Dodaj do ulubionych

"Bo moi koledzy mogą a ja nie!"

07.10.17, 17:58
Jak reagujecie na takie słowa jeśli padają z ust waszego dziecka? Lub "Bo wy mi wszystko zabraniacie!" Akurat w moim przypadku chodzi o 10-latka,któremu nie pozwalam "całymi dniami" grać (xbox,tablet,komputer) lub siedzieć przed tv...
Edytor zaawansowany
  • 07.10.17, 18:34
    W takim wypadku - jeśli chodzi o rzecz, na którą absolutnie sie nie zgadzam, mówiłam, dlaczego sie nie zgadzam i poddawałam w wątpliwość, czy rzeczywiście wszyscy mogą, czy raczej mówią, że mogą.
    Jednocześnie należy zastanowić sie, czy trochę nie ograniczyć zakazów. "całymi dniami" nikt nie siedzi, bo jest szkoła, lekcje itd. Czyli ile siedzi? Ile moze siedzieć Twój syn i dlaczego uważa, że to za mało? Może na przykład czas grania nie pozwala na przejście całego etapu, a czas oglądanie - na obejrzenie całego filmu?
  • 07.10.17, 20:18
    Niby może grać 30-40 minut dziennie na xboxie (cały mecz fifa) ale i tak najczęściej gra dobrą godzine. W sobote może grać 2h. Oprócz tego gra na tablecie (a była umowa że jak gra na xboxie to już na tablecie nie). I oprócz tego drugim okiem patrzy na tv. No i jak robię raban to zaraz pada argument "A moi koledzy mogą grać ile chcą,nawet cały dzień jak nie idą do szkoły". Mówię mu,że w przeciwieństwie do rodziców tych kolegów ja chcę żeby moje dziecko miało zdrowe oczy i kręgosłup. Tyle dobrze że trenuje piłkę dwa razy w tygodniu i raz w tygodniu pływanie bo tak to chyba przyrósłby do fotela... Choć już ostatnio marudził przed basenem bo biedny musiał ruszyć tyłek a tak dobrze mu się z tabletem leżało...
  • 07.10.17, 20:31
    Mam wrażenie, ze o wiele lepiej powiedzieć, że koledzy tez pewnie nie mogą, ale się chwaląsmile
    Ja proponuję coś, co może dobrze zdać egzamin, bo pozwala dziecku na znacznie większą możliwość decyzji i przerzuca kontrolę z Ciebie na dziecko.Po prostu robisz na tydzień "kartki na telewizję i gry". Przypuśćmy za gra godzinę w dni powszednie i 2 w weekend. To razem 9 godzin. Wygląda dużo. Dzielisz kartkę na 18 lub 36 kwadracików. Kazdy to pół godziny, albo 15 minut. Dziecko może w czasie wolnym grać i oglądać, ale płaci za to kartkami, które wycinasz. Tak wiec jednego dnia moze siedzieć nad grą 3 godziny, ale potem będzie musiał sie ograniczać. Kartki skończone - nie ma gry. (wyjątek można zrobić wtedy, gdy Ty namawiasz np. na obejrzenie filmu)
    Bardzo ważne, aby kartki dziecko dostawało w sobotę, a nie w poniedziałek, bo w weekendy będzie marudziło.
    U mnie to działało, bo dzieci odzyskiwały kontrolę. Co więcej, jak mogły pograć jednego dnia tak długo, jak chciały i nikt im nie przerywał, to przestawały uważać to za aż tak atrakcyjne.
  • 07.10.17, 21:30
    Dzięki za pomysł! Wyprobuję.
  • 12.10.17, 02:30
    > Co więcej, jak mogły pograć
    > jednego dnia tak długo, jak chciały i nikt im nie przerywał, to przestawały uw
    > ażać to za aż tak atrakcyjne.


    No..zrobilem tak.. chcialem zobaczyc kiedy sie mlodemu znudzi granie.. Po 5 godzinach nie dalem juz rady. Oczywiscie jedna czy 2 czy trzy gry si eznudzily..ale zainstalowal sobie 7 innyhc..i w kazda po pol godziny pogral..... Wygladal jak sowa...

    Od tego czasu robie tak, ze jezeli codziennie czyta min 20-30 minut to w wweekend moze pograc po godzinie lub poltorej dziennie.




    --
    Dziecko w podrozy. Grupa na Facebooku.
    ___________________________________________

    www.facebook.com/groups/129829233757830
  • 12.10.17, 07:52
    Ja też kiedyś sprawdziłam ile grałby gdybym mu limitu nie dała. Bylo to między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem. Powiedziałam mu,że ma wolne od szkoły więc niech sobie gra ile chce. Przez 3 dni grał 5-6h DZIENNIE i widziałam że nie zanosi się żeby ten czas się skrócił. 4.dnia wprowadziłam limit ponownie.
  • 07.10.17, 19:20
    Ten argument będzie się pojawiał do osiemnastki.
    Ja wtedy mówię:
    - Za to ty możesz rzeczy których twoi koledzy nie mogą.

    Czasem dodaję:
    - Jestem twoją mamą i ja ustalam zasady.

    Jest irytacja i foch i koniec tematu.
  • 07.10.17, 19:42
    Znam to: "A Ania jest młodsza i może, a ja nie". Odpowiadałam: "Nie jestem mamą Ani i nie obchodzi mnie, co ona może".

    A co do grania całymi dniami: gdyby wszystko było zrobione (lekcje, sprzątnięcie pokoju, odpowiednia liczba stron książki przeczytana), a pogoda paskudna, to bym pozwoliła - niech sobie gra.
  • 07.10.17, 19:59
    Cóż "jak przeczytasz tyle a tyle to możesz pograć" to chyba najlepsza metoda nauczenia dziecka, ze czyta sie z obowiązku, a gra dla przyjemności. A argument "ja mówię, to tak ma być" jest idealnym wstępem do późniejszego buntu nastolatka.
  • 10.10.17, 15:02
    > Cóż "jak przeczytasz tyle a tyle to możesz pograć" to chyba najlepsza metoda nauczenia dziecka,
    > ze czyta sie z obowiązku, a gra dla przyjemności.

    Oczywiście, że gra jest przyjemniejsza, a w każdym razie bardziej pociągająca niż czytanie. Tego wcale nie trzeba dziecka uczyć, ono tak czuje i już.
    Nawet mój starszy syn, który sporo czyta dla przyjemności (bywa, że po 200 stron dziennie, dzień w dzień, jak się trafi coś fajnego), jak tylko ma ekran pod ręką, to książkę porzuci.
    To, co chcę osiągnąć, to to, żeby mój młodszy syn czytał przynajmniej 20 stron dziennie. A że czyta, bo ma tablet w perspektywie, a nie dlatego, że sam sięgnął po książkę - kompletnie nie spędza mi snu z powiek. Jest w 3 klasie podstawówki i ma czytać. Nie chce sam - będzie czytał, bo rodzice każą albo bo tabletu nie dadzą.
    Przy czym nie jestem sadystką - nie jest to "Janko Muzykant" wink Dostaje fajne książki do czytania, różne rzeczy mu podsuwamy. Ja się znam na literaturze dziecięcej, starszy brat jest bardzo oczytany - podsuwamy mu tylko ciekawe rzeczy.
  • 10.10.17, 18:57
    Nie. Nie jest. Nie dla wszystkich. Skoro tak myślisz, to na pewno nie przekonasz dziecka, że jest inaczej.
    A chcesz osiągnąć to, by Twój młodszy czytał teraz 20 stron dziennie, czy żeby chciał czytać w przyszłości? Owszem, będzie czytał, bo rodzice każą, a jak przestaną, to czytać przestanie. Czyli właściwie czytanie przyda mu sie tylko jako techniczna miejętność.
  • 10.10.17, 22:37
    > Nie. Nie jest. Nie dla wszystkich.
    Dla tychstarej daty - nie.

    > Skoro tak myślisz, to na pewno nie przekonasz dziecka, że jest inaczej.
    Ja go nie przekonuję. Widzi zachowania innych osób w rodzinie.

    > A chcesz osiągnąć to, by Twój młodszy czytał teraz 20 stron dziennie, czy żeby chciał czytać w przyszłości?

    Teraz chcę osiągnąć, żeby czytał przynajmniej 20 stron dziennie, żeby posiadł techniczną umiejętność czytania i żeby czytał ze zrozumieniem. Właśnie tak.
    A w przyszłości? Zrobi, co zechce. W końcu są te bunty nastolatków itp.
    Ale obaw jakichś specjalnych nie mam. W domu dla przyjemności czytają wszyscy - oprócz młodego - więc tym nasiąka. A wygląda na osobę bardziej idącą z prądem, słuchającą się rodziców i nauczycieli, mniej zbuntowaną niż jego brat. Ten to jest nieusłuchaniec i buntownik do sześcianu. A czyta na potęgę. Więc trudno mi sobie wyobrazić, że w wypadku młodego taki przykład nie zadziała.

    > Owszem, będzie czytał, bo rodzice każą, a jak przestaną, to czytać przestanie.
    Tego nie wiesz. Mój starszy syn mnóstwo czyta, a był oporniejszy od młodszego. Różnie bywa.

    > Czyli właściwie czytanie przyda mu sie tylko jako techniczna miejętność.
    Dobre i to - jeśli będzie tylko to. Jak będzie duży, będzie robił, co zechce.
  • 12.10.17, 02:18
    mniej wiecej tez jest takie i moje podejscie. Mlody nie znosi czytania i niestety odbija sie to czasem na testach. Jest dobry z matematyki, ale np czyta kawalek zadania i uwaza, ze juz wie jak rozwiazac, a tym czasem po przeczytaniu calosci okazuje sie, ze trzeba bylo zrobic cos innego.. i klapa..

    Dlatego tez "zmuszam" mlodego do czytania min 20 stron..lub 3-4 stron po polsku. Potem prosze o opowiedzenie tego co przectyal. Na poaczatku bylo kiepsko bo lapal ogolnie, ale juz o szczegoly bylo ciezko, wiec musial doczytac. Teraz wylapuje juz wiecej szczegolow. No i czyta plynnie. (4 klasa - 8 lat).
  • 17.10.17, 07:46
    Oczywiście, że nie dla wszystkich ale dziesięciolatek już doskonale wie co jest dla niego przyjemniejsze. I jeżeli trzeba go przymuszać do czytania to zwyczajnie tego nie lubi i z przyjemności robić nie będzie. Mam dwoje dzieci jedno wybierze czytanie drugie komputer-przekazywane wzorce mieli identyczne.

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 07.10.17, 20:23
    Bo mama X pozwala a Ty nie.......
    To zapytaj mamy X czy Cię nie adoptuje, wtedy będziesz mógł wink
    Nota bene z wymienioną wyżej mamą X jestem w kontakcie od lat ( obecnie chłopcy zaczęli szkołę średnią, a znają się od klasy 1 SP) i wiem, że mama X również nie pozwala, a tekst ma na celu wymuszenie mojej zgody, z drugiej strony tekst brzmi: bo mam Y pozwala, a Ty nie.
    big_grin
    czasem przez telefon, te teksty padały niemal równocześnie.....
  • 07.10.17, 21:32
    Hahaha! Tak,adopcję też mu już zasugerowałam 😄.
  • 08.10.17, 07:47
    Nigdy żadne z moich dzieci nie powiedziało mi niczego podobnego. 8-latek gra na komputerze pół godziny dziennie (w weekendy po dwa razy), schodzi od razu jak mu powiem, bez zająknięcia, bardzo działa na niego argument, że może mu się zepsuć wzrok i może się uzależnić. Córka 11 lat nie ma jakichś dużych ograniczeń (korzysta z telefonu - nie z komputera), tworzy animacje do których układa dialogi lub wiersze, fajnie jej to wychodzi, więc nie wyliczam jej dokładnie czasu, ponieważ jest to rozwijające. Pilnuję, żeby miała też inne zajęcia. Zresztą jak ją znam pewnie za jakiś czas jej przejdzie, wcześniej np. bardzo dużo grała na pianinie, potrafiła po kilka godzin dziennie się tym zajmować, a teraz już rzadziej to robi.
  • 08.10.17, 08:25
    O wzroku i uzależnieniu ciągle mu powtarzam...Widzę że u mojegom młodego syna (6,5) tego problemu nie będzie bo jego do grania kompletnie nie ciagnie (ma tablet ktory ciagle leży a raz na tydzien dwa przypomni mu się że trzeba "kota toma" nakarmic). Wczoraj rozmawialam z kuzynką która ma 12letnią corkę i u niej podobne hasło zaczęło występować od jakiegoś roku z tym że dotyczy ciuchów, butow i telefonu ("bo wszystkie koleżanki mają a ja nie").
  • 10.10.17, 11:56
    odpowiadam synowi "ty to nie wszyscy". i temat zamknięty.

    --
    Ludzie często domagają się prawdy, ale rzadko lubią jej smak.
  • 10.10.17, 21:00
    Zawsze mowiel, ze jak chce pograc to moze isc do kolegi. W domu nie chce zadnych takich rzezcy..na razie. Kiedys bedzie pewnie. Wole zeby do kolegi poszedl i razem z nim pogral niz sam sie kisil w domu.

    Staram sie nie mowiec, bo ty nie masz. Bo wtedy jakos tak to glupio brzmi. Zawsze staram sie pokazac mu co on ma lub umie czego inni nie potrafia.


  • 11.10.17, 09:00
    Nie wiem, nie zabraniam prawie niczego. Chyba trzeba samemu być przekonaną o skuteczności zakazów, aby je skutecznie wprowadzać. Ja jakoś nie jestem. Sama lubię sobie klapnąć przed telewizorem nie tylko wtedy gdy "wszystko jest zrobione". Nie wymagam więcej od dzieci niż od siebie. Dla nich tablet/telefon to relaks i przyjemność. Miały tylko jeden nakaz/zakaz: wysypiania się. Głucha byłam na argument "bo Zosia chodzi spać o 11". Pewno dlatego, że jestem przekonana, że niewyspane dziecko gorzej je, myśli, skupia się. Co do reszty nie mam pewności, więc nie stosują zakazówwink
  • 11.10.17, 15:45
    aj, to manipulacja młodego!Pamiętam moich chłopaków - ZAŻĄDALI zakupu glanów (LATA 90) "bo wszyscy mają". Kupiłem - no, mieli. Potem komputer - wtedy to był majątek!! Kupiliśmy - no - w otoczeniu to był pierwszy komputer! Ale przydał się. Potem - wyjazd 16 - latka na imprezę na weekend do koleżanki (WSZYSCY jadą!) - tu nie zdzierżyłem, sprawdziłem - 6 osób jechało - wymogłem na synu zabranie prezerwatyw....
  • 11.10.17, 17:28
    Ja dostalem komputer w latach 80.. kosztowal mneij wiecej rownowartosc 10 miesieczynch pensji.. czyli na czasy obecne jakies 20.000 big_grin Tylko nie moglem powiedziec, ze wszyscy mieli bo ni emial nikt...
  • 12.10.17, 22:17
    Ostatnio, trochę w inne sytuacji, stwierdziłam "nie interesują mnie inni, interesujesz mnie ty" syn zrobił wielkie oczy i zdziwiony stwierdził "nie, mama, tylko nie taki tekst" big_grin

    No ale zwykle jest to forma szantażu wink bo koledzy raczej też nie mogą, a jeśli nawet są tacy, którzy mogą, to to jest jednak mniejszość.
  • 13.10.17, 08:27
    Przypomniało mi się coś... Jak byłam w szkole podstawowej, nastała moda na dekatyzowane dżinsy. Powiedziałam w domu z rozpaczliwą miną, że wszyscy już mają, tylko ja nie. Tatę to poruszyło i uznał, że w takim razie trzeba mi kupić. I kupili.
    Ale byłam szczęśliwa! Weszłam do szkoły - i wszyscy patrzą, a ja mam TEN dżins! I komentują, i chwalą. No, bosko było smile
    Tak naprawdę to miałam te spodnie jako druga w klasie. Nagięłam fakty, bo strasznie mi zależało. Nasze dzieci robią to samo.
  • 13.10.17, 10:36
    "Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich" - Sapkowski.

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • 16.10.17, 19:05
    Mówimy "spytaj, może cię zaadoptują, to też będziesz mógł".

    Ale muszę przyznać, że rzadko to słyszałam.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.