Dodaj do ulubionych

V klasa - nadal uczę się z dzieckiem

20.09.18, 12:08
Macie / znacie jakiś sposób by dziecko zaczęło odrabiać samo lekcje i uczyło się samo? V klasa, ja nie mam już siły. Co prostsze rzeczy odrobi sama, ale mam wrażenie "na odczep się". Natomiast jeśli chodzi o naukę historii, biologii, angielskiego itd, to jak ja nie pokaże palcem, nie przeczytam na głos, nie omówię każdego akapitu, to nie nauczy się, najczęściej nawet nie weźmie książki do ręki, lub po 5 min mówi,że już się nauczyła (oczywiście nie umiejąc). Przy tym dziennie mogę przez kilka godzin mówić "odrób lekcje" a córka reaguje jakbym nie do niej mówiła. Twierdzi, że nie chce jej się odrabiać i uczyć. Pomocy!
Edytor zaawansowany
  • frey.a86 20.09.18, 12:16
    Może trzeba odpuścić i pozwolić jej ponieść konsekwencje? Nie nauczy się to dostanie w szkole jedynkę, nie ona pierwsza i nie ostatnia. No chyba, że ona nic sobie nie robi z kiepskich ocen.
  • 1matka-polka 20.09.18, 12:23
    "No chyba, że ona nic sobie nie robi z kiepskich ocen. "
    Ten aspekt mnie interesuje, co wtedy można zrobić? Przestać karmić?

    --
    W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy to mogli dowodami obalić?
    Fryderyk Nietzsche
  • 45rtg 20.09.18, 12:28
    1matka-polka napisała:

    > "No chyba, że ona nic sobie nie robi z kiepskich ocen. "
    > Ten aspekt mnie interesuje, co wtedy można zrobić? Przestać karmić?

    Prawie. Trzeba wtedy zacisnąć zęby i wytrzymać. Presja kolegów raczej takie dziecko naprostuje, wcale nie jest fajnie być tym gorszym, jak się ma możliwości być lepszym. Oczywiście to z gruntu niesłuszne podejście, bo wytwarza w dziecku przekonanie, że stopnie i oceny są czymś istotnym, a jak powszechnie wiadomo, one tylko spaczają młode umysły i przeszkadzają w rozwijaniu kreatywności.
  • 1matka-polka 20.09.18, 12:33
    big_grin

    --
    "Bardzo wiele rzeczy się dzieje, ale również zdumiewająco wiele rzeczy na świecie się nie dzieje."
    Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną
  • mama_kotula 20.09.18, 12:28
    > Ten aspekt mnie interesuje, co wtedy można zrobić? Przestać karmić?

    Zabrać telefonik suspicious
  • 1matka-polka 20.09.18, 12:32
    W pewnym wieku, jak się porządnie zbiesi, to i brak telefonika nie pomoże.

    --
    "Bardzo wiele rzeczy się dzieje, ale również zdumiewająco wiele rzeczy na świecie się nie dzieje."
    Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną
  • mama_kotula 20.09.18, 12:35
    A nie wiem, wszystkie znajome mi nastolatki bronią tych telefoników jak największej świętosci big_grinDDD
  • 1matka-polka 20.09.18, 12:42
    Ja jeszcze wychowana bez uzależnień. Ale moje dziecko czeka na bajkę, jak na zbawienie, więc może coś być na rzeczy.

    --
    W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy to mogli dowodami obalić?
    Fryderyk Nietzsche
  • frey.a86 20.09.18, 12:47
    Daj spokój z tymi uzależnieniami. Za moich czasów każdy dzieciak mógł godzinami grać na konsoli czy komputerze, jak się go zostawiło bez nadzoru, a jakoś teraz nie gramy. To samo telewizja, jako dzieciak pół dnia mogłam oglądać, a teraz nawet nie mam tv w domu.
  • kysu 05.03.19, 08:42
    za moich czasów nie było konsoli tongue_out

    --
    --
    Hesia
    [WRO]
  • frey.a86 20.09.18, 12:29
    A co robili twoi rodzice, jak miałaś kiepskie oceny? Bo u mnie najpierw był zakaz grania na konsoli, a jak to by nie poskutkowało to obcięcie kieszonkowego. Do obcięcia nigdy nie doszło, bo zakaz grania był już wystarczająco dotkliwy. tongue_out
    Było mniej więcej tak, jak opisała niżej memphis - najpierw lekcje, potem rozrywki. Jeżeli lekcje zostały zaniedbane, to rozrywek nie było, mogliśmy sobie co najwyżej książkę w weekend poczytać.
  • 1matka-polka 20.09.18, 12:37
    Kiepskie oceny zaczęłam mieć w liceum. I nie byłam wtedy uzależniona ani od internetu, ani od niczego innego, więc nie mieli na mnie bata smile

    --
    "Here is the solution to the American drug problem suggested... by the wife of our President: "Just say no"."
    Kurt Vonnegut
  • 1matka-polka 20.09.18, 12:38
    Po jakimś czasie sama się pozbierałam, zdałam maturę na piątki i poszłam na studia.

    --
    "Tak długo trwało, zanim uświadomiliśmy sobie, że celem ludzkiego życia - niezależnie od tego, kto nim steruje - jest darzenie miłością tego, kogo akurat ma się pod ręką."
    Kurt Vonnegut
  • frey.a86 20.09.18, 12:43
    1matka-polka napisała:

    > Kiepskie oceny zaczęłam mieć w liceum. I nie byłam wtedy uzależniona ani od int
    > ernetu, ani od niczego innego, więc nie mieli na mnie bata smile

    Cieszę się, że dzięki mnie poczułaś się lepiej. smile

    A z ciekawości, co robisz jak dziecko cię nie słucha w innej sprawie? Nie masz absolutnie żadnych możliwości wyegzekwowania, żeby wykonywało swoje obowiązki?
  • 1matka-polka 20.09.18, 12:46
    Nie przesadzaj. A dziecko raczej słucha. A jak nie, to nie ma bajki wieczorem. I to jest największa kara teraz.

    --
    "Bardzo wiele rzeczy się dzieje, ale również zdumiewająco wiele rzeczy na świecie się nie dzieje."
    Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną
  • 1matka-polka 20.09.18, 12:44
    A na kieszonkowe zarabiałam sama udzielając korków...

    --
    "po Polsce krąży groźna amerykańska choroba...zwana polityczną poprawnością. Choroba ta atakuje mózg, powodując całkowitą ...utratę zdrowego rozsądku, zdolności do racjonalnego myślenia i - co może najsmutniejsze - poczucia humoru." A. Kołakowska
  • frey.a86 20.09.18, 12:48
    w V klasie podstawówki?
  • 1matka-polka 20.09.18, 14:55
    Nie, w liceum.

    --
    Religia powstała, gdy pierwszy oszust spotkał pierwszego głupca.
    Wolter
  • 1matka-polka 20.09.18, 14:56
    Ale jak już pisałam, w podstawówce nie musiałam się uczyć w ogóle, żeby mieć same 5.

    --
    W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy to mogli dowodami obalić?
    Fryderyk Nietzsche
  • slonko1335 20.09.18, 12:30
    mnie tez bo mam dziecko któremu oceny latają i które kłóci się jak mu się nie chce czegoś robić, że to jego pała będzie i koniec, woli pałę niż robić to głupie zadnie, a poza tym pani sprawdza tylko trzem osobom więc może mu akurat nie sprawdzi, i co z takim?

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • slonko1335 20.09.18, 12:36
    p.s.telefonu nie posiadawink

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 1matka-polka 20.09.18, 13:29
    Ale pewnie używa jakichś innych urządzeń do grania/oglądania bajek?

    --
    "po Polsce krąży groźna amerykańska choroba...zwana polityczną poprawnością. Choroba ta atakuje mózg, powodując całkowitą ...utratę zdrowego rozsądku, zdolności do racjonalnego myślenia i - co może najsmutniejsze - poczucia humoru." A. Kołakowska
  • slonko1335 20.09.18, 14:07
    W tygodniu nie używa. Nie używa tez czsto w weekendy bo ma karę. I tak sobie szarpie się dzień w dzień o te lekcje.....a potem odrabia je w chwile ....ale sam z siebie? Nie ma opcji....ukrywa czasami zadania jak nie chce mu się robić.

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • dziennik-niecodziennik 21.02.19, 21:07
    Ej, to weź to zostaw. Może to taka forma buntu...

    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk wink
  • molik28 20.09.18, 13:49
    Mój podobnie. Nieprzygotowania wykorzystywał od razu na początku roku i uważał, że przecież są po to żeby z nich skorzystać. W przedszkolu chciałam zachęcić do oglądania bajek po angielsku to oznajmił, że po angielsku to nie będzie oglądał i nie ogladał wcale. Siedział w swoim pokoju i np rzucał sobie zdjętą z nogi skarpetką do celu. W tygodniu komputera nie używa, a jak zrobię szlaban w poniedziałek na weekend to już do końca tygodnia nie mam argumentów. Jak ograniczę tylko do jakiegoś czasu, to zacznie kalkulować co mu się bardziej opłaca. Niestety trafjają się trudne sztuki. U mnie pomaga tylko rozmowa, zachęcanie, tłumaczenie, czasem ciężkie negocjacje (ja - zrób dziesięć zadań, syn - zrobię cztery i kończy się na sześciu) i jak np. ma dobry humor i chce zrobić przyjemność mamusi to sam coś zrobi z siebie (nie za dużo oczywiście) i potem dumny chwali się cały wieczór i czeka na "wybudowanie pomnika". Co prawda z roku na rok jest coraz lepiej ale bez przesady jeszcze daleka droga. Poza tym wydaje mi się, że zaczyna się więcej sam pilnować/uczyć, bo jest mądrzejszy i bardziej dostrzega, że to mu się opłaca. Zastanawia się nad studiami bo wtedy ma się długie wakacje. Eh.....
  • memphis90 20.09.18, 14:28
    Ale to w ogóle bez sensu, co robicie. Szlaban na komp/komórkę dawany w pon zaocznie na przyszły weekend? To nie ma prawa zadziałać...

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • molik28 20.09.18, 15:44
    No właśnie tak nie robimy. Nia dajemy żadnych kar, bo to bez sensu. Źle to napisałam. Powinnam napisać: a jak zrobiłabym szlaban w poniedziałek na komputer na weekend to już do końca tygodnia nie miałabym argumentów. Jak ograniczyłabym tylko do jakiegoś czasu, to zacząłby kalkulować co mu się bardziej opłaca. Próbowaliśy podobnych metod raz, czy dwa w akcie desperacji, ale masz rację w ogóle to nie działało.
  • slonko1335 20.09.18, 15:55
    dokładnie tak, mój też rozkminił w poniedziałek w pierwszej klasie jak pani wprowadzila durny program punktowy za zachowanie i po jednym minusie w tygodniu nie mógł juz na koniec tygodnia mieć zielonej buźki, że skoro dostał minusa w poniedziałek to we wtorek, środę, czwratek i piątek już nie musi "byc grzeczny" bo po co?...cały system przez niego kilka razy zmieniaławink
    No więc nie mamy albo nie znaleźliśmy innego wyjścia, muszę sprawdzić książki i zeszyty a potem ślęczeć nad nim żeby łaskawie zrobił porządnie zadanie. nie robię za niego, nie robię z nim ,ale musze stac nad głową coby zostało zrobione..

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • koza_w_rajtuzach 20.09.18, 12:52
    Co z takim? Idealny kandydat na przyjaciela dla mojej córki, a jak jest jeszcze płci męskiej to tym bardziej tongue_out.
  • slonko1335 20.09.18, 13:26
    wyluzowaliby się zupełnie chybasmile

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • memphis90 20.09.18, 12:18
    Jak nałapie dwoj, to się zmobilizuje. Może...

    1.wprowadzenie ścisłych zasad typu "najpierw lekcje, potem tv/komputer/zabawa"
    2.przenieść odpowiedzialność na dziecko - zrobi byle jak, to będzie mieć byle jak. To jej zeszyt, jej zadanie, jej szkoła. Nie Twoje. Nie kontroluj każdego aspektu, jakości szlaczka, równości literek.
    3. Nie uczysz się z nią, ale kontrolujesz czy przyswoila materiał, nie umie- nie ma kompa/tv.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • slonko1335 20.09.18, 15:37
    Ad1. Takie są u nas a więc kombinuje żebym o zadaniu, sprawdzianie, projekcie się nie dowiedziała. Ad2. zwykłe jest byle jak. Na odwal po to żeby moc wszystko czego nie moze zanim odrobi lekcje z Ad1 .. no więc jaka to konsekwencja? Ano żadna. Odwale na odvzepnego na kolanie lekcje zrobione a wiec mogę. .. ad3 no i tak jest ale ponieważ komp dostępny tylko w weekendy to kara działa wlasnie wtedy.

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • majarzeszow 20.09.18, 12:22
    masakra, serio omawiasz każdy akapit ? ile godzin na to poświecasz ? Też mam córkę w 5 klasie i nadziwić się nie mogę.
    Może ją rozleniwiłas ? Pewnie ma dobre oceny i widzi, że system działa, mama zawsze na posterunku.
    Zabrałabym gadżety elektroniczne, odrobione lekcje sprawdzała, a skoro umie, to niech idzie taka naumiana na sprawdzian i zobaczycie.

    --
    MAJA i:
    http://dhbm.daisypath.com/uu68p2.pnghttp://dhbm.daisypath.com/LgIJp1.png
  • 1matka-polka 20.09.18, 12:22
    Sama jestem ciekawa, co zrobię, kiedy moja córka nie będzie chciała się uczyć. Na razie jest w pierwszej klasie i ja się ograniczam tylko do pytania, czy lekcje zrobione i czy plecak spakowany. Nawet nie zaglądam do podręczników. Zrzuciłam na nią całą odpowiedzialność...

    --
    "Bardzo wiele rzeczy się dzieje, ale również zdumiewająco wiele rzeczy na świecie się nie dzieje."
    Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną
  • milva24 20.09.18, 12:29
    A to przy takim podejściu z mojej strony córka w drugim tygodniu szkoły już nie miała odrobionego zadania bo zapomniała. Więc teraz sprawdzam czy coś mają zadane. Ale jeśli widzę, że literka krzywa (o teraz mają) to nie mówię żeby poprawiła.
  • memphis90 20.09.18, 12:34
    No to teraz mama pamięta, ona nadal nie musi...

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • 1matka-polka 20.09.18, 12:35
    No właśnie.

    --
    "Tak długo trwało, zanim uświadomiliśmy sobie, że celem ludzkiego życia - niezależnie od tego, kto nim steruje - jest darzenie miłością tego, kogo akurat ma się pod ręką."
    Kurt Vonnegut
  • milva24 20.09.18, 12:40
    Pytam czy coś ma i później sprawdzam. Na prawie trzy tygodnie szkoły zapomniała o tym jednym zadaniu. O reszcie pamięta. Uważam, że pierwszak musi się jeszcze wdrożyć do tego, że coś musi zrobić w domu.
  • milva24 20.09.18, 12:37
    A Ty swoim od początku, od pierwszej klasy nie sprawdzałaś? Bo ja pamiętam, że kiedy byłam mała to chyba tak do trzeciej klasy mama albo babcia sprawdzały czy mam coś zadane. Jakoś mnie to nie zbiesiło.
  • memphis90 20.09.18, 12:45
    Sprawdzam, ale mam świadomość, że kwoczę i ograbiam z samodzielności 😅

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • jolie 20.09.18, 12:47
    A ja uważam, że bardzo dużo zależy od dziecka, a nie od tego, czy rodzic rozleniwi, czy nie. Mój najstarszy syn to typ z postu startowego- ma gdzieś oceny, odwleka wszystko w nieskończoność, zawsze jest coś ważniejszego niż lekcje, zerowa umiejętność organizacji (do teraz, jest w V klasie). A średni syn - nie dość, że poszedł jako sześciolatek z końca roku, zatem jest sporo młodszy niż pierwszy syn w IV klasie, to nie ma żadnych problemów z szybkim organizowaniem się, odrabianiem lekcji, co może,robi już na świetlicy,tak było zresztą od 1. klasy. Zasady w domu są identyczne dla obydwu -najpierw obowiązki (lekcje), później rozrywka. Najstarszy ma w sumie te zasady gdzieś, konsekwencji się nie boi.
  • molik28 20.09.18, 14:11
    Uważam, że masz rację. Bardzo dużo zależy od osobowości dziecka. To co działa na jedno dziecko nie zawsze zadziała w przypadku drugiego. Gdyby to było takie proste to byłyby jasne instrukcje i sposoby na wychowanie smile wszystkie wiemy jakie to skomplikowane czasami
  • jolie 20.09.18, 18:25
    Oczywiście, że tak. I śmieszą mnie czasem te przechwałki o samodzielności dzieci -często to żadna zasługa rodzica, tylko osobowość dziecka. Mój średni syn ma to zorganizowanie po mnie😁, nikt mnie niczego nie uczył w dzieciństwie, samodzielna byłam od najmłodszych lat. Moja siostra z kolei była zupełnie inna, ale piekielnie zdolna, zatem oceny miała bardzo dobre.
  • mama_kotula 20.09.18, 13:00
    W pierwszej klasie to sobie można olewać wszystko, tam sie zaległości nie nawarstwiają aż tak szybko.

    Nie mam pojęcia, co moje dziecko ma zadane do domu, poza tym, co mi dziecko powie - gdyż wychowawczyni nie raczy w librus wpisywać.
    Rozumiem i jestem całym sercem za tym, by dziecko było odpowiedzialne za zapamietanie, że jest jakieś zadanie domowe czy stuff do przyniesienia, ale na litość borską, to dziecko jest w szkole trzeci tydzień i wolałabym, aby prace domowe dzieci jednak zapisywały (ja też sobie zapisuję rzeczy w terminarzu, nie jestem w stanie pamiętać o wszystkim, a co dopiero dziecko, które jest w szkole od niedawna, ma tysiące nowych, niekoniecznie znanych bodźców i rutynek).

  • julita165 20.09.18, 14:25
    Mój też pierwszak. Na 4 czy 5 prac domowych o dwóch już zapomniał przy czym raz zorientowaliśmy się jeszcze w szkole a raz wczoraj ok 20, to już było pozamiatane bo ćwiczenia zostawił w szafce. On wszystko ma w szafce, do domu nosi tylko te ćwiczenia lub zeszyt w których akurat mają odrobić pracę domową. Z jednej strony fajnie ale z drugiej jeśli wyskoczy z czymś po 19 to już nie ma szans dostać się do szkoły. Jak już ustalimy że ma coś zadane to tylko najpierw upewniam się że zna polecenie, ewentualnie że dobrze je odczytał z książki i zrozumiał, potem informuje że jeśli czegoś nie będzie wiedział, umiał, rozumiał to ma mnie zawołać i go zostawiam samego a jak obwieści że już to sprawdzam. Do tej pory pracę trudności nie sprawiły. Ale co to za pracę - trzy rzadki 1, znajdź różnice, zaznacz najkrótsza drogę z pkt a do b, co jest większe a co mniejsze itp. Przy czym zapału do tych prac nie widzę, to raz. A dwa - on to robi na odwal się, tzn najkrótsza droga do celu. Np polecenie pokoloruj najwyższy budynek to cały został pojechały na zielono, bez wydawania się w detale. No i muszę do tych lekcji posadzić, sam z siebie nie wpada na pomysł " a teraz odrobię"
  • milva24 20.09.18, 14:28
    Moja pierwszoklasistka praktycznie codziennie ma coś zadane. Też nie siada chętnie ale do kolorowania podchodzi poważnie wink
  • mama_kotula 20.09.18, 12:28
    Jakieś techniki uczenia się dziecko zna poza "matka mi czyta i omawia"? Może w to warto swój czas zainwestować, w naukę uczenia się. Od tego bym zaczęła.
  • umzak 20.09.18, 12:29
    Niektóre dzieci takie są. Tak mi powtarzał moja mama, że na 4 swoich _ dwoje by nie skończyło szkoły gdyby ich nie pilnował. Niestety mój ośmioklasista jest podobny, wiecznie trzeba to gonić do nauki.
  • osmycud8 20.09.18, 12:29
    Świadectwo z paskiem miała. Ale ja już mam tego dość. Odkąd mam w domu mlodszą córkę, a mąż jest w pracy na popołudnie to, odrabianie lekcji to gehenna. Gonić jedną do książek, druga pilnować, bo uczy się chodzić.
  • afro.ninja 20.09.18, 12:36
    Taki pasek za uczenie w domu?! 😁🤣😁 A jak nie będzie miała tego paska, coś się stanie?!
  • mama-ola 20.09.18, 12:31
    Ja odpuściłam i w konsekwencji mój syn nie robił nic: nie prowadził zeszytów albo prowadził je byle jak, nie odrabiał lekcji, nie umiał, na sprawdziany chodził nieprzygotowany, zaległości się pogłębiały. Więc jak chcesz tak - to korzystaj z rad osób, które mówią "odpuść" i "niech poniesie konsekwencje". Mój ponosił i co z tego. Groziły mu 4 jedynki na koniec 7 klasy i co z tego. Nic. To nic nie daje takie zostawianie. W każdym razie - nic sensownego nie dało u mnie.

    W związku z tym my z mężem zrobiliśmy w tym roku dokładnie na odwrót. Po latach zostawiania dziecka z tym samego zaczęliśmy wszystkiego pilnować, przeglądać zeszyty, ćwiczenia i podręczniki i uczyć się razem każdego dnia.
  • memphis90 20.09.18, 12:35
    No ale ona właśnie to robi od 5 lat - pilnuje, przegląda, uczy się każdego dnia...

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • koza_w_rajtuzach 20.09.18, 12:42
    Wszystko zależy od dziecka. Ja swojej córce w zeszlym roku też bardzo odpuściłam i oceny poleciały w dół, ponieważ wcale jej nie zależy na dobrych ocenach i w sumie na tym polega problem. Dla niej serio nie ma różnicy czy dostanie 5 ze sprawdzianu czy 2. Jest zdolna, ale co z tego, skoro jej pasje niekoniecznie są związane ze szkołą ;P. Ale większości dzieciakom jednak na tych ocenach zależy i jest je to w stanie nakłonić do ogarnięcia się.
    Niestety takie dzieci jak nasze trzeba pilnować ;P.
  • amast 20.09.18, 13:40
    > Groziły mu 4 jedynki na koniec 7 klasy i co z tego.

    I co zrobiliście?
  • mama-ola 20.09.18, 14:31
    >> Groziły mu 4 jedynki na koniec 7 klasy i co z tego.

    > I co zrobiliście?

    W zeszłym roku my jako rodzice? Nic.
    Usiłowałam syna namówić na dwie rzeczy: żeby nie zdał do 8 klasy i żeby zmienił szkołę. O pierwszym nie chciał słyszeć i złościł się strasznie na tę propozycję. Ja uważałam, że z takim podejściem bycie w 8 klasie w podwójnym roczniku to jest koszmar. No i zdał na miernych. Drugie się udało - zmienił szkołę na lepszą. Teraz się uczy, ale pilnujemy tego.
  • amast 20.09.18, 14:47
    Moje dziecię w liceum zrobiło mi taki numer, że poszłam na zebranie pod koniec maja i dowiedziałam się, że jedna z nauczycielek "nie widzi możliwości przepuszczenia go do następnej klasy". Przy czym to ewidentnie była sytuacja, że mu się nie chciało, nie lubił przedmiotu więc olewał (ogólnie nie miał kłopotów z nauką i mocne 3-4 tam, gdzie było mu nie po drodze z przedmiotem i 5-6 z przedmiotów z zakresu zainteresowań to było w jego zasięgu i niczego więcej nie oczekiwałam). Po powrocie do domu postawiłam sprawę jasno: nie będzie powtarzał klasy, nauczenie się paru nieciekawych informacji nie jest poza jego zasięgiem, a jeżeli mu się nie chce to liceum nie jest obowiązkowe, za kilka miesięcy kończy 18 lat i w ogóle nauka nie będzie dla niego obowiązkowa. I na tym temat się skończył. Dziecię niedługo będzie magistrem wink
  • mama-ola 20.09.18, 15:04
    > a jeżeli mu się nie chce to liceum nie jest obowiązkowe

    Taki bat zadziałał i na mojego syna, ale dopiero teraz, w 8 klasie, gdy wizja zawodówki stała się realna.
    Przedtem - w klasach 5, 6, 7 - takie argumenty nie trafiały. Żadne "ucz się angielskiego, bo nie dostaniesz żadnej dobrej pracy" nie przemawiały do niego. Może to był jeszcze abstrakt a może rzeczywiście potrzebował kogoś do pilnowania.
    Mam poczucie śmieszności i absurdu, gdy sięgam po plecak mojego 8-klasisty, by przejrzeć mu zeszyty. Robię to pierwszy raz w życiu, to dla mnie nowe. Sam fakt, że robię to u tak dużego konia jest dziwny. A do tego dochodzi jeszcze szok, że syn nie protestuje. On w końcu nie jest przyzwyczajony do takich akcji.
    Tak sobie myślę: może mu było brak opieki i zainteresowania z naszej, rodziców strony. Nie radził sobie, a myśmy mu nie pomagali, tylko mieli wieczne pretensje, że się sam nie ogarnia.
    Teraz go pilnujemy, a on się uczy z radością, chętnie, cieszy go, że coraz więcej umie, że nauka przynosi efekty. Patrzy optymistycznie na szansę zdania egzaminu. Normalnie go nie poznaję.
  • amast 20.09.18, 15:28
    Ja dzieci nigdy (poza początkowym okresem, w 1 klasie podstawówki) nie pilnowałam. Choć zawsze wiedziały, że mogą przyjść z problemem. Bardzo chętnie zajmowałam się z nimi problemami wykraczającymi poza program szkolny. Ale pytania, na które odpowiedzi można znaleźć w podręczniku, musieli ogarnąć sami. Sytuacje z kategorii "mama, w ćwiczeniach jest pytanie (...) i ja nie wiem co odpowiedzieć, a w podręczniku nie ma" każde z moich dzieci zaliczyło raz. Poprosiłam o książkę, pokazałam palcem. W ćwiczeniach dedykowanych do konkretnego podręcznika nie ma prawa być pytania o coś, czego podręcznik nie zawiera wink Od tamtej pory naszym rodzinnym hermetem jest "nawet jak nie ma czegoś w książce, to mama i tak to znajdzie". Oczywiście nigdy nie odmawialiśmy z mężem dyskusji o zadaniach konkursowych, kupowania (bądź wyciągania z biblioteczki domowej) interesujących książek, chodziliśmy na pikniki naukowe i pokrewne imprezy, zapisywaliśmy/zgadzaliśmy się na kółka zainteresowań, także poza szkołą, także wymagające osobistego zaangażowania w wymiarze większym niż przywieźć-odwieźć. Ale nigdy nie ingerowaliśmy w podstawową działalność szkolną. Skoro została stworzona jakaś podstawa programowa, to znaczy, że większość dzieci jest w stanie ja ogarnąć. Nie ma powodu, żebym miała moim dzieciom pokazywać, że sobie same, bez mamusi, nie poradzą. Że są głupsze od innych. Nie są i poradziły sobie wink
  • hanusinamama 24.09.18, 13:00
    I tak do 8 klasy do klasy maturalnej czy tez na studiach? Pytam serio nie ze złosliwosci. Znam dziewczyne z ktora mam sie uczy w 1 klasie LO...bo zawsze wymagała pomocy przy odrabianiu...
  • koza_w_rajtuzach 20.09.18, 12:34
    Masz dwie możliwości: olać, niech sama ponosi konsekwencje swojego niedbalstwa, a ty nie sprawdzaj tego, nie kontroluj. Oczywiście jeśli z czymś ma problem, to może liczyć na Twoją pomoc. Musisz liczyć się z tym, że oceny polecą w dół. Albo sama nauczy się to lepiej ogarniać, albo i nie tongue_out.
    A druga możliwość to nadal uczyć się razem z nią. Będzie mieć oceny na tym samym poziomie, ale nadal nie będzie umiała się sama uczyć.
  • slonko1335 20.09.18, 12:38
    jakoś stopniowo bym jednak odcinała i odcinała zdecydowanie, studiować przecież z nią nie będziesz, weź na klatę brak czerwonego paska i sie odsuwaj od tej nauki. Odcinac zupełnie bym nie radziła po 5 latach nauki z dzieckiem.

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • kornelia_sowa 20.09.18, 13:20
    Chwila, chwila -przeciez "omowiona" historie czy biologie to ona ma na lekcji.
    Mam nadzieje.
    W domu ma otworzyc ksiazke po to by przeczytac i utrwalic to czego nauczyla sie w szkole.
    Jesli kazda lekcje musisz z nia omawiac na nowo to cos nie halo.
    Ja mam 4 klasiste. Jedyna rzecz o ktora pytam, to (w dniu gdy mieli plastyke), co ciekawego maja przyniesc na nast.lekcje. Sprawdzamy w zasobach czy mamy i jak nie to biore na siebie zakup.
    Mysle ze i w to sie wdrozy, zeby tego przypilnowac damodzielnie. Plastyk jest kreatywny i czasem zdobycie mat. Zajmuje troche.
  • amast 20.09.18, 13:34
    Ty swoją szkołę ukończyłaś. Teraz pozwól córce ukończyć swoją.
    W przeciwnym razie możesz skończyć jak matka kolegi jednego z moich dzieci, która na ostatnim zebraniu w 2 klasie liceum (!) westchnęła: jak to dobrze, że za miesiąc koniec roku, będę miała trochę czasu dla siebie, bo to codzienne uczenie się i odrabianie lekcji z synem mnie wykańcza...
  • k1234561 20.09.18, 13:57
    Wszystko zależy od dziecka,od zasad jakie przekazałaś etc.Ja z moją córką przerobiłam całą podstawówkę.Normalnie po przyjściu z pracy,zjadałysmy obiad i siadałyśmy do lekcji.Tak było codziennie.To był wręcz rytuał.I z planem lekcji sprawdzałyśmy co i na kiedy trzeba się nauczyć,zrobić itd.Od 4 klasy kiedy pojawiły się dodatkowe przedmioty i nauczyciele zapowiadali sprawdziany czy prace klasowe z wyprzedzeniem zapisywałyśmy wszystko w kalendarzu ,który stał na biurku córki.Dzięki takiej systematyczności,nauczyłam ją planowania nauki.Jeśli chodzi o przedmioty pamięciowe jak biologia czy historia,to niestety najpierw ja sama siadałam z podręcznikiem i sama czytając dany rozdział podkreślałam w podręczniku najważniejsze rzeczy,które córka musi się nauczyć.Nie musiała czytać zatem całego tekstu ani wkuwać jak leci na pamięć wszystkiego .Zaowocowało to tym,że w gimnazjum,córka już sama umiała z treści podręcznika wyłapać najważniejsze informacje,sama umiała zaplanować naukę do sprawdzianu z danego działu z historii,biologii czy geografii,z podziałem na dni.Ile tematów ma przerobić danego dnia i tak to zaplanować ,aby na dzień przed sprawdzianem tylko wszystko przeczytać i powtórzyć.Od gimnazjum nie wiem co to znaczy siedzenie przy lekcjach,ale całe ,bite 6 lat podstawówki dzielnie przesiedziałam i uczyłam się w raz z dzieckiem oraz uczyłam dziecko jak się uczyć.Po prostu przyszedł pewien etap i córka już nie chciała,nie potrzebowała tego siedzenia ze mną.A jak pojawił się problem w postaci matematyki,to posłałam na korki i tyle.Tak więc nie rozpaczaj.Wszystko przyjdzie z czasem.Spokojnie ,z uporem maniaka,siadaj z córką dzień w dzień,wyciągaj zeszyt po zeszycie sprawdzaj,kontroluj,ćwicz razem z dzieckiem,czasem nie ma innego wyjścia.U mnie też pranie i sprzątanie leżało odłogiem w tygodniu,bo nauka....a we mnie w środku się gotowało.Ale tylko w środku na zewnątrz byłam oazą spokoju i cierpliwości.Czego i Tobie życzę, taka już z resztą rola matki.

    --
    http://lbym.lilypie.com/1ocMp1.png
  • amast 20.09.18, 14:09
    To chyba nie miało być do mnie wink
    Ale zainteresował mnie ten fragment:

    Jeśli chodzi o przedmioty pamięciowe jak biologia czy historia,to niestety najpierw ja sama siadałam z podręcznikiem i sama czytając dany rozdział podkreślałam w podręczniku najważniejsze rzeczy,które córka musi się nauczyć.Nie musiała czytać zatem całego tekstu ani wkuwać jak leci na pamięć wszystkiego .Zaowocowało to tym,że w gimnazjum,córka już sama umiała z treści podręcznika wyłapać najważniejsze informacje,

    Jak się nauczyła wyłapywać ważne informacje z treści, skoro wcześniej nie czytała całości, tylko podkreślone (czyli wyłapane już przez kogoś) fragmenty?
  • memphis90 20.09.18, 14:34
    Też uważam, że takie rzeczy, jak podkreślanie istotnych informacji dziecko powinno opanować PRZED gimnazjum... A już czytanie podręcznika za dziecko to jest kosmos...

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • mama_kotula 20.09.18, 14:55
    > Jak się nauczyła wyłapywać ważne informacje z treści, skoro wcześniej nie czytała całości, tylko podkreślone (czyli wyłapane już przez kogoś) fragmenty?

    I to już po trzech latach!!! wink))) To jak z sadzaniem dziecka na nocnik, i już po 2 latach dziecko zaczyna kumać, o co z tym chodzi wink.
  • k1234561 24.09.18, 12:43
    Ucząc się zakreślonych fragmentów,zdarzało jej się przeczytać czasem więcej niż tylko zaznaczony fragment i zakumała,że to zaznaczone to istotne informacje,a to niezaznaczone to takie wodolejstwo.Z czasem sama opanowała tą sztukę oddzielania ważnych informacji od bla,bla,bla.

    --
    http://lbym.lilypie.com/1ocMp1.png
  • saszanasza 22.02.19, 07:52
    amast napisała:

    > To chyba nie miało być do mnie wink
    > Ale zainteresował mnie ten fragment:
    >
    > Jeśli chodzi o przedmioty pamięciowe jak biologia czy historia,to niestety najp
    > ierw ja sama siadałam z podręcznikiem i sama czytając dany rozdział podkreślała
    > m w podręczniku najważniejsze rzeczy,które córka musi się nauczyć.Nie musiała c
    > zytać zatem całego tekstu ani wkuwać jak leci na pamięć wszystkiego .Zaowocował
    > o to tym,że w gimnazjum,córka już sama umiała z treści podręcznika wyłapać najw
    > ażniejsze informacje,

    Ja takie coś robiłam przez 1 rok, dokładnie gdy córka była w 4 klasie sp. I dotyczyło to jedynie historii i najpierw analizowałam z corką tekst pod kątem wyłapywania istotnych informacji (czytałyśmy calość i streszczałyśmy ją) Nauczylam ją używać skojarzeń w nauce.





    --
    Chciałabym się kiedyś wyspać na tyle, żeby rano poczuć, że się budzę a nie zmartwychwstaję.
  • pitupitt 20.09.18, 14:25
    Nie wierzę w to co tu czytam

    --
    Z zasady nie wchodzę dwa razy do tego samego wątku, więc prawdopodobieństwo, że przeczytam wasze "cięte" riposty, jest żadne big_grin
  • mama_kotula 20.09.18, 14:54
    Jak moje dzieci były na edukacji domowej, poświęcilismy dwa czy trzy tygodnie na ogarnianie technik uczenia się. Od tamtej pory uczą się samodzielnie i samodzielnie planują. Umarłabym, jakbym miała codziennie siadać i robić takie rzeczy, jak k1234561.
  • alpepe 20.09.18, 15:03
    Też bym chyba umarła. Kosmos jakiś. Pamiętam z opowieści matki po jednym zebraniu. Nauczycielka chwaliła mnie i jednego Tomka. Ja, cóż, byłam sama z siebie zdolna i zawsze naj. On też był naj, z tym, że miał niepracującą matkę, która się zachowywała jak ta tutaj powyżej. Chłopak skończył podstawówkę, a potem w technikum miał problemy z poradzeniem sobie w nauce, bo matka już nie umiała mu pomóc. Skończył wizualnie jako stary roztyty i łysiejący maminsynek, a widziałam go, gdy miał 25 lat....

    --
    Achse des Guten
  • kornelia_sowa 20.09.18, 15:34
    Zwłaszcza to lysienie bylo wynikiem nauki z niepracującą matką
  • alpepe 20.09.18, 15:53
    Nie, podejrzewam hormony, ale ogólny wygląd miał tak nieciekawy, że wyglądał na męża swojej matki, a nie na jej syna. Tam były jakieś dziwne stosunki rodzinne, tak myślę.

    --
    Achse des Guten
  • k1234561 24.09.18, 12:53
    mama_kotula napisała:

    > Jak moje dzieci były na edukacji domowej, poświęcilismy dwa czy trzy tygodnie n
    > a ogarnianie technik uczenia się. Od tamtej pory uczą się samodzielnie i samodz
    > ielnie planują. Umarłabym, jakbym miała codziennie siadać i robić takie rzeczy,
    > jak k1234561.

    Ja nie umarłam,przetrwałam,dałam radę.Nauczyłam dziecko się uczyć i planować naukę.Korona mi z głowy nie spadła.Nie mam poczucia straconego czasu.Wręcz przeciwnie.Cieszę się ,że to zrobiłam.Córka zawsze na mnie mogła i może liczyć.Wyniki zarówno w podstawówce kiedy z nią siedziałam miała bardzo dobre,po pójściu do gimnazjum nic się nie zmieniło.Uczyła się sama i zjazdu na ocenach nie zaliczyła.Teraz jest w liceum i też idzie jej bardzo dobrze,też się uczy sama.Ja już po podstawówce wyłączyłam się z jej edukacji.I to nawet do tego stopnia,że plan jej lekcji znam tylko na zasadzie na którą godzinę w danym dniu idzie do szkoły i o której teoretycznie wraca.Bo praktycznie to też bywa różnie (zwalnianie z ostatnich lekcji,chory nauczyciel etc.).Tak więc siadanie z dzieckiem podstawówkowym do lekcji to nie takie zuooo i trauma jak tu piszecie.




    --
    http://lbym.lilypie.com/1ocMp1.png
  • mama_kotula 24.09.18, 13:10
    > Ja nie umarłam,przetrwałam,dałam radę.Nauczyłam dziecko się uczyć i planować naukę.Korona mi z głowy nie spadła.Nie mam poczucia straconego czasu.Wręcz przeciwnie.Cieszę się ,że to zrobiłam.

    Good for you.

    > Córka zawsze na mnie mogła i może liczyć.

    Moje dzieci też, ale nie mierzę tego godzinami przesiedzianymi nad lekcjami wink.

    Moje dzieci uczą się same bez tego "poświęcania czasu". Ich planu tez nie znam i generalnie nigdy nie znałam tongue_out (ale tu słyszałam, że to jest zaniedbanie i w ogóle). Wyłączona z edukacji jestem od zawsze, poza latami ED. Nigdy nie siedziałam z dziećmi przy odrabianiu lekcji. Ileż czasu zaoszczędziłam tongue_out. Poza tym wolę inaczej z nimi spędzać czas, jednakowoż, niż na wypełnianiu misji edukacyjnej.

    Nota bene ostatnio dowiedziałam sie, że moje najmłodsze dziecko jest niedouczone i zaniedbane. Panie, z którymi rozmawiałam na ten temat, odmieniły czasownik "poświęcać" chyba przez wszystkie możliwe osoby. Mąż poświęca czas, ja poświęcam czas, my poświęcamy czas. Wpadły w stupor, jak im powiedziałam, że nie ćwiczę z 7-latką ani dodatkowej kaligrafii, ani czytania, ani słówek z angielskiego (nie mają w szkole zadań domowych w ogóle), jedyne ćwiczenia, przy których asystuję tejże 7-latce to rzępolenie cholernych kurek trzech w polu i gam na wiolonczeli, bo muszę jej poprawiać palce i pozycję na krześle tongue_out. Panie zapytały, co w takim razie dziecko w domu robi, skoro nie ćwiczy kaligrafii, czytania i słówek (nadmienię, że to jest pierwsza klasa, poznali do tej pory 2 litery, teoretycznie sa to dzieci nieczytające i niepiszące tongue_out). Well, raczej czego to moje dziecko nie robi, łatwiej będzie wymienić... tongue_out

    Jak po raz fefnasty usłyszałam "my poświęcamy czas i uczymy" to warknęłam, że my nie poświęcamy czasu, tylko spędzamy czas na tym, co lubimy i mamy fun.
  • mama_kotula 24.09.18, 13:13
    A, pomoc w nauce rozumiem raczej jako bycie dostępnym w razie emergency - nie defaultowo. W sensie, jak dziecko czegoś nie rozumie, zawsze może przyjść i zapytać. Wydaje mi sie to bardziej sensowne, niż prowadzenie długich "warsztatów" z nauki z rodzicem.
  • molik28 20.09.18, 15:45
    E tam, już ma z górki. smile
  • milamala 20.09.18, 13:44
    A ja bym dziecka nie zostawila, bo tylko poglebi sobie zaleglosci. To zalezy od dziecka. Ze mna rodzice nic nie musieli robic,z moja siostra siedzieli godzinami. I jeszcze w szoku, bo ja bylam pierwsza i ich to rozleniwilo, ze o nic w moim przypadku dbac nie musieli.Nie daj sobie wmowic, ze popelnilas blad. Trzeba dziecko zaakceptowac takie jakie jest majac nadzieje, ze kiedys dorosnie, do samodzielnej nauki.
  • leyre2 20.09.18, 14:30
    A twoje dziecko Ile ma lat? Nie uczy sie w szkole? Nie ma nauczyciela?
  • edelstein 20.09.18, 14:51
    Wasze dzieci nie maja zadnych planow typu chce isc do szkoly x,by sie tam dostac musze miec takie a takie oceny?moj plany ma ambitne,ja powiedzialam krotko, chcesz tam isc to sie ucz, by cie przyjeli.Ja za ciebie sie naucze, moge pomoc jak cos, ale wszystko w twoich rekach i glowie.Lekcje odrabialam z nim na poczatku 1 klasy, czasem robie nalot kontrolny.

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • mama_kotula 20.09.18, 15:04
    Mało który 11-12-13-14-latek mysli perspektywicznie, wiesz. To zupełnie rozwojowe. To znaczy oni na racjonalnym poziomie rozumieją, że muszą <to i tamto>, a poziom emocjonalny to zupełnie inna bajka.
  • daniela34 20.09.18, 16:08
    Moim zdaniem najlepszy sposób: w klasie I - rodzic towarzyszy dziecku przy odrabianiu lekcji (siedzi z boku, sprawdza zrozumienie polecenia, poproszony - tłumaczy to, czego dziecko nie rozumie, albo wyjaśnia jak zrobić coś, czego dziecko nie umie, sam się nie wtrąca, na wszelki wypadek sprawdza, co było zadane, ale to w ostateczności, najpierw pyta dziecko, ale w tym wieku dziecko jeszcze ma prawo zapomnieć, więc jednak się upewnia), stopniowo - odchodzi od dziecka, idzie się zająć własnymi sprawami, dziecku mówi, że w razie czego ma przyjść, poprosić o pomoc. W starszych klasach pozwala dziecku wypracować własne techniki uczenia się, chyba że dziecko samo nie dojdzie, co działa najlepiej, wtedy rodzic pokazuje, jak można się uczyć. Rodzic moze sluzyc pomocą przy sprawdzeniu wiedzy- czyli np.odpytuje przed sprawdzianem, ćwiczy ortografię albo słówka z j.obcych, wymyśla dodatkowe przykłady do obliczenia z matematyki. Jeśli dziecko było nieobecne w szkole albo nauczyciel kiepsko tlumaczy, a rodzic potrafi- tłumaczy dane zagadnienia. Jeśli nie- organizuje korepetycje (A w przypadku kiepskiego nauczyciela, walczy o jego zmianę). Tyle. Oczywiście system nie zadziała przy dziecku z deficytami. Jeśli dziecku (mowię o zdrowym, bez problemów) nie zależy na ocenach- trudno, będzie miało kiepskie. Nie każdy musi iść do LO i na studia.
  • oqoq74 20.09.18, 18:17
    U nas są jasne zasady. Po szkole odpoczynek potem odrabianie lekcji, nauka. Potem inne rzeczy, co tam ma w planach, chce robić.Teraz syn jest w 8 klasie i sam już się pilnuje.
    Ale jak był młodszy to sprawdzałam czy odrobił lekcje. Jak miał sprawdzian, a były opisane w dzienniku, to zdarzało się, że odpytywałam. Jak nie umiał to nie było zabawy, tylko powrót do nauki. Zaznaczam, że znam swoje dziecko na tyle, by wiedzieć, czy dany temat mu nie leży, czy po prostu się nie nauczył.
    Inna sprawa, że podpowiadałam mu różne sposoby na nauczenie się czegoś. Takie, z których sama korzystałam. Dzięki temu sam jakoś doszedł do tego co mu pomaga się uczyć.
    Gdy syn uczył się uczyć, to zdarzało się, że coś mu nie poszło, dostał słabszą ocenę. Mieliśmy umowę. Jeśli widziałam, że się uczył, a ocena była słaba, to odpuszczałam. Ale jeśli wiedziałam, że się nie uczył i ocena była kiepska, to trzeba było ją poprawić.
    No i w którymś momencie trzeba odpuścić.
  • oqoq74 20.09.18, 18:19
    Młodszy w znaczeniu 4, 5 klasa. Później już sam się pilnował.
  • karotka_plus 20.09.18, 20:45
    Mój 4 sp. Lekcje odrabia sam od 3 sp. Jak czegoś nie wie/nie rozumie/nie jest pewien - przychodzi do mnie. Jak sam odrobi przynosi i sprawdzam. Jeśli widzę, że ma błąd np w obliczeniach - nie poprawiam, uważam, że od tego jest nauczyciel a i on (może) załapie, żeby uważniej odrabiać lekcje. Sprawdzam jak się spakował i zwracam uwagę, jak czegoś nie spakował to sam sprawdza czego brakuje. W ubiegłym tygodniu wypakował plecak w poniedziałek i spakował się raz jeszcze na poniedziałek a miał na wtorek... (zupełnie inne lekcje). Że ma się czegoś nauczyć to przychodzi i mówi/pokazuje ( nie zawsze ale jednak). Z tym, że on nie umie się uczyć sam na pamięć i nie wiem jak go nauczyć. Ja jako dziecko siedziałam i powtarzałam na głos aż się nauczyłam. Mój syn jest za niecierpliwy i zbyt rozproszony by tak się uczyć nad czym ubolewam... Więc to co na pamięć na razie uczymy się razem. Z tym, że przed nauką czyta na głos kilka raz więc coś rusza w tym temacie... Ale i tak przeczyta na głos 3 razy i już umie a jak go pytam to nie pamięta...
    W 3 sp. jak miał problem i nie pamiętał a była dana rzecz omawiana na lekcji to tłumaczyłam, że trzeba było uważać na lekcji jak nauczyciel tłumaczył i że ja nauczycielką nie jestem. Nie raz przez to ryczał i odrabianie 1 zadania z polskiego trwało godzinami. Oboje mieliśmy dość.
    W tym roku (póki co, to dopiero 3 tydzień września) nie jest najgorzej ale jeszcze trzeba pilnować. Materiału do nauki przybywa jak na razie, zobaczymy co dalej.
    Niby odpowiada sam za siebie i musi się tego nauczyć ale jednak jeszcze go kontroluję, starając się niejako wymuszać coraz większą samodzielność i odpowiedzialność.
  • osmycud8 23.09.18, 21:42
    Córka ma 11 lat. Oczywiście w szkole panie tłumacza lekcje, ale ona przychodzi do domu z niemal pusta głową, natomiast np miewa wymalowane rysunki na rękach itd. chyba nie skupia się na lekcji, a potem w domu większość rzeczy to dla niej czarna magia. baaardzo często nie pamięta co jest zadane, nie zdązy zapisać itd. w sprawach domowych to samo - tłuczone do głowy "po wstaniu weź lek, wyrzuć chusteczki higieniczne, odnieś szklankę do kuchni" a 9 na 10 razy jest "zapomniałam". I tak tez nauka idzie jak krew z nosa.
    Zobaczę o co to chodzi z tymi technikami uczenia się smile
  • hanusinamama 24.09.18, 13:04
    A moze poczytaj o cwiczeniu koncetracji? Bo tu widać ze ona ma z tym problem. Sorry ale samo nie przejdzie a efekt bedzie taki ze bedziesz w LO siedziec z nia nad lekcjami.
  • kaja96 25.01.19, 22:28
    Mam to samo. Z tym że ma okresy gdzie jest lepie potem jest zjazd i tak w kółko.
  • an.16 05.03.19, 10:19
    Techniki uczenia możesz o kant d... potłuc. Każdy wypracowuje swoje własne i wtedy mają sens. A twoje dziecko zachowuje się jak 3 latka, bo tak jest traktowane. Przestań nią dyrygować, sprawdzać, przypominać. Sama musi wziąć się w garść, a na to nie ma szans przy twojej ciągłej asyście.
  • mama_kotula 06.03.19, 08:45
    > Techniki uczenia możesz o kant d... potłuc. Każdy wypracowuje swoje własne i wtedy mają sens.

    Tak, każdy wypracowuje własne, ale najczęściej nie wie, jak sie do tego zabrać, bo ktoś mu wkodował, że ma czytac i podkreślać, co dla większości nie działa. I wtedy pomocne jest pokazanie, że można to zrobić na milion różnych sposobów. Próbowanie różnych rzeczy uruchamia mózg i rozmaite procesy, w końcu każdy ląduje z własnym pakietem tego, co mu odpowiada.
  • saszanasza 24.09.18, 13:22
    Moja córka wszystkie te przedmioty ogarnia sama. Biorac pod uwage, że to (tzw 6 latka w 5 klasie), uważam, że bardzo dobrze sobie radzi. Jedynie matematykę kontroluję, ale to dlatego, że boję się o samą siebie. Jestem tumanem matemetycznym i mam wrażenie, że jak nie bedę ogarniala razem z nią, to kiedy bedzie taka potrzeba, nie bede potrafiła jej tej matematyki wytłumaczyć. Nie wiem jakie będzie to mialo przełożenie na oceny, może być nieco gorzej ale bez przesady. Corka ma tą zaletę że jest dość ambitna i jej zalezy na dobrych ocenach. Po prostu.
    Moim zdaniem powinnaś nieco odpuścić, córka musi zacząć zauważać korelacje miedzy jej zaangażowaniem a ocenami.

    --
    Chciałabym się kiedyś wyspać na tyle, żeby rano poczuć, że się budzę a nie zmartwychwstaję.
  • saszanasza 26.01.19, 17:52
    Moja córka 10 latka aktualnie w 5 klasie ogarnia sie calkowicie sama. Przychodzi tylko, jeżeli czegoś nie rozumie (najcześciej z matematyki) ale wytlumacznie jej zabiera zazwyczaj chwilę. Nie sprawdzam jej prac domowych, więc siłą rzeczy nie poprawiam błędow, w ogole nie zaglądam do zeszytów czy książek. Zyję w poczuciu błogostanu. Nie wiem czego sie ucza, ponad to co wyczytam w dzienniku elektronicznym, nie wiem czy to trudne, czy nie i się zupelnie nad tym nie zastanawiam😉
    W 4 klasie mialam stresa związanego z moim subiektywnym odczuciem „trudności” materiału szkolnego, kiedy to uczyłam się z córka, choć też w umiarkowanym stopniu, teraz mnie to zupelnie omija. Corka pisze wypracowania samodzielnie, błędy sprawdza na tablecie w wikipedii....
    myślę sobie, że to nagroda za czas spedzony nad nauką z synem😬
    Z nim uczyłam się do 6 klasy SP kiedy to psycholog poradzila mi, zebym przystopowała, bo z tego nic dobrego nie wyniknie. Dziecko w koncu musi zacząć ogarniać się samo.

    --
    Chciałabym się kiedyś wyspać na tyle, żeby rano poczuć, że się budzę a nie zmartwychwstaję.
  • saszanasza 26.01.19, 17:53
    saszanasza napisała:

    > Moja córka 10 latka aktualnie w 5 klasie ogarnia sie calkowicie sama. Przychodz
    > i tylko, jeżeli czegoś nie rozumie (najcześciej z matematyki) ale wytlumacznie
    > jej zabiera zazwyczaj chwilę. Nie sprawdzam jej prac domowych, więc siłą rzeczy
    > nie poprawiam błędow, w ogole nie zaglądam do zeszytów czy książek. Zyję w poc
    > zuciu błogostanu. Nie wiem czego sie ucza, ponad to co wyczytam w dzienniku ele
    > ktronicznym, nie wiem czy to trudne, czy nie i się zupelnie nad tym nie zastana
    > wiam😉
    > W 4 klasie mialam stresa związanego z moim subiektywnym odczuciem „trudności” m
    > ateriału szkolnego, kiedy to uczyłam się z córka, choć też w umiarkowanym stopn
    > iu, teraz mnie to zupelnie omija. Corka pisze wypracowania samodzielnie, błędy
    > sprawdza na tablecie w wikipedii....
    > myślę sobie, że to nagroda za czas spedzony nad nauką z synem😬
    > Z nim uczyłam się do 6 klasy SP kiedy to psycholog poradzila mi, zebym przystop
    > owała, bo z tego nic dobrego nie wyniknie. Dziecko w koncu musi zacząć ogarniać
    > się samo.
    >


    I napisałam dokladnie to samo, tylko nieco pœźniej😂😂😂

    --
    Chciałabym się kiedyś wyspać na tyle, żeby rano poczuć, że się budzę a nie zmartwychwstaję.
  • marshi 04.03.19, 17:26
    Rozumiem sytuację i czasami się zastanawiam czy nie popełniłam błędu NIE siedząc z dziećmi nad książkami. Bo ja to wyrodna matka jestem. Moje dzieci od samego początku nie były sprawdzane, kontrolowane, odpytywane i zaganiane do nauki. Syn (3. klasa gimnazjum) jest dobry z przedmiotów ścisłych. Tylko raz nie miał świadectwa z paskiem. Doskonała pamięć, mało chęci do nauki, nie jest mu wszystko jedno z przedmiotów, które go interesują. Córka (8.klasa podstawówki) nie ma jednoznacznych ukierunkowań. Tylko raz miała świadectwo z paskiem, choć średnia oscyluje w okolicy 4,5. I ja uważam, że to dobry wynik jest, choć martwi mnie, że żadna dziedzina nie interesuje jej w sposób ponadstandardowy. Kiedy spotykam się z rodzicami, to słyszę, że gdyby nie uczyli się razem z dziećmi, to one nic by nie robiły. I z jednej strony ja mam przewagę, bo moje dziecko jednak uczy się samodzielnie, z drugiej strony mają ją inni rodzice, bo ich dzieci mają lepsze oceny, co w kontekście rekrutacji do szkoły średniej nie jest bez znaczenia.
  • mama_kotula 06.03.19, 08:57
    > Kiedy spotykam się z rodzicami, to słyszę, że gdyby nie uczyli się razem z dziećmi, to one nic by nie robiły.

    Bo to tak działa - dziecko przyzwyczaja się, że rodzic siedzi z nim defaultowo i niejako "wyprzedza" problemy, zanim się pojawią. Potem dziecko bez tego zewnętrznego rytuału nie jest w stanie nic zrobić, bo zwyczajnie nie wie jak. I tu się powinien zacząć proces wyprowadzania ku samodzielności, a najczęściej rodzic, który ma dość, robi to w stylu "od 5 klasy uczysz się sam" i wychodzi, jak wychodzi.

    I ja nie mówię, że dziecko z własnej woli będzie siadało do lekcji, nie nie, dzieci tak nie działają. Chodzi mi o to, że dziecko, które od początku będzie miało więcej samodzielności, będzie ciut bardziej nawykłe do szukania rozwiązania problemu na własną rękę, gdy on się pojawi - niż dziecko, z którym rodzic siedzi i robi wszystko i koryguje. Choć to też nie jest takie jednoznaczne, obecnie dzieci nie mają praktycznie w ogóle nawyku rozwiązywania problemów, bo są przyzwyczajone do natychmiastowych efektów w bardzo krótkim czasie, co jest niestety znakiem czasów i postępu technologicznego. Więc jak napotykają na trudność, której pokonanie zajmie im więcej niż parę minut, zwyczajnie się wyłączają i nie szukają rozwiązania we własnym zakresie, tylko outsourcują na starych. A na pytanie: co konkretnie sprawia ci trudność w tym zadaniu, pada odpowiedź "WSZYSTKO". I to jest realny problem imho.
  • osmycud8 06.03.19, 11:00
    Zgadzam się w 100%.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka