szesciolatki w klasie pierwszej Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • przepraszam,jesli taki watek byl (pewnie jzu ze sto razy), ale jestem ciekawa aktualnej opinii rodzicow na ten temat.
    do pierwszej klasy poslalam siedmiolatka, a glownym powodem bylo to,ze uwazam,ze polska szkola nie jest dostosowana do wczesniejszego rozpoczynania edukacji. Na Zachodzie do pierwszej klasy idzie sie w wieku 5lat, ale robi sie to,co w Polsce w przedszkolach-nauka jest obok, a dzieci sie po prostu uspoleczniaja. w Polsce klasa pierwsza to rzecz powazna, konkretna nauka (co jest bardzo na plus dla Polski), nie kazdego szesciolatka widze wiec w pierwszej klasie. przy pracujacej mamie szesciolatek musi tez wiecej czasu spedzic na swietlicy, bo bywa,ze lekcje koncza juz o 11,a w zerowce siedza do 13 z pania.
    moje dziecko akurat nie chodzilo do zerowki, bo byl za granica,ale wybralabym zerowke,a potem pierwsza klase w wieku 7lat (ewentualnie 2lata w zerowce jesli tak sie da).
    jednak wielu rozicow poslalo dzieci do klasy pierwszej w wieku lat 6. z jakich powodów?
    • w przekonaniu że mają takie bystrzaki wink
      w poprzednim roku zdaje sie to chyba też z obawy przed spiętrzeniem w kolejnym .
      • ja posłałam z kilku powodów
        atrakcyjniejsza szkoła (zerówka też musiałaby być w szkole)
        fajne zajęcia dodatkowe
        obawa że moje dziecko które zakładam w wieku 7,5 lat potrafiłoby już pisać i czytać na lekcjach mogłoby przeszkadzać innym a i samo niezbyt chętnie pisałoby szlaczki/literki
        --
        'Demokracja ma sens jedynie kiedy jest kontrolowana'
        • Również wysłałam z kilku powodów. Przede wszystkim nie byłam zadowolona z przedszkola. Pani swoje obowiązki wykonywała na zasadzie minimum programu - zero nauki, wyjść na dwór, wycieczek... jak dla mnie zero rozwoju i pokazywania dzieciom świata. Wg. nowej "podstawy programowej" moja córa "zerówkę" czy tam jak to teraz nazywają "roczne przygotowanie przedszkole" przerobiła jako pięciolatka, więc zostawiłabym ją kolejny rok na to samo z tą samą Panią - dla mnie to było powtarzanie zerówki. W przedszkolu ciągle chorowała, spędzała tam większość dnia - było dalej od domu.
          Szkoła jest bliżej naszego domu, po lekcjach odbiera ją babcia, nie musi siedzieć na świetlicy.
          Program I klasy uważam, ze nie jest jeszcze jakąś "wielką nauką", nie wiem jak będzie później, ale na razie dziecko dobrze sobie radzi. Program jest dostosowany do sześciolatków, poznają literki, cyferki, dużo zabawy, wyjść na wycieczki. Na wiosnę jadą na 5 dni na zieloną szkołę!smile Ja jestem zadowolona, moja córa też bardzo. Widać jakby odżyła po tym przedszkolu, dostała "wiatru w żagle", nie choruje i rano z chęcią się szykuje do szkoły - przed przedszkolem często był płacz...
    • Z takiego powodu, że uznałam, że nowy program był dostosowany do możliwości 6 latków. Ja nie widziałam za bardzo 'poważnej' nauki w pierwszej klasie. To było akurat przygotowane dla młodszych dzieci. W klasie mojej córki było 9 7-latków i rodzice się skarżyli, że dzieci się nudzą, trochę tracą czas, ale to była ich decyzja, żeby posłać dzieci do klasy zorientowanej na 6-latków.

      Gdyby obowiązywał program i tempo poprzednie, to na pewno bym jej nie posłała. ale skoro było to dopasowane do 6latków, to nie widziałam powodu, żeby odwlekać to, co akurat było wpasowane do jej etapu rozwoju. Moja córka jest w 2 klasie i na razie ok, nie widzę, żeby cokolwiek przekraczało jej możliwości i zagrażało spokojowi ducha.

      Zatem - posłałam, bo akurat na jej etapie rozwoju program szkolny był jak najbardziej ok. Poza tym ja w ogóle nie lubię zorganizowanej szkoły i życzę jej, żeby jak najszybciej skończyła i miała z głowy.

      Oczywiście wiem, że problemy mogą pojawić się w 4 klasie. Ale zawsze się pojawiały, od lat się o tym słyszy. Tak samo z 'gotowością szkolną'. Rok po mojej córce do tej samej szkoły poszły dzieci z jej grupy przedszkolnej i też były skargi rodziców, że niekóre dzieci są zagubione, nie radzą sobie. To jest osobnicze po prostu.

      Szkoła zwyczajna, publiczna. Dużo mogę zarzucić, ale też dużo dobrego powiedzieć.

      Świetlica w dzisiejszej szkole to też nie to samo, co za naszego dzieciństwa. Szkoły mają sale zabaw, place zabaw, różne zajęcia w zasadzie w mojej szkole zajęcia świetlicowe jednocześnie odbywają się w kilku miejscach: 'zwykła' sala (gry, rysowanie, leżenie), sala zabaw, sala gimnastyczna, podwórko i jeszcze na takim dużym korytarzu np zajęcia teatralne itp), zimą łyżwy na publicznym lodowisku, a w soboty wycieczki. Świetlica akurat dla mojego dziecka i jej koleżanek to świetny czas na pobycie razem, zabawę itp. Jak zdążą to odrobią lekcje, ale naprawdę wolę, żeby tę godzinę dłużej pobiegała po podwórku. Pracująca mama wraca o 17 i raczej na podwórko póki jasno z dziećmi nie wyjdzie. A ze świetlicą tak.
      • w porownianiu do angieslkiej pierwszej klasy, w polskiej jest powazna, konkretna nauka pisania i czytania. Nie pozwala sie dzieciom pisac nieprawidlowo, w niewlasciwych linijkach itp., co jest dozwolone w ang szkole. tam nie ma prac domowych i nie nosi sie podrecznikow.
        W szkole poslkiej bledy sa poprawiane, dzieci duzo pisza, maja prace domowe, czytaja dlugie czytanki, pisza z pamieci itp. jedynie z matematyki w Anglii wyzszy poziom!
        syn nudzi sie na angieslkim(bo mowi w tym jezyku) i na matematyce,ale nic mu nie bedzie.
        • W szkole mojego syna nie ma pisania z pamięci, podręczników nie nosi- ma szafkę w szkole czasami zabiera to z czego akurat ma coś zadane.
          A to, ze błędy się poprawia to chyba dobrze?
        • muchomorczerwony napisała:
          > w porownianiu do angieslkiej pierwszej klasy, w polskiej jest powazna, konkretn
          > a nauka pisania i czytania. Nie pozwala sie dzieciom pisac nieprawidlowo, w nie
          > wlasciwych linijkach itp.

          Moja młoda w pierwszej klasie zeszytu zaczęła używać dopiero pod koniec roku szkolnego, ale koślawo pisze do tej pory (jest w drugiej klasie) i nikt jej za to nie biczuje. Podstawa programowa jest dostosowana do dzieci 6-letnich. Pierwsza klasa to była zabawa, zgodnie z podstawą programową dużo czasu spedzali na dywanie na zabawach.
        • No, ale Anglia to nie cała zagranica (w pierwszym poście napisałaś, że za granicą to dzieci się bawią a nie uczą), a poza tym w Anglii do szkoły mogą iść już 4-ro latki, więc jak to porównywać z polską pierwszą klasą.
          Ja mieszkam w Niemczech. Dzieci idą tu do szkoły w wieku 6 lat (w zalezności od landu, dzieci z końcówki roku mogą iść jako 7-mio latki). Od pierwszej klasy zaczyna się normalna nauka, która idzie w dużo szybszym tempie niż w Polsce (córka chodziła równolegle do 1 i 2 klasy do szkoły polskiej, więc mam porównanie). Od pierwszego dnia szkoły miała prace domowe (codziennie), od samego początku musieli pisać, czytać i liczyć (od razu w głowie, nie było liczenia na palcach czy patyczkach) poprawnie. W 1 klasie w niemieckiej szkole nie ma również rysowania szlaczków, kolorowania czy naklejania naklejek, ten etap kończy się wraz z końcem przedszkola. Różnica polega na tym, że nauka w pierwszych dwóch klasach nie jest podzielona na bloki po 45 min. Nauczyciel czas dzieli sam, kiedy widzi, że dzieci są znudzone tematem lub mają dość, krótka przerwa w klasie i nowy temat. Na ogół jeden temat jest omawiany po ok. 10-15 min. W godz. 9.40-10 jest długa przerwa w trakcie której dzieci codziennie wychodzą na dwór. Nasza szkoła nie jest jakoś specjalnie przygotowana na przyjście 6-cio latków, bo szkolnictwo podstawowe jest w Niemnczech mocno niedofinansowane, a szkoła już wiekowa. Córka poszła jako 6-cio latka do szkoły. W tym roku kończy szkołę podstawową. Minusów nei zanotowałam.
    • Posłałam obie córki do pierwszej klasy, bo miały beznadziejną zerówkę (którą robiły w przedszkolu jako 5 latki) i szykowała sie powtórka z nudnej, bardzo nudnej rozrywki.

      A w szkole jest ciekawie - maja fajne zajęcia, uczą sie nowych rzeczy, coś tam piszą (praca domowa to linijka szlaczków i 2-3 linijki jakiejś literki), powoli zabieraja sie za czytanie. Szkoła kameralna, w klasie 14 uczniów, wychowawczyni młoda i bardzo zaangazowana. Jest opieka, na świetlicy zajecia logopedyczne, teatralne, jakieś gry i zabawy. Na środowiskowej spotykają starsze dzieciaki, normalnie sa tylko w gronie klas 1-3.
      Obie córki sa zadowolone
      --
      Ciri
      Prawo Kociej Kompozycji:
      Kot składa się z materii, antymaterii i fanaberii. Ja też.
      • ciri, w naszej szkole jest wiecej prac dopmowych- pisanie w zeszycie do kaligrafii oraz w normalnym zeszycie liter,wyrazow i zdan, 2 razy w tygodniu czytanka(dluga), opowiadanie do nauczenia i zadania z matematyki. do tego ma zajecia logopedyczne i w domu robimy codziennie cwiczenia. dla mojego siedmiolatka to w sam raz,ale gdyby mial 6lat,to byloby za duzo.
        • ale jak to długa czytanka
          nie jest łatwo skomponować tekst z 10 liter big_grin
          --
          'Demokracja ma sens jedynie kiedy jest kontrolowana'
        • A nie jest tak, ze sześciolatki mają inny program nauczania niż siedmiolatki?
        • muchomorczerwony napisała:

          > ciri, w naszej szkole jest wiecej prac dopmowych- pisanie w zeszycie do kaligra
          > fii oraz w normalnym zeszycie liter,wyrazow i zdan, 2 razy w tygodniu czytanka
          > (dluga), opowiadanie do nauczenia i zadania z matematyki. do tego ma zajecia lo
          > gopedyczne i w domu robimy codziennie cwiczenia. dla mojego siedmiolatka to w s
          > am raz,ale gdyby mial 6lat,to byloby za duzo.

          Czyli jak zwykle - wszystko sprowadza sie do wyboru konkretnej szkoły . Nasza jest niewielka, klasa jest nieliczna i w zasadzie wszystko co trzeba dzieciaki robia w szkole. Nawet cwiczenia z logopedii (na świetlicy). prace domowe są raczej "dla utrwalenia nawyku uczenia sie" smile
          W klasie moich córek jest 6 dzieci z poprzedniego rocznika - sa to dzieci z końca roku oraz te ciut gorzej sobie radzących, w zasadzie wszyscy są na jednym poziomie i program 6 latków jest dla nich idealny.
          --
          Ciri
          Prawo Kociej Kompozycji:
          Kot składa się z materii, antymaterii i fanaberii. Ja też.
          • w szkole jest 5 klas pierwszych(w tym 2 integracyjne) i kazda klasa liczy okolo 25-6 osob. z tego,co sie zorientowalam,to wiekszosc jest z rocznika 2005 czyli siedmiolatki(a moze po prostu pol na pol,ale ja poznalam akurat mamy siedmiolatkow). szkola jest duza i najbardziej krytykowana za "wyscig szczurow" juz od podstawowki, bo jest tez gimnazjum. o wyborze szkoly zdecydowal dobry dojazd oraz to,ze jest razem z gimnazjum
    • Ja posłałam z kilku powodów, najważniejszy brak dostępu do przedszkola a w domu sie nudziła, więc poszła jako 5-latka do szkolnej zerówki, a potem nie chcąc ubliżać jej inteligencji poszła do pierwszej klasy, za powtarzanie zerówki chyba by mnie ukatrupiła. Nie wiem jak w innych szkołach, ale u nas zerówka to naprawdę poziom przedszkola. Nie wiem na ile uczyli sie literek czy ich kształtów bo moja poszła czytająca. Ale kolorowanie na okrągło może doprowadzić do szału. Już chodzi do drugiej klasy , radzi sobie świetnie.

      --
      Julia,Maksiu i Tatiankasmile
      http://maks-ostrowski.cba.pl/ - strona syna
      KRS 0000 326 128 cel szczegółowy: Ostrowski Maksymilian - 035
    • Mój syn jest z rocznika 2006 miał w tym roku obowiązkowo iśc do pierwszej klasy. W p-kolu zrobił program zerówki po czym okazało się, że jednak nie mam obowiązku posłac go do pierwszej klasy. Jednak to zrobiłam bo:
      - w przedszkolu nie ma grupy 6l i tak czy inaczej musiałby iść do szkoły
      - nie chciałam posyłać go kolejny raz do zerówki tym razem w szkole
      - do tej szkoły poszło 2/3 jego przedszkolnej grupy.
      Z perspektywy tych kilku miesięcy jestem raczej na tak. Młody radzi sobie z materiałem znakomicie, jest aktywny na lekcjach, błyskotliwy. ma problem z dyscypliną i to spory ale to z racji swojej ruchliwości (ale nad tym pracujemy i jest już lepiej).
      Nie są obciążami nadmiernie pracą domową. mają coś zadane 2-3 razy w tygodniu, praca domowa zajmuje mojemu dziecku zwykle maks. 30 minut (pisanie liter, zadania matematyczne, czytanki, karty pracy).
    • Ja nie posłałam, bo się inaczej potoczyło zycie, ale kiedy zaczęto mówić o reformie miałam na stanie małe dziecko i sądziłam, że trafi do "podwójnego" rocznika. Przemknęło mi wtedy przez myśl, że warto posłać dziecko wcześniej - żeby uniknęło tłoku przez całą ścieżke edukacyjną, i żeby miało w zapasie rok - np na posłanie na wymianę do innego kraju, na zmianę kierunku, na takie tam.
      --
      Życie w Zatoce Perskiej
    • 1. większość znajomych (rodziców rówieśników mojej córki, z którymi chodziła do przedszkola a którzy poszli do zerówki) żałuje swojej decyzji
      2. program 1 klasy to nie jest poważna nauka - to są banalne rzeczy - kolorowanie, naklejki, szlaczki, powoli wprowadzane litery. Nie wyobrażam sobie 7-latka w takiej klasie - chybaby umarł z nudów i irytacji, i cofnął się w rozwoju
      3. przy pracujących rodzicach nie ma znaczenia, gdzie dziecko chodzi - do przedszkola, zerówki czy 1 klasy - jak rodzic pracuje np. do 16 to dziecko i tak musi siedzieć w szkole, np. w świetlicy, więc to żaden argument. Mama czy tata nie wyjdzie z pracy wcześniej jeśli dziecko jest w zerówce czy w pierwszej klasie.
      4. w pierwszej klasie zajęcia dodatkowe, które były odpłatne w przedszkolu, w szkole są bezpłatne. Dla mnie to jest argument, bo zabrałam dziecko z przedszkola po 2 latach i chodzi do szkolnej zerówki, jako 6-latek, podobnie jak siostra, pójdzie do 1 klasy. Nie mówiąc o koszcie samego przedszkola i posiłków (w szkole za nic nie płacę).
    • bo chcieli, bo zdolni i przy niższym programie (a raczej braku programu w zerówce) by się nudzili, bo do wyboru była tylko szkolna zerówka i 1 klasa, z niezaspokojonej ambicji rodziców wink
      --
      nie odpowiadam na posty zawierające słowo "mega"
    • powodów było wiele. Oto najważniejsze z nich
      - przedszkole córki z nieznanych mi powodów w grupie pięciolatków ostro przystopowało i zaczęło robić tylko minimum edukacyjne. Rok później wrócili do swojego poziomu, podejrzewam że było to spowodowane odejściem praktycznie całej grupy ( większość do innych zerówek)
      - do przedszkola lub innego oddziału zerówki młoda musiałaby być dowożona
      - program klas 1-3 jest prosty i opanowanie go nie sprawia trudności przeciętnemu dzieciakowi.
      - szkoła córki jest przygotowana na przyjęcie sześciolatków.

      Minus który dostrzegam
      W szkole córki, a konkretnie w jej klasie jest gigantyczny wyścig szczurów, nie ma normalnych przyjaźni jest tylko interesowność, ale to akurat nie jest wynikiem wieku rozpoczęcia edukacji.
      • widze,ze powody rozpoczecia pierwszej klasy w wieku 6 lat sa zwykle sensowne, czesto to powody praktyczno-ekonomiczne. wszytsko zalezy od sytuacji, np brak przedszkola w poblizu itp.
        ja mam jeszcze mlodsze dziecko,ale moze jak bedzie mialo 5 lat, to juz obowiazkiem bedzie pojsc do zerowki i nie bede miala rozterek.
        • ktos wspomnial o swietlicy, ze to nie problem dla szesciolatka...mhmm u nas swietlica to raczej przechowalnia z duza iloscia przechowywanych i wspolczuje dzieciom,ktore musza tam siedziec od 11 do 16smile
          • Sześciolatki w I klasie świetnie sobie radzą w II i III też.
            Wesoło zaczyna się w klasie IV.
            Wypracowania, dodawanie, odejmowanie,mnożenie, dzielenie pissemne, potęgi, zapisy rzymskie, zamiana jednostek i wiele innych...
            Przyroda jest równie pasjonująca 3 razy w tygodniu. Trawienie, krązenie, oddychanie - w jeden tydzień. Do tego historia, angielski, zajęcia komputerowe. Gra na flecie, prace plastyczne, techniczne.

            Cyrk to będzie jak 6 latek do szkoły pójdzie obowiązkowo i zacznie naukę w klasie IV.
            • totolotto,jak pojda szescilatki obowaizkowo, to beda dostosowywac program do ich mozliwosci, bo sie okaze, ze jednak ten rok roznicy wczesniej czy pozniej wychodzi
              • Oficjalny program jest dostosowany do możliwości 6latków, przecież ta reforma nie polegała na tym, że się po prostu zmienił wiek - bardzo zmienił się program. Dlatego ja posłałam 6latkę (niespełna). Gdyby program się nie zmienił, to bym jej nie posłała - bo wtedy była zerówka z programem dla 6latków. A teraz program dostosowany do rozwoju 6latków jest realizowany w szkole.

                Zobaczymy jak będzie w 4 klasie. Ja przed zapisaniem dziecka do szkoły jeszcze zamęczałam kolejne szkoły pytaniami, czy nauczyciele w starszych klasach mają świadomość, że program się zmienia i dostaną dzieci o rok młodsze. I w szkołach, które wydały mi się sensowne nauczyciele mieli już jakieś szkolenia itp. Słyszeli o tym.

                Ale muszę powiedzieć, że nie bardzo wierzę w polskich nauczycieli i boję się, że niektórzy nie są w stanie pokonać rutyny i trzeba będzie z nimi walczyć, żeby realizowali program, a nie swoje rutynowe pomysły.

                Zobaczymy. Może się pozytywnie zaskoczę.
                • byc moze to zalezy od podrecznika,ale moim skromnym zdaniem jesli dostosowany do szesciolatkow,to tylko do tych uzdolnionych... kiedys mialam kontakt z dziecmi z klas 1-3 i ich rodzicami i z tego doswiadczenia pamietam,ze KAZDY uwaza,ze jego dziecko jest zdolne,a w klasie czwratej, piatej juz wiekszosc nie jest o tym przekonana...ale moze to tylko moje doswiadczenie
                  • > byc moze to zalezy od podrecznika,ale moim skromnym zdaniem jesli dostosowany d
                    > o szesciolatkow,to tylko do tych uzdolnionych...

                    Całkowicie się z tobą nie zgodzę. Córka jest w klasie drugiej program zgodnie z podręcznikiem zarówno z matematyki jak i polskiego jest zwyczajnie banalny i dotyczy z matematyki programu przerabianego zgodnie ze starą podstawą w klasie pierwszej. Trochę mnie to dziwiło, teraz to rozumiem, nie można rozpocząć dalszej nauki jeżeli dzieci nie opanują szybkiego pamięciowego rachunku w zakresie pierwszej setki. Sukces matematyki jak i każdego przedmiotu ścisłego do perfekcyjne opanowanie podstawy.
                    Szkoła córki jak zresztą wszystkie znane mi szkoły poznańskie ma full zajęć dodatkowych zarówno tych rozwijających jak i tych przeznaczonych dla uczniów z trudnościami. Dzieciak już od pierwszej klasy bombardowane są wypowiedziami pisemnymi, przedstawieniami w języku polskim i angielskim, kółkami matematycznymi, zajęciami doświadczalnymi z zakresu przyrody, chemii, fizyki, kółkami poszerzającymi wiedzę z angielskiego ale również zajęciami wyrównawczymi z tego języka, projektami rozwijającymi umiejętności matematyczne. Moja córka chodząc na niektóre zajęcia nawet nie wie, że wchodzi w świat wiedzy którą tak naprawdę będzie poznawała za 3 czasami 5 lat. Porównuję szkołę córki jak i szkołę dzieciaków mojego rodzeństwa i to jest jakaś gigantyczna przepaść. Nie dziwię się, że mój siostrzeniec ma problem z wypracowaniami w klasie 4 skoro przez trzy lata nikt od niego nie wymagał wypowiedzi pisemnych.

                    "iedys mialam kontakt z dziecm
                    > i z klas 1-3 i ich rodzicami i z tego doswiadczenia pamietam,ze KAZDY uwaza,ze
                    > jego dziecko jest zdolne,"

                    Nigdy nie uważałam aby moja córka była zdolna. Nie znoszę się z nią uczyć bo ja jestem ścisłowcem ona humanistką, nie potrafię zrozumieć jej toku myślenia oraz sensowności kilkuminutowych wywodów i dorabiania treści w prostym rachunku matematycznym.

                    ",a w klasie czwratej, piatej juz wiekszosc nie jest o
                    > tym przekonana...ale moze to tylko moje doswiadczenie"

                    Czas pokaże, ale szczerze wątpię aby ktoś z klasy córki miał problemy z wypracowaniami, czy z matematyką. Nie przy takiej ilości dodatkowych zajęć i nie przy takim bombardowaniu wiedzą.
                    • w naszej szkole jest podobnie jesli chodzi o bombardowanie wiedza, kolka zainteresowan itp i dla mojego szesciolatka byloby to sporo,ale jako siedmiolatek to ogarnia.

                      trudno mi ocenic jego zdolnosci, bo u mnie jest dokladnie odwrotnie niz u ciebie, tzn ja humanistka,a moj syn scislowiec. on sam uwaza,ze bardzo dobrze czyta,ale ja mam inne zdaniesmile
                  • iedys mialam kontakt z dziecmi z klas 1-3 i ich rodzicami i z tego doswiadczenia pamietam,ze KAZDY uwaza,ze jego dziecko jest zdolne,a w klasie czwratej, piatej juz wiekszosc nie jest o tym przekonana...ale moze to tylko moje doswiadczenie

                    Tak było i 30 lat temu...
                    --
                    -------------------------------------------------------------
                    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
            • Nie przesadzaj, nie widze żadnych tragedii w czwartej klasie. Syn czwartoklasista poszedł jako sześciolatek do szkoły.
        • muchomorczerwony napisała:

          > ja mam jeszcze mlodsze dziecko,ale moze jak bedzie mialo 5 lat, to juz obowiazk
          > iem bedzie pojsc do zerowki i nie bede miala rozterek.
          Obowiązek zerówkowy w wieku lat 5 jest i teraz. Odraczanie reformy dotyczyło obowiązku I klasy w wieku lat 6.

          --
          Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
    • Posłałam sześciolatkę, nawet niespełna (bo jest z października).
      Powodów było kilka.
      Po pierwsze, jest (no dobra - była wink ) nieśmiała, a jej grupa przedszkolna rozpadała się, kilka koleżanek (trochę od niej starszych) przechodziło do pierwszej klasy. Nie chciałam jej fundować przyzwyczajania się najpierw do grupy zerówkowej, a potem za rok znowu do kolejnej, w pierwszej klasie.
      Po drugie - manualnie była gotowa, emocjonalnie, mimo nieśmiałości, też (umiała się skupiać na zadaniu, rozumiała reguły działania w grupie, nieśmiałość jej nie paraliżowała).
      Po trzecie - była gotowa intelektualnie. Co więcej, istniała obawa, że za rok mogłaby być, że tak powiem, intelektualnie nadmiernie gotowa. Już w momencie, kiedy podejmowaliśmy decyzję, czytała, pisała, liczyła, dodawała i odejmowała i zaczynała mnożyć. Tu bardzo stanowczy był mój mąż, który uważał, że do szkoły poszedł za późno (jest ze stycznia, poszedł rocznikowo jako siedmiolatek, czyli praktycznie prawie ośmiolatek), nie musiał się w ogóle uczyć na początku, więc się tego nie nauczył i potem mu było bardzo trudno. Nie chcieliśmy, żeby nie musiała się tak zupełnie wysilać.
      No i po czwarte - była gotowa fizycznie. Jest w klasie najmłodsza, ale nie najniższa - gdyby była kruszynką, nawet przy tych względach powyżej chyba bym jej nie puściła.

      Cieszę się, że poszła wcześniej i że ma czas - będzie mogła sobie bezboleśnie wyjechać na gap year po liceum albo zmienić zdanie po pierwszym roku studiów, bo ma roczny zapas.
      --
      Moja Mama (z namysłem, usiłuje sobie przypomnieć): "Wyjmij belkę ze swego oka i..."
      Mój Tato (pomocnie): "i wsadź ją bliźniemu swemu!"
    • Posłałam już dwójkę 6-latków do szkoły.
      Powody przy starszym (do wyboru 1 klasa lub zerówka w przedszkolu):
      - nudził się w przedszkolu i rozrabiał,
      - w szkole były mniejsze klasy niż w przedszkolu grupy
      - chodził już do zerówki rok, jeżeli zostałby w przedszkolu robiłby drugi rok to samo (sprawdzone)
      - chciał się uczyć
      - pozytywna opinia psychologa i logopedy(ważne w jego przypadku)
      - dobry nauczyciel w szkole (lepszy niż w zerówce)
      - w szkole są zajęcia dodatkowe, świetlica(jak dla mnie całkiem dobra), stołówka
      - ponad połowa grupy odchodziła z przedszkola
      - był samodzielny
      - jego koledzy szli do szkoły
      - dobrze się czuł w towarzystwie starszych dzieci
      (jest już w trzeciej klasie i uważam że to był dobry wybór).

      Przy młodszej z powodów odpadł logopeda i psycholog a doszedł argument brata (dobrze sobie radzi w szkole). Przeszkodą była jej nieśmiałość w stosunku do niektórych ludzi i wielkość. Jest w pierwszej klasie i na uważam że to też był dobry wybór. Ale wiedziałam ze większość lekcji mają w jednej klasie i nie będzie musiała dźwigać plecaka po szkole.
    • posłałam, bo była gotowa. bo uwazam, ze 6 letnie dziecko, przy wsparciu szkoly i rodziców- doskonale sobie poradzi. program jest ZA PROSTY DLA 7 LATKÓW. przedszkole to nie jest dobre miejsce dla 6 latków. posłałam, bo zrobiła juz program zerówki w zerowce szkolne bez problemu i nie wiedziałam, dlaczego mialaby go powtarzac- w imie czego?
      poslalam, bo znam tę szkołe- chodzi tam moj starszy syn. wiedzialam, ze jest fajna swietlica z programem, 10 godzin wf w tygodniu, 4 godziny plastyki.
      nie zaluje. jestem wsciekla, ze nie obronilam mlodej przed sciskiem w gimnazjum- ale ona wiem, ze sobie doskonale poradzi.
      • bramanka napisała:

        >jestem wsciekla, ze nie obronilam mlodej przed sciskiem w gimnazjum

        co masz na myśli?

        --
        nie odpowiadam na posty zawierające słowo "mega"
        • w krakowie w roczniku idacym do szkoły w 2011 roku jest ponad 120% tego, który poszedl do szkoly w 2012
          • w Warszawie podobnie - w 2011 więcej 6latków poszło do 1 klasy bo dochodził strach przed podwójnym rocznikiem w 2012. a w 2012 wiadomo, odpuszczono reformę. ale to nie jest taka ogromna różnica żebym się miała martwić o tłok w gimnazjum.
            --
            nie odpowiadam na posty zawierające słowo "mega"
          • bramanka napisała:

            > w krakowie w roczniku idacym do szkoły w 2011 roku jest ponad 120% tego, który
            > poszedl do szkoly w 2012
            Mogę cię "pocieszyć" - pewnie nawet w sytuacji mniejszej liczby uczniów w roczniku problem i tak by był. W gimnazjach jest zasadniczo ścisk - w roczniku mojej starszej córki, w sytuacji niżu demograficznego, w gimnazjum rejonowym jest 6 czy 7 klas po przeszło 30 osób.


            --
            Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
            • ja mam dwóch bratanków, chodzą do tej samej szkoły: jeden do1klasy(7lat),drugi do I klasy( same 6 latki.program który realizują to niebo a ziemia. 6 latek robi to co większość opisywała wczesniej,ucza sie literek,szlaczki,trochę czytają itd.
              7 latek ma o niebo trudniejszy program !!!!! poznali w 2miesiące wszystkie litery, czytają czytanki (duze litery) na dwie strony,z matematyki działania do 20,poznają juz piersze zasady ortografii. w klasie (na prosbe) rodzicow było dwóch sześciolatków,po 2 tygodniach rodzice przeniesli do I klasy samych 6 latków. mysle ze bardzo zdolny 6 latek by sobie dobrze radzil, ale przeciętny juz nie. Wtej szkole nie mieszaja (z małymi wyjatkami) 6 i 7 latków. Panie prowadzaje 6 i 7 latków mówia o znacznie wolniejszym tempie pracy z 6 latkami niz z 7 latkami
              pzdr
              18buzka
              • "szybki" program nauki czytania zakłada naukę liter przez pięć miesięcy. Te dwa miesiące to jakas bujda.
              • 18buzka napisała:

                > 7 latek ma o niebo trudniejszy program !!!!! poznali w 2miesiące wszystkie lit
                > ery, czytają czytanki (duze litery) na dwie strony,z matematyki działania do 2
                > 0,poznają juz piersze zasady ortografii.

                Jakiz to podręcznik realizuja te siedmiolatki?
                • Bardzo dziwne... U nas w szkole wszystkie klasy z jednego poziomu mają ten sam podręcznik. Nie ma mowy o różnym programie, nie ważne czy mówimy o 7 latkach czy 6 latkach. W czerwcu wszystkie dzieciaki miały w całości wypełnione książki i ćwiczenia, więc skąd "różne programy"?
                  Co do 4 klasy, to sama przechodziłam ją dość ciężko, choć zaczynałam szkołę jako siedmiolatka. W 4 klasie pojawiły się pierwsze trójki na semestr, pierwsze porażki itp. Co zupełnie nie przeszkodziło mi w pójściu do dobrego liceum i skończeniu 2 kierunków studiów na świetnej uczelni.
                  • też jestem ciekawa co to za podręcznik który wprowadza wszystkie litery w 2 mce. moje dzieci miały "Grę w kolory" - jeden z najszybszych, który naukę liter rozkłada na 5 mcy i to było naprawdę szybkie tempo, nawet dla dzieci umiejących czytać bo nauka kaligrafii to nie przelewki w polskiej szkole. w 2 półroczu były już całostronicowe czytanki.
                    mati.pati możliwa jest sytuacja że 1 klasa 6latków ma inny podręcznik niż 1 klasa 7latków. ale w sumie po 3 klasie poziom powinien być ten sam.
                    --
                    nie odpowiadam na posty zawierające słowo "mega"
                    • w naszej szkole też jest podział 6 i 7-latków, mają osobne klasy (po 3 dla każdego wieku). sześciolatki mają więcej luzu i też nieco wolniej realizują zadania - po prostu starsze dzieci dostają od nauczycieli dodatkowe kserówki, dodatkowe zadania i wykonują więcej ćwiczeń.
                      w zeszytach tez piszą od początku.
                      gdybym brała pod uwagę posłanie syna wcześniej, to nie obawiałabym się początków, tylko właśnie 4 klasy i wzmożonych wymagań z nią związanych.
      • > posłałam, bo była gotowa. bo uwazam, ze 6 letnie dziecko, przy wsparciu szkoly
        > i rodziców- doskonale sobie poradzi. program jest ZA PROSTY DLA 7 LATKÓW. przed
        > szkole to nie jest dobre miejsce dla 6 latków.

        Bingo! Lepiej bym tego nie ujęła. Mój syn bardzo lubi szkołę - a szkoła lubi jego wink
        Posłałam 6-latka z końca października, bo widziałam, że jest gotowy, bo diagnoza przedszkolna całkowicie to potwierdziła, bo potrzebował już zwrotu w kierunku kształcenia, a nie śpiewania kolejny rok tych samych piosenek i kolorowania. Nie tylko dlatego, że pięknie czyta, starannie pisze i bez trudu liczy, nie tylko dlatego, że jest samodzielny /choć czasem zapominalski wink/ i towarzyski /a prawie cała nasza grupa przedszkolna poszła do szkoły/, ale przede wszystkim dlatego, że tę cudowną otwartość dziecięcego umysłu i ciekawość świata trzeba karmić nowościami. Permanentny głód wiedzy to piękna rzecz, należy go podsycać, a apetyt jak wiadomo rośnie w miarę jedzenia.
        Syn jest najmłodszy w klasie /i to solidnie najmłodszy, kolejna dziewczynka jest prawie pół roku starsza/, a pani nachwalić się go nie może. Wszystkie 6-latki w naszej mieszanej klasie radzą sobie świetnie i zupełnie nie odstają od 7-latków, przeciwnie nawet. Program jest bardzo łatwy, choć tempo poznawania nowych liter, cyfr itd. dość duże w porównaniu z innymi szkołami, do których chodzą dzieci znajomych. Najwyraźniej jednak nie jest to zbyt wygórowany poziom wymagań, skoro dzieci sobie radzą, a rodzice wszystkich znanych mi 6-latków są zadowoleni.
        Szkoła to był strzał w 10 i nierzadko gawędziłyśmy z mamami, że niezależnie od indywidualnego tempa rozwoju dobrze jest przestać traktować 6-latki jak maleństwa.

        --
        Pozdrowionka,
        Tusia
    • Dlaczego? Proste aby jak najszybciej miały szkołe z głowy wink
    • Ja znam sporo rodziców aktualnych 6-cio latków, którzy narzekają na ilość pracy, naukę zmianową, zmęczenie dzieci, pół dnia w ławkach. Czują się nabici w butelkę obietnicami MEN.
      Więc myślę, że może być różnie.
      Ja posłałam bo:
      - przedszkole mi nie odpowiadało
      - intelektualnie i społecznie był ok
      - pozytywnie przeszedł testy psych-ped
      - podręcznik wydawał mi się do ogarnięcia przez dziecko.
      Ponieważ to była stara zerówka a pani mocno ambitna dziecko napracowało się baaardzo. Za to przez kolejne 3 lata miało luz. I teraz w 4 klasie też nie ma problemów. Nie zawsze ma chęci, żeby się uczyć ale przyswaja aż miło.
      Teraz jestem proszona o radę czy bratanek ma iść wcześniek do szkoły. I nie wiem:
      - czyta i liczy tak, że program 1 klasy właściwie już umie
      - manualnie jest słaby
      - społecznie ekstra
      - intelektualnie raz ekstra raz dziecinny (rozumie niektóre zjawiska po swojemu czyli wymyśla sobie wytłumaczenie mocno odbiegające od rzeczywistości)
      Proponuję bratowej wizytę w poradni ped-psych - nie wiem czy można tak z ulicy się tam umówić?
      • U nas w szkole 6 i 7 latki też idą tym samym programem (Gra w kolory). Różnice polegają na tym, że nauczyciele 7 latków dołożyli coś ekstra - dzieciaki szybciej zaczęły pisać w zeszytach bo większość dzieci była pisząca, szybciej przerobili litery niż 6 latki, dodatkowo trzeba było dokupić podręcznik typu "sprawdziany". Generalnie szybciej realizowali program. Ale w tym roku (klasa 3) poziom został wyrównany, idą łeb w łeb i nie mają już dodatkowych podręczników.
      • Cytat Proponuję bratowej wizytę w poradni ped-psych - nie wiem czy można tak z ulicy
        > się tam umówić?

        można jak najbardziej, bo robią tam m.in. testy gotowości szkolnej.
    • Uważam, że do I klasy powinny iść 7-latki.

      Mój syn poszedł jako 6-latek, teraz jest w II klasie. Oceny ma w większości wspaniałe (W) oraz tylko 2 bardzo dobre (B), więc to nie o to chodzi, że mój syn akurat sobie z nauką nie radzi, więc odradzam wszem i wobec.

      Ale treści nauczania to jedno, a dojrzenie do bycia uczniem to drugie.

      Chodzi o dojrzałość dziecka - do nauki, do lekcji, do pamiętania o różnych rzeczach, szybkość przebierania się w szatni, branie odpowiedzialności za spakowanie tornistra, za odrobienie lekcji, za przeczytanie lektury, uważanie na lekcji, gadanie, przeszkadzanie, przynoszenie zabawek do szkoły. Ta dojrzałość u dzieci powszechnie jest marna. U wszystkich jak leci - i tych czytających biegle, i tych ledwo dukających.
      Lepiej posłać 7-latka do I klasy - im uczeń starszy, dojrzalszy, tym lepiej dla niego, dla nauczycieli i dla rodziców.
      --
      Synowie: A. (7 lat) i M. (3 lata)
      • mama-ola napisała:

        > Lepiej posłać 7-latka do I klasy - im uczeń starszy, dojrzalszy, tym lepiej dla
        > niego, dla nauczycieli i dla rodziców.

        A najlepiej 9 latka wink. Niektórzy to mysla że dzieci w wieku 7 lat przechodzą jakąś cudowną przemianę w ucznia
        • mama303 napisała:

          > A najlepiej 9 latka wink. Niektórzy to mysla że dzieci w wieku 7 lat przechodzą
          > jakąś cudowną przemianę w ucznia

          Wystarczy 7-latka - gdy zakończy się przypadający na wiek 5,5-6 lat skok rozwojowy, pozwalający osiągnąć dojrzałość szkolną.

          --
          Forum ORIGAMI
          • graz.ka napisała:

            > Wystarczy 7-latka - gdy zakończy się przypadający na wiek 5,5-6 lat skok rozwoj
            > owy, pozwalający osiągnąć dojrzałość szkolną.

            Wiara w to, że to jest taki sztywny wiek uzyskiwania tej osławionej dojrzałosci szkolnej jest dosc naiwa. Zresztą ta dojrzałość szkolna to kwestia względna, umowna i zmieniajaca się w czasie. Przyjmuje się poprostu pewne wyznaczniki. A czy jest dojrzałość przedszkolna np.? smile
            • mama-ola ma sporo racji (przy okazji pozdrawiam jąsmile)
              ja posłałam swoje dziewczyny jako 7latki i nie żałuję- choć nauczyciele uważali, że powinny iść wcześniej
              ale-nie samą nauką człowiek żyje- dziewczyny super sobie radzą a my jako rodzice nie musimy im pomagać w nauce, same odrabiają przeważnie na świetlicy; są dużo odważniejsze, nie boją się nowych miejsc, itp. co też jest bardzo ważne;
              dużo rodziców posłało dzieci jako 6latki a potem musiało z nimi siedzieć i dużo pracować- po co i to było?
              --
              Emilka i Iga mają już...
              • > mama-ola ma sporo racji (przy okazji pozdrawiam jąsmile)

                Ja również Cię pozdrawiam smile

                > dużo rodziców posłało dzieci jako 6latki a potem musiało z nimi siedzieć i dużo
                > pracować- po co i to było?

                Oj, tak, siedzenia jest mnóstwo. Mój syn tekst zajmujący 1 stronę w zeszycie przepisywał ostatnio 1,5 godziny. Coś napisał - wstawał - zaganiałam do biurka - znów coś napisał - wstawał - zaganiałam... Szkoda mi dziecka, szkoda mi siebie. (Przy czym warto dodać, że mój syn nie żałuje i zapytany o to, czy gdyby mógł się cofnąć w czasie, to zostałby w przedszkolu rok dłużej, odpowiada, że nigdy w życiu).

                Dobrze zrobiłaś, że przetrzymałaś dziewczynki smile
                --
                Synowie: A. (7 lat) i M. (3 lata)
            • mama303 napisała:


              > Wiara w to, że to jest taki sztywny wiek uzyskiwania tej osławionej dojrzałosci
              > szkolnej jest dosc naiwa. Zresztą ta dojrzałość szkolna to kwestia względna, u
              > mowna i zmieniajaca się w czasie. Przyjmuje się poprostu pewne wyznaczniki.


              Wiara smile
              Czyli zajęcia z psychologi rozwojowej są rodzajem religii? Myślałam, że skończyłam pedagogikę, a tu proszę - jakaś teologia zakamuflowana.

              >A czy jest dojrzałość przedszkolna np.? smile
              Polecam google - ok. 50 tys. wyników wyszukiwania.

              --
              Forum ORIGAMI
              • hmm a jak to sie dzieje ze dzieci z 90% spoleczeństwa na wielu kontynentach MAJA tę dojrzałośc wczesniej a my nie? i nie nie pisz mi ze te dzieci NIC w szkole nie robia tylko sie bawia- akurat wiem ze owszem robia (pisza i czytaja 5 latki i wiele innych spraw).

                szkola nie osiagnela dojrzałości i tyle. zadnej. do zmiany cały system szkolnictwa. od przedszkola (bleee dlatego posłalam do szkoly) do uczelni- z nimi jestem zwiazana wiec wiem ze do calkowitego wyburzenia.....
              • graz.ka napisała:

                > Wiara smile
                > Czyli zajęcia z psychologi rozwojowej są rodzajem religii? Myślałam, że skończy
                > łam pedagogikę, a tu proszę - jakaś teologia zakamuflowana.

                A tak na "zdrowy rozum" i bez sciemy? Szanowna Pani Pedagog - Uważasz naprawde ten 7 rok życia jako jakąs barierę magiczną a rozwojową czy tylko tak mądre ksiązki prawią?
                I jak to jest, że w innych krajach ta bariera magiczna jest przesunięta? wink

                > Polecam google - ok. 50 tys. wyników wyszukiwania.
                Ale nie przyjmuja dzieciaka do przedszkola z powodu niedojrzałosci przedszkolnej? W ogóle jest to sprawdzane?
              • Oczywiście dziecko dojrzewa do pewnych rzeczy
                - dojrzewa do samodzielnego siedzenia
                - stawiania samodzielnych kroków
                - samodzielnych zabaw
                - tworzenia opowieści
                - rozstania się z rodzicami
                - pisania
                - czytania
                - współżycia seksualnego
                - zakładania rodziny
                - dzieci

                Żaden z tych procesów nie jest chwilowy, do każdego człowiek się wcześniej przygotowuje jedni potrzebują mniej czasu inni więcej , granice wiekowe o których mówisz są granicami umownymi. Nie ma idealnego wieku na spłodzenie dziecka, założenie rodziny, pierwsze rozstanie z rodzicami
                • Odpowiem tak - zbiorowo smile

                  Każde dziecko rozwija się indywidualnie i powinno mieć ów indywidualny rozwój uwzględniony w swoim - swoim! - programie szkolnego rozwoju. Zmienia się świat, powinna zmieniać się edukacja. Tymczasem tkwi ona i ba - okopuje się w XIX-wiecznych bastionach. Dlaczego?

                  Tu bardzo, bardzo uogólniając - szkoła, politycy i rodzice także (niestety) - nie są gotowi na zmianę edukacji. Wielkie "szkoły alternatywne" XX wieku pozostają nadal alternatywne, jako i ich współczesne realizacje - np. w Polsce jest 6 waldorfskich szkół, do poziomu gimnazjum - bo nie mieszczą się ze swoim system pracy w gorsecie stworzonym przez państwo.

                  Wracając do "dojrzałości" - przedszkolnej i szkolnej. Znane i opisane doświadczalnie są koncepcje "strefy najbliższego rozwoju" (Wygotskiego) czy "okresów wrażliwości" (Montessori). I to one - wraz z nowymi prądami pedagogicznymi XX i XXI wieku przegrywają niestety z inną sferą - polityką.

                  Zgadzam się także z opinią o nieprzygotowaniu wielu szkół i nauczycieli do pracy z młodszymi dziećmi. Zaniedbania po stronie oświaty jako systemu są tu ogromne. Robimy reformę i jakoś to będzie - tak oceniam podejście do ostatnich zmian.

                  Polecam także lekturę wypowiedzi prof. Śliwerskiego - m.in. także na ten temat.
                  sliwerski-pedagog.blogspot.com/2012/12/spojrzenie-na-polska-polityke-oswiatowa.html
                  Przedszkola mają nadal na szczęście więcej elastyczności - ale zaczyna nakładać się na nie tyle obowiązków, że i system pracy jest coraz mniej swobodny (dzieci są przecież w przedszkolu krócej, a program i oczekiwania rodziców są większe).

                  Ja wiem - dla kogoś, kto ciężko pracował na sukces dziecka, które miało początkowo w szkole problemy, niemożliwe jest zaakceptowanie, że może gdyby poczekał rok, to dziecko szybciej i z mniejszym wysiłkiem pokonałoby trudności. Przecież chciał dla dziecka tylko dobrze i zrobił to, co uważał za najlepsze.
                  Tzw. mechanizmy obronne osobowości - m.in. racjonalizacja - to też dobrze opisane zjawiska psychologiczne.
                  Chcę być dobrze zrozumiana - rodzice mieli prawo podejmować takie decyzje i mają prawo ich bronić, nie mnie ich oceniać - oby nie deprecjonowali przy tym innych, którzy zdecydowali inaczej lub nadal wątpią, pytają, szukają.

                  Napisałam w tym wątku tylko z jednego powodu - w moim odczuciu zakwestionowane zostały podstawy merytoryczne prawidłowości rozwoju. A one istnieją, zostały zbadane i w sferze psychologii i pedagogiki nikt ich nie unieważnił.


                  PS. Dziecko może nie osiągnąć dojrzałości przedszkolnej. Tak, przedszkole ma pewne możliwości wspierania malucha w rozwoju, głównie gdy jest to wynik zaniedbań rodziców i szybko następują pozytywne zmiany (np. dziecko przestaje płakać, a zachęcane przez nauczycielkę po kilku dniach zaczyna jeść samo, włącza się z zabawę, podchodzi i rozmawia).
                  Natomiast gdy niedojrzałość dotyczy sfery emocji - i pobyt w przedszkolu prowadzi do zaburzeń - sugerować można wstrzymanie się z zapisaniem dziecka do przedszkola. Wiele razy także mamy radzą sobie taki sposób rozwiązania problemów - poczekaj, zapisz od stycznia lub wiosny, od nowego roku. Przecież czytuję tu fora rodzicielskie od lat. smile
                  Kilkukrotnie także w naszym przedszkolu dziecko wróciło do żłobka i do przedszkola przyszło jako 4 latek.
                  • Grażko, dziękuję za merytoryczną odpowiedź. Tak jak i ty jestem swoadoma tego co dzieje sie w szeroko pojetej edukacji- nie tylko oswiacie. Jestem swiadoma trendów na swiecie, ich ocen, nie tylko z literatury, ale tez z wlasnego doswiadczenia- liczne podroze, miejsca zamieszkania, rodzina z dziecmi w wieku od 2-20 lat na wszystkich kontynetach poza Afryką wink

                    na pewno zgadzam sie z tobą, że polska edukacja trwa jakoś tak w XiX wielku, i przygotowuje dzieci jak do pracy w fabryce. nauczyciele, przyzwyczajeni do tego, ze umowy maja "na cale zycie, niezaleznie od tego, co zrobia" nie robia z dziecmi NIC. Nic od przedszkola, do konca studniów, a wlasciwie sa to dzilania pozorne. Uwazaja ze "doswiadczenie" jest sto razy wazniejsze niz odkrycia, np neuropedagogiki. Ucza tak samo przez wiele lat, a najczesciej tak.... jak ich uczono.
                    Zgadzam się tez z jednym- największą winą za nieprzygotowanie dzieci do życia (po drodze przedszkola, szkoly studiów....) ponoszą rodzice! i wg mnie ich trzeba by edukowac. Jezeli jest jakies dzialanie nowatorskie, to czesto rodzice go nie rozumieja, i skarza sie na nauczycieli, chcac powrotu "starego", którzy oni znają. Skad to? No z wielkiego braku zaufania do szkolnictwa! I braku wiedzy onych rodziców. Na tym forum mozna spotkac opinie, o tym, ze tabliczki mnozenia trzeba sie nauczyc na pamiec- a to juz relikt innych czasów- za pomocą zadań odpowiednich "sama sie nauczy" (hmmm, wlasnie sie tak mojej 7 latce w drugiej klasie nauczycla do 12 smile)
                    ja nie rozumiem czegos takiego "dziecko mialo poczatkowo problemy"- to jest problem szkoly a nie dziecka! jakie problemy????? nauka w klasach I-III jest płynna, dziecko ma 3 lata na nauczenie sie pewnych rzeczy- czytania, liczenia etc- problemy sa w głowach rodziców i niestety, byc moze, niedouczonych i dzialajacych wbrew zalozeiom reformy- nauczycielom. Zachowanie juz skwitowalam- dzieci powinny gadac, pracowac w grupach, parach, lazic po klasie- a bo co_ moze sa kinestetykami jak moj syn smile Wymaganie sidzenia w lawkach ciszy jest wbrew zasadom- i oddalic z pracy by trzeba kretyna nauczycciela a nie mowic rodzicowi, ze trzeba dziecko było trzemac jeszcze rrok w przedszkolu (w wypadku tych co je znam- definitywnie nierozwojowe dla dzieci powyzej 5 lat, a moze nawet mniej.... nastepna grupa do wymiany)
                    jeszcze raz- polskie dzieci nie roznia sie od innych. ale moze nie sa przygotowane przez rodziców do normalnej egzystencji. na pewno natomiast nauczyciele wydaja sie robic laske, ze zajmuja sie dziecmi- ze swiaca szukac takich, ktorzy lubia swoja prace (znam- 3.... na ok 150- otwarcie mowia- lubie dzieci, lubia to co robia). pamietam obrazki z 2 przedszkoli- wsciekle panie zmieniajace pieluche 2,5 latkom. w niemczech- widzialam panie DYSKRETNIE (w polsce- w hallu grłownym, na dywanie, zlozeczac), zmieniajace pieluche w łazience 4,5 latkom. bez pretensji. z usmiechem. bez zbednych komentarzy. no taki job. wiele sie jeszcze musi polska szkola nauczyc. i polscy rodzice. prawdopodobnie jest to kwestia wymarcia pokolenia nauczycieli- oni sa juz niereformowalni.
                    jak na razie- smieje sie z tego co dzieje sie w elitarnej szkole moich mlodych. najchetniej bym ich uczycla w domu- na pewno wyniki byly by lepsze, a dzieci mniej upodlone.
                    wez pod rozwage uwagi rodzica robiac swoja reforme wink
                    • Miło mi, że tak odebrałaś mój post - bardzo sobie cenię możliwość czytywania forum rodziców, czasem także pisywaniu tu. Ogromnie dużo pod wpływem Waszych dyskusji mam przemyśleń i wykorzystuję je w pracy.
                      A i na "branżowych" edukacyjnych forach często linkuję ciekawe tutejsze dyskusje. Jesteście zatem rodzice ważni dla wielu osób wewnątrz systemu. Jako beneficjenci i sojusznicy.

                      Pozdrawiam - Grażka
                      --
                      Forum ORIGAMI
                  • graz.ka napisała:

                    > Tu bardzo, bardzo uogólniając - szkoła, politycy i rodzice także (niestety) - n
                    > ie są gotowi na zmianę edukacji.

                    No wiec właśnie to jest PROBLEM! To nie dzieci nie uzyskały "magicznej" gotowosci do szkoły tylko dorośli. Nauczyciele okopali się w swoich przyzwyczajeniach, rodzice sa skołowani i przestraszeni takimi właśnie opiniami specjalistów że w wieku 6 lat dziecko absolutnie sobie w szkole nie poradzi ale za to juz w wieku 7 lat - napewno tak. Co gorsza potem Ci przekonani o tym nauczyciele próbuja to czesto aktywnie udowodnić na żywym materiale czyli na dziecku i na jego rodzicach.

                    > Wracając do "dojrzałości" - przedszkolnej i szkolnej. Znane i opisane doświadcz
                    > alnie są koncepcje "strefy najbliższego rozwoju" (Wygotskiego) czy "okresów wra
                    > żliwości" (Montessori).

                    Ja pedagogiem i psychologiem nie jestem ale bacznie obserwuję rozwój swojego dziecka i wiem jedno gotowość szkolna czy przedszkolna to jest kilka umownie przyjetych wyznaczników dla dziecka i oczywiscie mozna tym dowolnie sterować i dostosowywac do statystycznego dziecka. Więc jesli przymiemy że do szkoły idzie sześciolatek to gotowosc szkolna powinna być ustalona pod tego szesciolatka no i jest od kilku lat. Tyle że jest ogólny bałagan i w szkołach i w zerówkach /szkolnych, przedszkolnych/. Do jednej I klasy trafią dzieci siedmioletnie po szkolnej "ambitnej" zerówce gdzie dzieci juz miały lekcje w ławkach, uczyły sie czytać, pisać, miały prace domowe itd a do innej I klasy trafią sześciolatki, które w ogóle czytac nie potrafią i nigdy w ławce nie siedziały. A nie daj Boże do pierwszej wersji kalsy pierwszej trafi jakis sześciolatek, który cztac nie potrafi i klops! - jest oto dowód na to że dzieci sześcioletnie nie nadaja sie do pierwszej klasy, podczas gdy taki szesciolatek w klasie szesciolatków radziłby sobie może całkiem dobrze. Jest bałagan i to zarówno w zerówkach jak i I klasach i stąd problemy. Najwiekszym błędem moim zdaniem jest odwlekanie tej reformy i mieszanie roczników od 4 lat.

                    > Ja wiem - dla kogoś, kto ciężko pracował na sukces dziecka, które miało początk
                    > owo w szkole problemy, niemożliwe jest zaakceptowanie, że może gdyby poczekał r
                    > ok, to dziecko szybciej i z mniejszym wysiłkiem pokonałoby trudności. Przecież
                    > chciał dla dziecka tylko dobrze i zrobił to, co uważał za najlepsze.

                    Owszem ja pracowałam z dzieckiem sześcioletnim w I klasie sporo ale jestem głeboko przekonana o tym , że nie wynikało to z jej braku gotowosci do szkolnej edukacji, tylko z braku gotowosci na przyjecie szesciolatka przez nauczycielkę, dodatkowo bedacą od poczatku bardzo negatywnie nastawioną do reformy i namawiajacą mnie od początku i rodziców innych szesciolatków do przeniesienia dzieci do zerówki. Ile ja rozmów a nauczycielką odbyłam to moje smile ale mam sukces bo w końcu nauczycielka przynała mi rację i przyznała że sie myliła. Co ciekawsze obecnie ta sama pani objeła klasę I w przewagą szesciolatków smile
                    Być może moje dziecko miałoby mniej problemów gdyby poszło do I klasy o rok później a ja świety spokój ale nie żałuję tej decyzji tym bardziej że miałam rację, moje dziecko szybko dogoniło dzieci siedmioletnie. I jedynie pani nauczycielka niepotrzebnie ją poganiała. Zresztą w tej klasie było jeszcze 4 szesciolatków, jedno rodzice cofnęli do zerówki /potem żałowali tej decyzji bardzo/ a trójka pozostałych dzieciaków radzi sobie nieźle juz w 4 klasie. Moje dziecko nie było zatem jakims wyjątkiem.

                    > Chcę być dobrze zrozumiana - rodzice mieli prawo podejmować takie decyzje i maj
                    > ą prawo ich bronić, nie mnie ich oceniać - oby nie deprecjonowali przy tym inny
                    > ch, którzy zdecydowali inaczej lub nadal wątpią, pytają, szukają.

                    Ja uważam, że rodzice sa poprostu zdrowo skołowani miedzy innymi takimi opiniami jak Twoja smilei sie boją. Potem czesto narzekają, że program za łatwy, że dzieci sie nudzą i kółko sie zamyka. moje dziecko przynajmniej sie nie nudzilo i miało wyzwania w I klasie.

                    > PS. Dziecko może nie osiągnąć dojrzałości przedszkolnej. Tak, przedszkole ma pe
                    > wne możliwości wspierania malucha w rozwoju, głównie gdy jest to wynik zaniedba
                    > ń rodziców i szybko następują pozytywne zmiany (np. dziecko przestaje płakać, a
                    > zachęcane przez nauczycielkę po kilku dniach zaczyna jeść samo, włącza się z z
                    > abawę, podchodzi i rozmawia).

                    Sugerujesz że niedojrzałośc do przedszkola polega na płakaniu dziecka na poczatku.....to w takim razie wiekszośc dzieci niedojrzała do tego przedszkola.

                    > Natomiast gdy niedojrzałość dotyczy sfery emocji - i pobyt w przedszkolu prowad
                    > zi do zaburzeń - sugerować można wstrzymanie się z zapisaniem dziecka do przeds
                    > zkola. Wiele razy także mamy radzą sobie taki sposób rozwiązania problemów - [i
                    > ]poczekaj, zapisz od stycznia lub wiosny, od nowego roku.[/i] Przecież czytuję
                    > tu fora rodzicielskie od lat. smile

                    Oczywiscie tak sobie rodzice radzą ale nie zawsze można sie do tej rady zastosować i dziecko nawet bardzo płaczace i przezywające akceptuje przedszkole i lubi. Moja mama, emerytowana przedszkolanka powiedziała tez że te dzieci najbardzi płaczace najczesciej potem silnie z przedszkolem sie zżywają. To sa poprsotu dzieci wrażliwe i mocno emocjonalne a nie niegotowe do przedszkola.
                    istnieja tez teorie i bardzo czeste przypadki, że im dziecko starsze tym trudniej akceptuje nowe, trudniejsze warunki i przełomy /bo wiecej rozumie i jest bardziej świadome/a dzieci po żłobkach łatwiej "wchodza w przedszkole"
                    • mama303 napisała:

                      > No wiec właśnie to jest PROBLEM! To nie dzieci nie uzyskały "magicznej" gotowości do szkoły tylko dorośli. Nauczyciele okopali się w swoich przyzwyczajeniach, rodzice są skołowani i przestraszeni takimi właśnie opiniami specjalistów że w wieku 6 lat dziecko absolutnie sobie w szkole nie poradzi ale za to już w wieku 7 lat - na pewno tak.

                      Odniosę się tylko to tego stwierdzenia - bo drażni mnie sposób, w jaki próbujesz zdeprecjonować merytorycznie uznane sprawy. I - paradoksalnie - mam poczucie, że jesteśmy po tej samej stronie, pomimo tego, że usiłujesz mnie obarczyć odpowiedzialnością za wybory rodziców, oraz kwestionujesz moje kwalifikacje zawodowe i moralne oraz prawo do ich wyrażania – czy myślisz, że ja w oparciu o swoją wiedzę i doświadczenie będę świadomie źle doradzać rodzicom?

                      Owa dojrzałość szkolna to nadal około 6 - 7 nawet do 8 lat - gdyby zmienił się ten wiek (i było to udowodnione poważnymi badaniami naukowymi), to po cóż byłaby reforma programowa w klasie 1?
                      A tak - mamy młodsze, jednak zbiorowo mniej dojrzałe lub nieharmonijnie dojrzałe dzieci. Te idealne to tylko jakaś część populacji. Nie jest tak, jak wmawiali politycy i w co uwierzyło wielu rodziców - 6-latek się niczym nie różni od 7-latka. Gdyby tak było, to po cóż robić reformy programowe? Tymczasem mamy podstawę i programy zmienione pod te 6-latki - co bywa też źródłem niezadowolenia wielu rodziców, prawda?

                      Mamy nauczycieli - zróżnicowanych jak każda grupa zawodowa - od pasjonatów, zapaleńców, kompetentnych, poszukujących po ignorantów i niemal jednostki psychopatyczne (przeczytałam właśnie tekst o nauczycielce matematyki, z pierwszej strony GW, straszne) - tych bezwzględnie trzeba usuwać z systemu.

                      Nauczycieli zostawionych własnym dociekaniom i samokształceniu – wszak kwalifikacje nadał im podpis ministra. Często pozbawionym godzin - z kształcenia zintegrowanego „wyjmuje się” poszczególne edukacje dla specjalistów, którym brakuje godzin (muzyk, plastyk, anglista, nauczyciel wf, informatyk).

                      Pozwolę sobie też na osobistą opowieść:
                      moja od lat grająca w kl. I-III na flażoletach z dziećmi koleżanka już więcej teraz tego nie robi – nie zdążyłaby z programem. Muzykę – z zeszytem ćwiczeń i podręcznikiem, a jakże – prowadzi muzyk. Tylko dzieci nie muzykują. Mają sprawdziany z życiorysów kompozytorów.

                      Mamy w szkole sztywne godziny, jednakowe obowiązkowe podręczniki – tylko klasy I-III mają zapis obowiązku stosowania pakietu edukacyjnego dla każdego ucznia!
                      I miewamy w szkołach parcie na sukces – testy i sprawdziany. Raporty, rozliczenia (trzeba sumować np. godziny poszczególnych edukacji), ewaluacje. Dyrektorów, który nader często nie mają pojęcia o wczesnej edukacji. Kolegów przedmiotowców – kogo nam tu do czwartej klasy dałyście? Niczego w tym zintegrowanym nie uczycie!

                      A oczekuje się – nie wiem jakim cudem – że szkoła się indywidualnie nad każdym dzieckiem pochyli. Żeby było jasne – osobiście uważam, że powinna. Ale nie zawsze da radę – np. tzw. pomoc psychologiczno-pedagogiczną wprowadza się w przedszkolach i szkołach bez zagwarantowania środków na zatrudnienie terapeutów, logopedów, wreszcie specjalistów do pracy z dzieckiem zdolnym. I to jest właśnie myślenie magiczne, a nie przywoływanie prawidłowości rozwojowych. Bo owe wyznaczniki dojrzałości się nie zmieniły, ani wiek, w jakim statystycznie większość dzieci je osiąga.

                      Masz osobiste doświadczenia – ja także, wykraczające poza pracę z jedną grupą przedszkolną. Mam mocne podstawy do formułowania w pewnych sprawach opinii i nie uważam, że powinnam się wstydzić swojej kompetencji.

                      Kłopoty dzieci w szkole – nie tylko w pierwszej klasie, ale w szkole w ogóle – powinny być w szkole rozwiązywane, we współpracy z rodzicami, bo to oni ostatecznie decydują nikt z nich odpowiedzialności nie zdejmie. Szkoła powinna być kompetentna i przygotowana – od kwalifikacji nauczycieli po pomoce i boiska.

                      Ja jestem za prawem wyboru, zwiększaniem obszarów możliwości takich wyborów i ich dostępności – nie za urawniłowką i jedną, jednakową i tylko z tego powodu najlepszą – w opinii jedynie słusznych ekspertów – drogą.

                      O dojrzałości przedszkolnej nie będę już z Tobą dyskutować. Czytasz moje posty z ustaloną tezą, wkładasz mi w usta jakieś niby sugestie, traktujesz protekcjonalnie, nie mam potrzeby się z tego co napisałam tłumaczyć ani dyskutować z prawidłowościami, o których też wiesz od swojej mamy - na podstawie jej doświadczenia. Ja mam swoje - i takie jak Twoja mama, ale i całkiem przeciwne. Bo w pedagogice podejmowane oddziaływanie wywołuje wyłącznie prawdopodobną reakcję. To też jedna z prawidłowości.

                      --
                      Forum ORIGAMI
                      • graz.ka napisała:

                        > Odniosę się tylko to tego stwierdzenia - bo drażni mnie sposób, w jaki próbujes
                        > z zdeprecjonować merytorycznie uznane sprawy.

                        jakie merytorycznie uznane sprawy? Że dziecko sie z wiekiem jest coraz bardziej dojrzałe, rozsąadne, rozumne? Toz to jest oczywiste. A to kiedy ona uzyska dojrzałośc tzw. szkolną zalezy m.in. od tego co rozumiemy pod tym terminem i co przyjmiemy za wyznaczniki /umownie i sztucznie/.

                        >usiłujesz mnie obarczyć odpowiedzialnością za wybory rodziców, oraz kwestionujesz moje kwalifikacje zawodowe i moralne oraz prawo do ich wyrażania – czy myślisz, że ja w oparciu o swoją wiedzę i doświadczenie będę świadomie źle doradzać rodzicom?

                        niczego nie kwestionuję, poprostu kompletnie sie z Tobą nie zgadzam smile I owszem moim zdaniem jako specjalista doradzasz rodzicom źle, chociaż pewnie nie z złej wierze


                        > Owa dojrzałość szkolna to nadal około 6 - 7 nawet do 8 lat - gdyby zmienił się
                        > ten wiek (i było to udowodnione poważnymi badaniami naukowymi), to po cóż byłab
                        > y reforma programowa w klasie 1?

                        Sama sobie przeczysz, piszac powyżej że rozpietośc uzyskania tej dojrzałosci jest dość duża, więc dlaczego akurat 7 lat? Zresztą ogromna ilośc dzieci uzyskuje dojrzałość z jednej dziedziny wcześniej niz z innej. 3 pierwsze lata edukacji sa po to aby to mniej wiecej wyrównać.Moje dziecko np. przewyższało siedmiolatki dojrzałością społeczną.


                        > A tak - mamy młodsze, jednak zbiorowo mniej dojrzałe lub nieharmonijnie dojrzał
                        > e dzieci.

                        Te dzieci młodsze są niedojrzałe do starych przyzwyczajeń skostniałych wymagań nauczycieli a nie do rozpoczęcia edukacji.

                        >Te idealne to tylko jakaś część populacji. Nie jest tak, jak wmawiali
                        > politycy i w co uwierzyło wielu rodziców - 6-latek się niczym nie różni od 7-
                        > latka.

                        Niejeden sie niczym nie różni chociaz statystycznie pewnie tak. I dlatego im szybciej wszystkie szesciolatki trafią do I klasy tym sytuacja bardziej sie wyklaruje na ich korzyść.

                        >Gdyby tak było, to po cóż robić reformy programowe? Tymczasem mamy podst
                        > awę i programy zmienione pod te 6-latki - co bywa też źródłem niezadowolenia wi
                        > elu rodziców, prawda?

                        No tak, głównie tych którzy dali sie przestraszyc i zatrzymali sześciolatki w zerówkach dla "ich dobra"

                        > Pozwolę sobie też na osobistą opowieść:
                        > moja od lat grająca w kl. I-III na flażoletach z dziećmi koleżanka już więcej t
                        > eraz tego nie robi – nie zdążyłaby z programem. Muzykę – z zeszytem
                        > ćwiczeń i podręcznikiem, a jakże – prowadzi muzyk. Tylko dzieci nie muzy
                        > kują. Mają sprawdziany z życiorysów kompozytorów.

                        To jest własnie ta zła droga, w którą podąża szkoła z niewiadomych przyczyn szkoła, bo napewno nie zalecaja tego założenia programowe reformy.


                        > Mamy w szkole sztywne godziny, jednakowe obowiązkowe podręczniki – tylko
                        > klasy I-III mają zapis obowiązku stosowania pakietu edukacyjnego dla każdego uc
                        > znia!

                        Akurat z podrecznikami uważam, że zbyt duża dowolnośc jest. Jest bardzo nierówno!

                        > I miewamy w szkołach parcie na sukces – testy i sprawdziany. Raporty, roz
                        > liczenia (trzeba sumować np. godziny poszczególnych edukacji), ewaluacje. Dyrek
                        > torów, który nader często nie mają pojęcia o wczesnej edukacji. Kolegów przedmi
                        > otowców – kogo nam tu do czwartej klasy dałyście? Niczego w tym zintegrow
                        > anym nie uczycie!

                        O w naszej szkole tez matematyczka sie dziwiła że dzieci mniej umieją, nie douczyła się raczej i nie zauważyła, że przyszły dzieci po zreformowanej edukacji wczesnoszkolnej....

                        > Masz osobiste doświadczenia – ja także, wykraczające poza pracę z jedną g
                        > rupą przedszkolną. Mam mocne podstawy do formułowania w pewnych sprawach opinii
                        > i nie uważam, że powinnam się wstydzić swojej kompetencji.

                        Zapewne masz i nikt Ci nie broni ich mieć. Ale można sie chyba nie zgadzać?

                        > Kłopoty dzieci w szkole – nie tylko w pierwszej klasie, ale w szkole w og
                        > óle – powinny być w szkole rozwiązywane, we współpracy z rodzicami, bo to
                        > oni ostatecznie decydują nikt z nich odpowiedzialności nie zdejmie. Szkoła pow
                        > inna być kompetentna i przygotowana – od kwalifikacji nauczycieli po pomo
                        > ce i boiska.

                        A no powinna tylko co to ma wspólnego z dojrzałością szkolną sześcio czy siedmiolatka? smileW złej szkole to każdy uczeń ma źle

                        > Ja jestem za prawem wyboru, zwiększaniem obszarów możliwości takich wyborów i i
                        > ch dostępności – nie za urawniłowką i jedną, jednakową i tylko z tego pow
                        > odu najlepszą – w opinii jedynie słusznych ekspertów – drogą.

                        ja wrecz przeciwnie, widac bowiem jak bardzo namieszała i nabałaganiła to mozliwośc wyboru dana rodzicom. Jest to główny minus i przyczyna niepowodzenia reformy.Uważam, że edukacja wczesnoszkolna powinna byc jak najbardziej ujednolicona.

                        > O dojrzałości przedszkolnej nie będę już z Tobą dyskutować.
                        W ogóle nie musisz tongue_out ja jestem tylko rodzicem a Ty specjalitą. Ale nadal nie okresliłaś co to jest dojrzałość przedszkolna sprowadzając wszystko do płaczu dzieci. Akurat płacz dzieci na poczatku edukacji przedszkolnej wcale nie jest niczym niepokojącym, moja mama bardziej nipokoiła sie dziećmi, które strasznie ochoczo i bez oporów rozstawały sie z rodzicami bo czesto to wróżyło poźniejsze kłopoty.
                        • Masz prawo do swoich ocen, oczywiście. Pomijam prawo do manipulowania moimi wypowiedziami smile ale dam sobie spokój.

                          Odniosę się to jednego aspektu - zbytniej Twoim zdaniem różnorodności:
                          "Akurat z podrecznikami uważam, że zbyt duża dowolnośc jest. Jest bardzo nierówno!"
                          "widac bowiem jak bardzo namieszała i nabałaganiła to mozliwośc wyboru dana rodzicom. Jest to główny minus i przyczyna niepowodzenia reformy.Uważam, że edukacja wczesnoszkolna powinna byc jak najbardziej ujednolicona."

                          Radą na różnice indywidualne w rozwoju (nieważne czy 6, czy 7 latków) mają być jednolite oddziaływania?
                          Ten sam program? Jednakowe podręczniki? Centralnie zarządzana oświata z jednolitymi procedurami?

                          Mieliśmy to.
                          I dobrze, że się skończyło - nawet w tak ograniczonym zakresie, bo większość centralnego sterowania nadal działa.

                          A i nadal są te "dobre" i "złe" szkoły. "Dobre" i "złe" przedszkola. I jakoś to centralne zarządzanie dla większej "lepszości" oświaty nie działa.

                          Świat jest inny niż 20 lat temu i ciągle przyspiesza - ja wręcz widzę przyszłość edukacji w odejściu od systemu klasowo-lekcyjnego i jednorodnych wiekowo klas. Zmniejszaniu się roli szkoły, która musi na nowo zdefiniować swoją społeczną funkcję lub zniknie - jak długo można ją utrzymywać przymusem szkolnym?. I ręczę - znajdują się rodzicie, których takie projekty, pomysły, idee przekonują. Powinni mieć wybór takiej drogi, a alternatywne szkoły możliwości działania (odnoszę się tu do Polski).
                          I błędnie zakładasz, że są to ignoranci, którym ktoś zamieszał w głowach. Mnóstwie z tych osób w głowach zamieszać trudno - po prostu inaczej rozumieją odpowiedzialność, wolność, wybór. Mają inne priorytety jeśli chodzi o edukację własnych dzieci i swój w niej udział.

                          Dalsza wymiana zdań nie ma sensu - i nie będę jej kontynuować.
                          Dziękuję za Twoje opinie, staram się - tak jak pisałam wyżej - poznawać i brać pod uwagę opinie rodziców.

                          --
                          Forum ORIGAMI
                          • graz.ka napisała:

                            > Masz prawo do swoich ocen, oczywiście. Pomijam prawo do manipulowania moimi wyp
                            > owiedziami smile ale dam sobie spokój.

                            Nie bardzo rozumiem Twój styl dyskutowania ze mną. Przyjęłas jakiś obronny styl. Nie lepiej poprostu wyrażać swoje zdanie, choćby i odmienne. Moim celem nie jest manipulowanie Twoimi wypowiedziami, gdzie tak to odczytałas?

                            > Radą na różnice indywidualne w rozwoju (nieważne czy 6, czy 7 latków) mają być
                            > jednolite oddziaływania?
                            > Ten sam program? Jednakowe podręczniki? Centralnie zarządzana oświata z jednoli
                            > tymi procedurami?

                            Może nie takie same /żeby była konkurencja/ale mocno zbliżone programowo. Tak aby dzieci w Warszawie czy Szczecinie czy Pcimiu dolnym przerabiały mniej wiecej to samo i miały równe szanse. Oczywiscie program powinien zawierac opcje bardziej, mniej rozbudowane, dodatkowe zadania dla dzieci bardziej zaawansowanych lub mniej /i podręczniki to mają/. Dodatkowo rożne style pracy nauczyciela, dodatkowe materiały przez niego przygotowywane tez zapewniać powinny wystarczajace zróznicowanie i dostosowanie do potrzeb i mozliwosci poszczególnych dzieci.
                            Ale nieprawidłowe wydaje mi sie to, że jedne dzieci znaja juz wszystkie litery i czytają dłuższe teksty, a inne są "w rosole" Jeden podręcznik, który widziałam zawierał z jedna trzecią rysunków zanim zaczęły się powazniejsze sprawy z czytaniem. Co bardziej ciekawe na przykładzie mojej córki widze że absolutnie podręcznik nie został dostosowany do akurat jej potrzeb, ponieważ jako dziecko nieczytajace, niepiszące przerabiała najtrudniejszy podręcznik sad. Z tego co sie zorientowałam szkoły wybieraja dane wydawnictwo nie patrząc na potrzeby dzieci /bo i grupy dzieci sa bardzo zróżnicowane i to pewnie byłoby niewykonalne smile/ tylko uwzgledniając rozmaite promocje proponowane przez wydawnictwa.

                            Tak że ja osobiście uważam, że jednak zcentralizowane nauczanie szczególnie to wczesne ma ogromny sens. Oczywiscie nie wyklucza to możliwosci alternatywnych edukacji, nauczania domowego. Chodzi mi o nauczanie publiczne, które powinno dawac w miare równe szanse wszystkim dzieciom.

                            > A i nadal są te "dobre" i "złe" szkoły. "Dobre" i "złe" przedszkola. I jakoś to
                            > centralne zarządzanie dla większej "lepszości" oświaty nie działa.
                            No i będą choćby i najbardziej zcentralizowanym systemie, duzo zależy od atmosfery szkoły, otwarcia na nowe, od nauczycieli, od funduszy, sponsorów itd.

                            > I ręczę - znajdują się rodzicie, których takie projekty, pomysły, idee przekonują. Po
                            > winni mieć wybór takiej drogi, a alternatywne szkoły możliwości działania (odno
                            > szę się tu do Polski).

                            Nie wątpię, ale jednak lepiej aby nad tym ktos prowadził kontrole a nie była to radosna twórczość dziwnych zapaleńców, którzy na organiźmie żywym prowadza jakieś chore eksperymenty

                            > I błędnie zakładasz, że są to ignoranci, którym ktoś zamieszał w głowach.

                            Ja tak wcale nie zakładam, raczej troskliwi, zagubieni i skołowani sprzecznymi opiniami rodzice.

                            >Mnóstwie z tych osób w głowach zamieszać trudno - po prostu inaczej rozumieją odpowi
                            > edzialność, wolność, wybór. Mają inne priorytety jeśli chodzi o edukację własny
                            > ch dzieci i swój w niej udział.

                            Jednak ogromna wiekszośc to jednak "normalnie" pracujacy rodzice, którzy nie bardzo znają się na problemach edukacji, nie mają aż tak duzo na to czasu i chcieliby oddać ja w ręcę bardziej madrych od siebie smile

                            > Dalsza wymiana zdań nie ma sensu - i nie będę jej kontynuować.

                            A szkoda, ja nie odebrałam tej dyskusji negatywnie to Ty sie "okopujesz" i bronisz.
                            Szczęsliwego Nowego Roku.
                          • > Radą na różnice indywidualne w rozwoju (nieważne czy 6, czy 7 latków) mają być
                            > jednolite oddziaływania?
                            > Ten sam program? Jednakowe podręczniki? Centralnie zarządzana oświata z jednoli
                            > tymi procedurami?
                            >
                            > Mieliśmy to.
                            > I dobrze, że się skończyło - nawet w tak ograniczonym zakresie, bo większość ce
                            > ntralnego sterowania nadal działa.

                            Czyli twoim zdaniem najlepsza jest różnorodność, szkoły dla elit i szkoły dla biedoty którą wystarczy, że nauczy się podpisywania.
                            To co w obecnej chwili mamy to nie różnorodność wynikająca z indywidualnego tempa rozwoju ale różnorodność wynikająca ze zlikwidowawszy ujednolicenia programowego już od przedszkola.
                            • makurokurosek napisała:

                              > Czyli twoim zdaniem najlepsza jest różnorodność, szkoły dla elit i szkoły dla b
                              > iedoty którą wystarczy, że nauczy się podpisywania.

                              A gdzie ja tak napisałam?

                              Mama303 też dwukrotnie przypisała mi, że za dojrzałość przedszkolną uważam stan, gdy dziecko nie płacze. Zupełnie pominęła to, co potem napisałam.
                              To jest właśnie manipulacja.


                              --
                              Forum ORIGAMI
                              • graz.ka napisała:

                                > Mama303 też dwukrotnie przypisała mi, że za dojrzałość przedszkolną uważam stan
                                > , gdy dziecko nie płacze. Zupełnie pominęła to, co potem napisałam.
                                > To jest właśnie manipulacja.

                                Ponieważ zostałam wywołana to sie odniosę:czytałam drugi raz Twoje wypowiedzi i o niczym wiecej nie napisałaś oprócz trudności w rozstaniu z rodzicami i płaczu /mniejszym lub wiekszym/dzieci na poczatku kariery przedszkolnej. Tak marginesie nawet ten czynnik nie może być sprawdzony przed pójściem do tego przedszkola. Wniosek z tego jeden - nikt nie sprawdza gotowości dzieci do przedszkola ani sie nad nia zbytnio nie rozwodzi /podczas gdy hasło "gotowość szkolna" jest eksploatowane na wszystkie mozliwe sposoby/, i o to mi chodziło.
                              • Nie napisałaś tego wprost,ale do tego dąży brak ujednolicenia wymagań i programu szkolnictwa i albo jesteś krótkowzroczna albo zwyczajną manipulantką.
                              • Mam jeszcze pytanie , zanim zakończysz rozmowę może zechciej na nie odpowiedzieć. Jaki widzisz sens w tak drastycznym zróżnicowaniu poziomów w grupach zerowych oraz w szkołach? Jaki jest sens tego, że część przedszkoli wypuszcza dzieci czytające podczas gdy inne dzieci z zerowym pojęciem o czytaniu?
                          • Aż się cisną słowa wypowiedziane w " zapachu kobiety ", zastanówcie się jaką elitę tworzycie.
                            • Wiesz co - to nie jest nasza pierwsza dyskusja, miałyśmy już pewną różnicę zdań na temat edukacji muzycznej na forum przedszkole.

                              A to, co tu napisałaś teraz - nie sądzę, abyśmy miały okazję jeszcze w dyskusji się spotkać.
                              EOT.
                              --
                              Forum ORIGAMI
                    • > Owszem ja pracowałam z dzieckiem sześcioletnim w I klasie sporo ale jestem głeb
                      > oko przekonana o tym , że nie wynikało to z jej braku gotowosci do szkolnej edu
                      > kacji, tylko z braku gotowosci na przyjecie szesciolatka przez nauczycielkę, do
                      > datkowo bedacą od poczatku bardzo negatywnie nastawioną do reformy i namawiajac
                      > ą mnie od początku i rodziców innych szesciolatków do przeniesienia dzieci do z
                      > erówki. Ile ja rozmów a nauczycielką odbyłam to moje smile


                      Do tego dodałabym to co napisałas wyżej " ambitniejsze zerówki". Całkowity brak ujednolicenia wymagań w klasach zerowych ( grupach pięcio i szesciolatków) doprowadza do gigantycznych różnic w umiejętnościach uczniów klas pierwszych. Bojkot reformy przez nauczycieli zarówno przedszkolnych jak i szkolnych odbija się niestety na dzieciach.
                      • makurokurosek napisała:

                        > Do tego dodałabym to co napisałas wyżej " ambitniejsze zerówki". Całkowity brak
                        > ujednolicenia wymagań w klasach zerowych ( grupach pięcio i szesciolatków) dop
                        > rowadza do gigantycznych różnic w umiejętnościach uczniów klas pierwszych. Bojk
                        > ot reformy przez nauczycieli zarówno przedszkolnych jak i szkolnych odbija się
                        > niestety na dzieciach.

                        Dokładnie tak, zaczyna sie od zerówki, potem w I klasie też rozpietość w wymaganiach ogronmna. Kiedy moje dziecko sześcioletnie poznało już wszystkie litery i zaczeło juz czytać ambitniejsze czytanki, synek mojej koleżanki z pracy /zreszta siedmioletnii umiejacy czytać smile/ też w klasie I poznał formalnie z połowę liter.
                  • Nigdy nie czytałam książek z dzieciny psychologi. Dzieci wychowuje intuicyjnie, skoro jesteś psychologiem i tak bardzo skupiasz się na wszelakiego typu dojrzałości wytłumacz mi zjawisko które coraz częściej obserwuje, czyli płaczące pięcio, sześcio czy siedmiolatki w chwili pozostawienia w przedszkolu/ szkole. Starsza była dzieckiem żłobkowym, więc etap adaptacji przeszła w żłobku, w przedszkolu obyło się bez jakichkolwiek płaczów czy histerii przy drzwiach, nie potrafię więc zrozumieć histerii u tak dużych dzieci , dzieci które od kilku lat uczęszczają do przedszkola. Dziecko mojej siostry odwalało takie jazdy nawet w pierwszej klasie zawsze odbierałam to jako zwyczajny brak konsekwencji rodziców, i sposób wymuszenia przez dziecko postawienia na swoim. Dla mnie osobiście nie ma to nic wspólnego z dojrzałością, ale dla ciebie pewnie tak. Ciekawa więc jestem jak to oceniasz ty.
      • wiesz, to nalezy zmienic szkole, a nie dzieciaki.

        po co maja sie pakowac? maja miec wiekszosc rzeczy w szkole i tam pracowac.

        zartujesz z tym przebieraniem? przebieraja sie na zajecia fizyczne przedszkolaki- u nas od 4 rz. moje dziecko chodzi tez na basen w ramach szkoly- a coz to za problem?
        bylo tez na zielonej i bialej szkole, przebiera sie codziennie na wf. jezeli dziecko ma z tym problem- jest to oznaka ZANIEDBANIA DZIECKA PRZEZ RODZICA!

        a moze te dzieci sa UPUPIANE? zawsze mam takie wrazenie- sprawa mentalnosci- u nas rodzice nie pozwalaja dzieciom myslec i robic, popelniac bledów.
        mloda RAZ zapomniala w ciagu 3 semestrow stroju na wf, ktory, oczywiscie, sama przygotowuje i pakuje na codzienny wf. w 3cim semestrze, jak juz 7 lat miala, NB.... i co sie stalo? dostala notke do dzienniczka (pierwsza), pochlipala, i gwarantuje- nigdy sie to juz nie zdarzy.

        zabawki do szkoly? tak, w I semestrze. mozna wyjac bylo na przerwie, jezeli wczesniej- to rekwirowane. pozniej samo wygaslo to noszenie. Troce konsekwencji i juz.

        lista lektur na dzwiach- tak, pilnuje. tak jak codziennego czytania. przypominam. czy nie robilabym tego jakby miala 7,8 lat? znam takich co robia to dla dzieci w V i VI klasie... pozostawiam bez komentarza.
        zadania po "przeszkoleniu" we wrzesniu robi sama- robi jak robi, za zadanie jest "ocena"- nauczyla sie, zeby dostac "doskolane" musi sie przylozyc.

        kiedy wy chcecie uczyc te dzieci samodzielności i budowac w nich taka normalna motywacje? jak na studia pojda? ja wiem, ze latwiej jest zrobic ZA dziecko, niz nauczyc. ale ta strategia ma krótkie nogi oj bardzo krótkie!

        gadaja na lekcji? i co z tego? maluja i gadaja. pisza i gadaja. biegaja i gadaja. kozluja i gadaja. i co z tego???? lekacja dla 6 latka to nie WYKLAD! nie wymaga idealnej ciszy- niech sie nauczyciele doksztalca.

        a co mnie obchodzi jak by lepiej dla nauzycieli bylo? dla nich to pewnie najlepiej, zeby 10 latki po kwalifikacji u psychologa szły do szkoly! zmienic praca i juz- jak nie umieja.
        • bramanka napisała:

          > gadaja na lekcji? i co z tego? maluja i gadaja. pisza i gadaja. biegaja i gadaj
          > a. kozluja i gadaja. i co z tego???? lekacja dla 6 latka to nie WYKLAD! nie wy
          > maga idealnej ciszy- niech sie nauczyciele doksztalca.

          Powiem wiecej: moja córka jest juz w klasie IV i teraz to dopiero gadaja na lekcjach i sie wymadrzają i jeszcze dyskusje z nauczycielami prowadzą! smile
        • Celne uwagi.
          Ja tylko dodam że teraz wiekszość rodziców cierpi na kwoczyzm zaawansowany.
      • > Chodzi o dojrzałość dziecka - do nauki, do lekcji, do pamiętania o różnych rzec
        > zach, szybkość przebierania się w szatni, branie odpowiedzialności za spakowani
        > e tornistra, za odrobienie lekcji, za przeczytanie lektury, uważanie na lekcji,
        > gadanie, przeszkadzanie, przynoszenie zabawek do szkoły. Ta dojrzałość u dziec
        > i powszechnie jest marna.

        Ale która z tych umiejętności jest nieosiągalna dla 6-latka??
        Sam pakuje tornister, odrabia lekcje /ja sprawdzam tylko/, uważa na lekcji, nie gada, zabawki wolno im nosić do użytku w świetlicy i na przerwach, a i tak korzysta z tego bardzo powściągliwie, a kwestię przebierania pominę milczeniem, bo tę trudną sztukę powinien mieć opanowaną w przyzwoitym zakresie 3-latek idący do przedszkola, a nie 6 czy 7-letnie dziecko.
        Samodzielności uczy się dziecko od początku - odpowiednio do wieku, nad kulturą czy koncentracją również pracuje się od początku, to nie jest jakaś samoistna cudowna przemiana, która się dokonuje w dniu 7 urodzin, ani coś co z dniem 1 września pstryknięciem włączy genialny pedagog. Przestańmy robić z 6-latków niepozbierane, niesamodzielne, niedostosowane maleństwa, bo jakoś nie widzę wokół siebie tych dramatycznych przykładów. W naszej klasie na przykład dwoje najbardziej niedojrzałych dzieci to 7-latki, no i co ma wiek do tego? Praca rodziców z dzieckiem od pierwszych miesięcy życia się liczy i daje tu owoce, a nie metryczka.
        --
        Pozdrowionka,
        Tusia
        • tusia-mama-jasia napisała:

          > Ale która z tych umiejętności jest nieosiągalna dla 6-latka??
          > Sam pakuje tornister, odrabia lekcje /ja sprawdzam tylko/, uważa na lekcji, nie
          > gada, zabawki wolno im nosić do użytku w świetlicy i na przerwach, a i tak kor
          > zysta z tego bardzo powściągliwie

          A tu ciekawostka: nowe założenia reformy "pozwalają" nosic zabawki dzieciom do szkoły na poczatku edukacji. Ja "stoczyłam boje" z nauczycielką o te nieszczesną zabawkę, która moje dziecko lubiło do szkoły wziąć no i pani uległa: zabawki mogły byc przynoszone i nosiły je zarówno szescio jak i siedmiolatki smile Oczywiście korzystały z nich o okreslonych porach.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.