• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Moje dziecko nie jest lubiane w szkole Dodaj do ulubionych

  • 02.10.07, 16:36
    No właśnie mamy wielki problem bo jak twierdzi moja córka nikt jej
    nie lubi, nie chce być z nią w parze. Dlaczego? bo jest uczciwa,
    obowiązkowa ma same 5 i6, wygrywa konkursy. Chłopcy się z niej
    wyśmiewają, koleżanki jak nie daje "zgapić" też nie chcą z nią
    rozmawiać. Wszędzie chodzi sama zaczyna się zamykać w swoim świecie -
    muzyki i książek. Czy naprawdę dzieci są aż takie okrutne? Wszędzie
    tak jest, czy u niej w klasie tylko?
    Zaawansowany formularz
    • 02.10.07, 17:03
      Obawiam się, ze jest tu cos jeszcze, prócz uczciwości. Może corka
      demonstruje poczucie wyzszosci nad tymi, co maja nędzne czworeczki i
      czasem nieuczciwie dadzą odpisac zadanie domowe? Zwykle dobre
      uczennice, szczególnie dzewczynki, wcale nie maja z tego powodu
      klopotów w szkole....
      --
      Mops i kot

      img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
    • 02.10.07, 20:58
      Uczciwość, super stopnie, wygrane konkursy, ciekawe hobby (muzyka) - to są
      cechy, które przyciągają przyjaciół, nawet gdy dziecko jest ciche i nieśmiałe.

      Chyba w czym innym rzecz.

      Dzieci rzeczywiście bywają okrutne.
      Dzieci nie lubią, gdy ktoś jest
      - wyraźnie słabszy, wtedy "trzeba" go zadziobać,
      - albo demonstrujący pogardliwą wyższość.


      • 02.10.07, 22:25
        Spośród kilkogra świetnie uczących się i ambitnych uczniów w klasie
        tylko jeden jest dręczony jako "kujon" - jak to wytłumaczyć?
        Sorry ale nikt nie chce się przyjaźnić z ideałem. Być może
        dziewczynce wpojono tak wysokie poczucie własnej wartości, że
        okazuje to w sposób nieprzyjemny dla innych. BYc może traktuje
        pozostałych rowieśników z góry? Jeśli uczciwość polega na tym, że
        nigdy nikomu nie da odpisać lekcji czy ściagnąć to chyba nie dziwne,
        że ją tępią?
        Dzieci nie tolerują jeśli ktoś jest słaby we wszystkim - a zwłaszcza
        w relacjach rówieśniczych.
    • 02.10.07, 22:53
      Powody "nielubienia" mogą być naprawdę bardzo różne. Dziecko zdolne może mieć
      inne zainteresowania, niż rówieśnicy, i być odbierane jako obce czy zadzierające
      nosa. Zwykła zawiść z powodu dobrych ocen też wcale nie jest taka rzadka. Może
      też być tak, że faktycznie z powodu swoich dobrych ocen traktuje inne dzieci z
      góry. Może jest introwertyczką i trzyma się z daleka od innych dzieci, które też
      ją traktują z dystansem.

      Wiele zależy od tego, kto w danej klasie jest "wodzirejem" - zwykle wodzireje
      wybierają ofiary do prześladowania, odstające pod jakimś względem od klasy: zbyt
      grube, jąkające się, zbyt dobrze uczące się, kiepskie w nauce, zbyt bogate, zbyt
      biedne...

      Nie napisałaś, w której klasie jest Twoja córka, a od tego też sporo zależy.
      Myślę, że nie ma sensu zabiegać o sympatię wszystkich - może poszukać w klasie
      innej samotnej dziewczynki lub grupki, z którą najbardziej chciałaby się
      zaprzyjaźnić, i zacząć okazywać mocniej swoją sympatię wobec nich.
      • 03.10.07, 07:07
        > Wiele zależy od tego, kto w danej klasie jest "wodzirejem" -
        zwykle wodzireje
        > wybierają ofiary do prześladowania, odstające pod jakimś względem
        od klasy: zby
        > t
        > grube, jąkające się, zbyt dobrze uczące się, kiepskie w nauce,
        zbyt bogate, zby
        > t
        > biedne...
        Nie wiem jak to jest, czasami nie ma widocznego powodu i wystarczy
        chyba niska samoocena dziecka wyniesiona z domu. Często ci
        prowodzyrzy ustalają. Na pociechę można powiedzieć, że bardzo wiele
        znanych i szanowanych ludzi było niezbyt popularnych wśród kolegów
        w szkole. Tak, ze jest to niezbyt miłe, ale nie rzutuje na dalsze
        życie.
        • 03.10.07, 11:53
          Na nielubienie trzeba sobie zasłużyć. Tak przynajmniej jest u nas. Kiedyś w podstawówce w równoległej klasie była taka dziewczyna, świetna uczennica, bardzo skromna, ale towarzyska, otwarta na każdego. Wygrywała wszystkie konkursy, miała ze wszystkiego najlepsze oceny, ale wszyscy ją uwielbiali. To chyba najfajniejsza dziewczyna jaką znałam. Na koniec szkoły w 6klasie miała 1miejsce w całej szkole już trzeci rok i dostała medal, bo u nas tak w szkole było. I dostała owacje na stojąco od całej szkoły. Za to 2 miejsce miała dziewczyna, która traktowała wszytkich z góry, nigdy nie da ściągnąć, spisać, traktowała wszystkich jak dzieci, robiła wszystko na pokaz, nikt jej nie lubił. Oklaski dostała tylko od swojej klasy i to bardzo niemrawe, bo tak wypadało. Nie mówie, że twoja córka to ta druga dziewczyna, tylko wydaje mi sie że to nie bierze sie z niczego. Na nielubienie jak na brak szacunku raczej sobie trzeba zasłużyć. Przynajmniej u nas.
          • 03.10.07, 12:27
            Róznie bywa. Byłam najlepszą uczennicą w klasie, nie miałam z kim
            pogadać na moim poziomie, bo faktycznie odstawałam od reszty
            dzieciaków (podstawówka osiedlowa, po której połowa poszła do
            zawodówek). Na lubienie pracowałam usilnie przez cały czas: dając
            ściągać, pisząc wypracowania, opowiadając lektury i tłumacząc
            zadania z matmy. Mam świadomość, że tylko dzięki temu miałam z kim
            gadać na przerwach i nie byłam "odepchnięta od stada". Nikt nie
            okazywał mi niechęci, bo bano się, że nie pomogę wink, chyba mnie
            szanowano i jako-tako lubiano - na nic więcej nie mogłam liczyć.
            Inna sprawa, że kiedy poszłam do liceum, po pierwszym dniu płakałam
            ze szczęścia, że nareszcie mam tam kolegów i koleżanki, z którymi
            mogę rozmawiać na swoim poziomie.
            • 03.10.07, 13:51
              Ja też byłam średnio lubiana. Chciałam mieć kumpelę, ale wszystkie
              juz były "zajęte". Dopiero w liceum dowiedziałam się, co to jest
              przyjaźń. Winę za pewne złe doświadczenia ponosi w pewnej części
              moja mama. Jestem jedynaczką, świetnie się uczyłam, mieszkałam w
              bloku ( a większośc dzieci w domkach poza miastem, czasem na wsi),
              jeździłam z rodzicami na wczasy. To były lata osiemdziesiąte. I nie
              wywyższałam się, bo nam się lepiej powodziło. Byłam skromną i
              naprawdę cichą dziewczyną, ale..... mama nie pozwalała mi jeźdździć
              do koleżanek, na jakieś wypady z harcerzami, chodzić na urodziny czy
              imeniny. Zawsze było cos ważniejszego, innego... A tak naprawdę to
              moja mama bała się o mnie.
              Piszę o tym z jednego powodu, może sama powinnaś zweryfikować swoje
              nastawienie do córki i automatycznie jej podejście do dzieci w
              szkole. To bardzo ważne.
    • 03.10.07, 14:49
      Jeżeli na prawdę twoja córka jest nielubiana dlatego, że za dobrze się uczy to
      zmień szkołę! Bo to by oznaczało, że chodzi do jakiejś wyjątkowo złej. Ciekawe
      do której klasy?
      Słyszałam, że nielubiane są dzieci, które owszem dobrze się uczą, ale i nie
      potrafią zaakceptować gorszej oceny. Płaczą gdy dostaną czwórkę, wściekają się,
      gdy ktoś inny dostanie taką samą lub lepszą ocenę i nie potrafią tego nie okazać.
      Co do uczciwości, to ja zawsze wyznaję zasadę, że nieuczciwie postępuje ten co
      odpisuje, a nie ten co daje! Ha!

      --
      KsięgarniaPrzyrodnicza Radiata
    • 03.10.07, 14:53
      W podstawówce byłam najlepszą uczennicą w klasie przez całe 8 lat. W zerówce
      płynnie czytałam (po pół roku nauki prawie od zera), więc byłam cały czas
      typowana przez nauczycielkę do czytania innym dzieciakom. Opanowałam w zerówce
      materiał 1. klasy i dostałam propozycję (a właściwie dostali moi rodzice smile),
      aby przenieść mnie od razu z zerówki do 2. klasy. Ale rodzice się nie zgodzili.
      Uznali, że w tym wieku rok to dużo i emocjonalnie jestem zbyt dziecinna do
      drugiej klasy. Myślę, że mieli rację. Później, chyba w 6. i 7. klasie miałam
      najlepszą średnią na szkołę. Ale pomimo to byłam lubiana. Bardzo często dawałam
      ściągać, opowiadałam lektury, pomagałam w matematyce. Chodziłam na wszystkie
      imprezy, nie uczyłam się zbyt dużo miałam czas na spędzanie mnóstwa czasu z
      koleżankami, chodziłam na dyskoteki, kilka razy byłam nawet prowodyrem wagarów
      smile, myślę, że przez klasę byłam szanowana. Po latach kolega powiedział mi, że
      długo starał się zostać moim przyjacielem. Teraz (7 lat po podstawówce) dostaje
      maile od dawnych znajomych (nawet tych najsłabszych, po zawodówkach), którzy
      chcą się spotkać, proszą o radę itp.).
      Oczywiście nie wszystko było takie idealne. Od osób, które mnie nie znały (z
      innych klas) wiele razy usłyszałam przykre słowa, szczególnie po tym, jak
      dowiedzieli się o tym, że jestem najlepsza na szkołę... kujon, dzięcioł to
      określenia, które często słyszałam nawet na ulicy - to bolało, tym bardziej, że
      wcale nie uczyłam się dużo...
    • 03.10.07, 15:15
      Jeszcze kilka uwag, którymi możesz podzielić się z córką:
      - czasami trzeba odpuścić - może Twoja córka za każdym razem dopytuje się o
      pracę domową, gdy nauczyciel zapomniał zadać? może przypomina ciągle o jej
      sprawdzeniu? może zgłasza się 10 razy w ciągu lekcji chcąc zaszpanować wiedzą?
      Takie zachowania na 100% nie zjednają jej przyjaciół. Zastanów się jakbyś
      traktowała współpracownika, który np. prosi wciąż dyrektora o dodatkowe zadania
      dla całego Waszego zespołu
      - uczciwość jest ważna, ale czasem niektóre sprawy (np. pomazanie tablicy,
      pobrudzenie krzesła i inne szkolne "zabawy") trzeba przemilczeć i nie lecieć ze
      wszystkim do nauczyciela, bo wtedy można zyskać opinię tzw. kabla
      - jak już ktoś wspomniał - Zastanów się, jak Twoja córka traktuje pewnego
      rodzaju porażki, np. czwórkę z klasówki? Może stara się za wszelką cenę
      zakwestionować to, że np. ktoś mógł dostać 5 a ona 4? Może koniecznie chce
      poprawić nawet 5- na 5? Ja np. 3 oczywiście poprawiałam, ale 4 prawie nigdy
      (inna sprawa, że 3 i 4 zdarzały się dosyć rzadko). To brzmi niewiarygodnie, ale
      nawet na studiach (3. rok) są takie osoby - znam dziewczynę, która każde 4,5
      poprawia na 5! Nie jest lubiana, powiem więcej, każdy kombinuje jakby zrobić,
      żeby nie mieć jej w grupie. Wykładowcy też ją z trudem tolerują.
      - Może spróbuje poszukać wśród rówieśników osób zainteresowanych ty, co ona -
      np. dobrym pomysłem jest wzięcie do szkoły discmana czy mp3 (oczywiście jeśli
      inne dzieci też noszą i jeśli jest to w bezpieczne w Waszej szkole)... zawsze
      znajdzie się ktoś, kto zapyta, jakiej muzyki słucha (ewentualnie córka może
      kogoś w ten sposób zagadnąć), można w ten sposób nawiązać rozmowę, wymienić się
      płytami, zaprosić do domu, żeby posłuchać razem koncertu. Pomysłów jest mnóstwo.
      • 03.10.07, 19:02
        Przeczytałam wszystkie posty z ciekawością, dzięki za odpowiedzi i
        rady. Córka chodzi do piątej klasy, która szczerze mówiąc jest
        bardzo dziwna, chłopcy są bardzo złośliwi i niegrzeczni( w tej
        klasie od zawsze był problem z dyscypliną) młoda mówi, że kiedy
        tylko dostanie gorszą ocenę niż 5 to ONI się z niej śmieją i
        przedrzeźniają - z tego TYLKO powodu boi się gorszych ocen. Wśród
        dziewczyn natomiast gwiazdą jest dziewczynka która jak wynika z jej
        opowiadań nie cierpi młodej i namawia inne dziewczyny by z nią nie
        rozmawiały itp., kiedy tylko któraś z dziewczyn przez kilka
        dni "chodzi" w parze (durna szkoła każą im w parach spacerować na
        przerwie 3 lub 1 nie wchodzą w grę- dlatego najbardziej mi jej żal)
        to ta wkracza do akcji i przeciąga wyłamującą się z grona na swoją
        stronę. Problem jest jeszcze w tym, że nie mieszamy w miejscowości
        gdzie jest szkoła i ona nie spotyka się z koleżankami po szkole.
        Namawiam ją, żeby wyluzowała przestała się martwić ale pamiętam, że
        w ty wieku nie jest łatwo.
        • 03.10.07, 19:13
          Wśród
          > dziewczyn natomiast gwiazdą jest dziewczynka która jak wynika z
          jej
          > opowiadań nie cierpi młodej i namawia inne dziewczyny by z nią
          nie
          > rozmawiały itp.,
          Jestem w stanie uwierzyć że to jest jedyny powód. W klasie mojej
          córki jedna dziewczynka tak się "zabawiała". Każdego roku miała
          inna ofiarę. Ale moja była na tyle silna by się wyłamac i
          powiedzieć że będzie się bawiła z kim chce. Jestem z niej dumna. A
          co do popularności to zwłaszcza w wyższych klasach nie jest to
          zupełnie to samo co czy dana osoba jest lubiana. Wystarczy obejrzeć
          MTV żeby zobaczyć jak nastolatki w Stanach zdobywają popularność:
          balagnami za które miliony płaca rodzice itd. U nas w liceum była
          dziewczyna, bardzo ładna, w której towarzystwie wiele osób chciało
          przebywać dla prestiżu, ale myslę że chyba nikt naprawde jej nie
          lubił. Miała paskudny i złośliwy charakter.










          • 05.10.07, 12:34
            Idź do wychowawczyni/wychowawcy i porozmawiaj z nią/nim o tej
            sprawie. Skonfrontuj spostrzeżenia nauczyciela z tym, co mówi
            młoda. Może nauczycielka- jeśli jest sensowna - potrafi coś
            wymyślić. Moje dziecko, też teraz w piatej klasie, żaliła się
            dokładnie rok temu, że nikt jej nie lubi etc., - jak się okazało -
            poza tym, że jest nieśmiała, miała obniżone poczucie własnej
            wartości (ze względu na dysleksję) i nawet nie zauważała przyjaznych
            gestów ze strony innych dzieci.
    • 04.10.07, 09:37
      ja mam co prawda młodzse dziecko, ale tez spotkałam sie z takim
      zdaniem że nikt jej nie lubi, kidy spotkałam się z panią zapytałam
      czy faktycznie zauważyła cos takiego. Trochę okazało sie ze jest to
      wymysł mojej Agnieszki i przesada, ale faktem jest że pani dawał
      zadania dziewczynkom bardziej angazując córcię i zmuszając inne
      dziewczyny do współpracy. Teraz Aga ma przyjaciółki i chyba
      zawdzięta to właśnie Pani, po propstu nie umiała się znaleźć i
      dzieci jej nie znały czyli nie lubiły.
      --
      Joanna
    • 05.10.07, 13:09
      co do tego spisywania to mam mieszane uczucia
      piszecie że ten kto nie daje ściągać jest niekoleżeński i nielubiany.
      ale powiedzcie, jeżeli ten ktoś odraiał np zadanie 20 minut, musiał się
      namęczyć, a potem przyjdzie ktoś drugi i odpisze (podpisując oczywiście jako
      własne).
      czy jest wam miło, jeżeli wykonacie jakąs pracę, a ktoś pójdzie do szefa i
      przedstwi wasza prace jako własną?
      jeśli juz, bardziej po koleżeńsku jest coś wytłumaczyć (był u nas taki chłopak w
      klasie, nigdy nie dawał spisywać ani ściągać ale jeżeli przyszło się do niego i
      poprosiło o pomoc przy rozwiązaniu konkretneo zadania to nie odmawiał)
      ja dawałam ściągać. własnie dlatego, żeby nie wyjść na chama. czasem byłam
      wściekła, bo ja się napracowałam a ktoś po prostu to spisał.
      najsmieszniej było przed maturą, ponieważ byłam najlepsza z polskiego, telefony
      dzwoniły jak najęte, a ja wszystkim pomagałam i cierpliwie tłumaczyłam po kilka
      razy o co chodzi w Weselu.
      najśmieszniejsze że "pzyjaźń" skończyła się po maturze, nie uslyszałam
      "dziękuję" za pomoc której udzieliłam, nikt nie wpadł na to żeby postawić mi
      piwo, kupić jakąs małą czekoladkę czy coś.
      czy lubienie i nielubienie polega tylko na tym, że ktoś da spisać lekcje? to
      chyba nie tak powinno być.
      • 05.10.07, 17:50
        > czy lubienie i nielubienie polega tylko na tym, że ktoś da spisać
        lekcje? to chyba nie tak powinno być.

        Jasne, że nie tak. Ale jeśli masz do wyboru bycie kompletnie
        wyalienowaną lub bycie szanowaną i akceptowaną, bo dajesz ściągać -
        dla dwunastolatki wybór jest prosty.
    • 05.10.07, 17:57
      zapewne prawda leży gdzieś po środku
      nigdy w żadnej szkole nie znałam przypadku żeby fajny wzorowy uczeń
      był nie lubiany
      i nie miało to zwiazku z przepisywaniem lekcji czy dawaniem ściągać
      (nie dawali)
      moja córka też w pierwszej trójce w nauce i traktują ją normalnie
      syn mojej przyjaciółki też od zawsze jest wzorowym uczniem i
      najbardziej lubianym w klasie

      to,że jest się uczciwym piątkowym uczniem nikogo nie skreśla
      przynajmniej ja nie znam takiego przypadku żeby ktoś kogoś nie lubił
      tylko dlatego,że ten jest wzorowym uczniem
      fakt-znam przypadki gdzie wzorowy uczeń zasłużył swoim nie miłym
      zachowaniem na to żeby go nie lubić

      oceny z lubieniem nie mają nic wspólnego
      należy podrązyć ten temat głębiej
      • 05.10.07, 19:49
        Oj Mika i tu się mylisz, w dzisiejszych czasach jest inaczej, ja
        akurat pracuję w gimnazjum i tam w wielu przypadkach jest tak, że to
        najgorszy uczeń jest idolem natomiast wzorowy BYWA NIELUBIANY, TO
        ZALEŻY OD KLASY. Myślałam jednak, że takie rzeczy nie zdarzają się w
        szkole podstawowej. Widzę, że dzieci są okrutne potrafią "zadziobac"
        tych, którzy im wadzą i jak tu ktoś napisał czasami wystarczy, że
        ktoś jest mniej odporny i słaby psychicznie (jak moja córka), albo
        ma jakiś inny problem (jąka się, ma rude włosy, krzywe nogi czy coś
        innego).
        Rozmawiałam z córką i dowiedziałóam się, że
        *słabszym pomaga,
        *nie skarży,
        *nie dopomina się sprawdzianów, sprawdzenia zadań domowych czy
        innych rzeczy,
        *nie poprawia czwórek
        i nikomu nie wadzi, pytałam się też co myśli o zgapianu,
        powiedziała, że to dla niej nieuczciwe, namówiłam ją jednak żeby na
        próbę pomogła komuś w ten sposób. I pomogła - na sprawdzianie- i
        wiecie co??? pomogła "koleżance" zrobic zadanie pierwsze, a resztę
        koleżanka spisała od niej mimo, że miała inne pytania. Nauczyciel
        się nie zorientował, podejrzewam, że gdyby je złapał to obie
        dostałyby jedynkę. I CO MAM JEJ POWIEDZIE O SPISYWANIU?
        • 06.10.07, 21:57
          Ja pamiętam, że w podstawówce też dośc długo nie miałam przyjaciół. Też dobrze
          się uczyłam, choc nie byłam kujonem, dawałam spisywac klasówki i lekcje. Problem
          wydaje mi się był po prostu w tym, że w tym wieku ( szczególnie dziewczynki )
          lubią "łączyc się w pary". Nie zrozum mnie żle. Każda po prostu chce miec
          wyłącznośc na swoją przyjaciółkę i jest im dobrze w takim hermetycznym
          "związku". Jak pojawia się trzecia dziewczynka, zaczyna się zazdrośc i kłótnie.
          Ja niestety, choc ogólnie byłam lubiana, zawsze byłam "tą trzecią". Na lekcjach
          siedziałam często sama ( dopiero w 7 klasie się zmieniło ), ale na przerwach
          grałam z dziewczynami w gumę, bo tam trzeba 3 osób smile) Dopiero w zasadzie w
          liceum to się zmieniło. Rozumiem dobrze, że jest ciężko, ale wierz mi, takie
          doświadczenia też są potrzebne. Może u Twojej córki jest tak jak było u mnie.
          To, że nie ma przyjaciółki, nie znaczy, że nikt jej nie lubi.
    • 07.10.07, 16:05
      Istnieje specyficzny rodzaj "nieprzystosowania", który powoduje, że dziecko jest nielubiane. Będąc w podstawówce mimo, że byłam jedną z dwójki klasowych prymusek nie miałam problemów z koleżankami a były inne dzieczynki, które miały słabsze średnie więc niby nie drażniły ocenami, a jednak miały problemy z nawiazaniem przyjaźni. Większość znanych mi "problemowych" były to więc nie piątkowe uczennice ale:
      -zarozumiałe (!!! o matko, tych się nie cierpiało)
      -płaksy (tym sie dokuczało)
      -odrealnione (mało czasu z rówieśnikami a dużo z mamusią i babcią, nie było o czym z nimi gadać)
      -przytłumione. Tych mi szkoda, bo dziś wiem, że były to dzieci znerwicowane. W grupie nie potrafiły nadązyć za tokiem myślenia innych, nie łapały zartów młodzieżowych, nie miały ciekawych pomysłów na zabawy albo bały sie odezwać
      -no i ci "co się rządzili"- nie ma co sie rozwodzić, wiadomo dlaczego są nielubiani.


      Czy Twoje dziecko poza obowiązkowością i konkursami potrafi żyć "towarzyskimi bzdurami" jakimi żyją niemal wszystkie grupy młodzieżowe? Czy nigdy "nie daje zgapić" i jest to dla niej priorytet, aby nie dać? Oczywiście każdy sobie może być jaki chce, ale też każdy inny może sobie do lubienia wybrać, kogo mu pasuje. Można do grupy nie pasować- molna wola- ale trudno mieć wtedy pretensje, ze my tu sobie spokojnie nie pasujemy a ta grupa widzi i nijak nie chce się dopasować do nas. Taki lajf.
      --
      ZASADY:
      1. Nie będę premierem, gdy mój brat będzie prezydentem
      2. Nie poprzemy nikogo z wyrokiem sadu lub przeciwko komu toczą się sprawy sadowe. To jest sprzeczne z ideałami PIS
      • 08.10.07, 13:07
        Tez mi sie wydaje, ze swietne wyniki oceny nie maja wplywu na to czy dziecko
        jest lubiane czy nie, musi byc cos wiecej czego albo nie wiesz albo tu nie
        napisalas (?) Z czego maja wysmiewac sie chlopcy? Dlaczego Twoje dziecko nie
        chce wlasciwie dac "zgapic" , jakie sa motywy? Co masz na mysli mowiac ze jest
        uczciwe?
        --
        *** Forum Francuskie***
        WIEDEN
    • 08.10.07, 19:05
      a czy to dotyczy tylko szkoły? poza szkołą ma koleżanki?
      moze lepiej zapisac ja na kółko zainteresowań niech spróbuje przyjaźni z dziećmi
      o podobnych zainteresowaniach, może ma inne zainteresowania niz klasa ?
      piszesz że czyta książki. ale kto dziś czyta ksiązki? może chciłaby o tym
      porozawiać a nie ma z kim (ja miałam ten sam problem, ja o książkach, kolezanki
      z klasy o błyszczykach).
      a może jest niesmiała ? zazwyczaj dobrym uczniom przykleja się taką etykietkę
      "kujon i nie zaprasza na imprezy bo krąży taki mit że kujon cale dnie spędza
      ucząc się. może zorganizuj w domu np urodziny żeby dzieci zobaczyły że oprócz
      siedzenia z nosem w książkach potrafi się bawić.
      o zgapianiu juz pisałam i moje zdanie jest takie, że jeżeli dziecko uważa że to
      jest JEGO praca to nigdzie nie jest napisane że ma sie nia podzielic. niestety
      reguły szkolne są bezlitosne, trzeba dac bo inaczej jest sie chamem, burakiem i
      niekoleżeńskim odludkiem. ale naprawde sie nie dziwie ze niechętnie daje
      spisywać. tu nie chodzi o uczciwośc ale o pracę, skoro wykonałam prace to jest
      moja, a nie czyjaś.
      ja też nie mam zbyt wiele znajomych z klasy. z nikim nie udało mi się
      zaprzyjaźnić i szukałam problemu w sobie. ale poszłam na studia, tu zupełnie
      inny klimat, inni ludzie o szerokich zainteresowaniach, znalazły się tematy,
      poznałam masę nowych bardzo ciekawych ludzi, którzy mnie lubia a ja lubie ich.
      mam mnóstwo znajomych spoza szkoły, jestem w bardzo szczęsliwym związku z super
      facetem (więc nie jestem żadnym nietowarzyskim stworzeniem)
      więc to nie jest prawda ze dziecko nielubiane ma jakis problem. każdy z nas ma
      wady. może nie ma wspolnych zainteresowań, może to etykietka przyklejona przez
      klasę ? a może umożliwić dziecku zdobywanie znajomych poza szkołą ? a z klasa
      niech ją łacza poprawne stosunki wink
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.