Dodaj do ulubionych

Zamiana dzieci w szpitalu

07.02.09, 10:10
Mam nadzieję, że to nie za bardzo poza zakresem tematycznym forum.
Może to głupie, ale nie mogę przestać o tym myśleć.
Moja mama, która dużo ogląda tv, czesto raczy mnie rozmaitymi
poznanymi tam historiami. Chyba pierwszy raz zrobiło to na mnie
jakieś wrazenie. Może zresztą to znana sprawa: zamieniono noworodki
w szpitalu. Rodzice wychowywali je przez 2 lata, kiedy u jednej z
par okazało się (badania DNA dla jakichś tam celów przy rozwodzie),
że dziecko nie jest ani jego, ani jej! Nastąpiło dochodzenie i
odnaleziono drugą rodzinę. Doszło do wymiany dzieci. Nie myślicie,
że to straszne? Wybrać między więzami krwi a dwuletnią miłością.
Oddać dziecko, które pokochaliśmy - okropne. A z drugiej strony -
wiedzieć, że to własne, które siedziało u nas w brzuchu, jest poza
zasięgiem naszej opieki. Koszmar. Chodzi to za`mną, chociaz moje
dzieci są podobne do rodziców i dziadków. Co o tym myślicie?
Edytor zaawansowany
  • 07.02.09, 15:02
    W Warszawie ponad 20 lat temu też był taki przypadek. Sprawa się ciągnie do
    dziś. Matki się leczą. Tam zamieniono jedną z bliźniaczek i oddano innej parze.
    Dziewczyny słyszały od znajomych, że zdarza im się nie odpowiadać na powitania.
    Aż wreszcie skonfrontowali dziewczyny ze sobą i sprawa wyszła na jaw.
    Było to opisywane w Wysokich obcasach.
    --
    Dzieciaki 2002
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=21428
  • 07.02.09, 18:14
    ogladalam film dokumentalny o sprawie ktora opisujesz, pokazywano
    tam miedzy innymi pierwsze spotkanie tych dziewczynek ze soba (w
    sumie trzech) i ze swoimi biologicznymi matkami. Nawet nie probuje
    sobie wyobrazic takich przezyc, to musi byc makabryczne. Sprawa
    wyszla na jaw gdzy dziewczynki mialy po kilkanascie lat - a rodzice
    sie dowiedzieli ze wychowywali nie swoje dziecko. Ta jedna z
    blizniaczek, ta zamieniona nie mogla oswoic sie z mysla ze ma
    siostre (w dodatku podobna jak kropla wody) - ona w 'swojej'
    rodzinie byla jedynaczka.
    A dziewczynki zamieniono w szpitalu ale nie zaraz po urodzeniu,
    tylko byly chore jako niemowleta i lezaly na oddziale. Oczywiscie
    wtedy dzieci lezaly same, matki po jakims czasie (2 tyg.? m-c?)
    przychodzily pod drzwi szpitala gdzie 'oddano' im corki. Jedna z
    nich protestowala bo dziecko ktore jej 'oddano' mialo zdaje sie cos
    nie tak z nozka a wczesniej tak nie bylo - to uslyszala ze co z niej
    za matka skoro nie zwrocila wczesniej uwagi ze dziecko wymaga
    rehabilitacji... maskara

    Aga
  • 08.02.09, 07:51
    Fakt, to jakaś makabra, choć niby lepiej po 2 latach niż po 15. Ale
    po pierwsze - dzieci po uorodzeniu mają zakładane na rączki
    bransoletki i są na nich podpisane a po drugie dobry jest zwyczaj
    pokazywania matce dziecka zaraz po urodzeniu. Szczerze mówiąc
    noworodki się bardzo różnią i rysami twarzy i czuprynka i wagą, więc
    zamiana to wyjątkowe przypadki.
  • 09.02.09, 00:53
    owocoskala napisała:
    > Ale po pierwsze - dzieci po uorodzeniu mają zakładane na rączki
    > bransoletki

    Mojemu regularnie spadały, bo schudł po urodzeniu - to naturalne przecież.


    > Szczerze mówiąc noworodki się bardzo różnią i rysami twarzy i
    > czuprynka i wagą, więc zamiana to wyjątkowe przypadki.

    Ja też nie wyobrażam sobie nie poznać własnego dziecka, moje nie zmieniło się od urodzenia ani odrobinę, co najwyżej wydoroślało.
  • 09.02.09, 14:48
    Wtedy w tym warszawskim szpitalu salą z 70-cioma dziećmi zajmowały się 3
    (słownie: trzy) pielęgniarki i dziewczyny ze studium pielęgniarskiego. One te
    dzieci kapały i podczas kąpieli zamieniły bransoletki.
    o ile dobrze się orientuję to dwadzieścia parę lat temu chore dzieci izolowano
    od rodziców podczas choroby, żeby nie przynosili zarazków i żeby personelowi
    medycznemu nie przeszkadzali. Aspekt opieki rodzicielskiej i dobrego jej wpływu
    na proces wyzdrowienia pojawił się w Polsce w latach 90', przynajmniej tak mi
    się wydaje.
  • 08.02.09, 11:35
    Jedna z
    > nich protestowala bo dziecko ktore jej 'oddano' mialo zdaje sie
    cos
    > nie tak z nozka a wczesniej tak nie bylo - to uslyszala ze co z
    niej
    > za matka skoro nie zwrocila wczesniej uwagi ze dziecko wymaga
    > rehabilitacji... maskara
    >
    > Aga

    O nie! To koszmar senny! Mówisz w szpitalu, że to nie twoje, a oni
    jeszcze opierniczają, że jak to nie twoje. Mnie się wydaje, że
    poznałabym swoje dziecko, ale często w szpitalu nawet i teraz
    personel traktuje pacjentki jak niedorozwinięte, które przecież nie
    mogą wiedzieć lepiej od pielęgniarek, czy dziecko jast ich, czy nie.
    A co dopiero 20 lat temu.
  • 10.02.09, 08:49
    Zgagusia, pamiętasz może tytuł tego filmu?
    --
    Moje
  • 16.02.09, 19:08
    Ja mysle, ze dramatem nie jest to, ze wychowuje sie cudze dziecko,
    ale ze nie wychowuje sie swojego.
    --
    'People worry about kids playing with guns, and teenagers watching
    violent videos (...). Nobody worries about kids listening to
    thousands - literally thousands - of songs about broken hearts and
    rejection and pain and misery and loss'
  • 08.02.09, 10:54
    Dzieci są z mamami. Więc takie zamiany bywają bardzo rzadkie. Ale to
    rzeczywiscie horror! Ja bym nie oddała dziecka! to, co, ze to nie
    moja krew? Przecież i tak się kocha jak własne. Ale to drugie też
    bym chciała mieć smile
    --
    http://www.dziecionline.pl/grafika/animowane/zabka.gif
  • 08.02.09, 11:37
    zebra12 napisała:

    > Dzieci są z mamami. Więc takie zamiany bywają bardzo rzadkie. Ale
    to
    > rzeczywiscie horror! Ja bym nie oddała dziecka! to, co, ze to nie
    > moja krew? Przecież i tak się kocha jak własne. Ale to drugie też
    > bym chciała mieć smile

    No właśnie! Drugie też bym chciała, tylko mały szkopuł: drudzy
    rodzice. Powinni chyba założyc jakąś komunę i wspólnie przez jakiś
    czas zajmować sie dziećmi.
    P.S. Śliczną masz tę żabkę big_grin
  • 09.02.09, 01:00
    w zeszlym roku w angli zamienili dzieci i jedna z kobiet zdarzyla nakarmic nie
    swoje dziecko,ta druga kobieta byla polka dziecko musialo przejsc bdania na hiv
    wzw i takie tam
  • 09.02.09, 10:53
    moim zdaniem to świetny sposób na wyciągnięcie dużego odszkodowania od szpitala.
    --
    Mój blog: www.kominiek.blox.pl
    Jeżeli już odwiedzisz mój blog, zostaw po sobie ślad. Nawet najgłupszy komentarz
    nie uznam za głupi. A jeżeli jesteś osobą o osobowości uległej to może
    zostaniesz moim stałym czytelnikiem?
  • 09.02.09, 10:58
    No cóż, w przypadku małych dzieci, jednak ważniejsze jest poczucie, iż to
    dziecko jest ważne, które kochało się przez 9 miesięcy. W takich sytuacjach
    dzieci powinny wychowywać się w biologicznej rodzinie.

    --
    Czytam: Czy rozmiar ma znaczenie? i Plastyka pochwy i Dziwki portret własny

    Dziękuję za uwagę
    Jurek Powiatowy
  • 09.02.09, 11:03
    Ja nie myślałem o niczym takim do czasu kiedy po zmianie szkoły podstawowej
    zacząłem chodzić do klasy z "bliźniakiem" jak się wzajemnie określaliśmy.
    Urodzeni tego samego dnia, miesiąca i roku, zbliżona godzina, ten sam warszawski
    szpital. Nosiliśmy te same imiona, ale to już ma mniejsze znaczenie. Kiedy
    zacząłem dostrzegać, że właściwie pasujemy odwrotnie do swoich rodzin,
    przestałem się tym interesować, za dużo miałem kłopotów z własną rodziną, która
    do dzisiaj zniknęła z mojego życia, podobnie jak ten problem wink Przeszłość,
    która nie ma znaczenia
  • 09.02.09, 11:28
    Jest to jedna z moich obsesji. Co jakiś czas spoglądam podejrzliwie na moją
    córkę - bo jakoś wydaje mi się mało podobna do mnie i do męża wink
    Zwłaszcza kiedy coś zbroi - aż się wierzyć nie chce, że to nasze dziecko! wink
    amabilis.blox.pl
  • 09.02.09, 12:11
    'biologiczne' rodzicielstwo to 'tylko' biologia.
    wielu 'biologicznych' ojców wychowuje nie swoje dzieci i je kocha. to nie ma
    znaczenia.
    --
    www.pepepe.pl
  • 09.02.09, 12:33
    > wielu 'biologicznych' ojców wychowuje nie swoje dzieci i je kocha. to nie ma
    > znaczenia.
    Rzeczywiście wielu. W różnych badaniach wychodzi, że odsetek oszustw
    reprodukcyjnych to od ok. 10% do ok 30% wszystkich rodzących się dzieci. Czyli w
    ostatnich latach jest CO NAJMNIEJ ok. 10 tys. oszustw.
    "Ojcowie" kochają, bo są oszukiwani. Ale to jest ważne. Ostatnio była historia
    jednego faceta, który miał wątpliwości, sprawdził i wykrył, że dziecko nie jest
    jego.
    To biologiczne ojcostwo jest takie "nieważne", że jak się dowiedział, to zaczął
    wymiotować.
  • 09.02.09, 13:47
    To jak słyszałam o przypadku faceta który miał chyba 4 albo 5 dzieci
    Ostatni syn był bardzo do niego niepodobny. Ponieważ facet miał wątpliwości
    zrobił badania i co wyszło? Wszystkie dzieci oprócz najmłodszego nie były jego
    smileTen najmniej podobny był jego smile
  • 09.02.09, 14:12
    Jak w opowiadaniu Hłaski. Facet bił żonę, bo jedno z dzieci urodziło
    się rude, a on był brunet, kiedy już żona miała oddać ducha,
    przyznała się, że to rude to właśnie jego, a reszta - nie. Wtedy
    facet zabił wszystkie dzieciaki i na koniec siebie.
  • 09.02.09, 15:30
    Chyba zrobiłabym na Twoim miejscu badania genetyczne, to nie jest
    jakis duży koszt, a sprawa jest o tyle ważna, że np. czasem w
    sytuacjach ekstremalnych (nikomu ich nie życzę), wychodzi np.
    niezgodność tkankowa i brak pokrewienstwa przy planowaniiu oddania
    organów, nerki, szpiku itp. To dopiero jest szok!
    A dzieci czasem są podobne do swoich PRAdziadków (najczęściej) lub
    dziadków (rzadziej) - tak, jak mój brat. Ludząco podobny do
    pradziadka, jak skóra zdjęta, a do ojca i matki jakiś taki -
    niepodobny...
    --
    Płeć nie jest ważna!
  • 09.02.09, 12:18
    o tym, że za komuny SB porywała na zachodzie dzieci bogatych ludzi,
    a jak nie chcieli płacić okupu, to oddawano te dzieci do adopcji
    polskim matkom lub jeszcze lepiej, podrzucano je tym, które miały
    martwe porody w polskich szpitalach. Mówię tu o noworodkach! Trudno
    w to uwierzyć ale podobno jest lista 30 takich dzieci. Nie wierzę w
    teorie spiskowe. SB zdobywało w ten sposób środki na działalność.
  • 09.02.09, 21:51
    To oczywiście straszne historie.
    Ale jeśli (odpukać) stałoby się tak z moim dzieckiem, to nie wiem na co bym się zdecydowała. Pamiętam, że swojego synka 'pokochiwałam' stopniowo. Nie był to od razu wulkan miłości. Ale teraz, po dwóch latach, w życiu bym się z nim nie chciała rozstać - byłby to naprawdę koszmar dla mnie. Myślę nawet, że to zakochiwanie się w dziecku jest dla mnie ważniejsze niż więzy krwi. Pewnie dlatego też wyobrażam sobie, że byłabym w stanie zaadoptować obce dziecko i je pokochać.

    Ale z drugiej strony wciąż istnieje świadomość, że gdzieś tam jest dziecko, które nosiło się w brzuchu przez parę miesięcy. A to bardzo bolesna świadomość...

    --
    Tymonek ma juz...
    Ewunia... probablysmile...
    www.fajne-miejsce.pl

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.