Moje najnowsze hobby, to nauka języka programowania C++. Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z programowaniem. Studiowałam wprawdzie matematykę teoretyczną, ale za „moich czasów” programowanie miała tylko sekcja numeryczna. Później, jak nastąpiła era komputerów PC, to w moim gabinecie w pracy w Instytucie Matematyki pojawił się komputer i pod wpływem kolegi zaczęłam uczyć się programowania w Pascalu, ale jak zauważyłam, że jestem w ciąży, to przerwałam siedzenie przed komputerem, żeby dziecko się nie napromieniowywało. Teraz to dziecko (syn) ma już 17 lat i uczęszcza do LO. Nie dostał się do tego LO co chciał, ale dopiero do 3-go LO ze swojej listy – miał za mało punktów. To uświadomiło nam, że z jego dostaniem się na studia za 3 lata może być podobnie – może nie dostać się na te studia co chce, tylko na te gdzie łatwiej się dostać.
Syn planuje studiować informatykę – ma do tego predyspozycje. Ale z uzbieraniem odpowiedniej liczby punktów na maturze może być w jego przypadku trudno – ma mnóstwo dodatkowych zajęć i zainteresowań, na naukę w domu ma strasznie mało czasu (i wcale nie ma dużo ochoty).
Wyjściem byłoby branie udziału w Olimpiadach Informatycznych. Sama w swoich czasach szkolnych brałam udział w Olimpiadach Matematycznych i uważam, że wystarczy po prostu robić zadania (o ile się to lubi robić), a nabierze się wprawy i umiejętności. Szukałam więc dla syna korepetytora, który wprowadził by go w podstawy potrzebne do robienia zadań z informatyki – i tak dowiedziałam się, że 5 października ruszy internetowe Regionalne Koło Informatyczne (RKI). Korepetytor nie był potrzebny – syn zapisał się do RKI. Ale już pierwszego dnia zaczął się strasznie złościć, bo nie potrafił sobie poradzić z jakimś zadaniem. Wtedy ja też postanowiłam się zapisać na internetowe zajęcia RKI, żeby w razie problemów móc przynajmniej pomyśleć, bo nie lubię poczucia bezradności. Miałam możliwość zapisać się jako pracownik Instytutu i wykorzystałam to.
Zajęcia w RKI są internetowe. Co tydzień na stronie RKI podawany jest nowy wykład. Nauka wymaga dużej własnej aktywności. Do wykładu są ćwiczenia. Kto ma problemy ze zrobieniem ćwiczeń, ten może „klikać” otwierając podpowiedzi i może również zobaczyć rozwiązanie, a nawet parę wariantów rozwiązań. Na koniec cotygodniowej lekcji podane są zadania do samodzielnego zrobienia. Na zrobienie zadań jest 10 dni (później też można wysyłać zadania, ale nie dostaje się za nie punktów). Rozwiązania wysyła się, a komputer sprawdza i podaje ile punktów się zdobyło i można swoje punkty porównać z maksymalną punktacją. Całe szczęścia można poprawiać punktację poprawiając swoje rozwiązania. Na stronie można sprawdzić ranking z informacjami kto ile punktów uzyskał. Dla mnie jest to pewna presja, bo jestem pod swoim imieniem i nazwiskiem, a w RKI biorą udział uczniowie, którzy potencjalnie mogą być potem moimi studentami na Wydziale Matematyki i Informatyki, gdzie jestem wykładowcą. Jak już w to weszłam, to nie mogę nie dać sobie rady z zadaniami dla uczniów szkół średnich... No więc dzielnie zmagam się z problemami. A mam ich dużo. Przede wszystkim trudno mi się przyswaja całkowicie nową wiedzę – te wszystkie komendy, gdzie przecinek, gdzie średnik, jaki nawias; trudno mi się połapać dlaczego program się nie kompiluje lub dlaczego podaje jakiś nieprawdopodobny wynik z księżyca. Ta nauka jest dla mnie kształceniem charakteru – cierpliwości, wytrwałości, determinacji. Ale walka z przeciwnościami strasznie mnie wciąga i jednocześnie angażuje emocjonalnie. Nie mogę przestać myśleć nad zadaniem dopóki go nie rozwiążę.
Mam wrażenie, ze coraz lepiej sobie radzę. Nie mam dobrej pamięci do komend, ale założyłam sobie zeszyt ze „ściągami” i szybko znajduję potrzebne mi informacje. Nie mogę połapać się, gdy program nie chce się skompilować – kompiluję więc każdy fragmencik programu który piszę i sprawdzam wyniki – czy ten fragmencik działa tak jak chcę, aby działał. Zbyt szybko zapominam wcześniejsze wiadomości – zaglądam więc codziennie na fora RKI oraz króciutko przeglądam lekcje. (Mój syn nie ma takich problemów jak ja – miał lekcje z informatyki od szkoły podstawowej, więc ma „obycie”, a do tego łatwiej przyswaja sobie wiedzę swoim młodym, chłonnym umysłem.)
W każdy poniedziałek, gdy zaczyna się nowa lekcja, to jestem przygnębiona, bo nadmiar wiadomości mnie przytłacza i nie mogę się połapać we wszystkim. Potem naukę i własne próby rozwiązania ćwiczeń, zadań - mogę nazwać walką. Dosłownie. Jest to właściwie walka z własnymi ograniczeniami umysłu (oraz również w dużym stopniu z brakiem czasu). Ale potem jak już wszystko ogarnę i jak zrobię poprawnie zadania na maximum punktów, to jestem dumna i szczęśliwa. Jestem bardzo dumna i bardzo z siebie zadowolona!!!
Z synem wzajemnie się mobilizujemy - zaraz po zrobieniu zadania informujemy się o tym. I pomagamy sobie trochę, bo zwykle robimy zupełnie inne błędy. Syn natychmiast zauważa u mnie błędy polegające na opuszczeniu lub przekręceniu jakiś komend, ja zauważam jak przeoczy jakieś przypadki szczególne w zadaniu. Gdyby nie ta możliwość wzajemnej komunikacji, to prawdopodobnie programowanie nie wciągnęło by mnie aż tak.
Uczę się sama przy swoim komputerze, ale rozmawiam z synem o problemach, zadaję również pytania na forum RKI lub odpowiadam innym uczestnikom (o ile znam odpowiedź na ich pytania).
Obecnie nic mnie tak nie wciąga jak RKI, angażuje czasowo i przynosi mi moc emocji – od poczucia beznadziejności do radości. I właściwie to dobrze tak zmienić „miejsce siedzenia” i stać się uczniem gdy jest się zawodowo nauczycielem – to wytrąca z rutyny i pozwala lepiej zrozumieć problemy uczniów

.
P.S. Numer warsztatów o moim hobby 110 jest zero-jedynkowy jak „język maszynowy” komputerów

.