uwagi w dzienniczku o zachowaniu pierwszaka Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Dzisiaj moja córka-pierwszoklasistka przyniosła po raz pierwszy w dzienniczku do korespondencji dwie uwagi o przeszkadzaniu w czasie lekcji. Nie bardzo się tym przejęłam w odróżnieniu od pierwszoklasistki.
    Czy Wasze dzieci w I klasie też mają zeszyt, do którego nauczyciele wpisują uwagi na temat niegrzecznego zachowania? Jak jest to rozwiązane u Was? Osobiście nie zgadzam się na taką formę przekazywania mi informacji na temat zachowania mojego dziecka tym bardziej, że jest to związane z całą "ceremonią" wpisywania uwagi przy całej klasie a według mnie to upokarzające dla takiego małego dziecka.
    • Hm, a jek chcesz, aby były przekazywne informacje? Wolisz byc wzywana do szkoły za każdym razem?
      Dziecko, któremu wpisuje się słuszną uwagę, nie jest upokorzone, tylko najwyżej ukarane. Pani zwracała mu zapewne uwagę też przy całej klasie - i nie poskutkowało.
      --
      zpopk.blox.pl
    • W klasie mojego syna jest tzw. zeszyt do korespondencji - każdy uczeń dostał od wychowawczyni taki zeszyt w czasie rozpoczęcia roku szkolnego. Dzieci wklejają tam rozdawane przez panią informacje dla rodziców - o wszystkim, co ma się wydarzyć w szkole, sprawach organizacyjnych itp. Rodzice mają składać autografy pod każdą taką nową wklejką, co jest dla pani informacją zwrotną "przeczytałam/em".
      W tylnej części zeszytu wklejona jest "karta oceny zachowania ucznia", a także szczegółowe zasady oceniania - przyznawania punktów dodatnich i ujemnych. Odpowiednia ilość tych pierwszych skutkuje odznaką wzorowego ucznia. Oprócz tego jest strona, na której pani wpisuje uwagi - nie tylko te negatywne, ale także pochwały. Dzięki temu "dzienniczek" służy naprawdę do korespondencji na tematy wszelkie, a system oceniania - choć wydawał się wielce zawiły na początku - działa sprawnie i - jak zauważyłam - motywująco. Wpisanie obiektywnej uwagi /po jakimś ostrzegawczym upomnieniu, jak sądzę/, nie jest upokarzające - jest formą przekazania rodzicom informacji, jak to zrobić inaczej?
      --
      Pozdrowionka,
      Tusia
    • Nie bardzo wiem, co cie dziwi. To dość powszechna forma. Pani z pewnością zwracała uwagę córce na złe zachowanie, ale nie poskutkowało, czego efektem jest uwaga, bedąca od razu swego rodzaju karą, bo wszyscy widzieli, że dostała uwagę. W klasie mojej córki jest podobny system i Pani w ostateczności wpisuje uwagę do "zeszytu korespondencji", ale może też wpisać pochwałę. Także wszystko przed twoja córką. Pani to też tylko człowiek, nie może pozwolić wejśc sobie na głowę smile
    • Nie zdazylam przeczytac owej informacji w tzw dzienniczku korespondencji bo mi corka doniosla ze jej braciszek byl na dywaniku u dyrektora.Nie wiedziala o co poszlo ale doniosla mi natychmiast.Byl to pierwszy i ostatni dzien kiedy wyszla ze szkoly jako jedna z pierwszychsmile
      Bylo to w pierwszym tygodniu pierwszej klasy mojego syna.A przewinienie?Hmmmm postanowil ze sobie poskacze po krzeslach i stolach mimo ze dobrze wie ze tego nie mozna robic.
      TAki zeszyt korespondencji jest idealny i to ze dziecko dostalo uwage ze sie zle zachowywalo w szkole to jak inaczej chcesz zeby ci ja przekazano - listem poleconym?A jak sie troche powstydzi dziecko ze mu uwage wpisuja moze nastepnym razem przestanie przeszkadzac jak pani zwroci uwage.
    • to upokarzające dla takiego małego dziecka.
      A zwrócenie uwagi nie jest upokarzające? Nie przesadzaj, skarcenie dziecka musi być publiczne, trudno,, żeby nauczyciel zatrzymywał je po lekcji, żeby w samotności wyjaśnic, że rzucanie piórnikiem jest niedozwolone.
      --
      Życie w Zatoce Perskiej
    • U syna też jest zeszyt do korespondencji. Ale uwag z stylu "rozmawia na lekcji" nauczycielka nie wpisuje. Tylko przewinienia cięższego kalibru - pobicia, zniszczenia itp. Gdyby syn miał wpisywane takie uwag to podejrzewam, że przez pierwsze miesiące zeszytu by mu zabrakło wink
      Jak mówi wychowawczyni, to jej problem, aby na lekcji dzieci jej słuchały i nie przeszkadzały. Mają do tego celu swój wewnętrzny system - przez tydzień zbierają plusy i minusy (wiedzą za co można dostać) i jeśli na koniec tygodnia plusów jest więcej niż minusów - dostają uśmiechnięte buźki. W poniedziałek zaczynają z zerowym kontem. Minus zawsze można zrównoważyć plusikiem i na dzieci to dobrze działa.
      Dodatkowo do dzieci dość szybko dotarło, że jak nie uważają na lekcji, to mają sporo do zrobienia w domu, bo muszą uzupełnić to, co inni robili na lekcji. Więc lepiej uważać, co trzeba zrobić w szkole, a w domu mieć wolne.
      • Nie ma takiego zaszytu w zadnej klasie zreszta. Nie widze potrzeby aby przekazywac rodzicom takie informacje, bo i co mieliby z nimi zrobic skoro nie bylo ich tam wtedy? To rola nauczyciela i asystenta aby zdyscyplinowac dzieci, ktore ma sie w klasie. Istnieje system kar oraz nagrod, sa one.jasne dla dzieci i stosowane jak najbardziej. Dziecko, ktore lamie zasady zostaje ukarane i owszem przy reszcie klasy i pewnie czuje sie niefajnie ale na tym kara polega. Roznica polega na tym ze nie przekazuje sie takich uwag na biezaco rodzicom bo nie pod ich opieka sa dzieci w szkole wiec po co takie uwagi? To nauczyciel musi zdyscyplinowac, ukarac czy nagrodzic a nie rodzic w domu po fakcie w dodatku nie majacy zadnej wiedzy o zaistnialych okolicznosciach. Spotkania nauczyciel-rodzic-dziecko odbywaja sie w okreslonym czasie i wtedy nauczyciel informuje rodzica przy dziecku, ktore ma prawo zabrac glos m.in o tym jak wyglada jego zachowanie, ogolnie a nie, ze tego i tego dnia powiedzial cos do kolegi w czasie gdy nie powinien.
        • Mylisz sie: rodzicow o takich zachowaniach nalezy informowac. Owszem, do zadan nauczyciela nalezy radzenie sobie z takimi sytuacjami ale informacja o tym, co dziecko robi i jak sie zachowuje rodzicom sie nalezy. Takze po to, by nie bylo potem zdziwienia, ze "nikt mi nie powiedzial, ze ..." i dziecko dostaje kiepska ocene ze sprawowania, a przeciez "nikt sie na nie nigdy nie skarzyl" lub "tylko pani X sie na niego ciagle skarzy" lub "ze wszyscy skarza a nie umieja powiedziec, co takiego zrobil zle" (powiazanie konkretnego zachowania z konkretna sytuacja i na tej podstawie wyjasnienie, dlaczego tak a nie inaczej, bo przyklad najbardziej przemawia do rodzicow i dziecka niz jakiej pedagogiczne ogolniki).
          W klasie za uczniow odpowiada nauczyciel: to on upomina, on dyscyplinuje, on wyciaga stosowne wnioski i decyduje o karze dla delikwenta. Rodzicow jednak sie o tym informuje. Bo spotkanie z rodzicem moze odbyc sie za miesiac, dwa ... A tak informacja jest na biezaco. I nikt nie ma pozniej do nikogo pretensji, ze nie zawiadomiono o tym czy owym. Jezeli sytuacja jest z rodzaju kryzysowych (dziecko zagraza sobie lub innym) to wykonuje sie natychmiastowo telefon do rodzicow, nawet jeszcze w czasie trwania lekcji.
          W szkole mojego syna tez byl system zeszytowej informacji: nie tylko o niewlasciwych zachowaniach ale takze wszelakie pochwaly, przypomnienia itd. I swietnie sie to sprawdzalo.
          • anetchen2306 napisała:

            > Mylisz sie: rodzicow o takich zachowaniach nalezy informowac.

            To widac myli sie system edukacji. Owszem informuje sie rodzicow/opiekunow o zdarzeniu powaznym np. pobicie itp. wtedy nauczyciel mowi rodzicowi przy odbieraniu dziecka ze szkoly (mowimy o szkole podstawowej) lub dzwoni jesli inna osoba niz prawny opiekun odbierala dziecko np. babcia albo znajomy. Nie informije sie jednak na biezaco o tym ze X rozmawial albo Y sie zasmial bo to sa sprawy malo znaczace i sa korygowane przez nauczycieli i asystentow od razu. Do pierwszej klasy chodza dzieci w wieku 5 i 6 lat upomina sie slownie, na tablicy wisza kola w roznych kolorach i ich imiona moga tam wyladowac w razie zlego zachowania lub ostatecznie mozna posiedziec na krzeselku i przemyslec swoje zachowanie i nie ma sensu aby o takich malo znaczacych sprawach informowac kazdorazowo rodzica zwlaszcza iz kazde dziecko ma cos, jedne bardziej inne mniej. System dziala i to dobrze. Rodzic ma kontakt z nauczycielem/asystentem kazdego dnia przy przyprowadzaniu i odbieraniu dziecka i zawsze moze zamienic pare slow jesli nauczyciel uzna za stosowne to przekaze informacje istotne od razu. Jak widac drobnostek jakimi sa np. zagadanie do kolegi akurat w nieodpowiednim momencie sie za powazna rzecz nie uznaje i cale szczescie.
            • To, ze jakis system dziala inaczej nie znaczy, ze sie myli wink
              Ja pracuje w placowce (nie polskiej), gdzie uczniowie juz od pierwszych klas nauczani sa przez roznych nauczycieli, rzadko kiedy towarzyszy im jakis astystent/praktykant. Owszem, kazda klasa ma swojego "wychowawce" ale sa takze i inni nauczyciele i to takze ich sposob na komunikacje z rodzicami oraz tym wlasnie "wychowawca" (bo czasem zdarza sie zapomniec to i owo).
              Jezeli sa to male przewinienia wowczas konczy sie na upomnieniu. jezeli takie sytuacje sie powtarzaja - u roznych nauczycieli, w roznych sytuacjach - wowczas jest to dokumentowane pisemnie. Ulatwia to tez pozniejsza diagnostyke, w przypadku podejrzenia dziecka z dysfunkcjami. Niektorzy "delikwencji", oprocz swoich zeszytow, maja takze zeszyty na wylaczny uzytek nauczycieli i do wgladu przez rodzicow: zapisuje sie tam skrupulatnie wszystkie "podejrzane" zachowania wink
              W "mojej" szkole dzieci doprowadza sie do ... drzwi szkoly lub zostawia na zadaszonym boisku, nie ma odprowadzania pod klase. Zostalo to tak rozwiazane na prosbe samych rodzicow oraz pedagogow (dzieci mialy powazne problemy z usamodzielnianiem sie, rodzice probowali nawet za nie wykladac im wszystko na stoliki, probowali rozmawiac bez obecnosci pedagogow z innymi dziecmi itd.). Na rozmowe trzeba sie umowic ekstra.
              • anetchen2306 napisała:

                > To, ze jakis system dziala inaczej nie znaczy, ze sie myli wink

                to ty napisalas, "mylisz sie" dosc kategorycznie na moja odpowiedz, w ktorej napisalam jak to wyglada u mnie. Tu gdzie mieszkam (tez nie w Polsce) to dziala tak i dziala dobrze. Kazda klasa ma jednego nauczyciela, ktory prowadzi kazde zajecia plus asystenta (nie praktykanta, bo to inna para kaloszy) a dzieci ze zdiagnozowanymi dysfunkcjami np. ADHD maja osobnego opiekuna-asystenta. Nauczyciel zmienia sie rok a asystent co dwa. Szkoly maja kilka wejsc a place zabaw sa odzielone w taki sposob aby dzieci w roznych kategoriach wiekowych bawily sie osobno. Osobne wejscia maja to samo zadanie. Szkoly nie sa molochami, przecietne miejskie maja ok. 250-350 dzieci. U nas przyprowadza sie do szatni, z ktorej jest wejscie do toalet ibosobne do klas. Rodzice moga wejsc do szatni ale nie pomagac dzieciom zmieniac obuwie a do klas nie wchodza. W szatni zawsze stoi asystent/ka lub nauczyciel i wita i zegna dzieci i rodzicow oraz jest mozliwosc zamienic kilka zdan, a jesli rozmowa wymaga wieceh czasu umawia sie na spotkanie, najczesciej wyznaczane na nastepny dzien, nie pozniej niz w ciagu tygodnia.
                Zajecia prowadzone przez inne osoby np. nauczcieli z zewnatrz:tanca, muzyki, rugby itp. sa zawsze nadzorowane przez nauczyciela klasy i/lub asystenta. Wszelkie nieodpowiednie zachowania sa wiec korygowane od razu bez koniecznosci informowania o kazdym przeszkadzaniu rodzicow.
                • Najma wszystko w porzadalu, ale chyba chcialbys wiedziec ze twoje dziecko NOTORYCZNIE rozwala lekcje nauczycielowi i kolegom.Rozumiem ze nie leci sie i nie wpisuje pierwszego przewinienia tylko dyscyplinuje w klasie, ale jak jest to , podkreslam, NOTORYCZNE, to moze pomoc ze strony rodzicow?
                  • canuck_eh napisała:

                    > Najma wszystko w porzadalu, ale chyba chcialbys wiedziec ze twoje dziecko NOTOR
                    > YCZNIE rozwala lekcje nauczycielowi i kolegom.Rozumiem ze nie leci sie i nie wp
                    > isuje pierwszego przewinienia tylko dyscyplinuje w klasie, ale jak jest to , p
                    > odkreslam, NOTORYCZNE, to moze pomoc ze strony rodzicow?

                    Tyle, ze autorka watku nie napisala nic o tym ze bylo to notoryczne, ze dziecko nie jest w stanie skupic uwagi, ze jest nadpobudliwe i ze zaistnialo wiele innych czynnikow kwalifikujacych dziecko do diagnozwania w kierunku zaburzen. Czy ja sie myle i nie.potrafie czytac? Tu chodzi o zwykle rozmowy, moze jakies wyglupy itp. dziecko jest w pierwszej klasie a mamy wciaz wrzesien, no bez przesady. Nawet biorac pod uwage dzieci (nie to kobkretne dziecko) z problemami to i tak jest wtdy inna droga postepowania miedzy szkola a rodzicami niz wpisywanie uwag w dzienniczku. Wlasniebpo to sa te dzienniczki aby tracic czas na wpisywanie pie... tak jakby oczekiwac od rodzica "zrob cos z tym".
                    • Nie no akurat ona nie napisala czy to notoryczne czy nie, ale ze dwie uwagi sie w dzienniczku znalazly i ze dramat mlodego czlowieka i ze upokorzenie.Tutaj sie z nia nie zgadzam, ajkie kurcze upokorzenie.To juz nawet zwrocic uwagi dziecku nauczyciel nie moze?
                      Ale tutaj to ja sie odnosze do tego co Ty pisalas i odbieram te wpisy ze chodzi Ci o zwykle gadanie ot od czasu do czasu - tak uwazam ze to powinna nauczycielka rozwiazac na polu klasy a nie zasmiecac dzienniczek.Ale ja tu pisze o notorycznych i bede sie trzymac tego co wczesniej napisalam.smile
                      No i prawde powiedziawszy jakby mi nauczyciel wyjechal z czyms takim ze"no niech pani cos z tym zrobi" zapytalabym sie niewinnie - "ale co?"

                      A ze sie tez tak zapytam zupelnie ot tak - Ty jestes nauczycielka i do tego pracujesz z dziecmi z dysfunkcjami?Nie to ze sie czepiam, ale jezeli tak to te dzieciaki maja szczescie ze spotkaly Ciebie na swej drodze.
                      U mojego syna w szkole to ja zwrocilam uwage nauczycielom ze jednak chyba dziecko ma dysleksje bo zarowno ich praca jak i moja male daja efekty.
                      Mialam tez wpisy w dzienniczku ze wierci sie ze gada i nauczycielka jakos nie potrafila przyjac do wiadomosci ze sa tego dwa powody - pierwszy - nie zalapal tego co tlumaczyla i sie zgubil w tym wszystkim i nie ma pojecia o co biega , drugi ze juz to wie i sie nudzi.W zadnym z tych przypadkow nie chciala zmienic podejscia do dziecka.Po jakims czasie przestalam odpowiadac na jej wpisy, ale za kazdym razem z dzieckiem rozmwialam ze jak nie rozumie to ma jej to zglosic.Tylko ze w dosc duzej ilosci przypadkow byl on ignorowany.Smutne.
                      • canuck_eh napisała:



                        > A ze sie tez tak zapytam zupelnie ot tak - Ty jestes nauczycielka i do tego pra
                        > cujesz z dziecmi z dysfunkcjami?Nie to ze sie czepiam, ale jezeli tak to te dzi
                        > eciaki maja szczescie ze spotkaly Ciebie na swej drodze.

                        Nie jestem nauczycielka, pracuje 3 lata jako asystentka nauczyciela w szkole podstawowej. Pracowalam z dziewczynka z ZD, a oprocz tegobw klasach zdarzaja dzieci z dysfunkcjami wiec tez mam do czynienia z nimi, wiedze jakimi metodami dzialaja nauczyciele i osoby z duzo wiekszym doswiadczeniem. Sporo sie nauczylam. Choc pracuje w szkole nie wszystko mi sie podoba i ja czasem mam problemy do rozwiazania. Niestety, nauczyciele bywaja rozni, nie kazdy chce zauwazyc dysfunkcje, czesto potrzeba zdeterminowanych walczacych rodzicow, ktorzy z problemow zdaja sobie sprawe i nie ignoruja.
                        • O kochana, Ty mi to piszesz?W pierwszej klasie jak syn byl to nie powiem wspolpraca z nauczycielka byla , jak przynosilam papiery od specow do wypisania to wypelniala, ale po pewnym czasie zaczelam miec wrazenie ze ona sie wycofuje ze wszystkiego o czym mi mowila bo chyba nie chciala zeby na nia cokolwiek zwalic, a to ze syn nie lapie tego i owego, ze ma trudnosci z czytaniem itp itd.No kurcze gdzie jej wina?Jedyne o co mozna sie czepiac to jak nic nie chce w tym kierunku zrobic.
                          W 3 klasie syn trafil na fantastyczna nauczycielke, o przepraszam Nauczycielke.Potrafila sie pochylic nad dzieckiem z dysfunkcjami i nie chodzi mi tylko o mojego syna.4 i 5 klasa to byla porazka.Kobieta nie miala zielonego pojecia jak pracowac z dzieckiem dyslektycznym, ale dodatkowo olewala wytyczne i stresowala mi dzieciaka.JAk sie dowiedzial pierwszego dnia w 5 klasie ze ma ja znowu jako glownego nauczyciela( tutaj sie zmienia nauczyciel prowadzacy co roku)to nie chcial slyszec o powrocie do szkoly.W tym roku to ja slyszalam jedynie uzalania sie ze material trudniejszy, ze mu troche ciezko, ale daje rade.
                          JAkze latwiej pracowac z dzieckiem w domu jak ma sie 100% wspolprace ze szkola.
                          Powodzenia - masz wedlug mnie tak samo trudne zadanie jak nauczyciel docierajacy do calej klasy.
                        • Cytat
                          Niestety, nauczyciele bywaja rozni, nie kazdy chce zauwazyc dysfunkcje, czesto potrzeba zdeterminowanych walczacych rodzicow, ktorzy z problemow zdaja sobie sprawe i nie ignoruja.


                          Wychowawczyni syna czerpała wiedzę o autyzmie z powieści. Determinacja nic nie dała w tym przypadku.

                          --
                          Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
            • Cytat
              Rodzic ma kontakt z nauczycielem/asystentem kazdego dnia przy przyprowadzaniu i odbieraniu dziecka i zawsze moze zamienic pare slow jesli nauczyciel uzna za stosowne to przekaze informacje istotne od razu.


              Co w przypadku, kiedy dziecko do szkoły dojeżdża busem i nauczyciel nie ma codziennego kontaktu z rodzicem? (sytuacja z poprzedniej szkoły)
              Co w przypadku, kiedy dziecko dochodzi do szkoły samo? (sytuacja z nowej szkoły)
              Czy w takim przypadku nauczyciel ma dzwonić z każdym rozmawianiem na lekcji, czy wpisywać jednak w zeszyt, skoro uznaje to za stosowne? Ja przyznaję, że chyba bym nie chciała, jakby do mnie nauczyciel dzwonił w każdym przypadku, kiedy moja córka gada na lekcji, bo się nudzi.

              --
              Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
              • mama_kotula napisała:

                > Co w przypadku, kiedy dziecko do szkoły dojeżdża busem i nauczyciel nie ma codz
                > iennego kontaktu z rodzicem? (sytuacja z poprzedniej szkoły)

                Do szkol podstawowych w.miastach, malych miejscowosciach.dzieci nie dojezdzaja busami, na wsiach w busie jezdza osoby pracujace w szkole wiec jest z nimi kontakt, mam na mysli dziury zabite dechami.

                > Co w przypadku, kiedy dziecko dochodzi do szkoły samo? (sytuacja z nowej szkoły
                > )

                Dzieci do szkol podstawowych nie chodza same ani nie wracaja, prawo tego zabrania.

                > Czy w takim przypadku nauczyciel ma dzwonić z każdym rozmawianiem na lekcji, cz
                > y wpisywać jednak w zeszyt, skoro uznaje to za stosowne? Ja przyznaję, że chyba
                > bym nie chciała, jakby do mnie nauczyciel dzwonił w każdym przypadku, kiedy mo
                > ja córka gada na lekcji, bo się nudzi.

                I co zrobilabys w sytuacji gdybys codziennie miala telefon od nauczyciela o tym jak twoje dziecko rozmawialo na.lekcji, zasmialo sie, udawalo psa, kota, dowolnie? To moze lepiej od razu poprosic o etat albo wolontariat w klasie swojego dzieck i osobiscie je dyscyplinowac oraz zajmowac aby sie nie budzilo.
                Moja starsza ma 9 lat i jest w piaej klasie, nigdy jeszcze nie powiedziala ze sie nudzila w szkole. Mlodszy jest w klasie pierwszej tez sie nie nudzi, pewnie czasem "przedszkadza" ale nauczyciel radzi sobie i problemem to nie jest.
                >
                • I tu jest sedno sprawy - CZASAMI.
                  Ja po pierwszej informacji ze dziecko przeszkadza na lekcji mialam przeprowadzona rozmowe i o dziwo sie skonczylo.
                  • canuck_eh napisała:

                    > I tu jest sedno sprawy - CZASAMI.
                    > Ja po pierwszej informacji ze dziecko przeszkadza na lekcji mialam przeprowadzo
                    > na rozmowe i o dziwo sie skonczylo.

                    Tyle, ze takie rozmowy w wielu wypadkach nic nie daja, bo sa po fakcie i przeprowadza jej rodzic, ktorego nawet nie bylo na lekcji w tym czasie. Oczywiscie mozna wpisywac uwagi, mozna czytac i przeprowadzac rozmowy, moze nawet pomoga czasem co nie zmienia faktu, ze konieczne nie sa, bo kiedy Jas rozmawia gdy nauczyciel mowi a dzieci siedza na dywanie i sluchaja to ten nauzyciel musi Jasia tak skorygowac aby Jas przestal. Jasne, ze sa Jasie ktorzy maja sklonnosci do przeszkadzani ale z tym kazdy nauczyciel sie liczy i radzi sobie bez wpisywania mnostwa uwag do dzienniczka.
                    • Zgadzam sie z Toba ze nauczyciel na biezaco musi korygowac nieakceptowalne zachowania dzieci.Ale jak nasz przykladowy Jasio ma w nosie to co pani mowi i o co prosi to informacja w zeszyciku z ewentualna prosba by porozmawiac z dzieckiem uwazam ze jest OK.
                      Wiem ze niektorzy rodzice oleja taka uwage nawet nie skomentuja dajac w ten sposob swiatelko zielone dziecieciu ze w sumie nic sie nie stalo.Owszem nie stala sie tragedia, ale jak sie dziecku zwroci uwage ze to przeszkadza, ze innym przeszkadza itp itd i ze my jako rodzice tego nie pochwalamy to moze sie zastanowi nastepnego dnia czy warto robic mamie przykrosc.Bo o karaniu to mowy byc nie moze - przewinienie w szkole to nauczyciel wymierza "kary cielesne z zakuwaniem w dyby wlaczniewink "adekwatne do przewinienia i jakie sa ustalone w klasie.
                      • Cytat
                        Ale jak nasz przykladowy Jasio ma w nosie to co pani mowi i o co prosi to informacja w zeszyciku z ewentualna prosba by porozmawiac z dzieckiem uwazam ze jest OK.


                        Też uważam, że jest ok, jeśli problem powtarza się notorycznie, a nie jest to uwaga jednorazowa. Niemniej każdy medal ma 2 strony. Mój przykładowy Jasio miał w nosie to, co pani mówiła. Rozmawiałam z Jasiem milion razy. Jasio nadal miał w nosie. Pomogła zmiana pani i szkoły, u nowej pani w nosie nie ma, poleceń nowej pani słucha i jest chwalony. Więc rozmowa to jedno, a przyjrzenie się nauczycielowi i jego metodom to drugie (patrz mój post niżej o nudzie na lekcji).

                        --
                        http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/u/u91pns7d0.png
                        • No tez sie zgadzam ze duzo zalezy od nauczyciela.Przez dwa lata slyszalam ze do szkoly nie chce isc, nienawidze nauczycielki, doszlo do tego ze nawet poszly ciezsze slowa ze to idiotka.Przemilczalam bo w 100% sie z synem zgadzalam.Teraz nowy nauczyciel i co?Dziecko zachwycone, chce wypasc jak najlepiej i stara sie , nie ma problemu zglosic ze cos mu nie idzie bo wie ze otrzyma pomoc.Z poprzednia - zero pomocy.

                • > Dzieci do szkol podstawowych nie chodza same ani nie wracaja, prawo tego zabran
                  > ia.

                  Na pewno?
                  "There is no law prohibiting children from
                  being out on their own at any age. It is a
                  matter of judgement for parents to
                  decide when children can play out on
                  their own, walk to the shops or school."
                  link
                • > Dzieci do szkol podstawowych nie chodza same ani nie wracaja, prawo tego zabran
                  > ia.

                  nie masz racji - nie ma takiego przepisu
                  • tehanu73 napisała:

                    > > Dzieci do szkol podstawowych nie chodza same ani nie wracaja, prawo tego
                    > zabran
                    > > ia.
                    >
                    > nie masz racji - nie ma takiego przepisu

                    Racja nie ma takiego przepisu, to rodzice decyduja kiedy dzieci moga chodzic do szkoky same i kiedy zostawac same w domu, jesli jednak dziecku cos sie stanie to rodzice sa pociagani do odpowiedzialnosci jako glowni winni gdyz nie zapewnilo bezpieczenstwa dzieciom. Nauczyciele i polocja maja prawo zglosic przypadki dzieci pozostawianych bez opieki w drodze do domu lub do szkoly do odpowiednien jednostki socjalnej i moga byc wyciagniete konsekwencje wobec rodzicow. Zadna szkola w.mojej okolicy w tym moja nie wypuszcza dzieci samych (szkol podstawowa) jesli nikt po nie nie przyjdzie zostaja w szkole. Nie widuje tez dzieci chodzacych samych do szkol podstawowych.
                    • Szóstoklasistów też? I co wtedy te dzieci robią? Siedzą w szkole? Pod czyją opieką? A jeżeli coś się stanie - kto za to odpowiada? Pewnie też rodzicwink
                      Trochę mi to na nadopiekuńczość szkoły wygląda. To rodzic decyduje, czy dziecko wraca samo ze szkoły - i nikomu nic do tego.
                      • tehanu73 napisała:

                        > Szóstoklasistów też? I co wtedy te dzieci robią? Siedzą w szkole? Pod czyją opi
                        > eką? A jeżeli coś się stanie - kto za to odpowiada? Pewnie też rodzicwink
                        > Trochę mi to na nadopiekuńczość szkoły wygląda. To rodzic decyduje, czy dziecko
                        > wraca samo ze szkoły - i nikomu nic do tego.

                        Rodzic decyduje, prawo nie zabrania, ale wszystko zalezy od okolicznosci. Jesli jakis rodzic zauwazy dzieci idace same do i ze szkoly i uzna ze nie jest to bezpieczne albo inna osoba nauczyciel czy polocjant itd. moga byc klopoty, bo owszem rodzic decyduje ale wszystko zalezy od okolicznosci. W praktyce wyglada to tak, ze 99% rodzicow dzieci ze szkol podstawowych zapewnia opieke przy odprowadzaniu i odbieraniu. Jak myslisz, sa tacy zdyscyplinowani czy jednak ryzyko zbyt duze. Niewielki procent rodzicow decyduje sie na to aby ich dzieci w klasie szostej i to zazwyczja pod kobiec chodzilo do szkoly samodzielnie. Dopiero w high school z tym ze tu czesto zapewnia sie transport (autobusy szkolne) lub nadzor (caretaker) w odprowadzani na przystanki czy stacje. Szkola w ktorej pracuje ani zadne znane mi podstawowe nie wypuszczaja dzieci jesli nikt po nie przyjdzie a rodzi nie zostawi informacji ze sie zgadza. Co robi 6-klasita, jest w szkole, zajecia sie znajda. Czy nadopiekunczosc? Nie sadze, biorac pod uwage ze dzieci w szkole podstawowej sa w wieku od 4-11 lat.
                      • Państwo (nad)opiekuńcze. Ma to swoje dobre i złe strony.
                      • No nie do konca - ze szkoly podstawowej moich dzieci , a teraz juz tylko syna, NIKT nie wypuscil dzieci samopas do klasy 3.Potem juz jak rodzice wyrazaja zgode - ida same.W wielu przypadkach starsze rodzenstwo odbiera z kindergarten i to jest akceptowalne jak siostra/brat sa min w 6 klasie.
                        Co kraj to obyczaj
                • Cytat
                  Do szkol podstawowych w.miastach, malych miejscowosciach.dzieci nie dojezdzaja
                  > busami, na wsiach w busie jezdza osoby pracujace w szkole wiec jest z nimi ko
                  > ntakt, mam na mysli dziury zabite dechami.


                  Szkoła prywatna 20km od miasta. 75% dojeżdżało busami wynajętymi przez szkołę.

                  Cytat Dzieci do szkol podstawowych nie chodza same ani nie wracaja, prawo tego zabrania.
                  No jak nie chodzą, jak chodzą, i to stadami. Tak, masz rację, na odpowiedzialność rodziców. No ale chodzą, bo mają do domu 100, 200, 500m, jak się przeprowadzimy, to moje będą mieć około kilometra i też będą chodzić piechotą same. Więc, co w takim przypadku? Jaki kontakt przewidujesz z nauczycielem? smile
                  Jak odbieram teraz dzieci że szkoły/zawożę do szkoły, to wysadzam z samochodu na parkingu przed szkołą.
                  --
                  http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/u/u91pns7d0.png
                  • mama_kotula napisała:
                    > Jak odbieram teraz dzieci że szkoły/zawożę do szkoły, to wysadzam z samochodu n
                    > a parkingu przed szkołą.

                    Owszem, u mnie tez niektorzy rodzice tak robia, ale tylko wtedy gdy maja wejscie do szkoly na widoku u upewbia sie ze dziecko weszlo. Zazwyczaj ze starszymi uczniami, tak od 4 klasy, mlodszych zaprowadza sie szkoly.
                    Kontakt z nauczycielami jest codzienny dla tych, ktorzy maja potrzebe.
                    • Najma, ja rozumiem ze odebrac z zerowki czy przyszkolnego przedszkola delikwenta - takiego samopas nauczyciel nie wypusci.To samo z 1-2 klasa.W 3 klasie syn szedl do szkoly z siostra.Teraz drugi rok jak zaiwania do szkoly samopas( 11 lat, 6 klasa) - wybacz ale nie bede robila siary dziecku by mamusia przychodzila pod szkole.Wraca jak ktos tutaj ladnie to okreslil w stadku z kolegami.Crossing guard przeprowadzi i po krzyku.Nawet wczoraj dzwonili ze szkoly ze sie zle czuje.poprosilam by sekretarka poprosila nauczyciela o zadanie domowe dla niego i zeby go wypuscili, ja go odbiore przy przejsciu.

                      I najma - mi sie wydaje ze kontakt z nauczycielem jest wtedy kiedy raz jest potrzeba , dwa rodzic chce sie z nauczycielem skontaktowac.Jak nie przed rozpoczeciem zajec to umawiaja sie na inny termin.Ale rodzic musi chciec, a to nie zawsze jest takie oczywistesmile
                      • canuck_eh napisała:

                        > Najma, ja rozumiem ze odebrac z zerowki czy przyszkolnego przedszkola delikwent
                        > a - takiego samopas nauczyciel nie wypusci.To samo z 1-2 klasa.W 3 klasie syn s
                        > zedl do szkoly z siostra.Teraz drugi rok jak zaiwania do szkoly samopas( 11 lat
                        > , 6 klasa) - wybacz ale nie bede robila siary dziecku by mamusia przychodzila p
                        > od szkole.Wraca jak ktos tutaj ladnie to okreslil w stadku z kolegami.Crossing
                        > guard przeprowadzi i po krzyku.Nawet wczoraj dzwonili ze szkoly ze sie zle czuj
                        > e.poprosilam by sekretarka poprosila nauczyciela o zadanie domowe dla niego i z
                        > eby go wypuscili, ja go odbiore przy przejsciu.

                        U nas jest tak, ze wlasciwie wszystkie dzieci w primary school sa przyprowadzane i odbierane i nawet ci z year 6 i jakos siary smile (fajne okresleniewink) im sie nie robi (przynajmniej na to wyglada), jesli nie robia tego rodzice to dlatego ze nie moga bo pracuja zazwyczaj wyznaczaja wtedy inne osoby np. child minders, rodzina, znajomi, starsze rodzenstwo ale z high schools.
                        Prawo nie wyznacza wieku, jednak rodzice sa bardzo zdyscyplinowani i rzadko kto decyduje o samodzielnym chodzeniu pociech do/ze szkoly. Mysle ze wszystko zwiazane jest z okolicznosciami oraz z tym ze w razie problemow to rodzice sa odpowiedzialni i problemy moga miec spore. Tak jak wspomnialam wczesniej, istotne sa okolicznosci i znane sa przypadki, ze rodzice zostali zobowiazani przez social service badz policje do zapewnienia dzieciom opieki w drodze do i ze szkoly. Brak wyznaczania granicy wiekowej dziala tez w druga strone np. jesli rodzice uznaja ze 13-latki nie sa na tyle.dojrzali aby pokonywac droge do donow samodzielnie ci nie moga sie zbuntowac a i szkoly obliguje to w jakims stopniu do zapewnieni im bezpieczenstwa. Rozne historie juz sie zdarzaly wiec to wcale nie takie siarowate wink To be honest, moja starsza ma 9 lat jest w year 5 i nie wiem czy tak od razu bedac w high school bedzie chodzic sama i to nie wcale z powodu ruchu ulicznego. Jest rozsadna, ale coraz biebezpieczniej wokol nawet w calkiem spokojnych dzielnicach.

                        Co do kontaktow z rodzicami, zgadzam sie, jesli ktos chce to zrobi to.
                    • Moja córka ma 7 lat, jest w drugiej klasie i od połowy zeszłego roku wychodzi ze szkoły sama i przechodzi do mojej szkoły. Przed lekcjami rozstajemy się przy furtce w płocie dzielącym nasze szkoły. Po ulicy nie chodzi, bo szkoły są podwórko w podwórko przedzielone płotem, ale jednak z panią nie widuję się codziennie. Część jej kolegów i koleżanek chodzi do szkoły i ze szkoły sama.
                      --
                      Moja Mama (z namysłem, usiłuje sobie przypomnieć): "Wyjmij belkę ze swego oka i..."
                      Mój Tato (pomocnie): "i wsadź ją bliźniemu swemu!"
                • najma78 napisała:
                  > I co zrobilabys w sytuacji gdybys codziennie miala telefon od nauczyciela o tym
                  > jak twoje dziecko rozmawialo na.lekcji, zasmialo sie, udawalo psa, kota, dowol
                  > nie? To moze lepiej od razu poprosic o etat albo wolontariat w klasie swojego d
                  > zieck i osobiscie je dyscyplinowac oraz zajmowac aby sie nie budzilo.

                  No ale ja się z tobą zgadzam co do meritum. Dlatego napisałam, że jak nauczyciel ma potrzebę informowania o każdej pie..., to lepiej niech wpisuje w zeszyt, niż miałby dzwonić - wtedy nie muszę zwracać na to uwagi smile



                  --
                  Trójca
                  I am weird but I am not strange.
                  • mama_kotula napisała:

                    > No ale ja się z tobą zgadzam co do meritum. Dlatego napisałam, że jak nauczycie
                    > l ma potrzebę informowania o każdej pie..., to lepiej niech wpisuje w zeszyt, n
                    > iż miałby dzwonić - wtedy nie muszę zwracać na to uwagi smile

                    A ja uwazam, ze lepiej gdy nauczyciel zajmie sie wazniejszymi sprawami niz wpisywaniem do zeszytow info o tym jak X sie zasmial a Y zagadal.
                • serio przez całą podstawówkę planujesz zawozić i odbierać dziecko?
                  chyba nie pracujesz ...
                  świetlica w szkole mojego dziecka jest dla klas 1-3 jak miałabym odebrać dziecko np. o 13???

                  a jeśli chodzi o kontakt z nauczycielem - zostawiam dziecko sporo przed lekcjami odbieram sporo po
                  kontakt z wychowawczynią mam na zebraniu
                  --
                  'Demokracja ma sens jedynie kiedy jest kontrolowana'
                • > Do szkol podstawowych w.miastach, malych miejscowosciach.dzieci nie dojezdzaja
                  > busami, na wsiach w busie jezdza osoby pracujace w szkole wiec jest z nimi ko
                  > ntakt, mam na mysli dziury zabite dechami.
                  Pomyłka smile Ja mieszkam na wsi, dzieci dojeżdżają do szkoły autobusem, owszem jeździ z nimi opiekunka ale z innej szkoły, więc tą drogą nie mogłabym mieć kontaktu smile
                  Kotula, a chciałabyś mieć w dzienniczku uwagi że dziecko gada na lekcji? Ja nie, to w sumie problem nauczyciela, i nie bardzo rozumiem co rodzic w tej sprawie może zrobić. Palnąć pogadankę która pewnie wpadnie jednym uchem a drugim wypadnie, inna sprawa jak nauczyciel zaproponuje jakąś wpółpracę.
                  --
                  Julia,Maksiu i Tatiankasmile
                  http://maks-ostrowski.cba.pl/ - strona syna
                  KRS 0000 326 128 cel szczegółowy: Ostrowski Maksymilian - 035
                  • yula napisała:
                    > Kotula, a chciałabyś mieć w dzienniczku uwagi że dziecko gada na lekcji? Ja nie
                    > , to w sumie problem nauczyciela, i nie bardzo rozumiem co rodzic w tej sprawie
                    > może zrobić. Palnąć pogadankę która pewnie wpadnie jednym uchem a drugim wypad
                    > nie, inna sprawa jak nauczyciel zaproponuje jakąś wpółpracę.

                    Yula, ja wiem, że nauczyciele są różni. I już wyjaśniłam wyżej, że jak jakiś nadgorliwiec ma potrzebę informowania o pierdołach, to niech robi to na piśmie, zamiast np. dzwonić, marnując mój cenny czas.
                    Niżej też napisałam, że rodzic w sumie niewiele może doraźnie działać. Może drążyć, długofalowo, a i tak wszystko w gestii nauczyciela leży.

                    --
                    Trójca
                    I am weird but I am not strange.
                • > Dzieci do szkol podstawowych nie chodza same ani nie wracaja, prawo tego zabran
                  > ia.

                  Ooo, a to o Polsce mówimy? Bo się zgubiłam skąd Ty jesteś smile
                  Jeśli o Polsce to poproszę o cytat z tego prawa, bo chyba niedoinformowana jestem wink
            • Najma, ale my zakladamy ze wpis autorki to nie byl z cyklu -"pozyc gumke" tylko musialo byc to natretne gadulstwo i przeszkadzanie w prowadzeniu lekcji.O czyms takim to ja chce wiedziec by zdyscyplinowac malpujace dziecko na lekcji.
              Mam wrazenie ze przyklad ktory powtarzasz to jest od jakiegos malo udolnego nauczyciela ktory nawet wpisze do dzienniczka korespondencyjnego - "pani syn/corka/ zanieczyscila powietrze w klasie" , albo" glupio sie usmiecha" No pliiise
              • canuck_eh napisała:

                > Najma, ale my zakladamy ze wpis autorki to nie byl z cyklu -"pozyc gumke" tylko
                > musialo byc to natretne gadulstwo i przeszkadzanie w prowadzeniu lekcji.O czym
                > s takim to ja chce wiedziec by zdyscyplinowac malpujace dziecko na lekcji.
                > Mam wrazenie ze przyklad ktory powtarzasz to jest od jakiegos malo udolnego nau
                > czyciela ktory nawet wpisze do dzienniczka korespondencyjnego - "pani syn/corka
                > / zanieczyscila powietrze w klasie" , albo" glupio sie usmiecha" No pliiise

                Nie, my niczego nie zakladamy. Z tego wpisu nic nie wynika a nawet jesli bylo to natretne jak to okreslasz to i tak nauczyciel musi zdyscyplinowac dziecko, bo to on jest od tego. Jaki cel ma taka informacja? Z tego co napisala autorka mozna sie domyslic ze ze dziecko nie robilo tego w jakis szczegolnie natretny, uciazliwy i dlugotrwaly sposob gdyz nic takiego nie wynika z jej opisu i nie wspomina o wielu uwagach. Dziecko sie przejelo a matka nie, nie ma czym zreszta, to normalne wsrod dzieci, zdarza sie wiekszosci, tym dobrze wychowywanym w domach tez. Na miejscu autorki nie oburzalabym sie sama uwaga wypisana przy reszcie klasy, zapytalabym ja jak zareagowala na zwrocone jej uwage i kiedy i co dalej. Poinformowalabym ja takze aby nie i.formowala mnie o kazdym nieodpowiednim ale niepowaznym zachowaniu dziecka tylko rozwiazywala to w klasie uzywajac metod pedagogicznych, ktore jako nauczyciel znac powinna.
        • Mylisz sie.Takie jest moje zdanie.Bo jak z uwaga typu - rozmawia na lekcji nie leci nauczyciel( no ten dobry i ogarniety) tak jak jest to notoryczne to rodzic powinien wiedziec.Nie zeby karac dziecko w domu, ale zeby przeprowadzic rozmowe by nie rozwalalo lekcji nauczycielowi.Ja sie dowiedzialam i corce wtedy w 5 klasie nawtykalam ze rozwala lekcje nauczycielowi, dwa przeszkadza kolegom i kolezankom.To ze ona pojela w mig i blyskiem zrobila co zostalo polecone to nie znaczy ze inni tez tak szybko pracuja.Nauczycielowi powiedzialam by jej przyszykowal 2-3 razy wiecej zadan to sie mloda uspokoi.Zadowolony ze moze cos wiekszego kalibru przygotowac dla ucznia.Tak wiecej pracy dla niego zeby wyszukac jej zadania, ale w klasie mial spokojnie i nie bylo gadulca.
          Tak wiec uwazam ze taka informacja jest po to by rodzic mogl wplynac na dziecko, by syt z gadaniem sie nie powtarzala.
          • canuck_eh napisała:

            > Mylisz sie.Takie jest moje zdanie.

            A moje zdanie jest inne, uwazam, ze skoro nauczyciel nie potrafi poadzic sobie z takimi blahostkami to co w powazniejszych przypadkach? Czarna dziura. Rownie dobrze to rodzice powonni chodzic z dziecmi do szkoly i siedziec z nimi przy stolikach w razie potrzeby dyscyplinowac. Fajnie, ale to nie ich zadanie, maja inne. Rozumiem tez, ze ty majac problem ze swoim dzieckiem w domu np. taki ze nie chcial zrobic zadanej pracy piszesz do nauczyciela i oczekujesz aby cos z tym zrobil. Tak to nie dziala. Mozna rodzicowi wspomniec na spotkaniu, ze dziecko ma problem z zastosowaniem sie do zasad panujacych w szkole czy klasie jesli dotyczy to rozmow, smiechow itp. ale zeby pisac o tym kika razy w tygodniu czy nawet miesiacu do rodzicow to marnowanie czasu. Nieudolny nauczyciel, twoniacy czas na bzdety.
            • Ja ze swoim dzieckiem problemu nie mam, no moze taki ze kurcze praktycznie nic nie robi a srednia 95 i nawet sie przyczepic nie moznasmile
              Najma mi chodzi o taka informacje ze jak dzieciak ciagle przeszkadza,.Chyba wpis typu "mruczala na lekcji" , albo" usmiechenla sie do kolegi" zignorowalabym bo faktycznie jezeli nauczyciel sie czepia tego i nie potrafi zapanowac nad zachowaniem ktorego nie akceptuje no to troche chyba powinien pomyslec o zmianie zawodu.Mi chodzi o przypadki ciagle ktore zaklocaja przebieg lekcji.
              Swietnie ze nauczyciel w klasie Twojego dziecka rozwiazal sprawe i nie ma praktycznie problemow.
              Jasne ze swoje zdanie mozesz miec bo dyskusja przy tych samych pogladach bylaby lekko nudnasmile
    • Zarówno w starej, jak i w nowej szkole funkcjonuje zeszyt do korespondencji.

      Przy czym, nie omieszkam napisać - w starej szkole zeszyt był zapełniony uwagami pod sufit, od "rozmawia na lekcji" poprzez "udaje kota na apelu" do "mówi na stołówce, że nienawidzi tego obrzydliwego sosu", w nowej moje "skandalicznie niegrzecznie dziecko, z którym naprawdę już nie wiemy co mamy robić, proszę pani" nie ma od początku roku ani jednej uwagi i jest chwalone jako najlepszy uczeń w klasie. Może po prostu nie przejmują się pierdołami i nie mnożą zasad bez potrzeby.

      Fakt wpisania uwagi upokarzający dla dziecka? nie sądzę. Jeśli są to uwagi w stylu "przeszkadza na lekcji", to pani takich uwag wpisuje kilkanaście, podejrzewam, zbiera zeszyty hurtem.
      Nota bene rodzice z reguły bardziej przejmują się uwagami niż dzieci. Moje dziecko najczęściej nie wiedziało, za co dostało uwagę, "za coś tam co powiedziałem chyba, ale nie pamiętam" - mam wrażenie, że to dlatego, ze uwag miał przynajmniej kilka na tydzień. Jeśli twoja córka bardzo przejęła się uwagą, to dobry znak - bardzo prawdopodobne, że następnym razem będzie pamiętać, aby na lekcji nie przeszkadzać.




      --
      Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
      • Zeszyt korespondencji był w 1-3 i jest nadal w 4 klasie. Służy do informowania o wszelkich sprawach typu składki, wycieczki, zmiany w planie itp. oraz uwagi. Kiedyś był wątek o tym jakie uwagi są wpisywane, radosna twórczość nie ma granic. Mój syn miał jedną uwagę "uczeń pije na lekcji".
        • U nas też (1-3) funkcjonuje zeszyt do korespondencji z rodzicami.
          I służy do wpisywania zarówno uwag jak i pochwał oraz wszelkich innych informacji. Poza tym panie codziennie oceniają (osobno) przygotowanie do lekcji/aktywność oraz zachowanie, żeby nie mieszać tych dwóch spraw. Takie "typowe" uwagi wpisują, gdy mój syn już faktycznie zalezie im za skórę i w żaden sposób nie mogą go opanować danego dnia. Ale zawsze starają się dostrzegać dobre strony i dobre zachowania. Wtedy chwalą, a to dzieci motywuje do dalszego starania się.
          Natomiast starszy syn przynosił uwagi codziennie, że gada, że przeszkadza, że się wierci, że się śmieje, że to, że tamto, że siamto.....Dzień bez uwag był świętem. Chociaż na 1 zebraniu wychowawczyni powiedziała, że nie będzie wpisywała dzieciom uwag, bo uważa, że to świadczy o nieudolności nauczycielasmile
      • mama_kotula napisała:

        > Zarówno w starej, jak i w nowej szkole funkcjonuje zeszyt do korespondencji.
        >
        > Przy czym, nie omieszkam napisać - w starej szkole zeszyt był zapełniony uwagam
        > i pod sufit, od "rozmawia na lekcji" poprzez "udaje kota na apelu" do "mówi na
        > stołówce, że nienawidzi tego obrzydliwego sosu", w nowej moje "skandalicznie ni
        > egrzecznie dziecko, z którym naprawdę już nie wiemy co mamy robić, proszę pani"
        > nie ma od początku roku ani jednej uwagi i jest chwalone jako najlepszy uczeń
        > w klasie. Może po prostu nie przejmują się pierdołami i nie mnożą zasad bez pot
        > rzeby.

        Otoz to, slowo pierdoly tez mi przyszlo do glowy a ty je uzylas i slusznie. Pracuje w szkole z dziecmi i widze jak to dziala, dzieci dyscyplinuje sie na biezaco i takich smieci nie ma sensu umieszczac w koresponedencji z rodzicami. Dodam, ze u nas ocena z zachowania jest ogolna (ocena opisowa plus punktacja z widelkami przedzial od do to kolor, a sa trzy) i do tej oceny bierze sie pod uwage wiele aspektow m.in. zachowanie w stosunku do osob otaczajacych dziecko w szkole, sluzenie pomoca innym, kolezenskosc, umiejetnosc pojscia na kompromis, dzielenia sie, prawdomownosc, a takze punktualnosc, poprawny uniform, fryzura itp.


      • Kiedyś czytałam matce, która w końcu wkurzyła się na takie uwagi i po kolejnej : "Jasio je kanapki na lekcji" odpisała w dzienniczku " A w domu zjadł zupę i leniwe".
    • U nas jest "zeszyt kontaktowy"

      Wychowawczynie kategorycznie nam ZABRONIŁA używać słowa "uwaga" odnośnie wpisów w zeszycie (nawet, jeśli de facto, to jest uwaga).

      Cytuję: Zeszyt kontaktowy służy do przekazywania informacji, od pani dla rodziców i od rodziców dla pani.

      Taka informację dostaliśmy i my, i dzieci.

      Odnośnie postu Autorki: czy miałaś napisane, co KONKRETNIE dziecko robiło? na czym to przeszkadzanie polegało?
      Tylko wtedy uwaga ma sens - bo masz o czym rozmawiać z dzieckiem.
      Jak dostaje ogólnik typu "źle się zachowuje", "przeszkadza" to proszę nauczyciela o doprecyzowanie.
      --
      Jak można taką podłą być i mieć tak ładny biust
    • A jak byś chciała być informowana o niewłaściwym zachowaniu córki? Nie bedzie twojej reakcji na (w twoim odczuciu) mniejsze przewinienia, to spodziewasz się, że sie same wyeliminują czy czekasz aż dojdzie do ich eskalacji?
      Rodzic powinien porozmawiać z dzieckiem o zasadach panujacych w szkole (jakie, po co, o konsekwencjach) i dać mu do zrozumienia, że dla niego rodzica, te zasady też sa ważne.
      • zawilec1 napisała:
        > Rodzic powinien porozmawiać z dzieckiem o zasadach panujacych w szkole (jakie,
        > po co, o konsekwencjach) i dać mu do zrozumienia, że dla niego rodzica, te zasa
        > dy też sa ważne.

        No ale rodzic rozmawia. Tyle, że może sobie... porozmawiać, li i jedynie. Wyegzekwować określone zachowanie powinien nauczyciel. I to głównie nauczyciel powinien przypominać o zasadach panujących w szkole.
        Równie dobrze ja mogę wpisać dziecku do zeszytu korespondencji powiadomienie "syn uderzył siostrę i powiedział, że ma głupi wyraz ryja" i oczekiwać, że nauczyciel porozmawia z dzieckiem o zasadach panujących w domu, nie? Ale nauczyciele mojego syna nie chcieli, kurde no, nie chcieli wpisywać dziecku pochwał za dobre zachowanie w domu, mimo, że domagali się karania dziecka w domu za złe zachowanie w szkole.

        A co w przypadku, kiedy rodzic uważa, że uwaga jest wytrzepana z tyłka (moja córka dostała kiedyś uwagę "spowodowała zagrożenie zdrowia koleżanki", po doprecyzowaniu okazało się, że moje dziecko otworzyło drzwi i MOGŁO uderzyć koleżankę, GDYBY ta koleżanka akurat się zbliżała do drzwi tongue_outtongue_out)? Też ma wykładu udzielać? takie uwagi tylko podpisywałam, podobnie uwagi o przeszkadzaniu na lekcji, bez słowa komentarza, jako, że moje dzieci doskonale wiedzą, że na lekcji się nie przeszkadza. Interweniowałam w przypadku np. bicia czy prowokowania konfliktów.

        Uważam, że nauczyciel powinien informować rodzica przede wszystkim o poważnych przewinieniach, a nie o tym, że dziecko gada na lekcji. Gada, no gada - dziecko, nie gadaj na lekcji, dobrze, mamo, nie będę gadać na lekcji, amen, następnego dnia ta sama uwaga itd... bez sensu.

        --
        Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
        • mimo, że domagali się karania dziecka w domu za złe zachowanie w szkole.

          O NIE< NIE i jeszcze raz NIE.JA moge porozmawiac i to wszystko z mojej strony.Mama kotula ma racje z naszej strony to jest jedyne co mozemy zrobic.Nie przyszlo mi do glowy by dziecko karac w domu za to ze np rzucilo sniezka w kolege mimo ze wie ze jest to zabronione podczas przerwy w szkole.
          Mialam syt. w szkole w ktorej byz zaplatany moj syn.Kolezanki corka mi powiedziala jak ktos potraktowal mojego syna ( slownie a ze bylo to wulgarne wiec poszlam do szkoly wyjasnic sprawe) Przekazalam, nastepnego dnia bylo spotkanie z dyrektorem i jeszcze jedna mama wplatanego dziecka.Okazalo sie ze owszem wulgaryzmy poszly od jednej dziewczynki i bedzie ukarana w szkole za to , ale...No wlasnie wyszlo na jaw ze syn zainicjowal cos i wskoczyl koledze na plecy.Moja reakcja byla natychmiastowa, ze uwazam ze dziecko powinno byc zdyscyplinowane w szkole w ramach jakie szkola przewiduje, a ja dodatkowo pogadam w domu i przypomne ze tego typu zabawy sa niebezpieczne i nie moze tewgo robic.
          Koniec dnia i ide odbierac dziecko ze szkoly i przylecialo z wymowka, ze"You got me busted" Nie moglam sie nie rozesmiac , ale wspolpraca - dom - szkola przy pewnych niewlasciwych zachowaniach dziecka powinna istniec.Ale z naszej strony my mozemy tylko przeprowadzac pogadanki z naszymi pociechami bo uwazam za niesprawiedliwe ze dzieciak w szkole ukarany i w domu dodatkowo.No bez jaj.
        • "Gada, no gada - dziecko, nie gadaj na lekcji, dobrze, mamo, nie będę gadać na lekcji, amen, następnego dnia ta sama uwaga itd... bez sensu." Oczywiscie, że tak poprowadzona rozmowa jest bez sensu. Rozmowa o zasadach ich potrzebie, konsekwencjach i uczuciach dziecka, innych uczniów, nauczyciela i samego rodzica sens będzie miała. Lekceważąca postawa rodzica dziecku nie pomoze, bo niby po co zmieniać zachowanie skoro rodzice i tak nic z tym nie zrobi. Szkoła nie ma jak karać i dzieci szybko sie uczą, ze nauczyciele są bezradni. Rodzic jest osoba ważną dla dziecka nie obcy nauczyciel, dlatego rodzic ma najwiekszy wpływ na postawę dziecka.
          • Zawilec, ale moje dzieci doskonale wiedzą, że gadanie przeszkadza i tę całą resztę też wiedzą. Wszystkie dzieci to wiedzą i w teorii są doskonałe. Mam im 3 razy w tygodniu wykład strzelać półgodzinny, rozmowę? Nie, bo to jest strata czasu.

            Jeśli nauczyciel mi 3 razy w tygodniu wpisuje uwagę "gada na lekcji", to ja nie robię wykładu ani rozmowy dziecku tylko pytam dziecko WTF ty czynisz, o niedobre i dlaczego ja trzeci raz muszę to czytać. I nie jest to lekceważące podejście.

            I dowiaduję się w 99% przypafków - a bo ja wiem, że się nie gada, ale wcześniej skończyłam i nudno było, a oni pisali jeszcze przez 20 minut, to co miałam robić. I wtedy ide do nauczyciela i bardzo proszę o a) dawanie dziecku mojemu więcej zadań, najlepiej tak trudnych, aby krew, pot i łzy lało, b) pozwolenie na czytanie/rysowanie jak skończy to, na co jest przeznaczone kolejne kilkanaście minut, c) cokolwiek innego, co sprawi, że moje dziecko się nudzić przestanie. Wykłady o konsekwencjach, uczuciach itp nic nie dają, tym bardziej karanie dziecka w domu za gadanie w szkole. Usuwa się przyczynę, wtedy znika skutek, wszyscy są zadowoleni. Jak nauczyciel nie chce współpracować, to już jego problem, ja swoje zrobiłam i miałam propozycję rozwiązania aby wilk był syty i owca cała.

            Bo generalnie dzieci na lekcji gadają albo jak lekcja jest nudna, bo nic się z niej nie rozumie, albo - jak lekcja jest nudna bo to wszystko się dawno wie. Zatem to, że ja w domu dziecku będę 10 razy przypominać, aby nie przeszkadzało bo <tu uzasadnienie>, nic nie da, bo przyczyna (nuda) nie będzie usunięta.

            --
            http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/u/u91pns7d0.png
            • Cytat
              Szkoła nie ma jak karać i dzieci szybko sie uczą, ze nauczyciele są bezradni.


              W temacie przeszkadzania na lekcji szkoła nie ma karać. Szkoła ma w pierwszej kolejności zrobić WSZYSTKO, aby usunąć przyczynę tego, że dziecko przeszkadza na lekcji. Jeśli nauczyciel zaczyna od kar, to jest znak, że sobie zwyczajnie nie radzi w tym zawodzie.

              Mój syn w poprzedniej szkole, jak pisałam, miał problem - uwaga goniła uwagę. W szkole obecnej pani sobie z nim doskonale radzi, syn na lekcjach się nie nudzi (czytaj: nie przeszkadza, nie rozmawia, nie wygłupia sie), słucha uwag zwracanych przez panią (poprzednią panią olewał, bo na niego głównie krzyczała i mówiła, że ona och och już rady nie daje), a w zwiazku z problemami z funkcjonowaniem w grupie został przez panią skierowany na prowadzone w szkole warsztaty kompensacyjne z komunikacji społecznej (w poprzedniej szkole dostawałam tylko paniczne krzyki, że nie wspólpracuje, reaguje emocjonalnie, proszę coś z tym zrobić!!!). Da się? da się. Tylko trzeba myśleć i chcieć, a nie przerzucać na rodzica swoje problemy.

              Cytat
              Rodzic jest osoba ważną dla dziecka nie obcy nauczyciel, dlatego rodzic ma najwiekszy wpływ na postawę dziecka.


              Oczywiście, zgadzam się. Ponawiam pytanie: co w przypadku, kiedy uwaga jest ewidentnie z kretyńskiego powodu, typu "mówi, że nienawidzi <czegoś tam>" - i 2 minusy za uzycie agresywnego słowa? i dziecko czuje, że uwaga jest wytrzaskana z tyłka, i ja czuję, że jest wytrzaskana, i zasada taka też jest wytrzaskana? generalnie tak, powinno się do zasad dostosować. I ja mówiłam córce, aby powstrzymała się w szkole od mówienia "nienawidzę", jakkolwiek uważam, że nie jest to przewinienie dużego kalibru i jak jej się wymknie, to łba nie urwę i nie, nie będę pracować nad słownikiem dziecka, aby nie używało słów rzekomo "agresywnych". No więc co - stać murem za szkołą, czy jak?

              --
              I am weird but I am not strange.
    • mają pieczątki: słonce, chumra z deszczem i chyba chmura gradowa jak dobrze pamiętam. stawiane codziennie. moja przynosi same słońca. ale młodsza będzie pewnie przynosiła same chmury gradowe tongue_out
    • Dla mnie to głupie ale nie z powodu upokorzenie tylko z powodu kompletnej niezaradnosci nauczycielki.
      Rodzice powinni byc zawiadamiani o poważnych sprawach np. o notorycznym przeszkadzaniu na lekcji a nie o jedno czy nawet dwukrotnym przeszkodzeniu.
    • mariuszeeeek napisał:
      > a prywatna szkoła to dobry wybóe w ogóle?

      Zależy od szkoły.

      --
      http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/u/u91pns7d0.png
    • Moje dziecko też ma taki zeszyt. Nazywam go "zeszycikiem przykrości" smile

      W pierwszej klasie miał w nim mnóstwo uwag i w drugiej klasie też się już zaczęły pojawiać. (Moja mama mówi, że syn dostaje tygodniowo więcej uwag niż moja siostra i ja przyniosłyśmy razem przez 8 lat podstawówki). Ja się bardzo przejmuję, rozmawiam z synem, tłumaczę, karzę go trzykrotnym przepisywaniem zdania typu "Nie będę przeszkadzał na lekcji". Coś niecoś się polepsza.

      Cieszę się, że jest taki zeszyt i że mogę na bieżąco wychowywać syna do bycia uczniem. To dobre rozwiązanie, na pewno lepsze niż dowiadywanie się na wywiadówce z opóźnieniem.

      A co do upokorzeń. Nauczycielka też nie ma łatwo, jak jej niegrzeczne dzieci przeszkadzają. Uwaga do dzienniczka jest dla recydywistów zazwyczaj, np. po 3-krotnym upomnieniu.
      --
      Mama A. (7 lat) i M. (3 lata) i żona swego męża
      • Cytat
        karzę go trzykrotnym przepisywaniem zdania typu "Nie będę przeszkadzał na lekcji"


        Naprawdę? o.O

        Cytat
        Cieszę się, że jest taki zeszyt i że mogę na bieżąco wychowywać syna do bycia uczniem.


        Sądząc z ilości uwag, nauczycielka podłapała twoją radość i radośnie przerzuca swoje obowiązki na ciebie. Brawo uncertain
        --
        Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
      • mama-ola napisała:

        > Ja się bardzo przejmuj
        > ę, rozmawiam z synem, tłumaczę, karzę go trzykrotnym przepisywaniem zdania typu
        > "Nie będę przeszkadzał na lekcji".
        Jak to czasy się zmieniają. Za moich czasów to nauczyciel mówił "to na jutro napiszesz 30 razy : Nie będę przeszkadzał na lekcji". A czy to było skuteczne? Jakoś ci co rozrabiali - rozrabiali nadal.

        --
        Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
        • jakw napisała:
          > A czy to było skuteczne? Jakoś ci co rozrabiali - rozrabiali nadal.

          W przypadku dziecka mamy-oli też nie działa - uwagi jak były, tak są.

          --
          Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
          • Działa smile Jedną brzydką przypadłość wypleniliśmy. No, nie samym przepisywaniem, były też rozmowy na linii ja-syn i babcia-syn. Tak żeby wiedział, że to było wysoce naganne. (Nie będę pisać co to takiego, bo skoro było, a nie jest...)
            Inna przypadłość to taka, że zamiast pisać myśli o niebieskich migdałach. I skłonny był twierdzić, że za dużo tego przepisywania, po prostu nie na miarę dziecka. Więc przepisywaliśmy na czas, ze stoperem. I to był strzał w dziesiątkę (te emocje, ta chęć wygranej). Pisał i pisał i prosił o jeszcze. Jak nie mój syn. Zdanie w 1.50 minuty, potem 1.38 minuty, potem 1.31 minuty...
            A jaka to kształcąca kara. Wszak w II klasie podstawówki pisanie właśnie się ćwiczy.
            Tak więc polecam.
            Przy okazji opowiedziałam mu, jak karany był Harry Potter przez Umbridge. Jak usłyszał i pojął, to właściwie własną karę uznał za czas miło spędzany z mamą smile Bo my się z synem bardzo lubimy, jakby się kto martwił smile
            '--
            Mama A. (7 lat) i M. (3 lata) i żona swego męża
            • W takim razie dlaczego syn przynosi masę uwag? nie zastanowiło cię to nigdy?
              Bo mnie owszem, bardzo zastanawiało, co jest nie tak. I, jak pisałam, okazało się, że "nie tak" była wychowawczyni. Po zmianie - obrót o 180 stopni. Terapia w poradni pp ruszyła z kopyta (wczesniej było 2 kroki do przodu, 3 do tyłu), dziecko nie ma już etykietki najgorszego chuligana w szkole, który tak, wprawdzie uczy się świetnie, ale.... (tu litania grzechów), w zamian za to ma opinię megazdolnego świra, któremu odwala i który wkurza (vide Sheldon Cooper z TBBT).

              "A jaka to kształcąca kara" - no popatrz, co ty nie powiesz tongue_out. Generalnie jestem przeciwko karom, nawet tym kształcącym. I nie, jednak nie polecam. Sorry, ale nie rozumiem, jak można powiedzieć, że sie jakąś karę "poleca". Powiem tak: na większość znanych mi dzieci taka kara nie podziała - sprawi jedynie, że wyrobi im się pismo. Serio, moje dziecko pismo wyrabia pisząc opowiadania i powieść fantasy tongue_outtongue_out, ciekawsze to imho niż przepisywanie umoralniających zdań.

              No i jesli chodzi o "czas miło spędzany z mamą", to jednak preferuję inne aktywności, niż karne przepisywanie na czas, ale o gustach się nie dyskutuje. I nie wątpię, że się z synem bardzo lubicie smile

              --
              Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
              • I jeszcze mnie naszło - co to jest za kara, która się dziecku podoba, i z której dziecko ma zabawę? Przecież to przeczy definicji kary. Dlaczego nazywasz to karą?


                --
                http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/u/u91pns7d0.png
                • Bo jest karą. Nie poszedł na dwór, tylko pisał. (Nie ma aż tyle czasu, żeby zdążył i pobyć na dworze, i pisać). A że w międzyczasie nie było beznadziejnie niemiło i nawet pewne elementy mu się podobały, to raczej dobrze. Uśmiech i pozytywne emocje nie są zakazane nawet w czasie kar. Co nie znaczy, że nie nasłuchiwał tęsknie, co tam za oknem słychać.
                  W poprzednim poście napisałaś coś w tym duchu, że każdy szuka własnej metody. No właśnie. Co mi po tym, że Twój syn pisze fantasy? Mój by w życiu nie napisał, bo wolno pisze i powoli czyta. Tak więc to żadna porada. My ćwiczymy zdania w zeszycie w 3 linie.
                  Mamy własne metody, z których jestem zadowolona. I które polecam smile A że nie każdemu, to wiadomo. Skorzysta ten, komu będą pasowały do charakteru dziecka i do sytuacji.
                  Pozdrawiam smile
                  PS Jakoś mi umknęło, że urodziłaś trzecie dziecko. A ono już takie duże! Gratuluję. Chłopiec czy dziewczynka? (Nie mam czasu grzebać po forum, pewnie gdzieś to pisałaś...)
                  --
                  Mama A. (7 lat) i M. (3 lata) i żona swego męża
                  • Szkoda, że twój synek nie ma czasu i na wychodzenie na dwór, i na ćwiczenie pisania - przerabiałam to do zeszłego roku, dzieci wracały ze szkoły o 16, i czasu właściwie nie miały na nic, na zabawę, na naukę, beznadzieja uncertain - teraz są w szkole dużo krócej, mają więcej czasu na odpoczynek - widać po nich, zwłaszcza po synu, że czują się lepiej, są spokojniejsze. Zastanawiam się, czy to też nie miało wpływu na poprawę zachowania w szkole.

                    Nie mam nic przeciwko ćwiczeniu pisania - jeśli dziecko potrzebuje, to jak najbardziej, jest to wskazane. Ale nie podoba mi się, że jest to przedstawiane jako kara za szkolne przewinienia, po prostu.

                    PS. Młode jest dziewczynką, ma 9mcy - na forum mnie nie było dłuugo, więc mogło ci umknąć smile
                    --
                    Trójca
                    I am weird but I am not strange.
                    • > Szkoda, że twój synek nie ma czasu i na wychodzenie na dwór

                      W zasadzie ma czas, chyba że jest szlaban za przewinienie. My do domu wracamy ok. 17.30 i do 19.00 może być na dworze, chyba że jest coś do zrobienia za karę. Muszę go karać, tak uważam. Już tego nie wałkujmy smile (Generalnie szanuję Twoje opinie i biorę je pod uwagę, ale nie tym razem). No a w weekend syn biega po dworze od rana do wieczora. Młodszy zresztą też, a że muszę go pilnować, bo jest jeszcze dość mały, to po sobocie miewam zakwasy smile
                      Jeszcze raz gratuluję córeczki smile
                      --
                      Mama A. (7 lat) i M. (3 lata) i żona swego męża
      • Informowanie na bieżąco a oczekiwanie wykonania pracy za szkołę to dwie różne rzeczy.
        Pewnie i nauczycielka, i Ty jesteście z opcji 'subordynację wynosi się z domu' i albo dziecko jest 'grzeczne', albo nie, a jak 'niegrzeczne', to rodzic ma coś z tym zrobić.
        Oby podziałało - obawiam się jednak, że na dłuższą metę niekoniecznie.
        Bo bez odpowiedniego wsparcia nauczyciela dziecko rozmowy z rodzicem przyjmie, ale nie zastosuje.
        --
        Oddaj 1% na Dom Misi
        ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
    • Mój syn, I klasa, trafił na panią, która lubuje się we wpisywaniu uwag. On ma dwie, ale z tego co wiem są lepsi. Szczerze mówiąc, jestem zdegustowana tym faktem. Odbieram to jako nieporadność nauczyciela. Może czas podszkolić się w innych metodach dyscyplinowania. Dziś wychowawczyni wpisała uwagę całej klasie sobie do dziennika; toż to jakieś kuriozum! Chyba nie chce zapomnieć, że akurat tego dnia jej wychowankowie miauczeli podczas udawania kotów...
      --
      Moja dziewczynka
      Moj synek
      • Tak samo odbieram lubowanie się w uwagach jako niepordaność nauczyciela.
        Ileż razy można czytać, że "syn kręcił się w ławce", "syn kołysał się na krześle". U nas było to co tydzień. Nie pomagały moje rozmowy z Panią na ten temat, że to z powodu tego, że za karę nie pozwoliła I'szakom wyjśc na przerwę i takie są potem skutki na lekcji.
        Nie pomagały oczywiście moje prośby do syna, bo on robi to nieświadomiesad
        Poszłam do poradni, go przebadać, pod kątem nadruchliwości. Dostałam opinię, że z synem zupełnie wszystko w porządku, bardzo inteligentny, tyle, że do skupienia i zapamiętania czegoś potrzebuje ruchu. Taki typ i sama o tym wiedziałam. Ale najzwyczajniej "fachowiec" nauczyciel potrzebował "opinie z poradni" do zrozumienia tegosad Ech.... Skończyły się uwagi o "kręceniu", ale zaczęły inne podobne bzdurysad Okazało się,że większość dzieci czymś drazni panią , o czym ona musi nagminnie rodzicom przypominaćsad
        • Cytat
          Okazało się,że większość dzieci czymś drazni panią , o czym ona musi nagminnie rodzicom przypominać sad


          Wniosek zbiorowy do dyrekcji o ewaluację pracy tego konkretnego nauczyciela?

          Jeśli większość dzieci czymś panią "drażni" (czy pani użyła tego słowa? pytam, ponieważ poprzednia nauczycielka syna otwarcie twierdziła, że syn ją denerwuje, "wkurza"), to znaczy, że z panią jest coś nie tak. Być może wypalenie zawodowe, przemęczenie, być może nie nadaje się w ogóle do zawodu.

          --
          Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
    • Córka ma zeszyt do korespondencji, w którym notowane są wszelkie informacje dla rodziców, począwszy od terminów spotkań z rodzicami, po uwagi na temat zachowania
      Co do "ceremonii" wpisywania uwagi, to ja akurat nie mam nic przeciwko, skoro dziecko nie słucha pani i przeszkadza jej, a także i innym dzieciom, powinno ponieść jakąś karę. Wg mnie wpisanie uwagi to niewielka kara. Poza tym pani wcale nie musi robić tego przy całej klasie, może wpisać uwagę na osobności na przerwie/po lekcjach.
      --
      http://lb3m.lilypie.com/crjkp2.pnghttp://lbym.lilypie.com/jpsJp2.png
    • Za roletki na razie nie płaciłam. Za to ryza papieru do ksero ujęta była w wyprawce szkolnej.
      --
      Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
      • Ups, chyba rękę mi omsknęło wink
        --
        Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.