Dodaj do ulubionych

Czy szkoły prywatne zubażają dzieci społecznie?

04.06.13, 13:14
Mój syn z innymi dziećmi w parafii przygotowywał się w tym roku do I komunii. Była to "zbieranina" dzieci chodzących do 5 szkół, w tym kilkoro dzieci było ze szkoły prywatnej. Długo nie wiedziałam, które dziecko do jakiej szkoły chodzi (z wyjątkiem kilku). Zauważyłam, że niektóre z tych dzieci zachowywały się dziwnie jak na 9-latki, tzn. "kleiły się" do rodziców, nie potrafiły zapamiętać kolejności czynności (co, kiedy, które, po kim, w jaki sposób ma wyjść z ławki, ustawić się itp.), nie zapamiętywały też tego, co mówi do nich ksiądz, były rozkojarzone, a po próbach nie bawiły się z innymi dziećmi, które przecież też w większości nie znały się, a jednak dogadały się w try miga. Potem okazało się, że wszystkie z tych "dziwnych" dzieci chodzą do szkoły prywatnej (na dodatek do tej samej klasy) i naszła mnie taka refleksja - czy szkoły prywatne zubażają dzieci społecznie? Macie jakieś spostrzeżenia na ten temat?

--
Teoria jest wtedy, kiedy wiemy wszystko, a nic nie działa. Praktyka jest wtedy, kiedy wszystko działa, a nikt nie wie dlaczego.
Edytor zaawansowany
  • mama-ola 04.06.13, 13:41
    Trochę daleko idą te Twoje wnioski... Na podstawie kilkorga dzieci już takie podsumowanie?

    Moja koleżanka zapisała dziecko do prywatnej szkoły, bo uważała, że jej syn jest taki delikatny i wrażliwy, nie znosi krzyków. Na zebraniu się dowiedziała, że inni rodzice mieli identyczne powody - zdanie "bo on jest taki wrażliwy" padało nader często. Tak więc niekoniecznie szkoła zubożyła; szkoła mogła tylko zebrać takie egzemplarze.
    --
    Synowie: A. (8 lat) i M. (4 lata)
  • jagabaga92 04.06.13, 13:54
    > Trochę daleko idą te Twoje wnioski...

    To nie wnioski, tylko spostrzeżenie. Ponieważ dotyczy jednej szkoły, a nawet jednej klasy w tej szkole, a że nie miałam wcześniej styczności z "prywatnymi" dziećmi, dlatego u Was chce poszerzyć swoje horyzonty w tym temaciesmile. Nie ukrywam, że zaskoczyło mnie to, że wszystkie te dzieci były "dziwne".

    --
    Teoria jest wtedy, kiedy wiemy wszystko, a nic nie działa. Praktyka jest wtedy, kiedy wszystko działa, a nikt nie wie dlaczego.
  • jakw 04.06.13, 16:47
    jagabaga92 napisała:

    > Nie ukrywam, że zaskoczyło mnie to, że wszystkie te dzieci były "dziwne".
    Ale może właśnie ta "dziwność" jest przyczyną zapisania do szkoły prywatnej, a nie skutkiem chodzenia do tej szkoły.


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • aniask_mama 04.06.13, 13:45
    Zauważyłam wręcz odwrotniesmile Mój syn chodzi do szkoły społecznej to prawie jak prywatna. Ma większa odwagę w wyrażaniu swojego zdania, absolutnie się 'nie klei', nie jest wycofany i nie ma problemów z zabawą z innymi dziećmi (jeździ sam na kolonie).
    Natomiast fakt: jest uboższy społecznie i nie bardzo rozumie, że są dzieci biednejsze czy nawet bardzo biedne, czy zaniedbane po prostu - które trafiają się w publicznej podstawówce, a w płanych szkołach raczej nie... Innymi słowy nie widzi przekroju społecznego sad
    Oczywiście uchodzi mu na sucho wiele zachowań, które raczej w szkole publicznej są mniej akceptowalne... zresztą całej szkole, nie tylko jemu... W klasie kilku-kilkunastoosobowej może być większy luz niż w 25-30.
  • ewa_mama_jasia 04.06.13, 14:12
    Oczywiście uchodzi mu na sucho wiele zachowań, które raczej w szkole publicznej
    > są mniej akceptowalne... zresztą całej szkole, nie tylko jemu... W klasie kilk
    > u-kilkunastoosobowej może być większy luz niż w 25-30.
    A może na odwrót? Ja mam wrażenie, ze w szkole prywatnej jest większa dbałość o zachowanie. Za każdy drobiazg są uwagi - za brak kleju, nożyczek, wyciągniętych książek przed lekcją. Oczywiście mówię na podstawie tylko jednej szkoły i tylko jednego dziecka smile
    Ale fakt, nie zna dzieci biednych. Jak powiedziałam, że są dzieci, które nie mają w domu nawet chleba zapytał, z czym wobec tego biorą kanapki do szkoły sad
    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • aniask_mama 04.06.13, 14:23
    no widzisz, co szkoła to obyczaj innysmile
    u nas jest mało dzieci, szkole więc zależy na tym, by dzieci wiecej było... a tym samym akceptuje niektóre zachowania sad ... takich uwag za drobiazgi nie ma w ogólesmile

    ostatnio młodemu napisałam sms-a odpisał: mamo, ja mam teraz religię! big_grin fakt, nie zerknęłam w plan lekcji...głupio wyszło...u koleżanki za coś takiego byłaby uwaga i odebranie telefonu, u nas nie jak widać

    przy tym wszystkim szkoła ma wysokie wyniki nauczania wink
  • andaba 04.06.13, 14:33
    Wątpię.

    Jezeli już to jest odwrotnie - rodzice, o ile ich na to stać, posyłają do szkół prywatnych dzieci z problemami emocjonalnymi i innymi, bo w takiej szkole mniejsze klasy, łatwiej o uwagę nauczycieli, a może i uchodzi więcej, skoro sie buli? (ale to ostatnie to tylko podejrzenie, mozliwe, że jest akurat odwrotnie, bo to z rejonowej szkoły nie można dziecka wywalić, a z prywatnej można...).
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/ebd7lx14qmvugjbf.png
  • mama_kotula 04.06.13, 21:58
    ewa_mama_jasia napisała:
    > A może na odwrót? Ja mam wrażenie, ze w szkole prywatnej jest większa dbałość o
    > zachowanie. Za każdy drobiazg są uwagi - za brak kleju, nożyczek, wyciągniętyc
    > h książek przed lekcją. Oczywiście mówię na podstawie tylko jednej szkoły i ty
    > lko jednego dziecka smile

    Dokładnie, u nas tak było. Co sprawiało, że nie wszystkie dzieci wytrzymywały presję. W tym mój syn. Po przeniesieniu do szkoły publicznej, kiedy presja na nienaganne zachowanie się bardzo zmniejszyła, zachowanie syna poprawiło się diametralnie - mniejszy stresor, tak sądzę. Potwierdza to również wychowawczyni.
    W temacie "ubożenia społecznego" - owszem, mogę powiedzieć że tak. Dzieci nie widza przekroju społecznego. Miałam wrażenie jednej kasty, bardzo hermetycznej. Mimo deklarowanej "otwartości" szkoły. O rodzicach nie wspomnę, bo brrrr.

    Moja córka np. w tym roku była bardzo zdziwiona, że w nowej szkole (publiczna rejonówka typu moloch) nie urządza się urodzin tak, jak w starej - czyli nie zaprasza się 20 osób do lokalu, tylko np. 2 koleżanki do domu. A i prezenty nie są za 100-200zł, tylko raczej drobiazgi, nie ma też zwyczaju prezentów składkowych (w poprzedniej szkole dzieci składały się na ipada dla koleżanki na urodziny).
    Moim dzieciom bardziej podoba się w rejonowej szkole.

    --
    http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/u/u91pns7d0.png
  • olena.s 05.06.13, 00:40
    > W temacie "ubożenia społecznego" - owszem, mogę powiedzieć że tak. Dzieci nie w
    > idza przekroju społecznego. Miałam wrażenie jednej kasty, bardzo hermetycznej.
    > Mimo deklarowanej "otwartości" szkoły. .

    Każdy wybór jest rezygnacją z czegoś innego.
    Decydując się na szkołę publiczną, w jakimś mocno wymieszanym klasowo miejscu, oczywiście rezygnuje się z szerszego przekroju społecznego na rzecz - byc może - lepszego poznania klasy 'ekspercko-średniej'. Ale jednocześnie ani pierwszy, ani drugi wybór nie zapozna dziecka z np. funkcjonowaniem w grupie wzbogaconej o dzieci uposledzone, albo uchodźcze, albo z klasy ciężko bogatej, albo pochodzącej z x narodów, albo w grupie jednolitej płciowo, albo z np. z dominacją chłopską., albo z bardzo zbliżonym IQ i tak dalej.
    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • morekac 05.06.13, 06:13
    A ja mam pytanie - czy którakolwiek z was wybierała dziecku szkołę pod kątem tego, aby miało szansę poznać cały przekrój społeczny i nie było pod tym względem zubożone? Mnie osobiście takie kryterium nie przyszłoby nawet do głowy: owszem, szkołę można wybierać pod kątem poziomu nauczania, dostępności dojazdowej, wielkości klas (bo zakładamy, że dziecko będzie się lepiej czuło w małej klasie i małej szkole prywatnej), pod kątem uniknięcia dowolnej patologii, która naszym zdaniem czyha w rejonowej podstawówce czy gimnazjum itp. - można zastosować mnóstwo kryteriów, niemniej - czy ktoś posłał dziecko do konkretnej szkoły wyłącznie dlatego, żeby mogło poznać szeroki przekrój społeczny? Brała któraś pod uwagę przede wszystkim to kryterium?
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • olena.s 05.06.13, 07:37
    Takiego przypadku na forum nie pamiętam, ale pamiętam obawy, że dziecko zostanie w szkole wydelikacone i potem puszczone w świat będzie bezradne wobec przejawów agresji, niesprawiedliwości itp. O ile pamiętam, często powtarzał się przy tym zwrot "walczyć o swoje".
    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • morekac 05.06.13, 09:22
    To po cholerę te wszystkie wątki zatroskanych mam, że dziecko z liścia dostaje gdziekolwiek - czy od 14-letniej ciotki, kucharki/nauczyciela czy jest gnębione przez kolegów z klasy (to może się zdarzyć w każdym typie szkoły) ? Dziwne, nie? A przecież dzieciątko uczy się wówczas życia w społeczeństwie...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • olena.s 05.06.13, 09:25
    Ano, uczy się, uczy.
    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • joa66 05.06.13, 09:49
    Myślę, że nie odkryję Ameryki jeżeli powiem, że dzieci nawet tych samych rodziców, w tej samej szkole, mogą byc zupełne różne, różnie radzic sobie w sytuacjach społecznych, być mniej lub bardziej samodzielne.

    Znam sporo dzieci i młodzieży ( w tym rodzeństw) z różnych szkół, państwowych i publicznych. I odkryję rzecz nieprawdopodobną - te dzieci nie różnią się specjalnie od siebie. Są wypadkową genów, temperamentu, wychowania, przypadłości ( w tym np chorób) wpływu środowiska rodzinnego, wpływu reszty otoczenia ( w tym szkoły, zajęc dodatkowych itd) i kilku innych rzeczy.

    Gdyby nie te czułki fosoforyzujące, dzieci ze szkół prywtanych byłyby takie same jak z publicznychwink
  • kagrami 11.06.13, 11:30
    Ale czy dziecko ze szkoły prywatnej powie, że "Nauczyciele tylko niektózi są dobzi" Jak mi powiedział ostatnio uczen 3 klasy naszej rejonówki - podobno bardzo dobry uczen z tej "lepsze"j klasy w tej szkole..? Może tak mówią rodzice i stąd taka odmiana j.polskiego.

    Sama nie jestem językowym ekspertem, ale w moich szkołach cos takiego by nie przeszło.

    Jednak to co piszesz podniosło mnie na duchu!


    ...czółki - smilesmile
  • ewa_mama_jasia 05.06.13, 09:43
    Nie, nie wybierałam dziecku szkoły pod kątem różnorodności przekroju społecznego. A wręcz przeciwnie. Nie zalezało mi, żeby już w zerówce poznało dzieci meneli i chuliganów.
    Zresztą szkoła nie z gatunku przyjmujących wyłącznie dzieci z rodzin bogatych, co to rodzice musza coś szkole zasponsorować. Szkoła prowadzi duchowa adopcję dzieci z Afryki, robi zbiórki na rzecz dzieci ubogich i dla dzieci z Litwy. Aspekt wychowawczy jest realizowany.
    Dla mnie było najważniejsze, że szkoła jest blisko domu, ma dobry poziom zdawalności egzaminów, małe liczebnie klasy i jeden - góra dwa oddziały w roczniku, nauka na jedną zmianę i dość dobry program wychowawczy. W jednym zespole z dobrym, publicznym gimnazjum.
    No i nie bez znaczenia było, ze szkoła katolicka, więc nie bedzie problemów z komunią poza własną parafią (bo co prawda blisko domu, ale parafia inna).
    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • b_y 05.06.13, 19:40
    morekac napisała:

    > A ja mam pytanie - czy którakolwiek z was wybierała dziecku szkołę pod kątem te
    > go, aby miało szansę poznać cały przekrój społeczny i nie było pod tym względem
    > zubożone?

    Dokładnie. Ja właśnie dzisiaj podpisałam umowę w prywatnej szkole. Córka po pierwszym roku w podstawówce będzie kontunuować naukę w szkole prywatnej od drugiej klasy.
    Pomimo, że wybrałam publiczna placówkę, która jest podobno najlepsza w mieście (zachodu nas kosztowało aby ją przepisać do nie rejonowej szkoły) jestem załamana poziomem nauczania w szkole.. nauczyciele potrafią przez miesiąc nie przychodzić na lekcje, nie są im organizowane żadne zastępstwa tylko siedzą i oglądają bajki przez cały dzień...

    zapisałam do szkoły prywatnej / społecznej bo: mają jedne z najlepszych wyników w nauce w województwie, bo program lekcji i zajęcia dodatkowe są bardzo urozmaicone, bo szkoła jest w idealnej dla nas lokalizacji... jednak do głowy mi nie przyszło myśleć, że dziecko będzie zubożone "społecznie" w takiej szkole - przecież z góry wiadomo, że biedny nie pośle o prywatnej szkoły, bo go na to nie stać...
    jednak ja nadal wychodzę z założenia, że to rodzice są od wychowywania swoich dzieci - a szkoła od uczenia.. i to naszym zadaniem jest "uświadamiać dzieci" w kwestii, że nie wszyscy są bogaci
  • mama_kotula 06.06.13, 09:13
    Cytat
    ja nadal wychodzę z założenia, że to rodzice są od wychowywania swoich dzieci - a szkoła od uczenia.. i to naszym zadaniem jest "uświadamiać dzieci" w kwestii, że nie wszyscy są bogaci


    Tylko, że teoretyczne uświadamianie musi mieć pokrycie w praktyce - i nie, nie wystarczy, że co jakiś czas zbierzemy zabawki i słodycze dla biednych dzieci z mopsu.
    Piszę z przykładu własnego. Moja córka dzieci z rodzin naprawdę biednych poznało dopiero w gromadzie zuchowej i potem w szkole publicznej. Wcześniej owszem, wiedziała, że są dzieci, które nie mają co jeść, że są dzieci, które nie dostają na urodziny zabawek za 3 stówki, ale na zasadzie bohaterów książkowych - są, gdzieś, tam, w świecie, a w klasie jest Kasia, która ma stadninę koni, i Asia, która mieszka w zamku (pałacyku poniemieckim tongue_outtongue_out).
    Myślę, że to jest na zasadzie uświadomienia sobie, że gdzieś tam są afrykańskie dzieci, które nie mają wody i jedzenia, ale wydaje mi się, że nie zdajemy sobie sprawy z faktycznego stanu, dopóki nie zetkniemy się z nim bezpośrednio na co dzień.

    Co do poziomu szkolnego - ja też postawiłam kiedyś na prywatną szkołę, bo się dałam nabrać. Szybko zorientowałam się, że czego rodzicu nie nauczysz sam, tego dziecko nie będzie umiało, niezależnie od tego, czy placówka jest prywatna, czy państwowa. I tak moja córka, która do Kangura przygotowywała się w domu, była druga w województwie, w odróżnieniu do koleżanek z byłej klasy, które do konkursu przygotowywały się regularnie na kółku matematycznym (tu jest pułapka - dziecko chodzi na kółko, w związku z czym większość rodziców uznaje, że dziecko jest dobrze przygotowane i oni nie muszą więcej robić) - oczywiście, nie wykluczam tego, że córka jest po prostu zdolniejsza i tyle. W każdym razie uczę dzieci w domu, obydwoje, i uczyłam je również, kiedy chodziły do prywatnej szkoły - tylko teraz mamy na to więcej czasu. Kolejna rzecz - w prywatnej szkole dzieci miały angielski 6h w tygodniu. Niby super, niby wspaniale... ale nadal jest to angielski w grupie. Po 3 latach u syna nie widziałam znaczącego postępu. Postęp widzę po roku angielskiego indywidualnego. Stąd m.in. decyzja o przeniesieniu do rejonówki - w prywatnej były od 7 do 16, nie było czasu ani na zajęcia dodatkowe, ani na naukę w domu. Strata czasu jak dla mnie.

    --
    Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
  • olena.s 06.06.13, 09:48
    > Tylko, że teoretyczne uświadamianie musi mieć pokrycie w praktyce -
    Ano, owszem. I dlatego szkoły, do których chodzą teoretycznie wyselekcjonowane dochodowo dzieci powinny brać to pod uwagę i odpowiednio wychowywać towrzystwo.
    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • joa66 06.06.13, 12:30
    mamakotula - dzieci moich znajomych z publicznych szkół NIE znają głodnych czy niedojadających dzieci. Znają je z telewizji.
  • mama_kotula 06.06.13, 12:51
    joa66 napisała:
    > mamakotula - dzieci moich znajomych z publicznych szkół NIE znają głodny
    > ch czy niedojadających dzieci. Znają je z telewizji.

    I to jest argument za szkołą prywatną?
    Może nie widzą po prostu? Pamiętam, że syn raz, jeszcze będąc w przedszkolu, powiedział mi "a ta Gabryśka to jest żarłok straszny! ona swoją porcję zjada i porcje tych, którzy nie chcieli! a taka chuda". Cóż, ja wiedziałam, że na Gabryśkę w domu rzadko czeka posiłek.

    Wiesz, Joa, ja nie odsądzam szkół prywatnych od czci i wiary, po prostu _ja_ mam z takową nieciekawe doświadczenia. I dostrzegam różnice - spore - między dziećmi ze szkoły prywatnej, gdzie chodziły moje dzieci i obecnymi kolegami i koleżankami. Nie mówię, że to różnice na minus - nie. Po prostu inność.

    Zgadzam się jednak z Oleną - w szkole prywatnej nie uświadczysz dzieci z rodzin, gdzie wydanie 600zł na wycieczkę 3-dniową to wybór między zapłaceniem za mieszkanie a jedzeniem na miesiąc. O czymś takim mówię. W szkole publicznej na zebraniu są poruszane kwestie typu "czy 60zł za wycieczkę to nie jest aby za dużo", w szkole prywatnej na zebraniu były poruszane kwestie "jakiej pojemności buteleczki z wodą zamawiamy, bo 0.2 to za mało, a 0.5 za dużo" tudzież "dzieci skarżyły się, że na wycieczce nie było kanałów z kreskówkami w telewizorach w pokojach", nie mówiąc o poruszaniu np. sprawy imprez urodzinowych i prezentów składkowych. I tak, wiem, to jest tylko jedna szkoła prywatna. I wszystko zależy od ludzi, od rodziców przede wszystkim.

    I to też zależy np. od tego, w jakiej dzielnicy jest szkoła publiczna. Są dzielnice, gdzie będzie więcej tzw. "patologii", są i takie, gdzie bedzie mniej. Sporo zależy od miasta. I tak dalej.

    Masz w sumie rację, bardziej z problemem biedy/niedożywienia spotkałam sie w ZHP i na koloniach TPD-owskich. Niemniej te dzieci, i te z ZHP, i te z koloni TPD-owskich chodzą gdzieś do szkoły i istnieją.
    BTW, w naszej szkole jest dodatkowe dożywianie dzieci.

    Do czego ja w ogóle zmierzam - no zmierzam do tego, że jednak, czy tego chcesz, czy nie, w publicznej szkole będzie szerszy przekrój społeczny, niż w prywatnej. Statystycznie tak będzie. Nawet jeśli w prywatnej są dzieci, na których czesne składa się cała rodzina, to nie będzie to większość, to nie będzie nawet połowa.

    Druga rzecz była taka - co też zauważyła Olena - w szkole prywatnej wszyscy byli zgodni, przynajmniej w jakimś stopniu, że nauka, edukacja jest ważna. W publicznej przyjaciółka mojej córki twierdzi, że matma to g..o, i jej tata też tak twierdzi a w ogóle to, ze nie umieją matematyki to mają w genach i ona i jej ojciec i w ogóle matma jest nieważna w szkole. A jak ktoś matmę lubi, to kujon jest.

    Z drugiej strony, kiedyś się zastanawiałam, właściwie po co ma być ten przekrój w prywatnej. Kasia odziedziczy sieć stacji benzynowych po ojcu, Zosia zostanie właścicielką stadniny koni i tak dalej. Oni nie będą obracać się w środowisku, gdzie 300zł to spora dziura w budżecie, niewielką będą mieć styczność na co dzień z klasą społecznie niżej. Najprawdopodobniej będą mieć swoje środowisko, hermetyczne, i inne problemy niż to, czy kupić buty sobie, czy dziecku. Życie. Być może przykre, ale jednak.

    --
    http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/u/u91pns7d0.png
  • joa66 06.06.13, 12:58
    I to jest argument za szkołą prywatną?

    ????

    Nie , to jest argument na to, że nawet jeżeli poślesz dzieci do szkoły publicznej, nie dostajesz w pakiecie niedojadających dzieci. To zależy w dużym stopniu od rejonu. W warszawskich warunkach oznaczałoby to np że nie należaloby posyłac dzieci do szkoły rejonowej , tylko wozic do innej , w zaniedbanej dzielnicy, gdzie będzie gwarancja niedojadającego kolegi w klasie.

  • olena.s 06.06.13, 13:04
    > Z drugiej strony, kiedyś się zastanawiałam, właściwie po co ma być ten przekrój
    > w prywatnej. Kasia odziedziczy sieć stacji benzynowych po ojcu, Zosia zostanie
    > właścicielką stadniny koni i tak dalej. Oni nie będą obracać się w środowisku,
    > gdzie 300zł to spora dziura w budżecie, niewielką będą mieć styczność na co dz
    > ień z klasą społecznie niżej. Najprawdopodobniej będą mieć swoje środowisko, he
    > rmetyczne, i inne problemy niż to, czy kupić buty sobie, czy dziecku. Życie. By
    > ć może przykre, ale jednak.

    Tu bym się nie zgodziła. Dzieci elit finansowych będą miały nieproporcjonalny do swojej liczebności wpływ na kształt polityki. Byłoby miło, gdyby miały jednocześnie empatię i wiedzę o tym, jak żyje dolne 30 procent społeczeństwa, i że nie są to wyłącznie odrażający alkoholicy.

    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • mama_kotula 06.06.13, 13:24
    olena.s napisała:
    > Tu bym się nie zgodziła. Dzieci elit finansowych będą miały nieproporcjonalny d
    > o swojej liczebności wpływ na kształt polityki. Byłoby miło, gdyby miały jednoc
    > ześnie empatię i wiedzę o tym, jak żyje dolne 30 procent społeczeństwa, i że ni
    > e są to wyłącznie odrażający alkoholicy.

    Oleno droga, ale o tym właśnie mówię - to nadal bedzie wiedza czysto teoretyczna, oni nie będą w tym środowisku tkwić wewnątrz. I również zgadzam się, że to należy do zadań szkoły i rodzica, aby odpowiednio te dzieci ukształtować, wychować, niemniej nie da się nabyć wiedzy praktycznej o tych 30 procentach, nie spotykając się z tymi procentami. Tak mi się wydaje.
    I ja się z tobą zgadzam, że fajnie by było, jakby tak było, ale pisałam - życie jest przykre. Niestety.



    --
    http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/u/u91pns7d0.png
  • olena.s 06.06.13, 13:33
    Fakt.
    Dlatego jakbym była drektorką szkoły dla elity, to bym się starała o realne kontakty z młodzieżą żyjąca kontrastowo, i to nie z pozycji 'płacimy na dom małego dziecka' tylko na przykład poprzez wspólną budowę i pracę w świetlicy środowiskowej, współdziałanie na rzecz - nie wiem, ochrony bobra w lokalnym jeziorze czy w konkursie matematycznym.
    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • joa66 06.06.13, 14:19
    Ale zrozum, że jest wiele szkoł państwowych, w których dzieci też nie znają takich problemów! Po prostu są rejony "lepsze" i "gorsze".

    I co wtedy? Moje dziecko po szkole społecznej ma taki sam kontakt z prawdziwą biedą jak jego koleżanka ze szkoły państwowej na Kabatach.

    "Optymistyczne" założenie, że szkoła państwowa gwarantuje przekrój całego społeczeństwa jest tylko założeniem. Przynajmniej w wiekszych miastach.
  • mama_kotula 06.06.13, 15:10
    joa66 napisała:
    > I co wtedy? Moje dziecko po szkole społecznej

    A, i tu jest pies pogrzebany. Joa, ty mówisz o szkołach społecznych, ja - o prywatnych. Spora różnica, nie można wrzucać do jednego wora.


    --
    Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
  • joa66 06.06.13, 15:13
    Ale co to ma do rzeczy w kontekście poruszanych tu problemów?
  • mama_kotula 06.06.13, 15:21
    joa66 napisała:
    > Ale co to ma do rzeczy w kontekście poruszanych tu problemów?

    To ma do rzeczy, że inny jest przekrój społeczny dzieci w szkole społecznej, a inny w szkole prywatnej aspirującej do bycia szkołą elitarną - myślę, że społeczna na osi zróżnicowania plasuje się jednak bliżej publicznej, niż prywatnej tego typu, z jaką miałam do czynienia smilesmile

    --
    Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
  • joa66 06.06.13, 15:29
    Moim zdaniem wynika to z czegos innego. Ile jest szkoł niepublicznych w Twoim rejonie? (do tej, o której piszesz przyjeżdżały dzieci z okolicy 30 km - dlatego, że to była najlepsza szkoła niepubliczna czy jedyna, albo jedna z dwóch?)
  • joa66 06.06.13, 15:30
    p.s. a ile jest szkoł społecznych w Twojej okolicy?
  • mama_kotula 06.06.13, 15:44
    joa66 napisała:

    > p.s. a ile jest szkoł społecznych w Twojej okolicy?

    Prywatna jedna, społeczna jedna. I tak, przyznaję rację, to też ma znaczenie smilesmile

    --
    Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
  • joa66 06.06.13, 15:59
    Przypuszczam, że nie "też", ale to ma ogromne znaczenie.
  • jakw 06.06.13, 17:13
    mama_kotula napisała:
    >
    > A, i tu jest pies pogrzebany. Joa, ty mówisz o szkołach społecznych, ja - o pry
    > watnych. Spora różnica, nie można wrzucać do jednego wora.
    W kontekście płacenia - różnica raczej nieistotna i nie powinna wpływać na przekrój zarobkowy rodziców uczniów.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • paszczakowna1 06.06.13, 16:16
    > "Optymistyczne" założenie, że szkoła państwowa gwarantuje przekrój całego społe
    > czeństwa jest tylko założeniem. Przynajmniej w wiekszych miastach.

    Przecież tego nikt nie twierdzi. Teza jest, że szkoła społeczna czy prywatna na pewno tego nie zapewni, a nie, że szkoła państwowa zapewni.

    Nie wiem doprawdy, z czym ty polemizujesz. Wiadomo, że czesne 1000 zł (a nawet 500 zł) jest dla sporej części społeczeństwa barierą nie do pokonania. Spora część społeczeństwa nie będzie z kolei miała motywacji do takiego wydatku, nawet jeśli teoretycznie kosztem znacznych wyrzeczeń) byłoby ją stać. W szkole społecznej nawet o stosunkowo umiarkowanym czesnym znajdziesz pewnie dziecko nauczycielki, ale nie znajdziesz dziecka kasjerki z supermarketu, sprzedawczyni z bazaru, czy sprzątaczki (nie mówiąc już o bezrobotnej).
  • mama_kotula 06.06.13, 16:19
    Cytat
    W szkole społecznej nawet o stosunkowo umiarkowanym czesnym znajdziesz pewnie dziecko nauczycielki, ale nie znajdziesz dziecka kasjerki z supermarketu, sprzedawczyni z bazaru, czy sprzątaczki (nie mówiąc już o bezrobotnej).


    Myślę, że znajdziesz, ale będzie to jednostkowy przypadek, gdzie czesne funduje np. zamożny chrzestny czy dziadkowie. Teza pozostaje taką, jak pozostaje, wyjątki potwierdzają regułę.

    --
    http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/u/u91pns7d0.png
  • olena.s 06.06.13, 16:36
    > Przecież tego nikt nie twierdzi. Teza jest, że szkoła społeczna czy prywatna na
    > pewno tego nie zapewni, a nie, że szkoła państwowa zapewni.
    Doprecyzuję: szkoła państwowa zapewni w znacznie większym stopniu.
    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • jakw 06.06.13, 17:08
    olena.s napisała:
    > Doprecyzuję: szkoła państwowa zapewni w znacznie większym stopniu.
    W celu zapewnienia takiego poznania całego przekroju społecznego dzieci ze szkół np. ursynowskich powinny jeździć na 1-dniowe wycieczki krajoznawcze do praskich rejonówek, a wycieczki wielodniowe to najlepiej na tereny byłych PGRów...

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • olena.s 06.06.13, 17:21
    Słuchaj, żart - żartem, ale ponieważ dzieciaka hoduję w Zatoce, miejscu z naszego punktu widzenia dość mocno świrniętym, to jestem dość wrażliwa na nauczanie inności.
    Pamietam, jak za PRL schyłkowego pierwszy raz wybrałam się do Stanów i uderzyło mnie, że w porównaniu z nimi, to mieszkańcy naszej ludowej ojczyzny robotnika i chłopa są de facto społeczeństwem wręcz kastowym - i nie mam wrażenia, żeby to się zmieniło, raczej przeciwnie.
    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • jakw 06.06.13, 17:43
    Żeby moje dzieci mogły chodzić do szkoły z dziećmi chłopów to chyba musiałabym je wozić kilkadziesiąt kilometrów w 1 stronę...
    A jak dziecko z tych "głodnych z domu" to może mieć zafundowane w szkole obiady - z tym, że o tym inne dzieci wiedzieć raczej nie będą więc skąd mają czerpać wiedzę, że bywają dzieci głodne?
    A owszem - jesteśmy społeczeństwem kastowym. I takim pewnie zostaniemy jeszcze długo, bo rozwarstwienie dochodów to chyba mamy najwyższe w UE, a szkoły publiczne na pewno żadnych różnic społecznych nie niwelują, a wręcz je pogłębiają.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • joa66 06.06.13, 16:50
    Wprost tego nikt nie twierdzi, natomiast pojawiają się wpisy, że 'moje, siostry, sasiada dziecko" ma w klasie dziecko z marginesu, a dziecko w szkole prywatnej tego nie ma.
  • paszczakowna1 06.06.13, 19:16
    > Wprost tego nikt nie twierdzi, natomiast pojawiają się wpisy, że 'moje, siostry
    > , sasiada dziecko" ma w klasie dziecko z marginesu, a dziecko w szkole prywatne
    > j tego nie ma.

    Przecież to prawda. W szkole państwowej może (nie znaczy: musi) być w klasie dziecko z "marginesu", w szkole prywatnej to niemożliwe.
  • joa66 06.06.13, 19:29
    Ale dzieci ze szkoł państwowych w tzw dobrych dzielnicach gdzie nie ma marginesu jakoś nikt nie podejrzewa, że są 'zubożone społecznie", prawda? wink
  • joa66 06.06.13, 19:31
    Nie przypominam sobie wątków " w rejonowej szkole mojego/cudzego dziecka nie ma dzieci z marginesu, dzieci niedojadających. Boję się, że ich brak zuboży społecznie moje/cudze dziecko" ?

  • morekac 06.06.13, 21:23
    Ciekawe, że nie ma, skoro to takie istotne kryterium - wręcz podstawowe (zdaniem niektórych współdyskutantów). wink

    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • jakw 06.06.13, 17:03
    olena.s napisała:
    > Tu bym się nie zgodziła. Dzieci elit finansowych będą miały nieproporcjonalny d
    > o swojej liczebności wpływ na kształt polityki. Byłoby miło, gdyby miały jednoc
    > ześnie empatię i wiedzę o tym, jak żyje dolne 30 procent społeczeństwa, i że ni
    > e są to wyłącznie odrażający alkoholicy.
    Sądząc po empatii pewnego pana posła z partii rządzącej, który to pan poseł w młodości z głodu wyżerał szczaw z nasypu i mirabelki z trwanika - to ja bym nie oczekiwała empatii dorosłych polityków nawet gdyby chadzali do szkół z samymi głodnymi kolegami i koleżankami.


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • joa66 06.06.13, 17:08
    Dzieci elit finansowych będą miały nieproporcjonalny d
    > o swojej liczebności wpływ na kształt polityki. Byłoby miło, gdyby miały jednoc
    > ześnie empatię i wiedzę o tym, jak żyje dolne 30 procent społeczeństwa, i że ni
    > e są to wyłącznie odrażający alkoholicy


    Nadganiamy Zachód big_grin
  • olena.s 06.06.13, 17:15
    Przeganiamy.
    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • joa66 06.06.13, 17:21
    Czyżby?wink A kto zasiada w obu izbach parlamentu brytyjskiego? wink
  • joa66 06.06.13, 17:21
    p.s. to byl off topic i nie zamierzam kontynuować tego podwątku wink
  • jakw 06.06.13, 16:59
    W gimnazjum prywatnym starszej wycieczka nie doszła do skutku bo rodzice stwierdzili, że proponowany hotel jest za bardzo eksluzywny... Ale to w Wwie - tu raczej stać osoby zarabiające średnią warszawską (przy 2 osobach pracujących) na dziecko w szkole prywatnej.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • b_y 06.06.13, 14:27
    No widzisz. A moje w publicznej siedzi do 16-17. Bo tyle dzieci ze maja lekcje na dwie zmiany.
    Ja sobie zdaje sprawę ze szkoła prywatna prywatnej nie równa. Znajomi dwójkę dzieci do prywatnej w Warszawie wysłali, inny podobnie w Pradze czeskiej jeszcze inni w UK. Jak usłyszałam jaka selekcja "rodziców" tam panuje to mi ręce opadły. Podzielam zdanie ze niezależnie od szkoły z dzieckiem w domu trzeba posiedzieć i nauczyć. Akurat wybrałam szkole sprawdzona przez moich znajomych. Dzieci (ze starszych klas) same jeżdżą tramwajami autobusami dojeżdżają. Moze dlatego ze to spoleczna a nie prywatna szkola. Chocoaz jak dla mnie to zadna roznica. Jasne ze są i dzieci dowozone autami przez rodziców. Ale to samo jest teraz w publicznej szkole.
    Jak czytam niektóre wypowiedzi to szkoła szkole nie równa. Sama do wyboru miałam ta i jeszcze jedna placówkę. Ale ta druga na kilometr wydziela fluidy Pt "jak nie masz 6zer na koncie to nie podchodz"

    Inna sprawa : czepiamy się zubożenie dzieci z prywatnych placówek ze nie wiedza co to jest bieda. Ale czy muszą koniecznie mieć z nim kontakt na żywo? Po to rodzice mieli /maja olej w głowie żeby zapewnić dzieciom jakiś tam standard.
    Równie dobrze można powiedzieć ze dzieci z publicznej szkoły maja braki bo nie wiedza jak wyglada życie bogatego. Córka do teraz ma blizne na nodze jak jej biedniejsza koleżanka z przedszkola (publicznego) "przywalila" deska bo nie potrafiła sobie z zazdrościa poradzić...
    To działa w dwie strony. I nie szukalabym problemu w prywatnych-państwowych szkołach. A w sposobie wychowania dzieci przez rodziców.
  • mama_kotula 06.06.13, 15:19
    Cytat
    Moze dlatego ze
    > to spoleczna a nie prywatna szkola. Chocoaz jak dla mnie to zadna roznica.


    No i jeszcze raz - jest duża różnica między szkołą prywatną a społeczną.
    Co do dowożenia - u nas w szkole prywatnej dowoziły busy szkolne, znaczenie miał tu fakt, że dzieci były z okręgu 30km. Dowozili też rodzice. Znamienny fakt - dziecko trzeba było przekazać nauczycielowi pod szkołą, czas na przekazanie - 7:45-7:55. Dyrekcja wiedziała, że może takie godziny ustalić, ponieważ w przypadku żadnego dziecka nie było sytuacji, że oboje rodzice pracują na etacie od 8 rano.

    I tak, do naszej rejonówki też dzieci są dowożone samochodami, i tak, też bym mogła dowozić samochodem, ale nie widzę potrzeby - szkoła jest o 700m od domu (poprzednia 27km). Dzieci jeżdżą rowerami albo chodzą pieszo. Z kolegami i koleżankami z klasy i klas równoległych.
    Przyznaję też, że kiedyś podśmiewałam sie z ludzi, którzy za główne kryterium wyboru szkoły wybierali bliskość domu - dopiero kiedy moje dzieci chodzą do takiej, widzę zalety i odszczekuję: hau hau hau. Raz, że mogą iść same piechotą, dwa, że w każdej chwili mogę podrzucić im np. zapomniany stroj na wf, trzy - większość kolegów z klasy mieszka na tym samym osiedlu.
    W moim przypadku ostatnim kryterium jest poziom szkoły i jakość nauczania. Dzieci mam i tak pod opieką poradni jako szczególnie nienor... znaczy, szczególnie uzdolnione wink. Generalnie żadna szkoła w naszym mieście nie jest w stanie im zaoferować dopasowanej do potrzeb i zdolności edukacji, zatem o to troszczę się sama.

    --
    Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
  • kocianna 06.06.13, 12:18
    Chyba trochę ja. Fakt, było to jedno z wielu kryteriów branych pod uwagę, ale ważne. Miałam do wyboru szkołę blisko domu, kameralną, ale z dziećmi z całego przekroju społecznego, w tym nielegalnych emigrantów z aktywną gruźlicą, a do tego w bardzo starym budynku z coroczną wizją wyburzenia, i hiper-super-piękną na wypasie, dla prawosławnych Słowian o dość zasobnym portfelu (przyjęcie do szkoły było zwykle wspomagane). Obie publiczne.
    Wybrałam egalitarną, nie elitarną.
    --
    On nie jest winny, on jest inny

    Z dzieckiem w Moskwie
  • agata0 06.06.13, 18:30
    > A ja mam pytanie - czy którakolwiek z was wybierała dziecku szkołę pod kątem te
    > go, aby miało szansę poznać cały przekrój społeczny i nie było pod tym względem
    > zubożone?

    No, ja na przykład. Dla mnie było to jedno z ważnych kryteriów. Nie mówię tu o chuliganach, ale o tym, żeby dzieci zobaczyły, że ludzie są różni. Zrobiłam to m.in. po doświadczeniach z prywatnym przedszkolem (wszyscy z podobnego środowiska, z podobnym statusem materialnym, bardzo ograniczone więzi koleżeńskie, bo wszyscy zajęci, z daleka itd. - byłam niezadowolona).
  • joa66 06.06.13, 19:01
    A dzieci z domów dziecka też były w klasie? A uchodżcy? dzieci marginesu? z małżeństw mieszanych rasowo? dzieci bogaczy? dzieci z zespołem Downa?

    Bo może jednak nie było w klasie całego przekroju społecznegowink
  • kocianna 07.06.13, 09:18
    W klasie mojego dziecka jest 20 dzieci. 5 wyznań + ateiści. 3 kolory skóry. 15 narodowości. 5 dzieci korzysta z pomocy społecznej. 1 miało aktywną gruźlicę. Rodzice 2 są tu nielegalnie. 3 nie mówiło po rosyjsku w I klasie. 1 jest dzieckiem dyplomatów. 2 jest odwożonych do szkoły przez kierowców, 2 przez mamy w błyszczących terenówkach ze skórzanymi siedzeniami i kołpakami z niby-brylancikami. Fakt, nie ma dzieci z wyraźną, widoczną niepełnosprawnością, ale jest 1 ADHD i 1 ZA.
    --
    On nie jest winny, on jest inny

    Z dzieckiem w Moskwie
  • joa66 07.06.13, 11:52
    Ale szukałaś takiej klasy czy po prostu wybrałaś szkołę, a potem się okazało jacy sa w klasie uczniowie?

    Ja naprawdę uważam, że w tym wieku (szkoła podstawowa) dzieci to dzieci i domorosła inżynieria społeczna nie jest najlepszym pomysłem. W żadną stronę - ani wybieranie 'najlepszego towarzystwa" ani kombinowanie na siłę, żeby znaleźc urozmaicone społecznie środowisko dla dziecka. Moim życzeniem (którego nie da się przewidzieć i zorganizować) było/jest to, żeby dziecko znalazło w klasie bratnią duszę i to najlepiej nie jedną. A to czy będą w klasie (albo będą bratnimi duszami) czarni, biali, zieloni, kropkowani, na jednej nodze czy na dwóch, bogaci, biedni, grubi , chudzi, zdolni , niezdolni, zadbani , nie zadbani itd mało mnie obchodzi.
  • olena.s 07.06.13, 12:52
    Wszak wspomniała wyżej. A i ja pamiętam niedgysiejszy wątek kocianny, w którym wahała się, czy lepsza szkoła dzieci elitarnych, czy mocno nieelitarnych.
    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • morekac 07.06.13, 21:04
    Moim życzeniem (którego nie da się przewidzieć i zorganizować) było/jest to, żeby dziecko znalazło w klasie bratnią duszę i to najlepiej nie jedną
    Uważam, że jest to dużo lepszy pomysł na 'bycie w szkole' niż zakładanie, że do szkoły posyła się dziecko przede wszystkim po to, żeby nie wyrosło na życiową kalekę i ma sobie radzić z ewentualnym hardkorem samo... Szkoła to nie survival - za dużo czasu się tam spędza, jest tam wystarczająco dużo innych stresogennych czynników i nie potrzeba sobie (czy właściwie dziecku ) jeszcze dokładać negatywnych przeżyć. Są dzieci, które ciężko odnajdują się w dużej grupie, są nieśmiałe, mają problemy z koncentracją itp. - dlaczego zatem rodzice nie mogą zapewnić im nieco komfortu poprzez naukę w mniejszej klasie chociażby, nie będąc podejrzanymi o wychowywanie kalek społecznych. Ostatecznie nikt nie lubi przebywać w miejscach, które go stresują...
    Kotula zapewniła sobie komfort posyłając w końcu dzieciaki blisko domu, do szkoły bez zadęć, Fogito z kolei jest szczęśliwa (jak mniemam) kursując jako szofer i nie posyłając dzieciaka do praskiej podstawówki z szerokim przekrojem społecznym. Sądzę też, że dzieciaki są również z tego zadowolone i nie trzeba dopisywać do tego nie wiadomo jakiej ideologii.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • fogito 08.06.13, 09:12
    morekac napisała:

    . Szkoła to nie surviva
    > l - za dużo czasu się tam spędza, jest tam wystarczająco dużo innych stresogenn
    > ych czynników i nie potrzeba sobie (czy właściwie dziecku ) jeszcze dokładać ne
    > gatywnych przeżyć. Są dzieci, które ciężko odnajdują się w dużej grupie, są nie
    > śmiałe, mają problemy z koncentracją itp. - dlaczego zatem rodzice nie mogą zap
    > ewnić im nieco komfortu poprzez naukę w mniejszej klasie chociażby, nie będąc p
    > odejrzanymi o wychowywanie kalek społecznych. Ostatecznie nikt nie lubi przebyw
    > ać w miejscach, które go stresują...

    Dokładnie.

    > Kotula zapewniła sobie komfort posyłając w końcu dzieciaki blisko domu, do sz
    > koły bez zadęć, Fogito z kolei jest szczęśliwa (jak mniemam) kursując jako szof
    > er i nie posyłając dzieciaka do praskiej podstawówki z szerokim przekrojem społ
    > ecznym. Sądzę też, że dzieciaki są również z tego zadowolone i nie trzeba dopis
    > ywać do tego nie wiadomo jakiej ideologii.

    Tez dokładnie. Każdy musi znaleźć rozwiązanie najlepsze dla swojego dziecka, bo dzieci są różne i oczekiwania rodziców również.
  • morekac 08.06.13, 09:58
    Raz się zgodziłyśmy... wink
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • olena.s 08.06.13, 10:38
    Moim życzeniem (którego nie da się przewidzieć i zorganizować) było/jest to, ż
    > eby dziecko znalazło w klasie bratnią duszę i to najlepiej nie jedną
    > Uważam, że jest to dużo lepszy pomysł na 'bycie w szkole' niż zakładanie, że do
    > szkoły posyła się dziecko przede wszystkim po to, żeby nie wyrosło na życiową
    > kalekę

    Tylko że to jest niemożliwe w żaden żywy sposób do zorganizowania.
    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • joa66 08.06.13, 11:07
    Toteż napisałam to samo w nawiasie wink
  • morekac 08.06.13, 11:11
    Pewnie, że nie jest do zorganizowania czy przewidzenia. Ale czy trzeba od razu zakładać, że szkoła ma być szkołą życia i w razie czego dziecko będzie się tam uczyło podstaw survivalu,a nie matematyki? My zaś z pełną premedytacją na zawsze wykluczymy szkołę niepubliczną (gdyż te, jak wiadomo, produkują kaleki życiowe), nie będziemy także interweniować w sytuacji, jeśli dziecię dozna agresywnych zachowań ze strony innych uczniów czy będzie miało wyjątkowo durnego nauczyciela. W końcu dziecko ma sobie radzić - trzeba być konsekwentnym...
    I chciałabym też uświadomić niektórym, że te inne dzieci to nie jest jakiś okaz do oglądania w zoo - w moim osobistym przekonaniu posyłanie dziecka do takiej,a nie innej szkoły głównie po to, aby sobie pooglądało dziecko biedne, dziecko romskie czy niepełnosprawne - jest niesmaczne. Co to - kuriozum jakieś czy co?
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • mama_kotula 08.06.13, 11:53
    morekac napisała:
    > I chciałabym też uświadomić niektórym, że te inne dzieci to nie jest jakiś ok
    > az do oglądania w zoo - w moim osobistym przekonaniu posyłanie dziecka do taki
    > ej,a nie innej szkoły głównie po to, aby sobie pooglądało dziecko biedne, dzie
    > cko romskie czy niepełnosprawne - jest niesmaczne. Co to - kuriozum jakieś czy
    > co?

    Morekac, myślę, że nie o to chodzi smilesmile
    Dla mnie bardziej oglądanie dzieci jako okazów uprawia się, organizując akcję zbierania i jazdy z prezentami do domu dziecka...
    Chodzi, myślę, o przebywanie z dziećmi różnymi na co dzień. Chodzi o to, żeby móc pójść zarówno do koleżanki, która mieszka w jednym pokoju z mamą i bratem, jak i do koleżanki, która mieszka w zamku ;-P. O urodziny typu domówka z dwoma koleżankami z klasy i o urodziny typu bankiet na 40 osób w stadninie koni, z klaunem i motylkami wylatujacymi z tortu (tak, też to przerabialiśmy). Żeby móc doświadczać więcej - bo tak. I tak, myślę, że to jest do zrobienia i bez publicznej szkoły (wystarczą mądrzy rodzice), ale siłą rzeczy tak jest po prostu łatwiej smilesmile
    Oczywiście nie mówię, że to jest jakiś kluczowy element dla dziecka, ja i tak stawiam na to, że większość świata i jego różnorodności pokażę mu sama. Ale akurat szkoła mi to ułatwia. I wiele innych rzeczy.
    Zresztą po wczorajszej rozmowie ze skarbniczką klasową (pani, co wie wszystko o wszystkich) nikt mi nie wmówi, ze w prywatnej szkole będzie TAKi szeroki przekrój społeczny pod względem finansowym, jak u nas. Bo w jednej klasie są dzieci, których starzy zarabiają z palcem w tyłku 30k miesięcznie i dzieci, których rodziców pani skarbniczka nie prosiła o składkę, bo dla nich to AŻ 30 zł.


    --
    Lizards have gators!
    I am weird but I am not strange.
  • joa66 08.06.13, 12:39
    Bo w jednej klasie są dzieci, których starzy zarabiają z palcem w tyłku 30k miesięcznie i dzieci, których rodziców pani skarbniczka nie prosiła o składkę, bo dla nich to AŻ 30 zł.



    Ale zdajesz sobie sprawę, ze to przypadek?

    I nie dziwi Cię, że nikt nie analizuje "strat moralnych" dzieci z wielu kabackich podstawówek państwowych , mimo, że przekrój społeczny jest taki jak w szkołach niepublicznych?

    Sorry, mamokotula - większość takich dyskusji wynika z potrzeby stereotypizacji i szufladkowania. Czyli czegoś co paradoksalnie jest w sprzeczności z z tym co głoszą autorzy podobnych sugestii i tez.
  • paszczakowna1 08.06.13, 12:54
    > Bo w jednej klasie są dzieci, których starzy zarabiają z palcem w tyłku 30k
    > miesięcznie i dzieci, których rodziców pani skarbniczka nie prosiła o składkę,
    > bo dla nich to AŻ 30 zł.
    >

    >
    >
    > Ale zdajesz sobie sprawę, ze to przypadek?

    Przypadek, że tak jest w szkole państwowej Kotuli, a nie było w prywatnej? Doprawdy?

    > I nie dziwi Cię, że nikt nie analizuje "strat moralnych" dzieci z wielu kaback
    > ich podstawówek państwowych , mimo, że przekrój społeczny jest taki jak w szko
    > łach niepublicznych?

    Przepraszam, ja analizuję. Doskonale przypominam sobie swój wpis w podobnej dyskusji. I nie, przekrój społeczny w podstawówce państwowej na Kabatach mimo wszystko nie jest taki sam jak w podstawówce prywatnej na Kabatach. W Primusie moja córka nie chodziłaby do klasy z córką ochroniarza (wiem, bo fakt, że ojciec koleżanki nosi broń w pracy strasznie zaimponował mojemu dziecku).

    Nie wiem, czemu z uporem negujesz fakt oczywisty, że wysokość opłaty w szkole wpływa istotnie na przekrój społeczny dzieci. Czy to dobrze, czy źle, to już rzecz dyskusyjna, ale tak jest.
  • mama303 08.06.13, 13:11
    joa66 napisała:


    > Ale zdajesz sobie sprawę, ze to przypadek?

    Nie do końca... w szkole prywatnej nie ma dzieci z rodzin z tak niskimi dochodami
  • joa66 08.06.13, 13:32
    Zdarzają się podobne sytuacje jeżeli np rodzic straci pracę.
  • mama_kotula 08.06.13, 13:41
    joa66 napisała:
    > Zdarzają się podobne sytuacje jeżeli np rodzic straci pracę.

    Uhm, u nas sie zdarzyła taka sytuacja, kiedy rodzice się rozwiedli a panny zostały z matką. Dziewczynki dociągnęły do końca roku, po czym zostały przepisane do szkoły rejonowej.

    --
    http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/u/u91pns7d0.png
  • morekac 08.06.13, 13:06
    No, wcale nie wiem. Być może to tak miło popatrzeć na takie z lekka zaniedbane dziecię i poczuć się o tyle lepszym. Bo moje zadbane, było na wakacjach tam czy tu i ogólnie ą ę. Jakiś czas temu na emamie była jatka n.t mamy z dosyć niskimi dochodami, która ośmieliła się zabrać dzieci do Chorwacji, chociaż musieli tam mocno trzymać się za kieszeń. No jak śmiała?

    Ale teraz tak z ręką na sercu: ile z was puściłoby dziecko do domu kolegi, którego tata jest zaprzysięgłym alkoholikiem, zaś w domu brud, smród i ubóstwo? Nie do rodziny po prostu skromnie żyjącej, ale dbającej o wykształcenie dzieci (pilnujących ich lekcji czy tego, co robią)? Bieda czy ubóstwo często nie są szlachetne (jakby rodem z XIX wiecznej literatury) - często wiąże się z tym rodzic nieco nadużywający alkoholu i mający wszystko gdzieś.
    Nie ukrywam, że nie puszczałabym dziecka w takie miejsce. I jestem pewna, że żadna mama z tu piszących też nie zrobiłaby tego.

    ikt mi nie wmówi, ze w prywatnej szkole będzie TAKi szeroki przek
    > rój społeczny pod względem finansowym, jak u nas.
    Ale przecież nie dlatego zmieniałaś dzieciakom szkołę, żeby pokazać dzieciom możliwe rozpiętości dochodów - tylko dlatego, że tamta szkoła była odległa, zaś nauczycieli uważałaś za lekko niekompetentnych (delikatnie ujmując).
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • mama_kotula 08.06.13, 13:40
    Cytat
    Ale przecież nie dlatego zmieniałaś dzieciakom szkołę, żeby pokazać dzieciom możliwe rozpiętości dochodów - tylko dlatego, że tamta szkoła była odległa, zaś nauczycieli uważałaś za lekko niekompetentnych (delikatnie ujmując).


    Owszem.
    Ale ja nadal nie o tym.
    Ja po prostu nie wiem, dlaczego tutaj w dyskusji uparcie się neguje fakt, że w szkole prywatnej będzie inny rozkład dochodowy niż w publicznej - fakt, stwierdzenie _niewartościujace_, do ciężkiej deutery.

    --
    Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
  • joa66 08.06.13, 14:32
    Nie. Tutaj forsuje się tezę, że wielu przypadkach , zwłaszcza w duzych miastach, zróznicowanie społeczne może byc takie same w szkole publicznej i niepublicznej.

    Ponadto, forsuje się tezę, że zasoby finansowe kolegów to promil w tym co kształtuje młodego człowieka. I jeżeli w ogóle kształtują finanse, to raczej własne a nie kolegów.
  • jakw 08.06.13, 15:44
    Ale rozpiętość dochodów też będzie - czasem całkiem spora. Zwłaszcza jeśli w okolicy jest duży wybór szkół niepublicznych a czesne do przełknięcia dla osób o średnich dochodach (w odniesieniu do danej okolicy). Wydaje mi się, że relację dochody-szkoła prywatna ze swoich okolic przekładasz na wszystkie szkoły prywatne. A to nie jest przecież tak , że w każdej szkole prywatnej jest Zuzia, która mieszka w zamku wink
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 08.06.13, 16:31
    jakw napisała:

    > Ale rozpiętość dochodów też będzie - czasem całkiem spora.

    Jednak węższa i to sporo węższa niż w szkole publicznej.
  • jakw 08.06.13, 17:24
    mama303 napisała:

    > jakw napisała:
    >
    > > Ale rozpiętość dochodów też będzie - czasem całkiem spora.
    >
    > Jednak węższa i to sporo węższa niż w szkole publicznej.
    Jakieś badania na ten temat? I jak definiujemy rozpiętość tych dochodów? Żeby było jasne: nie kwestionuję, że w szkołach prywatnych są dzieci rodziców z dochodem średnio większym niż w szkołach publicznych; ale rozpiętość tych dochodów to już inna kwestia. I jeden uczeń będzie miał quada , smartfona, wypasionego laptopa i nie wiadomo co jeszcze, a inny będzie miał rower, zwykły telefon za 100 złotych i nie będzie miał kompa do własnej dyspozycji.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • joa66 08.06.13, 18:29
    I jeden uczeń będzie miał quada , smartfona, wypasionego laptopa i nie wiadomo co jeszcze, a inny będzie miał rower, zwykły telefon za 100 złotych i nie będzie miał kompa do własnej dyspozycji.

    Mój syn pierwszą komórkę dostał jako jedensatolatek, mocno schodzoną. Do tej pory komórki ma z oferty "za złotówkę" w ramach przedłużania naszych abonamentów. Pierwszy używany komputer do pokoju w wieku 14 lat, Pierwszy nowy laptop w wieku 15 lat (służy do tej pory) Nie miał playstation, psp, teraz nie ma tableta. My nie mamy płaskiego telewizora tylko kobyłę , samochód mamy 10 letni. Finansowo był przeciętnym uczniem w swojej niepublicznej szkole.

    Na piewrszą drogą , zagraniczną wycieczkę szkolną wyjechał w...szkole publicznej, bo u niego były tylko kilkudniowe raz do roku za 400-500 zł plus raz na 9 lat obóz naukowy za chyba 500 zł.

    Tak wyglądają te rozpasane finansowo dzieciaki.
  • jakw 08.06.13, 19:30
    Moja starsza własnego kompa dostała w zeszłym roku z okazji 15-tych urodzin (z połowę kwoty sama zbierała przez 1,5 roku z datków rodziny na różne okazje), ma zwykłą komórkę bez wodotrysków (bardziej wypasioną miała gdy chodziła do podstawówki publicznej wink), nie ma tableta ani żadnego playstation. Pokój dzieli z młodszą siostrą. Na wymianę polsko-niemiecką i wycieczkę do Londynu pojechała - w przeciwieństwie do całkiem sporej części klasy, których rodzice uznali, że ich na to nie stać.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 08.06.13, 19:18
    jakw napisała:

    > Jakieś badania na ten temat? I jak definiujemy rozpiętość tych dochodów?

    Od najniższych /obustwo/ do najwyższych. jakie badania? wystarczy pomyśleć.
  • jakw 08.06.13, 19:34
    mama303 napisała:

    > jakw napisała:
    >
    > > Jakieś badania na ten temat? I jak definiujemy rozpiętość tych dochodów?
    >
    > Od najniższych /obustwo/ do najwyższych. jakie badania? wystarczy pomyśleć.
    Wystarczy pomyśleć: gdy do szkoły trafi dziecko np. p. Kulczyka to rozpiętość dochodów może być znacznie większa niż w jakiejkolwiek innej szkole. :-p

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 08.06.13, 20:10
    jakw napisała:

    > Wystarczy pomyśleć: gdy do szkoły trafi dziecko np. p. Kulczyka to rozpiętość d
    > ochodów może być znacznie większa niż w jakiejkolwiek innej szkole. :-p

    Myslisz że potencjalny Kulczyk napewno nie wysle dziecka do szkoły publicznej?
  • jakw 08.06.13, 20:29
    mama303 napisała:

    > jakw napisała:
    >
    > > Wystarczy pomyśleć: gdy do szkoły trafi dziecko np. p. Kulczyka to rozpię
    > tość d
    > > ochodów może być znacznie większa niż w jakiejkolwiek innej szkole. :-p
    >
    > Myslisz że potencjalny Kulczyk napewno nie wysle dziecka do szkoły publicznej?
    Jak potencjalny to nie ma jeszcze takich dochodów i może nie wpływać na rozrzut dochodów w szkole.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 08.06.13, 20:36
    jakw napisała:

    > Jak potencjalny to nie ma jeszcze takich dochodów i może nie wpływać na rozrzut
    > dochodów w szkole.

    jesli weżmiemy pod uwage obustwo to i owszem.
  • morekac 08.06.13, 20:37
    Obustwo?
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • jakw 08.06.13, 21:46
    morekac napisała:

    > Obustwo?
    Od obustwa to Szewczyk Dratewka zaczynał wink Ale potem i tak chyba zamieszkał w zamku?

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jakw 08.06.13, 21:44
    mama303 napisała:

    > jakw napisała:
    >
    > > Jak potencjalny to nie ma jeszcze takich dochodów i może nie wpływać na r
    > ozrzut
    > > dochodów w szkole.
    >
    > jesli weżmiemy pod uwage obustwo to i owszem.
    Przyszłych Kulczyków ubóstwo się nie ima - są cwani lub mają kasę od rodzica .

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 09.06.13, 08:14
    jakw napisała:

    > Przyszłych Kulczyków ubóstwo się nie ima - są cwani lub mają kasę od rodzica .
    ale ja pisze o rozpiętosci od ubóstwa do Kulczyka, takie rzeczy tylko w publicznej
  • jakw 09.06.13, 08:52
    mama303 napisała:

    > jakw napisała:
    >
    > > Przyszłych Kulczyków ubóstwo się nie ima - są cwani lub mają kasę od rodz
    > ica .
    > ale ja pisze o rozpiętosci od ubóstwa do Kulczyka, takie rzeczy tylko w public
    > znej
    A jak rejon jest typu PGR + sąsiednia wioska to tych "Kulczyków" to masz tam mnóstwo ... Przekrój społeczny może być tam zaniżony w dół skali dochodów. Nie mówiąc juz o tym, ze jedyne dziecko inteligenckie w klasie to np. dziecko nauczyciela. Rzeczywiście szeroki przekrój społeczny.:-p
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 09.06.13, 10:01
    jakw napisała:

    > A jak rejon jest typu PGR + sąsiednia wioska to tych "Kulczyków" to masz tam mn
    > óstwo ...

    Mogłam sie spodziewać że opowiesz o jakimś jedostkowym przypadku. Rejony pogegeerowskie napewno mają ogromna oferte pobliskich szkół do wyboru.... w tym kilka prywatnych smile
  • jakw 09.06.13, 11:38
    mama303 napisała:
    > Mogłam sie spodziewać że opowiesz o jakimś jedostkowym przypadku.
    Skoro uogólniasz przypadki ze swojej okolicy do twierdzeń typu "zawsze" to musisz liczyć się z tym, że jednostkowy przykład twoje twierdzenie obali.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 09.06.13, 16:49
    jakw napisała:

    > mama303 napisała:
    > > Mogłam sie spodziewać że opowiesz o jakimś jedostkowym przypadku.
    > Skoro uogólniasz przypadki ze swojej okolicy do twierdzeń typu "zawsze" to musi
    > sz liczyć się z tym, że jednostkowy przykład twoje twierdzenie obali.

    Twój przykład padł przed moim. Lecę Twoim stylem.
  • morekac 08.06.13, 16:22
    Tego nigdzie nie zanegowałam. Za to obstawiam, że nieprawdziwe są następujące twierdzenia:
    - szkoła prywatna hoduje kaleki społeczne
    - wybieramy szkoły publiczne po to, aby nasze dzieci poznały szeroki zakres społeczeństwa - (w tej dyskusji zrobił się z tego niemal główny argument).
    Przy czym założę się, że głównym powodem wyboru takiej czy innej szkoły było mnóstwo czynników (poziom nauczania, logistyka, opłaty, bezpieczeństwo szkoły itp.). Jedynymi znanymi mi sytuacjami, w którym ów zakres społeczeństwa jest brany pod uwagę jest np. wybór gimnazjum - wykluczająco. Nigdy nie jest tak, że ktoś twierdzi, że dziecko pójdzie do rejonowego gimnazjum, bo jest szeroki zakres społeczeństwa, tylko raczej: " Nie pójdzie do rejonu, bo tam sama patologia." wink
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • joa66 08.06.13, 16:41
    Jedynymi znanymi mi sytuacjami, w którym ów zakres społeczeństwa jest brany pod uwagę jest np. wybór gimnazjum - wykluczająco. Nigdy nie jest tak, że ktoś twierdzi, że dziecko pójdzie do rejonowego gimnazjum, bo jest szeroki zakres społeczeństwa, tylko raczej: " Nie pójdzie do rejonu, bo tam sama patologia.

    Pod względem społecznym szkoły niepubliczne bardzo się różnią od tych na tzw zachodzie. Po pierwsze w Polsce bardzo rzadko dziecko przechodzi przez cały cykl edukacyjny (12 lat) w jednym typie szkoły.

    Po drugie - zła sława gimnazjów jako takich sprawia, że wielu rodziców średnio lub nawet słabo sytuowanych wysupła ostatni grosz na czesne.

    Nie śledzę sytuacji, ale pewnie teraz (lub niedługo) chaos związany z sześciolatkami może pchać nawet słabiej sytuowanych rodziców do opłacania szkoły niepublicznej , w poszukiwaniu m.in. przewidywalności i stabilizacji.

    Po trzecie - nawet demografowie alarmują, że liczba jedynaków rośnie i (pomijając inne związane z tym problemy) to też ma wpływ na to , że dostępność szkoł niepublicznych jest bardzo duża.

    Nie oszukujmy się - nie mówimy o dzieciach bogatych Rosjan , czy synach szejków trafiających do Eaton.




  • morekac 08.06.13, 20:35
    Rok temu robiłam rozeznanie w warszawskich liceach niepublicznych - tak na wszelki wypadek. I oczywiście - są szkoły drogie i dosyć drogie, ale są też szkoły wręcz podkreślające , że u nich czesne nie zmienia się gwałtownie z dnia na dzień. Są szkoły podkreślające, że u nich uczą się dzieci znanych... albo że poziom jest wysoki... albo kojąca atmosfera... albo że jest to szkoła dla uczniów problemowych, (ale jakoś dociągną młodzież do matury). Któraś nawet oferowała zwolnienie czy obniżkę czesnego dla najlepszych uczniów. Oferta dopasowana do niemal każdego targetu. Czesne od 8oo-900 zł, można przez 3 lata zrezygnować z nowej fury na kredyt.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • olena.s 08.06.13, 13:03
    I chciałabym też uświadomić niektórym, że te inne dzieci to nie jest jakiś ok
    > az do oglądania w zoo - w moim osobistym przekonaniu posyłanie dziecka do taki
    > ej,a nie innej szkoły głównie po to, aby sobie pooglądało dziecko biedne,

    No co ty.... Tu nie chodzi o pooglądanie, tylko o współnaukę, współzabawę, współkótnie, współzależność i współpracę. Nie o pokazanie palcem: widzisz, to jest nędzarz, czarny, Żyd, Rom, uciekinier z Syrii, tylko o naukę praktyczną, że od ludzi różnych, mających inną, nierzadko trudniejszą sytuację możesz się nauczyć czegoś, czego nie nauczyli rodzice, możesz się super bawić w berka, że mogą ci wlać na klasówce z matmy albo w nogę, i ze to wszystko jest normalne.
    Moje dziecko faktycznie NIE ZAUWAŻA koloru skóry, na przykład. Nie to, że wie, że rasizm jest prymitywny i obskurancki i dlatego będziemy specjalnie uprzejmi dla murzynka Bambo, tylko autentycznie nie zauważa koloru jako czegoś jakkolwiek różnicującego - nie bardziej, niż, powiedzmy, długość palców, a na pewno mniej niż wzrost. Jakbym zapytała, ile w klasie jest dzieci czarnych, a ile białych, to dzieciak musiałby się długo zastanawiać.

    Ale oczywiście zalety hodowli w różnorodności nie będą dla mnie głównym czynnikiem decydującym, do jakiej szkoły dziecko poślę. Jednak gdybym miała do wyboru dwie identycznie dobre szkoły, a jedyną różnicą byłby wąski lub szeroki skład społeczny, to i owszem, wzięłabym tę drugą.
    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • jakw 08.06.13, 13:14
    olena.s napisała:
    > tylko o naukę praktyczną, że od
    > ludzi różnych, mających inną, nierzadko trudniejszą sytuację możesz się nauczyć
    > czegoś, czego nie nauczyli rodzice,
    Ale co to znaczy trudniejsza sytuacja? Bo z moich doświadczeń z dziećmi różnymi wynika, że trudniejsze dla dziecka bywa to, że jego rodzice się rozwiedli niż to, że jest mniej zasobne w gotówkę na czipsy.


    > Moje dziecko faktycznie NIE ZAUWAŻA koloru skóry, na przykład.
    Ale twoje dziecko chodzi do szkoły, gdzie chyba przekrój wielokolorowości skóry jest duży, za to przekrój społeczny dość mały. Wątpię, żeby do szkoły twojego dziecka chodziło jakiekolwiek z 5-rga dzieci filipińskiej sprzątaczki biurowców.


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 08.06.13, 13:26
    jakw napisała:

    > Ale co to znaczy trudniejsza sytuacja? Bo z moich doświadczeń z dziećmi różnymi
    > wynika, że trudniejsze dla dziecka bywa to, że jego rodzice się rozwiedli niż
    > to, że jest mniej zasobne w gotówkę na czipsy.

    A jak sie rozwiedli /albo tatus menel przepadł/ i jeszcze nie ma za co obiadu ugotować?.....
  • jakw 08.06.13, 16:09
    mama303 napisała:
    > A jak sie rozwiedli /albo tatus menel przepadł/ i jeszcze nie ma za co obiadu u
    > gotować?.....
    Akurat przepadnięcie tatusia menela może odciążyć finanse rodziny...
    A jedyny przypadek w szkole publicznej , gdy mama nie miała co do garnka włożyć (tak twierdziła) to był przypadek, gdy mama nawet miała towarzysza życia (nie był to ojciec chłopca), za to oboje chyba zawsze mieli co wlać do kieliszka. I jeśli o mnie chodzi jednak pod tym względem wolę poznawać nieco węższe "zakresy społeczne".
    A co do rozwodów - znam przypadki gdy dziecko z rozbitej rodziny chodzi/chodziło do szkoły niepublicznej bo ojciec, mimo skąpienia alimentów (zwłaszcza na byłą żonę), stwierdził, że dzieciom jednak edukację opłaci. Owszem, znany jest mi też przypadek gdy koleżanką mojej starszej córki popołudniami zajmowała się starsza siostra (bo mama była w pracy) - ale jakoś to nie przystawało do tego forum, gdzie głównie padały twierdzenia :"no przecież z dzieckiem trzeba pracować/odrabiać lekcje w domu" i "co to za problem odrobić z dzieckie lekcje". Więc zanim pochylimy się nad zubożeniem społecznym dzieci w szkołach prywatnych to proponuję przemyśleć czy i w szkołach publicznych mamy są aż tak egalitarne jak im się wydaje.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 08.06.13, 16:38
    jakw napisała:

    >I
    > jeśli o mnie chodzi jednak pod tym względem wolę poznawać nieco węższe "zakresy
    > społeczne".

    A wiec przynajesz jednak że zakres społeczny wybierasz węższy. Ty wolisz węższy, inni szerszy. O tym dyskusja
  • joa66 08.06.13, 16:43
    pod warunkiem, że środowisko społeczne odczytujesz tylko na poziomie finansowym.
  • mama303 08.06.13, 16:46
    joa66 napisała:

    > pod warunkiem, że środowisko społeczne odczytujesz tylko na poziomie finansowym
    Owszem finanse bardzo róznicują społeczeństwo.
  • joa66 08.06.13, 17:27
    Ale różnicują na innym poziomie, a podstawówki państwowe niekoniecznie uczą właściwych postaw społecznych.
  • mama303 08.06.13, 19:20
    joa66 napisała:

    > Ale różnicują na innym poziomie, a podstawówki państwowe niekoniecznie uczą wła
    > ściwych postaw społecznych.

    ale to chyba inny temat: co kształtuja podstawówki publiczne i niepubliczne
  • jakw 08.06.13, 17:34
    mama303 napisała:
    >
    > A wiec przynajesz jednak że zakres społeczny wybierasz węższy. Ty wolisz węższy
    > , inni szerszy.
    Ciekawe co to ci inni? Bo ja jakoś nie znam nikogo kto zapisuje dziecko specjalnie do szkoły z najgorszym rejonem (czyt: wiadomo, że w okolicy mieszka najwięcej patologii w całym mieście) w całej okolicy mając do wyboru mniej przekrojową społecznie szkołę.
    Ale jak wolisz to zawsze możesz znaleźć nieco zapijaczonych okolicznych panów i panie i powchodzić z nimi w bliższe relacje społeczne. Można to też tak nazywać :-ppp
    >O tym dyskusja
    Taa, bo jak dziecko nie pozna, oprócz "szerszego zakresu społecznego", całej patologii w bliższych i dalszych okolicach, a na dokładkę otrzyma lepszą edukację, to zostanie kaleką społecznym...

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 08.06.13, 19:26
    jakw napisała:

    > Ciekawe co to ci inni? Bo ja jakoś nie znam nikogo kto zapisuje dziecko specjal
    > nie do szkoły z najgorszym rejonem (czyt: wiadomo, że w okolicy mieszka najwięc
    > ej patologii w całym mieście) w całej okolicy mając do wyboru mniej przekrojową
    > społecznie szkołę.


    Nie szukam szczególnie najgorszego rejonu, u nas jest wystarczajace sporo menelstwa chociaz to dzielnica domków jednorodzinnych smile
  • olena.s 08.06.13, 13:41
    > Ale co to znaczy trudniejsza sytuacja?
    Różnie w różnych miejscach, ale sprowadza się to do należenia do słabszej mniejszości - czy to biedniejszej, czy to innej wiary, czy to z niepełnych rodzin, czy innego koloru.

    >za to przekrój społeczny dość mały. Wątpię, żeby do szkoły twojego
    > dziecka chodziło jakiekolwiek z 5-rga dzieci filipińskiej sprzątaczki biurowców.
    I tak, i nie. Filipińska sprzątaczka w ogóle nie ma tu raczej dzieci, bo nie dostanie zgody na sprowadzenie rodziny. Za to nawet najniższy rangą i pensją pracownik Shella spokojnie dziecko u mnie ulokuje, bo firma mu zapłaci.
    Ale masz rację, więcej u mnie milionerów niż biedaków. Dlatego szkoła wpaja dzieciom, że im bardziej uprzywilejowana sytuacja życiowa, tym większe zobowiązania społeczne jednostka zaciąga. I uczy je spłacać, na przykład przez osobistą pracę fizyczną przy budowie szkoły w Nepalu.

    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • jakw 08.06.13, 16:18
    olena.s napisała:
    > Dlatego szkoła wpaja dzi
    > eciom, że im bardziej uprzywilejowana sytuacja życiowa, tym większe zobowiązani
    > a społeczne jednostka zaciąga.
    U nas takie podejście byłoby chyba niepraktyczne bo zupełnie oderwane od życia.

    >I uczy je spłacać, na przykład przez osobistą pr
    > acę fizyczną przy budowie szkoły w Nepalu.
    A kto płaci za bilet do Nepalu? Sami uczniowie sobie najpierw na ten bilet zarobią, nauczą się języka czy po prostu pojadą na wycieczkę krajoznawczą litując się nad "biednymi tubylcami bez szkoły"?


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 08.06.13, 13:08
    morekac napisała:

    >w moim osobistym przekonaniu posyłanie dziecka do taki
    > ej,a nie innej szkoły głównie po to, aby sobie pooglądało dziecko biedne, dzie
    > cko romskie czy niepełnosprawne - jest niesmaczne. Co to - kuriozum jakieś czy
    > co?

    Nie poogladało tylko spędzało z nim pół życia, współpracowało, wyjeżdżało na wycieczki, kłóciło, przyjaźniło..... itd.
  • agata0 08.06.13, 05:31
    Ale co ty uparcie z tym CAŁYM przekrojem społecznym? Ktoś o tym napisał, bo nie załapałam (?) Przecież wiadomo, że to jest nierealne.

    Mi wystarczy, że będzie trochę bardziej różnorodnie niż w szkole prywatnej, ja nie mam ambicji pokazywania całości przekroju społecznego. Jak się nie robi sensacji z Roma w klasie, to potem też może łatwiej zaakceptować inność? Może się łudzę, ale na tym etapie dorastania dzieci jest to wg mnie ważne.
  • fogito 08.06.13, 09:14
    agata0 napisała:


    > Mi wystarczy, że będzie trochę bardziej różnorodnie niż w szkole prywatnej, ja
    > nie mam ambicji pokazywania całości przekroju społecznego. Jak się nie robi sen
    > sacji z Roma w klasie, to potem też może łatwiej zaakceptować inność? Może się
    > łudzę, ale na tym etapie dorastania dzieci jest to wg mnie ważne.

    W prywatnej też są dzieci 'inne'. Bo są i czarnoskóre i takie z Indii i z Korei i dzieci na wózku i dzieci z aparatem na uchu (mój) i wiele innych. Bo szkoła prywatna nie oznacza, że dzieci są jednakowe.
  • mama303 08.06.13, 09:42
    fogito napisała:

    > W prywatnej też są dzieci 'inne'. Bo są i czarnoskóre i takie z Indii i z Korei
    > i dzieci na wózku i dzieci z aparatem na uchu (mój) i wiele innych. Bo szkoła
    > prywatna nie oznacza, że dzieci są jednakowe.

    Ale nie ma dzieci z biednych i bardzo biednych rodzin....
  • morekac 08.06.13, 09:52
    Ale na takim Ursynowie też są szkoły publiczne, gdzie tej biedy nie widać. Nawet na zielone szkoły czy inne wycieczki jeździła cała klasa.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • mama303 08.06.13, 09:56
    morekac napisała:

    > Ale na takim Ursynowie też są szkoły publiczne, gdzie tej biedy nie widać. Nawe
    > t na zielone szkoły czy inne wycieczki jeździła cała klasa.

    Ale jednak w szkole publicznej jest wieksza szansa spotkać dziecko z takiej rodziny. W szkole prywatnej - takiej "szansy" nie ma.
  • joa66 08.06.13, 11:10
    A w szkole niepublicznej jest większa szansa na spotkanie dziecka baaardzo bogatego buraka wink

    w czym dziecko bogatego buraka jest "gorsze" od dziecka bezrobotnego alkoholika? wink

  • jakw 08.06.13, 13:05
    joa66 napisała:

    > w czym dziecko bogatego buraka jest "gorsze" od dziecka bezrobotnego alkoholika
    > ? wink
    Bo nie można pocudować jacy to my szlachetni jesteśmy ?
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 08.06.13, 13:05
    joa66 napisała:

    > A w szkole niepublicznej jest większa szansa na spotkanie dziecka baaardzo boga
    > tego buraka wink

    O tam jest zbyt duzo takich dzieci smile a pojedyńcze bogate buraki wysyłaja tez dzieci do szkół publicznych. Tak że jest szansa napotkać takie dziecko ale rodzice ubogich alkoholików nijak nie sa w stanie wysłać dziecko do płatnej szkoły smile
    Poprostu w szkołach publicznych przekrój społeczny jest wiekszy, co bys nie mówiła a w prywatnych jednak selekcja.
    Ja np. nie chciałam wysyłac dziecka na sześc lat edukacji do grupy wyselekcjonowanej. Może nie było to najważniejsze kryterium ale bardzo ważne.

    > w czym dziecko bogatego buraka jest "gorsze" od dziecka bezrobotnego alkoholika
    > ? wink
    dziecko w szkole prywatnej napewno na to nie będzie umiało odpowiedzieć.....
  • jakw 08.06.13, 13:19
    mama303 napisała:
    > Ja np. nie chciałam wysyłac dziecka na sześc lat edukacji do grupy wyselekcjono
    > wanej.
    Założę się, że chciałabyś wysłać dziecko do jakiegoś porządnego gimnazjum - najlepiej z ostrą selekcją na wstępie, a potem do jakiegoś dobrego liceum, także z ostrą selekcją na wstępie. I nie łudź się, że twoje dziecko spotka tam szeroki przekrój społeczny.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 08.06.13, 13:28
    jakw napisała:

    > Założę się, że chciałabyś wysłać dziecko do jakiegoś porządnego gimnazjum - naj
    > lepiej z ostrą selekcją na wstępie, a potem do jakiegoś dobrego liceum, także z
    > ostrą selekcją na wstępie.

    A dlaczego tak sądzisz? ..... to Twoje kryterium, moje jest inne.
  • jakw 08.06.13, 15:35
    mama303 napisała:
    >
    > A dlaczego tak sądzisz? ..... to Twoje kryterium, moje jest inne.
    Rozumiem, że będziesz marzyła o tym, żeby twoje dziecię poszło do średniej szkoły średniej z szerokim przekrojem społecznym?


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 08.06.13, 16:26
    jakw napisała:

    > Rozumiem, że będziesz marzyła o tym, żeby twoje dziecię poszło do średniej szk
    > oły średniej z szerokim przekrojem społecznym?
    Moje marzenia krąża wokół innych dziedzin niz wybór gimnazjum czy liceum dziecka. Będe sie kierowac podobnymi przesłankami jak przy wyborze podstawówki: żeby było blisko i poziom nauki był przyzwoity i towarzystwo niewyselekcjonowane jakieś.
  • joa66 08.06.13, 16:31
    Moje marzenia krąża wokół innych dziedzin niz wybór gimnazjum czy liceum dziecka. Będe sie kierowac podobnymi przesłankami jak przy wyborze podstawówki: żeby było blisko i poziom nauki był przyzwoity i towarzystwo niewyselekcjonowane jakieś.



    Czyli z góry odrzucacie gimnazja i klasy dwujęzyczne?
  • mama303 08.06.13, 16:45
    joa66 napisała:

    > Czyli z góry odrzucacie gimnazja i klasy dwujęzyczne?

    O bosz!!! a to jakiś mus jest z ta dwujezycznoscią smile
  • joa66 08.06.13, 17:29
    A ktoś mówi, że mus? Dziwi mnie, że wykluczacie ewentualne szkoły tylko dlatego, że rekrutacja ma tryb konkursowy.
  • jakw 08.06.13, 17:49
    joa66 napisała:

    > A ktoś mówi, że mus? Dziwi mnie, że wykluczacie ewentualne szkoły tylko dlatego
    > , że rekrutacja ma tryb konkursowy.
    Zwłaszcza, że to szkoły publiczne, więc zostanie kaleką społeczną nie powinno podobno po takiej szkole grozić wink

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 08.06.13, 19:22
    joa66 napisała:

    > A ktoś mówi, że mus? Dziwi mnie, że wykluczacie ewentualne szkoły tylko dlatego
    > , że rekrutacja ma tryb konkursowy.

    mam na oku dwa gimnazja które spełniaja moje kryteria, nie ma tam konkursów językowych
  • jakw 08.06.13, 17:38
    mama303 napisała:
    > żeby
    > było blisko i poziom nauki był przyzwoity i towarzystwo niewyselekcjonowane jak
    > ieś.
    Hm, na poziomie szkół ponadgimnazjalnych wyniki matur są dziwnie skorelowane z poziomem punktów, które trzeba mieć, żeby się dostać - czyli selekcją.
    Co gorsza, na studia też jest selekcja - na podstawie wyników matur.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • fukcjakwadratowa 11.06.13, 19:54
    Jako nauczycielka matematyki w wysokoprogowym liceum ( publicznym) w pełni się zgadzam. Prawie 100% rodziców moich uczniów ma wyższe wykształcenie . Sa dziennikarze, prawnicy, ekonomiści, lekarze, trochę dusz artystycznych, pracowników naukowych, farmaceuci, informatycy i nauczyciele. Większość rodziców czyta, interesuje się dziećmi. Oczywiście są jednostki odstające od tego sielskiego-anielskiego obrazka, ale do TEJ szkoły trafiła młodzież już nieco wyselekcjonowana na etapie gimnazjum. To dość złożony problem .
  • joa66 08.06.13, 14:48
    A w szkole niepublicznej jest większa szansa na spotkanie dziecka baaardzo boga
    > tego buraka

    O tam jest zbyt duzo takich dzieci


    Tak sama prawda jak to, że w publicznych szkołach jest mnóstwo patologii, dresiarstwa, chamstwa i przemocy wink
  • jakw 08.06.13, 13:01
    mama303 napisała:
    >
    > Ale jednak w szkole publicznej jest wieksza szansa spotkać dziecko z takiej rod
    > ziny. W szkole prywatnej - takiej "szansy" nie ma.
    No i co z tego jeśli i tak nie spotka?
    Btw najmniej zamożne dziecko w klasie starszej pochodziło z rodziny lekko zaburzonej i zachowywało się w sposób raczej odstający od norm społecznych - główny przekaz, jaki koledzy i koleżanki mogli odebrać to było co najwyżej "bieda=agresja". O to na pewno chodzi?
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 08.06.13, 13:22
    jakw napisała:

    > No i co z tego jeśli i tak nie spotka?

    No to z tego właśnie że nie spotka, o tym jest wątek.

    > Btw najmniej zamożne dziecko w klasie starszej pochodziło z rodziny lekko zabu
    > rzonej i zachowywało się w sposób raczej odstający od norm społecznych - główn
    > y przekaz, jaki koledzy i koleżanki mogli odebrać to było co najwyżej "bieda=ag
    > resja". O to na pewno chodzi?

    To jest częste dosyc powiązanie, w klasie mojej córki tez jest chłopiec z bardzo biednej rozbitej rodziny i jest z nim troche problemów wychowawczych.
  • joa66 08.06.13, 13:34
    No to z tego właśnie że nie spotka, o tym jest wątek.


    A co się stanie dziecku jeżeli nie będzie w jego dziecka miliardera?
  • jakw 08.06.13, 15:38
    mama303 napisała:

    > jakw napisała:
    >
    > > No i co z tego jeśli i tak nie spotka?
    >
    > No to z tego właśnie że nie spotka, o tym jest wątek.
    Ale czym się różni to, że nie spotka w szkole publicznej od tego, że nie spotka w szkole prywatnej?
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 08.06.13, 16:29
    jakw napisała:

    > Ale czym się różni to, że nie spotka w szkole publicznej od tego, że nie spotka
    > w szkole prywatnej?

    Ty chyba udajesz że nic nie kumasz? .....
  • jakw 08.06.13, 17:47
    mama303 napisała:

    > jakw napisała:
    >
    > > Ale czym się różni to, że nie spotka w szkole publicznej od tego, że nie
    > spotka
    > > w szkole prywatnej?
    >
    > Ty chyba udajesz że nic nie kumasz? .....
    Nie, nie kumam. Skoro nie spotka biedy z nędzą ani tu, ani tu (bo i w szkole publicznej jest to całkiem możliwe), to tak czy siak nie pozna szerokiego przekroju społecznego. I , zgodnie z teoriami co poniektórych, zostanie w ten sposób kaleką społeczną po szkole publicznej.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • kkokos 09.06.13, 17:00
    morekac napisała:

    > Ale na takim Ursynowie też są szkoły publiczne, gdzie tej biedy nie widać. Nawe
    > t na zielone szkoły czy inne wycieczki jeździła cała klasa.

    no dobra, ale czy ten wytrych ursnowa czy natolina to przypadkiem nie za bardzo wytrych właśnie? czy forsowanie tezy o istnieniu rejonowych podstawówek ("zwłaszcza w wielkich miastach"), do których chodzą tylko dzieci dobrze sytuowanych rodziców, nie jest trochę na wyrost? no bo - trzymając sie już tylko warszawy, bo o innnych miastach nie mam bladego pojęcia - czy poza kilkoma szkołami na ursynowie czy natolinie jeszcze gdzieś są takie szkoły?
    przecież nie na białołęce, nie w wilanowie, nie na bemowie - tam nowych szkól nie ma, dzieci nowych lokatorów idą do szkół społecznych lub do szkól istniejących już wcześniej, do których chodzi większy przekrój społeczny.
    no to gdzie jeszcze są takie szkoły i to w takiej liczbie, żeby można było przestać traktować ten ursynów jako wyjątek?
  • morekac 08.06.13, 09:57
    Poza tym - jeśli dziecko naprawdę źle czułoby się w dużej klasie (miało jakiekolwiek inne problemy, przy których lepsza jest klasa mniejsza niż większa) - to i tak uważam, że chyba ważniejsze jest, żeby chodziło do szkoły sensownej dla niego (jeśli rodziców na to stać, oczywiście) niż żeby poznawało szeroki przekrój społeczny. Być może zbyt szeroki dla tego egzemplarza.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • jakw 08.06.13, 12:55
    mama303 napisała:
    >
    > Ale nie ma dzieci z biednych i bardzo biednych rodzin....
    Gdy jest szkoła publiczna z rejonem domków jednorodzinnych i ekskluzywnym osiedlem to też raczej nie będzie w takiej szkole takich dzieci...

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 08.06.13, 13:15
    jakw napisała:

    > > Ale nie ma dzieci z biednych i bardzo biednych rodzin....
    > Gdy jest szkoła publiczna z rejonem domków jednorodzinnych i ekskluzywnym osied
    > lem to też raczej nie będzie w takiej szkole takich dzieci...

    rejony szkół sa raczej szersze niż osiedle domków jednorodzinnych smile Ja jestem z dzielnicy domków jednorodzinnych ale niektóre z tych domków jednorodzinnych mieszczą po kilka rodzin.... i przekrój zamoznosci spory.
  • nellyssima 08.06.13, 15:06
    A są. Nie mówię tu o rodzinach patologicznych, ale o rodzinach o bardzo średnim statusie materialnym.
  • joa66 08.06.13, 11:15
    Bo szkoła prywatna nie oznacza, że dzieci są jednakowe.

    No proszę i ja się zgadzam wink


    Niestety nie wystarczy posłać dziecka do szkoły państwowej, żeby dziecko było świadome różnorodności i miało do niej zdrowy stosunek. Pracę trzeba zacząć od podstaw, w domu, rodzice sami muszą się wyzwolić ze stereotypów, szufladkowania i obgadywania razem z księdzem.

  • jakw 08.06.13, 13:06
    joa66 napisała:

    > obgadywania razem z księdzem.
    A co ma ksiądz do tego? Równie dobrze można obgadywać na forum wink


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • joa66 08.06.13, 13:31
    Autorka wątku powoływała się na rozmowę z księdzem, który też pochylił się nad losem dzieci ze szkoły prywatnej.

    A teraz hurtem do róznych forumek.

    Po raz kolejny powtórzę, że nie neguję różnicy w "średniej finansowej" w szkołach publicznych i niepublicznych. Jednak sprowadzanie różnic, w tym różnic społecznych, do finansów to delikatnie mówiąc, grube uproszczenie. Szufladkowanie i stereotypizacja jest konsekwencja takiego myślenia.

    Dziecko jest przecież wychowywane przez tyle różnych "czynników" : wartości domu rodzinnego, które nie maja wiele wspólnego z finansami, więzią z rodziną, temperament najbliższych osób, ewentualne problemy rodzinne. Do tego dochodzi wpływ środowiska , w tym właśnie kolegów ze szkoły, którzy...też są kształtowani przez podobne czynniki. Nie da się wartościować doświadczeń i zakładać, że towarzystwo dziecka woźnego jest cenniejszym doświadczeniem niż na przykład towarzystwo dziecka wychowanego przez niańki . Oba spotkania są wzbogacającym doświadczeniem, w tym samym stopniu. I każde z tych dzieci może wnieść dowolny bagaż w środowisko szkolne.

    Dlatego szkoły niepubliczne nie "zubożają" społecznie. smile


    p.s. A ograniczając się do sfery emocjonalnej , nie sądzę , że dzieci inaczej przeżywają np stratę pracy przez rodzica, który zarabiał 30 000 pln i takiego, który zarabiał 1500 pln. Nie sądzę, że inaczej przeżywają zdziwienie, że z powodów finansowych Kasia nie pojedzie na wycieczkę do Paryża a inna Kasi Kasia nie pojedzie na biwak na Mazury.
  • mama303 08.06.13, 14:21
    joa66 napisała:

    > Po raz kolejny powtórzę, że nie neguję różnicy w "średniej finansowej" w szkoła
    > ch publicznych i niepublicznych. Jednak sprowadzanie różnic, w tym różnic społe
    > cznych, do finansów to delikatnie mówiąc, grube uproszczenie. Szufladkowanie i
    > stereotypizacja jest konsekwencja takiego myślenia.

    Czy chcesz czy nie finanse róznicuja społeczeństwo i często niestety niskie lub bardzo niskie finanse oznaczają jednak problemy rodzinne.

  • paszczakowna1 08.06.13, 15:34
    >Nie da się wartościować doświadczeń i zakładać, że towar
    > zystwo dziecka woźnego jest cenniejszym doświadczeniem niż na przykład towarzys
    > two dziecka wychowanego przez niańki . Oba spotkania są wzbogacającym doświadcz
    > eniem, w tym samym stopniu. I każde z tych dzieci może wnieść dowolny bagaż w
    > środowisko szkolne.

    A ta swoje. Nie, nie może. Na przykład, dziecko nie wychowywane w Domu Dziecka nie wniesie bagażu dziecka wychowywanego w Domu Dziecka. Jedynak nie wniesie bagażu dziecka, które musi się zajmować trójką młodszego rodzeństwa.

    Ja miałam szczęście (pod pewnym względem, bo minusy też były, i owszem) być dzieckiem dowożonym z Ursynowa do jednej z mokotowskich podstawówek. W szkole był naprawdę pełny (miejski) przekrój dzieci. Od dzieci aktorów i dyplomatów, do dzieci robotników, dzieci z Domu Dziecka i drugo- (a czasem i więcej) rocznych na najlepszej drodze do zostania osiedlowymi żulikami. I miałam sposobność zobaczyć, że koleżanka z Domu Dziecka nie tylko nie ma rodziców, ale i milionów dupereli, które ja uważałam za oczywistość (typu skrawki włóczki na ZPT). Tudzież zobaczyć, jak do niej potrafią odnosić się nauczyciele i koledzy. Że jedna z najsłabszych uczennic w klasie w wieku lat 12 robi codziennie zakupy i gotuje obiad dla całej rodziny. Że prawdopodobne przyszłe żuliki mają talenty i zainteresowania, które w innych rodzinach byłyby hołubione, a na które u nich pies z kulawą nogą uwagi nie zwracał.

    A teraz przekonaj mnie, że uznawanie tego za wartość to "szufladkowanie i stereotypizacja" i że w szkole prywatnej mogłabym mieć te same doświadczenia.
  • joa66 08.06.13, 15:39
    A teraz przekonaj mnie, że uznawanie tego za wartość to "szufladkowanie i stereotypizacja" i że w szkole prywatnej mogłabym mieć te same doświadczenia


    Nie TE SAME, ale w takim samym stopniu kształtujące.

    Czy Ty naprawdę nie widzisz różnicy????
  • joa66 08.06.13, 15:52
    Nie widzę, żadnej różnicy w dzieciach ze szkoł publicznych i niepublicznych nie oznacza na litośc boską, że nie widzę różnicy w portfelach ich rodziców (ale razy ja to już powtarzałam? ).

    Na przykładzie, może będzie łatwiej:

    Kasia -córka rodziny inteligenckiej, jedynaczka, dochód rodziny 10000 miesięcznie, szkoła publiczna

    Marysia-córka rodziny inteligenckiej, dochód rodziny 10000 miesięcznie, szkoła niepubliczna, czesne rzędu 1200 pln

    Ta sama dzielnica.

    Zwykle - są w tym samym stopniu zubożone czy ubogacone. W dużym stopniu zależy to od domu rodzinnego.

    Rodzice Marysi mogą brac aktywny udział nie tylko w akcjach charytatywnych, ale np opłacac kursy angielskiego dla dziecka w swojej uboższej rodzinie. Rodzice Kasi mogą być święcie przekonani, że ci, którym się gorzej wiedzie są sami sobie winni, bo są leniami i nie chcą się wziąć do roboty. I takie przeświadczenie przekazują córce.

    I co szkoła ma do tego???
  • joa66 08.06.13, 15:58
    p.s. moje dziecko po 9 latach w szkole niepublicznej jest w liceum publicznym, gdzie większośc uczniów jest też po gimnazjach i podstawówkach publicznych. I zauważyłam tak naprawdę tylko jedną różnicę - dzieci po szkołach niepublicznych częsciej zadają pytania nauczycielom, nie boją się przyznać, że czegos nie zrozumiały i proszą o wytłumaczenie (jeżeli im zależy na danym przedmiocie) . Innych różnic spowodowanych różnicami w szkolnictwie publicznym i niepublicznym praktycznie nie ma.
  • paszczakowna1 08.06.13, 16:18
    > Rodzice
    > Kasi mogą być święcie przekonani, że ci, którym się gorzej wiedzie są sami sobi
    > e winni, bo są leniami i nie chcą się wziąć do roboty. I takie przeświadczenie
    > przekazują córce.

    Bardzo dobry eksperyment myślowy, tylko ustaw warunki początkowe takie same. I rodzice Kasi, i Marysi mają takie przekonanie i je przekazują córkom. Która z nich będzie miała szansę skonfrontować to przekonanie z rzeczywistością?
  • joa66 08.06.13, 16:27
    1) Najważniejszym rzeczą jest to, że ogromnie rzadko zdarzają się w przyrodzie dwie identyczne sytuacje.

    2) Nawet jeżeli mówimy o takich rzadkich wypadkach to znowu nic nie jest oczywiste. Bo Kasia ze szkoły podstawowej publicznej może utrwalić sobie pogląd rodziców jeżeli oberwie od naszego dyżurnego biedaka, a nauczycielka będzie głupia i będzie utrwalała podziały społeczne. Albo trafi do grupy mobbigującej.

    A dla Marysi, może to być tylko teoria, nie uprzedzi się do nikogo, bo nie będzie miała kontaktów, a w późniejszym życiu sama zweryfikuje poglądy rodziców.

  • jakw 08.06.13, 18:21
    Z doświadczeń z publicznej szkoły podstawowej córki: z biedą obnosiła się głównie mama największego łobuziaka w klasie (rodzina była chyba lekko patologiczna, w każdym razie nie zaliczałabym jej do normy). Przekaz jaki docierał to dzieci (z ich własnych doświadczeń) to był mniej więcej taki: "ten biedny to stłukł mi picie, zalał mi się zeszyt i dostałam pałę za stan zeszytu".
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 08.06.13, 20:04
    jakw napisała:

    > Z doświadczeń z publicznej szkoły podstawowej córki: z biedą obnosiła się głów
    > nie mama największego łobuziaka w klasie (rodzina była chyba lekko patologiczna
    > , w każdym razie nie zaliczałabym jej do normy). Przekaz jaki docierał to dziec
    > i (z ich własnych doświadczeń) to był mniej więcej taki: "ten biedny to stłukł
    > mi picie, zalał mi się zeszyt i dostałam pałę za stan zeszytu".

    Ale Ty cały czas sypiesz z rękawa jakimiś jednostkowymi przypadkami i sytuacjami a wydaje mi sie że nie o to choodzi. Jakich byś tu przypadków nie podawała wyssanych z palca czy nie, prawda jest taka że w szkole publicznej spotkamy dzieci szerokim przekroju społecznym /jesli nawet nie w nasze klasie to w sąsiedniej albo rocznik wyżej/ a w prywatnej węższą grupę społeczną.
  • jakw 08.06.13, 20:17
    mama303 napisała:
    > Ale Ty cały czas sypiesz z rękawa jakimiś jednostkowymi przypadkami i sytuacjam
    > i a wydaje mi sie że nie o to choodzi. Jakich byś tu przypadków nie podawała wy
    > ssanych z palca czy nie, prawda jest taka że w szkole publicznej spotkamy dziec
    > i szerokim przekroju społecznym /jesli nawet nie w nasze klasie to w sąsiedniej
    > albo rocznik wyżej/ a w prywatnej węższą grupę społeczną.
    No i co z tego? Mi żaden aż tak straszliwie szeroki przekrój społeczny (zwłaszcza przekrój społeczny opisany wyżej) nie jest niezbędny w procesie wychowywania moich dzieci. I jakoś ani ty, ani chyba nikt inny nie jest w stanie przedstawić niezbitych argumentów, że spotkanie w szkole całego przekroju społecznego jest niezbędne do "niebycia kaleką społeczną".
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 08.06.13, 20:35
    jakw napisała:

    > No i co z tego? Mi żaden aż tak straszliwie szeroki przekrój społeczny (zwłaszc
    > za przekrój społeczny opisany wyżej) nie jest niezbędny w procesie wychowywania
    > moich dzieci.
    Mi niezbędny tez nie jest ale jednak ważny.
  • jakw 08.06.13, 21:58
    mama303 napisała:

    > jakw napisała:
    >
    > > No i co z tego? Mi żaden aż tak straszliwie szeroki przekrój społeczny (z
    > właszc
    > > za przekrój społeczny opisany wyżej) nie jest niezbędny w procesie wychow
    > ywania
    > > moich dzieci.
    > Mi niezbędny tez nie jest ale jednak ważny.
    Ale jak wielka jest ważność w zależności od szerokości? Czy uzyskanie szerszego przekroju społecznego byłoby dla ciebie ważniejsze niż szkoła, w której twoje dziecko dobrze by się czuło? Czy uzyskanie szerszego przekroju społecznego byłoby dla ciebie ważniejsze niż szkoła,w której twoje dziecko mogłoby rozwijać swoje pasje? Czy uzyskanie szerszego przekroju społecznego byłoby ważniejsze niż to, że dziecko może czas w szkole poświęcać na naukę a nie udawanie , że się uczy, a potem nadrabiać to popołudniami?
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 09.06.13, 08:17
    jakw napisała:

    > Ale jak wielka jest ważność w zależności od szerokości?

    istotna, brana pod uwage przy wyborze szkoły.
  • jakw 09.06.13, 08:55
    mama303 napisała:

    > jakw napisała:
    >
    > > Ale jak wielka jest ważność w zależności od szerokości?
    >
    > istotna, brana pod uwage przy wyborze szkoły.
    Ale na którym miejscu? Czy ma to dla ciebie większą wagę niż poziom szkoły, proponowane zajęcia dodatkowe, dogodny dojazd, wielkość klas, praca na zmiany itd?

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama_kotula 09.06.13, 09:11
    jakw napisała:
    > Ale na którym miejscu? Czy ma to dla ciebie większą wagę niż poziom szkoły, pr
    > oponowane zajęcia dodatkowe, dogodny dojazd, wielkość klas, praca na zmiany itd?

    Jakw, myślę, że może to mieć znaczenie dla wielu osób, mimo, że wydaje się tobie mało istotne.

    Ja przyznaję - i wystawiam sie na lincz tym samym, możecie walić, wszyscy po kolei! - jak mój syneczek chodził do szkoły prywatnej, czasami - w chwilach desperacji - marzyłam o tym, aby poznał jakichś normalnych chłopaków, którzy mu w razie potrzeby spuszczą lańsko porządne i sprowadzą do parteru. Gdyż dziecię sobie bezczelnie poczynało z kolegami z klasy, a koledzy z klasy byli z tych "wrażliwych", co to ich rodzice zapisali zapewne z takiego powodu (no akurat tak trafił) - i dawali sobą pomiatać na prawo i lewo, przez co dziecinka nie miała wyraźnego feedbacku, że jej zachowanie jest niedopuszczalne (dziecinka jest zaburzona, jak wiadomo, feedback musi być _natychmiastowy_ i konkretny... czasem zastanawiam się nad obrożą elektryczną do szkolenia psów wink)) W nowej szkole dziecinka sobie już nie poczyna bezczelnie; owszem, próbowała. Teraz w konflikty nie wchodzi, mimo kolegów z "szerokiego przekroju".

    --
    Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
  • morekac 09.06.13, 09:44
    Być może jeszcze inny jest rozkład tych preferencji dotyczących wyboru szkoły w większych miastach (gdzie wysiłek włożony w dostarczenie dziecka do innej placówki jest stosunkowo niewielki. a możliwości finansowe są zasadniczo lepsze niż na wsi w Bieszczadach ), a inny na obszarach, gdzie szkoły (wszelkiego typu) są stosunkowo rzadko rozmieszczone.

    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • mama303 09.06.13, 10:04
    jakw napisała:

    > Ale na którym miejscu? Czy ma to dla ciebie większą wagę niż poziom szkoły

    niz poziom napewno poniewaz mam swój osobisty stosunek do tzw. poziomów szkół. W kazdym razie szukałabym wśród szkół publicznych ze wzgledów tu omawianych.
  • joa66 09.06.13, 10:09
    Czyli wybór gimnazjum będzie polegał tylko na podstawie tego, że w klasie muszą być dzieci z rodzin niezamożnych??? A jak Ty to wcześniej sprawdzisz na Boga???
  • mama303 09.06.13, 10:15
    joa66 napisała:

    > Czyli wybór gimnazjum będzie polegał tylko na podstawie tego, że w klasie muszą
    > być dzieci z rodzin niezamożnych???

    w publicznej szkole napewno będa takie dzieci.
  • joa66 09.06.13, 10:21
    Czyżby? W publicznym liceum mojego syna nie ma. W szkole podstawowej na Kabatach, do której chodziła córka mojej siostry też nie było ( a wyścig na gadżety i "marki", że hej)

    Chyba, że mieszkasz w rejonie gdzie takich dzieci jest bardzo dużo i na pewno będzie co najmnIej jedno w każdej klasie A,B, C ITD
  • jakw 09.06.13, 11:51
    mama303 napisała:
    > w publicznej szkole napewno będa takie dzieci.
    Jest to wątpliwe w przypadku gimnazjów z ostrą selekcją. Co więcej - po wprowadzeniu za 2 czy 3 lata egzaminu z języka obcego na koniec 6 klasy prawdopodobieństwo, że dziecko z niezamożnej rodziny dostanie się do jakiegoś wypasionego gimnazjum spadnie jeszcze bardziej. Bo nie stać tych uczniów na korki i dodatkowe lekcje języków, a szkoła uczy słabo. Jeszcze mają szanse gdy rodzice w miarę rozgarnięci i umieją języki - ale mam podejrzenia, że nie ma nadmiaru takich rodziców wśród warst społecznej, gdzie panują naprawdę złe warunki materialne.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 09.06.13, 16:53
    jakw napisała:

    > mama303 napisała:
    > > w publicznej szkole napewno będa takie dzieci.
    > Jest to wątpliwe w przypadku gimnazjów z ostrą selekcją. Co więcej - po wprowad
    > zeniu za 2 czy 3 lata egzaminu z języka obcego na koniec 6 klasy prawdopodobień
    > stwo, że dziecko z niezamożnej rodziny dostanie się do jakiegoś wypasionego gim
    > nazjum spadnie jeszcze bardziej.

    Dlatego nie pójdzie do wypasionego? A co to jest w ogóle wypasione gimnazjum? czego tam dzieci uczą wink
  • jakw 09.06.13, 20:53
    To jest gimnazjum z wysokim progiem wejściowym, wysokim wynikiem wyjściowym, zwykle bez rejonu.
    A nie pójdzie bo się nie dostanie.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 10.06.13, 19:08
    jakw napisała:

    > To jest gimnazjum z wysokim progiem wejściowym, wysokim wynikiem wyjściowym

    Uchowaj Boże od takiego gimnazjum. To oczywiscie moje prywatne zdanie, Ty masz pewnie odmienne.
  • jakw 10.06.13, 23:57
    Też nie twierdzę, że jest to optymalne środowisko.
    Ale raczej nie ma w takim gimazjum aż tak szerokiego przekroju społecznego jak w niektórych gimnazjach pojawiających się w doniesieniach mediów o tym jak to jedno dziewczę drugie dziewczę dźgnęło nożem.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • morekac 09.06.13, 10:43
    Zapraszamy na Pragę Północ...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • jakw 09.06.13, 11:43
    mama303 napisała:
    > niz poziom napewno poniewaz mam swój osobisty stosunek do tzw. poziomów szkół.
    > W kazdym razie szukałabym wśród szkół publicznych ze wzgledów tu omawianych.
    Ale jeśli masz publiczne gimnazjum 2-języczne czy z jakąś specjalną klasą np. matematyczną to tak czy siak będzie do tej szkoły selekcja i mało prawdopodobne, że dziecko spotka tam szeroki przekrój społeczny. Więc samo to, że szkoła publiczna, nie gwarantuje ci , że będzie tam szerszy przekrój społeczny. Publiczność szkoły nie jest tu argumentem nie do podważenia.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 09.06.13, 16:51
    jakw napisała:

    > Publiczność szkoły nie jest tu argumentem nie do podważenia.
    Ale zawsze większa szansa niz w niepublicznym
  • jakw 09.06.13, 20:54
    mama303 napisała:

    > jakw napisała:
    >
    > > Publiczność szkoły nie jest tu argumentem nie do podważenia.
    > Ale zawsze większa szansa niz w niepublicznym
    A ty znowu z tymi szansami...wink Potrafisz chociaż te szanse oszacować?


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 10.06.13, 19:10
    jakw napisała:

    Potrafisz chociaż te szanse oszacować?


    Tak: zerowe w niepublicznej
  • fogito 09.06.13, 08:46
    jakw napisała:


    > Ale jak wielka jest ważność w zależności od szerokości? Czy uzyskanie szerszego
    > przekroju społecznego byłoby dla ciebie ważniejsze niż szkoła, w której twoje
    > dziecko dobrze by się czuło? Czy uzyskanie szerszego przekroju społecznego było
    > by dla ciebie ważniejsze niż szkoła,w której twoje dziecko mogłoby rozwijać sw
    > oje pasje? Czy uzyskanie szerszego przekroju społecznego byłoby ważniejsze niż
    > to, że dziecko może czas w szkole poświęcać na naukę a nie udawanie , że się uc
    > zy, a potem nadrabiać to popołudniami?

    Ja bym zdecydowanie wolała lepszą szkołę z mniejszym przekrojem społecznym niż gorszą z większym.
  • mama_kotula 09.06.13, 09:01
    fogito napisała:
    > Ja bym zdecydowanie wolała lepszą szkołę z mniejszym przekrojem społecznym niż
    > gorszą z większym.

    Bo to wszystko subiektywne jest, jak widać - każdy woli co innego smilesmile

    Ja nie liczę zbytnio na to, że szkoła dokona cudów w przypadku nauki moich dzieci choćby była to super-hiper-wspaniała szkoła, wyżej już pisałam - chcesz, aby dziecko coś umiało, naucz je sam. Znaczy, nie wiem jak to wygląda w przypadku innych dzieci, w przypadku moich się sprawdza. Co zresztą praktykuję od przedszkola - uczenie w domu - miałam chwilową fazę buntu, kiedy wydawało mi się, że od szkoły mogę czegoś oczekiwać, ale mi przeszło dość szybko.

    Tak, że poziom jest dla mnie sprawą jak najbardziej drugorzędną, w tym momencie dzieci traktują szkołę jako miejsce spotkań towarzyskich, zatem moje kryterium jest raczej społeczne, niż edukacyjne smile. I tak, za dużą zaletę poczytuję sobie to, że większość dzieci mieszka na tym samym osiedlu, w promieniu kilometra, bardzo ułatwia to sprawę spotkań pozalekcyjnych smile.
    --
    Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
  • jakw 09.06.13, 09:05
    mama_kotula napisała:

    > I tak, za dużą zaletę poczytuję sobi
    > e to, że większość dzieci mieszka na tym samym osiedlu, w promieniu kilometra,
    > bardzo ułatwia to sprawę spotkań pozalekcyjnych smile.
    Ale jeśli w promieniu kilometra mieszkałyby dzieci ze "zbyt wąskiego przekroju społecznego" to szukałabyś innej szkoły o "szerszym przekroju" czy została przy tej bo blisko?

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • morekac 09.06.13, 09:09
    Tak, że poziom jest dla mnie sprawą jak najbardziej drugorzędną,

    Cóż, koleżanka wychodząc z tego założenia pozostawiła dziecię na czas gimnazjum w szkole muzycznej (gdzie też ten przekrój społeczny jest dosyć zawężony), stwierdzając, że woli zapłacić mu korki w III klasie z niektórych przedmiotów niż posyłać go do gimnazjum niemuzycznego.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • mama_kotula 09.06.13, 10:14
    morekac napisała:

    > Tak, że poziom jest dla mnie sprawą jak najbardziej drugorzędną,
    >
    > Cóż, koleżanka wychodząc z tego założenia pozostawiła dziecię na czas gimnazjum
    > w szkole muzycznej (gdzie też ten przekrój społeczny jest dosyć zawężony), stw
    > ierdzając, że woli zapłacić mu korki w III klasie z niektórych przedmiotów niż
    > posyłać go do gimnazjum niemuzycznego.

    No i? Pisałam, że każdy ma swoje preferencje. Dla koleżanki kryterium było to, żeby szkoła była muzyczna. Nie widze związku z moją wypowiedzią.

    --
    Lizards have gators!
    I am weird but I am not strange.
  • joa66 09.06.13, 10:25
    mamokotula, ale może to specyfika Twoich szkół albo dzieci, że nie ma znaczenia, kto jest nauczycielem, zarówno z powodów edukacyjnych jak i społecznych?
  • morekac 09.06.13, 10:39
    Jej nie chodziło, że muzyczna. Jej chodziło o to, że w tej muzycznej nie było żulerni - zawężony był przekrój społeczny.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • mama_kotula 09.06.13, 12:04
    morekac napisała:

    > Jej nie chodziło, że muzyczna. Jej chodziło o to, że w tej muzycznej nie było ż
    > ulerni - zawężony był przekrój społeczny.

    Aha. Ok, rozumiem, ale piszę - każdemu jego porno, nie. Każdy ma swoje kryteria wyboru i serio, tak samo możliwe jest, że ktoś wybiera szkołę, bo nie ma w niej żulerni, jak i to, że ktoś wybiera szkołę dlatego, że jest w niej - może nie żulernia, ale niższa klasa niekoniecznie-inteligencka. Ludzie mają różne poglądy, dokonują różnych wyborów, dobrych dla nich - tak i ja dokonałam wyboru, i ty, tak i dla ciebie było coś innego ważne, i dla mnie coś innego. Wg mnie wartościowanie jest tu bez sensu, i tyle.

    --
    http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/u/u91pns7d0.png
  • fogito 09.06.13, 09:22
    mama_kotula napisała:


    > Bo to wszystko subiektywne jest, jak widać - każdy woli co innego smilesmile

    No i dobrze.

    >
    > Ja nie liczę zbytnio na to, że szkoła dokona cudów w przypadku nauki moich dzie
    > ci choćby była to super-hiper-wspaniała szkoła, wyżej już pisałam - chcesz, aby
    > dziecko coś umiało, naucz je sam. Znaczy, nie wiem jak to wygląda w przypadku
    > innych dzieci, w przypadku moich się sprawdza. Co zresztą praktykuję od przedsz
    > kola - uczenie w domu - miałam chwilową fazę buntu, kiedy wydawało mi się, że o
    > d szkoły mogę czegoś oczekiwać, ale mi przeszło dość szybko.

    Mój syn jest w szkole angielskojęzycznej i ja nie douczam go z programu brytyjskiego. Robię to w przypadku języka polskiego. Gdybym musiała uczyć go a obu programów to padłabym trupem. Jest dwujęzyczny i chcemy tę dwujęzyczność zachować i rozwijać.

    >
    > Tak, że poziom jest dla mnie sprawą jak najbardziej drugorzędną, w tym momencie
    > dzieci traktują szkołę jako miejsce spotkań towarzyskich, zatem moje kryterium
    > jest raczej społeczne, niż edukacyjne smile.

    Można i tak. Ale jak się ma czas i siły na homeschooling przez wiele lat.

    I tak, za dużą zaletę poczytuję sobi
    > e to, że większość dzieci mieszka na tym samym osiedlu, w promieniu kilometra,
    > bardzo ułatwia to sprawę spotkań pozalekcyjnych smile.

    To na pewno. Mój syn prawie wcale nie ma czasu na spotkania, bo pochłaniają go treningi.
  • joa66 09.06.13, 10:06
    No widzisz, a ja szkole niepublicznej ceniłam to, że mogłam pozostać rodzicem, a nie nauczycielem wink

    I szkoła zapewniła mu też urozmaicenie towarzysko społeczne , bo miał w klasie i dzieci ciche, spokojne i delikatne i silne, asertywne , sięgające "po swoje" z wdziękiem czołgu. I typy pośrednie oczywiście. A kiedy ojciec jego przyjaciela stracił pracę i przez kilka miesięcy nie bylo wiadomo czy chłopak będzie kontynuował naukę w tej szkole (plus inne problemy) , to była to znaczenie lepsza lekcja empatii społecznej niż kolega z marginesu w klasie, od którego np oberwałby po głowie , a rodzice domagaliby się usunięcia tego kolegi z klasy.

    Idealizuje się przekrój społeczny w szkole ponad miarę. Efekty są dosyc dyskusyjne, biorąc pod uwagę to, że zdecydowana większość dorosłych Polaków ma za sobą właśnie szkolnictwo publiczne.


    p.s. I miał nauczycieli, którzy nigdy by nie powiedzieli (tu zacytuję wypowiedź z innego forum) o dziecku Mulacie - "czarny ALE ładny".
  • jakw 09.06.13, 09:02
    fogito napisała:
    > Ja bym zdecydowanie wolała lepszą szkołę z mniejszym przekrojem społecznym niż
    > gorszą z większym.
    Zdecydowana większośc pewnie by wolała - także tych, które zużywają klawiatury pisząc o "ważności szerokiego przekroju społecznego".
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 09.06.13, 10:07
    jakw napisała:

    > Zdecydowana większośc pewnie by wolała - także tych, które zużywają klawiatury
    > pisząc o "ważności szerokiego przekroju społecznego".

    tylko dla róznych ludzi pojecie lepsza/gorsza szkoła jest rózne
  • joa66 09.06.13, 10:14
    ylko dla róznych ludzi pojecie lepsza/gorsza szkoła jest rózne

    Oczywiście. Dla mnie ważniejsi byli nauczyciele niż ewentualni koledzy. Zwłaszcza w wieku, w którym stosunek do nauki szkolnej dopiero się kształtuje.

    Ale można odwrotnie.
  • mama303 09.06.13, 10:19
    joa66 napisała:

    > Oczywiście. Dla mnie ważniejsi byli nauczyciele niż ewentualni koledzy. Zwłaszc
    > za w wieku, w którym stosunek do nauki szkolnej dopiero się kształtuje.


    a u nas koledzy byli bardzo istotni, zwłaszcza że przyjaźnie jeszcze z czasów przedszkola sie ciągną. Nauczyciel może sie zmienić a przyjaźnie zostają i poza szkołą a życie towarzyskie kwitnie. zresztą raczej nie znajdziesz takiej szkoły w której wszyscy nauczyciele są wspaniali, nawet jak płacisz.
  • joa66 09.06.13, 10:23
    A Ty myślisz, że w szkołach niepublicznych nie ma życia towarzyskiego i nie ma przyjaźni??? wink

    A tak konkretnie , na przykładach, co Twojemu dziecku dała obecność w klasie dziecka bardzo ubogiego lub z marginesu?
  • mama303 09.06.13, 16:46
    joa66 napisała:

    > A tak konkretnie , na przykładach, co Twojemu dziecku dała obecność w klasie dz
    > iecka bardzo ubogiego lub z marginesu?

    To że naucznie sie przekonała jak moga życ inni i jakie mieć problemy.
  • joa66 09.06.13, 18:08
    No popatrz, moje dziecko też naocznie się przekonało jak mogą żyć inni i jakie mają problemy...
    A w niepublicznej był szkole..

    cuda panie, cuda
  • mama303 10.06.13, 18:59
    joa66 napisała:

    > No popatrz, moje dziecko też naocznie się przekonało jak mogą żyć inni i jakie
    > mają problemy...
    > A w niepublicznej był szkole..
    To dobrze że o to zadbałaś smile
  • joa66 09.06.13, 18:28
    Parę cytatów:

    www.sprawynauki.edu.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=2549:bieda-jak-o-niej-mowi&catid=301&Itemid=30
    Szkoła nie uczy solidarności i zrozumienia dla znajdujących się w gorszej sytuacji.

    Trudno zrozumieć, dlaczego szkoła nie interesuje się problemem biedy uczniów uważając, że od tego jest ośrodek pomocy społecznej.


    www.um.warszawa.pl/aktualnosci/przemoc-w-r-d-r-wie-nik-w
    Dlaczego taki temat? Jak pokazują statystyki dręczenie czyli długofalowa i zróżnicowana przemoc to nie są to akty odosobnione. Ofiary to dzieci samotne, ale także istotnym czynnikiem jest bieda lub dziwne tzn. niemodne ubranie. –
  • joa66 09.06.13, 18:39
    Robiłam przed kilku laty badania w jednej ze szkół. Panią dyrektor zaprosiła mnie na obiad w stołówce szkolnej. Część dzieci jadła obiad na normalnych talerzach. Inna część spożywała posiłek na talerzach papierowych. Wyjaśniono mi, że na papierowych talerzach jedzą dzieci z ubogich rodzin, którym za obiady płaci gmina. Lecz gmina nie daje szkole pieniędzy na zmywanie talerzy... Kupują więc tym dzieciom talerze papierowe. Na miejscu tej pani dyrektor pewnie sama poszłabym pozmywać talerze, żeby tych dzieci nie upokarzać. A przecież to codzienne poniżanie dzieci z biednych rodzin nikomu w tej szkole pewnie nie przeszkadzało. Może nawet tego nie widzieli i uważali to za coś naturalnego.




    naszglos.civitaschristiana.pl/index.php?type=artykuly&rok=2011&nr=8-9
  • joa66 09.06.13, 18:44
    Wychowankowie domów dziecka mają silne poczucie inności wobec kolegów, z którymi stykają się w szkole, na wakacjach czy gdziekolwiek indziej. Z reguły nie mówią, gdzie mieszkają i dlaczego właśnie tam. Świat ze swej strony czyni wiele, by ową inność podkreślić. W razie jakiejś szkolnej awantury, na przykład kradzieży, wychowankowie domu dziecka zawsze są pierwszymi podejrzanymi.

    www.maluchy.pl/artykul/90
  • anndelumester 09.06.13, 19:07
    Czytam Cię i coraz bardziej jestem przekonana, że Twój głos to wołanie na puszczy.
    Nie przekonasz uprzedzonych smile
    Szkoły niepubliczne są i będą złem wcielonym, należy na to machnąć ręką. Niech sobie ludziska utoczą jadu, uwznioślą się trochę, potaplają w dobrym samopoczuciu i swojej szlachetności obcowania z tymi, którzy mają gorzej od nich big_grin Przecież to tylko i wyłącznie o to chodzi.
    Dane, statystyki, wyniki, badania to pryszcz. Przecież żadna z ematek tych talerzy w ramach pokazywania dziecku, na czym polega równość, nie pójdzie na ochotnika pozmywać. Nie daje też we własnym domu darmowych korepetycji dla tych dzieciaków, z którymi nie kto popracować. Bicie piany dla sportu i żeby sobie zredukować dysonans.


    --
    Second rule of being a badass, a badass does not try to be a badass or look tough. A badass simply is a badass.
  • morekac 09.06.13, 21:15
    Co jakiś czas jest afera w jakiejś szkole o te dzieci mające dofinansowanie obiadów z gminy: a to dostają parówki, a inne dzieci kotleciki, a to muszą się ustawić w osobnej kolejce itp.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • mama303 10.06.13, 19:03
    joa66 napisała:

    > [i] Robiłam przed kilku laty badania w jednej ze szkół. Panią dyrektor zaprosił
    > a mnie na obiad w stołówce szkolnej. Część dzieci jadła obiad na normalnych tal
    > erzach. Inna część spożywała posiłek na talerzach papierowych.

    A po co to cytujesz, po to chyba żeby potwierdzić tezę że biedne dzieci w szkołach publicznych są.... no i jeszcze na problemy napotykają.
  • jakw 11.06.13, 00:00
    mama303 napisała:
    >
    > A po co to cytujesz, po to chyba żeby potwierdzić tezę że biedne dzieci w szkoł
    > ach publicznych są.... no i jeszcze na problemy napotykają.
    Zasadniczo to potwierdza tezę, że nie ma co liczyć na to, ze niebiedne dziecko nauczy się w szkole empatii - bo własciwie od kogo ma się uczyć?

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • joa66 11.06.13, 07:26
    Moim skromnym zdaniem dla zdecydowanej większości "szeroki przekrój społeczny", z naciskiem na słabsze jednostki (ubóstwo, margines) jest potrzebny jako ..tło.

    Niestety nie wydaje się, żeby szkoły miały jakieś pomysły na to jak sobie radzić z problemem biedy, co pokazują przytoczone przeze mnie cytaty. Wszyscy mają tego świadomośc i dlatego jak ognia boją się postawienia w sytuacji "biednego" swojego dziecka. Szkoły niepubliczne jawią się jako siedlisko rozpuszczonych bachorów, które wszystko mają , stąd obawa, że tam nasze dziecko może zostać tym "biednym". Rozsądnym się więc wydaje wybór takiej szkoły gdzie takie ryzyko jest zdecydowanie mniejsze albo wręcz zerowe. Nie ma się więc co oszukiwać, że robimy to po to, żeby dziecko lepiej rozumiało słabszych od siebie, tylko, żeby ci słabsi istnieli jako tło, któremu jest gorzej niż nam, które być może uwolni NAS od zbędnych wydatków.

    A kiedy raz podjęło się decyzję, trzeba ją racjonalizować, nawet snując wydumane rozważania o "dziwnych" dzieciach lub "bogatych burakach".
  • fogito 11.06.13, 12:25
    joa66 napisała:

    > Moim skromnym zdaniem dla zdecydowanej większości "szeroki przekrój społeczny",
    > z naciskiem na słabsze jednostki (ubóstwo, margines) jest potrzebny jako ..tło
    .
    Nie ma się więc co oszukiwać, że rob
    > imy to po to, żeby dziecko lepiej rozumiało słabszych od siebie, tylko, żeby ci
    > słabsi istnieli jako tło, któremu jest gorzej niż nam, które być może uwolni N
    > AS od zbędnych wydatków.

    Też mi się wydaje, że tak właśnie jest.

    > A kiedy raz podjęło się decyzję, trzeba ją racjonalizować, nawet snując wyduman
    > e rozważania o "dziwnych" dzieciach lub "bogatych burakach".

    Bo jak ktoś bogatszy to od razu głupi burak. A jak ktoś biedniejszy to szlachetny i mądrzejszy. Oj obawiam się, że może być całkiem na odwrót.
  • morekac 11.06.13, 18:55
    Bo jak ktoś bogatszy to od razu głupi burak. A jak ktoś biedniejszy to szlachetny i mądrzejszy. Oj obawiam się, że może być całkiem na odwrót.
    Albo może być to całkiem niezależne...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • anndelumester 11.06.13, 14:33
    Dokładnie tak, racjonalizacja i wyparcie to podstawowy mechanizm obronny, stąd te rozbudowane wizje tego, o czym się nie ma pojęcia big_grin
    Co ciekawe - wątek sąsiaduje z innymi watkami o wypadkach w szkole i olewce nauczycieli, mobbingu, przemocy i złodziejstwie - a moje dziecko będąc od ośmiu lat w środowisku niepublicznej edukacji nigdy się z takimi sytuacjami nie spotkało - i bardzo dobrze. Ja ze swojej podstawówki zbyt dobrze pamiętam dyktaturę proletariatu i ww. sytuacje i wyleczyło mnie to z gloryfikacji "różnorodności".

    --
    Second rule of being a badass, a badass does not try to be a badass or look tough. A badass simply is a badass.
  • mama303 11.06.13, 18:20
    anndelumester napisała:

    > Dokładnie tak, racjonalizacja i wyparcie to podstawowy mechanizm obronny, stąd
    > te rozbudowane wizje tego, o czym się nie ma pojęcia big_grin

    a jak mam wrażenie że to obrończynie szkół niepublicznych sie starsznie okopały i zajadle bronią swych wyborów.
  • fogito 11.06.13, 21:17
    mama303 napisała:


    > a jak mam wrażenie że to obrończynie szkół niepublicznych sie starsznie okopały
    > i zajadle bronią swych wyborów.

    Spójrzmy na to kto założył wątek. Zresztą było już sporo innych wątków, w których udowadniano mi jaki to kosmiczny błąd popełniam wysyłając dziecko do szkoły prywatnej za ciężkie pieniądze.
  • mama303 11.06.13, 21:36
    fogito napisała:

    > Spójrzmy na to kto założył wątek. Zresztą było już sporo innych wątków, w który
    > ch udowadniano mi jaki to kosmiczny błąd popełniam wysyłając dziecko do szkoły
    > prywatnej za ciężkie pieniądze.

    Nie, spójrzmy w jakim kierunku potoczyła się dyskusja.
    Np. Twój osobisty wybór szkoły - chyba nie zaprzeczysz że stawiasz własnie na selekcję, wiec po co temu zaprzeczać?
  • fogito 14.06.13, 12:22
    mama303 napisała:


    > Np. Twój osobisty wybór szkoły - chyba nie zaprzeczysz że stawiasz własnie na s
    > elekcję, wiec po co temu zaprzeczać?

    Nie stawiam na żadną selekcję, tylko na język angielski. Owszem w wypadku naszej szkoły Polacy muszą mieć dużo pieniędzy, bo zwykle płacą z własnej kieszeni i wtedy jest to selekcja finansowa. Ale dzieci obcokrajowców to nie są bogacze, bo za szkołę płacą ambasady każdemu pracownikowi i nie musi to być pracownik najwyższego szczebla. Dlatego w szkole jest sporo 'biedniejszych' dzieci z Indii czy Pakistanu.
    Selekcji intelektualnej na wejściu do szkoły nie ma.
  • mama303 15.06.13, 12:55
    fogito napisała:

    > Nie stawiam na żadną selekcję, tylko na język angielski. Owszem w wypadku nasze
    > j szkoły Polacy muszą mieć dużo pieniędzy, bo zwykle płacą z własnej kieszeni i
    > wtedy jest to selekcja finansowa.

    Wybacz ale to JEST selekcja.
  • joa66 15.06.13, 14:23
    Dochodzimy do absurdu - szkoły rejonowe to też selekcja, bo dziecko z innej dzielnicy nie może chodzić...
  • mama303 15.06.13, 15:25
    joa66 napisała:

    > Dochodzimy do absurdu - szkoły rejonowe to też selekcja, bo dziecko z innej dzi
    > elnicy nie może chodzić...

    Nie to Ty dochodzisz do absurdu.
  • fogito 15.06.13, 21:17
    mama303 napisała:

    > Wybacz ale to JEST selekcja.

    No przecież napisałam, że jest. Ale tylko pod względem finansowym, bo intelektualnym to już nie. Poza tym jest sporo obcokrajowców, którzy nie są bogaci a do szkoły chodzą. Więc nie ma tu samych bogaczy.
  • mama303 16.06.13, 09:08
    fogito napisała:

    > No przecież napisałam, że jest. Ale tylko pod względem finansowym.

    No nareszcie!
  • fogito 16.06.13, 09:34
    mama303 napisała:

    > fogito napisała:
    >
    > > No przecież napisałam, że jest. Ale tylko pod względem finansowym.
    >
    > No nareszcie!

    Ale przecież to oczywiste w przypadku szkoły, która kosztuje majątek. Tylko pracownicy ambasad mają ją za darmo. I tu już selekcji nie ma. Co oczywiście nie oznacza, że wszyscy bogaci mają super inteligentne dzieci, bo tak niestety nie jest.
  • mama303 16.06.13, 10:40
    fogito napisała:

    > Ale przecież to oczywiste w przypadku szkoły, która kosztuje majątek.

    Nie dla wszystkich smile
  • fogito 16.06.13, 13:27
    mama303 napisała:

    > fogito napisała:
    >
    > > Ale przecież to oczywiste w przypadku szkoły, która kosztuje majątek.
    >
    > Nie dla wszystkich smile

    Ale dla forumowych mam chyba tak. Przecież tu same najmądrzejsze.
  • mama303 11.06.13, 18:15
    joa66 napisała:

    > Moim skromnym zdaniem dla zdecydowanej większości "szeroki przekrój społeczny",
    > z naciskiem na słabsze jednostki (ubóstwo, margines) jest potrzebny jako ..tło

    znaczy piszesz za siebie?
  • malila 11.06.13, 16:40
    jakw napisała:

    > Zasadniczo to potwierdza tezę, że nie ma co liczyć na to, ze niebiedne dziecko
    > nauczy się w szkole empatii - bo własciwie od kogo ma się uczyć?

    Podejrzewam, że żadne dziecko w żadnej szkole nie nauczy się empatii, bo empatię się raczej z domu wynosi. Szkoła może co najwyżej wzmacniać lub osłabiać system wartości wyniesiony z domu.

    --
    Peace Of Mind
  • olena.s 11.06.13, 17:47
    No, pewnie wredne i samolubne dziecko aspołecznych zimnch egotyków w żadnej szkole i środowisku nie zamieni się w Matkę Teresę, jasne. Niemniej jestem przekonana, że przeciętnie samolubne dziecko przeciętnie egocentrycznych rodziców może być pchnięte w jedną lub drugą stronę, i to pchnięcie może wykonać również środowisko szkolne.

    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • mama303 11.06.13, 18:25
    malila napisała:

    > Podejrzewam, że żadne dziecko w żadnej szkole nie nauczy się empatii, bo empati
    > ę się raczej z domu wynosi. Szkoła może co najwyżej wzmacniać lub osłabiać syst
    > em wartości wyniesiony z domu.
    no ale ważne że dziecko nie jest odciete od tego typu problemów, które są obecne w naszym życiu, ma szansę wyrobic sobie swój pogląd, ma w ogóle szansę sie z czyms takim zetnąc jak bieda i problemy innych ludzi/dzieci.
  • mama303 11.06.13, 18:10
    jakw napisała:

    > Zasadniczo to potwierdza tezę, że nie ma co liczyć na to, ze niebiedne dziecko
    > nauczy się w szkole empatii - bo własciwie od kogo ma się uczyć?
    I na podstawie kilku niechlubnych przykładów stawiasz tę śmiałą tezę?
    W szkołach niepublicznych wszystkich tak różowo wg Ciebie?
  • mama303 10.06.13, 19:01
    joa66 napisała:

    > Parę cytatów:

    Nowy wątek załóż.
  • jakw 09.06.13, 20:59
    mama303 napisała:

    > joa66 napisała:
    >
    > > A tak konkretnie , na przykładach, co Twojemu dziecku dała obecność w kla
    > sie dz
    > > iecka bardzo ubogiego lub z marginesu?
    >
    > To że naucznie sie przekonała jak moga życ inni i jakie mieć problemy.
    Ale poszła do domu kolegi z marginesu i oglądała np. pijanego tatę? Odwiedziła koleżankę, która na obiad ma tylko zupę szczawiową?

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 10.06.13, 19:11
    jakw napisała:

    > Ale poszła do domu kolegi z marginesu i oglądała np. pijanego tatę? Odwiedziła
    > koleżankę, która na obiad ma tylko zupę szczawiową?

    Owszem
  • jakw 11.06.13, 00:02
    mama303 napisała:

    > jakw napisała:
    >
    > > Ale poszła do domu kolegi z marginesu i oglądała np. pijanego tatę? Odwie
    > dziła
    > > koleżankę, która na obiad ma tylko zupę szczawiową?
    >
    > Owszem
    I wyciągnęła jakieś wnioski? Wpłynęło to w jakiś sposób na jej zachowanie?

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 11.06.13, 18:12
    jakw napisała:

    > I wyciągnęła jakieś wnioski? Wpłynęło to w jakiś sposób na jej zachowanie?
    Owszem
  • fogito 11.06.13, 06:53
    mama303 napisała:

    > jakw napisała:
    >
    > > Ale poszła do domu kolegi z marginesu i oglądała np. pijanego tatę? Odwie
    > dziła
    > > koleżankę, która na obiad ma tylko zupę szczawiową?
    >
    > Owszem

    Jasne wink Zwłaszcza ta zupa szczawiowa i pijany tata. Tego pijanego tatę to trarz częściej w kregach wysokiego biznesu można spotkac niż w przeciętnej biednej rodzinie.
  • mama303 11.06.13, 18:14
    fogito napisała:

    > Jasne wink Zwłaszcza ta zupa szczawiowa i pijany tata. Tego pijanego tatę to trar
    > z częściej w kregach wysokiego biznesu można spotkac niż w przeciętnej biednej
    > rodzinie.

    ale jak na biedę alkoholizm sie nakłada to już inny rodzaj problemu.
  • jakw 09.06.13, 12:06
    mama303 napisała:

    > Nauczyciel może sie zmienić a przyjaźnie zostają i poza szkołą a życie towarzyskie kwitnie.
    Moja córka ma jakoś więcej czasu na życie towarzyskie w gimnazjum prywatnym. A to dlatego, że języków obcych uczy się w szkole. Gdyby poszła do gimnazjum publicznego to języki obce miałaby od 0 w 30-osobowej klasie, co skutkowałoby pewnie tym, że miałaby zajętych kilka popołudni na naukę owych języków w ciągu tygodnia.

    > zresztą raczej nie znajdziesz takiej szkoły
    > w której wszyscy nauczyciele są wspaniali, nawet jak płacisz.
    To jasne. Ale chyba lepiej wybrać szkołę, w ktorej masz 80% dobrych nauczycieli niż taką, w której 20% nauczycieli jest do przyjęcia , a dopiero potem rozważać kryterium pt "szeroki przekrój społeczny".

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama_kotula 09.06.13, 12:17
    Cytat
    Moja córka ma jakoś więcej czasu na życie towarzyskie w gimnazjum prywatnym. A to dlatego, że języków obcych uczy się w szkole. Gdyby poszła do gimnazjum publicznego to języki obce miałaby od 0 w 30-osobowej klasie, co skutkowałoby pewnie tym, że miałaby zajętych kilka popołudni na naukę owych języków w ciągu tygodnia.


    U nas jest dokładnie na odwrót smilesmile
    Mimo, że w szkole języki były w małej grupce pt. 12 osób, i w wymiarze 8h tygodniowo, syn nie nauczył się zbyt wiele. Na dodatkowe języki nie chodził, poniewaz nie miałam serca pchać go jeszcze po 9h w szkole na coś. W sumie na nic nie było czasu, nawet na wycieczkę w gronie rodzinnym, a co dopiero na życie towarzyskie. Ani czasu, ani siły.
    Teraz chodzi prywatnie na angielski, indywidualnie - 2h tygodniowo. Czasu mamy multum na wszystko smile
    Ale dokładnie - to wszystko zależy od indywidualnego przypadku smilesmile, akurat jemu godzina tygodniowo starcza, tempo nauki mają niesamowite, lektorka dostosowuje tematykę do takiej, jak mu pasuje (kiedy na lekcję przyniósł legoludka, 2 godziny rozmawiali o nim, wymyślali historię, na koniec dostał do domu wypracowanie w temacie). I jak pisałam, po tym roku spokojnie porozumiewał się po angielsku z obsługą hotelową i ludźmi na wakacjach.

    --
    http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/u/u91pns7d0.png
  • joa66 09.06.13, 12:43
    Ależ to oczywiste, że szkoły są różne.

    Tylko jakoś nikt mnie nie przekonał, że szkoły niepubliczne zubożają społecznie wink
  • mama_kotula 09.06.13, 12:50
    joa66 napisała:
    > Ależ to oczywiste, że szkoły są różne.
    > Tylko jakoś nikt mnie nie przekonał, że szkoły niepubliczne zubożają społecznie
    > wink

    A kto cię przekonywał?
    Ja bym w ogóle zaczęła od tego, co to znaczy "zubożyć społecznie".
    I jeszcze po raz fefnasty napiszę: stwierdzeniem, że w szkole publicznej jest w większości przypadków szerszy przekrój społeczny, nikt nie przekonuje, że jest to lepsze/gorsze, że zubaża/ubogaca. Znaczy nie wiem, czy nikt. Ja nie przekonuję w każdym razie wink.

    --
    Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
  • joa66 09.06.13, 13:05
    A kto cię przekonywał?

    Spójrz na temat wątku.

    że w szkole publicznej jest w większości przypadków szerszy przekrój społeczny

    Jak słusznie zauważyłaś, większości , nie wszystkich i nie można zapomnieć o drugim "końcu" urozmaicenia czyli np dzieciach bogaczy (nie mylić z rodzinami dobrze sytuowanymi) .

    Po drugie - te różnice często nie są powalające. Powtarzam - tu nie chodzi o szejkowe dzieci w Eaton , tylko o szkoły niepubliczne dostępne dla zdecydowanie większej części społeczeństwa niż np w Anglii.

    Po trzecie, nigdy się nie spotkałam z opinią, że szkoły publiczne w "dobrych" rejonach w jakikolwiek sposób zubażają dzieci. I niestety wygląda na to, że ludzie zbyt często operują stereotypami (autorka, mama303)
  • mama303 09.06.13, 17:10
    joa66 napisała:

    > I niestety wygląda na to, że lud
    > zie zbyt często operują stereotypami (autorka, mama303)

    Czego jestem autorką?
  • mama303 09.06.13, 17:06
    joa66 napisała:


    > Tylko jakoś nikt mnie nie przekonał, że szkoły niepubliczne zubożają społecznie
    > wink
    No i zostan przy swoim zdaniu.
  • mama303 09.06.13, 17:03
    jakw napisała:

    > Moja córka ma jakoś więcej czasu na życie towarzyskie w gimnazjum prywatnym.
    A moja bratanica odżyła towarzysko w szkole publicznej /podstawowej/ i miała znacznie mniej lekcji, wiecej czasu dla siebie i krąg znajomych z osiedla się znacznie poszerzył. Już nie mówiąc o poziomie edukacji.

    > To jasne. Ale chyba lepiej wybrać szkołę, w ktorej masz 80% dobrych nauczycieli
    > niż taką, w której 20% nauczycieli jest do przyjęcia , a dopiero potem rozważa
    > ć kryterium pt "szeroki przekrój społeczny".

    Tyle że o tym czy nauczyciel dobry czy nie przekonujesz się przewaznie już w praktyce. Chyba że Ciebie szkoły uprzedzały: Droga Pani u nas 50% nauczycieli jest kiepskich tongue_out
    >
  • jakw 09.06.13, 11:58
    mama303 napisała:
    >
    > tylko dla róznych ludzi pojecie lepsza/gorsza szkoła jest rózne
    Nie domagam się od ciebie, żebyś miała takie same kryteria wyboru dobrej szkoły. Bo to jest zawsze optymalizacja wielokryterialna, a wagi do poszczególnych kryteriów przykłada ten co wybiera. Ale jeśli waga "jak najszerszy przekrój społeczny" przy wyborze szkoły dominuje ci wszystkie inne kryteria to ja bym się jednak zastanawiała czy to na pewno jest wybór racjonalny.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama_kotula 09.06.13, 12:44
    Cytat
    Ale jeśli waga "jak najszerszy przekrój społeczny" przy wyborze szkoły dominuje ci wszystkie inne kryteria to ja bym się jednak zastanawiała czy to na pewno jest wybór racjonalny.


    Ależ czemu chcesz negować czyjeś kryteria?
    Ok, dla ciebie jest irracjonalne, dla kogoś nie jest. Nie można a priori stwierdzić, czy wybór jest racjonalny, czy nie, bo wszystko zalezy od sytuacji jednostkowej.

    --
    Lizards have gators!
    I am weird but I am not strange.
  • mama303 09.06.13, 16:55
    jakw napisała:

    > Nie domagam się od ciebie, żebyś miała takie same kryteria wyboru dobrej szkoł
    > y. Bo to jest zawsze optymalizacja wielokryterialna, a wagi do poszczególnych k
    > ryteriów przykłada ten co wybiera. Ale jeśli waga "jak najszerszy przekrój społ
    > eczny" przy wyborze szkoły dominuje ci wszystkie inne kryteria to ja bym się je
    > dnak zastanawiała czy to na pewno jest wybór racjonalny.

    Chcesz mnie koniecznie przekonac że Twoje racje sa najtwojsze tongue_out Miej sobie swoje racje a ja będę miec swoje.
    >
  • paszczakowna1 08.06.13, 15:59
    > Nie TE SAME, ale w takim samym stopniu kształtujące.

    W środowisku bardziej homogenicznym (takie miałam w liceum - warto zauważyć, że podstawówka to na ogół jedyna okazja na kontakt koleżeński z innymi warstwami) na pewno bym miała doświadczenia jakoś tam kształtujące, ale w pewnym aspekcie zdecydowanie uboższe. Co to znaczy "takim samym stopniu kształtujące"? Czego miarą jest ten "stopień" w twojej wypowiedzi?
  • joa66 08.06.13, 16:02
    Miarą różnorodności w relacjach społecznych, które nie opierają sie tylko na finansach. Bo relacje w szkole i relacje między kolegami nie zawężaja się tylko do możliwości finansowych rodziców.

  • olena.s 08.06.13, 16:25
    Ja ci wyjasnię jak to rozumiem.
    Jej chodzi o to, że jeżeli twoje dziecko ma w klasie 20 osób, to będzie miało 20 doświadczeń wzbogacających, bez względu na to, czy pochodzenie uczniów będzie zróżnicowane, czy jednolite. Ot, w węższej warstwie społecznej doświadczy np. dzieci puzonistów, malarzy abstrakcyjnych porzucających progeniturę na rzecz plenerów, potomstwo niższego urzędnika ministerialnego, jednego dziennikarza, majetnej matki przy mężu z mnóstwem czasu, ukrytej akoholiczki, zubożałej inteligencji składającej się na czesne całym klanem, i pani Małgosi z maturą oraz nieźle prosperującym salonem paznokci. I tak dalej. Czyli też będzie to jakaś różnorodność i też wpłynie ona na rozwój światopoglądu i spojrzenia na świat twojego dziecka.
    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • jakw 08.06.13, 17:59
    paszczakowna1 napisała:

    > Jedynak nie wniesie bagażu dziecka, które musi się zajmować trójką młodszego rodzeństwa.
    Młodsze z tej trójki rodzeństwa też tego bagażu nie wniosą.

    > W szkole był
    > naprawdę pełny (miejski) przekrój dzieci.
    > Od dzieci aktorów i dyplomatów,
    Teraz pewnie to dzieci aktorów i dyplomatów raczej wyjątkowo chadzają do szkół publicznych...

    > I miałam sposobność zobacz
    > yć, że koleżanka z Domu Dziecka nie tylko nie ma rodziców, ale i milionów duper
    > eli, które ja uważałam za oczywistość (typu skrawki włóczki na ZPT). Tudzież zo
    > baczyć, jak do niej potrafią odnosić się nauczyciele i koledzy.
    No zobacz, jak to w tej szkole publicznej tak się wszyscy wzbogacili społecznie , od nauczycielki poczynając.

    > Że jedna z najs
    > łabszych uczennic w klasie w wieku lat 12 robi codziennie zakupy i gotuje obiad
    > dla całej rodziny. Że prawdopodobne przyszłe żuliki mają talenty i zainteresow
    > ania, które w innych rodzinach byłyby hołubione, a na które u nich pies z kula
    > wą nogą uwagi nie zwracał.
    Niech zgadnę - nauczyciele pewnie też nie zwracali uwagi.


    > A teraz przekonaj mnie, że uznawanie tego za wartość to "szufladkowanie i stere
    > otypizacja" i że w szkole prywatnej mogłabym mieć te same doświadczenia.
    Twoi koledzy mieli podobne doświadczenia. I jak odnosili się do tej koleżanki z Domu Dziecka , a jak ty? Kim są oni teraz, a kim jesteś ty? Jesteś w stanie uzasadnić, że doświadczenia szkolne miały większy wpływ na kształtowanie się ich osobowości niż to co wynieśli z domu?

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • bella_roza 06.06.13, 19:36
    agata0 napisała:

    Zrobiłam to
    > m.in. po doświadczeniach z prywatnym przedszkolem (wszyscy z podobnego środowis
    > ka, z podobnym statusem materialnym, bardzo ograniczone więzi koleżeńskie, bo w
    > szyscy zajęci, z daleka itd. - byłam niezadowolona).
    z doświadczeń swoich (dzieci w publicznej) i znajomych posiadających dzieci w prywatnych szkołach - w tych prywatnych rodzice znacznie bardziej się integrują, np wspólne wyjazdy na narty w Alpy, w lecie na żagle itp.
  • joa66 06.06.13, 19:42
    Też zależy, nawet ramach tej samej szkoły. W "naszej" klasie rodzice w większości się lubili, byli zgrani, zebrania to były spotkania towarzyskie, ale czasu pozaszkolnego wspólnie nie spedzaliśmy. W innej klasie rodzice i dzieci organizowali sobie wyprawy rowerowe, w okresie wiosennym nawet co tydzień
  • morekac 06.06.13, 22:27
    Ale ludzie ogólnie są róźni - różnią się mnóstwem rzeczy, a nie tylko stanem posiadania...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • azjaodkuchni 07.06.13, 05:17
    Ja wink tak na serio to był jeden z czynników gdy decydowałam się na szkołę państwową w Singapurze. ( zaważył jednak wyższy poziom edukacji niż w tutejszych szkołach międzynarodowych). Chciałam czegoś zupełnie innego niż było w polskiej szkole prywatnej, by było nowe ciekawe doświadczenie i udało się. Dzieci w szkole są bardzo różne ( kulturowo, pochodzeniowo i finansowo) , ale klasę już mam wybitnie chińską.
    --
    azjaodkuchni.blogspot.sg/
  • olga727 09.06.13, 18:22
    morekac napisała:

    > A ja mam pytanie - czy którakolwiek z was wybierała dziecku szkołę pod kątem te
    > go, aby miało szansę poznać cały przekrój społeczny i nie było pod tym względem
    > zubożone? Mnie osobiście takie kryterium nie przyszłoby nawet do głowy: owszem
    > , szkołę można wybierać pod kątem poziomu nauczania, dostępności dojazdowej, wi
    > elkości klas (bo zakładamy, że dziecko będzie się lepiej czuło w małej klasie i
    > małej szkole prywatnej), pod kątem uniknięcia dowolnej patologii, która naszym
    > zdaniem czyha w rejonowej podstawówce czy gimnazjum itp. - można zastosować mn
    > óstwo kryteriów,

    A można posłać dziecko do szkoły,Nie zakładając żadnych kryteriów-ponieważ jest to Jedyna w pobliżu szkoła rejonowa i nie ma wyjścia-trzeba tam posłać dziecko.
  • morekac 09.06.13, 18:59
    Jedyna szkoła w okolicy podpada pod kryterium logistyczne - inne są po prostu niedostępne pod względem dojazdu...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • olga727 09.06.13, 20:24
    morekac napisała:

    - inne są po prostu n
    > iedostępne pod względem dojazdu...

    Niedostępne,bo pozamykane/zlikwidowane sad
  • morekac 09.06.13, 21:07
    Współczuję, ;-(
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • mama303 10.06.13, 19:06
    morekac napisała:

    > Jedyna szkoła w okolicy podpada pod kryterium logistyczne - inne są po prostu n
    > iedostępne pod względem dojazdu...

    Oczywiscie że tak może byc i bywa. Ale jak masz kilka szkół na oku czy w pobliżu to jednak jakies kryterium przyjmiesz.
  • joa66 05.06.13, 10:18
    Jeżeli uznać całe dobro jakie może dac szkoła to 100% , to ŻADNA szkoła tych 100% nie oferuje.

    Obawiam się, że żadna szkoła nie da też przekroju CAŁEGO spoleczenstwa. Nawet w tej kategorii rozważań o szkole, warto być tego świadomym. Wbrew wielu opiniom, dzieci ze szkoł niepublicznych nie pochodzą z jednej matrycy laboratorium szalonego naukowca bawiącego sie w eugenikę. Każde z nich ma swoją historię (nawet rodzenstwa), która go ukształtowała.

    Ulubiony temat wielu forumek czyli pieniądze też jest bardziej skomplikowany - w ramach grupy też są osoby bardzo bogate i takie na których czesne składa się cała rodzina. Te dzieci też muszą się odnajdowac w różnych sytuacjach finansowych, obcych jego osobistej sytuacji. Wiedzą, że Jasia nie stać na to na co mnie stać, a z drugiej strony wiedzą też, ze nie stac mnie na to na co stac Marysię.

    W szkołach podstawowych, które przeprowadzają selekcję , ta selekcja też jest bardzo umowna, bo czego tak naprawdę można się dowiedzieć o dziecku w czasie 30 minut? Oczywiście pewne dzieci mogą dawac nadzieję, że dobrze rokują, ale w praniu czasami okazuje się coś zupełnie innego.

    Postawy rodzicielskie też są różne, od skrajnej nadopiekunczości do skrajnego olewania "bo zapłaciłem , po to, żeby dziecko i jego naukę miec z głowy".

  • mama_kotula 05.06.13, 18:41
    Cytat
    Ulubiony temat wielu forumek czyli pieniądze też jest bardziej skomplikowany - w ramach grupy też są osoby bardzo bogate i takie na których czesne składa się cała rodzina.


    W naszej szkole były wyłącznie osoby bardzo bogate, zupełnie serio mówię - wszyscy sie znali, nie było sekretem, kto gdzie pracuje i ile zarabia. Oraz, opróczy tych bardzo bogatych, były moje dzieci.

    --
    http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/u/u91pns7d0.png
  • olena.s 05.06.13, 19:54
    Z calą pewnością uczniowie szkół państwowych różnią się od uczniów szkół prywatnych/społecznych demograficznie.
    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • menodo 06.06.13, 00:08
    Z calą pewnością uczniowie szkół państwowych różnią się od uczniów szkół prywat
    > nych/społecznych demograficznie"

    Masz na myśli kryterium zamożności?
    A to byś się zdziwiła, gdybyś posłała dziecko do któregoś z wypasionych progowo publicznych warszawskich ogólniaków :big_grin



  • olena.s 06.06.13, 05:36
    Mówimy o podstawówkach, nie o ogólniakach.

    I tak, sądzę, że średnia dochodów rodziny byłaby wyższa w płatnych szkołach niż w bezpłatnych, ale wcale nie tylko. Podejrzewam, na przykład, większy odsetek rodziców z wyższym wykształceniem w będzie w szkołach płatnych.
    Myślę też, że są jeszcze inne różnice, związane z priorytetami, celem wychowawczym i tak dalej.
    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • joa66 06.06.13, 06:53
    Tylko, że to są tylko dane statystyczne. A w ramach grup (np wykształcenie, priorytety edukacyjne i wychowawcze, warunki materialne itd) jest ogromna różnorodność.

    Nikt nie twierdzi , że zamożnośc rodziców (średnia) w prywatnej podstawówce jest taka sama jak w rejonowej podstawówce na Targówku. Ale na różnicę w tej średniej wpływają dwie skrajne grupy - najbogatsi w szkołach prywatnych i najbiedniejsi w szkołach publicznych.

    A mówimy tylko o rzeczach wymierzalnych.

    a reszta? W obu typach szkoł są rodzice, którzy olewają lub nie dzieci, są lub nie są alkoholikami, rozwodzą się z hukiem/tworzą kochające rodziny, spędzają wakacje pod namiotem nad Bałtykiem/na hiszpańskim wybrzeżu, pchają dzieci w wyścig szczurów/podchodzą do nauki na luzie, są częścią inteligencji/są burakami , mają dzieci zdolne lub niezdolne, pracowite lub leniwe........ i tak dalej
  • olena.s 06.06.13, 08:45
    A ty co, jakies otwarte drzwi wyważasz z samego rana?
    Oczywiście, że grupy są zróznicowane wewnętrznie, ale pewne zjawiska będą występować częściej w jednej grupie, a inne - w drugiej. I tylko głupi snob albo zwierzecy komunista będą dostrzegać same pozytywy z lewej czy z prawej albo utożsamiać względny dostatek czy względną biedę z brakiem/obecnością zdolności, brakiem/obecnością dobrego życia rodzinnego itp. Oczywiście, że ubogi uczeń z patologicznej rodziny może mieć więcej zdolności, niż cała klasa społecznej/prywatnej szkoły (Beethoven).
    Niemniej pewne róznice między grupami będą i będą miały i szkolne i pozaszkolne reperkusje, nie rozumiem, jak można temu przeczyć.

    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • menodo 06.06.13, 11:21
    Ale nawet społeczne/prywatne podstawówki, przynajmniej w Warszawie, to też nie są szkoły dla wielkiej burżuazji, chyba że mówimy o szkołach międzynarodowych z czesnym zylion dolarów, ale chyba nie mówimy.
    Nie przesadzałabym też z liczbą wykształconych rodziców w szkołach płatnych czy wyższą jakością ich priorytetów. Pewnie są na ten temat badania, ale nie chce mi się ich szukać.
    Tak czy siak - odnosząc się do założycielskiego postu - twierdzenie, że niepubliczne podstawówki upośledzają dzieci społecznie wydaje mi się nieuprawnione i od czapy.
  • olena.s 06.06.13, 12:05
    Jakbyś na badania trafiła, to podrzuć.
    Nie pisałam, że w szkołach prywatnych jest wielka burzuazja, ale nie ma w nich dzieci osób, dla których dodatkowy wydatek 1000 PLN miesięcznie jest finansowym końcem świata. I pewnie mało jest dzieci ludzi, którzy edukację uważają za zbędny balast. (Nie twierdzę, że w szkołach państwowych są głównie tacy, a tym bardziej tylko tacy - skąd. Ale w szkołach prywatnych/społecznych zwyczajnie dzieci z takich rodzin prawie nie będzie.)
    I nie imputuj mi proszę przypisywania kategorii 'wyższości' czy 'niższości'. Mówiłam, że te grupy będą w masie nieco inne - a które cechy zbudowane przez środowisko rodzinne i wzmocnione/wyhamowane jednym czy drugim środowiskiem szkolnym przydzadzą się dzisiejszym uczniom i jutrzejszemu społeczeństwu, to nie mam pojęcia.
    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • joa66 06.06.13, 12:36
    ale nie ma w nich dzieci osób, dla których dodatkowy wydatek 1000 PLN miesięcznie jest finansowym końcem świata
    Są.
  • mama_kotula 06.06.13, 12:53
    joa66 napisała:

    > ale nie ma w nich dzieci osób, dla których dodatkowy wydatek 1000 PLN miesię
    > cznie jest finansowym końcem świata

    > Są.

    No tak, u nas były - jak pisałam - moje dzieci tongue_out. Dla mnie w pewnym okresie wydatek 1000 to był koniec świata, jechałam na pożyczkach itd.. Nadal się będę upierać, że tych osób jest statystycznie w szkole prywatnej niewiele.

    --
    Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
  • joa66 06.06.13, 13:03
    Ja znam co najmniej jeden przypadek, że rodziców było stac na jedno dziecko w szkole niepublicznej, za drugie płacili chrzestni na spółkę z dziadkami.

    mamokotula - ja nie upieram się, że średnia dochodów jest identyczna w szkołach publicznych i niepublicznych. Tak jak pisałam - w jednym typie szkoł jest zaniżana przez ubożsyzch, w drugim zawyżana przez "bogaczy". Ale środek jest taki sam.
  • olena.s 06.06.13, 13:05
    Statystycznie nieistotne.
    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • olena.s 06.06.13, 13:14
    Środek nie jest taki sam.
    W obu grupach znajdziesz osoby o identycznym pasku wypłat rodzinnych, zgoda, ale będą mniej liczne w jednej, a bardziej liczne w drugiej grupie. Więc mediana i dominanta zapewne też będą w innym miejscu na skali. Jeżeli w szkole A dominanta to 1500 pln na osobę, a w szkole B - choćby 2300, to jest to duża różnica, która wpływa i na sposób spędzania wakacji, i na zasób szmat w szafie, i na to, co dana grupa uzna za normę (chocby - cotygodniowe kino z popkornem i kolą, wakacje w pełni zagospodarowane, albo przeciwnie - kino raz na pół roku bez popkornu, wakacje u rodziny na gospodarstwie i co najwyżej jedne tanie kolonie).
    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • joa66 06.06.13, 14:14
    W dużym stopniu zależy to od miejsca/regionu. Sytuacja inaczej wygląda w rejonie gdzie JEDYNA szkoła niepubliczna zbiera okoliczną "smietankę" (zwłaszcza jezeli nie jest to zamożna okolica). Inaczej w dużych miastach gdzie szkoł niepublicznych jest bez liku, a relacja średniego czesnego do sredniego wynagrodzenia w rejonie jest bardzo przyzwoita. Wtedy ten wspólny środek to pewnie około 70-80% uczniów, zwłaszcza jeżeli weźmiemy pod uwagę szkoły ze średnich i lepszych rejonów miasta.
  • olena.s 06.06.13, 14:58
    Wtedy ten wspólny środek to pewnie około 70-80
    > % uczniów, zwłaszcza jeżeli weźmiemy pod uwagę szkoły ze średnich i lepszych re

    Głęboko wątpię.

    a relacja średniego czesnego do sredniego wynagrodzenia w
    > rejonie jest bardzo przyzwoita

    Takie rzeczy to tylko w Erze. Mam wrażenie, że odbiegają realnie niektóre szkoły katolickie, naprawdę tanie - znajoma ma dziecko za które płaci coś 500 pln, czy nawet mniej. W takich szkołach rzeczywiście rodzice jedynaka nie muszą się specjalnie skrobać, żeby wyrobić na czesne. Aczkolwiek druga znajoma z tejże szkoły właśnie zapisuje drugie dziecko do państwowej podstawówki, bo tylko jeden rodzic ma obecnie pracę i tych >500 pln za drugie zapłacić nie dadzą rady. A warszawska przeciętna to ponad 1000, czy się mylę?
    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • dorek3 06.06.13, 15:07
    Nie mylisz się. Społeczne, które są tańsze od prywatnych oscylują na poziomie 1000-1200 PLN. Zwykle trzeba doliczyć obiady, jakieś składaki na wyjście. Ja kalkuluje że na dwójkę dzieci w społecznej co miesiąc "pęka" średnio 2200.
  • olena.s 06.06.13, 16:33
    Czyli dwie osoby pracujące za średnią krajową za dwójkę dzieci zapłaciłyby czesne w wysokości 40 procent dochodu po podatku! To bardzo mocno ogranicza grono potencjalnych kandydatów, nie łudźmy się, wywalanie przez 12 lat takiej forsy dostępne jest albo zdecydowanie zamożniejszym (moim zdaniem przynajmniej o te 3 tys./mc) albo takim, którym naprawdę wściekle zależy i gotowi są jeść wyłącznie pasztetową a odpoczywać na działce szwagra pod namiotem.
    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • jakw 06.06.13, 16:52
    Ale np w WWie średnie zarobki są jednak większe niż średnia krajowa. Więc może nie porównuj tych 1200 złotych do sredniej krajowej a do średniej warszawskiej. Bo podejrzewam, że tam, gdzie średnie zarobki są niższe to i czesne w szkołach może być niższe.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • joa66 06.06.13, 16:59
    Czyli dwie osoby pracujące za średnią krajową za dwójkę dzieci zapłaciłyby czes
    > ne w wysokości 40 procent dochodu po podatku


    Ależ wiele osób tak robi. Nie mówiąc o tym, że nie wszyscy maja dwoje dzieci, nawet jak mają to okres chodzenia dzieci do szkoł w róznym stopniu się pokrywa i tak naprawdę za dwójkę dzieci jednoczesnie nie płaci się nigdy albo płaci się np przez 3-5 lat? Znajoma rodzina ma 4 dzieci w szkolnictwie niepublicznym i nigdy się nie zdarzyło, ze płacili za więcej niż za dwoje jednocześnie.

    I zwykle nikt nie płaci przez 12 lat, ponieważ licea niepubliczne na ogół nie sa uważane za dobre i czesto jest to plan B.

    I nie twierdzę, że wysłanie dziecka do niepublicznej szkoły to pestka dostępna dla wszystkich, ale nie jest to coś superniedostępnego dla średnio sytuowanych rodzin. W dużym stopniu zależy też od ich priorytetów a nie możliwości.
  • joa66 06.06.13, 17:17
    I zwykle nikt nie płaci przez 12 lat, ponieważ licea niepubliczne na ogół nie s
    > a uważane za dobre i czesto jest to plan B


    Dodam jeszcze - niektórzy rodzice świadomie wybierają niepubliczne tylko podstawówki (bo dziecko takie małe jeszcze) albo tylko gimnazja (bo rejonowe jest fatalne albo są wrogami gimnazjów jako takich)
  • jakw 06.06.13, 17:55
    Dokładnie - moja starsza podstawówkę zaliczyła publiczną, gimnazjum prywatne, a liceum będzie miała znowu publiczne. Po prostu uznaliśmy, że 3 lata jakoś przeżyjemy, a młoda dostanie jednak lepszą jakość niż rejonowe gimnazjum. I przy różnicy wieku między moimi córkami raczej nie grozi mi żadna kumulacja wydatków na oświatę 2-jki naraz, jeśli na którymś etapie edukacji zdecydujemy się na szkołę prywatną czy społeczną dla młodszej córki.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • paszczakowna1 06.06.13, 19:21
    > Ależ wiele osób tak robi.

    Czyżby? Wiele osób wydaje co miesiąc 2 tys na szkołę przy dochodach 5 tys na (minimum) czteroosobową rodzinę? Nie sądzę. Doprawdy nie sądzę, by ludzie byli aż tak głupi.
  • joa66 06.06.13, 19:27
    Przeczytaj dokładnie całość smile

    Zaczynając od tego, że nie 5000 tylko 6500 netto (mówimy o średnich zarobkach w warszawie) i byc może jednym czesnym płaconym w tym samym czasie.

    To nie jest kosmos.
  • paszczakowna1 06.06.13, 20:04
    Ale zdajesz sobie sprawę, że średnie zarobki w Warszawie to nie są zarobki największej liczby ludzi w Warszawie? I że zarobki w W-wie są faktycznie wyższe niż w reszcie kraju, ale dotyczy to przede wszystkim najlepiej zarabiających?
  • joa66 06.06.13, 20:15
    Porównywałam zarobki w Warszawie do kosztów szkoły w Warszawie. Szkoły w innych miastach, miejscowościach mogą miec inne czesne i na ogół mają/

    zarobki w Warszawie to nie są zarobki największej liczby ludzi w Warszawie?


    A ile zarabia "największa liczba ludzi" w Warszawie? wink

    Dochodzimy do absurdu. Chyba po raz trzeci powtórzę, że nie twierdzę, że koszt szkoły to pestka dla każdej rodziny. Natomiast nie jest to niewyobrażalny koszt , dostępny tylko "dla bogaczy" - jest dostępny dla wielu "przeciętnych" rodzin. I wiele "przeciętnych" rodzin korzysta z tej dostępności.

  • olena.s 07.06.13, 06:06
    Szukałam w swoim czasie dominanty warszawskiej, ale nie znalazłam.

    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • joa66 06.06.13, 15:12
    A warszawskie wynagrodzenie brutto to około 4700 to chyba około 3300 netto. Jeżeli pracuje oboje rodziców to około 6500 netto.
  • joa66 06.06.13, 15:13
    mam na myśli średnie wynagrodzenie.
  • jakw 06.06.13, 16:47
    olena.s napisała:

    > Jeżeli w szkole A domin
    > anta to 1500 pln na osobę, a w szkole B - choćby 2300, to jest to duża różnica,
    > która wpływa i na sposób spędzania wakacji, i na zasób szmat w szafie, i na to
    > , co dana grupa uzna za normę
    Chyba że ta różnica 800 złociszy idzie właśnie na szkołę...

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • olena.s 06.06.13, 13:00
    W bardzo mikrej liczbie.
    --
    Życie w Zatoce Perskiej