Jak nakłonić/zmusić syna do nauk...

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Powiedzcie, czy pilnujecie swoje dzieci, takie od 3 klasy wzwyż, czy odrabiają lekcje, czy się uczą? Bo ja syna nie pilnowałam, uznałam, że szkoła to jego sprawa i skutki są opłakane.
    Nie uczy się zupełnie, na początku roku wystartował jako tako, teraz mimo moich próśb, by się pilnował, bo koniec semestru, nałapał dwój, nie odrabia lekcji, nie uczy sie wcale. Nie ma żadnych obowiązków, właściwie to nawet w domu nic nie robi, nie chodzi na dodatkowe zajęcia, jedyne co od niego wymagam to nauka. A on się buntuje, nie chce się uczyć, gdy mu grożę, że zacznie pisać wypracowania to mówi, że woli się zabić. Wypracowania dlatego, że zupełnie nie umie. Jego wypracowania składają się z dwóch, trzech zdań, fatalnie napisanych pod względem gramatycznym, ortograficznym i każdym innym. Syn jest zdolny, czyta ksiązki, w domu nie brakuje pomocy takich jak encyklopedie i słowniki, ja na razie jestem mu w stanie pomóc przynajmniej w polskim i co z tego?
    Może głupia jestem, ale zależy mi na tym, żeby się uczył dobrze, bo go na to stać, poza tym kiepskie oceny spowoduja konieczność wybrania rejonowego gimnazjum, które jest beznadziejne i co gorsza słynie z przemocy.
    Gdy pytam co ma zadane zawsze twierdzi ze nic - potem sie okazuje że miał, tylko nie odrobił - wczoraj sobie przypomniał o 20 że ma zadanie z informatyki (sprzed tygodnia), kazałam mu wczoraj powtórzyc angielski - nie zajrzał do książki, próbowałam go przepytać - nic nie umie, co gorsza gdy zajrzałam do ćwiczeń okazało się, że nie zrobił zadania.
    Po prostu nie mam już siły, takiego lenia patentowanego w życiu nie widziałam. Nie wiem co mam zrobić, my na jego miejscu dostalibyśmy taki wpieprz, że tydzień by trzeba na stojąco jeść, może to był sposób - nagrody za dobre oceny nie poskutkowały, zakaz siadania do komputera nie poskutkował, zabronienie wyjazdu na ferie nie poskutkowało.
    Mąż twierdzi, ze gó..arzowi za dobrze jest i chyba ma rację...

    Co byście zrobiły na moim miejscu? Odpuscić niech się uczy byle jak, byle z klasy do klasy przechodził (szkoda mi), czy pilnować, zmuszać i żyłować (nie mam siły walczyć z jego buntem)?

    Uprzejmie proszę o wypowiadanie sie rodziców dzieci co najmniej 10-letnich, nie niemowląt i przedszkolaków.

    --
    Jestem żmiją
    • 22.01.08, 10:49 Odpowiedz
      Mam wrazenie, ze widzicie wierzchołek góry lodowej, a nie problem.
      Dziecko , ktore czegos nie umie zrobić nie powinno być karane, tylko
      nalezy mu pomoc. Pomoc rodziców - wiem z własnego doswiadczenia -
      nie skutkuje, bo rodzice zbyt szybko sie denerwuja, oczekują
      posluszenstwa, natychmiastowego zrozumienia problemu i
      nieumiejętnosci dziecka traktuja jako wlasna kleskę. Trudno sie
      dziwić, ze dziecko, ktore nie umie pisac wypracowań, a jest do
      tego "zmuszane" i mama mu grozi zaczyna byc przygnebione i nie chce
      powtarzac kolejnych nieudanych prób. Pomyśl, przecież nawet jak syn
      się przyłoży, to dobrej oceny nie dostanie - nie dlatego, ze jest
      leniwy, ale dlatego, ze nie potrafi. Jesli dziecko czyta, a źle
      pisze nalezy go przebadać pod kądem dysortografii i to szybko.
      Chłopcy w tym wieku niemal z reguly nie ucza się najlepiej,
      zapominanie o zadaniach jest tak typowe, ze stanowi niemal normę
      rozwojową, karanie nic nie daje - bo oni nie maja złej woli, tylko
      nie pamietaja i juz.
      W dodatku, jak wnioskuję z Twojego listu, dziecko funkcjonuje u Was
      w domu nie jako dziecko, z róznymi obowiazkami, potrzebami, nie jako
      domownik - ale przede wszystim jako uczeń. Nie jest rozliczany z
      tego, czy jest mily, grzeczny, czy cos umie (co nie przeklada się na
      stopnie), czy robi cos w domu - ale z tego, czy jest dobry w pracy.
      Tak nie powinno być - szkola to szkola, dom to dom. I nie nalezy
      dziecka, ktore ma klopoty w szkole, dolowac z tego powodu takze w
      domu - bo klopoty się pogłębią, dziecko bedzie samo oceniało się nie
      jako czlowieka, tylko jako marnego ucznia - skoro tylko marnego
      ucznia widza w nim rodzice.
      Przerabiam własnie trzeci egzemplarz trzynastolatka - zadne z dzieci
      nie uczyło się dobrze w podstawowce, radzę:
      a. Jak najszybciej przebadać dziecko czy nie ma dysortografi. jak
      ma - karać nie ma za co, potrzebna jest fachowa pomioc
      b. Skoro Ci zalezy na stopniach to zaangazuj kogos na dwa razy w
      tygodniu, kto bedzie z dzieckiem odrabiał lekcje. Natomiast
      zdecydowanie nie rób tego sama - to tylko pogorszy sprawę. Ani ja,
      ani Ty nie mamy do tego cierpliwosci.
      c. Nie rob z domu szkoły. Stopni to nie poprawi, a życie rodzinne
      zamienisz w ruinę.
      d. Moje marnie uczace się dzieci - ale samodzielne i ponoszace
      odpowiedzialność za wyniki w nauce ukonczyly dwa bardzo marne licea -
      po czym bez wysiłku dostaly się na prestizowe studia (crka na dwa
      kierunki). Okazalo się, ze w dalszych latach samodzielność
      procentuje wyzej niż dobre stopnie i dobra szkoła.
      No i na zakonczenie - czytanie jest znacznie ważniejsze niż stopnie
      w szkole i daje wieksza nadzieję na przyszłość niż same szóstki.
      --
      Mops i kot

      img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
      • 22.01.08, 21:27 Odpowiedz
        Jesli dziecko czyta, a źle
        > pisze nalezy go przebadać pod kądem dysortografii i to szybko.
        > Chłopcy w tym wieku niemal z reguly nie ucza się najlepiej,
        > zapominanie o zadaniach jest tak typowe, ze stanowi niemal normę
        > rozwojową, karanie nic nie daje - bo oni nie maja złej woli, tylko
        > nie pamietaja i juz.
        Zgadzam się z Verdaną - przebadaj go pod kątem dysortografii.
        Kłopoty z polskim i angielskim - i innymi przedmiotami - mogą
        wynikac z tego.
        Co do zmuszania - moja córka się nie uczyła, bo nie potrafiła tego
        robić. A właściwie nie potrafiła wyjąć sobie wiedzy z głowy. Teraz
        przed klasowkami jest tak - że ona się uczy, a ja ją przepytuję.
        Pomaga to jej z przedmiotów takich jak przyroda czy historia. Ale w
        większości przypadków uczy się sama, z klasówek dostaje niezłe
        stopnie... Wprawdzie dla równowagi nie odrobi pracy domowej czy nie
        nauczy się ( i zostanie odpytana)- ale raczej nie robimy z tego
        powodu afery (może dlatego, że o takich stopniach dowiaduję się na
        wywiadówkach dopierosmile.
        Jeśli zaś młody nie ma żadnej dys...to możesz tylko zadbać, żeby
        chodził przygotowany na klasówki... Dzieci zawsze mają zadane NIC.
      • 22.01.08, 21:43 Odpowiedz
        A jeszcze pytanie - co definiujecie jako dobre oceny? Bo ja cieszę
        się z moją córką, jak dostanie trójkę z przedmiotu czy materiału,
        który jej nie leży, ostatnio zmartwiła się czwórką z matmy, liczyła
        na więcej...A zaczynałyśmy od dwój z matmy i wielu innych
        przedmiotów. . Tylko że tłumaczenie własnemu dziecku to nerwowe
        zajęcie dla obu stron. Pamiętam, jak ojciec tłumaczył mi matmę...
        Zrobił to raz, więcej nie skorzystałam. Za to teraz z anielską
        cierpliwością tłumaczy wnuczce z b.dobrym skutkiem.
        Każde dziecko ma swoje mocne i słabe strony, szkoła często nie uczy
        wykorzystywania mocnych stron, a obnaża te słabe.
        • 23.01.08, 09:02 Odpowiedz
          Też uważam, że dobry korepetytor to niezła instytucja. Tylko trzeba sprawdzić co i kto to jest i czy pasuje do dziecka. Mój syn chodził na angielski do ponoc niezłej pani i NIC. Absolutnie nic. Darowaliśmy sobie, bo to nie miało sensu. Teraz trafiłam nie na nauczycielkę ale na trenera - osobę uczącą poprawnej wypowiedzi, formułowania zdań, ładnego wysławiania się. No i stał sie cud!
          Problem mojego dys (tak, tak, i owszem, też mamy kolekcje dys)praktycznie zniknął.Okazało sie, że on nie potrafił wydobyc tego co najważniejsze w tym czego się uczył, nie umiał tego przekazać co myślał, więc nie chciał się uczyć, bo nie widział sensu.Dużo czytał, dużo wiedział, ale nie umiał tego użyć. Już po kilku miesiącach widzę piorunującą różnicę. Średnia skoczyła bardzo do góry, odważył się wziąć udział w olimpiadach (bez mojego popychania), polonistka jest zadowolona z jego prac, a on odrabia lekcje, bo mu szkoda zepsuć niezłej średniej z klasówek czy odpytywań złą oceną z braku zadania.
          Myslę, że tu nie zawsze lenistwo jest problemem, więc nie ma co sie skupiac na karaniu, ale przeciwdziałaniu. a na marginesie - myślę, że chłopak powinien miec jakies obowiązki. Musi sie nauczyć - zgadzam się z przedmówcami- że życie to nie tylko praca zawodowa, bo nie tylko będzie sfrustrowany niepoodzeniami w szkole, ale ma szanse na nieudane życie prywatne (proszę mi znaleźć inną kobietę niż Pani, która pozwoli mu tylko pracować, a sama odwali absolutnie wszystkie inne rodzinne obowiązki).
      • 23.01.08, 15:30 Odpowiedz
        verdana napisała:
        > Mam wrazenie, ze widzicie wierzchołek góry lodowej, a nie problem.
        > Dziecko, ktore czegos nie umie zrobić nie powinno być karane,tylko
        > nalezy mu pomoc.

        No, akurat z omawianego listu nie wynikało, aby chłopak był szczególnie
        zestresowany i zdołowany nadmiernymi oczekiwaniami.
        Raczej wynika, że chłopak pielęgnuje swój stan błogiego lenistwa i przydałyby mu
        się jakieś "motywatory". Najlepiej, gdyby sam wyrobił sobie radość z osobistej
        motywacji do pracy i nauki, jednak w owym przypadku to tak samo z siebie raczej
        nie nastąpi.
        A co może być motywatorem ? W tym cały temat !

        Większość osób, w tym dorosłych, jest leniwych w sensie niechęci do podejmowania
        pewnych wysiłków. Jeśli ocena ogólna owego chłopaka jest taka, że jest to
        "niedostateczny na niedostatecznym" to nie ma co się litować nad ciężką dolą lenia.

        Ja w swojej zdolnej córce widzę całe pokłady lenistwa (nawet to miłe, bo tak
        jakbym siebie widział), jednak docenić muszę motywowanie przez żonę, mimo że w
        czasie niemal każdego "seansu motywowania" córka zanosi się płaczem. Ja rzadko
        dołączam się z motywowaniem (częściej z merytoryczną pomocą w nauce), bo żona
        robi to za dwoje.
        Dodam tylko, że córka ma wyłącznie oceny podsumowujące bardzo dobre a surową
        matkę kocha bardziej niż łagodnego ojca.


    • 22.01.08, 14:23 Odpowiedz
      Nie miej pretensji do niego ze jest len. Tak go po prostu wychowano.

      Inna mozliwosc jest taka ze on po prostu nie chce sie uczyc, bo np. nie ma ambicji na bycie magistrem. Nie wiedze w tym nic zlego, czas zrozumiec ze nie mozna kogos na sile edukowac.

      "Nie ma żadnych obowiązków, właściwie to nawet w domu nic nie robi"

      TO oczywiscie JEGO wina ze nie ma obowiazkow i nikt mu nie kaze nic robic w domu ?
      Pomysl troche, gdzie lezy jego przyczyna.

      Pozdrawiam.

      ps. zakaz korzystania z komuptera uczyni z twojego syna prymitywem. Nie ograniczej jego potencjalnych pasji i potencjalnej kariery zawodowej w przyszlosci. Ogranicz mu lepiej wszelkie "zbawy na swiezym powietrzu" - to ze syn bedzie gral w siatkowke nic mu w zyciu nie da. A tak przynajmniej bedzie biegle obslugiwal komputer.

      ps2. Nie martw sie ze nie masz sily. Dzieci to ponoc dozywocie - wiec jeszcze wszystko przed toba... haha
      --
      akcje.blox.pl Mój blog o giełdzie, gospodarce i polityce.
      • 22.01.08, 14:54 Odpowiedz
        Ogranicz mu lepiej wszelkie "zbawy na swiezym powietrzu" - to ze syn bedzie gral
        > w siatkowke nic mu w zyciu nie da. A tak przynajmniej bedzie biegle obslugiwal
        > komputer.

        nic oprócz tego, że może być zdrwszy i bardziej sprawny..., a poza tym to chyba
        zależy co robi na tym komuterze, bo chwila na gry komputerowe raczej nie
        zaszkodzi, ale wniosek, że zostanie dzięki temu zostanie informatykiem, to by
        też była przesada...smile


        A tak swoją drogą to myślę, że prawo do wolności i decydowania o swoim życiu u
        dziecka po 3ej klasie powinno się wyrażać czym innym niż u osoby dorosłej...
      • 22.01.08, 23:37 Odpowiedz
        ps. zakaz korzystania z komuptera uczyni z twojego syna prymitywem.
        Nie ogranic
        > zej jego potencjalnych pasji i potencjalnej kariery zawodowej w
        przyszlosci. Og
        > ranicz mu lepiej wszelkie "zbawy na swiezym powietrzu" - to ze syn
        bedzie gral
        > w siatkowke nic mu w zyciu nie da. A tak przynajmniej bedzie
        biegle obslugiwal
        > komputer.

        - to, że syn będzie grał w siatkówkę, da mu w przyszłości zdrowie. A
        jeśli będzie wyłącznie siedział przed komputerem, straci wzrok i
        nabawi się wady kręgosłupa, nie mówiąc już o otyłości.
    • 22.01.08, 15:08 Odpowiedz
      Wg mnie dałaś mu zbyt dużo wolności jak na takie małe dziecko a zbyt mało
      obowiązków jak na tak duże...
      Ale jest jeszcze szansa...poświęcaj mu więcej czasu, okazuj DUZO więcej wsparcia
      i wymagaj
      No niestety, jesli ktos się zdecydował na dzieci musi im poświęcić kawałek życia...
      Na początek proponuję 1 godzinę dziennie na wspólne odrabianie lekcji (chodzi tu
      o wspieranie dziecka w tym a nie krytykowanie, kontrolowanie czy robienie za
      niego)...

    • 22.01.08, 15:49 Odpowiedz
      Proszę oto link gdzie znajdują się odpowiedzi na wszystkie twoje pytania
      serwisy.gazeta.pl/edukacja/1,52306,1317581.html
      Powodzenia !
      --
      "Alter schutzt vor Torheit nicht"
    • 22.01.08, 16:04 Odpowiedz
      vipera-berus napisała:

      > Powiedzcie, czy pilnujecie swoje dzieci, takie od 3 klasy wzwyż, czy odrabiają
      > lekcje, czy się uczą? Bo ja syna nie pilnowałam, uznałam, że szkoła to jego sprawa i skutki są opłakane.

      Dość pochopnie postąpiłaś. Ile on ma lat? Ja jeszcze w 4tej klasie podstawówki i czasem w 5tej siedziałam z mamą i przerabiałyśmy po kolei to co było na lekcji. Nauczyciel czasem nie umiał przekazać wiedzy tak jak moja mama - do dziś pamiętam jak mnie maglowała z ułamków, pamiętam dużo o Polsce Piastów i z geografii. To, że dziecko się nie chce uczyć to raczej jest Twoja wina, nie syna. Nie wydaje mi się by 10ciolatek zapałał miłością do odrabiania lekcji sam z siebie.
      Rodzic musi pilnować.

      Nie ma żadnych obowiązków, właściwie to nawet w domu nic ni
      > e robi, nie chodzi na dodatkowe zajęcia, jedyne co od niego wymagam to nauka.

      Moim zdaniem to błąd. Posiadanie obowiązków uczy dyscypliny, organizacji czasu oraz odpowiedzialności. Niech myje naczynie 2razy w tyg, wynosi śmieci, czy sprząta swój pokój lub inne mniejsze prace domowe, ale niech coś będzie jego obowiązkiem.


      > A on się buntuje, nie chce się uczyć, gdy mu grożę, że zacznie pisać wypracowani a to mówi, że woli się zabić. Wypracowania dlatego, że zupełnie nie umie. Jego wypracowania składają się z dwóch, trzech zdań, fatalnie napisanych pod względem gramatycznym, ortograficznym i każdym innym.

      A czy gdyby Tobie ktoś groził karami to wykonywałabyś zadanie w euforii? Trzeba go jakoś zachęcić, zmotywować wymyśl inne sposoby przemówienia do syna.
      Przebadaj go na dysleksje, dysgrafię i inne.
      Skoro czyta książki, to może niech spróbuje streścić rozdział w dwóch zdaniach. Potem jak skończy całą książkę usiądźcie, poprawcie coś. Może niech napisze w 3ech zdaniach o ulubionej grze komputerowej, lub sporcie, w który gra. Odwołaj się do rzeczy, które go interesują.



      > w domu nie brakuje pomocy takich jak encyklopedie i słowniki, ja na razie jestem mu w stanie pomóc przynajmniej w polskim i co z tego?

      No ale jakie dziecko z chęcię sięgnie po słownik kilkusetstronicowy?
      Może niech korzysta ze słowników internetowych. Przyjemne z pożytecznym! Może od czasu do czasu poproś, by zastąpił proste słówko,jakimkolwiek innym synonimem?

      > Może głupia jestem, ale zależy mi na tym, żeby się uczył dobrze, bo go na to stać, poza tym kiepskie oceny spowoduja konieczność wybrania rejonowego gimnazjum które jest beznadziejne i co gorsza słynie z przemocy.

      Głupia nie jesteś, tylko zdaje się nie dopilnowałaś go na początku, nie wyrobił sobie pewnych nawyków, ale to nie jego wina.
      Argument o renomowanym gimnazjum, raczej jest dla niego jakimś abstraktem.

      > Gdy pytam co ma zadane zawsze twierdzi ze nic - potem sie okazuje że miał, tylk
      > o nie odrobił - wczoraj sobie przypomniał o 20 że ma zadanie z informatyki (spr
      > zed tygodnia), kazałam mu wczoraj powtórzyc angielski - nie zajrzał do książki,
      > próbowałam go przepytać - nic nie umie, co gorsza gdy zajrzałam do ćwiczeń oka
      > zało się, że nie zrobił zadania.

      Ale to chyba Ty powinnaś go sprawdzać, zaglądać do zeszytu, książek.Tym bardziej, że dziecko zapomina to Ty musisz mu przypomnieć i skontrolować. Mnie sie wydaje, że to rodzic powinien nauczyć dziecko sie uczyć. Usiądź z nim czasem, wytłumacz o czym mówiła pani na przyrodzie, czy polskim. Jeśli nie masz nerwów zatrudnij pedagoga najlepiej szkolnego do pomocy.

      > Po prostu nie mam już siły, takiego lenia patentowanego w życiu nie widziałam.
      > Nie wiem co mam zrobić,

      Na moje oko, to wy jako rodzice popełniliście błąd nie kontrolując jego nauki, zadań domowych. Dziecko trzeba nauczyć uczenia się, to nie jest takie proste, często bywa nudne.


      > Uprzejmie proszę o wypowiadanie sie rodziców dzieci co najmniej 10-letnich, nie
      > niemowląt i przedszkolaków.
      >
      Dopiero teraz zauważyłam Twoją prośbę, więc czuję się zobligowana by dodać, że nie jestem jeszcze matką, ale mam 13sto letniego brata, mama jest pedagogiem szkolnym, leczy dysleksję i pomaga pokonać dzieciom problemy w nauce. Pracowałam kilka lat w świetlicy pedagogicznej, więc pojęcie jakieś mam.
      • 22.01.08, 18:06 Odpowiedz
        Trochę kiepsko,że nie ma obowiązków domowych-pomyśl o jego przyszłej dziewczynie
        czy współlokatorach-to oni będą go wychowywać?Albo może wprowadzisz mu obowiązki
        z okazji 15 urodzin na przykład?
        Córce też byś pozwalała nic w domu nie robić? Pomijając to,że to
        niesprawiedliwewink - rodzice zarabiają i jeszcze dzieciaka obsługują...

        Od małego byłam wdrożona do pomocy,a co do robienia lekcji,mieliśmy w szkole
        taki wynalazek jak nauka własna-coś w rodzaju obowiązkowej świetlicy,się
        siedziało i był nauczyciel,który pilnował i miał pomagać.Niegłupie-ale byłam
        jedną z niewielu osób,które z tego korzystały,większość i tak brała lekcje do
        domu...
    • 22.01.08, 17:57 Odpowiedz
      Nie chcę być niemiły ale jako psychoterapeuta czuję się zobligowany zwrócić uwagę na pewne sformułowania, zawarte w Twoim poście...

      Zastanów się proszę czy częścią problemu nie jest atmosfera w domu i podejście do syna. "Leń", "gó..arz"... mam nadzieję, że nie zwracacie się w ten sposób do dziecka? Poza tym jak to się stało, że do 3 klasy nie interesowałaś się jego szkolnymi osiągnięciami? Szkoła to nie jest sprawa wyłącznie dziecka, a jeżeli chcesz jego przyszłość pozostawić wyłącznie w rękach pedagogów to są odpowiednie placówki przeznaczone do wychowywania takich dzieci. Szkoła ma między innymi nauczyć młodego człowieka obowiązkowości i systematyczności, od wychowania i kształtowania człowieka są rodzice.

      Jeżeli Cię uraziłem to przepraszam, nie to było moim zamysłem. Myślę po prostu, że te kilka zdań prawdy mogą podsunąć rozwiązanie.

      Pozdrawiam i życzę sukcesów Wam rodzicom jak i synowi smile
    • 22.01.08, 18:02 Odpowiedz
      vipera-berus napisała:

      > Nie wiem co mam zrobić, my na jego miejscu dostalibyśmy taki
      > wpieprz, że tydzień by trzeba na stojąco jeść, może to był sposób
      > nagrody za dobre oceny nie poskutkowały, zakaz siadania do
      > komputera nie poskutkował, zabronienie wyjazdu na
      > ferie nie poskutkowało.
      > Mąż twierdzi, ze gó..arzowi za dobrze jest i chyba ma rację...

      Nie tędy droga.
      Jeżeli pojawiają się jakieś problemy wychowawcze, ważne jest
      nagradzanie, nie karanie. Nagroda ma wręcz magiczną moc. Tylko
      zastosowana rozsądnie i właściwie.

      Działa to na prostej zasadzie wzmocnienia: właściwe postępowanie ->
      nagroda. Karanie, karanie, karanie....to nic nie daje. Nie wiem jak
      wyglądało to u Ciebie, ale bardzo możliwe, że chłopak kompletnie
      gdzieś zagubił motywację, zasady karania i nagradzania były niejasne
      dla niego, może niekonsekwente w jego odczuciu. Może ma w głowie
      chaos - co nie zrobię, to i tak nie ma sensu, bo raz jest kara, a
      raz nagroda, a raz nic. Może się starał, ale zostało to przeoczone,
      źle zrozumiane, i nie daj Boże ukarane. O takie pomyłki łatwo, gdy
      ma się do czynienia z żywą istotą, a nie działającym wg jakiegoś
      naszego schematu robotem.

      Zasada 1: Wprowadź jasne zasady. Wypisane na papierze, nawet grafik
      powieszony na ścianie, z rozpisaną ilością nagród za określone
      zachowania.
      Zasada 2: Bądź konsekwentna. Żelazna konsekwencja. Nie zapominaj o
      nagrodach. I nie nagradzaj za nic.
      Zasada 3: Nagroda to nie tylko pieniądze. Pieniądze to dość kiepska
      nagroda tak naprawdę. Nowa gra, jakiś gadżet, wyjście na imprezę,
      nawet wspólny wyjazd etc. Może system punktów - tyle i tyle punktów
      za to i za to, a suma da np. wymarzone markowe buty. Zacząć od
      małych przedziałów, żeby widział sens, żeby cel był "namacalny", a
      punktacja sensowna. Bo wizja butów za 100pkt, gdy za 5 z klasówki ma
      1 punkt to dość mglisty cel... Jeżeli chciałabyś jakiejś pomocy w
      opracowaniu tego, pisz na mail.

      Mam wrażenie, że on potrzebuje jakiegoś ładu, jakichś jasnych,
      konkretnych zasad. Póki co nie ma ich (albo ich nie widzi), nie ma
      za bardzo obowiązków, płynie sobie w takim "byle do jutra".

      I on może też mieć wrażenie, że rodziców interesują tylko jego
      oceny, a nie on sam. Zatem bunt jest próbą zwrócenia uwagi na
      siebie. Nie będę się uczył -> poświecą mi więcej czasu -> może
      wówczas zbliżymy się na tyle, że zrozumieją moje problemy.


      > Co byście zrobiły na moim miejscu? Odpuscić niech się uczy byle
      > jak, byle z klasy do klasy przechodził (szkoda mi), czy pilnować,
      > zmuszać i żyłować (nie mam s
      > iły walczyć z jego buntem)?

      Przede wszystkim, nikt nie jest dobry we wszystkim. Lepiej, żeby
      miał kilka swoich ulubionych przedmiotów i w tym był dobry, a resztę
      niech tylko zalicza. Lepiej odkryć talent i go szlifować, niż kłaść
      mu na ramiona o wiele za dużo, co zgasi jego potencjał.


      > Uprzejmie proszę o wypowiadanie sie rodziców dzieci co najmniej 10-
      > letnich, nieniemowląt i przedszkolaków.

      Nie jestem rodzicem, jestem psychologiem.
    • 22.01.08, 18:51 Odpowiedz
      Mam 22 lata. Jestem pierwszym rocznikiem który przerabiał reformę
      Handkego, czyli gimnazja, nowe matury i inne cuda. Skończyłem
      gimnazjum o katastrofalnej renomie, policja, dziewczyny w ciąży (15
      latki), pobicia, gnębienie nauczycieli. Sam mam na sumieni występki
      z których nie jestem dumny. Ogólniak kończyłem (lepszy, bo wygrałem
      olimpiadę z angielskiego) ze średnią 2,8. Olewałem to totalnie. Dziś
      studiuję z ludźmi którzy mieli średnią na poziome 4,0 i wyższym.
      Szkoła w Polsce w większości przypadków nie potrafi zorganizować
      zajęć dla człowieka niemieszczącego się w ramach sterotypu ucznia.
      Dla szkoły najważniejsza jest ocena a nie rozwój młodego człowieka.
      Martwi mnie podejście Twojego syna- zabije sie, nie napisze bo nie.
      Jeśli wpadnie w kłopoty (groźba nie zdania) przez swoje podejście a
      Ty będziesz chciała mu jednak pomóc on dostanie sygnał, że jego
      podejście jest w porządku. I to mu zaszkodzi bardziej niż powtórka 3
      razy jednej klasy.
      Jeśli robi to z jakiegoś głębszego powodu to spoko. Jak trochę
      dorośnie i dostanie po dupie to będzie o.k. jeśli się leni bo ma za
      dobrze przywieź go na Targówek i pokaż mu jego przyszłość, bo
      pieniążki same na konto nie wpłyną.
    • 22.01.08, 19:39 Odpowiedz
      "Jaś wrócił z samymi jedynkami na świadectwie. Ponieważ ojciec przez
      cały rok suszył mu głowę o oceny i czepiał się nauki, syn bał się
      jak diabli pokazać świadectwo. Jednakowoż rodziciel, zamiast rzucać
      gromy i lać pasem, zaprosił syna na fotel.
      Syn usiadł niepewnie. Ojciec wyjął papierosy:
      - Zapal synu...
      - Tato, no co Ty, ja nie palę...
      - Pal, synu!
      Zapalili. Po chwili ojciec otworzył barek i wyjął szkocką.
      - Napij się synu...
      - Tata, daj spokoj, ja nie piję...
      - Pij, jak ojciec daje!
      Napili się. Ojciec wyjął z tapczanu Playboya.
      - Masz oglądaj...
      - No nie, Tata nie wygłupiaj się...
      - Oglądaj!!!
      Siedzą, popijają, czas płynie leniwie. Syn juz całkiem się
      wyluzował, sięgnął sam po papieroska, dolał sobie szkockiej, już
      lekko szumi mu w głowie...
      Przerzuca kartki Playboya, zaciąga się z widoczną przyjemnością i
      wreszcie rzuca od niechcenia znad kolejnej rozkładówki:
      - Kurna... Tata... i kto to wszystko dup.czy? No kto to wszystko
      dup.czy???
      Na to ojciec, z delikatnym uśmieszkiem błąkającym się na ustach,
      rzekł:
      - Prymusi, synu, prymusi..."



      --
      Trzeźwy
      Naprawdę trzeźwy...
    • 22.01.08, 20:18 Odpowiedz
      ...hihihi...znam ten ból.Ja też byłem nie do złamania.hahaha
    • 22.01.08, 20:45 Odpowiedz
      Nie jestem jeszcze matką, ale powiem na przykładzie tego, co robili moi rodzice:
      dawali dobry przykład swoim zachowaniem. Tylko, że z tym tak jak z pilnowaniem:
      trzeba zacząć już od wczesnego dzieciństwa. Powodzeniasmile
      • 22.01.08, 20:48 Odpowiedz
        A jeśli syn jest podobnie uparty jak ojciec?
      • 22.01.08, 20:56 Odpowiedz
        He, he. Gdyby dobry przyklad wystarczył, to rodzice nie mieliby
        problemów z dziećmi. "Dobry przyklad" pracy dziecku daje pracoholik?
        Niby dziecko za jego światłym przykładem powinno pracowac od rana do
        nocy - a jakos nie pracuje. Dziwne, co?
        Nie daj się wpędzić w poczucie winy. Nikt, kto nie miał slabo
        uczacego się dziecka, nie zrozumie, że rodzice czasem sa bezsilni.
        Wspolne odrabianie lekcji? Doskonale, tylko skąd wziąć te lekcje?
        Kopromitować dziecko przed kolegami i codziennie dzwonić do kolegów,
        co zadane (a koledzy tez nie wiedzą). W dodatku nie kazdy rodzić ma
        talent do uczenia wlasnego dziecka, szczególnie dziecka z kłopotami.
        Nawet jesli potrafi powstrzymać zlość, to dziecko widzi, ze mama się
        martwi, ze jest niezadowolona, ze on czegos nie umie. Nic lepszego,
        jak zohydzic naukę dziecku, albo doprowadzić do nerwicy. I zrobić z
        domu piekło, do którego dziecko niechetnie wraca - bo ma klopoty z
        nauka nie tylko w szkole, ale i w domu, caly czas.
        To nie rodzic powinien być odpowiedzialny za to, jak dziecko się
        uczy. Dziecko, ktore ma klopoty, powinnno dostac pomoc w szkole -
        tak, wiem, w polskiej szkole nauczyciel nie jest odpowiedzialny za
        wyniki w nauce. Jedyny zawod, ktory nie bierze odpowiedzialności za
        to, co robi, przerzucając ją na klientów... Dla oburzonych - bylam
        wiele lat nauczycielką.
        No i dziecko powinno wiedzieć, ze ostateczna odpowiedzialność
        spoczywa na nim. Pilnowane, kontrolowane - będzie moze mialo lepsze
        stopnie - do czasu, gdy kontrola osłabnie. Albo uzna, że za jego
        nauke odpowiedzialni sa rodzice - a nie są.
        --
        Mops i kot

        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
    • 22.01.08, 22:51 Odpowiedz
      vipera-berus napisała:

      > Powiedzcie, czy pilnujecie swoje dzieci, takie od 3 klasy wzwyż,
      > czy odrabiają lekcje, czy się uczą?
      > Bo ja syna nie pilnowałam, uznałam, że szkoła to jego sprawa
      > i skutki są opłakane.

      Ja też nie jestem matką, ale nie rozumiem, czemu nie pracowałaś z synem, kiedy
      był młodszy. Przecież dziecko samo z siebie nie zapragnie się uczyć w domu, a
      szkoła chyba nikogo tego nie nauczyła.
      Powinnaś była mu pomóc i pilnować pierwszaka, sprawdzać zeszyty, przypominać,
      odpytywać z wierszyków itp. W ten sposób wyrobiłabyś w nim nawyk i umiejętności
      pracy w domu.

      Tak jak wyrobiłaś nawyk mycia zębów.

      Teraz IMHO nie masz wyjścia jak nadrobić zaległości. Codziennie siadać z synem,
      cierpliwie dopytywać się co jest zadane, tłumaczyć, jeśli czegoś nie rozumie.
      Być może przez system nagród.
      Ale nie możesz karać syna za swoje zaniedbania. On po prostu nie umie się uczyć,
      nie ma wpojonego poczucia obowiązku, a nie trafił na przedmiot, który go fascynuje.

      --
      Magdalaena
      • 23.01.08, 02:26 Odpowiedz
        Jak. w ogole mozna zmuszac kogos do czegos.Dziecko zmuszane sie
        uprze i nic z nauki nie bedzie.Pamietaj,ze w 95 procentach skutki sa
        odwrotne do zamierzen.Bo jak sie nie chce uczyc to nie bedzie i nic
        na to nie poradzisz,ostatecznie nie wszyscy musza byc doktorami czy
        inzynierami.W Stanach nikt sie nie przejmuje jak dziecko sie nie
        chce uczyc,to jego wybor. Ostatecznie ktos doly musi
        kopac.Wyksztalcenia do tego nie potrzeba. Kiedy odkrylas ,ze sie nie
        chce uczyc,wczoraj?,To gdzie bylas do tej pory .Nic nie wspominasz o
        ojcu.Pewnikiem jest tez jedynakiem bez obowiazkow ,za ktorego
        mamunia wszystko robi,sciele lozeczko,wyrzuca smiecie,sprzata
        pokoj.Rodzice rozpieszczaja ,robia za dziecko wszystko,traktuja jak
        lalke a potem sie dziwia ,ze jest nie przygotowany do zycia.A moze
        po prostu nie ma zdolnosci.Z wody sera nie wycisniesz.
        • 23.01.08, 04:27 Odpowiedz
          > Jak w ogole mozna zmuszac kogos do czegos. Dziecko zmuszane sie
          > uprze i nic z nauki nie bedzie.Pamietaj,ze w 95 procentach
          > skutki sa odwrotne do zamierzen. Bo jak sie nie chce uczyc to nie
          > bedzie i nic na to nie poradzisz,ostatecznie nie wszyscy musza byc
          > doktorami czy inzynierami.
          To jest prawda, z tym, ze istnieje jeszcze cos takiego jak
          motywacja. Jak dziecko ma motywacje i ta motywacja jest wystaczajaco
          silna, to bedzie sie uczylo nawet nielubianego przedmiotu. Na tej
          zasadzie dziala wlasnie system nagrod, z tym, ze ostatnio odchodzi
          sie troche od jego idei, bo celem dziecka jest wtedy zdobycie tej
          nagrody, a to nie o to przeciez chodzi. No w kazdym razie kiedys
          wreszcie zabraknie kogos do dawania nagrod i pewnie im szybciej tym
          lepiej.

          Nie wiem jaki jest Twoj syn i jaki macie z nim kontakt. Nie wiem tez
          czym Wy rodzicie sie zajmujecie i jakie jest u Was w domu podejscie
          do zdobywania wiedzy. Czy rozmawiacie sobie czasem co syn by
          chcialby kiedys robic? Ja nie mowie, ze dziecko ma czuc chec
          zostania kims konkretnym - z tym maja problemy nawet ludzie
          dorosli smile. Ale zastanowcie sie co lubi, co go interesuje, w czym
          (przedmioty) czuje sie pewniej, a w czym jest slaby. I nie zrazac
          sie tym, ze wuef jest jego ulubionym przedmiotem (moim tez byl i
          jednak rozne szkoly pokonczylam) smile. Czy syn ma jakies marzenia i
          cele, ktore chcialby osiagnac, co trzeba zrobic, zeby je osiagnac.
          Ja mam syna slabo piszacego - nie jest w stanie zaczac, jeczy, ze
          nie wie co napisac (ma prawie 11 lat), w ciezkich bolach rodzi
          pojedyncze zdania. Potrafi kilka godzin siedziec na kartka papieru i
          twierdzic, ze nie moze, ze nic mu do glowy nie przychodzi. Ale jak
          sam niedawno pisal wypracowanie na temat, ktory wczesniej troche
          przegadalismy ("W obecnych czasach w sporcie wazniejsze jest
          wspolzawodnictwo niz przyjemnosc z jego uprawiania" - przepraszam,
          to takie nieudolne tlumaczenie z ang.) i udalo mu sie cos sensownego
          napisac, to byl z siebie taki zadowolony, ze az promienial. W ten
          sposob on sam siebie wtedy nagrodzil.
          Nie jestem zwolenniczka nagrod, ale przyznaje sie, ze sama tez
          stosuje czasem przekupstwo smile. Moze warto na poczatku zastosowac te
          nagrody, zeby syna jednak zachecic do pracy, a potem moze sam
          odkryje, ze niektore rzeczy jest jednak w stanie zrobic.

          Poza tym do zadania, ktore stoi przed nami mozna podejsc w dwojaki
          sposob - niektorzy widza to jako katastrofe i ze nie sa tego w
          stanie za nic zrobic, innych zadanie motywuje i chca sie z nim
          zmierzyc, chocby po to, zeby miec je juz z glowy. Faktem jest, ze
          ludzie maja rozne charaktery i niektorzy biora byka za rogi, a
          niektorzy umykaja chylkiem, ale nawet jezeli jest sie z tej drugiej
          grupy, to mozna swiadomie starac sie zmienic swoje podejscie. My u
          nas w domu (dzieci mam angielskojezycze) nazywamy "chore or
          challenge".

          > Teraz IMHO nie masz wyjścia jak nadrobić zaległości. Codziennie
          > siadać z synem, cierpliwie dopytywać się co jest zadane,
          > tłumaczyć, jeśli czegoś nie rozumie.
          Ja uwazam, ze niestety nie kazdy rodzic moze, chce, a tym bardziej
          nie kazdy ma dar do tlumaczenia. Zreszta ilu nauczycieli tego nie
          potrafi!!! Oczywiscie przypilnowac trzeba, ale mozna tez
          zaproponowac synowi, zeby dobral sie z jakims kolega i razem sie
          uczyli. Najlepsza metoda nauki jest wszak poszukanie informacji i
          przekazywanie jej komus innemu - wtedy okolo 90% tego co sie
          nauczylo zostaje w glowie (takie sa wyniki badan), podczas gdy tylko
          5% wiedzy nabytej przez sluchanie, a 10% nabytej przez czytanie
          pozostaje w lepetynach. Kolega wcale nie musi byc orlem - pewnie
          nawet lepiej, zeby byl na poziomie Twojego syna.

          A, ja nie jestem psychologiem, tylko matka dwojki dzieci,
          wspomnianego juz prawie jedenastolatka i 12letniej corki.
          --
          "Po co wasze swary glupie, wnet i tak zginiemy w zupie"
    • 23.01.08, 06:00 Odpowiedz
      vipera-berus
      jestem matką 16-latka. Nigdy nie był prymusem .... tak samo jak ja i jego ojciec. Siedziałam z nim dzień w dzień przy lekcjach do jakiejs 4 klasy wierząc, że nauczę go dobrych nawyków. Ta sama pora, planowanie itd itp. Niestety. Od dawien dawna każdy koniec semestru to walka o to, żeby nie było jedynki na koniec.

      To nieprawda, że z dzieckiem trzeba siedzieć nad lekcjami. Mam koleżankę, która NIGDY nie odrabiała z córą lekcji w domu a córka jedzie na samych piątkach i szóstkach. Koleżanka uczyła się świetnie za naszych szkolnych czasów....Geny?

      Być moze koleżanka wpoiła córce, że pewne rzeczy trzeba w życiu zrobić. Ja natomiast skupiłam się na pozytywnej motwacji i pokazywaniu jaka nauka może być przyjemna, jak to fajnie sobie coś zaplanować i..........teraz syn uczy się tego co mu sprawia przyjemność (są takie przedmioty) a z perfekcyjną wrecz precyzją planuje pozostawanie w "wolnej chacie" z dziewczyną kiedy wychodzimy gdzieś z mezem (oraz inne przyjemności życia towarzyskiego).

      Dodam, że syn od 8 roku życia zajmuje się w domu wyrzucaniem śmieci (mnie ten zakamarek kuchni w ogóle nie obchodzi, ma być czysty a śmieci mają się mieścić w czystym kuble wyłożonym workiem)Od dwóch lat co sobota rano myje całą łazienkę (full service - wanna, umywalka, wc, lustro, kafelki, podłoga i inne pomniejsze kurze i brudki) A od kilku miesięcy bardzo rzadko cokolwiek sprzątam u niego w pokoju. Ma dbać o porządek i pastować podłogę sidoluksem raz na dwa tygodnie. Oczywiscie czasem o czymś muszę mu przypomnieć.
      Nie wspominam takich prac bieżących...czyli np jak robimy z męzem śniadanie w week end: przygotowanie stołu albo zrobienie herbaty.

      To wszystko nie było proste ale miałam kiedyś faceta, ktory nie mial żadnych oboiązków w domu i nie chcę robić tego samego innej kobiecie.

      Jak sobie radziliśmy? W google założyłam synowi jego profil. Jest tam kalendarz w którym można ustawić powiadomienia o wpisanych zdarzeniach, które przychodzą na komórkę syna. Tak poradziliśmy sobie np z łazienką w sobotę. Pół roku chyba przychodziły mu sms w sobotę o dziewiatej rano.
      Ale miało być o nauce....
      W ostatniej klasie gimnazjum z bezsilnosci i ze strachu, że syn skończy w zawodowce albo co gorsza w nic nie dającym liceum profilowanym podjęłam współpracę z jedną z najlepszych uczennic w jego klasie. Oczywiscie za zgodą jej rodziców i wychowawczyni. Przez gadu gadu dziewczyna informowała mnie o zbliżajacych się klasówkach, sprawdzianach, zadaniach domowych i innych tego typu wydarzeniach bo syn oczywiscie nigdy nic nie wiedział i nigdy nic nie miał zadane ani nie musiał się niczego nauczyć. Było trochę lepiej....wiedziałam kiedy go przypilić do nauki ale wychowawcze to chyba za bardzo nie było i nie odniosłam jakiegoś piorunującego sukcesu. Synowi zabrakło kilku punktów, żeby dostać sie do dobrego technikum. Dostał się ale tylko dlatego, że chodziłam z nim kilkakrotnie do Pani Dyrektor co rusz z ładniejszym podaniem. Pierwszego dnia szkoły poszłam z synem na rozpoczecie roku w Technikum i dopiero w tym dniu Dyrektor zapisała go do szkoły. Cały czas zachodzę w głowę czy dobrze zrobiłam......bo syn oczywiście uczy się jak zwykle.

      Acha!może dziwić fakt, że taki słaby uczeń a zabrakło mu tylko kilku punktów. No mnie też to dziwi ale test kończący gimnazjum napisał wyjatkowo dobrze! Swietnie wprost!
      Z drugiej strony ja też zdałam maturę bez trudu a piątkowa koleżanka musiała podchodzić drugi raz.

      I już na koniec:
      lepsze okresy w nauce mojego syna dziwnym trafem pokrywały się z dobrymi czasami w rodzinnym stadle. Im więcej napięcia i stresow w domu tym gorzej w szkole - choć oczywiście jak to w życiu czasem ta prawidłowosc nie występowała.

      Życzę sukcesów w wychowaniu syna na dobrego i szczęsliwego człowieka (bo to najważniejsze).
      Pozdrawiam
    • 23.01.08, 06:27 Odpowiedz
      A poniżej link do wątku, który założyłam w chwili rozpaczy dwa lata temu:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=34869235&a=34869235
      jak widzisz pocieszające jest to, że z czasem jest coraz lepiej a nie gorzejbig_grin

      bardzo sobie cenię zdanie verdany. To bardzo madra kobietasmile
    • 23.01.08, 08:13 Odpowiedz
      > Powiedzcie, czy pilnujecie swoje dzieci
      Oczywiście - przecież to DZIECI, potrzebują wsparcia.

      > Nie uczy się zupełnie,
      > ... Nie ma żadnych obowiązków,
      > ... gdy mu grożę, że zacznie pisać wypracowania
      > to mówi, że woli się zabić
      > ... Syn jest zdolny, czyta ksiązki,
      Wydaje się że Twoje dziecko nie wykorzystuje
      swojego potencjału. Mam dwa pytania: dlaczego, oraz
      dlaczego miałby wykorzystywać.

      > ... ale zależy mi na tym, żeby się uczył dobrze,
      > bo go na to stać, poza tym kiepskie oceny spowoduja
      > konieczność wybrania rejonowego gimnazjum
      Czyli niech uczy się, bo trzeba się uczyć, a do tego
      może być zmuszony do wybrania nieodpowiedniej szkoły.
      Mam wrażenie że oba argumenty mogą do niego nie przemawiać.

      > Po prostu nie mam już siły, takiego lenia patentowanego
      > w życiu nie widziałam.
      Hehe, może w ogóle mało leniów widziałaś wink

      > Mąż twierdzi, ze gó..arzowi za dobrze jest i chyba ma rację...
      Chyba nie ma racji: dobrego nigdy za wiele, a swoją drogą
      to były czasy kiedy i do dziesięciolatka mówiło się
      "panie hrabio".

      > Co byście zrobiły na moim miejscu? Odpuscić niech się uczy byle jak, byle z kla
      > sy do klasy przechodził (szkoda mi), czy pilnować, zmuszać i żyłować (nie mam s
      > iły walczyć z jego buntem)?
      Łatwo powiedzieć, co ja bym zrobił na twoim miejscu,
      ale ważniejsze, co Tobie odpowiada. Moim zdaniem szkoła
      nie może być celem sama w sobie. Nauka ma do czegoś prowadzić.
      Dobrze byłoby określić twoje oczekiwania, jak ma żyć twoje
      dziecko. Do tego trzeba niestety skonfrontować je
      z jego własnymi planami, życzeniami, wizją przyszłości,
      czy jak to tam nazwać. Czwarta klasa to trochę za wcześnie
      na poważne, mocne i przemyślane poglądy, ale _jakieś_
      wyobrażenie chyba ma...
      Tak się niedobrze składa, że obecnie idolami młodzieży
      są ludzie sportu i estrady. Nasze dzieci nie znają
      w wiekszości pracy swoich rodziców albo nie rozumieją,
      czym jest praca w administracji a czym w marketingu.
      Trudno im brać przykład z rodziny, sąsiadów i znajomych.

      Mogą jednak zauważyć, że dla rodziców nauka szkolna
      jest czymś ważnym - wtedy też będą ją tak traktować.
      Zdaje się, że Ty dałaś synkowi odwrotne przekonanie,
      więc nie dziw się, że chłopiec odczuwa teraz dysonans
      między twoją wcześniejszą postawą i obecnymi wymaganiami.

      Jeśli chcesz, żeby się uczył to daj mu znać,
      że twoim zdaniem nauka jest ważna. Teraz nie wystarczy
      powiedzieć "ucz się" - potrzebne jest bombardowanie
      ze wszystkich stron:
      - tłumaczenie po co,
      - pokazywanie dobrych przykładów i straszenie
      złymi przykładami (z życia, nie wymyślonymi),
      - czytanie bajki o Pinokiu który o mało nie zamienił się
      w osła (tzn. pobudzanie wyobraźni),
      - codzienne sprawdzanie dzienniczka ucznia (żeby
      wiedział, że nie tylko wiedza, ale i oceny się liczą),
      - kontrolowanie pracy domowej,
      - pomoc w odrabianiu lekcji (zadzwonić do kolegi
      to nie wstyd, kiedy chodzi o _przyszłość_ Twojego dziecka),
      - samodzielne dyktanda (o ile umiesz zdobyć),
      - kontakt ze szkołą, wychowawcą,
      - zainteresowanie kolegami z klasy (też co dzień, niestety).
      Wiem, że to praca na pełny etat, ale jeśli będziesz
      sobie przypominać tylko raz w tygodniu, to nie będzie
      efektu bombardowania i nie dojdzie do wyprania mózgu.

      Dobrze też byłoby, żeby Twój mąż zrozumiał dlaczego
      to musi być tak intensywne i nie krytykował twoich
      działań. Wyobraź sobie, że Twoja rodzina to taka
      sekta, której celem jest szczęśliwe życie.
      Tu nie może być lider występujący z kazaniami
      i wyznawcy pozostający w cichej opozycji.
      W prawdziwych sektach lider zawsze ma gorących pomocników
      i zawsze pokazuje, że on najintensywniej pracuje
      do urzeczywistnienia celów. Wyznawcy (czyli Twój syn)
      są traktowani raczej przedmiotowo.

      > Uprzejmie proszę o wypowiadanie sie rodziców dzieci
      > co najmniej 10-letnich, nie niemowląt i przedszkolaków.

      Mam dwoje dzieci które uczą sie bardzo dobrze. Nigdy
      nie robiłem im prania mózgu, ale chodziły w przedszkolu
      na angielski, biorą udział w konkursach szkolnych,
      nie wymigujemy się od działań w ramach Komitetu
      Rodzicielskiego w klasie, _sprawdzamy_ dość często
      prace domowe (bo bywają też gorsze oceny...).

      Nasze dzieci nie są zwolnione z obowiązków domowych
      ani nie utrudniamy im kontaktów z kolegami.
      Kieszonkowe dostają niezależnie od ocen.
      Karą jest zawsze zakaz używania komputera przez dzień,
      albo nawet trzy dni. Czasami również zakaz oglądania
      telewizji, ale rzadziej bo to mało dotkliwa kara.

      Po przyjściu do domu rozmawiamy między sobą o tym,
      co u kogo działo się w pracy, dlatego też pytania
      o szkołę wypadają całkiem naturalnie - nie jest to
      przesłuchanie.
      Poza szkołą też istnieje życie, rodzinnie bywamy
      na basenie albo w kinie (ja też lubię Disneya wink
      chociaż nieczęsto, bo przy okazji świąt i urlopów.
      W każdym razie po kilka razy w roku i nie czuję
      się nadzorcą wobec moich dzieci.
      Wiosną i latem była babci działka - kiedyś.

      --
      Szanujmy się sami, bo jeśli nie, to któż nas będzie szanował?
      • 23.01.08, 09:32 Odpowiedz
        Dzieciom trzeba poswiecac duzo czasu.
        Nie zagladanie do zeszytow uwazam za karygodny blad rodzica. Moja mama tez
        uwazala, ze szkola to moja sprawa i mi nie pomagala ani nie pilnowala. Szkoda,
        poniewaz straszniemnie to rozleniwilo i teraz tez mi jest ciezko sie do czegos
        zabrac.
        Udzielalam korepetycji i szlag mnie trafial, kiedy widzialam mamusie, ktore nie
        zagladaja do zeszytow i leza na kanapie a dziecko robi co chce. Dzieci
        potrzebuja zasady, granice, kontrole i poswiecenia czasu. Oczywiscie nie w
        nadmiarze.
    • 23.01.08, 12:23 Odpowiedz
      Odpowiedziano Ci już na wszystkie możliwe sposoby. Wyciągnij z nich
      wnioski, ale zwróć uwagę na fakt, że klasa IV to zmiana w życiu
      szkolnym dziecka. Dotąd prowadzony przez jednego nauczyciela nagle
      ma podporządkować się wymogom wielu. To przełom, z którego nie
      wszystkie dzieci wychodzą zwycięsko.
      O Waszych 'błędach' nie będę się wypowiadać - wszystkie zostały
      wymienione przez przedmówców. Naprawianie ich nie potrwa tydzień lub
      miesiąc.
      Odwołam się do dwu Twych stwierdzeń" nie umie pisać wypracowań" i "
      czyta wiele książek". Próbowałaś z nim porozmawiać choćby na temat
      jednej z nich? Wysłuchać jego wrażeń? Nie sądzę.
      Czy mogłabyś się ze mną skontaktować w jakiś sposób? Może wspólnie
      znajdziemy rozwiązanie, ?
      Przed sugerowanymi tu badaniami w kierunku dysleksji czy dysgrafii,
      sprawdziłabym stan wzroku i słuchu dziecka. Dziwnie brzmi? Nie
      szkodzi. Sprawdź , proszę i daj znak, czy zechcesz skorzystać z
      moich doświadczeń w 'wyprowadzaniu" na prostą dzieci i rodziców w
      podobnych sytuacjach. Oczywiście skorzystamy z internetu.

      I jeszcze jedno: dzieci nie istnieją po to, by spełniać marzenia
      rodziców, a urzeczywistniać swoje pragnienia.
    • 23.01.08, 12:23 Odpowiedz
      Odpowiedziano Ci już na wszystkie możliwe sposoby. Wyciągnij z nich
      wnioski, ale zwróć uwagę na fakt, że klasa IV to zmiana w życiu
      szkolnym dziecka. Dotąd prowadzony przez jednego nauczyciela nagle
      ma podporządkować się wymogom wielu. To przełom, z którego nie
      wszystkie dzieci wychodzą zwycięsko.
      O Waszych 'błędach' nie będę się wypowiadać - wszystkie zostały
      wymienione przez przedmówców. Naprawianie ich nie potrwa tydzień lub
      miesiąc.
      Odwołam się do dwu Twych stwierdzeń" nie umie pisać wypracowań" i "
      czyta wiele książek". Próbowałaś z nim porozmawiać choćby na temat
      jednej z nich? Wysłuchać jego wrażeń? Nie sądzę.
      Czy mogłabyś się ze mną skontaktować w jakiś sposób? Może wspólnie
      znajdziemy rozwiązanie, ?
      Przed sugerowanymi tu badaniami w kierunku dysleksji czy dysgrafii,
      sprawdziłabym stan wzroku i słuchu dziecka. Dziwnie brzmi? Nie
      szkodzi. Sprawdź , proszę i daj znak, czy zechcesz skorzystać z
      moich doświadczeń w 'wyprowadzaniu" na prostą dzieci i rodziców w
      podobnych sytuacjach. Oczywiście skorzystamy z internetu.

      I jeszcze jedno: dzieci nie istnieją po to, by spełniać marzenia
      rodziców, a urzeczywistniać swoje pragnienia.
    • 23.01.08, 14:39 Odpowiedz
      .... ale posluze sie swoim przykladem
      Przekup go.

      Mysle, ze juz czas aby Twoj syn zaczal dostawac jakies kieszonkowe.
      Ale... nic za darmo. Kieszonkowe to nie jest cos co sie mu nalezy, ale cos na co
      musi sobie zapracowac. Zugerowalbym podpisanie ze smarkaczem umowy na pismie
      (powaznie) regulujacej wysokosc kieszonkowego w zaleznosci od jego ocen. Slabe
      oceny - niskie do zerowego wlacznie, wysokie oceny - premie, grandy itp. Wazne
      jest aby zasady byla proste, jasne i uczciwie egzekwowane.

      Taka metode zastosowal wobec mnie moj Ojciec. Wprawdze wyrozlem na dusigrosza,
      ale oceny nieczesto schodzily ponizej czworki.

      Powodzenia.
      --
      Somebody Stop Me!!!!
      • 23.01.08, 14:50 Odpowiedz
        czyli - charakter jest niewazny, oceny sa wazne.
        No, bo w powszechnej świadomosci "dobre dziecko" to dobry uczeń,
        choćby był dusigroszem, snobem, i lzył przechodzace staruszki. A
        dziecko o idealnym charakterze, ale łapiace dwojki i jedynki,
        to "zle dziecko".
        Bo jak się takim pochwalić przed znajomymi - nie liczy się człowiek,
        tylko kariera. Nawet w czwartej klasie.
        --
        Mops i kot

        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
        • 23.01.08, 16:55 Odpowiedz
          Znam wartosc pieniadza i nie szastam nim na prawo i lewo. To zle?
          Nie jestem snobem, nie lze staruszek.
          Nie mam idealnego charakteru, ale mialem dobre oceny. To zle?
          Jesli spotkam czlowieka o cudowmnym charakterze i bogatym wnetrzu, ale bez
          umiejetnosci to na pewno bede chcial byc jego przyjacielem. Tylko, ze na pewno
          go nie zatrudnie.

          Nie bardzo rozumiem, dlaczego bycie dobrym uczniem przeszkadza w byciu dobrym
          czlowiekiem.
          --
          Somebody Stop Me!!!!
        • 23.01.08, 17:00 Odpowiedz
          Swoim (3)tak powiedzialem i poskutkowalo,nawet tak ich ruszylo ze,aktualnie
          koncza studia w Niemczech-ale to jest inna sprawa.
          • 23.01.08, 21:58 Odpowiedz
            Bardzo dziękuję za wszystkie wypowiedzi, zwłaszcza Verdana, Morekac, Camerthon, Evee, Wilczyam i Gobi03.

            Muszę przyznać, że niektóre wypowiedzi zdziwiły mnie mocno i są dla mnie niezrozumiałe.
            Postaram się do nich odnieść po kolei.

            ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------




            "W dodatku, jak wnioskuję z Twojego listu, dziecko funkcjonuje u Was
            w domu nie jako dziecko, z róznymi obowiazkami, potrzebami, nie jako
            domownik - ale przede wszystim jako uczeń. Nie jest rozliczany z
            tego, czy jest mily, grzeczny, czy cos umie (co nie przeklada się na
            stopnie), czy robi cos w domu - ale z tego, czy jest dobry w pracy.
            Tak nie powinno być - szkola to szkola, dom to dom. I nie nalezy
            dziecka, ktore ma klopoty w szkole, dolowac z tego powodu takze w
            domu - bo klopoty się pogłębią, dziecko bedzie samo oceniało się nie
            jako czlowieka, tylko jako marnego ucznia - skoro tylko marnego
            ucznia widza w nim rodzice."

            Jest w tym troche racji, ale nie do końca. Syn jest tez traktowany jak domownik, wymagam sporo w dziedzinie dobrego wychowania, ale nie moge mieć nic synowi do zarzucenia - wprawdzie zdarza mu sie odpyskować, czy wsciekać sie na moje prośby czy polecania, ale ogólnie jest chłopcem grzecznym w domu i w szkole, za co jest chwalony.

            ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------




            "a. Jak najszybciej przebadać dziecko czy nie ma dysortografi. jak
            ma - karać nie ma za co, potrzebna jest fachowa pomioc"


            Nie ma, był badany przez kilku specjalistów nie stwierdzili żadnych dysfunkcji.


            --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


            "b. Skoro Ci zalezy na stopniach to zaangazuj kogos na dwa razy w
            tygodniu, kto bedzie z dzieckiem odrabiał lekcje. Natomiast
            zdecydowanie nie rób tego sama - to tylko pogorszy sprawę. Ani ja,
            ani Ty nie mamy do tego cierpliwosci."



            Dobre wyjscie lecz niewykonalne - nie znam nikogo kto mógłby sie tym zająć.


            --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------



            "c. Nie rob z domu szkoły. Stopni to nie poprawi, a życie rodzinne
            zamienisz w ruinę."



            Przemyślę to - moze masz rację.

            ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------



            "d. Moje marnie uczace się dzieci - ale samodzielne i ponoszace
            odpowiedzialność za wyniki w nauce ukonczyly dwa bardzo marne licea -
            po czym bez wysiłku dostaly się na prestizowe studia (crka na dwa
            kierunki). Okazalo się, ze w dalszych latach samodzielność
            procentuje wyzej niż dobre stopnie i dobra szkoła.
            No i na zakonczenie - czytanie jest znacznie ważniejsze niż stopnie
            w szkole i daje wieksza nadzieję na przyszłość niż same szóstki".



            Ufff. Pocieszyłaś mnie.


            ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

            "Co do zmuszania - moja córka się nie uczyła, bo nie potrafiła tego
            robić. A właściwie nie potrafiła wyjąć sobie wiedzy z głowy. Teraz
            przed klasowkami jest tak - że ona się uczy, a ja ją przepytuję.
            Pomaga to jej z przedmiotów takich jak przyroda czy historia. Ale w
            większości przypadków uczy się sama, z klasówek dostaje niezłe
            stopnie... Wprawdzie dla równowagi nie odrobi pracy domowej czy nie
            nauczy się ( i zostanie odpytana)- ale raczej nie robimy z tego
            powodu afery (może dlatego, że o takich stopniach dowiaduję się na
            wywiadówkach dopierosmile.
            Jeśli zaś młody nie ma żadnej dys...to możesz tylko zadbać, żeby
            chodził przygotowany na klasówki... Dzieci zawsze mają zadane NIC."



            Widzę że mój się miesci w normie.



            -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------




            "A jeszcze pytanie - co definiujecie jako dobre oceny? Bo ja cieszę
            się z moją córką, jak dostanie trójkę z przedmiotu czy materiału,
            który jej nie leży, ostatnio zmartwiła się czwórką z matmy, liczyła
            na więcej...A zaczynałyśmy od dwój z matmy i wielu innych
            przedmiotów."


            Nie, nie upieram się przy dobryh ocenach z przedmiotów które dziecku "nie leżą" ale nie wtedy, gdy wystarczyłby niewielki wkład pracy aby ocena była lepsza.


            ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------



            "No, akurat z omawianego listu nie wynikało, aby chłopak był szczególnie
            zestresowany i zdołowany nadmiernymi oczekiwaniami.
            Raczej wynika, że chłopak pielęgnuje swój stan błogiego lenistwa i przydałyby mu
            się jakieś "motywatory". Najlepiej, gdyby sam wyrobił sobie radość z osobistej
            motywacji do pracy i nauki, jednak w owym przypadku to tak samo z siebie raczej
            nie nastąpi.
            A co może być motywatorem ? W tym cały temat !"



            O, to, to właśnie!


            ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


            "Nie miej pretensji do niego ze jest len. Tak go po prostu wychowano."



            Na jakiej podstawie tak sądzisz?


            ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------




            "Ogranicz mu lepiej wszelkie "zbawy na swiezym powietrzu" - to ze syn bedzie gral w siatkowke nic mu w zyciu nie da. "


            Tu pozwole się nie zgodzic z toba na całej linii.


            ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------




            Wg mnie dałaś mu zbyt dużo wolności jak na takie małe dziecko a zbyt mało
            obowiązków jak na tak duże...


            No, nie jestem pewna czy dwunastolatek to "takie małe dziecko"
            Nauka to taki ciężki obowiązek? Nie wymagam szóstek i zwycięstw w olimpiadach, tylko lnajwyżej czwórek.


            ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


            .Na początek proponuję 1 godzinę dziennie na wspólne odrabianie lekcji (chodzi tu
            o wspieranie dziecka w tym a nie krytykowanie, kontrolowanie czy robienie za
            niego)...



            Przez godzine wspólnego odrabiania pozabijabilibysmy sie wzajemnie.


            -----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


            "Ja jeszcze w 4tej klasie podstawówki i czasem w 5tej siedziałam z mamą i przerabiałyśmy po kolei to co było na lekcji. Nauczyciel czasem nie umiał przekazać wiedzy tak jak moja mama - do dziś pamiętam jak mnie maglowała z ułamków, pamiętam dużo o Polsce Piastów i z geografii. To, że dziecko się nie chce uczyć to raczej jest Twoja wina, nie syna. Nie wydaje mi się by 10ciolatek zapałał miłością do odrabiania lekcji sam z siebie.
            Rodzic musi pilnować."




            A ja nie. I szkołe skończyłam z czerwonym paskiem.
            Nikt mnie niczego nie uczył.
            nikt mnie nie pilnował.
            Wiem, ze były inne czasy, ale jednak...



            -----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

            --
            Jestem żmiją
            • 23.01.08, 22:04 Odpowiedz
              ---------------------------------------------------------------------
              "Posiadanie obowiązków uczy dyscypliny, organizacji czasu oraz odpowiedzialności. Niech myje naczynie 2razy w tyg, wynosi śmieci, czy sprząta swój pokój lub inne mniejsze prace domowe, ale niech coś będzie jego obowiązkiem."



              Żle sie wyraziłam. Syn sprząta swój pokój, odnosi talerze, wyprowadza psa, odkurza mieszkanie, pierze swoja bieliznę, czyści buty. Piszac o braku obowiazków miałam na mysli brak obowiazków jakie ja miałam w jego wieku - opieka nad młodszym rodzeństwem, pomaganie mamie w szyciu, prowadzenie domu...


              -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


              "Ale to chyba Ty powinnaś go sprawdzać, zaglądać do zeszytu, książek.Tym bardziej, że dziecko zapomina to Ty musisz mu przypomnieć i skontrolować. Mnie sie wydaje, że to rodzic powinien nauczyć dziecko sie uczyć."




              Gdyby chodziło o pierwsza klase zgodziłabym sie z toba, nie potrafie jednak traktować piatoklasisty jak przedszkolaka.


              -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

              "Leń", "gó..arz"... mam nadzieję, że nie zwracacie się w ten sposób do dziecka?



              Leń owszem, gó..arz raczej żartobliwie.

              -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------



              " Poza tym jak to się stało, że do 3 klasy nie interesowałaś się jego szkolnymi osiągnięciami? Szkoła to nie jest sprawa wyłącznie dziecka,"



              Interesowałam sie i interesuję, ale nie wyobrażam sobie pilnowania na każdym kroku.

              ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------



              "Działa to na prostej zasadzie wzmocnienia: właściwe postępowanie ->
              nagroda. Karanie, karanie, karanie....to nic nie daje. Nie wiem jak
              wyglądało to u Ciebie, ale bardzo możliwe, że chłopak kompletnie
              gdzieś zagubił motywację, zasady karania i nagradzania były niejasne
              dla niego, może niekonsekwente w jego odczuciu. Może ma w głowie
              chaos - co nie zrobię, to i tak nie ma sensu, bo raz jest kara, a
              raz nagroda, a raz nic. Może się starał, ale zostało to przeoczone,
              źle zrozumiane, i nie daj Boże ukarane. O takie pomyłki łatwo, gdy
              ma się do czynienia z żywą istotą, a nie działającym wg jakiegoś
              naszego schematu robotem."




              Brzmi to mądrze, przemyslę.

              --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


              "No i dziecko powinno wiedzieć, ze ostateczna odpowiedzialność
              spoczywa na nim. Pilnowane, kontrolowane - będzie moze mialo lepsze
              stopnie - do czasu, gdy kontrola osłabnie. Albo uzna, że za jego
              nauke odpowiedzialni sa rodzice - a nie są."



              No właśnie.

              -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

              Pewnikiem jest tez jedynakiem bez obowiazkow ,za ktorego
              mamunia wszystko robi,sciele lozeczko,wyrzuca smiecie,sprzata
              pokoj.Rodzice rozpieszczaja ,robia za dziecko wszystko,traktuja jak
              lalke a potem sie dziwia ,ze jest nie przygotowany do zycia



              Nie, ma dwóch braci, jednego starszego, który wprawdzie rzadko przynosi piatki, ale jedynek nie przynosi nigdy (pierwsza kl. technikum), drugiego w zerówce.
              Co do obowiazków - wczesniej to wyjasniłam. Nie obsługuje go, nie robiłam tego, wykluczajac czasy wczesnego dzieciństwa.

              --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


              "ale nie rozumiem, czemu nie pracowałaś z synem, kiedy
              był młodszy. Przecież dziecko samo z siebie nie zapragnie się uczyć w domu, a
              szkoła chyba nikogo tego nie nauczyła."



              Nie napisałam ze nie pracowałam wcale, ale na pewno nie siedziałam godzinami jak niektórzy to proponują.


              ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------



              To nieprawda, że z dzieckiem trzeba siedzieć nad lekcjami. Mam koleżankę, która NIGDY nie odrabiała z córą lekcji w domu a córka jedzie na samych piątkach i szóstkach. Koleżanka uczyła się świetnie za naszych szkolnych czasów....Geny?



              No właśnie.

              ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


              "W ostatniej klasie gimnazjum z bezsilnosci i ze strachu, że syn skończy w zawodowce albo co gorsza w nic nie dającym liceum profilowanym podjęłam współpracę z jedną z najlepszych uczennic w jego klasie. Oczywiscie za zgodą jej rodziców i wychowawczyni. Przez gadu gadu dziewczyna informowała mnie o zbliżajacych się klasówkach, sprawdzianach, zadaniach domowych i innych tego typu wydarzeniach bo syn oczywiscie nigdy nic nie wiedział i nigdy nic nie miał zadane ani nie musiał się niczego nauczyć. Było trochę lepiej....wiedziałam kiedy go przypilić do nauki ale wychowawcze to chyba za bardzo nie było i nie odniosłam jakiegoś piorunującego sukcesu. Synowi zabrakło kilku punktów, żeby dostać sie do dobrego technikum. Dostał się ale tylko dlatego, że chodziłam z nim kilkakrotnie do Pani Dyrektor co rusz z ładniejszym podaniem. Pierwszego dnia szkoły poszłam z synem na rozpoczecie roku w Technikum i dopiero w tym dniu Dyrektor zapisała go do szkoły. Cały czas zachodzę w głowę czy dobrze zrobiłam......bo syn oczywiście uczy się jak zwykle."




              Synowi nie było wstyd? Niby dobre rozwiazanie, ale chyba nie potrafiłabym zrobic dziecku (gimnazjaliście!!!) takiego obciachu. Wybacz, nie chce cie urazic, ale zabrzmiało mi o upiornie, wyobraziłam sobie moja matke konsultujaca sie z prymuska na mój temat. Brrrr.

              -----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

              Czyli niech uczy się, bo trzeba się uczyć, a do tego
              może być zmuszony do wybrania nieodpowiedniej szkoły.
              Mam wrażenie że oba argumenty mogą do niego nie przemawiać.



              Tez się tego obawiam.


              -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


              Odwołam się do dwu Twych stwierdzeń" nie umie pisać wypracowań" i "
              czyta wiele książek". Próbowałaś z nim porozmawiać choćby na temat
              jednej z nich? Wysłuchać jego wrażeń? Nie sądzę.



              Oczywiscie że tak.


              --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

              --
              Jestem żmiją
              • 24.01.08, 04:05 Odpowiedz
                >> .Na początek proponuję 1 godzinę dziennie na wspólne odrabianie
                lekcji (chodzi tu
                >> o wspieranie dziecka w tym a nie krytykowanie, kontrolowanie czy
                >> robienie za
                niego)...

                > Przez godzine wspólnego odrabiania pozabijabilibysmy sie wzajemnie.

                U nas to wyglada tak, ze ja synowi nastawiam budzik i stawiam
                zegarek przed nim. Potem od czasu do czasu pytam sie jak mu idzie i
                czy moge mu jakos pomoc. Jak prosi o pomoc, to nie wymyslam
                odpowiedzi za niego, najwyzej zadaje jakies naprowadzajace pytania.
                No i w rezultacie ciagle powtarza sie "to teraz napisz, to co przed
                chwila mi powiedziales" smile).
                Ale nie wyobrazam sobie, ze moglabym z nim SIEDZIEC godzine i
                potrzec jak robi lekcje. Mozecie sie oburzac, ale mi sie po prostu
                nie chce i nie ma do tego cierpliwosci. Zreszta uwazam, ze w miare
                inteligentne dziecko (a Twoje takie jest jak wynika z Twoich listow)
                tego nie potrzebuje, a ciagle patrzenie mu przez ramie moze byc dla
                niego deprymujace.
                --
                "Po co wasze swary glupie, wnet i tak zginiemy w zupie"
              • 24.01.08, 11:12 Odpowiedz
                vipera-berus napisała:


                > "Ale to chyba Ty powinnaś go sprawdzać, zaglądać do zeszytu, książek.Tym bardzi
                > ej, że dziecko zapomina to Ty musisz mu przypomnieć i skontrolować. Mnie sie wy
                > daje, że to rodzic powinien nauczyć dziecko sie uczyć."
                >
                Gdyby chodziło o pierwsza klase zgodziłabym sie z toba, nie potrafie jednak tra
                > ktować piatoklasisty jak przedszkolaka.
                >

                Tu znów moje słowa cytujesz więc: to może powinnaś się nauczyć traktować go jak
                malucha skoro sam nie umie stanąć na wysokości zadania. Nie wiem... Z jednej
                str. Cię rozumiem, ale z drugiej wygląda na to, że Twój syn właśnie takiego
                traktowania potrzebuje.
                Udzielałam kiedyś korepetycji z ang. pewnej dziewczynce, zawsze przed lekcją
                słałam jej sms z przypominajką, bo ona nie umiała zapamętać, że we wt. mamy
                lekcje. Nie było to intencjonalne zapominanie, po prostu taka była we wszyskim i
                już. Miała 12 lat.
                Dzieci ze świetlicy terapeutycznej, w której miałam zajęcia też były rózne-jedne
                same siadały i odrabiały lekcje, inne były święcie przekonanane, że nic nie było
                zadane. Trzeba było otworzyć zeszyt, pokazać i wtedy się okaywało, że: "Aha...no
                mamy zadanie". Siadało się i patrzało jak dziecko odrbia. I dzieci
                zapominalskie, nie kłamały, po prostu nie pamiętały. Dzieci w wieku od 7 do 13 lat.

                Czy rozmawiałaś z pedagogiem szkolnym? Poradził jak do niego podejść.

                --
                <a href="http://www.Transmissionfm.com>www.Transmissionfm.com</a>
              • 30.01.08, 12:28 Odpowiedz
                vipera-berus napisała:

                > Czyli niech uczy się, bo trzeba się uczyć, a do tego
                > może być zmuszony do wybrania nieodpowiedniej szkoły.
                > Mam wrażenie że oba argumenty mogą do niego nie przemawiać.
                >
                > Tez się tego obawiam.

                Chciałem zwrócić ci uwagę, że oprócz techniki,
                czyli wytłumaczenia i przećwiczenia jak powinno
                przebiegać pisanie wypracowania, trzeba jeszcze
                zadbać o motywację.
                Twój syn jest w wieku odkrywania własnej tożsamości
                i identyfikowania się z grupą. Z reguły nastolatki
                starają się upodobnić do rówieśników bo udało im się
                już zauważyć, że nie są tacy jak dorośli (ani nie
                traktuje się ich jak dorosłych). To oznacza, że raczej
                trudno będzie ci teraz spowodować by chciał naśladować
                ciebie - raczej starszego brata oraz kolegów z klasy.

                Możesz być pewna, że jeśli będzie we własnych oczach
                "taki sam jak najlepsi uczniowie", jeśli poczuje że
                - rozmawia ich językiem,
                - ma takie samo życie (i problemy),
                - jest przez nich akceptowany -
                to będzie chciał się do nich upodobnić.
                Wytłumacz mu, że piątkowi uczniowie też nie opierają się
                tylko na lekcjach, ale i pracują w domu.
                Wytłumacz, że nieraz uczniowie opowiadają sobie
                niezupełnie prawdziwe rzeczy, żeby dodać sobie
                blasku - w szczególności, jak to nic się nie uczą.

                No i nie skupiaj się na gadaniu, żeby brał przykład
                z Krzysia i Waldusia, tylko zapytaj czy by nie zaprosił
                Waldka na grę w chińczyka w ferie. Nie można się
                identyfikować z grupą do której się nie należy.
                Jak się dowiesz, że Krzysiek dostał dwóję, to nie ciesz
                się z porażki, tylko powiedz że mu współczujesz,
                bo to przecież dobry kolega twojego syna i na pewno
                jego rodzice są niezadowoleni.

                Życzę Ci wiele cierpliwości i ostrzegam, że moje pisanie
                to raczej teoretyzowanie, bo (na szczęście) nie miałem
                okazji sam tego przećwiczyć.

                --
                Szanujmy się sami, bo jeśli nie, to któż nas będzie szanował?
            • 24.01.08, 11:00 Odpowiedz
              TO odnosi sie do mojego postu, więc się wypowiem.
              Są różni ludzie przecież i o to mi chodziło w mojej wypowiedzi. Jedne dzieci
              będą się uczyć same z zapałem lub nie, ale będą chciały to robić. Nad innymi
              trzeba usiąść i popracować z nimi. Ja byłam tak rozkojarzona, że nie było szans,
              żebym zapamiętała coś z lekcji, a jak się uczyłam sama-to też bez efektu, bo
              myślałam o niebieskich migdałach. Mama była potrzebna.
              Chodziło mi tyko o to, że dzieci są różne, mają różne zdolności i różne potrzeby.

              To że Tobie nauka samodzielna przychodziła łatwo nie znaczy, że syn też taki
              jest. Wydaje mi się, że Twoje diecko potrzebuje specjalnej troski w tym
              zakresie. Ja też miałam świadectwa z paskiem, ale to dzięki mamie, która w
              pierwszych latach nauki nauczyła mnie czytać ze zrozumieniem, notować. Szkoła
              tylko wymagała wiedzy, nie uczyła jak ją zapamiętać.
              Dodam, że w 3 i 4 klasie chodziłam do szkoły prywatnej, 16 osób w klasie.

              "Ja jeszcze w 4tej klasie podstawówki i czasem w 5tej siedziałam z mamą i
              przerabiałyśmy po kolei to co było na lekcji. Nauczyciel czasem nie umiał
              przekazać wiedzy tak jak moja mama - do dziś pamiętam jak mnie maglowała z
              ułamków, pamiętam dużo o Polsce Piastów i z geografii. To, że dziecko się nie
              chce uczyć to raczej jest Twoja wina, nie syna. Nie wydaje mi się by 10ciolatek
              zapałał miłością do odrabiania lekcji sam z siebie.
              Rodzic musi pilnować."


              A ja nie. I szkołe skończyłam z czerwonym paskiem.
              Nikt mnie niczego nie uczył.
              nikt mnie nie pilnował.
              Wiem, ze były inne czasy, ale jednak...

              --
              <a href="http://www.Transmissionfm.com>www.Transmissionfm.com</a> - radio
              internetowe z muzą klubową
            • 25.01.08, 00:18 Odpowiedz
              > Dobre wyjscie lecz niewykonalne - nie znam nikogo kto mógłby sie
              tym zająć.
              Poszukaj, skoro uznajesz to za dobre wyjście. Zwłaszcza, że
              twierdzisz, że przez godzinę odrabiania lekcji pozabijalibyście się
              wzajemnie

              > Nie, nie upieram się przy dobryh ocenach z przedmiotów które
              dziecku "nie leżą"
              > ale nie wtedy, gdy wystarczyłby niewielki wkład pracy aby ocena
              była lepsza.
              (...)
              > Nie wymagam szóstek i zwycięstw w olimpiadach,
              > tylko lnajwyżej czwórek.


              Zrozum, jego trochę lepszy stopień za trochę więcej pracy pewnie nie
              interesuje wogóle Np. skoczka wzwyż aż tak strasznie nie interesuje
              ile będzie miał zapasu nad poprzeczką; jego interesuje głównie to,
              żeby tej poprzeczki nie strącić. Ty chcesz żeby skakał te 40cm nad
              poprzeczką jak jemu to do niczego nie jest potrzebne.

              > A ja nie. I szkołe skończyłam z czerwonym paskiem.
              > Nikt mnie niczego nie uczył.
              > nikt mnie nie pilnował.
              > Wiem, ze były inne czasy, ale jednak...
              To nie czasy były inne! To Twój syn jest inny niż Ty! To przede
              wszystkim weź pod uwagę.

              Imho masz 2 wyjścia - albo pilnować młodego na każdym kroku w imię
              swoich matczynych ambicji albo trochę odpuścić - i co najwyżej
              pilnować, żeby sobie za bardzo tyłów nie robił i nie łapał serii 1-
              dynek.
    • 24.01.08, 08:41 Odpowiedz
      witaj,
      też jestem matką chłopaka, teraz już dorosłego.
      Mam wrażenie, że u chłopców z pilnością to tak generalnie gorzej niż
      u dziewczynek.
      Mój syn uczył się bardzo dobrze, ale z tego, co uważał za
      ważne/interesujące/ ciekawe. Biologia go na przykład za to nie
      ruszała absolutnie. Pod koniec trzeciej klasy liceum miałam
      wątpliwości, czy w ogóle ma zeszyt i książkę.
      W wieku Twojego syna "zawieszał" się notorycznie w czasie odrabiania
      lekcji, ale także w innych sytuacjach- siedział kilkanaście minut i
      patrzył w okno- miałam wrażenie, że jest w tym czasie totalnie
      odcięty od świata....
      Czy Twój syn ma może jakiś motoryczny problem z pisaniem?
      Moje dziecko pisało bardzo niechętnie, jeśli musiało pisać ręcznie,
      w gimnazjum i liceum pisał na kompie. Może tutaj leży przyczyna?
      Na pewno nie ograniczałabym zabaw na świeżym powietrzu- to byłby
      straszny błąd.
      Raczej starałabym się dojść, o co chodzi z tym pisaniem wypracowań-
      to do siebie nie pasuje- lubi czytać, ale ma problem z wypracowaniem.

      Aha. NIC zadane mają z nielicznymi wyjątkami wszyscy chłopcy w tym
      wieku smile)


      --
      "Polska to jest państwo, a nie państwo Kaczyńscy"
      • 24.01.08, 11:56 Odpowiedz
        > Raczej starałabym się dojść, o co chodzi z tym pisaniem wypracowań-
        > to do siebie nie pasuje- lubi czytać, ale ma problem z wypracowaniem.

        Podejrzewam, ze po prostu nikt go pisania nie uczyl. Warto by zadzialac dwutorowo:

        a) podszkolic w postawowych zasadach pisania wypracowan: najpierw przeczytac
        temat i zanotowac przychodzace do glowy mysli, sporzadzic plan w punktach
        (wstep, rozwiniecie, zakonczenie), pozniej dopiero pisac (najlepiej nastepnego
        dnia). Pokazac przyklady pozytywne - jak wygladaja dobre wypracowania. Wielu
        nauczycieli polskiego tego w ogole nie uczy, a tylko egzekwuje.

        b) zachecic do pisania czegokolwiek, tak dla rozrywki - recenzji ulubionych
        ksiazek, scenariusza do gry RPG, opowiadania o ataku zmutowanych karaluchow,
        fanfiction do ulubionej ksiazki, moze bloga. Lepsze to niz wypracowania.
    • IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl

      Gość: Krzychu 27.01.08, 16:45 Odpowiedz
      Bardzo duży wpływ na przemęczenie, depresje, ADHD ma pole
      elektromagnetyczne w naszym środowisku. Może nawet doprowadzić do
      autyzmu a później Alzheimera. Może dziecko rozmawia przez telefon
      komórkowy lub bezprzewodowy, ma komputer z kartą bezprzewodową, albo
      stację bazową za oknem. Więcej na www.kamionki.snap.pl
      Jeśli nie, to radzę przysiedzieć z synem nad jednym przedmiotem aż
      do pierwszego sukcesu, żeby zobaczył, że warto sie uczyć i że lepiej
      sie czuję jak rozumie co mówią do niego nauczyciele.
      A potem kolejne przedmioty. Byle tylko to wspólne siedzenie odbywało
      się bez krzyków i awantur.
    • 27.01.08, 20:41 Odpowiedz
      Brak zainteresowania nauką jest wymieniany jako jeden z czynników
      sprzyjających podejmowaniu przez dziecko zachowań ryzykownych; czas
      trzeba czymś zapełnic i jakieś zaintersowania mieć nie koniecznie
      zgodne z powszechnie przyjetymi normami społecznymi. Dlatego tak
      wazne jest czuwanie rodziców nad nauka własną dziecka od pierwszej
      klasy, dziecko zwłaszcza mniejsze bardzo sobie ceni zainteresowanie
      rodziców postepami w nauce co sprzyja wyrobieniu właściwych nawyków.
      Syn to "wyhodowany" leń, postawcie warunki, ustalcie zasady, bądżcie
      konsekwentni, najpierw obowiązki DOMOWE i szkolne potem
      przyjemności. Teraz was lekcewazy w sprawie nauki, co bedzie
      póżniej? Dlaczego miałbyłby przestrzegać waszych zasad dotyczacych
      np: wagarów, narkotyków, kolegów, seksu?

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.