-
Co myślicie na temat wyrzucania za drzwi dziecka, które w tym roku
rozpoczeło naukę w szkole? Zdaje sobie sprawę z tego, ze moje
dziecko jest gadułką, ale myślę, że są inne sposoby wychowawcze
skuteczniejsze od wyrzucania z klasy. Pani widzi to dziecko siedzące
przed klasą, tłumaczy, ze dziecko wtedy się wycisza i może potem
wócić do dzieci. Ale mam wątpliwości, bo w takiej sytuacji dziecko
ma potem zaległości w nauce - nie wie co było robione podczas
nieobecności w klasie, jest wyśmiewane przez rówieśników, ma już
łatkę dziecka niegrzecznego, a tak naprawde to nie robi krzywdy
innym dzieciom co się zdarza przecież w szkołach. Nie staram sie
bronic dziecka, ale czy to jest w porządku - taka kara.
-
Witam,
Uważam, że to niedopuszczalne.
A często słyszę o takich przypadkach.
Dziecko gaduła, wiercipięta, zadaje mnóstwo pytań, to wylot z klasy.
Taki jest syn mojej koleżanki.
Faktycznie, ciężki jest z tym gadulstwem, ale czy wyjście za drzwi
to jedyna metoda? Innych nie ma? I tak już od stu lat to samo?;-D
Nic innego nie wymyślono?;-D
Pzdr.
Inguszetia
-
Przede wszystkim to niezgodne z prawem i niebezpieczne - nauczyciel
ma sprawowac opieke nad dzieckiem. Kiedy ono jest na korytarzu nie
ma takiej mozlwości. A jak sobie gdzies dzieciak pojdzie? A niech
cos mu się stanie?
jeżeli dziecko bardzo przeszkadza, może je np. posadzić na krzesełku
z boku sali, ale nie wolno mu dziecka wyprowadzić. powiedz, ze się
na to nie zgadzasz, bo to niebezpieczne.
pozd. Ania
--
Jak można taką podłą być i mieć tak ładny biust
USS Phoenix - Where No Man Has Gone Before
-
Corka gadala przez cala podstawowke i teraz gada w gimnazjum i jeszcze nikt jej
za drzwi nie wyrzucil,no ale to jest cywilizowany NYC,a nie polski zascianek.
Widze,ze niewiele sie w Polsce zmienilo przez 30 lat.
-
Daruj sobie ten polski zaścianek. Wyrzucenie ucznia za drzwi jest
niedopuszczalne,zwłaszcza ze względów bezpieczeństwa.Tego
nauczycielowi robić nie wolno.A co do gadania córki maximum - wiem,
że twierdzisz,że ona wyjątkowo inteligentna jest. Ale lekcja, o ile
nie jest prowadzona w formie tzw ''burzy mózgów'' wymaga, żeby uczeń
jednak poczekał na swoją kolej, nawet jak ma coś niewątpliwie
ciekawego do powiedzenia, bo w klasie może być więcej takich
bystrych dzieci, a kultura wymaga, żeby nie włazić komuś w słowo. Co
się zaś tyczy zwykłego gadulstwa, to tak, jest ono męczące nie tylko
dla nauczyciela, ale przede wszystkim przeszkadza innym uczniom.
Nauczyciel nie ma prawa wyrzucić gaduły, ale może zastosować inną
metodę, np dając mu coś dodatkowego do zrobienia, jeśli wyprzedza
klasę, a jeśli po prostu nie uważa na lekcji, to posadzić go samego
w pierwszej ławce przy biurku. Może też zastosować pewną
metodę ,której tu nie ujawnię, żeby mi się nie dostało (nie jest
drastyczna i nie poniża dziecka),ale po jej kilkakrotnym
zastosowaniu rodzic będzie wyjątkowo uczulał dziecko,żeby nie
gadało. Bo takie gadanie pozornie nikomu nie szkodzi, ale czasem
doprowadza do szału inne dzieci, które chcą się skupić, a nie mogą,
a debiutując w szkole dopiero przyzwyczajają się do pracy w
warunkach nie zawsze komfortowych.
-
Rozmawiałaś o tym z wychowawczynią? Zaproponowałaś jakieś
rozwiązanie? Np. posadzenie dziecka w pierwszej ławce i uciszanie
dzeicka umówionym sygnałem (typu pukniecie w ramie, dotknięcie ręki)
tak często, jak trzeba?
--
(Przy)biegli rewidenci
Bliżej niż dalej
-
Jakoś tak trudno mi przychodzi szanowanie tych, którzy robią do
własnego gniazda, no ale może to mój problem?
--
fotoforum.gazeta.pl/3,0,597179,2,1.html
-
erin, wykastrowałabym wychowawcę, któryby tego sam nie wiedział...
przejechałam się w ubiegłym roku aż za mocno, na typowo
"zaściankowej" szkole. Dziecko leczy się do dziś.
do autorki wątku: jakoż i moi przedmówcy, uważam, że należy wyrazić
sprzeciw przeciwko takim praktykom. Są niedopuszczalne. Działania
pedagogiczne polegają na czymś zgoła odmiennym.
-
Niestety tacy są.
Są też tacy, którzy chcą porozmawiać, uzgodnić wspólny front - bo
nie ma co ukrywać, dziecko musi mieć konsekwentne sygnały i w
szkole, i w domu. Szczęście, że mi się taki trafił
--
(Przy)biegli rewidenci
Bliżej niż dalej
-
jesli nauczyciel widzi dziecko, ma je w "zasiegu reki"- sprawuje nad nim opieke
i tu przyczepic sie nie mozna. co do aspektu wychowawczego kary- czy pani
zastosowała wystawienie za drzwi jako pierwsza metode poradzenia sobie z
gadulstwem? dlaczego dziecko rozmawia? piszesz ze pozniej musi nadrabiac braki
(swoja drogą- naturalna konsekwencja)- czyli gadulstwo nie wynika z tego, ze juz
wykonalo zadanie i nie ma co ze soba począć . czy tylko twoja pociecha podlega
tego typu "represjom"? jakie rozwiazania poskromienia gaduły widzisz jako rodzic?
jako nauczyciel napisze z własnej perspektywy i doswiadczenia co robie i co moge
zrobic z gadułą:
- w miare mozliwosci staram sie aby zajecia były dynamiczne, ciekawe,
nie zamieniam jednak lekcji w cyrk- nie od tego jestem. uczniom zdolnym,
szybciej pracujacym zapewniam dodatkowe materiały do pracy, potrzebujacym
wsparcia- pomagam na ile jestem w stanie w danej chwili. zawsze znajda sie
natomiast uczniowie, których na lekcji nie interesuje NIC, ewentualnie robienie
samolocikow z linijek.
- jesli "rozmownosc" połączona jest ze słabą koncentracja dziecka na wiekszosci
zajec, dodatkowo towarzysza temu klopty z nauka- doradzam badania w poradni
- stosuje prośby i upomnienia ustne
- przekazuje pisemne informacje dla rodzica czesto połączone ze stosowną ocena
za prace na lekcji (rozmawiał- nie wykonał ćwiczenia- nie pracował na zajeciach)
poza dziećmi zaburzonymi jest niestety spora grupa dzieci
niewychowanych/chowanych bezstresowo/ "dziedziczących" gadulstwo po mamusiach
które same nie potrafia powstrzymac sie przed toczeniem pogaduszek chocby na
zebraniu z rodzicami. czego wowczas wymagac od dzieci?
-
Nie wiedzialem,ze jestes motorniczym,przepraszam.
-
>wiem,że twierdzisz,że ona wyjątkowo inteligentna jest. Ale lekcja, o ile nie
jest prowadzona w formie tzw ''burzy mózgów'' wymaga, żeby uczeń jednak poczekał
na swoją kolej, nawet jak ma coś >niewątpliwie ciekawego do powiedzenia,
--------
Inteligentna jest ,owszem,ale ma trudnawy charakter i w szkole gdy gada,to w
wiekszosci nie na temat lekcji.
> bo w klasie może być więcej takich
> bystrych dzieci, a kultura wymaga, żeby nie włazić komuś w słowo.
Kultura swoje a charakter swoje.Ona mnie w domu tym gadaniem tez przeszkadza,ale
co mam robic?
> Co się zaś tyczy zwykłego gadulstwa, to tak, jest ono męczące nie tylko
> dla nauczyciela, ale przede wszystkim przeszkadza innym uczniom.
Material w gimnazjum jest troche trudniejszy,to wiecej sie uczy i mniej gada,ale
jednak gada.
> Nauczyciel nie ma prawa wyrzucić gaduły, ale może zastosować inną
> metodę, np dając mu coś dodatkowego do zrobienia,
O to wlasnie i ja sie dobijalem przez cala podstawowke i bez rezultatu.
-
Odpowiadajac na pytania - to że Pani dziecko widzi nie zapewni mu
bezpieczeństwa, tak samo zresztą jak nauczyciel nie ma możliwości
zapewnić bezpiecznych przerw na korytarzu, bo wtedy dzieci jest
dużo. Mnie martwi to, że po takiej karze dziecko jest wytykane
palcami przez rówieśników, obniża sie poczucie własnej wartosci itp.
Po rozmowie z Panią juz wiem w jakich sytuacjach następuje taka
kara, poprosiłam by jej nie stosowała, ale spróbowała inaczej, jeśli
się nie uda będziemy myśleć co dalej zrobić. Okazuje sie, że dziecko
nie jest aż taką gadułką, pracuje na lekcji, ale nie interesują go
opowiadania innych dzieci o tym np co robiły w czasie wakacji (tego
typu zajecia są na szczeście dla mojego dziecka dosć rzadko). Zdaje
sobie sprawę, że jako uczeń musi się przystosować i słuchać, ale
wiem też, że moje dziecko woli działać i cos robić niż siedzieć i
słuchać. Na zadaniach potrafi skoncentrowac uwage nawet przez całą
lekcję. Dzięki za wypowiedzi, najważniejsze że udało się dosć
spokojnie wyjaśnic z nauczycielem o co z tym wszystkim chodzi.
-
Nawet dwudziestolatka zimującego w maturalnej klasie nie wolno wyrzucic za
drzwi, takie są przepisy.
--
"Dzieki Bogu z każdym rokiem rosnie liczba osob, ktore mogą mnie pocalowac w dupę."
-
nangaparbat3 napisała:
> Nawet dwudziestolatka zimującego w maturalnej klasie nie wolno
> wyrzucić za drzwi, takie są przepisy.
No nie przesadzaj, proszę!
--
Ne puero gladium!
-
"to że Pani dziecko widzi nie zapewni mu
> bezpieczeństwa"- stosując tego typu rozumowanie dojdzie sie do wniosku ze pani
nie zapewnia bezpieczenstwa odwracając sie na chwile jak równiez nad tym ze w
szkole nie zawsze mozna lub jest wskazane aby "działać i coś rtyłem do klasy i
piszac cos na tablicy. mozna i tak.
co do sytuacji-wychodzi na to ze twoje dziecko nie ma problemów z koncentracją
uwagi tylko NUDZI sie podczas wypowiedzi innych dzieci i manifestuje to w
kłopotliwy dla pani i innych uczniow sposob. cóż- dla mnie to juz ewidentnie
kwestia wychowania. ok- nie musi słuchac z zapartym tchem ale powinno wiedziec
jak sie wówczas zachowac. i nad tym trzeba pracowac.
co do samej kary- jesli była zastosowana jako jedyne remedium- błąd.
jesli jako ostateczne- niekoniecznie.
-
pokręciło cos pierwszy akapit. powinno byc tak:
to że Pani dziecko widzi nie zapewni mu
> > bezpieczeństwa"- stosując tego typu rozumowanie dojdzie sie do wniosku ze>
pani> nie zapewnia bezpieczenstwa odwracając sie na chwile tyłem do klasy i>
piszac cos na tablicy. mozna i tak.
-
komyszka napisała:
> "to że Pani dziecko widzi nie zapewni mu
> > bezpieczeństwa"- stosując tego typu rozumowanie dojdzie sie do
wniosku ze
> pani
> nie zapewnia bezpieczenstwa odwracając sie na chwile jak równiez
nad tym ze w
> szkole nie zawsze mozna lub jest wskazane aby "działać i coś
rtyłem do klasy i
> piszac cos na tablicy. mozna i tak.
Myślę, ze jednak nie do konca rozumiesz o co mi chodzi. Bo ja dobrze
wiem, ze nie da sie na 100 % zapewnic bezpieczeństwa i wcale tego
nie oczekuję. Ale uważam też ze wyrzucenie za drzwi jest złe same w
sobie, bo dziecko jest potem przez rówieśników poniżane, dwa to nie
to samo co odwrócenie się plecami do klasy. Kazdy nauczyciel jest
inny i bardzo dobrze ale nie zgadzam sie z tym co napisałas.
> co do sytuacji-wychodzi na to ze twoje dziecko nie ma problemów z
koncentracją
> uwagi tylko NUDZI sie podczas wypowiedzi innych dzieci i
manifestuje to w
> kłopotliwy dla pani i innych uczniow sposob. cóż- dla mnie to juz
ewidentnie
> kwestia wychowania. ok- nie musi słuchac z zapartym tchem ale
powinno wiedziec
> jak sie wówczas zachowac. i nad tym trzeba pracowac.
Po pierwsze czy myślisz ze nie pracuję? Chyba jednak pracuje skoro
widzę problem, czy uważasz ze moje dziecko jest niewychowane? Błąd -
jest po prostu jeszcze dzieckiem i nie musi zawsze i wszedzie
wszystkich z uwagą słuchać. Pisałam juz ze takie chwile nie zdarzaja
sie często, rozmawiałam z Panią i ustaliłysmy pewne kwestie,
porozumiałyśmy się i jest to miłe porozumienie dla wszystkich stron.
Dziecko jest dzieckiem i ma prawo do tego by nie musiało sie zawsze
i wszędzie zachowywac jak dorosły, bo i na to przyjdzie pora. Nie
wiem w jakiej szkole uczysz, ale moze pracujesz ze starszymi
dziecmi. Nie mnie oceniac Twoje metody. Szukałam tu porady ale Ty
wolałas napisac ze moje dziecko jest niewychowane. I jak ludzie mają
postrzegac nauczycieli jako ludzi, którym można zaufać, którym sie
powierza własne dzieci. Na szczęscie wychowawczyni mojego dziecka
okazała się dobrą osobą, która słucha również tego co rodzic ma do
powiedzenia, bo to w koncu rodzic najlepiej zna własne dziecko.
-
Nie obraź się, ale częściowo się zgodzę z komyszką. Byłabym tylko
absolutnie daleka od nazywania niewychowanym dziecka, którego nie
znam. Ale jedną z pierwszych zasad dobrego wychowania, jaką zaczyna
się dziecku wpajać jest właśnie to, aby nie przeszkadzać innym
podczas wypowiedzi. A nawet przerywać, co z kolei pewnie musi zrobić
pani, żeby uspokoić gadułę. po prostu inny uczeń wkłada jakiś
wysiłek w swoją wypowiedź i należy to uszanować, przynajmniej mu nie
przeszkadzając.Teraz postaw się w sytuacji takiego dziecka, może
wrażliwego, przeżywającego tremę podczas wypowiedzi, nieraz mającego
problemy z koncentracją. Jestem przeciwniczką wyrzucania za drzwi
właśnie ze względów bezpieczeństwa. Piszesz, że dziecko jest potem
poniżane przez rówieśników. Uświadom mu więc, że ono pośrednio też
poniża wypowiadającego się w danej chwili kolegę, bo daje mu sygnał,
że po prostu olewa to, co tamten ma do powiedzenia. Poniżyć można
nawet bezwiednie. Dziecko ma oczywiście prawo, aby nie zachowywać
się jak dorosły, może się raz czy drugi zapomnieć. Ale generalnie
zasada o tym, że się komuś nie przerywa wypowiedzi powinna
obowiązywać już od wczesnego dzieciństwa, kiedy to dziecko czeka ,aż
inni skończą mówić, aby samo się odezwać.
-
Moze nie uwierzysz ale zasady, że nie przerywa sie innym gdy mówią
uczę dziecko od wielu lat. wiem, zę nie przerywa wypowiedzi w sposób
bezczelny, szeptali z kolegą. Nie pytałam kto zaczął ale uczę aby
nie odpowiadał gdy ktoś go zagaduje na lekcji. Nie będzie miał wtedy
zwracanej uwagi, ale zostanie uznany za niekoleżeńskiego, coś
kosztem czegoś. A sytuacja o której pisze zdarzyła się od poczatku
roku dwa razy, czyli nie tak często.
Nie pogodzę się jednak z przypinaniem łatki ze dziecko mam
niewychowane, bo komyszka mojego dziecka nie zna. Jednym dzieciom
wystarczy powiedziec raz innym trzeba sto.
-
Za drzwi to przesada i troche niebezpieczne (nauczyciel powinien nad dzieckiem
sprawowac opieke).
Moim zdaniem dobra opcja jest postwienie "do kata" albo odseparowanie od dzieci
w inny sposob (osla lawka).
Dziecko przemysli, ze w klasie obowiazuja pewne normy i gadac po prostu nie wolno!
Co do zaleglosci, jezeli rozmawia, to i tak nie przyswaja materialu, wiec stojac
w kacie skorzysta moze wiecej, niz wiercac sie w lawce.
-
Miałam nadzieje, ze tego typu metody już dawno zostały zabronione.
Pamiętam czasy, kiedy nasza wychowawczyni trzymała całą naszą
pierwszą klasę godzinę na korytarzu na baczność właśnie za karę. To
był koszmar, całe życie bałam się nauczycieli. Niedługo moje dziecko
wybierze się do szkoły i nie wyobrażam sobie aby jakaś
osoba/nauczycielka wyprosiła je za drzwi za karę. Jakim prawem?
Przecież ona sprawuje w tym czasie opiekę i jest odpowiedzialna za
bezpieczeństwo dziecka. Ja na twoim miejscu przeprowadziłabym rozmowę
zarówno z nauczycielką jak i dyrekcją. Tak sytuacja nie powinna mieć
w ogóle miejsca. Ona wnie ma pojęcia jak postępować z małymi dziećmi.
Taką metodą niczego nie osiągnie. Kompletna bezradność i lenistwo z
jej strony. Pozdrawiam
-
żadna metoda wychowawcza, ale tłumaczeni złego zachowania dziecka tym że jest
gadułką i to powinno go już usprawiedliwiać też nie jest wychowawcze. Ja
odczytuje to jako niechęć mamusi do zaangażowani się w wychowanie potomka. Tak
więc mamusiu zastanów się co powinnaś zrobić żeby ucywilizować swoją pociechę,
bo za parę lat będzie za późno.
-
ćwierćinteligentów. Gdybyś była odpowiedzialną matką to sama nauczyła byś córkę
kulturalnego zachowania, jeżeli nie stać cię na porządną, ale drogą szkołę.
-
Chamstwo, kompromitacji przed cala klasa w tak mlodym wieku nigdy sie nie zapomni.
-
doremi - Pani jest ogólnie w porządku i naprawdę ma dużo chęci do
tego by dzieci nauczyc
guru - nie czytałeś/aś moich wszystkich wypowiedzi w tym wątku, a
jesli cos komentujesz lektura całości obowiązkowa.
Tak jak juz pisałam sprawa została wyjaśniona i mam nadzieję
odejdzie w zapomnienie.
-
Jaki nauczyciel takie jego zachowanie
-
To prawie tak samo jak katechetka na religii, 5-cio letnim dzieciom opowiada o
śmierci i pójściu do nieba!!!! O śmierci??? Dzieciakom!!!??? Moim zdaniem są
inne formy przekazu. Ale właśnie tak wygląda dzisiejsze szkolnictwo. Jest
jeszcze gorzej niż za moich czasów (mam 34 lata). A jeszcze się słyszy jak
nauczyciele mają źle, jak mało zarabiają (ciekawe czy w końcu ktoś im policzy
zarobki na godziny - jak można narzekać na pracę którą wykonuje się kalendarzowo
tylko przez pół roku!!!???), nie mówiąc o ich naciskach na wcześniejsze
emerytury. mnie nikt nie pyta o pracę, a wykonuje ją w szkodliwych warunkach -
ciągłe narzekania upierdliwych klientów, wyjazdy służbowe i robienie tysięcy
kilometrów samochodem ( wg.statystyk mam większe prawdopodobieństwo śmierci w
godzinach pracy jadąc służbowo samochodem, niż górnik w kopalni!!!!!) i jakoś
nie marusze i nie urządzam manifestacji pod sejmem...
-
KAnno - ja z innej beczki - tez lubię zespół reprezentacyjny. Są
świetni
-
KAnno - ja z innej beczki - tez lubię zespół reprezentacyjny. Są
świetni
-
Mała rada: lepiej podaj ten wątek na Forum Matek Wyrodnych, bo tu, jak widać,
same ideały się produkują, ich dzieci zapewne już w wieku 3 lat były wzorem
dobrego wychowania. Siedmiolatek gadający na lekcji -- toż to szczyt chamstwa i
dobitny dowód na zaniedbania rodziców.
--
Ciemny człowiek z płonącą pochodnią biegł ulicą w posępna noc późnej jesieni.
-
Taka kara jest jak najbardziej w porządku. Dziecko widać ciągle jest pobudzone,
i swoją ekspresję wyładowuje w szkole. To jak zachowuje się dziecko to takie
zwierciadło tego co dzieje się w domu. Jeżeli dziecko nie potrafi usiedzieć w
miejscu, ciągle przeszkadza innym i jest niegrzecznie to znaczy, że w domu coś
jest nie teges. Nauczyciel powinien zawiadomić o tym kuratora.
--
Czytam:
Bo nie miała orgazmu!
-
Skoro prowadzasz swoją pociechę do państwowej szkoły, to licz się z tym, że nie będziesz miała większego wpływu na metody wychowawcze nauczycieli. Dlaczego twierdzisz, że Twoje dziecko nie robi krzywdy innym? Poprzez gadanie przeszkadza innym, chcącym w spokoju zdobywać wiedzę, a przy okazji nauczycielowi, który też potrzebuje skupienia i spokoju by móc wykonywać swoją pracę, a to że czasami robi to lepiej czy gorzej to już inny temat. Metody wychowawcze jakie by były muszą być skuteczne, a Tobie radzę pomyśleć co byś zrobiła z takim dzieckiem będąc na miejscu tego nauczyciela. Ty też musisz wziąć czynny udział w wychowaniu dziecka, na bazie tego co wydarzyło się w szkole. Nie czekaj, aż wydarzy się to jeszcze raz. Wytłumacz dziecku, że w klasie, podczas lekcji nie wolno rozmawiać, bo przeszkadza to innym i jest to zachowanie, które nie będzie przez nikogo akceptowane, a za złe sprawowanie będzie się ponosiło karę. Jeśli dziecko robi choć małe poprawy to wykorzystuj to i nagradzaj, mów mu, że to widzisz i odczuwasz - daj znać dziecku, że kontrolujesz jego poczynania, też te w dobrą stronę.
-
Wyrzucanie dziecka za drzwi jest niezgodne z prawem
Sory ale ona tak nie moze robic. a jak dziecko sobie gdzies pojdzie?
Kiedys pamietam jak juz bylem w LO kobietka mnie notorycznie wyrzucala za drzwi
za "niesubordynacje" i raz stwierdzilem ze poszwedam sie po szkole, wyjde do
sklepu itp. Wrocilem na koniec lekcji i wszyscy byli przestraszeni bo nie
wiedzieli co sie stalo. Ogolnie oddajac dziecko do szkoly nauczyciel/szkola maja
pelnic opieke na Twoim dzieckiem! A jak nauczycielka bedzie tak robic dalej ja
bym sie do dyrekcji przeszedl...
--
pisze co chce
-
w dodatku przez nią inni nie moga uczyć sie! Niestety zgadzam sie że
nie mozna jej wypraszać z klasy z powodów bezpieczeństwa
-
Moje dziecko w I klasie też zostało wyrzucone z sali za rozmawianie
i wyszło sobie na miasto. Sprawa była na policji i w kuratorium. Już
ta pani nie pracuje w szkole!!!!! Na całe szczęście, bo jak
wurzuciła moje dziecko z klasy to ja ja wyrzuciłam ze szkoły. Franca
była!!!!
-
nauczyciel nic nie moze zrobic dziecku
ktos tu pisal o pukani w ramie jak gada - nauczyciel nie moze dotknac dziecka
nauczyciel nie moze wyrzucic dziecka za drzwi, moze go najwyzej o to poprosic, a dziecko moze go olac - uswiadom to dziecku
takie mamy czasy, ze nauczyciel w zasadzie nic nie moze bo sie jeszcze dziecko zestresuje i bedzie bida
w moim przekonaniu jedyna metoda na niewychowane dzieciaki w dzisiejszych czasach to tel do rodzicow w czasie lekcji, niechby sie tak pare razy musial jeden rodzic z drugim zwolnic z pracy zeby uspokoic pocieche to gwarantuje panstwu, ze dziecko byloby pozniej potulne jak baranek
niestety zauwazylem w polskim spoleczenstwie wyjatkowa nieporadnosc w rozwiazywaniu najprostszych problemow, stad takie w tym kraju dziadostwo
-
Które z natury są jeszcze bardziej ruchliwe i gadatliwe. Nie każde dziecko
siedzi jak mysz pod miotłą, no ale takie "żywe" dzieci zawsze były przeszkodą
dla nauczycieli.
-
Jak to matka zawsze stanie za dzieckiem. Nie znam dziecka autorki wątku, ale
pamiętam jeszcze swoje podstawówkowe czasy. Szczerze żałowałam, że nie można
jednej znudzonej i niewychowanej gaduły z drugą jeszcze bardziej znudzoną gadułą
wystawić za drzwi.
Synek wanilii gadułą? Ja też byłam potworną gadułą, straszliwą wręcz, ale mnie
nauczono, że czasem trzeba zamknąć pyszczek i słuchać. Znudzona, rysowałam i
rysuję wzroki i rysuneczki w zeszycie. Nie rozmawiam i nie przeszkadzam
wykładowcy i innym studentom, którzy są na zajęciach. Tak samo nie rozmawiałam i
nie przeszkadzałam w trakcie lekcji w szkole.
Tłumacz dziecku, że nie nie może się tak zachowywać. Upewnij się też u
wychowawczyni, czy na pewno wylatuje tylko za gadulstwo. Dzieci bywają różne, a
jedynie matki uważają je za najinteligentniejsze, najwspanialsze.
-
Bałbym się wyrzucać dziecko z klasy, bo a nuż dokądś pójdzie lub coś mu się stanie.
Ale proszę coś zaproponować w zamian, a nie tylko ujadać na nauczycieli.
Posłanie do kąta może być dobrym pomysłem, ale
1) Z kąta też można gadać
2) Wcale nie musi posłuchać, a ja przecież nie mogę siłą dziecka podnieść z
ławki i ustawić w kącie.
Jakie są inne możliwości? Nakrzyczeć nie można, bo się dziecko zestresuje,
popłacze, a rodzice znowu będą wściekli.
Można oczywiście modulować głos, mówić głośno i kategorycznie, ale to wcale nie
gwarantuje sukcesu.
Jakiekolwiek kary fizyczne oczywiście też są niedopuszczalne.
hm... jakieś pomysły?
Nauczyciel ma bardzo ograniczone możliwości i to jest zadanie rodziców, by
przekazać dzieciom, by w szkole nie gadały, a słuchały nauczyciela.
--
Żaba!
-
A czy nie można postawić pierwszoklasisty twarzą do rówieśników
i tak prowadzić zajęcia na środku wypróbowane i skuteczne
-
Będzie robić głupie miny i rozśmieszać wszystkich. Uwaga będzie skoncentrowana
na nim, a nie na nauczycielu.
-
Cytat
To prawie tak samo jak katechetka na religii, 5-cio letnim dzieciom opowiada o śmierci i pójściu do nieba!!!! O śmierci??? Dzieciakom!!!???
Ja opowiadałam o śmierci niespełna 4-latce. 5-latkowi to mówiłam nawet o reinkarnacji
Kiedy wg ciebie jest odpowiedni wiek, aby wyjaśnić dziecku czym jest śmierć i co ewentualnie następuje potem?
--
-
Nauczycielka powinna wezwac matkę, aby podczas lekcji siedziała przy dziecku i je uciszała. Oczywiście w taki sposób, aby nie zakłócać toku lekcji...
-
Czytając niektóre wypowiedzi już wiem, dlaczego rodzice
sześciolatków nie chcą ich posłac do szkoły, też bym się bała.
Widzę, że duża część dorosłych, w tym nauczycieli oczekuje, że
dziecko urodzi się wychowane, wszystko jest dla nuch wielką
trudnością, zachowania malucha nazywają chamstwem! I to wszystko
dzieje się w kraju J. Korczaka.
-
a nikt nie pomyślał, że to gadające dziecko na lekcji nic nie skorzysta z
wiadomości przekazywanych przez nauczyciela(bo gada), ale również przeszkadza
innym na skupieniu uwagi na lekcji?
-
1. nigdzie nie napisalam ze twoje dziecko jest niewychowane. to twoje i
wylacznie twoje slowa.
2. oceniam tylko na podstawie tego co piszesz. nigdzie wczesniej nie pisalas nic
o tłumaczeniu dziecku zasad typu: nie przeszkadzaj /nie przerywaj innym rozmową.
skad mam wiedziec o czyms czego nie piszesz? wbrew pozorom to nie zadna
oczywistosc.
-
Dlaczego matka miałaby w ten sposób pomagać nauczycielce? Owszem, są
dzieki chore, które mają orzeczenie wskazujące na konieczność
obecności rodzica-opiekuna podczas zajęć. Ale mała autorki tematu
wątku jest zwykłą małą gadatliwą dziewczynką. Nauczycielka mogłaby
współracować z mamą, by dowiedzieć się, jak mama radzi sobie zz tym
problemem (o ile taki problem w domu wsystępuje, albo poczytać sobie
książki o dysyplinie na lekcjach i zastosować różne metody. Jeśli
będziemy mieszać role, to wyjdzie na to,że matka będzie uczyła
dziecko, a nauczycielka będzie gotować tej rodzinie obiady
-
> Kultura swoje a charakter swoje.Ona mnie w domu tym gadaniem tez
> przeszkadza,ale co mam robic?
Moze sprobuj ja wychowac? Zamiast oczekiwac od innych, zeby sie do niej
dostosowywali...
-
> Czytając niektóre wypowiedzi już wiem, dlaczego rodzice
> sześciolatków nie chcą ich posłac do szkoły, też bym się bała.
> Widzę, że duża część dorosłych, w tym nauczycieli oczekuje, że
> dziecko urodzi się wychowane, wszystko jest dla nuch wielką
> trudnością, zachowania malucha nazywają chamstwem! I to wszystko
Ja poszłam do szkoły w wieku 6 lat i jestem dzieckiem nauczycieli.
Nie mieli oporów, żeby posłać mnie do szkoły wczesniej, mimo, że to
było juz jakis czas temu, w tych okropnych czasach, gdy nauczyciel
miał p r a w a a za odpyskowanie nauczycielowi w szkole nie jeden
dostał porządne manto w domu.
I powiem ci tylko, że nauczyciele oczekują, ze dzieci przyjdą do
szkoły conajmniej jako-tako wychowane przez rodziców a nie
rozpuszczone jak dziadowski bicz. I że rodzice będą czynnie
uczestniczyć w wychowaniu dziecka a nie podrzucać je do szkoły,
gdzie nauczyciel nie ma dzisiaj żadnych praw i oczekiwac, że z
nieznośnego rozpieszczonego rozgadanego i niewychowanego dziecka
zrobia im w mig kulturalnego inteligenta.
Niestety w kraju Korczaka rodzice są ślepi jesli chodzi o ich własne
dzieci a winę i tak zawsze poniesie nauczyciel.
W momencie kiedy dziecko po kilkakrotnym zwróceniu uwagi nie chce
sie zamknąć i zrozumieć, ze przeszkadza innym, powinno się wykonać
telefon do rodziców z informacją, że dziecko oczekuje na odbiór w
szkolnej stołówce lub sekretariacie itp.
-
oldbay
-
Czyżby w Polsce edukacja była obowiązkowa do 20. r. ż.? Coś się zmieniło?
--
fallin' in love again, never wanted to...
-
och, widzisz, coś wspomniałaś o uczeniu.
Nauczyciel jest właśnie przede wszystkim od nauczania, wychowanie, owszem, ale
kindersztubę dzieci powinny wynieść z domu.
--
fallin' in love again, never wanted to...
-
Twoje dziecko przynajmniej jest wyrzucane z konkretnego powodu, a tacy Maślana, Anusiak, Konieczko, Czesio wyrzucani sa profilaktycznie.
-
Pytanie dlaczego "nauczyciel ma coś robić dziecku" a czy nie lepiej
jest zachęcić dziecko, zmotywować, podkreślić znaczenie ciszy i
starać się wpoić dzieciom jej znaczenie. Nie wszystkie dzieci mają
jednakową zdolność koncentrowania się i to nie oznacza wcale, że są
złe czy niewychowane. Wydaje mi się, że rolą nauczyciela powinno być
uczenie ich tego, szczególnie w I klasie. Jesteśmy przyzwyczajeni do
zastraszania i karania, ale nie jest to dobra metoda. Trzeba starać
się dostrzec w człowieku/dziecku jego dobrą stronę i zapewniam, że
warto.
-
Współczuję nauczycielom, że muszą się użerać z dziećmi, których rodzice nie
potrafią dobrze wychować. Zaczyna się od gadulstwa na lekcjach, a w późniejszych
latach kończy się biciem nauczyciela przez dzieci, zakładaniem mu wiadra na
głowę i podobnymi wyczynami. Jeśli mi nie wierzycie, to sprawdźcie na youtube.
Tam jest mnóstwo filmików, na których dzieci się znęcają nad nauczycielami. I co
ma nauczyciel z takimi bachorami począć? Nic nie może

Musi cierpieć przez
nieodpowiedzialnych rodziców, którzy wychowują dziecko tak, że w trakcie
dorastania robi się z niego bandyta.
--
Tutaj można więcej się dowiedzieć.
-
jednorazowy3 napisała:
"> nauczyciel nie moze wyrzucic dziecka za drzwi, moze go najwyzej o to poprosic,
> a dziecko moze go olac "
No chyba też nie. Jak to możliwe, że nauczyciel nie ma prawa wyjść z klasy w
czasie lekcji, a dziecko tak.
-
Niestety, nie można wyrzucać gadających dzieci za drzwi. A szkoda, w szkołach
powinni zrobić coś w stylu "świetlicy", żeby takie gaduły tam wystawić.
W ramach studiów realizuję specjalizację pedagogiczną, po lekcjach kolejnych
ćwiczeniowych i egzaminacyjnych oraz praktykowych stwierdzam, że w szkole
pracować nie będę, a to z powodu - odniosę się teraz do sytuacji podstawówkowej
- jak nakrzyczę - zestresuje się dzieciak, jak zaironizuję - jestem niegrzeczna,
jak nie zwracam uwagi - to rozniesie mi klasę i zajęcia... Wierz mi, sama nieraz
miałam ochotę wystawić dziecko za drzwi, bo dwie gaduły potrafią rozwalić całe
zajęcia (chociaż ja w klasach 1 - 3 zajęć nigdy nie prowadziłam) równie
skutecznie jak uspokajanie ich. Nie ma dobrej opcji.
Natomiast wyrzucanie dziecka za drzwi jest zabronione ze względów bezpieczeństwa
i dziwię się, że naucyzcielka się odważyła.
--
Smutek jest łatwiejszy, ponieważ wtedy się poddajesz.
-
Wyrzucanie tak malego dziecka za drzwi jest niebezpieczne z tego wzgledu, ze
moze sobie potem gdzies pojsc i zrobic krzywde - z tym sie zgadzam. Z drugiej
strony byl niedawno przypadek, gdy dzieciak wyskoczyl przez okno bedac w klasie,
w czasie chwilowej nieuwagi nauczyciela, a wiec jesli ktos jest zdeterminowany
by zrobic sobie krzywde to ja sobie zrobi

Mysle, ze jesli gadulstwo jest
notoryczne i zadne metody wychowawcze nie pomagaja to wymagana jest rozmowa z
rodzicem i zadanie mu konkretnych zadan majacych na celu wychowanie dziecka. Nie
moze byc tak, ze wymaga sie tylko od nauczyciela, on ma pod opieka cala mase
dzieci, jego obowiazkiem jest przede wszystkim przekazanie wiedzy i skoro inne
dzieci siedza cicho a jedno notorycznie nie to cos jest nie tak z tym dzieckiem
-
Ojejku, biedni nauczyciele. Straszna praca, ale przecież jest tyle
innych zawodów. Z najstarszym włącznie.
-
To prawda, coś jest nie tak, ale niekoniecznie z dzieckiem. Bo na przykład
niektóre dzieci rozmawiają dlatego, że się nudzą na lekcji (chociażby dlatego,
że mają już opanowany przerabiany materiał), a nie dlatego, że z natury są
"niegrzeczne".
-
małe dziecko można traktować życzliwie i z sympatią, jednak wiele
osób niestety wierzy tylko w wychowanie z pozycji siły, bo dorosły to
może wszystko, a nasi nauczyciele tacy biedni. Moja pani od muzyki
notorycznie wyrywała dzieciom włosy z głowy, inna wyzywała od debili
itd.to podobno były dobre szkoły. Biedne te nasze dzieci.
-
Autorka wątku napisała wyraźnie, kiedy dziecko się nudzi, otóż
wtedy ,gdy odpowiadają inni uczniowie. Obawia się też, że jak nie
będzie szeptało z kolegą z ławki, to będzie uznane za
niekoleżeńskie. Otóż radę wytłumaczyć dziecku, że szczególnie
niekoleżeńskie jest przeszkadzanie innym podczas odpowiedzi. To po
pierwsze. Ale czegoś tu nie rozumiem, ponoć incydenty miały miejsce
tylko 2 razy, a nauczycielka miła i sensowna. Więc jakim cudem to
dziecko znalazło się na korytarzu za chwilowe poszeptanie. Chyba,że
to szeptanie nie było chwilowe, nie miało miejsca tylko dwa razy,
natomiast nauczycielka zastosowała dwukrotnie określoną karę. Czyli
problem byłby raczej głębszy, bo taką sensowną nauczycielkę raczej
trudno szybko wyprowadzić z równowagi. Błędem jest wysyłanie dziecka
na korytarz, ale tylko ze względów bezpieczeństwa, natomiast to, że
ono później czuje się zawstydzone, to chyba normalne. Nawet powinno
się tak czuć, bo nie robi nic złego tylko w odczuciu matki. Bo w
odczuciu pani robi, ponieważ dziecko ukarała. A co robi :
przeszkadza pani w lekcji, przeszkadza kolegom w wypowiedziach,
lekceważy to, co mają do przekazania. Nie ma co tłumaczyć, że
dziecko jest małe. Gadulstwo potrafi utrzymywać się przez całą
szkołę, bo ktoś ma brzydki nawyk, żeby nie zważać na innych. A mama
niech nie wdaje się w rozważania, że dziecko okaże się
niekoleżeńskie, jeśli nie będzie odpowiadało na zagadywanki. O
takich rzeczach się po prostu nie dyskutuje, bo to jedno z
najbardziej bzdurnych wytłumaczeń, jakie słyszałam.
-
Tak, trzeba mówić dziecku:
"Kubusiu bądź grzeczny, bo wszyscy Cię o to prosimy"
"Kubusiu zwróć swą uwagę, że lepiej być grzecznym"
"Kubusiu, w domu jesteś grzeczny, to w szkole też bądź grzeczny"
"Kubusiu bądź grzeczny"
"Kubusiu napewno jesteś dobry, więc badź grzeczny"
A tymczesm, nasz Kubuś, wyedukowany przez rodziców, że nauczyciel
nic mu nie może zrobić - Całą lekcje rzuca papiery, pluje na innych
uczniów i na nauczyciela, chodzi po klasie i zaczepia, o gadulstwie
już nie wspominając.
Tak, wtedy trzeba do niego dalej mówić, zachęcać, wmawiać, że ma
dobre chęci...
Tak, mówić i mówić o dobroci. A tu lekcja mija i nikt się niczego
nie nauczył. Bo całą lekcję nauczyciel poświęcił na mówieniu, na
zachęcaniu, na pouczaniu. I to tylko tego jednego Kubusia. Tak,
rodzic Kubusia jest zachwycony. Tyle czasu mu nauczyciel poświęcił.
Całą lekcję. Inni się nie nauczyli niczego z matematyki czy
polskiego, ale to przecież nie szkodzi. Ważne, że uwaga nauczyciela
była cały czas skupiona na Kubusiu. Tak, rodzic jest
usatysfakcjonowany. Bo w domu to nie ma czasu wychowywać Kubusia.
Można mu tylko nowe zabawki kupować, aby się nie nudził, biedaczek.
A obowiązki Kubusia? Jakie obowiązki? Nie ma na to czasu. Ale w
szkole to go muszą przecież wychować. No przecież rodzic płaci
podatki, ciężko pracuje całe dnie. No to szkoła państwowa musi
sprawy wychowawcze załatwiać za rodzica.
Szkoła to nie przechowalnia dzieci.
Jeśli dziecko nie ma wykształconych dobrych manier i samodyscypliny,
to lepiej niech nie idzie do szkoły, do I klasy. Tam trzeba już
prezentować pewien poziom, a nie dopiero uczyć się dobrago
wychowania i skupiania się na podstawowych zagadnieniach z polskiego
czy matematyki.
Dziecko w szkole musi umieć szybko ustawić się z kolegami w pary,
przejść z szatni do klasy, zdjąć tornister i wypakować książki i
przybory, otworzyć zeszyt i przepisywać albo przerysowywać z tablicy.
Potem, w wyznaczonym czasie, może zadawać pytania dotyczące lekcji.
Po lekcjach ma przejść w sposób zdyscyplinowany do szatni. A potem
pójść prosto do domu. No chyba, że idzie jeszcze na świetlicę.
Wiele dzieci wychowanych bez żadnych obowiązków i realnych zadań,
nadaje się głównie do rocznego pobytu w jakimś ośrodku wpajania
zasad dobrego wychowania i treningu skupienia.
Niestety, rodzice zaślepieni własną karierą i pieniędzmi, żyją
złudzeniem "dobrego, grzecznego dziecka". A, gdy przychodzi
obowiązek szkolny, to są zdziwieni.
-
Moze czyta to jakas nauczycielka wiec napisze: moze zamiast wyrzucac z
klasy (zadna kara btw, duzo lepsza niz publiczne osmieszanie stawianim
w kacie)posylac do dyrektorki? Tam dzieciak w sekretariacie chwile
posiedzi, wystraszy sie i po krzyku (no tylko jak go tam zaprowadzic
bez zostawiania kogos samego?) Co do autorki watku: jesli inne dzieci
dokuczaja twojemu to raczej nie za to ze go pani z klasy wyrzucila (bo
wtedy to wszystkie dzieci odetchnely) ale za to ze je zlewa i im
przeszkadza gdy cos mowia...
-
I właśnie dlatego Ameryka upadnie, bo jej młodzi obywatele umieją
tylko gadać, a nic nie robią.
Myślą, że pieniądze pochodzą z giełdy, mleko jest ze sklepu, a
samochody z salonu samochodowego.
Nie umieją ćwiczyć, objadają się hamburgerami, a potem siedzą przed
telewizorem.
A gdy otyłość nie pozwoli im się ruszyć sprzed telewizora, to wtedy
przyjdą po nich różnej maści terroryści, pozabijają wszystkich
amerykanów i zrobią sobie z Ameryki własny kalifat.
-
niedopuszczalne jest to, co dzieci - w tym również te z pierwszej
klasy - wyprawiają, jak się zachowują, jak odzywają w szkole, na
lekscjach, w stosunku do nauczyciela i kolegów.
Wiem, co mówię, mam dwóch synów ( 1 i 4 klasa) - jestem absolutnie
ZA.
Dzisiaj nauczyciel nie może nawet zwrócić dziecku uwagi - bo to
czuje się urażone,dotknęte itd.itd... ludzie - rodzice -
opamiętajcie się, nie widzicie, ze wychowujecie małe potwory???
-
nauczyciel, ktory nie potrafi sobie poradzic z siedmiolatkiem nie
powinien pracowac w szkole. to raz a dwa... co zrobi nauczyciel,
kiedy wyproszone przez niego dziecko z sali np. rozbije sobie glowe,
albo jakies inne dziecko go kopnie, zbije itd? a moze 7 latek
pojdzie sobie na spacer i potraci go samochod albo porwie pedofil CO
WTEDY? ktos, kto jest kretynem bez wyobrazni nie moze miec pod
opieka dzieci.
--
Blue Angels 2006
Jakie ciasteczka lubi najbardziej ciasteczkowy potwór? Toruńskie
pierniki
-
oczywiscied znasz kazdy przypadek i tak z gory jestes "ZA". strach
miec taka matke.
--
Blue Angels 2006
Jakie ciasteczka lubi najbardziej ciasteczkowy potwór? Toruńskie
pierniki
-
mam dla takich ludzi, jak Ty wiele szacunku. Zgadzam się z Tobą w
100 %. i dziekuję za rozsądny głos.
-
guru133 napisał:
> ćwierćinteligentów. Gdybyś była odpowiedzialną matką to sama
nauczyła byś córkę
> kulturalnego zachowania, jeżeli nie stać cię na porządną, ale
drogą szkołę.
moze twoje mozliwosci percepcyjne sa na tyle ograniczone, by
wiedziec, ze siedmiolatek w totalnym skupieniu moze wytrwac jakies 5
minut. nie bedzie umial siedziec w lawce bez wiercenia sie, drapania
po glowie, kopania nogi od lawki itd. madry nauczyciel umie
poprowadzic lekcje tak, ze dzieci na chwile wychodza z lawek, cos
ogladaja, cos same robia a potem znowu siadaja w lawkach.
--
Blue Angels 2006
Jakie ciasteczka lubi najbardziej ciasteczkowy potwór? Toruńskie
pierniki
-
znam przypadki, których świadkami w publicznej szkole były moje
dzieci.
Jestem ZA - bo wiem, że czasami taka mała terapia szokowa
(nauczycielka mojego dziecka"wywaliła" gadułę za drzwi na niespełna
5 minut - sama stała po drugiej stronie i co najmniej dwa razy
sprawdzała co się z dzieckiem po drugiej stronie dzieje)
reultat był taki, że mały wrócił - przeprosił panią i klasę, za
przeszkadzanie - a taka sytuacja więcej się nie pojawiła.
Wychowawczyni nie ukrywała niczego, poinformowała rodziców o
powodach swej decyzji - cierpliwie wysłychała argumentów zai
przeciw - ale jednocześnie potrafiła nam rodzicom uzmysłowić, że w
wyniku takich zachowań cierpi CAŁA klasa !
co do twojego ostatniego zdania "strach mieć taką matkę" - każdy
sądzi wg. siebie. Mam zasady - moje dzieci również - i wspólnie
wychodzimy z przekonania, że zasady są po to, by ich przestrzegać a
nie je łamać.
-
Nauczycielowi NIE WOLNO wyrzucić ucznia za drzwi. Ale to jest akurat najmniej
ważne.
Jeżeli nauczyciel nie potrafi opanować aktywności dzieci w I klasie to przyczyn
może być kilka - być może nie ma odpowiedniego przygotowania do nauczania
najmłodszych uczniów - 7 latki w zdecydowanej większości jeszcze nie potrafią
siedzieć przez 45 minut(a trzeba jeszcze pamiętać że w większości szkół uczniów
najmłodszych nie wypuszcza sie na przerwy). Lekcje w takich klasach muszą
wyglądać inaczej i wiadomo że dzieci będą wykazywały różny poziom aktywności.
Drogim powodem może być niedostateczny rozwój dziecka - może nie chodziło do
przedszkola i nie potrafi przystosować się do środowiska szkolnego?
A na koniec uwaga - w obecnej chwili od nauczycieli wymaga się bardzo dużo nie
dając im praktycznie żadnej władzy nad dziećmi ani żadnych dodatkowych
skutecznych narzędzi wychowawczych.
Próba nie przepuszczenia ucznia do kolejnej klasy, skierowania do poradni
psychologicznej itp. to są działania niemalże zawsze skazane na niepowodzenie.
Nawet prośba o pomoc szkolnego pedagoga może zostać uznana przez dyrekcję za
niekompetencję, a przez rodziców za atak na dziecko
-
Bo co później to tylko bandyty wyrastają z tych co gadają w 1. klasie podstawówki.
Giertych (nie karzeł lecz zadatki na giganta...(Biologia klasa VI, jak była -
gruczoły dokrewne)) miał rację: kto nie słucha to od razu do karnego obozu, a
drugie wykroczenie KS, no ewentualnie może być humanitarny.
-
Całkowicie się zgadzam.Uważam że mimo wszystko nauczyciele klas 1-3
nie są w większości przygotowani do nauki 6-7 latków.
Moje dziecko usłyszało w I-ej klasie że jest beszczelne,powiedziało
bowiem nauczycielce coś,co jej się nie spodobało.Mocno mnie to
zdziwiło,sądziłem bowiem dotychczas że dzieci w tym wieku raczej są
bezpośrednie.
-
tetlian napisał:
Nie każdy musi być nauczycielem. Do tego zawodu potrzebna jest elementarna wiedza nie tylko do nauczania programu szkolnego, ale również choć ramy podstawowej wiedzy na temat psychologii. Jeżeli jej nie ma to chamica będzie wyrzucać dzieci z klasy, mścić się itd.
Najchętniej to bym takiego nauczyciela wyrzucił nie za drzwi, ale ze szkoły, by nie mogła się więcej znęcać psychicznie nad dziećmi...
-
realgniot napisała:
> tetlian napisał:
>
> Nie każdy musi być nauczycielem. Do tego zawodu potrzebna jest elementarna wied
> za nie tylko do nauczania programu szkolnego, ale również choć ramy podstawowej
> wiedzy na temat psychologii.
jakie to wszystko piękne! psychologia, psychiatria też by sie przydała, zapewniam cię bo do szkoły trafiają także skrajne przypadki. Ale z takimi pobożnymi życzeniami tych wszystkich psy- na studiach pedagogicznych to się zwracaj do kolejnego "pożal się boże" ministra od szkolnictwa wyższego!student nie ma wpływu na zakres materiału studiów wyższych-no chyba że w amerykańskim filmie, gdzie wybiera sobie zajęcia na które chce chodzić. a póki co ćwiczenia czyni mistrza, taką wiedzę zdobywa się w praktyce. no oczywiście można spróbować robić drugi fakultet, ale może wtedy całkiem odpuścić sobie uczenie...
ps. jak tak wszyscy sobie odpuszczą ten zawód "bo tyle innych jest na świecie i jak ktoś nie ma powołania....bla, bla, bla...", to zobaczymy kto te nasze dzieci będzie uczył! już niedługo naszym najwiekszym problemem będzie to, że w klasie jest 30 uczniów (i szkoła nie jest z gumy, więc nie można tego zmienić)/ nie ma miejsc w przedszkolach/trudno sie dostać do gimnazjum --- biorąc pod uwagę ilość ciężarnych, i świeżo upieczonych mamuś w ostatnich latach/miesiącach. "za drzwi" przestanie być problemem.
-
hehe, z tym kątem to trochę tak jak z kijem co to ma dwa końce, uwierz mi. na jednych działa piorunująco, bo wstyd, że hej. Ale niektórzy wykorzystują to żeby tym bardziej zwracać uwagę całej klasy na siebie, teraz skoro stoi jest dobrze widoczny, i dopiero go nosi. Więc kąt to też nie metoda. Fakt pozostaje faktem, już ktoś pisał. ile czasu zmarnuje nauczyciel na cierpliwe/łagodne tłumaczenia o wysłuchaniu innych w ciszy/znaczeniu zachowania spokoju/kulturze osobistej/itp. jednemu siedmiolatkowi??? co w tym czasie robi reszta klasy? i dlaczego sie nie uczą tego co powinni?
do "matki założycielki" tego wątku, może sie nie zgadzasz z tym co zrobiła nauczycielka/może i to niebezpieczne (choć wątpię, żeby dziecko drgnęło z miejsca, jak nauczyciel obserwuje je przez otwarte drzwi-zwłaszcza pierwszak, bo co bardziej bezczelny gimnazjalista poszedłby sobie w siną dal - to pewne) ale żeby metody wychowawcze (takie czy inne) odniosły skutek, rozmawiaj też ze swoim dzieckiem. O tym znaczeniu ciszy itp. a skoro dziecko o tym nie pamięta, to będą je spotykały czasem mniej lub bardziej przykre konsekwencje. takie życie.
plusem jest to, że nikt już drewnianym piórnikiem nie trzaska nikogo po łapach za gadanie. a skoro, to wyprowadzenie za drzwi wywołało u Twojego dziecka taki szok, to pewnie się już więcej nie powtórzy. pamiętaj też ze dziecko musi się przezywczaić do nowego systemu pracy, niezwykle ciężko mu sie skoncentrować na nieco dłuższą chwilę/usiedzieć w miejscu.ale przywyknie.najszybciej wtedy, kiedy i szkoła i rodzice przyjmują wspólny punkt widzenia, i się wspierają, a nie próbują wzajemnie zwalczać.
pozdrawiam.
-
Jak pisała już wyżej autorka wątku - Ona swój problem z
wychowawczynią rozwiązała ... więc absolutnie proszę nie traktować
moich "wynurzeń" zbyt osobiście ... są to przemyślenia natury
ogólnej
I chciałabym wszystkich czytających odesłać do "może jednak
usprawiedliwić ?" .. bo mam takie nieodparte wrażenie, że dzisiaj
usprawiedliwiamy nasze dzieci z gadulstwa na lekcjach w SP:
"bo jeszcze takie małe" ...
" bo mu się nudziło" ...
"bo Pani nie umiała zainteresować tematem .... " ;
Jutro usprawiedliwimy wagary w LO bo:
"zdolny, a leniwy" ,
" nauczyciel się uwziął",
"to nie przedmiot maturalny więc o co biega .." ;
A pojutrze (czyli patrz w życiu dorosłym?) ... co
usprawiedliwimy ???
Że zostawił dziewczynę w ciąży( "bo to na pewno Ona Go wrobiła") ?
Że żyje z naszej emerytury ("bo nie ma w kraju pracy dla ludzi z
Jego wykształceniem")?
Że .... itd.itd.
Może zanim zaczniemy wyszukiwać okoliczności łagodzących spojrzymy
najpierw OBIEKTYWNIE na SIEBIE i swoją LATOROŚL ... zapytamy, a może
jednak jest w tym ziarenko prawdy ? Może akurat TEN nauczyciel to
nie druga strona barykady ... może jednak warto nawiązać z nim
dialog i wspólnymi siłami "wychować" Młodego/Młodą ?
Przyznaję .. nie jest to ani łatwe ani popularne w dzisiejszych
czasach.
Pytanie kogo chcemy wychować ... dobrych, wartościowych ludzi czy
bezwzględnych egoistów idących po trupach przez życie ...
Nie jestem ani supermamą, ani superżoną, ani superpatriotką
Mam dzieci .. i ogromną ilość rozterek .. kim będą .. jacy będą ..
czego ich nauczyć teraz ... czego za kilka lat ...
Ale "Myślę" ... może tak ktoś "pomyśli razem ze mną

"
Pozdr
-
Biedne pokrzywdzone dziecko. Dla mamusi jest gadułką, nauczycielce i innym dzieciom przeszkadza w lekcji. Raz się naje wstydu i na przyszłośc będzie cicho. Jeśli nie można w 1 klasie egzekwowac posłuszenstwa, jak to robic w gimnazjum? Potem dzieciaczek sie nauczy, ze moze robic co chce a nie spotka go kara. Bo przeciez jest pępkiem swiata i pani nie może go wywalic za drzwi ani postawic w kącie. Mamusia zaraz podniesie alarm.
-
Jakiego zastraszania? Jest wina- jest kara. I nikt nie mówi o biciu, klęczeniu na grochu czy zastraszaniu. Dziecko w wielu 7 lat jest już chyba na tyle pojętne, ze potrafi zrozumiec, że na lekcji się nie rozmawia?
Pamiętam ze szkoły- najgorsi to byli ci, ktorych wiecznie broniły mamusie. Przecież to tylko dziecko, on tylko rozmawia, on tylko wstał na lekcji, no co się stało takiego? A potem w szkole sredniej synek śmiał się nauczycielom w twarz- mamusia dalej nie wierzyła, że synek niegrzeczny. Pyskuje? Nie! On broni swojego zdania!
-
100% racji
popieram i tak wychowuję moją córkę
--
www.fridakahlo.prv.pl/
-
jeśli siedmiolatka tak wychowano, że nauczyciel musi SPECJALNIE tego
jedynego w klasie ustawiać, to w domu coś jest nie tak
--
www.fridakahlo.prv.pl/
-
hahaha "trudny charakter" - poprostu jest chamska, przeszkadza w
lekcji, nie zna/nie stosuje zasad dobrego wychowania/kultury
--
www.fridakahlo.prv.pl/
-
wiesz co, przepraszam, ale każdy z nas był kiedyś siedmiolatkiem zacyznającym naukę w szkole. I wybacz ale takie akcje jak opisujesz były NIE DO POMYŚLENIA. Owszem, wyrzucenie dziecka za dzwi jest niebezpieczne ale li i jedynei dla ..NAUCZYCIELA i nikogo więcej. Jeżeli dziecku przyjdzie do glówki coś zmalować albo sopbie zwyczajnie pójść w diabły to nauczyciel ma rpzerąbane i nic nie może zrobić. Tłumaczenia ze dziecko przeszkadzało były dobre 20 lat temu, obecni gó..no to kogo obchodzi a najmniej rodziców dziecka. Tu już ktoś słusznie napisał - nauczycielowi nie wolno NIC.
A za czasów mojej podstawówki (na prawdę nie przed wojną tylko w latach osiemdziesiątych) jakoś siedmiolatki musiały umiec skupić się na lekcji, nie gadać nie przeszkadzać, na korytarzu chodzić grzecznie parami itd. A jak nauczyciel zwrócił uwagę to ewentualne "wąty" można było sobie wymamrotać pod nosem, byle cicho.
--
65FF-G to WCALE nie jest wielki biust
-
niestety ale nie rpzesadza, nie wolno i już. Jak się dwoje dwudziestolatków w szkole pobije to tez pierwsze pytania są "a gdzie był naucyzciel?". Mimo że w świtle przepisów to nauczyciel może im powiedziec grzecznie "panowie proszę przestać"

))
--
65FF-G to WCALE nie jest wielki biust
-
Bardzo dobra metoda wg mnie. Niby jak ma działać nauczyciel, jeśli
dziecko nie umie się zachować na lekcji? Prosi o ciszę, chwila ciszy
i gadanie dalej, pamiętam to z własnej szkoły

A wyjscie raz, czy
drugi bardziej działa.
Takie rozmawiające dziecko po prostu przeszkadza innym dzieciom,
nauczycielowi i daje zły przykład. Jak inne dzieci zobacza co
dzieje się (wyjście z klasy) jak zaczyna się gadanie to będą się
powstrzymywały od rozmów. Pamiętam, że mi przeszkadzały rozmowy w
tylnych ławkach - oczywiście w podstawówce

w liceum już nie byłam
taka grzeczna
-
...z własnym dzieckiem i zapanować nad jego zachowaniem, powinien mieć kuratora
lub zostać pozbawiony praw rodzicielskich...
--
Facet jest jak burak cukrowy: słodki, ale jednak BURAK
-
Podpisuje sie pod tym obiema rekami!
Pozdrawiam
--
_____________
Jesteśmy razem
-
Nauczyciel to bardzo ważny zawód! On przekazuje wiedzę młodym ludziom. Uczy ich
logicznego myślenia, by w przyszłości nie byli tumanami, a potrafili coś
osiągnąć. Dlatego nauczyciele powinni być doceniani i odpowiednio wynagradzani
za swój trud.
Nauka jest najważniejszą rzeczą na świecie, i na niej nie wolno oszczędzać.
--
Tutaj można więcej się dowiedzieć.
-
Twoje dziecko nie powinno rozmawiać w czasie lekcji. I to właśnie Ty powinnaś mu
o tym powiedzieć. Ale tego nie zrobiłaś, więc twoje dziecko zostało ukarane....
niesłusznie, bo to Ty powinnaś być wyproszona z klasy.
Zaległości w nauce? Ten wątek to chyba jednak podpucha. Że niby nieskupione
rozgadane dziecko coś wynosi z lekcji? Już nawet nie wspomnę, że przeszkadza innym.
Szkoła nie wychowuje. Szkoła uczy. Uczy też tego, że niedostosowywanie się do
panujących reguł szkodzi. Szkoda, że lekcja była nieprzyjemna. Ale skoro Tobie
się nie chciało.
--
Somebody Stop Me!!!!
-
Chwilowo nie moge przeczytac calego watku, wiec moze ktos juz o tym
pisal, dziecka nie wolno wystawiac za drzwi, niezaleznie od wieku.
Chodzi o dziecka BEZPIECZENSTWO, za ktore nauczyciel jest
odpowiedzialny, moze nalezy o tym przypomniec nauczycielowi?
--
"Pod łożkiem Nemezis leży ścierwo, ktore było doktorem...
Ścierwo, ktore było doktorem...
Było doktorem...
-
Moi "kochani nauczyciele" i ich obrońcy.
Zawód nauczyciela JEST ważny, ale ilu naprawde idzie tam z zamiłowania (5%?) a ilu/ile z wygody? Pracują mniej niż połowa ogólnokrajowego 40 godzin tygodniowo. Wakacje - 2 miesiace + ferie zimowe, wiosenne, wszelkie możliwe święta! Własnie ci najgorsi i najbardziej leniwi, mają najbardziej rozwiniętą postawę roszczeniową. Dokształcanie-ciągłe, zwłaszcza w dziedzinie pedagogiki i psychologii dziecka to rzadkość. Jestem inżynierem. Pracuje MINIMUM 40 godzin tygodniowo, dokształcam się w swoim wolnym czasie, że nie wspomnę o literaturze fachowej - tę czytam na bieżąco a pan/pani nauczycielka nie wie co zrobić z gadułą? Jedyne co potrafi to UKARAĆ. To są metody sprzed 200 lat. Może preferujecie Państwo powrót do kar cielesnych? Czy pojęcie "dziecka nadpobudliwego" coś Wam mówi? Byłem dzieckiem b. zdolnym a w szkole mi sie NUDZIŁO i co? - wiecznie JA stałem "w kącie" bo kr..etyni nauczyciele nie wpadli na pomysł, żeby wysłać mnie do wyższej klasy lub dać coś CIEKAWEGO i trudnego do roboty. Pan/pani nauczycielka poszła na łatwiznę i karała mnie za JEJ/JEGO nudne lekcje. Pracujcie 40 godzin tygodniowo i na terenie szkoły poprawiajcie klasówki, przygotowujcie następne lekcje i prowadźcie wywiadówki w ramach 40-tu godzin. Nie róbcie z siebie męczenników i nie żądajcie przywilejów. Wszyscy mieliśmy nauczycieli i wiemy którzy i czego są warci. Dzieci świetnie obserwują i oceniają. A metody pedagogiczne/dydaktyczne zmieniły się od 200 lat. To Wy stoicie w miejscu. Pozdrawiam moich WSPANIAŁYCH nauczycieli było ich może 5-10 %.
-
> Zawód nauczyciela JEST ważny, ale ilu naprawde idzie tam z zamiłowania (5%?) a
> ilu/ile z wygody? Pracują mniej niż połowa ogólnokrajowego 40 godzin tygodniow
> o. Wakacje - 2 miesiace + ferie zimowe, wiosenne, wszelkie możliwe święta!
Szczerze, mnie jako nie-nauczyciela wcale coś takiego nie zachęca. Zdrowie
psychiczne nie jest warte tego dodatkowego wolnego więcej. Bo i tak przez
większość dni w roku nauczyciel musi cierpieć i być gnębionym przez bandyckie
dzieci.
Ale zgodzę się, że nauczyciele powinni być lepiej szkoleni. Bo wielu obecnych
faktycznie nie potrafi przekazywać dobrze wiedzy. Dlatego powinno się więcej
pieniędzy przeznaczać na kształcenie nauczycieli.
> Byłe
> m dzieckiem b. zdolnym a w szkole mi sie NUDZIŁO i co? - wiecznie JA stałem "w
> kącie" bo kr..etyni nauczyciele nie wpadli na pomysł, żeby wysłać mnie do wyższ
> ej klasy lub dać coś CIEKAWEGO i trudnego do roboty. Pan/pani nauczycielka posz
> ła na łatwiznę i karała mnie za JEJ/JEGO nudne lekcje.
Dzieci nadpobudliwe, ADHD i inne cuda, to tak naprawdę produkty bezstresowego
wychowania. Dziecku się na wszystko pozwala, a gdy narozrabia, to jest się miłym
dla niego. I potem wyrastają takie bachory. Kiedyś nie było nawet takich
terminów jak obecnie. A teraz to nawet każde dziecko może dostać papierek na
dysortografię, dysmatematykę, dyshistorię, dysgeografię, i dys-wszystko co sobie
wymyśli. Bezsens. To może od razu dać mu papierek na dys-inteligencję? A już
najgłupsze jest to, że uczeń z takim papierkiem ma ułatwioną maturę. I na co
komu taka matura? Przecież to tak jakby ktoś poszedł na rozmowę o pracę na
stanowisko programisty i pokazał papierek dys-informatyk, dzięki czemu
przyjęliby go do pracy bez sprawdzenia umiejętności. Idiotyzm.
--
Tutaj można więcej się dowiedzieć.
-
Bezstresowe wychowanie to wielkie nieporozumienie! Rozumie się/rozumiano pod tym
terminem brak zasad i konsekwencji w ich egzekwowaniu. Dzieci, moim zdaniem - i
nie tylko moim - powinny miec JASNO i precyzyjnie określone zasady wg. których
rodzice - konswkwentnie - będą je wychowywać i przygotowywać do życia w
społeczeństwia. Ale tutaj dyskutujemy sprawę postawy nauczyciela/nauczycielki.
Co do dysleksji, to znam baaardzo utalentowanych inżynierów/konstruktorów,
którzy mają problemy z dysleksją. Gdybyśmy jej nie uznali za jednostkę chorobową
nie byliby oni w stanie zdać matury i skonczyć studiów - zmarnowalibyśmy ich
talenty w innych dziedzinach. Pomyśl o tym.
-
Gdybyśmy jej nie uznali za jednostkę chorobow
> ą
> nie byliby oni w stanie zdać matury i skonczyć studiów - zmarnowalibyśmy ich
> talenty w innych dziedzinach. Pomyśl o tym.
Dlatego uważam, że matura nie powinna być warunkiem dostania się na studia.
Matura ma być dokumentem stwierdzającym, jaki poziom wiedzy ogólnej nabyło
dziecko w trakcie nauki. Skoro uczeń ma dys-cośtam, to znaczy że nie mógł z
danej dziedziny nabyć wystarczającej wiedzy. Dlaczego zatem dokument ma kłamać?
Niech pokazuje prawdę.
Natomiast to czy uczeń dostanie się na studia powinno zależeć od wyników z
przedmiotów tam wymaganych i ewentualnie jakichś egzaminów. Ale jeśli ktoś oblał
maturę z polskiego, to nie powinno to zaważyć na decyzji przyjęcia go na studia
matematyczne. Matura z polskiego w ogóle nie powinna być tu brana pod uwagę.
--
Tutaj można więcej się dowiedzieć.
-
paskudek1 napisała:
Cytat
niestety ale nie rpzesadza, nie wolno i już.
Nie wierz tak ślepo nieznającym się na prawie oświatowym szkoleniowcom.
Cytat
Mimo że w świetle przepisów to nauczyciel może im powiedzieć grzecznie "panowie proszę przestać"
Nie przesadzaj. Jak ktoś popełnia przestępstwo, wolno nawet dokonać zatrzymania obywatelskiego.
--
Ne puero gladium!
-
Podpisuję się pod tym, co napisała Mona. Nie chodzi o to, że nie wolno dziecka
karać, czy wyciągać konsekwencji jego zachowania, jednak wystawianie za drzwi
jest zakazane. Za bezpieczeństwo dziecka w szkole odpowiada n-l, a kiedy dziecko
jest za drzwiami bądź co bądź jest poza kontrolą i może być to niebezpieczne.
Cokolwiek się wtedy stanie, to nauczyciel będzie ukarany. Nie wiem, czy ta
konkretna nauczycielka zapomniała o tym, czy też jest tak nieprzewidująca.
Myślę, że należy do mniejszości, bo jednak większość ma świadomość tego, co może
przyjść do głowy uczniowi i co tam za tymi drzwiami może go spotkać. Wiem, że w
szkole w której pracowalam, za takie coś urwano by mi głowę.
-
Mój "kochany inżynierze",
Nie mogę juz słuchać o pracy przez 18 godz.tygodniowo, a nie 40! Ile
razy mozna powtarzać, że w szkole jest dużo więcej pracy niz 18
godz. Myslisz, że jak idziesz na wywiadówkę, a Twoje dziecko na
dyskotekę szkolną, to ja wcześniej odwołałam taką ilość godzin,
jakie spędzę na dyskotece i dalej pracuję tylko 18? Nie, to już
nawet dla mnie nudne się staje...
Akurat w kwestii dokształcania się, nie masz kompletnie racji, bo
dyrektorzy z reguły mają świra na punkcie kursów, szkoleń i rad
szkoleniowych (nierzadko wyjazdowych lub weekendowych).
A teraz do meritum - dziecka nauczyciel NIE MA PRAWA wyrzucić z
klasy. Nie ma dyskusji, czy należy, czy nie. NIE WOLNO. Do rodziców
zadzwonić nie może w czasie lekcji, bo nie może wyjść z klasy. Oba
zakazy obowiązują dlatego, że w żadnej sytuacji nie wolno w czasie
lekcji żadnego dziecka zostawić bez opieki (ani tego przed klasą,
ani tych w klasie). Można np. poprosić panią woźną, jeżeli jest w
czasie lekcji na korytarzu, żeby wezwała panią pedagog, bądź
psycholog, bądź dyrekcję (w zależności od problemów w klasie), a ta
przyszła i dziecko zabrała na rozmowę.
Jako nauczyciel uważam, że trzeba mieć predyspozycje do tego zawodu,
trzeba umieć rozmawiać z uczniami, nie okazywac bezsilności(a taką
są zachowania agresywne), radzić sobie z podstawową dyscypliną w
klasie, starać się o przyjacielską atmosferę między nauczycielem a
uczniami (bo obu stronom wychodzi to na dobre

). Nie uważam
jednak, że mam sobie radzić z każdym problemem sama, bo od tego jest
zespół WSPOMAGAJĄCY nauczyciela w szkole (pedagog, psycholog,
socjoterapeuta). U mnie, na ok. 800 dzieci przynajmniej 3 etaty. I
te etaty są po to, żeby nauczycielowi pomóc w ekstremalnej sytuacji,
a tych naprawdę wiele, nawet w szkołach podstawowych.
Ja nie robię z siebie męczennika i nie żądam przywilejów, ale nie
zastanawia Cię, że w innych krajach europejskich nauczyciele nie
mają 40 godz. dydaktycznych tygodniowo? Dlaczego? Około 20 godzin
dydakt. (lekcji) a do tego praca przy projektach, doszkalanie,
przygotowywanie się do lekcji, sprawdzanie klasówek, wypracowań,
uroczystości szkolne, zajęcia dodatkowe - to jest to, co robią
europejscy nauczyciele. Dziwi mnie to, że niektórym rodzicom uczniów
absolutnie nie zalezy na jako takim komforcie pracy dla nauczycieli,
tylko razi 2 m-ce wakacji. Przecież to, jakich nauczycieli mają
Wasze dzieci ma ogromny i bezpośredni wpływ na Wasze dzieci, bo
nierzadko spędzają one w szkole więcej czasu niż z Wami w domu.
Jestem nauczycielem, ale jestem też rodzicem i bardzo chciałabym,
żeby moje dziecko uczyli ludzie zadowoleni i doceniani, a nie
zgorzkniali i poniżani.
Z drugiej strony, wiem też, że wielu nieodpowiednich ludzi pracuje w
szkole, dlatego uważam, że rodzice powinni znać swoje prawa (a mają
ich naprawdę bardzo wiele). Tylko idealną sytuacją byłoby
współpracować z rodzicem, który zna swoje prawa, ale i sumiennie
wykonuje SWOJE OBOWIĄZKI rodzicielskie. A z tym jest niestety
tragicznie w naszym społeczeństwie... Ale to już osobny temat.
-
Zazdroszczę dzisiejszym dzieciakom bezstresowego wychowania.
Za moich czasów jak ktoś przeszkadza, gadał, biegał po klasie, dokuczał to po
prostu mówiono, że jest niewychowany, niegrzeczny a teraz by powiedzieli, że ma
ADHD i tyle.
Dotknąć nie wolno, nakrzyczeć nie wolno, za drzwi nie wolno, do kąta nie wolno...
A jak nauczyciel nie może sobie poradzić z takim dzieckiem to od razu mówi się,
że nie nadaję się do nauczania, a co on może jak nic nie może????
Ja dobrze pamiętam z podstawówki, że nie jednokrotnie ktoś był wywalany za
drzwi, szedł do kąta albo siadał w oślej ławce. Do tego nagany z zachowania lub
1 do dziennika. Jak to nie pomagało wzywało się rodziców a w domu było lanie.
Niektórzy nauczyciele kazali na przerwie zostawać w klasie. Najbardziej
nieznośni byli odsyłani do pani pedagog w najgorszym przypadku pani dyrektor.
I zazwyczaj po 1-3 wyskokach taki ktoś w końcu nauczył się, że na lekcjach ma
być cisza i spokój.
Ja i moi koledzy/koleżanki przed nauczycielem czuliśmy respekt. A dzisiejsze
dzieciaki?? Robią co chcą bo nauczyciel nie ma prawa na nich krzyczeć czy też
dotknąć.
Moja mama opowiadała jak jej pani od matematyki niegrzecznym dzieciakom kazała
wyciągać ręce do przodu i biła ich linijką po palcach!! Za coś takiego
dzisiejszy nauczyciel by nie tylko wyleciał ze szkoły ale jeszcze poszedł do
więzienia!!
Mam dopiero 24lata, jeśli w przyszłości będę mieć dziecko, będę starać się
normalnie wychowywać. Jeśli dziecko nabroi to spotka je kara. I nie bezie to
paplanina "że tak nie wolno" tylko od razu brak kompa, brak tv, zero kieszonkowego.
Dla mnie największą karą był zakaz wychodzenia na dwór, ale dzisiejsze dzieciaki
nie mają pojęcia co to 'trzepak', 'chowanego' czy tez 'skakanie w gumę'. Więc
dla dzisiejszych dzieciaków odebranie im komputera czy też tv jest duuużo gorsze.
-
Dlaczego dziecko, które rozmawia jest niewychowane? Zupełnie
normalne jest, że dziecko 6-7 letnie ma ochotę dyskutować,
opowiadać. Niestety polska szkoła każe siedzieć cicho i nie ma mowy
o własnym zdaniu. Nie dziwię się, że skoro temat dotyczył wakacji to
każde dziecko chciało coś powiedzieć. Strasznie ciężko jest czekać
na swoja kolejkę przy 30 dzieciaków w klasie. A taki 7-latek nie ma
jeszcze takiej cierpliwości. Oczywiście rodzic i nauczyciel powinien
uczyć, jak rozmawiać. Z reguły w domu dziecko musi co najwyżej
poczekać aż skończy mówić tata, zawsze jest wysłuchane. Szkoła jest
dla dziecka nową sytuacją - tu nie zawsze zostanie zapytane pomimo,
że podnosi rączkę i cierpliwie czeka, tu kolega szepnie coś
śmiesznego i trudno powstrzymać śmiech. Uważam, że przede wszystkim
zadaniem nauczyciela jest pokazanie jakie reguły panują w szkole.
Oczywiście rodzice muszą te reguły szanować i popierać. Inną sprawą
jest, że rodzic nie musi zgadzać się z metodami respektowania tych
reguł. Wyrzucanie dzieci z klasy jest niebezpieczne, podobnie jak
bicie, krzyk, czy wyzywanie dziecka od debili. Dziwne jest, że są
nauczyciele, którzy nie wyrzucają dzieci z klasy, nie krzyczą, nie
wyzywają a mają ciszę. Nauczycel taki ma osobowość i czuje się
respekt przed taką osobą. Takich nauczycieli z reguły pamięta się
przez lata.
I jeszcze jedno do dottka-wrocek - jestem pewna, że zwreyfikujesz
swoje poglądy, gdy będziesz miała własne dziecko. Czy skoro w twoim
domu było lanie, to powinnon być w każdym? Czy na prawdę będziesz
uważać, że nauczycielowi, który bije bezbronne siedmioletnie dzieci
nie należy się kara. Cóż nie w każdym domu stosuje się kary cielesne
i nie zawsze z tych domów wychodza łobuzy i odwrotnie.