Dodaj do ulubionych

"Wybieramy lektury" - widzieliście?

02.12.14, 16:36
Polecam wszystkim rodzicom udział w akcji ministerstwa edukacji
www.men.gov.pl/index.php/58-nie-przypisane/1642-ankieta
Rodzice do 31 stycznia 2015 mogą podawać własne typy obowiązkowych lektur szkolnych. Wreszcie rozsądny pomysł! (tak wiem że malkontenci znajdą wady w takim rozwiązaniu ale skupmy się na tym że ktoś rodziców zapytał o zdanie i głosujmy)
--
Serdecznie pozdrawiam moją bratową!

55 Zecchino d'Oro - Il sirtaki di Icaro
Edytor zaawansowany
  • saszanasza 02.12.14, 17:37
    dzięki za linka😀
    uważam że świetny pomysł! formularz wypełniłam. moim numerem 1 jest "Arka czasu" Szczygielskiego
    --
    Nie jestem zołzą! Po prostu mam strasznie niski wskaźnik tolerancji😜
  • niegomezza 02.12.14, 19:26
    "Czarownica piętro niżej" tego samego autora też jest bardzo dobra.
  • mama303 02.12.14, 20:27
    niegomezza napisał(a):

    > "Czarownica piętro niżej" tego samego autora też jest bardzo dobra.

    I "za niebieskimi drzwiami"
  • mama-ola 02.12.14, 21:29
    Znalazłam wadę smile Obawiam się, że wpłynie 800 tytułów (tyle wpłynęło na akcję Między nami czytelnikami), potem ministerstwo da, co zechce i podeprze się tym, że to z listy od rodziców.
  • tehanu73 02.12.14, 22:30
    OK, tylko że już od jakiegoś czasu w szkole podstawowej nie ma czegoś takiego, jak lista lektur obowiązkowych. Ministerstwo o tym nie wiewink?
  • ewa_mama_jasia 03.12.14, 08:08
    Rodzice robią rozróbę. A to długie opisy zycia na wsi przed 100 laty, a to trudne słownictwo, a to infantylna treść. I dlatego ministerstwo zrobiło akcje, żeby rodziców spacyfikować. Te lektury powinny wybierać dzieci a nie rodzice smile Mój syn oglądając materiał w wiadomościach o wyborze lektur stwierdził, że właśnie lektury powinny być tradycyjne, żeby dzieci zapoznały się z książkami, które zostały napisane dawno temu.

    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • biala_ladecka 03.12.14, 08:46
    ewa_mama_jasia napisała:
    Te lektury powinny wybierać dzieci a nie rodzice smile

    Nie ma problemu, Twój syn również może wypełnić ankietę.
  • saszanasza 03.12.14, 09:46
    ewa_mama_jasia napisała:

    > Rodzice robią rozróbę. A to długie opisy zycia na wsi przed 100 laty, a to trud
    > ne słownictwo, a to infantylna treść. I dlatego ministerstwo zrobiło akcje, żeb
    > y rodziców spacyfikować. Te lektury powinny wybierać dzieci a nie rodzice smile
    > j syn oglądając materiał w wiadomościach o wyborze lektur stwierdził, że właśni
    > e lektury powinny być tradycyjne, żeby dzieci zapoznały się z książkami, które
    > zostały napisane dawno temu.

    Lektury podchodzące pod "dawno temu" powinny być realizowane na etapie szkoły średniej i uczelni wyższych, gdzie obok walorów książki, fabuły, opisów przyrody, miejsc, uczeń ma okazję zaznajomić się ze specyficznym językiem.
    Na poziomie szkół podstawowych i gimnazjów zadaniem lektur powinno być uwarażliwienie dzieci na pewne aspekty życia, poprzez jasny i prosty przekaz. Język, którym się już dawno nikt nie posługuje nie jest najlepszym nośnikiem.
    Jest wiele nowych pozycji literackich, które traktują o wielu istotnych sprawach, pokazują to, co pokazywały "stare lektury", a jednak napisane są językiem bardziej "przyswajalnym" przez dzieci, a chyba chodzi o to, by do dzieci trafiały przesłania książek.

    --
    Nie jestem zołzą! Po prostu mam strasznie niski wskaźnik tolerancji😜
  • ewa_mama_jasia 03.12.14, 09:54
    Czytaliśmy z synem trochę tych nowych książek dla dzieci. Jak dla mnie, pomijając zupełnie niewiarygodne realia, w wielu z nich jest prawie całkowity brak opisów. Dzieci w klasach I - III uczą się tworzyć opisy, wypowiedzi pisemne, z czego mają się nauczyć jak w książkach jest głównie sama fabuła bez opisów?
    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • morekac 03.12.14, 18:28
    Dzieci w klasach I - III uczą się tworzyć opisy, wypowiedzi pisemne, z czego mają się nauczyć jak w książkach jest głównie sama fabuła bez opisów?

    Może powinny uczyć się pisząc te opisy? Używając do tego oczu do patrzenia na obiekt i długopisu do pisania?
    Nie wiem, dlaczego akurat w tym widzisz problem.

    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • jakw 05.12.14, 21:44
    >Jak dla mnie, pomijając zupełnie niewiarygodne realia
    Taa, bo w Kubusiu Puchatku , Sierotce Marysi , Muminkach czy Szewczyku Dratewce to same realia wink
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • niegomezza 03.12.14, 09:55
    Mi się też wydaje, że nawet jeżeli z jakiegoś powodu upieramy się przy tekstach dotyczących "dawnych czasów" to w klasach młodszych lepiej używać tekstów współczesnych o dawnych czasach, niż wtedy pisanych.
    Inna sprawa to po kiego diabła akurat opowieści o życiu na wsi 100 lat temu? Może lepiej o życiu w mieście 70 lat temu? Albo o życiu w głuszy 500 lat temu?

    Zagłosowałam na różne etapy, od Pana Kuleczki po Szczygielskiego.
  • ewa_mama_jasia 03.12.14, 11:36
    Tyle tylko że brak jest w tej chwili współczesnych tekstów o zyciu w mieście 70 czy na wsi 100 lat temu. Zobacz, co masz w aktualnej ofercie dla najmłodszych (2-3 klasa): fantastyka (Maleszka, Felix Nika itp.), bardzo niesforne dzieciaki (Karolek), Kasdepke (niby fajne, ale wydaje się jakby były pisane na zlecenie i bez większej starannosci). Nie znam tych z serii "Czytam sobie", może są dobre.
    Kiedyś pisała Ewa Nowacka, Maria Kruger, Januszewska książki dla dzieci o starożytnych i starych czasach np. Ale to dla starszych.
    Skoro dzieci w III klasie mają elementy historii (mój syn przerabia właśnie władców Polski na wczesnoszkolnym), to dlaczego nie ma książek z fabułą w tamtych czasach? Bo to wymaga od autorów wiedzy historyczne, sprawdzenia realiów......
    A od rodziców i nauczycieli wprowadzenia w temat. No i bez trudnych słów się nie obedzie, a rodzice mają i tak pretensje, ze dzieci poznają takie trudne wyrazy jak kałamarz, rokosz czy siennik.
    Czemu nie ma sensowych historii o aktualnych dzieciach, ich przygodach na podwórku czy podczas wakacji? Takie jak pisała Ożogowska, Bahdaj, Niziurski itp. Fajne są Kroniki Archeo, ale tam masz dzieci z górnej półki inteligenckiej i finansowej, których życie nijak nie przystaje do codziennego zycia większości polskich dzieci.

    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • tusia-mama-jasia 03.12.14, 11:59
    Podpisuję się w 100%.
    Jakie trudne słowa? Czy czytelnictwo nie ma czasem służyć m.in. poszerzaniu słownictwa?
    Dlaczego dawne czasy są "be"? Dzieci naprawdę nie są ciekawe, skąd wyrosły? Nie chodzą po muzeach, nie oglądają starych albumów rodzinnych, nie dociekają, w jakich realiach żyli dziadkowie, pradziadkowie? Przecież książka to nowe światy.
    A język? Ten nieco archaiczny bywa piękny, dlaczego ma być traktowany gorzej czy mniej znany niż mierne walory językowe powiastek o koszmarnych dzieciach?


    --
    Tusia

    Jaś 30.10.2006
  • ewa_mama_jasia 03.12.14, 12:04
    A przecież my w tym wieku omawialiśmy takie lektury - np. Filip i jego załoga na kółkach - moja lektura klasy III, właśnie wczoraj wyciągnięta z półki i dana synowi. Kapitalna jest (choć też dla II - III klasy) Januszewskiej "Rękopis pani Fabulickiej". Ale tu już wymagana jest chęć tłumaczenia dzieciom przez dorosłych trudnych rzeczy.
    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • jakw 05.12.14, 22:16
    ewa_mama_jasia napisała:

    > A przecież my w tym wieku omawialiśmy takie lektury - np. Filip i jego załoga n
    > a kółkach - moja lektura klasy III, właśnie wczoraj wyciągnięta z półki i dana
    > synowi. Kapitalna jest (choć też dla II - III klasy) Januszewskiej "Rękopis pan
    > i Fabulickiej". Ale tu już wymagana jest chęć tłumaczenia dzieciom przez dorosł
    > ych trudnych rzeczy.
    No właśnie chodzi chyba o to, żeby te lektury były na tyle dla dzieci zrozumiałe, że będą w stanie przeczytać same i zrozumieć o co chodzi. Lektura, w której dziecko nie rozumie co 3-go słowa , raczej nie przypadnie mu do gustu. A książki będą kojarzyć się z jakimś archaicznym bajaniem.


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • agni71 03.12.14, 12:05
    > A język? Ten nieco archaiczny bywa piękny, dlaczego ma być traktowany gorzej cz
    > y mniej znany niż mierne walory językowe powiastek o koszmarnych dzieciach?

    Może dlatego, że początkujący czytelnik ma duże większe z nim problemy niż starsze dziecko?
  • arwena_11 03.12.14, 23:55
    No weź przestań. Dziecko lekturę ma czytać a nie w googlach szukać tłumaczenia. Pamiętam jak syn miał do przeczytania Milusińskich czy jakoś tak. Po straceniu godziny na przetłumaczeniu 2 stron, rzucił książkę w kąt. I ja też nie byłam mu w stanie przetłumaczyć. Nie znam realiów wsi polskiej z początku XX w. To dla mnie abstrakcja. W rodzinie nie mieliśmy nikogo mieszkającego w chatach wiejskich.
    I chyba większość rodziców miała ten problem, bo zażądaliśmy czytania na lekcji i tłumaczenia przez panią.
    --
    Marta
    Mama Daniela ( 16-11-2000 ) i Gabi ( 05-07-2002 )
    DZIECI ROCZNIK 2000
  • morekac 04.12.14, 00:26
    Pewne starocie powinno się czytać wyłącznie w wydaniach z dobrymi przypisami. Są wtedy znacznie bardziej zrozumiałe.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • niegomezza 04.12.14, 06:52
    Albo nie czytać w ogóle. Tu na przykład mamy piękny wiersz, wyrażający stosunek wielu cierpiących czytelników do twórczości niejakiej pani Orzeszkowej.

    DECYZJA POWSTAŃCA

    Hej, szumiał powiat i huczał, gadało się to i owo,
    To tu, to ówdzie wybuchał okrzyk, lub nawet śmieszek,
    Bo ktoś rozpuścił plotkę, że panią Orzeszkową
    Bija od czasu do czasu jej mąż, czyli pan Orzeszek,

    Skąd inąd dzielny szlagon i okaz patryjoty,
    Co kiedy jechał przez pole na swoim szarabanie
    To okoliczne panny nałogowo zerkały przez płoty
    I szeptały: - Ach, z pana Orzeszka byłby prześliczny powstaniec!

    Jakoż i rzeczywiście. Wkrótce rozesłano wici,
    Pan Orzeszek już nogę w strzemieniu miał i kielicha wychylał,
    Już "hurra" krzyknęli po trzykroć inni uzbrojeni Lechici,
    Gdy on naraz powiedział "momento", wszedł do dworku i jeszcze raz swej żonie przylał...

    A potem na siodło wskoczył, wydał okrzyk iście ułański,
    I wraz z pięcioma kumplami uderzył z dezynwolturą
    Na biwakujące w pobliżu trzy sotnie kozaków kubańskich,
    Którzy z uznaniem wrzasnęli: - Ech, maładiec ty, szlachciuro!!!

    Następnie pobili go nieźle, po słowiańsku, w rytmie mazura,
    A potem go mocno związali, choć klął ich wprawnie i brzydko
    I żeby sobie ochłonął wysłali go ciupasem za Ural,
    A nawet nie tyle ciupasem, co bardzo wygodną kibitką.

    Miał siedzieć tam dożywotnio, lecz ledwie minęło lat parę
    Nasz szlagon, ku swemu zdumieniu, został wsadzony w mieszek
    Przwieziony przez całe imperium i postawiony przed carem,
    Który popatrzył nań krzywo, i mruknął: - Ożeż ty, Arzeszek!

    Należy się tobie kańczug, raboty w minach i kratka,
    Ale prosiła za tobą małżonka dobra i tkliwa,
    Niejaka Arzeszek Jeliza, zamieczatielna literatka,
    A u mnie jest miętkie serce... Ty pływający? To spływaj!!!!

    ... a na to dzielny powstaniec uderzył głową o dźwirze
    I załkał, i usiłował schować się cały pod łóżko,
    A przy tym wołał: - Ja nie chcę! Ja wolę być na Sybirze!
    Zmiłuj się, zmiłuj nade mną, wielmożny carze - batiuszko!

    Nie każ mi wracać do domu, okaż swe serce wspaniałe,
    Jak sobie żonę przypomnę, to jestem dosłownie chory,
    Bo nie ma na nią sposobu... już nawet nieraz ją lałem...
    - A co ona robiła? - car spytał. - A pisała umoralniające utwory,

    Zaś kiedy ja spać chciałem, dawała mi mocnej kawy
    I czytała na głos te książki, nieraz całymi nocami...
    Tutaj powstaniec wspomniał dwutomowy "Pamiętnik Wacławy"
    I załkał jak małe dziecko, a car szepnął: - Nu, tak zostań z nami...!
  • morekac 04.12.14, 09:47
    No tak, zapomniałam dodać, że powinno być to dobrowolne albo chociaż w ramach badania twórczości tej czy tamtej autorki/autora. Zajęcie raczej dla starszych miłośników danej epoki . Pamiętnik Wacławy istotnie jest ramotowaty. wink
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • jakw 14.12.14, 00:07
    Aż mnie naszła chętka na poczytanie tej Wacławy... Mam wrażenie (może mylne, bo trochę przeleciałam), że jest to powieść, w której przez 85 rozdziałów zwalczany jest pomysł , żeby główna bohaterka wyszła za jakiegoś odpowiedniego posiadacza ziemskiego , zwłaszcza z pobudek finansowych. Po czym w rozdziale 86-tym, a zarazem ostatnim, bohaterka z radością postanawia wyjść za pana hrabiego , który chyba jedyny w okolicy nie zamierza bankrutowac...
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • morekac 14.12.14, 11:47
    Akcja jest tak wartka, że na 3 miesiące można się wyleczyć z bezsenności... wink
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • stacie_o 13.12.14, 22:22
    Nie znałam tego, teraz leżę i kwiczę.

    --
    Wysyłasz cv, a telefon milczy. Hmm, ciekawe czemu.
  • jakw 05.12.14, 22:27
    morekac napisała:

    > Pewne starocie powinno się czytać wyłącznie w wydaniach z dobrymi przypisami. S
    > ą wtedy znacznie bardziej zrozumiałe.
    Ale zaglądanie co chwila do przypisów jest dość irytujące. To podobnie jak czytanie książek w języku obcym. Jeśli co chwila trzeba zaglądać do słownika - książka jest po prostu dla danego czytelnika za trudna.


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • niegomezza 03.12.14, 12:40
    Nie masz racji. Moje zaczytywały się ostanio pozycją "Opowieści dzieci fabrykanta" o XIX wiecznej Łodzi. Jest cała nowiutka i dobra seria książek o dziecku w czasie wojny - Asiunia, Pamiętnik Blumki, Maly Powstaniec, Kotka Brygidy, Wojenna katastrofa 1939–1945. Tu znajdziesz cały watek z sąsiedniego forum o książkach histotrycznych dla dzieci forum.gazeta.pl/forum/w,16375,140927866,,Ksiazki_historyczne_dla_dzieci_6_10_lat.html?v=2
    książki o PRL forum.gazeta.pl/forum/w,16375,119812756,,13_grudnia_PRL.html?v=2&wv.x=1
    Są też oczywiście książki o współczesnych dzieciach i jest tego mnóstwo. Jest Pia Lindenbaum, są różne Elki, Piątkowskie - może się rozglądasz w niewłaściwych miejscach?
  • ewa_mama_jasia 03.12.14, 12:47
    Nie znałam tej serii. Ale idę o zakład, ze rodzice jej nie wskażą - bo to takie trudne czasy, trudne życie, dzieciom teraz niepotrzebne.
    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • niegomezza 03.12.14, 13:39
    Ale ty możesz wybrać coś, co ci się spodoba i wskazać.
  • ewa_mama_jasia 03.12.14, 13:51
    Ja nie jestem przeciętnym rodzicem. Bo nie widzę niczego złego w dotychczas przerabianych przez syna lekturach. Mało tego, podsyłam mu nawet te, których nie przerabiali.
    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • niegomezza 03.12.14, 13:58
    A musisz być przeciętna?
    Tę ankietę na pewno będą wypleniać raczej ludzie wykształceni, raczej skoncentrowani na dziecku, raczej czytający, raczej zainteresowani edukacją.
  • morekac 03.12.14, 18:19
    Ale to przecież nie o to chodzi, o jakich czasach jest książka, tylko o to, żeby dzieciom książka kojarzyła się z przyjemnością, a nie z jakąś średniowieczną ramotą.
    Na studiowanie życia ludzi w czasach starożytnych będzie czas w gimnazjum i w liceum. wink
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • saszanasza 03.12.14, 13:16
    Tyle tylko że brak jest w tej chwili współczesnych tekstów o zyciu w mieście 70
    > czy na wsi 100 lat temu.

    Ale czy to jest wiedza niezbędna dziecku w szkole podstawowej? Czy zrozumie realia tamtych epok bez wnikliwej analizy historycznej. Tego typu książki powinny być literackim uzupełnieniem wiedzy już posiadanej a nie stanowić bazę historyczną, zwłaszcza, że o ile nawiązują do wydarzeń historycznych w większości zawierają elementy fikcji literackiej. Powinny być dodatkiem, ale nie lekturą.
    Powieści literackie z tłem historycznym lub nazewnictwem właściwym innej epoce w kanonie lektur powinny się znaleźć dopiero w gimnazjum, lub "wyżej".Ja nie mam nic przeciwko czytaniu tychże pozycji, ale samodzielnie w domu.

    Natomiast uważam, że książki z fabułą i tłem historycznym dostosowane do małych dzieci nigdy nie będą książkami scricte historycznymi, zaawansowanymi literacko, ale one są na polskim rynku książkowym.
    tym miejscu polecam książki: "Gdzie jest wydra? czyli śledzteo w Wilanowie", "XY" , "jest taka historia, czyli opowieść o Januszu Korczaku, "Asiunia", "Afryka Kazika", "Dziadek i niedźwiadek"

    > Czemu nie ma sensowych historii o aktualnych dzieciach, ich przygodach na podwó
    > rku czy podczas wakacji?

    też jest bardzo dużo, wystarczy wejść na stosowne fora,
    ja osobiście polecam: "Zwyczajny dzień" Zimmerer, "Moje szczęśliwe życie", "Zuźkę Zołzik" i wiele, wiele innych
    --
    Nie jestem zołzą! Po prostu mam strasznie niski wskaźnik tolerancji😜
  • jakw 05.12.14, 22:08
    A po co dzieciom w II czy III klasie do ćwiczenia czegokolwiek słowa takie jak rokosz, siennik czy kałamarz?
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • morekac 03.12.14, 18:14
    A nie, to chodzi też o pomoc dla nauczycieli, żeby wiedzieli , co mogłoby być chętniej czytane. I co należy zakupić do szkolnych bibliotek, bo mają dostać jakieś dofinansowanie na zakup książek nieco bardziej nowożytnych niż te sprzed wojny...

    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • agni71 03.12.14, 09:39
    Dla mnie ta ankieta ma inną wadę - nie moge napisac do jakiej klasy propnuję dany tytuł, a co innego przecież polecę do klas I-III, co innego do IV-VI.... choć z nagłówka chyba wynika, że chodzi o klasę pierwszą? To proponowany w tym watku Szczygielski chyba nie za bardzo?
  • saszanasza 03.12.14, 09:48
    Ja oprócz nagłówka przeczytałam jeszcze treść, a z niej jasno wynika, ze rzecz tyczy się uczniów szkół podstawowych.
    --
    Nie jestem zołzą! Po prostu mam strasznie niski wskaźnik tolerancji😜
  • agni71 03.12.14, 11:58
    Ale mi dogryzłaś wink Tez przeczytałam treść i co z niej wynika? Z jednej strony piszą ogólnie o uczniach podstawówki, z drugiej: "Uczeń szkoły podstawowej po raz pierwszy styka się w niej z lekturami. " z czego można by wywnioskować, że dotyczy to jednak tylko pierwszaków, wszak uczniowie starszych klas już nie po raz pierwszy stykają się z lekturami szkolnym, prawda? Do tego dochodzi nagłówek "6-latki w szkole" i tytuł "Wybierzmy wspólnie lektury najmłodszym uczniom" Dalej twierdzisz, że oczywiste jest, że ankieta dotyczy wszystkich klas SP?
    Pomijając już fakt, że nikt przy zdrowych zmysłach nie zaproponuje takich samych lektur dzieciom w klasie I i w klasach IV-VI.
  • magdalenka79k 03.12.14, 12:46
    Ja tez zwróciłam uwagę na to, że nie ma miejsca na wpisanie, do której klasy te lektury i jest to pewien minus, ale z drugiej strony może to traktują jakby takie badanie rynku- czyli poznanie i wytypowanie tego co czyta się dzieciom, bądź co same już czytają z przyjemnością i z tych propozycji coś pewnie wybiorą po konsultacjach. Nie sądzę, że jak im wyjdzie że "Dziennik Cwaniaczka" jest na pierwszym miejscu to włączą to do lektur smile to nie jest tego typu konkurs...
    --
  • saszanasza 03.12.14, 13:28
    agni71 napisała:

    > Ale mi dogryzłaś wink Tez przeczytałam treść i co z niej wynika? Z jednej strony
    > piszą ogólnie o uczniach podstawówki, z drugiej: "Uczeń szkoły podstawowej
    > po raz pierwszy
    styka się w niej z lekturami. " z czego można by wywnioskow
    > ać, że dotyczy to jednak tylko pierwszaków,

    z tego zdania można wywnioskować jedynie to co zostało napisane, czyli że dzieci rozpoczynające naukę w sp po raz pierwszy mają styczność z lekturami. to taki "niezobowiązujący wstęp"

    wDo tego dochodzi
    > nagłówek "6-latki w szkole"

    nie widzę takiego nagłówka w linku.


    i tytuł "Wybierzmy wspólnie lektury najmłodszym
    >
    uczniom"

    imo najmłodsi uczniowie, w tym przypadku to uczniowie SP

    Dalej twierdzisz, że oczywiste jest, że ankieta dotyczy wszystkic
    > h klas SP?

    tak twierdzę😃

    > Pomijając już fakt, że nikt przy zdrowych zmysłach nie zaproponuje takich samyc
    > h lektur dzieciom w klasie I i w klasach IV-VI.

    nigdzie na stronie nie ma takiego ograniczenia, myślę że w stosowne miejsca można wpisać zarówno książkę dla 1 klasisty i dla 6 klasisty, a ktoś "wyżej" odpowiednio to zaklasyfikuje.


    --
    Nie jestem zołzą! Po prostu mam strasznie niski wskaźnik tolerancji😜
  • sion2 03.12.14, 13:57
    Ja uważam że nie wszystkie obecne lektury są złe. Cenię sobie:
    Plastusia, Oto jest Kasia, Doktora Dolittle, Opowieści z Narni, Pinokia, Akademię Pana Kleksa, Karolcię.

    Jednocześnie uważam za pomyłkę męczenie dzieci:
    Opowiadaniem o pingwinach w zagrodzie (nie pamietam tytułu dokladnie, Centkiewiczowie autorzy) gdzie występuje "dzielny radziecki żołnierz" klasa II
    Dzieci z Bullerbym są fajne ale nie na 3 klasę do samodzielnego czytania gdyż jednak mniej wiecej połowa uczniów za słabo czyta jeszcze aby dac radę tak grubej książce, dla mnie to lektura na 4 klasę
    Na jagody Konopnickiej
    Puc Bursztyn i goście - za nudne niestety
    Jacek Wacek i Pankracek - też już niewspółczesne

    To tak na szybko, znalazłabym więcej.

    Ewo_mamo_jasia - nie zgadzam się absolutnie z tezą że dziś brakuje dobrych książek dla dzieci. Mogę polecić blogi bardzo fajne gdzie znajdziesz mnóstwo dobrych zaopiniowanych pozycji.
    Oczywiscie bardzo wiele starych książek jest dobrych! Uważam jednak że klasy 1-3 powiny służyć do "zakochania się" w czytaniu samodzielnym i że spora część starych lektur się do tego nie nadaje,

    --
    Serdecznie pozdrawiam moją bratową!

    55 Zecchino d'Oro - Il sirtaki di Icaro
  • ewa_mama_jasia 03.12.14, 14:12
    Może się rozpędziłam, zdarzają się niezłe pozycje. Ale właśnie - zdarzają się. Przynajmniej moim zdaniem. Ale może mam za wysokie wymagania, dla mnie i Mikołajek jest rozwydrzonym bachorem, ryczącym o byle co smile
    Co do pozytywnego opiniowania książek na blogach - też mi się zdarzało czytać takie recenzje. Łącznie z tym, że pozytywne opinie zbierał Koszmarny Karolek, jakieś opowieści o glutach itp.
    Nie pamiętam pingwinów w zagrodzie, ale naprawdę ten dzielny radziecki żołnierz jest tam nie na miejscu? Robi coś złego? Czy chodzi o sam fakt, że jest?
    Puc, Bursztyn... kiedy byłam w tamtym wieku podobał mi się. Tak samo jak Jacek, Wacek... - jak na lekturę szkolną. Mimo tego, ze samodzielnie wtedy czytywałam Karola Maya.
    Ale każdy ma swój gust i co innego może uznać za dobrą literaturę.
    Sama jestem ciekawa, co wyjdzie z tego rankingu. Czy tak samo jak z poprzedniego, że królowały pozycje mające swoje ekranizacje?
    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • sion2 03.12.14, 18:01
    Mamo_Jasia ja jestem fanką dziecięcej literatury. Jak wpadnę do księgarni nie wiem co wybrać, jak przyjeżda córka brata (7 lat) czytamy po 50 stron dziennie. NIe uważam Mikołajka za dobrą książkę, zwłaszcza żałosne ostatnie części bo pierwsze tomy to co innego. Koszmarnego Karolka też nie uważam za dobrą literaturę.

    Mnie brakuje pieniedzy żeby kupić wszystko co jest pożyteczne i ciekawe. A Ty piszesz że dobre pozycje się "zdarzają"...

    --
    Serdecznie pozdrawiam moją bratową!

    55 Zecchino d'Oro - Il sirtaki di Icaro
  • mama303 03.12.14, 21:06
    Mikołajek współczesny?
  • agni71 03.12.14, 22:14
    jakies kontynuacje chyba?
  • ewa_mama_jasia 04.12.14, 05:47
    Nie wiem, ja czasami wpadam z młodym do księgarni i jakos niewiele mnie zachwyca. Mnostwo pozycji z fantastyki, a nie każde dziecko lubi, jesli zdarza sie nieodrealnione to skupione głównie na akcji bez większych opisów. Sporo jest wznowien starych autorów, co nie jest zle bo pozwala uzupełnić serie z dawnych lat.
    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • niegomezza 04.12.14, 07:09
    A masz przyzwoitą księgarnię? Ja nie znoszę Empików i podobnych, wydają mi się trochę hurtownią zarządzaną przez analfabetów, a księgarni dla dzieci w zasadzie nie ma. Może popatrz na strony dobrych małych wydawnictw, muchomor, dwie siostry, zakamarki - one wydają na ogół przemyślane pozycje.
  • jakw 05.12.14, 22:48
    Bo są różne gusta. "Mikołajek" w przypadku młodszej jest książką nr. 1 , w przypadku starszej była to seria "Tomków" Szklarskiego. Dla mnie "Mikołajek" to książka jak najbardziej też dla rodziców.
    > Nie pamiętam pingwinów w zagrodzie, ale naprawdę ten dzielny radziecki żołnierz
    > jest tam nie na miejscu?
    Ja też nie pamiętam. Ale jeśli radziecki żołnierz tam jest to mam wrażenie, że jest całkiem nie na miejscu wink
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • angazetka 03.12.14, 16:12
    > Ja uważam że nie wszystkie obecne lektury są złe. Cenię sobie:
    > Plastusia, Oto jest Kasia, Doktora Dolittle, Opowieści z Narni, Pinokia, Akadem
    > ię Pana Kleksa, Karolcię.

    "Oto jest Kasia", przerabiana według schematu ksiązki o złej Kasi jest megaszkodliwa, podobnie jak "Pinokio". "Akademia pana Kleksa" wywołuje u mnie dreszcze.

    A z kolei "Dzieci z Bullerbyn" w IV klasie? Za dziecinne. To książka do nauczania początkowego.
  • sion2 03.12.14, 17:58
    NIewłasciwe omawianie to może dotyczyć dokładnie każdej książki. A akurat Pinokio to się niesłychanie podobał chłopcu 11-letniemu z patologicznej rodziny, którego bardzo ciągnie do złego. Przeżywał czytanie, czuł się przyłapany na konkretnej postawie gdy czytalam wypowiedzi Pinokia (nie komentowałam ani słowem). Prosił żeby czytać dalej.
    Dzieci z Bullerbyn nie są za dziecinne dla 9-latków a własnie dzieci w tym wieku po reformie chodzą do 4 klasy.
    Mowię tutaj o przecietnych dzieciach które nie czytaja w ogóle a rodzice na zebraniach wołają że dostać książke na mikołajki to bezsens i nuda. Niestety takich rodzin mamy wiekszosc w Polsce.

    --
    Serdecznie pozdrawiam moją bratową!

    55 Zecchino d'Oro - Il sirtaki di Icaro
  • arwena_11 04.12.14, 00:01
    Naprawdę "Oto jest Kasia" jest dobrą książką i lekturą? A na czym polega jej wartość dodana? Chyba tylko w tym, że czytając ją widzimy JAK NIE TRAKTOWAĆ DZIECI.
    --
    Marta
    Mama Daniela ( 16-11-2000 ) i Gabi ( 05-07-2002 )
    DZIECI ROCZNIK 2000
  • sonrisa06 04.12.14, 06:17
    "Oto jest Kasia" to była moja ulubiona lektura oczywiście w czasie, kiedy sama chodziłam do szkoły, czytałam ją kilka razy. Nie potrafię teraz powiedzieć dlaczego tak mi się podobała.
    Podobnie było z "Akademią Pana Kleksa". Pamiętam, że koleżanki narzekały, że nie mogą tego przeczytać, że grube, że nudne, a ja połknęłam tę książkę w pięć minut. Bardzo mi się podobała i też nie wiem dlaczego, tym bardziej, że teraz mam awersje do Kleksa.
    Lubiłam jeszcze "Spotkanie nad morzem", a moja najulubieńszą lekturą był "Mały książę".
    Ze współczesnymi książkami dla dzieci mam taki sam problem jak ewa_mama_jasia. Chociaż czytamy dużo (teraz córka już czyta sama, ale jeszcze ja także jej czytam) i sporo kupujemy, to tak na prawdę niewiele nam się podoba. Moja ośmiolatka najbardziej ukochała A. Lindgren (ale ona nie bardzo współczesna) Pippi czytałam jej pięć (!!!) razy, niedawno odmówiłam czytania po raz szósty i córka sama sobie przeczytała (szósty raz!) to samo z Emilem, też już sama czyta, bo ja chłopaka nie trawię.
    Ze współczesnych książek nic tak jej się nie podoba. Kupujemy, czytamy i odkładamy na półkę i już do tego nie wracamy. Wyjątkiem jest "Szkoła kotów", którą córka czyta drugi raz. Mistrzostwa we współczesnych książkach nie widzę, bardzo ciężko jest mi znaleźć coś dla córki. Swego czasu hitem był u nas "Pan Kuleczka", ale to się nie nadaje na lekturę.
  • morekac 04.12.14, 06:57
    Przecież ludzie mają różne gusty i różne książki mogą im się podobać. Poza tym nie wszystkie starzeją się tak samo. Są książki, które się bronią całkiem nieźle, ale niektóre są napisane tak archaicznym językiem, jest w nich tyle archaicznych realiów , że młody człowiek czuje się tak, jakby czytał powieść obcojęzyczna o życiu na Marsie - połowy słów nie zna, a nie do myśli się nawet z kontekstu.

    A tu chodzi o to, żeby zachęcić dzieci do czytania i sięgania po książki, a nie o utrudnianie im życia.

    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • ankar_a 07.12.14, 14:45
    I naprawdę podczas lektury "Oto jest Kasia" dzieci nie pytają Was dlaczego tata spędził cały dzień chodząc po sklepach w poszukiwaniu mleka dla niemowlęcia i nie kupił w związku z tym książki dla Kasi? Moje pytały od razu dlaczego mama nie mogła nakarmić maluszka piersią. I jeszcze pytały dlaczego Kasia wcześniej nie zauważyła brzuszka ciążowego u mamy - dlaczego rodzice nie przygotowali Kasi wcześniej na nadejście młodszego rodzeństwa...
  • langsam 05.12.14, 16:41
    Ciekawostka
    wyborcza.pl/10,82983,17075047,_Czytamy_w_Polsce____cala_prawda_o_szkolnych_lekturach.html
  • saszanasza 05.12.14, 18:51
    Akurat pokazywana "Dynastia Miziołków" jest zajebista. Dawno się tak nie uśmiałam czytając książkę dla młodzieży. Zresztą mój syn równieżsmile
    --
    Nie jestem zołzą! Po prostu mam strasznie niski wskaźnik tolerancji😜
  • fogito 06.12.14, 10:53
    A moj syn i ja bylismy zniesmaczeni jezykiem "literackim" w Miziolkach. Jakies wulgaryzmy, obsmiewania, szowinizm itd. Mikolajek to arcydzielo w porownaniu z Miziolkami.
  • sonrisa06 06.12.14, 11:11
    Moja córka nie trawi "Mikołajka" mnie też się nie podoba. Miałam kupić, ale coś mnie tknęło i wypożyczyłam z biblioteki i dobrze, bo nawet do połowy nie doczytałam, córka nie chciała słuchać. To chyba jedyna książka, która nie została doczytana do końca.
  • langsam 06.12.14, 11:25
    Miziołków nie znam, Mikołajka lubię, ale mam wrażenie, że ty swoje dziecko usiłujesz wychować jak w AD 1952.
    Nasuwa mi się wspomnienie o dziecku emigrantów z czasu bitwy o Anglię. Już jako dorosły człowiek zetknął się z Polakami w kraju i mial duży problem żeby się porozumieć. Poprosił o wyjaśnienie jakiegoś zwrotu zelżywego, a kiedy mu wyłożono co to jest powiedzmy "sku...el" i zapytano, czy się z tym pojeciem nigdy dotąd nie zetknął odparł: "Nie, Pani, ja tego języka nie znam".
  • saszanasza 06.12.14, 11:32
    fogito napisała:

    > A moj syn i ja bylismy zniesmaczeni jezykiem "literackim" w Miziolkach. Jakies
    > wulgaryzmy, obsmiewania, szowinizm itd.
    Mikolajek to arcydzielo w porownaniu z
    > Miziolkami.

    Kwestia postrzegania. Dla mnie to po prostu język i zachowania większości nastolatków, tyle że my dorośli uważamy, że to niemożliwe, a w domu mamy dziecko o wręcz anielskim usposobieniu i elokwencji równej bohaterom sienkiewiczowskiej prozytongue_out


    --
    Nie jestem zołzą! Po prostu mam strasznie niski wskaźnik tolerancji😜
  • joa66 06.12.14, 11:48
    Myślę, że trudno o zgodę totalną w przypadku wyboru konkretnych tytułów. Kluczem do sukcesu jest moim zdaniem różnorodność (językowa, historycznoliteracka, itd) i dostosowanie do wieku i umiejętności. Z tym, że nie chroniłabym dzieci przed "trudnym językiem", tylko raczej zwróciła uwagę, żeby te "trudne" teksty nie były zbyt długie (na początku poezja?, opowiadanie?)
  • joa66 06.12.14, 11:52
    p.s. I nie wykluczałabym sytuacji, że na samym początku (1, 2 klasa?) lektury są czytane przez nauczycieli - wtedy kiedy treść jest jak najbardziej odpowiednia, ale umiejętności sprawnego czytania nie są jeszcze opanowane przez wszystkich.
  • joa66 06.12.14, 12:06
    Dziwi mnie, że listy obowiązkowych/sugerowanych tytułów dotyczą tylko książek. Miało to sens w czasach kiedy tylko książki były jedynym, stosunkowo powszechnie dostępnym dziełem kultury. W XXI wieku szkoła powinna uwzględniać także film oraz ... teatr. Jaki sens ma np czytanie dramatu jeśli na DVD są dostępne przedstawienia Teatru Telewizji z najwybitniejszymi aktorami (na miarę światową)?
  • saszanasza 06.12.14, 12:14
    fakt, ale tak jest taniej niestetyuncertain
    ktoś musiałby pokryć koszt obowiązkowej sztuki.
    --
    Nie jestem zołzą! Po prostu mam strasznie niski wskaźnik tolerancji😜
  • joa66 06.12.14, 12:21
    Ale DVD nie jest droższe od książki.
    A Irena Kwiatkowska, Wajda mają nie mniejszy wkład w kulturę polską niż Słowacki czy Kraszewski.
    To samo dotyczy kultury światowej. Czy Milos Forman ma mniejszy wkład w kulturę niż Balzac?
  • fogito 06.12.14, 12:32
    No coz ja nie znam dzieci, ktore w wieku 10 lat nazywaja rodzicow starymi, siostry samiczkami a nauczycieli idiotami. Moj syn najwyrazniej tez nie zna, bo uznal, ze ksiazka nudna i oderwana od zycia, gdyz nikt tak przeciez nie mowi. Przyczytal, bo ksiazka byla lektura i nie mial wyboru.
  • saszanasza 06.12.14, 13:17
    fogito napisała:

    > No coz ja nie znam dzieci, ktore w wieku 10 lat nazywaja rodzicow starymi, sios
    > try samiczkami a nauczycieli idiotami.

    A ja nie znam dzieci, które w wieku 10 lat nie grały w gry komputerowe z elementami przemocy, lub nie oglądały filmu powyżej swojego wieku, oczywiście poza Twoim synem, jak mniemam.




    --
    Nie jestem zołzą! Po prostu mam strasznie niski wskaźnik tolerancji😜
  • jakw 06.12.14, 13:26
    Ciekawe, bo ja znam. Choć przy rozmowach z innymi rodzicami jestem skłonna stwierdzić, że nie jest to powszechne zjawisko, to jednak nie jest aż tak rzadkie, że ogranicza się do syna Fogito.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • fogito 06.12.14, 14:40
    Syn nie gra w gry komputerowe. Film z przemoca ogladal np ostatnio Miasto 44 w ramach edukacji powstanczej, czy W ciemnosci A. Holland. Wszystko musi mieć swoje uzasadnienie. Jak cos jest glupie i falszywe to nawet dzieciak to wyczuje. W tym wypadku dorosly udaje dzieciaka z marnym skutkiem.
  • mama303 06.12.14, 17:35
    fogito napisała:

    > Syn nie gra w gry komputerowe. Film z przemoca ogladal np ostatnio Miasto 44 w
    > ramach edukacji powstanczej

    ja akurat filmu nie widziałam, ale podobno film nie jest absolutnie dla dzieci.
  • fogito 06.12.14, 18:30
    Film nie jest dla wrazliwych dzieci i ogolnie wrazliwych ludzi. Seksu tam nie ma, jesli o to ci chodzi. To film o wojnie bez owijania w bawelne. To nie gra komputerowa. Dzieciak widzi, ze smierc na wojnie nie jest romantyczna.
  • mama303 07.12.14, 09:30
    fogito napisała:

    > Film nie jest dla wrazliwych dzieci i ogolnie wrazliwych ludzi. Seksu tam nie m
    > a, jesli o to ci chodzi. To film o wojnie bez owijania w bawelne. To nie gra k
    > omputerowa. Dzieciak widzi, ze smierc na wojnie nie jest romantyczna.

    absolutnie nie o seks chodzi a jest to opinia psychologa przy okazji wybierania filmu dla szóstoklasitów na wyjscie klasowe.
  • fogito 07.12.14, 13:01
    Z pewnoscia powinnas sluchac psychologa w waszej szkole. Na szczescie ja nie musze i decyduje sama.
  • mama303 06.12.14, 17:32
    fogito napisała:

    > No coz ja nie znam dzieci, ktore w wieku 10 lat nazywaja rodzicow starymi, sios
    > try samiczkami a nauczycieli idiotami.

    to nie wiem czy Ci zazdrościc Ci czy współczuć, że jestes oderwana od rzeczywistosci. Z drugiej strony wiele dzieci przełącza sie ze slangu młodzieżowego szkolnego w domu rodzinnym na ą i ę zgodnie z oczekiwaniami rodzicieli.
    Moje dziecko przynosi mi czasem takie "rewelacje" ze szkoły w kwestii języka że uszy by Ci zwiędły bo nawet mi więdną a ja odporna jestem na takie ciekawostki smile
  • fogito 06.12.14, 22:13
    I dlatego ja szkole wybralam bardzo starannie. To, ze dzieciak zna slowa nie oznacza, ze ich uzywa. Jak uzywa takich okreslen to jak dla mnie juz patologia.
  • langsam 06.12.14, 22:26
    Wybacz, ale osoba, która płaci za szkołę ponad 2 średnie krajowe, nie powinna mówić o 'starannym wyborze' (w opozycji do niestarannego?), tylko o pełnej swobodzie finansowej. A może po prostu lepiej pohamować język?
  • fogito 06.12.14, 22:30
    Nie o pieniadze chodzilo przy wyborze szkoly, ale o srodowisko, w ktorym dzieciak sie wyedukuje i nie zepsuje. To w opozycji do tekstu, ze wszystki dzieci wala okresleniami jak z Miziolkow. Otoz nie wala. I na pewno sa polskie szkoly, gdzie dzieci rynsztokowego jezyka jednak nie uzywaja.
  • mama303 07.12.14, 09:36
    fogito napisała:

    > Nie o pieniadze chodzilo przy wyborze szkoly, ale o srodowisko, w ktorym dzieci
    > ak sie wyedukuje i nie zepsuje.

    ale nie rozumiesz że mozna zepsuc dziciaka w druga stronę.
  • fogito 07.12.14, 13:03
    W ktora to jest w 'te druga'? Oswiec mnie. Bo ja wymagam okazywania szacunku rodzicom, nauczycielom, kolegom etc.
  • mama303 07.12.14, 13:59
    fogito napisała:

    > W ktora to jest w 'te druga'? Oswiec mnie. Bo ja wymagam okazywania szacunku ro
    > dzicom, nauczycielom, kolegom etc.

    ja tez wymagam ale nie odcinam dzicka od normalnej rzeczywistosci od poznania i slangu młodzieżowego /przy okazji sama poznaję co mi sie w pracy przydaje/ i dzieci z marginesu społecznego. Dlaczego miałabym odcinać? takie jest życie.
  • fogito 07.12.14, 15:33
    Ow mityczny slang mlodziezowy nie jest slangiem uzywanym w szkole syna. Ja nie znam dzieci, ktore tak sie wyrazaja, wiec nie sadze, zeby to byla wiekszosc. Sama tez nie koleguje sie z chamami, ktorzy co drugie slowo przecinaja ku...va.
    Problemem w tej ksiazce nie jest sam wulgarny jezyk, tylko wyzierajacy z kazdej kartki brak szacunku dla ludzi. No i razi mnie osobiscie ubogosc jezyka polskiego.
  • langsam 07.12.14, 16:28
    ubogosc jezyka polski
    > ego.
    Jak już tak ą, ę, to ubóstwo, bardzo proszę.
  • fogito 07.12.14, 20:40
    Swieta racja. Mea culpa!
  • mama303 07.12.14, 21:54
    fogito napisała:

    > Problemem w tej ksiazce nie jest sam wulgarny jezyk, tylko wyzierajacy z kazdej
    > kartki brak szacunku dla ludzi.
    nie zauważyłam, to bardzo kochająca sie rodzinka
    >No i razi mnie osobiscie ubogosc jezyka polskiego.
    bo to nie jest powieść epicka tylko zbiór krótkich zapisków. Język jak najbardziej adekwatny do formy.

  • arwena_11 06.12.14, 22:59
    to ja sie wtrącę.
    płacę za szkołę córki 650 zł i też była starannie wybrana. Środowisko w jakim się obraca wyklucza pewne zachowania. Podobnie będzie z gimnazjum. Nie pójdzie tam gdzie syn, bo niestety okazało się nie do końca takie jak chcieliśmy. Tym razem lepiej odrobiliśmy lekcje i córka trafi tam gdzie będzie się czuła naprawdę dobrze, ale i dzieci będą miały podobne wartości jak my.
    --
    Marta
    Mama Daniela ( 16-11-2000 ) i Gabi ( 05-07-2002 )
    DZIECI ROCZNIK 2000
  • fogito 06.12.14, 23:15
    I o to dokladnie mi chodzi. O taki staranny wybor szkoly, coby potem nie bylo, ze wszystkie dzieci są wulgarne etc. Otoz nie są.
  • mama303 07.12.14, 09:43
    fogito napisała:

    > I o to dokladnie mi chodzi. O taki staranny wybor szkoly, coby potem nie bylo,
    > ze wszystkie dzieci są wulgarne etc. Otoz nie są.

    zupełnie nie zrozumiałas, to że dziecko spotyka sie z róznym słownictwem nie oznacza że go używa ale przynajmniej ma szansę wyrobic sobie zdanie i uszy mu nie więdną i nie oburza się na słowo "samiczka" tongue_out
  • fogito 07.12.14, 13:06
    Skoro przynosi "kwiatki" ze szkoly jak to bodajze napisalas, to oznacza w pewnym stopniu fascynacje takim slownictwem. Moj nie przynosi chociaz zapewne slyszy tu i owdzie. Nie uzywa, bo nie ma w zwyczaju. a ksiazka nie jest dla niego interesujaca tylko dlatego, ze sie w niej roi odmglupawych tekstow.
  • mama303 07.12.14, 14:04
    fogito napisała:

    > Skoro przynosi "kwiatki" ze szkoly jak to bodajze napisalas, to oznacza w pewny
    > m stopniu fascynacje takim slownictwem.
    oczywiscie bo to sa ciekawostki językowe. I ona i ja "kolekcjonujemy" co nie znaczy że posługujemy sie na codzień.
    >Moj nie przynosi chociaz zapewne slyszy
    > tu i owdzie.
    Nie przynosi bo pewnie mamusia by apopleksji doznała.
  • fogito 07.12.14, 15:35
    Kazdy kolekcjonuje co lubi.
    Apopleksji bym nie dostala, tylko kazalabym mu sie ogranac i trzymac poziom.
  • mama303 07.12.14, 21:56
    fogito napisała:

    > tylko kazalabym mu sie ogranac i trzymac poziom.

    no to sie ogarnia i trzyma poziom przy Tobie smile to częste.
  • ewa_mama_jasia 07.12.14, 17:51
    Ale wytłumacz proszę, po co dziecku w wieku 9 - 10 lat lub młodszemu niezbędna jest znajomość takich słów jak samiczka czy gorzej suczka (też spotykane w szkole) czy nazwanie nauczyciela idiotą. Tak samo jak znajomość z dziećmi z marginesu społecznego.
    I nie zgadzam się, ze brak wulgaryzmów = szkoła płatna. Czyli co, jeśli płacimy za szkołę to równa się nieużywaniu przez dzieci wulgaryzmów? Przeciez jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Natomiast potwierdza się w tym momencie hipoteza, że do szkół prywatnych, społecznych, starannie wybranych (bo nie każda płatna jest taka) idą dzieci, których rodzicom zależy na odpowiednim wychowaniu i zachowaniu.

    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • langsam 07.12.14, 18:20
    Może niech kilka osób weźmie głęboki oddech i jasno daje do zrozumienia, czy mówi o języku w bagnie czy w miziołkach (nb. mi ta 'samiczka' skojarzyła się z dedykacją pewnego xix wiecznego zapalonego darwnisty na książce dla małej córeczki. Napisał "Najmilszemu ze ssaków". Nie oburza mnie również określenie, że jakiś noworodek jest 'samiczką gatunku homo sapiens'.)
  • mama303 07.12.14, 22:15
    ewa_mama_jasia napisała:

    > Ale wytłumacz proszę, po co dziecku w wieku 9 - 10 lat lub młodszemu niezbędna
    > jest znajomość takich słów jak samiczka czy gorzej suczka (też spotykane w szko
    > le) czy nazwanie nauczyciela idiotą. Tak samo jak znajomość z dziećmi z margine
    > su społecznego.

    bo to jest życie, dla mnie ważne jest aby moje dziecko nie było oderwane sztucznie od rzeczywistosci tylko żeby samo umiało świadomie wybierać. A słowa jakie wasze dzieci używaja w szkołach /lub słysza choćby/ sa naprawde duzo gorsze niz samiczka czy idiota smile ale możecie sobie zyc w iluzji lub zakłamaniu jak lubicie.
  • jakw 07.12.14, 20:22
    mama303 napisała:

    > fogito napisała:
    >
    > > I o to dokladnie mi chodzi. O taki staranny wybor szkoly, coby potem nie
    > bylo,
    > > ze wszystkie dzieci są wulgarne etc. Otoz nie są.
    >
    > zupełnie nie zrozumiałas, to że dziecko spotyka sie z róznym słownictwem nie oz
    > nacza że go używa ale przynajmniej ma szansę wyrobic sobie zdanie i uszy mu nie
    > więdną i nie oburza się na słowo "samiczka" tongue_out
    Ale jeśli rodzi uważa, że wszystkie dzieci w pewnym wieku są wulgarne etc to już jest coś nie tak.


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 07.12.14, 22:21
    jakw napisała:

    > Ale jeśli rodzi uważa, że wszystkie dzieci w pewnym wieku są wulgarne etc to ju
    > ż jest coś nie tak.

    a kto tak uważa bo napewno nie ja? Ja uważam natomist że każde dziecko ma lub będzie miało prędzej czy póżniej kontakt z wulgaryzmami i ze slangiem młodzieżowym.
  • mama303 07.12.14, 09:32
    fogito napisała:

    > I dlatego ja szkole wybralam bardzo starannie. To, ze dzieciak zna slowa nie oz
    > nacza, ze ich uzywa. Jak uzywa takich okreslen to jak dla mnie juz patologia.

    A skad zna? Dziecka nie mozna odrywac od rzeczywistosci bo kiedys i tak sie z nia spotka i nie będzie wiedział jak sie zachować. Słownictwo Miziołków to mały pikuś, naprawdę.
  • fogito 07.12.14, 13:10
    Zna, bo na Legii przez trzy lata mial okazje zetknac sie z dzecmi, w ktorych domach bluzgi to norma. Jednakze nigdy nie biegl do mnie z wiadomoscia czego nowego sie od kolegow nauczyl.
  • mama303 07.12.14, 14:08
    fogito napisała:

    > Zna, bo na Legii przez trzy lata mial okazje zetknac sie z dzecmi, w ktorych do
    > mach bluzgi to norma. Jednakze nigdy nie biegl do mnie z wiadomoscia czego nowe
    > go sie od kolegow nauczyl.

    Problem jest taki, że bluzgi bywaja norma w środowisku młodzieżowym, w domu przy mamusi dzieci najczęsciej używają akceptowanych form. Dlatego synek nie biegnie do Ciebie i nic nie wiesz. O tym pisałam wczesniej, dzieci sie świetnieumieją dostosować.
  • fogito 07.12.14, 15:40
    Twoja najwyrazniej biegnie, wiec niektore biegaja. Syn nie uzywa wulgaryzmow nigdzie. Nie musze za nim lazic, zeby to wiedziec.
    Jakos trudno ci pojac, ze sa ludzie, dla ktorych wulgarny jezyk nie jest niczym ekscytujacym. Zadziwiajace z mojego punktu widzenia.
  • iwoniaw 08.12.14, 09:25
    gdy dziecko NIE umie ODRÓŻNIĆ, gdzie i kiedy danego słowa użyć można/należy, a kiedy lepiej zastąpić je innym/zamilknąć w ogóle. I na pewno takiego przerażającego braku kompetencji społecznych nie zniweluje wpisywanie na listę lektur książek ze słownictwem czy zachowaniami z rynsztoka.
    Tak, widziałabym problem, gdyby dziecko 10+ nie rozumiało swoich kolegów-rówieśników. I nie mniejszy, gdyby nie potrafiło rozróżnić, które sformułowania kierowane np. do kolegi nie są zbyt stosowne np. wobec nauczyciela, rodzica czy przypadkowych obcych osób.

    --
    "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
    mniej awanturujący."
  • mama303 06.12.14, 17:25
    fogito napisała:

    > A moj syn i ja bylismy zniesmaczeni jezykiem "literackim" w Miziolkach.

    język literacki akurat bardzo dobry /oczywiście to nie jest powieśc epicka tylko raczej zbiór krótkich reportaży i ciekawostek i obśmianie codziennych sytuacji/ i o ile pamietam wulgaryzmów tam nie było. Ale oczywiście nie każdemu musi pasować. Natomiast ważne żeby dzieci miały kontakt z rózna literaturą a nie tylko klasyką.
  • fogito 06.12.14, 22:16
    I dlatego syn ma kontakt z rozna literatura, ae bzdury typu dorosly udaje dzieciaka i to jest niby cool wychwytuje. Przeczytal mnostwo Dahla w oryginale i bardzo mu sie podobal.
  • mama303 07.12.14, 09:40
    fogito napisała:

    > I dlatego syn ma kontakt z rozna literatura, ae bzdury typu dorosly udaje dziec
    > iaka i to jest niby cool wychwytuje.
    Niech sobie wychwytuje tylko niech sie tak lekceważąco /jak Ty/ nie wypowiada o pozycji uznanej i nagradzanej. Zwłaszcza że podobno staranne otrzymuje wychowanie.
  • fogito 07.12.14, 15:42
    Z pewnoscia jest delikatniejszy w ocenie. Powiedzial, ze to nudne jest.
    Ja mam wieksze doswiadczenie, wiec wiem, ze nudne i glupie na dodatek.
  • saszanasza 06.12.14, 12:02
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/3/de/cj/pffu/kMDwK8pWHtGtW312VB.jpg

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/3/de/cj/pffu/UwWvtvAk57U0mFt0hB.jpg

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/3/de/cj/pffu/zLT0ST61V20eQjOPwB.jpg

    Mnie ten język śmieszy, oczywiście odbiega od języka literackiego właściwego dla lektur, ale nastolatkom (5-6 klasa s.p. i wyżej) może się podobać. Wartości edukacyjne...mało ale są. Kwestia odpowiedniej analizy tekstu i przedstawienia jej uczniom.
    I nie oszukujmy się...dzieci w tv czy internecie zapewne oczytują się tekstami bardziej "agresywnymi".

    --
    Nie jestem zołzą! Po prostu mam strasznie niski wskaźnik tolerancji😜
  • fogito 06.12.14, 12:38
    Ale po co wstawiasz cale strony?
    Tu nie chodzi o agresywnosc tekstow. Chodzi o to, ze nie ma dla nich zadnego uzasadnienia. Z ksiazki az kipi lekcewazacy stosunek do rodzicow, rodzenstwa i nauczycieli i to sie moje u synowi nie podobalo. Lektura czytana w IV klasie. Trudno wymagac od dzieciakow szacunku dla kogokolwiek jesli dajemy przyzwolenia na brak szacunku na co dzien a na dodatek serwujemy im lektury, ktore neguja ow szacunek. Dla mnie pani Olech probowala podlizac sie dzieciakom i zejsc do ich poziomu. najwyrazniej moj syn jest na wyzszym i dlatego nie smieje sie, kiedy dziewczynki nazywane sa idiotkami itd itp.
  • saszanasza 06.12.14, 13:11
    fogito napisała:

    > Ale po co wstawiasz cale strony?

    a podasz mi powód dla którego miałabym tego nie robić?

    Poza tym, zupełnie nie rozumiem twojego oburzenia. Masz swoje zdanie na temat tej książki, ja mam swoje.
    Jeżeli dla Twojego syna to nazewnictwo i ta treść jest uwłaczająca, to trudno. Jest masa książek która jednym się podoba innym nie.

    Tru
    > dno wymagac od dzieciakow szacunku dla kogokolwiek jesli dajemy przyzwolenia na
    > brak szacunku na co dzien a na dodatek serwujemy im lektury, ktore neguja ow s
    > zacunek.

    Szacunek buduje się latami, i to rola rodziców. wątpię by jedna książka mogła to zmienić, a przynajmniej nie bardziej niż kolega z podwórka.

    ajwyrazniej moj syn jest na wyzszym i dlatego nie smieje sie, kiedy dz
    > iewczynki nazywane sa idiotkami itd itp.

    W takim razie gratuluję syna. Mam nadzieję, ze tak mu zostanie.

    --
    Nie jestem zołzą! Po prostu mam strasznie niski wskaźnik tolerancji😜
  • fogito 06.12.14, 13:44
    Zasmiecasz watek wielkimi zdjeciami i tyle. Lepiej wrzucic linka.
    Ja nie jestem oburzona, tylko uwazam, ze ksiazka jest glupia i literacko mierna.
  • saszanasza 06.12.14, 14:33
    w linkach do książki nie ma fragmentów tekstu-to raz,
    wielkość jest dostosowana do tego, by tekst był czytelny. sam portal daje możliwość umieszczenia zdjęcia takiej wielkości - to dwa
    umieszczenie 3 zdjęć w jednym (sic!) wątku nie jest dla mnie zaśmiecaniem - to trzy.

    , tylko uwazam, ze ksiazka jest glupia i literacko mierna

    ok. tobie się nie podoba, mnie się podoba, choć również uważam że literacko jest mierna, choć głupia - na pewno nie.
    czytając opinie o tej książce, chociażby tu: lubimyczytac.pl/ksiazka/217353/dynastia-miziolkow ma się jednak wrażenie, że nie tylko mnie się ta książka podoba.

    --
    Nie jestem zołzą! Po prostu mam strasznie niski wskaźnik tolerancji😜
  • fogito 06.12.14, 14:44
    Nie wątpię, ze jest wielu, którym sie podoba. W końcu jakąś nagrodę zdobyła.
  • saszanasza 06.12.14, 15:02
    ja po prostu uważam, że nawet w oparciu o bylejaką pod względem literackim książkę, można zrealizować całkiem ciekawy "program" edukacyjny dla dzieci i przekazać wartości, ktorych z pozoru książka nie posiada, a nawet posługując się negatywnymi zachowaniami z książki uczyć, jak nie należy postępować.
    książki "nudne" dla dzieci, aż do wyrzygu poprawne i "wypasione" literacko często już na samym początku uczą "kombinatorstwa", korzystania z gotowych opracowań w internecie, wyszukiwania ekranizacji. oczywiście dużo dzieci takie książki czyta, ale nie z przyjemności a z konieczności.

    poza tym aktualnie jest naprawdę wiele świetnych pozycji książkowych, które nie są lekturami, a szkodauncertain
    --
    Nie jestem zołzą! Po prostu mam strasznie niski wskaźnik tolerancji😜
  • fogito 06.12.14, 15:09
    Miziolki byly dla syna nudne. Juz lepiej jak książka nudna trzyma jakiś poziom niż jest nudna a na dodatek marna literacko.
  • langsam 06.12.14, 16:21
    Jednak nie. Lepiej, żeby jak najmniej książek było dla jak najmniejszej liczby dzieci nudne - zwłaszcza dla młodszych dzieci.
  • mama303 07.12.14, 11:06
    fogito napisała:

    > Miziolki byly dla syna nudne. Juz lepiej jak książka nudna trzyma jakiś poziom
    > niż jest nudna a na dodatek marna literacko.

    Fogito, rozumiem, że może Ci ta ksiązka nie pasować, nie podobać się ale nie opowiadaj bzdur że jest marna literacko bo nie jest.
  • fogito 07.12.14, 13:12
    No dla,mnie jest marna literacko, ale ja mam wysokie wymagania w stosunku domautorow ksiazek dla dzieci.
  • mama303 07.12.14, 14:11
    fogito napisała:

    > No dla,mnie jest marna literacko, ale ja mam wysokie wymagania w stosunku domau
    > torow ksiazek dla dzieci.
    własnie nie masz wysokich i bardzo zawężone
  • fogito 07.12.14, 15:44
    Alez mam i dlatego Miziolki to miernota dla mnie.
  • mama303 07.12.14, 22:01
    fogito napisała:

    > Alez mam i dlatego Miziolki to miernota dla mnie.

    no własnie jeśli to dla Ciebie miernota to nie masz.
  • fogito 08.12.14, 06:57
    No coz, ale to tylko wedlug ciebie, wiec nie martwie sie zbytnio wink
  • jakw 06.12.14, 13:36
    Wartości
    > edukacyjne...mało ale są.
    >Kwestia odpowiedniej analizy tekstu i przedstawienia jej uczniom.
    Moim zdaniem walory edukacyjne jakiejkolwiek lektury są znikome jeśli to nauczyciel ma przedstawiać uczniom "właściwą" interpretację tekstu. Równie dobrze można omawiać "Sierotkę Marysię" pod kątem "ucisku wiejskiej biedoty w feudalnym społeczeństwie".
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • langsam 06.12.14, 16:22
    A moim zdaniem dobór książek pod względem walorów edukacyjnych oznacza wybór książek, których nikt nie bedzie chciał czytać.
  • joa66 06.12.14, 16:49
    To należałoby zacząć od pytania czy omawianie książek w szkole, przy założeniu, że wszystkie dzieci przeczytały daną pozycję, jest ważne ...
  • fogito 06.12.14, 16:53
    Jest wazne. Bo jest wspolny temat. Wszyscy go znaja. Mozna ske uczyc wypowiedzi pisemnej i ustnej. Mozna dyskutowac i wymieniac poglady etc.
  • joa66 06.12.14, 16:54
    Też uważam, że to ważne.
  • langsam 06.12.14, 17:04
    Można znakomicie dyskutować i wymieniać poglądy na podstawie różnych źródeł. Wyobraź sobie, o ile ciekawiej rozmawiałoby się gdyby ktoś przeczytał pamiętnik wojenny (skoro już o tym wspomnialaś) nastolatka z Hitlerjugend, nastolatka z AK, nastolatka z Poalej Syjon, nastolatka z RAF, zamiast żeby wszyscy międlili tę samą postać do mdłości.

  • joa66 06.12.14, 17:05
    o ile ciekawiej rozmawiałoby się gdyby ktoś przeczytał pamiętnik
    > wojenny (skoro już o tym wspomnialaś) nastolatka z Hitlerjugend, nastolatka z A
    > K, nastolatka z Poalej Syjon, nastolatka z RAF, zamiast żeby wszyscy międlili t
    > ę samą postać do mdłości


    czyli jednak uważasz, że walor edukacyjny jest ważny? Nawet jeżeli kogoś nudzą pamiętniki?
  • langsam 06.12.14, 17:10
    Książki mające jedynie wymiar edukacyjny są dla dzieci (a mówimy o dzieciach) nudne, zwłaszcza kiedy są dodatkowo umoralniające. Pamiętniki mogą być również ciekawe. A jeszcze ciekawsze byłoby zderzenie poglądów.
  • jakw 06.12.14, 18:32
    langsam napisała:

    > Książki mające jedynie wymiar edukacyjny są dla dzieci (a mówimy o dziec
    > iach) nudne, zwłaszcza kiedy są dodatkowo umoralniające. Pamiętniki mogą być [
    > i]również[/i] ciekawe. A jeszcze ciekawsze byłoby zderzenie poglądów.
    W Polsce jest to zwykle zderzenie z "Słowacki wielkim poetą był" wink


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • joa66 06.12.14, 21:37
    Problem polega na tym, że dla każdego "ciekawe" może znaczyć zupełnie coś innego - przykład Miziołków w tej dyskusji.

    IMHO , czytanie/książki powinno być podzielone na dwie grupy zadań szkoły: wprowadzenie do klasyki oraz zachęcanie do czytania czegokolwiek. Żadna z tych grup nie jest gorsza ani lepsza.
  • langsam 06.12.14, 21:52
    Wprowadzenie do klasyków w podstawówce?
  • joa66 06.12.14, 22:07
    Tak. Klasyką sa Dzieci z Bullerbyn, Muminki, Kubuś Puchatek i tak dalej.....
  • langsam 06.12.14, 22:19
    Zaletą tych pozycji nie jest ich 'klasyczność', tylko jakość. Owszem, można maluchom dać 50-czy nawet 100 letni tekst jako ułamek szkolnych propozycji czytelniczych, o ile nadal się nieźle czyta. Ale nie jako dominantę. I uważam, że w najmłodszych klasach gros lektur powinny stanowić krótsze formy.
  • joa66 06.12.14, 22:22
    "Klasyczność" i jakość to nie są przymioty wykluczające się.
  • langsam 06.12.14, 22:30
    Nie chce mi się tego miętolić od ściany do ściany. W podstawówce książki powinny być dobre, ciekawe, zabawne, różnorodne. Tam, gdzie tym cechom towarzyszy siwa broda, nie ma problemu. A tam, gdzie broda ma być główną zaletą - jest problem.
  • morekac 07.12.14, 11:13
    y: wpro
    > wadzenie do klasyki oraz zachęcanie do czytania czegokolwiek
    Ale właśnie chodzi o to, żeby dzieci w podstawówce zachęcić do czytania czegokolwiek. W gimnazjum i dalej mają już normalną klasykę.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • joa66 07.12.14, 11:29
    I myślisz, że w gimnazjum przeczytają Szekspira jeżeli będzie się je chronic przed "trudnym", "przestarzałym" słownictwem?
  • joa66 07.12.14, 11:30
    Klasyka nie zniechęca do czytania "czegokolwiek" jeżeli są zachowane właściwe proporcje.
  • morekac 07.12.14, 12:29
    Nie mam nic przeciwko przyzwoitej klasyce. Ale czasami mam wrażenie, że w podstawówce 'przerabiane' są książki, które nie podobały się nigdy i nikomu. wink
    A Mikołajek to już właściwie klasyka.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • mama303 07.12.14, 13:39
    joa66 napisała:

    > Klasyka nie zniechęca do czytania "czegokolwiek" jeżeli są zachowane właściwe p
    > roporcje.
    oczywiscie że nie, Jeszcze powinny być rózne formy literackie: wspomnienia, reportaże, komiks a szkoła wybiera najczesciej powieść i już.
  • joa66 07.12.14, 13:59
    Problem polega więc na tym co jest na liście lektur , a nie lektury i klasyka jako takie. Nie można też zapomnieć, że część klasyki z powodzeniem może się znaleźć w podręczniku (ta krótsza oraz wtedy kiedy fragment powieści czy komiksu ma sens).

    I ja skłaniałabym się ku rozwiązaniu kiedy lista lektur obejmuje klasykę, natomiast inna część działań szkolnych jest poświęcona lekturze pozycji dowolnych - A wybierze Miziołki, B Sierotkę Marysię a C komiks. I to wszystko powinno się spotkać z szacunkiem szkoły.
  • langsam 07.12.14, 12:31
    No pewnie. Co prawda wolałabym, żeby Szekspira raczej oglądali (w lekturach są zdaję się sztuki), ale przeczytają równie dobrze jak niekarmiony Pucem i Bursztymem plebs - choć wolałabym, żeby to nie było tłumaczenie Hołowinskiego, tylko kogoś bliższego współczesności.
  • morekac 07.12.14, 12:33
    Szekspira to się powinno oglądać, a nie czytać.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • joa66 07.12.14, 12:59
    sonety też?wink
  • joa66 07.12.14, 13:02
    Podsumuję- niezgoda dotyczy raczej tego które pozycje klasyki powinny być lekturami, a nie tego czy klasyka powinna się znależc na liście lektur, tak?smile
  • morekac 07.12.14, 13:02
    A sonety Szekspira są w programie?
    Poezja nadaje się do słuchania jak najbardziej. Czasem łatwiej słuchać niż przeczytać.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • langsam 07.12.14, 14:01
    Nie, nie ma sonetów. Nawet z Mickiewicza nie ma, są ballady.
    Pozytywistów jest dużoooo. Sienkiewicz. Żeromski. Prus. Brrr.
  • langsam 07.12.14, 14:06
    A tu jest spis popełniony przy okazji awantur o lektury w maju tego roku. Biedna gimbaza.
    edukacja.dziennik.pl/aktualnosci/artykuly/459243,wykaz-lektur-szkolnych-spis-lektur-do-gimnazjum-lista-lektur-szkola-podstawowa-liceum-matura.html,2
  • langsam 07.12.14, 14:14
    O, są też ""Młode lata Karola Wojtyły",
    Ja piórkuję.
  • mama303 07.12.14, 14:27
    langsam napisała:

    > O, są też ""Młode lata Karola Wojtyły",
    > Ja piórkuję.

    a kto toto napisał?
  • langsam 07.12.14, 14:37
    Zuchniewicz, zdaje się.
    Generalnie - na liście lektur gimnazjalnych z "Dziennika" oraz list zamieszczanych przez szkoły da się wyskubać parę procent, które młodzież przeczyta być moze z przyjemnością. Całą resztę skompnowano według zasady "wiemy, że już nigdy nie będziecie czytać, więc dajemy wam posag lektur pouczających i moralnych, w 65% napisanych ponad 80 lat temu, w 90% ponad 60 lat temu, żebyście przynajmniej umieli przez dwie minuty udawać erudytów".
  • joa66 07.12.14, 14:40
    Z uporem maniaka będę powtarzać, że gust uczniów nie powinien być najważniejszym kryterium przy wyborze lektur.

    Innym problemem są "młode lata..." itd, które są na liście z powodów polityczno-światopoglądowych. Inne sa z rozpędu.

    Po prostu trzeba się raczej zastanowić komu rodzice zaufają w układaniu listy lektur smile
  • langsam 07.12.14, 14:45
    I z całą pewnością podobnie myślą autorzy listy. Trzeba się przyzwyczajać i cierpieć, życie to dolina łez, trzeba czytać truchła, ksiązka nie jest od tego, żeby się ją pochłaniało, a szkoła nie powina brać gustów uczniów pod uwagę. Ksiażki nowsze niż 40 lat są podejrzane. Amen.
  • joa66 07.12.14, 15:00
    nie rozumiesz prostej rzeczy. Sugerowanie się przede wszystkim tym, żeby lektura podobała się "wszystkim" oznacza, że ze szkoły zniknie i Hamlet i Lalka i Ferdydurke. Bo one większość nudzą.
  • fogito 07.12.14, 15:26
    Wiekszosc to na fejsie siedzi a nie lektury czyta. Ja bym programu szkolnego pod te wiekszosc nie ukladala.
  • morekac 07.12.14, 16:16
    Ale te trzy pozycje są na dalszych etapach nauki, nieobjetym doborem lektur wg. Kryterium podoba/ nie podoba.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • joa66 07.12.14, 16:51
    To tylko przykłady.
  • joa66 07.12.14, 16:52
    A jak sobie wyobrażasz wybór książek , które ma przeczytać cała klasa/szkoła podstawowa?
  • langsam 07.12.14, 17:05
    A dlaczego ma je przeczytać cala klasa podstawowa?
  • joa66 07.12.14, 17:07
    Dlatego zadałam wczesniej pytanie - czy ważne jest, żeby dzieci w podstawówce omawiały na lekcji książki, dyskutowały o treści , którą - z założenia- wszystkie z nich znają.
  • langsam 07.12.14, 17:46
    Ja w podstawówce nie widzę takiej potrzeby, zwłaszcza, gdy na drugiej szali leży swoboda wyboru. Ty widzisz, więc uzasadnij.
  • joa66 07.12.14, 18:01
    Ja przede wszystkim nie widzę konfliktu między swobodą wyboru i listą lektur. Nie możemy więc mówic o "szalach"

  • langsam 07.12.14, 18:25
    No jakżeż? Skoro wszyscy mają czytać jakiś kanon, to jest jakaś lista. Napisałaś "A jak sobie wyobrażasz wybór książek , które ma przeczytać cała klasa/szkoła podstawowa? ". Jeżeli nie listę dla szkoły podstawowej miałaś na myśli, to co?
  • joa66 07.12.14, 18:31
    Ale w jaki sposób kanon przeszkadza czytaniu także tego co się chce i temu, żeby to było szanowane i promowane przez szkołę????
  • langsam 07.12.14, 18:34
    Mówimy tu o lekturze szkolnej, a więc zestawie książek, których wymaga szkoła. Nie mówimy (ja przynajmniej) o książkach, które są czytane przez dzieci bez związku ze szkołą.
  • joa66 07.12.14, 18:38
    No i....

    W jaki sposób czytanie kanonu zaszkodzi czytaniu czytaniu "swobodnemu" - pisałaś, że na jednej szali jest kanon , na drugiej swobodny wybór?

    Może postaram się jaśniej i na przykładzie - korzystanie ze stołówki szkolnej nie przeszkadza w jedzeniu dowolnej potrawy w domu.
  • langsam 07.12.14, 19:10
    To rzeczywiście nie rozumiesz.
    Szkoła może wymagać od wszystkich uczniów zapoznania się z tekstem "Plastusiowego pamiętnika", tak jak robił to od 60 lat. Może zamiast tego wymagać np. przeczytania jednej z pięciu pozycji z zakresu "przygody ucznia pierwszej klasy" i wtedy uczeń swobodnie wybiera, czy chce czytać Plastusia, czy może bardziej odpowiada mu "Filipek i szkoła" albo "Bazgroły ze szkoły", albo " Kto wymyślił szkołę?",albo wreszcie ?Billy w szkole?.
    Na tej zasadzie jeden przeczyta Beręsewicza, drugi Asiunię, trzeci Blumkę, a rozmawiać w klasie mogą o dzieciach w czasie wojny.
    I wtedy nie ma kanonu, tylko swobodny (a w każdym razie o wiele swobodniejszy) wybór dzieci.
  • joa66 07.12.14, 21:07
    Nie. Szkoła może wymagać znajomości Muminków. Muminki można czytać samemu, może też czytać nauczyciel. Szkoła może też wymagać znajomości jednej z bajek Ezopa - do wyboru. Szkoła moze też wymagąć jednej książki o związku człowieka ze zwierzętami - do wyboru.

    Szkoła może też prowadzić lekcje biblioteczne ( w klasach 1-3 swobodnie można poświęcić na to 2 godziny w tygodniu) , w czasie których bibliotekarka/nauczyciel a także dzieci będą mogły przedstawiać swoje ulubione pozycje.

    Oczywiście jeżeli będziemy się upierac przy schemacie , że lektury to tylko Sierotka Marysia i żywot Jana Pawła, a poza tym szkoła ma głęboko gdzieś czy i co dziecko czyta, to lektury nie mają sensu i generalnie "róbta co chceta"
  • joa66 07.12.14, 21:14
    p..s dla mnie to smutne jak wiele osób dało sobie wmówić, że plastuś i żywoty świętych to kanon i dlatego protestują przeciwko kanonowi.
  • langsam 07.12.14, 21:15
    Nie. Ksiązki czytane przez nauczyciela mogą wchodzić w program szkolny, ale nie wchodzą w pojęcie "lektura szkolna" ponieważ odnosi się ono do książek, z którymi uczeń ma zapoznać się w domu i przynieść tę znajomość do szkoły.
    Tu mowa jest o liście takich właśnie książek, w każdym razie tego dotyczył założycielski post i ja się do tego odnoszę, a nie do tego, co obok lektur szkoła mogłaby w sprawie książek zrobić.
  • joa66 07.12.14, 21:21
    "lektura szkolna" ponieważ odnosi się ono do książek, z którymi uczeń ma zapoznać się w domu i przynieść tę znajomość do szkoły

    I to jest błąd, bo tak jak wcześniej pisałam , część kanonu odpowiednia i ciekawa np dla 1 klasistów może być dla nich za trudna do samodzielnego czytania. Ale to nie wina kanonu tylko założenia, że małe dzieci muszą WSZYSTKO przeczytać same.

    A kiedy nabywają sprawności np w 3-4 klasie wtedy spokojnie nauczyciel może się wycofać.
  • jakw 07.12.14, 22:18
    joa66 napisała:

    > No i....
    >
    > W jaki sposób czytanie kanonu zaszkodzi czytaniu czytaniu "swobodnemu" - pisała
    > ś, że na jednej szali jest kanon , na drugiej swobodny wybór?
    >
    > Może postaram się jaśniej i na przykładzie - korzystanie ze stołówki szkolnej n
    > ie przeszkadza w jedzeniu dowolnej potrawy w domu.
    To na tym samym przykładzie: jak zjesz jeden obiad to niekoniecznie masz możliwości na to, żeby zjeść drugi.


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • joa66 07.12.14, 22:26
    To na tym samym przykładzie: jak zjesz jeden obiad to niekoniecznie masz możliwości na to, żeby zjeść drugi.

    To zależy ile zjesz na pierwszy wink O tym też pisałam - kwestia proporcji.
  • jakw 07.12.14, 22:32
    joa66 napisała:

    > To na tym samym przykładzie: jak zjesz jeden obiad to niekoniecznie masz moż
    > liwości na to, żeby zjeść drugi.

    >
    > To zależy ile zjesz na pierwszy wink O tym też pisałam - kwestia proporcji.
    Sugerujesz chyba właśnie niejedzenie obiadu szkolnego wink
    Jak jeszcze dołożymy "desery" w postaci nauki kilku innych przedmiotów to ja bym nie oczekiwała cudów...


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • joa66 07.12.14, 22:36
    Niesmile Sugeruję mocne przewietrzenie lektur / "kanonu" - zarówno samych tytułów jak i sposobów ich wprowadzania.smile
  • jakw 08.12.14, 22:42
    Niestety, tu czytanie książdek różni się jednak od jedzenia obiadów. Jeśli obiad w szkole jest niejadalny to dziecko prawdopodobnie z chęcią zje obiad w domu. Jeśli lektura jest niestrawna , nie oznacza to wcale, że uczeń przeczyta cokolwiek innego.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jakw 07.12.14, 20:48
    joa66 napisała:

    > I myślisz, że w gimnazjum przeczytają Szekspira jeżeli będzie się je chronic p
    > rzed "trudnym", "przestarzałym" słownictwem?
    Nie były chronione i też nie czytały potem tego Szekspira.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • joa66 07.12.14, 21:12
    Nie były chronione i też nie czytały potem tego Szekspira.

    Nie uczyły się też biologii i fizyki.

    A zatem i Szekspir i biologia won ze szkoływink
  • jakw 07.12.14, 22:12
    joa66 napisała:

    > Nie były chronione i też nie czytały potem tego Szekspira.
    >
    > Nie uczyły się też biologii i fizyki.
    >
    > A zatem i Szekspir i biologia won ze szkoływink
    Dlaczego? I Szekspir, i biologia mogą być. Tyle że czytanie Szekspira w gimnazjum nie ma związku z czytaniem "Sierotki Marysi" w nauczaniu początkowym - a jeśli ma to jest to związek odwrotnie proporcjonalny. Szekspira raczej nie przeczyta młodzież, która na początku nauki nauczy się, że lektura to jest mordęga i zuo. Większe szanse na przeczytanie ma ktoś kto po prostu lubi czytać.
    Btw wadą lektur szkolnych na poziomei gimnazjum/liceum wydaje mi się przede wszystkim to lektury te były pisane dla ludzi dorosłych, a nie dla nastolatków. Gdy czytałam w liceum "Ludzi bezdomnych" wydawało mi się to strasznie nudne. Zupełnie inny odbiór tej książki miałam raptem z 10 lat później.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • langsam 07.12.14, 12:24
    Całkowita racja.
    Podstawówka to dziś dzieci 6-12 lat. Musimy ich zatruwać tylko dlatego, że nas katowano "Anielkami"?
  • jakw 08.12.14, 22:44
    langsam napisała:

    > Całkowita racja.
    > Podstawówka to dziś dzieci 6-12 lat. Musimy ich zatruwać tylko dlatego, że nas
    > katowano "Anielkami"?
    Ja do tej pory wspominam "Antka". Z całej noweli zapamiętałam wyłącznie ową nieszczęsną Rozalkę wsadzoną na 3 zdrowaśki do pieca...

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • langsam 09.12.14, 06:37
    Bo to była komunistyczna obsesja dowodzenia swojej wyższości moralnej. Dlatego pakowali te pozytywistyczne nowelki. Dość przerażające jest to, że nadal trzyma się toto jako lekturę w szkole podstawowej.
    Miziołki (z wklejonych stron wnosząc) są sto razy lepszą lekturą dla dzieci.
  • mama303 07.12.14, 11:14
    langsam napisała:

    > Książki mające jedynie wymiar edukacyjny są dla dzieci (a mówimy o dziec
    > iach) nudne

    każda ksiązka może mieć wymiar edukacyjny.
  • langsam 07.12.14, 12:17

    > każda ksiązka może mieć wymiar edukacyjny.
    Łącznie z książką telefoniczną oraz zbiorem zadań z fizyki.
    Ale nie o tym mowa.
  • mama303 07.12.14, 13:40
    langsam napisała:

    >
    > > każda ksiązka może mieć wymiar edukacyjny.
    > Łącznie z książką telefoniczną oraz zbiorem zadań z fizyki.
    > Ale nie o tym mowa.

    myślałam że rozmowa o lekturach jest
  • langsam 06.12.14, 17:07
    Tzn. jeden uczeń czyta niemieckiego nastolatka, drugi brytyjskiego i tak dalej.
  • joa66 06.12.14, 17:08
    Tylko wciąż znajdujemy się w punkcie, że może/musi się zdarzyć, że konkretne lektury będą go nudziły. Jak będzie miał pecha - to większość.
  • langsam 06.12.14, 17:11
    To jak z demokracją czy sprawiedliwością: ideału nie ma, ale nie znaczy to, że nie należy do niego dążyć.
  • fogito 06.12.14, 22:19
    Pamietniki to akurat czytaja rozne. Biblioteka jest pokazna. Lektury omawiane sa w grupach, bomkada grupa ma swoja ksiazke dostosowana do,poziomu czytania.
  • jakw 06.12.14, 18:30
    fogito napisała:

    > Jest wazne. Bo jest wspolny temat. Wszyscy go znaja. Mozna ske uczyc wypowiedzi
    > pisemnej i ustnej. Mozna dyskutowac i wymieniac poglady etc.
    Ja nie miewam poglądów na temat książek (i ich bohaterów) , których nie przeczytałam. Gdybym musiała mieć poglądy na temat takiej książki - zapewne sięgnęłabym do bryku czy internetu. Jeśli większość klasy "przeczyta" książkę w ten sposób - nie wiem co to miałaby być za dyskusja i wymiana poglądów.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • fogito 06.12.14, 16:51
    Powaznie? Nie doceniasz mlodych ludzi najwyrazniej. Syn czyta co tydzien dwie ksiazki po angielsku, ktore maja walory jedynie edukacyjne. Historia, wiedza przyrodnicza, geografia etc. A trudne slowa wytlumaczone w slowniczku na koncu. Syn ma 10 lat i wszyscy w klasie to czytaja (szkola brytyjska w Polsce) Moze nie wiedza, ze to nudne. No i rodzic musi podpisac, ze przeczytane i dac komentarz jak przeczytane - dobrze, zle, latwe, trudne etc. Z fikcji czytaja pamietniki wojenne, bo akurat przerabiaja II wojne swiatowa. Chyba za malo wymagamy od naszych dzieci.
  • langsam 06.12.14, 16:56
    O, to nie rozmawiamy o literaturze pięknej?
  • fogito 06.12.14, 17:01
    Owszem tak. Ale akurat lektury syna po angielsku w duzej mierze to publikacje naukowe o walorze edukacyjnym ze wzgledu na tresc. Walor literatury pieknej polega na dobrym jezyku literackim. Jak ktos nie umie pisac to mu opisanie sensacyjnych zdarzen nie pomoze. Wtedy mozna by i Fakt czytac.
  • langsam 06.12.14, 17:05
    Jak o pięknej, to nie o popularyzacji nauki (zresztą nie uważam, żeby coś z tej dziedziny nie mogło być na liście lektur), ale teraz mowa jest o pięknej.
  • joa66 06.12.14, 16:53
    moim zdaniem dobór książek pod względem walorów edukacyjnych

    Pozostaje też definicja tego czym jest walor edukacyjny. smile Na szczęście w kulturze nie ma podziału na: edukacyjne=nudne versus bezwartościowe=atrakcyjne
  • jakw 06.12.14, 18:13
    langsam napisała:

    > A moim zdaniem dobór książek pod względem walorów edukacyjnych oznacza wybór ks
    > iążek, których nikt nie bedzie chciał czytać.
    Walorem edukacyjnym jak najbardziej może być język polski czy poruszanie tematów ważnych i zmuszających do myślenia. Książek o niczym i napisanych językiem takim sobie - nie polecałabym nikomu, a tym bardziej nie zmuszała do czytania.
    Co do chcenia czytania - moim zdaniem najbardziej chęć czytania zabija zmuszanie całej klasy do przeczytania jednej książki.Nie ma siły - nie wszystkim się spodoba. I potem jeszcze trzeba napisać wypracowanie z książki , która się wcale nie podobała.A gdyby uczeń miał wybór :"przeczytać 1 książkę z tych 5"? Przecież wypracowania i tak każdy pisze indywidualnie, więc pani mogłaby dać tematy wypracowań w zależności od przeczytanej książki.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • agni71 06.12.14, 18:25
    Ale lektury omawiane sa na lekcji - jak omawiać, kiedy 1/4 klasy przeczytała jedną ksiązkę, a reszta klasy jeszcze 3 inne wybrane?
  • jakw 06.12.14, 18:41
    agni71 napisała:

    > Ale lektury omawiane sa na lekcji - jak omawiać, kiedy 1/4 klasy przeczytała je
    > dną ksiązkę, a reszta klasy jeszcze 3 inne wybrane?
    A jak sobie dają radę teraz, gdy lekturę przeczytała 1/4 klasy, a reszta wcale ? wink
    Mogą dyskutować w pogrupach, a na forum klasy przedstawić streszczenie + informację dlaczego warto (albo i nie) przeczytać książkę.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • joa66 06.12.14, 21:39
    A jak sobie dają radę teraz, gdy lekturę przeczytała 1/4 klasy, a reszta wcale

    Tak samo jak wtedy kiedy 1/4 klasy odrobi zadania z matematyki lub przeczyta rozdział z biologii.wink
  • langsam 06.12.14, 19:32
    Wybierasz trzy książki o wakacyjnej przygodzie ktoś spotyka zaskakujacego nowego przyjaciela, ktoś przeżywa przygodę, ktoś zmienia środowisko.. Albo o podróży w czasie. O zwierzętach. Albo o zupełnie rożnych tematch, ale pokazujących dojrzewanie postaci, zmianę poglądów, itp. A na lekcji można m.in. zająć się szukaniem węzłowych momentów, kluczowych doświadczeń bohatera, przemianą postaci, wielowymiarowością osoby, zaskoczeniami (akcja skręca w nieoczekiwanym kierunku).
    Nasze tradycyjne omawianie lekury opiera się niestety na streszczeniu i ocenianiu. No i utrwalaniu właściwej interpretacji. Jedynie właściwej.
  • langsam 06.12.14, 19:28
    Dobry pomysł.
  • hemp_plant 07.12.14, 20:41
    tak czytam i czytam wasze wypociny w temacie, moje panie, których większośc dzieci chodzi do prywatnych szkół w stolycy i tak wam powiem: nie, ta lista nie jest dla was. i wy jej nie wypełniajcie, proszę. niewiele wiecie o faktach, o poziomie i problemach dzieci z normalnych szkół (nie, niekoniecznie jest to patologia, ktora szkół prywatnych nie omija hihi tylko formę zmienia na bardziej bolesną, choć z wierzchu mniej widoczną), dzieci rodziców, którzy nic nie czytają, którzy uważają, że to głupie i niepotrzebne, oni nie czytają, ich dzieci też nie muszą, są ważniejsze rzeczy w szkole, dzieci, które nie mają kapitału społecznego, domowego na waszym poziomie, w domach ktorych ksiązek nie ma- tak wyglada WIEKSZOŚĆ i nimi musimy sie martwić.
    FAKTY
    1. większość Polaków NIC nie czyta, żadnych książek
    2. większość dzieci czytać nie lubi
    3. skoro nie lubią- wcześniej czy później przestaną czytać lektury (wcześnie, czyli ok. 2-3 klasy- do tej pory pani przeczyta głośno w klasie)
    4. nieczytające dzieci rosną na nieczytających dorosłych (nieczytających NIC)
    5. nieczytający dorośli to KALEKI, osoby bezmyślne, które łatwo omamić, nie rozumieją wielu rzeczy, NIE MAJĄ UMIEJĘTNOŚCI czytania ze zrozumieniem- są praktycznie niepełnosprawni intelektualnie, nie mogą sie odpowiednio wykształcić, ew. zmienić kwalifikacji, są niezatrudnialni- są zakałą społeczeństwa
    WNIOSEK: w praktyce dzieci w wieku 6-16 (od podstawówki do końca gimnazjów) powinny czytać COKOLWIEK, CO LUBIĄ, aby złapać bakcyla (tj wykształcic motywację wewnętrzną do czytania), a także nabyć całkowitą sprawność czytania ze zrozumieniem. i nie, nie może być to książka, która wymaga pół stronnicy przypisów- ponieważ uczenie archaicznego języka nie jest celem tej zabawy
    Niekoniecznie musi być to książka, która jest też prymitywna- jest mnóstwo fajnej literatury np niemieckiej czy skandynawskiej na tym poziomie, a także polskiej (wspomniane miziołki, kosik na wyższym poziomie jak najbardziej ok), literatura nie powinna być jednorodna (bajki fakty fantasy ect). i tak- częściowo powinna być uzgodniona z dziećmi- u mojego syna były wybory i głosowania w kl. 4-6. i niekoniecznie wszystkie dzieci powinny czytać dokładnie to samo.
    i jeszcze jedno- mocno a to mocno przyjrzałabym się sposobom przerabiania lektur- niech t bedzie dyskusja i praca w grupach, a nie narzucanie przez nauczyciela opinii.
    i jeszcze jedno- lista lektur to takie minimum- oczywiście, jak dzieci mają ochotę, to czytają więcej (kluby czytelniecze na terenie szkoły, programy zaawansowane etc), mogą spełniać swoje i wasze ambicje czytelnicze, czytać lektury bardziej ambitne czy na inne tematy.
    "dziadami" nie zachęcimy dzieci do czytania- takei są fakty....
    PS- uprzejmie proszę nie żałowac moich dzieci- są wytrawnymi czytelnikami, z czego jestem dumna smile ale problem społeczny dostrzegam i wy tez sie nad nim pochylcie, zamiast pierniczyć głupoty, plis


  • fogito 07.12.14, 20:51
    Zanim wyjechalam do stolycy jak piszesz wyedukowalam sie w wiejskiej szkole. Biblioteki byly dwie - jedna we wsi a druga wlasnie w szkole. Dzieci czytaly, bo nie mialy telefonow, zeby na ich wisiec i komputerow z fejsem 24/7. Byli tez nauczyciele, ktorzy wymagali i rodzice, ktorzy nie olewali. Byla bieda, ale patologia byla rzadkoscia. Zgadzam sie, ze pieniadze nie gwarantuja braku patologii. Wrecz mozna powiedziec, ze jest w wiekszym nasileniu, ale inna. I nie o pieniadze chodzi w wyborze szkoly, tylko o to, czy szkola reprezentuje odpowiednia postawe wychowawcza wobec dziecka zgodna z oczekiwaniami rodzicow.
    Nic nie jest czarno biale, ale moim skromnym zdaniem teraz dzieci maja super fajne ksiazki i latwy do nich dostep. Maja wiecej niz kiedykolwiek i latwo sie jest zagubic w tym gaszczu. Madry nauczyciel bedzie umial wybrac dobra lekture. A kto chce to przeczyta. Kto nie chce odpali kompa i postrzela. Wolny wybor.
  • hemp_plant 07.12.14, 22:19
    nie piję do prywatnych szkół- ale wam się paniusie w głowie poprzewracało.
    nie, społeczeństwo tak nie wygląda [z mojego ptk widzenia to doskonała info.....], wyglada całkiem inaczej -należy zająć się PRZECIĘTNYM dzieckiem, ktore, wbrew temu co pisze pani F. nie czyta nic, i czytac nie bedzie, jeżeli ktoś by wprowadził wasze pomysły.... litości!
    nie jest jak 30, 25 lat temu na wsi (córka wiejskiej nauczycielki, niech zgadnę? big_grin), jest inaczej- radze wyściubić nosek z apartamentowca z ochroną...
    i jeszcze jeden ptk: bardzo sobie (jak wszyscy pedagodzy i psycholodzy) cenię tzw literaturę antypedagogiczną, czyli koszmarny karolek i spółka: pozwala na praktykowanie critical thinking, dyskusję pedagogiczną na tematy bliskie dzieciom etc. nie tylko na ew. nuuudne prezentacje zachowan "moralnych". czy wy nie czytałyście zbrodni i kary???? mnóstwo a to mnóstwo literatury prezentując negatywne zachowania skłania do refleksji, do dojścia do odpowiednich zachowań (a nie przyjęcia narzuconych)
    broń boże od waszych kanonów lektur....
    ani by nikt nie zaczął czytać, ani by nie doszedł do samodzielnego myślenia
  • fogito 08.12.14, 06:51
    Chodze z synem do biblioteki na Zabkowska. Super wyposazona biblioteka. Sa w niej dzieci o dziwo inne niz tylko moje.
    Koszmarny Karolek tez jest. Moj syn akurat go nie trawi, bo uwaza, ze jest bzdurny. Ale do wyboru do koloru. Co kto lubi. Sa tez komputery, na ktorych wisza dzieciaki w bibliotece.
    Walisz stereotypami az milo tylko nie wiadomo co ci odpowiedziec.
  • hemp_plant 08.12.14, 08:35
    słuchaj- ty przeczytaj, co ty piszesz....
    co to jest ząbkowska?
    czy ty nie rozumiesz, ze jestes smieszna, z ta swoja szkoła, podworkiem, synkiem, zabkowską...
    ręce opadają...
    ja chodzę z dziećmi do biblioteki w mieście krolewskim, ktora ani jednego komputera nie ma, puf też nie, a tez praktycznie nic poza archaicznymi lekturami. (miłosiernie nie podam ulicy... )
    i tak- chodze tez do innej, która ma wszystko i jeszcze wiecej, ale doskonale sobei zdaje sprawe, ze n ie jest to standard ogólnopolski...
    wiesz, mysle, ze ty powinnas troche gazet poczytac, moze wiadomosci poogladac, bo ty w ogole sobie nie zdajesz sprawyze swiat i dzieci wygladaja (na szczescie big_grin) zupenie inaczej niz twoje warszawskie chronione podwórko apartamentowca.... moze jakas przejazdzka, zajecia z dziecmi- no wiem wiem, ale twoj brak realizmu jest powalajacy...
  • agni71 08.12.14, 08:57
    > czy ty nie rozumiesz, ze jestes smieszna, z ta swoja szkoła, podworkiem, synkie
    > m, zabkowską...

    z Krakowa jesteś? wink Ząbkowska jako synonim luksusu, tego jeszcze nie było wink
  • fogito 08.12.14, 10:19
    A co! big_grin Okazuje sie, ze Praga Polnoc to luksusy w porównaniu z Krakowem :-o Swoja droga przypomina mi sie powiedzenie mojej cioci, ze "Galicjoki to lenie i nieroby". Prawda w kontekście niedoposazonych bibliotek.
  • hemp_plant 08.12.14, 10:26
    widzisz fogito- mnie guzik obchodzi twoja praga połnoc (szczerze, współczuje...) bo wiem, ze nie jest to standard, podobnie jak biblioteki krakowskie- wyposazone w rózny sposób. i wiem, ze nie jest to snadard polski - akurat bywam w innych miejscach, i jeszcze wiem, ze wyposażenie bibiotek to tylko jeden klocek w promocji czytelnictwa. najwazniejszy- dzieje sie w szkole. gratuluje cioci.
    pozdrawiam
    galicyjski nierób
  • fogito 08.12.14, 11:10
    Niby cię nie obchodzi a piana z ust leci wink Wyluzuj, bo ci zylka peknie.
    Ciocia przetransferowana z Wielkopolski nie moze znieść nicnierobienia galicyjskiego.
  • fogito 08.12.14, 10:05
    Ząbkowska to biblioteka na Pradze Polnoc. Rzut beretem od mojego domu. Ty chyba oderwana id rzeczywistości jestes a nie ja. Albo na Ukrainie mieszkasz. Od lokalnych wladz zależy jak wyglądają okoliczne biblioteki. W rodzinnej wielkopolskiej wsi są dwie nowoczesne. Ludzie w w walonkach nie chodza i komputery maja.
  • hemp_plant 08.12.14, 10:10
    waw, praga pónoc... a co mi z takiej wiedzy. czy to jest konieczny element dyskusji? ty jestes ...no szukam odpowiednich słów...- czy to element wiedzy ogólej? ukraina to tez kraj- czy jest sie czegos wstydzic, ze sie na pradze polnoc nei mieszka? czy sprawia to, ze ty jestes lepsza czy gorsza? czy mozesz poszerzyc swoja perspektywe?
    walonki- polecam np wizyte zn zywieczczyznie- walonki tam są konieczne, biblioteki cudowne w szkoalch zbiorczych- tylko nikt z nich nei korzysta....
  • agni71 08.12.14, 10:20
    jeszcze raz - Praga północ to nie synonim luksusu i wyższej półki, raczej przeciwnie:

    niezadaleko.files.wordpress.com/2012/06/dsc_0437a.jpg
    fotoforum.gazeta.pl/photo/2/le/wi/e85a/bomAPABCx6RHgayxnX.jpg
    www.michau.se/pics/my_pics/warszawa/2004/0407-09_praga/warszawa_praga_040804_5191.jpg
    www.twoja-praga.pl/img/informacje/2014-1/zabkowska_3_z_daszkami.jpg?1389703762785?1389703762785
  • hemp_plant 08.12.14, 10:28
    alez doskonale zdaję sobie sprawę- ale wk...a mnie ta pani i jej wąziutka perspektywa. i nieumiejętność wyjścia poza nią. to jest patologiczne! moj moja moje.......
    NB jest to cały czas stolica- i uwierz- że w inych miejscach jest inaczej
  • fogito 08.12.14, 11:07
    Wolalabys, abym swoje doświadczenia opierała na znajomych królika. Ja nie widzę tego mitycznego marazmu w bibliotekach, ale może dlatego, ze do Krakowa nie jezdze wink
  • fogito 08.12.14, 10:21
    Ty walisz stereotypami a nie ja. Biedna dzielnica ma super bibliotekę. Ciekawe dlaczego? Moze dlatego, ze ma czytelnikow.
  • jakw 07.12.14, 22:29
    fogito napisała:

    > Biblioteki byly dwie - jedna we wsi a druga wlasnie w szkole. Dzieci czytaly, bo
    > nie mialy telefonow, zeby na ich wisiec i komputerow z fejsem 24/7.
    A czy są nadal? I jak przedstawia się ich zaopatrzenie w książki bardziej współczesne niż "Jacek, Wacek i Pankracek"? Btw jako 7- czy 8-latka nie rozumiałam zupełnie działań ww panów, a sama książka była dla mnie dość beznadziejna.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • joa66 07.12.14, 22:34
    A czy są nadal? I jak przedstawia się ich zaopatrzenie w książki bardziej współczesne niż "Jacek, Wacek i Pankracek

    btw - rezygnacja z kanonu/lektur nie wzbogaci społeczeństwa w dobrze zaopatrzone biblioteki wink
  • mama303 07.12.14, 22:40
    joa66 napisała:

    > btw - rezygnacja z kanonu/lektur nie wzbogaci społeczeństwa w dobrze zaopatrzon
    > e biblioteki wink
    bo biblioteki np. w szkołach działaja w oparciu o lektury obowiazkowe. Ostatnio gadałam z bibliotekarką szkolna dziecka, gdyby nie lektury to prawie nikt by do biblioteki nie przychodził po ksiazki smile
    Czytelnictwo upada wśród dzieci i młodzieży.
  • joa66 07.12.14, 22:46
    A gdyby nie było lektur to...co robiłyby biblioteki? Nagle zaczęły kupować inne pozycje? Dlaczego teraz tego nie robią? Bo jakoś nie wierzę , że co roku dokupują nowe egzemplarze sierotki Marysi...
  • langsam 07.12.14, 23:03
    bibliotekarka.bedzin.pl/
  • joa66 07.12.14, 23:13
    dkrycie to poczyniło MEN i zapowiedziało zmiany – wietrzenie księgozbiorów, zastrzyk funduszy (15 mln), który umożliwi kupienie podstawówkom takich książek, jakie chciałyby widzieć tam dzieci i nauczyciele. Nowych, aktualnych i ciekawych. Uruchomiono w tym celu specjalną stronę, gdzie można wpisywać swoje propozycje.

    I super. Tylko to raczej dowód na to, że biblioteki szkolne potrzebują dofinansowania.
  • ewa_mama_jasia 08.12.14, 10:56
    Proste.Zaczeto by je likwidować.Na zasadzie "nie ma popytu, nie ma podazy".
    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • fogito 08.12.14, 06:54
    Chyba zalezy od szkoly imdzieci. W naszej biblioteka to epicentrum spotkan. Dzieciaki zalegaja na pufach w czasie przerwy i czytaja. Sa tez takie, ktore oblegaja kompa. Co kto lubi.
  • hemp_plant 08.12.14, 07:15
    w naszej w naszej.... w moej szkole, w mojej rodzine... co za obrzydliwy egocentryzm0 na granicy chorobliwego!
    kurde- a mojej nie
    w misecie obok nie
    ale jestes egoistką. przestan bic pianę, bo racji nie masz!
  • agni71 08.12.14, 09:02
    hemp_plant, fogito owszem jest nieco oderwana od rzeczywistości, ale nie mierz wszystkich miara swoja i swojej okolicy. Powiem szczerze, nie wiem, jak wygląda czytelnictwo w naszej szkole, ale wiem, że mają tam również pozycje ciekawe dla dzieciaków (piszę o SP klasy IV-VI), bo, tak moje dzieci cos tam znajdują dla siebie. I ja nie będę pisać tu o mitycznych "dzieciach w ogóle", piszę na podstawie własnych obserwacji, na własnych dzieciach. Skoro moje dzieci czytają (2/3 moich dzieci wink, to nie mogę stwierdzić "dzieci nie czytają". Podpytywałam nawet ostatnio córki i wymieniały co najmniej po kilka osób z klasy, które czytają chętnie, i nie tylko lektury.
  • hemp_plant 08.12.14, 09:17
    widzisz, moja miara jest zupełnie inna: moje dzieci są w doskonałej publicznej szkole, w dużym mieście z ofertą kulturalna większą niz stolica, są wytrawnymi czytelnikami z doskonałymi wynikami w szkole.... i co z tego? tak, wiem, że dzieci w szkole moich dzieci czytają, wymieniają sie ksiązkami, ich profile fb to np polecanie sobie ksiązek, linki do blogów czytelniczych etc (wychowawca mojego syna określił: w klasie są dzieci tylko bardzo mądre i geniusze), ale doskolane zdaje sobie sprawe, ze nie jest to standard: dzieci nie czytają, nie mają w domu książek, przeciętna biblioteka jest słabo zaopatrzona (jezeli jest nowość, to czas oczekiwania to.... kilka miesięcy- wiesz o tym?), rodzice wychowani na panu tadeuszu/dziadach i janku muzykancie (żadego z nich, ofkors, nie przeczytali). tak- piszmy o dziecich PRZECIĘTNYCH (przez ciebie określanych jako "dzieci w ogóle") poniewaz dla takich jest przeznaczona powszechna edukacja. i nie- przeciętne dzieci nie czytają. i nei bedą czytać jako dorośli=- zniechęceni koszmarnymi lekturami. czy jakby było inaczej (czyli lektury na miare tych dzieci) to by czytaly? niekoneicznie- ale jest szansa. a tak- nie ma szansy.

    oderwanie tej paniusi fogito od rzeczywystości, i bezwstyd jej wypowiedzi są dla mnei oburzające- i bardzo, a to bardzo zenujące
  • agni71 08.12.14, 09:21
    Jak dla mnie to taki twór "dziecko przeciętne" nie istnieje.... A twój opis to chyba bardziej wyobrażenie niż konkretna wiedza, skoro z autopsji równiez takich "dzieci przeciętnych" nie znasz, jak wynika z opisu szkoły i klasy, do której chodzą twoje genialne dzieci.
  • hemp_plant 08.12.14, 09:24
    widzisz, znam takie szkoły.... poza moim miastem, we wsiach etc. z racji pracy. i nie, nie jestem nauczycielką.
    jestem dośc realnie osadzona w kontekscie społecznym.
    i tak- istenieje "okołoprzeciętne" dziecko- taak normalna wiekszośc. i nie- moje dzieci nie są genialne smile na szczescie-0 daleko im od tego.
  • agni71 08.12.14, 10:12
    to nie ty napisałaś?

    "wychowawca mojego syna określił: w klasie są dzieci tylko bardzo mądre i geniusze"

    skoro nie geniusz, to zaledwie bardzo mądry
  • hemp_plant 08.12.14, 10:22
    próbuję ci określić, w jakich środowiskach dzieci czytają- w moim tak, ale i sobie doskonale zdaję sprawę, ze jest to malutka mniejszość, i nie fantazjuję w oderwaniu od rzeczywistości. wiem też, że przecięny czytelnik w wieku moich dzieci nie bedzie chciał i umiał podejśc do literatury, którą oni czytają- ale oni mają lata praktyki- zaczynali od literatury popularnej....i nie skupiam się na moim podwórku, mojej szkole, moi berecie i mojej ząbkowskiej- czubek mojego nosa sięga dalej.
  • iwoniaw 08.12.14, 10:27
    Ząbkowska jako przykład elitarnego czytającego środowiska big_grin
    I ktoś tu pisze o konieczności poszerzania horyzontów ROTFL

    --
    Niedźwiedź polarny to niedźwiedź kartezjański po transformacji
  • hemp_plant 08.12.14, 10:30
    ale ty chyba nie łapiesz- to nie chodzi o ząbkowską, o pragę północ, tylko o wąziutka perspektywę.
    BTW- akurat zabkowską trochę znam smile ale chyba nie jest to elemment wiedzy ogólnej, prawda?
  • fogito 08.12.14, 10:48
    Paniusi smile Strasznie bazarem leci. Ja mam sporo koleżanek ze wsi i ich dzieci czytają korzystajac z biblioteki lokalnej. Przykro mi, ze w Krakowie taki marazm.
  • mama303 08.12.14, 17:26
    fogito napisała:

    > Przykro mi, ze w Krakowie taki marazm
    alez nie tylko w Krakowie. Ma rację, problem jest ogólny, czytanie ksiązek powoli odchodzi w przeszłość. U córki w klasie bardzo wiele dzieci sięga po opracowania a to dopiero 6 klasa. Ale co sie dziwić, który normalny chłopak bedzie czytał Anie z Zielonego Wzgórza? Dziewczyny to jeszcze przeczytają, córce nawet sie spodobało ale chłopcy?.....
  • fogito 08.12.14, 17:36
    No tak, chlopcy sa uposledzeni i czytac tego nie beda.
  • mama303 08.12.14, 20:36
    fogito napisała:

    > No tak, chlopcy sa uposledzeni i czytac tego nie beda.

    nie sa uposledzeni i dlatego własnie czytac tego nie będą - przytaczaam opinie 12 latkow, nie swoją.
  • fogito 08.12.14, 21:38
    Musisz znac ich naprawde wielu wink jeszcze nie czytali a juz wiedzieli, ze nie beda czytac. Chyba jednak sa uposledzeni.
  • mama303 08.12.14, 22:11
    fogito napisała:

    > Musisz znac ich naprawde wielu wink jeszcze nie czytali a juz wiedzieli, ze nie b
    > eda czytac. Chyba jednak sa uposledzeni.

    Ty naprawde jestes paniusia oderwana od rzeczywistosci. Znasz Ty w ogóle jakiegoś przeciętnego dwunastolatka czy trzynastolatka? Może spytaj któregoś czy chce poczytac Anie z Zielonego Wzgórza do podusi?
  • fogito 09.12.14, 06:57
    Znam sporo, ale zaczynam dostrzegac, ze nie sa przecietni smile
  • jakw 08.12.14, 19:52
    agni71 napisała:

    > hemp_plant, fogito owszem jest nieco oderwana od rzeczywistości, ale nie mierz
    > wszystkich miara swoja i swojej okolicy. Powiem szczerze, nie wiem, jak wygląda
    > czytelnictwo w naszej szkole, ale wiem, że mają tam również pozycje ciekawe dl
    > a dzieciaków (piszę o SP klasy IV-VI), bo, tak moje dzieci cos tam znajdują dla
    > siebie. I ja nie będę pisać tu o mitycznych "dzieciach w ogóle", piszę na pods
    > tawie własnych obserwacji, na własnych dzieciach. Skoro moje dzieci czytają (2/
    > 3 moich dzieci wink, to nie mogę stwierdzić "dzieci nie czytają". Podpytywałam n
    > awet ostatnio córki i wymieniały co najmniej po kilka osób z klasy, które czyta
    > ją chętnie, i nie tylko lektury.
    A ja podpytywałam kiedyś starszą: w jej klasie (II LO) sporo ludzi coś czyta, choć niekoniecznie są to lektury. Na lektury to im chyba szkoda czasu. Btw najcenniejsze egzemplarze lektur to są te z biblioteki szkolnej z uwagami pokoleń uczniów...

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • ewa_mama_jasia 08.12.14, 09:58
    To co, lepiej żeby zamiast podając konkretny przykład pisala jak Ty, ze wszędzie? A najlepiej nigdzie, żeby zgadzalo sie z Twoja teoria? Dlaczego szkola ma dalej równać w dol? Juz w tym równaniu osiagnela dno, żeby dopiescic dzieci z dolnej polki i jeszcze niżej mm a spaść? Dlatego w większych miastach gdzie jest wybór placówek edukacyjnych coraz więcej rodzicow posyla do szkol prywatnych. Nie dlatego ze są a e ale żeby dać dzieciakom cos więcej niż absolutne minimum.
    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • hemp_plant 08.12.14, 10:17
    wprowadzenie edukacji czytelnieczej, zbiory lektur (chyba jednak nie kanonu), ktory byłby CIEKAWY I ZACHĘCAJACY DO SIEGNIĘCIA PO NASTĘPNE (nie, nie o realiach wsi, nie o wiedzy historycznej, nie nauka archaicznego słownictwa, nie umoralnianie) to nie jest równanie w dół, tylko koenieczność.
    dalszą twoja twórczość o wyższości szkół prywatnych pominę milczeniem- jest to trend statystycznie cały czas niezauważalny, i tak zostanie, na pewno do 2020, a potem juz calkiem sie posypią. ilośc szkól nie wzrasta (jedna upada, inna powstaje) i tak zostanie.
  • jakw 08.12.14, 19:49
    hemp_plant napisał(a):

    > w naszej w naszej.... w moej szkole, w mojej rodzine... co za obrzydliwy egocen
    > tryzm0 na granicy chorobliwego!
    > kurde- a mojej nie
    > w misecie obok nie
    > ale jestes egoistką. przestan bic pianę, bo racji nie masz!
    Ale na podstawie doświadczeń z 1 biblioteką ma uogólniać sytuację na wszystkie biblioteki? Owszem, to zależy od szkoły. W szkole młodszej mają sporo lekcji własnie w bibliotece i młoda sama przynosi książki z tej biblioteki do domu. I to co przynosi, rzadko jest lekturą.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jakw 08.12.14, 19:44
    mama303 napisała:

    > joa66 napisała:
    >
    > > btw - rezygnacja z kanonu/lektur nie wzbogaci społeczeństwa w dobrze zaop
    > atrzon
    > > e biblioteki wink
    > bo biblioteki np. w szkołach działaja w oparciu o lektury obowiazkowe. Ostatni
    > o gadałam z bibliotekarką szkolna dziecka, gdyby nie lektury to prawie nikt by
    > do biblioteki nie przychodził po ksiazki smile
    > Czytelnictwo upada wśród dzieci i młodzieży.
    Jeśli w bibliotece są same lektury to nic dziwnego, że do biblioteki przychodzi się po lektury. Niestety, chyba dużym probleme bibliotek szkolnych jest brak funduszy na książki dla dzieci i młodzieży.


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 08.12.14, 20:41
    jakw napisała:

    > Jeśli w bibliotece są same lektury to nic dziwnego, że do biblioteki przychodzi
    > się po lektury. Niestety, chyba dużym probleme bibliotek szkolnych jest brak f
    > unduszy na książki dla dzieci i młodzieży.

    raczej do biblioteki przychodzi sie tylko po lektury, taka prawda
  • fogito 08.12.14, 21:42
    Hmmm zadziwiaja mnie takie teorie. Syn dostaje lektury w szkole. Do biblioteki chodzi po wszelkie inne ksiazki. Moze nie wie, ze nie powinien.
  • mama303 08.12.14, 22:17
    fogito napisała:

    > Hmmm zadziwiaja mnie takie teorie. Syn dostaje lektury w szkole. Do biblioteki
    > chodzi po wszelkie inne ksiazki. Moze nie wie, ze nie powinien.

    a Ty znowu o swoim synusiu. Moja córka akurat tez czyta, chociaz nie z biblioteki bo twierdzi że tam nic ciekawego nie ma ale wiekszośc z jej klasy nie czyta nic, nawet lektur. Taka prawda. Radze sie rozejrzec choćby po Ząbkowskiej, pogadać z nastolatkami co tam czytają na dobranoc....
  • fogito 09.12.14, 07:00
    'synus', 'paniusia'... Coz tomza slownictwo starej ciotki. Zmien corce szkole, skoro biblioteka do luftu, a koledzy w klasie zamuleni.
    Po Zabkowskiej to ja moge w ramach spaceru przejsc. Czytajace jednostki spotykam w bibliotece.
  • jakw 10.12.14, 01:23
    fogito napisała:

    > Hmmm zadziwiaja mnie takie teorie. Syn dostaje lektury w szkole. Do biblioteki
    > chodzi po wszelkie inne ksiazki. Moze nie wie, ze nie powinien.
    Ale biblioteka jest zapewne publiczna? Bo , niestety, w bibliotekach szkolnych są głównie lektury. A są to biblioteki najłatwiej jednak dostępne z punktu widzenia uczniów.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • fogito 10.12.14, 06:55
    Szkolna biblioteka syna to spelnienie marzen kazdego dzieciaka. Miejsce spotkan i bogactwo tytulow. Ale faktem jest, ze za ciezkie pieniadze.
  • agni71 10.12.14, 08:37
    W naszej wiejskiej szkole tez jest bibliotek, w której córkom udaje się znaleźć ksiązki do poczytania
  • fogito 10.12.14, 08:46
    Nie wątpię. I na pewno każda ma dobra ofertę jak czlowiek chce cos znaleźć.
  • fogito 08.12.14, 06:48
    Oczywiscie, ze sa. Jest nowa piekna szkola z boiskiem od wielu lat. I nowa biblioteka publiczna. I sa w niej nowosci. Bylam, widzialam, bo mama caly czas wypozycza tam ksiazki.
  • mama303 07.12.14, 22:31
    fogito napisała:

    > Dzieci czytaly, bo
    > nie mialy telefonow, zeby na ich wisiec i komputerow z fejsem 24/7.

    ale świat sie zmienia, trzeba nadążać, nasze dzieci zyją w innej "szybszej" rzeczywistosci z nieograniczonym prawie dostępem do szybko zmiejajacych sie obrazków i "przyjaciółmi" z netu. Literatura tez powinnna nadążać jeśli chcemy żeby całkiem nie zniknęła z naszego /z właściwie - naszych dzieci/ zycia.
  • fogito 08.12.14, 06:56
    Literatura nadaza, tylko dzieci nia maja nikogo, kto bym im walorybtej literqtury przedstawial. Rodzice nie czytaja, nauczyciele przynudzaja o ksiazkach, a dzieciak stuka w klawiature.
  • hemp_plant 08.12.14, 07:22
    Rodzice nie czytaja, nauczyciele przynudzaja o ksiazkach
    no własnie tak jest- dlatego NASTĘPNE POKOLENIE CZYTAC NIE BEDZIE- czyli będzie kalekie.
    i własnie w tej sytuacji nalezy przedstwić literaturę od poczatku jako cos inetersującego, i nie z kąta bo słowacki to wielki poeta był"
    a wasze propozycje lektur, a raczej niechęć do literatury popularnej dla dzieci- porażająca w systuacji, kiedy dzieci nie czytają NIC.
    zaczynam podejrzewac, że jesteście albo upośledzone, albo no nie wiem, wynajęte przez wywiad obcego państwa w celu pogrążenia spoleczeństwa....
    tak mi się nie chce nic robić, pisać, tylko czytac to forum- ale nagromadzenie szkodliwych głupot w tym watku przeszło samo siebie i wszelkie wyobrażenie o szkodliwości.
    moj syn, moja szkoła, moja podwórko- chore.....
  • joa66 08.12.14, 08:10
    hemp.plant - sama piszesz glupoty. NIE MA związku między tym czy w szkole są obowiązkowe lektury a tym czy dorosłe społeczeństwwo czyta. Niejednokrotnie na tym forum podawano odpowiednie dane smile
  • hemp_plant 08.12.14, 08:28
    Jest związek między odpowiednią edukacją czytelnicza (czyli najczęściej BRAK kanonu lektur- tylko propozycje, ew. ustalenie kanonu, który dało by radę i miłalo ochotę dziecko 6-12 lat, z rodziny o przeciętnym kapitale, a nie z prywatnych szkół ze stolicy przeczytac- dlaczego wy sie w ogóle w takim temacie wypowiadacie????) a czytelnictwem społeczeństwa.
    podawanie "wartościowych pozycji", umoralniających lektur karolek i miziołki to nie zycie wyższych sfer warszawy...), z życia wsi polskiej 19 wieku, lub z "ciekawym" kontekstem historycznym ("bo moje dziecko da radę i historie uwielbia"), proponowanie książek pisanych jezykiem archaicznym z połową strony przepisów (bo przecież trzeba rozumieć różne odmiany języka...) to jest DYWERSJA i działanie na szkodę spoleczeństwa. mam tylko nadziję, że nikt mądry tego forum nie czyta.
    ale szkoda czytać wasze utyskiwania, np na miziołki czy tego karolka. akurat literatura bardzo pomocna do budowania krytycznego myślenia, ktorego w społeczeństwie nie ma za grosz.
  • joa66 08.12.14, 08:55
    jest związek między edukacją czytelniczą a czytelnictwem. Nie ma związku między lekturami w szkołach a czytelnictwem.
  • joa66 08.12.14, 08:57
    BTW Kolejnym mitem jest "cokolwiek" i sugestie, że poradnik Cichopka (książka!) jest ważniejszy w wyrobieniu "mądrości" społeczeństwa niż np film Pokłosie.
  • joa66 08.12.14, 09:38
    IMHO szkoła powinna (próbować) wprowadzić dzieci w świat kultury ( w tym literatury) odrobinę wyższej i ambitniejszej niż "Fakt". A takżę krytycznego odbioru ( w tym czytania) kultury i informacji. Bo tylko to będzie służyć społeczeństwu.

    W tej dyskusji było - moim zdaniem - kilka błędnych tropów. Pierwszy główny to naiwna wiara, że likwidacja listy lektur (i kanonu) spowoduje cudowne wzbogacenie bibliotek szkolnych i publicznych, a wszyscy nawet najgłupsi nauczyciele zostaną nagle oświeceni i będą w stanie poprowadzić sensowną i krytycną edukację czytelniczą. Taki mały cud.

    Drugi to chyba dziewiętnostowieczne założenie, że KSIĄŻKA (jako taka, bez wzgledu na treść) jest jedynym nośnikiem kultury, że wszystko co ma okładkę jest lepsze niż to co ma pudełko. I to w czasach kiedy nie ruszając się z domu (szkoły) można obejrzeć i sztuki teatralne i filmy i balet i koncerty i.....eksperymenty fizycznesmile. Tak też "rozlicza się" społeczeństwo: dwa Cichopki lepsze niż jeden Wajda.
  • iwoniaw 08.12.14, 10:40
    Otóż to właśnie.
    Na szczęście programy już coraz częściej zawierają w swej podstawie nie tylko książki, ale np. filmy czy słuchowiska - i to jest dobre. Natomiast skupiając się na literaturze dla najmłodszych: oczywistym jest, że nie wszystko, co podane przez szkołę zachwyci i zafascynuje. To normalne - nie oznacza to jednak, że niefascynujące od pierwszego wejrzenia jest niepotrzebne i nie musi być podane. Przeciwnie, są rzeczy, które podać warto, choćby jako jednorazowe doświadczenie. Tak jak nikt nie karmi dziecka frytkami z keczupem na śniadanie, obiad i kolację "bo lubi i chętniej będzie jadło niż brokułową zupę-krem czy kaszę z warzywami".

    --
    "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot odechciało"
  • agni71 08.12.14, 09:08
    Hemp, troche sie zagalopowałaś, przede wszystkim w utożsamieniu wszystkich uczestniczejk dyskusji z jedną fogito. Masz do niej jakies "wąty", to zwracaj się do niej, wkurzające jest to twoje "bo wy wszyscy, bo wy zawsze". To raz, a dwa, przeczytaj, ze zrozumieniem, całą dyskusję i zobacz, że żadnej jednomyślności to nie ma, sa opinie bardzo różnorodne, a i propozycje ksiązek, i tego, jaką funkcję powinna pełnić literatura w szkole, są tu bardzo zróżnicowane.
    I wyjdź tez trochę poza opłotki swojej beznadziei i dostrzeż, że istnieją też dzieci czytające, i rodzice czytający...
  • hemp_plant 08.12.14, 09:21
    moej wypowiedzi sa skierowane do konkretnych osób- negujących popularną literaturę jako zachętę do czytania. przeczytałam cała dyskusję- i mnei zagotowało jej głupotą. i nieumiejętnością jakiejkolwiek analizy społecznej.
    jezeli chodzi o moją beznadzieję- tak, istnieją dzieci i rodzice czytający (np my....), ale jest to ogromna mniejszośc. wyjedźcie poza miasta wojewódzkie, a na pewno juz stolice- tam żyje większośc takich dzieci, takei rośnie społeczeństwo- i dla nich jest kierowana oferta szkół publicznych.
  • ewa_mama_jasia 08.12.14, 09:51
    Ale w czym problem? Niech dzieci czytaja tego Jarolka czy Miziolka w domu. A szkola niech wymaga czytania ze 2-3 razy ba rok czegos trudniejszego. Bo będzie dokladnie jak z telewizją: ludzie nie chca ambitnych programów, wiec żeby cokolwiek oglądali ruszył zalew telenoweli i paradokumentalnych:trudne sprawy itp.I teraz naprawdę trzeba sie postarać, żeby w tym zalewie szmiry znalezc coś sensownego.

    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • hemp_plant 08.12.14, 10:01
    problem w tym, droga nastepna pani oderwana od rzeczywistości- ze dziecko
    a. nie przeczyta tego "czegos ambitniejszego, trudniejszego"- na przyklad co masz na mysli? lieteraturę 19 wiecznej wsi? po co
    b. w domu przeciętne dziecko NIC nie czyta, bo nie ma kultury czytania, bo nie ma ksiązek, bo nie ma biblioteki, bo nikt nie czyta....
    jest ogromna różnica między oglądaniem telenoweli i czytaniem faktu a czytaniem literatury popularnej (nie harlekinów), ktore utrzymuje sprawnośc umysłową, uczą mimochodem analizy tekstu i krytycznego mysłenia.
    BTW dziecko w prywatnej, nie? tylko to usprawiedliwa to oderwanie od rzeczywistości.... litości...
  • iwoniaw 08.12.14, 10:33
    Nie ma, nic nie ma, biblioteki nie ma, bibliotecznych lekcji nie ma, nauczycieli nie ma - ciekawe zatem, skąd te "Miziołki" wezmą dziecięta analfabetów?
    Ja tam żyję w rzeczywistości, w której publiczna szkoła posiada bibliotekę, istnieje obowiązek szkolny, zmuszający dzieci do kontaktu z nauczycielami, którzy zachęcają do czytania (niekoniecznie lektur z listy, w młodszych klasach w zasadzie głównie są to książki wybierane przez dzieci), pracownicy wspomnianej biblioteki też prowadza rozmaite akcje zachęcające (m.in. zajęcia w ramach świetlicy) i mimo że nie wszystko jest idealnie i nie każdy wyrośnie na miłośnika literatury, to jakoś tej beznadziei nie widzę - patrząc POZA warszawskim środowiskiem i rzeczywistością szkół prywatnych.

    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • hemp_plant 08.12.14, 10:38
    istnieje obowiązek szkolny, obowiązek czytania lektur- ale jest on obowiązekim niewykonywanym, lektury nie zachęcaja do sięgniecia po następna częśc, są nudne i odbębniane.
    przysłowiowe miziołki lub cos innego, ale DLA PRZECIĘTNEGO CZYTELNIKA I TRAKTUJĄCE O REALNYCH PROBLEMACH DZIECI, powinny się znajdowac w bibliotece szkolnej. i nie- bardzo czesto lektuury są omawiane w sposob nudny i sztampowy- zamaist debaty wykład, zamiast dyskusji wypracowanie, opis etc. to nie zacheci do czytania.
  • langsam 08.12.14, 08:28
    W dodatku to jest, widzisz tak.
    Ponieważ nie da się nagle stworzyć legionu fantastycznych nauczycieli, nie mówiąc już o tym, że masowe wychowanie rodziców jest mniej więcej tak prawdopodobne jak to, że chóry anielskie zstąpią dziś na plac Defilad, to lektury i szkoły publiczne są jedynym rogiem kołdry, za jaki można dziś złapać. Punkt wyjścia. Jak nikta w labiryncie - o ile znajdziemy sposób na pokazanie opowieści zawartych w książkach jako czegoś fascynującego dla dziecka, nawet jeżeli nie chodzi do wypasionej szkoły i w życiu nie usłyszało słowa "kałamarz".
    Zamiast tego będzie ęćset wpisów o koniecznośąci zapoznania drugoklasistów z Ezopem, Plastusiem i Dziećmi z Bullerbyn. Oraz o wadze opisów z "Nad Niemnem" dla pożądanego psychofizycznego rozwoju polskiej młódzi. Poprzerywanych mało subtelnym udowodnianiem, jakim to ja jestem wspaniałym rodzicem, najlepiej na świecie wychowującym swoje genialne dziecko.
  • iwoniaw 08.12.14, 09:52
    Akurat potępianie w czambuł "klasyki" tylko dlatego, że ma więcej niż 15 lat, jest dużym błędem. O ile część dawnych lektur to teraz rzeczywiście ramoty, o tyle inne bronią się doskonale - i naprawdę nie wiem, co komu przeszkadza w "Dzieciach z Bullerbyn", "Muminkach" czy innej "Zaczarowanej zagrodzie". To są akurat całkiem odpowiednie książki dla klas I-III, pisane ładnym językiem, poruszające tematy mogące zaciekawić także współczesne dziecko. Oczywiście, jest też masa nowych, dobrych książek (choćby wspominana tu literatura skandynawska) - sama na pewno wpisałabym na listę do edukacji wczesnoszkolnej Lassego i Maję, Mamę Mu, Piaskowego Wilka.
    Natomiast argument, że "większość nie czyta nic, więc po co im proponować coś na przyzwoitym poziomie, niech składają literki na "Fakcie"", jest kompletnie od czapy - jeżeli literatura ma poruszyć coś w odbiorcy, wzbudzić jakąkolwiek refleksję, to po prostu MUSI być czymś więcej niż przeżutą papką z liter. W przeciwnym razie lepiej już niech ci nieczytający poprzestaną na instrukcji użycia szamponu, mniej szkody z tego wyniknie.

    --
    "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot odechciało"
  • hemp_plant 08.12.14, 10:06
    wolnego prosze pani. miedzy miziołkami i karolkiem a faktem jest ogromna róznica. i to nei jest przezuta papka z liter- mysle, drogie panie, ze troche edukacji literaturoznawczej i psychologicznej poszerzyło by wam troche horyzonty.
    tak jakoś sie skalda, ze ta najlepsza literatura dla dzieci jest skandynawska i niemiecka....
    klasyka w postaci dzeici z bulebryn, muminki, zaczarowana zagroda- ok, tylko w wieku bliżej 6 niż 9 lat, plis. i moze dodac cos współczesnego do tej klasycznej papki? bo to znów papka- nie zachęca do siegania po nastepne ksiązki- a taki jest cel edukacji czytelniczej, czyli lekktur, anie przedstwianie realiów wsi w 19 wieku...
  • iwoniaw 08.12.14, 10:14
    Wolnego wolnego - najpierw czytaj, potem komentuj. Może wtedy zauważysz nie tylko nowe tytuły, które uważam za wartościowe, ale i zarejestrujesz fakt, że pisałam o dzieciach w klasach I-III, a więc dokładnie w wieku 6-8 lat. I nie o XIX-wiecznej wsi polecane tu lektury (także dla starszych traktują), proponuję więc edukację literaturoznawczą i psychologiczną oraz poszerzenie horyzontów zacząć od siebie - może następnym razem uda ci się wypowiedzieć z większą kulturą i bez obrażania rozmówców oraz zrozumieć, co piszą.


    --
    "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
  • jakw 08.12.14, 23:01
    Ja o Muminkach miałam dobre zdanie dopóki pani w klasie I nie wybrała "Opowiadań z doliny Muminków" do czytania - a przeczytać mieli oczywiście dorośli ( i padło na mnie, bo inni dziadek i tata przejawiali tendencje do zasypiania). Muminki zresztą moim obu córkom nie podeszły - i to chyba przez Bukę. Plastusiowy Pamiętnik starszej podobał się średnio, młodszej się podobał, a mnie wnerwiał (i teraz, i wiele lat temu), za to podobał się tacie. "Dzieci z Bullerbyn" wyjątkowo pasują całej rodzince. Więc ja bym jednak optowała za tym, żeby przynajmniej w podstawówce był wybór do czytania 1 książki z kilku, a nie cała klasa czyta to samo. Pamiętam jak klasa starszej przerabiała "Tomka Sawyera" i "Anię z Zielonego Wzgórza": chłopcy narzekali, że muszą czytać "książki dla dziewczyn", a dziewczynki narzekały że muszą czytać "książki dla chłopaków". Ze znikomą stratą dla czytelnictwa (a może z zyskiem) możnaby to rozegrać na zasadzie: "macie do przeczytania 1 z tych 2 książek".
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • fogito 09.12.14, 07:03
    No patrzcie jak sie podzielili genderowo. A ja zawsze chcialam byc chlopcem i czytalam ksiazki o Indianach. Co to za swiat, ze juz dzieci sie w schematy samodzielnie wtlaczaja surprised
  • langsam 09.12.14, 07:18
    Bo jako płeć niższa mogłaś aspirować do płci wzorcowej o wartościach uniwersalnych. W drugą stronę zdarza się to o wiele rzadziej.
  • fogito 09.12.14, 08:26
    Pleć niższa! big_grin Piękne.
  • langsam 09.12.14, 08:50
    No bo tak to tradycyjnie wygląda. Ja nie wartościuję tylko pokazuję jak jest to postrzegane podświadomie i co komu podświadomie przypisujemy, zwłaszcza w wieku, kiedy obie płcie stanowią wrogie obozy.
    Ksiązki o chłopcach mogą być ciekawe dla dziewczynek, bo odnoszą się do spraw uniwersalnych, traktowanych przez dziewczynki jako część ich dziedzictwa i mające miejsce w ich marzeniach. Dziewczynki ciekawią przygody, ucieczki i pościgi, doceniają bohaterstwo itp.
    Książki głównie o dziewczynkach rzadko są ciekawe dla chłopców, bo odnoszą się do spraw podgrupy, które nie są postrzegane przez chłopców jako ich dziedzictwo. Chłopców nie ciekawi głębia relacji międzyludzkich. I Ania, pozbawiona jakiejkolwiek męskiej postaci (Gilbert jest mglisty a Mateusz wykastrowany) chłopców często męczy i nudzi. Ania jest książką mówiącą o świecie kobiet. Dolina Tęczy - o, tu obie płcie miałyby coś dla siebie.
    Oczywiście mówię ogólnie, bo wyjątki są - ale trend jest dość oczywisty.

  • fogito 09.12.14, 09:10
    Napisz jeszcze, ze glosujesz na PIS i wszystko będzie jasne. Według twojego opisu mój syn jest dziewczynką a ja mężczyzną. A myslalam, ze po prostu jesteśmy ludźmi.
  • langsam 09.12.14, 10:06
    Zmiast się awanturować poszukaj informacji o reakcji chłopców-czytelników na Anię. Dżentelmeni nie dyskutują o faktach, a ten da się akurat łatwo ustalić.
    I nie, nie głosuję na PiS.
  • fogito 09.12.14, 10:32
    Awanturować? Ja jestem niezmiernie spokojna i jedynie lekko rozbawiona.
    Watpie, aby GUS mial badania statystyczne na temat czytania "Ani" przez chlopcow. Ale jeśli posiadasz takowe to podrzuć. Wydajesz sie byc świecie o tym przekonana wink
  • langsam 09.12.14, 11:18
    Porozmawiaj z dziećmi obojga płci albo z nauczycielkami. Zapytaj, która płeć jak ocenia książkę.
  • fogito 09.12.14, 11:37
    To moze ty porozmawiaj z dziećmi ze szkoly syna. Teraz przerabiają pamiętniki wojenne i mój syn wypożyczył pamiętnik dziewczynki. Chcial Anny Frank, ale wszystkie ksiazki w obiegu. Musi czekac w kolejce.
    Ani jeszcze nie czytal, ale bardzo podobala mu sie swego czasu Karolcia. Chyba go do psychologa zawloke.
    Walisz stereotypami, ze aż zęby bola.
  • langsam 09.12.14, 13:03
    A czy pamiętnik pisany był przez ściganą/walczącą, czy też jest to historia o tym, jak to dziewczynki urządzają romantyczne przedstawienia, marzą o sukienkach z bufkami, i podgryzają się z innymi dziewczynkami?
  • fogito 09.12.14, 13:23
    wink to historia o uczuciach, o strachu o zagubieniu, o rozstaniu z rodzina. Tobie sie pewnie wydaje, ze wszyscy chlopcy trawią tylko akcje i dzialania wojenne. Ech szkoda gadac
  • jakw 10.12.14, 01:19
    fogito napisała:

    > wink to historia o uczuciach, o strachu o zagubieniu, o rozstaniu z rodzina.
    Myślisz, że przeciętny 10-latek tak (lub podobnie) zinterpretuje Anię czy jednak czytając będzie z rozpaczą myślał "Ale o co jej chodzi z tymi bufiastym rękawami??? Czy to nie wszystko jedno jakie te rękawy są? Ale te dziewczyny są głuupie."
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • fogito 10.12.14, 06:59
    Nie wiem, jak zinterpretuje, bo w niczyjej glowie nie siedze. Ale nie wiem, czy zauwazylas jak czesto teraz chlopcy dbaja o swoj wyglad. Musi byc ekstra fryzura z opadajaca grzywka, spodnie rurki, wysokie buty i fajna koszulka. Minuty przed lustrem sie przedluzaja. Wiec chyba nie jest wszystko jedno jakie te rekawy sa wink i mozna by powiedziec jakie glupie te chlopaki sa. Moj dostal wczoraj od cioci paste do ukladania wlosow i zapewne bedzie stal za chwile przed lustrem. Dobrze chociaz, ze mudnurki sa w szkole, bo nie starczyloby czasu na wyszykowanie sie.
  • agni71 09.12.14, 11:47
    żeby oceniać, to, jednakowoż, należałoby najpierw przeczytać....

    Moje córki nie były zachwycone "Przygodami Tomka Sawyera", a znając je - moga nie byc zachwycone "Anią...". Ale, żeby sobie wyrobić opinię, to należy najpierw chociaz spróbowac przeczytać.
  • jakw 10.12.14, 01:00
    agni71 napisała:

    > żeby oceniać, to, jednakowoż, należałoby najpierw przeczytać....
    >
    > Moje córki nie były zachwycone "Przygodami Tomka Sawyera", a znając je - moga n
    > ie byc zachwycone "Anią...". Ale, żeby sobie wyrobić opinię, to należy najpierw
    > chociaz spróbowac przeczytać.
    Tylko uczeń nie ma opcji : "spróbować przeczytać" - on przeczytać musi całą, bo to lektura obowiązkowa. A na czytanie niepodobających się lektur oraz innych książek dla przyjemności mogą pozwolić sobie głównie uczniowie z wbudowanym trybem szybkiego czytania. W rezultacie czytanie może jak najbardziej kojarzyć się z jakimś nudnym obowiązkiem. A nudne obowiązki porzucamy przy pierwszej sposobności - gdy tylko przestają być naszymi obowiązkami.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • iwoniaw 10.12.14, 08:28
    Tyle, że nikt nie osiągnie owego "trybu szybkiego czytania" nie czytając - a ponieważ czyta powoli, to nie ma motywacji nawet do łapania się za coś, co potencjalnie by go zachwyciło - i koło się zamyka. Dlatego akcje akcjami, a ja osobiście bardzo wątpię, czy na szerszą skalę można zachęcić do czytania dla rozrywki dziecko, którego rodzice przegapili ten moment, gdy maluch zachwyca się, że oto z abstrakcyjnych znaczków-zawijasów nagle zaczyna składać znaczące napisy na witrynach sklepowych, okładkach gazet czy nadjeżdżających tramwajach. "Tryb szybkiego czytania" mają najczęściej ci, którzy we wspomnianym momencie zapragnęli sami przeczytać wyraz-akapit-stronę-rozdział-książkę, która do tej pory była im czytana przez kogoś innego. No ale ktoś musi mu czytywać właśnie. Dlatego podoba mi się, że w edukacji przedszkolnej i wczesnoszkolnej dzieciom część tekstów czyta nauczyciel. I dobrze, jeśli ma z czego wybierać, by trafić w gusta i potrzeby konkretnych uczniów. Moim zdaniem takich książek - dla całkiem małych i nieco starszych dzieci - jest bardzo dużo, biblioteki (także znane mi małe, wiejskie) przeważnie zaopatrywane są w sensowne tytuły, jeśli tylko mają na to środki (dlatego super, że ta ankieta to w kontekście dofinansowania) i teraz pozostaje głównie kwestia, jak przekonać niektórych (licznych, niestety) rodziców, że zachęta do korzystania z tychże, a także ćwiczenie czytania przez całkiem małe dzieci, to nie jest "fanaberia pani, która coś sobie wymyśla".

    --
    "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
    mniej awanturujący."
  • agni71 10.12.14, 08:34
    > Tylko uczeń nie ma opcji : "spróbować przeczytać" - on przeczytać musi całą, b
    > o to lektura obowiązkowa.

    Może nie przeczytać. Ze wszystkimi tego konsekwencjami.

    A na czytanie niepodobających się lektur oraz innych
    > książek dla przyjemności mogą pozwolić sobie głównie uczniowie z wbudowanym try
    > bem szybkiego czytania.

    Powiedziałabym - przeciętnie szybkiego.

    W rezultacie czytanie może jak najbardziej kojarzyć się
    > z jakimś nudnym obowiązkiem. A nudne obowiązki porzucamy przy pierwszej sposob
    > ności - gdy tylko przestają być naszymi obowiązkami.

    Mimo, że niektóre lektury dla mich dzieci okazały się nudne, to nie powstrzymuje ich przed czytaniem innych ksiązek. Dlaczego inne dzieci nie miałyby miec tak samo? Przy czym piszę tu o dzieciach w starszych klasach podstawówki, te w pierwszej, drugiej, faktycznie mogą się zniechęcić, ale chyba głównie w sytuacji, gdy nie mają kontaktu z inna książką niż lektura.
  • langsam 10.12.14, 08:51
    Mimo, że niektóre lektury dla mich dzieci okazały się nudne, to nie powstrzymuj
    > e ich przed czytaniem innych ksiązek. Dlaczego inne dzieci nie miałyby miec tak
    > samo?

    Dlaatego, że dzieci są różne. Nie mają "tak samo" w żadnej kwestii, od kolek niemowlęcych począwszy.
    A serio mówiąc: jeżeli dziecko uważa, że czytanie jest przyjemnością, to nie zniechęci się mimo trafienia na nudne pozycje. Ale jeżeli dziecko nie jest przekonane (co niestety częste) a w zamian pchamy mu w gardziel "Puca" to pewnie nie będzie miało skłonności, aby sięgać po inne teksty.
    Obowiązek szkolny tworzy szansę pokazania dzieciom, jak ciekawe są książki i o ile bogarsze jest życie czytelnika.
  • joa66 10.12.14, 09:28
    Dlaatego, że dzieci są różne

    Ale każde powinno otrzymać taka samą szansę.
  • langsam 10.12.14, 09:33
    Szansę na polubienie książek, czy szansę na wchłonięcie walorów edukacyjnych rzeczonego "Puca"?
  • joa66 10.12.14, 18:50
    Szansę na poznanie kanonu, szansę na dyskusję i uzasadnienie dlaczego coś mi się podoba czy nie. Szansę na zmierzenie się z językiem, z którym nie spotyka się na co dzień.

    p.s. nikt nie twierdzi, że akurat Puc należy do kanonu....
  • fogito 10.12.14, 22:57
    Moj syn Puca nie przerabial uncertain chyba mu podrzuce tongue_out
  • paszczakowna1 16.12.14, 13:15
    > Szansę na poznanie kanonu

    Nie ma czegoś takiego jak uznany 'kanon' książek dla dzieci. Nieznajomość Muminków (np Włosi nie znają w ogóle, nie ma tłumaczenia), Mikołajka (znajdź mi Brytyjczyka, który miał to w ręku) czy nawet Kubusia Puchatka nie wyklucza społecznie bardziej (a może nawet mniej) niż niewiedza, kto to Magneto czy Wolverine (a chyba nie postulujesz przymusowego zapoznawania uczniów z uniwersum Marvela?)

    > szansę na dyskusję i uzasadnienie dlaczego coś mi si
    > ę podoba czy nie.

    To można zrealizować bez narzucania jednakowych lektur dla wszystkich.

    >zansę na zmierzenie się z językiem, z którym nie spotyka się
    > na co dzień.

    Dziecko z ubogim słownictwem nie da rady przeczytać książki "z językiem, z którym nie spotyka się na co dzień" i czerpać z lektury przyjemności - a do tego przede wszystkim powinno się dążyć w nauczaniu początkowym (i szkole podstawowej w ogóle). Po zetknięciu się z piątym nieznanym słowem na stronie lekturę porzuci i najprawdopodobniej do niej (a być może do żadnej innej książki) nie wróci. "Mierzyć się z językiem" można natomiast słuchając książek czytanych przez nauczyciela (względnie audiobooków) - i to faktycznie ma sens.
  • joa66 16.12.14, 14:18
    Po zetknięciu się z piątym nieznanym słowem na stronie lekturę porzuci i najprawdopodobniej do niej (a być może do żadnej innej książki) nie wróci

    Jeżeli lektura ma 200 stron to faktycznie. Jeżeli ma 2-5 stron - może się zainteresować, zwłaszcza jeżeli nauczyciel (a) poświęci lekcję na rozmowę o trudnych słowach (b) wskaże źródła jak szukac znaczen nieznanych słów, w tym też on line.

    IMHO dla mnie kanon to nie koniecznie są (a) obecne lektury (b) z założenia powieści (c) w ogóle książki do samodzielnego czytania. Np na poziomie wyższym niż podstawówka - nie sądzę, że "Ziemia Obiecana" =film jest gorsza od "Ziemia Obiecana"= książka.

    I dlatego - moim zdaniem - "ktoś mądry" powinien się zastanowić nad literaturą/lekturami w kontekscie całej kultury.
  • iwoniaw 09.12.14, 12:04
    No cóż, znam chłopców (liczba mnoga!), którym Ania się podobała, znam dzieci płci obojga, którym nie - i cóż z tego wynika? Ano, że ludzie mają różne gusta. Czy w związku z powyższym nie powinno im się pokazywać różnych tekstów?
    A jeśli jeden nie lubi ułamków, a drugi geometrii przestrzennej, to także pierwszemu odpuścić tłumaczenie, czym jest połowa i jak wyliczyć ćwierć z tej połowy, a drugiemu nie ma po co tłumaczyć różnicy między prostopadłościanem a ostrosłupem?

    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.