Dodaj do ulubionych

moze jednak usprawiedliwic?

04.12.08, 14:37
popołudniu maszeruje do syna (II LO) na zebranie
od rana bije sie z myślami jak postąpić, co będzie lepsze...

sytuacja jest następująca:
syn oświadczył mi dziś rano, że nie idzie do szkoły - zastałam go rano przy
książce od historii, nie spał całą noc - oczywiście nie tylko dlatego, że się
uczył (komputer również był okupowany)
po rozmowie okazało się, że:
- nie chodzi do szkoły od tygodnia (w tym roku jak na razie miał 100% frekwencje)
- swoją nieobecność w szkole tłumaczył potrzebą przygotowania się do
odpowiedzi z historii
- nauczyciel historii zakuminikował mu w niezbyt przyjemnej formie, że już
teraz, w drugiej klasie "załatwił" sobie maturę, bo prostu nie zda do
nastpenej klasy...
- nauczyciel swoje wywody wysnuł nastęnego dnia po oddaniu sprawdzianu, z
którego syn otrzymał jedynkę (z poprzedniego miał 3), odpytywanie dotyczyło
materiału, który był na sprawdzianie, syn dostał kolejną jedynkę
- następnego dnia znowu zapytał syna, młodzieniec się tłumaczy, że przecież i
tak nie zdążyłby sie nauczyć z dnia na dzień nawet gdyby wiedział, że będzie
pytany)
- przez ten tydzień niechodzenia do szkoły niestety nauczyl sie tylko częsci
materiału (materialu jest naprawdę sporo)
- w tym czasie b. dużo czasu poświęcał na tzw. własne zainteresowania czyli
sport i przyjaciele wink, książka do historii spoczywała na biurku (spoczywala
to tu chyba odpowiednie słowo)
- syn przed dzisiejszym zebraniem prosil, żebym z rzeczonym nauczycielem nie
rozmawiała - mówił nawet, że jeśli będe z owym nauczycielem rozmawiać nie
pójdzie wiecej do szkoly (!) - problem wiec jakiś z tym nauczycielem jest

Tłumaczenie, że nie chodząc do szkoły powoduje, że zbierają się zaległości z
innych przedmiotów nie pomaga sad

Wychowawczyni na pewno będzie pytać co się dzieje z synem, ale ten nie chce
żeby z nią na ten temat w ogóle rozmawiała...
Nie zamierzam (jak juz bywalo dawniej w przypadku wagarowania) usprawiedliwiać
mu tej nieobecności. Wychowawczyni jednak, moim zdaniem, należą się wyjaśnienia.
Problem w tym, że gdzieś tam głęboko korci mnie, żeby mu te dni jednak
usprawiedliwić...
Mam wątpliwości, z jednej strony chciałabym go uchronić przed nagannym, z
drugiej strony zdaje sobie sprawę, że musi ponieść konsekwencje swojego
postępowania.
Edytor zaawansowany
  • green_sofia 04.12.08, 15:00
    Usprawiedliwić. Dzieciak ma kłopoty więc usprawiedliwieniem
    częściowo mu pomożesz. Z drugiej strony należy wyciągnąć
    konsekwencje bo jak mówisz przez ten tydzień wcale tak dużo się nie
    uczył. I nie tłumacz że materiału jest sporo, przez tydzień można
    się nauczyć materiału na cały semestr, nie wspominając o jednym
    sprawdzianie.
    Czy syn jest w klasie o profilu historycznym? Bo jesli nie to należy
    olać historię, zdać na 2 i tyle. A jeśli jest w takiej klasie to
    chyba należy zastanowić się nad zmianą profilu póki czas bo jesli
    dziecko przez tydzien nie jest w stanie nauczyc się do sprawdzianu
    to znaczy że kompletnie nie ma predyspozycji do tego przedmiotu.
  • azile.oli 04.12.08, 15:41
    Uświadom synowi,że zachował się kompletnie nieodpowiedzialnie, jak
    nie nauczył się do sprawdzianu, to chyba raczej wiedział,że kiepsko
    napisał, co się potwierdziło, bo odpowiadał i dostał z tego samego
    materiału jedynkę. Zazwyczaj nauczyciel rzadko oddaje sprawdzian
    następnego dnia, więc jak się kiepsko napisało, to trzeba to
    powtórzyć, a nie tłumaczyć, że nie było czasu. Wspominałaś o maturze
    z historii, syn ma ją zamiar zdawać, czy też to były tylko takie
    gołosłowne pogróżki nauczyciela? Bo to ważne. A teraz jeśli chodzi o
    usprawiedliwienie nieobecności - sama nie wiem, co bym zrobiła,
    jestem zwolenniczką ponoszenia konsekwencji własnego postępowania
    przez dziecko, zwłaszcza już w liceum, ale z drugiej strony, jeśli
    tego nie zrobisz, nie wiadomo, jakie będzie dalsze postępowanie
    syna. Bo albo weźmie sobie to do serca, albo wyjdzie z założenia, że
    i tak już ma wagary, to następne nie zrobią różnicy. Usprawiedliw,
    ale zapowiedz młodemu, że robisz to jedyny i wyjatkowy raz, ma
    pilnować obowiazków i tyle. Postąpił wobec Ciebie nieładnie,
    postawił przed faktem dokonanym, mógł powiedzieć wcześniej ,że ma
    kłopoty, musi nadrobić, wtedy nie ma problemu - w porozumieniu z
    rodzicem zostaje w domu 2 dni, ale uczy się, a nie udziela
    towarzysko. Uświadom chłopakowi, że wychowawczyni mogła do Ciebie
    zadzwonić, wyszłoby, że o niczym nie wiesz. Do historyka nie idź,
    ale trzymaj rękę na pulsie i kontroluj sytuację.Pozdrawiam.
  • czar-marie 04.12.08, 16:06
    azile.oli napisała:

    > Wspominałaś o maturze
    > z historii, syn ma ją zamiar zdawać, czy też to były tylko takie
    > gołosłowne pogróżki nauczyciela? Bo to ważne

    to miały być pogróżki w stylu, że nie zaliczy tej historii w drugiej klasie i
    tym samym nie zda matury bo w ogole nie dotrwa w liceum do III klasy, nie
    zostanie dopuszczony do matury

    syn nie anioł - wiadomo, ale jeszcze takiej sytuacji w historii szkolnej nie
    było, żeby miał aż taki uraz do nauczyciela?
    oczywiscie tym razem zawalil sprawe na maksa, pewnie nie jest w stanie trzeżwo
    ocenić teraz swojej sytuacji (o ile w ogole w tym wieku można to zrobić) ale
    naprawdę szkodzi sobie bardzo, nawet jeśli mu to usprawiedliwie, to zaległości z
    innych przedmiotów pozostaną - ale pewny jest, ze wszystko poza tą historią jest
    do ogarnięcia i w razie czego zaliczenia (w sumie z innych przedmiotów tragedii
    nie ma)

    z nauczycielem pogadam ale tak ogólnie, chetnie poznam tego człowieka, bo do tej
    pory nie miałam okazji...
  • a.nancy 04.12.08, 19:44
    > to miały być pogróżki w stylu, że nie zaliczy tej historii w drugiej klasie i
    > tym samym nie zda matury bo w ogole nie dotrwa w liceum do III klasy, nie
    > zostanie dopuszczony do matury

    napisałaś, ze nauczyciel powiedział chłopcu, ze już "załatwił" sobie maturę.
    czyli nie: "ucz się, bo nie zaliczysz", tylko "nie zaliczysz i już". dobrze
    rozumiem?
    ja bym w takim razie poszła do tego nauczyciela i zakomunikowała, ze skoro nie
    ma wyjścia i syn TAK CZY INACZEJ nie zda (co oczywiście jest bzdura, bo do końca
    roku daleko i mógłby się poprawić), to zwalniasz go z obowiązku chodzenia na
    lekcje historii, bo szkoda jego czasu.
    ale ja jestem bezczelne babsko wink

    --
    "hankrearden" natym blogu ponizej twierdzi, ze powolaniem kobiety jest uzywanie
    swojego mozgu i to on decyduje na co kobieta ma ochote. Mysle, ze normalny facet
    nie chce miec z taka kobieta nic wspolnego. (z forum)
  • jakw 05.12.08, 18:49
    Ja bym jednak najpierw spytała się nauczyciela co dokładnie
    powiedział.
  • protozoa 04.12.08, 15:30
    Usprawiedliwić! Jeśli nie chcesz stracić dobrego kontaktu z synem to tak zrób. A
    swoja droga współczuję synowi nauczyciela-durnia.
    Czyżby był to ten sam, który uczył w ubiegłym roku moich synów? Prestizowe
    warszawskie liceum .
  • hbk 12.12.08, 13:56
    Tak jest usprawiedliwic. Czy to wasza jedyna solucja na rozwiazanie problemu?
    Nauczyciel duren, na jakiej podstawie to zakladasz, wysluchania realcji matki
    (ktora rozmawiala poki co tylko z synem)? A rozmowa z druga strona sie nie
    liczy. Ja bym najpierw porozmawial z nauczycielem, bo nie mozna sie opierac
    tylko na tym co powiedzial syn. A co do materialu z historii, z autopsji wiem,
    ze nie jest go tak duzo i w tydzien mozna sie wszystkiego nauczyc (oczywiscie
    mowie tylko o materiale dotyczacym jednego roku). Relacje z synem nie sa
    najwazniejsze, najwazniejsze jest nauczenie syna NORM, ktorych nie moze
    przekraczac. Wszystkim co kaza usprawiedliwiac po przeczytaniu tego pierwszego
    postu, radze sie puknac w glowe, nie mozemy tworzyc spoleczenstwa ludzi
    nieprzystosowanych do zycia, nie robiacych nic i nie szanujacych nauczycieli
    [wkoncu jak zawsze po dostaniu zlej oceny rodzic bedzie lecial do nauczyciela i
    sie darl, ze nie maracji i krzyczal, ze jest "tepy" i "osiol", to czego sie
    nauczy dziecko? Chyba tylko tego, ze nie trzeba miec szacunku do nauczyciela i,
    ze cokolwiek zrobie mama/tata mnie wybroni... ehhh bezstresowe wychowanie]
  • drwal88 12.12.08, 20:47
    Jak najbardziej usprawiedliwic! Przez 12 lat w szkole i teraz przez 3 na studiach prawie niczego sie nie nauczylem. Uczen przy polskim systemie nauczania musi sie wszystkiego nauczyc w domu, szkola mu tylko w tym przeszkadza bo zabiera 6-8h dziennie.

    Ja do matury przygotowywalem sie w ten sposob, ze przez cala wiosne nie chodzilem do liceum - pod koniec III klasy i tak nic sie nie robi a tylko traci czas, ktory w domu jest, lepiej czy gorzej, bardziej czy mniej sumennie, ale jednak przeznaczany na nauke.

    Mam bardzo madra matke nauczycielke, ktora napisala "Prosze usprawiedliwic nieobecnosci syna w marcu i kwietniu z wiadomych mi powodow".

    P.S.
    Uprzedzajac pytanie - nie mialem w maturalnej 18 lat, wiec nie moglem sam sobie usprawiedliwic.
  • goodwater 13.12.08, 12:49
    ja współczuję dzieciakom nadopiekuńczych mam
  • allija 04.12.08, 16:47
    różnie bywa z nauczycielami, moj syn ma klopoty, zreszta jak
    wiekszość uczniów szkoly i to od lat, z nauczycielka matematyki.
    Probowałam z nia rozmawiać w 1. klasie, syn nie zabraniał a ja
    czulam sie zaniepokojona sytuacja. Byl to pierwszy i ostatni raz,
    takiej dawki betonu, antytalencia pedagogicznego i
    zakompleksienia /leczonego na uczniach/ w jednym to juz dawno nie
    widziałam, nawet ja takiej nauczycieli nie miałam. Syn ma kłopoty do
    dzis /klasa maturalna/, nie mam pojecia jak z szóstkowicza /w
    róznych szkolach i z różnymi nauczycielami/ stał sie nagle
    głąbem /wg nauczycielki/ i szczerze mowiąc jednak w to watpię.
    Zaproponowałam synowi pomoc np zmianę klasy, szkoły. Nawet to
    przemysliwał ale w efekcie ambitnie został, jest z tych
    niepokornych. I tak się szarpiemy, na szczeście juz matura.
    Ja jednak porozmawiałabym z nauczycielem zeby chocby przekonac sie
    co to za człowiek, czy jakis sensowny, czy to syn zawalił czy nie do
    konca. Z wychowawcą o ile sie da, u mnie nie, wychowawca zupełnie
    nie sprawdza się w roli. I na pewno wyciągnąc pomocna dłoń do syna,
    poszukac wspólnie rozwiązania, moze właśnie zmienić nauczyciela.
    Oczywiście, syn troche zlekceważył co też powinien sobie uswiadomic
    ale to typowe dla osób w tym wieku, myslę że to też jest jakas nauka
    dla nich. Ale to przecież nie znaczy, ze nie mamy pomoc swojemu
    dziecku, lekcję dostał a teraz trzeba poszukać najlepszego
    rozwiazania, wspólnie z nim, rozmawiac raczej jak przyjaciel a nie
    rodzic i jak z dorosłym człowiekiem. Nawet jesli zostanie na drugi
    rok to swiat też sie nie zawali.
  • thaures 04.12.08, 22:03
    Trudna sytuacja. Pracuję w szkole średniej i jak nieraz widzę matki,
    które przychodzą i usprawiedliwiają wszystko jak leci, nawet nie
    wiedząc co usprawiedliwiają, to mi ręce opadają. Wtedy dzieciak,
    którego rodzic tak nie usprawiedliwia może mieć problem np z oceną z
    zachowania. Z grugiej strony piszesz,że synowi już się zdarzały
    wagary..
    Poszłabym do wychowawcy i z nim porozmawiała, chyba też poszłabym do
    nauczyciela historii- nic nie tracisz. Jeżeli gość okazałby się
    sensowny to powiedziałabym mu prawdę i spytała o radę co robić.
    Facet, jak zobaczy,że jesteś autentycznie zainteresowana może
    zdradzi dlaczego są problemy..
  • zawilec1 04.12.08, 23:23
    Syn oszukiwał sam siebie pozostając w domu celem nauki historii...
    Syn oszukał ciebie, kłamiąc, że chodzi do szkoły...
    Teraz zastanawiasz się, czy oszukać wychowawcę pisząc
    usprawiedliwienie, aby nie miał obnizonej oceny z zachowania... A
    zasługuje na wyższą? Brak kary to nagroda, ponownie przekona się, że
    warto oszukiwać, tym bardziej, ze sama mozesz dac zły przykład.
    Z nauczycielami nalezy porozmawiać i ich też wysłuchać, bo syn mówi
    tylko swoją "prawdę"- jeżeli ci zalezy na rzeczywistym rozeznaniu
    sytuacji.
  • maksimum 05.12.08, 06:43
    Masz powazny problem z synem i nie ma co zwalac wszystkiego na nauczycieli.
    Czy nauczyciel historii jest upierdliwy tylko w stosunku do twojego syna,czy tez
    wszystkich chce zostawic na drugi rok?
    Tydzien nie chodzil do szkoly i cie oszukiwal,nie uczyl sie w tym czasie tylko
    wyglupial z kumplami.
    Oczywiscie porozmawialbym ze wszystkimi nauczycielami a szczegolnie z
    historykiem i wychowawczynia i jestem pewien,ze dowiesz sie ciekawych rzeczy o
    swoim synu.
  • pam_71 05.12.08, 09:11
    No powiem szczerze .. włos mi się lekko zjeżył na głowie po
    przeczytaniu poprzednich wypowiedzi ...
    Zastanawiam się po co wychowujemy dzieci ?! Żebyśmy miały z kim
    porozmawiać na starość .. żeby było miło im i nam ?
    Wydawało mi się, że raczej aby przygotować ich do samodzielnego
    życia - odpowiedzialnego życia. Aby mogli podejmować właściwe,
    dojrzałe decyzje w coraz bardziej zwariowanym świecie. Aby nie
    wyrośli na egoistów, aby umieli dać wsparcie innym itd.itd.
    Czego nauczy usprawiedliwienie wagarów ??? Chyba tylko tego, że może
    bezkarnie komibinować i oszukiwać .. a i tak się "upiecze" ;-(
    I Tak sobie myślę czy my dorośli mając "nielubianego" szefa, który
    znowu coś nam "dokłada" ... robimy sobie wagary ?! No teoretycznie
    możemy, ale wtedy raczej wywalą nas z pracy ...
    Nie nauczymy dzieci opowiedzalności przymykając oczy na ich
    przewinienia.
    I powiedzcie mi jak nauczyciele mają cokolwiek wyegzekwować od
    uczniów jeśli za nimi stoją rodzice gotowi wszystko usprawiedliwić i
    wybielić nastolataka we własnych oczach?
    czasami warto spojrzeć w lustro wink
    Pozdr
    Pam
  • czar-marie 05.12.08, 09:42
    pam_71 napisała:

    > I powiedzcie mi jak nauczyciele mają cokolwiek wyegzekwować od
    > uczniów jeśli za nimi stoją rodzice gotowi wszystko usprawiedliwić i
    > wybielić nastolataka we własnych oczach?

    zawsze potepialam rodziców, którzy na zebraniu brali dziennik, spisywali
    nieobecności dziecka, a potem pisali stos usprawiedliwień - dalej to niestety
    obserwuje (wczoraj na zebraniu jedna z mam, przy mnie wreczyla wychowawczyni 7
    takowych usprawiedliwien...)
    nigdy czegos takiego nie robilam, prawdopodobnie i tym razem nie zrobię
    jako jedna z niewielu rodziców posyłałam dziecko do szkoły w tzw. pracujące
    soboty i ostatnie tygodnie roku szkolnego, kiedy z klasy przychodzilo 5-6
    uczniow (rodzice gładko sie godzili na nieobecność swoich pociech?)

    zawsze byłam pod względem obowiązku szkolnego syna wymagająca i nieustępliwa,
    dlatego myślę sobie, że może ten jeden raz mu podarować - nie wiem co zrobię -
    czas mam do poniedziałku
    myślę też, że syn i tak poniesie konsekwencje swojego niechodzenia do szkoły -
    zwyczajnie trudno mu będzie nadrobić zaległości minionych dni, szykują się
    ostatnie sprawdziany, kartkówki, testy z materialu na którym nie był obecny
  • komnen3 13.12.08, 06:05
    Moim zdaniem, jeśli wcześniej nie było takich problemów, możesz z nim
    porozmawiać, powiedzieć mu, że ten raz i jedyny raz możesz mu usprawiedliwić
    nieobecności, ale tylko wtedy, gdy od jutra zacznie chodzić na wszystkie
    zajęcia, będzie się uczyć historii grzecznie i nigdy to się nie powtórzy. A
    najlepiej napisz te usprawiedliwienia dopiero kilka dni po tym, jak zacznie
    znowu chodzić do szkoły.

    Wydaje mi się, że warto się spotkać z nauczycielem. Audita est et altera pars.

    Pozdrowienia.

    --
    Żaba!
  • czar-marie 05.12.08, 09:24
    Nie zwalam wszystkiego na nauczycieli i nigdy tego nie robilam, choc uważam, że
    wielu z nich jest nieprzygotowanych do pracy z młodzieżą.
    Jeżeli jednak młodzieniec jest tak zdeterminowany, że ucieka się do kłamstwa i
    deklaracji, że nie pójdzie więcej do szkoły to dla mnie jednak coś znaczy.
    Nauczyciel musiał mu porządnie dopiec. Poza tym tak jak pisałam wcześniej
    zapytał go zaraz na następny dzień po oddaniu sprawdzianu, z ktrórego syn
    otrzymał jedynkę, potem na jeszcze następny. Jasne więc było, że z dnia na dzień
    nie opanował obszernego materiału. Czyli dostał 3 jedynki w przeciągu 3 dni z
    tego samego materiału. I nawet nie to mnie zaniepokoiło ale fakt, że nauczyciel
    sprowadza ucznia do parteru wyrokując, że juz teraz "załatwił" sobie maturę -
    tego robić nie powinien.
    Rozmawiałam z wieloma uczniami na temat syna, opinia jest w zasadzie jedna:
    zdolny, inteligentny ale leń.
    Nauczyciel historii ograniczyl sie do stwierdzenia, że jak syn będzie miał
    jedynkę na semestr to będzie musiał siedzieć w ferie i się uczyć, materiał musi
    być zaliczony.

    W kwestii wagarów - w tym roku syn w ogóle nie wagarował (100% frekwencja),
    wczesniej zdarzało się, ale były to najczęściej pojedyncze godziny, które
    spędzał w szkole, snując się po korytarzach z kolegą.
  • azile.oli 05.12.08, 09:59
    Jakkolwiek nauczyciel może być złośliwy ,wredny, nawiedzony, to
    jednak musisz spojrzeć prawdzie w oczy. Jest sprawdzian. Uczeń nie
    wie, jaką ocenę dostanie, ale z pewnością wie, jak napisał. Czyli
    zdaje sobie sprawę, że czegoś nie umie. Pierwszym odruchem w takiej
    sytuacji powinno być powtórzenie materiału, bo trzeba się liczyć, że
    nauczyciel może zapytać, że braki i tak kiedyś wyjdą. zgadzam się,
    że trudno jest p[owtórzyć większą partię materiału w jeden dzień,
    ale chyba od czasu, gdy sprawdzian został zapowiedziany, napisany,
    sprawdzony i oddany minął więcej niż jeden dzień. Nauczyciel pyta
    syna specjalnie, może nawet jest złośliwy, ale jedno w tym wszystkim
    jest pewne - ma prawo pytać i tu nic zarzucić ani udowodnić mu nie
    można. Dlatego ja radziłam Ci, żebyś do tego nauczyciela na razie
    nie szła, bo nie masz argumentów na obronę syna. Nauczycielowi można
    wiele zarzucić, ale wtedy uczeń musi być w porządku. A tu sytuacja
    wyglądała tak, że syn może liczył,że dostanie przynajmniej
    dopuszczający, nie wziął pod uwagę faktu, że zaległości trzeba
    nadrobić i to im szybciej , tym lepiej. Mam niewiele młodszą córkę.
    co prawda ona nie ma takich problemów, ale jak coś na sprawdzianie
    sprawiło jej trudność, to natychmiast to w domu powtarza, a nie
    czeka, aż nauczyciel odda test. Tego niech się syn trzyma. Należy
    być przygotowanym do lekcji. Jak się umie, to nawet przy
    najwredniejszym nauczycielu jest się górą, bo zawsze można poprosić
    o dodatkowy egzamin, złożyć skargę na nauczyciela. A tak, zamiast
    rzeczowych argumentów syn ma na razie lukę w wiedzy.
  • maryko.m 13.12.08, 11:48
    co ty, kobieto piszesz?

    Przepytanie ucznia , bez uprzedzenia,z tego samego materiału, na drugi dzień po
    oddaniu zawalonego sprawdzianu w celu udowodnienia mu, że jest głąbem, a
    następnie powtórzenie tej szopki następnego dnia (oczywiście przy pełnej klasie
    i z komentarzem) uważasz za naturalne postępowanie nauczyciela?

    Toż to nawet szóstkowy uczeń by się psychicznie załamał!

    No i nie dziwmy się, że ten chłopak po zakuciu i zaliczeniu historii w życiu już
    nie zajrzy do żadnej książki - historycznej czy nie, i będzie miał głęboko
    gdzieś wszelkie daty, rocznice, nazwiska wielkich Polaków itd. itd.

    Takiego nauczyciela powinno się szybko zmusić do przekwalifikowania zawodowego
    - może w roli kasjera bardziej by się sprawdził (chociaż nie, w sklepach nie
    można pomiatać ludźmi)

    A założycielce wątku radzę pilnować syna. To głupi wiek i przez takie
    niepowodzenie faktycznie może zawalić szkołę. Tę nieobecność bym
    usprawiedliwiła, ale z zaznaczeniem, że to ostatni raz w tym roku szkolnym!
  • czar-marie 05.12.08, 10:06
    czar-marie napisała:


    > Rozmawiałam z wieloma uczniami na temat syna, opinia jest w zasadzie jedna:
    > zdolny, inteligentny ale leń.

    miało być "rozmawiałam z wieloma nauczycielami" rzecz jasna wink
  • pam_71 05.12.08, 10:46
    Czar-marie własnie dlatego, że z "lenistwa" przyszły te problemy
    trzeba stanowczości!
    Nie szkoda Ci, że zaprzepaści rok tylko dlatego,że mu się nie
    chciało, że nie lubi historii ? Jeśli nie zdaje hist. na maturze
    niech choć na miernego zda .. a tak - przez tydzień niechodzenia
    narobił sobie chłopak przecież zaległości i w przedmiotach
    maturalnych .. a jak na studia się nie dostanie to też powiesz,że
    zdolny ale leń ?
    Zostanie magazynierem (bez urazy wink) dlatego, że mu się nie chcialo
    uczyć ... To nie prawda, że jak inteligentny i zdolny to potem
    nadrobi .. jak tylko mu się zachce ;-O
    Pamiętam po sobie jak zawaliłam na drugim roku jeden przedmiot ..
    niewinnie - był warunek wink Ciągnął się potem jak smród po gaciach
    przez III rok na którym było więcej przedmiotów i ciąższych ...
    skutek był taki,że z trzeciego roku też "coś zostało" , bo wtedy już
    choć chciałm to nie dałam rady .. Ja też z tych zdolnych, ale
    leniwych wink
    Wstrząśnij Młodym póki czas .. potem oboje możecie nie dać rady,
    pomimo chęci sad
    Pozdr
    Pam
  • agatka_s 05.12.08, 10:32
    U mojego syna w gimnazjum nie doszloby do takiej sytuacji. Jesli
    dziecka nie ma w szkole rodzic ma obowiazek zadzwonic i poinformowac
    o tym szkole, jesli nie to conajmniej drugiego dnia nieobecnosci
    jest telefon do rodzica z pytaniem czy rodzic jest swiadomy. To
    samo jest w dzienniku internetowym, nieobecnosci sa wyswietlane na
    biezaco. Usprawiedliwienie pisemne jest tylko honorowane na
    pierwszej lekcji gdy dziecko ma kontakt z wychowawca (i nie ma to
    znaczenia, czy jest to lekcja przedmiotu, czy wychowawcza). Za
    okreslona liczbe nieobecnosci nieusprawiedliwionych (liczonych w
    godzinach) szkola ma prawo ucznia relegowac.

    A co do klopotow.

    Ja doprowadzialabym do wspolnego spotkania ja-matka, nauczyciel i
    syn, celem po pierwsze ustalenia faktow, a po drugie wypracowania
    jakiegos scenariusza jak dziecko moze sie z tych klopotow wyplatac.
    Jakis harmonogram-co ma nadrobic do kiedy, itd. I to powiem wiecej
    poprosilabym o podpisanie przez wszystkich spisu glownych punktow
    tego porozumienia. No oczywiscie pod warunkiem ze syn wykazalby
    inicjatywe i rzeczywiscie bylby zainteresowany aby sytuacje naprawic-
    no bo jesli syn olewa, to ja bym tez olala. Trudno, sparzy sie to
    sie nauczy.
  • kkokos 05.12.08, 18:19
    agatka_s napisała:

    > U mojego syna w gimnazjum nie doszloby do takiej sytuacji. Jesli
    > dziecka nie ma w szkole rodzic ma obowiazek zadzwonic i poinformowac
    > o tym szkole, jesli nie to conajmniej drugiego dnia nieobecnosci
    > jest telefon do rodzica z pytaniem czy rodzic jest swiadomy. To
    > samo jest w dzienniku internetowym, nieobecnosci sa wyswietlane na
    > biezaco.

    i to ma ręce i nogi. szkoda tylko, że taki system jest w szkole, w której i tak
    gros uczniów uczy się przyzwoicie, a tam, gdzie taka wzmożona czujność ze strony
    jednocześnie szkoły i domu by się przydała, oczywiście nic takiego się nie dzieje.

  • inguszetia_2006 05.12.08, 10:48
    Witam,
    Ja bym usprawiedliwiła.
    Kłopot już jest, stres także, programy przeładowane,a historia to
    kucie na pamięć, jeśli ktoś nie czuje tematu.
    Uczeń w polskiej szkole odrabia lekcje metodą selekcji.
    Tu mogę się nie nauczyć, bo pani jest miła, tu musze się nauczyć, bo
    pan jest surowy, tu muszę się przygotować, bo jest kartkówka, a
    reszta leży odłogiem. Tylko dzieci wybitne i wybitnie pracowite będą
    uczyć się wszystkiego jak leci.
    Na to nie ma rady.
    Jest "albo albo".
    Albo kuję się wszystkiego i mój dzień kończy się o 20.
    Albo prześlizgnę się i będę mieć czas dla siebie.
    Wina leży po stronie kuratorium i ministerstwa oświaty.
    Odciążyć programy,postawić na lekcje "w naturze", muzealne,
    wycieczki, eksperymenty itp., a nie przygniatać dzieci materiałem.
    Jak byłam w L.O to myślałam, że padnę trupem;-D
    Codziennie prace domowe na godziny, dosłownie godziny.
    Z dnia na dzień wypracowania, materiał do wykucia, ćwiczenia z
    angielskiego, z matmy, z fizyki, z biologii itd. Gdybym to wszystko
    miała odrobić, to bym siedziała do 20 ciurkiem.
    Szkoła zraża dzieci do siebie już na starcie.
    Potem jest jeszcze gorzej, bo materiału przybywa.
    Musisz więc wesprzeć syna, bo tak naprawdę i tak ma pod górkę.
    To co zrobił było głupie, bo powinien ci powiedzieć;"Mama, nie daję
    rady. Potrzebuję czasu, by się nauczyć. Chciałbym dwa dni zostać w
    domu.". Trudno, sytuacja jest podbramkowa.
    Niestety, te przeładowane programy,istnieją chyba tylko po to,by
    nauczyć dzeici cwaniakowania. Bez zmian w tej materii, wszyscy będą
    się prześlizgiwać, a nie uczyć.
    Pzdr.
    Inguszetia
  • pam_71 05.12.08, 11:04
    Ludzie .. no co Wy ?!
    To może w ogóle dzieci nie posyłać do szkół, bo po co ... skoro i
    tak nic dobrego nie naucza tylko wymagać będą wink
    LO tylko dla wybitnych ... ?!
    Ja to już wapniak jestem (37lat), ale nasza wych. LO (wcale nie
    renomowanym i o nienajwyższym poziomie) miała pewną metodę wink Jak
    delikwent dotał pałę z odp. to było wiadomo,że będzie pytany w
    semestrze praktycznie bez przerwy ...hihi przerąbane prawda ?
    Ale skutej był.. uczylśmy się. I nikomu z rodziców nawet do głowy
    nie przyszło do Dyr. iść na skargę. pytał syna/córkę -
    "Umiałeś ?" ... "- no nie" "To sam jesteś sobie winny!" . I po
    latach wspominamy Naszą Pańcię bardzo miło i sympatycznie .. nawet
    Ci wiecznie wywoływani do odp.
    Dzisiaj jak widzę pewnie na donosie do KUr by się nie skończyło.
    MY RODZICE SAMI uczymy dzieci kombinowania jak wymigać się od
    obowiązków !!!
    Pam
    PS: Sorki,że gadam jak moja mama-nauczycielka wink ale
    mnie "ruszyło" ...
  • azile.oli 05.12.08, 12:07
    No właśnie ,pam. Tu masz rację, niestety, dzieci muszą się nauczyć,
    że ponosi się konsekwencje swoich wpadek. Po prostu trzeba przyjąć,
    że nauczyciel ma prawo pytać na każdej lekcji ucznia, który mu
    podpadł. Nie wolno mu grozić, ośmieszać, poniżać, ale pytać może.
    To, że uczeń danego przedmiotu nie lubi nie ma tu nic do rzeczy.
    Wtedy uczy się tylko tego, co konieczne i godzi z dwóją. Można
    interweniować w sprawie pogróżek nauczyciela, ale dopiero wtedy, gdy
    nadrobi się materiał ,a bieżący umie na pozytywną ocenę. W gimnazjum
    u moich dzieci też najczęściej pytani są jedynkowicze i to wcale nie
    złośliwie. dla jednych jest to pognębiające - bo dalej nie umieją,
    dla innych -ratunkowe, bo mają okazję się poprawić. Ten historyk
    dał chłopakowi niezłą nauczkę. Trzeba pilnować swoich spraw i jak
    się coś zawaliło, natychmiast poprawiać. W sumie chłopak zrobił
    krzywdę tylko sobie. Nie ma sobie co brać do serca gadki
    nauczyciela, tylko robić swoje. Historia jest akurat przedmiotem,
    którego można się samodzielnie nauczyć, gorzej byłoby np z
    matematyką. A dla autorki wątku rada - obserwować nauczyciela, syna
    wypytywać dyskretnie, nie roztrząsać w obecności chłopaka kwestii
    charakteru tego pana, do syna prosty komunikat, tak czy inaczej,
    uczyć się musi. Istnieje opcja , że nauczyciel uwziął się na syna,
    ale niech młody się teraz na tym nie skupia, bo poczuje się
    usprawiedliwiony.
  • anajas 05.12.08, 12:18
    Wiecie co, może nie jestem zorientowana jakie teraz w szkołach są praktyki,ale w
    życiu nie spotkałam się żeby nauczyciel pytał na drugi dzień po oddaniu
    sprawdzianu z materiału, który był na sprawdzianie. Jak dla mnie to jest czysta
    złośliwość, bo nauczyciel wiedział, że uczeń prawdopodobnie w jeden dzień nie
    zdąży się przygotować i chciał mu udowodnić że jest matołem i nic nie umie. Za
    moich czasów było tak, że jak ktoś dostał pałę, to "poprawiał" czy po prostu
    zaliczał ten materiał ale w terminie ustalonym z nauczycielem, np. za tydzień.
  • pam_71 05.12.08, 12:41
    anajas - nie przeczę, nauczyciel nie zachował się do końca fair ...
    ale pytanie brzmi : "Czy to usprawiedliwia wagary ?"
    "Czy w ogóle jakiś powód poza chorobą i zdarzeniami losowymi może
    usprawiedliwić samowolne opuszczanie lekcji ?"
    Tym bardziej, że "nie po raz pierwszy ..." i że mówimy o
    chłopcy "zdolnym i inteligentnym" ...
    Nie chcę nikogo urazić, ale wydje mi się, że akurat Pan Historyk ma
    nosa i wyłapuje leniuchów na odległość wink
    Taka była moja Mama - emerytowana nauczycielka matematyki w LO wink
    Dokładnie wiedziała kiedy zawaliłam coś "bo mi się niechciało" .. i
    nie było zmiłuj ... Jej uczniowie też lekko nie mieli. Niektórzy
    dosłownie "płakali po kątach" ... Ciekawe, że dzisiaj na Naszej
    Klasie ma pozytywne opinie jako ta ostra, ale sprawiedliwa wink
    To tak "od kuchni" ... Na opinię od strony "matki licealisty" muszę
    jeszcze parę lat poczekać .. moje jeszcze w SP. Ale już dzisiaj
    postanawiam pracować nad sobą i pociechami, aby nie mieć takich
    dylematów "usprawiedliwić czy nie ..."
  • jakw 05.12.08, 18:43
    anajas napisała:

    > Wiecie co, może nie jestem zorientowana jakie teraz w szkołach są
    praktyki,ale
    > w
    > życiu nie spotkałam się żeby nauczyciel pytał na drugi dzień po
    oddaniu
    > sprawdzianu z materiału, który był na sprawdzianie.
    Ja się z tym spotkałam osobiście - na lekcji na której były oddawane
    klasówki. Mój mąż w ten sposób dostał trzy dwóje na 1 lekcji. To
    było 20-25 lat temu.

    Jak dla mnie to jest czysta
    > złośliwość, bo nauczyciel wiedział, że uczeń prawdopodobnie w
    jeden dzień nie
    > zdąży się przygotować i chciał mu udowodnić że jest matołem i nic
    nie umie.
    Taa, sprawdzian to się w 1 dzień sprawdza?
    A może nauczyciel chciał dać szansę:"kiepsko ci poszła klasówka, ale
    może już poszedłeś po rozum do głowy i się nauczyłeś"
  • komnen3 13.12.08, 06:15
    To prawda, ale z drugiej strony, jeśli ktoś napisał coś na jedynkę, to wie to
    zwykle już wtedy, gdy się uczy (albo raczej nie uczy) do klasówki, a na samej
    klasówce nabiera pewności. Dlatego nie sądzę, by uczeń był zaskoczony taką oceną.

    --
    Żaba!
  • inguszetia_2006 05.12.08, 14:08
    Witam,
    Jak to; "Ludzie, no co Wy?"?
    Przecież sprawa jest jasna i oczywista dla każdego myślącego
    człowieka.
    Edukacja polska wymaga reformy.
    I to nie reformy strukturalnej, administracyjnej, tylko czegoś
    więcej.
    Trzeba uczyć dzieci tak, by umiały, a nie by zdawały z klasy do
    klasy.
    Proszę zademonstrować po tylu latach, czego się w szkole nauczyłowink
    Wtedy każdy rodzic blednie i się zacznie jąkać.
    Niech wymieni te wszystkie wzory, niech zrobi zadanie, niech opowie
    o życiu pantofelka, niech przedstawi przebieg wojny
    trzydziestoletniej itd. Czy ktoś to pamięta? Nie, nie pamięta.
    I taka edukacja jest o kant d...
    Wszyscy to rozumieją, ale nikt słowa nie piśnie w obronie dzieciaków.
    Po co im ta encyklopedyczna wiedza? Jesteś ciekawy świata to
    włączasz internet, wypożyczasz książkę i zgłębiasz dowolną gałąź
    wiedzy.
    Skrócić programy, powyrzucać bzdety, niech dzieci zapamiętają trwale.
    A nie - wielkie oburzenie, że ktoś nie daje sobie rady.
    Cwaniacy zwasze sobie dają radę i to zdaje się pochwalać polska
    szkoła. Bo przecież jasne jest, że nie ten ma problemy, kto się nie
    uczy, tylko ten, kto daje się na tym złapać. Tak to wygląda w
    polskiej szkole(sic!).
    Aż dziw bierze, że trzeba to tłumaczyć, podczas gdy polska edukacja
    wypuszcza "doskonale wyuczonych" dyletantów. Przecież oni zdawali z
    klasy do klasy i mieli dobre oceny. To w czym rzecz?
    Pzdr.
    Inguszetia




  • pam_71 05.12.08, 15:06
    Ingu .. masz rację. Polski system oświaty, tak jak polska słuzba
    zdrowia i wiele innych gałęzi wymaga reform .. bo jest źle.
    Tylko czy z powodu tego, że system do dupy małodzież ma wagarować ?
    Może dowolnie "olewać" obowiązki, bo to jest "nudne" a ta teoria do
    niczego w danej chwilii nieprzydatna..
    Ja odebrałam autorkę wątku inaczej ... nie ma nic o tym,że syn nie
    daje rady ... ale że "zdolny i inteligentny" i "trochę leniwy" ...
    Zastanawiam się, jak przełozy się takie "usprawiedliwienie" ma
    późniejsze życie młodego człowieka ... a jeśli zapragnie zostać
    lekarzem ... na studiach też uczyć się bedzie wybiórczo(bo tam to
    dopiero tyle materiału) ... czy zdąży uratować życie chorego ..a
    może akurat trafi na przypadek z brakującego wykładu, bo akurat to
    było dla niego nudne.
    Dlaczego My-Polacy jesteśmy minimalistami ... dlaczego nie zależy
    nam na tym,żebyśmy (obojętnie co robili) robili to DOBRZE ..
    I nie siedzieli w godzinach pracy na forum wink Czego sobie i Wam
    życzę wink
  • inguszetia_2006 05.12.08, 15:28
    Witam,
    Nie, młodzież ma nie wagarować.
    Ale żeby tego nie robiła, musi być reforma.
    Żeby się uczniom nie chciało tak wagarować, mówiąc w skrócie.
    Albo żeby ich zachęcić do siedzenia w szkole.
    Nauka nie może nudzić.
    Nauka ma rozwijać,uwrażliwać,czynić otwartym.
    A nie powodować senność i zgrzytanie zębówwink
    Dopóki tak będzie, uczniowie będą wagarować, a rodzice będą im te
    wagary usprawiedliwiać albo i nie. Ci co usprawiedliwiają sami się
    pewnie nudzili;-D
    A ze studiami przykład nietrafiony, bo studia wybiera się samemu.
    I można zrezygnować, iść na inny kierunek itp. A edukacja do 18 roku
    życia to obowiązek. Tu wyboru nie ma. Jest za to cwaniactwo.
    I błędne koło. Bo jak rodzic widzi absurdalność wymagań nauczycieli,
    to też go szlag trafia i chętniej usprawiedliwi nieobecność.I tak
    ciągle i w nieskończoność. A wystarczy wreszcie zreformować to nasze
    pozaborowe szkolnictwo.
    Pzdr.
    Inguszetia



  • czar-marie 05.12.08, 15:57
    pam_71 napisała:

    > Zastanawiam się, jak przełozy się takie "usprawiedliwienie" ma
    > późniejsze życie młodego człowieka
    tez sie zastanawiam, choć wydaje mi się, że jednorazowe usprawiedliwienie nie
    zaważy na całym późniejszym życiu młodego człowieka - nie przesadzajmy smile
    zaważyć może teraz, czy kompletnie sie załamie chłopak czy będzie próbował w
    przyszłości też się migać i liczyć na uniknięcie konsekwencji
    prawda jest taka że i tak ich nie uniknie


    > Dlaczego My-Polacy jesteśmy minimalistami ... dlaczego nie zależy
    > nam na tym,żebyśmy (obojętnie co robili) robili to DOBRZE ..

    proponuję nie generalizować, akurat mam tę przyjemność mieć wokół sporo udanych
    egzemplarzy gatunku ludzkiego narodowości polskiej smile

  • marzeka1 05.12.08, 17:35
    Opowiem historie sprzed lat mojej koleżanki- nauczycielki.Miała syna tzw. zdolnego lenia. Zawalił 1 klasę LO, nie chodził, kręił zrzucał winę na "okropną panią od matmy".Mama nauczycielka wysłuchiwała,rozmawiała, synek chęci poprawy nie wykazywał,pewny, że mama nauczycielka załatwi wszystko, bo wiadomo: sama jest nauczycielką, zna t5ych nauczycieli itp. Zbliżał się koniec roku, matka wcześniej poszła do szkoły,poszliby jej na rękę, poprosiła sama o ukaranie syna drugorocznością, syn szedł pewien po świadectwo, przezył szok, że siedzi. Obraził się na 3 tygodnie,ale dostał taką nauczkę,że lepszej nie trzeba, liceum skończył już z wyróznieniem, dawno już skończył studia. Podziwiam tę koleżankę, bo nie wiem, czy sama bym tak potrafiła.
  • kkokos 05.12.08, 18:09
    marzeko1, ale ty piszesz o rozbestwionym, aroganckim gów.niarzu, a autorka wątku
    o drugoklasiście, który się zapętlił, bo przegiął i nie umie z tego wybrnąć.
    między tym co piszesz:


    > zawalił 1 klasę LO, nie chodził, kręił zrzucał winę na "okropną pani
    > ą od matmy".Mama nauczycielka wysłuchiwała,rozmawiała, synek chęci poprawy nie
    > wykazywał,pewny, że mama nauczycielka załatwi wszystko, bo wiadomo: sama jest
    nauczycielką"

    a tygodniowymi wagarami i trzema jedynkami pod rząd z jednego przedmiotu jest
    duża różnica smile
    ja bym na miejscu autorki wątku usprawiedliwiła te godziny. nie bez rozmowy i
    nie bezwarunkowo, ale jednak tak. wolałabym raz dać się wyrolować (bo oczywiście
    bachor może uznać, że jak raz się ugięłam, to dalej się będę uginać) niż od razu
    pójść na noże, konfrontację itp. i doprowadzić do sytuacji, że dzieciak oleje
    szkołę do końca, bo przecież i tak już ma tydzień nieusprawiedliwiony, a i z
    historii przecież nie zda.

    szczerze mówiąc, jak czytam, że "uczeń w szkole ma się uczyć, a w tym wieku
    należy ponosić pełne konsekwencje swego postępowania", to trochę włos mi się
    jeży. nie rozumiem, dlaczego sztywniactwo i bezduszność mają być najlepszymi
    metodami wychowawczymi.
  • jakw 05.12.08, 18:30
    No dobra, swojego czasu mój mąż w liceum dostał trzy dwóje z
    matematyki na 1 lekcji: za klasówkę, za pytanie ws tego co było na
    klasówce i za patrzenie na tablicę (w szoku był już chyba). Maturę z
    matematyki zdał, na polibudzie miał stypendium naukowe.
    Twój syn prawdopodobnie przebimbał 2 m-ce w szkole i kolejny tydzień
    na wagarach w domu. Ja bym jednak poszła do tego nauczyciela i
    dowiedziała się o co chodzi. Czasami warto wysłuchać 2 stron.
    A jeśli masz synowi usprawiedliwiać te wagary to proponuję zawrzeć z
    nim jakąś sensowną umowę dotyczącą:
    a) poprawienia stopnia z historii
    b) nadrobienia zaległości z tego tygodnia
    c) niepowtórzenia się podobnych sytuacji w przyszłości
    PS
    Jeśli syn będzie umiał, a nauczyciel będzie się upierał przy 1 to
    chyba jest możliwość o wystąpienia o egzamin komisyjny?
  • protozoa 05.12.08, 20:57
    Ciekaw w jakim wieku mają dzieci te emamy, które tak pięknie piszą o
    odpowiedzialności, konsekwencji itd. Czy sa to przedszkolaki czy uczniowie
    podstawówki czy jak syn Agatki I gimnazjum?
    Jestem matka maturzystów czyli dzieci mniej więcej w wieku Twojego syna. Zawsze
    mieliśmy umowę, że usprawiedliwiam jezeli powiedza prawdę, zero wagarów.
    Po kiego grzyba potrzebne są im daty kolejnych wojen napoleońskich, analiza
    klimatu południowej Afryki itp bzdury, które zawsze moga sprawdzic w internecie
    gdy będzie im to potrzebne. Jeden z synów idzie na biotechnologie drugi na
    medycynę i wole, aby byli dobrzy z przedmiotów kierunkowych a nie bzdurnych. Syn
    Agatki musi tak samo uczyc się historii jak i fizyki bo od średnej ocen będzie
    zalezało czy dostanie się do wymarzonego liceum. Moi synowie muszą być dobrzy
    tylko z wybranych przedmiotów.
    Nauczyciel-facet często frustruje się i wyzywa na uczniach bo sam jest
    niespełniony ( praca za 1500 złotych, mały prestiź).
    Absolutnie bym usprawiedliwila i nie pozwolila aby chłopak tracił czas na
    przysłowiowe wojny napoleońskie. Lepiej niech idzie na basen, odpocznie.
  • agatka_s 05.12.08, 21:14
    Mogłabyś się uprzejmie odczepić od mojego syna i tego czego się musi
    uczyć ? To naprawde nie Twoja sprawa (poza tym,że gadasz głupoty
    nijak się mające do sytuacji faktycznej). Nie jest też Twoją sprawą
    dywagować do jakiego Liceum pójdzie mój syn. Nie napisałam w tym
    wątku słowa o moim synu, więc uprzejmie proszę nie "wycierać sobie
    gęby" nami.
  • protozoa 08.12.08, 12:35
    Ojej, Agatko, ale się zezłościłaś, a złość piekności szkodzi smile
    Pisałam, bo smieszy mnie jak o sprawach licealistów wypowiadają się matki dzieci
    z przedszkola, podstawówki czy gimnazjum.
  • agatka_s 08.12.08, 13:53
    Może Cię to śmieszyć, Twój problem.

    Nie używaj ani mnie ani mojego dziecka w swoich wątkach. Nie używaj
    na dodatek fałszywie , bez jakiejkolwiek wiedzy, która uprawniałaby
    stawianie tez, nieprawdziwych takich jak Ci wyobraźnia podpowiada.
    Koniec-kropka
  • protozoa 08.12.08, 14:16
    Cenzura????
  • haganna 12.12.08, 19:13
    No zamknij się protozoa! Nie dociera do Ciebie?
  • protozoa 14.12.08, 18:46
    Nie dociera do mnie szczekanie mam, które mają dzieci w przedszkolu, podstawówce
    czy najwyżej w pierwszej gimnazjalnej i wypowiadają się ( autorytatywnie) w
    sprawach, o których nie mają pojęcia.
    P.S. Czy do kogokolwiek stojąc vis a vis niego zwracasz się "zamknij się". Nie,
    bo boisz się, że dostałabyś w buziuchnę. A w necie anonimowo - czemu nie.
  • azile.oli 05.12.08, 21:15
    Moja córka kończy w tym roku gimnazjum. Nie musi sę martwić o
    średnią ocen, bo jako laureatka konkursu przedmiotowego z historii
    może sobie wybrać liceum i zostanie do niego przyjęta. Właściwie
    mogłaby sobie odpuścić inne przedmioty, pewnie w liceum też skupi
    się na kierunkowych. Nie oznacza to jednak, że ma przynosić jedynki
    z przedmiotów, których nie lubi i do niczego jej się nie
    przydadzą.To już jej sprawa, czy sobie odpuści, czy mimo wszystko
    będzie się starała. Ale przez odpuszczenie rozumiem nie staranie się
    o super oceny, ale również nie bycie zagrożonym. Co do frustracji
    nauczyciela i rzekomo niskiego prestiżu - daruj sobie. Nie znasz
    człowieka, nie wypowiadaj się. Nie każdy nauczyciel jest
    sfrustrowany i nie każdy musi pracować dla kasy. Ja pracuję dla
    przyjemności. I cieszę się, jeśli wśród uczniów wyłowię
    prawdziwą ''perełkę''. Samopoczucie mam całkiem niezłe, a uczę w
    liceum przedmiotu, który każdy musi na maturze zdawać. I niestety,
    na te 30 procent się wysilić, nawet jak się na medycynę idzie.
  • jakw 05.12.08, 21:28
    protozoa napisała:

    > Moi synowie muszą być dobrzy tylko z wybranych przedmiotów.
    Niemniej z pozostałych muszą dostać stopień lepszy niż 1. Jak na
    razie syn założycielki wątku (chłopak, jakby nie było, niemal
    pełnoletni) załapał dwie pały z historii, po czym kolejny tydzień
    robił sobie zaległości w szkole. A tej nieszczęsnej historii i tak
    się nie nauczył.
  • allija 07.12.08, 01:57
    Ja tez uwazam ze dobrze jest sie madrzyc kiedy ma sie dzieci w wieku
    co najwyzej podstawowki. Takze chetnie zobacze te mamy za kilka lat.
    Z licealistą nie da sie dogadac wyłącznie nakazami i wymaganiami, co
    najwyzej przstanie mowic nam cokolwiek a i tak zrobi swoje jak
    bedzie chciał, ciekawe jak mu tego zabronicie? Jeśli mlody człowiek
    zwraca sie do nas z prosbą to oznacza tylko tyle, ze ma do nas
    zaufanie, ze liczy na nasza pomoc i to jest cenniejsze niż jakis
    głupawy tydzień nieobecnosci w szkole, tydzien to nie tragedia,
    szczególnie dla zdolenego choc czasami lenia. Mój syn, zdarzało sie
    nie raz, pytał czy moze nie iść do szkoly z jakiegos tam powodu,
    nigdy nie odmawiałam choc wg was powinnam sie na niego wypiąć bo
    jeśli sie nie przygotował to sam sobie winien. Dla mnie ważniejsze
    było to że zwrócil sie do mnie, szkola to tylko epizod a synem moim
    bedzie cały czas i nie chciałabym zeby zakodował sobie, że na matke
    to i tak liczyc nie mozna. Oczywiscie to nie znaczy, że lekceważyć
    sytuacje ale nie zostawiac go samemu sobie bo jeśli prosi to
    widocznie nie radzi sobie sam.
    Nie można zapominac że chlopcy w tym wieku sa naprawde w trudnej
    sytuacji, hormony buzują, przewartosciowuje sie ich cały
    swiatopoglad a tu nie ma czasu na takie głupoty bo matura za pasem.
    Moja znajoma miała swojego czasu straszne problemy z synem, bardzo
    dużo wagarował no i automatycznie pojawily sie klopoty z ocenami.
    Matka rwała sobie wlosy z głowy, nic nie pomagało. I wtedy
    wychowawczyni syna powiedziala cos w stylu, niech pani sie nie
    martwi, nawet pani sobie nie wyobraza jak z takich młodych ludzi
    wyrastają madrzy odpowiedzialni ludzie, za pare lat bedzie pani z
    niego dumna. I faktycznie tak jest, syn obecnie jest na studiach a w
    weekendy pracuje jako sprzedawca w jednym z młodzieżowych butików,
    prace załatwił sobie sam zeby odciazyć finansowo samotna matke a
    kiedy ta jest w pracy to zaopiekuje sie mlodszym bratem wlącznie z
    gotowaniem dla niego obiadu.
    A tamta nauczycielka byla madrym pedagogiem, ktory już niejednego
    takiego mlodego człowieka wychował.
    A tak w ogole to ciekawa jestem ile z tych pomstujacych tu mamus
    bylo na wagarach, ilu rodzice pisali usprawiedliwienia i ile z was
    zawsze i do konca było doskonałymi i bez reszty uczciwymi
    uczennicami, zapomniał wół...?
  • zawilec1 07.12.08, 13:03
    Takie usprawiedliwianie to oszustwo!
    Nastolatki w tej sytuacji liczą na pomoc i zaufanie? A może jednak
    na naiwność swoich opiekunów, niejednokrotnie wykorzystując /i
    manipuljąc/ lęk takowych przed utratą " dobrych relacji"?
    Nastolatki mają swój okres buntu i uważam, że własnie rodzice winni
    stać na straży niezłomnych wartości, do których dzieciaki kiedyś
    powrócą i chodzi o to, aby miały do czego wrócić. Pobłażliwością
    autorytetu sie nie buduje! Co nie znaczy, że nie mamy nie być
    elastyczni. Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość
    trąci... Dajać przyzwolenie na takie "drobne" kłamstewka budujemy
    społeczenstwo, które nie ma szacunku dla prawa i siebie nawzajem, i
    własnych rodziców też, wszyscy potem cierpimy. Rodzic z autorytem
    tzw. autorytatywny / nie mylić z autorytarnym/ oczekuje i wymaga od
    dziecka, że bedzie zachowywać się rozsadnie i zgodnie ze społecznymi
    normami na poziomach zgodnych z wiekiem i zdolnościami, wysłucha
    opinii dziecka i wyjaśni mu swoje decyzje, ale nie ustąpi w
    imię "świetego spokoju". Jezeli tak postepujemy od malenkości mamy
    szansę, że nastolatek o wiele mniej bedzie skłonny sie buntować i
    przekraczać wszelkie granice.
  • jola_ep 07.12.08, 13:35
    > Pobłażliwością
    > autorytetu sie nie buduje!

    Tu nie chodzi o pobłażliwość, ale o to, czy konsekwencje muszą być
    udzielane "zewnętrznie" - czyli czy usprawiedliwić, ale pod
    określonymi warunkami i konsekwencje zastosować w domu, czy nie
    usprawiedliwić.

    Moja mama (nawiasem mówiąc nauczycielka) była dla mnie w wieku
    nastolatkowym autorytetem. I wcale mi nie zaszkodziło, gdy pewnego
    dnia powiedziała mi, że jak bardzo, ale to bardzo nie będzie mi się
    chciało iść do szkoły, to mam jej powiedzieć i mi usprawiedliwi
    nieobecność. Przy tym wspomniała, że ona też w liceum raz nie poszła
    do szkoły.
    Nigdy tego nie wykorzystałam. Ale był to dla mnie sygnał, że z
    jednej strony mogę na nią liczyć, z drugiej muszę pamiętać, że jest
    to rzecz incydentalna ("RAZ").

    Pamiętam, jak moja koleżanka z liceum nie poszła do szkoły, pech
    chciał, że nasza wychowawczyni spotkała w tym dniu jej mamę i
    spytała, czemu jej córka nie przyszła do szkoły. A ta nie tracąc
    głowy zaczęła opowiadać, jak to jej dziecko rano całe zielone było i
    zakazała mu wychodzić z domu. Nie muszą dodawać, że jej postawa
    wzbudziła nasz podziw wink Moja koleżanka skończyła liceum, zdała
    maturę z bardzo dobrym wynikiem i dostała się na świetne studia.

    Myślę, że każda matka wie najlepiej, kiedy może usprawiedliwić,
    kiedy nie.

    W szczegółach się nie wypowiadam, bo moje starsze ma dopiero 13 lat.

    Pozdrawiam
    Jola
  • allija 08.12.08, 00:12
    no, dziekuje ci jolu, bo ja najwyraźniej nie potrafiłam tego
    wszystkiego wytłumaczyć.
    Osobiscie zaś uważam, że najlepiej jest sobie przypomniec swoje
    naście lat i to jak było z naszymi rodzicami, co nam sie podobało a
    co byśmy zmieniły, co było dobre a co niekoniecznie i co sie
    sprawdzało. Ostatecznie nasze dzieci nie powinny się az tak bardzo
    różnić od nas wtedy. Ja tam sklerozy nie mam i pamietam. Moja matka
    była osoba bardzo tolerancyjną i jakos nie zeszłam na przysłowiowe
    psy.
  • pam_71 08.12.08, 09:12
    > A tak w ogole to ciekawa jestem ile z tych pomstujacych tu mamus
    > bylo na wagarach, ilu rodzice pisali usprawiedliwienia i ile z was
    > zawsze i do konca było doskonałymi i bez reszty uczciwymi
    > uczennicami, zapomniał wół...?
    No właśnie wół pamięta wink
    Mam dzieci w podstawówce .. dlatego w swoich wypowiedziach bazuję na
    swoich doświadczeniach z lat szkolnych.
    Na wagarach byłam raz z cała klasą w podstawówce w tzw. Dzień Wiosny
    i wcale nie było fajnie, a konsekwencje chyba zaskoczyły
    wszystkich ...
    W LO też miałam wiele szczegółowych informacji do "wkucia i
    zapomnienia" ... historii nie lubiłam, ale jakoś nie wpadłam na
    pomysł żeby z tego powodu nie iść do szkoły wink
    Moja mama niczego "nie usprawiedliwiała" w imie zagrożonych "dobrych
    relacji" ..a akurat w tych czasach kontakt ze sobą miałyśmy dobry.
    Wagarów po prostu nie uznaję.
    I chętnie się podzielę spostrzeżeniami za kilka lat, kiedy moje
    bąble bedą się wspinać po kolejnych szczeblach edukacji ...
    Pozdrawiam
    Pam
  • fogito 08.12.08, 10:50
    pam_71 zgadzam się z Tobą w 100%. Przejrzałam wątek i w szoku
    jestem, że tyle osób usprawiedliwiłoby oszustwo swojego dziecka.
    Liceum ogólnokształcące jak sama nazwa wskazuje ma kształcić ze
    wszystkiego i taka jest jego idea. Specjalizacje to są dopiero na
    studiach. Wiem, że jest ciężko, bo przeszłam liceum jak większość z
    nas, ale na litość nie jest niemożliwym nauczyć się nielubianych
    przedmiotów przynajmniej na 3. Ja kiepska byłam z fizyki i chemii,
    ale zawsze miałam 5 na swiadectwach. Kosztowało mnie to masę
    wysiłku, ale wtedy nikt nie pisał usprwiedliwień z powodu lenistwa!
    Jeśli juz dzieciaki w gimnazjm zaczynaja lawirowac i oszukiwac to co
    będzie dalej.
  • azile.oli 08.12.08, 11:29
    Masz zupełną rację fogito. Problem w tym, że rodzice
    usprawiedliwiają postępowanie dzieci już od najmłodszych lat (patrz
    wątek o gadającej siedmiolatce), i jakoś ciągle nie mogą zauważyć,
    że te dzieci dorastają i chłopak na rok przed maturą, to nie małe
    dziecko. Poza tym przyznał się matce do wagarów mając p[oniekąd nóż
    na gardle, bo zbliżało się zebranie, więc i tak by się
    dowiedziała.Czasem są w szkole sytuacje podbramkowe i jak młody ma
    dobry kontakt z matką, to mógł powiedzieć, że zostaje 2 dni w domu,
    żeby się uczyć historii, którą zawalił. ale nie zrobił tego, bo jak
    matka nie wiedziała o wagarach, to życie towarzyskie też mógł
    prowadzić, a tak , to by pewnie pilnowała.
  • jakw 08.12.08, 19:32
    Dokładnie. Matka i tak by się dowiedziała, że go przez tydzień nie
    było w szkole i o pałach z historii. Gdyby przyznał się się do tych
    jedynek przed skorzystaniem z wagarów to, zakładając, że mama by mu
    pozwoliła na tydzień poza szkołą, rzeczywiście musiałby się pewnie
    tej historii pouczyć. Totalne bimbanie i kłamanie u osoby niemal
    pełnoletniej ma być nagradzane?
  • sabina 13.12.08, 13:42
    >"Jeśli mlody człowiek
    zwraca sie do nas z prosbą to oznacza tylko tyle, ze ma do nas
    zaufanie, ze liczy na nasza pomoc i to jest cenniejsze niż jakis
    głupawy tydzień nieobecnosci w szkole, tydzien to nie tragedia,
    szczególnie dla zdolenego choc czasami lenia."
    Chyba sobie jaja robisz ? wink Oznacza to tylko i wylacznie
    tyle : "Wpadlem w klopoty. Ale jak podpiszesz papierek to sie
    wywine. Dzieki mamo" i pisze to jako byla licelaistka, ktora
    doskonale pamieta te klimaty.
    W moim domu byly takie zasady - jesli wprowadzilas sie sama w
    klopoty nic nas o tym nie informujac, musisz poniesc konsekwencje i
    sama sobie poradzic. Czywiscie mowie o takich blachych problemach
    jak wagary itd.. Liceum jest taka głowna szkoła życia- nawyki ktore
    tam sie wyrabia procentuja na cale życie. To chyba pierwsza swiadoma
    praca mlodego czlowieka.
    A zdolny leń to wcale nie pochwala, to jedna z najgorszych
    charakterystyk, zdolny, ale len to nieudacznik - sama byłam tak
    okreslana i dopiero po czasie zrozumialam ze w tym wyrazeniu
    wazniejszy jest leń niż zdolny. Kazda zdolność niećwiczona z czasem
    zanika.
  • protozoa 14.12.08, 18:50
    Jak widać szkoła niewiele Cię nauczyła. Polecam słownik ortograficzny . Słówko
    "błahy" pisze się właśnie tak.
    P.S. Moi rodzice pisali mi usprawiedliwienia, gdy ich o to poprosiłam. Nie
    robiłam tego często, ale się zdarzało. I nie przeszkodziło mi to skończyć
    studiów, zrobić specjalizację,i doktorat.
  • protozoa 08.12.08, 12:43
    Odezwał się chór uczciwych!!! Pięknie. Pytanie tylko skąd tyle chętnych po
    naciagane zwolnienie lekarskie. Raz w tygodniu przyjmuje w punkcie
    konsultacyjnym i nie ma tak, żeby nie było chociaż jednej osoby z taka prosba. A
    zwolnienie lekarskie też jest forma usprawiedliwienia, ba jeszcze gorszą bo o
    ile uczeń nie wyłudza pieniędzy to "chory" pracownik juz tak.
  • fogito 08.12.08, 12:54
    Dzięki za komplement smile A co myślałaś, że tacy na świecie nie
    istnieją wink
    A czy jak proszą o niepotrzebne zwolnienie, to ty im dajesz? Mam
    nadzieję, że nie.
    Ja nigdy nie oszukiwałam, bo tak mnie wychowano. Żadnych zwolnień
    lekarskich na lewo przez całą edukację i później też nie. Będąc w
    ciąży pracowałam do ostatniego momentu przed porodem.
    Ludzie nieuczciwi zawsze się znajdą, ale czy to znaczy iz mamy
    równać w dół?

    Trudno uczyć młodziez odpowiedzialności i uczciwości jeśli samemu
    się ich nie przestrzega w życiu.
  • azile.oli 08.12.08, 12:55
    Kobieto, a co ma piernik do wiatraka. Jesteś wszystkowiedząca z
    racji swego zawodu? Może akurat nikt z tego forum z takiego lipnego
    zwolnienia nie skorzystał? Ale w jednym się zgodzę, są tacy
    naciągacze i cwaniactwa często się uczą w szkole, a jeszcze częściej
    w domu. Jak może być łatwiej i przyjemniej, to po co się
    wysilać.Gorzej, jak taki przyszły lekarz też w procesie nauki
    potraktuje swoją wiedzę wybiórczo, bo przecież nie wszystko jest
    takie ciekawe.
  • protozoa 08.12.08, 13:24
    A wiesz, że będąc dobrą studentka traktowałam na studiach wiedzę wybiórczo!!!
    Tak WYBIÓRCZO!!! Wiedziałam, że nie będę okulistą i nie wysilałam się, aby
    obejrzeć tarczę nerwu wzrokowego.
    Wiedziałam tez, że nie będę dermatologiem i zajęcia z dermatologii ( i
    wenerologii) traktowałam "lajcikowo". Nie wgłebiałam sie w objawy kiły pierwotnej.
    Wiedziałam natomiast, że będę zabiegowcem - chirurgiem lub
    ginekologiem-połoznikiem i to ( plus interna, anestezjologia) a także kilka
    innych przedmiotów stanowiły zakres mojej znacznie rozszerzonej nauki.
    I nie wyszło mi to na złe, a zwłaszcza moim pacjentom.
    Nie ma nic gorszego niż udawanie, że we wszystkim jest sie dobrym. We wszystkim
    czyli tak naprawdę w niczym, wiedza jest powierzchowna, niewielka. I, niestety,
    wielu nauczycieli tak ma.
  • pam_71 08.12.08, 13:56
    No ale mam nadzieję,że z jedynką z dermatologii czy okulistyki nie
    zaliczałaś roku ... jakieś minimum chyba miałaś nieprawdaż ?
    Ja też nie byłam "orłem" ze wszystkiego ... cząść tzw. humanistyczna
    zawsze stanowiła kulę u nogi .. tym niemniej na świadectwach z tych
    przedmiotów miałam "3+" lub "4-". Moje małe "grzeszki" sprowadzały
    się do przedlekcyjnego wywiadu z treści nieprzeczytanej lektury i
    aktywności na lekcji j.polskiego (odp. na pytania na które
    wiedziałam ...) a skutki tego odczuwam dzisiaj - kłopoty z
    ortografią sad .
    Moja Mama (po części z racji wykonywanego zawodu=nauczyciel) nigdy
    przy mnie nie podważyła kompetencji moich nauczycieli ... choć jak
    się okazało po latach raz nawet zwróciła delikatnie mojej
    matematyczce z podstawówki uwagę za rażące błędy merytoryczne.
    Myślę, że to też ma duże znaczenie jak my-rodzice wypowiadamy się
    przy dzieciach o ich nauczycielach. Nie twierdzę, że N. są
    nieomylni .. bo nie są. Już kilka razy musiałam korygować pewne
    poglądy Pani Katechetki wink Nigdy nie odważę się jednak nazwać ją
    przy synu per."głupia baba" (co nie oznacza,że tak nie pomyślę ... ).
    Pozdr
  • protozoa 08.12.08, 14:15
    Miałam chyba 4, uczyłam sie "pod test", bez zagłebiania sie w szczegóły. Te
    zostawiam specjalistom.
  • inguszetia_2006 08.12.08, 14:16
    Witam,
    Pam_71, czym dalej, tym weselej;-D
    Twoje "małe grzeszki" to były klasyczne uczniowskie przekręty i
    cwaniakowanie. Dzięki cwaniakowaniu nie musiałaś czytać lektur,za to
    mogłaś udawać, że je czytasz i dlatego dostawałaś 3+ albo 4-.
    To Ty nie uczyłaś się dla siebie? Tylko dla ocen?;-D
    Oj nieładnie;-D
    To się nazywa hipokryzja i nic więcej.
    Nie byłas orłem, ale miałaś swoje sposoby.
    I o to w tym wszystkim chodzi.
    Inni mają inne sposoby np. nie chodzą do szkoły i udają chorych.
    Jak zwał, tak zwał, przekręt to przekręt.
    Czy może zrobimy prywatną gradację przekrętów na użytek wątku?;-D
    Pzdr.
    Inguszetia

  • protozoa 08.12.08, 14:26
    1. Usprawiedliwiam nieobecności w szkole moich dzieci ( czasem prosząc nawet o
    to kolegów), gdy wiem, że potrzebują czasu, żeby sie pouczyć.
    2. J.w + gdy wiem, ze są zmęczeni
    Wole to niż wagary!!!!!
    3. Zrobiłam za jednego z nich prezentację z geografii, żeby miał lepsza ocenę na
    koniec roku ( dostałam 6 syn nie stuknął palcem o palec)
    4. Wspólnie z mężem w podstawówce kleiłam pociagi, domki itd
    5. Napisałam ( przy pomocy internetu) wypracowanie z historii na temat rządów
    Ludwika któregos tam ( nie pamietam) też dostałam dobry stopień.
    6. Gadam przez telefon komórkowy prowadząc samochód ( a złapana na gorącym
    uczynku skłamałam panu policjantowi, ze dzwoniki z pracy - mam Eskulapa na
    szybie, więc pan policjant nie ukarał mnie mandatem a życzył szerokiej drogi)
    7.Odganiam od męża namolnych pacjentów odbierając jego komórkę ( mówię, że to
    pomysłka).
  • pam_71 08.12.08, 14:27
    No możemy wink
    Cholercia... miałam tylko sposób na polonistkę wink
    Mój hostoryk nie był tak "przewidywalny" ... musiałam wkuwać.
    Ciągle będę się jednak upierać, że WAGARY to jednak innego rodzaju
    kaliber.
    To tak jakby czołg do wiatrówki przyrównać wink choć pewnie Cię nie
    przekonam ...
    To samo inaczej - Czy pozwoliłabyś swojemu dziecku na wagary ?
    wink
    Pam
  • allija 08.12.08, 22:26
    nie, to nie jest inny kaliber, albo jest sie uczciwym albo nie, nie
    mozna byc troche w ciąży, pamietasz?
    Oszukiwałaś nauczycielke i tyle, dzieki temu twoje stopnie były
    nieuczciwe, powinnas dostac pałę, byc moze nie jedną, być może
    zdałabys do nastepnej klasy,w czym tu mniejszy kaliber?
  • allija 08.12.08, 23:12
    miało byc "nie zdałabyś" oczywiście.
    Przy okazji w sasiednim wątku sama piszesz "tylko oszukiwałam
    polonistke". OSZUKIWAŁAM, sama to przyznajesz, no naprawde, w czym
    ty jestes lepsza od oszukujacego rodzica wagarowicza? odpowiedź
    brzmi: w niczym.
  • pam_71 09.12.08, 07:38
    allija napisała:
    >w czym
    > ty jestes lepsza od oszukujacego rodzica wagarowicza? odpowiedź
    > brzmi: w niczym.
    I wychodzi całe nasze polskie forum wink
    Allija .. ale ja wcale nie napisałam i dodatkowo nie twierdzę, że
    jestem lepsza czy gorsza od rodzica wagarowicza ... Na prawdę
    zdziwiło mnie to jak wiele osób popiera czy przyzwala na taka
    sytuację.
    Z drugiej zaś strony .. ktoś powyżej zauważył, że nie ma
    czarne/białe - są jeszcze różne odcienie szarości wink
    I (cholipcia wink) czy tu mają się wypowiadać same "kryształy" ...
    Lubię dyskutować o dzieciach i o wychowaniu .. wbrew pozorom ten
    wątek w całości stał się dla mnie źródłem wielu przemyśleń i
    doprowadził do ciekawych wniosków ....
    i to wcale nie takich "czy jestem lepsza czy gorsza" wink
    Szkoda, że nie można tutaj porozmawiać konstruktywnie ...
    Pozdr anyway wink
    Pam
  • pam_71 08.12.08, 13:25
    No to teraz wiem czemu mój kuzyn-syn lekarza był tak święcie
    przekonany, że pytania maturalne można kupić wink
    Nie wiedział tylko "za ile" wink
    Pozdr
    Pam z kółka "tych ostatnich sprawiedliwych ... "
    PS: Dziewczyny wink Zapisujecie się wink
  • azile.oli 08.12.08, 13:34
    Ja się zapisuję pam.Bo przyznam, że posty niektórych osób mnie po
    prostu rozwalają. Dobrze, że ja trafiłam chyba na taką lekarkę
    pierwszego kontaktu, która się chyba na studiach wybiórczo nie
    uczyła. Dzięki temu tylko w poważnych przypadkach muszę korzystać z
    porady specjalistów.
  • protozoa 08.12.08, 14:19
    Oj szybko uciekłabym od takiego lekarza, który usiłuje leczyć wszystko i uważa,
    że zna sie na wszystkim.
    Może ma dość szeroką wiedzę, tak jak większość lekarzy rodzinnych, ale niestety
    dość powierzchowną, bo nie sposób ogarnąc wszystko.
    Teraz już przestaje się dziwić, że trafiaja do mnie ludzie u których lekarz
    rodzinny nie rozpoznał "ostrego brzucha", a leczył "grype żołądkową".
  • czar-marie 08.12.08, 13:58
    pam_71 napisała:

    > Pam z kółka "tych ostatnich sprawiedliwych ... "
    > PS: Dziewczyny wink Zapisujecie się wink

    a cała reszta towarzystwa to już niesprawiedliwa, skreślona, istny wrzód
    społeczeństwa?
    polecam wszystkim z kółka:
    www.psychologia.net.pl/testy.php?test=uczciwosc

  • pam_71 08.12.08, 14:15
    Mój wynik testu:
    > Jesteś osobą ostrożną. Nie podejmujesz ryzyka bycia złapanym. W
    Twoim mniemaniu nie opłaca się aż tak ryzykować. Twój próg
    uczciwości jest niski, czyli niewiele okazji może Cię skusić do
    bycia nieuczciwym. Możesz bez obaw pokładać w sobie zaufanie co do
    przyszłych pokus defraudacji lub korupcji (chyba że akurat te
    odpowiedzi zaznaczyłeś w teście). Jeśli chcesz, możesz zastanowić
    się z czego wynikają Twoje odpowiedzi twierdzące. Być może
    znajdziesz argumentację, która jeszcze bardziej obniży Twój próg
    uczciwości i pozwoli wyeliminować te zachowania. Wtedy będziesz
    jeszcze bardziej ostrożny, jeszcze bardziej uczciwy. <
    Czyli nie jest rewelacyjnie oj nie jest wink
    A tak poważnie Czar-marie ... przecież "to na wesoło i z
    przymrużeniem oka było" .. jeśli masz chwilę to przeczytaj moje
    refleksje z wątku o "wyrzucaniu za drzwii w Ikl. SP" .. na prawdę
    uważasz, że w naszym społeczeństwie "nie ma problemów z wychowaniem
    dzieci i młodzieży" ...
    Mi chodzi o ogólne tendencje, ktore nie tylko mnie na tym Forum
    porażają ... z drugiej strony ...
    Kilka dni temu moja dobra kumpela tak wyraziła się o pewnej naszej
    znajomej: " .. bo wiesz, Ona taka służbistka jest wink" (czytaj:
    frajerka). Nie zareagowałam, bo mnie zatkało ... Wyglada, że jak my
    kogoś w konia zrobimy to "jestesmy zaradni ... ". Ktoś postępujący
    zgodnie z przepisami to frajer ;-(
    Pozdr.
    Pam
  • protozoa 08.12.08, 14:26
    Przestestuj i mnie.
  • fogito 08.12.08, 15:12
    Im dłużej czytam ten wątek w tym większym szoku jestem.
    Już teraz rozumiem, dlaczego mamy tak kiepskich lekarzy w Polsce,
    którzy nie umieją spojrzeć na zdrowie pacjenta w szerszym spektrum.
    I co tu się dziwić, że Polska tak kiepsko przędzie na arenie
    międzynarodowej, skoro większość uważa, że oszukiwanie i lawirowanie
    to norma uncertain
  • protozoa 08.12.08, 19:47
    Polscy lekarze są bardzo dobrze wykształceni i rozchwytywani.
    A ja im dłużej czytam ten watek tym więcej widzę hipokrytów.
  • fogito 08.12.08, 20:41
    Dobrze wykształcona to jest garstka i zwykle pracują za granicą.
    A co do hipokrytów - to może za często do lustra zaglądadz tongue_out
    Ja nigdy nie oszukiwałam i nie oszukuję. Jestem wręcz obrzydliwie
    uczciwa i tego oczekuję od innych.
  • protozoa 09.12.08, 07:57
    To jesteś chlubnym wyjątkiem. Bo ja obserwując naprawde wiele róznych środowisk
    jakos nie widzę ludzi, którzy są obrzydliwie uczciwi, widzę za to cała mase
    hipokrytów.
    Nie, nie usprawioedliwiać dzieckuI Nie się gó...arz uczy. Wszystkiego :
    polskiego i matematyki, biologii i geografii, historii i angielskiego. A ta sama
    osoba - wyjdzie godzinę wczesniej z pracy, utnie pogawędkę ze słuzbowego
    telefonu, itd.
    Każdy z nas ma na sumieniu takie i inne grzeszki . Nie kradnę , ale zdarzało mi
    sie w czasach studenckich jeżdzic na gapę. Nie wszystkiego na studiach uczylam
    się na 5, ale to co mam umiec umiem. I nie wyznaję dwóch zasad:
    - polityki Kalego
    - hipokryzji.
    I tego samego uczę moich synów.
  • pam_71 09.12.08, 08:08
    Kobitki ... wyluzujcie wink
    Ja tez mam małe i większe grzszki .. bo nikt nie jest doskonały ;-(
    A jednak uparcie twierdzę, że gdzieś GRANICĘ trzeba postawić.
    Sobie i dzieciom.
    Dla mnie tą granicą są np. WAGARY i tyle.
    Mogą się forumowicze ze mną zgodzić .. nie muszą.
    Czy ja jestem hipokrytką ... hm .. ?! Czy z racji mojego "systemu na
    polonistkę" mam nie wypowiadać własnego zdania ...
    wink
    Nie wagarowałam i nie pozwolę na to swoim dzieciom
  • alabama8 09.12.08, 09:16
    Pogadać z matołkiem, wprowadzić plan naprawczy i usprawiedliwić.
    Wagary to odpowiedź na nieradzenie sobie z sytuacją. Najpierw
    dzieciak nie idzie na pierwszą lekcję bo nie wie jak wybrnąć z
    sytuacji, a nie chce drażnić rodziców. Potem nie idzie na kolejną bo
    nie był na pierwszej i ucieczka wydaje się idealnym rozwiązaniem.
    A potem się zapętla i tak naprawdę potrzebuje wspracia, pomocy od
    rodziców - tego żeby ktoś go w końcu uratował. Jeszcze jest młody,
    czuje respekt przed nauczycielem, nie potrafi jeszcze dochodzić
    swoich racji i jest ... dzieckiem które potrzebuje ratunku.
    Żeby ktoś je wzioł na kolana i rozwiązał probem. Dzieciak boryka się
    ze strachem, niepewnością, poczuciem winy (głównie w stosunku do
    rodziców), wie że oszukuje, wie że robi źle ale strach wygrywa.
    Łatwo to ot tak nazwać wagarami. Dla nas, starych bab - nauczyciel
    to po prostu człowiek, dla dzieciaka to pan i władca jego losu który
    lekką ręką rozdaje pały i piątki. Nie pamiętacie ze swojego okresu
    szkolnego tego uczucia bezsilności?
  • fogito 09.12.08, 09:20
    Smutno mi się robi jak to czytam. Ja nie jestem nawet w stanie
    przejechać jednego przystanku na gapę. Myslę jednak, ze uczciwych
    ludzi jest więcej niż nam się wydaje.
    A co do nauki dziecka - mnie usprawiedliwiała tylko choroba i tak
    mam zamiar postępować z synem. Jak mu się nie będzie chciało to
    będzie ponosił konsekwencje i tyle. W końcu facet powinien mieć
    silny kręgosłup moralny. Kobieta zresztą też bez wyjątków smile
  • pam_71 09.12.08, 20:03
    Fogito ... a ja się cieszę, że chociaż ktoś jest uczciwy "do bólu"
    i "bez wyjątku".
    Osobiście znam kilka takich osób wink
    Więc moze nie jest aż tak źle ..
    Pozdr
  • fogito 09.12.08, 20:56
    Mam nadzieję Pam smile Ja też znam kilka takich osób, którzy są chorzy
    na sama myśl o oszukaniu kogoś. Co oczywiście nie ułatwia życia we
    współczesnym świecie.
  • mamusia1999 08.12.08, 15:20
    ja bym nie usprawieliwiala (ale tez bym sie dlugo bila z myslami).
    jak pojdzie na noze, to zostanie w tej klasie i moze zmieni sie
    nauczyciel historii. albo syn zacznie jednak kombinowac, jak sobie z
    sytuacja poradzic. nie bez kozery matura to egzamin dojrzalosci -
    miedzy innymi trzeba sie nauczyc ukladac z roznymi ludzmi.

    moi Mlodzi jezscze daleko od matury, ja sama nigdy zadnych problemow
    nie mialam. ale za to moj malzonek do gimnazjum (D) dostal sie
    rzutem na tasme, potem powtarzal jedna klase (z trzema 2 bodajze).
    moi tesciowie ludzie prosci i calkowicie sprawe pozostawili
    synalkowi (masz czas i okazje sie wyksztalcic, a jak nie to zmienisz
    szkole na zawodowa i potem do terminu). i ruszylo z kopyta. nagle
    dalo sie nauczyc i historii, i franca i fizyki - choc nauczyciele ci
    sami "wariaci". synalek skonczyl budowe maszyn i zrobil doktorat.
  • marjot40 12.12.08, 13:34
    Niestety, nie wszyscy nadają się do liceum. To smutna prawda.
    Poziom, generalnie coraz niższy, a tu nowe technologie,
    wyzwania...Może lepiej przenieś go do budowlanki. Tylko czy i tam
    będzie się nadawał. Współczuję.
  • alabama8 12.12.08, 13:43
    Dziś ten wątek jest wyeksponowany na głównejstronie GW pod
    tytułem "Syn nie chodzi do szkoły, bo się uczy!". Ale kicha, a to
    przecież o wagarach ...
  • wieczna-gosia 12.12.08, 14:00
    a jaki w ogole jest syn- bo od tego zalezy odpowiedz. Mnie by nie wkurzylo to ze
    historia mu nie idzie i nie to ze nie chodzi do szkoly. Wkurzyloby mnie to ze mi
    nie powiedzial o tym wszystkim wczesniej, tylko ze rozmawiamy z tygidniowym
    poslizgiem.

    Moim zdaniem nauczyciel ktory dzien po dniu testuje ucznia z materialu, o ktorym
    wie ze ten go nie umie- jest swiadomie zlosliwa malpa. I tez czesciowo jest
    winny sytuacji w ktorej dziecko wybiera wagary- no tez bym chyba wybrala, byc
    moze nie na tydzien tylko na dzien, w ktorym przypada historia smile ale zawsze.

    Sama bywalam na wagarach, moje dzieci bywaja na wagarach, jak widze ze juz nie
    daja rady pociagnac. Bywa ze usprawiedliwiam, jesli wiem ze do szkoly nie poszlo
    to owszem.

    Teraz bym sie skupila na tym by sytuacje wyprowadzic z impasu. Syn cie prosi o
    dyskrecje bo sam czuje ze zawalil. I na tym bym sie skupila- najwyrazniej
    sumienie mu zaczelo dzialac wink pogadalabym z nim o mozliwych opcjach- ze pogadam
    w wychowawczynia ze pogadam z historykiem, a moze ze spotkamy sie z nimi razem i
    go wespre w tlumaczeniach. Generalnie konsekwencje nalezy poniesc- niech sie
    nauczy materialu, ktory opuscil, niech zalicza przed kazdym nauczycielem osobno.
    Z drugiej strony- nie pastwilabym sie nad nim zbytnio jesli to jakis pojedynczy
    wyskok. Kazdy popelnia w zyciu glupoty a nastolatkom to sie zdarza czesciej smile
    --
    opsesyjna.blox.pl/html
    przez pierwsze dwa lata uczysz dzieci chodzić i mówić a przez
    następne szesnaście lat marzysz o tym żeby usiadły spokojnie i się zamknęły
  • mruwa9 12.12.08, 14:32
    wieczna-gosiu, tradycyjnie madrosc przez Ciebie przemawia wink
    W kim chlopak ma miec wsparcie, jesli nie w rodzicach? Azile.ola,
    najlepiej kopac lezacego? najlepiej, jesli tym lezacym jest wlasne
    dziecko?
    Ja bym usprawidliwila, zawierajac umowe z dzieckiem , ze warunkiem
    jest wyprostowanie sytuacji z historii. Byc moze nauczyciel(ka?)
    naprawde zlosliwie zneca sie (nazwijmy rzecz po imieniu, to
    ordynarny mobbing ze strony nauczyciela), chlopak przezywa ciezkie
    chwile i potrzebuje pomocy. Mnie sie, podobnie , jak mojemu
    rodzenstwu, zdarzaly takie legalne wagary w czasach szkolnych, mama
    usprawiedliwiala, wychodzac z zalozenia, ze lepiej , jesli o tym
    wie, niz mialabym oszukiwac rodzicow. Ale umowa takich wagarow
    obejmowala obowiazek posprzatania mieszkania i ugotowania obiadu,
    wiec srednio oplacalo sie korzystac z tej mozliwosci wink Jakos
    szkoly i studia pokonczylam z calkiem dobrymi ocenami i o dziwo nie
    wyladowalam w kryminale.
    Nie da sie budowac autorytetu rodzica bez budowania zaufania dziecka
    do rodzica.
  • fogito 12.12.08, 15:38
    II klasa liceum to dziecko?! No ludzie.
    Tu nie chodzi o kopanie tylko nauczenie młodego człowieka
    odpowiedzialności za własne czyny. A takie usprawiedliwianie przez
    mamusię to porażka wychowawcza i obciach totalny. Kawał chłopa a
    zachowuje się jak przedszkolak. Zachowanie matki jeszcze gorsze, bo
    tak go właśnie traktuje.
    I potem mamy takich fajtłapowatych facetów, którzy z każdym
    problemem do mamusi biegają uncertain
  • mruwa9 12.12.08, 16:51
    Dziecko nie dziecko, chlopak ma problem, bo wedlug opisu jest ofiara
    mobbingu, gdzie osoba znecajaca sie jest nauczyciel, a to sytuacja
    bardzo niesymetryczna i bez wsparcia z zewnatrz ( ze strony
    rodzicow, bo taki powinien byc naruralny porzadek rzeczy) moze sobie
    z tym problemem nie poradzic. Podpowiedz w takim razie, jak sobie ma
    chlopak poradzic sam z nauczycielem, ktory postanowil go zgnoic, bo
    taki jest punkt wyjscia? Co konkretnie proponujesz?
  • fogito 12.12.08, 18:39
    Ja tu żadnego mobbingu ani gnojenia nie widzę. Jedynie lenistwo
    chłopaka. A z nauczycielem poradzi sobie łatwo. Wystarczy, że się w
    końcu nauczy i będzie znał odpowiedzi na zadawane pytania.
  • ahhna 13.12.08, 01:39
    A z nauczycielem poradzi sobie łatwo. Wystarczy, że się w
    > końcu nauczy i będzie znał odpowiedzi na zadawane pytania.

    Fogito, czy ty chodziłaś kiedykolwiek do polskiej szkoły? Zawsze
    miałaś sprawiedliwych, uczciwych i odpowiedzailnych nauczycieli,
    którzy stawiali taką ocenę, na jaką zasługiwałaś, według uczciwych i
    jasnych reguł, którzy nie gnoili, nie byli złośliwi i nie robili
    osobistych wycieczek? Jesli tak, to podaj mi namiary swoich szkół.
    Poślę tam swoje dzieci. Bo ja takich na palcach jednej ręki mogę
    policzyć. świetnie za to pamiętam "rundki" chemicy, która
    przepytywała całą klasę po kolei z materiału,którego nie przerobiła
    albo przerobiła pobieżnie. Nie pomagały wyjaśnienia, że "tego, pani
    psor, nie było". Czy to było uczciwe, odpowiedzialne i te właśnie
    cechy wyrabiało u młodych ludzi..? Wątpię.

    II klasa liceum to z pewnością nie dzieciak, ale i nie dorosły, a
    juz na pewno mniej dorosły niż rzeczony nauczyciel historii.
    Nauczyciel ów zachował się karygodnie, nieuczciwie i
    nieodpowiedzialnie,odpytując z trudnego - jak mniemam - materiału
    dzień po wtopie na klasówce. Co chciał sobie czy uczniowi tym
    udowodnić? Że wie więcej od niego? I teraz ten 17- czy 18-latek ma
    odpowiedzieć odpowiedzialnym i uczciwym zachowaniem na draństwo i
    gó...arstwo nauczyciela, bądź co bądź sporo starszego od siebie,
    czyli takiego, który powinien wskazywać drogę, a nie z niej spychać?
    Czego ty wymagasz od dzieciaka (jednak)? Uczciwości i
    odpowiedzialności za siebie, nauczyciela, szkołę i wszystkich wokół?
    Patrzy chłopak,co się wokół niego wyrabia, i tego własnie się uczy,
    niestety. Bo za takie zachowania młodych zawsze jesteśmy
    odpowiedzialni my, dorośli. W tym wypadku wtopę zaliczył historyk.
    Nie mam najmniejszej wątpliwości, że to bezpośrednio to, co zdarzyło
    się na historii, spowodowało wagary, skoro do tej pory nie zarzały
    sie one wcześniej.

    Byłam w swoim życiu nauczycielką, w tym na uczelni. I przysięgam, że
    nie przyszłoby mi do głowy takie traktowanie uczniów (na uczelni
    również zaoczni, a więc dorosli). minimum szacunku do drugiego
    człowieka wymaga, żeby dać mu czas na naprawienie błędu według
    scisle określonych reguł, wytycznych i w określonym, ustalonym przez
    obie strony terminie. Ja tak zawsze starałam się zachowywac sie
    wobec moich uczniów i nigdy ie iałam ani problemu z frekwencją, ani
    nikogo, kto konczyłby nauke ze mną, nic nie wynosząc z niej.
  • fogito 13.12.08, 08:23
    smile Oczywiście, że chodziłam do polskiej szkoły - najpierw
    podstawówki, potem liceum a potem na studia.
    I oczywiście, że nauczyciele nie zawsze są tacy jak powinni być, ale
    z reguły nie czepiają się uczniów, którzy są sumienni,
    odpowiedzialni i zawsze przygotowani. Ja zawsze byłam, bo takiej
    odpowiedzialności nauczyła mnie mama, która również w tym liceum
    uczyła.
    Ja tu nie widzę, żadnego draństwa. Chłopak najprawdopodobiej jest
    zwykłym leniem a na dodatek jeszcze oszukuje własną matkę. Sorki,
    ale dla mnie to juz nie dziecko i niezależnie od poziom złośliwości
    nauczyciela - której też tu nie widzę - taki prawie dorosły człowiek
    powinien umieć sobie poradzić. Bo potem na studiach - jeśli
    oczywiście się dostanie - nie da sobie samodzielnie rady. A przecież
    wykładowcy też są różni. I różni są pracodawcy. Kiedyż 'dzieciak' ma
    się nauczyć odpowiedzialności i funkcjonowania w stresie? Pewnie
    nigdy jak mamusia bez przerwy będzie go usprawiedliwiać. A potem
    mamy masę żon na forum, które narzekają na swoich ciapowatych mężów,
    którzy bez mamusi nie sa w stanie podjąć żadnej decyzji.

    Ja nigdy nie wagarowałam, bo takie cos nie wchodziło po prostu w
    grę. Rozmiem, że ludzie mają różne podejście do życia, ala w tym
    wypadku dla mnie to porażka na całej linii.
  • azile.oli 13.12.08, 08:44
    Jeżeli założymy, że chłopak mówi całkowitąż oprawdę (a tego nie
    wiemy), to być może nazwałabym zachowanie nauczyciela drństwem, ale
    gó...arsko to zachował się ten chłopak. Zgadzam się, że uczeń jest
    zestresowany przed egzaminem komisyjnym, ale do takich stresów to 17-
    latek, a wkrótce już 18- latek to niech się przyzwyczaja. Bo
    wkrótce wejdzie w dorosłe życie, może będzie musiał pójść do pracy i
    niech zaprezentuje pracodawcy postawę ''jestem zdolny, ale leniwy",
    taką opinię o chłopaku mają też oinni nauczyciele i jeśli się tego
    lenistwa nie pozbędzie to i matura może być średnio napisana i
    studia do widzenia, a witaj dorosłe życie. Co do mnie i tej
    matematyczki : nie mogłyśmy na siebie patrzeć z wzajemnością,
    dogryzała mi i docinała, ale matematykę miałam w jednym palcu i u
    mnie problemem mógł być egzamin komisyjny na piątkę, a nie na
    dwójkę. Czwórkę miałam bez problemu, choć baba naprawdę chciała mnie
    zagiąć. Posłałam mamę do szkoły nie ze względu na ocenę, ale
    dlatego, że dość miałam terroru na matmie i poniżania mnie na równi
    z jedynkowiczami i wagarowiczami. ten historyk mógłby wskazać matce
    wyjście z sytuacji, ale chłopak ewidentnie nie chce konfrontacji. To
    wydaje się podejrzane. I nie wmawiajcie mi, że nauczyciel będzie
    kpił przed cała klasą z chłopaka z powodu wizyty matki. Bo to tak,
    jakby kpił z tej matki, a na to, jeśli jest myślący sobie nie
    pozwoli, bo to oznaczałoby dla niego kłopoty. Historia jest akurat
    takim przedmiotem, którego można się nauczyć na dwóję. I szczególiki
    nie mają tu nic do tego. Moja córka, jeszcze gimnazjalistka, ucząc
    się do olimpiady z historii korzystała z podręczników licealnych,
    musiała przeczytać całego Jasienicę,korzystała z podręczników
    akademickich, zwracała uwagę na wszystkie ryciny, studiowała
    interaktywne mapki, czytała kroniki, korzystała też z kronik
    niemieckich. Jednocześnie nie opuściła się z innych przedmiotów. Nie
    jest typem kujona, soboty i niedziele ma zajęte, bo startuje w
    zawodach sportowych, trzy razy w tygodniu ma treningi, a dwa razy
    dodatkowe lekcje z niemieckiego i angielskiego. Robi to wszystko, bo
    jej się chce. Dlatego nikt mi nie wmówi, że zdolny chłopak nie może
    się przyłożyć i nauczyć historii na dwóję. A szkoła jest z natury
    stresogenna, w życiu też się nie uniknie stresu.
  • azile.oli 12.12.08, 17:26
    A gdzie ja napisałam, żeby kopać leżącego, żeby mu nie pomóc? Ale
    fakty są takie, że chłopak jest bezmyślny. Nie wiem, może to kwestia
    wieku. Przede wszystkim powinien był powiedzieć matce, że chce
    zostać w domu, żeby się pouczyć. Ustalić, ile mu to zajmie, żeby nie
    narobił sobie zaległości z innych przedmiotów. A efekt teraz jest
    taki, że nie chodził tydzień do szkoły, historii też się uczył
    raczej w przerwach między epizodami życia towarzyskiego. Jakby był
    zastraszony przez nauczycoiela to powinien usiąść nad historią i
    naprawdę się jej nauczyć. Pomijając już fakt, że mógł się nauczyć na
    ten test, wiedząc, że ma na pieńku z nauczycielem, to mógł się
    zacząć uczyć już po jego kiepskim napisaniu. Dlaczego chłopak nie
    chce, żeby matka poszła do historyka? Być może dlatego, aby się nie
    dowiedziała, że syn olewa przedmiot (przynajmniej w opinii
    nauczyciela), a szczerze powiedziawszy fakty za tym przemawiają.
    Nauczyciel może być złośliwcem, ale ma dowody na poparcie swojej
    opinii. A co ma chłopak? tygodniowe wagary i dalej niedouczoną
    historię. Poza tym powiedzenie matce o wagarach przed samym
    zebraniem to żaden dowód zaufania, tylko strach przed tym, że
    wszystko się wyda, a zaskoczona matka nie usprawiedliwi. Tu nie
    chodzi o te wagary, ale o kompletny brak odpowiedzialności. Wszędzie
    znajdzie się wredny nauczyciel. A najlepszą na niego radą jest uczyć
    się. Wtedy, jeśli jest złośliwy można nasłać na niego rodziców,
    dyrekcję , kuratorium.
  • mruwa9 12.12.08, 17:48
    pamietasz siebie z okresu 2 klasy szkoly sredniej? Naprawde bylas az
    tak obowiazkowa, poukladana i przewidujaca? I) naprawde umialaws,
    jak rowny z rownym, rozmawiac z nauczycielem w sytuacji
    konfliktowej? Naprawde nie mialas w otoczeniu (jako uczennica, nie
    teraz, jako nauczyciel) upierdliwych, zlosliwych nauczycieli, ktorzy
    rzucali haslami w stylu: zapomij, ze uda ci sie zaliczyc ten
    przedmiot. U mnie na studiach, dorosli,, pelnoletni ludzie w takich
    sytuacjach popelniali samobojstwa, zdarzalo sie. Czujac sie
    zgnojonym, jak w matni, bez wsparcia i pomocy z zewnatrz, ze strony
    najblizszych. Czego oczekujesz od 16-17-latka? Nie jest
    powiedziane, ze chlopak olewa przedmiot, raczej- ze ma problem z
    zaliczeniem i problem z nauczycielem i nie potrafi sie sam z tej
    sytuacji wyplatac. Wagary nie sa tu IMHO przejawem olewactwa tylko
    objawem nieradzenia sobie z sytuacja. Z punktu widzenia bohatera
    watku: jaki sens ma teraz zakuwac historie , jesli nauczyciel i tak
    oswiadczyl, ze chlopak moze zapomniec o zaliczeniu? Nie potrafiac
    samemu rozwiazac problemu, postanowil od niego uciec, zachowanie
    typowe dla wieku. nawet, jesli krotkowzroczne. Czego spodziewa sie
    po rozmowie mamy z nauczycielem? Dalszego gnojenia przez historyka,
    publicznego wysmiania na forum klasy. Naprawde nie wierzysz, ze
    takie sytuacje sie zdarzaja?
  • fogito 12.12.08, 18:44
    Ja zawsze byłam przygotowana do każdej lekcji i to był najlepszy
    sposób na złośliwych nauczycieli. To jedyna metoda i bardzo
    skuteczna. A nauczycielowi chodziło pewnie o to, że jak się chłopak
    do nauki nie weźmie to najpewniej zawali rok przez historię.
    A matka nie ma w ręku żadnych argumetów, bo syn najzwyczajniej w
    świecie leseruje. W końcu historia to nie chemia i fizyka, więc i
    łatwiej jest się nauczyć.
  • ahhna 13.12.08, 01:55
    > Ja zawsze byłam przygotowana do każdej lekcji i to był najlepszy
    > sposób na złośliwych nauczycieli. To jedyna metoda i bardzo
    > skuteczna.

    Nie, to niejedyna metoda, i nie zawsze skuteczna. Dorosły, a w
    jeszcze większym stopniu nauczyciel ma nieporównanie większy arsenał
    środków nacisku, manipulacji, władzy. I często z nich korzysta;
    bywa, że ze zwyczajnej złośliwości. Bo chyba zgodzisz się, że
    nauczyciele też są różni i nie wszyscy na poziomie? Trafaiają się i
    zakompleksieni, którzy coś sobie udowadniają, i niesprawiedliwi, i
    nieuważni, i nie w humorze akurat tego dnia. Nasłuchałam się i
    napatrzyłam w pokoju nauczycielskim - często byłam zażenowana
    opowieściami skadinąd sympatycznych kolegów o tym, jak "poradzili"
    sobie z trudniejszym uczniem, co mu odparowali, jak zagięli.
    Nauczyciel, jeśli chce, zawsze może tak się zachować. I często to
    robi - obserwowałam to jako uczeń i jako nauczyciel.
  • ahhna 13.12.08, 02:01
    Dodam jeszcze, że nauczyciel NIE POWINIEN BYĆ ZŁOŚLIWY, bo jesli
    jest, to zwyczajnie brakuje mu kompetencji do wykonywania tego
    zawodu. I to nie sprawą ucznia jest, jaką metodę zastosować na
    złośliwego nauczyciela, tylko sprawą nauczyciela jest, by nie
    pozwalać sobie na złosliwość, bo tego powinni go nauczyć w ramach
    specjalizacji pedagogicznej i tego wymaga jego praca. Jeśli jest
    inaczej, to uważam, że gnojony uczeń ma prawo radzić sobie z takim
    nauczycielem tak, jak potrafi. Sprawą nauczyciela i dyrekcji szkoły
    jest, by nie dopuszczać do takich sytuacji.
  • azile.oli 12.12.08, 18:49
    Tak, byłam obowiązkowa i poukładana, jeśli miałam problem,
    rozmawiałam z matką przed, a nie po. Miałam niezwykle upierdliwą
    matematyczkę, która mnie nie znosiła i okazywała to w bardzo
    nieprzyjemny sposób. Ale matematykę umiałam i nawet gdyby ta
    nauczycielka bardzo chciała mnie zostawić, nie dałaby rady, istnieje
    coś takiego, jak egzamin komisyjny. Prócz tego, wiedząc, że baba
    mnie nie znopsi bardzo się z tej matmy pilnowałam, chociaż chodziłam
    do klasy humanistycznej i wogóle mnie ten przedmiot nie interesował,
    nawet na maturze go nie zdawałam. Jak baba przegięła sama
    poprosiłam, aby mama poszła do szkoły. Porozmawiała z nią ,
    wcześniej z moją wychowawczynią i kobieta doszła do wniosku, że
    lepiej nie mieć komisji z kuratorium na karku, bo mnie to nie
    zaszkodzi, a jej opinii może. Starałam się nie dawać tej
    nauczycielce atutów do ręki. Wbrew pozorom nauczyciel ma nad sobą
    zwierzchników i to nie tylko w szkole i nie można pozwolić, aby
    gnoił chłopaka. Ale jak na razie powiedział mu tylko, że nie zaliczy
    historii. Szczerze mówiąc przy takich ocenach to jedyny komentarz,
    jaki się ciśnie na usta, choć powinien go sobie oczywiście darować.
    A sens zakuwania historii jest taki, że daje promocję do następnej
    klasy. Chłopak nie marzy o piątce tylko o zwyczajnej dwójeczce, więc
    trochę wysiłku i można się nauczyć. Jestem w stanie zrozumieć , że
    uczeń może coś zawalić, ale to w jego interesie jest, żeby nie
    narobić sobie jeszcze większych zaległości. Nie znoszę też kłamstwa
    i bezmyślności. Moja córka jest niewiele młodsza od tego chłopaka.
    Nie wyobrażam sobie, żeby mi nie powiedziała od razu o problemie, a
    w czasie tygodniowych wagarów ''dla douczenia'' prowadziła normalne
    życie towarzyskie. Od małego uczyłam dzieci, że ponosi się
    konsekwencje swoich poczynań, oraz że przyjmę najgorszą prawdę i
    zawsze pomogę. Jak dotąd żadne z dzieci się na mnie nie zawiodło. Bo
    popełnić błąd to ludzka rzecz, ale trzeba się do niego przyznać i
    naprawić. Oczywiście wierzę, że zdarzają się nauczyciele psychopaci
    zdolni zgnoić ucznia za wyraz twarzy. Ale w tej sytuacji znamy tylko
    opinię chłopaka. Szczerze mówiąc takie pogróżki, że ktoś nie
    zostanie dopuszczony do matury ,albo nie zda do następnej klasy
    pojawiały się za moich szkolnych czasów dość często. I zazwyczaj
    uczeń nie miał innego wyjścia, jak się do tej nauki wziąć.
    Teraz zbliża się półrocze i z opowieści moich dzieci wiem, że niemal
    codziennie nauczyciel snuje przed jakimś uczniem wizję jedynki. No
    bo jaką ocenę można wystawić z czterech jedynek ? Do mnie też
    przychodzą rodzice zagrożonych uczniów, ale nie dlatego , że straszę
    dzieci, ale dlatego, że proszę tych rodziców o konsultacje ze mną.
    Wtedy rodzic jest poinformowany o moich spostrzeżeniach (czy uczeń
    sobie olewa,czy też spostrzegłam jakieś inne, niepokojące sygnały,
    czy po prostu jest mniej zdolny i warto, aby chodził na zajęcia
    wyrównawcze, a nie chodzi). Czasem rodzicowi w czasie rozmowy
    otwierają się oczy, bo dociera do niego, że dziecko go okłamywało.
    Zazwyczaj wyznaczam uczniowi jakieś terminy zaliczeń, robię to w
    obecności rodzica, jeśli istnieja np jakieś problemy rodzinne też
    idę na ustępstwa (oczywiście nie domagam się dokładnych informacji).
    Nie są to jednak w szkole średniej praktyki stosowane powszechnie
    przez nauczycieli.
    A wracając do tego chłopaka - musiał wiedzieć, że ma tolerancyjną
    matkę, bo mój syn po tygodniowych wagarach, w czasie których uczył
    się po łebkach , a miał czas na spotkania z kolegami miałby , to
    nadrabia materiał zanim nauczyciel odda sprawdzian i nie dopuszcza
    do sytuacji, gdzie dostaje trzy jedynki pod rząd. Pomijając fakt, że
    nie dopuszcza nawet do jednej jedynki, bo uczy się na zapowiedziany
    sprawdzian.
  • ahhna 13.12.08, 02:06
    Ale matematykę umiałam i nawet gdyby ta
    > nauczycielka bardzo chciała mnie zostawić, nie dałaby rady,
    istnieje
    > coś takiego, jak egzamin komisyjny.

    No istnieje, tylko że istnieje jeszcze coś takiego, jak próg
    odporności dzieciaka na takie sytuacje. Zgnojone dziecko,
    niewierzące juz we własne umiejętność i inteligencję, łatwo zagiąć
    nawet wówczas, gdy do tej pory jakoś sobie radziło.
  • wieczna-gosia 12.12.08, 14:41
    ja nie wiem czy bym usprawiedliwila- to zalezy od caloksztaltu. Ale pierwszy
    taki wyskok pewnie bym darowala- syn ma ile? 17 lat? W tym wieku wychowanie
    jednak juz powinno byc bardziej dialogiem niz zamordyzmem.
    --
    opsesyjna.blox.pl/html
    przez pierwsze dwa lata uczysz dzieci chodzić i mówić a przez
    następne szesnaście lat marzysz o tym żeby usiadły spokojnie i się zamknęły
  • jurek.powiatowy 12.12.08, 14:32
    Usprawiedliw.

    --
    Czytam: Czy rozmiar ma znaczenie?
  • ka_krejzolka_net 12.12.08, 14:41
    hmmm ale ludzie o co wam chodzi? przeciez matka wie dobrze ze syn sie nie
    nauczyl! Moim zdaniem jest tak, że dziecko sie nie nauczylo...ok! ale po co ten
    komentarz nauczyciela? To wina pedagoga ze pokazal kto jest gora,,, zupelnie nie
    potrzebnie! chlopak sie zestresowal i nie chcial byc wiecej tak traktowany a
    wiadomo ze albo by przestal chodzic albo by zaczal sie klucic z nauczycielem...
    bo przeciez nikt nie pozwoli sobie na grozby, kpiny itpsmile uwazam ze nauczyciele
    sa od tego aby przekazac material i robic spr... a nmie komentowac oceny! to
    jeszcze nic nie dalo... studiowaliscie pedagogike to sami powinniscie o tym
    wiedziec!
  • ludwik_13 12.12.08, 14:45
    Trudna decyzja. Szkoda, że nie powiedzial wcześniej, że ma probem,
    pewnie nie czuje się do końca pewny swoich racji. I pewnie jest
    zmęczony, bo to prawie już końcowka semestru.
    Nie wiem, czy bym usprawiedliwiła. Moje na szczęście jak uważały, że
    pójście do szkoły jest bez sensu, prosiłyi tłumaczyły w czym rzecz.
    Zwykle ulegałam, choć Małż mi to wypomina. Niestety następuje
    eskalacja żądań. Dobrze, że starsza już na studiach i nic nie muszę
    usprawiedliwiać. W Liceum trójkowa, teraz średnia ponad 4,5 i
    studiuje drugi kierunek (polibuda). Z Mlodym gorzej, ale czasem
    trudno wytlumaczyć racjonalnie , dlaczego ma jechać do szkoły 1,5h w
    jedną stronę na 2 lub góra 3 lekcje, wwtym WOS i podtsawy
    przedsiębiorczości (na maturze zdaje matmę i fizykę).
    Czasami lepiej zostać w domu i naprawdę rzetelnie się pouczyć.
    Wprawdzie nie mam nad tym żadnej kontroli i wiem, że spora część
    tego czasu będzie wykorzystana w inny sposób.
    Czekam z utęsknieniem, żeby zdal maturę i zaczął za siebie bardziej
    odpowiadać.
  • braksodont 12.12.08, 15:34
    Usprawiedliwić, a potem zająć się problemem. Dlaczego zrobić rzecz
    niewychowawczą? Bo wspólny front szkoły i rodziców nie istnieje. To po pierwsze.
    Po drugie dziecię dawno nie jest już dzieckiem i proces wychowawczy się
    skończył. Szkoła nie jest naszym przyjacielem, to zdziecinniała, zesklerotyziała
    instytucja, która potrafi wychować rekruta i robotnika przemysłowego. Pan od
    historii ma go gdzieś, podobnie jak wychowawczyni. Jeśli nie mają go gdzieś, to
    chcą go ukształtować wg własnych pomysłów na życie. Wystarczy 5 minut rozmowy,
    żeby się przekonać, że nie sa to osoby, którym można powierzyć odpowiedzialność
    za innego człowieka.
    Opisany problem nie dotyczy szkoły, ale człowieka, który się zagubił. Jest on do
    rozwiązania w domu, a jednym z elementów jest nieprzyjazne środowisko w szkole,
    z która pożegna się za półtora roku. Proszę zadać sobie pytanie: po czyjej
    jesteśmy stronie? Czy zastrzeżenia zgłaszane przez zatrudnionych w instytucji,
    która traci 12 lat na nauczenie człowieka trochę lepiej rozwiniętej umiejętności
    czytania i pisania (i to nie zawsze) są godne uwagi?
    Wracając do rzekomego meritum: program szkolny z historii to znowu nie takie
    wielkie halo. Jak to się stało, że przeciętnie inteligentny człowiek ma z tym
    kłopoty? Co oni robią po blisko 40 godzin tygodniowo?
    Nie sądzę, żeby w szkole zmieniło się coś na lepsze od wiosny 2007 r., kiedy to
    szczęśliwie opuściło ten system nasze młodsze dziecko, a i tak ostatnie lata to
    nie była państwowa szkoła.
    Pozdrawiam i doradzam wysłuchanie młodego głąba, analizę jego wypowiedzi, jeśli
    oczywiście dojdzie do kontaktu, co jest wątpliwe. Wydaje mi się, że najpierw
    trzeba go otworzyć, a będzie mówił tylko wtedy, gdy będzie wiedział, że nikt
    tego nie wyniesie gdziekolwiek.
    Pozdrawiam
  • hanaemori 12.12.08, 15:42
    Ja zawsze mialam wolną rękę w kwestii chodzenia do szkoły i usprawiedliwiania
    nieobecności - za zgodą rodziców, robiłam to zawsze sama.
    Sprawa byla postawiona jasno - jeżeli zawalę, sama poniosę konsekwencje. Gdybym
    nadużywała zaufania rodziców zasady pewnie by się zmieniły. Chodziłam czasami na
    wagary, opuszczałam sprawdziany, gdy uważałam, że nie napiszę ich dobrze,
    opuszczałam lekcje, na których mogłabym być odpytywana, a nie byłam dobrze
    przygotowana. Uczyłam się wtedy naprawdę dużo i miałam trochę zajęć
    pozalekcyjnych, w szkole też lekcji było dużo. Gdybym chciała karnie chodzić do
    szkoły non-stop, musiałabym uczyć się codziennie do nocy i czasami zawalać
    przedmioty, które były dla mnie ważne. A mnie akurat zależało na stopniach (taka
    dziwna byłam wink ), zdawałam sobie sprawę, że wiedza z biologii, chemii czy
    fizyki nigdy mi potrzebna nie będzie. Tak strasznie byłam wychowywana przez
    rodziców, w rezultacie czego maturę zdałam z wyróżnieniem (starą, średnią z
    matury miałam powyżej 5 - w naprawdę dobrym liceum) i dostałam się za pierwszym
    podejściem na dzienne prawo na dwóch renomowanych uczelniach. I wiedzę z
    interesujących przedmiotów miałam (i mam) sporą.

    Ja bym nie robiła tragedii z powodu postępowania syna. Usprawiedliwiłabym go na
    pewno, przeprowadziwszy z nim uprzednio poważną rozmowę - chłopak jest na tyle
    dorosły, by brać odpowiedzialność za swoją naukę. Nawet opuszczać lekcje trzeba
    z głową i nie powinno się to odbijać na końcowych wynikach.

    Czytam powyższe wpisy i dziękuję Opatrzności, że mam normalnych rodziców. Polska
    szkoła i programy nauczania są chore i kompletnie nieprzystosowane do
    rzeczywistości. Można się bezmyślnie uczyć na blachę wszystkiego, choćby nie
    dało się w określonym czasie dogłębnie opanować materiału - tylko po co?
  • sabinac-0 12.12.08, 16:12
    Nie usprawiedliwilabym . Czy mnie ktos usprawiedliwi jesli nie przyjde do pracy
    bo "nie lubie szefa" albo "chcialam odpoczac"? Obowiazek jest obowiazkiem.
    A z drugiej strony polska szkola jest dla uczniow wrecz wroga. Jak sama bylam
    uczennica nieraz bylam obrazana i upokarzana przez nauczycieli. Nigdy nie
    poszlam na wagary ale nienawidzilam szkoly, pomimo ze bylam zdolna zawsze mialam
    marne oceny, choc potem na studiach bylam jedna z lepszych na roku. Podobnie moj
    syn - jego bystrosc i ciekawosc swiata, zadawanie pytan i opinie byly
    interpretowane jako bezczelnosc i brak szacunku wobec starszych, ze sprawowania
    stawiano mu nieodpowiednie pomimo ze nigdy nie naruszyl dyscypliny, nie
    wagarowal, nie byl agresywny. Rowniez nie znosil szkoly, tracil chec do nauki i
    balam sie ze zacznie sprawiac problemy. Na szczescie wyjechalam za granice,
    tutaj nauczyciele sa przyjazni a niezaleznosc myslenia jest zaleta a nie wada.
    Efekt - mlody odzyl, wrecz uwielbia chodzic do szkoly, chetnie sie uczy, ma
    dobre stopnie, sam pilnuje by byc punktualnym i nie trzeba go pilnowac by zrobil
    lekcje. Co ciekawe, miejscowi Polacy narzekaja ze tutejsza szkole ze jest "zbyt
    tolerancyjna" i ze dzieci "sa nieznosne i mowia co mysla".
  • ahhna 13.12.08, 02:15
    Czy mnie ktos usprawiedliwi jesli nie przyjde do pracy
    > bo "nie lubie szefa" albo "chcialam odpoczac"?

    Weź pod uwagę, że ty masz ileś tam dni urlopu do wykorzystania w
    dowolnej chwili, w tym kilka dni na żądanie. Dorosłym daje się prawo
    do nagłych niedyspozycji niewynikających z kłopotów ze zdrowiem (od
    tego jest zwolnienie), ale dzieciakom czy młodzieży już nie.
  • azile.oli 13.12.08, 08:57
    No bez przesady, że ktoś goni chorego nastolatka do szkoły. Idzie do
    lekarza i dostaje zwolnienie, jak dorosły. W pracy też nie bywa tak
    różowo, bo czasem przemęczony pracownik raczej pójdzie do pracy, niż
    będzie zbyt często korzystał z urlopu na żądanie, chyba, że chce
    stracić pracę. Bo stawia wtedy pracodawcę w sytuacji, gdy ten musi
    znaleźć szybko zastępstwo. Sporadyczne sytuacje ujdąś, ale jak to
    się będzie zdarzało zbyt często, to prywatny pracodawca go zwolni i
    to w majestacie prawa, z zastosowaniem okresu wypowiedzenia i
    odprawą. Ma prawo zwolnić pracownika, jeśli jest właścicielem i
    poszukać takiego, który się będzie trochę liczył z innymi. A
    przemęczony uczeń też może powiedzieć rodzicowi, że źle się czuje i
    zostać w domu za jego wiedzą i zgodą. W gimnazjum moich dzieci nie
    wchodzi w grę tygodniowe usprawiedliwienie nieobecności przez
    rodzica, powyżej 3 dni musi to zrobić lekarz. Pomijając sporadyczne
    przypadki, że ktoś musi wyjechać z ważnego powodu, ale wtedy rodzic
    uzgadnia takie sytuacje wcześniej z wychowawcą.
  • naprawdetrzezwy 12.12.08, 17:05
    Kłamcą, bo:

    zar-marie napisała:
    > syn oświadczył mi dziś rano, że nie idzie do szkoły (...)
    > po rozmowie okazało się, że:
    > - nie chodzi do szkoły od tygodnia


    Idiotą bo:

    > - swoją nieobecność w szkole tłumaczył potrzebą przygotowania się do
    > odpowiedzi z historii


    A mnie zastanawia, dlaczego takie ważne jest to, że chodzi do liceum z dwójką w
    nazwie:

    czar-marie napisała:

    > popołudniu maszeruje do syna (II LO)


    Jeśliby chodził do I LO, to nie byłoby problemu?
    --
    Trzeźwy
    Naprawdę trzeźwy...
  • verdana 12.12.08, 17:59
    Jako i matka dwojga bylych maturzystów, i była nie najlepsza
    uczennica, i wieloletnia nauczycielka historii (znająca nauczycieli
    także od strony pokoju nauczycielskiego...) zrobiłabym moze synowi
    prywatne piekło i usprawiedliwiła bez wahania.
    Nauczycielowi najwyraźniej nie zalezy na nauczeniu ucznia, tylko na
    zgnojeniu go. Testy z historii (szczegolnie gdy chodzi o teksty
    źrodlowe i ich interpretację) czesto są skonstruowane tak, że uczeń
    nie moze wiedziec przed otrzymaniem wynikow czy napisał dobrze czy
    źle. To właśnie idiotyzm testów z historii. Pytanie zatem z testu
    nazajutrz po jego rozdaniu swiadczy wyłącznie o złej woli. Trudno
    się dziwic, ze w takich warunkach zastraszony młody czlowiek nie
    jest w stanie niczego się nauczyć. A już zapowiedź, ze nie dopusci
    się ucznia drugiej klasy do matury oznacza jedynie, ze nauczyciel
    postanowił się mścić, albowiem nikt nie jest prorokiem i nie moze
    wiedzieć, jak uczeń będzie sie przygotowywal dalej - od razu mowi mu
    się, ze jego wysiłek bedzie zmarnowany, nie ma na co liczyć.
    Zadziwiające jest też, ze tyle osob zapomniało swoje młode lata. Bo
    o ile sobie przypominam, w moim liceum NIKT nie odrabiał wszystkich
    lekcji i nie uczyl się do wszystkich klasówek, albowiem doba ma
    tylko 24 godziny. Jak glosiło prawo rzymskie "od nikogo nie można
    wymagac rzeczy niemożliwych".
    Moj magistrant pisze prace o mobbingu. Ilość osób, ktore rezygnuja z
    pracy, albo sa na dlugotrwałych zwolnieniach z powodu nerwicy jest
    ogromna. To, co w przypadku doroslych uznajemy skandal, zachowanie
    ndające się do sądu, w przypadku mlodziezy zawsze jest wina
    młodziezy - ma uczyc się i byc obowiązkowa niezaleznie od warunków.
    Jej prawa do zalamania sie nie dajemy.
    Co roku parę takich osób popełnia samobojstwo, jak moja kolezanka z
    klasy, zgnojona w ten sam sposób przez chemiczkę.
    I jako historyk, a nawet autor programów nauczania powiem wszystkim
    tu obecnym - nie da się nauczyć, poza przypadkami pasjonatów, calego
    programu historii do liceum. W przypadku złej woli podejmuje sie
    oblać nawet znajomych mi profesorow. I tyle.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • azile.oli 12.12.08, 19:03
    Wiesz co, zgodzę się z Toba, że testy z historii są czasem debilnie
    skonstruowane, ale jakoś mi się nie chce wierzyć, żeby nauczyciel
    odpytywał ucznia na zasadzie testu. A na dwójkę nie potrzeba
    szczególnych zagadnień. A jak ten nauczyciel pytałby aż tak
    szczegółowo, to zgodzisz się ze mną, że większość klasy byłaby
    zagrożona. A chyba tak jednak nie jest. Bez przesady, że wizyta
    matki nu nauczyciela, nie z pretensjami, ale z zapytaniami miałaby
    przynieść efekt w postaci wyśmiewania przy całej klasie. No, chyba
    że chłopak ma coś do ukrycia. Historyk nie jest świętą krową i w
    dniu zebrania zapewne jak inni nauczyciele przyjmuje rodziców
    uczniów na konsultacjach.
  • verdana 12.12.08, 19:53
    W klasie mojego syna wiekszość klasy jest zagrożona z matematyki. W
    klasie mojego najstarszego na 28 osob jedynki na semestr z chemii
    otrzymalo 22. Kazdy kolejny rocznik w tej szkole miał to samo, zadne
    interwencje niczego nie wnosily. Sama bylam zagrozona z fizyki tylko
    dlatego, ze nauczycielka mnie nie lubiła - efektem interwencji bylo
    wyrzucenie nauczycielki (to dawne czasy byly), bowiem nawet
    czcigodne grono nie rozumiało, jak uczennica moze mieć piatke z
    matematyki, czworke z chemii i same jedynki z fizyki. Bywa.
    Nauczyciel nie odpytuje ucznia na zasadzie testu, ale z zagadnien
    testu - nie ludxmy się, uczeń nie jest przygotowany przez caly rok z
    14 przedmiotów od poczatku do konca, to niemozliwe. I nie o to
    chodzi przeciez, aby mu powtornie udowodnić, ze nie umie tego, czego
    nie umiał, tylko dac czas, aby się nauczył.
    A z historii naprawde można zapytac tak,z e uczeń nie odpowie -
    podreczniki sa przeladowane trzeciorzędnymi datami i szczegółami.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • ahhna 13.12.08, 02:25
    Verdano:
    Jako była nauczycielka, w tym "akademicka" (epizod, ale zawsze),
    podpisuję się pod tym obiema rękami. Z oczywistą złosiwością
    historyka, która nie powinna miec miejsca w przypadku kompetentnego
    nauczyciela, gnojony uczeń ma święte prawo poradzić sobie w taki
    sposób, w jaki potrafi.
    Ja tez popatrzyłam sobie na szkołę z perspektywy pokoju
    nauczycielskiego (choc nie trwało to długo, ale mi wystarczyło) i
    niejeden raz włosy stawały mi dęba, do czego zdolni są wobec uczniów
    moi skadinąd sympatyczni koledzy.
  • xxxtabxxx 12.12.08, 18:18
    naprawdetrzezwy: moim zdaniem chodzi jednak o drugą klasę lo, a nie
    drugie lo smile
    miałam podobną sytuację w czasach liceum (klasa maturalna) - też
    byłam gnębiona przez nauczycielkę historii odpytywaniem co lekcję.
    przy niezapowiedzianym sprawdzianie i pierwszym odpytaniu lekcję
    później - ok zgodzę się - nie umiałam. za to później uczyłam się jak
    głupia i wyrwana do odpowiedzi na kolejnych dwóch lekcjach
    stresowałam się na tyle, że nie potrafiłam wykrztusić z siebie
    słowa, a jeśli już cokolwiek powiedziałam, to były to totalne
    głupstwa. nigdy w życiu nie zapomnę jak strasznie się wtedy czułam.
    też na jakiś czas odpuściłam sobie lekcje i uczyłam się tylko
    historii. niestety stres powodował, że nic nie wchodziło mi do
    głowy, byłam niewyspana i zmęczona. dorobiłam się dzięki temu ostrej
    nerwicy. po kilku wizytach u lekarza, który leczył mnie na żołądek,
    wątrobę, trzustkę itd. lekarz zdiagnozował u mnie ostrą nerwicę i
    powiedział, że jeśli chcę się pozbyć tych dolegliwości to powinnam
    zrezygnować ze szkoły. to oczywiście nie wchodziło w grę. liceum, a
    szczególnie ta klasa, z piekłem urządzonym mi przez nauczycielkę, są
    jednymi z moich najgorszych wspomnień. do rodziców z problemem nie
    poszłam, bo oni z gatunku tych hiper uczciwych i nigdy by mi nic nie
    usprawiedliwili bez powodu. dzięki temu męczyłam się z tym wszystkim
    sama. dodam jeszcze tyle, że nauczycielka na początku roku szkolnego
    zakomunikowała, że osoby, które nie zdają historii na maturze nie
    muszą uczyć się z lekcji na lekcję. ja byłam odpytywana na każdej,
    mimo, że historii nie zdawałam. krótko przed końcem semestru
    nauczycielka zadała mi pytanie: "czy ty na pewno chcesz zdawać
    historię na maturze?". odpowiedziałam, zgodnie z prawdą, że zdaję
    biologię. nauczycielka na to: "tak? a ja myślałam, że historię."
    dzięki temu na świadectwie maturalnym z historii mam "2", a z
    biologii tylko "3", bo nie wystarczyło mi czasu na naukę tego
    przedmiotu dzięki historyczce. studia skończyłam bez jednej
    poprawki, z wyróżnieniem.
  • duzy.wielki.chomik 12.12.08, 18:11
    Na wstępie przyznam się, że póki co nie jestem rodzicem. Mam 21 lat, studiuję, a wypowiem się, ponieważ w LO, delikatnie mówiąc, "nie byłem aniołkiem". Teraz mogę spojrzeć na to z dystansem, ale jednak w pewnym sensie z perspektywy Twojego syna.

    Usprawiedliwić. Narobił sobie kłopotów, owszem. Teraz jednak trzeba z nich wyjść i powinnaś mu w tym pomóc. Szkoła jest pod pewnymi względami instytucją dość nieczułą i jeśli zostawisz chłopaka z kilkudziesięcioma nieusprawiedliwionymi godzinami (jeśli chodzi o cały tydzień), będzie miał duże problemy (z którymi sam nic nie zrobi chyba, że zacznie podrabiać zwolnienia itp). Wyjdzie z tego w roli ofiary, na którą wszyscy się uwzięli - wychowawczo chyba dużo tym nie osiągniesz.

    Bezwzględnie porozmawiać z nauczycielami. Mam wrażenie, że chłopak coś przed Tobą ukrywa, w każdym razie nie chce, żebyś o czymś od nich usłyszała. Do tego bez przesady, on nabroił, więc niech nie stawia warunków wink.

    W jego wieku zachowywałem się podobnie, chociaż udało mi się w końcu załatwić swoje sprawy bez zawracania głowy rodzicom (pozdrowienia dla mądrej wychowawczyni, która to umożliwiła smile).
  • trzy_krzyzyki 12.12.08, 19:16
    Ja tu widzę popełniony gdzieś po drodze błąd wychowawczy. Kiedy dziecko
    przestaje przychodzić ze swoimi problemami do rodzica tylko je ukrywa nastąpił
    gdzieś błąd w komunikacji i to jest w tym najważniejsze.
    --
    DOM WARIATÓW
  • verdana 12.12.08, 19:54
    Tak, masz racje, tylko to dotyczy 7-latka, a nie 17 latka. Kiedy 17
    latek przychodzi ze wszstkimi problemami do mamy - wtedy nalezy
    mowic o błędzie wychowawczym.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • czterdziestyiczwarty 12.12.08, 20:30
    Po pierwsze usprawiedliwic ale postawic pewne warunki (np.szlaban w
    kontaktach z kolegami dopoki nie poprawi ocen z zagrozonych
    nprzedmiotow czy tez limitowanie dostepu do komputera pod podobnym
    warukiem) aby syn nie pomyslal sobie ,ze tak juz zawsze bedzie gdy
    cos zawali w szkole i ze moze bezkarnie oklamywac
    rodzicow.Absolutnie porozmawiac z nauczycielem od historii aby
    poznac jego wersje ,a takze z wychowawca i innymi nauczycielami aby
    dowiedziec sie jakie sa ogolne postepy syna w nauce i co on
    ukrywa ,bo jak wynika z postu to syn dosc swobodnie klamie.
    Mam nadziej ,ze nauczyciel okaze sie kompetentnym przedstawicielem
    swojego zawodu - czyli pojmujacym swoja role jako przewodnika ktory
    pomaga uczniom opanowac wybrana dyscypline wiedzy a zarazem sprawdza
    poziom jej opanowania aby skorygowac niedostatki uczniowskiej
    znajomosci przedmiotu zamiast ponizac i zastraszac uczniow gdy
    takie niedostatki u nich stwierdzi.
  • verdana 12.12.08, 21:02
    Czy widziales kiedys na wlasne oczy 17-latka??? Siedemnostalatkowi
    szlaban na komputer? Szlaban na kolegow - szczególnie jak ma
    dziewczyne, to poslucha...Najlepszy sposób, zeby prosic się o
    klopoty.
    Z siedemnastolatkiem da sie porozmawiać. Nie musi być od razu
    tresowany i karany. Tym bardziej, ze tak naprawde 17-latka ukarac
    się nie da. A jak się da, to znaczy, ze jest zbyt potulny.
    Nie klamie tylko mlodziez z Zespolem Aspergera. Ale to się leczy.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • fogito 13.12.08, 08:26
    verdana, ja nigdy nie kłamałam i nie kłamię a owego zespołu nie
    posiadam surprised Może podrzuć jakąś inną teorię tongue_out
  • verdana 13.12.08, 13:10
    Na pewnoo klamiesz.. Znajomej na pytanie, czy dobrze wyglada
    odpowiadasz, ze ohydnie? Czterolatkowi, ktory przychodzi pochwalić
    sie rysunkiem mowisz "śliczny", a nie "bazgroły, pojecia nie mam co
    to jest". Nauczycielce w szkole na pytanie "dlaczego nie uwazasz?"
    odpowiadałaś "Bo Pani nudzi i gada bzdury"? To wszystko sa kłamstwa,
    tylko tak aprobowane, ze się ich nie dostrzega. Brak umiejetnośći
    kłamstwa uniemożliwia normalne życie w społeczeństwie.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • fogito 13.12.08, 18:38
    Koleżance odpowiadam - to do ciebie nie pasuje. Mój czterolatek ma
    zdolności plastyczne po mnie więc tym bardziej kłamać nie muszę. A w
    szkole zawsze uważałam i nigdy nie usłyszałam takiego pytania od
    nauczyciela przez całą swoją karierę szkolną smile
    Oczywiście mówienie prawdy prosto w oczy niesie za sobą wiele
    niedogodności, ale ja już tak mam i jakos żyję sobie w
    społeczeństwie wink
  • verdana 13.12.08, 19:09
    Niedogodnosci dla Ciebie? Raczej przykrosci dla innych. No, ale inni
    niewazni sa - waznajest uczciwość. Zawsze. Niezaleznie od
    okolicznosci. Nawet, jeśli wymaga np. doniesienia na kogoś?
    Nie znosze tych,co klamią bezustannie. Szczerze powiem, ze jeszcze
    bardziej nie lubie tych, ktorzy z usmiechem na ustach'wala prawde
    prosto w oczy" uwazajac, ze sa uczciwi i cieszac się z wlasnej
    prawdomownosci, gdy widza przykrość lub dramat drugiej osoby. to
    albo chamstwo albo brak elementarnych uczuc.
    Nie mowiąc już o tym, ze nie wierze w czlowieka, ktory nigdy nie
    sklamał. uwazam, ze nie ma wiekszego klamstwa niż takie wlasnie.
    Wierze natomiast w ludzi uczciwych az do bolu, którzy czasem klamią.
    Bo tak trzeba.
    I rozumiem, ze jesli Twoje dziecko zapyta np, czy jest ladne, albo
    mile, albo lubiane - a tak nie będzie - to powiesz mu "jesteś
    brzydki, niemily i nikt cie nie lubi" i będziesz z tego dumna.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • fogito 13.12.08, 21:48
    verdana - zapomniałaś o trzeciej opcji - milczeniu. Jeśli nie chce
    skłamać to najczęściej milczę właśnie po to, żeby kogoś nie urazić.
    Ale też nie nabieram wody w usta jeśli ktoś na to nie zasługuje.
    A z tym tekstem o dziecku to pojechałaś - przecież dla każdej matki
    dziecko jest najpiękniejsze, najmądrzejsze i najmilsze na świecie.
    Więc nie ma szansy, żebym skłamała w tej kwestii, bo to prawda smile))
    A kłamstwo uznaję tylko w sytuacjach kiedy lekarz nie przekaże
    wprost diagnozy dla dobra pacjenta. Ale lekarzem nie jestem więc
    takich dylamatów nie mam.
  • verdana 13.12.08, 23:31
    O nie, kochana. Nie zawsze mozna milczeć. Czasem dziecko domaga się
    odpowiedzi - jesli masz dwoje dzieci i jedno z nich pyta, czy wolisz
    jego czy brata, milczenie oznacza jednoznacznie, ze wolisz brata. A
    odpowiesz dziecku zgodnie z prawdą "Zdecydowanie wolę twojego
    braciszka"? W wielu wypadkach milczenie jest tylko wymówką, alibi -
    bo gdy na zadane pytania "czy uwazasz, ze jestem ładna, mamo"
    milczysz - mowisz po prostu córce - "jestes brzydka" i tyle - ona
    jest i tak zraniona, a ty nie skałalas ust klamstwem.
    Można tak w nieskończoność - są prawdy, ktore rania tak głęboko, ze
    rozsądni ludzie zatrzymują je dla siebie. Nie ma to nic wspolnego z
    nieuczciwoscia, przeciwnie. Uczciwy czlowiek to nie ten, co mowi
    całą prawdę niezaleznie od okoliczności. Nie mówiąc już o tym, ze
    dziecko wychowywane w kulcie mówienia prawdy i tylko prawdy nie ma
    szans na żadną prywatność. Musi bowiem odpowiadać prawdę na
    wścibskie pytania rodziny i wychowawców, dotyczace jego prywatnego
    zycia - zycia, ktore ma prawo zachowac dla siebie. Na przyklad 19-
    latka nie ma obowiazku odpowiadac prawdy na pytanie mamusi czy
    nauczycielki, czy kolegi "Czy spałas już kiedyś z chłopakiem", a
    milczenie, a nawet wymijajace odpowiedzi oznaczają "tak". Czyli
    czlowiek mowiacy prawde i tylko prawdę jest pozbawiony intymnosci.
    Mówiąc, ze nigdy nie kłamiesz, okłamujesz sama siebie. Dla mnie moje
    dziecko nie jest najpiekniejsze, najmadrzejsze i najmilsze na
    świecie - takia opinia jest też swoista forma oklamywania siebie
    samej - na pewno widzialas dzieci madrzejsze i ładniejsze od
    wlasnego...
    A akurat w przypadku diagnozy jest to dla mnie niedopuszczalne.
    Czlowiek chory wlasnie ma prawo dokladnie wiedzieć, na co jest chory
    i jakie sa rokowania. W tym wypadku jest to kłamstwo o fatalnych i
    dalekosiężnych skutkach.
    Zwracam tez uwagę, ze jedno z przykazań brzmi "Nie będziesz dawał
    fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu", a nie "Nie kłam".
    Fałszywe świadectwo za bliźnim swoim najwyraxniej nie jest żadnym
    grzechem, ani wystepkiem przeciw moralności.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • pam_71 14.12.08, 00:04
    O rany ... Kobiety !
    Tak mozna w nieskończonośc piłeczkę sobie odbijac wink
    Dla rozładowania emocji ... Mój syn - kl III SP. Do swojej
    najukochańszej Pani na jej stwierdzenie - "Mam nadzieję, że wszyscy
    nauczyli się na dzisiaj czytac czytankę XY ..." Odpowiedział :
    "Proszę Pani, a moja Babcia mówiła, że ja tak dobrze czytam,że nie
    muszę już cwiczyc" wink Od tej pory nie był pytany z czytania ...
    Dzieci naturalnie mówią prawdę .. do czasu aż nie nauczymy ich
    kłamac.
    Pozdr
    Pam
  • fogito 14.12.08, 08:20
    Ja kocham swoje dziecko i kłamać nie muszę w żadnej sprawie go
    dotyczącej. Gdybym miała dwójke też bym nie kłamała, bo kochałabym
    je jednakowo. I naprawdę nie widzialam mądrzejszego i piekniejszego
    dziecka niz moje smile Widzialam równie piękne i mądre smile
    Poza tym ja nie rozumiem co ty chcesz na sile udowodnic - że tak życ
    nie można? Można, zapewniam cię.
    A hipotetyczne pytania jakie podałas poniżej nigdy w moim przypadku
    nie padły, więc nie musiałam okłamywać rodziców.
    Poza tym, czy ty chcesz mnie uczyc moralnosci zachecajac do
    kłamstwa? Niespotykana misja apostolska. Czyż nie powiedziano, że
    prawda nas wyzwoli smile
  • ahhna 15.12.08, 16:51
    Fogito, skoro mamy sobie tak mówić całą prawdę, to ja ci powiem, co
    sobie naprawdę pomyślałam o tobie na podstawie twoich postów: jesteś
    zakłamana albo masz marny kontakt z rzeczywistością. Przepraszam za
    szczerość, nie miałam zamiaru cię urazić, ale dokładnie to przyszło
    mi do głowy. Jeśli ktoś mówi o sobie, że zawsze będzie mówić prawdę
    i tylko prawdę, mało tego - że tak się da żyć (jak rozumiem, nie na
    bezludnej wyspie, tylko wsród ludzi, i to żyć spokojnie), to coś z
    nim nie teges, moim zdaniem. Aniołów na ziemi nie spotakłam, ideału
    takoż. Zwyczajnie nie wierzę w to co piszesz. Wierzę natomiast, że
    masz zaburzony obraz własnej osoby.
    Prawda nas wyzwala, tylko co jest prawdą? Moim zdaniem prawda jest
    taka, że bezwzględna prawda nie istnieje - za bardzo się wszyscy
    róznimy postrzeganiem rzeczywistości. Zresztą, psychologia do spółki
    z socjologią już dawno odkryły, że bez drobnych kłamstewek w mniej
    ważnych sprawach nie byłoby możliwe współżycie społeczne.
    Społeczeństwo posypałoby sie jak domek z kart. Rytuały, tradycja,
    konwenans, uprzejmość - to wszystko podszyte jest drobnymi
    kłamstwami, a jakże jest potrzebne w obcowaniu z innymi!
    Nie lubię kłamstwa, dla mnie to ostateczność. Ale jedno co wiem na
    pewno o życiu to to, że jest ono nieprzewidywalne w 100%. Masz
    urocze dzieci i nie musisz im kłamać, super, udało ci się. Ale
    trudno ci wyobrazić sobie sytuację, że może twoje wnuki będą mniej
    urocze? I co wtedy? Hipotetyczne pytania, które zadaje Verdana,
    jeszcze w twoim zyciu mogą paść, i prawdopodobnie padną, bo mało kto
    na tym świecie ma luksus życ kompletnie bezproblemowo i nie mieć
    dylematów moralnych.
  • fogito 15.12.08, 17:35
    Ahhna, to że nie możesz uwierzyć w to co piszę, to już nie moja
    wina. Ja nie kłamię nawet na forum. Jestem tak po prostu
    zaprogramowana. Już pisałam, ze wolę przemilczeć niż skłamać, ale
    jakoś do nikogo to nie dociera.
    Dla mnie to totalna bzdura co piszesz, ale może dla ciebie jest tak
    fajnie życ w zakłamaniu. Dla mnie nie jest i dlatego nie kłamię.
    Nie oznacza to, że nie mam problemów jak każdy. Ale prawdę można
    przekazać w róznej formie - niekoniecznie trzeba walić prosto z
    mostu, bo chyba głównie o to ci chodzi.
    W każdym razie ja się otaczam ludźmi prawdomównymi i zwykle szybko
    rozpozanję kłamcę po oczach smile
    Wszystko się jeszcze w życiu może zdarzyć, ale póki co udało mi się
    przeżyć 36 lat bez lawirowania, oszukiwania i uciekania się do
    kłamstwa. Jesli ty masz inny sposób na życie to twoja sprawa i ani
    mnie to ziębi ani grzeje.
    A jeśli będę miała kiedys wnuczka, to zapewne będe go jeszcze
    bardziej kochać niż syna, bo babcie juz tak mają, że ich miłość jest
    bezwarunkowa smile
  • pam_71 13.12.08, 20:32
    Siedemnostalatkowi
    > szlaban na komputer? Szlaban na kolegow - szczególnie jak ma
    > dziewczyne, to poslucha...Najlepszy sposób, zeby prosic się o
    > klopoty.
    > Z siedemnastolatkiem da sie porozmawiać. Nie musi być od razu
    > tresowany i karany. Tym bardziej, ze tak naprawde 17-latka ukarac
    > się nie da. A jak się da, to znaczy, ze jest zbyt potulny.
    > Nie klamie tylko mlodziez z Zespolem Aspergera. Ale to się leczy.

    O rajciu ... i to kazdego z nas czeka ten koszmar (pod postacią 17-
    sto latka) wink Ja mam młodsze dzieci .. czy to znaczy, że wszystkie
    nastolatki wagarują , bo "Tym bardziej, ze tak naprawde 17-latka
    ukarac się nie da. A jak się da, to znaczy, ze jest zbyt potulny"
    (czytaj: dupowaty i bez charakteru) ???
  • azile.oli 13.12.08, 21:20
    Nie martw się, pam. 17-latka też da się ukarać i skontrolować,
    zwłaszcza, jeśli oboje rodziców uzgadnia wspólne zasady
    postępowania, a dziecko było wychowywane i wie, że są rzeczy, na
    które rodzice oka nie przymkną, bo pewnych zachowań nie tolerują, a
    złamanie tych zasad skutkuje pewnymi konsekwencjami, nieraz niezbyt
    przyjemnymi. I to, że podporzadkuje się wcześniejszym ustaleniom,
    nie znaczy, że jest dupowaty, tylko odpowiedzialny. Nie chciałabym,
    aby ktoś zwał moje dziecko sprytnym i przedsiębiorczym, bo
    kombinuje, jak oszukać własną matkę.
    Co do mówienia prawdy... Są rzeczy, o których muszę wiedzieć, bo
    jako rodzic odpowiadam za niepełnoletnie jeszcze dziecko i tu nie
    toleruję kłamstwa. Są natomiast sprawy, o które mogę nie pytać, bo
    może to oznaczać włażenie z butami w pewne sfery życia dorastającego
    już człowieka. Po prostu o pewnych rzeczach nie muszę wiedzieć ze
    szczegółami, nie pytam o nie, bo dziecku może wydawać się, że prawda
    może go jakoś zdyskredytować w moich oczach. A mam tu na myśli
    sprawy osobiste, uczuciowe, koleżeńskie. wiem jednak, że moje dzieci
    mają do mnie tyle zaufania, że w razie problemów z pewnością zwrócą
    się do mnie o pomoc. Na pewno nie wszystkie nastolatki wagarują,
    możesz mi wierzyć na słowo. Bunt okresu dojrzewania też nie musi
    przyjąć głupiej formy i polegać tylko na negacji. Może mieć bardzo
    twórczy charakter.
  • fogito 13.12.08, 21:49
    da się ukarać - zawsze można odciąć źródełko kasy. Współczesne
    nastolatki uwielbiaja pieniądze wink
  • verdana 15.12.08, 20:42
    Nie, to nie jest prawda - to stereotyp. Nie posługuj się
    stereotypami, bo to tez klamstwo. jJak widzisz, tez kłamiesz.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • maksimum 15.12.08, 21:17
    "Zresztą, psychologia do spółki
    z socjologią już dawno odkryły, że bez drobnych kłamstewek w mniej
    ważnych sprawach nie byłoby możliwe współżycie społeczne."
    -------
    Odkryly,ze tak ludzie zyja,ale to nie znaczy ,ze to wlasnie jest dla ludzi
    najlepsze.
    Walesa obiecywal Japonie,Tusk Irlandie,a tu kryzys nadciaga.
    Nie lepiej sobie powiedziec prawde w oczy niz oszukiwac sie dla zdobycia
    popularnosci?
  • maksimum 15.12.08, 21:22
    Ogolne spoleczne przyzwolenie na oklamywanie wynika stad,ze wiekszosc ludzi
    can't handle the truth.
  • fogito 15.12.08, 22:08
    I tu się z toba zgodzę. Kłamstwo weszło do standardów życia
    publicznego i zaczyna funkcjonowac jako cecha pozytywna a wręcz
    pożądana. Bo w większości wolimy usłyszeć gładkie kłamstewko niz
    prawdę.
  • fogito 15.12.08, 22:03
    to, że ty masz inne zdanie na ten temat nie oznacza, że to jest
    kłamstwo. Kłamstwem byłoby gdybym zaprzeczyła w tym zdaniu swoim
    przekonaniom. A nie zaprzeczyłam, bo uważam, że większość
    współczesnych nastolatków jest bardziej łasa na pieniądze niż
    kiedykolwiek wcześniej. Czyż nie jest obciachem miec kiepską komórkę
    itp itd...
  • fogito 15.12.08, 22:05
    sorki, ale komputer cos dzisiaj nawala i przerzuca posty.
  • gogggo 12.12.08, 21:02
    Mój starszy też chadzał do LO i przyznaję problemy miałem podobne.
    Radziłem sobie w "dziwny' sposób przychodzlem do
    wykładowcy;przedstawiałem się, pytałem w czym problem,skąd ten
    bukiet zer.Skąd oceny zupełnie niewspółmierne do wkładu pracy.Jeśli
    materiału było sporo ,a pani stosowała system jedno pytanie-
    ocena,prosiłem o podział na działy.W przypadku jakichkolwiek stresów
    prosiłem o bezpośredni kontakt.Zero podnoszenia
    głosu,ciśnienia,stresu.Skutek był zadziwjający, problemy
    rozwiązywały się same.Kłopoty znikały ,do żadnego z pedagogów nie
    chodziłem dwa razy,nikogo o nic nie prosiłem.Sytuacją rozbawiła się
    nawet wychowawczyni.Deklarowałem -jest potrzeba za godzinę jestem w
    szkole.Nikt nie widział potrzeby ponownej rozmowy.
    Będzie dobrze.Pokaż synowi,że poto się ma rodziców...........
    Pozdrawiam.
  • barbaram1 12.12.08, 23:49
    Z doświadczenia wiem jedno. Uczniowie, którzy chodzą do szkoly, ale się nie
    uczą, jakos tam na koniec zdają. Najczęściej nie zdaja ci, którzy opuszczają
    lekcje. Na wagarowiczów nauczyciele są najbardziej cięci. Tu zaczyna się krąg z
    którego ciężko się wydostać. Dzieciak ma problemy w szkole, więc idzie na
    wagary, skoro chodzi na wagary zaczyna mieć jeszcze większe problemy. I tak w
    kółko, bo problemów jest coraz więcej, więc coraz częsciej chodzą na wagary.
    Nauczyciele to nie frajerzy, doskonale wiedzą, które nieobecności sa na serio
    usprawiedliwione, a które to przykrywka zdezorientowanych rodziców.
    Ciężko jest coś radzić, bo żadna rada nie jest idealna. Pozostawiam do
    przemyślenia powyższy tekst. Poważna rozmowa z synem na pewno się przyda.
  • delfina77 13.12.08, 00:13
    Zastanawiam sie, skad sie biora tacy rodzice i ich dylematy. U mnie w domu bylo
    jasne, ze jestesmy odpowiedzialni za swoje czyny i nie ma kantowania,
    usprawiedliwiania wagarow itp. Musielismy sie z tymi zasadami pogodzic bo
    rodzice byli nieprzekupni. Ja akurat lubilam sie uczyc i nie olewalam szkoly ale
    moj brat na poczatku technikum poczul sie zbyt swobodnie, zaczal wagarowac i w
    efekcie musial powtarzac klase. Ale szkole skonczyl. Mysle, ze oboje jestesmy
    odpowiedzialnymi ludzmi, mamy dobra prace, kochamy i szanujemy naszych rodzicow
    za to, jacy sa i byli. Mam dziwne wrazenie, ze wiekszosc z was chce sie
    przypodobac wlasnym dzieciom nie liczac sie z konsekwencjami takiego wychowywania
  • fogito 13.12.08, 08:30
    Wlałaś nadzieję we mnie. To jest postawa, którą ja też wyniosłam z
    domu. Jedyna niezbędna do wychowania odpowiedzialnego człowieka.
  • hugow 13.12.08, 01:25
    a nie lepiej dac sobie spokoj ze szkola i zastosowac homeschooling?
    --
    Serdecznie pozdrawiam i zycze milego dnia smile
    *www*HuGoW
  • durneip 13.12.08, 05:22
    dzień dobry, ja tu z głównej smile

    przeczytałam cały wątek i nikt nie zadał pytania - czemu syn tak stanowczo
    zabrania matce rozmowy z nauczycielem i wychowawcą? ano dlatego, że naściemniał.
    zdaje mi się, ze żaden nauczyciel go nie straszył, a pewnie i nie pytał dzień po
    dniu - a teraz się boi chłopaczyna konfrontacji.
  • fogito 13.12.08, 08:28
    Też odniosłam takie wrażenie.
  • czar-marie 13.12.08, 08:57
    durneip napisała:

    > zdaje mi się, ze żaden nauczyciel go nie straszył, a pewnie i nie pytał dzień p
    > o
    > dniu - a teraz się boi chłopaczyna konfrontacji.

    Chłopaczyna boi się jedynie, że nauczyciel zacznie jeszcze bardziej się na nim
    mścić.
    Syn uczęszcza do szkoły, historyk pyta go na każdej lekcji, jeśli odpowie na 3
    pytania a z czwartym nie radzi sobie, nauczyciel odsyła go do ławki.
    Osobiście sądzę, że nauczyciel zapomina, że pyta ucznia na dwóję.

    Po rozmowie w szkole nie mam podstaw nie wierzyć synowi
  • azile.oli 13.12.08, 09:10
    Rozmawiałaś z historykiem? To on Ci powiedział, że syn odpowiada na
    3 pytania z 4 i ląduje z jedynką? Bo jeśli nie on, to rozmowa z kim
    w szkole rozwiała Twoje wątpliwości?
  • fancypacket 13.12.08, 10:48
    I to są te elitarne licea....
    Współczuje Pani synowi, bo nauczyciel najwidoczniej uwziął się na niego.
    Sama chodzę do podrzędnego liceum, w których "teoretycznie"
    nie trzeba się uczyć, teoretycznie, bo w praktyce trzeba dość trochę i to
    najczęściej bzdury do kwadratu.
    Ale choć liceum podrzędne maturę zdaje prawie każdy (90%) cześć nawet
    rozszerzoną a na studia do Krakowa - niektórym się udaje.
    Na maturze nie liczy się renoma szkoły, ale UMIEJĘTNOŚCI i WIEDZA, a w szkołach
    w których wymają nauki praktycznie wszystkiego nabycie tej wiedzy jest cholernie
    trudne, poza tym wiadomości się mieszają - po prostu trzeba zwraca uwagę na
    najważniejsze informacje.
    Pozdrawiam.
  • rosa_de_vratislavia 13.12.08, 12:31
    czar-marie napisała:

    >boi się jedynie, że nauczyciel zacznie jeszcze bardziej się na nim
    > mścić.
    > Syn uczęszcza do szkoły, historyk pyta go na każdej lekcji, jeśli
    odpowie na 3
    > pytania a z czwartym nie radzi sobie, nauczyciel odsyła go do
    ławki.


    Hmmm...sama uczę w liceum. Nie twierdzę,że my, nauczyciele, jesteśmy
    chodzącymi ideałami ale "audiatur et altera pars" (Niech będzie
    wysłuchana i druga strona) to żelazna zasada prawa rzymskiego i
    mądra droga postępowania.
    Czasem przychodzą do mnie rodzice na konsultacje i kiedy dowaiaduję
    się od nich, co się dzieje na moich lekcach (wg relacji ucznia w
    domu), to włos mi się jeży na głowie. Sama na siebie doniosłabym do
    dyrekcji/kuratoriaum/rzecznika praw dziecka i stu innych instytucjismile

    Dlatego dziwię się,że syn tak rozpaczliwie NIE pragnie pomocy z
    Twojej strony - rozmowyz wychowawcą i historykiem.
    Poza tym niepokojące jest,że gośc miał się uczyć historii,a
    prowadził intensywne życie towarzyskie (ksiązka "spoczywała" na
    biurku, a Ty potem piszesz,że chłopczyna boi się krwawego sadysty-
    historyka.
  • azile.oli 13.12.08, 15:28
    Masz świętą rację. a jak czytam posty tych obrończyń, to nasuwa mi
    się obraz Tomaszka z ''Nocy i dni''. ''Mamulinko kochana, to tylko
    ten jeden raz, a do tego człowieka nie idź, nie, bo on będzie się
    mścił. Na co pani Babara :'' Bogumił, on nam to dziecko wykończy,
    takie wrażliwe. No nie uczył się, ale czy to człowiek ma głowę w
    takich nerwach się uczyć'' itd
  • ahhna 13.12.08, 18:46
    Temu chłopakowi - sądząc z opisu - bardzo daleko do Tomaszka, w
    ogóle nie ten typ osobowości. Zatem nie ma co upraszczać i wrzucać
    wszystkich do jednego wora. Z Tomaszkiem "mamulinka" i tak by nic
    nie zrobiła; a i Bogumił mógłby pas na nim zedrzeć bez żadnego
    skutku. Dziś byc może zdiagnozowaliby ADHD, dali mu odpowiednie
    prochy i terapię.
  • azile.oli 13.12.08, 19:01
    Podałam taki przykład, bo syn prosząc matkę, aby nie szła do
    historyka zastosował szantaż (przestanie chodzić do szkoły). To
    jednocześnie chce pomocy - mama ma usprawiedliwić nieobecność i jej
    nie chce - ma nie iść do nauczyciela. Dla mnie odpowiedź jest
    prosta - chłopak coś ukrywa. Hipoteza, że po wizycie matki
    nauczyciel będzie mu z tego powodu dogryzał jest mocno naciągana.
    Ucząc w szkole, mając dzieci w innych szkołach, sama będąc uczennicą
    nie spotkałam się z przypadkiem, żeby nauczyciel negatywnie reagował
    na wizytę rodzica, który go nie atakuje, wysłuchuje jego racji i
    zanim przedstawi wersję dziecka najpierw dokładnie sprawdzi, na ile
    jest ona prawdziwa. Nic nie wskazywało na to, że matka wybiera się
    do historyka z awanturą, raczej chciała się dowiedzieć, jakim jest
    człowiekiem, jakie ma wymagania oraz jaką ma opinię na temat jej
    syna. Zazwyczaj spotkałam się z pozytywną reakcją nauczycieli na
    fakt, że interesują się oni własnymi dziećmi. Pytanie - czemu syn
    zareagował tak nerwowo- potrzebuje pomocy ,a jednocześnie ją odrzuca.
  • czar-marie 13.12.08, 19:58
    prostuje:
    syn protestowal przeciwko zdaniu relacji wychowawcy klasy w czym rzecz z jego
    niechodzeniem, tj. nie chciał bym powiedziała, że inny nauczyciel (historyk)
    straszyl go, że nie chciał by wyczhowca dowiedzieł się, że nie chodził do
    szkoły, bo chciał się przygotować do odpowiedzi. Po prostu syn dobrze
    wiedział,że zachował się nie w porządku - stąd jego prośba.
    Z historykiem nie zabraniał mi rozmawiać w ogóle (przecież tak naprawdę i tak
    nie mógł) nie chciał tylko bym się skarżyła i miała do nauczyciela jakieś pretensje.
    Trzeba wziąć też pod uwagę, że syn mówił to wszystko w emocjach, po całej
    nieprzespanej nocy.
    Pisałam wcześniej - syn aniołem nie jest, nawalił tym razem na całej lini ale
    naprawdę nie mam powodów nie wierzyć w to co mówi, zwłaszcza kiedy drążycym
    głosem, prawie płącząc mówi: "mamo, ty nie wiesz jaki on jest" (mowa o historyku).
  • kornelia111 13.12.08, 20:12
    naprawdę nie mam powodów nie wierzyć w to co mówi, zwłaszcza kiedy
    drążycym
    > głosem, prawie płącząc mówi: "mamo, ty nie wiesz jaki on jest"
    (mowa o historyk
    > u).

    Czar-marie. To co ja mówiłam drżącym głosem do moich rodziców, żeby
    się wywinąć z kłopotów i to jak potrafiłam niemal na zawołanie
    rzewnie płakać wystarczyłoby spokojnie do otrzymania główniej
    nagrody na każdym festiwalu filmowym w kategorii "główna rola
    żeńska". Stopień drżenia głosu i ilosć łez nie jest argumentem.
    Zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję, porozmawiaj z nauczycielem i
    wychowacą syna. Nie daj się młodemu szantażować. Poza tym nastolatek
    mówiący o nauczycielu "ty nie wiesz jaki on jest..." trąci mi
    kiepskim melodramatem. Nie te czasy... Nasuwa mi się jeszcze jedno
    pytanie. O tych jedynkach dowiedziałaś się dopiero przed samym
    koncem semestru. To znaczy, że nie było wcześniej zebrań
    rodzicielskich, konsultacji, itp.?
  • czar-marie 13.12.08, 21:36
    Gratuluje zdolności aktorskich.
    Mój syn mistrzem aktorstwa nie jest.

    Z historykiem rozmawiałam, z innym nauczycielami również.

    W szkole było wcześniej jedno zebranie w październiku. Teraz drugie z informacją
    o stopniach na półrocze.

    Mam zawsze stać na stanowisku, że dziecko, młodzieniec mnie oszukuje?
    Wychowuje już potomka lat 17, przykładam się, momentami chyba za bardzo, miałam
    do czynienia z róznymi nauczycielami - niewielu z nich autentycznie nadaje się
    do pracy z młodzieżą. Owszem, w swojej dziedzinie są wystarczająco wykształceni,
    wychowawczo jednak są niewydolni. Uprzedzając ataki na mnie podkreślę, że nigdy
    nie krytykowałam nauczycieli w obecności syna, mimo że nie raz opadały mi ręce
    po "akcjach" w wykonaniu tzw. pedagogów.
  • fogito 13.12.08, 21:42
    Alez on już cię oszukał.
    I skoro nauczyciele są niewydolni wychowawczo, to jaka sobie
    wystawiłabyś ocenę za wychowanie owego młodzieńca?
  • czar-marie 13.12.08, 22:18
    fogito napisała:

    > Alez on już cię oszukał.
    skoro oszukał znaczy oszukuje zawsze?
    Syn chciał sobie poradzić z problemem po swojemu, tak jak sobie wymyślił. Sam
    się przekonał, że nie był to dobry sposób.

    > I skoro nauczyciele są niewydolni wychowawczo, to jaka sobie
    > wystawiłabyś ocenę za wychowanie owego młodzieńca?
    Nie oceniam nauczycieli, nie mówię, że wszyscy są do bani.
    Nie będę się kajać z powodu tego, że nastolatek mnie oszukał, nie sądzę, żeby to
    był powód by poddawać w wątpliwość sposób wychowania.

    Nie wierzę, by dzieci(?)w tym wieku mówiły zawsze prawdę swoim rodzicom. To jest
    po prostu niemożliwe smile
    Nie znaczy to, że oszustwo akceptuje. Po prostu wiem, że może się zdarzyć.
  • kornelia111 13.12.08, 23:57
    czar-marie napisała:

    > Gratuluje zdolności aktorskich.
    No cóż, wielu ludzi się na nie nabrało, niestety nie moi rodzice sad
    Nigdy moje przedstawienia nie robiły na nich wrażenia (buuu...,
    smutno smile)

    > Mój syn mistrzem aktorstwa nie jest.
    Chyba go nie doceniasz. W końcu przez tydzień nie chodził do szkoły
    i nie zorientowałaś się.

    >
    > Z historykiem rozmawiałam, z innym nauczycielami również.
    No i właśnie (przepraszam, jeżeli nie chcesz nie musisz zaspokajać
    mojej ciekawości), jaka była jego wersja?
    >
    > W szkole było wcześniej jedno zebranie w październiku. Teraz
    drugie z informacj
    > ą
    > o stopniach na półrocze.

    A więc do października była tylko jedna ocena, pozytywna. Istotne
    jest czy zebranie było na początku czy na końcu października(nie
    wiem, ale byłabym skłonna tak właśnie przypuszczać). Nie wiem czy
    wiesz, ale dyrektor powinien kontrolować tzw. systematycznosć
    oceniania. Jeżeli przez cały prawie semestr nie było ocen, a na
    koniec sypią się one jak z rękawa, zwłaszcza te niedostateczne, to
    jest to powód do złożenia skargi u dyrektora. Kolejną istotną sprawą
    jest liczba godzin przedmiotu. Jeżeli jest to przedmiot maturalny,
    to w semestrze powinny się odbyć chyba więcej niż dwa sprawdziany? I
    jeżeli miałyby być stawiane zarzuty nauczycielowi, to w tej sprawie,
    a nie w zakresie materiału, czy częstotliwości odpytywania. W każdej
    szkole funkcjonuje statut i systemy oceniania dla kazdego
    przedmiotu. Muszą być one zgodne z rozporządzeniem ministra.
    Dokumenty te powinny być dostępne w szkole. Wiele szkół zamieszcza
    je na swoich stronach internetowych. Czy zapoznałaś się z nimi?
    Zanim wytoczy się artylerię przeciwko szkole, czy konkretnemu
    nauczycielowi, dobrze jest zapoznać się z dokumentami szkolnymi.

    > Mam zawsze stać na stanowisku, że dziecko, młodzieniec mnie
    oszukuje?
    Nie odbieraj tego jako atak na siebie, ale pisałaś w pierwszym
    poście, że wagary już były wcześniej i usprawiedliwiałaś je. Dlatego
    też nie uznawałabym, że ZAWSZE oszukuje, ale, że w sprawach
    związanych ze szkołą należy zachować daleko posuniętą ostrożność i
    nie przyjmować wersji syna bezkrytycznie. Niestety wydaje mi się, że
    syn zasłużył sobie na nieufność z Twojej strony.

    "Wychowuje już potomka lat 17, przykładam się, momentami chyba za
    bardzo, miałam
    > do czynienia z róznymi nauczycielami - niewielu z nich
    autentycznie nadaje się
    > do pracy z młodzieżą. Owszem, w swojej dziedzinie są wystarczająco
    wykształceni
    > ,
    > wychowawczo jednak są niewydolni. Uprzedzając ataki na mnie
    podkreślę, że nigdy
    > nie krytykowałam nauczycieli w obecności syna, mimo że nie raz
    opadały mi ręce
    > po "akcjach" w wykonaniu tzw. pedagogów.
    Nie wątpię, że się starasz, dowodem jest chociażby ten wątek.
    Wiem, że moje wścibstwo nie zna granic, ale chętnie także
    dowiedziałabym się czegoś o tych "akcjach".
  • czar-marie 15.12.08, 09:34
    kornelia111 napisała:


    > Nie odbieraj tego jako atak na siebie, ale pisałaś w pierwszym
    > poście, że wagary już były wcześniej i usprawiedliwiałaś je.

    nigdy nie usprawiedliwiałam wagarów syna /ze zdania o wagarach w moim pierwszym
    poście wynikać miało, że to wagary się zdarzały a nie usprawiedliwienia!/

  • azile.oli 13.12.08, 19:05
    A niby czemu tak daleko mu do Tomaszka - kłamie, jest lekkomyślny,
    wagaruje , żeby się uczyć, ale tak naprawdę zajmuje się czymś innym,
    mówi matce prawdę przyparty do muru, wszyscy są winni, tylko nie on.
  • ahhna 15.12.08, 16:28
    Tomaszek, o ile pamiętam, kradł z domu pieniądze lub wyłudzał je,
    uprawiał hazard, w pokera pieniądze przegrywał już w wieku nastu
    lat, uciekał z domu, robił długi, którymi potem obciażano rodziców,
    zadawał się z półświatkiem (prostytutek nie wyłączając). Kłamał w
    każdej najdrobniejszej sprawie w celu osiągnięcia korzyści, a nie
    tylko ratowania się z opresji. Zapłakana Barbara szukała go po
    melinach. Naprawdę nie widzisz różnicy? Dla ciebie to ten sam
    kaliber?
  • azile.oli 15.12.08, 18:51
    Inne czasy, inne realia. A Tomaszek bardzo często kłamał dla
    ratowania własnej skóry, choć prawda i tak miała wyjść na jaw. I
    tego właśnie nie cierpię - bezmyślności. Wątek moich porównań raczej
    starałam się zawęzić do poczyań szkolnych Tomaszka, oraz zwalania
    winy na innych (tu na nauczyciela), choć samemu też się co nieco
    zawaliło.
  • manon_lescaut 13.12.08, 12:22
    fogito, robespierre był podobno bezwzględnie uczciwy. Przeraża mnie taka osoba,
    która wszystko i wszystkich poświęci w inię swojej osobistej, bezkompromisowej
    uczciwości. Świat bywa bardziej skomplikowany. Mam nadzieję, że cię nigdy nie
    spotkam. A pod postami Inguszeti podpisuję się obiema rękami.
  • fogito 13.12.08, 18:50
    To komplement być porównanym do Robespierre'a, bo to wielka postać
    historyczna. I jeśli znasz dobrze historię to wiesz, że bardzo
    pozytywnie oceniana przez wielu historyków.
    Póki co jeszcze nikogo na gilotynę nie wysłałam, ale chętnie
    zrobiłabym to z mordercami, pedofilami i gwałcicielami.
    I nie martw się na pewno się nie spotkamy, bo moi znajomi i
    przyjaciele to też ludzie do szpiku kości uczciwi.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka