• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

wyrzucanie za drzwi - I klasa SP Dodaj do ulubionych

  • 01.12.08, 22:11
    Co myślicie na temat wyrzucania za drzwi dziecka, które w tym roku
    rozpoczeło naukę w szkole? Zdaje sobie sprawę z tego, ze moje
    dziecko jest gadułką, ale myślę, że są inne sposoby wychowawcze
    skuteczniejsze od wyrzucania z klasy. Pani widzi to dziecko siedzące
    przed klasą, tłumaczy, ze dziecko wtedy się wycisza i może potem
    wócić do dzieci. Ale mam wątpliwości, bo w takiej sytuacji dziecko
    ma potem zaległości w nauce - nie wie co było robione podczas
    nieobecności w klasie, jest wyśmiewane przez rówieśników, ma już
    łatkę dziecka niegrzecznego, a tak naprawde to nie robi krzywdy
    innym dzieciom co się zdarza przecież w szkołach. Nie staram sie
    bronic dziecka, ale czy to jest w porządku - taka kara.
    Zaawansowany formularz
    • 01.12.08, 22:28
      Witam,
      Uważam, że to niedopuszczalne.
      A często słyszę o takich przypadkach.
      Dziecko gaduła, wiercipięta, zadaje mnóstwo pytań, to wylot z klasy.
      Taki jest syn mojej koleżanki.
      Faktycznie, ciężki jest z tym gadulstwem, ale czy wyjście za drzwi
      to jedyna metoda? Innych nie ma? I tak już od stu lat to samo?;-D
      Nic innego nie wymyślono?;-D
      Pzdr.
      Inguszetia
      • 07.12.08, 16:02
        nauczyciel nic nie moze zrobic dziecku
        ktos tu pisal o pukani w ramie jak gada - nauczyciel nie moze dotknac dziecka
        nauczyciel nie moze wyrzucic dziecka za drzwi, moze go najwyzej o to poprosic, a dziecko moze go olac - uswiadom to dziecku
        takie mamy czasy, ze nauczyciel w zasadzie nic nie moze bo sie jeszcze dziecko zestresuje i bedzie bida

        w moim przekonaniu jedyna metoda na niewychowane dzieciaki w dzisiejszych czasach to tel do rodzicow w czasie lekcji, niechby sie tak pare razy musial jeden rodzic z drugim zwolnic z pracy zeby uspokoic pocieche to gwarantuje panstwu, ze dziecko byloby pozniej potulne jak baranek

        niestety zauwazylem w polskim spoleczenstwie wyjatkowa nieporadnosc w rozwiazywaniu najprostszych problemow, stad takie w tym kraju dziadostwo
        • 07.12.08, 22:26
          Pytanie dlaczego "nauczyciel ma coś robić dziecku" a czy nie lepiej
          jest zachęcić dziecko, zmotywować, podkreślić znaczenie ciszy i
          starać się wpoić dzieciom jej znaczenie. Nie wszystkie dzieci mają
          jednakową zdolność koncentrowania się i to nie oznacza wcale, że są
          złe czy niewychowane. Wydaje mi się, że rolą nauczyciela powinno być
          uczenie ich tego, szczególnie w I klasie. Jesteśmy przyzwyczajeni do
          zastraszania i karania, ale nie jest to dobra metoda. Trzeba starać
          się dostrzec w człowieku/dziecku jego dobrą stronę i zapewniam, że
          warto.
          • 07.12.08, 23:06
            Współczuję nauczycielom, że muszą się użerać z dziećmi, których rodzice nie
            potrafią dobrze wychować. Zaczyna się od gadulstwa na lekcjach, a w późniejszych
            latach kończy się biciem nauczyciela przez dzieci, zakładaniem mu wiadra na
            głowę i podobnymi wyczynami. Jeśli mi nie wierzycie, to sprawdźcie na youtube.
            Tam jest mnóstwo filmików, na których dzieci się znęcają nad nauczycielami. I co
            ma nauczyciel z takimi bachorami począć? Nic nie może sad Musi cierpieć przez
            nieodpowiedzialnych rodziców, którzy wychowują dziecko tak, że w trakcie
            dorastania robi się z niego bandyta.

            --
            Tutaj można więcej się dowiedzieć.
            • 08.12.08, 07:28
              Ojejku, biedni nauczyciele. Straszna praca, ale przecież jest tyle
              innych zawodów. Z najstarszym włącznie.
              • 08.12.08, 17:51
                Nauczyciel to bardzo ważny zawód! On przekazuje wiedzę młodym ludziom. Uczy ich
                logicznego myślenia, by w przyszłości nie byli tumanami, a potrafili coś
                osiągnąć. Dlatego nauczyciele powinni być doceniani i odpowiednio wynagradzani
                za swój trud.

                Nauka jest najważniejszą rzeczą na świecie, i na niej nie wolno oszczędzać.

                --
                Tutaj można więcej się dowiedzieć.
                • 08.12.08, 18:22
                  Moi "kochani nauczyciele" i ich obrońcy.
                  Zawód nauczyciela JEST ważny, ale ilu naprawde idzie tam z zamiłowania (5%?) a ilu/ile z wygody? Pracują mniej niż połowa ogólnokrajowego 40 godzin tygodniowo. Wakacje - 2 miesiace + ferie zimowe, wiosenne, wszelkie możliwe święta! Własnie ci najgorsi i najbardziej leniwi, mają najbardziej rozwiniętą postawę roszczeniową. Dokształcanie-ciągłe, zwłaszcza w dziedzinie pedagogiki i psychologii dziecka to rzadkość. Jestem inżynierem. Pracuje MINIMUM 40 godzin tygodniowo, dokształcam się w swoim wolnym czasie, że nie wspomnę o literaturze fachowej - tę czytam na bieżąco a pan/pani nauczycielka nie wie co zrobić z gadułą? Jedyne co potrafi to UKARAĆ. To są metody sprzed 200 lat. Może preferujecie Państwo powrót do kar cielesnych? Czy pojęcie "dziecka nadpobudliwego" coś Wam mówi? Byłem dzieckiem b. zdolnym a w szkole mi sie NUDZIŁO i co? - wiecznie JA stałem "w kącie" bo kr..etyni nauczyciele nie wpadli na pomysł, żeby wysłać mnie do wyższej klasy lub dać coś CIEKAWEGO i trudnego do roboty. Pan/pani nauczycielka poszła na łatwiznę i karała mnie za JEJ/JEGO nudne lekcje. Pracujcie 40 godzin tygodniowo i na terenie szkoły poprawiajcie klasówki, przygotowujcie następne lekcje i prowadźcie wywiadówki w ramach 40-tu godzin. Nie róbcie z siebie męczenników i nie żądajcie przywilejów. Wszyscy mieliśmy nauczycieli i wiemy którzy i czego są warci. Dzieci świetnie obserwują i oceniają. A metody pedagogiczne/dydaktyczne zmieniły się od 200 lat. To Wy stoicie w miejscu. Pozdrawiam moich WSPANIAŁYCH nauczycieli było ich może 5-10 %.
                  • 08.12.08, 19:35
                    > Zawód nauczyciela JEST ważny, ale ilu naprawde idzie tam z zamiłowania (5%?) a
                    > ilu/ile z wygody? Pracują mniej niż połowa ogólnokrajowego 40 godzin tygodniow
                    > o. Wakacje - 2 miesiace + ferie zimowe, wiosenne, wszelkie możliwe święta!

                    Szczerze, mnie jako nie-nauczyciela wcale coś takiego nie zachęca. Zdrowie
                    psychiczne nie jest warte tego dodatkowego wolnego więcej. Bo i tak przez
                    większość dni w roku nauczyciel musi cierpieć i być gnębionym przez bandyckie
                    dzieci.

                    Ale zgodzę się, że nauczyciele powinni być lepiej szkoleni. Bo wielu obecnych
                    faktycznie nie potrafi przekazywać dobrze wiedzy. Dlatego powinno się więcej
                    pieniędzy przeznaczać na kształcenie nauczycieli.

                    > Byłe
                    > m dzieckiem b. zdolnym a w szkole mi sie NUDZIŁO i co? - wiecznie JA stałem "w
                    > kącie" bo kr..etyni nauczyciele nie wpadli na pomysł, żeby wysłać mnie do wyższ
                    > ej klasy lub dać coś CIEKAWEGO i trudnego do roboty. Pan/pani nauczycielka posz
                    > ła na łatwiznę i karała mnie za JEJ/JEGO nudne lekcje.

                    Dzieci nadpobudliwe, ADHD i inne cuda, to tak naprawdę produkty bezstresowego
                    wychowania. Dziecku się na wszystko pozwala, a gdy narozrabia, to jest się miłym
                    dla niego. I potem wyrastają takie bachory. Kiedyś nie było nawet takich
                    terminów jak obecnie. A teraz to nawet każde dziecko może dostać papierek na
                    dysortografię, dysmatematykę, dyshistorię, dysgeografię, i dys-wszystko co sobie
                    wymyśli. Bezsens. To może od razu dać mu papierek na dys-inteligencję? A już
                    najgłupsze jest to, że uczeń z takim papierkiem ma ułatwioną maturę. I na co
                    komu taka matura? Przecież to tak jakby ktoś poszedł na rozmowę o pracę na
                    stanowisko programisty i pokazał papierek dys-informatyk, dzięki czemu
                    przyjęliby go do pracy bez sprawdzenia umiejętności. Idiotyzm.

                    --
                    Tutaj można więcej się dowiedzieć.
                    • 08.12.08, 19:51
                      Bezstresowe wychowanie to wielkie nieporozumienie! Rozumie się/rozumiano pod tym
                      terminem brak zasad i konsekwencji w ich egzekwowaniu. Dzieci, moim zdaniem - i
                      nie tylko moim - powinny miec JASNO i precyzyjnie określone zasady wg. których
                      rodzice - konswkwentnie - będą je wychowywać i przygotowywać do życia w
                      społeczeństwia. Ale tutaj dyskutujemy sprawę postawy nauczyciela/nauczycielki.
                      Co do dysleksji, to znam baaardzo utalentowanych inżynierów/konstruktorów,
                      którzy mają problemy z dysleksją. Gdybyśmy jej nie uznali za jednostkę chorobową
                      nie byliby oni w stanie zdać matury i skonczyć studiów - zmarnowalibyśmy ich
                      talenty w innych dziedzinach. Pomyśl o tym.
                      • 08.12.08, 20:30
                        Gdybyśmy jej nie uznali za jednostkę chorobow
                        > ą
                        > nie byliby oni w stanie zdać matury i skonczyć studiów - zmarnowalibyśmy ich
                        > talenty w innych dziedzinach. Pomyśl o tym.

                        Dlatego uważam, że matura nie powinna być warunkiem dostania się na studia.
                        Matura ma być dokumentem stwierdzającym, jaki poziom wiedzy ogólnej nabyło
                        dziecko w trakcie nauki. Skoro uczeń ma dys-cośtam, to znaczy że nie mógł z
                        danej dziedziny nabyć wystarczającej wiedzy. Dlaczego zatem dokument ma kłamać?
                        Niech pokazuje prawdę.

                        Natomiast to czy uczeń dostanie się na studia powinno zależeć od wyników z
                        przedmiotów tam wymaganych i ewentualnie jakichś egzaminów. Ale jeśli ktoś oblał
                        maturę z polskiego, to nie powinno to zaważyć na decyzji przyjęcia go na studia
                        matematyczne. Matura z polskiego w ogóle nie powinna być tu brana pod uwagę.

                        --
                        Tutaj można więcej się dowiedzieć.
                    • 10.12.08, 03:41
                      Cyt.: "A już
                      najgłupsze jest to, że uczeń z takim papierkiem ma ułatwioną maturę. I na co
                      komu taka matura?"

                      Jak się o czymś pisze, to należałoby coś na ten temat wiedzieć. Dyslektycy nie
                      mają "ułatwionej" matury. Mają dokładnie taką samą, jak wszyscy, w całej Polsce,
                      tyle, że mają na to więcej czasu.
                    • 11.12.08, 17:14
                      tak sie sklada ze ja bylam dzieckiem z ADHD , tylko ze 20 lat temu
                      nikt o tym nie slyszal. do szkoly poszlam juz gdy umialam plynnie
                      czytac i pisac a inne dezici dopiero sie uczyly. nie zdajesz sobie
                      sprawy co to znaczy wytrzymac te 5 minut gdy sie zna odpowiedz gdy
                      inne dziecko dopiero sklada litery - nie wytrzymywalam wiec
                      podpowiadalam i przez to najlepsza uczennicva w szkole miala prawie
                      najgorsze zachowanie - nawet gdy staralam sie nie odzywac przez
                      cala lekcje , ja po prostu nie wiedzialam co robie zle. , a
                      wystarczylo tylko podsunac mi jakas ksiazeczke do czytania. Tu nie
                      chodzi o papierki tylko o umiejetnosc pracy z takim dzieckiem
                  • 09.12.08, 12:12
                    Mój "kochany inżynierze",
                    Nie mogę juz słuchać o pracy przez 18 godz.tygodniowo, a nie 40! Ile
                    razy mozna powtarzać, że w szkole jest dużo więcej pracy niz 18
                    godz. Myslisz, że jak idziesz na wywiadówkę, a Twoje dziecko na
                    dyskotekę szkolną, to ja wcześniej odwołałam taką ilość godzin,
                    jakie spędzę na dyskotece i dalej pracuję tylko 18? Nie, to już
                    nawet dla mnie nudne się staje...
                    Akurat w kwestii dokształcania się, nie masz kompletnie racji, bo
                    dyrektorzy z reguły mają świra na punkcie kursów, szkoleń i rad
                    szkoleniowych (nierzadko wyjazdowych lub weekendowych).
                    A teraz do meritum - dziecka nauczyciel NIE MA PRAWA wyrzucić z
                    klasy. Nie ma dyskusji, czy należy, czy nie. NIE WOLNO. Do rodziców
                    zadzwonić nie może w czasie lekcji, bo nie może wyjść z klasy. Oba
                    zakazy obowiązują dlatego, że w żadnej sytuacji nie wolno w czasie
                    lekcji żadnego dziecka zostawić bez opieki (ani tego przed klasą,
                    ani tych w klasie). Można np. poprosić panią woźną, jeżeli jest w
                    czasie lekcji na korytarzu, żeby wezwała panią pedagog, bądź
                    psycholog, bądź dyrekcję (w zależności od problemów w klasie), a ta
                    przyszła i dziecko zabrała na rozmowę.
                    Jako nauczyciel uważam, że trzeba mieć predyspozycje do tego zawodu,
                    trzeba umieć rozmawiać z uczniami, nie okazywac bezsilności(a taką
                    są zachowania agresywne), radzić sobie z podstawową dyscypliną w
                    klasie, starać się o przyjacielską atmosferę między nauczycielem a
                    uczniami (bo obu stronom wychodzi to na dobre smile). Nie uważam
                    jednak, że mam sobie radzić z każdym problemem sama, bo od tego jest
                    zespół WSPOMAGAJĄCY nauczyciela w szkole (pedagog, psycholog,
                    socjoterapeuta). U mnie, na ok. 800 dzieci przynajmniej 3 etaty. I
                    te etaty są po to, żeby nauczycielowi pomóc w ekstremalnej sytuacji,
                    a tych naprawdę wiele, nawet w szkołach podstawowych.
                    Ja nie robię z siebie męczennika i nie żądam przywilejów, ale nie
                    zastanawia Cię, że w innych krajach europejskich nauczyciele nie
                    mają 40 godz. dydaktycznych tygodniowo? Dlaczego? Około 20 godzin
                    dydakt. (lekcji) a do tego praca przy projektach, doszkalanie,
                    przygotowywanie się do lekcji, sprawdzanie klasówek, wypracowań,
                    uroczystości szkolne, zajęcia dodatkowe - to jest to, co robią
                    europejscy nauczyciele. Dziwi mnie to, że niektórym rodzicom uczniów
                    absolutnie nie zalezy na jako takim komforcie pracy dla nauczycieli,
                    tylko razi 2 m-ce wakacji. Przecież to, jakich nauczycieli mają
                    Wasze dzieci ma ogromny i bezpośredni wpływ na Wasze dzieci, bo
                    nierzadko spędzają one w szkole więcej czasu niż z Wami w domu.
                    Jestem nauczycielem, ale jestem też rodzicem i bardzo chciałabym,
                    żeby moje dziecko uczyli ludzie zadowoleni i doceniani, a nie
                    zgorzkniali i poniżani.
                    Z drugiej strony, wiem też, że wielu nieodpowiednich ludzi pracuje w
                    szkole, dlatego uważam, że rodzice powinni znać swoje prawa (a mają
                    ich naprawdę bardzo wiele). Tylko idealną sytuacją byłoby
                    współpracować z rodzicem, który zna swoje prawa, ale i sumiennie
                    wykonuje SWOJE OBOWIĄZKI rodzicielskie. A z tym jest niestety
                    tragicznie w naszym społeczeństwie... Ale to już osobny temat.
                  • 10.12.08, 20:53
                    fcvg napisała:

                    > Moi "kochani nauczyciele" i ich obrońcy.
                    > Zawód nauczyciela JEST ważny, ale ilu naprawde idzie tam
                    > z zamiłowania (5%?) a ilu/ile z wygody? Pracują mniej niż połowa
                    > ogólnokrajowego 40 godzin tygodniowo. Wakacje - 2 miesiace + ferie
                    > zimowe, wiosenne, wszelkie możliwe święta! Własnie ci najgorsi
                    > i najbardziej leniwi, mają najbardziej rozwiniętą postawę
                    > roszczeniową. Dokształcanie-ciągłe, zwłaszcza w dziedzinie
                    > pedagogiki i psychologii dziecka to rzadkość. Jestem inżynierem.
                    > Pracuje MINIMUM 40 godzin tygodniowo, dokształcam się w swoim
                    > wolnym czasie, że nie wspomnę o literaturze fachowej - tę czytam
                    > na bieżąco a pan/pani nauczycielka nie wie co zrobić z gadułą?
                    > Jedyne co potrafi to UKARAĆ. To są metody sprzed 200 lat. Może
                    > preferujecie Państwo powrót do kar cielesnych? Czy pojęcie
                    > "dziecka nadpobudliwego" coś Wam mówi? Byłem dzieckiem b. zdolnym
                    > a w szkole mi sie NUDZIŁO i co? - wiecznie JA stałem "w kącie" bo
                    > kr..etyni nauczyciele nie wpadli na pomysł, żeby wysłać mnie do
                    > wyższej klasy lub dać coś CIEKAWEGO i trudnego do roboty. Pan/pani
                    > nauczycielka poszła na łatwiznę i karała mnie za JEJ/JEGO nudne
                    > lekcje. Pracujcie 40 godzin tygodniowo i na terenie szkoły
                    > poprawiajcie klasówki, przygotowujcie następne lekcje i prowadźcie
                    > wywiadówki w ramach 40-tu godzin. Nie róbcie z siebie męczenników
                    > i nie żądajcie przywilejów. Wszyscy mieliśmy nauczycieli i wiemy
                    > którzy i czego są warci. Dzieci świetnie obserwują i oceniają.
                    > A metody pedagogiczne/dydaktyczne zmieniły się od 200 lat. To Wy
                    > stoicie w miejscu. Pozdrawiam moich WSPANIAŁYCH nauczycieli było
                    > ich może 5-10 %.

                    Tak się złożyło, że również jestem inżynierem, ale dodatkowo zrobiłem swojego
                    czasu studia pedagogiczne.
                    Nie zgadzam się z Tobą, że w ciągu ostatnich lat metody dydaktyczne czy
                    pedagogiczne zmieniły się. One nadal są takie same jak 200 lat temu. Co więcej
                    nadal nie wiadomo jak postępować z konkretnym uczniem ponieważ uczniowie są
                    różni. Jednego wystarczy postraszyć oceną niedostateczną, innemu trzeba wlać w dupę.
                    Praca nauczycieli jest bardzo ciężka, a szczególnie z małymi dziećmi. To jest
                    nie tylko te 18 godzin w szkole. Gdyby jeszcze rodzice chcieli współpracować z
                    nauczycielami, to może dało by się utemperować niektórych z nich, ale rodzice są
                    raczej przeciwko nauczycielom i bronią swojego dziecka.
                    Poza tym klasy mogły by być mniejsze. Pamiętam jak mi się kiedyś z wykładów
                    (prowadziłem zajęcia z dorosłymi) zwalniały osoby i nagle z grupy ponad
                    30-osobowej zostały cztery. Ale mi się wtedy fajnie zajęcia prowadziło. A to
                    byli dorośli ludzie.
                • 13.12.08, 12:17
                  Tetlian: No nie są odpowiednio wynagradzani za swój trud to wiemy
                  wszyscy i co z tego? Czyli mogą w związku z tym wtystawiac dziecko w
                  pierwszej klasie za drzwi? To Twoim zdaniem jest usprawiedliwienie?
                  żartujesz mam nadzieje. A wątek nie jest o pensji nauczycielskiej i
                  związanych z tym frustracjach tylko o pierwszoklasiście którego
                  nauczyciel za drzwi wystawia - co jest niedopuszczalne!
            • 08.12.08, 08:43
              małe dziecko można traktować życzliwie i z sympatią, jednak wiele
              osób niestety wierzy tylko w wychowanie z pozycji siły, bo dorosły to
              może wszystko, a nasi nauczyciele tacy biedni. Moja pani od muzyki
              notorycznie wyrywała dzieciom włosy z głowy, inna wyzywała od debili
              itd.to podobno były dobre szkoły. Biedne te nasze dzieci.
              • 08.12.08, 09:23
                Tak, trzeba mówić dziecku:
                "Kubusiu bądź grzeczny, bo wszyscy Cię o to prosimy"
                "Kubusiu zwróć swą uwagę, że lepiej być grzecznym"
                "Kubusiu, w domu jesteś grzeczny, to w szkole też bądź grzeczny"
                "Kubusiu bądź grzeczny"
                "Kubusiu napewno jesteś dobry, więc badź grzeczny"
                A tymczesm, nasz Kubuś, wyedukowany przez rodziców, że nauczyciel
                nic mu nie może zrobić - Całą lekcje rzuca papiery, pluje na innych
                uczniów i na nauczyciela, chodzi po klasie i zaczepia, o gadulstwie
                już nie wspominając.
                Tak, wtedy trzeba do niego dalej mówić, zachęcać, wmawiać, że ma
                dobre chęci...
                Tak, mówić i mówić o dobroci. A tu lekcja mija i nikt się niczego
                nie nauczył. Bo całą lekcję nauczyciel poświęcił na mówieniu, na
                zachęcaniu, na pouczaniu. I to tylko tego jednego Kubusia. Tak,
                rodzic Kubusia jest zachwycony. Tyle czasu mu nauczyciel poświęcił.
                Całą lekcję. Inni się nie nauczyli niczego z matematyki czy
                polskiego, ale to przecież nie szkodzi. Ważne, że uwaga nauczyciela
                była cały czas skupiona na Kubusiu. Tak, rodzic jest
                usatysfakcjonowany. Bo w domu to nie ma czasu wychowywać Kubusia.
                Można mu tylko nowe zabawki kupować, aby się nie nudził, biedaczek.
                A obowiązki Kubusia? Jakie obowiązki? Nie ma na to czasu. Ale w
                szkole to go muszą przecież wychować. No przecież rodzic płaci
                podatki, ciężko pracuje całe dnie. No to szkoła państwowa musi
                sprawy wychowawcze załatwiać za rodzica.
                Szkoła to nie przechowalnia dzieci.
                Jeśli dziecko nie ma wykształconych dobrych manier i samodyscypliny,
                to lepiej niech nie idzie do szkoły, do I klasy. Tam trzeba już
                prezentować pewien poziom, a nie dopiero uczyć się dobrago
                wychowania i skupiania się na podstawowych zagadnieniach z polskiego
                czy matematyki.
                Dziecko w szkole musi umieć szybko ustawić się z kolegami w pary,
                przejść z szatni do klasy, zdjąć tornister i wypakować książki i
                przybory, otworzyć zeszyt i przepisywać albo przerysowywać z tablicy.
                Potem, w wyznaczonym czasie, może zadawać pytania dotyczące lekcji.
                Po lekcjach ma przejść w sposób zdyscyplinowany do szatni. A potem
                pójść prosto do domu. No chyba, że idzie jeszcze na świetlicę.
                Wiele dzieci wychowanych bez żadnych obowiązków i realnych zadań,
                nadaje się głównie do rocznego pobytu w jakimś ośrodku wpajania
                zasad dobrego wychowania i treningu skupienia.
                Niestety, rodzice zaślepieni własną karierą i pieniędzmi, żyją
                złudzeniem "dobrego, grzecznego dziecka". A, gdy przychodzi
                obowiązek szkolny, to są zdziwieni.
                • 08.12.08, 09:37
                  mam dla takich ludzi, jak Ty wiele szacunku. Zgadzam się z Tobą w
                  100 %. i dziekuję za rozsądny głos.
                • 08.12.08, 12:34
                  100% racji
                  popieram i tak wychowuję moją córkę
                  --
                  www.fridakahlo.prv.pl/
                • 08.12.08, 14:09
                  Podpisuje sie pod tym obiema rekami!
                  Pozdrawiam
                  --
                  _____________
                  Jesteśmy razem
            • 08.12.08, 10:48
              tetlian napisał:

              Nie każdy musi być nauczycielem. Do tego zawodu potrzebna jest elementarna wiedza nie tylko do nauczania programu szkolnego, ale również choć ramy podstawowej wiedzy na temat psychologii. Jeżeli jej nie ma to chamica będzie wyrzucać dzieci z klasy, mścić się itd.
              Najchętniej to bym takiego nauczyciela wyrzucił nie za drzwi, ale ze szkoły, by nie mogła się więcej znęcać psychicznie nad dziećmi...
              • 08.12.08, 11:20
                realgniot napisała:

                > tetlian napisał:
                >
                > Nie każdy musi być nauczycielem. Do tego zawodu potrzebna jest elementarna wied
                > za nie tylko do nauczania programu szkolnego, ale również choć ramy podstawowej
                > wiedzy na temat psychologii.


                jakie to wszystko piękne! psychologia, psychiatria też by sie przydała, zapewniam cię bo do szkoły trafiają także skrajne przypadki. Ale z takimi pobożnymi życzeniami tych wszystkich psy- na studiach pedagogicznych to się zwracaj do kolejnego "pożal się boże" ministra od szkolnictwa wyższego!student nie ma wpływu na zakres materiału studiów wyższych-no chyba że w amerykańskim filmie, gdzie wybiera sobie zajęcia na które chce chodzić. a póki co ćwiczenia czyni mistrza, taką wiedzę zdobywa się w praktyce. no oczywiście można spróbować robić drugi fakultet, ale może wtedy całkiem odpuścić sobie uczenie...
                ps. jak tak wszyscy sobie odpuszczą ten zawód "bo tyle innych jest na świecie i jak ktoś nie ma powołania....bla, bla, bla...", to zobaczymy kto te nasze dzieci będzie uczył! już niedługo naszym najwiekszym problemem będzie to, że w klasie jest 30 uczniów (i szkoła nie jest z gumy, więc nie można tego zmienić)/ nie ma miejsc w przedszkolach/trudno sie dostać do gimnazjum --- biorąc pod uwagę ilość ciężarnych, i świeżo upieczonych mamuś w ostatnich latach/miesiącach. "za drzwi" przestanie być problemem.
          • 08.12.08, 12:33
            Jakiego zastraszania? Jest wina- jest kara. I nikt nie mówi o biciu, klęczeniu na grochu czy zastraszaniu. Dziecko w wielu 7 lat jest już chyba na tyle pojętne, ze potrafi zrozumiec, że na lekcji się nie rozmawia?
            Pamiętam ze szkoły- najgorsi to byli ci, ktorych wiecznie broniły mamusie. Przecież to tylko dziecko, on tylko rozmawia, on tylko wstał na lekcji, no co się stało takiego? A potem w szkole sredniej synek śmiał się nauczycielom w twarz- mamusia dalej nie wierzyła, że synek niegrzeczny. Pyskuje? Nie! On broni swojego zdania!
        • 08.12.08, 01:27
          jednorazowy3 napisała:

          "> nauczyciel nie moze wyrzucic dziecka za drzwi, moze go najwyzej o to poprosic,
          > a dziecko moze go olac "

          No chyba też nie. Jak to możliwe, że nauczyciel nie ma prawa wyjść z klasy w
          czasie lekcji, a dziecko tak.
      • 07.12.08, 19:28
        a nikt nie pomyślał, że to gadające dziecko na lekcji nic nie skorzysta z
        wiadomości przekazywanych przez nauczyciela(bo gada), ale również przeszkadza
        innym na skupieniu uwagi na lekcji?
        • 08.12.08, 09:35
          nauczyciel, ktory nie potrafi sobie poradzic z siedmiolatkiem nie
          powinien pracowac w szkole. to raz a dwa... co zrobi nauczyciel,
          kiedy wyproszone przez niego dziecko z sali np. rozbije sobie glowe,
          albo jakies inne dziecko go kopnie, zbije itd? a moze 7 latek
          pojdzie sobie na spacer i potraci go samochod albo porwie pedofil CO
          WTEDY? ktos, kto jest kretynem bez wyobrazni nie moze miec pod
          opieka dzieci.
          --
          Blue Angels 2006
          Jakie ciasteczka lubi najbardziej ciasteczkowy potwór? Toruńskie
          piernikismile
          • 08.12.08, 12:36
            jeśli siedmiolatka tak wychowano, że nauczyciel musi SPECJALNIE tego
            jedynego w klasie ustawiać, to w domu coś jest nie tak
            --
            www.fridakahlo.prv.pl/
          • 08.12.08, 14:07
            ...z własnym dzieckiem i zapanować nad jego zachowaniem, powinien mieć kuratora
            lub zostać pozbawiony praw rodzicielskich...
            --
            Facet jest jak burak cukrowy: słodki, ale jednak BURAK smile
      • 08.12.08, 09:34
        niedopuszczalne jest to, co dzieci - w tym również te z pierwszej
        klasy - wyprawiają, jak się zachowują, jak odzywają w szkole, na
        lekscjach, w stosunku do nauczyciela i kolegów.
        Wiem, co mówię, mam dwóch synów ( 1 i 4 klasa) - jestem absolutnie
        ZA.
        Dzisiaj nauczyciel nie może nawet zwrócić dziecku uwagi - bo to
        czuje się urażone,dotknęte itd.itd... ludzie - rodzice -
        opamiętajcie się, nie widzicie, ze wychowujecie małe potwory???
        • 08.12.08, 09:36
          oczywiscied znasz kazdy przypadek i tak z gory jestes "ZA". strach
          miec taka matke.
          --
          Blue Angels 2006
          Jakie ciasteczka lubi najbardziej ciasteczkowy potwór? Toruńskie
          piernikismile
          • 08.12.08, 09:46
            znam przypadki, których świadkami w publicznej szkole były moje
            dzieci.
            Jestem ZA - bo wiem, że czasami taka mała terapia szokowa
            (nauczycielka mojego dziecka"wywaliła" gadułę za drzwi na niespełna
            5 minut - sama stała po drugiej stronie i co najmniej dwa razy
            sprawdzała co się z dzieckiem po drugiej stronie dzieje)
            reultat był taki, że mały wrócił - przeprosił panią i klasę, za
            przeszkadzanie - a taka sytuacja więcej się nie pojawiła.
            Wychowawczyni nie ukrywała niczego, poinformowała rodziców o
            powodach swej decyzji - cierpliwie wysłychała argumentów zai
            przeciw - ale jednocześnie potrafiła nam rodzicom uzmysłowić, że w
            wyniku takich zachowań cierpi CAŁA klasa !
            co do twojego ostatniego zdania "strach mieć taką matkę" - każdy
            sądzi wg. siebie. Mam zasady - moje dzieci również - i wspólnie
            wychodzimy z przekonania, że zasady są po to, by ich przestrzegać a
            nie je łamać.
    • 01.12.08, 22:59
      Przede wszystkim to niezgodne z prawem i niebezpieczne - nauczyciel
      ma sprawowac opieke nad dzieckiem. Kiedy ono jest na korytarzu nie
      ma takiej mozlwości. A jak sobie gdzies dzieciak pojdzie? A niech
      cos mu się stanie?
      jeżeli dziecko bardzo przeszkadza, może je np. posadzić na krzesełku
      z boku sali, ale nie wolno mu dziecka wyprowadzić. powiedz, ze się
      na to nie zgadzasz, bo to niebezpieczne.

      pozd. Ania
      --
      Jak można taką podłą być i mieć tak ładny biust
      USS Phoenix - Where No Man Has Gone Before
      • 02.12.08, 05:06
        Corka gadala przez cala podstawowke i teraz gada w gimnazjum i jeszcze nikt jej
        za drzwi nie wyrzucil,no ale to jest cywilizowany NYC,a nie polski zascianek.
        Widze,ze niewiele sie w Polsce zmienilo przez 30 lat.
        • 02.12.08, 08:10
          Daruj sobie ten polski zaścianek. Wyrzucenie ucznia za drzwi jest
          niedopuszczalne,zwłaszcza ze względów bezpieczeństwa.Tego
          nauczycielowi robić nie wolno.A co do gadania córki maximum - wiem,
          że twierdzisz,że ona wyjątkowo inteligentna jest. Ale lekcja, o ile
          nie jest prowadzona w formie tzw ''burzy mózgów'' wymaga, żeby uczeń
          jednak poczekał na swoją kolej, nawet jak ma coś niewątpliwie
          ciekawego do powiedzenia, bo w klasie może być więcej takich
          bystrych dzieci, a kultura wymaga, żeby nie włazić komuś w słowo. Co
          się zaś tyczy zwykłego gadulstwa, to tak, jest ono męczące nie tylko
          dla nauczyciela, ale przede wszystkim przeszkadza innym uczniom.
          Nauczyciel nie ma prawa wyrzucić gaduły, ale może zastosować inną
          metodę, np dając mu coś dodatkowego do zrobienia, jeśli wyprzedza
          klasę, a jeśli po prostu nie uważa na lekcji, to posadzić go samego
          w pierwszej ławce przy biurku. Może też zastosować pewną
          metodę ,której tu nie ujawnię, żeby mi się nie dostało (nie jest
          drastyczna i nie poniża dziecka),ale po jej kilkakrotnym
          zastosowaniu rodzic będzie wyjątkowo uczulał dziecko,żeby nie
          gadało. Bo takie gadanie pozornie nikomu nie szkodzi, ale czasem
          doprowadza do szału inne dzieci, które chcą się skupić, a nie mogą,
          a debiutując w szkole dopiero przyzwyczajają się do pracy w
          warunkach nie zawsze komfortowych.
          • 02.12.08, 20:18
            >wiem,że twierdzisz,że ona wyjątkowo inteligentna jest. Ale lekcja, o ile nie
            jest prowadzona w formie tzw ''burzy mózgów'' wymaga, żeby uczeń jednak poczekał
            na swoją kolej, nawet jak ma coś >niewątpliwie ciekawego do powiedzenia,
            --------
            Inteligentna jest ,owszem,ale ma trudnawy charakter i w szkole gdy gada,to w
            wiekszosci nie na temat lekcji.

            > bo w klasie może być więcej takich
            > bystrych dzieci, a kultura wymaga, żeby nie włazić komuś w słowo.

            Kultura swoje a charakter swoje.Ona mnie w domu tym gadaniem tez przeszkadza,ale
            co mam robic?

            > Co się zaś tyczy zwykłego gadulstwa, to tak, jest ono męczące nie tylko
            > dla nauczyciela, ale przede wszystkim przeszkadza innym uczniom.

            Material w gimnazjum jest troche trudniejszy,to wiecej sie uczy i mniej gada,ale
            jednak gada.

            > Nauczyciel nie ma prawa wyrzucić gaduły, ale może zastosować inną
            > metodę, np dając mu coś dodatkowego do zrobienia,

            O to wlasnie i ja sie dobijalem przez cala podstawowke i bez rezultatu.

            • 07.12.08, 19:58
              > Kultura swoje a charakter swoje.Ona mnie w domu tym gadaniem tez
              > przeszkadza,ale co mam robic?

              Moze sprobuj ja wychowac? Zamiast oczekiwac od innych, zeby sie do niej
              dostosowywali...
            • 08.12.08, 12:39
              hahaha "trudny charakter" - poprostu jest chamska, przeszkadza w
              lekcji, nie zna/nie stosuje zasad dobrego wychowania/kultury
              --
              www.fridakahlo.prv.pl/
        • 02.12.08, 10:41
          Jakoś tak trudno mi przychodzi szanowanie tych, którzy robią do
          własnego gniazda, no ale może to mój problem? wink
          --
          fotoforum.gazeta.pl/3,0,597179,2,1.html
          • 02.12.08, 20:07
            Nie wiedzialem,ze jestes motorniczym,przepraszam.
        • 07.12.08, 12:06
          ćwierćinteligentów. Gdybyś była odpowiedzialną matką to sama nauczyła byś córkę
          kulturalnego zachowania, jeżeli nie stać cię na porządną, ale drogą szkołę.
          • 08.12.08, 09:39
            guru133 napisał:

            > ćwierćinteligentów. Gdybyś była odpowiedzialną matką to sama
            nauczyła byś córkę
            > kulturalnego zachowania, jeżeli nie stać cię na porządną, ale
            drogą szkołę.
            moze twoje mozliwosci percepcyjne sa na tyle ograniczone, by
            wiedziec, ze siedmiolatek w totalnym skupieniu moze wytrwac jakies 5
            minut. nie bedzie umial siedziec w lawce bez wiercenia sie, drapania
            po glowie, kopania nogi od lawki itd. madry nauczyciel umie
            poprowadzic lekcje tak, ze dzieci na chwile wychodza z lawek, cos
            ogladaja, cos same robia a potem znowu siadaja w lawkach.

            --
            Blue Angels 2006
            Jakie ciasteczka lubi najbardziej ciasteczkowy potwór? Toruńskie
            piernikismile
            • 08.12.08, 13:05
              wiesz co, przepraszam, ale każdy z nas był kiedyś siedmiolatkiem zacyznającym naukę w szkole. I wybacz ale takie akcje jak opisujesz były NIE DO POMYŚLENIA. Owszem, wyrzucenie dziecka za dzwi jest niebezpieczne ale li i jedynei dla ..NAUCZYCIELA i nikogo więcej. Jeżeli dziecku przyjdzie do glówki coś zmalować albo sopbie zwyczajnie pójść w diabły to nauczyciel ma rpzerąbane i nic nie może zrobić. Tłumaczenia ze dziecko przeszkadzało były dobre 20 lat temu, obecni gó..no to kogo obchodzi a najmniej rodziców dziecka. Tu już ktoś słusznie napisał - nauczycielowi nie wolno NIC.
              A za czasów mojej podstawówki (na prawdę nie przed wojną tylko w latach osiemdziesiątych) jakoś siedmiolatki musiały umiec skupić się na lekcji, nie gadać nie przeszkadzać, na korytarzu chodzić grzecznie parami itd. A jak nauczyciel zwrócił uwagę to ewentualne "wąty" można było sobie wymamrotać pod nosem, byle cicho.
              --
              65FF-G to WCALE nie jest wielki biustsmile
        • 08.12.08, 09:33
          I właśnie dlatego Ameryka upadnie, bo jej młodzi obywatele umieją
          tylko gadać, a nic nie robią.
          Myślą, że pieniądze pochodzą z giełdy, mleko jest ze sklepu, a
          samochody z salonu samochodowego.
          Nie umieją ćwiczyć, objadają się hamburgerami, a potem siedzą przed
          telewizorem.
          A gdy otyłość nie pozwoli im się ruszyć sprzed telewizora, to wtedy
          przyjdą po nich różnej maści terroryści, pozabijają wszystkich
          amerykanów i zrobią sobie z Ameryki własny kalifat.
      • 07.12.08, 12:35
        KAnno - ja z innej beczki - tez lubię zespół reprezentacyjny. Są
        świetni smile
      • 07.12.08, 12:36
        KAnno - ja z innej beczki - tez lubię zespół reprezentacyjny. Są
        świetni
    • 02.12.08, 08:30
      Rozmawiałaś o tym z wychowawczynią? Zaproponowałaś jakieś
      rozwiązanie? Np. posadzenie dziecka w pierwszej ławce i uciszanie
      dzeicka umówionym sygnałem (typu pukniecie w ramie, dotknięcie ręki)
      tak często, jak trzeba?
      --
      (Przy)biegli rewidenci
      Bliżej niż dalej
      • 02.12.08, 11:44
        erin, wykastrowałabym wychowawcę, któryby tego sam nie wiedział...

        przejechałam się w ubiegłym roku aż za mocno, na typowo
        "zaściankowej" szkole. Dziecko leczy się do dziś.

        do autorki wątku: jakoż i moi przedmówcy, uważam, że należy wyrazić
        sprzeciw przeciwko takim praktykom. Są niedopuszczalne. Działania
        pedagogiczne polegają na czymś zgoła odmiennym.
        • 02.12.08, 12:09
          Niestety tacy są.
          Są też tacy, którzy chcą porozmawiać, uzgodnić wspólny front - bo
          nie ma co ukrywać, dziecko musi mieć konsekwentne sygnały i w
          szkole, i w domu. Szczęście, że mi się taki trafił smile
          --
          (Przy)biegli rewidenci
          Bliżej niż dalej
    • 02.12.08, 14:37
      jesli nauczyciel widzi dziecko, ma je w "zasiegu reki"- sprawuje nad nim opieke
      i tu przyczepic sie nie mozna. co do aspektu wychowawczego kary- czy pani
      zastosowała wystawienie za drzwi jako pierwsza metode poradzenia sobie z
      gadulstwem? dlaczego dziecko rozmawia? piszesz ze pozniej musi nadrabiac braki
      (swoja drogą- naturalna konsekwencja)- czyli gadulstwo nie wynika z tego, ze juz
      wykonalo zadanie i nie ma co ze soba począć . czy tylko twoja pociecha podlega
      tego typu "represjom"? jakie rozwiazania poskromienia gaduły widzisz jako rodzic?
      jako nauczyciel napisze z własnej perspektywy i doswiadczenia co robie i co moge
      zrobic z gadułą:
      - w miare mozliwosci staram sie aby zajecia były dynamiczne, ciekawe,
      nie zamieniam jednak lekcji w cyrk- nie od tego jestem. uczniom zdolnym,
      szybciej pracujacym zapewniam dodatkowe materiały do pracy, potrzebujacym
      wsparcia- pomagam na ile jestem w stanie w danej chwili. zawsze znajda sie
      natomiast uczniowie, których na lekcji nie interesuje NIC, ewentualnie robienie
      samolocikow z linijek.
      - jesli "rozmownosc" połączona jest ze słabą koncentracja dziecka na wiekszosci
      zajec, dodatkowo towarzysza temu klopty z nauka- doradzam badania w poradni
      - stosuje prośby i upomnienia ustne
      - przekazuje pisemne informacje dla rodzica czesto połączone ze stosowną ocena
      za prace na lekcji (rozmawiał- nie wykonał ćwiczenia- nie pracował na zajeciach)
      poza dziećmi zaburzonymi jest niestety spora grupa dzieci
      niewychowanych/chowanych bezstresowo/ "dziedziczących" gadulstwo po mamusiach
      które same nie potrafia powstrzymac sie przed toczeniem pogaduszek chocby na
      zebraniu z rodzicami. czego wowczas wymagac od dzieci?


      • 02.12.08, 22:30
        Odpowiadajac na pytania - to że Pani dziecko widzi nie zapewni mu
        bezpieczeństwa, tak samo zresztą jak nauczyciel nie ma możliwości
        zapewnić bezpiecznych przerw na korytarzu, bo wtedy dzieci jest
        dużo. Mnie martwi to, że po takiej karze dziecko jest wytykane
        palcami przez rówieśników, obniża sie poczucie własnej wartosci itp.
        Po rozmowie z Panią juz wiem w jakich sytuacjach następuje taka
        kara, poprosiłam by jej nie stosowała, ale spróbowała inaczej, jeśli
        się nie uda będziemy myśleć co dalej zrobić. Okazuje sie, że dziecko
        nie jest aż taką gadułką, pracuje na lekcji, ale nie interesują go
        opowiadania innych dzieci o tym np co robiły w czasie wakacji (tego
        typu zajecia są na szczeście dla mojego dziecka dosć rzadko). Zdaje
        sobie sprawę, że jako uczeń musi się przystosować i słuchać, ale
        wiem też, że moje dziecko woli działać i cos robić niż siedzieć i
        słuchać. Na zadaniach potrafi skoncentrowac uwage nawet przez całą
        lekcję. Dzięki za wypowiedzi, najważniejsze że udało się dosć
        spokojnie wyjaśnic z nauczycielem o co z tym wszystkim chodzi.
        • 05.12.08, 15:39
          "to że Pani dziecko widzi nie zapewni mu
          > bezpieczeństwa"- stosując tego typu rozumowanie dojdzie sie do wniosku ze pani
          nie zapewnia bezpieczenstwa odwracając sie na chwile jak równiez nad tym ze w
          szkole nie zawsze mozna lub jest wskazane aby "działać i coś rtyłem do klasy i
          piszac cos na tablicy. mozna i tak.
          co do sytuacji-wychodzi na to ze twoje dziecko nie ma problemów z koncentracją
          uwagi tylko NUDZI sie podczas wypowiedzi innych dzieci i manifestuje to w
          kłopotliwy dla pani i innych uczniow sposob. cóż- dla mnie to juz ewidentnie
          kwestia wychowania. ok- nie musi słuchac z zapartym tchem ale powinno wiedziec
          jak sie wówczas zachowac. i nad tym trzeba pracowac.
          co do samej kary- jesli była zastosowana jako jedyne remedium- błąd.
          jesli jako ostateczne- niekoniecznie.
          • 05.12.08, 15:41
            pokręciło cos pierwszy akapit. powinno byc tak:
            to że Pani dziecko widzi nie zapewni mu
            > > bezpieczeństwa"- stosując tego typu rozumowanie dojdzie sie do wniosku ze>
            pani> nie zapewnia bezpieczenstwa odwracając sie na chwile tyłem do klasy i>
            piszac cos na tablicy. mozna i tak.
          • 05.12.08, 22:08
            komyszka napisała:

            > "to że Pani dziecko widzi nie zapewni mu
            > > bezpieczeństwa"- stosując tego typu rozumowanie dojdzie sie do
            wniosku ze
            > pani
            > nie zapewnia bezpieczenstwa odwracając sie na chwile jak równiez
            nad tym ze w
            > szkole nie zawsze mozna lub jest wskazane aby "działać i coś
            rtyłem do klasy i
            > piszac cos na tablicy. mozna i tak.



            Myślę, ze jednak nie do konca rozumiesz o co mi chodzi. Bo ja dobrze
            wiem, ze nie da sie na 100 % zapewnic bezpieczeństwa i wcale tego
            nie oczekuję. Ale uważam też ze wyrzucenie za drzwi jest złe same w
            sobie, bo dziecko jest potem przez rówieśników poniżane, dwa to nie
            to samo co odwrócenie się plecami do klasy. Kazdy nauczyciel jest
            inny i bardzo dobrze ale nie zgadzam sie z tym co napisałas.


            > co do sytuacji-wychodzi na to ze twoje dziecko nie ma problemów z
            koncentracją
            > uwagi tylko NUDZI sie podczas wypowiedzi innych dzieci i
            manifestuje to w
            > kłopotliwy dla pani i innych uczniow sposob. cóż- dla mnie to juz
            ewidentnie
            > kwestia wychowania. ok- nie musi słuchac z zapartym tchem ale
            powinno wiedziec
            > jak sie wówczas zachowac. i nad tym trzeba pracowac.


            Po pierwsze czy myślisz ze nie pracuję? Chyba jednak pracuje skoro
            widzę problem, czy uważasz ze moje dziecko jest niewychowane? Błąd -
            jest po prostu jeszcze dzieckiem i nie musi zawsze i wszedzie
            wszystkich z uwagą słuchać. Pisałam juz ze takie chwile nie zdarzaja
            sie często, rozmawiałam z Panią i ustaliłysmy pewne kwestie,
            porozumiałyśmy się i jest to miłe porozumienie dla wszystkich stron.
            Dziecko jest dzieckiem i ma prawo do tego by nie musiało sie zawsze
            i wszędzie zachowywac jak dorosły, bo i na to przyjdzie pora. Nie
            wiem w jakiej szkole uczysz, ale moze pracujesz ze starszymi
            dziecmi. Nie mnie oceniac Twoje metody. Szukałam tu porady ale Ty
            wolałas napisac ze moje dziecko jest niewychowane. I jak ludzie mają
            postrzegac nauczycieli jako ludzi, którym można zaufać, którym sie
            powierza własne dzieci. Na szczęscie wychowawczyni mojego dziecka
            okazała się dobrą osobą, która słucha również tego co rodzic ma do
            powiedzenia, bo to w koncu rodzic najlepiej zna własne dziecko.
            • 06.12.08, 10:06
              Nie obraź się, ale częściowo się zgodzę z komyszką. Byłabym tylko
              absolutnie daleka od nazywania niewychowanym dziecka, którego nie
              znam. Ale jedną z pierwszych zasad dobrego wychowania, jaką zaczyna
              się dziecku wpajać jest właśnie to, aby nie przeszkadzać innym
              podczas wypowiedzi. A nawet przerywać, co z kolei pewnie musi zrobić
              pani, żeby uspokoić gadułę. po prostu inny uczeń wkłada jakiś
              wysiłek w swoją wypowiedź i należy to uszanować, przynajmniej mu nie
              przeszkadzając.Teraz postaw się w sytuacji takiego dziecka, może
              wrażliwego, przeżywającego tremę podczas wypowiedzi, nieraz mającego
              problemy z koncentracją. Jestem przeciwniczką wyrzucania za drzwi
              właśnie ze względów bezpieczeństwa. Piszesz, że dziecko jest potem
              poniżane przez rówieśników. Uświadom mu więc, że ono pośrednio też
              poniża wypowiadającego się w danej chwili kolegę, bo daje mu sygnał,
              że po prostu olewa to, co tamten ma do powiedzenia. Poniżyć można
              nawet bezwiednie. Dziecko ma oczywiście prawo, aby nie zachowywać
              się jak dorosły, może się raz czy drugi zapomnieć. Ale generalnie
              zasada o tym, że się komuś nie przerywa wypowiedzi powinna
              obowiązywać już od wczesnego dzieciństwa, kiedy to dziecko czeka ,aż
              inni skończą mówić, aby samo się odezwać.
              • 06.12.08, 22:04
                Moze nie uwierzysz ale zasady, że nie przerywa sie innym gdy mówią
                uczę dziecko od wielu lat. wiem, zę nie przerywa wypowiedzi w sposób
                bezczelny, szeptali z kolegą. Nie pytałam kto zaczął ale uczę aby
                nie odpowiadał gdy ktoś go zagaduje na lekcji. Nie będzie miał wtedy
                zwracanej uwagi, ale zostanie uznany za niekoleżeńskiego, coś
                kosztem czegoś. A sytuacja o której pisze zdarzyła się od poczatku
                roku dwa razy, czyli nie tak często.
                Nie pogodzę się jednak z przypinaniem łatki ze dziecko mam
                niewychowane, bo komyszka mojego dziecka nie zna. Jednym dzieciom
                wystarczy powiedziec raz innym trzeba sto.
            • 07.12.08, 19:28
              1. nigdzie nie napisalam ze twoje dziecko jest niewychowane. to twoje i
              wylacznie twoje slowa.
              2. oceniam tylko na podstawie tego co piszesz. nigdzie wczesniej nie pisalas nic
              o tłumaczeniu dziecku zasad typu: nie przeszkadzaj /nie przerywaj innym rozmową.
              skad mam wiedziec o czyms czego nie piszesz? wbrew pozorom to nie zadna
              oczywistosc.
    • 02.12.08, 23:16
      Nawet dwudziestolatka zimującego w maturalnej klasie nie wolno wyrzucic za
      drzwi, takie są przepisy.
      --
      "Dzieki Bogu z każdym rokiem rosnie liczba osob, ktore mogą mnie pocalowac w dupę."
      • 04.12.08, 07:39
        nangaparbat3 napisała:

        > Nawet dwudziestolatka zimującego w maturalnej klasie nie wolno
        > wyrzucić za drzwi, takie są przepisy.

        No nie przesadzaj, proszę! wink

        --
        Ne puero gladium!
        • 08.12.08, 13:12
          niestety ale nie rpzesadza, nie wolno i już. Jak się dwoje dwudziestolatków w szkole pobije to tez pierwsze pytania są "a gdzie był naucyzciel?". Mimo że w świtle przepisów to nauczyciel może im powiedziec grzecznie "panowie proszę przestać"smile))
          --
          65FF-G to WCALE nie jest wielki biustsmile
          • 08.12.08, 21:19
            paskudek1 napisała:
            Cytatniestety ale nie rpzesadza, nie wolno i już.
            Nie wierz tak ślepo nieznającym się na prawie oświatowym szkoleniowcom.

            CytatMimo że w świetle przepisów to nauczyciel może im powiedzieć grzecznie "panowie proszę przestać"smile
            Nie przesadzaj. Jak ktoś popełnia przestępstwo, wolno nawet dokonać zatrzymania obywatelskiego.

            --
            Ne puero gladium!
        • 11.12.08, 22:16
          No niestety tą razą to nie ja przesadzam.
          Nasza szkola to jedna wielka PUPA - maxymalna koncentracja na infantylizowaniu
          doroslych czy prawie dorosłych ludzi.
          Zauważ, ze przepisy są identyczne w podstawowkach i w szkołach
          ponadgimnazjalnych, wiem ze w głowie sie to nie miesci, ale tak jest.
          Jedyny różniący - uczeń pelnoletni ma prawo samodzielnie sie usprawiedliwiac z
          nieobecnosci.
          Nauczyciele do spolki z rodzicami robią wszystko, by przepis ten ominac, a w
          wielu przypadkach na walke z nim (bynajmniej niepolegajacą na probie zmiany
          przepisu) zuzywaja 100% energii, jaka są w stanie wydatkowac na kwestie wychowawcze.
          --
          "Ja bym antyków po kimś nie kupiła."
      • 07.12.08, 22:08
        Czyżby w Polsce edukacja była obowiązkowa do 20. r. ż.? Coś się zmieniło?
        --
        fallin' in love again, never wanted to...
        • 11.12.08, 22:17
          Zwykły maturzysta urodzony miedzy styczniem a majem w chwili konczenia szkoły ma
          skończone 19. Jesli choc raz pwtarzał klasę - 20.
          Jakis problem?
          --
          "Ja bym antyków po kimś nie kupiła."
    • 07.12.08, 11:42
      Za drzwi to przesada i troche niebezpieczne (nauczyciel powinien nad dzieckiem
      sprawowac opieke).
      Moim zdaniem dobra opcja jest postwienie "do kata" albo odseparowanie od dzieci
      w inny sposob (osla lawka).
      Dziecko przemysli, ze w klasie obowiazuja pewne normy i gadac po prostu nie wolno!
      Co do zaleglosci, jezeli rozmawia, to i tak nie przyswaja materialu, wiec stojac
      w kacie skorzysta moze wiecej, niz wiercac sie w lawce.
      • 08.12.08, 11:41
        hehe, z tym kątem to trochę tak jak z kijem co to ma dwa końce, uwierz mi. na jednych działa piorunująco, bo wstyd, że hej. Ale niektórzy wykorzystują to żeby tym bardziej zwracać uwagę całej klasy na siebie, teraz skoro stoi jest dobrze widoczny, i dopiero go nosi. Więc kąt to też nie metoda. Fakt pozostaje faktem, już ktoś pisał. ile czasu zmarnuje nauczyciel na cierpliwe/łagodne tłumaczenia o wysłuchaniu innych w ciszy/znaczeniu zachowania spokoju/kulturze osobistej/itp. jednemu siedmiolatkowi??? co w tym czasie robi reszta klasy? i dlaczego sie nie uczą tego co powinni?

        do "matki założycielki" tego wątku, może sie nie zgadzasz z tym co zrobiła nauczycielka/może i to niebezpieczne (choć wątpię, żeby dziecko drgnęło z miejsca, jak nauczyciel obserwuje je przez otwarte drzwi-zwłaszcza pierwszak, bo co bardziej bezczelny gimnazjalista poszedłby sobie w siną dal - to pewne) ale żeby metody wychowawcze (takie czy inne) odniosły skutek, rozmawiaj też ze swoim dzieckiem. O tym znaczeniu ciszy itp. a skoro dziecko o tym nie pamięta, to będą je spotykały czasem mniej lub bardziej przykre konsekwencje. takie życie.
        plusem jest to, że nikt już drewnianym piórnikiem nie trzaska nikogo po łapach za gadanie. a skoro, to wyprowadzenie za drzwi wywołało u Twojego dziecka taki szok, to pewnie się już więcej nie powtórzy. pamiętaj też ze dziecko musi się przezywczaić do nowego systemu pracy, niezwykle ciężko mu sie skoncentrować na nieco dłuższą chwilę/usiedzieć w miejscu.ale przywyknie.najszybciej wtedy, kiedy i szkoła i rodzice przyjmują wspólny punkt widzenia, i się wspierają, a nie próbują wzajemnie zwalczać.
        pozdrawiam.
    • 07.12.08, 11:58
      Miałam nadzieje, ze tego typu metody już dawno zostały zabronione.
      Pamiętam czasy, kiedy nasza wychowawczyni trzymała całą naszą
      pierwszą klasę godzinę na korytarzu na baczność właśnie za karę. To
      był koszmar, całe życie bałam się nauczycieli. Niedługo moje dziecko
      wybierze się do szkoły i nie wyobrażam sobie aby jakaś
      osoba/nauczycielka wyprosiła je za drzwi za karę. Jakim prawem?
      Przecież ona sprawuje w tym czasie opiekę i jest odpowiedzialna za
      bezpieczeństwo dziecka. Ja na twoim miejscu przeprowadziłabym rozmowę
      zarówno z nauczycielką jak i dyrekcją. Tak sytuacja nie powinna mieć
      w ogóle miejsca. Ona wnie ma pojęcia jak postępować z małymi dziećmi.
      Taką metodą niczego nie osiągnie. Kompletna bezradność i lenistwo z
      jej strony. Pozdrawiam
    • 07.12.08, 12:03
      żadna metoda wychowawcza, ale tłumaczeni złego zachowania dziecka tym że jest
      gadułką i to powinno go już usprawiedliwiać też nie jest wychowawcze. Ja
      odczytuje to jako niechęć mamusi do zaangażowani się w wychowanie potomka. Tak
      więc mamusiu zastanów się co powinnaś zrobić żeby ucywilizować swoją pociechę,
      bo za parę lat będzie za późno.
      • 07.12.08, 12:17
        doremi - Pani jest ogólnie w porządku i naprawdę ma dużo chęci do
        tego by dzieci nauczyc
        guru - nie czytałeś/aś moich wszystkich wypowiedzi w tym wątku, a
        jesli cos komentujesz lektura całości obowiązkowa.

        Tak jak juz pisałam sprawa została wyjaśniona i mam nadzieję
        odejdzie w zapomnienie.
        • 07.12.08, 12:42
          Mała rada: lepiej podaj ten wątek na Forum Matek Wyrodnych, bo tu, jak widać,
          same ideały się produkują, ich dzieci zapewne już w wieku 3 lat były wzorem
          dobrego wychowania. Siedmiolatek gadający na lekcji -- toż to szczyt chamstwa i
          dobitny dowód na zaniedbania rodziców.
          --
          Ciemny człowiek z płonącą pochodnią biegł ulicą w posępna noc późnej jesieni.
    • 07.12.08, 12:13
      Chamstwo, kompromitacji przed cala klasa w tak mlodym wieku nigdy sie nie zapomni.
    • 07.12.08, 12:31
      Jaki nauczyciel takie jego zachowanie
    • 07.12.08, 12:34
      To prawie tak samo jak katechetka na religii, 5-cio letnim dzieciom opowiada o
      śmierci i pójściu do nieba!!!! O śmierci??? Dzieciakom!!!??? Moim zdaniem są
      inne formy przekazu. Ale właśnie tak wygląda dzisiejsze szkolnictwo. Jest
      jeszcze gorzej niż za moich czasów (mam 34 lata). A jeszcze się słyszy jak
      nauczyciele mają źle, jak mało zarabiają (ciekawe czy w końcu ktoś im policzy
      zarobki na godziny - jak można narzekać na pracę którą wykonuje się kalendarzowo
      tylko przez pół roku!!!???), nie mówiąc o ich naciskach na wcześniejsze
      emerytury. mnie nikt nie pyta o pracę, a wykonuje ją w szkodliwych warunkach -
      ciągłe narzekania upierdliwych klientów, wyjazdy służbowe i robienie tysięcy
      kilometrów samochodem ( wg.statystyk mam większe prawdopodobieństwo śmierci w
      godzinach pracy jadąc służbowo samochodem, niż górnik w kopalni!!!!!) i jakoś
      nie marusze i nie urządzam manifestacji pod sejmem...
      • 07.12.08, 18:46
        Cytat
        To prawie tak samo jak katechetka na religii, 5-cio letnim dzieciom opowiada o śmierci i pójściu do nieba!!!! O śmierci??? Dzieciakom!!!???


        Ja opowiadałam o śmierci niespełna 4-latce. 5-latkowi to mówiłam nawet o reinkarnacji tongue_out
        Kiedy wg ciebie jest odpowiedni wiek, aby wyjaśnić dziecku czym jest śmierć i co ewentualnie następuje potem?
        --
        http://kitty.cat/images/tiger.gif
    • 07.12.08, 12:48
      Taka kara jest jak najbardziej w porządku. Dziecko widać ciągle jest pobudzone,
      i swoją ekspresję wyładowuje w szkole. To jak zachowuje się dziecko to takie
      zwierciadło tego co dzieje się w domu. Jeżeli dziecko nie potrafi usiedzieć w
      miejscu, ciągle przeszkadza innym i jest niegrzecznie to znaczy, że w domu coś
      jest nie teges. Nauczyciel powinien zawiadomić o tym kuratora.

      --
      Czytam: Bo nie miała orgazmu!
    • 07.12.08, 13:16
      Skoro prowadzasz swoją pociechę do państwowej szkoły, to licz się z tym, że nie będziesz miała większego wpływu na metody wychowawcze nauczycieli. Dlaczego twierdzisz, że Twoje dziecko nie robi krzywdy innym? Poprzez gadanie przeszkadza innym, chcącym w spokoju zdobywać wiedzę, a przy okazji nauczycielowi, który też potrzebuje skupienia i spokoju by móc wykonywać swoją pracę, a to że czasami robi to lepiej czy gorzej to już inny temat. Metody wychowawcze jakie by były muszą być skuteczne, a Tobie radzę pomyśleć co byś zrobiła z takim dzieckiem będąc na miejscu tego nauczyciela. Ty też musisz wziąć czynny udział w wychowaniu dziecka, na bazie tego co wydarzyło się w szkole. Nie czekaj, aż wydarzy się to jeszcze raz. Wytłumacz dziecku, że w klasie, podczas lekcji nie wolno rozmawiać, bo przeszkadza to innym i jest to zachowanie, które nie będzie przez nikogo akceptowane, a za złe sprawowanie będzie się ponosiło karę. Jeśli dziecko robi choć małe poprawy to wykorzystuj to i nagradzaj, mów mu, że to widzisz i odczuwasz - daj znać dziecku, że kontrolujesz jego poczynania, też te w dobrą stronę.
      • 07.12.08, 14:17
        Wyrzucanie dziecka za drzwi jest niezgodne z prawemsmile
        Sory ale ona tak nie moze robic. a jak dziecko sobie gdzies pojdzie?
        Kiedys pamietam jak juz bylem w LO kobietka mnie notorycznie wyrzucala za drzwi
        za "niesubordynacje" i raz stwierdzilem ze poszwedam sie po szkole, wyjde do
        sklepu itp. Wrocilem na koniec lekcji i wszyscy byli przestraszeni bo nie
        wiedzieli co sie stalo. Ogolnie oddajac dziecko do szkoly nauczyciel/szkola maja
        pelnic opieke na Twoim dzieckiem! A jak nauczycielka bedzie tak robic dalej ja
        bym sie do dyrekcji przeszedl...smile
        --
        pisze co chce
    • 07.12.08, 14:28
      w dodatku przez nią inni nie moga uczyć sie! Niestety zgadzam sie że
      nie mozna jej wypraszać z klasy z powodów bezpieczeństwa
    • 07.12.08, 15:05
      Moje dziecko w I klasie też zostało wyrzucone z sali za rozmawianie
      i wyszło sobie na miasto. Sprawa była na policji i w kuratorium. Już
      ta pani nie pracuje w szkole!!!!! Na całe szczęście, bo jak
      wurzuciła moje dziecko z klasy to ja ja wyrzuciłam ze szkoły. Franca
      była!!!!
      • 07.12.08, 16:14
        Jak to matka zawsze stanie za dzieckiem. Nie znam dziecka autorki wątku, ale
        pamiętam jeszcze swoje podstawówkowe czasy. Szczerze żałowałam, że nie można
        jednej znudzonej i niewychowanej gaduły z drugą jeszcze bardziej znudzoną gadułą
        wystawić za drzwi.

        Synek wanilii gadułą? Ja też byłam potworną gadułą, straszliwą wręcz, ale mnie
        nauczono, że czasem trzeba zamknąć pyszczek i słuchać. Znudzona, rysowałam i
        rysuję wzroki i rysuneczki w zeszycie. Nie rozmawiam i nie przeszkadzam
        wykładowcy i innym studentom, którzy są na zajęciach. Tak samo nie rozmawiałam i
        nie przeszkadzałam w trakcie lekcji w szkole.

        Tłumacz dziecku, że nie nie może się tak zachowywać. Upewnij się też u
        wychowawczyni, czy na pewno wylatuje tylko za gadulstwo. Dzieci bywają różne, a
        jedynie matki uważają je za najinteligentniejsze, najwspanialsze.
    • 07.12.08, 16:03
      Które z natury są jeszcze bardziej ruchliwe i gadatliwe. Nie każde dziecko
      siedzi jak mysz pod miotłą, no ale takie "żywe" dzieci zawsze były przeszkodą
      dla nauczycieli.
    • 07.12.08, 16:25
      Bałbym się wyrzucać dziecko z klasy, bo a nuż dokądś pójdzie lub coś mu się stanie.

      Ale proszę coś zaproponować w zamian, a nie tylko ujadać na nauczycieli.
      Posłanie do kąta może być dobrym pomysłem, ale
      1) Z kąta też można gadać
      2) Wcale nie musi posłuchać, a ja przecież nie mogę siłą dziecka podnieść z
      ławki i ustawić w kącie.

      Jakie są inne możliwości? Nakrzyczeć nie można, bo się dziecko zestresuje,
      popłacze, a rodzice znowu będą wściekli.
      Można oczywiście modulować głos, mówić głośno i kategorycznie, ale to wcale nie
      gwarantuje sukcesu.
      Jakiekolwiek kary fizyczne oczywiście też są niedopuszczalne.
      hm... jakieś pomysły?

      Nauczyciel ma bardzo ograniczone możliwości i to jest zadanie rodziców, by
      przekazać dzieciom, by w szkole nie gadały, a słuchały nauczyciela.

      --
      Żaba!
      • 07.12.08, 17:29
        A czy nie można postawić pierwszoklasisty twarzą do rówieśników
        i tak prowadzić zajęcia na środku wypróbowane i skuteczne
        • 07.12.08, 18:08
          Będzie robić głupie miny i rozśmieszać wszystkich. Uwaga będzie skoncentrowana
          na nim, a nie na nauczycielu.
          • 07.12.08, 19:19
            Czytając niektóre wypowiedzi już wiem, dlaczego rodzice
            sześciolatków nie chcą ich posłac do szkoły, też bym się bała.
            Widzę, że duża część dorosłych, w tym nauczycieli oczekuje, że
            dziecko urodzi się wychowane, wszystko jest dla nuch wielką
            trudnością, zachowania malucha nazywają chamstwem! I to wszystko
            dzieje się w kraju J. Korczaka.
            • 07.12.08, 20:46
              > Czytając niektóre wypowiedzi już wiem, dlaczego rodzice
              > sześciolatków nie chcą ich posłac do szkoły, też bym się bała.
              > Widzę, że duża część dorosłych, w tym nauczycieli oczekuje, że
              > dziecko urodzi się wychowane, wszystko jest dla nuch wielką
              > trudnością, zachowania malucha nazywają chamstwem! I to wszystko

              Ja poszłam do szkoły w wieku 6 lat i jestem dzieckiem nauczycieli.
              Nie mieli oporów, żeby posłać mnie do szkoły wczesniej, mimo, że to
              było juz jakis czas temu, w tych okropnych czasach, gdy nauczyciel
              miał p r a w a a za odpyskowanie nauczycielowi w szkole nie jeden
              dostał porządne manto w domu.

              I powiem ci tylko, że nauczyciele oczekują, ze dzieci przyjdą do
              szkoły conajmniej jako-tako wychowane przez rodziców a nie
              rozpuszczone jak dziadowski bicz. I że rodzice będą czynnie
              uczestniczyć w wychowaniu dziecka a nie podrzucać je do szkoły,
              gdzie nauczyciel nie ma dzisiaj żadnych praw i oczekiwac, że z
              nieznośnego rozpieszczonego rozgadanego i niewychowanego dziecka
              zrobia im w mig kulturalnego inteligenta.
              Niestety w kraju Korczaka rodzice są ślepi jesli chodzi o ich własne
              dzieci a winę i tak zawsze poniesie nauczyciel.
              W momencie kiedy dziecko po kilkakrotnym zwróceniu uwagi nie chce
              sie zamknąć i zrozumieć, ze przeszkadza innym, powinno się wykonać
              telefon do rodziców z informacją, że dziecko oczekuje na odbiór w
              szkolnej stołówce lub sekretariacie itp.
              -
              oldbay
    • 07.12.08, 19:14
      Nauczycielka powinna wezwac matkę, aby podczas lekcji siedziała przy dziecku i je uciszała. Oczywiście w taki sposób, aby nie zakłócać toku lekcji...
      • 07.12.08, 19:40
        Dlaczego matka miałaby w ten sposób pomagać nauczycielce? Owszem, są
        dzieki chore, które mają orzeczenie wskazujące na konieczność
        obecności rodzica-opiekuna podczas zajęć. Ale mała autorki tematu
        wątku jest zwykłą małą gadatliwą dziewczynką. Nauczycielka mogłaby
        współracować z mamą, by dowiedzieć się, jak mama radzi sobie zz tym
        problemem (o ile taki problem w domu wsystępuje, albo poczytać sobie
        książki o dysyplinie na lekcjach i zastosować różne metody. Jeśli
        będziemy mieszać role, to wyjdzie na to,że matka będzie uczyła
        dziecko, a nauczycielka będzie gotować tej rodzinie obiady smile
        • 07.12.08, 22:14
          och, widzisz, coś wspomniałaś o uczeniu.
          Nauczyciel jest właśnie przede wszystkim od nauczania, wychowanie, owszem, ale
          kindersztubę dzieci powinny wynieść z domu.
          --
          fallin' in love again, never wanted to...
    • 07.12.08, 22:23
      Twoje dziecko przynajmniej jest wyrzucane z konkretnego powodu, a tacy Maślana, Anusiak, Konieczko, Czesio wyrzucani sa profilaktycznie.
    • 08.12.08, 05:22
      Niestety, nie można wyrzucać gadających dzieci za drzwi. A szkoda, w szkołach
      powinni zrobić coś w stylu "świetlicy", żeby takie gaduły tam wystawić.
      W ramach studiów realizuję specjalizację pedagogiczną, po lekcjach kolejnych
      ćwiczeniowych i egzaminacyjnych oraz praktykowych stwierdzam, że w szkole
      pracować nie będę, a to z powodu - odniosę się teraz do sytuacji podstawówkowej
      - jak nakrzyczę - zestresuje się dzieciak, jak zaironizuję - jestem niegrzeczna,
      jak nie zwracam uwagi - to rozniesie mi klasę i zajęcia... Wierz mi, sama nieraz
      miałam ochotę wystawić dziecko za drzwi, bo dwie gaduły potrafią rozwalić całe
      zajęcia (chociaż ja w klasach 1 - 3 zajęć nigdy nie prowadziłam) równie
      skutecznie jak uspokajanie ich. Nie ma dobrej opcji.

      Natomiast wyrzucanie dziecka za drzwi jest zabronione ze względów bezpieczeństwa
      i dziwię się, że naucyzcielka się odważyła.
      --
      Smutek jest łatwiejszy, ponieważ wtedy się poddajesz.
    • 08.12.08, 05:45
      Wyrzucanie tak malego dziecka za drzwi jest niebezpieczne z tego wzgledu, ze
      moze sobie potem gdzies pojsc i zrobic krzywde - z tym sie zgadzam. Z drugiej
      strony byl niedawno przypadek, gdy dzieciak wyskoczyl przez okno bedac w klasie,
      w czasie chwilowej nieuwagi nauczyciela, a wiec jesli ktos jest zdeterminowany
      by zrobic sobie krzywde to ja sobie zrobismile Mysle, ze jesli gadulstwo jest
      notoryczne i zadne metody wychowawcze nie pomagaja to wymagana jest rozmowa z
      rodzicem i zadanie mu konkretnych zadan majacych na celu wychowanie dziecka. Nie
      moze byc tak, ze wymaga sie tylko od nauczyciela, on ma pod opieka cala mase
      dzieci, jego obowiazkiem jest przede wszystkim przekazanie wiedzy i skoro inne
      dzieci siedza cicho a jedno notorycznie nie to cos jest nie tak z tym dzieckiem
      • 08.12.08, 08:37
        To prawda, coś jest nie tak, ale niekoniecznie z dzieckiem. Bo na przykład
        niektóre dzieci rozmawiają dlatego, że się nudzą na lekcji (chociażby dlatego,
        że mają już opanowany przerabiany materiał), a nie dlatego, że z natury są
        "niegrzeczne".
        • 08.12.08, 09:14
          Autorka wątku napisała wyraźnie, kiedy dziecko się nudzi, otóż
          wtedy ,gdy odpowiadają inni uczniowie. Obawia się też, że jak nie
          będzie szeptało z kolegą z ławki, to będzie uznane za
          niekoleżeńskie. Otóż radę wytłumaczyć dziecku, że szczególnie
          niekoleżeńskie jest przeszkadzanie innym podczas odpowiedzi. To po
          pierwsze. Ale czegoś tu nie rozumiem, ponoć incydenty miały miejsce
          tylko 2 razy, a nauczycielka miła i sensowna. Więc jakim cudem to
          dziecko znalazło się na korytarzu za chwilowe poszeptanie. Chyba,że
          to szeptanie nie było chwilowe, nie miało miejsca tylko dwa razy,
          natomiast nauczycielka zastosowała dwukrotnie określoną karę. Czyli
          problem byłby raczej głębszy, bo taką sensowną nauczycielkę raczej
          trudno szybko wyprowadzić z równowagi. Błędem jest wysyłanie dziecka
          na korytarz, ale tylko ze względów bezpieczeństwa, natomiast to, że
          ono później czuje się zawstydzone, to chyba normalne. Nawet powinno
          się tak czuć, bo nie robi nic złego tylko w odczuciu matki. Bo w
          odczuciu pani robi, ponieważ dziecko ukarała. A co robi :
          przeszkadza pani w lekcji, przeszkadza kolegom w wypowiedziach,
          lekceważy to, co mają do przekazania. Nie ma co tłumaczyć, że
          dziecko jest małe. Gadulstwo potrafi utrzymywać się przez całą
          szkołę, bo ktoś ma brzydki nawyk, żeby nie zważać na innych. A mama
          niech nie wdaje się w rozważania, że dziecko okaże się
          niekoleżeńskie, jeśli nie będzie odpowiadało na zagadywanki. O
          takich rzeczach się po prostu nie dyskutuje, bo to jedno z
          najbardziej bzdurnych wytłumaczeń, jakie słyszałam.
          • 08.12.08, 09:27
            Moze czyta to jakas nauczycielka wiec napisze: moze zamiast wyrzucac z
            klasy (zadna kara btw, duzo lepsza niz publiczne osmieszanie stawianim
            w kacie)posylac do dyrektorki? Tam dzieciak w sekretariacie chwile
            posiedzi, wystraszy sie i po krzyku (no tylko jak go tam zaprowadzic
            bez zostawiania kogos samego?) Co do autorki watku: jesli inne dzieci
            dokuczaja twojemu to raczej nie za to ze go pani z klasy wyrzucila (bo
            wtedy to wszystkie dzieci odetchnely) ale za to ze je zlewa i im
            przeszkadza gdy cos mowia...
    • 08.12.08, 10:01
      Nauczycielowi NIE WOLNO wyrzucić ucznia za drzwi. Ale to jest akurat najmniej
      ważne.

      Jeżeli nauczyciel nie potrafi opanować aktywności dzieci w I klasie to przyczyn
      może być kilka - być może nie ma odpowiedniego przygotowania do nauczania
      najmłodszych uczniów - 7 latki w zdecydowanej większości jeszcze nie potrafią
      siedzieć przez 45 minut(a trzeba jeszcze pamiętać że w większości szkół uczniów
      najmłodszych nie wypuszcza sie na przerwy). Lekcje w takich klasach muszą
      wyglądać inaczej i wiadomo że dzieci będą wykazywały różny poziom aktywności.
      Drogim powodem może być niedostateczny rozwój dziecka - może nie chodziło do
      przedszkola i nie potrafi przystosować się do środowiska szkolnego?

      A na koniec uwaga - w obecnej chwili od nauczycieli wymaga się bardzo dużo nie
      dając im praktycznie żadnej władzy nad dziećmi ani żadnych dodatkowych
      skutecznych narzędzi wychowawczych.
      Próba nie przepuszczenia ucznia do kolejnej klasy, skierowania do poradni
      psychologicznej itp. to są działania niemalże zawsze skazane na niepowodzenie.
      Nawet prośba o pomoc szkolnego pedagoga może zostać uznana przez dyrekcję za
      niekompetencję, a przez rodziców za atak na dziecko
      • 08.12.08, 10:38
        Całkowicie się zgadzam.Uważam że mimo wszystko nauczyciele klas 1-3
        nie są w większości przygotowani do nauki 6-7 latków.
        Moje dziecko usłyszało w I-ej klasie że jest beszczelne,powiedziało
        bowiem nauczycielce coś,co jej się nie spodobało.Mocno mnie to
        zdziwiło,sądziłem bowiem dotychczas że dzieci w tym wieku raczej są
        bezpośrednie.
    • 08.12.08, 10:06
      Bo co później to tylko bandyty wyrastają z tych co gadają w 1. klasie podstawówki.
      Giertych (nie karzeł lecz zadatki na giganta...(Biologia klasa VI, jak była -
      gruczoły dokrewne)) miał rację: kto nie słucha to od razu do karnego obozu, a
      drugie wykroczenie KS, no ewentualnie może być humanitarny.
      • 08.12.08, 12:14
        Jak pisała już wyżej autorka wątku - Ona swój problem z
        wychowawczynią rozwiązała ... więc absolutnie proszę nie traktować
        moich "wynurzeń" zbyt osobiście ... są to przemyślenia natury
        ogólnej wink
        I chciałabym wszystkich czytających odesłać do "może jednak
        usprawiedliwić ?" .. bo mam takie nieodparte wrażenie, że dzisiaj
        usprawiedliwiamy nasze dzieci z gadulstwa na lekcjach w SP:
        "bo jeszcze takie małe" ...
        " bo mu się nudziło" ...
        "bo Pani nie umiała zainteresować tematem .... " ;
        Jutro usprawiedliwimy wagary w LO bo:
        "zdolny, a leniwy" ,
        " nauczyciel się uwziął",
        "to nie przedmiot maturalny więc o co biega .." ;
        A pojutrze (czyli patrz w życiu dorosłym?) ... co
        usprawiedliwimy ???
        Że zostawił dziewczynę w ciąży( "bo to na pewno Ona Go wrobiła") ?
        Że żyje z naszej emerytury ("bo nie ma w kraju pracy dla ludzi z
        Jego wykształceniem")?
        Że .... itd.itd.
        Może zanim zaczniemy wyszukiwać okoliczności łagodzących spojrzymy
        najpierw OBIEKTYWNIE na SIEBIE i swoją LATOROŚL ... zapytamy, a może
        jednak jest w tym ziarenko prawdy ? Może akurat TEN nauczyciel to
        nie druga strona barykady ... może jednak warto nawiązać z nim
        dialog i wspólnymi siłami "wychować" Młodego/Młodą ?
        Przyznaję .. nie jest to ani łatwe ani popularne w dzisiejszych
        czasach.
        Pytanie kogo chcemy wychować ... dobrych, wartościowych ludzi czy
        bezwzględnych egoistów idących po trupach przez życie ...
        Nie jestem ani supermamą, ani superżoną, ani superpatriotką wink
        Mam dzieci .. i ogromną ilość rozterek .. kim będą .. jacy będą ..
        czego ich nauczyć teraz ... czego za kilka lat ...
        Ale "Myślę" ... może tak ktoś "pomyśli razem ze mną wink"
        Pozdr
    • 08.12.08, 12:25
      Biedne pokrzywdzone dziecko. Dla mamusi jest gadułką, nauczycielce i innym dzieciom przeszkadza w lekcji. Raz się naje wstydu i na przyszłośc będzie cicho. Jeśli nie można w 1 klasie egzekwowac posłuszenstwa, jak to robic w gimnazjum? Potem dzieciaczek sie nauczy, ze moze robic co chce a nie spotka go kara. Bo przeciez jest pępkiem swiata i pani nie może go wywalic za drzwi ani postawic w kącie. Mamusia zaraz podniesie alarm.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.