Streszczenie lektury - II klasa

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Co myślicie o tym? dzieci (klasa II) miały przeczytać lekturę "Puc, Bursztyn i goście". Część przeczytała, cześć nie widziała na oczy. Wychowawczyni tym, którzy nie czytali, podpowiedziała na lekcji, że można przecież skorzystać z opracowania w internecie. Córka wróciła do domu zdziwiona - to po co ona czytała książkę?! To była ich pierwsza lektura... Drugą (a może jej streszczenie?) będą przerabiali... w następnym semestrze. Załamałam się.
    • 06.11.12, 19:25 Odpowiedz
      Porozmawiaj o tym z wychowawczynią, pewnie palnęła tekstem niewiele myśląc. A skutki mogą być interesujące.
    • 06.11.12, 19:30 Odpowiedz
      Okropne, bardzo demoralizujące. I smutne, że sama nauczycielka namawia do takich skrótów.
      U nas dzieci nie muszą znać całej treści, przerabiają na lekcjach fragmenty przedrukowane w podręczniku. W sumie, nie wiem, co gorsze uncertain Ja z córką (część ona, część ja) czytamy całość.
      • 06.11.12, 19:57 Odpowiedz
        Nauczycielka-kretynka.


        --
        Jakość zabawy, podobnie jak jakość życia nie zależy od warunków materialnych

      • 07.11.12, 11:46 Odpowiedz
        hehe ja w liceum mialam pabnia od polskiego ,ktora anm opowiadała lektury... nic nie czytaliśmy - fajnie bylo , ale jak sie o tym dowiedziala dyrekcja mniej wiecej pod koniec 3 klasy to niżle sie jej dostqało . wyleciala z hukiem a mu w 4 klasie przeczytaliśmy wszystkie lektury z 4 lat i dzieki temu wszyscy zdaliśmy maturę.

        a pomysł pani zeby dzieci z 2 kalsy czytały streszczenia czy opracowania- ząłosny juz od poczatku uczy dzieci cwaniactwa.

        --
        gdyby nie kobiety, koniec świata dawno byłby już za nami
    • 06.11.12, 19:56 Odpowiedz
      U mojego syna niedawno przerabiali lekturę ("Pięciopsiaczki"). Syn jako jedyny znał całą, bo mu całą przeczytałam (nawet 2 razy, bo tak bardzo mu się podobałasmile). Część dzieci "poznała" książkę ze streszczenia, a reszta w ogóle nie miała pojęcia o czym ksiązka jest. Pani czytała więc na lekcji wybrane fragmenty i syn był bardzo zawiedziony, że nie przeczytała kilku fajnych kawałków. Ach, jak mnie to było na rękę, żeby uświadomić synowi, że najfajniej jest przeczytać całą książkęsmile. Jedyne, na co zgodze się w przyszłości w kwestii lektur, to na poznawanie ich z audiobooków. O streszczeniach nie ma mowy!! Skoro dzisiejsze szkolnictwo nie dba o intelekt młodych ludzi, to ja muszę zadbać chociaż o intelekt mojego młodego człowiekasmile.

      --
      Teoria jest wtedy, kiedy wiemy wszystko, a nic nie działa. Praktyka jest wtedy, kiedy wszystko działa, a nikt nie wie dlaczego.
      • 07.11.12, 09:24 Odpowiedz
        Po tytule domyślam się, że 2 klasa.
        Jeśli tak to dlaczego syn nie czytał sam.
        Mój drugoklasista przerabiał Pięciopsiaczki
        2 tyg. temu, ale czytał sam. Trochę to trwało,
        ale dał radę.
        Czy to reguła, że dzieci w 2 kl. nie czytają lektur same?
        • 07.11.12, 09:36 Odpowiedz
          > Czy to reguła, że dzieci w 2 kl. nie czytają lektur same?

          Mój syn czyta lektury sam, ale nie sądzę, by 100% klasy tak robiło. Z pewnością niektórym czytają je rodzice.
          Czytanie streszczeń to dramat jakiś sad Dopuszczalne moim zdaniem tylko wówczas, gdy dziecko nie przeczytało lektury na lekcję (bo zapomniało, bo chorowało, bo nie wiedziało, że trzeba) i żeby nie być zupełnie zielonym w temacie, to chociaż ze streszczenia się orientuje, o czym na lekcji mowa. A jak ktoś świadomie planuje, że jego dziecko będzie się zapoznawało tylko ze streszczeniami, to jest to okropne.
          --
          Synowie: A. (7 lat) i M. (3 lata)
        • 07.11.12, 09:50 Odpowiedz
          >dlaczego syn nie czytał sam.

          fragmenty czytał sam, ale płynne czytanie jeszcze kiepsko mu idzie, dlatego przy lekturach zawieramy układ - on np. jednorazowo czyta jedną stronę, a ja trochę więcej. Nie chcę go zniechęcić do czytania przymuszaniem do tej czynności.

          --
          Teoria jest wtedy, kiedy wiemy wszystko, a nic nie działa. Praktyka jest wtedy, kiedy wszystko działa, a nikt nie wie dlaczego.
    • 06.11.12, 19:58 Odpowiedz
      Jezeli bedziesz pamietac a cora sie odwazy to w nastepnym semestrze przy zadawaniu przeczytania lektury niech sie corka nauczycielki zapyta czy maja przeczytac lekture czy tylko streszczenie zamieszczone w interneciesmile
    • 06.11.12, 20:03 Odpowiedz
      Rozumiem, że dzieci nie czytają. Ale nie mogę pojąć, że nauczycielka rzekła coś takiego.
      --
      -------------------------------------------------------------
      Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
    • 06.11.12, 20:12 Odpowiedz
      Nauczycielka mojej córki robiła im dośc szczegółowe testy z lektur, straszczenie by nie przeszło smile

      --
      Lubię moją nogę, mam ją od urodzenia - dr House
    • 06.11.12, 21:22 Odpowiedz
      Pani zapewne sama czytała streszczenia i nie widziała różnicy. A potem takie kretynki pozują na autorytety.
    • 06.11.12, 23:35 Odpowiedz
      Na pewno z opracowania w internecie, a nie z tekstu w internecie? To drugie byłoby niewychowawcze (chyba Puc, Bursztyn i goście jeszcze nie weszli do public domain), ale w sytuacji, gdyby szkolna biblioteka miała tylko kilka egzemplarzy, dosyć zrozumiałe.
      --
      Moja Mama (z namysłem, usiłuje sobie przypomnieć): "Wyjmij belkę ze swego oka i..."
      Mój Tato (pomocnie): "i wsadź ją bliźniemu swemu!"
      • 07.11.12, 09:03 Odpowiedz
        Też pomyślałam ze chodzi o tekst w internecie a nie o streszczenie. Co prawda namawia do złego ale odpiera tym gadkę ze nigdzie nie było.
        --
        Asia mama Sandry (10.03.2005) i Emilki (12.08.2007)
      • 07.11.12, 09:12 Odpowiedz
        U nas omawiaja szczegółowo każda lekture.
        Ale.. całe miasto (60.000 mieszkańców), wszystkie szkoły w jednym terminie omawiaja tę sama lekture.
        W związku z tym jest ZERO szans, by dzieci przeczytały książke, nawet jak bardzo tego chcą.

        --
        Wsparcie dla Misia - chłopca z Zespołem Aspergera
        Jedyna strona dla rodziców dzieci z wadami układu moczowego
        Chcesz wiedzieć więcej o autyzmie?
        Kandydatka do Sejmu może poda wodę?
        • 07.11.12, 09:25 Odpowiedz
          lektury można ściągnąć w pdf lub audiobooka.
          • 07.11.12, 21:14 Odpowiedz
            Mam wrażenie, że nie wszystkie. Poza tym II klasista raczej sam sobie nie poradzi... a nawet nie powinien sam buszować w internecie.

            --
            -------------------------------------------------------------
            Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
            • 07.11.12, 22:08 Odpowiedz
              morekac napisała:

              > Mam wrażenie, że nie wszystkie. Poza tym II klasista raczej sam sobie nie porad
              > zi... a nawet nie powinien sam buszować w internecie.
              >

              Mój II klasista buszuje po internecie, ale ma założoną blokadę na seksistowskie strony więc nie ma strachu, że coś niespodziewanego wyskoczy.
              • 08.11.12, 00:22 Odpowiedz
                Ciekawe, że na innych wątkach drżysz straszliwie nad zestawem dziecko-komputer-internet.
                A masz dobry program antywirusowy i na pewno nie ściągnie ci jakiś śmieci?
                Jesteś pewna, że gdzieś tam przy okazji nie złamie praw autorskich i nie poda numeru twojej karty czy swoich danych?
                Seks to pikuś - to łapią filtry, a bezpiecznego poruszania się po internecie trzeba się nauczyć. 7- czy 8-latki są za małe (mało doświadczenia, łatwowierne, naiwne), żeby buszowały po sieci bez nadzoru.
                --
                -------------------------------------------------------------
                Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                • 08.11.12, 06:55 Odpowiedz
                  morekac napisała:

                  > Ciekawe, że na innych wątkach drżysz straszliwie nad zestawem dziecko-komputer
                  > -internet.

                  NIe drżę, tylko załamuję ręce nad dzieciakami, które siedzą przed kompem codziennie kilka godzin i nie uczą się z nich niczego bynajmniej.

                  > A masz dobry program antywirusowy i na pewno nie ściągnie ci jakiś śmieci?

                  Mamy program antywirusowy i antygoliznowy. Od ponad roku i działa rewelacyjnie. Syn robi projekty i szuka informacji w komputerze + drukuje ilustracje. Ale statystycznie przy komputerze spędza 4 godziny na miesiąc.

                  > Jesteś pewna, że gdzieś tam przy okazji nie złamie praw autorskich i nie poda n
                  > umeru twojej karty czy swoich danych?

                  smile On nie wyciągnie mojej katy z portfela. Poza tym ja zawsze jestem z nim w domu i wiem co robi. On zawsze pyta, czy może włączyć kompa. Robi tylko matematyke on line, szkolną stronę lub szuka danych do projektów pod moim nadzorem.

                  > Seks to pikuś - to łapią filtry, a bezpiecznego poruszania się po internecie tr
                  > zeba się nauczyć. 7- czy 8-latki są za małe (mało doświadczenia, łatwowierne, n
                  > aiwne), żeby buszowały po sieci bez nadzoru.

                  A czy ja napisałam, ze bez nadzoru? Mój syn ma już za dwa miesiące 9 lat.
                  • 08.11.12, 08:33 Odpowiedz
                    No toż piszę, że rodzic musi z dzieckiem usiąść przy tym kompie i mu pomóc to przefiltrować/znależć /kupić. Albo pójść/podjechać do biblioteki publicznej, zwłaszcza jak takowa jest dalej. A najpierw dziecię musi się przyznać, że ma lekturę do przeczytania...
                    --
                    -------------------------------------------------------------
                    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                    • 08.11.12, 11:09 Odpowiedz
                      morekac napisała:

                      . A najpierw dziecię musi się przyznać, że ma lektu
                      > rę do przeczytania...

                      A to nauczyciele w szkołach nie dają listy lektur na rok? U nas dają. Plus każda praca domowa wydrukowana i wrzucona do foldera. NIc się nie ukryje smile
                      • 08.11.12, 11:20 Odpowiedz
                        Dają, ale terminy, kiedy będzie się czytać podają później. I trzeba wykazać się zdolnościami detektywistycznymi - oczywiście, jeśli jest to wpisane w dzienniku elektronicznym, nie trzeba być Sherlockiem.
                        --
                        -------------------------------------------------------------
                        Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                        • 08.11.12, 11:35 Odpowiedz
                          morekac napisała:

                          > Dają, ale terminy, kiedy będzie się czytać podają później. I trzeba wykazać się
                          > zdolnościami detektywistycznymi - oczywiście, jeśli jest to wpisane w dziennik
                          > u elektronicznym, nie trzeba być Sherlockiem.

                          a nie wystarczy zapytać nauczyciela albo dziecka, albo rodziców kolegi? To chyba nie jest takie trudne na litość surprised
            • 08.11.12, 12:50 Odpowiedz
              " Mam wrażenie, że nie wszystkie. Poza tym II klasista raczej sam sobie nie porad
              > zi... a nawet nie powinien sam buszować w internecie."

              moja córka nie ma dostępu w ogóle do internetu. to nie ten wiek. spokojnie. dwa, my słuchałyśmy puca, bursztyna i rerszty wink z audiobooka, bo moja córa, by tego nie przeczytała nigdy. jeszcze nie teraz. pani o tym wie (ma opinię) i wie, że słuchała audiobooka.
    • 07.11.12, 11:01 Odpowiedz
      Oto kolejny wątek w którym przyjemnie udowadniana jest teza, że Kartagina powinna zostać zniszczona, a lektury obowiązkowe - wystrzelone w kosmos.
      --
      Życie w Zatoce Perskiej
      • 07.11.12, 14:06 Odpowiedz
        ojtam ojtam Olena smile
        Są biblioteki publiczne. Nie demonizujmy smile Dzieci coraz bardziej leniwe o rodzicach nie wspominając surprised
        • 07.11.12, 21:17 Odpowiedz
          Leniwe, nie leniwe, są biblioteki czy nie ma, z lekturami należy postąpić jak wyżej.
          --
          Życie w Zatoce Perskiej
          • 07.11.12, 21:35 Odpowiedz
            "Puc, Bursztyn i goście" Młody przerabiał miesiąc temu (3 klasa), oczywiście przerabiały wszystkie trzecie klasy na okolicę. Ponieważ mieszkamy na wsi, to w bibliotece gminnej, miejskiej ani domowej nie znalazł się ani jeden egzemplarz. Ściągnęłam Młodemu w formie ebook i baaardzo mu się spodobało czytanie z ekranu (niestety...). Już czyta "Dzieci z Bullerbyn" z Kindla i nie do końca wiem, czy się cieszyć, albo może przyjąć do wiadomości, że dzieci idą z postępem i nie ważne, że z ekranu ale ważne, że czyta.
            --
            ------
            Milcz, albo powiedz coś takiego co jest lepsze od milczenia.
            • 07.11.12, 22:06 Odpowiedz
              schiraz napisała:

              i nie do końca wiem, c
              > zy się cieszyć, albo może przyjąć do wiadomości, że dzieci idą z postępem i nie
              > ważne, że z ekranu ale ważne, że czyta.

              Cieszyć się smile Nieważne z czego czyta, byle czytał. Jak oczy nie bolą to może być nawet ekran komputera.
            • 08.11.12, 13:41 Odpowiedz
              schiraz napisała:
              > Ściągnęłam Młodemu w formie ebook i baaardzo mu się spodobało czytanie z ekran
              > u (niestety...). Już czyta "Dzieci z Bullerbyn" z Kindla i nie do końca wiem, c
              > zy się cieszyć, albo może przyjąć do wiadomości, że dzieci idą z postępem i nie
              > ważne, że z ekranu ale ważne, że czyta.

              Czemu niestety? I czemu z ekranu ma być gorzej?
              Znaczy rozumiem, że z LCD męczy wzrok, ale z Kindla przecież nie.
              Moje dzieci czytają z Kindla, uważam to za tak samo wartościowe czytanie, jak z książki papierowej.

              --
              http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/u/u91pns7d0.png
          • 07.11.12, 22:03 Odpowiedz
            olena.s napisała:

            > Leniwe, nie leniwe, są biblioteki czy nie ma, z lekturami należy postąpić jak w
            > yżej.

            Leniwych wysłać na księżyc, tylko czy się zmieszczą uncertain
            • 07.11.12, 22:42 Odpowiedz
              fogito napisała:

              > Leniwych wysłać na księżyc, tylko czy się zmieszczą uncertain
              Większy problem byłby z wysłaniem - bo zmieścić to się zmieszczą.

              --
              Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
              • 08.11.12, 06:56 Odpowiedz
                jakw napisała:

                > fogito napisała:
                >
                > > Leniwych wysłać na księżyc, tylko czy się zmieszczą uncertain
                > Większy problem byłby z wysłaniem - bo zmieścić to się zmieszczą.
                >

                Może dobra proca by wystarczyła surprised
        • 07.11.12, 22:39 Odpowiedz
          fogito napisała:

          > ojtam ojtam Olena smile
          > Są biblioteki publiczne. Nie demonizujmy smile Dzieci coraz bardziej leniwe o rodz
          > icach nie wspominając surprised
          Nowością nie jest to, że część dzieci nie przeczytało jakiejś lektury; nowością jest to, że nauczycielka zganiła ich nie za nieprzeczytanie lektury, a za nieprzeczytanie bryku.


          --
          Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
      • 07.11.12, 22:48 Odpowiedz
        olena.s napisała:

        > Oto kolejny wątek w którym przyjemnie udowadniana jest teza, że Kartagina powin
        > na zostać zniszczona, a lektury obowiązkowe - wystrzelone w kosmos.
        Czy z faktu, że część uczniów nie przeczytała tej konktretnej lektury wynika, że reszta uczniów też ma jej nie czytać?
        Nie wynika. Podobnie jak z faktu, że część uczniów nie jest w stanie/nie chce nauczyć się geografii nie wynika, że i reszta ma się tej geografii nie uczyć.

        --
        Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
        • 08.11.12, 05:52 Odpowiedz
          Pozwolę sobie pozostać przy moim poglądzie, wałkowanym tu w kilku epickich wątlkach, wywodzącym się z obserwacji całkiem innego postępowania szkoły w dziedzinie czytania, oraz mojej wysokiej oceny tegoż.
          "Puc" czy inna "Kasia" albo "Ucho, dynia" to nie są lektury, których brak nieodwołalnie zubożył by dzieci. Nie widzę więc racjonalnego powodu (poza tradycyjnym w naszym polskim programie szkolnym wymogiem oraz równie tradycyjnym segmentem p.t."sprawdzenie znajomości lektury" i "omawianie lektury") by wszystkie dzieci koniecznie musiały je czytać.
          --
          Życie w Zatoce Perskiej
          • 08.11.12, 08:35 Odpowiedz
            A wiesz, co jest najgorsze? Że uczeń, który lekturę przeczyta 'nie bardzo" dostanie z kartkówki 3+, zaś uczeń, który przeczyta - dostanie pałę, bo polegnie na ilości więźniów w więźniarce czy innych bzdetach.
            --
            -------------------------------------------------------------
            Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
            • 08.11.12, 11:13 Odpowiedz
              morekac napisała:

              > A wiesz, co jest najgorsze? Że uczeń, który lekturę przeczyta 'nie bardzo" dost
              > anie z kartkówki 3+, zaś uczeń, który przeczyta - dostanie pałę, bo polegnie na
              > ilości więźniów w więźniarce czy innych bzdetach.

              Sorki, ale bzdury piszesz kochana. Mój niespełna dziewięciolatek ma już sporo lektur przeczytanych za sobą w I i II klasie. I niezależnie od tego czy czyta cicho czy na głos to pamięta więcej szczegółów niż ja.
              Wszystko zalezy od umiejętności skupiania uwagi na tekście. Poza tym pytania do lektur nie są wcale takie bzdurne jak piszesz.
              • 08.11.12, 11:29 Odpowiedz
                Nie piszę bzdur- to wzięte z życia. Gimnazjalnego. smile
                Moja 13-latka ostatnio 'nie za bardzo' przeczytała lekturę (przyznała, że ją przekartkowała), dostępu do opracowania nie miała (chyba że wynalazła to gdzieś, ale jak ją znam, to się jej nie chciało) - dostała 3+...

                Natomiast o więźniach w więźniarce był męczony syn Verdany, sprawa tyczyła "Kamieni na szaniec'. Był też pytanie o wymienienie nazw miast, do których jeździł koleją pewien pies - to podstawówka. Samo życie. smile

                A teraz zastanawiam się, jak nakłonić dziecię do przeczytania 'Krzyżaków'. Wszelkie znane egzemplarze gimnazjalistów przeczytały najdalej tom pierwszy - wymiękły nawet takie, co nałogowo czytają etykiety od szamponów w łazience (bo muszą wink ). Tłumaczę, że nie jest to najgorsza powieść Sienkiewicza...
                --
                -------------------------------------------------------------
                Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                • 08.11.12, 11:37 Odpowiedz
                  morekac napisała:

                  > Nie piszę bzdur- to wzięte z życia. Gimnazjalnego. smile
                  > Moja 13-latka ostatnio 'nie za bardzo' przeczytała lekturę (przyznała, że ją pr
                  > zekartkowała), dostępu do opracowania nie miała (chyba że wynalazła to gdzieś,
                  > ale jak ją znam, to się jej nie chciało) - dostała 3+...

                  No to chyba adekwatnie do wiedzy.

                  >
                  > Natomiast o więźniach w więźniarce był męczony syn Verdany, sprawa tyczyła "Ka
                  > mieni na szaniec'. Był też pytanie o wymienienie nazw miast, do których jeździł
                  > koleją pewien pies - to podstawówka. Samo życie. smile

                  Ale co w tym złego...? Niech dzieciaki ćwiczą pamięć smile


                  > A teraz zastanawiam się, jak nakłonić dziecię do przeczytania 'Krzyżaków'. Wsze
                  > lkie znane egzemplarze gimnazjalistów przeczytały najdalej tom pierwszy - wymi
                  > ękły nawet takie, co nałogowo czytają etykiety od szamponów w łazience (bo musz
                  > ą wink ). Tłumaczę, że nie jest to najgorsza powieść Sienkiewicza...

                  Ja bym nic nie tłumaczyła. Jak trzeba przeczytać to trzeba. I tyle. Co tu tłumaczyć.
                  • 08.11.12, 12:15 Odpowiedz
                    Ale nie przeczytała. I dostała 3+. Lepiej byłoby, gdyby jednak dostała pałę. Bo za Chiny nie można jej teraz przekonać, że ma czytać. Akurat tę lekturę, bo ogólnie jakby się wzięła za "Krzyżaków", to w dwa popołudnia by ich zmogła...
                    --
                    -------------------------------------------------------------
                    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                  • 08.11.12, 12:22 Odpowiedz
                    Bardzo ci współczuję.
                    Akurat "Kamieni na szaniec' nie czyta się pod kątem tego, ilu to tam było zamkniętych w tej więźniarce. Dla akcji czy treści czy ogólnego przekazu nie ma żadnego znaczenia, czy było ich 15, 19 czy 24.
                    W rezultacie ktoś ze ciśnieniem na stopnie przeczyta wynotowując sobie bzdetne szczegóły, a zgubi gdzieś przesłanie całej książki.
                    BTW: pod kątem sprawdzania takich szczegółów najlepsze dla polonistów byłyby chyba książki Larssona...
                    --
                    -------------------------------------------------------------
                    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
            • 08.11.12, 11:32 Odpowiedz
              No bo tak jest u nas ustawiony cały system czytelnictwa/literatury od pierwszej klasy w górę. Zakłada się przymus i egzekwuje odpowiednio, czyli poprzez sprawdzanie, czy uczeń się wywiązał. Po drodze błyskawicznie gubi się zainteresowanie dzieciaków książką. Niestety. Dlatego Kartagina etc.
              --
              Życie w Zatoce Perskiej
              • 08.11.12, 11:39 Odpowiedz
                olena.s napisała:

                Po drodze błyskawicznie gubi się zainteresowani
                > e dzieciaków książką. Niestety. Dlatego Kartagina etc.

                U mnie się nie zgubiło, chociaż czytałam lektury od deski do deski. U syna też się nie gubi. On lubi lektury.

                Mąż, który w systemie amerykańskim nie miał żadnych lektur nie czyta wcale a znam go już 14 lat. Zero, nic dosłownie poza kontraktami w pracy.

                Nie demonizowałabym lektur.
                • 08.11.12, 11:55 Odpowiedz
                  Zrób mi fogito uprzejmość, i nie wracajmy już do tych samych rozmów i argumentów jak dwie stetryczałe sklerotyczki. Wiem, pamiętam, twój mąż i jego rodzina są nieczytający. Wiem też, że kwestionujesz badania Biblioteki Narodowej na temat dramatycznego spadku czytelnictwa Polaków. Wiem, pamiętam, że ty czytasz, a twoje dziecko w całej rozciągłości dzieli twój gust literacki.
                  Ja zaś z uwagi na dość nietypowy tryb edukacji mojego dziecka obserwuję jak kompletnie dziwaczne (zarówno z mojego punktu widzenia jak i z pozycji polskiej szkoły) są jego lektury i jak bardzo byłoby znudzone jadąc listą MEN. Wnioskuję z tego, że inne dzieci też mają dziwaczne, acz zapewne kompletnie różne upodobania, i zapewne dobrze by im zrobiło, by nie musiały wyć z nudy nad książką, tylko pochłaniać to, co je interesuje.
                  Moje dziwaczne dziecko na przykład odmówiło stanowczo Astrid Lindgren, za to kocha Marzi. Od "Puca" odpadło, ale "Tajemniczy ogród" połknęło. Teraz ma fazę historyczną, ale wyłącznie dzieła pisane z punktu widzenia jednostki na tle epok. Plus Anna Frank w wariantach. Leci sobie Vernem, ale ostatnio zostałam zastrzelona żądaniem głośniej lektury "Franklina" znienawidzonego przeze mnie żłówia, który musiał wybrać się do szpitala.
                  Sama rozumiesz, że w związku z tym błogosławię brak przymusu lektur.
                  W szkole zaś na lekcjach czytania nauczycielka ostatnio stosuje przymus - ale indywidualny. To znaczy daje dzieciakom do czytania książki zróżnicowane, ogólnie wpadające w aktualne zainteresowania jednostki. Komuś da coś o piratach, komuś o przyjaźni dziewczątek, komuś o Titaniku czy innej zarazie.
                  --
                  Życie w Zatoce Perskiej
                  • 08.11.12, 11:59 Odpowiedz
                    olena.s napisała:

                    > Zrób mi fogito uprzejmość, i nie wracajmy już do tych samych rozmów i argumentó
                    > w jak dwie stetryczałe sklerotyczki.

                    Ty zaczęłaś wink

                    Wiem, pamiętam, twój mąż i jego rodzina są
                    > nieczytający. Wiem też, że kwestionujesz badania Biblioteki Narodowej na temat
                    > dramatycznego spadku czytelnictwa Polaków. Wiem, pamiętam, że ty czytasz, a tw
                    > oje dziecko w całej rozciągłości dzieli twój gust literacki.

                    smile

                    >
                    > Sama rozumiesz, że w związku z tym błogosławię brak przymusu lektur.

                    W twoim wypadku to zapewne pomaga. Ale ja bym dziecka uczyła wytrwałości. Bo lektury to też książki i często bardzo interesujące wink
                    • 08.11.12, 12:11 Odpowiedz

                      > W twoim wypadku to zapewne pomaga.

                      W moim wypadku nie tylko to pomaga, ale pozwala mi dostrzec tę nieprawdopodobną różnorodność zainteresowań. I docenić farta.

                      Ale ja bym dziecka uczyła wytrwałości. Bo le
                      > ktury to też książki i często bardzo interesujące wink

                      Oczywiście, zdarza się tak, że dana książka z listy obowiązkowej trafia w gust jakiejś grupy dzieci. Tylko to prawie zawsze będzie jakaś część grupy. Toteż w początkach edukacji szkolnej, tak jakoś do 10-11 lat, kiedy czytane przez dzieci książki są naprawdę umiarkowanie istotne dla budowania kultury i rozszerzania wiedzy, znacznie istotniejsze wydaje mi się uczenie umiejętności wyboru książki, samego czytania i smakowania lektury, wyłapywania istotnych elementów, umiejętności zbadania i opisania własnych wrażeń czy refleksji.
                      --
                      Życie w Zatoce Perskiej
    • 07.11.12, 22:49 Odpowiedz
      Też przerabialiśmy "Puca...". Niestety syn sobie nie poradził z czytaniem, pomijam fakt, że nie znał niektórych słów, ale nawet "tło historyczne" pierwszej strony, było mu obce (pranie w balii i wielkie zmieszanie z tego powodu smile ), więc czytałam głównie ja, on musiał wykazać się zrozumieniem i zapamiętaniem tego, co usłyszał.
      W klasie omawiali głównie fragmenty z podręcznika, ale mieli też szansę wykazać się znajomością całego tekstu.
      Pomysł z przeczytaniem streszczenia jak dla mnie zupełnie nie na miejscu.
      Dzieciaki i tak wcześniej, czy później dojdą, że takie coś istnieje, ale szkoła powinna takie praktyki tępić i pokazywać, że opłaca się (z wielu względów) znać całą treść książki.
      • 08.11.12, 11:40 Odpowiedz
        Czas jakiś temu Gazeta opublikowała jakiś enty tekst o reformie edukacji, który zawierał taką oto złotą myśl: najpierw może zastanówmy się dobrze, jaki chcemy osiągnąć cel, bo jeżeli tego nie zrobimy, to nawet nie będziemy wiedzieć, czy go osiągnęliśmy, czy nie.
        Czego chcemy my, rodzice i edukatorzy od szkoły w kwestii czytania, doboru książek, ich rodzajów i liczby, umiejętności wchodzenia w tekst? Jak to osiągnąć najlepiej? Co powinno zostać zmienione dla optymalizacji tego procesu? Gdzie na drodze początkującego czytelnika leżą sobie kłody i jakie one dokładnie są?
        Mam wrażenie, że ten nasz system trochę kręci się za własnym ogonem, i nie ma tak naprawdę ani jasno wytyczonego celu, ani metod analizy efektywności.
        --
        Życie w Zatoce Perskiej
        • 19.11.12, 19:52 Odpowiedz
          Pytanie tylko czy rezygnując z lektur obowiązkowych nie skazujemy naszych dzieci na "kursy rozwijania słownictwa" w przyszłości smile

          Bo czytałam o tym na tym forum - dziecko z inteligenckiej rodziny , w dobrej amerykańskiej prywatnej szkole, musi korzystać z takich kursów , aby dobrze zdać egzaminy - w tym samym systemie edukacyjnym.

          Coś za coś.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.