Zeszyt do lektur, II klasa Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Czy wasze dzieci prowadzą zeszyty do lektur? Jak to wygląda?

    Moje dziecko co miesiąc ma napisać w zeszycie kilka zdań o przeczytanej (dowolnej z podanej listy) lekturze, wypisac tytuł,autora, ilustratora, narysować obrazek do lektury. Niby żaden problem, ale zajmuje nam to za każdym razem kilka godzin (naprawdę sad ; głównie wymyślenie tych kilku zdań). Kilka godzin też niby nic (hmm....), ale zaczynam się zastanawiać czy tak to miało wyglądać.

    Żeby dziecko 7-letnie napisało te kilka sensownych zdań o książce, najpierw trzeba tą książkę z nim przeczytać, a potem o niej podyskutować - dopytać się, co się dziecku podobało,
    podsunąć pomysły, wymyślić wspólnie coś więcej niż tylko 'książka mi się podobała, bo były w niej zwierzęta', 'zwierzęta były śmieszne', do tego za każdym razem tłumaczyć, że taki
    'opis' warto jakoś ładnie zacząć i ładnie skończyć, i że te kilka zdań powinno się, w miarę, trzymać kupy.
    Mam wrażenie, że bawię się w szkołę.
    Czy to wszystko nie powinno być robione w szkole, a sam opis danej lektury w zeszycie do lektur już po jej omówieniu? Na lekcjach w II klasie chyba mówi się o lekturach coś więcej niż tylko 'podobały mi się zwierzęta'? Dzieciaki wiedziałyby przynajmniej co pisać.
    A może ja jednak przesadzam próbując nauczyć dziecko rzeczy na które jest jeszcze za wcześnie, a zeszyt do lektur w II klasie służy po prostu do ćwiczenia pisania czegokolwiek..?
    Sama już nie wiem...
    • Mój syn prowadzi.
      Autor: ...
      Tytuł: ...
      Główny bohater: ...
      Pozostali: ...

      Kilka zdań o tekście, najmniej 1, najwięcej 10.

      Jak zostaje trochę miejsca do końca strony, to ma coś narysować. Ale zalega z rysunkami, bo nie lubi rysowania. Każdą lekturę zaczynamy opisywać od nowej strony.

      > Żeby dziecko 7-letnie napisało te kilka sensownych zdań o książce, najpierw trz
      > eba tą książkę z nim przeczytać, a potem o niej podyskutować - dopytać się, co
      > się dziecku podobało, podsunąć pomysły, wymyślić wspólnie coś więcej niż tylko
      > 'książka mi się podobała, bo były w niej zwierzęta', 'zwierzęta były śmieszne', do
      > tego za każdym razem tłumaczyć, że taki 'opis' warto jakoś ładnie zacząć i ładnie
      > skończyć, i że te kilka zdań powinno się, w miarę, trzymać kupy.

      Dziecko w II klasie nie ma pisać wypracowań. To jest wdrażanie do tworzenia tekstów. Wcale nie ma napisać czegoś, co ma wstęp, rozwinięcie, zakończenie, opinię czytającego itd. Wystarczy kilka zdań. O Szewczyku Dratewce mój syn napisał coś w ten deseń (piszę z pamięci):
      Szewczyk Dratewka był bardzo ubogi. Pewnego dnia wyruszył w podróż, podczas której pomógł kaczkom, pszczołom i mrówkom. Potem te zwierzęta pomogły jemu. Baśń kończy się ślubem Dratewki z panną z wieży.

      A o Dyżurnym Ptysiu napisał:
      Ptyś to był dyżurny, który nic nie robił.

      I wystarczy.


      --
      Synowie: A. (7 lat) i M. (3 lata)
      • mamo-olo ja to rozumiem. Dziecko w klasie drugiej powinno umieć napisać kilka zdań ale... do jasnej choinki... niech klasa najpierw lekturę przerobi. Niech pani zada do przeczytania, niech porozmawia z dziećmi o niej a później proszę bardzo niech dzieci piszą. Natomiast nie podoba mi się system - przeczytajcie co chcecie i opiszcie w zeszycie. Może w ogóle dać dzieciom książki niech uzupełniają w domu z rodzicami. Przyniosą w czerwcu do szkoły - pani sprawdzi.
      • Nie napisałam, przepraszam, że te parę zdań ma być o tym, co się w książce podobało i dlaczego dziecko poleciłoby je koledze...
        Tekst o Szewczyku jak na II klasę, moim zdaniem, bardzo dobry. Nie pasowałby do naszych wymagań powyżej, ale do innych (np. napisac o czym była książka) tak. Do tego trzyma się kupy, zaczyna i kończy.
        • > Nie napisałam, przepraszam, że te parę zdań ma być o tym, co się w książce podo
          > bało i dlaczego dziecko poleciłoby je koledze...

          "Kogo podziwiasz najbardziej i dlaczego to jest Lenin" - stare czasy mi się przypomniały smile

          Najpierw trzeba by zapytać czy się podobało i czy poleciłby koledze. Mojemu synowi akurat Dratewka niespecjalnie się spodobał. I nie poleciłby koledze sam z siebie. Dla siebie to on woli Biuro detektywistyczne oraz Koszmarnego Karolka - i takie książki by polecał.

          Ale ok. Niech będzie... Twój syn mógłby napisać:

          Dratewka był ubogim szewcem. Pewnego dnia wyruszył na wędrówkę, w czasie której pomógł kaczkom, pszczołom i mrówkom. Podoba mi się w nim to, że miał dobre serce dla zwierząt. Zmagania Dratewki z czarownicą są trochę straszne, ponieważ grozi mu ona obcięciem głowy. Poleciłbym tę książkę kolegom, którzy lubią takie straszne historie.
          --
          Synowie: A. (7 lat) i M. (3 lata)
          • mama-ola napisała:
            > Najpierw trzeba by zapytać czy się podobało i czy poleciłby koled
            > ze. Mojemu synowi akurat Dratewka niespecjalnie się spodobał. I nie poleciłby k
            > oledze sam z siebie. Dla siebie to on woli Biuro detektywistyczne oraz Koszmarn
            > ego Karolka - i takie książki by polecał.
            Tak, wiem, podobac się nie musi, tu akurat nie było problemu, bo to co 'przerabialiśmy' podobało się. Pewnie i napisałby, że się nie podobało,jakby się nie podobało, z tym, że problem powraca - wypadałoby napisać dlaczego się nie podobało, jakoś to uzasadnić używając innych słów niż tylko 'nudne' odmienionych przez wszystkie przypadki.
            • > wypadałoby napisać dlaczego się nie podobał
              > o, jakoś to uzasadnić używając innych słów niż tylko 'nudne' odmienionych przez
              > wszystkie przypadki.

              Trudno mu o barwność sformułowań, jak go nie zainteresowało. Nie dziwię mu się smile

              Mój syn powiedział na lekcji, że Szewczyk Dratewka mu się nie podobał, ponieważ jest w nim za mało przemocy. Ale nauczycielka miała kłopot! Do końca lekcji klarowała dzieciom, co to jest przemoc i dlaczego należy i warto się od niej odżegnywać. Z pewnością by wolała, żeby powiedział, że nudne smile
              --
              Synowie: A. (7 lat) i M. (3 lata)
    • Moim zdaniem odwalasz robotę za nauczyciela. Lektura powinna być najpierw omawiana na lekcji. Robiłabym tak jak Ty bo ważniejsze dla mnie jest to by dziecko nie miało braków niż "uczenie" nauczyciela uczyć. Choć pewnie bym na wywiadówce delikatnie ale na głos spytała pani o to i powiedziała jakie moje dziecko ma z tym problemy, licząc na wywiązanie się jakiejś sensownej rozmowy między rodzicami a nauczycielem. Ja z kolei musiałam wziąć na siebie nauczanie angielskiego. Dzieć dobry z tego przedmiotu, nauczyciel zadowolony, bo widzi efekty "swojej" pracy ...ale kurcze każda lekcja w szkole jest dodatkowo omawiana prze zemnie w domu... marzy mi się zmiana nauczyciela....
      • > Moim zdaniem odwalasz robotę za nauczyciela.

        U nas prowadzenie zeszytu lektur jest zadaniem domowym.
        Jak sama byłam w podstawówce, to też to było zdanie domowe.
        --
        Synowie: A. (7 lat) i M. (3 lata)
      • beatulek napisała:

        > Moim zdaniem odwalasz robotę za nauczyciela. Lektura powinna być najpierw omawi
        > ana na lekcji.

        A moim zdaniem chodzi tu o to żeby wpisywać książki przeczytane samodzielnie i ze zrozumieniem BEZ omawiania na lekcjach. Zeszyt lektur ma motywować do choćby chwilki refleksji nad przeczytana książką i kształcić umiejętność zebrania myśli nie pod okiem nauczyciela, ale SAMODZIELNIE.
        Nie czytałam książek z moimi dziećmi, one same miały za zadanie czytać codziennie w domu na głos. Co szkodzi, żeby właśnie taką lekturę czytały. Ja tylko zadawałam pytania pomocnicze jak mówiły, że nie wiedzą co napisać. Wystarczyło.

        Nie macie drogie mamy pojęcia jak bardzo czytanie ZE ZROZUMIENIEM oraz umiejętność streszczenia tego co się przeczytało leży w wyższych klasach nawet w liceum, a także wśród studentów. Za których zapewne mamy czytały książki i robiły wpisy do zeszytów lektur, zwalniając ich z tego obowiązku..
        • > Zeszyt lektur ma motywować do choćby
          > chwilki refleksji nad przeczytana książką i kształcić umiejętność zebrania myś
          > li nie pod okiem nauczyciela, ale SAMODZIELNIE.

          Właśnie tak. Dlatego ja jestem jak najbardziej za zeszytami lektur.
          I za wpisywaniem tam zdań, które zostały ułożone samodzielnie przez dziecko.
          Mój syn układa zdania sam. Czasem nie są idealne, ale "pozwalam" mu takie zapisać. Robimy tak, że syn układa zdania ustnie, ja je szybko notuję, potem piszę ładniej na wzór, a on przepisuje.
          --
          Synowie: A. (7 lat) i M. (3 lata)
        • Pytanie: ile takich opisów dzieci zrobiły z nauczycielem w klasie zanim zostały one zadane do domu? Moim zdaniem praca domowa powinna być taka, że przeciętne dziecko samo ją odrobi. Rodzice mogą i powinni pomóc jeśli dziecko było w szkole nieobecne lub jeśli wyraźnie odstaje od rówieśników. Ja czasami (przy niektórych nauczycielach - nie wszystkich) mam wrażenie, ze dzieciom zadaje się przerobienie materiału do domu. W domu dziecko ma utrwalić materiał przerobiony na lekcji, nauczanie jest obowiązkiem nauczyciela.
          • Cytat beatulek napisała:

            > Pytanie: ile takich opisów dzieci zrobiły z nauczycielem w klasie zanim zostały
            > one zadane do domu? Moim zdaniem praca domowa powinna być taka, że przeciętne
            > dziecko samo ją odrobi. Rodzice mogą i powinni pomóc jeśli dziecko było w szkol
            > e nieobecne lub jeśli wyraźnie odstaje od rówieśników.


            Dokładnie. Tymczasem niektóre zadania to nie żadne utrwalenie poznanych na lekcjach zagadnień, tak być zdecydowanie nie powinno. Zeszyt lektur - tak, pod warunkiem, że dzieci zrobiły przykładowy opis (z wytłumaczeniem, na czym to polega i czego nauczyciel oczekuje) choć raz od początku do końca na lekcji.


            --
            Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
            Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
            • Dzieci zrobiły przykładowy opis, jak najbardziej. Wypisanie tytułu,autora itp. to żaden problem, rysunek, jak nie czepiamy się strony artystycznej, też nie jest problemem, ale wymyślenie co się sądzi o książce i dlaczego - to jest problem, bo wymaga przeczytania książki, przemyślenia, wymyślenia co się sądzi, ułożenia zdań. Tego nie da się nauczyć na przykładzie jednej lektury. Jakby tak było, to lekcje j.polskiego moglyby się skończyć wraz z końcem podstawówki albo i wcześniej - czytanie, pisanie, analiza tekstu, wsio.
        • No właśnie, to nie chodzi o samodzielnie przeczytane książki czy opowiadania?
          --
          -------------------------------------------------------------
          "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
          • Może chodzić o samodzielne przeczytanie ale zobacz co napisała mama-ola "Robimy tak, że syn układa zdania ustnie, ja je szybko notuję, potem piszę ładniej na wzór, a on przepisuje" -
            wniosek: syn i tak nie pracuje samodzielnie tylko zamiast z z nauczycielem pracuje z mamą. I żeby nie było - nie mam nic do mamy-oli a nawet więcej sama pracuję ze swoimi dziećmi. Tylko denerwuje mnie to, ze dzieci mają zadawane prace domowe, których nie są w stanie odrobić. Jeżeli dziecko nie jest w stanie samodzielnie napisać tego opowiadania a jedynie je przepisuje to pracą domową na tym etapie nauki powinno być przepisanie tekstu/ułożenie opowiadania z rozsypanych zdań czy coś w tym stylu. Do szkoły posyła się coraz młodsze dzieci a do pracy nad wyrównaniem poziomu zmusza się ich rodziców. Nie każdy pracuje do 15 w biurze. Na produkcji czy w sklepach pracuje się do 22. I z kim ma to dziecko pracę domową odrobić? Z panią na świetlicy, która ma pod opieką 50 dzieci czy z babcią emerytką, która już niedowidzi ale dziecko po świetlicy do siebie zabiera?? Ech.... polska szkoła...
            • > zobacz co napisała mama-ola "Robimy tak, że syn układa zdania ustnie, ja je szybko
              > notuję, potem piszę ładniej na wzór, a on przepisuje" - wniosek: syn i tak nie pracuje
              > samodzielnie tylko zamiast z z nauczycielem pracuje z mamą.

              Mnie się wydaje, że powinien to robić sam, bez mojej asysty. I że może nauczycielka miała na myśli, żeby dzieci to robiły same. Mój syn dałby radę zrobić to sam, w tym sensie, że umie: przeczytać dłuższy tekst, zrozumieć go i zapamiętać, co przeczytał, umie ułożyć zdania i umie je zapisać. Ja pracuję razem z nim dlatego, że do każdej tej czynności muszę go namówić, zachęcić, skłonić. Trwa to długo (jak u autorki wątku). Czasem dzielimy: czyta, układamy zdania, ja piszę wzór. Dopiero następnego dnia przepisuje.
              Być może są w klasie dzieci, które organizują to sobie same, bez asysty rodziców. (Nie wiem).
              Być może w klasie drugoklasistów 8-letnich dzieci robią same.
              W każdym razie to nie jest zadanie ponad siły i umiejętności drugoklasisty.
              --
              Synowie: A. (7 lat) i M. (3 lata)
        • aqua48 napisała:
          > A moim zdaniem chodzi tu o to żeby wpisywać książki przeczytane samodzielnie i
          > ze zrozumieniem BEZ omawiania na lekcjach. Zeszyt lektur ma motywować do choćby
          > chwilki refleksji nad przeczytana książką i kształcić umiejętność zebrania myś
          > li nie pod okiem nauczyciela, ale SAMODZIELNIE.

          Hmmm sugerujesz, że istnieje mozliwość, że źle zrozumiałam słowo 'lektura' i miała być dowolnie przeczytana książka..? Nieee... to chyba jednak chodzi o lektury-lektury.
          Co do reszty - też mi to przyszło do głowy, tyle, że dziecko w II klasie chyba niekoniecznie jest na tyle wyedukowane, żeby odkryć w książce-lekturze jakieś głębsze treści?. Ktoś tym dzieckiem musi pokierować. Ktoś musi raz, drugi, trzeci, może n-ty z kolei pokazać co autor chciał przekazać. Pewnie niektórzy będą w stanie sami, bez nauczyciela, analizować utwory literackie, ale większość, tak myslę, będzie musiała się tego mozolnie uczyć. Moje dziecko jest świetne z matematyki, kariery humanistycznej mu nie wróżę, nie pilnowane prędzej poprzestanie (na długie lata) na 'książka jest super, bo są w niej fajne zwierzęta' niż napisze coś mądrzejszego. A potem będzie miało problemy z napisaniem prostego pisma (skąd my to znamy uncertain; i dodam, że nie o mnie tu chodzi). Dlatego, że uczyć trzeba to wiem, tylko czy to mam być JA?
          • > >Hmmm sugerujesz, że istnieje mozliwość, że źle zrozumiałam słowo 'lektura'

            Jak najbardziej tak moglo być. Lektura to pojęcie znacznie szersze, niż 'lektura obowiązkowa'.
            --
            Życie w Zatoce Perskiej
            • U nas również jest zeszyt lektur a wpisuje się wszystkie książki jakie dziecko przeczytało wink
              • No dobra, podpytam się jakie te lektury miały być, chociaż jestem święcie przekonana, że tylko lektury szkolne smile
                Zresztą co to zmienia.. Nawet o lekturze_nie_szkolnej wypadałoby napisać coś sensownego... A to się u dziecka może samo z siebie nie pojawić..
                • Nie bardzo rozumie skąd ten problem, bo dzieci w 2 klasie piszą samodzielnie po kilka zdań na jakiś temat.
                  Właśnie poprzez ćwiczenie doskonalą swoje wypowiedzi.
                • plo_11 napisała:

                  > Nawet o lekturze_nie_szkolnej wypadałoby napisać coś se
                  > nsownego... A to się u dziecka może samo z siebie nie pojawić..
                  Jeśli wymyśla się za dziecko co powinno być wpisane w taki zeszyt to rzeczywiście samodzielna myśl może pojawić się później.
                  Btw nie wszystkie lektury dzieć może uznać za sensowne.

                  --
                  Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
          • Co do reszty - też mi to przyszło do głowy, tyle, że dziecko w II klasie chyba niekoniecznie jest na tyle wyedukowane, żeby odkryć w książce-lekturze jakieś głębsze treści?. Ktoś tym dzieckiem musi pokierować. Ktoś musi raz, drugi, trzeci, może n-ty z kolei pokazać co autor chciał przekazać

            Naprawdę zależy Wam, żeby nauczyciele mówili dzieciom co autor miał na myśli?

            A co z książkami spoza listy szkolnych lektur? Nieważne, nie istnieją, bo dziecko coś tam sobie przeczytało i nie wiadomo czy odkryło głęboką myśl i co autor miał na myśli? Bez sensu takie czytanie, nie ? wink

            Chyba poza opcją nauczyciel-rodzic jest też praca samodzielna. Nawet niedoskonała. Nawet z błędami.

            p.s. obowiązek rysunku do przeczytanej książki chyba zabiłaby radość czytania mojeog dziecka.
            • Na marginesie: streszczenie W Pustyni i W Puszczy (filmu) w wykonaniu mojego 6latka (wtedy): "to jest o takim chłopcu, który dostał od ojca w prezencie karabin i potem się okazało, że ten karabin mu się bardzo przydał"

              Osobiście wolę tak , niż szkolne co Sienkiewicz miał na myśli.
          • U nas chodzi właśnie o dowolne książki poza kanonem lektur szkolnych (II klasa). Wybieramy co chcemy i córka czyta. Ale prawdą jest że największy problem dla córki to sklecić kilka zdań o książce. Czasami to sama nie wiem jak krótko opisać to co przeczytała, bo akurat ona czyta dużo (taka sama od siebie) i są to dość długie książki, które trudno streścić w kilku linijkach.
    • Mój syn w drugiej klasie miał zeszyt do lektur. Z tym, że zeszyt był sprawdzany na ocenę co TYDZIEŃ. W każdym tygodniu trzeba było przeczytać jakąś książkę (dowolnie wybraną, mogło być coś krótkiego). Trzeba było napisać autora, tytuł, opisać o czym jest książka i zrobić rysunek.
      • Koszmar uncertain
        --
        Jak można taką podłą być i mieć tak ładny biust
        • u nas jest taki wymóg od 1 klasy - dzieci mają obowiązek systematycznego czytania
          dotyczy lektur i ksiązek przeczytanych - dane książki, obrazek, opis
          mnie się to podoba - Pani wyprzedza durną reforme i dzięki temu dzieci nie przeżyją szoku w 4 klasie - mam tak ze starszym synem i to jest dopiero koszmar gdy dziecko rzucane jest na głeboka wode po tym okresie żłobkowym
          • Bez sensu jest zmuszanie do czytania dzieci, które jeszcze nie czytają - dzieci w pierwszej klasie dopiero się uczą czytania. Zmuszanie do czytania książki (książeczki) tygodniowo to najprostszy sposób, żeby dzieci zniechęcić do czytania.
            --
            Jak można taką podłą być i mieć tak ładny biust
            • Moje dziecko czyta od 5 roku życia i nie sądze że jest wybitne tylko przeciętne
              W 1 klasie od początku dzieci miały czytac w domu 15 minut dziennie
              To że mają się uczyc dopiero w 1 klasie czytac to założenie reformy odbiegające od rzeczywistości
              • znam dziewczynke w 2 klasie co pisze książki na komputerze po 20 stron więc dzieci w tym wieku juz powinny umieć pisac proste teksty
                trudność może wynikac tylko z braku chęci dziecka do dadatkowych działań
                • ROZWOJOWO dzieci są gotowe do czytania między 6 a 8 rokiem życia.

                  Co nie zmienia faktu, ze znam furę czytających 3 i 4 latków (taka praca tongue_out)
                  Podstawa programowa zakłada naukę czytania w klasie I - czyli dziecko idąc do klasy pierwszej może nie czytać. Ma tez prawo nie znać liter. Nie musi umieć pisać.

                  Co oznacza, że te zeszyty lektur to robota dla rodziców uncertain Interweniowałabym u wychowawcy.

                  --
                  Jak można taką podłą być i mieć tak ładny biust
                  • kanna napisała:
                    > Podstawa programowa zakłada naukę czytania w klasie I - czyli dziecko idąc do k
                    > lasy pierwszej może nie czytać. Ma tez prawo nie znać liter. Nie musi umieć pis
                    > ać.
                    Dokładnie. A z powszechnością biegłego czytania i pisania wśród I-klasistów , niezależnie od tego czy mają 6 czy 7 lat , to bym nie przesadzała.
                    --
                    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                    • Moje dziecko czyta średnio co nie przeszkadzało mu pod koniec pierwszej klasy samodzielnie czytać książki typu Franklin, a w obecnej chwili w klasie 2 samodzielnie lub na spółkę ze mną przeczytać obowiązujące lektury. Gdyby szkoła nie narzucała lektur, lektury narzuciłabym sama bo nie widzę innej możliwości nauczenia się czytać bez czytania.
                      • Ale opanowanie jako takiego czytania pod koniec I klasy to podstawa programowa jak najbardziej przewiduje - ale nie na początku I klasy. Więc wrzucanie dzieciom od września I klasy pracy domowej typu: przeczytajcie książkę x i coś o niej napiszcie to jest w tym momencie pracą z założenia dla rodziców.
                        --
                        Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                        • Nie spotkałam się z taką praktyką. Zarówno w klasie córki, jak i w klasach dzieci moich znajomych/rodziny z lekturami dzieci zapoznawane były na lekcji .
                          • Ja na szczęście też nie. Ale mam wrażenie, że jedna osoba w tym wątku się zetknęła i na dokładkę jest zachwycona panią "wyprzedzającą durną reformę". Nie wiem, może to jakaś szkoła z egzaminem wstępnym do I klasy.
                            --
                            Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                        • Jeżeli rodzice czytaja dziecku normalnie, tak dla fanu, to przecież to wuystarczy - wątpię, aby nauczycielka wymgała od niepiśmiennmych dzieci recenzji.
                          --
                          Życie w Zatoce Perskiej
                          • olena.s napisała:

                            > Jeżeli rodzice czytaja dziecku normalnie, tak dla fanu, to przecież to wuystar
                            > czy - wątpię, aby nauczycielka wymgała od niepiśmiennmych dzieci recenzji.
                            A ja mam poważne wątpliwości po przeczytaniu kilka postów wyżej "u nas jest taki wymóg od 1 klasy " i "Pani wyprzedza durną reforme". Nie wzbudza moich protestów czytanie dziecku - ale gdybym miała czytać nieczytatemu dziecku obowiązkowo konkretną książkę, bo pani ma ambicje wyprzedzać reformę, to chyba bym wymiękła.

                            --
                            Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
    • Celem zeszytu lektur nie jest nauczenie się analizy tekstu, tylko zapisanie własnej opinii o świeżo przeczytanym tekście. Czyli uczenie się osobistego stosunku do kultury, tego, że własne zdanie też się liczy, że książki się czyta dla przyjemności. To jest bardzo ważne, żeby dziecko odniosło się osobiście do książki czy filmu przed ich omówieniem - bo potem się okazuje, że dzieci nie potrafią cieszyć się odbiorem sztuki tylko przez cały czas myślą o tym jak to streścić i zinterpretować.

      To nie ma mieć początku ani końca i "podobało mi się, bo były zwierzęta, a zwierzęta były śmieszne" to bardzo dobry wpis.

      Wypracowań będą się uczyć w szkole, na innych lekcjach.

      I po co podsuwać dziecku pomysły? Czemu nie można mu dać trochę czasu i przestrzeni na własne?

      Tak narzekamy na szkołę, że nie daje pola, żeby się dziecko samodzielnie wypowiadało, a jak daje, to zaczynamy narzekać na brak wytycznych.
      --
      Moja Mama (z namysłem, usiłuje sobie przypomnieć): "Wyjmij belkę ze swego oka i..."
      Mój Tato (pomocnie): "i wsadź ją bliźniemu swemu!"
      • Moja córka (sześciolatka) jest w I klasie, ma obowiązek prowadzić zeszyt lektur. Raz w tygodniu mają "godzinę czytania", czyta im pani, wpisuje tytuł i autora, dzieci robią rysunek. Dyskutują o utworze. W domu ma zrobić to samo raz na tydzień- my jej czytamy, wpisujemy tytuł/autora, ona robi rysunek. Jedyny problem- co by tu wybrać w tym tygodniu?
        Szczerze mówiąc, bylabym zaniepokojona, gdyby córka, będąc w II klasie, nie była w stanie napisać KILKU zdań o przeczytanej (czy wysłuchanej) książce. Może mam zbyt wygórowane oczekiwania i za rok będę odszczekiwać...
        Powinnaś się cieszyć, że pani wdraża dzieci do czytania, oraz, że daje im- mądra kobieta!- WYBÓR.
      • > Celem zeszytu lektur nie jest nauczenie się analizy tekstu, tylko zapisanie wła
        > snej opinii o świeżo przeczytanym tekście. Czyli uczenie się osobistego stosunk
        > u do kultury, tego, że własne zdanie też się liczy, że książki się czyta dla pr
        > zyjemności. To jest bardzo ważne, żeby dziecko odniosło się osobiście do książk
        > i czy filmu przed ich omówieniem - bo potem się okazuje, że dzieci nie potrafią
        > cieszyć się odbiorem sztuki tylko przez cały czas myślą o tym jak to streścić
        > i zinterpretować.
        W tym przypadku problem, niestety, polega na tym, że w końcu prędzej czy później dziecko dopadnie 'myślenie o tym jak to streścić i zinterpretować'. Będzie się musiało nauczyć sobie radzić z takimi zadaniami, jak chce skonczyć szkołę, pójść na studia i nie musieć więcej streszczać i interpretować tylko czytać dla przyjemności.

        > To nie ma mieć początku ani końca i "podobało mi się, bo były zwierzęta, a zwie
        > rzęta były śmieszne" to bardzo dobry wpis.
        Tylko ile kolejnych lektur mozna tak pisać? Jak będzie Karolcia to napiszemy 'podobał mi się koralik, bo był śmieszny'?

        > Wypracowań będą się uczyć w szkole, na innych lekcjach.
        No wlaśnie, to zadanie ze szkoły... nie wypracowanie wprawdzie, ale dobrze by było, żeby brzmiało sensownie...

        >
        > I po co podsuwać dziecku pomysły? Czemu nie można mu dać trochę czasu i przestr
        > zeni na własne?
        Hmm... bo dziecko małe i dopiero się uczy? Bo nie wie na co zwracać uwage? Bo wszyscy tak robią: malarze,pisarze, wszelacy artyści się inspirują twórczością innych, do tego wielu z nich normalnie uczyło się swojego warsztatu? Bo nikt nie rodzi się z wiedzą a tą się nabywa metodą obserwowania innych, czytania o tym, co wymyślili inni, dyskusji, wkuwania, ćwiczeń td.itp.
        Osobiściezupełnie nie mam problemu z tym, że moje dziecko czytając Dr Dolittle'a nie odkrywa Ameryki, tylko dyskutując ze mną, nauczycielem, kolegami sugeruje się opiniami innych. Chciałabym tylko wiedzieć kto tu jest głownym odpowiedzialnym i w jakim zakresie.- tzn. czy to moje zadanie nauczyć dziecko rozumieć utwory literackie (zakładam, że nie urodził się z tą umiejetnością i sama też nie przyjdzie) i wyrażać swoją opinię.
        • Mój syn ma 8 lat i jest w II klasie. Nie ma wprawdzie zeszytu lektur, ale sporo wypracowań o lekturach piszą. Rok różnicy robi jednak sporą różnicę i nie trzeba dziecka tak za rękę prowadzić podczas prac domowych.
          W w/w przypadku pogadałabym z nauczycielką o jej wymaganiach i oczekiwaniach oraz o tym, czego dzieci się uczą na lekcji.
        • Nie sądzisz , że dziecko uczy się interpretacji utworów literackich w chwili gdy opiekun zaczyna je wprowadzić w świat literatury / filmu . Nigdy nie rozmawiałaś z dzieckiem o jego odczuciach po obniżeniu/ wysłuchaniu bajki ? Szczerze masz czego żałować , bo to naprawdę niezapomniane dyskusję smile
          • Rozmawiałam. Trochę. Albo raczej tyle ile przeciętny rodzic rozmawia. Bajek z dziećmi współnie nie oglądam. Szkoda czasu. Książki czytamy razem lub my dzieciom.
            Szczerze mówiąc kiepska ze mnie humanistka (pomimo tego, że z polskiego do końca liceum byłam zawsze wsród 1-3 najlepszych w klasie), chętnie nauczanie polskiego pozostawiłabym CAŁKOWICIE szkole. Męczy mnie ta 'tematyka'.
            Dla równowagi napiszę, że nie męczy (czy raczej po prostu lubię i się fascynuję) mnie matematyka, nauki ścisle, j. obce. Moje dziecko jest daleko do przodu z matmy i angielskiego, uwielbiam z dziećmi (dwójkę mam) oglądać wszelkie programy naukowe dla dzieci i dyskutować o nich (o jak najbardziej).
            Po prostu... każdy chyba stara się jednak przekazać dzieciom to co sam lubi i potrafi...

    • .... jest zachęcenie do systematycznego czytania. i tyle.
      celem opisu krotkiego i rysunku jest synteza opinii o książce. i
      czasami nie jest konieczne doglebne zrozumienie lektury, ksiazki dla takiego przedzialu wielkowego sa raczej proste. nie maja drugiego dna.
      moja mloda nie ma, ale zaluje.
      sama pamietam taki z czasow mojej wczesnej podstawowki- wpisywalo sie co najmniej lektury, inne ksiazki tez.
      najwazniejsze, zeby dziecko czytalo- niewazne co. tego sie trzymam. nalezy wyrobić nawyk czytania. i mam 11 pozerajacego książki, teraz juz bynajmniej nie dzieciece, tylko takie "moje", i mloda 7 latke, co czyta sobie franklina, zunie czy julke. dzieki temu jednak CZYTA (jak bedzieci zmuszac dzieci do pisania doroslyc opinii i do interpratacji lektur do na pewno ich na wytrawnych czytelników wychowacie, oj hu hu), juz od dawna cicho, bez ruszania ustami. i z checią, ch oc daleko jej do tego, jak i ile czytal w tym wieku jej brat.
      te wpisy to takie troche dzialanie uboczne, motywujące.
    • Moja córka jest w 2 klasie. Byłabym bardzo zaniepokojona, gdyby nie umiała stworzyć kilkuzdaniowej wypowiedzi na temat lektury. Owszem, pisze sobie na brudno, ale ja sprawdzam tylko ortografię i interpunkcję. Nie wnikam w żadną inną warstwę tekstu.
      --
      Moja dziewczynka
      Moj synek
      • "Chciałabym tylko wiedzieć kto tu jest głownym odpowiedzialnym i w jakim zakresie.- tzn. czy to moje zadanie nauczyć dziecko rozumieć utwory literackie (zakładam, że nie urodził się z tą umiejetnością i sama też nie przyjdzie) i wyrażać swoją opinię. "

        Trochę za późno się za to bierzesz. Jak dziecko było malutkie i małe trzeba było razem oglądać bajki, potem (czytac i ogladać) i rozmawiac o tym z dzieckiem.
        • zy to moje zadanie nauczyć dziecko rozumieć utwory literackie (zakła
          > dam, że nie urodził się z tą umiejetnością i sama też nie przyjdzie) i wyrażać
          > swoją opinię. "
          >
          > Trochę za późno się za to bierzesz.

          ?!
          Przepraszam, czy dziecku mózg wcięło, że nie uczone nie potrafi zrozumieć utworu literackiego? Nie będzie wiedziało, czy mu się to podoba czy nie, co sądzi o tym czy tamtym?
          A uczyć się tego można w każdym niemal wieku...
          --
          -------------------------------------------------------------
          "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
          • morekac napisała:

            > zy to moje zadanie nauczyć dziecko rozumieć utwory literackie (zakła
            > > dam, że nie urodził się z tą umiejetnością i sama też nie przyjdzie) i wy
            > rażać
            > > swoją opinię. "
            > >
            > > Trochę za późno się za to bierzesz.
            >
            > ?!
            > Przepraszam, czy dziecku mózg wcięło, że nie uczone nie potrafi zrozumieć utwor
            > u literackiego? Nie będzie wiedziało, czy mu się to podoba czy nie, co sądzi o
            > tym czy tamtym?
            > A uczyć się tego można w każdym niemal wieku...
            Ale to może jak z przyswajaniem dużych liczb na matematyce - jak 5-latek (zdaniem niektórych z 1 z wątków) się nie nauczy to potem już będzie za późno?

            --
            Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
        • Żartujesz sobie, co?

          Miałam dyskutowac już z niemowalakiem na temat dobra i zła w Jasiu i Małgosi albo Dziewczynce z zapalkami?
          • My z czterolatką dyskutowaliśmy o wielokulturowości, różnicach między kulturami, przesadach oraz uczuciach przy okazji bajki "Azur i Asmar". Jak dziecko traktuje się jak bezmózgiego debila to nie ma się co dziwić , zszokowaniu rodzica na wieść, że nauczyciel wymaga od dziecka jakiś własnych przemyśleń.
            • Oj. Toś pojechała. A było całkiem miło i kulturalnie.

              Odpowiedziałam Ci w innym poście. Mam nadzieje, że zrozumiesz i w tym wypadku wielokulturowość czy raczej inne podejście do życia - Twoje dzieci będą dobre z polskiego, moje z matematyki.
              • Zarówno w naukach ścisłych jak i humanistycznych podstawą jest umiejętność analizowania przeczytanego tekstu jak również wyciąganie wniosków. Nikt nie oczekuje od twojego dziecka pisania poematów. Zwłaszcza przy twoim podejściu powinnaś się cieszyć, że szkoła twojego syna już od najmłodszych klas wymaga wypowiedzi pisemnych, w przeciwnym razie twój syn obudziłby się z ręką w nocniku w klasie czwartej.
                • Ależ ja się cieszę, a może nie tyle cieszę, co nie martwię. Martwi mnie to, że to 'zadanie domowe' w efekcie jest moim zadaniem domowym. Nie chcę przez to powiedzieć, że to ja wymyślam i dyktuję dziecku zdania, o nie. Gdyby tak było, to po 10 minutach byłoby po zabawie. My siedzimy, czytamy, dyskutujemy, wymyślamy zdania, poprawiamy, zmianiamy, po 100 razy czytamy czy dobrze brzmi itd. itp. I mam wrażenie, że coś tu jest nie tak. Albo ja mam za wysokie wymagania w stosunku do dziecka i tego nie widzę (nie mam porównania, przy mlodszym będzie łatwiej), albo jednak to jakiś błąd systemowy a rodzice 'robią' z dziećmi ten zeszytdo lektur, bo tak było, jest i będzie, i nie ma co tego zmieniać.
                  Aa... lektury mojego dziecka mają po 130-90 (jest też kilka krótszych) stron normalną czcionką. Tak jak moje, całkiem dobrze technicznie czytające dziecko (porównuję do swoich umiejetności;, natomiast są dzieci w klasie mojego syna,które jeszcze składają literki), przeczytało bez problemów to co lubi , czyli np. grubego 'Mikołajka' (i owszem, ma na ten temat wiele do powiedzenia) tak raczej go nie namówię na czytanie lektur, które ma przerobić. Już próbowałam. Kolejna próba przy krótszej lekturze albo za pół roku, może wtedy chociaż z czytaniem się poprawi.
                  • Przesadzasz i to bardzo smile
                    Dziecko czyta no i super. pozwól napisać mu 3 zdania samodzielnie i nie roztrząsaj się tak nad tym bo zwyczajnie obrzydzasz coś co powinno być lekkie, łatwe i przyjemne smile
                    Niech Pani oceni czy te zdania sa odpowiednie czy ma popracować nad wypowiedzią pisemną wink To dopiero 2 klasa a Ty zeszyt lektur podniosłaś do rangi referatu który ma być na tip top smile
                    Myślę, że gdybym tak cudowała przy wpisywaniu książek do zeszytu lektur to moja kochająca książki córka wolałaby zaprzestać czytania sad
                  • Opis ma napisać twój syn, a nie ty, nikt od niego nie wymaga zdań złożonych i pięknego artystycznego stylu.

                    " Aa... lektury mojego dziecka mają po 130-90 (jest też kilka krótszych) stron no
                    > rmalną czcionką."

                    Lektury są odgórne więc wszyscy mają takie same, owszem niektóre mają po 90 stron ale żadna z nich nie jest napisana normalną czcionką.
                  • > I mam wrażenie, że coś tu jest nie tak. Albo ja mam za wysokie wymagania w stos
                    > unku do dziecka i tego nie widzę

                    Masz i nie widzisz. Niewątpliwie.Pogadaj z nauczycielką, bo mi się wydaje, że możesz przynoisc niewielki pożytek sporym kosztem - ale może też się mylę.
                    --
                    Życie w Zatoce Perskiej
    • plo_11 napisała:

      > Czy wasze dzieci prowadzą zeszyty do lektur? Jak to wygląda?

      Nie.
    • Mój syn prowadził zeszyt lektur przez całą edukację wczesnoszkolną. W klasie 1 i 2 wyglądało to tak, że dzieci opisywały w formie kilku zdań przeczytane książki - dowolne. Minimum dwie w miesiącu. Mogły to być komiksy, krótkie bajki, dłuższe powieści. Obok pisały ile stron miała książka - za każdy opis dostawały plusy (czasem jeden, czasem siedem). Za 3 plusy była szóstka. W klasie 3 zmieniła mu się nauczycielka - wymagała minimum 1 opisu miesięcznie, ale już raczej w formie recenzji - swoim opisem dzieci miały zachęcić do przeczytania kolegów konkretnego tytułu. Za każdą lekturę można było dostać 4 lub 5. Za cztery (i więcej) recenzje w miesiącu stawiała dodatkową szóstkę.

      Córka jest obecnie w 2 klasie i prowadzi, ale jest to praca dla chętnych, pani nie przypomina, za bardzo też nie zachęca, więc i ona niezbyt chętnie się do tego zabiera.

      Ale moje dzieci zawsze pisały samodzielnie - najczęściej o książkach, których ja w ogóle nie czytałam. I tak jest sens tych zeszytów - to mają być spostrzeżenia dzieci, ich wyobraźnia i styl. W ten sposób bardzo rozwijają pisownię, stylistykę, gramatykę i język, ćwiczą też ortografię i charakter pisma (po kilkunastu opisach, piszą dużo szybciej, nabierają wprawy).

      Jak chcesz, możesz poczytać - tu jest większość, z tego co opisywały:
      zabawawslowa.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?1137249
      --
      Co kropelka sklei, sklei... czyli Zabawa w słowa
      • Dzięki, poczytałam. Tak mi właśnie przyszło do głowy, że faktycznie może lepiej by było, żeby dzieciaki musiały częściej, np. raz na tydzień, opisywać jakąkolwiek przeczytaną książkę. Pewnie szybciej nauczylyby się robić teopisy samodzielnie i może przy takiej ilości opisów nie trzeba by się silić na jakieś super mądre, comiesięczne wywody.
        • plo_11 napisała:

          > Dzięki, poczytałam. Tak mi właśnie przyszło do głowy, że faktycznie może lepiej
          > by było, żeby dzieciaki musiały częściej, np. raz na tydzień, opisywać jakąkol
          > wiek przeczytaną książkę.
          Nie wiem, czy każdy dzieć w tym wieku da radę przeczytać 1 książkę na tydzień. Owszem, jakąś cienką, a niekoniecznie mądrą czy ciekawą , to pewnie dałby radę każdy. Ale jeśli ktoś czyta akurat coś grubszego to może mu to zająć ciut więcej niż tydzień.
          --
          Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
        • > Tak mi właśnie przyszło do głowy, że faktycznie może lepiej
          > by było, żeby dzieciaki musiały częściej, np. raz na tydzień, opisywać jakąkol
          > wiek przeczytaną książkę. Pewnie szybciej nauczylyby się robić teopisy samodzie
          > lnie
          I przy okazji również szybko nauczyłyby się, że czytanie to nie przyjemność, tylko wywiązywanie się z obowiązku.
          Daj dziecku czas, w szkole uczą go pisać i nie musisz tego robić za nauczyciela.
          --
          Życie w Zatoce Perskiej
    • Moja córka nie miała ale uważam że szkoda. To dobry pomysł i nie pomagałabym dziecku w ogóle, niech pisze, rysuje co chce. ważne że chociaż troche zastanowi się nad przeczytana lekturą.
    • Bo bawisz się w szkołę, na dokładkę w szkołę na poziomie ciut wyższym niż II klasa. Daj dziecku napisać jego własnymi słowami o przeczytanej książce - bo prawdopdobnie chodzi o to, żeby dziecko wiedziało co przeczytało (samo lub z tobą) a nie o to, żeby wiedziało co napisać.
      --
      Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
    • Nasze dzieci chodzą chyba do tej samej szkoły... Ta sama topografia pracy. Spis treści, autor, ilość stron i ilustracja, to nie sprawia nam kłopotu, ale tzw. streszczenie.... Mamy problem ze zmieszczeniem się na dwóch stronach (oczywiście wszystko). Córka bardzo chce się zmieścić. Pierwszą lekturę położyła, bo nie streściła książki, więc dostała bardzo słabo, a teraz "zrobiła" 2 książki, same wierszyki, więc zobaczymy, jak pani oceni jej pracę. W sumie to chyba chodzi o wyrobienie zwyczaju czytania, bo pierwsza lektura była w całości omawiana na lekcjach (Szewczyk Dratewka). Te najnowsze to praca typu: Książka opowiada historie puszystych zwierzątek. Opowiadań jest 20, mi najbardziej podoba się to...
      --
      <http://fotoforum.gazeta.pl/a/58516.html>
    • Ponad trzydzieści lat temu robiłam dokładnie to samo w klasach I-III. Sprawiało mi to ogromną frajdę. To było ulubione zadanie domowe wpisać przeczytaną książkę do zeszytu, zrobić rysunek i opisać. I nie tylko lektury tam się wpisywało. I czytałam sama, bez rodziców. Oni pracowali do późna i nigdy nie pomagali w szkolnych pracach.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.