sklepiku nigdy nie było (w szkole dla klas I-III, bo wyżej dopiero w przyszłym roku jedna z córek pójdzie i nie wiem, czy sklepik jest czy go nie ma w tamtym budynku). Sklepik nie jest moim priorytetem, jesli chodzi o wyposażenie szkoły.

    Akurat tutaj ze względu na długie pobyty d
    > zieci w szkole jest świetnie wyposażony również w normalne jedzenie i zdrowe pr
    > odukty.Problemem jest to, że jest bardzo oblegany i najsłabsi mają niewielkie
    > szanse. Przykro gdy ma sie pieniążek na picie czy jedzenie, ale jednak się nie
    > uda, a przerwa nie trwa wiecznie.

    No patrz, a u nas sa obiady dla wszystkich chętnych (zupa, drugie, picie, deser), a dla dzieci 6-letnich w I klasie są równiez śniadania i podwieczorki (dla chętnych, do wykupienia). A od niedawna szkoła przystapiła do tego programu, w ramach którego dzieci dostaja owoce i warzywa, oraz sok warzywno-owocowy, więc myslę, ze nikt glodny nie chodzi, chyba, że czegos nie lubi.

    Aaa, zapomniałabym, nikt nie zabrania rodzicowi zaopatrzyć dziecka w jedzenie i picie we własnym zakresie smile

    No i jeszcze, niesamowite! w klasach dzieci mają wodę i sok (taki gęsty do rozcieńczania wodą) oraz mleko (za darmo), więc nawet jesli ktos zapomni wziąć picia z domu, czy mu sie skończy - z pragnienia nie umrze. Woda i sok kupowane są ze składek rodzicow na tzw. klasowe i ktos z trójki klasowej dba, by uzupełniac zapasy. Oczwyiście, w twoich szkołach sie nia da uncertain

    Czy twoje dziecko tak dużo je i pije, że powyższe zaopatrzenie nie zaspokoiłoby jego apetytu?
  • afrikana 17.02.12, 00:33
    tak jest grubasem i pożera wszystko co się rusza...zostało mi sie już tylko z was pośmiaćsmile

    Czy wy nie rozumiecie, ze nie każdy sklepik to samo złooo pod względem asortymentu ?
    Nie ma sklepiku, nie ma problemu. Dziecko w szkole 5 godzin - też nie ma problemu. Ma swoje jedzenie, nie ma problemu. I niech się ani waży zgłodnieć w międzyczasiebig_grin
    A najlepiej to zabronić dziecku wszystkiego big_grin

    > No patrz, a u nas

    ...hehehe...uwielbiam tą śpiewkębig_grin No popatrz a u nas jest inaczej, więc pozwól, ze dopchanie się do sklepiku w mojej szkole uznam za walkę o ogieńsmile)) I co ci do tego ? Będziesz mi nadal opisywać swoją szkołę i tłumaczyć swoje priorytety ? Po co mi one ? U ciebie w szkole jest fullwypas, a u mnie jest inaczej. Do czegoś chcesz mnie jeszcze przekonywać ? A moze powinnam bojkotować ten sklepik ? Napisłam jedynie, że dopchanie się do niego to nielada wyzwanie dla małych dzieci w mojej szkole i wymaga mega sprytu i samodzielności, a wy będziecie mnie teraz umoralniać na temat sklepików w szkole i organizacji żywienia w waszych szkołach...to jest śmiesznebig_grin Bo co mnie obchodzi, że u was jest to czy tamto i co wy o tym sądzicie...u mnie jest inaczej, uważam, ze w sytuacji gdy jest się długo w szkole sklepik moze się przydać,a jego organizacja wygląda tak a nie inaczej. A wy teraz debaty na temat słuszności ich bytu urządzaciesmilesmilesmile
  • agni71 17.02.12, 08:22
    Czy ty nie rozumiesz, ze podając przykłady innego rozwiązania problemu, próbujemy ci cos podpowiedzieć? Podsunąć inne pomysły na nakarmienie dziecka w szkole?

    > Nie ma sklepiku, nie ma problemu. Dziecko w szkole 5 godzin - też nie ma proble
    > mu. Ma swoje jedzenie, nie ma problemu. I niech się ani waży zgłodnieć w między
    > czasiebig_grin

    Nie możesz dziecku dać większego drugiego śniadania do szkoły? Nie możesz zapisać na obiad? Cos sie tak uparła na ten sklepik?

    > A najlepiej to zabronić dziecku wszystkiego big_grin
    >
    > > No patrz, a u nas
    >
    > ...hehehe...uwielbiam tą śpiewkębig_grin No popatrz a u nas jest inaczej, więc pozwól
    > , ze dopchanie się do sklepiku w mojej szkole uznam za walkę o ogieńsmile))

    Zrozum kobieto, ze twoje dziecko w tej walce o ogień wcale nie musi uczestniczyć! Chyba, ze ono bardzo tego chce, ale to juz kwestia priorytetów i twoich, i twojego dziecka. To się nazywa chyba owczy pęd?

    U ciebie w szkole jest fullwypas, a u mnie jest inaczej.

    Ale porażające jest to, ze ty niczego nie chcesz zmienić. Ludzie opisuja swoje szkoły w których "da się" różne rzeczy, a u ciebie "nic sie nie da", zreszta widzę, że ty w zasadzie to jestes zadowolona z takiej sytuacji, przynajmniej masz na co ponarzekać....

    A moze powinnam bojkotować ten sklepik
    > ?

    A dlaczegóżby nie? Ten sklepik to taka wartośc sama w sobie? Mnie sie jakos udaje bojkotować automat, któremu jestem przeciwna.

    Napisłam jedynie, że dopchanie się do niego to nielada wyzwanie dla małych d
    > zieci w mojej szkole i wymaga mega sprytu i samodzielności, a wy będziecie mnie
    > teraz umoralniać na temat sklepików w szkole i organizacji żywienia w waszych
    > szkołach...to jest śmiesznebig_grin

    Śmieszny to jest twój upór i koniecznośc korzystania ze sklepiku?

    Bo co mnie obchodzi, że u was jest to czy tamto i
    > co wy o tym sądzicie...u mnie jest inaczej, uważam, ze w sytuacji gdy jest się
    > długo w szkole sklepik moze się przydać,a jego organizacja wygląda tak a nie i
    > naczej. A wy teraz debaty na temat słuszności ich bytu urządzaciesmilesmilesmile

    Skoro korzystanie ze sklepiku to taki problem, to niech twoje dziecko z niego nie korzysta, a ty zaopatrz je w jedzenie inaczej. Ale widzę, że to przekracza granice twojego zrozumienia. Najłatwiej jest akceptować rzeczywistośc i jednocześnie na nią narzekać, nie robiąc NIC.

  • jakw 10.02.12, 18:14
    Słonko, ale ja nie piszę o przyprowadzaniu tylko o podpisywaniu. Systemu elektronicznego w przedszkolu brak. Przyprowadzam dziecko - muszę podpisać się na kartce z dokładnym podaniem godziny, odbieram - tak samo. Gorzej niż w robocie wink. Jest to związane z wprowadzonym we wrześniu systemem opłat za przedszkola. Wcześniej nic nie trzeba było podpisywać.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jakw 08.02.12, 23:07
    mama303 napisała:

    > jakw napisała:
    >
    > > Tak naprawdę to nie tyle zyskało dzieck
    > > o ile ty.
    >
    > Ja? Ja to napewno nie, wygodniej jest potrzymac dziecko w przedszkolu dłużej, n
    > ie ma lekcji, prac domowych, nie ma problemów.
    Nie piszę o wadach szkoły tylko o zalecie pt samodzielność dziecka. Którą to samodzielnośc dziecko i tak by osiągnęło w całkiem skończonym czasie. Więc imho ta szybsza samodzielność to żaden argument - z nią jest trochę tak jak z korzystaniem z nocnika wink. Na Małym Dziecku mamy toczą wielopostowe boje nt czy lepiej dziecko odpampersiać w wieku 1, 1.5 , 2 , 3 itp. W praktyce to pewnie wszystkie 3,5-4 latki latają bez pampersów i nie sikają sobie w buty. I patrząc na tego 4-latka nie poznasz czy usiadł na ten nocnik mając rok , 2 czy 3 lata.


    > > A jak nie wykorzysta tego zapasu to będzie rok dłużej harowała na ZUS. I
    > całkie
    > > m możliwe, że na tym nic nie zyska.
    >
    > A zmusza ją ktos do roboty? A może nie będzie w ogóle pracować.
    To po co jej wtedy te roczne zapasy? Będzie miała całe życie na zapas. wink


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • afrikana 10.02.12, 01:35
    Na Małym Dziecku mamy toczą wielopostowe boje nt czy lepie
    > j dziecko odpampersiać w wieku 1, 1.5 , 2 , 3 itp. W praktyce to pewnie wszystk
    > ie 3,5-4 latki latają bez pampersów i nie sikają sobie w buty. I patrząc na teg
    > o 4-latka nie poznasz czy usiadł na ten nocnik mając rok , 2 czy 3 lata.

    o to to...szkoła to nie wyścigsmile Każdy zdąży i właściwie nie wiadomo do czego tak się spieszyćsmile Tutaj nie ma reguły kto pierwszy ten lepszy.
  • mama303 10.02.12, 07:02
    afrikana napisała:

    > o to to...szkoła to nie wyścigsmile Każdy zdąży i właściwie nie wiadomo do czego t
    > ak się spieszyćsmile Tutaj nie ma reguły kto pierwszy ten lepszy.

    A po co opóźniać? Jak ktos ma ważny powód to rozumiem, ale w innym przypadku nie bardzo. wiele dzieci bardzo chce i potrzebuje iśc do szkoły. Dobrze jest nie przegapić odpowiedniego czasu na poczatek edukacji i samodzielności.
  • mama_amelii 10.02.12, 09:16

    >. wiele dzieci bardzo chce i potrzebuje iśc do szkoły. Dobrze jest nie
    > przegapić odpowiedniego czasu na poczatek edukacji i samodzielności.

    Zgadzam się.Moja córka pójdzie do pierwszej klasy 3 dni po skończeniu 6 lat.Bardzo chce iśc do szkoły,pomimo tego,że mamy super przedszkole.Zresztą przedszkole nie przewiduje miejsc dla naszej grupy,bo wszystkie dzieci ida do zerówki szkolnej.Z całej grupy tylko moja córka wybiera się do pierwszej kl(ale panie uważają,że z całej grupy tylko ona się nadaje).Ciekawa jestem opinii przedszkola,tych testów,które córka będzie musiała przejść,ale to się okaże dopiero w czerwcu-gotowość szkolna).
    Wszystko zalezy od dziecka i przede wszystkim szkoły jaka wybaliśmy.Córka uwielbia pisać,rysować i wszelkie prace plastyczne.Potrafi czytać proste czytanki,skupić się bardzo długo na jednej czynnośći.Chcę,żeby dalej się rozwijała,a nie powtarzała zerówkę.I tak musi zmienić otoczenie,więc wolę,żeby to była od razu pierwsza klasa.
    Argument z zabieraniem dzieciństwa do mnie nie przemawia.Córka spędza w przedszkolu około 7 godz,a w szkole będzie 4 godz(mam to szczescie,że ominie ją świetlica.Pewnie zapisze ją na jakieś zajęcia dodatkowe-w szkole są teatralne,a że córka już teraz na takie zajęcia chodzi to sie ucieszy).Będzie miała czas na odrobienie lekcji i na zabawę.Nauczy się systematyczności,licze na to,że oduczy się gadulstwa i wtracania się pani w słowo.
    Też miałam watpliwości,ale nie martwiłam się o naukę,tylko o to,że bedzie ze starszymi dziećmi(czasami nawet 2 lata w jednej klasie).Od wczoraj jestem spokojniejsza,bo szkoła do której idzie w zeszłym roku stworzyła klase samych 6 latków i w tym roku tak samo będzie(o ile zbierze się grupa,ale w to nie watpię).Szkoła jest przystosowana do maluchów,ma fajny plac zabaw,oddziały integracyjne.
    To Ty powinnaś wiedzieć co jest najlepsze dla Twojego dziecka i tego się trzymac(nie daj sobie mieszac w głowie)


    --
    Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia,
    nie obleka tego faktu w słowa.
  • slonko1335 10.02.12, 09:44
    .Ciekawa jestem opinii przedszkola,ty
    > ch testów,które córka będzie musiała przejść,ale to się okaże dopiero w czerwcu
    > -gotowość szkolna).

    ja opinię z przedszkola już mam(wystawiona na moją prośbę bo była potrzebna do poradni), byłyśmy tez w poradni na badaniu gotowości szkolnej. A w przedszkolu są jakieś testy jeszcze w czerwcu? przecież w marcu nabór jest do przedszkoli?

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • mama_amelii 10.02.12, 14:15
    Z tego co wiem to opinie dostaje każde dziecko.Pierwszą opinię dostane teraz(półroczna,a na koniec roczną).A test dojrzałośći szkolnej będzie robiła tylko moja córka około czerwca(po skończeniu zerówki przedszkolnej,bo to mniej więcej zakres testów,tego co cały rok się uczyli).Przedszkole będzie musiało wyniki przesłać do szkoły(tak zrozumiałam włascicielkę przedszkola).Za tydz mam zebranie,więc czegoś się dowiem(córka mówiła,że pani ją już brała na odpytki,ale resztę dzieci również)
    W zeszłym roku pamietam jak jedna dziewczynka robiła te testy z panią w pokoju nauczycielskim i usłyszałam kilka pyt.M.in. Jak się nazywa,gdzie mieszka,w jakim kraju,gdzie pracują jej rodzice(czym sie zajmują)o Godło Polski,o flage Polski,miała wymienić zwierzeta egzotyczne,układac puzzle,do jakiegoś opowiadania skonstruować pyt.

    Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia,
    nie obleka tego faktu w słowa.
  • jakw 10.02.12, 17:56
    mama_amelii napisała:
    > Argument z zabieraniem dzieciństwa do mnie nie przemawia.Córka spędza w przedsz
    > kolu około 7 godz,a w szkole będzie 4 godz(mam to szczescie,że ominie ją świetl
    > ica.
    A odrabianie prac domowych popołudniami liczysz jako rozrywkę?

    >Nauczy się systematyczności,
    Gdyby dzieci w szkole z automatu uczyły się systematyczności to każdy uczeń kończący czy to podstawówkę czy gimnazjum byłby całkiem systematyczny. Zapewniam cię, że nie jest. Wydaje mi się, że bardziej zależy to od charakteru i/lub nawyków wyniesionych z domu

    >licze na to,że oduczy się gadulstwa i wtracania się pani w słowo.
    Nie licz na to. Gadulstwa nie da się oduczyć. Co najwyżej możesz liczyć na śmieszne uwagi w dzienniczku. Daj znać, jak wrzucisz coś na joemonstera wink

    > wczoraj jestem spokojniejsza,bo szkoła do której idzie w zeszłym roku stworzyła klase samych 6 >latków i w tym roku tak samo będzie(o ile zbierze się grupa,ale w to nie watpię).
    Możesz się przeliczyć. W zeszłym roku całkiem sporo 6-latków poszło do I klasy, bo "za rok będzie tłok". W tym roku takiego straszaka nie ma więc i decyzje rodziców mogą być całkiem inne.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jakw 10.02.12, 17:45
    mama303 napisała:
    >
    > A po co opóźniać?
    Ale opóźniać co? Bulenie kasy do Zakładu Utylizacji Szmalu?

    > wiele dzieci bardzo chce i potrzebuje iśc do szkoły.
    W przypadku 6-7-latków wynika to z zupełnego braku doświadczenia życiowego w tej materii. Absolwenci podstawówki już takiego błędu by nie popełnili wink

    >Dobrze jest nie
    > przegapić odpowiedniego czasu na poczatek edukacji i samodzielności.
    Przecież nie ma takiego jednego momentu. Dziecko zaczyna być edukowane najdalej w momencie czytania mu 1-szego wierszyka. Początek samodzielności? Mam rozumieć, że przed pójściem do szkoły twoje dziecko nie było samo w toalecie, samo nie założyło sobie butów i samo nie jadło?

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 10.02.12, 18:19
    jakw napisała:

    > Ale opóźniać co? Bulenie kasy do Zakładu Utylizacji Szmalu?

    opóźniać naturalna potrzebe rozwoju dzieci. Potem takie wyrośniete dzieci w zerówkach trzeba czymś zająć. panie zaczynaja uczyc liter bo dzieci chcą, są gotowe, interesuja się czytaniem, pisaniem. Panie zaczynaja uczyć i niepotrzebnie bo znowu w I klasie będzie dziecko zaczynać sie uczyć. Bedzie sie nudzić, będzie przeszkadzac na lekcjach. Itd, itp. To są przykłady z zycia.

    > W przypadku 6-7-latków wynika to z zupełnego braku doświadczenia życiowego w te
    > j materii. Absolwenci podstawówki już takiego błędu by nie popełnili wink

    No nie wiem, moja córka jest w klasie III i nigdy nie żałowała że poszła wczesniej do szkoły. Bardzo chciała ale to nie był jedyny powód. trzeba dziecko obserwować poprostu.

    > Przecież nie ma takiego jednego momentu.

    Czyli trzymamy pod spódnica dokąd? Kiedys trzeba wypuscić "na szerokie wody" u nas dał sie zaobserwować ogromny skok rozwojowy.
  • jakw 10.02.12, 21:19
    mama303 napisała:

    > Bedzie sie nudzić, będzie
    > przeszkadzac na lekcjach. Itd, itp. To są przykłady z zycia.
    Przeszkadzanie to bardziej od charakteru zależy. Też służę przykładami z życia. Moja starsza latorośl idąc już do zerówki umiała czytać i co nieco liczyć. Podręczniki do danej klasy czyta przed 1 września. Chyba nigdy nie zwrócono jej uwagi, że przeszkadza na lekcji. Jej koleżanka, która idąc do I klasy czytać nie umiała - uwag nt gadulstwa miała mnóstwo. Syn kolegi , poszedłwszy do I klasy jako 6-latek, w ciągu dotychczasowych 2,5 lat nauki zebrał więcej uwag niż mama,tata i starsza siostra razem wzięci przez całą edukację. Moja młodsza latorośl czytać przed I klasą raczej nie będzie, za to jestem pewna, że od czasu do czasu uwagę nt przeszkadzania dostanie.

    > No nie wiem, moja córka jest w klasie III i nigdy nie żałowała że poszła wczesn
    > iej do szkoły.
    Zapytaj jej, czy chciałaby teraz mieć wakacje / ferie (o ile nie ma w tej chwili) . wink


    > Czyli trzymamy pod spódnica dokąd? Kiedys trzeba wypuscić "na szerokie wody" u
    > nas dał sie zaobserwować ogromny skok rozwojowy.
    Ale w dłuższej perspektywie nie ma żadnego wpływu na jej samodzielność za kilka lat. Więc nie jest aż tak istotne czy poczuła się bardziej dorosła mając lat 6 czy 7.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 11.02.12, 09:31
    jakw napisała:


    > Przeszkadzanie to bardziej od charakteru zależy.

    Przeszkadzanie to jeden z wariantów nudzenia sie dziecka. Można sie nudzić siedząc cichutko. Nie wiem co gorsze. Najgorsze co może dziecku zafundować z własnej woli rodzic na poczatku edukacji dziecka jest NUDA.

    > Zapytaj jej, czy chciałaby teraz mieć wakacje / ferie (o ile nie ma w tej chwil
    > i) . wink

    To akurat nie ma nic do rzeczy. Bardzo lubie moja pracę ale wole byc na urlopie smile A moje dziecko akurat chętnie leciało do szkoły po każdej dłuższej przerwie.

    > Ale w dłuższej perspektywie nie ma żadnego wpływu na jej samodzielność za kilka
    > lat. Więc nie jest aż tak istotne czy poczuła się bardziej dorosła mając lat 6
    > czy 7.

    Ale to jest bardzo istotne akurat dla danej chwili, jeśli dziecko jest gotowe do wyzwań to niedobrze jest przegapic ten moment i odsuwać coś ważnego w czasie. Chyba że ktos ma naprawde istotny powód. Takie jest moje zdanie.

  • jakw 11.02.12, 17:19
    mama303 napisała:

    > jakw napisała:
    >
    >
    > > Przeszkadzanie to bardziej od charakteru zależy.
    >
    > Przeszkadzanie to jeden z wariantów nudzenia sie dziecka.
    Ale przeszkadzanie nie jest tylko i wyłącznie wynkiem nudy.

    >Najgorsze co może dziecku zafundować z własnej woli rodzic na poczatku edukacji dziecka jest NUDA.
    Gorsze może być poczucie, że ciągle trzeba kogoś gonić albo odstaje się w dół.


    > To akurat nie ma nic do rzeczy. Bardzo lubie moja pracę ale wole byc na urlopiesmile A moje dziecko akurat chętnie leciało do szkoły po każdej dłuższej przerwie.
    Leciało? To już pewnie nie leci? wink)
    Btw całkiem sporo dzieci chadza do szkół w celach głównie towarzyskich. Uczą się przy okazji.


    > Ale to jest bardzo istotne akurat dla danej chwili, jeśli dziecko jest gotowe d
    > o wyzwań to niedobrze jest przegapic ten moment i odsuwać coś ważnego w czasie.
    Tylko niestety nie jesteś w stanie stwierdzić przed faktem do jakich wyzwań dziecko jest na pewno gotowe. I jakie te wyzwania będą. Dlatego trudno ze 100% pewnością stwierdzić: "Tak, to jest ten moment".

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • makurokurosek 11.02.12, 18:55
    >Najgorsze co może dziecku zafundować z własnej woli rodzic na poczatku edukacji dziecka jest NUDA.
    Gorsze może być poczucie, że ciągle trzeba kogoś gonić albo odstaje się w dół.

    I tu się zgadzam, tylko sukcesu nie zagwarantuje ci posłanie dziecka w wieku siedmiu lat. Najlepszy może być tylko jeden. W każdej grupie wiekowej są uczniowie lepsi i gorsi.
  • przeciwcialo 16.02.12, 17:24
    No albo jak siedmiolatka przegania sześciolatek wink
  • mama303 11.02.12, 20:23
    jakw napisała:
    .
    > Ale przeszkadzanie nie jest tylko i wyłącznie wynkiem nudy.

    Ale nuda + żywy charakter = ogromne prawdopodobieństwo przeszkadzania. Dzieci żywiołowe najlepiej czymś zainteresować.

    > Gorsze może być poczucie, że ciągle trzeba kogoś gonić albo odstaje się w dół.

    To że sie goni moim zdaniem nie jest najgorsze a że sie w czyms odstaje w dół....takie życie. Prymusów jest niewielu nawet wśród starszych dzieci.

    > Leciało? To już pewnie nie leci? wink)

    teraz nie ma ferii tongue_out

    > Btw całkiem sporo dzieci chadza do szkół w celach głównie towarzyskich. Uczą si
    > ę przy okazji.

    No i bardzo dobrze! moje też towarzyskie. Jakby miało jakies straszne problemy w nauce to i Towarzystwo nie pomogłoby.

    > Tylko niestety nie jesteś w stanie stwierdzić przed faktem do jakich wyzwań dzi
    > ecko jest na pewno gotowe. I jakie te wyzwania będą. Dlatego trudno ze 100% pew
    > nością stwierdzić: "Tak, to jest ten moment".

    Pewności 100% nie masz nigdy ale znasz dziecko, możesz dla pewności zrobic test gotowosci szkolnej. A w razie czego zawsze jest rok w zapasie, gdyby pojawiły sie jakies starszne problemy.

  • joxanna 10.02.12, 18:21
    To jaki wiek rozpoczęcia nauki proponujesz? Po prostu chodzi o to, żeby później? 8 lat? 9 lat? 15 lat? Jaki Twoim zdaniem jest najlepszy?

    Przecież to wszystko jest umowne. Tylko kwestia dostosowania programu. poprzedni program zapewne był dostosowany do 7latków (tak podejrzewam, bo nie znam go), a ten który obowiązuje teraz na pewno pasuje do 6latków. Ale oczywiście można go zmienić - na program, który będzie pasował do 8latków, 10, czy 18latków. Kwestia decyzji.
  • jakw 10.02.12, 21:32
    joxanna napisała:

    > To jaki wiek rozpoczęcia nauki proponujesz? (...) Jaki Twoim zdaniem jest najlepszy?
    Nie jestem zwolenniczką totalitaryzmu. Możesz sobie wybrać - 6,7 czy 8 lat.
    >
    > Przecież to wszystko jest umowne. Tylko kwestia dostosowania programu.
    Gdyby to była kwestia tylko i wyłącznie dostosowania programu to można by do I klasy wysłać i 3-latki.

    > poprzedni program zapewne był dostosowany do 7latków (tak podejrzewam, bo nie znam go),
    A mimo to niektóre 6-latki sobie z nim radziły...
    > a ten który obowiązuje teraz na pewno pasuje do 6latków.
    To się dopiero okaże gdy cały rocznik 6-latków znajdzie się w szkole.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 11.02.12, 09:38
    jakw napisała:

    > Gdyby to była kwestia tylko i wyłącznie dostosowania programu to można by do I
    > klasy wysłać i 3-latki.

    Tak to właśnie wyglada. We Francji np. dzieci ida do szkoły wczesniej ale program jest dostosowany do ich wieku. kwestia nazewnictwa.
  • jakw 11.02.12, 17:09
    mama303 napisała:

    > jakw napisała:
    >
    > > Gdyby to była kwestia tylko i wyłącznie dostosowania programu to można b
    > y do I
    > > klasy wysłać i 3-latki.
    >
    > Tak to właśnie wyglada. We Francji np. dzieci ida do szkoły wczesniej ale progr
    > am jest dostosowany do ich wieku. kwestia nazewnictwa.
    I dźwigają tornistry, siedzą w ławkach , odrabiają prace domowe i są dodatkowo douczane?

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • makurokurosek 11.02.12, 19:02
    Młoda nie dźwiga tornistra, bo cały zestaw książek jest w szkole jedynie co musi dźwigać to worek z kapciami i śniadaniówkę.
    Siedzenie w ławkach też jest ograniczone.
    Co do dodatkowego douczania to decyzja rodziców, a nie wymóg szkoły.
  • mama303 11.02.12, 20:11
    jakw napisała:

    > I dźwigają tornistry, siedzą w ławkach , odrabiają prace domowe i są dodatkowo
    > douczane?

    A u nas czterolatki dźwigaja tornistry do przedszkola, odrabiaja lekcje i biora korepetycje?

  • afrikana 13.02.12, 00:48
    > A u nas czterolatki dźwigaja tornistry do przedszkola, odrabiaja lekcje i biora
    > korepetycje?
    ale Ty naprawdę uważasz, ze w naszych polskich realiach wystarczyłoby w szkołach przystować program dla 3-latków i już można je tam wpuścić i z powodzeniem uczyć ? Naprawde tak wysoko oceniasz przygotowanie naszych szkół pod względem wyposażenia i organizacji ? Bo pisałas wyzej, że to wszystko to kwestia jedynie programu...
  • mama303 13.02.12, 07:18
    afrikana napisała:

    > ale Ty naprawdę uważasz, ze w naszych polskich realiach wystarczyłoby w szkołac
    > h przystować program dla 3-latków i już można je tam wpuścić i z powodzeniem uc
    > zyć ?

    Tak, to nie ma znaczenia gdzie. Juz teraz bywaja przedszkola przy szkołach. szkoły i przedszkola tez bywają różne.
  • afrikana 13.02.12, 13:59
    > Tak, to nie ma znaczenia gdzie. Juz teraz bywaja przedszkola przy szkołach. szk
    > oły i przedszkola tez bywają różne.

    Musisz mieć naprawdę świetne szkoły w swoim otoczeniusmile Zapewniam cię, że w moim miescie to nierealne i gdybyś miała taki wybór jak ja, pisałabyś coś zupełnie innego...

    I co to znaczy przedszkola przy szkołach ? Osobno, czy w tym samym budynku ? Masz namiary na stronę internetową takiej szkoły z przedszkolem ? Serio, jestem ciekawa jak to wygląda, bo cięzko mi to sobie wyobrazić... I nie sądzę, ze wiąże się to tylko i wyłącznie z dostosowaniem programu. Tam musi być zastosowany szereg rozwiązań dla małych dzieci, przestosowanie sal, łazienek, szatni itd. Czy te 3-4 latki korzystają ze standardowo wyposażonych zbiorczych łazienek na korytarzu szkolnym ? Kto z nimi idzie jak jedna pani ? W przedszkolach łazienki są przy salach - ja osobiście nie spotkałam się z taką szkołą. Cięzko mi sobie wyobrazić to co piszesz - bierzemy szkołę z jej organizacją, dostosowujemy program i gotowe ?
  • agni71 13.02.12, 19:07
    afrikana napisała:

    W przedszkolach łazi
    > enki są przy salach - ja osobiście nie spotkałam się z taką szkołą.

    To zapraszam do mnie. Gmina podwarszawska, lazienki przy salach (ale chyba tylko tych dla pierwszaków 6-klasistów). Jakbys była zainteresowana, to dokładny adres podam na priva smile

    Ale rozumiem, że nie wszędzie jest tak różowo. Tu jednak jest pole do popisu dla mieszkańców - trzeba władze naciskać, nękać, może da się cos poprawić?
  • bluestarfish 13.02.12, 19:55
    W SP2 w Łodzi również są łazienki i toalety przy salach lekcyjnych - nie żebym uważała, że to jest absolutnie konieczne (moja młoda nie miała na przykład takich "luksusów" nawet w przedszkolu i naprawdę nikomu to nie przeszkadzało). Z samą SP2 nie mam nic wspólnego, ot, podaję przykład takiej szkoły.
  • afrikana 14.02.12, 00:48
    > W SP2 w Łodzi również są łazienki i toalety przy salach lekcyjnych

    W całej podstawówce wszystkie sale mają łazienki tylko dla siebie ? To stary czy nowy budynek ?

    - nie żebym
    > uważała, że to jest absolutnie konieczne
    w szkole nie, ale my rozmawaiłyśmy o maluchach, które ewentualnie miałyby w takowej funkcjonować. Nie wyobrażam sobie zatrudniania dodatkowej pani do wyprowadzania dziecka do łazienki, a nie zgadzam się aby 3-4 latek pozostawał bez opieki...

    (moja młoda nie miała na przykład taki
    > ch "luksusów" nawet w przedszkolu i naprawdę nikomu to nie przeszkadzało).
    OK. W 3-latkach jest pomoc, która zapewni bezpieczeństwo i pójdzie z maluchem. A 4-latki biegają samopas ? Dla mnie to nieodpowiedzialne. Wszystko dobrze, dopuki nic się nie stanieuncertain Łazienka przy sali jest na oku i ewentualnie słychac dziecko potrzebujące pomocy. Ale kiedy trzeba iśc korytarzem do oddalonej łazienki, moze stać się wszystko. U mojej córki dzieci nigdy nie są zostawiane bez nadzoru i same po przedszkolu nie mogą biegać.
  • afrikana 14.02.12, 00:55
    Ok, już sobie obejrzałam tą szkołę. I wybacz, ale to nie jest typowa szkoła jakich wiele. Już na pierwszej stronie stoi jak byk, ze jest to malutka szkoła tylko i wyłącznie dla klas 1-3. Patrząc na budynek, mam nieodparte wrażenie, ze jest to przedszkole, które powstało w budynku poprzedszkolnymsmile W moim mieście jest takie samo przedszkole. Stąd wygląda jak wygląda i jest zbudowane tak a nie inaczejsmile Typowe szkoły podstawowe mieszczące klasy 1-6 mają łazienki zbiorcze. Takie udogodnienia to tylko w przedszkolach...
  • bluestarfish 14.02.12, 12:18
    Nie pisałam, że SP2 w Łodzi jest "typową" szkołą. Wedle mojej wiedzy, wszystkie sale mają tam łazienki. Gdzie ty przeczytałaś, że to jest mała szkoła? Szkoła faktycznie prowadzi jedynie klasy 1-3, ale ma ich w sumie aż 13 (4 kl. I, 5 kl. II, 4 kl. II), nie jest więc mała. Budynek zbudowano w 1990 roku, od poczatku była tam właśnie ta szkoła, choć na etapie projektu w budynku planowano przedszkole (stąd ten nadmiar łazienek). Tutaj strona szkoły:
    www.sp2.szkoly.lodz.pl/strona.htm
    Jak pisałam, ze szkołą nie jestem w żaden sposób związana, po prostu pokazuję, że takie szkoły też są (bo pisałaś, że nie ma).
    Moja 6,5-latka chodzi do I kl. w zupełnie innej szkole, też 13-oddziałowej, ale z klasami I-VI. Na parterze oddział przedszkolny ("zerówka"), pierwsze piętro dla klas I-III, drugie dla klas IV-VI. Na każdym piętrze po 2 łazienki, jedna dla dziewczynek i jedna dla chłopców. NAPRAWDĘ wystarczy. Łazienki niedawno odnowione, dobrze utrzymane, czyste.

    W przedszkolu młoda też nie miała łazienki przy sali. Trzy sale wychodziły na wewnętrzny korytarzyk i w tym korytarzyku była łazienka. Z każdej z sal do łazienki nie było więcej niż 5 metrów. Maluchy chodziły "z asystą", średniaki i starszaki już nie (no, chyba że jakieś wyjątkowo mało zaradne średniaki zaraz po wakacjach), meldowały jedynie wychowawczyni, że idą do toalety. Nie słyszałam, żeby którykolwiek z rodziców miał z tym jakiś problem. Poza tym dzieci również nie były pozostawiane bez nadzoru i nie biegały po przedszkolu samopas.
  • afrikana 14.02.12, 13:55
    Wedle mojej wiedzy, wszystkie
    > sale mają tam łazienki.

    bo to szkoła w budynku projektowanym pod przedszkole. Szkół się takich nie buduje i nigdy nie budowałosmile

    >Gdzie ty przeczytałaś, że to jest mała szkoła?
    Widocznie czytałam uważniej niz ty, bo jak wół jest podana informacja, że szkoła liczy 300 uczniów, a to bardzo mało. Moja rejonówka ma o 1000 więcejsmile Typowe szkoły miejskie to molochy i rzadko schodzą poniżej 600-800 uczniów, czyli conajmniej dwa razy tyle niż tamta. U mnie jest 1300. To jest tańsze i dlatego teraz likwiduje się małe, nierentowne skzoły, bo są dużym obciążeniem dla budżetu miasta. Takich szkół będzie coraz więcej, nie coraz mniej - smutne to, ale prawdziwe.


    > Jak pisałam, ze szkołą nie jestem w żaden sposób związana, po prostu pokazuję,
    > że takie szkoły też są (bo pisałaś, że nie ma).

    to, ze jest może kilka(wątpię) takich szkół w całym kraju, to tylko wyjątki potwierdzające regułę. Jestem pewna, że nie naliczyłabyś takich szkół państwowych wiele. Wątpię, zeby w Warszawie była chociaz JEDNA taka na ten ogrom mieszkańców. To bardzo nietypowa sytuacja, JEDYNA na całą Łódź, więc żadnym przykładem nie jest. Nikt takich budynków nie buduje i nie dąży do takich standardów, a tendencja jest odwrotna - uciska się dzieci jak tylko się da. Jeśli chcesz, Ty mi podasz 10 przykładów takich szkół, ja ci na to podam 20 przykładów szkół wielkich, przepełnionych, gdzie dzieci uczą się do 17, 18 i jest ich ponad 1000smile Mówmy o realiach, bo takie gadki są bez sensu i nic nie wprowadzają do tematu.

    > W przedszkolu młoda też nie miała łazienki przy sali. Trzy sale wychodziły na w
    > ewnętrzny korytarzyk i w tym korytarzyku była łazienka. Z każdej z sal do łazie
    > nki nie było więcej niż 5 metrów.

    sorki, ale to jest dla mnie ubikacja przy sali. W szkołach, podkreślę TYPOWYCH, tak nie jest. Łazienki są po dwie na całe piętro gdzies na końcu korytarza. Przecież to są szkoły z naszych lat, nowych jest niewiele, więc nie udawajmy, ze cos się zmieniło w tym temacie. I o ile dla 6-7 latków ok, to już dla 3-4 latków nie wyobrażam sobie takiej organizacji. A mowa była o wtłoczeniu maluchów w takie realia z uwzględnieniem jedynie zmiany programu - przypominam.

    Poza tym dzieci również ni
    > e były pozostawiane bez nadzoru i nie biegały po przedszkolu samopas.
    jakby nie miały ubikacji przy sali, to by musiały. Nie ma nikogo na etacie,kto by z nimi latał do oddalonych od sal łazienek.
  • bluestarfish 15.02.12, 00:08
    No pewnie, że się takich szkół (z łazienkami przy każdej sali) zazwyczaj nie buduje, bo po co?? Twierdziłaś, że takich szkół w ogóle nie ma, to podałam ci przykład, że jednak bywają (agni71 pisała o innej, podwarszawskiej szkole, pewnie jeszcze inne też by się znalazły, ale nie w tym rzecz). Niemniej uważam, że łazienki przy każdej sali w szkole to kuriozum a nie jakiś standard do jakiego powinniśmy dążyć. Pisałam, że w szkole mojej młodej są po 2 łazienki (chłopcy/dzieczynki) na piętrze i OK, po co więcej dla 6 klas na piętrze??

    Info o SP2 czytałam uważnie, inaczej jedynie interpretujemy to, o czym czytamy: w Łodzi szkoła licząca 300 uczniów to szkoła wielkościowo jak najbardziej średnia, tyle mniej więcej uczniów liczy też szkoła mojej młodej i kilka innych szkół w okolicy. "Typowe szkoły miejskie to molochy i rzadko schodzą poniżej 600-800 uczniów" - a skąd Ty taką wiedzę czerpiesz, jeśli się mogę zapytać? Czyżby od państwa Elbanowskich może? smile

    OK, "mówmy o realiach". Z ciekawości przyjrzałam się bliżej naszym łódzkim szkołom tutaj:
    szkolypowiatmlodz.szkolnictwa.pl/p,16
    Po odrzuceniu wszelakich szkół specjalnych (dla niedowidzących, niedosłyszących, przyszpitalnych, przy ośrodkach wychowawczych i innych tego typu finansowanych przez samorząd, które z natury rzeczy są małe) doliczyłam się 85 normalnych, samorządowych szkół podstawowych w mieście Łodzi, z czego: 4 szkoły poniżej 100 uczniów, 7 z liczbą 100-200 uczniów, 23 z 200-300, 22 z 300-400, 20 z 400-500, 7 z 500-600, 1 z 600-700 (629) i 1 z 700-800 (766). Czyli, według Ciebie, mamy w Łodzi jedynie DWIE miejskie szkoły TYPOWE. Na 85. No faktycznie.

    Nie chce mi się na zalinkowanej stronie sprawdzać innych dużych miast, ale nie przypuszczam, żeby Łódź na ich tle była jakimś ewenementem. To raczej Twoja szkoła takim ewenementem jest - SP2 w Mińsku Mazowieckim, prawda? Jakiś rok temu w długaśnym wątku na tym forum o tym czytałam. Ale przecież w Mińsku są również szkoły znacznie od Twojej mniejsze: SP1 418 uczniów, SP6 434, SP5 653.
    szkolyminskmazowiecki.szkolnictwa.pl/p,1
    A jeśli jest potrzeba większej ilości szkół, dlaczego nie walczycie o nie z waszym samorządem??

    Jak widzisz, w 2 największych łódzkich szkołach-molochach jest odpowiednio 629 (SP34) i 766 (SP162) uczniów. Daleeeko do 1000 uczniów. Ja takich wielkich szkół nie znam, choć nie twierdzę, że takich nie ma - po prostu nie wiem, jak je znaleźć. Byłabym Ci więc wdzięczna za linki do stron szkół z ponad 1000 uczniów, chętnie poczytam, jak takie szkoły wyglądają. Nie musi być aż 20, wystarczy 10 takich szkół.

    O przedszkolu młodej już mi się nie chce pisać, ale skoro była jedna dla trzech sal, no to nie była "przy sali", ale jakie to ma znaczenie.
  • bluestarfish 15.02.12, 00:18
    Errata do ostaatniego akapitu:

    > O przedszkolu młodej już mi się nie chce pisać, ale skoro była jedna ŁAZIENKA dla trzech
    > sal, no to nie była "przy sali", ale jakie to ma znaczenie.
  • afrikana 15.02.12, 01:03
    Niemniej uważam, że łaz
    > ienki przy każdej sali w szkole to kuriozum a nie jakiś standard do jakiego pow
    > inniśmy dążyć. Pisałam, że w szkole mojej młodej są po 2 łazienki (chłopcy/dzie
    > czynki) na piętrze i OK, po co więcej dla 6 klas na piętrze??
    Wróć do początku rozmowy moja drogasmile Tam była mowa o tym, że WYSTARCZY dostosowac program dla 3-4latków i już mogą siedzieć w szkolebig_grin Tam nie było mowy o łazienkach dla klas 1-6!!! Mogłabyś nie przekręcać rozmowy i nie wkładać mi nieswoich słów w usta ?
    NIGDZIE nie pisałam o toaletach dla szkolniaków!
    (tak to jest jak ktoś się wcina w połowie w rozmowę i nie bardzo wie o czym dyskutuje).

    Ale przecież w Mińsku są również
    > szkoły znacznie od Twojej mniejsze

    ale nie zwróciłaś np. uwagi na to, że są również przepełnione i tak samo zmianowe albo np. połączone z gimnazjum ? Ale ja ci tego tłumaczyć nie będę...

    > A jeśli jest potrzeba większej ilości szkół, dlaczego nie walczycie o nie z was
    > zym samorządem??

    Skąd wiesz ? I dlaczego nie czytasz uważnie wątku ?
    Rozmowa z kimś kto nie czyta i przekręca fakty jest dla mnie bezprzedmiotowa, więc ją kończę, bo szkoda mojego czasu.

    > O przedszkolu młodej już mi się nie chce pisać, ale skoro była jedna dla trzech
    > sal, no to nie była "przy sali", ale jakie to ma znaczenie.
    I na koniec. Nikt nie pisał, że łazienki MUSZĄ być osobne dla każdej grupy. Mowa była jedynie o tym, ze dla tak małych dzieci łazienka MUSI być przy sali, bo same chodzić nie mogą! Sorki, dla mnie 5 m to łazienka przy sali. Chyba wiadomo, że musi być za ścianą a nie w samej sali. A to, że korzystaja z niej jeszcze dwie sąsiadujące, nie ma znaczenia - chyba, że dla ciebie. (a przypomnę, że pisałyśmy o maluchach przedszkolnych, które to niby mogłyby spokojnie ruszyć w szkolne mury, a tam łazienek przy salach nie ma. Ach sorki - w jednej w naszym kraju jestbig_grin))
    I chociażby po tym przykładzie widać, że ta rozmowa nie ma sensu, bo lubisz sobie troszeczkę "ubarwić i podkręcić" temat.
  • agni71 15.02.12, 09:03
    (a przypomnę, że pis
    > ałyśmy o maluchach przedszkolnych, które to niby mogłyby spokojnie ruszyć w szk
    > olne mury, a tam łazienek przy salach nie ma. Ach sorki - w jednej w naszym kra
    > ju jestbig_grin))

    A ty nie przekręcasz? W mojej szkole tez są, więc to juz dwie wink
  • afrikana 16.02.12, 01:14
    ojjoj no więc co tu porównywać....
    do molocha i na zmiany też bys chętnie rok wcześniej wysłała ?


  • mama_amelii 16.02.12, 08:38
    Ja do molocha z kiepskimi warunkami,do tego,żeby moja dziecko musiało siedzieć w świetlicy kilka godz nie wysłałabym.
    Wysyłam bo mam fajną państwową szkołę(poza rejonem),siedzę w domu z młodszym dzieckiem,więc po 4 godz moje dziecko będzie zabierane ze szkoły.Będzie miało czas na odrobienie lekcji i zabawę.
    Każda z nas wie jakie ma warunki i co najlepsze dla jej dziecka.
    Jedyny minus to to,ze za rok i tak dziecko pójdzie tam gdzie musi i nie będzie wyboru,aczkolwiek rok może jeszcze pobyć w fajnych warunkach,w fajnym przedszkolu,z 3 posiłkami i zabawą.
    tu nie chodzi o to,żeby kogoś osądzać za podjętą decyzję,bo ta decyzja musi być przemyślana.Nikt nie chce skrzywdzić własnego dziecka.
    --
    Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia,
    nie obleka tego faktu w słowa.
  • afrikana 17.02.12, 00:40
    > tu nie chodzi o to,żeby kogoś osądzać za podjętą decyzję,bo ta decyzja musi być
    > przemyślana.Nikt nie chce skrzywdzić własnego dziecka.

    no i własnie o to chodzismile
    ten, kto ma świetne przedszkole, a kiepską szkołę - nie zdecyduje się tak łatwo.
    ten, kto miał niezbyt fajne przedszkole, ale za to fają szkołę, zdecyduje sie najszybciej - to oczywistesmile Nie wierzę, ze te wszystkie mamy wysłałyby swoje dzieci wcześniej, gdyby miały zamienić lepsze warunki na gorsze. To by było moim z zdaniem dziwne.
  • mama_amelii 16.02.12, 08:32
    W naszej szkole łazienki są na przeciwko sali i jest pani,która w razie czego pomoże i czuwa w razie niebezpieczeństwa(szkoła opaństwowa)-nie wiem jak ją nazwać,pani sprzątaczka,bo w między czasie sprząta.
    --
    Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia,
    nie obleka tego faktu w słowa.
  • bluestarfish 15.02.12, 11:56
    Wiesz co, africana, ja też nie mam już ochoty z Tobą dalej dyskutować, bo się zacietrzewiasz i odnosisz tylko do tego, do czego Ci wygodnie.

    Pisząc o nieszczęsnych toaletach w szkołach odnosiłam się do TWOJEGO zdania w TWOIM poście: "W przedszkolach łazienki są przy salach - ja osobiście nie spotkałam się z taką szkołą." Nie odnosiłam się do kwestii wysyłania 3-4 latków do szkół, podniesionej osiem postów wyżej przez jakw, bo to dla mnie absurd, a z absurdami nie polemizuję. Uważam, że miejsce 3-6 latków jest w przedszkolu, 6-latków i starszych w szkole. Tyle. Jeśli chciałabym odnosić się do 3-4 latków w szkołach, odpowiedziałabym na post jakw. Gdzie Ci wkładałam w usta nie Twoje słowa?

    Nie robię dochodzenia i nie sprawdzam, czy pozostałe mińskie szkoły są również przepełnione, zmianowe czy też połączone z gimnazjum, stwierdziłam jedynie fakt, że nawet na ich tle Twoja olbrzymia szkoła jest ewenementem.

    Odpowiadając na Twój konkretny post nie mam obowiązku znać Twojego innego postu, niżej w tym samym wątku, napisanego kilkanaście godzin wcześniej. Odniosłam się do niego tam, gdzie on jest.

    Nie, NIE PISAŁYŚMY "o maluchach przedszkolnych, które to niby mogłyby spokojnie ruszyć w szkolne mury". To TY polemizowałaś z tą kwestią, ja jedynie odniosłam się do Twojego zdania, które zacytowałam powyżej.

    Jakoś umknęła Ci główna część mojego poprzedniego postu, odnosząca się do Twojego twierdzenia, że "typowe szkoły miejskie to molochy i rzadko schodzą poniżej 600-800 uczniów". Dalej nie wiem, skąd czerpiesz Taką wiedzę, pokazałam Ci jedynie, że nijak się ona ma do sytuacji w szkolnictwie łódzkim. Przykładając Twoje kryteria, mamy w Łodzi jedynie DWIE miejskie szkoły TYPOWE, czyli przekraczające liczbę 600 uczniów. Na 85 samorządowych szkół podstawowych (pomijając dalsze kilkanaście samorządowych podstawowych szkół specjalnych, z natury małych). Ciekawa informacja, prawda? A Ty się do niej w ogóle nie odniosłaś, bo nie pasuje do Twojej wizji polskiego szkolnictwa. Że o podaniu 20, czy choćby 10 przykładów szkół o liczbie powyżej 1000 uczniów nie wspomnę, choć miałaś rzucac nimi jak z rękawa.

    W świetle powyższego, pozwól, że zakończę moją odpowiedź dwoma cytatami z Twojego ostatniego postu (choć sama preferuję inny styl dyskusji):
    "I chociażby po tym przykładzie widać, że ta rozmowa nie ma sensu, bo lubisz sobie troszeczkę "ubarwić i podkręcić" temat."
    "Rozmowa z kimś kto nie czyta i przekręca fakty jest dla mnie bezprzedmiotowa, więc ją kończę, bo szkoda mojego czasu. "




  • mama303 15.02.12, 20:17
    afrikana napisała:

    > Wróć do początku rozmowy moja drogasmile Tam była mowa o tym, że WYSTARCZY dostoso
    > wac program dla 3-4latków i już mogą siedzieć w szkolebig_grin

    Zupełne niezrozumienie. Chodziło mi o to że przywiązujesz nadmierną wagę do nazwy placówki oświatowej. A przeciez mozna by nasze przeszkole nazwać szkołą, tam tez sie dzieci uczą prawda?
  • afrikana 16.02.12, 00:09
    > Zupełne niezrozumienie. Chodziło mi o to że przywiązujesz nadmierną wagę do naz
    > wy placówki oświatowej
    .
    ???
    Bardzo cię poproszę abyś mi wskazała fragment, w którym to poruszam temat nazewnictwa i wyjasniła mi w jaki to ja sposób przywiązuje do niego jakąkolwiek uwagę. Nie wydaje mi się abym analizowała nazewnictwo. Mi się wydawało, że cały czas rozmawiam o różnicach organizayjnych, które jak sama przyznałas są olbrzymie, a nie o nazwie. Szkoła od przedszkola się znacznie różni i nie wystarczy dostosowac program i gotowe. Złobka szkołą też nie nazywamy, bo po to są oddzielne nazwy by te placówki rozróżniać. To nie jest wszystko to samo. I własnie dlatego każda z tych placówek ma swoją nazwę, że kazda działa inaczej, różni się organizacją i infrastrukturą. Zupełnie nie wiem o co ci chodzi z tym temacie. Chyba wiadomo, że tak samo jak roczniaka nie wpuścimy do zwykłego, standardowego przedszkola, tak samo 3-4 latka nie wpuścimy do zwykłej, standardowej szkoły. Ja ci mogę pokazać fragment, w którym piszesz, że to TYLKO kwestia dostosowania programu i nazewnictwa. A ja się nie zgadzam - to organizacja placówki i dostosowanie do potrzeb są kluczowe. Jak nasze szkoły będą wyglądać tak jak na zachodzie, będzie można je nazywać przedszkolamismile Jak narazie jest przepaść organizacyjna i sama chyba to wyżej potwierdzałaś.
  • mama303 16.02.12, 18:14
    afrikana napisała:

    > Bardzo cię poproszę abyś mi wskazała fragment, w którym to poruszam temat nazew
    > nictwa i wyjasniła mi w jaki to ja sposób przywiązuje do niego jakąkolwiek uwag
    > ę. Nie wydaje mi się abym analizowała nazewnictwo. Mi się wydawało, że cały cza
    > s rozmawiam o różnicach organizayjnych, które jak sama przyznałas są olbrzymie,
    > a nie o nazwie. Szkoła od przedszkola się znacznie różni i nie wystarczy dosto
    > sowac program i gotowe.

    Organizacyjnie to się moga róznić między sobą także dwie szkoły i dwa przedszkola. Chodziło mi o to że nie jest ważne czy dana placówka nazywa sie przedszkole czy szkoła. Ważna jest organizacja placówki niezaleznie od tego czy nazywa się przedszkole czy szkoła. Do źle zorganizowanej placówki nie wysyła sie poprostu dziecka i już! Już jasniej nie mogę tongue_out
  • afrikana 17.02.12, 00:54
    Chodziło mi o to że nie jest ważne czy dana placówka nazywa sie przedszkole
    > czy szkoła

    No dobrze, to ja też zapytam najjaśniej jak się tylko da:

    a gdzie ja pisałam cokolwiek o tym, że nazwa jest ważna ? Nie przypominam sobie, więc kompletnie nie wiem co ty mi tam próbujesz tłumaczyćbig_grin

    "Ważna jest organizacja placówki"

    no toż ja cały czas własnie o tym prawię. Do czego próbujesz mnie przekonać ?smile

    Dlatego też, ze względu na taką a nie inną organizację większości szkół, dla 3-4 latków nie wystarczy dostosowanie programu czy zmiana nazwy. Potrzeba dostosowania całej organizacji i infrastruktury. A jak to nazwą, jakie to ma znaczenie ?
  • mama303 17.02.12, 20:04
    afrikana napisała:

    > a gdzie ja pisałam cokolwiek o tym, że nazwa jest ważna ? Nie przypominam sobie
    > , więc kompletnie nie wiem co ty mi tam próbujesz tłumaczyćbig_grin

    Cały czas upraszczasz: szkoła to samo zło, przedszkole - samo dobro; Szkoła jest źle zorganizowana, przedszkole dobrze, w przedszkolu dzieciom jest dobrze, w szkole - źle, w przedszkolu sześciolatek ma super, w szkole zginie itd. Tymczasem nie można generalizować: są beznadziejne szkoły /tak jak Twoja/, sa bardzo dobre szkoły i są szkoły przeciętne. Podobnie jest z przedszkolami.

  • afrikana 18.02.12, 00:12
    No i do tej pory nie zauważyłaś, ze ja właśnie cały czas pisze o swojej szkole ? czy ja piszę, ze twoja też jest napewno do bani ? Czy ty nie możesz zrozumieć, ze właśnie dlatego, ze są tak olbrzymie różnice, wręcz przepasci pomiędzy placówkami, to rodzice powinni mieć wybór ? I czy ty gdybyś nie miała do wyboru świetnej szkoły, ale za to miałabyś świetne przedszkole, pchałabyś dziecko mimo wszystko i za wszelką cenę wcześniej do szkoły ??? Czy ja zabraniam rodzicom, którzy mają do wyboru dobre szkoły posyłać swoje dzieci wcześniej jeśli tylko są gotowe ? Za to cały czas rodzicom, którzy mają utrudniony wybór ze względu na warunki czy inne czynniki odbiera się to prawo, wyśmiewa z nich, zarzuca złą wolę i chęć rozpieszczania, maminsynkowania. Krzyczycie, że dziecko musi się szybko usamodzielniać, tylko nie bierzecie pod uwagę, że w waszej szkole ma ono cieplarniane warunki a w drugiej walkę o ogień, więc porówbywanie stopnia samodzielności w jednej szkole i w drugiej, to nieporozumienie. Jak samemu ma się wygodnie, trudno zrozumieć drugą stronę, a najłatwiej mówić, pouczać, wyśmiać. Dla was wszystko jesttakie proste, bo macie podane na tacy. A inni niech się martwią. Czy ja piszę komuś kto posłał dziecko wcześniej, ze źle postąpił ? NIE.
    Dlaczego więc rodzicom, którzy z różnych powodów się nie decydują, wytykacie upupianie, trzymanie pod kiecką, opóźnianie i ogólnie straszną krzywdę jaką robią swoim dzieciom ? Dlaczego nie przyjmujecie do wiadomości, że każdy próbuje wybrać to co najlepsze dla swojego dziecka w jego sytuacji ?

  • mama303 18.02.12, 08:35
    Ależ nie, Ty poprzez swoją baaardzo kiepską szkołę problem uogólniasz. Chcesz dawac rodzicom wybór....co Ci to da tak naprawdę? Wysyłaj swoje dziecko później tylko czy to rozwiąże Twój problem? Dalej Twoja szkoła będzie kiepska, dalej rodzice szesciolatków będa mieć straszny dylemat i zamiast kierowac sie naprawde poważnymi powodami zostawiania dzieci gotowych do nauki w przedszkolach, beda sie kierować innymi powodami: wygodą, swoim własnym strachem, właśnie kiepską organizacyjnie pobliskiej szkoły.
    Ja uważam że wszystkie dzieci powinny rozpoczynać edukację jednakowo a odraczane powinny być tylko te dzieci które mają poważne powody jesli chodzi o rozwój a nie o kiepską organizacje szkoły.

    Ja nie mam szkoły cieplarnianej, normalna publiczna rejonówka, która podejmuje próby radzenia sobie z dużą iloscią dzieci, z sześciolatkami w I klasie. Róznie to wychodzi, są plusy i minusy ale im szybciej przyjdzie do I klasy cały rocznik sześciolatków tym szybciej wymusi sie zmiany w organizacji szkoły. Im szybciej ruszy ta reforma tym szybciej wszystko sie unormuje! A z bardzo złej szkoły poprostu sie ucieka niezaleznie czy chodzi tam sześciolatek czy dziesieciolatek!
  • afrikana 14.02.12, 00:40
    > Ale rozumiem, że nie wszędzie jest tak różowo. Tu jednak jest pole do popisu dl
    > a mieszkańców - trzeba władze naciskać, nękać, może da się cos poprawić?

    dzisiaj mieliśmy sesję RM i miało być głosowanie na utworzeniem w moim mieście nowej szkoły podstawowej przy gimnazjum. Ale nawet jak powstanie, tak różowo i tak nie będzie... trzeba byłoby nową szkołę budować, a miasta nie staćuncertain
  • bluestarfish 15.02.12, 00:20
    A adaptować na szkołę jakiegoś innego budynku nie dało by się?
  • afrikana 15.02.12, 01:06
    O proszę...doczytałaśbig_grin tylko, że to wczorajszy postsmile
    proponują wcisnięcie podstawówki do gimnazjum. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Narazie są problemy organizacyjne, takie jak chociażby parking, szatnie itp...
  • przeciwcialo 15.02.12, 08:58
    Podstawówka i gimnazjum w jednym budynku to zadna nowość. W okolicy mam 3 takie zespoły i swietnie funkcjonują.
  • afrikana 16.02.12, 00:12
    > Podstawówka i gimnazjum w jednym budynku to zadna nowość. W okolicy mam 3 takie
    > zespoły i swietnie funkcjonują

    No i ? A czy ja gdzieś napisałam, ze to nowość ? A moze napisałam gdzieś, że źle funkcjonują ? Problemy z czytaniem czy zwykła zaczepka ?
  • przeciwcialo 16.02.12, 09:00
    Ty nerwowo reagujesz na każda informacje niezgodną z twoja linią dyskusji. To bez sensu.
    Czegokolwiek nie zrobiliby w twoim mieście tobie i tak źle.
    Dziekuje za uwagę. I bez odbioru.
  • afrikana 17.02.12, 00:43
    tak,tak świętoszku. Tylko ciekawe co chciałaś mi przekazać swoją informacją, ze to żadna nowość. Tym bardziej, że wcale tak nie pisałam, więc nie wiadomo do czego się odniosłaś i co miało to wnieść do dyskusji.To pewnie miała być miła pogawędka hehebig_grin

    no, nie nowość. No i ?
  • mama303 13.02.12, 20:19
    afrikana napisała:

    > I co to znaczy przedszkola przy szkołach ? Osobno, czy w tym samym budyn
    > ku ? Masz namiary na stronę internetową takiej szkoły z przedszkolem ? Serio, j
    > estem ciekawa jak to wygląda, bo cięzko mi to sobie wyobrazić... I nie sądzę, z
    > e wiąże się to tylko i wyłącznie z dostosowaniem programu.

    Chodzi mi bardziej o samo nazewnictwo. We Francji szkołą nazywają odpowiedniki naszych przedszkoli a u nas na słowo "szkoła" niektórzy dostaja gorączki....
  • afrikana 14.02.12, 00:37
    > Chodzi mi bardziej o samo nazewnictwo. We Francji szkołą nazywają odpowiedniki
    > naszych przedszkoli a u nas na słowo "szkoła" niektórzy dostaja gorączki....

    no nic dziwnego, że słowo szkoła we Francji oznacza co innego niż w Polsce. Po prostu szkoła w każdym z tych krajów wygląda inaczej. Po co to porównywać, skoro własnie poza nazwą wspólnego nic nie mają ? Przynajmniej większość...
  • makurokurosek 10.02.12, 18:49
    > Ale opóźniać co? Bulenie kasy do Zakładu Utylizacji Szmalu?

    Dla mnie argument o ZUSie , wcześniej rozpoczetej pracy jest zwyczajnie głupi. Po pierwsze nie wiesz na jakim etapie i kiedy twoje dziecko zakończy edukację, możesz planować że będzie uczyło się do 25 roku podczas gdy ono już w wieku 15 lat edukację będzie miało w całkowitym poważaniu.
    Po drugie nie wiesz jaką drogę zawodową wybierze twoje dziecko. Ja od kilku lat prowadzę działalność, tak wiec zarówno ZUS jak i podatki płacę raczej niewielkie w porównaniu do np osoby na kierowniczym stanowisku i szczerze nijak te dwie składki mają się do moich faktycznych dochodów ( nie mówię tu o przekrętach, tylko o tym że dla skarbówki to co dla przeciętnego zjadacza chleba jest dochodem, w chwili gdy zakupi to firma jest jej kosztem a więc i w pewien sposób strata ) .

    "Początek samodzielności? Mam rozumi
    > eć, że przed pójściem do szkoły twoje dziecko nie było samo w toalecie, samo ni
    > e założyło sobie butów i samo nie jadło?"

    Raczej, że jego samodzielność przestaje sprowadzać się do tej toalety i jedzenia.


  • jakw 10.02.12, 21:49
    makurokurosek napisała:
    >
    > Dla mnie argument o ZUSie , wcześniej rozpoczetej pracy jest zwyczajnie głupi.
    Dlaczego? Przecież tego argumentu użył Boni kilka lat temu zachwalając reformę edukacji?

    > Po pierwsze nie wiesz na jakim etapie i kiedy twoje dziecko zakończy edukację,
    > możesz planować że będzie uczyło się do 25 roku podczas gdy ono już w wieku 15
    > lat edukację będzie miało w całkowitym poważaniu.
    Niestety, istnieje obowiązek edukacji do 18-tki.

    > Po drugie nie wiesz jaką drogę zawodową wybierze twoje dziecko.
    Tak czy siak jeśli jakąś drogę zawodową będzie miało to jakiś ZUS płacić będzie. A to czy będzie na własnej działalności, kontrakcie czy etacie to nawet nie ma związku z wykształceniem.

    > Raczej, że jego samodzielność przestaje sprowadzać się do tej toalety i jedzenia.
    Tak czy siak kartę rowerową może zdobyć ukończywszy lat 10, prawo jazy kategorii B mając lat 18 - tak samo jak czynne prawo wyborcze. Za to rok wcześniej będzie musiała podejmować decyzje co do swojej drogi zawodowej.
    >


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • afrikana 13.02.12, 00:53
    Za to rok wcześniej bę
    > dzie musiała podejmować decyzje co do swojej drogi zawodowej.

    tak. To jest moim zdaniem kolejny minus...
  • afrikana 12.02.12, 15:56
    > A po co opóźniać?

    ale dlaczego nazywasz to opóźnianiem ? W naszych czasach wszyscy z nielicznymi wyjątkami szlismy w wielu 7 lat do szkoły i ja w związku z tym nie czuję się opóźniona, a Ty ?
    Ile miałas lat jak zakonczyłaś edukację i jak poszłaś do pracy - jeśli to nie tajemnica ?
  • mama303 12.02.12, 17:28
    mi mama nie opózniała o rok edukacji, chociaż mogła bo jestem z końca roku.
  • slonko1335 12.02.12, 19:37
    afrikana napisała:

    > > A po co opóźniać?
    >
    > ale dlaczego nazywasz to opóźnianiem ?

    jeżeli program pierwszej klasy jest dostosowany dla sześciolatka to jak najbardziej opóźnia się rozpoczęcie edukacji wysyłając do szkoły dopiero siedmiolatka aby tenże program przerabiał. My szliśmy do szkoły w wieku siedmiu lat i dla takiego wieku był program, Ci co poszli jako ośmiolatki poszli z opóźnieniem, przecież to całkowicie logiczne.
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • afrikana 13.02.12, 01:08
    > jeżeli program pierwszej klasy jest dostosowany dla sześciolatka to jak najbard
    > ziej opóźnia się rozpoczęcie edukacji wysyłając do szkoły dopiero siedmiolatka
    > aby tenże program przerabiał.

    za naszych czasów WSZYSTKIE dzieci z CAŁEGO KRAJU przerabiały taki sam materiał i uczyły się z takich samych książek. Teraz tak nie jest i nie oszukujmy się, same piszecie, ze stopień ich trudności jest INNY i RÓŻNY. I nie przez przypadek są one w miarę możliwości dobierane odpowiednio do wieku. W szkole, do której pójdzie moja córka, 7-latki realizują inne podręczniki niż dzieci młodsze. Dzieci starsze, przerabiają te trudniejsze i idące szybszym tempem. Niedawno był o tym wątek, więc nie sciemniajście, ze nie widzicie róznicy w tym temaciewink

    My szliśmy do szkoły w wieku siedmiu lat i dla
    > takiego wieku był program, Ci co poszli jako ośmiolatki poszli z opóźnieniem, p
    > rzecież to całkowicie logiczne.
    Z opóźnieniem w stosunku do rówieśników - tak. Tylko, że teraz jest inna sytuacja i większość rówiesników idzie z "opóźnieniem", więc żadne to opóźnieniebig_grin Są całe klasy 7 latków, więc opóźnieni z pewnością się nie czują, tym bardziej, ze finalnie będą mieć zrealizowany ten sam materiał, a ścieżkę edukacyjna o rok dłuższą, co na złe im nie wyjdziewink
  • mama303 13.02.12, 07:23
    afrikana napisała:

    > Teraz tak nie jest i nie oszukujmy się,
    > same piszecie, ze stopień ich trudności jest INNY i RÓŻNY. I nie przez przypade
    > k są one w miarę możliwości dobierane odpowiednio do wieku. W szkole, do której
    > pójdzie moja córka, 7-latki realizują inne podręczniki niż dzieci młodsze. Dzi
    > eci starsze, przerabiają te trudniejsze i idące szybszym tempem. Niedawno był o
    > tym wątek, więc nie sciemniajście, ze nie widzicie róznicy w tym temaciewink

    Zgadza się: jest niezłe zamieszanie wynikajace także z tego że trwa cały czas okres przejsciowy i mieszają sie roczniki!
    Im szybciej trafia do I klas sześciolatki tym szybciej będzie to w miare ujednolicone.
  • slonko1335 13.02.12, 08:24
    Teraz tak nie jest i nie oszukujmy się,
    > same piszecie, ze stopień ich trudności jest INNY i RÓŻNY.

    jednakże każdy z nich jest dostosowany do programu dla sześciolatków i z tymi trudniejszymi też sześciolatki sobie radzą, problem jest bardziej w nauczycielach moim zdaniem...

    Dzi
    > eci starsze, przerabiają te trudniejsze i idące szybszym tempem.
    Moim zdaniem po prostu idą szybszym tempem nauczyciele i wcale mnie to nie dziwi bo skoro sześciolatek kibluje w zerówce to chyba coś te panie muszą z nim tam robić ten drugi rok i z reguły jest to program pierwszej klasy, przynajmniej częściowo realizowany a potem nauczyciel idzie szybszym tempem żeby te siedmiolatki się nie zanudziły z tymi podręcznikami dla sześciolatków i powtarzaniem po raz trzeci (ewentualnie drugi) tego samego....widzę jak jest u nas i dokładnie tak samo jest u Was, dzieci uczą się literek cyferek, liczyć, czytać już w pięciolatkach, te które nie pójdą do szkoły i zostaną w zerówce będą to dalej robić wiec trudno żeby nagle jako siedmiolatki przerabiały to samo po raz kolejny w tempie przedszkolnym.


    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • afrikana 13.02.12, 14:08
    No więc ja straty dla mojego dziecka nie widzę.W przyszłym roku będzie miała trudniejszy podręcznik, w kolejnym w 1kl jeszcze trudniejszy, więc na nudę się nie zapowiada. A finalnie będzie miała zrealizowany ten sam program co dzieci idące rok wcześniej.

    A ty puszczasz swoją córkę od września ? Co cie przekonuje do tej decyzji ? Jakie widzisz plusy ?
  • slonko1335 14.02.12, 10:01
    Nie wiem czy puszczam córkę do pierwszej klasy od września, choć tak chciałabym.
    Co mnie przekonuje? głównie opinia nauczycielek i opinia poradni po badaniu gotowości szkolnej.
    Moje dziecko spełnia to co wytłuściłaś w innym poście, jest zainteresowane nauką i ma ogromną chęć aby ją podjąć a przy tym jest bardzo zdolna i wykracza znacznie poziomem poza poziom swoich rówieśników na co mi zwracano już wielokrotnie uwagę wcześniej. Pedagog z poradni orzekła że w "starym systemie" dzieci z takimi umiejętnościami i taką wiedzą szły z opinią do szkoły rok wcześniej a teraz poziom w pierwszej klasie jest niższy, ona taką opinię w starym systemie bez problemu by dostała. Żeby nie było tak różowo i pięknie problemem jest rozwój fizyczny, Alka jest mała, drobna, wielkości przeciętnego czterolatka, ma choroby przewlekłe. Poza tym jest bardzo wrażliwa, dość nieśmiała i nie lubi zmian. Z tego też względu jeżeli nie zdążymy się przeprowadzić w nowe miejsce do września zostanie w przedszkolu bo nie będę jej do innej szkoły potem przepisywać. Zdecydowanie odradzono mi większość szkół-molochów w okolicy.
    No i nie wiem jak wyglądają szkoły w naszej przyszłej okolicy bo nie wiem gdzie będziemy mieszkać.
    Jeżeli natomiast zdecyduje się na ogólnokształcącą szkołę muzyczną, pójdzie na egzamin(w co akurat wątpię) i się dostanie zdecydowanie pójdzie do zerówki muzycznej w tej szkole.
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • mama_amelii 14.02.12, 11:23
    slonko1335 napisała:
    Żeby nie było tak różowo i pięknie problemem jest rozwój fi
    > zyczny, Alka jest mała, drobna, wielkości przeciętnego czterolatka, ma choroby
    > przewlekłe. Poza tym jest bardzo wrażliwa, dość nieśmiała i nie lubi zmian.

    No to jest dość poważny argument niestety.Twoja córka może zginąć wśród rosłych 7 latków.
    Moja córka od zawsze jest w 75-90 centylu.Wygląda jak rok starsze dziecko(nie widać różnicy między nią,a jej 2 starszymi o rok koleżankami)i to jest jej atut w tym wypadku.Do tego jest wszędobylska,lubi rządzić i nie da sobie w kasze dmuchać.Nieśmiała nigdy nie była,a wręcz walczymy trochę z jej śmiałościąsmileNo i w ogóle nie choruje.Wszędzie się dobrze czuje,w każdym klubie,na każdych zajęciach dodatkowych.W minutę znajduje nowe kolezanki,koledzy z przedszkola bardzo ją lubią,całują na dowidzenia,zapraszają na urodziny jako jedyną dziewczynkę z grupy.
    Niestety dla Twojej córki ten rok może niewiele zmienić.
    --
    Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia,
    nie obleka tego faktu w słowa.
  • slonko1335 14.02.12, 13:14
    No to jest dość poważny argument niestety.Twoja córka może zginąć wśród rosłych
    > 7 latków.
    owszem nawet bardzo poważny, ja sobie zdaję z tego sprawę całkowicie. Wiem jakie szkoły w naszej okolicy gwarantują małe klasy, oddzielne dla sześciolatków(bo uważam, że to ważne w tej sytuacji) i w których do ucznia jest indywidualne podejście a które mam omijać szerokim łukiem. Nie wiem niestety jak to będzie wyglądało tam gdzie będziemy mieszkać dlatego jesteśmy w zawieszeniu. Alka w znanym sobie środowisku czuje się jak ryba w wodzie, w przedszkolu, na zajęciach na które chodzi ma mnóstwo koleżanek, jest bardzo lubiana, na urodziny lata co najmniej raz w tygodniu ale nieoczekiwane sytuacje, zmiany, niewiadoma, nowi ludzie ją bardzo onieśmielają, stresują, no i zdecydowanie nie jest przebojowa. I to przez rok się raczej nie zmieni bo trudno jest zmienić charakter-no będzie większa i nie będzie jedną z młodszych za rok.
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • afrikana 14.02.12, 14:18
    >I to przez rok się raczej nie zmieni bo trudno jest zmienić charakter-
    no raczej nie, więc to nie argument.

    no będzie wię
    > ksza i nie będzie jedną z młodszych za rok.
    ale teraz nie ma u was klas dla 6-latków ?
    przecież za rok wszyscy będą więksi, czyli nadal pozostanie najmniejsza. I tez pójda zarówno dzieci w jej wieku jak i starsze i nadal będzie ginąć w tłumie. Skoro jest drobnej budowy ciała, nagle nie wyrośnie przez rok, a rówiesnicy i starsi nie zatrzymaja się w rozwoju fizycznym. A choroby przewlekłe tez nie znikną.
    Tak myslałam....była już tutaj taka jedna mama, która tak strasznie krzyczała za reformą, wielka zwolenniczka, a swoich nie posłała, bo miała własne argumentywink Czyli ze zwzględu na fakt, że twoja córka w przyszłym roku równiez będzie niższa od pozostałych, chcesz ją opóźnić, mimo że jest "gotowa". To dla mnie dopiero niezrozumiałe....

    ale na matki, które uważają, ze ich dzieci nie sa gotowe emocjonalnie i intelektualnie krzyczycie, ze głupoty opowiadają. A wystarczy być niższym i już jest wytłumaczenie. Syn mojej córki zawsze był dużo niższy i nadal, choc jest w 3 klasie jest najniższy i w przeciągu roku się to nie zmieni.
  • afrikana 14.02.12, 14:21
    >Syn mojej córki

    oczywiście syn mojej siostry hehehehsmile))))))))))))))))))))))))))))))
  • slonko1335 14.02.12, 14:33
    > ale teraz nie ma u was klas dla 6-latków ?

    nie wszędzie a już pisałam, nie wiem gdzie będę mieszkać i jak to wygląda w okolicy.

    >przecież za rok wszyscy będą więksi, czyli nadal pozostanie najmniejsza.
    niekoniecznie, za rok będą dzieci młodsze od niej, w tym roku nie będzie, to ona będzie jedną z młodszych i najmniejszych, ale nawet o sam fakt tego, że będzie najmniejsza nie chodzi ile o taki, że jej gabaryty są dość istotne odnośnie tornistra, stołówki, ławki, włącznika swiatła, i szkolnego korytarza pełnego biegających dzieci czy choćby sklepiku o którym pisałaś...nie wiem jakie warunki oferują szkoły w okolicach w których będziemy mieszkać, więc trudno mi teraz stwierdzić coś z całą stanowczością. Cały czas jestem za tym aby do pierwszej klasy poszła i mam nadzieje że tak będzie.

    Tak myslałam....była już tutaj taka jedna mama, która tak strasznie krzyczała z
    > a reformą, wielka zwolenniczka, a swoich nie posłała, bo miała własne argumenty
    > wink Czyli ze zwzględu na fakt, że twoja córka w przyszłym roku równiez będzie n
    > iższa od pozostałych, chcesz ją opóźnić, mimo że jest "gotowa". To dla mnie dop
    > iero niezrozumiałe....
    masz rację nie jest zrozumiałe, bo w ogóle nie czytasz tego co piszę(albo nie rozumiesz co piszę) tylko sobie coś tam wymyślasz sama, ja wcale jej nie chcę opóźnić.

    A wystarczy być niższym i już jest w
    > ytłumaczenie.
    zdaje mi się, że to Twoje wytłumaczenie...
    "A wiadomo - im starsze, tym mu łatwiej, chociazby fizycznie. Sklepik szkolny jest jeden i nadal rządzi reguła łokcia"



    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • afrikana 14.02.12, 23:20
    > zdaje mi się, że to Twoje wytłumaczenie...
    > [i]"A wiadomo - im starsze, tym mu łatwiej, chociazby fizycznie. Sklepik szkoln
    > y jest jeden i nadal rządzi reguła łokcia"
    TAK - zgadza się - to jest MOJE tłumaczenie, a ty zdaje się ze mną nie zgadzasz i to od dawnabig_grin No, chyba ze chcesz tutaj przyznać, ze jednak NIE WSZYSTKIE dzieci nadaja się pod różnymi względami do szkoły w wieku 6 latsmile Bo mogłabym ci przypomniec pare wątków, tylko przyznam szczerze, że mi się nie chce...ale wiem, ze ty w tym jesteś znakomita, to najwyżej sobie znajdzieszwink

    Przypomne tylko, ze od dawna twierdzę, że nie wszystkie szkoły sa gotowe na przyjęcie 6-latków (które przeważnie są drobniejsze od 7-latków - można sobie sprawdzić na siatce centylowejsmile)- no i proszę - okazuje się, że sama w końcu to przyznajesz:

    dość istotne odnośnie t
    > ornistra, stołówki, ławki, włącznika swiatła, i szkolnego korytarza pełnego bi
    > egających dzieci czy choćby sklepiku o którym pisałaś...nie wiem jakie warunki
    > oferują szkoły

    Od dawna twierdzę też, że nie wszystkie 6-latki z różnych względów jest gotowych na pójście do szkoły rok wczesniej. Wzrost to mały pikuś i moim zdaniem najmniej istotny czynnik spośród tych wszystkich. Jak ja pisałam, ze mam kiepskie warunki w szkołach to twierdzono, że to niemożliwe i ze z pewnością znajdę w okolicy taka wypasionąsmile Nawet mapy mojego miasta przeszukiwano - gdyby ci zależało, to w tak duzym mieście jak Szczecin znalazłabyś z pewnościąsmile U mnie są 3 podstawówki a proponowano mi dowożenie po 50 km hahabig_grin NIgdy tego nie zapomnę jakie sprytne wtedy byłyściesmile

    Oczywiście, jestem pewna, że nie wyślesz swojej córki wcześniej. Tylko po co to tak zachwalać i tyle krzyczeć, skoro potem dla swojego dziecka szuka się wymówek ? Pamiętaj, jak jej nie puścisz, to ją opóźniszbig_grin Nie boisz się, ze będzie mieć kiedyś pretensje, że jej zmarnowałaś rok ?
  • slonko1335 15.02.12, 10:48
    No, chyba ze chcesz tutaj przyznać, ze jednak NIE WSZY
    > STKIE dzieci nadaja się pod różnymi względami do szkoły w wieku 6 latsmile
    a skąd ty się urwałaś? oczywiście, że nie wszystkie dzieci nadają się do szkoły w wieku 6 lat, ba są dzieci które nie nadają sie w wieku 7,8,9 a nawet 15...i śmiało dawaj te wątki .

    Przypomne tylko, ze od dawna twierdzę, że nie wszystkie szkoły sa gotowe na prz
    > yjęcie 6-latków (które przeważnie są drobniejsze od 7-latków
    no ale co z tego, że są drobniejsze? mój syn jest drobniejszy od większości rówieśników, drobniejszy zaznaczam i co z tego? moja córka tylko drobniejsza nie jest - jest wielkości czterolatka-widzisz różnicę? mimo to nie robię paniki i jak jej gabaryty nie będą problematyczne w danym miejscu do szkoły pójdzie, a z tego co widzę większość szkół bierze jednak pod uwagę rozwiązania dobre i dla mniejszych dzieci.l W poradni zwrócono mi uwagę, żebym szerokim łukiem ominęła naszą szkołę rejonową bo nie nadaje się kompletnie dla dziecka jej wielkości-fakt sprawdziłyśmy ostatnio, nawet papieru toaletowego nie była by w stanie sobie wziąć jakby nie wisiał z rozwiniętym końcem ani zapalić światła w toalecie. Chodzimy do innych szkół na zajęcia i tam nie ma z problemu bo są inne rozwiązania zastosowane. Czy w naszej nowej okolicy nie będzie szkoły takiej jak nasza obecna rejonowa nie mam pojęcia i tak wtedy do takiej nie pójdzie.

    Od dawna twierdzę też, że nie wszystkie 6-latki z różnych względów jest gotowyc
    > h na pójście do szkoły rok wczesniej.
    oczywiście, że nie wszystkie, podobnie jak nie wszystkie siedmio i ośmiolatki o czym już pisałam....

    Jak ja pisałam, ze mam kiepskie wa
    > runki w szkołach to twierdzono, że to niemożliwe i ze z pewnością znajdę w okol
    > icy taka wypasionąsmile Nawet mapy mojego miasta przeszukiwano U mnie są 3 pod
    > stawówki a proponowano mi dowożenie po 50 km hahabig_grin NIgdy tego nie zapomnę jaki
    > e sprytne wtedy byłyściesmile
    ale ja ci proponowałam dowożenie 50 km? mapy sprawdzałam? czy coś ci się dziewczynko pokićkało?
    Owszem uważam, że większość szkól w moim mieście jest jakoś tam przygotowana pod te sześciolatki oczywiście część lepiej, część gorzej, i przy dostosowanym programie nie ma co panikować że zdrowy, przeciętnie inteligentny sześciolatek sobie nie poradzi....

    gdyby ci zależało
    > , to w tak duzym mieście jak Szczecin znalazłabyś z pewnością:
    oczywiście, że bym znalazła, ja gdzieś twierdzę, że znalezienie to jakiś problem?

    >Pamiętaj, jak jej nie puścisz, to ją opóźniszbig_grin
    ależ oczywiście, że ją opóźnię i skażę na klepanie przez trzy lata tego samego i uważam, że to byłoby najgorszym z możliwych rozwiązań....moje dziecko w przeciwieństwie do twojego jest gotowe do szkoły i chce do tej szkoły iść a ja chcę żeby do szkoły poszło w przeciwieństwie do ciebie....taka różnica.

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • afrikana 16.02.12, 00:59
    Wiesz co słonko ? PEACE, bo mi się juz naprawdę nie chce... Pewnie się niedługo gdzies spotkamy w kolejnym wątkubig_grin
    A i tak każda z nas zrobi co będzie uważać biorąc pod uwagę możliwości i dobro własnego dziecka.

    ps. Moje dziecko jest gotowe...to jego szkoła nie jest gotowa - ot tyle.
    I zobaczymy co każda z nas zrobi. Mam jakies takie przeczucie, że pomimo tego co piszesz, zrobisz to co jawink
  • slonko1335 16.02.12, 09:09
    oczywiście, że ci się nie chce bo mam rację potwierdziłaś to ostatnim zdaniem, skoro według ciebie szkoła nie jest gotowa na przyjecie twojej wybijającej sie ponad poziom, normalnych wzrostów sześciolatki to moja rejonowa może nie być gotowa na przyjęcie wielkością czterolatka.
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • przeciwcialo 16.02.12, 09:14
    Brawo!
  • afrikana 17.02.12, 00:47
    Ty masz rację, ja mam spokój...
    I możesz sobie myśleć co chcesz.
    W każdym bądź razie, o moim dziecku nie wiesz kompletnie nicsmile

    Ja o twoim wiem, ze jest super gotowe i bardzo chcesz ją posłać, ale raczej jej nie pośleszwink
  • slonko1335 17.02.12, 09:59
    >I możesz sobie myśleć co chcesz.
    ależ oczywiście, że mogę także bez twojego pozwolenia...

    W każdym bądź razie, o moim dziecku nie wiesz kompletnie nicsmile
    ale ja to ci chyba już kilkukrotnie sama pisałam cieszę się, że w końcu to do ciebie dotarło, wiem tylko tyle ile ty napiszesz, za to ty zdajesz się wiedzieć o moim wszystko...

    Wymyślasz jakieś bzdury o mapach, szkołach oddalonych o 50 kilometrów, o tym ,że zawsze twierdziłam że wsyztskie szkoły super przygotowane, jakieś dziwne rzeczy których rzekomo pisałam a jak pytam gdzie i w którym miejscu to nagle temat się urywa i jakoś nie potrafisz nic wskazać ale sławetne "Wy mówiłyście", "Wy uważałyście" już w kilku wątkach padło, prawda? a potem nagle się okazywało, że to tajemnicze Wy to wcale nie ja.... może kosmici afrikanko???
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • afrikana 18.02.12, 00:16
    ...taaak...w sumie może i jesteś kosmitkąbig_grin
  • slonko1335 18.02.12, 00:22
    no to dawaj gdzie ta kosmitka to napisała...i niech zgadnę, nie wkleisz? a może ty zwidy masz jakieś?
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • afrikana 18.02.12, 00:46
    mam się fatygować specjalnie dla ciebie ? dobre... big_grin
  • slonko1335 18.02.12, 01:04
    ty nie masz jak się pofatygować nawet biedactwo....i to jest dobresmile możesz sobie popisac jakies bzdurki a potem tylko tyle napisać bo poprzeć ich niczym ni cholery się nie da...nie pierwszyzna w twoim wydaniu...
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • afrikana 18.02.12, 01:09
    taak, taakbig_grin uwiebiam te twoje mądrościbig_grin
  • slonko1335 15.02.12, 10:58
    > Oczywiście, jestem pewna, że nie wyślesz swojej córki wcześniej.
    zapomniałabym, tak możesz być całkowicie pewna, że nie pójdzie do pierwszej klasy jak dostanie się do OSM-wtedy jak najbardziej pójdzie do zerówki w tej szkole i to jest moja świadoma decyzja.
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • afrikana 16.02.12, 01:03
    A dlaczego nie do 1 klasy ? Skoro to w wiadomej szkole, to znika problem przeprowadzki i wzrostu(bo i tak budynek szkolny)... więc dlaczego zostawisz ją na rok ? po co ma robić dwa razy to samo i dlaczego ma tracić rok ?
  • slonko1335 16.02.12, 09:11
    >po co ma robić dwa razy to samo i dlaczego ma tracić rok ?
    hm, nauczycieleczko, tak wiem od angielskiego więc o szkołach muzycznych możesz mieć marne pojęcie-nie będzie robić tego samego w sm co robią dzieci w zwykłej szkole, to trochę inna ranga, na instrument który sobie wybrała sześciolatki nawet nie są przyjmowane...
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • afrikana 17.02.12, 01:01
    to jak taka gotowa, to trzeba było odrazu ją tam w zeszłym roku wysłać a nie zwlekać i skazywać dziecko na opóźnienie. "Zerówka" w jakiej by nie była szkole, czy to muzyczniej, czy to sportowej mała mądralinko, jest wg nowej reformy, którą tak zachwalasz, dla dzieci 5-letnich i nie trzeba być nauczycielką, zeby to wiedziećbig_grin Twoje dziecko będzie przez ciebie świadomie opóźniaone i zmarnujesz jej roksmile
  • slonko1335 17.02.12, 09:10
    oczywiście, że zerówka jest dla dzieci pięcioletnich i moje dziecko do zerówki poszło mając piec lat. Ja piszę o pierwszej klasie w szkole muzycznej nie o zerówce...nie pójdzie do pierwszej klasy do szkoły muzycznej, i sorki ale szkoła muzyczna ma jednak program nieco inny niż zwykła szkoła, seriowinknawet nie nauczyciele to wiedzą...no ale może nauczycieleczki angielskiego nie...
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • afrikana 18.02.12, 00:22
    cos tam próbujesz ściemniać, ale ci nie wychodzismile
    Jak sie chce do muzycznej nie opóźniając dziecka, czemu jesteś wielce przeciwna, to tak jak to jest w kazdej innej szkole, jeśli takowa ma "zerówkę", to wg nowej reformy, której jesteś fanką, wysyła się do niej dziecko 5-letnie. A 6-letnie to już idze do pierwszej klasysmile A ty zamierzasz swoją opóźnić wbrew swoim własnym poglądom na temat ówczesnego systemu edukacji. To dopiero pokrętne podejście big_grin NO, ale skoro już mnie tak personalnie atakujesz i mi po zawodzie jedziesz, to ja cie napiszę, że pewnie wynika z tego, ze za długo już w domciu siedzisz...wyjdź do ludzi, moze ci przejdzie.
  • afrikana 18.02.12, 00:24
    A...i uwierz mi, ze zarówno w sportowych, jak i muzycznych są klasy dla 6-latkówbig_grin No, ale najwyraźniej tego nie wiesz...
  • slonko1335 18.02.12, 00:37
    no w naszej nie ma jakoś i o żadnej takiej nie słyszałam jeszcze a na forum rodziców dzieci ze szkół muzycznych jest dośc bogato reprezentowana grupa...ale dawaj konkrety chętnie sie podzielę informacjami z innymi którzy nie wiedzą...

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • slonko1335 18.02.12, 00:31
    ak sie chce do muzycznej nie opóźniając dziecka, czemu jesteś wielce przeciwna
    > , to tak jak to jest w kazdej innej szkole, jeśli takowa ma "zerówkę", to wg no
    > wej reformy, której jesteś fanką, wysyła się do niej dziecko 5-letnie. A 6-letn
    > ie to już idze do pierwszej klasysmile
    Program szkoły muzycznej nie jest dostosowany dla sześciolatka niestety i uważam, że jest stanowczo dla sześciolatka zbyt trudny, jest bardzo trudny dla siedmiolatka całkiem sporo z nich sobie z nim nie radzi...

    ale skoro już mnie tak personalnie atakujesz i mi po zawodzie jedzi
    > esz, to ja cie napiszę, że pewnie wynika z tego, ze za długo już w domciu siedz
    > isz...wyjdź do ludzi, moze ci przejdzie.
    a a teraz tez chciałaś mi po zawodzie pojechać? to chyba ci nie poszło....



    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • slonko1335 18.02.12, 00:45
    www.rp.pl/artykul/205533.html
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • afrikana 18.02.12, 01:07
    Artykuł sprzed reformy, z 2008 rokubig_grin
    A wiesz ile ja ci takich samych mogę zalinkować na temat zwykłych szkół i opinii ich nauczycieli, dyrektorów i specjalistów ? No i w sumie jak twierdzą ci na górze, czyli wdrażający reformę, której jesteś zwolenniczką:
    "Planowana reforma będzie dla szkół muzycznych korzystna, bo naukę gry na instrumencie należy rozpoczynać jak najwcześniej"
    A ty tak opóźniasz tą swoją córkę.... big_grin

    No i jak to świadczy o reformie ??? To tylko pokazuje miernotę tego gniota zwanego szumnie reformą, którą przypomnę - popierasz. A teraz linkujesz taki niepochlebny arykuł i dla własnej potrzeby robisz we własne gniazdobig_grin To dzieci z podstawowych szkół muzycznych będą zaczynały i kończyły edukację rok później od swoich rówieśników z innych szkół ? Są zmuszeni do powtarzania "zerówek" ? Dla nich jest jakaś osobna reforma ? big_grin
  • slonko1335 18.02.12, 01:18
    rtykuł sprzed reformy, z 2008 rokubig_grin
    No i ? w kwestii programu szkoły muzycznej ciągle aktualny,bo nie jest on zmieniony i dostosowany do sześciolatków..

    > A ty tak opóźniasz tą swoją córkę.... big_grin
    Oczywiście, ze opóźniam bo program się dla niej nie nadaje.jest za trudny.

    To dzieci z pod
    > stawowych szkół muzycznych będą zaczynały i kończyły edukację rok później od sw
    > oich rówieśników z innych szkół ? Są zmuszeni do powtarzania "zerówek" ? Dla ni
    > ch jest jakaś osobna reforma ? big_grin

    a dlaczego mają zaczynać i kończyć edukację rok później?
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • mama303 18.02.12, 08:46
    slonko1335 napisała:

    > www.rp.pl/artykul/205533.html

    Kiedyś wszystkie szkoły: i muzyczne i wszelkie niepubliczne będą musiały przyjąć sześciolatki. Jak sobie wtedy biedne szkoły poradzą? Proste, trzeba będzie obniżyć wymagania w stosunku do młodszych dzieci, publiczne juz to robią to i inne też zrobią.
  • przeciwcialo 18.02.12, 11:10
    Kiedyś tak, obniżą wymagania. Obecnie w okresie przejściowym nie muszą. Ba... moga nawet do zwykłej szkoły nie przyjąc sześciolatka w okresie przejściowym tłumacząc się brakiem warunków. Im dale będzie odsuwana reforam tym dłużej ten bajzel będzie trwał. I to całkowicie zgodne z litera prawa.
  • mama303 18.02.12, 13:08
    przeciwcialo napisała:

    > Kiedyś tak, obniżą wymagania. Obecnie w okresie przejściowym nie muszą. Ba... m
    > oga nawet do zwykłej szkoły nie przyjąc sześciolatka w okresie przejściowym tłu
    > macząc się brakiem warunków.

    Tego chyba nie mogą w zwykłej rejonówce. Najwyżej szesciolatek pójdzie z siedmiolatkami, żadnych szczególnych warunków miec nie musi.
    A szkoły artystyczne...spoko przyjdzie i na nie czas. Oczywiście okres przejsciowy wydłużany temu nie sprzyja smile
  • przeciwcialo 18.02.12, 13:32
    Rejonowa też może odmówic. Rzadko to robia ale póki co to wola rodziców i przede wszystkim dyrektoa. W nierejonówce odmówili mi przyjęcia sześciolatka tłumacząc się brakiem warunków i tym że nie muszą w takiej sytuacji sześciolatak przyjąc czy to z rejonu czy nie z rejonu. W tej szkole przyjeli tylko siedmiolatki także spoza rejonu.
    Mam to na pismie i jest to jak najbardziej legalna praktyka.
  • mama303 18.02.12, 13:46
    przeciwcialo napisała:

    > Rejonowa też może odmówic. Rzadko to robia ale póki co to wola rodziców i przed
    > e wszystkim dyrektoa. W nierejonówce odmówili mi przyjęcia sześciolatka tłumacz
    > ąc się brakiem warunków i tym że nie muszą w takiej sytuacji sześciolatak przyj
    > ąc czy to z rejonu czy nie z rejonu.

    Tak Ci powiedzieli bo byłas nie z rejonu, zawsze moga wtedy odmówić smile Warunki musza mieć bo program od trzech lat realizowany zgodnie z reformą pod sześciolatki.
  • przeciwcialo 18.02.12, 14:10
    To nie tak. Rozmawiałam z dyrektorka rejonówki o tym że nam odmówiono i ona potwierdziłą ze tez mogłaby odmawiac ale nie chce bo woli aby dzieci sie uczyły a nauczyciele mieli pracę wink
    A wystarczy że nie ma tych nieszczęsnych małych kibelków albo ławek z regulacją wysokości i już dyrektor kryty.
  • analist73 18.02.12, 14:48
    Dyrektor mógł odmówić przyjęcia 6-latka jak nie miał odpowiednich warunków(a pod to wszystko można podciągnąć). W tym roku rodzice dalej mają wybór ale dyrektor nie może już odmówić przyjęcia 6-latka(informacja ze strony ministerstwa).
  • przeciwcialo 18.02.12, 19:37
    No to jakas zmiana wink
    Nie interesowałam się nimi bo mój sześciolatek własnie ma pierwsze szkolne ferie.
  • analist73 19.02.12, 15:27
    A ja obecnie analizuję za i przeciw posłania 5-latki do szkoły, więc śledzę wątki i przeróżne informacje. A po za tym mój 7-latek właśnie ma swoje drugie ferie szkolne smile.
  • afrikana 18.02.12, 01:17
    Program szkoły muzycznej nie jest dostosowany dla sześciolatka niestety i uważ
    > am, że jest stanowczo dla sześciolatka zbyt trudny, jest bardzo trudny dla sied
    > miolatka całkiem sporo z nich sobie z nim nie radzi...

    och...jaka cudowna reforma...niechcący zapomnieli dostosować program dla dzieci ze szkół muzycznych i już zawsze będą musiały być opóźnione względem innych szkół...albo będą padać jak muchy z przeciążenia...
    a może jest jakiś zapis w reformie, ze dzieci ze szkół muzycznych mogą zaczynać edukację rok później niż cała resza ? Ciekawe....hmmm big_grin robi się coraz lepiej...coraz bardziej zaczynam lubić ten pierdzielnik hahabig_grin A moze jednak są klasy dla 6-latków i dalsze roczniki pozostaną bez wyboru, a ty świadomie wybierasz łatwiejsza opcję dla swojej córki ? no, ale ponoć różnica pomiędzy 6 a 7-latkiem nie istnieje..ba...6-latki prześcigają 7latki, więc o co tutaj chodzi ? Ciekawe co na to makurokurosekwink
  • slonko1335 18.02.12, 01:27
    niechcący zapomnieli dostosować program dla dzieci
    > ze szkół muzycznych
    no tak właśnie jest, nie dostosowano programu szkol muzycznych dla sześciolatka

    a może jest jakiś zapis w reformie, ze dzieci ze szkół muzycznych mogą zaczynać
    > edukację rok później niż cała resza ?
    ale skąd ty bierzesz te brednie bo ja nic takiego nie pisalam?no chyba że mi pokażesz w którym miejscu...a no tak znowu nie będziesz miała jak sie fatygowac..

    A moze jednak są klasy
    > dla 6-latków i dalsze roczniki pozostaną bez wyboru, a ty świadomie wybierasz
    > łatwiejsza opcję dla swojej córki ?
    oczywiście, że tak, przecież napisałam to w pierwszej odpowiedzi na temat wysłania alki do szkoły czy nie, świadomie tak wybieram

    no, ale ponoć różnica pomiędzy 6 a 7-latkie
    > m nie istnieje..ba...6-latki prześcigają 7latki, więc o co tutaj chodzi ?
    oczywiście,ze istnieje róznica między gotowością 6 i 7 latka do SM, zasadnicza nawet moim zdaniem, nie widziałam nigdy żeby ktokolwiek gdzieś twierdził ,że jest inaczej...choc tak pewnie ty gdzieś widziałaś...lecz nie wiadomo gdzie....
    Z tego co mi wiadomo w SM jest zazwyczaj po jednej klasie z rocznika, więc te klasy dla sześciolatków nagminnie w SM to słabo dośc mogą istniec...




    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • makurokurosek 18.02.12, 09:25
    nie znam programu szkół artystycznych więc nie zamierzam się na ten temat wypowiadać . Biorąc jednak pod uwagę iż wiercy wirtuozowie zaczynali bardzo wcześnie więc chyba im wcześniej tym lepiej . Doskonale natomiast orientuje się w sytuacji niskich dzieci w szkole i to o czym pisze słonko to zwyczajne szukanie wymówki . Dziecko niskie znajdujące się na trzeci centylu lub poniżej jest niskie nie tylko w swojej grupie wiekowej jak również wśród dzieci rok młodszych i to się nie zmieni w przeciągu roku . Osobiście obecnie mi to rybka czy ktoś puszcza sześciolatka do pierwszej klasy czy nie ale drażnią mnie głupie argumenty . Macie prawo do swoich decyzji i nie ma sensu ośmieszać się głupimi argumentami
  • przeciwcialo 18.02.12, 11:14
    Jest jeszcze kwestia wyboru instrumentu- tu warunki fizycznbe jak najbardziej moga grać role. Co do większej ilości zajęć- każda szkoła profilowa ma ich więcej- sportowa tez.
    Obecnie w okresie przejsciowym szkoła muzyczna nie musi się dostosowywac do sześciolatków bo może odmówic przyjęcia szesciolatka albo go skierowac do swojej zerówki muzycznej.
  • mama303 18.02.12, 13:10
    przeciwcialo napisała:

    > Obecnie w okresie przejsciowym szkoła muzyczna nie musi się dostosowywac do sze
    > ściolatków bo może odmówic przyjęcia szesciolatka albo go skierowac do swojej z
    > erówki muzycznej.

    O ile wiem to szkoły muzyczne robią ogólnie selekcję. Jak im sie zdarzy szesciolatek uzdolniony to go nie przyjmą?
  • slonko1335 18.02.12, 11:41
    Biorąc jednak pod uwagę iż wiercy wirtuozowie zaczynali bardzo wcześnie
    > więc chyba im wcześniej tym lepiej
    oczywiście, że tak pod warunkiem, że program jest dostosowany do tego im wcześniej a w SM muzycznej nie jest i dlatego córka pójdzie do zerówki muzycznej o ile oczywiście w ogóle zostanie przyjęta, a żeby ktoś stwierdził czy jest wystarczająco muzykalna czy nie musi pójść najpierw na test przydatności, chcoiaz na pewno jacyś chętni się znajdą którzy to stwierdzą zaraz na forumwink dla mnie ten dodatkowy rok jest też ważny po to żeby zobaczyła jak wygląda taka szkoła, z czym się wiąże taki wybór i upewniła się w tym, że chce grać na instrumencie , program "zerówki" muzycznej też jest różny od programu zwykłej zerówki i jest świetnym wprowadzeniem do tematu.

    Dziecko niskie znajdujące się na trzeci centylu lub poniżej jest niskie n
    > ie tylko w swojej grupie wiekowej jak również wśród dzieci rok młodszych i to s
    > ię nie zmieni w przeciągu roku
    no ale ja się z Tobą całkowicie zgadzam, to się nie zmieni zapewne w ciągu kilku najbliższych lat nawet o ile w ogóle kiedykolwiek, za rok również będzie najmniejsza w swojej grupie wiekowej

    Osobiście obecnie mi to rybka czy ktoś puszcza
    > sześciolatka do pierwszej klasy czy nie ale drażnią mnie głupie argumenty . Ma
    > cie prawo do swoich decyzji i nie ma sensu ośmieszać się głupimi argumentami
    dla ciebie to są głupie argumenty dla mnie sa to wskazówki specjalistów które biorę pod uwagę bo to oni w przeciwieństwie do ciebie tymi specjalistami nie przez internet są.
    I wcale nie uważam, że jest ci rybka bo w wątkach o wysyłaniu badź nie pierwszoklasistów do pierwszej klasy ciebie chyba najwięcej w każdym bądź razie ci trudno się natknąć na jakiś bez Twojego bardzo zaangażowanego udzialu...
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • makurokurosek 18.02.12, 13:25
    owszem jest mi to rybka , ale nadal irytuje mnie sprowadzanie sprawy do zbyt wysokich kibelków, ławek tudzież za wysoko umieszczonego włacznika światła lubię rzeczowe dyskusje a nie pierdy mamuś trzymających dzieci pod spódnicą i roztkiliwiającymi się czy jej bobas wpadnie do kibelka czy nie. Przemawia do mnie obawa rodziców o szkoły moloch , szkoły bez świetlic czy z kadrą nie nadającą się do uczenia kogokolwiek , a już tym bardziej sześciolatki ale zdecydowanie jestem przeciwna sprowadzaniu dyskusji do kibelków czy włączników światła
  • slonko1335 18.02.12, 18:38
    ale czy ty jesteś w stanie zrozumieć, że uwagi i zalecenia dla mojego dziecka dostałam w poradni od specjalistów którzy tym się zajmują i według tychże wysłanie jej do szkoły niekoniecznie musi być w każdym przypadku dla niej korzystne tylko dlatego, że mi się tak wcześniej wydawało? Po diabła do tej poradni lazłam według ciebie? przecież nie muszę aby dziecka nie puścić tam chodzić, nie są potrzebne żadne opinie i odroczenia coby dziecko dalej trzymać w zerówce...no nie kumam jak osoba która siedzi po drugiej stronie monitora, nie będąca specjalistą, nie mająca wykształcenia w temacie, nie widząca nigdy dziecka może podważać opinię, stwierdzić, że wie coś lepiej od kogoś kto tym się zajmuje na co dzień, ma stosowne wykształcenie i doświadczenie, dziecko zna, i zbadał pod kątem gotowości szkolnej...

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • makurokurosek 19.02.12, 21:46
    Ustalmy jedno endokrynolog przekazuje uwagi i zalecenia dotyczące nieprawidłowej pracy hormonów, nieprawidłowemu wzrostowi PPP przekazuje uwagi dotyczące nieprawidłowości w sferze poznawczej ( motoryka, problemy z nauką, wszelki zaburzenia związane ze sferą poznawczą). Jeżeli więc otrzymałaś zalecenia z PPP to dotyczą one problemów ze sferą poznawczą, a nie problemów z niskim wzrostem. Pani z PPP mogła się podzielić z tobą swoją prywatną opinii na temat szkół, i zapewne to zrobiła, jednak wzrost twojego dziecka nie miał żadnego wpływu na uzyskanie pozytywnej czy negatywnej opinii z PPP dotyczącej gotowości twojej córki do szkoły.

    " przecież nie muszę aby dziecka nie puścić tam chodzić,
    > nie są potrzebne żadne opinie i odroczenia coby dziecko dalej trzymać w zerówc
    > e..."

    Badania przeprowadzałaś w okresie w którym obowiązywała uchwała w starym brzemieniu mówiąca, iż twoje dziecko ma obowiązek rozpoczęcia nauki we wrześniu 2012. Z twoich wypowiedzi jednoznacznie wynika, że nie chcesz i nie chciałaś jej posłać do szkoły we wrześniu więc jak najbardziej potrzebowałaś opinii z PPP.
    Całkowicie rozumiem, twoją chęć posłania córki za rok jeżeli planujesz ją posłać do szkoły muzycznej której program nie został dostosowany do możliwości sześciolatków nie rozumiem tylko twojego motania.
  • slonko1335 19.02.12, 22:24
    No widzisz a nasza nadgorliwa najwidoczniej poradnia bada dziecko w trzech aspektach i na arkuszu badania był podział na sferę fizyczną, umysłową i społeczną/emocjonalną(ba moja nadgorliwa poradnia kazała sobie dostarczyć wszelkie zaświadczenia lekarskie na temat chorób i problemów zdrowotnych) i każdy z tych aspektów był zbadany i podsumowany , dopiero na końcu po podsumowaniu tych trzech była właściwa opinia dotycząca gotowości szkolnej i o dziwo nie dotyczyła wyłącznie strefy poznawczej jak twierdzi forumowa specjalistka, chociaż nie na pewno ja zaborcza mamusia sama dopisałam tą część choć w zasadzie nie wiadomo po co....
    Oczywistym jest, że znajoma poleciła mi i odradziła poszczególne szkoły, nie nie było tego w opinii.

    Badanie przeprowadziłam w czasie gdy już było wiadomo, że obowiązek zostanie przesunięty, bo reszta już byłą tylko formalnością, więc mogłam sobie jej nie posyłać do szkoły we wrześniu bez żadnych opinii..

    Z moich wypowiedzi wynika jednoznaczniej, że nie wyślę jej do pierwszej klasy szkoły nieprzygotowanej dla sześciolatków i nie wyślę jej do pierwszej klasy w SM.
    Jeżeli będę miała możliwość wysłać ją do pierwszej klasy w szkole w której będą mogły być spełnione zalecenia i rzeczy na które zwrócono moją uwagę to jak najbardziej do niej pójdzie.


    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • makurokurosek 19.02.12, 22:48
    Rozumiem, że twoja PPP zatrudnia specjalistów dziecięcych wszystkich schorzeń bo inaczej bez specjalistycznej wiedzy medycznej nawet w oparciu o opinie specjalistów nie mają prawa stawiać diagnoz i opinii medycznych.
    Wybacz ale większej bzdury nie słyszałam.
  • slonko1335 19.02.12, 22:50
    ale nikt w poradni nie stawiał żadnej diagnozy medycznej-ja nie wiem skąd ty to bierzesz....
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • przeciwcialo 20.02.12, 15:07
    Jak dla mnie też cokolwiek przedobrzone wink
  • afrikana 20.02.12, 01:19
    > oczywiście, że tak pod warunkiem, że program jest dostosowany do tego im wcześn
    > iej a w SM muzycznej nie jest

    a jakim prawem nie jest ? I jak radzą sobie 6-altki, które tam chodzą ? Szkoły muzyczne przyjmują 6-latki do 1 klasy. Proszę bardzo:

    osm.net.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=68&Itemid=466
    Skoro twierdzisz, że program w szkołach muzycznych jest wyjęty spod aktualnego ramowego programu nauczania wczesnoszkolnego w szkołach podstawowych i że szkoły muzyczne mają, taki trudny czy też niedostosowany, to znaczy że dysponujesz dostępem do takowego. Mogłabyć podrzucić linka ? Jestem bardzo ciekawa jak on wygląda i dlaczego jest taki trudny dla specjalnie wyselekcjonowanego dziecka z uzdolnieniem muzycznym.Wg mojego stanu wiedzy i tego, co przeczytałam na zalinkowanej stronie, szkoła takowa:

    łączy naukę gry na instrumentach z nauką przedmiotów ogólnokształcących obowiązujących w szkole podstawowej.

    Wychodzi ma na to, że program nauczania pionu ogólnokształcącego ma taki sam, czyli ten zatwierdzony przez Ministerstwo + nauka gry na instrumencie, a skoro przyjmują 6-latki do 1 klas, to wiadomo, że są one wyselekcjonowane tak, aby sobie w niej radziły. No chyba wiadomo, ze 6-latka niezdolnego do nauki gry ina instrumentach do 1 klasy nie przyjmą - to jasne.
    A poza tym, wyżej pisałaś, ze nawet gdyby został stary system, to (odrzucając śmieszny argument wzrostu), twoja córka i tak nadawałaby się do szkoły rok wcześniejsmile
  • slonko1335 20.02.12, 09:23
    Takim prawem, że SM podlega pod Ministerstwo Kultury . Program przedmiotów ogólnych w ogólnokształcącej szkole muzycznej jest taki jak w zwykłych szkołach, kształcenie artystyczne nie podlega pod MEN i te jest niezmienione mimo reformy. Program szkoły muzycznej jest bardzo trudny i moim zdaniem jest za trudny dla sześciolatka, jest trudny dla siedmiolatka i wielu tych wyselekcjonowanych jak to napisałaś siedmiolatków nie daje rady.
    Moja córka może isc do zerówki muzycznej która ma także w programie kształcenie muzyczne, wiec po co miałabym ją puszczać do pierwszej klasy programowo nie dostosowanej do jej wieku skoro program zerówki muzycznej dostosowany jest?
    Dopiero co strasznie martwiłaś sie o łatwiejsze i trudniejsze książki, jedne i drugie dopasowane dla sześciolatka, udowadniałaś wyższość siedmiolatków nad sześciolatkami w kontekście programu przeznaczonego dla dziecka sześcioletniego a nagle program w SM niedostosowany dla dziecka sześcioletniego jest dla niego świetny? Skoro twojemu dziecku będzie trudniej w szkole jako sześciolatkowi, musiałaby więcej ćwiczyć i tracić więcej czasu na naukę z dostosowanym dla tegoż sześciolatka programem to mojemu tym bardziej będzie trudniej gdy on dostosowany nie jest, przecież to oczywiste.


    A poza tym, wyżej pisałaś, ze nawet gdyby został stary system, to (odrzucając ś
    > mieszny argument wzrostu), twoja córka i tak nadawałaby się do szkoły rok wcześ
    > niejsmile
    pisałam, że jest bardzo zdolna, ma wysoki poziom słuchu fonematycznego, dużą wiedzę i poziom wykraczający poza rówieśników i w poradni stwierdzono, że dzieci z taką wiedzą i umiejętnościami szły do skzoly rok wcześniej w starym systemie(dla rozumujących ciężej-chodzi mi o poziom rozwoju poznawczego wyłącznie) ale żeby nie było tak różowo problemem jest rozwój fizyczny. Bardzo wysoko oceniono sferę poznawczą ale ta sfera to nie wszystko odnośnie gotowości szkolnej o czym powinnaś dokładnie wiedzieć, bo to twoje częste argumenty...



    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • makurokurosek 20.02.12, 09:52
    Biorąc pod uwagę, że na rynku od czterech lat sa dostępne tylko i wyłącznie podręczniki zgodne z nową podstawą programową tak więc niezależnie czy szkole artystycznej się to podoba czy nie musi iść zgodnie z nową podstawą programową.

    Afrikana jest przeciwniczką reformy, ty natomiast ją popierasz ale w stosunku do swojego dziecka uważasz, że jest całkowicie niedostosowana do jego wymagań. Podajesz idiotyczne argumenty raz piszesz, że masz wyjątkowo zdolne dziecko które według PPP spokojnie by sobie poradziło ze starym programem innym razem że według PPP dziecko nie nadaje się do szkoły i nie tylko ze względu na niski wzrost.
  • slonko1335 20.02.12, 10:16
    Biorąc pod uwagę, że na rynku od czterech lat sa dostępne tylko i wyłącznie pod
    > ręczniki zgodne z nową podstawą programową tak więc niezależnie czy szkole arty
    > stycznej się to podoba czy nie musi iść zgodnie z nową podstawą programową.

    rany dla ciebie naprawdę trzeba wszystko osobno dużymi literami bo inaczej ani w ząb...
    Ja pisze o programie Szkoły Muzycznej nie o programie przedmiotów ogólnych. Program szkoły muzycznej to program kształcenia artystycznego i tylko to zawiera. Ogólnokształcąca Szkoła Muzyczna łaczy program kształcenia ogólnego z programem artystycznym. Program przedmiotów ogólnych jest taki sam dla wsyztskich i jest dostosowany dla sześciolatka, program artystyczny SM nie jest. Naprawdę to jest dla Ciebie takie trudne do zrozumienia? bo ja już nie potrafię prościej za cholerę.

    Nie uważam, że moje dziecko jest całkowicie niedostosowane do wymogów programu(pomijając SM-bo tak jest niedojrzałe do wymogów programu artystycznego i to w każdej z trzech podstawowych sfer-nie jsst gotowe ani poznawczo, ani emocjonalnie ani fizycznie)-skąd to znowu wytrzasnęłaś? to najczęściej szkoły nie są dostosowane do obniżenia wieku.
    Moje dziecko wychodzi ponad program poznawczo, ma wiadomości wykraczające poza poziom przeciętnego sześciolatka, umie rzeczy które nie są w podstawie programowej "zerówki" m.innymi czyta, liczy, dodaje, odejmuje, zna litery, głoskuje-czyli umie rzeczy których uczyć powinno się dopiero w pierwszej klasie. Niestety nie idzie to w parze z jej rozwojem fizycznym.

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • makurokurosek 20.02.12, 12:09
    Ty naprawdę poważnie powinnaś się zastanowić do czego twoje dziecko dorosło, a do czego nie. Bo jak na razie to raz jest dzieckiem wybitnym raz dzieckiem które nie jest w stanie poradzić sobie z programem klasy pierwszej, raz jest uzdolnione muzycznie innym razem wymagania szkoły muzycznej są ponad jego możliwości. Ty sie zastanów czy to twoje dziecko chce i ma predyspozycje do SM czy to ty chcesz aby do tej szkoły poszło.

  • slonko1335 20.02.12, 13:10
    Nigdzie nie napisałam, że moje dziecko jest dzieckiem wybitnym To, że teraz wykracza poziomem intelektualnym poza poziom rówieśników, nie oznacza że jest wybitna i podejrzewam, że to się wyrówna w szkole. Neurolog twierdzi, że jest normalnym całkowicie, że jak dziecko ma braki w jednej sferze to nadrabia w innej i to są pewnie efekty jej braków w sferze fizycznej ale zapewne głupoty gada.
    Moje dziecko ma dobry słuch muzyczny, czy jest ponad przeciętnie uzdolniona muzycznie czy nie stwierdzi komisja nie ja i nie ekspertki z forum, póki co była na jednym próbnym przesłuchaniu i owszem uznano, że ma zdolności muzyczne czy wystarczające do podjęcia nauki w "zerówce muzycznej" to się okaże o ile w ogóle na egzamin pójdzie. To czy ja chcę czy nie ma akurat drugorzędne znaczenie bo tego komisja po uwagę nie bierze...Owszem uważam, że program szkoły muzycznej jest dla niej za trudny, nie jest dostosowany dla sześcioletniego dziecka i między innymi dlatego do szkoły muzycznej w tym roku nie pójdzie, czy pójdzie do SM w przyszłym dopiero się okaże bo być może za rok cały czas program będzie dla niej za trudny i sobie z nim nie poradzi, ba nawet jak uznam, że jest gotowa, pójdzie na egzamin, dostanie się- nie ma żadnej gwarancji, że sobie poradzi z dostosowanym do wieku programem bo wielu wcześniej sobie nie radziło..
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • afrikana 21.02.12, 14:38
    no to podrzucisz linka do tego programu ?

    no i jeszcze: nauczyciele tejże szkoły SAMI robią selekcję i wybierają dzieci, również te 6-letnie do WŁASNEJ SZKOŁY, potem sami będą je kształcić. Czy ja mam uwierzyć, ze robią sobie krecią robotę i przyjmują niegotowe i kiepsko przygotowane dzieci ? I skąd ty już z góry wiesz, że nawet gdyby się dostała, to by sobie nie poradziła ? To nauczyciele, którzy przeprowadzają takową wnikliwą selekcje tego nie wiedzą i mimo wszystko przyjmują ? To musi być bardzo kiepska kadra. No i skoro jest taka tragedia z tym programem, dlaczego nic z tym nie robią skoro reforma nie jest od dziś ? Co zrobią dzieci z kolejnych roczników ?

    Już prędzej jestem w stanie uwierzyć, ze w przeciętnej szkole średnio będzie sobie radził przeciętny 6-latek z ulicy z niby dostosowanym programem, niż specjalnie wyselekcjonowany 6-latek w SM uczony przez specjalistów, którzy go przyjęli, bo te przyjęcia nie są jak leci, czyli tak jak w zwykłych szkołach podstawowych.

    I dziwi mnie, że jak tak, to byłaś w opozycji do moich opinii, a teraz sama sięgasz po moje argumenty i się nimi podpieraszbig_grin Hipokryzja jak sie patrzy....

    I jeszcze to, co napisała makurokurosek: ty sama nie wiesz czy twoje dziekco jest w końcu gotowe, czy nie. Jakieś argumenty o wzroście, przeprowadzce, strasznie cięzkim programie, podczas gdy przyjmują 6-latki, więc nie wierzę, że jest tak, jak piszesz.
  • slonko1335 21.02.12, 15:58
    no i jeszcze: nauczyciele tejże szkoły SAMI robią selekcję i wybierają dzieci,
    > również te 6-letnie do WŁASNEJ SZKOŁY, potem sami będą je kształcić.
    no i widzisz a na niektóre instrumenty nie przyjmują sześciolatków właśnie po to aby sobie nie robić kreciej roboty, sprawdź w jakiejkolwiek szkole ilu z tych sześciolatków do niej startujących zostało przyjętych ...

    No i skoro jest taka tragedia z tym programem, dlaczego nic z tym nie robią
    > skoro reforma nie jest od dziś ? Co zrobią dzieci z kolejnych roczników ?
    a po co mają coś robić? w końcu cały czas mają siedmiolatków i nikt ich nie zmusza do przyjmowania sześciolatków ani traktowania ulgowo jak przyjmą, jak pozostaną im tylko sześciolatki to się będą musieli do nich dostosować, teraz nie maja potrzeby, to sześciolatki się muszą dostosowywać

    uż prędzej jestem w stanie uwierzyć, ze w przeciętnej szkole średnio będzie so
    > bie radził przeciętny 6-latek z ulicy z niby dostosowanym programem, niż specja
    > lnie wyselekcjonowany 6-latek w SM uczony przez specjalistów, którzy go przyjęl
    > i, bo te przyjęcia nie są jak leci, czyli tak jak w zwykłych szkołach podstawow
    > ych.
    ale ty sobie możesz wierzyć w to co ci się podoba moja droga,możesz sobie snuć teorie i wiedzieć, że twoja córka będzie potrzebowała dużo więcej czasu na opanowanie materiału dla niej dostosowanego niż moja na opanowanie takiego który do jej wieku dostosowany nie jest....

    I dziwi mnie, że jak tak, to byłaś w opozycji do moich opinii, a teraz sama się
    > gasz po moje argumenty i się nimi podpierasz
    no niezupełnie się nimi podpieram bo nigdy nie uważałam, że sześciolatek będzie sobie gorzej radził od siedmiolatka z opanowaniem materiału dla sześciolatka przeznaczonego, pokazuję ci tylko, że skoro ty uważasz, że twojej córce będzie trudniej z programem dla niej dostosowanym to ja mam prawo uważać, że mojej będzie z programem który dostosowany nie jest co jest całkowicie logiczne.

    Jakieś argumenty o wzroście, przeprowadzce, straszn
    > ie cięzkim programie, podczas gdy przyjmują 6-latki, więc nie wierzę, że jest t
    > ak, jak piszesz.
    ale ja już ci pisałam, mnie naprawdę nie interesuje w co ty wierzysz w co nie
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • afrikana 21.02.12, 15:05
    www.mkidn.gov.pl/np/pages/strona-glowna/uczniowie-i-studenci/system-ksztalcenia-artystycznego/ksztalcenie-muzyczne.php
    No naprawdę strasznie to brzmibig_grin
    W klasach najmłodszych:

    - instrument - to dwie godziny lekcyjne tygodniowo po 30 minut
    - w zakresie realizowanych przedmiotów uczeń odbywa indywidualne próby z akompaniatorem, gra w zespole kameralnym, w orkiestrze lub śpiewa w chórze (u mnie w szkole też jest zespół, orkiestra i chór)
    - rytmika i kształcenie słuchu w klasach młodszych średnio 3-4 godziny lekcyjne tygodniowo

    Co tutaj takiego strasznego ?
    Nauczyciele, któzy sami wyselekcjonują 6-latka nie będą potrafili go prawidłowo prowadzić muzycznie ? Przeciez tego nie ma aż tak dużo. Po prostu dziecko zamiast się udzialać np. sportowo czy w innych dziedzinach, oddaje sie muzyce. Co w tym takiego strasznego dla twojego dziecka, skoro AKURAT w tej dziedzinie się wyróżnia i jest ponad przeciętną ?
    Tego, że piszesz że twoje dziecko jest muzycznie uzdolnione, ale sobie nie poradzi z programem nauczania tejże muzyki, nie rozumiem.
  • slonko1335 21.02.12, 15:48

    > Co tutaj takiego strasznego ?
    Co strasznego dla sześciolatka? instrument dwa razy tygodniowo w szkole i codziennie w domu bo nawet miernie mający pojęcie o SM człowiek chyba wie, że dziecko musi ćwiczyć..., kształcenie słuchu, dyktanda muzyczne, egzaminy i wszystkie inne dodatkowe, których nie ma w zwykłej szkole a które nie są dostosowane do poziomu sześciolatka.
    Zapominasz chyba, że gro roboty uczeń musi odwalić w domu bez nauczyciela a większość sześciolatków na to nie jest gotowa. Jest za to program dostosowany dla sześciolatka który jest rozwijany muzycznie w muzycznej zerówce i do takiej pójdzie moja córka jeżeli będzie chciała i jeżeli komisja uzna że się nadaje.

    Co w
    > tym takiego strasznego dla twojego dziecka, skoro AKURAT w tej dziedzinie się
    > wyróżnia i jest ponad przeciętną ?
    to wlanie co wyżej napisałam i nie wiem czy moje dziecko jest ponad przeciętna w kwestii słuchu muzycznego.

    ego, że piszesz że twoje dziecko jest muzycznie uzdolnione, ale sobie nie pora
    > dzi z programem nauczania tejże muzyki, nie rozumiem.
    Masz rację, że nie rozumiesz bo ja jeszcze nie wiem czy moje dziecko jest muzycznie uzdolnione, więc raczej tego nie piszę...
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • makurokurosek 21.02.12, 16:20
    > Co strasznego dla sześciolatka? instrument dwa razy tygodniowo w szkole i codzi
    > ennie w domu bo nawet miernie mający pojęcie o SM człowiek chyba wie, że dzieck
    > o musi ćwiczyć.

    Zastanów się wić kto chce iść do SM, bo dla dziecka uzdolnionego i z pasją rozwijanie swoich zainteresowań jest przyjemnością, a nie męczarnią.
    Znałam jako dziecko kilka osób uzdolnionych artystycznie muzycznie, plastycznie i dla nich ćwiczenia nie były dramatem. Wszystkie te osoby skończyły wyższe szkoły artystyczne.
  • slonko1335 21.02.12, 18:02
    no widzisz osoba mająca mierne dość pojęcie o nauce gry na instrumencie może tak stwierdzić...bo to jest ciężka, bardzo ciężka praca, niestety nie działa to tak, że dziecko chwyta flet, kontrabas czy siada przy pianinie i zaczyna grać, trzeba mieć natomiast pasję, żeby tą harówkę znosić...moje dziecko nie ma pojęcia z czym wiąże się pójście do skzoły muzycznej, bo niby skąd ma takie mieć? ona chce iśc, ona chce grać, ona kocha muzykę, to nie wystarczy niestety bo to nie oznacza, ż ema talent, że to będzie jej pasja, a zerówka da jej sie szansę przekonać choć trochę na czym to polega i będzie miała rok na to aby stwierdzić czy podejmuje wyzwanie, rok SM dopasowanej programowo do jej wieku.
    No ale już wiemy, że ty jesteś ekspertką we wszystkim co dotyczy cudzych dzieci których na oczy nie widziałaś, więc na pewno o tym też wiedz najlepiej, dziwne tylko, że znani mi nauczyciele ze SM twierdzą, że nie nadaje się ona dla sześciolatka.
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • makurokurosek 21.02.12, 18:22
    " niestety nie działa to tak, że dziecko chwyta flet, kontrabas czy siada przy pianinie i zaczyna grać"

    Widzisz , właśnie tak to działa w przypadku ludzi którzy mają talent i pasję. Dla nich gra na instrumencie nie jest mordęgą, a przyjemnością. Jednak takich ludzi jest niewiele i do SM w znacznej mierze trafiają dzieci które mają jakieś predyspozycje, a to jak sobie poradzą z wymaganiami zależy wówczas od tego czy predyspozycje idą w parze z zainteresowaniami.

    " a zerówka da jej sie szansę pr
    > zekonać choć trochę na czym to polega i będzie miała rok na to aby stwierdzić c
    > zy podejmuje wyzwanie, rok SM dopasowanej programowo do jej wieku.'

    Ależ ja nie twierdzę, że nie. Dla mnie jedynie twój sposób argumentowania swojej decyzji jest zwyczajnie idiotyczny. Wystarczyłoby napisać myślę o SM, ponieważ nie wiem jak córka sobie poradzi z programem chciałabym aby poszła najpierw do zerówki przy SM, ta jednak jest dla dzieci sześcioletnich. Owijanie w bawełnę i tłumaczenie swojej decyzji brakiem gotowości, niskim wzrostem i tysiącami schorzeń jest po prostu dziecinne, co gorsza ośmiesza ciebie.


  • slonko1335 21.02.12, 18:38

    > " niestety nie działa to tak, że dziecko chwyta flet, kontrabas czy siada przy
    > pianinie i zaczyna grać"
    >
    > Widzisz , właśnie tak to działa w przypadku ludzi którzy mają talent i pasję.

    No niestety. Gra na instrumencie może być pasją, muzyka może być na pewno nie są tym żmudne ćwiczenia, gamy, i wszystko co trzeba robic aby na tym instrumencie dobrze grać. Jasne, że jak ktoś ma prawdziwy talent jest mu łatwiej, nie musi ćwiczyć godzinę tylko pół ale ćwiczyć musi, musi zapamiętywać nowe utwory, uczyć się każdego, ćwiczyć, ćwiczyć, cwiczyć.

    W męża rodzinie są muzycy, ba nawet światowej sławy skrzypaczka sie znalazła, są inni którzy pokończyli skzoły muzyczne, muzyka jest ich pasją, ich zawodem, ich życiem, dostają nagrody za to co robią, kochają to ale na pewno nie twierdzą, że to nie harówka a wręcz przeciwnie, każde z nich ostrzega z czym to sie wiąże i jak zaborcza jest muzyka...

    Wystarczyłoby napisać myślę o SM, poniewa
    > ż nie wiem jak córka sobie poradzi z programem chciałabym aby poszła najpierw d
    > o zerówki przy SM, ta jednak jest dla dzieci sześcioletnic
    a skąd ty się urwałaś, przecież ja to już pisałam kilkakrotnie w tym wątku.... zadziwiające jest, że nie widzisz czegoś co piszę za to coś czego nie napisałam co chwile próbujesz mi wmówić...

    Owijanie w bawełnę
    > i tłumaczenie swojej decyzji brakiem gotowości, niskim wzrostem i tysiącami s
    > chorzeń jest po prostu dziecinne, co gorsza ośmiesza ciebie.
    kolejny raz, moje dziecko ma gotowość szkolną ale zwrócono mi uwagę na problemy dotyczące niższej gotowości fizycznej, dostałam zalecenia które biorę pod uwagę i jak nie będzie szkoły przygotowanej dla sześciolatka to do szkoły nie pójdzie.

    >co gorsza ośmiesza ciebie
    rany to tylko forum, naprawdę przejmujesz się takimi bzdurami? miłego śmiania się, na zdrowie.
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • makurokurosek 21.02.12, 19:31
    Jasne, że jak ktoś ma prawdziwy talent jest mu łatwiej, nie musi
    > ćwiczyć godzinę tylko pół ale ćwiczyć musi,

    Tylko nie traktuje tego jako męczarni. To nie chodzi o to czy musi ćwiczyć czy nie ale o podejście do tych ćwiczeń.

    " musi zapamiętywać nowe utwory, ucz
    > yć się każdego, ćwiczyć, ćwiczyć, cwiczyć."

    Zdecydowanie nie musi zapamiętywać utworów, od tego sa nuty. To tak jakbyś napisała, że aby nauczyć sie czytać musisz zapamiętać i wykuć na pamieć x książek. Najwyraźniej masz bardzo kiepskie pojęcie o muzyce i SM.

  • slonko1335 21.02.12, 20:05
    Nie widziałam jeszcze żadnego wybitnego człowieka w jakiejkolwiek dziedzinie który by stwierdził, że to co osiągnął nie kosztowało go ogromnego wysiłku bo ma talent i kocha to co robi a wręcz przeciwnie każdy zapewnia, że to ciężka harówa bo sam talent i pasja nic nie znaczą bez tej harówy... Nie widziałam takiego który nie miał kryzysu, chwil załamania, który nie chciał wszystkiego rzucić w diabły bo ma dość. Oglądasz lub czytasz jakieś wywiady z twórcami, sportowcami, muzykami? czy tylko forum? bo na ematce to bardzo możliwe, że takie bzdury można przeczytać, w normalnym świecie to się nie zdarza....

    >Zdecydowanie nie musi zapamiętywać utworów, od tego sa nuty.
    no sześciolatek to świetnie czyta nuty...i faktycznie wystarczy czytanie nut i utworu nie trzeba już poćwiczyć i się go nauczyć grać...taaa

    >Najwyraźniej masz bardzo kiepskie pojęcie o muzyce i SM.
    za to nasza ekspertka w każdej dziedzinie która kilka postów wcześniej pisała, że o programie szkół artystycznych nie ma żadnego nagle ma wyśmienitesmile
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • makurokurosek 21.02.12, 22:50
    > Nie widziałam jeszcze żadnego wybitnego człowieka w jakiejkolwiek dziedzinie kt
    > óry by stwierdził, że to co osiągnął nie kosztowało go ogromnego wysiłku bo ma
    > talent i kocha to co robi a wręcz przeciwnie każdy zapewnia, że to ciężka haró
    > wa bo sam talent i pasja nic nie znaczą bez tej harówy...

    I widzisz tu jest różnica, ja nie pisałam o braku wysiłku a o podejściu do pracy którą należy włożyć. I to podejście nie zależy od wieku tylko od tego czy to co robisz robisz z pasją czy dlatego że ktoś ci każe to robić.

    "> no sześciolatek to świetnie czyta nuty...i faktycznie wystarczy czytanie nut i
    > utworu nie trzeba już poćwiczyć i się go nauczyć grać...taaa"

    Nie mam zdolności muzycznych ale jak większość osób z mojego pokolenia w szkole podstawowej uczyłam się grać na flecie. Czytania nut nauczyłam sie w pierwszej klasie, jako siedmiolatka, i ani niski wzrost, ani wysokość ławek, kibelków, włącznika światła i brak ponadprzeciętnej inteligencji mi w tym nie przeszkodził. Nie napisałam, że umiejętność czytania nut zwalnia od ćwiczeń napisałam, że nieprawdą jest iż dziecko w SM musi uczyć się utworów na pamięć tudzież jak to określiłaś zapamiętywać je. Uczy się ich grać, a to duża różnica.

    "> za to nasza ekspertka w każdej dziedzinie która kilka postów wcześniej pisała,
    > że o programie szkół artystycznych nie ma żadnego nagle ma wyśmienitesmile"

    I nie zmieniam zdania, na ten temat. Nie am pojęcia jakie wymagania stawiane są dzieciom w SM jednak to co ty piszesz świadczy tylko o tym że ty nie tylko nie masz pojęcia o wymaganiach ale nie masz również pojęcia o muzyce.

  • slonko1335 22.02.12, 11:07
    I to podejście nie zależy od wieku tylko od tego czy to
    > co robisz robisz z pasją czy dlatego że ktoś ci każe to robić.
    Ostatnio oglądałam program z JUstynią Kowalczyk i mówiła między innymi o swoich przygotowaniach do zawodów. Mówiła o morderczym wysiłku, o bolącym każdym mięśniu, każdym kawałeczku ciała i o tym, że jest tak wyczerpana i że nie znosi tych momentów, ale kocha to co robi i musi to robić aby być w tym dobra wiec zaciska zęby i robi.
    Sześciolatkowi, siedmiolatkowi i ośmiolatkowi każe się ćwiczyć nudne gamy, ułożenia rąk, utwory które mu mogą kompletnie nie odpowiadać i się nie podobać, zdajesz sobie sprawę jaki to na początku ból dla nie wyćwiczonych mięśni, jak długo trzeba ćwiczyć chwyty, ustawienia rąk, nóg itd zależnie od instrumentu...? to nie są zajęcia popołudniowe na które może lub nie bo jak nie poćwiczy to w zasadzie nic się nie stanie. Sześciolatek na półgodzinnej lekcji z nauczycielem musi być na tyle skoncentrowany żeby wynieść z niej wszystko ,wszystko to co musi(chce czy nie) potem przećwiczyć sam w domu bez tego nauczyciela i jest to za duże wyzwanie dla sześciolatka.
    Ja pisze o małym dziecku które będąc w SM musi w zasadzie zrezygnować ze wszystkiego innego a moja córka, która nie ma pojęcia jak wygląda praca i nauka w SM na to nie jest jeszcze gotowa, bardzo możliwe, że nie będzie także za rok ale przez rok w zerówce muzycznej zobaczy, że to nie jest bułka z masłem, a ja będę mieć większą pewność, że Sm to nie jest kolejny kaprys. Póki co do SM jeszcze daleka droga. Nie wiem nawet czy będzie chciała iść do tej zerówki muzycznej bo ma o tym zdecydować dopiero po dniach otwartych, potem musi odważyć się na egzamin a jeszcze potem go zdać i zostać przyjętą.

    Nie napisałam, że umiejętność czytania nut zwalnia od ćwiczeń napisałam, że n
    > ieprawdą jest iż dziecko w SM musi uczyć się utworów na pamięć tudzież jak to o
    > kreśliłaś zapamiętywać je. Uczy się ich grać, a to duża różnica.
    no to kolejny raz. Sześciolatek nie czyta nut. Idzie do SM i zaczyna sie ich uczyć co trwa a w międzyczasie uczy się grać, pierwsze przesłuchania są już w październiku, gdy on dalej tych nut czytać nie potrafi a wszystko co przerobił z nauczycielem musi przećwiczyć w domu, w połowie grudnia byliśmy na pierwszym koncercie gdzie dalej dziecko z nut nie czytało tylko grało z pamięci. Są dzieci/dorośli którzy w ogóle nie grają z nut tylko się ich uczą.

    Nie am pojęcia jakie wymagania stawiane są
    > dzieciom w SM jednak to co ty piszesz świadczy tylko o tym że ty nie tylko nie
    > masz pojęcia o wymaganiach ale nie masz również pojęcia o muzyce.
    skoro nie masz pojęcia o wymaganiach to skąd masz pojęcie, że ja jego nie mam? możesz mi to wyjaśnić? bo to dość kuriozalne stwierdzenie...z porównania gry na flecie na muzyce w szkole? no to rzeczywiście się odniosłaś....
    ja piszę o rzeczywistości-nieforumowej.....bo na forum to nawet pięciolatek siada do pianina i zaczyna grać na miarę Chopina...



    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • slonko1335 22.02.12, 11:32
    Masz przykładowy program nauki na fortepianie dla klasy pierwszej
    forum.gazeta.pl/forum/w,45595,133558087,133578887,Re_program_nauczania_klasa_I_fortepian.html
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • makurokurosek 22.02.12, 11:47
    > skoro nie masz pojęcia o wymaganiach to skąd masz pojęcie, że ja jego nie mam?
    > możesz mi to wyjaśnić?

    To wynika z twoich wypowiedzi, tak samo jak to że to ty czujesz potrzebę posłanie dziecka do SM, a nie twoje dziecko
  • slonko1335 22.02.12, 11:56
    Tak czuję ogromną potrzebę nasz forumowa ekspertko nawet pd psychoanalizy.... A możesz mi jeszcze wyjaśnić po co? przecież mi to tylko utrudni życie?
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • slonko1335 21.02.12, 19:11
    specjalnie dla ciebie ze SM:
    pl.sm1krakow.pl/forum/viewthread.php?forum_id=8&thread_id=3
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • przeciwcialo 15.02.12, 18:20
    Hmm....tylko że ta dziewczynka zawsze może być drobniejsza i niższa niz reszta dzieciaków. Opóxnianie nauki ze wzgledu na wzrost to dla mnie absurd.
  • slonko1335 15.02.12, 21:01
    Bycie drobniejszym niż reszta nie jest żadnym problemem. Bycie wielkości czterolatka wśród sześcio- i siedmiolatków robi się problemem gdy dziecko nie ma jak skorzystać z szatni, toalety, stołówki, umywalki, nie ma ławki i krzesła dostosowanych do wzrostu, musi nosić wszystko w tornistrze. Jednym z czynników badania gotowości szkolnej jest rozwój fizyczny mimo że dla Ciebie to absurd-najwidoczniej jednak ktoś pomyślał, że niezupełnie absurd skoro to sprawdzono, i są szkoły które się dla takiego dziecka nie nadają podobnie jak nie nadają się dla niepełnosprawnych bo nie są dla nich dostosowane. Nasza szkoła rejonowa jest szkołą w której moje dziecko miałoby problemy z normalnym funkcjonowaniem i doradzono mi aby ją omijać z daleka oraz wskazano szkoły rozwiązane tak aby i najmniejszy pięciolatek sobie poradził.
    Rozumiem, że dla Ciebie nie byłoby to problemem dla mnie jest dość istotnym .
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • przeciwcialo 15.02.12, 21:23
    Nie masz żadnej gwarancji że córka skoczy wzrostowo z wzrostu czterolatka na sześciolatka w rok. Gdyby moje dziecko było gotowe do szkoły ale niziutkie to poszukałabym szkoły integracyjnej która MUSI mieć więcej dostosowań niz zwykła. Nie opóźniałabym rozpoczecia nauki z powodu wzrostu ale szukałabym szkoły która sprosta problemowi dziecka.
  • slonko1335 16.02.12, 09:17
    ale po co mam szukać szkoły integracyjnej skoro ona może chodzić do zwykłej? Mam w okolicy 4 szkoły, tylko jedną z nich mi odradzono-naszą obecną rejonową akurat, trzy pozostałe są ok, jedna odpada ze względy na system zmianowy dla mnie-pozostają dwie kolejne, czemu miałaby chodzić do integracyjnych? przecież pisałam, że większość szkół jednak jest jakoś dostosowana dla tych sześciolatków, niewiele chyba jest takich które nic nie zrobiły, w końcu to duże miasto.

    Ni
    > e opóźniałabym rozpoczecia nauki z powodu wzrostu ale szukałabym szkoły która s
    > prosta problemowi dziecka.
    no i mam taki zamiar ale nie wiem jak to będzie wyglądało ze skzołąmi po przeprowadzce.
  • makurokurosek 15.02.12, 22:00
    Idąc prawie trzydzieści lat temu do pierwszej klasy byłam wzrostu przeciętnej. 3-4 latki . Nikt nie dostosowywał dla mnie toalet , włączników światła , wysokości budek telefonicznych i wielu innych urządzeń niezbędnych do funkcjionowania , to ja musiałam się dostosować i znaleść sposób na radzenia sobie samej. Sądzę wiec, że problemem nie jest wzrost twojej córki ale brak umiejętności radzenia sobie z sytuacją. W moim przypadku wzrost przeciętnego pierwszaka osiągnąłem około trzeciej, czwartej klasy.
  • slonko1335 16.02.12, 09:20
    oczywiście, że nie tylko wzrost jest problemem, problemem jest też wrażliwość i nieśmiałość przy tym wzroście, niemożność poradzenia sobie samodzielnie w zwykłych sytuacjach tworzy problem, jak będzie sobie radziła jak każdy inny to problemu nie będzie-tak orzekła psycholog ale oczywiście na pewno wiesz lepiejwink.
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • makurokurosek 16.02.12, 09:58
    Nie , nie wiem lepiej . Po prostu wiem jak ja sobie radziłam w takich sytuacjach . Problem nie dotyczy tylko twojej córki, ale większości dzieci z tego pokolenia . Ot po prostu jesteśmy zbyt zaborczymi rodzicami i przez to o wiele dłuższy czas niż nasi rodzice trzymamy dzieci pod spódnicami uniemozliwiając im samodzielne radzenie sobie z problemami i własnymi deficytami.
  • slonko1335 16.02.12, 10:15
    tylko widzisz, ja także zawsze byłam najmniejsza-zresztą do dzisiaj też tak jest i też sobie radziłam, zresztą w tej samej szkole molochu do którego wtedy chodziło ponad 2000 osób, ale byłam zupełnie innym dzieckiem niż moja córka. Kiedyś zadawałam tutaj na tym forum pytanie jak radzą sobie drobniaki w szkole, pomijam fakt, że wszystkie te drobniaki z odpowiedzi były większe od mojego dziecka istotniejszy był dla mnie taki, że wszystkie były bardzo śmiałe, wygadane, przewodniczyły grupie, itd. To nie dotyczy mojej córki...i tak jeżeli uważasz, że nie powinnam na to zwracać uwagi i puścić ją w tym roku do takiej szkoły w której nie będzie sobie radzić to tak owszem jestem zaborczym rodzicem i jej oszczędzę takich sytuacji, pójdzie do szkoły gdzie tak przyziemne sprawy jak korzystanie z toalety nie będą stanowiły żadnego problemu lub pójdzie w przyszłym roku gdy będzie nieco większa i o rok doświadczeń starsza gdy takiej szkoły nie będzie- tak mi doradził specjalista znający moje dziecko mając na uwadze jego dobro.
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • makurokurosek 16.02.12, 10:36
    Pisząc o zaborczości w ogóle nie miałam na myśli szkoły, mówiłam ogólnie o wyręczaniu dziecka zamiast pozwalaniu mu na to by sam poradził sobie z problemem . Chodziło mi o takie przyziemne sprawy jak samodzielne zapalenie światła , samodzielne sieganie szklanki z wyższej półki, czyli rzeczy które my w tym wieku mimo niskiego wzrostu miałyśmy opanowane do perfekcji .
  • slonko1335 16.02.12, 11:28
    Otóż właśnie przyziemne sprawy z którymi w niektórych miejscach dziecko nie ma jak sobie poradzić.
    Nasza szkoła rejonowa:
    -włącznik/wyłącznik światła poza zasięgiem mojego dziecka, podobnie jak papier toaletowy jeżeli jego koniec nie zwisa
    -nie byłyśmy na stołówce ale tam też byłby problem
    - ławki i krzesła wszystkie tej samej wysokości
    -brak szafek, brak książek w szkole
    -problemy z przemocą z którymi dyrekcja sobie nie radzi
    -świetlica przechowalnia w której nic kompletnie nie jest organizowane, dzieci się gapią w telewizor, snują w kółko i z której kilkakrotnie wydano mi już dziecko koleżanki(uczęszczające do zerówki) nie sprawdzając kompletnie żadnego upoważnienia,dowodu itd.
    liczba uczniów 1200

    Szkoła polecona:
    -Światło w toalecie włączone cały czas do czasu aż szkoła jest zamknięta-dziecko nie ma
    możliwości włączania/wyłączania światła samodzielnie
    -część ławek i krzeseł regulowanych
    -kameralna szkoła z bardzo zaangażowanymi rodzicami, wszyscy się znają(chwalę sobie to bardzo w przedszkolu)
    -książki są w szkole, dziecko nie musi ich nosić, są szafki w których dziecko trzyma strój na wf i śniadanie na przykład
    - świetlica bez telewizora na której jest coś organizowane "Zajęcia świetlicowe obejmują aktywność plastyczno – techniczną, usprawnianie ruchowe, zadania umuzykalniające, działalność dydaktyczną i terapeutyczną. Duży nacisk kładzie się na kształtowanie samodzielności i zaradności uczniów, rozwijanie ich zainteresowań a także usprawnianie technik szkolnych. Wiele zadań prowadzonych jest w grupach, co sprzyja budowaniu więzi między uczniami, uczy wyrażania emocji oraz współdziałania. Szczególną uwagę zwraca się na koleżeńską pomoc, bezpieczeństwo i poszanowanie godności drugiego człowieka."
    - na stołówce dyżury nauczycieli i starszych uczniów którzy pomagają młodszym
    -liczba uczniów niespełna 300
    -bardzo dużo imprez adaptacyjnych
    -każdy z nowych uczniów dostaje tak zwanego "cienia" starszaka chętnego do pomocy maluchom na samym początku edukacji który pomaga mu na przerwach

    no którą szkolę wybierasz? mając dziecko bez żadnych problemów ze zdrowiem, wzrostem, i zaleceń poradni? chyba musiałabym upaść na głowę, żeby wybrać numer 1...

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • makurokurosek 16.02.12, 11:58
    Nie wie czy zauważyłaś ale ja już odeszłam od tematu szkoły. Ciekawi mnie jak twoje dziecko z tymi przyziemnymi sprawami radzi sobie w domu . Jak radzi sobie w domu z właczeniem/ wyłączeniem światła , sięgnięciem czegoś z wyższej półki , odkręceniem wody i wieloma sytuacjami wymagającymi wyższego wzrostu niż 105 cm. Co do szkoły , nie ma szkół idealnych . Pozostawienie podręczników w szkołach ma swoje plusy i minusy. Zdecydowanie mając do wyboru lepszą lub gorszą szkołe wybrała bym lepszą . Na twoim miejscu niezależnie od wyboru skupiłabym się na rozwinięciu samodzielności dziecka , przestałabym ją w domu wyręczać w sytuacjach wymagających wyższego wzrostu i motywowałabym ją do bardziej kretatywnego myślenia
  • slonko1335 16.02.12, 12:45
    I tu nie trafiłaś. Moje dziecko jest bardzo samodzielne. Panie w przedszkolu od zawsze twierdziły, że to jedyne bezobsługowe dziecko, cóż niespecjalnie miała wyjście musiała stać się samodzielna dość szybko. Ona bez problemu radzi sobie w takich sytuacjach w domu i w przedszkolu. Żaden wyczyn przenieść taboret i zapalić swaitło gdy ten taboret stoi zaraz obok albo skorzystać z toalety przy otwartych drzwiach w domu czy umyć rece włażąc na tą toaletę. Nie wiem jak w twojej szkole ale żadne taborety ani krzesła w naszej rejonowej nie stoją na korytarzach coby je można przytargać żeby sobie podstawić. Nie mamy też okienka wydającego posiłki do którego moje dziecko nie dosięga, ma stolik i krzesła dostosowane do swojego wzrostu i nie targa do przedszkola kilkukilogramowego tornistra, po korytarzu nie biega czwartoklasista który potrącając swoim wypchanym tornistrem moją córkę rozpłaszczy ją na ścianie, itd...... ... Specjalista badając rozwój fizyczny zwrócił mi uwagę na trudności i zagrożenia które mogą wyniknąć z jej niskiego wzrostu, w związku z tym wskazano mi na co mamy zwracać uwagę przy wyborze szkoły bo zdecydowanie warto żeby do szkoły poszła, doradzono mi aby naszą szkolę rejonową omijać szerokim łukiem nie tylko w tym roku ale w ogóle trzymać się jak najdalej...
    Mam opinię od specjalistów pedagoga i psychologa z poradni którzy znają moje dziecko, którzy je przebadali, mam opinię z przedszkola ale jak to zwykle na forum bywa najwięcej do powiedzenia maja pseudo specjalistki na odległość które dziecka na oczy nie widziały i wiedzą najlepiej co jest dla niego problemem a co nie, co będzie lepsze a co gorsze...

    A jakież to minusy ma fakt tego, że w szkole są dla dzieci podręczniki z których mogą korzystać i których nie muszą targać do domu i z powrotem?

    Oczywiście, że nie ma szkól idealnych ale są lepiej i gorzej dostosowane do konkretnych potrzeb a jak będę mogła wybrać tą która jest do potrzeb mojego dostosowana to chyba jest logicznym że to zrobię oszczędzając dziecku taką która dostosowana nie jest przez co będą tylko problemy. Mało tego oprócz potrzeb dziecka i moje potrzeby muszą być spełnione bo nie interesuje mnie na przykład szkoła na drugim końcu miasta czy działająca w systemie zmianowym.

    a tutaj kilka zdań o tej bardzo nieistotnej gotowości fizycznej której wcale nie muszę brać pod uwagę wybierając odpowiednią dla swojego dziecka szkołę, oczywiście nie muszę brać pod uwagę według specjalistek na forum...:
    "Dojrzałość fizyczna to ogólna sprawność organizmu i zdrowie dziecka. Długotrwałe choroby, defekty fizyczne i inne dolegliwości organizmu utrudniają pracę szkolną dziecka. Dziecko szkolne dysponować musi odpowiednim zasobem sił fizycznych i odpornością na zmęczenie. Wielogodzinne siedzenie w ławce, noszenie ciężkiego tornistra szkolnego i wykonywanie różnych zadań umysłowych jest trudne nawet dla dziecka zdrowego, silnego i sprawnego.
    Dziecko wykazuje dojrzałość fizyczną, gdy:
    • jego kościec i mięśnie a także narządy wewnętrzne są prawidłowo
    i stosownie do wieku ukształtowane;
    • ma prawidłowo ukształtowane narządy wewnętrzne i układ nerwowy, co zapewnia mu odpowiednią odporność na wysiłek fizyczny;
    • posiada dobrą sprawność ruchową we wszystkich zakresach dużej i małej motoryki;
    • nie ma zaburzonej koordynacji wzrokowo – ruchowej;
    • ma prawidłowo funkcjonujące narządy zmysłowe i artykulacyjne;
    • cechuje się dobrym stanem zdrowia;
    • ma stosowną do wieku odporność na choroby i zmęczenie."


    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • makurokurosek 16.02.12, 14:52
    Przez rok twoja córka nie wystrzeli jak rakieta , a żadna szkoła nie jest dostosowana do dzieci bardzo niskich jeżeli nie nauczysz jej radzenia sobie w tych sytuacjach oraz proszenia o pomoc to ten rok będzie dla niej stracony . W żadnej szkołe, a już tym bardziej w molochach uczniowie klas 4 nie dzielą korytarzy oraz sal z pierwszakami. Molochy były tak budowane , ze klasy 1-3 zajmowały jeden segment albo konkretne piętra. Co do minusów pozostawienia książek , główny który osobiście odczuwam to całkowity brak kontroli nad tym co jest aktualnie przerabiane w szkole oraz tego jak dziecko radzi sobie z danym materiałem.
  • slonko1335 16.02.12, 15:13
    Oczywiście, że nie wystrzeli bo ma zaburzenia wzrostu ale może podrośnie kilka centymetrów których jej brakuje by sięgnąć do włącznika, wzmocni mięśnie, nie będzie najmłodsza i będzie bogatsza o rok doświadczeń i zdecydowanie widzę większą korzyść z pozostawienia jej w takiej sytuacji w przedszkolu, zresztą nie tylko ja taką widzę w przeciwieństwie do koleżanek z forum ale co tam te głupie baby z poradni wiedzą...smile
    I owszem są dostosowane szkoły w których sobie poradzi.
    Odnośnie molocha zapraszam do naszej szkoły rejonowej, owszem poszczególne klasy mają sale na piętrach i w miarę możliwości jeden rocznik jest na tym samym ale dzieci muszą sie przemieszać między rożnymi pracowniami i taka sala komputerowa jest na jednym piętrze dla wszystkich, podobnie jest jedna szatnia, stołówka, jedno przejście na salę gimnastyczna i na basen i jedna biblioteka i jedna aula, sklepik itd...wydzielona jest tylko i wyłącznie zerówka w osobnym skrzydle i te dzieci samodzielnie nie mają żadnego kontaktu z innymi.
    Z książkami chyba się nie zrozumiałyśmy, dzieci nie zostawiają swoich książek w szkole, dzieci je zostawiają w domu bo w szkole są książki z których korzystają na lekcjach, do szkoły nosi się tylko ćwiczenia.

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • makurokurosek 16.02.12, 16:15
    Nie wiem jak u was ale zarówno u córki w szkole jak i moim molochu na wszystki zajęcia poza piętrem klasy 1-3 są prowadzone i przyprowadzane przez nauczyciela to samo ze stołówką . Do biblioteki w szkołe córki dzieci klas pierwszych są zaprowadzane przez nauczyciela raz w tygodniu , nie wiem zresztą czy to jest tak bardzo konieczne bo pierwszaki raczej nie są takie biegłe w czytaniu. Jak napisałam wcześniej jeszcze rok temu byłam zwolenniczką posyłania sześciolatków do klas pierwszych teraz widzę również wady tak więc staram się nie krytykować decyzji innych ludzi , staram się jedynie pokazać sytuację z których nie koniecznie uwzględniamy
  • mama303 16.02.12, 18:21
    slonko1335 napisała:

    >wydzielona jest tylko i wyłącznie zerówka w osobnym skrzydle
    > i te dzieci samodzielnie nie mają żadnego kontaktu z innymi.

    no nie wiem, ja akurat jestem przeciwniczka takiego strasznego oddzielania dzieci od życia szkoły. Bez przesady.

  • przeciwcialo 16.02.12, 18:27
    U nas zerówka szkolan jest wspólnie z klasami 1-3 z tym że zerówkowicze nie poruszaja się sami po szkole. Jedynie do łazienki, do stołówki, na swietlice, do szatni sa odprowadzani. W sumie to reszta na uczniów klas 1-3 tez.
  • mama303 16.02.12, 18:35
    przeciwcialo napisała:

    > U nas zerówka szkolan jest wspólnie z klasami 1-3 z tym że zerówkowicze nie por
    > uszaja się sami po szkole. Jedynie do łazienki, do stołówki, na swietlice, do s
    > zatni sa odprowadzani. W sumie to reszta na uczniów klas 1-3 tez.

    U nas szkoła jest sztucznie podzielona na młodsze i starsze klasy: jedno skrzydło jest dla młodszych, drugie dla straszych. Zerówka ma oddzielną świetlicę. ale ogólnie dzieci się spotykają na terenie szkoły. Jest jedna stołówka /ale dzieci chodzą na posiłek w róznych godzinach/, jedna biblioteka, jeden sklepik /brrrrr/, dwie wspólne sale gimnastyczne.
    Moja córka ma znajonych w starszych klasach o zgrozo wink
  • joxanna 16.02.12, 15:18
    Ja mam bardzo niskie dziecko, w dodatku z grudniasmile. Jest najmłodsza i najniższa w szkole. Rozumiem Twoje obawy. Generalnie krzesła w szkołach są ok, toalety - w tych szkołach, które ja oglądałam - zawsze mają okna i światło w zasadzie jest niepotrzebne. Ale warto, żeby były niskie sedesiki i umywalki. Wiele szkół tak ma i to bardzo zwiększa komfort korzystania dla niewysokich dzieci. Nie daj się zaszczuć argumentowi - że skoro w domu korzystają z normalnego, to w szkole też muszą. Ja jakoś nie widzę dlaczego nie miałoby być niskich sedesików dla dzieci.

    Generalnie dziś widzę, że nie ma to dużego znaczenia. Moje dziecko radzi sobie normalnie.

    Może jeden minus? A może plus? Ponieważ jest taką drobniutką figurynką w wielkiej czapce i z wielkim plecakiem (każdy byłby duży) to jest maskotką wszystkich woźnych, sekretarek itpsmile. Ale jej się to podoba i chociaż w ogóle dzieci są zaopiekowane i raczej dopieszczone, a ona jeszcze bardziejsmile

  • slonko1335 16.02.12, 15:36
    Joxanno z korzystaniem z toalety nie ma problemu, ona sobie podkładkę higieniczną rozkłada i wciąga na rękach jak jesteśmy poza domem w miejscach publicznych, w szkole też tak może robić.
    A co do "maskotek" to fakt ALka jest pupilką wszystkich gdzie tylko się pojawiamy regularnie.
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • makurokurosek 16.02.12, 16:29
    Bo generalnie to problem widzą rodzice , a nie dzieci . To rodzice widzą w swoich niskich dzieciach maluchy stale potrzebujących pomocy.
  • slonko1335 16.02.12, 17:01
    Nie zrozumiałaś, to w poradni w czasie badania wskazano mi na problemy z gotowością fizyczną, to nie jest mój wymysł. Ktoś to sprawdzał podobnie jak inne sfery i uznał, że jednak jest czym się martwić odnośnie gotowości szkolnej.
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • przeciwcialo 16.02.12, 17:17
    Nie żebym sie czepiała ale w Poradni Pedagogiczno- psychologicznej stwierdzono brak gotowosci fizycznej? Na jakiej podstawie? Jak oceniły kosciec, poszczególne narzady?
    Po raz kolejny przekonuje się że PPP sa kitem jesli chodzi o ocene dzieci.
  • slonko1335 16.02.12, 17:33
    > Nie żebym sie czepiała ale w Poradni Pedagogiczno- psychologicznej stwierdzono
    > brak gotowosci fizycznej?

    Oczywiście, że tak, miała do wykonywania różne zdania i ćwiczenia sprawdzające koordynację, równowagę, lateralizację, motorykę-to przecież standard. Miałam przynieść zaświadczenie o zdrowiu dziecka, przeprowadzono ze mną wywiad odnośnie jego chorób. Sprawdzono wzrost i wagę.

    >Po raz kolejny przekonuje się że PPP sa kitem jesli chodzi o ocene dzieci.
    no teraz się uśmiałam, na pewno ty jesteś w tym lepsza na odległość...
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • przeciwcialo 16.02.12, 17:43
    I tego w przedszkolu nie sprawdziły ci nauczycielki? Dziwne przedszkole. Tym bardziej zapaliłaby mi sie lampka ostrzegawcza na poradniane rewelacje. Wg definicji gotowości fizycznej twoje dziecko i za 2 lata może jej nie osiągnąć.
    Panie w poradnich zyja z tego że "diagnozują". Nie moga wydawać za duzo jednoznacznie pozytywnych opinii bo co beda robic?
  • slonko1335 16.02.12, 19:19
    >I tego w przedszkolu nie sprawdziły ci nauczycielki? Dziwne przedszkole
    ale konkretnie czego nie sprawdziły? wagi i wzrostu? nie sądzę aby sprawdzali
    motoryki, lateralizacji, koordynacji?-oczywiście, że tak dostaję dwa razy w roku diagnozę
    tego czy w szkole x są szafki a w szkole y nie ma? nie sądzę żeby ich to interesowało
    nie zwrócono uwagi na to, że ze względu na wzrost może sobie w jednej szkole gorzej radzić niż w innej?-owszem, nie zwrócono

    Rodzicom wszystkich dzieci które mają iść do szkoły zalecono badania w poradni i ja z tego zalecenia skorzystałam, każdy rodzic który na takie badanie idzie dostaje opinię od nauczycielek-też taką dostałam.
    Było i owszem w niej zaznaczone, że znacznie córka odbiega wzrostem od rówieśników i jest od nich nieco mniej sprawna fizycznie. Było zaznaczone, że jest bardzo wrażliwa. BYło zaznaczone, że nie lubi zmian i w sytuacjach nowych się wycofuje. Nie było żadnych informacji medycznych bo przedszkole takimi nie dysponuje.
    Panie z poradni znają i mnie i moje dziecko. Nie mam podstaw aby podejrzewać nierzetelną opinię z ich strony i wybacz ich opinia wiecej dla mnie znaczy niż twoja w tej sprawie,co chyba jest oczywistym bo ty nie możesz nic stwierdzić o dziecku którego na oczy nie widziałaś, tylko sobie popisać o rzekomej niekompetencji osób które ją znają, widziały i badały i są specjalistami w tej dziedzinie...

  • przeciwcialo 16.02.12, 19:46
    Krótka piłka- ile czasu spedziła z twoją córką pani z poradni? Ile spędziła z nia czasu nauczycielka przedszkolna?
    Dla mnie- powtarzam dla mnie- opinia poradni jest mniej wiarygodna niż przedszkolna z prostego powodu - w przedszkolu dziecko spedza więcej czasu w róznorodnych sytuacjach, z rówieśnikami.
  • slonko1335 16.02.12, 20:07
    No to masz jeden problem jeszcze bo nauczycielka z przedszkola z opinią z poradni całkowicie sie zgadza...ale tak wiem obie są beznadziejne i nie maja pojęcia o swojej robocie w przeciwieństwie do specjalistek na forum...
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • przeciwcialo 16.02.12, 20:20
    Nie mam problemu zadnego. Po pozytywnej opinii z przedszkola nie widziałam powodu latac po poradniach. Poradnie sa dla dzieci co do których sa watpliwosci. Jesli takie sa to ktos z boku powinien je rozwazyc. Po poradniach kilkumiesieczne kolejki bo z normalnymi, zdrowymi dziecmi lataja nadgorliwi rodzice zabierając miejsca i czas dzieciom którym faktycznie potrzebna jest diagnoza i ewentualna pomoc.
    I nie pisze tego personalnie do ciebie, byc może twoje dziecko takiej dodatkowej opinii potrzebowało.
  • slonko1335 16.02.12, 20:29
    A u nas w przedszkolu zalecono badanie każdemu chętnemu do szkoły, przed pierwszym zebraniem była pedagog z poradni i też zachęcała do tego. Nie ma u nas w mieście kilkumiesięcznych kolejek w żadnej, czekaliśmy miesiąc tylko dlatego, że chciałam do konkretnej osoby, koleżanki w dwóch innych były znacznie szybciej przyjęte. Ja widziałam powód do takiego badania i uważam, że warto je robić.
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • przeciwcialo 16.02.12, 20:38
    Słonko- taki pedagogpracuje 5-6 godzin. W ciągu dnia przyjmie 3-4 dzieci. Każde musi zonbaczyc kilka razy. Musicie mieć tych pedagogów sporo w poradniach. U nas mówiono że jesli ktos mimo pozytywnej oceny ma watpliwości to zapraszają ale trzeba się liczyć z długim oczekiwaniem. W zasadzie wszyscy rodzice zaufali doświadczeniu nauczycieli przedszkolnych.
    Poradnie robią więcej rzeczy niz opiniowanie sześciolatków stad kolejki.
  • slonko1335 16.02.12, 20:56
    No na liście która tam wisiała kilkunastu wymienionych było...
    Uważasz, że kłamię odnośnie kolejki w poradni? ja sie też zdziwiłam po tym straszeniu na forum jak to długo trzeba czekać i jakie straszne są kolejki....a zadzwoń i zapytaj do jakiejś w szczecinie, obstawiam, że skoro na trzy o których ostatnio słyszałam dramatu z dostaniem się nie było to możesz wybrać losowo którąkolwiek i w żadnej tragedii nie będzie choć pewnie tuż przed naborem ruch większy niż na początku stycznia......

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • analist73 17.02.12, 09:33
    To masz szczęście, ja na termin w poradni czekałam od czerwca do listopada. Więc zależy to od miasta. Lepiej zadzwonić wcześniej i się ucieszyć z krótkich terminów niż na odwrót.
  • makurokurosek 16.02.12, 19:49
    Gotowość fizyczną zgodnie z podanym przez ciebie kryterium może określić tylko specjalista i to nie jeden, a kilku a nie panie pedagog czy psycholog bo niby na jakiej podstawie ocenili one stan kości i wymienionych przez ciebie narządów . Co do ogólnej sprawności fizycznej dzieci jest ona poprostu na żenującym poziomie i śmię twierdzić , ze najmniej sprawny siedmiatek z przed trzydziestu lat byłby w gronie najbardziej sprawnych fizycznie . Tylko do sprawności fizycznej nijak ma się wzrost , ot po prostu nasze dzieci bardzo mało się ruszają . W klasie córki ani jedno dziecko nie wykona poprawnie skłonu do przodu . Porównaj nasze zabawy oparte w 90 % na ruchu i obecne w takim samym procencie oparte na siedzeniu . Co do kiepskiej motoryki jeżeli faktycznie jest problem powinnaś o niej dowiedzieć się od nauczycielek . Młoda miała wykonywane testy gotowości w szkołe , przedszkolu i PPP , w dwóch , w ppp Motoryka wyszła kiepsko w dwóch pierwszych super jak się okazało zupełnie inne kryteria oceniania
  • slonko1335 16.02.12, 20:19
    > Gotowość fizyczną zgodnie z podanym przez ciebie kryterium może określić tylko
    > specjalista i to nie jeden, a kilku a nie panie pedagog czy psycholog bo niby n
    > a jakiej podstawie ocenili one stan kości i wymienionych przez ciebie narządów
    no i była przez kilku oceniona, zaniosłam do poradni wszystkie diagnozy od specjalistów które mamy. Poprawny rozwój kośćca warunkuje odpowiedni do wieku wzrost i waga między innymi ale to wszystko na pewno głupoty o których specjaliści nie mają pojęcia za to specjalistki na forum ogromne...

    Tylko do sprawności fizycznej
    > nijak ma się wzrost , ot po prostu nasze dzieci bardzo mało się ruszają
    oczywiście, za ma się jeżeli rozwój fizyczny jest badany w kwestii gotowości szkolnej. Jeżlei przyjęto, że wzrost sześciolatka to 120 cm i na taki wzrost zakupiono ławki i zaprojektowano inne urządzenia to jest to istotny czynnik...
    "
    Dojrzałość szkolna w zakresie rozwoju fizycznego sześciolatka:
    Dziecko powinno mieć powyżej 120 cm wzrostu, ważyć powyżej 23 kg ( te parametry idą w parze z twardością kośćca, siłą mięśni, ogólną odpornością na zmęczenie i odpornością organizmu na choroby; do tych wartości dopasowana jest wielkość ławek). "

    i jest oczywistym, że jeżeli jest dziecko nieco poniżej tego wzrostu nie jest to takim problemem jak gdy znajdzie się dziecko dużo poniżej...

    Co do kiepskiej motoryki jeżeli faktycznie jest problem powinnaś o n
    > iej dowiedzieć się od nauczycielek
    ależ ja wiem z czym jest problem, przecież już pisałam, że dostaję diagnozy dwa razy w roku...
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • przeciwcialo 16.02.12, 20:24
    No to straciłas mnóstwo czasu swojego i dziecka, naznosiłas papierów i dowiedziałs sie tego co w przedszkolu wink
  • slonko1335 16.02.12, 20:32
    Odwrotnie. Nauczycielka zgadza się całkowicie z opinią z poradni. Nie prosiłam o opinię na temat gotowości szkolnej w przedszkolu, z przedszkola dostaję dwa razy w roku diagnozy.
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • przeciwcialo 16.02.12, 20:40
    Diagnozy przedszkolne to swoją droga, one oceniaja postęy. Opinie na temat gotowości dostaje sie na przełomie marzec/kwiecień chyba.
  • slonko1335 16.02.12, 20:57
    No to dopiero taką dostanę.
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • makurokurosek 16.02.12, 20:42
    Prawidłowy rozwój określa endokrynolog , a nie PPP . Jeżeli waga i wzrost dziecka jest na tym samym centylu mimo, a endokrynolog nie widzi wad rozwojowych uznaje się że dziecko rozwija się poprawnie . Skąd to wiem, ano ja byłam dzieckiem które nigdy nie dobiło do trzech centyli . Podany przez ciebie wzrost i wagę osiągnąłem w czwartej klasie. Moje gabaryty nie miały nic wspólnego z moimi umiejętnościami manualnymi ani intelektualnymi jak również moją sprawnością fizyczną , na wf byłam oceniana na podstawie tych samych kryteriów co reszta klasy i nigdy nie spadałam poniżej 4 . Dwie dziewczyny podobnych gabarytów co ja w klasie trzeciej zostały wytypowane do klasy sportowej. Wcześniej piasaś , że problemem jest tylko wzrost teraz wynika , że twoja córka nie tylko rozwija się nieharmonijnie pod względem fizycznym i ma zaburzony stosunek wzrostu do wagi ale również pod wieloma innymi względami znacznie odbiega od swoich rówieśników. Nigdzie nie pisałam aby do szkoły posyłać dzieci które , aż tak bardzo odbiegają od normy . Sądzę również , że największy problem masz ty z zaakceptowaniem deficytów swojej córki i nie mówię tu o jej gabarytach .
  • slonko1335 16.02.12, 21:19
    Moje dziecko ma wady rozwojowe. Jest pod opieką endokrynologa między innymi i ma jego opinię. Mimo wad rozwojowych rozwija się poprawnie choć znacznie lepiej intelektualnie niż fizycznie co podobno jest normalne, że deficyt w jednym jest rekompensowany w innych dziedzinach. W tej chwili nie odbiega znacząco pod względem sprawności od rówieśników. Głównym problemem jest wzrost i waga bo pozostałe elementy są niezauważalne i nie maja wielkiego znacznie w kontaktach i codziennych czynnościach. Jak ktoś nie wie, że jest chora to nie ma o tym pojęcia bo tego nie widać. Żaden z jej problemów zdrowotnych nie jest przesłanką do rezygnacji z rozpoczęcia edukacji wcześniej o ile zapewni jej się odpowiednią szkolę ku temu. Kuleje u niej sfera fizyczna i ze względu na to, że jest taka a nie inna może zacząć kuleć sfera emocjonalna jak dziecko nie będzie sobie radzić fizycznie bo trafiła mi się bardzo wrażliwa sztuka.
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • asia_i_p 20.02.12, 13:46
    Dziecko powinno mieć powyżej 120 cm wzrostu, ważyć powyżej 23 kg ( te parametr
    > y idą w parze z twardością kośćca, siłą mięśni, ogólną odpornością na zmęczenie
    > i odpornością organizmu na choroby; do tych wartości dopasowana jest wielkość
    > ławek).
    To my prawie dostosowani. Córka ma 123 cm wzrostu i waży 20 kilo. wink Naprawdę nie jest chuda - tylko ma kilometry chudych nóg. Jakbym miała czekać do 23 kilo, nieprędko bym się doczekała.
    Ale przyznaję, że parametry fizyczne były u nas jednym z wyznaczników - już teraz, chociaż chyba najmłodsza w klasie, jest jedną z najwyższych - rok później to by już była masakra, wyraźnie by odstawała.
    --
    Moja Mama (z namysłem, usiłuje sobie przypomnieć): "Wyjmij belkę ze swego oka i..."
    Mój Tato (pomocnie): "i wsadź ją bliźniemu swemu!"
  • afrikana 21.02.12, 14:47
    > Dziecko powinno mieć powyżej 120 cm wzrostu, ważyć powyżej 23 kg ( te parametry idą w parze z twardością kośćca, siłą mięśni, ogólną odpornością na zmęczenie i odpornością organizmu na choroby; do tych wartości dopasowana jest wielkość ławek).

    to większość rodziców dziewczynek w grupie mojej córki mogą czuć się usprawiedliwienibig_grin dzisiaj było mierzenie i ważenie i większość do września nie ma szans żeby spełnić te kryteria. Moja córka również, choć przeciętnasmile ufff....mam kolejną wymówkę hihibig_grinwink
  • agni71 16.02.12, 16:06
    makurokurosek napisała:

    Ciekawi mnie jak t
    > woje dziecko z tymi przyziemnymi sprawami radzi sobie w domu . Jak radzi sobie
    > w domu z właczeniem/ wyłączeniem światła , sięgnięciem czegoś z wyższej półki ,
    > odkręceniem wody i wieloma sytuacjami wymagającymi wyższego wzrostu niż 105 cm

    Pewnie ktos dziecku pomaga. Moja córka jest chyba ciut wyższa od córki slonka, i dopiero od bardzo niedawna jest w stanie sama zapalic światło we wszystkich pomieszczeniach, poza pokojem dziecięcym (tam od początku włącznik jest nisko), i to podskakując. A jak sobie radzilismy do tej pory? Ktos jej zapalał, ten kto byl najbliżej - czyli ja albo któras z sióstr zazwyczaj.
    Dopóki nie zaczęła siegać do pokręteł kranu w łazience na stopniu z IKEi, stawała w tym celu na taborecie. Ale starałam sie, zeby zawsze ktos przy niej wtedy był, bo taki taboret jednak nie jest idealnie stabilny. Rzeczy z wyższej półki - podawał (i wciąz podaje) ktos kto sięga.

    Na twoim miejscu niezależnie od wyboru skupiłabym się na
    > rozwinięciu samodzielności dziecka , przestałabym ją w domu wyręczać w sytuacj
    > ach wymagających wyższego wzrostu i motywowałabym ją do bardziej kretatywnego m
    > yślenia

    Zbytnia kreatywnośc może byc zgubna w takim przypadku, ja wolę, zeby bylo bezpiecznie, nie chcę, żeby mi sie dziecko z krzesła/taboretu zwaliło na podłogę, trzymając do tego w ręku szklankę. I bez tego dzieci napotykaja w zyciu wiele niebezpieczeństw. A do sięgania - dorastają i tyle. Równiez corka słonka nie będzie miała wiecznie 104 cm wzrostu...
  • afrikana 16.02.12, 01:20
    I tu się z wami zgodzę. Dla chcącego, to żaden argument, zwykła wymówka.

    Jedno pytanie: gdyby był stary system, też byłaby najniższa. Czy też byś ją opóźniła aby była wyższa w stosunku do rówiesników ?
  • slonko1335 16.02.12, 09:26
    edno pytanie: gdyby był stary system, też byłaby najniższa. Czy też byś ją opó
    > źniła aby była wyższa w stosunku do rówiesników ?
    o rany a ta ciągle to samo...problemem nie jest bycie niższym od rówieśników , zwłaszcza że to się pewnie nie zmieni szybko, ani za rok, ani dwa...



    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • afrikana 17.02.12, 01:34
    ok, już rozumiem. No cóż, twoje dziecko nie osiągnęło gotowości szkolnej, dostałaś potwierdzenie od wychowawcy i poradni, więc możesz ją odroczyć. Proste. Ciekawi mnie tylko, czy gdyby nie reforma i gdyby urosła kilka cm ale nadal nie dosięgała do włączników świateł, nadal byłaby najniższa itd...czy też byś ją opóźniła...
    czy jeśli w przyszłym roku wszystkie te deficyty rozwojowe i związane znimi problemy nadal będą miały miejsce, znowu ją opóźnisz ?
  • slonko1335 17.02.12, 09:52
    No cóż, twoje dziecko nie osiągnęło gotowości szkolnej, dosta
    > łaś potwierdzenie od wychowawcy i poradni, więc możesz ją odroczyć. Proste.
    Nie rozumiesz jak zwykle...nie muszę odraczać swojego dziecka bo w tym roku mam wybór i mogę je wysłać jako sześciolatka do szkoły lub nie. Moje dziecko według poradni i nauczycielki ma gotowość szkolną, nie wiem skąd wzięłaś, że nie....a pewnie stąd, że masz problemy z czytaniem i rozumieniem...moje dziecko ma niższą gotowość fizyczną co może powodować problemy emocjonalne i utrudnić jej start w szkole ale ta niższa gotowość fizyczna nie jest na tyle niska aby go uniemożliwić i aby Alka ogólnej gotowości szkolnej nie miała. Ja mając wybór mogę to wziąć pod uwagę lub nie ale biorę bo chcę dla mojego dziecka jak najlepiej i korzystając w wyboru pozwolę na uniknięcie jej problemów emocjonalnych związanych z gabarytami w tym roku jeżeli nie będzie odpowiedniej szkoły w pobliżu naszego miejsca zamieszkania. Owszem mogę mieć to gdzieś i rzucić ją na głęboką wodę do naszej szkoły rejonowej(od której poradzono mi się trzymać jak najdalej także w kolejnych latach-taka jest świetna) i niech sobie jakoś radzi, ba możliwe, że poradziłaby sobie całkiem dobrze wbrew moim obawom, potem ewentualnie w połowie roku lub w drugiej klasie przenieść ją do szkoły rejonowej w miejscu naszego zamieszkania ale czemu miałabym to zrobić skoro mogę wybrać i takie rozwiązanie według specjalistów też jest najlepszym w chwili obecnej?

    Cie
    > kawi mnie tylko, czy gdyby nie reforma i gdyby urosła kilka cm ale nadal nie do
    > sięgała do włączników świateł, nadal byłaby najniższa itd...czy też byś ją opóź
    > niła...
    oczywiście, że nie bo ona nie dostała odroczenia i czy chcę czy nie chcę musiałaby pójść do szkoły

    czy jeśli w przyszłym roku wszystkie te deficyty rozwojowe i związane znimi pro
    > blemy nadal będą miały miejsce, znowu ją opóźnisz ?
    moje dziecko w przyszłym roku dalej będzie miało deficyty rozwojowe i związane z nimi problemy ale nie dostanie odroczenia z poradni bo nie ma do tego podstaw już w tym roku, o ile oczywiście się nie pogorszy z jej zdrowiem ale tego nie zakładam...

    I tak jak nie pójdzie do szkoły straci rok poznawczo, będzie musiała klepać ten sam materiał trzy lata z rzędu. Najlepszym wyjściem dla niej jest pójście do szkoły, do pierwszej klasy przygotowanej na przyjęcie sześciolatków i z takiego rozwiązania skorzystamy jak tylko się uda. Chyba, że stanie na nieszczęsnej szkole muzycznej.
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • makurokurosek 17.02.12, 11:43
    Ty się w końcu zdecyduj jaka opinię otrzymałaś w poradni bo raz piszesz , ze dziecko jest gotowe ale ma niski wzrost innym razem , ze leży pod względem motoryki i ma wiele problemów z którymi od dawna chodzicie do PPP . Niski wzrost nigdy nie był powodem do odrodzenia i nie ma żadnego wpływu na rozwój intelektualny czy motoryke
  • slonko1335 17.02.12, 11:51
    A gdzie ja napisałam, że leży pod względem motoryki? Napisałam, że ma niższą gotowość fizyczną. Gdzie napisałam, że od dawna chodzimy do PPP z jakimiś problemami? Nigdy z żadnym problemem z dzieckiem nie byłam w poradni.
    Córka dostała pozytywną opinię odnośnie gotowości szkolnej, wskazano mi jednak na niższą gotowość fizyczną i problemy w niektórych szkołach które mogą wynikać z jej gabarytów.

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • makurokurosek 17.02.12, 20:16
    napisałaś , że panie z PPP doskonale znają twoje dziecko nie chce mi się przeglądać dokładnie jeszcze raz twoich wypowiedzi wiec nie wiem czy gdzieś dokładnie nie napisałeś iż twoje dziecko od dłuższego czasu nie jest pod opieką PPP . Jednak już samo stwierdzenie ze panie znają dziecko sugeruje , ze miały z nim dłuższy i częstsze kontakt niż godzina na przeprowadzenie testu gotowości . To ty również pisałaś , ze wzrost to nie jedyny powód dla którego twoje dziecko nie uzyskało pozytywnych wyników testu . Swoją droga nie rozumiem po co robiłaś testy w poradni skoro przedszkole wydało negatywną opinię . I jeszcze raz , żadna poradnia nie wyda negatywnej opini tylko z powodu niskiego wzrostu , niski wzrost nigdy również nie był powodem do odroczenia
  • slonko1335 17.02.12, 23:04
    Napisałam, że panie znają nas rodziców i moje dziecko bo tak jest, po prostu jesteśmy znajomymi. To, że znamy się z powodu problemów z którymi rzekomo do poradni chodziłam to Twoja nadinterpretacja bo nic takiego miejsca nie miało, moje dziecko na badaniu w poradni było pierwszy raz w życiu i nigdzie nie napisałam, że jest inaczej.
    Gwoli ścisłości jeszcze badanie gotowości nie trwało godzinę.
    Ja cały czas piszę o gorszej(gorszej zaznaczam a nie tragicznej) sferze fizycznej u dziecka, która jest składową całego testu gotowości nie wiem skąd wiec wzięłaś, że dziecko nie dostało pozytywnego wyniku z całego testu gotowości szkolnej. Owszem wynik testu jest pozytywny, córka według poradni nadaje sie do szkoły. Jednak mam też z poradni dodatkowe uwagi i zalecenia związane z jej problemami zdrowotnymi, głównie dotyczącymi jej gabarytów.
    Nie wiem też skąd wzięłaś, że przedszkole wydało negatywna opinię, bo przedszkole nie wydało żadnej opinii odnośnie gotowości szkolnej żadnego z dzieci jeszcze,także mojego-ktoś pisał, ze robią to później. Nauczycielka widziała opinię z poradni i uznała, że się z nią zgadza całkowicie i jak najbardziej powinnam się zastosować do tych zaleceń.
    I jeszcze raz poradnia nie wydała negatywnej opini z powodu niskiego wzrostu-to twój wymysł zarówno w kwestii wydania negatywnej opinii jak i niskiego wzrostu będącego powodem jej wydania..
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • makurokurosek 17.02.12, 23:23
    Przepraszam a jakie wytyczne dotyczące wzrostu twojego dziecka udzieliły ci panie z PPP , codziennie prze 3h rozciągać dziecko na kole . Na litość boską niski wzrost i proporcjonalna do niego waga to nie ADHD. Przyznaje racje afrikanie jesteś hipokrytką która wszystkie sześciolatki wysyła do szkoły ale gdy chodzi o swoje dziecko wyszukujesz najbardziej idiotyczne argumenty aby tylko pokazać , ze mimo chęci są przeciwskazania uniemożliwiające ci posłanie córki do klasy I . Nie jestem zacięta zwolenniczką ale bardziej cenie i rozumiem osoby które szczerze przyznają ze nie popierają reformy niż takie ściemy
  • slonko1335 17.02.12, 23:42
    Naprawdę uważasz, że zależy mi na twoim szacunku i obchodzi mnie czy mnie cenisz czy nie? litości....
    Możesz mi wytłumaczyć w jaki sposób wysyłam wszystkie sześciolatki do szkoły? I czemuż to na forum miałabym być hipokrytką?przecież równie dobrze mogę tutaj wypisywać, że wysyłam córkę do pierwszej klasy i trzymać ją w przedszkolu jeszcze ze dwa lata...jak to sprawdzisz?
    Jeszcze raz więc, uważam, że program w szkole jest dostosowany do poziomu sześciolatka, nie widzę powodu czemu ten sześciolatek w przygotowanej szkole i z normalnym nauczycielem miałby sobie nie poradzić. Nie widzę też powodu aby w takiej sytuacji kiblował w zerówce..

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • slonko1335 17.02.12, 23:44
    acha o wytycznych z poradni pisałam kilkanaście razy, to, że są jakieś odnośnie zwiększania wzrostu to znowu twój wymysł....
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • afrikana 18.02.12, 00:41
    No proszę, nie przypuszczałam, ze kiedykolwiek zgodzę się z makurokurosek. Jesteś hipokrytką, szukasz wymówek, ściemniasz i sama plączesz się w zeznianiach. Raz twoje dziecko jest gotowe (nawet bardzo), a raz są przeciwwskazania i powinna wg poradni i wychowawczyni poczekać ten rok...hmmm

    Nie widzę też powodu aby w takie
    > j sytuacji kiblował w zerówce..
    ale swoje własne dziecko być może skażesz na kiblowanie, bo być moze od czasu do czasu będzie musiało poprosić panią albo koleżankę o włączenie światła w łazience. Tym bardziej, że łazienki w szkołach mają okna i są widne, a twoje dziecko zdaje się, nie musi być skazane za zmianową szkołę. Coś mi tutaj nie gra....
  • slonko1335 18.02.12, 00:55
    ale swoje własne dziecko być może skażesz na kiblowanie, bo być moze od czasu d
    > o czasu będzie musiało poprosić panią albo koleżankę o włączenie światła w łazi
    > ence.
    tak być może skażę swoje dziecko na kiblowanie z powodu takiego samego jak ty swoje-nasza szkoła może nie być przygotowana na przyjecie sześciolatków, na szczęście w przeciwieństwie do twojej mieściny u nas jest całe mnóstwo szkół gotowych, wiec nie jest sprawa przesądzona bo mam większy wybór

    ym bardziej, że łazienki w szkołach mają okna i są widne, a twoje dzieck
    > o zdaje się, nie musi być skazane za zmianową szkołę. Coś mi tutaj nie gra

    no oczywiście, że ci nie gra bo o takiej 7-8 rano zimą to w tych łazienkach akurat jest średniowidno...i nie wiem czemu wyciągnełaś tylko światło w łazience, bo to nie ejst jedyny problem dla niskiego sześciolatka ale przecież ty specjalistka od niegotowych szkól w mieście powinnaś znać wszystkie problemy na jakie mogą się natknąć dzieci. Przecież na Twoje dziecko szkoły nie są gotowe, a wiec czemu? z powodu światła?czy są jeszcze jakies inne powody?
  • afrikana 18.02.12, 01:31
    > tak być może skażę swoje dziecko na kiblowanie z powodu takiego samego jak ty s
    > woje-

    jest pewna różnica - ktoś już ja tutaj dostrzegł. Ty jej z pewnością nie zauważyszbig_grin Podstawowa to fakt, że ja nie uważam, ze opóźnię swoje dziecko. Ty natomiast zrobisz to z pełnym wyrachowaniemsmile Ja nie uważam, ze posłanie rok później będzie dla niego niekorzystne, a ty świadomie skrzywdzisz swoje dziecko i zmarnujesz mu rokbig_grin

    Przecież na Twoje dziecko szkoły nie są gotowe, a wie
    > c czemu? z powodu światła?

    Z powodu światła ??? Nieee...na taki absurdalny pomysł bym w życiu nie wpadałabig_grin Kojarzy mi się to z kwestią małych kibelkówbig_grin

    >czy są jeszcze jakies inne powody?

    nie, nie ma...włączniki światła to moja największa zmorawink