Ja przyznam się, że dziś postanowiłam, że nie włączam komputera póki nie zrobię moich ćwiczeń, baaaaaaaaardzo ważnych dla mnie. Zwyczajnie zauważyłam, że jak wpadnę choćby tylko po to by sprawdzić maile czy wiadomości gg, zwyczajnie klepnie mi godzinka. A tu zjeść jeszcze trzeba i inne rzeczy zrobić...
Mam zamiar twardo się tego trzymać, najpierw ja, potem komputer!
;-)
A jak wygląda to u Was? Zazdroszczę z jednej strony tym, którzy nie mają komputera w rozkładzie dnia. Z drugiej jednak ręki to jest mój kontakt z pracą, rodziną, ze światem, dostęp do informacji po prostu...
Czy wy planujecie posiedzenia przy kompie, czy pozwalacie się wchłonąć? Jak widzę, wydaje mi się, że faceci mają z tym ogromny problem... uzależnieni na maksa!
Stwierdziłam, że nie dam się uzależnić od neta :-)
Pozdrówka
Mysza
--
Eindhoven i okolice