Dodaj do ulubionych

5 klasa - jak wygląda u Was nauka w domu

28.10.15, 09:54
Moje dzieci chodzą do 5 klasy, uczą się dobrze, każde miało średnią powyżej 5. Zastanawia mnie czy to normalne, ze ciągle muszę im przypominać o sprawdzianach, klasówkach itp ? Informują mnie, ze za tydzień jest sprawdzian i gdyby nie moje przypominanie to zainteresowaliby się nim dzień przed, wieczorem pakując plecak. Czasem w tygodniu są 2-3 sprawdziany i to ja w większości muszę ich pokierować, tak,żeby znaleźli czas na naukę między dodatkowymi treningami itp.
Zadania domowe odrabiają sami, rzadko się zdarza, żeby czegoś nie odrobili. Może tak samo powinnam zrobić ze sprawdzianami, porostu się tym nie interesować?

Jak jest to u Was?

--
Hubert, Adaś, Wiki (27.10.2004r)

trojaki.fotosik.pl/albumy/122487.html
Edytor zaawansowany
  • asiula1987 28.10.15, 10:08
    a moze maja duzo tych treningow poza lekcjami i dlatego nie pamietaja o sprawdzianach? prawdopodobnie jest tak jak piszesz. dzieciaki wiedza ze zawsze im przypomnisz wiec po co one maja sie tym przejmowac? gdyby raz czy drugi poznaly co to jest nauka na ostatnia chwile lub gorsza ocena z tego powodu moze by sie nauczyly. choc to dopiero 5 klasa podstawowki a nie liceum. mysle, ze jezeli tak dobrze sie ucza to samo przypomnienie nie jest dla ciebie wielkim obciazeniem.
  • makurokurosek 28.10.15, 10:08
    Cóż, moje dziecko nie ma takiej średniej, lekcje odrabia sama, pomagam przy nauce z historii i czasami z przyrody. Zakres materiału z historii jest tak debilny, że albo ciężko z niego coś wyciągnąć, albo żeby coś zrozumieć wypada go poszerzyć.
    Ogólnie w tym roku w końcu zaczęłam odpuszczać i przestałam przejmować się ocenami, co widzę wyszło wszystkim na dobre.
  • jagabaga92 28.10.15, 10:14
    Na próbę, by zobaczyć, co się będzie działo, odpuściłabym na jakiś czas przypominanie o sprawdzianach. Może się okazać, że po jednej wpadce, jeśli w ogóle będzie ona miała miejsce, dzieci zaczną same pilnować, by przygotować się do sprawdzianu. Po sprawdzianie (wszak wiesz, kiedy te sprawdziany maja być) zapytałabym "Jak poszło?"

    Na własnym podwórku wieszam dziecku stosunkowo wysoko poprzeczkę, gdy widzę, że olewa. Np. z kartkówek sprawdzających znajomość treści lektury "życzę sobie" minimum 5. Bo ta 5-tka jest do zdobycia dla każdego, kto przeczyta książkę.

    --
    Teoria jest wtedy, kiedy wiemy wszystko, a nic nie działa. Praktyka jest wtedy, kiedy wszystko działa, a nikt nie wie dlaczego.
    ogrod-pogon.cba.pl
  • nevada_r 28.10.15, 10:43
    >Bo ta 5-tka jest do zdobycia dla każdego, kto przeczyta książkę.

    W ogóle się nie zgadzam. To bardzo zależy od tego, jaka to lektura albo jakiego rodzaju test. Nikt normalny nie czyta książki po to, żeby się dowiedzieć np., jakiego koloru sweterek miała główna bohaterka na początku 7 rozdziału książki albo ile osób było przewożonych w więźniarce razem z Rudym.

    Więc jeżeli są zadawane tego typu idiotyczne pytania, a wiesz, że dzieci książkę czytały, to im odpuść. Bo taka lektura z zatrzymywaniem się co chwilę i staraniem się zapamiętać różne szczegóły, bo może będą na kartkówce, to żadna przyjemność. A chyba bardziej zależy ci na tym, żeby dzieci lubiły czytanie i czytały z własnej woli, niż na 5 z głupiej kartkówki?
  • maj55 28.10.15, 11:27
    Faktycznie, testy ze znajomości lektury są żenujące. I zdarzało się u nas, że dzieci miały obniżana ocenę za błędy ortograficzne...
    --
  • jagabaga92 28.10.15, 11:52
    > Więc jeżeli są zadawane tego typu idiotyczne pytania, a wiesz, że dzieci książk
    > ę czytały, to im odpuść. Bo taka lektura z zatrzymywaniem się co chwilę i stara
    > niem się zapamiętać różne szczegóły, bo może będą na kartkówce, to żadna przyje
    > mność. A chyba bardziej zależy ci na tym, żeby dzieci lubiły czytanie i czytały
    > z własnej woli, niż na 5 z głupiej kartkówki?

    U mojego syna pytania na kartkówkach ze znajomości lektur są normalne. I oczywiście, że bardziej zależy mi na tym, by dziecko czytało z własnej woli, niż dla 5-ki z kartkówki. Tyle że podany przykład był jedynie "przykładem" mojej "interwencji" w naukę mojego syna w momencie, gdy ten się obija (a OBIJA SIĘ!!, o czym pisałam w innym wątku), a po drugie on nie czyta z własnej woli, bo... woli się obijać! Więc przynajmniej te lektury MUSI czytać. Gdyby czytał inne książki, to z chęcią odpuścilłbym mu "Chłopców z Placu Broni", którą to lekturę aktualnie męczy, bo sama nie przeczytałam tej ksiązki do końca, gdyż dla mnie była strasznie nudna i nie "łapałam", o co tam chodziło (młody X-dziesiąt lat później mówi to samo).

    --
    Teoria jest wtedy, kiedy wiemy wszystko, a nic nie działa. Praktyka jest wtedy, kiedy wszystko działa, a nikt nie wie dlaczego.
    ogrod-pogon.cba.pl
  • nevada_r 28.10.15, 12:26
    >on nie czyta z własnej woli, bo... woli się obijać!

    Czy ja wiem, czy problemem raczej nie jest zmuszanie go do czytania? To znaczy: wiadomo, że przez lektury musi przebrnąć i się przemęczyć, ale moim zdaniem zmuszanie go do osiągania 5 z głupich kartkówek tylko ten problem potęguje.

    Ciężko go będzie zachęcić do czytania, bo to już duży chłopak, ale ja bym się nie poddawała - podrzuć mu parę hitów młodzieżowych, jakieś komiksy, czytaj mu, później czytajcie na zmianę - może załapie.

    No i to zrozumiałe, że się obija - każdy by wolał się obijać niż uczyć czy czytać jakieś nudziarstwa. tongue_out
  • jagabaga92 28.10.15, 12:39
    podrzuć mu parę hitów młodzieżowych, jakieś komiksy, czytaj mu,
    > później czytajcie na zmianę - może załapie.

    wszystko "przerabiałam"uncertain Póki co NIE ZAŁAPAŁuncertain Przy opcji - ja przeczytam Ci lekturę, a Ty równolegle czytaj jakąś fajną książkę, efekt był taki, że ja czytałam lekturę, a potem on znajdował mnóstwo powodów, żeby dzisiaj nie czytać "fajnej książki". Sorry, ale nie pozwolę tak się wrabiać!

    moim zdaniem zm
    > uszanie go do osiągania 5 z głupich kartkówek tylko ten problem potęguje.

    Co do 5-tki, to aby ją dostać, nie trzeba mieć maksimum punktów. Młody spokojnie może popełnić 2-3 błędy (tak więc wspaniołomyślniewink zostawiam mu margines na ewentualne zapomnienie lub jakieś głupie pytanie).

    > No i to zrozumiałe, że się obija - każdy by wolał się obijać niż uczyć czy czyt
    > ać jakieś nudziarstwa. tongue_out

    Niech on sam sobie przekalkuluje - czy na bieżąco woli się obijać, musząc później napisać kartkówkę z lektury na 5, czy lepiej by mu było, żebym odpuściła mu głupie lektury, ale w zamian musiałby coś więcej dawać od siebie, aniżeli tylko obijanie się. On zna zasady "układu" i na razie wybiera obijanie się na bieżąco.

    --
    Teoria jest wtedy, kiedy wiemy wszystko, a nic nie działa. Praktyka jest wtedy, kiedy wszystko działa, a nikt nie wie dlaczego.
    ogrod-pogon.cba.pl
  • nevada_r 28.10.15, 13:00
    No ale o jakim układzie piszesz, to jakieś dziwne jest. Co miałby dawać więcej od siebie, czytać więcej? To jest bez sensu, bo skoro czytać nie lubi, to być może nigdy nie polubi, należałoby odpuścić, trudno, nie każdy będzie wiernym czytelnikiem. I w ogóle to dziecko jest, odpuść mu trochę. tongue_out "Dawać od siebie" to może osoba dorosła, i to jeszcze za jej zgodą, dzieciak będzie wolał się obijać i ja to świetnie rozumiem - można i trzeba wymagać rzeczy niezbędnych.
  • jagabaga92 28.10.15, 13:12
    ja to świetnie rozumiem - można i trzeba wymagać rzeczy niezbędnych

    Np czego niezbędnego można wymagać od prawie 12-latka? Naprawdę mam mu odpuścić "dawanie od siebie", podczas gdy młody po szkole (lekcje odrobi błyskiem, zajęcia dodatkowe ma 2 razy w tygodniu - raz 1h, raz 2h i lubi je) przesiada się z krzesła przy komputerze na kanapę przed telewizorem lub z tabletem w garści bywa w różnych miejscach?? Porządek/nieporządek w pokoju utrzymuje na miarę przeciętnego w tej materii 11-latka.

    Jeszcze raz: czego MAM PRAWO WYMAGAĆ od 11-latka??? Bo na całkowity lajt mu NIE POZWOLĘ!!

    --
    Teoria jest wtedy, kiedy wiemy wszystko, a nic nie działa. Praktyka jest wtedy, kiedy wszystko działa, a nikt nie wie dlaczego.
    ogrod-pogon.cba.pl
  • nevada_r 28.10.15, 15:05
    No tego, co i tak teraz robi - czyli: lekcje odrobione, oceny w miarę w porządku [w zależności od możliwości i upodobań - np. jak jest dobry z matmy, to można wymagać 4 i 5, jak nie znosi polskiego, to niech ma te trójki], utrzymywania względnego porządku dookoła siebie, pomocy w domu w określonych ramach, rozwijania jakiegoś zainteresowania. Poświęcenia jakiegoś czasu w tygodniu na sport czy tam ruch.

    Komputer można zahasłować i ograniczyć mu w rozsądnych granicach, np. 2 godziny dziennie jeśli resztę ma ogarniętą, tablet skonfiskować i wydzielać takoż w ramach limitu [z biegiem czasu te limity robisz coraz dłuższe]. Oczywiście, że nie musi całymi dniami siedzieć przy kompie.

    I jak dla mnie tyle wystarczy.

    > Bo na całkowity lajt mu NIE POZWOLĘ!!

    uncertain Przypominasz mi moją matkę, która ma obsesję [żeby nie powiedzieć gorzej] na punkcie pracy. Ona nie umie usiąść np. z książką na 2 godziny albo zrobić sobie relaks przed telewizorem. Nie, ona musi zapieprzać jak mały samochodzik - albo pracuje, albo sprząta, albo prasuje, albo dłubie w ogródku. To nie jest normalne. W życiu trzeba umieć zarówno pracować, jak i wypoczywać, więc jeśli twój syn wywiązuje się w miarę przyzwoicie ze swoich obowiązków [a piszesz, że tak jest], to resztę czasu powinien mieć luz. I powinien móc zdecydować, jak sobie tę resztę dnia zaplanuje i co zrobi. Bo takie zaganianie do ciągłej roboty do niczego nie prowadzi, widzę po swoim przykładzie.
  • jagabaga92 28.10.15, 15:21
    Przypominasz mi moją matkę, która ma obsesję [żeby nie powiedzieć gorzej] na
    > punkcie pracy. Ona nie umie usiąść np. z książką na 2 godziny albo zrobić sobi
    > e relaks przed telewizorem.

    Nie, ja absolutnie nie mam obsesji na punkcie pracy, ciągłego robienia czegokolwiek i tym samym nie wymagam tego od dziecka. Napisałam tylko, że na całkowity lajt mu nie pozwolę.

    > Komputer można zahasłować i ograniczyć mu w rozsądnych granicach, np. 2 godziny
    > dziennie

    No tak, tylko gdy odchodzi od komputera, bo czas się skończył, to siada przed TV i ogląda coś, co ja oglądam, albo jeśli ja nie oglądam, to włącza sobie swoje. Na jego oceny absolutnie nie narzekam, ale ubolewam, że nie chce rozwijać tych zainteresowań, które ma, ani nie szuka nowych. Nie mam już pomysłu, jak go tego zachęcić - dostaje materiały, sprzęt, który trzeba sfinansować, ale to na nicuncertain. Leży na półkach. Co do sportu, to zawsze po lekcjach zostaje z kolegami i grają w coś na boisku, sportem w klubie nie jest zainteresowany (tzn. chciałby trenować bieganie, ale na razie jest to medycznie niewskazane; może od przyszłego roku da radę). Więc krąży między kompem a TV, w weekendy zaraz po przebudzeniu zabiera się za tabletuncertain.

    --
    Teoria jest wtedy, kiedy wiemy wszystko, a nic nie działa. Praktyka jest wtedy, kiedy wszystko działa, a nikt nie wie dlaczego.
    ogrod-pogon.cba.pl
  • tusia-mama-jasia 29.10.15, 12:31
    > No tak, tylko gdy odchodzi od komputera, bo czas się skończył, to siada przed T
    > V i ogląda coś, co ja oglądam, albo jeśli ja nie oglądam, to włącza sobie swoje
    > . Na jego oceny absolutnie nie narzekam, ale ubolewam, że nie chce rozwijać tyc
    > h zainteresowań, które ma, ani nie szuka nowych. Nie mam już pomysłu, jak go te
    > go zachęcić - dostaje materiały, sprzęt, który trzeba sfinansować, ale to na ni
    > cuncertain. Leży na półkach. Co do sportu, to zawsze po lekcjach zostaje z kolegami i
    > grają w coś na boisku, sportem w klubie nie jest zainteresowany (tzn. chciałby
    > trenować bieganie, ale na razie jest to medycznie niewskazane; może od przyszł
    > ego roku da radę). Więc krąży między kompem a TV, w weekendy zaraz po przebudze
    > niu zabiera się za tabletuncertain.
    >

    A jakie zainteresowania mają pozostali domownicy? Jak spędzają wolny czas, wieczory, weekendy?
    Jakie zainteresowania miało dziecko wcześniej? Jakie oblicza świata i sposoby spędzania czasu pokazywało mu się, kiedy było jeszcze zbyt małe, żeby samo umiało rozpoznać, co go ciekawi?

    Czasem tak sobie czytam, dumam, obserwuję i mam wrażenie (to refleksja ogólna, a nie personalna do Jagibagi), że ludzie nie pamiętają, że to dziecko, które ma 8, 10 czy 12 lat i sprawia jakieś problemy albo prezentuje jakieś zachowania, to jest to samo dziecko, które pojawiło się w naszym życiu 8,10 czy 12 lat temu. I że to co się z nim dzieje teraz jest kontynuacją, następstwem tego, co działo się wcześniej, od samiutkiego początku.

    W szkole syna jest chłopak, którego mama narzeka, że syn skupić się nie może, że czytać nie lubi i czyta wciąż słabo, ze ortografia wobec tego kuleje, że pasji zadnych nie ma, że tylko komp i komp... Ale jak ten sam syn miał 2,5 roku, to mama na placu zabaw piała zachwyty na temat znaczenia "edukacyjnych gier komputerowych" dla dwulatków i dziwowała się mojemu sceptycyzmowi w tej kwestii, bo przecież "dziecko tyle się uczy, a ona ma spokój".
    Sama zaś wieczory spędza głównie przy serialach, tudzież na fb i innych "pudelkach" czy jak im tam. No i co się dziecku dziwić...? Ktoś mu to pokazał, zaszczepił, kiedy było małe, zbudował taki, a nie inny obraz tego, co jest atrakcyjne. Dziecko nie rodzi się z miłością do tabletu wink
    --
    Tusia

    Jaś 30.10.2006
  • jagabaga92 29.10.15, 14:34
    > A jakie zainteresowania mają pozostali domownicy? Jak spędzają wolny czas, wieczory, weekendy?
    Jakie zainteresowania miało dziecko wcześniej? Jakie oblicza świata i sposoby spędzania czasu pokazywało mu się, kiedy było jeszcze zbyt małe, żeby samo umiało rozpoznać, co go ciekawi?

    > Czasem tak sobie czytam, dumam, obserwuję i mam wrażenie (to refleksja ogólna,
    > a nie personalna do Jagibagi), że ludzie nie pamiętają, że to dziecko, które ma
    > 8, 10 czy 12 lat i sprawia jakieś problemy albo prezentuje jakieś zachowania,
    > to jest to samo dziecko, które pojawiło się w naszym życiu 8,10 czy 12 lat temu
    > . I że to co się z nim dzieje teraz jest kontynuacją, następstwem tego, co dzia
    > ło się wcześniej, od samiutkiego początku.

    Jeśli o mnie chodzi, to może trudno w to uwierzyć, gdy patrzy się na efekty, ale inwestowałam czas w to, by dziecko nie rozwijało się w "hobbystycznej pustce". BARDZO DUŻO mu czytałam, bawiliśmy się klockami (ot, takie lego - syna pasjonowało składanie zestawów tylko na podstawie instrukcji; na pamięć wiedział ile jakich elementów jest w zestawie, ale samodzielne konstrukcje były i jeszcze od czasu do czasu są "takie se" - oczywiście nie mówię tego młodemu). Z kolei mój mąż jest "wszechhobbystyczny" (ma 2-3 niezmienne hobby i od czasu do czasu załapuje nowego bakcyla na coś - wtedy bardzo dużo na ten temat czyta, ogląda filmy itp), lecz tym, co chciał przekazać synowi, ten interesował się tylko początkowo, lub mąż - stety-niestety - przestał go do tego dopuszczać, bo syn jest strasznie niechlujny i niedokładny, a tych cech mój mąż nie potrafi zaakceptować (zresztą skutki niechlujstwa naszego dziecka za dużo go kosztowały). Ja też nie potrafięuncertain. Bierzemy się za coś wspólnie (czy do w domu, czy w ogrodzie), młody oczywiście pełen zapału, zrobi wokół siebie bałagan i już mu się to zaczyna nudzić i odchodzi (zazwyczaj do kompa lub przed TV), a mnie wypada dokończyć (oczywiście potem jest: "MY zrobiliśmy"), a następnie posprzątać (wolę zrobić to sama, niż sprzątać po jego sprzątaniu). No, niestety, nie zachęca to do wspólnych przedsięwzięćuncertain/.

    --
    Teoria jest wtedy, kiedy wiemy wszystko, a nic nie działa. Praktyka jest wtedy, kiedy wszystko działa, a nikt nie wie dlaczego.
    ogrod-pogon.cba.pl
  • jagabaga92 29.10.15, 14:58
    No chyba że moje dziecko to "taki typ", jak mówi moja teściowa. Ogromny potencjał, który "przepuszcza przez palce"uncertain// Mam jeszcze nadzieję, że wiek dojrzewania przyniesie "dar" realizowania i doprowadzania do finału jego własnych ambicjismile.

    --
    Teoria jest wtedy, kiedy wiemy wszystko, a nic nie działa. Praktyka jest wtedy, kiedy wszystko działa, a nikt nie wie dlaczego.
    ogrod-pogon.cba.pl
  • nevada_r 29.10.15, 16:22
    >mąż - stety-niestety - przestał go do tego dopuszczać, bo syn jest strasznie niechlujny i niedokładny, a tych >cech mój mąż nie potrafi zaakceptować

    No to cóż, sam go zniechęcał. Albo chcieliście zachęcić dzieciaka do czegoś, albo nie, nie ma drogi pośredniej. Zresztą podejrzewam, że syn nie tyle był "niechlujny", co po prostu za mały i nie mógł czegoś zrobić dokładnie. Twój mąż musi powściągnąć perfekcjonizm i zrozumieć, że dziecko nie jest tak samo pojętne, zręczne czy wytrwałe jak on.

    >Bierzemy się za coś wspólnie (czy do w domu, czy w ogrodzie), młody oczywiście pełen zapału, zrobi wokół >siebie bałagan i już mu się to zaczyna nudzić i odchodzi (zazwyczaj do kompa lub przed TV), a mnie >wypada dokończyć (oczywiście potem jest: "MY zrobiliśmy"), a następnie posprzątać (wolę zrobić to sama, >niż sprzątać po jego sprzątaniu).

    No to co za problem. Przed zaczęciem roboty ustalasz, że jak zaczynacie, to macie też skończyć robotę [albo doprowadzić ją do etapu w którym można przerwać] a później należy posprzątać. I nie pozwalasz odejść do kompa czy telewizora, dopóki to nie będzie zrobione.

    Przy czym musisz zluzować wymagania dotyczące sprzątania, bo dzieciak ci się w życiu tego nie nauczy. Początki są zawsze trudne. Może być też tak, że on specjalnie olewa, bo wie, że ty i tak dokończysz za niego - nie pozwalaj mu na to.

    Ogranicz komputer i telewizor i egzekwuj to. Nie może być rzeczywiście tak, że on siada przed ekranem kiedy mu się podoba, jeszcze jest za mały, żeby o tym decydować.
  • tusia-mama-jasia 29.10.15, 22:15
    No właśnie dużo rzeczy tutaj układa się w całość... Jeśli dziecko /nieduże dziecko/ nie jest dopuszczane do czegoś z powodu "niechlujstwa", to nie ma szans się zainteresować, wciągnąć, rozbudzić pasji. I jako "duże" tych zainteresowań nie przejawia.
    Jeśli zajęcie nie jest kończone wspólnie - jak wspólnie zostało zaczęte, a syn odchodzi do kompa, nie czując, że sprzątanie po wspólnej pracy powinno byc wspólnym zadaniem, to nie wróży dobrze rozmaitym aktywnościom...
    Najpierw przerywa się w pół drogi zabawę czy zajęcie rekreacyjne z mamą, potem nie dokańcza się prac obowiązkowych czy studiów, a na koniec odchodzi w pół drogi z małżeństwa czy "rezygnuje" z ojcostwa. Może i dalekie wnioski, ale coś w tym jest...
    Dziecko musi czuć, że jest w życiu czas na rózne rzeczy, że "odejście do kompa" nie leży w jego gestii, że jak się cokolwiek zaczęło, to się kończy, że obowiązki mają wszyscy. Sprzątania też się nie nauczy, jeśli nie będzie miał okazji trenować i zawsze będzie "niechlujny". Już współczuję jego żonie wink
    --
    Tusia

    Jaś 30.10.2006
  • jagabaga92 30.10.15, 09:57
    Tusia i Nevada - dzięki za wypowiedzi. Pozwoliły mi one spojrzeć na sprawę z innej strony i z dystansemsmile. Postaram się radykalniej wprowadzać Wasze sugestie w życie, bo na razie to wolałam posprzątać sama, niż sprzątać po sprzątaniu syna, jakie miało miejsce po wspólnych zajęciach (np. gdy bawił się ciastoliną - sam lub lepiliśmy wspólnie, wokół stołu było pełno "kruszek". On to niby potem zamiatał, ale jego zamiatanie wyglądało tak, że kilka większych kruszek znalazło się na szufelce, a resztę "rozmiótł" po całej podłodze i dopóki nie poprawiłam, roznosiło się to po całym mieszkaniu. A jemu to pasowało: on przecież wykazał inicjatywę i sprzątał, a że byle jak... mama poprawi!)

    I spróbuję zacisnąć zęby widząc bylejakość w jego wykonaniach. Hehe, niedawno młody skręcał meble, które stanęły w jego pokoju. Miejscami wyszło trochę krzywo, tam gdzie krzywizna była mocno widoczna, mąż poprawił. Ogólnie nie jest źlesmile. I nawet jako tako posprzątałsmile No co...? Musiałam go troszkę pochwalićsmile

    --
    Teoria jest wtedy, kiedy wiemy wszystko, a nic nie działa. Praktyka jest wtedy, kiedy wszystko działa, a nikt nie wie dlaczego.
    ogrod-pogon.cba.pl
  • nevada_r 30.10.15, 20:24
    No, moja matka się tak identycznie wkopała ze mną i z siostrą. tongue_out Zawsze, jak coś robimy, to jest jakieś "ale". "Posprzątałaś w kuchni? No fajnie, ale tutaj niedokładnie, sama to zrobię". I do tej pory sama obrabia wszystko dookoła, umęczy się, ponarzeka, ale nie mam motywacji, żeby coś dla niej zrobić, skoro woli sama.

    A co najśmieszniejsze - później zauważyłam, że zaczynam zachowywać się w podobny sposób w stosunku do męża - wolałam sama umyć np. łazienkę, bo wiedziałam, że zrobię to lepiej. big_grin Przemyślałam sprawę i odpuściłam sobie perfekcjonizm, tłumacząc sobie, że z brudu jeszcze nikt nie umarł. Jak coś zostawił, to kazałam poprawić. Poprawiał i w końcu zapamiętał, teraz sprząta ok.

    Ciężko było odpuścić, ale się udało, czego i tobie życzę. wink
  • xyz_xyz1 31.10.15, 08:25
    Że współczesnemu dziecku trudno jest zrozumieć Chłopców z palcu broni to mnie akurat nie dziwi bo ogólnie trudno jest zrozumieć książkę mówiącą o czymś co nie jak ma się do współczesności w której żyje dziecko bez zrozumienia / wyjaśnienia realiów epoki w której się ona dzieje. Dla współczesnego dziecka epoki globalnej sieci i komputerów trudno jest zrozumieć realia książek Niziurskiego których akcja dzieje się w realiach PRL -u w latach 60 - tych czy 70 - tych XX wieku (no bo jak to nie ma komórek czy komputerów czy są choćby problemy ze zatankowanie paliwa itd. itp). Czyli najpierw należałoby doprowadzić do zrozumienia przez dziecko choćby podstawowych realiów epoki w której umiejscowiona jest akcja książki (zresztą często gęsto jej adresatami nie były dzieci lecz dorośli) a dopiero potem ją czytać i omawiać jej treść - inaczej to zwłaszcza w przypadku dziecka nie ma sensu.
  • marshi 02.11.15, 19:52
    Popieram, popieram, ale wspomagam smile w zapamiętywaniu. Moje dzieci czytają książkę, a potem audiobook.
  • mama-ola 28.10.15, 12:39
    To zależy od charakteru/osobowości/temperamentu dziecka. Jednemu trzeba wszystko przypominać i ciągnąć za uszy, by zrobił to, co do niego należy. Inny zrobi sam nawet nie wiadomo kiedy. Mam w domu egzemplarze obydwu rodzajów...
  • an.16 28.10.15, 13:57
    A skąd wiesz kiedy są sprawdziany? Ja zazwyczaj nie mam pojęcia kiedy i z czego jest jakiś sprawdzian. To sprawa dzieci. W ogóle nie wyobrażam sobie "pilnowania terminów" w sprawie prac domowych. I co, zapisujesz je sobie?. Dzieci wieszają na lodówce? To dla mnie nie do ogarnięcia. Ale cóż, moje dzieci "od zawsze" były samodzielne w sprawach szkolnych.
  • agni71 28.10.15, 15:29
    terminy sprawdzianów sa w dzienniku elektronicznym

    U mnie starsze raczej pamiętają o sprawdzianach, przy czym najstarsza pamięta, że sprawdzian ma być i że trzeba się pouczyć, średnia pamieta, że sprawdzian ma być, a uczenie się najchętniej by sobie darowała, najmłodsza pracuje nad pamiętaniem, że w ogóle ma byc sprawdzian smile
  • zeb1 28.10.15, 17:22
    Dzieki za tyle odpowiedzi.

    O sprawdzianach wiem bo dzieci mówią np. W następnym tyg jest sprawdzian z przyrody. Po za tym moje dzieci to trojaczki wiec organizacja to moje drugie imię smile)

    Moze faktycznie spróbuję odpuścić to przypominanie i zobaczę co z tego wyjdzie. Nie mam ciśnienia na oceny, nie wymagam samych 5 i 6, znam dobre i slabe strony dzieci i jeśli widze, ze się uczy i stara a dostanie 3 to nie robie afery. Inna sprawa jak oleje temat
    --
    Hubert, Adaś, Wiki (27.10.2004r)

    trojaki.fotosik.pl/albumy/122487.html
  • gopio1 28.10.15, 23:09
    U nas jest luz. Mam wrażenie że 5 klasa to najlepszy czas - już nie małe dziecko z klas 1-3, już nie czwarta klasa, gdzie dużo nowego i nawał pracy, a jeszcze nie szósta i nie ma presji jakie gimnazjum i ciśnięcie na naukę i oceny. Córka sama ogarnia lekcje, sprawdziany, zadania dodatkowe. Jak ma większa pracę klasową z dużego działu, który zawiera 5-6 tematów, to przychodzi i prosi, żeby ją przepytać.

    Poza tym sporo czasu przeznacza na życie towarzyskie, które wręcz rozkwita. Prawie codziennie z kimś gdzieś coś, do kogoś lub u nas ktoś wink

    --
    Mam was gdzieś czyli Zabawa w słowa
  • tusia-mama-jasia 29.10.15, 12:23
    Po pierwsze - szacun, trojaczki robią wrażenie wink
    Po drugie, jak to jest u nas? Młody ogarnia swoje sprawdziany raczej. Wie, co, kiedy i z czego. Czasem sam mówi, że pamięta i powtarzać nic nie musi - ja nie naciskam, to jego sprawa. OCeny póki co dowodzą, ze faktycznie nie musiał wink A czasem wie, że materiał był spory i powtórzyć trzeba - siada wtedy koło mnie /ja od kilku tygodni uczę się mozolnie do zawodowego egzaminu/ i tak sobie siedzimy każde ze swoją książką i się uczymy. Młody widzi, ze ja się uczę, widzi, jak coś notuję, zakreślam, przepowiadam sobie... no i tak jakoś ...małpuje? wink
    Chyba 2 razy przyszedł, żeby z czegoś go przepytać, to przepytałam.
    A co do organizacji czasu, to też muszę pokierować czasem - coraz rzadziej, ale nadal bywa, że trzeba. No i dobrze, oni się przecież uczą wciąż. Organizacji czasu też.

    Gdzieś w tym wątku pojawił się wątek sprawdzianów z lektury i obniżonej oceny za błędy ortograficzne. A powiedzcie mi, jak polonista może nie obniżyć oceny za błąd ortograficzny???

    --
    Tusia

    Jaś 30.10.2006
  • ewa_mama_jasia 29.10.15, 15:02
    Zrobić burze mózgów (trzech) na temat zrobienia kalendarza na najbliższy tydzień z wypisaniem wszystkich sprawdzianów, prac domowych itp. We troje lepiej im pójdzie niż samemu jedynakowi. Zrobić ksero 3 razy albo powiesić na lodówce, niech pilnują.

    > Gdzieś w tym wątku pojawił się wątek sprawdzianów z lektury i obniżonej oceny z
    > a błędy ortograficzne. A powiedzcie mi, jak polonista może nie obniżyć oceny za
    > błąd ortograficzny???

    No właśnie teraz można. Bo nie ortografia jest tematem pracy a poza tym za ortografię mało obniza się punktów na sprawdzianie / egzaminie / maturze. Więc w starszych klasach poza dyktandami nie opłaca się uczyć ortografii i na niej skupiać. To nie moje, wyczytane z różnych postów i artykułów.
    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • makurokurosek 29.10.15, 16:56
    Moja młoda chodzi do 5 klasy , przez te pięć lat w szkole temat ortografii dosłownie liźnięty, ćwiczeń z ortografii zero, a później wszyscy krzyczą, że tyle orzeczeń z poradni o dys. Pytanie tylko kiedy te dzieciaki mają się tej ortografii nauczyć, skoro przynajmniej w szkole córki temat kompletnie nie istnieje.
  • an.16 30.10.15, 08:54
    Co to za bzdury, przecież dzieci uczą się ortografii już od I klasy. Córka jest w III i mieli przecież u i ó rz, ż itp. Piszą słowa z tymi wyrazami, zdania, dyktanda. A wychowawczyni jest wyjątkowo luźna, a dzieci niesforne. Nie przerabiają w zasadzie nic ponad program. Córka już teraz pisze właściwie bezbłędnie. Jakie niby uczenie ortografii masz na myśli?
  • ewa_mama_jasia 30.10.15, 09:02
    Owszem, w pierwszych trzech klasach jest uczenie ortografii. Ale głowę dam, ze nie jest to wiedza ugruntowana na reszte życia, więc jeśli nie będzie powtarzana, ucieknie. Jeśli nie będzie pilnowana prawidłowość ortografii w kolejnych 9 latach nauki, sporo dzieciaków zapomni. U syna na razie w IV jest pilnowana, pani robi dyktanda co jakiś czas. Daje listę słów i dzieci mają się nauczyć.
    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • makurokurosek 30.10.15, 09:39
    W szkole twojej corki , co nie oznacza ze wszędzie .
  • maderta 29.10.15, 22:36
    Moja córka jest w kl V, ja nawet nie wiem nieraz, że ma być jakiś sprawdzian. W domu uczy się sporadycznie, np historii lub przyrody. Reszta zapamiętywana z lekcji. Lekcje odrabia samodzielnie, wdrożona do takiej formy od początku klasy I. Jedyne, o czym musze przypominać to to, czy wszystko ma spakowane (strój na wf, klucz do szafki itp). Średnia na koniec kl IV 5.1.
  • mati.pati 30.10.15, 19:49
    U nas w 5 klasie to niestety ja przypominam o nauczeniu się do sprawdzianu. Syn ogarnia sam prace domowe, natomiast rzeczy dodatkowe wylatują mu z głowy. Na dodatek jeśli nie usiądę z nim do powtórzenia, to dostaje 3. Nawet z przedmiotów z których sobie radzi bez problemów i ma zasłużone 5 na semestr. Jak z nim usiądę, wspólnie opracujemy materiał to oceny są wyższe- 4 lub 5. Nie wiem sama jak poprawić jego samodzielność w tym zakresie...
  • nevada_r 30.10.15, 20:27
    >Nie wiem sama jak poprawić jego samodzielność w tym zakresie...

    No musisz mu pozwolić dostać te kilka, kilkanaście trójek. Czy nawet jedynek [oceny w 5 klasie nie są takie ważne, można odpuścić]. I tłuc mu do głowy, że jak sam widzi - jak powtarza i uczy się, to ma bez wysiłku 5, jak zapomni - 3. I czy nie fajniej jest mieć 5 niż 3. Jak tak będziesz z nim siedzieć, to bankowo nie będzie miał motywacji, bo świetnie wie, że w razie czego matka zadba o wszystko, więc po co się starać?
  • mati.pati 02.11.15, 14:50
    Mylisz się sad Niestety oceny w 5 klasie są bardzo ważne. Są szkoły do których przyjmują na podstawie świadectwa z 5 klasy, a nie sprawdzianu szóstoklasisty. A tak się składa, że takie dobre gimnazjum jest blisko nas i zależy nam wszystkim (dziecku też) by do niego się dostało.
    Na dodatek to nie jest brak motywacji, tylko nieumiejętność przygotowania się z dużego materiału do sprawdzianu. Jak z nim usiądę i zaznaczę np. zakreślaczem co jest istotne, a co może pominąć to jest w stanie nauczyć się na lepszą ocenę. Jeśli odpuszczam i pozostawiam go sam na sam z książką to całej nie zapamięta i dostaje 3. A po samodzielnej nauce swoją wiedzę ocenia bardzo dobrze. Tylko librus mówi coś innego smile
  • nevada_r 02.11.15, 15:46
    No to chyba, że tak. Ale naprawdę nie wszyscy rodzice dostają szału z niepokoju, że się nie dostanie do szkoły X. Bo jest cała masa szkół do wyboru, lepszych i gorszych [poza tym szczerze mówiąc, nie bardzo wierzę w to dobroczynne działanie "poziomu" gimnazjum. Bardziej by się dla mnie liczyła atmosfera i podejście do ucznia, a nie to, że dane gimnazjum ma iluśtam olimpijczyków].

    >nieumiejętność przygotowania się z dużego materiału do sprawdzianu.

    No ok, ale pytam w takim razie znowu. To ile mu tak będziesz zakreślać? Tylko do matury czy na studiach też? Bo tak naprawdę to on teraz NIE ma motywacji, żeby w ogóle spróbować się nauczyć, jak się uczyć. wink Bo wie, że prędzej czy później przyleci matka i mu pomoże. Jak dla mnie lepsze takie 3 [bo wypracowane samodzielnie] niż 5 z pomocą matki.
  • mati.pati 02.11.15, 18:58
    Mnie wyniki z testów, olimpiady itp.. rankingi nie ruszają. Zależy mi na wychowaniu dziecka na mądrego, myślącego człowieka. A akurat wybrane gimnazjum to daje smile Wiem bo mam przyjaciół, którzy puszczali tam dzieci na przestrzeni kilku lat.
    Daję dziecku wsparcie, tak długo jak będzie taka potrzeba. W zeszłym roku siedziałam z nim nad pracami domowymi. W tym roku siedzę tylko nad przygotowaniem się do sprawdzianów. Liczę na to , że w końcu nauczy się uczyć. Tak jak znalazł sposób na zapamiętywanie prac domowych, pakowanie wszystkich niezbędnych rzeczy itp. Jak go zostawię samego sobie to nic nie da. Poza nałapaniem złych ocen i frustracji.
    Wiem, że są techniki ułatwiające zapamiętywanie materiału. Moja koleżanka zapisała na takie zajęcia swoją córkę i były zadowolone. Niestety u nas w szkole, czy w pobliżu nie ma takich zajęć, ale mam nadzieję że gdzieś na takie trafię. Na razie próbuję sama znaleźć odpowiednia dla dziecka technikę. Ale średnio to wychodzi.
  • grzalka 01.11.15, 21:32
    U mnie podobnie, 5 klasa i tez średnie zainteresowanie nauką. Jeden raczej odrabia zadania domowe, drugi nieco gorzej. Jak nie zapomnę 😉 to przypominam. O klasówkach najczęściej dowiaduję się po fakcie
    --
    Prawo Katza - ludzie i narody będą działać racjonalnie wtedy i tylko wtedy, gdy wyczerpią już wszystkie inne możliwości
  • myelegans 02.11.15, 02:14
    Do 4 klasy sprawdzalismy bo trzeba bylo sie podpisac pod kazda praca, w 5 klasie nie trzeba sie podpisywac, wiec tylko pytamy czy zadanie odrobione, czy nauczony i czy w czyms trzeba pomoc. Zadania i sprawdziany i oceny sa do wgladu w e-dzienniku. Chyba sie uczy, bo oceny ma dobre, ze sprawdzianow tez, wiekszosc zadan domowych robi w szkole, wiec tak na prawde to stracilam rozeznanie co ma zadane i do czego ma sie przygotowac. Maz robi z synem dodatkowa matematyke, zeby go troche rozciagnac.
    Mlody odrabia po przyjsciu do domu, ja wpadam po pracy i zabieram go natrening, wracamy po 20 i taki kolowrotek.
  • wioletapw 05.10.19, 19:41
    Tylko pozazdrościć, mój syna nie chce się uczyć, nie pakuje się sam, a jak już to wszystkie książki i zeszyty, o niczym nie pamięta co ma zadane, jaki sprawdzian, ja pisze karteczki, żeby mi się nie zapomniało i pilnuje, a on i tak się nie uczy, miał powtarzać 4 klasę, a pani go jednak przepuściła z matematyki, teraz na bank będzie kiblować..

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka