"nowa podstawa programowa" - I klasa :( Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
                  • berdebul-masz rację-oczywiście-jak najbardziej.
                    Ale nie na konkretnym przypadku mojego dziecka.Ciezko jest opisac
                    tutaj jak jest naprawdę-bo kilka zdań nie odda rzeczywistości.
                    Syn owszem umie to i owo-ale np szlaczków ci nie narysuje,nie
                    pokoloruje równo i ! nie potrafi nazwac niektórych kolorów!, nie
                    potrafi opowiedziec przeczytanego tekstu-nawet jesli zna go na
                    pamiec,zdarza sie ze nie przeczyta słowa komin,dom-któe doskonale
                    zna,przeliteruje ale nie złozy do kupy-ma takie odchyły czasami -i
                    poprostu nie przeczyta i koniec-chociaz za dwa dni radzi sobie.On ma
                    problemy z emocjami-on nauki nie traktuje jak nauke a jak zabawę-coś
                    co robi i juz- nie wide aby robił z przyjemnoscią chociaz po
                    przyjsciu ze szkoly pilnie rwie sie do odrabiania lekcji.Naprawdę
                    uwierz mi -to konsultowałam z wieloma specjalistami w poradni i
                    własnie z uwagi na te jego 'odchyły' powtórka dobrze mu zrobi.
                    Bywaja dni ,ze on rozwiązuje zadania czy czyta i pisze na poziomie
                    3 klasisty a bywaja dni ze nie złozy najprostrzego wyrazu.
                    Dodam jeszcze,że kiedy koloruje nie robi tego realnie-np trawę na
                    niebiesko a chmury na czerwono -mimo iz wie zejest inaczej-ale on
                    tak chce i już.Gdyby byl zupelnie zdrowym dziaciakiem -a mialby
                    jedynie problemy z nauką to ok- poszedłby do 2 klasy.
                    Syn ma nierozwiniętą mowę,ma jeszcze kilka innych schorzeń i dotego
                    to zachowanie -nie oszukujmy sie ale jest nieco opózniony-na
                    orzeczeniu z PPP napisano iz wskazuje pogranicze upośledzenia
                    umysłowego-przejawiające sie w opóznieniu róznych funkcji.Dlatego
                    miał nauczanie indywidualne ub w grupie 2-3 osoby w oddziale
                    szkolnym szpitala , ma terapię, mamy warsztaty, ma sesje, zajęcia i
                    co jeszcze moge to wcielam w życie aby dziecku pomoc.
                    Pewność siebie jego -miałam na mysli ze to co bedzie robił w
                    ksiązkach dawno zna i nie bedzie sie zniechęcal jak do tej pory.
                    Nie uważam aby było to dla niego krzywdzące-ale tak jak pisze to na
                    jego indywidualnym przypadku.A kolezanki i koledzy -on sie lepiej
                    dogaduje z dużo młodszymi dziecmi.
                    --
                    fotoforum.gazeta.pl/u/ariosso1.html

                    Pies ma wszelkie cechy, aby stać się twoim kumplem... chociaż
                    większość twoich kumpli nie będzie starała lizać cię po twarzy.
                    • zapomnialam dodac-mój syn mimo iz wiele umie i wiele wie- nie
                      zawsze to pokazuje.Własnie czesto moja kuzynka twierdzi ze on to
                      geniusz bo umie to umie tamto-owszem umie ale jak ma ochote umiec
                      bo ma zły humor i nie policzy do pięciu-jedne rzeczy wie na wyrost
                      a innych jeszcze nie wie a wiedza to czterolatki-wiec róznie z nim
                      bywa-czasami przeczyta a czasami nie, napisze albo i nie-jak mu sie
                      zechce-powtórka nie powinna mu zaszkodzic- nie jemu.
                      --
                      fotoforum.gazeta.pl/u/ariosso1.html

                      Pies ma wszelkie cechy, aby stać się twoim kumplem... chociaż
                      większość twoich kumpli nie będzie starała lizać cię po twarzy.
                • "Mój syn zdiagnozowany przez kilku lekarzy ma ADHD a zdiagnozowany przez innych
                  kilku lekarzy ma jedynie zaburzenia zachowania"

                  Kiedyś życie było prostsze, nie było dysgrafii, dysortografii, ADHD, innych
                  -graffi i skrótowców.

                  No ale wtedy nie było też tylu wybitnych psychologów pokroju psycholożki
                  Kwaśniewskiej (z tych Kwaśniewskich), którzy potrafili diagnozować, a właściwie
                  nazywać lenistwo dzieci oraz ich rodziców, oraz brak wychowania u tych
                  pierwszych i mierny wpływ na wychowanie tych pierwszych przez rodziców.

                  Najprostszym a zarazem najskuteczniejszym (w myśl powiedzenia) sposobem na
                  uleczenie -grafii i skrótowców po ocenie niedostatecznej z zachowania czy
                  dyktanda była przemyślanie wymierzona kara.

                  Ale teraz się wychowuje bezstresowo, a żeby usprawiedliwić własne i dziecka
                  lenistwo idzie się do psychologa po właściwą "diagnozę".

    • A ja z pierwszej klasy w latach 70-tych pamietam rysowanie
      szlaczków, caøe strony nowopoznanych cyferek i literek...
      • Ja tez pamietam szlaczki z pierwszej klasy!!!! Polowa lat 80-tych.
        Rysowalismy szlaczki w celu oddzielenia kolejnych lekcji.
        Zpamietalam szczegolnie szlaczek z 3 strony zeszytu - pociag
        ciagnacy wagony.

        Zuplenie nie pamietam czego uczylismy sie w klasach 1-3. Zero. Nic.
        W drugiej klasie na pewno nauczylam sie wiersza o lisie-Witalisie.
        Tarlismy buraka cukrowego (skad sie bierze cukier?) oraz
        chodowalismy nasiona pszenicy.

        Moja pamiec, czego sie uczylismy zaczyna sie dopiero od klasy
        czwartej i od pieknych nowych podrecznikow.
      • Ale nie chodziłaś do zerówki, w której tego cię uczono cały rok ...
    • Jeszcze dodam, że ja nie byłam wzorowym uczniem, szczególnie z matmy w
      początkach szkoły byłam noga. Ale dzięki temu, że mieliśmy program, który
      wymagał od ucznia pracy - nauczyłam się tego, że jak się w życiu czegoś chce to
      się trzeba postarać.

      Dzisiejszy system edukacyjny uczy dzieci, że to one są najważniejsze i jak nie
      mają ochoty się uczyć - to ok, nie ma problemu. Bo właściwie po co komu ta
      wiedza potrzebna?

      Dlatego poleskie uczelnie przestają się na świecie liczyć. Im świeższy dyplom -
      tym mniejsze szanse np.na prestiżową pracę. I możliwości wyboru w przyszłości
      zawężone.

      I jeszcze rodzice, którzy ganią za stwierdzenie faktu że mam zdolne dzieci -
      jakby to było nie na miejscu...

      Ech, szkoda słów.
      • kagrami napisała:

        > Jeszcze dodam, że ja nie byłam wzorowym uczniem, szczególnie z
        matmy w
        > początkach szkoły byłam noga. Ale dzięki temu, że mieliśmy
        program, który
        > wymagał od ucznia pracy - nauczyłam się tego, że jak się w życiu
        czegoś chce to
        > się trzeba postarać.


        Ja też sie tego nauczyłam a miałam w I klasie szlaczki,
        szlaczki,.... rysowanie i podstawy czytania i pisania.
        Obawiam sie że program nie ma tu nic do rzeczy.

        • Ma i to bardzo wiele.
          W tym wieku, tzn w klasach I-III dziecko "uczy się uczyć". Jest bardzo ciekawe
          świata i jak powiedział wielki psycholog Carl Gustav Jung "zamiast napełniać
          szklankę powinno się rozpalić ogień"
          czyli nie tłuc wiedzę do głowy tylko zachęcić do zdobywania jej a w tym wieku to
          jest jeszcze stosunkowo proste.
          Później już dziecko traci pęd do wiedzy.

          Tak jest z nauką w ogóle.

          Zabroń dziecku "pomocy" w kuchni - za parę lat gdy będziesz jej potrzebować -
          dziecku się już nie będzie chcieć.

          Ale ja juz jestem spokojna. Ufam, że wybrałam dobrą szkołę, poza tym faktycznie
          uczę dzieci już od dawna poprzez rozmowę, czytanie i dając dobry przykład wink
      • kagrami napisała:

        > >
        > Dlatego poleskie uczelnie przestają się na świecie liczyć.

        A możesz mi powiedzieć kiedy to polskie uczelnie liczyły się na
        świecie? Bo ja jakoś sobie nie przypominam, żeby jakakolwiek
        uczelnia polska znalazła się powyżej trzeciej dziesiątki w
        światowym rankingu uczelni. Ostatnio kiedy jakiś czytałam, a było to
        może dwa - trzy lata temu, UJ jako jedyna polska uczelnia znajdował
        się bodaj na 47 miejscu czy gdzzies koło tego. Wcześniej na pewno
        lepiej nie było
    • A może trzeba znaleźć dobrą szkołę prywatną zamiast walczyć z
      wiatrakami? Moze to bylo by lepiej?
      • jakoś szkoły prywatne nie królują w rankingach, więc myslę że co by
        nie móiwc to jednak te publiczne takie ostatnie nie są.
        • odebrałam GRA W KOLORY-nie powiem ale baaardzo przypomina mi
          elementarz-Falskiego-jakos tak sie kojarzy.
          Szlaczków nie jest duzo-więcej było w wesolej szkole,na 65 stron
          ćwiczeń z czesci pierwszej jest jedynie 12 linijek ze szlaczkami i
          to tylko na początku ksiązki-Nie przesadzajmy-te ksiązki wcale nie
          są łatwiejsze od tych w zerówce i zeszłorocznej pierwszej-trzymam
          wszystkie trzy zestawy przed sobą i nieuważam aby dziecko sie
          nudziło.Ale to też zalezy od danego podręcznika
          --
          fotoforum.gazeta.pl/u/ariosso1.html

          Pies ma wszelkie cechy, aby stać się twoim kumplem... chociaż
          większość twoich kumpli nie będzie starała lizać cię po twarzy.
    • nic tylko usiaść i plakacsmile ale nad mamusiasmile
      jak poczytalam o tym twoim zeszycie z lat 70-ych to rece mi opadlysmile
      czy ty mialas na mysli 1 klase srednia? bo wyobraz sobie ze moi
      starsi bracia tez chodzili w latach 70 do podstawowek i nic takiego
      nie mieli, ja pocztaek lat 80 i w 1 klasie podstawowki uczylam sie
      alfabetu i cyferek z elementarzasmile
      moze co niektore dzieci wowczas juz czytaly ale potegi, dzielenie i
      mnozenie do 100, rownania z jedna niewiadomą to juz zaszalassmile
      kobieto wyluzuj smile dzieci dadza sobie rade nawet jesli pewna czesc
      malterialu powtorzasmile niech wspomianaja dobrze szkole a nie jak
      kieratsmile
      • rownania z 1 niewiadoma byly, pamietamsmile

        ale dzieci teraz tez maja, tylko nie nazywaja niewiadomej x i nie wiedza to
        robia- tak jest lepiej, jest to zabawa przez nauke.

        przyklad: marysia miala jablka. dostala od mamy jeszcze 5 i miala razem 10. ile
        jablek miala na poczatku marysia?

        tak mi troche topornie wyszlo tongue_out, ale chyba obrazuje, prawda? dzici robia takie
        zadania w pamieci, nie wiem, kiedy jest wprowadzane pojecie niewiadomej jako takiej.
        --
        Nothing is ever easy in the world of men...
        • smile
          Ty akurat pamiętasz to, Pysia i jej bracia mają zanik pamięciwink

          Ja być może też pamiętałabym tylko szlaczki, gdyby nie to, że akurat ten jeden
          zeszyt mam. Przecież to było tak dawno temu!

          Ale cóż, widzę że wielu rodziców woli, żeby dzieci się ponudziły ale nie były
          narażone na jakikolwiek stres... A ci co się nudzą? No bez przesady - od nudy
          jeszcze nikt nie umarł wink

          Ważne że nie ma kieratu, stresu, prawda?
          • Cytat A ci co się nudzą? No bez przesady - od nudy
            > jeszcze nikt nie umarł wink Ważne że nie ma kieratu, stresu, prawda?



            Od nudy faktycznie nikt nie umarł.
            Od stresu owszem.

            Uprzedzam komentarze - nie, nie uważam, aby stres w pierwszej klasie mógł prowadzić do śmierci. Po prostu biorę przykład od autorki wątku i wyolbrzymiam co się tylko da. No, ale ja nie miałam potęg w pierwszej klasie (nota bene, nadal czekam na skany zeszyciku).

            Jeśli uważasz, że twoje dziecko będzie się nudzić w szkole - już ci pisałam, zrób mu homeschooling albo uzgodnij z nauczycielem, aby dawał dziecku dodatkowe zadania na wyższym poziomie albo żeby pozwalał dziecku czytać książki/rozwiazywać krzyżówki/robić cokolwiek, wystąp z podaniem o indywidualny tok nauczania (najpierw ofkors o opinię psychologa z PPP), zapisz do prywatnej szkoły gdzie jest realizowany inny program (tak jak ja to zrobiłam), jednym słowem - rusz się zamiast utyskiwać na niesprawiedliwość świata i odmóżdżanie dzieci.

            A przede wszystkim, co już też ci napisałam - nie chwal dnia przed zachodem słońca. Wrzesień jeszcze nie nadszedł. Może się okazać, że twój pierwszoklasista ma tak duże problemy aklimatyzacyjne, integracyjne i socjalizacyjne (taak, wiem, do tej pory nie miał), że będziesz błogosławić "nudę naukową", którą ci zafundowała reforma.


            --
            I'm weird, but I'm not strange.

            • Zapomniałam zaznaczyć że pisałam do pysi. Że jej bracia i ona nie pamiętają - to
              znaczy ze ja nie mam racji.

              I o kieracie i stresie też do niej.

              A ja się juz nie martwię, o czym wcześniej pisałam smile Widać, że większości
              rodziców takie podstawy programowe odpowiadają a ja sobie z dziećmi poradzę.
              Właśnie starszy od jakiegoś czasu studiuje książkę z geografii, kombinuje jak to
              ta Ziemia się obraca i dlaczego-jeśli jest wschód słońca o 4:15 to u nas jest
              ciągle ciemno.
              wink
              Młodszy czyta samodzielnie książkę przygodową.

              Postaram się, żeby się nie zniechęcili do nauki i mam nadzieję, że wybrałam
              dobrą szkołę i nie będzie źle.


              • Wiesz, ja też mam dzieci wyjątkowo uzdolnione i z dużą wiedzą, w lot łapiące wszystko, z rzeczami wykraczającymi poza poziom (owszem, i ułamki i potęgi i równania z niewiadomą wink). I bardzo fajnie.

                Niemniej zdaję sobie sprawę, że moje - ani twoje - dzieci nie są statystycznymi sześcio- czy siedmiolatkami. I nie pieklę się, żądając dostosowania podstawy programowej właśnie do nich, bo jakbym skonstruowała podstawę pod mojego syna, to by był to materiał zakresu - jak sądzę - przekrojowo 4-5-6 klasy podstawówki.
                A syn, miał iśc do pierwszej klasy - idzie do zerówki szkolnej, w szkole prywatnej. Do zerówki, ponieważ ta szkoła stawia na języki i pierwsza klasa jest na podbudowie językowej zerówki (a w zerówce jest 6 godzin angielskiego i 2 niemieckiego tygodniowo).
                W tejże grupie zerówkowej są dzieci wyselekcjonowane na podstawie, o zgrozo, egzaminu, są to dzieci bardzo zdolne i nauczyciel na spotkaniu organizacyjnym zapowiedział, że nieuniknione będzie spore wykroczenie poza podstawę, podał dodatkowe podręczniki i zagadnienia. Zerówka eksperymentalna, bo diabli wiedzą, co będzie z nią potem, nauczycielka żartem mówiła, że pierwsze dwie klasy zaliczą eksternistycznie i po prostu ominą wink.

                Choć ja w sumie chciałabym, aby syn te szlaczki robił, bo manualnie nieco nieskoordynowany ;o).

                I masz rację, większości rodziców takie podstawy odpowiadają - ale większość 7-latków nie czyta samodzielnie książek przygodowych. I zapewne doskonale o tym wiesz, więc nie wiem, skąd twoje oburzenie. Że podstawa programowa nie jest zrobiona pod ZDOLNE dzieci? A kiedy niby była? Podstawa i program zawsze celuje w średniaków, bo tych jest najwięcej.


                Mam poczucie, że chciałaś sobie podbudować ego nieco wink. Że twoje zdolne dzieci takie biedne som i ta szkoła je odmóżdża.
                To ja powinnam w ogóle się powiesić chyba tongue_out



                --
                I'm weird, but I'm not strange.
                • I jeszcze, co mi się nasunęło.
                  Rozwój intelektualny swoją drogą, a zapomina się, piejąc nad swoimi uzdolnionymi dziećmi i utyskując na okrojony program, zapomina się często o rozwoju społecznym i emocjonalnym tych dzieci.

                  Co z tego, że moja córka jest jedyną osobą w swojej grupie przedszkolnej która płynnie czyta, liczy na poziomie 1-2 klasy podstawówki, zaczyna pisać pisanymi literami i wie, z czym się je ułamki oraz wie masę innych rzeczy, jeśli emocjonalnie nadal jest standardową niespełna pięciolatką ze skłonnością do histerycznych wrzasków, fochów, obrażalstwa i oślego uporu tudzież zachowań wyjątkowo dziecinnych (znaczy, zachowań na miarę 5-latka). I chciała bardzo do zerówki szkolnej razem z bratem, egzamin wyżej wymieniony zdałaby z palcem w tylnej części ciała. A mimo to psycholog zasugerował pozostawienie jej jednak w przedszkolu, co - jak na nią tak patrzę - będzie dobrym rozwiązaniem. Emocjonalnie będzie sobie dojrzewać w grupie przedszkolnej, a intelektualnie sama ją rozwinę wink.


                  --
                  I'm weird, but I'm not strange.
          • ale powtarzam ci, rownania z 1 niewiadoma sa. akurat pamietam, ze we wczesnych
            latach 80, kiedy chodzilam do szkoly, mnozenie i dzielenie do 100 bylo na sto
            procent w klasie 2, jak nie trzeciej.

            a wez zadania do kangurka i zobacz czy cos takiego robiłas? bo ja jesem pewna,
            ze ja nie. a moj syn robi. wejdz sobie na strone np poprawna polszczyzna i
            zobacz, czy takie rzeczy robilas. gwarantuje ze nie. fakt, to sa konkursy dla
            dzieci zdolnych, ale rozumiem, zeuwazasz, ze twoje dziecie do takich pretenduje.
            to widzisz, porobi sobie w I klasie.

            a tak NB, co wyszlo z tego nauczania w latach 70 i 80? nic, wspanialach
            specjalistow nie mielismy. i dalej nie mamysad

            dalej jestesmy w fazei poszukiwania. i w podobnej fazie jest wiekszosc systemow
            edukacyjnych na swiecie.
            --
            Nothing is ever easy in the world of men...
            • Tak, tylko że u nas się ciągle miesza. "Ulepsza" się już dobre i sprawdzone.
              Np. było dobrze, jak nie było gimnazjów - nie spotkałam się z inną opinią na ten
              temat.

              A co do specjalistów: mamy wielu, ale za granicą.
              Naukowców, inżynierów, muzyków.
              Nie stać nas na nich.
              • no wiec slonko uwierz, ze caly swiat juz uwierzyl, ze gimnazja to dobra sprawa.
                oddziela sie dzieci w wieku "wybuchowym", a jednoczesnie bardzo "plodnym", kiedy
                juz umiejetnosci i talenty sa bardzo dobrze zarysowane. mozna juz z nimi
                pracowac nie jak z maluchami, ale jak z prawie dojrzalymi osobami, stosuje sie
                inne techniki, uczniowie z malych, wbrew opinii powszechnej, jednak
                niedoinwestowanych i niewydolnych szkółek pownni byc zbierani do lepszych szkół,
                z lepszymi pedagogami, z lepszym zapleczem dydaktycznym.
                jest szansa, ze na skutek rekrutacji mloda, zdolna osoba znajdzie sie w klasie z
                innymi zdolnymi osobami, o konkretnym profilu, moze rozwijac swoje talenty. w
                "ogólnej" podsatwówce było by to niemozliwe.
                jeszcze raz z moca powiem: wszedzie na swiecie funkcjonuja gimnazja (podobnie
                jak krytykowany przez kadre akademicka podział na studia licencjackie i
                magisterskie) tylko u nas sa baaardzo negatywnie postrzegane.
                a bardzo prosto to zmienic: klasy male do 20 osob, psycholog szkolny zatrudniony
                na caly etat w kazdej szkole, i program nauczania -nie tylko powtorki (ktore sa
                konieczne!!!) ale tez nowe tresci, szczegolne rozwoj umiejetnosci.
                ot, po prostu wiecej kasy trzeba!
                tak, ze rozumiem ze twoja wiedza jest powierzchowna i z mediów, raczej z "faktu"
                niz z czegos bardziej ambitnego.

                specjalistów tez kochanie nie mamy za wielu- nie powtarzaj takich wyswiechtanych
                fraz. otoz nie, jak na kraj naszej wielkosci, z taka populacja, powinnismy ich
                miec duzzzzo wiecej- jezeli zalozymy, ze IQ naszych obywateli jest przecietnie
                takie jak w innyc krajach. a dlaczego nie mamy? wlasnie z powodu systemu
                edukacji! i to wczesniejszego, tego wlasnie z tych lat 70 i 80! gwoli
                dokladnosci- teraz tez pewnie nic nie wyprodukujemysad
                jeszcze raz i z moca- jestesmy w fazie poszukiwania.
                ale opinie ze w I, II czy innej poczatkowej klasie dzieci maja sie uczyc poteg-
                to jest po prostu bezmozgowe!
                --
                Nothing is ever easy in the world of men...
          • osobiście uważam, że jak dzieci sobie dobrze utrwalą podstawy, to tylko im na
            zdrowie wyjdzie. Jakiś czas temu miałam do czynienia z produktem nauczania
            matematyki z lat 80-tych i 90-tych... Gość po maturze (co z tego, że raczej
            humanista jak matematyk) nie był w stanie policzyć tego równania z jedną
            niewiadomą. Oraz obliczyć procentów.
            • Spotkałam takich techników z zapędami na inżyniera - też z procentami mieli
              problemy. I z logicznym myśleniem... Początek edukacji: lata 80-te, choć nie
              twierdzę że to jest regułą, ale wydaje mi się że wtedy poziom w polskich
              szkołach podst. się obniżył.
              Takie osoby dziś robią po 2 fakultety, oczywiście na płatnych studiach...
              smile
        • Pojęcie niewiadomej (x,y,z) mój Młody miał wprowadzone w IIIkl. Podobnie jak
          mnożenie. Zadania jakie opisujesz były już w Ikl.
          Uczył się z podr. "Ja i moja szkoła" MAC. Polecam choć nie wiem czy wydali
          wersję dla obecnych pierwszaków. Na pewno bardziej "spójne" i sensowne
          wydawnictwo niz np. "Już w szkole" (mam porównanie z córą - II kl wink)
          Pozdr
          Pam
          • eee, mnożenie i dzielenie do 20 w I klasie moj syn miał, podrecznik "juz w
            szkole", zreszta dla mnie całkiem oki. wiele też zalezy nie tyle od podrecznika,
            a sposobu prowadzenia zajec, materiałów dodatkowych etc
            --
            Nothing is ever easy in the world of men...
            • Tak .. ja też jestem zdania, że na tym etapie to Pani jest najważniejsza i jej
              "inwencja" wink
              Ale z drugiej strony podręczniki dość mocno ukierunkowują nauczyciela.
              Moja Młoda ma bardzo "roztrzepaną" Panią i choć dzieciaki niewątpliwie ją
              uwielbiają to jednak wiele rzeczy pozostawia "do życzenia". To pewnie ma też
              wpływ na mój osad podręczników.
              Zdecydowanie łatwiej było nam jednak nadrabiać materiał (w przypadku
              nieobecności) z "Ja i moja szkoła". Tam był podręcznik i domowniczek (jeden
              zeszyt na każdy miesiąc). Już w szkole jest rozbite na Czytanki, ćwiczenia
              ogólne, ćw. do matematyki, ćw. do polskiego i jszcze "Libie pisać i rysować" ...
              Pani skakała po stronach jak motyl z kwiatka na kwiatek ;-/
              Pozdr
    • a zapytałaś dziecko czy będzie sie nudzić smile myślę ze będzie zadowolone , ze ma
      czas na zabawę , no chyba ze już jest w trybach " wyścigu szczurów " biedactwo
    • z pierwszej klasy pamiętam: literki(moja nauczycielka to nazywała Kaligrafią), liczenie do stu, dodawanie i odejmowanie do stu( mnożenie i dzielenie chyba było w drugiej, ale nie wiem),podstawy ortografii, trochę o przyrodzie. To chyba w sam raz na 7 latka, co nie?
      • tak, w sam raz. Ale teraz jest do 20!!! sad
        2+2=
        a najtrudniejsze to 10+9=

        wink
        • TERAZ to znaczy kiedy? Mój już drugoklasista miał dodawanie/odejmowanie w
          zakresie 100, mnożenie w zakresie 30.
          I NIE MIAŁ szlaczków wink
          --
          MAZURY CUD NATURY - GŁOSUJ!
          Bliżej niż dalej
          • Co wy z tymi szlaczkami i tylko szlaczkami? wink

            Właśnie przeglądam książkę do pierwszej klasy, z której będzie korzystać grupa zerówkowa mojego syna.

            W "zeszycie do kaligrafii" są 4 strony A5 ze szlaczkami, reszta to litery i wyrazy.
            W książce do zintegrowanego (cz.1) szlaczki pojawiają się sporadycznie.

            Zresztą ja nie kumam tej niechęci do szlaczków. Ćwiczenia grafomotoryczne są potrzebne, jak się komuś chce znaleźć po co, to wystarczy w gugla wpisać "rola grafomotoryki".
            Choćby to można znaleźć:
            Ćwiczenia grafomotoryczne prowadzone systematycznie pozwolą na:
            * stymulowanie ogólnego rozwoju dziecka
            * wyrównywanie dysharmonii rozwojowych
            * usprawnienie koordynacji wzrokowo – ruchowej
            * usprawnienie mięśni palców i zdolności współpracy palców ręki
            * wyrabianie umiejętności prawidłowego posługiwania się narzędziem piszącym
            * wdrażanie dokładności, staranności, kształcenie wrażliwości estetycznej
            * likwidowanie napięcia mięśniowego
            * wzmacnianie cech osobowości, wzbudzanie zainteresowań, wyrabianie właściwej motywacji do nauki

            Polecam publikacje Marty Bogdanowicz, Doroty Dziamskiej i Hanny Tymichowej.


            --
            I'm weird but I'm not strange.
            • Bardzo mądrze sformułowane wink

              To wszystko poza "* wyrabianie umiejętności prawidłowego posługiwania się
              narzędziem piszącym" można odnieść np. do zbierania kwiatków na łące i układania
              ich w bukiecik. I to nawet lepiej, bo na spacerze.
              • kagrami napisała:

                > Bardzo mądrze sformułowane wink
                >
                > To wszystko poza "* wyrabianie umiejętności prawidłowego posługiwania się
                > narzędziem piszącym" można odnieść np. do zbierania kwiatków na łące i układania ich w bukiecik. I to nawet lepiej, bo na spacerze.

                Wiesz, mam poczucie że upierasz się wyłącznie dla zasady "a ja i tak wiem swoje". Tak, wiem, że są różne sposoby wyrabiania motoryki, a jednym z nich są ćwiczenia grafomotoryczne.
                No dobrze, miałam skończyć, ale nie skończę.
                Generalnie w ćwiczeniach grafomotorycznych (piszę wg książki pani Dziamskiej, np. "Zabawy z linią") chodzi m.in. o to, aby dziecko "czuło" liniaturę, w której będzie potem uczyć się pisać litery. Tego się nie nauczy podczas zbierania kwiatków czy nawlekania koralików.
                Ale ty zaraz napiszesz, że przecież pół świata nie pisze w liniach i inne argumenty kontra wink. Taaaa...

                Dalsza dyskusja jest bezowocna. Poczytaj coś może w temacie rozwijania grafomotoryki (nie piszę tego złośliwie, autorki podałam - naprawdę polecam).

                --
                I'm weird, but I'm not strange.
                • Nie upieram się i przepraszam, jeżeli cię uraziłam. Ale nie trawię takich
                  mądrości bez treści wink Takie s... w banie. Sorry.

                  Szlaczki są niezbędne w ilości umiarkowanej, z tego co zaobserwowałam u swoich
                  dzieci - w momencie, gdy dziecko zaczyna "normalnie" trzymać ołówek i pracuje
                  przy tym językiem - jest to ćwiczenie doskonałe. Zwykle jest to moment pomiędzy
                  3 a 6 r.ż. I to wystarczy. Natomiast nie ma co przesadzać. Poczytaj (albo
                  popytaj) jak dzieci nie cierpią kolorowania w szkole. I ze szlaczkami w
                  nadmiarze - przypuszczam - może być tak samo.
                  • Ale kto mówi o nadmiarze szlaczków?
                    Gdzie ty widzisz ten nadmiar?
                    Skąd wiesz, ile to NADMIAR? Jeden szlaczek dziennie to nadmiar, czy jeden tygodniowo? Dwie linijki szlaczków to przesada, czy jeszcze norma?

                    Kolorowania - wiem - dzieci generalnie nie lubią, bo faktycznie nudne jest jak diabli. Przeglądam dalej książkę - jedyne kolorowanie jest w formie "zadaniowej" ("pokoloruj trzeci od lewej na niebiesko, a najdłuższy na zielono"), typowych kolorowanek nie zauważyłam. Może to zależy od podręcznika? A może od nauczyciela? Mądry nauczyciel będzie traktować zadania z książki jako PODSTAWĘ do dalszego rozwijania wiedzy, na wzór homeschoolowy.

                    Dalej się będziemy przerzucać argumentami?

                    Bo widzę, że wychodzisz z założenia, że nowa podstawa jest odmóżdżająca (patrząc z TWOJEGO punktu widzenia, czyli - masz zdolne dzieci, dzieci ponadprzeciętne, pracowałaś z nimi, rozwijałaś je) i nie przyjmujesz ŻADNYCH argumentów które świadczą przeciwko temu (choćby argumentu, że istnieją również dzieci przeciętne oraz dzieci, z którymi nikt wczesniej nie pracował sensu stricto). Szlaczki są niepotrzebne, bo przecież dzieci mogą zbierać kwiatki i nawlekać koraliki w wieku 3-6 lat - ok, moje to robią, twoje to robią, znaczna większość tego nie robi (ostatnio moja sąsiadka była wielce zszokowana, kiedy zobaczyła filcowego kota uszytego samodzielnie przez moją pięciolatkę, bo ma wnuczkę 2 tygodnie starszą i w życiu nie wpadłaby na to, aby dać jej igłę do ręki).
                    Spora część pięciolatków nie miała nożyczek w rękach, duża część 6-latków uczy się trzymać ołówek dopiero w zerówce, a ty mówisz o szlaczkach od 3-6 lat wink.



                    --
                    I'm weird, but I'm not strange!
            • mama_kotula napisała:

              > Co wy z tymi szlaczkami i tylko szlaczkami? wink

              A bo czytam i mnie trafia, że niby kiedyś to te potęgi, a teraz szlaczki jeno wink
              Też uważam, że szlaczki w odpowiedniej dawce są przydatne - CHOCIAŻ można je
              zastąpić. I dobrze wink

              --
              MAZURY CUD NATURY - GŁOSUJ!
              Bliżej niż dalej
    • zrobić ciemnotę taką jak np w USA, jeszcze kilka pokoleń i w gimnazjum będą
      uczyć tabliczki mnożenia
    • Hmmm... Widać, że mamy różne wspomnienia. Sam szkołę zacząłem w 1980 i pamiętam,
      że w pierwszej klasie na początku były szlaczki, ale zaraz później była
      kaligrafia liter (większość umiała już czytać i pisać). A pamiętam to dlatego,
      że wtedy sama pani derektor przyszła pokazywać nam jak poprawnie pisać
      małe "p" tak aby przypominało pisane "p" z języka rosyjskiego (podobieństwo
      dostrzegłem parę lat później, wtedy wydawało mi się to po prostu bardzo dziwne).
      Inną rzeczą, którą pamiętam to to, że tabliczkę mnożenia poznawałem w klasie
      trzeciej. To dla odmiany pamiętam, bo zaliczyłem wtedy pierwszego w życiu "baniaka".

      Generalnie klasy I-III wspominam jako jedną, wielką zabawę. Dopiero klasa IV
      objawia się we wspomnieniach jako jakaś zmiana jakościowa.

      A swoją drogą to troszkę współczuję dzieciom, których rodzice chcą aby
      siedmiolatek "miał szansę się powysilać". Sam bym wolał, aby moje dzieci uczyły
      się bez wysiłku (w myśl zasady, że narobić się to każdy głupi potrafi). No ale,
      nie mój cyrk, nie moje małpy.

      --
      ... i owoc żywota Twojego je ZUS
    • a to dobre. w latach 70tych, mój mąż, rodzeństwo i ja chodzilismy do
      podstawówki ale za cholere nie przypominamy sobie potęg w pierwszej
      klasie, chyba ze mamy zbiorową amnezję. BTW nie traktuj pójścia
      swojego dziecka do szkoły jako początek ostrego zakuwania, niech
      najpierw się tam dobrze bawi, a potem wszystko sie rozkręci,
      znajdzie swoje zainteresowania i ulubione przedmioty. Nie żądaj aby
      nagle wprowadzili całkę podwójną w programie pierwszoklasistów bo
      moze sie to źle skończyć.
      Pozdrawiam... a jesli jednak nadal ci mało to rozwijaj
      zainteresowania dziecka w domu...
      p.s.i ciesz sie ze od razu nie bedzie musił dzwigac do szkoły 25
      kilo plecaka.
    • To pewnie w II były całki?
      I geometria wykreślna?
    • Nie zaszkodzą mu szlaczki. Wyrobi sobie rękę. Ja płynnie czytałam i liczyłam
      idąc do zerówki, przez całą zerówkę rysowałam szlaczki zamiast uczyć się czytać
      z innymi dziećmi - i jakoś żyję. Ja bym porozmawiała z nauczycielem - żeby
      zadawał dodatkowe rzeczy, jeśli dziecko szybciej wykona zadane ćwiczenia.
      --
      "Rowerzyści świadczą o jakości współczesnego miasta, niczym raki o czystości
      jeziora, są oznaką tego, że miasto jest sprawnie i bezpiecznie zorganizowane."
      http://ich4pory.blogspot.com

      majself = płeć żeńska
      • Autorka chyba rozum postradalawink Ucze juz wiele lat ale niegdy nie spotkalam sie
        aby dzieci w kl 1 liczyly w zakresie 100tongue_out W klasie 1 dzieci poznaja litery do
        konca 1 semestru ,podtawowe zasady ortograficzne typu ó,rz wymienne ,ucza sie
        rozrozniac podstawowe czesci mowy bez nazywania ich jeszcze . Matematyka
        ,najpierw monografia liczb,potem dzialania w zakrsie 10 ,do konca roku dzialania
        w zakresie 20 . Wymagania w stosunku do dzieci 7 letnich raczej wzrosly a nie
        zmalaly . Jesli ma sie dziecko bardzo zdolne czy genialne nalezy przeniesc je o
        klase wyzej badz starac sie o nauczanie indywidualne ,oczywiscie do tego
        potrzebne sa badania psychologiczne . Poziom dzieci przychodzacych do kl1 jest
        bardzo zroznicowany.Tych dzieci ,ktore bardzo dobrze sobie radza wcale nie jest
        duzo. Co niektore dzieci nie potrafia poprawnie trzymac olowka w rece ,ze nie
        wspomne o wycinaniu ,stad na poczatku jest wiele cwiczen manualnych .Amenwink
        • Jeśli nauczyciel tak traktuje rozmówcę, to... ogólnie mnie ten poziom edukacji
          przestaje dziwić wink
          • kagrami, ale ciebie nic nie przekona, ze przecietny 7 latek nie moze poznawac
            poteg.
            --
            Nothing is ever easy in the world of men...
            • smile
              A dlaczego nie może? Jeśli chce się dowiedzieć na czym to polega to oczywiście
              że może! Choć nie uważam że jest to potrzebne wszystkim 7-latkom.
              Nowa podstawa programowa - o tym piszemy. Na podstawie podręczników które mam -
              wnioskuję, że poziom jest wciąż obniżany. W nauczaniu początkowym.
              Ale to jest moje zdanie. Byc może dzieci będą lepiej kształcone np.artystycznie...

              Zresztą nie wiem jak jest w starszych klasach - może potem "przysiądą fałdów".

              • Cytat A dlaczego nie może? Jeśli chce się dowiedzieć na czym to polega to oczywiście że może!

                Kluczowe słowo: jeśli chce.
                Nie sądzę, aby potęgi w przypadku 7-latka to były działania na potęgach (na wykładnikach) - mogły to być jedynie kwadrat, ewentualnie sześcian. Sprawdź w swoim zeszyciku i popraw mnie, jeśli się mylę wink.

                No więc ok, przeciętny 7-latek jest w stanie pomnożyć przez siebie 2 bądź 3 liczby. I oczywiście, można mu powiedzieć, że to się nazywa potęgowanie.
                Natomiast zastanawiam się, po co wiedza w temacie konkretnie potęg jest 7-latkowi potrzebna. Czy w pierwszej klasie rozwiązuje się równania, układy równań, oblicza pola wielokątów i objętości brył itp? Czy robi się jakieś konkretne obliczenia, że te potęgi będą potrzebne?
                Raczej nie. Oczywiście, mogę się mylić, dopóki Kagrami nie zamieści skanów zeszytu.

                No więc taki 7-latek będzie wiedział, co to jest 2 do sześcianu, ale przy tym może nie wiedzieć, co to jest sześcian, skąd się wzięło to 2 "do sześcianu" i po cholerę mu właściwie wiedzieć, że 2*2*2 to jest sześcian, czyli trzecia potęga liczby 2. Zwłaszcza, że szybko to zapomni, zanim mu te potęgi zaczną być do czegokolwiek potrzebne.

                Poza tym - chłonny umysł chłonnym umysłem, ale bez przegięć. Jak widzę, że moje dziecko np. zaczyna zgadywać, zamiast myśleć i liczyć (czyli widzę, że nie kuma zagadnienia), to odpuszczam, bo zdaję sobie sprawę, że pracujemy wysoko ponad poziomem i w sumie może tego nie rozumieć. W szkole odpuścić by nie mógł, w szkole ma wykonać program. I tak, program ma być dostosowany do możliwości przeciętnego dziecka. Dla dzieci zdolnych są dodatkowe możliwości. A dziecko, które samo z siebie lubi się uczyć, nie zniechęci się do nauki tylko dlatego, że w szkole ma robić szlaczki (tak, też potrzebne) a nie uczyć się w pierwszej klasie fizyki kwantowej. Kwantowej mogę go uczyć w domu wink, w szkole ma iść z tą "nudną" i "odmóżdżającą" podstawą, socjalizować się, rozwijać się emocjonalnie, uczyć się pracy zespołowej i generalnie dojrzewać do samodzielności.



                --
                I'm weird but I'm not strange!
                • Moja sześciolatka idzie do pierwszej klasy, zerówkę przedszkolną przerobiła w tym roku szkolnym.
                  Czytać, pisać, liczyć w zakresie powiedzmy do 1000 (pewnie więcej też by dała rady) też potrafi, mnożyć, dzielić, nawet zadania z jedną niewiadomą też potrafi rozwiązać.
                  Tyle, że ja będąc na miejscu autorki wątku, mając tak rozgarnięte dziecko jak zauważyłam w trakcie czytania, wysłałabym dzieciaka wcześniej do szkoły, no bo kiego ma się marnować i tracić czas na szlaczki, które jak każdemu wiadomo, nikomu nie są do szczęścia potrzebne.

                  No i zgadzam się z Martą homeschooling jest najlepszczym sposobem na pewne dziedziny nauki, przynajmniej dla dziecka wink

                  --
                  Wikula i Ola
                  • Cytat No i zgadzam się z Martą homeschooling jest najlepszczym sposobem na pewne dziedziny nauki, przynajmniej dla dziecka wink

                    Oczywiście. Dla niektórych rodziców pewnie też, niemniej ja osobiście bym za przeproszeniem ocipiała mając dziecię 24h na dobę w domu i musząc zadbać o organizację homeschoolowego dnia wink.

                    Pół dnia mogę i sprawia mi to sporą przyjemność. Dzieciom też.
                    W ramach dzisiejszego homeschool (taak, wiem, są wakacje, ale młodym to jakoś nie przeszkadza) młody wyjął piankowe modele ułamków (podzielone na części koła) i zażądał zadań, córka bawiła się base ten blocks, wymyślając sobie przykłady. Potem wspólnie obejrzeliśmy sobie film z Discovery "Ziemia bez Księzyca". Tyle homeschoolingu na dziś, takiego typowo "wiedzowego" wink. Oprócz tego napisali listy do babci (przy okazji ponownie przerobiliśmy drogę listu i kwestie pt. po co są znaczki i co to kod pocztowy) oraz uszyli kolejne zwierzęta z filcu. Poza tym zdemolowali pół domu, pobili się jakieś 10 razy, powyzywali od durniów, ale to skutki uboczne wink.

                    Zapewne we wrześniu, jak pójdą do szkoły i przedszkola, nasze popołudnia będą wyglądać w ten sam deseń. W szkole i przedszkolu będą się bawić, uprawiać sport i socjalizować - szczególnie syn aspergeryk tego potrzebuje - oraz, oczywiście, czynić te niepotrzebne nikomu szlaczki (pani Dziamskiej dziękujemy, jest nam pani niepotrzebna razem z pani podręcznikami wink)) w domu będą się uczyć tego, co lubią i chcą (i co matka im wymyśli).

                    Metody homeschoolowe są bardzo przydatne, jeśli chodzi o wyjaśnianie rzeczy, które w szkole są, ale przeważnie nie ma czasu na ich dokładne omawianie. W szkole dzieci nauczą się, że oddycha się za pomocą płuc i przepony, w domu zbudują model z butelki plastikowej, balonów, gumek i czegoś tam jeszcze, i zobaczą na czym to faktycznie polega (w szkole zwyczajnie nie ma na to czasu, przy 30-osobowej klasie - choć jestem pełna nadziei i zaufania dla szkoły, do której będą chodzić dzieci, klasy są max 12-osobowe i podejście nieco inne).



                    --
                    I'm weird, but I'm not strange!
        • samanta1 napisała:

          > Autorka chyba rozum postradalawink Ucze juz wiele lat ale niegdy nie
          > spotkalam sie aby dzieci w kl 1 liczyly w zakresie 100tongue_out

          To GDZIE Ty uczysz?

          --
          MAZURY CUD NATURY - GŁOSUJ!
          Bliżej niż dalej
    • aby dziecko własnie ładnie i kształtnie pisało. Swoja drogą, to, że
      twoje dziecko jest tak genialne, nie znaczy, ze inne tez sa.
      niestety to juz trzeba szukac prywatnej szkoly jakby co. Choc tam
      programy tak naprawde nie wiele sie roznia, fakt moze jest bardziej
      indywidualne podejscie do dziecka. zreszta obecnie i tak jest
      nauczanie zintegrowane, wiec "cudów" raczej nie nalezy oczekiwac ani
      nadambitnego programu.
      a swoja droga nie wierze, aby w w I klasie szk. podst w latach 70
      było potęgowanie. może jeszcze pierwiastkowanie w zwiazku z tym i
      badanie przebiegu zmiennosci funkcji?
      • Moje dziecko nie jest genialne. Przynajmniej ja o tym nie wiem, a tym bardziej ty.
        Po prostu z tego co wiem, większość dzieci idących do I klasy jest ponad
        poziomem jaki określiło MEN. Przynajmniej dzieci, które ja spotykam.
        Uważam, że jest zbyt łatwo a więc nudno, ALE MOŻE SIĘ MYLĘ... Okaże się.

        > a swoja droga nie wierze, aby w w I klasie szk. podst w latach 70
        > było potęgowanie. może jeszcze pierwiastkowanie w zwiazku z tym i
        > badanie przebiegu zmiennosci funkcji?

        Potęgowanie było proste i bez niewiadomych, więc nie było badania funkcji wink
        • Cytat Po prostu z tego co wiem, większość dzieci idących do I klasy jest ponad poziomem jaki określiło MEN.

          Robiłaś badania statystyczne, czy większość to "moje dzieci, dzieci sąsiadów i daleka kuzynka oraz Zosia, której mama wstydzi się przyznać, że Zosia ma problemy z czytaniem"? smile

          Mój syn po powrocie z wczasów powiedział "wiesz, mama, tam były takie 3 dziewczynki, co miały 8 lat i one czytały po sylabach, a jedna ledwie po literkach! a ja już od dawna czytam po wyrazach".

          Czy na podstawie tego powinnam stwierdzić, że większość 8-latków po roku nauki w pierwszej klasie nie umie czytać? wink

          Wiesz, ile dzieci 6- czy 7-letnich nie potrafi powiedzieć, co właśnie przeczytało? I nie jest w stanie odpowiedzieć na pytania dotyczące tekstu, który przeczytało płynnie i bezbłędnie?
          Wiesz, ile dzieci 6- i 7-letnich ma problemy z odróżnieniem prawej i lewej strony? wink
          Wiesz, ile dzieci ma problemy z kojarzeniem wydawałoby się banalnych par typu zając - nora? Albo z kontynuacją regularnego wzoru typu abcabcabc(np. kółko kwadrat trójkąt)?

          Może porozmawiaj z nauczycielem przedszkolnym, szkolnym, obojętnie.

          --
          I'm weird, but I'm not strange.
          • > Wiesz, ile dzieci 6- i 7-letnich ma problemy z odróżnieniem prawej
            i lewej strony? wink

            90% moich znajomych dorosłych kobiet (ważne!) ma z tym problemy?
            I ja też miałam od zawsze pomimo prymusowstwa od przedszkola i IQ
            kwalifikującego do Mensy. To znaczy muszę się chwilę zastanowić, a
            bez tego mówię "prawo" pokazuję często "lewo". Naprawdę szkoła nie
            ma nic do rzeczy, to budowa mózgu.

            > Wiesz, ile dzieci ma problemy z kojarzeniem wydawałoby się
            banalnych par typu zając - nora?

            No to jest trafienie kulą w płot. Zające ani nie kopią nor, ani w
            nich nie mieszkają, więc skąd to "banalne" skojarzenie? Owszem na
            pamięć można dziecko nauczyć, że w tym ćwiczeniu tak ma być, ale
            jakby miało to z czegoś wywnioskować - no nie da rady.

            Wiem, ze to nie do tematu, ale nie mogłam sie powstrzymać.

            Też mam stare zeszyty z pierwszych klas podstawówki, dziesiejsze
            obniżenie poziomu naprawdę żenujące, a wtedy dzieci wcale się nie
            uczyły po nocach, wcale nie męczyły się tą straszną nauką, a po
            szkole zupełnie z własnej woli grały w państwa-miasta, Hali-hali
            (zgadywanie słów), liczenie kroków do rzuconej skakanki i tak dalej.
            Wiedza to było z zasady coś fajnego, no cóż, było- minęło...
            • Ach i och.

              Mówię na przykładach, bo wiem, o jakie zadania chodzi Kagrami - bo też mam podręczniki do pierwszej klasy i widzę, jakie w nich są zadania.

              No to dobrze, pani dokładna, zmieniam przykład "zając - nora" na przykład "bocian - wiosna". Może być? Chodzi mi o szukanie skojarzeń. Dzieci mają z tym problemy. Mają też problemy z doszukiwaniem się regularności w określonych wzorach (co potem wpływa na kojarzenie poprzez analogię). I temu służą wielokrotnie powtarzane, być może nudne ćwiczenia typu "dokończ rysować baloniki" (czerwony, żółty, zielony, zielony) - które robią się coraz trudniejsze.

              Inny przykład - historyjka obrazkowa do ułożenia w kolejności. Na jednym obrazku dziewczynka z płaszczem w przedpokoju, na drugim dziewczynka pod parasolem na dworze, trzeci jest niemal identyczny jak pierwszy, różni się jedynie stojącym w kącie ociekającym wodą parasolem. Ćwiczenie na spostrzegawczość i kojarzenie faktów, ćwiczenie wzbogacające język (wierz mi, dzieci mają problemy z opowiedzeniem CO SIĘ DZIEJE na obrazku - nie "CO WIDZĄ" na obrazku, bo to potrafi każdy przeciętny 3-latek) i tak dalej.

              I też mam zeszyty z pierwszych klas podstawówki. Obniżenie poziomu? Nie mam bladego pojęcia, przyznaję. Dla mnie i tak poziom w szkole był z kategorii "z palcem w tyłku".
              Cytat dzieci wcale się nie uczyły po nocach, wcale nie męczyły się tą straszną nauką, a po szkole zupełnie z własnej woli grały w państwa-miasta, Hali-hali (zgadywanie słów), liczenie kroków do rzuconej skakanki i tak dalej. Wiedza to było z zasady coś fajnego, no cóż, było- minęło...

              Tak jest, pogeneralizujmy sobie. Kiedyś złoty wiek, a dziś sodoma i gomora razem wzięte.
              Dzieci były tak samo jak teraz - RÓŻNE. Jedne dzieci grały po szkole w państwa-miasta, inne demolowały podwórka i kradły jabłka sąsiadowi, jedne liczyły kroki do rzuconej skakanki, inne wyrywały tę skakankę młodszej koleżance i rzucały wysoko na drzewo. Z reguły te pierwsze miały poczucie, że wiedza jest czymś fajnym, a te pozostałe, że nauka jest nudna, trudna i zua, bo - niespodzianka! - miały z nią trudności i musiały spędzać więcej czasu nad lekcjami.

              I fakt, ty nie pamiętasz uczenia się po nocach, ja też nie, bo zadania domowe odrabiałam w ciągu ostatnich pięciu minut lekcji (uczyć sensu stricte się zaczęłam w 3 klasie szkoły średniej, do olimpiady przedmiotowej). Ale pamiętam rodziców krzyczących z okien "Jasiek, do domu, lekcje odrabiać" i Jasiek szedł, wracał np. za 2 godziny (!!) co dla mnie było szokiem, bo jak można przez 2 godziny rozwiązywać 2 głupie słupki z matematyki i przepisywać dwa zdania z polskiego. A jednak Jasiek tyle czasu na to potrzebował.

              Teraz jest tak samo, niewiele się tu zmieniło smile.

              Poziom się obniżył? Być może. Ale pamiętam, że 10 osób na 30 z mojej klasy chodziło na tzw. zajęcia wyrównawcze. Czyli, jednak te 7-latki nie były tak genialne jak teraz tongue_outtongue_outtongue_out. I dokładnie pamiętam, jak w 4 klasie podstawówki część osób nie umiała płynnie czytać. Oraz, jak około 8 klasy podstawówki większość nie umiała przeczytać tekstu ze zrozumieniem, wyciągając wnioski. Zresztą, jak czytam fora gazetowe, to jestem pod wrażeniem umiejętności logicznego wnioskowania, wnioskowania przez analogię i generalnie rozumienia tekstu pisanego. Negatywnym wrażeniem.



              --
              I'm weird, but I'm not strange!
    • Nie patrz tak na swoje dziecko, bo to nie ma sensu, a tylko je wykończysz.
      Ludzie nauczeni otwartości na świat i zdolni szybko zdobędą wymaganą od nich
      wiedzę. Z tego, co przeczytałem, zamiast rozwijać ciekawość dziecka, zaczęłaś je
      nieprawidłowo uczyć. Dla przykładu: wygląda na to, ze umie mnożyć, ale nie wie,
      czym jest mnożenie ... . Potem będzie takie, jak niektóre moje koleżanki, które
      skończyły ekonomię, a nie wiedzą na czym polega ekonomia. Czy Twoje dziecko
      zdobędzie wiedzę w wieku lat 40, 25, 10, czy 5, nie ma znaczenia. Ważne jest,
      aby umiało i chciało czytać, a tego na pewno nauczy się w szkole. Czytanie plus
      samodzielna analiza i wyciąganie prawidłowych wniosków. Aby dobrze żyć trzeba
      umieć tylko tyle lub aż tyle, w zależności od uzdolnień.
      • Ja moich dzieci nie uczę.
        Bez przesady - nie w tym wieku wink mnożenia i dzielenia. Ja tylko odpowiadam na
        ich pytania. Wiedzą czym jest dzielenie i potrafia dzielić, mnożyć, proste
        potęgi, pierwiastki. Czytac się młodszy nauczył śledząc litery, kiedy ja mu
        czytałam. Nigdy nie nauczyłam go żadnej literki.

        Starszy w wieku 5 lat znał na pamięć kalendarz na cały bieżący rok. Aż mnie to
        irytowało, ale taki już jest - lubi cyferki.
        Młodszy zadaje dużo pytań, jest czasem trudno. Jak wytłumaczyć mu dlaczego s nie
        jest samogłoską skoro można ją wymawiać ssssssssss a nie sy i dlaczego wrzesień
        nie pisze się "wrześeń" - dzisiejsze przykładowe pytania.

        Powtarzam: nie uczę dzieci jakoś specjalnie nad wyrost.

        • Jeśli wiedzą, czym jest dzielenie, to wiedzą coś, czego w ich wieku nie
          wiedziało wielu noblistów, a większość ludzi nie wie. Ciekawe, jak się ich
          talent rozwinie.
    • nowe podreczniki sa oparte na noweh podstawie programowej.

      a nowa podstawa programowa zostala napisana z zalozeniem, ze do
      klasy I ida dzieci 6-letnie.

      wiec 7-latek w klasie I moze sie nieco nudzic

      ale wszystko to zasluga protestujacych rodzicow, ktorzy przyczynili
      sie do zlagodzenia reformy.
      • No k..... zaraz bedzie, ze calki poznawalismy wink

        Szkola to nie tylko wiedza to dojrzalosc, uspolecznienie,
        samodzielnosc, wygimnastykowanie i pare innych skladnikow.
        Powiem wiecej - wiedza przy tym to minimalny ulamek.




        • katrio_na napisał:


          > Szkola to nie tylko wiedza to dojrzalosc, uspolecznienie,
          > samodzielnosc, wygimnastykowanie i pare innych skladnikow.
          > Powiem wiecej - wiedza przy tym to minimalny ulamek.

          A pewnie, sprzątać tez ktoś musi wink

          • Naprawde myslisz, ze jesli Jas naczy sie rok wczesniej czytac od
            Stasia to Jas bedzie profesorem a Stas szambiarzem?

            Dodam Ci jeszcze na oslode - jestem w polowie drogi aby zostac owym
            profesorem. Ostatnio mialam okazje goscic na luksusowym jachcie Pana
            slusarza zarabiajacego w najgorszym miesiacu 20 razy tyle co ja w
            moim najlepszym miesiacu z wszelkimi fuchami.

            Dlatego dziecinstwo mojego syna bedzie dziecinstwem, bedzie
            przekazywaniem wiedzy i swiata przez rodzicow a nie bedzie
            sleczeniem nam lekcjami do 20.






    • W I kalsie miałem szlaczki, alfabet od A do Z, nauka pisania i
      czytania. dodawanie, odejmowanie, mnożenie i dzielenie w zakresie do
      100. O równaniach z jedną niewiadomą i potegach w pierwszej klasie
      nie słyszałem. Za to działania na zbiorach to i owszem były.
      PS
      A może ten zeszyt to ty masz z I kalsy ale zawodówki?
      • Droga kagrami ........ Tak naprawde pierwsze 3 lata nauki sa dla dziecka chyba
        najwazniejsze . Nie pamietam kto to powiedzial ale w 1 klasie dziecko powinno
        pokochac swojego nauczyciela ,w 2 giej polubic szkole a zaczac sie uczyc w
        klasie 3 ciej wink) I ja sie z tym zgadzam .
        Niby mamy nauczanie zintegrowane ale jednoczesnie wcale nie daje to wiekszego
        pola manewru . Dzieci za duzo czasu spedzaja nad ksiazkami,cwiczeniami a za malo
        poza szkola gdzie powinny zdobywac wiedze z doswiadczenia,"na zywo" .Nie pozwala
        na to wlasnie przeladowanie materialu . Doswiadczony nauczyciel wie co moze
        pominac ,co zrobic pozniej ,poczatkujacy czesto opiera sie tylko na ksiazkach i
        wtedy szkola moze faktycznie zaczac byc nudna dla dziecka . Nauczyciel nie tylko
        ma uczyc pisac,czytac,dzielic,mnozyc ale rowniez wychowywac - a to bardzo
        szerokie pojecie . Nie podpieraj sie wiedza zdobyta z gazet bo niewiele prawdy
        tam znajdziesz .Poczekaj do pierwszej wywiadowki,wychowawca powie jakie sa
        podstawy programowe .Sama przekonasz sie ,ze klasa 1 wcale dla dziecka nie jest
        taka latwa. Te kilka godzin spedzonych w szkole jest duzym obciazeniem dla
        takiego malucha .Nie wiem dlaczego tak Ci zalezy zeby Twoje dziecko potegowalo
        czy dzielilo w zakresie 100 w kl 1. Na wszystko przyjdzie czas .
        • Dziękuję za odpowiedz ale znowu nastąpił brak zrozumienia.

          Mam 2 dzieci: starszy idzie teraz do 3 klasy młodszy do 1.
          Chociaz starszy bardzo lubi(ł) matematykę - nie miałam uwag do podręczników
          Wesoła Szkoła. Myślałam, że: socjalizacja, obowiązkowośc i koncentracja - że
          tego się nauczy. Niestety, z tego powodu, że miesci się w normach - nie musiał
          się w ogóle przez 2 lata uczyć a na lekcjach wyłącznie sie nudził. Żadnych zadań
          domowych - inne dzieci tak, ale on nie bo program ma opanowany - tak mówiła
          nauczycielka.

          Teraz młodszy dostał podręczniki Witaj Szkoło! - słyszałam jak panie w zerówce
          mówiły o reformie i zaczęło mnie zastanawiać, dlaczego te nowe podręczniki tak
          się różnią od poprzednich.
          Chociaz WS dla mojego dziecka było łatwe, ale jeszcze do przyjęcia, dla
          niektórych dzieci mogły być nawet trudne.
          Np. dla mnie by były, bo pamiętam siebie - nie rozumiałam matematyki i nie
          umiałam czytać w tym wieku.

          Ale teraz - podręczniki z zerówki zawierały więcej materiału!

          No i kontrolnie wyciągnęłam ten mój zeszycik, dla porównania.

          I wygląda to tak: przepaść. W dodatku ja nie chodziłam do zerówki i jest to
          zeszyt z końca roku.

          Podałam przykłady z tego starego zeszytu, żeby pokazać jak się dawniej w Polsce
          uczyło. Dzieci nie były przeciązone. Byłam jednym ze słabszych uczniów i nie
          pamiętam jakoś stresu i siedzenia po nocach...

          Zbyt mało interesowałam się reformą, ponieważ - chociaż mam dziecko z 2002 to
          jednak z końca roku. Myślałam raczej, że dzieci młodsze będą musiały się
          dostosować, a nie że do nich będzie naginany program. U nas na ponad 70 dzieci
          tylko jedno przychodzi bez przygotowania zerówkowego.


      • 10/10

        Pierwszą klasę zaczynałam w 1985 roku (mając 3 lata byłam już
        przedszkolakiem - także przeszłam maluchy, pięcio i sześciolatki).
        Jakoś nie kojarzę równań z niewiadomą i potęg w pierwszej klasie.
        Matmę zawsze lubiłam, "jabłuszka i gruszeczki" - apropo zbiorów i
        równań z niewiadomą wink.
    • bo celem programow MEN jest utrzymywac wasze dzieci w
      analfabetyzmie, zeby byly potem poslusznymi zmywakami i miesem
      armatnim dla panow swiata (mafii finansjery, zlodziei i pasozytow,
      zwanych elyta).
    • Kiedyś jakiś idiota pisał że Polska ma stanowić w UE zaplecze żywnościowe dla
      uprzemysłowionych krajów zachodnich. Może to jednak nie był idiota. Do
      prowadzenia ciągnika czy przeganiania krów nie trzeba szczególnych kwalifikacji
      więc szlaczki przez całą szkołę podstawową wystarczą. W średniej szkole nauczy
      się przyszłych rolników czytać żeby można im było wydawać polecenia na piśmie,
      to nawet zarządca nie będzie się musiał tutaj fatygować tylko wyśle instrukcje
      gdzieś, spod Hamburga.
      • Gość: nick IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.08.09, 15:24
        Szlaczki rysowało się kiedyś w zerówce.Robienie tego w pierwszej klasie szkoły
        podstawowej (dzieci6-7letnie) jest lekką przesadą i równaniem w dół,o ile
        dziecko nie jest umysłowo niedorozwinięte.Nauka w 1 klasie w latach 90tych kiedy
        ja chodziłam do podstawówki obejmowała naukę płynnego
        czytania,pisania,arytmetyki plus elementy wiedzy o środowisku i historii
        kraju.Szlaczków już wtedy nie rysowaliśmy.Jeśli ktoś nie nadążał,lądował u
        psychologa i ewentualnie klasę niżej.
        • Nie dogodzi wink

          Właśnie odgrzebałam dyskusję z zeszłego roku.
          Dla zainteresowanych całość:
          forum.gazeta.pl/forum/w,46,78396275,,Zapraszamy_do_dyskusji_o_reformie_edukacji.html?v=2
          I wybrane cytaty:
          "Wydaje mi się , że powinno nagłośnić się sprawę programu nauczania
          czy Wy rodzice 5 i 6 latków wiecie jaki program mają dzieci w
          pierwszej klasie? muszą płynnie czytać , nauczyć się tabliczki
          mnożenia do 30 przy okazji dzielić w tym zakresie nie mówiąc o
          dodawaniu i odejmowaniu rozwiązują zadania tekstowe mają do
          przeczytania 10 lektur a na koniec pierwszej klasy mają test z
          całego roku a test wcale nie jest prosty trzeba umieć czytać ze
          zrozumieniem polecenia bo jak np napisane jest podkreśl a dziecko
          weźmie w kółko to nawet jak odpowiedź będzie dobra zostanie nie
          zaliczona"


          (oczywiście w tym roku mamy do czynienia z samymi genialnymi siedmiolatkami, którzy idealnie czytają ze zrozumieniem polecenia. płynnie wink


          "Dzieci w I,II i III kl.SP są przemęczone,nie wytrzymują 45
          min.lekcji,usypiają na lekcjach. "

          "Dzieci mają za dużo zadawane do domu."


          I parę takich wątków jeszcze było. M.in. pamiętam taki, że dzieci w klasie 1-2 muszą poświęcić na zadanie domowe około 3 godzin dziennie, w dodatku niezbędna jest pomoc rodzica, bo w szkole nie nadążają lecieć za programem.

          A teraz nagle okazuje się, że to było ok, bo dzieci jednak muszą pracować? wink Niekonsekwencja, czy jak?


          --
          I'm weird, but I'm not strange!
          • Tak źle i tak niedobrze wink

            Przekonałaś mnie. Dzieci są różne i to nauczyciele wiedzą jak dzieci prowadzić.
            Przejrzałam jeszcze raz podręczniki. Są ładne... kolorowe...

            Nowa szkoła moich dzieci to najlepsza szkoła w okolicy - jak juz pisałam. Min.
            dużo osiągnięć w konkursach i olimpiadach.

            Poza tym, sądząc po tym, jak rodzice na ostatnim zebraniu dosłownie osaczyli
            panią, która będzie wychowawczynią naszych dzieci: pytania o te konkursy
            (Kangurek,..). Tak jakby już wiedzieli że ich dzieci wezmą w nich udział. I o
            zajęcia dodatkowe.
            Ja jestem przy nich jak owieczka wink Stałam z boku i tylko obserwowałam.
            Biedna pani wychowawczyni będzie mieć chyba więcej problemów z tymi rodzicami
            niż z dziećmi!!! Ale tak to jest jak się jest nauczycielem w szkole mającej
            dobrą opinię..
            • I dalej ironizujesz, i dalej twierdząc, że jesteś przekonana, a jednak rodzice pytali o konkursy itp.

              Widzisz - ja z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że klasę mojego dziecka tworzą dzieci zdolne, bo musiały do tejże klasy (zerówki) zdać egzamin - syn twierdzi, że prosty ("pani kazała przeczytać w myślach kawałek bajki o jakimś tam Piorunie i opowiedzieć, co się wydarzyło", potem coś czytał głośno, sprawdzane były umiejętności matematyczne, koordynacja ruchowa, jakieś tam sprawności językowe, grafomotoryczne i szeroka wiedza ogólna wink. Nie, nie wszystkie podchodzące do egzaminu dzieci zostały przyjęte do szkoły.

              Niemniej zdaję sobie sprawę, że to NIE są przeciętne 6-latki. To są sześciolatki wyselekcjonowane spośród całej reszty. Takich dzieci w standardowej zerówce byłoby może 5-10%. A reszta?

              O konkursy pytają wszyscy rodzice wink, nawet ci, których dzieci ledwie liczą wink. O zajęcia dodatkowe też, teraz jest wielkie parcie na to, aby dziecko rozwijać tak, siak i srak, poczytaj wątki na tym forum, na forum Wychowanie.

              Cytat Biedna pani wychowawczyni będzie mieć chyba więcej problemów z tymi rodzicami niż z dziećmi!!! Ale tak to jest jak się jest nauczycielem w szkole mającej dobrą opinię..

              Heh, z relacji znanych mi nauczycielek ZAWSZE jest więcej problemów z rodzicami niż z dziećmi, przeważnie w dwóch kategoriach, pierwsza kategoria to "jak to, moja Kasia nie weźmie udziału w konkursie? przecież ona jest taka mądra!? co pani mówi? nie radzi sobie z ....? niemożliwe, przecież ona taka mądra jest", a druga kategoria to tzw. zlewka wykładana na szkołę, czyli kompletne niezainteresowanie tym, co dziecko robi w szkole.



              --
              I'm weird, but I'm not strange!
              • Nie ironizuję. Nie wiem, po czym wnosisz?

                Wiem, że nauczyciele najwięcej mają kłopotów z rodzicami, też o tym słyszałam
                wielokrotnie od znajomych nauczycielek.

                • smile
                  Ja doskonale rozumiem twoje obawy, że twoje dziecko będzie się w szkole nudzić, robiąc NUDNE szlaczki.
                  Bo szlaczki i grafomotoryka ogólnie są nudne, chyba że są wprowadzane np. w formie edukacji przez ruch (bardzo przyjemne zajęcia, odkąd tak ćwiczymy, Szymon - który ma ogólnie problemy z motoryką i koncentracją - polubił robienie "szlaczków", które nota bene stricte szlaczkami nie są, tylko np. zaczepianiem kropli deszczu na liniaturze w rytm muzyki i tańca naokoło stołu wink).

                  Fakt, ja się też mogę czepić tych nieszczęsnych szlaczków, bo z tego co widzę, bardzo często sprowadzają się w całości do odtworzenia po śladzie, czas, który dziecko poświęca na wykonanie takich ćwiczeń jest dłuższy od tego, który 20 lat temu był potrzebny dziecku na opanowanie pisania liter. I to mi też się nie podoba, unikamy pisania po śladzie na rzecz samodzielnej organizacji przestrzeni.

                  Ale - to co piszesz, że dawniej szybko był cały alfabet, pisanie, itp - tez nie jest dobrze. Poczytaj tu, konkretnie dalsza część drugiego akapitu:
                  fotoforum.gazeta.pl/photo/9/mg/bd/q4ws/mbCv0vYhN4bp2y7YcB.jpg
                  W szkole gdzie będzie chodzić mój syn, nauka pisania liter będzie rozpoczynać się kreśleniem palcem w kaszce mannie na tacy i wyginaniem liter z drucików wink, więc jestem dobrej myśli. A szlaczki niech poza tym sobie dziecię porobi, nie zaszkodzą mu, tak sądzę.



                  --
                  I'm weird, but I'm not strange smile
                  • A ja mam poczucie, że tych "szlaczków" jest o wiele mniej niż kiedyś. Ja z
                    pierwszej klasy pamiętam po kilka zeszytów zapisanych samymi literkami ... do
                    bólu. Patrząc na podręczniki Dużego łapałam się za głowę ... jedna linijka na
                    literę i ... już ?! Przecież nikt nie przeczyta co nagryzmolił wink ... i tak
                    było jeszcze do niedawna. Teraz, a skończył właśnie nauczanie zintegrowane,
                    jakoś samo się naprostował ... jeśli oczywiście nikt go nie pogania pisze
                    całkiem równo i czytelnie .. nie jest to szczyt kaligrafii, ale i tez nie
                    dyrektorski podpis.
                    Pozdr
    • Polecam Wam artykuł w ostatnim 'Focusie'. Tytuł na okładce: "Szkoła to konserwa.
      Nie dajmy zapuszkować naszych dzieci." I zdjęcie dziecka w puszce z napisem
      PRZETERMINOWANE. wink
      Artykuł min. o homeschoolingu.
      • Jestem mamę cudownej trójki dzieciaków.
        Maciek skończył już 10 lat i za tydzień rozpoczyna 4 klasę.
        Córka we wrześniu skończy 6 lat a synek Mikołaj w marcu skończył 3
        lata.
        Córeczka od września zaczyna przedszkolną zerówkę , nie
        zdecydowałam się jej posłać rok wcześniej do szkoły ,w jej przypadku
        byłby to równy rok wcześniej.
        Czytać jeszcze nie umie , alfabet zna cały -pisane i drukowane
        literki.
        Nic nie przyspieszam . Podobnie robiłam ze starszym synem , czytać
        nauczył się sam od początku nie "składając". Nie lubi czytać a czyta
        lepiej niż niejeden dorosły.
        Uwielbia matematykę .Kocha przeglądać mapy , atlasy.
        No ale nie umie rysować , jest słaby z techniki.
        Jeżeli chodzi o ślaczki to są dobrym przygotowaniem ręki do
        pisaniasmile).
        pozdr.
        --
        <mama Maciusia 15.04.1999 , Dominisi 9.09.2003 , Mikołajka
        10.03.2005 i Aniołka *poleciał 1.11.1999***>
    • Gość: Rodzic 3 dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.09, 00:03
      Całkowicie się zgadzam. Nowa podstawa programowa to chyba sposób na
      zmniejszenie liczby wykształconych ludzi w Polsce. Może to jakieś
      unijne dyrektywy...? Sam mam trójkę dzieci i najmłodsze właśnie
      trafiło do zerówki. Postaram się je szybko przenieść do I klasy bo
      podstawę programową dla I klasy już ma opanowaną smile
      • Gość portalu: Rodzic 3 dzieci napisał(a):
        >Postaram się je szybko przenieść do I klasy bo
        > podstawę programową dla I klasy już ma opanowaną smile
        to może przenieść do II klasy skoro pierwsza klasa już opanowana albo w ogóle
        lepiej do szkoły nie posyłać bo to tylko marnowanie czasu dzieci?
        dziwne reakcje rodziców
        • Taaaa... ja tak obserwuję mojego syna, który też ma tę podstawę opanowaną i to ze sporą nawiązką - i żywię poważne panikarskie obawy, że zostanie ze szkoły wywalony z hukiem i adnotacją "nie nadaje się, proszę go cofnąć do przedszkola, uzasadnienie: nie jest w stanie usiedzieć w miejscu dłużej niż 15 minut, notorycznie udaje kota, wydaje się być głuchy - sugerowana wizyta u audiologa; czy motorek w tyłku jest u was cechą genetyczną? załączamy rachunek za 3 połamane krzesła, syn wydaje się nie rozumieć polecenia 'nie huśtaj się'".

          Nota bene podobne zachowania na wczorajszym rozpoczęciu przejawiała niemal cała klasa "0" do której uczęszcza mój syn tongue_out - a oni wszyscy mają tę podstawę opanowaną, toż egzamin zdawali w temacie...

          Nauczycielka przedstawiła założenia - że program będzie realizowany szybko i będzie więcej czasu na integrację, aklimatyzację w szkole, przyzwyczajenie do systemu dzwonkowego (przez pierwsze półrocze zerówki dzwonki nie będą obowiązywać, zajęcia będą elastyczne - tylko języki, wf i muzyka mają sztywne godziny), na wdrażanie do współpracy grupowej i na te wszystkie nieważne winkwink duperele, co nie są ułamkami, potęgami i równaniami z niewiadomą.

          I ja tak ciekawa jestem - skoro one są tak nieważne, bo liczą się, prawda, ułamki i potęgi - dlaczego w planie pierwszej i drugiej klasy w naszej szkole został w tym roku wprowadzony przedmiot pt. "gry i zabawy integracyjne".



          --
          I'm weird, but I'm not strange.
(1-100)
przejdź do: 1-100 101-197

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.