Nastolatek prześladowany w szkole Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Posta tego kieruje w pierwszej kolejności do tych z Was którzy
    otarli sie o ten problem osobiście i wiedza do kogo mozna sie
    zwrócić o pomoc.Sytuacja dotyczcy 13 latka który od kilku lat jest
    kozłem ofiarnym w swojej klasie ,prześladowany fizycznie i
    psychicznie przez rówiesników,nie mający wsparcia u
    nauczycieli ,pedagogów itp...problem o tyle poważny że rodzice
    starają sie o indywidualny tok nauczania w domu...z jednej strony
    dziecko odetchnie z ulgą,z drugiej mysle ze jest to uciekanie od
    problemu i chodż wynika z bezsilności i braku pomocy, to jednak
    sądze ze sprawy nie rozwiąże.Dlatego zwracam sie z prośbą do ludzi
    którzy przeszli przez podobne problemy o podzielenie sie swoimi
    doświadczeniami.Myslałam od kims w rodzaju mediatora na lini szkoła-
    rodzice który pomógłby w nawiązaniu sensownej współpracy, ale nie
    wiem czy ktos taki wogole istniejesad,dlatego będe wdzięczna za
    opinie
    lenka
    • Kompletnie nie rozumiem, dlaczego te pare lat temu rodzice nie
      przeniesli go do innej szkoły, tylko teraz staraja się o rozwiazanie
      wcale dla dziecka niekorzystne.
      --
      Mops i kot

      img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
      • Historia jest bardzo długa , złożona i dużo by pisać, dlatego sie
        nie rozpisywałam bo zależało mi na konkretnej odpowiedzi...Dziecko
        było już raz przenoszone do innej szkoły,ale ta szkoła została w
        zeszłym roku zlikwidowana i chłopiec znowu wrócił do swojego rejonu:-
        (.
        • Witam. ...
          Co prawda ja jestem młody i mam zbyt świeże podejście do tematu ale chyba wiem
          dość dobrze o czym mowa.
          Moim zdaniem utrzymywanie chłopaka w tej klasie czy też szkole, gdzie jest
          szkalowany i poniżany nie ma żadnego sensu. I na pewno jeśli mówimy o integracji
          ze społeczeństwem to lepsze dla chłopaka będzie żeby nie przebywał w
          zdemoralizowanym środowisku gdzie się męczy niż siedział tam na siłe, jak za
          karę - wierzcie mi, to gorsze niż w więzienie czy poprawczak dla tak młodej
          osoby. Chłopak po prostu zwariuje, wpadnie w depresje, na prawdę lepiej nie
          będzie, a wiem to na własnym przykładzie. Jeśli nie ma innej możliwości to
          lepsze będzie już indywidualne nauczanie jeśli chłopak się na to zgodzi, a w
          zamian rodzice mogliby spróbować może mu zapewnić jakieś zajęcia dodatkowe, albo
          pomóc w rozwijaniu zainteresowań. Ja mam 17 lat i tez na swój sposób jestem
          dziwakiem, mam dziwne zainteresowania, czasem mi z tym wszystkim źle, ale
          znalazłem sobie takie środowisko gdzie jest mi dobrze i gdzie mam przyjaciół,
          niestety nie jest to szkoła.

          Niby żyjemy w cywilizowanym kraju, ale moim zdaniem ułomnym. Dla takich ludzi
          nie ma pomocy, a często z takich jak to inni mówią "dziwaków" wyrastają w
          przyszłosci na prawdę nieprzecietni ludzie. Nauczyciele w szkole widzą wiele
          rzeczy i są baaardzo ważnymi osobistościami ( przeważnie ), ale takie zadanie
          jak pomoc biednemu, poniżanemu dzieciakowi to już za truuudne, bo dlaczego oni
          mają się takimi rzeczami zajmować. Na prawde większość ludzi pracująca w tym
          zawodzie powinna się leczyć i taki przykład jak daje 40% nauczycieli uczy
          właśnie znieczulicy, przymykania oka na problemy, partactwa. Nauczyciel to osoba
          która powinna reagować zdecydowanie i zawsze być przyjaźnie nastawiona do
          dziecka. W 90% przypadków które obserwuje w szkole przy zgłaszaniu czegokolwiek
          nauczycielom słyszymy ( my uczniowie ), że prosze sobie radzić samemu, że to nie
          mój problem, że co ja to poradzę itd. A takie odpowiedzi słyszy się w sprawach
          np. gdy uczeń pobił, poniżył, okradł innego ucznia. To po prostu pojęcie
          przechodzi !!!

          Do końca szkoły podstawowej siedziałem w normalnej klasie. Nigdy nie byłem w
          centrum, ale byłem normalnym dzieciakiem i dobrze się tam czułem. Gimnazjum od
          II klasy to był koszmar. Kompletnie "nie moje" otoczenie i ludzie ( wiem ze nie
          mi to oceniac ) o poziomie moim zdaniem o wiele niższym. Np. główna atrakcja po
          lekcjach w III klasie - mordowanie kotów na osiedlu. Strasznie się zamknąłem w
          sobie, a z racji tego, że "byłem inny" i nie chciałem w tym uczestniczyć, też
          byłem publicznie na forum klasy poniżany, obrażany. Nauczyciele zero, kompletnie
          zero reakcji, tak jak by byli głusi, ale jak już komuś chciałem przylać, to
          "trzeba było zgłosić, przecież od tego my nauczyciele jesteśmy", zaraz nagana
          czy uwaga się należała i jeszcze ta bezczelność i arogancja. Człowiek łaził i
          skarżył to odsyłali z uśmiechem na ustach, ale jak człowiek sam zrobił co trzeba
          to wtedy był jeszcze karany. I wtedy takie dziecko głupieje ( wiem na własnym
          przykładzie ), załamuje się, nie może znaleźć pomocy i oparcia nigdzie. Osoby,
          które są nawet normalne w takiej klasie tez się odwracają od takiej szkalowanej
          osoby, bo "tak robią wszyscy/inni ". Był moment kiedy myślałem nawet o
          samobójstwie i do tej pory mam takie myśli czasami ( ale już mniej realne ).
          Nadal jestem zaknięty w sobie i mam opory w rozmawianiu z ludźmi mimo, że jestem
          już w liceum w nieco lepszym środowisku. Ale teraz zachowuje się trochę dziwnie,
          więc wszyscy patrzą na mnie krzywo. Myślę, że dużo lepiej gdybym w ostatniej
          klasie gimnazjum uczył się indywidualnie niż z taką klasą. I nikt mnie nie
          przekona, że tak było dla mnie lepiej - że się męczyłem, bo teraz jestem
          psychicznym wrakiem!!!
          A przyjaciół znalazłem gdzie indziej. Odnalazłem w swoim mieście organizacje
          skupiajaca ludzi w moim wieku na temat moich zainteresowań i tam znalazlem
          przyjaciol i ludzi ktorzy mnie wspierali, w internecie rowniez. bardziej
          wspolczuje osobom, ktorzy w ogole nie maja wsparcia, bo pewnie sa takie osoby,
          ktore wybieraja samobojstwo, bo tej pomocy nie ma nigdzie.

          Mam nadzieje, że chłopak też znajdzie ludzi, którzy go zrozumieją, z którymi
          będzie mógł normalnie rozmawiać. Proszę przekazać mu pozdrowienia i powiedzieć,
          że nie jest sam i nie może się poddawać !!! Czasami człowiek ma po prostu pecha
          i trafia nie tam gdzie powinien. Ja mam uraz do szkoły. Poza szkoła zwykle
          zachowuje się naturalnie i udaje mi sie normalnie z ludźmi gadać. Do szkoły
          jestem tak zrażony, że w klasie wstydzę się w ogole odezwac i mam straszne
          opory. Ale już jest dobrze smile

          Przepraszam za chaotyczny post lecz nie mam za dużo czasu na zredagowanie
          "pięknej" wypowiedzi nt. Myślę, że trochę wniosłem, okiem tego kto w tym bagnie
          teraz siedzi.

          • Dajesz mi nadzieję, że nie wszystkie dzieciaki po gimnazjach są
            głupie wink Zarazem smutne jest to co piszesz, ale cieszę się, że
            doszedłeś jakoś do siebie. Ciekawa jestem tylko kto z dorosłych w
            końcu Ci pomógł. Był ktoś taki w ogóle?


            --
            smile tiny.pl/z2xk
            • Hmmm na pewno nikt z kadry nauczycielskiej i szkolnej. Matki zbytnio nie nie
              pokoiłem, ale jej jedynej mogę się zwierzyć poza jednym przyjacielem.
              Stwierdziłem, że sam sobie musze pomóc i staram się zmieniać moje nastawienie do
              świata, no cóż.

              Teraz to i tak już za późno, zastanawiałem się nad wizytą u psychologa, ale
              przecież większość ludzi w naszym kraju jest taka sama co widać na ulicy, więc
              czy porozmawiam z psychologiem, nauczycielką czy nocnym stróżem w bloku to
              czasami różnicy nie robi.

              Może to nie będzie najlepszy przykład do tej dyskusji, ale np. w liceum
              wychowawca mi piszę w bilansie zdrowotnym "trudności w oswojeniu się ze
              środowiskiem klasowym" czy coś w tym stylu. Czyli widzi, że w jakiś sposób
              dziwnie się zachowuje, ale np. nawet poinformować mnie wprost o tym, że ma
              zamiar mi coś takiego maznąć, nie wiem słowo zamienić nic, matce też nie
              powiedziała o tym co "zaobserwowała" bo bym wiedział. A chyba któryś z tych
              kroków człowiekowi z wykształceniem pedagogicznym poczynić by wypadało. No cóż
              nauczycielem nie jestem i też nie sądze, że by mi coś takiego specjalnie
              pomogło, ale na pewno bym już miał większe zaufanie do takiej nauczycielki. No i
              ja to ja, ale inne osoby z problemami takimi jak moje? Nie każdy sobie z tym
              przecież poradzi! Często widzimy na amerykańskich filmach jakiegoś 11-letniego
              Johna z którego szydzą koledzy. Zaraz jakiś nauczyciel, pastor itp. łapie
              dziecko za ręke, klepie po ramieniu i pyta o problemy. W sumie jest ciekaw czy u
              nich chociaż trochę tak jest, czy to tylko i wyłącznie filmowa rzeczywistość.
              No cóż to tylko taki przykład.

              PS: Nauczyciele mają na prawdę ciężką pracę i nie chciałbym pracować w takich
              warunkach, ale za nim zaczną krzyczeć o podwyżki niech się zastanowią czy swój
              zawód wykonują najlepiej jak potrafią. W Polsce mamy takie przekonanie, że jak
              mało płacą to już można robić bylejak i na odwal.
              • Jeśli macie problem z rówieśnikami i nie potraficie znaleźć wspólnego języka
                najlepsze co można zrobić to nie pchać się na siłę w to bagienko tylko:
                - zająć się czymś, po prostu tworzyć cokolwiek. Napisać do gazety internetowej (
                gdzie każdy może dodać swój artykuł ) o czymś co w twoim mieście Ci przeszkadza
                - nauczyć się robić coś przy komputerze, nie tylko grać ale np. programować,
                modyfikować gry, programy ( oczywiście jesli kogos to interesuje )
                - wziąść rower i w miły i przyjemny sposób spalać tłuszcz przy okazji odprężając
                się i zapominając o problemach
                - poszukać nawet w internecie kogoś kto Cie wysłucha i zrozumie ( tylko broń
                Boże nie zwierzać się byle komu ! )

                Z początku to bardzo trudne, bo człowiek wpadając w tego typu problemy zamyka
                się w sobie i załamuje i to jest problem.
                Jak ktoś odpowiedzialny, z możliwościami podjęcia jakiś działań to czyta to
                niech się weźmie w końcu do roboty. Przydałaby się porządna reforma oświaty. Nie
                chcę tutaj chwalić Giertycha, bo wiem o nim tyle co w mediach było, ale pewne
                założenia jego polityki były dobre, był radykalny, ale chyba tylko radykalne
                zmiany co by mogły zmienić. Niestety woleliście go ośmieszyć ( Wyborcza, TVN
                itp. ) więc zmian znowu nie ma. Oczywiście nie wszystko co wprowadzał było
                słuszne, podkreślam.
                • Leksiu, naprawdę mądry z Ciebie chłopak i Twoje rady dotyczące sposobów radzenia
                  sobie z problemami braku akceptacji są jak najbardziej celne.

                  Niestety z Romanem Giertychem i jego "wizją" zmian w szkolnictwie trafiłeś jak
                  kulą w płot. Polityka to trochę bardziej skomplikowana sprawa (ale znowu masz
                  rację - czas weryfikować założenia reformy edukacji) i pewnie kiedyś zrozumiesz
                  (oby), że skrajne ugrupowania to niebezpieczny margines.
              • Może to nie będzie najlepszy przykład do tej dyskusji, ale np. w
                liceum
                > wychowawca mi piszę w bilansie zdrowotnym "trudności w oswojeniu
                się ze
                > środowiskiem klasowym" czy coś w tym stylu. Czyli widzi, że w
                jakiś sposób
                > dziwnie się zachowuje, ale np. nawet poinformować mnie wprost o
                tym, że ma
                > zamiar mi coś takiego maznąć, nie wiem słowo zamienić nic, matce
                też nie
                > powiedziała o tym co "zaobserwowała" bo bym wiedział

                Ta, widac ze jestes dziwny, nie umiesz sie zintegrowac, wiec cie
                koledzy maja gdzies. I sie nie tlumacz, ja tez mam rozne
                zainteresowania i nie mam problemow w klasie. Mamy za to takiego
                typa jak ty i nie ma lekko. Ale to jego wina akurat w szkole sie
                trzeba dostosowac.

                • > Ale to jego wina akurat w szkole sie
                  > trzeba dostosowac.

                  Nic nie trzeba, a tym bardziej dostosować się do marginesu.




                  --
                  smile tiny.pl/z2xk
                • Ta widać, że jesteś tępy, nie umiesz czytać ani napisać nic mądrego. Baw się
                  dobrze smile. Aaaa i "ministrant" jesteś? Jeśli tak to dobry dajesz przykład smile.
                  • Taka jest prawda,w szkole sie trzeba umiec dostosowac. Jak nie
                    umiesz to masz przegrane, sam to wiesz wiec przestan sie tak glupio
                    odszczekiwac.
                    Ministrantem jestem i to nie ma tu akurat nic do rzeczy bo to szkola
                    nie kosciol , a gimnazjum jest najgorsze. Szczegolnie w jakiejs
                    beznadziejnej dzielni i nie mysl ze jestem tepy dobrze sie ucze ale
                    umiem tez docenic znajomosci i sie pobawic.
                • Dziwni to są koledzy mordujący koty na osiedlu, a nie Leksiu, ktory woli pogrzebać przy kompie, zamiast im towarzyszyć. Poza tym tutaj chyba była inna kolejność, tzn. koledzy go zaczęli prześladować i wtedy zrobił się "dziwny" (ten cudzysłów to nie przypadek), a nie na odwrót. Dzieci często wybierają sobie na kozła ofiarnego kogoś, kto wyróżnia się cechami dobrymi w rozumieniu dorosłych np. wrażliwością lub inteligencją. To co, nastolatek ma udawać głupka i brutala, żeby się dostosować?
      • Verdena....to nie jest takie proste, jakby rodzice przenieśli dziecko też nie
        wiadomo jak by było w innej szkole...Mój syn był maltretowany, i było to coś w
        rodzaju fali szkolnej...sprawa była zgłaszana i do dyrektora szkoły i na policję
        , gdyż z pola szkolnego przenosiło to się na podwórko...przychodzili i znęcali
        się. wreszcie sprawa została załatwiona w momencie kiedy trafiła do sądu i
        odbyła się sprawa sądowa....z 12 prześladowców 6 dostało prace społeczne i
        wpłatę na na cele charytatywne a pozostali poprawczak i zmianę szkoły....wszyscy
        natomiast wpis w kartotekę.....teraz ma święty spokój...Pozdrawiam Joanna
    • rozumiem ze akcja dzieje sie na wsi/ w małym miasteczku skoro opcją były tylko 2
      szkoły.
      1. na czym polegał brak reakcji szkoły/pedagogów? jakiego wsparcia twym zdaniem
      nie udzielili?
      2.dlaczego brak reakcji szkoły na nękanie psychiczne i fizyczne dziecka nie
      został zgłoszony do organu nadzorującego szkołe, wzglednie na policję?
      3. co jest takiego z chłopcem, ze nie "pasuje" do reszty?
      przerażające jest dla mnie ze nikt przez kilka lat nie potrafił rozwiazac
      problemu nekanego dziecka. cos jest tu bardzo nie tak.
      • Chocby to byla nie wiem jak zabita deskami wiocha to jakis PKS musi
        gdzies jezdzic. Poszukalabym jednak innej szkoly z tym, ze
        wlozylabym maximum wysilku w rozpoznanie jaka naprawde jest ta inna
        szkola. Sensowni nauczyciele? Rozsadny dyrektor? Poszukalabym opinii
        rodzicow i uczniow w tej innej szkole zeby chlopca nie wrzucic z
        deszczu pod rynne.
        Jezeli w Jego obecnej szkole grono nauczycielskie nie chce
        wspolpracowac i pomoc, to jedynym wyjsciem jest zmiana szkoly.
        Oczywiscie, mozna szkole skarzyc itd. ale w miedzyczasie gdzies
        chlopiec musi sie uczyc. Wiec ja bym Mu szybko znalazla nowa szkole
        a z brakiem pomocy w tej pierwszej rozliczalabym sie oddzielnie
        przez kuratorium czy inne osrodki wladzy. Bullying jest problemem
        miedzynarodowym i niestety w wielu szkolach jest tolerowany
        wylacznie dlatego, ze kadra pedagogiczna jest albo niedoinformowana,
        albo zwyczajnie bezkarna.
        Nawet jakbym swojego dzieciaka miala wozic 100 km w jedna strone do
        nowej szkoly to bym to robila - widzialam i pracuje na codzien z
        ofiarami bullying - to jest krzywda na lata sad
    • Moge sie podzielić doswiadczeniem.
      Moj syn, klasa trzecia w szkole prywatnej katolickiej Jana de la Sallle:

      Przez prawie miesiąc kiwany głowa do pisuaru, a zadna p........... nie raczyla
      mnie o tym poiinformować. dziecko tez nic nie powiedziało. Nie powiedział bo
      "mamuś, bałem się, ze rozniesiesz szkołę".
      Dowiedziałam sie przez przypadek.
      Tak sie złozyło, ze i tak z tego katolickiego b.... miałam zamiar zabrac
      dziecko. Więc powiedziałam co wiedziałam na odchodnę i tyle.
      Sytuacja w nowej szkole, w nowym miescie, klasa piąta:
      wzywa mojego syna na "pojedynek" najwiekszy buc w klasie, 120 kilo
      wagi(przesadzam) i ręce swierzbią.
      Inni koledzy nagrywają całe to zdarzenie na komórkę.
      potem przesylaja to synowi, a syn mi.
      Krótka piłka. Przychodze do dyrektorki, z pominieciem wszelkich nauczycielek i
      mówię: jeszcze JEDEN raz cos takiego lub podobnego sie zdarzy, bez uprzedzenia
      wzywam policję, kat bedzie miał zalozona kartotekę, a szkoła kuratorów na karku.
      Nie bedzie sie zmiłuj.
      Skonczyło sie.
      • Popieram smile. Popieram zaangazowanie smilerodziców w sprawy szkolne
        dziecka smile
        Mam nadzieję, że moje dzieci powiedzą mi jeśli coś takiego zdarzy
        się u nich.
        czasami niestety pedagogom brakuje wiedzy i chęci do pracy,
        kreatywności, pomysłów
        myślałam, że prywatne szkoły są pod tym względem lepsze
    • Witam,
      Dopóki nie napiszesz, co jest powodem prześladowania, to nikt ci nic
      nie doradzi. Prześladują, bo tak lubią? Socjopaci? Czy może wina
      leży po stronie prześladowanego też? Może nakablował na kogoś,
      zawiódł czyjeś zaufanie, no nie wiem... Nie obraź się, ale jak
      pamiętam czasy szkolne, to prześladowani byli głównie "kablarze" i
      typy pokrewne.
      Napisz coś więcej, bo problem prześladowania to dwie strony; kat i
      ofiara.
      Pzdr.
      Inguszetia
      • inguszetia_2006 napisała:

        Nie obraź się, ale jak
        > pamiętam czasy szkolne, to prześladowani byli głównie "kablarze" i
        > typy pokrewne.


        albo odmieńcy swego rodzaju. Np odmiennośc mojego syna polegała na tym, ze jak
        chlopkai urządzali sobie zabawę w odbijanie sladów butów na scianie, to on nie
        brał w tym udziału. Jak ktos urzadzał draki - to tez tego zawsze unikał. jak
        ktos bawił się w chowanie tornistrów kolezanek - to tez go to naie bawilo. Po
        prostu nigdy nie brał w tego typu zabawach udzialu. dzieci w duzej wiekszosci to
        dzicz lekko ulegajaca stadnym instynktom. Jezeli ktos nie chce biegac w tym
        stadzie - to jest uznawany za odmienca. Do czasu - az przyjdzie im zaakcceptowac
        wreszcie - ze nie kazdy musi czerpac przyjemnosc z przynaleznosci do stada. Na
        szczescie w kazdej spolecznosci, w tym klasowej rowniez, takich odmieńców jest
        więcej, co im umozliwia normalne funkcjonowanie obok tego stada.
        • Jak sie sam izolowal i gardzil kolegami , bo za inteligentny sie
          czul na zabawy to niech sie nie dziwi, ze nikt sie nie chce znim
          zadawac. Pewnie jeszcze lataj skarzyc wiec dostal i dobrze
          • Czyli lepiej jednak mordować koty, byleby przypadkiem nie "gardzić" kolegami?

            Jesteś przedstawicielem tego co w naszej młodzieży najgorsze. Gratuluje!

            Z pewnością jesteś taki z siebie dumny! Taki twardziel, taki luzak...
            żałosny jesteś chłopcze, a straszna nasza przyszłość - bo takich jak ty jest
            niestety za dużo...

            Jeszcze ci coś podpowiem - mądrzy ludzie równają w górę, a nie w dół! To jest
            cywilizacja i takie myślenie zapewnia dostatnią przyszłość! Do czego prowadzi
            równanie w dół pokazały lata komunizmu, ale o tym, synku, dopiero będziesz się
            uczył w szkole. Oczywiście jak nie będziesz wagarował żeby rzucać w koty
            petardami, pijąc czy jarając przy tym... indifferent
            • > Czyli lepiej jednak mordować koty, byleby przypadkiem
              nie "gardzić" kolegami?
              >
              > Jesteś przedstawicielem tego co w naszej młodzieży najgorsze.
              Gratuluje!
              >
              > Z pewnością jesteś taki z siebie dumny! Taki twardziel, taki
              luzak...
              > żałosny jesteś chłopcze, a straszna nasza przyszłość - bo takich
              jak ty jest
              > niestety za dużo...

              Nieprawda. Ale czasem trzeba sie dostosowac, a nie sie izolowac.
              Trzeba znalezc zloty srodek. Ja nie jestem tepy, ale w szkole trzeba
              wiedziec jak sie zachowac. Dobrze sie ucze i wiem co dobre a co zle
              ale jak sie jest w takiej szkole jak ja to to nie wystarczy!!!!!

              > Jeszcze ci coś podpowiem - mądrzy ludzie równają w górę, a nie w
              dół! To jest
              > cywilizacja i takie myślenie zapewnia dostatnią przyszłość! Do
              czego prowadzi
              > równanie w dół pokazały lata komunizmu, ale o tym, synku, dopiero
              będziesz się
              > uczył w szkole. Oczywiście jak nie będziesz wagarował żeby rzucać
              w koty
              > petardami, pijąc czy jarając przy tym... indifferent

              Nie pale i nie bede, a sprobowalem pic bo bylem ciekawy. jak
              wiekszosc. a ze czasem ma sie glupie pomysly to trudno, moze czasem
              sie przesadzi w zabawie. staraj sie byc bardziej wyrozumiala, sam
              czesto zaluje ze sie w cos wplatalem sad
          • Mamusia kupiła komputerek na I-sza komunie?

            Oby Ci ten orzeszek w kapuście kiedyś urusł wink.
            • Tobie nie urosl i masz problemy teraz. Nie masz nic do powiedzenia
              to siedz cicho. Na zywo bys nie byl taki cwany
              • > Tobie nie urosl i masz problemy teraz. Nie masz nic do powiedzenia
                > to siedz cicho. Na zywo bys nie byl taki cwany

                Noo, bo byś mu pokazał, jak to robi twardziel co nie? Tu jest forum i każdy może
                się wypowiedzieć, tym bardziej że chłopak ma ewidentnie coś do przekazania, w
                przeciwieństwie do ciebie, gó...arzu. Zwykły konformista z ciebie, prezentujesz
                typowe podejście polaczka - udawać ze jest ok, nie wychylać się, a jak ktoś z
                grupy się wychyli to zaraz go odpowiednio zrównać do właściwego poziomu. Tak się
                niszczy kreatywność i indywidualność. Widać to wszędzie od szkoły po stosunki w
                pracy.
          • Odbijanie butów, chowanie plecaków... - może to i nic, ale jak
            koledzy zaczną bawić się w gwałt, też dołączysz, żeby
            się "dostosować"?
            --
            _____________________________________
            Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów nie ma, tylko praca i praca....
      • Tak jak napisałam jest to sytuacja dosć złożona ,ale postaram sie po
        krótce przybliżyc problem...Dziecko jest otyłe ,"misiowate" już z
        samego tego faktu jest w klasie izolowane, wyśmiewane,przy tym
        niesmiałe, ciche ,kulturalne i w moim pojęciu dobrze wychowane,
        ułozone- nie potrafi asertywnie przeciwstawić się rownieśnikom,na
        wulgarne wyzwiska kolegów nie potrafi odciąć sie równie
        dosadnie,przy tym jest inteligentne i równieśników przewyższa wiedzą-
        to tez chyba zasługa ucieczki w nauke i książki- wiadomo kujonów
        nikt nie lubi,z tego co mówili rodzice sadze ze można wywnioskowac
        że jest nadwrażliwe słuchowo, ciezko znosi wrzaski i krzyki ,jakie
        sa w szkole codziennością,nie ma oparcia w
        nauczycielach,wychowawczyni ...faktycznie był moment kiedy chłopiec
        często zwracał sie do niej o pomoc mając problemy z równiesnikami,
        byc może wychowawczyni zaczeła go postrzegać jako dziecko upierdliwe
        w tym temacie,więc generalnie wyglądało to tak-dziecko
        podchodziło,prosilo Panią o pomoc bo koledzy np.pluja na niego, tego
        typu "skarżenie" ze strony chłopca było częste bo i czeste były
        negatywne działania równieśników i z czasem nauczycielka zaczeła
        mówić "musisz radzić sobie sam", "jestes skarżepyta",ostatnio padło
        stwierdzenie że chłopiec jest psychicznie chory ....Dla mnie to jest
        nienormalna reakcja, nawet jesli wychodzimy z założenia ze wina lezy
        po obu stronach to w moim odczyciu obowiązkiem szkoły jest mediacja
        w takich sprawach i przede wszystkim zrobienie wszystkiego aby
        pomóc, a ze szkoły pomocy nie ma żadnej.Rodzice sami zakładali
        sprawe w sądzie kiedy dziecko w szkole było pobite przez
        rówiesników,szkoła nie wyciagneła żadnych konsekwencji.Jest to
        rodzina wielodzietna,ludzie może i ubodzy,ale porządni ,spokojni,
        żadnej patologi.Wiadomo ,każdy jest inny ,Ci państwo być może nie
        mają siły przebicia- ja gdybym była w podobnej sytuacji rozniosla
        bym ta szkołe na strzępysmile- ale wiadomo nie każdy
        potrafi .Generalnie o problemie dowiedziałam sie przypadkiem ,mama
        chłopca zwierzyła mi sie że już nie daje rady, że nie tylko dla jej
        dziecka,ale i dla niej jako rodzica jest to sytuacja nie do
        zniesienia,ze jest bezsilna wobec braku jakiegokolwiek
        wsparcia ...Powiem Wam że tak mi sie przykro zrobiło że musze jakoś
        im pomóc,ale przecież nie moge za nich pójść do szkoły i sie
        awanturowacsad
        • Witam,
          W takiej sytuacji zmiana szkoły nie pomoże.
          Misiowaty, otyły, niekontaktowy,z nadwrażliwością słuchową,
          odizolowany książkami od rówieśników.
          Zmiana szkoły, to będzie tylko zmiana otoczenia, bo problem nie
          zniknie.
          Nie wiem, co można poradzić. Temat jest bardzo drażliwy.
          Myślę, że rodzice powinni stanąć na głowie i odchudzić syna. To na
          początek. Żeby serce odciążyć i żeby mu się chciało sporty uprawiać.
          Myślę, że budowanie pozytywnego wizerunku na bazie osiągnięć
          sportowych mogłoby pomóc temu chłopcu. Ale od czegoś trzeba zacząć.
          Jak nie jest chory, to myślę,że to miałoby sens.
          Ale sama bym tego nie powiedziała matce, bo bym się wstydziła i
          czuła idiotycznie.
          Pzdr.
          Inguszetia
          • inguszetia_2006 napisała:

            > Witam,
            > W takiej sytuacji zmiana szkoły nie pomoże.
            > Misiowaty, otyły, niekontaktowy,z nadwrażliwością słuchową,
            > odizolowany książkami od rówieśników.
            > Zmiana szkoły, to będzie tylko zmiana otoczenia, bo problem nie
            > zniknie.

            A jesli ktoś będzie bez reki/nogi i wszyscy sie będa z niego nasmiechiwać i tez zrobią z takiego dzieciaka kozła ofiarnego, to co maja zrobic rodzice? Kończynę przyszyc? Tylko dlatego, ze ze naokoło jest nietolerancyjna swołocz? I ze nauczyciel , który ma OBOWIĄZEK dbania i monitorowania sytuacji w klasie,- okazał sie niedouczonym kretynem i wygodnickim konformistą?
            Wybacz, ale nie zgadzam sie.

            > Nie wiem, co można poradzić. Temat jest bardzo drażliwy.
            > Myślę, że rodzice powinni stanąć na głowie i odchudzić syna.

            --Rodzice powinni stanąć na głowie by wpoić dziecku, ze jak są to głupie zaczepki, to zeby odpowiadał pieknym za nadobne, uwazając, aby konflikt nie eskalował. I że NIKT nie ma prawa dzieciaka dotknąć, ani wyzywać. A jesli do tego dochodzi, to ON ma prawo się bronić. A jezeli sobie nie radzi, to OD TEGO ma rodziców, którzy go wspomogą i zawsze wesprą, jezeli dzieciak przestaje sobie radzić. Koniec i kropka. jak to zrobia rodzice,- to nieważne. Wazne - aby dziecko było /czulo sie bezpiecznie.


            Co oczywiscie nie wyklucza wcale dzialania równoległego, co powiedziałaś, aby dzieciak zajął się sportem, wspomoc dziecko tez w znmianie trybu zycia, odzywiania się itp.


            • Witam,
              Ty masz rację i ja mam rację. Tylko że ja jestem bardziej
              pragmatyczna i mniej emocjonalnie patrzę na sprawę, bo nigdy nie
              byłam w podobnej sytuacji. To dla mnie całkowita abstrakcja. Zawsze
              byłam lubiana(albo ludzie tak dobrze kłamią;-D)i zawsze akceptacja
              środowiska była dla mnie bardzo ważna. Dlatego podsunęłam
              rozwiązanie, które wydaje mi się sensowne i może wyprowadzi chłopaka
              z zaklętego kręgu izolacjonizmu. Bo o tym jest rzecz, no nie? Nie o
              akceptacji rodzicielskiej, nie o nauczycielach, bo są różni, ale o
              tym, co zrobić, by chłopcu sie polepszyło. Nie oszukujmy się,
              czasami indywidualizm, inność to może być zadra, nie tylko pożytki.
              Trzeba dbać o rozwój społeczny dziecka. Interweniować w porę, bo
              potem indywidualizm wychodzi bokiem i dziecku i rodzicom. A dzieci
              są okrutne i zawsze takie były. Niechętnie jednak prowadzi się
              badania na ten temat.Bo co by to było, gdyby okazało się, że dzieci
              uwielbiaja dręczyć innych... I ,o zgrozo, jest to całkiem naturalne.
              Cała koncepcyja o człowieku dobrym i czułym z natury poszłaby w
              p..., czyli wiadomo gdzie.
              Pzdr.
              Inguszetia




              • Wiesz ja tez nie miałam problemów z akceptacja i doskonale sobie radzilam. Ale tez pamiętam kilka zdarzen w zyciu, kiedy liczylam na wsparcie rodziców i nie dostałam go. Poradzilam sobie - ale autorytet rodzicow legł w gruzach. To podwaza zaufanie do nich - taki brak reakacji w decydującym momencie.
                Moje dziecko mialo doslownie TRZY takie sytuacji jak do tej pory.
                za pierwszym razem ja zareagowalam zbyt mocno (bo i zzdarzenie całe mnie potwornie zbulwersowało). Nietsteyty odbilo sie to tak, ze jak za drugim raz syn mial problem (o którym tu wspomnialam), to bał sie powiedzieć. Bal sie mojej reakcji. Z czasem i on dorósł, i ja ..złagodniałam (hmmm...), dlatego kolejny incydent rozwiązalismy bezproblemowo i skutecznie. Mam nadzieje, ze nic takiego więcej sie nie powtórzy. Poza tym widzę, ze doskonale sam nauczył sie rozwiązywać jakieś konflikty, które powstaja, a które sa naturalne i nie rodzą większych konsekwencji w relajach pomiędzy dziecmi. To swiadczy o jednym - ze chlopak doskonale się socjalizuje i nie ma problemów w grupie rowiesników.
                Natomiast uważam, ze poki dziecko jest słabe w te klocki, - to trzeba go bezwzględnie wesprzeć. Taka m.in. jest rola rodzica.
                • W tym wszystkim jest jeszcze jeden element, ktory rodzicow chlopca moze
                  kompletnie nie obchodzic ale nauczycieli i dyrektora szkoluy MUSI. A mianowicie
                  kwestia wychowywania tych, ktorzy chlopca krzywdza! To nie jest tak, ze
                  wszystkie zachowania "wiekszosci" nalezy akceptowac jako przejaw "demokracji"!
                  Mlodych ludzi trzeba uczyc wspolpracy, otwarcia na innych, zyczliwosci czlowieka
                  do czlowieka, zwyczajnej przyzwoitosci i "grzecznego" zachowania.
                  W opisywanym przypadku, caloksztalt wychowania - zarowno w stosunku do
                  krzydzonego chlopca jak i w rownym stopniu w stosunku do Jego krzywdzicieli -
                  lezy na obu lapatkach i kwiczy bolesnie! Coz to za nauczyciele w tej szkole,
                  ktorzy dopuszczaja do takiej sytuacji? Juz chocby celem zupelnie podsiebiernej i
                  egoistycznej ochrony wlasnej "doopy" kazdy z nich powinien zadbac o to by nie
                  stworzyc w klasie bandy chuliganow, bo tacy moga sie kiedys obrocic przeciwko
                  samemu nauczycielowi! Byly juz przeciez takie przypadki w Polsce sad
                  Wychowanie to skomplikowana dzialalnosc - zdecydowanie nie nalezy powierzac jej
                  dyletantom a jesli sie na takich trafi, nalezy dziecko przeniesc do szkoly, w
                  ktorej pracuja profesjonalisci!
            • [i][I ze nauczyciel , który ma OBOWIĄZEK dbania i monitorowania
              sytuacji w klasie,- okazał sie niedouczonym kretynem i wygodnickim
              konformistą?
              Wybacz, ale nie zgadzam sie. /i]

              masz racje generalnie, ale - odpowiedz mi na 1 pytanie: co moze
              zrobic nauczyciel, ktory ma taka klase? Tlumaczy dzieciom, robi na
              wychowawczej lekcje o tolerancji, organizuje wycieczki czy wyjscia
              na ktorych stara sie zintegrowac klase, organizuje zajecia na
              ktorych to przesladowane dziecko pracuje w grupie i moze sie czyms
              wykazac, ale nie podlizac pani.
              co wiecej mozna zrobic? po prostu, w klasie sa chamskie dzieci. CO
              mozna im "zrobic" wg ciebie, zeby przestali? Nauczyciel nie jest
              Bogiem. Nie jest wszechmogacy i nie ma cudotworczego wplywu na
              dzieci. Mowi uczniowi ze nie wolno rozmawiac na lekcji, a on
              rozmawia. Mowi, ze nie wolno przezywac, wyzywac, przeklinac. Bez
              skutku. Pomimo tego, ze uczen jest pod opieka pedagoga szkol i
              psychologa w poradni. Jak myslisz, co mozna zrobic?
              • aduerin napisała:

                > Jak myslisz, co mozna zrobic?
                Postawić uczniowi naganny z zachowania?
                • jakw napisała:

                  > aduerin napisała:
                  >
                  > > Jak myslisz, co mozna zrobic?
                  > Postawić uczniowi naganny z zachowania?


                  NIE,NIE,naganny należy postawić pseudoministrowi,który rozdzielił
                  szkołę podstawową od gimnazjum!!!!!
                  Wszyscy rodzice,z którymi rozmawiam są przeciwni,mało,złozeczą na
                  taki system podziału .
                  Dzieci idac do szkoły podstawowej wzrastają razem od 7 roku
                  życia,bratają się,zaprzyjazniają,nauczyły akceptować się wzajemnie
                  jak bracia i siostry,A co po przejściu do gimnazjum? w
                  najtrudniejszym okresie zycia?Chcąc zaistnieć w nowym środowisku,w
                  zbieraninie róznych charakterów,w otoczeniu nieraz 16 latków robią
                  nieraz rzeczy niewyobrazalne!
                  Mam doświadczenie,poniewaz mam syna w takim wieku.Daliśmy go do
                  szkoły prywatnej,katolickiej,bo dziecko
                  zdolne,inteligentne,chcieliśmy mu stworzyć w miarę komfortowe
                  warunki do nauki.Co z tego!Sądziliśmy,że do takiej szkoły będą
                  chodzić dzieci rodziców dbających o swoje dzieci,napewno nie
                  jakiś "element".Jest wręcz przeciwnie.W szkole dziecko przezywa
                  horror.Polekcjach odreagowuje spotykając się ze swoimi rówiesnikami
                  z podstawówki.Wszyscy rodzice,bez wyjątku krytykują ten
                  podział.Gdyby jeszcze gimnazjum nie było obowiązkowe,to rozumiem,ale
                  komu to było potrzebne.A co do pomocy szkoły w wychowaniu młodzieży-
                  przychodzą do szkoły jak na zesłanie,zadnego zainteresowania uczniem.
                  • annandale napisała:

                    > jakw napisała:
                    >
                    > > aduerin napisała:
                    > >
                    > > > Jak myslisz, co mozna zrobic?
                    > > Postawić uczniowi naganny z zachowania?
                    >
                    >
                    > NIE,NIE,naganny należy postawić pseudoministrowi,który rozdzielił
                    > szkołę podstawową od gimnazjum!!!!!
                    > Wszyscy rodzice,z którymi rozmawiam są przeciwni,mało,złozeczą na
                    > taki system podziału .
                    > Dzieci idac do szkoły podstawowej wzrastają razem od 7 roku
                    > życia,bratają się,zaprzyjazniają,nauczyły akceptować się wzajemnie
                    > jak bracia i siostry,A co po przejściu do gimnazjum?

                    Też popieram.

                    mało tego -dodam- jakby nauczyciel był ten sam przez podstawowke i gimnazjium,
                    to by znał tych dzieciakow jak własne dzieci. I ich rodziców tez. I wiedzial -
                    przez tyle lat- jak z nimi postepować.
                    Zupełnie inne relacje sie kształtują w takiej sytuacji.
                    Ale my nie wiedzieć czemu podążamy za durnym zachodem nie myśląc o
                    konsekwencjach dalekosiężnych. Przyjmujemy jakieś durne/najgorsze schematy w
                    podstawowej edukacji.
                    A za chwile się okazę, ze caly tzw zachód zmieni kurs w edukacji na system
                    jednolity, a my dalej bedziemy to wszystko rozdrabniać i kroić na drobne kawalki.
                    Zastanawiające jest też,ze na zachodzie (szczególnie w stanach), jezeli chodzi o
                    studia wyzsze, to magisterium przyjeto robic w jednej jednostce, a doktorat w
                    innej, a profesorem zostaje sie jeszcze gxzie indziej. Po to - by nie produkować
                    układów, unikać korupcji i znajomości.
                    U nas ze jest na odwrót.
                    Szkołe rozdrabnia się - od podstawowki do liceum. A jak chodzi o kariere naukową
                    - to gdzie magisterium - tam i doktorat i dozywotnia profesura.
                    Nie wydaje się wam to dziwne??! Głupie wręcz?
              • Nigdy nie jest tak, ze cała klasa jest z gruntu zła i nie da się nia pokierować. Zazwyczaj, bardzo często, jest jedna osoba (para osób) która nakręca atmosferę. Jeden gad, ktory sie trafi w klasie i kręci wszystkim. Cała klasa i nauczycielem też. Reszta- ze stadnym instynktem - klei sie do niego i dowartościuje będąc w grupie. Bo wiedzą, ze sami w pojedynkę - są niczym.
                Co zrobić? Najpierw z prowodyrem porozwmawiać. Jak nie dociera - napietnować gada, ośmieszyć przed klasą i jego "poddanymi", wykazać jego niecne zamiary i niskie pobudki. Publicznie. Słowem - zlikwidować jego "pseudoautorytet" wsród stada. I to jest rola nauczyciela i wychowawcy. W jaki sposób on to zrobi, to nieważne. ważna jest strategia postepowania z takim elementem. Może to zrobić na lekcji, na godzinie wychowawczej, czy na osobności, może rozmawiac z rodzicami, moze zorganizaowac spotkanie bez udziału dziecka nękanego i zaprezentować swoje jasne i twarde stanowisko w tej sprawie.
                Owszem, przy braku wsparcia ze strony szkoły, moze to rowniez zrobić rodzić nękanego dziecka. aczkolwiek za to, co sie dzieje na terenie szkoły odpowiada nauczyciel. Jezeli spławia uczniem tekstem "radź sobie sam" i nic z tym nie robi,- to jest nauczycielem złym.
                • > Co zrobić? Najpierw z prowodyrem porozwmawiać. Jak nie dociera -
                  napietnować g
                  > ada, ośmieszyć przed klasą i jego "poddanymi", wykazać jego niecne
                  zamiary i ni
                  > skie pobudki. Publicznie. Słowem - zlikwidować
                  jego "pseudoautorytet" wsród sta
                  > da.

                  jesli nie wiesz, ze pietnowanie tylko wzmacnia autorytet owego gada
                  w stadzie to chyba nigdy do szkoly nie chodzilas...Osmieszyc? a coz
                  to za metoda? nawet jesli to "gad" nikt nie ma prawa osmieszac
                  dziecka! Zwlaszcza dorosly! Publicznie wykazac niskie pobudki? Toz
                  to tylko wzbudzi podziw jego powwladnych.
                  Do wczesniejszego wpisu: postawic naganne z zachowania.
                  HAHAHA!!! po 1, naganne stawia sie na semestr i na koniec roku a
                  gada masz w klasie przez caly rok - co go obchodzi, ze za to, ze
                  dokucza koledze w marcu, w czerwcu dostanie naganne? No i co z
                  tego? Sa nastolatki, ktore maja to kompletnie w d.... I co im mozna
                  zrobic? W szkole, w ktorej pracuje moja siostra jest kilku chlopakow
                  ktorzy maja aktualnie po - (slownie: minus) 200-300pkt, naganne jest
                  bodajze ponizej plus 100. I codziennie dostaja kolejne punkty
                  ujemne, majac totalnie w d. ocene ze sprawowania!
                  • aduerin napisała:

                    > I codziennie dostaja kolejne punkty
                    > ujemne, majac totalnie w d. ocene ze sprawowania!
                    Hm, to za naganne z zachowania nie można zostać na drugi rok? To po
                    kiego grzyba jest wogóle ta ocena?
                    • byc moze zalezy to od szkoly, ale w tejze - mozna, jesli sie ma po
                      raz drugi naganne, czyli dopiero w drugiej klasie. Poza tym, wtedy
                      jest i tak glosowanie rady ped. bo rodzice pisza podanie i zawsze
                      jest rozpatrtywane pozytywnie, bo wszyscy maja nadzieje, ze za rok
                      bandzior wyniesie sie ze szkoly, a tak to kolejny rok bedzie sial
                      destrukcje.
                  • aduerin napisała:
                    jesli nie wiesz, ze pietnowanie tylko wzmacnia autorytet owego gada
                    > w stadzie to chyba nigdy do szkoly nie chodzilas...

                    No to konkret. Moja najstarsza siostra prowadząca lekcje.... muzyki! Tak, tak ,
                    tak parszywy i badziewny przedmiot w gimnazjium ze mało ze z nim nikt sie nie
                    liczy, to z nauczycielem tym bardziej.
                    ...Ale nie z kazdym nauczycielem.
                    Najpierw były pogrożki w stylu: a jaki pani ma samochód? a w ktorym miejscy
                    stoi? Bo bym chcial zdolnosci plastyczne na nim sprawdzić.

                    A na końcu? Chcesz wiedziec jak sie skończyło? Naprawdę?
                    Pompki robił przed całą klasą i jeszcze sam się debil z tego cieszyl.
                    I spokoj smile)
                    Trza mieć sposób, chłopie. I wyobraźnię. I to wiekszą, niż taka rozwydrzona
                    młodzież. Inaczej z gory jesteś na pozycji przegranej.
                    • > Pompki robił przed całą klasą i jeszcze sam się debil z tego
                      cieszyl.
                      > I spokoj smile)
                      przykro mi, ale jestes straszliwie naiwna. Twoja siostra tez. Nie
                      wolno na lekcji muzyki kazac dziecku robic pompki! Twoja siostra
                      miala ogromne szczeascie, ze rodzice tego lobuza nie przyszli z
                      awantura, z zalatwionym orzeczeniem lekarskim ze cos tam sie owemu
                      gadowi przez te pompki stalo. W tej chwili jest to na porzadku
                      dziennym. Mogli ja zasadzic o odszkodowanie nawet, ze cos tam mu sie
                      stalo. Nauczycielka muzyki nie wie, czy ow gad moze pomki robic, czy
                      moze ma jakas chorobe. Wie to wuefista i wychowawca. A zreszta, tak
                      jak na wuefie nie wolno kazac za kare grac na trabce, tak na muzyce
                      nie wolno zmuszac do cwiczen fizycznych! Swoja droga, metody jak z
                      wojska - a kibla szczoteczka do zebow mu nie kazala czyscic?
                      • aduerin napisała:

                        >>przykro mi, ale jestes straszliwie naiwna.

                        Jak to sie mawia: kto się wilków boi - do lasu nie wchodzi.

                        Może siostra i naiwna, za to - skuteczna.
                        Samochód cały, koszem w głowę nie dostała, a i młodzian zadowolony. I cała klasa
                        tez.
                        • szczerze mowiac, dziekuje Bogu ze nie ucze w szkole wink
                          wybacz - skuteczna? Ale w jaki sposob? z tego co piszesz, siostra
                          osiagnela tyle, ze mlodzian robil pompki - klasa miala ucieche a
                          nauka muzyki wtedy lezala odlogiem, bo wszyscy patrzyli na
                          pompkowca. Watpliwa skutecznosc. Siostra tak w ogole trafila na
                          bardzo grzecznego mlodziana, bo mogl powiedziec: nie bede robil
                          pompek bo mi sie nie chce i co mi pani zrobi. No i co by wtedy
                          zrobila???
                          Bardzo mnie to ciekawismile
                          A tak w ogole, dyskutujemy na gadami, ktore przesladuja i smieja sie
                          z misiowatego. I co proponujemy? Osmieszyc osmieszajacego. Czyli -
                          znizyc sie do jego metod. To dokladnie to samo co bicie dzieci -
                          pokazanie, ze jedyne co potrafimy zrobic to zastosowac przemoc,
                          osmieszenie, wysmianie. Zalosne
                          • aduerin napisała:

                            > szczerze mowiac, dziekuje Bogu ze nie ucze w szkole wink

                            --a ja mialam okazje będąc w liceum mieć zastępstwo w gimnazjium i podtsawówce. Fakt ze dawno temu, ale nie miałam z dziecmi problemów zadnych. Ze studentami tez pracowałam- ale to nieco inna bajka. Spokojniesza, i na innych zasadach oparta.

                            > wybacz - skuteczna? Ale w jaki sposob?

                            --w taki sposób, ze mógł, ona dała mu szansę, popisać przed klasą swoją siła fizyczną. Kogucik był cały happy. A lekcja przebiegała jak należy. zresztą chłopak jeszcze biegał i prosił o podwyższenie oceny, bo chciał poprawić, bo siostra mu wlazła na ambicje.
                            Nie rozumiesz podstawowej rzeczy.
                            Te wszystkie łobuzy (tym bardziej mowimy o dzieciach w wieku 8-13 lat) to nie jest mlodzież zdegenerowana. To sa normalne dzieciaki, tylko maja różne wzorce, niestety czasami bardzo złe wzorce. A najwazniejsze, aby z nich wydobyc to, co jest w nich najlepsze, i dac im mozliwośc pokazania tego przed szerszą publicznością. Wtedy sie dowartośiowują. Znika agresja i frustracja która przelewali wynajdując słabsze/ lub odmienne od nich "obiekty".

                            --- Siostra tak w ogole trafila na
                            > bardzo grzecznego mlodziana, bo mogl powiedziec: nie bede robil
                            > pompek bo mi sie nie chce i co mi pani zrobi. No i co by wtedy
                            > zrobila???Bardzo mnie to ciekawismile

                            --Ale NIE POWIEDZIAL tak, mimo ze przedtem stosował pogrózki! Czujesz róznice? To znaczy ze go w porę i umiejętnie przystopowała.

                            > A tak w ogole, dyskutujemy na gadami, ktore przesladuja i smieja sie z misiowatego. I co proponujemy?

                            --Tak, nad tym dyskutujemy. Zalęży, jak głęboki jest stopień "gadziowatości" delikwenta. I od tego zalezne jest uzycie stosownych środkow.
                            Byle nie z armaty do muchy. Bo skutek bedzie odwrotny od zamierzonego.
                            a przede wszystkim, dzieci trzeba kochać i rozmawiać z nimi. Po prostu. Wtedy nie będzie problemu aby się z nimi dogadać. Słabszych - bronić, agresywnym - wskazac właściwą drogę. I jest to rola nauczyciela, jezeli o szkolę chodzi. Nie bawić się w konformizm i oportunizm, bo to ZAWSZE wyjdzie bokiem, tylko jasno okreslać zasady jakie obowiązują w danej społeczności.
                  • A te tak zwane prawa, to wiesz...no...
                    Oni tez nie maja prawa osmieszać dziecka, szydzic z niego i napastować.
                    Prawa nie tylko się ma, prawo rowniez sie egzekwuje. Na nieszczęscie wielu
                    nauczycieli ze strachu o tym zapomina i pozwala sobie kosz na glowę wlożyć.
                    • Kurcze, a ja pamiętam jak mój kolega w IV klasie LO o mało co nie
                      wyleciał ze szkoły. A dlaczego? Bo puścił wiąchę - i to nie
                      nauczycielowi, a woźnej. Odbyła się chyba nawet z tej okazji rada
                      pedagogiczna, a on latał potem za woźną i przepraszał.
                      • Najwazniejsze to przyjzec sie obiektywnie sytuacji. Nie zgadzam sie
                        ze nauczyiel ic nie moze zrobic. Moze porozmawiac z cala klasa,
                        sprobowac przemowic do rozsadku, przekonac klase ze powinni sie soba
                        nawzajem opiekowac i ze nie ma sensu sie dowartosciowywac kopaniem
                        lezacego (no bo jak nazwac dokuczanie mrukliwemu grubasowi), znalezc
                        prowodyrow i powiedziec "Ufam wam, wiem ze macie posluch wiec
                        wlasnie was prosze zebyscie swolocz w krabach trzymali", mozna tez
                        zrobic dyskusje w klasie o znecaniu sie i zapytac sie o opinie
                        dzieci, co mysla o znecajacych sie, czy chcieliby zeby ich
                        siostrze/bratu ktos dokuczal, czy za pare lat chcecie wspominac
                        szkole ze wstydem, itd "dajcie juz grubemu spokoj", kto dalej
                        dokucza prace spoleczne - mycie kibli, sprzatanie sali
                        gimnastycznej, mozna tez robic gry i zabawy, projekty w grupach
                        mniejszych tak zeby dziecku znalezc kolo przyjaciol itd.. Naprawde
                        wiele mozna zrobic tylko trzeba do dzieci jak do ludzi podejsc.
                        Niestety wiekszosc albo wszystko dzieciakom pozostawia (wyklaruje
                        sie) albo wrzeszczy i straszy.
                        • ichi51e

                          popieram.
                          Najwazniejsze w tym wszystkim - chcieć.
                          Jak przypomne tez swoja szkołe, kiedy rozwydrzony dzieciak ( słaby w nauce) dokuczał jakiemus cichemu (ale dobremu w nauce)- to nauczyciele organizowali "przymusowe" korepetycje. Ten cichy - uczył tego dręczyciela. Dręczyciel z czasem nabierał szacunku do tego cichego. wszystko z czasem sie wyrównywalo.
                          Jest masa sposobów, tylko najwazniejsze, aby nauczyciel chcial zainterweniować, a nie umywał ręce szerząc postawe obojetności.
              • Co moze zrobic? Zaczac ucznia "tepic". Odpytywac na kazdej lekcji,
                komentowac jego niedociagniecia. Nie podoba sie? No wlasnie. Moze
                komus tez sie nie podoba jak dany uczen kogos gnebi. I rozmawiac,
                (rozmawiac, a nie gledzic!) sklaniajac do myslenia i wyciagania
                wnioskow. Dzieciaki to nie beton, ale metal: przy odpowiednim
                wysilku daja sie ksztaltowac.
                Moja klasa w liceum przez dwa lata byla pod opieka psychlologa (z
                powodu "konfliktow interpersonalnych"). W czwartej klasie bylismy
                zgrana paczka.
              • aduerin napisała:


                >
                > masz racje generalnie, ale - odpowiedz mi na 1 pytanie: co moze
                > zrobic nauczyciel, ktory ma taka klase? Tlumaczy dzieciom, robi na
                > wychowawczej lekcje o tolerancji, organizuje wycieczki czy wyjscia
                > na ktorych stara sie zintegrowac klase, organizuje zajecia na
                > ktorych to przesladowane dziecko pracuje w grupie i moze sie czyms
                > wykazac, ale nie podlizac pani.
                > co wiecej mozna zrobic? po prostu, w klasie sa chamskie dzieci. CO
                > mozna im "zrobic" wg ciebie, zeby przestali? Nauczyciel nie jest
                > Bogiem. Nie jest wszechmogacy i nie ma cudotworczego wplywu na
                > dzieci. Mowi uczniowi ze nie wolno rozmawiac na lekcji, a on
                > rozmawia. Mowi, ze nie wolno przezywac, wyzywac, przeklinac. Bez
                > skutku. Pomimo tego, ze uczen jest pod opieka pedagoga szkol i
                > psychologa w poradni. Jak myslisz, co mozna zrobic?

                Przypominasz mi bardzo wychowawcę z klasy mojego dziecka. On też, kiedy dziecko
                przychodzi do niego z problemem, bo ktoś go uderzył czy coś podobnego, mówi: idź
                do rodziców. I jest z tego bardzo dumny. Bo to rodzic jest od rozwiązywania
                problemów dziecka, nawet tych w szkole. Za to kiedy część dzieci urządziła
                grupowy samosąd na nielubianej przez nich koleżance, ukarał całą klasę
                niepojechaniem na wycieczkę i przeprowadził lekcję o tolerancji. Tylko ciekawe,
                że poprzednia wychowawczyni podobnych problemów z tą klasą nie miała. To prawda,
                klasy są różne i dzieci w nich też. Dlaczego dup..waty nauczyciel nie poradzi
                się choćby kolegów, jak poradzić sobie z dana klasą czy z danym problemem tylko
                przez swoją niewiedzę funduje dzieciakom kilkuletnia traumę?
              • Nie wiem co może zrobić nauczyciel, bo nie mam takowego
                wykształcenia. Nie mniej taką sytauację w szkole miał mój syn -
                sprawa była przedmiotem obrad ciała pedagogicznego które zebrano
                tylko i wyłącznie w tej sprawie. I to kilka razy. Ostatecznie,
                zmasowana akcja wszystkich nauczycieli przyniosła rezultaty - po pół
                roku chłopcy - uwaga - przyjaźnią się.
                a dodam że syn wracał ze zdartą skórą z połowy twarzy a nuczycielka
                określała postepowanie jednego z chłopców - jest jak zwierzę które
                poczuje krew.

                "zrobic" wg ciebie, zeby przestali? Nauczyciel nie jest
                > Bogiem. Nie jest wszechmogacy i nie ma cudotworczego wplywu na
                > dzieci. Mowi uczniowi ze nie wolno rozmawiac na lekcji, a on
                > rozmawia. Mowi, ze nie wolno przezywac, wyzywac, przeklinac. Bez
                > skutku.

                niech zmieni zawód, bo do bycia nauczycielem się nie nadaje - chcesz
                czy nie, nauczyciel to nie katarynka klepiąca na pamięć lekcje -
                tylko lider. Nie każdy ma predyspozycje, a na pewno nie trzeci sort
                sfrustrowanych intelektualistów czy też rozhisteryzowanych kobitek
                zaludniających pokoje nauczycielskie w Polsce.
                Nie dajesz rady być przywódcą grupy - do zawodu się nie nadajesz.


                • czyli, zeby byc nauczycielem, trzeba umiec zostac przywodca stada
                  wyrostkow? Liderem i idolem dla mlodocianych bandytow? Toz to
                  kryteria wymagan dla wychowawcy w poprawczaku, a nie w szkole...
                  masz calkowita racje, ze nie kazdy sie do tego zawodu nadaje, ale
                  skoro utrzymujesz ze to kwestia bycia guru dla lobuzow to czemu
                  wysmiewasz >trzeci sort
                  > sfrustrowanych intelektualistów czy też rozhisteryzowanych
                  kobitek? Czyli, zeby uczyc w szkole, nie trzeba byc intelektualista.
                  Wystarczy zrobic licencjat w wyzszej szkole lansu i glansu i byc
                  liderem dla stada "zwierzat ktore czuja krew"? Piekna teoria
                  szkolnictwa...
          • inguszetia_2006 napisała:

            > Myślę, że rodzice powinni stanąć na głowie i odchudzić syna.
            Zgodnie z tym tokiem rozumowania powinni mu także zabronić być
            dobrym uczniem, czytać książki i najlepiej niech udaje głupiego. A
            jak mu hałas przeszkadza to fundnąć zatyczki do uszu.
            Imho chłopak jest już po prostu workiem treningowym (plucie i bicie)
            dla tzw. kolegów. Brak reakcji szkoły na zgłaszane problemy
            rozzuchwala dręczycieli. I w tym tkwi problem.
          • Bo z chłopcem nie ma żadnego problemu - czy to nienormalne być misiem, który
            lubi książki a nie znosi hałasu? Co w tym złego?

            > Misiowaty, otyły, niekontaktowy,z nadwrażliwością słuchową,
            > odizolowany książkami od rówieśników.
            > Zmiana szkoły, to będzie tylko zmiana otoczenia, bo problem nie
            > zniknie.

            --
            "Podjechanie taksówka to szczyt dziadostwa" madameblanka
            • Witam,
              Misiowatość nie jest zła, zła jest izolacja. Jak kto misiowaty,
              czyta książki itp., a przy okazji kumpel wszystkich(no trochę
              uogólniam), to wszystko o.k. Jak kto ucieka od ludzi w wieku 13 lat,
              to nie podoba mi się to. Ludzie "są potrzebne do szczęścia".
              Trzeba wyjść do ludzi, zdobywać razem świat,wspólnie się mylić i
              wspólnie lizać rany. To jest cenne doświadczenie i wpisane w
              nastolatkowatość. To jest taki wiek, że trzeba być w grupie, tego
              się potrzebuje. Grupie trzeba dogodzić, niestety. Jesteś jak my,
              albo nie ma cię wcale. Bycie outsiderem w wieku 13 lat, to jednak
              kiepska sprawa. Bilans zysków i strat jest oczywisty.
              Pzdr.
              Inguszetia
              • Tylko bycie outsiderem to czesto efekt, a nie przyczyna. "Misiek"
                jest tepiany, za misiowatosc (bo rodzice olali wychowanie swoich
                dzieci, a i nauczyciele umywja rece), skutkiem jest zamkniecie sie
                ofiary w sobie.
                Warto bylo by dzieciaka zapisac do jakiegos harcerstwa, na zajecia
                sportowe, albo gdziekolwiek, gdzie mogl by sie troche dowartosciowac.
                • titta napisała:

                  > bo rodzice olali wychowanie swoich
                  > dzieci, a i nauczyciele umywja rece)

                  Sadze, ze rodzice nic nie olali. Przy wodce, kurwujac soczyscie
                  przekazywali swojemu dziecku przez lata wytrwale najpiekniejsze
                  wzorce.
              • Jak kto ucieka od ludzi w wieku 13 lat,
                to nie podoba mi się to. Ludzie "są potrzebne do szczęścia".

                Nie każdemu. I na pewno nie tacy ludzie, którzy wyśmiewają czyjś wygląd czy
                upodobanie do książek. Z perspektywy osoby dorosłej dziwię się każdej sekundzie
                dzieciństwa i młodości, którą zmarnowałam na poświęcenie choćby jednej myśli
                takim "kolegom". A każdy zapewne takich znajomych miał. Ważne IMO by szukać
                ludzi, z którymi "będzie szło" się dogadać i nie wierzyć w to, ze każda grupa,
                klasa na świecie składa się z samych wyśmiewających każdą inność prymitywów.

                Grupie trzeba dogodzić, niestety. Jesteś jak my,
                > albo nie ma cię wcale.

                Zapewniam cię, że nie trzeba. Warto natomiast nauczyć dziecko pewności siebie,
                zadbać o jego poczucie własnej wartości by prześmiewca z jakiejkolwiek grupy
                towarzyskiej wiedział od razu , ze akurat z "tym misiem" nie pójdzie mu łatwo.
                --
                "Zdecydowanie powiedzmy NIE sprzedaży kawy i herbaty - kofeina w nadmiernych
                ilościach bardzo źle wpływa na organizm, może powodować nawet depresję - czemu z
                MOICH SKŁADEK mają się leczyć jacyś depresyjni degeneraci - trzeba było pić
                wodę! " zatroskany
              • > Jak kto ucieka od ludzi w wieku 13 lat,
                > to nie podoba mi się to. Ludzie "są potrzebne do szczęścia".

                W byciu samotnikiem (no, umiarkowanym) nie ma nic złego. A do szczęścia wystarczy raptem kilka, ale tych właściwych, osób.

                > To jest taki wiek, że trzeba być w grupie, tego
                > się potrzebuje.

                Szkodliwa generalizacja.

                > Grupie trzeba dogodzić, niestety. Jesteś jak my,
                > albo nie ma cię wcale.

                A potem się dziwić, że rośnie społeczeństwo oportunistów.

          • inguszetia_2006 napisała:
            > W takiej sytuacji zmiana szkoły nie pomoże.

            Nieprawda! W wielu znanych mi przypadkach (również moim własnym) zmiana szkoły
            pomogła natychmiast i w 100%. Dręczenie odbywało się z różnych powodów, m.in.
            tych, które podajesz. Polecam.
        • ja bym poszła i zrobiła zadymę w szkole, najpierw grzecznie i
          spokojnie ale konsekwentnie i skutecznie
          jeśli potrafisz (a rodzic dziecka nie)
          gdzie ta szkoła, może w warszawie, mam sporo zajęć ale jak ty nie
          masz ochoty to ja z mamą dziecka pójdę
        • "Rodzice sami zakładali sprawe w sądzie kiedy dziecko w szkole było pobite przez rówiesników,szkoła nie wyciagneła żadnych konsekwencji"

          Aż mi trudno uwierzyć. Następnym razem proponuję złożyć dwie sprawy - drugą przeciw szkole o niezapewnienie bezpieczeństwa. Poza tym wziąć do kupy dokumentację (obdukcje, akta procesowe, nagrania jeśli takowe są) i zrobić solidny dym w kuratorium.

          No i koniecznie zmienić szkołę. W każdej dzieci potrafią być okrutne i zachowywać się jak stado bydła, ale nie w każdej personel pozwala na (czy wręcz popiera) takie zachowania.
          • demon.maxwella napisał:
            W każdej dzieci potrafią być okrutne i zachowyw
            > ać się jak stado bydła, ale nie w każdej personel pozwala na (czy wręcz
            popiera takie zachowania.

            No własnie. Wymagać od nauczycieli. Przede wszystkim. Jak nie pomoze, to
            uprzedzić, ze więcej do nich nie bedziesz zgłaszać takich zajść, tylko zglosiśz
            od razu do odpowiednich instytucji.
            • Po pierwsze nie zgadzam sie z szukaniem winy w ofierze, po drugie
              nie zgadzam sie ze stwierdzeniem, ze zmiana szkoly nic nie pomoze.
              Ofiarami bullying pada tysiace dzieci, syndrom ofiary byl i jest
              studiowany na setkach przykladow i za kazdym razem sa to bardzo
              indywidualne okolicznosci, niemniej nie mozna takich sytuacji
              rozpatrywac w kategoriach "winy" tego, kto nie pasuje do grupy.
              Tak naprawde WSZYSTKO zalezy od nauczyciela i atmosfery w szkole.
              Naparwde mam spore doswiadczenie w umieszczaniu "niepasujacych"
              dzieci i mlodziezy w innych szkolach, w ktorych kadra potrafi
              wspierac, motywowac i jesli trzeba chronic takiego ucznia. Czasem
              tylko po prostu "trzeba chciec"!.
              Jak wspomnialam wyzej, podjelabym wysilek znalezienia innej,
              odpowiedniej szkoly, w ktorej kadra nauczycielska wie, co robi i
              jest gotowa wspierac misiowatego, subtelnego chlopca. To na pewno
              wymaga wysilku ze strony rodzicow ale kontynuacja obecnej sytuacji
              moze doprowadzic do naprawde strasznych konsekwencji.
              I ja rozumiem, ze rodzice nie sa zamozni, ze maja wiele dzieci i
              pewnie malo czasu ale nie maja innego wyjscia - MUSZA znalezc lepsze
              srodowisko dla Ich syna. A szkole i indywidulne osoby (nauczycielka,
              dyrektor, pedagog szkolny) pozwalabym do sadu i doprowadzila do
              wielkiej zadymy, ale dopiero po temy jak chlopiec bedzie juz
              bezpieczny w innej placowce.
              • Trzy kwestie tutaj są ważne.
                - Zdrowa, normalna reakcja nauczycieli.
                Nie może byc tak, ze nauczyciel mówi - radź sobie sam.
                W tej sytuacji nauczyciel który tak mówi jest do odstrzału.
                (sorki za ostry język). Jezeli nie radzi sobie z sytuacją, to iść do dyrektora. Jesli i to nie pomoże - zmienić szkołę. Pod żadnym pozorem nie narażac dziecko na tak dlugotrwały stres.
                jesli z jakichs powodów nie da się zmienić szkoły - zwracać się do wszelkich mozliwych instytucji nadzorujących szkołę, choćby do wszystkich świętych. Ale nie zostawiać dziecka sam na sam z takimi problemami.
                Jesli dalej nic nie pomaga i szkoły nie da sie zmienić - pozostaje rozmowa z dręczycielami i ich rodzicami.

                Dwa - postawa rodziców. Mają wpoic i wbic dziecku do głowy, ze jest nietykalne, zarówno w sensie fizycznym jak i psychicznym. Jezeli ktoś narusza jego przestrzeń, to bez żadnego skrepowania - ma sie bronić. Uczyc go tego i powtarzać w kółko.
                Trzy - zapewnienie ze strony rodziców, ze ZAWSZE mu pomogą w trudnej sytuacji. ( ale nie same zapewnienia bez pokrycia, tylko rodzice powinni w sposób praktyczny i realnie zapewnić dziecku bezpieczenstwo tak, aby dziecko czuło za sobą poparcie/wsparcie rodzicow).
                Innych mozliwości nie widzę.

                ps. to wszystko , przy zalozeniu, ze sami rodzice nie wyrządzają dziecku krzywdy - np mowiąc, ze jest za grube i tym podobne klimaty, i ze atmosfera w rodzinie jest zdrowa. Bo jak nie - to dziecku nie mozna będzie pomóc dopóki w swojej rodzinie będzie w jakis sposób gnębiony.
        • Hihi, też taki byłem: gruby, kulturalny, utopiony w książkach. Na
          dodatek znacznie inteligentniejszy od otoczenia (z całej klasy byłem
          jedyną osobą, która poszła do liceum, cała reszta do zawodówek; w
          roczniku - 4 klasy - było pięciu licealistów, szkoła podstawowa w
          patologicznej dzielnicy). Metodę radzenia sobie opracowałem
          samodzielnie - należy wykorzystując swoją znaczną masę obalić
          przeciwnika na ziemię, a następnie czołem złamać mu nos. Po trzecim
          razie spotykałem się już tylko z agresją ukrytą (szczanie do teczki
          itp. - można sobie poradzić, jeśli się człowiek pilnuje). Tylko
          rodzice nie byli zachwyceni czestymi zmianami okularów i
          nieodpowiednim z zachowania.
        • Moim zdaniem trzeba nagłośnić sprawę w Kuratorium napisać ofijalna
          skargę , kopię złożyc w dyrekcji szkoły.Opisać wszystko
          sensownie .Jesli szkoła ignoruje przemoc to, może mieć
          kłopoty.Oczywiście będa się bronic zaprzeczać,ale dzieciak powinien
          wskazać winowajców jak również powiedzieć jaka była reakcja
          nauczycieli na jego skargi.
          Jemu nie przysłyguje nauczanie w domu, bo trzeba spełnić okreslone
          kryteria, czyli jakaś chorobę a nie przemoc.Poza tym jeśli nie
          będzie na to środków finansowych na ten to i tak z takiej formy
          nauki nie skorzysta. Poza tym to dziecko powinno być zbadane w
          Ośrodku szkolno-pedagogicznym aby tam dostać opinię że z nim
          wszystko w porządku i nie on jest agresorem, a przy okazji uzyska
          pomoc w tym aby nie być takim nieśmiałym .--
          ati.
          • Gosc jest gruby w dodatku ciotowaty, wiec po nim. Dobrze sie uczy,
            wszystko mu przeszkadza, skarzy wiec nie ma szans.
            Ja sie dobrze ucze, ale ratuje mnie to ze jestem wysportowany i
            umiem sie dogadac z ludzmi w szkole. Sam jestem teraz w gimnazjalnym
            bagnie, wiec swoje wiem i kabany nie maja za fajnie.
            • Jesteś tak pusty, że szkoda w ogóle merytorycznie z tobą rozmawiać, więc może
              dla dostosowania poziomu dyskusji do twoich możliwości intelektualnych:

              Pomyśl cwaniaku co by było gdybyś nagle dostał w mordę i miał ją od tego
              zniekształconą i zmasakrowaną ( nie żebym groził czy coś ) i wyglądał ( w waszym
              języku ) "jak down". Pomyśl jak inne indywidua twojego pokroju zaczęłyby Cie
              traktować. Gorzej niż grubasa. Teraz jesteś piękny i wysportowany, ale to się
              może zmienić nawet w ciągu kolejnej minuty. Ciekawe co by wtedy było. No, ale
              jak mówi mądre powiedzonko: Punkt widzenia zależy od punktu siedzienia.

              Więc sam sobie odpowiedz jak mądre są twoje twierdzenia.

              • Przestan sie mnie czepiac. Napisalem jak jest i sam wiesz jak jest
                gamoniu wiec nie wiem o co ci chodzi. W szkole trzeba miec cos zeby
                byc zaakceptowanym , zawsze jest jakis koziol ofiarny i zawsze tak
                bylo. Kaban jest idealny do tej roli i tyle.
                Ja nie mowie ze to dobrze, ale nie da sie nic zmienic. W szkole
                trzeba sie umiec ustawic a nieudacznicy wylapuja po twarzy.
                Chodze do szkoly blisko blokowiska, sam mieszkam w domkach i juz
                moge miec za to przej... ale sie umiem dogadac. Wszystko sie da, jak
                sie nie jest zerem.
                • Gość: 18Misiek IP: 83.1.103.* 27.08.09, 09:34
                  Problem jest w tym, że Ty tym zerem jesteś, bo nie dochodzą do Ciebie argumenty
                  innych osób, kompletnie je zlewasz. Poza tym nie masz zielonego pojęcia co to
                  znaczy być prześladowanym, nie masz zielonego pojęcia o życiu, o
                  odpowiedzialności, twoi rodzice to muszą być kompletne zera intelektualne.
                  Kupili Ci komputer dali dostęp do internetu i myślą, że mają z głody syneczka, a
                  tak naprawdę Tobie brakuje rzeczowej rozmowy. Błędnie postrzegasz świat - nie
                  zauważając tego co najwartościowsze, skupiasz się na byciu takim samym jak stado
                  innych osób, a tak naprawdę jak uczy nas życie i historia to ludzie, którzy w
                  jakiś sposób się wyróżniali i byli inni osiągali w życiu więcej niż byle domek
                  koło blokowiska i pustostan intelektualny.

                  Na marginesie muszę, zaznaczyć, że nie stosujesz polskich znaków diagratycznych,
                  ortografia na bakier, interpunkcja leży i kwiczy i zamiast pisać posty na forum
                  internetowym radziłbym zacząć czytać książki, może niech pierwsza będzie "Mały
                  Książe", chociaż wątpie by do twojego pustego łeba 14 latka coś dotarło, ale ja
                  bym Ci zafundował taką falę, żebyś błagał mamusie o pomoc i wtedy to ty byś był
                  PRZEŚLADOWANY i byś wiedział co to znaczy KRZYWDA w młodym wieku.

                  18 misiek-gej.
            • Gość: 18Misiek IP: 83.1.103.* 27.08.09, 09:29
              Ja mam koleżko lat 18 jestem 4 lata starszy od Ciebie, i też jestem misiowaty,
              chciałbym abyś mi powiedział skąd jesteś, udowodnię Ci, jak będąc MIŚKIEM w
              dodatku GEJEM, jestem Ciotowaty.
              Mamusia by Cie nie poznała...


              Lecz się kretynie, LECZ
        • Malenka, bardzo serdecznie ci współczuję i sytuacji niezazdroszczę, zwłaszcza że
          byłam kiedyś w podobnej sytuacji (jako nastolatka). Z serca ci radzę - oprócz
          tego jakie kroki poczynisz, czy zmienisz szkołę, czy wystąpisz na drogę sądową,
          czy cokolwiek innego - postaraj się dziecko odchudzić! Zawsze borykałam się z
          dodatkowymi kilogramami, i choć było ich naprawdę niewiele więcej już musiałam
          się nasłuchać, zwłaszcza od kolegów z klasy: pochrumkiwania a la świnia,
          niedwuznaczne gesty, wyzwiska itp. Olewałam to, bo co miałam zrobić, ale nie
          było to miłe i zostawiło trwały ślad w psychice. Podejrzewam, że Twój syn
          przeżywa również coś podobnego, a może i gorzej. A jest młodszy, przejście na
          zdrowszą dietę i zmiana stylu życia będzie łatwiejsza - spróbuj, a kiedyś
          będziesz miała zdrowsze i szczęśliwsze dziecko. Innych nie zmienisz, ale coś dla
          syna możesz zrobić.
        • Asertywność nie polega na chamstwie i dosadnym odcinaniu się.
          Niestety, ciągle pokutuje przeświadczenie, że dobrze wychowane są
          dzieci ciche i nieśmiałe, bojące się twarz otworzyć do starszych czy
          silniejszych.
          Rodzice powinni zrobić raban w kuratorium i w szkole, skoro
          placówka oświatowa umyła ręce. Gorzej - powinni interweniować w
          chwili pojawienia się pierwszych, stosunkowo niewinnych zaczepek,
          skoro nauczycielka nie miała pomysłu, jak pomóc chłopcu zaadaptować
          się w klasie.
      • Smiem twierdzic, ze wiekszasc dzieciakow czerpie przyjemnosc z
        przesladowania kogos- dowartosciuja sie w ten sposob. Cala masa
        mlodych ludzi , glownie tych "problematycznych" w jakims stopniu
        jest zakompleksiona i socjopatyczna (wynik modelu wychowania).
      • Bzdura.
        U mnie w podstawówce był prześladowany chłopak za to... że mial
        czelność istnieć.
        --
        _____________________________________
        Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów nie ma, tylko praca i praca....
    • zadne "nowe" w tym watku kroki formalne mi do glowy nie prychodza.

      znam tylko historie syna znajomych - nie az tak ostra ale jednak
      dokuczliwa. zapisali go za rada szkolnego psychologa do dobrej
      szkoly wschodniej sztuki walki - dobrej tzn. takiej z tlem
      filizoficznym, etycznym i generalnie defensywnym. mlodzian odzyl
      dosc szybko. unikal draki (dokad sie dalo) ale ze swiadomoscia, ze
      moglby kolesia poturbowac - a to diametralna roznica, jak rowny z
      rownym, a nie jak ofiara. i o dziwo cos z jego postawy widocznie
      emanowalo, bo kolesie szybko sie odzwyczaili. a nikogo nie
      poturbowal, pare razy byl zmuszony sie bronic, ale wystarczyly
      dosc...lagodne srodki. potem powtorzyli to inni znajomi, ktorych
      coreczka w przedszkolu jakos tak stala sie ofiara (na zupelnie
      innym poziomie oczywiscie). przeniesli dziecko z baletu na karate.
      tez nie musiala nikomu krzywdy zrobic wink teraz to juz pannica, ale
      nigdy wiecej nikt jej nie dokuczal.

      to jednak zalezy od liczby kolesiow. zawsze tez jest mozliwe, ze to
      adepci jakiejs mniej powaznej szkolki rebajlow.

      u nas w rejonie jest taka lotna grupa fachowcow (psychologowie
      zatrudnieni przez policje) ktorych szkoly moga "zamowic". najlepiej
      regularnie prewencyjnie, ale rowniez na wypadek stanu ostrego. ze
      slyszenia wiem, ze robia m.in. treningi "bokserskie" z udzialem obu
      stron. ponoc czasem taki osilek nie bardzo wie, jak to boli dostac
      piacha w nos,

      • No sorry, ale dziecko, które nie potrafi nawiązać kontaktu z
        rówieśnikami i w dodatku ciągle skarży (tak mniej więcej na poziomie
        3 latka - proszę pani a on mnie opluł)samo powoduje, że nauczyciel
        przestaje zwracać uwagę i dodatkowo nie zauważa kiedy plucie
        przeradza się w coś znacznie gorszego. Czy ten chłopiec oprócz
        książek i zakuwania ma jakieś zainteresowania, czymś mógłby
        np. "zaimponować" rówieśnikom. Niestety w całym życiu nie zdobywa
        się sympatii tylko obecnością, a skarżypyt się naprawdę nielubi - i
        to po stronie uczniów i po stronie nauczycieli.
        Co robi rodzic jak dziecko przyjdzie (zwłaszcza małe) i powie, że
        tamto dziecko mnie opluło - za pierwszym razem idzie i tłumaczy, a
        za dziesiątym co powie, ty też go opluj. Tak samo pewnie zadziałał
        nauczyciel.
        --
        ALZA
        • ono nie walczy o sympatię tylko o nie prześladowanie. Może ma innych kumpli,
          rodzeństwo. Ni każdy odczuwa potrzebę uspołeczniania się na siłę z grupą młotków.
          • vento_p napisała:

            > ono nie walczy o sympatię tylko o nie prześladowanie. Może ma
            innych kumpli,
            > rodzeństwo. Ni każdy odczuwa potrzebę uspołeczniania się na siłę z
            grupą młotków.

            I ta wypowiedzia trafiasz w sedno. Zwlaszcza jak sie jest dla tych
            mlotkow dobrym kowadlem. A proba "uspoleczniania" sie z mlotkami i
            tak nic nie da, co najwyzej komentarze kadry pedagogicznej w
            rodzaju: "a myslalam, ze ty przynajmniej masz troche oleju w glowie".
        • Najpierw uczy sie dziecko, zeby spraw nie rozwiazywalo samo (silowo)
          tylko zglaszalo nauczycielowi/rodzicowi, a potem okrzykuje sie
          go "skarzypyta" i kaze rozwiazywac mu problemy samemu?? Czysta
          shizofrenia.
          Psim obowiazkiem nauczyciela jest zareagowanie w takiej sytuacji
          (jak sie skargi powtazaja). Jesli sam nie umie porozmawiac z klasa,
          niech poprosi o pomoc psychologa. Dzieci musza sie nauczyc, ze nie
          kazdego musi sie lubic ale nikogo nie mozna krzywdzic.
      • Moim zdaniem bedzie sie musial nauczyc agresji, zeby w ogole przezyc na swiecie.
        Jak nie to przez cale zycie bedzie przerabial to samo. W szkole oznacza to
        nastrzelanie po pysku - wiem z doswiadczenia i z opowiescie, ze nic tak dobrze
        nie dziala - przynajmniej na tym etapie zycia.
        • mrx666 napisał:

          > Moim zdaniem bedzie sie musial nauczyc agresji, zeby w ogole przezyc na swiecie


          Agresja rodzi agresję.
          Nie agresji ma sie nauczyć - tylko stawiania twardych granic.
          • Ideały ładne ale bzdurne. U mnie w podstawówce ofiarą zostawały tylko takie
            osoby, które nie potrafiły się przeciwstawić prześladowcom w bójce ani choćby
            odszczeknąć.
            • to nie sa ideały.
              Ja swojemu kiedys powiedzialam (ba! sama chwytów podtawowych karate uczylam), ze
              jak ktoś cie ma zamiar kompnąć nogą, to chwytasz nogę i walisz jego łbem o jego
              własne kolano, jak ktoś cie chwyta z tyłu cza szyję, to walisz potylica prosto w
              zęby, albo łokciem w brzuch, albo piętą w jaja.. I inne typ podobne.... Dziecko
              zrobilo tak raz czy dwa.... i pelen szacun. ( i płacz i zgrzytanie zebów
              zaczepialskiego.... wink
              Najwazniejsze dziecku wpoić, ze ma prawo sie bronić. Ale nie może prowokować i
              zaczepiać i w ogóle, komukolwiek robic krzywdy. Tyle.
            • Ja chodzilam do podstawowki z dziecmi z normalnych rodzin: margines
              byl, owszem. Ledwo tolerowany, zazwyczaj "kujony" (czyli zdolniejsi,
              ktorych bylo ok 80%) sami, z wlasnej inicjatywy udzielali
              koepetycji. Przemoc nie byla tolerowana i wlasciwie jej nie bylo.
              Mialam szczescie, czy moze byly to "stare dobre czasy"?
      • ten pomysł ze szkołą walki to chyba dobry jest
        --
        _____________________________________
        Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów nie ma, tylko praca i praca....
    • Poinformowac prokuratora.Zaskarzyc rodzicow,ktore "napastuja" dziecko.
      Nazwiska musza byc podane.Rozumiem ze szkola jest bezradna a jej nauczyciele
      maja strach przed wladza,przed rodzicami.Po prostu sie
      boja.Ich autorytet jest przez w tym przypadku podwazany,przez uczni
      i rodzicow z odpowiednimi dochodami.Dobrze ze GW udostepnia takie tematy.
      Podam przyklad ale niezbyt odpowiedni z Berlina.

      Jedna z corek pewnej pani w wieku 11 lat,byla czesto
      "pytana" o pieniadze,wyzywana itd.Na prosbe tej panni porozmawialem,
      z dyrektorem,nauczycielka a w koncu przedyskutowalem ten temat,
      w klasie,o 2 lata starszych,w ktorej byly te osoby zagrazajace tej 11
      uczennicy.Jak na ironie najlepsze uczennice w tej klasie,"molestowaly" ta
      mlodsza uczennice.

      Poinformowalem o kosztach sprawy sadowej jaka moga miec rodzice
      winowajcow w sprawie karnej,o kosztach w sprawie cywilnej za
      odszkodowanie,poinformowalem,ze moze sedzia sadu dla nieletnich,
      nie ukarze winowajcow ale te "wybryki"trwajace przeszlo 3 miesiace"
      beda zapisane w aktach dzieckach,ktore co prawda zostanie ostrzezone,
      z prawomocnym wyrokiem ale potem w przyszlosci to moze odgrywac,
      role,w innych szkolach.Nie kazalem przepraszac,co zrobila automatycznie
      nauczycielka,gdyz to mialo byc ostrzezenie,w formie
      wyjatkowo dyplomatycznej.Jak na razie jest spokoj.

      Wiem ze karta praw dziecka jest jeszcze przez Polske nie podpisana.
      Wiem ze w Polsce,prawo rodzinne jest wyjatkowo poblazne.

      Niesety w okreslonych sytuacjach nie chronii dzieci.

      Wiem ze wlasnie w malych miasteczkach wszyscy sie znaja i
      wladze probuja blokowac reakcje rodzicow w obronie wlasnych dzieci.
      Moze pod tym wzgledem wkrotce,wlasnie w Polsce,nastapia,zmiany.
      Tego wam serdecznie zycze.

      Dziecko nigdy nie zapomni ze stanelas czy staneles w jego obronie.
      • marek.lipski napisał:

        > Dziecko nigdy nie zapomni ze stanelas czy staneles w jego obronie.

        Wyrazy uznania.!
      • Ta pani od 11-letniej corki sama pana nie prosila o pomoc, tylko pan chcial
        sobie podniesc adrenalinke i sam poszedl do szkoly. Gdyby chodzilo o
        porozumiewanie sie w jezyku polskim, to ta pani sama by sobie poradzila.
        Niestety tu chodzilo o jezyk szkopski, ktorego ta pani posiada niewastarczajaca
        znajomosc.

        Nie toleruje samochwalcow. Czy ci samochwalcy, jakim jest pan marek.lipski
        pamietaja o rehabilitacji swojej corki?
      • Panie Lipski, jawi sie pan na tym forum (przynajmniej probuje) jako gieroj,
        medrzec, prawie wszechwiedzacy Pan Bog. To niech pan nie tchorzy i odpowie mi na
        pytanie: dokad ma sie udac matka tego 11-letniego dziecka, ktore jest
        szykanowane w szkole, gdy jest w stopniu o wiele wyzszym napietnowane w
        rodzinnym domu przez partnera (och, to chyba za duzo powiedziane) matki? Do kogo
        ta matka powinna sie udac, by powstrzymac zwyrodnialca przed dalszymi atakami na
        corke za jej niby krzywy usmiech, za niezbyt wesole spojrzenie, za smutna mine?
        Sprawa zaznaczam nie jest prosta, poniewaz matka ma jeszcze dwojke malych dzieci
        z tym niby partnerem. Przychodzi ten dochodzacy partner na obiad, siada do stolu
        i zaczyna swoje wywody na temat dziecka, ktorego rzekomo tydzien wczesniej
        bronil w szkole. Wyzywa od morderczyn, psychopatek. Za co? Ta matka nie wie. No
        wiec kobieta nie wytrzymuje (bo nie dosc, ze jesc mu daje), zabiera delikwentowi
        talerz sprzed nosa i kaze WYPIE...AAAAAAAAAAAAAAAC!!!!!!!!!! A ten delikwent
        ze zlosci, ze nie mogl dokonczyc zupy pomidorowej (ktora uwielbia) wyrzuca z
        siebie wszystko, co mial na zołądku i obiecuje (haha to lagodnie powiedziane),
        ze spotkaja sie w sądzie i beda wyciagac wszystkie brudy. Za co?

        No wiec niech mi pan odpowie na moje pytanko, ok? Pan zna tego pana, te pania i
        to dziecko.
    • A ja mam pytanie - jeśli to 13-latek, to czy nie kończy w tym roku szkoły
      podstawowej i nie zmienia szkoły na gimnazjum?
    • Selekcja negatywna w naborze kadry pedagogicznej to przyczyna
      problemów, które pozornie wydają się nierozwiązywalne. Jako dziecko
      nauczycieli, mające także ciotki i wujków wśród nauczycieli, a teraz
      koleżanka paru nauczycielek stwierdzam - polska kadra jest do dupy.
      Są to przeważnie panienki ze wsi, albo zahukane, albo nadpobudliwe,
      które idą na studia, bo wydaje im się, że to najłatwiejsza droga
      awansu społecznego, praca z dziećmi daje im pewien rodzaj władzy,
      całe frustracje mogą wyładować na dzieciakach, a często też na ich
      rodzicach, gó... ich obchodzą problemy uczniów. Agresywnych się
      boją, cichych, łagodnych albo chorowitych gnoją bez powodu.Gdyby
      gó...arstwo, które znęca się nad słabszymi podlegało zasadzie "nie
      ma zmiłuj", a nie korzystało ze strachu lub przymrużenia oka
      wychowawców, nie byłoby tyle bezmyślności i agresji w młodych
      ludziach, na dodatek wychowywanym bezstresowo przez zabieganych
      rodziców, którym brakuje dla nich czasu, lub są patologiczni, w
      szponach nałogów etc.
przejdź do: 1-100 101-129
(101-129)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.