Wypadek dziecka w szkole. Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Niedawno moje dziecko miało wypadek na przerwie. Kolega popchnął córkę i jej koleżankę, obie upadły ale na moją córkę upadła jeszcze koleżanka i ten chłopiec w skutek czego złamała rękę (obie kości przedramienia z przemieszczeniem). Moje dziecko twierdzi że dyżurujący nauczyciel rozmawiał w tym czasie w drzwiach pokoju nauczycielskiego z innymi nauczycielami więc sama podeszła tam mówiąc co się stało. Ten kazał iść do higienistki. Koleżanki pomogły jej dojść na drugi blok szkolny. O całym zajściu poinformowała mnie telefonicznie bratanica. Dopiero po 10 minutach zadzwoniła pielęgniarka że mam przyjechać po dziecko bo cytuje "ewidentnie córka ma złamaną rękę". Gdy przyjechałam na miejsce przeraziłam się widokiem ręki córki (była wygięta w pałąk). Od razu jechałam na pogotowie gdzie nastawili jej rękę i włożyli w gips na 6 tygodni. Wychowawczyni dziecka zadzwoniła do mnie dopiero po godzinie jak byłam już w szpitalu.
    Mam pytanie. Czy szkoła ma obowiązek w takich wypadkach wezwać pogotowie??? Czy nie powinien któryś z nauczycieli z pokoju nauczycielskiego iść z dzieckiem do pielęgniarki? (córka nieraz mdlała z bólu)
    Nie mam żalu do nauczycieli o niedopilnowanie uczniów bo nie sposób ich upilnować na przerwach lecz o to co działo się później. Moje 8 letnie dziecko zdane było na siebie i swoje 3 koleżanki. Sama też poprosiła kuzynkę o poinformowanie mnie o wypadku. Co robić? Nie chce żadnemu z nauczycieli zrobić kłopotu ale uzmysłowić im że dziecko samo nie powinno szukać pomocy, od tego są tam nauczyciele.
    • Masz pełną rację. Szkoła ma obowiązek zadbać o zdrowie ucznia, w razie braku rodzica sama pokierować operacją w najlepszy możliwy sposób, szczególnie przy zagrożeniu życia.
      Przy złamaniu z przemieszczeniem mogły nastąpić obrażenia powodują utratę krwi i powinna być wezwana karetka. W wielu szkołach wzywa się lekarza przy większym urazie, nawet jeśli nic nie wskazuje na zagrożenie życia, tak na wszelki wypadek.
      W szkole są opracowane procedury na taki wypadek. Idź do szkoły i poproś o udostępnienie ich, weź świadka. Zrobi się dym, ale tak trzeba robić, żeby był porządek. Nie wyobrażam sobie sytuacji, gdzie samo dziecko sobą kieruje i pomagają mu koleżanki, a nauczyciele nie włączają się w to. Jest też pielęgniarka, a jeśli nie ma jej, to zazwyczaj jest przeszkolony nauczyciel do udzielania pierwszej pomocy.
      W bardzo wielu szkołach taka pierwsza pomoc bardzo dobrze działa, tutaj nie i warto to zmienić.
      • w wielu szkolach jest tak ze nauczycyciele wysylaja chore dziecko do pielegniarkiz innym dzieckiem a to dlatego ze nie wolno im zostawić klasy bez opieki, nie wolno im tez wyslac dziecka bez opieki do pielegniarki. Więc.... wybieraja mniejsze zlo i wysylaja dzieciaka pod opieka inego dzieciaka.
        Szkola powinna od razu zawiadomic rodzica. .... Czasami jednak rodzic nieodbiera telefonów itd.....


        W szkole u mojej córki dzwonia nawet jak dzieciak ma katar, czeto rodzic nie moze po dziecko przyjechac...... wtedy daja jakies środki medyczne- oczywiście na poczatku roku pisze sie deklaracje czy moga podać..... ale powiem cos co mnie neizle wkurzyło. moja córka am astmę i o tym informowalam pod koniec zeszłego roku szkolengo na początku tego i gdzies w kwietniu córka miala atak astmy pielegniarka nic nie wiedziala o chorobie.... no ok mysle sobie tyle dzieci... nie musi wszytskich pamiętac.....


        za mniej wiecej dwa tygodnei znow atak i znow to samo..... dlaczego ja nieinformuje ze dziecko chore.... rece opadły mi do saej ziemii.... i powiedizalm,ze jak dziecko ma katr to wiedza wszystko a to ze dzieckoa ma astme i drugi atak w ciagu miesiaca to nowośc.....

        teraz to chyba moja córka bedzie uciekać ze szkoly bo sie jej mniejsza krzywda stanie
        --
        gdyby nie kobiety, koniec świata dawno byłby już za nami
        • oliwija napisała:
          > w wielu szkolach jest tak ze nauczycyciele wysylaja chore dziecko do pielegniar
          > kiz innym dzieckiem a to dlatego ze nie wolno im zostawić klasy bez opieki, ni
          > e wolno im tez wyslac dziecka bez opieki do pielegniarki.
          Tutaj była przerwa, a wysyłanie kogoś tylko w towarzystwie ucznia bardzo młodego uważam za głupotę. Nadal uważam, że warto sprawdzić procedury.

          Powinno to wyglądać w ten sposób, że się woła kogoś na zmianę i dalej już nadzoruje sprawę.
          Nauczyciel ma obowiązek natychmiastowego poinformowania dyrektora, o ile nie ratuje życia i może odejść.
          • altz ale nauczyciel nie ma prawa opuścić klasy podczas lekcji, ni emoze wypuścić dziecka do toalety..... ogolnie nic nie moze.....
            wiem to idiotyczne ale tak jest....

            wszytskojedno przerwa czy lkecja , dzieci musza miec opieke . no i ja to rozumiem , ale nie moze byc tak ze dochodzi do paradoku ze masz wezwac pomoc i jednoczesnie nie mozesz wezwać pomocy- chyba ze zadzwonisz ze swojego prywatnego telefonu komorkowego do sekretariatu szkoły ze jakaś julka żle sie czuje i zeby ktos po nia przyszedł i zaprowadzila do pielegniarki
            --
            www.cats.alpha.pl/catdesigns/animations/anim33.gif
            • Według mnie w tej sytuacji powinna iść z córką osoba dorosła. Widziałam na monitoringu że wszyscy nauczyciele z tego bloku szli na przerwę do pokoju nauczycielskiego. (Całego zdarzenia nie ma widać bo z tamtej strony kamer nie ma.) Nie mówię tutaj o nauczycielu dyżurującym a o którymś z tych pijących kawę. Gdyby moje dziecko idąc z koleżankami zemdlało (nie daj Boże na schodach) lub znowu je ktoś potrącił?! 8 latki na pewno nie dałyby rady jej pomóc. Do pielęgniarki też jej nie wpuszczono od razu bo w środku ktoś akurat był. W tym czasie był już dzwonek na lekcje i dziewczynki uciekły na lekcję. Całe szczęście z córką została jej kuzynka (którą gdzieś po drodze zaczepiła prosząc by zadzwoniła do mnie), czekała z nią aż do mojego przyjazdu.
              • agg.gaa napisał(a):

                > Według mnie w tej sytuacji powinna iść z córką osoba dorosła.

                no tak to powino być. Masz racje. ale niestety było inaczej ....

                >Widziałam na moni
                > toringu że wszyscy nauczyciele z tego bloku szli na przerwę do pokoju nauczycie
                > lskiego. (Całego zdarzenia nie ma widać bo z tamtej strony kamer nie ma.) Nie m
                > ówię tutaj o nauczycielu dyżurującym a o którymś z tych pijących kawę.

                ale w szkole jest tak ze jak nauczyciel nie am dyzuru to ma w nosie co sie dzieje poza pokojem... w wiekszości tak jest niestety

                > Gdyby mo
                > je dziecko idąc z koleżankami zemdlało (nie daj Boże na schodach) lub znowu je
                > ktoś potrącił?! 8 latki na pewno nie dałyby rady jej pomóc.

                No tak tez mogło być......

                >Do pielęgniarki te
                > ż jej nie wpuszczono od razu bo w środku ktoś akurat był.

                to tez nrma w polskiej szkole.

                >W tym czasie był już
                > dzwonek na lekcje i dziewczynki uciekły na lekcję. Całe szczęście z córką zosta
                > ła jej kuzynka (którą gdzieś po drodze zaczepiła prosząc by zadzwoniła do mnie)
                > , czekała z nią aż do mojego przyjazdu.

                na szczescie miala te kuzynke bo nie wiadomo jaby sie to skonczyło


                --
                gdyby nie kobiety, koniec świata dawno byłby już za nami
                • oliwija napisała:
                  > ale w szkole jest tak ze jak nauczyciel nie am dyzuru to ma w nosie co sie dzi
                  > eje poza pokojem... w wiekszości tak jest niestety
                  Kompletnie nie masz racji. Robi się przecież nagłe zastępstwa i nikt z tego afery nie robi. Do szkoły chodzą różne dzieci, część z nich jest poważnie chorych i ma jakieś problemy, cukrzycę, wady serca czy choćby ataki padaczki. Jakoś nie słychać o ofiarach, czyli pomoc jest udzielana od razu, w tych szkołach się działa i tym nie chwali.

                  > >Do pielęgniarki też jej nie wpuszczono od razu bo w środku ktoś akurat był.
                  > to tez nrma w polskiej szkole.
                  To jest norma w służbie zdrowia, bo się ludzie lubią wciskać "na chwilkę". Trudno wymagać, żeby ktoś od razu otwierał drzwi, jeśli nie ma zagrożenia życia.

                  > na szczescie miala te kuzynke bo nie wiadomo jaby sie to skonczyło
                  Smędzisz. Byłoby podobnie, tylko może 5 minut dłużej.
                  Dorośli się nie popisali i to jest fakt. Ale nie można mówić, że jest tragicznie i że dziecko pomocy nie otrzymało.
                  Ja bym dziecka w takiej sytuacji nie zostawił, załatwiłbym w 5 sekund wszystkie sprawy, ale nie każdy tak reaguje, czasami ludzie zwyczajnie głupieją i ich zamurowuje. Nic by się nie zdarzyło, gdyby któraś klasa weszła 5 minut na zajęcia, a drugi nauczyciel się włączył. Byłem w takich sytuacjach, łącznie z wypadkami samochodowymi, zareagowałem, więc wiem.
                  Czasami trafia się na pijanych i jest z tym kłopot, ale reagować trzeba. Z dzieckiem nie ma takich wątpliwości, nawet pijane wymaga opieki. A najgorzej się chyba pomaga własnemu dziecku i sobie. smile
                  • altz napisał:


                    > Kompletnie nie masz racji. Robi się przecież nagłe zastępstwa i nikt z tego afe
                    > ry nie robi.
                    jasne ty masz za to100% racji wkażdej dziedzinie zycia jesteś ekspertem. Gratuluje




                    --
                    www.cats.alpha.pl/catdesigns/animations/anim33.gif
                    • oliwija napisała:
                      > jasne ty masz za to100% racji wkażdej dziedzinie zycia jesteś ekspertem. Gratu
                      > luje

                      Ja też mam dzieci, w szkołach też byłem, mam tam też znajomych więc się trochę orientuję. A takie akcje w szkole też już widziałem, poza tym, teraz w szkole trochę się poprawiło, prawie w każdej jest nauczyciel po kursie. Na wielu sprawach się nie znam i nie roszczę pretensji o nazywanie mnie ekspertem. smile
                      • i pewnie jesteś nauczciycielem i znasz procedury....


                        skoro tak to wiesz ze nauczycielowi nie wolno opuszczac stanowiska pracy znaczy zostawić dzieci bez opieki w klasie. nie wolno mu zejsc dyzuru. A ze niektórzy tak robią to jest problem tych nauczycieli i dyrekcji. jak sie kiedyś coś stanie tak powaznego jak u dziecka autorki postu i przyczepi sie do tego komisja badająca wypadki to wspólczuje i dyrekcji i nauczycielowi ktory mial sprawować piecze ....bo to sie kończy najcześciej syscyplinarką
                        --
                        gdyby nie kobiety, koniec świata dawno byłby już za nami
                        • Każdy ma obowiązek pomóc w razie zagrożenia życia i śmierci. Gdyby nauczyciel nie zajął się dzieckiem, choćby miał zostawić dyżur, to wtedy będzie odpowiadał przed prokuratorem.
                          Jest jakaś kolejność przepisów i na pewno przepisy szkolne nie są nadrzędne.
                        • oliwija napisała:

                          > skoro tak to wiesz ze nauczycielowi nie wolno opuszczac stanowiska pracy znaczy
                          > zostawić dzieci bez opieki w klasie. nie wolno mu zejsc dyzuru.

                          Ty masz strasznie amatorskie wyobrażenie o prawie.
                          Nie słyszałaś na przykład o kontratypach: kolizji obowiązków i stanie wyższej konieczności.

                          --
                          Ne puero gladium!
                          • scher napisał:

                            z strasznie amatorskie wyobrażenie o prawie.
                            > Nie słyszałaś na przykład o kontratypach: kolizji obowiązków i stanie wyższej k
                            > onieczności.


                            tak tylko ta wyższa konieczność moze sie skonczyc utrata pracy w zwiazku z niedopełnieniem obowiazków. Takim niedopelnieniem obowiazku moze byc zejście z dyzuru zeby pójśc z rannym dzieckiem do pielegniarki- moja przyjaciolka tak zrobila bo uważała,ze to wyzsza koniecznośc..... i została zwolniona dyscyplnarnie......... i co?
                            Jak tłumaczyla sie dyrekcja.... kolezanka bedaca na dyzuze maiał wziazc telefon i zadzwonic do sekretariatu ze cos sie stało na korytarzu , samemu zapewnić bezpieczeństwo zarówno dzieciom jak i rannej dziewczynce.....

                            wiadomo ze w szkole jest wiele wykluczajacych sie przepisów i jak dyrekcja sie przyczepi do czegoś to nie ma zmiłuj. Wielu jest ludzkich dyrektorów ale trafiaja sie biurokraci.

                            do tego jeszcze potrafia ci biurokraci zartruć zycie ....... ale to juz inny temat

                            --
                            :_
                            • oliwija napisała:

                              > Takim niedopelnieniem obowiazku moze byc zejście z dyzuru zeby pójśc z rannym
                              > dzieckiem do pielegniarki

                              Zależy od okoliczności.

                              > moja przyjaciolka tak zrobila bo uważała,ze to wyzsza koniecznośc..... i została
                              > zwolniona dyscyplnarnie.. i co?

                              I to, że wielu dyrektorów szkół to zwyczajni idioci.
                              Wina niepewna, a jeśli nawet to kara niewspółmierna do winy.

                              Ja bym się odwoływał do sądu pracy, ale nauczyciele to tchórzliwy naród.

                              > Jak tłumaczyla sie dyrekcja.... kolezanka bedaca na dyzuze maiał wziazc telefon
                              > i zadzwonic do sekretariatu ze cos sie stało na korytarzu , samemu zapewnić
                              > bezpieczeństwo zarówno dzieciom jak i rannej dziewczynce.....

                              Jeśli tak można postąpić, to czemu nie?

                              PS. Ortografię masz fatalną, a "wziąźć" cię po prostu dyskwalifikuje.

                              --
                              Ne puero gladium!
                            • oliwija powiem tak - pi...dole tak prace gdzie dyrektor powie mi ze nie mam prawa opuscic dyzuru jak jest zagrozenie zycia dzieciaka.Niech mnie wy...doli z pracy.Nawet nie zdazy bo po calym zajsciu jak zacznie sie miotac sama w trybie natychmiastowym zrezygnowalabym z pracy w takiej placowce.i przeczytaj kobieto jeszcze raz - owy nauczyciel o ktorego tak walczysz ze opuscic stanowiska pracy nie moze( czyt. dyzuru) gadal sobie w najlepsze w drzwiach pokoju nauczycielskiego z innym nauczycielem.Zrozum - byla osoba dorosla by pojsc z dzieckiem do pielegniarki.
                        • mój syn popchnięty przez kolegę..z rozciętą skórą na głowie ( do zszycia)....zajęła sie nim Pani dyrektor która wsiadła do karetki pojechała z nim do szpitala..ja dojechałam na miejsce
                          Problemu nie było.
                          --
                          pozdrawiam.Pasik
                          PUSZCZYKOWO MIASTO OGR_od_ÓW fotoblog
                          Przez pierwsze dwa lata uczysz dzieci chodzić i mówić a przez następne szesnaście lat marzysz o tym żeby usiadły spokojnie i się zamknęły
                      • > Ja też mam dzieci,

                        Tekst dnia, doprawdy big_grin
                • ale w szkole jest tak ze jak nauczyciel nie am dyzuru to ma w nosie co sie dzi
                  > eje poza pokojem... w wiekszości tak jest niestety
                  I to jest Polska wlasnie.Wiem nie w kazdej szkole, ale jednak...
                  Nie w kazdej szkole tak jest.
            • oliwija - owa nauczycielka ROZMAWIALA w drzwiach pokoju nauczycielskiego z innym nauczycielem.Byla druga osoba dorosla by zaprowadzic dziecko do pielegniarki badz zostac w zastepstwie na dyzurze.
        • Owa nauczycielka rozmawiala z innym nauczycielem.Albo ona albo ten drugi nauczyciel POWINIEN odprowadzic dziecko do pielegniarki.
          Srodkow przeciwbolowych nie powinno sie podawac - zagl;uszaja inne objawy a tu akurat przy upadku - wiesz na bank czy nie wyrznela glowa i nie ma wstrzasu?Srodek przeciwbolowy zagluszy inne objawy i przeoczy sie np wstrzas mozgu i co?moze Ci sie to wydac smnieszne.Ale jak rodzic nie odbiera telefonu z roznych powodow to wzywa sie pogotowie i LEKARZ podejmuje decyzje a szkola nadal stara sie skontaktowac z rodzicami i powiadomic co sie stalo.W Polsce jest ignorancja na maksa jezeli chodzi i pierwsza pomoce ze rece opadaja.
    • Reakcja szkoly byla skandaliczna i nie daj sobie tutaj wmowic, ze jest inaczej.
      --
      http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
      Charty
    • wg mnie nie to forum- weż zajrzyj na forum "starsze dziecko", tam mnóstwo tego typu historii, bo to nie dotyczy tylko samodzielnej mamy prawda.?

      --
      ============0=0=0=080=0=0=0==========
      • altz jesteś specjalistą od wszystkiego czyli od niczego,ale nie martw sie wielu facetów tak ma
        --
        gdyby nie kobiety, koniec świata dawno byłby już za nami
        • oliwija napisała:
          > jesteś specjalistą od wszystkiego czyli od niczego,ale nie martw sie wielu
          > facetów tak ma
          Nie mam takich ambicji, jakie mi wmawiasz, w tym temacie starałem się być konkretnym i coś podpowiedzieć, czego nie można powiedzieć o Tobie, niewiele sensownego napisałaś, za to zasypywałaś mnie swoimi złymi emocjami. Ale nie martw się, wiele kobiet tak ma, jesteś w normie. smile
          • Byłam po wypadku w szkole ale dyrektora ani wicedyrektora nie było. Stwierdziłam że wyślę do nich pismo. Będzie bardziej oficjalnie i się nie wykręcą. Na pismo muszą odpowiedzieć. (Dyrektor znany jest z tego że nie lubi dostawać pism ze skargami rodziców tylko chce na radzie rodziców porozmawiać a w zasadzie tylko się tam wykręca od odpowiedzi.)
            Znalazłam też coś w necie:

            Procedura postępowania w razie wypadku ucznia obejmuje i reguluje działania pracowników szkoły.

            Pracownik szkoły, który powziął wiadomość o wypadku ucznia:
             niezwłocznie zapewnia poszkodowanemu opiekę, w szczególności sprowadzając fachową pomoc medyczną, a w miarę możliwości udzielając poszkodowanemu pierwszej pomocy (ogólne zasady postępowania przy udzielaniu pierwszej pomocy poszkodowanym w wypadkach stanowią załącznik do procedury),
             nie dopuszcza do zajęć lub przerywa je wyprowadzając uczniów z miejsca zagrożenia, jeżeli miejsce, w którym są lub będą prowadzone zajęcia może stwarzać zagrożenie dla bezpieczeństwa uczniów,
             niezwłocznie powiadamia dyrektora szkoły.

            Jeśli nauczyciel ma w tym czasie zajęcia z klasą – prosi o nadzór nad swoimi uczniami nauczyciela uczącego w najbliższej sali.

            Obowiązek powiadamiania

            O każdym wypadku dyrektor szkoły lub nauczyciel, pod opieką którego przebywał uczeń w chwili wypadku, powiadamia rodziców poszkodowanego ucznia. Fakt ten powiadamiający dokumentuje wpisem w dzienniku zajęć podając datę i godzinę powiadomienia matki/ojca ucznia o wypadku.

            Przy lekkich przypadkach (brak wyraźnych obrażeń – np. widoczne tylko lekkie zaczerwienienie, zadrapanie, lekkie skaleczenie), po udzieleniu pierwszej pomocy poszkodowanemu uczniowi, nauczyciel lub dyrektor powiadamiając rodzica o zdarzeniu ustala z nim:
             potrzebę wezwania pogotowia,
             potrzebę wcześniejszego przyjścia rodzica,
             godzinę odbioru dziecka ze szkoły w dniu zdarzenia

            Informację o powyższych ustaleniach powiadamiający zamieszcza również w dzienniku zajęć.
            W każdym trudniejszym przypadku (widoczne obrażenia, urazy, niepokojące objawy) nauczyciel lub dyrektor szkoły wzywa pogotowie ratunkowe.
            O każdym wypadku dyrektor szkoły zawiadamia niezwłocznie organ prowadzący i współpracującego ze szkołą pracownika służby bhp. O wypadku śmiertelnym, ciężkim i zbiorowym dyrektor szkoły zawiadamia niezwłocznie prokuratora i kuratora oświaty. O wypadku, do którego doszło w wyniku zatrucia, dyrektor szkoły zawiadamia niezwłocznie państwowego inspektora sanitarnego.
            • agg.gaa a masz potwierdzenie ze wysłałaś pismo? Wysłałaś je poleconym czy złożylaś w sekretariacie?

              Ja też kiedyś pierwszy raz składałam w sekretariacie i nie doczekałam sie odpowiedzi bo nie zażądłam potwierdzenia przyjęcia. Uwżałam,ze szkoła to miejsce uczciwe....

              kolejny raz zażadałam potwierdzenia i sekretarka musiała wpisać liścik do jakiejś księgi i dyrekcja musiała na swoje nieszczeście wyrazić swoje zdanie ,a to nie bardzo niektórym pasowało,bo sprawą zainteresował sie organ prowdzacy szkołę
              --
              :_
              • oliwija napisała:

                > agg.gaa a masz potwierdzenie ze wysłałaś pismo? Wysłałaś je poleconym czy
                > złożylaś w sekretariacie?
                >
                > Ja też kiedyś pierwszy raz składałam w sekretariacie i nie doczekałam sie od
                > powiedzi bo nie zażądłam potwierdzenia przyjęcia. Uwżałam,ze szkoła to miejsc
                > e uczciwe....
                >
                > kolejny raz zażadałam potwierdzenia i sekretarka musiała wpisać liścik do ja
                > kiejś księgi i dyrekcja musiała na swoje nieszczeście wyrazić swoje zdanie ,a
                > to nie bardzo niektórym pasowało,bo sprawą zainteresował sie organ prowdzacy
                > szkołę
                Wysyłam pismo w poniedziałek. Poleconym i z potwierdzeniem odbioru.
      • annes67 napisała:

        > wg mnie nie to forum- weż zajrzyj na forum "starsze dziecko", tam mnóstwo tego
        > typu historii, bo to nie dotyczy tylko samodzielnej mamy prawda.?
        >
        A w takim razie wg.ciebie jakie to Forum ? wink
    • Wiesz co altz Twoja osoba przypomina trzyletnie dziecko
      ktoś mówi "jesteś głupi"

      Ty odpowiadasz... nieprawda Ty jesteś głupia,albo Ty też jesteś głupia

      Ktoś pisze masz idiotyczną bluzkę


      Ty odpowiadasz: Ty też masz idiotyczną bluzkę

      itd......


      Na wszystko reagujesz tak samo. Nie trudno przewidzieć co napiszesz.

      Pomijam fakt,że podziwiam dziewczyny,którym chce się z Tobą wciąż przepychać, naprawdę Twój rozwój zatrzymał się na 3 urodzinach jak nie wcześniej.

      • Ja nie piszę, że ktoś jest głupi. Zauważ to. Tym się różnimy.
        Rozumiem, że tutaj siedzą sfrustrowane kobiety i szukają łatwego celu, ale mimo to staram się rozmawiać rzeczowo. Muszą mieć ostatnie zdanie, a jak już któraś nie ma, to włącza się następna. wink

        Co wniosłaś do tematu? smile Nic!
        • altz Wiesz co ? Naprawdę rece opadaja,o idiotycznej bluzce tez nie pisałeś i jakoś siętego nie czepiłeś.

          A tereska dobrze opisała twoje postepowanie.


          --
          :_
          • "lubię to" wink

            oliwija napisała:

            > altz Wiesz co ? Naprawdę rece opadaja,o idiotycznej bluzce tez nie pisałeś i
            > jakoś siętego nie czepiłeś.
            >
            > A tereska dobrze opisała twoje postepowanie.
            >
            >


            --
            ============0=0=0=080=0=0=0==========
          • oliwija, ty sie czepiasz po to zeby sie czepic i cos napisac na forum?
            Bo twoje wypowiedzi i czepianie sie altz to klasyczny obrazek kogos inteligentnego inaczej wk..wionego ze no dlaczego ja nie mam racji.altz ma racje.To co napisal na poczatku ma rece i nogi.ty jakos nie zauwazasz ze owszem nauczyciel nie mozesz( masz tu swoja racje) opuscic miejsca pracy - klasy, czy dyzuru na korytarzu, ale...Kolejny raz ci napisze - owy nauczyciel/lka stala w drzwiach pokoju nauczycielskiego i rozmawiala z innym nauczycielem.Wszystko jedno ktory by zostal wtedy i dokonczyl dyzur.Byl dorosly ktory mogl i powinien odprowadzic dziecko z takim obrazeniem do pielegniarki.Malo tego - autorka watku pisze ze gabinet w drugim koncu szkoly i trzeba bylo isc po schodach.A co jakby dziecko stracilo przytomnosc z bolu i to na schodach?
            Pewnie sie zdziwisz ale dokladnie to co opisal Altz - owe procedury zostaly by zastosowane w szkolach moich dzieci.Moze z pominieciem prowadzenie do gabinetu pielegniarki bo czegos takiego nie ma.Sa natomiast osoby wyszkolone w Firs Aid i nawet First Responder - wygooglaj sobie moze Ci sie rozjasni w lepetynie.
            • Ale mnie sie wydawalo, ze takowe procedury sa w kazdym cywilizowanym kraju!
              Nauczyciel, w razie wypadku (tym bardziej podczas dyzuru na przerwie), wcale nie musi opuszczac "posterunku".
              Jezeli cos sie dzieje podczas mojego dyzuru, jestem sama i potrzebuje pomocy kogos z kolegow to wolam jakies dziecko i wysylam je do pokoju nauczycielskiego. Po minutce lub krocej zjawia sie ktos z kolegow wlasnie.
              Jezeli wypadek ma miejsce w klasie: wychodze z klasy na korytarz i die do klasy obok (mam takie prawo! w Pl tez okresla takie prawo jednoznacznie procedura postepowania wypadkowego: mam prawo opuscic klase, by wezwac pomoc!). Wiec nie ma racji ten, kto pisze, ze trzeba pozostac z grupa za wszelka cene! Radze zajrzec do przepisow.
              Nie ma natomiast takiej sytuacji, ze nie moge wyjsc z klasy pod zadnym pozorem.
              Nie ma takowego zapisu w zadnych przepisach zewnetrznych i wewnatrzszkolnych.
              To tylko "zaslyszane" lub domniemane domysly. Sa sytuacje, gdzie opuszczenie ktorkotrwale grupy jest dozwolone. Nagly wypadek do takich sytuacji wlasnie nalezy (jezeli jestem sama, nie mam mozliwosci powiadomienia nikogo doroslego).
              Ale najprosciej jest zakomunikowac o wypadku "uzywajac" w tym celu innego ucznia: niech pojdzie do dyrekcji/sekretariatu/klasy obok ... Co w tym za problem?
              W tym przypadku naruszone zostaly procedury postepowania powypadkowego: dziecko zostalo pozostawione samo sobie bez opieki. Bo "opieka" rownolatki kolezanki takowa nie jest.
              I nie wiem, jak jest w innych szkolach: w "mojej" co 2 lata kazdy z pracownikow szkoly (nauczyciele, administracja, pracownicy pomocniczy) musi odbyc wewnetrzne szkolenie z zakresu wlasnie procedur wypadkowych i udzielania pierwszej pomocy.
    • Nauczycielka powinna sie nia zajac,a nie mowic, zeby do higienistki poszla.
      Moj mlody zlamalmreke 3 tygodnie temu w przedszkolu. Opiekunka poszla z nim do lekarza. Do zlaman nie wzywa sie pogotowia.
      • Mylisz, w szkole, w ktorej pracuje pogotowie jest wzywane!
        W kazdej mi praktycznie znanej placowce jest tak samo: obojetnie czy to przedszkole, podstawowka czy szkola srednia.
        Zwlaszcza wtedy, gdy golym okiem widzimy, ze jest zlamanie z przemieszczeniem ...
        A takowe widzialam w ciagu ostatnich dwoch lat juz ze 3 razy.
        I najpierw wzywane jest pogotowie, potem informowani sa rodzice/opiekunowie.
        Do przyjazdu pogotowia dziecko jest pod opieka nauczyciela/pracownka obslugi.
        Dziecko siedzi z opiekunem i unieruchomiona konczyna w pokoju nauczycielskim i czeka na pogotowie. Nauczyciel/wychowawca nie ma prawa transportowac dziecka do lekarza.
        Po przyjezdzie pogotowia nadal z dzieckiem pozostaje ktos z pracownikow szkoly, kto to dziecko zna i dziecko zna jego. Pogotowie przewaznie tez czeka, az przyjedzie ktos z rodzicow. Pod warunkiem, ze jest to gora 10-15 min.
        Z kazdego wypadku na terenie szkoly pisane jest sprawozdanie (wymog naszego ubezpieczyciela i przepisow prawnych).
        • anetchen2306 napisała:

          > Mylisz, w szkole, w ktorej pracuje pogotowie jest wzywane!
          > W kazdej mi praktycznie znanej placowce jest tak samo: obojetnie czy to przedsz
          > kole, podstawowka czy szkola srednia.
          > Zwlaszcza wtedy, gdy golym okiem widzimy, ze jest zlamanie z przemieszczeniem .
          > ..
          > A takowe widzialam w ciagu ostatnich dwoch lat juz ze 3 razy.
          > I najpierw wzywane jest pogotowie, potem informowani sa rodzice/opiekunowie.
          > Do przyjazdu pogotowia dziecko jest pod opieka nauczyciela/pracownka obslugi.
          > Dziecko siedzi z opiekunem i unieruchomiona konczyna w pokoju nauczycielskim i
          > czeka na pogotowie. Nauczyciel/wychowawca nie ma prawa transportowac dziecka do
          > lekarza.
          > Po przyjezdzie pogotowia nadal z dzieckiem pozostaje ktos z pracownikow szkoly,
          > kto to dziecko zna i dziecko zna jego. Pogotowie przewaznie tez czeka, az przy
          > jedzie ktos z rodzicow. Pod warunkiem, ze jest to gora 10-15 min.
          > Z kazdego wypadku na terenie szkoly pisane jest sprawozdanie (wymog naszego ube
          > zpieczyciela i przepisow prawnych).
          Dziękuję bardzo za odpowiedź. Chciałabym zapytać czy do tego sprawozdania lub protokołu powypadkowego będę miała wgląd? Co będzie jeśli nie zgodzę się z ich ustaleniami? Czy dziecku po takim wypadku przysługuje nie tylko odszkodowanie ale także zadośćuczynienie? Co mam zrobić żeby się o to postarać? (Nie chcę nikogo pociągać do odpowiedzialności, żadnych nauczycieli, ani tym bardziej nie chciałabym żadnej sprawy w sądzie.) Ale wiem że ta sprawa nadawałaby się nawet na prokuratora gdyż moje dziecko narażone było na niebezpieczeństwo utraty zdrowia. Nikt z nauczycieli nie zainteresował się jej stanem a idąc do pielęgniarki mógł ją ktoś znowu potrącić bo szła blokiem dla klas od 4 do 6 gdzie nie patrzą na mniejsze dzieci na korytarzu. Gdzieś w necie wyczytałam że w dzienniku zajęć musi być informacja kiedy i o której godzinie byli poinformowani rodzice. Czy mogę prosić dyrekcję o pokazanie mi tego?
          • Nie odpowiem na to pytanie, bo pisze z perspektywy mieszkania w De wink
            U nas rodzice maja wglad do protokolu (oryginalu), dostaja do rak takze jego kopie.
            Mozna zlozyc zazalenie co do sporzadzenia protokolu wypadku.
            Rodzice jednak w pisaniu protokolu nie uczestnicza: bo nie byli naocznymi swiadkami zdarzenia.
            W dzienniku wypadkow sie nie odnotowuje.
            Robi sie to wlasnie na specjalnym formularzu "wypadkowym": tam jest miejsce na wpis o powiadomieniu rodzicow/opiekunow.
            W sprawie ubezpieczenia nie pomoge, bo w Pl jest jednak inaczej w tym wzgledzie.
            Wiem, ze przysluguje sie cos z tytulu "uszczerbku na zdrowiu" (zlamania pod to podlegaja), procentowa kwota od sumy ubezpieczenia. Musisz sie zglosic do ubezpieczyciela.
    • masz rację całkowitą. Dodam tylko, że domagaj się sporządzenia oficjalnego protokołu wypadkowego. Będziesz mogła starac sie o odszkodowanie z ZUS.
      • z ZUS? raczej z firmy,która ubezpiecza szkołę
        --
        www.cats.alpha.pl/catdesigns/animations/anim33.gif
        • oliwija napisała:

          > z ZUS? raczej z firmy,która ubezpiecza szkołę
          z jednego i z drugiego.
          • mama303 napisała:

            > oliwija napisała:
            >
            > > z ZUS? raczej z firmy,która ubezpiecza szkołę
            > z jednego i z drugiego.



            no patrz a ja z zUS-u nic nie dostałam. Wg mnie zus to nie od tych ubezpieczeń ale mogę nei wiedzieć.... nikt w kazdym razie w szkole czegos takiego nie podpowiedział
            --
            :_
            • oliwija napisała:

              > no patrz a ja z zUS-u nic nie dostałam. Wg mnie zus to nie od tych ubezpieczeń
              > ale mogę nei wiedzieć.... nikt w kazdym razie w szkole czegos takiego nie pod
              > powiedział

              Szkoła Ci nie podpowie. Odszkodowania za wypadki w szkołach finansuje państwo poprzez ZUS.
              • mama303 napisała:


                > > powiedział
                >
                > Szkoła Ci nie podpowie. Odszkodowania za wypadki w szkołach finansuje państwo p
                > oprzez ZUS.

                Nawet gdy dziecko jest ubezpieczone w PZU ?
                • z PZU swoja drogą, jesli rodzice płaca składke to oczywiste. Natomiast wypadki w szkole są szczególnym rodzajem wypadków. O ile pamietam, odszkodowania to za tego typu wypadki należy sie odszkodowanie od państwa.
                  • mama303 napisała:

                    > z PZU swoja drogą, jesli rodzice płaca składke to oczywiste. Natomiast wypadki
                    > w szkole są szczególnym rodzajem wypadków. O ile pamietam, odszkodowania to za
                    > tego typu wypadki należy sie odszkodowanie od państwa.

                    Ja pamiętam,że żadnego odszkodowania za rękę nie dostałam ani z ZUS-u,ani z PZU,choć to było złamanie obu kości nadgarstka z przemieszczeniem.Stwierdzili,że:"Nie należy się,bo nie ma uszczerbku na zdrowiu" sad
                    • olga727 napisał(a):

                      > Ja pamiętam,że żadnego odszkodowania za rękę nie dostałam ani z ZUS-u,ani z PZU
                      > ,choć to było złamanie obu kości nadgarstka z przemieszczeniem.Stwierdzili,że:"
                      > Nie należy się,bo nie ma uszczerbku na zdrowiu" sad

                      No ale widocznie taką masz umowę: płaca tylko za stwierdzone trwałe nastepstwa. Sa różne umowy, niektórzy płacą np. za sam fakt złamania, albo za poniesione koszty leczenia.
                      A w Zusie składałas w ogóle dokumenty?....dowiadywałas się?....
                      • mama303 napisała:

                        > olga727 napisał(a):
                        >
                        > > Ja pamiętam,że żadnego odszkodowania za rękę nie dostałam ani z ZUS-u,ani
                        > z PZU
                        > > ,choć to było złamanie obu kości nadgarstka z przemieszczeniem.Stwierdzil
                        > i,że:"
                        > > Nie należy się,bo nie ma uszczerbku na zdrowiu" sad
                        >
                        > No ale widocznie taką masz umowę: płaca tylko za stwierdzone trwałe nastepstwa.
                        > Sa różne umowy, niektórzy płacą np. za sam fakt złamania, albo za poniesione k
                        > oszty leczenia.
                        > A w Zusie składałas w ogóle dokumenty?....dowiadywałas się?....

                        Byłam wtedy w V klasie SP. czyli całe wieki temu. wink
                        • olga727 napisał(a):

                          > Byłam wtedy w V klasie SP. czyli całe wieki temu. wink

                          No to nie wiem jak było wtedy smile
                          • mama303 napisała:

                            > olga727 napisał(a):
                            >
                            > > Byłam wtedy w V klasie SP. czyli całe wieki temu. wink
                            >
                            > No to nie wiem jak było wtedy smile

                            Ja też nie za bardzo się tym interesowałam (procedurą i rodzajami umów wink )wiedziałam,że powinni mi dać odszkodowanie,choćby za sam ból i uciążliwość 6 tyg. ręki w gipsie. wink
                            • olga727 napisał(a):

                              >wiedziałam,że powinni mi dać odszkodowanie,choćby za sam ból i uciążliwość 6 tyg.
                              > ręki w gipsie. wink
                              To akurat subiektywne jest, Ubezpieczyciele płaca przeważnie za konkret smile
    • agg.gaa napisał(a):

      > Niedawno moje dziecko miało wypadek na przerwie. Kolega popchnął córkę i jej ko
      > leżankę, obie upadły ale na moją córkę upadła jeszcze koleżanka i ten chłopiec
      > w skutek czego złamała rękę (obie kości przedramienia z przemieszczeniem).

      Bardzo współczuję Twojej córce tego bólu i życzę szybkiego i pełnego powrotu do zdrowia. Wiem jak to boli,bo sama przez To przeszłam.Ale wszystko dobrze się skończyło i rękę ma sprawną.
    • W szkole mojego dziecka do wszystkich urazów typu złamania, urazy głowy, rozcięcia jest wzywane pogotowie. Jednocześnie są informowani rodzice.
      To co opisujesz, to jakiś horror i szczyt bałaganu i nieodpowiedzialności.

      --
      Second rule of being a badass, a badass does not try to be a badass or look tough. A badass simply is a badass.
      • Tak sobie myślę że powinnaś na kolejnej wywiadówce lub spotkaniu np Rady Rodziców poprosić o pokazanie na piśmie procedur, która posiadać powinna każda szkoła w razie wypadku.

        Oraz poinformować innych rodziców, jak wyglądała Wasza sprawa.
        Nie wy piersi i nie ostatni, a nauka może się przydać.
        Współczuję..bólu, strachu córki i braku wyobraźni nauczycieli, opiekunów szkolnych.

        --
        pozdrawiam.Pasik
        PUSZCZYKOWO MIASTO OGR_od_ÓW fotoblog
        Przez pierwsze dwa lata uczysz dzieci chodzić i mówić a przez następne szesnaście lat marzysz o tym żeby usiadły spokojnie i się zamknęły
        • pasik napisała:

          > Tak sobie myślę że powinnaś na kolejnej wywiadówce lub spotkaniu np Rady Rodzic
          > ów poprosić o pokazanie na piśmie procedur, która posiadać powinna każda szkoła
          > w razie wypadku.
          >
          > Oraz poinformować innych rodziców, jak wyglądała Wasza sprawa.
          > Nie wy piersi i nie ostatni, a nauka może się przydać.
          > Współczuję..bólu, strachu córki i braku wyobraźni nauczycieli, opiekunów szkol
          > nych.
          >
          Jutro idę do dyrektora z pismem o udostępnienie procedur. A także żeby odpowiedział na pytania dlaczego nie wezwano karetki i czemu moje dziecko samo szukało dla siebie pomocy. Rodzice innych dzieci również są oburzeni całą sytuacją. Moje dziecko zawsze było rezolutne i wiem że w życiu sobie poradzi. Ale gdyby trafiło na nieśmiałe dziecko które nic by nie powiedziało?
          • Do protokołu powypadkowego będziesz miała wgląd i będziesz się mogła odnieść .

            W naszym przypadku karetka do dziecka została wezwana, po mojej interwencji, jak dotarłam do szkoły. W pierwotnej wersji higienistka zaproponowała mi pojechanie samej do szpitala ( ciekawe jak miałam dotargać najpierw do samochodu, a potem dalej, 12-sto latka z urazem nogi - podskakiwanie na drugiej też sprawiało mu ból). Ja uparłam się na karetkę, wprawdzie Pani zasłaniała się, że bez zgody dyr. nie może - ale w czym problem o zgodę można zapytać i tak się stało.
            Uraz na szczęście nie okazał się bardzo groźny, ale uprzedzając komentarze na temat zasadności wzywania karetki dodam, że chirurg opatrujący syna powiedział, że dobrze zrobiłam, bo z kolanem nie ma żartów, a uraz na pierwszy rzut oka wyglądał poważnie i dobrze, że noga została na miejscu usztywniona.

            Poza tym szkoła zachowała się ok.
    • nauczyciel niestety nie może zostawić innych dzieci bez opieki i zając się jednym, któremu coś się stało. najsensowniej jest poprosić kogoś, kto w danej chwili nie opiekuje się dziećmi. w mojej szkole pewnie tak by się stało. to też wszystko zależy od tego, jak poważny jest wypadek.nauczyciel nie jest lekarzem, mógł zbagatelizować uraz i trudno mieć do niego pretensje, że kazał iść dziecku do higienistki, czyli do siły fachowej, bez opieki dorosłego.

      jak chodzi o pogotowie - nauczyciel nie jest dla pogotowia żadnym partnerem do podejmowania decyzji, potrzebny jest opiekun prawny. bez niego nawet nie zabiorą dziecka do szpitala, o ile oczywiście nie ma zagrożenia zycia. pielęgniarka postąpiła słusznie, zadzwoniła do Ciebie - sama nie mogłaby podejmować żadnej decyzji dotyczacych dziecka, o ile karetka w ogóle by przyjechała do złamanej ręki.

      sama wzywałam kilka razy pogotowie w szkole, raz odmówiono mi przyjazdu do zemdlonego dziecka. wściekłam się strasznie - ale nie mogłam nic poradzić.

      w ostatnim przypadku lekarz mnie nawet nie wpuścil do karteki, mimo, że dziewczyna była nieprzytomna, a ja jako nauczyciel byłam jedyną osobą, która wiedziała conieco o dziecku, i byłam dla nich praktycznie jedynyn źródłem informacji. niestety - procedury uncertain nie byłam opiekunem prawnym - lekarz kazał mi powiadomić rodziców i tyle mogłam zrobić.

      jednocześnie zajmując się tym zemdlonym dzieckiem i wyskakując z budynku do karetki pogotowiea, modliłam się, żeby dzieciom w klasie nic idiotycznego nie strzeliło do głowy, i żeby nic się nikomu nie stało. zostając z tą dziewczyną, naprawdę bardzo ryzykowałam w stosunku do innych dzieci. ale miałam szczęście, nic sobie nikt nie zrobił. bo co byłoby w przeciwnej sytuacji?

      i gdyby ktoś mi zrobił borutę, że zajęłam się jednym dzieckiem, a zostawiłam resztę, to jedno wiem - nigdy bym już nie zajęła się jednym dzieckiem, ale wysłałabym kogoś, a sama pilnowałabym reszty grupy. prawem rodzica jest oczekiwać, że dziecko będzie pod opieką - ale jest to prawo dla wszystkich, a nie dla jednego dziecka.

      pewnie nauczycielki mogły sprawę załatwić inaczej, ale tak czy siak, zawsze ktoś byłby poszkodowany, i ktoś mógłby mieć pretensje. wszystko zalezy od sytuacji, a każda niestety jest inna.

      • Mysle, ze sie mylisz.
        Wypadki w szkole naleza wg prawa do "przypadkow szczegolnych":

        www.oswiata.abc.com.pl/czytaj/-/artykul/wypadki-w-szkole-procedura-postepowania-1
        To nie rodzic (ktorego w tym czasie nie ma, za dziecko formalnie, takze wzgledem prawnym odpowiada w tym czasie placowka szkolna, tak stanowia przypisy kodeksu karnego: opieka i odpowiedzialnosc, takze karna (!) spoczywaja na osobie FIZYCZNIE w danym momencie sprawujacej opieke nad dzieckiem) decyduje o tym, czy wzywane jest pogotowie do szkoly.
        O tym moze zadecydowac sam nauczeciel, jezeli uwaza, ze taka potrzeba zachodzi.
        I nie groza mu za to zadne sankcje, bo w tym przypadku dziala prawo wyzsze: chec ratowania zycia i zdrowia.
        Tak, karetka przyjezdza do zlaman w szkole!
        Sama, pracujac w gimnazjum wzywalam karetke do zlamania z przemieszczeniem.
        Karetka pojawila sie jeszcze przed rodzicem, dziecku zostaly podane srodki znieczulajace (z bolu dziewczynka tracila przytomnosc, nie wspolpracowala z zespolem karteki ...). Po chwili dotarla mama. Caly czas moglam przy tym dziecku, jako nauczyciel przebywac. Nikt mnie nie wypraszal. Lekarz zapytal tylko, czy rodzice powiadomieni i czy przyjada. Zaczekali na matke dziewczynki, ktora towarzyszyla karetce w drodze do szpitala.
        Do stanow z utrata przytomnosci (omdlen) wzywa sie pogotowie kategorycznie!
        I jest to jeden z pierwszych powodow wymienianych wlasnie na stronach ratownictwa medycznego (zaburzenia ukladu krazenia i oddychania, zaburzenia stanu swiadomosci).
        Odmowy przyjadu zada sie w formie faksu/pisma. Nic na gebe!
        • > To nie rodzic (ktorego w tym czasie nie ma, za dziecko formalnie, takze wzglede
          > m prawnym odpowiada w tym czasie placowka szkolna, tak stanowia przypisy kodeks
          > u karnego: opieka i odpowiedzialnosc,

          czym innym jest opieka formalna, a czym innym opieka prawna nad dzieckiem, której nauczyciel nie sprawuje, nawet, jeśli dziecko jest w szkole. i dlatego lekarz nie ma obowiązku rozmowy z nauczycielem, wszak to nie on podejmuje decyzję o leczeniu dziecka. i mówiąc szczerze, gdyby nauczyciel mial decydować o rodzaju leczenia mojego osobistego dziecka, to byłabym tym faktem oburzona.

          Do stanow z utrata przytomnosci (omdlen) wzywa sie pogotowie kategorycznie!
          > I jest to jeden z pierwszych powodow wymienianych wlasnie na stronach ratownict
          > wa medycznego (zaburzenia ukladu krazenia i oddychania, zaburzenia stanu swiado
          > mosci).
          > Odmowy przyjadu zada sie w formie faksu/pisma. Nic na gebe!

          umiesz czytać? wezwałam pogotowie. i dyspozytorka odmówiła, kazała wezwać rodziców i iść do rodzinnego, bo dziewczyna miała 15 lat, była w wieku dojrzewania i takie tam głupoty. jej pech, że w międzyczasie odzyskała przyytomność. tak, uważam, że to skandal i że pogotowie powinno było absolutnie przyjechać. żądanie na piśmie? a jak tego dokonać, skoro się jest w pracy i pilnuje pozostałych dzieci?

          problem w tym, że wiele zależy od dyspozytora, lekarza, ratownika. jeden będzie rozmawiał i będzie pytał, inny wyprosi z karetki i powie, że jestem osobą postronną, jeszcze kolejny w ogóle karetki nie wyśle. ile jest takich przypadków, nie tylko w szkole?

          procedurę zostawiania uczniów pod opieką nauczyciela w sali obok uważam za idiotyczną. a co, jeśli komuś w tej sali coś sie stanie? kto odpowiada? nauczyciel, który nie ma opcji, żeby się sklonować i pilnować obu klas naraz?
      • solaris, pretensje jak najbardziej mozna miec.Bo skoro juz sie tak upieraja wszyscy ze nauczyciel nie moze opuscic stanowiska pracy i do nikogo nie dociera ze owy nauczyciel sobie ucinal pogawedke z innym nauczycielem, to jedyne co powinno byc zrobione to nauczyciel zostaje z poszkodowana i wysyla do pielegniarki uczennice i prosi by ja sprowadzic do poszkodowanego ucznia.Wysylajac 8latke pod opieka innych 8latek nauczyciel wykazal sie tumiwisizmem.nawet nie sprawdzila czy cos powaznego sie stalo.Ja rozumiem ze nie lezy w jej gestii stwierdzenie jak powazne ma zlamanie , ale skoro na pierwszy rzut mozna bylo stwierdzic zlamanie z przemieszczeniem to dlaczego nauczyciel nie zostal z dzieckiem.W tym wypadku reke nalezy usztywnic .I w tym KAZDY nauczyciel powinien byc przeszkolony.Zwichniecia, wybicia , zlamania sie przytrafiaja.I powinni wiedziec jak zabezpieczyc konczyne do czasu pojawienia sie lekarza, badz rodzica w zaleznosci od powagi uszkodzenia.Tylko szkola musialaby zainwestowac w szkolenia Firs Aid przynajmniej.W szkolach moich dzieci jest przynajmniej jedna osoba znajaca sie na First Aid , w HS na bank kazdy wf-ista sie na tym zna i podstawowe szkolenie przeszedl.
        • > solaris, pretensje jak najbardziej mozna miec

          nie twierdzę inaczej, napsiałam, że nauczycielki powinny to załatwić inaczej.

          co do 1 pomocy - ja jestem przeszkolona, skończyłam dwa kursy z zakresu udzielania 1 pomocy, ale czy odważyłabym się usztywnić złamaną rękę dziecka - no wątpię jednak. jeśli juz, unieruchomiłabym najbliższy staw. jak złamanie jest z przemieszczeniem / a nauczyciel promieni rtg nie ma w sobie/, usztywnienie samej kończyny może zaszkodzić zamiast pomóc.

          jak pisałam - nie ma dwóch jednakowych sytuacji, każdą nalezy rozpatrywać indywidualnie.
    • w ostatnim miesiącu dwukrotnie wzywałam pogotowie do omdlałej studentki - utrata przytomności, drgawki, zaburzenia oddychania. Do chwili kiedy ratownicy nie zabrali jej dziewczyny do szpitala nie odstępowałam jej na chwilę. Fakt studenci - dorośli ludzie "zostali" w tym czasie sami ale tym bardziej w stosunku do dzieci oczekiwałabym stosownej reakcji nauczyciela/opiekuna. W razie wypadku uważam, że należało by poinformować innego nauczyciela/dyrektora w celu zapewnienia opieki nad pozostałymi uczniami na korytarzu (pomijając procedury - na litość - chyba nauczyciel też człowiek i normalnie jest w stanie podejść pomóc dyżurującemu koledze/koleżance w nadzwyczajnej sytuacji). Każdy bardziej rozgarnięty dzieciak jest w stanie podejść do pokoju nauczycielskiego/pielęgniarki z informacją, że potrzebna jest pomoc. Pielęgniarka była w stanie udzielić pierwszej pomocy, czy jej działanie ograniczyło się do - no właśnie do czego - do wykonania telefonu do matki?

      Czy nauczyciele są przeszkolenie z zakresie udzielania pierwszej pomocy (ja i wszyscy moi koledzy/koleżanki mieliśmy uczestniczyliśmy w takich szkoleniach) co przyniosło wymierny efekt w opisywanych przypadkach (także w kilku innych sytuacjach na uczelni).
      --
      razem
      Staś i Adaś
    • kolezanki nie sa od tego by odprowadzac do higienistki tak poturbowane dziecko.to obowiazek nauczyciela.Do higienistki moze odprowadzic kolezanka jak dziecko narzeka ze ja brzuch boli czy glowa.Rodzic powinien byc poinformowany zaraz po tym jak zastanie zawiadomione pogotowie.To nie bylo stluczenie kolana.Poszlabym na skarge do dyrektora za niedopilnowanie procedur by na przyszlosc sie to nie powturzylo.Nie z awantura tylko zwrocic uwage.Nawet wspomniec ze twoje dziecko ma tendencje do omdlen zwiazanych z bolem i co gdyby zemdlala jakby szla z kolezankami ?
      Masz racje dzieciakow nie da sie upilnowac - wypadki sie przytrafiaja, ale to co sie stalo po wypadku nie powinno miec miejsca.
      Teraz - wychowawczyni dzwonila do Ciebie by Cie poinformowac o zdarzeniu czy dowiedziec sie co z corka - bo jakos nie napisalas tego wyraznie.Pielegniarka zadzwonila po 10 min - no coz - najpierw musiala zajac sie dzieckiem - zrozumiale.To ze dostalas informacje najpierw od bratanicy to nic dziwnego - zadzwonila natychmiast po tym jak sie stalo na prosbe corki- pielegniarka nic jeszcze o tym nie wiedziala.Tu nie mozna nikogo winic o telefon z opoznieniem.Jedyne co bym poruszyla w rozmowie z dyrektorem to wlasnie zajecie sie sprawa po wypadku.
      No i juz tez ze sie tak wyraze przyziemne sprawy - nie zapomnij o odszkodowaniu - stalo sie to na terenie szkoly - corka powinna dostac odszkodowanie.
      mam nadzieje ze szybko sie z tego wylize i jeszcze bedzie mogla sie nacieszyc wakacjami
      • canuck_eh napisała:

        >Poszlabym na skarge do dyrektora za niedopilnowanie procedur by na przyszlosc sie to nie
        > powturzylo.Nie z awantura tylko zwrocic uwage.Nawet wspomniec ze twoje dziecko
        > ma tendencje do omdlen zwiazanych z bolem i co gdyby zemdlala jakby szla z kol
        > ezankami ?

        Byłam u dyrektora. Był zaskoczony całą sprawą! Wiedział o wypadku ale nikt go nie poinformował o późniejszej sytuacji. Wszystko notował i powiedział że cała sprawa bardzo mu się nie podoba. Wytłumaczyłam że nie powinno być tak żeby dziecko szukało samo pomocy i że córce zdarzało się zemdleć z bólu. Powiedziałam że nie chce aby wyciągano jakieś konsekwencje tylko żeby takie sytuacje nie miały więcej miejsca. Podziękował że przyszłam porozmawiać a nie od razu z pismem. Obiecał jeszcze na Radzie Pedagogicznej porozmawiać z nauczycielami.
        A wychowawczyni córki dzwoniła z pytaniem o córkę. Myślała że to nic poważnego bo nie widziała tej ręki.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.