Dodaj do ulubionych

Sprawdziany semestralne

04.02.14, 07:08
Spotkałam się z tym, że szkola pod koniec semestru organizuje sprawdziany.Dzieci mają w ciągu roku ogromną ilość normalnych klasówek/kartkówek a jeszcze potem ok tyg (gimnazjum) sprawdzianów sprawdzających wiedzę Czy taki system jest częsty? Co o tym myślicie? Czy to nie jest zbyt obciążające?
Edytor zaawansowany
  • stillgrey 04.02.14, 10:12
    Jesli ktos sie uczy tylko po to zeby zdac klasowke i od razu zapomniec, to pewnie jest obciazajace, bo musi w krotkim czasie opanowac material z calego semestru.
    Jesli dziecko ma material utrwalony to jakim obciazeniem mialby byc taki sprawdzian?
  • beatiti 04.02.14, 10:48
    Są dzieci, które bardzo przeżywają klasówki ..
  • verdana 04.02.14, 10:55
    Biorąc po d uwagę, ze na studiach nie moze byc więcej niż 4-5 egzaminów w sesji, to sprawdziany z 10 przedmiotów sa jednak cholernie obciążające.
    --
  • stillgrey 04.02.14, 11:26
    Tyle, ze sprawdziany semestralne to sprawdziany z materialu juz przerobionego i w teorii utrwalonego. Jesli dziecko ma problemy z nauka to na pewno takie sprawdziany, jak i zreszta wszystkie inne klasowki bedzie przezywac i beda dla niego obciazeniem.
    Dla zdolnego ucznia, ktory opanowal w calosci material sprawdziany to czysta przyjemnosc.

    Pamietam, ze sama uwielbialam klasowki z przedmiotow, z ktorych bylam dobra (ang, matematyka, informatyka), cieszylabym sie gdyby byly codziennie. Natomiast z takiej np. historii czy geografii... to byl koszmar, bo z trudem wkuwalam z lekcji na lekcje i nastepnego dnia juz nic z tego nie pamietalam.

    Moim zdaniem dopiero takie sprawdziany z calego materialu pokazuja czy uczniowie faktycznie opanowali material, bo nauczyc sie z dnia na dzien wycinku materialu na klasowke, lepiej czy gorzej, ale kazdy da rade. Faktycznie przyswoic material juz tak prosto nie jest... a w koncu chyba po to sie uczymy zeby ta wiedza zostala nam na cale zycie?
  • nchyb 04.02.14, 16:59
    > Dla zdolnego ucznia, ktory opanowal w calosci material sprawdziany to czysta pr
    > zyjemnosc.

    no cóż, każdy znajduje przyjemność w czym innym, wielu znanych mi osobiście uczniów, bardzo zdolnych i pracowitych, którzy opanowali doskonale materiał i w całości - wcale nie znajdowało i nie znajduje przyjemności w sprawdzianach, chociaż często przyjemnością bywała sama nauka...
  • maksimum 04.02.14, 23:52
    beatiti napisał:

    > Są dzieci, które bardzo przeżywają klasówki ..

    To moze lepiej nie wysylac ich do szkoly.
  • nchyb 05.02.14, 06:53
    przepisy w PL na to tak po prostu nie pozwalają, więc twoja rada tu nie pasuje...
  • shisha.pl 04.02.14, 11:11
    A co tu jest obciążającego? Mój drugoklasista ma sporo sprawdzianów w ciągu semestru i na koniec semestru z polskiego, angielskiego i matematyki. Nigdy nie jest zestresowany bo umie. Jeśli dziecko jest pewne swoich umiejętności, swojej wiedzy jaką posiada to na luzaku podchodzi do sprawy.
    --
    dyspraksja-naszezycie.phorum.pl/index.php
  • verdana 04.02.14, 11:20
    Druga klasa podstawówki czy gimnazjum?
    --
  • shisha.pl 04.02.14, 11:29
    Podstawówka.
    --
    dyspraksja-naszezycie.phorum.pl/index.php
  • stillgrey 04.02.14, 11:30
    Bez znaczenia, w drugiej klasie podstawowki dzieciaki, ktore sie slabo ucza tak samo przezywaja kazda klasowke jak te z drugiej gimnazjum... bo zwyczajnie nie opanowaly materialu, przez co czuja sie niepewnie. Tylko czy to jest przeslanka do tego zeby robic mniej sprawdzianow?
  • verdana 04.02.14, 11:36
    W podstawówce jest zupełnie inaczej, bo program jest tak ułożony, ze nie bardzo można nauczyć sie kolejnych lekcji, zapominając poprzednich. Wiedza sie kumuluje.
    W gimnazjum można spokojnie nauczyć sie geografii, historii do klasówk, zapomnieć i uczyć się kolejnego wycinka materiału. Nie łudźmy się - poza dziećmi obdarzonymi doskonałą pamiecią, niemal nikt nie pamieta całego materiału z całego semestru. Przypomnienie go sobie na końcowe testy - wszystkiego na raz - jest bardzo trudne dla większości młodych ludzi.
    I promuje znowu dobrą pamieć i "pilne" dzieci, które wszystko umieją jednakowo dobrze.
    --
  • stillgrey 04.02.14, 11:48
    Dlatego sprawdziany nie powinny sprawdzac wiedzy encyklopedycznej, a umiejetnosci. Zrozumienie materialu, a nie wkucie go na pamiec.
    Dlatego zawsze lubilam matematyke, bo nie musialam jej wkuwac na pamiec, wystarczylo ja zrozumiec.
  • verdana 04.02.14, 11:50
    Teoretycznie masz rację. Praktycznie sprawdziany sprawdzają, czy delikwent zna program na pamięć.
    Ja tez dlatego lubiłam matematykę.
    --
  • zofijkamyjka 26.02.14, 09:15
    stillgrey napisała:

    > Dlatego sprawdziany nie powinny sprawdzac wiedzy encyklopedycznej, a umiejetnos
    > ci. Zrozumienie materialu, a nie wkucie go na pamiec.

    ale sprawdzają i to juz w podstawówce. Córka ma po feriach spory sprawdzian z historii, troche do zakucia jest smile a w tej historii podstawówkowej tak znowu duzo do rozumienia nie ma, nie oszukujmy się.
    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • ewa_mama_jasia 28.02.14, 09:55
    A jaki jest zakres historii w podstawówce, że nie trzeba rozumieć? Pytam z ciekawości, bo zawsze mi się wydawało, ze podstawą historii jest własnie zrozumienie procesów.
    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • jakw 28.02.14, 10:36
    Podejrzewam, że zasadniczo ani w podstawówce, ani w gimnazjum sprawdzanie wiedzy z historii nie skupia się na rozumieniu czegokolwiek a na wykuciu dat tudzież rzeczy takie jak szczegóły testamentu Bolesława Krzywoustego.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • zofijkamyjka 01.03.14, 09:18
    ewa_mama_jasia napisała:

    > A jaki jest zakres historii w podstawówce, że nie trzeba rozumieć? Pytam z ciek
    > awości, bo zawsze mi się wydawało, ze podstawą historii jest własnie zrozumieni
    > e procesów.

    a co jest w historii do rozumienia? jakie ziemie zdobył Bolesław Chrobry i kiedy była jego koronacja, postanowienia Uni polsko-litewskiej i kiedy miała miejsce....itd


    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • jakw 01.03.14, 11:43
    zofijkamyjka napisała:
    > a co jest w historii do rozumienia? jakie ziemie zdobył Bolesław Chrobry i kied
    > y była jego koronacja, postanowienia Uni polsko-litewskiej i kiedy miała miejsc
    > e....itd
    Może to, co ta unia czy koronacja oznaczała? A zakuwanie, co zdobył Bolesław Chrobry może być trochę bez sensu zważywszy na fakt, że wkrótce większość tych zdobyczy i tak została zdobyczami kogo innego. Btw pamiętam, że w żaden sposób nie mogłam zrozumieć dlaczego Bolesław Chrobry koronował się dopiero w 1025.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • zofijkamyjka 01.03.14, 17:03
    jakw napisała:

    > Może to, co ta unia czy koronacja oznaczała?
    Co oznaczała to jedno do wykucia a na czym konkretnie polegała /jakie były jej postanowienia/to drugie. Jak sie nazywał król, skad pochodził to trzecie...I co juz jest do rozumienia dla 11 latka? smile Poprostu fakty do zapamietania



    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • jagoda2 01.03.14, 17:09
    zofijkamyjka napisała:

    Jak sie nazywał król, skad pochodził to trzecie...I co juz jest do rozumienia dla 11 latka? smile Poprostu fakty do zapamietania

    Hmm, nie zgodzę się. Jeśli dziecko wie, co to dynastia i że ten kolejny z rzędu król był z tej samej dynastii, to jest właśnie rozumienie historii i brak konieczności wkuwania na pamięć.
  • zofijkamyjka 01.03.14, 17:17
    jagoda2 napisała:

    > Hmm, nie zgodzę się. Jeśli dziecko wie, co to dynastia i że ten kolejny z rzędu
    > król był z tej samej dynastii, to jest właśnie rozumienie historii i brak koni
    > eczności wkuwania na pamięć.

    Ale co to ma do rzeczy z jakiej był dynastii i co tu jest do rozumienia? W historii akurat brak zaleznosci przyczynowo-skutkowej w wielu wypadkach.


    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • jagoda2 01.03.14, 17:24
    No bo podałaś przykład z tymi królami, że trzeba zapamiętać, jaki król, jakiego pochodzenia itd. No więc odpisałam, że jeśli się wie, że władzę przejmował np. najstarszy syn w dynastii, to już sprawa chociażby pochodzenia tego króla jest oczywista i niewymagająca pamięciowego nauczenia. Dlatego tak ważne jest kojarzenie faktów i wydarzeń w historii. A już stwierdzenie, że w historii brak zależności przyczynowo-skutkowych świadczy o - przepraszam - ignorancji.
  • jakw 01.03.14, 18:10
    jagoda2 napisała:

    > No bo podałaś przykład z tymi królami, że trzeba zapamiętać, jaki król, jakiego
    > pochodzenia itd. No więc odpisałam, że jeśli się wie, że władzę przejmował np.
    > najstarszy syn w dynastii, to już sprawa chociażby pochodzenia tego króla jest
    > oczywista i niewymagająca pamięciowego nauczenia.
    Taa, i jeszcze jak naprzemiennie nazywali się Chrystian i Fryderyk, albo - to już całkiem łatwo. Albo co jeden to Ludwik. Należy tylko zapamiętać numerki. Tyle że to nie nasza historia. My mieliśmy Piastów tłukących się o władzę, rozbicie dzielnicowe i królów elekcyjnych. Nawet w najbardziej klarownych pod tym względem Jagiellonach po Kazimierzu Jagiellończyku władzę przejął nie najstarszy syn.
    Dlatego tak ważne jest kojar
    > zenie faktów i wydarzeń w historii. A już stwierdzenie, że w historii brak zale
    > żności przyczynowo-skutkowych świadczy o - przepraszam - ignorancji.
    Oczywiście, że są. Tyle, że w szkolnym programie (niezależnie czy po reformie czy przed reformą) tych zależności aż tak bardzo nie widać.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jagoda2 01.03.14, 21:56
    Nie zmienia to faktu, że historii znacznie łatwiej się uczyć kojarząc następstwa pewnych wydarzeń i fakty. Nie trzeba wtedy tak zakuwać pamięciowo.
  • zofijkamyjka 02.03.14, 09:59
    jagoda2 napisała:

    > Nie zmienia to faktu, że historii znacznie łatwiej się uczyć kojarząc następstw
    > a pewnych wydarzeń i fakty. Nie trzeba wtedy tak zakuwać pamięciowo.

    Oczywiscie, że o ile się da to dobrze sobie kojarzyć jedno z drugim ale mimo wszystko jest to tylko ułatwienie ZAPAMIĘTANIA wiadomosci.


    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • jagoda2 02.03.14, 11:02
    zofijkamyjka napisała:

    > Oczywiscie, że o ile się da to dobrze sobie kojarzyć jedno z drugim ale mimo ws
    > zystko jest to tylko ułatwienie ZAPAMIĘTANIA wiadomosci.

    Ale to UŁATWIENIE zapamiętania ma kolosalne znaczenie, uwierz mi. Ponadto, pozwala potem pamiętać dokładniej i dłużej, czasami zawsze. Są nawet takie techniki uczenia pamięciowego metodą skojarzeń właśnie. Słówek również najłatwiej uczyć się poprzez skojarzenia, oczywiście nie zawsze jest to możliwe.
    O ile w języku czy matematyce często powtarza się te same rzeczy i dzięki temu wciąż się je pamięta (lepiej lub gorzej, ale jednak), o tyle w historii (i nie tylko) tych powtórek zwykle brak i stąd szybkie zapominanie i tzw. pamięć nietrwała. Żeby coś dobrze zapamiętać w zasadzie należy do tego wracać i to powtarzać, co bezpośrednio wynika z częstego posługiwania się tym czymś/używania tego czegoś (języki obce, matematyka).
  • zofijkamyjka 02.03.14, 13:20
    jagoda2 napisała:

    > Ale to UŁATWIENIE zapamiętania ma kolosalne znaczenie, uwierz mi.
    Alez nie przekonuj mnie, ja sie z tym zgadzam w 100% co nie zmienia faktu, że wiekszośc wiadomosci poprostu musimy zapamietać....

    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • jakw 02.03.14, 10:00
    jagoda2 napisała:

    > Nie zmienia to faktu, że historii znacznie łatwiej się uczyć kojarząc następstw
    > a pewnych wydarzeń i fakty. Nie trzeba wtedy tak zakuwać pamięciowo.
    Co nie zmienia faktu, że tak się w szkole nie uczy a nauczyciele maja fioła na punkcie dat. W rezultacie większość musi po prostu zakuć.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jagoda2 02.03.14, 10:10
    jakw napisała:

    > Co nie zmienia faktu, że tak się w szkole nie uczy a nauczyciele maja fioła na
    > punkcie dat. W rezultacie większość musi po prostu zakuć.


    No tak, to prawda. Oczywiście nie popieram wkuwania dat na pamięć, zastanówmy się jednak, jak zatem inaczej to zrobić, by uczeń przyswoił jakiś zakres materiału z historii, w tym również potrafił umiejscowić dane zdarzenie w czasie?
    Problem jest szerszy w gruncie rzeczy, bo kwestia zakuwania dotyczy przecież nie tylko historii.
  • zofijkamyjka 02.03.14, 10:23
    jagoda2 napisała:

    > No tak, to prawda. Oczywiście nie popieram wkuwania dat na pamięć, zastanówmy s
    > ię jednak, jak zatem inaczej to zrobić, by uczeń przyswoił jakiś zakres materia
    > łu z historii, w tym również potrafił umiejscowić dane zdarzenie w czasie?
    > Problem jest szerszy w gruncie rzeczy, bo kwestia zakuwania dotyczy przecież ni
    > e tylko historii.

    No wiec niechże się te dzieci uczą także i dat historycznych. Tylko przyznajmy róznież to że dzieci potrzebuja na to wszystko sporo czasu bo Ty zdaje sie temu próbowałas zaprzeczyć, że w tej postawówce to taka np. historia tak sobie dzieciom wchodzi do głowy bez żadnego wysiłku a tu wysiłek jest i to czasem całkiem spory.
    Ja obserwuje także że nie wszystko jest zrozumiałe dla mojej córki w tej historii np. bo najzwyczajniej nie ma jeszcze takiej ogólnej wiedzy pozwalajacej wszystko zrozumieć: procesy społeczne, polityczne to wszystko może być jeszcze mało zrozumiałe. Sposób przedstawiania informacji jest moim zdaniem czesto za trudny na poziomie podstawówki, a tym samym mało ciekawy.....to dotyczy też np. przyrody. Tam tez jest bardzo wiele suchych informacji, trudnych jeszcze dla dzieci.


    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • jagoda2 02.03.14, 10:38
    Zgodzę się, że zakres materiału jest dosyć obszerny i może być momentami trudny do zrozumienia. Ale cóż, nie my układamy podstawę programową. Uważam jednak, że nie należy utwierdzać dzieci w przekonaniu, że są biedne i przeciążone, bo to niczemu nie służy, a już na pewno nie pomaga w nauce.
    Córka, jeśli czegoś nie rozumie, to pyta, nie uczy się nie rozumiejąc o co chodzi. Może dlatego stosunkowo szybko i łatwo zapamiętuje, a potem pamięta. W takich momentach staramy się sami córce wytłumaczyć pewne zagadnienia, czasami odsyłamy do Internetu, a czasami sami w tym Internecie szukamy, bo dane zagadnienie nam również jest obce wink. Zdaje się, że w IV klasie dowiedziałam się, co to deltoid i jakaś rzecz z przyrody bardzo mnie zaskoczyła, tylko nie pamiętam już co to było. W każdym razie "za naszych czasów" uczono tego czegoś inaczej i była to dla nas zupełna nowość.
    Uważam natomiast, że obecne podręczniki są bardzo ciekawe i "ładne" i przyznam, że początkowo (w IV klasie) sama z przyjemnością je przeglądałam. Córka uczy się z Wydawnictwa Nowa Era.
  • zofijkamyjka 02.03.14, 13:06
    jagoda2 napisała:

    > Zgodzę się, że zakres materiału jest dosyć obszerny i może być momentami trudny
    > do zrozumienia. Ale cóż, nie my układamy podstawę programową. Uważam jednak, ż
    > e nie należy utwierdzać dzieci w przekonaniu, że są biedne i przeciążone, bo to
    > niczemu nie służy, a już na pewno nie pomaga w nauce.

    ale dlaczego mam dziecku nie współczuc jak wraca np. do domu 15.30 i ma do zrobienia jeszcze kupę pracy domowej, nie wspominajac już o samej nauce. Dziecko tez człowiek i może byc zmęczone 8 godzinami pracy w szkole....
    > Córka, jeśli czegoś nie rozumie, to pyta, nie uczy się nie rozumiejąc o co chod
    > zi. Może dlatego stosunkowo szybko i łatwo zapamiętuje, a potem pamięta.

    Oczywiscie ja tez pomagam córce i tłumacze jak czegos nie rozumie, staram sie też podpowiedzic jak coś łatwiej zapamietać itd. Chociaz uważam, że program powinien byc tak ułozony aby dziecko nie musiało sie za duzo pytać w domu.

    > Uważam natomiast, że obecne podręczniki są bardzo ciekawe i "ładne" i przyznam,
    > że początkowo (w IV klasie) sama z przyjemnością je przeglądałam. Córka uczy s
    > ię z Wydawnictwa Nowa Era.
    Tu sie zupełnie nie zgadzam. Podręczniki Nowej Ery rzeczywiscie sa bardzo ładnie wydane ale ich powierzchowność i przeładowanie suchymi informacjami /np. Przyroda/jest powalajace. Co mnie jeszcze dziwi: przy stosunkowo trudnym i szczegółowym materiale w podręczniku, ćwiczenia do tego podręcznika sa najczesciej banalne. Taki spory rozdźwięk w tej przyrodzie.


    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • jagoda2 02.03.14, 16:55
    zofijkamyjka napisała:

    > ale dlaczego mam dziecku nie współczuc jak wraca np. do domu 15.30 i ma do zrob
    > ienia jeszcze kupę pracy domowej, nie wspominajac już o samej nauce. Dziecko te
    > z człowiek i może byc zmęczone 8 godzinami pracy w szkole....

    Żeby nie robić z niego ofiary i nie utwierdzać w przekonaniu, jak ma ciężko w życiu? Potem dorośnie w takim właśnie przeświadczeniu. Osobiście nie chciałabym, aby moje dziecko w takim przekonaniu dorastało i miało potem syndrom ofiary.

    Chociaz uważam, że program powi
    > nien byc tak ułozony aby dziecko nie musiało sie za duzo pytać w domu.

    Zgadzam się.

    Podręczniki Nowej Ery rzeczywiscie sa bardzo ładni
    > e wydane ale ich powierzchowność i przeładowanie suchymi informacjami /np. Przy
    > roda/jest powalajace.

    A mówicie, że jest zbyt wiele informacji do zapamiętania. Co by zatem było, gdyby podręczniki były mniej powierzchowne?
    Osobiście nie uważam, żeby na poziom szkoły podstawowej wspomniane podręczniki (innych nie znam) były zbyt powierzchowne. Mój mąż tak twierdzi o podręczniku do historii wink.
  • zofijkamyjka 02.03.14, 19:17
    jagoda2 napisała:

    > Żeby nie robić z niego ofiary i nie utwierdzać w przekonaniu, jak ma ciężko w ż
    > yciu? Potem dorośnie w takim właśnie przeświadczeniu. Osobiście nie chciałabym,
    > aby moje dziecko w takim przekonaniu dorastało i miało potem syndrom ofiary.

    A Ty byś chciała jakbyś czuła się przemęczona np. po ciężkiej pracy aby np. mąż wmawiał Ci że przesadzasz i robisz z siebie ofiarę? Bo ja wole aby mi współczuł i po głowie pogłaskał. Wtedy łatwiej mi wziąc się w garść smile

    > A mówicie, że jest zbyt wiele informacji do zapamiętania. Co by zatem było, gdy
    > by podręczniki były mniej powierzchowne?

    Własnie dlatego że są powierzchowne sa m.in. trudne do zrozumienia. Dużo powierzchownych informacji czesto słabo ze sobą powiązanych czyli do wykucia na pamięć. Ze informacje sa powierzchowne nie znaczy że jest ich mało.
    > Mój mąż tak twierdzi o podręczniku d
    > o historii wink.

    Ja dokładnie tak samo uważam, mam podobne zdanie co do programu przyrody i historii w szkole podstawowej. Dużo powierzchownych słabo ze soba powiązanych informacji.


    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • jagoda2 02.03.14, 19:27
    zofijkamyjka napisała:

    > A Ty byś chciała jakbyś czuła się przemęczona np. po ciężkiej pracy aby np. mąż
    > wmawiał Ci że przesadzasz i robisz z siebie ofiarę? Bo ja wole aby mi współcz
    > uł i po głowie pogłaskał. Wtedy łatwiej mi wziąc się w garść smile

    Moje dziecko nie czuje przemęczone po szkole, przynajmniej ja tego nie widzę, a ono tego nie zgłasza. Osobiście wolę trzymać fason niż użalać się nad sobą - u mnie głaskanie po głowie przynosi odwrotny skutek. U mojej córki raczej też tak to działa.

    > > A mówicie, że jest zbyt wiele informacji do zapamiętania. Co by zatem był
    > o, gdy
    > > by podręczniki były mniej powierzchowne?
    >
    > Własnie dlatego że są powierzchowne sa m.in. trudne do zrozumienia. Dużo powier
    > zchownych informacji czesto słabo ze sobą powiązanych czyli do wykucia na pamię
    > ć.

    Gdyby były mniej powierzchowne, to też byłoby niedobrze - jak znam życie.
  • zofijkamyjka 02.03.14, 19:42
    jagoda2 napisała:

    > Moje dziecko nie czuje przemęczone po szkole, przynajmniej ja tego nie widzę, a
    > ono tego nie zgłasza.
    A moje owszem i ja to dobrze wiem, zresztą ona sama doskonale umie ocenić swoja kondycję. Nie zamierzam temu zaprzeczać bo jestem matką a nie trenerem smile
    >Osobiście wolę trzymać fason niż użalać się nad sobą
    Każdy psycholog Ci powie że to zła taktyka prowadzi do rozmaitych schorzeń typu nerwice, problemy z krążeniem, depresje.
    > Gdyby były mniej powierzchowne, to też byłoby niedobrze - jak znam życie.
    No to nie znasz, ja wołałabym aby były mniej powierzchowne.


    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • jagoda2 02.03.14, 19:49
    zofijkamyjka napisała:


    > A moje owszem i ja to dobrze wiem, zresztą ona sama doskonale umie ocenić swoja
    > kondycję. Nie zamierzam temu zaprzeczać bo jestem matką a nie trenerem smile

    Po prostu tacy jesteście i taki macie sposób życia i bycia. Tak też wychowujecie swoje dziecko. Ja też jestem matką i widzę, kiedy moje dziecko jest zmęczone, uwierz mi. A dobry trener również to widzi i wie, kiedy powiedzieć pas.

    > >Osobiście wolę trzymać fason niż użalać się nad sobą
    > Każdy psycholog Ci powie że to zła taktyka prowadzi do rozmaitych schorzeń typu
    > nerwice, problemy z krążeniem, depresje.

    Hmm, taktyka użalania się nad sobą jest lepsza, zdaniem psychologów?
  • zofijkamyjka 02.03.14, 21:26
    jagoda2 napisała:

    > Po prostu tacy jesteście i taki macie sposób życia i bycia. Tak też wychowujeci
    > e swoje dziecko. Ja też jestem matką i widzę, kiedy moje dziecko jest zmęczone,
    > uwierz mi.

    Przed chwilą pisałas że nie bywa zmęczone.

    > Hmm, taktyka użalania się nad sobą jest lepsza, zdaniem psychologów?

    Dla własnego zdrowia psychicznego napewno lepsza.
    Sa osoby które nie potrafia przyznac się ani nawet rozpoznac w sobie zmęczenia, zawsze w napieciu i gotowosci to sa kandydaci na zawałowców, udarowców i załamań psychicznych. To ja juz wole sie poużalać i nad soba i nad dzieckiem.


    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • jagoda2 02.03.14, 22:01
    zofijkamyjka napisała:

    > Przed chwilą pisałas że nie bywa zmęczone.

    Bywa zmęczone, ale nie po szkole. Jest zmęczona np. po 12-godzinnej wędrówce po Tatrach, albo po 5- godzinnej intensywnej jeździe na nartach czy rowerze, albo po basenie, kiedy przepływa x km w 45 minut. Za to głowa doskonale przewietrzona i odstresowana. Polecam - efekt murowany.
    >
    > > Hmm, taktyka użalania się nad sobą jest lepsza, zdaniem psychologów?
    >
    > Dla własnego zdrowia psychicznego napewno lepsza.
    > Sa osoby które nie potrafia przyznac się ani nawet rozpoznac w sobie zmęczenia,
    > zawsze w napieciu i gotowosci to sa kandydaci na zawałowców, udarowców i załam
    > ań psychicznych. To ja juz wole sie poużalać i nad soba i nad dzieckiem.

    Potrafię rozpoznać u siebie zmęczenie, czy przemęczenie, uwierz mi. Wtedy biorę urlop, jeśli to możliwe - w końcu po to go mam. Nie żałuję sobie również na wakacje i wypoczynek kilka razy w roku - właśnie dla zdrowia psychicznego. Na co dzień uprawiamy sporty - doskonale regenerują i zapewniają równowagę psychiczną między wysiłkiem umysłowym, a fizycznym, eliminują zmęczenie. Polecam. Lepsze to niż użalanie się nad sobą, zapewniam. Ale przypuszczam, że moje dobre rady włożysz między bajki smile.
    Dla mojego zdrowia psychicznego rozklejanie się nad sobą jest gwoździem do trumny w trudnej sytuacji. Taki typ, nic nie poradzę.
  • zofijkamyjka 03.03.14, 22:02
    jagoda2 napisała:

    > Ale przypuszczam, że moje dobre rady w
    > łożysz między bajki smile.
    Oczywiscie, że włożę, mam naprawde cięzką pracę. Bywam zmęczona, szczególnie w piątki po całym tygodniu. Nie zamierzam udawać tytana pracy. No i nie mam takiego komfortu, że jak jestem zmeczona to moge sobie wziąc urlop...Córka też nie.
    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • jagoda2 04.03.14, 16:47
    Polecam aktywność fizyczną na co dzień - uspokaja, wycisza, obniża ciśnienie. Dziecku również dobrze zrobi trochę ruchu po ciężkim dniu w szkole, a przed ciężką pracą w domu.
  • zofijkamyjka 04.03.14, 18:20
    jagoda2 napisała:

    > Polecam aktywność fizyczną na co dzień - uspokaja, wycisza, obniża ciśnienie. D
    > ziecku również dobrze zrobi trochę ruchu po ciężkim dniu w szkole, a przed cięż
    > ką pracą w domu.

    W tygodniu niestety brak czasu, o czym jest właśnie wątek.

    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • jagoda2 04.03.14, 18:55
    Wiesz co? Z całym szacunkiem, ale jeśli w ciągu dnia nie jesteście w stanie wykrzesać nawet godziny na aktywność fizyczną (jakąkolwiek), to coś jest nie halo, nie uważasz? Nie powiesz mi chyba, że to jest normalne, zdrowe, dobre dla rodziny, itd.? A czas, który spędzasz wspólnie z córką? Nie poświęcasz jej nawet godziny dziennie? Przecież można razem pływać, jeździć na rolkach, rowerze, grać w kosza, siatkę, badmintona, ping-ponga, spacerować nawet, cokolwiek. Ale zawsze jest to czas spędzony razem z dzieckiem, kiedy można rozmawiać, wygłupiać się, bawić, śmiać się, ścigać, itd. Głowa się przewietrzy, ciało odpręży, Wy zrelaksujecie. Sorry, za wycieczkę osobistą, ale chyba lepsze to niż użalanie się nad biednym dzieckiem?
  • zofijkamyjka 05.03.14, 17:23
    jagoda2 napisała:

    > Wiesz co? Z całym szacunkiem, ale jeśli w ciągu dnia nie jesteście w stanie wyk
    > rzesać nawet godziny na aktywność fizyczną (jakąkolwiek), to coś jest nie halo,
    > nie uważasz? Nie powiesz mi chyba, że to jest normalne, zdrowe, dobre dla rodz
    > iny, itd.? A czas, który spędzasz wspólnie z córką? Nie poświęcasz jej nawet go
    > dziny dziennie? Przecież można razem pływać, jeździć na rolkach, rowerze, grać
    > w kosza, siatkę, badmintona, ping-ponga, spacerować nawet, cokolwiek.
    No nie jest to właśnie normalne, że nie mamy dla siebie czasu w dni powszechne. Toż przecież napisałam na wątku, aby to wyrazić a Ty mi na to, że się nad soba użalamy......

    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • jagoda2 05.03.14, 18:19
    zofijkamyjka napisała:

    > No nie jest to właśnie normalne, że nie mamy dla siebie czasu w dni powszechne.
    > Toż przecież napisałam na wątku, aby to wyrazić a Ty mi na to, że się nad soba
    > użalamy......

    No bo napisałaś to w kontekście szkoły, że dziecko takie biedne i przeciążone, wolnej chwili nie ma, bo ma tyle nauki. Naprawdę zaraz po szkole ona z powrotem siada do nauki? Nie ma dla siebie żadnej wolnej chwili? Nie spotyka się z koleżankami, nie czyta, nie ma żadnej aktywności fizycznej? To faktycznie jest biedna.
    A co by się stało, gdybyście jednego razu poszły na spacer albo basen albo pojeździły na rowerze? Naprawdę świat by się zawalił? Jej, Tobie? Spróbujcie. Może się okazać, że po tak aktywnie fizycznie spędzonej chociażby tylko godzinie wolnej od nauki, pracy, dziecko ma dobry nastrój, a nauka dużo szybciej wchodzi do głowy. Czasami wystarczy skierować myśli na inne tory, popracować fizycznie - zwłaszcza po tylu godzinach spędzonych w szkole, w pracy i od razu jest lepiej, wszystko przychodzi łatwiej. Brakuje Wam po prostu równowagi pomiędzy ciałem, a umysłem. Naprawdę warto próbować to zmienić, czego bardzo Wam życzę. Teraz nadchodzi wiosna, więc powinno być łatwiej wyjść z domu.
    A w sprawie zadań domowych próbowałabym jednak powalczyć z nauczycielami. Odnieść się do ich zdrowego rozsądku. Jeżeli to rzeczywiście taki problem, to wszystkie dzieci w klasie go mają i rodzice pewnie Cię wesprą w tej walce.
  • jakw 05.03.14, 19:12
    To, że dziecię ma ciut wolnego zaraz po szkole nie oznacza jeszcze, że mama ma wolne uncertain
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • zofijkamyjka 05.03.14, 19:40
    jagoda2 napisała:

    > No bo napisałaś to w kontekście szkoły, że dziecko takie biedne i przeciążone,
    > wolnej chwili nie ma, bo ma tyle nauki. Naprawdę zaraz po szkole ona z powrotem
    > siada do nauki? Nie ma dla siebie żadnej wolnej chwili? Nie spotyka się z kole
    > żankami, nie czyta, nie ma żadnej aktywności fizycznej? To faktycznie jest bied
    > na.

    No właśnie jest bardzo biedna, ze szkoły wraca ok. 15-16, owszem nie siada natychmiast do nauki, wyjdzie z psem, zje obiad, dwa razy w tygodniu ma dodatkowy angielski. W lato jak dzień dłuższy czasem uda jej sie wyjść z koleżankami na dwór /o ile one mają wtedy czas/. Ma swój ukochany sport, na który w tygodniu nie ma czasu sad Nad książką wczoraj usnęła wieczorem

    > A co by się stało, gdybyście jednego razu poszły na spacer albo basen albo poje
    > ździły na rowerze?

    a co nam da jeden raz? czasem się uda ale chyba nie o to chodzi....niedługo córka będzie do szkoły na rowerze jeździć. Chociaż to.

    >Naprawdę świat by się zawalił? Jej, Tobie? Spróbujcie.

    Matko świeta, piszesz jakbym ja nie chciała....
    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • jagoda2 05.03.14, 20:29
    Wiesz, ja swojego czasu (jeszcze w tym roku szkolnym) bardzo poważnie rozważałam możliwość, by córka poszła do któregoś z gimnazjów dwujęzycznych w naszym mieście. W nich - jak wiadomo - jest najwyższy poziom w całym mieście i naprawdę bardzo zdolna i przede wszystkim szalenie zmotywowana i pracowita młodzież.
    Porozmawiałam sobie z rodzicami dzieci z bodajże trzech różnych gimnazjów dwujęzycznych. Znam dobrze te osoby, więc mogę polegać na ich opinii. Wszystkie są bardzo zadowolone z tych szkół, ale wszystkie - niezależnie od siebie - mówią jednym głosem: ciężka, tytaniczna wręcz praca i poza nauką nie ma NIC, po prostu NIC. Dzieci uczą się na okrągło, nie mają praktycznie w ogóle życia prywatnego, a życie rodzinne w zasadzie też nie istnieje. Do tego dochodzi często ogromna ambicja dzieci i presja nauczycieli.
    Zrezygnowałam więc z tego pomysłu, chociaż uważam, że to są naprawdę doskonałe szkoły - jeśli chodzi o wyniki i start do najlepszych liceów. Wiem też, że te wyniki nie biorą się z niczego, są rezultatem rzeczywiście bardzo, bardzo ciężkiej pracy, pracy często ponad siły. Doszłam do wniosku, że przy wszystkich zaletach tych szkół, nie zafunduję takich 3 lat (a nawet kolejnych 3 - liceum dwujęzyczne) mojej córce, to nie jest tego warte. Żadna, najlepsza nawet szkoła, nie jest warta takiego poświęcenia ze strony młodych, bardzo młodych przecież ludzi. To oznacza praktycznie stratę tych kilku lat, tego okresu nastoletniego w życiu młodej osoby, okresu, który przeminie bezpowrotnie.
    Dlatego tak doceniam szkołę, w której jest moja córka i naprawdę wszystkich namawiam do walki o wolny czas swoich dzieci. To jest wielka pomyłka, żeby dziecko, młody człowiek, uczył się od rana do wieczora, ba - do nocy nawet. To nie jest ani normalne, ani zdrowe. Co więcej, młody przepracowany człowiek, szybko ulega wypaleniu i ta cała nauka "po godzinach" gdzieś ulatuje. Potem pozostaje pytanie, po co była ta ciężka praca skoro efektów jakoś brak? Po tak ciężkiej pracy oczekiwałoby się przecież spektakularnych efektów, prawda? A tych efektów jakoś nie widać, widać natomiast zmęczonego, młodego człowieka, który już na starcie w dorosłe życie jest zmęczony i sfrustrowany.
  • zofijkamyjka 05.03.14, 20:44
    ale nie wiem do czego się w zasadzie odnosisz. Moje dziecko chodzi do zwykłej szkoły podstawowej publicznej. Nie jest jakas wybitnie zdolna ale stara sie miec jako takie oceny więc sie uczy do sprawdzianów i odrabia zadane prace domowe.
    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • jagoda2 05.03.14, 20:49
    Odnoszę się do tego, że warto walczyć o to, aby nauka odbywała się w szkole, a nie poza nią, kosztem wolnego czasu dziecka. Dlatego czasem nawet warto zrezygnować z bardzo dobrej szkoły, "tylko" po to, żeby dziecko miało trochę wolnego czasu dla siebie. Tylko to chciałam powiedzieć.
  • zofijkamyjka 01.03.14, 18:11
    jagoda2 napisała:

    > No bo podałaś przykład z tymi królami, że trzeba zapamiętać, jaki król, jakiego
    > pochodzenia itd.
    nie jakiego pochodzenia tylko jaki król z jakim wydarzeniem.
    >No więc odpisałam, że jeśli się wie, że władzę przejmował np.
    > najstarszy syn w dynastii, to już sprawa chociażby pochodzenia tego króla jest
    > oczywista i niewymagająca pamięciowego nauczenia.
    Po pierwsze trzeba by znac cała dynastię i w ogóle dzieje każdego z potomków, bo nie kazdy przejmował władzę i nie wszyscy się szczególnie zasłużyli, nie o wszystkich się dzieci uczą.
    >A już stwierdzenie, że w historii brak zale
    > żności przyczynowo-skutkowych świadczy o - przepraszam - ignorancji.
    Nie przepraszaj, w historii wiele jest czystej przypadkowości


    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • jagoda2 01.03.14, 09:10
    Oj, duży błąd w myśleniu. W historii zrozumienie procesów i sytuacji, ich konsekwencji i następstw, kojarzenie faktów i wyciąganie wniosków, właśnie ułatwia zapamiętywanie. Jeśli dziecko nie nauczy się od początku w ten sposób rozumieć i uczyć historii, to historia już zawsze pozostanie nudnym przedmiotem do wkuwania.

    zofijkamyjka napisała:

    > a w tej historii podstawówkowej tak znowu duzo do rozumienia nie ma, nie oszukujmy się.
  • zofijkamyjka 01.03.14, 09:22
    jagoda2 napisała:

    > Oj, duży błąd w myśleniu. W historii zrozumienie procesów i sytuacji, ich konse
    > kwencji i następstw, kojarzenie faktów i wyciąganie wniosków, właśnie ułatwia z
    > apamiętywanie. Jeśli dziecko nie nauczy się od początku w ten sposób rozumieć i
    > uczyć historii, to historia już zawsze pozostanie nudnym przedmiotem do wkuwan
    > ia.

    to jest przepiekna teoria, rozumieć procesy, dobre! dzieciak jedenastoletni procesy historyczno społeczne może próbowac zrozumiec ale i tak musi sie wykuć kiedy co było, który król co zrobił itd. Rozumieć to sobie my możemy bo znamy cały kontekst i to, co sie potem działo. Dzieciak jeszcze geografii Polski nie miał a musi sie wykuc jakie ziemie zdobyto w wojnie itd.
    Przestań tongue_out
    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • jagoda2 01.03.14, 09:45
    O ile znam program szkoły podstawowej i podręcznik, z którego moja córka uczy się historii (V klasa) to są w nim mapy Europy i Polski i jeśli tylko komuś się chce, to można wszystko umiejscowić zarówno na mapie, jak i w czasie. Chyba, że z góry założymy, że rok 1000 to dla dzieci totalna abstrakcja i w ogóle nie warto mówić o historii, bo właściwie kogo to interesuje. Ponadto, w V klasie na lekcjach przyrody bardzo szczegółowo omawia się Polskę, jej sąsiadów i UE i nie uwierzę, że dziecko 11-letnie nie jest w stanie pewnych tematów ogarnąć w zakresie historii, bo jeszcze geografii nie miało w szkole. No, proszę Cię. Nie róbmy kalek z naszych dzieci. A że trzeba parę dat zapamiętać? Cóż, zawsze tak było, teraz programy i tak są okrojone, a podręczniki o niebo ciekawsze niż "za naszych czasów". Tabliczki mnożenia też trzeba nauczyć się na pamięć i jakoś nikt tego nie kwestionuje. Chociaż nie, są tacy, co kwestionują. Wydaje mi się, że historią trzeba dziecko zainteresować, wtedy będzie chciało się dowiadywać nowych rzeczy, a wiedza niejako sama będzie wchodzić do głowy.
  • jakw 01.03.14, 11:38
    O ile znam program szkoły podstawowej to nauka historii zaczyna się w klasie IV. Zapewne ze sporym udziałem Półwyspu Bałkańskiego i Apenińskiego tudzież terenów pozaunijnych.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jagoda2 01.03.14, 13:29
    Owszem, ale czego chcesz dowieść? Że historia starożytna - bo rozumiem, że do tego zmierzasz - jest zbyt wielką abstrakcją dla 10-latka? W takim razie, od którego momentu - Twoim zdaniem - należy zacząć uczyć się historii? Bo mnie się zawsze wydawało, że jednak od początku. Właśnie po to, żeby umieć wszystko uporządkować i usystematyzować w czasie. Ale może się mylę.
  • jakw 01.03.14, 14:32
    Chcę tylko zauważyć, że hipoteza, że historia w IV klasie nie jest abstrakcyjna bo w klasie V dzieci oficjalnie dowiadują się gdzie dziś jest Grecja (btw ta starożytna Grecja to też dzisiejsza Turcja), nie wydaje sie prawdziwa wink
    > Bo mnie się zawsze wydawało, że jednak od początku.
    Kwestia, gdzie i kiedy ten początek. Przy czym, o ile nauka o starożytnej Mezopotamii, Egipcie, Grecji czy Rzymie wydaje mi się jak najbardziej na miejscu - wszak cywilzacja jest w jakiś sposób procesem ciągłym, o tyle zakuwanie na pamięć wszystkich greckich bogów tudzież dat starożytnych bitew w szkole podstawowej wydaje mi się mocno bez sensu. Niestety, jeśli uczniowie nie mają dat do zakucia to ci nieszczęsni nauczyciele nie mają pomysłu jak zrobić klasówkę.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jagoda2 01.03.14, 14:41
    Ale kto powiedział, że dzieci zakuwają na pamięć greckich bogów i daty starożytnych bitew? Nie przypominam sobie, żeby moje dziecko zakuwało takie rzeczy. Btw moja córka jest wielką miłośniczką mitologii, więc bogowie pozostają w kręgu jej zainteresowań i zapamiętanie ich nie stanowiło problemu. Ale tutaj wracamy do tego, co wcześniej napisałam: historią (geografią, przyrodą, fizyką, itp.) trzeba dziecko zainteresować, wtedy wiedza niejako sama wchodzi do głowy. Do tego umiejętność kojarzenia zależności i faktów i jest git. A żaden sensowny nauczyciel nie obniży dziecku oceny, jeśli dziecko kojarzy fakty i rozumie kontekst historyczny, a pomyli daty - bez przesady. Od razu uprzedzę ew. odpowiedź: wiem, na testach są daty, a nie historyczny wywód. Postuluję więc, by na testach dat nie było wink.
  • jakw 01.03.14, 16:22
    jagoda2 napisała:

    > Ale kto powiedział, że dzieci zakuwają na pamięć greckich bogów i daty starożyt
    > nych bitew? Nie przypominam sobie, żeby moje dziecko zakuwało takie rzeczy. Btw
    > moja córka jest wielką miłośniczką mitologii, więc bogowie pozostają w kręgu j
    > ej zainteresowań i zapamiętanie ich nie stanowiło problemu.
    Nie pamiętasz, bo dziecię nie miało z tym problemów wink

    > Ale tutaj wracamy do tego, co wcześniej napisałam:
    >historią (geografią, przyrodą, fizyką, itp.) trzeba dziecko zainteresować, wtedy wiedza niejako >sama wchodzi do głowy.
    Żeby osiągnąć samowchodzenie faktów do głowy dziecko musiałoby pewnie czytać całkiem sporo książek pozaszkolnych z niemal wszystkich możliwych zagadnień okołoszkolnych. Realnie da się to zrobić w przypadku 1-2 przedmiotów, a nie 5 czy 8. Więc pozostałe w polskim systemie trzeba zakuć.

    > Do tego umiejętność kojarzenia zależności i faktów i jest git.
    Do tego to w większości wypadków trzeba mieć wiedzę pozapodręcznikową - przynajmniej na poziomie szkoły podstawowej. W przypadku przedmiotów typu fizyka czy chemia należałoby jeszcze nabrać wprawy w rozwiązywaniu zadań.

    A żaden sensowny nauczy
    > ciel nie obniży dziecku oceny, jeśli dziecko kojarzy fakty i rozumie kontekst h
    > istoryczny, a pomyli daty - bez przesady. Od razu uprzedzę ew. odpowiedź: wiem,
    > na testach są daty, a nie historyczny wywód. Postuluję więc, by na testach dat
    > nie było wink.
    Ale póki na testach są daty to są na klasówkach...

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jagoda2 01.03.14, 16:39
    Konkluzja jest taka, że cały polski system oświatowy jest do bani, a dzieci generalnie niepotrzebnie chodzą do szkoły, bo niczego się w niej nie uczą, tylko marnują czas. Uczą się po szkole w domu, na własną rękę, głównie zakuwając pamięciówkę. Jest jeszcze oczywiście czarny rynek usług edukacyjnych, który doskonale wypełnia braki, jakie funduje naszym biednym dzieciom szkolnictwo publiczne. Czy tak?
    Krytykować jest zawsze łatwo. Ciekawa jestem, jak Waszym zdaniem powinna wyglądać edukacja w naszym kraju i egzekwowanie nabytej wiedzy i umiejętności. A może nie należy egzekwować, bo to przecież stresujące dla dziecka? Może zatem rozpoczniemy dyskusję czysto akademicką?
    I żeby było jasne - nie jestem entuzjastką polskiego systemu edukacji, wręcz przeciwnie, ale nie mogę też słuchać na każdym kroku, jakie te dzieci teraz biedne są. No, nie mogę.
  • zofijkamyjka 01.03.14, 18:01
    jagoda2 napisała:

    > Konkluzja jest taka, że cały polski system oświatowy jest do bani, a dzieci gen
    > eralnie niepotrzebnie chodzą do szkoły, bo niczego się w niej nie uczą, tylko m
    > arnują czas.
    Manipulujesz, chyba nikt tego nie pisał. Przypominam że dyskusja dotyczy tego, że dzieci pewnych rzeczy muszą sie nauczyc i na to potrzeba czasu, jak jest fafnaście sprawdzianów w tygodniu to czasu brakuje poprostu.
    > I żeby było jasne - nie jestem entuzjastką polskiego systemu edukacji, wręcz pr
    > zeciwnie, ale nie mogę też słuchać na każdym kroku, jakie te dzieci teraz biedn
    > e są. No, nie mogę.
    Ja uważam, że są przeciążone ogromem nauki a najgorsze jest to że nauczyciele nie dogaduja sie ze sobą, kazdy ma swój przedmiot i co go obchodzi że jutro duzy sprawdzian z innego przedmiotu... u nas był taki pomysł od rodzicó aby wykorzystac librusa i wpisywac tam prace domowe, tak, że nauczyciele brali pod uwage zadane prace domowe z innych przedmiotów i niestety nie udało się.....nauczycieli nie obchodza inne przedmioty.


    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • jagoda2 01.03.14, 21:54
    Mogę się zgodzić, że dzieci są przeciążone, ale wynika to tylko i wyłącznie z faktu, że szkoła (większość szkół) przerzuca nauczanie na ucznia, a nawet na rodziców, na nauczanie domowe (w sensie w domu, a nie w szkole, na lekcjach), ew. na korepetytora, a sama nie wywiązuje się z powierzonych jej zadań. Ilość kartkówek i sprawdzianów nie ma tu nic do rzeczy.
    Chciałabym tutaj nieśmiało przypomnieć, że my (pokolenie lat 70-ych i może wczesnych 80-tych) uczyliśmy się ze znacznie szerszego zakresu materiału i nikt nie biadolił i nad nami się nie użalał. I daliśmy radę, prawda? I chyba nie mamy traumy z tamtego okresu? A może mamy? wink
  • jakw 02.03.14, 09:57
    jagoda2 napisała:
    > Chciałabym tutaj nieśmiało przypomnieć, że my (pokolenie lat 70-ych i może wcze
    > snych 80-tych) uczyliśmy się ze znacznie szerszego zakresu materiału i nikt nie
    > biadolił i nad nami się nie użalał. I daliśmy radę, prawda? I chyba nie mamy t
    > raumy z tamtego okresu? A może mamy? wink
    Jak pamiętam to było biadolenie nad uczniami liceum - że zakres materiału za szeroki

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jagoda2 02.03.14, 10:04
    A teraz biadolenie, że za wąski. Jednym słowem: nigdy nie dogodzisz.
  • zofijkamyjka 02.03.14, 10:07
    jagoda2 napisała:

    >Ilość kartk
    > ówek i sprawdzianów nie ma tu nic do rzeczy.

    Oczywiscie że ma, chyba jest róznica przypomnieć sobie materiał do jednego czy dwóch sprawdzianów w tygodniu a nauczyc sie do 3 sprawdzianów i 3 kartkówek. Nie każde dziecko jest takie zdolne że wszystko pamieta na bieżąco. Najpierw sie dzieci uczy planowania sobie pracy, uczy się jak wazna jest higiena pracy a potem i tak to wszystko bierze w łep.

    > Chciałabym tutaj nieśmiało przypomnieć, że my (pokolenie lat 70-ych i może wcze
    > snych 80-tych) uczyliśmy się ze znacznie szerszego zakresu materiału i nikt nie
    > biadolił i nad nami się nie użalał. I daliśmy radę, prawda? I chyba nie mamy t
    > raumy z tamtego okresu? A może mamy? wink
    wiesz ja mam na ten temat inne zdanie. Napewno w postawówce nie miałam tylu spradzianów, testów i kartkówek co teraz moja córka. W liceum było tego dopiero więcej.


    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • jagoda2 02.03.14, 10:25
    No widzisz, ja mam inne zdanie na ten temat, poparte obserwacjami własnej córki.
    Jeżeli dziecko uczy się systematycznie i na bieżąco, czemu również służą/pomagają częste kartkówki, to przygotowanie do sprawdzianu jest w zasadzie przeczytaniem i ew. powtórzeniem wcześniej przyswojonego materiału. Tak jest u nas. Zapewniam Cię, że przygotowanie do sprawdzianu z przyrody bądź historii nie zajmuje mojej córce więcej niż godzinę. Z matematyki i polskiego pisze sprawdziany z marszu, sporadycznie z matematyki zdarza się, że w szkole jest przygotowanie do sprawdzianu, czyli powtórzenie partii materiału z danego działu (np. ułamki), z polskiego o sprawdzianie dowiaduję się zwykle post factum z dziennika, z języków obcych czasami powtarza niektóre struktury gramatyczne, ale rzadko. Głównie tłumaczy wtedy zdania. Słówek córka uczy się na bieżąco (częste kartkówki) i w zasadzie przed sprawdzianem nie ma czego powtarzać, jeżeli "po drodze" wszystko umie i rozumie. Z językami jest jak z matematyką: albo się umie albo nie, więc jeśli się umie, to praktycznie nie ma czego powtarzać.
    Więc podtrzymuję moje stanowisko w sprawie. Zgodzę się, że dużo zależy od szkoły (w sensie systemu nauczania) i dziecka.
  • zofijkamyjka 02.03.14, 13:18
    jagoda2 napisała:

    > No widzisz, ja mam inne zdanie na ten temat, poparte obserwacjami własnej córki
    > .
    > Jeżeli dziecko uczy się systematycznie i na bieżąco
    Problem jest taki, że dziecko ma zbyt mało czasu na systematyczna naukę, czyli przeczytanie sobie po kazdej lekcji rozdziału z podręcznika. Oczywiscie tak byłoby najlepiej, tyle że prace domowe pochłaniaja sporo czasu.
    > Zapewniam Cię, że przygotowanie do sprawdzianu z przyrody bądź historii nie zajmuje
    > mojej córce więcej niż godzinę.
    A ja Cie zapewniam, że mojej duzo więcej. Byc może Twoja córka jest bardzo zdolna i wystarcza jej to, co słyszy na lekcji.....może tak być.
    Moja ma takie zdolnosci do nauki języków obcych, że w zasadzie nie uczy się ich w domu w ogóle. Ma dwa obce języki w szkole i oba "wchodzą same do głowy". Dodatkowo uczeszcza jeszcze na angielki poza szkołą. Z opowieści natomist wiem że inne dzieci siedza i zakuwają słówka i gramatykę z języków obcych.
    Do sprawdzianów a matematyki lub polskiego /np. gramatyki/ moja córka sie przygotowuje. Ma dobre oceny ale wkłada tez sporo w to pracy. Tak że byc może masz dziecko wybitne które raczej jest wyjatkiem niż regułą smile
    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • jagoda2 02.03.14, 17:08
    zofijkamyjka napisała:

    > Problem jest taki, że dziecko ma zbyt mało czasu na systematyczna naukę, czyli
    > przeczytanie sobie po kazdej lekcji rozdziału z podręcznika. Oczywiscie tak był
    > oby najlepiej, tyle że prace domowe pochłaniaja sporo czasu.

    Zapewniam Cię, że moje dziecko nie czyta po każdej lekcji rozdziału z podręcznika. Są dni, że nawet nie rozpakowuje plecaka, bo nie ma po co. W szkole mojej córki nie ma zadań domowych.

    > Moja ma takie zdolnosci do nauki języków obcych, że w zasadzie nie uczy się ich
    > w domu w ogóle. Ma dwa obce języki w szkole i oba "wchodzą same do głowy".

    U nas podobnie, ale czasami pracujemy w domu z językami "just for fun". Bawimy się nimi. Poza szkołą córka nie uczy się dodatkowo.

    Tak że byc może masz
    > dziecko wybitne które raczej jest wyjatkiem niż regułą smile

    Córka jest zdolna, ale nie wybitnie. Rzeczywiście, ma duże zdolności językowe, ale już matematyczne niekoniecznie. Bardzo dużo wynosi i zapamiętuje z lekcji. Pracuje systematycznie, ale wtedy kiedy musi (kartkówka, sprawdzian, nowe słówka). Mamy dobrą szkołę, po prostu. I to jest nasz największy sukces i tajemnica "bardzo zdolnego dziecka". Wcale nie jestem pewna, że w innej szkole byłoby tak "kolorowo" i "lajtowo" w domu.

  • zofijkamyjka 02.03.14, 19:31
    jagoda2 napisała:

    > Zapewniam Cię, że moje dziecko nie czyta po każdej lekcji rozdziału z podręczni
    > ka. Są dni, że nawet nie rozpakowuje plecaka, bo nie ma po co. W szkole mojej c
    > órki nie ma zadań domowych.

    No ale o czym to ma świadczyć w kontekście dużej ilosci pracy w przecietnej szkole? O tym tu rozmawiamy. Moja córka ma bardzo duzo zadawane do domu sad tak że rozumiesz że może być zmęczona....
    > Córka jest zdolna, ale nie wybitnie. Rzeczywiście, ma duże zdolności językowe,
    > ale już matematyczne niekoniecznie. Bardzo dużo wynosi i zapamiętuje z lekcji.
    > Pracuje systematycznie, ale wtedy kiedy musi (kartkówka, sprawdzian, nowe słówk
    > a). Mamy dobrą szkołę, po prostu. I to jest nasz największy sukces i tajemnica
    > "bardzo zdolnego dziecka". Wcale nie jestem pewna, że w innej szkole byłoby tak
    > "kolorowo" i "lajtowo" w domu.
    tylko pozazdrościć ale o przeciętnej polskiej szkole chyba niewiele wiecie smile


    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • jagoda2 02.03.14, 19:44
    zofijkamyjka napisała:

    >
    > No ale o czym to ma świadczyć w kontekście dużej ilosci pracy w przecietnej szk
    > ole? O tym tu rozmawiamy. Moja córka ma bardzo duzo zadawane do domu sad tak że
    > rozumiesz że może być zmęczona....

    Gwoli jasności: moja córka BARDZO DUŻO pracuje w szkole (40 godz./tyg.). To nie jest tak, że ona ma tej pracy mniej niż w przeciętnej szkole, powiedziałabym, że wręcz przeciwnie. Różnica polega na tym, że ona pracuje, uczy się W SZKOLE, a nie w domu. Stąd m.in. brak zadań domowych i konieczności nadrabiania tego, czego nauczyciel w szkole nie zdążył przerobić.
    >
    > tylko pozazdrościć ale o przeciętnej polskiej szkole chyba niewiele wiecie smile
    >
    To prawda. Wszystko co wiem o przeciętnej polskiej szkole, to opowieści udręczonych rodziców. Wszystkie swoje stwierdzenia i "mądrości" opieram na szkole mojej córki, która funkcjonuje jakby zupełnie inaczej niż reszta szkół w tym kraju. Może dlatego nie stanowi problemu ani dla naszej córki, ani dla nas.

  • zofijkamyjka 02.03.14, 21:17
    jagoda2 napisała:

    > Może dlatego nie stanowi problemu ani dla naszej córki, ani dla nas.
    No to sie wypada tylko cieszyć. Ja mam mniejsze powody do euforii.


    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • jakw 03.03.14, 07:41
    No to może napisz, jak to się dzieje, że szkoła zapewnia 40 godzin w tygodniu zamiast 28 czy 30; jaki jest rozkład tych godzin ; napisz, w jaki sposób pracują na lekcjach, ile osób jest w klasie itp - i może będziemy wiedzieć w jakim kierunku powinna zmierzać polska szkoła?
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jagoda2 03.03.14, 09:16
    Niejednokrotnie już o tym pisałam w innych, pokrewnych wątkach.
  • jakw 02.03.14, 13:43
    Sądząc po opisie materiału do klasówki z matematyki (ułamki) to raczej starsze klasy podstawówki. Ilość przedmiotów jakby mniejsza niż w gimnazjum. I klasówkę z ułamków pewnie można napisać z marszu. W gimnazjum sprawa nie jest już taka prosta - zamiast przyrody jest fizyka, biologia,chemia i geografia - i uczyć się trzeba wszystkiego. Podejrzewam też, że w klasie sprofilowanej matematycznie należy przed klasówką rozwalić trochę zadań ze zbiorku.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jagoda2 02.03.14, 17:29
    jakw napisała:

    W gimnazjum sprawa nie jest już taka
    > prosta - zamiast przyrody jest fizyka, biologia,chemia i geografia - i uczyć si
    > ę trzeba wszystkiego. Podejrzewam też, że w klasie sprofilowanej matematycznie
    > należy przed klasówką rozwalić trochę zadań ze zbiorku.

    Podejrzewam, że jest tak jak piszesz, ale to chyba normalne, im głębiej w las, tym więcej drzew.
  • jakw 02.03.14, 19:23
    jagoda2 napisała:

    > jakw napisała:
    >
    > W gimnazjum sprawa nie jest już taka
    > > prosta - zamiast przyrody jest fizyka, biologia,chemia i geografia - i uc
    > zyć si
    > > ę trzeba wszystkiego. Podejrzewam też, że w klasie sprofilowanej matematy
    > cznie
    > > należy przed klasówką rozwalić trochę zadań ze zbiorku.
    >
    > Podejrzewam, że jest tak jak piszesz, ale to chyba normalne, im głębiej w las,
    > tym więcej drzew.
    Sęk w tym, że mając te doświadczenia podstawówkowe polemizujesz z doświadczeniami gimnazjalnymi innych twierdząc , że ta nauka to przecież żaden problem wink

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jagoda2 02.03.14, 19:31
    Teraz polemizuję głównie z zofijkamyjka, która ma dziecko - o ile dobrze zrozumiałam - w IV klasie sp.
    Poza tym, mam wrażenie - może się mylę - że to jest głębsza dyskusja, o szkolnictwie w ogóle, a nie w rozgraniczeniu na sp, gimnazjum i liceum. Nie przeczę, że w gimnazjum jest trudniej, ale chyba to normalne?
  • zofijkamyjka 02.03.14, 19:46
    jagoda2 napisała:

    > Teraz polemizuję głównie z zofijkamyjka, która ma dziecko - o ile dobrze zrozum
    > iałam - w IV klasie sp.
    W V ale za to w zwykłej rejonówce, chyba rozmawiamy o dwóch róznych bajkach.
    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • jagoda2 02.03.14, 20:23
    zofijkamyjka napisała:

    chyba rozmawiamy o dwóch róznych bajkach.

    Na to wygląda. Co nie zmienia faktu, że nauka w szkole może wyglądać inaczej, prawda? Bo możliwości są, tylko chęci brak - i mam tu na myśli wszystkich: dyrekcję, nauczycieli, rodziców i dzieci, które obwiniałabym w najmniejszym stopniu.
  • zofijkamyjka 02.03.14, 21:33
    jagoda2 napisała:

    > Na to wygląda. Co nie zmienia faktu, że nauka w szkole może wyglądać inaczej, p
    > rawda? Bo możliwości są, tylko chęci brak - i mam tu na myśli wszystkich: dyrek
    > cję, nauczycieli, rodziców i dzieci, które obwiniałabym w najmniejszym stopniu.

    U nas /klasie córki/ grupa rodziców próbowała cos w tym kierunku zrobić /z iloscia prac domowych/ i uwierz że pewnych spraw nie da sie przeforsowac z nauczycielami chociazby dlatego, że niektórzy rodzice zawsze tak jak Ty fason trzymają i nie przyznaja sie za Chiny że ich dziecko bywa zmeczone.

    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • jagoda2 02.03.14, 22:14
    zofijkamyjka napisała:

    > U nas /klasie córki/ grupa rodziców próbowała cos w tym kierunku zrobić /z ilos
    > cia prac domowych/ i uwierz że pewnych spraw nie da sie przeforsowac z nauczyci
    > elami chociazby dlatego, że niektórzy rodzice zawsze tak jak Ty fason trzymają
    > i nie przyznaja sie za Chiny że ich dziecko bywa zmeczone.

    Nie wiem, co mój fason ma do tego, ale niech Ci będzie. Gdyby moje dziecko było zmęczone po szkole, to powiedziałabym, że tak jest, bo dlaczego nie? W końcu ma prawo być zmęczone.
    To nie chodzi o ilość zadań domowych, tylko o to, że dziecko w domu uczy się tego, czego powinno nauczyć się w szkole. Po prostu trzeba wymagać od nauczycieli, żeby więcej robili na lekcjach, a mniej zadawali do domu, proste. Gdyby w szkole przerobiono cały materiał, to nawet ew. zadanie domowe byłoby czystą formalnością.
    Powiem szczerze, że jak słyszę (a słyszę często), że w szkole jest wysoki poziom, bo "dziecko w domu spędza codziennie po kilka godzin nad lekcjami i tak dużo musi się uczyć", to wyłącznie obelżywe słowa pod kątem tej szkoły i nauczycieli w niej pracujących cisną mi się na usta. Taka szkoła nie robi nic innego jak tylko przerzuca obowiązek nauczania z nauczycieli na uczniów i ich rodziców, ew. korepetytorów, a sama ogranicza się wyłącznie do egzekwowania nabytej - poza szkołą w większości przypadków - wiedzy. To nieporozumienie.
  • zofijkamyjka 03.03.14, 22:09
    jagoda2 napisała:

    > Po prostu trzeba wymagać od nauczycieli
    > , żeby więcej robili na lekcjach, a mniej zadawali do domu, proste. Gdyby w szk
    > ole przerobiono cały materiał, to nawet ew. zadanie domowe byłoby czystą formal
    > nością.

    Nie rozsmieszam mnie smile wymagac od nauczyciela! Połowa rodziców boi sie cokolwiek sugerować szanownemu gronu pedagogicznemu lub przynać, że ich pociecha ma jakiś problem...czy jest zmeczona. Nie bedą sie przeciez użalac nad sobą lub swoimi dziećmi smile


    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • jagoda2 04.03.14, 16:48
    No, jeżeli rodzice boją się cokolwiek powiedzieć nauczycielom, to trudno się dziwić, że jest tak jak jest.
  • zofijkamyjka 04.03.14, 18:30
    jagoda2 napisała:

    > No, jeżeli rodzice boją się cokolwiek powiedzieć nauczycielom, to trudno się dz
    > iwić, że jest tak jak jest.

    Nauczyciele też nie bardzo się liczą z tym co rodzic mówi bo mają podobne do Twojego podejscie, że to jest użalanie się nad dziećmi.
    Ja trochę powalczyłam z nauczycielką w klasach I-III, już mi się nie chce....zwłaszcza że jak pisałam wczesniej rodzice boja się wychylać. W polskiej szkole nauczyciel i rodzic nie są partnerami.


    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • canuck_eh 03.03.14, 20:11
    ta jeszcze dodaj ze nie bylo takiego wysypu dyslektykow i innych dysfunkci.Nie mowie ze tacy ucznieowie nie siedzieli w naszych klasach, ale ...
    Wlasnie ale - albo mial papiery i pracowal zgodnie z wytycznymi, albo owych papierow nie mial i pracowal jak wszyscy inni.Fakt nie mial az tak dobrych ocen ale jednak.Teraz to dzieciak zrobi blad ort. od razu lecimy i sprawdzamy czy przypadkiem nie ma dysortografii, do ksiazek nie ciagnie , z czytaniem problemy - przetestujemy i na wszelki wypadek zaswiadczenie.
    Uprzedze atak na moja osobe - mam w domu dyslektyka

    Powiem tez tak - za naszych czasow uczen mial respekt dla nauczyciela.Wiedzial ze ma prawa ucznia ale ze tez ma OBOWIAZKI o ktorych to mlode pokolenie zapomina.
  • canuck_eh 03.03.14, 16:51
    To czego sie teraz ucza dzieciaki to pikus w porownaniu z materialem jaki mysmy przerabiali.
    Co do przeciazenia, moze oprotestowac owa religie w szkole bo po ch... az 2 godziny tygodniowo?Chcesz poslac na religie - wyslij do kosciola tak jak bylo za dobrych starych czasow.MEN zaoszczedzi tez pieniadze ktore mozna wlozyc w stworzenie porzadnych labow w szkolach by dzieciaki poznawaly fizyke , chemie i biologie poprzez przeprowadzanie eksperymentow a nie suche info z ksiazki i tylko popatrz sie na obrazek, ewentualnie - znajdz sobie w internecie.Nie ma tygodnia by moja Mloda nie miala jakiegos labu w szkole, malo tego znalazla pare ciekawych doswiadczen i polazla z tym do nauczyciela i nie tylko ze go zaciekawila owym doswiadczeniem ale przekonala go ze to swietnie wspolgra z tym co robia.Jeden dosc spektakularny musial odmowic - nie mial jednego dosc drogiego komponentu.
    Uwierzcie tzw hands on jest jednym z lepszych sposobow na pokazanie wielu rzeczy.W polskiej szkole nie stety brak tego bo nie ma funduszy.Zmienic fakt ze nawewt jak nauczyciel jest do bani to nie mozna go usunac ze szkoly.BLAD.Jakby kazdy z nauczycieli wiedzial ze jak bedzie marnym nauczycielem to moze porzegnac sie z praca to lepiej bylby przygotowany do zajec i pracy z mlodzieza.Oczywiscie jedna skarga nie powoduje straty pracy - trzeba to sprawdzic jak skargi od roznych rodzicow sie powtarzajaNauczyciel nie chce niczego zmienic.No coz - bedzie musial zmienic miejsce pracy.I z wpisem do karty nauczyciela czy co oni tam maja dlaczego stracil/la prace w poprzedniej placowce.
  • jakw 03.03.14, 17:49
    canuck_eh napisała:

    > To czego sie teraz ucza dzieciaki to pikus w porownaniu z materialem jaki mysmy
    > przerabiali.
    O tak, bo myśmy to przerabiali materiał szkół wyższych w podstawówce.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • canuck_eh 03.03.14, 19:59
    Hahaha, ale zabawne.No usmialam sie do lez.
  • zofijkamyjka 01.03.14, 17:50
    jagoda2 napisała:

    > Ale kto powiedział, że dzieci zakuwają na pamięć greckich bogów i daty starożyt
    > nych bitew? Nie przypominam sobie, żeby moje dziecko zakuwało takie rzeczy. Btw
    > moja córka jest wielką miłośniczką mitologii, więc bogowie pozostają w kręgu j
    > ej zainteresowań i zapamiętanie ich nie stanowiło problemu

    ale co to za argumnt, że akurat Twoja córka lubiła mity, każdy cos tam lubi bardziej a czegos nie znosi. Nie zmienia to faktu, że greckich bogów trzeba sie zakuć tyle, że jedni zrobia to z przyjemnościa a inni nie.
    > A żaden sensowny nauczy
    > ciel nie obniży dziecku oceny, jeśli dziecko kojarzy fakty i rozumie kontekst h
    > istoryczny, a pomyli daty - bez przesady.

    Jak nie obniży?, moja córka miała na sprawdzianie z historii jedno pytanie poświecone datom i owszem jak dziecko nie pamietało to miało obnizona ilosc punktów i obniżona ocenę. Co Ty opowiadasz?
    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • jagoda2 01.03.14, 21:47
    Jak nie obniży?, moja córka miała na sprawdzianie z historii jedno pytanie pośw
    > iecone datom i owszem jak dziecko nie pamietało to miało obnizona ilosc punktów
    > i obniżona ocenę. Co Ty opowiadasz?

    Być może na teście, czy kartkówce, kiedy jest zapytanie o konkretną datę, to faktycznie obniżą ilość punktów, ale nie wierzę, że przy odpowiedzi ustnej mądry nauczyciel obniży ocenę z tego powodu, jeśli dziecko poza tym dobrze kojarzy fakty i zdarzenia. Dlatego postulowałam już, żeby na testach znieść daty wink
  • zofijkamyjka 02.03.14, 10:12
    jagoda2 napisała:

    > Być może na teście, czy kartkówce, kiedy jest zapytanie o konkretną datę, to fa
    > ktycznie obniżą ilość punktów, ale nie wierzę, że przy odpowiedzi ustnej mądry
    > nauczyciel obniży ocenę z tego powodu, jeśli dziecko poza tym dobrze kojarzy fa
    > kty i zdarzenia. Dlatego postulowałam już, żeby na testach znieść daty wink

    Możesz sobie postulować, i tak daty będą. Ustnie też moje dziecko zaliczało daty smile.

    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • zofijkamyjka 01.03.14, 17:13
    jagoda2 napisała:

    > O ile znam program szkoły podstawowej i podręcznik, z którego moja córka uczy s
    > ię historii (V klasa) to są w nim mapy Europy i Polski i jeśli tylko komuś się
    > chce, to można wszystko umiejscowić zarówno na mapie, jak i w czasie. Chyba, że
    > z góry założymy, że rok 1000 to dla dzieci totalna abstrakcja i w ogóle nie wa
    > rto mówić o historii, bo właściwie kogo to interesuje.
    Ale ja tak wcale nie twierdzę, historia może byc bardzo interesujące ale juz zakuwania szczegółów i faktów nie jest takie fascynujace. Oczywiscie że sa mapy ale dziecko dopiero geografie poznaje, jeszcze stosunkowo słabo orientuje sie w mapie Polski a co dopiero gdziez Zmudź a gdzie Rus Halicka...
    > Wydaje mi się, że historią trzeba dziecko zainteresować, wtedy będzie chciało się dowiadywać nowych rzeczy, a wiedza niejako sama będzie wchodzić do głowy.
    A dlaczego akurat historią? a nie matematyką, literaturą polską czy językiem obcym? smile Nie każdego to pasjonuje? Ja nie byłam fanka historii, zaczęłam sie nia bardziej interesowac w wieku dorosłym, wiec pewnie dziecko ma to po mnie
    Ale wracajac do sedna sprawy - nie przecze że pewnych rzeczy nalezy sie poprostu nauczyć w szkole ale tez nie oszukujmy sie że w historii na poziomie podstawówki jest starsznie duzo do rozumienia.


    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • beatiti 01.03.14, 11:50
    Niestety historia, przyroda raczej nie są uczone jako wynikające z siebie zjawiska, które można analizować tylko jako pamięciówka. Daty, królowie, ziemie ktore zdobyto/ stracono to jest to wykucia a nie zrozumienia a w każdym razie nie spotkałam się z innym systemem, niestety. Podobnie z przyrodą części komórek, korzeni, kości, rodzaje gleb itp to informacje nie da się inaczej tylko wkuć i tego się wymaga. Dzieciaki siedzą i tłuczą te wiadomości (zeby rownie szybko je zapomnieć), bo takie są wymogi a potem sprawdza się to na 10000 sprawdzianow.
  • jagoda2 01.03.14, 13:31
    Ale zgodzisz się ze mną, że można tak to dzieciom wyłożyć, żeby wszystko z siebie wynikało i układało się w spójną całość? Czy to jednak zbyt duży poziom abstrakcji dla dzieci ze szkoły podstawowej?
  • beatiti 01.03.14, 14:46
    Myśle, że pewnie można, jednak teoria teorią a praktyka jest smutna. Zawala się dzieciskom głowę mnóstwem encyklopedycznej wiedzy, którą nie bardzo umieją połączyć w całość i dzięki czemu jest np historia jest abstrakcją. Jak mówiłam niestety nie spotkałam się, aby nauczyciele tłumaczyli zgodnie inaczej tylko suche fakty, daty, których dzieciak nie jest w stanie tego zinterpretować. Tak jak pisałam ograniczanie się do odpowiedzi tak/nie zdecydowanie utrudnia analizę i wyciąganie wniosków. Dzieci uczą się pod schemat, bo tego się od nich oczekuje .... Nie opłaca się poza niego wychodzić, bo może to nie mieścić się w kluczu.
  • jagoda2 01.03.14, 14:49
    Smutne to, ale pewnie prawdziwe.
  • jakw 04.02.14, 19:38
    stillgrey napisała:

    > Bez znaczenia,
    Oczywiście, że ma to znaczenie. W II klasie podstawówki dominuje uczenie umiejętności, w II klasie gimnazjum należy wykazać się zwykle też wiedzą : np. podział polityczny Afryki.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • edytka2001 04.02.14, 14:23
    U córki w szkole są sprawdziany całoroczne z ważniejszych przedmiotów, semestralnych nie ma. Szkoła jest prywatna, oceny (których zresztą nie ma, jest tylko punktowy wynik podany) z tych sprawdzianów nie liczą się do średniej i nie mają wpływu na oceny końcowe (w teorii), ale na podstawie tych wyników dzieci są przyporządkowywane do jednej z dwóch grup trudności z danego przedmiotu w kolejnym roku szkolnym. W 4 i 5 klasie sprawdziany były z polskiego, matematyki, angielskiego, niemieckiego, historii i przyrody. W 6 klasie będzie podział przyrody na zagadnienia biologiczne i geograficzne. W gimnazjum sprawdziany są w 1 i 2 klasie, dochodzi chemia, fizyka i wos. W 3 klasie nie ma, bo nie jest potrzebny, nie ma liceum w naszym zespole szkół. W ciągu roku szkolnego są normalne sprawdziany, ale nie specjalnie dużo, po zakończonych działach. Kartkówek jest mało, bo klasy są niewielkie, po 12 osób, a na językach po 8, więc nauczyciel sam widzi kto co umie. Przed końcowym sprawdzianem jest powtórka w szkole, w domu oczywiście też trzeba się poduczyć, ale nie widzę po córce stresu wielkiego. Taki system panuje w tej szkole od lat.
  • olena.s 04.02.14, 16:23
    U mnie są trzy razy do roku (bez związku z semestrami) ponadszkolne sprawdziany z pisania, czytania, matematyki. Od II klasy do 12.
    Nieobciążające, bo sprawdzają raczej umiejętności niż wiedzę wkutą. I umiarkowanie stresujące, bo wyniki nie mają wielkiego wpływu (poza ostatnimi klasami liceum, być może) na nic.
    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • olga727 04.02.14, 19:53
    beatiti napisał:

    > Spotkałam się z tym, że szkola pod koniec semestru organizuje sprawdziany.Dziec
    > i mają w ciągu roku ogromną ilość normalnych klasówek/kartkówek a jeszcze potem
    > ok tyg (gimnazjum) sprawdzianów sprawdzających wiedzę Czy taki system jest czę
    > sty? Co o tym myślicie? Czy to nie jest zbyt obciążające?

    To co opisujesz to jeszcze nic,w porównaniu z Japonią. Skoro i w Polsce robi się egzaminy wstępne do przedszkola dla trzylatków(tak samo jak we wspomnianej Japonii),to dlaczego gimnazjaliści,nie mają mieć egzaminów na koniec semestru ? Jaka to szkoła:publiczna czy prywatna ?
  • verdana 04.02.14, 21:17
    Może dlatego, ze w tym wypadku nie warto nasladować Japonii?
    --
  • olena.s 05.02.14, 07:43
    O Japonii nic nie wiem.
    Ale wiem, że w szkołach arabskich są semestralne (lub roczne, może to zależy od wieku) egazminy. Już we wczesnej podstawówce.
    Mimo to szkoły arabskie są fatalne, co pokazują wszelkie międzynarodowe badania.
    Nie, żebym obwiniała za to akurat egzaminy z całości matariału, bo przyczyn jest mnóstwo. Niemniej egzaminy nie pomagają.
    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • tijgertje 05.02.14, 08:23
    W Holandii dzieci rowniez 2 razy w roku maja krajowe testy Cito. Zaczynaja juz jako 5-latki. U nas w szkole bez wiekszego stresu, mlodemu sie nawet podobaja. Tyle, ze nikt sie do nich specjalnie nie przygotowuje, ucza sie caly rok, a na testach roznie bywa, czasem dziecko ma po prostu gorszy dzien. Po tych wynikach mozna ocenic np poziom szkoly, bo oceny indywidualne sa nakladane na wykres ze srednimi krajowymi. w ostatnich latach dzieci sobie coraz lepiej radzily, wiec teraz srednie podniesli o 25% punktow, czyli 1 stopien. wykresysa fajne, bo widac od razu, jak dziecko robi postepy (albo nie) zarowno na tle rowiesnikow, jak i na przestrzeni kolejnych lat.
    stresujace sa jedynie testy na koniec podstawowki, bo decyduja o poziomie szkoly sredniej i tu bywa problem, jak dobry uczen slabo na testach wypadnie i szkola z moatura nie chce go przyjac mimo wyraznych zalecen szkoly podstawowej. Mielismy taki przypadek z synem znajomych. Kupe nerwow ich cala sytuacja kosztowala, ale na szczescie wszystko sie dobrze skonczylo.
    Testy maturalne to tez niezly stres. W ubieglym roku sobie kilka osob znalazlo sposob na wlamanie do szkolnego sejfu i kradziez testow. Tydzien temu padly wyroki: do 90 dni aresztu i 240 godzin prac spolecznych. W innej szkole sie pospieszyli, bo dzien wczesniej rowniez skradziono i wystawiono na sprzedaz testy. Nie sadze, zeby w tym wypadku sedziowie okazali sie lagodniejsi wink

    --
    autystyczne-tygryskowo.blogspot.com/
  • pieginanosie 05.02.14, 13:09
    Muszę powiedzieć, że jestem zaskoczona lubieniem takich testów zwłaszcza kiedy ocena ich wpływa na średnią. Dzieciak pracuje cały semestr i z różnych powodów źle mu pójdzie takowy i co ? Jakoś marnie to motywuje. Fajnie,że dzieciaki mają taką psmięć, że wszystko pamiętają. Moje np nie mimo, że w przy bieżącej pracy b. Dobrze sobie radzi. Takie testy semestralne bardzo źle znosi
  • tijgertje 05.02.14, 13:41
    Mysle, ze to kwestia przenoszenia na dzieci stresu przez doroslych, wmawiania im, jaki to ten egzamin strasznie wazny, jakby o calym zyciu mial decydowac. Jesli dzieciaki juz w wieku 2-3 lat robia pierwsze testy jezykowe, ktore dlugo widza po prostu jako fajna zabawe, a nikt na nich specjalnej presji nie wywiera (bo nauczyciel co najwyzej rodzicom tlumaczy, ze test jest pomiarem w danym momencie i niekoniecznie odzwierciedla caloroczna prace), to dzieci sie nie stresuja. Forma testow tez jest tak skonstruowana, ze dzieci mniej wiecej wiedza, czego sie spodziewac, a test nie jest walkowaniem wykutych na pamiec podrecznikow, ale faktycznej wiedzy i umiejetnosci. W podstawowce krajowe testy obejmuja w zasadzie tylko podstawowe umiejetnosci: jezyk, matematyke, zasob slownictwa, tempo czytania, czytanie ze zrozumieniem. dla mojego syna (i wielu z jego kolegow) te testy to niezla zabawa. Bywaja trudne, ale nie obejmuja wiedzy, ktora mozna ot tak wykuc na pamiec. W testach matematycznych nie ma prawie zadnych "suchych" obliczen, jest wiele zadan do wykonania na pieniadzach, sporo miar i dziecko musi znac pewne podstawy, ale tez umiec je praktycznie wykorzystac. Roznica jest tez w systemie nauczania, tutaj dzieci w zasadzie nie nosza nic do domu, wszystko robia w szkole, duuuuzo powtarzaja i naprawde sporo tematow musza opracowywac samodzielnie: dostaja tekst i zadania do niego i kazdy musi to rozgryzc sam, nie ma nauczania, ktore pamietam ze szkoly, ze przez pol godziny nauczyciel ronbi wyklad, a potem moze wystarczy czasu na jakies zadanie. Z matematyki nieraz dzieciaki dostaja nowe zagadnienie z zadaniami, musza same probowac dojsc co i jak , a dopiero potem jest omowienie z nauczycielem dlaczego tak a nie inaczej. Nauczanie odbywa sie glownie przez praktyke, a nie siedzenie i sluchanie, a tak zdobyta wiedza jest znacznie bardziej trwala niz wkuwanie podrecznikow na pamiec. Zakres materialu rowniez jest inny, tubylcze dzieci nie musza posiadac zbyt duzej wiedzy teoretycznej. Np moj mlody jest w 6. grupie, odpowiednik IV klasy. Rownan jako takich chyba nie zna, nie wiem, czy zna nazwy, ale nie ma najmniejszego problemu, zeby z zadania z trescia wykombinowac jak znalezc niewiadoma, jakie obliczenia wykonac, choc zapewne polscy nauczyciele by sie za glowe zlapali, jak on sie w ogole do zadania bierze, nie wiedzac, jak przetwarzac rownania z niewiadomymi. Nie musi znac wzorow przeksztalcen, musi umiec je wykonac w praktyce.
    --
    autystyczne-tygryskowo.blogspot.com/
  • olga727 05.02.14, 13:16
    verdana napisała:

    > Może dlatego, ze w tym wypadku nie warto nasladować Japonii?

    Może jednak warto naśladować,ale nie papugować . Tam jest bardzo dużo tych egzaminów,że co niektórzy uczniowie nie wytrzymują psychicznie... Egzaminy te rozpoczynają się w szkole średniej niższego stopnia(odpowiada naszemu gimnazjum).
  • 71tosia 04.02.14, 22:06
    krzywa zapominania jest uniwersalna, po roku ulatuje nam ponad 90% wiedzy. Tylko systematyczne i wielokrotne powtarzanie pozwala utrwalac material, jezeli wiec dzieciaki przez caly semestr nie uzywaly wiedzy z poczatku semestru (czeste) to do semetralnego sprawdzianu praktycznie ucza sie na nowo. Duzo lepiej sprawdzaja sie w szkole sprawdziany z biezacego materialu, do ktorych doklada sie pytania 'powtorzeniowe'. Zmusza to ucznia do przejrzenia calego materialu wielokrotnie, przy kazdej klasowce. Niestety w polskiej szkole uczy sie zwykle kazdego dzialu 'oddzielnie' a pozniej nauczyciel narzeka ze dzieciaki takie 'glupie' nic nie pamietaja, nic nie rozumieja etc
  • tijgertje 04.02.14, 23:01
    Jak sie ktos uczy systematycznie, to przed takim sprawdzianem przekartkuje zeszyt i napisze bez wiekszego stresu. Jesli sprawdzianow jest duzo w krotkim czasie, warto sprawdzic regulamin szkoly, powinny byc w nim limity dziennych czy tygodniowych ilosci kartkowek i " duzych" sprawdzianow.

    --
    autystyczne-tygryskowo.blogspot.com/
  • gebka22 27.02.14, 23:59
    U nas jest w regulaminie, ze dziennie może byc najwyżej 1 duzy sprawdzian i jedna kartkówka lub max 2 kartkówki -i nikt sie do tego nie stosuje. Jak dzieci próbowały coś z tym zrobic to baba się wkurzyła i powiedziała że bedzie robic tyle ile jej sie podoba i żeby przestały kombinowac bo dostana ujemne punkty. Następnie kazała wyjąc kartki i zrobiła kartkówke-były same 2 i 1. Temat się skończył. Jak dzieci mają sie stosowac do jakis reguł skoro widzą że dorosli tego nie robią?
    U mojej córki są 2-5 kartkówek dziennie(przestrzega sie tylko zeby nie było jednego dnia 2 sprawdzianów z działu). Od końca ferii minęło już prawie miesiąc a ona tylko jeden dzień miała bez żadnej kartkówki. dzis np miała 4 kartkówki w tym 2 z matmy na jednej lekcji i tak jest codziennie. To nie jest normalne-dziecko codziennie wraca ze szkoły o godz16, ma mase pracy domowej i jeszcze z 3-5 przedmiotów przygotowac sie z 3 ostatnich lekcji. Pytam sie kiedy ma to zrobic?Zarywac noce w wieku 13 lat? I nie ma mowy o systematycznym uczeniu sie bo nie ma kiedy-tak jest codziennie.
  • balladyna22 28.02.14, 22:21
    Ile ona ma lekcji w I klasie gimnazjum i jak daleko dojeżdża skoro wraca codziennie o 16? Moja córka miała 31 lekcji w tygodniu. Dojazd razem z powolnym powrotem z koleżankami zajmował jej pół godziny. W domu była trzy razy o 14 i dwa o 15.
  • gebka22 28.02.14, 22:50
    W 1 klasie gimnazjum ma 36h tygodniowo z tym że 3 razy lecje zaczyna o 8.55. Od poniedziałku do czwartku kończy o 15.15 tylko w piątek krócej cos ok 14. Normalnym krokiem do szkoły ma 15-20 minut, z koleżankami z 10minut dłużej.
  • balladyna22 28.02.14, 22:56
    To ma sporo więcej niż podstawa programowa, a ona jest tak ułożona nie bez powodu, dziecko w każdym wieku ma swoje granice możliwości. Ciekawe co w tej szkole wymyślą w II i II klasie.
  • jakw 01.03.14, 08:42
    Pewnie będzie podobna ilość godzin. U mojej córki w gimnazjum większa ilość godzin niż standardy MEN wynikała z większej liczby godzin języków obcych. Za to nie chodziła na dodatkowe języki popołudniami.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • gebka22 01.03.14, 21:02
    Jest w klasie angielsko -matematycznej, więc ma dodatkowe godz angielskiego, matmy i fizyki. U nas wszystkie klasy są profilowe(tylko jedna ogólna i tam nie ma dodatkowych godzin).
  • gebka22 01.03.14, 21:07
    Z tego co się orientuje to w 2 klasie będzie jeszcze więcej godzin, bo będą np 2godz chemii i geografii(teraz jest 10
  • jagoda2 01.03.14, 09:20
    Myślę, że kartkówki to nic strasznego. Z punktu widzenia ucznia chyba lepiej napisać kartkówkę niż codziennie być z czegoś odpytywanym. Z kolei nauczyciel od razu sprawdza wiedzę całej klasy, a nie wyrywkowo. Moim zdaniem kartkówki służą systematycznej nauce, a o to przecież chodzi. Jeśli są codziennie (u mojej córki w szkole też jest taki system), to obejmują zapewne bardzo niewielki zakres materiału i z ostatniej lekcji lub dwóch. Są to pewnie raczej tzw. wejściówki, kilkuminutowe. Jeśli kartkówka obejmuje materiał z poprzedniej lekcji, to chyba nie trzeba go w domu powtarzać? Zakładam, że dziecko wiedzę wynosi ze szkoły i na następny dzień pamięta, co było poprzedniego dnia na lekcji, a nie że nabywa ją w domu, we własnym zakresie, popołudniami/wieczorami. A nie chce mi się wierzyć, żeby codziennie trzeba było uczyć się czegoś pamięciowo, chyba że to szkoła dwujęzyczna jest.
  • jakw 01.03.14, 11:46
    jagoda2 napisała:

    > Z punktu widzenia ucznia chyba lepiej na
    > pisać kartkówkę niż codziennie być z czegoś odpytywanym.
    Z punktu widzenia ucznia: nauczyciel nie dałby rady pytać ciągle tylko tego jednego ucznia wink

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jagoda2 01.03.14, 13:35
    Ten sam nauczyciel raczej nie, ale już każdy nauczyciel po kolei - tak.
  • jakw 01.03.14, 14:34
    jagoda2 napisała:

    > Ten sam nauczyciel raczej nie, ale już każdy nauczyciel po kolei - tak.
    No to tydzień mordęgi a potem dłuuga przerwa.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jagoda2 01.03.14, 14:43
    Niekoniecznie, jeśli klasa jest mała (kilkunastoosobowa), to w nowym tygodniu odpytywanie się zaczyna się od początku. I tak w kółko, bez końca, aż do wakacji wink.
  • gebka22 01.03.14, 21:12
    Pod warunkiem że jest to tylko 1 kartkówka dziennie. U nas z reguły jest ich kilka i to nie z ostatniej lekcji , tylko z3. Nierzadko bywało,że i 5 dziennie się trafiało. Biorąc pod uwagę że dziecko wraca o 16 do domu, ma zawsze zadane jakieś lekcje to nie jest łatwe. Często wybiera z czego się pouczy a co po prostu sobie oleje.
  • jagoda2 01.03.14, 22:02
    Cóż mam Ci powiedzieć? W szkole mojej córki jest podobnie. Są kartkówki zapowiedziane, ale większość jest niezapowiedziana. Na początku roku szkolnego każdy uczeń podpisuje "umowę" z nauczycielem danego przedmiotu i tam jest jasno napisane, że "uczeń jest przygotowany na każdą lekcję". Z niektórych przedmiotów (min. 5 godzin zajęć w tygodniu) można zgłosić jedno lub dwa nieprzygotowania w semestrze. To tyle w temacie. Tego się trzymamy i nie zgłaszamy pretensji.
  • jagoda2 01.03.14, 22:10
    Dodam jeszcze, o czym pisałam już wcześniej, że moje dziecko zdecydowaną większość wiedzy wynosi ze szkoły, praktycznie - oprócz do sprawdzianów - w domu uczy się wyłącznie słówek, więc nie ma tej kwestii, że całe popołudnia spędza na nauce do kartkówek. Zdarza się sporadycznie - z przyrody lub historii, że przysiądzie nad czymś przed kartkówką, ale nie zajmuje jej to więcej niż pół godziny. Prac domowych w szkole mojej córki nie ma wcale, więc ta kwestia zupełnie odpada.
  • gebka22 03.03.14, 23:41
    A w jakim wieku jest twoje dziecko? A chemie, geografie,fizyke , matme też tak z lecji pamięta? Jeśli w gimnazjum z histoii przygotowanie się z trzech ostatnich lekcji zajmuje twojemu dziecku tylko pól godziny to gratuluje dobrej pamięci. Ja osobiscie nie znam takich dzieci- nawet dzieci z podstawówki ze srednią 6.0 wiem że zarywają noce, a te co się uczą nie zawsze dostaja dobre oceny.

  • jagoda2 04.03.14, 16:52
    gebka22 napisał:

    nawet dzieci z podstawówki ze srednią 6.0 wiem że zarywają noce, a te co się uczą nie zawsze dostaja dobre oceny.

    I o czym to świadczy? Tylko o tym, że szkoła jest do niczego i obowiązek nauczania przerzuca na uczniów, sama ograniczając się wyłącznie do weryfikowania wiedzy w gruncie rzeczy zdobytej samodzielnie (lub przy wydatnej pomocy rodziców/korepetytorów) przez uczniów. To nieporozumienie.
  • jakw 04.02.14, 23:27
    Tak ze wszystkiego mają te sprawdziany? Może to w ramach przygotowania do egzaminu gimnazjalnego? W końcu też jest ze wszystkiego.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • beatiti 06.02.14, 10:06
    Moje dziecko w klasie 6 ma co miesiąc sprawdzian przygotowujący na ocenę sad. Nie mogę jakoś zauważyć u dzieci entuzjazmu z tego tytułu. Bo i z czego tu się cieszyć ? Co z tego, że napiszą, dostaną ocenę o najwyższej wartości. Po za tym nikt nie przerabia z nic z tego co nie wyszło dobrze, więc jaki sens ....
    Dotąd były sprawdziany z polski, matematyka, historia, przyroda język a moje dziecko i tak musi się do tego przygotować, bo nie pamięta tego co było na początku roku ... W gimnazjum ma być jeszcze tego więcej sad
  • gebka22 01.03.14, 21:22
    Tak te testy mają ze wszystkich przedmiotów-oprócz religi, informatyki, muzyki i w-fu. Są to normalne testy sprawdzające wiedzę(pytania powtarzaja się ze sprawdzianów), a nie umiejętności(a kto by układał na tą okazje specialne testy). Chodzi o jak najlepszy wynik na testach gimnazjalnych.
  • jagoda2 01.03.14, 22:03
    Testy zapowiedziane czy nie? Uczniowie przygotowują się do nich czy piszą z marszu?
  • gebka22 03.03.14, 23:48
    Testy są zapowiedziane. Chyba niektóre dzieci się przygotowuja a inne nie. Zresztą trudno się chyba przygotowac(nawet powtórzy) skoro jednego dnia pisza testy z 5 przedmiotów.
  • gebka22 10.02.14, 00:05
    U mojej córki są testy semestralne prawie ze wszystkich przedmiotów(oprócz religi,muzyki,informatyki). Testy trwają 3 dni pod rząd i są podzielone na bloki. Po testach są normalne lekcje. Jest to ogromne obciążenie dla dzieci,nawet tych co uczą się systematycznie. Oceny liczą sie do średniej i są decydujace(stres). Jesli ktos uważa że to nic to powinnien sie leczyc- dziecko idzie na 8 do szkoły przez kilka godzin pisze testy z kilku przedmiotów, później idzie na lekcje ,przychodzi do domu po 16 i na następny dzień ma powtórzyc program z półrocza 4 przedmiotów. I tak przez 3 dni z rzędu.
  • jakw 13.02.14, 22:36
    gebka22 napisał:

    > U mojej córki są testy semestralne prawie ze wszystkich przedmiotów(oprócz reli
    > gi,muzyki,informatyki). Testy trwają 3 dni pod rząd i są podzielone na bloki. P
    > o testach są normalne lekcje. Jest to ogromne obciążenie dla dzieci,nawet tych
    > co uczą się systematycznie. Oceny liczą sie do średniej i są decydujace(stres).
    > Jesli ktos uważa że to nic to powinnien sie leczyc- dziecko idzie na 8 do szko
    > ły przez kilka godzin pisze testy z kilku przedmiotów, później idzie na lekcje
    > ,przychodzi do domu po 16 i na następny dzień ma powtórzyc program z półrocza 4
    > przedmiotów. I tak przez 3 dni z rzędu.
    No zobacz, a studenci na sesje narzekają...

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • gebka22 24.02.14, 17:50
    Tylko to nie są studenci(ludzie dorośli)tylko 13, 14 -letnie dzieci. Na taki zapiernicz mają jeszcze trochę czasu. Z reguły nic dobrego z tego nie wynika - jedynie przedwczesne wypalenie.
  • jagoda2 24.02.14, 18:35
    Osobiście uważam, że zdecydowanie za bardzo użalamy się nad dziećmi i wyręczamy je we wszystkim, wręcz na zapas, a priori eliminując pewne zagrożenia i ewentualne problemy, lamentując z góry, "na wszelki wypadek". Dorośli pracują, dzieci i młodzież uczą się - taki jest porządek świata w cywilizowanych krajach. Każdy ma swoje pole działania, zakres obowiązków i odpowiedzialności i niech tak pozostanie. Nie róbmy z dzieci intelektualnych (i nie tylko) inwalidów, proszę.
    Jeśli rodzice zanadto użalają się nad swoimi latoroślami, to potem trafiają tacy życiowi nieudacznicy z totalnego przypadku na wyższe uczelnie pełni pretensji, zdziwienia w pustym wzroku i roszczeniowi do granic wytrzymałości. Wiem, bo na co dzień mam z takimi studentami do czynienia, niestety. 3/4 z nich nie powinno oglądać murów wyższej uczelni nawet z daleka. Smutne to, ale prawdziwe.
    Nie róbmy dzieciom krzywdy użalając się nad nimi nadmiernie tam, gdzie nie ma ku temu realnych powodów. Potem, w prawdziwym życiu, naprawdę sobie nie poradzą, bo długie ręce rodziców jednak nie wszędzie dosięgną i wtedy będzie prawdziwy dramat.
  • jakw 25.02.14, 13:33
    jagoda2 napisała:

    > Dorośli pracują, dzieci
    > i młodzież uczą się - taki jest porządek świata w cywilizowanych krajach.
    Tyle że u nas zaczyna się od robienia sesji 13-latkom zamiast 18-19- czy 20-latkom.


    >Wiem, bo na co dzień mam z takimi studentami do czynienia, niestety. 3/4 z nich nie powin
    > no oglądać murów wyższej uczelni nawet z daleka. Smutne to, ale prawdziwe.
    Ciekawe, kto ich tam przyjmuje. Czy przypadkiem nie pracownicy wyższych uczelni płaczący potem jakich tumanów muszą uczyć?

    > Potem, w prawdziwym życiu, naprawdę sobie nie poradzą,
    Większość sobie poradzi.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jagoda2 25.02.14, 17:15
    W sumie to nie wiem, co chciałaś mi powiedzieć...
    Poza tym, że bronisz tych biednych, ach, ach, uciemiężonych dzieci i jeszcze biedniejszych, "wszyscy przeciwko nam" studentów. Nie przesadzajmy - są dzieci, które uczą się i wyczynowo uprawiają sporty i dają radę, są studenci, którzy studiują przez duże S i pracują i dają radę. Rady nie dają ci, co generalnie nic nie robią lub robią stosunkowo niewiele, a wszyscy się nad nimi użalają, jak to teraz dzieciom/młodzieży ciężko i trudno w życiu. Paranoja.
    Nie tędy droga, naprawdę.
  • jakw 25.02.14, 17:48
    jagoda2 napisała:

    > W sumie to nie wiem, co chciałaś mi powiedzieć...
    To, że studentów jest po prostu za duży % rocznika , żeby wszyscy byli w porządku. Gdybyście trochę przestali żałować swoich miejsc pracy i kasy na tych uczelniach i przyjmowali tych lepszych maturzystów to pewnie nie mielibyście powodów tak narzekać na tych tumanowatych studentów.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jagoda2 25.02.14, 17:59
    Generalnie masz rację. Ale - sorry - ja ich nie przyjmuję na uczelnię. Od dawna głoszę - niepopularny skądinąd pogląd - że studia (stacjonarne) powinny być płatne. Wielu "studentów" nawet nie spojrzałoby w tym kierunku.
    Owszem - byłoby mniej miejsc pracy, może ja również nie miałabym tej pracy - ale studia byłyby studiami, a nie wylęgarnią roszczeniowych, pełnych pretensji, życiowych, niewyedukowanych nieudaczników.
    Generalnie rzecz ujmując: obecnie studia (poza chyba medycyną) produkują bezrobotnych, sfrustrowanych młodych ludzi, bez pomysłu na siebie i na życie w ogóle. Pytanie: czyja to wina? Moim zdaniem problem zaczyna się już na etapie szkoły podstawowej.
  • beatiti 25.02.14, 22:02
    A może właśnie problemem jest uczenie pod/ dla testów, pojoń za tym, żeby szkoła miała dobry wynik w rankingach. I ciśniemy, żeby więcej testów, sprawdzianów a dzieciaki mają swoją odporność. Czy jak wypełni ich ponad 100% to będzie mu łatwiej żyć. Wg mnie to testomania produkuje takich absolwentów a nie innych. Dzieci uczą się jak je wypełniać, zaznaczyć dobrą odpowiedź a czy b, albo wpisać wynik często zupełnie bezrefleksyjnie. A kiedy mają napisać więcej niż 5 zdań to jest już kłopot.
  • jagoda2 26.02.14, 09:03
    Niewątpliwie to też prawda.
  • jakw 28.02.14, 09:22
    Problem polega na tym, że jaką szkołę by nie skończyli, to część (i to spora) młodych ludzi i tak zostanie bezrobotnymi lub na umowie śmieciowej za jakieś niewielkie pieniądze bez sensownych perspektyw. Gdy więcej ludzi szło do zawodówek to dowiadywali się, że są bezrobotni bo nie skończyli studiów. Teraz dowiadują się, że są bezrobotni dlatego, że nie skończyli zawodówek.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jagoda2 01.03.14, 09:04
    Bo to niejako wina systemów, w jakich przyszło nam żyć: wtedy brakowało ludzi z wyższym wykształceniem, potem szczęśliwie (lub nie) nastąpił boom edukacyjny, wszyscy zachłysnęli się wizją lepszego życia po studiach. I przez chwilę rzeczywiście tak było. Trzeba pamiętać, że żyjemy w tzw. okresie przejściowym i wszystko podlega nieustannym zmianom, rynek pracy także (a może w szczególności), więc po pewnym czasie okazało się, że nie tędy droga, a wyższe uczelnie produkują rzesze bezrobotnych, nikomu nieprzydatnych w gruncie rzeczy, młodych ludzi, za to na rynku pracy brakuje tzw. fachowców, po zwykłych - jakże pogardzanych (w tamtym czasie) przez społeczeństwo - zawodówkach. Na to nałożyła się jeszcze fantastyczna i rzeczywiście bardzo potrzebna reforma edukacji, no i mamy rezultaty tych wszystkich przemian.
    Niestety, chyba wszędzie na świecie w dobie przemian systemowych społeczeństwo, a przynajmniej spora jego część, płaci frycowe na konto tego, aby przyszłym pokoleniom żyło się lepiej, normalniej. W naszym społeczeństwie jest to chyba obecne pokolenie 20-30-latków, jak sądzę. Ale może się mylę.
  • morekac 05.03.14, 19:55
    Już zawsze będziemy żyć w okresie przejściowym, raz wyuczony zawód wystarczał może w średniowieczu...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • jagoda2 05.03.14, 19:59
    Ale tu nawet nie o wyuczony zawód w tej dyskusji chodziło, tylko o wyższe wykształcenie - warto? nie warto? Kiedyś warto, teraz jakby mniej - co widać dookoła. A frycowe płaci pokolenie 90-tych, póki co.
  • gebka22 04.03.14, 10:15
    No własnie dlaczego teraz narzeka sie tak na obecnych studentów? Przecież są testowani po kazdym etapie edukacji, piszą mnóstwo róznych sprawdzianów i testów, a efektów brak. Kiedyś był tylko egzamin do szkły średniej i matura, oceny wystawiało sie na podstawie 3-4 ocen, nie było takiego horroru jak dzisiaj.
  • jagoda2 04.03.14, 17:23
    Ależ ja się z Tobą (wyjątkowo) zgadzam. Jestem pierwszą osobą w tym kraju, która będzie głosować na partię, która przywróci stary porządek edukacyjny - egzaminy wstępne do liceum/technikum, szkoły i licea zawodowe, starą maturę i egzaminy wstępne na studia.
  • jakw 04.03.14, 19:02
    jagoda2 napisała:

    > Ależ ja się z Tobą (wyjątkowo) zgadzam. Jestem pierwszą osobą w tym kraju, któr
    > a będzie głosować na partię, która przywróci stary porządek edukacyjny - egzami
    > ny wstępne do liceum/technikum, szkoły i licea zawodowe, starą maturę i egzamin
    > y wstępne na studia.
    A co to da przy miejscach na studia przewidzianych dla 60% rocznika?


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jagoda2 04.03.14, 19:16
    Przy egzaminie wstępnym na studia dostanie się 10% rocznika, może 20%. I to to będzie ta młodzież, która powinna studiować.
    Już teraz na uczelniach obserwujemy skutki niżu demograficznego, a to dopiero początek. I - uwierz mi - wszyscy wolimy mniej studentów, mniej godzin, mniej pieniędzy, ale studentów "lepszej jakości". Żeby studia wyższe były studiami, a nie ogólnokrajową farsą.
    Póki co, mamy mniej studentów żałosnej jakości, wyjątki się ZDARZAJĄ. Do 2020 roku mamy niż demograficzny na uczelniach. Strach się bać, kto będzie studiował. Smutne to, ale jakże prawdziwe.
  • morekac 05.03.14, 19:56
    Przy egzaminie wstępnym na studia dostanie się 10% rocznika, może 20%.
    hmmm... zależy, jak trudny egzamin się zrobi...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • jagoda2 05.03.14, 20:06
    Tak, ale tutaj głównie chodzi o poziom kandydatów na studia, nie o trudność samego egzaminu. Kiedyś były naprawdę trudne, zaporowe wręcz, egzaminy wstępne, a mimo to limit miejsc zazwyczaj był wypełniony (na mojej uczelni zawsze), a studenci naprawdę na super poziomie. Teraz - jak wiadomo - egzaminów wstępnych nie ma, a na mojej uczelni - po raz chyba pierwszy w niemal 90-letniej historii tej instytucji - drugi nabór na studia, bo miejsc więcej niż kandydatów. No więc, mamy studentów, jakich mamy... 30% z matury na poziomie podstawowym, bodajże sad
  • morekac 05.03.14, 20:16
    Ale forma egzaminu ma minimalne znaczenie. Z egzaminem po staremu czy po nowemu masz dwa wyjścia:albo przyjmujesz śmietankę albo jak leci.Przy czym - jeśli masz niedobór kandydatów na studia (z powodów demograficznych), nie możesz robić egzaminu uwalającego niemal wszystkich - bo będziesz mieć zaraz 5 kandydatów na studia, kierunek nie ruszy, a ty - stracisz robotę. Podejrzewam, że na tych wydziałach, na których przyjmują najlepszych (ze względu na oblężenie kierunku) nie narzekają bardziej niż ćwierć wieku temu.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • jagoda2 05.03.14, 20:30
    Oczywiście, masz 100% rację.
  • morekac 05.03.14, 20:21
    mimo to limit miejsc zazwyczaj był wypełniony
    Bo limity były mniejsze, a maturzystów więcej.
    Zalecam postudiowanie statystyki ze szczególnym uwzględnieniem rozkładu normalnego.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • jagoda2 05.03.14, 20:35
    Niekoniecznie. Na mojej uczelni te same limity są od lat 90-tych, bodajże od 1995 roku lub ciut później. Od momentu, kiedy ten ogromny boom edukacyjny na studia nastąpił. A przecież egzaminy wstępne były jeszcze przez wiele lat. I przez te wszystkie lata mieliśmy zawsze nadwyżkę kandydatów. W tym roku po raz pierwszy odczuliśmy (dosłownie) skutki niżu demograficznego, a to przecież dopiero początek. Wprowadzenie teraz egzaminów wstępnych byłoby strzałem w stopę.
  • morekac 05.03.14, 21:11
    Ale maturzystów jest mniej. W 2005 maturę zdawało 450 tys ludzi, w 2013 - 327 tys. Siłą rzeczy rynek potencjalnych studentów jest słabszy - wszystkie uczelnie powinny zmniejszyć sobie limity przyjęć o 1/4-1/5 przez te 10 lat i nie szlochalibyście teraz tak rozpaczliwie.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • jagoda2 05.03.14, 21:15
    Oczywiście, że tak. Gdyby to ode mnie zależało, to nadal byłyby egzaminy wstępne i problem sam by się rozwiązał. Pytanie, ilu mielibyśmy kandydatów? smile
  • morekac 05.03.14, 21:16
    Ale w takim razie to wina głupich studentów czy polityki uczelni?
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • jagoda2 05.03.14, 21:24
    Jedno i drugie, tylko nie wiem, kto tu jest bardziej winien. Bo nie ma przecież żadnej gwarancji, że gdyby limity przyjęć na studia były bardziej okrojone, to przyjęlibyśmy lepszych studentów, prawda? Przy założeniu oczywiście, że przyjęlibyśmy najlepszych (jakieś 20-30% limitu), a reszta to głąby. Po prostu głąbów byłoby mniej, co pewnie też byłoby znaczną ulgą.
  • morekac 05.03.14, 21:29
    Wszystkie uczelnie musiałyby okroić limity przyjęć. Naprawdę, gdyby teraz nadal studiowało nie 50, a 15 % rocznika - nie mielibyście problemów. Poza problemem z bezrobociem.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • jagoda2 05.03.14, 21:36
    Oczywiście, masz 100% rację. Ale wiesz, że nikt nie podcina gałęzi, na której siedzi, prawda?
    Ja zdaję sobie sprawę, że mogę tej pracy nie mieć; są tacy, którzy sobie tego nie wyobrażają i wolą udawać, że jest ok.
  • morekac 05.03.14, 20:26
    Kiedyś były naprawdę trudne, zaporowe wręcz, egzaminy wstępne, a mimo to limit miejsc zazwyczaj był wypełniony (na mojej uczelni zawsze), a studenci naprawdę na super poziomie.
    Bez przesady z tą trudnością - były do ogarnięcia. A i tak wykładowcy narzekali na studentów. Pamiętam z własnych studiów. tongue_out
    Niezależnie od poziomu studentów wykładowcy mają tę przypadłość, że narzekają na ten poziom. Taka cecha gatunkowa...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • jagoda2 05.03.14, 20:39
    Wyobrażasz sobie, żeby obecni studenci ogarnęli TAMTE egzaminy wstępne? Przyznasz, że to raczej niewykonalne.
    Wyobraź sobie, JAK TERAZ wykładowcy narzekają wink
  • morekac 05.03.14, 21:15
    ci najlepsi ogarnęliby i wtedy, i teraz. Ludzie nie są głupsi teraz niż kiedyś - po prostu nie zgarniacie już tylko najlepszych, a najlepszych+ dobrych+ średnich + byle jakich.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • jagoda2 05.03.14, 21:19
    Niestety nie masz racji. Wielu, oj, znacznie wielu, jest głupszych - w życiu nie zdaliby starej matury. Oni nie potrafią się nawet wysłowić, uwierz mi.
    Ci najlepsi - tak jak dawniej - ogarnęliby, zapewne. Mam jednak nieodparte wrażenie, że ci najlepsi, albo już do nas nie przychodzą, albo są tak nieliczni, że giną w tłumie.
  • morekac 05.03.14, 21:27
    W czym nie mam racji? Że ci najlepsi teraz byliby dobrzy również wtedy i zdaliby starą maturę czy nową - bez różnicy? Siedliby na tyłku i naumieliby się. Za to mam poważne wątpliwości, czy wszyscy starzy maturzyści byliby w stanie zdać nową maturę na podobnym poziomie (po przeszkoleniu rzecz jasna).

    Do kogo masz pretensje, że przyjmujecie sobie kretynów z maturą podstawową zdaną na poziomie 30% ze wszystkich przedmiotów? Do maturzystów? Przecież nie oni ustalają kryteria przyjęć...
    Nie ma obowiązku przyjmowania każdego, kto zaliczył maturę.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • jagoda2 05.03.14, 21:34
    Kto Ci powiedział, że mam do kogoś pretensje? Jeżeli już, to powinnam je mieć do władz uczelni, ew. systemu edukacji w tym kraju.
    Ja (i nie tylko ja) jestem generalnie załamana ogólnym poziomem młodzieży, która teraz studiuje. I to już nawet nie chodzi o ich niewiedzę (chociaż o to oczywiście też), tylko o ich sposób bycia, wysławiania się (a raczej kompletny brak tej umiejętności), postawę, zachowanie. I nie wiem, czy to są bardziej kwestie wychowawcze (te zapewne również), czy społeczne, czy intelektualne po prostu.
  • jakw 05.03.14, 21:49
    jagoda2 napisała:

    > I to już nawet nie chodzi o ich niewiedzę (chociaż o to oczyw
    > iście też), tylko o ich sposób bycia, wysławiania się (a raczej kompletny brak
    > tej umiejętności), postawę, zachowanie.
    Hm, i to sprawdzi jakiś egzamin wstępny wink?
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jagoda2 05.03.14, 22:08
    Pytanie retoryczne. A przecież od studenta oczekuje się jednak pewnych zachowań, kultury, prawda? A może się mylę?
  • jakw 05.03.14, 22:36
    Po studentach to wszyscy oczekują balangowania wink I to się chyba nie zmieniło.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • morekac 05.03.14, 23:18
    To raczej było pytanie retoryczne...
    A pretensje to masz do systemu edukacji, który sam w sobie nie jest zapewne ani specjalnie gorszy, ani też lepszy niż te 25-30 lat temu. Poziom młodzieży też jest zapewne zbliżony - po prostu dawniej nie było internetu i nie wiedziałaś, że jest aż tyle osób o intelekcie nieco zbyt przaśnym (żeby już nie pisać z dosadnością Lema).
    Co do poziomu dawnych studentów... hm... jak sobie przypomnę ogólny ówczesny poziom niektórych z SGH/polibudy/UW/SGGW/medycyny (niepotrzebne skreślić) - to się słabo robi. Nie, w tej dziedzinie, z której musieli zdawać egzaminy wstępne , byli z reguły nieźli, ale w tych innych nie byli już takimi orłami , jak ci się wydaje. 3/4 panów studiowało cokolwiek, żeby nie iść do woja, część dziewczyn też studiowała jakieś przypadkowe kierunki, bo wykształcenie wyższe właściwie przydałoby się (a potem się zobaczy, czy potrzebne). Na szczęście nie oceniałam ich wówczas pod kątem ogólnego poziomu intelektualnego, bo musiałabym się pociąć nożem przy takich znajomych, sama zaś wyskoczyć przez okno z powodu moich własnych braków - mam wrażenie, że większość wyszła jednak na ludzi. Mieliśmy o tyle ułatwiony start w życie zawodowe, że wystarczyło znać przyzwoicie angielski, obsługę komputera i mieć jakiekolwiek studia wyższe - by łapać się na jaką taką robotę. Ci po lepszych kierunkach (nawet nie skończonych) łapali się na dobrą robotę.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • jakw 05.03.14, 21:48
    jagoda2 napisała:

    > Wyobrażasz sobie, żeby obecni studenci ogarnęli TAMTE egzaminy wstępne? Przyzna
    > sz, że to raczej niewykonalne.
    Ja sobie wyobrażam. Wiedzę dobrzy współcześni maturzyści mają wystarczającą.
    > Wyobraź sobie, JAK TERAZ wykładowcy narzekają wink
    Ja pamiętam, jak moja wychowawczyni pół roku po mojej maturze narzekała na I-klasistów "bo oni to wogóle nie myślą, w przeciwieństwie do was". Biedaczka porównywała nas, po 4 latach nauki, z ludźmi, których jeszcze nie oszlifowała.


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jagoda2 05.03.14, 21:57
    Pytanie: ilu jest dobrych współczesnych maturzystów?
    Być może ci najlepsi trafiają na uczelnie medyczne (i chwała Bogu), prawo, SGH i najlepsze politechniki w kraju. Bo na moją uczelnię trafia chyba tylko jakiś promil tych najlepszych sad
  • jakw 05.03.14, 22:01
    jagoda2 napisała:

    > Pytanie: ilu jest dobrych współczesnych maturzystów?
    > Być może ci najlepsi trafiają na uczelnie medyczne (i chwała Bogu), prawo, SGH
    > i najlepsze politechniki w kraju. Bo na moją uczelnię trafia chyba tylko jakiś
    > promil tych najlepszych sad
    Możliwe, że twoja uczelnia/kierunek nie jest wystarczająco atrakcyjny dla najlepszych maturzystów. Zauważ, że teraz maturzyści mogą wybrać sobie kilka kierunków w rekrutacji - ci dobrzy, nawet jeśli nie dostaną się na najbardziej topowy wydział, uczelnię, to i tak mogą zakładać, że dostaną się na jakiś wystarczająco dla nich atrakcyjny kierunek studiów.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jagoda2 05.03.14, 22:10
    Cóż, UEP (Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu) jest od lat drugą uczelnią ekonomiczną w naszym kraju, zawsze tuż za SGH. Więc raczej nie tędy droga.
  • jakw 05.03.14, 21:38
    jagoda2 napisała:

    > Przy egzaminie wstępnym na studia dostanie się 10% rocznika, może 20%. I to to
    > będzie ta młodzież, która powinna studiować.
    Pod warunkiem, że:
    a) miejsc na studiach będzie akurat tyle, żeby starczyło na maks 20% rocznika
    b)wszyscy zrobią podobnie trudny egzamin wstępny
    c) nie będzie dodatkowych rekrutacji w sierpniu czy we wrześniu
    Jeśli miejsc na studiach będzie dla połowy rocznika i wszyscy przyjmujący będą stawać na głowie, żeby te miejsca zapełnić - żaden egzamin wstępny nie pomoże.
    Jeśli miejsc będzie dla 20% rocznika i będą kryteria typu: przyjmujemy z maturą rozszerzoną z przedmiotów X i Y zdaną na co najmniej 80% - żaden egzamin wstępny nie będzie potrzebny, wystarczy matura

    > Już teraz na uczelniach obserwujemy skutki niżu demograficznego, a to dopiero p
    > oczątek. I - uwierz mi - wszyscy wolimy mniej studentów, mniej godzin, mniej pi
    > eniędzy, ale studentów "lepszej jakości". Żeby studia wyższe były studiami, a n
    > ie ogólnokrajową farsą.
    Wolicie... A czy w ciągu ostatnich lat liczba miejsc na studiach spadła odpowiednio do wielkości roczników? Bo osobiście w to wątpię.



    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jagoda2 05.03.14, 21:53
    We wszystkim, co piszesz, masz rację. 100% racji. Ale sądzisz, że ja mam wpływ na rekrutację? Póki co, decydują o tym władze i senaty uczelni. Ja nie mam na to najmniejszego wpływu, a nawet ci, co go mają, to boją się. Czego się boją? Ano, boją się o stanowiska, pieniądze, władzę, prestiż (może). Ameryki chyba nie odkryłam. Ja nie mam tyle do stracenia, więc mi (pewnie) łatwiej mówić wink
  • jakw 05.03.14, 22:03
    Oj, ja wiem, że nie masz z tą rekrutacją wiele wspólnego. Ale tak marudzisz, że egzamin wstępny by pomógł. Moim zdaniem wcale by nie pomógł, co wyłożyłam wyżej.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jagoda2 05.03.14, 22:14
    I tu się nie zgadzamy. Ja uważam, że egzamin wstępny zamknąłby drogę osobom, które nie powinny studiować, bo po prostu się do tego nie nadają.
    Niestety nie jesteśmy uczelnią medyczną, czy wydziałem prawa na dobrym uniwersytecie, które wciąż, od lat, niezmiennie, mają to szczęście, że przyjmują naprawdę najlepszych kandydatów.
  • jakw 05.03.14, 22:48
    Ale w jaki sposób chcesz wykryć te osoby? Jeśli chodzi o samą wiedzę - można to sprawdzić na podstawie wyników matur. Jeśli chodzi o wysławianie czy kulturę - sam egzamin wstępny ci nie pomoże, mogłaby to rozwiązać rozmowa kwalifikacyjna (ale należy brać pod uwagę, że pojawiłyby się pytania czy na pewno wszystko było sprawiedliwe)
    > mają to szczęście, że przyjmują naprawdę najlepszych kandydatów.
    Bo najlepsi kandydaci do nich przychodzą. Być może zawody ekonomiczne są ostatnio mało atrakcyjne dla maturzystów z powodu nierewelacyjnych zarobków i problemów ze znalezieniem pracy.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jakw 04.03.14, 19:02
    gebka22 napisał:

    > No własnie dlaczego teraz narzeka sie tak na obecnych studentów?
    Bo na studia przyjmuje się znacznie większy % rocznika niż np. 20 lat temu?
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • canuck_eh 03.03.14, 17:01
    To co delikwent robil przez caly semestr ze dzien przed musi zasiasc i sie uczyc do kolejnego semestralnego egzaminu?
  • jagoda2 12.02.14, 10:46
    W szkole mojej córki takie sprawdziany przeprowadzane są raz w semestrze z matematyki i angielskiego. Prace klasowe ze wszystkich niemal przedmiotów (5 klasa) przeprowadzane są na zakończenie każdego działu i oczywiście jest bardzo dużo kartkówek na co dzień.
    Na te - celowo nazwane sprawdziany - w odróżnieniu od prac klasowych - dzieci mają przyjść z marszu, bez jakiegokolwiek przygotowania. Nauczyciele każdorazowo informują uczniów, że nie mają się do tych sprawdzianów przygotowywać, bo sprawdzian ma być odzwierciedleniem wiedzy i umiejętności uczniów, a nie kolejną pracą klasową, do której uczeń się przygotuje. Nie zauważyłam żadnego stresu u córki w związku z powyższym.
    Ponadto, w szkole przeprowadza się od czasu do czasu różnego rodzaju testy, egzaminy i konkursy, do których dzieci przystępują bez uprzedzenia m.in. właśnie po to, żeby nie generować niepotrzebnego stresu związanego z egzaminowaniem. Wyniki tych egzaminów są o tyle miarodajne, że dzieci nie mogły wcześniej do nich się przygotować.
  • na4 12.02.14, 21:51
    Czy te sprawdziany z biegu są na ocenę i dotyczą wszystkich przedmiotów ? Przyznam, że ciekawe podejście czy uczycie się w Polsce? Oj moje bez powtórzenia by poległo...
  • jagoda2 12.02.14, 22:06
    Sprawdziany "z biegu" są z matematyki i angielskiego raz w semestrze i są na ocenę, ale nie decydują o ocenie semestralnej, mają jednak wagę pracy klasowej (10 pkt.), więc niejako mogą wpływać na ocenę końcową. Rezultaty tych sprawdzianów podobno są różne, u mojej córki zasadniczo pokrywają się z ocenami w trakcie semestru. Rzecz dzieje się w Polsce smile. Szkoła prywatna.
  • jakw 14.02.14, 08:59
    jagoda2 napisała:
    > Na te - celowo nazwane sprawdziany - w odróżnieniu od prac klasowych - dzieci m
    > ają przyjść z marszu, bez jakiegokolwiek przygotowania. Nauczyciele każdorazowo
    > informują uczniów, że nie mają się do tych sprawdzianów przygotowywać, bo spra
    > wdzian ma być odzwierciedleniem wiedzy i umiejętności uczniów, a nie kolejną pr
    > acą klasową, do której uczeń się przygotuje.
    A w jaki sposób sprawdzane/egzekwowane jest owo "macie się nie przygotowywać"? wink
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jagoda2 14.02.14, 09:17
    Dzieci informowane są o sprawdzianie dzień wcześniej lub nawet wcale - tak było w przypadku języka angielskiego. Poza tym, mam wrażenie, że dzieci w naszej klasie w ogóle nie stresują się tego typu sprawdzianami, bo wiedzą, że to nie koniec świata, a tylko "kolejna klasówka, może trochę większa". Jak wspomniałam, dzieci w naszej szkole od czasu do czasu piszą różnego rodzaju testy, egzaminy i konkursy i piszą je zawsze z marszu, bez uprzedzenia, więc są przyzwyczajonego do tej formy weryfikowania wiedzy i nie generują one u nich niepotrzebnego stresu. Ponadto wierzę, że jak nauczyciel daje wyraźny sygnał: "nie przygotowujcie się do tego jutrzejszego sprawdzianu", to rzeczywiście nikt tego nie robi - na co dzień dzieci mają tyle kartkówek i sprawdzianów, że z własnej, nieprzymuszonej woli, na pewno żadne z nich nie będzie się dodatkowo uczyć do sprawdzianu, do którego wręcz nie ma się przygotować.
  • canuck_eh 03.03.14, 17:08
    Moja corka malo kiedy powtarzala do sprawdzianow - nie raz nie dwa przychodzila do szkoly zupelnie nie swiadopma ze jest tesc z calego dzialu.Siadala i pisala z marszu.Ona sie uczy na lekcji i zapamietuje.pamietam jak w szkoel podstawowej jeszcze mieli jakis projekt i kolezanka sie jej pyta skad ona wiziela te informacje przeciez tego w ksiazce nie bylo.Corka mowi ze przeciez sie o tym uczylismy w zeszlym semestrze.Co padlo? - Aaa to to sie nie liczy.Rece opadaja na takich uczniow.
  • canuck_eh 13.02.14, 05:58
    Nie ma tygodnia zeby moja Mloda nie miala testu albo to z czesci materialu, albo to z calego unitu.Czasami przytrafia sie 4-5 testow zarowno tych mniejszych jak i wiekszych i na koniec semestru egzamin semestralny z wszystkiego.Nie wiedze problemow.Nie jest to obciazajace jak sie systematycznie uczy , jest cholernie stresujace jak zaczyna sie mlodzian uczyc na koniec i jeczy ze za duzo tego wszystkiego
  • olena.s 13.02.14, 06:22
    Kwestia w dużej mierze zależy od tego, czy sprawdzasz wiedzę czy umiejętności. Jeżeli test wymaga definicji, dat, systematyki, to dziecko z biegu go nie napisze, bo wymagałoby to wkucia. Ale jeżeli test bada umiejętności, to można pisać z marszu.
    --
    Życie w Zatoce Perskiej
  • gebka22 13.02.14, 22:01
    U mojej córki wymagana jest wiedza i dlatego jest to trudne. Duże znaczenie ma też czy to jest podstawówka czy gimnazjum. W podstawówce jest niewiele przedmiotów i program dośc łatwy, a w gimazjum powtórzyc wiedze z 10 przedmiotów to jest dośc trudno
  • canuck_eh 14.02.14, 04:20
    Kazdy test mojej Mlodej ma czesc sprawdzajaca wiedze i czesc sprawdzajaca czy potrafi owa wiedze zastosowac a nie tylko odtworzyc.Egzamin tez jest tak podzielony.
  • jagoda2 13.02.14, 22:12
    > Jeżeli test wymaga definicji, dat, systematyki, to dziecko z biegu go nie napis
    > ze, bo wymagałoby to wkucia.

    Z drugiej strony większość wiedzy encyklopedycznej wymaga wkucia, więc - idąc Twoim tokiem rozumowania - po kilku tygodniach czy miesiącach od wkucia (ja to nazywam przyswojeniem wiedzy, bo naiwnie wierzę, że moje dziecko przyswaja, a nie wkuwa) uczeń większości rzeczy nie będzie po prostu pamiętał, a chyba o nie o to chodzi, żeby było 3 x z, prawda? Uważam, że sprawdziany semestralne służą zarówno sprawdzeniu umiejętności (które są priorytetem - moim zdaniem), jak i sprawdzeniu stopnia przyswojenia materiału, czyli wiedzy (co również jest ważne). Ostatecznie, chyba w głowach coś zostaje po zaliczeniu danej partii materiału? W przeciwnym wypadku, po co w ogóle się uczyć?
  • zofijkamyjka 26.02.14, 09:12
    jagoda2 napisała:

    > Ostatecznie, chyba w głowach coś zostaje po zaliczeniu danej partii materiału?
    > W przeciwnym wypadku, po co w ogóle się uczyć?

    cos tam pewnie zostaje.....na 3, a jak powtórzysz to i 5 może wpaść....


    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • canuck_eh 14.02.14, 04:18
    Z historii raczej umiejetnosci nie sprawdzali a byl to jeden z najprzyjemniejszych egzaminow dla mojej corki.Najbardziej narzekala na religioznastwo w tym semestrze bo dosc sporo do zapamietania i absolutnie jedno nie wynikalo z drugiego.Ale poszlo czolgiem.
    Takie biadolenie ze polrocze i nauczyciele robia kartkowki( nie zapominajmy ze kartkowka to forma odpytania z ostatniej lekcji i praktycznie moze byc na kazdej lekcji) sprawdziany i przeciez to przeciaza dziecko.Rodzice niech przestana mekolic, dzieci niech siadaja od poczatku roku i sie systematycznie ucza to nie bedzie problemu.Na studiach nie bedzie tak ze ojej, no nie moze byc dzis sprawdzianiku bo przeciez mielismy juz na innych zajeciach.Swoim biadoleniem wplywacie na to jak dzieciaki podchodza do tych testow i sprawdzianow.Kiedys corka sie zestresowala bo jakiegos jednego doswiadczenia nie mogla ogarnac a nastepnego dnia lab kwalifikacyjny przed egzaminem.Kazalam jej sie wyluzowac i najwyzej jak dostanie wlasnie to doswiadczenie to najwyzej nie diostanie za to punktow - do reszty byla przygotowana doskonale.Dziecko sie odstresowalo i dobrze poszlo jej to zaliczenie.
  • jagoda2 14.02.14, 08:55
    "Swoim biadoleniem wplywacie na to jak dzieciaki podchodza do tych testow i sprawdzianow." - prawda, zgadzam się.
  • 71tosia 03.03.14, 23:31
    w gimnazjum (jedno z najlepszych w kraju) mojego dziecka sprawdziany byly ale niezapowiedziane kartkowki juz tylko sporadycznie. Nauczycieli w wiekszosci byli raczej motywujacy niz dreczacy. Niektorzy byli wybitni, nauczycielka matematyki i fizyki nie uznawala innych ocen niz bardzo dobre, kazdy malo zdolny uczen tak dlugo z nia pracowal az material opanowal, dzieki niej moje raczej przecietnie zdolne matematycznie dziecko uwaza matematyke za latwy przedmiot. Dzieciaki bardzo ja lubily i co nie mniej wazne, ona je tez. Jest dobrym przykladem ze nie trzeba wcale stosowac opresyjnych metod by czegos nauczyc.

    Inna rzecz ze po tym gimnazjum, liceum (podobno tez dobre), w ktorym nauczyciele niczego nie uczyli a tylko wymagali (z niektorych przedmiotow kilka jedynek na jednej lekcji to byl standart), gdzie lekcje byly glownie po to by przekazac czego nalezy nauczyc sie w domu - bylo dla mojego dziecka ciezkim szokiem wink
  • gebka22 04.03.14, 00:05
    I tak właśnie powinno byc, a nie jak niektórzy tutaj próbują wmówic,że to wina rodziców którzy użalaja sie nad swoimi dziecmi. Moim zdaniem robienie dzieciom codziennie po kilka sprawdzianów i kartkówek, to ciągłe testpowanie jest po prostu dręczeniem. Po co to robic skoro lepszy efekt mozna osiągnąc w inny , bardziej motywujący sposób? Tylko trzeba chciec. Te dzieci na prawdę nie sa później wcale mądrzejsze, a raczej zniechęcone do nauki i z reguły kończy sie to na korepetycjach(w klasie matematycznej 90 procent dzieci bierze korki z matmy, o językach juz nawet nie wspominam)
  • gebka22 04.03.14, 00:27
    Koleżanki dziecko chodzi właśnie do takiego gimnazjum(prywatne), gdzie nie ma zadnych kartkówek (tym bardziej niezapowiedzianych), codziennego odpytywania,żadnych testów semestralnych, dzieci nie chodzą na żadne korepetycje, są tylko sprawdziany z działów wcześniej zapowiadane. Prace domowe są bardzo rzadko zadawne, a jezeli juz są to nie na nastepny dzień.
    I co ciekawe zdawalnośc testów gimnazjalnych jest na poziomie 80-90 procent. NAwet syn koleżanki który był w ogonie klasy zdał z matmy na 83proc., z chemi na 100pro., a reszta w okolicy 80pro. Nadmienie tylko że kryterium dostania sie do tego gimnazjum była srednia 4,5 w szkole podstawowej-więc nie była to klasa geniuszy.
  • malinowykrzak 04.03.14, 09:06
    a jednak się daje !!!! Czy to gimnazjum jest w Warszawie ? Jestem na etapie poszukiwań i niestety większość gimnazjów bez testologii żyć nie może. Oj ciekawa jestem jak wyglądałyby wyniki wszystkich sprawdzianów 6-klasistów, gimnazjalnych, gdyby dzieciaki szły na nie z biegu bez nie wiadomo jak wielu przygotowawczych testów .... Tak naprawdę to by pokazało jak wygląda naprawdę poziom umiejętności, wiedzy, uczenia ... Oj coś czuje, że król byłby nagi ........
  • jagoda2 04.03.14, 17:14
    gebka22 napisał:

    > Koleżanki dziecko chodzi właśnie do takiego gimnazjum(prywatne), gdzie nie ma
    > zadnych kartkówek (tym bardziej niezapowiedzianych), codziennego odpytywania,ża
    > dnych testów semestralnych, dzieci nie chodzą na żadne korepetycje, są tylko sp
    > rawdziany z działów wcześniej zapowiadane. Prace domowe są bardzo rzadko zadawn
    > e, a jezeli juz są to nie na nastepny dzień.

    > I co ciekawe zdawalnośc testów gimnazjalnych jest na poziomie 80-90 procent. NA
    > wet syn koleżanki który był w ogonie klasy zdał z matmy na 83proc., z chemi na
    > 100pro., a reszta w okolicy 80pro. Nadmienie tylko że kryterium dostania sie do
    > tego gimnazjum była srednia 4,5 w szkole podstawowej-więc nie była to klasa ge
    > niuszy.

    No właśnie. O czym to świadczy? Właśnie o tym, że szkoła wywiązuje się z powierzonych jej zadań. Dzieci uczą się W SZKOLE, nie poza nią. Przecież cały czas o tym piszę.
  • jagoda2 04.03.14, 17:10
    Rozumiem, że pijesz do mnie.
    W szkole mojej córki również przeważa system motywacyjny, a nauczyciele są bardzo przyjaźnie nastawieni do uczniów. Uwierz mi, że nikt nikogo nie zmusza do nauki. Wychodzi się z założenia, że uczeń jest jednostką autonomiczną i to on decyduje, czy dana ocena go zadowala. Wprowadzono zasadę poprawiania oceny do tego momentu, kiedy uczeń uzna, że ocena już go satysfakcjonuje. Są uczniowie, których zadowala 3, są tacy, którzy 5 poprawiają na 6, co już jest chore, moim skromnym zdaniem. Generalnie chodzi o to, żeby uczeń opanował materiał w najlepszym możliwym stopniu, ale to on sam decyduje, czy ten stopień przyswojenia materiału go zadowala. Oczywiście, jak w każdej szkole, są uczniowie mniej i bardziej zdolni i ambitni i tak też się uczą i takie osiągają wyniki. Czasami nauczyciel sam mówi: stać Cię na więcej i mobilizuje ucznia do większej pracy i ten ostatecznie poprawia 4 na 5+ lub 6.
    A z liczbą sprawdzianów i kartkówek to wszyscy tu na tym forum robicie jakąś histerię. Nie wiem, jak jest w szkołach Waszych dzieci, ale w szkole mojej córki mogą być maks. 3 sprawdziany w tygodniu. Kartkówka może być praktycznie na każdej lekcji. Dzieci o tym wiedzą, są przyzwyczajone od IV klasy i traktują je jak chleb powszedni, nikt histerii nie robi - ani dzieci, ani tym bardziej rodzice. Jak wspomniałam wcześniej, dzieci 90% wiedzy przyswajają na lekcjach w szkole, więc w domu nie zarywają nocy z powodu zapowiedzianych bądź nie kartkówek. I pewnie również z powodu tak ogromnej ilości tych paskudnych kartkówek nie robią one na dzieciach większego wrażenia.
  • gebka22 04.03.14, 22:17
    Tak myślałam, masz dziecko w podstawówce. Jak pójdzie do gimnazjum to zrozumiesz skąd ta histeria rodziców i że przygotowanie do kartkówki na pewno nie zajmuje pól godziny-program dużo trudniejszy i dużo więcej przedmiotów. W podstawówce to faktycznie mało przedmiotów program bardzo łatwy-nie ma po prostu czego porównywac!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
  • jagoda2 05.03.14, 08:36
    Zgoda, nie wiem jeszcze, jak to będzie w gimnazjum, chociaż jeśli szkoła ta sama, to jest szansa (nadzieja?), że może jednak podobnie. Zobaczymy.
    Szczerze mówiąc byłam przekonana, że dyskusja oscyluje głównie wokół szkoły podstawowej, bo córka mojej głównej interlokutorki również jest uczennicą sp. Jeśli więc teraz jej córka jest tak przeciążona, to co będzie w gimnazjum? Przecież lepiej nie będzie.
  • jakw 05.03.14, 09:19
    To, że gimnazjum jest w tym samym budynku czy zespole szkół nic jeszcze nie znaczy. Gimnazjum to po prostu inna szkoła niż podstawówka.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jagoda2 05.03.14, 09:23
    Rozumiem. Ale jeśli w gimnazjum uczą ci sami nauczyciele, co w sp, to jest szansa, że będzie podobnie, prawda?
  • jakw 05.03.14, 09:35
    Ale czego uczą? Polskiego, matematyki, może historii czy plastyki. Zamiast przyrody masz fizykę, chemię, geografię i biologię, do historii dochodzi wos. I jeszcze 2-gi język obcy. Jest też kwestia siatki godzin. Jeśli gimnazjum ma rozwiązania podobne jak podstawówka z tymi 40-ta godzinami - to szanse są. Tyle , że w gimnazjum ogólnie jest chyba więcej godzin niż w podstawówce, więc i te 40-ci godzin starczy na mniej zajęć ponadnormatywnych niż w podstawówce. Na pewno nie nastawiajcie się, że będzie tak lajtowo jak w podstawówce.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jagoda2 05.03.14, 09:59
    Nie nastawiam się, że będzie aż tak lajtowo. Po prostu zakładam, że będzie dobrze.
    Siatka godzin będzie bardzo podobna do obecnej, również 40 godzin tygodniowo. Dwa języki obce córka ma już teraz, plastyka, technika i muzyka to raptem 3 godziny w tygodniu - takie dla oddechu pomiędzy innymi cięższymi lekcjami. Przyroda i historia są po 3 godziny tygodniowo, więc wszystko się jakoś pouzupełnia. W szkole mojej córki jest ponadnormatywna liczba godzin matematyki, języka polskiego i angielskiego. Nie sądzę, aby w gimnazjum grafik aż tak bardzo uległ zmianie - owszem dojdą nowe przedmioty: biologia i geografia zamiast przyrody, chemia i fizyka praktycznie jako nowość. Z tego co widzę na planach zajęć gimnazjum, to mają chyba tylko po dwie godziny tygodniowo z w/w przedmiotów. Jak ja chodziłam do szkoły (sp i liceum) to też tak było.
  • jakw 05.03.14, 10:49
    jagoda2 napisała:

    >W szkole mojej córki jest ponadnormatywna liczba godzin matematyki, języka polski
    > ego i angielskiego.
    Biorąc pod uwagę, że matematyka, polski i angielski godzinowo stanowią istotną część nauki w sp - nic dziwnego, że twoje dziecko nie odczuwa problemów z nauką tych przedmiotów.

    > Nie sądzę, aby w gimnazjum grafik aż tak bardzo uległ zmian
    > ie - owszem dojdą nowe przedmioty: biologia i geografia zamiast przyrody, chemi
    > a i fizyka praktycznie jako nowość. Z tego co widzę na planach zajęć gimnazjum,
    > to mają chyba tylko po dwie godziny tygodniowo z w/w przedmiotów.
    2 godziny x 4 przedmioty to masz 8 godzin. Przy czym np. w II klasie córka miała z biologii 1 godzinę, a np. w III chyba 1 godzinę fizyki. Teraz w liceum ma po 1 godzinie chemii, biologii i geografii. Realnie rzecz biorąc w 3 klasach gimnazjum i I LO jest chyba mniej godzin na przedmioty przyrodnicze niż za moich czasów w starszych klasach sp i liceum. A program dość podobny do opanowania (chodzi o program podstawowy, bez rozszerzenia).

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jagoda2 05.03.14, 11:04
    jakw napisała:

    > Biorąc pod uwagę, że matematyka, polski i angielski godzinowo stanowią istotną
    > część nauki w sp - nic dziwnego, że twoje dziecko nie odczuwa problemów z nauką
    > tych przedmiotów.

    Ja na każdym kroku podkreślam, że mamy po prostu bardzo dobrą szkołę, a nie że moje dziecko jest ponadprzeciętnie zdolne czy pracowite.
    >

    > 2 godziny x 4 przedmioty to masz 8 godzin.

    Obecnie moja córka ma 3 godziny przyrody i 3 godziny historii w tygodniu, więc dojdą jakby 2 godziny tygodniowo
    .
    Przy czym np. w II klasie córka mia
    > ła z biologii 1 godzinę, a np. w III chyba 1 godzinę fizyki.

    W naszym gimnazjum też jakoś te przedmioty dzielą się na semestry, z tego co widzę: w jednym semestrze jest więcej biologii i chemii, w kolejnym więcej geografii i fizyki. Stała jest liczba godzin z języków obcych, matematyki, polskiego i historii (w tym wos).
    Nie wiadomo jeszcze, jak to będzie, kiedy moja córka będzie w I klasie gimnazjum, bo będzie to zdaje się I rok nowej podstawy programowej dla gimnazjum (pierwszy rocznik dzieci wg podstawy programowej dla 6-ciolatków wprowadzonej w 2009 roku).
    >
    > --
    > Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było
    > w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dz
    > ieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, c
    > o chcą.
  • jakw 05.03.14, 11:30
    > Obecnie moja córka ma 3 godziny przyrody i 3 godziny historii w tygodniu, więc
    > dojdą jakby 2 godziny tygodniowo
    Nie, te 7-8 godzin z biol-geo-fiz-chem masz zamiast tych 3 godzin przyrody. Historię masz nadal w postaci 2 godzin, do tego dochodzi WOS (1 czy 2 godziny)
    > Nie wiadomo jeszcze, jak to będzie, kiedy moja córka będzie w I klasie gimnazju
    > m, bo będzie to zdaje się I rok nowej podstawy programowej dla gimnazjum (pierw
    > szy rocznik dzieci wg podstawy programowej dla 6-ciolatków wprowadzonej w 2009
    > roku).
    Zmieniona podstawa programowa ukończyła już gimnazjum 1,5 roku temu - obecnie jest w II klasie szkoły ponadgimnazjalnej. To co piszę o nauce w gimnazjum/I LO - są to jak najbardziej doświadczenia z nową podstawą programową na poziomie gimnazjum.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jagoda2 05.03.14, 13:28
    jakw napisała:

    > Zmieniona podstawa programowa ukończyła już gimnazjum 1,5 roku temu - obecnie j
    > est w II klasie szkoły ponadgimnazjalnej. To co piszę o nauce w gimnazjum/I LO
    > - są to jak najbardziej doświadczenia z nową podstawą programową na poziomie gi
    > mnazjum.

    Nie chcę się spierać, bo pewności nie mam, ale mocno wydaje mi się, że wraz z nową podstawą programową dla 6-ciolatków, wejdzie kolejna nowa podstawa programowa do gimnazjów w 2015 roku. Ale głowy nie dam.
  • jakw 05.03.14, 13:49
    jagoda2 napisała:

    > jakw napisała:
    >
    > > Zmieniona podstawa programowa ukończyła już gimnazjum 1,5 roku temu - obe
    > cnie j
    > > est w II klasie szkoły ponadgimnazjalnej. To co piszę o nauce w gimnazjum
    > /I LO
    > > - są to jak najbardziej doświadczenia z nową podstawą programową na pozio
    > mie gi
    > > mnazjum.
    >
    > Nie chcę się spierać, bo pewności nie mam, ale mocno wydaje mi się, że wraz z n
    > ową podstawą programową dla 6-ciolatków, wejdzie kolejna nowa podstawa programo
    > wa do gimnazjów w 2015 roku. Ale głowy nie dam.
    Ja z kolei jestem pewna, że nowa podstawa programowa weszła do I gimnazjum w 2009, a do liceum w 2012. W 2015 po prostu podstawówkę ukończą uczniowie, którzy od początku nauki idą nową podstawą programową. Wiem, że będą zmiany w związku ze sprawdzianem 6-klasistów, ale program gimnazjum nie będzie znowu zmieniany.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jagoda2 05.03.14, 13:50
    Ok, dziękuję za wyjaśnienie.
  • gebka22 05.03.14, 11:11
    Moja córka też chodzi do zespołu szkół(w tym samym budynku są sp i gimnAZJUM) i są zupełnie inni nauczyciele niż w podstawówce (nawet z muzyki, plastyki, religi i w-fu) i zupełnie inne zasady(np punkty za zachowanie). Uważam, że dyskusja w jednym wątku o podstawówce i gimnazjum nie ma sensu, bo to zupełnie różne rzeczywistości.
  • jagoda2 05.03.14, 11:19
    gebka22 napisał:

    > Moja córka też chodzi do zespołu szkół(w tym samym budynku są sp i gimnAZJUM) i
    > są zupełnie inni nauczyciele niż w podstawówce (nawet z muzyki, plastyki, reli
    > gi i w-fu) i zupełnie inne zasady(np punkty za zachowanie). Uważam, że dyskusja
    > w jednym wątku o podstawówce i gimnazjum nie ma sensu, bo to zupełnie różne rz
    > eczywistości.

    Rozumiem. U nas cała szkoła (sp + gimnazjum) liczy niespełna 150 uczniów, ci sami nauczyciele uczą w obydwu szkołach, zasady są te same (jak sądzę), więc to rzeczywiście inna bajka. Dla nas ta sama bajka - praktycznie nic się nie zmienia, przynajmniej teoretycznie.
  • jakw 05.03.14, 11:34
    jagoda2 napisała:
    >
    > Rozumiem. U nas cała szkoła (sp + gimnazjum) liczy niespełna 150 uczniów
    No cóż, u nas w gimnazjum rejonowym to 1 rocznik gimnazjalistów to więcej uczniów...


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • canuck_eh 05.03.14, 20:15
    Mam dziecko w liceum i nie rozumiem histerii rodzicow.
  • gebka22 04.03.14, 00:42




    Jakbyś codziennie(przepraszam jeden dzień był bez niczego, ale córka miała pecha i była pytana ustnie z 3 przedmiotów) przez cały miesiąc(luty) pisała po kilka sprawdzianów i kartkówe dziennie to też byś miała dosyc i byś biadoliła. Tylko nie pisz że to normalne i tak powinno byc- kazdy ma prawo do odpoczynku i chwily wytchnienia-nawet dzieci i młodzież!!!!!!!!!!!!!! Spójrz na wpisy poniżej i zauważ że można inaczej i bardziej efektywnie.
  • gebka22 04.03.14, 00:45
    to miało byc pod ostatnim wpisem jagody2-jak czytam taki wpisy to mnie nerwy ponoszą
  • malinowykrzak 04.03.14, 09:01
    niestety, nie uczy się tylko wymaga. Znacznie łatwiej i przyjemniej jest sprawdzać testy, bo jest klucz i wszystko jasne. A rozprawki jakieś tam analizy porównawcze to już sprawa się komplikuje i może być problematyczna ... Obserwując swoje dziecko widzę jak wbija sobie w głowę różne różności, które niestety jakoś nie łączą się w głowie, zna za to sposób rozwiązywania testów, bo tłucze się je na potęgę z różnych lat (np. Operon). Zadania generalnie takie same i jest fajnie dzieciaki znają schemat a szkoła zadowolona, bo wynik jest wysoki. I towarzystwo nagle okazuje się polegnie, gdy nagle ktoś wymyśli coś nieznanego wymagającego nie daj boże pomyślunku.... I czemu tu się dziwić, że dzieci nie myślą tylko są odtwórcze. Nikt tego od nich nie wymaga, bo podstawa to testy, sprawdziany, klasówki. Może i rozczulam się nad dzieciakiem (no cóż trudno) ale żal mi dzieciaka bo przychodzi po szkole i tłucze, odrabia lekcje do czasu kolacji. Niestety nie zawsze dziecko ma możliwość powrotu do domu o 13. A kiedy czas dla niego, rozwój zainteresowań, pasji ? Tu nikt o tym nie pomyślał o tym, bo najważniejsze są ciągłe sprawdzania. I niestety to prawda, że każdemu nauczycielowi wydaje się, że jego przedmiot najważniejszy i nie ogląda się na przeładowanie ... Jeśli chce się mieć dobre oceny wchodzi się w ten młyn .....
  • jagoda2 04.03.14, 17:19
    Przykro mi. Może trzeba było wybrać lepszą szkołę dla dziecka?
  • jagoda2 04.03.14, 17:19
    Nie denerwuj się tak.
    Napisałam wyraźnie, że można inaczej, tylko zacietrzewienie nie pozwala Ci czytać ze zrozumieniem.
    Proponuję zmienić szkołę. Gwoli ścisłości - nie wierzę, że córka przez cały miesiąc pisała po kilka sprawdzianów dziennie - chyba nikt, nawet na tym forum, w to nie uwierzy. Trzy odpowiedzi ustne jednego dnia - cóż, zdarza się. Wolałabyś kartkówki? Ponoć też są "be"
  • gebka22 04.03.14, 22:07
    Jakby mi ktoś wcześniej coś takiego powiedział, że tak może byc też bym w to nie uwierzyła, ale wierz mi że to prawda- dlatego jestem tym zbulwersowana. Zresztą mało mnie obchodzi to w co ty wierzysz lub nie. Przez cały miesiąc codziennie cos pisała -jedyne co jest przestrzegane to to żeby dziennie max był 1 sprawdzian z działu, ale to nie przeszkadza żeby w tym samym dniu zrobic kilka kartkówek, czy w tygodniu 3-4 sprawdziany z działów. W konsekwencji moja córka ma już np z matmy 15 ocen, z biologi 8, histoii 7 i.tp a to dopiero miesiąc minął.
    Do ciebie nic nie mam ale wkurza mnie jak ktoś twierdzi że to rodzice biadolą i użalają sie nad swoimi pociechami-co mam córce wmawiac ze to normalne i tak powinno byc? Cieszę się że twoje dziecko trafiło do innej szkoły, ale wierz mi nie wszędzie tak jest. W jakim wieku jest twoje dziecko? założę się że w podstawówce-moja córka miała srednią 5.8 i to nie ma co porównywac z gimnazjum-program dużo łatwiejszy i mniej przedmiotów
  • jagoda2 05.03.14, 08:55
    gebka22 napisał:

    jest przestrzegane to to żeby dziennie max był 1 sprawd
    > zian z działu, ale to nie przeszkadza żeby w tym samym dniu zrobic kilka kartkó
    > wek, czy w tygodniu 3-4 sprawdziany z działów. W konsekwencji moja córka ma już
    > np z matmy 15 ocen, z biologi 8, histoii 7 i.tp a to dopiero miesiąc minął.

    U mojej córki podobnie z tą tylko różnicą, że mogą być maks. 3 wcześniej zapowiedziane sprawdziany w tygodniu. Ocen też ma już bardzo dużo w nowym semestrze.
    Swoją drogą, pierwsze słyszę, żeby w publicznej szkole uczeń miał aż tyle ocen w tak krótkim okresie czasu. Zazwyczaj słyszę, że uczeń ma średnio w semestrze: 1 ocenę za odpowiedź ustną, 2-3 ze sprawdzianów i kilka z kartkówek i zadań domowych (lub nie). Klasy zazwyczaj są duże i nauczycielom nie chce się/nie mają możliwości częściej pytać uczniów lub robić kartkówek. Oj, to zaraz gromy się posypią.

    > Do ciebie nic nie mam ale wkurza mnie jak ktoś twierdzi że to rodzice biadolą i
    > użalają sie nad swoimi pociechami-co mam córce wmawiac ze to normalne i tak po
    > winno byc?

    Dla mnie i mojej córki to normalne. Co więcej, uważam, że tak powinno być. Ona i dzieci z jej klasy/szkoły nie wyobrażają sobie chyba nawet, że może być inaczej. Kartkówka to chleb powszedni, codzienność, nie warto się nad tym nawet zastanawiać, a co dopiero roztrząsać. Ja mogę sobie wyobrazić, że może być inaczej (też chodziłam do szkoły), co nie znaczy, że chciałabym aby w szkole mojej córki było inaczej.
    Od razu uprzedzam ewentualny atak: tak, wiem, mamy wyjątkową szkołę i dziecko nie robi tego wszystkiego kosztem swojego wolnego czasu. Jest jednak druga strona medalu - moje dziecko spędza w szkole 40 godzin tygodniowo (od I klasy), a już sam ten fakt jest dla wielu rodziców nie do przyjęcia.
  • jakw 05.03.14, 09:25
    jagoda2 napisała:

    > Jest jednak druga stron
    > a medalu - moje dziecko spędza w szkole 40 godzin tygodniowo (od I klasy), a ju
    > ż sam ten fakt jest dla wielu rodziców nie do przyjęcia.
    Myślę, że byłoby do przyjęcia, gdyby obowiązki szkolne kończyły sę rzeczywiście na tych 40tu godzinach spędzonych w szkole.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jagoda2 05.03.14, 09:30
    W szkole mojej córki tak w zasadzie jest.
    W klasach I-III tak jest w 100%, dzieci do szkoły chodzą wyłącznie ze śniadaniówką.
  • gebka22 05.03.14, 11:28

    jakby u was w szkole faktycznie nauczyciele stosowli tą zasade że mogą zawsze zrobic kartkówkę z ostatnich lekcji to twoje dziecko tez by miało tyle ocen. Różnica jest taka że u was raz na jakis czas zrobią taką kartkówkę (skorzystają z tej możliwosci)a u nas w zasadzie robią co 2 lekcje-biorąc pod uwagę ilośc przedmiotów, prac domowych, trudnosci materiału robi sie bardzo ciężko nawet dla dziecka zdolnego.
    Szkoła publiczna klasa z roszerzonym angielskim liczba ocen na półrocze z angielskiego ok 50-i tak jest, bo prawie na każdej lekcji jest kartkówka ze słówek-i tu twoja wiara lub nie nie ma nic do rzeczy-to są fakty. Wiadomo wszystko zależy od szkoły, nauczycieli i wymagań. Żyjesz w zupełnie innej rzeczywistości(szkoły podstawowej) i życzę ci abyś nie musiała doznac szoku tak jak ja.
  • jakw 05.03.14, 11:33
    gebka22 napisał:

    >
    > Żyjesz w zupełnie innej rzeczywistości(szkoły podstawowej)
    Na dokładkę jest to rzeczywistość szkoły podstawowej różna od rzeczywistości szkół podstawowych.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jagoda2 05.03.14, 11:36
    gebka22 napisał:

    >
    > jakby u was w szkole faktycznie nauczyciele stosowli tą zasade że mogą zawsze z
    > robic kartkówkę z ostatnich lekcji to twoje dziecko tez by miało tyle ocen.

    Wyraźnie napisałam, że moja córka ma również bardzo dużo ocen. Wyraziłam jedynie zdumienie, że Twoje dziecko w publicznej szkole ma tak dużo ocen. Czytaj spokojniej i ze zrozumieniem smile.

    u nas w zasadzie robią co 2 lekcje

    W szkole mojej córki podobnie.
    Z niemieckiego, który jest 2 razy w tygodniu, na KAŻDEJ lekcji jest kartkówka.


    Wiadomo wszystko zale
    > ży od szkoły, nauczycieli i wymagań. Żyjesz w zupełnie innej rzeczywistości(szk
    > oły podstawowej) i życzę ci abyś nie musiała doznac szoku tak jak ja.

    Dziękuję.
  • canuck_eh 05.03.14, 20:35
    Jakbym widziala dziennik swoj z klasy 7 czy 8 SP z jezyka polskiego.50 ocen to byla u nas norma w semestrzesmile
  • canuck_eh 05.03.14, 20:25
    Tak biadolisz.Owe kartkowki to sprawdzenie wiedzy z poprzedniej lekcji.W czym problem?
    Moja corka pisze testy z dzialow min 2-3 razy w tygodniu z roznych przedmiotow.I nie ze sie tak przytrafilo w jednym miesiacu.Ma taki system juz od 3 lat. No i do tego te pomniejsze - czasem zapowiedziane czasem nie.CZasem zapowiedziane ale zapomniane i pisze z marszu.Jak jest dobra szkola z dobrymi nauczycielami to taka kartkowke dziecko powinno napisac min na 4 bez rycia poprzedniego dnia
  • zofijkamyjka 05.03.14, 20:32
    canuck_eh napisała:

    >Jak jest dobra szkola z dobrymi nauczycielami t
    > o taka kartkowke dziecko powinno napisac min na 4 bez rycia poprzedniego dnia

    czyli w szkole Twojego dziecka wszyscy dostają zawsze same czwórki lub wiecej ?.....


    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • canuck_eh 05.03.14, 20:38
    Nie bo sa uczniowie ktorym sie nie chce, ktorzy olewaja nauke i nawet najlepszy nauczyciel nie zdziala cudow.Jak nie uwazasz na lekcji to co nauczyciel moze poradzic?
    Wyglada ze jest male niedopowiedzenie wiec sie poprawie.
    Jak jest dobra szkola z dobrymi nauczycielami i uczen jest zainteresowany nauka to pisanie kartkowek z marszu i bez dodatkowego przygotowania nie stanowi problemu i wlasnie oczeny sa w granicach 80-98%.
  • jagoda2 05.03.14, 20:41
    canuck_eh napisała:

    >> Jak jest dobra szkola z dobrymi nauczycielami i uczen jest zainteresowany nauka
    > to pisanie kartkowek z marszu i bez dodatkowego przygotowania nie stanowi prob
    > lemu i wlasnie oczeny sa w granicach 80-98%.

    Potwierdzam na przykładzie córki.
  • malinowykrzak 05.03.14, 11:09
    A dlaczego uważasz, że się denerwuje ? Dzięki za dobre rady, ale nie zawsze można tak sobie dziecko przenosić. Akurat mieszkam i pracuję pod wielkim miastem i musiałabym spędzić ok 1 h dowożąc dziecię. Niestety inny wybór 30 klasy na kilka zmian. Cóż dzięki za dobre rady. Mogę Ci tylko pozazdrościć zadowolenia ze szkoły i bardzo zdolnego dziecka. Moje być może, aż takiej dobrej pamięci nie ma, by wszystko lub większość pamiętać z lekcji sad((( . A skoro nie tylko ja biadolę to może zdarzają się różne szkoły ....

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.