Dodaj do ulubionych

Lektury szkolne II kl.

09.10.14, 19:19
Jak to jest w szkolach Waszych dzieci? Bo mi dzisiaj szczeka opadla jak sie dowiedzialam, ze lektury zadawane do przeczytania maja czytac RODZICE DZIECIOM. Chyba bym glos stracila jakbym miala przeczytac na glos 140 stron Kubusia Puchatka, ktora to lekture syn wlasnie skonczyl czytac (rozdzial dziennie, jest 10 rozdzialow). Czas na przeczytanie 3 tygodnie. Przeciez w 3 tygodnie kazde dziecko spokojnie by dalo rade czytajac nawet po pol rozdzialu dziennie, zwlaszcza, ze to klasa 8 a nie 7 latkow.
Edytor zaawansowany
  • slonko1335 09.10.14, 19:25
    Druga klasa(klasa mieszana)-nie mieli żadnej lektury jeszcze.

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • budzik11 09.10.14, 20:15
    stillgrey napisała:

    > Jak to jest w szkolach Waszych dzieci?

    W naszej szkole dzieci przerabiają tylko wybrany fragment książki, w dodatku taki przedrukowany w podręczniku. W II klasie żadne z moich dzieci nie musiało nawet mieć egzemplarza książki (lektury) w ręku.

    Ch
    > yba bym glos stracila jakbym miala przeczytac na glos 140 stron Kubusia Puchatk
    > a,

    tak z ciekawości - nie czytasz dziecku książek? Mnie jakoś 140 stron nie przeraża, czytamy takie ilości regularnie i wydaje mi się to czymś zupełnie normalnym. W tej chwili czytamy książkę mającą 170str.
  • magdalenka79k 09.10.14, 20:21
    Hehe, dokładnie, problem co najmniej dziwny, spokojnie czytam 150- 170 w trzy tygodnie. Ale podpowiem jest audiobook.
    --
  • stillgrey 09.10.14, 21:02
    Nie czytam, czytalam kiedy sam nie potrafil czytac. Teraz czytamy razem, ja swoja ksiazke, on swoja, albo on czyta mi. Lubi tez sluchac audiobooki.
    W jakim celu mialabym czytac na glos ksiazki czytajacemu dziecku? Czasem czytamy wspolnie wiersze na glos, ale dla mnie czytanie na glos grubych ksiazek to meczarnia, bo juz po jednym rozdziale trace glos. Syn czyta szybko, bardzo plynnie i z odpowiednia intonacja, czego nie mozna powiedziec o reszcie dzieciakow z jego klasy, ktorym lektury szkolne rodzice czytaja, a czytanie ksiazek dla przyjemnosci w ogole nie ma miejsca. Dzieciaki sa za to zmuszane w domu do czytania po kilka razy nudnych tekstow z podrecznika. Nie dziwne, ze pozniej czytanie kojarzy im sie z kara.
  • morekac 09.10.14, 22:09
    W jakim celu można czytać komuś książki?
    Może dlatego, że lubi czytać się książki, spędzać czas z dziećmi i dyskutować o literaturze? Ot, po prostu dla przyjemności wspólnego przeżycia intelektualnego?
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • stillgrey 10.10.14, 07:13
    I w tym celu koniecznie trzeba czytajace dziecko w czytaniu wyreczac? Rozumiem, ze lektury w klasach I-III tez za dziecko czytalas dla glebszego, wspolnego przezycia intelektualnego? big_grin
  • morekac 10.10.14, 08:19
    Starszej czytałam lektury do połowy V klasy. Celem popsioczenia ma Akademię Pana Kleksa chociażby... wink Chyba jedyna lektura, przy której doznałam istotnej traumy (w dzieciństwie nie doznałam, bo tego nie przeczytałam).
    Klasycznych lektur do czytania w domu w klasach I-III praktycznie nie mieli , jakieś fragmenty książek albo książki bardzo niewielkie objętościowo.
    Kubusia Puchatka wzięli na lekturę szkolną? To zbrodnia!
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • stillgrey 10.10.14, 09:07
    Hehe, a moj Piotrek wlasnie czyta z wlasnej woli Akademie i bardzo mu sie podoba wink
  • slonko1335 10.10.14, 07:52
    > W jakim celu mialabym czytac na glos ksiazki czytajacemu dziecku?
    yyy bo oboje to lubimy-wystarczający powód?
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • stillgrey 10.10.14, 08:17
    yyy super, ze to lubicie. Ja nie lubie i jakos moje argumenty nie docieraja.
  • slonko1335 10.10.14, 08:37
    ale do mnie nie docierają? ja rozumiem, że można nie lubić-też kiedyś nie znosiłam czytać na głos i musiałam się tego nauczyć od nowa jak dzieci były małe....a teraz czytam dzieciom codziennie obojgu mimo, że jedno radzi sobie z tym doskonale i czyta dużo sama ale ciągle bardzo lubi jak ja jej czytam.
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • budzik11 10.10.14, 10:50
    stillgrey napisała:

    > W jakim celu mialabym czytac na glos ksiazki czytajacemu dziecku?

    Czytanie książki to nie tylko poznanie jej treści, bo to faktycznie dziecko samodzielnie czytające zrobi samo. Chodzi o wspólne spędzenie czasu, i wiele innych korzyści: www.calapolskaczytadzieciom.pl/korzysci-z-czytania . Po doczytaniu twoich argumentów, że po prostu nie lubisz tego robić, już rozumiem, ale zdziwiło mnie pytanie, po co ktoś miałby czytać czytającemu dziecku.
  • blankaz 09.10.14, 20:18
    Wiesz, dzieci są różne.
    Starszy w 2 klasie czytał sobie sam już swobodnie. Młodszemu z czytaniem mocno nie po drodze i na pewno będziemy wspomagać w czytaniu Dzieci z Bullerbyn, które mamy jako drugą lekturę (do tego dochodzą: Rady nie od parady Strzałkowskiej, Kuba i Buba Kasdepke i Doktor Dolittle i jego zwierzęta).
    A Kubusia Puchatka czytałam co najmniej kilka razy starszemu, jak był mały i sam nie czytał. Głosu nie straciłam smile))
    --
    różności dla przyjemności
  • lee_a 09.10.14, 20:21
    klasa II ubiegłorocznych sześciolatków - we wrześniu czytali 120 przygód Koziołka Matołka. Do 20 października mają się uporać z Pięciopsiaczkiami. Dzieci czytają samodzielnie. Kolejna lektura na listopad to chyba Basnie Polskie i tu już pani zapowiedziała, że przeczyta z nimi sama na lekcjach, bo od razu omówią dawny język, trudne słowa.
  • morekac 09.10.14, 20:25
    Ja tam czytałam nawet starszym dzieciom. I znacznie grubsze pozycje. I nie tylko lektury.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • guderianka 09.10.14, 20:34
    Na 25 listopada -Kubuś Puchatek, dzieci wiedzą od ok. połowy września. Poza tym inne lektury, fragmenty lektur, czytanki
  • aleksandra1977 09.10.14, 22:23
    W I klasie (6 latka) czytalysmy te sama lekture 2 razy - raz ja na glos, potem corka sama.
    W II klasie corka czyta sama, a jak przeczyta, to mi to streszcza. Na razie w planach pierwsza lektura "Cudaczek-Wyśmiewaczek" J. Duszynskiej. Do przeczytania 7 z 18 krotkich rozdzalow, razem 30 stron. Na przeczytanie maja 3 tygodnie - corce samodzielnNe przeczytanie, wraz z opowiadaniem, tego, co przecztala, zajelo 2 dni. Nastepna w kolejce bedzie "Szewczyk Dratewka".

    --
    http://lbym.lilypie.com/6ojPp2.pnghttp://lbym.lilypie.com/zU1kp1.png

    "Zwei Dinge sollen Kinder von ihren Eltern bekommen: Wurzeln und Flügel." Johann Wolfgang von Goethe
  • andaba 09.10.14, 22:36
    Moja w drugiej klasie na razie lektur nie ma, pani im czytała koszmarnego "Jacka, Wacka..", z tego co zrozumiałam tak będzie cały rok - fragmenty czytane przez panią.
    Moja ma dopiero 7 lat i jeden dzień, niekoniecznie poradziłaby sobie z czytaniem "Kubusia Puchatka", choć czytac niby potrafi, ale nie na tyle dobrze.
    Gdyby miała zadane to przeczytałabym, jak raczej większość rodziców, bo dziecko, które samodzielnie czyta książki jest w klasie jedno.
  • stillgrey 10.10.14, 07:43
    andaba, w tym wieku moj syn tez by nie dal rady Kubusiowi. W tym wieku samodzielnie czytal komiksy, a do szkoly lektury maks 50 stron rozlozone na kilka tygodni. Jednak teraz wszyscy w jego klasie maja po 8 lat, a lektury dalej czytaja im rodzice. We wrzesniu przerabiali brzydkie kaczatko i ide o zaklad, ze tez moj syn byl jedynym dzieckiem, ktore przeczytalo ta krociutka lekture samodzielnie. Rodzice sie dziwia czemu ich dzieci slabo czytaja, a pomimo tego, ze wszystkie dzieci nauczyly sie w I kl czytac, wciaz byly wyreczane nawet w czytaniu polecen do zadan. Ksiazki z biblioteki szkolnej wypozyczal tylko moj syn, w bibliotece miejskiej wiekszosc klasy pewnie nawet nie byla.
  • jakw 10.10.14, 16:59
    Brzydkie kaczątko wcale takie krótkie nie jest. W każdym razie gdy czytałam młodej wydawało mi się strasznie długie. A gdyby umiejętność czytania zdobywało się wskutek samego chodzenia do biblioteki to moja młodsza już dawno czytałaby biegle.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama-ola 09.10.14, 22:53
    Ja do tej pory czytam synowi na głos. Oboje to bardzo lubimy. Ma 9 lat, czwarta klasa. Pytanie "po co" mnie deprymuje. Trudno wytłumaczyć komuś, kto i tak nie zrozumie.
  • stillgrey 10.10.14, 07:25
    Pewnie, ze nie zrozumiem, za tepa jestem, nie to co ty. A odnosnie wspolnego czytania ksiazek dodam, ze czasem czytamy jedna ksiazke, jednoczesnie i nie na glos, ale to pewnie strasznie temu wspolnemu przezywaniu lektury umniejsza wink
  • zofijkamyjka 10.10.14, 07:54
    czyli czytasz sobie książkę dzieciecą? czy syn dorosłą sobie czyta?
    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • stillgrey 10.10.14, 08:19
    Harrego Pottera tak czytalismy np. A jakie ma to znaczenie? Kiedy czytasz na glos to czytasz ksiazki dla doroslych czy moze jednak dla dzieci?
  • zofijkamyjka 10.10.14, 13:33
    stillgrey napisała:

    > Harrego Pottera tak czytalismy np. A jakie ma to znaczenie? Kiedy czytasz na gl
    > os to czytasz ksiazki dla doroslych czy moze jednak dla dzieci?

    chyba nic nie rozumiesz, jest róznica czytać dziecieca książke dziecku na głos i razem przeżywać niż czytać sobie po cichu. Jak czytam sobie sama ksiazke to musze być zainteresowana nią a jak komus to niekoniecznie.


    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • stillgrey 12.10.14, 16:11
    Akurat Harry Potter to lektura, z ktorej nawet dorosli moga czerpac przyjemnosc.
  • stillgrey 10.10.14, 08:35
    Czytalismy w taki sposob, bo wtedy jeszcze syna przerazaly ksiazki kilkuset stronicowe i byl przekonany, ze nigdy ich nie przeczyta, wiec po co w ogole zaczynac. Czytalismy na raz po kilka stron. Gdybym to ja musiala czytac cala ksiazke na glos to sorry, ale wolalabym puscic audiobooka, bo naprawde glosne czytanie przez dluzszy czas bardzo mnie meczy.
    Czytac oboje uwielbiamy i czytamy codziennie, syn czyta najlepiej i najwiecej w klasie, wiec uwazam, ze moja metoda sie jak najbardziej sprawdzila. Jak najbardziej rozumiem przyjemnosc wynikajaca ze wspolnego czytania, ale mozna ja czerpac niekoniecznie odwalajac cala robote za dziecko wink
  • zofijkamyjka 10.10.14, 13:38
    stillgrey napisała:

    > Czytac oboje uwielbiamy i czytamy codziennie, syn czyta najlepiej i najwiecej w
    > klasie, wiec uwazam, ze moja metoda sie jak najbardziej sprawdzila.

    niektóre dzieci czytają płynnie bez takich metod a niektóre potrzebuja wiecej czasu na udoskonalenie czytania a dopiero wtedy jest sens czytania wiekszych pozycji.Dlka dziecka słabo czytajacego przeczytanie kilku stron drobnym drukiem może być mordęgą, niewazne czy siedzi obok mama czy nie siedzi.
    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • jakw 10.10.14, 16:55
    Bo to jest niezła metoda gdy dziecko już czyta całkiem sprawnie (choć mogą go zniechęcać większe książki). Z tego co pamiętam, twój syn nie jest raczej klasowym średniakiem, więc twierdzenie na jego przykładzie, że przeciętny 8-latek spokojnie może to i tamto jest nieuprawnione.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama-ola 10.10.14, 08:52
    > Pewnie, ze nie zrozumiem, za tepa jestem, nie to co ty.

    Nie chciałam Cię urazić smile I w żadnym wypadku nie uważam Cię za tępą! Po prostu masz tak ugruntowany pogląd na ten temat ("W jakim celu mialabym czytac na glos ksiazki czytajacemu dziecku?"), napisałaś to tak autorytatywnie, że trudno byłoby Ci wytłumaczyć / przekonać Cię, po co się to robi.

    > to pewnie strasznie temu wspolnemu przezywaniu lektury umniejsza wink
    Nie wiem, czemu przyjmujesz takie kategorie, że coś umniejsza albo nie umniejsza. Ja Ci nie umniejszam, że nie czytasz dziecku na głos, a Ty zdajesz się pogardzać albo przynajmniej kpić ("szczeka opadla") z tych, co tak robią.
  • stillgrey 10.10.14, 09:01
    No ale jak to nie umniejszasz? Przeciez wyraznie zakpilas z tego, ze ja dziecku na glos nie czytam, wiec nawet mi nie bedziesz tlumaczyc po co sie to robi bo i tak nie zrozumiem wink
    Zreszta takie glosy sie przewijaja przez cala dyskusje. A ja bynajmniej nie czepiam sie rodzicow czytajacych dzieciom, tylko rodzicow wyreczajacych dzieci w ich obowiazkach szkolnych i nauczycieli, ktorzy doprowadzaja do zaistnienia takiego paradoksu.
    Jesli nauczyciel chce przerobic lekture, ktorej dzieci maja samodzielnie nie czytac to niech im sam czyta, albo pusci audiobooka, a nie rodzicom zadaje prace domowa.
  • mama-ola 10.10.14, 09:13
    > Przeciez wyraznie zakpilas z tego, ze ja dziecku
    > na glos nie czytam, wiec nawet mi nie bedziesz tlumaczyc po co sie to robi bo
    > i tak nie zrozumiem wink

    Stillgrey, Gdzie tu jest kpina z Ciebie?
    "Ja do tej pory czytam synowi na głos. Oboje to bardzo lubimy. Ma 9 lat, czwarta klasa. Pytanie "po co" mnie deprymuje. Trudno wytłumaczyć komuś, kto i tak nie zrozumie".

    > rodzicow wyreczajacych dzieci w ich obowiazkach szkolnych
    Czytałam synowi wiele lektur albo puszczałam mu audiobooki. Nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że go wyręczałam w tym. Miał poznać lekturę - i poznał ją. Nie streszczenie, nie film, nie opracowanie. Poznał każde zdanie z tej lektury - uchem.
    Mój syn jest lepszy uchem niż ja okiem. Czytałam mu "Dzieci z Bullerbyn". Lisa dostała pokój, zaprosiła dzieci, posadziła przy stole. Na co mój syn mówi: chwileczkę, przecież tam były tylko 3 krzesła. Ja na to: skąd wiesz? Odpowiedział: przecież to było w opisie pokoju, po czym przytoczył ten opis z pamięci. Ja, która to czytałam, miałam litery czarno na białym przed oczami, nie zapamiętałam tego ani ogólnie ani w szczegółach. Mój syn - tak.
    Gdy szedł na lekcję, znał każdą lekturę osobiście. Nie został w tym "wyręczony".
  • stillgrey 10.10.14, 09:41
    mama-ola, moj syn tez mnie zadziwia pod tym wzgledem. W pokoju, w ktorym przebywamy leci audiobook, syn sie bawi, ja tez cos robie, wydaje mi sie, ze syn w ogole go nie slucha, a on pozniej jest w stanie mi go ze szczegolami opowiedziec, podczas gdy ja pamietam ledwie zarys wink
    Nie mowiac o tym, ze wciaz zna na pamiec wierszyki czy piosenki, ktorych sie uczyl w przedszkolu, ja na drugi dzien ich nie pamietalam.

    Jednak tak czy inaczej nie odwazylabym sie powiedziec, ze wysluchanie audiobooka w pelni zastepuje przeczytanie ksiazki.
    Do tego czytajac dzieci oswajaja sie z poprawna pisownia, latwiej im pozniej opanowac ortografie. No i czytanie zupelnie inaczej pobudza mozg do pracy niz samo sluchanie.
  • agni71 10.10.14, 09:54
    > Do tego czytajac dzieci oswajaja sie z poprawna pisownia, latwiej im pozniej op
    > anowac ortografie. No i czytanie zupelnie inaczej pobudza mozg do pracy niz sam
    > o sluchanie.

    i dlatego do samodzielnego czytania powinno sie zachęcać osoby, które nigdy lub prawie nigdy tego nie robią. Natomiast osoba czytająca dużo, sprawnie i chętnie nie stanie sie głąbem, gdy co którąś książkę (w tym lekturę) wysłucha, zamiast przeczytać.
  • stillgrey 10.10.14, 10:25
    Tu sie w zupelnosci zgodze i jestem pewna, ze co nudniejsze lektury syn bedzie wysluchiwal jedynie wink Jednak u syna w klasie co zebranie jest poruszany temat czytania, prosby do wychowawczyni o zadawanie wiekszej ilosci czytanek, bo inaczej dziecko w ogole nie chce czytac w domu. No i jak takiemu dziecku, ktore czyta jedynie kiedy Pani zada czytanie do domu, lekture bedzie czytal rodzic to jak to dziecko ma kiedykolwiek polubic czytanie?
    Czytanie dzieciom na glos jest super, ale moim zdaniem w pewnym momencie trzeba zaczac zachecac dziecko do tego zeby robilo to samodzielnie.
    Ja czesto zaczynalam czytac jakas przezabawna ksiazke synowi, po czym przerywalam w najlepszym momencie i jesli chcial sie dowiedziec co sie wydarzy dalej musial sam siegnac po ksiazke. Tak samo kiedy juz zaczal czytac, skladajac jeszcze wyrazy powolutku, od samego poczatku musial czytac polecenia w ksiazkach samodzielnie jesli chcial miec odrobiona prace domowa wink
  • agni71 10.10.14, 12:32
    stillgrey napisała:

    Jednak u syna w klasie co zebranie jest poruszany temat
    > czytania, prosby do wychowawczyni o zadawanie wiekszej ilosci czytanek, bo inac
    > zej dziecko w ogole nie chce czytac w domu.

    rozumiem

    No i jak takiemu dziecku, ktore czy
    > ta jedynie kiedy Pani zada czytanie do domu, lekture bedzie czytal rodzic to ja
    > k to dziecko ma kiedykolwiek polubic czytanie?

    od czytania przymusowego pewnie też nie polubi. Wydaje mi się, że lepiej zadziała twoja metoda, czyli czytanie dziecku i przerwanie w ciekawym momencie, żeby miało motywację do sięgnięcia samodzielnego po ksiązkę? Przy czym ty, nie lubiąc czytać na głos, masz większą niż inni rodzice, motywację by dziecko czytało tylko samodzielnie.

    > Czytanie dzieciom na glos jest super, ale moim zdaniem w pewnym momencie trzeba
    > zaczac zachecac dziecko do tego zeby robilo to samodzielnie.

    no tak, tak, ale te dwie czynności można praktykować, że tak powiem, równolegle. Ja lubię czytać dzieciom, dzieci lubią słuchać, a ja wiem, że córka (tu piszę o 8-latce) umie czytać, może jeszcze nie super sprawnie, nie super szybko (a jednocześnie mam pewnośc, ze z czasem tej biegłości nabierze), więc to moje czytanie nie jest zamiast tylko oprócz.


    > Ja czesto zaczynalam czytac jakas przezabawna ksiazke synowi, po czym przerywal
    > am w najlepszym momencie i jesli chcial sie dowiedziec co sie wydarzy dalej mus
    > ial sam siegnac po ksiazke. Tak samo kiedy juz zaczal czytac, skladajac jeszcze
    > wyrazy powolutku, od samego poczatku musial czytac polecenia w ksiazkach samod
    > zielnie jesli chcial miec odrobiona prace domowa wink

    no i super, na pewno jest to dobra metoda do nauki sprawnego czytania

    Chyba się zgadzamy, co do meritum smile A różnice wynikają li i jedynie stąd, że ty nie lubisz czytać na głos, a ja i niektóre inne forumki, tak.
  • jakw 10.10.14, 12:37
    Jestem pewna, że na pewno nie polubi czytania ktoś, komu czytanie sprawia jeszcze trudności (wystarczy , że jest to dość męczące dla takiego delikwenta), zmuszony do przeczytania czegoś, co go technicznie i czasowo przerasta.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama-ola 10.10.14, 10:07
    > Jednak tak czy inaczej nie odwazylabym sie powiedziec, ze wysluchanie audiobooka
    > w pelni zastepuje przeczytanie ksiazki.
    Mnie - nie zastępuje. Jestem wzrokowcem i jak nie widzę czarno na białym, to trafia do mnie tylko część przekazu. Mój syn z kolei przyswaja pełnię książki uchem.

    > Do tego czytajac dzieci oswajaja sie z poprawna pisownia, latwiej im pozniej
    > opanowac ortografie.
    Zgoda, ale lektura służy przede wszystkim do czegoś innego. Ortografia też jest ważna, ale tutaj nie najważniejsza.

    > No i czytanie zupelnie inaczej pobudza mozg do pracy niz samo sluchanie.
    A słuchanie zupełnie inaczej pobudza mózg niż czytanie smile
  • stillgrey 10.10.14, 10:18
    "A słuchanie zupełnie inaczej pobudza mózg niż czytanie smile"

    I dlatego ja jesli jest taka mozliwosc najpierw daje synowi do przeczytania ksiazke, a pozniej puszczam mu audiobooka albo film dla lepszego utrwalenia wink

    A co do tego, ze lektury nie sa sluza do zapoznawania sie z poprawna pisownia sie nie zgodze.
    Skoro rodzice nawet lektury czytaja za dzieci to jakos watpie zeby te same dzieci czytaly inne ksiazki samodzielnie. Jak wiec maja sobie ta poprawna pisownie przyswoic?
  • agni71 10.10.14, 10:19
    Skoro rodzice nawet lektury czytaja za dzieci to jakos watpie zeby te same dzie
    > ci czytaly inne ksiazki samodzielnie. Jak wiec maja sobie ta poprawna pisownie
    > przyswoic?

    za duzo ci sie wydaje i sobie wyobrażasz wink

    a może nie nawet lektury, a tylko lektury? Tak tez bywa smile
  • stillgrey 10.10.14, 10:36
    agni, ja nie pisze o dzieciach super czytajacych, ktorym sie nie chce czytac nudnych lektur, wiec sobie sluchaja audiobookow, albo wrecz czytaja streszczenia.
    Ja pisze o dzieciach, ktore trzeba zmuszac do przeczytania czytanki w podreczniku. O dzieciach, ktore w ogole nie siegaja po ksiazki z wlasnej woli. Dla takich dzieci najlepsze co mozna zrobic to postawic przed faktem dokonanym i nie wyreczajac ich zmotywowac do przeczytania lektury samodzielnie lub z niewielkim udzialem rodzica.

    Swoja droga jak siegam pamiecia do wlasnych czasow wczesnej podstawowki, to nikt za mnie lektur nie czytal, a i audiobookow wtedy raczej nie bylo. A przynajmniej nie byly tak dostepne.
    Ksiazki wtedy praktycznie kazde dziecko pochlanialo w ilosciach hurtowych, bo nie bylo komputerow, a w tv ogladalo sie glownie wieczorynke wink
  • morekac 10.10.14, 10:55
    Osobiście uważam, że największą krzywdą , jaką można zrobić dziecku wczesnoszkolnemu , jest zmuszanie do czytania. Nie zachęcanie do czytania, a właśnie - zmuszanie.
    Wiele lektur, które taki 7- czy 8-latek jest w stanie przeczytać samodzielnie , mentalnie nadaje się dla przedszkolaków, a te, które mają szansę podobać się pod względem literackim, są za trudne do czytania dla niewprawnego czytelnika, jakim jest uczeń I czy II klasy. Bo są za długie jak na techniczną biegłość dziecka.
    A co innego przeczytać książkę z mamą czy tatą, czytając samodzielnie co którąś stronę z owych 140, a co innego mordować się z sympatycznym skądinąd Puchatkiem przez 140 stron.
    Można się oburzać na panią, że zadaje prace domowe rodzicom, ale z drugiej strony dobrych książek dla poczatkujących czytelników właściwie nie ma. A już na pewno ciężko o nie w bibliotekach szkolnych.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • agni71 10.10.14, 12:23
    > Swoja droga jak siegam pamiecia do wlasnych czasow wczesnej podstawowki, to nik
    > t za mnie lektur nie czytal, a i audiobookow wtedy raczej nie bylo. A przynajmn
    > iej nie byly tak dostepne

    to prawda
    .
    > Ksiazki wtedy praktycznie kazde dziecko pochlanialo w ilosciach hurtowych, bo n
    > ie bylo komputerow, a w tv ogladalo sie glownie wieczorynke wink

    nie każde, nie każde, ja byłam z tych pochłaniaczy, ale wiele moich koleżanek miało 3 książki w domu. Były dzieci dukające w VIII klasie.
  • jakw 10.10.14, 12:26
    Moją młodszą trzeba zmuszać do czytania czytanki w podręczniku. Po książki sięga z własnej woli i zmusza tatę/mamę/siostrę do czytania. W samochodzie z płytek lecą głównie jej audiobooki. Zmuszanie jej w tej chwili do samodzielnego czytania jakiejkolwiek grubszej lektury skończyłoby się chyba traumą - i dla niej, i dla otoczenia.
    Z jednej strony pani może rzeczywiście powinna dawać lektury, które nawet dziecko słabiej czytające dałoby radę przeczytać . Z drugiej - może ciężko być znaleźć coś, co nie jest fragmentem jakiejś większej lektury.
    Rozumiem twoją niechęć do czytania dziecku lektury. Czytanie "Opowiadań z Doliny Muminków" w czerwcu jako lektury młodej napełniło niechęcią do listy lektur mnie, tatę , babcię i dziadka ...A ja przecież byłam fanką Muminków. Ale w sumie problemu nie masz, skoro młody biegle czyta.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama-ola 10.10.14, 10:39
    > I dlatego ja jesli jest taka mozliwosc najpierw daje synowi do przeczytania ksi
    > azke, a pozniej puszczam mu audiobooka albo film dla lepszego utrwalenia wink

    W czytaniu / słuchaniu książek chodzi o zapoznanie się z tekstem literackim, ze stylem autora, budową zdań, pięknem użytych słów itp. itd.
    Tak więc film - dla utrwalenia lektury? Nie zgodzę się... Niektórzy czytają opracowania lub oglądają film, bo myślą, że chodzi o to, by wiedzieli, co tam były za osoby i zdarzenia. A w czytaniu książek chodzi o słowo.
    Ale audiobook - jak najbardziej. A jeśli jest to interpretacja kogoś, kto dobrze czyta (np. aktor), to świetnie - może wydobyć różne smaczki.

    > A co do tego, ze lektury nie sa sluza do zapoznawania sie z poprawna pisownia s
    > ie nie zgodze.
    Nie do tego przede wszystkim. Znajomość pisowni słów utrwala się przy okazji. To ma być efekt uboczny, a nie cel.

    > Skoro rodzice nawet lektury czytaja za dzieci to jakos watpie zeby te same dzie
    > ci czytaly inne ksiazki samodzielnie.
    Faktycznie za dużo sobie wyobrażasz, jak to jest w cudzych domach wink
  • stillgrey 10.10.14, 10:46
    mama-ola, ja nie mowie, ze tak jest w waszych domach. Ja mowie konkretnie o klasie mojego syna i nic sobie w tym wypadku wyobrazac nie musze.

    Napisze jeszcze raz, to, ze czytasz wlasnemu dziecku, czy puszczasz audiobooki z lekturami, nie oznacza dla mnie, ze twoje dzieci nie czytaja ksiazek wink
  • agni71 10.10.14, 12:26
    illgrey napisała:

    > mama-ola, ja nie mowie, ze tak jest w waszych domach. Ja mowie konkretnie o kla
    > sie mojego syna i nic sobie w tym wypadku wyobrazac nie musze.

    naprawdę wiesz, w których domach się czyta, a w których nie? Ja nie mam pojęcia... Mogę cos tam sobie właśnie wyobrażać, ale raczej nie traktuję swoich wyobrażeń jako pewnika.
  • stillgrey 10.10.14, 12:47
    W klasie syna jest 15 dzieci, ze wszystkimi rodzicami znam sie dobrze, z niektorymi bardzo dobrze, dzieciaki bywaja u mnie w domu, ja bywam u ich rodzicow i naprawde wiem jak to wyglada. Na zebraniach zreszta rodzice sami opowiadaja i zala sie na to, ze dzieci w ogole nie chca czytac.
    W wielu domach w ogole sie nie czyta dla przyjemnosci, nie ma ksiazek ani takiego swoistego kultu ksiazki, w innych dzieciom sie nie chce bo wola posiedziec przy kompie czy tv, a rodzice odpuszczaja i odbebniaja czytanie za dzieci. Czytanki z podrecznika dzieciaki czytaja po tyle razy, ze ucza sie ich po prostu na pamiec, stad nie ma od gory do dolu jedynek z czytania w dzienniku.
    Ostatnio rozmawialam z jedna mama na temat tego Kubusia. Zapytalam ile jej syn juz przeczytal, bo nie bylam pewna czy moj Piotrek sie wyrobi (zapomnial ile czasu maja na przeczytanie). Okazalo sie, ze w ogole nie zaczal czytac, a tak w ogole to ona mu bedzie musiala przeczytac, bo on w zyciu nie da rady. A to naprawde bystry, fajny chlopak. Czytajacy calkiem sprawnie. Sadzilam, ze to jednostkowy przypadek, a okazalo sie, ze generalne zalozenie jest takie, ze lektury maja czytac dzieciom rodzice. Zrozumialabym gdyby chodzilo o pojedyncze przypadki w klasie, ale zeby dzieciakom, ktore z czytania dostaja 6 rodzice czytali lektury to juz jest dla mnie paranoja. Gdyby mieli 7 lat to ok, ale oni maja juz za soba przynajmniej rok czytania, wiec chyba przeczytanie ksiazki, gdzie ilustracje sa na prawie kazdej stronie i czesto zajmuja 3/4 strony, gdzie jest 10 rozdzialow po okolo 13 stron kazdy to chyba nie przekracza ich mozliwosci? Dzielac te rozdzialy na pol i odejmujac obrazki, wychodzi, ze mieliby do przeczytania dziennie 3-4 strony dosyc duzym drukiem. No ludzie...
  • jakw 10.10.14, 13:00
    Nie wiem dlaczego się żalą, że dzieci czytać nie chcą - sami pewnie też nie czytają
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • morekac 10.10.14, 13:01
    W wielu domach w ogole sie nie czyta dla przyjemnosci, nie ma ksiazek

    Tu masz odpowiedź. Jeśli dziecku nie czytało się dla przyjemności, to skąd ma wiedzieć, że takie rzeczy można robić? A nawet jeśli dopadnie go taka dewiacja, nie będzie miał co czytać.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • slonko1335 10.10.14, 13:37
    a dla mnie trochę sobie jednak przeczysz, bo raz piszesz, że co zebranie rodzice chcą żeby nauczycielka zadawała dzieciom więcej czytania żeby ćwiczyły czytanie bo słabo im idzie a za chwilę twierdzisz, że jak zada to czytają za dziecko, żeby odbębnić-to gdzie tu logika?
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • stillgrey 10.10.14, 14:21
    To nie ja sobie przecze tylko Ci rodzice. Bo z jednej strony chca zeby Pani zadawala do domu wiecej czytania, bo dzieci czytaja tylko jesli "jest zadane". A z drugiej strony kiedy jest zadana lektura do przeczytania to czytaja za dzieci.
  • jakw 10.10.14, 13:48
    stillgrey napisała:

    > Wale oni maja juz za soba przynajmniej rok czytania
    Nie rok czytania, a rok nauki czytania.

    > Dzielac t
    > e rozdzialy na pol i odejmujac obrazki, wychodzi, ze mieliby do przeczytania dz
    > iennie 3-4 strony dosyc duzym drukiem. No ludzie...
    Dla mojej takie 3-4 strony to pewnie z pół godziny dekodowania tekstu. Biorąc pod uwagę problemy z koncentracją i związane z tym przerwy - wyszłaby z godzina czytania samej lektury. I tak codziennie. Plus trochę innych lekcji. Po czym na koniec i tak musiałabym jej przeczytać każdy rozdział, bo na razie przy jej sposobie czytania przy końcu strony ma problem z ogarnięciem co było w połowie strony.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • anika772 10.10.14, 07:28
    W II klasie czytali już samodzielnie- mieli zeszyt lektur, zapisywali dwie dowolnie wybrane książki w miesiącu, obrazek plus opis. Te "obowiązkowe" załatwiali w klasie na lekcjach.
    Oczywiście głośno też czytamy dzieciom, jako element rytuału, z którego nie chcą rezygnować. My też to lubimy, więc ok, mogę im głośno czytać nawet w gimnazjumwink
    Nie takie "cegły" jak Kubuś się czytało głośno, bez przesady z tym głosem.
  • stillgrey 10.10.14, 07:50
    anika, nie przesadzam, po jednej stronie zaczynam chrypnac. Domyslam sie, ze nie kazdy tak ma i zazdroszcze. Mozliwe, ze to u mnie kwestia zlej techniki, oddychania, bo np. wiersze moge czytac dlugo.
  • morekac 10.10.14, 08:22
    No to mów, że nie czytasz ze względów medycznych, a nie szaty drzesz (całkiem bezinteresownie zresztą), że inni czytają.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • stillgrey 10.10.14, 08:38
    Alez ja sie nie czepiam czytania dzieciom, ja sie czepiam czytania lektur szkolnych ZA dzieci. Widzisz roznice? To rownie dobrze moze sobie dzieciak posluchac audiobooka albo film obejrzec, na to samo wyjdzie.
  • agni71 10.10.14, 09:39
    dyskusja poszła dwutorowo, nie zauważyłaś?

    Jest o czytaniu lektur dziecku i o czytaniu dziecku w ogóle (zapewne nie lektur). Ty się zdziwiłas na to drugie, a teraz twierdzisz, że tylko o lekturyu chodzi. Najpierw się zdecyduj, co chcesz przekazać, a później mozna dyskutować.
  • jakw 10.10.14, 14:07
    Skoro pani zaleciła czytanie dzieciom przez rodziców to rodzice nie czytają za dzieci. Co najwyżej twój syn przeczytał ZA ciebie wink
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • stillgrey 10.10.14, 14:15
    W zasadzie to nie wiem czy Pani w ogole o tym dzieciom powiedziala, takie info to by moj syn zapamietal na bank wink Rodzicom na pewno nie mowila, bo przeciez bym wiedziala. Chyba po prostu uznala, ze to oczywiste, ze dzieci tych lektur same nie przeczytaja.
  • anika772 13.10.14, 18:12
    Może masz problemy z emisją głosu, albo prawidłowym oddychaniem. Albo jesteś nieprzyzwyczajona do czytania na głos.
  • stillgrey 14.10.14, 16:31
    Bardzo mozliwe, ze i to i to. Raz, ze mowie stosunkowo cicho, dwa, ze nie mam problemow z dlugim czytaniem wierszy, co by sugerowalo, ze zle oddycham czytajac proze. Do tego mam powiekszona tarczyce co moze tez ma jakies znaczenie.
    Jak na ironie bardzo lubie czytac na glos i nieskromnie powiem, ze swietnie mi to wychodzi wink Niestety naprawde bardzo szybko sie przy tym mecze i trace glos.
  • zofijkamyjka 10.10.14, 07:50
    w II klasie sporo dzieci jeszcze płynnie nie czyta więc nie dziwię sie że lektury sa czytane przez rodziców. Lektury nie służa na nauki czytania.
    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • stillgrey 10.10.14, 08:43
    7 latki w II klasie maja prawo jeszcze plynnie nie czytac, ale juz 8 latki chyba powinny?
    A jesli nauczyciel wie, ze klasa sobie z samodzielnym przeczytaniem lektury nie poradzi to nie powinien jej zadawac do czytania w domu przez rodzicow. Ja jako rodzic moge nie miec ochoty na czytanie kolejny raz jakiejs nudnej lektury szkolnej i nauczyciel nie ma prawa mi zadawac pracy domowej i to w dodatku rozlozonej na kilka tygodni. Jakbym miala ochote poczytac dziecku na glos, to wybralabym ksiazke samodzielnie, wedlug wlasnego uznania.
  • agni71 10.10.14, 09:41
    > jesli nauczyciel wie, ze klasa sobie z samodzielnym przeczytaniem lektury nie poradzi to nie powinien jej zadawac do czytania w domu przez rodzicow.

    z tym sie zgodzę. U nas był Kubuś w II klasie (dzieci 7-letnie) i córka część czytała sama, a część czytałam jej ja. To, wbrew pozorom, nienajłatwiejsza lektura (językowo chociażby, stylistycznie)...
  • agni71 10.10.14, 09:41
    ach, bo zapomniałam

    założenie nauczycielki było chyba, że dzieci mają same przeczytać, w każdym razie nigdy nam nie mówiła, że mamy dzieciom czytać lektury
  • zofijkamyjka 10.10.14, 14:03
    stillgrey napisała:

    > 7 latki w II klasie maja prawo jeszcze plynnie nie czytac, ale juz 8 latki chyb
    > a powinny?

    alez to od wieku nie zależy, jedno zaskoczy wcześnie albo bardzo wczesnie a inne później a rozsmakowac sie w czytaniu można dopiero jak sie czyta sprawnie. Lektura natomiast nie służy do ćwiczenia techniki czytania, na Boga! W lekturze chodzi o jej treść. Jak dziecko na tyle sprawnie czyta że nie robi mu problemu przeczytanie i zrozumienie lektury to chyba nikt nie zabrania. Jeśli natomist dziecko czyta słabo to z korzyścia dla poznania i polubienia lektury będzie przeczytanie mu jej. Przy okazji można razem o niej pogadac, poprzeżywać.
    Rodzice moga oczywiscie słabo czytające dziecko zostawić z Kubusiem Puchatkiem i czekac co z tego wyjdzie ale nie wróże sukcesu w większosci przypadków. Zwłaszcza że Kubus Puchatek tez ma prawo nie wciagnąc dziecka.Mojej córce do gustu nie przypadł.
    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • ewa_mama_jasia 10.10.14, 08:41
    No ale w czym problem? Syn czyta, szybko i chętnie, niech czyta sam. Jest jakiś przymus, żeby każdemu dziecku czytał rodzic, czy naprowadzenie że dzieciom nieczytającym czy słabo czytającym tylko?

    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • stillgrey 10.10.14, 08:54
    No wlasnie okazuje sie, ze jest "przymus". Wczoraj przy okazji zebrania zapytalam wychowawczynie kiedy beda dokladnie przerabiac tego Kubusia Puchatka, bo syn nie byl pewny, a juz skonczyl czytac. Na co nauczycielka sie zszokowala, ze jak to skonczyl, ze przeciez to rodzice maja czytac dzieciom, bo to taka trudna, dluga ksiazka, zwroty niezrozumiale (jak syn mial z czyms problem to pytal).
  • ewa_mama_jasia 10.10.14, 14:22
    No to się nie przejmujcie i niech syn czyta samodzielnie. Tylko niech czyta na krótko przed omawianiem lektury, bo jak skończy za wczesnie to zapomni. A nauczyciel (nie wiem jak Wasz) wymaga szczegółów - kim był dr Dolittle zanim został lekarzem, jak nazywała się jakaś pomniejsza bohaterka lektury i takie tam.

    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • stillgrey 10.10.14, 19:56
    Ewa, ja bym tak musiala robic, ale akurat syn ma swietna pamiec i pamieta ze szczegolami ksiazki czy filmy sprzed kilku lat. Strasznie mu tej pamieci zazdroszcze, bo ja musze sie dwoic i troic zeby zapisac cos w pamieci dlugotrwalej. Dla odswiezenia puszcze mu po prostu audiobooka.
  • mw144 10.10.14, 09:08
    Niezła ta Wasza pani, do tej pory żyłam w przekonaniu, że lektury są po to, żeby być czytane przez dziecibig_grin Z lektur na razie syn czytał tylko Brzydkie Kaczątko, ale nie wpadł na to, że ja mam mu przeczytać. Poszedł do biblioteki, wypożyczył, przeczytał, oddał. Jak w zeszłym roku dzieci (teoretycznie) nie umiały czytać, to lektury były nagrane na płycie dołączonej do książki.
  • stillgrey 10.10.14, 09:20
    Nareszcie ktos kto mnie rozumie! wink Moj Piotrek tez na szczescie nie wpadl na to, ze to rodzice maja czytac, wiec przeczytal sam, niestety chyba niepotrzebnie mu powiedzialam prawde bo po poczatkowym opadzie szczeki stwierdzil, ze w takim razie na pewno dostanie 6... i podejrzewam, ze sie mocno rozczaruje jesli jej faktycznie nie dostanie, albo jesli 6 dostana tez dzieci, ktore same nie czytaly. Dla mnie liczy sie sam fakt, ze przeczytal ta ksiazke samodzielnie i jestem z niego bardzo dumna, ale boje sie, ze jesli wychowawczyni tego nie doceni to spadnie mu motywacja i entuzjazm do samodzielnego czytania lektur, skoro innym czytaja rodzice wink
  • slonko1335 10.10.14, 09:44
    Dla mnie liczy sie sam fakt, ze przeczytal ta ksiazke samodzielnie i jestem
    > z niego bardzo dumna
    ale konkretnie z czego jesteś dumna przecież czyta płynnie i czyta na co dzień książki wiec to normalne, czy tak każdą książką się podniecasz którą przeczytał? czy konkretnie lekturą?czemu dajesz mu od razu przekaz, że lektura to coś gorszego do czytania i przeczytanie tego to jakieś szczególne osiągnięcie?
    Należałoby się zastanowić po co są lektury? żeby dziecko zachęcić do czytania? przecież jak dziecko już czyta i lubi to robić i czyta książki to nie ma znaczenia żadnego.
    Czy po to żeby dziecko znało jakiś kanon książek, ich treść, autorów? a wtedy co za różnica kto czyta? przecież liczy się efekt końcowy, ma znać treść, wiedzieć o czym książka traktuje a to uzyska się także czytając dziecku lub choćby puszczając audiobooka, które moja córka też bardzo lubi.

    Moja córka czyta książki sama a czasami prosi żebym ja to zrobiła, lektur jeszcze nie miała ale nie widzę powodu czemu miałyby być traktowane inaczej. Nasza nauczycielka ma podobne podejście na szczęście.
    Jak czytam dziecku łatwiej mi z nim na bieżąco dyskutować i rozmawiać o tym co usłyszało wyjaśnić wątpliwości, coś wytłumaczyć, jak robi to sama już niekoniecznie.
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • stillgrey 10.10.14, 10:02
    Jestem dumna, bo do tej pory samodzielnie czytal komiksy i ksiazki do 50 stron. Kubus Puchatek ma stron okolo 140, w dodatku nie jest jakos wybitnie ciekawa ksiazka dla 8latka, a syn podchodzac do niej, uwazal, ze jest dla maluchow i ze to wstyd, ze musi ja czytac wink
    Kiedy przychodzil do niego o rok mlodszy sasiad to chowal ksiazke zeby sobie tamten nie pomyslal, ze czyta "bajeczki dla niemowlaczkow" wink
    Takze jestem dumna, ze ksiazke przeczytal i nawet przyznal, ze ostatecznie mu sie podobala wink
  • slonko1335 10.10.14, 10:08
    Wiesz moja czytała samodzielnie wspominane tutaj Dzieci z Bullerbyn jak była w zerówce-to jej ukochana ksiązka-do teraz do niej wraca i czyta a czasami mnie prosi o przeczytanie jakichś fragmentów lub słucha audiobooka. Zrestzą więszośc ksiązek z kanonu lektur przerobiłyśmy wczesniej i dzieci je znają-Kubusia Puchatka tak jak miała jakieś 3 lata...

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • jakw 10.10.14, 13:57
    Niech cię przyzwyczaja. W wyższych klasach nikt nie stawia 6 za samo przeczytanie. Zresztą dlaczego 6 z lektury nie miałby tu dostać ktoś, komu rodzice przeczytali zgodnie z zaleceniami pani?
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • camel_3d 10.10.14, 09:35
    od przeczytania 1 rozdzialu nie stracisz glosu... smile))

    a dzeicko moze przeczyc w tym wieku max 1 strne...
  • franula 10.10.14, 09:42
    przepraszam, nie rozumiem, czemu dziecko w tym wieku może przeczytać maks 1 stronę?
  • camel_3d 10.10.14, 10:02
    bo 7 latek nie czyta jeszcze na tyle plynnie (tzn nie kazdy) zeby przeczytac 10 strn drobnym drukiem.


    --
    Dziecko w podrozy. Grupa na Facebooku.
    ___________________________________________

    www.facebook.com/groups/129829233757830
  • stillgrey 10.10.14, 09:47
    Ty nie stracisz, a ja pod koniec tego rozdzialu bede juz ledwo mowic.

    8latek jest w stanie przeczytac maks jedna strone na raz? No nie zartuj. To chyba tylko taki, za ktorego rodzice wszystko czytaja ;P
  • camel_3d 10.10.14, 10:03
    > Ty nie stracisz, a ja pod koniec tego rozdzialu bede juz ledwo mowic.

    u to za malo mu czytalassmile))

    > 8latek jest w stanie przeczytac maks jedna strone na raz? No nie zartuj. To chy
    > ba tylko taki, za ktorego rodzice wszystko czytaja ;P

    no..moze kwestia czasu. myslalem, ze 2 klasie dzeici maja 7 lat...



    --
    Dziecko w podrozy. Grupa na Facebooku.
    ___________________________________________

    www.facebook.com/groups/129829233757830
  • stillgrey 10.10.14, 10:42
    W pierwszym poscie napisalam, ze chodzi o dzieci 8letnie.
    W naszej szkole poki co nie ma klas mieszanych a do I klasy ida dzieci 7letnie.
  • zofijkamyjka 10.10.14, 14:09
    stillgrey napisała:

    > W pierwszym poscie napisalam, ze chodzi o dzieci 8letnie.
    > W naszej szkole poki co nie ma klas mieszanych a do I klasy ida dzieci 7letnie.

    ale program jest ten sam i lektury pewnie też.


    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • stillgrey 10.10.14, 14:12
    Program i lektury te same, ale umiejetnosci dzieci juz troche inne, nie uwazasz?
  • jakw 10.10.14, 14:19
    Co do umiejętności to pani ma pewnie w miarę dobre rozeznanie, które z tych 15 osób są w stanie przeczytać lekturę same.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • camel_3d 10.10.14, 17:26
    ze caly rozdzial Kubusia puchatka to dla 8 latka za duzo.. Ale moze zmienie zdanie, jak moj bedzie mial 8 lat smile
  • srubokretka 10.10.14, 22:44
    Moja corka (7lat) w weekend zalicza min 50 stron dziennie (objetosciowo : mozna sobie na amazon zobaczyc www.amazon.com/Just-Grace-Gets-Crafty-Series/dp/0544080238/ref=sr_1_1?ie=UTF8&qid=1412973091&sr=8-1&keywords=just+grace+gets+crafty Ta ksiazke przeczytala sama w 3 dni. ) Porywa sie tez na ambitniejsze, ale zazwyczaj je zostawia po kilkunastu stronach. Jej czytanie juz teraz to jej indywidualna sprawa.
    Ja tylko wnikam w czytanie po polsku, bo nikt inny tego za mnie nie zrobi. Lubie jej czytac na glos (ona tez mi czyta. Teraz jest na etapie pracy nad dykcja), bo moge jej duzo rzeczy przy okazji wytlumaczyc. Nie tylko strikte dotyczacego ksiazki.

    Sa naprawde rozne dzieci. Jednym dzieciom sie czyta, inne dzieci czytaja doroslym. Nie jestesmy robotami.
  • zofijkamyjka 10.10.14, 16:22
    stillgrey napisała:

    > Program i lektury te same, ale umiejetnosci dzieci juz troche inne, nie uwazasz

    w to, że umiejętności dzieci moga być rózne wierzę, ale w to, że jest jakaś cudowna granica na przełomie 7 i 8 lat to nie uwierzę wink
    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • frestre 10.10.14, 09:41
    BTW
    w naszej szkole polonistka (z-ca dyrektora) czyta niektóre lektury dzieciom w klasie - na głos - w klasach IV-VI
    pochwalam to bardzo...



    --
    Nie mów o sobie źle....inni zrobia to znacznie lepiej wink
  • agni71 10.10.14, 09:44
    BTW
    w naszej szkole polonistka (z-ca dyrektora) czyta niektóre lektury dzieciom w klasie - na głos - w klasach IV-VI
    pochwalam to bardzo..

    .a ja nie, szkoda czasu w szkole na czytanie dzieciom, które spokojnie moga zrobić to same, w domu

    za to w domu będą robić zadania, na które zabrakło czasu w szkole sad

  • stillgrey 10.10.14, 09:53
    A ja mysle, ze fajnie jesli nauczyciel czyta dzieciom od czasu do czasu na lekcji jakies krotsze teksty i maja mozliwosc je od razu przeanalizowac. No chyba, ze czyta im dlugie lektury faktycznie tracac czas na nauke. Podejrzewam, ze jesli nauczyciel tak robi to tylko dlatego, ze w innym wypadku u wiekszosci klasy znajomosc lektury opieralaby sie na przeczytaniu streszczenia wink No i moze zeby zachecic do czytania dzieci, ktore nie wyniosly tego z domu?
  • agni71 10.10.14, 09:57
    Podejrzewam, ze jes
    > li nauczyciel tak robi to tylko dlatego, ze w innym wypadku u wiekszosci klasy
    > znajomosc lektury opieralaby sie na przeczytaniu streszczenia wink No i moze zeby
    > zachecic do czytania dzieci, ktore nie wyniosly tego z domu?

    może?

    jeszcze jest problem dostepności lektur, niestety

    Niemniej, ja uwazam czytanie w klasie w klasach IV - VI za strate czasu

    szczególnie, że nauczyciele lubią pod koniec roku marudzić na plany wycieczkowe klasy, bo oni nie wyrabiają się z materiałem

    Chyba z większym pożytkiem byłoby zadać przeczytanie konkretnego fragmentu w domu, a następnie jego analiza w szkole?
  • zofijkamyjka 11.10.14, 13:33
    a ja uważam, że powinna być jedna godzina w tygodniu przeznaczona na czytanie literatury, polecanie książek, dyskusje o ksiązkach. To byłby czas lepiej wykorzystany niż wypełnianie ćwiczonek.
    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • makurokurosek 10.10.14, 09:48
    Na początku drugiej klasy czytałam z córką wspólnie zaczynałyśmy od pół strony ona pół strony ja, córka nie czytała na tyle dobrze w 2 tygodnie przeczytać " Jacka, Wacka i Pankracka", cienkie lektury typu " Szewczyk Dratewka", " Calineczka" czytała sama ale na głos. Ostatnią lekturę w klasie czwartej czyli "Dzieci z Bullerbyn " przeczytała sama po cichu.
    Według mnie jednym z celów lektur obowiązkowych w klasach początkowych jest ćwiczenie samodzielnego czytania.
    Uważam, że audiobooki powinny być stosowane ewentualnie po przeczytaniu lektury, ale nie zamiast.
    Młoda jest teraz w klasie 4, pierwsza lektura to Narnia, czytamy wspólnie - chyba jak większość dzieciaków młoda widziała adaptacje filmową, obawiałam sie, że znudzą ja długie opisy i odpuści sobie czytanie, albo co gorsza skłamie. Młoda co prawda nie jest cwaniakiem, ale wolę dmuchać na zimne. Wydaje mi się, żę uda mi się ją namówić na wspólne czytanie części 4.
  • makurokurosek 10.10.14, 09:50
    Ostatnią lekturę w klasie czwartej czyli "Dzieci
    > z Bullerbyn " przeczytała sama po cichu.

    oczywiście miało być w klasie 3
  • stillgrey 10.10.14, 10:11
    Ja na samym poczatku zabranialam synowi czytac ksiazki na glos, bo chcialam zeby nauczyl sie czytac szybko, plynnie i bez wysilku. Na glos czytal tylko czytanki z podrecznika i wiersze.
    Uwazam, ze na poczatkowym etapie czytanie na glos robi wiecej zlego niz dobrego, dzieci tak uczone pozniej albo majac czytac po cichu szepcza pod nosem, albo nawet w glowie skladaja sobie poszczegolne wyrazy zamiast czytac globalnie. Postepowalam tak intuicyjnie, ale obecnie chyba jest nawet taki trend w nauce czytania i odchodzi sie juz od czytania przez dzieci na glos. Chyba nawet na tym forum mignela mi dyskusja na ten temat.
  • makurokurosek 10.10.14, 10:53
    Tak , wiem że od co najmniej kilkunastu lat jest taki trend.
    Nie widzę jednak aby ten trend przekładał się czy na umiejętności czytanie czy na chęć czytania. Dla mnie jest nieistotne czy młoda będzie czyta szybko czy wolno, dla mnie istotne jest by nauczyła się czytać, widziała sens czytania i czerpało z tego przyjemność.
    Spójrz na ten wątek, zobacz ile drugoklasistów w ogóle czyta, prawdopodobnie dość spora grupa ich rodziców również uważa, że czytanie głośne jest złe, problem w tym że te dzieci nie czytają ani głośno ani cicho.
  • jakw 10.10.14, 14:02
    makurokurosek napisała:
    > Według mnie jednym z celów lektur obowiązkowych w klasach początkowych jest ćwi
    > czenie samodzielnego czytania.
    Jeśli tak to lektury powinny być w miarę krótkie. Kubuś P. wcale tak krótki nie jest.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • makurokurosek 10.10.14, 15:16
    Na przeczytanie książki dziecko ma cały miesiąc, jeżeli więc książka ma 120 str to dziennie wychodzi po 4 strony. Nie przesadzajmy że to jakiś kosmos. Jeżeli dziecko czyta kiepsko można czytać naprzemiennie, ale nie że całkowicie czytać za dziecko
  • jakw 11.10.14, 12:42
    Ciekawe ile byś zapamiętała z lektury czytanej po 4 strony dziennie przez miesiąc...
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • tusia-mama-jasia 10.10.14, 09:50
    Lektury z założenia są u nas do samodzielnego przeczytania - i myślę, że słusznie, po to są, żeby dzieci czytały, co gorsza ze zrozumieniem wink żeby samodzielnie obcowały z książką, a nie tylko poznały treść dowolną metodą.
    Także lektur nie czytam dziecku absolutnie. Czasu na ich przeczytanie zawsze było dużo, nie słyszałam, żeby w klasie był problem z przeczytaniem /klasa mieszana, obecnie III, ale w II było podobnie/.
    Natomiast co do czytania dziecku tak w ogóle - to oczywiście że czytam! Młody czyta płynnie już od bardzo dawna, czyta nie gorzej ode mnie, ze zrozumieniem, jeśli na głos to z ekspresją, aktorsko - ale to nie o to chodzi przecież, czy umie czytać. Jasne, że uwielbiamy umościć się każde ze swoją książką i raczyć się od czasu do czasu co zabawniejszymi cytatami, jasne że on lubi czytać na głos mnie i swoim świnkom morskim, ale ja jemu też lubię czytać na głos, przytulić się przy tym, przeżywać razem, razem wybuchać śmiechem i razem się wzruszać albo zachwycać. To przecież nie o umiejętność czytania i wyręczanie chodzi, tylko o formę bliskości.

    --
    Tusia

    Jaś 30.10.2006
  • pszczolka1020 10.10.14, 11:22
    Mamy tak samo jak Tusia, mój syn sam czyta codziennie , lekturę ( na razie jedną ) w drugiej klasie tez przeczytał sam, ale lubi jak wieczorami czytam mu ja, najpierw czytam młodszemu a potem jemu np. Harrego Pottera czy Magiczne Drzewo, po prostu razem to lubimy smile Ale zgadzam się w 100% z autorką postu , że lektury dzieci powinny czytać same, więc powinny być takie lektury, które dadzą radę przeczytać, u nas było : " Dziecię Elfów" Andersena , nauczycielka pozwoliła aby to rodzice dzieciom przeczytali, mój czytał sam , bo daje radę . W drugim semestrze mamy natomiast m.in. zaplanowaną : "Karolcię " , też będę chciała aby sam przeczytał , ale nie wiem czy da radę , bo to trochę długie sad pozdrawiam,
  • makurokurosek 10.10.14, 11:28
    "Dziecię Elfów" Andersena , nauczycielka pozwoliła aby to rodzice dzieciom przeczytali, mój czytał sam , bo daje radę . "

    Powiedz mi z czym dziecko moze mieć problem z przeczytaniem tej baśni. Bo ja szczerze mówiąc tego nie ogarniam, baśń ma może 5 kartek , na przeczytanie baśni dziecko ma cały miesiąc więc gdzie leży problem .

  • pszczolka1020 10.10.14, 12:12
    No wyobraź sobie, że nie wszystkie dzieci w klasie drugiej czytają same płynnie i ze zrozumieniem, tak jak napisałam mój syn nie miał z tym problemów, ale są dzieci w jego klasie, szczególnie te młodsze, które tak dobrze nie czytają, więc może dlatego nasza nauczycielka pozwoliła aby lekturę przeczytali rodzice, ona chyba wie na jakim poziomie czytania są dzieciaki w klasie.
  • makurokurosek 10.10.14, 12:26
    Ale chyba po to mają czytać lektury aby ćwiczyć czytanie, tym bardziej że na przeczytanie jest około 1 miesiąca czasu
  • pszczolka1020 10.10.14, 12:22
    My w pierwszej klasie mieliśmy lekturę " Cudaczek Wyśmiewaczek " , chyba żadne dziecko samo tego nie przeczytało, uważam że za długie jak na I klasę, dla dzieci które dopiero uczą się czytać.
    Jeszcze sprawa wieku, mój syn poszedł jako siedmiolatek do I klasy, teraz drugi za rok idzie jako 6 latek i nie jestem taka pewna czy na początku drugiej klasy da radę przeczytać sam lekturę, zobaczymy, pozdrawiam czytających smile
  • ewa_mama_jasia 10.10.14, 15:43
    Syn czytał Cudaczka też chyba w I klasie albo w II na początku, nie pamiętam. Czytał sam, nie było problemu. Skoro lektury sprawiają trudność uczniom, znaczy że są źle dobrane. Lektury sa na okres 3 lat, nauczyciel ma prawo dobierać wiekowo.

    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • makurokurosek 10.10.14, 09:57
    Czytając ten wątek tak sie zastanawiam, gdzie te dzieci czytające w pierwszej klasie Poterra czy Hobbita. Jak temat dotyczy lektur to nagle, prawie żaden drugoklasista czytać nie umie, a jak temat dotyczy luźnego czytania to te same dzieci opasłe tomiska same czytają
  • agni71 10.10.14, 09:59
    >jak temat dotyczy luźnego czytania to te same dzie
    > ci opasłe tomiska same czytają

    to może poszukaj konkretnych cytatów, bo mnie sie jednak wydaje, że nie te same dzieci
  • makurokurosek 10.10.14, 10:56
    Ok, może nie te same. Co nie zmienia faktu, że w zależności na jaki wątek ( zazwyczaj są to wątki długaśne) się trafi ma się wrażenie, że albo większość dzieci pod koniec klas 3 kompletnie nie potrafi czytać i przeczytanie 10 stron to tragedia, albo że większość 6 latków zaczytuje się opasłymi tomiskami.
  • jakw 10.10.14, 11:53
    makurokurosek napisała:

    > Ok, może nie te same. Co nie zmienia faktu, że w zależności na jaki wątek ( zaz
    > wyczaj są to wątki długaśne) się trafi ma się wrażenie, że albo większość dziec
    > i pod koniec klas 3 kompletnie nie potrafi czytać i przeczytanie 10 stron to tr
    > agedia, albo że większość 6 latków zaczytuje się opasłymi tomiskami.
    Przykład z jednej rodziny:
    Starsza czytała jako 6-latek i z lektur zasadniczo czytała sobie wszystko sama (ale tego Harrego P nie przeczytała chyba do tej pory...)
    Młodsza na początku II klasy raczej nie przeczyta samodzielnie więcej niż 2 strony naraz (i to pod warunkiem, że dużym drukiem).

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • makurokurosek 10.10.14, 12:04
    Ależ ja wiem o tym, że dzieci są różne i w różnym tempie osiągają pewne umiejętności. Społeczność tego forum jest dość mała stąd szczerze mówiąc irytujące staje się ten całkowity brak środka.
  • jakw 10.10.14, 12:11
    Moje 2 dziewczątka, gdyby je uśrednić, byłyby pewnie dość blisko owego środka. Co z tego, skoro w domu mam 2 ekstrema...
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • makurokurosek 10.10.14, 12:27
    Co nie zmienia faktu, że większość społeczeństwa stanowi środek
  • jakw 10.10.14, 12:55
    makurokurosek napisała:

    > Co nie zmienia faktu, że większość społeczeństwa stanowi środek
    Nie stanowi środka, tylko mieści się w odległości 1 czy 2 odchyleń standardowych od średniej...

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • agni71 10.10.14, 13:49
    ależ środek jest, ale ty go nie widzisz

    chocby moje dziecko najmłodsze, czyta, ale nie pasjami, jakos mało ksiązek ją wciąga, jednak czytać umie i to ze zrozumieniem

    Pierwszą lekturą w III klasie sa "Dzieci z Bullerbyn", które przeczytała prawie w calości sama, ja przeczytałam jej ze 4 rozdziały, głównie, kiedy była chora

  • tusia-mama-jasia 10.10.14, 12:35
    To po prostu różne dzieci.Jedne spędzają każdą wolną chwilę z książką i sprawia im to radość,inne czerpią frajdę i relaks niemal jedynie z komputerowego monitora,a jeszcze inne są gdzieś pośrodku,ulegają modom /a w wielu kręgach czytanie jest mniej modne niż najnowsze bajery w minecrafcie/.
    Mój syn Hobbita Np.przeczytał w zeszłym roku,miał 7 lat-byłam pewna,że za trudne,ale okazało się że nie. Ja przeczytałam mu z tego może 2 rozdziały.A Harry'ego Pottera na razie nie chce przeczytać -natknął się w świetlicy na film,akurat na jedną z mocniejszych scen i twierdzi,że na razie się boiwinkFilm podziałał zniechęcająco.
    Karolcię jako lekturę łyknął właściwie na 2 posiedzenia-w poczekalni do chirurga i w pociągu. Czyta nawet rano,jeśli ubierze się 5minut wcześniej niż ja zdążę oko pomalowaćwink
    Ma grupkę przyjaciół,którzy funkcjonują podobnie,dzieciaki wymieniają się książkami,książki otwierają listę wymarzonych prezentów urodzinowych.Co ciekawe,wszystkie te dzieci to istoty,dla których gry komputerowe mogłyby nie istnieć,jak raz na ruski rok w coś zagrają to jest wszystko.Dla odmiany najwięksi klasowi pasjonaci gier mają znacznie bardziej powściągliwy,by nie rzec-niechętny stosunek do książek.Potrzebują mocniejszych bodźców,do których przywykli na monitorze,książka wydaje im się nudna i niewarta wysiłku.Będę się upierać,ze to ma znaczenie dla czytelnictwa najmłodszych,na pewno nie jako jedyny,ale jednak istotny czynnik.
    --
    Tusia

    Jaś 30.10.2006
  • pszczolka1020 10.10.14, 13:27
    To mój jest chyba pośrodku, bo lubi czytać ale lubi też grać i jedno nie dyskwalifikuje drugiego, nigdy nie powiedział że książka jest dla niego nudna, wręcz przeciwnie jak był młodszy i jeszcze sam nie czytał, to bardzo ważne było dla niego codzienne czytanie wieczorne , zresztą dalej lubi jak mu czytam. Coraz więcej czyta sam, no jeszcze nie takie długie książki jak syn Tusi , zresztą mój też Jaś smile, ale rozkręca się , widzi też że ja czytam książki i swoje wolne chwile na to poświęcam smile
  • agni71 10.10.14, 13:55
    Będę się upierać,ze to ma znaczen
    > ie dla czytelnictwa najmłodszych,na pewno nie jako jedyny,ale jednak istotny cz
    > ynnik.

    po swoich starszych córkach nie widzę takiej zależności, lubią grać (Minecraft i Sims, głównie), ale ksiązki też pasjami czytają (starsza przejawia objawy uzależnienia, odczuwa niepokój, kiedy skończy ksiązkę i nastepna nie czeka na swoją kolej). Zapewne czytałyby więcej, gdyby nie mogły grać, ale ja nie widzę powodu, żeby im tego całkowicie zabronić.
  • jakw 10.10.14, 11:45
    > Przeciez w 3 tygodnie kazde dziecko
    > spokojnie by dalo rade czytajac nawet po pol rozdzialu dziennie
    No może właśnie nie każde i pani ma tego świadomość? Moje młodsze chyba by nie dało rady. A nawet jakby dało to przy jej niebiegłości w czytaniu zrozumiałaby z tego stosunkowo mało.
    Osobiście wolę, żeby czytanie ćwiczyła na krótszych tekstach - mniej się frustruje i jakoś bliżej do końca.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • monique_alt 10.10.14, 14:20
    Dla mojej córki przeczytanie całej Chatki Puchatka na początku 2 klasy byłoby nie do przejścia. I tak - bez większego problemu przeczytałabym jej to sama, codziennie czytam jej przez pół godziny, myślę że w 10 dni bym się wyrobiła.

    I tak szczerze nie widze w tym nic dziwnego. Dziwne jest zakładanie że każde dziecko na początku 2 klasy jest w stanie taką książkę przeczytać. Na pewno znajdą się tacy uczniowie dla których nie będzie to żadnym problemem (ja taka byłam jako dziecko). Ale znajdą się też takie jak moja córka dla których byłoby to mocno zniechęcające do samodzielnego czytania. I takim dzieciom trzeba pomóc.

    Dodam że córka jest w 3 klasie i ja nadal czytam jej lektury - mamy umowę, że ona w zamian czyta sama książki które jej się podobają.
  • aleksandra1977 10.10.14, 21:22
    monique_alt napisała:
    mamy umowę, że ona w zamian czyta sama książki które jej się podobają.

    Zabrzmialo tak, jakby zadna z dotychczasowych lektur nie byla dla niej ciekawa i nie podobala jej sie.

    --
    http://lbym.lilypie.com/6ojPp2.pnghttp://lbym.lilypie.com/zU1kp1.png

    "Zwei Dinge sollen Kinder von ihren Eltern bekommen: Wurzeln und Flügel." Johann Wolfgang von Goethe
  • 4basia1 10.10.14, 15:22
    Też mi szczęka opadła. Ja 30 lat temu sama czytałam lektury już w I klasie - jakieś Rogasie z Doliny Roztoki i Czarne Owieczki, Plastusiowy Pamiętnik. A po lekturze forów widzę, że dzisiaj rodzice czytają za dzieci lektury do V klasy włącznie. Tragedia. Jak te dzieci uczą się historii, biologii, geografii? Przecież tam trzeba dużo czytać.
  • jakw 10.10.14, 16:45
    4basia1 napisała:

    Jak te dzieci uczą się historii, biologii, geografii? Przecież
    > tam trzeba dużo czytać.
    Przede wszystkim trzeba dużo zapamiętać. Nic ci oczytanie nie pomoże jak nie zakujesz. Sorry, taki mamy system. No i na pewno nie trzeba czytać naraz 140 stron na jakimkolwiek z tych przedmiotów.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama_kotula 10.10.14, 17:51
    Cytat
    Jak te dzieci uczą się historii, biologii, geografii? Przecież tam trzeba dużo czytać.


    Nie, nie trzeba duzo czytać. Trzeba umieć znaleźć w tekście to, co potem sie wpisuje w okienko na teście.
  • tusia-mama-jasia 10.10.14, 20:42
    I to jest właśnie nieszczęście. Testy jako sposób oceniania wiedzy, zwłaszcza tam, gdzie coś od nich zależy, to porażka.

    --
    Tusia

    Jaś 30.10.2006
  • fogito 10.10.14, 20:57
    Lektury to na tym forum samo zuo i pewnie dlatego dzieci ich nie czytaja wink moj syn zawsze czytal sam lektury po cichu. Nie pojmuje czytania lektur za dzieci, ale ja starej daty jestem i za moich czasow to dzieci w I klasie czytaly same.
  • mama_kotula 10.10.14, 21:09
    fogito napisała:

    > Lektury to na tym forum samo zuo i pewnie dlatego dzieci ich nie czytaja wink

    Nie na tym forum, tylko ogólnie to samo zuo - bo zestaw lektur praktycznie się nie zmienił przez lat 50. Choć tak, w niektórych szkołach są mądrzy i kreatywni nauczyciele, którzy wywalają ramotki, niebędące ponadczasową klasyką i zastępują je wartościową literaturą współczesną.

    Moje dzieci lektury czytają same, nie tylko lektury z polskiego, ale i z historii, z przyrody i innych przedmiotów. Ale one na szczęście nie muszą wpisywać wyrazów w okienka na testach tongue_out, a listę lektur mają obszerną. Przy czym ja im nadal czytam głośno. I mężowi też wink.



  • fogito 10.10.14, 21:58
    Moj syn uwielbia stare ramoty w postaci "Karolci" , czy " Cudaczka wysmiewaczka", albo "Pinokia". Ale on nietypowy jest i lubi dobra literature.
    A jak tam homeschooling Kotula? Dajesz rade?
  • mama_kotula 10.10.14, 22:23
    fogito napisała:

    > Moj syn uwielbia stare ramoty w postaci "Karolci" , czy " Cudaczka wysmiewaczka
    > ", albo "Pinokia". Ale on nietypowy jest i lubi dobra literature.

    Akurat Karolcia jest ok. Pinokia też jeszcze da się czytać, Cudaczka moje dzieci nawet lubiły, niemniej jak miały 4-5 lat.
    Problem był z rzeczami typu Czarna owieczka, Jacek Wacek i inne rogasie. I sierotka Marysia z krasnalami, i "Kajtkowe przygody" w klasie trzeciej (!!!). Litości.

    > A jak tam homeschooling Kotula? Dajesz rade?
    No jasne. Co więcej, sprawia nam to ogromną przyjemność.

  • morekac 10.10.14, 22:36
    No właśnie o tym pisałam: lektury, które większość dzieci w I czy II klasie jest w stanie samodzielnie przeczytać są najczęściej tak infantylne, że zęby bolą. A te, które mogłyby się dzieciom podobać, dla początkujących czytelników są nie do przebrniecia ze względu na objętość tekstu.Albo po prostu są niepedagogiczne...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • mama_kotula 10.10.14, 23:17
    morekac napisała:

    > No właśnie o tym pisałam: lektury, które większość dzieci w I czy II klasie jes
    > t w stanie samodzielnie przeczytać są najczęściej tak infantylne, że zęby bolą
    > . A te, które mogłyby się dzieciom podobać, dla początkujących czytelników są n
    > ie do przebrniecia ze względu na objętość tekstu.Albo po prostu są niepedagogic
    > zne...

    A spokojnie da się znaleźć coś dla dzieci początkujących w czytaniu, co nie jest treściowo dostosowane dla przedszkolaka.
  • morekac 11.10.14, 08:45
    Da się, jeśli ma się dobrą bibliotekę dla dzieci w pobliżu -np. w warszawskich bibliotekach dla dorosłych prawie nie ma książek dla dzieci i młodzieży, nie wiem, jak gdzie indziej. Albo przyzwoitą księgarnię stacjonarną (a tych coraz mniej) - bo można sobie ową książkę przejrzeć i zastanowić się, czy to czy tamto będzie odpowiednie (pod wieloma względami). Bo inaczej można się naciąć na nieziemski chłam, pół biedy, jeśli książka będzie tylko zbyt trudna, bo można to dziecku przeczytać i tyle.
    A w bibliotekach szkolnych królują nieśmiertelne Marysie, Kajtki, Rogasie i Wacki... Założę się, że w szkole u Stillgrey też tak jest, a że jest to jakaś wieś, więc pewnie księgarni nie ma, biblioteki dla dzieci sensownej nie ma, jest tylko ta szkolna i nauczycielka jest nieco ograniczona dostępnością książek w bibliotece szkolnej.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • stillgrey 11.10.14, 08:57
    U nas na wsi jest biblioteka szkolna (faktycznie slaby wybor, glownie lektury szkolne) i biblioteka gminna, a w miescie 5km dalej sa dwie biblioteki dla doroslych i swietna biblioteka dla dzieci. Jednak mysle, ze nauczycielka faktycznie ogranicza sie tylko do ksiazek, ktore sa dostepne w bibliotece szkolnej i przewidziane programem.
  • mama_kotula 11.10.14, 09:05
    No niestety, wiem, że nauczyciel jest ograniczony dostępnością książek. Pytanie, jak udostępnić dzieciom inną literaturę.

    Ech, zamiast cholernego darmowego eleMentarza można było zrobić program wyposażania szkolnych bibliotek wink.

    I tak - przed przeprowadzką miałam cudownie zaopatrzoną we WSZYSTKO Książnicę Karkonoską, dosłownie pod nosem - kilkanaście filii, w tym parę dziecięcych. Biblioteka gminna tutaj to jakiś dramat jest, na szczęście Warszawa blisko, więc jakieś pocieszenie.
  • morekac 11.10.14, 09:29
    Sama widzisz, że to już wyprawa się robi. Dziecko z jakiejś małej wsi, wożone do szkoły gimbusem, skazane jest na bibliotekę szkolną ( a tam Marysia, Rogaś etc.), chyba że ma rodziców rozmiłowanych w czytaniu bądź chociaż dostrzegających to, że dziecko powinno mieć dostęp do literatury.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • morekac 11.10.14, 09:06
    No więc widzisz... Ilu rodziców pojedzie z dziećmi te 5 kilometrów z dzieckiem do miasta po książkę?
    Teoretycznie w tej chwili w podstawówce nie ma lektur jako takich (w sensie, że nie ma chyba już tzw. kanonu), przynajmniej w młodszych klasach, niemniej książki w 20 czy 30 egzemplarzach w jednej bibliotece to tylko typowe lektury szkolne, nawet w świetnych bibliotekach dla dzieci. Inne książki występują w ilości niewystarczającej.
    Nowego zestawu książek się nie kupi, bo na pewno nie ma kasy - biblioteki to - zdaje się - pierwsza pozycja, która jest cięta w budżetach gminnych.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • fogito 11.10.14, 10:42
    Sorki, ale co to jest za odleglosc 5 km w dzisiejszych czasach. Toz to rowerem dzieciak moze przejechacmw pare minut.
  • mama_kotula 11.10.14, 12:09
    fogito napisała:

    > Sorki, ale co to jest za odleglosc 5 km w dzisiejszych czasach. Toz to rowerem
    > dzieciak moze przejechacmw pare minut.

    Tu się akurat zgodzę. Przy czym my do gminnej biblioteki mamy 3 km, jeździmy wedle potrzeby, do Warszawy to już jest wyprawa ok. 15-20 (zależy gdzie), niemniej też da się pojechać, samochodem czy rowerem, jak jest ciepło. Tak, to bywa cała wyprawa. Ale większość ludzi i tak dzieci wozi na milion pięćset zajęć dodatkowych, można to wliczyć jako kolejne z nich.
  • stillgrey 11.10.14, 20:36
    Dokladnie. To, ze ktos mieszka na wsi, nie znaczy, ze nie ma dostepu do ksiazek wink
    Te 5-10km do miasta kazdy i tak robi praktycznie codziennie zeby zrobic wieksze zakupy, pojechac z dziecmi na zajecia dodatkowe, do lekarza, fryzjera etc. Mozna tez przeciez ksiazki kupowac przez net, czy to w papierowej wersji, czy elektronicznej. Jest tez masa ksiazek dostepna w necie za darmo. Wystarczy chciec.
    Wspolczesne wsie to juz nie sa zadupia gdzie psy dupami szczekaja ;P
  • morekac 11.10.14, 21:06
    Widziałam takie domy, gdzie nie było żadnej książki, nawet kucharskiej... I nie, nie było to zadupie, tylko cywilizowana małopolska.
    Myślisz, że ktoś taki będzie odczuwał potrzebę pojechania z dzieckiem po książkę?
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • mama_kotula 12.10.14, 09:22
    Cytat
    Myślisz, że ktoś taki będzie odczuwał potrzebę pojechania z dzieckiem po książkę?


    Jak mu w szkole każą, to weźmie tyłek w troki i pojedzie. Z reguły ludzie robią wiele rzeczy, których by normalnie nie zrobili - a robią, bo "pani kazała".
  • jakw 12.10.14, 07:30
    stillgrey napisała:

    > Te 5-10km do miasta kazdy i tak robi praktycznie codziennie zeby zrobic wieksze
    > zakupy, pojechac z dziecmi na zajecia dodatkowe, do lekarza, fryzjera etc.
    Taa, i codziennie robicie większe zakupy, wpdacie do lekarza i fryzjera ? Wybranie się z młodą do biblioteki znacznie utrudniają mi godziny otwarcia tych bibliotek plus moje zajęcia, rozkład pracy i jej zajęcia. Jak mamy jeden dzień w tygodniu taki, że możemy do tej biblioteki polecieć to jest nieźle. Jak mam zaplanowanego fryzjera czy lekarza to o bibliotece wogóle nie ma mowy. Mieszkam w mieście i pracuję stosunkowo niedaleko od domu.

    > Mozna tez przeciez ksiazki kupowac przez net, czy to w papierowej wersji, czy elek
    > tronicznej.
    Na to trzeba mieć kasę. Oraz chcieć ją wydać właśnie na książki.
    Btw ebooki na razie dość słabo sprawdzają się przy mojej czytelniczce. A to z tego względu, że woli czytać z jakimś wskaźnikiem...uncertain

    > Jest tez masa ksiazek dostepna w necie za darmo.
    Ale chyba głównie z serii tych nieszczęsnych lektur z naszych czasów.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • stillgrey 12.10.14, 08:38
    Wiesz co, ja do biblioteki tez codziennie nie jezdze, za to jak juz jestem to wypozyczam 10 ksiazek w bibliotece dla dzieci i 10 ksiazek w bibliotece dla doroslych.
  • mama_kotula 12.10.14, 09:28
    stillgrey napisała:
    > Wiesz co, ja do biblioteki tez codziennie nie jezdze, za to jak juz jestem to w
    > ypozyczam 10 ksiazek w bibliotece dla dzieci i 10 ksiazek w bibliotece dla doro
    > slych.

    Ja do biblioteki gminnej jeżdżę wedle potrzeby, w warszawskich zamawiam wcześniej i jednego dnia robimy rundkę po 3-4 bibliotekach, połączoną z wycieczką po Warszawie, wizytami w muzeum itp. - z reguły mamy potem ze 3-4 duże plecaki książek.

    (a zaraz będzie riposta: a jeśli ktoś nie ma samochodu? a jeśli ktoś jest sparaliżowany? a jeśli ktoś pracuje 24h przez 7 dni w tygodniu i nie ma czasu? itd.)

    Myślę, że czasem fakt, logistyka potrafi być utrudniona, zresztą! sama o tym pisałam. Ale lektur nie zadaje się z dnia na dzień, książki z reguły nie są potrzebne na "teraz zaraz już", więc wizytę w bibliotece można zaplanować.
  • jakw 12.10.14, 09:49
    Kotula, ale ty prawdopodobnie masz taką pracę, że możesz sobie zrobić dzień wolny , zrobić miejsce w bagażniku na książki i pojechać do miasta czy w ciągu dnia podjechać do biblioteki otwartej w godzinach słabo dostosowanych do potrzeb "ludu pracującego miast i wsi". Bo co z tego, że ktoś będzie chciał podjechać z dzieckiem do biblioteki "bo pani kazała" skoro dzień w dzień stoi w jakimś sklepie do 20, a biblioteka czynna do 19? Znacznie lepiej byłoby gdyby dziecko w szkolnej bibliotece miało duży wybór książek właśnie dla dzieci - niekoniecznie lektur obowiązkowych i niekoniecznie lektur etnograficzno-agrarno-historycznych z serii "ucisk ludu pracującego". Wtedy są szanse, że coś mu do czytania "podejdzie"
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • fogito 12.10.14, 09:56
    Czy ty jestes samotna matka? Moze jest ojciec, ciocia, babcia, albo wujek, ktorzy mogli y dziecko do biblioteki zabrac, skoro ty nie mozesz.
  • morekac 12.10.14, 11:17
    Nie mierz wszystkich swoją sytuacją - masz jedno dziecko, na książki wam starcza, nie pracujesz i mieszkasz w dużym mieście. Masz czas, pieniądze, możliwości i chęci, żeby pojechać z dzieckiem do biblioteki (nie kosztuje to was zresztą jakoś dużo w czasie i pieniądzach, bo macie blisko). Tak, możesz się oburzać na osobę w twojej czy zbliżonej sytuacji, że dziecka do biblioteki nie prowadza i nie kupuje mu książek. Ale raczej nie powinnaś pouczać jakieś kobiety z Tarnawy Niżnej w Bieszczadach n/t dojazdu z dzieckiem do biblioteki dla dzieci.
    Pewnie jakieś 30% dzieci jest w sytuacji mieszkania z jednym rodzicem. Czasami ktoś pracuje poza domem, gdzieś w eurolandzie albo jest w domu tylko w weekendy. Czasami są inne sprawy w domu, typu małe dzieci, brak prawa jazdy, zagonienie, brak kasy nawet na bilet do miasta. I takie osoby są wśród tych 60% , które nie czytają wcale. I jeśli statystyczny Czech kupuje 14 książek , zaś statystyczny Polak - 1 czy 2, to jednak świadczy to po prostu o pewnym podejściu do czytelnictwa, którego nie zmienisz utrudnianiem dostępu do książek. Ten dostęp trzeba ułatwić, uatrakcyjnić, zachęcać do czytania - a nie mądrzyć się na temat baletnic. Bo właśnie przez takie bezmyślne (nie, nie twoje, nie masz wpływu na to, że gdzieś tam zlikwidowano bibliotekę czy nie kupuje się nowości, zaś w szkole na półkach stoją wyłącznie smętne sierotki i rogasie) podejście Polacy czytają dużo za mało. Bo im się nawyk w młodości nie wyrobił.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • fogito 12.10.14, 14:24
    Wow ale polecialas. Chyba nie doczytalas, ze z malej wsimdziewczynka jestem i za komuny w nauczycielskim domu sie nie przelewalo. Ale biblioteka byla i pieniadze na ksiazki tez. Nie bylo moze na wakacje w Bulgarii, ale trzeba miec jakies priorytety.
    To o czym piszesz, to sa pozorne problemy. Bo w naszej wsi jest sklep z alkoholem i jakos ludziska kase maja i na alkohol i na fajki. Biblioteka tez jest i nawet po remoncie, i nowa szkola i plac zabaw i orlik obok. I przed kazdym domem samochod stoi. A ludzie na wsi mieszkaja w wielopokoleniowych rodzinach i zawsze ktos z dzieciakiem do tej biblioteki jest w stanie podskoczyc. Dla chcacego nic trudnego. Ale jak sie nie chce to wszystkomprzeszkadza.
  • tusia-mama-jasia 12.10.14, 15:32
    Wiesz, pierwsza moja myśl jak przeczytałam o tych 5km do biblioteki, była taka jak Twoja odpowiedź: co za problem, przecież te 5km robi się i tak codziennie, więcej się robi i to z mniej przyjemnych, a także mniej ważnych powodów niż zdobycie książek.
    A potem stanęły mi przed oczami mamy moich małych pacjentów - jedna poradnia, w której pracuję, to naprawdę fatalne środowisko /chociaż miasto, nie wieś/, ogromne bezrobocie, masa nałogów, poważnych zaniedbań, patologii, przemocy. Skala zjawiska porażająca. I stanęła mi przed oczami mama zdumiona, że 4-latce "już" się myje zęby, że 3-latek to jednak cokolwiek powinien mówić, i stanęli mi przed oczami dwaj chłopcy w wieku wczesnoszkolnym z odciskami ojcowskiego buta na klatkach piersiowych, "bo niegrzeczni byli" itd. Jestem na 10000% pewna, że ci ludzie nie zrobią nie 5km, ale nawet 5 kroków po książkę. Zrobią ich 50 po fajki i wódke - tak jak piszesz, na to musi starczyć czasu, forsy i ochoty. Ale na książki?? A po co??
    To na szczęście nie jest średnia krajowa, ale w tym akurat mieście to naprawdę większość, nie mniejszość. Dla odmiany w drugiej poradni, w mieście, w którym mieszkam, proporcje są dokładnie odwrotne i nie brak rodziców, którzy pożądanej książki będą szukać, aż wykopią choćby spod ziemi. Ale faktem jest, że z uwagi na te dzieci, które i tak mają niewspółmiernie do średniej trudny start, powinna być dostępna literatura w szkole. To może utopia - te dzieci nie sięgają po książki i tak, nie mają tego nawyku, nigdy nie były zapisane do żadnej biblioteki i nie miałyby nawet takiego pomysłu, żeby ze szkolnej skorzystać, ale może dobry księgozbiór w szkole plus myśląca nauczycielka to jakiś początek odbijania się od totalnego dna...

    A po drugie - co do tych "babciów, ciociów, wujków" - nie każdy ich ma, naprawdę. Moją rodziną jest wyłącznie syn, tak się życie potoczyło, że nie mam kompletnie nikogo, jak łatwo się domyśleć, pracować muszę, prawka nie mam /co akurat imo nie jest problemem, ale było tu wspomniane/ i mimo najszczerszych chęci bywa, że czasu braknie nawet na to, co jawi mi się jako ogromnie ważne. Też uważam, że jak się chce, to się da, najlepszy dowód, że dajemy radę sami z synkiem - z zajęciami, bibliotekami, wyjazdami, pogaduchami, wspólnym czasem - takie priorytety. Ale jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której coś zmieni plany i nie będzie miał kto pomóc.

    --
    Tusia

    Jaś 30.10.2006
  • fogito 12.10.14, 15:42
    Polska to jednak smutny kraj. Nikt o dzieci nie dba. Moze trzeba zacząć organizować adopcje zagraniczne.
  • morekac 12.10.14, 15:42
    Ale biblioteka byla i pieniadze na ksiazki tez
    Dobrze napisałaś: była. W 1989 biblioteki publiczne (z filiami) miały 10 313 placówek, w 2012 - 8 182, co oznacza, że zniknęła 1/5 placówek. Spadła liczba punktów bibliotecznych - z 22 tys w 1989 do 1,3 tys w 2012.
    Co do zakupu nowych książek: w 2003 było to tylko 5,1 (woluminów na 100 mieszkańców), w 2008 - 9,6, w 2011 - 7,2. A wiesz jaki jest standard europejski ? 20-25 woluminów na 100 mieszkańców (w Danii - 39). To o jakim zaopatrzeniu w nowości i dostępności bibliotek dyskutujemy?

    Wiesz, jeśli bibliotekarz mówi, że nie mają pieniędzy na nowości wcale (i to od dwóch lat) - i rzeczywiście nowe książki pojawiają się rzadko - to oznacza, że chyba ktoś nie przewidział funduszy na takie 'fanaberie'. Takie kartki radośnie wiszą na drzwiach każdej mokotowskiej biblioteki od dwóch lat. Przypominam: Mokotów to Warszawa, a nie ostatnie zadupie świata.
    Ledwie 1.5 roku temu był pomysł, aby zlikwidować biblioteki szkolne i aby ich funkcje przejęły biblioteki gminne (jako że każda gmina ma obowiązek prowadzenia biblioteki, chociaż nie wiem, jak z jakością tych bibliotek, tj. zaopatrzeniem w nowości) -w praktyce oznaczałoby, że część dzieci zostałaby odcięta od jakichkolwiek książek. Poprzednie przymiarki do likwidacji części bibliotek były w 2009 roku.
    Nie dość, że Polacy nie czytają, to jeszcze robi się wszystko, aby rzeczywiście nie zaczęli czytać nawet przez przypadek...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • fogito 12.10.14, 17:03
    W mojej wsi są nadal dwie biblioteki, ale bardziej wypasione, bo są komputery i bajery. A ta na Pradze tez im niczym nie ustępuje. Jest tez mnostwo księgarni, gdziekolwiek sie nie obrócisz. Naprawdę nie rozumiem w czym problem. Niektorzy czytac nie będą nawet jak książka się na nich rzuci.
  • morekac 12.10.14, 18:24
    U ciebie są dwie, a gdzie indziej nie ma wcale. Kotula sama wzmiankowala, że ich najblizsza biblioteka w podwarszawskich krzakach raczej średnia jest.
    A co do księgarni- ostatnio to widzę, że coraz to któraś jest likwidowana.
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • fogito 12.10.14, 21:08
    To my pewnie w innych krajach zyjemy surprised
  • morekac 14.10.14, 15:39
    Widocznie. Ale serio , przez ostatnie 2-3 lata zniknęły mi ze 4 księgarnie.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • aleksandra1977 12.10.14, 22:05
    fogito napisała:

    Naprawdę nie rozumiem w czym problem. Niektorzy
    > czytac nie będą nawet jak książka się na nich rzuci.

    W ilosci rozrywek, ktore skutecznie wypieraja czytanie ksiazek, a takze w cenach ksiazek.
    --
    http://lbym.lilypie.com/6ojPp2.pnghttp://lbym.lilypie.com/zU1kp1.png

    "Zwei Dinge sollen Kinder von ihren Eltern bekommen: Wurzeln und Flügel." Johann Wolfgang von Goethe
  • fogito 13.10.14, 06:48
    Gry komputerowe sa drogie, papierosy sastraszniemdrogie, alkohol tez. To nie brak pieniedzy tylko,priorytetow.
  • morekac 13.10.14, 11:46
    To chyba powinien być powód do ułatwiania dostępu do książek i do zwiększania ich atrakcyjności, a nie do utrudniania i obrzydzania? wink

    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • fogito 13.10.14, 13:07
    A kto utrudnia i obrzydza? Nie zauwazylam takiej tendencji. Wydaje sie teraz przepiekne ksiazki i przepiekne wznowienia z cudownymi ilustracjami. W antykwariatach ksiazki za grosze leza. W bibliotekach za darmo. Wystarczy tylko chciec.
  • morekac 14.10.14, 15:41
    Dostęp do książki utrudnia się wskutek likwidacji bibliotek, a obrzydza - poprzez przymusowe czytanie o różnych sierotkach.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • fogito 14.10.14, 19:48
    Sierotki są cool a bibliotek zatrzęsienie.
  • jakw 12.10.14, 14:30
    Mój mąż rzadko wychodzi z pracy przed godziną zamknięcia biblioteki. Nie można na nim opierać regularnych wizyt młodej w bibliotece . A ciocia, babcia czy dziadek najpierw musieliby przez pół miasta przejechać. Ogólnie w bibliotekach bywam ostatnio rzadko - właśnie z powodu problemów logistyczno-czasowych. Tzn pożyczam ileś tam książek , czytamy, a potem to zalega w oczekiwaniu, aż udamy się następnym razem do biblioteki. Ja tylko dzwonię/klikam w necie w celu przedłużenia. Z tym, że u mnie nie ma problemu nieczytania i nieposiadania książek.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • fogito 12.10.14, 17:06
    Jak tyle pracujecie to z pewnością macie pieniądze na ksiazki.
  • jakw 11.10.14, 12:40
    Wybacz, ale ja nie puściłabym 2-klasistki samej do biblioteki położonej wprawdzie jakieś pół kilometra dalej, ale do przejścia przez 2-3 ulice (w zależności od biblioteki).
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • fogito 11.10.14, 09:13
    Ja z Pragi Polnoc i tu na Zabkowskiej jest swietna biblioteka dla dziec. Duzo nowosci, komputery i bajery. Chyba nie moze byc gorzej w innych dzielnicach niz jest na Pradze?
  • morekac 11.10.14, 09:59
    No tak, Fogito, tylko piszemy o dużym mieście. Na Mokotowie biblioteki dla dzieci są dobrze zaopatrzone, ale niektóre lepiej. A poza tym i tak twierdzą, że nie mają pieniędzy na nowości. sad
    Stillgrey mieszka jednak na wsi, kawałek za miastem, ale już dziecko samo tam po książkę się nie wyprawi. Przy braku książek w domu jest skazane na bibliotekę szkolną (gdzie, jeśli nawet są nowości dla dzieci, to są one w pojedynczych egzemplarzach) albo wcale nie ma dostępu do książek. Nie każdy jest wielbicielem sierotki Marysi, miłuje Zenka od Jurgielewiczowej, czy nie życzy śmierci Danusi Jurandównie, coby Zbysia uwolnić...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • fogito 11.10.14, 10:38
    W mojej rodzinnej wsi w Wielkopolsce jest biblioteka dla doroslych i dla dzieci + biblioteka szkolna. I sa nowosci, bo bylam w niej. Wydaje mi sie,ze demonizujecie. Jak sie chce to dostep do ksiazek zawsze jest. Gorzej, ze raczej sie nie chce.
  • morekac 11.10.14, 11:01
    No,ale ty lubisz Sierotkę i tobie podoba się każda lektura. W mokotowskich bibliotekach ogólnych praktycznie nie ma książek dla dzieci, dla młodzieży to jest czasem zaledwie kilka półek - a kilka osób potwierdziło moje podejrzenia, że to nie jest tylko mokotowska dolegliwość. Nie wszędzie są osobne biblioteki dla dzieci - u Stillgrey na wsi jest tylko gminna i szkolna z ramotkami.
    A 7-8 latek sam nie pojedzie rowerkiem, bo jako osobnik bez karty rowerowej jest nieuprawnionym uczestnikiem ruchu drogowego (pełno zresztą straszliwych piratów drogowych i gaciowców w tym kraju). Dziwne zresztą, że ty synka (sporo starszego od 7 latka) po mieście samochodem wozisz - autobusem nie mógł pojechać sam, skoro byłaś chora?
    Twoje świetlane pouczenia wonieją hipokryzją. Na 5 km przynajmniej.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • fogito 11.10.14, 19:25
    Zlej baletnicy to i rabek spodnicy... Wiekszosc dzieci to jednak ma rodzicow i moze z nimi sie do biblioteki wybrac.
    Syn byl chory a nie ja. Jak ja nie moge to jedzie taksowka, bomszkoda czasu na przesiadanie sie w komunikacji miejskiej.
  • morekac 11.10.14, 20:45
    No to innym też szkoda czasu na zaiwanianie w sumie 10 km po jakieś tam książki. Dlatego w miarę atrakcyjne książki powinny być dostępne w bibliotece szkolnej - chociażby dlatego, żeby dzieci miały szansę się z nimi zetknąć bez względu na odległość od biblioteki, kursy autobusów i poglądy rodziców na książki. I tyle. Wtedy może dorosły, korzystający regularnie z książek, będzie prowadzał potomstwo do biblioteki, zaś radni nie będą obcinali funduszów.
    Niestety, to również przez takie jak twoje podejście (dzieci należy katować sierotką i czym tylko się da, zaś odległość od biblioteki nie ma znaczenia - kto będzie chciał , ten i na Księżyc pojedzie) Polacy czytają przerażająco mało. Książka powinna być łatwo dostępna - inaczej 3/4 ludzi nie odkryje, że jest do czegokolwiek potrzebna. A skoro tego nie odkryje, nie będzie jej potrzebowało. Wcale.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • fogito 12.10.14, 09:51
    Nam jest szkoda czasu na komunikacje miejska, a nie na sam dojazd. Jak ktos chce szybciej to niech wezmie taksowke tak jak ja to robie.
    Polacy czytaja malo, bo im sie nie chce isc do biblioteki. Znajda milion przyczyn aby tam nie dojsc. Oraz nie chce im sie pieniedzy na ksiazki wydac, chociaz z pewnoscia nie pozaluja na weekendowe piwo czy papierosy.
    To sie nazywa priorytety. Jedni maja takie a inni inne. Ja sie na wsi wychowywalam i czytalam mnostwo. Biblioteka byla super zaopatrzona. Teraz tez tak jest. Ale czyta pewnie 10% dzieci i doroslych. Nie mysle o lekturach, bo te pewnie dzieci jednak musza przeczytac.
    Jak rzucisz perly przed wieprze, to one sie tymi perlami nie zachwyca.
  • jakw 12.10.14, 14:16
    fogito napisała:

    > > Polacy czytaja malo, bo im sie nie chce isc do biblioteki. Znajda milion przycz
    > yn aby tam nie dojsc.
    Np. nie będzie im się chciało wydawać na taksówkę....
    > Oraz nie chce im sie pieniedzy na ksiazki wydac, chociaz
    > z pewnoscia nie pozaluja na weekendowe piwo czy papierosy.
    Biblioteki w weekendy są raczej nieczynne. Więc w weekend zostaje wyprawa po piwo...

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • fogito 12.10.14, 14:25
    Dzieci w polskich szkolach koncza zajecia dosc wczesnie, albo zaczynaja pozniej. Zawsze znajdzie sie czas na biblioteke.
  • jakw 11.10.14, 12:34
    mama_kotula napisała:
    >
    > A spokojnie da się znaleźć coś dla dzieci początkujących w czytaniu, co nie jes
    > t treściowo dostosowane dla przedszkolaka.
    W zeszłym roku zwiedziłam wszystkie biblioteki dla dzieci na Ochocie w poszukiwaniu takich książek dla młodszej. Takich, że treść byłaby trochę bardziej zaawansowana niż "To jest traktor", za to słownictwo niezbyt skomplikowane , duże litery i w miarę krótkie. Jak pamiętam, to aż 2 książki znalazłam...
    Za to było tam sporo książek w stylu: "Klechdy i baśnie" o słownictwie tak skomplikowanym, że sama sobie na tym język łamałam jak czytałam potem młodej.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • fogito 12.10.14, 09:53
    Ale przeciez od ponad roku wydawana jest seria dlampoczatkujacych czytelnikow pisana i ilustrowana przez swietnych autorow. Na pewno jest w bibliotece na Pradze. I na pewno w Empiku smile
    Dla chcacego nic trudnego.
  • fogito 11.10.14, 09:17
    Ja kocham Konopnicka wink
    Jak syn byl chory tydzienw domu i zaproponowalam mu homeschooling, coby rano sie nie zrywac i nie jechac 10 km, to stwierdzil, ze nie dalby rady ze mna non stop, bo w szkole to przynajmniej pogra z chlopakami w pilke na przerwie wink
  • mama_kotula 11.10.14, 12:12
    fogito napisała:
    > Jak syn byl chory tydzienw domu i zaproponowalam mu homeschooling, coby rano si
    > e nie zrywac i nie jechac 10 km, to stwierdzil, ze nie dalby rady ze mna non st
    > op, bo w szkole to przynajmniej pogra z chlopakami w pilke na przerwie wink

    Ja bym też nie dała rady non stop, całe szczęście, że ED to nie jest przebywanie non stop z dziećmi smilesmile
  • fogito 11.10.14, 19:28
    A gdzie i z kim je uplynniasz mowiac brzydko? Jesli to nie tajemnica.
  • mama_kotula 12.10.14, 09:33
    fogito napisała:
    > A gdzie i z kim je uplynniasz mowiac brzydko? Jesli to nie tajemnica.

    Hm, pomyślmy. Na przykład z panią Alexandrą Sidorenko, z instruktorem pływania, z trenerką judo, z lektorem języka angielskiego, z drużyną harcerską, z dziadkami, z tatą, z kuzynostwem, na rozmaitych warsztatach - oraz sami się upłynniają z kolegami i koleżankami.
  • ewa_mama_jasia 11.10.14, 10:10
    O, Kajtkowych Przygód będę bronić smile . Choć niekoniecznie może w klasie III. Jest to swietne wprowadzenie do poznania dawnej wsi, robót polowo - zagrodowych i w ogóle dawnego zycia na wsi. Mimo iż ramota, to w zasadzie wszystkie prace (oprócz tych związanych z lnem) sama jako dziecko i młoda dziewczyna wykonywałam. Syn omawiał w II. Nie wiem jednak, czy młodsze dzieci będą już gotowe do poznania tej tematyki. Jeśli jest ona odległa od dzisiejszego zycia (a jest), dzieci małe mogą mieć problem ze zrozumieniem i wyobrażeniem sobie tego.

    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • morekac 11.10.14, 10:36
    Bo zawsze jednym podoba się to, innym tamto. Nieszczęsny Pinokio raz znajdzie zagorzałych obrońców, innym razem zostanie uznany za bajkę co najmniej dziwną (z wtrętami z kronik policyjnych wink ), tak samo sierotka czy inne książki. Problem polega na tym, że dziecko ma szansę nie zetknąć się z książkami, które mu się spodobają i wciągną do czytania. Lektury w klasach I-III właśnie temu powinny służyć, a nie badaniom etnograficzno-historycznym.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • fogito 11.10.14, 10:40
    Lektury powinny sluzyc edukacji na rowni z dawaniem przyjemnosci czytelnikowi.
  • morekac 11.10.14, 11:11
    No, to w klasach 1-3 powinny służyć edukowaniu w czytaniu książek, a nie samoumartwiania.
    Większość tych Wacków, Maryś itp. to najczęściej jest literatura taka sobie... Z literatury etnograficzno-agrarnej będą jeszcze czytać 'Chłopów' w szkole ponadgimnazjalnej, więc wiedza o dawnej wsi nie przepadnie.
    Nie czepiam się lektur w gimnazjum czy liceum, odkąd nieco zredukowali nadmiar Sienkiewicza (Henryka, bo niektórzy lubią też Bartłomieja czytać wink ), chociaż uważam, że za mało jest literatury światowej. A moje dziecko uważa, że za dużo jest Mickiewicza, a za mało Słowackiego. Bo Słowacki lepszy był. A Prusa darzy uwielbieniem od podstawówki. No, ale to już rzecz gustu.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • jakw 11.10.14, 14:24
    morekac napisała:
    > Nie czepiam się lektur w gimnazjum czy liceum, odkąd nieco zredukowali nadmiar
    > Sienkiewicza (Henryka, bo niektórzy lubią też Bartłomieja czytać wink )
    Hm, cytaty z Bartłomieja ostatnio jakby bardziej popularne niż te z Henryka...

    >A moje dziecko uważa, że za dużo jest Mickiewicza, a za mało Słowackiego. Bo Słowacki lepszy był.
    Z dwojga złego to już wolę Mickiewicza...

    >A Prusa darzy
    > uwielbieniem od podstawówki.
    To dewiacja wink Bo w podstawówce z Prusa występuje chyba głównie coś takiego jak "Antek", w którym dla takich małolatów najbardziej interesująca jest ta biedna Rozalka włożona na 3 zdrowaśki do pieca. Przynajmniej ja tyle z tego zapamiętałam.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • agni71 11.10.14, 14:44
    > To dewiacja wink Bo w podstawówce z Prusa występuje chyba głównie coś takiego ja
    > k "Antek", w którym dla takich małolatów najbardziej interesująca jest ta biedn
    > a Rozalka włożona na 3 zdrowaśki do pieca. Przynajmniej ja tyle z tego zapamięt
    > ałam.

    może dziecko czyta cos więcej niż lektury? "Lalkę", "Faraona" czytałam w podstawówce właśnie i tez mnie zachwycił wink

    W podstawówce chyba omawiało sie zresztą więcej nowel i opowiadań, pamiętam "Kamizelkę" i "Katarynkę".
  • morekac 11.10.14, 14:51
    Chodzi właśnie o Kamizelkę i Katarynkę, o Antku mowy nie było.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • jakw 11.10.14, 15:03
    Ale teraz podstawówka kończy się na 6 klasie. Mało kto chyba jednak czytał "Lalkę" czy "Faraona" w klasie 5 czy 6.
    Zresztą "Faraona" nie zmęczyłam do tej pory (usiłowałam jakiś czas temu), po spotkaniu z "Lalką" w liceum nie zajrzałam do niej 2-gi raz. Prusa nie lubię mimo tego, że w domu stała cała kolekcja dzieł owego autora.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama_kotula 12.10.14, 09:35
    agni71 napisała:
    > "Faraona" czytałam w podsta
    > wówce właśnie i tez mnie zachwycił wink

    Syn wciagnął Faraona ze 2 tygodnie temu, jak się uczyliśmy o Egipcie. Ma 11 lat, ten syn. Bardzo mu sie podobało.
  • jakw 11.10.14, 12:05
    fogito napisała:

    > Lektury powinny sluzyc edukacji na rowni z dawaniem przyjemnosci czytelnikowi.
    I tak jest. Jeśli lektury dają zero przyjemności w czytaniu to efekt edukacyjny jest zerowy. Jeśli odrzucają od czytania - efekt edukacyjny jest ujemny.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • fogito 12.10.14, 09:59
    Ale to juz jest sprawa indywidualna. Mniemzadna lektura nigdy nie odrzucila i mojego syna tez nie. W kazdej ksiazce mozna cos zmalezc dla siebie. Lektury nie sa ksiazkami bylejakimi. To nienharlequiny.
  • morekac 12.10.14, 11:31
    No, nie w każdej, ale rozumiem, że to rzecz gustu - tym bardziej dzieci powinny mieć dostęp do literatury różnorodnej.
    Literatura się starzeje, niekiedy dramatycznie. Książki robią się niestrawne po latach, chociażby ze względu na manierę językową albo zupełnie niezrozumiałe ze względu na nadmierne skupienie się na odniesieniu do czasów im współczesnych (i bez bardzo dobrych przypisów nie ma szans ich rozkminić)
    Niestety, wadą literatury dla dzieci jest też czasami skażenie nadmiernym dydaktyzmem . Albo bywają zbyt infantylne. Wiele lektur mija się czasami z wiekiem dzieci (i stąd nie wzbudzają zachwytu).
    Niektóre zaś są całkowicie czytalne i zrozumiała i po 200 latach.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • mama_kotula 11.10.14, 12:15
    Cytat
    O, Kajtkowych Przygód będę bronić smile . Choć niekoniecznie może w klasie III. Jest to swietne wprowadzenie do poznania dawnej wsi, robót polowo - zagrodowych i w ogóle dawnego zycia na wsi.


    Kajtkowe Przygody czytałam dzieciom, jak miały 4 lata, bo treściowo mniej wiecej tak to pasuje. W dobie internetu można im pokazać zdjęcia i filmy poglądowe, poza tym można zabrać do skansenu na warsztaty.

    Cytat
    Nie wiem jednak, czy młodsze dzieci będą już gotowe do poz
    > nania tej tematyki. Jeśli jest ona odległa od dzisiejszego zycia (a jest), dzie
    > ci małe mogą mieć problem ze zrozumieniem i wyobrażeniem sobie tego.


    Jak dla mnie, to właśnie małe dzieci mają mniejszy problem z rozumieniem i wyobrażaniem, bo dla nich, zauważ, w dzisiejszym życiu i tak co chwilę jest coś nowego.

  • jakw 11.10.14, 12:16
    Moi rodzice mieli jeszcze okazję brać udział w takich pracach zagrodowych - osobiście mieszkając na wsi lub jeżdżąc na całe wakacje do dziadków. Ja w młodosci spędziłam sporo wakacji na działkach położonych niedaleko wsi i miałam okazję patrzeć na część tych prac polowych. Moje osobiste dzieci i tak mają nieźle, bo widziały jak się krowy doi.
    Dla dzisiejszych dzieci, nawet tych wiejskich, takie lektury, to może być zbyt duża abstrakcja.
    Mój kuzyn ze wsi, mając lat naście, podobno zasuwał jakimś poważnym ciągnikiem po polu, a krowy doił za pomocą dojarki. Więc jeśli już dzieci mają edukacyjnie czytać lektury z serii etnograficznych niech to będzie lektura o wsi bardziej współczesnej niż wsi z pasaniem gęsi.
    -------
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama_kotula 11.10.14, 16:15
    Cytat
    Więc jeśli już dzieci mają edukacyjnie czytać lektury z serii etnograficznych niech to będzie lektura o wsi bardziej współczesnej niż wsi z pasaniem gęsi.


    To raz, a dwa - to, co było już mówione: niech będzie jedna taka lektura "etnograficzna". Może dwie. A nie wszystkie. Bo, jak zostało napisane wyżej również, na tym etapie lektura ma przede wszystkim zachęcać do czytania.
  • tusia-mama-jasia 12.10.14, 15:45
    > Więc jeśli już dzieci mają edukacyjnie czytać lektury z serii etnograficznych niech to będzie lektura o wsi bardziej współczesnej niż wsi z pasaniem gęsi

    A właściwie dlaczego? Przecież to kawał historii - takiej codzienności, której już poza skansenem się nie zobaczy. Połączenie takiej lektury z wycieczką do jakiegoś skansenu to sam smaczek, czemuż od tego uciekać? Czy tylko współczesność ma wartość i jest zachęcająca?
    Mojemu synowi "Kajtkowe przygody" bardzo się podobały. Nie pamiętam, ile miał lat, chyba coś koło 6 musiał mieć, bo już czytał je w dużej mierze samodzielnie, wyjaśniałam czego nie rozumiał i był zafascynowany ilością ciekawostek, które obgadaliśmy dzięki temu. Podoba mi się, jeśli lektura wnosi coś nowego do wiedzy ogólnej w jakiejś dziedzinie, a nie tylko komentuje znaną dziecku rzeczywistość.

    --
    Tusia

    Jaś 30.10.2006
  • zofijkamyjka 11.10.14, 20:42
    mojej córce Kajtkowe Przygody bardzo sie podobały ale ja jej to czytałam i duuuużo tłumaczyłam, jestem pewna że czytajac sama niewiele by rozumiała smile
    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • kozaczek25 10.10.14, 21:04
    U mojej corci we wrzesniu przerabiali Koziołka Matołka, ale tylko I ksiege, a na pazdziernik maja Pięciopsiaczki W. Chotomskiej. Dzieciaki maja czytac samodzielnie, wiekszosc juz sobie ladnie radzi, choc sporo nie lubi czytac. Najlepiej dawac przyklad, ja sama sporo czytam, mloda juz od 2 lat ma swoja karte biblioteczna i wypozycza rozne ksiazki. Przyznam, ze to byl strzal w 10, z ta biblioteka, bo uwielbia tam chodzic i buszowac po polkach smile A czytac zaczela w I klasie, takze ja problemu z czytaniem lektur na szczescie nie mam.
    --
    Dziękuję za uwagę wink
  • mama_kotula 10.10.14, 21:15
    tusia-mama-jasia napisała:
    > I to jest właśnie nieszczęście. Testy jako sposób oceniania wiedzy, zwłaszcza t
    > am, gdzie coś od nich zależy, to porażka.

    Tak jest. A wiesz, co jest najdłuższym ciągiem znaków, wpisywanym przez ucznia w teście gimnazjalnym z historii i wos? Numer pesel.

    Nota bene czytałam ostatnio pewien artykuł, amerykański. Nie zalinkuję, bo nie pomnę, gdzie to było. Oczywiście, sytuacja ekstremalna - ale ja z takimi się parę razy spotkałam na żywca. Dziewczynka miała przeczytać tekst z podręcznika i potem odpowiedzieć na pytanie pod tekstem. Pytanie brzmiało: jakie zboże uprawia się w Ameryce w największej ilości? Dziewczynka odpowiedziała: eksport. Dlaczego? - spytał egzaminujący. Na co dziewczynka odparła: bo ten wyraz był wydrukowany pogrubionym fontem.


  • bbkk 10.10.14, 22:20
    Smutne ale prawdziwe.
    Jak pisze się wnioski do NCN czy NCBR to najistotniejsze słowa warto wytłuścić bo inaczej mogą umknąć recenzentowi ....
    --
    http://www.cosgan.de/images/midi/verschiedene/f075.GIF
  • tusia-mama-jasia 10.10.14, 22:35
    Ekstremum, ale symptomatyczne... Dramat.
    Ja pamiętam na swoich własnych studiach, w mojej własnej grupie 3 koleżanki, skądinąd dobre studentki, które przed jednym z nielicznych zaliczeń w formie wypowiedzi pisemnej, a nie testu, włosy z głowy rwały: "nauczyć się tego, to jeszcze, ale jak to w takie całe zdania ubrać???"

    --
    Tusia

    Jaś 30.10.2006
  • mama_kotula 10.10.14, 23:22
    Cytat
    nauczyć się tego, to jeszcze, ale jak to w takie całe zdania ubrać???


    Tusia, ja od miesiąca ponad "odszkalniam" dzieci. I doskonale rozumiem, co czują te studentki, bo dopiero od jakiegoś czasu moje dzieci są w stanie z marszu opowiedzieć to, co przed chwilą czytały, czyli właśnie "ubrać w całe zdania". Na początku musiałam zadawać 150 pytań szczegółowych, na które z przyzwyczajenia odpowiadały jednym wyrazem. Dramat. I to są serio zdolne dzieci. Tylko nieprzyzwyczajone do wypowiedzi ustnej, do formułowania wiedzy na piśmie (poza typowym wypracowaniem z polskiego).
  • jakw 11.10.14, 12:03
    mama_kotula napisała:
    >
    > Tusia, ja od miesiąca ponad "odszkalniam" dzieci. I doskonale rozumiem, co czuj
    > ą te studentki, bo dopiero od jakiegoś czasu moje dzieci są w stanie z marszu o
    > powiedzieć to, co przed chwilą czytały, czyli właśnie "ubrać w całe zdania". Na
    > początku musiałam zadawać 150 pytań szczegółowych, na które z przyzwyczajenia
    > odpowiadały jednym wyrazem. Dramat. I to są serio zdolne dzieci. Tylko nieprzyz
    > wyczajone do wypowiedzi ustnej, do formułowania wiedzy na piśmie (poza typowym
    > wypracowaniem z polskiego).
    A ja się zastanawiam czy to "uszkolnienie" nie jest przypadkiem wynikiem tego, że dba się głównie o to, żeby uczeń przeczytał owe nieszczęsne lektury. No i trzeba zrobić potem kartkówkę z treści. Więc uczeń, nawet jeśli zapoznaje się z treścią osobiście (czytając lub słuchając) to skupia się na wychwyceniu szczegółów potrzebnych do zaliczenia tej kartkówki, a nie na przemyśleniach co do treści czy bohaterów. Więc co ma mieć do powiedzenia? A gdyby uczeń mógł wybrać sobie sam lekturę i napisać z niej wypracowanie?
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama_kotula 11.10.14, 16:13
    Cytat
    A gdyby uczeń mógł wybrać sobie sam lekturę i napisać z niej wypracowanie?


    No ja w dużej mierze pracuję na tym, co dzieci sobie same wybierają do czytania. Przecież aby nauczyć się pisać charakterystykę, dziecko niekoniecznie musi pisać charakterystykę Pana Kleksa czy Ani z Zielonego, może równie dobrze opisać Nikę Mickiewicz czy Herhora. Wszelkie kwestie języka (funkcje języka, gramatyka, składnia, ortografia, inne takie) załatwiam na tym, co jest pod ręką i co się dzieciom podoba. Zresztą, to temat rzeka jest.

  • stillgrey 11.10.14, 20:26
    "A gdyby uczeń mógł wybrać sobie sam lekturę i napisać z niej wypracowanie?"

    Planuje wlasnie w przyszlym tygodniu pogadac z wychowawczynia czy udaloby sie wprowadzic codzienne czytanie przez 15 minut ksiazek, ktore dzieciaki same wybiora i przyniosa z domu. Po przeczytaniu mogliby napisac streszczenie ksiazki, albo opisac swoj ulubiony fragment a pozniej opowiedziec o przeczytanej ksiazce kolegom.
  • fogito 12.10.14, 10:55
    W szkole syna nie ma kartkowek z lektur. Sa wlasnie wypracowania i przemyslenia. Ostatnio IV klasa "Bracia Lwie Serce" i tematy wypracowan: Jakim bratem lub siostra jestes? A dla jedynakow Jakimi bracmi byli chlopcy w ksiazce? Albo Charakterystyka Jonatana lub Zarekumenduj komus ksiazke? Opisz jakmwyobrazasz sobie Nangijalie i narusuj jesliimchcesz. reasumujac jest juz 3 wypracowanie odnosnie jednej lektury. Zadnego testu ze szczegolow. Wszystkie wypracowania maja byc na A4.
  • morekac 12.10.14, 11:21
    O, i to jest dobre. Na pewno lepsze od wymieniania miast, które odwiedził pies Lampe i liczenia więźniów w więźniarce pod Arsenałem. (oba idiotyczne przykłady z kartkówek, przytoczone na forach)
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • zofijkamyjka 12.10.14, 12:10
    wypracowania tez są oczywiscie ale najpierw test ze znajomosci..... i tak połowa klasy u córki trzepie opracowania smile
    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • tusia-mama-jasia 12.10.14, 15:40
    No i to ma sens.

    --
    Tusia

    Jaś 30.10.2006
  • jakw 11.10.14, 11:53
    tusia-mama-jasia napisała:

    > Ekstremum, ale symptomatyczne... Dramat.
    > Ja pamiętam na swoich własnych studiach, w mojej własnej grupie 3 koleżanki, sk
    > ądinąd dobre studentki, które przed jednym z nielicznych zaliczeń w formie wypo
    > wiedzi pisemnej, a nie testu, włosy z głowy rwały: "nauczyć się tego, to jeszcz
    > e, ale jak to w takie całe zdania ubrać???"
    Więc ten problem z wypowiedziami pisemnymi to chyba nie tylko wynik kilku ostatnichy reform - chyba że sprawiłaś sobie dziecię bardzo wcześnie wink


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • tusia-mama-jasia 12.10.14, 15:38
    Hehe, nie - sprawiłam sobie dziecię w wieku chyba bardzo przeciętnym wink Byłam już po studiach, a zacytowana rozmowa rzeczywiście nie miała miejsca w dobie ostatnich reform, tylko lekko licząc 10 /a może więcej?/ lat temu. Wcale nie jestem skłonna kryzysu czytelnictwa składać na karb ostatnich reform. Wciąż mam poczucie, że jednak wielu rzeczy - w tym stosunku do książek - uczy się człowiek mimowolnie w domu, reforma szkolnictwa nie tak wiele tu zmienia. To raczej pochodna trybu życia w ogóle, zmiany form komunikacji, wzorców spędzania czasu, sposobu sprawdzania wiedzy w szkołach na wszystkich poziomach edukacji również.

    --
    Tusia

    Jaś 30.10.2006
  • morekac 11.10.14, 08:58
    No, trochę to demagogiczny argument. Nie ma znowu aż tylu słów powyżej 11 wyrazów, ty tez napisałaś bodaj tylko 2 dłuższe ciągi znaków w swojej wypowiedzi...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • jakw 11.10.14, 11:51
    >
    > Tak jest. A wiesz, co jest najdłuższym ciągiem znaków, wpisywanym przez ucznia
    > w teście gimnazjalnym z historii i wos? Numer pesel.
    No i ? Ja w życiu nie zdawałam żadnego egzaminu z historii i żyję.
    A żeby zrobić ten egzamin gimnazjalny z historii na bdb poziomie to jednak trzeba trochę wiedzieć. Teoretycznie większość potrzebnych informacji masz w tekście czy na mapie - tyle że nie ma czasu, żeby to sobie wszystko po kolei rozkminiać.


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • koza_w_rajtuzach 11.10.14, 08:51
    U nas dzieci mają tylko fragmenty lektur. Mają je również na płycie.
    Może poszukaj audiobooków?
  • srubokretka 14.10.14, 14:45
    stillgrey, czy to tyy pisalas cos o ksiazkach czytanych, gdzie tekst jest widoczny? Mozesz cos polecic? My mamy jeden app, ale tekst jest okropna czcionka napisany... Potrzebuje cos wyraznego dla mojego 3latka.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka