Dodaj do ulubionych

"nowa podstawa programowa" - I klasa :(

05.07.09, 11:02
właśnie odebrałam podręczniki do I klasy dla mojego drugiego dziecka i...
załamałam się. Nie wiem jak to będzie, ale jeśli nauczyciel nie zignoruje tego
programu, będę musiała dziecko przenieśc do klasy wyżej, żeby miało szansę się
trochę "powysilać" a nie wyłącznie nudzić...
To jest program dla bardzo ograniczonych dzieci: kolorowanie, szlaczki i
liczenie do 10. Zadania wg mnie dla 3-latków ale nie dla 7-latków!

Ja mam jeden zachowany zeszyt z I klasy (lata 70-te): dodawanie, odejmowanie,
mnożenie, dzielenie w zakresie do 100, równania z jedną niewiadomą, potęgi.
Zasady pisowni "ó" "u" "ch" "h" "ż" "rz" itd.

Już "Wesoła szkoła" wydawała mi się zbyt lekka dla I-klasistów, ale teraz to
już naprawdę gruba przesada sad(

Podręczniki do zerówki zawierały więcej czytanek i trudniejsze zadania niż
"Witaj Szkoło!"

Moje dziecko płynnie czyta, liczy (działania) w zakresie do 100. Ma jedynie
problem z pisaniem ładnych, kształtnych liter, ale żeby wracać do szlaczków?
Po co?...
W takim układzie pierwsze dyktando będzie chyba w III klasie, a wypracowanie w V.

Równaj w dół.... sad
Edytor zaawansowany
  • 05.07.09, 11:16
    A może trzeba znaleźć dobrą szkołę prywatną zamiast walczyć z wiatrakami? wink
  • 09.07.09, 12:50
    Bo inaczej twoje biedne dziecko stanie się kolejną ofiarą
    nadambitnego rodzica, który za wszelką cenę chce udowodnić sobie i
    innym, jakie to zdolne i wybitne ma dziecko. Lata 70-te? Ja pamiętam
    podstawówkę, to lata 1983-91 i w międzyczasie, tak około 1984 roku -
    zmiana programu nauczania na tę "ambitniejszą", a w konsekwencji -
    fobie szkolne moje i koleżeństwa, przeładowane tornistry, zajęcia do
    20.00, co nie zniechęcało nauczycieli do zadawania "ogromniastych"
    prac domowych, które się odrabiało i po 3 godziny, co po powrocie
    z "drugiej zmiany" skutkowało przemęczeniem i niedospaniem. Wyobraź
    sobie zajęcia we wtorek od 15.30 do 20.15 czy jakoś tak, a
    następnego dnia początek lekcji od 8.30. Do tego od pierwszej klasy
    bardzo dużo nauki i nadambitne zpt-y, które pomagali nam zaliczać
    rodzice, bo 7-latkowi trudno jest uszyć sukienkę dla lalki albo
    zbudować domek dla ptaków ze specjalnym karmidełkiem. Czy tego
    chcesz dla swojego dziecka? Powtórki z "rozrywki"? Zarwanych
    wieczorów, weekendów i ślęczenia nad zadaniami, które przerastają
    nawet dorosłego człowieka? Stara podstawa programowa to pędzenie z
    tematami, bo tyle tego, że nauczyciel odwala lekcje i drugie tyle
    każe uczniom przyswoić w domu. Chyba nie o to chodzi, żeby 2/3 pracy
    wykonywali za szkołę rodzice i korepetytorzy? Dziecko powinno
    zdobywać wiedzę w szkole i czerpać z tego minimum przyjemności, a
    nie obawiać się każdego kolejnego dnia w szkole. A tak właśnie było
    za komuny, którą tak wychwalasz. Klasówki z matematyki w zerówce? A
    może jeszcze powrót kar cielesnych i obowiązkowe zbiórki makulatury
    i czyn społeczny w niedzielę? Chyba byłaś za stara na urodzenie
    dziecka. Lepiej było sobie kupić małpę i wytresować. Może liczyć też
    by się nauczyła, jak w cyrku.
  • 08.08.09, 10:40
    Powiem tak, puknij się w glacę affera123. Ja się właśnie długo uczyłem, czasami
    po nocach, podstawówka to był hard core, rodzice mnie gonili, ale jakoś dawałem
    radę. Do tego jak się to robiło systematycznie, to potem było coraz łatwiej.
    Nauka do egzaminu do liceum to było robienie po 100 zadań z matmy dziennie.
    Później do matury to samo (miałem starą jeszcze). Potem byłem na dobrych
    studiach, na które dostałem się właśnie nauką, a teraz jestem po i mam dobrą
    pracę. Dziecko trzeba męczyć i doświadczać. Jak będzie rysowało szlaczki to
    nigdzie nie zajdzie w życiu i będzie warzywem, które żywi się tylko kasą od
    rodziców. A przy tych wszystkich naukowych sprawach miałem masę czasu na
    komputer, czy grę w piłkę z kolegami na podwórku, a później na panienki i
    imprezowanie. Więc affera123... zastanów się może czy to po prostu nie było
    Twoje nędzne życie, którego wykorzystanie dla Ciebie było po prostu
    problematyczne? Może coś siadło z time management? Albo po prostu nie było się
    zbyt zdolnym dzieciątkiem, co? smile

    Podsumowując, w szkole ma być ambitnie, tak by dzieciaki wyrosły na ludzi i
    później miały z czego zapłacić ZUS, na starych, którzy ich do tej nauki powinni
    gonić. Taka jest kolej rzeczy na tym świecie.
  • 08.08.09, 12:31
    powiem tak - normalny geniusz z ciebie, szkoda tylko że zabrakło ci rozumu żeby wyobrazić sobie że nie wszyscy mają takie same zdolności umysłowe, ale widać, w żadnej książce którą tak ciężko studiowałeś nie było to napisane więc skąd miałbyś to wiedzieć?

    > Podsumowując, w szkole ma być ambitnie, tak by dzieciaki wyrosły na ludzi i
    > później miały z czego zapłacić ZUS, na starych, którzy ich do tej nauki powinni
    > gonić. Taka jest kolej rzeczy na tym świecie.

    oj, to były chyba książki pisane za komuny! zapłacić zus?? trzeba uczyć dzieci że zus to piramida finansowa która się zawali i nie należy w nią za nic w świecie inwestować ani grosza!!!

    nie taka jest kolej rzeczy, każdy ma inną kolej, a tobie nic do tego!
  • 08.08.09, 13:38
    A po co przejmować się głupimi ludźmi? Ich trzeba unikać, i tyle.
    --
    Chcesz poznać oblicze prawdziwego debila? Poszukaj na forum postów
    champagne_fr_2 vel zyga_75 vel wawa_wawa_wawa. Ostrzegam - czytanie jego
    wypowiedzi boli.
  • 08.08.09, 14:25
    to zlikwidujmy państwową służbę zdrowia i zlikwidujmy ZUS, a później możemy sobie dyskutować czy należy na ten ZUS płacić, czy też nie. Na razie niestety trzeba.
    A co do programu szkolnego, to ostatnio pomagałam diewczynie z II klasy gimnazjum w zadaniach z twierdzenia Pitagorasa, które to zadania były dla niej zbyt trudne. II klasa gimnazjum to kiedyś VIII klasa podstawówki. Ja miałam twierdzenie pitagorasa w V klasie podstawówki.
    W I klasie podstawówki umiałam płynnie czytać, liczyć do 1000 (w końcu to nic trudnego, jeśli się dziecku wytłumaczy, że wystarczy umieć liczyć do 20, a później zmieniają się tylko dziesiątki i setki - dodam, że ja nauczyłam się liczyć sama), dodawać, odejmować i mnozyć do w zakresie 20, równania w nawiasach, z jedną niewidomą.
    Dodam, że większość z tych umiejętności opanowałam sama, niejako "przy okazji". Po prostu miałam starsze siostry i patrząc jak one się uczą, uczyłam się wraz z nimi wink Nauka przez doświadczenie i obserwację to najlepszy sposób.
    Aha, no i miałam barddzo mądrą kobietę w nauczaniu początkowym. Właściwie to moge powiedzieć, że ona ukształtowała mnie jako ucznia, co procentowało w dalszych etapach mojej edukacji.
    Co do zadań domowych, to prawie nigdy nie robiłam ich w domu, zwykle uczniowie barddziej uzdolnieni wykonywali zadania zadane przez nauczyciela na czas leksji szybciej od innych, zatem nauczyciele podawali zadania domowe jakieś 5 minut przed końcem lekcji. Jak się sprężyłam to razem z dwójką kolegów zdążyliśmy zrobić zadania jeszcze w czasie lekcji wink
  • 08.08.09, 15:40
    Ja miałem edukację podstawową w latach 82-90r mając 5 lat umiałem dodawać,
    odejmować i mnożyć do 100 w pamięci(i to z kombinacjami tych działań) dzielić
    sie nauczyłem dopiero w pierwszej klasie (wszystkiego nauczyła mnie babcia z
    wyjatkiem dzielenia, gdyz uważała ze to dla mnie będzie za trudne i zadne moje
    prośby nie pomogły ). Czytać się nauczylem się płynnie na przełomie zerówki i
    podstawowej gdyz podobały mi się komiksy w "świecie młodych" (ktoś go pamieta),
    a mama nie miała czasu mi ich czytać. Reasumując w szkole program nauczania
    powinien być tak zrobiony aby zaintrygować i zaciekawić dziecko, ale to nie
    znaczy że powinien być mało ambitny. W ŻADNYM WYPADKU PROGRAM NIE POWINIEN BYĆ
    TAK SKONSTRUOWANY, ABY BEZ NAJMNIEJSZEGO PROBLEMU PORADZIŁY SOBIE Z NIM
    NAJWIĘKSZE "OSŁY" KLASOWE, GDYŻ WTEDY WYRZĄDZA SIĘ KRZYWDĘ NAJZDOLNIEJSZYM, a to
    ile się Ci najzdolniejsi nauczą w młodości będzie rzutowało na przyszłość
    naszego narodu.
  • 08.08.09, 15:55
    Jakbym czytała o moich dzieciach... wink

    Ja jeszcze dodam, że "osły" nie maja wzorca. Bo "PO CO się uczyć?"

    U nas w klasie (gdy ja byłam mała) - najzdolniejszy w klasie to był KTOŚ,
    bohater wink BTW w naszym były zakochane wszystkie dziewczynki big_grin

    Dziś: kogo obchodzi to, że jego kolega z klasy jest prymusem?
  • 08.08.09, 16:05
    jasne...
    bylem najlepszym uczniem w klasie podstawowki, a byc moze i najlepszym mojego rocznika - konkursy, olimpiady etc.
    i jakos nie pamietam z tego powodu, zeby ktos mnie kochal i podziwial...
    jesli juz to na szacunek niektorych nygusow musialem "zapracowac" piescia - dobrze, ze dzieki ojcu. nie bylem chuchremsmile
    wracajac do meritum lubiano mnie za to, ze bylem normalnym kumplem, potafilem lobuzowac z innymi, grac w pile i kosza (to ostatnie b. dobrze;P). lazic po polach, uciekac przed wscieklym sadownikiem etc.
    jak ktos napisal wyzej - podstawowka to byl luz - uczylem sie od wielkiego dzwonu i to co CHCIALEM (interesowalo mnie);
    wolalem w lato biegac z chlopakami; w chodniejszych okresach - siedziec z nosem w ksiazkach - tych, ktore MNIE interesowaly, a nie dennych lekturach z kanonu naszej szkoly...
    --
    Na początku był Chaos...
    ... i dalej jest ...
  • 08.08.09, 16:07
    Po prostu jesteś wyjątkowy!
  • 08.08.09, 16:32
    wrecz przeciwnie, jak czytam te zachwyta nad wlasnymi, 'genialnymi' dziecmi to pozostaje tylko usmiechnac sie pod nosem;
    i dlatego napisalem co napisalem;
    nigdy nie bylem wyjatkowym i nigdy za takiego sie nie uwazalem;
    w liceum nadal nie chcialo mi sie uczyc wiec juz daleko bylo mi od szczytow prymusostwasmile a nie zauwazylem, zeby pogorszyly mi sie relacje ze znajomymi.. wprost przeciwnie - lata te byly jednymi z najlepszych jakie przezylem...
    mimo, ze zdazylo mi sie, ze ojciec wracal wsciekly z wywiadowki bo ja -prymus podstawowkowy(sic!) - mial trzy jedyny 'bez pokrycia' z przedmiotu x na polroczesmile
    sumujac - to Twoje uwagi o uprzywilejowanej pozycji prymusow sa wziete z kosmosu;
    podobnie jak i program z Twojego zeszytu pierwszoklasisty... naprawde sadzisz, ze ktos w to uwierzy?
    --
    Na początku był Chaos...
    ... i dalej jest ...
  • 08.08.09, 16:52
    No, ja bo mam ten zeszyt. I dzięki temu pamiętam.

    Ale z tego co widzę to ty jesteś szczęśliwy, chociaz się nie uczyłeś itd.
    Ogólnie olewałeś szkołę i było fajnie wink

    Napisz o tym w oddzielnym wątku, bo tu się trochę rozmijasz z tematem.
    Przypomnę: mówimy tu o początkach edukacji i o tym jak dzieci nie zniechęcić do
    nauki mimo tak niskiego poziomu nauczania w klasach SP I-III. A nie o tym jaki
    ktoś był cool w liceum i jak imprezował na studiach a mimo to ma pracę wink
  • 09.08.09, 09:30
    Mam nadzieję, że w szkole nie zaczną znowu od literek. Płynnie
    czytają np Dzieci z Bullerbyn, Podróże Guliwera. Dodają i odejmują w
    pamięci do 30. Dobry nauczyciel będzie się starał rozwijać dzieci -
    ale jak ma to zrobić, jeżeli do 1 klasy trafią dzieci, które nie
    chodziły do przedszkola, i takie jak moje ?

    Przedszkole od 5 lat powinno być a) obowiązkowe b) bezpłatne c)
    dostępne dla wszystkich dzieci . Wtedy nie będzie takich problemów
  • 09.08.09, 10:39
    Zazdroszczę Wam wszystkim że byliście tacy genialni w dzieciństwie.
    Ja taka genialna nie byłam, a moje dziecko (8lat) też ma zupełnie
    przeciętne umiejętności. Chyba pójdę i się zabiję, a dziecko też
    otruję, bo w wieku 5 lat nie czytało płynnie "Dzieci z Bullerbyn"
  • 09.08.09, 12:18
    smile
    dokladnie;
    coz za swietlana przyszlosc czeka nasz kraj;
    rosnie pokolenie geniuszy...
    tylko dziwnym trafem pozniej w testach kompetencyjnych te stado omnibusow wypada blado (a w przedmiotach scisłych b. blado) na tle innych panstw
    no ale ambicje i przekonanie o nadnaturalnosci naszych pociech to my mamy...
    --
    "Feministki chcą od mężczyzn rzeczy niemożliwej.
    Żeby brzydkie kobiety były traktowane tak samo jak ładne."
    by muminos1975
  • 08.08.09, 22:04
    > jasne...
    > bylem najlepszym uczniem w klasie podstawowki, a byc moze i najlepszym mojego r
    > ocznika - konkursy, olimpiady etc.
    > i jakos nie pamietam z tego powodu, zeby ktos mnie kochal i podziwial...
    > jesli juz to na szacunek niektorych nygusow musialem "zapracowac" piescia - dob
    > rze, ze dzieki ojcu. nie bylem chuchremsmile
    > wracajac do meritum lubiano mnie za to, ze bylem normalnym kumplem, potafilem l
    > obuzowac z innymi, grac w pile i kosza (to ostatnie b. dobrze;P). lazic po pola
    > ch, uciekac przed wscieklym sadownikiem etc.

    Flaki mi sie przewracają czytając te twoje i paru innych uzewnętrznienia jacy to
    byliście/jesteście inteligentni (lub wasze niesamowite dzieci), fajni i czego to
    się sami bez pomocy nauczyliście. Za mały procent osób was docenia, że trzeba
    się na forum polansować? Smutne... Może nie pomyśleliście ale nie wszystkie
    dzieci są jednakowo zdolne, a nadambitne zadania mogą spowodować zrezygnowanie u
    tych, którzy akurat czegoś nie zrozumieją, opuszczą itp. ( taki Einstein był
    całkiem rozgarniętym gościem ale nie grzeszył szybkością myślenia i był uważany
    za opóźnionego) Chciałbym zobaczyć tych wszystkich młodych geniuszy, których
    zarzucają rzeczami przekraczającymi ich umiejętności poznawcze w tym czasie i
    frustrujecie się coraz bardziej nieogarniając coraz więcej. Nie wiecie nic o
    nauczaniu i nie potraficie pomyśleć o całości procesu. Tacy jesteście ambitni?
    Proście nauczycieli o dodatkowe zadania dla swoich małych geniuszy, zapiszcie je
    na kursy programowania/angielskiego/fizyki jądrowej. Niech samo w domu zagląda
    to książek, które im kupicie i się dokształca nieustannie - pewnie będzie
    wniebowzięte i wam podziękuje. Aby nie było wątpliwości uważam, że program jest
    za mało ambitny - widzę co dzieci teraz umieją i jak podchodzą do nauki - istne
    dno. Nie mówię, aby obniżać poziom dramatycznie do poziomu najgorszych tumanów,
    ale nie macie żadnej wiedzy o typowej wiedzy ucznia pierwszej klasy podstawówki,
    więc proponowałbym ostrożniejsze sądy na temat programu nauczania. Oprócz
    białego i czarnego jest jeszcze szare...
  • 09.08.09, 02:39
    > Flaki mi sie przewracają czytając te twoje i paru innych uzewnętrznienia jacy t
    > o
    > byliście/jesteście inteligentni (lub wasze niesamowite dzieci), fajni i czego t
    > o
    > się sami bez pomocy nauczyliście.

    przeczytaj sobie dwa posty nizej co naskrobalem;
    w skrocie: zgadzam sie z Toba w 100% i dlatego napisalem, ze bylem takim 'geniuszem' w podstawowce...
    a potem wyrosl ze mnie normalny, przecietny czlowiek ktory ani nie jest, ani nie zamierzal byc nigdy naukowcem, odkrywca czy zdobywca...
    i tak samo jest z moja dziewczyna (nota bene niezle z niej bylo ziolko w mlodosci, a wyrosla na zaradna kobiete) i z moimi znajomymi
    a bractwo internetowych geniuszy i napinaczy mam w takim samym powazaniu jak Ty...smile
    --
    "Feministki chcą od mężczyzn rzeczy niemożliwej.
    Żeby brzydkie kobiety były traktowane tak samo jak ładne."
    by muminos1975
  • 09.08.09, 11:24
    tooz napisał:
    > tych, którzy akurat czegoś nie zrozumieją, opuszczą itp. ( taki
    Einstein był
    > całkiem rozgarniętym gościem ale nie grzeszył szybkością myślenia i był
    uważany
    > za opóźnionego) Chciałbym zobaczyć tych wszystkich młodych geniuszy,
    których
    > zarzucają rzeczami przekraczającymi ich umiejętności poznawcze w tym
    czasie i
    > frustrujecie się coraz bardziej nieogarniając coraz więcej. Nie wiecie
    nic o
    > nauczaniu i nie potraficie pomyśleć o całości procesu. Tacy jesteście
    ambitni?
    > Proście nauczycieli o dodatkowe zadania dla swoich małych geniuszy,
    zapiszcie j
    > e
    > na kursy programowania/angielskiego/fizyki jądrowej.

    Tooz dlaczego pieprzysz głupoty? Albert Einstein był zawsze najlepszym
    uczniem w szkole i już jako nastolatek był uznawany za geniusza.
    Przeczytaj sobie jakąkolwiek biografię Einsteina.
  • 08.08.09, 16:08
    Obniza sie poziom edukacji dzieci, bo rzad chce oglupic spoleczenstwo. Spojrzcie
    na USA: tam polowa ludzi wierzy w kreacjonizm, na ktory nie ma zadnych dowodow;
    nie wierza natomiast w ewolucje, na ktora jest mnostwo dowodow. Tak to jest, jak
    sie podwaza status nauki i metody naukowe (przedstawianie dowodow, ktore maja
    potwierdzac dana teze) zrownuje sie z 'pogladami i wierzeniami'.

    W krajach anglosaskich edukacja wyglada tak, ze sa doskonale szkoly prywatne dla
    elit oraz szkoly publiczne dla reszty. Efektem tego jest dziedziczenie pozycji
    spolecznej, bo dziecko bogatych rodzicow bedzie znakomicie wyksztalcone (czyli
    zdobedzie cenne kwalifikacje oraz pozna dzieci innych bogatych rodzicow, czyli
    bedzie mialo wyrobione kontakty), natomiast dziecko rodzicow biednych jest
    uczone czytania i pisania i jakichs podstawowych informacji. Nawet jesli rzady
    daza do podniesienia wyksztalcenia narodu, to i tak jest to zmiana tylko na
    papierze, bo po prostu obniza sie poziom egzaminow oraz studiow. W efekcie i tak
    studia sie nie licza, liczy sie natomiast uczelnia, gdzie ktos studiowal; no ale
    rzad moze sie pochwalic swietnymi statystykami.

    Szkola powinna uczyc rowniez umiejetnosci spolecznych; jesli dzieci jedza
    obiady, to przeciez znakomita okazja, zeby nauczyc je manier - tylko ze w takiej
    sytuacji na obiad trzeba by bylo przeznaczyc godzine, a nie 15 minut. Sa jeszcze
    inne rzeczy, ktorych warto by bylo uczyc, np. radzenie sobie z negatywnymi
    emocjami bez przemocy, negocjacje, asertywnosc - tyle ze w takiej sytuacji
    dzieci spedzalyby w szkole 30 godzin tygodniowo (co by bylo wyogdne dla rodzicow
    pracujacych), a to wymaga inwestycji. Nie spodziewam sie wiec, ze polski rzad na
    to sie zdecyduje. Przeciez poslowie i ministrowie wysylaja dzieci do szkol
    prywatnych albo za granice, wiec czemu maja sie przejmowac jakimis biedakami,
    chocby i zdolni byli. Dzieci szwedzkie spedzaja w szkole 2 razy wiecej czasu niz
    dzieci amerykanskie - najwidoczniej dla Szwedow edukacja dzieci jest wazna.

    Pamietam ze swojej szkoly, ze zdolniejsze dzieci po prostu robily wiecej na
    lekcjach, dostawaly dodatkowe zadania. Dla slabszych byly zajecia wyrownawcze,
    ktore niestety zlikwidowano po upadku PRL.

    Dzieci trzeba uczyc jak najwiecej, oczywiscie nie w formie wkuwania. Dzieci sa
    niesamowicie ciekawe swiata, szkoda ten czas marnowac. Obowiazkowe powinno byc
    przedszkole od 3. roku zycia, bo niewielu rodzicow jest w stanie przeprowadzic
    dobrze program edukacyjny, natomiast przedszkole wyrownuje szanse, jest
    wybawieniem dla dzieci z rodzin patologicznych. W podstawowce moze byc juz dla
    nich za pozno; a taniej jest wydac pieniadze na edukacje niz potem utrzymywac
    wiezienia.
  • 09.08.09, 17:40
    To niestety prawda, co piszesz.

    Komu miałoby zależeć na dobrze wykształconym społeczeństwie? Jak nie nam,
    rodzicom na tym aby nasze dzieci były dobrze i gruntownie wykształcone...
    Pracuję nad tym, żeby dzieci posłać do NAPRAwdę dobrych szkół w przyszłości. Bo
    MI na tym zależy.

    Pozdrawiam.
  • 09.08.09, 10:32
    Hehe, z ociężałymi umysłowo nie polemizuję... szkoda mojego czasu.
  • 08.08.09, 12:50
    Ambitne dzieci, to nic zlego. Ale wcale nie trzeba wszystkich gonic i robic 100
    zadan dziennie. Pozniej sie to moze odbic na mysleniu i taki zadaniowiec bedzie
    powaznie pisal o wspieraniu ZUSu. Hahaha.

    Ok, podziele sie wlasnymi doswiadczeniami. Brak nauki w podstawowce, nie bylo
    powodu, skoro mozna miec dobre oceny bez nauki. I wiele wolnego czasu na zabawe,
    ksiazki i inne przyjemnosci. W liceum trzeba sie bylo pouczyc przed sprawdzianem
    i do matury przygotowac.Ciagle duzo czasu dla siebie.
    Studia to jeden wielki urlop, obijanie sie przez kilka miesiecy, a pozniej kilka
    tygodni nauki.
    Rezultat: ambicje mi nie zginely, dowod: dobra praca za granica.
    Teraz doszly studia podyplomowe, ale nie dla studiow tylko dla poszerzenia
    wiedzy i jakiegos zawodowego rozwoju.No i trzeba sie przed egzaminami pouczyc. A
    czas zuzywac na rodzine i hobby.

    Czyli rzecz oczywista, rodzie sa rozni. Jeden musi/chce sie uczyc jak
    stachanowiec, inny nie. Mnie interesuje rezultat.
    Panstwowe szkolnictwo raczej przeszkadza w roznorodnym podejsciu rodzicow i
    dzieci oraz wychowuje wiernych sobie, niczego nie kwestionujacych platnikow ZUS.

    --
    "Freedom is not defined by safety. Freedom is defined by the ability of citizens
    to live without government interference." - Ron Paul
  • 08.08.09, 12:56
    Trudno sie pisze, jak sie rozbawionym, hehe. Powinno byc.

    > Czyli rzecz oczywista, ludzie sa rozni.
    --
    "Those who would sacrifice liberty for security deserve neither" - Benjamin Franklin
  • 08.08.09, 13:04
    Prawda stara jak świat.

    Popieram autorkę wątku.
  • 09.08.09, 10:39
    Ale widać, że jesteś kompletnie oderwany od rzeczywistości. ZUS trzeba w tym
    kraju płacić. Jak prowadzisz działalność gospodarczą, to MUSISZ płacić, a żeby
    mieć z czego płacić, to musisz mieć trochę we łbie, aby zarobić na to. Pisanie o
    tym, że to wspieranie to kompletny idiotyzm. Takie jest prawo w tym kraju.

    Jak pracujesz u kogoś, to dostałeś pracę dlatego, że masz wiedzę, umiejętności,
    na które bezpośrednio wpłynęło to, co się robiło za młodu (w mniejszym czy
    większym stopniu). I też oddajesz część swojej pensji na ZUS.

    Ja np nie płacę ZUSu, kombinuję tak, by tego nie robić i dobrze na tym wychodzę.

    A propos wolnego czasu, miałem go masę, ale to dzięki temu, że jestem zdolny, na
    studiach pełno imprez, ale też z powodu tego, że nauka przychodziła mi łatwo i
    to na ciężkich studiach.
  • 08.08.09, 15:22
    Zgadzam sie z Piotrem: dzieci trzeba "męczyć". PRACA - to czyni szczęśliwym
    ucznia a potem człowieka. Dla mnie nauka w ogóle zaczęła mieć sens, gdy trafiłam
    do szkoły gdzie MUSIAŁAM zacząć się naprawdę uczyć.
    Tak jak napisał Piotr - na początku jest ciężko, ale nagrodą jest satysfakcja. A
    w przyszłości więcej mozliwości znalezienia dobrej, lubianej pracy.

    PRACA uszlachetnia i czyni człowieka szczęśliwym. A np. nuda jest stresująca wink

    Chodzi mi o to, żeby dzieci w pierwszych latach nie zniechęciły się do nauki. A
    tak będzie, jeśli nie będzie się od nich wymagało wysiłku.
  • 08.08.09, 15:56
    jak Ciebie czytam wlos mi sie jezy na glowie;
    panie, dzieki, znie mialem takich rodzicow;
    i obym takim nie byl dla moich dzieci....
    --
    "Feministki chcą od mężczyzn rzeczy niemożliwej.
    Żeby brzydkie kobiety były traktowane tak samo jak ładne."
    by muminos1975
  • 08.08.09, 16:06
    a ja żałuję że takich nie miałam.
  • 08.08.09, 16:48
    posluchaj
    nie chodzi o to, aby rodzic "odpuszczal" dzieciakowi...
    naprawde jednak nie widzisz [a jestes przeciez dorosla kobieta(ojcem?)] jak czesto zmieniaja sie relacje - piramida osiagniec - pozycji spolecznej - zadowolenia z zycia wsrod twoich znajomych z podstawowki/liceum/studiow?
    odpowiedz czy sukces odniesli tylko prymusi? a reszta zaluje, ze rodzice/ szkola nie cisneli mocniej?
    ksztaltowanie dziecka to nie tylko podstawy wiedzy (oczywiscie niezbedne - a wypadku podstaw ekonomii zalosnie niskie w naszym kraju), ale i budowa charakteru, relacji emocjonalnych, umiejetnosci radzenia sobie z problemami interpersonalnymi;
    to nie tylko zeszyt do pierwszej klasy wypelniony rownymi szlaczkami...
    --
    "Feministki chcą od mężczyzn rzeczy niemożliwej.
    Żeby brzydkie kobiety były traktowane tak samo jak ładne."
    by muminos1975
  • 08.08.09, 19:19
    Zgadzam się.
    To znaczy teraz odpiszę krótko, ale jeszcze pomyślę nad tym co napisałeś.

    Wybrałam szkołę, którą chwalą nie tylko rodzice ale także absolwenci. Dyrektorka
    jest doskonałym pedagogiem i dobrze dobiera kadrę. Podobno nauczyciele
    interesują się KAŻDYM uczniem, dzieci realizują pasje, dostrzegane są talenty.
    Co do szkoły - nie sądzę, żebym miała jakieś uwagi, a jeśli nawet - to trudno,
    nigdzie nie jest idealnie.

    Chodzi mi o program - jest... coraz gorzej. To jest równanie w dół. Przecież to
    widac gołym okiem....
    Coraz mniej wymagań.

    Może po 3 klasie się dopiero nauka rozkręci, ale do tego czasu większośc
    dzieciaków będzie zniechęcona - ja tak to widzę. Pewnie: szkoła fajna, kontakty
    interpersonalne. Będzie co wspominać, ale... czy oni się czegoś nauczą??? Bo
    raczej nie pracowitości.

    Moje starsze dziecko teraz idzie do 3 klasy. Przenoszę go z innej szkoły, bo mam
    nadzieję, że jeszcze coś da się zrobić.
    Przez pierwsze 2 lata on nie musiał robić żadnych zadań domowych (bo wszystko
    umie - tak tłumaczyła to pani), nauczył się 1 wiersza w I klasie, 1 wiersza w 2
    klasie.
    Jeszcze cykl rozwojowy żaby, nazw kilku instrumentów muzycznych. 1 raz
    przygotował coś o ptakach ale pani tego i tak nie sprawdziła.

    Ogólnie mieścił się w normach programowych więc nie musiał robić nic.

    Potrafi tyle co 2 lata temu, ale ładniej pisze.

    Tak się pożaliłam wink

    Nie jest geniuszem, a nawet coraz bliżej mu do przeciętniaka. Gdybym nie zabrała
    go z tej szkoły ... Strach pomyśleć uncertain

    Acha: ta szkoła była także chwalona przez rodziców... Ale teraz zrobiłam szerszy
    wywiad i już wiem że ta nowa jest dużo lepsza.
  • 08.08.09, 22:26
    CytatPotrafi tyle co 2 lata temu, ale ładniej pisze.
    Tak się pożaliłam wink


    I znowu się zastanawiam - bardzo często rodzice przedszkolaków stymulują dzieci, dostarczają im nowej wiedzy, studiują z nimi encyklopedie, programy edukacyjne, chodzą na warsztaty plastyczne, artystyczne, akademie młodego chemika i tym podobne inne cuda gwizdki, a w momencie gdy dziecko idzie do szkoły, to ... co?
    Wtedy rodzic czuje się zwolniony z tego, co robił dotychczas?
    No bo skoro dziecko przez dwa lata nauczyło się "tylko" ładniej pisać, to znaczy, że szkoła ok, załóżmy że zawaliła, a rodzic nie zawalił, bo już jest zwolniony z obowiązku (czy chęci) edukacji?
    I jak to umie tyle samo, skoro - jak napisała autorka - studiuje podręczniki do geografii, uczy się o ruchu obrotowym Ziemii, czyta powieści przygodowe? Czegoś nie kumam wink.


    Nota bene jakoś mi się nie chce wierzyć, że jedyne umiejętności dziecka po 2 latach w szkole to "ładniejsze pisanie". Jeszcze raz zapytam - co z rozwojem emocjonalnym? Społecznym? To jest NIC? Nie wierzę, że przez dwa lata nic dziecko w tych dziedzinach nie zyskało, wręcz przeciwnie.

    Nie chodzi o to, aby wtłoczyć dziecku do głowy jak najwięcej wiedzy. Chodzi o to, aby jego rozwój przebiegał równomiernie we wszystkich dziedzinach. I pierwsze lata w szkole nie są ważne tylko dlatego, że dziecko się czegoś nauczy, w kwestii wiedzy - tego się równie dobrze może nauczyć z matką w domu.
    Pierwsze z brzegu rzeczy - przystosowanie i aklimatyzacja w nowym, zupełnie odmiennym środowisku, nauka dłuższej koncentracji, nauka nawiązywania relacji interpersonalnych, nauka systematyczności, ponoszenia konsekwencji za niesystematyczność (w przedszkolu ocen nie było, tudzież słoneczek/chmurek/gwiazdek czy co tam teraz się stawia), nauka pracy w teamie, obowiązkowości (choćby takiej, że codziennie trzeba sprawdzić, czy coś jest zadane i spakować plecak) podporządkowania się pewnym regułom i można wymieniać jeszcze.

    Tak, wiedza się też liczy, jak najbardziej. Tu jestem się w stanie zgodzić. Ale nie tylko.



    --
    I'm weird, but I'm not strange!
  • 08.08.09, 23:38
    > Dziecko trzeba męczyć i doświadczać.

    Jak dobrze, ze nie jestem/bylem twoim dzieckiem. Wiesz, od czego sie biora psychozy?

    Dziecko uczace sie po nocach to patologia, a ty to wychwalasz. Co nastepne?
    Nocne trasy po Pradze Poludnie, "zeby dzieciaki sie zahartowaly" ?!
  • 09.08.09, 09:46
    Trudno się na forum rozmawia, bo kazdy interpretuje po swojemu to co się pisze.
    Nie chodzi mi o to, żeby dziecko ZAMĘCZAĆ, żeby codziennie płakało i się w końcu
    powiesiło. Gdyby tak wyglądała polska szkoła - pozwoliłabym mu sobie odpuścić
    zupełnie.

    Chodzi o to, żeby 7-, 8-latek miał trochę obowiązków, codziennie zadanie domowe
    na minimum 20 minut. Żeby program uwzględnił dziecięcą ciekawość świata - więcej
    informacji w pierwszych latach nauczania. Uważam że liczenie do 20 opanowała
    większośc dzieci zerówkowych, więc po co to szlifować? Naprawdę uważam, że
    większość dzieci poczułaby przyjemność płynącą z czerpania wiedzy już w
    pierwszych latach nauki - a to procentuje całe życie.

    Mówiąc o męczeniu dzieci - miałam raczej na myśli formę treningu obowiązkowości
    i stymulację. Tak jak się "męczy" czyli "wysila" małych kandydatów na sportowców.

    Może faktycznie źle się wcześniej wyraziłam. Absolutnie jestem przeciwnikiem
    tzw. chińskiego treningu.
  • 08.08.09, 14:15
    A może trzeba było posłać dziecko o rok wcześniej do szkoły?
    Rodzice teraz właśnie tak narzekają na program nauczania w I klasie, ale on w wyniku tej "mini reformy jest dostowany dla 6-latków.
    Kiedy ministerstwo nakłaniało do tego, żeby właśnie 6-latki posyłać do I-klasy (co będzie już normą za kilka lat) to zaldwie kilka procent rodziców tak postąpiło i takie są efekty- wiele dzieci straci rok.
  • 09.08.09, 05:40
    henrique napisał:

    > A może trzeba było posłać dziecko o rok wcześniej do szkoły?

    Święte słowa!
    Mam w rodzinie (córka bratanka) dziecko, obecnie 7,5 letnie (z początku roku
    2002). Idzie za 3 tygodnie "normalnie" do 1-szej klasy. I mamusia jest załamana,
    jaki "niski" poziom.
    Tłumaczyłem im rok temu, by mając dziecko urodzone na początku roku, posłali ją
    (nieco) wcześniej do szkoły zamiast do przedszkola do zerówki, bo za rok trafi
    do klasy z 6-ciolatkami (prawie o dwa lata młodszymi!!!) i programem dla tych
    sześciolatków dostosowanym! To było oczywiste. Ale się nie posłuchali.
    Teraz starają się, by dziecko przyęto od razu do drugiej klasy (W zerówce
    nauczyła się wielu rzeczy, a tak w ogóle dziecko bardzo rezolutne).
    Reforma postawiła dzieci z rocznika 2002 w sytuacji straty roku. Można było temu
    zaradzić.
    Ale dzieci z roku 2003, których rodzice z uporem maniakalnym nie chcą posłać do
    (łatwiutkiej) 1-szej klasy stracą rok "na własne życzenie". Tym bardziej, że w
    obecnych zerówkach (dostosowanych dla 5-latków), będzie tylko zabawa, a za rok
    owe dzieci z 2003 (niektóre 7 lat i 8 miesięcy) rozpoczną naukę z 6 latkami (a
    może nawet 5 lat i 9 miesięcy), dostosowaną do poziomu takich maluszków.
    Tak się kończy nierozumny bunt przeciw rozsądnej , koniecznej reformie.
    --
    Jak ja nie lubię mieć stale racji!
  • 11.08.09, 09:38
    W szkole prywatnej obowiązuje ta sam podstawa programowa, co w państwowych.
    --
    http://www.dziecionline.pl/grafika/animowane/zabka.gif
  • 11.08.09, 10:39
    zebra12 napisała:
    > W szkole prywatnej obowiązuje ta sam podstawa programowa, co w państwowych.

    Ale to jest, jak sama nazwa wskazuje, PODSTAWA. CO nie znaczy, że nauczyciel nie może jej rozszerzyć. Nie może tylko wymagać od uczniów znajomości rzeczy wykraczających poza podstawę.

    --
  • 05.07.09, 11:18
    U nas ksiazki "Razem w szkole", bo panie dzieki Bogu rozsadne. Sa
    troche trudniejsze, najbardziej ambitne z tych dostepnych na rynku.
    Inne faktycznie porazkasad Ale i tak to powrot do zerowki. Zwlaszcza,
    ze wychowawczyni w zerowce byla ambitna i dzieciaki plynnie czytaja
    oraz staraja sie pisac literami pisanymi. Liczenie mieli w zakresie
    20- nawet sprawdziany (klasowki) z matematyki z ocenami!
  • 05.07.09, 11:23
    U nas tez te ambitniejsze wybrane. Przez 5 miesiecy powtórka a dalej
    nowe rzeczy.
    łatwiejszy program zakłada powtórkę przez 8 mcy a nowosci przez 2
    mce.
  • 05.07.09, 16:37
    to moj syn sie zalamie sad
    on taki ponad wybitny smile interesuje sie matematyka,rozwiazuje zadania na poziomie 3-4kl,pisze ksiazki smile)))
  • 05.07.09, 18:06
    Ambitniejsze podręczniki to jakie???
    Przecież to są książki dla 6 latków to nie ma tabliczki mnożenia.
    Niestety 2002 rocznik będzie miał powtórkę.
    Niektórzy się ucieszą inni nie.
  • 08.08.09, 11:38
    edzia_79 napisała:

    > to moj syn sie zalamie sad
    > on taki ponad wybitny smile interesuje sie matematyka,rozwiazuje
    zadania na poziomie 3-4kl,pisze ksiazki smile)))

    z tym bym tu nie przesadzał, bo w 4 klasie to rozwiązywało się
    zadania tekstowe z układem równań. Teraz to wystarczy by zdać nową
    maturęwink
    Może jeszcze syna na studia pośleszsmile
  • 05.07.09, 20:54
    Większość 7 latków dobrze czyta, wykonuje działania, może nie do 100 ale
    spokojnie do 20 sobie radzi. Niestety przeniesienie dziecka do 2 klasy nie jest
    rozwiązaniem, bo będzie tam najsłabszym uczniem, bo 2 klasy idą wg. starego
    programu.
    Ja mam nadzieję, że moja córka będzie mogła rozwijać się manulanie, bo to jej
    słaba strona. Zamierzam też zapisać ją na dodatkowy angielski i taniec, o którym
    marzy. Mam nadzieję, że Pani wyjdzie trochę poza podstawę, bo inaczej dzieci z
    nudów klasę jej rozniosą, a w tym moje dziecko, które nie cierpi nic nie robić.
    Jak to będzie okaże się w praniu... teraz możemy tylko gdybać. Moja córka to 6
    latek, ale do szkoły poszłaby nawet gdyby nie wprowadzono reformy.
    --
    WALKA Z MUKOWISCYDOZĄ
    Darując Dominice 1% procent podatku
    pomagasz w walce z MUKOWISCYDOZĄ
  • 05.07.09, 22:07
    tylko, ze stary program wcale nie jest jakos szczególnie ambitniejszy.
    dla przeciętnego 7-latka tez była to nuda i powtórki.
    na szczęście szkoła to nie tylko nauka pisania i czytania.



  • 05.07.09, 22:34
    CytatJa mam jeden zachowany zeszyt z I klasy (lata 70-te): (...) potęgi.

    Tak i jeszcze całki oraz różniczki.

    --
    I'm weird, but I'm not strange!
  • 06.07.09, 07:59
    no ja rozumiem że jak dziecko czyta i pisze i liczy do 20 to szczyt osiągnięć
    według uznania rodziców, ale w programie jest jeszcze przyroda kaligrafia i
    kilka widze nie wymienianych umiejętności. to o czym tak sie niektórzy
    podniecają ze dziecko umie, na poziomie 4 klasy sie wyrównuje. moze juz jak
    czyta to na studia by pchnąć należy? zastanówcie sie i nie napedzajcie dzieci.
    te szybko uczone automatycznie z czasem gdy dorastają zaczynają się gubić. radzę
    ochłonąć
  • 06.07.09, 11:31
    Bez przesady. Każdy kto widział ksiązki do pierwszej klasy wie, że 7
    latek niczego nowego się z nich nie dowie. Stara podstawa programowa
    była przeasadzona, bo nie uważam aby 7 latek musiał znać tabliczkę
    mnożenia. Ale nowa skolei odstaje w drugą stronę. Owszem dzieci
    nauczą się czegoś nowego na angielskim, informatyce, przyrodzie,
    manualnie też się rozwiną. Ktoś kto układał nowa podstawę mógł się
    bardziej wysilić i minimalnie wyjść poza program zerówki, nic by się
    7 latkom nie stało jakby poznały dwuznaki (pewnie część już je zna)
    czy wykonywało działania dodawania i odejmowania do 50. A tymczasem
    pierwsza kalsa to typowa zerówka. Oczywiście, rozumię że jeżeli
    twoje dziecko w zerówce nie nabyło umiejętności czytania czy
    liczenia to Tobie na rękę, taki program, ale w zerówce mojej córki
    niemal wszystkie dzieci to co oferuje nowy podręcznik - potrafi.
    Zresztą jak będzie okarze się w praniu smile
    --
    WALKA Z MUKOWISCYDOZĄ
    Darując Dominice 1% procent
    podatku
    pomagasz w walce z
    MUKOWISCYDOZĄ
  • 06.07.09, 16:11
    Nowych ksiązek jeszcze nie widziałam, dostaniemy je 1. wrzesnia. mam
    natomiast Wesoła szkołę po starszym dziecku i młodsze które we
    wrzesniu idzie do szkoły jako szesciolatek po zerówce spokojnie
    sobie z nimi radzi.
  • 08.08.09, 14:40
    też na to zwróciłam uwagę, ale może mama misi_ma dysortografię? To się zdarza. Ogólnie zgadzam się jednak całkowicie z jej zdaniem.
  • 05.08.09, 10:54
    Z tą tabliczka mnożenia to nie do kocńa tak wink Mój syn miał mnożenie/dzielenia
    do 100 w IIIkl. Córa dostała juz inne podręczniki i mnożenie (ale tylko do 20
    wink) pojawiło się juz w I kl. Z tego co mi dzwoni (ale może jakis fachowiec mnie
    skoryguje) to w podstawie jest określone co dzieciaki powinny bezwzględnie
    opanować do końca nauczania zintegrowanego ...a czy mnozyć będą w pierwszej czy
    trzeciej klasie to już zależy od wybranych książek.
    Z resztą sam polski i matma to tylko połowa zajęć ... jaszcze plastyka, muzyka i
    info o przyrodzie, naszym kraju etc.
    A problem z obecnymi pierwszakami jest taki, że podręczniki (no i ta nieszczęsna
    podstawa) została "zaprojektowana" z myśla o 6-ścio latkach ... no i tak rocznik
    2002 praktycznie powtórzy zerówkę. To wina nie do końca przemyślanej reformy a
    nie podręczników ....
    Pozdr
    Pam
  • 09.07.09, 12:58
    Mam kilka przykładów w rodzinie. Ja też cierpię, bo nie mając czasu
    na normalne bycie dzieckiem, ślęcząc nad książkami (chcąc zadowolić
    wiecznie niezadowolonego ojca), nie nauczyłam się, jak się cieszyć
    życiem i być szczęśliwym dzieckiem, wyszłam za mąż za pierwszego
    lepszego chłopa, który był dla mnie miły, a potem wyszła lipa, a
    sens życia pojęłam dopiero po urodzeniu własnego dziecka, które,
    kiedy ma kilka lat, powinno przede wszystkim być szczęśliwe, wesołe
    i pozbawione kompleksów. Nauka poprzez zabawę to świetny pomysł i
    dziecko zyskuje radość z przyswajania sobie coraz większego pakietu
    informacji, bez przymusu i presji, jaką miało pokolenie dzisiejszych
    30-latków. Z podstawówki pamiętam tylko wkuwanie i kary za
    nieodpowiednie zachowanie, w postaci dwójek albo uwag w dzienniczku
    albo publicznego poniżenia przez panią nauczycielkę. I tak swoją
    edukację wspomina wielu moich znajomych. Edukację poprzez strach i
    brak czasu na zabawę i przyjaźnie. Codzienna harówka - szkoła
    (lekcje) i dom (lekcje). To jest chore i niezdrowe. A autorka wątku
    chciałaby chyba stworzyć dziecięcą wersję juppies. To straszne, jak
    bardzo ambicje rodziców przegrywają z realnymi potrzebami i
    szczęściem dzieci.
  • 08.08.09, 10:45
    Mylisz ambicje rodziców z umiejętnością wykształcenia w dziecku mechanizmów do
    samodzielnego podejmowania decyzji, czy ma się uczyć czy ma się obijać grając w
    piłkę. Naucz dziecko tak, aby samo podjęło decyzję, ile czasu ma pograć a ile
    czasu ma się uczyć. A a propos znajomych. Moi znajomi w większości zapieprzali w
    szkole, liceum i na studiach. I teraz do czegoś doszli. Nie wychodzą za mąż za
    pierwszego lepszego, starannie dobierają partnerów i pielęgnują to co mają, a
    jak nie wychodzi to zmieniają tę sytuację. Mam wrażenie, że masz dużą frustrację
    spowodowaną tym, że Ci nie wyszło. Jest to zrozumiałe. Ale najlepsze w tym
    wszystkim jest to, że Twoje dziecko może mieć o wiele lepiej niż Ty i powinnaś
    tak dozować mu rozrywki i naukę, aby w przyszłości powiedziało, że jednak warto
    było się uczyć.
  • 08.08.09, 13:18
    Mam 32 lata, więc należę - jak piszesz - do pokolenia trzydziestolatków i nie
    pamiętam harówki w podstawówce.

    Nie przypominam sobie, abym siedziała nad książką (poza czasem spędzonym w
    szkole) aż do ósmej klasy. Praca domowa, ewentualnie lektura.

    Wkuwanie? Materiał był do opanowania podczas lekcji - pod warunkiem, że się na
    nich uważało. Miałam świadectwa z czerwonym paskiem, brałam udział w konkursach
    (z historii i języka polskiego), do liceum zdałam śpiewająco.

    Może po prostu byłaś mało bystrym, mało inteligentnym dzieckiem, dla którego
    materiał był zbyt trudny do opanowania podczas lekcji?

    Ale autorka tego wątku - jeśli umiesz czytać ze zrozumieniem, ma zdolne dziecko,
    które z takim prymitywnym materiałem będzie się tylko w szkole nudziło i
    MARNOWAŁO CZAS, najlepszy czas do przyswajania wiadomości.
  • 08.08.09, 13:44
    Przykro mi, że miałaś przerąbane w dzieciństwie, ale powinnaś wziąć pod uwagę,
    że większość dzieci radzi sobie z nauką.
    --
    Chcesz poznać oblicze prawdziwego debila? Poszukaj na forum postów
    champagne_fr_2 vel zyga_75 vel wawa_wawa_wawa. Ostrzegam - czytanie jego
    wypowiedzi boli.
  • 06.07.09, 23:42
    w nowej podstawie programowej chodzi o wychowanie wzorowych
    konsumentów - jeśli chcecie by ktoś więcej wyrósł z Waszych dzieci
    to zabierzcie się za nie sami...Ktoś musi opróżniać te supermarkety
    i sprzątać u bogatych...Tyle refleksji po przejrzeniu Naszej Klasy -
    podręcznika na poziomie tego, które moje dziecko miało w przedszkolu
    jako 4 latek...
  • 07.07.09, 09:11
    dziwne bo jeszcze dzieci z tamtego roku i kilku lat poprzednich były przemęczone
    programem i narzekały i dzieci i rodzice i było ich około 90 %. a wtym roku
    raptem dzieci 4letnie robia program drugiej klasy ciekawe to.
    zabeczka73 napisała:
    > w nowej podstawie programowej chodzi o wychowanie wzorowych
    > konsumentów - jeśli chcecie by ktoś więcej wyrósł z Waszych dzieci
    > to zabierzcie się za nie sami...Ktoś musi opróżniać te supermarkety
    > i sprzątać u bogatych..."
    tłuczenie materiału dziecku do głowy bez zadnych refleksji nie sprzyja
    wychowaniu myślącej istoty.i powtarzam ze czytanie to nie jest szczyt osiągnięć
    ludzkości wiec po co sie podniecać niezdrowo?
    w szkole mojego dziecka bedzie podrecznik wypośrodkowany który zwalnia program
    tylko o ok 4-5 miesięcy w stosunku do poprzednich lat. i zreszta tak ma byc w
    wiekszosci szkól.
    nowa podstawana nie ogranicza a daje czas na refleksje i utrwalenie wiedzy.
    strach ma wielkie oczy ale po roku docenicie ze dzieci nie sa traktowane jak
    maszynki do przerobu materiału. i moze w koncu bedzie czas by materiał
    przerabiac uczciwie a nie spieszyc sie i "zawalac" niektóre istotne umiejetnosci
    i wiedze.
  • 07.07.09, 23:38
    A przeczytałaś założenia programowe w zakresie klas 1-3? Najpierw to
    zrób a potem komentuj czyjeś obawy. Nie wiem czy wiesz ale tak małym
    dzieciom wprowadza się np.pojęcie długu - to w ramach matematyki.
    Jest wiele takich kwiatków i mądrzejsi ode mnie bo wieloletni
    pedagodzy są krytycznie nastawieni do zmian programowych. Może w
    zerówce u Twojego dziecka było nauczanie tak mierne, że obecne
    podręczniki do 1 klasy wydają Ci sie cofnięte zaledwie o 4 mies. U
    mnie było inaczej i uwazam, że 2 lata temu w przedszkolu dziecko
    moje mniej więcej uczyło się tego samego. A dodam, ze było to zwykłe
    samorządowe przedszkole - nie zaden tam prywatny klub elitarny dla
    najbogatszych tudzież najmądrzejszych..
  • 08.07.09, 07:56
    wpadasz w zbiorowa histerię. a np. pojęcie długu krytykowane jest ze pojawia sie
    własnie w starej podstawie programowej. no i to ze podręcznik zwalnia proces
    nauki o 4-5 miesięcy to opinia ekspertów oraz nauczycieli w klasach 1-3 (a znam
    wielu) którzy chwalą w końcu to ze bezsensowna gonitwa z programem (nie majaca
    nic wspolnego z nauczeniem dzieci byle program zrealizowac) sie skonczy lub
    chociaz zwolni. a ze są rózne "kwiatki" w programach to oczywiste i chyba zawsze
    sie jakis taki temat w podrecznikach bedzie pojawiał.
  • 05.08.09, 11:02
    Moje dzieci też zaliczyły państwowe przedszkole wink Syn miał chorobliwie ambitna
    Panią. Idąc do I kl umiał pisać proste zdania i czytać sylabami. Córka do
    dzisiaj nie czyta płynnie (skończyła I kl), a orty wali na potęgę wink
    Jak myslisz które z mioich dzieci rzuca się na szyję swojej byłej Przedszkolanki
    jak tylko Ją zobaczy, a które omija budynek Przedszkola szerokim łukiem?
    wink
  • 08.08.09, 15:43
    Zeby ktos mogl samodzielnie myslec, musi poznac podstawy, czyli wiedze. Kazdy
    wirtuoz najpierw uczyl sie na pamiec roznych nudnych utworow; dopiero po latach
    nauki moze sobie interpretowac muzyke.
  • 08.07.09, 08:09
    Nie rozumiem oburzonych rodziców pierwszoklasistów. Co z tego, że sobie utrwalą
    i powtórzą??? Kreatywny nauczyciel dopasuje się do grupy i w razie potrzeby coś
    doda. Szkoła to nie tylko podstawa programowa, to przecież nauka samodzielności,
    nowe znajomości, nauczyciele. Drodzy państwo, zerknijcie na programy nauczania
    naszych sąsiadów - Niemców, tam dopiero jest niski poziom. Nie dajmy się zwariować.
    Pozdrawiam
  • 08.07.09, 13:59
    uwazam ze masz absolutna racjesmile
    utrwalenie podstaw na zle nie wyjdzie dzieciom napewno-
    chyba ze rodzice ci oburzenie chca na plecach dzieci osiagnac swoje
    niezrealizowane sukcesy naukowe- zal dziecka
    jak wolniejsza realizacja materialu to i spokojniejsze dziecinstwo-
    dajcie na luz
    obejrzalam syna ksiazki " gra w kolory" do 1 klasy i wcale nie
    uwazam ze sa jakies zacofane - owszem sporo z zerowki ale jak sobie
    powtorzy korona z glowy mu nie spadnie- wiele zalezy od nauczyciela.
  • 08.07.09, 14:20
    dokładnie my się powinniśmy modlić o dobrych i konstruktywnych nauczycieli dla
    naszych pierwszaków.
    przynajmniej jest szansa zostanie zrealizowany dokładnie a nie jak do tej pory
    po łebkach. dużo czasem znaczy nic. popytajcie nauczycieli.
  • 09.07.09, 12:42
    Generalnie się zgadzam ale jest jedno ALE:
    Program wcale nie został specjalnie odchudzony, nastapiło spowolnienie w materiale przewidzianym w nauczaniu początkowym, ale to co na końcu róni sie w niewielkim stopniu. Od razu zaznaczam, że sama tego nie analizowałam opieram się jedynie na opinii dyrektora szkoły, do której chcę posłać moje dzieci. Oznacza to, że wprawdzie na te najbardziej podstawowe rzeczy czasu będzie więcej ale później nacisk może być jeszcze większy.
    I tak źle i tak niedobrze...
    --
    pozdrawiam
    Dorota i Kuba&Bartek
  • 25.07.09, 11:50
    Bo to działa tak: dziecko jest otwarte na wiedzę, chce się uczyć, dostawać
    oceny, włożyć w naukę trochę pracy i żeby nauczyciel to zauważył. To jest
    naturalne w tym wieku.

    Dzieci przeciętne i powyżej - będą się nudzić, a to zabija chęć uczenia się. I
    to jest trudno potem odzyskać.

    Jak się nie kuje żelaza póki gorące, czyli na początku edukacji to się tę chęć
    do nauki tłumi w zarodku.

    I to wszystko po to, żeby mniej zdolne dzieci miały szczęśliwe dzieciństwo i
    mogły wciąż powtarzać i powtarzać sad

    Nie ma też wzorca dzieci chętnie uczących się, aktywnych i NAGRADZANYCH (oceny!
    a nie kwiatki i słoneczka, na koniec roku ocena opisowa...) do którego dzieci by
    dążyły.

    Już mój starszy syn w 2 klasie stwierdził że nie ma co się starać bo bycie
    prymusem mu nic nie daje...

    Proszę nie podawać mi przykładu Niemców i USA, szczególnie szkół państwowych.
    Chyba że w kontekscie absolwentów szkół polskich, którzy okazują się lepsi na
    świecie prawie w każdej dziedzinie. Są lepszymi fachowcami i dysponują szeroką
    wiedzą ogólną w porównaniu do np.Niemców.
    Nie myślę tu o szkołach preztiżowych i prywatnych bo to zupełnie inna historia.
  • 08.07.09, 12:41
    kagrami napisała:

    > Ja mam jeden zachowany zeszyt z I klasy (lata 70-te): dodawanie,
    odejmowanie,
    > mnożenie, dzielenie w zakresie do 100, równania z jedną
    niewiadomą, potęgi.
    > Zasady pisowni "ó" "u" "ch" "h" "ż" "rz" itd.

    W te potęgi to chyba jednak nie wierzę - a też poszłam do szkoły w
    latach 70-tych. Co do równań z 1 niewiadomą też mam jednak
    wątpliwości.
  • 08.07.09, 17:14
    CytatCo do równań z 1 niewiadomą też mam jednak
    wątpliwości.


    Były, były, ale szumna nazwa "równania z jedną niewiadomą" jest tu nadużyciem. Z reguły były to zadania typu "jaką liczbę trzeba odjąć od 10 aby otrzymać 6", rozwiązywane za pomocą grafów.

    --
    I'm weird, but I'm not strange.
  • 11.07.09, 10:40
    mama_kotula napisała:

    > Były, były, ale szumna nazwa "równania z jedną niewiadomą" jest tu > nadużyciem.
    > Z reguły były to zadania typu "jaką liczbę trzeba odjąć od 10 aby > otrzymać
    6", rozwiązywane za pomocą grafów.

    Czyli to, co nadal w pierwszej klasie jest wink (przynajmniej w tej, która teraz
    ma wakacje - było).

    --
    WARSZAWA gospodarzem smile
    Bliżej niż dalej
  • 25.07.09, 11:56
    My mieliśmy równania z niewiadomą gdzie x lub a jest niewiadomą. Np.: 1/2 razy x =10
  • 25.07.09, 13:15
    kagrami napisała:

    > My mieliśmy równania z niewiadomą gdzie x lub a jest niewiadomą. Np.: 1/2 razy
    x = 10

    Ooo, i ułamki nawet <zaciesza radośnie>.

    Jakiś skan poproszę tego zeszyciku, bo to fenomen niemalże, nieprawdaż.

    Sugeruję zmienić okulary. Albo leki.

    My też mieliśmy równania z x. Niemniej jednak to nie wypadło z programu i jest w
    nim nadal.

    --
    I'm weird, but I'm not strange.
  • 25.07.09, 18:22
    Już nie wiem, czy się nabijasz czy coś ci się stało... Może masz jakies problemy??

    Moje dzieci w klasach 1 i 3 nie mają równań z niewiadomą.

    Skan zeszytu prześlę ci chętnie. Na pocztę gazetową?

    Tylko się uspokój bo tracisz fason wink
  • 05.08.09, 11:11
    Nie pamiętaj jak to było w mojej I kl wink (31lat to jednak sporo czasu ...hihihi
    i pamięć już nie ta), ale w latach 90-siatych miałam praktyki w szkole. Ułamki
    dziesiętne były wprowadzane w IVkl. Pamiętam to dokładnie i wcale nie było to
    zagadnienie trywialne dla uczniów !
    Pozdr
    Pam
  • 05.08.09, 11:06
    Ale dzisiaj tez takie są ! Tylko zamiast x jest pusta kratka ... hihihi
  • 25.07.09, 11:52
    Mogę zeskanować i ci przesłać to sobie przypomnisz wink
  • 08.07.09, 22:29
    Ludzie nie mnóżcie tych wątków. Wg tego forum -wszystkie
    siedmiolatki to geniusze, płynnie czytajacy i liczący do.......
    W praktyce inaczej to wygląda.
  • 09.07.09, 11:25
    nie popadajmy w histerię, przecież nauczyciel też chyba jest osobą myslącą i w
    klasie, gdzie dzieci będą płynne czytać nie będzie trenować szlaczków i liczenia
    na palcach.
    Nam nauczycielka od razu zasugerowała zakup dodatkowych materiałów, gazetki,
    czytanek. Zresztą dla nudzącego się dziecka, które z łatwością opanowuje
    materiał można i trzeba znaleźć jakieś zajęcia dodatkowe językowe, sportowe,
    rozwijające wiedzę etc. Mój syn jest zapisany na zajęcia uniwersytetu dzieci,
    angielski. Będzie kontynuował również basen.
    --
    Zuzia
    Adas
  • 09.07.09, 12:30
    Dodatkowe zajęcia, w porządku, ale to po lekcjach, a co w trakcie? Mój syn z tych co 5 minut nie usiedzą na miejscu, już w zerówce przynosił uwagi,że przeszkadza, ale mam nadzieję że trafi na fajną panią która nie będzie patrzyła w okno i na zegarek, jak to się zdarzało w tym roku, tylko zajmie się i tymi którzy świetnie sobie radzą jak i tymi którzy trochę mniej potrafią.
    --
    http://suwaczki.maluchy.pl/li-32724.pngurl=http://www.maluchy.pl]http://suwaczki.maluchy.pl/li-32725.png[/url]
  • 10.07.09, 09:35
    No tak, ale Twój syn nie usiedzi bo taki typ ruchliwy czy się nudzi bo wszystko
    umie?
    Przecież taka sytuacja zawsze się może zdarzyć ze dziecko b. szybko uczy się i
    nudzi na lekcjach. Nowa podstawa programowa nic tu nie ma do tego.
    --
    Zuzia
    Adas
  • 10.07.09, 11:37
    Podstawa programowa to jedynie podstawa, czylito, co każde dziecko
    musi opanować. Nikt nie zabrania dzieciom opanowania więcej.
    Znacie tempo pracy sedmiolatka, jesli w miejscu wysiedzi 5 minut to
    musi mieć przerwę na odpoczynek. Takiej przerwy nie zapewni mu
    kolejne zadanie z potęgami.
    Moze niech wreszcie w szkole bedzie czas na to, co dzieci
    interesuje . Niech dzieciak ma czas opowiedzieć chociażby o
    zwyczajach pszczół, bo wczoraj był w pasiece u dziadka niż mnożyć
    pisemnie. Jak nauczy się mnozyc za pół roku to na pewno jego
    karierze zawodowej nie zaszkodzi.
    Może lepiej zamiast wypełniać 20 ćwiczonek o lesie po prostu do teo
    lasu pójść i poobserwować.Tylko na to musi być czas.
    Krótkie czytanki? Mało to książek w bibliotekach?
    Dziecko ma być kreatywne? Na kreatywność musi mieć czas.
  • 10.07.09, 14:32
    Wiesz elizka, mimo iż mam biegle czytającą i liczącą 6 latke, muszę się z Tobą
    zgodzić. Chyba zapominamy, że czytanie i liczenie to nie wszystko smile Jeżeli pani
    będzie twórcza nasze dzieci nie powinny się nudzić a te wszystkie dyskusje o
    "infantylnej" podstawie programowej faktycznie są bez sensu, bo przecież i tak
    tego nie zmienimy.
    --
    WALKA Z MUKOWISCYDOZĄ
    Darując Dominice 1% procent podatku
    pomagasz w walce z MUKOWISCYDOZĄ
  • 08.08.09, 15:45
    Niby tak, ale jesli w klasie jest 30 uczniow, to w ciagu jednej lekcji na
    jednego ucznia przypada troche wiecej niz minuta. Jakos sobie nie wyobrazam,
    zeby w tym czasie kazdy mogl sie swobodnie wypowiedziec i zeby mozna bylo
    zrealizowac temat.
  • 10.07.09, 18:28
    tu sie zgadzam w całęj rozciągłości. Na czytaniu i liczeniu świat
    siedmiolatka nie powinien sie zamykać.
  • 10.07.09, 21:21
    Ubawiłam sie setnie czytajac niektore postywink
    taaaaakkkk
    wiekszosc 7 latkow płynnie czyta, że juz nie wspomne o działaniach
    matematycznych..
    cytat nie bedzie dokladny " czyta płynnie, działania do 100 cos tam
    jeszcze tylko z pisaniem ma problemy.."
    tylko?
    Gratuluje ambitnej mamusi jeszcze planu przenoszenia 7 latka do
    klasy wyzej, bravo!
    W klasie wyzej prawdopodobnie bedzie zamykac peleton głąbów!
    Widac mamusia reprezentuje postepowy tok myslenia, niewazne jakie
    ważne ze studia ma heh

  • 25.07.09, 12:04
    > Widac mamusia reprezentuje postepowy tok myslenia, niewazne jakie
    > ważne ze studia ma heh

    smile Właśnie odwrotnie!
    Masz problem ze zrozumieniem... smilesmile
  • 25.07.09, 12:00
    Moje starsze dziecko rocznik 2000 uczyło się w I klasie o pszczołach i budowie
    kwiatu oraz o rozwoju żaby. Teraz własnie już tego w programie I klasy nie ma.
  • 25.07.09, 13:17
    kagrami napisała:
    > Moje starsze dziecko rocznik 2000 uczyło się w I klasie o pszczołach i budowie kwiatu oraz o rozwoju żaby. Teraz własnie już tego w programie I klasy nie ma.

    Moje dziecko uczyło się o tym w przedszkolu w grupie pięciolatków. W zeszłym roku :F:F. A w programie też nie było tongue_out

    Mam wrażenie, że szukasz problemu na siłę, aby pokazać, jaka ta reforma jest ZŁA.
    Jak nie pasuje - zawsze możesz zdecydować się na homeschooling. Wtedy nauczysz dziecko tego, co uważasz za stosowne. Nota bene i bez homeschoolingu możesz, nic na przeszkodzie nie stoi.

    --
    I'm weird, but I'm not strange!
  • 25.07.09, 18:18
    W sumie racja. To nie szkoła ma uczyć dzieci tylko rodzice. wink
  • 25.07.09, 19:24
    kagrami napisała:

    > W sumie racja. To nie szkoła ma uczyć dzieci tylko rodzice. wink

    Masz co do tego wątpliwości? Bo ja nie. Znaczy, uważam że i jedno i drugie ma uczyć. Natomiast twoje posty odczytałam jako wielkie oburzenie, że rodzic ma, o zgrozo, uczyć, bo szkoła tego nie zapewnia.

    Dla mnie uczenie dzieci to przyjemność. Do szkoły syn idzie w celach uspołecznienia się i nauki języka, bo program ma opanowany do 3-4 klasy włącznie. Pewnie też powinnam wysmazyć tu post "reforma jest be! dziecko mi się odmóżdży!". Ale nie wysmażę. Bo szkoła, to - jak ktoś niżej fajnie napisał - szkoła to nie tylko czytanie, pisanie i liczenie.

    Zamiast tworzyć problem i jojczeć, trzeba potraktować to zadaniowo. I przede wszystkim uzależnić od tego, czy dziecko CHCE.
    A w ogóle to pogadamy we wrześniu, październiku. Ja nie mam pojęcia jak mój syn zareaguje na szkołę. I ty też nie.


    --
    I'm weird, but I'm not strange.
  • 10.07.09, 22:40
    a ja wam napisze z mojego doswiadczenia.

    moj syn wlasnie ukonczyl I klase. idac do I klasy czytal bigle, sam ksiazki,
    calkiem pokazne (np narnie), liczyl biegle, mial wielka wiedze. bilam sie z
    myslami, bo nawet psycholog po testach poradzila przeniesienie go do II klasy.
    aha, nie pisal, znaczy drukowanymi tak, ale tyle. skutecznie zniechecalam go do
    nauki pisania, zeby mial co robic w tej I klasie.

    ale syn niechcial, powiedzila, ze on chce zaczac szkole od I klasy. i tak sie stalo.

    w szkole sie nie nudzil, moze kolorujac, bo to jakies przeklenstwo sad
    mial nowych kolegow, pani przynosila dla niego i kilku jeszcze dzieciakow
    dodatkowe cwiczenia. NB, tych dzieciakow nie bylo wiele. choc mieszkam w wielkim
    miescie, choc szkola baardzo dobra, choc dzieciaki w klasie wyselekcjonowane w
    pewnym sensie, z dobrych dbajacych rodzin (klasa sportowa). wiec gadanie o tym,
    ze wiekszosc dzieci posiada takie umiejetnosci to bzdety.

    uczyl sie pisac, cwiczyl lape, zawieral znajopmosci z dzieciakami bez stresu, ze
    ze go np za glaba uznaja, bo on czegos nie pojmuje. przygotowywal sie i odnosil
    sukcesy w konkursach (np polonistycznym, kangurku, ortograficznym). rozwijał sie
    sportowo na licznych wf i zawodach.

    nie mial duzo pracy w domu, czesto zadanie odrabial pod koniec lekcji, jak inni
    jeszcze nad czyms pracowali. w szkole mial duzo zajec dodatkowych w ramach
    swietlicy (taniec kolko plasyczne komputerowe szachy) i mogl w nich uczestniczyc
    bez specjalnego zmeczenia (znaczy chcial).

    po szkole mial wiele czasu, np na czytanie czy zajcia dodatkowe (treningi i
    nauke dadatkowego jezyka).

    reasumujac: pierwszy rok nauki BYŁ rozwijajacy, ale niespecjalnie
    stresujacy. syn uwielbia szkole, nie jest dla niego zrodlem stresu.

    tak wiec nie biadajcie, ze dzieci malo robia, wiele zalezy od checi i inwencji
    nauczyciela, i od "oferty" szkoly- nasza miala co zaoferowac, zebu dzieci sie
    rozwijaly, umiala zmotywowac do pracy. ale szkole wybieralismy uwaznie i wlasnie
    pod tym wzgledem.

    inna sprawa to checi rodzicow- nakladem naprawde niewielkiej ilosci pracy i
    czasu poswieconemu dziecku mozna dostarczyc dziecku jakies wyzwanie. u nas np to
    zadania logiczne (mam niewielkiego bzika na ich punkcie)-znaczy ksiazeczki gry
    planszowe i komputerowe z tym zwiazane.

    zycze rozsadku przed I klasa, baaardzo sie przydasmile
    --
    Nothing is ever easy in the world of men...
  • 11.07.09, 10:48
    i o to chodzi!
    bardzo ładnie to opisałaś, te jojczenia mamusiek są doprawdy irytującesad
  • 11.07.09, 10:58
    Dobrze napisane.
    Pierwsza klasa to nie powinien byc wyścig z czasem o realizacje
    programu.
    To czas na oswojenie sie ze szkoła i nowymi obowiazkami.
  • 11.07.09, 11:10
    Popieram.
    Moje dziecko, po ambitnym przedszkolu, 'naukowo' w pierwszej klasie radziło
    sobie bezproblemowo. Za to rytmu szkolne, nowe otoczenie to była katorga - dla
    wszystkich zainteresowanych.
    --
    WARSZAWA gospodarzem smile
    Bliżej niż dalej
  • 12.07.09, 00:38
    Moje dziecko skończyło 6 lat (czyta sama , liczy biegle do 20) ale ponieważ mam
    starsze dzieci, które są zdolne i też czytały już w zerówce i nie pamiętam
    sytuacji aby nudziły się w szkole. postanowiłam młodą wysłać do zerówki. Bardzo
    się wahałam, ale przekonało mnie to, że w naszej szkole nie ma żadnego
    sześciolatka który rozpocznie naukę w kl 1.
    Czytając wasze opinie wracam do punktu wyjścia i zastanawiam się czy robię dobrze???
  • 12.07.09, 08:48
    ja mam mieszane uczucia w tym temacie. sama sie potwornie nudziłam w
    szkole, czytałam książkę pod ławką (przynajmniej nie przeszkadzając
    nikomu), z małymi wyjątkami nauka nie była dla mnie żadnym
    wyzwaniem. niby dobrze, ale w dorosłym życiu mam czasem problemy z
    tego powodu, bo nie umiem porządnie "przysiąść fałdów". nieraz lecę
    na błyskotliwości ale żeby tak porządnie zakuć, co w moim zawodzie
    jest nieraz konieczne, to już nie bardzo. dlatego uważam że dziecko
    w szkole powinno mieć choć trochę wyzwań, trudności, które musi
    pokonać. poza tym w przypadku rozrabiaków jak mój syn jest też obawa
    że jak się będą nudzić to będą rozrabiać...

    z drugiej strony dla samooceny lepiej być tym lepszym, powtórki
    utrwalają, dziecko musi przystosować się do nowych warunków w szkole.

    mam już podręczniki do 1kl, z ulgą stwierdziłam że przynajmniej na
    NZ moj syn będzie miał się czego uczyc bo nie pisze pisanymi
    literami. na matematyce będzie klapa bo podręcznik przypomina mi
    zeszyty cwiczeń dla 3 i 4 latków które już dawno robilismy.
    zobaczymy jak sytuacja w szkole się bedzie rozwijac, a w przypadku
    problemów z nudą mamy zamiar podsunąć nauczycielowi (o ile sam na to
    nie wpadnie) zeby dawał synowi dodatkowe zadania. teoretycznie tak
    powinno być ze nauczyciel różnicuje zadania dzieciom ale praktyka
    bywa różna z tego co słyszałam.

    i zaznaczam, nie chodzi mi o to zeby dziecko startowało w
    oplimpiadzie matematycznej w 3 klasie podstawówki, ale żeby się nie
    zraziło do szkoły i nie rozrabiało nudząc się.
    --
    totalny brak pomysłu na sygnaturkę
  • 12.07.09, 10:35
    Przeczytałam posty po "łebkach" i postanowiłam napisac kilka słów na
    temat.
    Mój syn jest z rocznika 2001-skonczył zerówkę-z wynikiem takim ,ze
    czytac umiał tyle co przed,i pisac się nauczył wiecej.Poniewaz jego
    siostra uwielbia matematyke- i tak jedno przy drugim nauczył sie co
    nieco-dodawanie do 20tu, mnozenie w małym zakresie,odejmowanie.
    Większośc osób tutaj zapewne pamięta,ze moje dziecko miało problemy
    z adaptacja w klasie i klase pierwszą (W STAREJ WERSJI PROGRAMOWEJ)
    kończył w klasie przyoddziałowej-tam raczej jako takiej nauki nie
    było-tzn miał podręczniki Wesoła Szkoła - mial
    zadania,oceny ,nauczył sie lepiej czytac, dodawac i odejmowac w
    pamięci,pisac ze słuchu krótkie dyktando i takie tam.W tej klasie
    jednak wiekszość czasu poswiecano na zachowanie, na nauczenie sie
    panowania nad sobą i takie tam rózne.Mój syn zdiagnozowany przez
    kilku lekarzy ma ADHD a zdiagnozowany przez innych kilku lekarzy ma
    jedynie zaburzenia zachowania -i dlatego wolalam aby nauczył sie w
    inny niz tradycyjny sposób współpracowac z rówieśnikami.
    Od tego roku szkolnego zapisałam syna do szkoły integracyjnej-ale
    nie bylo miejsc w drugiej klasie,zatem postanowiłam ze będzie
    powtarzał klasę pierwszą jeszcze raz.Oczywiście to wszystko
    konsultowałam z nauczycielem,terapeutą,psychologiem i psychiatra
    prowadzącym.W między czasie weszła nowa podstawa.
    Z jednej strony sie cieszę bo syn nabierze pewnosci siebie,ze uda
    sie mu nadrobic to czego nie nauczył sie ,podciagnie sie w
    czytaniu -no sami wiecie - powtórka nikomu nie zaszkodzi-nie mam
    wygórowanych chorych ambicji ze ojej co on bedzie robił ,powtarzał
    zerówke jeszcze raz,ze bedzie sie nudził itp.Gdybym kierowała sie
    jego znajomoscią materiału -to spokojnie syn nadaje sie do klasy
    trzeciej a nawet i czwartej ( dowodzą tego badania w ppp).
    Wiekszość takich "zdolnych dzieci" w klasie 4tej czy piątej
    niestety nie sa juz geniuszami-to,ze w zerówce umieją czytać i
    pisac nie oznacza ze są nad innymi-bo w klasach starszych moga być
    matołami do kwadratu.
    I ta jak napisala bazylea-powtórki sie przydadzą-a napewno nie
    zaszkodzą.
    Zaszkodzą -rodzicom którym sie wydaje że ich dziecko to niewiadomo
    co -orzeł ,bo w klasie pierwszej ślaczki?skandal?
    Niech jedna z drugą obejrza zeszyty szóstoklasistów -jakie fale
    dunaju w liniach,jakie kulfony-a moze te slaczki czemuś jednak
    poslużą.Moze warto póżnej dowiedziec sie kim był Kopernik-lecz w to
    miejsce doskonalić sie manualnie?

    Jest jednak jedna rzecz która mnie martwi- moje dziecko bedzie o 2
    lata starsze od innych-fakt jest 5 dzieci w klasie
    (sześciolatkowie) reszta to 7 latkowie i troje osmiolatkowie. (mój
    z początku roku to juz prawie 9,ciosad
    Ksiazek nie widziałam -Gra w kolory'- nie wiem co zawiera-ale nawet
    jeśli materiał z przedszkola uważam ze nie zaszkodzi.
    w Latach 70tych i 80tych mnożenie to od klasy 4tej dopiero bylo ,a
    potęgi w 6tej-podobnie jak fizyka .
    Więc autorko nie pisz ze potęgi w klasie pierwszej robiliście-chyba
    ze liceum
    --
    fotoforum.gazeta.pl/u/ariosso1.html

    Pies ma wszelkie cechy, aby stać się twoim kumplem... chociaż
    większość twoich kumpli nie będzie starała lizać cię po twarzy.
  • 12.07.09, 15:20
    Twój syn czwarty rok będzie rysował szlaczki, naprawdę uważasz że mu to pomoże?
    Kiedyś przeczytałam świetną opinię na temat repetowania - że takie dziecko w grupie nie jest takim samym dzieckiem, bo nie jest już siedmiolatkiem, jest dziewięciolatkiem, który został zdegradowany do poziomu siedmiolatka. Jeżeli to ma wpływać na poprawianie samooceny to różnie ją rozumiemy, jaką pewność siebie ma zbudować jeżeli widzi że jego znajomi idą dalej a on po raz kolejny w zerówce, po raz kolejny w pierwszej klasie. Jaki kontakt będzie miał z kolegami i koleżankami młodszymi o 2-3 lata?

    Zerówkę opuściłam umiejąc czytać i pisać, szkoła wyzwaniem nie była nigdy, na szczęście nikt nie postanowił mnie zostawiać w klasie na jeszcze rok żebym się doskonaliła manualnie.
    Nie lepiej rozważyć albo indywidualny tryb nauczania, albo terapię i trening zachowań po za szkołą a do szkoły puścić zgodnie z rocznikiem?
  • 13.07.09, 18:42
    berdebul-masz rację-oczywiście-jak najbardziej.
    Ale nie na konkretnym przypadku mojego dziecka.Ciezko jest opisac
    tutaj jak jest naprawdę-bo kilka zdań nie odda rzeczywistości.
    Syn owszem umie to i owo-ale np szlaczków ci nie narysuje,nie
    pokoloruje równo i ! nie potrafi nazwac niektórych kolorów!, nie
    potrafi opowiedziec przeczytanego tekstu-nawet jesli zna go na
    pamiec,zdarza sie ze nie przeczyta słowa komin,dom-któe doskonale
    zna,przeliteruje ale nie złozy do kupy-ma takie odchyły czasami -i
    poprostu nie przeczyta i koniec-chociaz za dwa dni radzi sobie.On ma
    problemy z emocjami-on nauki nie traktuje jak nauke a jak zabawę-coś
    co robi i juz- nie wide aby robił z przyjemnoscią chociaz po
    przyjsciu ze szkoly pilnie rwie sie do odrabiania lekcji.Naprawdę
    uwierz mi -to konsultowałam z wieloma specjalistami w poradni i
    własnie z uwagi na te jego 'odchyły' powtórka dobrze mu zrobi.
    Bywaja dni ,ze on rozwiązuje zadania czy czyta i pisze na poziomie
    3 klasisty a bywaja dni ze nie złozy najprostrzego wyrazu.
    Dodam jeszcze,że kiedy koloruje nie robi tego realnie-np trawę na
    niebiesko a chmury na czerwono -mimo iz wie zejest inaczej-ale on
    tak chce i już.Gdyby byl zupelnie zdrowym dziaciakiem -a mialby
    jedynie problemy z nauką to ok- poszedłby do 2 klasy.
    Syn ma nierozwiniętą mowę,ma jeszcze kilka innych schorzeń i dotego
    to zachowanie -nie oszukujmy sie ale jest nieco opózniony-na
    orzeczeniu z PPP napisano iz wskazuje pogranicze upośledzenia
    umysłowego-przejawiające sie w opóznieniu róznych funkcji.Dlatego
    miał nauczanie indywidualne ub w grupie 2-3 osoby w oddziale
    szkolnym szpitala , ma terapię, mamy warsztaty, ma sesje, zajęcia i
    co jeszcze moge to wcielam w życie aby dziecku pomoc.
    Pewność siebie jego -miałam na mysli ze to co bedzie robił w
    ksiązkach dawno zna i nie bedzie sie zniechęcal jak do tej pory.
    Nie uważam aby było to dla niego krzywdzące-ale tak jak pisze to na
    jego indywidualnym przypadku.A kolezanki i koledzy -on sie lepiej
    dogaduje z dużo młodszymi dziecmi.
    --
    fotoforum.gazeta.pl/u/ariosso1.html

    Pies ma wszelkie cechy, aby stać się twoim kumplem... chociaż
    większość twoich kumpli nie będzie starała lizać cię po twarzy.
  • 13.07.09, 18:48
    zapomnialam dodac-mój syn mimo iz wiele umie i wiele wie- nie
    zawsze to pokazuje.Własnie czesto moja kuzynka twierdzi ze on to
    geniusz bo umie to umie tamto-owszem umie ale jak ma ochote umiec
    bo ma zły humor i nie policzy do pięciu-jedne rzeczy wie na wyrost
    a innych jeszcze nie wie a wiedza to czterolatki-wiec róznie z nim
    bywa-czasami przeczyta a czasami nie, napisze albo i nie-jak mu sie
    zechce-powtórka nie powinna mu zaszkodzic- nie jemu.
    --
    fotoforum.gazeta.pl/u/ariosso1.html

    Pies ma wszelkie cechy, aby stać się twoim kumplem... chociaż
    większość twoich kumpli nie będzie starała lizać cię po twarzy.
  • 08.08.09, 15:30
    "Mój syn zdiagnozowany przez kilku lekarzy ma ADHD a zdiagnozowany przez innych
    kilku lekarzy ma jedynie zaburzenia zachowania"

    Kiedyś życie było prostsze, nie było dysgrafii, dysortografii, ADHD, innych
    -graffi i skrótowców.

    No ale wtedy nie było też tylu wybitnych psychologów pokroju psycholożki
    Kwaśniewskiej (z tych Kwaśniewskich), którzy potrafili diagnozować, a właściwie
    nazywać lenistwo dzieci oraz ich rodziców, oraz brak wychowania u tych
    pierwszych i mierny wpływ na wychowanie tych pierwszych przez rodziców.

    Najprostszym a zarazem najskuteczniejszym (w myśl powiedzenia) sposobem na
    uleczenie -grafii i skrótowców po ocenie niedostatecznej z zachowania czy
    dyktanda była przemyślanie wymierzona kara.

    Ale teraz się wychowuje bezstresowo, a żeby usprawiedliwić własne i dziecka
    lenistwo idzie się do psychologa po właściwą "diagnozę".

  • 08.08.09, 15:53
    Na ADHD pomaga dieta, bez konserwantow i sztucznych barwnikow (czyli wykluczone
    sa gazowane napoje, czipsy, batoniki). Pewnie nie zrobi to z dziecka flegmatyka,
    ale poprawi jego zachowanie.
  • 09.08.09, 09:51
    Tak, oraz uważać np. na szczepienia. Zapytać lekarza o powiązania.
  • 14.07.09, 05:27
    A ja z pierwszej klasy w latach 70-tych pamietam rysowanie
    szlaczków, caøe strony nowopoznanych cyferek i literek...
  • 08.08.09, 22:57
    Ja tez pamietam szlaczki z pierwszej klasy!!!! Polowa lat 80-tych.
    Rysowalismy szlaczki w celu oddzielenia kolejnych lekcji.
    Zpamietalam szczegolnie szlaczek z 3 strony zeszytu - pociag
    ciagnacy wagony.

    Zuplenie nie pamietam czego uczylismy sie w klasach 1-3. Zero. Nic.
    W drugiej klasie na pewno nauczylam sie wiersza o lisie-Witalisie.
    Tarlismy buraka cukrowego (skad sie bierze cukier?) oraz
    chodowalismy nasiona pszenicy.

    Moja pamiec, czego sie uczylismy zaczyna sie dopiero od klasy
    czwartej i od pieknych nowych podrecznikow.
  • 09.08.09, 09:33
    Ale nie chodziłaś do zerówki, w której tego cię uczono cały rok ...
  • 25.07.09, 18:34
    Jeszcze dodam, że ja nie byłam wzorowym uczniem, szczególnie z matmy w
    początkach szkoły byłam noga. Ale dzięki temu, że mieliśmy program, który
    wymagał od ucznia pracy - nauczyłam się tego, że jak się w życiu czegoś chce to
    się trzeba postarać.

    Dzisiejszy system edukacyjny uczy dzieci, że to one są najważniejsze i jak nie
    mają ochoty się uczyć - to ok, nie ma problemu. Bo właściwie po co komu ta
    wiedza potrzebna?

    Dlatego poleskie uczelnie przestają się na świecie liczyć. Im świeższy dyplom -
    tym mniejsze szanse np.na prestiżową pracę. I możliwości wyboru w przyszłości
    zawężone.

    I jeszcze rodzice, którzy ganią za stwierdzenie faktu że mam zdolne dzieci -
    jakby to było nie na miejscu...

    Ech, szkoda słów.
  • 26.07.09, 12:02
    kagrami napisała:

    > Jeszcze dodam, że ja nie byłam wzorowym uczniem, szczególnie z
    matmy w
    > początkach szkoły byłam noga. Ale dzięki temu, że mieliśmy
    program, który
    > wymagał od ucznia pracy - nauczyłam się tego, że jak się w życiu
    czegoś chce to
    > się trzeba postarać.


    Ja też sie tego nauczyłam a miałam w I klasie szlaczki,
    szlaczki,.... rysowanie i podstawy czytania i pisania.
    Obawiam sie że program nie ma tu nic do rzeczy.
  • 26.07.09, 17:28

    Ma i to bardzo wiele.
    W tym wieku, tzn w klasach I-III dziecko "uczy się uczyć". Jest bardzo ciekawe
    świata i jak powiedział wielki psycholog Carl Gustav Jung "zamiast napełniać
    szklankę powinno się rozpalić ogień"
    czyli nie tłuc wiedzę do głowy tylko zachęcić do zdobywania jej a w tym wieku to
    jest jeszcze stosunkowo proste.
    Później już dziecko traci pęd do wiedzy.

    Tak jest z nauką w ogóle.

    Zabroń dziecku "pomocy" w kuchni - za parę lat gdy będziesz jej potrzebować -
    dziecku się już nie będzie chcieć.

    Ale ja juz jestem spokojna. Ufam, że wybrałam dobrą szkołę, poza tym faktycznie
    uczę dzieci już od dawna poprzez rozmowę, czytanie i dając dobry przykład wink
  • 26.07.09, 17:32
    Naprawdę to powiedział tak:

    „Uczeń to nie naczynie, które należy wypełnić, ale ogień, który należy
    rozpalić.” Gustaw Jung.
  • 26.07.09, 19:46
    kagrami napisała:

    >
    > Ma i to bardzo wiele.
    > W tym wieku, tzn w klasach I-III dziecko "uczy się uczyć". Jest
    bardzo ciekawe
    > świata i jak powiedział wielki psycholog Carl Gustav Jung "zamiast
    napełniać
    > szklankę powinno się rozpalić ogień"


    Pięknie powiedziane. Sztuka jest dobrać tak ogień żeby dzieciaki sie
    nie spaliły juz na początku wink
  • 26.07.09, 17:36
    kagrami napisała:

    > >
    > Dlatego poleskie uczelnie przestają się na świecie liczyć.

    A możesz mi powiedzieć kiedy to polskie uczelnie liczyły się na
    świecie? Bo ja jakoś sobie nie przypominam, żeby jakakolwiek
    uczelnia polska znalazła się powyżej trzeciej dziesiątki w
    światowym rankingu uczelni. Ostatnio kiedy jakiś czytałam, a było to
    może dwa - trzy lata temu, UJ jako jedyna polska uczelnia znajdował
    się bodaj na 47 miejscu czy gdzzies koło tego. Wcześniej na pewno
    lepiej nie było
  • 26.07.09, 17:42
    przepraszam mocno się pomyliłam, chodziło nie o czwartą dziesiątkę
    ale o czwartą setkę uczelni na świecie - UJ i UW są w czwartej setce
    na świecie i nie ma ich w pierwszej setce w Europie. Na prawdę nie
    ma więc znaczenia czy nasze 7 latki będą się uczyć po raz drugi
    serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,2264803.htmlliterek w tym
    roku czy nie
  • 27.07.09, 19:03
    Myślałam raczej o uczelniach technicznych. Polscy inżynierowie należą do
    najlepszych.
    Celowo zaznaczyłam wcześniej, że nie chodzi mi o elitarne szkolnictwo wink
    Również dobrzy są polscy lekarze.

    A uniwersytety, no cóż, tu faktycznie może być kiepsko, choć przypuszczam że
    nasi najzdolniejsi studenci-naukowcy wyjeżdżają.

    Jeżeli chodzi o wiedzę ogólną wyniesioną ze szkół państwowych, zapewniam cię, że
    jesteśmy powyżej średniej europejskiej.
  • 27.07.09, 22:12
    Ja dzisiaj odebrałam podręczniki "Nowe już w szkole" i wcale nie są takie proste jak "Witaj szkoło"- to są chyba najłatwiejsze podręczniki jakie widziałam.Widziałam je w maju i koleżanka nauczycielka odrzuciła je od razu z te powodu że są bardzo łatawe- zerówka.
  • 08.08.09, 15:52
    Najlepsze uczelnie na swiecie (czyli angielskie i amerykanskie) przeprowadzaja
    drenaz mozgow z calego swiata, dlatego sa najlepsze. Do Polski raczej nie
    przyjada tysiace znakomitych studentow, bo polski, poki co, nie jest jezykiem
    miedzynarodowym.
  • 28.07.09, 11:11
    A może trzeba znaleźć dobrą szkołę prywatną zamiast walczyć z
    wiatrakami? Moze to bylo by lepiej?
  • 28.07.09, 15:00
    jakoś szkoły prywatne nie królują w rankingach, więc myslę że co by
    nie móiwc to jednak te publiczne takie ostatnie nie są.
  • 31.07.09, 10:40
    odebrałam GRA W KOLORY-nie powiem ale baaardzo przypomina mi
    elementarz-Falskiego-jakos tak sie kojarzy.
    Szlaczków nie jest duzo-więcej było w wesolej szkole,na 65 stron
    ćwiczeń z czesci pierwszej jest jedynie 12 linijek ze szlaczkami i
    to tylko na początku ksiązki-Nie przesadzajmy-te ksiązki wcale nie
    są łatwiejsze od tych w zerówce i zeszłorocznej pierwszej-trzymam
    wszystkie trzy zestawy przed sobą i nieuważam aby dziecko sie
    nudziło.Ale to też zalezy od danego podręcznika
    --
    fotoforum.gazeta.pl/u/ariosso1.html

    Pies ma wszelkie cechy, aby stać się twoim kumplem... chociaż
    większość twoich kumpli nie będzie starała lizać cię po twarzy.
  • 03.08.09, 12:03
    nic tylko usiaść i plakacsmile ale nad mamusiasmile
    jak poczytalam o tym twoim zeszycie z lat 70-ych to rece mi opadlysmile
    czy ty mialas na mysli 1 klase srednia? bo wyobraz sobie ze moi
    starsi bracia tez chodzili w latach 70 do podstawowek i nic takiego
    nie mieli, ja pocztaek lat 80 i w 1 klasie podstawowki uczylam sie
    alfabetu i cyferek z elementarzasmile
    moze co niektore dzieci wowczas juz czytaly ale potegi, dzielenie i
    mnozenie do 100, rownania z jedna niewiadomą to juz zaszalassmile
    kobieto wyluzuj smile dzieci dadza sobie rade nawet jesli pewna czesc
    malterialu powtorzasmile niech wspomianaja dobrze szkole a nie jak
    kieratsmile
  • 03.08.09, 14:31
    rownania z 1 niewiadoma byly, pamietamsmile

    ale dzieci teraz tez maja, tylko nie nazywaja niewiadomej x i nie wiedza to
    robia- tak jest lepiej, jest to zabawa przez nauke.

    przyklad: marysia miala jablka. dostala od mamy jeszcze 5 i miala razem 10. ile
    jablek miala na poczatku marysia?

    tak mi troche topornie wyszlo tongue_out, ale chyba obrazuje, prawda? dzici robia takie
    zadania w pamieci, nie wiem, kiedy jest wprowadzane pojecie niewiadomej jako takiej.
    --
    Nothing is ever easy in the world of men...
  • 03.08.09, 19:07
    smile
    Ty akurat pamiętasz to, Pysia i jej bracia mają zanik pamięciwink

    Ja być może też pamiętałabym tylko szlaczki, gdyby nie to, że akurat ten jeden
    zeszyt mam. Przecież to było tak dawno temu!

    Ale cóż, widzę że wielu rodziców woli, żeby dzieci się ponudziły ale nie były
    narażone na jakikolwiek stres... A ci co się nudzą? No bez przesady - od nudy
    jeszcze nikt nie umarł wink

    Ważne że nie ma kieratu, stresu, prawda?
  • 03.08.09, 19:20
    CytatA ci co się nudzą? No bez przesady - od nudy
    > jeszcze nikt nie umarł wink Ważne że nie ma kieratu, stresu, prawda?



    Od nudy faktycznie nikt nie umarł.
    Od stresu owszem.

    Uprzedzam komentarze - nie, nie uważam, aby stres w pierwszej klasie mógł prowadzić do śmierci. Po prostu biorę przykład od autorki wątku i wyolbrzymiam co się tylko da. No, ale ja nie miałam potęg w pierwszej klasie (nota bene, nadal czekam na skany zeszyciku).

    Jeśli uważasz, że twoje dziecko będzie się nudzić w szkole - już ci pisałam, zrób mu homeschooling albo uzgodnij z nauczycielem, aby dawał dziecku dodatkowe zadania na wyższym poziomie albo żeby pozwalał dziecku czytać książki/rozwiazywać krzyżówki/robić cokolwiek, wystąp z podaniem o indywidualny tok nauczania (najpierw ofkors o opinię psychologa z PPP), zapisz do prywatnej szkoły gdzie jest realizowany inny program (tak jak ja to zrobiłam), jednym słowem - rusz się zamiast utyskiwać na niesprawiedliwość świata i odmóżdżanie dzieci.

    A przede wszystkim, co już też ci napisałam - nie chwal dnia przed zachodem słońca. Wrzesień jeszcze nie nadszedł. Może się okazać, że twój pierwszoklasista ma tak duże problemy aklimatyzacyjne, integracyjne i socjalizacyjne (taak, wiem, do tej pory nie miał), że będziesz błogosławić "nudę naukową", którą ci zafundowała reforma.


    --
    I'm weird, but I'm not strange.
  • 04.08.09, 20:02

    Zapomniałam zaznaczyć że pisałam do pysi. Że jej bracia i ona nie pamiętają - to
    znaczy ze ja nie mam racji.

    I o kieracie i stresie też do niej.

    A ja się juz nie martwię, o czym wcześniej pisałam smile Widać, że większości
    rodziców takie podstawy programowe odpowiadają a ja sobie z dziećmi poradzę.
    Właśnie starszy od jakiegoś czasu studiuje książkę z geografii, kombinuje jak to
    ta Ziemia się obraca i dlaczego-jeśli jest wschód słońca o 4:15 to u nas jest
    ciągle ciemno.
    wink
    Młodszy czyta samodzielnie książkę przygodową.

    Postaram się, żeby się nie zniechęcili do nauki i mam nadzieję, że wybrałam
    dobrą szkołę i nie będzie źle.


  • 05.08.09, 00:44
    Wiesz, ja też mam dzieci wyjątkowo uzdolnione i z dużą wiedzą, w lot łapiące wszystko, z rzeczami wykraczającymi poza poziom (owszem, i ułamki i potęgi i równania z niewiadomą wink). I bardzo fajnie.

    Niemniej zdaję sobie sprawę, że moje - ani twoje - dzieci nie są statystycznymi sześcio- czy siedmiolatkami. I nie pieklę się, żądając dostosowania podstawy programowej właśnie do nich, bo jakbym skonstruowała podstawę pod mojego syna, to by był to materiał zakresu - jak sądzę - przekrojowo 4-5-6 klasy podstawówki.
    A syn, miał iśc do pierwszej klasy - idzie do zerówki szkolnej, w szkole prywatnej. Do zerówki, ponieważ ta szkoła stawia na języki i pierwsza klasa jest na podbudowie językowej zerówki (a w zerówce jest 6 godzin angielskiego i 2 niemieckiego tygodniowo).
    W tejże grupie zerówkowej są dzieci wyselekcjonowane na podstawie, o zgrozo, egzaminu, są to dzieci bardzo zdolne i nauczyciel na spotkaniu organizacyjnym zapowiedział, że nieuniknione będzie spore wykroczenie poza podstawę, podał dodatkowe podręczniki i zagadnienia. Zerówka eksperymentalna, bo diabli wiedzą, co będzie z nią potem, nauczycielka żartem mówiła, że pierwsze dwie klasy zaliczą eksternistycznie i po prostu ominą wink.

    Choć ja w sumie chciałabym, aby syn te szlaczki robił, bo manualnie nieco nieskoordynowany ;o).

    I masz rację, większości rodziców takie podstawy odpowiadają - ale większość 7-latków nie czyta samodzielnie książek przygodowych. I zapewne doskonale o tym wiesz, więc nie wiem, skąd twoje oburzenie. Że podstawa programowa nie jest zrobiona pod ZDOLNE dzieci? A kiedy niby była? Podstawa i program zawsze celuje w średniaków, bo tych jest najwięcej.


    Mam poczucie, że chciałaś sobie podbudować ego nieco wink. Że twoje zdolne dzieci takie biedne som i ta szkoła je odmóżdża.
    To ja powinnam w ogóle się powiesić chyba tongue_out



    --
    I'm weird, but I'm not strange.
  • 05.08.09, 00:55
    I jeszcze, co mi się nasunęło.
    Rozwój intelektualny swoją drogą, a zapomina się, piejąc nad swoimi uzdolnionymi dziećmi i utyskując na okrojony program, zapomina się często o rozwoju społecznym i emocjonalnym tych dzieci.

    Co z tego, że moja córka jest jedyną osobą w swojej grupie przedszkolnej która płynnie czyta, liczy na poziomie 1-2 klasy podstawówki, zaczyna pisać pisanymi literami i wie, z czym się je ułamki oraz wie masę innych rzeczy, jeśli emocjonalnie nadal jest standardową niespełna pięciolatką ze skłonnością do histerycznych wrzasków, fochów, obrażalstwa i oślego uporu tudzież zachowań wyjątkowo dziecinnych (znaczy, zachowań na miarę 5-latka). I chciała bardzo do zerówki szkolnej razem z bratem, egzamin wyżej wymieniony zdałaby z palcem w tylnej części ciała. A mimo to psycholog zasugerował pozostawienie jej jednak w przedszkolu, co - jak na nią tak patrzę - będzie dobrym rozwiązaniem. Emocjonalnie będzie sobie dojrzewać w grupie przedszkolnej, a intelektualnie sama ją rozwinę wink.


    --
    I'm weird, but I'm not strange.
  • 03.08.09, 20:53
    ale powtarzam ci, rownania z 1 niewiadoma sa. akurat pamietam, ze we wczesnych
    latach 80, kiedy chodzilam do szkoly, mnozenie i dzielenie do 100 bylo na sto
    procent w klasie 2, jak nie trzeciej.

    a wez zadania do kangurka i zobacz czy cos takiego robiłas? bo ja jesem pewna,
    ze ja nie. a moj syn robi. wejdz sobie na strone np poprawna polszczyzna i
    zobacz, czy takie rzeczy robilas. gwarantuje ze nie. fakt, to sa konkursy dla
    dzieci zdolnych, ale rozumiem, zeuwazasz, ze twoje dziecie do takich pretenduje.
    to widzisz, porobi sobie w I klasie.

    a tak NB, co wyszlo z tego nauczania w latach 70 i 80? nic, wspanialach
    specjalistow nie mielismy. i dalej nie mamysad

    dalej jestesmy w fazei poszukiwania. i w podobnej fazie jest wiekszosc systemow
    edukacyjnych na swiecie.
    --
    Nothing is ever easy in the world of men...
  • 04.08.09, 20:09
    Tak, tylko że u nas się ciągle miesza. "Ulepsza" się już dobre i sprawdzone.
    Np. było dobrze, jak nie było gimnazjów - nie spotkałam się z inną opinią na ten
    temat.

    A co do specjalistów: mamy wielu, ale za granicą.
    Naukowców, inżynierów, muzyków.
    Nie stać nas na nich.
  • 05.08.09, 09:15
    no wiec slonko uwierz, ze caly swiat juz uwierzyl, ze gimnazja to dobra sprawa.
    oddziela sie dzieci w wieku "wybuchowym", a jednoczesnie bardzo "plodnym", kiedy
    juz umiejetnosci i talenty sa bardzo dobrze zarysowane. mozna juz z nimi
    pracowac nie jak z maluchami, ale jak z prawie dojrzalymi osobami, stosuje sie
    inne techniki, uczniowie z malych, wbrew opinii powszechnej, jednak
    niedoinwestowanych i niewydolnych szkółek pownni byc zbierani do lepszych szkół,
    z lepszymi pedagogami, z lepszym zapleczem dydaktycznym.
    jest szansa, ze na skutek rekrutacji mloda, zdolna osoba znajdzie sie w klasie z
    innymi zdolnymi osobami, o konkretnym profilu, moze rozwijac swoje talenty. w
    "ogólnej" podsatwówce było by to niemozliwe.
    jeszcze raz z moca powiem: wszedzie na swiecie funkcjonuja gimnazja (podobnie
    jak krytykowany przez kadre akademicka podział na studia licencjackie i
    magisterskie) tylko u nas sa baaardzo negatywnie postrzegane.
    a bardzo prosto to zmienic: klasy male do 20 osob, psycholog szkolny zatrudniony
    na caly etat w kazdej szkole, i program nauczania -nie tylko powtorki (ktore sa
    konieczne!!!) ale tez nowe tresci, szczegolne rozwoj umiejetnosci.
    ot, po prostu wiecej kasy trzeba!
    tak, ze rozumiem ze twoja wiedza jest powierzchowna i z mediów, raczej z "faktu"
    niz z czegos bardziej ambitnego.

    specjalistów tez kochanie nie mamy za wielu- nie powtarzaj takich wyswiechtanych
    fraz. otoz nie, jak na kraj naszej wielkosci, z taka populacja, powinnismy ich
    miec duzzzzo wiecej- jezeli zalozymy, ze IQ naszych obywateli jest przecietnie
    takie jak w innyc krajach. a dlaczego nie mamy? wlasnie z powodu systemu
    edukacji! i to wczesniejszego, tego wlasnie z tych lat 70 i 80! gwoli
    dokladnosci- teraz tez pewnie nic nie wyprodukujemysad
    jeszcze raz i z moca- jestesmy w fazie poszukiwania.
    ale opinie ze w I, II czy innej poczatkowej klasie dzieci maja sie uczyc poteg-
    to jest po prostu bezmozgowe!
    --
    Nothing is ever easy in the world of men...
  • 04.08.09, 11:53
    osobiście uważam, że jak dzieci sobie dobrze utrwalą podstawy, to tylko im na
    zdrowie wyjdzie. Jakiś czas temu miałam do czynienia z produktem nauczania
    matematyki z lat 80-tych i 90-tych... Gość po maturze (co z tego, że raczej
    humanista jak matematyk) nie był w stanie policzyć tego równania z jedną
    niewiadomą. Oraz obliczyć procentów.
  • 04.08.09, 19:56
    Spotkałam takich techników z zapędami na inżyniera - też z procentami mieli
    problemy. I z logicznym myśleniem... Początek edukacji: lata 80-te, choć nie
    twierdzę że to jest regułą, ale wydaje mi się że wtedy poziom w polskich
    szkołach podst. się obniżył.
    Takie osoby dziś robią po 2 fakultety, oczywiście na płatnych studiach...
    smile
  • 05.08.09, 11:44
    Pojęcie niewiadomej (x,y,z) mój Młody miał wprowadzone w IIIkl. Podobnie jak
    mnożenie. Zadania jakie opisujesz były już w Ikl.
    Uczył się z podr. "Ja i moja szkoła" MAC. Polecam choć nie wiem czy wydali
    wersję dla obecnych pierwszaków. Na pewno bardziej "spójne" i sensowne
    wydawnictwo niz np. "Już w szkole" (mam porównanie z córą - II kl wink)
    Pozdr
    Pam
  • 05.08.09, 12:06
    eee, mnożenie i dzielenie do 20 w I klasie moj syn miał, podrecznik "juz w
    szkole", zreszta dla mnie całkiem oki. wiele też zalezy nie tyle od podrecznika,
    a sposobu prowadzenia zajec, materiałów dodatkowych etc
    --
    Nothing is ever easy in the world of men...
  • 05.08.09, 13:37
    Tak .. ja też jestem zdania, że na tym etapie to Pani jest najważniejsza i jej
    "inwencja" wink
    Ale z drugiej strony podręczniki dość mocno ukierunkowują nauczyciela.
    Moja Młoda ma bardzo "roztrzepaną" Panią i choć dzieciaki niewątpliwie ją
    uwielbiają to jednak wiele rzeczy pozostawia "do życzenia". To pewnie ma też
    wpływ na mój osad podręczników.
    Zdecydowanie łatwiej było nam jednak nadrabiać materiał (w przypadku
    nieobecności) z "Ja i moja szkoła". Tam był podręcznik i domowniczek (jeden
    zeszyt na każdy miesiąc). Już w szkole jest rozbite na Czytanki, ćwiczenia
    ogólne, ćw. do matematyki, ćw. do polskiego i jszcze "Libie pisać i rysować" ...
    Pani skakała po stronach jak motyl z kwiatka na kwiatek ;-/
    Pozdr
  • 08.08.09, 10:39
    a zapytałaś dziecko czy będzie sie nudzić smile myślę ze będzie zadowolone , ze ma
    czas na zabawę , no chyba ze już jest w trybach " wyścigu szczurów " biedactwo
  • 08.08.09, 11:30
    z pierwszej klasy pamiętam: literki(moja nauczycielka to nazywała Kaligrafią), liczenie do stu, dodawanie i odejmowanie do stu( mnożenie i dzielenie chyba było w drugiej, ale nie wiem),podstawy ortografii, trochę o przyrodzie. To chyba w sam raz na 7 latka, co nie?
  • 08.08.09, 15:31
    tak, w sam raz. Ale teraz jest do 20!!! sad
    2+2=
    a najtrudniejsze to 10+9=

    wink
  • 09.08.09, 13:31
    Co wy z tymi szlaczkami i tylko szlaczkami? wink

    Właśnie przeglądam książkę do pierwszej klasy, z której będzie korzystać grupa zerówkowa mojego syna.

    W "zeszycie do kaligrafii" są 4 strony A5 ze szlaczkami, reszta to litery i wyrazy.
    W książce do zintegrowanego (cz.1) szlaczki pojawiają się sporadycznie.

    Zresztą ja nie kumam tej niechęci do szlaczków. Ćwiczenia grafomotoryczne są potrzebne, jak się komuś chce znaleźć po co, to wystarczy w gugla wpisać "rola grafomotoryki".
    Choćby to można znaleźć:
    Ćwiczenia grafomotoryczne prowadzone systematycznie pozwolą na:
    * stymulowanie ogólnego rozwoju dziecka
    * wyrównywanie dysharmonii rozwojowych
    * usprawnienie koordynacji wzrokowo – ruchowej
    * usprawnienie mięśni palców i zdolności współpracy palców ręki
    * wyrabianie umiejętności prawidłowego posługiwania się narzędziem piszącym
    * wdrażanie dokładności, staranności, kształcenie wrażliwości estetycznej
    * likwidowanie napięcia mięśniowego
    * wzmacnianie cech osobowości, wzbudzanie zainteresowań, wyrabianie właściwej motywacji do nauki

    Polecam publikacje Marty Bogdanowicz, Doroty Dziamskiej i Hanny Tymichowej.


    --
    I'm weird but I'm not strange.
  • 09.08.09, 13:56
    Bardzo mądrze sformułowane wink

    To wszystko poza "* wyrabianie umiejętności prawidłowego posługiwania się
    narzędziem piszącym" można odnieść np. do zbierania kwiatków na łące i układania
    ich w bukiecik. I to nawet lepiej, bo na spacerze.
  • 09.08.09, 14:15
    kagrami napisała:

    > Bardzo mądrze sformułowane wink
    >
    > To wszystko poza "* wyrabianie umiejętności prawidłowego posługiwania się
    > narzędziem piszącym" można odnieść np. do zbierania kwiatków na łące i układania ich w bukiecik. I to nawet lepiej, bo na spacerze.

    Wiesz, mam poczucie że upierasz się wyłącznie dla zasady "a ja i tak wiem swoje". Tak, wiem, że są różne sposoby wyrabiania motoryki, a jednym z nich są ćwiczenia grafomotoryczne.
    No dobrze, miałam skończyć, ale nie skończę.
    Generalnie w ćwiczeniach grafomotorycznych (piszę wg książki pani Dziamskiej, np. "Zabawy z linią") chodzi m.in. o to, aby dziecko "czuło" liniaturę, w której będzie potem uczyć się pisać litery. Tego się nie nauczy podczas zbierania kwiatków czy nawlekania koralików.
    Ale ty zaraz napiszesz, że przecież pół świata nie pisze w liniach i inne argumenty kontra wink. Taaaa...

    Dalsza dyskusja jest bezowocna. Poczytaj coś może w temacie rozwijania grafomotoryki (nie piszę tego złośliwie, autorki podałam - naprawdę polecam).

    --
    I'm weird, but I'm not strange.
  • 09.08.09, 14:27
    Nie upieram się i przepraszam, jeżeli cię uraziłam. Ale nie trawię takich
    mądrości bez treści wink Takie s... w banie. Sorry.

    Szlaczki są niezbędne w ilości umiarkowanej, z tego co zaobserwowałam u swoich
    dzieci - w momencie, gdy dziecko zaczyna "normalnie" trzymać ołówek i pracuje
    przy tym językiem - jest to ćwiczenie doskonałe. Zwykle jest to moment pomiędzy
    3 a 6 r.ż. I to wystarczy. Natomiast nie ma co przesadzać. Poczytaj (albo
    popytaj) jak dzieci nie cierpią kolorowania w szkole. I ze szlaczkami w
    nadmiarze - przypuszczam - może być tak samo.
  • 09.08.09, 14:37
    Ale kto mówi o nadmiarze szlaczków?
    Gdzie ty widzisz ten nadmiar?
    Skąd wiesz, ile to NADMIAR? Jeden szlaczek dziennie to nadmiar, czy jeden tygodniowo? Dwie linijki szlaczków to przesada, czy jeszcze norma?

    Kolorowania - wiem - dzieci generalnie nie lubią, bo faktycznie nudne jest jak diabli. Przeglądam dalej książkę - jedyne kolorowanie jest w formie "zadaniowej" ("pokoloruj trzeci od lewej na niebiesko, a najdłuższy na zielono"), typowych kolorowanek nie zauważyłam. Może to zależy od podręcznika? A może od nauczyciela? Mądry nauczyciel będzie traktować zadania z książki jako PODSTAWĘ do dalszego rozwijania wiedzy, na wzór homeschoolowy.

    Dalej się będziemy przerzucać argumentami?

    Bo widzę, że wychodzisz z założenia, że nowa podstawa jest odmóżdżająca (patrząc z TWOJEGO punktu widzenia, czyli - masz zdolne dzieci, dzieci ponadprzeciętne, pracowałaś z nimi, rozwijałaś je) i nie przyjmujesz ŻADNYCH argumentów które świadczą przeciwko temu (choćby argumentu, że istnieją również dzieci przeciętne oraz dzieci, z którymi nikt wczesniej nie pracował sensu stricto). Szlaczki są niepotrzebne, bo przecież dzieci mogą zbierać kwiatki i nawlekać koraliki w wieku 3-6 lat - ok, moje to robią, twoje to robią, znaczna większość tego nie robi (ostatnio moja sąsiadka była wielce zszokowana, kiedy zobaczyła filcowego kota uszytego samodzielnie przez moją pięciolatkę, bo ma wnuczkę 2 tygodnie starszą i w życiu nie wpadłaby na to, aby dać jej igłę do ręki).
    Spora część pięciolatków nie miała nożyczek w rękach, duża część 6-latków uczy się trzymać ołówek dopiero w zerówce, a ty mówisz o szlaczkach od 3-6 lat wink.



    --
    I'm weird, but I'm not strange!
  • 09.08.09, 14:12
    mama_kotula napisała:

    > Co wy z tymi szlaczkami i tylko szlaczkami? wink

    A bo czytam i mnie trafia, że niby kiedyś to te potęgi, a teraz szlaczki jeno wink
    Też uważam, że szlaczki w odpowiedniej dawce są przydatne - CHOCIAŻ można je
    zastąpić. I dobrze wink

    --
    MAZURY CUD NATURY - GŁOSUJ!
    Bliżej niż dalej
  • 08.08.09, 12:29
    zrobić ciemnotę taką jak np w USA, jeszcze kilka pokoleń i w gimnazjum będą
    uczyć tabliczki mnożenia
  • 08.08.09, 12:44
    Hmmm... Widać, że mamy różne wspomnienia. Sam szkołę zacząłem w 1980 i pamiętam,
    że w pierwszej klasie na początku były szlaczki, ale zaraz później była
    kaligrafia liter (większość umiała już czytać i pisać). A pamiętam to dlatego,
    że wtedy sama pani derektor przyszła pokazywać nam jak poprawnie pisać
    małe "p" tak aby przypominało pisane "p" z języka rosyjskiego (podobieństwo
    dostrzegłem parę lat później, wtedy wydawało mi się to po prostu bardzo dziwne).
    Inną rzeczą, którą pamiętam to to, że tabliczkę mnożenia poznawałem w klasie
    trzeciej. To dla odmiany pamiętam, bo zaliczyłem wtedy pierwszego w życiu "baniaka".

    Generalnie klasy I-III wspominam jako jedną, wielką zabawę. Dopiero klasa IV
    objawia się we wspomnieniach jako jakaś zmiana jakościowa.

    A swoją drogą to troszkę współczuję dzieciom, których rodzice chcą aby
    siedmiolatek "miał szansę się powysilać". Sam bym wolał, aby moje dzieci uczyły
    się bez wysiłku (w myśl zasady, że narobić się to każdy głupi potrafi). No ale,
    nie mój cyrk, nie moje małpy.

    --
    ... i owoc żywota Twojego je ZUS
  • 08.08.09, 12:55
    a to dobre. w latach 70tych, mój mąż, rodzeństwo i ja chodzilismy do
    podstawówki ale za cholere nie przypominamy sobie potęg w pierwszej
    klasie, chyba ze mamy zbiorową amnezję. BTW nie traktuj pójścia
    swojego dziecka do szkoły jako początek ostrego zakuwania, niech
    najpierw się tam dobrze bawi, a potem wszystko sie rozkręci,
    znajdzie swoje zainteresowania i ulubione przedmioty. Nie żądaj aby
    nagle wprowadzili całkę podwójną w programie pierwszoklasistów bo
    moze sie to źle skończyć.
    Pozdrawiam... a jesli jednak nadal ci mało to rozwijaj
    zainteresowania dziecka w domu...
    p.s.i ciesz sie ze od razu nie bedzie musił dzwigac do szkoły 25
    kilo plecaka.
  • 08.08.09, 13:53
    To pewnie w II były całki?
    I geometria wykreślna?
  • 08.08.09, 14:00
    Nie zaszkodzą mu szlaczki. Wyrobi sobie rękę. Ja płynnie czytałam i liczyłam
    idąc do zerówki, przez całą zerówkę rysowałam szlaczki zamiast uczyć się czytać
    z innymi dziećmi - i jakoś żyję. Ja bym porozmawiała z nauczycielem - żeby
    zadawał dodatkowe rzeczy, jeśli dziecko szybciej wykona zadane ćwiczenia.
    --
    "Rowerzyści świadczą o jakości współczesnego miasta, niczym raki o czystości
    jeziora, są oznaką tego, że miasto jest sprawnie i bezpiecznie zorganizowane."
    http://ich4pory.blogspot.com

    majself = płeć żeńska
  • 08.08.09, 14:26
    Autorka chyba rozum postradalawink Ucze juz wiele lat ale niegdy nie spotkalam sie
    aby dzieci w kl 1 liczyly w zakresie 100tongue_out W klasie 1 dzieci poznaja litery do
    konca 1 semestru ,podtawowe zasady ortograficzne typu ó,rz wymienne ,ucza sie
    rozrozniac podstawowe czesci mowy bez nazywania ich jeszcze . Matematyka
    ,najpierw monografia liczb,potem dzialania w zakrsie 10 ,do konca roku dzialania
    w zakresie 20 . Wymagania w stosunku do dzieci 7 letnich raczej wzrosly a nie
    zmalaly . Jesli ma sie dziecko bardzo zdolne czy genialne nalezy przeniesc je o
    klase wyzej badz starac sie o nauczanie indywidualne ,oczywiscie do tego
    potrzebne sa badania psychologiczne . Poziom dzieci przychodzacych do kl1 jest
    bardzo zroznicowany.Tych dzieci ,ktore bardzo dobrze sobie radza wcale nie jest
    duzo. Co niektore dzieci nie potrafia poprawnie trzymac olowka w rece ,ze nie
    wspomne o wycinaniu ,stad na poczatku jest wiele cwiczen manualnych .Amenwink
  • 08.08.09, 15:35
    Jeśli nauczyciel tak traktuje rozmówcę, to... ogólnie mnie ten poziom edukacji
    przestaje dziwić wink
  • 08.08.09, 18:50
    kagrami, ale ciebie nic nie przekona, ze przecietny 7 latek nie moze poznawac
    poteg.
    --
    Nothing is ever easy in the world of men...
  • 08.08.09, 19:30
    smile
    A dlaczego nie może? Jeśli chce się dowiedzieć na czym to polega to oczywiście
    że może! Choć nie uważam że jest to potrzebne wszystkim 7-latkom.
    Nowa podstawa programowa - o tym piszemy. Na podstawie podręczników które mam -
    wnioskuję, że poziom jest wciąż obniżany. W nauczaniu początkowym.
    Ale to jest moje zdanie. Byc może dzieci będą lepiej kształcone np.artystycznie...

    Zresztą nie wiem jak jest w starszych klasach - może potem "przysiądą fałdów".

  • 08.08.09, 21:32
    CytatA dlaczego nie może? Jeśli chce się dowiedzieć na czym to polega to oczywiście że może!

    Kluczowe słowo: jeśli chce.
    Nie sądzę, aby potęgi w przypadku 7-latka to były działania na potęgach (na wykładnikach) - mogły to być jedynie kwadrat, ewentualnie sześcian. Sprawdź w swoim zeszyciku i popraw mnie, jeśli się mylę wink.

    No więc ok, przeciętny 7-latek jest w stanie pomnożyć przez siebie 2 bądź 3 liczby. I oczywiście, można mu powiedzieć, że to się nazywa potęgowanie.
    Natomiast zastanawiam się, po co wiedza w temacie konkretnie potęg jest 7-latkowi potrzebna. Czy w pierwszej klasie rozwiązuje się równania, układy równań, oblicza pola wielokątów i objętości brył itp? Czy robi się jakieś konkretne obliczenia, że te potęgi będą potrzebne?
    Raczej nie. Oczywiście, mogę się mylić, dopóki Kagrami nie zamieści skanów zeszytu.

    No więc taki 7-latek będzie wiedział, co to jest 2 do sześcianu, ale przy tym może nie wiedzieć, co to jest sześcian, skąd się wzięło to 2 "do sześcianu" i po cholerę mu właściwie wiedzieć, że 2*2*2 to jest sześcian, czyli trzecia potęga liczby 2. Zwłaszcza, że szybko to zapomni, zanim mu te potęgi zaczną być do czegokolwiek potrzebne.

    Poza tym - chłonny umysł chłonnym umysłem, ale bez przegięć. Jak widzę, że moje dziecko np. zaczyna zgadywać, zamiast myśleć i liczyć (czyli widzę, że nie kuma zagadnienia), to odpuszczam, bo zdaję sobie sprawę, że pracujemy wysoko ponad poziomem i w sumie może tego nie rozumieć. W szkole odpuścić by nie mógł, w szkole ma wykonać program. I tak, program ma być dostosowany do możliwości przeciętnego dziecka. Dla dzieci zdolnych są dodatkowe możliwości. A dziecko, które samo z siebie lubi się uczyć, nie zniechęci się do nauki tylko dlatego, że w szkole ma robić szlaczki (tak, też potrzebne) a nie uczyć się w pierwszej klasie fizyki kwantowej. Kwantowej mogę go uczyć w domu wink, w szkole ma iść z tą "nudną" i "odmóżdżającą" podstawą, socjalizować się, rozwijać się emocjonalnie, uczyć się pracy zespołowej i generalnie dojrzewać do samodzielności.



    --
    I'm weird but I'm not strange!
  • 08.08.09, 23:05
    Moja sześciolatka idzie do pierwszej klasy, zerówkę przedszkolną przerobiła w tym roku szkolnym.
    Czytać, pisać, liczyć w zakresie powiedzmy do 1000 (pewnie więcej też by dała rady) też potrafi, mnożyć, dzielić, nawet zadania z jedną niewiadomą też potrafi rozwiązać.
    Tyle, że ja będąc na miejscu autorki wątku, mając tak rozgarnięte dziecko jak zauważyłam w trakcie czytania, wysłałabym dzieciaka wcześniej do szkoły, no bo kiego ma się marnować i tracić czas na szlaczki, które jak każdemu wiadomo, nikomu nie są do szczęścia potrzebne.

    No i zgadzam się z Martą homeschooling jest najlepszczym sposobem na pewne dziedziny nauki, przynajmniej dla dziecka wink

    --
    Wikula i Ola
  • 08.08.09, 23:34
    CytatNo i zgadzam się z Martą homeschooling jest najlepszczym sposobem na pewne dziedziny nauki, przynajmniej dla dziecka wink

    Oczywiście. Dla niektórych rodziców pewnie też, niemniej ja osobiście bym za przeproszeniem ocipiała mając dziecię 24h na dobę w domu i musząc zadbać o organizację homeschoolowego dnia wink.

    Pół dnia mogę i sprawia mi to sporą przyjemność. Dzieciom też.
    W ramach dzisiejszego homeschool (taak, wiem, są wakacje, ale młodym to jakoś nie przeszkadza) młody wyjął piankowe modele ułamków (podzielone na części koła) i zażądał zadań, córka bawiła się base ten blocks, wymyślając sobie przykłady. Potem wspólnie obejrzeliśmy sobie film z Discovery "Ziemia bez Księzyca". Tyle homeschoolingu na dziś, takiego typowo "wiedzowego" wink. Oprócz tego napisali listy do babci (przy okazji ponownie przerobiliśmy drogę listu i kwestie pt. po co są znaczki i co to kod pocztowy) oraz uszyli kolejne zwierzęta z filcu. Poza tym zdemolowali pół domu, pobili się jakieś 10 razy, powyzywali od durniów, ale to skutki uboczne wink.

    Zapewne we wrześniu, jak pójdą do szkoły i przedszkola, nasze popołudnia będą wyglądać w ten sam deseń. W szkole i przedszkolu będą się bawić, uprawiać sport i socjalizować - szczególnie syn aspergeryk tego potrzebuje - oraz, oczywiście, czynić te niepotrzebne nikomu szlaczki (pani Dziamskiej dziękujemy, jest nam pani niepotrzebna razem z pani podręcznikami wink)) w domu będą się uczyć tego, co lubią i chcą (i co matka im wymyśli).

    Metody homeschoolowe są bardzo przydatne, jeśli chodzi o wyjaśnianie rzeczy, które w szkole są, ale przeważnie nie ma czasu na ich dokładne omawianie. W szkole dzieci nauczą się, że oddycha się za pomocą płuc i przepony, w domu zbudują model z butelki plastikowej, balonów, gumek i czegoś tam jeszcze, i zobaczą na czym to faktycznie polega (w szkole zwyczajnie nie ma na to czasu, przy 30-osobowej klasie - choć jestem pełna nadziei i zaufania dla szkoły, do której będą chodzić dzieci, klasy są max 12-osobowe i podejście nieco inne).



    --
    I'm weird, but I'm not strange!
  • 08.08.09, 23:45
    Ja przy okazji całodziennej wycieszki na rolkach tłumaczyłam właściwości chemiczne, czytaj dlaczego jeżdżąc na rolkach po asfalcie w czasami zatrzymujesz się w miejscu mimo, że tego nie chciałaś wink

    Nie, nie, nie dla 24h homeschoolingu uncertain
    Dzieci dziecmi, moja tam jakaś misja misją, ale tyle czasu na dobę to niestety nie jestem w stanie wytrzymać z moimi uncertain
    Przepraszam wszystkich twierdzących, że matka powinna być tylko i wyłącznie od opieki nad dziećmi.


    --
    Wikula i Ola
  • 08.08.09, 23:56
    Ja może i wytrzymałabym te 24h na dobę z moimi, jakby rozumiały, co to znaczy: milczeć przez 15 minut tongue_outtongue_out

    Bo nawet nie to, że mnie absorbują jakoś szczególnie, ja mam i czas dla siebie, i na pracę i na naukę, na robótki itp. - ale one non stop MÓWIĄ. Rysują - i mówią, budują z klocków - i mówią, nawet kurna czytają - i jednocześnie mówią. A mi się ADD włącza okrutne i nie jestem w stanie się skupić na czymś więcej, niż oczko prawe oczko lewe winkwink.

    Poza tym młode potrzebują się socjalizowac poza domem, a misięniechce wink. Znaczy, socjalizować misięniechce, bo ja typ z gatunku aspołecznych i antykoleżeńskich, najlepiej się czuję sama ze sobą i w CISZY tongue_out.

    --
    I'm weird, but I'm not strange!
  • 08.08.09, 23:59
    No to oprócz maskotek które kupujemy młodym (maupka wink ) jesteśmy również podobne jeśli chodzi o tą chwilę spokoju wink

    --
    Wikula i Ola
  • 09.08.09, 09:59
    Podziwiam cię smile To twoje pomysły czy masz jakieś pomoce? Np. ten z balonem.
  • 09.08.09, 10:17
    kagrami przeszukaj internet pod kątem homeschoolingu, można dużo fajnych rzeczy znaleść
    a pod spodem jest link do doświadczenia z butelką i balonem

    www.smm.org/heart/lessons/lesson7.htm
    --
    Wikula i Ola
  • 09.08.09, 10:29
    Dzięki, spróbujemy smile
    Ja polecam książkę "Pomysłowy Dobromir uczy" - raczej ZRÓB TO SAM oraz
    fizyka/chemia w bardzo przystępnej formie. Ale uwaga! pomoc rodziców nieodzowna!
    Więc trzeba mieć sporo czasu...
  • 09.08.09, 12:18
    kagrami napisała:

    > Podziwiam cię smile To twoje pomysły czy masz jakieś pomoce? Np. ten z balonem.

    Iii tam, nie ma co podziwiać. Nie lubię bawić się w typowe "zabawy" (pluszaki, lalki, i wszelkie naśladowcze doprowadzają mnie do szału i śmierci z nudów), więc bawię się tak, jak umiem.

    Wikula dobrze mówi, faktycznie warto przeszukać net pod kątem homeschoolingu, sporo rzeczy można ciekawych znaleźć (99% po angielsku, ale to nie przeszkadza big_grin).
    tu masz parę moich bookmarków w temacie, niewiele, więcej mam na dysku:
    divinekota.stumbleupon.com/tag/homeschooling/
    i inne, jeszcze nie przeglądałam:
    hmariey.stumbleupon.com/tag/homeschooling/
    emelyj.stumbleupon.com/tag/homeschooling/
    www.stumbleupon.com/tag/homeschooling/

    Polecam korzystanie ze stumbleupon, podaje strony które w googlach jeszcze nie są wypozycjonowane, a ludzie uznali je za ciekawe.
    Oraz blogi homeschoolujących rodziców, na nich przeważnie jest masa linków do free stron z inspiracjami.

    I oczywiście ten blog kidswhothink.blogspot.com/
    Ostatnio na topie u moich młodych strona
    nlvm.usu.edu/
    chociaż wolimy "manipulatives" na żywo, wykonywane w pocie czoła przez matkę wink

    --
    I'm weird, but I'm not strange!
  • 09.08.09, 13:19
    samanta1 napisała:

    > Autorka chyba rozum postradalawink Ucze juz wiele lat ale niegdy nie
    > spotkalam sie aby dzieci w kl 1 liczyly w zakresie 100tongue_out

    To GDZIE Ty uczysz?

    --
    MAZURY CUD NATURY - GŁOSUJ!
    Bliżej niż dalej
  • 08.08.09, 15:01
    aby dziecko własnie ładnie i kształtnie pisało. Swoja drogą, to, że
    twoje dziecko jest tak genialne, nie znaczy, ze inne tez sa.
    niestety to juz trzeba szukac prywatnej szkoly jakby co. Choc tam
    programy tak naprawde nie wiele sie roznia, fakt moze jest bardziej
    indywidualne podejscie do dziecka. zreszta obecnie i tak jest
    nauczanie zintegrowane, wiec "cudów" raczej nie nalezy oczekiwac ani
    nadambitnego programu.
    a swoja droga nie wierze, aby w w I klasie szk. podst w latach 70
    było potęgowanie. może jeszcze pierwiastkowanie w zwiazku z tym i
    badanie przebiegu zmiennosci funkcji?
  • 08.08.09, 15:41
    Moje dziecko nie jest genialne. Przynajmniej ja o tym nie wiem, a tym bardziej ty.
    Po prostu z tego co wiem, większość dzieci idących do I klasy jest ponad
    poziomem jaki określiło MEN. Przynajmniej dzieci, które ja spotykam.
    Uważam, że jest zbyt łatwo a więc nudno, ALE MOŻE SIĘ MYLĘ... Okaże się.

    > a swoja droga nie wierze, aby w w I klasie szk. podst w latach 70
    > było potęgowanie. może jeszcze pierwiastkowanie w zwiazku z tym i
    > badanie przebiegu zmiennosci funkcji?

    Potęgowanie było proste i bez niewiadomych, więc nie było badania funkcji wink
  • 08.08.09, 15:53
    CytatPo prostu z tego co wiem, większość dzieci idących do I klasy jest ponad poziomem jaki określiło MEN.

    Robiłaś badania statystyczne, czy większość to "moje dzieci, dzieci sąsiadów i daleka kuzynka oraz Zosia, której mama wstydzi się przyznać, że Zosia ma problemy z czytaniem"? smile

    Mój syn po powrocie z wczasów powiedział "wiesz, mama, tam były takie 3 dziewczynki, co miały 8 lat i one czytały po sylabach, a jedna ledwie po literkach! a ja już od dawna czytam po wyrazach".

    Czy na podstawie tego powinnam stwierdzić, że większość 8-latków po roku nauki w pierwszej klasie nie umie czytać? wink

    Wiesz, ile dzieci 6- czy 7-letnich nie potrafi powiedzieć, co właśnie przeczytało? I nie jest w stanie odpowiedzieć na pytania dotyczące tekstu, który przeczytało płynnie i bezbłędnie?
    Wiesz, ile dzieci 6- i 7-letnich ma problemy z odróżnieniem prawej i lewej strony? wink
    Wiesz, ile dzieci ma problemy z kojarzeniem wydawałoby się banalnych par typu zając - nora? Albo z kontynuacją regularnego wzoru typu abcabcabc(np. kółko kwadrat trójkąt)?

    Może porozmawiaj z nauczycielem przedszkolnym, szkolnym, obojętnie.

    --
    I'm weird, but I'm not strange.
  • 09.08.09, 13:49
    > Wiesz, ile dzieci 6- i 7-letnich ma problemy z odróżnieniem prawej
    i lewej strony? wink

    90% moich znajomych dorosłych kobiet (ważne!) ma z tym problemy?
    I ja też miałam od zawsze pomimo prymusowstwa od przedszkola i IQ
    kwalifikującego do Mensy. To znaczy muszę się chwilę zastanowić, a
    bez tego mówię "prawo" pokazuję często "lewo". Naprawdę szkoła nie
    ma nic do rzeczy, to budowa mózgu.

    > Wiesz, ile dzieci ma problemy z kojarzeniem wydawałoby się
    banalnych par typu zając - nora?

    No to jest trafienie kulą w płot. Zające ani nie kopią nor, ani w
    nich nie mieszkają, więc skąd to "banalne" skojarzenie? Owszem na
    pamięć można dziecko nauczyć, że w tym ćwiczeniu tak ma być, ale
    jakby miało to z czegoś wywnioskować - no nie da rady.

    Wiem, ze to nie do tematu, ale nie mogłam sie powstrzymać.

    Też mam stare zeszyty z pierwszych klas podstawówki, dziesiejsze
    obniżenie poziomu naprawdę żenujące, a wtedy dzieci wcale się nie
    uczyły po nocach, wcale nie męczyły się tą straszną nauką, a po
    szkole zupełnie z własnej woli grały w państwa-miasta, Hali-hali
    (zgadywanie słów), liczenie kroków do rzuconej skakanki i tak dalej.
    Wiedza to było z zasady coś fajnego, no cóż, było- minęło...
  • 09.08.09, 14:11
    Ach i och.

    Mówię na przykładach, bo wiem, o jakie zadania chodzi Kagrami - bo też mam podręczniki do pierwszej klasy i widzę, jakie w nich są zadania.

    No to dobrze, pani dokładna, zmieniam przykład "zając - nora" na przykład "bocian - wiosna". Może być? Chodzi mi o szukanie skojarzeń. Dzieci mają z tym problemy. Mają też problemy z doszukiwaniem się regularności w określonych wzorach (co potem wpływa na kojarzenie poprzez analogię). I temu służą wielokrotnie powtarzane, być może nudne ćwiczenia typu "dokończ rysować baloniki" (czerwony, żółty, zielony, zielony) - które robią się coraz trudniejsze.

    Inny przykład - historyjka obrazkowa do ułożenia w kolejności. Na jednym obrazku dziewczynka z płaszczem w przedpokoju, na drugim dziewczynka pod parasolem na dworze, trzeci jest niemal identyczny jak pierwszy, różni się jedynie stojącym w kącie ociekającym wodą parasolem. Ćwiczenie na spostrzegawczość i kojarzenie faktów, ćwiczenie wzbogacające język (wierz mi, dzieci mają problemy z opowiedzeniem CO SIĘ DZIEJE na obrazku - nie "CO WIDZĄ" na obrazku, bo to potrafi każdy przeciętny 3-latek) i tak dalej.

    I też mam zeszyty z pierwszych klas podstawówki. Obniżenie poziomu? Nie mam bladego pojęcia, przyznaję. Dla mnie i tak poziom w szkole był z kategorii "z palcem w tyłku".
    Cytat dzieci wcale się nie uczyły po nocach, wcale nie męczyły się tą straszną nauką, a po szkole zupełnie z własnej woli grały w państwa-miasta, Hali-hali (zgadywanie słów), liczenie kroków do rzuconej skakanki i tak dalej. Wiedza to było z zasady coś fajnego, no cóż, było- minęło...

    Tak jest, pogeneralizujmy sobie. Kiedyś złoty wiek, a dziś sodoma i gomora razem wzięte.
    Dzieci były tak samo jak teraz - RÓŻNE. Jedne dzieci grały po szkole w państwa-miasta, inne demolowały podwórka i kradły jabłka sąsiadowi, jedne liczyły kroki do rzuconej skakanki, inne wyrywały tę skakankę młodszej koleżance i rzucały wysoko na drzewo. Z reguły te pierwsze miały poczucie, że wiedza jest czymś fajnym, a te pozostałe, że nauka jest nudna, trudna i zua, bo - niespodzianka! - miały z nią trudności i musiały spędzać więcej czasu nad lekcjami.

    I fakt, ty nie pamiętasz uczenia się po nocach, ja też nie, bo zadania domowe odrabiałam w ciągu ostatnich pięciu minut lekcji (uczyć sensu stricte się zaczęłam w 3 klasie szkoły średniej, do olimpiady przedmiotowej). Ale pamiętam rodziców krzyczących z okien "Jasiek, do domu, lekcje odrabiać" i Jasiek szedł, wracał np. za 2 godziny (!!) co dla mnie było szokiem, bo jak można przez 2 godziny rozwiązywać 2 głupie słupki z matematyki i przepisywać dwa zdania z polskiego. A jednak Jasiek tyle czasu na to potrzebował.

    Teraz jest tak samo, niewiele się tu zmieniło smile.

    Poziom się obniżył? Być może. Ale pamiętam, że 10 osób na 30 z mojej klasy chodziło na tzw. zajęcia wyrównawcze. Czyli, jednak te 7-latki nie były tak genialne jak teraz tongue_outtongue_outtongue_out. I dokładnie pamiętam, jak w 4 klasie podstawówki część osób nie umiała płynnie czytać. Oraz, jak około 8 klasy podstawówki większość nie umiała przeczytać tekstu ze zrozumieniem, wyciągając wnioski. Zresztą, jak czytam fora gazetowe, to jestem pod wrażeniem umiejętności logicznego wnioskowania, wnioskowania przez analogię i generalnie rozumienia tekstu pisanego. Negatywnym wrażeniem.



    --
    I'm weird, but I'm not strange!
  • 08.08.09, 15:48
    Nie patrz tak na swoje dziecko, bo to nie ma sensu, a tylko je wykończysz.
    Ludzie nauczeni otwartości na świat i zdolni szybko zdobędą wymaganą od nich
    wiedzę. Z tego, co przeczytałem, zamiast rozwijać ciekawość dziecka, zaczęłaś je
    nieprawidłowo uczyć. Dla przykładu: wygląda na to, ze umie mnożyć, ale nie wie,
    czym jest mnożenie ... . Potem będzie takie, jak niektóre moje koleżanki, które
    skończyły ekonomię, a nie wiedzą na czym polega ekonomia. Czy Twoje dziecko
    zdobędzie wiedzę w wieku lat 40, 25, 10, czy 5, nie ma znaczenia. Ważne jest,
    aby umiało i chciało czytać, a tego na pewno nauczy się w szkole. Czytanie plus
    samodzielna analiza i wyciąganie prawidłowych wniosków. Aby dobrze żyć trzeba
    umieć tylko tyle lub aż tyle, w zależności od uzdolnień.
  • 08.08.09, 16:04
    Ja moich dzieci nie uczę.
    Bez przesady - nie w tym wieku wink mnożenia i dzielenia. Ja tylko odpowiadam na
    ich pytania. Wiedzą czym jest dzielenie i potrafia dzielić, mnożyć, proste
    potęgi, pierwiastki. Czytac się młodszy nauczył śledząc litery, kiedy ja mu
    czytałam. Nigdy nie nauczyłam go żadnej literki.

    Starszy w wieku 5 lat znał na pamięć kalendarz na cały bieżący rok. Aż mnie to
    irytowało, ale taki już jest - lubi cyferki.
    Młodszy zadaje dużo pytań, jest czasem trudno. Jak wytłumaczyć mu dlaczego s nie
    jest samogłoską skoro można ją wymawiać ssssssssss a nie sy i dlaczego wrzesień
    nie pisze się "wrześeń" - dzisiejsze przykładowe pytania.

    Powtarzam: nie uczę dzieci jakoś specjalnie nad wyrost.

  • 09.08.09, 10:56
    Jeśli wiedzą, czym jest dzielenie, to wiedzą coś, czego w ich wieku nie
    wiedziało wielu noblistów, a większość ludzi nie wie. Ciekawe, jak się ich
    talent rozwinie.
  • 08.08.09, 16:46
    nowe podreczniki sa oparte na noweh podstawie programowej.

    a nowa podstawa programowa zostala napisana z zalozeniem, ze do
    klasy I ida dzieci 6-letnie.

    wiec 7-latek w klasie I moze sie nieco nudzic

    ale wszystko to zasluga protestujacych rodzicow, ktorzy przyczynili
    sie do zlagodzenia reformy.
  • 08.08.09, 19:54
    No k..... zaraz bedzie, ze calki poznawalismy wink

    Szkola to nie tylko wiedza to dojrzalosc, uspolecznienie,
    samodzielnosc, wygimnastykowanie i pare innych skladnikow.
    Powiem wiecej - wiedza przy tym to minimalny ulamek.




  • 08.08.09, 20:00
    katrio_na napisał:


    > Szkola to nie tylko wiedza to dojrzalosc, uspolecznienie,
    > samodzielnosc, wygimnastykowanie i pare innych skladnikow.
    > Powiem wiecej - wiedza przy tym to minimalny ulamek.

    A pewnie, sprzątać tez ktoś musi wink
  • 10.08.09, 00:02

    Naprawde myslisz, ze jesli Jas naczy sie rok wczesniej czytac od
    Stasia to Jas bedzie profesorem a Stas szambiarzem?

    Dodam Ci jeszcze na oslode - jestem w polowie drogi aby zostac owym
    profesorem. Ostatnio mialam okazje goscic na luksusowym jachcie Pana
    slusarza zarabiajacego w najgorszym miesiacu 20 razy tyle co ja w
    moim najlepszym miesiacu z wszelkimi fuchami.

    Dlatego dziecinstwo mojego syna bedzie dziecinstwem, bedzie
    przekazywaniem wiedzy i swiata przez rodzicow a nie bedzie
    sleczeniem nam lekcjami do 20.






  • 08.08.09, 20:58
    W I kalsie miałem szlaczki, alfabet od A do Z, nauka pisania i
    czytania. dodawanie, odejmowanie, mnożenie i dzielenie w zakresie do
    100. O równaniach z jedną niewiadomą i potegach w pierwszej klasie
    nie słyszałem. Za to działania na zbiorach to i owszem były.
    PS
    A może ten zeszyt to ty masz z I kalsy ale zawodówki?
  • 08.08.09, 21:36
    Droga kagrami ........ Tak naprawde pierwsze 3 lata nauki sa dla dziecka chyba
    najwazniejsze . Nie pamietam kto to powiedzial ale w 1 klasie dziecko powinno
    pokochac swojego nauczyciela ,w 2 giej polubic szkole a zaczac sie uczyc w
    klasie 3 ciej wink) I ja sie z tym zgadzam .
    Niby mamy nauczanie zintegrowane ale jednoczesnie wcale nie daje to wiekszego
    pola manewru . Dzieci za duzo czasu spedzaja nad ksiazkami,cwiczeniami a za malo
    poza szkola gdzie powinny zdobywac wiedze z doswiadczenia,"na zywo" .Nie pozwala
    na to wlasnie przeladowanie materialu . Doswiadczony nauczyciel wie co moze
    pominac ,co zrobic pozniej ,poczatkujacy czesto opiera sie tylko na ksiazkach i
    wtedy szkola moze faktycznie zaczac byc nudna dla dziecka . Nauczyciel nie tylko
    ma uczyc pisac,czytac,dzielic,mnozyc ale rowniez wychowywac - a to bardzo
    szerokie pojecie . Nie podpieraj sie wiedza zdobyta z gazet bo niewiele prawdy
    tam znajdziesz .Poczekaj do pierwszej wywiadowki,wychowawca powie jakie sa
    podstawy programowe .Sama przekonasz sie ,ze klasa 1 wcale dla dziecka nie jest
    taka latwa. Te kilka godzin spedzonych w szkole jest duzym obciazeniem dla
    takiego malucha .Nie wiem dlaczego tak Ci zalezy zeby Twoje dziecko potegowalo
    czy dzielilo w zakresie 100 w kl 1. Na wszystko przyjdzie czas .
  • 09.08.09, 10:16
    Dziękuję za odpowiedz ale znowu nastąpił brak zrozumienia.

    Mam 2 dzieci: starszy idzie teraz do 3 klasy młodszy do 1.
    Chociaz starszy bardzo lubi(ł) matematykę - nie miałam uwag do podręczników
    Wesoła Szkoła. Myślałam, że: socjalizacja, obowiązkowośc i koncentracja - że
    tego się nauczy. Niestety, z tego powodu, że miesci się w normach - nie musiał
    się w ogóle przez 2 lata uczyć a na lekcjach wyłącznie sie nudził. Żadnych zadań
    domowych - inne dzieci tak, ale on nie bo program ma opanowany - tak mówiła
    nauczycielka.

    Teraz młodszy dostał podręczniki Witaj Szkoło! - słyszałam jak panie w zerówce
    mówiły o reformie i zaczęło mnie zastanawiać, dlaczego te nowe podręczniki tak
    się różnią od poprzednich.
    Chociaz WS dla mojego dziecka było łatwe, ale jeszcze do przyjęcia, dla
    niektórych dzieci mogły być nawet trudne.
    Np. dla mnie by były, bo pamiętam siebie - nie rozumiałam matematyki i nie
    umiałam czytać w tym wieku.

    Ale teraz - podręczniki z zerówki zawierały więcej materiału!

    No i kontrolnie wyciągnęłam ten mój zeszycik, dla porównania.

    I wygląda to tak: przepaść. W dodatku ja nie chodziłam do zerówki i jest to
    zeszyt z końca roku.

    Podałam przykłady z tego starego zeszytu, żeby pokazać jak się dawniej w Polsce
    uczyło. Dzieci nie były przeciązone. Byłam jednym ze słabszych uczniów i nie
    pamiętam jakoś stresu i siedzenia po nocach...

    Zbyt mało interesowałam się reformą, ponieważ - chociaż mam dziecko z 2002 to
    jednak z końca roku. Myślałam raczej, że dzieci młodsze będą musiały się
    dostosować, a nie że do nich będzie naginany program. U nas na ponad 70 dzieci
    tylko jedno przychodzi bez przygotowania zerówkowego.


  • 08.08.09, 22:30
    10/10

    Pierwszą klasę zaczynałam w 1985 roku (mając 3 lata byłam już
    przedszkolakiem - także przeszłam maluchy, pięcio i sześciolatki).
    Jakoś nie kojarzę równań z niewiadomą i potęg w pierwszej klasie.
    Matmę zawsze lubiłam, "jabłuszka i gruszeczki" - apropo zbiorów i
    równań z niewiadomą wink.

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.