Dodaj do ulubionych

Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki?

26.04.15, 23:43
Będąc mamą dziecka, które poszło w wieku lat 6-ciu do klasy 1, naprawdę nie rozumiem tego zjawiska?
Jednocześnie przyznaję, że na początku też miałam pewne obawy. Analizując je pod pryzmatem czasu dochodzę do wniosku, że były one wynikiem raczej tego, że to ja ,,nie dorosłam emocjonalnie" do tego, aby przejść kolejny etap w życiu mojego dziecka, a wiec w tym wypadku posłania go do szkoły.
Tym czasem- w chwili obecnej- nie wyobrażam sobie mojego dziecka które rozpoczynałoby edukację szkolną dopiero w tym roku!
Syn, przez ostanie ok. 1,5 roku w przedszkolu praktycznie nie rozwijał się wcale. Nie widziałam żadnych postępów, a wręcz przeciwnie jakby uwsteczniał się. Miła nawet taki epizod, w którym zaczął niepoprawnie mówić, z czym wcześniej nie miał problemów.
Przedszkole to, było: przeciętne, klasyczne typowe dla przedszkoli w naszym kraju.

Syn niebawem skończy klasę pierwszą, a oto moje obserwacje z tym związane:
-Na początku, przez pierwsze 2,3 miesiące faktycznie wydawał się być jakby zagubiony w nowych realiach, które zaczęły go otaczać. Mam tutaj na myśli odrabiane zadań, relacje z nowymi kolegami, nowym miejscem itp. Nawet my, rodzice mieliśmy problem z adaptacją do nowych warunkówsmile Myślę, że w momencie kiedy sama zdołałam opanować ,,nowy system" wtedy mogłam pomóc własnemu dziecku.
-Potem pojawiła się u dziecka radość i odnajdywanie zalet w ,,chodzeniu do szkoły"
-Syn co jakiś czas zaczynał podkreślać, że ,, bardziej podoba mu się w szkole niż w przedszkolu"
-Ja zauważyłam że nareszcie moje dziecko robi postępy, uczy się nowych rzeczy, które Go fascynują. Co ciekawe, przy pomocy szkoły syn odkrył ,, w sobie" możliwości dotychczas nie znane nawet nam. Ku mojemu zaskoczeniu i pierwszy raz smile sam zaczął zgłaszać się do występów i konkursów międzyszkolnych.
Parę dni temu, pierwszy raz w życiu widziałam swoje dziecko występujące przed całą szkołą, w dodatku bez żadnej tremy, z wielką radością. Nawet zaczął śpiewaćsmile i ćwiczyć tę umiejętność... Zawsze myślałam, że w dziedzinie aktorsko-wokalnej nic z niego nie będzie, a tu takie dla wszystkich zaskoczenie.
-Nauka: Z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że nigdy wcześniej w tak krótkim czasie nie widziałam tak dużych postępów. W tej chwili syn czyta biegle całymi wyrazami, ogromny rozwój w dziedzinie matematyki. Ja nie przypominam sobie, żeby tak fenomenalnie liczyła w jego wieku.
Jednym słowem, syn nareszcie zaczął się rozwijać. Czasami spotykamy dzieci z przedszkola, odroczone-przepaść w wiedzy nie do opisania.
Dlaczego o tym piszę, a no dlatego, że gdyby te dzieci poszły do szkoły jak mój syn różnica byłaby przynajmniej o połowę mniejsza bez względu na umiejętności początkowe.
Dlatego nie rozumiem wstrzymywania 6 latków, bo widzę, że moje dziecko jest teraz znacznie szczęśliwsze, mądrzejsze niż w okresie ostatniego roku w przedszkolu. Nareszcie może wykazać się swoimi umiejętnościami, często ukrytymi, które dzięki szkole ujrzały światło dzienne.
Nareszcie czuje się doceniony, wyróżniony kiedy trzeba, ewentualnie krytykowany kiedy zrobi coś złego.
Szkoła nie jest ,,złem" a może być ,,dobrodziejstwem". Nie ,,zabiera dzieciństwa" może je jeszcze dodatkowo stymulować i odpowiednio ukierunkować. Pamiętajcie, że jeśli dziecko słyszy w domu, że powinno być odroczone itp. to i za rok, po odroczeniu automatycznie szkoła będzie mu się kojarzyć w przyszłości z nieprzyjemnym obowiązkiem, z którego nie czerpie się żadnej radości, a to nie jest prawdą.






--
www.youtube.com/watch?v=XNlPouV-qbg
Obserwuj wątek
    • morekac Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 00:11
      >Dlaczego o tym piszę, a no dlatego, że gdyby te dzieci poszły do szkoły jak mój syn różnica byłaby przynajmniej o połowę mniejsza bez względu na umiejętności początkowe--
      Na twoim miejscu nie liczyłabym jednak, że ta różnica się utrzyma.😉
      -------------------------------------------------------------
      "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
    • mama_kotula Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 01:04
      Cytat
      Jednym słowem, syn nareszcie zaczął się rozwijać. Czasami spotykamy dzieci z przedszkola, odroczone - przepaść w wiedzy nie do opisania.
      Dlaczego o tym piszę, a no dlatego, że gdyby te dzieci poszły do szkoły jak mój syn różnica byłaby przynajmniej o połowę mniejsza bez względu na umiejętności początkowe.



      Tak jest, a mogłyby i wyprzedzić twojego syna. Bez względu na umiejetności początkowe.
      Pytanie, jaka wiedza nas interesuje, z jakich dziedzin. Jak weryfikujesz poziom wiedzy tych dzieci?

      Oraz to się wszystko znakomicie wyrównuje, gdy tylko te dzieci wejdą w szkolne środowisko. A potem już wszystkie tak samo się toczą po równi pochyłej. I nie jest powiedziane, że za rok dzieciak odroczony nie zakasuje kolegów z klasy wyżej np. umiejętnościami matematycznymi konkursowymi. Serio, moment pójścia do szkoły nie ma nic do rzeczy.

      Moje dzieci znakomicie się rozwijały, zanim poszły do szkoły, ale nie była to zasługa przedszkola. Może to kwestia tego, że ja nie oglądałam się na przedszkole, tylko sama nie dopuszczałam do tego, aby się "uwsteczniły". Widziałam różnicę, kiedy poszły do szkolnej zerówki - różnicę między nimi a kolegami, którzy zostali w przedszkolnej, ale to była różnica w zachowaniu, a nie w poziomie wiedzy, czy jak to tam zwiesz.

      Cytat
      Nareszcie może wykazać się swoimi umiejętnościami, często ukrytymi, które dz
      > ięki szkole ujrzały światło dzienne.


      U nas było dokładnie na odwrót. Dzieci, doceniane w przedszkolu, w szkole nauczyły się, że z dodatkową wiedzą i umiejętnościami nie ma się co wychylać, bo nawet jeśli w pierwszej klasie się zna matematykę na poziomie piątej klasy to i tak się dostaje taką samą szóstkę jak Kasia, która nie zna, a też zrobiła sprawdzian na 100%. Za dodatkową wiedzę można było tez oberwać (pisałam tu na forum o liczbach ujemnych, które pani mojemu dziecku skreśliła jako wyniki błędne, bowiem "my jeszcze tego nie znamy"). A w konkursie recytatorskim wygrywa Julcia, bo jest miła i grzeczna.


      > Dlatego nie rozumiem wstrzymywania 6 latków, bo widzę, że moje dziecko jest ter
      > az znacznie szczęśliwsze, mądrzejsze niż w okresie ostatniego roku w przedszkol
      > u

      Sparafrazuję odnosząc do mojego przypadku: mogłabym napisać "nie rozumiem posyłania dzieci do szkoły w ogóle, bo widze, że moje dziecko jest teraz w ED znacznie szczęśliwsze i mądrzejsze niż w ciągu ostatnich lat w szkole". Ale nie napiszę, bo to nie jest prawda - ja akurat rozumiem. Ze ludzie są różni i mają różne intencje, priorytety i różne podejścia do życia.

      Widzisz, o co mi chodzi? Wszystko zależy od konkretnego przypadku. To, że twoje dziecko jest mądrzejsze i szczęśliwsze, nie znaczy, że to się tyczy ogółu populacji. Niech każdy robi jak chce, jak uważa, jak lubi. Ty masz oczywiście pełne prawo tego nie rozumieć, nie kazdemu dane.


      Aha - żeby nie było: drażni mnie histeria w temacie posyłania 6-latków do szkoły i masowe odroczenia, bo to i tak nic nie zmienia; szkoła jako system nie nadaje sie ani dla dzieci 6-letnich, ani dla 7-, 10-, 15- i 20-letnich.


      --
      I'm weird, but I am not strange.
      • kanga_roo Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 08:31
        wiecie, jeśli ktoś zakłada, że edukacja dziecka należy domena przedszkola i szkoły, to rzeczywiście może mieć obserwacje takie, jak autorka wątku (choć wiele tu zależy od konkretnego przedszkola i konkretnej szkoły). natomiast ja sądzę, że rozwój nie ogranicza się do czytania, pisania i liczenia, uważam, że każde dziecko jest zaprogramowane na uczenie się i chłonie to, co się mu podaje. podawanie tego w postaci czytanek, ćwiczeń i zadań domowych bardziej do nauki zniechęca, niż zachęca, niestety. wyrabia, owszem, pewne umiejętności, ale one i tak się pojawią, moje oba dzieciaki zaczynały czytać w szóstym roku życia, i szkoła nie ma nic do tego. młodsza w tym wieku opanowała też tabliczkę mnożenia, i cieszę się, że ona ma z tego radochę, a nie uczy się pod przymusem. i jest tak, jak pisze kotula, ocenianie na zero punktów rozwiązań niestandardowych, kompletny brak możliwości rozwijania zainteresowań (chemia, fizyka, biologia, historia) na etapie nauczania początkowego, tak szczerze, to proponuję, żeby autorka wątku odezwała się na koniec klasy trzeciej, a nie pierwszej. może jak zobaczy, jak się dziecko zniechęca do nauki, bo trzeba odtąd - dotąd, starannie, zadanie domowe i pokoloruj, to zmieni zdanie w kwestii dobrodziejstw systemu edukacji.
        • mama_kotula Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 09:03
          Cytat
          tak szczerze, to proponuję, żeby autorka wątku odezwała się na koniec klasy trzeciej, a nie pierwszej. może jak zobaczy, jak się dziecko zniechęca do nauki, bo trzeba odtąd - dotąd, starannie, zadanie domowe i pokoloruj, to zmieni zdanie w kwestii dobrodziejstw systemu edukacji.


          No jasne. Jak moje dziecko szło do pierwszej klasy, to też byłam taka hop siup do przodu i piałam na forum, jaka to szkoła jest cudowna, można sobie wyszukać tongue_out. A potem kolejne kubły zimnej wody na głowę i niedowierzanie. I równia pochyła.

          --
          wink
      • saszanasza Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 08:42

        U nas było dokładnie na odwrót. Dzieci, doceniane w przedszkolu, w szkole nauczyły się, że z dodatkową wiedzą i umiejętnościami nie ma się co wychylać, bo nawet jeśli w pierwszej klasie się zna matematykę na poziomie piątej klasy to i tak się dostaje taką samą szóstkę jak Kasia, która nie zna, a też zrobiła sprawdzian na 100%. Za dodatkową wiedzę można było tez oberwać (pisałam tu na forum o liczbach ujemnych, które pani mojemu dziecku skreśliła jako wyniki błędne, bowiem "my jeszcze tego nie znamy"). A w konkursie recytatorskim wygrywa Julcia, bo jest miła i grzeczna.

        To akurat, to wynik jakiegoś niewłaściwego postrzegania rzeczywistości. Najprawdopodobniej niestety to wina rodziców. Nie rozumiem dlaczego dzieci porównują swoją wiedzę z innymi dziećmi i uważają się za mądrzejsze od nich. Dlaczego oczekują, że skoro one są mądrzejsze, to powinny dostawać lepsze oceny, Skąd ta roszczeniowość? Dziecko należy nauczyć cieszyć się z samego faktu, ze umie, że potrafi, że ktoś to docenił, a nie, że ktoś ma mniej wiedzy a dostał taką samą ocenę. Taki egoizm myśliwy i wywyższanie się.
        Podstawa programowa jest taka jaka jest, nie dziwne że dzieci wykraczające poza nią, nie są oceniane.
        A konkurs - na jakiej podstawie twierdzisz, że Julcia wygrała bo była miła i grzeczna? Takim podejściem robisz straszną krzywdę własnemu dziecku, bo utwierdzasz go w przekonaniu, że jest najlepsze a jeżeli ktoś okazuje się lepszy to głupio to tłumaczysz.
        Julcia wygrała konkurs recytatorski nie dlatego, ze była grzeczna, tylko dlatego, że komisja uznała, że powiedziała wierszyk najładniej ze wszystkich dzieci. Nawet jeżeli ty i Twoje dziecko uważacie inaczej, każdy ma prawo do własnego zdania. Osoby oceniające uznały Julkę za najładniej najładniej recytującą dziewczynkę. Miały prawo do takiej oceny. To jest właściwe tłumaczenie.

        --
        "Niektórzy ludzie mogliby się zabić skacząc z poziomu swojego ego, na poziom swojego IQ"
        • ewa_mama_jasia Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 08:56
          Dziecko należy nauczyć cieszyć się z samego faktu, ze umie, że potrafi, że ktoś to docenił,

          A zgadza się, Tylko karanie kogoś za wiedzę przewyższającą program jest bardzo nie fair. Argument "bo my tego jeszcze nie umiemy" nie może być podstawą postawienia niższej oceny.

          --
          Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
          • mama_kotula Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 09:06
            Cytat
            A zgadza się, Tylko karanie kogoś za wiedzę przewyższającą program jest bardzo nie fair. Argument "bo my tego jeszcze nie umiemy" nie może być podstawą postawienia niższej oceny.


            Nawet nie chodzi o ocenę, bo ocen nie było. Chodzi o to, że pani skreśla, pisze "źle" i wyjaśnia, "bo my tego nie umiemy". A wystarczyłoby coś w stylu "Super, że wiesz o liczbach ujemnych. Wyniki działań sa dobre. Zobacz, możemy tutaj wywnioskowac, że jeśli odjemnik jest większy od odjemnej, to wychodzi liczba ujemna, widzisz? A jakby nie istniały liczny ujemne, to tych działań nie dałoby się rozwiazać.".

            --
            wink
            • ewa_mama_jasia Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 09:17
              Skreślenie i komentarz "bo my tego jeszcze nie umiemy" też jest oceną wiedzy dziecka. Może nie cyfrowa, ale jest. Mój syn też obrywał albo niepochlebne komentarze, albo obniżoną ocenę (np. za pismo albo za podanie samego wyniku bez rozpisania poszczególnych etapów dodawania). Nie jest ot motywujące. Dlatego rozważam zmianę szkoły i systemu szkolnego. A wystarczyłby komentarz - fajnie ze potrafisz dodawać / odejmować bez rozpisania, ale proszę trzymaj się poleceń w zadaniach zamiast "zadanie niedokonczone".
              Kotula, czy mogę napisac do Ciebie prywatnie? Chciałabym się poradzić.

              --
              Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
              • jakw Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 19:46
                ewa_mama_jasia napisała:

                > Skreślenie i komentarz "bo my tego jeszcze nie umiemy" też jest oceną wiedzy dz
                > iecka.
                To jest co najwyżej ocena wiedzy pozostałych. Skoro dziecko zna i umie zastosować liczby ujemne to bardzo trudno mu o tym zapomnieć i nie zastosować. To tak samo, gdy czasem pojawia się tu wątek "pomóżcie wytłumaczyć dziecku rozwiązanie" - zwykle jest jakieś zadanie, które mama rozwiązała za pomocą układu równań, a potem duma jak to przetłumaczyć dziecku, które nie tylko układów równań, ale i klasycznych równań jeszcze nie miało wink
                --
                Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
        • mama_kotula Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 09:00
          Cytat
          Julcia wygrała konkurs recytatorski nie dlatego, ze była grzeczna, tylko dlatego, że komisja uznała, że powiedziała wierszyk najładniej ze wszystkich dzieci.


          Nie, Saszo - Julcia wygrywała konkursy wszelakie, bowiem była Julcią, córką pani nauczycielki, to tego miłą i grzeczną Julcią. Ale to była lewa szkoła, wiele razy już o niej tu pisałam, możesz sobie poszukać. O konkursach równiez pisałam - jak to ich wyniki zależały od sympatii nauczycieli do konkretnych uczniów. I nie pisnęłabym ani słówkiem, gdyby nie głoszone przez szkołe hasełka, że konkursy służą motywowaniu uczniów do zdobywania wiedzy i do angażowania sie.
          Powiedz mi, co niby motywuje dziecko do angażowania się, kiedy dziecko przez 3 dni robi pracę plastyczną, po czym pani jurorka konkursowa mówi do dziecka, że praca nie będzie w ogóle wzieta pod uwagę, bo nie ma tła - i konkurs wygrywa praca innego dziecka z identycznie białym tłem? Przez jakiś czas moje dzieci brały swoje porażki konkursowe na klatę, racjonalizując sobie dokładnie tak, jak ty ("może Julka ładniej recytowała, może potworek Julki pani się bardziej spodobał"), potem stopniowo wycofywały się z udziału w konkursach, bo zawsze wygrywały te same osoby.

          Wisienką na torcie był "pokaz talentów", do którego zrobiono eliminacje. W eliminacjach odrzucono 2 grupy dziewczynek, które robiły jakieś pokazy taneczno-wokalne. Po czym nastąpił konkurs właściwy, w którym wystąpiła reszta, na koniec pani dyrektor uroczyście oświadczyła, że nie wygrywa nikt, bo KAŻDY MA JAKIŚ TALENT. Jak się to ma do odrzucenia dzieci w eliminacjach?
          No ale, jak pisałam, to była lewa szkoła, niemal pod każdym względem.

          A potem zmienilismy szkołę i nagle okazało sie, że da się inaczej i sprawiedliwie.


          Cytat
          Dziecko należy nauczyć cieszyć się z samego faktu, ze umie, że pot
          > rafi, że ktoś to docenił, a nie, że ktoś ma mniej wiedzy a dostał taką samą oce
          > nę. Taki egoizm myśliwy i wywyższanie się.


          Kuffno prawda. To szkoła nauczyła moje dzieci, że liczy się ocena, a nie to, co się potrafi. To, co sie potrafi, jest nieważne, a jeśli do tego jest się niegrzecznym i rozmawia sie na lekcji, jest nieważne podwójnie.
          Dzieci moje nie miały w zwyczaju porównywać się z innymi dziećmi, dopóki nie poszły do szkoły. Każdy lubi, jak jego umiejętności i wiedza są docenione, wyróżnione - nie oszukujmy się, również dorośli to lubią i to ich również motywuje. W szkole bardzo duży nacisk kładzie się na oceny, średnie, rywalizację i serio, dużo czasu zajęło mi "odszkolnienie" dzieci po 4 latach szkolnej pseudonauki aby ponownie osiągnęły level "wiedza jest fajna, zdobywanie jej jest fajne, posiadanie jej jest fajne". Pewnie dlatego, że w szkole nie zdobywały ani wiedzy, ani umiejętności, tylko uczyły się rozwiazywać testy i wypełniać ćwiczenia.

          Cytat
          Podstawa programowa jest taka jaka jest, nie dziwne że dzieci wykraczające poza nią nie są oceniane.


          Otóż to. Nie są wyróżnione w żaden sposób. To jest do pewnego wieku demotywujące, szczególnie w pierwszych latach szkoły, kiedy już się dziecku zaczyna prać mózg, że liczy się ocena i średnia. A wystarczy pochwalić, dać dziecku się wykazać tym, co umie, a nie równać w dół.


          --
          Zwierzanki Anki, czyli uczę się w domu
          • olga727 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 09:16
            mama_kotula wiem,że to nie do mnie pisałaś,ale Taką szkołę jaką miały twoje dzieci jest i u nas. Wszelkie konkursy recytatorskie wygrywa córka lokalnego lekarza i nauczycielki z tejże szkoły(reszta dzieci szans nie ma). Wszelkie konkursy typu "mam Talent" też ona,nie dlatego, że zrobiła coś lepiej niż inne dzieci,ale dlatego że ma tatusia Lekarza.(nadmienię,że poszła do szkoły jako siedmiolatka) uncertain Może to jest bardziej z dyrektorką większy problem
            • saszanasza Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 09:43
              Dziewczyny, ja doskonale zdaję sobie sprawę, ze te konkursy nie zawsze są oceniane sprawiedliwe, ale nic nam nie da, mówienie dziecku, że zostało tak potraktowane. Utwierdzanie go w poczuciu że zostało skrzywdzone i niesprawiedliwie ocenione, bo to rzeczywiście nie wpływa dobrze na jego samoocenę.
              Żeby dziecko zachowało jako-taką chęć do podejmowania prób w tego typu konkursach należy mu powiedzieć, dokładnie to, co napisałam. Że zdaniem komisji Julcia najlepiej wyrecytowała wiersz. Jest to subiektywna ocena, ale każdy ma do niej prawo. Nie oznacza to, ze inne dzieci powiedziały gorzej, ale że ta dana dziewczynka spodobała się osobom oceniającym najbardziej. Bez komentarzy-dlaczego i co wy uważacie.
              Generalnie zniechęca sam fakt, że dziecko próbuje, a jest ciągle niedocenione, co dopiero otoczka o niesprawiedliwości.
              Moja córka również brala udzial w kilku konkursach, nie wygrała żadnego, ale wie, że wygrana nie jest najważniejsza. Nadal chętnie bierze udział w konkursach, bo wymyśliłyśmy, że bijemy rekord w braniu udziału w konkursach, niezależnie od wynikubig_grin
              I nie, nie zmuszam jej, ale jest cel i jest radość, z kolejnego "pozytywnie zaliczonego" konkursusmile
              --
              "Niektórzy ludzie mogliby się zabić skacząc z poziomu swojego ego, na poziom swojego IQ"
              • verdana Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 09:51
                Owszem, da nam- to, ze dziecko będzie nam wierzyło. Mówienie dziecku nieprawdy bardzo rzadko daje dobre skutki wychowawcze. Podważanie jego zdrowego rozsądku - tez nie. To wpływa znacznie gorzej na jego samoocenę.
                Jeśli jest oczywistą oczywistością, że Julcia jest faworyzowana i dziecko to widzi, nie należy mu wmawiać, ze się myli, bo to oznacza, że dziecko albo uzna siebie za idiotę, albo rodzica za kłamcę.
                • saszanasza Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 10:01
                  verdana napisała:

                  >
                  > Jeśli jest oczywistą oczywistością, że Julcia jest faworyzowana i dziecko to wi
                  > dzi, nie należy mu wmawiać, ze się myli, bo to oznacza, że dziecko albo uzna si
                  > ebie za idiotę, albo rodzica za kłamcę.

                  Ale "faworyzowanie" jest pojęciem względnym. ja nie okłamuję dziecka mówiąc, ze komisja podjęła decyzję w oparciu o subiektywną ocenę, to jest prawda i to jest fakt. Natomiast kwestia faworyzowania nie jest faktem, a jedynie moją interpretacją. Nie jestem w stanie tego udowodnić, tak samo jak nie jestem w stanie udowodnić, że Julcia wygrała, bo miała ładniejszy sweterek.


                  --
                  "Niektórzy ludzie mogliby się zabić skacząc z poziomu swojego ego, na poziom swojego IQ"
                  • verdana Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 10:06
                    Nie, faworyzowanie czasem nie jest zadnym "względnym pojęciem" tylko faktem. I nie ma co wmawiać dziecku, ze nie istnieje, skoro widzi to i ono i inne dzieci.
                    Oczywiście, zdarza sie tak, że dziecku wydaje sie, że przegrało, bo faworyzowano innych. Wtedy trzeba mu wytłumaczyć, ze to tak nie jest. Ale w przypadku oczywistej niesprawiedliwości nie ma po co tłumaczyć dziecku, ze wszystko jest wspaniale. To nie tylko nieprawda, ale i tępi wrażliwość dziecka na to, co jest uczciwe, a co nie.
                    • mama_kotula Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 10:38
                      Cytat
                      Nie, faworyzowanie czasem nie jest zadnym "względnym pojęciem" tylko faktem. I nie ma co wmawiać dziecku, ze nie istnieje, skoro widzi to i ono i inne dzieci.
                      Oczywiście, zdarza sie tak, że dziecku wydaje sie, że przegrało, bo faworyzowano innych. Wtedy trzeba mu wytłumaczyć, ze to tak nie jest. Ale w przypadku oczywistej niesprawiedliwości nie ma po co tłumaczyć dziecku, ze wszystko jest wspaniale. To nie tylko nieprawda, ale i tępi wrażliwość dziecka na to, co jest uczciwe, a co nie.


                      W punkt.
                      Co ja mam powiedzieć dziecku, którego pracy nie przyjęto do konkursu, bo wg pani jurorki jest "bez tła, więc niedokończona, cała kartka ma być zamalowana", a potem konkurs wygrywa praca z tak samo białym tłem? Że widocznie w czasie konkursu zmieniono reguły? No bez jaj.

                      Co moja koleżanka ma powiedzieć dziecku, które powiedziało wiersz poprawnie (co najmniej), a wyróżnione zostały dzieci, które się myliły w tekście i dukały (nie, to nie jest subiektywna ocena - płynne mówienie tekstu to kategoria zerojedynkowa, albo się człowiek myli i zapomina, albo nie)? Może powiedzieć to, co było prawdą - że panie chciały nagrodzić swoich zerówkowych wychowanków, a nie ją, występującą z "wolnej stopy" jako homeschoolerkę.

                      Życie jest niesprawiedliwe i warto sie do tego przyzwyczaić jak najwcześniej. Dlatego nie widzę powodu, aby ściemniać dziecku, że ktoś inny wygrał konkurs, bo był lepszy, jeśli ewidentnie nie był. Dzieci nie są głupie i pewne rzeczy widzą znakomicie. Widzą, że oceny szkolne często zależą nie od tego, co się umie, ale od tego, czy pani cię lubi, czy już zdążyła wypić poranną kawę, czy dzisiaj się wyspała. Doskonale widzą nepotyzm i faworyzowanie.

                      • iwoniaw Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 21:13
                        CytatD
                        > latego nie widzę powodu, aby ściemniać dziecku, że ktoś inny wygrał konkurs, bo
                        > był lepszy, jeśli ewidentnie nie był. Dzieci nie są głupie i pewne rzeczy widz
                        > ą znakomicie. Widzą, że oceny szkolne często zależą nie od tego, co się umie, a
                        > le od tego, czy pani cię lubi, czy już zdążyła wypić poranną kawę, czy dzisiaj
                        > się wyspała. Doskonale widzą nepotyzm i faworyzowanie.


                        No otóż to; w dodatku rację ma verdana, dziecku w takiej sytuacji należy się od rodziców prawda i wsparcie moralne, skoro już wpływu na nic innego tu nie mają. Moje dziecko też początkowo, jak piszesz, sobie racjonalizowało i próbowało tłumaczyć samemu sobie, że może tamta praca była lepsza, a to wykonanie bardziej się spodobało. No ale ileż można, nieprawdaż. W końcu - ponieważ dzieci także mają oczy, uszy i rozum - są pewne konkursy (czy raczej należałoby powiedzieć: u pewnych nauczycieli), w których nie chcą brać udziału i nie widzę powodów, by je do tego zachęcać. Po co niby? Jaka w tym jest wartość?


                        --
                        Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
                        Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
                  • arwena_11 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 29.04.15, 09:36
                    Dzieci nie są idiotami i same dochodzą do pewnych wniosków. Mogą sie pomylić w ocenie raz czy drugi, ale za trzecim razem? I weź pod uwagę, że dzieci z taką "julcią" mają do czynienia na co dzień i wiedzą więcej niż rodzice
                    --
                    Marta
                    Mama Daniela ( 16-11-2000 ) i Gabi ( 05-07-2002 )
                    DZIECI ROCZNIK 2000
        • arwena_11 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 29.04.15, 07:23
          bo tak często jest. U nas było podobnie. I problem się rozwiązał łatwowink
          Przestano robić takie konkursy bo poza 2-3 dziewczynkami, które zawsze zajmowały pierwsze trzy miejsca w różnych konfiguracjach, reszta dzieci przestała brać udział.
          Byłam raz na takim konkursie dla dzieci klas młodszych ( robiłam zdjecia ). Wygrała dziewczynka, która nawet tekstu nie znała na pamięć, zacinała się dukała. No ale jej starsze siostry zawsze wygrywały więc i ona siłą rozpędu. Tyle że siostry zasługiwały, a ona nie.
          Było wielu uczestników, którzy mówili dużo ładniej, z dykcją, bez dukania.

          To był ostatni konkurs recytatorski mojego syna. Odmówił kategorycznie tracenia czasu na coś, co i tak jest ustawione. Podobnie było z innymi dziećmi. Rok później na zebraniu rodzice byli proszeni o to, żeby dzieci namówić, bo dla 3 uczestników robienie konkursu jest bez sensu.
          Ja tylko pani pedagog powiedziałam, że powinna myśleć w poprzednich latach, a teraz mleko się rozlało, a dzieci mają swój rozum



          Marta
          Mama Daniela ( 16-11-2000 ) i Gabi ( 05-07-2002 )
          DZIECI ROCZNIK 2000
      • an.16 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 09:06
        Nie wiem dlaczego. Ja nie odroczyłam. Ale ja nie wiązałam szkoły z trudnościami, nieprzystosowaniem czy dezorganizacją dnia. Ani tym bardziej z odbieraniem dzieciństwa. Córka jest tak samo radosna, towarzyska, spontaniczna i otwarta jak była w przedszkolu. Ja sama poszłam do szkoły gdy miałam 6 lat i było to w taach 70. Chyba byłam jedyna 6 latką w kacie. Piszę chyba, bo nikt wtedy tego nie analizował i wogóle sie nad tym nie zastanawiałam. Lubiłam szkołę, bo w przeciwieństwie do przedszkola oceniano za inne rzeczy niz uśmiechnięta buzia i zjadzony obiad.
      • verdana Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 09:38
        Odroczone i nieodroczone za parę lat będzie umiało dokładnie tyle samo. Fakt, że jedno już zna literki w wieku lat 6, a drugie nie nic nie zmieni w ich życiu.
        Fakt, ja sama stawałam na głowie, aby dziecko wysłać jako 6-latka do szkoły wtedy, gdy akurat uważano, ze zabieram dziecku dzieciństwo. Ale raczej dlatego, że nie wyobrażałam sobie dorosłego faceta w liceum, muszącego grzecznie słuchać nauczycieli, którzy o dorosłym facecie w dodatku opowiadają mamusi.
        Ale osoby, które mają 6-latki z końca roku absolutnie rozumiem, ze odraczają. Większość 5-latków nie jest na tyle dojrzała, aby przez parę godzin siedzieć w ławce.
        • saszanasza Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 09:51
          Ja również uważam, że nie wszystkie 6 latki nadają się do pierwszej klasy, jednak moim zdaniem liczba ta na grupę 20-25 osobową, powinna oscylować w granicach 3-4%. Uważam, że niektóre dzieci bezwzględnie powinny być odroczone.
          Mnie przeraża jednak skala odroczeń i powody odroczeń: zabieranie dzieciństwa, gorszy start, to przesłanki które nie mają nic wspólnego z możliwościami realizowania obowiązku szkolnego.
          Moim zdaniem większość rodziców uważa, że dając dziecku dodatkowy "wolny" rok spowodują, że dzieci do szkoły trafią mądrzejsze, będą miały łatwiej, lepiej a to nieprawda.

          --
          "Niektórzy ludzie mogliby się zabić skacząc z poziomu swojego ego, na poziom swojego IQ"
          • katriel Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 14:52
            > Ja również uważam, że nie wszystkie 6 latki nadają się do pierwszej klasy, jedn
            > ak moim zdaniem liczba ta na grupę 20-25 osobową, powinna oscylować w granicach
            > 3-4%.

            Ummm... 3-4% z 20-25 dzieci to jest od 0,6 do 1 dziecka. W tym przedziale jest dokladnie jedna liczba całkowita: 1. Napisałaś więc (w nieco zawikłany sposób), że w kazdej 20-25-osobowej grupie dzieci powinno być dokładnie jedno nienadające się do szkoły. Może i tak...


            --
            An adventure is only an inconvenience rightly considered.
            (G.K.Chesterton)
            • saszanasza Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 20:36
              > Ja również uważam, że nie wszystkie 6 latki nadają się do pierwszej klasy, jedn
              > ak moim zdaniem liczba ta na grupę 20-25 osobową, powinna oscylować w granicach
              > 3-4%.

              Ummm... 3-4% z 20-25 dzieci to jest od 0,6 do 1 dziecka. W tym przedziale jest dokladnie jedna liczba całkowita: 1. Napisałaś więc (w nieco zawikłany sposób), że w kazdej 20-25-osobowej grupie dzieci powinno być dokładnie jedno nienadające się do szkoły. Może i tak...

              rzeczywiście wyszło dość zawile, chodziło mi o 3-4 dzieci..

              --
              "Niektórzy ludzie mogliby się zabić skacząc z poziomu swojego ego, na poziom swojego IQ"
          • jakw Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 19:36
            saszanasza napisała:

            > Moim zdaniem większość rodziców uważa, że dając dziecku dodatkowy "wolny" rok s
            > powodują, że dzieci do szkoły trafią mądrzejsze, będą miały łatwiej, lepiej a t
            > o nieprawda.
            Ale może rodzicom będzie łatwiej. Bo dziecko będzie w stanie wysiedzieć nad lekcjami ciut dłużej i będzie bardziej zaawansowane grafomotorycznie, a zatem będzie mniej jęczeć nad pracami domowymi.


            --
            Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
      • betty842 zjawo.... 28.04.15, 18:26
        mama-ola napisała:

        > Mogłaś to napisać zdecydowanie krócej: "Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latk
        > i, skoro mojemu tak dobrze idzie? No dlaczego?? Nie mogę tego pojąć!..."

        Dokładnie to samo mi się nasunęło kiedy przeczytałam wszystkie wypowiedzi zjawy.Prawie w każdej wypowiedzi zjawa wymienia co jej syn potrafi,jak przewyższa wiedzą inne dzieci nawet rok starsze itd.Jest to ewidentne chwalenie się "jakie to moje dziecko jest mądre,zdolne i inteligentne". Po co nam te wszystkie przykłady "mądrości" dziecka zjawy skoro pytanie brzmiało:"Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki?"? Nie prościej było napisać tak jak powyżej:" Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki skoro mojemu tak dobrze idzie?" I tyle a nie wymieniać co dziecko potrafi i jakie jest mądre.
        Droga zjawo,masz zdolne dziecko ALE tak jak już wielokrotnie ci pisano: nie wkładaj wszystkich 6-latków do jednego worka! Sama napisałaś że twój syna przewyższa wiedzą niejedno dziecko rok starsze wiec jak widzisz nie wszystkie dzieci są równie zdolne.
        To tak jak ja bym założyła wątek pt. "Dlaczego rodzice NIE odraczają swoich 6-latków?" i poniżej napisałabym,że mojego syna szkoła znudziła po miesiącu i wiele razy powtarzał,że w przedszkolu było lepiej i dziwię się,że rodzice posyłają swoje 6-latki do szkoły kiedy widzę jak mojego syna szkoła nudzi. Twoim zdaniem jest to "mądry wątek"? Nie.Tak samo jak twój.
    • mama2na6 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 10:34
      Mój syn poszedł do szkoły jako 6 latek obecnie kończy pierwszą klasę radzi sobie dobrze pod względem nauki , dużo gorzej jest z emocjami (często płacze denerwuje się przeżywa sytuację ) nie wiem jak byłoby gdyby po szef w wieku 7 lat wydaje mi się ze tak samo to typ wrazliwca. Syn Też jest ze stycznia więc różnicy aż takiej nie ma ale są dzieci z listopada grudnia i Ty widać różnicę w nauce ale myślę ze to się wyrówna ...Mój drugi syn jest z końca listopada i nie wiem jak będzie ...może znowu zmienia reformę ...wszystko przed nami
    • koza_w_rajtuzach Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 10:34
      > Dlaczego o tym piszę, a no dlatego, że gdyby te dzieci poszły do szkoły jak mój
      > syn różnica byłaby przynajmniej o połowę mniejsza bez względu na umiejętności
      > początkowe.

      Ale te dzieci pójdą teraz do szkoły i nadrobią wszelkie straty. Niie spowoduje to przecież, że już nigdy nie osiągną tego samego poziomu na którym obecnie jest teraz Twoje dziecko. Z drugiej strony skoro dzieci otrzymały odroczenie, to oznacza, że były ku temu jakieś przesłania.
      Co prawda miałam jeszcze wybór w przypadku córki, myślałam czy by jej nie posłać wcześniej do szkoły, ale tylko jedna dziewczynka do niej szła na całą grupę, więc zrezygnowałam. Gdyby nie miała wyboru, to wiem, że odroczenia nie dostałaby, bo jest bardzo dojrzała emocjonalnie, a do tego inteligentna. Uważam, że nikt by takiego dziecka nie odroczył. Cały ten wolny rok postawiłyśmy na totalny luz. Jeździłyśmy, zwiedzałyśmy, córka opuszczała sporo dni w przedszkolu, bo uznałam, że program zerówki nie stanowi dla niej żadnego wyzwania. Można powiedzieć, że "odmóżdżała" się w tym czasie, nie uczyłam jej niczego, robiła tylko to, co w przedszkolu, w którym i tak bywała nieszczególnie często i była odbierana sporo przed czasem. Za nic nie oddałabym tego roku mimo, że totalnie olałyśmy edukację. W przedszkolu nie było nauki liter i czytania, w domu też jej nie uczyłam, a jak poszła do szkoły to w ciągu pierwszego miesiąca nauczyła się czytać i to od razu szybko i sprawnie - nigdy nie składała literka po literce. Pewnie jako 6-latka też by sobie poradziła, może byłaby też wśród najlepszych uczniów, ale co z tego? Nie tylko nauka się w życiu liczy.
      • annubis74 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 29.04.15, 07:29
        Odroczenie dostaniesz - niezależnie od przesłanek bo jak już pisałam w psychologii nie ma wyników 0:1, w poradni więc wolą odroczyć - jeśli rodzic chce - na wszelki wypadek ... moja znajoma (psycholog zresztą) ma dziecko rocznikowo w wieku mojej córki tyle tylko że z lutego a moja z lipca. Myślę ze intelektualnie na podobnym poziomie, dodatkowo tamta po rodzicach odziedziczyła słuszny wzrost (wygląda na 2 lata starsza od mojej). MOja corka poszła do szkoły, tamta dopiero teraz skończy przedszkole. czy to była słuszna decyzja - pewnie okaze się po wakacjach
    • jagodasoft2 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 11:17
      Zacznę jak TY:
      Będąc mamą dwójki dzieci które poszły w wieku 7 lat do pierwszej klasy (a miałam wybór), naprawdę nie rozumiem jak można posłać wcześniej.
      ...Tu wstaw sobie wielki elaborat, ochy i achy potwierdzające moją decyzję...
      I na tym koniec, bo twój post, który jak dla mnie zaistniał tylko po to aby albo sie pochwalić super dzieckiem (tylko, że takich tu na forum dziesiątki), albo chcesz się utwierdzić w swojej decyzji, niestety jedno i drugie wałkowane juz do znudzenia przy każdym poście o 6- latkach.
      --
      Asia mama Sandry (10.03.2005) i Emilki (12.08.2007)
    • redgirl1 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 11:18
      Mój syn poszedł jako 6 latek mimo, że mieliśmy wybór (rocznik 2007). I żałuję, syn ma problemy z motoryką małą (mieliśmy nadzieje że nadrobi) dopiero teraz pod koniec drugiej klasy zaczyna "trzymać się w liniaturze", o ile z liczeniem problemu nie ma o tyle z czytaniem i pisaniem jest ogromny a przede wszystkim ogromna niechęć bo mu nie wychodzi. Do tego wyszła wysoka grupa ryzyka dysleksji co dodatkowo utrudnia. Klasa złożona z samych 6 latków ale inne dzieci radzą sobie dobrze, ale mam wrażenie że akurat on lepiej radziłby sobie rok później. W tej chwili dla młodego szkoła to samo zło.
    • camel_3d bo tak jest fajniej.. 27.04.15, 12:48
      mlody poszedl do szkoly jako 5.8.. bo cala grupa szla i zostalby z 3 i 4 latkami. Gdyby 4-5 dzieci zostalo to bym go tez zostawil.

      Sam poszedlem jako prawie 8 latek i nie sadze, zeby mi to jakos wielka krzywde w karierze zrobilo smile)
      • annubis74 Re: bo tak jest fajniej.. 27.04.15, 19:58
        camel - zgadzam się - to było jedno z głownych kryteriów posłać - nie posłać - to że akurat w przedszkolu córki wiekszość dzieciaków szła do szkoły - gdyby zostawali to niezależnie od opinii nt. umiejętności i zdolności córki zostawialabym ją jeszcze na rok. Moja córka swietnie sobie radzi, też widzę ogromny postęp jakiego dokonała przez kilka miesiecy - ale mam wrażenie że straciła sporo dziecięcej radości, beztroski. Czasem zauważam u niej burzę skrajnych emocji, z zupełnie nieznanych powodów spadała jej samoocena (czasem mowi ze jest głupia i nic nie umie - co absolutnie nie wypływa ze szkolnych porazek). Czeuję ze jednak zabrałąm jej jakąs czastkę dzieciństwa
    • annubis74 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 14:48
      zjawa twoje dziecko nie równa się kazde dziecko
      ja jestem mamą 6-latki, która poszła do szkoły - mimo że nie musiała - jest lipcowa. mieliśmy mnóstwo wątpliwości i nadal jakieś kołaczą w głowie
      córka radzi sobie doskonale ... ale ja nadal rozumiem rodziców którzy odraczają bo mają wątpliwości. uważam ze nie należy dac się zwariować żadnej propagandzie - ani tej rządowej ani rzecznika praw rodziców.
      • zjawa1 Re: annubis74 27.04.15, 23:44
        Moje dziecko w wieku 5-lat przez cały rok było przygotowywane aby pójść do szkoły( pod katem emocjonalnym). Fakt-nudził się śmiertelnie w zerówce, ale było to dziecko, które miało wtedy zaledwie 5 lat! pamiętam, że bardzo cieszył się pójściem do szkoły. Nagle, tuż przed wakacjami uległo bardzo poważnemu wypadkowi! Kilka operacji, trauma. Opowieści osób z sali o :,,tym jak jeden po narkozie już się nie obudził, jak obcieli jednej dziewczynce stopę".... Wszystko to, faktycznie miało miejsce.. I wszystkiego tego, przed każdą z operacji mój syn się nasłuchał. Pamiętam jak w sierpniu 2014 roku moje dziecko, po wysłuchaniu dzieci z sali zapytał mnie ,,czy będę go kochać, jeśli się nie obudzi"... Byłam z nim wtedy w przedsionku sali operacyjnej, podawano mu tzw,, głupiego jasia"... Po tym wszystkim jakieś 3 tygodnie przed rozpoczęciem roku szkolnego zgłosiłam się do PPP zrobiono mu badania i stwierdzono, że pozostanie w przedszkolu dla takiego dziecka mogłoby być w jego mniemaniu rozpatrywane jako kolejna porażka i kara. Uwierzyłam wtedy psychologom i pedagogom, posłałam go do szkoły, mimo tego, że rękę prawą miał unieruchomioną w całości do końca września. A teraz tak pisze mój 6-latek, 6-latek po tak dużej traumie psychicznej i tylu dysfunkcjach manualnych, po ciężkiej rehabilitacji ... za chwilę zalinkuje zdjęcie jego pisma, może nie idealne, ale jak dla mnie przy tych okolicznościach największe szczęściesmile
        --
        www.youtube.com/watch?v=XNlPouV-qbg
        • annubis74 Re: annubis74 28.04.15, 07:39
          Zjawa - jeszcze raz powtórze - Twoje dziecko nie znaczy WSZYSTKIE dzieci w tym wieku
          chyba ze chodzi o to by w kolejnych wpisach głosić pochwałe SWOJEGO dziecka, a nie naprawdę zastanawiać się czemu rodzice odraczają swoje pociechy
          Myślę , niestety nie po raz pierwszy że przeceniasz możliwości swego dziecka i bardzo wysoko stawiasz mu poprzeczkę mówiąc że w wieku 5 lat był emocjonalnie dojrzały do pójścia do szkoły... czy to dobrze czy źle to się pewnie okaze w przyszłośi
          Moja corka intelektualnie była b. rozwinięta w przedszkolu (i ja akurat doceniam rolę edukacji przedszkolenej). Chciała iśc do szkoły, nie chciała zostać w przedszkolu. Ale po miesiącu w szkole zaczęly się schody - okazało się ze prace domowe to mozolne pisanie a nie zabawa i radocha... Jak napisałam - ma świetne wyniki, radzi sobie rewelacyjnie - ale widzę po niepsełna roku - rozczarowanie i często znudzenie szkoła (mimo ze obiektywnie szkołą też oK)
        • asiula1987 Re: annubis74 28.04.15, 11:02
          złamana ręka to nie jest największa trauma jaką może przejść dziecko. są gorsze. sa bardziej chore dzieci. z dysfunkcjami stałymi, które np jak mój syn nie kwalifikują się do klasy integracyjnej ani nauczania specjalnego. musze posłać do publicznej szkoły mimo, że wszyscy dookoła wiedzą, że będą problemy, że będziemy pod opieką poradni bo z pisaniem i czytaniem nie będzie najlepiej.
          ale nie kategoryzuje wszystkich dzieci wg swojego. nie każę wszystkim odraczać swoich 6 latków masowo. nie potępiam tych, którzy "skrócili dzieciństwo" i wysłali do szkoły jako 6 latków. są dzieci mniej i bardziej przygotowane do szkoły. nie powinno to nikogo obchodzić. a podejście, bo moje dziecko sobie dobrze radzi więc nie rozumiem dlaczego inni nie puścili w wieku 6 lat do szkoły jest egoizmem i szczerze mówiąc mało obchodzącym kogokolwiek twoim zdaniem.
    • mamitadejordi Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 15:24
      > Jednym słowem, syn nareszcie zaczął się rozwijać.

      No, jeśli Twój syn zaczął się rozwijać w wieku 6 lat to nic, tylko się mocno cieszyć, że w końcu to się udało..

      Ja mam to szczęście, że moje dziecko rozwija się ciągle od urodzenia, niezależnie od miejsca pobytu, w przedszkolu, w domu, na podwórku, w obcych krajach, itp. Dlatego nie muszę go już w wieku 5 lat pchać do szkoły, i w związku z tym zamierzam go odroczyć wink))

      Chcę, żeby moje dziecko nauczyło się radzić sobie w życiu, kreatywności, adaptacji do różnych warunków, języków służących komunikowaniu się z innymi ludźmi, tolerancji innych kultur, i wielu wielu innych rzeczy, których szkoła najczęściej nie zapewnia. To wszystko poznaje cały czas od urodzenia, mimo, że nie chodzi do szkoły. A może właśnie dlatego, że do niej jeszcze nie chodzi i posiada więcej czasu.. wink
      • zjawa1 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 28.04.15, 00:05
        Mój syn rozwijał się bardzo dobrze, aż w końcu stanął w miejscu ok 5-tego roku życia. Relacje miedzy ludzkie ma w idealnym porządkusmile W klasie dzieci bardzo Go lobią, podobnie jak było w przedszkolu. Z jedną uwagą, zawsze lepszy kontakt miał, ze starszymi od siebie. Tego pojąć nie mogę do teraz.
        --
        www.youtube.com/watch?v=XNlPouV-qbg
        • annubis74 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 28.04.15, 17:41
          to normalne że na pewnych etapach rozwój dziecka jest szybszy a na niektórych zwalnia lub nawet wydaje sie ze dziecko "stoi" w miejscu. Jest to naturalne - gdyby człowiek przezcałe zycie roziwjał się w tak błyskawicznym tempie jak w dzieciństwie to pewnie doszedłby do etapu geniusza - ale być moze nie wytrzymałby tego jego układ nerwowy - rozwój to proces - troche do przodu, trochę w tym samym miejscu trochę do tyłu to bardziej sinusoida niż stale rosnąca krzywa. Wszystkie dzieci wolą towarzystwo starszych od siebie dzieci - bo od nich wiecej sie uczą, bo tamci im imponują... to nic dziwnego akurat
      • kanga_roo Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 28.04.15, 07:55
        mamitadejordi napisała:
        To wszystko poznaje cały czas od urodzenia, mimo, że nie chodzi do szkoły. A może właśnie dlatego, że do niej jeszcze nie chodzi i posiada więcej czasu.. wink

        dokładnie. czas. dziecko szkolne (i świetlicowe) ma po południu, kiedy wróci do domu i zje obiad, do wyboru: odrobić lekcje albo malować/czytać/szyć/gotować/pracować w ogródku/spacerować/jeździć na rowerze/robić cokolwiek innego. połączenie obu spraw jest niestety bardzo trudne, albo odbywa się kosztem snu.
        dla porównania, moja sześciolatka (przedszkolak) zasnęła wczoraj po drodze do domu (17:00) i obudziła się dziś rano (6:00). gdyby chodziła do szkoły, nie miałaby tej możliwości, bo zadanie domowe. no ale ja jestem przeciwniczką tradycyjnych zadań domowych i już smile
    • jakw Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 19:33
      zjawa1 napisała:

      > Przedszkole to, było: przeciętne, klasyczne typowe dla przedszkoli w naszym kra
      > ju.
      Szkoła też przeciętna i klasycznie typowa?


      >Co ciekawe, przy pomocy szkoły syn odkrył ,, w sobie" możli
      > wości dotychczas nie znane nawet nam. Ku mojemu zaskoczeniu i pierwszy raz smile s
      > am zaczął zgłaszać się do występów i konkursów międzyszkolnych.
      > Parę dni temu, pierwszy raz w życiu widziałam swoje dziecko występujące przed
      > całą szkołą, w dodatku bez żadnej tremy, z wielką radością. Nawet zaczął śpiewa
      > ćsmile
      Jesteś pewna, że to zasługa szkoły jako takiej? Bo moja młodsza w życiu tremy nie miała. A starsza , mimo niemal 11 lat spędzonych w szkole - przy okazji występów tremę miewa jak najbardziej.

      > -Nauka: Z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że nigdy wcześniej w tak krótkim
      > czasie nie widziałam tak dużych postępów. W tej chwili syn czyta biegle całymi
      > wyrazami, ogromny rozwój w dziedzinie matematyki. Ja nie przypominam sobie, żeb
      > y tak fenomenalnie liczyła w jego wieku.
      A wygenerowałaś go za pomocą klonowania? wink Na pewno nie, więc nie wiesz na ile poziom tych umiejętności był/jest wynikiem szkoły, a na ile zdolności. Przecież całkiem sporo dzieci i przed reformą uczyło się samo czytać i liczyć zanim poszło do szkoły.

      > Dlatego nie rozumiem wstrzymywania 6 latków, bo widzę, że moje dziecko jest ter
      > az znacznie szczęśliwsze, mądrzejsze niż w okresie ostatniego roku w przedszkol
      > u.
      Dziwne byłoby gdyby nie było mądrzejsze. Przecież jest rok starsze. Wydaje mi się, że jednak demonizujesz przedszkolny "zastój" i przeceniasz szkolny "postęp". Może po prostu nie mogłaś się doczekać , aż dziecko zacznie sobie samo czytać? wink

      > Szkoła nie jest ,,złem" a może być ,,dobrodziejstwem". Nie ,,zabiera dzieciństw
      > a" może je jeszcze dodatkowo stymulować i odpowiednio ukierunkować. Pamiętajcie
      > , że jeśli dziecko słyszy w domu, że powinno być odroczone itp. to i za rok, po
      > odroczeniu automatycznie szkoła będzie mu się kojarzyć w przyszłości z nieprzy
      > jemnym obowiązkiem, z którego nie czerpie się żadnej radości, a to nie jest pra
      > wdą.
      Gdyby szkoła nie była złem to łatwiej byłoby spotkać starszych uczniów lubiących chodzenie do szkoły. Niestety, ja takich jeszcze nie spotkałam ;-/ Może to specyfika polskiej szkoły bo w badań PISA co do lubienia szkoły byliśmy w zdecydowanej czołówce w nielubieniu. A tego raczej nie zmieni zmiana wieku pójścia do szkoły.
      --
      Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
      • zjawa1 Re: jakw 28.04.15, 00:10
        Chyba rok młodszesmile 87% dzieci to rocznik 2007, a mój syn to 2008smile Dodatkowo 70% bite w miesiącach rok starsze... Mój syn niebawem skończył 7 lat, podczas gdy jego 70% kolegów i koleżanek skończyło lub do miesiąca skończy 8 lat!
        --
        www.youtube.com/watch?v=XNlPouV-qbg
      • jakw Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 28.04.15, 23:38
        Twierdzisz, że twoje dziecko nie "zestarzało się" od czasu jak chodziło do przedszkola? Dziwne masz dziecko... Może dlatego, że się nie starzeje miało do tej pory problem z rozwojem? wink
        --
        Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
    • fruzielka27 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 21:20
      Np dlatego, że znają dobrze środowisko pedagogiczne, które pracuje z dziećmi w klasach 1-3 i ma swoje obserwacje smile
      Albo znają rodziców dzieci, które zaczęły edukację w wieku lat 6, a są teraz w 3 czy 4 klasie i nie są tak zachwyceni jak Ty, a w 1 klasie owszem byli...
      --
      SKOKI
      • zjawa1 Re:fruzielka27 28.04.15, 00:21
        Ja niestety nie znam przekroju uzdolnień w klasach 1-3, natomiast znam doskonale środowisko w szkole średniejsmile dodatkowo osobiście znam osoby dorosłe rozpoczynające naukę w wieku lat 6-ciu( zaznaczam zdolne osoby) i powiem szczerze, że bardzo wysoko ,, zaszły" na szczeblu edukacjismile Także to może być pocieszającesmile
        --
        www.youtube.com/watch?v=XNlPouV-qbg
        • annubis74 Re:fruzielka27 28.04.15, 07:43
          Zjawa - mylisz kompletnie rózne rzeczy - to prawda - od lat można było wysłać do szkoły dziecko w wieku lat 6 (za moich czasów też) ale do szkoły szły dzieci zdolne, przygotowane i kiedyś aby dziecko w wieku lat 6 posłać należalo uzyskać opinię PPP - teraz jest odwrotnie - maja iśc wszystkie - opinia PPP jest wymagana gdy chcesz odroczyć dziecko. Nie czujesz różnicy?
        • mama_kotula Re:fruzielka27 28.04.15, 15:23
          Cytat
          dodatkowo osobiście znam osoby dorosłe rozpoczynające naukę w wieku lat 6-ciu( zaznaczam zdolne osoby) i powiem szczerze, że bardzo wysoko ,, zaszły" na szczeblu edukacjismile


          Ale kiedyś jako sześciolatki szły - tak jak piszesz - tylko osoby bardzo zdolne. Bo nauka szkolna była dostosowana do startu w wieku lat 7. I to, że "zaszły wysoko" nie ma zbyt wiele wspólnego z tym, że poszły do szkoły wcześniej, tylko z tym, że są bardzo zdolne.
          Analogiczną sytuacją byłoby teraz, jakby do pierwszej klasy poszedł bardzo zdolny pięciolatek.

          --
          Zwierzanki Anki, czyli uczę się w domu
    • makurokurosek Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 22:14
      Nie popieram odraczania, zwłaszcza gdy reforma została już zakończona ale wiem i w pewien sposób rozumiem przynajmniej niektóre z pobudek , a oto kilka z nich

      - wygoda
      Ze szkolniakiem trzeba usiąść przy lekcjach, często coś wytłumaczyć

      - święty spokój i obawa przed trudnościami
      Wiąże się z punktem nr 1. Inaczej podchodzi się do wyjaśniania tematów ponadprogramowych inaczej do tematów które dziecko musi opanować na ocenę. Dodatkowo często okazuje się, że nasze dziecko zamyka się na przyswajanie wiedzy obowiązkowej i kompletnie nie docierają do niego sensowne dla nas wyjaśnienia. Taka sytuacja sprawia, że rodzic z bezsilności wpada w gniew, a dzieciak jak nie kumał tak nadal nie kuma.

      - ambicje
      Wykorzystanie tego dodatkowego roku na naukę tak by dziecko za rok błyszczało.

      - niechęć do zmian

      Niejednokrotnie tęsknię do tych bezstresowych lat przedszkolnych. Szkoła to nie jest odbieranie dzieciństwa ale stawianiem rodzicielstwa na innym poziomie gdzie często stoimy po przeciwnej stronie niż nasze dzieci, zostajemy wepchnięci do wyścigów szczurów i niestety prawie wszyscy dajemy się temu ponieść.
      • zjawa1 Re: Prostowanie i dalsze obserwacje, moję... 27.04.15, 23:21
        Na dzień dzisiejszy: Czytam wypowiedzi osób, które twierdzą, że ,,za rok poziom się wyrówna".
        Trochę, to abstrakcyjne zważywszy na to, że syn w chwili obecnej jest lepszy od przeciętnego 7-latka, a więc rocznika 2007 i już w chwili obecnej przewyższa wiedzą osoby prawie o rok starsze! Właśnie dzięki szkole!!!! Gdyby został wraz ze swoim rocznikiem w przedszkolu miałby regres sprowadzający Go do średniej, przeciętnej!
        Zdaje sobie sprawę z tego, że główna w tym zasługa nauczycielki, którą ma syn. Kobieta dostrzega różnice i stara się dostosować poziom nauki do wiedzy uczniów. Z całą odpowiedzialnością, po prawie roku nauki w szkole stwierdzam, że syn znacząco przewyższa są wiedzą o rok starsze dzieci. Nie piszę tego, aby zachwycać się nad umiejętnościami swojego dziecka, ale po to, aby uświadomić Wam jak dużo potrafi wnieść szkoła i jak wszechstronnie potrafi rozwijać szkoła.... Kiedy zgłosiłam się do PPP w sierpniu, po wypadku mojego syna byłam pełna obaw-zwłaszcza jeśli chodzi o manualne umiejętności. Mój syn, musiał na nowo i od początku nauczyć się pisaćsad Gł. z tym miałam obawy! Z swej niemocy zaczynał pisać lewą ręką... Kiedyś, wygrywał konkursy plastyczne... pięknie malował i rysował, niestety już nigdy do tego, nie wróciłosad Obecnie to, co było moją chlubą jest na poziomie przeciętnym. Za to, dzięki szkole, pisze wg. mnie naprawdę na bardzo wysokim poziomie prawą ręką, mimo tego, że ta ( w lipcu minie rok) chyba nigdy nie wróci do stanu ,,przed" wypadkiem. W tym względzie jestem najbardziej z niego dumna!
        \--
        www.youtube.com/watch?v=XNlPouV-qbg
        • makurokurosek Re: Prostowanie i dalsze obserwacje, moję... 27.04.15, 23:43
          . Z całą odpowiedzialnością, po prawie roku nauki w szkole stwierdzam, że syn z
          > nacząco przewyższa są wiedzą o rok starsze dzieci.

          Trudno aby nie przewyższał skoro ma do opanowania inny materiał, na wyższym poziomie niż jego koledzy w przedszkolu. Nie ma to nic wspólnego z jego zdolnościami czy intelektem, a jedynie z materiałem który jest mu przedstawiany.
          Moja córka w klasie drugiej non stop słuchała Mitologię Parandowskiego, miała ją dosłownie w paluszku, czy to znaczy że była na wyższym poziomie niż jej rówieśnicy. Nie, była na tym samym poziomie po prostu miała możliwość poznania czegoś innego.

          "Za to, dzięki szkole, pisze wg. mnie naprawdę na bardzo
          > wysokim poziomie prawą ręką, mimo tego, że ta ( w lipcu minie rok) chyba nigdy
          > nie wróci do stanu ,,przed" wypadkiem.

          Co według ciebie jest oceniane w klasach wyższych, ładne i kształtne pismo czy treść, ortografia i styl?
          Kształtem literek ich łączeniem i mieszczeniem się w liniaturze interesują się nauczyciele klas 1, w klasie 2 schodzi to na dalszy plan by w klasach wyższych zniknąć z kręgu zainteresowań.

          • zjawa1 Re: makurokurosek 27.04.15, 23:57
            Np. to że na apelu zstępował chorego kolegę i czytał biegle to, co po raz pierwszy widział na oczy. np. to, że jest bardzo dobry w matematyce. Jedna z pań z klas starszych, będąc na zastępstwie napisała na tablicy przez pomyłkę działanie,, 2-5 zamiast 5-2" a syn odpowiedział jej, że wynik to - 3! Doskonale posługuje się osia matematyczną, a to podobno ,,wyszła szkoła jazdy". To, opinia nauczycieli ze szkoły, nie moja. Wie np. Jaka jest suma -1 i 4. Podaje wyniki( a więc 3) i uzasadnienia. Nauczycielka kółka matematycznego podobno jest pod wrażeniem. Rozumie pojęcie ( do potęgi/kwadrat) i logicznie dodaje wszystko. Ja tego nie uczyłam, sama zastanawiam się skąd on to bierze.
            --
            www.youtube.com/watch?v=XNlPouV-qbg
            • zjawa1 Re: makurokurosek 28.04.15, 00:01
              Przykład: Pani pyta Go,, ile to jest 3 do kwadratu". Syn powtarza : ,,to jest 3 razy trzy, a trzy razy trzy, to jak dodać 3, 3 i 3" po czym podaje wynik , dziewięć.
              --
              www.youtube.com/watch?v=XNlPouV-qbg
            • makurokurosek Re: makurokurosek 28.04.15, 00:15
              ". Jedna z pań z k
              > las starszych, będąc na zastępstwie napisała na tablicy przez pomyłkę działanie
              > ,, 2-5 zamiast 5-2" a syn odpowiedział jej, że wynik to - 3

              Tylko, że nie nauczył się tego w szkole. Tak więc niezależnie czy chodziłby do zerówki czy do klasy pierwszej i tak by tą wiedzę zdobył, bo ona wynikała z jego zainteresowań, a nie z tego co przekazuje nauczyciel na lekcji.
              • zjawa1 Re: makurokurosek 28.04.15, 00:30
                Nie sądzę, bo musiał skądś to wziąć?!! Nie wiem czy od nauczycieli, czy od dzieci z którymi się spotyka, w każdym razie i w pierwszym i drugim wypadku dzieje się to za pośrednictwem szkoły, to nie zmienia faktu!
                --
                www.youtube.com/watch?v=XNlPouV-qbg
                • makurokurosek Re: makurokurosek 28.04.15, 01:17
                  Zapewniam cię, że na pewno nie w klasie pierwszej na zajęciach z matematyki.
                  Szczerze gdyby w szkole córki nauczycielka w klasie pierwszej wprowadziła na zajęciach z matematyki potęgowanie, odejmowanie i dodawanie licz ujemnych zrobiłabym karczemną awanturę, która znalazłaby swój koniec w kuratorium.
                • morekac Re: makurokurosek 28.04.15, 07:55
                  Może to po narkozie...
                  --
                  -------------------------------------------------------------
                  "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
            • morekac Re: makurokurosek 28.04.15, 05:36
              Raz się zgodzę z Makurokuroskiem - to nie jest kwestia szkoły, w każdy razie - nie tylko. Bardziej tego, że masz zdolne dziecko. Wygląda na to, że zdolne matematycznie. Naprawdę nie mają w I klasie potęg czy liczb ujemnych, są jacyś matematycy w rodzinie? Mógł ewentualnie podłapać na kółku.

              Oś matematyczna nie jest jakoś specjalnie trudna. Jest intuicyjna i jeśli masz dziecko lepsze od siebie w tej dziedzinie, szczerze współczuję.
              --
              -------------------------------------------------------------
              "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
              • kanga_roo Re: makurokurosek 28.04.15, 08:10
                no cóż, każde dziecko, które oglądało choć raz tradycyjny termometr, wie mniej więcej co to jest os liczbowa, oraz liczby dodatnie i ujemne smile
                ja nie neguję, że autorka wątku ma zdolne dziecko, chociaż odbieram jej zachwyty trochę w kategoriach świeżo upieczonej matki chwalącej się genialnym niemowlakiem. i powtórzę: poczekajmy dwa-trzy lata i spytajmy to dziecko, czy lubi szkołę, czy lubi się uczyć.
                człowiek uczy się praktycznie całe życie (przyjmijmy średnią 70 lat). zniechęcenie do nauki w dzieciństwie (przyjmijmy, w wieku lat 7), pokazanie że edukacja jest zła, nudna, oderwana od życia, jest większym złem niż pozwolenie dziecku na zbijanie przez rok bąków w zerówce. im większą ciekawość świata dziecko rozbudzi w sobie zanim zostanie wtłoczone w szkolny system odtąd-dotąd, tym większa szansa, że znajdzie sobie coś ciekawego do roboty i w szkole smile
                kto nigdy nie czytał pod ławką, niech pierwszy rzuci kamieniem.
            • saszanasza Re: makurokurosek 28.04.15, 15:11
              zjawa1 napisała:

              > Np. to że na apelu zstępował chorego kolegę i czytał biegle to, co po raz pierw
              > szy widział na oczy. np. to, że jest bardzo dobry w matematyce. Jedna z pań z k
              > las starszych, będąc na zastępstwie napisała na tablicy przez pomyłkę działanie
              > ,, 2-5 zamiast 5-2" a syn odpowiedział jej, że wynik to - 3! Doskonale posługuj
              > e się osia matematyczną, a to podobno ,,wyszła szkoła jazdy"

              zjawa...przed chwileczką zapytałam swoją 6 letnią córkę o to działanie. również odpowiedziała że wynik to -3, choć musiała to policzyć. myślę, że trochę przeceniasz umiejętności swojego dziecka. moja corka nie jest uzdolniona matematycznie, choć matematyka nie sprawia jej trudności.

              --
              "Niektórzy ludzie mogliby się zabić skacząc z poziomu swojego ego, na poziom swojego IQ"
        • annubis74 Re: Prostowanie i dalsze obserwacje, moję... 28.04.15, 17:43
          zjawa, nie chce rozwiewać Twoich wyobrazeń na temat cudu edukacyjnego - ale obawiam się że bardzo przeceniasz rolę wczesnej edukacji w życiu czlowieka. niestety sukces edukacyjny i inny zależy od wielu czynników i zbiegów okoliczności a nie od tego na jakim etapie człowiek nauczył się czytać
        • arwena_11 Re: Prostowanie i dalsze obserwacje, moję... 29.04.15, 07:51
          Przesadzasz, masz zdolnego dzieciaka i dlatego sobie radzi tak a nie inaczej.

          Ja mam w domu też takiego. Poszedł do szkoły planowo jako prawie 7 latek ( jest z listopada ). Idąc do zerówki czytał płynnie, matematykę łapał w lot, angielski sam mu wchodził do głowy, atlas geograficzny znał na pamięć. Po zerówce miałam propozycję, żeby przenieść go od razu do minimum 2 klasy, bo program do tego etapu ma opanowany świetnie. Zachodziła obawa że będzie się nudził. Nie zgodziłam się, bo wiedza to nie wszystko, to można rozwijać inaczej ( miał dodatkowe podręczniki ), ale rozwój emocjonalny musi iść swoim rytmem.

          I to była najlepsza moja decyzja. Syn wiedzą zawsze przewyższał innych. Ale to żadna zasługa szkoły tylko jego zdolności. Będąc na lekcjach wiedzę chłonie jak gąbka. W domu nic nie musi robić. Ale pod względem emocjonalnym by sobie nie poradził.

          A i mimo zdolności syn nie lubi szkoły. Lubił gdzieś do 2 klasy może? I nie znam dziecka w wieku od 10 lat w zwyż, które lubi szkołę.

          Każde dziecko rozwija się inaczej. Jak twoje pójdzie do 4 klasy, to będziesz dopiero mogła powiedzieć, że dobrze zrobiłaś puszczając go jako 6 latka do szkoły. Bo obserwując dzieci znajomych i te w szkole u córki, to to jest ten przełom, kiedy zaznacza się róznica między 9 latkami a 10 latkami. Pewnie że nie u wszystkich ale u większości i to mówią nauczyciele uczący na tym etapie.
          --
          Marta
          Mama Daniela ( 16-11-2000 ) i Gabi ( 05-07-2002 )
          DZIECI ROCZNIK 2000
          • makurokurosek Re: Prostowanie i dalsze obserwacje, moję... 29.04.15, 13:13
            ". Bo obserwując dzieci znajomych i te w szkole u córki, to to jest ten przełom,
            > kiedy zaznacza się róznica między 9 latkami a 10 latkami.

            Nie przesadzajmy. Młoda poszła do szkoły jako sześciolatka, w tym roku jest w nowej szkole w klasie mieszanej. Ani ja, ani ona nie jest w stanie powiedzieć które z dzieci ma ile lat, wychodzi to dopiero przy okazji urodzin konkretnego dziecka. Średnia klasy była na poziomie 4,6 tak więc po wynikach w nauce też nie powiedzieć, że ktoś ma oceny gorsze z powodu wieku. Po rozwoju fizycznym również nie.
            Tak więc jedyny przełom jaki ja zaczynam zauważać to zainteresowanie tematem seksu i rozpoczęcie okresu dojrzewania.
    • camel_3d zjawa... 28.04.15, 09:14
      widzisz, tak samo mi sie wydawalo, ale zmeinilem zdanie..czemu?

      bo jednak uwazam, ze fajniej jest pojsc pozniej do szkoly. Ok twoje dziecko sie nudzilo w zerowce? Ale to wina tej zerowki. Moje chodzilo do przedszkola i nie nudzilo sie, caly dzein dzieci organizowaly sobie czas SAME, same decydowaly gdzie sie bawia, same decydowaly w co sie bawia. Mieli od czasu do czasu spontaniczne zajecia i to wszytsko. Od rana do wieczora w ogrodzie- Bieganie,skakanie, pilka, drzewa.. Nie nudzil sie wogole.

      I wedlug mnie dzieci w wieku 6 lat, powinny sie przede wszytski wiecej ruszac, a nie po 45 minut w lawce siedziec. One maja tyle energii, ze warto ja na ruch spozytkowac.
      A czy si enadaja do szkol? Jaden.. piszesz ze Twoj jest dobry z matematyki.. To co ja mam powiedziecz?

      Dodawanie i odejmowanie juz na setkach, mnozenie.. na razie w zakresie 70, dzielenei troche gorzej. Ale np zaczyna sie bawic w ulamki, stwoerdzil, ze skoro 4 na 2 to 2, to 5 na dwa musi byc 2.5. I analogicznie 11 na 2, to 5.5.--- itd.. Oblicza sobie pole powierzchni roznych plaszczyzna w cm2 i m2..... itd.. A i tak woli biegac za pilka i gdyby mogl to by uciekl ze szkoly i biegal za pilkasmile))

      Pamietaj o jednym... ok, o dwoch rzeczach.

      a. Wyslano 6 latki do szkoly nie dlatego, zeby pokazac, ze polskie dzeici nei sa gorzse, ale dlatego zeby szybciej sie zwolnilo miejsce w przedszkolach.
      b. wyslano je po to zeby szybciej skonczyly edukacje i zaczely placic podatki.


      Jakiekolwiek inne tlumaczenia to po prostu mydlenie oczu.
      W Niemczech kazdy land sam o tym decyduje i np Belrin zmienil to. Teraz do szkol ymozna wyslac i 6 i 7 latka, zgodnei z wlasna wola. Po prostu okazalo sie, ze duzo 6 latkow sobie jednak w 4 klasnie nie radzi. Przechodzily w klasach 1-3 bo usadzic tu nie mozna, a dalej okazywalo sie, ze nie daja rady.. Za to dzieci o rok starsze miely mneij problemow z tym.



      • kanga_roo Re: zjawa... 28.04.15, 10:06
        camel, poruszyłeś istotny problem - ruch. kiedyś czytałam, że ruch sprzyja przyswajaniu wiedzy, niektóre dzieci wręcz powinny się uczyć w ruchu, bo inaczej sobie nie radzą. natomiast w szkole jest tego jak na lekarstwo, a jeśli jest, to już na pewno nie razem z nauką, ale niejako w opozycji. podobnie rzecz się ma z pracami manualnymi - ich ilość znacząco spada w klasie pierwszej, drugiej, trzeciej. jest pisanie, owszem, kolorowania po kokardę, ale niewiele innych aktywności manualnych.
        • iwoniaw To prawda 28.04.15, 10:19
          Tak jak są słuchowcy czy wzrokowcy, tak są kinestetycy - i ci ostatni mają w naszym systemie szkolnym po prostu przerąbane, jako że większość ich zachowań mogących im pomóc w koncentracji i zapamiętywaniu jest klasyfikowana jako "niestosowna/niegrzeczna" (bujanie się na krześle/wstawanie/spacery po klasie/wszelkiego rodzaju kiwanie się czy kręcenie/podskakiwanie); to tak jakby karać wzrokowca za to, że patrzy na tablicę/do książki/na pomoce naukowe albo słuchowca za to, że słucha w skupieniu.

          --
          'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
          'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
          • camel_3d no nie do konca o to chodzilo chyba.. 28.04.15, 13:43
            ogolnie o to chodzi, ze ruch fizyczny pobudza rozwoj i produkcje komorek nerwowych w mozgu. Warto sobie poczytac o tym w ksiazce Manfreda Spitzera Cyfrowa Demencja.

            Im mniej sie ruszamy wogole, tym wieksze mamy problemy z zapamietywaniem, nakua nowych rzeczy itd. Takze wysylanie dzeicka z zajec do zajec byle nie biegalo bez sensu po podworku nie zawsze ma senssmile))
            • iwoniaw ależ dokładnie o to 28.04.15, 13:49
              Kanga_roo słusznie zauważyła, że są dzieci, dla których nauka w ruchu jest jedynym lub głównym sposobem przyswajania. I biorąc pod uwagę, jak wygląda nasz system szkolny, uważam, że można tylko współczuć tym biedakom, bo zrozumienia u nauczycieli na ogół nie znajdą żadnego.

              Ruch wpływający na pobudzenie pracy mózgu to osobna kwestia, ale możliwa do ogarnięcia poza zajęciami lekcyjnymi, więc nie jest to aż taki problem jak kompletne uziemienie kinestetyków.

              --
              Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
              Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
              • camel_3d Re: ależ dokładnie o to 28.04.15, 15:17
                no tak..faktycznie . tez o tym wspominala. ale nei znam szkoly lub kraju gdzie uwzglednia sie wszytskie potrzeby dzieci w szkola panstwowych.
                Wiec to nie tylko problem polskiego systemu. Np o azjatyckim nie wspomne, tam jest szablon.




                co nie zmiena tez faktu, ze tego ruchu wogole w szkolach jest za malo..duzo za malo.

                A zaczyna sie to do przedszkola, gdzie dzieci maja ciagle zajecia dodatkowe i organizowane, zamiast swobodnej zabawy i duzej ilosci ruchu na powietrzu...


                • iwoniaw Re: ależ dokładnie o to 29.04.15, 20:29
                  U nas w przedszkolu (państwowym w PL) akurat było bardzo ok, jeśli o ruch na powietrzu chodzi. Przedszkole miało własny ogród z różnymi drabinkami i huśtawkami oraz górką, na której co zimę dzieciaki szalały na sankach. Wychodzili codziennie na kilka godzin (przed obiadem i po podwieczorku), o ile akurat nie lało.

                  --
                  'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
                  'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
      • zjawa1 Re: Camel! 28.04.15, 22:37
        Nie wiem, może mam taką ,,nienormalną" podkreślam państwową szkołę z której syn wychodzić nie chce!
        Na dworze jest częściej niż w przedszkolu, a więc od września 20014 praktycznie codziennie za wyjątkiem dni kiedy pada deszcz i są śnieżyce!
        WF jeśli jest pogoda dogodna zawsze mają na dworze, grają w piłkę itp. Po lekcjach, a średnio po 12:00, będąc w świetlicy znów wychodzą na szkolny plac zabaw i siedzą tam tak długo jak chcą, o ile pogoda pozwala! Dodatkowo, wychowawca klasy często robi lekcje w ,,terenie". Wychodzi z dzieciakami do pobliskiego lasu tzw. lekcje przyrody itp.
        Nie słyszałam, żeby dzieci kiedy kolwiek siedziały sztywno w ławce 45 godziny lekcyjnej....
        --
        www.youtube.com/watch?v=XNlPouV-qbg
        • camel_3d Re: Camel! 29.04.15, 09:24
          ja bym pwoiedzial, ze mialas raczej nudne przedszkole, skoro w szkole wychodza wiecej na dwor.

          Ale nie masz co sie przejmowac przyjdzei taki czas, kiedy dziecku szkola zbrzydnie wink

          U nas tez duzo czasu spedzaja na zewnatrz, ale w porownaniu z przedszkolem..to nawet nie jest 1/4 tago... w przedszkolu wychodzilo o 9..po sniadaniu.. wracali na obiad o 11-12 i o 14 wychodzili znow.. do 16.

          W skoel tylko przerwy maja na zewnatrz, no i sport kiedy jest w miare normalna pogoda. Tzn nie padasmile Czesto chodza do parku.. ale i tak nie jest to to samo.
          • mama2na6 Re: Camel! 29.04.15, 20:23
            U nas w czasie lekcji spacerów nie ma chyba ze to wf i biegfo około jeziora tak to cały czas w murach 😟 przedszkole pod względem spaceru było rewelacyjne . Też jestem zdania ze szkoła bedxie kiedyś koniecznością ..U nas już oczekiwanie skreślenie dni w kalendarzu do wakacji ...A to klasa
    • jdylag75 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 28.04.15, 10:40
      Nie wnikam dlaczego inni odraczają lub nie. U mnie starsze dziecko poszło do szkoły jako 7-latek, bo uznałam, że się do niej nie nadaje, mimo że biegle w wieku lat 5 opanowało podstawowe umiejętności szkolne ( czytanie, pisanie, matematykę do poziomu kl.4), drugie dziecko idzie jako 6-latek i przy nim takich wątpliwości nie mam, mimo, jego kulawego czytania, pisania i słabej matmy. Przy jednym i przy drugim dziecku mamy jako rodzice swoje powody, nikomu nie musimy ich wyjaśniać.
      Mnie dziwi że rodzice są dumni, że dziecko łatwo wpasowuje się w dryl szkolny smile co poradzę.
    • olga727 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 28.04.15, 20:10
      zjawa choćby dla tego odraczają swoje dzieci sześcioletnie : " Dziesięcioletni czwartoklasista może zdawać egzamin na kartę rowerową. Dziewięciolatek z tej samej klasy może tylko popatrzeć, jak robią to jego koledzy i koleżanki.
      Niby drobiazg, a jak ładnie ilustruje, że reformy należy przygotowywać z głową, a nie byle zdążyć przed końcem kadencji."
      • zjawa1 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 28.04.15, 23:53
        I w ramach sprostowania! Bo pojawiły się w moim wątku również aspekty polityczne!
        Dlatego odpiszę, mam nadzieje, że GW nie usunie z racji swych upatrywań politycznych, wiadoma sprawa Michnik itp.smile! Piszę o tym otwarcię, choć zdaję sobie sprawę z tego, że Forum może usunąć część wypowiedzi jak np., pana Buzka w TVN ,, w faktach po faktach" gdzie dosłownie usunięto cały odcinek tylko dlatego, że Buzek nareszcie miał odwagę przyznać i potwierdzić jak było faktycznie z wykształcenie sp ,,profesora Bartoszewskiego" , jednym słowem i wyraźnie powiedział, że ,,pan profesor nie miał czasu na to, aby napisać maturę"!!! Dlatego, powracając do tematu nie trawię PO!!! Spiepszyli całyn system edukacji. Spiepszyli dawne zerówki! wysyłają 6-latki do szkoły w celu:
        -przyspieszenia wieku produkcyjnego
        -zagęszczenia pustych ławek w szkołach (niż demograficzny)
        -zwolnienia przeładowanych przedszkoli
        I dalej, reforma z przeciętnego dziecka w klasach pierwszych robi człowieka poniżej przeciętnej( bo niby czytania nie musi dziecko znać, ma poznać w klasie pierwszej, ale faktycznie gdy zgodnie z programem nie zna, to jest traktowane jako deficyt)


        --
        www.youtube.com/watch?v=XNlPouV-qbg
        • morekac Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 29.04.15, 10:31
          Spiepszyli całyn system edukacji. Spiepszyli da
          > wne zerówki! wysyłają 6-latki do szkoły w celu:

          Jesteś pewna, że 'spiepszyli' to się tak pisze? Ty, absolwentka poprzedniego systemu edukacji?

          -zagęszczenia pustych ławek w szkołach (niż demograficzny)
          > -zwolnienia przeładowanych przedszkoli
          Z tych dwóch zdań prawdziwe jest tylko to o przeładowanych przedszkolach, które nijak się zresztą nie rozładują. Ale w szkołach to te puste ławki to nie wiem, gdzie są. wink
          Nie w Warszawie z pewnością.
          --
          -------------------------------------------------------------
          "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
        • afro.ninja Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 30.04.15, 13:45
          > I dalej, reforma z przeciętnego dziecka w klasach pierwszych robi człowieka pon
          > iżej przeciętnej( bo niby czytania nie musi dziecko znać, ma poznać w klasie pi
          > erwszej, ale faktycznie gdy zgodnie z programem nie zna, to jest traktowane jak
          > o deficyt)

          Dokladnie tak jest. Znajomi poslali szesciolatke, ktorej nikt nie uczyk pisac i czytac dla nauczycielki to jest problem.
          Sama mam dziecko z konca roku i intensywnie mysle o odroczeniu w przyszlym roku...
          Chcialabym nie, bo wole jak dziecko idzie takim torem jak wiekszosc rowiesnikow, ale wiekszosc rowiesnikow bedzie odraczana!
      • jakw Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 01.05.15, 09:17
        olga727 napisała:

        > zjawa choćby dla tego odraczają swoje dzieci sześcioletnie : " Dziesięcioletni
        > czwartoklasista może zdawać egzamin na kartę rowerową. Dziewięciolatek z tej sa
        > mej klasy może tylko popatrzeć, jak robią to jego koledzy i koleżanki.
        > Niby drobiazg, a jak ładnie ilustruje, że reformy należy przygotowywać z głową,
        > a nie byle zdążyć przed końcem kadencji."
        Tego wieku dla 10-latków zdających na kartę rowerową jakoś nie zmieniono. Tak samo jak nie zmieniono , pewnie w tym samym kodeksie ruchu drogowego wieku samodzielnego poruszania się dziecka po drodze (7 lat) i możliwości "eskortowania" przez dziecko co najmniej 10-letnie dzieci młodszych niż 7 lat. I pewnie tak łatwo nie zmienią, bo umiejętność oceny sytuacji na drodze (chodzi głównie o umiejętność oceny szybkości i odległości zbliżających się pojazdów) jest zależna bardziej od wieku niż od przyswojonych umiejętności teoretycznych.
        Swoją drogą to mogliby pomyśleć nad zmianą definicji pełnoletności. Np. 18 lat albo skończenie szkoły ponadgimnazjalnej (liceum/technikum/zsz).Jeśli tego nie zrobią to za kilka lat będziemy mieli całkiem sporo maturzystów, którym rodzice będą podpisywać się na papierach do szkół wyższych i absolwentów zawodówek , którzy nie będą mogli normalnie podjąć pracy po skończeniu szkoły. Ciekawe co będzie w przypadku gdy maturzysta będzie chciał podjąć inne studia niż te wymarzone przez rodziców...


        --
        Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
        • morekac Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 01.05.15, 10:31
          Ciekawe co bę
          > dzie w przypadku gdy maturzysta będzie chciał podjąć inne studia niż te wymarzo
          > ne przez rodziców...
          No właśnie. Mnie się zdaje, że nawet w przypadku wyboru szkoły ponadgimnazjalnej to 15 czy 16-latek powinien mieć głos decydujący - tzn. w większości rodzin pewnie tak jest, że rodzic tylko podpisuje papiery szkolne proforma , ale np. przy rekrutacji do szkoły średniej w przypadku jakiejkolwiek zmiany decyzji co do wyboru szkoły, należy wlec ze sobą nieszczęsną matkę czy ojca, by można było wycofać/zmienić podanie. A przecież mówimy o 16-latkach , które mogą sobie całkowicie legalnie wybrać partnera seksualnego, dziewczyny mogą wyjść za mąż bez zgody rodziców (ale za zgodą sądu), a nie mogą bez rodzica zmienić szkoły A na szkołę B.
          A ponieważ edukacja jest obowiązkowa do pełnoletności , a praca zawodowa niepełnoletnich obłożona szeregiem obostrzeń, za chwilę 17-letni absolwenci zawodówek będą musieli się jeszcze przez rok czy półtora czegoś pouczyć. A przecież nie po to idą do zawodówek, żeby to robić.
          --
          -------------------------------------------------------------
          "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
    • mynia_pynia Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 28.04.15, 20:47
      Masz zdolnw dziecko a to oznaczq ciezko prace zeby nie zaprzepascic zdolnosci. Moi znajomi maja bardzo zdolnego syna, ogolnie nie maja życia, bo wiele dodatkowych zajec kierunkowych dziecie ma w weekendy i sie rwie do nich.
      Popatrz na ludzi w okolicy 30 lat - czy odroznisz kto mial same 6 w szkole? Dla przykladu u mnie chlopak ktory funansowo sie dobrze ustawil i ma fajne wygodne zycie to ten ktory byl przecietniakiem wink
      • zjawa1 Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do mnie 28.04.15, 23:09
        ... pisaliście!
        Nie, nie zakładałam tego wątku po to, aby podkreślić zdolności własnego dziecka, ale po to aby Ci, co nie wierzą w umiejętności i zdolności swych dzieci, naprawdę w nie uwierzyli!
        Tak, przyznaję, moje dziecko w końcu dostało ,,rekompensatę od życia" w postaci wspaniałego wychowawcy klasy, a co za tym idzie, szkoły...
        Czytając wielokrotnie wpisy oponentów co, do pójścia dzieci w wieku lat 6-ciu do szkoły, odczuwam takie wrażenie, że to rodzice robią sami ze swoich 6-letnich dzieci kaleki! Przy jednoczesnym pocieszaniu się ,,że dziecko nadrobi"! I tak, skoro sami przyznajecie, że musi ,,coś nadrabiać" to z automatu przyznajecie, że Wasze dziecko w jakiś sposób już na starcie jest w czymś opóźnione! No sorry, czyta logika.
        Podstawowe argumenty ,,za" odroczeniem, najczęściej występujące:
        - nie mieści się w liniaturze, nie lubi pisać
        -wada wymowy
        I teraz może zacznę od końca, a więc wada wymowy!
        Zadajcie sobie pytanie skąd ona się mogła wziąć? Dlaczego, dopiero przy ewentualnym odroczeniu przypominacie sobie o niej. I dalej, sadzicie, że wada ta, nagle zniknie po odroczeniu? I w cudowny sposób, jeśli dziecko pójdzie jako 7-latek do szkoły ona zniknie?
        Nic bardziej błędnego! Wada nie zniknie nagle. A utrwalanie w dziecku przekonania, że jest ,,gorsze" i odroczone na pewno nie pomoże, tym bardziej ,,za rok"!
        -Sprawa pisania i,, mieszczenia się w liniaturze", to po osobistych doświadczeniach jak dla mnie ,,numer jeden"!!!
        Bo, jestem ciekawa jak duża ilość dzieci z grona oponentów w wieku lat 6-ciu musiała uczyć się pisać od nowa???? Dosłownie od nowa? Ile osób z Was miało dziecko, którego ręka była unieruchomiona od barku po nadgarstek, a więc trzy stawy,łacznie z palcami przez bite 3 miesiące, gdzie zanikły mięśnie całej tej kończyn??? No, jestem ciekawa ile jest takich osób?
        Mój syn jest takim przypadkiem, do pazdiernika był unieruchomiony. Przez wiele miesięcy zmuszony był chadzać na często bardzo bolesne rehabilitacje, a mimo tego w chwili obecnej pisze na poziomie ,,najwyższym" w analogii ocen cyfrowych na 6! Czasami dostaje 5.
        Pisze to dlatego, że nie ma to nic wspólnego ze zdolnościami które wcześniej posiadł, wszystko zaczynał od początku i do dzisiaj, jeśli chodzi o staw łokciowy nie jest wpełni sprawny, ma napięcia mięśniowe wzmożone itp., a mimo tego jest wg. Was lepszy niż przeciętne wpełni zdrowe dziecko? Cos jest nie tak, skoro macie takie dzieci, i Wasza w tym wina!
        Jeśli dziecko od początku uczone jest i wynosi z domu, że szkoła to zło konieczne, to nie dziwota, że macie z tym problemy. Zamiast mobilizować dzieci cofacie je wymyślając szereg idiotycznych przyczyn w celu odroczenia! I dalej, jestem bardziej dumna z siebie niż z dziecka, że byłam w stanie sensownie wyprowadzić je z traumy, która pewnie nie jedna z Was nie przeżyłaby!
        --
        www.youtube.com/watch?v=XNlPouV-qbg
        • zjawa1 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 28.04.15, 23:24
          A co tyczy się przedszkola do którego chadzał syn, przedszkole państwowe, oceniane jako jedno z lepszych w naszym Woj. Czyli klasyczne ani złe, ani wybitnie dobre jednym słowem przeciętne. Przeciętne w pełnym słowa znaczeniu czyli dosłownie: ideałem było dziecko, które nie ,,wystawało" ponad ramy zaplanowane.
          Dziecko zdolne było już problemem-teraz widzę to po roku nauki w szkole, tak samo jak problemem było dziecko z rodziny o jakimś tam stopniu patologii. Ideał równał się szablonowość norm przyjętych... Jednym słowem, jesteś w czymś zdolny trzeba to zdeptać... Ile razy w ciągu ostatniego uczestniczenia do przedszkola byłam wzywana, bo syn:,, rozwala zajęcia, nudzi się, zamiast kopek pisze cyfry" ect!

          --
          www.youtube.com/watch?v=XNlPouV-qbg
          • annubis74 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 29.04.15, 00:31
            pomijając fakt, ze o rankingu przedszkoli w skali województwa nie słyszałam to chyba rozumiem w końcu o czym mówisz. To co napisałaś teraz przypomniało mi historię syna znajomych - bystry, inteligentny dzieciak, żywy - nawet z podejrzeniem adhd (ale to chyba akurat najmniej ważne. Pierwszy rok w przedszkolu - ok, kolejny - masakra - zmieniła się pani i zmienial się spora część grupy i nagle z fajnego sympatycznego dzieciaka zrobił się w kółko krytykowany łobuz. Nauczycielak w kółko się go czepiała, w kółko krytykowała. Dzieciak odżył w szkole - trafił na wychowawczynię która go polubiła, ktora zwracała muwagę na złe zachowanie ale chwalła też dobre, ktora zwyczajnie docenial jego zdolności w pewnych dziedzinach. Rozumiem ze twój syn trafił do przedszkola gdzie nie doecniano jego zdolności, niesprawiedliwie oceniano i w taki lub inny sposób podcinano skrzydła a teraz jest w środowisku gdzie jego zdolności zostały dostrzeżone i są pielęgnowane. Nic dziwnego ze jesteś z tego zadowolona. co nie zmienia faktu, ze nadal nie masz racji głosząc pochwałę szkoły dla wszystkich 6latków. po pierwsze mogło się zdarzyć ze twój syn z niezbyt przyjaznego przedszkola trafiłby do podobnie wrogiej szkoły. Niestety zdarza się... I jego zdolności byłyby podobie tłamszone jak w przedszkolu. Poza tym - jak sama twierdzisz twoje dziecko jest wybitnie zdolne - ale chyba masz swiadomość ze nie wszystkie takie są... córka opowiada czasem że dziecko to czy tamto czegoś tam nie umiało (mimo, ze ja staram sie jej tłumaczyć ze dzieci maja rózne zdolności, a czasem potrzebuja więcej czasu zeby czegoś się nauczyć - wiem ze istnieje coś takiego jak szkolny ranking sukcesów i porazek). Coś co dla mojego dziecka jest banalne dla niektorychy jest mont everestem wiedzy. tak jest - niekiedy to kwestia zaniedbania, a niekiedy po prostu mniejszych zdolności i to trudno przeskoczyć.
            jesteś dumna z syna i słusznie że pisze łądnie w liniaturze - super! ale za kilka lat zupełnie nie będzie miało znaczenia jak się pisze ale bardziej co się pisze... mam nadzieje ze Tój syn i w tym będzie znakomity - ale tego dziś nie wiesz... bo wcale nie jest tak ze świetnie rokujący 6latek będzię genialny zawsze. pamietam moich przeciętnie zdolnych kolegów którzy nagle pod koniec podstawówki zaczeli błyszczeć jakimś talentem np. matematycznym i dzis są w swojej dziedzinie wybitni
          • kanga_roo Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 29.04.15, 08:16
            zjawa, podsumowałaś nie tylko subiektywnie, ale i selektywnie smile
            całkowicie pominęłaś sporą grupę opinii na temat swobodnego rozwoju dziecka i tego, co się z ową swobodą dzieje w zetknięciu ze szkolnymi oczekiwaniami. pominęłaś - bo nie doświadczyłaś tego, zapewne - aspekt rozczarowania szkołą, która źle ocenia, lub w najlepszym razie ignoruje, przejawy myślenia nieszablonowego. która zniechęca ciekawe świata dzieciaki, usadzając je na trzy lata do kolorowanek i dyktand.
            edukacja to nie tylko pisanie, czytanie i liczenie, wiesz.
        • morekac Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 28.04.15, 23:38
          Nikt ci nie broni dumy z siebie czy dziecka, niemniej może nie każdy chce być dumnym rodzicem i czasami te powody do odroczenia są - chociażby ta wada wymowy, nad którą czasami pracuje się przez kilka lat bez większych skutków. Wszelkie problemy mogą skutecznie utrudnić naukę w szkole. Wierz mi, nie byłabyś taka szczęśliwa, gdyby twoje dziecko miało zadatki na dyslektyka chociażby albo kolekcjonowało uwagi za niestaranne prowadzenie zeszytu /wiercenie się w ławce itp. Ciesz się swoim szczęściem, ale może nie gorsz się aż tak, że inni nie wysyłają 6 latków do szkoły.
          -------------------------------------------------------------
          "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
        • jakw Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 29.04.15, 00:02
          Dziecko nie musi wynosić z domu przekonania , że szkoła to zło konieczne. I tak samo dojdzie do tego wniosku prędzej czy później. Zrób ankietę w klasie syna np. w VI klasie (wartość oczekiwana odpowiedzi: nie lubię chodzić do szkoły/do szkoły chodzę w celach towarzyskich) Na zebraniu możesz też wtedy oszacować jak uczniowie sobie radzą .Standard nauczycielski wygląda mniej więcej tak "Bo, proszę państwa, pańskie dzieci się nie uczą i dlatego jest tyle pał". I tak jest od lat i takie reformy jak ta nic tu nie zmienią. Nauczyciele są grupą zawodową bardzo trudnoreformowalną, a dobrym przykładem tej niereformowalności jest to, że twoje dziecko w I klasie dostaje stopnie.
          Oczywiście, że dzieciaki "nadrobią". Przecież będą szły tym samym programem.
          --
          Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
          • annubis74 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 29.04.15, 00:37
            Mimo że jestem nauczycielem podpiszę się pod tym jakw. Niestety w wielu polskich szkołach dominują dziwne zachowania, nauczyciele nie lubią uczniów, uczniowie nauczycieli, uczniowie się nie uczą (bo im się nie chce a etos "nauka to potegi klucz" to zupełny archaizm) nauczyciele nie maja pomysłu jak towarzysto zachęcić. W 1-3 i tak jest nieźle ale później zacyzna sie hardcore
              • an.16 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 29.04.15, 10:17
                > Dlatego, że bywa że 6-latek będąc bardzo dobrze rozwinięty intelektualnie, umie
                > czytać i pisać, jest ciekawy wszystkiego i chętnie się uczy jednocześnie nie j
                > est w stanie wysiedzieć dłużej niż 15 minut w ciszy, i potem najbardziej w szko
                > le lubi przerwy i w-f?
                To akurat jest słabym powodem. Jezeli dziecko jest takie jak opisałaś to jak najbardziej powinno iść do szkoły. Wymóg nieruchomego śiedzenia w ławce i słuchania w skupieniu przez 45 min to opowieści o żelaznym wilku. Lekcje w klasach 1-3 wyglądaja zupełnie inaczej. Dziecko może sie odezwać, wstac, podejść do nauczyciela, swojej szafki czy nawet usiąść w kącie i zająć czymś innym. Przynajmniej tak było u nas w 1 klasie i nawet w 2, no chyba że jest pisanie dyktanda czy słuchanie lekcji z podręcznika (akurat max. 15) min.
                Mnie przeszkadza coś innego. Sama posłałam 6 latkę do szkoły, nawet z 7 latkami bo zależało mi na klasie sportowej. Radzi sobie doskonalei pewno jest jednym z lepszych uczniów, ale co by było gdyby poszła jako 7 latka? Wszystko byłoby prostsze, łatwiejsze, bo umiejętności zdobywa sie też dojrzewając a ćwicząc. Byłaby też fizycznie silniejsza - lepsze postępy w pływaniu, rzucaniu piłką. Pewno matematyke przyswajałaby bez wysiłku żadnego - w końcu program skrojony na miare młodszych dzieci. I myślę, że tym kierują sie rodzice odraczając dziecko: będzie mu łatwiej, "zakasuje" te nieporadne 6 latki. Wcale nie chodzi o rzeczywiste deficyty. Poza tym te odroczone dzieci po prostu dłużej sa beneficjentami systemu. Przecież każde dziecko od przedszkola do końca szkoły i państwowych studiów korzysta z potężnych dotacji. I ci wszyscy 'odroczeni" są korzystają o rok dłużej, zapewniając sobie jednocześnie łatwiejszy start. To jest prawdziwa przyczyna a nie wydumana "niedojrzałość" Ale: nie żałuję że dziecko poszło do szkoły jako 6 latka i gdybym miała 2 szanse zrobiłabym tak samo. Życie nie opiera sie na prostej kalkulacji co sie bardziej opłaca.
                  • olga727 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 29.04.15, 11:23
                    mama2na6 napisała:

                    > Marzenie jeśli chidzi o możliwość wydania z ławki pójście do kącika zabaw cokol
                    > wiek ...pomimo ze tak powinno być u nas jest 45 min w ławkach A za chodzenie ws
                    > tawianie są nagminne uwagi i wezwania rodziców ...zazdroszczę tym co mają inacz
                    > ej .
                    Ja też zazdroszczę,mimo że klasa samych siedmiolatków (we wrześniu): sala jest mała,brak miejsca na jakikolwiek dywanik do zabawy i odpoczynku lub wysłuchania pogadanki ( do dziś nie było nikogo uncertain )zaproszonego gościa (no chyba,że takie "dywaniki"przysługują tylko sześciolatkom w szkole.Myślałam,że wszystkim pierwszakom -ale jeśli się mylę to mnie poprawcie. smile ) Lekcje trwają po 45 min. bez wychodzenia z ławek -no chyba,że ktoś musi do łazienki. Nauczycielka może uwag pisemnych nie wstawia,ale wstawać nie pozwala. Na wycieczce nie byli żadnej. Córka ma już dość szkoły.
                • morekac Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 29.04.15, 17:35
                  Myślę, że nie tyle jest to kwestia jakiegoś wyrachowania, tylko tego, że wiele osób niezbyt mile wspomina własne lata szkolne.
                  --
                  -------------------------------------------------------------
                  "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
                  • an.16 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 08:46
                    > Oczywiście. Każdy rodzic to wyrachowane bydlę, które nienawidzi innych dzieci i
                    > myśli tylko o tym, jak zrobić, by ich dziecko im dokopało.

                    Żebys wiedziała. A jeśli nie każdy to znakomita większość. I nie chodzi o nienawić i dokopanie jak to nietrafnie nazwałaś. Zrobi wszystko, żeby jego dziecko zalśniło na tle innych. I w d... ma obowiazujące ustawy, racjonalność, ekonomię, uczucia innych i inne tego typu bzdety.
                    • mama_kotula Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 09:21
                      Cytat
                      Żebys wiedziała. A jeśli nie każdy to znakomita większość.


                      Aha, a te dane, że "większość" to wzięłaś z...? Bo moje doświadczenia temu przeczą jednak.
                      Bardzo nie lubię kategorycznego wypowiadania się nt. jakiegoś zjawiska na podstawie tego, co nam się wydaje, z nacechowaniem emocjonalnym.


                      --
                      wink
                      • an.16 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 11:57
                        A jakież sa te twoje doświadczenia? Bo moje takie że widze wokół roszczeniowych rodziców, wspierających dzieci nawet na studiach, lobbujących w sprawie stopni i wietrzących wszedzie konkurencje dla ich najzdolniejszej lub niesprawiedliwie ocenianej pociechy. Połowa watków na tym forum dowodzi własnie tego. Cała akcje z odraczaniem nie ma na celu nic innego niż zwiększenie"skuteczności szkolnej" dziecka. Nie wszyscy rodzice tacy sa. Ale z pewnościa tacy sa ci, co odraczają dziecko bo biedactwo bedzie musiała doświadczyc okropności 45 min lekcji.
                        • kanga_roo Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 12:31
                          co złego jest w skuteczności szkolnej? co złego jest w tym, ze dziecko sobie dobrze radzi, a szkoła i nauka nie kojarzą mu się z bólem, znojem i godzinami spędzonymi na głoskowaniu, czy z czym tam sześciolatki w szkole mają problem?
                          średnia życia to pewnie około 70 lat. jakie w odniesieniu do tego ma znaczenie, czy dziecko zacznie chodzić do szkoły w wieku lat sześciu, siedmiu czy ośmiu?
                          natomiast niechęć do nauki, niskie poczucie własnej wartości i tym podobne potrafią ciągnąć się za człowiekiem przez całe życie.
                          an.16, nie wiem, czy masz świadomość, że oprócz tych, którzy, cytuję, odraczają dziecko bo biedactwo bedzie musiała doświadczyc okropności 45 min lekcji. są i tacy, którzy uczą dzieci tylko w domu. wolno im, i nic Ci do tego. dlaczego nie wolno zatem odroczyć?
                          • mama_kotula Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 13:58
                            Cytat
                            an.16, nie wiem, czy masz świadomość, że oprócz tych, którzy, cytuję, odraczają dziecko bo biedactwo bedzie musiała doświadczyc okropności 45 min lekcji. są i tacy, którzy uczą dzieci tylko w domu. wolno im, i nic Ci do tego. dlaczego nie wolno zatem odroczyć?


                            No więc właśnie, nie kumam po co wartościować w jakikolwiek sposób wybory ludzkie. Zabrałam dzieci ze szkoły, bo uważam, że tak jest dla nich lepiej. Ty masz dzieci w szkole, bo uważasz, że tak jest dla nich lepiej. OBIE MAMY RACJĘ. Ja nie odraczam, bo uważam, że tak będzie lepiej, ty odraczasz, bo uważasz, że tak będzie lepiej. Ponownie - OBIE MAMY RACJĘ.

                            Powód: "nie chcę, aby mój sześciolatek siedział w ławce 45 minut, wolę by jeszcze przez chociaż rok uczył się w ruchu" jest tak samo dobrym powodem jak "moje dziecko ma problemy z motoryką i może sobie nie poradzić" oraz tak samo dobrym powodem jak "bo tak mi się podoba i już".
                            Ogólnie rzecz biorąc, to rodzic najlepiej zna swoje dziecko i rodzic najlepiej wie, czy to dziecko nadaje się do szkoły czy nie. A nie pani psycholog, która widziała dziecko przez 2 godziny, ani pani minister, która jak najszybciej chce włączyć dziecko w system i jak najszybciej mieć nad nim kontrolę.

                            --
                            Zwierzanki Anki, czyli uczę się w domu
                            • sonrisa06 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 15:15
                              mama_kotula napisała:

                              > Ogólnie rzecz biorąc, to rodzic najlepiej zna swoje dziecko i rodzic najlepiej
                              > wie, czy to dziecko nadaje się do szkoły czy nie. A nie pani psycholog, która w
                              > idziała dziecko przez 2 godziny, ani pani minister, która jak najszybciej chce
                              > włączyć dziecko w system i jak najszybciej mieć nad nim kontrolę.
                              >
                              Cały czas mówię to i powtarzam - powinien być wybór, bo każda matka wie, czy dziecko nadaje się do szkoły czy nie.
                              Moja córka poszła w wieku 7 lat, miałam swoje powody, z których nie muszę się nikomu tłumaczyć. Była to najlepsza decyzja pod słońcem, widzę to z perspektywy czasu. Teraz kończy drugą klasę. Miałam wybór, to był mój wybór, sama zdecydowałam tak i tak powinno być. Zawsze byłam za tym, żeby wybór był cały czas.