Dodaj do ulubionych

No i zaczęło się - ja też chcę być dyslektykiem.

03.02.06, 14:08
Młoda wróciła ze szkoły wkurzona na maksa. Kolejne dzieci z jej klasy mają
orzeczenie o dysleksji. Dostają dobre stopnie mimo błędów.
Nie neguję, niektóre pewnie tę dysleksję mają. Ale @#$%^&* mać, na pewno nie
60% klasy!!!
Ochrzaniłam Młodą wstępnie, mówiąc że to nieuczciwe. A to że tak robi
większość... ich sprawa. Niemniej sytuacja jest dupna.
Wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
Edytor zaawansowany
  • anmanika 03.02.06, 14:16
    Pociesz ją, że może kiedyś nastąpi weryfikacja i okaże się, że dysleksja wogóle
    nie istniejewink
  • mrs_robinson 07.02.06, 22:25
    Pociesz ją, że może kiedyś nastąpi weryfikacja i okaże się, że dysleksja wogóle
    >
    > nie istnieje;

    troszke to wstecznictwo sadzic cos takiego dzisiaj..moge zapytac czy
    zakonczylas edukacje na latch 70?..
  • baba_ta_sama 03.02.06, 14:33
    No coz, lekarze tez musza z czegos zyc ... crying
    Tez odnotowalam takie zjawisko u mlodego w klasie. Czesc tzw. dyslektykow nawet
    sie nie kryje z tym, ze mama/tata "zalatwil" zaswiadczenie. Ja sprawe wniose
    pod obrady komitetu rodzicielskiego. Nauczyciele tez sa zdziwieni ta "plaga".
    Moze zrob to samo?
    Szkoda dzieciakow, ktorym zalezy na wiedzy i cwicza, zeby te nieszczesna polska
    ortografie i gramatyke przyswoic sobie na przyzwoitym poziomie. Oni pracuja nad
    tym, innym rodzice zalatwiaja zaswiadczenie - abstrahujac od niesprawiedliwosci
    i cwaniactwa, czynia wlasnym dzieciom krzywde.
    Uprzedzajac protesty rodzicow prawdziwych dyslektykow - wypowiadam sie na temat
    zalatwiaczy, ktorych jest wielu.
  • nisar 03.02.06, 14:38
    Właśnie się zastanawiam nad donosem do kuratorium z prośbą o weryfikację. Toż
    to istna epidemia!
  • verdana 03.02.06, 16:36
    A mnie jest także szkoda tych prawdziwych dyslektyków, którzy nie tylko musza
    pracować dwa razy więcej niż pozostali i mają stałe problemy z nauczeniem sie
    wiekszości rzeczy, ale jesszcze patrzy się na nich, jako na osoby z gruntu
    nieuczciwe.
    --
    Mops rośnie
    img443.imageshack.us/my.php?image=dsc02878tq.jpg
  • baba_ta_sama 03.02.06, 16:40
    Mnie tez ich szkoda. Niech rodzice prawdziwych dyslektykow wspopracuja, zeby ci
    nieprawdziwi nie robili zlej krwi - dzieci bardzo sa wyczulone na
    niesprawiedliwosc....
  • mrs_robinson 07.02.06, 22:24
    Jestem Mama takiego dyslektyka..i uwierzcie,ze nie wszyscy sa klamczuchami i na
    prawde jest im trudno...Weryfikujcie -moze to by oczyscilo prawdziwych
    dyslektykow..

    A mnie jest także szkoda tych prawdziwych dyslektyków, którzy nie tylko musza
    pracować dwa razy więcej niż pozostali i mają stałe problemy z nauczeniem sie
    wiekszości rzeczy, ale jesszcze patrzy się na nich, jako na osoby z gruntu
    nieuczciwe.
  • joanna9920 03.02.06, 16:37
    skąd się tyle tego bierze?u moich dzieci w klasach nie ma żadnego
    --
    trzechbudrysów
    boso,ale w ostrogach
  • gaika 03.02.06, 16:56
    nisar napisała:

    > Właśnie się zastanawiam nad donosem do kuratorium z prośbą o weryfikację. Toż
    > to istna epidemia!

    Jeśli to taka plaga, to chyba najlepiej zgłosić ten problem do poradni
    psychologiczno–pedagogicznej. To przecież poradnia wydaje diagnozę.
  • ardzuna 03.02.06, 17:27
    nisar napisała:

    > Właśnie się zastanawiam nad donosem do kuratorium z prośbą o weryfikację. Toż
    > to istna epidemia!

    A donieś. W końcu załatwianie sobie fałszywych zaświadczeń to wykroczenie.
  • glanka15 04.02.06, 21:57
    #$% im w @*&%!!! moja kuzynka ma dysleksje i ma średnią 4.5 z 5 klasie uncertain
    a jej siorka ma dysleksje i jest drugą najlepszą uczennicą w liceum
  • zycie.zyciem 03.02.06, 17:15
    > Ochrzaniłam Młodą wstępnie, mówiąc że to nieuczciwe. A to że tak robi
    > większość... ich sprawa. Niemniej sytuacja jest dupna.
    Dlaczego ZMNIEJSZASZ szanse dziecka w szkole, na egzaminach, na maturze ?
    Dlaczego szkodzisz swojemu dziecku?
    Dlaczego utrudniasz mu edukację?
  • triss_merigold6 03.02.06, 17:26
    Największy procent dyslektyków jest gdzie? Zgadujemy... tak, tak: w Warszawie,
    Trójmieście, Poznaniu, Krakowie - w niektórych klasach po 80% dzieci. Ciekawe,
    że dyslektycy tak się polokowali w najbogatszych aglomeracjach.wink
    Powinna być weryfikacja ale i tak znajdą się sposoby jej obejścia.
  • kasiapfk 03.02.06, 17:51
    uwaga piję do nieuczciwych:
    a moze w tych dużych aglomeracjach po prostu więcej jest gamoni???
  • ardzuna 03.02.06, 17:28
    Pociesz swoją córkę, że jak się będzie starać o przyzwoitą pracę, w której
    trzeba będzie umieć pisać, zadne zaświadczenie już nic nie da.
  • redudek 03.02.06, 19:26
    A mój syn jest dyslektykiem i niestety nie ma lekko,niby wszyscy nauczyciele o
    tym wiedzą a synek i tak dostaje słabe stopnie.Chociaż się bardzo stara,jest
    niedoceniany w szkole zwłaszcza przez panią od polskiego,która niby taka
    milutka a tak srogo go ocenia.Często synowi przykro,bo mimo chęci dużej pracy,
    pani od polskiego ocenia go nisko.Wydaje mi się że zasługuje on na lepsze oceny
    a tak na semestr jako z jednego przedmiotu polskiego dostał 2.
  • baba_ta_sama 03.02.06, 21:44
    Tylko z powodu dysleksji? Dziwny sposob oceniania....

    W "naszej" szkole skladowych oceny okresowej jest wiele. Moze dowiedz sie, czy
    dziecko w ogole uczestniczy w lekcjach, jest przygotowane etc. Rozmawialas z
    nauczycielka?
  • nunia01 03.02.06, 22:27
    Jestem prawdziwym dyslektykiem, ale starszawym - wysyp dyslektyków pojawił się
    dopiero kiedy byłam liceum. Jak było - ciężko - czytanie polubiłam dopiero w
    czwartej klasie (ale już na stałe), przez wszystkie lata szkoły podstawowej
    chodziłam do pedagoga szkolnego na lekcje uzupełniające w domu przepisywałam
    książki i robiłam dyktanda z mamą. W liceum pracowałam już samodzielnie. Teraz
    przez ciągłe używanie kompa już się trochę rozleniwiłam. W czwarej klasie, przed
    maturą robiono mi testy i wyszło, że zaświadczenie mi się należy, ale poradziłam
    sobie bez niegosmile))
    Moja siostra miała mniej szczęścia - od podstawówki była usprawiedliwiana, mama
    czytała jej lektury, a na pracach klaoswych pisała poza nazwiskiem 'dyslekcja,
    dygrafia, dysortografia' - ja się jej zawsze pytałam czemu publicznie przyznaje
    sie do tego, że nie jest normalna. Przecież w późniejszym życiu nikt nie
    usprawiedliwi pracownika tylko dlatego, że ma jakąś dysfunkcję - umysłową jak by
    nie było.
    Tak, że z moich doświadczeń wynika, że trzeba strasznie ciężko pracować - co
    procentuje w przyszości. Na ulgi zasługują ci, którzy mimo wieloletniej ciężkiej
    pracy nie mogą sobie z czymś poradzić, ale muszą mieć świadomość, że to im może
    uniemożliwić coś w przyszłości.
    Tak, że może trzba utwierdzać dziecko w swoistej dumie, że żadnej dysfunkcji nie
    posiada - szczególnie jeśli mówimy o kontaktach z osobami, które są po prostu
    leniwe.
  • verdana 03.02.06, 22:54
    Traktowanie "dyslektyków" jako nienormalnych to jakis absurd. Poza tym fakt, ze
    któś sobie poradził, nie zmienia faktu, ze sporo osób szczególnie
    dysortograficzych) sobie nie poradzi, mimo ciężkiej pracy. Wmawianie im, że są
    gorsi, nie dostaną pracy itd, to od razu na wstepie pozbawianie ich wszelkich
    szans życiowych.
    Tak, trzeb nauczyć dzieci, że dumne z siebie powinny być tylko zdrowe - chore,
    z dysfunkcjami są oczywiscie gorszego i od razu nalezy im to powiedzieć. I
    żeby wiedziały - świat nalezy tylko do tych, którzy problemów nie mają. Reszta
    won!
    czy przypadkiem nie zazdrościsz, że siostra ma łatwiejszy start od Ciebie?
    --
    Mops rośnie
    img443.imageshack.us/my.php?image=dsc02878tq.jpg
  • nunia01 04.02.06, 19:36
    O matko! Przepraszam nie chciałam żeby tak to zabrzmiało, jeśli faktycznie
    wydźwięk jest taki.
    Chdziło mi o to aby zdrowe dziecko nauczył się być dumne z tego, że jest
    traktowane normalnie, i nie wiem może 'pogardzało' tymi, co udają.
    Absolutnie nie uważam, że osoba z dyfunkcją jest gorsza i nie uważam, że powinno
    się uczyć dzieci braku szacunku czy pogardzy dla osób chorych czy z
    dysfunkcjami. Osoby faktycznie chore i z dysfunkcjami mają tego świadomość,
    pracują nad tym, wiedzą gdzie tkwią ich słabości i wiedzą jak sobie z nimi
    radzić. I ten wysiłek powoduje potem, że i pracę sobie znajdą i ze światem sobie
    poradzą.
    Chodzi mi o tych co mając załatwione zaświadczenie czują się lepsi bo im jest
    łatwiej - pani mniej wymaga i stawia lepsze oceny - efekty są takie, że skoro
    mniej wymagają to mniej się staramy, a jak mniej sie staramy to mniej potrafimy
    - może dobrze, żeby dzecko bez zaświadczenia od początku miało świadomość, że
    ci, którym jest teraz łatwiej niekoniecznie na tym wygrają - bo kiedyś tam
    taryfa ulgowa się kończy. Niestety takie dzieci z zaświadczeniem nieprawdziwym
    tego nie rozumieją, nie rozumieją tego też ich rodzice. Czy to naprawdę takie
    złe, że koleżanka bez załatwionego zaświadczenia będzie się czuła lepsza od
    ewidentnego lenia.
    Inną sprawą jest uczenie wrażliwości i pomagania w przezwyciężaniu trudności.
    Jeśli ktoś ma problem, ale pracuje - pomoc mu się należy i już. Jeśli ktoś nie
    ma problemu i ma ochotę leniuchować, w mojej opinii zasługuje na pogardę.
    Odnośnie zazdrości o młodszą siostrę, pewnie jakaś tam jest jak to u rodzeństwa.
    Ale ja jestem bardzo zadowolna, że ze względu na moje problemy ludzie dookoła
    dokładali starań aby mi pomóc - nie załatwiająć zaświadczenie i traktując
    ulgowo, tylko zmuszając mnie do ciężkiej pracy, co wymagało od nich poświęcenia
    i czasu. Za wcześnie jeszcze oceniać, która z nas na tym lepiej wyszła. Obie
    jesteśmy dorosłe, ale jeszcze młodesmile Ja dostałam się na takie studia na jakie
    chciałam, skończyłam je w przepisowym terminie, zrobiłam studa podyplomowe za
    zarobione przez siebie pieniądze, byłam uczestnikiem studium doktoranckiego,
    piszę doktorat (już długosad(), pracowałam w kilku fajnych miejscach, piszę
    ekspertyzy za które mi nawet solidnie płacą czasamismile i mam jeszcze kupę rzeczy
    do zrobienia (acha i to uważam za normę a nie jakieś nadzwyczajne osiągnięcia).
    Moja siostra nie dostała się na żaden z wybranych kierunków studiów, licencjat
    usiłuje zrobić już piąty rok i ma pretensję do całego świata - chyba dlatego, że
    taryfa ulgowa się skończyła.
    Nie mam jeszcze dzieci ale jeśli będą zdrowe powiem im, że mając takie a nie
    inne możliwości mają obowiązek je wykorzystać i nie dostana ode mnie zgody na
    lenistwo (np. poprzez załatwianie zaświadczeń), jeżeli będą chore czy
    dysfunkcyje będę zachęcać je do pracy, pracować z nimi po to żeby pomóc w
    rozwiązaniu problemów i utwierdzać w dobrze rozpoznanym poczuciu własnej wartości.
    Rozumiem, że gorycz Twojego posta wynika z doświadczeń związanych z tym, że ktoś
    mając doczynienia z bliską Ci osobą faktycznie dysfunkcyjną nie potrafił
    odpowiednio jej traktować - myślał, że jest leniwa, jest oszustem itp. Na obcych
    nic nie poradzimy (na ogół) ale takiej osobie (tej dysfunkcyjnej) też bym
    powiedziała, że to nie jej wina tylko tych wszystkich co udają, leniuchują i
    oszukują. Tak więc, wydaje mi się, że stoimy po tej samej stroniesmile
    Mam nadzieję, że tak - bo Cię lubię!!!
  • saba76 04.02.06, 19:59
    Ja mam takowe orzeczenie ,chodź dopiero w liceum polonista zainteresował się
    tymi moimi błędami i wiedzą jaką posiadam.
    Wiem ,ze dużo ludzi wykorzystuje to ,żeby zatuszować lenistwo i nie jestem za
    tym ,ja żeby moje dziecko nie miało tej dysfunkcji korzystam z porad psychologa
    szkolnego ,czyli ćwiczymy, bo są ćwiczenia które regularnie robione do wieku
    dają efekty.
    U nas w szkole orzeka o dysleksji pedagog szkolny z psychologiem i dzieci które
    SA z takowym orzeczeniem chodzą na zajęcia dodatkowe- ćwiczenia więc sam fakt
    papierka nie daje 100% lenistwa ,tylko jest motywacją do ćwiczeń ,ulepszeń-
    sama sobie ćwiczę i widze efekty smile

    --
    Natatickers.TickerFactory.com/ezt/d/4;10401;96/st/19990724/e/Natalka/k/e9d8/event.png
    Weratickers.TickerFactory.com/ezt/d/4;10401;9/st/20030502/e/Weronika/k/ff83/event.png
    Zdjęcia:forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=11737437&wv.x
  • verdana 04.02.06, 23:49
    Dzięki!
    Ja mam trzy dysfunkcyjne egzemplarze - i mnie z kolei boli co innego - dzieci
    z "lipnymi" zaświadczeniami maja podwójne plusy raz - bo nie musza się pewnych
    rzeczy uczyć , dwa - są na tyle dobre, ze ich drobne błędy i tak w niczym nie
    przeszkadzają. Są więc oceniane wyżej - i co gorsza na zasadzie - widzisz, Ania
    też dysortograf, jak ona się nauczyła , to i ty możesz...
    A część osób nie może - i już. A praca napisana przez dysortografika, niestety,
    nawet dla mnie wygląda na prace napisaną przez kogoś niezbyt inteligentnego..
    Dwadzieścia błędów ortograficznych na stronie nie pozwala skupić sie na
    zawartości.
    Trzeba tez pamiętać, że najpierw nauczyciele ogle nie wierzyli w dysleksję,
    teraz masowo uważają, że na 60% dyslektyków w klasie 100% udaje. I znaleźllismy
    sie w punkcie wyjścia.

    --
    Mops rośnie
    img443.imageshack.us/my.php?image=dsc02878tq.jpg
  • acorns 04.02.06, 22:33
    Ona widzi co się dzieje. Czytam co piszesz w różnych postach i widzę, że Twoja
    córka myśli. Ona obserwuje i wyciąga wnioski. I wcale się nie myli. I Ty też
    się nie mylisz. 60% klasy z pewnością nie ma dysleksji. Tylko po co mają się
    wysilać jeśli można to olać? A jeśli można to dlaczego tego nie robić? W imię
    uczciwości? Uczciwy to mogę być wobec Ciebie jak osoby. Ale nie wobec systemu.
    Bo system nie służy ani mi ani Tobie ani mojej córce ani Twojej. On działa
    przeciw nam, więc załatw swojej córce papiery na wszelkie dys- i wykorzystuj
    słabość systemu.
  • zycie.zyciem 05.02.06, 11:34
    > 60% klasy z pewnością nie ma dysleksji.
    A skąd ty to wiesz ?
    Może właśnie normalne , zdrowe dziecko jest z natury dyslektykiem ?
    Jeśli bez tej umiejętności można skutecznie żyć i rozmnażać się, to pewnie nie
    jest ona potrzebna do życia, a może nawet to życie utrudnia ?
    Może właśnie dzieci zdrowe, silniejsze, które mają odwagę nie podporządkować
    się narzucanym przez nauczycieli zasadom są normalne i zdrowe.
    Może chore jest te pozostałe 40% które bezmyślnie podporządkowuje się
    prehistorycznym , nieżyciowym, niepraktycznym zasadom pisowni ?
  • anulex 06.02.06, 16:31
    Dysleksja to nie jest jakis swiadomy bunt przeciw zasadom ortograficznym. Wielu
    dyslektykow bardzo by chcialo moc sie podporzadkowac i zaczac pisac zgodnie z
    powszechnie obowiazujacymi zasadami.
  • zycie.zyciem 06.02.06, 18:17
    >Wielu
    > dyslektykow bardzo by chcialo moc sie podporzadkowac i zaczac pisac zgodnie z
    > powszechnie obowiazujacymi zasadami.
    Owszem,chciało by ,
    ale nie tak bardzo by pozbyć się zdrowego rozsądku,
    który niestety przeczy obecnym zasadom ortograficznym.
  • verdana 06.02.06, 19:46
    Nie przeczy.
    Jesli zmienimy ortografię, dla odmiany dzieci będą się męczyć, zastanawiajac
    się, czy japko rośnie na jabłoni, a jeśli tak to dlaczego?
    --
    Mops rośnie
    img443.imageshack.us/my.php?image=dsc02878tq.jpg
  • mallard 19.01.07, 23:46
    verdana napisała:

    > Nie przeczy.
    > Jesli zmienimy ortografię, dla odmiany dzieci będą się męczyć, zastanawiajac
    > się, czy japko rośnie na jabłoni (...)

    Czy w Japonii... wink


    --
    Tak zwana złośliwość rzeczy martwych, to zwykle po prostu nieudolność istot
    żywych...
  • acorns 07.02.06, 12:36
    Też myślę, że wypadałoby wywalić z alfabetu ą, ę i ó. To tylko niepotrzebny
    zamęt wprowadza. Przecież i tak ludzie mówią "trombka", "włanczać", "bende"
    zamiast "trąbka", "włączać" i "będę".
  • marbella 07.02.06, 14:17
    acorns napisał:

    > Też myślę, że wypadałoby wywalić z alfabetu ą, ę i ó. To tylko niepotrzebny
    > zamęt wprowadza. Przecież i tak ludzie mówią "trombka", "włanczać", "bende"
    > zamiast "trąbka", "włączać" i "będę".

    Pewnie okaleczmy język, aby głąbom było lżej.

    Tylko bardzo proszę nie mylić głąbów z prawdziwymi dyslektykami!
  • acorns 07.02.06, 22:27
    A czemu nie? To samo jak zauważył(a) szkoła.be z ch i h, rz i ż. To tylko
    jakieś archaizmy i powinny już dawno być usunięte. Poza tym jako Słowianie
    powinniśmy posługiwać się cyrylicą bo jest dużo wygodniejsza do zapisu naszego
    języka.
  • ardzuna 07.02.06, 19:06
    acorns napisał:

    > Przecież i tak ludzie mówią
    "włanczać",
    > zamiast "włączać"

    Kto mówi, ten mówi. Po tym się między innymi właśnie poznaje, jaką odebrał w
    domu edukację.
  • acorns 07.02.06, 22:29
    Co ja niby mam Młodą ciągle poprawiać? Samogłoski nosowe są trudniejsze w
    wymowie a ludzie mają tendencje do upraszczania, skracania. Wiem, że ona mówi
    nieprawidłowo ale nic z tym robił nie będę Język polski jest żywy i to kolejne
    pokolenia zadecydują o tym, jaki on będzie.
  • ardzuna 08.02.06, 17:38
    Mam na myśli mówienie "wyłanczać" zamiast "wyłączać". Nie chodzi o nosowość,
    ale o głoskę. "Ą" to po polsku nosowe "o", a nie "a". Gdyby córka
    mówiła "włonczać", byłoby to bardziej prawidłowe. 98% populacji robi w tym
    wyrazie błąd i dlatego tak łatwo można po nim poznać, jaki kto wyniósł z domu
    kapitał kulturowy. Więc nawet jeśli polszczyzna sie za ileś lat zmieni, lepiej
    żebyś w tym przypadku poprawiał córkę.
  • szymanka 20.01.07, 11:03
    Hmm... ja mówię: włączać, wyłączać, wziąć, itd.
    a moja mama: włANczać, wyłANczać, wziąŚć, komPinować, kLinkiet, oj, dużo
    jeszcze takich tworów mogłabym przytoczyć...
    Nie wrzucajmy wszystkich do jednego worka. Poprawna wymowa to nie tylko
    kwestia, jak to określiła ardzuna "domowego kapitału kulturowego".

    --
    sygnaturka gdzieś się zgubiła, podobnie jak ja
  • szkola.be 07.02.06, 19:22
    (w nowej ortografii: ó->u , ch->h ,rz->sz lub ż)
    (w starej zresztą też)
    ą i ę musi zostać bo "ą" inaczej brzmi niż "on", a "ę" inaczej niż "en"
    ó zaś brzmi tak samo jak u, dlatego ó można zlikwidować.
    --
    Ortografia to NAWYK, często nielogiczny,
    ktury ludzie ociężali umysłowo
    nażucają bezmyślnie następnym pokoleniom.
  • acorns 07.02.06, 22:38
    ą i ę wcale nie musi zostać. Przecież i tak one zanikają. Ludzie i tak
    mówią "myje rence", "w imie Ojca...", "kont prosty". W wersji przejściowej
    można obie formy (np. "kąt" i "kont") uznać za poprawne. U Młodej w szkole trzy
    błędy ortograficzne powodują to, że nauczycielka stawia 1 za pracę bez względu
    na treść. A po co w ten sposób uczniów stresować? Teraz umiejętność czytania i
    pisania nie jest elitarna, więc można śmiało z tych konwenansów zrezygnować smile
    Zostawmy je purystom językowym.
  • szkola.be 08.02.06, 10:12
    > ą i ę wcale nie musi zostać. Przecież i tak one zanikają. Ludzie i tak
    > mówią "myje rence", "w imie Ojca...", "kont prosty". W wersji przejściowej
    > można obie formy (np. "kąt" i "kont") uznać za poprawne
    (w nowej ortografii: ó->u , ch->h ,rz->sz lub ż)
    Jak już rużnica pomiędzy "ę" i "en" oraz "ą" i "on" zniknie, wtedy i te
    literki wykreśli się z alfabetu,
    tak jak obecnie należy zlikwidować "ó" i "ch". Ale na razie ta rużnica
    występuje, więc i te dwie literki powinny zostać.
    --
    Ortografia to NAWYK, często nielogiczny,
    ktury ludzie ociężali umysłowo
    nażucają bezmyślnie następnym pokoleniom.
  • maczkama 16.02.06, 09:04
    Miałam zdiagnozowaną dysortografię w klasie maturalnej, ale (sama nie wiem
    dlaczego nie przyznałam się nauczycielowi), miałam słowniczek ortograficzny pod
    ławką...
    Zdałam na 3 pisemną.
    Skończyłam polonistykę na UW i to było jedyne miejsce gdzie moja dysortografia
    nie była problemem, fakt przed oddaniem pracy mąż sprawdzał błędy.
    Bardzo się staram, żeby nie robić błędów i wstyd mi jak się coś przytrafi.
    Mój 12 letni syn też miał zdiagnozowaną dysortografię w wieku 8 lat, przez dwa
    lata chodził na zajęcia do poradni. Tylko przez rok jego ortografia nie była
    oceniana, potem stwierdziłam, że jeśli jest w stanie napisać dyktando na 3 to
    zaświadczenie nam niepotrzebne.
    Nie wiem, może my mamy jakąś lekką dysortografię tylko smile
    Pozdrawiam
  • zycie.zyciem 16.02.06, 18:32
    > Miałam zdiagnozowaną dysortografię w klasie maturalnej, ...
    > Skończyłam polonistykę na UW i to było jedyne miejsce gdzie
    > moja dysortografia nie była problemem

    > Mój 12 letni syn też miał zdiagnozowaną dysortografię w wieku 8 lat,
    > stwierdziłam, że jeśli jest w stanie napisać dyktando na 3 to
    > ____zaświadczenie nam niepotrzebne____.

    Zupełnie cię nie rozumiem.
    Uważam, ze jestem dyslektykiem ale niestety już dość starym. Gdy pisałam
    maturę, takie zaświadczenia już isniały, ale raczej w teorii, ja takowego nie
    miałam.
    Udało mi się napisać maturę. Bez słownika ortograficznego bo był zabroniony.
    Kosztowało mnie to jednak bardzo dużo czasu (pięć razy czytać każde słowo), no
    i nerwów oczywiście.
    Moja "norma" wynosiła bowiem 2-3 rażące błędy na stronie.
    Po co chcesz takie wspomnienia ze szkły zgotować synowi?
  • kacperka211 07.02.06, 22:07
    Moi uczniowie dyslektyczni wcale nie mają lekko. Codziennie wykonują w domu
    cztery strony ćwiczeń (także w wakacje!),sprawdzam systematyczność ich pracy i
    tylko wtedy respektuję orzeczenie z poradni, gdy dziecko pracuje !!! Absolutnie
    nie wolno pozwolić na to, by przyniesienie do szkoły orzeczenia o dysfunkcji
    = "łagodniej mnie oceniają, a ja nic nie robię i mam lepiej!".
    Osobiście wątpię, by w jednej klasie znalazło się tak dużo dyslektyków (chyba,
    że jest to klasa terapeutyczna!), dlatego warto poruszyć ten problem z
    pedagogiem szkolnym, polonistą, psychologiem z poradni.

    Generalnie prace pisemne dyslektyków, dysortografików ocenia się za treść,
    błędów ortograficznych się nie liczy( ale wszystkie pozostałe tak! np.
    językowe,składniowe itp.)Inaczej nie mieliby szans na ocenę pozytywną.
    Jaki stopień mogłaby otrzymać dziewczyna, która w wypracowaniu ( strona formatu
    A4) zrobiła 60 błędów ortograficznych, mimo że zasady pisowni zna doskonale,
    ale nie jest w stanie ich zastosować?!

    Ponadto chciałabym zauważyć, że nauczyciel, który ma doświadczenie w pracy z
    uczniami dyslektycznymi, jest w stanie stwierdzić, kto ma "lewe" orzeczenie.Ja
    wtedy nie odpuszczam i codziennie sprawdzam ćwiczenia! W krótkim czasie
    jest "cudowne uzdrowienie".

    Pozdrawiam

  • linka9 07.02.06, 22:20
    kacperka211 napisała:

    > Moi uczniowie dyslektyczni wcale nie mają lekko. Codziennie wykonują w domu
    > cztery strony ćwiczeń (także w wakacje!),sprawdzam systematyczność ich pracy i
    > tylko wtedy respektuję orzeczenie z poradni, gdy dziecko pracuje !!!
    >Absolutnie nie wolno pozwolić na to, by przyniesienie do szkoły orzeczenia o
    >dysfunkcji = "łagodniej mnie oceniają, a ja nic nie robię i mam lepiej!".

    BRAWO!

    > Ponadto chciałabym zauważyć, że nauczyciel, który ma doświadczenie w pracy z
    > uczniami dyslektycznymi, jest w stanie stwierdzić, kto ma "lewe" orzeczenie.Ja
    > wtedy nie odpuszczam i codziennie sprawdzam ćwiczenia! W krótkim czasie
    > jest "cudowne uzdrowienie".

    smile
  • mrs_robinson 07.02.06, 23:10
    dobrze,ze jestes...dla dyslektykow imam/tatow dyslktykow
  • nisar 08.02.06, 09:57
    A nie przeniosłabyś się do szkoły Młodej? Przydałby się tam nauczyciel z
    prawdziwego zdarzenia! To co...?
  • verdana 08.02.06, 10:03
    Cztery strony? Dla dyslektyków - codziennie.
    No miałam taka jedną uczennicę, której w poradni właśnie kazano, dla otrzymania
    zaświadczenia codziennie przepisywać cztery strony. Dziewczyna była sumienna,
    przepisywała (a kto nie jest dysortografikiem ten nie zrozumie, co to za
    robota).
    Zaswiadczenie dostała. Maturę oblała - nie miała już czasu się do niej
    przygotować.
    Dzieci dyslektyczne to tez dzieci - i nie negując tego, ze potrzebują
    systematycznej pracy, potrzebują też odpoczynku. Wiadomo, że zmęczone robią
    znacznie wiecej błędów.
    A ćwiczenie podczas wakacji - codziennie - nie pozwala im ani na moment
    zapomnieć o ich problemie, co może doprowadzić do poważnych problemów
    psychologicznych. Wyjdą z dysleksji, wpadną w nerwicę. Nie wiem, co lepsze.
    --
    Mops rośnie
    img443.imageshack.us/my.php?image=dsc02878tq.jpg
  • linka9 08.02.06, 12:45
    verdana napisała:

    > Cztery strony? Dla dyslektyków - codziennie.

    Te 4 strony nie trzeba chyba odbierać dosłownie. Dla takiego np 4 klasisty
    mającego problemy z grafomotoryką to oczywiście byłby sadyzm. Chodzi o zasadę,
    że bez pracy nie ma ... A im ktoś słabszy, tym więcej na wynik musi pracować,
    niestety - tego nie przeskoczymy (i dotyczy to każdej umiejętności).
    A przepisywanie tekstu naprawdę daje wyniki.

    > No miałam taka jedną uczennicę, której w poradni właśnie kazano, dla
    >otrzymania zaświadczenia codziennie przepisywać cztery strony. Dziewczyna była
    >sumienna, przepisywała . Zaswiadczenie dostała. Maturę oblała - nie miała już
    czasu się do niej przygotować.

    Bez przesady, jeżeli przepisanie 4 stron dziennie przeszkadza w zdaniu matury,
    to po prostu skórka nie warta wyprawki; nie każdy przecież tę maturę musi mieć.
  • verdana 08.02.06, 14:36
    Widać, że nie zdajesz sobie sprawy, co to jest prawdziwa dysortografia i
    dysgrafia, jak zresztą wiele osób.
    Przepisanie bezbłędnie czterech stron dla prawdziwego dysortografika i
    dysgrafika to ogromna praca. Wyobraź sobie, ze masz przepisać codziennie cztery
    strony po fińsku, bez błędów i idealnie kaligraficznie. Ile czasu by Ci to
    zajęło? Starczyło by Ci czasu na nauczenie się do lekcji i do matury? Watpię.
    A dziewczyna była naprawdę zdolna i niestety - pilna. Pilność ją zgubiła.
    Tyle, ze wiele osób uwaza, że dla dys- matury szkoda. Niech idą do łopaty.

    --
    Mops rośnie
    img443.imageshack.us/my.php?image=dsc02878tq.jpg
  • baba_ta_sama 08.02.06, 14:50
    Verdana, daj spokoj - ostatnio jak Cie czytam, odnosze wrazenie, ze nerwy Ci
    troszenke zaczely puszczac... Wyluzuj, dziewczyno smile
    To, ze masz dzieci dyslektyczne nie znaczy, ze wszyscy sa przeciwko Tobie...

    A wracajac do cwiczen dla dyslektykow etc. to wiem, ze wiele z tych dzieci jest
    ogromnie ambitna i swietnie sobie radzi. I wcale nie jest znerwicowana, jak to
    w innej wypowiedzi napisalas. Odwrotnie - swiadomosc pewnych uwarunkowan i
    normalne do nich podejscie, pozwala tym dzieciom na dystans i duze osiagniecia.
    Czasem odnosze wrazenie, ze dorosli nie doceniaja mozliwosci swoich pociech smile
  • zycie.zyciem 08.02.06, 15:41
    Verdena dobrze pisze. W jakim ty świecie życiesz ?
    Kazać przpisywać dyslektykowi codziennie 4 strony to nic innego jak czysty
    sadyzm.
    Podobnie zresztą jak wymaganie w pełni ortograficznego pisania.
    Może dorośli , rodzice (ci nie zawsze są dorośli ) zaczęli by od siebie ?
    Może niech niech każdy rodzić najpierw sam napisze dyktando lub idiotyczną
    klasówkę, a dopiero potem czepia się dziecka, że nie umie.
    CO jest ważniejsze: że robi błędy, czyże daje sobie złamać rękę przez kolegę,
    czy to że rzuca szklanką w młodsze rodzeństwp ?
    Babo ta sama czy ty masz jakiąś hierarchię wartości ?
  • baba_ta_sama 08.02.06, 15:46
    Babo ta sama czy ty masz jakiąś hierarchię wartości ?

    Mam, i to jaka wink

    A Ty uzywasz nieetycznej retoryki. Rozumiemy sie ?
  • verdana 08.02.06, 16:00
    Nerwy mi puszczaja, bo sytuacja przedstawia się następujaco.
    Masz dziecko z dysortografią. Najpierw zbiera same jedynki, bo leń. Potem po
    wielu badaniach dostaje zaświadczenie (kto z Was wie, ze zaświadczenie dostanie
    tylko dziecko, które doskonale zna prawidła ortografii, a nie umie pisać
    ortograficznie? Jak prawideł nie zna, to na "papierek" nie ma raczej szans,
    przynajmniej w wyzszych klasach. Jak nie chodzi na reedukację, to tez
    zaświadczenia nie dostanie).
    Potem już ma zaświadczenie. Chodzi na redukację. Pracuje w domu. Zazwyczaj jego
    postępy są niewielkie (reedukatorka 11 lat temu mówiła "jak będzie pracował, to
    się nauczy", teraz, gdy lepiej poznano problem, przy kolejnym dziecku
    mowi "Musi pracować, ale niech pani nie liczy na szybkie postępy, ani na to że
    kiedykolwiek się nauczy zupełnie poprawnie pisać).
    Nauczyciele patrzą na zaświadczenie podejrzliwie (tu akuat się nie dziwię).
    Każdy powtarza, że rozumie, ale żeby wiecej pracowało, to.. W dodatku
    nauczycielom wiadomo tylko, że delikwent pisać ortograficznie nie umie. Ale
    moze nie umieć też wielu innych rzeczy - orientowac się na mapie, podpisywać
    cyfry jedną pod drugą, przepisywać bezbłędnie liczb w zadaniach , uczyć się na
    pamięć niepowiązanych wyrazów (np. nazw miesiecy czy wyjątków ortogaficznych,
    słówek w obcym języku). Nie mówię, że nie musi - ale nad tym też musi pracować,
    nie tylko nad ortografią. I to zajmuje znacznie wiecej czasu.
    I co pewien czas pojawiają się osoby nawiedzone, typu - cztery strony dziennie,
    także w czasie wakacji, a będzie dobrze. Nie będzie. Problem w tym, ze dziecko,
    ktore pisze nieortograficznie, nauczy się w ten sposób rzeczywiscie szybko.
    Prawdziwy dysortografik raczej nie. I zostanie zaliczony ponownie do tych
    leniwych, no bo jakby chciał, to by się nauczył.
    Wyobraźcie sobie: znajdźcie coś czego naprawdę nie umiecie i nie potraficie się
    nauczyć (bo ręce niezbyt sprawne, bo pamięć nie taka). No i teraz wyobraźcie
    sobie siebie w następujacej sytuacji. To właśnie macie robić minimum godzinę
    dziennie, w pracy, a oceni to Wasz szef. Codziennie obejrzy, co zrobiłyscie i
    powie "No, żadnych postepów", "No, chyba się nie starasz", "Nie rozumiem,
    koleżanki to robią bez wysiłku, jak można...". Po ile dniach minęła by Wam
    pewność siebie i poczułybyscie się do niczego niezdatne?
    Reedukować, uczyć trzeba. Ale nie czynić z tego najwazniejszego punktu
    edukacji. Dziecko powinno ćwiczyć nie tylko to, w czym jest złe, ale (może
    przede wszystkim) w czym jest dobre. Bo inaczej będziecie mieli człowieka,
    piszącego ortograficznie i nie nadającego się, z powodu niskiej samooceny, do
    żadnej pracy.
    Jak nie wierzycie, to poczytajcie sobie Kuronia, o jego problemach w szkole.
    Kiedyś napisał, ze zna trzy instytucje totalitarne - wojsko, więzienie i
    szkołę. Gdyby miał wybierać gdzie iść, szkoła byłaby na ostatnim miejscu. Tak
    czuje się w niej dyslektyk.
    --
    Mops rośnie
    img443.imageshack.us/my.php?image=dsc02878tq.jpg
  • baba_ta_sama 08.02.06, 16:06
    Alez ja to rozumiem !!!! Nie w tym rzecz, ja bardzo sobie cenie Twoje opinie.
    Chodzilo mi o Twoje podejscie do tematu w przypadkach innych niz przez Ciebie
    doswiadczane. A to sie czuje i o tym pisalam. Pisz dalej, Twoje doswiadczenia
    sa bardzo cenne. Ale sa tez inne odslony tego samego tematu i ja o tym pisalam.
    Pozdrawiam smile
  • verdana 08.02.06, 16:11
    Ja też rozumiem - a nerwy mi puszczają często, jak czytam niektóre posty (to
    nie odnosi się do Ciebie!) i to nie tylko o dysleksji...
    Szczególnie, gdy czytam o dzieciach, które mają kłopoty w szkole, a w domu za
    to piekło.
    Bo to jest właśnie to, co zrobiłam swojemu najstarszemu - i dlatego chciałabym
    ustrzec przed tym błędem inne matki.
    --
    Mops rośnie
    img443.imageshack.us/my.php?image=dsc02878tq.jpg
  • linka9 08.02.06, 16:40
    verdana napisała:

    > Bo to jest właśnie to, co zrobiłam swojemu najstarszemu - i dlatego chciałabym
    > ustrzec przed tym błędem inne matki.

    Swoimi wypowiedziami ratujesz pewnie niejednemu dziecku życie. Ale nie możemy
    tez popadać w drugą skrajność. Trzeba znać swoje miejsce w szeregu, być
    świadmomym swojej wartości, ale jednocześnie z pokorą przyjać ograniczenia
    zgotowane nam (dziecku!)przez los.

    Ja mam również liberalne podejście w kwestii wymagań i ocen, przy czym nie
    musiałam uczyć się na swoich błędach. Niemniej pochylmy czoła przed
    utalentowanymi , pracowitymi osobami i tym przede wszystkim pozwólmy uczyć się
    za państwowe pieniądze na poziomie wyższym. A dyplom państwowej wyższej uczelni
    niech ma swoją rangę.
  • linka9 08.02.06, 16:23
    verdana napisała:

    > Widać, że nie zdajesz sobie sprawy, co to jest prawdziwa dysortografia i
    > dysgrafia, jak zresztą wiele osób.

    Widzisz, problem polega na ty, ze Ty piszesz o PRAWDZIWYCH dysortografach i
    dyslektykach, z mocno zaawansowana dysfunkcją. A takich osób jest niewiele.
    Jeżeli napiszę, że inwalida z upośledzeniem narządu ruchu powinien chodzić dla
    własego dobra, to nie oznacza, że od kogoś, kto porusza się na wózku zacznę
    wymagać spacerów o własnych siłach.

    > Tyle, ze wiele osób uwaza, że dla dys- matury szkoda.

    Wiem, że Cię to zaboli (przepraszam), ale ja tak uważam. (Co nie oznacza, że
    jestem zwolenniczką powrotu do starych zasad: 3 błędy- pała). No, wyjątek
    zrobiłabym dla kogoś o wybitnych osiągnięciach (olimpiada, inne). W chwili
    obecnej jest dużo możliwości dokształcania się i bez matury.
  • verdana 08.02.06, 16:35
    To szkoda matury dla Kuronia, Churchila, Andersena? Dla doskonałej dyrektorki
    mojej ulubionej poradni psychologicznej? Dla Wajraka z "Wyborczej"?
    Uważasz, ze mój syn (srednia na studiach ok. 4 - powinien sprzątac ulice? Jakoś
    jego promotorka mu tego nie powiedziała, a szkoda - bo przeciez on się nie
    nadaje na studia. Wprawdzie jest inteligentny, pracowity i zdaje wszystko za
    pierwszym podejsciem, ale robi błędy. To wiadomo, dyskwalifikuje go do
    otrzymania matury, a już magisterium - zgroza. Po co idiocie magisterium?
    Moja córka, laureatka kilku konkursów poetyckich, która studiuje teraz dwa
    kierunki, też powinna sprzedawać pietruszkę, a nie udawać, ze może coś w życiu
    osiągnąć. Bo nie może. Jest dysortografikiem, czyli zerem.
    Proponuję także nie dopuścić do matury osób niewidomych, głuchych,
    poruszających się na wózkach. Niepełnosprawnym matura niepotrzebna. To gorszy
    model człowieka, na co mu wykształcenie?
    Powiem najmłodszemu, ze może się nie starać. Życie zawodowe juz przegrał.
    No, teraz to się naprawde wściekłam.
    Jesteś pewna?
    --
    Mops rośnie
    img443.imageshack.us/my.php?image=dsc02878tq.jpg
  • linka9 08.02.06, 16:45
    Nasze posty minęły się.

    verdana napisała:
    > Uważasz, ze mój syn (srednia na studiach ok. 4 - powinien sprzątac ulice?

    Nie znam Twoich dzieci i nie bedę ich oceniać.

    > Moja córka, laureatka kilku konkursów poetyckich,

    Dla mnie laureat konkursów poetyckich, który popełnia błędy ortograficzne nie
    jest kimś wielkim i godnym podziwu, co nie oznacza, że nie szanuję takich osób.

  • verdana 08.02.06, 16:54
    Dobrze, ze wśród Akademii Szwedzkiej nie było osób o Twoich pogladach -
    Churchil nie miałby szans. Wprawdze napisał wielkie dzieło, ale popełniał
    błędy - a więc nie mógł być wielkim pisarzem.
    Andersen też wielkim bajkopisarzem nie był, wyrzucamy jego bajki z lektury. To
    nieuk, ergo nic dobrego stworzyć nie mógł.
    Dysleksja jest chorobą. To co napisałaś oznacza, że Twoim zdaniem osoby
    niepełnosprawne nie powinny miec takich samych praw jak zdrowe. Niech sobie
    żyją, ale niech nie zabierają zdrowym miejsc w liceach, na studiach i w dobrej
    pracy. Dobre życie, kariera są dal zdrowych, reszta to odpad, który powinien
    zostać odsiany.
    Dawno nie spotkałam się z tak otwartym przyznaniem się do nietolerancji.
    Rozumiem, ze osoba kulawa nie powinna konczyć AWF, a dysortografik -
    polonistyki. Ale pomysł, by nie dopuscić ich do matury?
    Wybacz, ale to nie do przyjęcia.
    --
    Mops rośnie
    img443.imageshack.us/my.php?image=dsc02878tq.jpg
  • gaika 08.02.06, 17:12
    Jeszcze do kolekcji nazwisk dodałabym Żakowskiego.

    Ważne, żeby zaświadczenia dostawały dzieci rzeczywiście dyslektyczne. Nie jest
    to jednak sprawa wyłącznie uczciwości rodziców, ale przede wszystkim
    specjalistów. To skandal, ze wydaje się lewe diagnozy.
    Co do rzeczywistych dyslektyków : poziom trudności bywa różny i jednym
    dodatkowa praca przyniesie dużą poprawę, innych wyłącznie sfrustruje.
    Przy silnej dysleksji ratunkiem dla dzieci jest komputer. Jeszcze całkiem
    niedawno nauczyciele nie chcieli słyszeć o tym, ze dziecko może pracować na
    komputerze(nie wiem jak jest teraz). A to ułatwia, poprawia jakość pracy,
    podnosi automatycznie dziecka samoocenę i łagodzi zupełnie niepotrzebny stres.
    To doskonałe rozwiązanie, które nie blokuje intelektualnych możliwości i
    pozwala z powodzeniem zdać maturę i jeszcze cos więcej.

    Sprawność intelektualna nie jest powiązania z umiejętnością ortograficznego
    pisania. Należałoby z zasady uniemożliwiać naukę wszystkim z zaburzeniami,
    skoro los zrządził, ze ktoś się urodził np. z Aspergerem.

    Wszystkim wybitnym dyslektykom ktoś poprawiał prace po to, żebyśmy mogli
    czerpać z cudzej wiedzy i intelektu. Dyslektyk może i powinien tworzyć, jeśli
    tylko stać go na wartosciowy przekaz.
  • linka9 08.02.06, 17:22
    gaika napisała:

    > Przy silnej dysleksji ratunkiem dla dzieci jest komputer. Jeszcze całkiem
    > niedawno nauczyciele nie chcieli słyszeć o tym, ze dziecko może pracować na
    > komputerze(nie wiem jak jest teraz). A to ułatwia, poprawia jakość pracy,
    > podnosi automatycznie dziecka samoocenę i łagodzi zupełnie niepotrzebny stres.
    > To doskonałe rozwiązanie, które nie blokuje intelektualnych możliwości i
    > pozwala z powodzeniem zdać maturę i jeszcze cos więcej.

    I tu się z Tobą zgodzę.

  • judytak 09.02.06, 13:09
    gaika napisała:

    > Co do rzeczywistych dyslektyków : poziom trudności bywa różny i jednym
    > dodatkowa praca przyniesie dużą poprawę, innych wyłącznie sfrustruje.

    o, to, to, to!
    i jeszcze: kto do której grupy należy, tego nie da się zadecydować przy pomocy
    zdjęcia rentgenowskiego ;o)
    tylko najpierw trzeba wykonać tę dodatkową pracę, poważnie, systematycznie, z
    wysiłkiem, przez dłuższy czas, aż dopiero możemy coś powiedzieć o tym, czy
    pomaga, na ile, więc jak dalej...

    i to jest to, czego kompletnie u verdany brakuje
    może to na tyle oczywiste, że nie ma co o tym gadać, ale może jednak nie...

    pozdrawiam
    Judyta
  • linka9 08.02.06, 17:20
    verdana napisała:

    > Dobrze, ze wśród Akademii Szwedzkiej nie było osób o Twoich pogladach -
    > Churchil nie miałby szans. Wprawdze napisał wielkie dzieło, ale popełniał
    > błędy - a więc nie mógł być wielkim pisarzem.
    > Andersen też wielkim bajkopisarzem nie był, wyrzucamy jego bajki z lektury.

    Rozmawiamy o Twoich dzieciach, a nie o wybitnych jednostkach - to raz.
    Bajki można pisać nie koncząc studiów - to dwa.

    Ty sie zachwycasz swoimi dziećmi -Twoje prawo, a nawet obowiazek, ale inni nie
    muszą. Natomiast pokazywany przerost ambicji (moje dziecko miałoby sprzatać,
    sprzedawać, kopac doły, itp) jest już nie do przyjęcia dla mnie.

    >To
    > nieuk, ergo nic dobrego stworzyć nie mógł.

    Błędne wyciagasz wnioski. Po prostu wszędzie musi istnieć selekcja. Wychodząc z
    Twojego punktu widzenia wszystkim powinnismy umozliwic bezpłatne studiowanie
    (ten tylko pisze z błedami, ten tylko źle liczy, tamten ma tylko kłopoty z
    koncentracją i zapamiętywaniem materiału, a ten tylko z logiką itd)

    > Dobre życie, kariera są dal zdrowych, reszta to odpad, który powinien
    > zostać odsiany.

    Przykro mi, ze dla Ciebie uczciwy sprzedawca, kierowca czy budowlaniec to odpad.
    Tępisz matki za nadmierne wymagania, a czymże jest przerost ambicji?
  • verdana 08.02.06, 19:54
    Proponujesz po prostu selekcję - dzieci całkowicie zdrowe, bez żadnych wad,
    żadnych wrodzonych kłopotów - mają wszelkie szanse.Resztę odsiewamy, nie dla
    nich licea. Licea tylko dla zdrowych! Bo jak ktoś ma wadę wrodzona, to nie ma
    dla niego miejsca w społeczeństwie zdrowych, niech nie przeszkadza i nie
    zajmuje miejsca.
    Nie będzie przy Twoim rozumowaniu żadnych wybitnych dyslektykow, bo od razu na
    wstępie szkoła przyjmie założenie, że oni sa zdolni najwyżej do zawodówki.
    Nikt nikomu nie "umożliwia" bezpłatnego studiowania. Nie wiem czy wiesz, ale na
    studia trzeba zdać egzamin. Kto zda egzamin konkursowy, ten studiuje. Dyslektyk
    odpadnie na polonistyce, ten co nie umie liczyć - na matematyce - ale jest
    wiele kierunków, gdzie akurat ich dysfunkcja nie przeszkadza. I jak widać zdają
    egzaminy - a powinno się im tego zabronić? Bo robia błędy? I mimo to sa lepsi
    od innych? Cóż - lepsi, nie lepsi - chorzy więc won!
    Istnieje róznica pomiedzy przerostem ambicji, a marnowaniem talentów. Nie jest
    przerostem ambicji chęć wysłania dziecka z ilorazem inteligencji powyżej 140 IQ
    i w wypadku córki - doskonałymi wynikami w szkole i czerwonym paskiem, na
    studia. Ciekawe, co by powiedziało grono pedaggiczne w LO córki, na postulat,
    ze druga uczennica w szkole nie powinna zostać dopuszczona do matury, podczas
    gdy osoby ze średnią 2,1 (ale z popraawną pisownią) maturę mogą otrzymać,
    owszem.
    A jesli przyjmiemy, ze niezaleznie od inteligencji, pracowitości itd wszyscy
    chorzy i z dysfunkcją powinni zająć się pracą nie wymagającą używania
    inteligencji, to społeczeństwo niewiele na tym zyska.
    Dawno już nie spotkałam sie z takim przejawem nietolerancji. Jestem zaskoczona.
    --
    Mops rośnie
    img443.imageshack.us/my.php?image=dsc02878tq.jpg
  • linka9 08.02.06, 23:57
    verdana napisała:

    > Proponujesz po prostu selekcję

    Podchodzę do życia realnie. Żadne państwo nie zagwarantuje nauki wszystkim na
    poziomie wyższym. Jeśli mamy wybór pomiędzy czwórkowym dysortografem a czwórkową
    osobą bez dysfunkcji, kto wg Ciebie powinien dostać indeks?

    - dzieci całkowicie zdrowe, bez żadnych wad,
    > żadnych wrodzonych kłopotów - mają wszelkie szanse.

    Niestety, życie jest brutalne. Ci zdolni, bez wrodzonych kłopotów mają łatwiej,
    lepiej, więcej szans. I co na to poradzimy? Świat problemów i niesprawiedliwości
    nie kończy się na dyslekcji.

    >Resztę odsiewamy, nie dla
    > nich licea.
    >Licea tylko dla zdrowych!

    Dlaczego popadasz w skrajność? Jeżeli ktoś dobrze radzi sobie z pozostałych
    przedmiotów, to nikt go nie wyrzuca z liceum tylko dlatego, że robi błędy
    ortograficzne.

    >Bo jak ktoś ma wadę wrodzona, to nie ma
    > dla niego miejsca w społeczeństwie zdrowych, niech nie przeszkadza i nie
    > zajmuje miejsca.

    Jest miejsce, jak najbardziej, ale nie na najwyższym szczeblu. Czy rozmawiałaś
    kiedyś z osobami mało zdolnymi, którym nauka sprawia problemy (obiektywne, a nie
    zawinione przesz szkołę), ale na tyle inteligentnymi, ze zdają sobie sprawę ze
    swych ograniczeń? One też mają żal do losu, a jednak pewnych barier nie da się
    przeskoczyć. Oczywiście takie osoby jak się uprą to studia płatne skończą.

    > Nie będzie przy Twoim rozumowaniu żadnych wybitnych dyslektykow, bo od razu na
    > wstępie szkoła przyjmie założenie, że oni sa zdolni najwyżej do zawodówki.

    Dla wybitnych zawsze powinna być taryfa ulgowa. Ale ileż tych wybitnych osób
    mamy w społeczeństwie?

    > Nikt nikomu nie "umożliwia" bezpłatnego studiowania. Nie wiem czy wiesz, ale
    >na studia trzeba zdać egzamin. Kto zda egzamin konkursowy, ten studiuje.

    Teraz to się już chyba zmienia. Proszę bardzo, jeżeli robi błędy, niech z
    polskiego ma obniżoną ocenę o 2 stopnie. Wybitna jednostka się obroni, zamiast 6
    będzie 4.

    >Dyslektyk odpadnie na polonistyce, ten co nie umie liczyć - na matematyce - ale
    jest wiele kierunków, gdzie akurat ich dysfunkcja nie przeszkadza.

    Po prostu mamy inne zdanie na ten temat. Pal sześć, jeśli to są tylko błędy
    ortograficzne (w dzisiejszych czasach załatwi to komputer), ale dla mnie osoba z
    wyższym wykształceniem, która nie potrafi sklecić ładną, czytą polszczyzną
    poprawnie kilku zdań nie może stanowić normy.

    Prawdziwy dyslektyk odpadnie zapewne nie tylko na polonistyce. Dysortograf
    natomiast nie może ze swej dysfunkcji czerpać korzyści (on mimo licznych błędów
    dostanie np 6, a dobra językowo osoba popełni nawet przez zdenerwowanie błąd i
    już ma obniżoną ocenę). Gdzie tu sprawiedliwość? Popatrz na to z drugiej strony.
    Znieśmy w takim razie te wszystkie świstki i w ogóle przestańmy oceniać ortografię.

    >I jak widać zdają
    > egzaminy - a powinno się im tego zabronić? Bo robia błędy? I mimo to sa lepsi
    > od innych? Cóż - lepsi, nie lepsi - chorzy więc won!

    Dlaczego akurat lepsi? Na jakiej podstawie tak wnioskujesz? Kilku wybitnych
    dysortografów to jednak nie reguła. Z moich obserwacji wynika, że osoby, które
    popełniają dużo błędów wcale nie przewyższają intelektem tych, co piszą
    poprawnie, wręcz przeciwnie.

    > Istnieje róznica pomiedzy przerostem ambicji, a marnowaniem talentów.

    Prowokujesz mnie do oceniania Twoich dzieci, a ja ich nie znam. Jednak na
    podstawie tego, co piszesz (i Twoja córka), nie da się, niestety, stwierdzić ich
    wybitności.Przypomnijmy jednak, że syn miał bardzo słabe oceny w szkole, był
    zagrożony z wielu przedmiotów, a nie tylko z j. polskiego, z powodu ortografii.
    Cóż więc pomogłoby mu owe zaświadczenie?
    Czyli siłą rzeczy nie dostał się na studia dzienne. A że mu ktoś akurat wyliczył
    wysokie IQ? Dla wielu ludzi to jeszcze nie wyznacznik wybitności.

    > Nie jest
    > przerostem ambicji chęć wysłania dziecka z ilorazem inteligencji powyżej 140 >IQ

    Verdana, przywołujesz prywatne incydenty i albo przyznam Ci rację,czy dla
    spokoju odpuszczę dyskusję, albo ... obrazisz się. Dla Ciebie może to 140 IQ
    jest niesamowitym osiągnięciem i oznaką wybitności, ale większość świata
    naukowego i nie tylko do tych liczb nie przywiązuje wagi.

    > i w wypadku córki
    - doskonałymi wynikami w szkole i czerwonym paskiem, na
    > studia. Ciekawe, co by powiedziało grono pedaggiczne w LO córki, na postulat,
    > ze druga uczennica w szkole nie powinna zostać dopuszczona do matury, podczas
    > gdy osoby ze średnią 2,1 (ale z popraawną pisownią) maturę mogą otrzymać,
    > owszem.

    Sama piszesz, że to konkurs. Jeśli osoba ze słabą średnią zda, to jej szczęście.
    Dla mnie natomiast absurdem jest 5 czy 6 z j.polskiego dla kogoś, kto popełnia
    błędy. Piszesz ciagle o wybitności swojej córki, ale: ma dyslekcję, chyba
    dyskalkulię (czy inne "zaburzenia matematyczne"), jej język na forum daleki jest
    od ideału, za co mam ją podziwiać? Jest wiele zdolnych osób, nie dla wszystkich
    jest miejsce na górze. Zresztą, biorąc dosłownie Twoje proroctwa, to córka
    powinna mieć problemy na studiach, skoro była piątkową uczennicą w szkolewink


    > A jesli przyjmiemy, ze niezaleznie od inteligencji, pracowitości itd wszyscy
    > chorzy i z dysfunkcją powinni zająć się pracą nie wymagającą używania
    > inteligencji, to społeczeństwo niewiele na tym zyska.

    W świecie dorosłych liczą się efekty. Z całym szacunkiem dla garbatego, jednak
    piruetów na lodzie nie będzie na mistrzstwach świata kręcił.

    > Dawno już nie spotkałam sie z takim przejawem nietolerancji. Jestem >zaskoczona.

    Chorym należy pomóc, okazać zrozumienie, szacunek, dowartościować, ale OD
    PEWNEGO WIEKU oceniać NA RÓWNI ze zdrowymi.
  • zycie.zyciem 11.02.06, 10:08
    > Jeśli mamy wybór pomiędzy czwórkowym dysortografem a czwórkow
    > ąosobą bez dysfunkcji, kto wg Ciebie powinien dostać indeks?
    Zdecyduje egzamin z przedmiotów kierunkowych.
    Ortografia w tym momencie całkowićie przestaje być ważna.
    Po maturze można całę tę pseudo wiedzę ortograficzną wyrzucić natychmiast do
    kosza.


    > Niestety, życie jest brutalne. Ci zdolni, bez wrodzonych kłopotów
    > mają łatwiej,lepiej, więcej szans.
    No właśnie. Niech wybiera życie, dobór naturalny , a nie jakiś
    zgliwiały psycholog. Co ma to zaświadczenie dyslektyczne oznaczać?
    Że jemu, wbraw sprawiedliwości , ma być łątwiej.
    I to jest właśnie niesprawiedliwe.
    WSZYSTKIM MA BYĆ ŁATWIEJ. Bo jest to możliwe, to po co dzieciom utrudniać życie?
    Wszyscy mają mieć takie prawa, ajk dyslektycy.
  • alimari 11.02.06, 10:56
    A wiesz jak czuje się dyslektyk ze swoją dysfunkcją i ograniczeniami? Jak czuje
    się ze swoimi pseudo prawami? Bo poprawne napisanie wyrazu dla dyslektyka to
    nie tylko problem "U" czy "Ó" - dla niego problemem jest również samo pisanie a
    nawet czytanie (zależy od stopnia dysfunkcji). Za nim zaczniecie wyciągać
    wnioski i rzucać świetnymi rozwiązaniami radzę się dokształcić.

    A dyskusja dotyczyła wystawianych "na lewo" zaświadczeń a nie sensu
    ortograficznych zasad. A czytanie bez zrozumienia to analfabetyzm funkcjonalny -
    a skoro wg badań aż 70% naszego społeczeństwa na niego cierpi (co najlepiej
    widać właśnie na forach internetowych) to może w ogóle przestańmy uczyć się
    czytać i pisać - niech wszystkim będzie łatwiej.
  • mrs_robinson 09.02.06, 04:34
    ograniczonych pogladach jak linka9.
    Nie spie,bo czuwam przy synku, mial 40 stopni...
    Otworzylam ulubione forum czytam wypowiedzi nt.zywotnie mnie dotyczacej
    dysleksji linki9..selekcja..to nic takiego,ze dyslektyczka osiaga laury w
    konkursie poetyckim,dyslektycy do lopat i ogarneal mnie zgroza...chyba juz w
    historii slyszelismy takie hasla o selekcji ..rozumiem,ze na fali panujacej
    ostatnio w naszym kraju znowu ujawniaja sie takie potworne poglady.Natomiast
    dyskusje z kims o tak ograniczonych horyzontach uwazam za bezcelowa dalej!Jak
    mozna w tak kretynski sposob skomentowac osiagniecia dyslektyczki w konkursie
    (gratulacje dla niej!!).Moj syn dzisiaj (tzn wczoraj,ale nie sie to sie zlalo)
    przyniosl 6tke z polskiego!Byloby swieto,ale maly juz zaczal goraczkowac i po
    prostu troche to zignorowalam,zachowalam sie jak ostatnio nisar ze spoznieniem
    i stypendium a powinnismy otworzyc dzieciecego szampana!!
    Nie zgadzam sie rowniez,ze dyslektyk nie moze skonczyc polonistyki!
    A do grona z GW mozna dolaczyc jeszcze Jacka Hugo Badera -najlepszego
    reportazyste GW.
    Ostatnio pewien prestizowy konkurs organizowany przez PAN dla asolwentow
    uczelni wyzszych wygralo dwoch dylektykow..
  • linka9 09.02.06, 08:51
    Pytanie na inteligencję:

    Dwie wybitne prace z jezyka polskiego. W jednej - 2 błędy ortograficzne, w
    drugiej - 30. Która praca zostanie wyżej oceniona?

    Nie jestem za paleniem dyslektyków na stosie, jestem za jednolitym systemem
    oceniania. Nie jest dopuszczalna dyskryminacja jednej grupy (tych w miarę
    poprawnie piszących) przez inną (tych chorych i z załatwionymi zaświadczeniami).
    System oceniania, który teraz panuje jest chory, a wyrazem tego chociażby
    rozterki załżycielki wątku.


    mrs_robinson napisała:

    >dyslektycy do lopat i ogarneal mnie zgroza

    To są Twoje wnioski, a nie moje sugestie. Osoba ze średnim czy policealnym
    wykształceniem nie musi iść do łopaty, a dla rzeczywiście wybitnych
    dysortografów zawsze można stworzyć system indywidualny.




    ...chyba juz w
    > historii slyszelismy takie hasla o selekcji ..rozumiem,ze na fali panujacej
    > ostatnio w naszym kraju znowu ujawniaja sie takie potworne poglady.Natomiast
    > dyskusje z kims o tak ograniczonych horyzontach uwazam za bezcelowa dalej!Jak
    > mozna w tak kretynski sposob skomentowac osiagniecia dyslektyczki w konkursie
    > (gratulacje dla niej!!).Moj syn dzisiaj (tzn wczoraj,ale nie sie to sie zlalo)
    > przyniosl 6tke z polskiego!Byloby swieto,ale maly juz zaczal goraczkowac i po
    > prostu troche to zignorowalam,zachowalam sie jak ostatnio nisar ze spoznieniem
    > i stypendium a powinnismy otworzyc dzieciecego szampana!!
    > Nie zgadzam sie rowniez,ze dyslektyk nie moze skonczyc polonistyki!
    > A do grona z GW mozna dolaczyc jeszcze Jacka Hugo Badera -najlepszego
    > reportazyste GW.
    > Ostatnio pewien prestizowy konkurs organizowany przez PAN dla asolwentow
    > uczelni wyzszych wygralo dwoch dylektykow..
  • linka9 09.02.06, 09:35
    Posty Verdany zawierają dużo madrości, jednocześnie jednak podporządkowywują
    systemy własnym potrzebom.

    I tak czytamy :
    Osoby piatkowe i szóstkowe w szkole średniej i podstawowej nie sprawdzają się na
    studiach; zdobywanie dobrych ocen ciężką praca jest stratą czasu.

    Jednocześnie (mniej wiecej): moja córka ma bardzo wysoką średnią, więc jako
    dyslektyczka powinna mieć taryfę ulgową przy maturze (i studiować oczywiście).
    Jej ciężka praca musi zostać doceniona.

    I:
    Mój syn miał bardzo słabe oceny, a to jest powszechne u osób wybitnie zdolnych.
    Jako więc dyslektyk i osoba z wysokim IQ powinien miec taryfę ulgową, aby mógł
    studiować, a jego talent nie został zmarnowany.

    I jeszcze jedno.
    Nigdy nie byłam zwolenniczką kombinowania i niejasnych reguł. Twierdzimy, że
    ortografia nie jest ważna - zastosujmy to przy ocenianiu wszystkich, a nie
    jedynie wybranców. System ocen musi byc jednolity dla wszystkich, natomiast za
    wkład pracy oceniajmy dzieci w podstawówce.



  • kacperka211 09.02.06, 13:41
    Witam ponownie!

    Muszę wyjasnić, ze moi uczniowie nie przepisują 4 stron dziennie!!!(byłaby to
    syzyfowa praca).
    Oni wykonują w specjalnych zeszytach ćwiczeń( rekomendowanych przez Polskie
    Towarzystwo Dyslektyczne)zadania, które angażują wszystkie funkcje percepcyjno-
    motoryczne oraz wzmacniają integrację między funkcją słuchową,wzrokową i
    kinestetyczną. Innymi słowy ćwiczenia te są tak ułożone(właśnie na 4 str.),żeby
    usprawniać u dzieci dyslektycznych wszystkie zaburzone funkcje(i obok ćwiczeń
    ortograficznych jest m.in: rysowanie obiema rękami,znajdowanie różnic między
    obrazkami, liczenie,ćwiczenia z mapą itp.)

    Mam nadzieję, że nieporozumienie zostało wyjaśnione!l
    kacperka211
  • verdana 10.02.06, 19:28
    Aaaaa!!!!
    Tak to rozumiem, wszystkie moje dzieci pracowały w podobny sposób ( z
    wyłączeniem wakacji - wiem, ze to powoduje pewien regres, ale za to psychicznie
    odpoczywały od problemów szkolnych, a to tez jest istotne).
    No, wiedziałam, że te cztery strony raczej mało prawdopodobne.
    A te zesztyty, to takie w różnych kolorach na każdy problem (rz-ż, ó-u i ch-h)?
    --
    Mops rośnie
    img443.imageshack.us/my.php?image=dsc02878tq.jpg
  • kacperka211 12.02.06, 10:18
    Verdano!

    Zeszyty, o których wspominałam powyżej, nie są tymi kolorowymi. Mają format A4
    i wszystkie są ciemnoniebieskie (komplet to 9 zeszytów ).Przeznaczone są dla
    gimnazjalistów i uczniów szkół ponadgimnazjalnych.
    Wiem, że w przygotowaniu są zeszyty dla dzieci z szkół podstawowych. Moim
    zdaniem dla gimnazjalistów są idealne, choć w tym wieku sukcesów zbyt wielkich
    nie ma. Niemniej jednak zauważyłam u uczniów pracujących systematycznie przez 3
    lata!!! wyraźną poprawę (zmniejszenie ilości błędów, mniejsze kłopoty z
    czytaniem, bardziej kształtne pismo,lepszą orientacją w przestrzeni - ważne
    m.in. na lekcjach geografii i matematyki itp.)
    kacperka
  • verdana 12.02.06, 11:12
    A gdzie mozna je kupic? Mam wprawdzie dysortografa i dysgrafika zarazem w
    klasie 5, ale gimnazjum juz niedługo. Jest zreszta bardzo oczytany (dysleksji
    na szczście ani śladu), może i z gimnazjalnymi zeszytami by sobie poradził.
    Bo te wielokolorowe są tak nudne, że ja się nie dziwię, że dzieciaki stawiają
    opór. Jak kupiłam bardziej urozmaicone, to syn robi ćwiczenia dobrowolnie (co
    jest dla mnie pewnym wstrząsem).
    --
    Mops rośnie
    img443.imageshack.us/my.php?image=dsc02878tq.jpg
  • kacperka211 12.02.06, 13:00
    Verdano

    Zamawiałam dla uczniów zeszyty J.Studnickiej pt."Ortograffiti" bezpośrednio w
    wydawnictwie.
    Wydawnictwo Pedagogiczne OPERON
    ul.Hutnicza 3
    81-212 Gdynia
    tel. (0-58)679 00 00
    orttograffiti@operon.pl

    Nie wiem,gdzie mieszkasz. W Krakowie widziałam je w księgarni przy ul.
    Garncarskiej.

    Ponadto teraz dopiero widzę,że wyszły jeszcze 2 zeszyty z ćwiczeniami czytania
    ze zrozumieniem.Jest też zeszyt z rebusamismile

    Pozdrawiam
    kacperka
  • verdana 12.02.06, 20:36
    Dzięki!
    Mieszkam w Warszawie. Spróbuję zamówić - nie wiesz, czy można też tylko jeden
    komplet? Zresztą wyślę maila do wydawnictwa i się dowiem.
    Zeszyt z rebusami - super. Czytanie ze zrozumieniem chyba syn ma opanowane.
    --
    Mops rośnie
    img443.imageshack.us/my.php?image=dsc02878tq.jpg
  • kacperka211 12.02.06, 22:12
    Verdano
    Możesz zamówić jeden komplet lub tylko jeden zeszyt, ale w ostatnim przypadku
    nie bardzo się opłaca, bo koszt przesyłki to około 10 złotych. Zeszyt kosztuje
    chyba 9 zł. Przy zakupie 5 kompletów była obniżka (cena zeszytu 7 zł). Niestety
    nie wiem, czy ceny są aktualne, bo ćwiczenia zamawiałam we wrześniu.
    W księgarni widziałam zeszyty po 12 zł za sztukę.
  • verdana 12.02.06, 22:36
    Dzięki, będę próbowała! Jak nie uda sie teraz, to może we wrzesniu będzie
    dodruk.
    --
    Mops rośnie
    img443.imageshack.us/my.php?image=dsc02878tq.jpg
  • nchyb 13.02.06, 07:11
    Verdano, moje dziecię (klasa również 5) w szkole dostało (w ramach takiego
    pilotażu) zeszyty Polskiego Towarzystwa Dysleksji.
    Od razu wyjaśniam, syn dysleksji na pewno nie ma, ale jest podejrzenie
    dysortografii. Zaświadczeń nie zdobywamy, nauczycielka sama szuka rozwiązania
    problemu, dziecko czytające co najmniej tyle co połowa przeciętnej klasy razem
    wzięta, zasady pisowni ma w jedny paluszku, a przepisując 4 razy wyraz
    wiewiórka za każdym razem napisało go inaczej i nawet tego nie zauważyło.
    Na szczęście u nas jest rozsądna nauczycielka.

    Ze wspomnianego Towarzystwa Dysleksji dostała jakąś ilość tych zeszytów,
    rozdzieliła między potrzebujących (jej zdaniem) uczniów. Moje dostało.
    Na razie ma 1 zeszyt.
    Dokładnie jest to:
    Ortograffiti
    Czytam, rozumiem, piszę

    Program edukacyjno-terapeutyczny
    autor: Danuta Chwastniewska, Renata Czabaj

    Poziom pierwszy ó, u
    Zeszyt ćwiczen dla uczniów klas 4-5 szkoły podstawowej
    Wydawnictwo Pedagogiczne Operon - Gdynia 2005
    Na okładce wielki napis - pilotaż

    Jeżeli jesteś zainteresowana, podaję też adtes internetowy:
    www.ortograffiti.pl/index.php
    Nauczycielka pytała na zebraniu rodzicow, czy zgadzają się na to (było 2 dzieci
    z orzeczeniem z poradni i 2 dzieci, które tego orzeczenia nie mają, ale zdaniem
    nauczycielki problem pewien jest - w tym mój syn).
    Dzeci dostają kilka stron ćwiczeń do wykonania na tydzień. Raz w tygodniu pani
    sprawdza. Za to ocen nie ma, ja nawet nie zaglądam do tego zeszytu (a raczej
    książki - format A4, stron 120).
    Raz tylko zajrzałam, to kolorrowa książeczka, właśnie rebusiki, sporo obrazków,
    uzupełnianie, ale i pisanie wyrazów...
    Nawet nie mogę powiedzieć, czy polecam, bo na razie nie wiem jakie będą efekty,
    dziecko ma zeszyt od miesiąca. Ale robi ćwiczenia, czekamy na efekt, a dzieco
    twierdzi że nie taka tragiczna ta książka.

    --
    Kryminały i sensacje
  • gaika 10.02.06, 19:34
    linka9 napisała:

    >Jednocześnie (mniej wiecej): moja córka ma bardzo wysoką średnią, więc jako
    >dyslektyczka powinna mieć taryfę ulgową przy maturze (i studiować oczywiście).
    >Jej ciężka praca musi zostać doceniona.

    Studiuje nie z powodu taryfy ulgowej, tylko możliwości intelektualnych.

    >Mój syn miał bardzo słabe oceny, a to jest powszechne u osób wybitnie zdolnych.
    >Jako więc dyslektyk i osoba z wysokim IQ powinien miec taryfę ulgową, aby mógł
    >studiować, a jego talent nie został zmarnowany.

    Przecież studia i wyniki na nich zawdzięcza sobie, nie taryfom. IQ to nie
    wszystko, ale wysoki wskazuje, ze wg. wszelkich znaków na niebie i ziemi
    dziecko powinno mieć dobre wyniki w szkole. Dlaczego nie ma-to już
    przerabialiśmy. To nie jest niczyj wymysł. Na pierwszy rzut oka wygląda dziwnie
    i nielogicznie, ale w praktyce- bardzo typowe.
    Wiedza na temat różnych zaburzeń i problemów szkolnych rośnie w tempie
    ekspresowym. Jeszcze dekadę wstecz praca z dziećmi dyslektycznymi była w
    powijakach. Kilkadziesiąt lat temu tacy ludzie byli uznawani za kretynów i
    kończyli jako analfabeci. Problemem jest nadużywanie diagnozy, a nie fakt, ze
    więcej wiemy i rozumiemy, ze osoby dyslektyczne mogą być nie mniej wartościowe
    od "normalnych".

    >I jeszcze jedno.
    >Nigdy nie byłam zwolenniczką kombinowania i niejasnych reguł. Twierdzimy, że
    >ortografia nie jest ważna - zastosujmy to przy ocenianiu wszystkich, a nie
    >jedynie wybranców.

    Reguły są jasne. Nie wszyscy się do nich niestety stosują, wydając lewe
    zaświadczenia, co kwalifikuje się jako oszustwo pospolite.
    "Wybraniec" jest pokarany przez los. Ani to jego zasługa, ani wina.
    Ortografia jest ważna, ale osobę niepełnosprawną fizycznie inaczej ocenia się
    na w-fie. Niepełnosprawności wszelkiej maści utrudniają życie, ale często nie
    dyskwalifikują. Dyslektycy są w stanie pisać doskonałe teksty, na co mamy wiele
    przykładów. Ci, którzy nie są w stanie nie pójdą na studia, nie zostaną
    pisarzami, nie obronią doktoratu z matematyki.

    Sporo dyslektyków osiąga sukcesy(nawet dość spektakularne), kończą studia,
    pracują. Inni za to nie. Ale to nie o dysleksję chodzi - mnóstwo
    niedyslektykow również nie ma wyższego wykształcenia.

    Podstawowym problemem jest to, ze zwykle mniejsze lub większe zaburzenie
    maskuje wszystko inne : w oczach nauczycieli, rodziców, otoczenia. Rzadko
    zauważa się, ze ADHD-owiec ma wysoką inteligencję, Asperger fenomenalną wiedzę,
    a dyslektyk jest twórczy. Widzimy to, co rzuca się w oczy i to wzmacniamy. Ze
    szkodą dla wszystkich zainteresowanych stron.
  • ardzuna 12.02.06, 16:10
  • anmanika 13.02.06, 09:25
    " Jeszcze dekadę wstecz praca z dziećmi dyslektycznymi była w
    powijakach. Kilkadziesiąt lat temu tacy ludzie byli uznawani za kretynów i
    kończyli jako analfabeci."

    Mój wujek który jest już po 60-tce jest dyslektykiem na maxa, pomijając fakt,
    że był mistrzem Wawy w brydżu w życiu bardzo dobrze mu się powiodło. Był
    dyrektorem potężnej firmy, na zachodzie dodam żeby nie było, że dano mu
    stanowisko po znajomości.
    --
    Chuck Norris potrafi rozróżnić Kaczyńskich. smile))
  • ardzuna 14.02.06, 11:12
    Anmaniko, nie ma o ile mi wiadomo zaburzenia zwanego dyslekcją. Tylko tyle
    chciałam napisać. Słownik języka polskiego nie zawiera takiego hasła.
  • anmanika 16.02.06, 08:53
    To są efekty zbyt długiego przebywania na różnych forach, później zastanawiam
    się nad każdym słowem
    --
    Chuck Norris potrafi rozróżnić Kaczyńskich. smile))
  • nangaparbat3 13.02.06, 22:50
    Przeleciałam przez ten watek bardzo pobieżnie, bo długi, a późno. Wydaje mi
    się, że poarę spraw warto poruszyć.
    1. Błędy ortograficzne szkolna polonistyka traktuje ostatnio jako "błędy
    zapisu" i odejmuje się za nie coraz mniej punktów. Tak jak chyba Linka
    napisała - ortografia jest na tyle mało istotna, ze coraz mniej waży w ogólnej
    ocenia. I dobrze.
    2. Wciąż wielu nauczycieli (zwłaszcza niepolonistów) ma zwyczaj zawstydzania
    uczniów z powodu błędów ortograficznych, jakie popełniają. To niedopuszczalne.
    3. Dla niedyslektyka nauczenie się poprawnej pisowni jest sprawą prostą i
    bezbolesną. Dla dyslektyka udręką. Z tą wiedzą każdy robi, co zechce.
    4. Wbrew dość rozpowszechnionemu mniemaniu koncentrowanie się osoby
    dysfunkcyjnej na dysfunkcji nie tylko nie pomaga, ale może zaszkodzic. To
    oczywiste, ze skupianie się na tym, co nam nie wychodzi, musi hamować rozwój.
    5. Sposób, w jaki Kacperka pisze o swoim postępowaniu z uczniami dyslektycznymi
    (zwłaszcza chwalenie się umiejętnością odróżnienia "prawdziwego" od "udawanego"
    dyslektyka) jest dla mnie odpychający.
    6. Kilkadziesiąt lat temu w USA szacowano liczbę dyslektyków na 20% populacji.
    Dlaczego u nas miałoby być inaczej?
    7. W mojej pracy spotykam przypadki, gdy uczniowie wybitnie zdolni, pracowici,
    oczytani robią błędy dość typowie dla dyslektyków i opinii nie dostają. Nie
    wierzę, że dyslektykami nie są - skłonna jestem sądzić, że nasza wiedza o
    funkcjonowaniu mozgu jest zbyt ograniczona, by wszystkie dysfunkcje stwierdzić.
    8. Zapis wypowiedzi jest tylko zapisem wypowiedzi. Nie trzeba ani specjalnej
    inteligencji, ani wrażliwości, ani samodzielności myslenia, by pisać poprawnie.
    Za to można ludziom, którzy są wybitnie inteligentni, wrazliwi, samodzielni,
    zamknąć usta, wytykając ortograficzne błędy.
    --
    Los działa powoli i nikt nie wie, które z naszych przypadkowych czynów
    zakiełkują i rozrosną się jak drzewa.
  • linka9 13.02.06, 23:31
    nangaparbat3 napisała:

    > 1. Błędy ortograficzne szkolna polonistyka traktuje ostatnio jako "błędy
    > zapisu" i odejmuje się za nie coraz mniej punktów. Tak jak chyba Linka
    > napisała - ortografia jest na tyle mało istotna, ze coraz mniej waży w ogólnej
    > ocenia. I dobrze.

    Biorąc pod uwagę fakt, że zapewne jeszcze w tym stuleciu pierwszaki będą
    przychodzić do szkoły z laptopami zamiast zeszytów, sprawa rozwiąże się sama.
    Natomiast ci co potrafią pisać bezbłędnie, wypunktują to w cv jako dodatkowe
    umiejętności.

    > 3. Dla niedyslektyka nauczenie się poprawnej pisowni jest sprawą prostą i
    > bezbolesną. Dla dyslektyka udręką. Z tą wiedzą każdy robi, co zechce.

    I niedyslektyk, dla którego "nauczenie się poprawnej pisowni jest sprawą prostą
    i bezbolesną" może popełnić błąd na egzaminie. Nie przemawiają do mnie argumenty
    i tłumaczenia, że w świetle prawa praca maturalna z jednym błędem może być niżej
    oceniona od tej z 10, jeżeli ich wartość merytoryczna jest taka sama.

    > 7. W mojej pracy spotykam przypadki, gdy uczniowie wybitnie zdolni, pracowici,
    > oczytani robią błędy dość typowie dla dyslektyków i opinii nie dostają.

    Każda opinia psychologiczna jest w pewnym sensie SUBIEKTYWNA. I nie powinno to
    byc podstawą oceniania na wyższym szczeblu.

    > 8. Zapis wypowiedzi jest tylko zapisem wypowiedzi. Nie trzeba ani specjalnej
    > inteligencji, ani wrażliwości, ani samodzielności myslenia, by pisać >poprawnie.

    Nie zgadzam się.
    Twoje doświadczenie jest nieporównywalne z moim, ale tak się akurat składa, że
    wszystkie osoby z którymi miałam styczność podlegały właśnie takiej regule:
    niepoprawnie pisały słabeusze, osobom zdolnym, inteligentym błąd zdarzał się co
    najwyżej od czasu do czasu. Nie przeczę przy tym, że jak od każdej, tak i od tej
    reguły są zapewne wyjątki.

    > Za to można ludziom, którzy są wybitnie inteligentni, wrazliwi, samodzielni,
    > zamknąć usta, wytykając ortograficzne błędy.

    W dziejszej dobie, to prawie zaszczyt być dyslektykiemwink
    Natomiast jak wytykać w szkole błędy (nie tylko ortograficzne) osobom wrażliwym
    i mobilizować do pracy to w ogóle odrębny temat.

    Kwestia przywilejów dla ludzi wybitnych jest zupełnie inną sprawą. Nawet ja
    wszystkimi kończynami podpisałabym się za tym, aby np laureatowi konkursów
    muzycznych pozwolić studiować na Akademii Muzycznej, chociażby na każdej stronie
    robił 50 błędów.
  • nangaparbat3 15.02.06, 22:39
    linka9 napisała: >
    > Biorąc pod uwagę fakt, że zapewne jeszcze w tym stuleciu pierwszaki będą
    > przychodzić do szkoły z laptopami zamiast zeszytów, sprawa rozwiąże się sama.
    > Natomiast ci co potrafią pisać bezbłędnie, wypunktują to w cv jako dodatkowe
    > umiejętności.


    Czemu nie?
    > I niedyslektyk, dla którego "nauczenie się poprawnej pisowni jest sprawą
    prostą
    > i bezbolesną" może popełnić błąd na egzaminie. Nie przemawiają do mnie
    argumenty i tłumaczenia, że w świetle prawa praca maturalna z jednym błędem
    może być niżej
    > oceniona od tej z 10, jeżeli ich wartość merytoryczna jest taka sama.
    Różnica procentowa w takiej sytuacji byłaby naprawde znikoma i niewarta
    zachodu. Nawet nie wiem, czy za 1 błąd obniżono by punktację.


    > > 7. W mojej pracy spotykam przypadki, gdy uczniowie wybitnie zdolni, praco
    > wici,
    > > oczytani robią błędy dość typowie dla dyslektyków i opinii nie dostają.
    >
    > Każda opinia psychologiczna jest w pewnym sensie SUBIEKTYWNA. I nie powinno to
    > byc podstawą oceniania na wyższym szczeblu.
    Nie rozumiem, o co Ci chodzi. Dysfunkcje bada się za pomocą standaryzowanych
    testów i nie ma w tym miejsca na subiektywizm. MNie chodzi o to, że nie
    wszystkie pprzyczyny dysleksji sie wychwytuje.


    > > 8. Zapis wypowiedzi jest tylko zapisem wypowiedzi. Nie trzeba ani specjal
    > nej
    > > inteligencji, ani wrażliwości, ani samodzielności myslenia, by pisać >
    > ;poprawnie.
    >
    > Nie zgadzam się.
    > Twoje doświadczenie jest nieporównywalne z moim, ale tak się akurat składa, że
    > wszystkie osoby z którymi miałam styczność podlegały właśnie takiej regule:
    > niepoprawnie pisały słabeusze, osobom zdolnym, inteligentym błąd zdarzał się
    co najwyżej od czasu do czasu.
    W szkole, gdzie pracuję, nie ma słabeuszy, są zdolni, bardzo zdolni i wybitnie
    zdolni, i jest wśród nich naprawdę wielu dyslektyków (jakieś 2-3 osoby na
    klasę).
    wielu "słabeuszy" to dyslektycy, którym nie dano szansy, właście z powodu
    takiego podejścia jak Twoje.


    > > Za to można ludziom, którzy są wybitnie inteligentni, wrazliwi, samodziel
    > ni,
    > > zamknąć usta, wytykając ortograficzne błędy.
    >
    > W dziejszej dobie, to prawie zaszczyt być dyslektykiemwink
    Mnie to w ogóle nie śmieszy.

    > Natomiast jak wytykać w szkole błędy (nie tylko ortograficzne) osobom
    wrażliwym
    > i mobilizować do pracy to w ogóle odrębny temat.
    Nie wytykać. To przesąd, szkodliwy i bezpodstawny, że wytykanie błędów pomaga w
    uczeniu się. Niestety taki poglad jest u nas niesłychanie rozpowszechniony.
    > Kwestia przywilejów dla ludzi wybitnych jest zupełnie inną sprawą. Nawet ja
    > wszystkimi kończynami podpisałabym się za tym, aby np laureatowi konkursów
    > muzycznych pozwolić studiować na Akademii Muzycznej, chociażby na każdej
    stroni
    > e
    > robił 50 błędów.

    Zbytek łaski. Przy takim podejściu jak Twoje wybitnie uzdolnione dziecko
    zamiast rozwijac talent ćwiczyłoby ortografię.
    --
    Los działa powoli i nikt nie wie, które z naszych przypadkowych czynów
    zakiełkują i rozrosną się jak drzewa.
  • ardzuna 14.02.06, 11:19
    nangaparbat3 napisała:

    > 2. Wciąż wielu nauczycieli (zwłaszcza niepolonistów) ma zwyczaj zawstydzania
    > uczniów z powodu błędów ortograficznych, jakie popełniają. To niedopuszczalne.

    Dlaczego? To wstyd, zeby niedyslektycy robili błędy. Jest to nieestetyczne i
    przykre w odbiorze, jak obcowanie z niedomytą osobą. Nie myć się jest wstyd i
    popełniać błędy ortograficzne również.

    > 4. Wbrew dość rozpowszechnionemu mniemaniu koncentrowanie się osoby
    > dysfunkcyjnej na dysfunkcji nie tylko nie pomaga, ale może zaszkodzic. To
    > oczywiste, ze skupianie się na tym, co nam nie wychodzi, musi hamować rozwój.

    Masz całkowitą rację, ale nie zmienia to faktu, ze powinno się pracować nad
    swoimi dysfunkcjami, o ile są one istotne. Nie można omijać każdego trudnego
    tematu, bo inaczej nie mielibyśmy tancerzy, sportowców, muzyków, którzy zmagają
    sie codziennie z własnymi słabosciami.

    > 5. Sposób, w jaki Kacperka pisze o swoim postępowaniu z uczniami
    dyslektycznymi
    >
    > (zwłaszcza chwalenie się umiejętnością odróżnienia "prawdziwego"
    od "udawanego"
    >
    > dyslektyka) jest dla mnie odpychający.

    Dlaczego? Przecież to jasne, że niektórzy biorą lewe zaświadczenia o dysleksji
    i jasnym jest, że jest to nieuczciwe. To własnie jest odrażające.

    > 6. Kilkadziesiąt lat temu w USA szacowano liczbę dyslektyków na 20%
    populacji.
    > Dlaczego u nas miałoby być inaczej?

    Szacunki bywają bardzo różne w zależnosci od metodologii badań, przekonań
    badaczy, a czasem i sponsorów. Procent, który przedstawiłaś, zupełnie mnie
    niestety nie przekonuje.

    > 8. Zapis wypowiedzi jest tylko zapisem wypowiedzi. Nie trzeba ani specjalnej
    > inteligencji, ani wrażliwości, ani samodzielności myslenia, by pisać
    poprawnie.

    Słowo pisane występuje nie tylko w funkcji zapisu wypowiedzi.`
  • nangaparbat3 15.02.06, 22:51
    ardzuna napisała:

    > nangaparbat3 napisała:
    >
    > > 2. Wciąż wielu nauczycieli (zwłaszcza niepolonistów) ma zwyczaj zawstydza
    > nia
    > > uczniów z powodu błędów ortograficznych, jakie popełniają. To niedopuszcz
    > alne.
    >
    > Dlaczego? To wstyd, zeby niedyslektycy robili błędy. Jest to nieestetyczne i
    > przykre w odbiorze, jak obcowanie z niedomytą osobą. Nie myć się jest wstyd i
    > popełniać błędy ortograficzne również.

    W mojej rodzinie też pokutował ten przesąd. Ale wystarczył mi rok pracy
    polonistki w podstawówce by zrozumieć, że jest to przesąd, i w dodatku
    szkodliwy.


    > > 4. Wbrew dość rozpowszechnionemu mniemaniu koncentrowanie się osoby
    > > dysfunkcyjnej na dysfunkcji nie tylko nie pomaga, ale może zaszkodzic. To
    >
    > > oczywiste, ze skupianie się na tym, co nam nie wychodzi, musi hamować roz
    > wój.
    >
    > Masz całkowitą rację, ale nie zmienia to faktu, ze powinno się pracować nad
    > swoimi dysfunkcjami, o ile są one istotne. Nie można omijać każdego trudnego
    > tematu, bo inaczej nie mielibyśmy tancerzy, sportowców, muzyków, którzy
    zmagają sie codziennie z własnymi słabosciami.

    A z jaką dysfunkcją Ty się zmierzasz? I co - uważasz że sportowcy i tancerze
    wybrali swoje zajęcie z powodu dysfunkcji, które im je utrudniają?
    >
    > > 5. Sposób, w jaki Kacperka pisze o swoim postępowaniu z uczniami
    > dyslektycznymi
    > >
    > > (zwłaszcza chwalenie się umiejętnością odróżnienia "prawdziwego"
    > od "udawanego"
    > >
    > > dyslektyka) jest dla mnie odpychający.
    >
    > Dlaczego? Przecież to jasne, że niektórzy biorą lewe zaświadczenia o
    dysleksji
    > i jasnym jest, że jest to nieuczciwe. To własnie jest odrażające.
    Odrażające jest podejrzewanie ludzi o oszustwo, kiedy nie ma się dowodów, i
    zapominanie,że te podejrzenia to tylko nasze fantazje. Żeby stwierdzić lub
    wykluczyć dysleksję trzeba przeprowadzić dość żmudne testy.
    >
    > > 6. Kilkadziesiąt lat temu w USA szacowano liczbę dyslektyków na 20%
    > populacji.
    > > Dlaczego u nas miałoby być inaczej?
    >
    > Szacunki bywają bardzo różne w zależnosci od metodologii badań, przekonań
    > badaczy, a czasem i sponsorów. Procent, który przedstawiłaś, zupełnie mnie
    > niestety nie przekonuje.
    A niby dlaczego? Jakie masz racjonalne podstawy, by tak twierdzić?



    --
    Los działa powoli i nikt nie wie, które z naszych przypadkowych czynów
    zakiełkują i rozrosną się jak drzewa.
  • ardzuna 15.02.06, 23:09
    nangaparbat3 napisała:

    > W mojej rodzinie też pokutował ten przesąd. Ale wystarczył mi rok pracy
    > polonistki w podstawówce by zrozumieć, że jest to przesąd, i w dodatku
    > szkodliwy.

    Trudno, w takim razie zostanę przy moim przesądzie uważając twój polgąd za
    przesąd, i w dodatku szkodliwy.

    > > Masz całkowitą rację, ale nie zmienia to faktu, ze powinno się pracować n
    > ad
    > > swoimi dysfunkcjami, o ile są one istotne. Nie można omijać każdego trudn
    > ego
    > > tematu, bo inaczej nie mielibyśmy tancerzy, sportowców, muzyków, którzy
    > zmagają sie codziennie z własnymi słabosciami.
    >
    > A z jaką dysfunkcją Ty się zmierzasz? I co - uważasz że sportowcy i tancerze
    > wybrali swoje zajęcie z powodu dysfunkcji, które im je utrudniają?

    Nie "zmierzam" się. Ani nawet nie "zmierzałam" się. A zmagałam się, i owszem.
    Chodziłam do szkoły muzuycznej, jeśli chcesz wiedzieć. Dlatego nic nie "uważam"
    tylko wiem. Zawody, które wymieniłam, wymagają potu, krwi i łez w walce z
    własnym ciałem. Jesli jeden element techniki idzie ci dobrze, drugi może iść
    bardzo źle, a bez niego nie osiągnie się dobrego poziomu. Nie muszą walczyć być
    może wybitne i genialne jednostki, ale takich jest może kilka na stulecie. Z
    pianistów np. Józef Hofmann, ale było nikogo po nim, komu wystarczałyby 2
    godzinki ćwiczenia dziennie.

    > Odrażające jest podejrzewanie ludzi o oszustwo, kiedy nie ma się dowodów, i
    > zapominanie,że te podejrzenia to tylko nasze fantazje. Żeby stwierdzić lub
    > wykluczyć dysleksję trzeba przeprowadzić dość żmudne testy.

    Ok, więc rozumiem, że oszukiwanie przez niektórych nie jest dla ciebie
    odrażające. Brawo.

    > > Szacunki bywają bardzo różne w zależnosci od metodologii badań, przekonań
    >
    > > badaczy, a czasem i sponsorów. Procent, który przedstawiłaś, zupełnie mni
    > e
    > > niestety nie przekonuje.
    > A niby dlaczego? Jakie masz racjonalne podstawy, by tak twierdzić?

    Takie, że rzuciłas jakąś liczbę nie podając żadnego źródła, nic o metodologii
    badań itp. Wystarczy pewne minimum wiedzy o badaniach naukowych i tym, jak
    łatwo można je "skrzywić", jesli nie zafałszować, żeby nie wierzyć ślepo kazdej
    liczbie którą ktoś od niechcenia rzuci powołując się na jakieś
    enigmatyczne "szacunki" (nawet nie badania).
  • nangaparbat3 16.02.06, 18:27
    Współczuję ci, ze musiałaś chodzic do szkoły muzycznej nie mając słuchu. Byc
    moze dlatego chcesz, by ludzie zamiast rozwijać swoje talenty i zdolnosci
    skupiali sie na tym, co im nie wychodzi.
    Co do oszukiwania - nie, nie podoba mi się. Ale wolę zostać oszukana niż
    niesłusznie zarzucic oszustwo.
    Co do badań amerykańskich - cztałam o nich 20 lat temu, w jakiejś książce wyd.
    WSiP dot. dysleksji. Niestety nie pamietam autora ani tytułu.
    --
    Los działa powoli i nikt nie wie, które z naszych przypadkowych czynów
    zakiełkują i rozrosną się jak drzewa.
  • mrs_robinson 16.02.06, 21:04
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • mufka51 16.02.06, 21:19
    Dzisiaj dowiedziałam się ,że mój pięciolatek został zakwalifikowany do grupy
    ryzyka dyslektycznego.Wcześniej przechodził w przedszkolu szereg testów.I co?Mam
    od dzisiaj zacząć traktować go jak dziecko z niższej półki?Nawet gdyby byl
    kompletnym analfabetą to będę go tak samo kochać i walczyć o jego prawa.
    --
    Mój pasztecik

    img365.imageshack.us/my.php?image=dscf080522gv.jpg
  • mrs_robinson 16.02.06, 21:38
    ...mozesz tyle rzeczy i koszmarow mu zaoszczedzic..poradz sie jak dalej
    postepowac i tak trzymaj-pamietaj wsrod dyslektykow jest mnostwo wybitnych osob-
    m.in dzieci na tym forum,wiec tak trzymac!
  • mufka51 16.02.06, 22:54
    Mój Boczuś już jest wybitną osobowością.Kto ma w to wierzyć jak nie matka?I póki
    mi sił starczy będę walczyć o niego.
    --
    Mój pasztecik

    img365.imageshack.us/my.php?image=dscf080522gv.jpg
  • nangaparbat3 16.02.06, 23:36
    Szkoda mi tych dzieci. Nie mogę zapomnieć jednego z moich uczniów, ktory prawie
    nie umiał czytać (czwarta klasa!), a miał ewidentny talent językowy. Koledzy
    się na nim poznali - prosili go, by dyktował im listy miłosne.
    Ale bardzo dziękuję za wsparciesmile))
    --
    Los działa powoli i nikt nie wie, które z naszych przypadkowych czynów
    zakiełkują i rozrosną się jak drzewa.
  • mrs_robinson 18.02.06, 20:05
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • mika_p 16.02.06, 23:58
    Dyskutujemy z argumentami, a nie atakujemy współdyskutanta obelgami.
    Personalne ataki, tak jak ten zastosowany przez Mrs_Robinson, będą wycinane.

    Dziękują za uwagę, Wasza moderator.

    --
    Aaaaaa miało być tak pięknieeee
  • ardzuna 16.02.06, 21:42
    nangaparbat3 napisała:

    > Współczuję ci, ze musiałaś chodzic do szkoły muzycznej nie mając słuchu.

    Proponję, zebys popracowała nad swoją umiejętnością rozumienia tekstu
    czytanego. Współczuję twoim uczniom. Jestem wstrząśnięta twoim poziomem
    umiejętności czytania.

    Pisałam wyraźnie o problemach z ciałem, tj. z techniką - gry, tańca, także w
    sporcie wszystko zależy od techniki. Gdyby nie wymagała ona lat żmudnych i
    regularnych ćwiczeń, nie mielibysmy szkół baletowych, sportowych i muzycznych,
    nie istniałby zawód nauczyciela muzyki-tańca-trenera sportowego.

    > Co do badań amerykańskich - cztałam o nich 20 lat temu, w jakiejś książce
    wyd.
    > WSiP dot. dysleksji. Niestety nie pamietam autora ani tytułu.

    No coż, skoro sa to tak wiarygone szacunki, na pewno zostały powtórzone setki
    razy w innych publikacjach i weszly do kanonu literatury o dysleksji. Nadal
    czekam na źródło.
  • gaika 16.02.06, 23:22
    ardzuna napisała:

    >Pisałam wyraźnie o problemach z ciałem, tj. z techniką - gry, tańca, także w
    >sporcie wszystko zależy od techniki. Gdyby nie wymagała ona lat żmudnych i
    >regularnych ćwiczeń, nie mielibysmy szkół baletowych, sportowych i muzycznych,
    >nie istniałby zawód nauczyciela muzyki-tańca-trenera sportowego.

    To o czym piszesz to prawda. Nie przekłada się jednak na problemy dyslektyków.
    Dajesz przykłady osób, które mając większy lub mniejszy talent starają się go
    szlifować. Napotykają przeszkody, ale dla sławy, pieniędzy, satysfakcji leją
    pot, krew i łzy.
    W przeciwieństwie do powyższych umiejętności dysleksja nie jest talentem, ale
    zaburzeniem neurologicznym, pewną dysfunkcją(choć są autorzy określający ją
    jako dar). Praca nad nią jest zupełnie czym innym i inny rodzaj motywacji
    angażuje. Nie twierdzę, ze nie trzeba pracować z dyslektykami, ale nie może to
    być celem życiowym jak np. chęć dostania się do najlepszej orkiestry.
    Praca nad poprawą ortografii nie może zaburzać rozwoju w pozostałych
    dziedzinach życia. Źródła rządowe USA podają, ze 4% dysleksji to postać ciężka,
    a więc praca nad ortografią w przypadku takiej osoby może nie przynieść
    żadnego rezultatu. Biegacz, który nie zdobędzie medalu, wciąż trenuje, bo
    znalezienie się w pierwszej dziesiątce na świecie to tez sukces.

    >No coż, skoro sa to tak wiarygone szacunki, na pewno zostały powtórzone setki
    >razy w innych publikacjach i weszly do kanonu literatury o dysleksji. Nadal
    >czekam na źródło.

    Wg dzisiejszych badań, zgodnie z amerykańskimi i brytyjskimi źródłami
    rządowymi, dyslektycy to 10% populacji. Rozwijają się coraz doskonalsze metody
    terapii i być może z czasem będzie możliwa całkowita korekcja tego
    neurologicznego problemu. Dopóki tak się nie stanie, wiadomo ze źródeł
    dotyczących tematu, ze skupianie się na problemie i na ostrym treningu, tylko
    pogarsza sytuację.
  • ardzuna 17.02.06, 15:01
    gaika napisała:

    > To o czym piszesz to prawda. Nie przekłada się jednak na problemy
    dyslektyków.
    > Dajesz przykłady osób, które mając większy lub mniejszy talent starają się go
    > szlifować.

    To trochę nie tak. Żeby zostać wybitnym albo po prostu dobrym przedstawicielem
    któregoś z ww. zawodów, trzeba mieć wiele talentów. Wypowiem się moze o
    zawodzie muzyka, ktory znam najlepiej: jest to dobry słuch kilku rodzajów
    (m.in. wysokościowy i relacyjny - oba nie zawsze idą w parze), doskonałą
    koordynację wzrokowo-ruchową, zdolność precyzyjnego zapanowania nad ruchem
    ciała (rąk lub rąk i nóg lub rąk i aparatu oddechowego) oraz świetną
    koncentrację - w ogóle i w sytuacji stresowej. Jest mała szansa, że ma się
    jednakowy talent do tego wszystkiego razem wzietego i wystarczy go po prostu
    rozwinąć. Na ogół ludzie mają deficyty w jakimś z tych zakresów, nad którymi
    starają sie zapanować - stąd te męczarnie, o których pisałam. W przypadku
    niektórych deficyty te są całkiem spore, ale mimo to udaje im się je pokonać i
    nieźle sobie radzić w tym zawodzie, choć geniuszami raczej nie zostają.

    Rozwijają się coraz doskonalsze metody
    > terapii i być może z czasem będzie możliwa całkowita korekcja tego
    > neurologicznego problemu.

    Nie wiem, czy już o tym pisałam w tym wątku, ale w tej chwili integracja
    sensoryczna jest dość nową i uważaną za bardzo dobrą metodą terapeutyczną
    również w dysleksji. Ponieważ mój synek miał wczesne symptomy, które mogly
    sugerować przyszłe wystąpienie dysleksji, prowadzimy juz od dłuższego czasu
    terapię tą metodą. Na razie jeszcze jest za wczesnie, żeby zobaczyć, czy sa
    rezultaty (jest w pierwszej klasie), ale mam nadzieję, że spełni ona rolę
    zapobiegawczą.
  • gaika 17.02.06, 22:22
    ardzuna napisała:

    >rozwinąć. Na ogół ludzie mają deficyty w jakimś z tych zakresów, nad którymi
    >starają sie zapanować - stąd te męczarnie, o których pisałam. W przypadku
    >niektórych deficyty te są całkiem spore, ale mimo to udaje im się je pokonać i
    >nieźle sobie radzić w tym zawodzie, choć geniuszami raczej nie zostają.

    Jednak wciąż mówisz o zupełnie innym rodzaju trudności, które nie są
    analogiczne do dysleksji.
    Skoro talent artystyczny przywiódł człowieka do instytucji kształcącej w tym
    kierunku, to już punkt startowy jest inny, jak i wspomniany przeze mnie rodzaj
    motywacji. Do szkoły plastycznej nie idzie ktoś kto jest antytalenciem
    malarskim, do muzycznej -osoba bez słuchu. Ci ludzie nie zaczynają od zera(albo
    gorzej), ale przejawiają talent, który w zależności od wielkości oraz rodzaju
    jest doskonalony na miarę pierwszych skrzypiec w filharmonii albo klezmera. Tu
    mamy do czynienia przynajmniej z predyspozycjami, tam z neurologiczną
    dysfunkcją. Można uznać, ze w obu przypadkach pracuje się tak samo ciężko, ale
    powody tych poświęceń i efekty, dla których się je ponosi, są nieporównywalne.
    Jeżeli deficyty potencjalnego muzyka będą zbyt duże, muzykiem nie zostanie, ale
    ma inne możliwości. Tak samo w przypadku dysortografika- nigdy nie będzie pisał
    poprawnie, ale nie można odcinać go od realizowania ambicji intelektualnych.
    Nikt tu nie namawia do ignorowania problemu dysleksji, ale do realistycznego
    podejścia.

    >Nie wiem, czy już o tym pisałam w tym wątku, ale w tej chwili integracja
    >sensoryczna jest dość nową i uważaną za bardzo dobrą metodą terapeutyczną
    >również w dysleksji. Ponieważ mój synek miał wczesne symptomy, które mogly
    >sugerować przyszłe wystąpienie dysleksji, prowadzimy juz od dłuższego czasu
    >terapię tą metodą. Na razie jeszcze jest za wczesnie, żeby zobaczyć, czy sa
    >rezultaty (jest w pierwszej klasie), ale mam nadzieję, że spełni ona rolę
    >zapobiegawczą.

    Integracja pomaga w tak wielu zaburzeniach, ze nie zdziwiłabym się, gdyby była
    skuteczna i w tym przypadku. Terapeuci twierdzą, ze im wcześniej tym lepiej,
    czyli umiejętność rozpoznawania dzieci zagrożonych dysleksją jest bardzo
    ważna. Należy szukać pomocy i pracować z dziećmi na miarę potrzeb, ale także i
    realnych możliwości. Dziś pewnych przypadków się nie przeskoczy(choćby ze
    względu na miejsce zamieszkania), ale tez nie ma powodu, żeby takie osoby były
    dyskryminowane przez system edukacyjny, ponieważ ta dysfunkcja nie ma wpływu na
    inteligencję.
  • ardzuna 17.02.06, 23:51
    gaika napisała:

    > ardzuna napisała:
    >
    > >rozwinąć. Na ogół ludzie mają deficyty w jakimś z tych zakresów, nad który
    > mi
    > >starają sie zapanować - stąd te męczarnie, o których pisałam. W przypadku
    > >niektórych deficyty te są całkiem spore, ale mimo to udaje im się je pokon
    > ać i
    > >nieźle sobie radzić w tym zawodzie, choć geniuszami raczej nie zostają.
    >
    > Jednak wciąż mówisz o zupełnie innym rodzaju trudności, które nie są
    > analogiczne do dysleksji.
    > Skoro talent artystyczny przywiódł człowieka do instytucji kształcącej w tym
    > kierunku, to już punkt startowy jest inny, jak i wspomniany przeze mnie
    rodzaj
    > motywacji. Do szkoły plastycznej nie idzie ktoś kto jest antytalenciem
    > malarskim, do muzycznej -osoba bez słuchu.

    Cały czas pisałam o tym, że bycie muzykiem wymaga wielu różnorodnych talentów,
    i nawet posiadanie dobrego słuchu nie gwarantuje, że nie będzie się mieć
    dysfunkcjonalnej koordynacji ręka-oko. A niestety samym słuchem się nie gra.
    Takie osoby naprawdę cieżko i morderczo pracują, żeby osiągnąć to, co innym
    przychodzi z umiarkowanym trudem. Dlatego uważam, że te dwie sytuacje są w
    pełni porównywalne.
  • gaika 18.02.06, 18:52
    ardzuna napisała:

    >Cały czas pisałam o tym, że bycie muzykiem wymaga wielu różnorodnych talentów,
    >i nawet posiadanie dobrego słuchu nie gwarantuje, że nie będzie się mieć
    >dysfunkcjonalnej koordynacji ręka-oko. A niestety samym słuchem się nie gra.
    >Takie osoby naprawdę cieżko i morderczo pracują, żeby osiągnąć to, co innym
    >przychodzi z umiarkowanym trudem. Dlatego uważam, że te dwie sytuacje są w
    >pełni porównywalne.

    Dysleksja jest dysfunkcją neurologiczną mózgu. Nie ma tego "czegoś". Muzyk do
    *ogólnych predyspozycji* do grania (m. in. słuch- ma to "coś") potrzebuje
    ćwiczenia (czasem morderczego, ale jeśli będzie zbyt mordercze, to zrezygnuje :
    gra niewarta świeczki). Jest to wybór drogi życiowej i decyzji ile chce się
    włożyć wysiłku żeby osiągnąć sukces, sławę, satysfakcję. Dysortografikowi brak
    predyspozycji. Startuje z punktu "beztalencie" w przeciwieństwie do osoby
    *utalentowanej* artystycznie. Nawet jeśli słuch to nie wszystko, nikt nie
    przyjmie do szkoły muzycznej kogoś, kto go nie posiada.

    Nie chodzi o to, żeby dyslektycy nie pracowali, ale o to, ze w przypadkach
    ciężkich bywa, ze *gra nie jest warta świeczki*, ze praca nad ortografią
    uniemożliwi rozwój czegokolwiek innego i nie ma powodu, aby tak się działo.
    Muzyk może żyć z muzyki, dysortografik nie będzie żył z ortografii. Ciężka
    praca może doprowadzić artystę do sukcesu, dysortografikowi może ten sukces
    uniemożliwić.
    W jednym przypadku szlifujesz talent (jakkolwiek to trudne), w drugim walczysz
    z "ułomnością". Naprawdę trudno utożsamiać te sytuacje.

    Napisałaś, ze w przepadku muzyków :

    >>niektórych deficyty te są całkiem spore, ale mimo to udaje im się je pokonać
    >>i nieźle sobie radzić w tym zawodzie,

    Mówimy o deficytach, których *nie udaje* się pokonać, bo jeśli ktoś się nauczył
    pisać ortograficznie(mimo dysleksji), to dyskusja jest bezprzedmiotowa.

    >>choć geniuszami raczej nie zostają.

    I tu mamy zasadniczą różnicę : dyslektyk może być geniuszemsmile
  • ardzuna 19.02.06, 19:37
    gaika napisała:

    > ardzuna napisała:
    >
    > >Cały czas pisałam o tym, że bycie muzykiem wymaga wielu różnorodnych talen
    > tów,
    > >i nawet posiadanie dobrego słuchu nie gwarantuje, że nie będzie się mieć
    > >dysfunkcjonalnej koordynacji ręka-oko. A niestety samym słuchem się nie gr
    > a.
    > >Takie osoby naprawdę cieżko i morderczo pracują, żeby osiągnąć to, co inny
    > m
    > >przychodzi z umiarkowanym trudem. Dlatego uważam, że te dwie sytuacje są w
    >
    > >pełni porównywalne.
    >
    > Dysleksja jest dysfunkcją neurologiczną mózgu. Nie ma tego "czegoś". Muzyk do
    > *ogólnych predyspozycji* do grania (m. in. słuch- ma to "coś") potrzebuje
    > ćwiczenia (czasem morderczego, ale jeśli będzie zbyt mordercze, to
    zrezygnuje :
    >
    > gra niewarta świeczki).

    Pisałam już, czego jeszcze m.in. potrzebuje muzyk oprócz słuchu. I że moze mieć
    dysfunkcje tych zakresach nawet posiadając słuch. Ale widocznie ty wiesz
    lepiej. Szkoda, bo to ja mam tu wykształcenie muzyczne, a nie ty, i to ja
    obserwowałam setki kolegów w szkołach muzycznych, przez które przeszłam, a nie
    ty.

    Jest to wybór drogi życiowej i decyzji ile chce się
    > włożyć wysiłku żeby osiągnąć sukces, sławę, satysfakcję.

    Nie, to nie tak. Ląduje się w szkole muzycznej z przypadku lub woli rodziców,
    mając pewne minimum predyspozycji lub trochę więcej, a potem jest to normalna
    szkoła z normalnymi przedmiotami jak każde inne. Z normalną skalą ocen i
    normalnym w polskich szkołach zawstydzaniem, jeśli dana osoba radzi sobie
    gorzej niż inne. Wylecieć ze szkoły muzycznej jest dosć trudno, a selekcja
    następuje zazwyczaj na etapie zdawania do szkoły następnego stopnia.

    Dysortografikowi brak
    > predyspozycji. Startuje z punktu "beztalencie" w przeciwieństwie do osoby
    > *utalentowanej* artystycznie.

    O tym już też pisałam. Talent w jednym zakresie nie równa się talentowi w
    drugim, a niestety do zawodów artystycznych w rodzaju zawodu muzyka potrzebnych
    jest ich co najmniej kilka.

    Nawet jeśli słuch to nie wszystko, nikt nie
    > przyjmie do szkoły muzycznej kogoś, kto go nie posiada.

    Znowu pewne przeinaczenie. Nie ma ludzi bez słuchu, z wyjątkiem głuchych i
    niedosłyszacych. Natomiast ludzie mają lepszy lub gorszy słuch. Byłam kiedyś w
    komisji przyjmującej dzieci do szkoły muzycznej i po pierwsze w wieku 7 lat
    trudno cokolwiek ocenić, bo dziecko z lepszym słuchem niećwicone może wypaśc
    gorzej, niż dziecko z gorszym słuchem ćwiczone; po drugie byłam świadkiem
    wywierania przez dyrekcję presji na komisję, żeby konkretne dziecko przyjąć,
    choć było akurat najgorsze ze wszystkich (notabene dziecko obojga rodziców
    muzyków). Ale może to nieprawda, że miało drewniane ucho, tylko po prostu
    bardzo sie zdenerwowało. Jak widać, przyjmuje się dzieci cokolwiek przypadkowo.

    > Nie chodzi o to, żeby dyslektycy nie pracowali, ale o to, ze w przypadkach
    > ciężkich bywa, ze *gra nie jest warta świeczki*, ze praca nad ortografią
    > uniemożliwi rozwój czegokolwiek innego i nie ma powodu, aby tak się działo.

    W przypadkach ciężkich oczywiście, że lepiej się nie zadręczac nieefektywną,
    ciężką pracą, ale jak już ktoś w tym wątku napisał - zanim nie włożysz w to
    pracy, nie wiesz, czy przynosi ona skutki, czy też nie.

    > W jednym przypadku szlifujesz talent (jakkolwiek to trudne), w drugim
    walczysz
    > z "ułomnością". Naprawdę trudno utożsamiać te sytuacje.

    Już pisałam, jak to jest z muzyką. Ja walczyłam z ułomnością przez całą skołę
    muzyczną (kiepskie poczucie rytmu, przy dość dobrym słuchu i innych potrzebnych
    do grania cechch). Walczylam i uchodziłam nawet za dobrze grającą osobę, ale
    tylko ja wiem, ile mnie to kosztowało. I pewnie gdyby nie to, że zaczęłam mieć
    inną pasję, do dziś żyłabym z muzyki i do dziś codziennie walczyłabym ze swoim
    problemem.

    > >>choć geniuszami raczej nie zostają.
    >
    > I tu mamy zasadniczą różnicę : dyslektyk może być geniuszemsmile

    Napisałam "raczej", co oznacza, że nie jest to żelazne prawo. Zasadniczej
    różnicy więc nie ma - również nie każdy dyslektyk jest geniuszem. Dyslektycy
    geniuszami raczje nie zoatsją, tak samo jak raczej nimi nie zostają inni
    czlonkowie społeczeństwa. Bycie geniuszem to rzadkosć.
  • gaika 21.02.06, 01:15
    ardzuna napisała:

    >Pisałam już, czego jeszcze m.in. potrzebuje muzyk oprócz słuchu. I że moze
    mieć
    >dysfunkcje tych zakresach nawet posiadając słuch. Ale widocznie ty wiesz
    >lepiej. Szkoda, bo to ja mam tu wykształcenie muzyczne, a nie ty, i to ja
    >obserwowałam setki kolegów w szkołach muzycznych, przez które przeszłam, a nie
    ty.

    Dyskusja nie dotyczy zdolności artystycznych, a problemów dyslektyków, które w
    żaden sposób nie dają się zrównać z problemami osób pracujących *nad talentem*.
    Nie ma znaczenia Twoje wykształcenie muzyczne, bo ja nie neguję istnienia
    dysfunkcji, nad którymi muzyk musi pracować. Jeżeli czytałaś uważnie, to
    musiałaś zauważyć, ze nie zarzucam Ci nieprawdy w tej kwestii, ale
    nieuprawnione porównywanie dwóch sfer problemów. Nie napisałam, ze znam się
    lepiej na kształceniu muzycznym(więc Twoja zgryźliwość jest nie na miejscu),
    natomiast umiem odróżnić kategorię problemów dwóch dyskutowanych grup.
    Do szkoły muzycznej idzie dziecko z *predyspozycjami*. A mam w domu jedno ze
    słuchem absolutnym i drugie z byle jakim. To pierwsze było namawiane na szkołę
    muzyczną, drugim nikt się w tym zakresie nie interesował. Dziecko z kiepskimi
    predyspozycjami do szkoły się nie dostanie. A takie, które się dostanie, ale
    jej nie ukończy, tez startuje z tym *czymś* a nie z *niczym* i niepoważne jest
    twierdzenie, ze jest inaczej.
    Nie dyskutuję na temat ilości talentów potrzebnych artyście, ale zaburzenia,
    którego korekcja czasami bywa niemożliwa i nie jest z pewnością tym samym, co
    korekcja dysfunkcji zakłócających ewentualną karierę (również z
    psychologicznego punktu widzenia).

    >Znowu pewne przeinaczenie. Nie ma ludzi bez słuchu, z wyjątkiem głuchych i
    >niedosłyszacych. Natomiast ludzie mają lepszy lub gorszy słuch.

    Pisząc "bez słuchu", miałam na myśli predyspozycje muzyczne, a nie osoby
    głuche. To chyba oczywiste.

    >W przypadkach ciężkich oczywiście, że lepiej się nie zadręczac nieefektywną,
    >ciężką pracą, ale jak już ktoś w tym wątku napisał - zanim nie włożysz w to
    >pracy, nie wiesz, czy przynosi ona skutki, czy też nie.

    Nie pisałam, ze dyslektyk ma zaniechać ćwiczeń i raczej nikt tego nie
    postulował. Chodzi o to, aby ciężkie przypadki traktować z rozsądkiem, a nie
    upierać się, ze wszystko da się wyćwiczyć, bo muzykom tez jest trudno, a
    ćwiczą. Chodzi o to, ze czasem nie daje się i żeby takiej osobie nie niszczyć
    życia zablokowaniem dostępu do matury i studiów. O tym była mowa. Ty mogłaś
    zmienić kierunek kształcenia. Co ma zmienić dyslektyk? Porzucić je?

    >Już pisałam, jak to jest z muzyką. Ja walczyłam z ułomnością przez całą skołę
    >muzyczną (kiepskie poczucie rytmu, przy dość dobrym słuchu i innych
    potrzebnych
    >do grania cechch).

    Nie poszłaś przecież do szkoły muzycznej z powodu ułomności. Poszłaś z innych
    powodów. Na pewno jednak nie dlatego, ze byłaś skrajnym beztalenciem muzycznym.
    Czy widzisz tę różnicę?

    >Walczylam i uchodziłam nawet za dobrze grającą osobę, ale
    >tylko ja wiem, ile mnie to kosztowało. I pewnie gdyby nie to, że zaczęłam mieć
    >inną pasję, do dziś żyłabym z muzyki i do dziś codziennie walczyłabym ze swoim
    >problemem.

    Ale czego to ma dowodzić? Chyba nie tego, ze każdy dyslektyk da się wytrenować
    i jeszcze w dodatku, ze może żyć z tej dysleksji.

    >Dyslektycy
    >geniuszami raczje nie zoatsją, tak samo jak raczej nimi nie zostają inni
    >czlonkowie społeczeństwa. Bycie geniuszem to rzadkosć.

    Nikt nie zostaje geniuszem, a się nim rodzi, tak jak rodzi się dyslektykiem.
    Mało wybitnych (5%) i mało ciężkich przypadków dysleksji(4%).Natomiast wśród
    znanych geniuszy było wielu dyslektyków, ze nie wspomnę o pisarzach i
    dziennikarzach.
    Upierasz się, ze praca dyslektyka jest tym samym co praca muzyka nad jego
    dysfunkcjami. Ktoś kto rozwija się muzycznie(walczy z dysfunkcjami), nie może
    być beztalenciem. Dysortografik nim jest.
    W jaki sposób chcesz dowieść, ze punkt startowy dziecka ze szkoły muzycznej
    (choćby z dysfunkcjami) i ciężkiego dysortografika ze szkoły powszechnej jest
    taki sam? Wszyscy muszą pracować, żeby mieć efekty. Rzecz w tym, żeby w pewnych
    sytuacjach zrezygnować z koncentrowania się na czymś czego zmienić się nie da,
    bo przynosi to dziecku więcej krzywdy niż pożytku.
  • hankam 21.02.06, 18:12
    Ma je pewnie sporo forumowiczek.
    Ja argumenty Ardzuny uważam za wyssane z palca.
    Szkoła muzyczna, przynajmniej w moich czasach, dość dokładnie sprawdzała
    predyspozycje dzieci.
    Oczywiście, egzamin wszystkiego nie wychwyci, więc dostawały się zarówno dobrze
    przygotowane przeciętnie uzdolnione dzieci, jak i słabiej przygotowane, ale
    bardzo zdolne. Pewnie też jakieś zdolne odpadły. Różnie bywa.
    Z tych, które miały predyspozycje przyjęto przede wszystkim dzieci, w przypadku
    ktorych mozna było założyć, że nauka przedmiotów ogólnokształcących nie będzie
    im sprawiała większych problemów.
    Z mojej 22 osobowej pierwszej klasy podstawową szkole muzyczną skończyło chyba
    7 czy 8 osób (być może kilka przeniosło się do innych szkół muzycznych),
    średnią kontynuowały może trzy. Nie jest więc prawdą, że trudno z takiej szkoły
    wylecieć. Wylecieć trudno, po prostu się rezygnuje. Żadna z tych osób nie
    miała "dysfunkcji", miała predyspozycje, ale niewielkie, wystarczające na
    skończenie dwóch czy trzech klas, ale nie ośmiu czy dwunastu. Żadne godziny
    ćwiczeń nie uczyniły z nich wirtuozów. Przez wymagane cztery godziny dziennie w
    starszych klasach ćwiczyły nie osoby, które w pocie czola zmagały się z
    dysfunkcjami, tylko te najzdolniejsze, które szlifowały talent.
    To prawda, słuch można do pewnego stopnia wyćwiczyć - służy temu kształcenie
    słuchu własnie. Ale tylko do pewnego stopnia. W mojej klasie była dziewczyna ze
    znanej muzycznej rodziny, nosiła bardzo znane nazwisko. Słuch muzyczny miała
    marny, rzeczywiście bardzo się starała i szkołe podstawową z wielkim trudem
    skończyła.

    Całe te rozważania o uczniach szkół muzycznych mają się do dyslektyków jak
    piernik do wiatraka.

    Jeśli już widziałabym jakieś podobieństwa, to z osobami leworecznymi. Niektóre
    osoby leworęczne da sie przestawić na rękę prawą, przeważnie ze szkodą dla
    nich, a nie z pożytkiem. Innych się nie da. Dziś nikt już z leworęcznością nie
    walczy. Na intelektualną wartość ich pracy nie ma to zadnego wplywu.



  • ardzuna 21.02.06, 19:51
    hankam napisała:

    > Szkoła muzyczna, przynajmniej w moich czasach, dość dokładnie sprawdzała
    > predyspozycje dzieci.

    Egzaminowałaś dzieci do szkoły muzycznej? Bo ja akurat tak. Znam sytuację w
    szkołach muzycznych z obu stron - nauczyciela i ucznia. I dobrze wiem, o czym
    piszę.

    Przez wymagane cztery godziny dziennie w
    >
    > starszych klasach ćwiczyły nie osoby, które w pocie czola zmagały się z
    > dysfunkcjami, tylko te najzdolniejsze, które szlifowały talent.

    Ciekawe, bo u mnie ćwiczyły te najpracowitsze. Bez względu na stopień
    uzdolnienia.
  • hankam 22.02.06, 09:08
    Zgadza się. Tylko u tych mniej zdolnych niewiele z tego nie wychodziło.
    Ale nie o uczniach szkół muzycznych tu mowa, tylko o dyslektykach.
  • ardzuna 21.02.06, 19:48
    gaika napisała:

    > ardzuna napisała:
    >
    > >Pisałam już, czego jeszcze m.in. potrzebuje muzyk oprócz słuchu. I że moze
    >
    > mieć
    > >dysfunkcje tych zakresach nawet posiadając słuch. Ale widocznie ty wiesz
    > >lepiej. Szkoda, bo to ja mam tu wykształcenie muzyczne, a nie ty, i to ja
    > >obserwowałam setki kolegów w szkołach muzycznych, przez które przeszłam, a
    > nie
    > ty.
    >
    > Dyskusja nie dotyczy zdolności artystycznych, a problemów dyslektyków, które
    w
    > żaden sposób nie dają się zrównać z problemami osób pracujących *nad
    talentem*.

    Więc po raz tysięczny piszę, że "praca nad talentem" jest to uproszczenie tak
    grube, że aż zaciemniające obraz rzeczy, i że porównania z dysleksją jak
    najbardziej są tu na miejscu.

    > Do szkoły muzycznej idzie dziecko z *predyspozycjami*. A mam w domu jedno ze
    > słuchem absolutnym i drugie z byle jakim. To pierwsze było namawiane na
    szkołę
    > muzyczną, drugim nikt się w tym zakresie nie interesował. Dziecko z kiepskimi
    > predyspozycjami do szkoły się nie dostanie.

    Z kiepskim słuchem - z trudem, ale może się dostać. Z poczuciem rytmu - takoż.
    Inne konieczne predyspozycje praktycznie nie są sprawdzane na egzaminie
    wstępnym.

    A takie, które się dostanie, ale
    > jej nie ukończy, tez startuje z tym *czymś* a nie z *niczym* i niepoważne
    jest
    > twierdzenie, ze jest inaczej.

    Z czymś, ale może być to coś, co jest dalece niewystarczające, a reszta to same
    dysfunkcje - i niepoważne jest twierdzenie, że jest inaczej (na podstawie czego
    zresztą? osobistego odczucia?).

    > Nie dyskutuję na temat ilości talentów potrzebnych artyście, ale zaburzenia,
    > którego korekcja czasami bywa niemożliwa i nie jest z pewnością tym samym,
    co
    > korekcja dysfunkcji zakłócających ewentualną karierę (również z
    > psychologicznego punktu widzenia).

    Nie jest to często kariera, tylko praca zawodowa. Bywa różnie. Nie każdy robi
    karierę; niektórzy chałturzą albo grają w orkiestrze symfonicznej w Kaliszu
    (nie obrażając Kalisza). Jest to całkowicie porównywalne z nauką zawodu
    odbywającego się niekiedy w zawodówce, niekiedy na studiach wyższych.

    > Pisząc "bez słuchu", miałam na myśli predyspozycje muzyczne, a nie osoby
    > głuche. To chyba oczywiste.

    Nie, nie jest to oczywiste. Grać na instrumentach można i bez słuchu
    absolutnego (nie ma go większość uczących się w szkołach muzycznych dzieci).
    NIgdy nie widziałam róznic między słuchem osób ze szkół muzycznych i spoza
    nich - poza tym, że u tych pierwszych był ćwiczony. Często w wielkich bólach
    (kształcenie słuchu to najprzykrzejszy przedmiot w szkole muzycznej).

    > Nie pisałam, ze dyslektyk ma zaniechać ćwiczeń i raczej nikt tego nie
    > postulował. Chodzi o to, aby ciężkie przypadki traktować z rozsądkiem, a nie
    > upierać się, ze wszystko da się wyćwiczyć, bo muzykom tez jest trudno, a
    > ćwiczą.

    Tak nigdy nie pisałam. Uważam tylko, że dyslektycy - większość dyslektyków -
    nie powinna zbyt pochopnie poniechać wysiłku usprawiedliwiając się dysleksją. I
    protestowałam przeciwko stwierdzeniu, że "jest nietaktem wypominać dzieciom
    [bez rozróżnienia, czy dyslektycy, czy nie] błędy ortograficzne" (cytuję z
    pamięci).

    Chodzi o to, ze czasem nie daje się i żeby takiej osobie nie niszczyć
    > życia zablokowaniem dostępu do matury i studiów. O tym była mowa.

    Czy ja kiedykolwiek postulowałam powyższe??

    Ty mogłaś
    > zmienić kierunek kształcenia. Co ma zmienić dyslektyk? Porzucić je?

    Ja mogłam zmienić, ale zmieniłam dopiero wtedy, kiedy okazało się, że co innego
    interesuje mnie bardziej. Ćwiczenia w zupełności wystarczyły, żeby opanować
    problem. Powierzchownie, bo tak naprawdę i tak byłam "dyslektykiem" w zakresie
    poczucia rytmu.

    > Nie poszłaś przecież do szkoły muzycznej z powodu ułomności. Poszłaś z innych
    > powodów. Na pewno jednak nie dlatego, ze byłaś skrajnym beztalenciem
    muzycznym.

    No i co z tego, ze nie byłam skrajnym beztalenciem muzycznym, jeśli byłam
    rytmicznym??? Dziewczyno - muzyka bez rytmu i utrzymania stałego tempa nie
    istnieje.

    > Ale czego to ma dowodzić? Chyba nie tego, ze każdy dyslektyk da się
    wytrenować
    > i jeszcze w dodatku, ze może żyć z tej dysleksji.

    Nie kazdy, ale nie jest to niemożliwe. I nie ma tu analogii z życiem z
    dysleksji, raczej z życiem z zawodu wymagającego ortograficznego pisania. Co
    też niektórzy dyslektycy czynią: dziennikarze, publicyści, pisarze.

    > Upierasz się, ze praca dyslektyka jest tym samym co praca muzyka nad jego
    > dysfunkcjami.

    Tak, i wystarczająco uzasadniłam to powyżej, żeby już nie musieć po raz kolejny
    agrgumentować. Nie przekonałaś mnie swoją kontrargumentacją opartą na bardzo
    powierzchownym i stereotypowym postrzeganiu zawodu muzyka. Jeśli nadal
    twierdzisz, ze jest inaczej, sięgnij do któregoś mojego poprzedniego postu na
    ten temat i spróbuj przyjąć argumentację kogoś, kto bądź co bądź grał na
    instrumencie przez ponad 2/3 swojego życia i spędził masę czasu w tym
    środowisku. Ja już nie będe spbie strzepić klawiatury.
  • hankam 22.02.06, 09:25

    > No i co z tego, ze nie byłam skrajnym beztalenciem muzycznym, jeśli byłam
    > rytmicznym??? Dziewczyno - muzyka bez rytmu i utrzymania stałego tempa nie
    > istnieje.

    Zapewne zostalaś kiepsko przeegzaminowana.
    W moim przypadku sprawdzane było też poczucie rytmu. I znów dzieci przygotowane
    miały trochę latwiej.
    Natomiast rzeczywiście, trudno sprawdzić, czy kogoś w przyszłości nie będzie
    zżerała trema.

    Zapomnij o uczniach szkól muzycznych w tej dyskusji. Nie o nich mówimy.
  • gaika 22.02.06, 21:47
    ardzuna napisała:

    Ten wątek jest na temat dysleksji i problemów szkolnych z tym związanych, a nie
    cierpień młodych muzyków. Jeśli muzyk nie da rady, to skończy zwykłą szkołę.
    Piszę po raz kolejny, ze kłopoty muzyków (jakkolwiek duże) mają się nijak do
    kłopotów dyslektyków. Rodzaj i *okoliczności* problemów są nieporównywalne.

    >Z kiepskim słuchem - z trudem, ale może się dostać. Z poczuciem rytmu - takoż.
    >Inne konieczne predyspozycje praktycznie nie są sprawdzane na egzaminie
    >wstępnym.

    No ale jak to się ma do podstawowych "braków" dyslektyka? Pójście do szkoły
    muzycznej to jest *decyzja*. Dysleksja nie jest kwestią woli. Dysleksja
    uniemożliwia wykonywanie podstawowych, obowiązkowych zadań. Kształcenie
    muzyczne jest *wyborem*.

    >Z czymś, ale może być to coś, co jest dalece niewystarczające

    A dyslektyk z *niczym* i przynajmniej z tego powodu mamy różnicę.

    >Nie jest to często kariera, tylko praca zawodowa. Bywa różnie. Nie każdy robi
    >karierę; niektórzy chałturzą

    Przecież pisałam wcześniej (klezmerzy), więc dobrze wiesz, ze to był skrót
    myślowy.

    >Nie, nie jest to oczywiste. Grać na instrumentach można i bez słuchu
    >absolutnego

    Wciąż piszę o predyspozycjach, a nie słuchu absolutnym.

    >Tak nigdy nie pisałam. Uważam tylko, że dyslektycy - większość dyslektyków -
    >nie powinna zbyt pochopnie poniechać wysiłku usprawiedliwiając się dysleksją.

    A skąd masz takie dane, ze pochopnie rezygnują? Terapii poddaje się mnóstwo
    osób. Należy wziąć jednak pod uwagę, ze blisko połowa z nich ma postać ciężką,
    a część z nich nie ma żadnego dostępu do zajęć.

    >Ja mogłam zmienić, ale zmieniłam dopiero wtedy, kiedy okazało się, że co
    innego
    >interesuje mnie bardziej. Ćwiczenia w zupełności wystarczyły, żeby opanować
    >problem.

    Nie widzę związku z ciężką postacią dysleksji.

    >No i co z tego, ze nie byłam skrajnym beztalenciem muzycznym, jeśli byłam
    >rytmicznym??? Dziewczyno - muzyka bez rytmu i utrzymania stałego tempa nie
    >istnieje.

    Chodzi o to "dziewczyno", ze poszłaś z jakimiś predyspozycjami, nawet jeżeli
    głębokie dysfunkcje sprawiły, ze innym było łatwiej niż Tobie. I to odróżnia
    Cię od dyslektyków plus *możliwość wyboru*, podjęcia decyzji.
    Nie neguję trudów i wysiłków, ale porównywalność punktu startowego.

    >I nie ma tu analogii z życiem z
    >dysleksji, raczej z życiem z zawodu wymagającego ortograficznego pisania. Co
    >też niektórzy dyslektycy czynią: dziennikarze, publicyści, pisarze.

    Oni nie żyją z ortograficznego pisania, tylko z pracy intelektu. Dziś sprawdza
    im ortografię komputer. Kiedyś była to asystentka.
    A jeśli się takiego człowieka zarżnie w szkole upierając się, ze musi się
    nauczyć tego, czego nie jest w stanie, to nigdy nie zdobędzie żadnego zawodu, a
    co tu mówić o pisaniu.

    >Tak, i wystarczająco uzasadniłam to powyżej, żeby już nie musieć po raz
    kolejny
    >agrgumentować.

    Nie ma żadnego merytorycznego argumentu poza stwierdzeniem, ze bez pracy nie ma
    kołaczy, z czym się akurat zgadzam. Odnosi się to jednak do życia w ogóle, a
    nie sytuacji wyjątkowych.

    >Nie przekonałaś mnie swoją kontrargumentacją opartą na bardzo
    >powierzchownym i stereotypowym postrzeganiu zawodu muzyka.

    Toż nie o tę profesję chodzi!! Nie dyskutuję o głębi zawodu muzyka, tylko
    absurdalnym twierdzeniu, ze ciężka dysleksja jest tym czym dysfunkcje muzyczne.
    Niepotrzebnie skupiasz się na muzyce, bo nie o tym dyskutujemy. Zawód muzyka mi
    o tyle wisi, ze jego dylematy, problemy i dysfunkcje są niejako kwestią wyboru
    drogi życiowej (niechby i wyboistej). Mogę podziwiać ciężką pracę artystów, ale
    to nie zmienia faktu, ze dzieci dyslektyczne są *skazane* z urodzenia na swoje
    dysfunkcje. I nie jest to ani ich, ani nawet rodziców decyzja, ze musza się z
    nimi borykać. Do szkoły chodzić trzeba. W przypadku szkół artystycznych
    przymusu nie ma. I to o czym pisała Nangaparbat zrozumiałam właśnie w ten
    sposób: nie zarzynać potencjału przez wyolbrzymianie problemu i twierdzenie, ze
    ortografia jest sprawą zasadniczą.

    Napisałaś wcześniej :

    >Jest to nieestetyczne i przykre w odbiorze, jak obcowanie z niedomytą osobą.
    Nie myć się jest wstyd i
    >popełniać błędy ortograficzne również.

    Zastanawiam się czy tak samo odbierasz osoby, które uczą się gry na
    instrumencie bez poczucia rytmu lub z innymi głębokimi dysfunkcjami.
  • ania5411 06.04.06, 10:26
    Droga Ardzuniu!
    Jeśli chcesz porównywać dysletyka do muzyka zmagajacego sie z własnymi
    problemami to porównanie bedzie trafne tylko, jeśli ten muzyk jest kompletnym
    beztalenciem we wszystkich koniecznych umiejętnosciach, które musi opanować
    osoba chcąca zostać muzykiem!
  • dorota.konowrocka 19.01.07, 16:41
    Chyba już wszystko zostało tu powiedziane, ale może dodam nieco od siebie smile
    Wydaje mi się, że rozwiązaniem nie jest ani ślęczenie nad zadaniami do
    wykonania, ani zmiana zasad ortografii. Rozwiązaniem jest odczepienie się od
    problemu "dys..." i poświęcenie szkolnego czasu na to, co ważne. Przecież te
    wszystkie dzieci coś czytają, prawda? Jakieś książki, lektury, może rodzice im
    coś czytają, może one czytają prasę przyniesioną do domu przez rodziców, czytają
    napisy na przystankach komunikacji miejskiej, informacje na opakowaniach od
    zabawek, komunikaty na ekranie w grze komputerowej, no coś czytają, prawda? I
    pewnie coś piszą - maile do znajomych, listy zakupów, wpisy w pamiętniczkach, no
    cokolwiek, kartki pod ławkami do kolegi! No to może by sie odczepić od problemy
    "dys" i w ogóle od problemów rozbioru gramatycznego zdania, ortografii,
    interpunkcji i czego tam jeszcze choćby do końca szóstej klasy - i zabrać się za
    nie dopiero wtedy, kiedy dzieci będą już na tyle OCZYTANE (w sensie fizycznym,
    nie w związku z erudycją) i OPISANE (analogicznie), że przyswojenie różnych
    reguł będzie dla nich prostsze, bardziej oczywiste, bardziej naturalne,
    komplementarne w stosunku do tego, co już wiedzą i czują. Czy w związku z tym
    wszyscy będą wówczas pisać ładnie i gramatycznie? Nie. Czy znacznie więcej niż
    dziś? Jestem przekonana, ze tak.

    Ujmę to w ten sposób: piszę bardzo szybko na klawiaturze, 90% czasu bezwzrokowo;
    kiedy ktoś patrzy mi na ręce, zaczynam pisać wolniej i z błędami; gdybym miała
    regularnie przechodzić testy oceniające szybkość i prawidłowość pisania chyba
    zmieniłabym zawód na taki, który nie wymaga kontaktu z komputerem smile Nieco
    przesadzam, ale ten mechanizm tak działa. Dobrze i coraz lepiej jeżdżę konno,
    ale gdyby ktoś codziennie przyglądał się mojej jeździe i komentował, wymagając
    poprawek - ręka wyżej, łokieć niżej, kolana do środka, wyprostuj się -
    straciłabym szybko serce do tego i wiarę w siebie - tak pracuję we własnym
    tempie, widzę, że się rozwijam i czerpię z tego przyjemność.

    Ktoś wyżej pisał o Kuroniu i jego porównaniu szkoły do więzienia. Nie on
    pierwszy dokonał takiego porównania, co nie ujmuje owemu porównaniu słuszności.

    Verdana pisała o tym, że rodzice mogą zgotować dziecku piekło przedłużając mu
    szkołę zajęciami reedukacyjnymi w domu. (Parafrazuje, ale sens, mam nadzieję,
    pozostał prawidłowy.)

    Te dzieci, dyslektyczne czy nie, mają i tak chałowe życie w szkole. Wiadomo, że
    rodzice sie stresują, że ich dziecko nie dostaje dobrych ocen, że nauczyciel je
    ciągle krytykuje, krytykuje ich jako tych, którzy nie dbają o rozwój dziecko,
    oni sami, jak każdy rodzic, chcieliby, żeby dziecko sobie dobrze radziło. Ta
    presja jest okropna. "Specjalista stwierdził..." "Testy wykazały wysokie ryzyko
    dys..." "Potrzebna jest wczesna specjalistyczna opieka..." To jest jasne, ze dla
    rodziców ta sytuacja jest trudna. Dla dzieci tak samo. Trudno jest powiedzieć
    "Chrzanię te oceny, niech się uczy jak chce, podąża za swoimi zainteresowania,
    niech będzie szczęsliwe, nie będę go katował dodatkową godzina ćwiczeń dziennie,
    i tak ma okropnie mało czasu". Wiadomo, że każdy myśli "No tak, ale co z
    egzaminami do gimnazjum, na studia?"

    Co można z tym zrobić? Może jakimś rozwiązaniem jest coś w rodzaju "grupy
    wsparcia" (sama się trochę podśmiewam z takiego określenia, ale cóż, to właśnie
    jest to) rodziców, których dzieci gorzej radzą sobie w szkole - z różnych
    powodów. Może to byliby rodzice z jednej klasy, a może z różnych miejsc w
    Polsce, może realnie, może w Internecie - nie wiem, zalezy od rodziców.

    Jaki byłby cel takiej grupy? Wspierać się i utwierdzać w pewnych ważnych, moim
    zdaniem, praktykach i przekonaniach, które z grubsza można ująć tak (i były
    ujmowane na rożne sposoby we wcześniejszych postach): "Przecież wiemy, że nasze
    dzieci są wyjątkowe, utalentowane, kochane, mają ogromny zasób słownictwa /
    czytają z pasją / genialnie pływają / są bardzo pomocne / są świetnymi
    organizatorami; więc to NAPRAWDĘ nie ma znaczenia, że dostały tróję z historii.
    A pamiętacie wujka Adama, który w czwartej klasie został zdiagnozowany jako
    dziecko nadające się do szkoły specjalnej? Dziś robi habilitację na wydziale
    ekonometrii. A wujka Jacka, który nic nie mówił do trzeciego roku życia - to
    ten, który jest uznanym architektem. Dlatego umówmy się, że szkoła zabiera tylko
    tyle życia naszych dzieci, ile musi, byśmy wszyscy nie poszli do więzienia smile, a
    potem, no cóż, może ktos ma ochotę wybrać się dziś na basen?" Nie na "lekcje
    pływania dla pięciolatków" czy "oswajanie z wodą dla dwulatków". Na basen,
    pochlapać się, czy kto tam co lubi.

    Ja wiem, że to jest TRUDNE. Dlatego tak strasznie ważne jest WSPARCIE INNYCH,
    podobnie myślących. Dwie osoby myślące podobnie, regularnie spotykające sie czy
    korespondujące to zupełnie co innego niż jedna osoba osaczona przez
    "specjalistów", niepewna, zastraszona, zmartwiona, z poczuciem winy.
    Myślę, że rodzice powinni stworzyć sobie pewne zorganizowaną PRZECIWWAGĘ
    (czy przeciwwagi, wiele małych organizacji jest lepszych niż jakaś jedna duża)
    dla presji wywieranej przez szkołę.

    Pozdrawiam

    Dorota
  • nangaparbat3 16.02.06, 23:27
    ardzuna napisała:

    > nangaparbat3 napisała:
    >
    > > Współczuję ci, ze musiałaś chodzic do szkoły muzycznej nie mając słuchu.
    >
    > Proponję, zebys popracowała nad swoją umiejętnością rozumienia tekstu
    > czytanego. Współczuję twoim uczniom. Jestem wstrząśnięta twoim poziomem
    > umiejętności czytania.
    >

    Zamiast sie trząść, lepiej sie zastanów. Rozmawiamy o dysleksji - znakomitą
    analogią jest dziecko pozbawione słuchu, które musi uczyć się muzyki.
    POsłużenie się tą analogią byłoby sensownym powodem pisania w tym kontekście o
    szkole muzycznej. Natomiast wszelkie Twoje opowieści o tancerzach, sportowcach
    i muzykach zmagajacych sie z własnym ciałem nijak sie mają do.
    > Pisałam wyraźnie o problemach z ciałem, tj. z techniką - gry, tańca, także w
    > sporcie wszystko zależy od techniki. Gdyby nie wymagała ona lat żmudnych i
    > regularnych ćwiczeń, nie mielibysmy szkół baletowych, sportowych i
    muzycznych,
    > nie istniałby zawód nauczyciela muzyki-tańca-trenera sportowego.

    Dysleksja nie jest problemem z ciałem, tylko z mózgiem. Nie ma nic wspólnego ze
    żmudnymi ćwiczeniami, którymi tak bardzo chcesz uszczęśliwiać innych.
    A Twoje przykłady - cóż, moja przyjaciółka, pianistka, pracowała przez pewien
    czas w Teatrze Wielkim grając podczas lekcji baletu. Zwolniła się, bo nie mogła
    znieść sposobu, w jaki nauczycielki traktowały swoje uczennice.

    > > Co do badań amerykańskich - cztałam o nich 20 lat temu, w jakiejś książce
    >
    > wyd.
    > > WSiP dot. dysleksji. Niestety nie pamietam autora ani tytułu.
    >
    > No coż, skoro sa to tak wiarygone szacunki, na pewno zostały powtórzone setki
    > razy w innych publikacjach i weszly do kanonu literatury o dysleksji. Nadal
    > czekam na źródło.

    To będziesz musiała czekać, bo jestem zapracowana, zmęczona i nie bedę teraz
    szukać.
    --
    Los działa powoli i nikt nie wie, które z naszych przypadkowych czynów
    zakiełkują i rozrosną się jak drzewa.
  • ardzuna 17.02.06, 15:14
    > ardzuna napisała:

    Jestem wstrząśnięta twoim poziomem
    > > umiejętności czytania.

    nangaparbat3 napisała:

    > Zamiast sie trząść,
    ______________________________________________________________
    wstrząsnąć
    wstrząsnąć dk Va, ~nę, ~trząśniesz, ~trząśnij, ~nął, ~nęła, ~nęli, ~trząśnięty,
    ~nąwszy — wstrząsać ndk I, ~am, ~asz, ~ają, ~aj, ~ał, ~any
    1. «silnie, gwałtownie poruszyć czymś raz po raz, wprawić coś w drganie,
    spowodować drganie; potrząść, potrząsnąć»
    Wstrząsnąć butelką.
    Wstrząsać głową.
    Wstrząsnąć lekarstwo przed użyciem.
    Grzmot, huk wstrząsnął murami.
    Detonacje wstrząsały powietrzem.
    Ciałem jego wstrząsały dreszcze.


    2. «spowodować silne wzruszenie, przejęcie się; silnie wzruszyć, przejąć»
    Wstrząsnąć czyimś sumieniem, sercem.
    Wstrząsnęła nim ta straszna wiadomość.


    wstrząsnąć się — wstrząsać się «ulec silnemu drganiu, dygotaniu; zadrżeć,
    zadygotać, zachwiać się»
    Wstrząsać się od zimna, ze strachu.
    Wstrząsać się ze wstrętem, z odrazą.
    Dom wstrząsnął się od wybuchu.
    sjp.pwn.pl/haslo.php?id=67314____________________________________________________________________


    Proponuję uważną lekturę znaczenia nr 2.


    lepiej sie zastanów. Rozmawiamy o dysleksji - znakomitą
    > analogią jest dziecko pozbawione słuchu, które musi uczyć się muzyki.

    Nie ma czegoś takiego, jak dziecko pozbawione słuchu w potocznym rozumieniu
    tego wrotu. Tzw. brak słuchu to szkodliwy mit. Są natomiast dzieci, które
    niedosłyszą lub są w ogóle głuche. Jednak nawet dzieci niedosłyszące mogą się
    uczyć muzyki, a mamy też przykłady na muzyków głuchych od urodzenia - wybitna
    perkusistka Evelyn Glennie nie słyszy.

    > POsłużenie się tą analogią byłoby sensownym powodem pisania w tym kontekście
    o
    > szkole muzycznej. Natomiast wszelkie Twoje opowieści o tancerzach,
    sportowcach
    > i muzykach zmagajacych sie z własnym ciałem nijak sie mają do.

    Owszem, mają się, a wyjaśniłam już to w poście, który napisałam przed chwilą.

    > > Pisałam wyraźnie o problemach z ciałem, tj. z techniką - gry, tańca, takż
    > e w
    > > sporcie wszystko zależy od techniki. Gdyby nie wymagała ona lat żmudnych
    > i
    > > regularnych ćwiczeń, nie mielibysmy szkół baletowych, sportowych i
    > muzycznych,
    > > nie istniałby zawód nauczyciela muzyki-tańca-trenera sportowego.
    >
    > Dysleksja nie jest problemem z ciałem, tylko z mózgiem.

    Technika też jest problemem z mózgiem - z kontrolą mózgu nad ciałem i
    świadomością ciała, konkretniej rzecz biorąc. Jeśli uczyłaś sie keidyś ruszać
    uszami, tj. świadomie poruszyć mięśniami okołousznymi, będziesz wiedziała, o co
    mi chodzi.

    Nie ma nic wspólnego ze
    >
    > żmudnymi ćwiczeniami, którymi tak bardzo chcesz uszczęśliwiać innych.

    Nie mam zamiatru nikogo uszcześliwiać żmudnymi ćwiczeniami, ale pokonywanie
    swoich problemów wymaga wysiłku i wkładu pracy. Twierdzenie, że jest inaczej,
    jest zwyczajnym oszustwem. Można też oczywiście przyjąć postawę "jaką mnie
    Bozia stworzyła, taką mnie ma", ale nie jest to w moim stylu. Może uważasz taki
    styl wychowawczy za sluszny - proszę bardzo. Ja dołożę wszelkich staran, żeby
    moje dziecko pisało ortograficznie; dokładam już od 2 lat i wyprzedzająco przed
    pójściem do szkoły, jak już o tym pisałam w poprzednim poście.

    > A Twoje przykłady - cóż, moja przyjaciółka, pianistka, pracowała przez pewien
    > czas w Teatrze Wielkim grając podczas lekcji baletu. Zwolniła się, bo nie
    mogła
    >
    > znieść sposobu, w jaki nauczycielki traktowały swoje uczennice.

    No i co z tego? Ma się to nijak do naszej dyskusji.

    > To będziesz musiała czekać, bo jestem zapracowana, zmęczona i nie bedę teraz
    > szukać.

    Proszę bardzo, poczekam. A na razie nie wierzę w ten wynik.
  • gaika 21.02.06, 01:30
    Apeluję o zasypanie różnic miedzy wielodysfunkcyjnymi dziećmi ze szkół
    muzycznych i dyslektykami. Jeśli nie ma możliwości żeby je naprostować, dajmy
    im święty spokój, pozwólmy robić to, w czym są dobre i realizować prawdziwe
    pasje (bez dyskryminowania ze względu na "ułomności"smile.
  • nangaparbat3 16.02.06, 18:29
    "Zmierzyć się z trudnosciami" - podaje Doroszewski, mozesz sobie sprawdzić.
    --
    Los działa powoli i nikt nie wie, które z naszych przypadkowych czynów
    zakiełkują i rozrosną się jak drzewa.
  • mynia_pynia 14.02.06, 08:55
    Ja zasady pisowni znam bardzo bobrze, wiem jak powinny wyglądać słowa pisane,
    ale co z tego skoro jak klepie po klawiaturze to nie patrzę jak. Gdy nie
    spojrzę na tekst po na pisani to wysyła się z takimi błędami, literówkami, że
    szok.
    A Word ??? Jak pisze cokolwiek w nim to nawet nie patrzę jak wygląda słowo, bo
    i tak wszystko ładnie mi podkreśli (bo sobie tak ustawiłam w opcjach), tylko
    się gubi w przecinkach.
    Jak pisze szybko i nie zastanawiam się to w każdym zdaniu byk !!!

    Czy jestem dyslektykiem, czy dysortografem to nie wiem, a na maturze to
    biegałam z wyrazami których nie byłam pewna do komisji po słownik.
  • manderla 06.04.06, 11:20
    Znam kilka rodzin, w których rodzice załatwili swoim pociechom papiery o
    dysleksji, dysgrafii i innych dys. Obserwując jak toczy się zycie w tych
    rodzinach, jaki maja kontakt, jak duzo czasu poswiecaja dzieciom, stwierdzam, ze
    rodzice zrobili ze swoich dzieci kaleki. Na własne zyczenie. Papierek zwalnia
    dzieci i rodziców ( w znanych mi przypadkach) z jakiejkolwiek pracy nad tymi
    „dys”. Dzieci uczą się tak sobie, a raczej źle, no ale przecież „on jest
    dyslektykiem”!- mówią rodzice. Koniec kropka.
    Jestem skłonna uwierzyć, ze istnieje cos takiego jak „dys” różnego rodzaju, ale
    na Boga, nie w takim nasileniu, jakie się obserwuje w związku z tą dysfunkcją!
    Gdzie w klasach ( przynajmniej w moim województwie tak podają statystyki) co
    czwarta, co piąta osoba to jakieś „dys”!!!

    Żeby posłac rok wczesniej dziecko do szkoly powinnismy byli zrobic młodemu
    badania w poradni psych-ped. Panie (trzy), które poddaly go testom (trzy
    spotkania po dwie godziny) były zachwycone, jakie to nad wyraz inteligentne
    dziecko, płynnie czyta, streszcza, ogromny zasób słownictwa., etc. Wcale mnie ta
    opinia nie zdziwiła, bo to wszystko przecież wiedziałam. Natomiast jakiez było
    moje zaskoczenie, kiedy jedna z pań po testach już powiedziała, zebysmy go
    bacznie obserwowali, ponieważ nasz syn ma DUŻE zadatki na bycie
    dyslektykiem!!!!!!! Na jakiej podstawie, pytam????? Co za bzdury??!
    Nie usłyszałam niestety odpowiedzi, oprócz jakiegoś bełkotu. Po tym mój
    sceptycyzm nt. dysleksji jeszcze bardziej wzrosł. Nie muszę już mowić (ale
    powiem J ) ze najnizsza ocena jaką dostaje mój syn za dyktanda (zaczynając od
    pierwszej klasy) to jest 5-.

    Natomiast jeśli chodzi o jakosc pisma, to pozostawia to wiele do zyczenia.
    Dlaczego? Otóż moje dziecko od urodzenia praktycznie klepie w klawiature , jest
    to dla niego jak przedłuzenie ręki, jak długopis; na samą mysl napisania czegos
    ręką dostaje drgawek. Dlaczego? Bo jest, stosując współczesną terminologię
    naukową J, jest dysplastykiem! Dlatego ze od maleńkiego nie był zachęcany do
    trzymania kredki, ołowka, do malowania kółek , szlaczków i innych zajęć
    artystycznych. Owszem, umknęło mi to, mimo że sama dobrze maluje, a jego ojciec
    mógłby być rasowym portrecistą. Mój syn jest również dyssportowcem, flakiem,
    chucherkiem nierozwinietym fizycznie, słabeuszem, kaleką fizycznym. Dlatego ze
    jest w domu w którym nie uprawia się namietnie sportów, za to bez przerwy siedzi
    się w książkach, czegos się uczy i szuka. I nie chodzi tutaj o jego
    predyspozycje, tylko o warunki w jakich się wychowuje i jakie my, jako rodzice
    mu stworzylismy.

    Uważam, ze w 99% przypadków to również dotyczy dyslektyków i innych „dys”, ten
    jednen procent to taki malutki wyjątek, jakis mały błąd natury , który utrudnia
    ludziom zycie, ale z którym można walczyć poprzez ciągły trening.

    Pozdrawiam
    DYS (w myciu naczyń J )

    Ps. Dopiero po potwierdzeniu u syna skoliozy, płaskostopia, odstających zeber i
    łopatek, zapadnietej klatki piersiowej i koslawości kolan, zaczelismy
    intensywnie uprawiac sporty. Ale to nie jest wina natury, ani mojego syna, tylko
    moje zaniedbanie.
  • szkola.be 06.04.06, 16:23
    Problem dys-.. wraca na tym forum jak bumerang.
    Ortografia polska jest trudna. Jedni rodzice wyrabiają dziecion papiery, inni
    kupują stosy książeczek i czasopism do nauki ortografi, jeszcze inni uczą
    dzieciaki ściągać.
    Wszyscy mają z tym problem: dzieci, nauczyciele, rodzice.
    I po co to? Po co marnować czas na badania, pieniądze na pomoce naukowe, męczyć
    dzieci pisaniem wielu stron by wyrobić w końcu te papiery?

    Może lepiej jednak zmienić ortografię.

    --
    (powyższy tekst jest w uproszczonej ortografi: ó->u , ch->h ,rz->sz lub ż)
    Ortografia to NAWYK, często nielogiczny,
    nażucany bezmyślnie następnym pokoleniom.
  • dorota.konowrocka 19.01.07, 16:42
    Chyba już wszystko zostało tu powiedziane, ale może dodam nieco od siebie smile
    Wydaje mi się, że rozwiązaniem nie jest ani ślęczenie nad zadaniami do
    wykonania, ani zmiana zasad ortografii. Rozwiązaniem jest odczepienie się od
    problemu "dys..." i poświęcenie szkolnego czasu na to, co ważne. Przecież te
    wszystkie dzieci coś czytają, prawda? Jakieś książki, lektury, może rodzice im
    coś czytają, może one czytają prasę przyniesioną do domu przez rodziców, czytają
    napisy na przystankach komunikacji miejskiej, informacje na opakowaniach od
    zabawek, komunikaty na ekranie w grze komputerowej, no coś czytają, prawda? I
    pewnie coś piszą - maile do znajomych, listy zakupów, wpisy w pamiętniczkach, no
    cokolwiek, kartki pod ławkami do kolegi! No to może by sie odczepić od problemy
    "dys" i w ogóle od problemów rozbioru gramatycznego zdania, ortografii,
    interpunkcji i czego tam jeszcze choćby do końca szóstej klasy - i zabrać się za
    nie dopiero wtedy, kiedy dzieci będą już na tyle OCZYTANE (w sensie fizycznym,
    nie w związku z erudycją) i OPISANE (analogicznie), że przyswojenie różnych
    reguł będzie dla nich prostsze, bardziej oczywiste, bardziej naturalne,
    komplementarne w stosunku do tego, co już wiedzą i czują. Czy w związku z tym
    wszyscy będą wówczas pisać ładnie i gramatycznie? Nie. Czy znacznie więcej niż
    dziś? Jestem przekonana, ze tak.

    Ujmę to w ten sposób: piszę bardzo szybko na klawiaturze, 90% czasu bezwzrokowo;
    kiedy ktoś patrzy mi na ręce, zaczynam pisać wolniej i z błędami; gdybym miała
    regularnie przechodzić testy oceniające szybkość i prawidłowość pisania chyba
    zmieniłabym zawód na taki, który nie wymaga kontaktu z komputerem smile Nieco
    przesadzam, ale ten mechanizm tak działa. Dobrze i coraz lepiej jeżdżę konno,
    ale gdyby ktoś codziennie przyglądał się mojej jeździe i komentował, wymagając
    poprawek - ręka wyżej, łokieć niżej, kolana do środka, wyprostuj się -
    straciłabym szybko serce do tego i wiarę w siebie - tak pracuję we własnym
    tempie, widzę, że się rozwijam i czerpię z tego przyjemność.

    Ktoś wyżej pisał o Kuroniu i jego porównaniu szkoły do więzienia. Nie on
    pierwszy dokonał takiego porównania, co nie ujmuje owemu porównaniu słuszności.

    Verdana pisała o tym, że rodzice mogą zgotować dziecku piekło przedłużając mu
    szkołę zajęciami reedukacyjnymi w domu. (Parafrazuje, ale sens, mam nadzieję,
    pozostał prawidłowy.)

    Te dzieci, dyslektyczne czy nie, mają i tak chałowe życie w szkole. Wiadomo, że
    rodzice sie stresują, że ich dziecko nie dostaje dobrych ocen, że nauczyciel je
    ciągle krytykuje, krytykuje ich jako tych, którzy nie dbają o rozwój dziecko,
    oni sami, jak każdy rodzic, chcieliby, żeby dziecko sobie dobrze radziło. Ta
    presja jest okropna. "Specjalista stwierdził..." "Testy wykazały wysokie ryzyko
    dys..." "Potrzebna jest wczesna specjalistyczna opieka..." To jest jasne, ze dla
    rodziców ta sytuacja jest trudna. Dla dzieci tak samo. Trudno jest powiedzieć
    "Chrzanię te oceny, niech się uczy jak chce, podąża za swoimi zainteresowania,
    niech będzie szczęsliwe, nie będę go katował dodatkową godzina ćwiczeń dziennie,
    i tak ma okropnie mało czasu". Wiadomo, że każdy myśli "No tak, ale co z
    egzaminami do gimnazjum, na studia?"

    Co można z tym zrobić? Może jakimś rozwiązaniem jest coś w rodzaju "grupy
    wsparcia" (sama się trochę podśmiewam z takiego określenia, ale cóż, to właśnie
    jest to) rodziców, których dzieci gorzej radzą sobie w szkole - z różnych
    powodów. Może to byliby rodzice z jednej klasy, a może z różnych miejsc w
    Polsce, może realnie, może w Internecie - nie wiem, zalezy od rodziców.

    Jaki byłby cel takiej grupy? Wspierać się i utwierdzać w pewnych ważnych, moim
    zdaniem, praktykach i przekonaniach, które z grubsza można ująć tak (i były
    ujmowane na rożne sposoby we wcześniejszych postach): "Przecież wiemy, że nasze
    dzieci są wyjątkowe, utalentowane, kochane, mają ogromny zasób słownictwa /
    czytają z pasją / genialnie pływają / są bardzo pomocne / są świetnymi
    organizatorami; więc to NAPRAWDĘ nie ma znaczenia, że dostały tróję z historii.
    A pamiętacie wujka Adama, który w czwartej klasie został zdiagnozowany jako
    dziecko nadające się do szkoły specjalnej? Dziś robi habilitację na wydziale
    ekonometrii. A wujka Jacka, który nic nie mówił do trzeciego roku życia - to
    ten, który jest uznanym architektem. Dlatego umówmy się, że szkoła zabiera tylko
    tyle życia naszych dzieci, ile musi, byśmy wszyscy nie poszli do więzienia smile, a
    potem, no cóż, może ktos ma ochotę wybrać się dziś na basen?" Nie na "lekcje
    pływania dla pięciolatków" czy "oswajanie z wodą dla dwulatków". Na basen,
    pochlapać się, czy kto tam co lubi.

    Ja wiem, że to jest TRUDNE. Dlatego tak strasznie ważne jest WSPARCIE INNYCH,
    podobnie myślących. Dwie osoby myślące podobnie, regularnie spotykające sie czy
    korespondujące to zupełnie co innego niż jedna osoba osaczona przez
    "specjalistów", niepewna, zastraszona, zmartwiona, z poczuciem winy.
    Myślę, że rodzice powinni stworzyć sobie pewne zorganizowaną PRZECIWWAGĘ
    (czy przeciwwagi, wiele małych organizacji jest lepszych niż jakaś jedna duża)
    dla presji wywieranej przez szkołę.

    Pozdrawiam

    Dorota
  • verdana 19.01.07, 19:20
    Absolutnie genialny pomysł. Zapisuję się jako pierwsza.
    A poza tym nosze sie z mysla zlozenia szkoly dla dyslektykow, opartej wlasnie
    na takiej zasadzie - wspomagania silnych stron a nie przede wszystkim
    pracowania nad najslabszymi.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.