Dodaj do ulubionych

koniec roku - prezenty dla nauczycieli

05.05.05, 13:03
Bardzo ciekawa jestem, jak ta sprawa wygląda u Was w szkołach?
I nawet nie tyle interesują mnie indywidualne podziękowania, czy symboliczny
prezencik od klasy dla dobrej wychowawczyni, ile "obowiązki składkowe" na
kwiaty dla WSZYSTKICH nauczycieli.
Edytor zaawansowany
  • kina74 05.05.05, 15:03
    ooooo dobre pytanko. Jestem w Radzie Rodziców, składamy się co miesiąc po 5 zł
    (I klasa), z tego kupujemy: papier do ksero, poczęstunek dla dzieci z okazji
    balu karnawałowego, pączki na tłusty czwartek, małe co nieco z okazji Wigilii
    i "jajeczka", podkładki na stoliki na plastykę, kupiliśmy także wspólnie z inną
    klasą rolety do klasy, kwiaty i prezent (drobiazg) z okazji pani imienin, dwie
    piłki i trzy skakanki na lekcje W-F, opłacamy wszelkie wycieczki, wyjścia do
    kina itd. dla dziewczynki z domu dziecka. Nie mam sumienia zbierać coś jeszcze
    na ostatnim majowym zebraniu, bo czeka nas zaraz wycieczka, więc i tak rodzice
    będą mieli dodatkowy wydatek. Kasa klasowa zieje pustką, zresztą przy takich
    wydatkach nie raz sama dokładam co nieco z własnej kieszeni. Dodam jeszcze, że
    wszystko co kupujemy "zamawia" Pani, którą nie bardzo jak sądzę interesuje skąd
    mam wziąć i czy rodzice płacą regularnie (a nie płacą). I też się zastanawiam,
    co z prezentem. Rozumiem na zakończenie trzeciej klasy - prezent pożegnalny
    owszem. Ale teraz?? I za co w dodatku?? A może założyć i odebrać sobie ze
    składki już w drugiej klasie?? Tylko że w drugiej chcę się z tego "biznesu"
    wycofać smile))) Kurcze skąd u licha ta moda na prezenty?? Jak ja byłam dzieckiem
    tego nie było, pamiętam że jak ktoś w klasie miał bombonierkę oprócz kwiatów to
    już było "dziwne", a teraz każde dziecko z małą paczuszką oprócz kwiatów....
    Też jestem ciekawa Waszych opinii...
  • klaryma 05.05.05, 15:48
    Moej dziecko w zeszłym roku było w pierwszej klasie, po głosowaniu ustaliliśmy,
    ze na koniec roku Pani dostanie od nas (rodziców) bukiet kwiatów (niezbyt
    duży), a dodatkowo każdemu dziecku trójka klasowa kupi (z pieniedzy składkowych
    oczywiście) po różyczce, którą dziecko wręczy odbierajac świadectwo. Nie było
    żadnego innego prezentu, choc niektórzy rodzice ostro protestowali, dyskusja
    zrobiła sie dość nieprzyjemna. Mimo to uważam, ze wyszło wszystko badzo dobrze
    i mam nadzieję, ze również w tym roku zrobimy podobnie.
  • cruella 05.05.05, 16:19
    A u mnie jak zwykle: wojna podjazdowa.
    Sądziłam, że tylko w klasie starszego syna jest taki cyrk, u młodszego wcale
    nie lepiej.

    Prezenty są spore, wydatki (moim zdaniem) zbyt duże.

    Jak to wygląda w praktyce? Dlaczego wczoraj ogłosiłam bunt na pokładzie i
    dlaczego dziś mi się dostało?

    Co miesiąc zbieramy po 10zł (W-wa), dodatkowo (co miesiąc a czasem dwa razy w
    miesiącu) organizowany jest jakiś wyjazd, wycieczka, wyjście do kina, teatru,
    Wigilia, Mikołajki, ostatki, Dzień Dziecka w McDonaldzie (bojkotowany przeze
    mnie, niestety nie przez RR), wyjazd do "zaprzyjaźnionego" zakładu (u starszego
    była garncarnia u młodszego papiernia, wycieczki fajne i edukacyjne, szkoda
    tylko, że cena mocno zawyżona w stosunku do innych klas)....a mamy dopiero I
    klasę.

    Tak więc podliczyłyśmy z innymi mamami i okazało się, że nie 10 a dobrze ponad
    30zł wynosi ta comiesięczna zbiórka. Dzieci jadą na wycieczkę a w kolejnym
    tygodniu zbieramy na kolejną.

    Inne klasy płacą za autokar po 10-15zł, nasza klasa po 25zł (tak na wszelki
    wypadeksmile. Tak jest wszędzie i zawsze. Dlaczego się nie zbuntowałyśmy? Bo pani
    z RR "załatwia" autokar, którym jedzie jej mąż (droższy niż wynajęty przez inną
    klasę) a potem szukamy chętnych, którzy pojadą z nami i dopłacą do droższego
    autokaru. Teraz zbieramy na prezent na koniec roku (w kasie mamy 290zł), musimy
    doskładać 700zł, zeby wystarczyło na komplet sztućców, które pani z RR już
    zamówiła!!!!

    Wczoraj stanęłąm z powiedziałam "dość". Rodzice, którzy mieli do mnie dołączyć
    gdzieś po drodze zmienili zdanie.

    Dziś zostałam "wezwana" na dywanik do pani wychowawczyni. Zapytała mnie wprost,
    czy ma liczyć mojego syna w kolejnych wycieczkach, bo doszły ją słuchy, że coś
    mi się nie podoba (trochę delikatniejszym tonem ale dość dosadnie).
    Zapytała tylko mnie, ponieważ "tylko mnie coś nie pasowało".

    Załamałam ręce, reszta rodziców postanowiła nie zadzierać z RR.

    Dlaczego postanowiłam powiedzieć "dość"? Ponieważ ponad 2/3 klasy to rodzice
    bardzo źle sytuowani, spora większość rodziców jest bez pracy, jest wiele matek
    samotnie wychowujących dzieci. Wściekła wypomniałam to matce z RR, w odpowiedzi
    usłyszałam, ze "jak ktoś nie ma w tym miesiącu to może dać w przyszłym". A co,
    jeśli i w przyszłym miesiącu nie ma???? Na to pani odpowiedziała, że "jak się
    ma dzieci to trzeba płacić".

    Cóż, za wiele nie zwojujemy. Owszem, można złożyć skargę, zmienić RR (co w
    naszym przypadku łatwe nie jest). Próbowaliśmy zmienić RR i napotkaliśmy opór
    wychowawcy. Ludzie są zastraszeni przez wieloletnie "szkolne układy".

    Przykro mi, że dzieje się to w naszej klasie.
  • em_es 08.05.05, 19:51
    Cóż, została Pani wezwana przez wychowawczynię na dywanik, gdyż ta poczuła. że
    jej lewe zarobki są zagrożone - czy Pani ktoś daje prezenty w wysokości Jej
    pensji za wykonywanie tego, co opiewa umowa o pracę? Zapewne nie. Pani
    wychowawczyni ma pensję, przyjmowanie prezentów od rodziców, którzy liczą na
    lepsze za to traktowanie swoich pociech jest dla mnie nadużyciem, branie łapówek
    w tym kraju jest karalne. I należy się temu przeciwstawiać, bo to chory zwyczaj.
    Pamo wychowawczyni sztućce niech sobie sama kupi a nie wyzyskuje rodziców, jak
    komuś źle w zawodzie nauczyciela to jest wiele innych, przymusowo się tego
    zawodu nie wykonuje.
    --
    MS
  • burza4 05.05.05, 16:48
    Ja jestem w szoku!!! jakie prezenty???? w żadnej z klas do której chodziła
    córka takiech zwyczajów nie było. Co więcej - trudno było zebrać
    nawet "dobrowolne" składki na RR, o ekstra wydatkach (prezenty na kazdy koniec
    roku) szkoda było gadać. Kwiaty kupowali rodzice na giełdzie, więc były to
    symboliczne kwoty. Jedynie wychowawczyni na koniec podstawówki dostała jakiś
    srebrny łańcuch z wisiorem, ale kosztował ok. 300 zł.
    Ludzie - komplet sztuććów za tysiaka???? paranoja jakaś... po prostu
    odmowiłabym udziału w takiej imprezie, niewiele mnie interesuje zdanie jakiejs
    mamuśki w moherowym bereciku, ktora musi kupić cos reprezentacyjnego. Chce -
    niech sobie sama płaci, może następnym razem nie wyskoczy z takimi pomysłami.
  • agatka_s 05.05.05, 18:15
    No dla mnie to też brzmi jak bajka z kosmosu.

    My zbieramy po 10 zł na miesiac, i pieniedzmi tymi dysponuje pani
    wychowawczyni. Sa one przeznaczone, na spotkania klasowe typu Wigilia, byla
    dyskoteka klasowa. kupilismy bombki na choinke, czy tez tego typu
    ogolnoklasowe potrzeby.

    Nie ma to nic wspolnego z oplata na rade rodzicow, ktora wynosi 300 zł na rok i
    jest teoretycznie dobrowolna (ja wplacilam 200 bo uwazam ze 300 zl to zbyt duzo)

    Wszelkie wyjscia do kina, teatru, wycieczki itp, to zupelnie inna rzecz i tu
    kazdu uczen placi za siebie. Oczywiscie nie ma obowiazku w takich rzeczach
    uczestniczyc, ale oczywiscie kazde dziecko uczestniczy. Kwoty sa wysokie bo
    takie imprezy sa drogie, ale to sa ceny obowiazujace na zewnatrz i nie ma
    absolutnie powodu aby nagle nasze dzieci mialy kino za darmo...

    co roku pieniadze te tzw klasowe zostaja, i z tej nadwyzki na koniec roku
    kupujemy kwiatki dla nauczycieli i zawsze po ksiazce dla kazdego ucznia, tak
    aby takie nagrody nie dostali tylko najlepsi, ale aby kazdy poczul ze
    napracowal sie przez ten rok, i zostalo to docenione.

    Jezeli przyniesie ktos cos od siebie to sa to dodatkowe kwiatki, czasem jakas
    czekoladka (no bo nawet bombonierka to juz w rekach dziecka wyglada
    przesadnie), no i tyle. wiadomo ze niektorzy czuja potrzebe podziekowania, ale
    to nie moze przekraczac granic dobrego smaku 1000 zł na prezent to jest
    PARANOJA.

    No coz moim zdaniem, prezent powinien byc dobrowolny i jesli ktos nie ma ochoty
    go dawac, to nie mozna go zmusic.

    Ja mialam podobna historie ze skladka na prezent dla ksiedza z okazji Komunii.
    Mieszkam na osiedlu, gdzie w zasadzie wszyscy sa dobrze sytuaowani, i nagle
    rodzice uzgodnili zrzutke co laske w kwocie minimalnej, ktora dla mnie byla
    kompletnie wygorowana, wstalam powiedzialam ze tak uwazam i ze nie zaplace
    tyle, bo uwazam ze taka skladka powinna wynosic tyle a tyle. jakis tam szum
    byl, ale skonczylo sie ze ja dalam tyle ile uwazalam za stosowne. no i coz
    jakos zyje, i nikt mnie z tego powodu p[alcem nie wytyka. Nie moze byc tak ze
    to ktos inny bedzie decydowac ile ja moge przeznaczyc na prezent. jesli ktos
    ma ochote kupowac prezent za kilkaset zlotych, jego sprawa, ale ja nie uwazam
    tego za potrzebne i nikt mnie nie zmusi abym w tego typu "pokazowych" wyrazach
    wdziecznosci uczestniczyla.

    Zycze asertywnosci, gwarantuje ze nikt cie nie zmusi do zaplacenia kwoty, ktora
    uwazasz za wygorowana. trzeba tylko byc konsekwentnym.
  • cruella 05.05.05, 18:46
    Ja znów poszłam na skróty.

    Składka na RR to jedna rzecz. Te składki zbiera sekretariat i nimi dysponuje.
    Ogólnie przyjęto, że będzie to min. 200zł. Składki niby są dobrowolne ale
    imiennie podaje się, kto w danej klasie nie wpłacił.

    Składki, o których ja wspomniałam to składka na rzecz klasy (fundusz klasowy).
    W poprzednich latach również były mniej i bardziej "wyskokowe" koszty i
    prezenty. My mniej lub bardziej na nie się godziliśmy. Czasem rodzice sami coś
    piekli, ktoś miał dojście do tańszych rzeczy i jakoś się to trzymało "kupy".
    Oczywiście, składki były ale mniejsze. Jako osoba w trójce klasowej, za
    porozumieniem z wychowawcą brałam pod uwagę sytuację rodzin, ustalając kolejne
    zbiórki.

    W kolejnych klasach było różnie. W obecnej szkole starszego syna panuje istny
    terror. Trójka wybrana została przez wychowawcę, panie same ustalają co i kiedy
    będzie organizowane.
    Tam jakoś te zbiórki nie kłują w oczy. Rodzice są troszkę lepiej sytuowani.

    Jednak w klasie mojego młodszego syna (jest w innej szkole) sytuacja materialna
    rodziców jest zła. Bo i takie jest osiedle. Owszem, doprowadziłam do obniżenia
    kosztów i nie będzie prezentu końcowego za 1000zł (prezent + kwiaty dla każdego
    nauczyciela, duże kwiaty bo z małym bukietem podobno wstyd iść). Zapłaciłam za
    to tym, że "uprzejmie" doniesiono na mnie.

    Trudno. Ja zapłacę, nie jest to dla mnie tak dużym obciążeniem, jak dla wielu
    innych osób. Żal mi jedynie tych, którzy nie mają silnej woli, by stanąć i
    głośno sprzeciwić się tym, coraz większym, wydatkom.
  • kina74 05.05.05, 19:22
    no fajnie smile)) To ja jestem jedną z tych w moherowym berecie smile))) U nas
    chętnych do Rady Rodziców nie było, zgłosiłam się sama, potem kolejne dwie
    mamy. U nas (pod Wawą) składka szkolna to 100 zł od rodziny bez względu na to
    ile dzieci ma się w danej szkole. Jak wspomniałam miesięcznie składamy się po 5
    zł, a to raczej niewiele, zwłaszcza że w klasie jest 18 dzieci, z czego 2-3 nie
    płacą wcale (nie pytam dlaczego i nie nagabuję) + jedna dziewczynka z domu
    dziecka na którą płacimy z tej właśnie składki. Tzn. w praktyce także za
    pozostałe osoby, bo trudno dziecku nie dać pączka czy soczku skoro mama nie
    płaci (dla czepialskich to jest oczywiście skrót myślowy). Na szczęście rodzice
    są zgrani, wszelkie większe wydatki (jak np. rolety) konsultuję na zebraniu z
    resztą rodziców (wychowawczyni wtedy wychodzi z klasy), o małych decyduję
    wespół z resztą RR. Ponieważ szkoła mieści się pod Wawą wycieczki są
    rzeczywiście drogie, bo i sam dojazd kosztuje nas więcej. Mamy za to fajnych
    rodziców, którzy załatwiają wiele rzeczy po kosztach albo za darmo. Jedna z mam
    załatwiła np. dzieciakom wycieczkę na lotnisko (za kompletną darmochę),
    włącznie z wejściem do samolotu. Musimy tylko za dojazd zapłacić a dzieciaki
    będą miały frajdę. W przyszłym roku chcę zrezygnować z tej zaszczytnej
    funkcji smile))) ale obawiam się że łatwo nie będzie, bo już słyszałam
    opinie: "jakie to szczęście że mamy taką "społecznicę" w klasie". Ale wiem też
    że nie jest różowo i niezadowoleni pewnie też są, szczególnie ci, co nie są
    zadowoleni nigdy i z niczego, a ja się za bardzo wszystkim przejmuję... Na kasę
    na prezent póki co nie mamy, zresztą jeszcze jedno zebranie przed nami, niech
    reszta decyduje. Ja w każdym razie o kasę żebrać nie umiem. A z tymi "biednymi"
    to też pytanie: jest np. taka mama co nie płaci i mówi że nie ma, a dziecko co
    tydzień na basenie w automacie 10 zł przetraca na słodycze... Co nie znaczy, że
    problemu zamożnych i mniej zamożnych nie dostrzegam. Sama mam znajomą co nie
    daje bo nie i już. Taką ma politykę. I jej sprawa, skoro się z tym dobrze
    czuje. I pewnie że moglibyśmy tych rolet czy piłek nie kupować, tylko akurat
    moje zdanie jest takie, że przecież to dla naszych dzieci jest. Teraz dzieci
    mają prawdziwy w-f, a nie spacery po okolicznym lesie. (a chodziło o to, aby
    kupić piłki lżejsze niż te szkolne) - wiem, wiem to drobiazg, tylko że z takich
    drobiazgów całe życie się składa...
    Jak zwykle od tematu odbiegłam, ale znowu mnie poniosło, za co wszystkich w tym
    wątku przepraszam
    Kina
  • cruella 05.05.05, 20:02
    Ale Kina74, Ty o czym innym piszeszsmile)

    Mój starszy syn w klasach 1-3 też był w takiej właśnie klasie. Rodzice
    dorzucali do wspólnego worka, co każdy miał lub potrafił. Jeden załatwił
    autokar z zakładu pracy (bo mógł), inny przywiercał listwy (bo potrafił), inna
    mama upiekła ciasto...Na wycieczki raczej chodziliśmy, autokarowa była tylko
    jedna, uzgodniona wcześniej z rodzicami. Staraliśmy się dopasować koszty do
    naszych możliwości!

    Ja piszę o chorych sytuacjach. Chcesz taniej a tu się nie da, czy wręcz nie
    wolno, bo..."pani X zawsze "załatwia" autokar, pani Y od lat zajmuje
    się "zakupem" książek". A że można załatwić to znacznie taniej, to już inna
    historia. Przed samą majówką dzieci były na wycieczce (składka po 28zł), dziś
    była składka po 50zł (wycieczka). Już mówi się o składce na Dzień Dziecka
    (prezenty dla dzieci i McDonald's), składce na koniec roku (może jednak nie
    będzie), kolejnej wycieczce.

    Powiem wprost: naszej klasy na to nie stać. Układy klasowo-szkolne to inna
    historia. Nie neguję żadnych wycieczek czy wyjść. Niestety, nie każdy może
    sobie na to pozwolić. Zwłaszcza, gdy takie imprezy są w każdym miesiącu.
  • kasiekgo 05.05.05, 22:32
    Mój syn chodzi do drugiej klasy podstawowej. Składka klasowa to 10zł
    miesięcznie i z tych składek starcza na prezent dla pani kwiaty dla innych
    nauczycieli. U nas tez każde dziecko miało różyczkę dla pani. Choć było
    ustalone, żeby żadne dziecko nie przynosiło dodatkowych kwiatów to niestety
    niektórzy rodzice się wyłamali. W tym roku nie wiem co rodzice wymyślą na
    prezent. A na wyścia do teatru lub muzeum płacimy osobno.
  • kama48 06.05.05, 00:30
    Dzięki za odzew. Właściwie to chciałabym sie do każdej odpowiedzi ustosunkować,
    a kilka zdań szczególnie mnie korci, ale czas nie pozwala, więc napiszę ogólnie,
    jak to u nas wygląda.

    W radzie rodziców są matki największych łobuziaków. I to one ciągną ile się da
    na "klasowe", chcąc jak gdyby przypodobać się swoją aktywnością całemu gronu.
    Nie mam nic przeciwko tym kobitkom (fakt - starają się bardzo), ani ich synom
    (no, cóż, nie każada pociecha to aniołek), ale ich postawa przypomina mi
    uszczęśliwianie na siłę. Ludzie nie chcą płacić, po cichu coś mruczą, albo
    uciekają szybko z zebrania, one - narzekają na brak pieniędzy, bo przecież
    konieczne wydatki ... Po pierwszym roku, kiedy to płaciłam grzecznie za siebie i
    innych (bo wiele osób nie zapłaciło), oburzyłam się nieźle, gdy dziecię moje
    powiedziało mi po zakończeniu roku, że prawie wszyscy indywidualnie wręczali
    kwiaty lub pomadki przy przekazywaniu im świadectwa (moje nie). Oczywiście o
    wspólnym dziękowaniu od klasy nic nie słyszało. I tak jest zawsze na dzień
    nauczyciela i koniec roku: same matki z rady lub ich synowie wręczają wszystkim
    nauczycielom kwiaty, a klasa nawet o tym nie wie. Wyątkiem było wspólne
    pożegnanie wychowawczyni prezentem na zakończenie III klasy. Tłumaczą to niby
    logicznie: nie ma wtedy lekcji i trudno zebrać wszystkich (czy nawet inne
    dzieci), no i że to one za wszystkim chodzą, kupują wiązanki, itp., ale mnie się
    to nie podoba. Na razie jestem jedyną czarną owcą, która głośno mówi - nie. I
    nie chodzi tu tylko o te 5 czy 10 zł miesięcznie.
    Kolejny taki dylemat: są rodzice, którzy nie płacą, bo są biedni. Ale np jedna
    dziewczynka, która ma również pokrywane przez szkołę obiady, ze wspólnych
    pieniędzy fundowane wyjścia np do kina, czy prezent na mikołaja (choć jej
    rodzice nie składają się) zawsze na koniec roku oficjalnie wręcza wychowawczyni
    od siebie kwiaty i pomadki. Zaczynam się w tym wszystkim gubić.
  • wila3 06.05.05, 09:02
    Dobrze sobie radzisz. Najważniejsze: nie robić nic wbrew sobie i kierować się
    intuicją. Możliwości, jak widzisz, jest dużo. Jestem mamą skarbnika klasowego i
    na każdym zebraniu 6 klasy i wcześniejszych zbieram większość składek. W
    skrócie: zakończenie szkoły lub 3 klasy-na prezent, ile kto może i za to
    kupujemy. Na imprezę pożegnalną zbieram intensywniej, bo przecież każde dziecko
    będzie jadło i piło. A kwiaty dla wszystkich nauczycieli? Zawsze na dzień
    nauczyciela i koniec roku. Przy 17 dzieciach w klasie i 11 nauczycielach były
    to często maleńkie bombonierki, bo na różę nie starczało.
  • sylvi_a 06.05.05, 09:25
    też jestem w radzie rodziców- i co rok jest problem, moje dziecko jest już w
    czwratej klasi e- i zawsze (oprócz trzeciej gdy żegnaliśmy wychowawcę) z e
    skąłdki klasowej kwiaty- to co zostało.
    sluchajcie, sprawa nie wesoła, bo faktycznie płaca te składki róznie- czasami -
    dzień chłopaka, impreza andrzejkowa, Wigilia,- musze zakąłdać ze swoich a na
    zebraniu odbiearam, jest garstka tych co płacą- na zebraniu móiwę ile co
    kosztowało, ile zostało, i jak wyglądąła sprawa z prezentami- wtedy łyso jest
    co iektórym , tych co nie płaća - przeważnie nie ma.
    na ogólnym zebraniu - najgłośniej krzyczę: nie zbierajamy na klasowe bo te 5
    zł/m-z to wielki problem, a rodzice że nie! że skladać trzeba, i że dzieciaki z
    imprez są zdowolone.

    w tym roku wpadłam na taki pomysł-
    zaproszę jednego z rodzicówwszystkich dzieci (21 osób) - z końcem maja (namy
    się już 4 lata)- do pubu-wszystkich-celem omowienia końca roku- i bęziemy
    radzić, bo przy Pani- to wychodzi głupio dość, wychowawczyni jest naprawe
    zażenowana i bardzo skromna osoba.
    natomiast w klasie mamy 1 rodzica, który niby płaci, ale co do kwitaów na
    koniec roku i nawet upominku dla Pani-ma STRASZNE zastzeżenia, no i żeby nie
    było że trójka sama zadecydowała.
    no i omówimy od razu- dzień dziecka i inne takie, kto nie przyjdzie iech pluje
    sobie w brode- co o tym sądzicie?
  • wila3 06.05.05, 10:31
    Ten pub to fundujesz? Nie zdziw się, gdy przyjdą te same osoby, co na zebranie/
    choć stawiam: przyjdzie kilka/. Przecież to wszystko można załatwić na
    wywiadówce. Po omówieniu przez wychowawcę najważniejszych spraw prosisz osoby
    zaproszone do pubuwink o pozostanie i rozmawiacie. Nigdy nie będziesz ich miała
    wszystkich razem tak jak na zebraniu. My tego nigdy nie załatwiamy przy pani.
    Jasne, że zostają zawsze te osoby, które płacą i w tym gronie ustalamy minimum.
    Później syn-skarbnik ściąga od opornych co się da. Dzieci potrafią namówić,
    jeśli je przekonasz do swoich
    racji.
  • agatka_s 06.05.05, 10:48
    nie wiem, ale mam wrazenie ze to jakies demonizowanie sprawy...

    U nas przez 3 lata zbieramy po 10 zl, i to absolutnie zalatwia wszystkie
    sprawy. Jak napisalam, pieniedzmi tymi dysponuje wychowawczyni i to ona
    decyduje jak beda wydane, czasem informuje ex-post, a czasem pyta rodzicow o
    opinie, ale generalnie ona "martwi sie" o wszelkie nadprogramowe sprawy
    (dyskoteka, wycieczka, jaselka dla rodzicow, czy poczestunek z okazji dnia
    matki) Nie wydajemy poprostu wiecej niz te 100 zl rocznie na dzieko, bo to
    bylaby poprostu przesada wydawac wiecej (po co ???). Zebranie 10 zl na miesiac
    nie przekracza niczyich mozliwosci finansowych i nie ma tez klopotu ze
    zbieraniem takiej kwoty (na pewno nie angazuje sie dzieci do tego).

    Nigdy nie bylo tez u nas jakis zebran, ustalen, bo o czym tu dywagowac, pewne
    rzeczy sa w miare konstans jak np kwiatki dla nauczycieli, czy Jaselka na Boze
    Narodzenie. No i tyle, w koncu szkola to tylko szkola i nie ma co robic z tego
    jakiejs niepotrzebnej szopki, dzieci maja sie przedewszystkim uczyc, rodzice
    tez nie powinni jakos nadmiernie byc angazowani ani finansowo, ani w kwestii
    wolnego czasu. Ja mysle ze te rozne nawiedzone trojki klasowe itp sa tylko na
    wlasne zyczenie, jezeli od poczatku godzimy sie na takie postawienie sprawy ze
    to rodzice biora na siebie wszystko, i staraja sie jak moga to potem juz tak
    jest. U nas za zycie klasy odpowida WYCHOWAWCA, rodzice czasem cos pomogą,
    nigdy nie jest odwrotnie. A jesli ktos tak chce ponadprogramowo sie angazowac i
    ma wolny czas, to jego sprawa, ale nie moze oczekiwac ze wszyscy beda z takim
    samym zapalem sie angazowac, czy finansowo, czy czasowo.
  • cruella 06.05.05, 10:50
    Świetna propozycja z tym spotkaniemsmile))

    Przy pani faktycznie trudno cokolwiek omawiać a już na pewno trudno rozmawiać
    na temat wydatków.

    U nas sytuacja jest o tyle głupia, że pani nie zbiera potwierdzenia wydatków,
    nie mówić już o tym, ze nie mówi na zebraniu co i za ile kupiła. Sami się
    domyślamy z opowiadań dzieci.
    Dla mnie jest to niezrozumiałe, w poprzednich latach pani z RR w trakcie
    zebrania puszczała swój zeszyt w obieg. Każdy mógł zajrzeć i zobaczyć, ile jest
    pieniędzy i ile zostało wydane.

    W tym roku zapanowały jakieś dziwne zwyczaje. Rodzice aż się gotuja, gdy
    powiedziała, że ona "tego nie przejada i z ciastek rozliczać się nie będzie".


    Wyjście i wszelkie rozmowy w gronie rodziców POPIERAM !!! Jeśli ktoś nie ma
    czasu lub nie chce przyjść, jego sprawa.
  • sylvi_a 06.05.05, 11:06
    nie, nie fundujęsmile, kazdy z grona rodziców mnie zna i wie ze to w sprawie
    dziecka i naszej kasy to zebranie, ale jasne że fajniej byłoby po zebraniu, z
    tym ze zebranie zawwsze się przeciąga, czasmi zostają rodzice którzy chcą z
    wychowawcą sami porozmawiać, a poz tym po godzinie siedzenia na zebraniu, nikt
    nie chce jescze wnikać wałkować tego samego tematu
    10 zł- to byłaby zgroza! o 5 zł musze wlaczyć jak lwica- i rozliczam się z
    każdego grosza!! z kazdego!
    oczywiośćie- zabawy są tylko oikazyjne - Andzrejki, walentyki , no a prezenciki
    drobne... ale zawszeto ja musze ruszyć mózgownica, są wdzięczni a mnei zależy
    na zadwoleniu dzieciaków - bo to jest faktycznie coś!
    no i teraz to zebranko- zobaczymy....
    kto ie przyjdzie niech pluje sobie w brodę, tylko niech mi ie wyjeżdża potem ze
    on nie wie na co poszła reszta kasy z końca roku- bo przy wychowawcy tego nei
    powiem, a ludzie taktu nie mają, o!
  • agatka_s 06.05.05, 11:15
    sylvi_a napisała:

    > nie, nie fundujęsmile, kazdy z grona rodziców mnie zna i wie ze to w sprawie
    > dziecka i naszej kasy to zebranie, ale jasne że fajniej byłoby po zebraniu, z
    > tym ze zebranie zawwsze się przeciąga, czasmi zostają rodzice którzy chcą z
    > wychowawcą sami porozmawiać, a poz tym po godzinie siedzenia na zebraniu,
    nikt
    > nie chce jescze wnikać wałkować tego samego tematu
    > 10 zł- to byłaby zgroza! o 5 zł musze wlaczyć jak lwica- i rozliczam się z
    > każdego grosza!! z kazdego!
    > oczywiośćie- zabawy są tylko oikazyjne - Andzrejki, walentyki , no a
    prezenciki
    >
    > drobne... ale zawszeto ja musze ruszyć mózgownica, są wdzięczni a mnei zależy
    > na zadwoleniu dzieciaków - bo to jest faktycznie coś!
    > no i teraz to zebranko- zobaczymy....
    > kto ie przyjdzie niech pluje sobie w brodę, tylko niech mi ie wyjeżdża potem
    ze
    >
    > on nie wie na co poszła reszta kasy z końca roku- bo przy wychowawcy tego nei
    > powiem, a ludzie taktu nie mają, o!


    Wiesz co, jezeli to jest dla ciebie taka męka to po co się tym zajmujesz ? Tu
    trzeba jak z dziećmi, nie chcecie odrabiać lekcji- Wasza sprwawa będziecie mieć
    dwóje na koniec. Tu tak samo, jezeli rodzice nie chca tych "nadobowiazkowych"
    rzeczy, to nie i juz. W koncu jedna osoba nie moze sie tak przejmowac za
    wszystkich. Ja bym sobie odpuscila, jezeli nie mam satysfakcji z tego co
    robie.
  • sylvi_a 06.05.05, 11:31
    a ! jeszce jedno - powiem Wam że rodzice doceniają moją pracą, bo widzą ze się
    przejmuję (robię zdjęcia dzieciom na zabawie, potem odbitki)i powoli ich
    wychowuję...nawet Ci niepłacący jakoś się mobilizują

  • cruella 06.05.05, 11:17
    U nas zebranie otwiera i zamyka wychowawca. Nie możemy zostać sami w sali.
    Wymóg dyrekcjisad
  • sylvi_a 06.05.05, 11:28
    agatko- otóz ja mam satysfakcję i to ogromną - kiedy się dzieciaki cieszą! a
    mordęga nie jest ogromna bo tylko z tymi co nie płacą - a chcieliby żeby dzicko
    i prezent odstało i na zabawę pzryszło i ciasta zjadło,
    odmówisz dziecku, bo jego tata/mama nie dali zna klasowe przez 4 mc-e?
    poza tym byłaś na zebraniu klasowym? wiesz ak wyglądają wybory na trójkę? NIKT
    nie chce, jakby łaską robili ze w ogóle na zenranie przyszli, bo to obowowiązki.
    wychowawca też kasy zbierazć nie chce, bo widzi jacy niektóy są problemowi i że
    ciągle mają zastrzeżenia
  • agatka_s 06.05.05, 11:35
    Ja tam bym się nie przejmowala tylko na samym zebraniu, prosto w oczy
    powiedziala to co sama przed chwilą napisalaś. I rodzicom, i pani też. No w
    końcu pani w klasie od czegoś jest, nie tylko od przyjmowania prezentów i
    kwiatków. Nie krepowalabym sie i zapytala osob co nie placa wprost; czy
    panstwa dzieci maja byc wykluczone z nastepnej okazji, Wóz albo przewóz. Tu
    nie ma co się bawić w dyplomacje i oczekiwać taktu, i samodyscypliny. Kawa na
    ławę, albo robimy coś razem i wszyscy w tym jednakowo uczestniczą, albo
    dowidzenia, dzieci tych ciastek czy innych przyjemnosci nie będą mieć. Inaczej
    to wyladujesz w wariatkowie, nie moze byc tak abyś tak sie tym prze3jmowała, w
    koncu to wszystko ma być dla przyjemności i dzieci i rodziców, którzy powinni
    być zadowoleni że dzieci sa szczęśliwe...
  • kama48 06.05.05, 12:03
    Ja mimo wszystko do końca tego nie rozumiem, bo patrząc z boku to wszyscy
    narzekają. Rada - że nikt się nie angażuje i nie chce dawać paru złotych,
    pozostali rodzice - odpuśćcie sobie (po cichu, albo półsłówkami, do znajomej),
    po co żebrać o pieniądze i organizować wyjścia, mikołaje, skoro ludziom szkoda
    kasy? Po co kwiaty dla wszystkich nauczycieli, skoro klasa nawet nie widzi co
    się wręcza? Może się czepiam, ale lubię jasne sytuacje, no i też nie chcę płacić
    za innych,a zebranych pieniędzy praktycznie nigdy się nie rozlicza, wszystko
    idzie do wspólnego worka.

    Wychowawczyni jest w porządku, ale w szkole taka panuje zasada, że finansami
    zajmują się rodzice; ona na czas dyskusji wychodzi z sali. Naprawdę byłoby
    głupio, gdyby na koniec roku nie dostała tej wiązanki i chociaż symbolicznej
    bombonierki od klasy, jeśli już na drobny prezencik nie wystarczy. Natomiast
    wkurza mnie, gdy okazuje się, że np 10 osób (bo reszta nie płaci) finansuje
    prywatne podziękowania dla nauczucieli od tych samych osób (bo do tego to się
    praktycznie sprowadza). Stać mnie na te 10 zł mies., ale też nie przelewa mi się
    i tak np jakikolwiek wyjazd wakacyjny pozostanie najprawdopodobniej w sferze
    marzeń.

    Może jednak w starszych klasach podstawówki powinno się odpuścić klasowe, a
    zbierać jedynie na konkretny cel jak są chętni? Sama już nie wiem.

  • sylvi_a 06.05.05, 11:42
    a powiedziałam, powiedziałam!
    i stąd Pani głupio- przyjmować kwiaty i prezenty.
    i stąd też zmobilizowali się Ci co nie płacili, bo Ci co płacą zbulwersowali
    się głośno! i aż do kolejnego zebrania- znowu są zległości, z tym ze nie
    wszyscy po 4 m-ce, a zebrania są rzadko, a na zebraniach nie ma tych co na
    minusie są i tak w kółko....




  • agatka_s 06.05.05, 11:50
    sylvi_a napisała:

    > a powiedziałam, powiedziałam!
    > i stąd Pani głupio- przyjmować kwiaty i prezenty.
    > i stąd też zmobilizowali się Ci co nie płacili, bo Ci co płacą zbulwersowali
    > się głośno! i aż do kolejnego zebrania- znowu są zległości, z tym ze nie
    > wszyscy po 4 m-ce, a zebrania są rzadko, a na zebraniach nie ma tych co na
    > minusie są i tak w kółko....
    >
    > Ja zbieram pieniadze na dodatkowy basen dla naszych dzieci, po okolo 60 zł na
    2 miesiace (taka nasza inicjatywa rodzicow, bo basen mamy w szkole i chcemy aby
    dzieci plywaly dodatkowo). Na 2 tygodnie przed zebraniem, pisze na komputerze
    20 karteczek, aby na zebranie ci co chca przyniesli te 60 zl, bo beda zbierane
    pieniadze. No i moj syn daje te karteczki wychowawczyni, ktora rozdaje
    dzieciom i one wklejaja to do dzienniczka. Kto nie zaplaci, na basen nie
    chodzi. Koniec kropka.

    Moze zrob tak samo napisz taka karteczke do kazdego rodzica, jak wyglada jego
    stan platnosci na klase z prosba o uregulowanie zaleglosci do dnia takiego a
    takiego (inaczej dziecko bedzie musialo zostac wykluczone z nastepnych
    wspolnych uroczystosci) popros pani aby rozdala tym dzieciom, i aby wkleily do
    dzienniczkow. Zawsze co na pismie, to na pismie.
    >
    >
  • sylvi_a 06.05.05, 11:55
    tak skarbnik robi - bo inaczej to w ogóle czarna dziura!
    wcaając do tematu - to teraz zastanowić się musze co faktycznie Pani można
    kupić, zamiast kwiatów- moze w doniczce coś extra- czy wypada?
  • agatka_s 06.05.05, 12:16
    sylvi_a napisała:

    > tak skarbnik robi - bo inaczej to w ogóle czarna dziura!
    > wcaając do tematu - to teraz zastanowić się musze co faktycznie Pani można
    > kupić, zamiast kwiatów- moze w doniczce coś extra- czy wypada?


    No to już nie wiem co Ci poradzić...


    U nas nie ma żadnej trójki klasowej, i każdy rodzic pomaga jak umie, czy może.
    Jeden organizuje basen, inny na tym basenie dyżuruje (co tydzień potrzebne sa
    dwie mamy do opieki), potem ktoś inny idzie do kina, a ten co ciezko pracuje 24
    h na dobe, i nie moze nigdzie pojsc, to potem piecze ciasta na jaselka.
    Tatowie, którzy maja fajny zawód, przychodzą aby o tym opowiedzieć (jeden tata
    jest lotnikiem, co lata na myśliwcach F-16 chyba, i mial fantastyczną lekcje
    mój syn do dzisiaj to wspomina). Mamy w klasie dwoje dzieci ukraińskich (przy
    czym mama jednego z nich to Litwinka) i ta własnie mama uczyla nasze dzieci
    tańców litewskich, bo akurat mielismy z okazji Unii przygotowac o Litwie (tak
    wspaniale że az dzieci zaproszono do palacu prezydenckiego jak byly imprezy z
    okazji wejscia do unii E). No taki jest jakis "socjalistyczny" podzial pracy,
    nikt sie specjalnie nie dolicza kto co zrobil, i jakos zawsze nie ma problemu
    aby chetni do pomocy sie znalezli. Przy czym tak organizacyjnie czuwa nad tym
    wychowawczyni, to ona dba o dopilnowanie aby rodzice pomogli itp. Na koniec
    roku nasza pani rysuje takie specjalne drzewko z podziekowaniami, na ktorym
    wiesza je w postaci listkow, w stylu "dziękujemy mamie Olka za pomoc w
    zorganizowaniu basenu", plus dodatkowo kazdy z pomagajacych rodziców dostaje
    dyplom uznania. Jak dostalam to sie bardzo wzruszylam, i nie powiem z
    pewnoscia mnie to mobilizuje, aby cos tam od czasu do czasdu dla dzieci zrobic.
    No i moje wlasne dziecko mnie mobilizuje, przychodzi i mowi "mamao pani prosila
    aby ktos zrobil x,y,Z, moze sie zglosisz ?" no i sprobuj tu powiedziec ze nie...

    Poza tym jak wszyscy sie angazuja to nawet wstyd stac z bpoku, i poprostu
    robimy to bardzo chetnie. A z pieniedzmi tak jak napisalam nie ma problemu, bo
    widac golym okiem ze sa wydawane, z sensem, bez niepotrzebnego zadecia tylko na
    to co naprawde jest potrzebne. nikt nie oczekuje zadnych rozliczen, bo
    poprostu widac na co ida pieniadze.

    Mysle ze mamy wspaniala wychowawczynie, ktora tak od poczatku te sparwy
    ustawila, ze poprostu wszystko toczy sie samo i nie ma specjalnej potrzeby aby
    czynic jakies ustalenia, sprawozdaniai bog wie co jeszcze. poprostu wszystlkim
    jakos sie chce i tyle.
  • agatka_s 06.05.05, 12:24
    Aaaa i jeszcze jedno mi sie przypomnialo..

    w pierwszej klasie dalismy kwiaty tylko naszej pani (tak jakos na poczatku jak
    byl dzien nauczyciela), ona na zebraniu najzwyczajniej na swiecie powiedziala
    rodzicom, ze nastepnym razem jak dajemy kwiatki to powinnismy dac i wszystkim
    nauczycielom, bo tak bedzie zrecznie i dla niej i dla nas.

    Zwyczajnie, życzliwie, bez jakiejs falszywej dyplomacji, nam to powiedziala i
    od tego czasu tak jest. kwiatki kupujemy dla wszystkich nauczycieli i nie
    spewcjalnie trzeba tego omawiac. I chyba o to chodzi aby te wszystkie kwiatki,
    prezenty itp odmitologizowac, to taka zwyczajna rzecz, nie ma co tu sie bawic w
    jakies ciuciubabki...
  • sylvi_a 06.05.05, 12:40
    nieeee no ja jestem pod wrażeniem, serio teraz mówię - że tak potraficie, to
    odlot- czytałam jak bajkę, aż się wierzyć nie chce, jakbyś przyszła na naSze
    zebranie - mówię Ci masakra, MAŁO KTO SIĘ ANGAŻUJE, a każdy chce by dziecko
    zadowolone było i raczej od klasy nie odstawało, jasne że pieką Ciasta- bo są i
    porzadni rodzice, grzech przyznać byłoby żeby nie,ale na tym koniec.
    Wychowawca w 4 klasie jest nowa - wiadomo nie chce nic na siłę, ale robimy to
    dla naszych dzieci do jasnej ciasnej, mówie na zebranu,
    musze przyznać- myśl złotA, we wrzesniu w piĄtej klasie jak będzie wybór na
    trojke - to zgłaszam oficjalnie Twoją ZŁOTĄ RADĘ! O F I C J A L N I E!
  • agatka_s 06.05.05, 13:21
    Myśle , że my rodzice to jesteśmy tacy zwyczajni, i pewni gdybysmy mieli inną
    wychowawczynię, to też by się skończyło na kłotniach, kto będzie w trójce, ale
    naprawde wspaniałą mamy wychowawczynię. Jej poprostu się bardzo chce, i stara
    się aby dzieci miały naprawdę "obsługę" pierwsza klasa. no i to tak jest, jak
    widzisz , że ktoś się stara, robi dużo więcej niż tylko"od do", to tobie też
    zaczyna się chcieć (no chociażby z takiego poczucia przyzzwoitości). Trzeba
    miec też zaufanie, bo jak nasza pani mówi "że trzeba coś zrobić" to rodzice,
    nie analizują, nie zastanawiają sie "a po co. a na co?" tylko poprostu, ufają
    ze chodzi o dobro dzieci (bo widzą jak jest). No i skoro, trzeba to trzeba.

    Jest jeszcze jedna rzecz, ważna-nasza pani stawia bardzo wysokie wymagania
    dzieciom. Poziom w porównaniu z innymi klasami jest naprawde wysoki,
    absolutnie to co robia nasze dzieci jest dużo ponad to co jest wymaganae gdzie
    indziej (w 3 klasie pisza klikunastostronicowe wypracowania, pracuja w grupach
    przygotowywujac w domu korzystajac z internetu, biblioteki wspolne prezentacje
    np ostanio o złocie i srebrze). Pani jest ostra, stawia dwóje i pałki, ale
    jest sprawiedliwa. bylo juz kilka przypadków, gdy dzieci poczatkowo kiepskie
    bardzo sie poprawily, i to jest naprawde super, bo nie ma czegos takiego
    jak "opinia", i widac ze te oceny sa naprawde adekwatne.

    Jednoczesnie jest bardzo duzo tych wszelkich zajec dodatkowych, bardzo fajnie
    wymyslanych. system pracy jest taki, 3-4 tygodnie bardzo intensywnie sie ucza,
    maja po kilka klasowek w tygodniu,i potem troche luzu, rozne wyjscia itp, potem
    znowu przykrecenie korby, i troche odpoczynku. I tak na zmiane.

    Pani robi też wiele "niespodzianek' dla rodziców, dzieci wystawiają jakieś
    sztuki w tejemnicy, teraz robia w tajemnicy (ja oczywiscie nic o tym nie
    wiem...) kilimki dla mam. Na ostatnim zebraniu sa zawsze ciastka i herbatka dla
    rodziców, ktore pani robi sama (z pieniedzy klasowyc, ale sama).

    na zebraniach jest zawsze milo, tylko raz nie bylo, gdy w drugiej klasie
    przenieslismy sie do nowej szkoly i nasza klasa nagle w polowie byla zlozona z
    nowych dzieci i rodzicow. Po pierwszej klasowce gdy nowe dzieci dostaly
    kiepskie stopnie, kilkoro rodzicow sie awanturowalo. potem sie ulozylo, bo ci
    najbardziej sie awanturujacy przeniesli sie do szkoly prywatnej, a reszta
    szybko doszlusowala do poziomu calej klasy, i juz nikt nigdy wiecej sie nie
    awanturowal.

    aha i jeszcze jedno, co tez mysle pokazuje stosunek naszej pani, ona zawsze
    placze ze wzruszenia, a to jak jest koniec roku, a to jak dzieci jakies
    przedstawienie pokaza, mówi cos do rodzicow, a tu nagle chusteczka i przeprasza
    ale bardzo sie wzruszyla, no i wtedy mamy ryczą razem z nią (AUTENTYK !!!)

    Niestety to juz ostatnia klasa, bardzo sie martwie co bedzie w nowym roku, jak
    dostanie nam sie nowy wychowawca...
  • sylvi_a 06.05.05, 14:04
    nie, no Agatko, jestem oszołomiona. super mieć takich zgranych...
    a wychowawca- fakt wyjątkowa jakaś ( z innej palnety moze?)
    oj, w 4 klasie to już chyba tak pięknie nie będzie....
    ale kto wie?
  • lola211 06.05.05, 15:13
    Corka chodzi do zerowki.Zbieramy po 10 zł., postanowiono kupic perfumy za 150
    zł., za reszte kwiaty.
  • brynika 06.05.05, 15:45
    ja jestem nauczycielem, wychowawcą i uważam że dawanie prezentó jest naganne.
    Sam nie chciałabym takiego dostać. Koniec. Kropka
  • sylvi_a 06.05.05, 16:04
    eeeeeee prefumy? to raczej nieeeeeee..... ja teć nie chciałabym takiego
    prezentu- zbyt osobisty
  • wila3 06.05.05, 23:07
    Myślę, że to sprawdzony sposób: poprosić o pomoc inną nauczycielkę, o której
    wiemy, że jest blisko z naszą panią. Niech się "dyskretnie" dowie, co ona
    chciałaby dostać. Bo i tak rodzice coś kupią / i tu drodzy nauczyciele nie
    liczy się Wasze zdanie:naganne, czy nie- bo my chcemy, żeby po naszej klasie
    został w waszych wspomnieniach jakiś namacalny ślad/ i lepiej, żeby był to
    prezent, którego nie dacie komuś w... prezencie. Tak robiliśmy w podstawówce i
    liceum starszego syna.
  • lola211 07.05.05, 09:17
    Ty bys nie chciala.
    Ja myslalam o czyms bardziej trwalym, taki prezent tez mi jakos "nie lezy", ale
    ktos z rodziców zrobil wywiad i dowiedzial sie, ze to najbardziej by pani
    odpowiadalo, dlatego akurat perfumy to beda.
  • diagnosta7 06.05.05, 23:37
    Moim zdaniem prezenty dla nauczycieli sa absolutnie nieodpowiednim wyrazem...no
    wlasnie czego? Wdziecznosci,ze staraja sie uczyc dobrze nasze dzieci?Toz to
    jego praca.Za to dostaje pensje. Czy kazdemu z kim mamy do czynienia w zyciu
    dajemy prezenty:ekspedientce(bo dobrze wydala reszty),hydraulikowi(bo
    skutecznie zatkal dziure w rurze), lekarzowi(bo wyleczyl nam angine)? Prezenty
    stawiaja nauczycieli w moralnie dwuznacznej sytuacji.Moze warto sie zastanowic
    dlaczego takie wazne dla rodzicow jest wreczanie upominkow i czego uczymy przez
    to nasze dzieci.
    Kwiaty zawsze byly eleganckim wyrazem tego,co wyrazic chcemy.Bukiet wreczany od
    calej klasy pozwala uniknac licytacji miedzy rodzicami.
  • mameja2 07.05.05, 07:06
    Mieszkam we wschodniej Polsce. Widzę,że w większości szkół sytuacja wygląda
    podobnie. Uważam,że jeśli klasę stać, to może dobrowolnie zbierać comiesięczne
    składki na SWOJE cele. Mam w tym roku taką klase, pierwszy raz zdarzyło mi się
    (pracuje w gimnazjum), że rodzice zaproponowali składkę po 5 zł. Wcześniej nie
    było żadnych składek. Nie lubię mieć do czynienia z pieniędzmi i na szczęście
    zajmuje się tym rodzic. Wszystkie wycieczki w naszej szkole są rozliczane co do
    grosza. jest osoba za to odpowiedizlna, a ja oczywiście mam na wszystko kwity,
    bo jak inaczej? Tam, gdzie mogę, pytam o zgodę rodziców, oni nie bardzo chcą
    podejmować decyzje, wolą, żebym ja wybrała np. autokar. Wiedzą, że wybiorę tani
    i dobry. Nie miałam jeszcze sytuacji, żeby współpraca z rodzicami źle się
    układała, chyba mamszczęście. No i najważniejsza sprawa - prezenty. Na początku
    mojej pracy klasa VIII na koniec roku wręczyła mi komplet: skórzany, piękny
    zegar ścienny i takąż wykwintną lampkę. Ścięło mnie. Prezent przyjęłam, ale to
    było OSTATNI RAZ. Próbowałam różnych sposobów, żeby nie dostawać żadnych
    prezentów. Nie lubię tego! Poze tym często można usłyszeć komentarze, jak to
    nauczyciele jedzą i piją na balu gimnazjalnym (ostatni, na którym musiałam być
    przestałam na balkonie nad salą, oglądając jak moja klasa się bawi), jakie to
    prezenty dostają. Jak w ogóle można dać prezent z okazji PRYWATNYCH IMIENIN?!
    To szaleństwo! Każdą moją klasę uprzedzam: nie przyjmę żadnego prezentu! Jeśli
    mi coś dacie, przekażę na cele szkoły! Ostatnia III klasa pomyslała jak to
    obejść i na koniec roku wręczyła mi koszulkę bawełnianą z napisem IIIG! Nie mam
    do nich siły. Niestety, nawet w mojej szkole nauczyciele chętnie biorą, co się
    im daje i nawet są zadowoleni! To przykre. A swoją drogą RR powinna ustalić
    procedurę rozliczania wycieczek itp.
  • zachelmie 07.05.05, 21:18
    ja też jestem nauczycielką (ale udawało mi się do tej pory nie być wychowawcą :-
    )i czuję się bardzo nieswojo, kiedy dostaję na koniec roku kwiatki lub
    czekoladki. W tym roku nie pracuję, ale za rok w czerwcu kupię sobie naręcze
    kwiatów i też będę wręczać dzieciom, które przyjdą do mnie z prezentem.
    Muszę niestety przyznać, że z naszej perspektywy kwestia "prezentów" wygląda
    też trochę inaczej. Może nie w podstawówce, ale w liceum na przykład, najwięcej
    kwiatów i prezentów dostają zawsze najmniej lubiani nauczyciele, ci, których
    uczniowie boją się najbardziej. Naprawdę wspaniałych nauczycieli doceniają
    nieliczni (nie piszę tu o sobie smile)), ale takie są moje obserwacje). Nie wiem,
    czy ten problem to wina nauczycieli czy rodziców, czy uczniów, czy każdej grupy
    po trochę. Pozdrawiam.
  • kama48 08.05.05, 00:42
    zachelmie napisała:
    >najwięcej kwiatów i prezentów dostają zawsze najmniej lubiani nauczyciele, ci,
    których uczniowie boją się najbardziej. Naprawdę wspaniałych nauczycieli
    doceniają nieliczni (nie piszę tu o sobie smile)), ale takie są moje obserwacje).

    No, właśnie; też tak to odbieram i ogromnie się przed tym buntuję. NIGDY nie
    wręczyłam ani kwiatka nawet (nie mówiąc o czymś więcej) nauczycielowi, który wg
    mnie nie zasługiwał na to i którego nie lubiłam.
    I dlatego, gdy słyszę argument typu: musimy go jakoś udobruchać, to po prostu
    mną wstrząsa! A gdy jeszcze mam do tego dokładać ... brrr
    Natomiast z drugiej strony nie rozumiem nauczycieli, którzy z całych sił bronią
    się (udają?) przed okazaniem im tej PRAWDZIWEJ wdzięcznosci SYMBOLICZNYM prezentem.
  • jolwer51 08.05.05, 00:15
    W wielu wypowiedziach na temat prezentów jest kilka wątków. 1) Rada Klasowa
    Jej wybór to najgorsza szkolna "odpytka". Na pytanie: kto chętny? wszystkie
    głowy opadają w dół. A finał? Wyznaczanie z "namawianki", lub ktoś nawiedzony.
    2) czy zbierać na fundusz klasowy, w jakiej wysokości i na co? Napewno nie moze
    być to przymus, ale imprezy klasowe są i będą. A jednorazowe ręczniki i
    chusteczki, szczególnie w małych klasach, są niezbędne. Krepina, bibułka,
    papier ksero też się przydają. To wszystko kosztuje!!!3) Koszty wycieczek i
    skąd na to brać. Mam coraz więcej skrupułów przy ich organizowaniu, ale... No
    właśnie. Jak myślicie co robią warszawskie dzieci w weekend? W większości
    spędzą go przed TV. Poniedziałek w każdej szkole to sądny dzień. Dzieci
    rozsadza wręcz energia. Dlaczego o tym piszę? Bo niewielu rodziców ma pomysł,
    czas i pieniądze na wspólne, twórcze i stymulujące spędzenie czasu ze swym
    dzieckiem. Bardzo bym chciała zadać pracę domową "Mózg" w Muzeum Tech.Pójdzie
    niewielu, a koszt znacznie wyższy niż przy wycieczce klasowej.Do wycieczki w
    Zamku Królewskim "podpięło" się kilkoro, zaproszonych przeze mnie, rodziców
    którzy, mimo że mieszkają w Wwie, nigdy tam nie byli. Kochani Rodzice uderzcie
    sie w piersi i przyznajcie, ile razy szkolna wycieczka wyręczyła Was z
    obowiązku.Problem 4) Jak owieczki dajecie pędzić się na manowce.Brak Wam
    asertywności albo czujecie się niewporządku. Jeśli cos Wam nie pasuje mówcie o
    tym głośno, rzeczowo uzasadniając. Szybkie "zmycie" sie po zebraniu jest
    chowaniem głowy w piasek. Ostatni problem to prezenty na koniec roku. Tego
    dnia nie lubie wracać do domu. Idąc z kwiatami niosę etykietkę - NAUCZYCIEL. A
    w domu istna katakumba.Słodyczy nie niosę bo moje "wróble" szybko je
    rozdziobią . Kochani ja nie pracuję dla prezentu, jestem wynagradzana pensją.
    Dzieci nie mają potrzeby wręczać paczek i wrecz wstydzą się to robic. Prezenty
    to wymysł RODZICÓW więc może czas by się z tego wycofali.A tak na marginesie.
    Najwspanialszym prezentem było świadectwo maturalne mojego ucznia, z którym
    przez trzy lata walczyliśmy z dysleksją.
  • kama48 08.05.05, 01:18
    jolwer51 napisała:

    1) Rada Klasowa
    > Jej wybór to najgorsza szkolna "odpytka". Na pytanie: kto chętny? wszystkie
    > głowy opadają w dół. A finał? Wyznaczanie z "namawianki", lub ktoś nawiedzony.

    A jaką widzisz możliwość rozwiązania problemu?


    > 2) imprezy klasowe są i będą

    i to jest urok szkoły, tak powinno być

    > A jednorazowe ręczniki i
    > chusteczki, szczególnie w małych klasach, są niezbędne.

    Przydatne i owszem, ale żeby od razu niezbędne?

    3) Koszty wycieczek i skąd na to brać. Mam coraz więcej skrupułów przy ich
    organizowaniu, ale...

    Obserwując "moją" niechętną do składek klasę muszę przyznać, że wszyscy są
    bardzo ZA wycieczkami i wyjściami. Problem jednak w tym, że nie każdego na to
    stać.Ot, szara proza życia. To się tak mówi, że to tylko kilka złotych, ale jak
    się podliczy wszystko i pomnoży np przez 3 (dzieci), to czasem wyjdzie spora sumka.

    Pozostaje jeszcze kwestia rozliczenia. Jakkolwiek przy dużych wyjazdach każdy
    płaci indywidualnie a nie w ramach składek na RR, to przy drobniejszych
    wyjsciach czy imprezach wszystko idzie ze wspólnej kasy. Bywa więc tak, że
    korzysta dziecko rodziców, którzy składki mają w nosie (może słusznie?), a nie
    korzysta (bo jest np chore)dziecko, którego rodzice placą.

    > Bo niewielu rodziców ma pomysł, czas i pieniądze na wspólne, twórcze i
    stymulujące spędzenie czasu ze swym dzieckiem. Kochani Rodzice uderzcie
    > sie w piersi i przyznajcie, ile razy szkolna wycieczka wyręczyła Was z
    > obowiązku.

    Tak, tylko że tu już trochę odbiegamy od głównego problemu w wątku.

    4) Jak owieczki dajecie pędzić się na manowce.Brak Wam asertywności albo
    czujecie się niewporządku. Jeśli cos Wam nie pasuje mówcie o tym głośno,
    rzeczowo uzasadniając.

    Mnie asertywności nie brakuje, ale - jak to w zyciu - każdy ciągnie w swoją
    stronę; jeden - głośno, drugi - po cichu.

    > Idąc z kwiatami niosę etykietkę - NAUCZYCIEL. A
    > w domu istna katakumba.Słodyczy nie niosę bo moje "wróble" szybko je
    > rozdziobią .

    I to jest takie straszne?

    >Kochani ja nie pracuję dla prezentu, jestem wynagradzana pensją.
    > Dzieci nie mają potrzeby wręczać paczek i wrecz wstydzą się to robic. Prezenty
    > to wymysł RODZICÓW więc może czas by się z tego wycofali

    No, to może zaczniemy lansować hasło:
    KONIEC z prezentami (kwiatami) dla nauczycieli?

  • diagnosta7 08.05.05, 01:43

    Powtarzam raz jeszcze.
    Moim zdaniem prezenty dla nauczycieli sa absolutnie nieodpowiednim wyrazem...no
    wlasnie czego? Wdziecznosci,ze staraja sie uczyc dobrze nasze dzieci?Toz to
    jego praca.Za to dostaje pensje. Czy kazdemu z kim mamy do czynienia w zyciu
    dajemy prezenty:ekspedientce(bo dobrze wydala reszty),hydraulikowi(bo
    skutecznie zatkal dziure w rurze), lekarzowi(bo wyleczyl nam angine)? Prezenty
    stawiaja nauczycieli w moralnie dwuznacznej sytuacji.Moze warto sie zastanowic
    dlaczego takie wazne dla rodzicow jest wreczanie upominkow i czego uczymy przez
    to nasze dzieci.
    Kwiaty zawsze byly eleganckim wyrazem tego,co wyrazic chcemy.Bukiet wreczany od
    calej klasy pozwala uniknac licytacji miedzy rodzicami.

    kama48 napisala:
    >No, właśnie; też tak to odbieram i ogromnie się przed tym buntuję. NIGDY nie
    >wręczyłam ani kwiatka nawet (nie mówiąc o czymś więcej) nauczycielowi, który wg
    >mnie nie zasługiwał na to i którego nie lubiłam.

    To by rzeczywiscie byla skrajna obluda.

    > Natomiast z drugiej strony nie rozumiem nauczycieli, którzy z całych sił
    bronią
    >się (udają?) przed okazaniem im tej PRAWDZIWEJ wdzięcznosci SYMBOLICZNYM
    prezentem.

    To moze nalezaloby uszanowac ich zdanie. Jesli sie bronia to znaczy,ze maja
    powody.My rodzice stawiamy ich w niezrecznej sytuacji, wrecz watpliwej
    etycznie. Jolwer51 napisala,ze najwieksza satysfakcja jest sukces ucznia.
    Uznajmy wiec, ze prawdziwym prezentem dla nauczycieli sa nasze, odnoszace
    sukcesy w nauce, dzieci.


  • katkaxxx 08.05.05, 12:31
    Odnoszę wrażenie, że głosy nauczycieli mówiących o tym, że prezenty ich krępują, są odbierane jako, bo ja wiem, kokieteria, fałszywa skromność.
    A może by tak się trochę bardziej wysilić (ale nie finansowo) i dla super wychowawczyni przygotować razem z dziećmi np. piosenkę specjalnie dla niej, dyplom dla najlepszej Pani, plakat-obraz itp.?
    Zaręczam, że dla nuuczyciela, który naprawdę wkłada w swoją pracę serce będzie to warte wiecej niż kosze kwiatów, biżuteria czy perfumy, a na pewno mniej wątpliwe etycznie.
    Pozdrawiam!
  • diagnosta7 08.05.05, 16:04
    > A może by tak się trochę bardziej wysilić (ale nie finansowo) i dla super wy
    > chowawczyni przygotować razem z dziećmi np. piosenkę specjalnie dla niej,
    dyplo
    > m dla najlepszej Pani, plakat-obraz itp.?

    Wydaje mi sie, ze to doskonaly pomysl!I jeszcze gdyby to byla inicjatywa samych
    dzieci,to juz po prostu bylby ideal.
  • zabcia1970 09.05.05, 08:02
    zgadzam się z tobą całkowicie mam dwoje dzieci jedno w klasie zerowej drugie w
    czwartej, ale dzięki szkole moje dzieci wiedzą co to filharmonia, muzeum,
    pleciuga itp. bo znając nas rodziców nie bylo by czasu zeby z dziecmi iść do
    muzeum , bo to i koszty i brak czasu a w grupie taniej i bez problemu
    a co do prezentów uważam że pod koniec trzeciej czy szóstej czy zerowej klasy
    mały upominek dla tego nauczyciela to nic wielkiego to koszt na jednego rodzica
    raptem około 5 zł.Pozdrawiam.
  • diagnosta7 09.05.05, 17:13
    zabcia1970 napisała:

    > zgadzam się z tobą całkowicie mam dwoje dzieci jedno w klasie zerowej drugie
    w
    > czwartej, ale dzięki szkole moje dzieci wiedzą co to filharmonia, muzeum,
    > pleciuga itp. bo znając nas rodziców nie bylo by czasu zeby z dziecmi iść do
    > muzeum , bo to i koszty i brak czasu a w grupie taniej i bez problemu
    > a co do prezentów uważam że pod koniec trzeciej czy szóstej czy zerowej klasy
    > mały upominek dla tego nauczyciela to nic wielkiego to koszt na jednego
    rodzica
    >
    >raptem około 5 zł.Pozdrawiam.


    Problem nie dotyczy wylacznie kosztow, ale wydzwieku moralnego i zwyczajnej
    przyzwoitosci.
    Pozwole sobie zacytowac em_es
    "Paniwychowawczyni ma pensję, przyjmowanie prezentów od rodziców, którzy liczą
    na lepsze za to traktowanie swoich pociech jest dla mnie nadużyciem, branie
    łapówekw tym kraju jest karalne. I należy się temu przeciwstawiać, bo to chory
    zwyczaj."

    Nic dodac, nic ujac.
  • maaax 08.05.05, 18:39
    To przeciez sprawa nas, rodzicow. W ogóle żenujące sa takie dyskusje.Jelsi ktos
    nie odczuwa takiej potrzeby, z serca, naturalnie , niech nie daje i tyle.

    Typowyy problem panstwowych szkól- a wziąc toto i sprywtayzowac jak przychodnie
    w wielu miastach i bylby spokój- przy okazji trzeba by zlikwidowac i
    ministerstwo i kuratoria
    --
    POLITYKA IDEOLOGIA HISTORIA
    FORUM KONSERWATYWNE
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=24536
  • cruella 08.05.05, 20:42
    maaax napisał:

    W ogóle żenujące sa takie dyskusje.Jelsi ktos
    >
    > nie odczuwa takiej potrzeby, z serca, naturalnie , niech nie daje i tyle.
    >
    To akurat nie jest takie prostesmile W klasie mojego starszego syna, na koniec
    zeszłego roku panie z RR wręczyły "prezent" z kartką, na której były mazwiska
    osób, które na tez prezent się złożyły.

    W klasie mojego młodszego, w piątek pani z RR też podjęła z niektórymi osobami
    (tymi, dla których żaden wydatek nie jest duży) podobną decyzję.

    Pozostaje więc albo się dołożyć i zamknąć buzię albo...no właśnie. Pozostać
    czarną owcą?
  • mist3 08.05.05, 21:25
    Jestem nauczycielką. Już na początku roku zapowiadam, że nie chcę prezentów -
    jeśli ktoś koniecznie chce jakoś 'uczcić' Dzień Nauczyciela (nie mówię kiedy mam
    imieniny, więc na szczęście ten problem odpada) - może dać te pieniądze na
    schronisko dla zwierząt czy też hospicjum. Nie wymagam kwitków dla
    potwierdzenia, żeby była jasność wink Ja już dostaję prezent od rodziców - moją
    wypłatę, która jest finansowana z ich (i moich też oczywiście) podatków.
    Zawsze znajdzie się oczywiście nadgorliwa mama, która uważa że w ten sposób
    zaskarbi sobie łaski dla dziecka - kwiaty przyjmuję, czekoladki zjadamy w klasie
    wspólnie, innych prezentów po prostu nie przyjmuję - więc ich liczba jest
    obecnie zerowa (wieść się na szczęście rozniosła). Nigdy przenigdy nie
    szykanowałam nikogo, dlatego że się do prezentów nie dołożył - a otrzymywałam
    takie informacje od samych dzieci, kiedy jeszcze w podstawówce uczyłam (proszę
    pani, bo jego mama powiedziała mojej mamie, że nie będzie żadnym nauczycielom
    prezentów dawać i on nie dał kasy - dzieci są szczere do bólu wink ). Nikogo też
    lepiej nie traktowałam, dlatego że się rodzice na kwiaty dla mnie wykosztowali.
    Wiem, że to pewnie trudna sytuacja, kiedy nadgorliwa RR daje pani listę osób,
    które kasę dały. Myślę sobie jednak, że jeśli nauczyciel ma klasę, to będzie
    wiedział jak to potraktować. Jeśli klasy nie ma, to i tak zapewne prezent nie
    pomoże. Rodzice nie dajcie się terroryzować.
    Najpiękniejszy prezent jaki dostałam - kiedy odchodziłam ze szkoły podstawowej
    dzieci zrobiły mi niespodziankę - rysunki tematycznie związane z moim
    przedmiotem. Były naprawdę śliczne i przechowuję je do dziś. Kwiatów już nie
    mam, czekoladki zjedzone, a te rysunki zostały i zostaną smile
  • diagnosta7 08.05.05, 23:00
    maaax napisał:

    >To przeciez sprawa nas, rodzicow. W ogóle żenujące sa takie dyskusje.

    To nie dyskusje sa zenujace, ale dawanie przezentow.

    >Jelsi ktos
    >nie odczuwa takiej potrzeby, z serca, naturalnie , niech nie daje i tyle.

    To nie ma nic wspolnego z byciem dobrym i na pewno nie jest niczym naturalnym.

    >Typowyy problem panstwowych szkól- a wziąc toto i sprywtayzowac jak
    przychodnie
    >w wielu miastach i bylby spokój- przy okazji trzeba by zlikwidowac i
    >ministerstwo i kuratoria

    Niekoniecznie problem panstwowych. Raczej nadgorliwych rodzicow. Nigdzie na
    swiecie”toto”nie jest prywatyzowane kompletnie. Rzecz w tym, zeby byl wybor, a
    wiec powinny istniec rozne szkoly tak puliczne jak i prywatne.
    --

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.