Nauka tabliczki mnożenia. Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Jaka metodą uczyliście/wspomagaliście dziecko w nauce tabliczki mnożenia? Mój drugoklasista jeszcze tego nie ma na lekcjach, ale chcę już zacząć go uczyć.
    --
    dyspraksja-naszezycie.phorum.pl/index.php
    • Córka dostawała tabelkę z kolejną dziesiątką co miesiąc i musiała wkuć na pamięć - nie da się tego inaczej zrobić. Ja ją mogłam tylko przepytywać. 10 działań przez miesiąc to nie jest jakaś tragedia, spokojnie opanowała. Do końca drugiej klasy musieli opanować tabliczkę mnożenia w zakresie do 50 (czyli do 5x...) włącznie.
      • Da się inaczej.
        Gry komputerowe, www.multiplication.com
        --
        Życie w Zatoce Perskiej
        • olena.s napisała:

          > Da się inaczej.
          > Gry komputerowe, www.multiplication.com

          U nas się nie sprawdzi, bo dzieci nie grają na komputerze.
          Ja tez sądziłąm, że gdy bedzie dużo ćwiczyć wyniki się utrwalą ale jakoś nie. W szkole cwiczą duzo, w domu nie, bo Starsza wraca ze szkoły ok 17, poza tym sa problemy ze wspólną nauką (nie chcę wchodzić w temat). Muszę to jakoś mimochodem wprowadzić i szukam trikusmile
    • Uczyłam syna najpierw mnożenia razy "0", później razy "1", kolejne razy "10". Kolejny etap to tłumaczenie że 2x2 to nic innego jak 2+2, a 3x2 to 2+2++2. Nie uczyłam go na pamięć tylko pokazywałam z czego wynika mnożenie. Pewnych działań w końcu na pamięć się nauczył. I tak teraz wie że 5+6 to 30 więc jak ma 7x6 słyszę jak liczy 30 i jeszcze 12.
    • Na pamięć sekwencji 2 4 6 8 10 ... 3 6 9 12 15 ....
      --
      'Demokracja ma sens jedynie kiedy jest kontrolowana'
    • Najważniejsze jest opanowanie mnożenia przez 2 i 3.
      W szkole córki tabliczka była wprowadzona w następującej kolejności
      2
      0,5,10
      4
      8
      3
      6
      9

      W przypadku mnożenia przez 4 i 8 dla szybszego utrwalenia 4 czy 8 można podzielić przez 2
      np
      7*4= 7*2+7*2
      W przypadku mnożenia 6 taka sama zasada
      7*6=7*3+7*3

      W przypadku mnożenia przez 9 na palcach (zginasz palec przez który mnożysz 9, czyli 7*9 zginasz 7 palec licząc od lewej strony )
      Utrwalała na stronie matzoo.

      • Ech, tak się zastanawiam po co komu nauka tabliczki mnożenia przez 0 wink
        --
        Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
    • Moje nauczyły się słuchając piosenek z tabliczką mnożenia m.in. Tytuł to coś mniej więcej ..od nucenia do tabliczki mnożenia.. czy coś takiego. Fajne i śmieszne pioseneczki których bohaterami są zwierzęta.
      • Właśnie zerknęłam na taką piosenkę-według mnie beznadziejne.
        --
        dyspraksja-naszezycie.phorum.pl/index.php
      • Polecam nowy program TM+ do błyskawicznej nauki tabliczki mnożenia. Nie jest to kolejna gra, lecz proste, sprawdzone i niebywale skuteczne narzędzie, pozwalające szybko i trwale opanować tabliczkę mnożenia. TM+ naprawdę uczy, a nie tylko sprawdza. Zobaczcie sami. Program dostępny jest na stronie
        brudzewski.pl/tm_help/starter.htmPozdrawiam,
        Julian
    • Moj 7latek (Ikl) opanowal w ciagu ostatniego miesiaca (razem z calym programem matematyki klas 1-3 i wiekszoscia materialu klasy 4) tabliczke mnozenia do 100 i dowolnych liczb x 11, 12 i 5.
      Przede wszystkim zna zasade, ze 2x2 to nic innego jak 2+2 i tak dalej. Jesli mnozy np. 4x8 to rozbija to na 16+16 itd.
      Na mnozenie przez 5 jest prosty trick polegajacy na dzieleniu przez 2 mnozonej liczby i jesli jest podzielna przez 2 dodawaniu do wyniku 0, jesli nie jest 5. Np. 5x67=66/2+5=335
      Mnozenie przez 9 robi na palcach tak jak ktos wyzej juz opisal.
      Mnozenie od 6x6 do 10x10 takze na palcach. Metoda do opanowania w 2 minuty.
      www.youtube.com/watch?v=-iyM5fCLMm0
      Do utrwalenia pamieciowego polecam drewniane kostki albo tabliczki np.:
      allegro.pl/drewniana-tabliczka-mnozenia-zabawa-nauka-kostki-i3892172705.html
      allegro.pl/drewniana-tabliczka-mnozenia-w-skrzyneczce-bigjigs-i3865586074.html
      Mozna z ich udzialem wymyslac rozne gry. Zamiast drewnianych mozna samodzielnie przygotowac na karteczkach tabliczki, po jednej stronie mnozenie, po drugiej wynik (rodzic pokazuje tabliczke z mnozeniem widzac wynik, mozna grac na punkty badz na czas, super jesli w grze bierze udzial dwoje dzieci), albo wyniki na osobnych karteczkach i wtedy dziecko musi dopasowywac tabliczki do siebie.

      Moim zdaniem nie ma nic gorszego niz kazac dziecku wkuwac na pamiec tabliczke mnozenia tak jak to opisala budzik11. Dziecko moze i w koncu wykuje ja na pamiec, ale nic z niej nie bedzie rozumialo i nie bedzie potrafilo pozniej mnozyc wiekszych liczb, bo zwyczajnie nie bedzie wiedzialo o co tak naprawde w tym mnozeniu chodzi. Nie wycwiczy sobie myslenia abstrakcyjnego.
      • Również wydaje mi się, że wkuwanie matematyki na pamięć to nie tędy droga. Dlatego szukam dobrego sposobu na zrozumienie. Świetne są te tabliczki drewniane, kupię. Dzięki bardzo smile
        --
        dyspraksja-naszezycie.phorum.pl/index.php
      • Dziecko ZNA zasadę mnożenia, wie, skąd się biorą wyniki (bo np. ćwiczyliśmy liczenie patyczków w kupkach, że np. 3x4 to są 3 kupki, w każdej 4 patyczki i mozna je sobie dodawać "na pieszo") ale jak pani pyta w klasie z tabliczki mnożenia, to wybacz, ale nie będzie czekało, aż sobie dziecko doda np. 16+16 czy sobie na palcach policzy 9xn tylko ma podać wynik. Nie po to stworzono tabliczkę mnożenia, żeby sobie dzieciak liczył na palcach czy używał innych "trików", tylko żeby znać wynik bez liczenia.
        • Zgadzam się z budzik. U mojego dziecka są tzw. minutówki, czyli dzieci dostają karteczki z 20 przykładami i muszą je zrobić w ciągu minuty. Jeżeli nie będą umieli tabliczki na pamięć, to nigdy tego nie zrobią w tym czasie.
          • Jeżeli natomiast pamięciówka nie zostanie poprzedzona nauką obrazową poprzez dodawanie, dzieciaki będą znały arytmetykę ale nie będą umiały jej zastosować, czyli polegną na zadaniach z treścią.
            W szkole córki tak było, po tabliczce mnożenia pod koniec drugiej klasy zostały wprowadzone obwody i zong większość dzieciaków zamiast mnożyć dodawało. Niby wszystko ok, wynik przecież poprawny ale świadczy to o braku zrozumienia tematu.
            • Ale w szkole uczą się metodą obrazową, więc tu nie widzę problemu. Natomiast wiem, że dzieci które nie wyuczyły się na pamięć mnożenia obliczają go właśnie za pomocą dodawania,a wtedy zajmuje to wiele czasu i mija się z celem. Tabliczka mnożenia jest po to aby ułatwić sobie życie.
              • > Ale w szkole uczą się metodą obrazową, więc tu nie widzę problemu.

                To zależy od szkoły, w szkole córki wymagana była pamięciówka. Szczerze móiąc nie przypominam sobie aby w ogóle miała jakieś przykłady z obrazkami . Mnożenie w tej kolejności którą podałam wchodziło w tempie tygodniowym i w każdy piątek była robiona minutówka.

                " Tabliczka
                > mnożenia jest po to aby ułatwić sobie życie.

                żeby tabliczka mnożenia ułatwiła ci życie, musisz najpierw zrozumieć jej działanie.
        • Ale liczenia na palcach nie ma w II klasie, a przynajmniej nie powinno być, tylko liczenie w pamięci.
          --
          dyspraksja-naszezycie.phorum.pl/index.php
    • Mój syn tabliczkę mnożenia do 30 opanował w miarę bez problemów.
      Od 6x6 do 9x9 można uczyć odczytywania wyników z palców - mojemu synowi bardzo się to podobało.

      Jeśli chodzi o mnożenie przez 9, to robiłam z nim takie ćwiczenie. Podawałam liczbę od 1 do 8, a on miał mówić, ile brakuje do 9. Czyli 1-8, 2-7, 3-6, ..., 8-1. Potem powtarzaliśmy zestaw liczb 2-cyfrowych: 18, 27, 36, ..., 81. Powiedziałam mu, że są to wyniki działań mnożenia przez 9:
      - jak pytam o mnożenie 9x2, to ma podać liczbę zaczynającą się od 1,
      - jak pytam o mnożenie 9x3, to ma podać liczbę zaczynającą się od 2,
      - jak pytam o mnożenie 9x7, to ma podać liczbę zaczynającą się od 6 itd.
      --
      Synowie: A. (9 lat) i M. (5 lat)
      • Sprobuj z metoda na palcach przy mnozeniu przez 9, jest o niebo latwiejsza i szybsza.
        www.youtube.com/watch?v=KXzDPrdYBjk
        Podczas pisemnej pracy mozna tez wykorzystac inna metode: np 7x9= od mnoznika odejmujemy 1 i do wyniku dodajemy wynik 10-7 (mnoznik), czyli 7x9=7-1 i 10-7=63
        8x9=8-1 i 10-8 = 72
        • Znam te inne metody smile Przy 9 jest akurat wiele fajnych metod.
          U mojego syna dużo daje uczenie się w ruchu - też polecam.
          --
          Synowie: A. (9 lat) i M. (5 lat)
        • Hmm, ale jednak inaczej. MOja córka wie jak dojść do wyniku, zna istotę mnożenia ale właśnie nie ma automatyzmu, tzn. gdy spytam ją ile jest powiedzmy 7x4, to ona sobie to wyliczy ale to trwa długo.
          Zastanawiam się własnie czy ten automatyzm przyjdzie sam, czy muszę to u iej wyćwiczyć.
          • abiela napisała:

            > gdy spytam ją ile jest powiedzmy 7x4, to
            > ona sobie to wyliczy ale to trwa długo.
            >
            Po to właśnie jest tabliczka mnożenia - żeby nie musieć liczyć, tylko znać wynik. To ma upraszczać życie. Trzeba po prostu zapamiętać wyniki - na początku może być trudno, ale to przecież przydaje się przez całe życie.
            • budzik11 napisała:

              > abiela napisała:
              >
              > > gdy spytam ją ile jest powiedzmy 7x4, to
              > > ona sobie to wyliczy ale to trwa długo.
              > >
              > Po to właśnie jest tabliczka mnożenia - żeby nie musieć liczyć, tylko znać wyni
              > k. To ma upraszczać życie. Trzeba po prostu zapamiętać wyniki - na początku moż
              > e być trudno, ale to przecież przydaje się przez całe życie.

              Dla mnei to jest oczywiste, tylko że jest problem ze standardowym zakuwaniem (ale to temat na inny wątek) więc zastanawiam się nad jakimiś trikami, własnie typu piosenki. Na razie zaczęłam z nią w aucie ćwiczyć, poprzez powtarzanie wielokrotne jednego cyklu np. 2x tylko.
            • Przeciez po jakims czasie dziecko nawet bez wkuwania bedzie znalo na pamiec wyniki. Wystarczy, ze codziennie bedzie sobie chocby przez pol h rozwiazywalo zadania i tabliczka mnozenia utrwali sie mimochodem.
              Dla mnie wazniejsze jest zeby teraz na poczatkowym etapie dziecko nauczylo sie myslec matematycznie, kombinowalo i samodzielnie dochodzilo do wyniku, a nie recytowalo z pamieci wyuczone wyniki.

              Polecam tez rozne gry matematyczne dostepne online czy tez w sklepie google na adroida.
              • stillgrey napisała:

                > Przeciez po jakims czasie dziecko nawet bez wkuwania bedzie znalo na pamiec wyn
                > iki. Wystarczy, ze codziennie bedzie sobie chocby przez pol h rozwiazywalo zada
                > nia i tabliczka mnozenia utrwali sie mimochodem.

                No ale prościej bez codziennego, półgodzinnego rozwiązywania zadań. To raczej utrudnienie, nie ułatwienie. Wolę przez 5 minut powtarzać z dzieckiem jedną dziesiątkę niż kazać jej przez pół godziny rozwiązywać zadania.
                • To nie musi byc pol h, moze byc krocej. Ba, to nie musza byc tylko proste zadania 3x4=12.
                  Moj Piotrek mnozenia uczy sie rozwiazujac np. takie zadania:
                  7+4x4
                  1x(33+28)
                  3x4+5x7
                  2 do potegi 3 + 3 do potegi 2 (nie wiem jak to zapisac na forum)
                  24x12 (pisemnie)
                  734:3 (pisemnie)
                  dodawanie i odejmowanie ulamkow o roznych mianownikach
                  obliczanie obwodu i pola figur geometrycznych
                  zadania tekstowe

                  Uwazasz, ze to nudne i niepotrzebne katowanie dziecka i efektywniej byloby go odpytac z wykutej na pamiec tabliczki mnozenia?

                  Od jutra bede tez mu robic minutowe tesciki ze stoperem z samej tabliczki mnozenia, tez fajna zabawa, wyscig z czasem smile
                  • stillgrey napisała:

                    > Moj Piotrek mnozenia uczy sie rozwiazujac np. takie zadania:
                    > 7+4x4
                    > 1x(33+28)
                    > 3x4+5x7
                    > 2 do potegi 3 + 3 do potegi 2 (nie wiem jak to zapisac na forum)
                    > 24x12 (pisemnie)
                    > 734:3 (pisemnie)
                    > dodawanie i odejmowanie ulamkow o roznych mianownikach
                    > obliczanie obwodu i pola figur geometrycznych
                    > zadania tekstowe

                    I to wszystko 7-latek w I klasie? Jasne. A potem się obudziłaś.
                    • I to wszystko 7-latek w I klasie? Jasne. A potem się obudziłaś.
                      <rotfl>


                      --
                      dyspraksja-naszezycie.phorum.pl/index.php
                    • I to wszystko 7 latek w pierwszej klasie po miesiacu nauki po pol h dziennie, ale nie codziennie.

                      Piotrek ma bardzo rozwiniete myslenie abstrakcyjne, ogolnie jest bardzo zdolnym dzieciakiem.
                      Jest najlepszym uczniem w klasie i poki co nie odkrylam dziedziny, w ktorej bylby slaby.
                      Czyta super plynnie, z odpowiednim akcentowaniem, pisze najladniej w klasie, jest utalentowany plastycznie, ma swietny sluch i ladnie spiewa, ma swietna pamiec, pieknie opowiada i sam pisze wlasne opowiadania.
                      Od wrzesnia trenuje karate i po dwoch miesiacach sensei stawial go za wzor dzieciakom trenujacym od 2-3lat. Szczerze mowiac, az mnie przeraza, ze mam takie fajne, zdolne dziecko wink
                      Wychowawczyni sugerowala przeniesienie go do 3 klasy od razu, tak jak i Panie w poradni, ale uwazam, ze to zly pomysl.

                      Kilka stron z Piotrka kartkowkami:
                      http://i62.tinypic.com/j7vlg1.jpg

                      http://i57.tinypic.com/2wqa7uf.jpg

                      http://i61.tinypic.com/2uj1461.jpg

                      http://i59.tinypic.com/2iihcfd.jpg

                      I to jest nic w porownaniu z tym co robia dzieciaki wybitnie uzdolnione matematycznie i uczace sie matematyki od np. 5 roku zycia.
                      Ja z Piotrkiem zaczelam pracowac przed feriami po tym jak napisal najszybciej w klasie klasowke (robili na czas), bo jedyny w klasie liczy w pamieci nie na palcach, ale za to napisal 9-3=5 bodajze. Doszlam do wniosku, ze musze z nim popracowac pisemnie a nie tylko odpytywac ustnie z dodawania i odejmowania 2 minuty dziennie i to jak mi sie akurat przypomni wink
                      Zaczelam mu robic kartkowki, co chwile zwiekszajac stopien trudnosci i okazalo sie, ze on wszystko lapie w locie, pokazywalam mu dwa przyklady a on dalej robil wszystko bezblednie.
                      Kupilam mu ksiazki z zadaniami do kangurka, dzisiaj zaczniemy rozwiazywac.
                      • Znaczy masz dziecko genialne matematycznie i dajesz nam radę, żeby z ośmiolatkiem ćwiczyć potęgi. Aha. Tak się składa, że moje dziecko za żadne skarby świata nie siadłoby i nie robiło takich kartkówek i nie zapisywało dziesiątek stron działaniami i nie wyobrażam sobie go do tego zmuszać. Więc rada jak kulą w płot. Jek chciałaś się pochwalić synem, to trzeba było osobno wątek założyć.
                        • Abiela, powiało zazdrością. A fe...
                          --
                          dyspraksja-naszezycie.phorum.pl/index.php
                          • shisha.pl napisała:

                            > Abiela, powiało zazdrością. A fe...

                            Niczego nie zazdroszczę, w życiu bym nie chciała żeby moje dziecko łupało zeszyty zadań wieczorami.
                            • Pewnie, bo jeszcze by sie tabliczki mnozenia nauczylo i z matematyki 5 mialo, rzeczywiscie tragedia. Generalnie radze chronic dziecko przed mysleniem i wkladaniem wysilku w cokolwiek, bo to samo zuooooooo.
                              • stillgrey napisała:

                                > Pewnie, bo jeszcze by sie tabliczki mnozenia nauczylo i z matematyki 5 mialo, r
                                > zeczywiscie tragedia. Generalnie radze chronic dziecko przed mysleniem i wklada
                                > niem wysilku w cokolwiek, bo to samo zuooooooo.
                                Przecież ty chronisz młodego przed myśleniem. Jak nie umie rozwiązać to mu pokazujesz schemat rozwiązania, prawda?


                                --
                                Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                        • Nie mam dziecka genialnego matematycznie, mam nawet watpliwosci czy wybitnie zdolne matematycznie. Jest zapisany na testy do poradni PP, moze go nie doceniam, kto wie, czas pokaze.
                          Mam normalne, bystre dziecko.
                          I naprawde nie rozumiem co jest trudnego dla jakiegokolwiek dziecka w potegowaniu jesli zna zasade.
                          Naprawde Twoja corka nie obliczy 2 do potegi trzeciej jesli jej wyjasnisz, ze to jest dokladnie to samo co 2x2x2?? No nie zartuj, chyba nie doceniasz inteligencji wlasnego dziecka.
                          • stillgrey napisała:

                            > Nie mam dziecka genialnego matematycznie, mam nawet watpliwosci czy wybitnie zd
                            > olne matematycznie. Jest zapisany na testy do poradni PP, moze go nie doceniam,
                            > kto wie, czas pokaze.
                            > Mam normalne, bystre dziecko.
                            Weszłam na stronę linkowaną przez maksimum z testami na inteligencję i tam dowiedziałam się np., że 90% amerykańskich 6-latków odpowiada poprawnie na pytane, jaki znak wstawić w takim działaniu: 36 3=33.
                            Niestety w Polsce trzeba samemu uczyć dziecko, na poziomie początkowym przynajmniej, żeby mu szkolna nauka nie zaszkodziła.
                          • stillgrey napisała:

                            > Nie mam dziecka genialnego matematycznie, mam nawet watpliwosci czy wybitnie zd
                            > olne matematycznie. Jest zapisany na testy do poradni PP, moze go nie doceniam,
                            > kto wie, czas pokaze.
                            > Mam normalne, bystre dziecko.
                            > I naprawde nie rozumiem co jest trudnego dla jakiegokolwiek dziecka w potegowan
                            > iu jesli zna zasade.
                            > Naprawde Twoja corka nie obliczy 2 do potegi trzeciej jesli jej wyjasnisz, ze t
                            > o jest dokladnie to samo co 2x2x2?? No nie zartuj, chyba nie doceniasz intelige
                            > ncji wlasnego dziecka.

                            Oczywiście, że wyliczy ale po co ma to robić skoro chcę by nauczyła się tabliczki mnożenia na pamięć?

                          • stillgrey napisała:
                            > I naprawde nie rozumiem co jest trudnego dla jakiegokolwiek dziecka w potegowan
                            > iu jesli zna zasade.
                            > Naprawde Twoja corka nie obliczy 2 do potegi trzeciej jesli jej wyjasnisz, ze t
                            > o jest dokladnie to samo co 2x2x2?? No nie zartuj, chyba nie doceniasz intelige
                            > ncji wlasnego dziecka.
                            A 2 podniesione do 0.5 też policzy? Przecież zasadę potęgowania zna, prawda?
                            Albo chociaż 8 do 1/3?


                            --
                            Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                          • Bylismy dzisiaj na badaniach psychologiczno-pedagogicznych i wedlug skali Wechslera wyszlo Mlodemu iq 146. Przyznam bez bicia, ze "przypadkiem" zostawilam w gabinecie torebke z wlaczonym dyktafonem i po odsluchaniu przebiegu badania wiem, ze bylo niemiarodajne. Na wiekszosc pytan, na ktore w gabinecie z automatu odpowiedzial "nie wiem" w domu "magicznie" znal odpowiedz wink Nie mowiac o zadaniach tekstowych z arytmetyki, na ktore mial podac odpowiedz jedynie po ich wysluchaniu, podczas gdy jest wzrokowcem.
                            Tak czy inaczej wypadl rewelacyjnie, spodziewalam sie wyniku oscylujacego w granicach 130, tym bardziej, ze jest przeziebiony i caly dzien byl dzisiaj rozkojarzony i rozdrazniony.
                            Czekam jeszcze na opinie od pedagoga z zaleceniami dla szkoly, o ktore prosila wychowawczyni, ale tak naprawde mam watpliwosci czy to dobry pomysl zeby Piotrek szedl indywidualnym tokiem nauczania z matematyki, zwlaszcza, ze nie narzeka poki co na "nudne lekcje", a zadnym matematycznym geniuszem nie jest zeby to bylo faktycznie konieczne.
                            • stillgrey napisała:
                              > Czekam jeszcze na opinie od pedagoga z zaleceniami dla szkoly, o ktore prosila
                              > wychowawczyni, ale tak naprawde mam watpliwosci czy to dobry pomysl zeby Piotre
                              > k szedl indywidualnym tokiem nauczania z matematyki, zwlaszcza, ze nie narzeka
                              > poki co na "nudne lekcje", a zadnym matematycznym geniuszem nie jest zeby to by
                              > lo faktycznie konieczne.
                              A mi wydaje się to zdecydowanie lepszym pomysłem niż robienie słupków z tobą.

                              --
                              Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                      • Bystrzak smile
                        --
                        dyspraksja-naszezycie.phorum.pl/index.php
                  • Twój Piotrek nabiera biegłości, ale głównie w liczeniu i oswajaniu się z większymi liczbami, sądząc po przedstawionych zeszytach.
                    To cenna umiejętność, niemniej chyba w matematyce nie tylko o to chodzi. Żeby mierzyć się z matematyką, należy umieć rozwiązywać problemy hm... z lekka abstrakcyjne. Właśnie te zadania logiczne, o których wspominała nauczycielka. Nie wykonywanie działań z liczbami, tylko dochodzenie do konkretnych rozwiązań.
                    Jeszcze nie widziałam, żeby dzieci ze zdolnościami ściśle matematycznymi robiły jakieś długaśne kolumny obliczeń dla wprawy - fakt, może siostra była zawsze za leniwa i wolała zająć się w tym czasie rozkładaniem zegarka na czynniki pierwsze, zaś w starszym wieku czytaniem powieści (a tymczasem czajnik ulegał zwęgleniu). Ale siostrzenica też się tym nie parała, a z matematyką radzi sobie naprawdę nieźle.
                    --
                    -------------------------------------------------------------
                    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
                    • Masz racje, dlatego ja mam watpliwosci czy Piotrek ma zdolnosci matematyczne, zauwazylam, ze niespecjalnie lubi rozwiazywac zadania logiczne, ale moze to tez wynikac z faktu, ze ich do tej pory praktycznie nie robilismy. W kazdym razie brakuje mi w nim wlasnie takiej dociekliwosci, szukania rozwiazan na wszelkie mozliwe sposoby. Szybko sie poddaje jesli czegos od razu nie wie, nie potrafi. Ja mam odwrotnie, mam nadzieje, ze i u niego to przyjdzie z czasem.
                      Natomiast obliczenia same w sobie ciesza i mnie i jego. Sklonilabym sie do stwierdzenia, ze Piotrek ma umysl odtworczy, ale przeczy temu jego wyobraznia, ogromna kreatywnosc w innych dziedzinach.
                      No nic, dzisiaj dam mu ta ksiazke z kangurkiem, zobaczymy czy sie wciagnie.
                      • Pewnie jakieś tam ma jednak. Przy czym nie przenosiłabym go na siłę klasę wyżej - bo może polec, właśnie z matematyki, możliwe że z polskiego.
                        Nie dlatego, że czegoś tam mu w głowie brakuje. Im starsza klasa - tym matematyka jest mniej konkretna, a bardziej abstrakcyjna - z kolei myślenie abstrakcyjne wykształca się w okolicach 10 roku życia. Jest więc możliwość, że będzie to dla niego za trudne na pewnym etapie (i zniechęci się po prostu). A z tego co piszesz, nie jest w tej dziedzinie jakiś specjalnie do przodu.
                        --
                        -------------------------------------------------------------
                        "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
                        • Dlatego absolutnie nie ma mowy o tym zeby poszedl do klasy wyzej smile
                          Wczoraj z Pania sie usmialysmy. W klasie robili zadanie "4 malarzy malowalo pokoj przez 3h, przez ile godzin malowal pokoj kazdy z nich" (jakos tak to szlo) i Piotrek bezmyslnie strzelil, ze 12h bo 4x3=12 wink takze nad logicznym mysleniem musimy popracowac, heheh wink
                          • "4 malarzy malowalo pok
                            > oj przez 3h, przez ile godzin malowal pokoj kazdy z nich"
                            Zależy, ile miał przerw... wink
                            Przede wszystkim oduczaj go strzelania. W namyśleniu się nad odpowiedzią nie ma nic złego.
                            --
                            -------------------------------------------------------------
                            "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
                      • stillgrey napisała:

                        > Masz racje, dlatego ja mam watpliwosci czy Piotrek ma zdolnosci matematyczne, z
                        > auwazylam, ze niespecjalnie lubi rozwiazywac zadania logiczne, ale moze to tez
                        > wynikac z faktu, ze ich do tej pory praktycznie nie robilismy. W kazdym razie b
                        > rakuje mi w nim wlasnie takiej dociekliwosci, szukania rozwiazan na wszelkie mo
                        > zliwe sposoby. Szybko sie poddaje jesli czegos od razu nie wie, nie potrafi. Ja
                        > mam odwrotnie, mam nadzieje, ze i u niego to przyjdzie z czasem.

                        Dzieci wysoce uzdolnione nie potrafią się uczyć. One po prostu coś umieją od razu albo wcale. To by pasowało do tego, co piszesz o synu.
                        • Dzieci wysoce uzdolnione nie potrafią się uczyć. One po prostu coś umieją od razu albo wcale.

                          Pierwsze słyszę. Dzieci najczęściej są w jakiś sposób ciekawe świata i oczywiście, że się uczą. Aczkolwiek może niekonieczni tego, co podsuwa szkoła i rodzice.
                          Dziecko, które nie potrafi się uczyć, nie jest dzieckiem uzdolnionym. W każdym razie nikt go za takie nie uzna - zaraz będzie za innymi dziećmi, które coś tam przyswajają.

                          --
                          -------------------------------------------------------------
                          "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
                          • Uwazam dokladnie tak samo. Chociaz pewnie bywaja zdolne dzieci, ktore na poczatku nauki szkolnej w ogole nie musialy sie uczyc, bo wszystko przyswajaly mimochodem, a kiedy zaczynaja sie naprawde trudne tematy, do ktorych trzeba przysiasc, poswiecic duzo czasu i wysilku na opanowanie materialu, zwyczajnie nie wiedza jak sie za to zabrac. Poczas gdy te mniej zdolne, ale bystre dzieci od poczatku musialy wkladac jakis wysilek w nauke i teraz maja do tego odpowiednie narzedzia.

                            Co do Piotrka i zajec logicznych, wystarczylo, ze pokazalam mu, ze nie musi tych zadan rozwiazywac w pamieci, moze sobie rozpisac wszystko na kartce, zastanowic sie spokojnie.
                            Od razu inny odbior i zadania "nie do rozwiazania" okazuja sie proste smile
                            • stillgrey napisała:

                              > Uwazam dokladnie tak samo. Chociaz pewnie bywaja zdolne dzieci, ktore na poczat
                              > ku nauki szkolnej w ogole nie musialy sie uczyc, bo wszystko przyswajaly mimoch
                              > odem, a kiedy zaczynaja sie naprawde trudne tematy, do ktorych trzeba przysiasc
                              > , poswiecic duzo czasu i wysilku na opanowanie materialu, zwyczajnie nie wiedza
                              > jak sie za to zabrac. Poczas gdy te mniej zdolne, ale bystre dzieci od poczatk
                              > u musialy wkladac jakis wysilek w nauke i teraz maja do tego odpowiednie narzed
                              > zia.
                              >
                              >
                              O to dokładnie mi chodzi.
                          • morekac napisała:

                            > Dzieci wysoce uzdolnione nie potrafią się uczyć. One po prostu coś umieją od ra
                            > zu albo wcale.
                            >
                            > Pierwsze słyszę. Dzieci najczęściej są w jakiś sposób ciekawe świata i oczywiś
                            > cie, że się uczą. Aczkolwiek może niekonieczni tego, co podsuwa szkoła i rodzic
                            > e.
                            > Dziecko, które nie potrafi się uczyć, nie jest dzieckiem uzdolnionym. W każdym
                            > razie nikt go za takie nie uzna - zaraz będzie za innymi dziećmi, które coś ta
                            > m przyswajają.
                            >

                            Źle mnie zorzumiałaś. Dzieci wysoce uzdolnione mają inne struktury nauki, nie potrafią uczyć się tak jak przeciętne dziecko, siąść, powatrzać, po prostu się uczyć. One są przyzwyczaojne, że łapią w lot, umieją mimochodem i gdy trzeba coś nowego przyswoić, co nie wchodzi samo, jest problem.
                            To nie jest mój wymysł, wiedze czerpałam z licznych publikacji na ten temat, gdzie ten fenomen opisany jest szerzej.
                            • Ale w ten sposób skazujesz te wysoko uzdolnione dzieci na porażkę. A nie sądzę, żeby było to zjawisko spotykane często u tych zdolnych - chociaż z pewnością można znaleźć i takie jednostki. Niemniej dzieci poddające się przy pierwszej przegranej można bez wątpienia spotkać i wśród dzieci przeciętnie uzdolnionych (i nie uzdolnionych).
                              Poza tym to nie chodzi o szkolną naukę (w każdym razie nie tylko o to), ale o samo podejście do rozwiązywania problemów i dochodzenie do rozwiązania. Zgadzam się, że komuś może nie chcieć się uczyć czegoś, co go niespecjalnie interesuje (w rezultacie stopnie w szkole będą takie sobie), za to będzie zajmował się czymś, co jest jego pasją - i żadne trudności go nie zatrzymają.
                              To nie tyle kwestia uzdolnień, co charakteru i zmotywowania.
                              --
                              -------------------------------------------------------------
                              "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
                              • morekac napisała:

                                > Ale w ten sposób skazujesz te wysoko uzdolnione dzieci na porażkę. A nie sądzę,
                                > żeby było to zjawisko spotykane często u tych zdolnych - chociaż z pewnością m
                                > ożna znaleźć i takie jednostki. Niemniej dzieci poddające się przy pierwszej p
                                > rzegranej można bez wątpienia spotkać i wśród dzieci przeciętnie uzdolnionych (
                                > i nie uzdolnionych).

                                Nie, chyba znów źle się wyraziłam. Tylko uczulam na ten problem, bo z tymi dziećmi trzeba inaczej postępować. Po prostu tradycyjne, zwykłe metody nauki najczęściej nie zdają egzaminu. Myślę, że trzeba wypracować sobie te metody, nie mam tutaj żadnej recepty ale obserwuję i widzę, że faktycznie tak jest.
                                Porażki są bardzo trudne i wymagają ogromnej cierpliwości rodzica czy nauczyciela.

                                > Poza tym to nie chodzi o szkolną naukę (w każdym razie nie tylko o to), ale o
                                > samo podejście do rozwiązywania problemów i dochodzenie do rozwiązania. Zgadzam
                                > się, że komuś może nie chcieć się uczyć czegoś, co go niespecjalnie interesuje
                                > (w rezultacie stopnie w szkole będą takie sobie), za to będzie zajmował się cz
                                > ymś, co jest jego pasją - i żadne trudności go nie zatrzymają.
                                > To nie tyle kwestia uzdolnień, co charakteru i zmotywowania.

                                Akurat takie podejście chciałabym wspierać u moich dzieci, z przedmiotów, które je zupełnie nie interesują wystarczy przecież przysłowiowa trója. Jak sobie przypomnę jak marnowałam potencjał w dziedzinach, które mnie szczególnie interesowały zakuwając wszystkie przedmioty na tym samym poziomie, to mi dosłownie żal tego czasu.
                                • Porażki są bardzo trudne i wymagają ogromnej cierpliwości rodzica czy nauczyciela.

                                  "Trzeba sto razy przegrać, by raz wygrać."
                                  --
                                  -------------------------------------------------------------
                                  "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
          • Ponieważ gracie w gry, pewnie są jakieś planszówki typu memo pomagające opanować tę nieszczęsną tabliczkę. Może mogą w to grać i młodsze dzieciaki...
            Z doświadczenia wiem, że samo z siebie może się nie utrwalić. Do tej pory mam kłopoty z mnożeniem przez 7, 8 i 9...
            --
            -------------------------------------------------------------
            "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
            • > kłopoty z mnożeniem przez 7, 8 i 9...

              Przez 9 jest bardzo prosto. Skupiasz sie na pierwszej liczbie, dopisujesz w mysli 0 i odejmujesz dana liczbe.

              2x9=18 czyli 20-2=18
              3x9=27 30-3=27
              4x9=36 40-4=36
              • bardzo fajna metoda!
              • Ależ to oczywista oczywistość i sobie radzę - co jednak nie sprawia, że jestem w stanie powiedzieć z marszu, ile jest 7*9 (czy inne tego typu). Za każdym razem muszę policzyć (irytujące) i chyba już się nie nauczę.
                Da się z tym żyć, nie upośledza to też rozumienia matematyki.
                --
                -------------------------------------------------------------
                "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
                • Mam tak samo, wiec lacze sie w bolu wink Licze na to, ze moze teraz uczac Piotrka na pamiec sama tez sobie wbije do glowy raz na zawsze, ale pewnie skoro przez 30 lat sie nie udalo to teraz tez marne szanse wink W moim przypadku metody z palcami sprawdzaja sie swietnie, bo przynajmniej juz liczyc nie musze wink
    • Moje dziecko uczyło się na pamięć. W szkole najpierw mieli umieć do 30, potem do 50 , teraz do 100. Ćwiczyła też trochę na MATZOO. Poszło jej biegusiem, całą tabliczkę opanowała w kilka dni.
      Z ciekawości zapytam, a z jakiego podręcznika uczy się Twoje dziecko, bo jakoś tak późno tą tabliczkę zaczynają. Chyba, że najpierw mieli dodawanie i odejmowanie do 1000. U nas dopiero się zaczyna.
    • Ja zastosowałam mnemotechnikę smile
      To metoda obrazkowa - każda cyfra ma przyporządkowany obrazek, np. 1 - świeczka, 2 - kaczka, to co przypomina określoną cyferkę. Mnożenie - to ułożenie historyjki, im bardziej absurdalna tym szybciej się zapamiętuje. Mój II- klasita nauczył się w ten sposób tabliczki mnożenia mimochodem smile A mnożenie przez 9 - na palcach się też sprawdza wink
    • Na smartfonie, programik Math Practice.

      --
      Jak można taką podłą być i mieć tak ładny biust
    • >Uwazasz, ze to nudne i niepotrzebne katowanie dziecka i efektywniej byloby go odpytac z >wykutej na pamiec tabliczki mnozenia?

      No ja tak właśnie uważam. Po co to robisz? Dlaczego twój 7 latek uczy się matematyki 30 min. dziennie, CODZIENNIE? Zanim dojrzeje do wieku, w którym rzeczywiście mógłby z satysfakcja i zadowoleniem uczyć sie matematyki po prostu go zajeździsz.
      • Sorki, nie wiedzialam, ze znasz moje dziecko lepiej ode mnie.
        Nie uczy sie codziennie, chociaz staram sie zeby tak bylo. Pol h to taka srednia, czasem jest to 5 minut, czasem 15, zalezy od tego z jakiego materialu robie mu kartkowke i jak trudne sa zadania.
        Czasem nie robie mu zadnej kartkowki tylko gramy sobie razem w gry matematyczne, albo przynajmniej w szachy.
        On to bardzo lubi, ostatnio po tym jak dostal 6 z matmy, podziekowial mi za to, ze z nim cwicze w domu...
        Pytalam go pare razy, czy go to nie meczy, nie nudzi, nie jest za trudne. Kiedy nie ma ochoty na rozwiazywanie zadan w danej chwili to mi o tym mowi i nie ma problemu.
        Czesto przed snem czy w samochodzie sam sie dopomina zebym go przepytywala np. z mnozenia.
        Czesto podczas codziennych zajec sam z siebie podaje mi wyniki obliczen, ktore sobie sam wymyslil. Lubi bawic sie kalkulatorem i wymyslac trudne rownania.
        Dzieci sa rozne, rozumiem, ze akurat Twoje nie lubi sie uczyc i nie jest orlem z matematyki, nie ma przymusu, ale nie przekladaj doswiadczen ze swoim dzieckiem na moje.

        I powiedz, jaki to jest wiek, w ktorym dziecko jest dojrzale do nauki matematyki i czym sie ta dojrzalosc objawia? Jak dla mnie fakt, ze Piotrek oblicza w pamieci dosyc trudne rownania bez zadnego problemu swiadczy o tym, ze ta dojrzalosc osiagnal. Uwierz, ze nie kazalabym dziecku liczacemu na palcach ile to jest 3+6 obliczac ile to jest 2x(6x7+56x11), a Piotrka komentarz na takie zadanie to "eee, latwizna".
        • Strasznie sie zaperzyłas zamiast po prostu opdpowiedzieć na zadane pytanie. Po co ta tresura? Dlaczego uczy sie aż tyle tej matematyki?
          I to nie ja pretenduję do znajomości twojego dziecka, ale ty wypowiedasz się nt. mojego w dodatku b. niepochebnie:
          > rozumiem, ze akurat Twoje nie lubi sie uczyc i nie jest orlem
          > z matematyki, nie ma przymusu, ale nie przekladaj doswiadczen ze swoim dzieckie
          > m na moje.
          A jest akurat odwrotnie. Mój syn był i jest na tyle dobry z matematyki, że w ogóle nie pamietam etapu uczenia tabliczki mnożenia, podobnie jak etapu nauki czytaniu. Nauczył się "z powietrza", bez supermetod i bez odpytywania. Mój syn jest też nieco starszy i jego mocna strony sa niejako utrwalone. M.in. matematyka. Dostał sie do b. dobrego gimnazjum do klasy z poszerzonym autorskim programem matematyki realizowanym wspólnie z UW. Wybrał inne, takie do którego zdawał zewnętrzny egzamin, również z matematyki. I nie jest to matematyka na poziomie tabliczki mnożenia i dzałań które z takim zapałem trenujesz.
          > I powiedz, jaki to jest wiek, w ktorym dziecko jest dojrzale do nauki matematyk
          > i i czym sie ta dojrzalosc objawia?
          Na pewno nie tym, że "oblicza w pamięci trudne równania". Nb. równań się nie obliczawink I nie pisałam o uczeniu sie matematyki tylko uczeniu w ogóle. Dla siebie, własnej satysfakcji, a nie dla 6 z której twoje dziecko było tak zadowolone. Widzę, że jednak nie masz pojęcia o czym piszę dlatego nie ma nawet sensu określania tego wieku. Wtłaczać do głowy i szlifować pseudo umiejetności można zapewne już w wieku 7 lat.
          • Czyli mam rozumiec, ze w ogole powinnam olac temat i dziecko zostawic samo sobie zeby sie uczylo z powietrza? Jesli sprawia mu przyjemnosc rozwiazywanie testow to kategorycznie zabronic, bo to pod tresure podchodzi?
            Czytania, pisania czy malowania z nim nie cwiczylam, ale matematyke po prostu obydwoje lubimy i dobrze sie przy tym bawimy. Czy naprawde jest cos zlego w tym, ze 7latek z wlasnej woli uczy sie matematyki? Mam przestac pomagac mu sie rozwijac w tym kierunku i wrocic do dodawania i odejmowania do 10, ktore robia w szkole? Tak bys postapila na moim miejscu?

            Widzisz, Twoj syn opanowal zakres materialu z matematyki w tym samym czasie co reszta rowiesnikow, tyle, ze przyszlo mu to latwiej niz mniej zdolnym uczniom. Super, chwali sie.
            Moj, jesli mu sie nie znudzi i do konca roku bedzie uczyl sie w takim tempie jak teraz, w wieku 8 lat bedzie mial opanowany material z calej podstawowki, tez bez problemu i wysilku.
            Ale pewnie za chwile sie dowiem, ze to cos zlego i robie dziecku krzywde bo bedzie sie na lekcjach nudzilo wink
            • stillgrey napisała:
              > Moj, jesli mu sie nie znudzi i do konca roku bedzie uczyl sie w takim tempie ja
              > k teraz, w wieku 8 lat bedzie mial opanowany material z calej podstawowki, tez
              > bez problemu i wysilku.
              > Ale pewnie za chwile sie dowiem, ze to cos zlego i robie dziecku krzywde bo bed
              > zie sie na lekcjach nudzilo wink
              I co dalej? W II klasie opanuje program gimnazjum, a w III liceum? Moim zdaniem zrobisz mu krzywdę lecąc zadaniami z podręcznika szkolnego. A to dlatego, że takie zadania sprawdzają czy uczeń opanował schematy myślenia potrzebne do rozwiązywania zadań związanych z programem szkolnym. Jeśli chcesz rozwijać go matematycznie - poszukaj mu ciekawych zadań na poziomie klas I-III, a nie przerabiaj podręcznik klasy VI.

              --
              Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
              • Dzieki za cenna uwage. Nie przerabiam z nim jednak zadnych zadan z podrecznikow (tym bardziej z VI klasywink). Sama mu wymyslam zadania albo korzystam z ksiazki z kangurkiem. Ostatnio zaczelam tez drukowac testy z klas 2-3. Jak ma ochote to gra w gry matematyczne w necie i tyle.
                • Testy z klas 2-3 to właśnie ćwiczenie schematów. Gry matematyczne w necie ćwiczą chyba głównie liczenie.
                  --
                  Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
          • btw. to co sie robi z rownaniami z niewiadoma jesli nie oblicza? oswiec mnie prosze smile
            • stillgrey napisała:

              > btw. to co sie robi z rownaniami z niewiadoma jesli nie oblicza? oswiec mnie pr
              > osze smile
              Równania się rozwiązuje. Równania obliczać nie trzeba - z definicji równania obie strony są równe.


              --
              Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
              • To najwyrazniej nie wiedza o tym ukladajacy zadania w podrecznikach gdzie jak byk stoi: "Oblicz rownanie" tongue_out
                • stillgrey napisała:

                  > To najwyrazniej nie wiedza o tym ukladajacy zadania w podrecznikach gdzie jak b
                  > yk stoi: "Oblicz rownanie" tongue_out
                  W końcu są od matematyki a nie od polskiego wink

                  --
                  Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
                  • Oblicza się niewiadomą w tym równaniu, nie samo równanie.
                    --
                    -------------------------------------------------------------
                    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
        • Ja rozumiem, że dziecko może traktować naukę z Tobą jak zabawę, bo również moja córka tak ma.
          Ale mam pytanie, czy Ty mieszkasz w Polsce, bo jeśli tak to jak to wygląda w szkole, czy dziecko się nie nudzi na lekcjach, czy ma indywidualny tok nauczania? Czy szkoła proponowała Ci przeniesienie syna klasę wyżej (ja niestety o takiej możliwości dowiedziałam się dopiero pod koniec roku szkolnego)? Bo dziecko zdolne, które musi uczyć się literek które już dobrze zna od dawna i przerabiać dodawanie i odejmowanie do 20, bo takie są wymagania w klasie I, to zaczyna się tą szkoła nudzić, a to jest bardzo niedobre. A ja np. byłam i u szkolnego psychologa i w poradni i żadnej fachowej pomocy nie dostałam, wręcz zawoalowaną informację, żeby dziecko trochę przystopować, więcej kontaktów z rówieśnikami (uważam że ma ich dostatecznie).
          • Mieszkam w PL, na wsi zreszta smile
            Wychowawczyni Piotrka dowiedziala sie dopiero tydzien temu jakie dokladnie Piotrek zrobil postepy w nauce matematyki. Dzisiaj mieli dodatkowa godzine (raz w tygodniu sa zajecia wyrownawcze, a raz cala klasa ma dodatkowa godzine), na ktorej Pani zrobila Piotrkowi test roczny z II kl. Zrobil z jednym bledem, przez pospiech, ale nie w obliczeniach, a w zadaniu z zegarem. Za tydzien zrobi mu kolejny test i bedzie rozmawiac z dyrekcja co dalej.
            Na razie prosila zebym cwiczyla z nim zadania logiczne.
            Zapisalam go do poradni PP na badania, zobaczymy co tam powiedza.
            Padla propozycja przeniesienia go do klasy wyzej, ale nie skorzystam.
            Piotrek jest bardzo zzyty ze swoja klasa, ma w niej przyjaciol, jest bardzo lubiany, a w nowej klasie bylby tym nowym, mlodszym, pewnie z doczepiona latka kujon. Poza tym nie widze sensu w przeniesieniu go do klasy wyzej, bo on sie na lekcjach nie nudzi. Nie przeszkadza mu fakt, ze robia proste obliczenia na matematyce, cieszy sie, bo robi szybko i ma z glowy wink
            • Dla mnie jest oczywiste, że jeśli dziecko coś lubi, w przypadku Twojego syna to matematyka, to oczywiście to z nim ćwiczysz. Dla niego to przyjemność, a uczy się mimochodem.
              Niemniej nie ma to przeniesienia na rady jak uprzyjemnić dziecku naukę tabliczki mnożenia.
              • abiela, moim zdaniem roznorodnosc zadan jak najbardziej uprzyjemnia nauke, co to za frajda wkuwac na pamiec cala tabliczke mnozenia, az do znudzenia, jesli mozna osiagnac lepszy efekt podczas kreatywnej zabawy?
                btw. dlaczego nie pozwalasz corce grac na komputerze nawet w gry matematyczne? (bo to Ty o tym pisalas?)
                • stillgrey napisała:

                  > abiela, moim zdaniem roznorodnosc zadan jak najbardziej uprzyjemnia nauke, co t
                  > o za frajda wkuwac na pamiec cala tabliczke mnozenia, az do znudzenia, jesli mo
                  > zna osiagnac lepszy efekt podczas kreatywnej zabawy?

                  Dla was to kreatywna zabawa, dla innych byłaby męką.

                  > btw. dlaczego nie pozwalasz corce grac na komputerze nawet w gry matematyczne?
                  > (bo to Ty o tym pisalas?)

                  Nie widzę takiej potrzeby i nie widzę też na to czasu. Moje dzieci przychodzą ze szkoły ok. 17 albo później. Czas do spania spędzamy wspólnie, nie wyobrażam sobie, żeby dzieci siedziały przy komputerze. W weekendy też albo razem gramy w planszówki, albo czytamy, bawimy się playmobilem, układamy puzzle, chodzimy na spacery, odwiedzamy znajomych albo dzieci przychodzą do nas. Zupełnie nie widzę opcji żeby dziecko gdzieś same siedziało przy komputerze i grało? A co z młodszym wtedy? Jakos to zupełnie nie pasuje do naszego modelu rodziny.
                  • abiela napisała:

                    > Nie widzę takiej potrzeby i nie widzę też na to czasu. Moje dzieci przychodzą z
                    > e szkoły ok. 17 albo później. Czas do spania spędzamy wspólnie, nie wyobrażam s
                    > obie, żeby dzieci siedziały przy komputerze. W weekendy też albo razem gramy w
                    > planszówki, albo czytamy, bawimy się playmobilem, układamy puzzle, chodzimy na
                    > spacery, odwiedzamy znajomych albo dzieci przychodzą do nas. Zupełnie nie widzę
                    > opcji żeby dziecko gdzieś same siedziało przy komputerze i grało? A co z młods
                    > zym wtedy? Jakos to zupełnie nie pasuje do naszego modelu rodziny.

                    Ale dziecko /i kazdy zresztą/ potrzebuje też czasu dla siebie!


                    --
                    Lubię moją nogę, mam ją od urodzenia - dr House
                    • kozauwoza napisała:

                      > Ale dziecko /i kazdy zresztą/ potrzebuje też czasu dla siebie!
                      >
                      >

                      No właśnie, dlatego nie widzę miejsca na komputer. Moje dziecko do niczego nie jest zmuszane, to, co opisałam (weekendy) to są pomysły dzieci. Gdy nie robimy niczego razem to czytają, bawią się, rysują itp.
                      • abiela, ale nie ma co demonizowac tego komputera. Jesli Twoje dzieciaki teraz nie naucza sie bieglej obslugi komputera, to pozniej beda mialy naprawde ciezko, juz na informatyce w szkole beda odstawac od reszty rowiesnikow.
                        Zle jest kiedy dziecko jest uzaleznione, nie widzi swiata poza komputerem i nie potrafi inaczej spedzac czasu, ale przeginka w druga strone tez wcale mu nie posluzy.
                        Nie chcesz zeby dzieciaki same siedzialy przy komputerze to w weekendy usiadz razem z nimi na te pol h, pograjcie w madre gry edukacyjne (cora moglaby w ten sposob cwiczyc tabliczke mnozenia), niech sie poucza rysowac w paintcie czy pisac w edytorze tekstow (mozesz im robic dyktanda z ortografii). Ucz je wyszukiwac potrzebne informacje w internecie.
                        • stillgrey napisała:

                          > abiela, ale nie ma co demonizowac tego komputera. Jesli Twoje dzieciaki
                          > teraz nie naucza sie bieglej obslugi komputera, to pozniej beda mialy naprawde
                          > ciezko, juz na informatyce w szkole beda odstawac od reszty rowiesnikow.

                          Ja jako ośmiolatka nie używałam komputera i nigdy nie odstawałam później od rówiesników, a i teraz raczej przewyższam komputerowo znajomych i współpracowników.

                          > Zle jest kiedy dziecko jest uzaleznione, nie widzi swiata poza komputerem i nie
                          > potrafi inaczej spedzac czasu, ale przeginka w druga strone tez wcale mu nie p
                          > osluzy.
                          > Nie chcesz zeby dzieciaki same siedzialy przy komputerze to w weekendy usiadz r
                          > azem z nimi na te pol h, pograjcie w madre gry edukacyjne (cora moglaby w ten s
                          > posob cwiczyc tabliczke mnozenia), niech sie poucza rysowac w paintcie czy pisa
                          > c w edytorze tekstow (mozesz im robic dyktanda z ortografii). Ucz je wyszukiwac
                          > potrzebne informacje w internecie.

                          Nie bardzo widzę opcję zjednoczenia przy komputerze Ośmiolatki i Czterolatka. W paintcie rysowała w szkole, chyba w 1 klasie się tego uczyli. Informacje wyszukiwac umie, bo w zeszłym semestrze miała obszerne zadanie domowe o Rzymianach, do którego musiała znaleźć informacje.

                          Jestem przekonana, że obsługa komputera nie jest czymś, w czym można mieć braki. Moje dzieci nie znają także tv i faktycznie nie łapią zabaw, bazujących na programach tv, grach na playstation i nie znają reklam. Niestety muszą z tym żyć tongue_out
                          • "Nie bardzo widzę opcję zjednoczenia przy komputerze Ośmiolatki i Czterolatka."

                            Czemu mialabys sadzac przy komputerze jednoczesnie 8latke i 4latka? wink


                            "Jestem przekonana, że obsługa komputera nie jest czymś, w czym można mieć braki"

                            Moje doswiadczenie temu niestety przeczy i przekonuje sie o tym co chwile kiedy musze sasiadom i znajomym:
                            instalowac system, programy, konfigurowac router, usuwac wirusy, optymalizowac system, diagnozowac i naprawiac problemy sprzetowe i software'owe etc.
                            Czesto robie to dla ludzi po studiach zwiazanych z komputerami, sama nie majac zadnego zawodowego doswiadczenia w tym temacie... za to obslugi komputera uczylam sie od 7 roku zycia i kiedy bylam mloda mialam czas, mozliwosci i checi zglebiac temat.


                            Ps. my tv tez nie posiadamy, za to Piotrek nadrabia u dziadkow wink
                            • stillgrey napisała:

                              > "Nie bardzo widzę opcję zjednoczenia przy komputerze Ośmiolatki i Czterolatka."
                              >
                              > Czemu mialabys sadzac przy komputerze jednoczesnie 8latke i 4latka? wink

                              Bo mam dwójkę, i każde chce to samo, co drugie. I prosze niech teraz się nie rozpęta dyskusja, że można rozdzielać, że popełniłam błędy itp. Wszystko wiem.

                              >
                              >
                              > "Jestem przekonana, że obsługa komputera nie jest czymś, w czym można mieć brak
                              > i"
                              >
                              > Moje doswiadczenie temu niestety przeczy i przekonuje sie o tym co chwile kiedy
                              > musze sasiadom i znajomym:
                              > instalowac system, programy, konfigurowac router, usuwac wirusy, optymalizowac
                              > system, diagnozowac i naprawiac problemy sprzetowe i software'owe etc.
                              > Czesto robie to dla ludzi po studiach zwiazanych z komputerami, sama nie majac
                              > zadnego zawodowego doswiadczenia w tym temacie... za to obslugi komputera uczyl
                              > am sie od 7 roku zycia i kiedy bylam mloda mialam czas, mozliwosci i checi zgle
                              > biac temat.
                              >

                              No widziasz, a ja nie, bo jak miałam 7 lat to nawet commodore nie istaniało, a mimo wszystko z tym sobie radzę i myślę, że to nie jest wiedza, której nie można sobie przyswoic w wieku iluś tam lat. W przypadku języków jest jasne, że im młodsze dziecko, tym szybciej wchłonie, ale komputery? Jakoś nie mogę się przekonać do Twojej teorii. Myślę, że to, co robia w szkole na razie wystarczy i póki Ośmiolatka nie ciśnie na komputer, nie będę jej zmuszać. Na razie tylko zachęcam do pisania maili po polsku, ale też nie jest to jakiś hit, żeby sama chciała. Ma swobodny dostęp ale po prostu woli czytać czy bawić się. Ewentualnie oglądać na youtube koncerty dzieci (pianino, śpiew).
                              >
                              > Ps. my tv tez nie posiadamy, za to Piotrek nadrabia u dziadkow wink
                      • abiela napisała:

                        > Gdy nie robimy
                        > niczego razem to czytają, bawią się, rysują itp.

                        Uff, przedstawiłaś to tak jakby dziecko nie miało w ogóle czasu dla siebie lub starszy nie mógł zając się sobą bez obecnosci młodszego.



                        --
                        Lubię moją nogę, mam ją od urodzenia - dr House
                        • kozauwoza napisała:

                          > abiela napisała:
                          >
                          > > Gdy nie robimy
                          > > niczego razem to czytają, bawią się, rysują itp.
                          >
                          > Uff, przedstawiłaś to tak jakby dziecko nie miało w ogóle czasu dla siebie lub
                          > starszy nie mógł zając się sobą bez obecnosci młodszego.
                          >
                          `Niedoskonałość internetu, mają mnóstwo czasu wolnego, poza szkołą nie muszą robić nic (zadań domowych nie mają wiele), to były przykłady zabaw wspólnych, na ich życzenie. Niestety nie ma u nas szans na harmonijną wspólną zabawę, a rozdzielanie bywa trudne.
        • stillgrey napisała:
          > Jak dla mnie fakt, ze Piotrek oblicza w pam
          > ieci dosyc trudne rownania bez zadnego problemu swiadczy o tym, ze ta dojrzalos
          > c osiagnal. Uwierz, ze nie kazalabym dziecku liczacemu na palcach ile to jest 3
          > +6 obliczac ile to jest 2x(6x7+56x11), a Piotrka komentarz na takie zadanie to
          > "eee, latwizna".
          Tego 2x(6x7+56x11) to bym na pewno w pamięci nie liczyła. Czy to znaczy , że nigdy nie dojrzałam do nauki matematyki? wink
          Matematyka to nie tylko liczby i sama umiejętność liczenia.



          --
          Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
          • Coś takiego liczyłabym na piśmie, nie w pamięci.
            BTW; czy nie zaczęłaś już zbierać plonów 'robienia wszystkiego w pamięci'? W sensie, że to, co nie da się policzyć/rozwiązać w pamięci, jest trudne? To, czego nie da się szybko policzyć, też jest uznawane za trudne. Matematyka to nie pamięciówka. Ostatecznie matematykę można uprawiać nawet bez konkretnych liczb.
            --
            -------------------------------------------------------------
            "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
            • Ja sie chyba zle wyrazilam, zupelnie w pamieci bez uzycia kartki to Piotrek jest w stanie obliczyc np 17x3, bo wykonuje tylko trzy dzialania. 10x3, 7x3 i dodaje wyniki. Bardziej skomplikowane tez sobie pisze na kartce, chodzilo mi o to, ze policzy w pamieci poszczegolne dzialania. Reszta jego klasy liczy do 10 na palcach, moze dlatego sie tak nieprecyzyjnie wyrazilam.
        • stillgrey napisała:
          > On to bardzo lubi, ostatnio po tym jak dostal 6 z matmy, podziekowial mi za to,
          > ze z nim cwicze w domu...
          Realnie rzecz biorąc: gdyby nie ćwiczył z tobą w domu prawdopodobnie napisałby tą kartkówkę tak samo. A wkrótce dojdzie do wniosku, że jak mu mama czegoś z matmy nie pokaże to nie będzie umiał zrobić.

          --
          Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
    • na pamiec smile

      zaczynasz od 1x1 1x2 i td... i co 2-3 dni dodajesz kolejny rzadek smile




      --
      Dziecko w podrozy. Grupa na Facebooku.
      ___________________________________________

      www.facebook.com/groups/129829233757830
      • >Czy naprawde jest cos zlego w tym, ze 7latek z wlasnej woli uczy sie matematyki? Mam >przestac pomagac mu sie rozwijac w tym kierunku i wrocic do dodawania i odejmowania do >10, ktore robia w szkole? Tak bys postapila na moim miejscu?

        Przeciez on nie uczy sie z własnej woli tylko rozwiązuje przygotowane przez Ciebie zadania. Dlaczego musisz koniecznie coś z nim robić? Dlaczego skoro nie rzędy działań to liczenie do 10? Nie możesz go zostawić w spokoju? To, że mój syn opanowywał bez żadnych trudności materiał szkolny jakos nie skłaniało mnie do zadawania mu kolejnych, trudniejszych zadań ani do piłowania tego co juz umiał. Moj syn wyróżniał się czymś jeszcze, i to w znacznie bardziej "odstającym" od normy zakresie. Miał i ma niezwykłą łatwość uczenia się na pamięć. Tekstów wierszowanych ale też zwykłych, po prostu cytował bez żadnych błędów całe stronice. I co miałam mu zadawać rozdziały? fajnie, że tak miał, bez wysiłku dobre stopnie i tyle. No i ciagle czekam na odpowiedź po co to robicie? Dlaczego ma poznać materiał podstawówki do końca 2 klasy? Wiesz, mam starsze dziecko i mnóstwo przykładów wokół opłakanych skutków takiego podejścia jak twoje. Zamiast cieszyć się, że coś mu łatwo porzychodzi i wykorzystać "zaoszczędzony" czas i energię aby dziecko rozwijało sie harmonijnie przesz w jednym kierunku nie wiadomo po co. A może wiadomo? Oświeć mnie.
        • Czy to, ze ja mu przygotowuje zadania oznacza, ze on je rozwiazuje pod przymusem?

          Piotrek tez ma bardzo pamiec, nie fotograficzna tak jak Twoj syn, ale blyskawicznie sie uczy wierszy, piosenek. Ostatnio podczas zabawy sluchal sobie opowiesci z narnii, wydawalo mi sie, ze bajka sobie leci ot tak w tle, a on jej nawet nie slucha, bo biegal, gadal itp. Po czym po kilku dniach jadac samochodem z kolega, opowiedzial mu ze szczegolami cala opowiesc. Cytowal nawet doslownie wypowiedzi bohaterow jesli byly znaczace, objasnial np. kim jest faun etc.

          Piszesz o tym, ze zamiast sie cieszyc i wykorzystac zaoszczedzony czas na harmonijny rozwoj, katuje dziecko matematyka. Naprawde uwazasz, ze przez to, ze 15-30min dziennie i to tez nie zawsze, poswieci na rozwiazywanie zadan oznacza, ze nie ma czasu na nic innego?
          On to traktuje jako jedna z wielu rozrywek, forme kreatywnego spedzenia czasu (jak to sam okresla). Poza tym ma mnostwo innych zainteresowan i rozwija sie bardzo harmonijnie.
          Nie jest wyalienowany, introwertyczny, nie ma zadnych brakow spolecznych etc.. Jest wysportowany, towarzyski, ma ogrom roznych zainteresowan.
          Potrafi swietnie czytac, ale poki co nie chce mu sie czytac dluzszych ksiazek samodzielnie, nawet H. Pottera, ktorego uwielbia. Nie zmuszam go, czytam mu sama, albo slucha audiobooki. Swietnie rysuje, ma dobra kreske, ale tez rzadko kiedy mu sie chce, nie zmuszam. Do matematyki nie musze go zmuszac i nie robie nic na sile...

          Jaki jest w tym cel? Szczerze mowiac nie zastanawialam sie nad tym glebiej. Chce po prostu podarzac za jego umiejetnosciami i je dalej rozwijac, kto wie, moze kiedys bedzie chcial isc na politechnike? Dzieki temu, ze juz teraz trenuje myslenie matematyczne, abstrakcyjne, logiczne, bedzie mu byc moze kiedys latwiej. Poza tym to jest swietne cwiczenie dla mozgu.
          Czytalam tez ostatnio o tym jak narzekaja rodzice dzieci w IV kl., zwlaszcza pod katem matematyki. On bedzie mial mam nadzieje z gorki i bedzie mogl sie skupic na przyswajaniu wiedzy z innych przedmiotow.


          Mam wrazenie, ze starasz sie mnie wpedzic w poczucie winy, tylko dlatego, ze Ty nie widzialas potrzeby/nie mialas czasu/bylas za leniwa na to zeby pracowac z wlasnym dzieckiem i uwazasz to za standard ;p
          I naprawde uwierz, ja nie stoje nad Piotrkiem z pasem w reku, nie wrzeszcze na niego, nie zmuszam i nie wymagam rozwiazywania zadan z matematyki calymi dniami, pod grozba conajmniej kar cielesnych ;p
przejdź do: 1-100 101-147
(101-147)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.