• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

test wałbrzyski- 6 latki po II klasie Dodaj do ulubionych

  • 01.07.13, 15:39
    Tak pomyslalam, ze napisze. wyniki moich dzieci w szkole są czesciowo mierzone testem wałbrzyski. młoda poszła jako 6 latka. w klasie 6 latków.
    Po I klasie- wynik klasy średni. wsrod 2 klas 7 latkow i 2 klas 6 latków- miejsce III, tzn za 7 latkami. niespecjalnie źlle, ale doskonale tez nie.
    Po II klasie- najlpesza klasa z tych czterech (wynik bardzo wysoki), za nią naspepna klasa 6 latków, a na szarym koncu, wynik średni... 7 latki.
    tak sie dzieci zmieniają. tak korzystają z edukacji.
    Zaawansowany formularz
    • 01.07.13, 17:41
      U syna po pierwszej klasie klasa sześciolatków wypadła najlepiej.
      • 01.07.13, 18:25
        u koleżanki w klasie 6 latkow w I klasie tez wypadli lepiej niż 7 latki, nie wiem jak po drugiej.
        w każdym razie- jak dla mnie sprawa ciekawa, i do obserwacji.
        ciekawe jak u innych.
    • 01.07.13, 20:38
      Na podstawie obserwacji sadze, ze moge udzielic ci odpowiedzi. Do klas szesciolatkow trafily w wiekszosci dzieci zadbane edukacyjnie, w przypadku gdy pojawia sie problem dzieci te natychmiast otrzymuja pomoc rodzica lub specjalisty. W przypadku klas siedmiolatkow sa to klasy mieszane, sa tam dzieci ktorych rodzice interesuja sie ich nauka, postepami, problemami jak i dzieci rodzicow ktorzy ta kwestie pozostawiaja szkole. To jest glowny powod dla ktorego klasy zlozone z dzieci rozpoczynajacych edukacje w wieku szesciu lat w klasach poczatkowych wypadaja czesto lepiej niz ich o rok starsi koledzy.
      • 01.07.13, 22:01
        to prawda - sześciolatki w szkole to w rzucającej się w oczy większości dzieci ambitnych (czasem nawet aż za bardzo) rodziców, dopilnowane i zadbane. w grupie siedmiolatków bywa różnie, w wiejskich szkołach i podlejszych dzielnicach - wielodzietność, uzależnienia, wyuczona bezradność- dzieci nieobyte, wychowywane na podwórku/ulicy są znaczną grupą w klasie
        --
        Prawdomówność - to brak umiejętności szybkiego wymyślenia innego wariantu
        • 01.07.13, 22:14
          obawiam się, że nie dotyczy to szkoly, do ktorej chodzą moej dzieci, i tej u kolezanki, gdzie porownujemy- to doskonale dzielnice duzego miasta, zasobne. dzieci zadbane edukacyjnie- i 6 i 7 latki, patologiii brak.
          akurat moge sie zgodzic, ze 6 latki w szkole znajduja sie nie przez przypadek, ale z wyboru- faktycznie, 100% rodzicow z wyzszym wykaszatlceniem, dzieci maja duzo zajec pozalekcyjnych etc. ale 7 latki startowaly z poziomu podwojnej zerowki, wieksze dojrzlosci. powinny statystycznie miec lepsze wyniki- a tak nie jest. wiem, ze jest to szok dla dyrekcji szkily, ktora jest, ogolnie rzecz ujmujac- przeciwna 6 latkom w szkole sad
          • 01.07.13, 22:54
            7 latki startowaly z poziomu podwojnej zerow
            > ki, wieksze dojrzlosci.

            Kwestia co w tej zerówce przerabiały. Jeżeli szły rozszerzonym programem i uczyły się czytać. To , oczywiście w pierwszej klasie w porównaniu z sześciolatkami które czytać nie umiały są do przodu. Nie ma co się jednak oszukiwać, bardzo wielu z tych sześciolatków które do szkół trafiło czytanie również miało opanowane i to nie metodą głoskową ale albo sylabową albo globalną.


            Co to dojrzałości to według mnie jest to wyświechtany tekst, do którtego podciąga się wszystko co komu pasuje.

            " 7 latki startowaly z poziomu podwojnej zerow
            > ki, wieksze dojrzlosci. powinny statystycznie miec lepsze wyniki- a tak nie jes
            > t."

            Niewiele jest dzieciaków które same lgną do odrabiania lekcji, tak więc dziecko nieprzypilnowane niezależnie czy ma 6 czy 7 lat mimo potencjału, może nie ruszyć do przodu a już na pewno nie na tyle ile mu jego potencjał pozwala.

            "dzie
            > ci zadbane edukacyjnie- i 6 i 7 latki, patologiii brak.

            Rozumiem, że siedziesz u każdej z tych rodzin stąd taka pewność. Patologia to nie tylko brud smród i malaria, w wielu inteligencjhich " normalnych " domach jest większa patologia, a niżeli w melinie. Kolejna kwestia w obecnej chwili bardzo dużo ludzi pracuje do 17 i na przypilnowanie dziecka przy odrabianiu lekcji czasu nie ma, nie mówiąc już o przerabianiu materiału dla dziecka problematycznego.
            Nie tylko dzieci patologii są niedopilnowane i zaniedbane.
        • 02.07.13, 16:25
          klaviatoorka napisała:
          w wiejskich szkołach i podlejszych dzielnicach - wi
          > elodzietność, uzależnienia, wyuczona bezradność- dzieci nieobyte, wychowywane
          > na podwórku/ulicy są znaczną grupą w klasie

          Wierz mi,że na wsi wielodzietność nie jest znaczącym problemem.A co uważasz za wielodzietność ? 3 i więcej dzieci ? Wsi,może dotyczyć :nieobycie dzieci,ale już wychowywanie na podwórku/ulicy w znikomym stopniu dotyczy dzieci mieszkających w domach jednorodzinnych,bardziej budynków po dawnych P.G.R.-ach.
          • 08.07.13, 07:35
            w mojej klasie wielodzietność to: 2x6, 5, 12, 11, sporo z rodzin 2,3,4 i sześcioro jedynaków. Wierzcie lub nie- dzieci z rodzin wielodzietnych zapisane są na wszystkie możliwe zajęcia dodatkowe- od terapii, logop, po sportowe, taneczne, plast- ale i tak żadne nie dorównuje w nauce dzieciakom z grupy jedynaków lub 2 (sprawdziany, dyktanda, testy). Niezłe są w sporcie i um.samoobsługi
            --
            Prawdomówność - to brak umiejętności szybkiego wymyślenia innego wariantu
            • 08.07.13, 07:58
              klaviatoorka napisała:

              > w mojej klasie wielodzietność to: 2x6, 5, 12, 11, sporo z rodzin 2,3,4 i sześci
              > oro jedynaków. Wierzcie lub nie- dzieci z rodzin wielodzietnych zapisane są na
              > wszystkie możliwe zajęcia dodatkowe- od terapii, logop, po sportowe, taneczne,
              > plast- ale i tak żadne nie dorównuje w nauce dzieciakom z grupy jedynaków lub 2
              > (sprawdziany, dyktanda, testy). Niezłe są w sporcie i um.samoobsługi

              Jeżeli dzieciak,z wielodzietnej rodziny nie ma samozaparcia do nauki,to ciężko będzie mu się "przebić". Mają gorsze wyniki w nauce (na ogół wink ) ,bo rodzice zwyczajnie nie mogą im dużo czasu na tę pomoc w nauce poświęcić- przyczyna jest banalna:obowiązki domowe. Znam też jedynaków,którzy nie ukończyli żadnej szkoły ponadgimnazjalnej z czystego lenistwa.. Mówiąc o tzw. obyciu,nie myślałam o szkolnych kołach zainteresowań tylko o życiu tzw.kulturalnym po za szkołą . Wyjścia do kina/teatru/muzeum/ wystawy interaktywne/wyjazdy na wycieczki/basen Nie mówiąc już o firmowych ubraniach/butach itp.Wielu rodzin na to zwyczajnie nie stać i tutaj "koło się zamyka.sad
      • 02.07.13, 00:05
        makurokurosek napisała:

        > Do klas szesciolatkow trafily w wiekszosci dzieci zadbane edukacyjnie,
        > w przypadku gdy pojawia
        > sie problem dzieci te natychmiast otrzymuja pomoc rodzica lub specjalisty. W pr
        > zypadku klas siedmiolatkow sa to klasy mieszane, sa tam dzieci ktorych rodzice
        > interesuja sie ich nauka, postepami, problemami jak i dzieci rodzicow ktorzy t
        > a kwestie pozostawiaja szkole.
        To fakt, już parę razy słyszałam od nauczycieli, że do I klas jako 6-latkowie idą dzieci, które są jednak bardziej zaawansowane i zadbane edukacyjnie niż przeciętne 6-latki. Te pozostałe idą jako 7-latki i stąd możliwe takie wyniki.


        --
        Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
    • 01.07.13, 20:49
      di_kormia napisała:

      > tak sie dzieci zmieniają. tak korzystają z edukacji.

      Moja córka poszla z siedmiolatkami do I klasy i patrząc ja na poczatku nie umiejąc pisac i czytać dogoniła w II klasie starsze dzieci uważam że ona zrobiła wiekszy skok niż Ci starsi.



      --
      Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
    • 02.07.13, 08:30
      Uważam, że to głównie zasługa pani uczącej dzieci i ew. rodziców. Myślę, że znajdzie się wiele klas dzieci 7 letnich, które są lepsze od 6 latków. Na przykładzie 5 przypadków nie ma co uogólniać. Jak będzie kiepska nauczycielka, a takie się zdarzają, to i 6 i 7 latki będą wypadały słabo.

      Ja 6 latkę zostawiłam w zerówce i jestem z tego powodu bardzo zadowolona. Naukę pisania, czytania i liczenia prowadzimy w domu, gdyż zerówka nie ma tego w programie. Myślę, że dużo rodziców 6 latków, 7 latków pewnie też, siedzi z dziećmi i uczy je w domu.
      --
      Tiry na tory - podpisz
    • 02.07.13, 10:02
      Różnie bywa. U syna w klasie cztery najlepsze osoby, które zostały też wyróżnione książkami, to absolutnie najstarsze osoby w klasie. Najsłabsza trójka to osoby najmłodsze. W środku stawki towarzystwo przemieszane. I taki układ twa już czwarty rok. Myślę, że największym błędem było mieszanie klas. U syna w klasie są dzieci ze styczna 2002 roku i .... z października 2003 roku. Kolosalna różnica.
      • 02.07.13, 10:17
        U nas było tak samo, a dzieci teoretycznie bardzo zadbane edukacyjnie, z rodzin zamożnych i bardzo zamożnych, obstawione wszelkimi zajęciami dodatkowymi itp. Miałam okazję widzieć układ od zerówki - najlepiej radzili sobie najstarsi, nadal tak jest po 2 latach, a ci najmłodsi na koniec klasy I są ledwo na jako takim poziomie. Czwórka najmłodszych przez cały rok chodziła na wyrównawcze.
        Nauczycielka zaczęła w pewnym momencie robić nawet aluzje, że opóźniają resztę klasy.
        Dodam jeszcze kwestie koncentracji, skupienia się w jakimś określonym czasie itp. Dzieci przymusowo pisały tego nieszczęsnego Olimpuska w klasie I, dziecko najmłodsze miało najsłabszy wynik, zdecydowanie o wiele gorszy niż średnia, nie szkolna, tylko wojewódzka chyba.
        O ile jako sześciolatki do szkoły trafią dzieci bardzo rozwinięte i edukacyjnie zadbane, o tyle jest ok. Gorzej, jeśli szkoła jest bardzo, bardzo wymagająca (nasza była), a dodatkowo u dziecka ujawnia się dysfunkcja (nie do wykrycia, dopóki np. nie zacznie czytać, pisać itp.). Ja po doświadczeniach takich a nie innych zalecałabym rozwagę i konsultację z kimś kompetentnym, zanim pośle się 6-latka do szkoły, zwłaszcza do klasy mieszanej, gdzie jest przewaga starszych.
        --
        Zginę, jeśli się obejrzę
        • 02.07.13, 17:36
          lily-evans01 napisała:

          > Ja po doświadczeniach takich a nie inn
          > ych zalecałabym rozwagę i konsultację z kimś kompetentnym, zanim pośle się 6-la
          > tka do szkoły, zwłaszcza do klasy mieszanej, gdzie jest przewaga starszych.

          A ja po naszych doswiadczeniach pisze że nawet w klasach mieszanych szesciolatki sobie radzą dobrze o ile oczywiście nie zaczniemy ich na siłe dorównywac do dzieci starszych. Spoko dogonią, jak nie w pierwszej to w drugiej klasie. Wydaje sie że sześciolatki maja jakiś wyższy potencjał na przyswajanie nowych rezczy. A w zapasie jeszcze trzecia klasa, u nas najbardziej lajtowa klasy z edukacji wczesnoszkolnej smile Teraz córka skończyła IV klasę z bardzo dobrymi ocenami, nikt juz dawno nie pamieta że ona jest młodsza. W klasie jest jeszcze dwójka /tyle co mi wiadomo / młodszych dzieci, tez bez problemu w klasie IV smile


          --
          Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
          • 02.07.13, 18:39
            zofijkamyjka napisała:
            > Wydaje
            > sie że sześciolatki maja jakiś wyższy potencjał na przyswajanie nowych rezczy.
            Hm, ale w II klasie to już nie będą 6-latki wink
            --
            Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
            • 02.07.13, 19:00
              jakw napisała:

              > Hm, ale w II klasie to już nie będą 6-latki wink

              I tylko tyle w temacie?



              --
              Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
              • 02.07.13, 19:56
                zofijkamyjka napisała:

                > jakw napisała:
                >
                > > Hm, ale w II klasie to już nie będą 6-latki wink
                >
                > I tylko tyle w temacie?
                Równie dużo co twoich wniosków nt światłych 6-latków na podstawie 3 sztuk w klasie.

                --
                Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                • 06.07.13, 08:41
                  jakw napisała:

                  > Równie dużo co twoich wniosków nt światłych 6-latków na podstawie 3 sztuk w kla
                  > sie.


                  Tak myslałam, że nie zrozumiałaś smile


                  --
                  Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                  • 07.07.13, 12:23
                    A co miałam zrozumieć? Że twoim zdaniem te kilka sztuk "6-latków" świetnie sobie radzi pod warunkiem, że nie porównujesz ich ze starszymi kolegami z klasy? A jak porównujesz to radzą sobie równie świetnie? Czy w swoich pracach badawczych uwzględniasz, że w klasie jest prawdopodobnie zaburzona próbka statystyczna 6-latków i 7-latków?
                    --
                    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                    • 07.07.13, 16:30
                      jakw napisała:

                      > A co miałam zrozumieć?

                      że dzieci w wieku szesciu lat mają bardzo duzy potencjał poznawczy. Czyli że sa w stanie w dośc krótkim czasie dogonic poziomu dzieci starszych o rok. I potem są na równych poziomach. Nie jest tak, że cały czas gonia starsze dzieci.Tyle! i tak, masz racje - nie przeprowadzałam ogólnopolskich badań na ten temat. Te obserwacje poczyniłam głównie na swoim dziecku.
                      --
                      Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
          • 02.07.13, 19:40
            No widzisz, każdy ma inne doświadczenia.
            Moje 6-letnie dziecko przeszło przez klasę I ledwo, ledwo i było to dla niej dość bolesne przeżycie.
            Gdybym rok temu posiadała rzetelną wiedzę nt możliwości rozwojowych dziecka, nie zdecydowałabym się na ten krok.
            A poza tym widzę, że zabrałam jej dzieciństwo. Przez całe pierwsze półrocze po prostu płakała, że chce się bawić po przyjściu ze szkoły - ale najpierw trzeba było odbębnić tonę zadań domowych. A to, czy czytałaby i liczyłaby jako 6- czy jako 7-latka naprawdę ma małe znaczenie w perspektywie jej dalszego życia sad.
            --
            Zginę, jeśli się obejrzę
            • 02.07.13, 20:36
              lily-evans
              > Gdybym rok temu posiadała rzetelną wiedzę nt możliwości rozwojowych dziecka, ni
              > e zdecydowałabym się na ten krok.
              > A poza tym widzę, że zabrałam jej dzieciństwo. Przez całe pierwsze półrocze po
              > prostu płakała, że chce się bawić po przyjściu ze szkoły - ale najpierw trzeba
              > było odbębnić tonę zadań domowych.

              Oj Anty reklama,tej słynnej reformy ! big_grin Pani minister/ministra (do wyboru,dla zainteresowanych wink ) nie byłaby zadowolona.tongue_out Ale nie przejmuj się i dziękuję Ci,za rzetelny obraz sytuacji dziecka niegotowego emocjonalnie na spotkanie I stopnia z polską szkołą. wink Mam w domu podobny "egzemplarz" i dlatego nie posyłam jej jako sześciolatka do szkoły-choć intelektualnie jest bardzo dobrze rozwinięta.smile
              • 03.07.13, 09:40
                U nas jest jeszcze kwestia rozwoju typowo neurologicznego - czyli analizatorów mowy, słuchu, motoryki. I to jest chyba NAJWAŻNIEJSZE.
                Dziecko musiało włożyć straszliwie dużo wysiłku w naukę czytania, równe stawianie liter, w miarę staranne wykonywanie prac. Odnalezienie się w klasie, w której przeważają starsi, okazało się też bardzo problematyczne. Sądzę, że rok później nie byłoby aż tak ciężko, bo leciutko ćwiczyłaby sobie te sprawy w zerówce. Nie mam ambicji tego rodzaju, że moje dziecko koniecznie musi czytać jako 6-latka, mogła się uczyć tego dopiero teraz.
                --
                Zginę, jeśli się obejrzę
            • 02.07.13, 20:40
              Ze względu na emocje jakie wyołuje reforma, niestety brakuje rzetelnych opini nauczycieli przedszkolnych/psychologów co do gotowości szkolnej danego dziecka. Przeciwnicy reformy będą wydawali każdemu dziecku brak gotowości, zwolennicy gotowość dzieciom niekoniecznie gotowym. Nie ma co ukrywać, że gigantyczny wpływ na sukces w pierwszej klasie ma słuch fonematyczny, nie wszystkie dzieci sześcio tak jak i dzieci siedmioletnie mają go dobrze wykształconego i tu kłania się tak naprawdę edukacja przedszkolna, która tym zagadnieniem powinna się zajmować, a często je pomija w pędzie za nauką czytania.
              • 03.07.13, 09:46
                Zgadza się, u nas rozwój słuchu fonematycznego to był największy problem - i jak dziecko zostało pogonione przez panią do czytania nie umiejąc wyodrębniać głosek, to niestety skutki były takie, że przed książką ucieka do dziś, a czytanie idzie jak po grudzie.
                Plus pozostałe analizatory, bo to jest też kwestia wzrokowego zapamiętywania obrazu graficznego liter (też był problem), a także rozwój motoryki małej.
                Akurat u nas tak się złożyło, że dziecko do przedszkola nie chodziło, być może te kwestie zostałyby wcześniej wyłapane - i wiedziałabym, że pójście do zerówki w wieku lat 5 nie będzie takie proste, a pójście do klasy I w wieku lat 6 to będzie zupełny falstart. I podarowałabym sobie całą tę hecę.
                Nie wmawiam bynajmniej, że wszystkie 6-latki nie są gotowe do podjęcia nauki szkolnej, ale myślę, że sporo jest takich właśnie, które wciąż jeszcze powinny rozwijać się na poziomie zerówkowym. A w tej chwili jest ogromne parcie, także ze strony szkół, żeby zapisywać 6-latki do klas I bez większego zastanowienia.
                --
                Zginę, jeśli się obejrzę
                • 03.07.13, 11:04
                  "A w tej chwili jest ogromne parcie, także ze
                  > strony szkół, żeby zapisywać 6-latki do klas I bez większego zastanowienia."

                  Nie wiem jak teraz, ale dwa lata temu sytuacja była odwrotna. Zarówno nauczycielki przedszkolne jak i PPP na siłe próbowały robić z sześciolatków dzieciaki nie gotowe do podjęcia obowiązku szkolnego. Jeżeli nie dało się pokazać, że dziecko intelektualnie, motorycznie nie podoła to szły w szerokopojęty rozwój emocjonalno- społeczny.
                  Na pewno warto bardzo głęboko przeanalizować samemu , jak najbardziej obiektywnie rozwój naszego dziecka. Zdecydowanie odradzam posyłanie do klas pierwszych jako sześciolatków dzieci z wadami wymowy oraz dzieci nadruchliwe. Polecam również wszystkim rodzicom pięciolatków ćwiczenia słuchu fonematycznego( dzielenie wyrazów na sylaby, wyśpiewywanie wyrazów co ułatwia określenie ostatniej głoski, określanie pierwszej i ostatniej głoski w wyrazach, składanie wyrazów z wysłuchanych sylab/ głosek). Na tym, tak naprawdę warto skupić się w zerówce na nie na wymuszaniu nauki czytania. Jeżeli dziecko nie wyćwiczy sobie słuchu fonematycznego to niezależnie czy pozna w zerówce litery i tak czytać nie będzie umiało.
                  • 07.07.13, 13:05
                    U nas jest parcie ze strony władz miasta i kampanie promocyjne, bo polikwidowano przedszkola plus trzeba jakoś zorganizować nauczycielom etaty.
                    Co do poradni, przeczytałam ostatnio, że są naciski, żeby puszczać dalej nawet dzieci z trudnościami, nawet gdy te trudności wynikają z rozwoju i nie wykształcenia jeszcze pewnych rzeczy.
                    Jak załatwiałam nie promowanie 7-latki do klasy II i przeszłam się do kuratorium, pani stwierdziła rozbrajająco, że na wyrównanie dziecko ma 3 lata, a potem ewentualnie mogę sobie wystąpić o przedłużenie okresu edukacji wczesnoszkolnej. Albo też jak dziecko sobie w późniejszych klasach nie poradzi, to najwyżej nie zda wink. Dla tej pani dziecko było jedynie trybikiem w systemie, trybikiem szwankującym, ale albo się uda go naprawić, albo nie.
                    Dla mnie to było kuriozum, bo chyba lepiej na tym etapie ciutkę przyhamować niedojrzałą 7-latkę z lekkimi deficytami i dać ją do innej szkoły nawet - bo jeszcze nie zdążyła się z klasą tak związać emocjonalnie, jak miałoby to miejsce po 3 latach nauki. A przy tym czym innym jest nie promowanie do klasy II, gdy nauczyciel formułuje opisowo opinię, że dziecko dopiero teraz osiągnęło dojrzałość szkolną - a czym innym np. nie zdanie po klasie IV i rząd jedynek.
                    --
                    Zginę, jeśli się obejrzę
                    • 07.07.13, 16:37
                      lily-evans01 napisała:

                      > Jak załatwiałam nie promowanie 7-latki do klasy II i przeszłam się do kuratoriu
                      > m, pani stwierdziła rozbrajająco, że na wyrównanie dziecko ma 3 lata, a potem e
                      > wentualnie mogę sobie wystąpić o przedłużenie okresu edukacji wczesnoszkolnej.
                      Tak twierdzi większośc doswiadczonych nauczycielek wczesnej edukacji. Pewnie cos w tym jest. Była nauczycielka mojej córki /ze sporym juz doswiadczeniem w nauczaniu/powiedziała, że jeszcze nie miała przypadku, żeby dziecko nie wyrównało w ciagu 3 lat, nie miała przypadku aby dziecko nie zdało do IV klasy.
                      --
                      Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                      • 07.07.13, 23:44
                        No dobra, ale zauważ, że nie jest tak, że ono czegoś tam nie wyrównuje, bo nie wyrównuje (niezdolne, obniżone IQ, ADHD, wpisz, co chcesz). Ono jest młodsze od zdecydowanej większości klasy, bardziej "dziecinne", przemęczone i ma ciągle pod górę - bo żeby zrobić to, co starsi, wkłada w to o wiele więcej wysiłku.
                        Nie wątpię, że osiągnęłoby jakieś tam minimum umiejętności pod koniec każdej klasy. Tylko po co, skoro osiągnie to spokojnie w swoim czasie, razem z młodymi ludźmi ze swojego rocznika?
                        smile
                        --
                        Zginę, jeśli się obejrzę
                        • 08.07.13, 08:42
                          Abstrahując od twojego dziecka i od dzieci z deficytami - tak naprawdę to cholera wie, jak to dokładnie i ściśle wygląda. Może tak samo jak w przypadku np. obcych języków istnieją jakieś 'okna edukacyjne' - okres, w którym większość najlepiej uczy się skakać, trzymać w ręku ołówek, wchodzić w pojęcia abstrakcyjne? Może byłoby najlepiej, gdybyśmy w wieku x po raz pierwszy zetknęli się z przymusem, w wieku y - z dyscypliną i tak dalej?
                          Zawsze przychodzą mi do głowy Amala i Kamala - podobno do końca życia ich odruchem w sytuacji radości był bieg na czworkach, i podobno ludzie na dwóch nogach nie umieli ich dogonić...
                          --
                          Życie w Zatoce Perskiej
                          • 08.07.13, 09:32
                            Być może jest tak, jak mówisz - choć zawsze będą dzieci, które te okresy nabywania umiejętności wyprzedzają (z przeróżnych przyczyn), a są takie, które będą mieściły się standardowo w średniej.
                            I cały ten spór o edukację 6-latków wynika przede wszystkim tego, że próbka dzieci posłanych wcześniej do szkoły to były dzieci bardzo często najlepiej sobie radzące i bardziej rozwinięte niż reszta ich rówieśników, która została w przedszkolnych zerówkach. Stąd też przekonanie ich rodziców, czy nawet pedagogów o możliwościach wcześniejszego sukcesu edukacyjnego - a tymczasem rzeczywistość może okazać się mniej miła dla tzw. średniej większości, już nie mówiąc o dzieciach opóźnionych, zaniedbanych itp.
                            --
                            Zginę, jeśli się obejrzę
                            • 08.07.13, 13:24
                              Nie.
                              5/6 świata posyła dzieci do szkół (obowiązkowo) przed 6 rokiem życia. Poza Finlandią wszystkie topowo notowane edukacyjnie państwa zaczynają edukację wcześniej! Nie ma więc co wyciągać 'lepszych' dzieci.
                              Dla mnie problem leży więc w tym, jak i czego najefektywniej i najzdrowiej uczyć dzieci w wieku x lat.
                              Szkoła twojego dziecka z opisów nie spodobała mi się bez względu na wiek uczniów.
                              --
                              Życie w Zatoce Perskiej
                              • 08.07.13, 14:19
                                Ale z tego, co mi wiadomo, to ani Francja ani UK edukacyjnie nie porywa...
                                Co do systemu nauczania i sensownego podejścia do możliwości dzieci, jakie dyktuje im własny rozwój - masz rację. Jak dla mnie, posadzenie I-klasistów przy stolikach na 6 lekcji, sporadyczne przerwy śródlekcyjne, sporadyczne wychodzenie na dwór czy na jakieś imprezy kulturalne na zewnątrz, niezliczona ilość testów i sprawdzianów z czego tylko się dało - mija się z celem. Oczywiście były dzieci, które świetnie udźwignęły i taki system, ale naprawdę z tak nieliczną i wyselekcjonowaną klasą można było zrobić różne rzeczy inaczej, i zdecydowanie bardziej kreatywnie.
                                Szkoła, do której teraz przenoszę córkę, miała m.in. lekcje otwarte - były zdecydowanie ciekawsze (chociaż wiadomo, że to jest pod publikę wink ). Ale też i mają mnóstwo kół zainteresowań pozaprzedmiotowych, gdzie dzieci mogą rozwijać się twórczo, a nie tylko szlifować wiedzę.
                                --
                                Zginę, jeśli się obejrzę
                                • 08.07.13, 15:15
                                  Spójrz sobie na mapę. Większość świata zaczyna wcześniej - a jak ci się nie podoba GB czy inna Francja, to zauważ, że wysoko notowana Australia startuje w wieku pięciu lat - Singapur - 6, Kanada - głównie 6. Tak obecnie wygląda edukacja, i tam gdzie jest obowiązkowa i głównie darmowa, oczywistością jest ustawienie jakichś widełek wiekowych, choćby po to, żeby w jednej pierwszej klasie nie lądowały 4 latki i ośmiolatki.
                                  No i dowcip polega na tym, żeby uczyć jak najlepiej i żeby dzieci z nieuprzywiliejowanych środowisk wchodziły do systemu na tyle wcześnie, żeby była szansa na niwelowanie szans edukacyjnych.
                                  --
                                  Życie w Zatoce Perskiej
                                  • 08.07.13, 15:24
                                    W Polsce znakomitą bazą pod dalszą edukację był program wychowania przedszkolnego.
                                    To, że w tej chwili wywalono z niego choćby śladowe ilości czytania itp. jest po prostu chwytem mającym nakłonić rodziców, aby zapisywali dzieci do zerówek szkolnych, a nie do przedszkolnych (bo przedszkoli coraz mniej).
                                    --
                                    Zginę, jeśli się obejrzę
                                    • 08.07.13, 19:40
                                      Bo system, jak by go nie stawiać, musi uwzględniać wszystkie dzieci.
                                      --
                                      Życie w Zatoce Perskiej
                                    • 08.07.13, 21:15
                                      lily-evans01 napisała:

                                      > W Polsce znakomitą bazą pod dalszą edukację był program wychowania przedszkolne
                                      > go.

                                      Czyli juz dawno edukacja zaczynała się w wieku 6 lat. A co do znakomitosci to zdania sa podzielone. Niektórzy uważają, że lepiej aby wczesna edukacja odbywała się z jednym nauczycielem przez 3 lata i że ten wiek 6 lat, który jest tak chłonny nie był dobrze "wykorzystany" w przedszkolu i dzieci w tym wieku mogą znacznie więcej, niż proponowała zerówka. Oczywiscie były tez rózne zerówki. W niektórych poziom był bardzo wysoki a w wielu żenująco niski.

                                      --
                                      Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                                      • 08.07.13, 22:17
                                        Ja mam naprawdę wspaniałe wspomnienia z przedszkola i tej przedszkolnej zerówki, więc musiało być naprawdę nieźle, bo w końcu już tyle lat minęło wink.
                                        W każdym razie szłam do szkoły umiejąc płynnie czytać, wykonując działania arytmetyczne do 20 i całkiem starannie pisząc litery, więc sądzę, że dobrze nas tam przygotowywano.
                                        Poziom zerówki w szkole też może być kiepski, wiele zależy od nauczyciela, a nie tylko od programu.
                                        Co było plusem edukacji przedszkolnej w porównaniu do szkolnej zerówki? Na pewno infrastruktura dopasowana do młodszych dzieci, tak, nawet te wyśmiewane małe toalety i umywalki, plac zabaw w dużym ogrodzie, duża sala, swoboda przemieszczania się w niej, bo jednak większość edukacji odbywała się na wykładzinie, a nie przy stolikach. Nauka bardziej poprzez zabawę, ale dawało to efekty. Bardziej przyjazne otoczenie. Brak starszych, którzy potrafią nieźle maluchom dać w kość - nie czarujmy się, że w dużych szkołach, gdzie są kilkuklasowe oddziały, nie ma przepychanek między np. 5-latkami z zerówki a 9-latkami z III klasy. Akurat znam tylko takie szkoły w pobliżu, gdzie świetlica nie jest dzielona wiekowo.
                                        Nie mam nic przeciwko temu, żeby obowiązkowa edukacja rozpoczynała się jak najwcześniej, nie mam nic także przeciwko obowiązkowi przedszkolnemu np. od 4-latka czy nawet od 3-latka, ale niech to będzie w jakichś przyzwoitych dla dzieci warunkach, uwzględniających ich potrzeby psychofizyczne. Punkt przedszkolny od 3-latka w górę przy podstawówce to naprawdę nie jest to, o co powinno chodzić.
                                        --
                                        Zginę, jeśli się obejrzę
                                  • 08.07.13, 20:56
                                    olena.s napisała:

                                    > Spójrz sobie na mapę. Większość świata zaczyna wcześniej - a jak ci się nie pod
                                    > oba GB czy inna Francja, to zauważ, że wysoko notowana Australia startuje w wie
                                    > ku pięciu lat - Singapur - 6, Kanada - głównie 6.

                                    Jakbyś nie zauważyła,to kraje które wymieniłaś są pod wpływem Korony brytyjskiej,a kiedyś były koloniami brytyjskimi. Mało tego;Brytyjczycy dochodzą do wniosku,aby podwyższyć wiek rozpoczęcia edukacji. Tak więc,takie bezmyślne małpowanie po Brytyjczykach, nie wróży niczego dobrego dla naszych dzieci sad
                                    • 09.07.13, 00:46
                                      Mało tego;Brytyjczycy dochodzą d
                                      > o wniosku,aby podwyższyć wiek rozpoczęcia edukacji.

                                      Nie słyszałam, ale oni zaczynają pierwszą klasę jako pięciolatki, zauważ.
                                      --
                                      Życie w Zatoce Perskiej
                                      • 09.07.13, 09:15
                                        olena.s napisała:

                                        > Mało tego;Brytyjczycy dochodzą d
                                        > > o wniosku,aby podwyższyć wiek rozpoczęcia edukacji.
                                        >
                                        > Nie słyszałam, ale oni zaczynają pierwszą klasę jako pięciolatki, zauważ.

                                        Wiem o tym wink Po wielu badaniach i konsultacjach z psychologami/psychiatrami stwierdzili: że u nich jest znaczny wzrost nadpobudliwości u dzieci,agresji różnego typu zahamowań.W każdym razie jest dużo zjawisk niepokojących,które wypływają ze zbyt niskiego wieku rozpoczęcia edukacji. Nie przytoczę tu żadnego linka,bo nie pamiętam gdzie to czytałam.
                                        • 09.07.13, 23:05
                                          > Wiem o tym wink Po wielu badaniach i konsultacjach z psychologami/psychiatrami st
                                          > wierdzili: że u nich jest znaczny wzrost nadpobudliwości u dzieci,agresji różne
                                          > go typu zahamowań.

                                          Biorąc pod uwagę wzrost nadpobudliwości, agresji oraz zaburzeń z pogranicza autyzmu u polskich dzieci, gdzie wiek rozpoczęcia edukacji się nie zmienił, nie wiązałabym tych problemów z wiekiem rozpoczęcia edukacji. Szybciej chyba ze zmianami jakie zaszły w pożywieniu, w hodowli zwierząt, wprowadzeniu do hodowli hormonów przyśpieszający wzrost, herbicydom, środkom konserwującym. To wszystko jemy my i na tą całą szkodliwą chemię narażone są nasze dzieci już w naszym łonie.


                                          • 09.07.13, 23:25
                                            makurokurosek napisała:


                                            > Biorąc pod uwagę wzrost nadpobudliwości, agresji oraz zaburzeń z pogranicza aut
                                            > yzmu u polskich dzieci, gdzie wiek rozpoczęcia edukacji się nie zmienił, nie wi
                                            > ązałabym tych problemów z wiekiem rozpoczęcia edukacji.

                                            A ja,jak najbardziej popieram tę teorię o powiązaniu wieku wczesnego debiutu szkolnego,z zaburzeniami osobowości u znacznej grupy dzieci w Wielkiej Brytanii. U nas w Polsce,ten problem nie jest tak nasilony,bo są to pojedyncze przypadki tych zaburzeń.
                                            • 09.07.13, 23:51
                                              Obserwuję dzieciaki ze szkoły córki oraz dzieciaki z mojego rodzinnego miasta, w porównaniu do siedmiolatków z przed trzydziestu lat
                                              - są to dzieci wyższe ( u młodej w klasie około połowa dziewczyn ma 130 cm wzrostu)
                                              - w klasie jest co najmniej 3 dzieci o zaburzeniach z pogranicza autyzmu, w szkole w tym roczniku jest ich około 12, z czego 3 o dość silnych zaburzeniach. W grupie przedszkolnej młodej również była dwójka osób o widocznych zaburzeniach.
                                              - nasilenie zaburzeń koncentracji i agresji (co najmniej 1/3 klasy córki wykazuje takie zaburzenia, podobne obserwacje miałam w przedszkolu. Nie mówię o jakimś szale ale są to dzieci ewidentnie pobudzone. )
                                              - wzrost wad wymowy ( połowa grupy przedszkolnej młodej jak i klasy uczęszczała na zajęcia logopedyczne, w mojej klasie byłam jedynym dzieckiem wymagającym terapii)

                                              Nie przypominam sobie takiej sytuacji trzydzieści lat temu, większość siedmiolatków nie wykazywała takich zachowań i zaburzeń. Ale jedzenie miało inny smak, kurczak ze wsi miał żółty tłuszcz, a nie biały. Z mleka nawet tego ze sklepu, można było zrobić zsiadłe mleko, a spróbuj to uzyskać teraz.
                                              O szkodliwości mikrofal na pożywienie mówiło się dobre 10 lat temu, w świecie nauki był nawet artykuł dlaczego nie powinno się podgrzewać mleka w mikrofali.
                                              Tak więc sądzę, że większy wpływ na zaburzenia ma jedzenie, a niżeli wiek rozpoczęcia edukacji.
                                              • 10.07.13, 07:12
                                                makurokurosek napisała: > grupie przedszkolnej młodej również była dwójka osób o widocznych zaburzeniach

                                                Taka grupa badawcza:czy to grupa przypadkowo wybrana,czy też celowo ? A w innych szkołach,też takie "badania" przeprowadzałaś ? Bo to dawałoby jakieś światło na twoją teorię. .

                                                > - wzrost wad wymowy ( połowa grupy przedszkolnej młodej jak i klasy uczęszczała
                                                > na zajęcia logopedyczne, w mojej klasie byłam jedynym dzieckiem wymagającym te
                                                > rapii)

                                                Możliwe,że kiedyś też było takie natężenie wad wymowy,ale rodzice tak o to nie zabiegali i nie chodzili z dziećmi tak gremialnie do logopedy.Mam wrażenie,że takie chodzenie z dziećmi do logopedy/ortodonty,psychologa jest po prostu modne. wink

                                                > Nie przypominam sobie takiej sytuacji trzydzieści lat temu, większość siedmiola
                                                > tków nie wykazywała takich zachowań i zaburzeń.
                                                A ile ty masz lat,że sobie nie przypominasz takiej sytuacji sprzed trzydziestu lat ?.To musisz mieć sporo ponad 50 lat wink
                                                • 10.07.13, 09:39
                                                  > Taka grupa badawcza:czy to grupa przypadkowo wybrana,czy też celowo ? A w inny
                                                  > ch szkołach,też takie "badania" przeprowadzałaś ? Bo to dawałoby jakieś światło
                                                  > na twoją teorię. .

                                                  Napisałam wyraźnie , że to są MOJE PRYWATNE OBSERWACJE, a nie badania.

                                                  "> Możliwe,że kiedyś też było takie natężenie wad wymowy,ale rodzice tak o to nie
                                                  > zabiegali i nie chodzili z dziećmi tak gremialnie do logopedy.Mam wrażenie,że
                                                  > takie chodzenie z dziećmi do logopedy/ortodonty,psychologa jest po prostu modn
                                                  > e. wink

                                                  Z miasta z którego pochodzę, z grupy przedszkolnej mojej siostrzenicy nie jestem w stanie zrozumieć połowy grupy. Z dzieciaków na placu zabaw też nie wielu wyraźnie mówi. Nie wiem czy to kwestia zaniedbania, czy jest jakaś inna głębsza przyczyna, ale na pewno nie jest nią wcześniejsza edukacja.

                                                  "> A ile ty masz lat,że sobie nie przypominasz takiej sytuacji sprzed trzydzie
                                                  > stu lat ?
                                                  .To musisz mieć sporo ponad 50 lat wink"

                                                  Mam trzydzieści parę i wystarczająco dobrą pamięć, by pamiętać, że byłam w klasie jedynym dzieckiem z wadą wymowy, w klasie było trzech łobuzów. Po latach mogę powiedzieć ,że ich zachowanie bardziej wynikało z niedopilnowania i problemów domowych, a niżeli z nadpobudliwości.

                                                  Ale oczywiście jako przeciwnik posyłania sześciolatków do szkoły czepisz się każdego argumentu, niezależnie czy jest sensowny czy nie. O wzroście zachowań autystycznych, agresywnych i nadpobudliwości trąbi sie od lat , ten wzrost nie nastąpił w państwach które obniżyły wiek rozpoczęcia edukacji tylko we wszystkich państwach rozwiniętych i rozwijających się. O tym jak duży wpływ na nadpobudliwość i agresja ma spożywanie jedzenia przetworzonego, też sie trąbi ale dla ciebie głównym powodem tych zaburzeń jest obniżenie wieku. Dziwne , że ani o tym się nie pisze, ani nie ma na ten temat szeroko opisanych badań, ani nie ma nawet grupy badawczej której zachowanie zmieniłoby się pod wpływem wcześniej rozpoczętej edukacji.
                                                  • 10.07.13, 10:36
                                                    makurokurosek napisała:

                                                    > Z miasta z którego pochodzę, z grupy przedszkolnej mojej siostrzenicy nie jeste
                                                    > m w stanie zrozumieć połowy grupy. Z dzieciaków na placu zabaw też nie wielu wy
                                                    > raźnie mówi. Nie wiem czy to kwestia zaniedbania, czy jest jakaś inna głębsza p
                                                    > rzyczyna, ale na pewno nie jest nią wcześniejsza edukacja.
                                                    >
                                                    Kiedyś też ludzie mieli wady wymowy i rodzice nie chodzili z nimi do logopedy:bo wyrosną z tego. To nie było takiego "nakręcania atmosfery" w tym kierunku.


                                                    > Ale oczywiście jako przeciwnik posyłania sześciolatków do szkoły czepisz się ka
                                                    > żdego argumentu,

                                                    Jak napisałam poniżej: Ja jestem przeciwna obligatoryjnemu posyłaniu sześciolatków do szkoły, a jeżeli dziecko jest gotowe intelektualnie i emocjonalnie na rozpoczęcie edukacji jako sześciolatek - to proszę bardzo ! wink Aha,żeby nie było: nie neguję Twojego argumentu,że Przetworzone jedzenie wpływa negatywnie na układ nerwowy( i nie tylko nerwowy) dzieci i dorosłych.
                                    • 10.07.13, 15:08
                                      Oj, jednak nie podwyższają. Zmieniają program - ciekawie brzmi - aż wkleiłam link w innym wątku, żeby nie zaśmiecać.
                                      --
                                      Życie w Zatoce Perskiej
                        • 08.07.13, 20:57
                          lily-evans01 napisała:

                          > Nie wątpię, że osiągnęłoby jakieś tam minimum umiejętności pod koniec każdej kl
                          > asy.

                          Chyba nie rozumiesz...dziecko wyrówna w pewnym momencie np. w II klasie i potem już jest na tym samym etapie. Ty natomist oczami wyobraźni widzisz że Twoje dziecko albo inne które napotkało na trudnosci w klasie I będzie już je miało do końca edukacji. Tymczasem jak mówia nauczyciele i psychologowie szkolni, wcale tak nie jest! Mało tego sporo dzieci, które dokonale radza sobie w klasach I-III potem w IV zaczynają sobie radzic gorzej.
                          --
                          Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                          • 08.07.13, 22:24
                            Co będzie, to się możemy dowiedzieć jedynie wtedy, kiedy to się dzieje.
                            Cała reszta to hipotezy.
                            Znam dziecko, które poszło do szkoły ze starszym rocznikiem i po dziś dzień wykonuje wszystko wolniej, choć ma wszystkie właściwe umiejętności. Ot, kwestia może mniejszej koncentracji, słabszej motoryki, nie wiem czego jeszcze. Oczywiście trzecioteścik dziewczynka musiała pisać dokładnie w tym samym czasie jak starsi od niej i wedle tych samych kryteriów była oceniana. Nie ma żadnych dysfunkcji, które umożliwiałyby wydłużenie egzaminu wink.
                            Ja tam bardzo się cieszę, że wreszcie dzieciak nie będzie musiał mi się spinać i bez przerwy dorównywać starszym - ma szansę funkcjonować w grupie adekwatnej wiekowo i psychospołecznie.
                            --
                            Zginę, jeśli się obejrzę
                            • 09.07.13, 10:05
                              Tu zgodzę się z wcześniejszą wypowiedzią. Wszelkie różnice które były między dziećmi na początku edukacji, w kolejnych latach sie zacierają. W klasie trzeciej już ich zwyczajnie nie ma. Skoro dziewczyna jest powolna, ma słabą motorykę to nie jest to kwestia wieku tylko jej indywidualnych cech i w porównaniu do swoich rówieśników wypadałaby tak samo blado jak wypada teraz. Może warto zaakceptować dziecko takim jakje jest.

                              "> Ja tam bardzo się cieszę, że wreszcie dzieciak nie będzie musiał mi się spinać
                              > i bez przerwy dorównywać starszym - ma szansę funkcjonować w grupie adekwatnej
                              > wiekowo i psychospołecznie."

                              Wcześniej czy później i tak będzie rywalizowało ze starszymi. Wszelkie kółka/ zajęcia w centrach kultury tworzą grupy z przedziałów wiekowych, a nie grupy wiekowe. Tak więc jeżeli zapiszesz trzecioklasiste do klubu modelarskiego to i tak będzie rywalizował z kolegami starszymi
                              • 09.07.13, 14:27
                                Ale na koło zainteresowań czy inne zajęcia pozaszkolne chodzi się dla przyjemności - i nie ma takiej atmosfery rywalizacji...
                                Córka chodziła przez rok na kurs tańca towarzyskiego, byli i młodsi i starsi od niej, nikt się między sobą nie porównywał ani nie wyszydzał, choć 7-latki były np. bardziej sprawne niż 5-latki. Może dlatego, że same zajęcia były atrakcyjne i nie było na to czasu, a i nad dziećmi pracowała fachowa kadra.
                                Co do powolności i słabej motoryki - to też nie są cechy wieczne, w tej chwili moje dziecko bardzo starannie pisze, wykonuje piękne prace plastyczne - ale w odniesieniu do swoich rówieśników. W odniesieniu do starszych jest po prostu przeciętna i funkcjonuje dużo poniżej możliwości, jakie miałaby w grupie rówieśniczej (mam porównanie z innymi dziećmi w jej wieku).
                                --
                                Zginę, jeśli się obejrzę
                                • 09.07.13, 21:41
                                  lily-evans01 napisała:

                                  > Córka chodziła przez rok na kurs tańca towarzyskiego, byli i młodsi i starsi od
                                  > niej, nikt się między sobą nie porównywał ani nie wyszydzał, choć 7-latki były
                                  > np. bardziej sprawne niż 5-latki. Może dlatego, że same zajęcia były atrakcyjn
                                  > e i nie było na to czasu, a i nad dziećmi pracowała fachowa kadra.
                                  Nigdy moja córka nie opowiadała o jakimkolwiek wyszydzaniu młodszych przez starszych w szkole. W ogóle nieczesto się widywali i tak jest w bardzo wielu szkolach. Natomiast niektóre starsze dziewczynki przychodziły do młodszych do świetlicy i pomagały w lekcjach, bawiły się...dostawały za to jakieś tam punkty.
                                  --
                                  Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                                  • 10.07.13, 08:17
                                    Może dlatego, że dostawały punkty wink.
                                    W klasie mojej córki były "uprzejme" określenia typu "głupia świnia", "świrnięta" itp. Były dziewczynki - starsze - które kopały, szarpały inne, rozwalały każdą zabawę, po to, żeby rozwalić. Nauczycielka twierdziła, że sobie nie daje z nimi rady. W końcu te najbardziej rozrabiające tak przegięły na zielonej szkole, że mamunia jednej z nich musiała kupować dla szkoły prezenty - pomoce dydaktyczne, żeby dziecina mogła zostać i nie została usunięta.
                                    Moja córka, jak słyszy, że miałaby być w klasie ze starszymi nadal, niemal się jeży.
                                    I wcale jej się nie dziwię, bo te najstarsze dziewczyny bardzo szybko narzuciły klasie swoją przewagę, a nauczycielka nie kiwnęła palcem, żeby cokolwiek zmienić.
                                    --
                                    Zginę, jeśli się obejrzę
                                • 09.07.13, 22:39
                                  "Ale na koło zainteresowań czy inne zajęcia pozaszkolne chodzi się dla przyjemności - i nie ma takiej atmosfery rywalizacji... "

                                  A czy to zmienia fakt bycia przeciętnym w porównaniu do kogoś starszego, podczas gdy w gronie równolatków było by się na szczycie ?
                                  • 10.07.13, 08:21
                                    Nie, nie zmienia.
                                    Ale wydaje mi się, że to normalne, że w porównaniu do starszych jest się przeciętnym - takżę, gdy w gronie rówieśniczym radzisz sobie bardzo dobrze.
                                    Moje dziecko ma zniszczone poczucie wartości, także przez to, że wśród starszych było na samym końcu. A wczoraj to niemal się popłakałam, zaczęła mi mówić, kim chciałyby być dziewczynki z jej byłej klasy (padały określenia: dyrektorka, lekarka, prawnik itp.) - a ona stwierdziła, że jest tak głupia, że chyba zostanie tylko gosposią domową...
                                    I to mówi dziecko, które od 3 roku życia chciało być weterynarzem. Zauważ, jak wielka różnica w postrzeganiu siebie zaistniała raptem przez jedną klasę I, w otoczeniu starszych, bardziej dominujących i wyszczekanych. Dziecko miało swoje marzenia, jak wszystkie dzieci. A teraz samo uważa się za nic.
                                    --
                                    Zginę, jeśli się obejrzę
                                    • 10.07.13, 09:51
                                      "Ale wydaje mi się, że to normalne, że w porównaniu do starszych jest się przeciętnym - takżę, gdy w gronie rówieśniczym radzisz sobie bardzo dobrze. "

                                      Dokładnie, i z tym stanem rzeczy należy nauczyć dziecko radzić sobie.

                                      "> Moje dziecko ma zniszczone poczucie wartości, także przez to, że wśród starszyc
                                      > h było na samym końcu. A wczoraj to niemal się popłakałam, zaczęła mi mówić, ki
                                      > m chciałyby być dziewczynki z jej byłej klasy (padały określenia: dyrektorka, l
                                      > ekarka, prawnik itp.) - a ona stwierdziła, że jest tak głupia, że chyba zostani
                                      > e tylko gosposią domową..."

                                      Nie uwzględniasz wpływu rodziców tych dzieci. U młodej w klasie dzieciaki nie tylko mają już zaplanowane które gimnazjum czy liceum, ale nawet kierunek studiów oczywiście predyspozycje dzieci sa pomijane, nie mówiąc już o ich zdaniu. Zawody dobrze i kiepsko opłacane dzieciaki też mają obcykane.

                                      "> I to mówi dziecko, które od 3 roku życia chciało być weterynarzem. Zauważ, jak
                                      > wielka różnica w postrzeganiu siebie zaistniała raptem przez jedną klasę I,"

                                      Nie przez klasę pierwszą, ale przez grupę z jaką się tam spotkała. Niezależnie czy z taką grupą by sie spotkała w przedszkolnej zerówce czy w szkolnej pierwszej klasie zniszczenia byłby takie same. Rozumiem, ciebie bo mam podobne problemy z młodą, ale to nie szkoła odpowiada za wychowanie w kulcie kasy i władzy. Patrząc na córkę niejednokrotnie serce mi sie łamie, bo prawdziwą przyjaciółkę miała w przedszkolu a w naszej szkole wszystko opiera się o zasadę " co bedę z tego miał"


                                      • 10.07.13, 11:08
                                        Oczywiście masz rację, ale łatwiej jest sobie radzić z tym, że wszystko wychodzi nam RÓŻNIE, nie TAK SAMO, że mamy słabe i mocne strony - w gronie bardziej zróżnicowanym, które np. na tańcach składało się z iluś tam 5-, 6- i 7-latek. Z kolei jeśli w szkole w klasach I jest obecnie sytuacja, że mamy np. 24 starszych i 4 młodszych, to pewna równowaga jest zachwiana. Bardzo łatwo tu o poczucie górowania nad mniejszymi i chęć dominacji ze strony starszych.
                                        Co do tej wymiany zdań o życiu zawodowym - chodziło mi jedynie o podkreślenie, że moja córka przebywając w takiej, a nie innej atmosferze, całkowicie zwątpiła w siebie. Zdaję sobie świetnie sprawę, że od planów pierwszoklasistki do życia zawodowego długa droga i nigdy nie myślałam o planowaniu z góry jakiejś tam "kariery" dziecka. Chodzi mi o to, że miała swoje marzenia, zainteresowania, przez nikogo nie podpowiedziane, nie narzucane ani sugerowane, a po tej nieszczęsnej I klasie sama uważa, że swoim marzeniom nie sprosta sad.

                                        Co do szkoły i środowiska - alternatywą dla takich szkół jest np. rejon, w którym ta spokojne dziecko jak moja córka dostanie pierwszego dnia łomot od patologii albo lekcje będą rozwalane przez jakiegoś adhdowca, którego rodzice w odwłoku mają terapię. Dorzućmy 31-osobową klasę (tak jest w naszym rejonie, klasy zagęszcza się na rok 2013/14). Tak więc wybór czasami jest trudny.
                                        --
                                        Zginę, jeśli się obejrzę
                                    • 10.07.13, 10:13
                                      > I to mówi dziecko, które od 3 roku życia chciało być weterynarzem. Zauważ, jak
                                      > wielka różnica w postrzeganiu siebie zaistniała raptem przez jedną klasę I, w o
                                      > toczeniu starszych, bardziej dominujących i wyszczekanych. Dziecko miało swoje
                                      > marzenia, jak wszystkie dzieci. A teraz samo uważa się za nic.

                                      Bardziej dominujących i wyszczekanych. Wiek tu jest sprawą drugorzędną. Nie rozczulaj się tylko walcz. Jeśli możesz to, zmień środowisko.
                                      • 10.07.13, 11:10
                                        Już zmieniłam wink
                                        --
                                        Zginę, jeśli się obejrzę
                            • 09.07.13, 21:56
                              lily-evans01 napisała:

                              > Znam dziecko, które poszło do szkoły ze starszym rocznikiem i po dziś dzień wyk
                              > onuje wszystko wolniej, choć ma wszystkie właściwe umiejętności. Ot, kwestia mo
                              > że mniejszej koncentracji, słabszej motoryki, nie wiem czego jeszcze.
                              ludzie są różni, dzieci też. Moja córka jest też grzebułą i ma problemy z koncentracją, co nie przeszkadza jej osiagac bardzo dobre winiki w szkole. Mało tego ona sie grzebie ze wszystkim począwszy od lekcji kończywszy na ubraniu czy rozebraniu. Nigdy nie przyszło mi to do głowy że to przez to, że poszła do szkoły wcześniej smile Ze swoimi rówieśnikami tez sie grzebie. No taka jej uroda.

                              --
                              Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                              • 10.07.13, 08:23
                                Ale zauważ, że tym wcześniejszym pójściem do szkoły utrudniłaś jej życie.
                                Co do koncentracji, nie masz racji, inny jest czas koncentracji 6-, 7-, 8-latka itp.
                                Jeśli usiłujemy na siłę przystosować przeciętne młodsze dziecko do tempa pracy starszych, to ono się po prostu męczy. A to, że o rok wcześniej wejdzie na rynek pracy (albo i nie), to żadna zaleta.
                                --
                                Zginę, jeśli się obejrzę
                                • 10.07.13, 10:17
                                  > Jeśli usiłujemy na siłę przystosować przeciętne młodsze dziecko do tempa pracy
                                  > starszych, to ono się po prostu męczy.
                                  Wydaje mi się, że zwłaszcza wobec uproszczenia programów nauczania, nie ma żadnej konieczności, by dzieci musiały ciągnąć równym, dyktowanym przez najlepszą grupę (bo to przecież nie jest kwestia wyłącznie, ani nawet głównie różnicy wieku) tempem.

                                  A to, że o rok wcześniej wejdzie na ryne
                                  > k pracy (albo i nie), to żadna zaleta.

                                  Gdybyś mogła na chwilę pozbyć się uproszczonej wizji pt. 'sześć lat złotej swobody, potem okropna szkoła, potem koszmarna praca, potem ufff, wreszcie emerytura' to zauważyłayś, że jest wiele innych ważkich kwestii.
                                  Na przykład - jeżeli dziecko będzie pracowało w systemie, w którym na wysokość emerytury mają wpływ oszczędności kapitałowe, to ten wcześniejszy rok pracy (plus 30-40 lat narastania tej składki na zasadzie procentu składanego) da mu wymierne korzyści. Mu, niekoniecznie ZUSowi.
                                  Ale nawet pomijając kompletnie kwestie pieniężne - może jest lepiej, kiedy pracę zaczyna człowiek bardziej skłonny do podejmowania ryzyka, do zmian życiowych itp. niż rok później? Oddalony o rok więcej od chwili, kiedy wola boża skieruje go do zakładania rodziny i stabilizacji? Z wiekiem statystycznie wapniejemy, niestety, i pewne ruchy stają sie dla nas trudniejsze....
                                  --
                                  Życie w Zatoce Perskiej
                                  • 10.07.13, 11:18
                                    Cóż, mam wrażenie, że w obecnych czasach niemal wszyscy studenci pracują, a sporo z nich potrafi sobie nieźle skalkulować, ile wysiłku opłaca się włożyć w studiowanie, a ile w pracę i zapewnienie sobie pozycji zawodowej w przyszłości.
                                    Tak więc nie jest tak, że dopiero 24- lub 23-latek rozpoczyna pracę, bo w obecnej rzeczywistości to chyba jakieś kuriozum. Wkroczenie o rok wcześniej na rynek pracy nic nie zmienia, bo studenci już na nim są.
                                    Chyba, że nasze kochane państwo liczy na więcej składek emerytalnych, ale na podstawie tak popularnych form zatrudniania pracowników młodych i niedoświadczonych jak np. UoD, mogą się chciwe rączki sięgające po kasę sporo przeliczyć wink.

                                    Co do woli bożej, znam sporo ludzi ok. trzydziestki, którzy nie założyli jeszcze rodziny bądź dopiero przedsięwzięli jakieś pierwsze kroki ku temu. A co najmniej kilka lat poświęcili pracy, podnoszeniu kwalifikacji i najnormalniej w świecie atrakcjom życia towarzyskiego i wolnego czasu. Nie jest więc tak, że panny pędzą zaraz po studiach do ołtarza i w pieluchy.

                                    Co do tempa pracy uczniów, sami nauczyciele nie są zadowoleni z mieszanych grup i narzekają na duży rozrzut między umiejętnościami dzieci - słyszałam takie opinie nawet i w naszej byłej szkole, gdzie nauczyciel ma naprawdę niezłe warunki pracy i mało liczne klasy. W dodatku, te dzieci nie idą tym samym tempem, ale testy będą musiały pisać dokładnie te same.
                                    --
                                    Zginę, jeśli się obejrzę
                                • 10.07.13, 17:18
                                  lily-evans01 napisała:

                                  > Ale zauważ, że tym wcześniejszym pójściem do szkoły utrudniłaś jej życie.

                                  a kto powiedział że życie musi by takie łatwe?
                                  paradoksalnie zawsze może zwalić swoje grzebalstwo na to, że jest młodsza smile ale jak wcześniej pisałam, ona się grzebie nie tylko w porównaniu do starszych dzieci...
                                  > Co do koncentracji, nie masz racji, inny jest czas koncentracji 6-, 7-, 8-latka
                                  > itp.
                                  no i co z tego? moja córka już ma 10 lat a problemy z koncentracją są nadal. Powinnam chyba dalej czekać z posyłaniem jej do szkoły wink. Tymczasem jest w klasie IV i ma wysokie wyniki w nauce
                                  > Jeśli usiłujemy na siłę przystosować przeciętne młodsze dziecko do tempa pracy
                                  > starszych, to ono się po prostu męczy.
                                  Troche sie pomęczyła w pierwszej klasie ale to ze wzgledu na dosc wysokie wymagania nauczycielki...ale nie wpłynęło to jakos negatywnie na nią. Jest dzieckiem przebojowym, otwartym, śmiałym, rozsądnym, towarzyskim.
                                  Tyle że ja jej jakos nie porównywałam wciąz do innych dzieci.


                                  --
                                  Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                                  • 10.07.13, 18:34
                                    No dobrze, ale po co wam to było?
                                    Jaką widzisz korzyść - dla dziecka?
                                    Że szybciej pisze albo czyta? No i co z tego?
                                    Rozwijamy się naprawdę nie tylko poprzez znajomość alfabetu.

                                    Bo jeśli powiesz, że wszystko jest ok i ma dobre wyniki w nauce - w klasie właściwej wiekowo też by je miała, a jako 6-latce w zerówce, a nie w klasie I pozostałoby jej więcej wolnego czasu na sprawy zdecydowanie bardziej przyjemne niż szkoła (ruch, zabawa, rozwijanie zainteresowań, kontakty towarzyskie itp.). Inaczej wygląda edukacja w klasie 0 i I, chyba to wiesz.
                                    Ja serdecznie żałuję, że odebrałam dziecku możliwość swobodnej zabawy wtedy, kiedy jeszcze jest dzieckiem.
                                    --
                                    Zginę, jeśli się obejrzę
                                    • 10.07.13, 21:16
                                      lily-evans01 napisała:

                                      > No dobrze, ale po co wam to było?
                                      > Jaką widzisz korzyść - dla dziecka?

                                      ogromną, przeciez widze jak sie doskonale rozwija. Ona juz ma poważna naukę: historię, przyrodę, matmę, na trudniejszym poziomie, gramatyke z polskiego, dwa języki obce i radzi sobie bardzo dobrze. Ona w trzeciej klasie by sie zanudziła smile

                                      > Rozwijamy się naprawdę nie tylko poprzez znajomość alfabetu.

                                      Dokładnie tak, alfabet to podstawa, potem są ciekawsze rzeczy, znacznie ciekawsze.

                                      > Ja serdecznie żałuję, że odebrałam dziecku możliwość swobodnej zabawy wtedy, ki
                                      > edy jeszcze jest dzieckiem.

                                      Dziewczyno, przestań Ty tak żałować bo przychodzi taki wiek, że dziecku juz zabawa swobodna nie wystarcza, potrzebuje troche trudnosci napotkać np. wysiłku umysłowego, odrobine stresu. Na tym polega rozwój. Osobiscie uważam, że nie powinno się dzieci cofać w I, II III klasie ale to juz Ci pisałam.


                                      --
                                      Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                                      • 11.07.13, 00:37
                                        Ale skąd wiesz, że zanudziłaby się w III klasie?
                                        Może miałaby czas rozwijać zainteresowania? Hobby?
                                        Więcej czasu na powietrzu? Z koleżankami?
                                        To też jest element rozwoju, nie mniej ważny niż nauka szkolna.

                                        Czasami wypowiada się tu na forum babeczka o nicku "verdana", pewnie kojarzysz, nauczyciel akademicki i humanistka. I muszę ją tu chyba zacytować, bo w tym co pisze, ma zazwyczaj 100% racji: dziecko musi czasem się ponudzić i mieć wolny czas.

                                        Dla mnie całe to przyspieszanie edukacji szkolnej i wsadzanie małych dzieci do klas ze starszymi rocznikami, o ile nie jest to ktoś, kto od 5-latka super biegle czyta, liczy, mnoży wink itp. - to jest po prostu hodowanie przyszłych korposzczurków ... Byle prędzej, byle więcej, byle bardziej wydajnie. A niestety, ale nasz rynek pracy i tak ich wcale obecnie za to nie wynagradza.
                                        --
                                        Zginę, jeśli się obejrzę
                                        • 11.07.13, 08:03
                                          > Dla mnie całe to przyspieszanie edukacji szkolnej i wsadzanie małych dzieci do
                                          > klas ze starszymi rocznikami,

                                          Ale to akurat nie jest ani założenie ani wina reformy tylko akcji ratujmy maluchy oraz rządu który im ulega.

                                        • 11.07.13, 08:23
                                          Dlaczego uparłaś się aby przekonać Zofijkamyjkę, że źle zrobiła posyłając dziecko jako 6-latka do szkoły? Twoje dziecko sobie nie radziło w szkole wybranej przez Ciebie(co mnie wcale nie dziwi czytając opis tej szkoły), co nie znaczy że inne sobie nie radzą. Są dzieci, które radzą sobie dobrze w szkole i mają czas na zainteresowania i nudę.
                                          • 11.07.13, 08:53
                                            Bo chciałabym wiedzieć, jakie korzyści wymiernie przynosi to samemu dziecku, poza tym, że sobie poradziło (w przepisowym czasie też by sobie radziło, a może i o wiele lepiej). W czym lepszy jest przyspieszony start dla dziecka młodszego wśród starszych? Naprawdę, czytania i pisania i tak każdy w końcu się uczy. Umiejętności, jakie ma nabyć, nabędzie o rok wcześniej lub później, jak każdy inny. Co jeszcze konkretnie?
                                            --
                                            Zginę, jeśli się obejrzę
                                            • 11.07.13, 09:05
                                              Zapewne takie same jak wczesna nauka czytania, liczenia.
                                              Dlaczego coraz więcej rodziców rozpoczyna naukę z coraz młodszymi dziećmi, dlaczego coraz więcej rodziców kupuje zabawki edukacyjne zamiast miśków i lalek, dlaczego coraz częściej decydują sią na wczesną naukę języka obcego.
                                              Im młodsze dziecko tym naukę mniej traktuje jak naukę, a bardziej jak zabawę, tym szybciej nowe informacje wchłania.
                                              Jeszcze rok temu młoda lubiła grać w gdy typowo edukacyjne ( Reksio, bystrzak) nie widziała w nich tej nauki teraz doskonale wie, że to nie tylko gra i gdyby teraz otrzymała taką grę zapewne by jej nawet nie otworzyła.
                                              • 11.07.13, 12:26
                                                Słuszna uwaga.
                                                --
                                                Życie w Zatoce Perskiej
                                              • 11.07.13, 15:53
                                                makurokurosek napisała:

                                                > Zapewne takie same jak wczesna nauka czytania, liczenia.
                                                > Dlaczego coraz więcej rodziców rozpoczyna naukę z coraz młodszymi dziećmi, dlac
                                                > zego coraz więcej rodziców kupuje zabawki edukacyjne zamiast miśków i lalek, dl
                                                > aczego coraz częściej decydują sią na wczesną naukę języka obcego.

                                                Bo to jest wyścig szczurów,wśród rodziców. To rodzice przecież kupują te wszystkie edukacyjne zabawki itp.,aby móc pochwalić się przed rodziną/sąsiadkami w piaskownicy/na huśtawce,że "Jaś/Zosia biegle mówią w 3 językach/liczą do miliona i inne historie.
                                            • 11.07.13, 09:32
                                              Gdyby reforma było wprowadzana po ludzku toby nie było zamieszania z mieszaniem dwóch roczników. Czy gdyby nie było reformy to byś uważała, że to dzieci robią w zerówce jest przyspieszeniem startu? W pierwszej klasie robią niewiele więcej niż dawniej w zerówce (dodatkowo były dwuznaki, więcej pisali, robili prac ręcznych). Wysłanie 6-latka do pierwszej klasy nie jest lepszym bądź gorszym wyborem, dla jednego dziecka lepsze będzie przedszkole, dla drugiego szkoła. Jedno ciągnie do nauki, inne nie. Dla jednego dziecka kolejny rok przedszkola (powtarzanie tego samego) będzie rokiem nudy i zniechęcenia się, dla innego nie. Do rodzica należy wybranie co jest odpowiednie dla dziecka i ewentualnie przypomnienie w szkole jaki jest obecnie program nauczania.
                                              • 11.07.13, 09:41
                                                Tylko, że kiedyś w zerówce były dzieci 6-letnie, teraz 5-letnie.
                                                Jest różnica w gotowości do nauki czytania, pisania itp., jeżeli np. szkolimy wzrok, dłonie i słuch pięciolatka poprzez zabawę, lepienie, wycinanie, rymowanki, zajęcia rytmiczne, to większość z tych młodych osób dość bezboleśnie przejdzie od układania puzzli do liter.
                                                Moja 5-latka poszła do szkoły, spotkała się na dzień dobry z literami i było bardzo, bardzo ciężko. A nie wierzę, że wszystkie dzieci 5-letnie (były też nawet nie mające jeszcze 5) są już tak świetnie obeznane z literkami.
                                                Jak dla mnie to przyspieszenie jest trochę na wyrost i na siłę, jeżeli 5-latce każe się czytać kilkuzdaniowy tekst.

                                                Zresztą pomińmy już reformę i sposób jej wprowadzania.
                                                Ciekawa jestem, jakie korzyści dla dzieci młodszych widzą rodzice - bo mam wrażenie, że sporo dyskutantów sprowadza rozwój tylko do tego, że dziecko już czyta, liczy, pisze itp. A jego rozwój psychiczny? A zabawa? Czas wolny? Rozwój ruchowy? Jeżeli sześciolatek zasiada na 5 lekcji przy stoliku, jak będzie kształtować się jego kręgosłup?
                                                --
                                                Zginę, jeśli się obejrzę
                                                • 11.07.13, 09:49
                                                  Teoretycznie nie powinno być w zerówkach liter, liczby tylko przygotowanie do ich nauki. Tylko jak zwykle wykonanie pozostawia wiele do życzenia i część zerówek uczy liter, cyfr. Porównując zerówkę i pierwszą klasę moich dzieci, to więcej prac ręcznych, zrozumienia do nadruchliwości(tego że dziecko podskakuje non stop), ma jakieś kłopoty było w szkole. To nauczyciel się interesował i pomagał znaleźć rozwiązanie problemu, w przedszkolu było "dziecko jest niegrzeczne" rodzice zróbcie coś z tym coś. Także wprowadzać litery i liczby można przez zabawę.
                                                  • 11.07.13, 17:57
                                                    analist73 napisała:

                                                    > Teoretycznie nie powinno być w zerówkach liter, liczby tylko przygotowanie do i
                                                    > ch nauki. Tylko jak zwykle wykonanie pozostawia wiele do życzenia i część zerów
                                                    > ek uczy liter, cyfr.
                                                    Mysle, że to tez w dużej mierze wynika z tego, że w zerówkach sa dzieci sześciolatnie, które naturalną koleją rzeczy maja potrzebe nauki czytania i pisania. nauczycielki nie chcą tego hamować.
                                                    --
                                                    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                                                  • 11.07.13, 18:04
                                                    Nie no, teraz mnie rozbawiłaś.
                                                    Powiem szczerze, że na poziomie edukacji wczesnoszkolnej nie spotkałam jeszcze dziecka, które samo z siebie miałoby POTRZEBĘ uczenia się czegoś. Dziecko możesz czymś zaciekawić, rozbudzić jego zainteresowania, ale chyba nie jest tak, że kierując się swą naturalną potrzebą samo siądzie i zacznie czytać wink.
                                                    --
                                                    Zginę, jeśli się obejrzę
                                                  • 11.07.13, 18:18
                                                    lily-evans01 napisała:

                                                    > Powiem szczerze, że na poziomie edukacji wczesnoszkolnej nie spotkałam jeszcze
                                                    > dziecka, które samo z siebie miałoby POTRZEBĘ uczenia się czegoś. Dziecko możes
                                                    > z czymś zaciekawić, rozbudzić jego zainteresowania, ale chyba nie jest tak, że
                                                    > kierując się swą naturalną potrzebą samo siądzie i zacznie czytać wink

                                                    Alez oczywiscie, że u dzieci naturalnie pojawia się potrzeba poznawania liter, czytania i równolegle pisania. Większosc dzieci ma taka potrzebe około 6 roku życia, niektóre wcześniej.
                                                    radze poczytac o rozwoju dziecka.


                                                    --
                                                    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                                                  • 10.08.13, 09:54
                                                     Dziecko możes> z czymś zaciekawić, rozbudzić jego zainteresowania, ale chyba nie jest tak, że > kierując się swą naturalną potrzebą samo siądzie i zacznie czytać wink.

                                                    Nie masz racji, ja się nauczyłam czytać właśnie "sama z siebie". Po prostu pewnego dnia rodzice odkryli, że umiem. W klasie, gdzie uczy mój mąż, też jest takie dziecko.
                                                  • 10.08.13, 18:40
                                                    Tylko do teo trzeba mieć ciut szczęścia i rodziców, którzy dużo czytają.
                                                    --
                                                    Życie w Zatoce Perskiej
                                                  • 12.07.13, 08:24
                                                    Nie zawsze z tego wynika. Są też zerówki w których są wszystkie 5 i 6 letnie dzieci. I uczą czytać bo rodzice tego chcą.
                                                  • 12.07.13, 19:08
                                                    analist73 napisała:

                                                    > Nie zawsze z tego wynika. Są też zerówki w których są wszystkie 5 i 6 letnie dz
                                                    > ieci. I uczą czytać bo rodzice tego chcą.
                                                    Tak, a potem narzekaja że dzieci sie nudza w I klasie, kółko się zamyka.


                                                    --
                                                    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                                                • 11.07.13, 10:21
                                                  > Tylko, że kiedyś w zerówce były dzieci 6-letnie, teraz 5-letnie.

                                                  Program zerówki zmienił się tak samo jak program klasy pierwszej i w obecnej grupie pięciolatków ćwiczy się słuch fonematyczny , a nie naukę czytania.

                                                  " Ciekawa jestem, jakie korzyści dla dzieci młodszych widzą rodzice - bo mam wraż
                                                  > enie, że sporo dyskutantów sprowadza rozwój tylko do tego, że dziecko już czyta
                                                  > , liczy, pisze itp. A jego rozwój psychiczny? A zabawa? Czas wolny? Rozwój ruch
                                                  > owy? Jeżeli sześciolatek zasiada na 5 lekcji przy stoliku, jak będzie kształtow
                                                  > ać się jego kręgosłup?"

                                                  A jaki wpływ na rozwój psychiczny ma zmiana przedszkola na szkołę?
                                                  W szkole córki dzieciaki nie siedzą 5h w ławkach, co do kręgosłupa sądzę że na jego wady ma większy wpływ siedzenie przy kompie i przed tv niż szkoła i plecak.

                                                  • 11.07.13, 10:46
                                                    U nas było czytanie - podręcznik do zerówki oparty na podstawie programowej na rok 2011/12, Nowej Ery, nie pamiętam już teraz tytułu.
                                                    Córka trafiła do zerówki 1 grudnia, dzieci znały już 4 litery, czytały sylaby i bardzo proste zdania. A ona nie była w stanie pojąć, że m+a czytamy "ma".
                                                    U nas w szkole zajęcia w I klasie były tylko przy stolikach, chociaż jest wypasiona sala zabaw, przystosowana też do prowadzenia zajęć. Przerwy tylko na dzwonki, często skracane, bo nauczyciele nie wyrabiali się w programem (takie słyszałam tłumaczenie).
                                                    Niestety, ale mam spostrzeżenia bezpośrednio na podstawie doświadczeń, takich a nie innych. I o ile dzieci starsze radziły sobie dobrze w tych realiach, o tyle młodsze były daleko z tyłu i cały rok spędziły na wyrównawczych.
                                                    --
                                                    Zginę, jeśli się obejrzę
                                                  • 11.07.13, 16:05
                                                    lily-evans01 napisała:

                                                    > U nas było czytanie - podręcznik do zerówki oparty na podstawie programowej na
                                                    > rok 2011/12, Nowej Ery, nie pamiętam już teraz tytułu.
                                                    > Córka trafiła do zerówki 1 grudnia, dzieci znały już 4 litery, czytały sylaby i
                                                    > bardzo proste zdania. A ona nie była w stanie pojąć, że m+a czytamy "ma".

                                                    Nie rozumiem jednej rzeczy:skoro twoja córka trafiła do tej zerówki w grudniu i od początku "miała pod górkę",to dlaczego po zakończeniu tejże,nie poszłaś z małą do Poradni PP,a zawierzyłaś nauczycielce zerówki:że sobie poradzi w I klasie ? wink
                                                  • 11.07.13, 17:29
                                                    Pani przekonywała mnie, że dzieci młodsze dociągną do poziomu reszty mniej więcej w połowie klasy I i że nie ma powodu do niepokoju, bo córka ma tyle a tyle lat i już.
                                                    No i faktycznie mając tyle a tyle lat nie była gotowa do czytania - ale zarazem nie była tez po prostu gotowa do szkoły. Sądzę, że jednym ta umiejętność przyjdzie później, a jednym wolniej - to też zależy od innych czynników rozwojowych.
                                                    Zresztą poradnia u 5-latka chyba niewiele może zdiagnozować, na dobrą sprawę dziecko wciąż się rozwija, niektóre dzieci dopiero wtedy są w stanie wymówić niektóre głoski, często lateralizacja dopiero się ustala. U 6-latka z kolei jako tako można założyć, że jest jakieś RYZYKO dysleksji, ale nie zdiagnozujesz dysfunkcji związanej z czytaniem itp.
                                                    --
                                                    Zginę, jeśli się obejrzę
                                                  • 11.07.13, 19:38
                                                    lily-evans01 napisała:

                                                    > Pani przekonywała mnie, że dzieci młodsze dociągną do poziomu reszty mniej więc
                                                    > ej w połowie klasy I i że nie ma powodu do niepokoju, bo córka ma tyle a tyle l
                                                    > at i już.

                                                    > Zresztą poradnia u 5-latka chyba niewiele może zdiagnozować, na dobrą sprawę dz
                                                    > iecko wciąż się rozwija, niektóre dzieci dopiero wtedy są w stanie wymówić niek
                                                    > tóre głoski, często lateralizacja dopiero się ustala. U 6-latka z kolei jako ta
                                                    > ko można założyć, że jest jakieś RYZYKO dysleksji, ale nie zdiagnozujesz dysfun
                                                    > kcji związanej z czytaniem itp.

                                                    Wierz mi,że poradnia może całkiem sporo zrobić.Byłam z córką (5,9 lat) ze względu na ocenę dojrzałości szkolnej.Stwierdzenie:jest rozwinięta intelektualnie,ale strona emocjonalna jest znacznie słabsza( duża nieśmiałość). Dali mi zalecenia do pracy z nią (w związku z nieśmiałością): w domu,w przedszkolu i (jakbym się ewentualnie zdecydowała wysłać do szkoły) dla wych. w szkole. Wiadomo,że dziecko się cały czas rozwija i robi postępy,ale pewne rzeczy widać już teraz: lateralizacja niejednorodna i zobaczymy co się z tego "wykluje".Córce zdarza się,niektóre litery i cyfry napisać "w lustrze"-pisze lewą ręką.wink
                                                • 11.07.13, 14:42
                                                  > Ciekawa jestem, jakie korzyści dla dzieci młodszych widzą rodzice - bo mam wraż
                                                  > enie, że sporo dyskutantów sprowadza rozwój tylko do tego, że dziecko już czyta
                                                  > , liczy, pisze itp. A jego rozwój psychiczny? A zabawa? Czas wolny? Rozwój ruch
                                                  > owy? Jeżeli sześciolatek zasiada na 5 lekcji przy stoliku, jak będzie kształtow
                                                  > ać się jego kręgosłup?

                                                  Wiesz co, ja tak szczerze - nie widzę wad. A dzieciaka dałam do szkoły, jak miał pięć lat, bo taki system nas zaskoczył, po wyjeżdzie, nie był to mój swobodny wybór.
                                                  Na zabawę był czas po szkole (dziecko wychodziło ok. 13), problemem był niedobór towarzystwa do zabawy.... Kręgosłup ma prosty, społecznie rozwinięte...
                                                  Jedyny powód, dla którego rozumiem zwolenników Elbanowskich to kwestia opieki nad dzieckiem do 17 - inne ich argumenty mnie nieodmiennie dziwią.
                                                  --
                                                  Życie w Zatoce Perskiej
                                                  • 11.07.13, 15:05
                                                    Dla mnie po prostu nieporozumieniem jest to, że szkoła przejmuje to wszystko, co do tej pory robiło w Polsce przedszkole i robiło to nieźle. Jeżeli program dzisiejszej klasy I to trochę ponad program dawnej zerówki, to jest to po prostu zbędne bicie piany, produkcja dokumentów itp. De facto 6-latki i tak opanowują materiał na 6-latkowym poziomie, a w większości zerówek ponoć się nawet nie czyta, bo mają odpowiadać poziomowi i możliwościom 5-latków.
                                                    Ale widocznie komuś wiele radości sprawia tak innowacyjne przesuwanie "zasobów ludzkich" w postaci nawet 3-latków coraz bardziej migrujących ku szkołom z braku innych placówek, no i zapewne twórcy tego błyskotliwego pomysłu odebrali sobie niezłe premie wink.
                                                    W krajach anglojęzycznych ten system szkolny owszem zagarnia dzieci bardzo wcześnie, ale tam po nursery nie ma chyba czegoś, co odpowiadałoby naszej edukacji przedszkolnej. Przedszkola miały swoje placówki, warunki, programy, opiekę zapewnioną do godzin popołudniowych w sposób dostosowany do małych dzieci i ich higieny psychicznej.
                                                    --
                                                    Zginę, jeśli się obejrzę
                                              • 11.07.13, 17:52
                                                analist73 napisała:

                                                >Dla jednego dziecka kolejny rok przedszkola (powta
                                                > rzanie tego samego) będzie rokiem nudy i zniechęcenia się, dla innego nie. Do r
                                                > odzica należy wybranie co jest odpowiednie dla dziecka i ewentualnie przypomnie
                                                > nie w szkole jaki jest obecnie program nauczania.

                                                osobiscie uważam, że powtarzanie przez kolejny rok tego samego jest szczególnie w tym własnie wieku wysoce niekorzystne dla rozwoju dziecka


                                                --
                                                Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                                                • 11.07.13, 18:05
                                                  Bo ???
                                                  --
                                                  Zginę, jeśli się obejrzę
                                                  • 11.07.13, 18:21
                                                    lily-evans01 napisała:

                                                    > Bo ???

                                                    Bo to jest wiek, w którym dziecko sie bardzo intensywnie rozwija intelektualnie


                                                    --
                                                    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                                                  • 11.07.13, 19:43
                                                    zofijkamyjka napisała:


                                                    > Bo to jest wiek, w którym dziecko sie bardzo intensywnie rozwija intelektualnie
                                                    >
                                                    Ale jest jeszcze sfera emocjonalna. Ona też się liczy,jest tak samo ważna jak intelekt.
                                                  • 11.07.13, 20:05
                                                    olga727 napisał(a):

                                                    > Ale jest jeszcze sfera emocjonalna. Ona też się liczy,jest tak samo waż
                                                    > na jak intelekt.

                                                    No pewnie że jest i co z tego?


                                                    --
                                                    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                                                  • 11.07.13, 20:11

                                                    eszcze sfera emocjonalna.[/b] Ona też się liczy,jest tak sa
                                                    > mo waż
                                                    > > na jak intelekt.
                                                    >
                                                    > No pewnie że jest i co z tego?

                                                    To z tego,że j.w. smile
                                                  • 11.07.13, 20:16
                                                    olga727 napisał(a):

                                                    > To z tego,że j.w. smile

                                                    Znaczy co? nauczyciel zapomina że uczy małe dzieci? Nawet specjalna nazwa jest: EDUKACJA WCZESNOSZKOLNA i chyba kierunek studiów pedagogicznych....
                                                    --
                                                    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                                                  • 11.07.13, 20:50
                                                    zofijkamyjka napisała:

                                                    > olga727 napisał(a):
                                                    >
                                                    > > To z tego,że j.w. smile
                                                    >
                                                    > Znaczy co? nauczyciel zapomina że uczy małe dzieci? Nawet specjalna nazwa jest:
                                                    > EDUKACJA WCZESNOSZKOLNA i chyba kierunek studiów pedagogicznych....

                                                    Ale jak dziecko jest niegotowe na szkołę emocjonalnie,to długie lata może"mieć pod górkę" i tracić wiarę w siebie. sad Obie wiemy,że takie niegotowe dziecko,wymaga znacznie więcej pracy od nauczyciela. Mam takie dziecko w domu i dlatego zostanie drugi rok w zerówce.
                                                  • 11.07.13, 21:17
                                                    olga727 napisał(a):

                                                    >
                                                    > Ale jak dziecko jest niegotowe na szkołę emocjonalnie,to długie lata może"mieć
                                                    > pod górkę" i tracić wiarę w siebie. sad Obie wiemy,że takie niegotowe dziecko,wy
                                                    > maga znacznie więcej pracy od nauczyciela. Mam takie dziecko w domu i dlatego z
                                                    > ostanie drugi rok w zerówce.

                                                    "dziecko niegotowe emocjonalnie"... gotowe niewiadomo do czego - ulubione słowo wytrych przeciwników wczesniejszego pójścia dzieci do szkoły.
                                                    zostawiasz dziecko drugi rok w zerówce, czyli fundujesz mu 3 lata powtarzania tego samego materiału. Musisz byc starsznie zdesperowana....


                                                    --
                                                    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                                                  • 11.07.13, 21:43
                                                    zofijkamyjka napisała:

                                                    >
                                                    > "dziecko niegotowe emocjonalnie"... gotowe niewiadomo do czego - ulubione słowo
                                                    > wytrych przeciwników wczesniejszego pójścia dzieci do szkoły.
                                                    > zostawiasz dziecko drugi rok w zerówce, czyli fundujesz mu 3 lata powtarzania t
                                                    > ego samego materiału. Musisz byc starsznie zdesperowana....
                                                    >
                                                    Nie jestem zdesperowana,tylko znam swoje dziecko i widzę jak reaguje i wiem jak zachowywała się przedszkolu. Powiedz mi : Dlaczego 3 lata,ma się uczyć tego samego ? chyba 2 lata wink,bo w I klasie zacznie się uczyć czytać i pisać wink
                                                  • 12.07.13, 18:46
                                                    olga727 napisał(a):

                                                    >Powiedz mi : Dlaczego 3 lata,ma się uczyć
                                                    > tego samego ? chyba 2 lata wink,bo w I klasie zacznie się uczyć czytać i pisać ;

                                                    W wielu zerówkach dzieci jednak ucza sie czytać.


                                                    --
                                                    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                                                  • 12.07.13, 19:18
                                                    zofijkamyjka napisała:

                                                    > olga727 napisał(a):
                                                    >
                                                    > >Powiedz mi : Dlaczego 3 lata,ma się uczyć
                                                    > > tego samego ? chyba 2 lata wink,bo w I klasie zacznie się uczyć czytać i p
                                                    > isać ;
                                                    >
                                                    > W wielu zerówkach dzieci jednak ucza sie czytać.
                                                    >
                                                    U nas chyba nie uczą.Wiem,że ćwiczą pisanie w zeszytach w 3 linie,ale dopiero po feriach. wink
                                                  • 11.07.13, 20:26
                                                    > Ale jest jeszcze sfera emocjonalna. Ona też się liczy,jest tak samo waż
                                                    > na jak intelekt.
                                                    No ale jej rozwojowi nauka liter, malowanie obrazków i inne takie chyb anie przeszkadzają, co?
                                                    --
                                                    Życie w Zatoce Perskiej
                                                  • 11.07.13, 20:53
                                                    olena.s napisała:

                                                    > > Ale jest jeszcze sfera emocjonalna. Ona też się liczy,jest tak sam
                                                    > o waż
                                                    > > na jak intelekt.
                                                    > No ale jej rozwojowi nauka liter, malowanie obrazków i inne takie chyb anie prz
                                                    > eszkadzają, co?

                                                    Tego nie byłabym pewna. Jeżeli dziecko jest np.bardzo nieśmiałe,to nie będzie się odzywać w trakcie zajęć,a tym samym będzie traciło. sad
                                                  • 11.07.13, 21:00
                                                    Jak dziecko jest nieśmiałe (co bywa nie tylko w zerówce) to nauczyciel powinien umieć z nim pracować tak, żeby je ośmielić.
                                                    Już nie wymagam takich cudów jak opisany tutaj, ale normalnego nauczania dziecka nieśmiałego...
                                                    --
                                                    Życie w Zatoce Perskiej
                                                  • 11.07.13, 21:10
                                                    olena.s napisała:

                                                    > Jak dziecko jest nieśmiałe (co bywa nie tylko w zerówce) to nauczyciel powinien
                                                    > umieć z nim pracować tak, żeby je ośmielić.
                                                    > Już nie wymagam takich cudów jak opisany tutaj, ale normalnego nauczania dzieck
                                                    > a nieśmiałego...

                                                    Jak pisałam,córka ma zalecenia dla nauczycielki z PPP. Zobaczymy jak to wyjdzie w praktyce od nowego roku szk. bo ma być ich w grupie ok.27 (a było ich: 19 dzieci) sad Niektóre przyjdą z grupy równoległej,a niektóre całkiem nowe. Oj,będzie się działo ! wink
                                                  • 11.07.13, 21:21
                                                    olga727 napisał(a):

                                                    > Jeżeli dziecko jest np.bardzo nieśmiałe,to nie będzie s
                                                    > ię odzywać w trakcie zajęć,a tym samym będzie traciło. sad

                                                    No ale nieśmiałośc to może byc taka cecha człowieka która najprawdopodobniej nie minie wraz z ukończeniem 6 roku życia....i co wtedy? Nie słyszałam, żeby niesmiałośc była przeszkoda w rozpoczęciu nauki w szkole. Nieśmiałe dzieci sa np. postrzegane jako bardzo grzeczne i wzorowe.


                                                    --
                                                    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                                                  • 11.07.13, 21:45
                                                    zofijkamyjka napisała:

                                                    > olga727 napisał(a):
                                                    >
                                                    > > Jeżeli dziecko jest np.bardzo nieśmiałe,to nie będzie s
                                                    > > ię odzywać w trakcie zajęć,a tym samym będzie traciło. sad
                                                    >
                                                    > No ale nieśmiałośc to może byc taka cecha człowieka która najprawdopodobniej ni
                                                    > e minie wraz z ukończeniem 6 roku życia....i co wtedy? Nie słyszałam, żeby nies
                                                    > miałośc była przeszkoda w rozpoczęciu nauki w szkole. Nieśmiałe dzieci sa np. p
                                                    > ostrzegane jako bardzo grzeczne i wzorowe.
                                                    >
                                                    Tak,ale to było na pograniczu Mutyzmu wybiórczego. sad
                                                  • 12.07.13, 18:52
                                                    olga727 napisał(a):

                                                    > Tak,ale to było na pograniczu Mutyzmu wybiórczego. sad

                                                    A wiesz mam w rodzinie dziewczynę, która miała taki problem nasilonej niesmiałosci i specjalisci cofnęli dziecko jako siedmiolatkę, poszła rok później do szkoły. Wszyscy sie strasznie nad ta niesmiałoscią trzęśli i troche wmówili też dziecku tę niesmiałość. Owszem niesmiałośc wcale nie przeszła. Teraz jest na studiach, oczywiscie jest lepiej ale nadal mało sie odzywa.


                                                    --
                                                    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                                                  • 11.07.13, 21:26
                                                    Chcesz powiedzieć, że masz dziecko które przez cały swój pobvyt w przedszkolu ze względu na swoją nieśmiałość nie brało udziału w żadnej zabawi grupowej, nie nawiązało kontaktów z rówieśnikami, nie odezwało się do nauczycielki.
                                                    To faktycznie masz problem ,ale taką sytuację należy przedyskutować z dobrym psychiatrą dziecięcym, a nie tłumaczyć zachowanie dziecka niedojrzałością emocjonalną.
                                                  • 11.07.13, 21:49
                                                    makurokurosek napisała:

                                                    > Chcesz powiedzieć, że masz dziecko które przez cały swój pobvyt w przedszkolu z
                                                    > e względu na swoją nieśmiałość nie brało udziału w żadnej zabawi grupowej, nie
                                                    > nawiązało kontaktów z rówieśnikami, nie odezwało się do nauczycielki.
                                                    > To faktycznie masz problem ,ale taką sytuację należy przedyskutować z dobrym ps
                                                    > ychiatrą dziecięcym, a nie tłumaczyć zachowanie dziecka niedojrzałością emocjon
                                                    > alną.
                                                    Przez pierwszy semestr:zero kontaktu słownego z kimkolwiek.W drugim semestrze:zaczęła się odzywać do wybranych dzieci i cichutko do nauczycielki. Byłam z nią w PPP i tam odradzono mi posłanie do szkoły. wink
                                                  • 12.07.13, 09:34
                                                    Nie zalecono ci kontaktu z psychiatrą dziecięcym? Przecież takie zachowanie trudno zaliczyć do nieśmiałości.
                                                  • 12.07.13, 09:59
                                                    makurokurosek napisała:

                                                    > Nie zalecono ci kontaktu z psychiatrą dziecięcym? Przecież takie zachowanie tr
                                                    > udno zaliczyć do nieśmiałości.

                                                    Nie,nie zalecono.A co podejrzewasz ? Pod koniec roku,było już dużo lepiej niż na początku.
                                                  • 12.07.13, 10:05
                                                    Wybacz ale takie zachowanie nie jest normalne i nie można go podciagnąć pod niesmiałość. Mutyzm wybiórczy o którym wspomniałaś nie jest niesmiałością. Według mnie jak najbardziej powinnaś skontaktować się ze specjalistą, bo mutyzm raczej sam z siebie nie przejdzie, dodatkowo wartochyba poznać przyczynę.
                                                  • 12.07.13, 10:24
                                                    makurokurosek napisała:

                                                    > Wybacz ale takie zachowanie nie jest normalne i nie można go podciagnąć pod nie
                                                    > smiałość. Mutyzm wybiórczy o którym wspomniałaś nie jest niesmiałością. Według
                                                    > mnie jak najbardziej powinnaś skontaktować się ze specjalistą, bo mutyzm raczej
                                                    > sam z siebie nie przejdzie, dodatkowo warto chyba poznać przyczynę.

                                                    To jak wytłumaczysz to,że mała w domu zachowuje się"normalnie":rozmawia,bawi się itp.. Jest nieśmiała w kontaktach z dużą grupą ludzi,a także w kontaktach z obcymi-widzianymi po raz pierwszy lu dawno nie widzianymi.Ale potem się oswaja;ale takie zachowanie jest normalne dla dzieci wink Ona lubi sytuacje "w cztery oczy"-to nawet z nauczycielką rozmawia normalnie głośno.Owszem,jest uznawana za bardzo grzeczne dziecko.Aha,nie musiałam przesiadywać w przedszkolu,aby miała poczucie bezpieczeństwa. Jestem pewna że z Tego choć trochę wyrośnie.wink Granica między Mutyzmem,a nieśmiałością jest dość cienka i trudno zauważalna. Będę musiała doczytać na temat obydwu zaburzeń.Bo jakby nie patrzeć;to Nieśmiałość także jest zaburzeniem. sad
                                                  • 12.07.13, 10:38
                                                    Normalny w przypadku pięcio/sześciolatków to jest tygodniowy- misięczny okres adaptacji ale nie roczny.

                                                    "Jestem pewna że z Tego choć trochę wyrośnie.wink"

                                                    A co zrobisz jeśli nie wyrośnie, będziesz ją chroniłą do śmierci bo lepiej tak niż iść do specjalisty.
                                                  • 12.07.13, 15:25
                                                    makurokurosek napisała:

                                                    > Normalny w przypadku pięcio/sześciolatków to jest tygodniowy- misięczny okres
                                                    > adaptacji ale nie roczny.

                                                    Nie roczny,ale półroczny. Drugie półrocze było łatwiejsze,choć jeszcze nie idealne.wink

                                                    > "Jestem pewna że z Tego choć trochę wyrośnie.wink"
                                                    >
                                                    > A co zrobisz jeśli nie wyrośnie, będziesz ją chroniłą do śmierci bo lepiej tak
                                                    > niż iść do specjalisty.

                                                    Byłam u specjalisty w PPP.-konsultacja psychologiczna,w trakcie testów.wink
                                                  • 12.07.13, 20:39
                                                    > Byłam u specjalisty w PPP.-konsultacja psychologiczna,w trakcie testów.wink

                                                    Specjalista który w mutyźmie widzi nieśmiałość i nie widzi w tym nic nieprawidłowego jak dla mnie nie jest specjalistą.

                                                  • 12.07.13, 21:15
                                                    makurokurosek napisała:

                                                    > > Byłam u specjalisty w PPP.-konsultacja psychologiczna,w trakcie testów.wink
                                                    >
                                                    > Specjalista który w mutyźmie widzi nieśmiałość i nie widzi w tym nic nieprawidł
                                                    > owego jak dla mnie nie jest specjalistą.
                                                    >
                                                    Ten Mutyzm,to była moja nadinterpretacja.wink
                                                    Psycholożka,nie mówiła,że to mutyzm.
                                                  • 12.07.13, 21:30
                                                    Ale na pewno nie jest to nieśmiałość.
                                                    Nie jestem specjalistą ale dziecko bez zaburzeń czy dysfunkcji nie potrzebuje półrocznego okresu na przełamanie się i powiedzenia słowa do obcej osoby, tym bardziej że po pół roku to ta osoba od dawna obca już nie jest.

                                                  • 12.07.13, 21:38
                                                    makurokurosek napisała:

                                                    > Ale na pewno nie jest to nieśmiałość.
                                                    > Nie jestem specjalistą ale dziecko bez zaburzeń czy dysfunkcji nie potrzebuje p
                                                    > ółrocznego okresu na przełamanie się i powiedzenia słowa do obcej osoby, tym ba
                                                    > rdziej że po pół roku to ta osoba od dawna obca już nie jest.
                                                    >
                                                    Co próbujesz zainsynuować: chorobę psychiczną ? To ci powiem,że to nie ten trop. wink To jest nieśmiałość. wink
                                                  • 12.07.13, 22:47
                                                    Nie, nie chorobę psychiczną ale jakieś zaburzenie może faktycznie mutyzm, tak czy inaczej należało by to wyjaśnić.
                                                    Nieśmiałe dziecko nie potrzebuje pół roku aby się przełamać i zacząć w minimalny sposób komunikować się z otoczeniem.
                                                  • 12.07.13, 00:51
                                                    Przy tym dziecko w szkole jest poddawane presji, której nie ma w przedszkolu.
                                                    Jest o wiele częściej bezpośrednio oceniane, chociażby w sposób opisowy.
                                                    U nas dzieci pisały pierdylion sprawdzianów, mało tego, w I klasie wszyscy musieli pisać jakąś tam ogólnopolską olimpiadę, bynajmniej to nie było dla ochotników, czy dla najlepszych.
                                                    --
                                                    Zginę, jeśli się obejrzę
                                                  • 12.07.13, 08:53
                                                    > Przy tym dziecko w szkole jest poddawane presji, której nie ma w przedszkolu.
                                                    > Jest o wiele częściej bezpośrednio oceniane, chociażby w sposób opisowy.

                                                    No widzisz, a moje pięcioletnie dziecko wrzucone w (kiepską!!!) szkołę w obcym języku nie było poddawane presji i nie było oceniane zauważalnie dla siebie.
                                                    To naprawdę NIE jest kwestia wieku ucznia, tylko nauczycieli i tego jak kształtują środowisko szkolne. Zauważ też,że zgodnie z reformą tego oceniania nie powinno być w młodszych klasach.
                                                    Problem polega więc zupełnie na czymś innym, a mianowicie z jednej strony na niedostatkach nauczycieli, a z drugiej na oczekiwaniach rodziców - bo oni chcą żeby dziecko było wyraźnie i jednoznacznie oceniane na 2 czy 5! Popatrz, o ile więcej jest na forum matek z problemem związanym z ocenami niż matek, które mają problem z wiedzą i umiejętnościami dziecka.
                                                    --
                                                    Życie w Zatoce Perskiej
                                                  • 12.07.13, 18:57
                                                    lily-evans01 napisała:

                                                    > Przy tym dziecko w szkole jest poddawane presji, której nie ma w przedszkolu.

                                                    Ale dziecku jest w pewnym wieku potrzebna jakaś tam presja, dziecko dorasta, musi mieć coraz wiecej obowiazków, jakies trudnosci do pokonywania. To jest podstawa rozwoju. Oczywiscie jeśli presja jest tak wielka jak w Twojej szkole to staje sie to szkodliwe i dlka siedmiolatka i ośmiolatka.

                                                    > U nas dzieci pisały pierdylion sprawdzianów, mało tego, w I klasie wszyscy musi
                                                    > eli pisać jakąś tam ogólnopolską olimpiadę, bynajmniej to nie było dla ochotnik
                                                    > ów, czy dla najlepszych.

                                                    U nas tez były jakies tak sprawdziany ale dzieci podchodziły do nich w miare naturalnie. Olimpiady żadnej nie było smile


                                                    --
                                                    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                                            • 11.07.13, 15:35
                                              Im wcześniej dziecko skończy obowiązkowa edukacje tym dla niego lepiej wink
                                            • 11.07.13, 17:48
                                              lily-evans01 napisała:

                                              > Bo chciałabym wiedzieć, jakie korzyści wymiernie przynosi to samemu dziecku, po
                                              > za tym, że sobie poradziło (w przepisowym czasie też by sobie radziło, a może i
                                              > o wiele lepiej).

                                              Ale jakie Ty bys chciała korzyści w zasadzie zobaczyć? jeżeli dziecko sobie dobrze radzi, ma dobre oceny to czego jeszcze chcieć?
                                              --
                                              Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                                              • 11.07.13, 18:06
                                                No to za rok też by je miało, a może i jeszcze lepsze i mniej wysiłku by wkładało w naukę.
                                                Co z tego wynika?
                                                • 11.07.13, 18:26
                                                  lily-evans01 napisała:

                                                  > No to za rok też by je miało, a może i jeszcze lepsze i mniej wysiłku by wkłada
                                                  > ło w naukę.
                                                  > Co z tego wynika?

                                                  Ale dziecko powinno wkładać pewien wysiłek w naukę. Idąc Twoim tokiem myslenia powinniśmy dzieci cofac do tyłu masowo i to o kilka lat. To dopiero by sobie świetnie radziły i to z przysłowiowym palcem w d....


                                                  --
                                                  Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                                                  • 11.07.13, 18:41
                                                    Pewien wysiłek chyba zawsze musi włożyć, bo oprócz tego, co się nauczy, musi też wdrożyć się do systematyczności, pamiętania o zadanych lekcjach itp., uwewnętrznienia pewnej dyscypliny szkolnej. To też jest swego rodzaju wysiłek umysłowy, bo to żadna sztuka być dobrym uczniem, kiedy rodzice ciągle o wszystkim pamiętają za dziecko, pakują je itp. Oprócz wiedzy zyskuje też więc umiejętności organizacyjne i z czasem potrafi samo regulować sprawy związane z nauką.
                                                    Zresztą jest różnica między "pewnym" wysiłkiem, a dużym wysiłkiem. Jeśli piszesz jednocześnie, że dziecko dociągnęło do poziomu starszej części klasy dopiero po jakimś czasie - to niestety aby osiągnąć ten sam poziom musiało o wiele więcej wysiłku w to włożyć.
                                                    --
                                                    Zginę, jeśli się obejrzę
                                                  • 11.07.13, 19:22
                                                    lily-evans01 napisała:

                                                    > Pewien wysiłek chyba zawsze musi włożyć, bo oprócz tego, co się nauczy, musi te
                                                    > ż wdrożyć się do systematyczności, pamiętania o zadanych lekcjach itp., uwewnęt
                                                    > rznienia pewnej dyscypliny szkolnej.

                                                    jeżeli jest jej stosunkowo łatwo wśród dzieci straszych a nie jest jakos wyjatkowo zdolna, ma czas na wszystko, ma swoje hobby, uczy sie dodatkowo jezyka obcego, jest pogodna, wesoła, ma duzo znajomych to jakby ją cofnąć do łatwych czytanek, kolorowania, matematyki na niewysokim poziomie to przypuszczam że wysiłku wkładałaby ....bardzo niewiele.

                                                    >Jeśli piszesz z jednocześnie, że dziecko dociągnęło do poziomu starszej części klasy dopiero
                                                    > po jakimś czasie - to niestety aby osiągnąć ten sam poziom musiało o wiele więc
                                                    > ej wysiłku w to włożyć.

                                                    ten wysiłek był bardzo pozytywny. W jej klasie były i siedmiolatki, które wkładac musiały wiecej wysiłku w klasie I niz inne dzieci. To jest normalne, dzieci mają 3 lata na wyrównanie do innych jeśli chodzi o podstawy, powtarzam to juz którys raz i to samo powtarzaja specjaliści i nauczyciele wczesnoszkolni.


                                                    --
                                                    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                                                  • 12.07.13, 01:06
                                                    No widzisz, a ja mam w tej chwili dziecko zestresowane, nie wierzące w swoje możliwości, reagujące na nadmierny wysiłek histerią i od razu zakładające, że mu się nie uda.
                                                    I co z tego, że czyta i pisze? Poziom trudności, także emocjonalnych, z jakim zderzyło się na początku, sprawił, że cokolwiek robi, jest nastawione "anty" i nie ma żadnej wiary w siebie i możliwość sukcesu.
                                                    To już tak całkowicie kończąc tę dyskusję - niestety ta sfera emocjonalna i psychiczna bardzo w tym wieku wpływa na odnalezienie się w szkole lub nie. Akurat po problemach w tej sferze widać, że nie każdy 5- czy 6-latek powinien znaleźć się w środowisku szkolnym. Bo nawet to wyrównanie do poziomu klasy ma swoją cenę, w tym wypadku bardzo wysoką.
                                                    --
                                                    Zginę, jeśli się obejrzę
                                                  • 12.07.13, 08:22
                                                    Nie winiłabym nauki w szkołach za zestresowanie Twojego dziecka, lecz konkretnie tę jedną szkołę i nauczyciela. W takiej szkole to większość dzieci byłaby zestresowanych i to nie tylko 6 ale i 7-letnich.
                                                  • 12.07.13, 18:59
                                                    lily-evans01 napisała:

                                                    > No widzisz, a ja mam w tej chwili dziecko zestresowane, nie wierzące w swoje mo
                                                    > żliwości, reagujące na nadmierny wysiłek histerią i od razu zakładające, że mu
                                                    > się nie uda.
                                                    to zmień szkołe i swoje nastawienie do jej edukacji. Wyluzuj poprostu!
                                                    --
                                                    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                                                  • 12.07.13, 19:38
                                                    A szkołę to już zmieniłam swoją drogą wink.

                                                    Właśnie oglądam sobie stary podręcznik córki z zerówki - bo zostawiłam tę książeczkę z tekstami, jak byk jest napisane DLA SZEŚCIOLATKÓW. Ech, ech, ech...
                                                    --
                                                    Zginę, jeśli się obejrzę
                                                  • 12.07.13, 20:13
                                                    lily-evans01 napisała:

                                                    > A szkołę to już zmieniłam swoją drogą wink.

                                                    I dobrze ale szkoda że nie na zwykła publiczną sad Moja córka tez trafiła do bardzo wymagajacej nauczycielki ale jednak w publicznej nauczyciel zbytnio pofikac nie może smile Jest program, jakby co nie mozna wymagać wiecej od słabo radzącego sobie dziecka
                                                    --
                                                    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                                                  • 12.07.13, 20:48
                                                    Odniosłam wrażenie, że tam jakoś strasznie nie wymagają.
                                                    I jest więcej rozrywki wszelkiego rodzaju, dzieciaki są pouśmiechane.
                                                    No nic, zobaczymy, co będzie.
                                                    Jakby co, mam opcję przeniesienia się po I roku SM do równoległej klasy w takiej samej szkole ogólnokształcącej, dziennej.
                                                    --
                                                    Zginę, jeśli się obejrzę
                                        • 11.07.13, 17:34
                                          lily-evans01 napisała:

                                          > Ale skąd wiesz, że zanudziłaby się w III klasie?

                                          Bo widzę że to co teraz robiła w klasie czwartej nie sprawia jej wiekszych problemów, więc tymbardziej III klasa byłaby za łatwa.

                                          > Może miałaby czas rozwijać zainteresowania? Hobby?
                                          > Więcej czasu na powietrzu? Z koleżankami?
                                          > To też jest element rozwoju, nie mniej ważny niż nauka szkolna.

                                          Ale skąd Ci przyszło do głowy że ona nie ma na to czasu? smile

                                          > dziecko musi czasem się ponudzić i mieć wolny czas.

                                          Ja sie akurat z tym zgadzam w 100% tyle że chodzi tzw. nude twórczą a nie nudzenie sie na lekcjach w szkole. Nudzić sie w szkole to akurat chyba gorsze jest niż napotykanie na trudnosci nawet znaczne.

                                          > Dla mnie całe to przyspieszanie edukacji szkolnej i wsadzanie małych dzieci do
                                          > klas ze starszymi rocznikami, o ile nie jest to ktoś, kto od 5-latka super bieg
                                          > le czyta, liczy, mnoży

                                          Wcale nie dobrze jak tak wcześnie czyta bo sie nudzi w szkole. Chodzi o to aby dziecko w szkole sie nie nudziło tylko zmuszone było do wysiłku umysłowego.
                                          --
                                          Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                            • 11.07.13, 19:44
                              Upierasz się przy kwestii wieku patrząc przez pryzmat swojej córki, może ona zawsze będzie odstawac nawet wśród rówieśników- co wtedy zrobisz, na co zwalisz?
                              Mój starszy poszedł jako sześciolatek, bez patrzenia w dziennik i daty urodzenia żaden nauczyciel nie byłby w stanie wytypować kto z uczniów poszedł jako sześcio a który jako siedmiolatek.
    • 09.07.13, 09:21
      nie mam już siły czytać argumentów zwolenników 6-latków, czy MEN. Dla wielu to czysto teoretyczne rozważania a sprawa dotyczy mojego dziecka, które będzie za rok w beznadziejnej sytuacji. Bo nie tylko w jednym roczniku z 7-latkami, to jeszcze w części rocznika 2008, który obowiązkowo pójdzie w 2014 roku do szkoły, będzie najmłodsze, bo absolutnie z samej końcówki czerwca.
      Do tej pory nie przekonały mnie badania, że 6-latki szybciej się rozwiną po pójściu do szkoły itp. W weekendowym wydaniu Rzeczpospolitej (29/30 czerwca) był artykuł o 6-latkach, ich wynikach i edukacji w Europie:
      www.rp.pl/artykul/1024649.html
      fragmenty:
      "Spójrzmy na dane Eurostatu. Tylko w 13 z 27 krajów Unii jest to powszechny obowiązek dla wszystkich sześciolatków (ich odsetek w systemie edukacji wynosi powyżej 90 proc.). W kolejności alfabetycznej są to Belgia, Cypr, Francja, Grecja, Hiszpania, Holandia, Irlandia, Luksemburg, Malta, Portugalia, Słowenia, Wielka Brytania oraz Włochy. W reszcie, a więc większości krajów UE, sześciolatki uczestniczą w edukacji szkolnej, ale ich odsetek nie jest już tak wysoki.
      W krajach takich jak Austria, Czechy, Niemcy czy Słowacja edukację szkolną zaczyna około połowy rocznika sześciolatków, drugą połowę stanowią dzieci „kalendarzowo" siedmioletnie. Z czego to wynika? Wszystkie te kraje mają zbliżony system rekrutacji, który polega na tym, że do szkół kwalifikuje się dzieci nie według wieku kalendarzowego, ale dopiero wtedy, gdy do określonej daty faktycznie ukończą szósty rok życia. Informacje z Eurydice: w Niemczech ta data jest płynna i zależy od landu, władze centralne ustaliły jednak, że do szkół idą te dzieci, które skończyły 6 lat najpóźniej 30 września, choć są landy, które przyjmują tylko te, które miały urodziny najpóźniej 30 czerwca.
      W Austrii datą graniczną jest 1 września. W Czechach do szkoły idą tylko te, które mają ukończone 6 lat w momencie rozpoczęcia roku szkolnego, podobnie na Słowacji, choć tam obowiązek szkolny dla dziecka zostaje wstrzymany, jeżeli jego opiekun przedszkolny uzna, że nie jest ono gotowe do rozpoczęcia nauki. Co więcej, wszystkie te kraje dają także rodzicom możliwości przesunięcia terminu wejścia dziecka do szkoły."
      dalej jest o % 6-latków w szkołach i np. w Niemczech jest to koło 60%, Czech i Słowacja 50% itd. Nie mówiąc o takiej Danii (2,2%)

      I o wynikach badań (śmiem przypuszczać, że na większej grupie niż kilka klas w Polskiej szkole):
      "Pozostaje kwestia wyników nauczania. Minister Szumilas wielokrotnie mówiła o bliżej nieokreślonych korzyściach wynikających z wcześniejszego rozpoczynania nauki. Idąc tym tokiem myślenia, w najbardziej prestiżowych na świecie badaniach PILRS, które sprawdzają umiejętności czytania dziesięciolatków, powinna zatem najlepiej wypadać Irlandia, gdzie do szkoły uczęszczają dzieci 4-letnie, czy Wielka Brytania, Holandia i Malta, gdzie edukacja zaczyna się w wieku 5 lat. Tymczasem jest odwrotnie. W ostatniej edycji tych badań, przeprowadzonej w 2011 r., w pierwszej trójce są dwa państwa: Finlandia i Rosja, gdzie szkołę zaczyna się w wieku 7 lat. Brytyjczyków, Holendrów czy Irlandczyków wyprzedziła także Dania. Dzieci norweskie uczą się rok dłużej niż polskie i mają od nich gorsze wyniki. Malta zaś nie przekroczyła nawet średniej."

      "Wszelkie badania dotyczące osiągnięć naukowych w związku z wiekiem mówią coś zupełnie odwrotnego niż Szumilas, mianowicie to, że to dzieci później rozpoczynające naukę osiągają lepsze wyniki, a przewaga związana z wcześniejszym pójściem do szkoły jest krótkoterminowa.

      Jeszcze jeden przykład, tym razem z Niemiec. W 2006 r. Hendrik Jurgens z Uniwersytetu w Mannheim oraz Kerstin Schneider z Uniwersytetu w Wuppertalu zbadali, jak wiek rozpoczęcia nauki wpływa na dalszy rozwój kariery edukacyjnej uczniów. W Niemczech po ukończeniu szkoły podstawowej nauczyciele wystawiają uczniom rekomendację, gdzie powinni kontynuować naukę. Okazało się, że rozpoczęcie nauki o rok później zwiększa o 7–8 proc. szanse na rekomendację do najbardziej prestiżowej szkoły średniej – gimnazjum. – Starsze dzieci są bardziej dojrzałe, lepiej wykonują swoje obowiązki, mają wyżej rozwinięte kompetencje społeczne – podsumowują naukowcy."

      Ale oczywiście po mniej więcej 30% 6-latków w ciągu ostatnich kilku lat w szkołach, w PL wysnuwamy zupełnie odwrotne wnioski... Szkoda tylko, że moje dziecko poniesie koszty tego eksperymentu.

      --
      Miś 29.06.2008, Busia 19.07.2011
      http://tinyurl.com/5edc7k
      • 09.07.13, 09:48
        Jestem dokładnie tego samego zdania.
        Moje dziecko niestety poniosło ogromne koszty psychiczne tego eksperymentu, idąc do szkoły jako 5-latka (przygotowanie przedszkolne, potem klasa I) ścieżką przewidzianą dla rocznika 2006.
        Jeśli dziecko nie jest za bardzo gotowe do szkoły, a pewne rzeczy niestety rozwijają się w swoim tempie (np. czytanie, motoryka itp.), to naprawdę pomieszanie roczników jest kiepskim pomysłem.
        Zatrzymanie tego całego procesu udało mi się wywalczyć, następne roczniki nie będą miały już tej szansy.
        --
        Zginę, jeśli się obejrzę
        • 09.07.13, 10:20
          Nie zgodzę, się do końca z bezsensem mieszania roczników, jest to zbyt duże uogólnienie. Bezsensem jest mieszanie roczników które wcześniej szły innymi programami, czyli siedmiolatków które przez dwa lata ćwiczyły słuch, miały wprowadzoną naukę czytania z sześciolatkami które ćwiczyły to przez rok.
          • 09.07.13, 11:29
            Bezsensem jest tworzenie mieszanych klas 6 latków z 7 latkami.
            Moja córka właśnie skończyła I klasę 6 latków. Ani jeden z rodziców z klasy mojego dziecka nie był zły czy niezadowolony z wcześniejszego posłania dziecka do szkoły. Wszystkie dzieci bez problemu opanowały materiał I klasy.
            Oglądając program w TV gdzie rodzice histerycznie wypowiadali się na temat posyłania 6 letnich dzieci do szkoły zapytałam się córki czy było jej ciężko w szkole. Usłyszałam, że ta szkoła to w sumie przedszkole.
            Jestem w stanie zrozumieć, że ciężko mają 6 latki w klasach mieszanych natomiast 6-latek nie posiadający dysfunkcji bez problemu sobie poradzi.
            • 09.07.13, 21:47
              maghdalena33 napisała:

              > Bezsensem jest tworzenie mieszanych klas 6 latków z 7 latkami.

              To miało trwać 2 lata ale dzieki akcji "maluchy do pieluchy" trwa nadal. Czas skończyć "okres przejściowy"
              --
              Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
              • 09.07.13, 23:20
                zofijkamyjka napisała:


                > To miało trwać 2 lata ale dzieki akcji "maluchy do pieluchy" trwa nadal. Czas s
                > kończyć "okres przejściowy"

                Masz rację,czas skończyć okres przejściowy i wrócić do normalności: czyli do obowiązku rozpoczęcia edukacji od lat 7 . W przypadkach potwierdzonych przez testy w Poradni PP- dla 6-o latków. smile
                • 09.07.13, 23:53
                  Rozumiem, że walczysz również o przywrócenie podstawy programowej z przed reformy. Jeżeli tak to jak najbardziej jestem za, jeżeli nie to proponuję zajrzeć do podstawy programowej.
                  • 10.07.13, 07:17
                    makurokurosek napisała:

                    > Rozumiem, że walczysz również o przywrócenie podstawy programowej z przed refor
                    > my. Jeżeli tak to jak najbardziej jestem za, jeżeli nie to proponuję zajrzeć do
                    > podstawy programowej.

                    Oczywiście,że jestem Za przywróceniem dawnej podstawy programowej(sprzed tej "upośledzonej" reformy) i dawnego podziału klasowego szkół;czyli SP- 8 lat,LO-4 lata.Technikum-5 lat ,ZSZ-3 lata wink
                    • 10.07.13, 08:27
                      Olga w takiej sytuacji to popieram twoje pomysły gdyż patrząc na program I klasy myślę, że jest bez problemu do ogarnięcia przez 5 latki (oczywiście bez dysfunkcji)
                      Faktycznie parę lat temu szkoła czegoś uczyła w tej chwili I klasa wygląda jak zerówka. Nie wiem tylko jak wygląda zerówka.
                    • 10.07.13, 09:41
                      Proponuję, założyć więc własne stowarzyszenie, bo akcja ratujmy maluchy jest przeciwna tym zmianom.
                      • 10.07.13, 10:38
                        makurokurosek napisała:

                        > Proponuję, założyć więc własne stowarzyszenie, bo akcja ratujmy maluchy jest pr
                        > zeciwna tym zmianom.

                        Chętnie bym to zrobiła,ale nie mam tyle kasy wink
                • 10.07.13, 08:26
                  Zwolennicy 6-latków w szkołąch biją pianę, że dzieci dopiero wtedy zaczynają edukację.
                  A dlaczego nie można zapewnić miejsc wszystkim 4-latkom w PRZEDSZKOLACH, które są dla nich właściwym środowiskiem?
                  Dlaczego ta edukacja nie rozpoczyna się obowiązkowo jak najwcześniej, ale w sposób adekwatny do możliwości i rozwoju tych najmłodszych? Większy byłby z tego pożytek. Plus obowiązkowe bilanse zdrowia, konsultacje z logopedą itp. Ile różnych deficytów i problemów można by wyłapać już na samym początku, do szkoły szłyby dzieci naprawdę przygotowane i radzące sobie z zadaniami.
                  --
                  Zginę, jeśli się obejrzę
                  • 10.07.13, 09:44
                    > A dlaczego nie można zapewnić miejsc wszystkim 4-latkom w PRZEDSZKOLACH, które
                    > są dla nich właściwym środowiskiem?

                    Proponuję zapytać się Elbanowskich i ich akcji ratujmy maluchy dlaczego walczą o zniesienie obowiązku przedszkolnego dla każdego pięciolatka, zamiast o objęcie obowiązkiem przedszkolnym wszystkich czterolatków.
                    • 10.07.13, 10:52
                      makurokurosek napisała:

                      >
                      > Proponuję zapytać się Elbanowskich i ich akcji ratujmy maluchy dlaczego walczą
                      > o zniesienie obowiązku przedszkolnego dla każdego pięciolatka, zamiast o objęci
                      > e obowiązkiem przedszkolnym wszystkich czterolatków.

                      Niech zostanie ten obowiązek dla pięciolatków,bo ich przynajmniej autobus szkolny zabiera bez problemu,a młodsze trzeba samemu do przedszkola dostarczyć,a na wsi to już jest problem logistyczny. sad
                      • 10.07.13, 11:22
                        Zdajesz sobie sprawę z tego, że popierając akcję ratujmy maluch popierasz zniesienie obowiązku przedszkolnego dla pięciolatków.
                        Nie można popierać czegoś wybiórczo smile.
                        • 10.07.13, 14:25
                          makurokurosek napisała:

                          > Zdajesz sobie sprawę z tego, że popierając akcję ratujmy maluch popierasz znies
                          > ienie obowiązku przedszkolnego dla pięciolatków.
                          > Nie można popierać czegoś wybiórczo smile.

                          W tej ich akcji,parę rzeczy mi nie pasuje,ale to szczegół. wink Nie rozumiem dlaczego,są przeciwni zabieraniu obowiązku przedszkolnego dla pięciolatków ? Przecież to jest szansa dla dzieci z małych miejscowości,gdzie przedszkola brakuje,a dziecko po raz pierwszy ma kontakt z grupą rówieśniczą w większym gronie. Owszem,to jest utrudnienie,bo dziecko bardzo często musi wcześnie wstać,aby dotrzeć na przystanek autobusowy,skąd te nieraz 10- 15 km(czasem mniej) musi jechać do najbliższej placówki.W gimbusach są zwykle opiekunki,które pilnują porządku w autobusie oraz pilnowanie przy przechodzeniu przez jezdnię zza autobusu. Mam wrażenie,że niektóre sytuacje na stronie akcji,jest mocno przerysowana i podkoloryzowana dla potrzeb akcji.
                          • 10.07.13, 16:18
                            Porównaj sobie sytuację dziecka w mieście, które do tego przedszkola wstanie np. o 7 żeby z matką zdążyć na około 8 i wejść do sali (przedszkole niedaleko domu lub miejsca pracy rodzica przeważnie), a dziecko, które zacznie dzień około 5:30, żeby zdążyć wyprawić się na autobus, zbierający dzieci po wioskach np. od 6:15.
                            Jakbyś tak codziennie dojeżdżała pekaesem czy busem do pracy i traciła na te dojazdy dziennie z godzinę, półtorej, uważałabyś się za zmęczoną i że masz niekomfortowe warunki pracy.
                            A teraz jeszcze inaczej - 5-letnie dziecko musi zostać rano samo na przystanku i czekać na gimbusa, bo rodzice wsiadają w bus w drugą stronę, żeby pojechać do roboty (w pobliskim miasteczku, w szklarni, na budowie, w jakiejś spółdzielni rolniczej itp.).
                            Nie każdy na wsi dysponuje samochodem.
                            I nie wydaje mi się, żeby sytuacje na ich stronie były podkoloryzowane.
                            To np., co oni piszą o szkołach w moim mieście, potwierdzają także rodzice.
                            --
                            Zginę, jeśli się obejrzę
                            • 10.07.13, 20:19
                              lily-evans01 napisała:

                              > dziecko, które zacznie dzień około 5
                              > :30, żeby zdążyć wyprawić się na autobus, zbierający dzieci po wioskach np. od
                              > 6:15.
                              Wiesz co,znam dzieci,które rozpoczynają dzień o takiej porze i to w sąsiedniej(ale w drugą stronę od nas) wiosce. Dzieci zajęcia rozpoczynają o 7.45 ! a mieszkając w najbardziej odległych wioskach,z domu wychodzi o 7.oo,a nawet i wcześniej. Dziecko 5-o letnie nie może samo zostać na przystanku,ktoś dorosły musi z nim na tym przystanku zostać.

                              > Jakbyś tak codziennie dojeżdżała pekaesem czy busem do pracy i traciła na te do
                              > jazdy dziennie z godzinę, półtorej, uważałabyś się za zmęczoną i że masz niekom
                              > fortowe warunki pracy.

                              W czasach szkolnych(ponadpodstawowej),tyle właśnie czasu spędzałam w autobusie PKS-u, a ile razy nie zabrał bo był pełen-to moje.

                              > Nie każdy na wsi dysponuje samochodem.
                              To są jednostki,które nie mają.Nie mają samochodu bo np.nie mają prawa jazdy,ale jeżdżą na skuterach.
                              wink Niektórzy mają więcej niż jeden.Na wsi bez samochodu nie ma życia sad O ile w mieście to "wybryk",to na wsi narzędzie pracy.

                            • 10.07.13, 22:36
                              > Porównaj sobie sytuację dziecka w mieście, które do tego przedszkola wstanie np
                              > . o 7 żeby z matką zdążyć na około 8 i wejść do sali (przedszkole niedaleko dom
                              > u lub miejsca pracy rodzica przeważnie), a dziecko, które zacznie dzień około 5
                              > :30, żeby zdążyć wyprawić się na autobus, zbierający dzieci po wioskach np. od
                              > 6:15.

                              Jeszcze całkiem niedawno norma były godziny pracy 7-15 i wówczas większość dzieciaków lądowała w przedszkolach/ żłobkach najpóźniej o 6:15, a należy pamiętać że część ludzi pracowała 6-14.
                              Teraz rozumiem, czemu jestem śpiochem, zapewne odsypiam to poranne wstawanie z dzieciństwa.
                              • 11.07.13, 00:39
                                Tak, ale zauważ, że około 15:30-16 byłaś w domu, a nie ok. 18, jak to ma miejsce często obecnie.
                                To poranne wstawanie ja też do dzisiaj zresztą odsypiam wink. Ale za to miałam nie tak mało wolnego popołudnia.
                                --
                                Zginę, jeśli się obejrzę
                                • 11.07.13, 08:26
                                  Lily za bardzo idealizujesz to czego nie masz, to co mogłabyś mieć, za bardzo rozczulasz się nad swoimi decyzjami.
                                  Nie zawsze jestem zadowolona ze swojej decyzji posłania młodej do szkoły w wieku sześciu lat. W połowie roku gdy dosłownie nie wyrabiałyśmy się z nauką, bo ledwo skończyłyśmy w utrwalać dodawanie i odejmowanie pod kreską to już dawno powinnyśmy wejść w możenie i dzielenie wtedy wręcz wściekałam się na naszą decyzję, obwiniałam siebie za zabieranie młodej dzieciństwa. Tym bardziej, że niestety ale trafiła na grupę dzieciaków podobną do tej z waszej klasy, tak więc o przyjaźniach zwyczajnie nie ma mowy.
                                  Później kiedy i moje emocje opadły i młoda załapała o co chodzi, więc szybko i bezproblemowo opanowywała nowy materiał , zaczęłam dostrzegać że nie zabrałam jej dzieciństwa bo ona nie jest już dzieckiem i niestety ( dla mnie) coraz więcej w niej z nastolatki aniżeli z dziecka. Zabawy lalkami/klockami zostały zastąpione pisaniem książeczek i opowiadań, dobór książek do czytania też się zmienił z przygód Martynki przeskoczyliśmy na problemy miłosne witch. W rozmowach coraz częściej poruszane są problemy damsko-męskie.
                                  Moja ośmiolatka ani wzrostem,ani zabawą, ani tematami rozmów nie przypomina małego dziecka, którym jest w pojęciu akcji ratujmy maluchy, bo przecież teraz powinna kończyć pierwszą klasę.
                                  Nie zabrałam jej dzieciństwa, ona sama z niego wyrosła.
                                  • 11.07.13, 08:50
                                    Powiedzmy, że musiała wyrosnąć, innego wyjścia nie było wink.
                                    Ale nadal uważam, że specjalnych korzyści z tego nie ma, jeśli chodzi o klasy mieszane rocznikami - to raz, a dwa - posadzenie 6-latków przy stolikach na kilka lekcji.
                                    U nas różnica między zerówką a klasą I, jeśli chodzi o organizację zajęć, przerwy, czas na rekreację, ilość zadań domowych, ilość materiału do przyswojenia była kolosalna (choć już w zerówce dzieci poznały litery i pani męczyła je czytaniem tekstów wink ). Niestety to była I klasa z prawdziwego zdarzenia, z dużą ilością pracy, dużą ilością materiału ponad program, a dziecko zapłaciło za to ciągłymi infekcjami i przemęczeniem.
                                    Ale masz rację, co się stało, to się nie odstanie - za to w przyszłym roku będzie miała czas na ciekawsze rzeczy niż szkoła wink.
                                    Co do grupy, jestem bardzo zadowolona, że ją zmieniłam - moje obserwacje są takie, że to był raczej hamulec rozwoju dla dziecka, które szybko stało się niepewne siebie i zalęknione, a nie czynnik motywujący. Ale wiele też zależy od nauczyciela.
                                    --
                                    Zginę, jeśli się obejrzę
                                    • 11.07.13, 09:22
                                      > Powiedzmy, że musiała wyrosnąć, innego wyjścia nie było wink.

                                      Nauka nie ma nic wspólnego z dorastaniem, a szkoda bo chyba bym ją pozostawiła na nauce alfabetu smile.

                                      "> Ale nadal uważam, że specjalnych korzyści z tego nie ma, jeśli chodzi o klasy m
                                      > ieszane rocznikami - to raz, a dwa - posadzenie 6-latków przy stolikach na kilk
                                      > a lekcji.

                                      Klasy mieszane rocznikowo to skutek akcji ratujmy maluchy.

                                      "Ale wiele też zależy od naucz
                                      > yciela.

                                      Nie do końca, dziecko wynosi wiele zachowań z domu i nauczyciel często nie ma ani możliwości ani szans na zmianę tych zachowań, bo niby w jaki sposób może zmienić kult pieniądza.
                                      • 11.07.13, 09:33
                                        Wiesz co, masz wiele racji i przyjemnie, i bardzo twórczo mi się tu z Tobą dyskutuje - ale nie wiesz wszystkiego.
                                        U nas w szkole były dzieci bardziej "rokujące" - tj. takie, które miały np. rodzeństwo w tej samej szkole (a więc podwójne czesne wink ) albo też rodzice coś kupili do szkoły (np. drogi prezent dla klasy od matki pannicy, która dała niemal wszystkim ostro, bardzo ostro popalić na zielonej szkole), czy też takie, które od początku odnosiły sukcesy w różnych pozaszkolnych konkursach i można było się nimi chwalić. Cała reszta była traktowana normalnie, a tym uchodziły najrozmaitsze dzikie wybryki. Nauczycielka chyba bała się zaczepić rodziców, którzy mieli jakieś tam swoje układy ze szkołą - a potem się męczyła, bo dzieci wyczuły w czym rzecz i I klasa zaczęła sobie kompletnie zlewać nauczycieli. Pani potrafiła posunąć się do tego, że twierdziła, że nie było jakiegoś incydentu i że dzieci zmyślają - raz musiała się skorygować po sprawdzeniu nagrania z kamery, a raz prawie cała klasa wskazała jako winowajczynię ciągłego zamieszania pewną dziewczynkę, której wszystko uchodziło, kiedy dorwała pojedynczą ofiarę.
                                        Z jednej strony szkoła sama ten kult pieniądza podkręcała, z drugiej kult wyników.
                                        Ale tego nie wiesz, zanim nie doświadczysz wink.
                                        --
                                        Zginę, jeśli się obejrzę
                                        • 11.07.13, 09:42
                                          Nauczyciel może bardzo wiele, ale niekiedy woli zachować pracę bo musi też z czegoś żyć. Czytałam opis szkoły Twojej córki i szybko bym z niej zabierała dziecko. U nas dzieci w pierwszej miały czystą kartę i nie miało znaczenia, czy osiągały sukcesy w przedszkolach, czy ich rodzice są dyrektorami czy bezrobotnymi. Związku z tym wszystkie wybryki są tępione - szkoła rejonowa.
                                          • 11.07.13, 09:50
                                            Dlatego też i zabrałam wink.
                                            --
                                            Zginę, jeśli się obejrzę
                                            • 11.07.13, 09:51
                                              A dodam jeszcze, że w zerówce było zupełnie inaczej i pani "pochylała się" nad każdym dzieciątkiem, chyba po to, abyśmy podpisali umowy na dalsze 6 lat kształcenia wink.
                                              --
                                              Zginę, jeśli się obejrzę
                                        • 11.07.13, 10:35
                                          > U nas w szkole były dzieci bardziej "rokujące" - tj. takie, które miały np. rod
                                          > zeństwo w tej samej szkole (a więc podwójne czesne wink ) albo też rodzice coś ku
                                          > pili do szkoły (np. drogi prezent dla klasy od matki pannicy, która dała niemal
                                          > wszystkim ostro, bardzo ostro popalić na zielonej szkole),

                                          U nas dość podobnie, rodzice dziewczynki o aspołecznych zachowaniach załatwili dla szkoły projekt i nagle dziecko w odczuciach nauczycielki bardzo poprawiło swoje zachowanie.

                                          "Cała reszta była traktowana normalnie, a tym uchodziły najroz
                                          > maitsze dzikie wybryki."

                                          Takie sytuacje są i były niestety w wielu szkołach. Za naszych czasów np fory miały dzieci pań sprzedających w mięsnym czy aptece, cóz taki live.

                                          "> Ale tego nie wiesz, zanim nie doświadczysz wink."

                                          Wierz mi mam podobną placówkę, podobne problemy, podobne doświadczenia. Nawet po pierwszym buncie i niechęci zaczęłam się zastanawiać czy nie zmienić szkoły, po czym doszłam do wniosku, że może jak młoda teraz zobaczy tą cała zgniliznę, ten cały mechanizm to może nie będę miała z nią takich jazd w gimnazjum. Wielu gimnazjalistką odbija na punkcie kasy, dlatego założyłam że może jak teraz się na to na patrzy, jak teraz kiedy jeszcze mi ufa i wierzy będę z nią szczerze rozmawiała to łatwiej mi będzie jej ten mechanizm wytłumaczyć, niż gdy spotka się z nim w okresie buntu.
                                          • 11.07.13, 10:52
                                            Ja z kolei widziałam nasiąkanie tym mechanizmem.
                                            I domaganie się bzdurnych, bardzo drogich zabawek typu Furby, bo cała klasa przecież ma wink.
                                            A kropla przelała czarę, że tak powiem, jak córka przyniosła do domu tekst ze szkoły "jesteśmy lepsi, bo jesteśmy ze szkoły niepublicznej". Jest bardzo bezkrytyczna wobec koleżanek, które jej imponują, im bardziej wyszczekane i im lepsze gadżety przynoszą sad.
                                            Paradoksalnie przeniosłam ją do innej szkoły niepublicznej, ale tam dyrekcja nie pozwala na zbyt wielkie wybryki i jest zupełnie inna atmosfera.
                                            --
                                            Zginę, jeśli się obejrzę
                                            • 11.07.13, 13:03
                                              No dobrze,ale póki co to nie rozwiązałaś problemu. Zmiana szkoły tylko przesunie problem w czasie ale nie zmieni tego, że córka jest dzieckiem łatwo ulegającym wpływom.
                                              • 11.07.13, 14:10
                                                Na mój zdrowy chłopski rozum, łatwo poddaje się wpływom, bo czuje się niepewnie - szczególnie wtedy, gdy sobie z czymś nie radzi. To nie my rodzice bardzo często krytycznie porównujemy dzieci - one to robią między sobą, w sposób o wiele bardziej zjadliwy niż komentarze, jakie kiedykolwiek wygłosiłaby osoba dorosła.
                                                Dlatego też zależało mi na tym, żeby nie zmagała się w przyszłym roku z trudnościami, które nie są na jej miarę, także emocjonalnie. Jest kilka spraw, w których czuje się pewna siebie i dobra, będziemy to rozwijać, jednocześnie dbając o to, żeby umiała skoncentrować się na lekcjach i orientowała się w zadaniach (bo bardzo często słyszy, patrzy nauczycielce w oczy, a w ogóle nie słucha, potem kompletnie nie wie, o co chodzi, a klasa już oczywiście miała ubaw po pachy). Mam też nadzieję, że to środowisko będzie bardziej życzliwe i normalne - czesne jest niespecjalnie wygórowane, więc sama "elyta" tam dzieci nie zapisuje, a szkoła bardziej jest zbliżona klimatem do dobrej i dbającej o dzieci podstawówki publicznej, dyrekcja zresztą skutecznie tonuje fochy rodziców i dzieci.
                                                Taką widzę drogę rozwoju, jeśli masz jeszcze jakieś pomysły, to podrzuć wink.
                                                --
                                                Zginę, jeśli się obejrzę
                                          • 11.07.13, 15:34
                                            makurokurosek napisała:


                                            . Wielu
                                            > gimnazjalistką odbija na punkcie kasy, Wielu gimnazjalistkom wink
                                    • 11.07.13, 12:09
                                      Czy ja dobrze rozumiem, lily, że Twoja córka zaczęła zerówkę w grudniu, a potem zdecydowałaś się ja dać po tych kilku miesiącach w placówce do szkoły?
                                      --
                                      Moja dziewczynka
                                      Moj synek
                                      • 11.07.13, 14:19
                                        Inaczej, to w ogóle jest skomplikowana historia.
                                        Jako sama mama dostałam miejsce w przedszkolu publicznym. Córa przechorowała 3 m-ce prawie non stop. Dyrekcja wezwała mnie na dywanik, dowiedziałam się, że jestem dla nich nieopłacalna, bo dziecko jest tylko na darmowej podstawie programowej i nawet obiadów w sumie nie kupujemy wink. Zaznaczę od razu, że pracuję - na własny rachunek, ale też potrzebuję iluś tam godzin skupienia, choć niekoniecznie 8 czy 9.
                                        Pani dyrektor podjęła kroki przez organ prowadzący, żeby moje dziecko przeszło do zerówki w szkole rejonowej, jak zobaczyłam tę szkołę i moją -latkę, to zwątpiłam. Znalazło się miejsce w szkole prywatnej - zasugerowano mi, że połowa dzieci to jej rówieśnicy, potem się okazało, że 1/4. Tam od początku było nie halo z czytaniem (jak przyszła w grudniu, to już czytali). Potem zaproponowali nam już w marcu podpisanie umów na następny rok, niby były jakieś tam badania i wyszło tylko na to, że powinnyśmy rozwijać czytanie.
                                        Czytanie ani ani, sama znalazłam mnóstwo informacji o rozwoju słuchu fonematycznego, układałam młodej puzzle literowe, rebusy, kupiłam pomoce i jakoś jakoś to szło. Nawet zrobiłam pierdylion badań audiologicznych, w przekonaniu, że dziecko ma jakiś problem ze słuchem (nie ma, co więcej, ma słuch muzyczny wink ). Z taką wiedzą, jaką mam obecnie, widzę, że nie była gotowa do szkoły pod wieloma względami, także neurologicznie. Ale oczywiście zapewniano mnie, że sobie poradzi i w połowie I klasy wszystkie dzieci wyrównają poziom. Potem było jak było, czyli nie za ciekawie. Te umiejętności w końcu nabyła, natomiast szkody psychologiczne są spore - ale o tym kiedyś pisałam w innym wątku, więc nie będę już tu się wyżalać.
                                        Jestem zdania, że szkoła mnie trochę wprowadziła w błąd, no ale jak to mówią, mądry Polak po szkodzie sad.
                                        --
                                        Zginę, jeśli się obejrzę
                                        • 11.07.13, 20:30
                                          Myślę, że dałaś się zbyt łatwo przekonać po prostu sad. Z taką absencją marne były szanse na odnalezienie się w grupie i sukces edukacyjny. Gdzie badałaś słuch fonematyczny? Osobiście znam chłopca (teraz w 1 liceum), u którego udało się zdiagnozować tę dysfunkcję dopiero półtora roku temu i to po walkach z PPP. Piszę o nim dlatego, że jest wybitnie uzdolniony muzycznie, a to niestety nie jest gwarantem posiadania s. fon.
                                          --
                                          Moja dziewczynka
                                          Moj synek
                                          • 12.07.13, 01:01
                                            Zrobiłam cały pakiet badań audiologicznych + kontakt z logopedą w centrum leczenia mowy i słuchu. Wszystko wyszło prawidłowo, łącznie z badaniami w kierunku zaburzeń typu centralnego.
                                            Zresztą sytuacja się w tzw. międzyczasie unormowała, dziecko normalnie rozróżnia głoski, pisze dyktowane wyrazy mniej więcej prawidłowo (w I klasie chyba nie robi się ćwiczeń na ortografię, więc nie jest jeszcze utrwalona), czyta krótkie wyrazy globalnie, długie głoskuje.
                                            Czytać nienawidzi i tyle nam zostało w spadku po przyspieszeniu edukacji.
                                            --
                                            Zginę, jeśli się obejrzę
                                            • 12.07.13, 07:27
                                              lily-evans01 napisała:

                                              > Zrobiłam cały pakiet badań audiologicznych + kontakt z logopedą w centrum lecze
                                              > nia mowy i słuchu. Wszystko wyszło prawidłowo, łącznie z badaniami w kierunku z
                                              > aburzeń typu centralnego.
                                              > Zresztą sytuacja się w tzw. międzyczasie unormowała, dziecko normalnie rozróżni
                                              > a głoski, pisze dyktowane wyrazy mniej więcej prawidłowo (w I klasie chyba nie
                                              > robi się ćwiczeń na ortografię, więc nie jest jeszcze utrwalona), czyta krótkie
                                              > wyrazy globalnie, długie głoskuje.
                                              > Czytać nienawidzi i tyle nam zostało w spadku po przyspieszeniu edukacji.

                                              Życzę Wam,nadrobienia zaległości w szkole i dobrych koleżanek oraz nauczycielki,które pomogą małej uwierzyć w swoje zdolności. smile
                                            • 12.07.13, 08:23
                                              Świetnie, że badania wyszły w normie, a do czytania może kiedyś się przekona smile.
                                              --
                                              Moja dziewczynka
                                              Moj synek
                                              • 12.07.13, 19:06
                                                kontaminacja napisała:

                                                > Świetnie, że badania wyszły w normie, a do czytania może kiedyś się przekona smile

                                                teraz wiekszość dzieci czytac nie lubi. Sa ciekawsze rzeczy i szybciej zmieniajace sie obrazki
                                                smile takie pokolenie.


                                                --
                                                Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                                                • 12.07.13, 19:36
                                                  Przyznam, że kompletnie tego nie rozumiem.
                                                  Za moich czasów też z zapartym tchem oglądało się jakieś tam dobranocki, zwłaszcza te zachodnie, o ile były w TV - ale mimo kultu telewizji w tamtych czasach jestem z pokolenia, które umie skupić się na lekturze.
                                                  Moje dziecko zresztą bardzo mało korzysta w domu z komputera, a jakiekolwiek filmy ogląda 1-2 razy w tygodniu.
                                                  --
                                                  Zginę, jeśli się obejrzę
                                                  • 12.07.13, 20:07
                                                    lily-evans01 napisała:

                                                    > Przyznam, że kompletnie tego nie rozumiem.
                                                    > Za moich czasów też z zapartym tchem oglądało się jakieś tam dobranocki, zwłasz
                                                    > cza te zachodnie, o ile były w TV - ale mimo kultu telewizji w tamtych czasach
                                                    > jestem z pokolenia, które umie skupić się na lekturze.

                                                    Ale kiedys nie było filmów pod ręka o kazdej porze lub komputera. Teraz rodziny mają po kilka telewizorów, kilka komputerów, tablety i inne cuda... kto by tam siedział nad nudna książką, w której wszystko jednak toczy sie wolniej. Tez nad tym boleję, dzieci sa nadpobudliwe, maja problemy z koncentracją, ze skupieniem, sa niechetne do wysiłku umysłowego chca mieć wszstko szybko i na gotowe. Ale chyba nie zwolnimy tego procesu.
                                                    --
                                                    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                          • 10.07.13, 17:29
                            olga727 napisał(a):

                            > . Mam wrażenie,że niektóre sytuacje na stronie akcji,jest mocno przerysowana i
                            > podkoloryzowana dla potrzeb akcji.

                            tam jest wszystko mocno przerysowane a Elbanowscy bazuja na przestarszonych rodzicach


                            --
                            Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                    • 10.07.13, 11:20
                      Może dlatego, że przedszkole jest trudno dostępne, a alternatywą są punkty przedszkolne w szkołach, gdzie infrastruktura jest kompletnie nieprzyjazna tak małym dzieciom.
                      --
                      Zginę, jeśli się obejrzę
                      • 10.07.13, 17:32
                        lily-evans01 napisała:

                        > Może dlatego, że przedszkole jest trudno dostępne, a alternatywą są punkty prze
                        > dszkolne w szkołach, gdzie infrastruktura jest kompletnie nieprzyjazna tak mały
                        > m dzieciom.

                        te argumenty o nieprzyjazności w zerówkach szkolnych to tez z palca wyssane są. W naszej szkole rodzice są zachwyceni zerówkami.


                        --
                        Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                        • 10.07.13, 18:28
                          To że tak jest w waszej, to naprawdę nie znaczy, że w całej Polsce.
                          Są gminy zaniedbane, gdzie na oświatę funduszy brak.
                          Ja bym wolała, żeby moje dziecko 5-latnie chodziło do grupy przedszkolnej - gdzie jest budynek przystosowany do potrzeb małych dzieci, jakiś ogródek, plac zabaw ze sprzętem odpowiadającym gabarytom maluchów, stołówka - a nie catering, a w całym budynku przebywa może 120-150 dzieci (4-5 grup przedszkolnych). Dla porównania w szkole rejonowej - wspólne wejście dla wszystkich, boksy szatni zerówki obok całej reszty, sale zerówkowe bynajmniej nie odosobnione od klas, do WC trzeba przejść przez korytarz, który jest tak długi, że można na nim urządzać wyścigi rowerowe. Do stołówki po schodach. Po zajęciach wspólna świetlica z dziećmi z przedziału I-III. To są realia, które widziałam na własne oczy.
                          Nie dziw się, że mam inny ogląd i perspektywę - w dużym ponoć mieście jest może raptem z kilka szkół przyjaznych tym najmniejszym zerówkowiczom. Nie oszukujmy się, z jakichś powodów (zapewne ekonomicznych) system przedszkolny obecnie jest niszczony, a alternatywa jest średnio ciekawa. Już nie mówię o takim absurdzie, jak punkty przedszkolne dla 3- 4-latków przy szkołach (tak, te słynne toalety i umywalki nadal mają wielkość i wysokość dostosowaną do uczniów, a nie to 3-letnich krasnali).
                          --
                          Zginę, jeśli się obejrzę
                          • 10.07.13, 21:00
                            Jak zwykle operujesz stereotypami, place zabaw są różne, wiele szkół ma wypasione place zabaw i sa one raczej dla młodszych dzieci niz starszych. Wejscia wspólne dla wszystkich ale zerówkowicze sa odprowadzani przez rodziców pod salę albo odbierani przez panie nauczycielki z szatni /zresztą pierwszoklasiści też/, zerówkowicze zaczynają zajecia w innych godzinach niz inne dzieci, nie obowiazuja ich dzwonki, sa prowdzani po szkole przez opiekunów ze świetlicy lub nauczycielki. Nie szwendaja sie same po szkołach!
                            Stołówki tez są różne, wcale nie jest tak, że w przedszkolach jest takie wspaniałe jedzenie. wszystko zalezy od organizacji danej placówki.
                            --
                            Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                            • 11.07.13, 00:44
                              Znam temat bezpośrednio od nauczycielki świetlicy w dużej szkole... To, że np. w 5 szkołach na 10 jest super, to nie znaczy, że nie mam interesować się losem dzieci w pozostałych 5, beznadziejnie zorganizowanych. I udawać, że system świetnie funkcjonuje.
                              Kiedy postanowiłam przenieść córkę do innej szkoły, odwiedziłam ileś tam w zasięgu (pieszo lub komunikacją, czyli nie na jakimś zadupiu) - powiem szczerze, że organizacja i warunki pobytu np. w świetlicy itp. nie przypadły mi do gustu. W końcu wybrałam szkołę płatną, choć bardzo niechętnie. Rzecz dzieje się w mieście, które ma totalnie w odwłoku oświatę, a jego prezydent mówi wprost, że miasto ma być rentowne jak firma. Konsekwencje ponoszą w pierwszej linii ci, którzy nie mają siły nacisku, czyli dzieci w szkołach i przedszkolach.
                              --
                              Zginę, jeśli się obejrzę
                              • 11.07.13, 00:48
                                A zresztą co komu przeszkadzały zerówki w przedszkolach?
                                I skoro dzieci w klasie I ponoć uczą się dziś tego, czego my w zerówce (ja nie mam takiego wrażenia, ale może pamięć mnie zawodzi, a może po prostu u mojej córki robiono sporo niestety ponad program) - to całe to przyspieszenie jest tylko papierowe i kosmetyczne. 6-latki i tak nadal nabywają umiejętności, których zawsze nabywały 6-latki (taka argumentacja co rusz pada, że program jest taki łatwy ponoć) - więc nie czarujmy się, tak naprawdę chodzi o to, że ktoś tam naiwnie wierzy, że dodatkowi absolwenci szybciej zasilą zus. Ale realia są takie, że planujących wpływy do kasy może czekać spore rozczarowanie wink.
                                --
                                Zginę, jeśli się obejrzę
                                • 11.07.13, 08:40
                                  > I skoro dzieci w klasie I ponoć uczą się dziś tego, czego my w zerówce

                                  Program pierwszej klasy poszerzony jest w stosunku do starej zerówki o wprowadzenie dwuznaków. I nie ma co udawać w starych zerówkach nauka odbywała się przy stolikach, a nie na dywanie jak co niektórzy próbują udowodnić.

                                  to całe to przyspieszenie jest tylk
                                  > o papierowe i kosmetyczne.

                                  W pewien sposób tak, w kosmetyczny sposób pod przykrywką wprowadzenia sześciolatków do szkół obniża się drastycznie program nauczania na wszystkich szczeblach edukacji.

                                  "więc nie czarujmy się, tak naprawdę chodzi o to, że ktoś tam naiwn
                                  > ie wierzy, że dodatkowi absolwenci szybciej zasilą zus"

                                  jak już ktoś wyżej zauważył, nie potrzeba do tego sześciolatków. Dziesięć lat temu głównym zadaniem studentów była nauka/zabawa, praca mniej czy bardziej opłacalna była dorywcza. Na stałą pracę ani nie wyrażali zgody wykładowcy, anie nie palili sie do tego studenci. W obecnej chwili sytuacja się odwróciła, większość studentów trzeciego roku ma już stała pracę, niewielu z nich pozwala sobie na wolne wakacje.


                                  • 11.07.13, 08:55
                                    Czyli, jak zauważasz, nawet państwo nie ma z tego korzyści tak naprawdę (o pracy studentów to właśnie ja zresztą tu pisałam wink ).
                                    Czyżby chodziło tylko o to, że uczeń w szkole jest tańszy dla gminy niż jego rónolatek w przedszkolu czy jak? wink
                                    --
                                    Zginę, jeśli się obejrzę
                                    • 11.07.13, 09:28
                                      Po pierwsze rozwiązuje się w ten sposób problem braku miejsc w przedszkolach, których na dłuższą metę nie opłaca się otwierać nowych bo za chwilę powrócimy do sytuacji z początku lat 90, gdzie przedszkola świeciły pustkami.
                                      Po drugie różnice finansowanie.
                                      Po trzecie wprowadzenie zmian programowych ( głupimi łatwiej rządzić smile ).
                                • 11.07.13, 17:40
                                  lily-evans01 napisała:

                                  > A zresztą co komu przeszkadzały zerówki w przedszkolach?

                                  Starsze dzieci, których miejsce jest już z raczej w szkole "zabierały miejsce" maluchom.
                                  --
                                  Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                                  • 11.07.13, 17:59
                                    Wiesz co, to jest retoryka państwa, które co najmniej od lat 90 poprzedniego wieku zajmuje się burzeniem podwalin edukacji, opierając się na dziwnych prognozach, likwidując przedszkola i szkoły, zamiast postawić na jakość. W naszym mieście była odpowiedzialna za oświatę taka właśnie pani likwidatorka, straciła w końcu stanowisko z dużym hukiem, no ale co roku nadal brakuje 1000 miejsc dla przedszkolaków. I te dzieci są upychane gdzieś tam w punktach przy szkołach, w klubie kulturalno-oświatowym itp.
                                    Ten argument obnaża po prostu indolencję i lenistwo myślowe tych, którzy powinni planować sporo do przodu i widzieć edukację perspektywicznie, a na pewno nie jedynie w kategoriach aktualnej rentowności danej jednostki budżetowej. Oświata nigdy nie będzie bezpośrednio rentowna, a żeby była na dobrym poziomie, wymaga pewnych nakładów. "Zyski" mogą przyjść po kilkunastu latach, ale wtedy kadencja radnych dawno się skończy, więc to nie ich problem.
                                    --
                                    Zginę, jeśli się obejrzę
                                  • 11.07.13, 19:55
                                    zofijkamyjka napisała:

                                    > lily-evans01 napisała:
                                    >
                                    > > A zresztą co komu przeszkadzały zerówki w przedszkolach?
                                    >
                                    > Starsze dzieci, których miejsce jest już z raczej w szkole "zabierały miejsce
                                    > " maluchom.

                                    Nie zabierały miejsca maluchom,bo był podział na grupy:Maluchy,Średniaki i właśnie zerówka.Z tego co wiem,to zerówka,nie była łączona nigdy z maluchami.wink Chyba że w przedszkolach Montessoriańskich.
                                    • 11.07.13, 20:12
                                      olga727 napisał(a):


                                      > Nie zabierały miejsca maluchom,bo był podział na grupy.

                                      I zamiast jednej grupy 6 latków, których miejsce jest juz bardziej w szkole mogłyby powstac np. dwie grupy 3 latków albo grupa mieszana starszych 4 latków i młodszaych 5 latków, w zaleznosci od ilosci chętnych. Miejsc w przedszkolach wciaz brakuje dla dzieci.
                                      --
                                      Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                                      • 11.07.13, 21:00
                                        zofijkamyjka napisała:

                                        > olga727 napisał(a):
                                        >
                                        >
                                        > > Nie zabierały miejsca maluchom,bo był podział na grupy.
                                        >
                                        > I zamiast jednej grupy 6 latków, których miejsce jest juz bardziej w szkole mog
                                        > łyby powstac np. dwie grupy 3 latków albo grupa mieszana starszych 4 latków i m
                                        > łodszaych 5 latków, w zaleznosci od ilosci chętnych. Miejsc w przedszkolach wci
                                        > az brakuje dla dzieci.

                                        Starsze czterolatki-to nadal maluchy i przynajmniej w naszym przedszkolu nie są mieszane z pięciolatkami.
                                        Brakuje;a ile przedszkoli zlikwidowano-bo nierentowne ? Gdyby tamtych nie polikwidowano,byłoby pewnie akurat miejsc. wink
                                        • 11.07.13, 21:26
                                          olga727 napisał(a):

                                          > Starsze czterolatki-to nadal maluchy i przynajmniej w naszym przedszkolu nie są
                                          > mieszane z pięciolatkami.

                                          A to różnie bywa w róznych placówkach, jakby było wiecej miejsca to może czterolatek nie byłby maluchem tylko średniakiem.

                                          > Brakuje;a ile przedszkoli zlikwidowano-bo nierentowne ? Gdyby tamtych nie poli
                                          > kwidowano,byłoby pewnie akurat miejsc. wink
                                          Jak nie ma kto chodzić to sa nierentowne byc może w jakichś rejonach....szkoły tez zamykają jak chodzi do nich 30 dzieci... tu gdzie mieszkam miejsc dla dzieci raczej brak i przedszkole sie buduje nowe.

                                          --
                                          Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                                          • 11.07.13, 21:55
                                            zofijkamyjka napisała:


                                            > Jak nie ma kto chodzić to sa nierentowne byc może w jakichś rejonach....szkoły
                                            > tez zamykają jak chodzi do nich 30 dzieci... tu gdzie mieszkam miejsc dla dziec
                                            > i raczej brak i przedszkole sie buduje nowe.
                                            >
                                            Te przedszkola polikwidowano,nie tylko na wsiach ale i w dużych miastach też. I gdzie tu sens i logika ? a teraz dzieci 5-o i 6-o letnie upychane są na siłę w szkolnych zerówkach,lu punktach przedszkolnych. sad No cóż: w Polsce najpierw się robi,a potem myśli sad
                                            • 12.07.13, 09:14
                                              olga727 napisał(a):

                                              > Te przedszkola polikwidowano,nie tylko na wsiach ale i w dużych miastach też. I
                                              > gdzie tu sens i logika ? a teraz dzieci 5-o i 6-o letnie upychane są na siłę w
                                              > szkolnych zerówkach,lu punktach przedszkolnych. sad No cóż: w Polsce najpierw s
                                              > ię robi,a potem myśli sad

                                              wyborcza.pl/1,95892,14253824,Jak_odwrocic_zalamanie_demograficzne_w_Polsce__list_.html
                                              --
                                              Forum ORIGAMI
                              • 11.07.13, 17:37
                                lily-evans01 napisała:

                                > Znam temat bezpośrednio od nauczycielki świetlicy w dużej szkole... To, że np.
                                > w 5 szkołach na 10 jest super, to nie znaczy, że nie mam interesować się losem
                                > dzieci w pozostałych 5, beznadziejnie zorganizowanych. I udawać, że system świe
                                > tnie funkcjonuje.
                                To wybierz szkołe która spełnia Twoje oczekiwania. Nasza nie jest może idealna ale akurat bezpieczeństwo młodszych dzieci jest na pierwszym miejscu.
                                --
                                Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                              • 11.07.13, 19:51
                                No i co ci z tej płatnej szkoły przyszło?
                          • 10.08.13, 10:29
                            >wspólne wejście dla wszystkich, boksy szatni zerówki obok całej reszty, sale zerówkowe >bynajmniej nie odosobnione od klas, do WC trzeba przejść przez korytarz, który jest tak długi, >że można na nim urządzać wyścigi rowerowe. Do stołówki po schodach. Po zajęciach wspólna >świetlica z dziećmi z przedziału I-III. 

                            No ale co w tym takiego strasznego? Przecież dzieci z klas I - III to też małe dzieci i chyba nie gryzą?
                            • 11.08.13, 10:06
                              No cóż, jak nie widzisz dysproporcji, także fizycznej, między drobną pięciolatką z klasy 0, a rozrośniętym 9-latkiem z klasy III, to nie mam więcej pytań...
                              Akurat moje dziecko było w szkole bezpiecznej, przynajmniej teoretycznie, bo na każdym korytarzu i w każdym zakątku mieliśmy monitoring, no i faktem jest, że nie było u nas jakiejkolwiek patologii, przynajmniej w tym tradycyjnym rozumieniu. Natomiast znajomej córka poszła do zbiorczej podstawówki i ulubioną zabawą starszych kolesi było wpadanie na zerówkę i pierwszaków i wywalanie ich na korytarzu, oczywiście nauczyciele nigdy nic nie widzieli. Dziewczyna w pierwszych miesiącach szkoły była obita jak jabłko.
                              Znajoma nauczycielka ze świetlicy z kolei bardzo ubolewała nad naborem 5-latków, bo w tej niejednorodnej grupie po prostu "ginęły" - nauczycielki były przyzwyczajone, że dzieci pamiętają, że idą na obiad, potem okazywało się, że taki 5-latek jednak nie pamiętał... no i nie poszedł. Nie ukrywajmy, inna jest samodzielność 5-latka, inna 7-latka, dzieci rozwijają się w czasie i w sposób właściwy do danego wieku.
                              Wrzucenie najmłodszych do zaniedbanego molocha na 800 osób niekoniecznie pomoże im w rozwoju.
                              --
                              Zginę, jeśli się obejrzę
                              • 11.08.13, 11:12
                                ooj przestancie biadolic- biedne malutkie dzieci, schody (???), starsze dzieci o bleee, co za paskudy...
                                może jeszze te 5, czy 6 latki trzeba karmic w stołówce? widzialam taka mamuskę na zebrani przed naborem do szkoly 6 latków- czy sprowadza pani ze schodów? czy pomoze wytrzec pupę? czy dzieci starsze (co za patologia, urosły cholery i sie patologiczne zrobiły- nie to co wasze co zostana maluszkami caly czas, caly czas w odosobnieniu, nigdy nie spotkaja na swojej drodze dziecka 2, 3 lata starszego) nie beda mialy kontaktu z mlodszymi? czy zrobi pani herbatki? czy pomoze zawiazac buty? a dziecko fizycznie duzowieksze od mojej paxdzirnikowej panny nie shcodizło jej z kolan... to dopiero jest patologia! toksyczne mamuska!
                                • 11.08.13, 13:17
                                  Jakby 5-latki umiały to samo, co 9-latki i były tak samo zaawansowane intelektualnie i motorycznie, to naprawdę nie byłoby potrzeby stwarzania zerówek i klas I, tylko wszyscy od razu lecieliby programem klasy III.
                                  Twoje dziecko nie zmieniło się od czasu, kiedy ukończyło 4 czy 5 lat?
                                  Nadal jest takie samo, fizycznie, intelektualnie, emocjonalnie, pod względem wzrostu? To współczuję...

                                  Co do używania siły i agresji przez większych i starszych wobec młodszych i słabszych - rozumiem, że ten problem w polskich szkołach (zwłaszcza przeciętnych rejonowych podstawówkach, potem gimnazjach) w ogóle nie istnieje? To super, widać żyjemy w alternatywnych rzeczywistościach.
                                  --
                                  Zginę, jeśli się obejrzę
                                  • 11.08.13, 19:09
                                    ale dlaczego porównujemy 5 latki i 9 latki? czy ja gdzies pisalam. ze umieja tyle samo? czy jezeli nie umieja tyle samo, jezeli nie sa tak samo zaawansowane motorycznie to znaczy, ze nie moga sie razem bawic, razem przebywac? cos jak idea integracji- miedzy osobami w róznym wieku- dziala w wielu krajach, nie jest przedmiotem histerii, nikt sie nad dziecmi nie rozczula etc- ot, normalne zycie.
                                    swoje wspólczucie skieruj w stronę swojej latorosłi, bo jak rozumiem- bardzo tego potrzebuje uncertain

                                    szczerze wspolczuje szkoly z monitoringiem- ale, jak rozumiem, to twoj wybór.


                                    > Co do używania siły i agresji przez większych i starszych wobec młodszych i sła
                                    > bszych - rozumiem, że ten problem w polskich szkołach (zwłaszcza przeciętnych r
                                    > ejonowych podstawówkach, potem gimnazjach)


                                    no sczezrze, o problemie agresji w podstawówce to ja slysze raz na rok moze w skali calego kraju. raczej agresja emocjonalna- czyli dzieci toksycznym rodzicow- niestety, szczegolnei dziewczynki.
                                    agresja w gimnazjach to tez temat zastepczy- w niezlym gimnazjum zdarza sie prawie nigdy, w dobrym- w zasadzie w ogole. do zlego nie wysylam, bo po co? akurat w temacie gimnazjów jestem na biezaco, z powodu wyborów mlodego. inna sprawa ze ja dzieci ucze asertywnosci, rowniez samoobrony, bezpiecznego zachowania- i nie trzese sie nad nimi, nie czekam az dorosną .
                                    ach, zapomnialam- podejmuje rozwazne i przemyslane decyzje edukacyjne, ktore procentuja i ktorych pozniej nie zaluje- czego i tobie i tobie podobnym zycze.

                                    i blagam, toksyczni rodzicce, ktorzy nie pozwalaja/nie pomagaja dzieciakom dorosnac w imie hasla (zresztą prawdziwego, tylko naduzywanego przez nadopiekuncze tosksyczne matki) "kazdy sie rozwija w swoim tempie"- pomozcie tym dzieciom, nie trzęście sie nad nimi tak
                                    • 11.08.13, 21:57
                                      Wybacz, ale dla mnie żadną sensowną dyskutantką nie jesteś - najpierw malujesz ciemnymi barwami obraz matki-psychopatki, która trzęsie się nad dzieckiem i nie daje mu dorosnąć (osobiście nie znam za bardzo takowych - a przynajmniej takich, jak przedstawiasz). I osoby, którym nie podoba się wrzucenie 5-latków w tryb życia szkolnego, etykietujesz i opatrujesz mianem toksycznych, a naprawdę nic a nic z tego nie wynika. Proszę o konkrety, jakie korzyści odniesie 5-latek, który usiądzie w szkolnej ławce zamiast ganiać po przedszkolnym placu zabaw i mieć więcej czasu i swobody na wszystko, co sprzyja jego rozwojowi.
                                      Po drugie, co do kontaktu starsi/młodsi - może po prostu twoje dziecko jest silne, wysportowane, potrafi trzasnąć z piąchy i nikt mu nie podskoczy. Ale popatrz nawet na doniesienia medialne, gdzie jeden ancymonek terroryzuje całą klasę poprzez swoje niedostosowanie czy inne adhd i naprawdę trzeba radykalnych kroków innych rodziców, żeby usunąć ze szkoły kogoś, kto zagraża reszcie grupy. Akurat mam z pierwszej ręki relacje znajomych z dziećmi starszymi od mojego, wiem, jakie bywają układy między młodszymi i starszymi klasami, czasami nieciekawe. Zresztą niemało jest pytań o agresję szkolną również i na tym forum, prześledź sobie wątki, przeważnie dotyczą podstawówki. Jednak ta agresja istnieje, choćbyś usiłowała ją wypierać ze świadomości.
                                      A ponadto, śmiem twierdzić, że szkoły nie są przyjaznym miejscem dla najmłodszych - niedoinwestowane, przepełnione, z lekcjami na zmiany, z klasami nawet 31-osobowymi. Polska szkoła nie zrobiła nic, by zaadaptować się do dzieci 5-letnich i ich potrzeb, a nie oszukujmy się, ale potrzeba zapewnienia bezpieczeństwa i wypoczynku w ich wypadku jest silniejsza (i w kwestii osobnej szatni, dłuższego czasu spędzanego w stołówce, czy trochę innej organizacji świetlicy, no i pilnowania, żeby taki mały człowiek nie poszedł w siną dal przez furtkę). To są przedszkolaki, przez wiele lat przyswajały sobie szlaczki i literki w przedszkolach, po czym wychodziły stamtąd bardziej zaawansowane albo nie, tak jak i wyjdą z zerówki szkolnej. Intelektualnie - żadna różnica. Tylko, że - tamto środowisko było bardziej im przyjazne i dopasowane do nich również swoimi rozmiarami, zabezpieczeniami itd. Ale w wielu gminach zniszczono infrastrukturę przedszkolną, dla nauczycieli pracy mało, no to sobie sprytnie wymyślono przesunięcie. W tej chwili widzę, jak się np. buduje place zabaw przy szkołach, te z funduszy unijnych - prześliczne, tylko, że przeważnie dla większych dzieci niż przedszkolaki, które zaraz zaraz przyjdą do tych szkół.
                                      Co do rozwijania się w swoim tempie - dzieci rozwijają się w różny sposób, nie tylko poprzez naukę szkolną, i na szczęście. A obciążenie ich pracami domowymi o rok wcześniej sprawia też, że mają mniej czasu na te inne ścieżki rozwoju. I na to, by być dziećmi po prostu.
                                      --
                                      Zginę, jeśli się obejrzę
                                      • 11.08.13, 22:34
                                        lily-evans01 napisała: > Proszę o konkrety, jakie korzyści odniesie 5-latek, kt
                                        > óry usiądzie w szkolnej ławce zamiast ganiać po przedszkolnym placu zabaw i mie
                                        > ć więcej czasu i swobody na wszystko, co sprzyja jego rozwojowi.

                                        Oto"korzyści",które odniesie 5-o latek w szkole: niedosłuch,skrzywienie kręgosłupa (od ciężkiego plecaka i długiego siedzenia w ławce/ przy biurku),nadwrażliwość na bodźce,strach przed zgubieniem swojej pani,nerwice,prawie zerowe spędzanie czasu na placu zabaw(bo dzieci pracują wolno i nie wyrabiają się z materiałem Pisać dalej,czy wystarczy tych korzyści ? wink
                                        • 11.08.13, 22:44
                                          ja piernicze- jaki plecak?? jakie skrzywienie kregoslupa, siedzenie w lawce????- zgloscie to do kuratorium a nie siedzcie na forum.
                                        • 12.08.13, 10:22
                                          Lepiej bym tego nie ujęła, nie chciało mi się już rozwijać wieczorem w kółko wałkowanego tematu wink.
                                          Mojej młodej np. zaczęły psuć się zęby - jak chodziła do klubiku, to po przekąsce każdy szedł z pastą i szczoteczką i przymusowo mył zęby, w przedszkolach chyba jest tak samo.
                                          A w szkole - przerwa śniadaniowa, obiadowa, pani ZACHĘCA dzieci do przynoszenia słodyczy i częstowania się w ramach integracji - oczywiście nie ma mowy o myciu zębów.
                                          Po ok. 2 latach w szkole są już 4 wypełnienia, wcześniej miała zęby zdrowiuteńkie.
                                          - - -
                                          Zginę, jeśli się obejrzę
                                      • 11.08.13, 22:41
                                        1. pisalam o dzieciach 6 letnich, nie 5 letnich
                                        2. a propos dzieci 5 letnich (a i 6 letnich)- w szkolach, ktore znam (ale ja wybieram edukacje moich dzieci swiadomie) dzieci takie nie siedza w lawkach, place zabaw jak najbardziej sa do nich dostosowane i bezpieczne (maja sie rozwijac fizycznie,a nie tylko siedziec w piaskownicy - place maja atesty i są projektowane przez specjalistów- moze jednak sie za bardzo trzesiesz?)
                                        3. doniesienia medialne dotyczace agresji w szkole podstawowej dot. pojedynczych przypadków, pojedynczych bna skale kraju- dlatego sa na tyle interesujace, ze zajmuja sie nimi media
                                        4. tak, moje dzieci sa wysportowane (szkola sportowa smile), ale ja o to dbam, jako główną wytyczna rozwoju (poczytaj troche o tym, jaki wplyw ma rozwój fizyczny na rozwój mózgu i stricte umiejetności, tez spoleczne- na ten moment nie ma NIC innego, co by lepiej rozwijało mózg wg badaczy)- ale inne dzieci, np starsze są, oczywiście lepiej rozwinięte smile i co z tego? maja współpracować, bawic sie razem- np od tego jest wspaniala instytucja zwana swietlica- gdzoie dzieci z roznych klas, roznych roczników maja szanse spotkac sie, kooperowac, wchodzic w interakcje spoleczne. nigdzie w historii, w rozwoju ludzkosci nie bylo czegos takiego jak "roczniki osobnio"- dzieci chowaly sie razem w klanach, w wioskach- - to jest im konieczne do rozwoju. inne zachowanie, separowanie od dzieci młodszych/starszych to zachowanie antyspoleczne i nieodpowiedzialne.
                                        5. agresja insteniej od zarania ludzkosci- i istniec bedzie. ale trzeba sobie z nią umiec radzic. a i natezenie agresji wybierac w stopnu akceptowalnym- co ja tez zrobilam.
                                        6. nie da sie wszystkiego zabezpieczyc, wyeliminowac. proby takiego dzialania pieknie zostaly opisane ok miesiac temu w "polityce" w artykule Sowy pt "pokolenie poczekalni"- pokolenie, ktore nie potrafi sobei radzic z niczym serarowane od zagrozen, nianczone- wlasnei probuje swoich sil na rynku pracy- z marnym skutkiemsad biedni ludzie, skrzywdzeni przez rodziców (wg autorów tez przez system edukacji, ale to inna dyskusja.
                                        • 11.08.13, 23:10
                                          di_kormia napisała:

                                          > 1. pisalam o dzieciach 6 letnich, nie 5 letnich

                                          Jeśli dziecko jest z końca roku(październik-grudzień)-to do szkoły idzie jako pięciolatek wink
                                          > 2. a propos dzieci 5 letnich (a i 6 letnich)- w szkolach, ktore znam (ale ja wy
                                          > bieram edukacje moich dzieci swiadomie)- Jeśli w gminie jest ograniczony wybór szkoły-to jak wybrać świadomie szkołę dla dzieci ?

                                          dzieci takie nie siedza w lawkach, plac
                                          > e zabaw jak najbardziej sa do nich dostosowane i bezpieczne (maja sie rozwijac
                                          > fizycznie,a nie tylko siedziec w piaskownicy - place maja atesty i są projektow
                                          > ane przez specjalistów- moze jednak sie za bardzo trzesiesz?) Chyba jednak nie trzęsę się za bardzo wink
                                          > 3. doniesienia medialne dotyczace agresji w szkole podstawowej dot. pojedynczy
                                          > ch przypadków, pojedynczych bna skale kraju- Ale tu nie chodzi o agresję w tzw. "czystej postaci"- tylko o nieuwagę starszych dzieci w stosunku do tych mniejszych i słabszych np.popchnięcie/przewrócenie na korytarzu,zepchnięcie ze schodów itp.
                                          (poczytaj troche o tym, jaki wplyw ma rozwój fizyczny
                                          > na rozwój mózgu i stricte umiejetności, tez spoleczne- na ten moment nie ma NI
                                          > C innego, co by lepiej rozwijało mózg wg badaczy)-
                                          "Ameryki nie odkryłaś"tym stwierdzeniem.

                                          np od tego jest wspaniala instytucja zwana swietlica- gdzoie dzieci z ro
                                          > znych klas, roznych roczników maja szanse spotkac sie, kooperowac, wchodzic w i
                                          > nterakcje spoleczne. nigdzie w historii, w rozwoju ludzkosci nie bylo czegos ta
                                          > kiego jak "roczniki osobnio"- dzieci chowaly sie razem w klanach, w wioskach- - Jakbyś nie zauważyła,to kiedyś w rodzinach było znacznie więcej dzieci (tak ok.10 wink a teraz jest w rodzinie dwoje,troje,a już na palcach jednej ręki można policzyć rodziny,gdzie tych dzieci jest więcej niż pięcioro.

                                          > to jest im konieczne do rozwoju. inne zachowanie, separowanie od dzieci młodsz
                                          > ych/starszych to zachowanie antyspoleczne i nieodpowiedzialne.
                                          > 5. agresja insteniej od zarania ludzkosci- i istniec bedzie. ale trzeba sobie z
                                          > nią umiec radzic. a i natezenie agresji wybierac w stopnu akceptowalnym- co ja
                                          > tez zrobilam.- Nie każdy ma możliwość wyboru szkoły.
                                          > 6. nie da sie wszystkiego zabezpieczyc, wyeliminowac. Ale trzeba próbować,eliminować agresję w szkole,ale i na ulicy. Dlaczego małe dzieci mają się stykać z patologicznymi akcjami ?
                                          • 12.08.13, 00:07
                                            chyba jednak trzęsiesz się za bardzo smile
                                            dziecko urodzone w pazdzirniku (jak jedno moje) pijawia sie w szkole jako prawie 6 latek, nie dzielmy wlosa na czowro.
                                            w normalnej, nie patologicznej (???!!!) szkole chyba jednak nieuwaga - bo nie jest to agresja!! nie jest wyeliminowana, ale ograniczona organizacyjnie- tzn dzieci moga sie raze bawic, ale np nie maja razem wf, wychodza na przerwy osobno, osobno jedza posilki. reszta- to rzecz naturalna, wlasnie jak bylo w duzych rodzinach, wsiach, klanach- dzieci maja byc razem, niezaleznie od wieku.
                                            a uczysz dzieci uwagi w stosunku do mlodszych/slabszych? bo jak tak- i tego oczekuje od innych.
                                            i ucze zasady ograniczonego zaufania do innych, zwracania uwagi na to co sie dzieje dookola- czyli, ze usuwamy sie ze schodów, jak biegna starsi chlopcy etc. zaprocentuje w normalnym, pozaszkolnym zyciu.
                                            przygotujcie te dzieciaki do zycia, a nie robcie z nich kaleki uncertain nic sie samo nie stanie, fajtłapa zostanei fajtłapą
                                            • 12.08.13, 08:06
                                              di_kormia napisała:

                                              > chyba jednak trzęsiesz się za bardzo smile
                                              > dziecko urodzone w pazdzirniku (jak jedno moje) pijawia sie w szkole jako prawi
                                              > e 6 latek, nie dzielmy wlosa na czowro. Niech Ci będzie z tymi z października,że "za chwilę" skończą te 6 lat. A te z listopada/grudnia ? Przecież bliżej im do młodszego rocznika.

                                              > w normalnej, nie patologicznej (???!!!) szkole chyba jednak nieuwaga - bo nie j
                                              > est to agresja!! nie jest wyeliminowana, ale ograniczona organizacyjnie- tzn dz
                                              > ieci moga sie raze bawic, ale np nie maja razem wf, wychodza na przerwy osobno,
                                              > osobno jedza posilki.
                                              Tu zaczyna się wesoło:W czasie przerwy wszystkie dzieci z bloku I-III wychodzą razem na przerwy,śniadanie,obiad. Na przerwie,nauczyciel,też nie ma oczu"dookoła głowy" i choćby się bardzo starał,nie jest w stanie zapobiec wszystkiemu. Najbardziej newralgicznym punktem w szkole są schody: o ile te maluchy nie mają klas na piętrze,to dzieci(głównie chłopcy) z II i III klasy pędzą jak "na złamanie karku" nie licząc się z niczym. Gdzie tak pędzą ?: na boisko,do szatni( tam to jest istny Armagedon).W szatni nikt ich nie pilnuje. sad

                                              nie zreszta- to rzecz naturalna, wlasnie jak bylo w duzych ro
                                              > dzinach, wsiach -
                                              Dobrze określiłaś:Było ,ale już nie jest,bo i na wsiach jest mało dzieci. Dla przykładu:moja młodsza córka jest w swoim roczniku w naszej wsi jedyna wink Są młodsze,starsze a ona jest jedna.
                                              > a uczysz dzieci uwagi w stosunku do mlodszych/slabszych? bo jak tak- i tego oc
                                              > zekuje od innych.
                                              To chyba jest oczywiste;w myśl powiedzenia:"Nie czyń drugiemu,co tobie nie miłe".


                                              > przygotujcie te dzieciaki do zycia, a nie robcie z nich kaleki uncertain
                                              nic sie samo
                                              > nie stanie, fajtłapa zostanei fajtłapą -
                                              To nie do końca jest tak jak piszesz. Nie pomyślałaś,że dziecko na ogół rezolutne i dbające o bezpieczeństwomoże się zwyczajnie zagapić/zamyślić i ktoś wtedy może je poturbować ? Nie czarujmy się,że wszystkie dzieci dbają o bezpieczeństwo swoje czy otoczenia. wink Albo korytarzowy mobbing-dziecko jest prześladowane i zastraszane na przerwach,a przed nauczycielem kat gra anioła ?! sad

                                              Można uczyć,ale wszystkiemu się nie zapobiegnie,choćby wyszło się z własnej skóry. wink
                                              • 12.08.13, 09:42
                                                ale sluchaj, te dzieci musza byc razem, wasnie dlatego, ze nei maja duzych rodzin, ze nie maja sie od kogo uczyc zachowan spoecznych- dlatego nie mozna maluchow separowac od starszych/starszych od mlodszych- powini byc razem.
                                                i nie, normalnei wychowane dziecko, uczulane na sprawy bezpieczeństwa nie zrobi krzywdy maluchowi. moga razem byc, moga sie bawic, moga biegac.
                                                to separowanie dzieci od siebie to jest dopiero patologia!
                                                i nie, normalny i normalnei wychowany maluch, bez dysfuncji (z dysfunkcjami tez nie separacja, tylko po prostu szkola integracyjna- wiecej opieki- ale to TYLKO przy dysfuncjach) nie boi sie starszych dzieci, umei z nimi rozmawiac i sobie radzic. te dzieci, jak piszesz rezolutne, nie rodza sie na ogół rezolutne- to efekt swiadomego wychowania.
                                                po prostu jestes przeczulona- szkoda dzieciaka, bo przeczulona matka=nieradzace sobie dziecko. nieradzace sobie dziecko poteguje przeczuleniematki- i kółko sie zamyka sad biedne dzieci- to sie, drogie matki, leczy - znaczy siebie.
                                                • 12.08.13, 10:43
                                                  Wiesz co, dziecko nie musi mieć poważnych dysfunkcji, wystarczy, że pochodzi z patologii i ma misję spuszczenia komuś łomotu przynajmniej raz dziennie.
                                                  Chyba, że masz rejonówkę w samym sercu podwarszawskich dzielnic willowych i nie ma w tamtej szkole takich dzieci - ale obecnie w każdej klasie trafia się ze 2-4 problemowych, z którymi szkoła w myśl obecnych przepisów i słabej pozycji nauczyciela, sobie nie radzi.
                                                  Przejedź się do innej dzielnicy i przejrzyj na oczy.
                                                  Chyba, że zapoznanie np. 5-latka z wulgarnymi opisami seksu przez starszych kolegów uważasz za normalne i sądzisz, że jest to część życia.
                                                  --
                                                  Zginę, jeśli się obejrzę
                                                  • 12.08.13, 11:06
                                                    wspólczuje percecji rzeczywistosci.

                                                    powiem tylko tak, co wypowiadalam wszedzie- najsłabszym ogniwem edukacji sa NAUCZYCIELE- od leni paskudnych z przedszkola (a akurat moje dzieci chodziły do kilku- porazlka!- ich podejscie znaczy) po nauczycieli akademickich.

                                                    moje doswiadczenia przedszkolne są inne- jak najszybciej chcialam, zeby dzieci sie znalazły w SZKOLE- wsród jednak bardziej dbajacych nauczycieli, z obowiązkiem nauki (u nas nie tylko nauki ale i zabawy), Z CIWCZENIAMI FIZYCZNYMI (nie czarujmy sie słabościa fizyczną, ze dorosna itp- wiekszosc rodziców jest niedorozwinietych ruchowo- i jeszcze gorzej wychowuja dzieci- vide twoej opinie o niedostosowanych placach zabaw- zeby bylo mega bezpiecznie, ale nierozwojowo- i rosnie pokolenie fizyczno-psychocznych kalek. nota bene- place zabaw w takiej np holandii czy w niemczech zmuszaja dzieci do duzo wiekszego wysilku fizycznego- a rodzice na wszystko pozwalaja zgodnie z ide rozwoju fizycznego), z wybrana przez mnei sciezka edukacyjna.

                                                    ale zdaje sobei sprawe z ułomności systemu- system edukacyjny w każdym kraju jest pochodną mentalności spoęłcznej=- a opinie jak twoja swoiadcza o tym jaka jest mentalnośc....
                                                    niebezpieczna rejonówka- wynika z niebezpiecznego rejonu (i niewydolnych nauczycieli i rozczeniowych rodzióc,w). a jak dziecko znajdzie sie w okolicy? jak bedzi ewychodzic na zewnatrz? skoro nie umie sobie radzic w szkole- nie bedzie tez umialo radzic sobie w swoim miejscu zamieszkania. wypuscisz jak dorosnie?
                                                    gratulacje.
                                                    takei mamy spoleczenstwo uncertain
                                                  • 12.08.13, 12:52
                                                    Cóż, moja percepcja rzeczywistości wynika też z tego, że stałam po tej drugiej stronie, byłam bardzo krótko nauczycielką i zmagałam się z różnymi defektami swoich uczniów. A one były prostą pochodną defektów ich domów. A oprócz zagrożeń czysto fizycznych, jakie niektórzy stwarzali, chyba gorszy był mobbing psychiczny między uczniami.
                                                    Zaraz mi napiszesz, że jego ofiarami padają tylko - jak to pięknie określiłaś - niedojdy czy niedorajdy albo dzieci z dysfunkcjami, które nadają się do szkół integracyjnych. Ale tu zaczynasz dzielić ludzi na lepszych i gorszych, tych, którzy do szkoły się "nadają" i tych, którzy nie. A tymczasem to szkoła jest dla uczniów, a nie odwrotnie. Notabene, miałam w klasie też takie nadwrażliwe "niedorajdy", jedna z nich to obecnie pan doktor politechniki, który pracuje też w jakiejś firmie informatycznej, a zarobków, domu i sposobu spędzania wakacji niejeden mógłby mu zazdrościć. A ci "śmiali" kolesie, którzy tak chętnie się na nim wyżywali, pokończyli zawodówki.
                                                    W dobrze prowadzonej szkole każde dziecko zasługuje na sensowny start i wyrównanie jego szans, także i naprawę tego, czego nie dostrzegli rodzice bądź wychowawcy przedszkolni. Tymczasem szkoła jest nastawiona na ucznia standardowego, a najlepiej od maleńkości radzącego sobie w każdej sytuacji bez wsparcia nauczycieli - bo nauczyciel tylko przyjdzie swoje wyklepać, ale już kształtować atmosfery w klasie to mu się nie chce czy tam uczyć postaw, czy kultury osobistej.
                                                    Co do bezpieczeństwa... W moim mieście (jak chyba wszędzie) nie ma całkowicie bezpiecznych dzielnic, może jest to parę osiedli "za murem", ale dla nich osobno nie buduje się nowych rejonów. I znam niejedną ciut bardziej zamożną osobę, która posyła dziecko do prywatnej podstawówki ze względu na bezpieczeństwo. A wiadomo, że im dziecko starsze, tym lepiej umie rozpoznać zagrożenia, więc nie mam obaw o wyjście mojego dziecka na ulicę. Na razie ma 7 lat i naprawdę nie ma potrzeby samo nigdzie chodzić, bo niby gdzie? Do szkoły daleko, do koleżanek trzeba podjechać, na zajęcia dodatkowe także. Place zabaw też dobre kilka ulic dalej - bo jest to stara zabudowa, a nie typowe osiedle z całą pobliską infrastrukturą i miejscem do zabawy pod domem. W tym wieku nie mam potrzeby puszczać jej samej, bo po prostu nie ma to sensu.
                                                    Co do ćwiczeń fizycznych - młoda miała w klubiku zajęcia rytmiczne, zabawy z piłką, z chustą, po 1,5 godziny ruchu w sumie, z kolei w pobliskim przedszkolu dzieci są prawie bez przerwy na placu zabaw, więc z tym ruchem u maluchów nie jest tak źle. A może i lepiej niż np. mieć wf na korytarzu - tak tak, jest sporo szkół, które nie mają sal gimnastycznych. Albo - wf jest prowadzony przez nauczycielkę nauczania zintegrowanego i pani nadrabia program, a ćwiczeń jak nie było, tak nie ma.
                                                    Cóż, nie zrozumiemy się, bo operujesz nudnymi i monotonnymi etykietami wobec każdego, kto ma odmienne zdanie, poparte własnymi spostrzeżeniami czy doświadczeniami, a tak naprawdę nie jesteś w ogóle konkretna w tej dyskusji.
                                                    Dla mnie zdecydowanie EOT.
                                                    --
                                                    Zginę, jeśli się obejrzę
                                                  • 12.08.13, 13:21
                                                    mimo EOT- ostatnia rzecz.
                                                    widzisz, aj sie zgadzam z tym, co pisesz- praktycznie z wszystkim.
                                                    w przedszkolach moje dzieci nie mialy ZADNEGO SENSOWNEGO ruchu, zgodnie z wola rodziców- nie wychodzily na zewnatrzuncertain w szkole- ruch codziennie, wyjscia codziennie. wiele zalezy od szkoly, pzredszkola- z mojego punktu widzenia przedszkola sa zupelnei niereformowalne, panie pijace
                                                    kawke, ehh
                                                    w szkoel powinno byc miejsce dla kazdego- oczywiscie, ze tak. ale niech sobie rodzice zadadzą pytanie- jak przygotowuja dzieci do normalnego zycia? do szkoly? dlaczego 7 latek w miescie nie wychodzi sam? bo co? nigdzie????? to nie chodzi o potrzebę- ja wymyslam miejsca, gdzie moglyby isc moje dzieci- dla sportu :0
                                                    i niefajnie dajesz znak rownosci miedzy smialymi dziecmi i patologia, agresorzy- w moim mniemaniu, jako osoby wybitnie nadwrazliwej sad od urodzernia i zlego "prowadzenia" jako dziecka- po prostu łatwiej sie zyje jak ma sie odwage, jak sie umie rzeczy zrobic- a w duzej mierze jest to kwestia wychowania. i dziecko rezolutne ani nie ma wiekszej szansy na sukces, ani wrazliwe mniejszej- alebo odwrotnei jak probujesz udowodnic. ani dziecko wrazliwe nie jest bardziej inteligentne, co jakos tak przebija tak miedzy linijkami... ale duzo mu sie trudniej zyje- o czym swiadczy np moj wrazliwy syn, nad ktorym praca jest trudna (ale z sukcesami) i moj przyklad.
                                                    definitywne EOT- z uwagą, zebys nie generalizowala tak bardzo, nie przypisywala swojej sytuacji innym i nie byla tak zgorzkniala swoimi nietrafnymi wyborami edukacyjnymi
                                                  • 12.08.13, 13:43
                                                    Tylko jedno jeszcze.
                                                    Ty także generalizujesz, i stąd ta dyskusja stała się nierozwojowa.
                                                    Co do opozycji dzieci wrażliwe/przebojowe - absolutnie nie ma znaku równości między dyspozycjami charakteru a późniejszymi sukcesami szkolnymi, czy życiowymi. I nie uważam, że dziecko przebojowe i śmiałe to patologia i agresor, może wyszło tak niezgrabnie z powodu zestawienia moich kolegów podstawówkowych (pana doktora i tych kolesi od łopaty). Ale naprawdę umiem rozróżniać śmiałość i komunikatywność od chamstwa i wiem, że to nie to samo wink. Nie utożsamiam natomiast nadwrażliwego z nieudacznikiem, źle wychowywanym przez toksycznych rodziców, bo w tym wieku wchodzą w grę też różnice i wahania rozwojowe. Ja mam np. dziecko z zaburzeniami SI, dla którego wejście w większą i hałaśliwą grupę to był ogromny szok dotykowy i słuchowy. Po ponad półrocznej terapii dziecko dołączyło do grona tych bardziej "szalejących", ale co dostało po du... od "przemiłych" koleżaneczek, to dostało. Pani wychowawczyni generalnie olewała psychorozgrywki między dziewczętami, w tej chwili ma rozpuszczoną klasę, z której odeszło już trzecie dziecko, bo klasa jest trudna, atmosfera niemiła, a efekty nauczania niekoniecznie powalające.
                                                    I także w tej szkole, niby to ogromnie nastawionej na sport, zdarzało się, że wychowawczyni przejmowała zajęcia z wfu czy informatyki od innych nauczycieli po to, by robić rzeczy niekoniecznie zgodne z tym przedmiotem. A plac zabaw był paradoksalnie malutki i plastikowy, taki dla dzieci w wieku 3-5 lat (podejrzewam, że to najłatwiej i najtaniej było kupić wink.
                                                    Co do przedszkoli - do dzisiaj wspominam swoje wspaniałe przedszkole, swobodę, zabawę w pięknym otoczeniu, ale i bardzo dobre przygotowanie do szkoły - poszłam do niej płynnie czytając, czytelnie pisząc i wykonując działania do 10. Ty masz złe doświadczenia związane z przedszkolem, które pewnie nie zapewniało dziecku tego, co powinno, z kolei moje obserwacje szkolne są dość smutne. Ale to też może kwestia tego, czy dane miasto traktuje oświatę poważnie, czy po macoszemu, u nas przeważa raczej ten drugi nurt - byle urwać, byle obniżyć koszty, napchać do klas, ile dzieciaków wlezie, a nauczycielka niech się martwi. Co do inwestowania w stan techniczny, też po prostu szkoda słów - w ciągu 20 lat miasto wybudowało jedną podstawówkę, ładną, nowoczesną... i na 3 zmiany wink.
                                                    --
                                                    Zginę, jeśli się obejrzę
                                            • 12.08.13, 10:38
                                              Ja z kolei znam szkoły, gdzie wychodzi się na dzwonki, razem, gdzie ci mali zerówkowicze są niemal tratowani przez starszych, a klasa złożona z samych 6-latków nie śniła się nawet nikomu w urzędzie miejskim.
                                              Jest sporo szkół, które odbiegają od Twojej wizji, a często gęsto w małej miejscowości rodzice są na nie skazani, i koniec kropka - albo są ograniczeni organizacyjnie, dojazdem, godzinami otwarcia świetlicy itp.
                                              Np. musiałam wybrać szkołę niepubliczną, bo żadna w okolicy nie była zbyt ciekawa i przyjazna pięciolatkowi. Z kolei szkoła prywatna oznaczała bardzo duże wymagania, dużo godzin lekcyjnych, dociąganie dzieci młodszych do poziomu starszych (klasa mieszana) - i tak źle, i tak niedobrze.
                                              --
                                              Zginę, jeśli się obejrzę
                                        • 12.08.13, 10:33
                                          Ale rolę takiej szkoły, o jakiej piszesz w tym poście i innych (czyli z dużą ilością ruchu, z placem zabaw, bez plecaków i książek) doskonale spełniały przedszkola!!! Również bezpieczne, również z programem edukacyjnym dostosowanym do możliwości dzieci w wieku 3-6 lat.
                                          Moja 5-latka przynosiła ze szkoły zadania domowe (w zerówce!!!), tak, właśnie w plecaku, a sporo zajęć było przy stolikach. Przedszkole niestety się na nas wypięło, z różnych przyczyn - bardzo ubolewałam nad tym, że 5-letnie dziecko musiało tkwić przy stoliku w klasie i wychodzić na dzwonki, a przez to miało potem mało czasu na ciekawsze formy rozwoju niż ta typowo szkolna.
                                          Jeszcze raz powtórzę, zadania szkoły, o których tu piszesz, polskie przedszkola spełniały świetnie. Żeby nie było, że chcę dziecko w domu trzymać do 18-tki - jestem za obowiązkiem przedszkolnym, rozwijaniem się dzieci w grupie, wyłapywaniem dysfunkcji przez doświadczonych pedagogów, nawet od 3 roku życia i szkoda, że nasze państwo stać na wiele innych rzeczy, a na to akurat nie.
                                          Ale jak dla mnie zmiana - wędrówka 5- i 6-latków do szkół - jest czysto kosmetyczna, jest to po prostu przesunięcie całych roczników z przyczyn czysto finansowych - a te 5-latki w zerówkach mają niestety wielkie "szanse" ucierpieć na tym tak, jak pisze to wyżej Olga. Ja mogę dodać od siebie jeszcze jednak te relacje o zastraszaniu i złym traktowaniu młodszych przez starsze roczniki. Jeśli do rejonówki idzie pełen przekrój społeczny, to idą też dzieci problemowe, agresywne, patologiczne, "oddające" przemoc, której doznały w domu - i nie ma cudów, ale najłatwiej "dokopać" temu mniejszemu czy zabrać mu kieszonkowe.
                                          I jeszcze jedno, nie każde dziecko może być wysportowane - do szkół idą te dzieci z astmą, wadami serca, różnymi formami inwalidztwa (nie zawsze się załapią na szkołę integracyjną) i wtedy to już w ogóle mają pod górkę.
                                          --
                                          Zginę, jeśli się obejrzę
                        • 11.07.13, 19:50
                          U nas 2 razy więcej chetnych niz miejsc w zerówce.
                  • 10.07.13, 09:56
                    Choćby dlatego, że Polska nie jest Szwajcarią, ani emiratem naftowym. Brak forsy! Brak gigantycznej forsy, jaką trzeba by znaleźć na takie rozwiiazanie.
                    Powtarzam do zachrypnięcia, że w sytuacji bardzo dużego rozwarstwienia społecznego w Polsce wcześniejsze wciagnięcie w system dzieci z mniej uprzywilejowanych środowisk jest jedyną szansą na wyrównanie ich obciążeń środowiskowych.
                    --
                    Życie w Zatoce Perskiej
                  • 10.07.13, 10:48
                    lily-evans01 napisała:


                    Plus obowiązkowe bilanse zdrowia, konsultacje z logopedą itp. Ile różny
                    > ch deficytów i problemów można by wyłapać już na samym początku, do szkoły szły
                    > by dzieci naprawdę przygotowane i radzące sobie z zadaniami.

                    Wiesz,co do Bilansów zdrowia to mam bardzo mieszane uczucia,no chyba że lekarze przykładaliby więcej dokładności w ich przeprowadzanie;bo obecnie to wołają o pomstę do nieba ! Prosty przykład: córka ma 9 lat,chodziłam z nią na wszystkie bilanse,ale na żadnym nie miała badanego wzroku,choć tablica wisiała w gabinecie. W ub.roku,okazało się przez przypadek,że w jednym oku ma znaczne niedowidzenie sad Nie skarżyła się,bo "nadrabiała"zdrowym okiem wink To po co są te bilanse ? gdyby wcześniej miała choćby ogólne badanie wzroku,to już wtedy wyszłyby te problemy., a tak będzie długie lata musiała nosić okulary sad
                • 10.07.13, 17:23
                  olga727 napisał(a):

                  > Masz rację,czas skończyć okres przejściowy i wrócić do normalności: czyli do
                  > obowiązku rozpoczęcia edukacji od lat 7
                  . W przypadkach potwierdzonych prz
                  > ez testy w Poradni PP- dla 6-o latków. smile

                  W sumie nie ma znaczenia czy w wieku lat szesciu czy siedmiu. Program dostosowano do już młodszych dzieci i do nauki czytania i pisania od poczatku w I klasie. Więc pewnie nie ma juz odwrotu bo byśmy je w rowoju cofali!

                  --
                  Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                  • 10.07.13, 18:48
                    Bez przesady.
                    Z programem wciąż się coś wywija, więc kolejna zmiana już mu chyba nie zaszkodzi.
                    Teraz właściwie każdy rocznik ma inną podstawę programową.
                    --
                    Zginę, jeśli się obejrzę
                    • 10.07.13, 21:19
                      lily-evans01 napisała:

                      > Teraz właściwie każdy rocznik ma inną podstawę programową.

                      Co Ty opowiadasz? moja córka jest pierwszym rocznikiem idacym nowa podstawą. Będzie teraz w klasie piątej, wszystkie roczniki poniżej ida wg tej samej podstawy.


                      --
                      Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                    • 11.07.13, 19:49
                      Nie masz racji. Pierwszy rocznik reformy idzie do piątej klasy od września.
    • 11.07.13, 09:58
      kurcze, ale znów wątek rozpędził smile
      chciałabym napisać, to co zauważyłam, a zostało wcześniej napisane w wątku
      1. piszecie o ogromnej presji, ktos o robieniu działań pisemnych etc???? - nic takiego u nas nie ma. zadania domowe to rzadkość- przynajmniej ja nie widziałamwink wiele dzieci ( wg pani ok 5) czytanie załapało tak porządnie i dobrze w II klasie, i co z tego? mieli czytane polecenia, pisali, przepisywali i robili tysiace innych rzeczy powoli i cierpliwie czekając na wykształcenei słuchu fonematycznego, nie chodzili w związku z tym na zajęcia wyrównawcze (choć wiem, że pani pracowala z nimi codziennie po chwilę indywidualnei jaką tam metodą) zamiast siedziec na smierdzacym dywanie (tez mieli w klasie, znaczy nowy a nie smierdzacy smile) nikt im z tego powodu nie robił nieprzyjemność, wyraźnie jest w napisane w programie, ze na opanowanie umiejetności i wiedzy są 3 lata. to, że dzieci poxniej opanowuje to czytanie na przykład, nie znaczy że jego mózg musi czekać z matematyką etc. cały czas isie rozwijają, a nie tylko zajmują zabawą i klejeniem - onie oczywiiście twórcze. w mają jakieś dodatkowe książeczki, uczą się od II klasy z "nowego już w szkole"- ta sama ksiązka dla wszytkich 4 klas. w I klasi emieli ksiązki nowej ery dla 6 latków. pani z tych olewających (co wielu rodziców ma jej za złe), ale bardzo miła, lubiąca dzieci i doskonale motywująca. sa badania, że to, czy nauczyciel jest dla małych dzieci miły, czy ich luibi ma kapitalne znaczenia dla pólźnoiejszej edukacji. tak więc- żadnej traumy, u nas same plusy, jak ktoś uważa, że podstawa za niska (jak ja smile) to doucza- ale większość raczej z takiech tematów ogólnorozwojowych, a nie typowo szkolnych (ja np staję n agłowie, żeby moje dzieci polubiły czytanie i matematykę, choc inną niż w polskiej szkole)
      2. zabieranei dzieciństwa to wielka bujda smile może bo jak napisałam wyżej tak wybrałam szkołę, panią żeby było normalnie. zabawaki juz dawno poszły w odstawkę- jak ktos juz napisał wyżej dzieci są coraz lbardziej rozwiniete. zresztą nigdy nie miała ani kucyków ani pier.... barbie- królują prace ręczne- młoda jak mamusia jest typowy makersem tongue_out ale króluje sport- taniec, narty, ma 7 lat z kawałkiem a poziom jej obsługi kompa (nie, nie gra cały czas, choć lpek na biurku do nieskrępowanego uzycia, wrecz mało, jak cos w gry takie sam jak jej brat 12 letni)- ogronie mnie zloszczą te wzmianki o zepsutym dziecinstwie- rozumiem ze lili nie przemyslala swojei decyzji i podjela błędną dot, szkoły i pani- ale dajcie zyc. w normalnych szkolach jest normalnie- znaczy jest czas na hobby zycie rodzine- oczywiscie jezeli rodzice nei trzymaja dziecka w swietlicy do 18 - ale to juz inna sprawa.
      reasumujac- oczywiscie sprawa sie rozbija o jakość nauczania i nauczania (czesto wlasnie te panie nie umieja rozwiazac zadan z kangurka, robia błedy ortograficzne, nie dokształcają się i np mysla, tak jak niedoksztalceni rodzice, ze tablioczke mnozenia trzeba znac na pamiec i na wyrywki ...), jakośc nauczycieli (jest fatalna, w zawodzie są ludzie, ktorzy nie chca uczyc i dzieci nienawidza- to jets problem!), organizacje szkoly (ale tu wszystkim nie dogodzisz)
      • 11.07.13, 11:01
        A, bo widzisz, na podstawie tego, co tu piszą inni rodzice, mam wrażenie, że trafiłam na bardzo wymagającą szkołę i bardzo zasadniczą nauczycielkę. A nauczyciel wzbudzający zaufanie, nie lęk wśród dzieci i umiejący pokierować sensownie grupą jako całością, to już duża część sukcesu.
        Co do poziomu dojrzałości - mam dziecko, które pomimo ukończonych lat 7 do dziś uwielbia zabawy Monster High i kucykami, więc podejrzewam, że bardziej "dziecinne" dziecko może mieć problem z odnalezieniem się i koniecznością sprostania wymaganiom, a na tym też polega życie szkolne. Bo co z tego, że też lubi sporty i np. grę na instrumencie, kiedy to traktuje wyłącznie zabawowo. Gdyby ktoś ją oceniał za postępy w tych sferach w roku ubiegłym i dawał jej to odczuć, pewnie by to rzuciła z hukiem.
        Są 6-latki takie i takie. Nie wiesz, na jaką szkołę trafisz. I niekoniecznie jest tak, że w "rejonie" będzie normalniej.
        --
        Zginę, jeśli się obejrzę
        • 11.07.13, 11:27
          a co jej przeszkadza zabawa kucykami w szkole? a w przedszkolu by sie bawila?- u nas nie wolno bylo przynosic zabawek, a w szczegolnosci TAKICH. pomijajjac same kucyki, ale to jest kiedys tam decyzja rodzicow... ale ilez mozna sie dziennie tym bawic? godzine, dwie? chyba macie na to czas...
          po prostu masz niedojrzaly egzemplarz, ktory poslalas DO ZLEJ SZKOLY i tyle. pamietam, ze to jakis prywatny twor- czyli "słuszne" wymagania rodziców rulez.
          nie wykłócaj sie o wszyctkich- prawda jest taka, ze w normalnej, przecietnej podtswówce normelne, przecietne dziecko poradzi sobie normalnie i przecietnie. i tak ma byc. i tak wszedzie na swiecie jest. lepsi radza sobie lepiej, gorsi gorzej niz przecietna.
          • 11.07.13, 14:21
            Niedojrzały egzemplarz - otóż to, obawiam się, że niejeden jest taki.
            --
            Zginę, jeśli się obejrzę
            • 11.07.13, 19:20
              Raczej jest ich mniejszość. Przypuszczam ze w rejonówce twoje dziecko radziłoby sobie duzo lepiej niż wtym prywatnym cudzie.
              • 11.07.13, 19:30
                przeciwcialo napisała:

                > Raczej jest ich mniejszość. Przypuszczam ze w rejonówce twoje dziecko radziłoby
                > sobie duzo lepiej niż wtym prywatnym cudzie.
                Też mi sie tak wydaje.


                --
                Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
          • 12.07.13, 09:13
            Ale właśnie o to chodzi, że Lily opisuje nie normalną, przeciętną podstawówkę, w której normalne, przeciętne dziecko sobie jakoś poradzi. Lily wybrała szkołe o podwyższonych wymaganiach, która ma zapewne i lepsze zaplecze socjalne, i wyższe wymagania programowe. Podejrzewam, że średni wynik sprawdzianu po 6 klasie kształtuje się powyżej średniej krajowej.
            I podejrzewam, ze w takich warunkach dziecko 7 letnie spokojnie poradziłoby sobie z nauką. Co do zachowania koleżanek - tu widzę ogromną winę wychowawczyni, ze nie ukróciła zachowania "gwiazdek".
            Jedyna wina Lily, popełniona z nieświadomości i podszeptu innych, rzekomo lepiej się znających w temacie, to posłanie dziecka rok wczesniej niż mogła. Bo nie musiała posyłać 6 latki, mogła 7 latkę, i byłoby to zgodnie z przepisami.
            W szkole syna, również prywatnej, również wymagającej, woleli 6 latki w zerówce. I 7 latki w I klasie. Właśnie dlatego, ze szkola wymagająca.
            --
            Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
            • 12.07.13, 11:00
              Cóż, nic dodać, nic ująć.
              Co do średniej krajowej, nie wiem, ale wyniki testów są najlepsze w naszym mieście.
              Szukałam szkoły spokojnej, z dobrą atmosferą do nauki, ale nie sądziłam, że trafię na taką kuźnię talentów wink.
              Co ciekawe, inne dzieci - te słabsze wg wychowawczyni - też nie za wiele wyrównały, tak przynajmniej twierdzą matki. Śmiem więc twierdzić, że praca z uczniem przeciętnym czy słabszym jest tam zerowa.
              --
              Zginę, jeśli się obejrzę
        • 11.07.13, 18:06
          lily-evans01 napisała:

          > Co do poziomu dojrzałości - mam dziecko, które pomimo ukończonych lat 7 do dziś
          > uwielbia zabawy Monster High i kucykami, więc podejrzewam, że bardziej "dzieci
          > nne" dziecko może mieć problem z odnalezieniem się i koniecznością sprostania w
          > ymaganiom, a na tym też polega życie szkolne.

          O ile pamietam, to moja córka bawiła sie lalkami MH jeszcze w klasie 3.... razem z koleżankami o rok starszymi. Przeszło jej jakos w klasie IV. Masz jakies dziwne chyba wizje, że dziecko szkolne przestaje być dzieckiem smile
          --
          Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
          • 11.07.13, 18:48
            A nie, to w odpowiedzi na post powyżej, w którym czytam, że poważna 7-letnia drugoklasistka zajmuje się tylko sportem i rękodziełem, a kucyków nie ogląda wink.
            Może więc faktycznie mam infantylny egzemplarz wink.
            --
            Zginę, jeśli się obejrzę
            • 11.07.13, 19:27
              lily-evans01 napisała:

              > A nie, to w odpowiedzi na post powyżej, w którym czytam, że poważna 7-letnia dr
              > ugoklasistka zajmuje się tylko sportem i rękodziełem, a kucyków nie ogląda wink.
              > Może więc faktycznie mam infantylny egzemplarz wink.

              Dlaczego Ty tak usilnie porównujesz swoja córke do innych dzieci? Jedne lubia zabawe lalkami do IV klasy, inne wola ksiazke poczytać a jesczze inne uwielbiają rysowac i malować. Dziecko ma prawo być infantylne zabawowo co nie ogranicza jego pojemnosci mózgu i zdolnosci poznawczych.
              Jedno bedzie niezwykle obowiazkowe, systematyczne i pilne a inne roztrzepane, leniwe i trzeba ciagle do nauki poganiać. Jedno i drugie może jednak osiagac wysokie wyniki w nauce i isc do przodu.


              --
              Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
              • 11.07.13, 19:48
                Córka Lilly chyba nie bardzo spełnia jej oczekiwania i stąd to wieczne porównywanie.
            • 11.07.13, 20:07
              lily-evans01 napisała:

              > A nie, to w odpowiedzi na post powyżej, w którym czytam, że poważna 7-letnia dr
              > ugoklasistka zajmuje się tylko sportem i rękodziełem, a kucyków nie ogląda wink.
              > Może więc faktycznie mam infantylny egzemplarz wink.

              Nie przejmuj się,że bawi się kucykami smile Moja starsza (9 lat) z wyróżnieniem skończyła II kl.SP,a jeszcze po szkole bawi się z siostrą lalkami:bobasy/barbie/gotowanie jedzenia dla lalek wink gra w piłkę nożną,ogląda mecze z ojcem,huśta się na huśtawce i zjeżdża ze zjeżdżalni wink,a jak sobie przypomni-to siada do pianina i ćwiczy.To chyba też infantylny przypadek big_grin
              • 13.07.13, 00:49
                hej
                osnosze sie od tekstu autorki wątku. u nasz w szkole 2 klasy 7 latków i 2 klasy 6 latków. testem walbrzyskim nie były badane, ale na apelu koncowym klas I były wreczane nagrody za najrozmaitsze konkursy- wszystkie zgarneły 7 latki, aż troche głupio to wyglądało.
                pzdr
                18buzka
                • 13.07.13, 08:48
                  Dla odmiany u nas wszystkie dzieci, które rozpoczynały naukę jako 6-latki dostały nagrody dla najlepszych uczniów.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.