Dodaj do ulubionych

klasa a i klasa b

15.06.12, 08:27
Moja córka chodzi do szkoły, w której są dwie klasy drugie: a i b (szkoła podstawowa). W klasie a wychowawcą jest doświadczona nauczycielka, w klasie b debiutująca młoda pani. Pani z klasy a jest naprawdę dobrym nauczycielem, stara się bardzo, organizuje też wszystkie szkolne konkursy. Pani z klasy b (do której chodzi moja córka) również się stara, ale widać, że jest w jakimś stopniu podporządkowana pani z klasy a.

I teraz: było wczoraj podsumowanie szkolnych konkursów i we wszystkich, podkreślam wszystkich konkursach wszystkie pierwsze trzy miejsca zajęły dzieci z klasy a. Konkurs ortograficzny, recytatorski, matematyczny, europejczyka... W żadnym konkursie dziecko z klasy b nie zajęło żadnego miejsca. Można powiedzieć, cóż klasa gorsza.... I tego dotyczy moje pytanie: czy obecnie w szkołach nadal prowadzi się taką selekcję dzieci, że dzieci "zdolne" umieszcza się w jednej klasie a "niezdolne" w jednej i czy to jest ok? Myśl taka pojawiła się w mojej głowie już w pierwszej klasie, zauważalny był jednak nieprzypadkowy dobór dzieci do klasy a (gł. ze względu na status materialny) ale odganiałam tę myśl od siebie. Teraz jednak sytuacja wygląda tak, że napięcie między dziećmi z tych dwóch klas jest widoczne gołym okiem, dzieci z klasy a podkreślają, że są "lepsze"- bo są w podręczniku o kilka stron naprzód, bo szybciej przerobiły lekturę... itp. Dla nas dorosłych może są to głupoty, ale dla dzieci już nie. Moja córka wczoraj stwierdziła, że nie ma sensu brać udziału w żadnym konkursie skoro wiadomo, że zawsze wygra ktoś z klasy a. Powiedziała nawet, że pewnie pani z klasą a przed konkursami ćwiczy odpowiednie zadania... Nie usłyszała tego ode mnie, musiały to z dzieciakami omawiać.

Bardzo, bardzo mi się ta sytuacja nie podoba, czy słusznie? Czy przesadzam? Nie pragnę, by moja córka wygrywała w konkursach ale martwi mnie to, że nie chce brać w ogóle w nich udziału, a co więcej, zaczyna mówić, że ona jest w tej gorszej klasie... Bardzo zaniepokoił mnie też "komplement", który usłyszałam od pani z klasy a: pani córka jest tak zdolna, że chciałaby mieć ją w swojej klasie...
Edytor zaawansowany
  • buduje 15.06.12, 08:56
    Ciężko powiedzieć. U nas zaczęli robić testy kwalifikacyjne (!) przed pierwszą klasą. W marcu są wyznaczone 3 dni, w których musisz przyjść z dzieckiem i dziecko pisze test z matematyki (dzieci siedzą przy stolikach odgrodzone od siebie segregatorami, żeby nie podglądały), angielskiego - panie anglistki rozmawiają z dziećmi po angielsku oraz z nauk artystycznych - dziecko ma namalować, zaśpiewać, powiedzieć wierszyk, wyklaskać rytm, zatańczyć itp. W tym roku taką atrakcję zafundowali również 5cio latkom (najmłodsze dzieci miały 5 lat i 3 miesiące). Na podstawie osiągniętych wyników dziecko jest kwalifikowane (!) do odpowiedniej klasy. I tu mi nikt nie wmówi, że dzieci zdolne i mniej zdolne są przydzielane po równo do każdej klasy uncertain Dodam, że nie jest to szkoła prywatna, tylko zwykła szkoła osiedlowa, nasza rejonowa. Jako, że z natury jestem przeciwna zarówno testom wykonywanych w taki sposób na 5-6cio latkach jaki i segregacji dzieci od najmłodszych lat, to moje dzieci nie będą uczęszczały to tej szkoły. Tym bardziej, że w klasach jest po 27-29 dzieci, a 1.5 km dalej mam fajną, kameralną szkołę z klasami liczącymi po 15-18 dzieci.
  • whiterosie 15.06.12, 13:18
    a może to był test gotowości szkolnej, który muszą przejść wszystkie dzieci na początku roku szk. we wszystkich szkołach i przedszkolach i nie ma nic wspólnego z kwalifikacjami do klas? Drugi taki test jest wykonywany na koniec roku szk. Wyniki podawane są tylko rodzicom, nie do wiadomości publicznej i dzieci też nie wiedzą, jak poszło koledze. Test ma na celu dostosowanie materiału do danej grupy w następnym roku (np. wybór podręcznik)

    W klasie powinny być zachowane proporcje, choć wiem, że w niektórych szkołach po cichu (bo bez przyzwolenia kuratorium na taki proceder) są klasy ,,lepsze i gorsze".
  • morekac 15.06.12, 13:32
    To na początku roku, a nie - w marcu...
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • whiterosie 15.06.12, 15:05
    Rzeczywiście, nie spojrzałam, że to dość stary wątek, ale z terminem badania gotowości różnie w placówkach bywa. Badania mają być 2 - na początku i pod koniec roku szk. Termin tego drugiego jest dość wczesnie, bo chyba na koniec kwietnia rodzice muszą dostać wyniki. Więc może to jednak była gotowość...
  • buduje 16.06.12, 11:12
    Badanie gotowości było robione w grupach przedszkolnych i zerowkowych. Natomiast w szkole były testy kwalifikacyjne - nazwane tak przez dyrekcję - i były obowiązkowe dla wszystkich dzieci, które od września miały zacząć naukę w klasie pierwszej. Mialy na celu sprawdzenie co dziecko potrafi i w jakim zakresie i przydzielenie go do odpowiedniej klasy
  • mamusia1999 18.06.12, 11:20
    ja nie wiem czy selekcja to jest dobry patent, ale znam problem, przed ktorym stoja czasem nauczyciele:
    1, 2 czy 3 na 20 dzieci umie juz plynnie czytac, rachowac na konkretach do 20, powiedzmy mowi juz troche po angielsku. bo maja np. starsze rodzenstwo i zalapali mimo woli. trafiaja do klasy z "prawdziwymi" poczatkujacymi i sie nudza, a dzieci jak sie nudza, to sie robia niespokojne, zaklocaja tok lekcji etc., albo traca zapal do szkoly.

    wiem, ze istnieje domniemanie przeciwne, ze kilkoro bardziej zaawansowanych dzieci ciagnie za soba reszte. ale to wymaga duzo pracy od nauczyciela, duzo doswiadczenia i zaangazowania. a mam wrazenie, ze ani w PL ani u mnie(D) nauczyciele nie sa do tego przygotowani i nie maja wrecz mocy przerobowych.

    taki leadership nawet sie zgadza, moja Mloda podziwiala kolezanke za oczytanie i za celujace w pierwszych ocenach i faktycznie troche rownala w gore. ale lubic jej nie lubila, jak reszta klasy. teraz w odwrotnej sytuacji jest moj Mlody (2kl. bylych szeciolatkow): to jego gonia w czytaniu i rachunkach. 1klase spedzil na czytaniu w kaciku. no i miody to nie sa, jesli dziecko ma cechy introwertyka, to bardzo latwo zaczyna byc wyobcowane. bo w istniejacej obsadzie nauczyciele nie sa w stanie zatroszczyc sie o jego integracje.

    wiec ja z mojego punktu widzenia wolalabym, zeby byl bardziej w szeregu, a nie taki wysforowany, i to w cale nie ze wzgledu na jakies tam wykorzystanie potencjalu.

    moze kluczem do wiekszego zadowolenia bylaby normalna otwarta dyskusja z rodzicami? jaki jest cel testow? jaki klucz szkola chce zastosowac - bo moze chce wlasnie rozsiac zaawansowanych rowno po wszystkich klasach? czy rodzice sa z klucza zadowoleni, czy chca na odwrot. i mniemam, ze szkole do takiej dyskusji mlozna zmusic: przepisy testu nie narzucaja, chcecie moje dziecko testowac, to musze wiedziec jak i po co.
    ale tu i tak czyha zasadzka demokracji: zawsze bedzie jakas niezaspokojona mniejszosc. np. rodzicow na prawde poczatkujacych uczniow, ktorzy dla swoich pociech chca bezstresowego, wyrownanego startu. no chyba, ze szkola bardzo duza i mozna stworzyc wiele klas wg roznych kluczow i oczekiwan.

    ja sobie zdaje sprawe, ze sa eksperymenty pedagogiczne, gdzie uczy sie razem wrecz rozne roczniki (2-3 lar roznicy). i dzieci zaawansowane na tym tez korzystaja, bo pomagajac mniej zaawansowanym strukturuja i utrwalaja swoja wiedze, ucza sie pozycji lidera etc etc. tylko tez naklad pracy pedagogow, ich przygotowanie, wyksztalcenie etc., jest w takich eksperymentach zupelnie inny niz w realnych klasach.

    ale moze klasy bardzo zroznicowane tak na prawde swietnie sie sprawdzaja, tylko ja i moje dzieci mamy wyjatkowo nieudolnych nauczycieli...
  • jotde3 15.06.12, 08:58
    > I tego dotyczy moje pytanie: czy obecnie w szkołach nadal prow
    > adzi się taką selekcję dzieci, że dzieci "zdolne" umieszcza się w jednej klasie
    > a "niezdolne" w jednej i czy to jest ok? Myśl taka pojawiła się w mojej głowie
    > już w pierwszej klasie, zauważalny był jednak nieprzypadkowy dobór dzieci do k
    > lasy a (gł. ze względu na status materialny) ale odganiałam tę myśl od siebie.

    może róznice materialn były przypadkowe ? jak Ty to wogóle oceniłaś ? na podstawie kilku dzieci z lepszymi plecaczkami ???bo domyślam sie że nie na podstawie wyciągów z kont wink generalnie zdolniejsze dzieci powinny być uczone osobno , temu służą egzaminy wstępne w dalszych etapach edukacji .u dzieci w pierwszych klasach materiał jest jednak tak prosty a waga aklimatyzacji społecznej tak duża że tzw . nauczanie początkowe jest w praktyce socjalizacją początkową i zadbać należy raczej o to by wszyscy czuli sie dobrze w szkole publicznej . trafiliście na "gorszą " panią , zdarza sie , trzeba dziecko samemu przygotować do konkursu , nagrodą będzie wyższa lokata na tle własnej klasy a jak miło będzie jak przegoni dzieci z "lepszej klasy " smile
  • malgosiann 15.06.12, 09:13
    Status materialny oceniłam "na oko" wink i po roku znajomości z rodzicami (samochody podjeżdżające pod szkolę plus orientacja kto gdzie pracuje, np. jest dyrektorem banku).

    Nie chodzi mi o to, by moja córka była najlepsza: chodzi mi o to, by się rozwijała, by miała motywację: w tej chwili nie ma motywacji.

    Czyli rozumiem, że taka selekcja jest normalna? Mnie się to nie podoba, ale nie jestem pedagogiem więc nie znam. Jestem jednak wyczulona na "szufladkowanie" kogoś i wydawało mi się, że dziś nie przykleja się już uczniom łatek "zdolny-niezdolny". Wiem, że są tu nauczycielki- proszę was o wypowiedź, naprawdę to jest normalne i ok?

    Mam trzecią klasę na przemyślenie co robić: szkoła ta nie jest naszą szkołą rejonową.
  • morekac 15.06.12, 09:21
    Nie, nie jest.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • jotde3 15.06.12, 09:30
    > Nie chodzi mi o to, by moja córka była najlepsza: chodzi mi o to, by się rozwij
    > ała, by miała motywację: w tej chwili nie ma motywacji.


    > Czyli rozumiem, że taka selekcja jest normalna? Mnie się to nie podoba, ale nie
    > jestem pedagogiem więc nie znam. Jestem jednak wyczulona na "szufladkowanie"
    > kogoś i wydawało mi się, że dziś nie przykleja się już uczniom łatek "zdolny-n
    > iezdolny".

    żle sie wyraziłem . oczywiście nie chodzi o żadną ZDOLNOŚĆ a o osiągane wyniki . dzieci które osiągaja lepsze wyniki powinny być z punktu widzenia przyswajania wiedzy w grupie z podobnymi w przeciwnym razie może zlikwidujmy szkoły dla osób opóznionych (? dziwnye stwierdzenie ) intelektualnie i wrzucmy ich w normalny system ?przecież średnie IQ to 100 , osoby ze 130 to jakieś 15 % populacji a te z 70 to już często do szkół specjanych trafiają , wiec czemu 30 pkt mniej od sredniej ma spychać do szkoły specjalnej a 30 pkt w góre nie ma dawać prawa do krztałcenia z podobnymi dzieciakami ? pewne rozróznienie w naszym systemie może nastąpić na poziomie gimnazjów a moim zdaniem powinno nastepować po już 3 klasie bo materiał sie komplikuje , dzieli na przedmioty itd.
  • jotde3 15.06.12, 09:34

    > > Nie chodzi mi o to, by moja córka była najlepsza: chodzi mi o to, by się
    > rozwij
    > > ała, by miała motywację: w tej chwili nie ma motywacji.

    wiec jej ją daj .
  • jotde3 15.06.12, 09:49
    > y system ?przecież średnie IQ to 100 , osoby ze 130 to jakieś 15 % populacji

    no tu troche przeszarzowałem . taka to ma chyba jednak troche mniej ludzi . teza jednak pozostaje bez wiekszych zmian . jeśli mamy szkoły specjalne to czemu nie spróbować tworzyc klas specjalnych jak juz dziecko pokazało swoje mozliwosci ?
  • olena.s 15.06.12, 12:10
    To zależy od filozofii szkoły: czy dzielimy dzieci na klasy pod wzgledem podobieństw,czy przeciwieństw? Na oko wydaje się, że najlepsze powinny iść do najlepszych, średnie do średnich,, gorsze - pod względem zdolności - do gorszych. W ten sposób nauczyciel ma do czynienia z mniej więcej jednorodną grupa i może dostosować metody do jej szczególnych potrzeb. Tak działa wiele szkolnych systemów, także publicznych. (Np blogerka azjaodkuchni opisuje szkołę w Singapurze, gdzie dzieci trafiają po każdorocznych egzaminach do odpowiednich poziomem grup. W najlepszej klasie dzieci jest 40, nauczycielka jedna, wymagania wyśrubowane, w grupie najsłabszej klasa jest o połowę mniej liczna a nauczycielki są dwie. Dziecko które złapało rytm i przyspieszyło ma po każdym roku szanse dołączyć do lepszych).
    ALe jest i przeciwna opcja, jak w mojej szkole. Każdego roku klasy są zestawiane od nowa na zasadzie zbiorów równorzędnych - mniej więcej tyle samo uczniów lepszych i gorszych z matematyki i przedmiotów humanistycznych, podobny rozkład narodowości i wyznań, zbliżona liczba dzieci nowych, podobna proporcja dzieci rozrabiających, równo rozrzuceni uczniowie wymagający specjalnej pomocy w angielskim. Pewnie przy okazji załatwia się też sprawy 'społeczne' - rozłączyć dwóch osiłków mających tendencje do bullyingu, wrzucić dziecko samotne w miejsce, gdzie będzie miało szansę na znalezienie przyjaciela, rozsypać towarzystwo ostro między sobą rywalizujące po różnych zespołach. Matematyka wyższa, można powiedzieć.
    I wiesz co? Oczywiście testy PISA nie są specjalnie miarodajne w kwestii oceny poszczególnych szkół, za mały zbiór. Niemniej, moja szkoła w ostatniej edycji miała wyniki na poziomie Singapuru - a uczniów z poczuciem, że są gorszego sortu pewnie znacznie mniej.
    I nie wierzę, zwyczajnie nie wierzę, że nawet gdybyśmy dobierali uczniów pod względem IQ, to wszystkie konkursy wygrywałyby dzieci z wyższym ilorazem! Bo zdolności artystyczne nie chodzą w parze ze zdolnościami np. matematycznymi. Więc albo jedna pani kombinuje ambicjonalnie ze swoimi dziećmi, albo druga nie potrafi ich zainspirować i natchnąć nadzieją. W każdym razie podrążyłabym sprawę. Bo rozdzielenie na całą podstawówkę dzieci z lepszych i gorszych domów, a nawet o wyższym i nizszym IQ wydaje mi się bardzo szkodliwe dla obu grup/
    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • malgosiann 15.06.12, 12:16
    Dziecko które złapało rytm i przyspieszyło ma po każdym roku szanse dołączyć do lepszych

    No właśnie, tu nie tylko, że nie ma takiej szansy ale niejako jest "skazane" na bycie w klasie b przez całą podstawówkę, co jest wybitnie demotywujące.

  • olena.s 15.06.12, 12:22
    Ależ moja droga, otrząśnij się! Tu nie chodzi o podstawówkę, ale o całe życie wszystkich tych dzieci, o to, na co się będą ważyć podejmując decyzje inwestycjne za 30 lat, jakie będą ich aspiracje i oczekiwania!
    W opisanej singapurskiej szkole jest rotacja góra-dół, kiepscy wypadają z peletonu, lepsi do niego dołączają. To co opisujesz to jest stygmatyzowanie na całe życie!
    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • malgosiann 15.06.12, 12:28
    I jeszcze dodam, że ja w zamierzchłej wink przeszłości chodziłam do liceum do klasy "odpadów" jak nas wdzięcznie nazywano. Nie przeszkodziło to nam w tym, że na 28 osób w klasie 20 osób dostało się na dzienne studia (w czasach, gdy jeszcze trzeba było się w tym celu wysilić wink, w tym między innymi na farmację, matematykę czy filologie różne. Była też w tym liceum elitarna klasa a o profilu bio-chem, z której jednak nie wyszedł żaden lekarz. A wspomnienia mam dobre, atmosfera fajna. Sądziłam jednak, że we współczesnej szkole już nie zdarzają się takie podziały.
  • olena.s 15.06.12, 12:35
    Mi podziały nie przeszkadzają, widzę zalety różnych systemów, o ile sa robione jakoś sensownie, a nie dla zaspokojenia ambicji nauczycielki.
    Czytałam jakiś tekst amerykański o badaniach dotyczących wpływu dobrej nauczycielki w klasie trzeciej szkoły podstawowej na późniejsze losy dzieci. (W moim systemie nauczyciele uczą nie jedną klasę przez cały cykl nauki, ale jedną klasę przez rocznik, więc poza składem klas co roku zmienia się również nauczyciel wiodący). Wyniknało z nich że ten jeden konkretny nauczyciel zwiększa całożyciowe dochody dzieci o kilkaset tysięcy dolarów! Wniosek dla rodziców był taki: jeżeli trafił się wam świetny nauczyciel który chce odejść ze szkoły opłaca wam się zebrać 100 tys USD i dać mu w zamian za dalsze nauczanie waszych dzieci - odbiją to sobie w efekcie mądrzejszych życiowych wyborów i wyższych zarobków.
    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • dorek3 15.06.12, 09:23
    Ja takiej selekcji nieakceptuję szczególnie w klasach młodszych.
    W szkole moich dzieci tez dwie klasy równoległe. Absolutnie żadnych testów kwalifikujacych. Wszystkie wyniki z konkursów sa publikowane w sposób łączny dla obu klas, tak że na oko formalnie nie widac gdzie jest przewaga.
    Wydaje mi sie że Waszym przypadku całą sytuację ewidentnie podkęcaja nuczyciele (vide komentarz nauczycielki o Twojej córce). Dzieciaki maja do tego tendencje, ale mądry nauczyciel bez problemu sobie z tym poradzi. Dla mnie taka eskalacja niepouszczalna.
    --
    pozdrawiam
    Dorota i Kuba&Bartek
  • olena.s 15.06.12, 12:19
    Bardzo mi się nie podoba opisana sytuacja. Dlaczego - wyjaśniłam w poście wyżej.
    Jeżeli możesz, sprawdź co na to dyrekcja, i co na to nauczycielka twojego dziecka. Gdyby nic nie dało się zrobić z tą skandaliczną sytuacją, zaczęłabym zastanawiać się nad walką partyzancką zmierzającą do oddania dzieciom z 'gorszej' klasy szansy na dobrą samoocenę i rozwój. Na przykład poprzez udział w konkursach, w których nie uczestniczy 'lepsza' klasa. Poprzez organizowanie wystaw rysunków tej klasy, może udziału w konkursach sportowych, organizowaniu działań, które pozwoliłyby na docenienie zarówno indywidualnych dzieci jak i klasy jako całości. - My jesteśmy o pięć stron dalej w podręczniku, aha! - A my robimy biwak w sobotę i jeden tata będzie nas uczył jak krzesać ogień! - coś w tym rodzaju.
    Ponadto miałabym duża pokusę, aby dziecko przenieść - nie do lepszej klasy, ale do szkoły, w której nie ma tak demoralizujących praktyk. Bo bałabym się, że dziecko nabędzie niszcząco niskiej samooceny i pesymizmu życiowego.
    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • malgosiann 15.06.12, 12:33
    bałabym się, że dziecko nabędzie niszcząco niskiej samooceny i pesymizmu życiowego.

    oleno, trafiłaś w sedno moich obaw

    Pozostaje mi porozmawiać z nauczycielką, nie chcę jednak, aby ona odebrała to jako zarzut, że słabo pracuje- bo tak nie jest. Nie wiem dokładnie jak wygląda ścieżka awansu nauczycielskiego, ale mam wrażenie, że nasza pani jest od pani z klasy a "zależna".

    Rozważam zabranie córki z tej szkoły po trzeciej klasie, choć byłoby szkoda- ma mnóstwo innych zalet, które jednak bledną przy opisanej sytuacji.
  • olena.s 15.06.12, 12:41
    Dlatego ja pisałam o partyzantce - nie o konfrontacji. Czyli o stworzeniu pozytywnej alternatywy dla wyróżnień generowanych przez nauczycielkę 'lepszych'. Możliwości jest mnóstwo, o ile znajdziesz sojuszników w choć grupce innych rodziców z klasy i nauczycielce. Są konkursy pozaszkolne, są działania integrujące dzieci i dające im radość i siłę wspólnoty. Na Boga, na piątkach nie zasadza się życiowy sukces! Jest budowanie aspiracji, jest kształcenie umiejętności organizatorskich i przywódczych, są dające ogromną frajdę działania dla dobra publicznego.
    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • blankaz 15.06.12, 12:32
    W nas w szkole też są dwie równoległe klasy w roczniku syna (II).
    Wszystkie nagrody/wyróżnienia w jakichkolwiek konkursach są publikowane na stronie internetowej szkoły, z tym, że przez cały rok nie było żadnego wewnętrznego konkursu. Dzieci biorą udział chyba tylko w konkursach międzyszkolnych/organizowanych poza szkołą, np. Kangur, Świetlik, matematyka innego wymiaru, sporo różnych konkursów plastycznych.

    To co opisujesz jest dla mnie niedopuszczalne. Na pewno poruszyłabym ten temat na zebraniu. Można zaproponować, żeby dzieci nie brały udziały w konkursach szkolnych, skoro ma to wpływać na nie demotywująco, a w zamian, niech pani wykaże trochę wysiłku i spróbuje zaangażować dzieci do konkursów międzyszkolnych.

    --
    Z widokiem na Mont Blanc - kup, przeczytaj, pomóż
  • elenore 15.06.12, 12:33
    Malgosia, ale skoro nie było na wejściu testów to w jaki sposób przeprowadzono selekcję ?
    U nas w sp dobór klas jest czysto przypadkowy. Jedynym kluczem jest miejsce zamieszkania (tak aby dzieci w klasie miały choć 2-3 kolegów mieszkających w zasiegu ręki) + dodatkowo pisemne prośby o nierozdzielanie przedszkolnych przyjaźni wink Reszta na chybił trafił. W GIM już selekcja na podstawie wyników w nauce lub dodatkowych testów językowych (zależy od szkoły).
  • malgosiann 15.06.12, 12:43
    Dzieci w dużej części chodziły do jednego przedszkola, którego właścicielem jest nasza szkoła- stąd znajomość dzieci. Moje dziecko chodziło do innego przedszkola, stąd znalazło się w klasie b, poza tym przy rekrutacji wpisywało się miejsce pracy rodziców (nie jestem lekarzem, prawnikiem ani dyrektorem banku).

    Jeszcze raz podkreślę, że te pewne prawidłowości zauważyłam po pewnym czasie, odsuwając tę myśl, naiwnie myśląc, że mi się wydaje. A teraz widzę, że nawet na stronie szkoły umieszczane są zdjęcia klasy a- może mam już paranoję...
  • malgosiann 15.06.12, 12:46
    spojrzałam, z ostatniego miesiąca nie ma ani jednego zdjęcia naszej klasy, są za to trzy albumy klasy a...
  • olena.s 15.06.12, 13:04
    Słuchaj, zastanów się, dlaczego tak się dzieje. Czy to szkoła prywatna/społeczna czy publiczna? Czy im zależy na napływie dzieci z zewnątrz czy nie? Bo jeżeli jest prywatna, to może nierównomierność bierze się z gorszej 'waszej' nauczycielki i niezgrania rodziców? Może np. w tamtej klasie jest zapalony fotograf dostarczający fotki do kroniki?
    W każdym razie dokładnie to rozważ, pogadaj i z nauczycielką, i z zaprzyjaźnionymi rodzicami. Bo coś z ta sytuacja zrobić trzeba.
    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • malgosiann 15.06.12, 13:11
    Możesz mieć rację, muszę to rozważyć, na razie chciałam się upewnić, że faktycznie coś w tej sytuacji jest nie tak, czy tylko ja jestem przewrażliwona.

    Szkole zależy na ilości uczniów, tak myślę, w moim mieście trwa walka o ucznia, szkoły posuwają się nawet do różnych niekoniecznie fair zagrywek.
  • ewa_mama_jasia 15.06.12, 13:31
    Oj wydaje mi się że zaczynasz snuć spiskową teorię dziejów smile
    I chyba sama sobie zaprzeczasz: raz piszesz, że to dzieci zdolniejsze, raz - że dzieci bogatszych rodziców. A to oceniasz po samochodach i plecakach. A jedno z drugim niekoniecznie idzie w parze. W klasie mojego syna (szkoła prywatna, jedna z lepszych w Warszawie) jak przyszło do zawiezienia dzieci rano do muzeum, połowa rodziców jechała z dziećmi tramwajem.
    Że do jednej klasy trafiły dzieci z jednej grupy w przedszkolu - nie widze w tym nic złego. Rodzice często próbują umieścić dzieci z jednego przedszkola w jednej klasie, żeby im było raźniej. Siłą rzeczy taka klasa jest bardziej zintegrowana niż grupa sobie obca. Przynajmniej na początku. Pani z klasy a moze być faktycznie świetnym pedagogiem, doświadczonym i zaangazowanym nauczycielem. Może faktycznie ćwiczy z dziecmi zadania podczas przygotowania do konkursów, może w ramach świetlicy po godzinach nauki.
    Sama piszesz, ze nauczycielka Twojej córki jest młoda, o mniejszym doświadczeniu. Może wolny czas poświęca nie na dodatkową pracę z dziećmi, a np. na własne doskonalenie czy awans zawodowy.
    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • malgosiann 15.06.12, 14:11
    Nie napisałam, że dzieci są zdolniejsze- tylko, że za takie się uważają i są uważane i dają to odczuć dzieciom z klasy b. To różnica, nie oceniam dzieci, nie ma mnie w szkole, nie wiem jak przebiegają lekcje. Stwierdziłam tylko fakt, że w szkolnych konkursach wszystkie miejsca zajmują dzieci z klasy a- zwróć uwagę, nie wygrywają, tylko zajmują wszystkie miejsca I-III. Pytam więc, czy to normalne, zwłaszcza w II klasie szkoły podstawowej. Być może snuję teorię spiskową- dlatego pytam o zdanie innych, jak to jest w innych szkołach.

  • nunik 15.06.12, 14:25
    Dzieci do klas nie są dobierane przypadkowo. Doświadczona nauczycielka ma już wyrobioną opinię i niektórzy rodzice świadomie umieścili w jej klasie swoje pociechy. Interesują się dziećmi i wybrali Tą nauczycielkę. Także selekcja jest od początku. Młoda może za kilka lat jak dostanie następną klasę też bedzie miała już dzieciaki z "polecenia".

    Tak się dzieje w wielu szkołach i żal dziecka....
  • malgosiann 15.06.12, 14:52
    Ja uważam, że w ten sposób tworzą się kliki... i nie ma to nic wspólnego z tym, czy interesuję się swoim dzieckiem. Co bym teraz nie zrobiła będzie źle- zostawię ją w tej klasie- może zaprzepaszczę jej szanse, przeniosę ją do tej "lepszej" klasy to pokażę, że segregacja jest ok.
  • jagoda2 15.06.12, 14:36
    Myślę, że dużo zależy od nauczycielek, mniej od samych dzieci.
    W szkole mojej córki jest podobna sytuacja i z ubolewaniem stwierdzam, że to mojej córce trafiła się gorsza nauczycielka. Różnicę widać było już niemal od początku, ale wyraźnie to zaobserwowałam, kiedy pani zaszła w ciążę i w połowie III klasy dzieci dostały nową nauczycielkę - o niebo lepszą od poprzedniej. I jestem niemal pewna, że gdyby obecną nauczycielkę mieli od początku, to klasa mojej córki byłaby przynajmniej tak dobra, jak klasa równoległa.
    Myślę, że mniejsze znaczenie ma fakt, że "lepsza" klasa chodziła w tej szkole do zerówki, a "gorsza" klasa jest zbieraniną dzieci z różnych przedszkoli.
  • maksimum 15.06.12, 15:18
    malgosiann napisała:

    > I jeszcze dodam, że ja w zamierzchłej wink przeszłości chodziłam do liceum do kla
    > sy "odpadów" jak nas wdzięcznie nazywano. Nie przeszkodziło to nam w tym, że na
    > 28 osób w klasie 20 osób dostało się na dzienne studia (w czasach, gdy jeszcze
    > trzeba było się w tym celu wysilić wink, w tym między innymi na farmację, matema
    > tykę czy filologie różne. Była też w tym liceum elitarna klasa a o profilu bio-
    > chem, z której jednak nie wyszedł żaden lekarz. A wspomnienia mam dobre, atmos
    > fera fajna. Sądziłam jednak, że we współczesnej szkole już nie zdarzają się takie podziały.
    --------------------
    Ja tez chodzilem do klasy "odpadow" a jak zdawalismy na studia to z naszej klasy dostalo sie najwiecej osob,duzo wiecej niz z klasy "A".
    W mojej klasie byli sportowcy.Dwoch chlopakow gralo w pilke w 3-lidze a jeden z nich pozniej w 1-lidze.Jeden byl zapasnikiem-wicemistrzem Warszawy juniorow.
    Jeden chlopak mial swoj zespol muzyczny i w weekendy obskakiwal wesela.
    Jak sie moj wychowawca dowiedzial ze zdalem na SGPiS to malo na serce nie umarl bo on do moich dobrych wynikow z matematyki dostawial 2 z zachowania i srednia wychodzila mnie niska.
    Tylko 1 nauczyciel w szkole mnie lubil ale to przezylem.
    Na studiach nie mialem zadnych problemow.
  • iwek33 15.06.12, 16:14
    A ja myślę, że w całej tej sytuacji najbardziej toksyczną i mieszającą osobą jest nauczycielka z klasy A- ta starsza, doświadczona itd.... Na pewno część rodziców zażyczyło sobie, by ich dziecko poszło do klasy A ( bo znają nauczycielkę..a druga młoda, nie wiadomo, jaki to nauczyciel itp.)
    Sama wiele lat temu znalazłam się w takiej sytuacji: ja młoda, zaraz po studniach, pierwsza moja klasa, a na przeciw mnie starsza, doświadczona, z "wypracowaną pozycją" nauczycielka, do której klasy poszły "PRZYPADKOWO" wybrane dzieci - do mojej-reszta.
    Muszę przyznać, że niełatwo mi się pracowało, choć klasę miałam przesympatyczną. Pani stateczna z klasy "A" właściwie nic szczególnego nie robiąc ( bo już jej się nie za bardzo chciało, bo i tak często jej dzieci wygrywały konkursy- np recytatorskie, w których zdecydwanie moje dzieciaki były lepsze, no ale jak to tak, żeby dzieci od Pani A nie wygrały??) no więc Pani A nie mogła znieść, że takiej młodej po studiach się chce, że robi dodatkowe rzeczy, że organizuje wiele imprez, że wprowadziła naukę na fletach w klasie "B" i klasa b na uroczystości szkolnej wystąpiła z instrumentami, że kseruje dodatkowe ćwiczenia, że organizuje wypady sobotnie z dzieciakami i ich rodzicami, - i bardzo często poprostu głośno mnie krytykowała np na zebraniach klasowych ( " kto to widział, po co te flety itp..), często wpadała do mojej klasy, gdy prowadziłam lekcję i głośno komentowała: Po co znowu tyle ćwiczeń kserujesz, ćwiczenia z książki wystarczą", gdy zdarzyła się sytuacja, że jakiś pierwszak coś zmalowal natychmiast wygłaszała opinię: to na pewno z klasy B ( choć faktycznie okazało się, że z "A" big_grin - ale miałam satysfakcję ) generalnie- najwięcej mieszała ona.
    Dodam, ze dzieciaki z tej mojej pierwszej klasy kończą obecnie studia- z niektórymi nadal mam kontakt, bardzo mile wspominają swoje początkowe lata w szkole.
    Może warto porozmawiać z młodą nauczycielką, która uczy Twoją córkę, Jej na pewno nie jest łatwo, gdy ta z klasy A wiecznie podkreśla swoją wyższość i wyższość swojej klasy. A ona sama jest nauczycielką dopiero zaczynającą karierę w szkole, może nie ma na tyle siły przebicia, żeby wprost powiedzieć pani A, że dzieci z klasy B są tak samo zdolne i bystre , a wygrane w konkursach są przyznawanie niesprawiedliwie. Myślę, że bardzo fajny pomysł dała tu któraś z poprzedniczek: podpowiedzcie pani, by robiła w swojej klasie B różne wewnętrzne konkursy, coś specjalnego, wyjątkowego dla klasy, czego na pewno nie zrobi pani "A".
    W szkole, w której pracuję obecnie dzieci dzielone są z uwzględnieniem adresu zamieszkania ( żeby mieć jakiegoś kolegę/koleżankę w pobliżu) oraz uwzględniane są życzenia rodziców dotyczące przyjaźni przedszkolnych, ale na zasadzie : jeden bliski kolega. Nie praktykuje się sposobu: całe jedno przedszkole do a, a drugie do b. Raczej są mieszane pół na pół. Nauczycielki są w podobnym wieku i podobne stażem- nie ma tak nierównych podziałów: "wybrana klasa zdolna i reszta".
  • jagoda2 15.06.12, 16:24
    W opisywanej przeze mnie sytuacji, obie nauczycielki zaczynały dopiero pracę w tej szkole, więc wybór: komu jaka klasa przypadnie, był zupełnie przypadkowy. Być może zadecydowały cechy osobowościowe obu pań, bo mnie nauczycielka równoległej klasy już na pierwszy rzut oka bardziej przypadła do gustu.
  • mojemieszkanie24 15.06.12, 16:51
    zawsze jest tak, że klasy ze sobą rywalizują. Ja byłam w klasie ,,E" i rywalizowaliśmy z ,,F", jak byłam w ,,C" to rywalizowaliśmy z ,,D" ( o ile dobrze pamiętam). Niestety tak jest. \\


    A co to były za konkursy ? wewnątrzszkolne czy jakie ? bo może być to zwykły przypadek... jeżeli jednak były to kokursy wewnątrzszkolne to przyjrzalabym się temu, kto był w komisji. Środowisko nauczycielskie jest specyficzne, ja także w tym roku zaczynałam uczyć i bralam udział w konkursach poza przedszkolem. Moje dzieci otrzymały wiele wyróżnień, dwie osoby wygrały nawet konkursy ogólnopolskie i dopiero wtedy zaczęłam być poważana w środowisku. Wewnątrz przedszkola były 2 konkursy i ogolnie no.... było wiadomo, kto wygra. Nauczycielka twoich dzieci nie ma po prostu jeszcze pozycji w szkole, by walczyć o swoje dzieci, co nie czyni jej gorszą nauczycielka. Pamiętaj, że konkursy nie są wyznacznikiem tego, czy nauczycielka jest dobra czy nie. W przypadku konkursów plastycznych jest na przyład tak, że często rodzice wykonywali za dzieci pracę dlatego moje nie wygrywały ( my wykonywalismy pracę konkursową w sali, by nagroda była dla dziecka a nie dla rodzica). Sprawiedliwości nie ma...
  • jagoda2 15.06.12, 22:30
    Ta odpowiedź to chyba nie do mnie? Już druga osoba myli mnie z autorką wątku.
  • mama303 15.06.12, 17:30
    Bardzo wiele zalezy od nauczycielki. Tamtej klasie trafiła sie poprostu nauczycielka z doswiadczeniem, wie na co połozyc nacisk wie jak przygotowywac dzieci do konkursów itd. Nie śądze aby tam akurat były same zdolne dzieci. Ale spoko po III klasie zmiana nauczyciela i może sie wszystko odwrócić.
  • maksimum 16.06.12, 07:30
    Ja jestem za selekcja,z tym ze ma ona sie osbywac co rok a nie tylkow pierwszej klasie.
    Moja corka dzieki takiej selekcji trafila do klasy dzieci specjalnie uzdolnionych i dawala tam sobie bardzo dobrze rade.
    Ale byly tam takie dziewczyny,ktore w wieku 5 lat byly dobre ale juz w wieku 9 lat niestety slabe,a selekcji corocznej nie bylo,wiec ta slaba pisala testy oddzielnie bo sobie zupelnie nie dawala rady z tymi najlepszymi.
    Making long story short,z klasy tych najlepszych w podstawowce do najlepszego gimnazjum dostalo sie tylko polowa uczniow.Wniosek wiec z tego taki,ze bez rokrocznej selekcji ta selekcja tylko w pierwszym roku jest malo adekwatna bo dzieci rozwijaja sie bardzo roznie.
    Moj syn by sie w pierwszej klasie do tych najlepszych nie dostal ale juz w 3-ciej klasie chyba tak.
    Corka natomiast nie dosc ze byla najlepsza w tej najlepszej klasie to na dodatek zupelnie sie tam nie uczyla.
    W najlepszym gimnazjum juz sie uczyla 2-4 godz dziennie i byla w czubie,a teraz w liceum uczy sie jeszcze wiecej i tez jest w czubie.
    Czasami siedzi do 1-szej w nocy i ja ja wyganiam spac nawet jakby miala dostac slabsze stopnie ale jest uparta i uczy sie do upadlego.
  • mama303 16.06.12, 09:40
    maksimum napisał:

    > Ja jestem za selekcja,z tym ze ma ona sie osbywac co rok a nie tylkow pierwszej
    > klasie.

    ja jestem przeciwna takim selekcjom a własciwie pseudoselekcjom. Dzieci mają róznorodne uzdolnienia lub zamiłowania. Uważam, że dzieci naprawde uzdolnionych w każdej dziedzinie jest niewiele i nie trzeba ich oddzielać, żeby sie rozwijały. Mozna im organizować dodatkowe zajecia itd. No i tak jak piszesz: wszystko jest płynne z tymi zdolnosciami, szczególnie wśród małych dzieci.
  • monikaa13 16.06.12, 10:20
    Wydaje się, że tak. Zawsze ta a jest najlepsza. Przynajmniej gdzie ja uczyłam tak się jakoś składało, że a była najlepsza, a dalsze literki niestety gorsze.
    --
    Tiry na tory - podpisz
  • grzalka 16.06.12, 11:48
    Oczywiście, że jest selekcja- dobra nauczycielka będzie miała zawsze lepszych uczniów niż ta przeciętna, bo do dobrej wszyscy chcą się dostać i jest selekcja rodziców, a zwykle jak rodzice na poziomie to i dziecko prawdopodobnie zdolne i bystre. I faktycznie najczęściej to klasy "a". Sama chodziłam do takiej klasy (a o procederze wiem od mamy nauczycielki) i mam córkę w takiej klasie.
    --
    Prawo Katza - ludzie i narody będą działać racjonalnie wtedy i tylko wtedy, gdy wyczerpią już wszystkie inne możliwości
  • makk73 16.06.12, 11:52
    Są szkoły lepsze i gorsze, klasy podobnie. Zawsze tak było. Jeżeli inna klasa wydaje Ci się lepsza, po prostu przepisz do niej dziecko od nowego roku szkolnego. Zamiast gdybać, zgłębiać problem przekonaj się na własnej skórze (a właściwie skórze dziecka) czy w sąsiedniej klasie rzeczywiście jest lepiej. Proste rozwiązanie.
  • monikaa13 16.06.12, 13:40
    Z przepisaniem nie zawsze jest tak prosto.

    A jeszcze mi sie skojarzyło, że często a są klasami miejscowymi, a dalsze literki dojeżdżającymi i to wiąże się dokładnie z poziomem klasy jeśli chodzi o naukę, klasy a są często lepsze w nauce oraz poziomem jeśli chodzi o zachowanie, klasy a są często mniej grzeczne niż te dojeżdżające.

    Tak przynajmniej składało się w szkołach, w których uczyłam.

    Nie jest to regułą i nie zawsze tak jest ale zdarza się.
    --
    Tiry na tory - podpisz
  • makk73 16.06.12, 19:51
    Kiedy chodziłam do szkoły podstawowej (8 klas, a nie 6 jak obecnie) w pewnym momencie zrobiono selekcję. Uczniowie "gorsi", tacy którym szło raczej kiepsko znaleźli się w klasie A. Klasa B składała się głównie z bystrzaków, a C, do której chodziłam była taka swojska, chociaż dziwnie było jak kilku z nas odpadło do tej "A" po cichu zwanej "specjalną". Jednak to były inne czasy, kiedy obowiązywała rejonizacja.
    Obecnie mamy szersze pole do działania. Sama przeniosłam dziecko do innej szkoły, kiedy nie spodobała nam się osiedlowa podstawówka i nie natknęłam się na żaden problem z przeniesieniem.

    Nie twierdzę, że zmiana szkoły czy klasy jest najlepszym rozwiązaniem, kiedy coś nam się nie podoba. Może warto porozmawiać z Radą Rodziców w obecnej szkole, zasygnalizować problem, odrobinę go nagłośnić?
  • maksimum 16.06.12, 21:44
    mama303 napisała:

    > ja jestem przeciwna takim selekcjom a własciwie pseudoselekcjom. Dzieci mają ró
    > znorodne uzdolnienia lub zamiłowania. Uważam, że dzieci naprawde uzdolnionych w
    > każdej dziedzinie jest niewiele i nie trzeba ich oddzielać, żeby sie rozwijały .

    Niestety trzeba ich rozdzielac,bo reprezentuja calkiem inny poziom.
    Nie wiem dlaczego tak prostych rzeczy nie lapiesz,ze nauczycielka musi dostosowac poziom klasy do najslabszych dzieci i wtedy najlepsze sie NUDZA i NIC NIE UCZA.

    Gdy jest selekcja to wszystkie dzieci w klasie sa na podobnym poziomie i wszystkie maja motywacje by sie uczyc i to czesto i ciezko.

    > Mozna im organizować dodatkowe zajecia itd.

    Dodatkowe zajecia to ona maja w domu po szkole.Graja w tenisa czy na fortepianie itd.
    Dzieciak nie powinien sedzac cale zycia w szkole na jakichs dodatkowych zajeciach bo to jest zwykle przegiecie.

    > No i tak jak piszesz: wszystko jest płynne z tymi zdolnosciami, szczególnie wśród małych >dzieci.

    Dlatego coroczna selekcja jest najlepsza.
  • pyzzi 18.06.12, 06:53
    Dwie osoby tutaj wspomniały, że nie były w tzw." dobrej" klasie, a w "odpadach" .

    I "odpady" poradziły sobie w życiu.

    Edukacja szkolna to nie wszystko , a na decyzje inwestycyjne ( ktoś o tym napisał wyżej )nie wpływa w ogóle, ponieważ szkoła nie uczy inwestowania. I w ogóle niczego o pieniądzach.
    Czy szkoła uczy, co zrobić ze swoją pierwszą pensją ? NIE.

    W dorosłym życiu to ci piątkowi uczniowie ( lekarze, prawnicy, ekonomiści ) pracują dla tych trójkowych ( przedsiębiorcy) . Czwórkowi pracują dla rządu.
    Nie dajcie sobie i dzieciom wmówić, że skoro mają słabsze oceny, to są gorsze.
    Nie są - po prostu szkoła jest schematyczna, sztywna i rozwija tylko inteligencję akademicką. A co z inteligencją emocjonalną ? Finansową? Muzyczną ? Manualną?
    Jak szkoła przygotowuje do pracy w zespołach ? Selekcjonując dzieci ?

    Jeśli nauczyciel widzi sukces życiowy w tym, że ma się max punktów na testach, chodzi do elitarnego liceum i dostaje na prestiżowe studia to jest to trochę żałosne, bo oprócz studiów liczą się inne rzeczy w życiu . O to się ścięłam z dyrektorką gimnazjum, do którego chodzi moja córka. Dyrektorka jest dyrektorką po znajomości i żadne studia tego jej nie zapewniły. Natomiast koneksje owszem.

    Poczytajcie Kiyosakiego, zagrajcie z dziećmi w Monopoly ( a lepiej w Cashflow) i uodpornijcie na przyklejanie etykietek. Niech w szkole osiągają to, co najlepsze, ale nie skupiają się wyłącznie na tym. W życiu ważniejsi są przyjaciele niż dyplomy. I koneksje wink

    W szkole syna nie ma klasy a i klasy b. To mała szkoła i selekcji nie będzie na szczęście.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.