LUCZI – najstarszy z kotów jest strasznym pieszczochem. Uwielbia, żeby go głaskać, podstawia główkę pod rękę, ociera się o nogi (jeżeli nie ma w pobliżu psa), mruczy – i to jest takie przyjemne i miłe.
Ale Luczi jest – jak to świetnie zauważyło wielu uczestników – nieprzewidywalny. Domaga się pieszczot, ale w pewnym momencie łapie głaszczącą go rękę pazurkami i podgryza lub kopie drapiąc tylnymi nogami. Aż trudno się wyrwać z objęcia pazurzarstych łap… Ja już się nauczyłam głaskać go tak, żeby nie udało się jemu złapać mnie za rękę. Poza tym na starość złagodniał trochę.
Mnie męczy jego skłonność do wymiotów. Jak za dużo zje, to wymiotuje, jak śwince morskiej podje trawę – to też wymiotuje. I to w dodatku tam, gdzie akurat jest. Całe szczęście najpierw zawsze jakoś charczy i jak jestem w domu, to szybko stawiam go na podłogę, bo wolę sprzątać z podłogi niż z innych miejsc. (Żeby zapobiec takim sytuacjom – wsypuję do miseczek mało pokarmu i często dosypuję – ważne jest, żeby Luczi nie zjadł za dużo za jednym zamachem, bo je na wyrost, a potem zwraca.)
Bardzo wielu uczestników warsztatów zauważyło, że problemem jest jego nieumiarkowanie oraz nieprzewidywalność – brawo

.
Wyjazdu boi się strasznie, rozpoznaje przygotowania do wyjazdu - i chowa się w bardzo niedostępnych dla nas miejscach, po prostu znika. Karta Śmierć (TM, Canada) świetnie to oddaje. Kiedyś córka przez niego nie wyjechała – musiała całkowicie zmienić plany – bo go nie znalazła. Teraz Czufik potrafi nam pomóc znaleźć Lucziego – kręci się koło jego schowka

.
Luczi jest kotem po przejściach – świetnie to parę osób zauważyło. Jego mama Szu (wcześniejszy kotek córki) miała wypadek pod koniec ciąży. Luczi był jedynym żywym kociakiem z miotu (a może niektóre żyły parę dni). Urodził się już ze złamanym ogonkiem – jest przez to niezgrabny, co nie przeszkadza mu być świetnym łowcą. Byłam świadkiem, jak nagle podskoczył do góry będąc na balkonie – i złapał wróbelka. Pobiegł z nim w zębach do pokoju i schrupał pod łóżkiem zostawiając tylko trochę piórek.
Luczi jest jedynym kotem z całej trójki, który mieszkał poza mieszkaniem – na działce ogrodowej. Córka podczas studiów mieszkała w altance działkowej z kotkami Szu, Luczi i z psem wilczurem. Skończyła studia, działkę z domkiem sprzedała, Luczi zamieszkał w mieszkaniu i strasznie tęsknił do przestrzeni, swobody, przyrody – to było widać…
Wracając jeszcze do jego dzieciństwa. Szu po wypadku była długo drażliwa, obolała i swojego synka traktowała ostro. Gdy ją zaczepiał chcąc się bawić, to ona nie raz pacnęła go pazurkami. Może dlatego Luczi jest taki zaskakujący? – domaga się pieszczot, a gdy je dostaje, to drapie.