Dodaj do ulubionych

4 klasa zawyżona średnia klasy na półrocze

02.02.15, 20:11
Dzieci nie są wybitnie zdolne. Średnia ocen klasy na półrocze to 4,75. Tylko 5 ocen dostatecznych na całą klasę. Złe oceny z klasówek i sprawdzianów można poprawiać. Nie ma pytania z ostatniej lekcji. Mam wrażenie, że oceny są za frekwencję. Zadań domowych jak na lekarstwo, tylko w ćwiczeniach pouzupełniać i już. W sumie 0,5 h dziennie. Ewidentnie zawyżone oceny, nie wiem o co chodzi. Czy nauczyciele maja profity za wyniki klasy? Dla mnie to bez sensu. Czy może ktoś ma inne doświadczenia...
Edytor zaawansowany
  • ankar_a 02.02.15, 20:20
    Mam - niestety - podobne doświadczenia: 4 klasa, po I półroczu średnia klasy 4,84. Najniższa średnia w klasie 4,33. Wygląda to tak, jakby nauczyciele dostali wytyczne, aby przekonać wszystkich (a przede wszystkim rodziców), że reforma odniosła sukces.
    Moje młode w czołówce klasy, a orłem zdecydowanie nie jest.
  • olga727 02.02.15, 20:23
    A jakie są wyniki egzaminu po szóstej klasie ? Też taki Świetny,jak średnie klasowe ?
  • ankar_a 02.02.15, 20:37
    Do testu szóstoklasisty kupa czasu, bardziej mnie interesuje jak poradzi sobie moje młode. Nie wiem jak wyniki ubiegłorocznych szóstoklasistów miałyby przełożyć się na rozpatrywane zagadnienie (zwłaszcza, że to chyba była jeszcze stara podstawa programowa?).
    Jak się ma do tego średni wynik szkoły 33,83?
  • kiediak 02.02.15, 20:47
    Egzamin po 6 klasie 32, czyli nie najgorzej.
  • nangaparbat3 02.02.15, 22:05
    Czyli szkoła nalezy do niecałych 4% szkoł, które osiagnęły najwyższe wyniki w kraju (możesz sobie sprawdzic na stronie cke.edu.pl).
    Wbrew przesądom zawyżanie wymagań i surowe ocenianie na większość dzieci wcale nie wpływają motywująco.

    --
    gazeta_mi_placi napisał:

    > Ja jestem osobą empatyczną i tolerancyjną, ale w pewnych granicach, gdyby wszyscy ludzie byli jak ja w realu świat byłby piękniejszy.
  • verdana 02.02.15, 22:58
    Nanga, ale to jest skandal.
    Dzieci mają dobre stopnie i 32 punkty. Jakby je przydusić, pokazać, że muszą pracować znacznie więcej, obniżyć oceny, aby spędzały więcej godzin na uczeniu się na pamieć programu szkolnego to efekty byłyby widoczne. Przeciętny wynik mógłby być nawet 33-34 punkty. A to przecież jest najistotniejsze dla dalszej edukacji i przyszłości dzieci. Te punkty.
  • polinezj.a 02.02.15, 23:02
    W polskim systemie edukacji, jesli ambicje sa większe niż rejonowe gimnazjum, to sa wazne
    (i punkty i oceny)
  • morekac 03.02.15, 00:28
    Ale tu szkoła ma dobre wyniki z testu.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • nangaparbat3 03.02.15, 07:25
    verdana napisała:

    > Dzieci mają dobre stopnie i 32 punkty. Jakby je przydusić, pokazać, że muszą pr
    > acować znacznie więcej, obniżyć oceny, aby spędzały więcej godzin na uczeniu si
    > ę na pamieć programu szkolnego to efekty byłyby widoczne. Przeciętny wynik mógł
    > by być nawet 33-34 punkty.
    Niekoniecznie. wynik mógłby sie obniżyć.


    --
    gazeta_mi_placi napisał:

    > Ja jestem osobą empatyczną i tolerancyjną, ale w pewnych granicach, gdyby wszyscy ludzie byli jak ja w realu świat byłby piękniejszy.
  • iwoniaw 03.02.15, 09:01
    E, Verdana chyba ironicznie to pisała? O tych najważniejszych dwóch punktach, o niebo istotniejszych od atmosfery w szkole i tego, czy dziecko polubi naukę jako taką big_grin

    --
    "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot odechciało"
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 10:12
    No oczywiście. Bo przecież wiadomo, że najważniejsze jest, żeby rodzicowi się zgadzała tablela w excelu...a jak się nie zgadza to trzeba dzieciaka przydusić, przycisnąć, przekręcić przez maszynkę do mięsa (czyt. edukacji pozalekcyjnej) i wycisnąć te dodatkowe punkty - bo excel ma się zgadzać i już.
  • polinezj.a 03.02.15, 10:18
    A zabronisz jakiemuś rodzicowi takiego podejścia? Jego dziecko, jego priorytety.
    I nie chodzi o excela, a raczej tlaca sie nadzieje, na oksfordzkie czy jeszcze bardziej prestiżowe stypendium (lub inny sukces na miarę ambicji tego rodzica czy dziecka, bo to oczywiście dość ekstremalny przykład).
    Oczywiście te metody mogą sie absolutnie nie sprawdzic, ale każdy ma prawo próbować i dziwić sie, ze inni widza to inaczej.
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 10:21
    Nie zabraniam. Tylko niech to odnosi TYLKO do swojego dziecka a nie proponuje to dla całej klasy (jak autorka).

    Jak ktoś chce oxfordzkie stypendium to daje dziecko do odpowiedniej szkoły już od razu - czyli po pierwsze dwujęzycznej, z międzynarodową maturą (np, w moim mieście jest taki elitarny zespoł szkół - od zerówki po maturę) i nie truje na forum, że dzieci sa niesprawiedliwie ocenione bo za wysoko a powinny mieć niższe oceny.
  • polinezj.a 03.02.15, 10:28
    Być moze w miescie Autorki takiego nie ma. Albo kosztuje tyle co w moim, czyli powyżej 6.000/miesiąc.
    Fajnie by było, gdyby w obrębie szkolnictwa publicznego takze istniała możliwość wyboru "intensywności nauki".
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 11:39
    To już zaburzy ideę kształcenia publicznego, gdzie dzieci mają być równo traktowane. Vide - wyrównywanie szans dzieci ze wsi. Chcesz super szkołę dopasowaną do Twoich wymagań - to za nią zapłać.
  • olga727 04.02.15, 12:59
    zuleyka.z.talgaru napisała:

    > Nie zabraniam. Tylko niech to odnosi TYLKO do swojego dziecka a nie proponuje t
    > o dla całej klasy (jak autorka).
    >
    > Jak ktoś chce oxfordzkie stypendium to daje dziecko do odpowiedniej szkoły już
    > od razu - czyli po pierwsze dwujęzycznej, z międzynarodową maturą (np, w moim m
    > ieście jest taki elitarny zespoł szkół - od zerówki po maturę) i nie truje na f
    > orum, że dzieci sa niesprawiedliwie ocenione bo za wysoko a powinny mieć niższe
    > oceny.
    Ale o co ci chodzi ? Przecież autorka nie ma zawyżonych ambicji,ona uważa,że uczniowie w stosunku do wkładanej pracy mają te oceny nieproporcjonalnie wysokie. Nie wierzę w to,że w tej klasie są same "orły" i wszystko chwytają "w lot",aby na koniec semestru mieć tak wysoką średnią ocen. W każdej klasie są dzieciaki zdolniejsze i słabiej się uczące,które potrzebują więcej czasu,aby ogarnąć materiał.
  • nangaparbat3 03.02.15, 16:00
    polinezj.a napisała:

    > Oczywiście te metody mogą sie absolutnie nie sprawdzic, ale każdy ma prawo prób
    > ować i dziwić sie, ze inni widza to inaczej.

    Probuja na żywych organizmach swych dzieci, ktore potem wedrują po psychologach, psychiatrach, ćpają, piją, pobudzają sie dopalaczami, wreszcie chorują na choroby autoimmunologiczne.

    Ale w końcu nie mój cyrk, nie moje małpy.


    gazeta_mi_placi napisał:

    > Ja jestem osobą empatyczną i tolerancyjną, ale w pewnych granicach, gdyby wszyscy ludzie byli jak ja w realu świat byłby piękniejszy.
  • mama303 03.02.15, 16:22
    nangaparbat3 napisała:

    > Probuja na żywych organizmach swych dzieci, ktore potem wedrują po psychologach
    > , psychiatrach, ćpają, piją, pobudzają sie dopalaczami, wreszcie chorują na cho
    > roby autoimmunologiczne.


    no wiec właśnie: małe dzieci to nie pole badawczo-doswiadczalne. Lepiej wprowadzic bardziej uniwersalne i sprawdzone metody.
  • polinezj.a 03.02.15, 16:28
    Ale takie nie istnieją, a najbardziej sprawdzone sa stare metody (obecnie krytykowane), bo potrafimy powiedzieć jakie dały skutki. Cała reszta to eksperymenty, których efektów nikt nie potrafi przewidzieć i określić czy bedą lepsze czy bardziej opłakane.
    Gdyby istniały powszechnie uznane, sprawdzone przez poprzednie pokolenia rozwiazania, nikt by nie eksperymentowal.
  • polinezj.a 03.02.15, 09:47
    Ani z 32 ani nawet z 34. punktami nikogo do dobrego gimnazjum nie przyjmą.
    Bywają ambitne dzieci i rodzice, dla których to, gdzie uczy sie ich dziecko jest sprawa ważna, wiec nie dziw sie, ze takie efekty ich nie satysfakcjonują.
    Tak samo jak mama zalaca sie, ze nauczyciele zaniżają oceny, ma prawo niepokoić sie mama, ktora ma odwrotne obawy. Nie nam rozstrzygać, ktora ma racje.
  • nangaparbat3 03.02.15, 16:03
    polinezj.a napisała:

    > Ani z 32 ani nawet z 34. punktami nikogo do dobrego gimnazjum nie przyjmą.
    Rozumiesz znaczenie pojecia "średni wynik"?

    > Bywają ambitne dzieci i rodzice, dla których to, gdzie uczy sie ich dziecko jes
    > t sprawa ważna, wiec nie dziw sie, ze takie efekty ich nie satysfakcjonują.

    Naprawde ambitny uczy się samodzielnie i nie jest zalezny od dociskania ze strony nauczyciela.

    > Tak samo jak mama zalaca sie, ze nauczyciele zaniżają oceny, ma prawo niepokoić
    > sie mama, ktora ma odwrotne obawy. Nie nam rozstrzygać, ktora ma racje.

    Mam wiedze i doświadczenie ktore uważam za wystarczajace, by sie wypowiadać.

    --
    gazeta_mi_placi napisał:

    > Ja jestem osobą empatyczną i tolerancyjną, ale w pewnych granicach, gdyby wszyscy ludzie byli jak ja w realu świat byłby piękniejszy.
  • verdana 03.02.15, 20:22
    Jetem ambitnym rodzicem, słowo.
    Ale zależało mi na wiedzy dzieci, na ich myśleniu, na kojarzeniu faktów, oczytaniu, rozeznaniu w kulturze - a nie na ocenach i punktach z egzaminu.
    Niestety, jedno z drugim ma często niewiele wspólnego. Jeśli nie nic.
  • polinezj.a 03.02.15, 21:14
    Jesli wiedza nie idzie w parze z wynikami, to edukacja zatrzymuje sie na poziomie zawodówki, technikum, liceum czy prywatnej szkoły humanistycznej lub zarządzania garnkami i rondelkami.
    Zwykle bystre dziecko jest w stanie bez większego problemu ciagnąć szkole, pasje i rozwoj osobisty, niczego nie zaniedbujac i nie wcale nie musi wybierać.
  • jakw 03.02.15, 22:40
    Zwykłe bystre dziecko całkiem nieźle rozwinie się w takiej "lajtowej" szkole legitymującej się 34 punktami średniego wyniku na koniec.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • polinezj.a 03.02.15, 21:32
    Choćbys była pedagogiem z tytułem profesora czy nauczycielem z 25. letnim stażem jedyne dzieci, o których wolno Ci decydować w sposob wiążący, co dla nich dobre i jaka edukacja jest wskazana, to Twoje własne.

    W szkole ze średnim wynikiem 32 czy 34 moze być całkiem sporo dzieci z takim poniżej 30. Wsrod warszawskich szkol niepublicznych średni wynik 34 oznacza miejsce w okolicach początku 4 dziesiątki, 32 praktycznie zamyka stawkę.
    32 to nawet wsrod publicznych 4 dziesiątka.

  • jakw 03.02.15, 22:38
    polinezj.a napisała:

    > Choćbys była pedagogiem z tytułem profesora czy nauczycielem z 25. letnim staże
    > m jedyne dzieci, o których wolno Ci decydować w sposob wiążący, co dla nich dob
    > re i jaka edukacja jest wskazana, to Twoje własne.
    >
    > W szkole ze średnim wynikiem 32 czy 34 moze być całkiem sporo dzieci z takim po
    > niżej 30.
    Ale wtedy równie sporo powinno mieć tych punktów jakby ciut więcej niż te 34.

    Wsrod warszawskich szkol niepublicznych średni wynik 34 oznacza miejs
    > ce w okolicach początku 4 dziesiątki, 32 praktycznie zamyka stawkę.
    > 32 to nawet wsrod publicznych 4 dziesiątka.
    Ale nie wybierasz szkół z całej Warszawy tylko raczej z okolicy. Więc rozważanie nt rankingu szkół podstawowych w całej Warszawie jest moim zdaniem bez sensu.
    >


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • polinezj.a 03.02.15, 22:51
    Warszawa to nie jest wielkie miasto.
    Wszędzie da radę dotrzeć, zwłaszcza jesli cel jest szczytny. Do najlepszych warszawskich gimnazjow dojeżdżają dzieci z miejscowości oddalonych o 50 km i wiecej.
  • jakw 03.02.15, 23:44
    polinezj.a napisała:

    > Warszawa to nie jest wielkie miasto.
    > Wszędzie da radę dotrzeć, zwłaszcza jesli cel jest szczytny. Do najlepszych war
    > szawskich gimnazjow dojeżdżają dzieci z miejscowości oddalonych o 50 km i wiece
    > j.
    Dyskusja tyczyła podstawówek a ty nagle wyjeżdżasz z gimnazjami...Przecież nie będziesz woziła dziecka z Białołęki na Ursynów (bo tam np. najlepsza podstawówka), a potem jechała na Pragę Południe do pracy - cel może szczytny, ale logistycznie jest to mało realne.
    A najlepsze warszawskie gimnazja są w centrum, więc ze wszystkich dzielnic jest w miarę dobry dojazd, podobnie z okolicznymi miejscowościami, zwłaszcza tymi dostępnymi za pomocą kolejek. Btw nie wiem skąd ci się wzięło te 50 km. Do licealnej klasy mojej córki sporo ludzi dojeżdża - ale to są odległości raczej rzędu 20-30 km. Ci, co mieliby te 50 km do dojazdu to mieszkają na stancji. Ale są stosunkowo nieliczni.


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • polinezj.a 04.02.15, 00:02
    Jestem pewna, ze na Ursynowie sa dzieci z Bialoleki.
    Sama znam ludzi, których dziecko (6 czy juz 7 lat) jest dowożone do szkoły w Wilanowie z miejscowości odległej od granic Warszawy o 25 km, dodaj jeszcze kolejnych naście kilometrów przez Warszawę w korkach.
    Inni dowoza dzieci z miejscowości za Konstancinem do szkoły francuskiej. Kolejni ez do szkoły w Wilanowie z Jozefowa.
    Syn mojej kosmetyczki jeździł do gimnazjum, potem LO pociagiem o 5 rano. Do mojego LO przyjeżdżały dzieciaki ze Skierniewic i Siedlec.
  • mama303 04.02.15, 09:37
    polinezj.a napisała:

    > Wszędzie da radę dotrzeć, zwłaszcza jesli cel jest szczytny. Do najlepszych war
    > szawskich gimnazjow dojeżdżają dzieci z miejscowości oddalonych o 50 km i wiecej.

    sorry ale nie moge się powstrzymać: czy uważasz że dzieci z mniej topowych gimnazjów bliżej domu nie maja szans dostac sie do liceum i potem na studia wymarzone? Trzeba być naprawde niezdrowym na umysle żeby wozic dziecko ponad 100 km dziennie do tzw topowego gimnazjum albo skazywac je na życie w środkach lokomocji.
  • polinezj.a 04.02.15, 09:47
    To nie moje dzieci, ale pewnie ich rodzice jakos tak kombinują. Moze za pare lat napisze czy miało to sens (te z francuskiej szkoły przynajmniej błyskawicznie i swietnie nauczyły sie języka).
    Nie pytali mnie o zdaniesmile
  • jakw 04.02.15, 13:34
    Nie wiem czy to gimnazjum francuskie takie topowe. Na pewno ma zaletę pt nauka francuskiego i francuski system szkolny. Jeśli ktoś planuje przenieść się za rok do Paryża lub są plany dotyczące studiów dzieci w Paryżu to jest to być może całkiem racjonalne działanie.
    Wożenie dzieciaka przez całe miasto po to, żeby chodziło do w miarę normalnej podstawówki, która od innych podstawówek różni się tym, że na sprawdzianie ma najwięcej punktów w Wwie działaniem racjonalnym nie jest. Bo znacznie bliżej domu znajdziesz kilka podstawówek wcale nie gorszych, spełniających wymagania dziecka i twoje (chyba że głównym wymaganiem jest najwyższy wynik sprawdzianu), a mającej zaletę taką, że jest po prostu bliżej. Dziecko, które w klasie IV,V,VI czy gimnazjum nie jest w stanie samo wrócić do domu po lekcjach i musi czekać na rodzica - raczej ten czas zmarnuje. Może odrobi jakieś lekcje, ale raczej nie zrobi wszystkiego co powinno zrobić jako odrabianie lekcji. W rezultacie będzie siedzieć nad tym jeszcze w domu (dotarwszy tam o 17.30? 18?) skutecznie odcinając się od odpoczynku, rozrywek i hobby. I w rezultacie ta super szkoła z najwyższym wynikiem, za to za siedmioma górami , będzie obracać się przeciwko niemu i jego aspiracjom (względnie aspiracjom rodziców). Żeby plan pt kilka różnych modeli nauczania w polskim szkolnictwie publicznym do wyboru przez rodziców miał jakikolwiek sens - opcja wyboru powinna być dostępna dla każdego w zakresie szkoły bliskiej (rejonowa, może troszkę dalsza niż rejonowa), a nie szkoły na 2-gim końcu miasta, w sąsiedniej gminie, powiecie czy mieście wojewódzkim. I żadnego losowania - rodzic chce tak jak chce i nie zmuszamy go ,żeby geniusza posłał do "klasy lajtowej", a mniej lotnego do klasy z wyścigiem szczurów.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • olga727 04.02.15, 13:15
    mama303 napisała:
    > sorry ale nie moge się powstrzymać: czy uważasz że dzieci z mniej topowych gimn
    > azjów bliżej domu nie maja szans dostac sie do liceum i potem na studia wymarzo
    > ne? Trzeba być naprawde niezdrowym na umysle żeby wozic dziecko ponad 100 km dz
    > iennie do tzw topowego gimnazjum albo skazywac je na życie w środkach lokomocji
    Pochwalę się,a co tam wink Córka mojego kuzyna chodziła do szkół(od podstawówki po LO) w małej powiatowej prowincjonalnej mieścince,uczyła się bardzo dobrze,wszystkie konkursy w których brała udział,kończyła też wysoko,na studia prawnicze dostała się bez problemu do dużego miasta wojewódzkiego> Jaki wniosek:Że jeśli dziecko chce się uczyć,to i z małej mieściny wypłynie na szerokie wody , a jeśli nie będzie mieć ambicji do nauki,to najwybitniejsza szkoła mu w tym nie pomoże. smile
  • mama303 04.02.15, 13:35
    olga727 napisała:

    > Pochwalę się,a co tam wink

    no wiec takich przykładów jest cała masa. A my tu sie zastanawiamy czy już w podstawówce dzieciakowi nie zaplanować przyszłosci i w związku z tym cisnąc na maksa juz od wieku 6 lat
    wink
  • olga727 04.02.15, 18:36
    mama303 napisała:

    > olga727 napisała:
    >
    > > Pochwalę się,a co tam wink
    A dlaczego wyciągasz,tylko to co tobie pasuje ? . Czyżbyś reszty nie doczytała,czy też nie zrozumiała ? tongue_out

    > no wiec takich przykładów jest cała masa. A my tu sie zastanawiamy czy już w po
    > dstawówce dzieciakowi nie zaplanować przyszłosci i w związku z tym cisnąc na ma
    > ksa juz od wieku 6 lat
    > wink
    To dopiszę,że ta dziewczyna poszła do szkoły jako sześciolatka,wg bardzo starej podstawy programowej,po badaniach w PPP. Ona sama sobie zaplanowała swoją przyszłość,bo już w podstawówce planowała, studia prawnicze. Rodzice ją wspierali,ale bez nacisku,że MUSI być prawnikiem. W ubiegłym roku robiła aplikację sędziowską.
  • jakw 03.02.15, 22:34
    polinezj.a napisała:

    > Ani z 32 ani nawet z 34. punktami nikogo do dobrego gimnazjum nie przyjmą.
    Patrząc po kryteriach rekrutacji do gimnazjów to chyba prędzej przyjmą z tymi 34 punktami i z 6-tkami niż tego z 4-kami i 40 punktami ze sprawdzianu.
    Przy czym zapewne myślisz o jakimś topowym gimnazjum, bo do zwykłego dobrego z 34 punktami można się spokojnie dostać.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • polinezj.a 03.02.15, 22:44
    Jesli mówimy o ambitnym podejściu do sprawy, to chyba w grę wchodzą tylko topowe gimnazja, gdzie ani oceny 4/5 ani 34 punkty nie dają szans na miejsce.
  • joa66 03.02.15, 22:50
    polinezja - ja mam już dorosłe dziecko i wiem jak się potoczyły losy naukowe dzieci traktowanych "lajtowo" i dzieci rodziców podobnych do autorki wątku - w naszej podstawówce była trójka takich. I nawet jeżeli pominiemy aspekt emocjonalny i skupimy się tylko na akademickim - te "lajtowe" dzieci wyszły na tym lepiej.
  • polinezj.a 03.02.15, 22:57
    To dajmy szanse kolejnym dzieciom i rodzicom popełnić te same błędy, ktore popełnili u Ciebie Ci nielajtowi.
    Maja do tego prawo i albo sie sytuacja powtórzy albo nie. Niech sami decydują.
    Akurat ja znam całkiem sporo "kujonow", ktorzy odnieśli spektakularne sukcesy i wiodą szczęśliwe zycie.
  • joa66 03.02.15, 23:07
    To dajmy szanse kolejnym dzieciom i rodzicom popełnić te same błędy, ktore pope
    > łnili u Ciebie Ci nielajtowi.


    ależ mają tę szansę - a innego systemy publicznego nie da się stworzyć , prawda? Przypominam, mówimy o podstawówce.

    Akurat ja znam całkiem sporo "kujonow", ktorzy odnieśli spektakularne sukcesy i
    > wiodą szczęśliwe zycie.


    Ale jakich 'kujonów" ? Może mój syn był kujonem, bo miał paski i sprawdzian 6 klasisty i ezgamin gimnazjalny napisany najlepiej w szkole? I który nigdy by tego nie osiagnął gdyby mu zadawano wiecej prac domowych niż te niezbędne, gdyby wychodzono z założenia, że skoro takie wyniki ma przy 0.5 h prac domowych dziennie, to przy 3 godzinach swym geniuszem zbawiłby świat?
  • polinezj.a 03.02.15, 23:18
    Czyli Twoj syn idealnie wpasowal sie w system.
    Dzieci mniej pasujące do tych standardów, pewnie wiecej korzyści odnioslyby z innego podejścia.
    Moze nie wszystkie sa tak zdolne i 3 godziny prac domowych i zakuwanie po nocach doprowadziłyby je do tych efektów, ktore Twoj syn osiagnął bez wysiłku.
  • joa66 03.02.15, 23:28
    Dzieci mniej pasujące do tych standardów, pewnie wiecej korzyści odnioslyby z innego podejścia.

    Z jakiego podejscia? Z takiego, że nawet jeżeli opanujesz materiał na 4,5,6 to oczekują od Ciebie, że będziesz zachrzaniał na 10 skoro masz czas? Bo ja jednak wierzę, że każde dziecko, które nie straciło radości nauki lepiej wykorzysta ten czas kiedy będzie to czas wolny OD nadmiernych prac domowych i wolny DO rozwijania pasji, do poznawania świata, do uczestnictwa w kulturze, itp


  • polinezj.a 03.02.15, 23:49
    Sa dzieci/ ludzie, ktorzy musza najpierw zapracować na wyniki, zeby potem zarabiać na przyjemności, kulturę i samorealizacje.
    Smutne, ale prawdziwe. Jeden ma większy potencjał i od początku mu starcza czasu na wszystko, a inny musi z kijem nad głowa zasuwac jak mroweczka, zeby za kilka lat konkurować z tym, ktory miał wiecej szczęścia w genetycznej ruletce.
  • joa66 03.02.15, 23:52
    Ale mówimy o innej sytuacji - o dzieciach, które osiągają dobre wyniki, ale rodzice w to nie wierzą bo za łatwo im poszło...
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 23:28
    Uważasz, że zakuwanie po nocach to jest naprawdę takie super dla dzieciaków? WOW.
  • polinezj.a 03.02.15, 23:36
    Nie jest super, ale chyba dla niektorych to jedyna droga, zeby dogonić bystrzejszych rówieśników, jesli potem trzeba bedzie konkurować z nimi o miejsce w tym samym gimnazjum, LO czy na tym samym wydziale.
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 23:55
    To już wolę, żeby moje dziecko nie chodziło do najlepszego gimnazjum czy liceum tylko realizowało swoje pasje.
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 23:56
    Już pomijam:
    10-latka to 9 ? 9,5 godziny,
    12-latka to 8 ? 8,5 godziny,

    Więc rycie po nocach odbić się może generalnie negatywnie.
  • jakw 03.02.15, 23:57
    polinezj.a napisała:

    > Nie jest super, ale chyba dla niektorych to jedyna droga, zeby dogonić bystrzej
    > szych rówieśników,
    W ten sposób nie dogonią. Bystrzejszy będzie na klasówce nie dość, że bystrzejszy, to i wyspany.
    >jesli potem trzeba bedzie konkurować z nimi o miejsce w tym samym gimnazjum, LO czy na >tym samym wydziale.
    A trzeba? W miejscowości gdzie jest jedno gimnazjum czy liceum to aż tak konkurować nie trzeba. W miejscowości, gdzie jest dużo szkół - każdy raczej konkuruje na odpowiadającym mu poziomie. Do topowych liceów w Wwie może i każdy miałby ochotę chodzić, ale podejrzewam, że osoby ze 120 punktami w rekrutacji i realnie oceniające szanse nie wrzucają ich jako swój jedyny wybór.


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • polinezj.a 04.02.15, 00:39
    Powiem to Pani, ktora przychodzi sprzątać u nas biura. Ma ambicje, ze jej dzieci beda miały lepsze zycie.
    Dzieciaki sa raczej całkiem przeciętne, żadne Janki Myzykanty czy przyczajeni geniusze, gdyby nie ich olbrzymi wysiłek, nauka kosztem przyjemności, pokrzykiwania mamy (serdeczna kobieta, ale metody wychowawcze bardzo tradycyjne) to nigdy nie miałyby szansy konkurować z urodzonymi bystrzakami, zostałyby kolejnymi pracownikami fizycznymi.
    A tak najstarszy skończył topowe LO (choc gdyby nie wielka praca, to nawet 120 punktow by nie miał, a uciułal o wieeele wiecej), potem dobrze zdał maturę (pomogli nasi pracownicy, ktorzy dawali korepetycje) i "mamy" studenta II toku prestizowych studiów.
    Młodsze dziewczyny tez mama i brat cisną do bolu. I wszystko wskazuje, ze całkiem efektywnie, bo próbny egzamin do gimnazjum
    średniej daje szanse na bardzo dobre gimnazjum.
    Na przyjemności i pasje nie maja czasu i pieniędzy. Nauczycielkę, czy inna osobe, ktora powiedziałaby, ze maja oczy podkrazone od siedzenia po nocach w ksiazkach, wsadzilaby w paczkę i ekspresowa przesyłka wyprawiala na Alaskę.
  • verdana 04.02.15, 07:22
    Poza tym podejście "Najpierw wyniki, a potem kultura i samorealizacja" to jakiś absurd. Bo dzieci, które poświeciły czas na kulturę i samorealizację mają znacznie większe szanse na osiągniecie czegoś niż te, które perfekcyjnie wyuczyły sie tylko programu szkolnego i na kulturę czasu już nie miały.
  • joa66 03.02.15, 23:37
    Poza tym - "taka oczywista oczywistość": srednia ezgaminów 32 pkt oznacza , że mogło być co najmniej kilku "40 punktowiczów" na klasę. Którzy ten wynik uzyskali mimo skandalicznej "łagodnosci" nauczycielismile
  • jakw 03.02.15, 23:51
    polinezj.a napisała:

    > Czyli Twoj syn idealnie wpasowal sie w system.
    > Dzieci mniej pasujące do tych standardów, pewnie wiecej korzyści odnioslyby z i
    > nnego podejścia.
    > Moze nie wszystkie sa tak zdolne i 3 godziny prac domowych i zakuwanie po nocac
    > h doprowadziłyby je do tych efektów, ktore Twoj syn osiagnął bez wysiłku.
    Nie sądzę. Bo syn Joa miałby 2,5 godziny dodatkowego czasu na robienie czegoś innego. Gdyby robił w tym czasie coś w miarę rozwijającego (hobby, przygotowanie do olimpiady, czytanie książek , robienie doświadczeń chemicznych) to tamci i tak byliby w tym czasie do tyłu. Gdyby zaś przyjąć, że dobra praca domowa to taka, która synowi Joa zajmie 3 godziny to ci inni nie docieraliby do końca owej pracy domowej.
    I na dokładkę syn Joa chodziłby do szkoły wyspany, a tamci albo wyspani, albo z odrobionymi lekcjami. Mieliby jeszcze mniej szans niż w systemie aktualnym.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • joa66 04.02.15, 00:00
    Gdyby zaś przyjąć, że dobra praca domowa to taka, która synowi Joa zajmie 3 godziny

    Gdyby mojemu synowi praca domowa zajmowała 3 godziny dziennie z zasady, to po pół roku byłby "tym innym".

    Z perspektywy czasu i doświadczenia jestem skłonna się upierać, że długofalowe skutki pozytywne ma (1) pozytywna motywacja (2) wspieranie dziecka w tym w czym jest dobre i to lubi a czas poświęcony na pracowanie nad słabymi stronami powinien nie zajmować ani minuty dłużej niż to jest naprawdę konieczne.
  • polinezj.a 04.02.15, 00:42
    To spiszmy tamtych na straty, nigdy nie dogonia syna Joa skazanego na sukceswink
  • joa66 04.02.15, 08:10
    polinezja - nie wysilaj się na złośliwość, bo mnie to nie rusza, a Tobie za 5 minut może być wstyd wink

    Popłynełas - dyskusja zaczęła sie od dzieci, które MAJĄ DOBRE STOPNIE, ale rodzice nie są zadowoleni, bo za łatwo im to przychodzi.
  • polinezj.a 04.02.15, 08:52
    Jesli cos odczytałas jako szczególna złośliwość, to przepraszam.
    Tak mnie ten temat poruszył, bo ludzie robią z takich rodzicow, jak Autorka, potworów, a moim zdaniem oni czesto maja swoją, rozsądna ich zdaniem, motywacje.
    Motywacje niezrozumiała dla innych, których sytuacja jest odmienna.
    Azja pisała o singapurskich matkach, ktore właśnie postępują podobnie. Przeciez nie jest tak, ze nie kochają dzieci, tylko ta miłość wyrażają w niezrozumiały, wręcz patologiczny, dla nas sposob.
    Mysle, ze Autorka zadała pytanie z troski o swoje dziecko, o jego edukacje i przyszłość. Szkoda, ze nie wzięła udziału w dyskusji i nie wyjaśniła dokładniej sensu pytania.

    Poza tym nie cierpię malkontectwa, a dyskusje sprowadzają sie do narzekania, ze jest zle bez choćby mglistych pomysłów na to, co zrobic, zeby było lepiej (poza pomysłami w stylu, przenieśmy lekcje na 10, bo sa dzieci wtedy bardziej wyspane). Choćby niedoskonalych i łatwych do zbombardowania krytyka, jak moje.

    Mam jeszcze taka szersza obserwacje, ze Ci, ktorzy nie chcą brać udziału w wyścigu szczurów (a raczej zmuszać do tego swoich dzieci)próbują spowolnić i deprecjonować tych, ktorzy pobiegli, zeby dystans jednak nie był za duży.
  • morekac 04.02.15, 09:06
    a że zaglada coraz częściej i coraz młodszym
    Zasadniczo długość życia wzrosła, więc raczej to nieprawda...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • morekac 04.02.15, 09:24
    Tfu, to nie tu miało być.
    W każdym razie wydaje mi się, że średnia w okolicach 4,5 (i ewentualnie ciut wyżej) w klasie IV SP w przyzwoitej szkole (sądząc z danych) nie powinna budzić większego niepokoju.
    I tak im spadnie - w gimnazjum, w liceum etc.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • zuleyka.z.talgaru 04.02.15, 09:21
    Ale nikt Ci nie broni brać udziału w wyścigu szczurów. Zapisz dziecko do super hiper szkoły prywatnej gdzie masz to co TY chcesz i tam niech się dziecko ściga z dziećmi rodziców o takim samym podjeściu.
    Edukacja publiczna na etapie szkoły podstawowej powinna być na tym samym poziomie we wszystkich podstawówkach w kraju, tak żeby dzieci miały równy start dalej. Tyle jeśli chodzi o program. To czy dziecko jest ogarnięte czy nie i jak będzie ogarniać materiał to już jest inna sytuacja.
  • polinezj.a 04.02.15, 09:39
    Nigdzie nie napisałam, ze to moj pomysł na wykształcenie ani, ze nie.
    Natomiast staram sie zrozumieć dlaczego ludzie to robią i jakos nie potrafię jednoznacznie potępić ich postępowania.

    Wierze, ze mozna realizować podobny program w roznych szkołach, nawet moznaby sie pokusić o podobne metody (choc tego nie popieram), jednak, zupełnie nie wierze, ze mozna to robić na tym samym poziomie w roznych miejscach.
  • mama303 04.02.15, 12:15
    polinezj.a napisała:

    > Wierze, ze mozna realizować podobny program w roznych szkołach, nawet moznaby s
    > ie pokusić o podobne metody (choc tego nie popieram), jednak, zupełnie nie wier
    > ze, ze mozna to robić na tym samym poziomie w roznych miejscach.

    alez można, można.Tak jest w Norwegii, tam dzieci idą równo w całym kraju.
  • polinezj.a 04.02.15, 12:52
    Idą równo i to wszyscy w tym samym kieunku, czyli w dół.
    Zostawiając przestrzeń dla edukowanych w sposob nieco przestarzaly Polaków, Chinczykow i Hindusow.
    www.norwegofil.pl/wiadomosci/wydarzenia/niewiedza-mlodych-norwegow.html
  • mama303 04.02.15, 13:28
    no myśle że to odmóżdżenie to tendencje ogólna jest i nie dotyczy jedynie Norwegii i nie wynika zapewne akurat z ich systemu zunifikowanej edukacji. Zreszta w tym zalinkowanym artykule próbuja to porównać z systemem w Finlandii, który jest tez bardzo wyrównany pod wzgledem szans wszystkich dzieci.
  • morekac 04.02.15, 14:08
    Ciekawe , czy Chińczycy wiedzą, co to był gułag. I Anglicy.
    I ilu polskich uczniów wie, kto to był Pol Pot czy inny zbrodniarz.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • jakw 04.02.15, 14:22
    polinezj.a napisała:

    > Zostawiając przestrzeń dla edukowanych w sposob nieco przestarzaly Polaków, Chi
    > nczykow i Hindusow.
    Jeśli Polacy, Chińczycy i Hindusi wchodzą w tą przestrzeń to niekoniecznie dlatego, że są lepiej edukowani, a dlatego że godzą się pracować za mniejsze pieniądze lub wykonywać czynności, na które Norwegowie nie mają ochoty.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • azja-od-kuchni 03.02.15, 23:36
    Niestety nie da się przeżyć życia dwa razy... i nigdy nie wiadomo co by było gdyby... ale moje prywatne obserwacje pozwalają mi twierdzić, że jeśli ktoś się uczy bo lubi, bo co go interesuje to osiągnie cel. Nauka pod presją rodziców lub tylko dla oceny nigdy nie przyniesie zamierzonego z efekt... można się uczyć godiznami i niczego się nie nauczyć... wszak z niewolnika nie ma pracownika....
  • joa66 03.02.15, 23:39
    Mój syn osiągnął jakieś tam sukcesy ponieważ ... miał czas.
  • joa66 03.02.15, 23:44
    I jeszcze jedna uwaga o pracach domowych i czasie poświęcanym na nią przez tzw uczniów zdolnych i mniej zdolnych. Ta różnica powinna wynikać z trudności zadania - zdolny poradzi sobie szybciej a niezdolny będzie potrzebował więcej czasu. Nie powinna wynikać z zawalenia ucznia ilością prac domowych.
  • polinezj.a 04.02.15, 00:44
    A jego koledzy, bo byli pracowici.
  • mama303 03.02.15, 08:54
    olga727 napisała:

    > A jakie są wyniki egzaminu po szóstej klasie ? Też taki Świetny,jak średnie k
    > lasowe ?

    egzamin 6 klasisty nie tyczy takich przedmiotów jak: wf, muzyka, plastyka czy religia, które przeważnie podnoszą średnią smile
  • budzik11 02.02.15, 20:41
    U nas nawet nie podają średniej klasowej. Nie wiem nawet, jaką średnią ma moje dziecko. Jakoś u nas nie bardzo się na tym skupiają. Oceniają tez raczej surowo, ciągle jakieś testy, sprawdziany, klasówki, kartkówki.
  • ankar_a 02.02.15, 20:48
    No, to można tylko pozazdrościć. Boję się, że te hurraoptymistyczne wyniki sprzedawane przez wychowawcę na zebraniu uśpią naszą czujność - jakoś nie widzę, aby za uzyskanymi ocenami stała jakaś rzeczywiście wyniesiona wiedza. Również mam wrażenie takie jak założyciel/ka wątku: stopnie stawia się chyba za frekwencję.
  • zuleyka.z.talgaru 02.02.15, 22:12
    Rozumiem, że sprawdzasz dziecku na własną rękę wiadomości wchodzace w skład podstawy programowej? Tak,żebyś mogła ocenić czy spełnia wymagania czy nie?

    O co w ogóle chodzi dzisiejszym rodzicom?
  • angazetka 02.02.15, 21:18
    Policzenie średniej dziecka nie jest szczególnie trudne wink
  • budzik11 03.02.15, 15:44
    Jeśli komuś bardzo zależy, żeby ją poznać. Mnie wcale nie zależy, do niczego nie jest mi to potrzebne. W ogóle oceny nie spędzają mi snu z powiek, nie studiuję sprawdzianów, nie liczę punktów itd.
  • polinezj.a 02.02.15, 21:16
    Poczytaj czego oczekują rodzice i zrozumiesz z czego wynika taka sytuacja.
    1. Wielu rodzicow wychodzi z założenia, ze słaba ocena dziecka, to porażka nauczyciela, bo nie nauczył. Oczywiście stawianie dobrych ocen jest rozwiązaniem tego problemu.
    2. Mnóstwo dzieci nie moze być oceniane "normalnie", bo nie pozwalają na to ich dysfunkcje.
    3. Rodzice coraz czesciej chcą, aby nauka nie zajmowała czasu pozaszkolnego i w Waszej szkole nauczyciele postanowili sie dostosować
    4. Zła ocena działa demotywujaco, bo moze dziecko sie nie nauczyło, bo... (tu długa lista okoliczności, ktore mogły stanąć na przeszkodzie)
    Jesli chcesz poszerzyć to zestawienie, przejrzyj sobie to i podobne fora.
  • andaba 02.02.15, 21:19
    Dokładnie tak.


    Ja mam wrażenie, że podobnie jest w gimnazjum, do którego chodzi jedno z moich dzieci, tyle że mnie to zdecydowanie cieszy. Nie dlatego, ze mi zalezy na dobrych ocenach dziecka, bo te mam w nosie, ale dlatego, ze nie musze sie stresowac, że mi dziecko na drugi rok zostawią, dają pozytywne oceny za same dobre chęci.
  • morekac 02.02.15, 21:17
    Może wasze dzieci są zdolniejsze niż wam się wydaje...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • angazetka 02.02.15, 21:21
    O, to to. I może jeszcze na przykład lubią szkołę?
  • verdana 02.02.15, 21:41
    Własnie. Zawsze mnie dziwi strach rodziców przed tym, że dziecko może czuć się w szkole dobrze, nie stresować sie i chcieć sie uczyć. Choćby nieco słabiej. Że średnia z egzaminu ważniejsza jest niż trzy lata spędzone w przyjemnych warunkach. I wiara, że tylko źle oceniane dzieci będą sie uczyć...
  • zuleyka.z.talgaru 02.02.15, 21:49
    Tu się podpisuję.
  • polinezj.a 02.02.15, 22:59
    Chyba rozsądnym rodzicom zależy głownie na sprawiedliwej ocenie i pewnie o to chodziło autorce (czy oceny sa sprawiedliwe czy nie)
    Sa tacy ludzie, ktorzy uważają, ze wysokie wymagania, dobre oceny i wyniki na egzaminach, sa przepustka do lepszej szkoły, lepszej edukacji, przyszlosci itd.
    Maja dokładnie takie samo prawo, jak inni do "forsowania" takiej wizji edukacji.
    Słabością naszego systemu jest to, ze sa w jednej klasie czy szkole z tymi dziecmi, których rodzice uważają, ze jakos to bedzie, ważny jest fun.
    Nie da sie rozstrzygnąć, ktorzy maja lepsze podejście, gdyby szkoły oficjalnie różniły sie strategia edukacyjna byłoby łatwiej umieścić dziecko w klasie czy szkole bliższej własnej wizji.
  • morekac 02.02.15, 23:22
    A w którym miejscu autorce chodziło o sprawiedliwe oceny? Nie, wątek założyła z tezą, że mało zdolne dzieci dostają za wysokie stopnie. Chociaż procentowo oceny są dość zbliżone do wyników egzaminu szóstoklasisty, możliwe zatem, że są adekwatne w stosunku do umiejętności uczniów.
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • zuleyka.z.talgaru 02.02.15, 23:45
    Rozumiem, że należy wprowadzić segregację - jedni rodzice na prawo, drudzy na lewo. Co za paranoja.
    To, że jakiemuś rodzicowi nie zależy na tym, żeby jego dziecko było w czołówce średniej światowej czy innej równie ważnej co śmiesznej, nie znaczy, że nie zależy mu na edukacji własnego dziecka.
  • polinezj.a 03.02.15, 08:31
    Ludzie maja wobec szkoły rozne, czesto niemożliwe do pogodzenia, oczekiwania.
    W tej samej klasie sa dzieci, których rodzice uważają, ze jesli wszyscy sobie radzą, to spokojnie mozna podnieść poprzeczkę, chcą prac domowych i innych wyzwań i tacy, ktorzy uważają, ze nie ma sie co spieszyć, ze sukces mozna osiągnąć takze nie zwiększając oczekiwań lub wcale odnosić go nie trzeba, a szkola to przykry obowiazek ograniczający rozwoj ich dzieci.
    I jedni i drudzy maja prawo do edukacji dzieci zgodnej ze swoimi preferencjami. W końcu jedni i drudzy chcą dla nich dobrze, ale dobro to pojmują inaczej.
    Na poziomie gimnazjum system powoli zaczyna to zauważać rozne potrzeby i ambicje dzieci, ale w podstawówkach każdy ciągnie w swoją stronę i większość jest niezadowolona, a to ze zbyt niskiego, a to ze zbyt wysokiego poziomu, z braku lub obecności prac domowych itd. Podział szkol czy nawet klas na mniej i bardziej wymagające byłby korzystny dla wszystkich.
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 09:50
    Tak jasne, to już mamy - kasty w Indiach.
  • polinezj.a 03.02.15, 10:02
    Zupełnie nie ten mechanizm.
    Do kasty jesteś przypisany, a tu rodzic sam wybiera.
    Wybierając klasę czy szkole decyduje czy chce, aby chodziło do klasy A, gdzie trzeba duzo sie uczyc, beda prace domowe i od dzieci bedzie sie duzo wymagać, klasy B, gdzie sa inne metody pracy czy klasy C, gdzie nie stawia sie ocen czastkowych, pracuje sie spokojniej.
    A teraz jest losowanie i albo dziecko wpadnie do klasy, gdzie sie od niego wymaga za malo albo za duzo. A najlepsze, ze w innej klasie jest dziecko, które w takim systemie czułoby sie lepiej.
    Ludzie sa różni, dzieci sa rozne, a rodzice rozne przekonania o tym, jaka powinny być metody pracy w szkole.
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 10:22
    A gdzie jest w tym wszystkim dziecko?
    Bo na razie to rodzic to rodzic tamto...a dzieck na samym końcu jako komórka do spełniania ambicji rodzica....
  • polinezj.a 03.02.15, 10:32
    Bo na początku to rodzic decyduje.
    Twoje dziecko po latach moze miec duże pretensje, ze nie poslalas go do najlepszej szkoły w miescie, przez co, jego zdaniem, utraciło jakies szanse, a inne oskarżyć rodzica, ze zepsuł mu dzieciństwo zmuszając do wysiłku.
    Na początku Ty decydujesz i o metodach wychowawczych i o edukacji dziecka.
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 10:38
    Mimo wszystko warto mieć na uwadze, że dziecko to odrębny byt i nie powinno służyć do zaspokajania chorych ambicji rodziców. Co dziekawe - w moim środowisku takie podejście, które posiada część forumek tutaj mają niespełnione zawodowo, albo sfrustrowane mamuśki, po śmiesznych kierunkach typu "zarządzanie i marketing" bo wtedy akurat było w modzie (idealny przykład mojej bliskiej koleżanki - dzieci zapitalają jak durne, bo M. chce, żeby jej córki miały lepszy los niż ona - płacówka z korporacji, która skończyła księgowość) . Te zaś które robią naprawdę fajna karierę uważają, że dzieci mają przede wszystkim być szczęśliwie, chodzą do rejonowych podstawówek a gimnazja wybierają same, mają jakieś życie poza szkołą. Interesująca obserwacja choć nie można jej przełożyć na cały kraj - dla mnie jest to jednak już jakiś obraz.
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 10:43
    Aha, dla ścisłości - ja wielkiej kariery nie robię (acz zajmuję się tym co chciałam), szefem wszystkich szefów nie mam zamiaru zostawać, studia traktowałam hobbistycznie.
  • polinezj.a 03.02.15, 12:08
    Najprawdopodobniej masz trafne spostrzeżenia. I nie ma nic dziwnego w tym, ze rodzic, ktory nie do końca jest zadowolony ze swojego zycia, chce lepszej przyszłości dla swoich dzieci. Może Twoja koleżanka widzi, ze dzieci powielaja jej błędy z dzieciństwa czy młodości, widzi, na swoim przykladzie, ze skończyło sie to zle i próbuje zrobic wszystko, aby ich losy potoczyły sie inaczej i nie musiały siedzieć w korporacyjnej księgowości.
    Całkiem normalne zachowanie, choć oczywiście bez gwarancji powodzenia.

    Ja akurat pisze z perspektywy osoby, ktorej sie udało. I wlasnie mam szacunek i zrozumienie dla osob, takich jak Twoja koleżanka. Rozumiem, ze chcą, aby życie ich dzieci potoczyło sie i wiedza, ze w tej rywalizacji, ktora je czeka liczą sie tez wyniki.
    Osobom w mojej sytuacji jest łatwiej myśleć o dzieciach w kategoriach "jakoś to będzie". Zwłaszcza, ze jesli w dzisiejszych czasach dziecko, nie dostanie sie na wymarzone studia, to mozna zapłacić, wysłać na zagraniczna uczelnie czy wspomóc jeszcze jakoś.
    Wiele osob nie ma takiej możliwości, a chce, zeby ich dzieci miały łatwiejsze i szczęśliwie życie, a nie ma sie co oszukiwać, ze dobre wykształcenie (w tym tez wyniki jako środek do celu) naprawdę bardzo to ułatwiają. Więc nie ma co sie dziwić, ze sa rodzice, którzy "cisną".

    Sama czasem sie zastanawiam jak to jest, ze ja jestem, tu, gdzie jestem, a moi współpracownicy nie. Zaloze sie, ze sa wsród nich i mądrzejsi ode mnie, jednak pewnie oprócz odrobiny szczęścia roznilismy sie priorytetami na pewnych etapach zycia, być może nawet we wczesnej podstawówce (lub tez nasi rodzice mieli rożne podejście do edukacji, choć to jeszcze były te czasy, gdzie aż tak ważne to wszystko nie było)
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 12:22
    Podług mojego doświadczenia - wykształcenie ma się nijak. Kończyłam studia humanistyczne (polonistyka - hobbistycznie) a pracuje w IT ogarniam system, który w Polsce robi się coraz popularniejszy. Zrealizowałam swój cel pracy w domu itp. ale wykształcenie nijak się ma do tego co robię. Ważniejsze było to co wpoili mi za dzieciaka rodzice - pewnośc siebie, poczucie własnej wartości, wypyszczenie się (nie było czegoś takiego jak kary za pyskowanie czy coś) itp. I uważam, że jeśli człowiek ma te cechy a przy okacji wyższe IQ od oragutana to sobie w życiu poradzi. Ale człowiek, który jest tępiony za nie takie oceny, zniżany do poziomu podłogi itp. bo nie spelnia oczekiwań rodziców ma duuuużo trudniej bo i jego poczucie wartości i i pewność siebie jest mocno zachwiana.
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 12:23
    *okazji/orangutana.
  • polinezj.a 03.02.15, 12:30
    Dlatego w przypadku swoich dzieci postępuj zgodnie ze swoimi przekonaniami. Inni, póki działają w granicach prawa, decydują o swoich dzieciach. Albo im wyjdzie lepiej albo gorzej, czas pokaże, ale nie mamy prawa odbierać im prawa decydowania o edukacji i wychowywaniu własnego potomstwa, które przysługuje bardziej liberalnym jednostkom.
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 12:33
    Ale ja się z tym zgadzam. Dopóki to dotyczy tylko danego dziecka. Bo jeśli ktoś wjeżdża z poglądem, że wszystkie dzieci mają za wysokie oceny - to już jest nie w porządku. Albo jeśli ktoś próbuję udowadniać, że szkoła publiczna powinna być taka sama jak prywatna (bo nie powinna).
  • polinezj.a 03.02.15, 12:46
    Dlaczego szkoła publiczna nie może być taka, jak prywatna, choćby pod względem możliwości wyboru metod pracy z dzieckiem? Moim zdaniem byłoby super, gdyby były państwowe szkoły Montessorii, waldorfowskie i takie, w stylu chińsko-singapurskim.
  • azja-od-kuchni 03.02.15, 14:38
    Model chińsko- singapurski ma jedną poważną wadę... gubi dzieci zupełnie przeciętne bez szczególnych talentów, ale nie wymagające pomocy... Ten system jest dobry, ale dla dzieciaków bardzo dobrych z kierunkowymi zainteresowaniami, docenia dzieci pracowite ( po naszemu kujony) i wspomaga słabych, ale cała reszta się nie liczy... Taki trójkowicz nie tylko nierozwiąże najtrudniego zadania z którym walczą najzdolnielsi rówieśnicy, ale w jego klasie nauczyciel go nawet nie zaprezentuje...
  • polinezj.a 03.02.15, 14:45
    Dlatego rodzic mógłby zdecydować, ze to nie jest rozwiazanie dobre dla jego dziecka i zdecydować sie na inny model, ktory z kolei nie sprawdza sie przy tych, którzy chcą duzo i szybko.
    Zreszta nie mówię o kopiowaniu, a użyłam tego bardziej jako synonimu takiej szybkiej, nastawionej na wyniki i prace własna edukacji.
  • joa66 03.02.15, 14:50
    Ale czy proponujesz likwidację rejonizacji? Jaką masz propozycję dla miejscowosci gdzie jest jedna szkoła?
  • polinezj.a 03.02.15, 15:07
    Rejonizacja, w większości miejsc, już kilkanaście lat temu była luznym pojęciem. W dobie nizu demograficznego, chyba zupełnie naturalnie sie od niej odchodzi.
    W jednej szkole mogą być dwie klasy, które juz mogą sie różnic sposobem pracy.
    Oczywiście zostaje jakiś margines szkół, gdzie jest jedna klasa w roczniki i mikroszkolek wiejskich, gdzie w jednej klasie sa dzieci z trzech roczników.
  • joa66 03.02.15, 15:12
    ale nie rozumiesz, że liczba chetnych do klasy X może przewyższać znaczenie liczbe chetnych do klasy Y? I ze jest to zmienna?

    I co wtedy?
  • polinezj.a 03.02.15, 15:46
    Tworzymy kopie metod pracy i regulaminu w klasie x. Takim samym stylem, w oparciu o ten sam zestaw metod i regulamin, mozna pracować w dowolnej ilości klas (np. godzimy sie na kartkowke na każdej lekcji, możliwość poprawiania tylko raz, piec stron ćwiczeń codziennie i jedna lekturę na tydzień, zakaz wyjazdów w ciagu roku i obniżanie ocen za spóźnienia).
    I już mając 90 osób, które chcą pracować ambitnie i akceptują takie drakonskie zasady, to już można nawet losowac, czy "dreczyc" będzie dane dziecko Kowalska, Malinowski czy ktos inny.
  • mama303 03.02.15, 16:10
    polinezj.a napisała:

    > Tworzymy kopie metod pracy i regulaminu w klasie x. Takim samym stylem, w oparc
    > iu o ten sam zestaw metod i regulamin, mozna pracować w dowolnej ilości klas

    no ale w ten sposób wybrałas metode, ktorej chce wiekszosc a co z mniejszoscią, która woli inna metodę?
  • polinezj.a 03.02.15, 16:15
    Myślisz, ze nie uzbiera sie grupka, ktora chciałaby inaczej? Może chociaż z dwóch szkół, może mniejsza klasa.
    Inna sprawa, ze skoro tak ogromna większość woli jakaś metodę, to jednak jest ona bardziej słuszna niż inne i warto sie jej przyjrzeć?
  • joa66 03.02.15, 16:19
    Inna sprawa, ze skoro tak ogromna większość woli jakaś metodę, to jednak jest ona bardziej słuszna niż inne i warto sie jej przyjrzeć?

    A gdyby większośc wybrała "dobre stopnie" i zero prac domowych? smile

    Może chociaż z dwóch szkół, może mniejsza klasa.

    może w innym województwie?
  • polinezj.a 03.02.15, 16:41
    To niech to będzie metoda wiodąca, obecna w 4 z 5 klas, niech bedą tez klasy bez ocen. Przecież całkiem prawdopodobne, ze takie rozwiazanie wielu osobom będzie odpowiadało, może okazać sie nawet najbardziej efektywne.

    W takich Stanach ludzie wędrują po kraju nie tylko w poszukiwaniu pracy, ale tez dobrej, panującej im edukacji, więc dlaczego nie do sąsiedniego województwa? Jesli w okolicy nie będzie nic w miarę panującego, to albo trzeba sie uelastycznic albo przeprowadzić.
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 16:48
    polinezj.a napisała:
    > Jesli w okolicy nie będzie nic w miarę panującego, to albo trzeba sie uelastycz
    > nic albo przeprowadzić.

    Pływasz. Ludzie za pracą niechętnie chcą się przeprowadzać a co dopiero za szkołą?

    To już jest śmieszne.
  • polinezj.a 03.02.15, 19:01
    Dlaczego śmieszne? Moja koleżanka przyjęła prace zagranica tylko dlatego, ze uważała tamtejszy system za jej zdaniem lepszy. Kiedy wybieralam nowy dom, to patrzyłam na to czy będzie dobry dojazd do dobrej szkoły. I w sumie to był główny powód przeprowadzki, akurat w tamtym momencie.
    Czasem, zeby było lepiej trzeba poświęceń i kosztów.
  • joa66 03.02.15, 19:09
    A w którym to kraju rodzice mogą wybierać klasę pod kątem metody pracy nauczyciela? Mają wybór, który postulujesz?
  • polinezj.a 03.02.15, 20:11
    Choćby w Polsce (tyle, ze nieoficjalnie). W ramach tej samej szkoły i tych samych minimow programowych mogą pracować całkowicie różni nauczyciele.
    Zreszta tez właśnie u nas, gdzie w ramach szkolnictwa niepublicznego istnieją olbrzymie możliwości wyboru, od szkol demokratycznych, poprzez montessorii, szkoły całkiem klasyczne, az po fabryki kujonow i laureatów, widac, ze mozna iść wieloma drogami, realizować to samo minimum i zaspokajać rozne potrzeby rodzicow i dzieci.
  • mama303 03.02.15, 20:15
    polinezj.a napisała:

    > Zreszta tez właśnie u nas, gdzie w ramach szkolnictwa niepublicznego istnieją o
    > lbrzymie możliwości wyboru, od szkol demokratycznych, poprzez montessorii, szko
    > ły całkiem klasyczne, az po fabryki kujonow i laureatów, widac, ze mozna iść wi
    > eloma drogami, realizować to samo minimum i zaspokajać rozne potrzeby rodzicow
    > i dzieci.

    szczególnie w małej wsi wink
  • joa66 03.02.15, 20:21
    Czyli wszędzie jest tak samo ergo nie ma systemu szkolnictwa publicznego, w którym rodzice wybierają sobie dowolnie metodę nauczania oficjalnie i wg jakichś procedur. Jak myślisz - dlaczego? Może po prostu jest to niewykonalne?
  • mama303 03.02.15, 16:40
    polinezj.a napisała:

    > Myślisz, ze nie uzbiera sie grupka, ktora chciałaby inaczej? Może chociaż z dwó
    > ch szkół, może mniejsza klasa.

    może sie nie uzbierac szczególnie tam, gdzie jest jedna szkoła na kilka wsi smile

    > Inna sprawa, ze skoro tak ogromna większość woli jakaś metodę, to jednak jest o
    > na bardziej słuszna niż inne i warto sie jej przyjrzeć?

    ale tu juz zaprzeczasz sama sobie, przeciez chciałas żeby kazdy rodzic mógł wybierać sam wedle własnego uznania bez wartosciowania która metoda lepsza smile
  • polinezj.a 03.02.15, 16:47
    Dlaczego zaprzeczam? Jesli uwazalabym, ze najlepsza jest "chinska" edukacja, a wszyscy decydowaliby sie na całkiem inne rozwiazanie, to napewno zastanowilabym sie co takiego przyciąga ludzi do tamtego i czy przypadkiem nie upieram sie przy tym gorszym.
  • mama303 03.02.15, 16:57
    polinezj.a napisała:

    > Dlaczego zaprzeczam? Jesli uwazalabym, ze najlepsza jest "chinska" edukacja, a
    > wszyscy decydowaliby sie na całkiem inne rozwiazanie, to napewno zastanowilabym
    > sie co takiego przyciąga ludzi do tamtego i czy przypadkiem nie upieram sie pr
    > zy tym gorszym.

    a po zastanowieniu np. doszłabys do wniosku, że jednak Twoja metoda lepsza....no przeciez broniłas tezy, że kazdy powinien mieć wybór "swojej" metody niezależnie czy to metoda wiekszosci czy mniejszość. Stąd ta cała dyskusja w wyborze metod pod rodziców. Chociaz ja uważam, że to czysta utopia.
  • polinezj.a 03.02.15, 17:01
    To bym musiała sie przeprowadzić lub zrobic coś wbrew sobie.
    "Najmniejsza mniejszość" zwykle cierpi, taki urok bycia zupełnie dziwnym i nietypowymwink
  • joa66 03.02.15, 16:16
    no ale w ten sposób wybrałas metode, ktorej chce wiekszosc a co z mniejszoscią, która woli inna metodę?

    A no własnie...kolejny problem. Co zrobić jeżeli w szkole są 2 klasy a 30 osób każda i jest 40 chętnych do metody X i 20 chętnych do metody Y?

    Jak to rozwiążesz? (do pyatnie do polinezji)
  • azja-od-kuchni 03.02.15, 16:14
    Ale to jakimi metodami pracuje się w szkole zależy od wielu czynników w tym kulturowych...
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 15:50
    Publicznej edukacji na to nie stać, żeby co roku zmieniać liczbę nauczycieli. Bo jeden rodzic chce tak inny siak. Po to masz prywatne szkoły, że jak Ci publiczna placówka nie odpowiada to się możesz zapisać do takiej prywatnej, która Ci pasuje. A zazwyczaj rodzice, którzy nie mają kasy nie jojczą nad tym jaki to okrutny los spotkał ich dzieci, że muszą chodzić do publicznej szkoły - bo zwyczajnie nie mają na to czasu (bo ciężko pracują).
  • polinezj.a 03.02.15, 15:58
    Nie trzeba zmieniać ilości nauczycieli. Oni maja tylko przestrzegać zasad preferowanych przez rodziców, którzy zdecydowali sie na dany regulamin klasy.
    Albo robić kartkowke codziennie albo raz na trzy tygodnie, albo zadawać obszerne prace domowe albo nie. I pilnować, zeby minimum programowe zostało wykonane (jesli tryb spokojniejszych lub odpowiednio przekroczone, jesli szybszy)
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 16:02
    Rodzice nie ustalają zasad w szkole. Możesz oczywiście założyć incjatywę zmiany ustawy o oświacie, że na życzenie rodzica szkoła ma obowiązek prowadzić taką metodę kształcenia jaką sobie mamusia czy tatuś życzą. Powodzenia. Przy obecnym niedofinansowaniu edukacji kolejne pomysły od czapy to tylko następny gwóźdź do trumny. Już pomijam, że wtedy dyrekcja musiałaby wysłać na odpowiednie studia podyplomowe nauczycieli (bo skoro dyrekcja ma wymysł to z jakiej racji nauczyciel ma własne siano wydawać, a niestety metodyka daje wizji edukacyjnej to nie tylko wiedza z internetu) - skąd na to kasa? To jest utopia.
  • joa66 03.02.15, 16:05
    Naprawdę wierzysz, że rodzice mając wybór , kierowaliby się tylko "dużo prac domowych-mało prac domowych"? Nauczyciel to człowiek, a nie automat - możesz mu kazać pracować metodą X, ale osobowosci mu nie zmienisz ( w dodatku na zawołanie - w tym roku potrzebujemy zyczliwego z poczuciem humoru a w następnym oficlalnego służbisty, bo akurat taka jest potrzeba/moda).

    NIE DA się uniknąć problemu polegającego na wiekszej lub mniejszej popularności nauczycieli.
  • polinezj.a 03.02.15, 16:24
    Absolutnie masz racje, ze zawsze bedą nauczyciele mniej i bardziej popularni, a nawet lepsi i gorsi. To już jest poza kontrola. Nawet dobry nauczyciel może miec gorszy okres w życiu, a słaby szczyt formy, więc nawet trzymając rękę na pulsie mozna sie zdziwić.

    Przecież tu, na tym forum, widać, ze ludzie oczekują zupełnie rożnych zasad i metod postępowania z dziećmi.
    Dlaczego nie pozwolić im decydować oficjalnie (bo nieoficjalnie dzieje sie to od bardzo dawna). Nawet w tym wątku dziewczyny pisały, ze poslaly dzieci do szkół pozarejonowych, bo wysokie wymagania i sposób pracy w rejonowych im nie odpowiadał. Czyli to zroznicowanie juz istnieje. Wystarczy mówić o tym głośno i oficjalnie.
  • joa66 03.02.15, 16:27
    Wystarczy mówić o tym głośno i oficjalnie.

    Mówic można - o wyborach rodziców. Stworzyć systemu się nie da - sama widzisz, że nie bardzo się da.
  • mama303 03.02.15, 16:19
    polinezj.a napisała:

    > Albo robić kartkowke codziennie albo raz na trzy tygodnie, albo zadawać obszern
    > e prace domowe albo nie.

    Przeciez dziecko, które tak bardzo lubi i chce sie uczyć nie potrzebuje tych ciagłych kartkówek i ogromnych prac domowych aby to robić. Paradoksalnie dobry nauczyciel, który np. nie zadaje nic do domu może dzieci wiecej nauczyć /i np. zachecic do samodzielnej pracy w poza szkoła/ niż ten co zadaje bardzo duzo. Tak, że to naprawde tak trudno wszystko okreslić ze szczegółami co rodzic by sobie życzył. A co z rodzicami, którzy nie bardzo sie interesuja szkołą i zdaja sie całkowicie na narzucone metody?
  • polinezj.a 03.02.15, 12:41
    Twój przykład jest budujący, jednak niestety wiele osób, żałuje, ze w młodości nie uczyły sie, nikt ich nie zdopingowal, dorosli pozwolili zaprzepascic pewne szanse.
    Równie dobry powód do depresji, jak nadambitni rodzice.
    Zdarza mi sie rozmawiać z takimi osobami, często maja IQ duuuzo wyższe od orangotana, a to co nazywasz "pyszczeniem sie" okazuje sie ich jedyna umiejętnością, za ktora jednak raczej nikt im nie chce płacić, co jest powodem dość dużych kłopotów i wcale nie czuja sie szczęśliwi. Na wiele rzeczy przymknelabym oko, gdyby wszystkiemu temu towarzyszyły jakieś porządne umiejętności, bo sam potencjał do ich zdobycia nie wystarcza.
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 15:51
    Porządne umiejętnosci to masz po zawodówce a nie po studiach.
  • jakw 04.02.15, 00:08
    Problem polega na tym, że te inne umiejętności to można zdobyć i w czasach po skończeniu szkoły. A do pyszczenia to chyba trzeba mieć trochę naturalnych zdolności.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • polinezj.a 04.02.15, 00:58
    Z jakiejs przyczyny koncentruja sie na pyszczeniu, a wazne umiejetnosci nie nabywają.
    Jestem postrzegana jako osoba, o bardzo wysokich kompetencjach spolecznych, skuteczny negocjator i przywódca, pyszczenie w zasadzie do niczego mi sie nie przydaje.
  • jakw 04.02.15, 01:40
    polinezj.a napisała:
    > Jestem postrzegana jako osoba, o bardzo wysokich kompetencjach spolecznych, sku
    > teczny negocjator i przywódca,
    A tego uczyli w szkole na lekcji? Nie sądzę. Ale to prawdopodobnie te umiejętności stoją za twoim sukcesem zawodowym nawet w większym stopniu niż to, że uczyłaś się w szkole dobrze lub bardzo dobrze.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • polinezj.a 04.02.15, 01:50
    Gdybym nie odniosła sukcesu edukacyjnego na początkowych etapach, nigdy nie byłoby mnie na wybranych studiach i nigdy bym nie doszła tu, gdzie jestem.
  • jakw 04.02.15, 00:04
    polinezj.a napisała:

    > Twoje dziecko po latach moze miec duże pretensje, ze nie poslalas go do najleps
    > zej szkoły w miescie, przez co, jego zdaniem, utraciło jakies szanse,
    To bardziej takie usprawiedliwianie samego siebie - to nie moja wina, to wina kogoś innego.
    Dalszy ciąg infantylnej postawy zaszczepionej w młodości, gdy rodzic decydował o wszystkim, nawet gdy dotyczyło to 16-latka.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • polinezj.a 04.02.15, 01:07
    To wtedy tez nikt nie powinien miec pretensji do rodzicow, ze jest nieśmialy, ma niska samoocene lub ma inne wady. W końcu każdy jest dorosły i powinien juz od dawna pracować nad zmiana, zamiast roztkliwiac sie, ze tata czy szkola zniszczyła poczucie wartości.
  • mama303 03.02.15, 09:00
    morekac napisała:

    > Może wasze dzieci są zdolniejsze niż wam się wydaje...

    albo maja dobra pamięć, bo z tego co widzę nauka obecnie polega na zakuwaniu na pamięć.
  • morekac 03.02.15, 09:47
    Dobra pamięć zasadniczo ułatwia naukę dowolnych rzeczy, nie zaś utrudnia.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • mama303 03.02.15, 10:29
    morekac napisała:

    > Dobra pamięć zasadniczo ułatwia naukę dowolnych rzeczy, nie zaś utrudnia.
    nie przeczę temu, tyle że dobra pamięc nie musi oznaczać zdolności żadnych oprócz zdolności do zapamietania.
  • morekac 03.02.15, 10:56
    Bez przesady, podejrzewam, że jest to często skorelowane.
    Zresztą też jest to jakaś zdolność - nie jest powiedziane, że przy wielu zawodach kluczowa.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • mama303 03.02.15, 10:59
    morekac napisała:

    > Bez przesady, podejrzewam, że jest to często skorelowane.

    a mało to kujonów które myślec nie potrafią i wyciagac wniosków, porównywać. Szkoła wszak myslec i analizowac nie uczy. Docenia za to kucie smile
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 11:01
    Ale to nie od wczoraj.
    Za moich czasów też kujony bywały. Ale nikt ich za wzór nie stawiał.
  • mama303 03.02.15, 11:04
    zuleyka.z.talgaru napisała:

    > Ale to nie od wczoraj.
    > Za moich czasów też kujony bywały. Ale nikt ich za wzór nie stawiał.

    mam wrażenie że teraz kult kujoństwa /takiego wyłączającego wyslenie/ osiaga szczyty.
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 11:23
    Ależ oczywiście, bo z jednej strony rodzic, który wymaga jak najwyższej średniej i broń boże nie każde dyskutować z nauczycielem żeby ten drugi broń boże nie wpadł na pomysł obniżenia oceny z przedmiotu, a z drugiej testowy system nauczania i jest co jest.
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 11:25
    Ble, ale napisałam. Przepraszam za powtórzenia.
  • polinezj.a 03.02.15, 11:28
    Bo były czasy, kiedy wszystkich, niezależnie co wiedza i jaka jest ich ścieżka edukacyjna czekała podobna przyszłość.
    Ja mogłam uchodzić za kujona (choć miałam szczęście, ze nie wymagało to ode mnie wysiłku, taki prezent od losu) i jak najbardziej za wzor stawiania byłamwink
    Teraz trzeba będzie sie znacznie bardziej nagimnastykowac, zeby wieść spokojne życie. Najpierw przebrnąć przez system edukacji, gdzie trzeba sie wykazać wiedza i ocenami, a potem wykazać sie wyjątkowościa, pomyslowoscia i odwaga, zeby zafunkcjonowac na rynku pracy czy myśleć o własnym biznesie.
    Nie bardzo da sie zamienić kolejność, wiec nie zazdroszczę kolejnym pokoleniom.
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 11:40
    Zawsze tak było - jeśli chodzi o zaistnienie na rynku pracy. Czy się stoi czy się leży skończyło się w 89r.
  • iwoniaw 03.02.15, 11:03
    Cytata mało to kujonów które myślec nie potrafią i wyciagac wniosków, porównywać

    Tym bardziej chyba przy takim felerze lepiej umieć zapamiętywać niż nie umieć, nieprawdaż?


    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • mama303 03.02.15, 11:06
    iwoniaw napisała:

    > Tym bardziej chyba przy takim felerze lepiej umieć zapamiętywać niż nie umieć,
    > nieprawdaż?
    nie no jasne że lepiej miec chociaz dobra pamięc niż nic. Ja pisze że to nie konieczne sa dzieci zdolne, te piątkowo-szóstkowe.
  • nangaparbat3 02.02.15, 22:16
    W szkole autora watku średni wynik sprawdzianu szostoklasisty to 32 punkty, czyli 80% z 40. Ocena 4,75 to 79% najwyzszej oceny (6). Jak pisałam wyżej, surowość i nieustajace sprawdziany bynajmniej nie slużą pobudzaniu motywacji dzieci do nauki, na odwrót. Ponieważ szkoła ma bardzo wysoki wynik (miesci się w niecałych 4% szkoł o nalepszych wynikach w Polsce),byłabym zachwycona, gdyby moje dziecko do takiej chodziło.

    A jesli ktos się martwi o to, ze jego dziecko za malo umie, zawsze może czytac z nim ksiązki, chodzić do muzeów, zwiedzać Polske, robić zielnik - co tylko zechce. Tego, co mogą dzieci wynieść z domu, w ktorym rodzice interesują się światem, nie zastąpi żadna szkoła.
    --
    gazeta_mi_placi napisał:

    > Ja jestem osobą empatyczną i tolerancyjną, ale w pewnych granicach, gdyby wszyscy ludzie byli jak ja w realu świat byłby piękniejszy.
  • zuleyka.z.talgaru 02.02.15, 22:21
    A ja właśnie zrezygnowałam z podstawówki rejonowej, w której wynik z egzaminu szóstoklasisty jest na poziomie 31pkt, bo w szkole jest nacisk tylko i wyłącznie na wynik. Wolę posłać do normalnej szkoły, gdzie dyrektorka ma też inne priorytety i wysokość średniej wszystkich dzieci w szkole to nie jest temat najwazniejszy.
  • zuleyka.z.talgaru 02.02.15, 22:21
    W sensie, że syn młodszy tam nie pójdzie.
  • nangaparbat3 03.02.15, 07:31
    To ma dziecko szczęście smile
    Ja też nie poslałam dziecka do gimnazjum (obok naszego domu!), naonczas mającego najlepsze wyniki w mieście.
    --
    gazeta_mi_placi napisał:

    > Ja jestem osobą empatyczną i tolerancyjną, ale w pewnych granicach, gdyby wszyscy ludzie byli jak ja w realu świat byłby piękniejszy.
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 10:09
    Jaki jest sens w tym, ze dziecko jest gnojone w szkole najpierw ileś godzin, potem wraca nie ma czasu na porządny wypoczynek tylko zapitala do wieczora - zadania domowe, nauka na 3 sprawdziany na kolejny dzień i tak do zarypania? A gdzie sport, rówieśnicy, muzyka? Gdzie czas na nudę (tak - o zgrozo - dzieci powinny sie też czasem nudzić). Zastanawiam się jak się uczyły i jak spędzały czas po szkole dzisiejsi rodzice? Bo chyba nie na zakuwaniu od rana do nocy - wszak place zabaw i ogólnie tereny zielone były pełne dzieciaków...
  • polinezj.a 03.02.15, 10:25
    Tyle, ze teraz tez sa dzieci, ktore mimo tego wszystkiego maja mnóstwo czasu, bo potrafia szybko wszystko zrobic, a nauka do tych 3 sprawdzianów to 15 minut i sa takie, ktore nawet jesli obnizymy oczekiwania nadal beda musiały poświęcać mnóstwo czasu na nauke.
    Jesteśmy różni i dzieci sa rozne.
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 10:45
    Zawsze tak było. I nikt piany nie bił. Teraz się ludziom napradę przewraca.
  • nangaparbat3 03.02.15, 07:29
    Myślę, że wynik ma znaczenie, ale jeszcze ważniejsze są metody, jakimi szkoła stara się go osiągnąć. U mnie najlepsze wyniki na maturze są rok w rok z przedmiotu, którego uczniowie uczą sie jakoś bezstresowo, mają dobre stopnie, nikt nie przychodzi płakać, że ma dość. No i oczywiście pozostali nauczyciele zgodnie twierdzą, że to najlatwieszy przedmiot. big_grin big_grin big_grin
    --
    gazeta_mi_placi napisał:

    > Ja jestem osobą empatyczną i tolerancyjną, ale w pewnych granicach, gdyby wszyscy ludzie byli jak ja w realu świat byłby piękniejszy.
  • iwoniaw 03.02.15, 09:04
    CytatU mnie najlepsze wyniki na maturze są rok w rok z przedmi
    > otu, którego uczniowie uczą sie jakoś bezstresowo, mają dobre stopnie, nikt nie
    > przychodzi płakać, że ma dość. No i oczywiście pozostali nauczyciele zgodnie t
    > wierdzą, że to najlatwieszy przedmiot. big_grin big_grin big_grin


    No jakże by inaczej big_grin Nauczyciel by przyznał, że inny jest po prostu lepszy w tym fachu i dlatego ma lepsze efekty pracując z tymi samymi uczniami w tej samej placówce? Never ever big_grin Swoją drogą, współczuję towarzystwa z pokoju nauczycielskiego wink


    --
    "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot odechciało"
  • polinezj.a 03.02.15, 09:36
    Niekoniecznie, tym przedmiotem była zapewne historia lub polski (w powszechnej opinii uchodzą za najmniej wymagające).
    Wystarczy, aby klasa miała profil humanistyczny, a szkola opinie, gdzie nie męczą z matematyki i fizyki czy przedmiotów przyrodniczych, aby ściągnąć ludzi o szczególnych zainteresowaniach. Reszta sama sie kręci, ludzie ucza sie np. tej historii, bo to ich pasja, a wyniki przychodzą same.
    W szkole o profilu ścisłym, ten sam nauczyciel zapewne nie miałby takich efektów, bo uczy "nudnych i nikomu niepotrzebnych rzeczy". Za to w roli gwiazdy występowałby matematyk czy fizyk.
  • iwoniaw 03.02.15, 09:45
    Co ma do tego profil? Niezależnie od specjalizacji klasy/szkoły trzeba być niezłym tupeciarzem, aby powiedzieć komuś, że jego specjalizacja (o której nie mamy tak naprawdę bladego pojęcia, bo sami mamy krańcowo inną) jest "najłatwiejsza ze wszystkich", a jedynie wymagająca wysiłku umysłowego i więcej niż jednej synapsy w mózgu to tylko nasza.
    Abstrahując już od faktu, że nie, w klasach ścisłych nikt nie zdaje matury z historii ani w humanistycznych z fizyki, zwłaszcza przy dzisiejszej postaci matury i naboru na studia, więc osoby, o których pisze Nanga (że zdają jakiś przedmiot lepiej, a inne w tej szkole - gorzej) zdają egzaminy wyłącznie z tego, z czego mają rozszerzenia, niezależnie od typu klasy.

    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • morekac 03.02.15, 11:09
    Wynik % z rozszerzonej matury z chemii czy z fizyki bywa niemal taki sam jak z rozszerzonej historii czy wosu . Czasami jest wyższy...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • nangaparbat3 03.02.15, 16:11
    Pudło. Chodzi akurat o jeden z przedmiotów przyrodniczych.
    I wiesz? Mamy też nauczyciela fizyki, ktorego uczniowie lubią, nie boją się, mają dobre oceny i bez problemu zdaja maturę (bez korepetycji). I matematyczkę podobnie uczacą. Mamy też "dociskaczy" - płacz, stres, jedynki, poprawki, korepetycje na potegę - a matura podobnie.
    --
    gazeta_mi_placi napisał:

    > Ja jestem osobą empatyczną i tolerancyjną, ale w pewnych granicach, gdyby wszyscy ludzie byli jak ja w realu świat byłby piękniejszy.
  • jakw 04.02.15, 00:13
    W szkole starszej za najbardziej wymagający przedmiot uchodzi polski, a szkoła ma profil zdecydowanie ścisły. Drugi najbardziej wymagający to chyba Wf wink
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • iwoniaw 02.02.15, 22:41
    Dzieci mają wysokie oceny, nie są przeładowane pracami domowymi, wyniki szkoły w testach zewnętrznych bardzo dobre - a rodzicowi przeszkadza, że dziecko nie jest w ramach edukacji wciskane w glebę dla zasady? Czy autor(ka) wątku z tych, co to uważają, że na szóstkę zasługuje Bóg, na piątkę nauczyciel, a reszta w najlepszym wypadku (ale nie więcej niż 1 osoba na klasę!) może mieć 4, jeśli oczywiście się naharuje, bo niepodobna, by "z marszu" wystarczających umiejętności nabrała?

    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • nangaparbat3 03.02.15, 07:38
    Zdarzają sie tacy rodzice.
    Kiedy uczylam polskiego, miałam uczennicę, ktora na wszystkich sprawdzianach wypadala najsłabiej w klasie, w ogóle uczyla sie slabiutko. I któregoś dnia olśnienie - chyba podszedł jej temat, napisała naprawdę świetnie, bez wahania postawiłam jej piątkę, odpowiednią recenzję napisalam, pochwalilam przed klasą. Obie byłysmy szczęśliwe.
    I na drugi dzień przychodzi dziewczyna do mnie, i mowi: Pokazalam tacie, przeczytal, i powiedzial, że pani sie nie zna, ze to wcale nie jest takie dobre.
    Tata z wyksztalcenia technik, z zawodu przedsiębiorca.
    Ja zrozumiałam, dlaczego normalnie zdolna i pracowita dziewczyna ma wyniki dużo slabsze niz przeciętne.
    A po jakimś czasie przyszła mama i powiedziała "Moje dziecko straciło całą radość życia".



    --
    gazeta_mi_placi napisał:

    > Ja jestem osobą empatyczną i tolerancyjną, ale w pewnych granicach, gdyby wszyscy ludzie byli jak ja w realu świat byłby piękniejszy.
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 09:21
    Ja pitolę. Gdzie takich sieją?
  • verdana 03.02.15, 10:39
    Ja miałam ucznia, który był słaby ze wszystkiego, prócz mojego przedmiotu. Przyszedł do mnie zdołowany ojciec, a ja mu zaczęłam mówić, jakiego ma zdolnego syna, bystrego, kojarzącego fakty. Facet siedział i nie wierzył. Cały czas powtarzał "Ale on ma niską średnią, ale on ma złe stopnie z innych przedmiotów". Po prostu miał wdrukowane, ze syn to idiota i tyle.
    Z trudem uświadomiłam facetowi, że w liceum nie jest już takie ważne, jakie sie ma stopnie, tylko czy ma sie pasję.
    Uczeń zdał z palcem w nosie na ukochaną historię. I ją skończył.
  • joa66 03.02.15, 11:01
    Ba, ja miałam kiedyś kolegę w pracy, który pewnego dnia wpadł wsciekly ze słowami, że córka oblała mature. Po sekundzie dotarlo do mnie, że matury jeszcze chyba trwają. Pan odpowiedział, że ..sam ją przepytał wieczorem tego samego dnia kiedy była matura (!) , uznał, że oblała, zrobił jej awanturę i zawiesił kieszonkowe.

    p.s. dziewczyna mature zdała.
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 11:19
    Zastanawiam się czy dziecko ma w ogóle odwagę rodzicowi powiedziec, że ma inny pomysł na siebie...
    To co jest prezentowane w tym wątku to prosta droga do depresji dzieciaka....i się dziwić, że tyle młodzieży teraz ma stany obniżonego nastroju i depresję....psychiatria dzieci i młodzieży przeżywa renesans.
  • verdana 03.02.15, 11:27
    Jak mój ojciec oblał maturę, to jego matka współczuła mu jeszcze po latach. Ps. ojcu naprawdę oblanie matury w pierwszym terminie nie zaszkodziło w karierze zawodowej.
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 11:41
    Bo to nie szkodzi.
    Tj. szkodzi wizji rodziców. I tylko im. + depresja u dzieciaka, bo jak inaczej skoro zostaje przez rodzica wpędzone w ocean poczucia winy.
  • joa66 03.02.15, 14:20
    Wspomniana dziewczyna po maturze wyjechała z Polski, po roku zaczęła studia we Francji (już skonczyła) , rodzicom wysyła kartki na święta.
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 14:21
    Nie dziwota.
  • polinezj.a 03.02.15, 14:41
    Jak wiele osób, nawet takich, które miały bardziej sensownych rodziców. Takie życie, doroslejemy, opuszczamy rodzicow lub tkwimy przy nich w patologicznych, zbyt bliskich relacjach. Ważne, zeby była szczęśliwa.
  • morekac 02.02.15, 22:41
    Nanga, przecież już ustalono, że to spisek MENu. 😉
    A dzieci są genialne do czasu pójścia do szkoły, potem stają się mało lotne, zwłaszcza te obce. Potem jest jeszcze gorzej: gimnazjaliści zajmują się wyłącznie nieuczeniem się i ekscesami natury obyczajowej.
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • nangaparbat3 03.02.15, 07:40
    morekac napisała:

    >
    > A dzieci są genialne do czasu pójścia do szkoły, potem stają się mało lotne, zw
    > łaszcza te obce.

    Że obce to ja wiem od dawna, ale okazuje się, że własne też.

    --
    gazeta_mi_placi napisał:

    > Ja jestem osobą empatyczną i tolerancyjną, ale w pewnych granicach, gdyby wszyscy ludzie byli jak ja w realu świat byłby piękniejszy.
  • morekac 03.02.15, 11:12
    To sam objaw tego samego zjawiska. Zauważ, że nie byłoby problemu, gdyby te inne dzieci nie łapały się na dobre stopnie.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • annubis74 03.02.15, 07:56
    4,75 to nie jest średnia wybitnie zdolnych (wtedy miały by 6,0) nie rozumiem w czym problem - powinno się dzieciaki podgnębić trochę dać im odczuć ze jednak są do niczego. Dla Twojej informacji - dzieci nie muszą być genialne by sprostać wymaganiom podstawy programowej. W każdej szkole istnieje Wewnetrzny system oceniania który jasno opisuje co i na jaką ocenę dziecko wiedzieć musi. Poprawianie ocen też jest normalna praktyką: po pierwsze w edukacji nie chodzi o to by nauczyciel postawił taką lub inną ocenę ale by się uczeń nauczył - więc każdy ma szansę poprawy oceny.
    Co nauczyciele powinni rozbić żebyś była zadowowlona - uziemić na wiele godzin pracami domowymi - niech kują po nocach? stawiać 1 na prawo i lewo bez mozliwości poprawy?
    Mam opinię wymagajacego nauczyciela ale to co proponujesz brzmi jak sadyzm wink
  • nangaparbat3 03.02.15, 16:18
    Poprawianie ocen też jest normalna praktyką: po pierwsze w edukacji nie chodzi o to by nauczyciel postawił taką lub inną ocenę ale by się uczeń nauczył - więc każdy ma szansę poprawy oceny.

    Niestety to nie jest takie oczywiste. Coraz częściej spotykam nauczycieli, którzy myślą i postępują dokładnie na odwrót.
    --
    gazeta_mi_placi napisał:

    > Ja jestem osobą empatyczną i tolerancyjną, ale w pewnych granicach, gdyby wszyscy ludzie byli jak ja w realu świat byłby piękniejszy.
  • nangaparbat3 03.02.15, 16:21
    No i jeszcze uważam, że przecenia sie znaczenie ocen, ze oceny zdominowaly naszą metodyke nauczania - nie liczy sie rzeczywista umiejętność, radoś poznawania i rozumienia świata, nabywania umiejetności - liczy się wynik.
    Na wizytę u psychiatry dzieci i młodziezy z NFZ czeka się dwa miesiące.
    --
    gazeta_mi_placi napisał:

    > Ja jestem osobą empatyczną i tolerancyjną, ale w pewnych granicach, gdyby wszyscy ludzie byli jak ja w realu świat byłby piękniejszy.
  • polinezj.a 03.02.15, 16:34
    Dlatego Ci, którzy chcą miec edukację bez ocen czastkowych, bo uznają ja za lepsza powinni miec na nią szanse, także w szkołach publicznych. Powinny być klasy, gdzie rodzice dostają ocenę na koniec i tyle. A w międzyczasie ustne informacje o postępach i ewentualnym problemie z promocja.
    A z drugiej strony Ci, którzy uwazaja je za ważne i motywujace powinni miec szanse na wybór klasy, gdzie oceny sa regularne i nienaciagane.
  • mama303 03.02.15, 16:51
    polinezj.a napisała:

    > Dlatego Ci, którzy chcą miec edukację bez ocen czastkowych, bo uznają ja za lep
    > sza powinni miec na nią szanse, także w szkołach publicznych. Powinny być klasy
    > , gdzie rodzice dostają ocenę na koniec i tyle. A w międzyczasie ustne informac
    > je o postępach i ewentualnym problemie z promocja.

    A mnie się marzy szkoła bez ocen. Jest gdzieś taka?
  • polinezj.a 03.02.15, 16:58
    Publicznych nie ma. Prywatnych duzo. Możesz kupić dziecku taka edukację, o ktorej marzysz. Publicznie taka nie przysługuje, a szkoda, bo tez by byli chętni.
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 16:59
    polinezj.a - zrozum, że idea publicznej szkoły jest taka a nie inna.
  • mama303 03.02.15, 18:03
    polinezj.a napisała:

    > Publicznych nie ma. Prywatnych duzo. Możesz kupić dziecku taka edukację, o ktor
    > ej marzysz.

    myślałam że rozmawiamy o publicznych ale i o prywatnych nie słyszałam bez ocen
  • azja-od-kuchni 03.02.15, 18:00
    polinezj.a napisała:

    > Dlatego Ci, którzy chcą miec edukację bez ocen czastkowych, bo uznają ja za lep
    > sza powinni miec na nią szanse, także w szkołach publicznych. Powinny być klasy
    > , gdzie rodzice dostają ocenę na koniec i tyle. A w międzyczasie ustne informac
    > je o postępach i ewentualnym problemie z promocja.
    > A z drugiej strony Ci, którzy uwazaja je za ważne i motywujace powinni miec sza
    > nse na wybór klasy, gdzie oceny sa regularne i nienaciagane.

    Przecież nikt nie zabroni rodzicom olewać oceny ciepłym strumieniem, aż do czasu otrzymania świadectwa i w druga stronę nikt też nie zabroni rodzicom przeżywania tego, że się Krzyś na olimpiadę nie dostał lub miejsca punktowanego nie zajął, lub że pani chwali częściej Jasia niż Krzysia...
    To jaki jest system wynika z wielu czynników...również beneficjentów systemu czyli społeczeństwa... ja w amerykańskiej szkole nie mam żadnego wglądu w oceny cząstkowe mojego dziecka. Dostaję raport raz na 10 tygodni i koniec ... Amerykańskie dzieciaki od maleńkości uczone są odowiedzialności za naukę, ale też wybierania tego co je interesuje i szukania info w tym zakresie i na moje oko są bardzo samodzielne. W szkole singaurskiej dzieciaki prowadzone są za rączkę do matury prawie .. by się gdzieś dostać nie trzeba się tym interesowac tylko przeskoczyć próg punktowy, a każda ocena dawana jest rodzicom do podpisu natychmiast po otrzymaniu. I w każdym szanującym się azjatyckim domu słaba ocena to przedmiot rodzinnej debaty, a za dobre oceny gratulacje składa się nie dziecku... ale matce... Nie bardzo widzę typową azjatyką matkę w systemie amerykańskim i odwrotnie...
  • polinezj.a 03.02.15, 18:26
    Widzisz, a u nas wiele osób deklaruje, ze oceny sa nieważne, a chwile potem z jedynki robią aferę, bo to zamach na samoocene dziecka. Czyli nie zwracamy uwagi na oceny, ale żądamy, zeby na wszelki wypadek stawiać tylko dobre i w tym celu obniża sie poziom, zeby każdy ta dobra ocenę mógł dostać, a to droga donikad.
  • azja-od-kuchni 03.02.15, 18:34
    > Widzisz, a u nas wiele osób deklaruje, ze oceny sa nieważne, a chwile potem z j
    > edynki robią aferę, bo to zamach na samoocene dziecka. Czyli nie zwracamy uwagi
    > na oceny, ale żądamy, zeby na wszelki wypadek stawiać tylko dobre i w tym celu
    > obniża sie poziom, zeby każdy ta dobra ocenę mógł dostać, a to droga donikad.

    Bo u nas kocha się dzieci za to, że są ,a nie jak w Singapurze dlatego, że są w czymś dobre...Dlatego jesteśmy za segregacją, ale tylko wtedy gdy NASZE WŁASNE na tym zyskuje, za ocenami, ale tylko wtedy gdy zgadzają się nam z obrazem własnego dziecka...
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 19:35
    "Wielka pieśń tygrysicy" o matce, która po chińsku chciała wyedukować córki w USA. Miażdżąca lektura.
  • azja-od-kuchni 03.02.15, 20:01
    Wielka pieśń tygrysicy" o matce, która po chińsku chciała wyedukować córki w USA. Miażdżąca lektura...
    Bojowa pień tygrysicy? Miażdząca?. Dziewczyny miały typową amerykańską szkole gdzie o 100 % było stosunkow łatwo, gdzie obowiązuje pozytywne ocenianie i można się w liceum uczy tego co Cię na serio interesuje , a rzeczy mniej ciekawe odfajkować na zalicznie...
    W Singaprze to tak nie działa.. na 100 % to nauczyciel umie. Matki nakręcają się wzajemnie i jak dziecko sąsiadów lepsze to własne cisną tak by dwa trzy punkty wydoić nawet kosztem snu, jeśli dołoży się do tego kraj gdzie nie ma systemu emerytalnego i albo człowiek sobie naskłada do skarpety, albo jest zdany na własne dzieci, presję ze strony szkoły , bo nauczycielom płaci się za progres uczniów, ogrom Chińczyków z Chin zalewających ten mały kraj i gotowych wypruć sobie żyły by nikt sich nie wydalił i będzie się miało miej więcej Singapur...
    Nie zmienia to faktu, że moje dziecko kochało singapurską szkołę, ale ja nie jestem chińską matką nie wywierałam presji nie oczekiwałam zawsze +2 ptk dawałam się bawić i nieraz podpadłam nieuczycielom, bo rezygnowałam z posłania dzieciaka na zawody by jechać na wakacje na przykład.
  • zuleyka.z.talgaru 04.02.15, 16:47
    Dla mnie takie bezduszne podejście rodzica do dziecka (autorki książki do własnych córek) jest po prostu nie do zaakceptowania. Ok - inne kultury niech sobie robią jak chcą. Ale dla mnie to kosmos.
  • azja-od-kuchni 03.02.15, 17:35
    " przecenia sie znaczenie ocen, ze oceny zdominowaly naszą metodyke nauczania - nie liczy sie rzeczywista umiejętność, radoś poznawania i rozumienia świata, nabywania umiejetności - liczy się wynik."
    Do czasu kiedy dziecko jest w 1 szkole ( lub 1 systemie gdy chce się zmienić kraj) oceny są bez znaczenia... To czy 3 czy 5 czy 65 % czy 89 % ma znaczenie marginalne...ważne jest czy dzieciak jest w czołówce ( czyli radzi sobie świetnie) lub na dnie czyli wymaga pomocy ... Gdy trzeba zmienić szkołę ( kraj a przy okazji system ) oceny mogą mieć decydujące znaczenie... Przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie wybierze ucznia z 3 jak może mieć takiego z 5....I chociaż ich wiedza może być porównywalna to ocena jest oceną i tyle. W przypadku 4 klasistów wcale by mnie wysoka średnia nie martwiła... Zawsze jak dzieciakowi słabiej zacznie iśc w klasie 5 można powiedzieć ... "Dawaj Jasiu w zeszłym oku była 5 a teraz co na 3 nie dasz rady? Skoro wtedy się udało to i teraz Ci się uda". Sporej części dzieci od chwalenia rosną skrzydła...
  • annubis74 04.02.15, 16:15
    nie chodzi o przecenianie - oceny nigdy nie bedą w pełni obiektywnie oddawały stanu wiedzy tego czy innego dziecka. Z drugiej strony oceny są jakimś - nwet jesli niedoskonałym narzedziem weryfikacji umiejetności i wiedzy, sposobome na motywowanie uczniów ale i wskazywanie obszaru do dodatkowej pracy
  • joa66 03.02.15, 16:22
    dlatego jeden z nauczycieli mojego syna ukrywał stopnie przed rodzicami big_grin Pokazywał tylko te finalne, poprawione, a z uczniami ustalał zasady poprawy i ewentualnej pomocy.
  • nangaparbat3 03.02.15, 18:36
    Super belfer, szacun.
    U nas rodzice moga sobie oplacic uslugę, że każdej ocenie (też pełnoletniego) dziecka dowiedzą sie natychmiast - smsem. To moim zdaniem wandalizm pedagogiczny i jako taki powinien być karalny.
    --
    gazeta_mi_placi napisał:

    > Ja jestem osobą empatyczną i tolerancyjną, ale w pewnych granicach, gdyby wszyscy ludzie byli jak ja w realu świat byłby piękniejszy.
  • polinezj.a 03.02.15, 18:49
    Możemy spierać sie co do zasadności stawiania ocen, ale jesli już sa wystawione rodzic ma prawo o nich wiedzieć, a nauczyciel nie jest od reglamentowania informacji, jesli rodzic chce takiej wiedzy. Oczywiście nie powinno to dotyczyć osób pelnoletnich i to już być karalne powinno.
    Zawsze możesz nie wykupić tej usługi dla własnych dzieci.
  • nangaparbat3 03.02.15, 19:08
    Nic nie rozumiesz, a ja ide do kina tongue_out , więc nie mam czasu tlumaczyc.
    --
    gazeta_mi_placi napisał:

    > Ja jestem osobą empatyczną i tolerancyjną, ale w pewnych granicach, gdyby wszyscy ludzie byli jak ja w realu świat byłby piękniejszy.
  • verdana 03.02.15, 20:24
    Nie, rodzic pełnoletniego dziecka nie ma prawa o nich wiedzieć bez zgody dorosłego człowieka, jakim jest jego dziecko. Podobnie jak nie ma prawa wiedzieć bez zgody dziecka o wynikach jego badań lekarskich.
  • joa66 03.02.15, 19:06
    Mój syn miał ogromne szczęście do wielu supersuperbelfrów, mogłabym peany pisac godzinami. M.in. dlatego nie wierzę w złe systemy/programy itd. Wierzę w człowieka.

    p.s. a jednak pokuszę się o kolejną historyjkę nauczycielską Mój syn dostał kiedyś 5 z matematyki na koniec roku na wyrost. Nauczyciel uznał, że jest bardzo dobry w matematyce , tylko...liczenie szwankuje. I zawarli umowę - Ja ci wstawiam piątkę, a Ty przez wakacje ćwiczysz to nieszczęsne liczenie.

    Parę dni (tygodni- nie pamiętam) zapytałam czy będzie umiał sobie zrobić sam X na obiad. Syn odpowiedział, że po tej piątce z matmy wierzy, że wszystko może "umieć". I nawet po latach to chyba działa.
  • nangaparbat3 03.02.15, 19:10
    Pewnie.
    Jak mi egzaminator powiedział "poradzi sobie pani", to zdalam.
    --
    gazeta_mi_placi napisał:

    > Ja jestem osobą empatyczną i tolerancyjną, ale w pewnych granicach, gdyby wszyscy ludzie byli jak ja w realu świat byłby piękniejszy.
  • mama303 03.02.15, 09:09
    Oceny nie sa wcale odzwierciedleniem zdolności dzieci. Ja to juz dawno odkryłam.
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 09:22
    Dlatego deprecjonujesz 5 swoich dzieci?
  • makurokurosek 03.02.15, 09:56
    Podstawa programowa jak i wymagania w wielu szkołach zostały tak obniżone, że piątka nie jest równoznaczna z wiedzą. W szkole córki są przedmioty w których ocena za pracę domową, staranne prowadzony zeszyt jest równoważna z oceną ze sprawdzianu. Jeżeli dodamy, gotowe testy sprawdzając łatwo dostępne w necie to okazuje się, że mało lotna uczennica bez problemu staje się uczennicą piątkową. Jak widać jednak po średniej wyników testów szóstoklasistów, te wysokie średnie nie jak mają się do wiedzy, bo sorry ale średnia na poziomie 30 punktów to zaledwie 75 % czyli dobra trója, a nie piątka czy czwórka.
    Na tym forum nie raz był poruszany temat, ze w obecnej chwili w większości szkół dzieciaki nie piszą wypracowań, czyli za co są te oceny za umiejętność rozwiązania testu dołączonego do podręcznika.
    Młoda z wf dostaje same piątki, pytanie za co bo raczej nie za sprawność fizyczną. W naszym szkolnictwie brakuje równowagi od wygórowanych wymagań przeszliśmy do skrajnie zaniżonych wymagań.
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 10:05
    Rozumiem, że 5 = 100%, 4= 90-99%, 3=70-90%, 2- 50-69% 1- poniżej 50% - wtedy będziesz zadowolona?

  • makurokurosek 03.02.15, 10:13
    Nie rozumiesz. Proponuję otworzyć sobie zbiór zadań didasko do klasy 1-3, albo test trzecioklasisty i spojrzeć na zadania z obwodów a następnie porównać je z zadaniami w książkach do 4 klasy.
    W klasie 4
    . Oblicz obwód prostokąta o bokach 5cm i 4 cm.

    W klasie 3
    Obwód kwadratu wynosi 40 oblicz ile będzie wynosił bok tego kwadratu w skali 3:2.
    albo
    bok trójkąta wynosi 4cm , oblicz ile będzie wynosił bok kwadratu o takim samym obwodzie co obwód trójkąta.


    Widzisz różnicę, bo ja widzę. Zamiast rozwijać się i otrzymywać coraz trudniejsze zadania, dziecko nie poznaje nic tylko utrwala wiedzę którą już posiada.
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 10:17
    No widocznie musi utrwalić zanim przejdzie dalej.
  • polinezj.a 03.02.15, 10:21
    A gdyby była możliwość wyboru, ty poslalabys dziecko do klasy, gdzie jest wiecej powtarzania, Makuro, tam gdzie materiał jest realizowany szybciej.
    Obie bylibyście zadowolone.
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 10:25
    Przede wszystkim posyłam do szkoły gdzie po lekcjach młody spokojnie będzie mógł realizować swoje pasje, a nie zakuwać do nocy. To czy będą materiał realizować szybciej czy wolniej to jest kwestia naprawdę wtórna. Nie rozumiem tego bicia piany.
  • polinezj.a 03.02.15, 11:15
    I to sa Twoje priorytety, pomysł na dzieciństwo własnego dziecka. Ktos inny może miec całkiem inne i powinniście obydwoje miec prawo pójścia swoją droga w ramach edukacji publicznej, bez udowadniania, ktora lepsza.
  • mama303 03.02.15, 10:27
    polinezj.a napisała:

    > A gdyby była możliwość wyboru, ty poslalabys dziecko do klasy, gdzie jest wiece
    > j powtarzania, Makuro, tam gdzie materiał jest realizowany szybciej.


    a kiedy Ty proponujesz selekcję? w zerówce? czy przedszkolu? wink
  • polinezj.a 03.02.15, 10:36
    Nie selekcję, a wybor. Rodzic decydowałby jaki tryb nauki jest najlepszy dla jego dziecka, ze wszystkimi konsekwencjami.
    Oczywiście poza szkolnictwem publicznym cos takiego istnieje od dawna i sie sprawdza, wiec mysle, ze wobec całkowicie odmiennych oczekiwań wobec szkoły, warto wprowadzić podobne rozwiązania w szkolnictwie publicznym.
  • mama303 03.02.15, 10:40
    polinezj.a napisała:

    > Nie selekcję, a wybor. Rodzic decydowałby jaki tryb nauki jest najlepszy dla je
    > go dziecka, ze wszystkimi konsekwencjami.
    a skąd rodzice wiedza juz w przedszkolu jaki tryb nauki będzie dobry dla jego dziecka? Dzieci i ich zdolnosci a także stosunek do nauki sie zmieniają.
    Ja byłaby raczej za jak najbardzie zbliżonym programem edukacyjnym dla wszystkich dzieci na etapie podstawowym. Potem mozna sobie wybierac poziom.
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 10:55
    mama303 - nie znasz się, teraz rodzice już na etapie planowania płci wiedzą ;P
  • mama303 03.02.15, 11:01
    zuleyka.z.talgaru napisała:

    > mama303 - nie znasz się, teraz rodzice już na etapie planowania płci wiedzą ;P
    no tak, tyle że to bardzo niebezpieczne. Psychoanalitycy będą mieć za to sporo roboty....
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 11:16
    No cena za zaspokajanie rodziców.
  • polinezj.a 03.02.15, 10:59
    Zwykle rodzice wiedza już jakie możliwości ma ich dziecko. Wiedza tez na ile gotowi sa je wspierać (czy sa ze szkoły, ze czego nauczyciel nie nauczy, tego dziecko nie będzie wiedziało, bo to nie ich praca), czy bedą sie wsciekac o wieczory spędzone nad praca domowa i lekturę zadana na ferie.
    Zblizony program jest zbyt wymagający dla części dzieci, a dla innych nudny. Zreszta w sumie nie tylko o program chodzi, a o metody pracy i osiągania celu.
    Jedni chcą, aby dziecko miało oceny cząstkowe, inni nie. Jedni chcą o szkole zapominać po zamknięciu drzwi, inni chcą, aby dziecko robiło postępy nawet kosztem pewnych niedogodności.
    Wybór typu klasy/szkoly dawałby szersze możliwości.
  • mama303 03.02.15, 11:19
    polinezj.a napisała:

    > Zwykle rodzice wiedza już jakie możliwości ma ich dziecko.

    Kochana, w wieku 6 czy 7 lat? To wszystko może się naprawde diametralnie zmienić. Rodzice swoimi chorymi ambizjami moga skrzywić dzieciaka na wiele lat jak nie na całe życie. Najbardziej optymalna byłaby jednakowa szkoła z jednakowymi metodami dla wszystkich dzieci, ew. te zdolniejsze mogłyby realizowac się w jakichs konkursach, te mniej zdolne - byc reedukowane. A selekcja - duzo później kiedy samo dziecko juz jest bardziej świadome siebie, swoich możliosci i zainteresowań.
  • polinezj.a 03.02.15, 11:36
    Rodzice mogą skrzywdzić dziecko zarówno brakiem ambicji, jak i nadmiernymi. Od urodzenia dzieci zdane na decyzje rodziców ponoszą konsekwencje ich wyborów.
    Oprocz programu, opiekunowie powinni miec tez wybór, metod pracy. Naprawdę nie widzisz, jak rożne oczekiwania, maja piszący choćby i na tym forum osoby?
  • mama303 03.02.15, 11:40
    polinezj.a napisała:

    > Rodzice mogą skrzywdzić dziecko zarówno brakiem ambicji, jak i nadmiernymi.

    Brakiem ambicji? raczej nie skrzywdzą dziecka, nadmiernymi - mogą skrzywdzic bardzo i nieodwracalnie.
  • polinezj.a 03.02.15, 13:00
    Oni mogą miec zdanie całkiem odwrotne, stukajac sie w głowę, ze dziecko zamiast zakuwac mandaryński, jeździ na rowerze. Oni szaleńców nieodwracalnie krzywdzacych dzieci widza w tych, którzy "marnotrawia" czas.
    Jedni i drudzy myślą, ze działają dla dobra dziecka.
  • mama303 03.02.15, 14:54
    polinezj.a napisała:

    > Jedni i drudzy myślą, ze działają dla dobra dziecka.

    ja wiem że oni tak myslą, ale nadmierna ambicja rodziców krzywdzi bardziej niz brak ambicji. Cóż takiego nieodwracalnego moga zrobic z psychiką czlowieka rodzice bez ambicji? a nadmierna ambicja i dziecko słabsze intelektualnie to mieszanka wybuchowa i problemy psychiczne w przyszłosci.
  • polinezj.a 03.02.15, 14:59
    Ale przecież nie uchronisz dzieci przed ich własnymi rodzicami, nawet jak uwazasz, ze za 20 lat wyląduja w szpitalu lub wpadną w nałóg.
    Tak jak nikt nie uchroni Twoich przed Tobą, będąc przeswiadczonym o tym, ze niszczysz ich "karierę" i czeka je praca asystenta lopatowego, bieda i ponure życie na marginesie społeczeństwa.
  • mama303 03.02.15, 15:14
    polinezj.a napisała:

    > Ale przecież nie uchronisz dzieci przed ich własnymi rodzicami, nawet jak uwaza
    > sz, ze za 20 lat wyląduja w szpitalu lub wpadną w nałóg.

    powinno to być własnie możliwe, w szkolach pracuja ludzie kształceni w tych dziedzinach. W parktyce oczywiscie róznie z tym wykrywaniem problemów rodzinnych bywa. Ale najgorzej maja chyba słabsze intelektualnie dzieci nadambitnych rodziców, chodzacy do "elitarnych" szkół w wyśrubowanym wymaganiami. Bo tam im nikt nie pomoże tylko będzie cisnął do oporu sad
  • polinezj.a 03.02.15, 15:24
    Nie ma szans, nikt nie zabroni rodzicom Jasia zaraz za progiem szkoly walnac mu kazania, ze jest glabem, bo znow gorzej napisał niż Franek, a za kolejna 4 to utna mu kieszonkowe.
    Nawet jak wykryje sie taki problem, to niewiele da sie zrobic. Rodzicom nic nie mozna narzucić, a zabranie dziecka na pewno nie byłoby mniej bolesnym wyjściem.

  • mama303 03.02.15, 16:02
    polinezj.a napisała:

    > Nie ma szans, nikt nie zabroni rodzicom Jasia zaraz za progiem szkoly walnac mu
    > kazania, ze jest glabem, bo znow gorzej napisał niż Franek, a za kolejna 4 to
    > utna mu kieszonkowe.

    no nie wiem czy tak zupełni nic nie mozna zrobić. Właśnie placówki /szczególnie publiczne/powinny miec oczy szeroko otwarte. W ogóle mysle sobie że najlepiej byłoby aby edukacją zajęła sie szkoła i to ona powinna wyłapywać ew, problemy dziecka czy uzdolnienia. Rodzice zajmujący się nadmiernie edukacją dzieci to nie jest dobre rozwiazanie wg mnie oczywiscie. tyle że szkoły mamy jakie mamy i rodzice czesto przejmują funkcje edukacyjne.
  • polinezj.a 03.02.15, 16:12
    Tak jak Ciebie nikt nie zmusi, zeby dziecko zamiast wyjść na dwór siedziało nad książkami, tak nikt nie zmusi innych rodziców do spaceru zamiast nauki.
    Nawet jesli szkoła wyłapie uzdolnienia czy braki dziecka, to od rodziców zawsze będzie zależało, co z tym zrobi (już poza absolutnie skrajnymi przypadkami naruszajacymi prawo).
    I żadna siła na świecie nie zabroni rodzicom douczac dziecka w domu czy na sile przygotowywać do konkursów. Jak i nikt nie zmusi rodziców Kazia, zeby chodził na kółko matematyczne, bo zadatki na geniusza, ale oni wola, zeby w tym czasie chodził na spotkania ministrantow.
    To konsekwencje zycia w wolnym kraju.
  • mama303 03.02.15, 16:35
    polinezj.a napisała:

    > I żadna siła na świecie nie zabroni rodzicom douczac dziecka w domu czy na sile
    > przygotowywać do konkursów. Jak i nikt nie zmusi rodziców Kazia, zeby chodził
    > na kółko matematyczne, bo zadatki na geniusza, ale oni wola, zeby w tym czasie
    > chodził na spotkania ministrantow.

    oczywiscie, że jak ktos sie wybitnie uprze to pewnie nie za wiele mozna zrobić ale jednak w wielu przypadkach nauczyciel może np. zaniepokoic sie podkrązonymi i przestraszonymi oczami słabszego intelektualnie Kazia, który płacze z powodu każdej trójki /bo mu w domu rodzice zyc nie dadzą/ albo sznytami na rękach Joli. Może też porozmawiac z rodzicami Jasia który trzaska bez najmniejszych trudnosci najtrudniejsze zadania z matematyki i cos zaproponować. Od tego tez jest szkoła a nie tylko od średnich ocen i kartkówek smile
  • polinezj.a 03.02.15, 16:55
    I chyba jednak czesto to sie dzieje, ale ostateczna decyzja zawsze należy do rodziców (czasem moze należałoby dodać "niestety").

    Rodzic zawsze może powiedzieć, ze oczy od oglądania bajek, a ciecie to nieszczęśliwa milosc. I nijak podważyć takie wyjaśnienia (no chyba, ze dziecko samo zacznie mówić). W którymś momencie oczywiście może dojść do kwalifikowanej przemocy psychicznej, zagrożonej kara, ale zwykle chyba ma to łagodniejsze formy, gdzie nic sie nie da zrobic, bo prawa nikt nie łamie, a katalog dozwolonych metod wychowawczych jest bardzo szeroki.
  • mama303 03.02.15, 18:01
    polinezj.a napisała:

    > Rodzic zawsze może powiedzieć, ze oczy od oglądania bajek, a ciecie to nieszczę
    > śliwa milosc. I nijak podważyć takie wyjaśnienia

    ja mysle że ogromna wiekszośc rodziców jednak będzie chciała rozmawiać. Pisałas że szkoła nic nie może zrobić, mysle że jednak może jesli tylko chce i ma "oczy otwarte"
  • jakw 04.02.15, 00:27
    polinezj.a napisała:

    > A gdyby była możliwość wyboru, ty poslalabys dziecko do klasy, gdzie jest wiece
    > j powtarzania, Makuro, tam gdzie materiał jest realizowany szybciej.
    > Obie bylibyście zadowolone.
    Być może byłyby tylko przez czas jakiś czas...


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • polinezj.a 04.02.15, 00:47
    Moze, ale tego sie nie da przewidzieć. Fajnie by było, gdybyście mogły same zdecydować i ponieść konsekwencje wyboru.
  • jakw 04.02.15, 01:17
    polinezj.a napisała:

    > Moze, ale tego sie nie da przewidzieć. Fajnie by było, gdybyście mogły same zde
    > cydować i ponieść konsekwencje wyboru.
    Jestem skłonna ponosić konsekwencje wyboru jeśli jestem w stanie te konsekwencje przewidzieć. Inaczej jest to po prostu ruletka. Więc wybacz, ale nie jestem zainteresowana takim "fajnym" wyborem, zwłaszcza dotyczącym życia mojego i mojego dziecka. Bo wtedy ze zwykłej ruletki robi się rosyjska ruletka. Uśredniony system jest jaki jest, ale jest w miarę przewidywalny. Jeśli ktoś jest zainteresowany wyborem szkoły - jest w stanie znaleźć szkołę najbardziej zbliżoną do jego wizji (lub najmniej odległą od jego wizji edukacji) nawet w szkolnictwie publicznym. Jeśli nie jest - przynajmniej wiadomo, co uczeń powinien w ramach standardu dostać. Na temat tego, co ma być w tym standardzie - można i należy dyskutować, można próbować to zmieniać.
    PS
    A jak fajnie jest ponosić konsekwencje wyboru to ostatnio świadczą jęki i wzdychania tych, co wzięli kredyty we frankach.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • polinezj.a 04.02.15, 01:29
    Całe zycie jest pełne decyzji o trudnych fo przewidzenia konsekwencjach i nic z tym nie zrobimy.
    Dyskusje o standardzie chyba na tym etapie sa bez sensu, bo zbyt wiele jest sprzecznych oczekiwań. Latami w szkolnictwie publicznym bedzie trwała obecna sytuacja, ktora jak widac na tym forum chyba nikomu nie odpowiada.
  • jakw 04.02.15, 01:36
    Oczekiwałabym jednak, że w przypadku edukacji konsekwencje będą przewidywalne - zwłaszcza że konieczność edukowania dziecka to jest obowiązek narzucony przez państwo, w dodatku wzbogacony po drodze egzaminami.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • joa66 04.02.15, 08:13
    Latami w szkolnictwie publicznym bedzie trwała obecna sytuacja, ktora jak widac na tym forum chyba nikomu nie odpowiada.
    polinzezja - jakie zmiany i JAK proponujesz wprowadzić ? wiesz, ja też mam żal do losu, że nie ma odchudzających czekolad.wink
  • polinezj.a 04.02.15, 08:39
    Zacznijmy od mówienia głośno, o tym co funkcjonuje w drugim obiegu.
    Naprawde rozwazylabym skorzystanie z rozwiązań, zwiazanych z różnorodnością, szkolnictwa niepublicznego.
    Nie widze natomiast możliwości pogodzenia różnorodnych oczekiwań rodzicow, bo nasza narodowa specyfika jest taka, ze nie potrafimy dostosować sie do narzuconych, ustalonych przez kogos zasad i chcemy, aby było po tylko po naszemu.
  • joa66 04.02.15, 08:54
    słowa, słowa, słowa....


    Mówi się głosno , nie trzeba "zaczynać"

    Co konkretnie wzięłabyś ze szkolnictwa niepublicznego ? Przypominam, że informacje o szkołach niepublicznych zbiera się dokładnie w ten sam sposób co o publicznych

    bo n
    > asza narodowa specyfika jest taka, ze nie potrafimy dostosować sie do narzucony
    > ch, ustalonych przez kogos zasad i ch
    cemy, aby było po tylko po naszemu.


    A pomyśłałaś, że właśnie tę cechę reprezentujesz w tej dyskusji?smile
  • polinezj.a 04.02.15, 09:18
    I tak i nie.
    Bo z jednej strony chce, aby było po mojemu, ale tylko w przypadku moich dzieci (szczęśliwie sporo osob ma podobne oczekiwania i bez problemu znalazłam odpowiednie placówki, porządnie realizujące podobna wizje edukacji, tyle, ze poza systemem publicznym).
    Z drugiej strony uważam, ze osoby o skrajnie odmiennych pomysłach powinny, tez miec szanse zrealizować swoje wizje i nigdy nie przeszło mi przez myśl przekonywać ich do mojej wersji.
  • joa66 04.02.15, 09:48
    Z drugiej strony uważam, ze osoby o skrajnie odmiennych pomysłach powinny, tez miec szanse zrealizować swoje wizje i nigdy nie przeszło mi przez myśl przekonywać ich do mojej wersji.

    Ależ mają takie szanse, tylko jak wszędzie rodzic zainteresowany konkretnym podejsciem musi zrobić wysiłek i postarać się znaleźc odpowiednią szkołę i ewentualnie do niej dowozić. Inaczej nie da się tego rozwiązać.

    I jeszcze mała uwaga na koniec: w toku dyskusji pojawił się motyw Oxfordu. Pozwolę sobie zaznaczyć, że po to, żeby dostać się na Oxford czy Cambridge trzeba:

    - mieć dobre wyniki tylko z matur rozszerzonych, o zgrozo na większosci kierunków dowolnie wybranych

    -potrafic przekonująco napisać cos w rodzaju listu motywacyjnego, w którym trzeba się przedstawić

    -mieć referencje nauczyciela (nie wiem czy referencje typu "Jaś jest zdolny, a gdyby jeszcze wiecej popracował to byłby jeszcze lepszy" są pomocne)

    I może warto się nad tym też zastanowić.

    Naprawdę piątka uzyskana za 0,5h prac domowych nie jest gorsza od piątki przypłaconej regularnie zarywanymi nocami i lękowymi wymiotami przed klasówką. Jeżeli wszystko wskazuje na to, że nasze dziecko dobrze sobie radzi to po prostu dać mu spokój ze swoimi komentarzami.

    A jeżeli dziecko musi wkładać dużo wysiłku w osiągnięcie dobrych ocen, to chyba też należy zacząć od poznania przyczyny - są dzieci, które mają jakieś braki i może faktycznie bardzo intensywna praca przez pół roku ma sens, ale z drugiej strony są też dzieci, które te oczekiwane przez rodziców stopnie mogą osiągnąć tylko nadludzkim wysiłkiem - warto?
  • polinezj.a 04.02.15, 10:05
    Motyw Oxfordu był WYŁĄCZNIE synonimem ambitnego celu, wiec nie bede sie wdawać w szczegóły procesu rekrutacyjnego czy przyznawania stypendiów obcokrajowcom.

    Nawet jesli przyczyna jest zwykły brak szczególnych możliwości intelektualnych, a ktos sie zaprze i mu sie uda, nawet kosztem wyrzeczeń czy niedogodności, to pewnie zwykle warto, jesli stawka lepsze zycie czy realizacja marzeń.
    I jeszcze jedno, bo tak wszystko zjeżdża na studia, mature, przeciez dla kogos identycznym wyczynem moze być skończenie technikum, a nawet zawodówki.
  • zuleyka.z.talgaru 04.02.15, 10:11
    Zawodówki zlikwidowano. W oślim pędzie za nic nie wartym mgr przed nazwiskiem z wyższej szkoły nic nierobienia.
  • joa66 04.02.15, 10:16
    jesli stawka lepsze zycie czy realizacja marzeń.

    Ale swoich marzeń, nie rodziców.

    ktos sie zaprze i mu sie uda, nawet kosztem wyrzeczeń czy niedogodności

    Ale na tę granicę poświęcenia największy wpływ powinien mieć sam zainteresowany. Każdy ma indywidualną odpornośc na stres, na zwykłe zmęczenie fizyczne itd. Jeżeli sam sobie ustali jak dużo chce poswięcic dla wyniku X, to krzywdy sobie nie zrobi.

    IMHO rodzice powinni wkraczac jeżeli zdolne dziecko osiąga złe wyniki, bo całe dnie spędza na kanapie z chipsami oglądając TV jak leci. Ale obowiązkiem rodzica jest też dbanie, żeby dzieco miało sporo wolnego czasu "pozaszkolnego" - na pasje, na wyprowadzenie psa, na patrzenie w sufit przez godzinę.
  • polinezj.a 04.02.15, 10:50
    Male dziecko nieczęsto wybiega myślami, do rachunków, ktore przyjdzie mu płacić w dorosłości i widzi związek miedzy dzisiejszym wysiłkiem, a przyszłym spokojnym życiem, awansem społecznym czy ciekawa praca.
    Rodzice widza, i to dlatego próbują podejmować decyzje za dziecko.
    Niektórzy ludzie, odwołują sie do własnych doświadczeń i pamietają, ze duza ilosc wolnego czasu i beztroskie dzieciństwo, u nich poskutkowała brakiem czasu i trudnymi do zniesienia stresami, w dorosłym życiu. Jak sie im dziwić, ze próbują, choćby i nieporadnie, odmienić los dzieci?
  • joa66 04.02.15, 11:11
    Jak sie im dziwić, ze próbują, choćby i nieporadnie, odmienić los dzieci?

    Ja się nie dziwię bo każdy rodzic popelnia jakieś błędy, nigdy nie wiadomo czy młody człowiek jest taki jaki jest dzięki nam, pomimo nas, wbrew nam itd. Za dużo elementów sklada się na całość.

    Ale zwykła fizjologia człowieka wymaga czasu na pracę i czasu na odpoczynek fizyczny i umysłowy (a to nie tylko sen). Zdrowy rozsądek podpowiada, że żadna szkoła nie jest w stanie dać dziecku wszystkiego w ramach szeroko pojętej edukacji. A doba ma tylko 24 godziny.

    Ja doskonale zdaję sobie sprawę, że nasze dzieci spotkają się z taką konkurencją na rynku pracy o jakiej nam się nie śniło. Fajnie by było gdyby każdy pracodawca na widok mojego syna wzdychał " Takiego Jasia to my jeszcze nie mieliśmy, mów ile chcesz zarabiać - mówisz, masz". I naprawdę nie chodzi o jakąś utopijną sielankę beztroskiego dziecinstwa podskoków na łące , spiewów i truskawek prosto z krzaka i brakiem obowiązków szkolnych. Chodzi o to, żeby nie przesadzić w żadną stronę. A jeżeli dziecko ma dobre stopnie a rodzic ma pretensje bo zbyt łatwo mu przyszły to ja obawiam się, że to już jest przegięcie. Jeżeli te dobre stopnie przychodzą łatwo to należy się cieszyć, że dziecko ma więcej czasu na swoje pasje i odpoczynek.
  • agni71 04.02.15, 12:41
    >A jeżeli dziecko ma dobre stopnie a rodzic ma pretensje bo zbyt łatwo mu przyszły to ja obawiam się, że to już jest przegięcie.

    a mnie się wydaje, że chodzi po prostu o to, że rodzic widzi np. wypracowanie z błędami (poprawionymi zresztą przez nauczyciela) i oceną 5 lub 6. Przyznaję, że i mnie zdarza sie powiedzieć - "ja bym za wypracowanie z tyloma błędami nie dostała 5 (wtedy nie było szóstek)" lub "Gdybym była twoja nauczycielką, to u mnie miałabyś 4". Może to i błąd wychowawczy, przemyślę.
  • joa66 04.02.15, 12:48
    Autorka wątku o tym nie pisała - ale miała pretensje, ze dzieci mogą poprawiać stopnie czyli praktycznie o to, że nauczyły się więcej. A powinno byc tak, że jak za pierwszym razem dostaną dwóję to niech już z tą dwóją siedzą. Co prawda się więcej nie nauczyły, ale mamy dowód na to , że szkoła jest wymagająca.
  • morekac 04.02.15, 12:12
    Male dziecko nieczęsto wybiega myślami, do rachunków, ktore przyjdzie mu płacić w dorosłości i widzi związek miedzy dzisiejszym wysiłkiem, a przyszłym spokojnym życiem, awansem społecznym czy ciekawa praca.

    Tym bardziej nie należy 'motywować' je w domu słowami 'nie wiem, za co te piątki'/'twoja pani jest głupia, że ci postawiła taki dobry stopień'...
    To już lepiej zrobić awanturę na zebraniu, że jakiś nauczyciel niczego nie uczy, bo zadań nie robią, ćwiczeń nie robią, a klasówki są z jakiejś szczątkowej teorii...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • mama303 04.02.15, 12:22
    polinezj.a napisała:

    > Male dziecko nieczęsto wybiega myślami, do rachunków, ktore przyjdzie mu płacić
    > w dorosłości i widzi związek miedzy dzisiejszym wysiłkiem, a przyszłym spokojn
    > ym życiem, awansem społecznym czy ciekawa praca.

    chyba sobie raczysz żartować.....to sa wyłacznie projekcje rodziców. Małe dzieci w ten sposób nie myslą i nie planuja sobie życia i to słuszne bo stopnie w podstawówce nijak sie maja do poźniejszego życie i awansu społecznego.
  • polinezj.a 04.02.15, 12:44
    Tak i w oparciu o te projekcje podejmują działania wobec własnych dzieci (po cichu może nawet licząc, ze inni tego nie zrobią). Jesli w dodatku sami uważają, ze teraz płaca za swoje "błędy dzieciństwa i młodości", to choćby wyjść do nich z najsensowniejszymi kontraargumentami, to nie zmienia zdania, bo czyim doświadczeniom ufać, jak nie własnym?
  • mama303 04.02.15, 13:04
    polinezj.a napisała:

    > Tak i w oparciu o te projekcje podejmują działania wobec własnych dzieci

    to jest najwiekszy błąd rodzica, planowac dziecku przyszłośc juz w podstawówce! Przecież jeszcze nie wiemy co to dziecko będzie chciało robić, jakie będzie miało predyspozycje, poza tym to sie wszystko w czasie zmienia. Nie rozumiem tego kompletnie, rodzic powinien dziecko wspierać ale w dziecka planach a nie swoich projektowanych na dziecko. Dziecko to nie czysta kartka, która zapisza rodzice?
    Powiem szczerze że mnie przeraża takie podejscie jakie prezentujesz. A potem sie słyszy o toksycznym dzieciństwie i wiecznymi problemami ze sobą samym.
    Czy Ciebie tez rodzice tak zaprogramowali dokładnie, juz w podstawówce?
  • polinezj.a 04.02.15, 13:10
    Przyjmujesz zupełnie nieuzasadnione założenie, ze ja popieram takie działania. W żadnym miejscu nie pisałam, jaka drogę wybrałam. Cały czas pisze tylko, ze staram sie zrozumieć ludzi, którzy tak postępuja i co chcą osiągnąć.
  • mama303 04.02.15, 13:31
    polinezj.a napisała:

    > Cały czas pisze tylko, ze st
    > aram sie zrozumieć ludzi, którzy tak postępuja i co chcą osiągnąć.
    A ja sie temu szczerze dziwię.
    Moim zdaniem jest to rodzaj niebezpiecznej przemocy psychologicznej i leczenia swoich jakichś złych doświadczeń kosztem dziecka.
  • polinezj.a 04.02.15, 13:48
    Dla mnie chyba nie bardzo ta przemoc rozni sie od tej zwiazanej z posylaniem dzieci do szkół baletowych, muzycznych czy innych.
    Rodzic decyduje, ze zrobi z dziecka muzyka, baletnice czy z niemowlaka aktora. Przecież absolutna większość tych dzieci wolałaby ganiac po podwórku, zamiast doswiadczac wyginania nóg przekraczając granice bólu czy walić w klawiaturę, a nie w pianino.
    Na początku to rodzic chce miec w domu pianiste czy baletnice, bo np. samemu mu nie wyszło i dzieje sie to kosztem dziecka, ale brzmi lepiej niż ciśniecie o dobre oceny, bo sie chce miec w rodzinie prawnika.
  • morekac 04.02.15, 14:09
    Rodzic decyduje, ze zrobi z dziecka muzyka, baletnice czy z niemowlaka aktora

    Ale jeśli dziecko nie ma do tego naturalnych predyspozycji, to rodzic może sobie decydować. W marzeniach co najwyżej.
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • polinezj.a 04.02.15, 14:17
    Ale co sie dzieciaki przez kilka lat pomecza to ichwink
    Zreszta słabych muzyków i tancerzy jest całe mnóstwo, wiec chyba nie wszyscy odpuszczają i mocno sie tych marzeń trzymają.
    Inna sprawa, ze nie zauważają tez, ze nawet dziecko z predyspozycjami moze szczerze tego zajecia nienawidzieć,
  • morekac 04.02.15, 15:12
    Zreszta słabych muzyków i tancerzy jest całe mnóstwo, wiec chyba nie wszyscy odpuszczają i mocno sie tych marzeń trzymają.

    Słabych prawników i lekarzy także.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • mama303 04.02.15, 15:19
    morekac napisała:

    > Słabych prawników i lekarzy także.
    no własnie, a dlaczego własciwie ten prawnik czy lekarz to jest sukces w życiu?
    Córka mojego brata jest zootechnikiem, pracuje na wsi i jest przeszczęsliwa. To ona ma ten sukces życiowy czy nie ma? bo ja juz sama nie wiem...
  • mama303 04.02.15, 14:17
    polinezj.a napisała:

    > Na początku to rodzic chce miec w domu pianiste czy baletnice, bo np. samemu mu
    > nie wyszło i dzieje sie to kosztem dziecka, ale brzmi lepiej niż ciśniecie o d
    > obre oceny, bo sie chce miec w rodzinie prawnika.

    dla mnie jest to to samo, o ile dziecko nie ma widocznych predyspozycji i samo bardzo nie chce np. isć do szkoły muzycznej. Jeśli rodzic wysyła dziecko do szkoły muzycznej aby leczyc swoje niespełnione ambicje zyciowe to jest to to samo.
  • joa66 04.02.15, 14:35
    brzmi lepiej niż ciśniecie o dobre oceny, bo sie chce miec w rodzinie prawnika.

    I oceny w podstawówce mają w tym pomóc? wink Kolejny problem poza chorymi ambicjami to oderwanie od rzeczywistosci.
  • joa66 04.02.15, 14:41
    IMHO najlepszą szkołą dla dziecka (piszę już o gimnazjach i liceach) jest szkoła na jego normalnym, niewymuszonym poziomie, ewentualnie pół okienka wyżej.
  • iwoniaw 04.02.15, 15:20
    O jak bardzo się z tym zgadzam! Tak, dziecko powinno mieć możliwość uczenia się właśnie "na swoim poziomie + wyzwania na poziom wyżej". No ale nawet w systemach, które to umożliwiają, a nawet na tym opierają swą filozofię, nie zawsze kończy się to pięknie i optymistycznie. Wszędzie znajdzie się "chińska matka", która zajedzie przeciętne dziecko wymaganiami, którym ono sprostać nie może i skończy się to zadaniami domowymi na pięć godzin dziennie i ściganiem się o promile ocen - a gdzie w tym rozwój dziecka, zdobywanie faktycznej wiedzy i umiejętności, że o zdrowiu (w tym psychicznym) nie wspomnę?

    --
    "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
  • joa66 04.02.15, 15:45
    Jak tylko się zastanawiam czy my bylibysmy zadowoleni gdyby w pracy za sprawne i dobre wykonanie naszych obowiązków dano nam w nagrodę więcej obowiązków... ... Skoro możemy.
  • jakw 04.02.15, 14:30
    polinezj.a napisała:

    > Male dziecko nieczęsto wybiega myślami, do rachunków, ktore przyjdzie mu płacić
    > w dorosłości i widzi związek miedzy dzisiejszym wysiłkiem, a przyszłym spokojn
    > ym życiem, awansem społecznym czy ciekawa praca.
    Małe dziecko, które myśli o przyszłych rachunkach , raczej z normalnej rodziny nie pochodzi. Chcesz stworzyć system dla jakiegoś niewielkiego odsetka rodziców - prawdopodobnie będących albo nieprawdopodobnymi sknerami albo żyjącymi w nędzy - i uszczęśliwić tym wszystkich pozostałych. Przy czym ci, dla których chcesz system wymyślać, i tak z niego nie skorzystają, bo albo będzie im szkoda kasy na bilet do szkoły gdzieś dalej albo tej kasy nie będą mieli.

    > Niektórzy ludzie, odwołują sie do własnych doświadczeń i pamietają, ze duza ilo
    > sc wolnego czasu i beztroskie dzieciństwo, u nich poskutkowała brakiem czasu i
    > trudnymi do zniesienia stresami, w dorosłym życiu.
    To poinformuj tych swoich znajomych, że można było zapieprzać w szkole i mieć teraz zarówno stresy , jak i nie mieć czasu.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • makurokurosek 03.02.15, 10:45
    Obwody wchodzą w II klasie. Ile lat według ciebie dziecko ma powtarzać bez poszerzania wiedzy?
  • mama303 03.02.15, 10:52
    makurokurosek napisała:

    > Obwody wchodzą w II klasie. Ile lat według ciebie dziecko ma powtarzać bez posz
    > erzania wiedzy?
    mam tez podobne wrażenie że matematyka jest coraz łatwiejsza smile. o ile w czwartej klasie jest amok w oczach bo jest sporo materiału nowego i mało czasu na powtórki to w klasie 6 jak zobaczyłam ostatnio zadania z obwodów i pół w podręczniku to smiech na sali. Natomiast na teście 6 klasisty pojawiaja się zadania całkiem trudne w porównaniu do tych podręcznikowych. Nie umiem tego wytłumaczyć.
  • jakw 04.02.15, 00:29
    A zadania z polami to występują i na studiach... Czy świadczy to o tym, że zaraz po 3 klasie sp można udać się na studia?
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • iwoniaw 04.02.15, 11:08
    To, że jakieś zagadnienie jest utrwalane i występuje w różnych typach zadań, a nawet przy okazji różnych tematów, twoim zdaniem oznacza, że uczniowie nie poszerzają wiedzy? Cóż to za program realizuje szkoła twego dziecka, że w klasie 4 nie mają nic nowego wprowadzanego?
    I jak ktoś napisał - są tematy/umiejętności nauczane w edukacji wczesnoszkolnej, które wykorzystuje się ciągle, na studiach i w pracy zawodowej też. Jak sobie to wyobrażasz bez wyćwiczenia tych rzeczy do internalizacji włącznie?

    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • iwoniaw 03.02.15, 10:19
    Oczywistym jest, że zadania (zarówno w klasie 3 jak i 4) mają różny stopień trudności. I te najtrudniejsze z 3 będą łatwiejsze od tych najłatwiejszych z 4. A część z nich się nawet będzie powtarzać (w sensie: będą tego samego typu), utrwalanie i ćwiczenie schematów jest też istotne i nie da się tego w większości przypadków osiągnąć jednym zrobionym przykładem, prawda?

    --
    "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
  • makurokurosek 03.02.15, 10:52
    > Oczywistym jest, że zadania (zarówno w klasie 3 jak i 4) mają różny stopień tru
    > dności. I te najtrudniejsze z 3 będą łatwiejsze od tych najłatwiejszych z 4

    Przejrzałam trzy podręczniki i trzy zeszyty ćwiczeń do klasy 4 , w ani jednym zadania z obwodów nie dorównują poziomem trudności tym z klasy 3 zawartych w zbiorze Didasko jak i tych na testach Obuta.
    Naprawdę nie dziwi ciebie to ?

    " A
    > część z nich się nawet będzie powtarzać (w sensie: będą tego samego typu), utrw
    > alanie i ćwiczenie schematów jest też istotne i nie da się tego w większości pr
    > zypadków osiągnąć jednym zrobionym przykładem, prawda?

    Cóż teraz nie dziwię sie, że na maturze z matematyki są procenty, skoro program z matematyki to powtarzanie i utrwalanie materiału przerabianego w klasie 1-3.

    Średnie klas są wysokie w szkołach w których poziom sięga dna, gdzie nauczyciel nie zawraca sobie nawet głowy przygotowaniem własnych sprawdzianów, nie mówiąc już o wymaganiu pisania jakiś wypracowania, które później godzinami należałoby sprawdzić i poprawić.
  • iwoniaw 03.02.15, 11:21
    CytatPrzejrzałam trzy podręczniki i trzy zeszyty ćwiczeń do klasy 4 , w ani jednym z
    > adania z obwodów nie dorównują poziomem trudności tym z klasy 3 zawartych w zbi
    > orze Didasko jak i tych na testach Obuta.


    Chyba żartujesz, OBUT nie jest ani trochę trudniejszy od zadań w dowolnym zbiorze do podręczników zgodnych z obecną podstawą.

    CytatCóż teraz nie dziwię sie, że na maturze z matematyki są procenty, skoro program
    > z matematyki to powtarzanie i utrwalanie materiału przerabianego w klasie 1-3.


    A ktoś napisał, że TYLKO powtarzanie i utrwalanie? I owszem, na maturze są potrzebne RÓWNIEŻ umiejętności nabyte na samym początku edukacji matematycznej - dziwię się, że kogoś to dziwi.

    CytatŚrednie klas są wysokie w szkołach w których poziom sięga dna, gdzie nauczyciel
    > nie zawraca sobie nawet głowy przygotowaniem własnych sprawdzianów, nie mówiąc
    > już o wymaganiu pisania jakiś wypracowania, które później godzinami należałoby
    > sprawdzić i poprawić.


    A to już akurat w ogóle nie ma ŻADNEGO związku - dość powiedzieć, że nie brak nauczycieli z opisanym wyżej podejściem, którzy jednocześnie wyznają zasadę że 3 to najwyższa ocena na jaką może sobie uczeń zasłużyć, czego by nie umiał i co by nie zrobił. I specjalizują się właśnie w stawianiu pał za zły kolor podkreślenia tematu, które to pały "równoważą" napisane na maxa sprawdziany.


    --
    "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot odechciało"
  • makurokurosek 03.02.15, 11:28
    > A ktoś napisał, że TYLKO powtarzanie i utrwalanie? I owszem, na maturze są potr
    > zebne RÓWNIEŻ umiejętności nabyte na samym początku edukacji matematycznej - dz
    > iwię się, że kogoś to dziwi.

    Mnie dziwi , sama pisałam maturę z matematyki ponad 20 lat temu i wiem jaki poziom był wtedy, a jaki jest teraz.
  • iwoniaw 03.02.15, 11:34
    Jasne jasne. Wtedy nie było wcale na maturze liczenia w oparciu o to, czego się człowiek nauczył w poprzednich latach, zupełnie nie big_grin

    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • makurokurosek 03.02.15, 11:40
    Wtedy było pięć zadań, każde łączyło w sobie 3 działy.
  • iwoniaw 03.02.15, 11:44
    No właśnie, a żeby zdać wcale nie trzeba było więcej niż 30% zrobić...

    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • makurokurosek 03.02.15, 11:48
    Różnica poziomu. Wtedy żeby zdać trzeba było zrobić co najmniej 1 zadanie czyli opanować przynajmniej trzy działy na poziomie szkoły średniej. W obecnej chwili do zdobycia 30 % wystarczy wiedza na poziomie szkoły podstawowej ( procenty, podzielność liczb, ułamki)
  • verdana 03.02.15, 14:27
    A gdzież tam. Zdawałam stara maturę. Jedno z zadań z matematyki polegało na wyliczeniu i opisaniu funkcji. Jeden dział. O geometrii nie miałam zielonego pojęcia , a z matury mam 5. Teraz byłoby to niemożliwe.
    A z polskiego pisałam temat "Jaki bohater jest potrzebny współczesnej młodzieży". Ilość działów do opanowania - 0.
  • morekac 03.02.15, 18:24
    Zadanie z rachunku prawdopodobieństwa, które robiłam na maturze, wymagało znajomości wyłącznie rachunku prawdopodobieństwa, ale było tak proste, ze zanim wpadłam na to , jaki wzór należałoby tam zastosować, zrobiłam sobie rysunek. Potem zrobiłam je do tyłu dopisywałam wzory. Zaś rozwiązanie zadania z geometrii wymagało wiedzy z trygonometrii i wzoru na bryłę. Pamiętam, bo byłam w strasznym stresie wtedy. wink
    Tymczasem tegoroczna matura próbna podstawowa zawiera jakieś całe mnóstwo układów współrzędnych, równie dużo funkcji, jakiś paskudnych równań, co to bez delty lepiej nie podchodzić, ciągi, logarytmy, granice, wszelkie geometrie , rachunek prawdopodobieństwa etc.
    Już pisałam, że nie jest to strasznie trudne, ale trzeba mieć dosyć obszerną wiedzę (nawet jeśli niezbyt głęboką).
    Proste zadania ze statystki i z procentami były bodaj 3, po punkciku.
    Matura rozszerzona wygląda dość strasznie... wink

    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • jakw 03.02.15, 21:34
    morekac napisała:
    > Matura rozszerzona wygląda dość strasznie... wink
    Ogólnie imho jest trudniej zdobyć teraz na rozszerzonej matematyce 100% niż ileś lat temu 5 z matematyki w mat-fizie. Jak pamiętam to czas pisania matur ćwierć wieku temu to było 5 godzin - z 5 należało zrobić 3 zadania. Pamiętam, że po 2 godzinach mogłam się już porelaksować.Teraz zadań jest z całkiem sporo, wcale nie są łatwe, czas dość ograniczony i mnóstwo punktów, w których można się po prostu pomylić. A czasu na sprawdzenie to aż tak dużo nie ma.


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • iwoniaw 03.02.15, 21:40
    Uważam tak samo - i nie tylko w kwestii matematyki. 30% z poziomu podstawowego to faktycznie żaden wyczyn, ale zdać rozszerzoną z czegokolwiek z rzeczywiście b. dobrym wynikiem (>90%) to nie jest wcale takie hop siup jak 5 na starej maturze.

    --
    "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
    mniej awanturujący."
  • jakw 03.02.15, 21:41
    makurokurosek napisała:

    > Wtedy żeby zdać trzeba było zrobić co najmniej 1 zadanie czyli
    > opanować przynajmniej trzy działy na poziomie szkoły średniej.
    Prawdopodobnie usiłujesz porównać ówczesną maturę rozszerzoną z dzisiejszą podstawową.
    Za moich czasów matematykę na maturze zdawała raptem część maturzystów - i to raczej część mniejsza niż większa.
    Jestem dziwnie pewna, że gdyby ówczesnym maturzystom z klas humanistycznych dawać choćby jakąś uproszczoną matematykę do zdawania to trup padałby wcale nie mniej gęsto niz w dzisiejszych czasach.

    > W obecnej chwil
    > i do zdobycia 30 % wystarczy wiedza na poziomie szkoły podstawowej ( procenty,
    > podzielność liczb, ułamki)
    Raczej wiedza na poziomie gimnazjum i to opanowana w stopniu bardzo porządnym.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • morekac 03.02.15, 11:43
    Mnie dziwi , sama pisałam maturę z matematyki ponad 20 lat temu i wiem jaki poziom był wtedy, a jaki jest teraz.
    Pisałam ćwierć wieku temu - matura rozszerzona jest trudniejsza, nie zdałabym jej wtedy na maksymalną ocenę. Podstawowa - cóż, nie jest może specjalnie trudna , ale nie jest to też poziom gimnazjum czy podstawówki.
    A mój ojciec pisał 50 lat temu. I twierdzi to samo. A w dodatku pamięta, że z jego technikum maturę oblała połowa.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • jakw 03.02.15, 21:28
    morekac napisała:

    > A mój ojciec pisał 50 lat temu. I twierdzi to samo. A w dodatku pamięta, że z j
    > ego technikum maturę oblała połowa.
    No, patrz pani. To i dawniej byli maturzyści, którzy czegoś nie umieli??? wink

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • iwoniaw 03.02.15, 10:11
    Cytatmakurokurosek napisała:

    > Podstawa programowa jak i wymagania w wielu szkołach zostały tak obniżone, że p
    > iątka nie jest równoznaczna z wiedzą.



    I co w związku z powyższym? W czym szkodzi piątka zamiast trói przy założeniu, że w obu przypadkach dziecko posiadło wiedzę/umiejętności X? Autor(ka) wątku nie zgłasza zastrzeżeń do sposobu prowadzenia lekcji, jakości czy ilości przekazywanych treści, tylko z jakiegoś powodu (którego jak dotąd nie wyjawiła) uważa, że uczniów w szkole jej dziecka należałoby oceniać niżej - bo tak. Oraz bardziej ich umęczyć dodatkowymi zadaniami (i nadal nie chodzi o to, że oni niewiele wiedzą i np. trening jest im potrzebny, ale o to, żeby choć część nie dała rady/zniechęciła się i nie zasłużyła na ocenę dobrą lub wyższą). Gdzie tu sens?


    --
    "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
  • polinezj.a 03.02.15, 10:12
    I niestety wiele osob to cieszy, bo przez lata mogą tkwić w przekonaniu, ze dziecko jest takie jak im sie wydawało.
    Każda słabsza ocena, to nie wyzwanie i mobilizacja do pracy, a demotywacja.
    Oczywiście potem czesto przychodzi konfrontacja z rzeczywistością, ale wtedy uruchamiają sie inne mechanizmy obrony własnego obrazu dziecka (nauczyciele słabi, bo nie potrafia nauczyć, program zły, test nie tak napisany, koledzy w klasie rozpraszają itd., szkola zniszczyła zdolności dziecka, bo przeciez na początku było tak pięknie, same piateczki).
    A nauczyciel wf, to drań, bo oceniając rzeczywista sprawność dziecka, psuje mu srednia i juz sa pielgrzymki oburzonych rodzicow, wiec piątki sa za podniesienie pupy z ławki i założenie stroju.
  • jakw 03.02.15, 21:27
    polinezj.a napisała:
    > A nauczyciel wf, to drań, bo oceniając rzeczywista sprawność dziecka,
    Ale jak ty chcesz oceniać "rzeczywistą sprawność"? Moja starsza córkę miała w klasie koleżankę, która była bardzo drobna. Ogólnie z większości rzeczy ocenianych standardowo na wf wg tabelek rocznikowych była dość kiepska - piłka lekarska ją przeważała, niezbyt wysoko skakała, sprinty też wychodziły jej tak sobie... Za to świetnie biegała na średnich i dłuższych dystansach, wygrywając co jakiś czas jakieś zawody w imieniu szkoły. Wg twoich kryteriów miałaby pewnie z wf 3 zamiast tej 6, którą z czystym sumieniem stawiali jej nauczyciele.


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • polinezj.a 03.02.15, 21:41
    Czyli z matematyki tez wystarczy opanować jeden dział i wystarczy.
    Byłam niska i drobna, nie miałam taryfy ulgowej i musiałam porządnie rzucić piłka, a otyła koleżanka skoczyć przez kozła i zrobic przewroty. Wtedy obie miałyśmy piątkę ( szóstek jeszcze w podstawówce nie mieliśmy)
  • morekac 03.02.15, 21:57
    Teraz z matematyki nie wystarczy. Jeden dział daje za mało punktów.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • jakw 04.02.15, 00:34
    polinezj.a napisała:

    > Czyli z matematyki tez wystarczy opanować jeden dział i wystarczy.
    > Byłam niska i drobna, nie miałam taryfy ulgowej i musiałam porządnie rzucić pił
    > ka, a otyła koleżanka skoczyć przez kozła i zrobic przewroty. Wtedy obie miałyś
    > my piątkę ( szóstek jeszcze w podstawówce nie mieliśmy)
    Z matematyki można zostać laureatem konkursu kuratoryjnego i nauczyciel musi postawić 6 nawet jeśli uczeń miał 10 pał za brak prac domowych (bo np. stwierdził, że to za proste, żeby marnować długopis na zapisywanie ) . To bieganie działało na podobnej zasadzie , choć nauczyciel nie musiał.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • polinezj.a 03.02.15, 21:45
    I obecnie te wyczyny na wf, tez nie sa mierzone tylko rocznikowo, uwzględniają wagę i wzrost. Kiedys nie było to aż tak skomplikowane.
  • jakw 03.02.15, 21:18
    makurokurosek napisała:

    > , bo sorry ale średnia na poziomie 30 punktów to zaledw
    > ie 75 % czyli dobra trója, a nie piątka czy czwórka.
    Wg MEN za 100% to powinna być 6. Za 50% to pewnie 2 już by się należała. Więc wyniki powyżej 80% można pewnie za 4 uznać. A 80% to są 32 punkty z 40.

    > Młoda z wf dostaje same piątki, pytanie za co bo raczej nie za sprawność fizyczną.
    Pewnie za starania i postępy - i jest to jak najbardziej zgodne z wytycznymi ministerstwa ws ocen z takich przedmiotów jak plastyka, muzyka czy wf. Mam wrażenie, że jest to jednak lepszy sposób podejścia niż stawianie 2 pał za jeden sprawdzian z serwowania.


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • mama303 03.02.15, 10:22
    zuleyka.z.talgaru napisała:

    > Dlatego deprecjonujesz 5 swoich dzieci?

    czasem deprecjonuję czasem nie, patrzę realnie.
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 10:25
    Naprawdę masz sumienie powiedzieć "I czego się cieszysz z tej piątki - każdy głąb by to zdał na taką ocenę?" Brawo.
  • mama303 03.02.15, 10:35
    zuleyka.z.talgaru napisała:

    > Naprawdę masz sumienie powiedzieć "I czego się cieszysz z tej piątki - każdy gł
    > ąb by to zdał na taką ocenę?" Brawo.

    A czy ja pisze że deprecjonuje głośno piątkę dziecka? Nigdy! raczej wyrabiam sobie pewne zdanie odnosnie oceniania. Zresztą dzieci same dobrze wiedzą która piątka jest w pełni zasłużona a która wpadła fartem.....
    Moja córka raz poprawiała ocenę, uczyła się, uczyła i poszła na poprawę, pan zadał jakies jedno banalne pytanie i ....poprawił ocenę. Oczywiscie dziecko ucieszyło sie z poprawionej oceny ale jednoczesnie samo stwierdziło, że jakby sie w ogóle nie uczyła to tez by poprawiła.
  • polinezj.a 03.02.15, 10:42
    Niekoniecznie.
    Moze powiedzieć, ze cieszy sie z tej piątki u pani od historii, (gdzie realna skala to jest 4-6), ale jeszcze bardziej cieszy sie z 4- z tego bardzo trudnego sprawdzianu z fizyki, bo widziała ile pracy włożyło dziecko w ta ocenę i jak niewielu osobom udało sie osiągnąć taki wynik.
  • zuleyka.z.talgaru 03.02.15, 10:56
    A to takie ważne porównywać się z innymi? Czy inni są wyznacznikiem wartości Twojego dziecka? Bo ja swoje uczę, że poczucie wartości buduję się o siebie a nie o innych.
  • makurokurosek 03.02.15, 11:09
    Nie liczy się ocena tylko wiedza, a ta w obecnej chwili jest nie poszerzana stąd tak wysokie średnie bo nawet osoba zaburzona intelektualnie po kilku latach powtórki będzie w stanie obliczyć obwód prostokąta o danych długościach boków. Pytanie tylko czy tego chcemy, czy bardziej nas interesuje ocena czy wiedza.